Happyfull napisał/a:zabka-k napisał/a:hm... napisał/a:To są te oznaki, których nienawidzę. Obojętność?
Szczerze? Dla mnie to oznaka początków chyba jakiegoś solidnego problemu psychicznego.
Bo taka reakcja w stosunku do własnego małego dziecka jest nienaturalna. I niczym nie można jej wytłumaczyć.
To już nawet nie chodzi o pasywno-agresywnego typa. Jakoś to się nazywało, ale naprawdę niekoniecznie chce mi się tego szukać 
No wlasnie Zabka
To zaburzenia osobowosci !!! Teraz moze bardziej zwarcasz na jego zachowania uwage. Moze sobie przypomnisz jak bylo wczesnej? Moze wcale nie lepiej ale Twoja tolerancja byla wieksza?
Ja sobie tak ostanio myslam o karaluchach i stwierdzilam, ze od poczatku byli jacy byli !!! Ja mialam tylko na poczatku wiecej tolerancji i wiary w ludzi. Bylam za bardzo wyrozumiala a potem to tylko sie czepialm ? O co? Przeciez oni zawsze tacy sami !!! Oni sie nie zmienili !!! Ja zaczelam sie budzic i wymagac !!!
A co mozna wymagac od takich typow ? Nic !!! Oni nie widza nigdy problemow !!! Ty jestes dla nich problemem. Czemu ? Bo zaczynasz zachowywac sie "nienaturalnie" !!! Takie typki szukaja romantycznej, bezgranicznej milosci. Oni pragna sie zespolic ze swoim "obiektem" (nami). Nierealne. I kto tu wiezy bardziej w cuda? Karaluchy !!!
Jedyne co mnie zawsze pociesza, ze oni z nikim nigdy zadnego normalnego zwiazku nie zbuduja !!!
To nie nasza wina, ze maja takie zaburzenia i nic z tym nie robia !!!
A pasywna agresja jest okropna !!! Ale to nic innego jak strach przed zyciem. Taka troche depresja i czasami narcystyczne zachowania !!! Dziecko 6-7 io letnie niezrozumiane przez rodzicow !!!
Brrr, aż mną zatrzęsło 
Piszesz o czymś, co wiem i czego nie akceptuję, więc mnie "wzdraga" 
Happy, kiedyś byłam idealistycznie zapatrzona, uważałam faceta za ideał spokoju (właśnie
). Potem zaczęłam zauważać, że robi się coraz bardziej podobny do swojej mamy, która naprawdę miała wielkie problemy ze światem zewnętrznym.... Było mi jej żal, ale ja nie umiałam jej pomóc. Bo pomocy trzeba chcieć i być świadomym że jest coś nie tak. Tak, moja tolerancja była większa, tym bardziej że uwierzyłam onegdaj w jego słowa, jaki jest i czego chce. Tym bardziej, że mówił, że nie rozumie zachowania swojej mamy. Z braku zrozumienia wyszło jak wyszło. Ja nie zamierzam mu unaoczniać tego co się z nim dzieje. Ja przejrzałam na oczy i chcę uciec. Mam nadzieję, że żadna z dziewczynek tego po nich nie załapie, choć mam obawy właśnie co do tej wrażliwszej bliźniaczki... Ale myślę, że na dziecko w tym wieku największy jednak wpływ poza moją świadomością, co się może stać wpływa jednak dom i otoczenie codzienne. Tu widzę szansę...
Ja nie mówię, że ja mam "równo pod sufitem", ale ja mam chęć i wolę przeżycia i się wygrzebuję za każdym razem. Owo moje osławione - już nie zapomnę - bo musiałabym za jakiś czas znowu się wygrzebywać. Mnie cieszy życie i jestem optymistką, raczej ekstrawertyczką i tak sobie nie namotam. A kogoś uświadamiać na szczęście nie chcę - raczej, to co widzę, ma mi posłużyć wyciąganiu wniosków i pobieraniu nauk i nauczek 
Nieprzystosowanie
I można mnożyć 