Mój były karaluch mnie nie okłamywał,nie zdradzał....był toksyczny po prostu,ranił mnie ale do tej pory tego nie rozumie i nie zrozumie.
Ok, lepiej mi sie jednak was podczytuje
I nie zrozumie !!! A ty czego od nas oczekujesz? Prawdy czy iluzji ???
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 277 278 279 280 281 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Mój były karaluch mnie nie okłamywał,nie zdradzał....był toksyczny po prostu,ranił mnie ale do tej pory tego nie rozumie i nie zrozumie.
Ok, lepiej mi sie jednak was podczytuje
I nie zrozumie !!! A ty czego od nas oczekujesz? Prawdy czy iluzji ???
Podobne tematy
aczka napisał/a:Mój były karaluch mnie nie okłamywał,nie zdradzał....był toksyczny po prostu,ranił mnie ale do tej pory tego nie rozumie i nie zrozumie.
Ok, lepiej mi sie jednak was podczytujeI nie zrozumie !!! A ty czego od nas oczekujesz? Prawdy czy iluzji ???
Wiem jaka jest prawda, nie zyje juz w iluzji.
Pytałam jak sobie poradzić z emocjami wynikającymi z tego że się kogoś rani, tego karalucha nawet. Mi akurat, znając jego jest z tym ciężko.
Happyfull napisał/a:aczka napisał/a:Mój były karaluch mnie nie okłamywał,nie zdradzał....był toksyczny po prostu,ranił mnie ale do tej pory tego nie rozumie i nie zrozumie.
Ok, lepiej mi sie jednak was podczytujeI nie zrozumie !!! A ty czego od nas oczekujesz? Prawdy czy iluzji ???
Wiem jaka jest prawda, nie zyje juz w iluzji.
Pytałam jak sobie poradzić z emocjami wynikającymi z tego że się kogoś rani, tego karalucha nawet. Mi akurat, znając jego jest z tym ciężko.
Nie rozumiem? Chyba powinnas poczytac ten watek od poczatku ?
bags napisał/a:beosa napisał/a:Ja też
I JA TEZ...
Kwintesencja moich dotychczasowych poczynan. Uklony po sama ziemie dla autora tegoz cytatu.Bags a Ty zmieniac chciales? Pamietasz ? I karaluchowa i jej matke
Wszystko dla iluzji ??
Zreszta jak kazdy chyba tutaj na tym watku.. ???
Bo widzialem te... no... swiatelko w tunelu, ze mozna jeszcze cos tu zmienic. Szanse byly, znikome bo znikome ale jednak. Lecz niestety karaluchowa okazala sie na koniec zdradliwa i wespol z... niereformowalna.
Happyfull napisał/a:bags napisał/a:I JA TEZ...
Kwintesencja moich dotychczasowych poczynan. Uklony po sama ziemie dla autora tegoz cytatu.Bags a Ty zmieniac chciales? Pamietasz ? I karaluchowa i jej matke
Wszystko dla iluzji ??
Zreszta jak kazdy chyba tutaj na tym watku.. ???
Bo widzialem te... no... swiatelko w tunelu, ze mozna jeszcze cos tu zmienic. Szanse byly, znikome bo znikome ale jednak. Lecz niestety karaluchowa okazala sie na koniec zdradliwa i wespol z... niereformowalna.
Te swiatelka to moze byly czerwone lampki
??
aczka napisał/a:Happyfull napisał/a:I nie zrozumie !!! A ty czego od nas oczekujesz? Prawdy czy iluzji ???
Wiem jaka jest prawda, nie zyje juz w iluzji.
Pytałam jak sobie poradzić z emocjami wynikającymi z tego że się kogoś rani, tego karalucha nawet. Mi akurat, znając jego jest z tym ciężko.Nie rozumiem? Chyba powinnas poczytac ten watek od poczatku ?
Cały czas jestem w trakcie ale jeszcze sporo przede mna. Ok, wracam w tył
bags napisał/a:Happyfull napisał/a:Bags a Ty zmieniac chciales? Pamietasz ? I karaluchowa i jej matke
Wszystko dla iluzji ??
Zreszta jak kazdy chyba tutaj na tym watku.. ???
Bo widzialem te... no... swiatelko w tunelu, ze mozna jeszcze cos tu zmienic. Szanse byly, znikome bo znikome ale jednak. Lecz niestety karaluchowa okazala sie na koniec zdradliwa i wespol z... niereformowalna.
Te swiatelka to moze byly czerwone lampki
??
moze raczej pomaranczowe, bo byly potwierdzone psychologicznie przeslanki ku dobremu. Ale jak widac toksykologia mojego zwiazku tej reformy nie obejmowala.
Na koniec sie ukazaly sporych rozmiarow czerwone halogeny z kulturalnym przeslaniem do mnie "spier.... pokis caly".
No wlasnie Zabka
To zaburzenia osobowosci !!! Teraz moze bardziej zwracasz na jego zachowania uwage. Moze sobie przypomnisz jak bylo wczesnej? Moze wcale nie lepiej ale Twoja tolerancja byla wieksza?
Ja sobie tak ostanio myslam o karaluchach i stwierdzilam, ze od poczatku byli jacy byli !!! Ja mialam tylko na poczatku wiecej tolerancji i wiary w ludzi. Bylam za bardzo wyrozumiala a potem to tylko sie czepialm ? O co? Przeciez oni zawsze tacy sami !!! Oni sie nie zmienili !!! Ja zaczelam sie budzic i wymagac !!!
A co mozna wymagac od takich typow ? Nic !!! Oni nie widza nigdy problemow !!! Ty jestes dla nich problemem. Czemu ? Bo zaczynasz zachowywac sie "nienaturalnie" !!! Takie typki szukaja romantycznej, bezgranicznej milosci. Oni pragna sie zespolic ze swoim "obiektem" (nami). Nierealne. I kto tu wiezy bardziej w cuda? Karaluchy !!!
Jedyne co mnie zawsze pociesza, ze oni z nikim nigdy zadnego normalnego zwiazku nie zbuduja !!!
To nie nasza wina, ze maja takie zaburzenia i nic z tym nie robia !!!A pasywna agresja jest okropna !!! Ale to nic innego jak strach przed zyciem. Taka troche depresja i czasami narcystyczne zachowania !!! Dziecko 6-7 io letnie niezrozumiane przez rodzicow !!!
Dokładnie jest tak jak piszesz Happufull.
Dziś w pracy o tym myślałam.On zawsze był inny,taki nieprzystosowany,bardzo małomówny.Ja to tłumaczyłam pochodzeniem,niewłaściwym wychowaniem,pobytem w więzieniu.Tak,tak.1,5 roku za paserstwo.Powiedział mi o tym na początku znajomości.Ja głupia chciałam go zresocjalizować chyba.
Tolerancyjna to ja zawsze byłam,ufałam i wierzyłam ludziom.Dopóki się nie sparzyłam kilka razy..
Rozumiałam,że każdy jest inny,każdy ma prawo do błędów.Tylko nie ja według niektórych.
I powoli zaczęłam się buntować.
A jm lubi ciche i spokojne kobiety,usłyszałam niedawno.Dziwne bo ja nigdy taka nie byłam
Podobno teraz NIC mi się nie podoba i się czepiam.A on jest taki biedny i nieszczęśliwy.Jak go nieraz przycisnę do muru argumentami to broda mu lata i krzywi się jakby miał zaraz płakać.Jak dziecko.
Problemy też zawsze ja robiłam.Ze "wszystkiego".A on nie miał żadnych.No może jeden.Potencję mu zabijałam powoli,bo po pobiciu kupiłam drugie łóżko,,bo RAZ go z siebie zrzuciłam,bo udawałam,że jestem zmęczona albo źle się czułam.
Nie dzieci,nie dom,nie samochód tylko sex.
Taka ich hierarchia wartości.Bezmózgowce.
Bardzo dobrze te zaburzenia opisałaś Happy. ![]()
moze raczej pomaranczowe, bo byly potwierdzone psychologicznie przeslanki ku dobremu. Ale jak widac toksykologia mojego zwiazku tej reformy nie obejmowala.
Na koniec sie ukazaly sporych rozmiarow czerwone halogeny z kulturalnym przeslaniem do mnie "spier.... pokis caly".
Dobre!
![]()
hm... napisał/a:Happyfull napisał/a:Dobrze ze po wszystkim !!! I tak i tak zla karma na niego spadnie czy jak to tam sie nazywa
Czy tam spadnie coś:)
Oj klatwa juz rzucona zostala
Ja voodoo odprawie i wlosy mu znikna
![]()
Ty cos tam poczarujesz i ... spadnie
![]()
Happyfull napisał/a:No wlasnie Zabka
To zaburzenia osobowosci !!! Teraz moze bardziej zwracasz na jego zachowania uwage. Moze sobie przypomnisz jak bylo wczesnej? Moze wcale nie lepiej ale Twoja tolerancja byla wieksza?
Ja sobie tak ostanio myslam o karaluchach i stwierdzilam, ze od poczatku byli jacy byli !!! Ja mialam tylko na poczatku wiecej tolerancji i wiary w ludzi. Bylam za bardzo wyrozumiala a potem to tylko sie czepialm ? O co? Przeciez oni zawsze tacy sami !!! Oni sie nie zmienili !!! Ja zaczelam sie budzic i wymagac !!!
A co mozna wymagac od takich typow ? Nic !!! Oni nie widza nigdy problemow !!! Ty jestes dla nich problemem. Czemu ? Bo zaczynasz zachowywac sie "nienaturalnie" !!! Takie typki szukaja romantycznej, bezgranicznej milosci. Oni pragna sie zespolic ze swoim "obiektem" (nami). Nierealne. I kto tu wiezy bardziej w cuda? Karaluchy !!!
Jedyne co mnie zawsze pociesza, ze oni z nikim nigdy zadnego normalnego zwiazku nie zbuduja !!!
To nie nasza wina, ze maja takie zaburzenia i nic z tym nie robia !!!A pasywna agresja jest okropna !!! Ale to nic innego jak strach przed zyciem. Taka troche depresja i czasami narcystyczne zachowania !!! Dziecko 6-7 io letnie niezrozumiane przez rodzicow !!!
Dokładnie jest tak jak piszesz Happufull.
Dziś w pracy o tym myślałam.On zawsze był inny,taki nieprzystosowany,bardzo małomówny.Ja to tłumaczyłam pochodzeniem,niewłaściwym wychowaniem,pobytem w więzieniu.Tak,tak.1,5 roku za paserstwo.Powiedział mi o tym na początku znajomości.Ja głupia chciałam go zresocjalizować chyba.
Tolerancyjna to ja zawsze byłam,ufałam i wierzyłam ludziom.Dopóki się nie sparzyłam kilka razy..
Rozumiałam,że każdy jest inny,każdy ma prawo do błędów.Tylko nie ja według niektórych.
I powoli zaczęłam się buntować.
A jm lubi ciche i spokojne kobiety,usłyszałam niedawno.Dziwne bo ja nigdy taka nie byłamPodobno teraz NIC mi się nie podoba i się czepiam.A on jest taki biedny i nieszczęśliwy.Jak go nieraz przycisnę do muru argumentami to broda mu lata i krzywi się jakby miał zaraz płakać.Jak dziecko.
Problemy też zawsze ja robiłam.Ze "wszystkiego".A on nie miał żadnych.No może jeden.Potencję mu zabijałam powoli,bo po pobiciu kupiłam drugie łóżko,,bo RAZ go z siebie zrzuciłam,bo udawałam,że jestem zmęczona albo źle się czułam.
Nie dzieci,nie dom,nie samochód tylko sex.
Taka ich hierarchia wartości.Bezmózgowce.
Bardzo dobrze te zaburzenia opisałaś Happy.
Taki syndrom Matki Teresy, bo każdy popełniać błędy może, tak nam się wydawało, nawet takie drastyczne. No to się rozumiemy.
Jak tak sobie analizuję jakiegoś nowo poznanego kogoś i sobie myślę czy by się nadał do życia, czy taki prawdziwie fajny to wiecie co widzę? Nic ciekawego.
Jak tak sobie analizuję jakiegoś nowo poznanego kogoś i sobie myślę czy by się nadał do życia, czy taki prawdziwie fajny to wiecie co widzę? Nic ciekawego.
Bo dopiero gdy pojawi się "właśnie ten", poczujesz coś innego... ![]()
hm... napisał/a:Jak tak sobie analizuję jakiegoś nowo poznanego kogoś i sobie myślę czy by się nadał do życia, czy taki prawdziwie fajny to wiecie co widzę? Nic ciekawego.
Bo dopiero gdy pojawi się "właśnie ten", poczujesz coś innego...
No ja wiem.
Tylko to patrzenie jest inne. Bo tak to wiesz wspaniale szło mi tworzenie wymarzonego obrazu na dziurawej blejtramie jak dotąd, no z konika polnego się mustanga nie zrobi.
Miłego Zakopca życzę, ja mam koszty teraz i choć blisko to nie wszystko. Następnym razem może się uda.
Tylko to patrzenie jest inne.
Bo w tym całe sedno, w tym naszym całym patrzeniu...
Anstawia napisał/a:zofia282 napisał/a:U mnie wiosna
i w sercu i za oknem
Miłego dnia życzęAnstawio co się dzieje ? Odezwij się XXXXXXXXXX
Witaj Zofiu!
Ja (i moje 16 osobowości) czujemy się świetnie
Po prostu, jakiś rok temu, pomyliłam "grupy wsparcia".https://www.youtube.com/watch?v=bd2B6SjMh_w
Juz myslalam zes zamogla
Nie rob wiecej takich numerow !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I te wykrzykniki Ci sie naleza !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja sie matrwilam o Ciebie
Dobrze ze 16 osob ma sie dobrze
Co to znaczy pomylilam ? Nie rozumiem?
Brawo Happyfull!
Znasz wszystkie moje słabości! ![]()
Motywujące ![]()
Anstawio o co Ci chodziło ?Że się na Nas zawiodłaś i straciłaś wiarę w ludzi??????
Hej Dziewczyny
kiedyś w tym wątku zaczynałam swoją drogę by wyjść z uzależnienia i toksycznej relacji.
Szczęśliwie wszystko się udało i moje życie ma teraz nową, nieporównywalną z niczym jakość.
Czego i Wam w tym dniu życzę!
Za wszystkie trzymam kciuki i życzę sił!
Warto.
Pozdrawiam
Anstawio o co Ci chodziło ?Że się na Nas zawiodłaś i straciłaś wiarę w ludzi??????
O nic.
hm... napisał/a:Tylko to patrzenie jest inne.
Bo w tym całe sedno, w tym naszym całym patrzeniu...
Jakieś takie specjalne okulaty by się przydały:)
Hej Dziewczyny
kiedyś w tym wątku zaczynałam swoją drogę by wyjść z uzależnienia i toksycznej relacji.
Szczęśliwie wszystko się udało i moje życie ma teraz nową, nieporównywalną z niczym jakość.
Czego i Wam w tym dniu życzę!Za wszystkie trzymam kciuki i życzę sił!
Warto.Pozdrawiam
Pamiętam Ciebie powodzenia:)
O rany, dziewczyny. Minęły 3 miesiące odkąd z płaczem nieszczęsna wyjechałam z domu. Karaluchowi coś pękło. Tak powiedział. I to był ten prezent. Solidnie pracowałam, czytałam, terapeutowałam. Widzieliśmy się dziś po raz trzeci, grunt mu ucieka spod nóg i emocjonalna chłodnia staje się dość nerwowa - sapie. Nikt nie pyta co je, nikt nie pochyla się nad jego pracą, nikt nie wzrusza, ze pada śnieg na trasie ode mnie...jest zły. Cała energia idzie w moją czerwona szminkę i pójście własne do kina. Pojechał zły, miś z mokrym noskiem. Moja chwila drgawek i "poczucia winy" szybko przepuszczona przez mózg i oto karaluch rozłożony na karalusze łopatki a ja załączam kolejny odcinek serialu i tak mi dobrze. I nie ma we mnie złości i odwetu, nie ma płaczu, jest spokój. Taki godny i kobiecy, nie histeryczno- dziewczęcy. Olaboga, dzieje się, dorastam!
...ale jestem czujna, euforii nam tu nie trzeba. Amen
Witajcie dziewczyny,
przez ostatni tydzień czytałam sobie posty w tym wątku, (dotarłam do 59 str
) bardzo wciągające, można by z tych postów książkę napisać ![]()
...a tak serio to od dawna czułam że za bardzo kocham, ale nie mogłam tego nazwać... tzn czułam że moja wielka miłość do chłopaka jest normalna, a on mnie już nie kocha. ale z drugiej strony, przestał mnie szanować. Potrzeba więcej czasu by wszystko o nim opowiedzieć.. ja bym chciała po pierwsze nie myśleć o nim cały czas, tylko o sobie. Okazuje się że to nie jest takie łatwe jak myślałam. Próbowałam zająć się sobą już nie raz, ale między jedną a drugą czynnością myślę tylko o nim i mam ochotę zadzwonić lub napisać wiadomość. Nie wiem czy to jest dobry mężczyzna dla mnie..
Czasem mam dobre dni... a raczej godziny, rano byłam w dobrym nastroju, wysprzątałam całe mieszkanie, ale już po 11 mój nastrój spadł diametralnie. Powód tego była rozmowa z nim przez skype (jest na wakacjach z rodzicami) w której normalnie sobie rozmawialiśmy, ale powiedział też że moje włosy wyglądają jak u pudla a w tych okularach wyglądam jak wieśniak.. no i po krótkim namyśle powiedziałam że powinien zacząć mnie szanować, jak chce ze mną być i powinien przemyśleć swoje zachowanie wobec mnie, przed następnym kontaktem. Potem się popłakałam. Nie wiem czy dobrze zrobiłam? Czasem potrafi powiedzieć właśnie coś w tym stylu, ale zazwyczaj się odgryzam, to nie jest tak że się skulam i zaczynam płakać przy nim.
Na dodatek przez ten głupi śnieg jeszcze bardziej odechciało mi się biegania i teraz jestem zła na siebie że nie poszłam dziś biegać. Teraz jak się zdecydowałam by tu napisać znowu poprawił mi się nastrój..;)
Jeżeli chodzi o mojego P to nic nie wiem, mam bardzo zmienne uczucia, czasem jest dobrze a czasem źle. Wiem tylko że chciałabym być najważniejsza w moim życiu.
Witajcie dziewczyny,
przez ostatni tydzień czytałam sobie posty w tym wątku, (dotarłam do 59 str) bardzo wciągające, można by z tych postów książkę napisać
...a tak serio to od dawna czułam że za bardzo kocham, ale nie mogłam tego nazwać... tzn czułam że moja wielka miłość do chłopaka jest normalna, a on mnie już nie kocha. ale z drugiej strony, przestał mnie szanować. Potrzeba więcej czasu by wszystko o nim opowiedzieć.. ja bym chciała po pierwsze nie myśleć o nim cały czas, tylko o sobie. Okazuje się że to nie jest takie łatwe jak myślałam. Próbowałam zająć się sobą już nie raz, ale między jedną a drugą czynnością myślę tylko o nim i mam ochotę zadzwonić lub napisać wiadomość. Nie wiem czy to jest dobry mężczyzna dla mnie..
Czasem mam dobre dni... a raczej godziny, rano byłam w dobrym nastroju, wysprzątałam całe mieszkanie, ale już po 11 mój nastrój spadł diametralnie. Powód tego była rozmowa z nim przez skype (jest na wakacjach z rodzicami) w której normalnie sobie rozmawialiśmy, ale powiedział też że moje włosy wyglądają jak u pudla a w tych okularach wyglądam jak wieśniak.. no i po krótkim namyśle powiedziałam że powinien zacząć mnie szanować, jak chce ze mną być i powinien przemyśleć swoje zachowanie wobec mnie, przed następnym kontaktem. Potem się popłakałam. Nie wiem czy dobrze zrobiłam? Czasem potrafi powiedzieć właśnie coś w tym stylu, ale zazwyczaj się odgryzam, to nie jest tak że się skulam i zaczynam płakać przy nim.
Na dodatek przez ten głupi śnieg jeszcze bardziej odechciało mi się biegania i teraz jestem zła na siebie że nie poszłam dziś biegać. Teraz jak się zdecydowałam by tu napisać znowu poprawił mi się nastrój..;)
Jeżeli chodzi o mojego P to nic nie wiem, mam bardzo zmienne uczucia, czasem jest dobrze a czasem źle. Wiem tylko że chciałabym być najważniejsza w moim życiu.
Bardzo dobrze, że napisałaś. Każda z nas tak zaczynała. Ja np. czułam, że nie tak to wszystko powinno wyglądać. Mimo iż nie widziałam szacunku między moimi rodzicami to jak byłam traktowana przez partnerów budziło mój wewnętrzny protest choć przez większość czasu brakowało sił na działanie.
Czy czytasz literaturę na ten temat?
Witajcie!
Zofia, Happyfull i Żabka pozdrawiają z Zakopca ![]()
Zaraz lecimy na śniadanie.
Czasu trochę brak na zaglądanie ![]()
Buziaki ![]()
Witajcie!
Zofia, Happyfull i Żabka pozdrawiają z Zakopca
Zaraz lecimy na śniadanie.
Czasu trochę brak na zaglądanieBuziaki
No, dzień dobry:)
Bawcie się kobiety:)
Łapka napisał/a:Witajcie dziewczyny,
przez ostatni tydzień czytałam sobie posty w tym wątku, (dotarłam do 59 str) bardzo wciągające, można by z tych postów książkę napisać
...a tak serio to od dawna czułam że za bardzo kocham, ale nie mogłam tego nazwać... tzn czułam że moja wielka miłość do chłopaka jest normalna, a on mnie już nie kocha. ale z drugiej strony, przestał mnie szanować. Potrzeba więcej czasu by wszystko o nim opowiedzieć.. ja bym chciała po pierwsze nie myśleć o nim cały czas, tylko o sobie. Okazuje się że to nie jest takie łatwe jak myślałam. Próbowałam zająć się sobą już nie raz, ale między jedną a drugą czynnością myślę tylko o nim i mam ochotę zadzwonić lub napisać wiadomość. Nie wiem czy to jest dobry mężczyzna dla mnie..
Czasem mam dobre dni... a raczej godziny, rano byłam w dobrym nastroju, wysprzątałam całe mieszkanie, ale już po 11 mój nastrój spadł diametralnie. Powód tego była rozmowa z nim przez skype (jest na wakacjach z rodzicami) w której normalnie sobie rozmawialiśmy, ale powiedział też że moje włosy wyglądają jak u pudla a w tych okularach wyglądam jak wieśniak.. no i po krótkim namyśle powiedziałam że powinien zacząć mnie szanować, jak chce ze mną być i powinien przemyśleć swoje zachowanie wobec mnie, przed następnym kontaktem. Potem się popłakałam. Nie wiem czy dobrze zrobiłam? Czasem potrafi powiedzieć właśnie coś w tym stylu, ale zazwyczaj się odgryzam, to nie jest tak że się skulam i zaczynam płakać przy nim.
Na dodatek przez ten głupi śnieg jeszcze bardziej odechciało mi się biegania i teraz jestem zła na siebie że nie poszłam dziś biegać. Teraz jak się zdecydowałam by tu napisać znowu poprawił mi się nastrój..;)
Jeżeli chodzi o mojego P to nic nie wiem, mam bardzo zmienne uczucia, czasem jest dobrze a czasem źle. Wiem tylko że chciałabym być najważniejsza w moim życiu.Bardzo dobrze, że napisałaś. Każda z nas tak zaczynała. Ja np. czułam, że nie tak to wszystko powinno wyglądać. Mimo iż nie widziałam szacunku między moimi rodzicami to jak byłam traktowana przez partnerów budziło mój wewnętrzny protest choć przez większość czasu brakowało sił na działanie.
Czy czytasz literaturę na ten temat?
Zaczęłam czytać "Kobiety, które kochają za bardzo"
Muszę sobie wszystko poukładać, bo czasami nie wiem nawet czego chcę. W moim natłoku myśli odkryłam coś.. a nawet wiele rzeczy, tylko nie potrafię te myśli spisać.. Mój P, to dobry człowiek (był przynajmniej, ostatnio coraz częściej wyjeżdża sobie na weekendy) bo sam mi mówił nie raz bym się spotykała częściej z koleżankami, bym się czymś zajęła. Ja to wtedy traktowałam tak jakby nie chciał się ze mną widywać, tym bardziej że nie mieszkamy ze sobą i wtedy nie spotykaliśmy się codziennie. Teraz to spotykamy się 1-2 razy w tygodniu, ale to nie pomaga, może już jest za późno? Nasze problemy zaczęły się jak jego kuzyn przyjechał z USA, teraz pracują nad różnymi projektami, ciągle jakiś nowy i poprzedniego nie mogą dokończyć. Dla mnie nie ma czasu po prostu. Na pewno nie w weekendy bo wtedy pracują. W tygodniu nie zawsze mam czas, a czasem jak do niego dzwonie by się spytać czy mogę przyjść (mieszkamy nie daleko siebie), to on odsypia po pracy.
Chciałam tu napisać o moim natłoku myśli, że trudno jest mi zachować jedną ważna myśl i widać jak bardzo trudno jest mi zachować tą myśl bo znowu zaczęłam analizować jego postępowania... Moja jedna ważna myśl to: Co chcę dla siebie dziś zrobić? Jak zadaję sobie to pytanie to potrafię sobie sobie odpowiedzieć, ale zrobić już nie zawsze.
Czytając sobie ten wątek, myślę że ze mną nie jest jeszcze tak źle (chyba), już wcześniej zdałam sobie sprawę z tego że za bardzo na niego naciskam, że za często robię coś dla niego, że za często przeżywam jakieś rozczarowania a po nim wszystko spływa. Też bym chciała by po mnie wszystko spływało. Niech robi co chce.. jak nie chce obejrzeć filmu ze mną, to jego strata. Jak nie chcę ze mnę pobiegać, to jego strata.
Już mi lepiej ![]()
A co chcesz dziś dla siebie zrobić?
Wiesz ja jestem zwolenniczką małych kroków, powolnego przecierania szlaku, ale jednak sukcesywnie.
Nie ma co porywać się z motyką na słońce.
Musisz wypracować sobie ten odruch, te myśli, że dla Ciebie to Ty winnaś być najważniejsza, tu nie chodzi o egoizm, tylko zdrowe podejście do relacji, by nie analizować co autor miał na myśli, tylko umiejętność reagowania i wprowadzania czynów w ruch.
Czyli jeśli ktoś mnie krzywdzi i ja to wiem, mało tego komunikuję to, a nic z tym nie robię to przesuwam granice i czuję się fatalnie, a problem nie znika, mało tego powiększa się.
A jak u Ciebie było w domu rodzinnym?
Narzuć sobie odrobinę dyscypliny, rób cokolwiek dla siebie, ale pamiętaj, gdy coś się nie uda, nie załamuj się i nie wpędzaj w poczucie winy, po prostu próbuj.
Do życia potrzebna jest przestrzeń.
Najgorzej jest analizować kogoś, domysły tworzyć i jeszcze to przeżywać albo się zadręczać.
Po co to?
Dla skebie trzeba żyç, sprawiać sobie przyjemności, robić to na co mamy ochotę.
Piękna i Bestia
czyli o konieczności akceptacji partnera
Gdy nasz partner nie jest taki, jaki chciałybyśmy, żeby był, najczęściej usiłujemy go zmienić. Dotyczy to w szczególności kobiet ?kochających za bardzo?, które zazwyczaj wiążą się z partnerami wymagającymi specjalnej troski. Takie kobiety realizują się bowiem w tym, że są mężczyznom potrzebne. ?Kochanie za bardzo? ma jednak swoją cenę. Cierpienia związane z życiem z trudnymi mężczyznami przepełnione są frustracją wywołaną brakiem efektów z podejmowanych prób ich przeobrażenia.
W postawie kobiety, przyjmującej, że jej szczęście zależy od tego, czy jej wybranek się zmieni, tkwi olbrzymia pułapka. Kobieta zrzuca w ten sposób na niego odpowiedzialność za swoje dobre samopoczucie. Wkładając całą swoją energię w zmianę partnera, tak naprawdę bezużytecznie ją trwoni. Zmienić drugiego człowieka po prostu się nie da. Partner zmieni się tylko wtedy, kiedy sam będzie tego chciał. I najgorsze jest to, że często jest tak, że pomoc kobiety tylko mu to utrudnia.
Nałogowiec nigdy nie zobaczy pełni destrukcyjnych skutków swojego uzależnienia i w związku z tym nie podejmie leczenia, jeśli będzie miał przy sobie kobietę, która zawsze wyciąga go z tarapatów. Gdy w swojej bezsilności kobieta robi mężczyźnie awantury, próbując krzykiem sprawić, by do niego dotarło, jaki jest zły, to mają one zawsze skutek odwrotny. Dają mężczyźnie argument do ręki, by dalej robić to samo.
Gotowość kobiety do podjęcia wysiłku, by zmienić mężczyznę, bierze się z zakorzenionego w naszej kulturze przekonania o niezwykłej sile miłości. Cały ten mit jednak upada, gdy zastanowimy się, jakie pobudki kierują taką kobietą. Czy dobro mężczyzny? Pozornie. Tak naprawdę chodzi jej o dobro własne, czyli są to pobudki czysto egoistyczne.
Kobieta usiłująca przejąć kontrolę nad życiem swojego partnera, w rzeczywistości ma wspaniała wymówkę, by nie zająć się własnym. Jej wieczne narzekanie i obarczanie mężczyzny winą za swoje nieszczęście jest sposobem na unikanie odpowiedzialności za swój los. Bo tak jest w sumie wygodniej. Tymczasem, jeśli swoją energię, z której do tej pory korzystała próbując zmienić partnera, zainwestuje w zmianę siebie, w rozwój swojej osobowości, to zawsze będzie to miało pozytywne skutki. Na pewno przestanie cierpieć z powodu swojej frustracji z nieskuteczności tych prób.
Kluczem do takiego zachowania kobiety jest akceptacja mężczyzny takim, jaki jest. Akceptacja rzeczywistości, równoznaczna z rezygnacją z marzeń o tym, że partnera uda się zmienić. Droga o szczęścia nie polega na szukaniu go w innych, ale w sobie. W osiągnięciu stanu wewnętrznej równowagi, co pozwala na racjonalne myślenie i skuteczne przeciwstawienie się trudnościom.
Akceptacja oznacza także poszanowanie indywidualności partnera, co jest jednym z warunków dojrzałej miłości. Wiąże się to z unikaniem jakichkolwiek prób manipulacji, mających na celu uzależnienie go od siebie. Akceptacja oznacza danie partnerowi wolności do decydowania o własnym życiu.
Akceptacja partnera przez kobietę to przyjęcie postawy, że jego problem nie jest jej problemem, a zatem ani nie powinna, ani nie musi zajmować się jego rozwiązaniem. I nie jest to postawa egoistyczna, kobiecie nie wolno mieć poczucia winy z powodu swojej bierności wobec problemów partnera. To postawa jak najbardziej realistyczna - zmiana kogoś, kto nie chce zmienić się sam, jest po prostu niemożliwa.
Paradoksalnie to właśnie akceptacja partnera, a nie podjęcie walki z jego wadami, może być dla niego stymulacją do zmiany. Taka postawa oznacza, że kobieta przebyła już w swoim rozwoju wewnętrznym pewien etap. Jest silniejsza, bardziej dbająca o swoje potrzeby i niezależna. Łatwiej jest jej cieszyć się życiem. Mężczyzna, widząc metamorfozę kobiety, zaczyna się zastanawiać nad własnymi brakami, które przeszkadzają mu być szczęśliwym.
Akceptacja trudnego partnera nie oznacza pasywności, pogodzenia się z losem i swoim cierpieniem. Jest warunkiem koniecznym do podjęcia przez kobietę aktywnych działań - rozpoczęcia zmian samej siebie. I tylko takie podejście daje jakąkolwiek szansę uratowania związku, który przeżywa kryzys. Szansę, ale nie pewność. Jednak kobieta, która wzięła na siebie odpowiedzialność za swoje życie zawsze jest na wygranej pozycji. Bo nawet jeśli związek się rozpadnie, to ona sobie z tym poradzi. Uniknie traumy rozstania i będzie w stanie wieść szczęśliwe życie.
Znakomity przykład akceptacji partnera daje znana bajka o Pięknej i Bestii. Piękna pokochała potwora takim, jaki był. Nie czyniła żadnych wysiłków, by go zmienić, nie miała też marzeń, że kiedyś zmieni się sam. Doceniając jego zalety, zaakceptowała także jego wady. Jej bezwarunkowa miłość dokonała cudu ? Bestia zmieniła się w księcia.
Eugenia Herzyk, Fundacja Kobiece Serca
Wyjście z nałogu
Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.
To, co kobieta, która "kocha za bardzo" przeżywa po rozstaniu z mężczyzną, to typowe cierpienia alkoholika po odstawieniu alkoholu. Cierpi, bo pozostał sam ze sobą, wszelkimi nieprzerobionymi traumami, bezskutecznym poszukiwaniem sensu życia, ze swoimi smutkami i wiecznym przygnębieniem. I jeśli wszedł już na drogę wyzdrowienia wie, ze musi sobie z tym poradzić, bo lekarstwo na swoje dolegliwości, jakiego dotąd używał, tak naprawdę jest trucizną. W chwilach słabości jednak, gdy ból jest nie do zniesienia, przypomina sobie, jak mu było dobrze, gdy alkohol krążył w żyłach i zadaje sobie pytanie - co zyskałem, odstawiając go? Gdy byłem alkoholikiem, miewałem przynajmniej chwile szczęścia, teraz nie mam nawet tego. I wielu alkoholików zawraca ze swojej drogi do wyzdrowienia - znów wpada w nałóg.
Tak można wytłumaczyć u kobiety, która "kocha za bardzo" niezwykle silne chęci powrotu do partnera po rozstaniu. Gdy go nie ma, czuje się nieszczęśliwa, pusta, nic ją nie cieszy. I przypominając sobie te cudowne chwile, które spędzili razem, rodzi się w niej chęć przeżycia ich raz jeszcze. Jeśli jest jednak wystarczająco silna, zapala jej się lampka ostrzegawcza. Przypomina sobie, jaką cenę płaciła za te chwile szczęścia. I aby ze swojej drogi do wyzdrowienia nie zejść, wraca do swojej "pustki" i próbuje ja zapełnić. Stara się nie uciekać od problemów, zagłuszając je alkoholem, bujnym życiem towarzyskim, egzotycznymi podróżami, czy romansami. I choć nie czuje się w takim stanie szczęśliwa, wierzy, ze kluczem do jej szczęścia jest zapełnienie tej "pustki".
Ma oczywiście momenty zawahania, gdy widzi osoby wyglądające na beztrosko cieszące się życiem. Ogarniają ją wątpliwości, czy będzie jeszcze kiedyś tak potrafiła? Osoby takie nie zastanawiają się nad sobą, swoim rozwojem wewnętrznym i traumami z dzieciństwa - one po prostu żyją. A jej się wydaje, że wegetuje. Ogarnia ją wtedy złość na siebie, na swoja słabość. I ta złość jest motorem jej dalszych działań. Idzie dalej.
Przy wychodzeniu z każdego nałogu, także z nałogu "kochania za bardzo" najczęściej potrzebna jest pomoc, mało która kobieta sama daje sobie z tym radę. Tej pomocy trzeba poszukać ? u psychoterapeuty, w grupach wsparcia, w lekturze książek. Całą swoją energię, którą do tej pory kobieta wkładała w związek i w swojego mężczyznę, powinna skoncentrować na swoim wyzdrowieniu.
Zdrowiejąc, kobieta odzyskuje do siebie szacunek i wiarę w swoje możliwości. Nabiera poczucia, że ma prawo do szczęścia. Zaczyna cieszyć się życiem. Uczy się też miłości do mężczyzny, takiej która nie uzależnia, a daje satysfakcję i stymuluje do osobistego rozwoju każdego z partnerów. Wyzbywając się marzeń o wielkiej, romantycznej miłości, znajduje tą prawdziwą i dojrzałą. Taką, która co prawda nie zapewnia niebiańskich rozkoszy, ale za to uwalnia od piekielnych męczarni.
Eugenia Herzyk, Fundacja Kobiece Serca
A co chcesz dziś dla siebie zrobić?
Wiesz ja jestem zwolenniczką małych kroków, powolnego przecierania szlaku, ale jednak sukcesywnie.
Nie ma co porywać się z motyką na słońce.
Musisz wypracować sobie ten odruch, te myśli, że dla Ciebie to Ty winnaś być najważniejsza, tu nie chodzi o egoizm, tylko zdrowe podejście do relacji, by nie analizować co autor miał na myśli, tylko umiejętność reagowania i wprowadzania czynów w ruch.
Czyli jeśli ktoś mnie krzywdzi i ja to wiem, mało tego komunikuję to, a nic z tym nie robię to przesuwam granice i czuję się fatalnie, a problem nie znika, mało tego powiększa się.
A jak u Ciebie było w domu rodzinnym?
Narzuć sobie odrobinę dyscypliny, rób cokolwiek dla siebie, ale pamiętaj, gdy coś się nie uda, nie załamuj się i nie wpędzaj w poczucie winy, po prostu próbuj.
Dzisiaj zrobię sobie pyszną pizze na własnym cieście i z własnym sosem
Nie zjem czekolady!
Mój dom rodzinny ... po pierwsze mój biologiczny ojciec nie chciał i nie chce mnie znać. Z mamą wyjechałam do norwegii jak byłam malutka i od tamtej pory mam ojczyma. Byłam jedynaczką do 8 r. życia i dobrze się bawiłam sama ze sobą.
Ojczym był w porządku, nigdy nie uważałam go za ojca, ale normalnie ze sobą rozmawialiśmy o codziennych sprawach. Nie traktuje mamy z szacunkiem, dośc często narzeka na różne rzeczy.. nawet na obiad jeżeli jedna potrawę za często przyrządza. Alkoholizmu i przemocy w domu na szczęście nie było. Teraz mieszkam w polsce i praktycznie tylko z mamą rozmawiam przez skype. Można by powiedzieć że nie jestem specjalnie związana z ojczymem.
Ostanio jak mama przyjechała w odwiedziny, miała dla mnie papiery z wnioskiem by nasłać na mojego biologicznego ojca komornika za nie zapłacone alimenty.
Rozumiem że kocham za bardzo bo boje się odrzucenia od mojego chłopaka tak jak od ojca. Chciałam mojemu P o tym powiedzieć, nigdy nie rozmawiałam z nim o ojcu biologicznym (a wie że wychowywał mnie ojczym) ale nei wiem czy by zrozumiał..
Powiedzcie mi czy ja w tej rozmowie cos zle powiedziałam?Nasze rozmowy wygladaja caly czas tak samo. mamy po 20pare lat i prawie 5 lat w zwiazku. mieszkamy 7km od siebie,z tym ze ja studiuje 100km od rodzinnej miejscowosci.
Post został edytowany z powodu naruszenia regulaminu forum.
Paulina, mój P. i ja chodzimy ze sobą ponad 4 lata i mam podobnie. Jak nie odzywam się do niego kilka dni, to dopiero zadzwoni lub napisze... a czasem nawet wyjeżdża na weekend bez zapowiedzi. Można oszaleć...
no ale czy z moim zachowaniem podczas tej rozmowy było cos nie tak czy co ? czy ja jestem przewrazliwiona.. ja juz nie wiem. juz straciam poczucie gdzie powinna byc jakakolwiek granica zachowywania sie w tym zwiazku. Nie wiem czy tak powinno byc.Zadnych planow na przyszlosc..nawet ze mna na ten temat nie rozmawia.ciagle tylko mnie obwinia ze sie zle zachowuje ale czy ja do jasnej cholery faktycznie podczas tej rozmowy sie zle zachowalłam ?
Myślę, że Wasze relacje są dalece odbiegające od normalności...z tego co czytałam, to ciągle się dogadać nie potraficie. Jedno szczeka tylko na drugie...popracujcie nad komunikacją albo się rozstańcie.
Dzień Dobry!
A mnie boli prawa noga
Chce mi się spać, bo Happy śpiewała pół nocy i ma chrypkę ![]()
Nie, no mała sjesta po śniadaniu, plany na dziś się wykrystalizowały
Ale na forum zaglądamy ![]()
Dzień Dobry!
A mnie boli prawa nogaChce mi się spać, bo Happy śpiewała pół nocy i ma chrypkę
Nie, no mała sjesta po śniadaniu, plany na dziś się wykrystalizowały
![]()
Ale na forum zaglądamy
Witajcie!
Zaglądnęłam na forum, bo chciałam napisać, że mi smutno ![]()
Zobaczyłam Twój post i... uśmiechnęłam się ![]()
Wierzcie mi lub nie, ale cieszę się, że jesteście.
Buziaki
*****************
Piepszone uzależnienie! Nienawidzę go! Niszczy mi życie!
Muszę się uwolnić! Muszę! Muszę! Chcę!!!!!!!!!!!!
Przecież musi być kiedyś lepiej! Przecież ludzie wychodzą z nałogów!
Mi też się to uda!
Czuję do siebie obrzydzenie, bo zachowuję się identycznie jak moi rodzice! Identycznie w każdym calu mojego życia! Nienawidzę ich za to!
Siebie też za to nienawidzę!
Jak teraz czytam to co napisałam, to mam wrażenie, że napisały to dwie różne osoby
Ja to rzeczywiście mam coś z głową
Po tatusiu ![]()
Już się nie mogę doczekać kiedy zacznie się moja terapia, sama ze sobą już nie mogę wytrzymać. Nie dziwię się, że ludzie ze mną nie mogą wytrzymać.
Dlatego kiedyś napisałam, że pomyliłam wątek, bo to nie jest wątek dla wariatek ![]()
Dzień Dobry!
A mnie boli prawa nogaChce mi się spać, bo Happy śpiewała pół nocy i ma chrypkę
Nie, no mała sjesta po śniadaniu, plany na dziś się wykrystalizowały
![]()
Ale na forum zaglądamy
Ale wam dobrze. Lekko znokautowane ale szczęśliwe ![]()
Piepszone uzależnienie! Nienawidzę go! Niszczy mi życie!
Muszę się uwolnić! Muszę! Muszę! Chcę!!!!!!!!!!!!
Przecież musi być kiedyś lepiej! Przecież ludzie wychodzą z nałogów!
Mi też się to uda!
Czuję do siebie obrzydzenie, bo zachowuję się identycznie jak moi rodzice! Identycznie w każdym calu mojego życia! Nienawidzę ich za to!
Siebie też za to nienawidzę!Jak teraz czytam to co napisałam, to mam wrażenie, że napisały to dwie różne osoby
Ja to rzeczywiście mam coś z głową
Po tatusiu
Już się nie mogę doczekać kiedy zacznie się moja terapia, sama ze sobą już nie mogę wytrzymać. Nie dziwię się, że ludzie ze mną nie mogą wytrzymać.
Dlatego kiedyś napisałam, że pomyliłam wątek, bo to nie jest wątek dla wariatek
Ja tu nie widzę nic nienormalnego. Trzymaj się ciepło, a jak będzie ci smutno, to wpadnij do mnie na winko, mnie się też przyda bo dopadło mnie pms brr.
Liv4 napisał/a:Jesteście niesamowite
Wyrafinowane podniebienia, karalulewicze..grunt to poczucie humoru, lek na wszystko.
U mnie negatywne emocje. Wczoraj na spotkaniu grupy tez się zadziało, mnóstwo emocji, złości i łez ale konstruktywne to było z hapyy endem. Mamy taką Tarantellę, Musakę.
Nie czuję się na tyle by pisać ale poczytam. Miłego, pięknego dniaJa ruszam prosić o pracę.
Powodzenia
Tylko proszę o samopoczucie, nie że "proszę", tylko że "szukam i jest mi niezbędna"![]()
Wiesz, tak bardziej pozytywnie dla siebie
Ja tak trochę z przekąsem, ironią napisałam, że idę prosić. Wiem, wiem pewność siebie, wiara i do skutku.
Ta ironia stąd, że ostatnio pokazują się ogłoszenia; dam pracę za 3 zł ! I przypuszczam, że są tacy którzy wezmą, bo lepsze to niż nic. Jak ktoś proponuje 5zł na godz. to praca już jest rozchwytywana, a za 6 zł to już jest nieźle! Czy to jest normalne? To tak dla wyjaśnienia dlaczego ironia. No i żeby chociaż była.
Czytam ,,Obudź w sobie olbrzyma''
Hm.. gratuluję zamknięcia sprawy. Też mam rozwód bez orzekania o winie. Wtedy nie miałam siły na niekończące się sprawy. Po rozprawie poszliśmy na piwo i pizze. Wtedy jeszcze miałam nadzieję przez blisko trzy lata że może, może.. Długo mi zeszło żeby uwolnić się od niego emocjonalnie ale teraz jest ok. Sam zniknął z życia mojego i dzieci. A gdy wzeszłym roku było zagrożenie, że stracę mieszkanie w którym mieszkam i musiałby mi pomóc zniknął i wszelki słuch po nim zaginął. Dzieci mogły wylądować w domu dziecka dla niego to było bez znaczenia tylko dlatego żeby dokopać mi, że nie poddałam się po raz kolejny jemu. Już nie pozwolę mu wrócić i ciesze się że zniknął, bo miałby strasznie negatywny wpływ na dzieciaki.
Anstawia napisał/a:Piepszone uzależnienie! Nienawidzę go! Niszczy mi życie!
Muszę się uwolnić! Muszę! Muszę! Chcę!!!!!!!!!!!!
Przecież musi być kiedyś lepiej! Przecież ludzie wychodzą z nałogów!
Mi też się to uda!
Czuję do siebie obrzydzenie, bo zachowuję się identycznie jak moi rodzice! Identycznie w każdym calu mojego życia! Nienawidzę ich za to!
Siebie też za to nienawidzę!Jak teraz czytam to co napisałam, to mam wrażenie, że napisały to dwie różne osoby
Ja to rzeczywiście mam coś z głową
Po tatusiu
Już się nie mogę doczekać kiedy zacznie się moja terapia, sama ze sobą już nie mogę wytrzymać. Nie dziwię się, że ludzie ze mną nie mogą wytrzymać.
Dlatego kiedyś napisałam, że pomyliłam wątek, bo to nie jest wątek dla wariatekJa tu nie widzę nic nienormalnego. Trzymaj się ciepło, a jak będzie ci smutno, to wpadnij do mnie na winko, mnie się też przyda bo dopadło mnie pms brr.
Oh, dzięki, że w nie widzisz nic nienormalnego w mojej "nienormalności". Smutek, to moje drugie ja niestety. A po winku, wohoho, to by było dopiero
Trzymaj się i nie daj się PMS
Może meliska?
Hm.. gratuluję zamknięcia sprawy. Też mam rozwód bez orzekania o winie. Wtedy nie miałam siły na niekończące się sprawy. Po rozprawie poszliśmy na piwo i pizze. Wtedy jeszcze miałam nadzieję przez blisko trzy lata że może, może.. Długo mi zeszło żeby uwolnić się od niego emocjonalnie ale teraz jest ok. Sam zniknął z życia mojego i dzieci. A gdy wzeszłym roku było zagrożenie, że stracę mieszkanie w którym mieszkam i musiałby mi pomóc zniknął i wszelki słuch po nim zaginął. Dzieci mogły wylądować w domu dziecka dla niego to było bez znaczenia tylko dlatego żeby dokopać mi, że nie poddałam się po raz kolejny jemu. Już nie pozwolę mu wrócić i ciesze się że zniknął, bo miałby strasznie negatywny wpływ na dzieciaki.
Wszystko dobrze się skończyło całe szczęście ![]()
M dostał papiery rozwodowe.
Tak, nadzieja, ona mnie niszczy. Nadzieja i strach. A życie bez nałogu jest...puste. I jak tą pustkę zapełnić? Bo co z tego, że spełniam swoje marzenia, mam pracę, mieszkanie...skoro nie umiem się tym cieszyć. I nie umiem się cieszyć życiem i sobą... I nawet nie potrafię uwierzyć w to,że ludzie mogliby mnie zaakceptować taką jaka jestem. I robię wszystko, by się innym przypodobac, a i tak na końcu słyszę, że jestem fałszywa. No bo kto by chciał słuchać, że mi źle, że mi smutno, że mam dość, że się boję. Sama tego nie chcę u siebie dostrzegać. Więc wmawiam sobie, że jest dobrze, a nie jest
I bądź tu pozytywnym optymistą ![]()
Dziś kurier ma mi dostarczyć nową książkę K.Grocholi . Uwielbiam jej książki! Już sie nie mogę doczekać ![]()
I jak to jest? Moje emocje mają wpływ na emocje innych? A może ja jestem jak moja matka, szntażystką emocjonalą?!
Liv4 napisał/a:Hm.. gratuluję zamknięcia sprawy. Też mam rozwód bez orzekania o winie. Wtedy nie miałam siły na niekończące się sprawy. Po rozprawie poszliśmy na piwo i pizze. Wtedy jeszcze miałam nadzieję przez blisko trzy lata że może, może.. Długo mi zeszło żeby uwolnić się od niego emocjonalnie ale teraz jest ok. Sam zniknął z życia mojego i dzieci. A gdy wzeszłym roku było zagrożenie, że stracę mieszkanie w którym mieszkam i musiałby mi pomóc zniknął i wszelki słuch po nim zaginął. Dzieci mogły wylądować w domu dziecka dla niego to było bez znaczenia tylko dlatego żeby dokopać mi, że nie poddałam się po raz kolejny jemu. Już nie pozwolę mu wrócić i ciesze się że zniknął, bo miałby strasznie negatywny wpływ na dzieciaki.
Wszystko dobrze się skończyło całe szczęście
M dostał papiery rozwodowe.
Tak, nadzieja, ona mnie niszczy. Nadzieja i strach. A życie bez nałogu jest...puste. I jak tą pustkę zapełnić? Bo co z tego, że spełniam swoje marzenia, mam pracę, mieszkanie...skoro nie umiem się tym cieszyć. I nie umiem się cieszyć życiem i sobą... I nawet nie potrafię uwierzyć w to,że ludzie mogliby mnie zaakceptować taką jaka jestem. I robię wszystko, by się innym przypodobac, a i tak na końcu słyszę, że jestem fałszywa. No bo kto by chciał słuchać, że mi źle, że mi smutno, że mam dość, że się boję. Sama tego nie chcę u siebie dostrzegać. Więc wmawiam sobie, że jest dobrze, a nie jestI bądź tu pozytywnym optymistą
Dziś kurier ma mi dostarczyć nową książkę K.Grocholi . Uwielbiam jej książki! Już sie nie mogę doczekać
I jak to jest? Moje emocje mają wpływ na emocje innych? A może ja jestem jak moja matka, szntażystką emocjonalą?!
Meliska? Nie, mnie krwi trzeba. Mięcha czerwonego i wina czerwonego, a do tego czekolada, koc i święty spokój. Tak mam.
Kochana ja bym wszystkie Twoje smutki wytrzymała jak trzeba by było. Tez obawiam się, że nikt mnie nie lubi itd
Tu brak pewności siebie robi swoje. Wieczne zabieganie o akceptację. A całuska im wszystkim (tym nie akceptującym) w nos. Czytałaś Obudź w sobie olbrzyma?
Nadzieja jeszcze będzie, tego siłą nie wybijesz, samo musi przejść. Mnie kolejne rozczarowania nie pomagały, bo wciąż znajdowałam dla niego wytłumaczenie.Wtedy nie czytałam jeszcze książek, nie znałam forum. Nie wiem czy gdybym czytała, to predzej by mi minęło. Chyba każdy ma swoje tempo ogarnięcia tego. Intuicja podpowiada dobrze.
Wg mojej terapeutki pustkę w sobie wypełnić mogę tylko ja sama i sobą. Tym co lubię, jaka jestem itp. Zauważyłam, że wynajduję sobie zajęcia, by nie być sama ze sobą, a wtedy siadam, próbuję medytować i ..zasypiam.
Nie jestem dobra w udzielaniu rad, nie czuje się osobą kompetentna z racji włąsnych wątpliwosci. Dziewczyny są w Zakopcu ale czytaja i pewnie napiszą.
Mnie się wydaje, że moje emocje jak najbardziej mają wpływ na moje dzieciaki, bo są ze mna bardzo związani ale dla osób nie związanych ze mną emocjonalnie, nie miałyby zadnego wpływu ale pod warunkiem, że są to osoby bez problemów osobowościowych
Cos co miało wpływ na nasze emocje przez długi czas nie znikna od razu, trzeba czasu, często równie długiego. To też od mojej terapeutki. Teraz tylko teorię wprowadzić w życie..bułka z mlekiem.
No to jestem. Jestem uzależniona od chorej miłości i związków.
To już hmmmm.... chyba 4ty taki, jeśli policzę mojego byłego męża, gdzie do dziś nie wiem jak i kiedy było dobrze lub źle. W ciągu ostatnich 3 lat - dwa takie związki. Tzn. w drugim się teraz borykam. Był, nie było go... terapia, zaczęłam się podnosić, planować, realizować własne marzenia i nagle się okazało, że realizacja tych marzeń to prosta droga w paszczę lwa - w jego.
W sobie kończę tę znajomość, ale w rzeczywistości nie wiem jak jest. Nie wiem, czy dam radę, skoro kocham jak wariatka, i jedno jego spojrzenie wystarcza bym znowu była przy nim - na jego zasadach w moim związku, a w jego wolnej miłości.
To co mnie przeraża najbardziej to moje wypompowanie, że nie potrafię nic robić, by podążać za moimi marzeniami, że będąc tu nie umiem go zostawić, a tak bardo nie chcę zostawić marzeń i wrócić do kraju tylko przez niego - by od niego się uwolnić i wyzdrowieć. Zamknięte kółko.
Meliska? Nie, mnie krwi trzeba. Mięcha czerwonego i wina czerwonego, a do tego czekolada, koc i święty spokój. Tak mam.
Kochana ja bym wszystkie Twoje smutki wytrzymała jak trzeba by było. Tez obawiam się, że nikt mnie nie lubi itdTu brak pewności siebie robi swoje. Wieczne zabieganie o akceptację. A całuska im wszystkim (tym nie akceptującym) w nos. Czytałaś Obudź w sobie olbrzyma?
Nadzieja jeszcze będzie, tego siłą nie wybijesz, samo musi przejść. Mnie kolejne rozczarowania nie pomagały, bo wciąż znajdowałam dla niego wytłumaczenie.Wtedy nie czytałam jeszcze książek, nie znałam forum. Nie wiem czy gdybym czytała, to predzej by mi minęło. Chyba każdy ma swoje tempo ogarnięcia tego. Intuicja podpowiada dobrze.
Wg mojej terapeutki pustkę w sobie wypełnić mogę tylko ja sama i sobą. Tym co lubię, jaka jestem itp. Zauważyłam, że wynajduję sobie zajęcia, by nie być sama ze sobą, a wtedy siadam, próbuję medytować i ..zasypiam.
Nie jestem dobra w udzielaniu rad, nie czuje się osobą kompetentna z racji włąsnych wątpliwosci. Dziewczyny są w Zakopcu ale czytaja i pewnie napiszą.
Mnie się wydaje, że moje emocje jak najbardziej mają wpływ na moje dzieciaki, bo są ze mna bardzo związani ale dla osób nie związanych ze mną emocjonalnie, nie miałyby zadnego wpływu ale pod warunkiem, że są to osoby bez problemów osobowościowych![]()
Cos co miało wpływ na nasze emocje przez długi czas nie znikna od razu, trzeba czasu, często równie długiego. To też od mojej terapeutki. Teraz tylko teorię wprowadzić w życie..bułka z mlekiem.
Ty wampirzyco, krwi Ci trzeba
To jak trzeba, to śmiało! I czekolada, a jak! Ja leżę zawinięta w koc właśnie
i tiramisu już zjadłam ![]()
A książkę "Obudź w sobie olbrzyma" mam chyba nawet. Juz mam całą listę książek do poczytania
Czasami to nie wiem, za którą się zabrać.
A doradzać potrafisz, bardzo przyjemnie i mądrze
I ja mam to co lubię, tylko dlaczego do diaska ciągle oczekuję potwierdzenia od innych. Później wychodzi na to, że narcyzem jestem. A to nie tak przecież
Gubię się w tym wszystkim.
Ogólnie to wstydzę się potknięć, porażek, błędów. A gdy to się stanie, to zamiast sama sobie powiedzieć: głowa do góry! to czekam na głaskanie. Tak, tak, mamusine metody
Oh, normalnie, muszę się wziąć w garść
Tak, teorie trzeba w życie wprowadzić- bułka z mlekiem ![]()
Ty wampirzyco, krwi Ci trzeba
To jak trzeba, to śmiało! I czekolada, a jak! Ja leżę zawinięta w koc właśnie
i tiramisu już zjadłam
A książkę "Obudź w sobie olbrzyma" mam chyba nawet. Juz mam całą listę książek do poczytaniaCzasami to nie wiem, za którą się zabrać.
A doradzać potrafisz, bardzo przyjemnie i mądrze![]()
I ja mam to co lubię, tylko dlaczego do diaska ciągle oczekuję potwierdzenia od innych. Później wychodzi na to, że narcyzem jestem. A to nie tak przecieżGubię się w tym wszystkim.
Ogólnie to wstydzę się potknięć, porażek, błędów. A gdy to się stanie, to zamiast sama sobie powiedzieć: głowa do góry! to czekam na głaskanie. Tak, tak, mamusine metodyOh, normalnie, muszę się wziąć w garść
Tak, teorie trzeba w życie wprowadzić- bułka z mlekiem
Spłonęłam
Tak, to co piszesz nie jest mi obce. Taka dziewczynka wyłazi co chciałaby do mamy, poczuć się dobrze, bezpiecznie, pewnie. Ale nic z tego. Bądź mądra i wiedź to, czego nikt nie nauczył.
Wczoraj chyba właśnie w książce ,,Obudź..'' było o porażkach, że są potrzebne, bo uczymy się szybciej podnosić i lepiej radzić następnym razem. Czyli jest szansa, że do perfekcji opanujemy wstawanie, a potem czas na naukę chodzenia i nie upadania za często ![]()
Zielony_Domek napisał/a:A co chcesz dziś dla siebie zrobić?
Wiesz ja jestem zwolenniczką małych kroków, powolnego przecierania szlaku, ale jednak sukcesywnie.
Nie ma co porywać się z motyką na słońce.
Musisz wypracować sobie ten odruch, te myśli, że dla Ciebie to Ty winnaś być najważniejsza, tu nie chodzi o egoizm, tylko zdrowe podejście do relacji, by nie analizować co autor miał na myśli, tylko umiejętność reagowania i wprowadzania czynów w ruch.
Czyli jeśli ktoś mnie krzywdzi i ja to wiem, mało tego komunikuję to, a nic z tym nie robię to przesuwam granice i czuję się fatalnie, a problem nie znika, mało tego powiększa się.
A jak u Ciebie było w domu rodzinnym?
Narzuć sobie odrobinę dyscypliny, rób cokolwiek dla siebie, ale pamiętaj, gdy coś się nie uda, nie załamuj się i nie wpędzaj w poczucie winy, po prostu próbuj.Dzisiaj zrobię sobie pyszną pizze na własnym cieście i z własnym sosem
![]()
Nie zjem czekolady!Mój dom rodzinny ... po pierwsze mój biologiczny ojciec nie chciał i nie chce mnie znać. Z mamą wyjechałam do norwegii jak byłam malutka i od tamtej pory mam ojczyma. Byłam jedynaczką do 8 r. życia i dobrze się bawiłam sama ze sobą.
Ojczym był w porządku, nigdy nie uważałam go za ojca, ale normalnie ze sobą rozmawialiśmy o codziennych sprawach. Nie traktuje mamy z szacunkiem, dośc często narzeka na różne rzeczy.. nawet na obiad jeżeli jedna potrawę za często przyrządza. Alkoholizmu i przemocy w domu na szczęście nie było. Teraz mieszkam w polsce i praktycznie tylko z mamą rozmawiam przez skype. Można by powiedzieć że nie jestem specjalnie związana z ojczymem.Ostanio jak mama przyjechała w odwiedziny, miała dla mnie papiery z wnioskiem by nasłać na mojego biologicznego ojca komornika za nie zapłacone alimenty.
Rozumiem że kocham za bardzo bo boje się odrzucenia od mojego chłopaka tak jak od ojca. Chciałam mojemu P o tym powiedzieć, nigdy nie rozmawiałam z nim o ojcu biologicznym (a wie że wychowywał mnie ojczym) ale nei wiem czy by zrozumiał..
Odezwij się do mnie na maila, jeśli możesz.
Anstawia napisał/a:Ty wampirzyco, krwi Ci trzeba
To jak trzeba, to śmiało! I czekolada, a jak! Ja leżę zawinięta w koc właśnie
i tiramisu już zjadłam
A książkę "Obudź w sobie olbrzyma" mam chyba nawet. Juz mam całą listę książek do poczytaniaCzasami to nie wiem, za którą się zabrać.
A doradzać potrafisz, bardzo przyjemnie i mądrze![]()
I ja mam to co lubię, tylko dlaczego do diaska ciągle oczekuję potwierdzenia od innych. Później wychodzi na to, że narcyzem jestem. A to nie tak przecieżGubię się w tym wszystkim.
Ogólnie to wstydzę się potknięć, porażek, błędów. A gdy to się stanie, to zamiast sama sobie powiedzieć: głowa do góry! to czekam na głaskanie. Tak, tak, mamusine metodyOh, normalnie, muszę się wziąć w garść
Tak, teorie trzeba w życie wprowadzić- bułka z mlekiem
Spłonęłam
![]()
Tak, to co piszesz nie jest mi obce. Taka dziewczynka wyłazi co chciałaby do mamy, poczuć się dobrze, bezpiecznie, pewnie. Ale nic z tego. Bądź mądra i wiedź to, czego nikt nie nauczył.
Wczoraj chyba właśnie w książce ,,Obudź..'' było o porażkach, że są potrzebne, bo uczymy się szybciej podnosić i lepiej radzić następnym razem. Czyli jest szansa, że do perfekcji opanujemy wstawanie, a potem czas na naukę chodzenia i nie upadania za często
Wyciszyłam się dzięki Tobie Liv
Dziękuję
Tego mi było trzeba
Ja już chyba z bezsilności nie odpowiadam na posty nowych, zagubionych dziewczyn. Kiedyś potrafiłam odpisywać, teraz nie potrafię.
Zdaję sobie sprawe, że mój smętny nastrój, nie jest najlepszym motywatorem dla innych. Mam nadzieję, że kiedyś to minie. Mam nadzieję, że jak terapia się rozpocznie, to tylko tam będę wywalać z siebie to całe moje nieszczęście, Wam już tego oszczędzę ![]()
A ja dzisiaj pod kocykiem lody czekoladowe wyjadałam
Musiałam koniecznie poprawić sobie nastrój.. nie było najlepiej ze mną dzisiaj. Najgorszy w tej chwili dla mnie jest brak motywacji do robienia czegokolwiek. W końcu zmusiłam się do pisania pracy dyplomowej i jest mi jakoś lepiej (tym bardziej że kotek myje swoje futerko na moich kolankach:))
Jak zaczęłam czytać ten wątek i zdałam sobie sprawę że pierwszy krok to pokochać siebie, uznałam że to nie będzie takie trudne.. myślałam że kocham siebie, przecież robię sobie maseczki, ćwiczę... no i to wszystko. Moja lista nie-kochania siebie jest o wiele dłuższa: mam problem z "dłubaniem" w skórkach przy paznokciach, jem TONĘ słodyczy codziennie, nie uśmiecham się (nie raz słyszałam od ludzi na ulicy że taka ładna a taka smutna, nawet pamiętam jak mama kiedyś się mnie spytała czemu jestem tak naburmuszona. Odpowiedziałam że mam taki wyraz twarzy) Słodycze są najgorsze, jak się denerwuje potrafię zjeść całą czekoladę na raz.
Drugim krokiem będzie uświadomić sobie czego w ogóle ja chcę od życia. Teraz pytam siebie i na prawdę nie wiem:/ Ciągle tylko o nim myślę...a powinnam o sobie!
Mam nadzieję że będę mogła tu dołączyć tak bardziej na stałe
Same pisanie tych postów poprawia mi nastrój. Czytanie też ale wciskanie klawiszy i dzielenie się własnymi myślami pomaga jeszcze bardziej. ![]()
Łapko....:) jeszcze niedawno byłam na takim samym etapie jak Ty, mi też pisanie pomogło - jest trochę lepiej, poznałam nowych, cudownych ludzi. Pisz, co czujesz, o swoich wątpliwościach i smutkach i życzę Ci tego, żebyś Ty też z czasem poczuła ulgę:*
A tak na marginesie, ja należę do tych ludzi, którzy uważają, że nie trzeba wiedzieć co chcę się tak konkretnie robić w życiu. Nie ma w tym nic złego, że nie wiesz....najpierw trzeba dobrze poznać samego siebie.
Trzymaj się cieplutko:) Zwłaszcza po tych czekoladowych lodach;p
Znalazłam taki artykuł w sieci na temat pokochania siebie ![]()
Jak pokochać siebie?
Izabela Kielczyk
psycholog biznesu, trener, coach wyższej kadry menadżerskiej.
Aby dokonać zmian w swoim życiu, należy nauczyć się kochać i akceptować siebie. Jak to zrobić? Poniżej przedstawiamy siedem kroków, które trzeba wykonać, aby dojść do miłości własnej, czyli pokochać siebie.
Aby pokochać siebie, dostrzeż swoje zalety i zaakceptuj niedoskonałości
Krok pierwszy: powiedz stop wewnętrznemu krytykowi
Bardzo często sami siebie krytykujemy i mówimy sobie złe rzeczy: ?jestem do niczego?, ?jestem głupi?, ?nie zasługuje na pochwały?, ?to moja wina? itp. Taki stosunek do samego siebie nie ma nic wspólnego z miłością do siebie. Ciągłe samooskarżanie się, obwinianie i samokrytyka, przynosi nam tylko ból i powoduje niskie poczucie wartości.
Warto pamiętać, że skoro sami siebie krytykujemy, możemy też sami przestać to robić. Pamiętajmy, że nie jesteśmy winni każdemu niepowodzeniu, jakie nas spotyka.
Dostrzeżmy w sobie osobę niepowtarzalną, oryginalną, o ciekawej emocjonalności, zachwyćmy się swoją psychiczną, fizyczną i duchową kondycją. Mówmy sobie, że nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak my. Unikajmy towarzystwa ludzi, którzy lubią obwiniać i krytykować innych.
Krok drugi: nie bój się własnej niedoskonałości
Wszyscy mamy swoje słabości. Sztuka pokochania siebie polega na zaakceptowaniu siebie ze swoimi brakami i niedociągnięciami. Zaakceptujmy fakt, że pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie zmienić, na przykład inteligencji, zdolności, temperamentu. Warto zatem skupić się na tych stronach, które jesteśmy w stanie poprawić. Jeśli na przykład jesteśmy spóźnialskimi, to powiedzmy sobie: ?Nie podoba mi się to i spróbuje to zmienić, ale przyjmuje do wiadomości, że mam taka cechę?. Jeśli natomiast jesteśmy cholerykami, to raczej nie staniemy się spokojnymi flegmatykami. Owszem możemy popracować nad niecierpliwością, ale nie łudźmy się że staniemy się oazą spokoju.
Pracujmy więc nad swoimi wadami, ale jednocześnie je w sobie zaakceptujmy. Warto bowiem robić to, co umiemy najlepiej, w czym jesteśmy dobrzy, niż popaść w obsesję walki z wrodzonymi ograniczeniami.
Krok trzeci: wybacz rodzicom
Zrób to przede wszystkim dla siebie, bowiem ciągłe poczucie krzywdy i nienawiści w stosunku do innych osób, odbija się negatywnie na nas samych. Zamiast ciągle rozpamiętywać krzywdy z dzieciństwa, obwiniać matkę za brak miłości, a ojca za kłopoty z ułożeniem sobie szczęśliwego życia z mężczyzną ? przebacz.
Przestań katować się tymi myślami, bo blokują one Twoje działania i rozwój oraz stają się one wygodną wymówką do ?nic nierobienia?. Często słyszę z ust moich klientów: ?nie miałem szczęśliwego dzieciństwa, więc nie mogę stworzyć normalnej rodziny?. Uważają, że nie warto próbować. Wybaczenie nie przychodzi im łatwo. Muszą oni jednak zrozumieć, że jako ludzie dorośli muszą położyć kres ciągłym pretensjom wobec rodziców. To jest przeszłość, a przeszłości nie da się naprawić, trzeba się z nią pogodzić.
Warto powiedzieć sobie: ?rodzice nie mieli racji, przypisując mi różne złe cechy i obwiniając mnie za moje niedociągnięcia, dlatego teraz jako dorosły człowiek dokonuję korekty kryteriów, które stosowali wobec mnie rodzice w dzieciństwie, ale nie mam też zamiaru do końca życia nosić w sobie urazy do nich?. Pożegnaj się więc z przeszłością, nie rozdrapuj ran. Zacznij żyć teraźniejszością, a będzie ci łatwiej.
Krok czwarty: weź odpowiedzialność za swoje życie
Zacznij decydować sam o sobie i przestań obwiniać innych za swoje niepowodzenia. Każdy z nas ma bowiem do przeżycia swoje życie! Nie cudze. Nie warto spędzić swojego życia na porównywaniu się z innymi, na pogoni za innym wymarzonym życiem lub żyć życiem innych ludzi.
Człowiek który kocha siebie bierze odpowiedzialność za swoje życie i nie uzależnia swoich wyborów i swoich celów życiowych od innych ludzi, np. rodziców, przyjaciół, znajomych. Ma odwagę kroczyć własną ścieżką życiową. Owszem słucha rad czy poglądów innych, ale nie pozwala im decydować za siebie.
Zrób listę celów i pasji życiowych i zapytaj samego siebie: ?czego w życiu tak naprawdę pragnę i co jest dla mnie najważniejsze??. Pamiętaj masz jedno życie, warto zatem przeżyć je tak, jak uważasz za stosowne!
Krok piąty: stawiaj granice
Każdy za nas ma własne terytorium, czyli osobistą przestrzeń psychologiczną. W jej skład wchodzą: poczucie własnej wartości, potrzeby, poglądy, przekonania, system wartości itp. Ochrona granic tej psychologicznej przestrzeni jest konieczna dla naszego zdrowia psychicznego i emocjonalnego. Stawianie granic jest potrzebne po to, żebyśmy lepiej się czuli sami ze sobą i z ludźmi, którzy nas otaczają. Tylko niektóre osoby wpuścimy do naszej przestrzeni, a niektórym zabronimy tam wchodzić.
Człowiek kochający siebie szanuje swoją przestrzeń i przestrzeń drugiej osoby. To znaczy nie ubliża innym, nie atakuje ich, nie wyśmiewa, nie jest agresywny i tego samego wymaga dla siebie. Naucz się też mówić ?nie? i nie bój się odmawiać innym. Pamiętaj, że nie musisz spełniać wymagań czy zachcianek innych ludzi. Człowiek kochający siebie nie daje się bezmyślnie wykorzystywać i nie spełnia oczekiwań innych, jeśli nie ma na to ochoty. Potrafi jednocześnie pomagać innym bezinteresownie i prosić ich o pomoc i troskę dla siebie, bo wie, że jest tego wart.
Krok szósty: Rozwijaj swoje talenty i zdolności
Nie porównuj się z innymi. Znajdź swoją oryginalność, coś co Cię wyróżnia na tle innych ludzi. Przygotuj sobie listę swoich talentów, zdolności czy umiejętności. Koncentruj się na swoich możliwościach, a nie na ograniczeniach. Na przykład pomyśl, co dziś zrobiłeś na tyle dobrze, że możesz być z siebie zadowolony. Zapisuj swoje osiągnięcia i nagradzaj się za każdą rzecz, którą uda ci zrealizować. Uwierz, że masz prawo siebie pochwalić i być dumnym ze swoich talentów. To nie pycha tylko zdrowa i normalna reakcja człowieka, którzy darzy siebie szacunkiem i zna swoją wartość. Jeżeli chwalenie samego siebie sprawia ci trudność, zabaw się i popatrz na siebie oczami przyjaciela, partnera lub kogoś innego bliskiego ci i życzliwego.
Krok siódmy: szanuj innych ludzi
Nie zapominajmy, że zdrowa miłość do samego siebie ma być pierwszym krokiem do prawdziwego i szczerego kochania innych ludzi. Szacunek wobec innych jest odzwierciedleniem naszego wnętrza. Jeśli kochamy siebie, to tę miłość ofiarujemy też innym ludziom.
Jeśli w naszych umysłach i sercach stworzymy spokój, harmonię, równowagę i miłość, to znajdziemy je także w naszym życiu. Pamiętajmy, że to, co dajemy sobie, dajemy też innym, a co to dajemy innym, wraca do nas.
Może ktoś ma jeszcze jakies pomysły?
Anstawia, dzięki ![]()
Wydaje mi się że gdzieś już czytałam te punkty (taka młoda a skleroza)
zadanie na jutro: kupić mały notatnik do zapisywania wszystkiego co dobre we mnie i dookoła ![]()
W chwilach słabości jednak, gdy ból jest nie do zniesienia, przypomina sobie, jak mu było dobrze, gdy alkohol krążył w żyłach i zadaje sobie pytanie - co zyskałem, odstawiając go? Gdy byłem alkoholikiem, miewałem przynajmniej chwile szczęścia, teraz nie mam nawet tego. I wielu alkoholików zawraca ze swojej drogi do wyzdrowienia - znów wpada w nałóg.
Tak można wytłumaczyć u kobiety, która "kocha za bardzo" niezwykle silne chęci powrotu do partnera po rozstaniu. Gdy go nie ma, czuje się nieszczęśliwa, pusta, nic ją nie cieszy. I przypominając sobie te cudowne chwile, które spędzili razem, rodzi się w niej chęć przeżycia ich raz jeszcze.
Tak,faktycznie niewiele brakuje,żebym zawróciła.
Od kilku dni wszystko się we mnie telepie.Coś mnie dusi.
Ciężko jest.Bardzo.
Jeśli jest jednak wystarczająco silna, zapala jej się lampka ostrzegawcza. Przypomina sobie, jaką cenę płaciła za te chwile szczęścia. I aby ze swojej drogi do wyzdrowienia nie zejść, wraca do swojej "pustki" i próbuje ja zapełnić. Stara się nie uciekać od problemów, zagłuszając je alkoholem, bujnym życiem towarzyskim, egzotycznymi podróżami, czy romansami. I choć nie czuje się w takim stanie szczęśliwa, wierzy, ze kluczem do jej szczęścia jest zapełnienie tej "pustki".
A jej się wydaje, że wegetuje.
W środę pierwszy raz zafundowałam sobie ciastko w cukierni,zjadłam przy stoliku.Dziś byłam w kinie.Też sama.Nic nie pomaga.Muszę się wypłakać.Ale jm i dzieciaki jeszcze nie śpią.Proszki nie pomagają.
Nie czuję się szczęśliwa.Wegetuję.Dobrze powiedziane.
Chciałabym się rozpłynąć w powietrzu.Zniknąć.Zapomnieć.Cokolwiek.Żeby tylko tak strasznie nie bolało.
Jak długo jeszcze? Minęło już pięć miesięcy.Jak jeden dzień.
A życie bez nałogu jest...puste. I jak tą pustkę zapełnić? Bo co z tego, że spełniam swoje marzenia, mam pracę, mieszkanie...skoro nie umiem się tym cieszyć. I nie umiem się cieszyć życiem i sobą... No bo kto by chciał słuchać, że mi źle, że mi smutno, że mam dość, że się boję. Więc wmawiam sobie, że jest dobrze, a nie jest
I bądź tu pozytywnym optymistą
Czasami umiem się cieszyć,ale za chwilę dopada mnie głód.Jak i narkomana. ![]()
A ja zwróciłam uwagę na podpis "Jeśli będziesz sobą, spokojną sobą i zadowoloną z siebie i swojego życia - poznasz kogoś. Wcześniej poznasz byle kogo..." ŚWIĘTA PRAWDA!!! Pamiętajmy o tym kochane:)
I robię wszystko, by się innym przypodobac, a i tak na końcu słyszę, że jestem fałszywa.
Słyszysz że jesteś fałszywa, bo chcesz się przypodobać innym - a to jest sztuczne.
Ludzie nie akceptują sztuczności.
Przestań szukać na siłę wszystkiego, co najgorsze, byle by tylko się wyróżnić.
Życie nie musi być usiane tylko złymi lub tylko rewelacyjnymi emocjami.
Zapełnij pustkę sobą.
Wg mojej terapeutki pustkę w sobie wypełnić mogę tylko ja sama i sobą. Tym co lubię, jaka jestem itp. Zauważyłam, że wynajduję sobie zajęcia, by nie być sama ze sobą, a wtedy siadam, próbuję medytować i ..zasypiam.
Liv - wyjdź sama na spacer, wtedy nie zaśniesz ![]()
Nie musisz myśleć, wystarczy że spędzisz chwilkę czasu ze sobą ![]()
Ogólnie to wstydzę się potknięć, porażek, błędów. A gdy to się stanie, to zamiast sama sobie powiedzieć: głowa do góry! to czekam na głaskanie. Tak, tak, mamusine metody
Oh, normalnie, muszę się wziąć w garść
Tak, teorie trzeba w życie wprowadzić- bułka z mlekiem
Każdy się wstydzi chyba? Mało kto jest w stanie w ogóle o tym nie myśleć, przejśc obok swoich błędów obojętnie. Wiesz, dla mnie to akurat po prostu ludzkie, bo jeśli się wstydzę to jest szansa, że nie zapomnę i że będę pamiętać ![]()
A ja dzisiaj pod kocykiem lody czekoladowe wyjadałam
![]()
Musiałam koniecznie poprawić sobie nastrój.. nie było najlepiej ze mną dzisiaj. Najgorszy w tej chwili dla mnie jest brak motywacji do robienia czegokolwiek. W końcu zmusiłam się do pisania pracy dyplomowej i jest mi jakoś lepiej (tym bardziej że kotek myje swoje futerko na moich kolankach:))Jak zaczęłam czytać ten wątek i zdałam sobie sprawę że pierwszy krok to pokochać siebie, uznałam że to nie będzie takie trudne.. myślałam że kocham siebie, przecież robię sobie maseczki, ćwiczę... no i to wszystko. Moja lista nie-kochania siebie jest o wiele dłuższa: mam problem z "dłubaniem" w skórkach przy paznokciach, jem TONĘ słodyczy codziennie, nie uśmiecham się (nie raz słyszałam od ludzi na ulicy że taka ładna a taka smutna, nawet pamiętam jak mama kiedyś się mnie spytała czemu jestem tak naburmuszona. Odpowiedziałam że mam taki wyraz twarzy) Słodycze są najgorsze, jak się denerwuje potrafię zjeść całą czekoladę na raz.
Drugim krokiem będzie uświadomić sobie czego w ogóle ja chcę od życia. Teraz pytam siebie i na prawdę nie wiem:/ Ciągle tylko o nim myślę...a powinnam o sobie!Mam nadzieję że będę mogła tu dołączyć tak bardziej na stałe
Same pisanie tych postów poprawia mi nastrój. Czytanie też ale wciskanie klawiszy i dzielenie się własnymi myślami pomaga jeszcze bardziej.
Witamy ![]()
Tak. Ja byłam spokojna, zadowolona i szczęśliwa sama ze sobą, podjęłam terapię, wyleczyłam się z tego co najgorsze i... spotkałam kogoś, jak myślałam, kto się okazał byle kim.
I już nie wiem w czym pokładać nadzieje, nowa pułapka i kolejny nałóg. I ostatnio na pytanie psycholog (bo wróciłam na terapię), dlaczego uważam, że nie ułożę sobie życia i nie założę rodziny, odpowiedziałam szczerze, że nie faceci, na których zwracam uwagę to jedynie właśnie tacy...różni licy, zazwyczaj z przedrostkiem seks.
Przestaję wierzyć, w to - jak dostałam kolejny raz obuchem w łeb, że moja wolność i miłość do siebie cokolwiek zmieni w moim guście do mężczyzn.
Anstawia napisał/a:W chwilach słabości jednak, gdy ból jest nie do zniesienia, przypomina sobie, jak mu było dobrze, gdy alkohol krążył w żyłach i zadaje sobie pytanie - co zyskałem, odstawiając go? Gdy byłem alkoholikiem, miewałem przynajmniej chwile szczęścia, teraz nie mam nawet tego. I wielu alkoholików zawraca ze swojej drogi do wyzdrowienia - znów wpada w nałóg.
Tak można wytłumaczyć u kobiety, która "kocha za bardzo" niezwykle silne chęci powrotu do partnera po rozstaniu. Gdy go nie ma, czuje się nieszczęśliwa, pusta, nic ją nie cieszy. I przypominając sobie te cudowne chwile, które spędzili razem, rodzi się w niej chęć przeżycia ich raz jeszcze.Tak,faktycznie niewiele brakuje,żebym zawróciła.
![]()
Od kilku dni wszystko się we mnie telepie.Coś mnie dusi.
Ciężko jest.Bardzo.Jeśli jest jednak wystarczająco silna, zapala jej się lampka ostrzegawcza. Przypomina sobie, jaką cenę płaciła za te chwile szczęścia. I aby ze swojej drogi do wyzdrowienia nie zejść, wraca do swojej "pustki" i próbuje ja zapełnić. Stara się nie uciekać od problemów, zagłuszając je alkoholem, bujnym życiem towarzyskim, egzotycznymi podróżami, czy romansami. I choć nie czuje się w takim stanie szczęśliwa, wierzy, ze kluczem do jej szczęścia jest zapełnienie tej "pustki".
A jej się wydaje, że wegetuje.W środę pierwszy raz zafundowałam sobie ciastko w cukierni,zjadłam przy stoliku.Dziś byłam w kinie.Też sama.Nic nie pomaga.Muszę się wypłakać.Ale jm i dzieciaki jeszcze nie śpią.Proszki nie pomagają.
Nie czuję się szczęśliwa.Wegetuję.Dobrze powiedziane.
Chciałabym się rozpłynąć w powietrzu.Zniknąć.Zapomnieć.Cokolwiek.Żeby tylko tak strasznie nie bolało.
Jak długo jeszcze? Minęło już pięć miesięcy.Jak jeden dzień.
Beosa - każda tak chyba ma, ale wierz mi, z każdym dniem te ciągoty są mniejsze. Za jakiś czas znikną. Każda z nas, która przeszła przez rozstanie wie, że to się po prostu czuje. Ale jednoczeście Beosa Ty dobrze wiesz
Ty wiesz, że to nie jest dobre dla Ciebie i dla przyszłości Twoich dzieci ![]()
Na ciastko poszłam sama do kawiarni wtedy, kiedy świeciło pełne słońce, ja miałam super humor i tak nagle mi się zachciało, tak ogromnie.... że kupiłam gazetę i poszłam na kawę i ciastko
Zresztą mi się należało, bo wcześniej łaziłam 3 godziny ![]()
Wypłacz się
Czasem - jak bardzo smutno, to trzeba. Po prostu trzeba czasem....
A z nim czułaś się szczęśliwa?
A kiedy w przeszłości zdarzały się takie chcile kiedy czułaś się szczęśliwa? Opisałabyś takie swoje najmilsze wspomnienia? Napisz proszę ![]()
Tak. Ja byłam spokojna, zadowolona i szczęśliwa sama ze sobą, podjęłam terapię, wyleczyłam się z tego co najgorsze i... spotkałam kogoś, jak myślałam, kto się okazał byle kim.
I już nie wiem w czym pokładać nadzieje, nowa pułapka i kolejny nałóg. I ostatnio na pytanie psycholog (bo wróciłam na terapię), dlaczego uważam, że nie ułożę sobie życia i nie założę rodziny, odpowiedziałam szczerze, że nie faceci, na których zwracam uwagę to jedynie właśnie tacy...różni licy, zazwyczaj z przedrostkiem seks.
Przestaję wierzyć, w to - jak dostałam kolejny raz obuchem w łeb, że moja wolność i miłość do siebie cokolwiek zmieni w moim guście do mężczyzn.
Raki - a czy to nie tak, że musisz sobie uzmysłowić, że masz prawo poznać 100 mężczyzn, spotkać się z 10-oma, dłużej umawiać i nawet może wejść w związek z 2-oma - a z nich żaden nie będzie "tym"? Że wcale nie musisz dziś, jutro czy za 10 lat spotkać kogoś? Że we trakcie trwania związku masz prawo a wręcz obowiązek weryfikować, czy z daną osobą jesteś w stanie stworzyć coś trwalszego? Albo, że nie da rady???? I wtedy ten związek przerwać?
I że samo spotykanie się z kimś dla samego seksu nie oznacza związku, ale jednocześnie jesteście dorośli i jeśli obie osoby takiej formy oczekują i na taką się zgadzają, to wcale z tego nie musi powstać trwały związek?
Nie pokładaj nadziei w związkach. Nie pokładaj nadziei w mężczyznach.
Tu chyba tkwi problem....?
Tak. Ja byłam spokojna, zadowolona i szczęśliwa sama ze sobą, podjęłam terapię, wyleczyłam się z tego co najgorsze i... spotkałam kogoś, jak myślałam, kto się okazał byle kim.
I już nie wiem w czym pokładać nadzieje, nowa pułapka i kolejny nałóg. I ostatnio na pytanie psycholog (bo wróciłam na terapię), dlaczego uważam, że nie ułożę sobie życia i nie założę rodziny, odpowiedziałam szczerze, że nie faceci, na których zwracam uwagę to jedynie właśnie tacy...różni licy, zazwyczaj z przedrostkiem seks.
Przestaję wierzyć, w to - jak dostałam kolejny raz obuchem w łeb, że moja wolność i miłość do siebie cokolwiek zmieni w moim guście do mężczyzn.
A może tylko wydawało Ci się, że jesteś szczęśliwa sama ze sobą? Najważniejszy jest szacunek do samej siebie!!!! Jak facet wysyła pierwsze sygnały, że może nie być fair, to ucina się znajomość. Szybko i na zawsze. W ten sposób nie dopuszczamy do tego żeby ktoś nas zranił w momencie kiedy nam już tak bardzo zależy. Na tym polega szacunek do samej siebie, wiesz ile jesteś warta i nie pozwolisz traktować się źle. NIKOMU. Wiem, że łatwo pisze się takie słowa. Też mam z tym problemy, jak wiele kobiet. Myślę też, że trzeba angażować się stopniowo (wiem, że to choler*** trudne) i nie dawać więcej niż otrzymujesz. Codziennie odpowiadać sobie na pytanie kim tak naprawdę osoba, którą obdarzyliśmy uczuciem jest, jakim jest człowiekiem i co reprezentuje sobą i swoim zachowaniem.
raki napisał/a:Tak. Ja byłam spokojna, zadowolona i szczęśliwa sama ze sobą, podjęłam terapię, wyleczyłam się z tego co najgorsze i... spotkałam kogoś, jak myślałam, kto się okazał byle kim.
I już nie wiem w czym pokładać nadzieje, nowa pułapka i kolejny nałóg. I ostatnio na pytanie psycholog (bo wróciłam na terapię), dlaczego uważam, że nie ułożę sobie życia i nie założę rodziny, odpowiedziałam szczerze, że nie faceci, na których zwracam uwagę to jedynie właśnie tacy...różni licy, zazwyczaj z przedrostkiem seks.
Przestaję wierzyć, w to - jak dostałam kolejny raz obuchem w łeb, że moja wolność i miłość do siebie cokolwiek zmieni w moim guście do mężczyzn.Raki - a czy to nie tak, że musisz sobie uzmysłowić, że masz prawo poznać 100 mężczyzn, spotkać się z 10-oma, dłużej umawiać i nawet może wejść w związek z 2-oma - a z nich żaden nie będzie "tym"? Że wcale nie musisz dziś, jutro czy za 10 lat spotkać kogoś? Że we trakcie trwania związku masz prawo a wręcz obowiązek weryfikować, czy z daną osobą jesteś w stanie stworzyć coś trwalszego? Albo, że nie da rady???? I wtedy ten związek przerwać?
I że samo spotykanie się z kimś dla samego seksu nie oznacza związku, ale jednocześnie jesteście dorośli i jeśli obie osoby takiej formy oczekują i na taką się zgadzają, to wcale z tego nie musi powstać trwały związek?Nie pokładaj nadziei w związkach. Nie pokładaj nadziei w mężczyznach.
Tu chyba tkwi problem....?
podoba mi się, to co napisałaś żabka-k:):)
Strony Poprzednia 1 … 277 278 279 280 281 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026