raki napisał/a:Ja bym chciała się umieć pogodzić z tym, że czasem nie mogę, bo po prostu jest źle, że nawet dużej jest źle (tylko przez ostatnie trzy lata nieco za często), a po drugie by nie zawalać nic totalnie.
Niestety ja mam ten kłopt, ze potrafię się dość szybko zregenerować, żyć własnym życiem, że nawet psycholog uważa, że terapia mi nie jest potrzebna, a potem kolejna sytuacja i ciach. chociaz postępy zrobiłam i tak wielkie.
Wiesz Raki, nie wszystko da się od razu, a myślę, że jeśli od razu wiele, to pewnie - na krótko....
Tak reasumując trzy posty.
W tej chwili np. ja stanowczo odmawiam nawiązywania lub nawet sugerowania mi nawiązania jakichkolwiek znajomości damsko-męskich. Dlaczego - bo się znam z przeszłości. Raki, to będzie mój drugi rozwód. Co pomiędzy - o niektórych sprawach wolę nie wspominać publicznie, bo nie jest mi potrzebne samobiczowanie.
Był kiedyś ktoś, kto poświęcił mi wiele swojego czasu i zaczęłam "rozumieć". Co z tego, skoro to nie było ugruntowane, sprawdzone, pewne, bo zweryfikowane na kilku "wygranych" relacjach. Wygranych, bo zdrowo poprowadzonych. Widziałam ten machający jego palec - nie teraz, jeszcze nie teraz, to nie dla Ciebie. I i tak stwierdziłam, że tak, ja tego chcę, że nic lepszego mi się nie zdarzy (?), że facetowi mogę zaufać bardziej niż sobie bo jest mega zrównoważony (?), że to najlepsze wyjście z mojej sytuacji (?). Przyjaciel machnął ręką, stwierdził, ze ma nadzieję, że dam radę.
Nie dałam. Stąd moje - już nie zapomnę, zawsze będę pamiętać, nawet jak się potknę, postaram się jak najszybciej zauważyć i pozbierać. Wiem, że nie mogę właśnie siebie i swoich reakcji być pewna, więc na razie (na razie) wolę unikać.
Powoli, nie wszystko na raz, nie w moim przypadku - bo gdzieś pofrunę.
Ja się muszę nauczyc spokoju i niefundowania sobie atrakcji. Które kończą się spadkiem - jednak.
Ja też - dla otoczenia - podnoszę się szybko. Ale na razie bardziej mi zależy na moim wnętrzu. A tu się tak szybko to wszystko nie zabliźnia, tym bardziej, że wiem, że przede wszystkim to ja wyraziłam zgodę na to wszystko i że to nad sobą muszę zapanować - a nie nad kimś. Więc podnoszenie się - nic tu nie da. Tu trzeba na stałe stanąć na nogach jakby
A nie klękać i wstawać przez całe życie.
Co do tego, czy komuś jest lub nie - potrzebna terapia - ja się nie znam
Ja tylko na szczęście poczułam, ze ja już sama nie dam rady, bo kompletnie niczego nie rozumiem. Przed terapią miałam całkiem inny wzgląd na sytuację. Winna bo niekonsekwentna, nieodpowiedzialna, nieczuła. Teraz pewnie widzisz, że po prostu mam w większości przypadków zaniżoną samoocenę. Ja dzięki terapii wiem, z czego ona powstała a z myślenia teraz i forum wiem, że ktoś to we mnie ugruntował.
Nic się nie dzieje bez przyczyny - ja ją chciałam poznać. Nie jest to dla mnie przyjemne, fakt, ale ja zawsze lubiłam prace archeologiczne i łażenie po bezdrożach
Więc mnie terapia akurat bardzo odpowiada
I jakoś fakt, w tym aspekcie nie rozminęłyśmy się z wnioskami z moją terapeutką 
Co do posiadania go w kręgu znajomych.... Nie wiem, kazdy ma "indywidualne" spojrzenie.
Ja najpierw wykasowałam, potem zaprosiłam ponownie, potem ... zablokowałam
Taka niekonsekwencja. Ale dzięki blokadzie, nie jest w stanie nigdzie na FB zobaczyć niczego z moim udziałem, ja dla niego nie istnieję. Reagowałam zbyt emocjonalnie, a jm ma dziwną manię wrzucania jakichś dziwnych piosenek. A mnie darło. A że to introwertyk z zapędami do jakichś przesad, to mi np. ten psychopata ostatnio głośno słucha "Napraw" LeMon. A mnie sie niedobrze robi i wychodzę, bo to ewidentnie tekst psychopaty. Jak nie wierzycie, to posłuchajcie dokładnie. Mnie odrzuca.
Wyrzuciłam, zablokowałam, bo jakiekolwiek inne, dodatkowe oznaki jego aktywności doprowadzały mnie do roztrzęsienia. Nie mogłam normalnie funkcjonować, tym bardziej, że ja z nim mieszkam. To tak jak z nałogiem. Odrzuciłam tego "papierosa". Inni palą w mojej obecności (on jest w tym mieszkaniu, czasem go mijam, wchodząc mówię dzień dobry), ale się nie zaciągam, do ręki nie biorę. Pytam jedynie o kwestie związane z dziećmi i z opieką nad nimi - krótko, jednym zdaniem, oczekując odpowiedzi tak lub nie. Nie zdarzyło mi się zareagować na jęk, jakieś zamarudzenie, że coś boli itp. Nie próbuję rozmawiać o tym, że wybrano nowego papieża. On we mnie nie widział człowieka zasługującego na szacunek i ludzkie traktowanie. Ja nie chcę i nie widze podstaw do utrzymywania z nim jakichkolwiek kontaktów poza niezbędnymi. Nie interesuje mnie, że nie ma do kogo gęby otworzyć - bo ja mam. Jego życie nie wiąże się już z moim poza konsekwencjami zakończonego związku. Było ciężko Raki - mnie zaraz stuknie pół roku
.
Ale ja naprawdę bardzo siebie do wszystkiego zmuszałam. Czułam, że to ja muszę znaleźć coś, co pomoże mi przez to przejść. Najpierw to była nadzieja. Potem świadomość, że musi minąć czas. A teraz są chęci do tego, bo znowu czuć radość z tego, że żyję każdego dnia i że jeszcze tyle przede mną 