netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 831 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 253 254 255 256 257 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 511 do 16 575 z 26 310 ]

16 511

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bea06 napisał/a:
hm... napisał/a:
bea06 napisał/a:

hej hej no i dziewczyno mialas racje . nie wiem co mu sie stalo , tzn moge sie domyslac wink ale COS sie zmienilo. na lepsze . tak sie zlozylo ze mam teraz problemy zdrowotne, ktorych jak na razie żaden lekarz nie potrafi zdiagnozowac / usunąc. okres 30 dni.... Do tej pory nigdy nawet jak zle sie czulam sie mowilam mu o swoich problemach. On byl najwazniejszy , jego zdrowie, samopoczucie.Głownie dla mnie smile Ja nigdy na nic sie nie skarżylam. az tu nagle w rozmowie wyszlo ze mam co mam i szlag mnie trafia a wogole to juz nic nie rozumiem . I nagle z jego strony zwrot o 180 st. najpierw zaniepokojenie , potem troska, potem nawet lekki ochrzan ze moze bym zmienila lekarza itp. codzienne pytania jak JA sie czuje itp. dodatkowo wiem od wspolnej znajomej ze przyznał sie jej ze mu na mnie zalezy ale boi sie mnie zranic i byc zranionym ( chyba egoistycznie powinno byc to pierwsze;) . oczywiscie otrzymal opieprz od niej ( ach te babskie solidarnosci !!!) i... czarodziejska rozdzka zadzialala. No takim czułym troskliwym okazujacym zaangazowanie go jescze nie widzialam . podczas spotkania calusy, trzymanie caly czas za reke, przytulania ( takie po prostu cieple - to sie czuje jak ktos do kogo sie przytulasz jest z rezerwa , a teraz tego nie ma) . oczywiscie znow troska o moje zdrowie i text : nie moge Cie stracic . boje sie o Ciebie itp . Moze fakt ze cos mi sie moze stac tak go zdopingowal ? Sam wychodzi z propozycjami spotkania, kina , wyjscia gdzies , normalnie go nie poznaję !!!!! nawet jest lepiej niz w 1 fazie naszego "zwiazku" czyli nazwijmy to zauroczeniem .
ok w dalszym ciagu o nic nie pytam, nie okazuję mu w nadmiarze ze mnie zależy ZA BARDZO. teraz jego kolej
fakt jest faktem ze wewnetrznie czuje sie lepiej. Zaczynam znow wierzyc ze nie tyle ze ktos moze mnie kochac , bo to jest uczucie ktorym nie powinno sie szafowac i powinno sie byc pewnym znaczenia tego slowa, ale ze jest ktos dla kogo jestem ważna, potrzebna, wyjątkowa . Samoocene mam dalej niska, ale poze ciut ciut wyzej niz poprzednio smile
tak czy inaczej doszlam do wniosku ze szanse trzeba dac. widac ze nie chodzi mu tylko i wylacznie o sex , ale po prostu i ja jako ja jestem choc troche dla niego wazna smile A reszte , jak powiedzialas, czas pokaze . a ja nie moge zyc tylko nim, tylko jego życiem , chce byc z nim dzielic z nim troski i radosci ale on tez tego musi chciec
pozdrowka dla wszystkich , zobaczymy co czas pokaze  smile

Lekki dystans nie zaszkodzi. No i obserwacja.
Trochę obojętności wykazałaś i grunt zaczął się komuś obsuwać pod nogami.
Czasem trzeba się zatrzymać. Za wiele nie mówić, nie analizować. Poczekać i zaobserwować.

a oczywiscie ze tak . doszłam do etapu - tajemnicza twarz czyli du** w lufciku, ja swoje powiedzialam , piłka na jego boisku. wiecej strzępic języka nie bede . okazywać uczuc tez nie za bardzo. tyle żeby się za bardzo nie zniechęcil. niech się pozastanawia - myslenie czasami nie szkodzi. trochę niepewnosci z jego strony też.
nie ma tak że tylko ja się bede martwic i robić za Armię Zbawienia. A on co ? Wielkie Mzimu na piedestale ? i może mam go okadzać ? No way.

smile

Yeeeees!

16 512

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bea06 napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Bo on ma problem moze jest narcysta albo z rodziny patologicznej!!!!!!!!!!! Mozesz to zrozumiec ale nie zmienisz to juz praca na co najmniej 10 lat u psychologa czy psychiatry pod warunkiem, ze on bedzie chcial poddac sie terapii.
Zabcia teraz daj sobie spokoj z pisaniem, bo Ty najpierw poczytaj troche o sobie i o nim a potem bedziesz zadawac pytania!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jestes leniwa, bo juz pisalas, ze chcesz po najmniejszej lini oporu bez wysilku cos zrozumiec!!!!!!!!!!
Nie ma tak !!!!! Kazda z nas sama sie informowala i dzieki temu cos zmienila u siebie smile
Potrzebujesz co najmniej 2 tygodni aby cos sobie poczytac a potem bedziesz zadawac pytania albo i nie !!!!!
Do ksiazek teraz uciekaj a nie pytaj sie w kolko czemu niebo jest niebieskie a nie zielone !!!!!!

Pytasz sie jak bylo u nas???? Przeciez podobno czytalas watek? Poczytaj sobie co pisalysmy !!!!!!!!!!!!!!!
Ty klamczucho Ty nic nie czytalas sad

Czytam, nie mówię, że wszystkie przeczytałam i wydaje mi się, że do rozstania trzeba dojrzeć, to wymaga czasu. Ja jestem na początku drogi. Wiem, że wielu dziewczynom pomagacie przez to przejść. Może ja jestem trudnym przypadkiem, choć pamiętam wpisy osób chcących jak ja naprawiać, a nie kończyć.
P.S. Twojej historii Happyfull nie znam, bo nie wiem pod jakim nikiem występowałaś wcześniej przed awarią.

hej hej

Ciezko mi jest wypowiadac sie dokladnie, bo świeża tu jestem i przyznam się ze nie czytalam Twoich postów. ale ruszyły mnie Twoje 2 zdania Żabko
"Ja nie tyle chcę go zmienić, co chcę zrozumieć dlaczego taki jest". ==> ja tez mam problemy ale jedno wiem na pewno , po poprzednim zwiazku. - nigdy tak na prawde nie zrozumiesz do konca postępowania drugiego człowieka, tym bardziej mężczyzny. Nie jestes w stanie wejsc w niczyją dusze i poznac jej zakamarki. Czasami nawet zdarza sie ze ktos mocno rani bliskich ,, kłamie bo chce im oszczedzic cierpien . wiem ze to paradoks ale tak jest . No i niestety NIGDY NIE ZMIENISZ drugiej osoby. To tez juz wiem . zwiazek to przede wszystkim konsensus , oboje partnerów musi chciec dostosowac sie do drugiego i uszanowac jego "inność" . to kompromis. oczywiscie nie mowie ze caly czas, ale nie licz na to ze jesli po jakims czasie partner sie nie zmienia, popelnia te same bledy itp. to kiedys sie zmieni. docieranie się trwa owszem ale przede wszystkim kazda ze stron musi chciec isc na ustepstwa. jesli oboje chca a tylko jedna strona to robi - nic z tego.
a druga sprawa
"i wydaje mi się, że do rozstania trzeba dojrzeć, to wymaga czasu" ==> owszem . czasami nawet długiego. to zawsze boli, bo kazda z nas zostawila w zwiazku jakim maly fragmet siebie. łudzimy sie chociaz widac ze to koniec, ze moze , mooze cos sie uda naprawic. a moze sprobowac jeszcze raz.... oczywiscie tych razow nie moze byc ilosc nieograniczona, kazda z nas widzi to przez miesiace, lata... wiesz, kiedys czytalam takie piękne zdanie - osoba ZAKOCHANA , na poczatku nie widzi wad. Obiekt uczuc tak pieknie spalił kartofle, tak pieknie się wygłupia przy ludziach, jestesmy w stanie wszystko mu wybaczyc. to jest CHEMIA MOZGU. Jestesmy po prostu ślepe. Faceci zreszta tez. wraz z wygasaniem chemii zaczynamy WIDZIEC. jak ten cholernik mogl spalic te kartofle, czy on nie widzi ze robi z siebie idiote itp itd. wg mnie to wtedy kiedy zaczynamu WIDZIEC rozpoczyna sie proces nieodwracalny - dochodzenie do pewnych wniosków. czasami jest to tez nienawisc...a jesli wnioskiem tym jest rozstanie , oooo wtedy udajemy ze znow nic nie widzimy. a tak naprawde nie chcemy widziec, bo tak nam jest wygodniej. bo sie przyzwyczailismy po prostu. Boimy sie co sie stanie jak sie to rozpadnie... i do tego pierwszego kroku dłuuuga droga zeby dojrzec, a uwierz mi potem - nie ma uzusu krocej czy dluzej.... to wszystko zalezy i od okolicznosci i od nas samych

wiec jesli jestes juz zdecydowana pierwsza sprawa - ja tak uwazam - mysl o SOBIE. TY JESTES NAJWAZNIEJSZA , TY ZASLUGUJESZ NA TO CO NAJLEPSZE . ŻYJ ! NIKT ZA CIEBIE ŻYCIA NIE PRZEZYJE !!!!

pozdrawiam cieplutko

Widzę, że dobrze rozumiesz co czuję. Może dlatego, że jesteśmy do siebie podobne. W mojej rodzinie też nikt nikogo nie kochał i nie okazywał uczuć. Kochałam bardzo mojego dziadka, bo choć jak wszyscy inni nie przytulał mnie i nie mówił, że mnie kocha, ale czułam, że on jeden szczerze się o mnie martwi. Wszyscy w rodzinie mówią do dziś, że dziadek bardzo mnie kochał. Teraz podobnie jak Ty bardzo chcę być przez kogoś kochana. To nas gubi.

Tak jak napisałaś jest za nami kawał czasu i dlatego trudno jest nie tak nagle wszystko przerwać, bo zrozumiałam, że jest mi źle, że nie mam miłości, której przecież nigdy nie miałam. Zawsze unikałam pewnych tematów, bo czułam, że mogę doprowadzić do rozpadu naszego związku. Teraz chcę poznać prawdę. Już tak bardzo nie boję się rozstania i jeśli tak ma być, a pewnie tak się stanie, to chcę zrozumieć. Jeżeli mój mąż nie darzy mnie należytym szacunkiem i nie szanuje również mojej rodziny, to chcę zrozumieć dlaczego ze mną jest. Nie ma większego znaczenia jak to wyjaśni nic nie zrekompensuje mi braku szacunku, ale chcę to wiedzieć.

Dzięki za Twoje słowa.

16 513

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
Nowa nadzieja napisał/a:

Masz rację, Beosa, możemy sobie podać rączki: zawsze po  było, że nic się nie stało, a ja się czepiam, przesadzam, a sama też nie jestem święta. Tylko że ja nigdy świętej nie udawałam, potrafiłam przyznać się do moich wad. J-m natomiast często mówił, nieraz w  żartach (czy aby na pewno to były żarty???), ale czasem dość poważnie, że on to właściwie prawie idealny jest. I włąśnie sobie przypomniałam, jak naieraz wyrzucał mi, że powinnam Bogu dziękować za takiego wspaniałego męża, bo kto by chciał taką kobietę jak ja, która nie chce mieć dzieci? A on mnoie pokochał mimo tego i ożenił się ze mną i za to powinnam mu być wdzięczna. Jeśli o tym nie wspominałam wcześniej albo ktoś nie pamięta, to jak tylko j-m zapytał czy chcę być jego żoną, powiedziałam, że powinien to rozważyć ,bo ja nie chcę mieć dzieci. Odbyliśmy na ten temat długą rozmowę i po namysle on stwierdził, że jest gotów to zaakcptować, bo mnie kocha. Jednak później wiele razy dał mi do zrozumienia, że liczył, iż zmienię zdanie. Próbował mi nawet wmawiać, że sama powiedziałam, że może jednak to się zmieni! A ja tylko powiedziałam, że nie wiem na sto procent czy nigdy nie zmienię zdania, ale nie sądzę i nie powinien na to liczyć, bo ja sama absolutnie w to nie wierzę.
    To raczej ja się  obrażałam i nie chciałam rozmawiać, bo nie da się dyskutować z kimś, kto nie przyjmuje niczego do wiadomości i zawsze ma gotową odpowiedź, że baba się czepia. Po prostu było mi przykro i czułam się coraz bardziej nieszczęśliwa i skrzywdzona. Ja cały czas pamiętam każde poniżające określenie, każde przykre słowo, które od niego usłyszałam. Przestawałam się odzywać, bo chciałam się odseparować od człowieka, który mnie krzywdził.

   Czy jego picie wpływało na stosunki w domu? Jasne że tak! Ale według niego to ja te stosunki psułam swoim czepialstwem.

  Dzięki za słowa wsparcia i otuchy! Nie dam się zwieść żadnym obietnicom, bo w nie nie wierzę i nie chcę kontynuować tego małżeństwa na żadnych warunkach. Jak napisałam w jednym z wcześniejszych postów, ja nie lubię swojego j-m jako męża, więc nie mam do czego wracać. Obawiam się tylko, że nie będę w stanie zachować klasy. Ale spróbuję.

Ależ ja oczywiście też milczałam i się obrażałam,tylko mi szybciej przechodziło...
Byłam sobą od początku.Nie grałam.Byłam szczera.Cały czas podtrzymuję,że aniołkiem raczej nie byłam,zbyt  emocjonalnie do pewnych spraw podchodziłam...Ale przynajmniej próbowalam pracować nad sobą,kiedy zdałam sobie sprawę,że momentami przeginam.Tłumaczyłam,że moje reakcje są odpowiedzią na jego zachowanie,słowa.Ale to na nic...
Nikt "takiej" nie będzie chciał i wszyscy są tacy jak ja czyli be.On w takim razie Bóg ?
I to przekręcanie słów i faktów.Znam to...Obraźliwych,poniżających słów i łaciny nie stosował - cwany lis.Bo mógł mówić:ja cię nie wyzywałem ! I już mnie miał-czułam się winna. JA!

Co do zachowania klasy smile
Mnie czeka ostateczna rozmowa z jm.Ja oczywiście już ze dwa razy dobitnie powiedziałam,że THE END.Ale widzę,że on nie wierzy...Czeka...Niech czeka,ja już zaczęłam działać smile Ale jesli dojdzie do tej rozmowy...Na dzień dzisiejszy wydaje mi się,że nie wybuchnę.Ale obie wiemy,że ich jedno zdanie potrafi tak podnieść ciśnienie,że człowiek by udusił gołymi rękami.Zawsze mają w zanadrzu coś czego się absolutnie nie spodziewamy,a boli jak cholera.
Będzie co ma być smile

Dobranoc smile Muszę pospać.Na 6tą jadę do pracy sad

A jakby mieć takie zdanie w zanadrzu. Jedno perfidne?
Bo to tak działa, że oni mają łatwość ogromną wyprowadzania nas z równowagi. Do czasu.

16 514

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja tak nie potrafię.
Nie jestem psychofagiem smile smile smile
Nie będę walczyć tą samą bronią.W ogóle nie będę już walczyć.Szkoda moich słów i mojego czasu.

I podobno w kontaktach z karaluchami najlepszą obroną jest....milczenie,ironiczny uśmieszek i pewność siebie. smile smile smile
Przyznam,że trochę to działa. wink

16 515

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
bea06 napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Czytam, nie mówię, że wszystkie przeczytałam i wydaje mi się, że do rozstania trzeba dojrzeć, to wymaga czasu. Ja jestem na początku drogi. Wiem, że wielu dziewczynom pomagacie przez to przejść. Może ja jestem trudnym przypadkiem, choć pamiętam wpisy osób chcących jak ja naprawiać, a nie kończyć.
P.S. Twojej historii Happyfull nie znam, bo nie wiem pod jakim nikiem występowałaś wcześniej przed awarią.

hej hej

Ciezko mi jest wypowiadac sie dokladnie, bo świeża tu jestem i przyznam się ze nie czytalam Twoich postów. ale ruszyły mnie Twoje 2 zdania Żabko
"Ja nie tyle chcę go zmienić, co chcę zrozumieć dlaczego taki jest". ==> ja tez mam problemy ale jedno wiem na pewno , po poprzednim zwiazku. - nigdy tak na prawde nie zrozumiesz do konca postępowania drugiego człowieka, tym bardziej mężczyzny. Nie jestes w stanie wejsc w niczyją dusze i poznac jej zakamarki. Czasami nawet zdarza sie ze ktos mocno rani bliskich ,, kłamie bo chce im oszczedzic cierpien . wiem ze to paradoks ale tak jest . No i niestety NIGDY NIE ZMIENISZ drugiej osoby. To tez juz wiem . zwiazek to przede wszystkim konsensus , oboje partnerów musi chciec dostosowac sie do drugiego i uszanowac jego "inność" . to kompromis. oczywiscie nie mowie ze caly czas, ale nie licz na to ze jesli po jakims czasie partner sie nie zmienia, popelnia te same bledy itp. to kiedys sie zmieni. docieranie się trwa owszem ale przede wszystkim kazda ze stron musi chciec isc na ustepstwa. jesli oboje chca a tylko jedna strona to robi - nic z tego.
a druga sprawa
"i wydaje mi się, że do rozstania trzeba dojrzeć, to wymaga czasu" ==> owszem . czasami nawet długiego. to zawsze boli, bo kazda z nas zostawila w zwiazku jakim maly fragmet siebie. łudzimy sie chociaz widac ze to koniec, ze moze , mooze cos sie uda naprawic. a moze sprobowac jeszcze raz.... oczywiscie tych razow nie moze byc ilosc nieograniczona, kazda z nas widzi to przez miesiace, lata... wiesz, kiedys czytalam takie piękne zdanie - osoba ZAKOCHANA , na poczatku nie widzi wad. Obiekt uczuc tak pieknie spalił kartofle, tak pieknie się wygłupia przy ludziach, jestesmy w stanie wszystko mu wybaczyc. to jest CHEMIA MOZGU. Jestesmy po prostu ślepe. Faceci zreszta tez. wraz z wygasaniem chemii zaczynamy WIDZIEC. jak ten cholernik mogl spalic te kartofle, czy on nie widzi ze robi z siebie idiote itp itd. wg mnie to wtedy kiedy zaczynamu WIDZIEC rozpoczyna sie proces nieodwracalny - dochodzenie do pewnych wniosków. czasami jest to tez nienawisc...a jesli wnioskiem tym jest rozstanie , oooo wtedy udajemy ze znow nic nie widzimy. a tak naprawde nie chcemy widziec, bo tak nam jest wygodniej. bo sie przyzwyczailismy po prostu. Boimy sie co sie stanie jak sie to rozpadnie... i do tego pierwszego kroku dłuuuga droga zeby dojrzec, a uwierz mi potem - nie ma uzusu krocej czy dluzej.... to wszystko zalezy i od okolicznosci i od nas samych

wiec jesli jestes juz zdecydowana pierwsza sprawa - ja tak uwazam - mysl o SOBIE. TY JESTES NAJWAZNIEJSZA , TY ZASLUGUJESZ NA TO CO NAJLEPSZE . ŻYJ ! NIKT ZA CIEBIE ŻYCIA NIE PRZEZYJE !!!!

pozdrawiam cieplutko

Widzę, że dobrze rozumiesz co czuję. Może dlatego, że jesteśmy do siebie podobne. W mojej rodzinie też nikt nikogo nie kochał i nie okazywał uczuć. Kochałam bardzo mojego dziadka, bo choć jak wszyscy inni nie przytulał mnie i nie mówił, że mnie kocha, ale czułam, że on jeden szczerze się o mnie martwi. Wszyscy w rodzinie mówią do dziś, że dziadek bardzo mnie kochał. Teraz podobnie jak Ty bardzo chcę być przez kogoś kochana. To nas gubi.

Tak jak napisałaś jest za nami kawał czasu i dlatego trudno jest nie tak nagle wszystko przerwać, bo zrozumiałam, że jest mi źle, że nie mam miłości, której przecież nigdy nie miałam. Zawsze unikałam pewnych tematów, bo czułam, że mogę doprowadzić do rozpadu naszego związku. Teraz chcę poznać prawdę. Już tak bardzo nie boję się rozstania i jeśli tak ma być, a pewnie tak się stanie, to chcę zrozumieć. Jeżeli mój mąż nie darzy mnie należytym szacunkiem i nie szanuje również mojej rodziny, to chcę zrozumieć dlaczego ze mną jest. Nie ma większego znaczenia jak to wyjaśni nic nie zrekompensuje mi braku szacunku, ale chcę to wiedzieć.

Dzięki za Twoje słowa.

Pewnie się tego nie dowiesz, nie licz na to.

16 516

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Ja tak nie potrafię.
Nie jestem psychofagiem smile smile smile
Nie będę walczyć tą samą bronią.W ogóle nie będę już walczyć.Szkoda moich słów i mojego czasu.

I podobno w kontaktach z karaluchami najlepszą obroną jest....milczenie,ironiczny uśmieszek i pewność siebie. smile smile smile
Przyznam,że trochę to działa. wink

Ale czasem dobrze jest odszepnąć, żeby w pięty wlazło.

16 517

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
bea06 napisał/a:

hej hej

Ciezko mi jest wypowiadac sie dokladnie, bo świeża tu jestem i przyznam się ze nie czytalam Twoich postów. ale ruszyły mnie Twoje 2 zdania Żabko
"Ja nie tyle chcę go zmienić, co chcę zrozumieć dlaczego taki jest". ==> ja tez mam problemy ale jedno wiem na pewno , po poprzednim zwiazku. - nigdy tak na prawde nie zrozumiesz do konca postępowania drugiego człowieka, tym bardziej mężczyzny. Nie jestes w stanie wejsc w niczyją dusze i poznac jej zakamarki. Czasami nawet zdarza sie ze ktos mocno rani bliskich ,, kłamie bo chce im oszczedzic cierpien . wiem ze to paradoks ale tak jest . No i niestety NIGDY NIE ZMIENISZ drugiej osoby. To tez juz wiem . zwiazek to przede wszystkim konsensus , oboje partnerów musi chciec dostosowac sie do drugiego i uszanowac jego "inność" . to kompromis. oczywiscie nie mowie ze caly czas, ale nie licz na to ze jesli po jakims czasie partner sie nie zmienia, popelnia te same bledy itp. to kiedys sie zmieni. docieranie się trwa owszem ale przede wszystkim kazda ze stron musi chciec isc na ustepstwa. jesli oboje chca a tylko jedna strona to robi - nic z tego.
a druga sprawa
"i wydaje mi się, że do rozstania trzeba dojrzeć, to wymaga czasu" ==> owszem . czasami nawet długiego. to zawsze boli, bo kazda z nas zostawila w zwiazku jakim maly fragmet siebie. łudzimy sie chociaz widac ze to koniec, ze moze , mooze cos sie uda naprawic. a moze sprobowac jeszcze raz.... oczywiscie tych razow nie moze byc ilosc nieograniczona, kazda z nas widzi to przez miesiace, lata... wiesz, kiedys czytalam takie piękne zdanie - osoba ZAKOCHANA , na poczatku nie widzi wad. Obiekt uczuc tak pieknie spalił kartofle, tak pieknie się wygłupia przy ludziach, jestesmy w stanie wszystko mu wybaczyc. to jest CHEMIA MOZGU. Jestesmy po prostu ślepe. Faceci zreszta tez. wraz z wygasaniem chemii zaczynamy WIDZIEC. jak ten cholernik mogl spalic te kartofle, czy on nie widzi ze robi z siebie idiote itp itd. wg mnie to wtedy kiedy zaczynamu WIDZIEC rozpoczyna sie proces nieodwracalny - dochodzenie do pewnych wniosków. czasami jest to tez nienawisc...a jesli wnioskiem tym jest rozstanie , oooo wtedy udajemy ze znow nic nie widzimy. a tak naprawde nie chcemy widziec, bo tak nam jest wygodniej. bo sie przyzwyczailismy po prostu. Boimy sie co sie stanie jak sie to rozpadnie... i do tego pierwszego kroku dłuuuga droga zeby dojrzec, a uwierz mi potem - nie ma uzusu krocej czy dluzej.... to wszystko zalezy i od okolicznosci i od nas samych

wiec jesli jestes juz zdecydowana pierwsza sprawa - ja tak uwazam - mysl o SOBIE. TY JESTES NAJWAZNIEJSZA , TY ZASLUGUJESZ NA TO CO NAJLEPSZE . ŻYJ ! NIKT ZA CIEBIE ŻYCIA NIE PRZEZYJE !!!!

pozdrawiam cieplutko

Widzę, że dobrze rozumiesz co czuję. Może dlatego, że jesteśmy do siebie podobne. W mojej rodzinie też nikt nikogo nie kochał i nie okazywał uczuć. Kochałam bardzo mojego dziadka, bo choć jak wszyscy inni nie przytulał mnie i nie mówił, że mnie kocha, ale czułam, że on jeden szczerze się o mnie martwi. Wszyscy w rodzinie mówią do dziś, że dziadek bardzo mnie kochał. Teraz podobnie jak Ty bardzo chcę być przez kogoś kochana. To nas gubi.

Tak jak napisałaś jest za nami kawał czasu i dlatego trudno jest nie tak nagle wszystko przerwać, bo zrozumiałam, że jest mi źle, że nie mam miłości, której przecież nigdy nie miałam. Zawsze unikałam pewnych tematów, bo czułam, że mogę doprowadzić do rozpadu naszego związku. Teraz chcę poznać prawdę. Już tak bardzo nie boję się rozstania i jeśli tak ma być, a pewnie tak się stanie, to chcę zrozumieć. Jeżeli mój mąż nie darzy mnie należytym szacunkiem i nie szanuje również mojej rodziny, to chcę zrozumieć dlaczego ze mną jest. Nie ma większego znaczenia jak to wyjaśni nic nie zrekompensuje mi braku szacunku, ale chcę to wiedzieć.

Dzięki za Twoje słowa.

Pewnie się tego nie dowiesz, nie licz na to.

i obys nie uslyszala : " ALE O CO CI CHODZI ?????" Jezuuuuu jak ja tego nie trawie, jelita mi się prostują . na szczescie "moj" rowniez tego nie trawi wiec i on sam nie uzywa .
pzdrw

16 518

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
beosa napisał/a:

Wygląda na to,że będę do Was często zaglądać smile
Bardzo mi pomaga wypisywanie się na forum. smile
Tak bardzo,że wczoraj u psycholożki nie bardzo mi się chciało opowiadać po raz kolejny,że karaluch to,karaluch tamto smile Miałam jakąś pustkę w głowie.
Głupio byłoby wyciągnąć moje notatki z torebki smile Tak,od jakiegoś czasu zapisuję i nagrywam "wypowiedzi" jm.Są tak irracjonalne i nieprawdopodobne...A ja nie mam takiej pamięci jak on...Po co to robię?Nawet nie wiecie jak to mi teraz pomaga smile Przeczytam,przypomnę sobie i już nie myślę -on teraz taki biedny,ja sama,on sam,a może jeszcze jeden, ostatni raz spróbować,może coś do niego dotarło...Do tego psychopaty???????????Nigdy???????????
W pierwszym odruchu chciałam Wam przytoczyć przykłady,ale...po co? Szkoda mojego i Waszego czasu.Prawda? smile Już mi nawet ciśnienie nie skoczyło jak zerknęłam do zapisków smile .Ale w sądzie mogą się przydać wink .
A wracając do początku.
Pani psycholog (znów mi się trafiła bardzo młoda) zadała kilka naprowadzających pytań,bo kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć,tyle tego się nazbierało przez te 22 lata sad .Jak wspomniałam wyżej-wielu rzeczy nie powiedziałam (przez godzinę!),amnezja czy co? Pytała o kontakty z dziećmi o ich stosunek do całej sprawy,dlaczego nie chcę się rozwieść (bo muszę się do tej wojny przygotować,a poza tym jeśli jeszcze mamy trochę mieszkać pod jednym dachem to mogłabym pogorszyć sytuację,samo się wyklaruje w niedługim czasie wink .Powiedziałam,że staram się jak najrzadziej bywać w domu,a jeżeli już to staram się czymś zająć (obecnie urządzam większe akwarium smile O naszym forum,też wspomniałam (chyba przyjęła to pozytywnie,może tu zagląda? smile )O mojej liście "zajęć".Że szukam odpowiedniego dla siebie hobby poza domem.Że chodzę na spacery z psem.Psycholożka stwierdziła,że jestem co prawda w potrzasku,ale widzi,że mam plan na życie,że dobrze sobie radzę.Potrzeba mi tylko czasu i spokoju.Dobrze,że będę brała "prochy" smile Emocjonalnie mam wrzucić na luz i nie dźwigać wszystkiego sama. smile
I na koniec pytanie,uwaga:
Czego od niej oczekuję? Czy naprawdę czuję,że jest mi potrzebna?Bo mogłybyśmy się umawiać np.co dwa,trzy tygodnie,rozpracowywać jakieś sytuacje z życia,ale czy ja tego chcę?
Zgodnie z tym co czułam,powiedziałam,że właściwie to chyba bardziej mi zależało na terapii grupowej (no wiecie,może jakaś kobitka z grupy by ze mną do kina wyskoczyła czy cóś smile ).Niestety,stety? nie ma wolnych miejsc,oblężenie,kolejka jest a i pani doktor jakoś sceptycznie do tego nastawiona była.
No to stwierdzilam,że wolałabym być z nią w jakimś kontakcie i umówić się wtedy,kiedy będę czuła taką potrzebę,będę chciała się poradzić czy o czymś porozmawiać.Zgodziła się z entuzjazmem.Mogę zadzwonić kiedy mnie najdzie chęć. smile
Potem jeszcze Ją dogoniłam ma korytarzu,bo zapomniałam zapytać o relacje dzieci z ojcem.
No i (Zofio,bardzo mądrze pisałaś smile : moje dzieci to już dorośli ludzie.Sami muszą się z tym uporać.Po co mi wiedza,co psychofag(ojciec) kładzie córce do głowy? Nie,wody z mózgu im nie zrobi,bo mają już ukształtowany stosunek do niego,dużo widziały i przeszły.A poza tym mam nie wyprzedzać wydarzeń  smile I jak będą chciały też mogą do niej przyjść smile
Ot i cala historia...

Fajnie,że jesteście,cieszę się,że tu trafiłam smile

A prognoza super ! Przedwiośnie...Będę mogła zacząć wyjeżdżać na działkę! Będzie fajnie.Ja,sunia i mnóstwo roboty smile Zamierzam się bawić w ogrodniczkę smile

No i bardzo fajnie.
Byle nie brać na barki więcej niż jesteśmy w stanie unieść. A czasem trzeba nawet wszystko zrzucić, całą żółwiową skorupę. By wyluzować.

wiesz , czasami taka analiza mnóstwo daje. z racji mojej popapranej rodziny i siostra przyrodnia mojej matki trafila do psychologa. to znaczy trafila z depresja "pracownicza" ale wyszlo na jaw , że tak naprawde to jest tylko efekt a nie powod. Lekarka przenicowała ją rowno . najwczesniejsze wspomnienia, stosunki rodzinne ( wlasnie : kobiety i uczucia w rodzinie). i to co ja juz dawno wiedzialam wyciagnela na jaw ta doktór- u podstaw naszych psyche niestety jest RODZINA, stosunki w niej panujace , wszystko. to czym nasiakamy przez lata i mamy "w genach" predzej czy pozniej odbije nam sie czkawką. a wyjscie z tego impasu jest cholernie ciezkie. i niestety najwazniejsze jest o czym wszyskie powinnysmy pamietac a co ciezko robic to nauczyc sie na pamiec jednego zdania - mantry / sorry za słownictwo ale musze: / I'm the BEST and f** the rest.


taaaa. tylko jak to zrobic ;;),
pzdrw

16 519

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Możecie powiedzieć ?a nie mówiłam?. Karaluch przemówił do swojego nikogo. Kłótni nie było, bo nie dałam się sprowokować, ale za to uzgodniliśmy, że się rozwodzimy. I teraz dopiero się zacznie.

16 520 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-02-05 22:48:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bea06 napisał/a:
hm... napisał/a:
beosa napisał/a:

Wygląda na to,że będę do Was często zaglądać smile
Bardzo mi pomaga wypisywanie się na forum. smile
Tak bardzo,że wczoraj u psycholożki nie bardzo mi się chciało opowiadać po raz kolejny,że karaluch to,karaluch tamto smile Miałam jakąś pustkę w głowie.
Głupio byłoby wyciągnąć moje notatki z torebki smile Tak,od jakiegoś czasu zapisuję i nagrywam "wypowiedzi" jm.Są tak irracjonalne i nieprawdopodobne...A ja nie mam takiej pamięci jak on...Po co to robię?Nawet nie wiecie jak to mi teraz pomaga smile Przeczytam,przypomnę sobie i już nie myślę -on teraz taki biedny,ja sama,on sam,a może jeszcze jeden, ostatni raz spróbować,może coś do niego dotarło...Do tego psychopaty???????????Nigdy???????????
W pierwszym odruchu chciałam Wam przytoczyć przykłady,ale...po co? Szkoda mojego i Waszego czasu.Prawda? smile Już mi nawet ciśnienie nie skoczyło jak zerknęłam do zapisków smile .Ale w sądzie mogą się przydać wink .
A wracając do początku.
Pani psycholog (znów mi się trafiła bardzo młoda) zadała kilka naprowadzających pytań,bo kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć,tyle tego się nazbierało przez te 22 lata sad .Jak wspomniałam wyżej-wielu rzeczy nie powiedziałam (przez godzinę!),amnezja czy co? Pytała o kontakty z dziećmi o ich stosunek do całej sprawy,dlaczego nie chcę się rozwieść (bo muszę się do tej wojny przygotować,a poza tym jeśli jeszcze mamy trochę mieszkać pod jednym dachem to mogłabym pogorszyć sytuację,samo się wyklaruje w niedługim czasie wink .Powiedziałam,że staram się jak najrzadziej bywać w domu,a jeżeli już to staram się czymś zająć (obecnie urządzam większe akwarium smile O naszym forum,też wspomniałam (chyba przyjęła to pozytywnie,może tu zagląda? smile )O mojej liście "zajęć".Że szukam odpowiedniego dla siebie hobby poza domem.Że chodzę na spacery z psem.Psycholożka stwierdziła,że jestem co prawda w potrzasku,ale widzi,że mam plan na życie,że dobrze sobie radzę.Potrzeba mi tylko czasu i spokoju.Dobrze,że będę brała "prochy" smile Emocjonalnie mam wrzucić na luz i nie dźwigać wszystkiego sama. smile
I na koniec pytanie,uwaga:
Czego od niej oczekuję? Czy naprawdę czuję,że jest mi potrzebna?Bo mogłybyśmy się umawiać np.co dwa,trzy tygodnie,rozpracowywać jakieś sytuacje z życia,ale czy ja tego chcę?
Zgodnie z tym co czułam,powiedziałam,że właściwie to chyba bardziej mi zależało na terapii grupowej (no wiecie,może jakaś kobitka z grupy by ze mną do kina wyskoczyła czy cóś smile ).Niestety,stety? nie ma wolnych miejsc,oblężenie,kolejka jest a i pani doktor jakoś sceptycznie do tego nastawiona była.
No to stwierdzilam,że wolałabym być z nią w jakimś kontakcie i umówić się wtedy,kiedy będę czuła taką potrzebę,będę chciała się poradzić czy o czymś porozmawiać.Zgodziła się z entuzjazmem.Mogę zadzwonić kiedy mnie najdzie chęć. smile
Potem jeszcze Ją dogoniłam ma korytarzu,bo zapomniałam zapytać o relacje dzieci z ojcem.
No i (Zofio,bardzo mądrze pisałaś smile : moje dzieci to już dorośli ludzie.Sami muszą się z tym uporać.Po co mi wiedza,co psychofag(ojciec) kładzie córce do głowy? Nie,wody z mózgu im nie zrobi,bo mają już ukształtowany stosunek do niego,dużo widziały i przeszły.A poza tym mam nie wyprzedzać wydarzeń  smile I jak będą chciały też mogą do niej przyjść smile
Ot i cala historia...

Fajnie,że jesteście,cieszę się,że tu trafiłam smile

A prognoza super ! Przedwiośnie...Będę mogła zacząć wyjeżdżać na działkę! Będzie fajnie.Ja,sunia i mnóstwo roboty smile Zamierzam się bawić w ogrodniczkę smile

No i bardzo fajnie.
Byle nie brać na barki więcej niż jesteśmy w stanie unieść. A czasem trzeba nawet wszystko zrzucić, całą żółwiową skorupę. By wyluzować.

wiesz , czasami taka analiza mnóstwo daje. z racji mojej popapranej rodziny i siostra przyrodnia mojej matki trafila do psychologa. to znaczy trafila z depresja "pracownicza" ale wyszlo na jaw , że tak naprawde to jest tylko efekt a nie powod. Lekarka przenicowała ją rowno . najwczesniejsze wspomnienia, stosunki rodzinne ( wlasnie : kobiety i uczucia w rodzinie). i to co ja juz dawno wiedzialam wyciagnela na jaw ta doktór- u podstaw naszych psyche niestety jest RODZINA, stosunki w niej panujace , wszystko. to czym nasiakamy przez lata i mamy "w genach" predzej czy pozniej odbije nam sie czkawką. a wyjscie z tego impasu jest cholernie ciezkie. i niestety najwazniejsze jest o czym wszyskie powinnysmy pamietac a co ciezko robic to nauczyc sie na pamiec jednego zdania - mantry / sorry za słownictwo ale musze: / I'm the BEST and f** the rest.


taaaa. tylko jak to zrobic ;;),
pzdrw

Analiza jest dobra tylko po to żeby zrozumieć. Nie po to by się w niej babrać. Byle nie rozpamiętywać. Bo z tym co było nic się już nie zrobi. A z tym co będzie...

16 521

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Możecie powiedzieć ?a nie mówiłam?. Karaluch przemówił do swojego nikogo. Kłótni nie było, bo nie dałam się sprowokować, ale za to uzgodniliśmy, że się rozwodzimy. I teraz dopiero się zacznie.

Zabcia teraz potrzebujesz duzo sily i madrosci smile Masz kolezanki? Masz prawnika? Jak z praca? Finanse?
Wiem, ze to ostatnie o czym teraz chcesz myslec ale trzeba.
Zabcia gorzej juz nie bedzie smile

16 522

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Możecie powiedzieć ?a nie mówiłam?. Karaluch przemówił do swojego nikogo. Kłótni nie było, bo nie dałam się sprowokować, ale za to uzgodniliśmy, że się rozwodzimy. I teraz dopiero się zacznie.

Zabcia teraz potrzebujesz duzo sily i madrosci smile Masz kolezanki? Masz prawnika? Jak z praca? Finanse?
Wiem, ze to ostatnie o czym teraz chcesz myslec ale trzeba.
Zabcia gorzej juz nie bedzie smile

Ja o tym myślałam za każdym razem, gdy on zapowiadał rozwód.
Koleżanek nie mam!
Mama nie żyje, ojciec z demencją starczą, rodzeństwa brak!
Prawnika nie mam!
Praca mała, ale własna wystarczy na utrzymanie siebie a jak będzie skromniej to i córki.
Finanse ? nie będzie wymarzonego domku z ogródkiem, ale na dwa małe osobne mieszkanka  może wystarczyć.
GORZEJ JUŻ NIE BĘDZIE!!!

16 523

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mama.Niki napisał/a:

Jestem może trochę innym przypadkiem bo mi się zawsze wydawało, że mam całkiem niezłe poczucie własnej wartości (zdaję sobie sprawę z moich plusów). Ale chyba mi się tylko wydawało.
Zawsze pragnęłam mieć dom, rodzinę taką z moich marzeń, z moich wyobrażeń i konsekwentnie do tego dążyłam. Niestety przez życie "w projekcjach" nie dostrzegałam rzeczywistości, a z domu rodzinnego nie wyniosłam odpowiednich "odruchów obronnych". Nie porafiłam dostrzec, że pewne zachowania pierwszego, a potem drugiego męża nie powinny mieć miejsca. Czułam się zraniona, ale priorytetem był fakt, że to jest mój mąż więc trzeba dążyć do zgody. I choć "stawiałam się" to potem właśnie ja dążyłam do zgody. Choć miałam swoje zdanie, choć stawiałam wymagania to nie potrafiłam być konsekwentna. Bo bo to mój mąż i go kocham, o !
No i jednen i drugi, jak sądzę, stracił do mnie szacunek (bo nie miałam szacunku dla moich słów czyli samej siebie). Jeden i drugi znalazł sobie inną.  Szkoda, że życie aż tak musiało mnie kopnąć w d..., żebym zaczeła się zastanawiać dlaczego poświęcając całą siebie - ciągle zostaję sama...

Witaj..przeczytalam Twoj post. Mądre slowa. Mam podobny problem, wstydzę się , ale to po czasie, nie wiem jak sie z tego wyplątać, za dwa tygodnie idę do psychologa, to albo nerwica, albo depresja..i zastsnawiam się kto jest winny temu, co teraz się dzieje.

16 524

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Happyfull taką instrukcję nieszanowania kobiet stosują panowie, także na naszych terenach. Może to epidemia jakaś ? big_smile
Tak....pod większością punktów (po szczegółowej analizie zapewne pod wszystkimi) podpisał by się mój eks. Dodał by jednak jeszcze jeden punkt ( a może go przeoczyłam) upewniaj małżonkę w przekonaniu, że jest dla ciebie ważna poprzez kupowanie jej ulubionych słodyczy. Koszt niewielki a efekt? masz jej pewność, że pamiętasz o niej nawet w spożywczaku.
Przerabiałam te wymogi na sobie. Zawsze miałam być elegancka, nawet przy pracy w ogrodzie i miła, koniecznie miła, zadowolona, uśmiechnięta i rozumiejąca jego poświęcenie (praca) i zmęczenie (pracą).,,,szkoda słów.
Natomiast taki test powinna zrobić dziewczyna kandydatowi na męża. Konkretnie i na piśmie i z podpisem smile i ma jasność i ma ewentualny dowód do rozwodu gdyby nałgał big_smile smile

Zofiu tragiczne jest w tej instrukcji, ze to psycholozki - 2 kobiety napisaly sad
Ksiazka ma dobre krytyki. Nie byla przetlumaczona na polski i cale szczescie bo by sie jeszcze niektorym babom wiecej w glowach poprzewracalo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To kobiety kobietom chca zgotowac taki los !!!! Jaka matka taka corka sad A czemu corka ma miec lepiej od matki? Czemu corka ma byc szczesliwa? Czemu ma nie nosic swojego krzyza? Tak u nas zawsze bylo to po co to zmieniac ? A zreszta to kobiety w naszej rodzinie sa od zawsze przeklete !!!!!!!!!!!!!!!!!!

Inne podejście kobiety do męża i związku jest źle widziane - niestety. Mówi się egoistka, wyzwolona, z ironicznym brzmieniem. Tak, byłam takim podnóżkiem i przeżyłam jego prawo do posiadania wolności i przyjaciółki. Ja miałam prawo prać, gotować, sprzątać, niańczyć dzieci.Na wyjścia miałam być "odstrzelona" a z czasem i w domu miałam wyglądać jak gwiazda. Tak, matka córce niech gotuje taki los, niech następny "garkotłuk" uszczęśliwia i zadowala swego pana. To nic, że córka po latach szeroko ze zdziwienia oczy otworzy, to nic, że następna zostanie z niczym, albo i lepiej, bo z długami swego pana. Niech następna pokaże synom jak traktuje się kobietę, która nie ma prawa być człowiekiem !!!!!

Jestem dzisiaj wściekła sad Nie idą dobrze sprawy spadkowe po moim ojcu. Wiele dylematów i pewność, że nie ma sprawiedliwości w sądach. Poza tym spotkałam się z eksem. Nie miał całej kwoty alimentów. To znaczy pieniądze ma na koncie, ale ma dzienny limit i go pobrał i wydał część pobranych pieniędzy i jutro wyjeżdża, ale jak wróci natychmiast do mnie zadzwoni i zapłaci. Brzmiał bardzo wiarygodnie tylko to konto firmowe i nie ma opcji żeby na koncie był limit. Pobrał i wydał ? Przecież wczoraj on mówił jaką kwotę mi da. Mógł wstrzymać się dzień z zakupami (ona jako właścicielka firmy zapewne zostaje na miejscu i także z konta może pobrać pieniądze i zrobić zakupy). Jutro wyjeżdża a jak wróci to zadzwoni? Całą pocztę mam zawaloną jego sms-ami "zadzwonię później" , "zadzwonię za godzinę" i są to odpowiedzi na moje telefony gdy nie dzwonił w umówiony dzień. Szkoda słów ......

Byłam "dobrą żoną", taką właśnie z tej instrukcji. Płacę za to wysoką cenę i nie wiem, płakać mam czy się śmiać....

Dlaczego my wszystkie z tych związków wychodzimy z długami ? Bo nie ma w nas chytrości,pazerności, bo jesteśmy do bólu uczciwe, głupie z ogromnymi pokładami cholernej empatii.
DZisiaj przy okazji tych wszystkich zajść przeprowadziłam ze sobą szczerą rozmowę big_smile. Ojjjjj oberwało mi się !!!!

16 525 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-05 23:47:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Możecie powiedzieć ?a nie mówiłam?. Karaluch przemówił do swojego nikogo. Kłótni nie było, bo nie dałam się sprowokować, ale za to uzgodniliśmy, że się rozwodzimy. I teraz dopiero się zacznie.

Zabcia teraz potrzebujesz duzo sily i madrosci smile Masz kolezanki? Masz prawnika? Jak z praca? Finanse?
Wiem, ze to ostatnie o czym teraz chcesz myslec ale trzeba.
Zabcia gorzej juz nie bedzie smile

Ja o tym myślałam za każdym razem, gdy on zapowiadał rozwód.
Koleżanek nie mam!
Mama nie żyje, ojciec z demencją starczą, rodzeństwa brak!
Prawnika nie mam!
Praca mała, ale własna wystarczy na utrzymanie siebie a jak będzie skromniej to i córki.
Finanse ? nie będzie wymarzonego domku z ogródkiem, ale na dwa małe osobne mieszkanka  może wystarczyć.
GORZEJ JUŻ NIE BĘDZIE!!!

No wlasnie gorzej juz nie bedzie !!! Zabcia a poszlabys do psychologa? On nie gryzie, pomaga uwierz mi smile
Gdzie mieszkasz w Polsce? Wejdz na watki o rozwodach i poinformuj sie o swoich prawach w razie rozwodu. Walcz o swoje !!! Karaluch bedzie tylko zabieral. Przygotuj sie na to. Bedzie bolec ale bedziesz juz uswaidomiona o tym , ze on nie bedzie gral fair. Poczytaj sobie blog Moje dwie glowy. Kobieta tu byla na tym forum i poczytaj sobie sama jak ona teraz sobie radzi smile
Dobrze ze masz prace a karaluch alimenty tez musi placic smile To fajnie, ze na mieszkanie Cie bedzie stac, to duzy plus. Duzo kobiet tutaj nie stac na nic sad.
Jeszcze taka stara nie jestes, ze nie mozesz sobie tego wymarzonego domku z ogrodkiem kiedys "zorganizowac". Zabcia chociaz Ci do placzu dzisiaj to ja Ci mowie, ze powinnas sie cieszyc, ze zaczynasz nowe zycie smile

16 526

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie mam siły dzisiaj poczytać Was kochane kobietki.
Przejrzałam jedynie kilka postów i widzę, ze Happyfull rządzi smile I dobrze smile
Tak z nami kkzb trzeba postępować, walić "prosto z mostu" i do skutku smile

16 527

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Zabcia teraz potrzebujesz duzo sily i madrosci smile Masz kolezanki? Masz prawnika? Jak z praca? Finanse?
Wiem, ze to ostatnie o czym teraz chcesz myslec ale trzeba.
Zabcia gorzej juz nie bedzie smile

Ja o tym myślałam za każdym razem, gdy on zapowiadał rozwód.
Koleżanek nie mam!
Mama nie żyje, ojciec z demencją starczą, rodzeństwa brak!
Prawnika nie mam!
Praca mała, ale własna wystarczy na utrzymanie siebie a jak będzie skromniej to i córki.
Finanse ? nie będzie wymarzonego domku z ogródkiem, ale na dwa małe osobne mieszkanka  może wystarczyć.
GORZEJ JUŻ NIE BĘDZIE!!!

No wlasnie gorzej juz nie bedzie !!! Zabcia a poszlabys do psychologa? On nie gryzie, pomaga uwierz mi smile
Gdzie mieszkasz w Polsce? Wejdz na watki o rozwodach i poinformuj sie o swoich prawach w razie rozwodu. Walcz o swoje !!! Karaluch bedzie tylko zabieral. Przygotuj sie na to. Bedzie bolec ale bedziesz juz uswaidomiona o tym , ze on nie bedzie gral fair. Poczytaj sobie blog Moje dwie glowy. Kobieta tu byla na tym forum i poczytaj sobie sama jak ona teraz sobie radzi smile
Dobrze ze masz prace a karaluch alimenty tez musi placic smile To fajnie, ze na mieszkanie Cie bedzie stac, to duzy plus. Duzo kobiet tutaj nie stac na nic sad.
Jeszcze taka stara nie jestes, ze nie mozesz sobie tego wymarzonego domku z ogrodkiem kiedys "zorganizowac". Zabcia chociaz Ci do placzu dzisiaj to ja Ci mowie, ze powinnas sie cieszyc, ze zaczynasz nowe zycie smile

Bardzo chętnie poszłabym do psychologa, bo potrzebuję odbudować poczucie własnej wartości, ale nie bardzo znam kogoś naprawdę dobrego. Może jakaś grupa wsparcia na miejscu, żeby nie być tak cholernie sama. Mieszkam w Poznaniu, ale nie pochodzę z Wielkopolski. Na ironię od 4 lat ściśle współpracuję z AL-Anon, ale oni zajmują się DDA a ja jestem DDD.
Znam blog Moje dwie głowy ? pisałam Ci, że czytałam posty smile

16 528

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobry wieczór,
w zeszły weekend przeczytałam was prawie od deski do prawie deski. Efekt- oczy jak królik i zawalone zlecenie:) Było warto. Pozwolicie, ze się powolutku dołączę? Nie jestem meteorem, tylko kobietą, która żadnej pracy nad sobą się nie boi. Lub stara się nie bać.

16 529

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Dobry wieczór,
w zeszły weekend przeczytałam was prawie od deski do prawie deski. Efekt- oczy jak królik i zawalone zlecenie:) Było warto. Pozwolicie, ze się powolutku dołączę? Nie jestem meteorem, tylko kobietą, która żadnej pracy nad sobą się nie boi. Lub stara się nie bać.

Zupcia to napisz cos o sobie smile

16 530 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-06 02:06:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Bardzo chętnie poszłabym do psychologa, bo potrzebuję odbudować poczucie własnej wartości, ale nie bardzo znam kogoś naprawdę dobrego. Może jakaś grupa wsparcia na miejscu, żeby nie być tak cholernie sama. Mieszkam w Poznaniu, ale nie pochodzę z Wielkopolski. Na ironię od 4 lat ściśle współpracuję z AL-Anon, ale oni zajmują się DDA a ja jestem DDD.
Znam blog Moje dwie głowy ? pisałam Ci, że czytałam posty smile

Zabcia to ty z duzego miasta jestes a w duzych miastach duzo psychologow smile A w Al-Anon nie maja namiarow na dobrych psychologow? Wygoogluj sobie jakiegos smile W Poznaniu tyle atrakcji -koncerty, wystawy, kino, tance itd. W watku kobiety na zakrecie sa kobiety z Poznania, jak sie ladnie spytasz to moze Cie przyjma pod opieke smile One takie z jajami i tez wala prosto z mostu tongue

Co do blogow: Przeczytaj jeszcze raz !!! Czytajac mysl juz o sobie - jak moge sobie pomoc a nie jak moge jego zmienic tongue. Zobaczysz jak Ci sie wszystko rozjasni smile

16 531 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-06 02:01:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Tak z nami kkzb trzeba postępować, walić "prosto z mostu" i do skutku smile

Bo jak za grzecznie napisane to KKZB rozumie ze dobrze robi sad. A jak prosto z mostu to wkur...nie a potem kilka dni myslenia i jak dobrze pomyslala to do dzialania sie bierze tongue
Ale takie juz uswiadomione to juz grzeczne posty rozumieja smile

zofia282 napisał/a:

Byłam "dobrą żoną", taką właśnie z tej instrukcji. Płacę za to wysoką cenę i nie wiem, płakać mam czy się śmiać....

Smiac Zofio, ze juz nie jestes a karaluch pozostanie karaluchem !!!!

zofia282 napisał/a:

Dlaczego my wszystkie z tych związków wychodzimy z długami ? Bo nie ma w nas chytrości,pazerności, bo jesteśmy do bólu uczciwe, głupie z ogromnymi pokładami cholernej empatii.
DZisiaj przy okazji tych wszystkich zajść przeprowadziłam ze sobą szczerą rozmowę . Ojjjjj oberwało mi się !!!

No widzisz a mowilas mi ze ja surowa dla siebie jestem smile A Ty co? Rozumiesz teraz dlaczego surowa tongue

16 532

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to jadę;)

Tak potrzebuję miłości i akceptacji, że aż przestałam kochać siebie:) Na zewnątrz hej ho, w środku- strach gigant. Jestem w 9-letnim związku, od 2 miesięcy w separacji, nie wiem jaki będzie finał. Ja chcę, na dziś chcę, pracować razem dalej. Partner "pękł" i emocjonalnie wystawił mnie za próg. Bardzo mi to pomogło, czas na przemyślenia. Poszłam w te pędy na terapię, kolejny plus odstawienia, i każdy dzień to nowe zdziwienie jak się uwiesiłam, uzależniłam i chciałam go zmieniać. Wiecie jaki szok dla takiej jak ja, że nie da się kogoś zmienić? Odkrywam proste prawdy, kompletnie nie wiedziałam że istnieją;)

16 533

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To witaj w klubie smile Nam nic nie jest obce tongue. Czytaj ksiazki, blogi i pisz !!! Nas juz znasz wiec nie musimy sie przedstawiac smile

16 534

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

To witaj w klubie smile Nam nic nie jest obce tongue. Czytaj ksiazki, blogi i pisz !!! Nas juz znasz wiec nie musimy sie przedstawiac smile

dziękuję i nie ustaję w pracy u podstaw;)

16 535 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-06 02:37:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Pani psycholog (znów mi się trafiła bardzo młoda) zadała kilka naprowadzających pytań,bo kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć,tyle tego się nazbierało przez te 22 lata " smile
Emocjonalnie mam wrzucić na luz i nie dźwigać wszystkiego sama. smile
I na koniec pytanie,uwaga:
Czego od niej oczekuję? Czy naprawdę czuję,że jest mi potrzebna?Bo mogłybyśmy się umawiać np.co dwa,trzy tygodnie,rozpracowywać jakieś sytuacje z życia,ale czy ja tego chcę?
Zgodnie z tym co czułam,powiedziałam,że właściwie to chyba bardziej mi zależało na terapii grupowej (no wiecie,może jakaś kobitka z grupy by ze mną do kina wyskoczyła czy cóś smile ).Niestety,stety? nie ma wolnych miejsc,oblężenie,kolejka jest a i pani doktor jakoś sceptycznie do tego nastawiona była.
No to stwierdzilam,że wolałabym być z nią w jakimś kontakcie i umówić się wtedy,kiedy będę czuła taką potrzebę,będę chciała się poradzić czy o czymś porozmawiać.Zgodziła się z entuzjazmem.Mogę zadzwonić kiedy mnie najdzie chęć. smile

Beosa ja osobiscie uwazam, ze powinnas co tydzien do pani psycholog chodzic !!! Masz tyle do przepracowania !!! Efekty terapii widoczne sa dopiero po kilku miesiacach. Bedziesz miala dobre i zle dni. To normalne. Pani psycholog - taka mloda - bedzie miala pole do popisu. Beosa daj pani psycholog zajac sie Toba !!! Daj sie zaopiekowac smile Niech NFZ placi tongue
Beosa grupa wsparcia jest super ale psycholog to psycholog !!! Nikt z nas tutaj psychologiem nie jest i jak Ci bzdur nagadamy to pani psycholog zrewiduje smile

Co do terapii grupowej to ja mam niemile wspomnienia sad Bylam jedyna, ktora sie odzywala smile Oczywiscie mowilam prosto z mostu a niektorzy malo w krzesel nie pospadali smile smile smile Polski temperament rozni sie od niemieckiego tongue
Idz moze lepiej do domu kultury lepic garnki albo na taniec na rurze smile
Jest moze u Was taka grupa "Miej marzenia" ? U mnie na prowincji (18.000 miesz.) w Pl jest. Fajna sprawa smile
Moja mama zapisala sie na Uniwersytet Trzeciego Wieku i uczy sie obslugi komputera i angielskiego smile
Poza tym 3 razy w tyg. wychodzi na jakies spotkania, byla w Gdyni w teatrze, poznala kupe kobiet - od 55 do ....w zwyz smile. To wszystko na prowincji i wszystko prawie za darmo smile
Beosa jak wyjdziesz z domu to stwierdzisz, ze tyle sie dzieje wokol smile smile smile

16 536 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-02-06 12:20:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Możecie powiedzieć ?a nie mówiłam?. Karaluch przemówił do swojego nikogo. Kłótni nie było, bo nie dałam się sprowokować, ale za to uzgodniliśmy, że się rozwodzimy. I teraz dopiero się zacznie.
Ja o tym myślałam za każdym razem, gdy on zapowiadał rozwód.
Koleżanek nie mam!
Mama nie żyje, ojciec z demencją starczą, rodzeństwa brak!
Prawnika nie mam!
Praca mała, ale własna wystarczy na utrzymanie siebie a jak będzie skromniej to i córki.
Finanse ? nie będzie wymarzonego domku z ogródkiem, ale na dwa małe osobne mieszkanka  może wystarczyć.
GORZEJ JUŻ NIE BĘDZIE!!!

Hej Żabcia5 ściskam Cię mocno.
Dużo ciężkiej pracy przed Tobą. Długa jest droga do wolności i bycia sobą,ale warto!
Wszystko zależy tylko od Ciebie. Słuchaj rad dziewczyn.
Buziaki

16 537

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Nam nic nie jest obce tongue.

hmmmm..............no właśnie!!!!!!....nam nic nie jest obce..... sad
 
Dzisiaj już trochę emocje opadły. Nadal jestem rozgoryczona sprawą spadkową. W PL przeszłam już wszystkie instancje. Każda powtarza to samo, "Sąd ma prawo interpretować dowody jak chce" i tym chceniem (również z naginaniem prawa) prawa nie narusza. I nie szkodzi, że strona pozwana przedstawiła dwa dowody, dwa beznadziejne dowody, bo nie stwierdzające spłaty zadłużenia.  I nie szkodzi, że nasza strona (spadkobierca) przedstawia najważniejszy dowód tj. weksel, niespłacony, bo istniejący. Sąd go lekceważy, uznaje za PORWANY! Inne dowody/argumenty naszej strony nie są brane pod uwagę wcale i w orzeczeniu nawet o nich wzmianki nie ma.
Kolejny mój ruch to Strasburg. Może tam dopukam się do sprawiedliwości.

Miłego dna życzę smile i słonecznego smile

16 538

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Mam podobnie z tą wiarą. Wierzyłam, że mam do czynienia z uczciwym człowiekiem. Mówił.....a jak mówił, że prawda to znaczy, że prawda. Zawsze wiedziałam, ze są trzy prawdy, tylko nie brałam pod uwagę, że ta trzecia tzn. goowno prawda dotyczy jego i mnie.
smile

Zofia.... tę rozdzielność to ja sama wymyśliłam smile
A na moje argumenty on przystał, stwierdzając w końcu, że może i to racja. Zresztą nie miał wyjścia, bo się zawzięłam. Bratu kredyt podżyrowałam a przestał spłacać i bałam się, że nam wsiądą na pensje. Nie chciałam, żeby za moją naiwność ponosił on konsekwencje. A potem to mi jej znoszenie już nie było potrzebne - bo przecież nigdy w życiu bym nie sądziła, że tak nas wysteruje smile To się nauczyłam....

Rozumiem, że mieszkanie nabyliście wspólnie. Rozumiem, że on spłacał kredyt za to mieszkanie, bo z wielu powodów miał je zapisane na siebie a Ty łożyłaś na utrzymanie rodziny. Jeśli moje domysły są słuszne to biegiem do dobrego prawnika i niech Ci podpowie jak udowodnić fikcję. Wiem, że jest możliwe udowodnienie i odzyskanie praw do mieszkania. Zasięgnij porady DOBREGO prawnika.

16 539

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Happufull

Myślę, że nie uda mu się wciągnąć mnie w kłótnie. Teraz ja zadaję rzeczowe pytania i daję szczere odpowiedzi. Jedna z naszych rozmów może zakończyć się tym, że on znów wpadnie w szał zamknie się w pokoju i będzie ujadał. Mogą polecieć przezwiska
Zmieniłam się, bo za wszelką cenę chciałam być z nim. Poza nim nie mam nikogo i uważałam sobie, że bez niego sobie nie poradzę.

On chce się zmienić, tak mówi i wiem, że tego chce tylko nie wiem czy chce tego tak bardzo, żeby mu się udało. Do tej pory był jaki był, bo ja mu na to pozwalałam. Mówi, że nie będzie mnie już wyzywała, bo bardzo źle się z tym czuje. Myślę, że wyzywa mnie z bezradności. Dla mnie wyjściem z tej bezradności jest rozstanie, ale myślę, że on do tego jeszcze nie dorósł. I nie mówcie mi dziweczyny, że co mnie to obchodzi, czy on jest na coś gotowy, bo ja chcę żebyśmy się rozstali jeśli nie będzie innego wyjścia a nie żebym ja go zostawiła. Tyle razem przeżyliśmy, że chyba stać nas na to żeby dojść do porozumienia i wspólnie podjąć decyzję co do naszej przyszłości.

Wyzywa z bezradności ? nie wpadłabym na takie rozwiązanie, możliwość. Bije Cię ? Jeśli bije, to też z bezradności. Co mu robisz, że taki bezradny jest, co mu robisz, że zamknięty ujada i to z tej bezradności ujada i wyzywa. Bałabym się Twojego męża niebezradnego, bo cóż wtedy by wyczyniał. Nóż, siekiera? Rany boskie aż strach się bać !!!!
On mówi, że chce zmian (?) a Ty wiesz, że jak mówi to prawda to jest i nie wiesz czy on chce tak bardzo by się udało     ha ha ha     a to dobre smile I mówisz, że był jaki był, bo Ty na to pozwalałaś ? Źle to rozumiesz. Był chamem i Twoja zgoda lub jej brak nie ma nic z tym wspólnego. Ty mogłaś jedynie nie pozwalać mu na poniżanie, obrażanie. Twój mąż potrzebuje szkoły dobrego wychowania i to on musi się do niej zapisać, uczęszczać i odrabiać zadawane lekcje.
Rozstanie z braku innego wyjścia smile Z każdej sytuacji jest wyście. Pasuje Ci takie życie, daje Ci siłę, szczęście to bądź z nim. Jesteś nieszczęśliwa i Twoje żadne próby "ratowania" małżeństwa nie odniosły skutku, to wiej gdzie pieprz rośnie. O ile pamiętam, to ze 20 lat jesteś w tym związku.......

16 540

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Zawsze uważałam, że mój mąż wie co mówi i za jego słowami kryje się to co one wyrażają (uważa się za dobrego polonistę). Gdy jednak ostatnio usłyszałam, że gdy przez całe życie mówił mi, że się rozwodzimy, to tak naprawdę nie myślał o tym poważnie, to ja już nie wiem jak mam rozumieć jego słowa. Może podam prosty przykład. Jego matka ma w domu inny porządek niż ja jestem w stanie utrzymać. On uważa, że zrezygnował z lśniącego zlewu w kuchni, ale brak połysku w łazience to już poniżej jego poziomu. Zresztą już nigdy tak mówić nie będzie, bo teraz jeśli nie będzie mógł to niech szuka szczęścia gdzie indziej. Nigdy już nie zaakceptuję takiej jego wymówki.

Ja też myślę, że Twój mąż wie co mówi (przecież nie jest niepoczytalny). Zna znaczenie słów i rozumie co znaczy, chcę rozwodu. Wiedział, że bać się będziesz i "skruszejesz". Przyznał się do manipulacji a Ty dalej nie rozumiesz, że manipulował ?
Rozumiem, że z tym porządkiem to jest tak, że mieszkasz sama a małżonek od czasu do czasu wpada do Ciebie na inspekcje. Zlew brudny ( niedoczyszczony i niewyglansowany) "przełknie", ale ten mat w łazience nie przejdzie ! Mandat Ci wypisuje czy od razu wiązka wyzwisk leci, a może kary cielesne stosuje !
Kobieto!!!!! Helooooł, pobudka ! Ty nie jesteś sprzątaczką a on panem kierownikiem, pracownikiem sanepidu czy jeszcze jakąś inną cholerą, której poziomem jest połysk sanitariatów!!!!!
Lubi połysk i dobrze i niech zakasuje rękawy i bierze się za robotę. Taki sam jego obowiązek jak i Twój utrzymywać w domu porządek.
To nie jest jego wymówka, to jest jego i Twoje (niestety) zwichrowanie.

16 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Mój mąż mówi, że chce się zmienić i nie robi tego dla mnie, tylko dla siebie i jednocześnie dla nas. (...)

On sie chce zmienić i nie robi tego dla Ciebie tylko dla siebie i jednocześnie dla was ....czyli wy to tylko on, bo nie robi przecież tego dla Ciebie tongue  .......fajne to nasze myślenie i tłumaczenie nam samym i innym.

16 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Happyfull taką instrukcję nieszanowania kobiet stosują panowie, także na naszych terenach. Może to epidemia jakaś ? big_smile
Tak....pod większością punktów (po szczegółowej analizie zapewne pod wszystkimi) podpisał by się mój eks. Dodał by jednak jeszcze jeden punkt ( a może go przeoczyłam) upewniaj małżonkę w przekonaniu, że jest dla ciebie ważna poprzez kupowanie jej ulubionych słodyczy. Koszt niewielki a efekt? masz jej pewność, że pamiętasz o niej nawet w spożywczaku.
Przerabiałam te wymogi na sobie. Zawsze miałam być elegancka, nawet przy pracy w ogrodzie i miła, koniecznie miła, zadowolona, uśmiechnięta i rozumiejąca jego poświęcenie (praca) i zmęczenie (pracą).,,,szkoda słów.
Natomiast taki test powinna zrobić dziewczyna kandydatowi na męża. Konkretnie i na piśmie i z podpisem smile i ma jasność i ma ewentualny dowód do rozwodu gdyby nałgał big_smile smile

Zofiu tragiczne jest w tej instrukcji, ze to psycholozki - 2 kobiety napisaly sad
Ksiazka ma dobre krytyki. Nie byla przetlumaczona na polski i cale szczescie bo by sie jeszcze niektorym babom wiecej w glowach poprzewracalo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To kobiety kobietom chca zgotowac taki los !!!! Jaka matka taka corka sad A czemu corka ma miec lepiej od matki? Czemu corka ma byc szczesliwa? Czemu ma nie nosic swojego krzyza? Tak u nas zawsze bylo to po co to zmieniac ? A zreszta to kobiety w naszej rodzinie sa od zawsze przeklete !!!!!!!!!!!!!!!!!!

Inne podejście kobiety do męża i związku jest źle widziane - niestety. Mówi się egoistka, wyzwolona, z ironicznym brzmieniem. Tak, byłam takim podnóżkiem i przeżyłam jego prawo do posiadania wolności i przyjaciółki. Ja miałam prawo prać, gotować, sprzątać, niańczyć dzieci.Na wyjścia miałam być "odstrzelona" a z czasem i w domu miałam wyglądać jak gwiazda. Tak, matka córce niech gotuje taki los, niech następny "garkotłuk" uszczęśliwia i zadowala swego pana. To nic, że córka po latach szeroko ze zdziwienia oczy otworzy, to nic, że następna zostanie z niczym, albo i lepiej, bo z długami swego pana. Niech następna pokaże synom jak traktuje się kobietę, która nie ma prawa być człowiekiem !!!!!

Jestem dzisiaj wściekła sad Nie idą dobrze sprawy spadkowe po moim ojcu. Wiele dylematów i pewność, że nie ma sprawiedliwości w sądach. Poza tym spotkałam się z eksem. Nie miał całej kwoty alimentów. To znaczy pieniądze ma na koncie, ale ma dzienny limit i go pobrał i wydał część pobranych pieniędzy i jutro wyjeżdża, ale jak wróci natychmiast do mnie zadzwoni i zapłaci. Brzmiał bardzo wiarygodnie tylko to konto firmowe i nie ma opcji żeby na koncie był limit. Pobrał i wydał ? Przecież wczoraj on mówił jaką kwotę mi da. Mógł wstrzymać się dzień z zakupami (ona jako właścicielka firmy zapewne zostaje na miejscu i także z konta może pobrać pieniądze i zrobić zakupy). Jutro wyjeżdża a jak wróci to zadzwoni? Całą pocztę mam zawaloną jego sms-ami "zadzwonię później" , "zadzwonię za godzinę" i są to odpowiedzi na moje telefony gdy nie dzwonił w umówiony dzień. Szkoda słów ......

Byłam "dobrą żoną", taką właśnie z tej instrukcji. Płacę za to wysoką cenę i nie wiem, płakać mam czy się śmiać....

Dlaczego my wszystkie z tych związków wychodzimy z długami ? Bo nie ma w nas chytrości,pazerności, bo jesteśmy do bólu uczciwe, głupie z ogromnymi pokładami cholernej empatii.
DZisiaj przy okazji tych wszystkich zajść przeprowadziłam ze sobą szczerą rozmowę big_smile. Ojjjjj oberwało mi się !!!!

Kolejny wykręt jego i tyle.
Jak wiesz ile Ci trzeba to trzymasz i masz. Krótka piłka.

16 543

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Nam nic nie jest obce tongue.

hmmmm..............no właśnie!!!!!!....nam nic nie jest obce..... sad
 
Dzisiaj już trochę emocje opadły. Nadal jestem rozgoryczona sprawą spadkową. W PL przeszłam już wszystkie instancje. Każda powtarza to samo, "Sąd ma prawo interpretować dowody jak chce" i tym chceniem (również z naginaniem prawa) prawa nie narusza. I nie szkodzi, że strona pozwana przedstawiła dwa dowody, dwa beznadziejne dowody, bo nie stwierdzające spłaty zadłużenia.  I nie szkodzi, że nasza strona (spadkobierca) przedstawia najważniejszy dowód tj. weksel, niespłacony, bo istniejący. Sąd go lekceważy, uznaje za PORWANY! Inne dowody/argumenty naszej strony nie są brane pod uwagę wcale i w orzeczeniu nawet o nich wzmianki nie ma.
Kolejny mój ruch to Strasburg. Może tam dopukam się do sprawiedliwości.

Miłego dna życzę smile i słonecznego smile

Jest nadzieja.
Polska odpadnie w rozgrywce i będzie na Twoje. Zobaczysz smile

16 544 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-02-06 10:18:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Zawsze uważałam, że mój mąż wie co mówi i za jego słowami kryje się to co one wyrażają (uważa się za dobrego polonistę). Gdy jednak ostatnio usłyszałam, że gdy przez całe życie mówił mi, że się rozwodzimy, to tak naprawdę nie myślał o tym poważnie, to ja już nie wiem jak mam rozumieć jego słowa. Może podam prosty przykład. Jego matka ma w domu inny porządek niż ja jestem w stanie utrzymać. On uważa, że zrezygnował z lśniącego zlewu w kuchni, ale brak połysku w łazience to już poniżej jego poziomu. Zresztą już nigdy tak mówić nie będzie, bo teraz jeśli nie będzie mógł to niech szuka szczęścia gdzie indziej. Nigdy już nie zaakceptuję takiej jego wymówki.

Ja też myślę, że Twój mąż wie co mówi (przecież nie jest niepoczytalny). Zna znaczenie słów i rozumie co znaczy, chcę rozwodu. Wiedział, że bać się będziesz i "skruszejesz". Przyznał się do manipulacji a Ty dalej nie rozumiesz, że manipulował ?
Rozumiem, że z tym porządkiem to jest tak, że mieszkasz sama a małżonek od czasu do czasu wpada do Ciebie na inspekcje. Zlew brudny ( niedoczyszczony i niewyglansowany) "przełknie", ale ten mat w łazience nie przejdzie ! Mandat Ci wypisuje czy od razu wiązka wyzwisk leci, a może kary cielesne stosuje !
Kobieto!!!!! Helooooł, pobudka ! Ty nie jesteś sprzątaczką a on panem kierownikiem, pracownikiem sanepidu czy jeszcze jakąś inną cholerą, której poziomem jest połysk sanitariatów!!!!!
Lubi połysk i dobrze i niech zakasuje rękawy i bierze się za robotę. Taki sam jego obowiązek jak i Twój utrzymywać w domu porządek.
To nie jest jego wymówka, to jest jego i Twoje (niestety) zwichrowanie.

Kolejna perfekcyjna Pani Domu w męskim wydaniu.
A ja bym powiedziała na tą chwilę, że nie umiem tak glansować. Skoro ma oczekiwania niechaj realizuje. I może mnie w odwłok pocałować. A jak taki hrabia to niech se służącą najmie.

16 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Przyszło mi do głowy...
Jedno możemy zmienić jeśli chodzi o niego, mianowicie możemy kopnąć go w tyłek smile

I znowu zaczynam od uahahania się smile
HM - ale to nie zmiana nas, że w końcu same postanowiłyśmy rozbujać własną nogę" wink

Dzień Dobry Wszystkim

16 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie mam pojęcia dlaczego "kocham za bardzo" może dla tego że boję sie straty drugiej osoby ale czym jest to spowodowane chyba przez perypetie, które zafundował mi mój partner pare lat temu za nim zrozumiał, ze jestem dla niego "wszystkim".

16 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Możecie powiedzieć ?a nie mówiłam?. Karaluch przemówił do swojego nikogo. Kłótni nie było, bo nie dałam się sprowokować, ale za to uzgodniliśmy, że się rozwodzimy. I teraz dopiero się zacznie.

Zabcia teraz potrzebujesz duzo sily i madrosci smile Masz kolezanki? Masz prawnika? Jak z praca? Finanse?
Wiem, ze to ostatnie o czym teraz chcesz myslec ale trzeba.
Zabcia gorzej juz nie bedzie smile

Ja o tym myślałam za każdym razem, gdy on zapowiadał rozwód.
Koleżanek nie mam!
Mama nie żyje, ojciec z demencją starczą, rodzeństwa brak!
Prawnika nie mam!
Praca mała, ale własna wystarczy na utrzymanie siebie a jak będzie skromniej to i córki.
Finanse ? nie będzie wymarzonego domku z ogródkiem, ale na dwa małe osobne mieszkanka  może wystarczyć.
GORZEJ JUŻ NIE BĘDZIE!!!

Będzie lepiej Żabcia smile Bo na własny rachunek i dla siebie i z myślą o sobie smile
Też wiele nie mam, ale mam znajomych smile Niezbyt wielu, ale mam smile
Nie będę mieć małego osobnego mieszkanka na własność ale wynajęte smile
Ale będę mieć szczęśliwą rodzinę, jeśli nigdy nie zapomnę co sobie obiecałam i o co się staram smile
Czasem tak trudno zacząć myśleć o własnym "dobru".... Dlaczego? Bo nie jesteśmy przyzwyczajone do myślenia o sobie dobrze i nikt o nas dobrze nie myślał, to nam weszło w krew wink Ale krew się przetacza a potem się zdrowieje i nabiera sił smile

16 548

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

DZisiaj przy okazji tych wszystkich zajść przeprowadziłam ze sobą szczerą rozmowę big_smile. Ojjjjj oberwało mi się !!!!

Zofia smile Komentować zachowania Twojego eksa nie będę, bo sama się domyślasz, że nie chciałabym tak publicznie negatywnie się wypowiadać o kimś wink
Co do ochrzaniania siebie i długów smile Pisałam ostatnio o tym, ze się na swojego jm wkurzyłam, że mi się płakać chciało. Ale oczywiście nie napisałam o co poszło, tylko opisałam coś innego. W listopadzie zeszlego roku UZGODNILIŚMY, że ulgę na dzieciaki odliczam ja, jako sprawująca opiekę. Coś mi w zeszłą środę intuicyjnie chodziło po głowie, że coś mi nie pasuje, bo chodzi jakiś podekscytowany, bo nie potrafił się wytłumaczyc dlaczego nie złożył PITa za vat od budowlanych, który mu (oczywiście ja) rozliczyłam, itp. Miałam podejrzenia, że chce rozliczyć swojego PIT i ściągnąć tę ulgę na siebie (za dzieciaki). No i chyba to było w niedzielę, czy poniedziałek? O czymś rozmawiałyśmy ze starszą - m.in. w zakresie co w jakim czasie muszę rozplanować w sensie kosztów (marzy o nowej torbie na ramię a za 1,5 m-ca są jej urodzinki). No i usłyszał i głupio się uśmiechając wszedł do kuchni i powiedział, że on już swojego PITa rozliczył i że jemu przyjdzie zwrot. Nie wchodząc w szczegóły, co było potem jeśli chodzi o moją reakcję - obiecał, że odda co do grosza. Pozwę gnoja jak nie odda w ciągu miesiąca od daty złożenia, bo tyle aktualnie czasu trwa dokonanie zwrotu, jako, że mało ludzi jeszcze złożyło (sprawdziłam).

Mogłam wtedy, kiedy intuicja mnie zakłuła, przypomnieć temu obleśnemu sklerotykowi to, na co się umówiliśmy. Gwarancji i tak bym nie miała, ale zawsze "coś bym zrobiła". A ja znowu stłamsiłam swoją intuicję (jak przez prawie pełne 40 lat swojego życia) i wyszło jak wyszło. Mnie samej też się od siebie samej obrywa - za wiele smile No ale jakoś powoli się nauczę wink I kiedyś przyjdzie taki moment, kiedy nie będę musiała sobie wiecznie "dawać po łapkach" ani za to co zrobiłam, ani za myślenie ani za nic smile

16 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
beosa napisał/a:

Pani psycholog (znów mi się trafiła bardzo młoda) zadała kilka naprowadzających pytań,bo kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć,tyle tego się nazbierało przez te 22 lata " smile
Emocjonalnie mam wrzucić na luz i nie dźwigać wszystkiego sama. smile
I na koniec pytanie,uwaga:
Czego od niej oczekuję? Czy naprawdę czuję,że jest mi potrzebna?Bo mogłybyśmy się umawiać np.co dwa,trzy tygodnie,rozpracowywać jakieś sytuacje z życia,ale czy ja tego chcę?
Zgodnie z tym co czułam,powiedziałam,że właściwie to chyba bardziej mi zależało na terapii grupowej (no wiecie,może jakaś kobitka z grupy by ze mną do kina wyskoczyła czy cóś smile ).Niestety,stety? nie ma wolnych miejsc,oblężenie,kolejka jest a i pani doktor jakoś sceptycznie do tego nastawiona była.
No to stwierdzilam,że wolałabym być z nią w jakimś kontakcie i umówić się wtedy,kiedy będę czuła taką potrzebę,będę chciała się poradzić czy o czymś porozmawiać.Zgodziła się z entuzjazmem.Mogę zadzwonić kiedy mnie najdzie chęć. smile

Beosa ja osobiscie uwazam, ze powinnas co tydzien do pani psycholog chodzic !!! Masz tyle do przepracowania !!! Efekty terapii widoczne sa dopiero po kilku miesiacach. Bedziesz miala dobre i zle dni. To normalne. Pani psycholog - taka mloda - bedzie miala pole do popisu. Beosa daj pani psycholog zajac sie Toba !!! Daj sie zaopiekowac smile Niech NFZ placi tongue
Beosa grupa wsparcia jest super ale psycholog to psycholog !!! Nikt z nas tutaj psychologiem nie jest i jak Ci bzdur nagadamy to pani psycholog zrewiduje smile

Beosa - mam podobne wrażenie, ale terapeuta nie zmusi Cię, tylko wolałby żebyś sama chciała z nim kontaktu, żebyś czuła taką potrzebę. Nie jesteś w stanie tylko z nami przejść kolejnych etapów i dać sobie z tym radę na całe życie. Nie wierzę w coś takiego i mam rację smile Czemu - to za moment smile

16 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zabka-k czy Ty wciąż ufasz swojemu JM? Przecież jakiekolwiek "uzgodnienia" to pic na wodę!
No ja Ci chyba tego pisać nie powinnam tongue

16 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bea06 napisał/a:

hej hej no i dziewczyno mialas racje . nie wiem co mu sie stalo , tzn moge sie domyslac wink ale COS sie zmienilo. na lepsze . tak sie zlozylo ze mam teraz problemy zdrowotne, ktorych jak na razie żaden lekarz nie potrafi zdiagnozowac / usunąc. okres 30 dni.... Do tej pory nigdy nawet jak zle sie czulam sie mowilam mu o swoich problemach. On byl najwazniejszy , jego zdrowie, samopoczucie.Głownie dla mnie smile Ja nigdy na nic sie nie skarżylam. az tu nagle w rozmowie wyszlo ze mam co mam i szlag mnie trafia a wogole to juz nic nie rozumiem . I nagle z jego strony zwrot o 180 st. najpierw zaniepokojenie , potem troska, potem nawet lekki ochrzan ze moze bym zmienila lekarza itp. codzienne pytania jak JA sie czuje itp. dodatkowo wiem od wspolnej znajomej ze przyznał sie jej ze mu na mnie zalezy ale boi sie mnie zranic i byc zranionym ( chyba egoistycznie powinno byc to pierwsze;) . oczywiscie otrzymal opieprz od niej ( ach te babskie solidarnosci !!!) i... czarodziejska rozdzka zadzialala. No takim czułym troskliwym okazujacym zaangazowanie go jescze nie widzialam . podczas spotkania calusy, trzymanie caly czas za reke, przytulania ( takie po prostu cieple - to sie czuje jak ktos do kogo sie przytulasz jest z rezerwa , a teraz tego nie ma) . oczywiscie znow troska o moje zdrowie i text : nie moge Cie stracic . boje sie o Ciebie itp . Moze fakt ze cos mi sie moze stac tak go zdopingowal ? Sam wychodzi z propozycjami spotkania, kina , wyjscia gdzies , normalnie go nie poznaję !!!!! nawet jest lepiej niz w 1 fazie naszego "zwiazku" czyli nazwijmy to zauroczeniem .
ok w dalszym ciagu o nic nie pytam, nie okazuję mu w nadmiarze ze mnie zależy ZA BARDZO. teraz jego kolej
fakt jest faktem ze wewnetrznie czuje sie lepiej. Zaczynam znow wierzyc ze nie tyle ze ktos moze mnie kochac , bo to jest uczucie ktorym nie powinno sie szafowac i powinno sie byc pewnym znaczenia tego slowa, ale ze jest ktos dla kogo jestem ważna, potrzebna, wyjątkowa . Samoocene mam dalej niska, ale poze ciut ciut wyzej niz poprzednio smile
tak czy inaczej doszlam do wniosku ze szanse trzeba dac. widac ze nie chodzi mu tylko i wylacznie o sex , ale po prostu i ja jako ja jestem choc troche dla niego wazna smile A reszte , jak powiedzialas, czas pokaze . a ja nie moge zyc tylko nim, tylko jego życiem , chce byc z nim dzielic z nim troski i radosci ale on tez tego musi chciec
pozdrowka dla wszystkich , zobaczymy co czas pokaze  smile

Bea06, moim skromnym zdaniem ten facet może Ciebie kochać, ale boi się tego uczucia sam przed sobą. Może po przejściach z poprzednich związków boi się zaangażować, żeby w przypadku odrzucenia znów nie cierpieć. Teraz gdy jesteś chora boi się, że może Cię stracić i stąd taki napływ opiekuńczości. Myślę, że facet potrzebuje czasu, żeby zaufać.

Co do początku Twojej historii, jak już wspominałam też u mnie w rodzinie z pokolenia na pokolenie nie było miłości i dlatego teraz tak bardzo chcę kochać i być kochaną, ale tego nie potrafię. Czy zastanawiałaś się dlaczego nasi rodzice i dziadkowie nie kochali i nie byli kochani? Co było źródłem takiego stanu rzeczy? Ja niestety już nie mam z kim o tym porozmawiać, a bardzo żałuję, że nie zdążyłam.

16 552

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Rozumiem, że mieszkanie nabyliście wspólnie. Rozumiem, że on spłacał kredyt za to mieszkanie, bo z wielu powodów miał je zapisane na siebie a Ty łożyłaś na utrzymanie rodziny. Jeśli moje domysły są słuszne to biegiem do dobrego prawnika i niech Ci podpowie jak udowodnić fikcję. Wiem, że jest możliwe udowodnienie i odzyskanie praw do mieszkania. Zasięgnij porady DOBREGO prawnika.

Nie - mieszkanie było kupione tylko na niego.
Początkowo (jak to w rodzinie), wszystko płaciliśmy wspólnie a realnie, ja utrzywałam rodzinę, opłacałam nianię i dokładałam do rachunków, bo jemu nigdy nie starczało. Mnie w efekcie też.... Zostałam "odstawiona", jak po pozbieraniu się z deprechy jasno oświadczyłam, iż w związku z naszą sytuacją - ja utrzymuję rodzinę i opłacam nianię, na jego głowie są kredyt i rachunki. No to dupło i mieszkanie trzeba sprzedać - jak już wiesz....
Zofia - naprawdę jest coś takiego, jak udowodnienie fikcji???? Nie stać mnie na prawnika, żeby zapłacić, ale może tu kolega obok by mi coś podpowiedział..... Bo ja nie mam żadnych dowodów, kompletnie, poza swoim PIT-em i jego.... No i może by mi się udało powyciągać jakieś nazwy banków do sprawdzenia kredytów, czy on miał szansę w ogóle spłacać cokolwiek samodzielnie.... Ja mam wrażenie, ze sobie niezłego samobója strzeliłam z tą rozdzielnością....

16 553

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Zabka-k czy Ty wciąż ufasz swojemu JM? Przecież jakiekolwiek "uzgodnienia" to pic na wodę!
No ja Ci chyba tego pisać nie powinnam tongue

No wiem, że nie można mu ufać! Ale ja uzgadniałam z tym ...... w listopadzie, jak jeszcze taka mądra nie byłam. No i znowu sama siebie przerobiłam na mało - wesoło.
Właśnie powinnaś pisać - wcale mi nie jest fajnie się przyznać do tego przed Wami, ale nie zamierzam unikać już więcej rozliczania siebie samej z własnej głupoty. Prawda? smile

16 554

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No dobrze smile
A ja dziś po spotkaniu z terapeutką, długa przerwę miałyśmy, bo chora była.
Jeden plus, wielki plus, że podczas przerwy w spotkaniach nie zasiadłam z założonymi rękami, że chciałam i coś robiłam smile
Drugi plus, że naprawdę czuć, że chcę i się staram - bo się staram i to słychać.
Jeden minus, że choć zdaję sobie sprawę z tego trójkąta Karpmanna i staram się "czuwać", to można odnieść wrażenie, że się jednak ciągle zapętlam, tylko już zauważam po jakimś czasie, że zaczynam gdzieś biec. Jak ja to mówię - daję sobie po łapkach i staram się stabilizować smile Ten czas się skraca, na szczęście smile I wcale nie jest mi przykro, że się znowu gdzieś rozpędziłam, albo zaczęłam spadać, tylko cieszę się, że mogę zapobiec własnej przesadzie smile
Drugi minus - przyznaję szczerze, w dalszym ciągu nic nie czuję w danym momencie, tylko impulsy dochodzą do mnie po czasie. Nie umiem zareagować od razu. Ale szybciej reaguję smile

W moim przypadku, ewidentnie to mogę mówić o sobie - absolutnie jeszcze nie przyszedł czas na terapię grupową. Ja jeszcze nie potrafię, albo inaczej - nie powinnam. Na razię chcę się skoncentrować na sobie i na tym co jest, co z czego wynika. Nad zapanowaniem nad tą swoją euforią i innymi różnymi wink Mam sama spróbować się określić, ile czasu opieka bezpośrednia mi była by potrzebna. Ja myślę o spotkaniach co miesiąc. W pierwszej chwili pomyślałam - rok... Ale co to jest 12 spotkań.... Myślę, że na realnie i biorąc pod uwagę, że w międzyczasie moga wystąpić jakieś sytuacje, które wytrącą mnie z równowagi - to minimum półtora. Jak się poskładam, to wtedy możemy mówić o terapii grupowej smile A ciekawa jestem, co wymyślę do kolejnego spotkania smile Umówiłyśmy się na 14 lutego - fajne walentynki wink


Więcz NIKOMU - nie doradzałabym terapii grupowej zamiast indywidualnych spotkań z terapeutą... Bo tam ludzie potrzebują wsparcia, podtrzymania w ZDROWYCH działaniach lub zdrowej oceny działań nieracjonalnych, zdarzających się jednak... A trudno, by w krótkim okresie coś na ten temat wiedzieć... By wypuszczać się w taki gąszcz czyichś myśli i działań, które mogą spowodować, że niczego się tak naprawdę nie dowiemy... o sobie. Wiem, ja wiem i od terapeutki, że ja już spory kawałek robótki odwaliłam smile Bo choć domyślam się, co mi nie pasuje i co czym trąci i staram się iśc w tym kierunku, by to rozpoznać smile Że dość szybko to zrobiłam. Ale że coś dotąd zrobiłam szybko, nie oznacza, że mam prawo dalej tak gnać, bo znowu coś przeoczę smile Albo wrócę do starych zachowań.
Terapia grupowa, to powrót do współpracy z ludźmi... Czy ktoś, kto nie umie być sobą i być ze sobą - powinien od razu uciec na terapię grupową? Nie wiem, nie wydaje mi się, że ja powinnam i że dla mnie coś by z tego dobrego wyszło... Ja nie.
I jeszcze coś wymyśliłam smile Nie chcę poznawać nowych ludzi. Bo ja nie znam siebie i na razie mam problem w tym jak lepiej siebie poznać i zaakceptować bez ciągłego fundowania sobie ekstremalnych stanów. Jaka ja taka zwykła jestem. Chcę poznać swoich dotychczasowych znajomych smile I zrozumieć, kogo ja lubię, kogo nie lubię i za co smile A zanim ja poznam siebie i poznam na nowo swoich znajomych, to minieeeeee, oj minie smile

No - co nie oznacza, że ta pomocowa grupa tutaj nie jest dla mnie inspiracją motywującą smile Ale Wy to już starzy znajomi wink smile smile To Was muszę zacząć poznawać od nowa wink

16 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Bardzo chętnie poszłabym do psychologa, bo potrzebuję odbudować poczucie własnej wartości, ale nie bardzo znam kogoś naprawdę dobrego. Może jakaś grupa wsparcia na miejscu, żeby nie być tak cholernie sama. Mieszkam w Poznaniu, ale nie pochodzę z Wielkopolski. Na ironię od 4 lat ściśle współpracuję z AL-Anon, ale oni zajmują się DDA a ja jestem DDD.
Znam blog Moje dwie głowy ? pisałam Ci, że czytałam posty smile

Zabcia to ty z duzego miasta jestes a w duzych miastach duzo psychologow smile A w Al-Anon nie maja namiarow na dobrych psychologow? Wygoogluj sobie jakiegos smile W Poznaniu tyle atrakcji -koncerty, wystawy, kino, tance itd. W watku kobiety na zakrecie sa kobiety z Poznania, jak sie ladnie spytasz to moze Cie przyjma pod opieke smile One takie z jajami i tez wala prosto z mostu tongue

Co do blogow: Przeczytaj jeszcze raz !!! Czytajac mysl juz o sobie - jak moge sobie pomoc a nie jak moge jego zmienic tongue. Zobaczysz jak Ci sie wszystko rozjasni smile

Bloga tylko przeglądałam i muszę do niego wrócić.
Dzięki za podpowiedź, że babeczki z ?kobiety na zakręcie? są z Poznania. Czytuję je czasami, ale nie miałam śmiałości się przyłączyć, bo to chyba bardzo zgrana paczka.

16 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To ja się też wypowiem apropos terapii. Grupową wykluczyłam, z tego względu, że zaczęłabym wszystkich zabawiać i opowiadać żarciki, żeby mnie polubili, na tyle się znam. Ja chodzę do terapeutki raz w miesiącu-ona uważa, że częściej nie ma po co, bo przez ten miesiąc mam sama pracować a nie relacjonować pół sesji co przyniósł tydzień. Choć na początku było częściej, bo byłam w sytuacji emergency. U mnie się sprawdza, idę ciut "nowsza" za każdym razem i wychodzę z kolejnymi zadaniami. Na dodatek pani potrafi mi dosadnie powiedzieć "niech pani już tak nie opowiada kwieciście, to nie scena" lub "mózg się zwija, brać się za książki". Mi trza bata.

16 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Teraz coś wam opowiem. Wczoraj przy obiedzie rozmawialiśmy ja, mąż i nasza 13-letnia córka. Próbowaliśmy rodzinnie ustalić pewną kwestię, podjąć wspólnie decyzję w sprawie ważnej dla mojej córki. Zapytałyśmy o zdanie pana domu. Mąż się oburzył, że jak zwykle, to on ma podejmować decyzję. My kobiety tego domu wytłumaczyłyśmy mu, że chcemy wspólnie uzgodnić poznając jego zdanie, a nie że on ma podjąć decyzje. Zwróciłam mu uwagę, że on zawsze reaguje w taki dziwny sposób. Oczywiście powiedział, że to nie prawda. Wtedy moja córka wtrąciła, że tak właśnie jest i podała przyczynę, że może w dzieciństwie za dużo od niego wymagano, powierzano za dużo obowiązków i teraz pozostał mu uraz, który powoduje, że jemu się wydaję, że ciągle wszyscy czegoś od niego chcą i oczekują, że będzie podejmował wszystkie decyzje i brał za nie odpowiedzialność.

Przysięgam, że ja jej takich rzeczy nie mówiłam, a ona sam wyjaśniła mi dzisiaj, że to jest dla niej oczywiste, że błędy wychowawcze z dzieciństwa odbijają się na psychice i utrudniają życie dorosłe.

Jak widać moja córka jest mądrzejsza od mojego męża i lepiej niż ja potrafi zdiagnozować jego zachowanie.

16 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

To ja się też wypowiem apropos terapii. Grupową wykluczyłam, z tego względu, że zaczęłabym wszystkich zabawiać i opowiadać żarciki, żeby mnie polubili, na tyle się znam. Ja chodzę do terapeutki raz w miesiącu-ona uważa, że częściej nie ma po co, bo przez ten miesiąc mam sama pracować a nie relacjonować pół sesji co przyniósł tydzień. Choć na początku było częściej, bo byłam w sytuacji emergency. U mnie się sprawdza, idę ciut "nowsza" za każdym razem i wychodzę z kolejnymi zadaniami. Na dodatek pani potrafi mi dosadnie powiedzieć "niech pani już tak nie opowiada kwieciście, to nie scena" lub "mózg się zwija, brać się za książki". Mi trza bata.

smile A ja bym "pofrunęła" i zorganizowała jakiś wyjazd zaraz razem smile wink wink wink

16 559

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Terapia jest potrzebna mnie i mojej córce. Oczywiście nie wiem, czy jaśnie pan nam pozwoli opowiadać obcym o tym co się w domu dzieje, ale z tym sobie jakoś poradzę. Maja córka już jakiś czas temu mówiła, że chciałaby spotykać się z psychologiem, bo ma świadomość jak na nią wpływa atmosfera rodzinna. Zastanawiam się, czy nie powinnyśmy chodzić do tej samej osoby? Tylko czy uda się to połączyć, bo córka jako nastolatka powinna chodzić chyba do dziecięcego psychologa.

16 560

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Wtedy moja córka wtrąciła, że tak właśnie jest i podała przyczynę, że może w dzieciństwie za dużo od niego wymagano, powierzano za dużo obowiązków i teraz pozostał mu uraz, który powoduje, że jemu się wydaję, że ciągle wszyscy czegoś od niego chcą i oczekują, że będzie podejmował wszystkie decyzje i brał za nie odpowiedzialność.

Przysięgam, że ja jej takich rzeczy nie mówiłam, a ona sam wyjaśniła mi dzisiaj, że to jest dla niej oczywiste, że błędy wychowawcze z dzieciństwa odbijają się na psychice i utrudniają życie dorosłe.

Jak widać moja córka jest mądrzejsza od mojego męża i lepiej niż ja potrafi zdiagnozować jego zachowanie.

Wiesz.... Bo dzieci są naturalne, naturalnie rozsądne w odczuwaniu co jest złe a co dobre i z dorastaniem tę naturalność powolutku tracą. Ale Twoja córa ma widzę dużo fajnych naturalnych wniosków smile

16 561

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
bea06 napisał/a:

hej hej no i dziewczyno mialas racje . nie wiem co mu sie stalo , tzn moge sie domyslac wink ale COS sie zmienilo. na lepsze . tak sie zlozylo ze mam teraz problemy zdrowotne, ktorych jak na razie żaden lekarz nie potrafi zdiagnozowac / usunąc. okres 30 dni.... Do tej pory nigdy nawet jak zle sie czulam sie mowilam mu o swoich problemach. On byl najwazniejszy , jego zdrowie, samopoczucie.Głownie dla mnie smile Ja nigdy na nic sie nie skarżylam. az tu nagle w rozmowie wyszlo ze mam co mam i szlag mnie trafia a wogole to juz nic nie rozumiem . I nagle z jego strony zwrot o 180 st. najpierw zaniepokojenie , potem troska, potem nawet lekki ochrzan ze moze bym zmienila lekarza itp. codzienne pytania jak JA sie czuje itp. dodatkowo wiem od wspolnej znajomej ze przyznał sie jej ze mu na mnie zalezy ale boi sie mnie zranic i byc zranionym ( chyba egoistycznie powinno byc to pierwsze;) . oczywiscie otrzymal opieprz od niej ( ach te babskie solidarnosci !!!) i... czarodziejska rozdzka zadzialala. No takim czułym troskliwym okazujacym zaangazowanie go jescze nie widzialam . podczas spotkania calusy, trzymanie caly czas za reke, przytulania ( takie po prostu cieple - to sie czuje jak ktos do kogo sie przytulasz jest z rezerwa , a teraz tego nie ma) . oczywiscie znow troska o moje zdrowie i text : nie moge Cie stracic . boje sie o Ciebie itp . Moze fakt ze cos mi sie moze stac tak go zdopingowal ? Sam wychodzi z propozycjami spotkania, kina , wyjscia gdzies , normalnie go nie poznaję !!!!! nawet jest lepiej niz w 1 fazie naszego "zwiazku" czyli nazwijmy to zauroczeniem .
ok w dalszym ciagu o nic nie pytam, nie okazuję mu w nadmiarze ze mnie zależy ZA BARDZO. teraz jego kolej
fakt jest faktem ze wewnetrznie czuje sie lepiej. Zaczynam znow wierzyc ze nie tyle ze ktos moze mnie kochac , bo to jest uczucie ktorym nie powinno sie szafowac i powinno sie byc pewnym znaczenia tego slowa, ale ze jest ktos dla kogo jestem ważna, potrzebna, wyjątkowa . Samoocene mam dalej niska, ale poze ciut ciut wyzej niz poprzednio smile
tak czy inaczej doszlam do wniosku ze szanse trzeba dac. widac ze nie chodzi mu tylko i wylacznie o sex , ale po prostu i ja jako ja jestem choc troche dla niego wazna smile A reszte , jak powiedzialas, czas pokaze . a ja nie moge zyc tylko nim, tylko jego życiem , chce byc z nim dzielic z nim troski i radosci ale on tez tego musi chciec
pozdrowka dla wszystkich , zobaczymy co czas pokaze  smile

Bea06, moim skromnym zdaniem ten facet może Ciebie kochać, ale boi się tego uczucia sam przed sobą. Może po przejściach z poprzednich związków boi się zaangażować, żeby w przypadku odrzucenia znów nie cierpieć. Teraz gdy jesteś chora boi się, że może Cię stracić i stąd taki napływ opiekuńczości. Myślę, że facet potrzebuje czasu, żeby zaufać.

Co do początku Twojej historii, jak już wspominałam też u mnie w rodzinie z pokolenia na pokolenie nie było miłości i dlatego teraz tak bardzo chcę kochać i być kochaną, ale tego nie potrafię. Czy zastanawiałaś się dlaczego nasi rodzice i dziadkowie nie kochali i nie byli kochani? Co było źródłem takiego stanu rzeczy? Ja niestety już nie mam z kim o tym porozmawiać, a bardzo żałuję, że nie zdążyłam.

Żabko , dzieki Ci za słowa otuchy. po kolei odpowiadam
Co do Niego :
zastanawialam sie dlugo nad nim i jego zachowaniem, gadalam z kolegównami. wielce prawdopodobne jest to ze on sie boi. Tak jak napisalam wczesniej. zanim sie "zwiazalismy" dlugo gadalismy o naszych zyciach. zakochany byl po uszy 2x w życiu . jedna go zostawila, od drugiej odszedl . Wartoscia dla niego najwazniejsza są dzieci . mial po separacji mnostwo kobiet i z tego co wiem łączylo ich tylko łóżko. sam mi powiedzial ze ze mna mozna o wszystkim porozmawiac, ze ma do mnie zaufanie, jestesmy dla siebie szczerzy. Nie nawidzi nieszczeosci, braku zaufania. ze mna tego nie ma. on zwierza mi sie z kazdego swojego problemu, czy to zeby sie wygadac, czy tez by uslyszec rade. wiele razy slyszalam ze pierwszy raz spotkal kobiete z ktora łaczy go cos wiecej niz pożadanie - prawdziwa przyjazn. i ta osoba jestem ja . od 20 ani żona ani żadna kobieta w jego zyciu sie o niego nie bała, nie troszczyla, nie niepokoila sie. na poczatku nie moglam w to uwierzyc ze facet tak przezywa to ze ktos go prosi = odezwij sie jak dojedziesz do domu ( w nocy) bo sie bede bać ze moze Ci sie cos stac . Potem jego łzy o to samo, po jakiejs rozmowie . Na pewno tez czuje sie niedowartosciowany. Zrobilam maly wywiad w jego srodowisku - i co ? od 20 lat on sie staral, on dawał , w zamian nie dostając nic.... znaczy nie - w dupe tak. nigdy nie uslyszal dziekuje , nigdy nie byl akceptowany przez tesciów , choc byl i jest naprawde fantastycznym ojcem ( rany miec takiego ojca !!!!!!) . co nie zrobil bylo żle. czyli to samo co ja.....tyle ze ja nie mam dzieci smile wiec mysle ze jego zachowanie w stosunku do mnie moze byc uwarunkowane dokladnie tym co napisalas - chce byc pewny i mnie i swoich uczuc. Boi sie ze moze byc zraniony, ze on moze zranic . Wie ze moze mi ufac ( juz sam to powiedzial ) ale po prostu się boi uzywac tego slowa. ale ja mam czas, ja poczekam wink
Co do drugiej sprawy - rodziny
no i tu mam rozne koncepcje. U mnie w rodzinie ( juz zrobilam psychoanalizę do 4 pokolenia smile ) wszystko zaczelo sie chyba od tego ze z powodu dużej ilosci progenitury rodzice mojej prababci nie mieli czasu by wszystkimi sie zajmowac sami. Najstarsze dziecko pilnowalo reszty. a i w tyłek dostawalo za innych tez. Akurat moja prababcia byla ta najstarsza i jednoczesnie ulubienica ojca. do tego jej charakter - "ja rządze" i wszystko zdechlo jak prapradziadek umarl. nagle okazalo sie ze rodzenstwo jej nie trawi, jej nie ma kto bronic, panna 26 lat na poczatku XX w to przeciez była zgroza! (dodam ze wszystkie siostry mojej prababci miały "charakterek" . no i jedynym wyjsciem bylo wyjscie za maz. wreszcie uciec od gniazda żmij smile . znalazla zakochanego w niej po uszy czlowieka, ktory stal sie jej podnozkiem, sama mowila ze nidgy go nie kochała. urodzila mu dziecko i to on byl cala jej miloscia. znow mogla rządzic bo przeciez syn tez świata poza nia nie widzial, a ojca malo co sie bal. Podziwiam mojego pradziadka....
Dziadek moj tez pół zycia poswiecil matce. Po smierci ojcs zrezygnowal ze studiow, musial zajac sie utrzymaniem domu. chodzil jak mu mamusia zagrala. zreszta prababcia nigdy nie kryla sie z tym ze uczucia, milosc sa niepotrzebne , wrecz szkodliwe . Dziadek moja babci poznal w pracy. piekna nie byla (niestsety ale prawda) i tez jej nie kochal ale do dzis nie wiem co ich zblizylo ze moja mama byla w drodze. Oni juz mi nie powiedza bo nie zyja. fakt jest fatem ze ani babka nie nadawala sie na matke ani dziadek na ojca. malzenstwo z rozsadku , bo jak to skadal, brzuch zrobil. z tego co wiem spali ze soba tylko 1 raz i wynikiem tego byla moja matka. do tego wszystkiego mieszała prawbabcia - mieszkala z nimi - i cały czas judzila przeciwko synowej . dziadek w koncu znalazl sobie inna ( ooooo jeszcze lepsza zołza) , ale brutalnie mowiac, tyłkiem zakrecila i bielmo mu na oczy zapadło.zostawil corke, matce bo po rozwodzie jemu przypadla opieka, a corka z drugiego malzenstwa byla do konca jego oczkiem w glowie. i jej corka tez. ja sie urodzilam kontra swiat. moja matka kiedys mi powiedziala ze chciala miec cos swojego , do kochania. miala 17 lat jak mnie urodzila. zostala wykleta przez rodzine, sama mnie wychowywala, ale dalej uczucia mi nie okazywala. musle ze po jakims czasie doszla do wniosku ze spier** sobie tym zycie i w jakis sposob winila mnie za to. zreszta tez angazowala sie pozniej w popaprane zwiazki . co jeden to gorszy
no a reszta przeszla na mnie.
wiesz jak tak patrz wstecz to widze ze:
1/ okazywanie uczuc bylo i jest traktowane jako śmieszne niepotrzebne, żenujace
2/ jak sie dzieci nie chialo a wyszlo jak wyszlo to tym bardziej, i je sie wini za swoje niepowodzenia, bledy zyciowe , tzw. spierd** zycie. zawsze sie znajdzie powod

pozdrawiam cieplutko

16 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Terapia jest potrzebna mnie i mojej córce. Oczywiście nie wiem, czy jaśnie pan nam pozwoli opowiadać obcym o tym co się w domu dzieje, ale z tym sobie jakoś poradzę. Maja córka już jakiś czas temu mówiła, że chciałaby spotykać się z psychologiem, bo ma świadomość jak na nią wpływa atmosfera rodzinna. Zastanawiam się, czy nie powinnyśmy chodzić do tej samej osoby? Tylko czy uda się to połączyć, bo córka jako nastolatka powinna chodzić chyba do dziecięcego psychologa.

Żabcia, jakbyś chciała, wyślij mi maila. Chodzę do pani, która specjalizuje się w terapii rodzinnej, jakbyś chciała namiar w Twoim mieście i moim. Pytanie o pozwolenie pana jasnego, to już powód, byś w te pędy z córka chyba...

16 563

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Terapia jest potrzebna mnie i mojej córce. Oczywiście nie wiem, czy jaśnie pan nam pozwoli opowiadać obcym o tym co się w domu dzieje, ale z tym sobie jakoś poradzę. Maja córka już jakiś czas temu mówiła, że chciałaby spotykać się z psychologiem, bo ma świadomość jak na nią wpływa atmosfera rodzinna. Zastanawiam się, czy nie powinnyśmy chodzić do tej samej osoby? Tylko czy uda się to połączyć, bo córka jako nastolatka powinna chodzić chyba do dziecięcego psychologa.

Chodzimy do różnych ze starszą smile U nas w ośrodku jest założenie, że osoby z tej samej rodziny nie mogą współpracować z tym samym terapeutą. Nie wiem, jak będzie w Twoim przypadku. Ale na zdrowy rozum - nie ma specjalistów od wszystkiego (chyba że prywatnie wink ), poza tym, terapeuta córki ma obowiązek i prawo też - rozmawiać z Tobą. A ja sama poprosiłam wcześnie moją, aby wprowadziła terapeutkę starszej w "nasze sprawy" i zresztą to ona mi poleciła konkretną osobę smile

16 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chodziłam na terapię indywidualną i grupową. Obie "wyprały mi mózg".
Terapia grupowa jest dla mnie ogromnym stresem, bo ja czuję się w tłumie po prostu źle. Narazie mam przerwę w terapii już prawie 2 m-ce.
Jest jedna dziewczyna,która już chodzi na grupę ponad rok. Psycholog mówiła,że ona na początku siedziała cały czas w kącie. Ja ją poznałam już jako wygadaną, uśmiechniętą laskę.
Grupa jest dobra dla "zalęknionych". I my mamy "zakaz" spotykania się po zajęciach.

16 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

I my mamy "zakaz" spotykania się po zajęciach.

Tak? A że czym to się mogłoby skończyć, jakimi zachowaniami, jakimi reakcjami? Bo ciekawa jestem...? A pewnie czymś to argumentowano?

16 566 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-02-06 14:53:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Anstawia napisał/a:

I my mamy "zakaz" spotykania się po zajęciach.

Tak? A że czym to się mogłoby skończyć, jakimi zachowaniami, jakimi reakcjami? Bo ciekawa jestem...? A pewnie czymś to argumentowano?

Jest to grupa DDA. Przeżywamy dzieciństwo, alkoholizm itp itd. Jesteśmy bardzo emocjonalnymi wrażliwcami. Kiedyś, na innej grupie, jednej dziewczynie zmarł ojciec alkoholik. Podobno miało to jakiś wpływ na jej koleżankę z grupy.
Moim zdaniem na grupie można dowiedzieć się bardzo dużo o tym jak zachowujemy się w życiu codziennym. Jest to bardzo pomocne.
O tym jak myślę, dowiedziałam się na terapii indywidualnej.
Najbardziej podobało mi się, gdy na grupie moja psycholog stwierdziła: Ania, a może Ty za długo czekasz? Za długo mieszkałaś z rodzicami, za długo tkwiłaś w toksycznym związku, za długo pracujesz tam, gdzie Ci to nie odpowiada?
A pod koniec grupy powiedziała: Ania,bo Ty byś wszystko tak szybko chciała. big_smile
Cała ja! Być sobą i pędzić,czy być sobą i zwlekać? big_smile

16 567 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-02-06 15:14:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Teraz coś wam opowiem. Wczoraj przy obiedzie rozmawialiśmy ja, mąż i nasza 13-letnia córka. Próbowaliśmy rodzinnie ustalić pewną kwestię, podjąć wspólnie decyzję w sprawie ważnej dla mojej córki. Zapytałyśmy o zdanie pana domu. Mąż się oburzył, że jak zwykle, to on ma podejmować decyzję. My kobiety tego domu wytłumaczyłyśmy mu, że chcemy wspólnie uzgodnić poznając jego zdanie, a nie że on ma podjąć decyzje. Zwróciłam mu uwagę, że on zawsze reaguje w taki dziwny sposób. Oczywiście powiedział, że to nie prawda. Wtedy moja córka wtrąciła, że tak właśnie jest i podała przyczynę, że może w dzieciństwie za dużo od niego wymagano, powierzano za dużo obowiązków i teraz pozostał mu uraz, który powoduje, że jemu się wydaję, że ciągle wszyscy czegoś od niego chcą i oczekują, że będzie podejmował wszystkie decyzje i brał za nie odpowiedzialność.

Przysięgam, że ja jej takich rzeczy nie mówiłam, a ona sam wyjaśniła mi dzisiaj, że to jest dla niej oczywiste, że błędy wychowawcze z dzieciństwa odbijają się na psychice i utrudniają życie dorosłe.

Jak widać moja córka jest mądrzejsza od mojego męża i lepiej niż ja potrafi zdiagnozować jego zachowanie.

Dzieciństwo ma wpływ na nas i nasze życie do pewnego momentu. Do momentu kiedy zrozumiemy, że ja już jestem dorosła i teraz to ja odpowiadam za swoje życie, decyzje i to ja ponoszę konsekwencje swoich wyborów.
Ale do tego trzeba dojrzeć i "przepracować" dzieciństwo na terapii.
Czasami też winnych czynimy naszych mężów, znajomych... A przecież to moje życie!

16 568 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-06 15:30:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja mam dzisiaj imieniny smile Niestety w DE sie imienin nie obchodzi !!! Tak Was tylko informuje tongue

16 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dorotko, spełnienia marzeń!

16 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ale do tego trzeba dojrzeć i "przepracować" dzieciństwo na terapii.
Czasami też winnych czynimy naszych mężów, znajomych... A przecież to moje życie!

Dziewczyny moj Mr. Julian to chyba jakis konowal smile Ja przez 1,5 roku mojego dziecinstwa nie przepracowywalam. On mi powiedzial, ze mam zyc teraz i nie babrac sie w przeszlosci za duzo. Mialam wyciagnac wnioski i nie popelniac tych samych bledow w kolko !!!!
Teraz juz nie lubie za bardzo babrac sie w przeszlosci bo jak zaczynam to czasami tak sie "wkrecam", ze nie moge spac tylko czytam i czytam i "dopasowuje" sobie koncept na moje problemy tongue
Moim problemem jest myslenie tongue Co za duzo to nie zdrowo smile Czasami trzeba zajac sie glupotami smile

16 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

A ja mam dzisiaj imieniny smile Niestety w DE sie imienin nie obchodzi !!! Tak Was tylko informuje tongue

100 lat, 1000 lat i 1000000 niech żyjeeeee naaaaam!!!!
I zawsze umiejętności znalezienia "złotego środka" pomiędzy głupotami, myśleniem, jak i wnioskami smile

16 572

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

A ja mam dzisiaj imieniny smile Niestety w DE sie imienin nie obchodzi !!! Tak Was tylko informuje tongue

Wszystkiego dobrego smile
Dużo radości i nie dzielenia włosa na 444 części, co i ja zwykłam czynić;)

16 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ale do tego trzeba dojrzeć i "przepracować" dzieciństwo na terapii.
Czasami też winnych czynimy naszych mężów, znajomych... A przecież to moje życie!

Dziewczyny moj Mr. Julian to chyba jakis konowal smile Ja przez 1,5 roku mojego dziecinstwa nie przepracowywalam. On mi powiedzial, ze mam zyc teraz i nie babrac sie w przeszlosci za duzo. Mialam wyciagnac wnioski i nie popelniac tych samych bledow w kolko !!!!
Teraz juz nie lubie za bardzo babrac sie w przeszlosci bo jak zaczynam to czasami tak sie "wkrecam", ze nie moge spac tylko czytam i czytam i "dopasowuje" sobie koncept na moje problemy tongue
Moim problemem jest myslenie tongue Co za duzo to nie zdrowo smile Czasami trzeba zajac sie glupotami smile

No to pięknie! Mojej psycholog powinni odebrać licencję big_smile

16 574

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ale do tego trzeba dojrzeć i "przepracować" dzieciństwo na terapii.
Czasami też winnych czynimy naszych mężów, znajomych... A przecież to moje życie!

Dziewczyny moj Mr. Julian to chyba jakis konowal smile Ja przez 1,5 roku mojego dziecinstwa nie przepracowywalam. On mi powiedzial, ze mam zyc teraz i nie babrac sie w przeszlosci za duzo. Mialam wyciagnac wnioski i nie popelniac tych samych bledow w kolko !!!!
Teraz juz nie lubie za bardzo babrac sie w przeszlosci bo jak zaczynam to czasami tak sie "wkrecam", ze nie moge spac tylko czytam i czytam i "dopasowuje" sobie koncept na moje problemy tongue
Moim problemem jest myslenie tongue Co za duzo to nie zdrowo smile Czasami trzeba zajac sie glupotami smile

No to pięknie! Mojej psycholog powinni odebrać licencję big_smile

zacznijmy od pytania czy ją ma ...znam przypadek jak to terapie prowadzila Pańcia po 3 latach psychologii na UW. po 3 latach przerwala nauki , naczytala sie ksiazek i wielka terapeutka ....

16 575

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ale do tego trzeba dojrzeć i "przepracować" dzieciństwo na terapii.
Czasami też winnych czynimy naszych mężów, znajomych... A przecież to moje życie!

Dziewczyny moj Mr. Julian to chyba jakis konowal smile Ja przez 1,5 roku mojego dziecinstwa nie przepracowywalam. On mi powiedzial, ze mam zyc teraz i nie babrac sie w przeszlosci za duzo. Mialam wyciagnac wnioski i nie popelniac tych samych bledow w kolko !!!!
Teraz juz nie lubie za bardzo babrac sie w przeszlosci bo jak zaczynam to czasami tak sie "wkrecam", ze nie moge spac tylko czytam i czytam i "dopasowuje" sobie koncept na moje problemy tongue
Moim problemem jest myslenie tongue Co za duzo to nie zdrowo smile Czasami trzeba zajac sie glupotami smile

No to pięknie! Mojej psycholog powinni odebrać licencję big_smile

No, ja tam nie wiem wink Ale moja też mawia, że i trochę odpoczynku i trochę pracy - jak w życiu smile W końcu znaczna część ludzkości to nawet sypia co noc smile wink

Bo tak szczerze - jak wyciągnąć z czegoś wnioski nie "zababrując" się tym nieco wink

Posty [ 16 511 do 16 575 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 253 254 255 256 257 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026