netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 923 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 270 271 272 273 274 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 616 do 17 680 z 26 310 ]

17 616

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

smile mnie też. DZisiaj jest mi nawet niezbędna smile

Musimy polecieć na tę górę czarownic, urządzimy sabat, ugotujemy wywar specyficzny...

Za wywar dzięki, wystarczy mi mojej specyficzności tongue big_smile Mam jej po tąd albo i jeszcze wyżej big_smile smile i żaden wywar specyficzny już się nie zmieści smile

No to się ograniczymy do tańców dookoła ogniska tudzież kotła smile

17 617

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Tak. Po kolei, małymi kroczkami, niestety. Nie hurtem.
Coś przyniesie dzień, coś się wydarzy, jakieś światełko w tunelu i będzie git.

Nie, no znowu się zeźlę!!!!

HM - jakie "coś"????? wink

To są chyba moje ulubione słowa ...coś, gdzieś, jakoś.

No to jeszcze raz..z każdym dniem będzie lepiej:)

.....i kiedyś. Też jestem na te słowa wrażliwa big_smile

17 618 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-02-26 15:49:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Tak poniekąd zabawiamy się  - nie wiem - w archeologa, śledczego, poszukiwacza przygód?
smile

Archeolog : siwe wlosy znalazlam, cos mnie strzyka od wczoraj w biodrze bo za wysoko noga wymachiwalam, tytan w nadgarstku tongue
Sledczy : Ile razy obiecywalas sobie zrobic porzadek w papierach? Szukanie dziury w calym smile
Poszukiwacza przygod : No nie wiem co tam w Zakopanym jeszcze sie moze wydazyc tongue Spotykam sie w kims kogo nigdy wczesniej na oczy nie widzialam i bede spala z nimi w jednym pokoju tongue A i wszystkie beda chrapac smile

Zakrztusiłam się, łącze mi padło smile
Dobra, po kolei smile

Przy DM najlepiej zamknąć oczy i po prostu słuchać smile I mieć gdzieś, ze reszta stoi jak słupy wink Jak zamkniesz oczy, to Ci nie będą przeszkadzać smile

Starsza 12 lat, bliźniaczki skończyły 3,5 roku smile Czytaj poradniki, ale życie jest lepsze wink

Ja mam same siwe i bez drogerii ani rusz wink Zażera się magnezem z potasem, nie mam czego szukać poza ortopedą do zerwanych więzadeł wink
Wiecznie sobie coś obiecuję smile I po jakimś czasie to robię smile Hihi smile
Też nie wiem, pewnie rostopy i ślizgawica wink A! Ja Wam będę towarzyszyć mentalnie na basenie - ew. popijając kawkę z kawiarni na piętrze i machając przez szybę smile Przypomniałam sobie dziś, że akurat kąpiele w wodzie termanlnej nie będ e wtedy jakimkolwiek dobrym sposobem spędziania czasu wink

Z tym chrapaniem to wiesz.... Pewnie ja nie usłyszę, to Wy pewnie też już nie będziecie słyszały wink

Jak się wybrałam do KRK, to też nikogo wcześniej nie widziałam na oczy.... wink A już HM zdjęcia a rzeczywisty wygląd to ewenement jest i ona to wie wink

Tak, zawsze byłam nieśmiała i wycofana. Ratuję się autoironią i złośliwością. Ale jeśli kogoś blisko poznam - jestem sobą - straszna klepa ze mnie.... A myślisz, że skąd weekendowe pogaduchy z psiapsiółą do czasem 4 nad ranem???? Gadamy codziennie, widzimy się aktualnie ze 2 razy w tygodniu.... Można gadać? Można smile

Ciepła, otwarta, bezpośrednia, miła, uśmiechnięta, cierpliwa, a reszta to ściema,. No oprócz tego ewenementu ze mną:)

17 619

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Nie, no znowu się zeźlę!!!!

HM - jakie "coś"????? wink

To są chyba moje ulubione słowa ...coś, gdzieś, jakoś.

No to jeszcze raz..z każdym dniem będzie lepiej:)

.....i kiedyś. Też jestem na te słowa wrażliwa big_smile

No tak, zapomniałam...
Czyli coś, kiedyś, gdzieś się zmieni. Wrrrr:D:D:D:D
Pcham się do gipsu chyba

17 620

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

To ja sobie marzę. Tak sobie siedzę i sobie myślę jakby to fajnie było jak...

Ooooojjjj hm... ......jak by to fajnie było, żeby się cuda działy tu i teraz ..... oooojjj hm...

hm... napisał/a:

Ja planuję te sprawy takie załatwieniowe. Że coś mam wtedy i wtedy i sobie biorę co potrsebuję i sobiebto mam i sobie idę.
A w takich codziennych sprawach to działam spontanicznie.

właśnie w sprawach codziennych potrzebny jest rozsądek tongue ....właściwie to zawsze potrzebny jest rozsądek a spontan jakoś nie kojarzy mi się z rozsądkiem. Eks był spontaniczny, więc boję się spontaniczności. Lubię wszystko zaplanować i odhaczać z listy. Ok. spontanicznie to ja dzisiaj ciasto zrobiłam big_smile Tiramisu - dzięki dziewczyny za przepisy......będzie pyszne, będzie, każdy składnik był pyszny więc i całość pyszna być musi smile

hm.... napisał/a:

A z tym układaniem to wiesz jaką ja mam wiarę. Słabą jeszcze, ale staram się, żeby rosła w siłę.

podaj przepis kochana, przyda się wink

hm... napisał/a:

Wiecie ja to mam zdolność do zaniżania swojej wartości, swoich umiejętności, swoich osiągnięć,

wiecie, wiecie sad

hm... napisał/a:

Bo teraz to jest tak, że ludzie się mianują artystami, fachowcami, a jak przyjdzie co do czego to szkoda gadać.
Ja to wolę powiedzieć, że coś umiem trochę niż, że świetnie. Wręcz nigdy nie czuję żeby świetnie.

wiecie, wiecie sad

hm... napisał/a:

I tak jakby moje osiągnięcia jakieś tam nie były nic znaczące tak je deoczę i spycham a potem bie pamiętam, że były bo znikają albo ich nie dostrzegam. I tak samo jest z zainteresowaniem się mną przez kogoś itd.

zresetuj i pamiętaj, warto pamiętać i siebie pochwalić smile

hm... napisał/a:

A tam pomijając to zawsze chciałam coś osiągnąć, a nigdy nie wierzyłam, że się uda,.

hm... wiemy, że tak myślisz i chcemy abyś zmieniła swoje myślenie.

17 621 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-02-26 16:00:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

To są chyba moje ulubione słowa ...coś, gdzieś, jakoś.

No to jeszcze raz..z każdym dniem będzie lepiej:)

.....i kiedyś. Też jestem na te słowa wrażliwa big_smile

No tak, zapomniałam...
Czyli coś, kiedyś, gdzieś się zmieni. Wrrrr:D:D:D:D
Pcham się do gipsu chyba

Pchasz się do pewnych schematów, niedopowiedzeń, manipulacji.
Jak łatwo powiedzieć, ty kiedyś coś komuś.....i co to znaczy ? Dla mnie teraz znaczy to tyle co nigdy, nic i nikomu ale kiedyś ....masakra ..... dna sięgałam zastanawiając się kto ? kiedy ? o czym ? po co ? i co ? i chyba najbardziej bolało to "co" i "po co"

17 622

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Musimy polecieć na tę górę czarownic, urządzimy sabat, ugotujemy wywar specyficzny...

Za wywar dzięki, wystarczy mi mojej specyficzności tongue big_smile Mam jej po tąd albo i jeszcze wyżej big_smile smile i żaden wywar specyficzny już się nie zmieści smile

No to się ograniczymy do tańców dookoła ogniska tudzież kotła smile

smile smile smile a jest kilku kandydatów do podgotowania big_smile ......żartuję wink smile

17 623

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

To ja sobie marzę. Tak sobie siedzę i sobie myślę jakby to fajnie było jak...

Ooooojjjj hm... ......jak by to fajnie było, żeby się cuda działy tu i teraz ..... oooojjj hm...

hm... napisał/a:

Ja planuję te sprawy takie załatwieniowe. Że coś mam wtedy i wtedy i sobie biorę co potrsebuję i sobiebto mam i sobie idę.
A w takich codziennych sprawach to działam spontanicznie.

właśnie w sprawach codziennych potrzebny jest rozsądek tongue ....właściwie to zawsze potrzebny jest rozsądek a spontan jakoś nie kojarzy mi się z rozsądkiem. Eks był spontaniczny, więc boję się spontaniczności. Lubię wszystko zaplanować i odhaczać z listy. Ok. spontanicznie to ja dzisiaj ciasto zrobiłam big_smile Tiramisu - dzięki dziewczyny za przepisy......będzie pyszne, będzie, każdy składnik był pyszny więc i całość pyszna być musi smile

hm.... napisał/a:

A z tym układaniem to wiesz jaką ja mam wiarę. Słabą jeszcze, ale staram się, żeby rosła w siłę.

podaj przepis kochana, przyda się wink

hm... napisał/a:

Wiecie ja to mam zdolność do zaniżania swojej wartości, swoich umiejętności, swoich osiągnięć,

wiecie, wiecie sad

hm... napisał/a:

Bo teraz to jest tak, że ludzie się mianują artystami, fachowcami, a jak przyjdzie co do czego to szkoda gadać.
Ja to wolę powiedzieć, że coś umiem trochę niż, że świetnie. Wręcz nigdy nie czuję żeby świetnie.

wiecie, wiecie sad

hm... napisał/a:

I tak jakby moje osiągnięcia jakieś tam nie były nic znaczące tak je deoczę i spycham a potem bie pamiętam, że były bo znikają albo ich nie dostrzegam. I tak samo jest z zainteresowaniem się mną przez kogoś itd.

zresetuj i pamiętaj, warto pamiętać i siebie pochwalić smile

hm... napisał/a:

A tam pomijając to zawsze chciałam coś osiągnąć, a nigdy nie wierzyłam, że się uda,.

hm... wiemy, że tak myślisz i chcemy abyś zmieniła swoje myślenie.

Ale byków narobiłam, że hej.
Jaki przepis na tiramisu???


Mnie nie chodzi o to, żeby działać bezmyślnie tylko o to, że czasem trzeba się dostosować do okoliczności i że jak sobie np. zaplanujemy moczenie stóp dzisiaj a zabraknie wody to się nam świat nie skończy.

17 624

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Za wywar dzięki, wystarczy mi mojej specyficzności tongue big_smile Mam jej po tąd albo i jeszcze wyżej big_smile smile i żaden wywar specyficzny już się nie zmieści smile

No to się ograniczymy do tańców dookoła ogniska tudzież kotła smile

smile smile smile a jest kilku kandydatów do podgotowania big_smile ......żartuję wink smile

big_smile:D:D:D:D do kotła z nimi...

Nie ma coś i gdzieś, nie ma, bo coś to nic innego jak nic:)

17 625

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie...:)

17 626

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
sluuu napisał/a:

zofia282- ja też mam tą chorą zdolność do odkochiwania się na "pstryk". Straszna zdolność ;-/

Ja odkochuję się dopiero po "obnażeniu się" faceta big_smile, bez tego  kochać mogę ślepo i 26 lat i to dopiero jest chora zdolność  ha ha ha

Bo tutaj tyle trzeba było czekać dopóki zaświecił big_smile

17 627

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
sluuu napisał/a:

Potrzebuje jakiegokolwiek dowodu. Chcę tej dojrzałości, ale pragnę uwierzyć, że komuś się udało.

Sluuu poczytaj ten wątek od początku do końca!
Poza tym, na co Ty potrzebujesz dowodu?? Jakiego dowodu?? Dziewczyno, to Ty masz żyć pełnią swojego życia!! Życie nikogo innego Ci tego nie zapewni!! To Twoje życie i Ty jesteś za nie odpowiedzialna, tylko Ty sobie samej możesz coś udowodnić!!

Slu chce gwarancji. Bo co będzie jak ich straci.
Slu a wierzysz w Boga?

17 628 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-02-26 17:38:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile

17 629 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-26 18:00:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
sluuu napisał/a:

Potrzebuje jakiegokolwiek dowodu. Chcę tej dojrzałości, ale pragnę uwierzyć, że komuś się udało.

Sluuu poczytaj ten wątek od początku do końca!
Poza tym, na co Ty potrzebujesz dowodu?? Jakiego dowodu?? Dziewczyno, to Ty masz żyć pełnią swojego życia!! Życie nikogo innego Ci tego nie zapewni!! To Twoje życie i Ty jesteś za nie odpowiedzialna, tylko Ty sobie samej możesz coś udowodnić!!

Slu chce gwarancji. Bo co będzie jak ich straci.
Slu a wierzysz w Boga?

Sluuu wierzy w cuda sad Wierzy, ze bez pracy nad soba jej sie jakos uda sad Nie uda sad Na innym watku pisze, ze szuka psycholga. Psychologa, ktory bedzie wiedzial jak jej pomoc z jej niedojrzaloscia emocjnalna. Niestety takiej specjalnosci nikt nie ma sad No i klapa sad
Sluuu kazdy "porzadny" psycholog Ci pomoze o ile sama bedziesz chciala sobie pomoc !!!!
My nie psycholodzy a widzmy co z nia nie tak, Moze mysli, ze psycholog tego nie zobaczy? Jej bol czuje przez internet sad

Co do tych facetow i wyboru. Pisalam wczoraj: Jeden tydzien nowy, drugi tydzien stary tongue  Kompromis tongue

17 630

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
sluuu napisał/a:

zofia282- ja też mam tą chorą zdolność do odkochiwania się na "pstryk". Straszna zdolność ;-/

Ja odkochuję się dopiero po "obnażeniu się" faceta big_smile, bez tego  kochać mogę ślepo i 26 lat i to dopiero jest chora zdolność  ha ha ha

Bo tutaj tyle trzeba było czekać dopóki zaświecił big_smile

Oj napewno nie 26 !!! Czasami te ciagle swiecace czerwone lamki zaslepiaja tongue
Na przyszlosc nie trzeba czekac 26 lat aby zauwazyc czerwona lampke !!! Bo jak  przeoczymy to juz harakiri za wlasnym przyzwoleniem. A wtedy to i swiety Walenty nie pomoze tongue

17 631

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie
Myśl pozytywnie...:)

..i wprowadzaj w czyn te pozytywne mysli tongue

17 632

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Samo nic się nie dzieje tongue wink

Oj dzieje tongue  W cuda nie wierzysz ? tongue Polska to kraj cudow a kobiety tam "cudowne" tongue
Taka narodowa cecha: Jakos tam bedzie, zorganizuje sie, zalatwi big_smile

17 633 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-26 18:22:25)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Ehhhh... to mi się dostało ;-(((

No dokopalas sobie sama sad My tylko lusterkiem posluzylysmy tongue A jak ktos sie zdzira kaze zwac to nie dziw sie, ze pozwalamy sobie na wiele sad

Zdzira to wedlug slownika JP -pospolicie, wulgarnie, obraźliwie: kobieta prowadząca niemoralny tryb życia; ździra, dziwka.

17 634

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Ja odkochuję się dopiero po "obnażeniu się" faceta big_smile, bez tego  kochać mogę ślepo i 26 lat i to dopiero jest chora zdolność  ha ha ha

Bo tutaj tyle trzeba było czekać dopóki zaświecił big_smile

Oj napewno nie 26 !!! Czasami te ciagle swiecace czerwone lamki zaslepiaja tongue
Na przyszlosc nie trzeba czekac 26 lat aby zauwazyc czerwona lampke !!! Bo jak  przeoczymy to juz harakiri za wlasnym przyzwoleniem. A wtedy to i swiety Walenty nie pomoze tongue

Taaaaak można i 26 lat ! można ! waliło światłem po oczach, ale ja ślepa byłam !!!!!!! cenę za to teraz płacę !!!!!!

Masz rację, harakiri ..... i żaden święty mi pomóc nie może.......
Znowu zła jestem na siebie .....wiele się dzieje i nie jest dobrze. Jutro, chyba jutro wszystko się rozstrzygnie. Walczyłam jak lwica....nie poddaję się jeszcze walczę. To cena za bycie z tym człowiekiem, to cena za ślepotę, głupotę. Nie jest dobrze..... sad sad sad

17 635 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-26 18:50:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

smile smile smile a jest kilku kandydatów do podgotowania big_smile ......żartuję wink smile

Ja swego czasu 2 lata temu voodoo odprawialam. I nie zartuje big_smile
Juz ze zlosci pekalam !!!! No i zdjecia karalucha zaczelam drzec i tu klops. Taki jakis papier byl co sie nie chcial drzec tongue No to zamiast laleczki do Voodoo powbijalam igly (bo szpilek nie mialam tongue) w te zdjecia. A potem nozyczki poszly w ruch smile. Tak ostro bylo smile Potem jakby to voodoo podzialalo bo jak kilka miesiecy pozniej zobaczylam karalucha to lysina mu sie zrobila big_smile
Taka zla kobieta ze mnie tongue

17 636

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Samo nic się nie dzieje tongue wink

Oj dzieje tongue  W cuda nie wierzysz ? tongue Polska to kraj cudow a kobiety tam "cudowne" tongue
Taka narodowa cecha: Jakos tam bedzie, zorganizuje sie, zalatwi big_smile

Już nie wierzę. Już jestem realistką, wieeeelką realistką. Już wyłapuję nieszczerość, manipulację. Wali mnie to po uszaaaaach za wszystkie czasy big_smile. Już odbieram sprawy jakimi są i boli sad.

17 637

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Bo tutaj tyle trzeba było czekać dopóki zaświecił big_smile

Oj napewno nie 26 !!! Czasami te ciagle swiecace czerwone lamki zaslepiaja tongue
Na przyszlosc nie trzeba czekac 26 lat aby zauwazyc czerwona lampke !!! Bo jak  przeoczymy to juz harakiri za wlasnym przyzwoleniem. A wtedy to i swiety Walenty nie pomoze tongue

Taaaaak można i 26 lat ! można ! waliło światłem po oczach, ale ja ślepa byłam !!!!!!! cenę za to teraz płacę !!!!!!

Masz rację, harakiri ..... i żaden święty mi pomóc nie może.......
Znowu zła jestem na siebie .....wiele się dzieje i nie jest dobrze. Jutro, chyba jutro wszystko się rozstrzygnie. Walczyłam jak lwica....nie poddaję się jeszcze walczę. To cena za bycie z tym człowiekiem, to cena za ślepotę, głupotę. Nie jest dobrze..... sad sad sad

Zofia to trzymam kciuki smile Tiramisu juz zrobilas, herbatke z mandarynka trzeba zorganizowac i voodoo odprawiac big_smile  Innej rady nie mam dla Ciebie smile
Ja mam PMS i tak mnie nosi, bo mi sie tez moja glupota przypomina sad Mam tylko wino obejdzie sie dzisiaj bez tiramisu tongue

17 638

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

smile smile smile a jest kilku kandydatów do podgotowania big_smile ......żartuję wink smile

Ja swego czasu 2 lata temu voodoo odprawialam. I nie zartuje big_smile
Juz ze zlosci pekalam !!!! No i zdjecia karalucha zaczelam drzec i tu klops. Taki jakis papier byl co sie nie chcial drzec tongue No to zamiast laleczki do Voodoo powbujalam igly (bo szpilek nie mialam tongue) w te zdjecia. Apotem norzyczki poszly w ruch smile. Tak ostro bylo smile Potem jakby to voodoo podzialalo bo jak kilka pozniej zobaczylam karalucha to lysina mu sie zrobila big_smile
Taka zla kobieta ze mnie tongue

Moje (nasze) zdjęcie ślubne stoi w sypialni na toaletce w tym samym miejscu co kiedyś. Inne zdjęcia też mają się dobrze. RZeczy jego już dwa lata czekają na odebranie. Są poskładane w 6 workach, tylko podjechać i znieść...
Owszem byłam na niego zła, ale swoją złość wykorzystałam na pożegnanie drania tongue
Widuję się z nim, ale nie przyglądam, on mnie już nie interesuje.

17 639 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-02-26 19:05:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Oj napewno nie 26 !!! Czasami te ciagle swiecace czerwone lamki zaslepiaja tongue
Na przyszlosc nie trzeba czekac 26 lat aby zauwazyc czerwona lampke !!! Bo jak  przeoczymy to juz harakiri za wlasnym przyzwoleniem. A wtedy to i swiety Walenty nie pomoze tongue

Taaaaak można i 26 lat ! można ! waliło światłem po oczach, ale ja ślepa byłam !!!!!!! cenę za to teraz płacę !!!!!!

Masz rację, harakiri ..... i żaden święty mi pomóc nie może.......
Znowu zła jestem na siebie .....wiele się dzieje i nie jest dobrze. Jutro, chyba jutro wszystko się rozstrzygnie. Walczyłam jak lwica....nie poddaję się jeszcze walczę. To cena za bycie z tym człowiekiem, to cena za ślepotę, głupotę. Nie jest dobrze..... sad sad sad

Zofia to trzymam kciuki smile Tiramisu juz zrobilas, herbatke z mandarynka trzeba zorganizowac i voodoo odprawiac big_smile  Innej rady nie mam dla Ciebie smile
Ja mam PMS i tak mnie nosi, bo mi sie tez moja glupota przypomina sad Mam tylko wino obejdzie sie dzisiaj bez tiramisu tongue

Trzymaj kochana.
Tiramisu "stygnie" w lodówce...herbatka powiadasz......mam ochotę na dużego kielicha by smutki utopić.
Smutno mi bardzoi ciężko na sercu, ale niech ta "moja" sprawa w końcu się wyjaśni. Chcę wiedzieć na czym stoję !!!!


Drań pieprzony.....naiwniak pieprzony sad sad sad
Wierzyć mi się nie chce, uwierzyć nie mogę, że można ....że są tacy ludzi jak psychopaci sad

17 640

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Taaaaak można i 26 lat ! można ! waliło światłem po oczach, ale ja ślepa byłam !!!!!!! cenę za to teraz płacę !!!!!!

Masz rację, harakiri ..... i żaden święty mi pomóc nie może.......
Znowu zła jestem na siebie .....wiele się dzieje i nie jest dobrze. Jutro, chyba jutro wszystko się rozstrzygnie. Walczyłam jak lwica....nie poddaję się jeszcze walczę. To cena za bycie z tym człowiekiem, to cena za ślepotę, głupotę. Nie jest dobrze..... sad sad sad

Zofia to trzymam kciuki smile Tiramisu juz zrobilas, herbatke z mandarynka trzeba zorganizowac i voodoo odprawiac big_smile  Innej rady nie mam dla Ciebie smile
Ja mam PMS i tak mnie nosi, bo mi sie tez moja glupota przypomina sad Mam tylko wino obejdzie sie dzisiaj bez tiramisu tongue

Trzymaj kochana.
Tiramisu "stygnie" w lodówce...herbatka powiadasz......mam ochotę na dużego kielicha by smutki utopić.
Smutno mi bardzoi ciężko na sercu, ale niech ta "moja" sprawa w końcu się wyjaśni. Chcę wiedzieć na czym stoję !!!!
Drań pieprzony.....naiwniak pieprzony sad sad sad

Tiramisu na "cieplo" tez dobre smile   A jak alkohol dodals do tiramisu to masz dwa w jednym tongue
Upijac sie na smutno nie jest dobre sad 
Co sie dzieje Zofia?

17 641

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Zofia to trzymam kciuki smile Tiramisu juz zrobilas, herbatke z mandarynka trzeba zorganizowac i voodoo odprawiac big_smile  Innej rady nie mam dla Ciebie smile
Ja mam PMS i tak mnie nosi, bo mi sie tez moja glupota przypomina sad Mam tylko wino obejdzie sie dzisiaj bez tiramisu tongue

Trzymaj kochana.
Tiramisu "stygnie" w lodówce...herbatka powiadasz......mam ochotę na dużego kielicha by smutki utopić.
Smutno mi bardzoi ciężko na sercu, ale niech ta "moja" sprawa w końcu się wyjaśni. Chcę wiedzieć na czym stoję !!!!
Drań pieprzony.....naiwniak pieprzony sad sad sad

Tiramisu na "cieplo" tez dobre smile   A jak alkohol dodals do tiramisu to masz dwa w jednym tongue
Upijac sie na smutno nie jest dobre sad 
Co sie dzieje Zofia?

Jest źle ! Mogłam przypuszczać, że tak będzie...... wierzyłam, miałam nadzieję , działałam. Bardzo się starałam. Nie wyjdzie - a na to się zanosi- nie ustąpię i walczyć będę, inaczej, ale walczyć będę. Zyski będą, ale i straty. Miało się takiego męża a nie innego..."piwko" trza będzie wypić sad Jeszcze jest iskierka nadziei, jeszcze ją mam, ale od jutra idę na całość ! bez skrupułów !

17 642

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Zofia to trzymam kciuki smile Tiramisu juz zrobilas, herbatke z mandarynka trzeba zorganizowac i voodoo odprawiac big_smile  Innej rady nie mam dla Ciebie smile
Ja mam PMS i tak mnie nosi, bo mi sie tez moja glupota przypomina sad Mam tylko wino obejdzie sie dzisiaj bez tiramisu tongue

Trzymaj kochana.
Tiramisu "stygnie" w lodówce...herbatka powiadasz......mam ochotę na dużego kielicha by smutki utopić.
Smutno mi bardzoi ciężko na sercu, ale niech ta "moja" sprawa w końcu się wyjaśni. Chcę wiedzieć na czym stoję !!!!
Drań pieprzony.....naiwniak pieprzony sad sad sad

Tiramisu na "cieplo" tez dobre smile   A jak alkohol dodals do tiramisu to masz dwa w jednym tongue
Upijac sie na smutno nie jest dobre sad 
Co sie dzieje Zofia?

Tiramisu za słabe tongue  potrzebuję zapomnienia sad

17 643

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny.
Mam straszny mętlik w głowie. Próbuje z tego haosu wyłuszczyć jakieś konkrety.
Nie mam chęci na spotkania ze znajomymi. Odczuwam coś na kształt złości. W kontaktach "koleżeńsko-przyjacielskich" też potrzebuję zmian.
Zgubiłam gdzieś swoje własne życie. A żebym je kiedykolwiek miała....!?
Wiecie co? Mam strasznego doła. Po prostu jak stąd do Kambodży.
I chyba pierwszy raz od dawna jest on spowodowany moją wlasną osobą, a nie kimś.

Od paru dni zadaje sobie pytanie kim jestem. Tak naprawdę kim.
Zaczęłam analizować wszystko i wiem, że np. moje problemy z nadwagą to zajadanie tego stresu, tej wieloletniej potrzeby miłości, chowanie prawdziwych lęków i rzeczywistości pod tą całą "oponą".
Próbuję wsłuchać się w swoje własne ciało. Na nowo. Posłuchać na co ma ochotę a na co nie. Jezu, może jak się uporam z emocjami, to i z ciałem sobie poradzę.
Nie jest to głupia teoria?

W czwartem mam pierwszą wizytę u psychologa. Nie wiem jak będzie wyglądała. Boję sie, ale chcę. Chcę w końcu zamknąć tamten etap życia, odbudować siebie od nowa.

Nie wiem, może moi przyjaciele mają pretensje, że się odcięłam, że zmieniam podejście, że mówię jasno pierwszy raz w życiu: "nie mam ochoty sie z tobą spotkać, chcę pobyć sama".
Jeszcze mnie dusi tęsknota za nim. Miewam ataki "paniki" i dopada mnie tragiczna chęć by usłyszeć jego głos. Ale staram sie to dusić w zarodku.

Pierwszy raz nie wiem co będzie za chwilę. Zawsze byłam taka niespokojna, nie znosiłam "niewiedzy" i "braku kontroli". Lubiłam mieć wszystko zaplanowane i wiedzieć. Żeby nie było niespodzianek, żeby nic mnie nie zbiło z tropu.
Teraz patrzę w przyszłość jak noworodek. Jezu, to przerażające.

17 644

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Tiramisu za słabe tongue  potrzebuję zapomnienia sad

Nie da sie zapomniec sad Ale z czasem te wspomnienia nie beda tak bolec smile Obejrzyj sobie jakis fajny film smile

17 645 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-26 20:28:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Teraz patrzę w przyszłość jak noworodek. Jezu, to przerażające.

Dlaczego? To super smile Masz szanse zaczac swoje zycie od nowa smile Z ta wiedza jaka juz posiadasz jestes calkiem madrym noworodkiem. Wiesz z kazdym dniem bedzie lepiej smile

17 646

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
luluville napisał/a:

Teraz patrzę w przyszłość jak noworodek. Jezu, to przerażające.

Dlaczego? To super smile Masz szanse zaczac swoje zycie od nowa smile Z ta wiedza jaka juz posiadasz jestes calkiem madrym noworodkiem. Wiesz z kazdym dniem bedzie lepiej smile

Gdyby nie te napady "paniki" i powracające mysli na jego temat, byłoby to łatwiejsze.
Tak bym chciała, żeby to minęło. Zdaje sobie sprawę, że to jeszcze "stara-ja" walczy o swoją pozycję...

17 647 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-26 21:31:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

?GDY LUDZIE ZE SOBĄ DOBRZE ŻYJĄ, NACZYNIA SAME SIĘ ZMYWAJĄ. ALE TO RZADKOŚĆ.

Ciągle słyszę nieporadne próby tworzenia kontraktów, gdzie stoi czarno na białym: ty wyprowadzasz psa, ja idę po zakupy, ty odprowadzasz dzieci, ja myję wannę - i tak dalej aż do potężnej awantury wywołanej powracającym poczuciem, że znowu zostałem wykorzystany. A przecież związek, miłość, jest po to, by ludzie czuli się w nim wolni - mówi dr Andrzej Wiśniewski, filozof i psychoterapeuta.
[SYPIAJĄC Z WROGIEM] to cykl wywiadów, w których szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego rozpadają się nasze związki. Co robimy źle, jaki wpływ na nasze zachowanie mają wychowanie, rodzina, wdrukowane normy, a o czym - świadomie bądź nie - decydujemy my sami.

- Jeśli ktoś przychodzi do mnie i mówi: ?Moja żona zrobiła ze mnie pantoflarza?, to ja odpowiadam: ?Proszę powiedzieć tak: ? Pozwoliłem żonie zrobić ze mnie pantoflarza ?? - opowiada dr Andrzej Wiśniewski w rozmowie z Agnieszką Jucewicz, naczelną ?Wysokich Obcasów?.

Rozmowa ta pochodzi z wydanej właśnie książki "Żyj wystarczająco dobrze", która jest zbiorem rozmów z najlepszymi polskimi psychologami i terapeutami, którzy pomogli tysiącom ludzi stanąć na nogi.

Agnieszka Jucewicz: Czy wolność w związku jest w ogóle możliwa?

Dr Andrzej Wiśniewski: Jest konieczna. Bez niej dojrzały związek nie jest możliwy. Ale to nie znaczy, że wszystko nam wolno.

Czego nie wolno?

- Wolność w związku zakłada odpowiedzialność za partnera. Bez niej jest nihilizmem, egoizmem. Odpowiedzialność w języku par nazywa się lojalnością. Jeżeli wybieram tego oto człowieka, bo on jest dla mnie najpiękniejszy, najważniejszy, niepowtarzalny, to szanuję jego uczucia i potrzeby. Nie narażam go na stresy, dbam o niego, troszczę się.
To odpowiedzialność, a wolność?

- Jestem z kimś dlatego, że tę osobę wybieram w wolny sposób, bez przymusu, bez nacisków. Nie dlatego, że jej potrzebuję do osiągnięcia jakichś celów. Mam wtedy szansę, że zostanę w podobny sposób wybrany przez mojego partnera. Wielu ludzi nie wierzy, że mają wystarczająco atrakcyjne cechy, aby tak być wybranymi. Stąd w związkach tyle lęku i napięcia, które powodują, że ludzie usiłują przedstawić się jako inni, niż są, próbują rozpaczliwie zaimponować otoczeniu. Stają się przez to sztuczni, pozbawieni indywidualności. Boją się zaistnieć w niepowtarzalny sposób. W przekazie społecznym i kulturowym wolność często stawia się w opozycji do idei związku. Uważa się, że jest dla niego zagrożeniem. Mówi się, że podstawową sprawą, która ma łączyć ludzi, jest budowanie poczucia bezpieczeństwa, wzajemna opieka, zapewnianie nadszarpniętego w dzieciństwie poczucia wartości. Celem związku nie jest jednak zwiększanie naszego poczucia wartości. Jeśli nie mamy go w momencie zawierania umowy na bycie ze sobą, można je odbudowywać w trakcie psychoterapii. Poczucie wartości to stan, który powstaje bardzo wcześnie w relacjach z ważnymi ludźmi, najczęściej z rodzicami.

Natomiast partner nie może być naszym psychoterapeutą ani rodzicem. Może być nam miło i sympatycznie, możemy być dumni z tego, że ta właśnie osoba nas wybrała, ale jeżeli ludzie dobierają się dlatego, że spodziewają się, iż ta druga strona dostarczy im tych wszystkich uczuć i zaspokoi potrzeby, których nigdy nie dostali w życiu, to taki związek przeważnie kończy się klęską.

Dlaczego?

- Jeżeli nie mam wystarczająco wysokiego poczucia wartości i ważności, to ciągle się boję, że mój partner odkryje, jaki jestem naprawdę, i odejdzie. Na świecie przecież jest dużo innych, przeważnie atrakcyjniejszych osób. Wystarczająco o tym zostałem przekonany w dzieciństwie. Ciągle wtedy słyszałem, jaki jestem beznadziejny, słaby, pozbawiony zalet, nie spełniam oczekiwań. W związku z tym do czego dążę? Żeby ograniczyć jego wolność. Żeby go przypisać do siebie, mieć nad nim władzę. A władzę w przestrzeni życia psychicznego osiąga się poprzez manipulacje polegające na wzbudzaniu poczucia winy, zagrożeniu odejściem, zagrożeniu wycofaniem miłości. Robię więc dokładnie to, czego doświadczyłem w dzieciństwie i młodości ze strony ważnych dla mnie ludzi - rodziców, nauczycieli.

Wszędzie tam, gdzie w partnerskie relacje wkracza forma władzy czy nadmiernej kontroli, niknie piękno. Ludzie stają się smutni, pozbawieni nadziei, nieważni dla siebie i innych, przestraszeni. Powiem za Bogdanem de Barbaro - tyle miłości, ile wolności.

Są jednak pewne etapy w życiu związku, gdy ta wolność jest ograniczona. Na przykład kiedy są małe dzieci. Wtedy po to, żeby realizować swoje pragnienia, muszę poprosić partnera, żeby przejął część moich obowiązków, często kosztem swojej wolności.

- No i w czym problem?

W tym, że on może odmówić. I często ta odmowa wydaje się racjonalna. Na przykład chcę iść na dodatkowe studia, ale mam dwójkę malutkich dzieci. To oznacza, że w weekendy po tygodniu pracy mąż musi sam zająć się dziećmi. Ma prawo powiedzieć "nie" albo "za kilka lat".

- To koniec z miłością. Jeżeli partner nie stara się wychodzić naprzeciw moim potrzebom, nie cieszy się z tego, że chcę się rozwijać, realizować marzenia, to co to za związek? Jeśli odmawia zaangażowania w moje sprawy albo mówi: "Dobrze, ale za trzy lata", to zajmuje pozycję sprawującego władzę lub roszczącego sobie do niej pretensje, który daje sobie prawo stawiania warunków decydujących o jakości mojego życia. To budzi sprzeciw i bunt i związek wchodzi w kryzys, bo ludzie przestają ze sobą rozmawiać - szykują armaty.

A jaka reakcja byłaby dowodem na to, że ten związek dobrze funkcjonuje?

- Mnie by cieszyło, że moja żona chce studiować, że chce coś robić dla siebie, bo to oznacza, że ona chce też zrobić coś dla mnie. Bo te jej studia wnoszą ważną jakość do naszego związku. Musielibyśmy się wspólnie zastanowić, jak to zrobić. To wymaga ustaleń, negocjacji, dobrej woli, umiejętności dawania prezentów
I poświęcenia?

- Nie lubię tego słowa. Ciężko mi się słucha takich opowieści o poświęcaniu się, o tej martyrologii związkowej, o tym pragnieniu, aby partner odwdzięczył się tym samym i udowodnił, że kocha. Trudno mi się słucha o tym, że: "Ja nie mogę czegoś zrobić, bo on się nie zgadza", albo o tym, że: "Tysiące obowiązków uniemożliwiają mi zrobienie tego czy tamtego". Mam takich opowieści mnóstwo w gabinecie i odnoszę wrażenie, że ludzie unikają w ten sposób mówienia o trudnych uczuciach, zranieniach, potrzebach bliskości, a przede wszystkim silnie przeżywanej złości. Nie mówią o rzeczywistości takiej, jaka jest, tylko używają różnych sytuacji, zadań do prowadzenia ze sobą wojny. Te wyliczanki, kto więcej pracuje, kto więcej zajmuje się domem, kto więcej daje, a jeszcze te targi o pieniądze. To są wszystko żetony w pewnej grze.

W grze o co?

- O poczucie wartości, o docenienie. Zdobycie odrobiny uczuć, głasków. Dla mnie to jest obraz poważnego kryzysu w parze.

Może te wyliczanki to są nieudolne próby dążenia do kompromisu?

- Z tym tak popularnym obecnie kompromisem, to bardzo trudna sprawa. Bo on przeważnie jest tzw. zgniłym kompromisem, sytuacją, kiedy żadna ze stron nie jest zadowolona. Niby coś każdy daje, z czegoś rezygnuje, bilans wydaje się wyrównany, ale szczęścia w oczach uczestników negocjacji nie widać. Zwłaszcza na dłuższą metę.

To do czego partnerzy powinni dążyć?

- Powinni dawać sobie prezenty, przyjmować prezenty i konfrontować się ze sobą.

Jak ktoś chce być w związku, to musi posiadać umiejętność zrobienia czegoś dla swojego partnera, nawet jeśli nie ma na to ochoty. A ten partner ma obowiązek powiedzieć: "Dziękuję", a nie mówić: "Bez łaski". Ale nie ma obowiązku odwdzięczania się takim samym prezentem. Bo na tym polega istota prezentu - daję, ale nie po to, żeby coś dostać.

Jak się zaczyna taka wymiana coś za coś, to w związku ginie spontaniczność, radość, zaufanie, a zaczyna się ciężki obowiązek i patrzenie, czy jestem tak samo traktowany, jak ja traktuję. Pojawiają się pierwsze sygnały rodzącej się martyrologii. Ale w związku zdarzają się też sytuacje, kiedy chcę coś zrobić dla siebie wbrew temu, co chciałby partner...

Wtedy często musimy się zmierzyć z jego sprzeciwem i złością.

- Możliwe. Ale w związku umiejętność konfrontowania się jest tak samo ważna, jak dbanie o partnera. A czasami jest wręcz tym samym! Jednak takie rzeczy trzeba umieć przeprowadzić. Trzeba umieć powiedzieć: "Rozumiem, że nie chce ci się siedzieć z dzieckiem, ale ja chciałam się dzisiaj spotkać z koleżanką", "Rozumiem, że nie jesteś zadowolona, że dzisiaj po pracy chcę iść na mecz, ale mi na tym zależy". Kiedy chcemy przeforsować swoje plany i potrafimy jednocześnie dostrzec negatywne uczucia partnera i zaopiekować się nimi, przeważnie burze nie są długotrwałe i zajadłe. Kiedy ludzie dobrze ze sobą żyją, to się naczynia same zmywają. Rzadko ktoś po obiedzie pyta: "Czyja dzisiaj kolej? Ja przecież robię to zawsze!"

A zna pan takie związki?

- Niewiele ich jest, ale są.

I z czego to wynika, że u nich "naczynia się zmywają same"?

- Z tego, że cenią swoją niezależność, dają sobie dużo wolności. Szanują uczucia partnera, nie oceniają go pod byle pretekstem. Dostrzegają swoją wzajemną wyjątkowość. Potrafią bez lęku powiedzieć do siebie: "Chcę z tobą być, chociaż wcale nie jesteś mi potrzebny, aby żyć. Będzie mi ciężko, przykro, ale dam sobie radę, gdyby twoje uczucia się skończyły". Wtedy czują się wolni, wybrani, są spontaniczni, akceptują swoje braki i ograniczenia. Uważam, że zdania, które przytoczyłem przed chwilą, to największy komplement, jaki można powiedzieć drugiej osobie. Przecież one mówią, że jest jedyna i niepowtarzalna!!!

Co oznacza to "nie potrzebuję cię"?

- To, że ja nie potrzebuję obsługi i potwierdzenia w ten sposób mojej wartości. Nie potrzebuję poświęceń. Nie potrzebuję, żebyś mi gotowała, sprzątała, zabiegała o mój dobry nastrój. Chcę, żebyś wierzyła, że jest w tobie to coś, co jest cenniejsze niż to wszystko, i dla tego czegoś chcę właśnie z tobą być. Niestety, ta metafora potrzebności czy też taka narracja związkowa, która opiera się na tej potrzebności, tej wymianie towarowej, kompromisach, w wyniku których ludzie, zamiast pojechać nad morze albo w góry, lądują w Kielcach i są niezadowoleni, jest jakimś przekleństwem zatruwającym nasze umysły. Ciągle słyszę i widzę nieporadne próby przeprowadzenia umów społecznych, tworzenia kontraktów rodzinnych, gdzie stoi czarno na białym: ty wyprowadzasz psa, ja idę po zakupy, ty odprowadzasz dzieci, ja myję wannę - i tak dalej aż do potężnej awantury wywołanej ciągle powracającym poczuciem, że znowu zostałem wykorzystany. A przecież związek, miłość, jak stoi napisane w Biblii, jest po to, żeby ludzie czuli się w nim wolni. Ale oczywiście ludzie się boją tej wolności.

Bo?

- Bo jak dam partnerowi wolność, to on zaraz pryśnie, bo nie wierzę, że można ze mną być. Dobre związki przeważnie mają ci ludzie, którzy czują się dobrze sami ze sobą. Czują, że życie ma sens, że mają różne kłopoty, ale potrafią z nich wychodzić. Są niezależni. Potrafią przekraczać jakieś wygórowane czy nadmierne oczekiwania środowiskowe. Jeżeli tak nie jest, to trzeba coś zacząć ze sobą robić. Sugerowałbym psychoterapię. Ale większość ludzi zamyka się w poczuciu krzywdy i odrzucenia. Uważają, że świat jest zły, nikt ich nie kocha, nie akceptuje, nie ceni. I wtedy stają się bezradni wobec życia. Bo nic nie można zrobić, kiedy świat jest straszny. Można tylko czekać, aż się zmieni - a świat się oczywiście nie zmienia. Dopiero kiedy uznamy, że to my mamy kłopot w relacjach ze światem, możemy coś zacząć robić - pójść na terapię, spotkać innych ludzi, zapytać ich o opinię, rozpocząć trudne rozmowy, których dotychczas się baliśmy. Wtedy pojawia się możliwość zmian. Odzyskujemy siły, powoli wraca poczucie, że coś jesteśmy warci, że ktoś może zaryzykuje bycie z nami bez naszego podporządkowania się, stajemy się bardziej spontaniczni. Wtedy - pofantazjuję trochę - rodzi się największy skarb, jaki mamy dla naszych partnerów: zaakceptowana kobiecość i zaakceptowana męskość. Takim osobom nie można się oprzeć. Nawet kiedy mają jakieś niedoskonałości!
Co ma zrobić ktoś, kto wiąże się z partnerem niepewnym siebie, pełnym lęku wobec świata?

- Dojrzali ludzie rzadko wiążą się z takimi osobami. Natomiast we wszystkich związkach zdarzają się sytuacje kryzysowe, kiedy ktoś wpada w depresję czy obniża się jego samoocena. Wtedy należy poczekać na swojego partnera, dać mu możliwość wyjścia z takiej sytuacji. Ale związek nie może stać się terapią czy też sytuacją, kiedy ktoś pod postacią męża gra rolę ojca albo pod postacią żony - rolę matki.

A jeśli ten stan się przedłuża...?

- To mamy żądać, żeby partner coś ze sobą zrobił. Bo naszym obowiązkiem jest także stawianie warunków. Zwłaszcza kobiety mają stawiać warunki mężczyznom. Jeśli nie formułują swoich oczekiwań, nie manifestują niezadowolenia, to wtedy mężczyźni odchodzą.

Kobiety muszą przekraczać taki społeczny stereotyp, który mówi, że kochać kogoś to znaczy się poświęcić. Może on się trochę zmienia w ostatnich czasach, ale nadal jest bardzo popularny i jest wiele kobiet, które mimo że na zewnątrz się wyemancypowały, same się utrzymują, zajmują wysokie stanowiska, to w ich duszy drzemie przekonanie, że być z kimś oznacza poświęcić się.

Jak można przekroczyć ten stereotyp?

- Zależy, jaką ten model poświęcenia ma siłę. Jeżeli na przykład kobieta pochodzi z rodziny, w której jeden z rodziców był uzależniony od jakiejś chemii i tego drugiego rodzica trzeba było wspierać, to bez terapii bardzo trudno to zmienić. Ale oprócz terapii są inne formy rozwojowych doświadczeń - grupy otwarcia, na których ludzie mogą przyjrzeć się temu, jak budują relacje, jak się komunikują, konfrontują, w jakich rolach występują. Są specjalne grupy wsparcia tylko dla kobiet. Jakieś mądre feministyczne stowarzyszenia, które nie budują podwalin świata na walce z mężczyznami. Bo to też mnie zastanawia, jak można wejść w związek z głową pełną pomysłów, że z kobietami lub mężczyznami trzeba walczyć, że jak tylko spuszczę swojego partnera z oka, to on wygra ze mną, zrani mnie, zamieni w służącego czy służącą. To jest jakiś nonsens.

Kobiety są skłonne do poświęceń, a mężczyźni często mówią, że w związku się duszą. Duszą się?

- Poczucie duszenia się oznacza, że albo my pozwalamy się dusić, albo sami siebie dusimy. Jeżeli mam poczucie, że mój partner mnie dusi, to przeważnie znaczy, że się nie bronię, nie umiem stawiać granic, nie mówię, że się na coś nie zgadzam, a jeśli sam się duszę, to znaczy, że sam sobie nie pozwalam na wyrażenie niezadowolenia, złości, pretensji. Dlatego jeśli ktoś przychodzi do mnie i mówi: "Moja żona zrobiła ze mnie pantoflarza", to ja odpowiadam: "Proszę powiedzieć tak: 'Pozwoliłem żonie zrobić ze mnie pantoflarza'". Albo zamiast: "Mój mąż zrobił ze mnie służącą" - "Pozwoliłam mężowi zrobić z siebie służącą".

Dlaczego na to pozwalamy?

- Bo jesteśmy wychowywani w micie, że miłość to uległość. Czasami nam się wydaje, że jeśli spełnimy oczekiwania partnera, to on odpłaci nam tym samym, że jeśli nie powiemy mu, że coś nam się w jego zachowaniu nie podoba, to i on potraktuje nas łagodnie. A tymczasem stanowczość w związku jest czymś bardzo cennym. Najbardziej w cenie na rynku są mężczyźni, którzy potrafią być i stanowczy, i ciepli. To się nie wyklucza. Najcenniejsze na rynku są kobiety, które są stanowcze i delikatne. Mają wybór, mogą zachowywać się różnie.

Czy jak już posiądziemy umiejętność konfrontowania się, to nie pojawia się ryzyko, że związek zamieni się w poligon?

- A dlaczego ma się tak stać? Kiedy mówię do żony: "W przyszły weekend chcę pojechać na Mazury, na żagle", a żona mówi: "A ja chciałam iść z tobą do kina", ja mówię: "Przykro mi, ale podjąłem decyzję, że pojadę na Mazury". Jeśli ona się poczuje odrzucona, skrzywdzona i myśli: "No to ja mu następnym razem pokażę" - no to coś z tym związkiem jest nie tak. Ale ona może odpowiedzieć też: "Przykro mi, że nie pójdziemy do kina, ale rozumiem, że ten wyjazd jest dla ciebie ważny". To ja rosnę! Mówię sobie: "Boże, jaką ja mam wspaniałą kobietę!" A ona myśli: "Jakiego mam wspaniałego faceta, że potrafi mi o tym powiedzieć i docenić to, co dla niego robię". Jeśli ludzie potrafią sobie zakomunikować, że czują się jakoś skrzywdzeni, że mają pretensję, że ich oczekiwania nie są spełnione, i to nie dyskwalifikuje związku oraz partnera, to mają skarb!

Dlaczego konfrontacja tak źle nam się kojarzy?

- Bo w opinii społecznej konfrontować się oznacza robić komuś krzywdę, a tak naprawdę konfrontować się to również znaczy o ludzi dbać. Bo jeżeli ja nie powiem bliskiej mi osobie, co ja sądzę o jej zachowaniu, jakie to budzi we mnie uczucia, to wtedy ją krzywdzę. Jeżeli pani ma kumpla, przyjaciółkę i oni zaczynają robić jakieś rzeczy, które się pani nie podobają, które psują ich relacje ze światem, a pani milczy, to taka przyjaźń jest funta kłaków warta. Konfrontacja, czyli niezgadzanie się z przyjacielem, z jego poglądami czy mówienie o rzeczach niezgodnych z jego oczekiwaniami, to jest wyraz największej troski.

Z jakich powodów jeszcze niezależność partnera może budzić nasz niepokój, złość?

- Najczęściej złościmy się na ludzi, którzy zachowują się w taki sposób, jakiego my nie akceptujemy u siebie. Dlatego tak ważne jest, żeby ludzie pozwalali sobie na doświadczanie i wyrażanie różnych stanów wewnętrznych, żeby mieli taką wewnętrzną "dialogowość".

Podam przykład. Jeżeli silny, a raczej pseudosilny tatuś nakrzyczy na synka, który płacze: "Nie mazgaj się!", to najprawdopodobniej ten płaczący synek obudził w nim obszar, którego on dawno nie odwiedzał, czyli niepokój, lęk, bezradność. Tatuś musi więc nakrzyczeć na synka, żeby mieć poczucie, że nadal jest silny.

W związkach też tak często jest. Jeżeli mężczyźni nie mają kontaktu ze swoją słabością, to nie potrafią przyjąć kobiet z ich słabością, jeżeli kobiety nie mają kontaktu ze swoją siłą, to nie potrafią przyjąć mężczyzny z jego siłą. W ten sposób bardzo cenne dla związku uczucia mogą stać się dla niego zagrożeniem.
I jeżeli ktoś nie ma kontaktu ze swoją niezależnością, to nie potrafi się pogodzić z niezależnością partnera...

- Święte słowa.

Z czego się bierze poczucie niezależności, podmiotowości?

- To się tworzy w ważnych relacjach z ludźmi, najczęściej z rodzicami, którzy pozwalają nam być i silnymi, i słabymi. Kiedy nie wycofują swoich uczuć czy dobrej oceny, gdy dziecko płacze albo się stawia i wyraża swoją złość lub niezadowolenie. Mam taki przykład. Dziecko bawi się w piaskownicy z innymi dziećmi. W pewnej chwili dostaje od kogoś w głowę łopatką i biegnie z płaczem do mamy. Mama może się zachować tak: przytuli, pogłaszcze i odprowadzi z powrotem. Dziecko dostaje wtedy bezcenny komunikat, że jest akceptowane i kiedy płacze, i kiedy jest silne. Inna mama powie: "No co, nie poradzisz sobie?!" Dziecko otrzymuje wówczas komunikat, że może być przyjęte tylko wtedy, kiedy jest silne. Jeszcze inna powie: "Idziemy stąd, bo to nie jest dobre miejsce". Takie dziecko otrzymuje komunikat, że tylko mama go ochroni. Pierwsze doświadczenie jest integrujące, buduje poczucie wartości i podmiotowości, bo ważny człowiek w moim życiu akceptuje różne moje doświadczenia. Uczucie, które otrzymuję, nie zależy od tego, jak się zachowuję, jest wielkością stałą. Niestety, ogromna większość rodziców, przeważnie ze względu na własne doświadczenia ze swoimi rodzicami, ma trudność z byciem w takiej sytuacji. Jeżeli akceptujemy dziecko tylko w określonych sytuacjach, na przykład wtedy, kiedy walczy o swoje, a w innych nie, to powstaje w nim przekonanie, że jest kochane w sposób warunkowy. Jeżeli to się powtarza, to tak samo jest w dorosłym życiu. Wydaje się nam, że możemy być kochani tylko wtedy, gdy na miłość zasłużymy podporządkowaniem, realizacją oczekiwań, niewyrażaniem złości i niezadowolenia.

A skąd w dorosłej osobie przekonanie, że związek jest od tego, żeby się w nim schronić, a partner ma się mną opiekować?

- Jeżeli mama zabrała dziecko z tej piaskownicy i powiedziała: "Świat jest groźny, tylko mama jest w stanie cię zrozumieć", to jak ta osoba ma potem być niezależna, wolna, samodzielna? Ona będzie już zawsze szukała takich kontaktów, w których ktoś ją z tych różnych piaskownic życiowych zabierze. Bo ludzie wprawdzie tęsknią za tym, aby otrzymać ważne uczucia, zostać wybranymi przez atrakcyjnego partnera, zyskać potwierdzenie swojej atrakcyjności, ale jak to już dostają, to uciekają. Boją się spełnienia marzeń i głęboko czasami ukrytych pragnień.

Nie rozumiem.

- W psychologii jest taki termin jak "powtarzanie traumy". Jeśli w dzieciństwie doświadczyliśmy jakichś trudnych sytuacji, to będziemy mieć tendencję, żeby w dorosłych związkach organizować sobie sytuację podobną. Na przykład wszystkim się wydaje, że dzieci wychowane w domu dziecka tęsknią, żeby wziąć je na kolana i przytulić, ale jeśliby pani spróbowała wziąć takie dziecko na kolana lub objąć dorosłego człowieka po takich doświadczeniach, to on zesztywnieje i ucieknie, mimo że gdzieś tam do bliskości i akceptacji tęskni. W życiu przedkładamy to, co jest bezpieczne, nad to, co jest rozwojowe. W tym wypadku bezpieczne jest przeżywanie uczucia odrzucenia czy doświadczenie samotności.

Bezpieczne, bo znane?

- Tak. W związkach widać, jak partnerzy próbują wpasować siebie nawzajem do znanych sobie wzorców, głównie tych wyniesionych z domu. Jeśli na przykład rodzice stosowali przemoc, to ich dzieci w dorosłym życiu mogą tak organizować sytuacje z ważnymi dla siebie osobami, że by doświadczać złego, często nie respektującego ich godności zachowania. Co oczywiście w żaden sposób nie usprawiedliwia okazywanej im przemocy. Jeśli ojciec był dyktatorem, satrapą, to możemy dążyć do tego, aby w relacjach z mężem wytworzyła się relacja podległości i zależności. Jeżeli matka była osobą nadopiekuńczą, kontrolującą, to dążymy do tego, żeby nasze żony zachowywały się tak jak ona. To tendencja nieświadoma, ale rujnuje wiele związków.

A czy jeżeli ktoś realizuje swoje potrzeby bez oglądania się na partnera, to nie wynika to przypadkiem z lęku przed zaangażowaniem?

- Bywa, że ważni dla nas ludzie zbytnio nas kontrolowali lub nadmiernie się nami opiekowali. Takie zachowania często nie mają nic wspólnego z miłością. To subtelne formy pozbawiania wolności. Ludzie, którzy tego traktowania doświadczyli, mogą bać się, że miłość, bliskość to w gruncie rzeczy podporządkowanie. Dlatego często tęsknią za akceptacją i intymnością, ale jej się boją. Na marginesie warto powiedzieć, że wszyscy tyrani, dyktatorzy, i mali, i duzi, którzy tak uparcie dążą do całkowitej władzy, głęboko w duszy przeżywają silny lęk. Strach przed odrzuceniem, detronizacją skazującą na nic nieznaczące życie. Ktoś, kto nie wierzy, że można go kochać takiego, jaki jest, dąży do kontroli. Ale władza nie karmi. Może dać poczucie, że kogoś mam, kontroluję go, narzucam mu swoją wolę, ale on jest martwy, nic od niego nie dostanę w odruchu miłości czy choćby dobrej woli. Muszę wszystko wymusić strachem, a taki podarunek nie rozwija. Nie zawiera w sobie bezcennego przekazu, że został zrobiony w efekcie wolnego wyboru. Władza jest substytutem miłości, ale nie pozwala tak jak ona ludziom rosnąć.

I co z takim związkiem?

- Są takie związki, w których ludzie boją się samotności i żyją tak obok siebie we wzajemnej wrogości, sfrustrowani, rozżaleni. Czasami dorabiają do tego wątpliwą ideologię pod tytułem "musimy wychować dzieci".

Jest szansa na reanimację takiego układu?

- Musi się zdarzyć jakaś sytuacja krytyczna, która go zdestabilizuje. Ludzie dążą do zmiany wtedy, kiedy zdarzy się jakaś zdrada albo ktoś zachoruje. Próbują wówczas szukać pomocy, próbują popatrzeć inaczej na siebie. Nagle się okazuje, że pękają jakieś stereotypy na temat drugiego człowieka, że nie jest on taki straszny, coś nam potrafi bezinteresownie ofiarować, ma ludzkie uczucia, czegoś ważnego od nas chce. Często dzieci stają się delegatami takich rodzin - przestają się uczyć, sprawiają kłopoty wychowawcze i przyprowadzają swoich rodziców po pomoc. Psychoterapeuci muszą wtedy zauważyć, że akurat w tym przypadku dziecko jest tylko wysłannikiem systemu rodzinnego, który ma problem, a kłopot leży gdzie indziej.

Czy to znaczy, że jeśli chcemy uratować kiepski związek, to warto mu zafundować kryzys?

- Nie ma dobrych związków bez kryzysów i tych dużych, i tych małych. Jeśli ludzie w związku chronią się za wszelką cenę przed kryzysami, to właśnie wtedy pracują na rzecz jego rozpadu. Wartością jest umiejętność wychodzenia z kryzysów, z różnicy oczekiwań, zdań, a nie unikanie trudnych sytuacji. W związku nie można się nie ranić. Każda odmowa, niespełnienie oczekiwań, odmienne zdanie, atak zazdrości, odreagowana na partnerze wściekłość, nie mówiąc już o zdradzie, zagrożeniu odejściem, to ciągłe wzajemne ranienie się. Trzeba o tym wiedzieć i dbać o uczucia partnera.

Powyższa rozmowa pochodzi z wydanej właśnie książki "Żyj wystarczająco dobrze", w której Agnieszka Jucewicz, redaktorka naczelna "Wysokich Obcasów", oraz Grzegorz Sroczyński, dziennikarz "Gazety Wyborczej", rozmawiają z najlepszymi polskimi psychologami i terapeutami. W 20 rozmowach pytają m.in o to, jak przetrwać kryzys w związku, dlaczego boimy się być sobą, jak docenić to, co mamy, i jak nie zapracować się na śmierć.

17 648

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bardzo mądry tekst, będę do niego powracać. Nie spodobał mi sie jedynie jeden fragment, a mianowicie:
Kiedy mówię do żony: "W przyszły weekend chcę pojechać na Mazury, na żagle", a żona mówi: "A ja chciałam iść z tobą do kina", ja mówię: "Przykro mi, ale podjąłem decyzję, że pojadę na Mazury". Jeśli ona się poczuje odrzucona, skrzywdzona i myśli: "No to ja mu następnym razem pokażę" - no to coś z tym związkiem jest nie tak. Ale ona może odpowiedzieć też: "Przykro mi, że nie pójdziemy do kina, ale rozumiem, że ten wyjazd jest dla ciebie ważny". To ja rosnę! Mówię sobie: "Boże, jaką ja mam wspaniałą kobietę!" A ona myśli: "Jakiego mam wspaniałego faceta, że potrafi mi o tym powiedzieć i docenić to, co dla niego robię".
Wątpię czy kobieta rzeczywiście by tak powiedziała na końcu ale autorowi sie nie dziwię, że zadowolony jest i rośnie, troche sobie przeczy innymi wypowiedziami, gdzie kłądzie nacisk na dbanie o uczucia partnera.
Czy to moje kkzb sie odzywa, czepiam się?  A gdybym miała napisać z czym sie zgadzam, co do mnie trafia, to musiałabym skopiować wszystko poza zacytowanym wyżej fragmentem.

17 649

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Sluuu poczytaj ten wątek od początku do końca!
Poza tym, na co Ty potrzebujesz dowodu?? Jakiego dowodu?? Dziewczyno, to Ty masz żyć pełnią swojego życia!! Życie nikogo innego Ci tego nie zapewni!! To Twoje życie i Ty jesteś za nie odpowiedzialna, tylko Ty sobie samej możesz coś udowodnić!!

Slu chce gwarancji. Bo co będzie jak ich straci.
Slu a wierzysz w Boga?

Sluuu wierzy w cuda sad Wierzy, ze bez pracy nad soba jej sie jakos uda sad Nie uda sad Na innym watku pisze, ze szuka psycholga. Psychologa, ktory bedzie wiedzial jak jej pomoc z jej niedojrzaloscia emocjnalna. Niestety takiej specjalnosci nikt nie ma sad No i klapa sad
Sluuu kazdy "porzadny" psycholog Ci pomoze o ile sama bedziesz chciala sobie pomoc !!!!
My nie psycholodzy a widzmy co z nia nie tak, Moze mysli, ze psycholog tego nie zobaczy? Jej bol czuje przez internet sad

Co do tych facetow i wyboru. Pisalam wczoraj: Jeden tydzien nowy, drugi tydzien stary tongue  Kompromis tongue

Ja z tym bogiem to a propos tych dowodów, bo ludzie boga nie widzą a wierzą

17 650

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Ja odkochuję się dopiero po "obnażeniu się" faceta big_smile, bez tego  kochać mogę ślepo i 26 lat i to dopiero jest chora zdolność  ha ha ha

Bo tutaj tyle trzeba było czekać dopóki zaświecił big_smile

Oj napewno nie 26 !!! Czasami te ciagle swiecace czerwone lamki zaslepiaja tongue
Na przyszlosc nie trzeba czekac 26 lat aby zauwazyc czerwona lampke !!! Bo jak  przeoczymy to juz harakiri za wlasnym przyzwoleniem. A wtedy to i swiety Walenty nie pomoze tongue

Bo jak razi to znaczy, że jest coś nie tak a nie, że taki boski, że aż oślepia:P

17 651

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

smile smile smile a jest kilku kandydatów do podgotowania big_smile ......żartuję wink smile

Ja swego czasu 2 lata temu voodoo odprawialam. I nie zartuje big_smile
Juz ze zlosci pekalam !!!! No i zdjecia karalucha zaczelam drzec i tu klops. Taki jakis papier byl co sie nie chcial drzec tongue No to zamiast laleczki do Voodoo powbijalam igly (bo szpilek nie mialam tongue) w te zdjecia. A potem nozyczki poszly w ruch smile. Tak ostro bylo smile Potem jakby to voodoo podzialalo bo jak kilka miesiecy pozniej zobaczylam karalucha to lysina mu sie zrobila big_smile
Taka zla kobieta ze mnie tongue

Żadna góra i kocioł niepotrzebne big_smile

17 652

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ciepła, otwarta, bezpośrednia, miła, uśmiechnięta, cierpliwa, a reszta to ściema,. No oprócz tego ewenementu ze mną:)

Dobra dobra, na razie nie dotarło do mnie cokolwiek poza uśmiechnięta wink

17 653 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-02-27 10:21:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Cześć dziewczyny.
Mam straszny mętlik w głowie. Próbuje z tego haosu wyłuszczyć jakieś konkrety.
Nie mam chęci na spotkania ze znajomymi. Odczuwam coś na kształt złości. W kontaktach "koleżeńsko-przyjacielskich" też potrzebuję zmian.
Zgubiłam gdzieś swoje własne życie. A żebym je kiedykolwiek miała....!?
Wiecie co? Mam strasznego doła. Po prostu jak stąd do Kambodży.
I chyba pierwszy raz od dawna jest on spowodowany moją wlasną osobą, a nie kimś.

Od paru dni zadaje sobie pytanie kim jestem. Tak naprawdę kim.
Zaczęłam analizować wszystko i wiem, że np. moje problemy z nadwagą to zajadanie tego stresu, tej wieloletniej potrzeby miłości, chowanie prawdziwych lęków i rzeczywistości pod tą całą "oponą".
Próbuję wsłuchać się w swoje własne ciało. Na nowo. Posłuchać na co ma ochotę a na co nie. Jezu, może jak się uporam z emocjami, to i z ciałem sobie poradzę.
Nie jest to głupia teoria?

W czwartem mam pierwszą wizytę u psychologa. Nie wiem jak będzie wyglądała. Boję sie, ale chcę. Chcę w końcu zamknąć tamten etap życia, odbudować siebie od nowa.

Nie wiem, może moi przyjaciele mają pretensje, że się odcięłam, że zmieniam podejście, że mówię jasno pierwszy raz w życiu: "nie mam ochoty sie z tobą spotkać, chcę pobyć sama".
Jeszcze mnie dusi tęsknota za nim. Miewam ataki "paniki" i dopada mnie tragiczna chęć by usłyszeć jego głos. Ale staram sie to dusić w zarodku.

Pierwszy raz nie wiem co będzie za chwilę. Zawsze byłam taka niespokojna, nie znosiłam "niewiedzy" i "braku kontroli". Lubiłam mieć wszystko zaplanowane i wiedzieć. Żeby nie było niespodzianek, żeby nic mnie nie zbiło z tropu.
Teraz patrzę w przyszłość jak noworodek. Jezu, to przerażające.

Teoria jest bardzo dobra.
Nawet gdzieś czytałam, że trzeba najpierw pokochać siebie a potem zmieniać. Bo jak siebie nie zaakceptujemy takimi jakimi jesteśmy to wszystko będzie takie niedopracowane i jak zabraknie samoakceptacji to wygląd anioła i tak nie pomoże. Ale to wydaje się być logiczne, tak sobie myślę.... kochamy siebie takimi, mamy wypadek, tracimy kończynę i co? Do kosza? Więc najpierw głowa i wnętrze, a potem cała reszta. Może się to wydawać głupie, ale jest prawdziwe.
No i bez popadania w skrajności. Oglądałam kiedyś dokument o takiej babce, która ważyła coś pod 200kg. Na wózku jeździła, bo się ruszać nie mogła no i twierdziła, że kocha siebie, że jest jej tak dobrze, że akceptuje siebie itd. No kurcze nie chciała nic zmieniać. Może jej faktycznie dobrze było, chociaż moje odczucia były zupełnie przeciwne, bo wszystko przez sw?j stan miała ograniczone. Ale nie mnie oceniać.

Także teoria dobra, chociaż wydawać by się mogło, że jak wskoczymy w inne ciało takiej np....to będzie cacy. Nie będzie na dłuższ? metę wedle wszelakich psychologicznych założeń podobno.

Czego się boisz?

17 654 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-02-27 10:20:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Bardzo mądry tekst, będę do niego powracać. Nie spodobał mi sie jedynie jeden fragment, a mianowicie:
Kiedy mówię do żony: "W przyszły weekend chcę pojechać na Mazury, na żagle", a żona mówi: "A ja chciałam iść z tobą do kina", ja mówię: "Przykro mi, ale podjąłem decyzję, że pojadę na Mazury". Jeśli ona się poczuje odrzucona, skrzywdzona i myśli: "No to ja mu następnym razem pokażę" - no to coś z tym związkiem jest nie tak. Ale ona może odpowiedzieć też: "Przykro mi, że nie pójdziemy do kina, ale rozumiem, że ten wyjazd jest dla ciebie ważny". To ja rosnę! Mówię sobie: "Boże, jaką ja mam wspaniałą kobietę!" A ona myśli: "Jakiego mam wspaniałego faceta, że potrafi mi o tym powiedzieć i docenić to, co dla niego robię".
Wątpię czy kobieta rzeczywiście by tak powiedziała na końcu ale autorowi sie nie dziwię, że zadowolony jest i rośnie, troche sobie przeczy innymi wypowiedziami, gdzie kłądzie nacisk na dbanie o uczucia partnera.
Czy to moje kkzb sie odzywa, czepiam się?  A gdybym miała napisać z czym sie zgadzam, co do mnie trafia, to musiałabym skopiować wszystko poza zacytowanym wyżej fragmentem.

Kurcze ja znam kobietę, która tak mówi, a potem sobie swoje robię i idę do tego kina z kimś innym albo sama, jeśli mi na tym kinie zależy.
Ale, jest wiele ale a to w czym jestem nie jest dobrym przykładem. Chociaż się okazało, że jak się czegoś chce to się da i się zrobi. I zrobiło się to czego wcześniej się nie robiło, bo się nie lubiło i się pomogło. I się okazało, że wiele nie kosztowało. Niekt?rzy chyba nie znają życia.

17 655

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Cześć dziewczyny.
Mam straszny mętlik w głowie. Próbuje z tego haosu wyłuszczyć jakieś konkrety.
Nie mam chęci na spotkania ze znajomymi. Odczuwam coś na kształt złości. W kontaktach "koleżeńsko-przyjacielskich" też potrzebuję zmian.
Zgubiłam gdzieś swoje własne życie. A żebym je kiedykolwiek miała....!?
Wiecie co? Mam strasznego doła. Po prostu jak stąd do Kambodży.
I chyba pierwszy raz od dawna jest on spowodowany moją wlasną osobą, a nie kimś.

Od paru dni zadaje sobie pytanie kim jestem. Tak naprawdę kim.
Zaczęłam analizować wszystko i wiem, że np. moje problemy z nadwagą to zajadanie tego stresu, tej wieloletniej potrzeby miłości, chowanie prawdziwych lęków i rzeczywistości pod tą całą "oponą".
Próbuję wsłuchać się w swoje własne ciało. Na nowo. Posłuchać na co ma ochotę a na co nie. Jezu, może jak się uporam z emocjami, to i z ciałem sobie poradzę.
Nie jest to głupia teoria?

W czwartem mam pierwszą wizytę u psychologa. Nie wiem jak będzie wyglądała. Boję sie, ale chcę. Chcę w końcu zamknąć tamten etap życia, odbudować siebie od nowa.

Nie wiem, może moi przyjaciele mają pretensje, że się odcięłam, że zmieniam podejście, że mówię jasno pierwszy raz w życiu: "nie mam ochoty sie z tobą spotkać, chcę pobyć sama".
Jeszcze mnie dusi tęsknota za nim. Miewam ataki "paniki" i dopada mnie tragiczna chęć by usłyszeć jego głos. Ale staram sie to dusić w zarodku.

Pierwszy raz nie wiem co będzie za chwilę. Zawsze byłam taka niespokojna, nie znosiłam "niewiedzy" i "braku kontroli". Lubiłam mieć wszystko zaplanowane i wiedzieć. Żeby nie było niespodzianek, żeby nic mnie nie zbiło z tropu.
Teraz patrzę w przyszłość jak noworodek. Jezu, to przerażające.

Witaj smile
Na poczatek mogę tylko powiedzieć, że mętlik będzie się układał dopiero z czasem, a najlepiej żeby dac sobie przyzwolenie na duuuużo czasu - i przede wszystkim nie wymagać teraz od siebie bycia najmądrzejszą, najszybszą, najsilniejszą smile Nie musisz nią być, jak będzie - to się okaże smile

Ja nie miałam przez 3 lata chęci rozmawiania z kimkolwiek.... Tak trochę odwrotnie  niż Ty. Satysfakcję i jakąś radość dało mi to, że w końcu potrafiłam 2 najbliższym znajomym powiedzieć, co się zadziało, że jest mi przykro za moje zachowanie i że wiem, że nigdy więcej nie mogę dopuścić do tego że będę oszukiwać siebie i wszystkich dookoła. Jak tak myślę, to chyba się odseparowałam od znajomych, bo było mi wstyd, że kłamię, że stwarzam pozory szczęśćia i idealnego związku. A one nigdy nie okłamywały mnie w swoich osobistych sprawach. Wyrzuty sumienia miałam... Przeprosiłam smile Poczułam się lepiej smile Jeśli Ty potrzebujesz teraz spokoju i ciszy, to dobrzy znajomi też to w końcu zrozumieją smile Wiesz... nie pamiętam, ktoś mi powiedział, że konsekwencją pracy nad sobą jest to, że nagle zauważasz, że nie wszystkie Twoje kontakty są tymi, które chcesz naprawdę utrzymywać... I nie masz powodu czuć się winna, bo wcale na świecie nie jest tak, że ludzie się tylko kochają i lubią. Masz prawo nie czuć się z kimś dobrze i nie musisz z nim przebywać smile Masz to prawo smile Jeśli z niego korzystasz - to świetnie smile

Tak, to prawda, największego doła sprawia nam uświadomienie sobie braku jakiejkolwiek samoświadomości wink Ale pamiętaj też, że to nie trwa wiecznie, pracujesz nad sobą i przypomnisz sobie wiele rzeczy smile O sobie samej smile Wielu rzeczy dowiesz się nowych i będziesz się z tego cieszyć smile To bardzo dobry czas w życiu, bo pamiętaj - jest tylu ludzi, którzy nawet nie wiedzą, co mogą dla siebie zrobić. A Ty robisz smile I jeśli będzie Ci na tym dalej zależało, to .... smile To za jakiś czas nie dasz się rzeczom, które od Ciebie nie zależą wytrącić z równowagi - Ty je sama utrącisz u podstawy i przestaną dla Ciebie istnieć smile

Też zajadam stresy... A raczej - kiedy chcę uciec od myślenia, od uświadomienia sobie czegoś, co jest dla mnie złe, rani mnie i krzywdzi - zaczynam po prostu jeść. Ruszanie szczękami po to tylko by zająć czymś mózg, do tego stopnia, by mózg nie mógł w ogóle myśleć, tylko przeznaczył całą swoją energię na żucie i trwawienie... Byle nie zacząć myśleć.... Dlatego jest mi teraz łatwiej wyznaczyć okresy depresji w moim życiu, zauważyć, kiedy było źle i czułam się źle. Tak ze 3/4 życia.... wink I wiesz - jak to wiem, to wiem, że kiedy zacznę sobie co chwila stawiać talerzyk przed nosem, to znaczy, że to czas na pomyślenie a nie jedzenie smile Że czas uciec do przodu, zamiast z powrotem spadać na dno smile Ty też kiedyś znajdziesz powód i sposób na pozbycie się powodów smile  Więc wsłuchuj się smile

Brak dokładnie rozpisanego planu -  na życie, na dzień, na wyjscie, na cokolwiek, na zakupy - wyprowadzał mnie z równowagi. Każda zmiana spisanego już planu powodowała żałość i żal, poczucie, że coś straciłam... A ja tak sobie myślę teraz, że rozplanowywaniem pozbawiałam się emocji, bo miałam nieświadomie zakodowane, że emocje prowadzą do czegoś złego - do przykrości. Bo nie znałam innego skutku emocji... Dlatego przyjaciółka ochrzaniła mnie za to pisanie sobie scenariuszy smile No nie umiem jeszcze do końca, ale staram się sobie dawać po łapkach wink

W czwartek poznasz psychologa. A on będzie na początek próbował podpytać co się stało, że do niego przyszłaś smile
Nie wiem, jak to będzie wyglądać i czego masz się spodziewać smile Każdy pewnie czuje inaczej smile Ale spróbuj zaufać smile Bo ciężko jest poradzić sobie samemu bez motywujących, kierunkujących kopniaczków stymulujących myślenie wink Czasem bywa ciężko. Bo oni zadają pytania, na które chcesz szczerze odpowiedzieć... Potem trochę boli, jak się zrozumie... To taki specyficzny ból, ale mądry ból.

Trzymam kciuki i uśmiecham się smile

17 656

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i czytam o konfrontacji smile
Wolność w związku, bardzo ładnie, popieram smile

17 657

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Ciepła, otwarta, bezpośrednia, miła, uśmiechnięta, cierpliwa, a reszta to ściema,. No oprócz tego ewenementu ze mną:)

Dobra dobra, na razie nie dotarło do mnie cokolwiek poza uśmiechnięta wink

Nie kokietuj kochana smile

17 658

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Bardzo mądry tekst, będę do niego powracać. Nie spodobał mi sie jedynie jeden fragment, a mianowicie:
Kiedy mówię do żony: "W przyszły weekend chcę pojechać na Mazury, na żagle", a żona mówi: "A ja chciałam iść z tobą do kina", ja mówię: "Przykro mi, ale podjąłem decyzję, że pojadę na Mazury". Jeśli ona się poczuje odrzucona, skrzywdzona i myśli: "No to ja mu następnym razem pokażę" - no to coś z tym związkiem jest nie tak. Ale ona może odpowiedzieć też: "Przykro mi, że nie pójdziemy do kina, ale rozumiem, że ten wyjazd jest dla ciebie ważny". To ja rosnę! Mówię sobie: "Boże, jaką ja mam wspaniałą kobietę!" A ona myśli: "Jakiego mam wspaniałego faceta, że potrafi mi o tym powiedzieć i docenić to, co dla niego robię".
Wątpię czy kobieta rzeczywiście by tak powiedziała na końcu ale autorowi sie nie dziwię, że zadowolony jest i rośnie, troche sobie przeczy innymi wypowiedziami, gdzie kłądzie nacisk na dbanie o uczucia partnera.
Czy to moje kkzb sie odzywa, czepiam się?  A gdybym miała napisać z czym sie zgadzam, co do mnie trafia, to musiałabym skopiować wszystko poza zacytowanym wyżej fragmentem.

No przyznam się - i ja mam przy tym negatywne odczucia...
I zastanawiam się, czy gdyby zmieniono "podmiot" wyjeżdżający na Mazury z męża na żonę, to czy moja reakcja też by taka była, czy też zaakceptowałabym bez mrugnięcia okiem.... Bo to siebie podpasowałabym pod tę wolną żonę, mającą wspaniałego męża wink
A jak Ty myślisz?

17 659

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Bardzo mądry tekst, będę do niego powracać. Nie spodobał mi sie jedynie jeden fragment, a mianowicie:
Kiedy mówię do żony: "W przyszły weekend chcę pojechać na Mazury, na żagle", a żona mówi: "A ja chciałam iść z tobą do kina", ja mówię: "Przykro mi, ale podjąłem decyzję, że pojadę na Mazury". Jeśli ona się poczuje odrzucona, skrzywdzona i myśli: "No to ja mu następnym razem pokażę" - no to coś z tym związkiem jest nie tak. Ale ona może odpowiedzieć też: "Przykro mi, że nie pójdziemy do kina, ale rozumiem, że ten wyjazd jest dla ciebie ważny". To ja rosnę! Mówię sobie: "Boże, jaką ja mam wspaniałą kobietę!" A ona myśli: "Jakiego mam wspaniałego faceta, że potrafi mi o tym powiedzieć i docenić to, co dla niego robię".
Wątpię czy kobieta rzeczywiście by tak powiedziała na końcu ale autorowi sie nie dziwię, że zadowolony jest i rośnie, troche sobie przeczy innymi wypowiedziami, gdzie kłądzie nacisk na dbanie o uczucia partnera.
Czy to moje kkzb sie odzywa, czepiam się?  A gdybym miała napisać z czym sie zgadzam, co do mnie trafia, to musiałabym skopiować wszystko poza zacytowanym wyżej fragmentem.

No przyznam się - i ja mam przy tym negatywne odczucia...
I zastanawiam się, czy gdyby zmieniono "podmiot" wyjeżdżający na Mazury z męża na żonę, to czy moja reakcja też by taka była, czy też zaakceptowałabym bez mrugnięcia okiem.... Bo to siebie podpasowałabym pod tę wolną żonę, mającą wspaniałego męża wink
A jak Ty myślisz?

Nie no.
Ja to odbieram tak, że On jedzie na Mazury dajmy na to teraz a za jakiś czas jadę ja.

17 660

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

No i czytam o konfrontacji smile
Wolność w związku, bardzo ładnie, popieram smile

Ha - a ja oczywiście o kompromisie, że "błe" wink

17 661

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

No i czytam o konfrontacji smile
Wolność w związku, bardzo ładnie, popieram smile

Ha - a ja oczywiście o kompromisie, że "błe" wink

No, bo błe smile

17 662

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie no.
Ja to odbieram tak, że On jedzie na Mazury dajmy na to teraz a za jakiś czas jadę ja.

Nie, no ja akurat nigdy z czyichś i swoich wyjazdów nie robiłam halo w stylu - Boże jakaś Ty fantastyczna, że mi pozwalasz (i odwrotnie - o to mi chodzi smile Uważałam to za normalne, bo w związku jeśli się nie ma zaufania do drugiej osoby i ucina się jej wszelkie aktywności - to d.... jest. Fakt, przypominam sobie, ze inni komentowali, jakiego to ja mam fantastycznego męża, że mi wiecznie pozwala, ale ja się do tego tak nie odnosiłam. Po prostu, najnormalnie w świecie lubię zwiedzać, poznawać nowe miejsca, przebywac z ludźmi. Niejednokrotnie wyjeżdżałam sama, rogów nigdy jm nie przyprawiłam, nawet powodu do straty zaufania nie dałam. On też gdzieś wyjeżdżał, ale rzadziej. Jakoś tak to było bez emocji - świetnie, że sobie głowy nie suszymy, że nie ma powodów do jakiegoś roztkliwiania się. Pod tym względem ja miałam w związku luz i normalność, tego to nie mogę powiedzieć.
Tylko pomników nie zamierzam komukolwiek stawiać, to podobno normalne zachowanie wink Poza tym nie zwykłam komuś mówić na 10 dni przed, tylko lojalnie uprzedzałam o krojących się planach na długo wcześniej. No - o szkoleniach czasami na tydzien przed, ale to były powroty po prostu 2 godziny później niż zazwyczaj.
Tylko czkawką mi się odbiło co z tego wyszło wink Nie dorósł wink Albo inaczej, przełożył brak negatywnych emocji z odrobiny wolności partnera na brak jakichkolwiek emocji w czymkolwiek wink

17 663

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No dobra wink
Wczoraj po spotkanku w pracy wylądowaliśmy na obiadku w restauracji. Akurat zachowawcza jestem w kwestii jedzenia i jakoś nigdy mi owoce morza nie smakowały szczególnie - ale stwierdziłam, co tam, trzeba sprawdzić, jak to jest z moimi upodobaniami kulinarnymi wink
Pożarłam żabie udka, przegrzebki, mule, doradę i poprawiłam tiramisu na deser... Łoj, nigdy więcej, trzeba było sobie wziąść tuńczyka z warzywami z grilla wink Żabie udka pycha, tiramisu za słodkie, dorada jak dorada - bez ekscytacji. Natomiast co do gąbczastego jedzenia - to nawet jeśli jest dobrze doprawione, potwierdzam, dalej mi ta konsystencja nie odpowiada wink Ale przyznaję, musiałam sobie do domku piwko kupić, bo formalnie miałam kamienie w brzuchu.... Ja nie jestem przyzwyczajona do takiej ilości naraz smile

17 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Pożarłam żabie udka, przegrzebki, mule, doradę i poprawiłam tiramisu na deser...

Nigdy nie mogłam zdecydować się na zjedzenie tego wszystkiego, a już na pewno nie naraz, hihi. Ale kiedyś na pewno spróbuję (proszę nie czepiać się słowa "kiedyś" tongue )
Powoli dojrzewam do tego, żeby spróbować. Bo mija mi trochę to obrzydzenie (czy jak to zwać) na te "ratytasy". Skoro kiedyś do krewetek się przemogłam wink to do innych żab (bez obrazy wink ) i ślimaków też mogę. A co big_smile

17 665

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żabie udka to jak kurczak smakują i wyglądają smile To mi naprawdę smakowało smile Z dużą ilością czosnku smile
Pyyyyycha smile

17 666

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm: ..,,Kurcze ja znam kobietę, która tak mówi, a potem sobie swoje robię i idę do tego kina z kimś innym albo sama, jeśli mi na tym kinie zależy.

Ja bym wybrała pogaduchy przy winie smile

17 667

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Bardzo mądry tekst, będę do niego powracać. Nie spodobał mi sie jedynie jeden fragment, a mianowicie:
Kiedy mówię do żony: "W przyszły weekend chcę pojechać na Mazury, na żagle", a żona mówi: "A ja chciałam iść z tobą do kina", ja mówię: "Przykro mi, ale podjąłem decyzję, że pojadę na Mazury". Jeśli ona się poczuje odrzucona, skrzywdzona i myśli: "No to ja mu następnym razem pokażę" - no to coś z tym związkiem jest nie tak. Ale ona może odpowiedzieć też: "Przykro mi, że nie pójdziemy do kina, ale rozumiem, że ten wyjazd jest dla ciebie ważny". To ja rosnę! Mówię sobie: "Boże, jaką ja mam wspaniałą kobietę!" A ona myśli: "Jakiego mam wspaniałego faceta, że potrafi mi o tym powiedzieć i docenić to, co dla niego robię".
Wątpię czy kobieta rzeczywiście by tak powiedziała na końcu ale autorowi sie nie dziwię, że zadowolony jest i rośnie, troche sobie przeczy innymi wypowiedziami, gdzie kłądzie nacisk na dbanie o uczucia partnera.
Czy to moje kkzb sie odzywa, czepiam się?  A gdybym miała napisać z czym sie zgadzam, co do mnie trafia, to musiałabym skopiować wszystko poza zacytowanym wyżej fragmentem.

No przyznam się - i ja mam przy tym negatywne odczucia...
I zastanawiam się, czy gdyby zmieniono "podmiot" wyjeżdżający na Mazury z męża na żonę, to czy moja reakcja też by taka była, czy też zaakceptowałabym bez mrugnięcia okiem.... Bo to siebie podpasowałabym pod tę wolną żonę, mającą wspaniałego męża wink
A jak Ty myślisz?

Tez pomyslałam o sytuacji odwrotnej. Wolałabym mieć wspaniałego męża/partnera, niż sama być tak wspaniale wyrozumiała wink to tak pół żartem, pół serio.
Kompromisy są ok jednak z tyłu głowy mam takie myslenie (gdzieś z zaszłości), ciągłe kompromisy czyli ciągłe spory. No tak nie koniecznie i dzieki temu można coś rozwiązać ale tak mam.Idealna sytuacja jest kiedy nie trzeba wciąż chodzić na kompromisy, bo się cudnie dogadujemy wink
Przecież można wczesniej się dogadać jak spędzamy czas, czy razem czy osobno..Stawianie przed faktem- ja zdecydowałem/ am- absolutnie nie. Chyba że sytuacja wymaga. Mam szacunek, zależy mi, to dbam o związek i tego oczekuję.
Wypisz, wymaluj kzb czy raczej tworzenie związku w którym jest zwyczajnie dobrze?
Wracając do autora zastanawiam się czy to rzeczywiście zdrowe podejście czy już egoizm?
I dlaczego akurat wyłuszczyłam ten fragment? ..no tak , bo się z nim nie zgadzam.

17 668

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Pożarłam żabie udka, przegrzebki, mule, doradę i poprawiłam tiramisu na deser...

Nigdy nie mogłam zdecydować się na zjedzenie tego wszystkiego, a już na pewno nie naraz, hihi. Ale kiedyś na pewno spróbuję (proszę nie czepiać się słowa "kiedyś" tongue )
Powoli dojrzewam do tego, żeby spróbować. Bo mija mi trochę to obrzydzenie (czy jak to zwać) na te "ratytasy". Skoro kiedyś do krewetek się przemogłam wink to do innych żab (bez obrazy wink ) i ślimaków też mogę. A co big_smile

Mam podobnie smile

17 669 Ostatnio edytowany przez Liv4 (2013-02-27 12:10:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie no.
Ja to odbieram tak, że On jedzie na Mazury dajmy na to teraz a za jakiś czas jadę ja.

Nie, no ja akurat nigdy z czyichś i swoich wyjazdów nie robiłam halo w stylu - Boże jakaś Ty fantastyczna, że mi pozwalasz (i odwrotnie - o to mi chodzi smile Uważałam to za normalne, bo w związku jeśli się nie ma zaufania do drugiej osoby i ucina się jej wszelkie aktywności - to d.... jest. Fakt, przypominam sobie, ze inni komentowali, jakiego to ja mam fantastycznego męża, że mi wiecznie pozwala, ale ja się do tego tak nie odnosiłam. Po prostu, najnormalnie w świecie lubię zwiedzać, poznawać nowe miejsca, przebywac z ludźmi. Niejednokrotnie wyjeżdżałam sama, rogów nigdy jm nie przyprawiłam, nawet powodu do straty zaufania nie dałam. On też gdzieś wyjeżdżał, ale rzadziej. Jakoś tak to było bez emocji - świetnie, że sobie głowy nie suszymy, że nie ma powodów do jakiegoś roztkliwiania się. Pod tym względem ja miałam w związku luz i normalność, tego to nie mogę powiedzieć.
Tylko pomników nie zamierzam komukolwiek stawiać, to podobno normalne zachowanie wink Poza tym nie zwykłam komuś mówić na 10 dni przed, tylko lojalnie uprzedzałam o krojących się planach na długo wcześniej. No - o szkoleniach czasami na tydzien przed, ale to były powroty po prostu 2 godziny później niż zazwyczaj.
Tylko czkawką mi się odbiło co z tego wyszło wink Nie dorósł wink Albo inaczej, przełożył brak negatywnych emocji z odrobiny wolności partnera na brak jakichkolwiek emocji w czymkolwiek wink

I o to chodzi, by nie robić problemu tam gdzie go nie ma. Ja sprzeciwiam sie tylko przed kategorycznym: tak zdecydowałem. Od razu dopowiadam sobie: i mam gdzieś czy ci się to podoba czy nie. Nie musi mi sie podobać ale można porozmawiać.
Póki co to teoria, to m brak.

17 670 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-02-27 16:27:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Mądre książki na temat dzieci i ich wychowywania?
Proszę bardzo:
* J. Dobson, Zasady nie są dla tchórzy. Jak zachować równowagę między miłością a dyscypliną w wychowywaniu dzieci, Vocatio, Warszawa 1995
* W. Eichelberg, Jak wychowywać szczęśliwe dzieci,    Wyd. "Intra", Warszawa 1994
* A. Faber, E. Mazlish,    Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, Media Rodzina, Poznań 2001
* M. Ghazal, Zjedz zupkę i ... bądź cicho, PWN, Warszawa 1995
* T. Gordon, Wychowanie bez porażek, IW PAX, Warszawa 2000
* R. Fulghum, Wszystkiego, co naprawdę trzeba wiedzieć, nauczyłem się w przedszkolu, NOVUM, Warszawa 1991
* H. Schoenebeck, Antypedagogika. Być i wspierać zamiast wychowywać, Agencja Wydawnicza Jacek Santorski, Warszawa 1993
* P. Wipfler, Kocham i rozumiem, czyli jak być przyjacielem swojego dziecka, ORUW PTP, Warszawa 1992

Większość tych książek znalazłam na chomiku. W tym momencie nie mam już tam transferu, by je ściągnąć i przesłać "bibliotekarce".
Ale może już to ktoś zrobił?

17 671

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niestety nie mogę ściągać, bo też mam za mały transfer. Coś ściągnę a potem tydzień nie mam netu. Coś sobie poczytam na temat nastolatków. Mam dziś dość mojego syna. Powiszę sobie na necie przynajmniej nie będzie mnie denerwował.

17 672

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie no.
Ja to odbieram tak, że On jedzie na Mazury dajmy na to teraz a za jakiś czas jadę ja.

Nie, no ja akurat nigdy z czyichś i swoich wyjazdów nie robiłam halo w stylu - Boże jakaś Ty fantastyczna, że mi pozwalasz (i odwrotnie - o to mi chodzi smile Uważałam to za normalne, bo w związku jeśli się nie ma zaufania do drugiej osoby i ucina się jej wszelkie aktywności - to d.... jest. Fakt, przypominam sobie, ze inni komentowali, jakiego to ja mam fantastycznego męża, że mi wiecznie pozwala, ale ja się do tego tak nie odnosiłam. Po prostu, najnormalnie w świecie lubię zwiedzać, poznawać nowe miejsca, przebywac z ludźmi. Niejednokrotnie wyjeżdżałam sama, rogów nigdy jm nie przyprawiłam, nawet powodu do straty zaufania nie dałam. On też gdzieś wyjeżdżał, ale rzadziej. Jakoś tak to było bez emocji - świetnie, że sobie głowy nie suszymy, że nie ma powodów do jakiegoś roztkliwiania się. Pod tym względem ja miałam w związku luz i normalność, tego to nie mogę powiedzieć.
Tylko pomników nie zamierzam komukolwiek stawiać, to podobno normalne zachowanie wink Poza tym nie zwykłam komuś mówić na 10 dni przed, tylko lojalnie uprzedzałam o krojących się planach na długo wcześniej. No - o szkoleniach czasami na tydzien przed, ale to były powroty po prostu 2 godziny później niż zazwyczaj.
Tylko czkawką mi się odbiło co z tego wyszło wink Nie dorósł wink Albo inaczej, przełożył brak negatywnych emocji z odrobiny wolności partnera na brak jakichkolwiek emocji w czymkolwiek wink

Ja też uważam taki stan rzeczy za normalny, bo w związku każdy powinien mieć swoją przestrzeń.

17 673

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

No dobra wink
Wczoraj po spotkanku w pracy wylądowaliśmy na obiadku w restauracji. Akurat zachowawcza jestem w kwestii jedzenia i jakoś nigdy mi owoce morza nie smakowały szczególnie - ale stwierdziłam, co tam, trzeba sprawdzić, jak to jest z moimi upodobaniami kulinarnymi wink
Pożarłam żabie udka, przegrzebki, mule, doradę i poprawiłam tiramisu na deser... Łoj, nigdy więcej, trzeba było sobie wziąść tuńczyka z warzywami z grilla wink Żabie udka pycha, tiramisu za słodkie, dorada jak dorada - bez ekscytacji. Natomiast co do gąbczastego jedzenia - to nawet jeśli jest dobrze doprawione, potwierdzam, dalej mi ta konsystencja nie odpowiada wink Ale przyznaję, musiałam sobie do domku piwko kupić, bo formalnie miałam kamienie w brzuchu.... Ja nie jestem przyzwyczajona do takiej ilości naraz smile

Przegrzebki to ta guma jest no nie?
Mię to nie rajcuje też.
Małże tak:)
A jeśli chodzi o krewerki, to tak stojąc przy sklepowej lodówce popatrzyłam sobie...te wąsiki, ten ogonek, ten...nieeeeeerrr.

17 674

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:

Hm: ..,,Kurcze ja znam kobietę, która tak mówi, a potem sobie swoje robię i idę do tego kina z kimś innym albo sama, jeśli mi na tym kinie zależy.

Ja bym wybrała pogaduchy przy winie smile

Covtam kochana chcesz tongue

17 675

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liv4 napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Liv4 napisał/a:

Bardzo mądry tekst, będę do niego powracać. Nie spodobał mi sie jedynie jeden fragment, a mianowicie:
Kiedy mówię do żony: "W przyszły weekend chcę pojechać na Mazury, na żagle", a żona mówi: "A ja chciałam iść z tobą do kina", ja mówię: "Przykro mi, ale podjąłem decyzję, że pojadę na Mazury". Jeśli ona się poczuje odrzucona, skrzywdzona i myśli: "No to ja mu następnym razem pokażę" - no to coś z tym związkiem jest nie tak. Ale ona może odpowiedzieć też: "Przykro mi, że nie pójdziemy do kina, ale rozumiem, że ten wyjazd jest dla ciebie ważny". To ja rosnę! Mówię sobie: "Boże, jaką ja mam wspaniałą kobietę!" A ona myśli: "Jakiego mam wspaniałego faceta, że potrafi mi o tym powiedzieć i docenić to, co dla niego robię".
Wątpię czy kobieta rzeczywiście by tak powiedziała na końcu ale autorowi sie nie dziwię, że zadowolony jest i rośnie, troche sobie przeczy innymi wypowiedziami, gdzie kłądzie nacisk na dbanie o uczucia partnera.
Czy to moje kkzb sie odzywa, czepiam się?  A gdybym miała napisać z czym sie zgadzam, co do mnie trafia, to musiałabym skopiować wszystko poza zacytowanym wyżej fragmentem.

No przyznam się - i ja mam przy tym negatywne odczucia...
I zastanawiam się, czy gdyby zmieniono "podmiot" wyjeżdżający na Mazury z męża na żonę, to czy moja reakcja też by taka była, czy też zaakceptowałabym bez mrugnięcia okiem.... Bo to siebie podpasowałabym pod tę wolną żonę, mającą wspaniałego męża wink
A jak Ty myślisz?

Tez pomyslałam o sytuacji odwrotnej. Wolałabym mieć wspaniałego męża/partnera, niż sama być tak wspaniale wyrozumiała wink to tak pół żartem, pół serio.
Kompromisy są ok jednak z tyłu głowy mam takie myslenie (gdzieś z zaszłości), ciągłe kompromisy czyli ciągłe spory. No tak nie koniecznie i dzieki temu można coś rozwiązać ale tak mam.Idealna sytuacja jest kiedy nie trzeba wciąż chodzić na kompromisy, bo się cudnie dogadujemy wink
Przecież można wczesniej się dogadać jak spędzamy czas, czy razem czy osobno..Stawianie przed faktem- ja zdecydowałem/ am- absolutnie nie. Chyba że sytuacja wymaga. Mam szacunek, zależy mi, to dbam o związek i tego oczekuję.
Wypisz, wymaluj kzb czy raczej tworzenie związku w którym jest zwyczajnie dobrze?
Wracając do autora zastanawiam się czy to rzeczywiście zdrowe podejście czy już egoizm?
I dlaczego akurat wyłuszczyłam ten fragment? ..no tak , bo się z nim nie zgadzam.

Ja sobie to tak przeczytałam trzy razy i muszę przyznać, że mnie się to - zdecydowałem- nie podoba.
Mogłoby być np. pomyślałem, że pojechałbym. Bonto zdecydowałam to takie trochę nie w porządku jest.

17 676

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny jetem najglupszym czlowiekiem na swiecie !!! Harakiri z wlasnym przyzwoleniem !!!

17 677

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Dziewczyny jetem najglupszym czlowiekiem na swiecie !!! Harakiri z wlasnym przyzwoleniem !!!

Co się stanęło???

17 678

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja sobie siedzę, herbatkę popijam, podczytuję to i owo. Kocham ten czas dla siebie. smile

17 679

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Dziewczyny jetem najglupszym czlowiekiem na swiecie !!! Harakiri z wlasnym przyzwoleniem !!!

Mówże no...

17 680

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Dziewczyny jetem najglupszym czlowiekiem na swiecie !!! Harakiri z wlasnym przyzwoleniem !!!

Mówże no...

A poszła sobie no...

Posty [ 17 616 do 17 680 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 270 271 272 273 274 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026