hm... napisał/a:bea06 napisał/a:hej hej no i dziewczyno mialas racje . nie wiem co mu sie stalo , tzn moge sie domyslac
ale COS sie zmienilo. na lepsze . tak sie zlozylo ze mam teraz problemy zdrowotne, ktorych jak na razie żaden lekarz nie potrafi zdiagnozowac / usunąc. okres 30 dni.... Do tej pory nigdy nawet jak zle sie czulam sie mowilam mu o swoich problemach. On byl najwazniejszy , jego zdrowie, samopoczucie.Głownie dla mnie
Ja nigdy na nic sie nie skarżylam. az tu nagle w rozmowie wyszlo ze mam co mam i szlag mnie trafia a wogole to juz nic nie rozumiem . I nagle z jego strony zwrot o 180 st. najpierw zaniepokojenie , potem troska, potem nawet lekki ochrzan ze moze bym zmienila lekarza itp. codzienne pytania jak JA sie czuje itp. dodatkowo wiem od wspolnej znajomej ze przyznał sie jej ze mu na mnie zalezy ale boi sie mnie zranic i byc zranionym ( chyba egoistycznie powinno byc to pierwsze;) . oczywiscie otrzymal opieprz od niej ( ach te babskie solidarnosci !!!) i... czarodziejska rozdzka zadzialala. No takim czułym troskliwym okazujacym zaangazowanie go jescze nie widzialam . podczas spotkania calusy, trzymanie caly czas za reke, przytulania ( takie po prostu cieple - to sie czuje jak ktos do kogo sie przytulasz jest z rezerwa , a teraz tego nie ma) . oczywiscie znow troska o moje zdrowie i text : nie moge Cie stracic . boje sie o Ciebie itp . Moze fakt ze cos mi sie moze stac tak go zdopingowal ? Sam wychodzi z propozycjami spotkania, kina , wyjscia gdzies , normalnie go nie poznaję !!!!! nawet jest lepiej niz w 1 fazie naszego "zwiazku" czyli nazwijmy to zauroczeniem .
ok w dalszym ciagu o nic nie pytam, nie okazuję mu w nadmiarze ze mnie zależy ZA BARDZO. teraz jego kolej
fakt jest faktem ze wewnetrznie czuje sie lepiej. Zaczynam znow wierzyc ze nie tyle ze ktos moze mnie kochac , bo to jest uczucie ktorym nie powinno sie szafowac i powinno sie byc pewnym znaczenia tego slowa, ale ze jest ktos dla kogo jestem ważna, potrzebna, wyjątkowa . Samoocene mam dalej niska, ale poze ciut ciut wyzej niz poprzednio
tak czy inaczej doszlam do wniosku ze szanse trzeba dac. widac ze nie chodzi mu tylko i wylacznie o sex , ale po prostu i ja jako ja jestem choc troche dla niego waznaA reszte , jak powiedzialas, czas pokaze . a ja nie moge zyc tylko nim, tylko jego życiem , chce byc z nim dzielic z nim troski i radosci ale on tez tego musi chciec
pozdrowka dla wszystkich , zobaczymy co czas pokazeLekki dystans nie zaszkodzi. No i obserwacja.
Trochę obojętności wykazałaś i grunt zaczął się komuś obsuwać pod nogami.
Czasem trzeba się zatrzymać. Za wiele nie mówić, nie analizować. Poczekać i zaobserwować.a oczywiscie ze tak . doszłam do etapu - tajemnicza twarz czyli du** w lufciku, ja swoje powiedzialam , piłka na jego boisku. wiecej strzępic języka nie bede . okazywać uczuc tez nie za bardzo. tyle żeby się za bardzo nie zniechęcil. niech się pozastanawia - myslenie czasami nie szkodzi. trochę niepewnosci z jego strony też.
nie ma tak że tylko ja się bede martwic i robić za Armię Zbawienia. A on co ? Wielkie Mzimu na piedestale ? i może mam go okadzać ? No way.
Yeeeees!