netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 963 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 278 279 280 281 282 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 136 do 18 200 z 26 310 ]

18 136

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wyciszyłam się dzięki Tobie Liv smile Dziękuję smile Tego mi było trzeba smile Ja już chyba z bezsilności nie odpowiadam na posty nowych, zagubionych dziewczyn. Kiedyś potrafiłam odpisywać, teraz nie potrafię.
Zdaję sobie sprawe, że mój smętny nastrój, nie jest najlepszym motywatorem dla innych. Mam nadzieję, że kiedyś to minie. Mam nadzieję, że jak terapia się rozpocznie, to tylko tam będę wywalać z siebie to całe moje nieszczęście, Wam już tego oszczędzę smile

Bardzo mi miło, że poczułaś się lepiej ale nie czuję tu swojej zasługi. To pewnie już samo pisanie tutaj i bycie zrozumianą ci pomoglo ale jeśli czujesz własnie tak to się cieszę.
A z czego te nowe, zagubione dziewczyny mają się uczyć? Piszmy i wywalajmy jak trzeba, a potem jak już będzie lepiej, to te dziewczyny przeczytają jaką drogę przeszłyśmy do tego lepiej. Ten wątek to taki elementarz.
Ja też nie odpisuję za bardzo, w sensie dawania rad, bo jak pisałam nie czuję się kompetentna by to robić.

18 137 Ostatnio edytowany przez Liv4 (2013-03-11 00:54:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

..

18 138

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Wg mojej terapeutki pustkę w sobie wypełnić mogę tylko ja sama i sobą. Tym co lubię, jaka jestem itp. Zauważyłam, że wynajduję sobie zajęcia, by nie być sama ze sobą, a wtedy siadam, próbuję medytować i ..zasypiam.

Liv - wyjdź sama na spacer, wtedy nie zaśniesz wink
Nie musisz myśleć, wystarczy że spędzisz chwilkę czasu ze sobą smile

Nowe, zupełnie inne spojrzenie i takie trafne. Jak ja się cieszę że są tu takie kobiety. Jedna pogłaszcze, druga zruga jak trzeba..każda daje co innego i każda jest potrzebna.

Trochę zimno się zrobiło ale jak słoneczko się pokaże, to zaproszę siebie na spacer. Spróbuję zrobić to nieco inaczej, bo do tej pory jesli próbowałam sama sobie pospacerować w parku, czułam się z tym nieswojo, coś jakby wstyd i dawny stereotyp: sama, to nie ma z kim. i pustka koło mnie. Mam trochę czasu, to się dobrze przygotuję do spaceru, tak by być z zaproszenia zadowoloną. Niby nic takiego a dla mnie wyczyn.

18 139

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

..

Ja się też pewnych rzeczy uczę - ale nie na siłę smile Mówię sobie że chciałabym coś zrobić a potem robię to dopiero wtedy, jak mi się tego zachce smile

18 140

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

..

Ja się też pewnych rzeczy uczę - ale nie na siłę smile Mówię sobie że chciałabym coś zrobić a potem robię to dopiero wtedy, jak mi się tego zachce smile

No tak, to normalne smile

18 141 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-03-11 17:06:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

...

18 142 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-03-11 09:39:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A życie bez nałogu jest...puste. I jak tą pustkę zapełnić? Bo co z tego, że spełniam swoje marzenia, mam pracę, mieszkanie...skoro nie umiem się tym cieszyć. I nie umiem się cieszyć życiem i sobą... No bo kto by chciał słuchać, że mi źle, że mi smutno, że mam dość, że się boję. Więc wmawiam sobie, że jest dobrze, a nie jest sad I bądź tu pozytywnym optymistą smile

Czasami umiem się cieszyć,ale za chwilę dopada mnie głód.Jak i narkomana. sad

Beosa, Ty piszesz o 5 miesiącach, u mnie rok i... wciąż to samo sad
Dopiero teraz dostrzegłam czym jest ten głód nałogowca i jak to wygląda. I brzydzę się tego, bo jestem identyczna jak mój ojciec alkoholik i jak moja matka, która zaprzecza sad Wszystko w jednej osobie.
I gdy M nie ma w pobliżu, mówię sobie : "nigdy więcej!" a wystarczy sekunda, by się zachłysnąć nim sad i jest ulga... a potem złość na cały swiat i na siebie, że znowu to zrobiłam! Mam nawet wrażenie, że im bardziej się oddalamy od siebie, im bliżej końca, tym gorzej sad
To jest nałóg, parszywy wstrętny nałóg. I doskanele potrafię radzić ludziom jak wyjść z nałogu. Odstawić, odciąć się. I domyslam się, że wtedy przychodzą demony...i to trzeba przetrwać, nie cofać się, nie poddać się i nie wpaść w inny nałóg. A później już będzie dobrze... Tylko wsparcie jest potrzebne. Samemu nie da rady chyba?

18 143

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Wczoraj chyba właśnie w książce ,,Obudź..'' było o porażkach, że są potrzebne, bo uczymy się szybciej podnosić i lepiej radzić następnym razem. Czyli jest szansa, że do perfekcji opanujemy wstawanie, a potem czas na naukę chodzenia i nie upadania za często wink

Pewnie tak jest. Ja mam jednak wrażenie, że po wyczerpaniu określonej puli upadków już wcale nie ma tyle siły, żeby chcieć nadal wstawać. Chce się tylko leżeć i nigdy nie podnosić...

beosa napisał/a:

Czasami umiem się cieszyć,ale za chwilę dopada mnie głód.Jak i narkomana. sad

Tak, to jest to nasze uzależnienie. Terapia bezwzględnie potrzebna. Tak jak narkomanowi, jak alkoholikowi...

18 144

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Wczoraj chyba właśnie w książce ,,Obudź..'' było o porażkach, że są potrzebne, bo uczymy się szybciej podnosić i lepiej radzić następnym razem. Czyli jest szansa, że do perfekcji opanujemy wstawanie, a potem czas na naukę chodzenia i nie upadania za często wink

Pewnie tak jest. Ja mam jednak wrażenie, że po wyczerpaniu określonej puli upadków już wcale nie ma tyle siły, żeby chcieć nadal wstawać. Chce się tylko leżeć i nigdy nie podnosić...

beosa napisał/a:

Czasami umiem się cieszyć,ale za chwilę dopada mnie głód.Jak i narkomana. sad

Tak, to jest to nasze uzależnienie. Terapia bezwzględnie potrzebna. Tak jak narkomanowi, jak alkoholikowi...

Wydaje mi się, że to zależy w którym miejscu jesteśmy upadając.  Gdy nie znałam czegos takiego jak grupa wsparcia w necie, nie czytałam książek o tematyce kkzb i podobnych, byłam bardzo słaba psychicznie i po każdym upadku słabłam jeszcze bardziej. Wraz ze wzrostem świadomości, gdy wiem o co w tym chodzi te upadki  może nie są mniej bolesne ale mam świadomość, że moje samopoczucie wróci do normy, wiem jak to działa, a poprzednio w chwili upadku cały świat mi się walił i myślałam że tak juz zostanie.



,,zapełnić pustkę sobą '' , polubić czas spędzony sama ze sobą i tak jak lubię, znaleźć w sobie to wszystko czego szukam na zewnątrz czyli własnie zapełnienia tego czasu innymi osobami, rozrywkami itd. Sama ze sobą nie czułam się dobrze, więc by poczuć się dobrze, szukałam szczęścia na zew a nie w sobie.Dobrze rozumiem czy coś pogmatwałam?

18 145

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Wydaje mi się, że to zależy w którym miejscu jesteśmy upadając.  Gdy nie znałam czegos takiego jak grupa wsparcia w necie, nie czytałam książek o tematyce kkzb i podobnych, byłam bardzo słaba psychicznie i po każdym upadku słabłam jeszcze bardziej. Wraz ze wzrostem świadomości, gdy wiem o co w tym chodzi te upadki  może nie są mniej bolesne ale mam świadomość, że moje samopoczucie wróci do normy, wiem jak to działa, a poprzednio w chwili upadku cały świat mi się walił i myślałam że tak juz zostanie.

Pewnie każdy przeżywa to na swój sposób. Ja już byłam dość daleko, kiedy upadłam i leżałam długi, bardzo długi okres czasu. Naprawdę miałam świadomość wszystkiego. Ale tak samo i wszystkiego dość miałam.
Widocznie potrzebny był mi ten czas. Na zebranie sił? Myśli? Nieważne, liczy się że znów czuję (słabo, bo słabo - ale zawsze to coś), że chcę i mogę...

Liv4 napisał/a:

,,zapełnić pustkę sobą '' , polubić czas spędzony sama ze sobą i tak jak lubię, znaleźć w sobie to wszystko czego szukam na zewnątrz czyli własnie zapełnienia tego czasu innymi osobami, rozrywkami itd. Sama ze sobą nie czułam się dobrze, więc by poczuć się dobrze, szukałam szczęścia na zew a nie w sobie.Dobrze rozumiem czy coś pogmatwałam?

Ja też tak to rozumiem. Od jakiegoś czasu lubię być sama ze sobą, mało tego - zrobiłam się trochę wybredna w doborze towarzystwa dla siebie... tongue

18 146 Ostatnio edytowany przez luluville (2013-03-11 15:11:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mój Karaluch zachowuje się jak palant. Śledzi mnie, sprawdza co robię, z kim. Cały czas czuję się obserwowana. Robi mi wyrzuty, ze jak sie spotkaliśmy przez przypadek to byłam obrażona.
A co miałam skakać z radości jak szczeniak że go widzę. On chyba tego oczekuje.
Minał miesiac od rozstania, a on nadal zachowuje sie jakby miał do mnie jakieś prawa, jakbym była jego własnością. Jest to trochę dziwne, biorąc pod uwagę, że to on zerwal.
Mam kilka propozycji randek i choć nie czuję się na siłach by być w nowym związku, to chyba spotkam się z kimś, żeby zobaczyć czy są faceci, którzy myślą normalnie, którzy nie szukają ciagle zaczepki, winy we mnie i nie robią ze mnie idiotki, bo nie uśmiechnęłam się dość szeroko na jego widok.

18 147

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bogactwo świata karaluchów mnie fascynuje. Jak Linneusza i Darwina. Tyle typów, gromad, rodzin, podrodzin, ras, umaszczeń, aparatów gębowych, nibynóżek, odwłoków, chitynowych pancerzyków - ale gatunek ten sam: karaluch.
Na szczęście dobra matka Ziemia wydała też inne zwierzęta.

18 148

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Bogactwo świata karaluchów mnie fascynuje. Jak Linneusza i Darwina. Tyle typów, gromad, rodzin, podrodzin, ras, umaszczeń, aparatów gębowych, nibynóżek, odwłoków, chitynowych pancerzyków - ale gatunek ten sam: karaluch.
Na szczęście dobra matka Ziemia wydała też inne zwierzęta.

Przez moment zwątpiłam w ogóle w istnienie innych "zwierząt". Ten jeden karaluch tak skutecznie mi obrzydził wszystkich facetów że mała głowa.

Najgorsze, że przy nim nie umiem już być sobą. Jestem nienaturalnie podenerwowana, zestresowana. On zawsze, we wszystkim potrafił doszukać się, co tym razem zrobiłam źle.
Mam wrażenie, że uwielbia robić ze mnie idiotkę, wmawiać mi jaka to jestem nieporadna, chora psychicznie, uwielbia mówić " już miałem dobre intencje, ale twoje zachowanie sprawiło, że nie możemy być razem".
Totalny horror.
A ja jestem jeszcze na tyle słabej konstrukcji, jeszcze nie wyszłam na prostą, że nie potrafię tupnąć nogą.

18 149

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja chyba też kocham za bardzo... Gdy byłam dzieckiem moja mama była moim aniołem stróżem. Okazywała mi dużo uczucia, dużo miłości i szacunku- nawet jak byłam małym bąblem. Tego mnie nauczyła- miłości. A w dorosłym życiu zderzenie z rzeczywistością- mąż zimny i oschły. A ja robię wszystko by spojrzał na mnie życzliwie. A za miłe słowo z jego strony dałabym wiele. Nie zwraca na mnie uwagi. Nie pochwali za obiad, kiedy pytam jak wyglądam odpowiada nie patrząc na mnie "może być". Ja mam w sobie tyle miłości, że udaję że mnie nie boli jego zachowanie. Kocham, bo kogo innego miałabym kochać?

18 150

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam kochane kobietki,
przypadkiem trafiłam na to forum, troszkę poczytałam i stwierdziłam, że ten temat również mnie dotyczy. 2 tygodnie temu rozstałam się z (tak mi się przynajmniej wydaje) miłością mojego życia. Byłam z M. 3 lata, mieszkaliśmy 2,5. Od 2 miesięcy czułam, że coś jest nie tak, mimo rozmów i jego zapewnień, że jest super. Z dnia na dzień stwierdził, że mu się znudziło, że go nie inspiruje, nie motywuje do życia. Mieliśmy wszystko czego pragnęliśmy. Super mieszkanko, wspólnych znajomych, uwielbialiśmy swoje rodziny, rozumieliśmy się bez słów, planowaliśmy przyszłość. Prowadziliśmy aktywne życie do czasu kiedy rok temu miałam poważną kontuzję kolana, która mnie "wyhamowała". Operacja kolana, półroczna rehabilitacja, moje cierpienie - to go przytłoczyło, coś się w nim wypaliło. Odbudowaliśmy to, przez następne pół roku było cudownie, on zawsze stawał na wysokości zadania. Mimo pięknych chwil, wspólnej codzienności, przez moją kontuzję nie byłam już tak aktywna jak dawniej - to go znudziło. Miałam do niego pretensje, że zarzucał mi że powinnam być twardsza i lepiej znosić mój stan z nogą, że ma dosyć tematu "kolano". Mimo to wszystko jakoś szło pomału do przodu. Wyjechaliśmy na wakacje, było cudownie, powtarzał mi że nigdy między nami nie było lepiej. Od 2 miesięcy oszukiwał mnie w stosunku do swoich uczuć, zaklinał rzeczywistość, bo chciał być ze mną, a jednocześnie "nie czuł tego". Twierdził, że ja jestem taka jego pewna, mówię często co do niego czuje, o czym z nim marzę, a on - pewny mnie nie jest. Sama nie wiem, czy mam do siebie żal, że mówiłam mu o marzeniach naszej wspólnej przyszłości, czy raczej takie rzeczy są normalne. Mam żal, że mogłam częściej wychodzić wieczorami tak żeby on miał zupełnie czas dla siebie w domu (to mi też zarzucał), może  jego uczucia by się nie wypaliły. Ale z drugiej strony myślałam sobie, dlaczego mam robić jakieś rzeczy pod niego skoro jesteśmy siebie pewni i lubimy ze sobą spędzać czas? Przez własny biznes, który prowadzę w domu, w ciągu dnia miałam czas na wypady do przyjaciółki, czy gdziekolwiek, a że on akurat jak wracał z pracy wieczorem i ja byłam w domu, to nie zawsze mogłam na to coś poradzić... Eh, nie wiem sama czy bardziej ja zawiniłam czy jego niedojrzałość. Nie wiem czy kochałam za bardzo, czy po prostu kochałam tak jak trzeba faceta, z którym chciałam spędzić życie. Zawsze opiekuńcza, troskliwa, z pomocą. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Teraz, te 2 tygodnie po rozstaniu nie mogę dojść do siebie. Jestem jak cień, ciągle o nim myślę i mój umysł nie może dopuścić myśli, że nie będziemy już razem. Staram się sobie to tłumaczyć, że tak musiało być, po czym przychodzi fala wspomnień i wszystko wraca hmm Naprawdę czuję się w niezłym dołku...

18 151

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio, wyłuskałam z tekstu fragment o tym jak to osoby nie zastanawiają się nad sobą i traumami z dzieciństwa, a po prostu żyją. I tego się trzeba trzymać.

18 152

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Dzień Dobry!
A mnie boli prawa noga wink Chce mi się spać, bo Happy śpiewała pół nocy i ma chrypkę wink

Nie, no mała sjesta po śniadaniu, plany na dziś się wykrystalizowały smile

Ale na forum zaglądamy smile

Witajcie!
Zaglądnęłam na forum, bo chciałam napisać, że mi smutno sad
Zobaczyłam Twój post i... uśmiechnęłam się smile
Wierzcie mi lub nie, ale cieszę się, że jesteście.
Buziaki
*****************

Piepszone uzależnienie! Nienawidzę go! Niszczy mi życie!
Muszę się uwolnić! Muszę! Muszę! Chcę!!!!!!!!!!!!
Przecież musi być kiedyś lepiej! Przecież ludzie wychodzą z nałogów!
Mi też się to uda!
Czuję do siebie obrzydzenie, bo zachowuję się identycznie jak moi rodzice! Identycznie w każdym calu mojego życia! Nienawidzę ich za to!
Siebie też za to nienawidzę!


Jak teraz czytam to co napisałam, to mam wrażenie, że napisały to dwie różne osoby smile Ja to rzeczywiście mam coś z głową big_smile  Po tatusiu big_smile
Już się nie mogę doczekać kiedy zacznie się moja terapia, sama ze sobą już nie mogę wytrzymać. Nie dziwię się, że ludzie ze mną nie mogą wytrzymać.
Dlatego kiedyś napisałam, że pomyliłam wątek, bo to nie jest wątek dla wariatek big_smile

Chyba Ci się klaps należy. Nie świruj.

A tak og?lnie to macie tak, że potraficie się z dobrdgo stanu tak skopać same do poziomu podłogi z taką nienawiścią jakby do własnego wyglądu np.?

18 153

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Hm.. gratuluję zamknięcia sprawy. Też mam rozwód bez orzekania o winie. Wtedy nie miałam siły na niekończące się sprawy. Po rozprawie poszliśmy na piwo i pizze. Wtedy jeszcze miałam nadzieję przez blisko trzy lata że może, może.. Długo mi zeszło żeby uwolnić się od niego emocjonalnie ale teraz jest ok.  Sam zniknął z życia mojego i dzieci. A gdy wzeszłym roku było zagrożenie, że stracę mieszkanie w którym mieszkam i musiałby mi pomóc zniknął i wszelki słuch po nim zaginął. Dzieci mogły wylądować w domu dziecka dla niego to było bez znaczenia tylko dlatego żeby dokopać mi, że nie poddałam się po raz kolejny jemu. Już nie pozwolę mu wrócić i ciesze się że zniknął, bo miałby strasznie negatywny wpływ na dzieciaki.

Jeszcze kilka dni do uprawomocnienia.
Załatwione.

Chcieliby wymuszać, a potem się zmywają, bo tak najłatwiej.
Zapomnij o nim.

Ja nie byłam mocno związana. Jak nastąpił we mnie przełom to już na nic nie zwarzałam, nie było zmiłyj. Straszył, groził. Nic to.

18 154

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Hm.. gratuluję zamknięcia sprawy. Też mam rozwód bez orzekania o winie. Wtedy nie miałam siły na niekończące się sprawy. Po rozprawie poszliśmy na piwo i pizze. Wtedy jeszcze miałam nadzieję przez blisko trzy lata że może, może.. Długo mi zeszło żeby uwolnić się od niego emocjonalnie ale teraz jest ok.  Sam zniknął z życia mojego i dzieci. A gdy wzeszłym roku było zagrożenie, że stracę mieszkanie w którym mieszkam i musiałby mi pomóc zniknął i wszelki słuch po nim zaginął. Dzieci mogły wylądować w domu dziecka dla niego to było bez znaczenia tylko dlatego żeby dokopać mi, że nie poddałam się po raz kolejny jemu. Już nie pozwolę mu wrócić i ciesze się że zniknął, bo miałby strasznie negatywny wpływ na dzieciaki.

Wszystko dobrze się skończyło całe szczęście smile

M dostał papiery rozwodowe.
Tak, nadzieja, ona mnie niszczy. Nadzieja i strach. A życie bez nałogu jest...puste. I jak tą pustkę zapełnić? Bo co z tego, że spełniam swoje marzenia, mam pracę, mieszkanie...skoro nie umiem się tym cieszyć. I nie umiem się cieszyć życiem i sobą... I nawet nie potrafię uwierzyć w to,że ludzie mogliby mnie zaakceptować taką jaka jestem. I robię wszystko, by się innym przypodobac, a i tak na końcu słyszę, że jestem fałszywa. No bo kto by chciał słuchać, że mi źle, że mi smutno, że mam dość, że się boję. Sama tego nie chcę u siebie dostrzegać. Więc wmawiam sobie, że jest dobrze, a nie jest sad I bądź tu pozytywnym optymistą smile

Dziś kurier ma mi dostarczyć nową książkę K.Grocholi . Uwielbiam jej książki! Już sie nie mogę doczekać smile

I jak to jest? Moje emocje mają wpływ na emocje innych? A może ja jestem jak moja matka, szntażystką emocjonalą?!

A może po prostu bądz prawdziwa
Kiedy boli się wyżal, kiedy Cię ktoś wkurzy to mu to powiedz. Tak jak tutaj.

18 155

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ty wampirzyco, krwi Ci trzeba big_smile To jak trzeba, to śmiało! I czekolada, a jak! Ja leżę zawinięta w koc właśnie smile i tiramisu już zjadłam smile
A książkę "Obudź w sobie olbrzyma" mam chyba nawet. Juz mam całą listę książek do poczytania smile Czasami to nie wiem, za którą się zabrać.
A doradzać potrafisz, bardzo przyjemnie i mądrze smile
I ja mam to co lubię, tylko dlaczego do diaska ciągle oczekuję potwierdzenia od innych. Później wychodzi na to, że narcyzem jestem. A to nie tak przecież sad  Gubię się w tym wszystkim.
Ogólnie to wstydzę się potknięć, porażek, błędów. A gdy to się stanie, to zamiast sama sobie powiedzieć: głowa do góry! to czekam na głaskanie. Tak, tak, mamusine metody sad Oh, normalnie, muszę się wziąć w garść smile Tak, teorie trzeba w życie wprowadzić- bułka z mlekiem big_smile

Spłonęłam smile
Tak, to co piszesz nie jest  mi obce. Taka dziewczynka wyłazi co chciałaby do mamy, poczuć się dobrze, bezpiecznie, pewnie. Ale nic z tego. Bądź mądra i wiedź to, czego nikt nie nauczył.
Wczoraj chyba właśnie w książce ,,Obudź..'' było o porażkach, że są potrzebne, bo uczymy się szybciej podnosić i lepiej radzić następnym razem. Czyli jest szansa, że do perfekcji opanujemy wstawanie, a potem czas na naukę chodzenia i nie upadania za często wink

Byle tylko zechcieć się podnieść po upadku a nie legnąć na dobre tongue

18 156

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jakie są wasze talenty i zdolności?

18 157

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Łapka napisał/a:

Anstawia, dzięki smile
Wydaje mi się że gdzieś już czytałam te punkty (taka młoda a skleroza)

zadanie na jutro: kupić mały notatnik do zapisywania wszystkiego co dobre we mnie i dookoła smile

To jest świetny pomysł, najlepiej w kolorsze różowym:)

18 158

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Maxine napisał/a:

A ja zwróciłam uwagę na podpis "Jeśli będziesz sobą, spokojną sobą i zadowoloną z siebie i swojego życia - poznasz kogoś. Wcześniej poznasz byle kogo..." ŚWIĘTA PRAWDA!!! Pamiętajmy o tym kochane:)

To prawda

18 159 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-03-11 20:16:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Anstawio, wyłuskałam z tekstu fragment o tym jak to osoby nie zastanawiają się nad sobą i traumami z dzieciństwa, a po prostu żyją. I tego się trzeba trzymać.

Ja bym się sama w tej traumie nigdy  nie grzebała, gdyby nie terapia. I w sumie to chyba jedyne miejsce, gdzie należy ten temat poruszać smile

18 160 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-03-11 20:21:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A może po prostu bądz prawdziwa
Kiedy boli się wyżal, kiedy Cię ktoś wkurzy to mu to powiedz. Tak jak tutaj.

Milczenie jest złotem. big_smile
Olać to! big_smile

18 161

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Karaluch zabrał mi dziś całą energię swoim idiotycznym zachowaniem.
Zachowuje sie jak debil, robiąc mi wyrzuty że gdy się spotkaliśmy przez przypadek byłam smutna i on wyszedł przed przyjacielem na "tego złego". Zapomniał dodać ( jak cię śledziłem, a ty mnie przyłapałaś )....
- On myślał, że ja ci jakaś krzywdę wielką zrobiłem! - pieklił się.
Zapytałam go, czy nie uważa, że każdy ma prawo do gorszego dnia, do smutku, jakiegoś zmartwienia. Nie każdy ma ochotę się szczerzyć jak glupi do sera.
Nie wiedział co powiedzieć to zaczął sie drzeć, że jestem chora psychicznie.
- A ty jak sie zachowujesz? - zapytałam spokojnie - jak ktoś zdrowy psychicznie?
- A nie mozesz sie uśmiechać do ludzi? Uśmiechaj się, bądź normalna.

pomyślałam sobie: Taaak, żeby wszyscy widzieli jaki jesteś normalny, wspaniały i nikogo nie krzywdzisz... jasne.. już lecę...

Siedzę teraz i jestem ledwo żywa. Naprawdę, nie mam siły. Zrobiłam sobie kawę, żeby kompletnie nie paść...
Może i jestem "kobietą kochającą za bardzo" i robię masę błędów. Ale mój karaluch zdecydowanie odbiega od zdrowych psychicznie ludzi.
Nie jesteśmy razem od miesiąca, a ja ciagle czuję jego oddech na plecach, ciągle jakieś fochy, wyrzuty, obrażanie się, sprawdzanie. Sam tego do cholery chciał! Sam chciał rozstania. No to ma. Więc o co kaman? Kto mi to wyjaśni?

18 162

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobry wieczór, melduję się smile

18 163

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
beosa napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A życie bez nałogu jest...puste. I jak tą pustkę zapełnić? Bo co z tego, że spełniam swoje marzenia, mam pracę, mieszkanie...skoro nie umiem się tym cieszyć. I nie umiem się cieszyć życiem i sobą... No bo kto by chciał słuchać, że mi źle, że mi smutno, że mam dość, że się boję. Więc wmawiam sobie, że jest dobrze, a nie jest sad I bądź tu pozytywnym optymistą smile

Czasami umiem się cieszyć,ale za chwilę dopada mnie głód.Jak i narkomana. sad

Beosa, Ty piszesz o 5 miesiącach, u mnie rok i... wciąż to samo sad
Dopiero teraz dostrzegłam czym jest ten głód nałogowca i jak to wygląda. I brzydzę się tego, bo jestem identyczna jak mój ojciec alkoholik i jak moja matka, która zaprzecza sad Wszystko w jednej osobie.
I gdy M nie ma w pobliżu, mówię sobie : "nigdy więcej!" a wystarczy sekunda, by się zachłysnąć nim sad i jest ulga... a potem złość na cały swiat i na siebie, że znowu to zrobiłam! Mam nawet wrażenie, że im bardziej się oddalamy od siebie, im bliżej końca, tym gorzej sad
To jest nałóg, parszywy wstrętny nałóg. I doskanele potrafię radzić ludziom jak wyjść z nałogu. Odstawić, odciąć się. I domyslam się, że wtedy przychodzą demony...i to trzeba przetrwać, nie cofać się, nie poddać się i nie wpaść w inny nałóg. A później już będzie dobrze... Tylko wsparcie jest potrzebne. Samemu nie da rady chyba?

Anstawia, wiesz, że właściwie, to jakbym była już po dwóch rozwodach, choć drugi w trakcie. Ale można, nawet jeśli się zachłystujesz. Bo kiedy przychodzi codzienność, to zaprzeczasz sama sobie, że Ci wcale to nie poprawiło świadomości. Ty jesteś wiecznie i ciągle w trójkącie Karpmanna... Poczytałaś o tym? Spróbuj.... To razi. I jeśli się tylko tego chce - zrozumienie tego uniemożliwia to zachłystywanie. Ja przed druga rozprawą rozwodową jeszcze do pierwszego zadzwoniłam. Na szczęscie to nie ja jeździłam do niego z bukietami róż wink smile smile

18 164

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Wczoraj chyba właśnie w książce ,,Obudź..'' było o porażkach, że są potrzebne, bo uczymy się szybciej podnosić i lepiej radzić następnym razem. Czyli jest szansa, że do perfekcji opanujemy wstawanie, a potem czas na naukę chodzenia i nie upadania za często wink

Pewnie tak jest. Ja mam jednak wrażenie, że po wyczerpaniu określonej puli upadków już wcale nie ma tyle siły, żeby chcieć nadal wstawać. Chce się tylko leżeć i nigdy nie podnosić...

beosa napisał/a:

Czasami umiem się cieszyć,ale za chwilę dopada mnie głód.Jak i narkomana. sad

Tak, to jest to nasze uzależnienie. Terapia bezwzględnie potrzebna. Tak jak narkomanowi, jak alkoholikowi...

Nie smile
Po kolejnej puli masz tyle siniaków, że okres rekonwalescencji znacząco się wydłuża. To fizjologia.
Nie ma sensu dopisywać do niej czegoś innego.

18 165 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-11 23:21:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Dobry wieczór, melduję się smile

Ja tez smile Chociaz na krotko bo zmeczona jestem smile Zabka nas po gorach przegonila smile Zakwasy mam w lydkach a buty byly tak mokre, ze musialam sobie kupic drugie smile
Fajnie bylo dzieki dziewczyny za super weekend smile
Zabka czytam co piszesz !!!!

18 166

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Bogactwo świata karaluchów mnie fascynuje. Jak Linneusza i Darwina. Tyle typów, gromad, rodzin, podrodzin, ras, umaszczeń, aparatów gębowych, nibynóżek, odwłoków, chitynowych pancerzyków - ale gatunek ten sam: karaluch.
Na szczęście dobra matka Ziemia wydała też inne zwierzęta.

smile smile smile

18 167

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Anstawio, wyłuskałam z tekstu fragment o tym jak to osoby nie zastanawiają się nad sobą i traumami z dzieciństwa, a po prostu żyją. I tego się trzeba trzymać.

Ja bym się sama w tej traumie nigdy  nie grzebała, gdyby nie terapia. I w sumie to chyba jedyne miejsce, gdzie należy ten temat poruszać smile

Terapia nic nie pomoze jak bedziemy sie sami oszukiwac sad Terapia to nie czarodziejska rozdzka tylko ciezka praca nad soba !!!

18 168

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Dobry wieczór, melduję się smile

Ja tez smile Chociaz na krotko bo zmeczona jestem smile Zabka nas po gorach przegonila smile Zakwasy mam w lydkach a buty byly tak mokre, ze musialam sobie kupic drugie smile
Fajnie bylo dzieki dziewczyny za super weekend smile
Zabka czytam co piszesz !!!!

I ja się melduję.
Z Zakopanego wróciłam w sasypane big_smile.  Biało i mroźno na nizinach.

Pobyt w Zakopcu fantastyczny i niezapomniany i to dzięki Wam dziewczyny.
Faaaajnie było !!!! smile

18 169

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
woman123 napisał/a:

Ja chyba też kocham za bardzo... Gdy byłam dzieckiem moja mama była moim aniołem stróżem. Okazywała mi dużo uczucia, dużo miłości i szacunku- nawet jak byłam małym bąblem. Tego mnie nauczyła- miłości. A w dorosłym życiu zderzenie z rzeczywistością- mąż zimny i oschły. A ja robię wszystko by spojrzał na mnie życzliwie. A za miłe słowo z jego strony dałabym wiele. Nie zwraca na mnie uwagi. Nie pochwali za obiad, kiedy pytam jak wyglądam odpowiada nie patrząc na mnie "może być". Ja mam w sobie tyle miłości, że udaję że mnie nie boli jego zachowanie. Kocham, bo kogo innego miałabym kochać?

Tak szybko, bo juz też ciągnę na ostatkach sił wink
Gotuję bo lubię i tak jak mnie to odpowiada. Nie jest mi potrzebny zachwyt niczyj, nawet mogą nie zjeść - każdy ma prawo mieć brak apetytu lub chęć na coś innego. Z własnej kuchi nie będę roboć 5-cio gwiazdkowej restauracji na czyjeś potrzeby. No sorki smile
Wyglądam dla siebie. Aktualnie - muszę iść do fruzjera, bo nawet odżywka nie pomaga oraz zamierzam kupić morsko-czarne legginsy do miętowych tenisówek smile Widzę w lustrze, to co widzę.... smile

Masz lustro? smile smile smile Lustereczko prawdę powie wink Ironiczne to było, bo to zalezy tylko od Ciebie co Ci to lustereczko powie.... wink

18 170

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zabka niewyspana, Happyful z przemoczonymi stopami i zakwasami  a ja ? też coś mam big_smile. Do zakwasów dołączyłam  guza smile smile smile
Pamiątka nadal tkwi przy torebce i dzwoni i miłe wspomnienia przywołuje smile

18 171 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-11 23:34:25)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Zabka niewyspana, Happyful z przemoczonymi stopami i zakwasami  a ja ? też coś mam big_smile. Do zakwasów dołączyłam  guza smile smile smile
Pamiątka nadal tkwi przy torebce i dzwoni i miłe wspomnienia przywołuje smile

Jak tam podroz sie udala? U mnie wszystko ladnie poszlo smile Buziaki !!!
U mnie snieg sypie smile

18 172

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Więc o co kaman? Kto mi to wyjaśni?

JA  NIE smile
Bo nie zamierzam "jakiegokolwiek" go zrozumieć smile Nie zamierzam się nawet dalej zastanawiać, choć nie powiem, domniemywam problemów z główeczką wink Ale to już nie mój problem smile smile smile Ja w to i tak już zabrnęłam za daleko i teraz swoją aktywność przeznaczam na inne tematy smile

18 173

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Zabka czytam co piszesz !!!!

Czuję Twój wzrok wink

18 174

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile

I obiecajcie kochane forumowiczki, że następnym razem, jedynie we własnym interesie, postaracie się tak naprawdę i dla siebie - też pojechać z nami gdzieś razem smile Bo nie z tego, tylko z innego wątku, wiadome i nawet na 1500% jest, że po spotkaniach bezpośrednich życie nabiera zgoła innego smaczku wink

U mnie dziś miało lodowy posmak wink Lody rozkładałam nawet nie zdejmując butów i kurtki smile
Krajobraz mam iście .... no tak.... no nie górski, bo tam woda płynie.... U mnie śnieg smile
Idę na dietę, bo co zdzierżyły jeansy, tego już nie dzierżą spodenki dresowe wink

SPAĆ!!!!! smile W końcu spać, nie gadać wink

18 175

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

smile

I obiecajcie kochane forumowiczki, że następnym razem, jedynie we własnym interesie, postaracie się tak naprawdę i dla siebie - też pojechać z nami gdzieś razem smile Bo nie z tego, tylko z innego wątku, wiadome i nawet na 1500% jest, że po spotkaniach bezpośrednich życie nabiera zgoła innego smaczku wink

U mnie dziś miało lodowy posmak wink Lody rozkładałam nawet nie zdejmując butów i kurtki smile
Krajobraz mam iście .... no tak.... no nie górski, bo tam woda płynie.... U mnie śnieg smile
Idę na dietę, bo co zdzierżyły jeansy, tego już nie dzierżą spodenki dresowe wink

SPAĆ!!!!! smile W końcu spać, nie gadać wink

Dobrze mowisz smile Ja tez ide w koncu spac smile

18 176 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-12 00:01:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Zabka niewyspana, Happyful z przemoczonymi stopami i zakwasami  a ja ? też coś mam big_smile. Do zakwasów dołączyłam  guza smile smile smile
Pamiątka nadal tkwi przy torebce i dzwoni i miłe wspomnienia przywołuje smile

Jak tam podroz sie udala? U mnie wszystko ladnie poszlo smile Buziaki !!!
U mnie snieg sypie smile

Hmmmmm....podróż ? Ostatniie godziny jechałam z kobietą co szuka właściciela, kupującą miłość sad. Wracała od chłopaka trzymając w portfelu umowę pożyczki. On biedny bez grosza, więc musi go wspierać finansowo. Pożyczyła raz, drugi, ale jak dopożyczyć chciał do 5 500 zł,  to z kasą i umową pojechała. Ona zarabia 1 400 zł, do końca miesiąca zostało jej 40 zł i zna go 3 miesiące.......ale on mówi, że ją kocha.    MAsakra !!!!
Po kilkugodzinnej rozmowie stwierdziła, że kolejnego tysiąca nie przeleje mu na konto .....

Podróż ok. W Warsie zjadłam talerz sałaty z kurczakiem, ogórkiem, orzechami, majonezem i sosem balsamicznym - palce lizać !!!! smile

18 177

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofia, ja przechodzę na samą sałatę smile Nie mam siły myśleć już nawet o jedzeniu smile smile smile
Hihihi - przesadziłam smile Ale od czego są urlopy wink

18 178 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-12 00:05:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Zofia, ja przechodzę na samą sałatę smile Nie mam siły myśleć już nawet o jedzeniu smile smile smile
Hihihi - przesadziłam smile Ale od czego są urlopy wink

smile
A ja zjadłam pyszne ciasteczka, popaliłam wygodnie a teraz myślę o spaniu tongue

Do jutra kochane smile Uciekam do łóżeczka. Miłej nocki smile

18 179

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
beosa napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A życie bez nałogu jest...puste. I jak tą pustkę zapełnić? Bo co z tego, że spełniam swoje marzenia, mam pracę, mieszkanie...skoro nie umiem się tym cieszyć. I nie umiem się cieszyć życiem i sobą... No bo kto by chciał słuchać, że mi źle, że mi smutno, że mam dość, że się boję. Więc wmawiam sobie, że jest dobrze, a nie jest sad I bądź tu pozytywnym optymistą smile

Czasami umiem się cieszyć,ale za chwilę dopada mnie głód.Jak i narkomana. sad

Beosa, Ty piszesz o 5 miesiącach, u mnie rok i... wciąż to samo sad
Dopiero teraz dostrzegłam czym jest ten głód nałogowca i jak to wygląda. I brzydzę się tego, bo jestem identyczna jak mój ojciec alkoholik i jak moja matka, która zaprzecza sad Wszystko w jednej osobie.
I gdy M nie ma w pobliżu, mówię sobie : "nigdy więcej!" a wystarczy sekunda, by się zachłysnąć nim sad i jest ulga... a potem złość na cały swiat i na siebie, że znowu to zrobiłam! Mam nawet wrażenie, że im bardziej się oddalamy od siebie, im bliżej końca, tym gorzej sad
To jest nałóg, parszywy wstrętny nałóg. I doskanale potrafię radzić ludziom jak wyjść z nałogu. Odstawić, odciąć się. I domyslam się, że wtedy przychodzą demony...i to trzeba przetrwać, nie cofać się, nie poddać się i nie wpaść w inny nałóg. A później już będzie dobrze... Tylko wsparcie jest potrzebne. Samemu nie da rady chyba?

Po roku też nie jest łatwiej? sad
Nie rozumiem,dlaczego się brzydzisz?Przecieź nie chciałyśmy być KKZB.Czy tłumaczono nam co robić,żeby nie wpaść w nałóg kochania za bardzo?
Wręcz nas do tego popychano.Pracuj,gotuj,załatwiaj,wyręczaj bo przecież on pracuje!Nie stoi pod sklepem?To masz cudownego faceta!COŚ zrobi -ideał.
Uderzył?nno może go zdenerwowałaś?Słyszałyśmy to prawie wszędzie.Wierzyłyśmy,że tak trzeba.
Nie możemy się teraz obwiniać i nienawidzić za to,że chciałyśmy dobrze.Teraz dopiero wiemy że postępowałyśmy niewłaściwie.Ale mamy szansę się "poprawić". smile
Trzeba przetrwać...Jakie ja mam myśli i pomysły ostatnio...Strach się bać.Różne sposoby wymyślam żeby się stąd wyrwać.
Trochę pomógł mi artykuł,który wkleiłaś.Mimo wszystko zdziwiłam się trochę,że to co czuję ktoś potrafił nazwać,wytłumaczyć.że to nałóg.
Ja swojej Mamie nie mogłam w sobotę.Upierała się przy tym,że mi na jm jeszcze zależy,bo nie potrafię konkretnie powiedzieć-jutro składam pozew,albo nie rozwodzę się.Nie,nie zależy mi na nim.Waham się tylko ze względów prawno-formalnych.Lubię być przygotowana.
A ta reszta emocji wynika z odstawienia używki.Głód.Bronię się przed de ja vu,ale ta euforia po zażyciu...Miałam siłę brać się za bary z życiem. smile Teraz nie mam.
W pracy ledwo wytrzymałam.Co jakiś czas łzy w oczach.I myślenie-jak mam się wypłakać żeby jm,teściowa i dzieci nie widzieli.
Wsiąść w samochód i pojechać do lasu?Do Mamy nie bo byłam u nich cały weekend.Koleżanek,przyjaciół nie mam. sad
I tak jakoś nagle sobie przypomniałam,że w sobotę kupiłam zabawną polską komedię,a ewentualnie mogę obejrzeć Niepokonanych.Albo się rozruszam i pośmieję,albo popłaczę nad losem bohaterów.
I pomogło.   Bo znalazłam wyjście z sytuacji. smile
Nie oglądam,bo zrobiło się późno.Znów się rozpisałam.Ale trochę mi przeszło.
Nie cofnę się Anstawio.Doszły nowe fakty...
A wsparcie?Gdyby nie to forum,być może bym się poddała.Ale jak napiszę i to przeczytam...jak poczytam Wasze posty i cytowane artykuły,jest mi trochę lżej.I czas mija baardzo szybko przy laptopie... smile
Dzięki smile

18 180

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

,,zapełnić pustkę sobą '' , polubić czas spędzony sama ze sobą i tak jak lubię, znaleźć w sobie to wszystko czego szukam na zewnątrz czyli własnie zapełnienia tego czasu innymi osobami, rozrywkami itd. Sama ze sobą nie czułam się dobrze, więc by poczuć się dobrze, szukałam szczęścia na zew a nie w sobie.Dobrze rozumiem czy coś pogmatwałam?

Nie pogmatwałaś. smile Tylko ja tego na razie jeszcze nie potrafię...A Ty?

18 181 Ostatnio edytowany przez beosa (2013-03-12 02:08:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A z nim czułaś się szczęśliwa?
A kiedy w przeszłości zdarzały się takie chwile kiedy czułaś się szczęśliwa? Opisałabyś takie swoje najmilsze wspomnienia? Napisz proszę smile

Zamiast oglądać film albo ryczeć myślę o tych szczęśliwych chwilach. smile
Zdałam maturę,skończyłam szkołę i zaraz znalazłam niezłą pracę.
Tak czułam się szczęśliwa,kiedy go poznałam.Miałam JUŻ 21 lat,NIE MIAŁAM nigdy chłopaka.Naprawdę.I brzydkie kaczątko pojechało do koleżanki z pracy na wesele z naszą wspólną koleżanką i jej mężem.Sie odważyłam.No i dałam się wyswatać. smile
  To było szczęście.Fajnie mi się z nim gadało,moje życie stało się ciekawsze-randki,spotkania,wyjazdy,przytulania,wspólne plany.Ech...
Druga taka chwila sad to były narodziny syna smile .Bez komplikacji,zdrowy,piękny,owłosiony. smile
Dwa i pół roku później przyszła na świat córeczka. Tak samo jak wyżej tylko z końcówką -a.No i do pary się udało zrobić smile
Dwa razy udało mi się zorganizować wyjazd na wczasy dla całej rodziny.Dzieci były wtedy małe.Ale fajnie było tak razem i z dala od zagrożeń typu picie,teściowa,jego mlodszy brat.Błogi spokój,odmiana w nieciekawym życiu...
Potem zostałam szczęśliwą posiadaczką łazienki z najprawdziwszym kibelkiem.Po 12 latach srania (przepraszam) do sławojki i do wiadra.Brrr.Szczerze piszę. smile
Jak dzieci (18 i 16 lat) mogły się wprowadzić do SWOICH pokoi też byłam szczęśliwa.Wcześniej gnieździły się w 12 metrowej KUCHNI.Zero intymności miały sad
W zeszłym roku wypatrzyłam piękną działkę pracowniczą.Mam swój azyl.Jeszcze mam,bo ustawa ma się zmienić sad Ale dopóki ją mam jestem szczęśliwa.Zawsze marzyłam o kawałku ziemi i małym domku z dala od...Już pisałam smile Tam jest tak cicho,spokojnie i zielono...

DOBRYCH wspomnień jeszcze trochę by się znalazło.Ale to niekoniecznie było szczęście...

18 182

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Karaluch zabrał mi dziś całą energię swoim idiotycznym zachowaniem.
Zachowuje sie jak debil, robiąc mi wyrzuty że gdy się spotkaliśmy przez przypadek byłam smutna i on wyszedł przed przyjacielem na "tego złego". Zapomniał dodać ( jak cię śledziłem, a ty mnie przyłapałaś )....
- On myślał, że ja ci jakaś krzywdę wielką zrobiłem! - pieklił się.
Zapytałam go, czy nie uważa, że każdy ma prawo do gorszego dnia, do smutku, jakiegoś zmartwienia. Nie każdy ma ochotę się szczerzyć jak glupi do sera.
Nie wiedział co powiedzieć to zaczął sie drzeć, że jestem chora psychicznie.
- A ty jak sie zachowujesz? - zapytałam spokojnie - jak ktoś zdrowy psychicznie?
- A nie mozesz sie uśmiechać do ludzi? Uśmiechaj się, bądź normalna.

pomyślałam sobie: Taaak, żeby wszyscy widzieli jaki jesteś normalny, wspaniały i nikogo nie krzywdzisz... jasne.. już lecę...

Siedzę teraz i jestem ledwo żywa. Naprawdę, nie mam siły. Zrobiłam sobie kawę, żeby kompletnie nie paść...
Może i jestem "kobietą kochającą za bardzo" i robię masę błędów. Ale mój karaluch zdecydowanie odbiega od zdrowych psychicznie ludzi.
Nie jesteśmy razem od miesiąca, a ja ciagle czuję jego oddech na plecach, ciągle jakieś fochy, wyrzuty, obrażanie się, sprawdzanie. Sam tego do cholery chciał! Sam chciał rozstania. No to ma. Więc o co kaman? Kto mi to wyjaśni?

Wyjaśnienie jest jedno.To KARALUCH.Trzeba od tego trzymać się z daleka.Nawet 20 lat edukacji nie zrobi z niego człowieka.Wiem co mówię.Nie wierzysz?

1) Nie może tak być,że w domu się wściekasz,jesteś nadąsana,się czepiasz a w pracy się uśmiechasz i normalnie z ludźmi rozmawiasz.To się MUSI zmienić!
2)Jakaś impreza rodzinna.Nie zawsze potrafiłam udawać,że jest super fajnie i ok.Zależało od tego ile emocjonujących wrażeń i niezapomnianych słów dostarczył mi parę dni przed jm.Matka wyczuwała zawsze.Standardowe pytanie brzmiało:jesteś dziwna,pokłóciliście się znowu? Albo mówiłam prawdę,albo Ją zbywałam.
Potem się dowiadywałam od jm,że robiłam to specjalnie.Te niby miny.Żeby matka zauważyła,że coś jest nie tak między nami.

Zauważyłaś,że pretensja pierwsza jest przeciwieństwem drugiej?Pomyśl chwilę. smile Tu i tu miejsce publiczne.
Wniosek? Jakbym się nie zachowywała ZAWSZE było nie tak.

3)Tak,już zaczynało być fajnie,ale TY wszystko popsułaś!Po co miałaś  taaaką gębę?
   Kolejny raz lądował na bezrobociu,albo jechał samochodem po spożyciu różne miałam powody do otwierania gęby.Nie ot tak sobie,bo mam chęć się powydzierać o nie...
4)Jak powiedziałem,że żadnego rozwodu nie będzie to bylo fajnie i seks był a potem się urwało (????)
   No luluville jesteś mną.Przypomnij sobie teraz jak to było TRZY lata temu? co i kiedy dokładnie się urwało?
5)Nie pamiętasz??? Bo nie chcesz pamiętać!!!!Jak można nie pamiętać o czym rozmawiałaś w biurze z magazynierem pól roku wcześniej???
6)Ty na pewno nie byłaś u koleżanki ty byłaś gdzie indziej! Na pewno.Okłamujesz mnie.
   To było kilka lat temu.Niedawno się dowiedziałam,że dzwonił do tej koleżanki i wypytywał czy u niej byłam.I mimo to do dziś nie zmienił zdania.On wie i już.

Dziewczyno,ja mogę tak wyliczać i wyliczać bez końca.
Zerwij wszelkie kontakty i nie żałuj!Nie dopuszczaj go do siebie!Bo się uzależnisz.Jeszcze kilka lat i będziesz wyła do księżyca tak jak ja.Będzie jeszcze bardziej bolało.BĘDZIESZ ZŁA NA SIEBIE,ŻE BYŁAŚ TAKA GŁUPIA.I zmarnowałaś najlepsze lata.

18 183

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Maxine napisał/a:
raki napisał/a:

Tak. Ja byłam spokojna, zadowolona i szczęśliwa sama ze sobą, podjęłam terapię, wyleczyłam się z tego co najgorsze i... spotkałam kogoś, jak myślałam, kto się okazał byle kim.
I już nie wiem w czym pokładać nadzieje, nowa pułapka i kolejny nałóg. I ostatnio na pytanie psycholog (bo wróciłam na terapię), dlaczego uważam, że nie ułożę sobie życia i nie założę  rodziny, odpowiedziałam szczerze, że nie faceci, na których zwracam uwagę to jedynie właśnie tacy...różni licy, zazwyczaj z przedrostkiem seks.
Przestaję wierzyć, w to - jak dostałam kolejny raz obuchem w łeb, że moja wolność i miłość do siebie cokolwiek zmieni w moim guście do mężczyzn.

A może tylko wydawało Ci się, że jesteś szczęśliwa sama ze sobą? Najważniejszy jest szacunek do samej siebie!!!! Jak facet wysyła pierwsze sygnały, że może nie być fair, to ucina się znajomość. Szybko i na zawsze. W ten sposób nie dopuszczamy do tego żeby ktoś nas zranił w momencie kiedy nam już tak bardzo zależy. Na tym polega szacunek do samej siebie, wiesz ile jesteś warta i nie pozwolisz traktować się źle. NIKOMU. Wiem, że łatwo pisze się takie słowa. Też mam z tym problemy, jak wiele kobiet. Myślę też, że trzeba angażować się stopniowo (wiem, że to choler*** trudne) i nie dawać więcej niż otrzymujesz. Codziennie odpowiadać sobie na pytanie kim tak naprawdę osoba, którą obdarzyliśmy uczuciem jest, jakim jest człowiekiem i co reprezentuje sobą i swoim zachowaniem.

To do zapamiętania i stosowania!

18 184 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-03-12 11:38:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Po roku też nie jest łatwiej? sad

To, że u mnie nie jest łatwo,nie znaczy, że u Ciebie też tak będzie!
Myślę Beosa, że u mnie to jest kwestia przyzwyczajenia się do nowego, spokojnego życia. Przez 30lat miałam chaos, a ostatnie lata to był chaos na własne życzenie. I teraz, na własne życzenie, mogę mieć spokój. Tylko, że ja się nie mogę do tego spokoju przyzwyczaić i szukam okazji, byle tylko poczuć tą adrenalinę. Niestety, nie tam gdzie trzeba sad
W pracy spokój, bez emocji, zaczęłam puszczać sobie muzykę. Joga, jak to joga, bez emocji smile W domu spokój, ład i porządek, tylko królik rozrabia. Rozwód sie toczy bez emocjji. Długi rozłożone na raty, spłacam powoli... W sobote poszłam na spacer i mną telepało. Mam w sobie tyle złości, nerwów, że nie wiem gdzie i jak to wywalić? Nie mam przyjaciół, bo cały czas się zastanawiam : Człowieku, jaką krzywdę chcesz mi zrobić??
Wczoraj rozmawiałam ze znajomym. Po dłuższej rozmowie zapytał czy nie poszłabym z nim na wesele jego siostry. Pierwsza myśl: Żartujesz sobie ze mnie?! Mówisz to po to, by w ostatniej chwili mi odmówić, żeby mnie zranić sad
Powiedziałam, że się zastanowię, ale może szukać sobie kogoś innego sad Czyli nastąpi samospełniająca się przepowiednia. Odmówi,na moje życzenie hmm
I w sumie, gdy mu powiem, że z nim pójdę, a on mi w ostatniej chwili odmówi, to co się stanie? Nic! A jak mi nie odmówi? Może tego się boję, że mam okazję na fajną zabawę, muzykę, pyszne jedzonko, a ja co wybrałam? Umartwianie się!!
Przecież według mnie, nie można się bawić dla zabawy! Ja sobie muszę odrazu dopisać tysiące ideologii, analiz, wspomnieć jak to było na weselach,na których zawsze jest alkohol. No i znajomy! Nigdy nie bawiłam się ze znajomymi! Jak to wszystko, do cholery ułożyć, by było po prostu zabawnie?!?!
Życie, strach przed życiem, strach prze bliskością, obawa,że znowu ktoś mnie zrani, wykorzysta. Powinnam, muszę, nie mogę, nie wolno... Fu*k it!!!!

18 185

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Wydaje mi się, że to zależy w którym miejscu jesteśmy upadając.  Gdy nie znałam czegos takiego jak grupa wsparcia w necie, nie czytałam książek o tematyce kkzb i podobnych, byłam bardzo słaba psychicznie i po każdym upadku słabłam jeszcze bardziej. Wraz ze wzrostem świadomości, gdy wiem o co w tym chodzi te upadki  może nie są mniej bolesne ale mam świadomość, że moje samopoczucie wróci do normy, wiem jak to działa, a poprzednio w chwili upadku cały świat mi się walił i myślałam że tak juz zostanie.

Pewnie każdy przeżywa to na swój sposób. Ja już byłam dość daleko, kiedy upadłam i leżałam długi, bardzo długi okres czasu. Naprawdę miałam świadomość wszystkiego. Ale tak samo i wszystkiego dość miałam.
Widocznie potrzebny był mi ten czas. Na zebranie sił? Myśli? Nieważne, liczy się że znów czuję (słabo, bo słabo - ale zawsze to coś), że chcę i mogę...

Liv4 napisał/a:

,,zapełnić pustkę sobą '' , polubić czas spędzony sama ze sobą i tak jak lubię, znaleźć w sobie to wszystko czego szukam na zewnątrz czyli własnie zapełnienia tego czasu innymi osobami, rozrywkami itd. Sama ze sobą nie czułam się dobrze, więc by poczuć się dobrze, szukałam szczęścia na zew a nie w sobie.Dobrze rozumiem czy coś pogmatwałam?

Ja też tak to rozumiem. Od jakiegoś czasu lubię być sama ze sobą, mało tego - zrobiłam się trochę wybredna w doborze towarzystwa dla siebie... tongue

I bardzo dobrze:)

Tak sobie myślę, że jak ktoś mocno się uderzy to go trochę musi poboleć, jak się sparzy to go trochę musi popiec, a jak skadś spadnie to chwilę leży.

18 186

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Mój Karaluch zachowuje się jak palant. Śledzi mnie, sprawdza co robię, z kim. Cały czas czuję się obserwowana. Robi mi wyrzuty, ze jak sie spotkaliśmy przez przypadek to byłam obrażona.
A co miałam skakać z radości jak szczeniak że go widzę. On chyba tego oczekuje.
Minał miesiac od rozstania, a on nadal zachowuje sie jakby miał do mnie jakieś prawa, jakbym była jego własnością. Jest to trochę dziwne, biorąc pod uwagę, że to on zerwal.
Mam kilka propozycji randek i choć nie czuję się na siłach by być w nowym związku, to chyba spotkam się z kimś, żeby zobaczyć czy są faceci, którzy myślą normalnie, którzy nie szukają ciagle zaczepki, winy we mnie i nie robią ze mnie idiotki, bo nie uśmiechnęłam się dość szeroko na jego widok.

Uważaj na agresora.

18 187

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Bogactwo świata karaluchów mnie fascynuje. Jak Linneusza i Darwina. Tyle typów, gromad, rodzin, podrodzin, ras, umaszczeń, aparatów gębowych, nibynóżek, odwłoków, chitynowych pancerzyków - ale gatunek ten sam: karaluch.
Na szczęście dobra matka Ziemia wydała też inne zwierzęta.

Ja Ciebie wielbię za tę wypowiedz big_smile:D:D

18 188

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Bogactwo świata karaluchów mnie fascynuje. Jak Linneusza i Darwina. Tyle typów, gromad, rodzin, podrodzin, ras, umaszczeń, aparatów gębowych, nibynóżek, odwłoków, chitynowych pancerzyków - ale gatunek ten sam: karaluch.
Na szczęście dobra matka Ziemia wydała też inne zwierzęta.

Przez moment zwątpiłam w ogóle w istnienie innych "zwierząt". Ten jeden karaluch tak skutecznie mi obrzydził wszystkich facetów że mała głowa.

Najgorsze, że przy nim nie umiem już być sobą. Jestem nienaturalnie podenerwowana, zestresowana. On zawsze, we wszystkim potrafił doszukać się, co tym razem zrobiłam źle.
Mam wrażenie, że uwielbia robić ze mnie idiotkę, wmawiać mi jaka to jestem nieporadna, chora psychicznie, uwielbia mówić " już miałem dobre intencje, ale twoje zachowanie sprawiło, że nie możemy być razem".
Totalny horror.
A ja jestem jeszcze na tyle słabej konstrukcji, jeszcze nie wyszłam na prostą, że nie potrafię tupnąć nogą.

Oj będzie wybuch, będzie. Wiesz dlaczego? Bo wszystko można znieść, ale do czasu. A jak ta granica zostanie przekroczona to zmieciesz go z powierzchni ziemi. Się chopak zdziwi.
A jakbyś mu tak powiedziała na początek, żeby sobie te swoje mądrości wsadził? Ja wiem, że tak kota wywraca, że trudno dostrzec swoje, ale do czasu kochana, do czasu.

18 189

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aurinko86 napisał/a:

Witam kochane kobietki,
przypadkiem trafiłam na to forum, troszkę poczytałam i stwierdziłam, że ten temat również mnie dotyczy. 2 tygodnie temu rozstałam się z (tak mi się przynajmniej wydaje) miłością mojego życia. Byłam z M. 3 lata, mieszkaliśmy 2,5. Od 2 miesięcy czułam, że coś jest nie tak, mimo rozmów i jego zapewnień, że jest super. Z dnia na dzień stwierdził, że mu się znudziło, że go nie inspiruje, nie motywuje do życia. Mieliśmy wszystko czego pragnęliśmy. Super mieszkanko, wspólnych znajomych, uwielbialiśmy swoje rodziny, rozumieliśmy się bez słów, planowaliśmy przyszłość. Prowadziliśmy aktywne życie do czasu kiedy rok temu miałam poważną kontuzję kolana, która mnie "wyhamowała". Operacja kolana, półroczna rehabilitacja, moje cierpienie - to go przytłoczyło, coś się w nim wypaliło. Odbudowaliśmy to, przez następne pół roku było cudownie, on zawsze stawał na wysokości zadania. Mimo pięknych chwil, wspólnej codzienności, przez moją kontuzję nie byłam już tak aktywna jak dawniej - to go znudziło. Miałam do niego pretensje, że zarzucał mi że powinnam być twardsza i lepiej znosić mój stan z nogą, że ma dosyć tematu "kolano". Mimo to wszystko jakoś szło pomału do przodu. Wyjechaliśmy na wakacje, było cudownie, powtarzał mi że nigdy między nami nie było lepiej. Od 2 miesięcy oszukiwał mnie w stosunku do swoich uczuć, zaklinał rzeczywistość, bo chciał być ze mną, a jednocześnie "nie czuł tego". Twierdził, że ja jestem taka jego pewna, mówię często co do niego czuje, o czym z nim marzę, a on - pewny mnie nie jest. Sama nie wiem, czy mam do siebie żal, że mówiłam mu o marzeniach naszej wspólnej przyszłości, czy raczej takie rzeczy są normalne. Mam żal, że mogłam częściej wychodzić wieczorami tak żeby on miał zupełnie czas dla siebie w domu (to mi też zarzucał), może  jego uczucia by się nie wypaliły. Ale z drugiej strony myślałam sobie, dlaczego mam robić jakieś rzeczy pod niego skoro jesteśmy siebie pewni i lubimy ze sobą spędzać czas? Przez własny biznes, który prowadzę w domu, w ciągu dnia miałam czas na wypady do przyjaciółki, czy gdziekolwiek, a że on akurat jak wracał z pracy wieczorem i ja byłam w domu, to nie zawsze mogłam na to coś poradzić... Eh, nie wiem sama czy bardziej ja zawiniłam czy jego niedojrzałość. Nie wiem czy kochałam za bardzo, czy po prostu kochałam tak jak trzeba faceta, z którym chciałam spędzić życie. Zawsze opiekuńcza, troskliwa, z pomocą. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Teraz, te 2 tygodnie po rozstaniu nie mogę dojść do siebie. Jestem jak cień, ciągle o nim myślę i mój umysł nie może dopuścić myśli, że nie będziemy już razem. Staram się sobie to tłumaczyć, że tak musiało być, po czym przychodzi fala wspomnień i wszystko wraca hmm Naprawdę czuję się w niezłym dołku...

Ja mam tylko jedno pytanie, czy my mamy kogoś inspirować i motywować? Bo mnie to wygląda na obwinianie. I zdaje mi się, że jak sami siebie nie potrafimy zainspirować to chyba jest coś nie ten tego. Czy się mylę?

18 190

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Anstawio, wyłuskałam z tekstu fragment o tym jak to osoby nie zastanawiają się nad sobą i traumami z dzieciństwa, a po prostu żyją. I tego się trzeba trzymać.

Ja bym się sama w tej traumie nigdy  nie grzebała, gdyby nie terapia. I w sumie to chyba jedyne miejsce, gdzie należy ten temat poruszać smile

Jedyne, prawda:)

18 191

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

A może po prostu bądz prawdziwa
Kiedy boli się wyżal, kiedy Cię ktoś wkurzy to mu to powiedz. Tak jak tutaj.

Milczenie jest złotem. big_smile
Olać to! big_smile

Ja wolę srebro:D

Cosik ostatnio nie nadążam.

18 192

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Karaluch zabrał mi dziś całą energię swoim idiotycznym zachowaniem.
Zachowuje sie jak debil, robiąc mi wyrzuty że gdy się spotkaliśmy przez przypadek byłam smutna i on wyszedł przed przyjacielem na "tego złego". Zapomniał dodać ( jak cię śledziłem, a ty mnie przyłapałaś )....
- On myślał, że ja ci jakaś krzywdę wielką zrobiłem! - pieklił się.
Zapytałam go, czy nie uważa, że każdy ma prawo do gorszego dnia, do smutku, jakiegoś zmartwienia. Nie każdy ma ochotę się szczerzyć jak glupi do sera.
Nie wiedział co powiedzieć to zaczął sie drzeć, że jestem chora psychicznie.
- A ty jak sie zachowujesz? - zapytałam spokojnie - jak ktoś zdrowy psychicznie?
- A nie mozesz sie uśmiechać do ludzi? Uśmiechaj się, bądź normalna.

pomyślałam sobie: Taaak, żeby wszyscy widzieli jaki jesteś normalny, wspaniały i nikogo nie krzywdzisz... jasne.. już lecę...

Siedzę teraz i jestem ledwo żywa. Naprawdę, nie mam siły. Zrobiłam sobie kawę, żeby kompletnie nie paść...
Może i jestem "kobietą kochającą za bardzo" i robię masę błędów. Ale mój karaluch zdecydowanie odbiega od zdrowych psychicznie ludzi.
Nie jesteśmy razem od miesiąca, a ja ciagle czuję jego oddech na plecach, ciągle jakieś fochy, wyrzuty, obrażanie się, sprawdzanie. Sam tego do cholery chciał! Sam chciał rozstania. No to ma. Więc o co kaman? Kto mi to wyjaśni?

Wiesz co ja bym mu powiedziała?

-a pocałuj żesz Ty mnie w d..ę

Pokaż mu co o nim myślisz, nie daj się poniżać. Wiesz co potem przeżywasz. Unikaj tego!

18 193

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry Zakopane Kobiety,
fajnie, że już wróciłyście z gór

dobrego dnia wszystkim:)

18 194

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
luluville napisał/a:

Karaluch zabrał mi dziś całą energię swoim idiotycznym zachowaniem.
Zachowuje sie jak debil, robiąc mi wyrzuty że gdy się spotkaliśmy przez przypadek byłam smutna i on wyszedł przed przyjacielem na "tego złego". Zapomniał dodać ( jak cię śledziłem, a ty mnie przyłapałaś )....
- On myślał, że ja ci jakaś krzywdę wielką zrobiłem! - pieklił się.
Zapytałam go, czy nie uważa, że każdy ma prawo do gorszego dnia, do smutku, jakiegoś zmartwienia. Nie każdy ma ochotę się szczerzyć jak glupi do sera.
Nie wiedział co powiedzieć to zaczął sie drzeć, że jestem chora psychicznie.
- A ty jak sie zachowujesz? - zapytałam spokojnie - jak ktoś zdrowy psychicznie?
- A nie mozesz sie uśmiechać do ludzi? Uśmiechaj się, bądź normalna.

pomyślałam sobie: Taaak, żeby wszyscy widzieli jaki jesteś normalny, wspaniały i nikogo nie krzywdzisz... jasne.. już lecę...

Siedzę teraz i jestem ledwo żywa. Naprawdę, nie mam siły. Zrobiłam sobie kawę, żeby kompletnie nie paść...
Może i jestem "kobietą kochającą za bardzo" i robię masę błędów. Ale mój karaluch zdecydowanie odbiega od zdrowych psychicznie ludzi.
Nie jesteśmy razem od miesiąca, a ja ciagle czuję jego oddech na plecach, ciągle jakieś fochy, wyrzuty, obrażanie się, sprawdzanie. Sam tego do cholery chciał! Sam chciał rozstania. No to ma. Więc o co kaman? Kto mi to wyjaśni?

Wiesz co ja bym mu powiedziała?

-a pocałuj żesz Ty mnie w d..ę

Pokaż mu co o nim myślisz, nie daj się poniżać. Wiesz co potem przeżywasz. Unikaj tego!

On próbuje udowodnić mi, że to ze mną jest coś nie tak. Albo raczej, samego siebie przekonać, że to co on myśli jest jedyne słuszne, prawdziwe. Miota się jak lew po klatce. Opowiada, jak to jego przyjaciele mają o mnie zdanie.
Ale nie wie jednego. Że oni ze mną rozmawiają! I to oni mają o nim zdanie!
Jego przyjaciel powiedział do kogoś:
" Ona jest taka fajna dziewczyna. Tłumaczę mu, żeby wziął się w garść, ustatkował, że z nią może mieć dobre życie, ale on ma swoje racje, głupka z siebie robi"
A drugi z nich powiedział już bezpośrednio do mnie:
"On niepotrzebnie robi fochy, on jest chory, przecież nie ma możliwości, żebyś non stop była szczęśliwa i uśmiechnięta. Tym bardziej po takim zachowaniu. Ty jesteś super dziewczyna i dlatego ci to mówię. Wiesz, on zawsze będzie próbował zrobić tak, że on jest czysty, że on nikogo nie krzywdzi, żeby było na jego. Ja go znam od dzieciaka. On nie potrafi być w związku. Boi się. W każdej znajdzie jakąś wadę, jaka by nie była, nie zadowoli go w 100%."
I mogłabym tak bez końca..

A on potem wmawia mi:
"Moi koledzy też widzą, jak ty się zachowujesz. Muszisz zamazać to złe wrażenie. Wszyscy widzą jaka jesteś"
Odkąd dowiedziałam się bezpośrednio od tych kolegów co oni myślą czy widzą, to już się tak nie przejmuję. To tylko jego psychologiczna gra. Jego maski. On chyba nigdy nie jest w 100% szczery co do swoich uczuć.
To co mówi, jest dalece inne od tego co myśli naprawdę.

18 195

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:

U mnie wiosna smile i w sercu i za oknem smile
Miłego dnia życzę smile


Anstawio co się dzieje ? Odezwij się XXXXXXXXXX

Witaj Zofiu!
Ja (i moje 16 osobowości) czujemy się świetnie big_smile
Po prostu, jakiś rok temu, pomyliłam "grupy wsparcia".

https://www.youtube.com/watch?v=bd2B6SjMh_w

??????????????????????????????? 16 ????????? pomyliłaś grupy wsparcia ???????????
Pogubiłam się. Wyjaśnij proszę.
Jeśli masz 16 osobowości i wiesz, że je masz i jeśli wszystkie "one" czują się świetnie to raczej nie grupa wsparcia potrzebna a psychiatra. Tu na forum nie zdołasz uleczyć swej przypadłości, więc do lekarza marsz XXXXXXX

18 196

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:

U mnie wiosna smile i w sercu i za oknem smile
Miłego dnia życzę smile


Anstawio co się dzieje ? Odezwij się XXXXXXXXXX

Witaj Zofiu!
Ja (i moje 16 osobowości) czujemy się świetnie big_smile
Po prostu, jakiś rok temu, pomyliłam "grupy wsparcia".

https://www.youtube.com/watch?v=bd2B6SjMh_w

??????????????????????????????? 16 ????????? pomyliłaś grupy wsparcia ???????????
Pogubiłam się. Wyjaśnij proszę.
Jeśli masz 16 osobowości i wiesz, że je masz i jeśli wszystkie "one" czują się świetnie to raczej nie grupa wsparcia potrzebna a psychiatra. Tu na forum nie zdołasz uleczyć swej przypadłości, więc do lekarza marsz XXXXXXX

Czekam, aż zacznie się moja grupa wsparcia. Już tam nawet dzwoniłam big_smile
Nawet tam nas nie chcą big_smile hahaha

18 197

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Anstawio o co Ci chodziło ?Że się na Nas zawiodłaś i straciłaś wiarę w ludzi??????

Beosa poważnie tak Anstawia prawiła ?


Anstawio czuj się wywołana do tablicy XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX  i fakty, proszę o fakty  smile

18 198

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Witaj Zofiu!
Ja (i moje 16 osobowości) czujemy się świetnie big_smile
Po prostu, jakiś rok temu, pomyliłam "grupy wsparcia".

https://www.youtube.com/watch?v=bd2B6SjMh_w

??????????????????????????????? 16 ????????? pomyliłaś grupy wsparcia ???????????
Pogubiłam się. Wyjaśnij proszę.
Jeśli masz 16 osobowości i wiesz, że je masz i jeśli wszystkie "one" czują się świetnie to raczej nie grupa wsparcia potrzebna a psychiatra. Tu na forum nie zdołasz uleczyć swej przypadłości, więc do lekarza marsz XXXXXXX

Czekam, aż zacznie się moja grupa wsparcia. Już tam nawet dzwoniłam big_smile
Nawet tam nas nie chcą big_smile hahaha

To jest typowo pokrętna odpowiedź XXXXXXXXXXXXXXXX
JA już wrażliwa na : ktoś, kiedyś, gdzieś, coś.
A że wrażliwa to i oczekująca konkretów.

18 199

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofia chcesz żebym się tłumaczyła?

18 200

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

W sobote poszłam na spacer i mną telepało. Mam w sobie tyle złości, nerwów, że nie wiem gdzie i jak to wywalić? Nie mam przyjaciół, bo cały czas się zastanawiam : Człowieku, jaką krzywdę chcesz mi zrobić??
Wczoraj rozmawiałam ze znajomym. Po dłuższej rozmowie zapytał czy nie poszłabym z nim na wesele jego siostry. Pierwsza myśl: Żartujesz sobie ze mnie?! Mówisz to po to, by w ostatniej chwili mi odmówić, żeby mnie zranić sad

Mną też  telepie i jeszcze nie umiem sobie radzić ze złością i żalem.
Ale jakbym dostała taką propozycję byłabym przeszczęśliwa ale raczej bym odmówiła. sad
Bałabym się,że będę na językach gości,że będą mnie oceniać.Oczywiście źle wypadnę.Dobieranie ciuchów,makijaż,piękne,zadbane dłonie no i wyższy obcas (szpilki w ogóle nie wchodzą w rachubę) to nie moje klimaty.
Całe szczęście,że chociaż fryzurę mam już wypróbowaną (pisałam o tym). smile
Od razu zaznaczam-na stylistkę mnie nie stać.
Karaluch kilka razy mówił,że jestem mało kobieca...Miał chyba trochę racji.Ale przede wszystkim mam się dobrze czuć w swojej skórze,prawda? Źle się czuję z kilogramem pudru czy czegoś tam na twarzy,wolę twardo stąpać po ziemi,nie chcę do solarium.
Taka jestem dziwna smile .Pewnie byłoby mi na rękę,że mi znajomy odmówi. smile
Widzisz? Mam całkiem inne podejście do sprawy i też nie jest dobrze.
Ale gdybyśmy się częściowo na rozumy ze sobą pozamieniały to może obie poszłybyśmy na ten bal. smile

Posty [ 18 136 do 18 200 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 278 279 280 281 282 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026