Nadrabiam zaległości z czytaniem więc nie wiem czy już to było...
niekochana72
Idź do postu
Dawno mnie tu nie było. Postanowiłam podzielić się z Wami zmianami, które w ciągu ubiegłego roku zaszły w moim życiu.
11 stycznia 2012 roku otrzymałam upragniony rozwód. Bez wątpliwości jest to jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.
Zdecydowałam się na rozwód bez orzekania o winie, świadomie i nie żałowałam tego ani przez moment. To była przemyślana decyzja, poprzedzona zrobieniem uczciwego bilansu, wypisaniem wszystkich korzyści i strat. Wciąż i uparcie Wam polecam konsultację z adwokatką/adwokatem, najlepiej taką, której nieobce są ?nasze? tematy, a już znalezienie osoby, która rzeczywiście zaangażuje się w sprawę to bonus od losu. Mnie się udało. Jak już wcześniej pisałam ? stanęło na mojej drodze do wolności wiele osób (zupełnie obcych), dzięki którym najtrudniejsze sprawy znalazły szczęśliwe zakończenie. Ale należy pamiętać, że ostatecznie to powinna być Twoja decyzja. Nikt inny oprócz Ciebie nie jest w stanie określić, co jest najważniejsze i jaką cenę jesteś gotowa zapłacić. I za co. Nie ma innego wyjścia, trzeba na zimno zastanowić się nad najczarniejszym scenariuszem, nad wszystkimi możliwościami i wybrać to, co najlepsze. Dla Ciebie. Wszystko należy brać pod uwagę: dzieci, zależność finansową, wspólne długi, Twoją sytuację emocjonalną, Twoje możliwości. Wg mnie podstawową sprawą jest ustalenie, co jest Twoim priorytetem.
Ja wybrałam spokój, poczucie bezpieczeństwa i wolność. Wiedziałam, że z powodu swojej naiwności w sprawach finansowych zostanę praktycznie z niczym. I tak też się stało. Ale byłam gotowa zapłacić tę cenę, nie byłam zaskoczona takim obrotem spraw.
Rozwód jest niby tylko formalnością, ale dla mnie był czymś więcej. Był jasnym i formalnym potwierdzeniem, że nie jestem już z tym człowiekiem związana, że nie jest już moim mężem. Po kolei likwidowałam wszelkie ślady jego obecności w moim życiu, powróciłam do panieńskiego nazwiska.
Nadal mieszkaliśmy w jednym domu, choć już od prawie dwóch lat zupełnie osobno, jak współlokatorzy. Ustaliliśmy, że tak będzie najlepiej ze względu na córkę, która pomimo ?podeszłego" wieku (16 lat) ciężko znosiła tę sytuację. Niesiona falą euforii porozwodowej wierzyłam, że to może się udać. Zapomniałam na moment z kim mam do czynienia. Zapomniałam też, że nie da się żyć normalnie, jeśli jesteś otoczona złą energią. Wiedziałam, że jestem już zupełnie odcięta emocjonalnie, ale życie szybko mi pokazało, że złe emocje tak samo mnie eksploatują, tak samo trzymają na smyczy, tak samo nie pozwalają poczuć się naprawdę wolną.
Jest takie powiedzenie ?Nic tak nie otwiera oczu i nie prostuje garba, jak nóż wbity w plecy?, mnie się udało zaliczyć dwa ciosy. Aż mnie zaćmiło.
Po pierwsze okazało się, że w firmie brakuje ogromnej sumy pieniędzy, a po drugie otrzymałam od adwokatki jnm pismo wzywające mnie do uregulowania zaległości w płatnościach za dom, w którym zamieszkuję i informację, że mam płacić za wynajęcie pokoju, UWAGA!, 800 zł miesięcznie.
Pamiętam dokładnie dzień, w którym otrzymałam to pismo. Najpierw krew mnie zalała ze złości, bo to, że mam jakieś zaległości było zwykłym kłamstwem. Miałam na to dowody na piśmie, za każdy razem żądałam pokwitowania, że uregulowałam swoją część opłat. A już czynsz za wynajmowanie pokoju w domu wariatów był kroplą, która przelała czarę goryczy.
W pierwszym, naturalnie ludzkim odruchu chciałam wyjaśnić sytuację, porozmawiać. I tu socjopatyczna natura jnm po raz kolejny ułatwiła mi podjęcie słusznej decyzji. Gdy usłyszałam wypowiedziane głośno, tak aby usłyszały to osoby będące w tym samym pomieszczeniu ?Nie mam teraz czasu ani ochoty o tym rozmawiać?, odwróciłam się na pięcie i wyszłam. W tym momencie decyzja została podjęta i na dodatek w promocji otrzymałam ogromną siłę napędową ? moje mega wkurwienie.
To, co stało się z pieniędzmi w firmie i jego zachowanie teraz jasno przypomniały mi, że jestem zwierzyną, na którą się poluje. Naprawdę poczułam, że jeszcze moment i mnie pokonają. Od jakiegoś czasu starałam się zrobić COŚ, by nie odpowiadać za nie swoje długi. I to moje mega wkurwienie dało mi siłę. Siłę, by bezwzględnie, stanowczo i bez wyrzutów sumienia ratować swoją skórę. Zadziałałam z zaskoczenia, dobre duchy czuwały nade mną i znów mi się udało. Wtedy uzyskałam tylko przyznanie się do winy. Teraz, blisko rok później mogę napisać, że dzięki mojej konsekwencji, i bezwzględnemu egzekwowaniu zobowiązań, dzięki pomocy kobiety, która dla mnie nadstawiała karku udało mi się uniknąć obciążenia prawie 100 tys. długiem. Cudzym długiem, dodam. Ale nie czarujmy się, mogło być zupełnie inaczej, bo to właściwie był cudowny zbieg okoliczności. Po co o tym piszę? By Wam pokazać, że po nich NALEŻY się spodziewać wszystkiego najgorszego. Nie ma żadnych hamulców, żadnych wyrzutów sumienia, żadnej uczciwości. Przez jakiś czas usiłowali mnie przekonać, że powinnam się zgodzić na wzięcie kredytu na firmę, by spłacić tamten dług. No pojebani całkiem. Ale przede wszystkim jednak zdziwieni, że ja się nie zgadzam. Co się z Nią, kurwa, stało? Dlaczego się nie zgadza?
W każdym razie dzień, w którym otrzymałam wspomniane pismo stał się kolejnym z najważniejszych w moim życiu. Udało mi się uzyskać dowód ws brakujących pieniędzy i wyprowadziłam się z córką z tego domu.
Nie tego się socjopata spodziewał. To pismo miało mnie pogrążyć w STRACHU. Miałam żebrać o łaskę i możliwość mieszkania. Jakże bardzo się pomylił Nadal nie dotarło do niego, że nie ma już starej, bezwolnej Walkirii. Tak, jak nie dopuszczał do siebie myśli, że ja NIE CHCĘ już z nim żyć, tak samo nie dopuszczał myśli, że jestem gotowa wyprowadzić się w jednym momencie. Był pewien, że sobie nie dam rady, że jestem za słaba. Piękna projekcja, prawda?
W tym dniu też pękło we mnie coś ostatecznie. Zniknęły jakiekolwiek ludzkie uczucia do tej dwójki potworów. Ostatecznie zrozumiałam, że nie mogę sobie pozwolić na najmniejsze oznaki słabości, ani na moment nie mogę przestać być czujna, a właściwie ZAWSZE muszę być dwa kroki przed nimi. I nie spuszczać z oka, jak dzikich zwierząt, które grasują poza klatką. To nie jest proste, zapewniam. Ale osiągalne i przynosi wymierny efekt, jeśli nadal musisz przebywać w ich pobliżu.
To był trudny dzień dla mojej córki. Trudny też i dla mnie. Pokazałam jej pismo, które dostałam i powiedziałam, że w takim razie się wyprowadzam. Wewnątrz cała wyłam, myślałam, że serce pęknie mi z bólu, ale pozostawiłam jej decyzję, czy chce się wyprowadzić ze mną, czy zostać z ojcem i babcią. Kto tego nie przeżył, nie jest chyba w stanie wyobrazić sobie, ile mnie to kosztowało. Powiedziałam, że nie wiem, gdzie będziemy mieszkać, że na razie wyprowadzimy się na kilka dni do babci. Ale z pewnością nie będzie miała takich warunków, jak dotychczas, na to musi być przygotowana. Do końca życia nie zapomnę słów, które wtedy usłyszałam ?Mamuś, jak Ty w ogóle mogłaś pomyśleć, że ja Cię zostawię? Że się z Tobą nie wyprowadzę? Przecież ja Cię kocham najbardziej na świecie. I nieważne, gdzie i jak będziemy mieszkać.? Wtedy chyba moje dziecko po raz pierwszy w życiu widziało mnie płaczącą. Nie potrafiłam powstrzymać wylewających się łez ulgi. Nie minął nawet kwadrans od momentu, gdy powiedziałam o wyprowadzce ET, gdy do domu wpadł jnm. Poinformowany przez mamusię ?Ona powiedziała, że się wyprowadza i zabiera ze sobą P.?
Wpadł do pokoju naszej córki, w którym z Nią siedziałam i zaczął się wydzierać, że mam mu pokazać to pismo od adwokatki, że ja zmyślam itp. Spokojnie (to już był ten etap totalnego zamrożenia) oświadczyłam, że nic mu nie pokażę, bo nie mam teraz czasu ani ochoty, podobnie jak on wcześniej. I kończę w tym momencie rozmowę i żegnam. Trudno mi opisać furię, która malowała się na jego twarzy, ale opanował się i wyszedł. Zapewne przekonany, że to czcze pogróżki. Jak to niegdyś bywało
W piwnicy miałam kartony, wniosłam je do swojego pokoju i mam w głowie taki obraz, jak scena z filmu. Stoję przed moją ogromną szafą, wszystkie 4 skrzydła otwarte na oścież, kartony przygotowane na podłodze i ja ? uśmiechnięta od ucha do ucha zaczynam wrzucać do tych kartonów ciuchy, razem z wieszakami, byle szybciej. Poczułam wtedy, jak bardzo czekałam na ten moment. Gdyby nie córka, dla której z pewnością nie była to chwila radosna, to śpiewałabym i tańczyła z radości. A tak poprzestałam tylko na pakowaniu się z prędkością światła z uśmiechem absolutnego szczęścia na twarzy. Pamiętam, że zadzwoniłam do mamy, że na kilka dni się u niej zatrzymam. Wysłałam też sms'y do moich przyjaciółek ?Właśnie się wyprowadzam. Wszystko OK.? Nawet one zostały zaskoczone tą decyzją, ale to przecież sztuki zahartowane w boju, wiedziały co czynić. Po upewnieniu się, że nie pójdę z dzieckiem pod most, po zaoferowaniu własnych mieszkań do zamieszkania i po udzieleniu porad ?uważaj, może mu całkiem teraz odwalić, zmykaj stamtąd jak najszybciej? ucieszyły się jak ja. Wiedziały, jakie to dla mnie ważne i wiedziały też, że dam sobie radę. Ale wiedziały też, że tych kilka dni może być dla mnie trudne. Zwłaszcza Stenia wiedziała No przecież miałam na te kilka dni zamieszkać u moich rodziców, z którymi miałam wiadomo jakie relacje.
Spakowałam wtedy większość ciuchów, niezbędne kosmetyki i niezbędne rzeczy córki, zadzwoniłam do mojej kochanej bratowej i poprosiłam o pomoc w przewiezieniu rzeczy. Kolejna kobieta, która nie bawiła się w jakieś jęki i sceny zdziwienia. Zapytała czy wszystko OK (strasznie mam mądre kobiety wokół siebie) i na którą ma przyjechać. Tego dnia i następnego (sobota, pamiętam) przewiozłyśmy kilkunastoma kursami wszystkie moje rzeczy. Zabrałam tylko swoje osobiste rzeczy, zwierzaki i otrzymane w prezencie garnki, talerze i sztućce. W czasie, gdy zamieszkaliśmy w osobnych pokojach usunęłam ze swojego otoczenia większość rzeczy, które użytkowałam w małżeństwie. Może to wydawać się śmieszne, ale czułam imperatyw pozbycia się wszelkich jego śladów z mojego otoczenia. Kupiłam nową pościel, 4 ręczniki. I z tym się wyprowadziłam. Zostawiłam mu WSZYSTKO. Nie chciałam patrzeć na nic, co by mi się z nim kojarzyło.
W czasie wyprowadzki miały miejsce dwa epizody, które Wam opiszę, jako bardzo znamienne. Pierwszy z nich miał miejsce podczas mojego radosnego pakowania się. Zobaczyłam w pewnym momencie jego odbicie w lustrze. Stał w drzwiach i patrzył zdumiony na moje pakowanie się, widziałam wypisane na jego twarzy przekonanie, że ewidentnie musiałam zwariować. A drugie jest przykładem bezwzględnej manipulacji, do jakiej te gady są zdolne. Podczas pakowania się doszły mnie słowa wypowiadane do naszego dziecka ?Będę tęsknił za XYZ? (świnka morska, którą zupełnie nigdy się nie zajmował) no i łzy, oczywiście. Miałam ochotę pójść i go zabić, ale dałam sobie spokój, przecież widziałam, że tak właśnie będzie się działo.
Tej nocy spałyśmy już u moich rodziców, w sobotę przy pomocy niezastąpionej bratowej wywiozłam resztę swoich rzeczy. Z ulgą NIE OBEJRZAŁAM SIĘ za siebie, gdy odjeżdżałam z ostatnią turą. Kilka razy w życiu przeprowadzałam się, ZAWSZE w początkowym okresie nawykowo chciałam wracać na ?stare śmieci?. Tu nie zdarzyło się to ANI RAZ.
Po kilku ciężkich dniach spędzonych z moimi rodzicami los znów się do mnie uśmiechnął. Za cenę troszkę wyższą niż ?oferta? jnm wynajęłam piękne, słoneczne mieszkanie. Właściciele są wyjątkowymi ludźmi, mieli do zaoferowania kilka mieszkań, szukałam czegoś niedużego, ze względu na koszty. Obejrzałam dwa mieszkania, żadne mi się specjalnie nie spodobało, ale nie miałam zamiaru wybrzydzać i wziąć to, które będzie dla mnie odpowiedniejsze. Od mojej mamy wiedzieli o mojej sytuacji, gdy tak stałam z niezbyt szczęśliwą miną w ostatnim mieszkaniu, spojrzeli na siebie i powiedzieli, że mają jeszcze jedno mieszkanie. Ale duże, zdecydowanie droższe niż poprzednie. Powiedziałam, że z chęcią obejrzę. Gdy drzwi się otworzyły, zobaczyłam moje wymarzone mieszkanie; duże, jasne, z balkonem i oknami połaciowymi. Energetyczne kolory na ścianach, duża łazienka, standard mieszkania wyższy niż mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. No tak, ale to nie było małe mieszkanko, tylko 55 metrów w pełni wyposażonego mieszkania, a na taki luksus mnie po prostu nie stać. Stałam jak dziecko w sklepie pełnym zabawek, ze świadomością, że nie stać mnie na te wspaniałości. I wtedy usłyszałam, że dla mnie obniżą cenę, tylko proszą o zachowanie dyskrecji ws wysokości czynszu. Za cenę odrobinę wyższą niż pokój u jnm miałam wspaniałe, pełne dobrej energii i słoneczne mieszkanie. Nie życzyłam sobie tutaj grama psychofażej energii, nie pozwoliłam na to, żeby jnm wszedł do tego mieszkania. STREFA BEZPIECZEŃSTWA jest zachowana. Kordon sanitarny???
Jestem w tym mieszkaniu szczęśliwa jak nigdy i nigdzie wcześniej, czuję, że to mój DOM. Taki, jaki powinien być: ciepły, bezpieczny i pełen miłości.
Wiem, ze niektóre z Was muszą mieszkać z oprawcami we wspólnym mieszkaniu, domu. Jeśli nie ma innej możliwości, to po prostu musicie to jakoś przeżyć. Da się, ale jest naprawdę bardzo, bardzo ciężko. Ja nie byłam już w żaden sposób związana pozytywnymi emocjami z jnm, ale i tak było trudno. Wracając tam czułam się, jakbym wracała do więzienia, ten dom po prostu wysysał ze mnie energię. Świadomość ich obecności za ścianą, świadomość, że z pewnością grzebie w moich rzeczach, brak intymności i poczucia bezpieczeństwa ? to bardzo wysoka cena. Dlatego jestem pewna w 100% tego, co teraz napiszę: Należy jak najszybciej, wszelkimi możliwymi sposobami ODEJŚĆ. Nie da się uwolnić spod ich wpływu pozostając w fizycznej czy psychicznej bliskości. NIE DA SIĘ.
Możesz się oszukiwać, że jesteś silna, że Cię to nie rusza, że nie ma to na Ciebie wpływu. MA, zapewniam Cię. On doskonale wie, czym Cię wyprowadzić z równowagi. Jest jak pasożyt, karmi się KAŻDYM ochłapem. Wiem o czym piszę, bo kolejno odcinałam jnm źródła pożywienia, a on i tak nie przestawał. Nie rozmawiałam z nim w ogóle na tematy prywatne, tylko sprawy firmowe i dotyczące naszej córki. I im bardziej ja unikałam kontaktu, tym bardziej on nie dawał mi spokoju. W końcu publicznie, przy wielu osobach powiedziałam, że nie życzę sobie, żeby do mnie dzwonił ze sprawami, które mnie nie dotyczą. Że nie jestem już jego żoną, ani sekretarką, ani służącą. Każdą próbę zbliżenia się do mnie (agresywną, naprawdę agresywną) natychmiast stopowałam. Przypomniałam sobie wszystkie ?nauki? od Pani psychiatry. Nie wdawanie się w dyskusje, nie prowokowanie kłótni, nie dopuszczanie do przekraczania mojej granicy komfortu. Bezwzględne, zimne, egzekwowanie ustaleń i swoich praw. Dla normalnego człowieka (jednak takim jestem) to trudne, to działanie wbrew własnej naturze. I to właśnie jest CENA, którą nadal płacisz, jeśli nie wprowadzisz zasady ZERO KONTAKTU. Mnie udało się doprowadzić do takiej sytuacji, że praktycznie zlikwidowałam możliwości jego bezpośredniego wpływania na mnie. Ale to nadal nie to, co WOLNOŚĆ. Bo te hieny, jeśli nie mogą dotknąć Cię bezpośrednio, poszukają innych sposobów. Dziecko, znajomi, pracownicy, alimenty, wspólne niezałatwione sprawy ? to za ich pośrednictwem może wciąż na Ciebie oddziaływać. I nie łudź się, że COKOLWIEK zostanie Ci oszczędzone.
Wiem, że masz nadzieję, że rozwód, odejście zakończy tę historię. Niestety nie, nie w przypadku ?związku? z psychopatą. Według jego porąbanej świadomości NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO w waszej relacji. Co gorsze uważa, że to on zadecyduje też, kiedy się zmieni.
Wiem, że zabrzmi to okropnie i nieludzko, ale właściwie tak naprawdę uwolnić może Cię tylko kolejna ofiara, na której skupi się jego uwaga. No albo jego zejście z tego świata, ale to jednak przeważnie szybko nie następuje.
Nie brzmi to optymistycznie prawda? Dlatego jeśli jesteś na początku związku z kimś takim, jeśli jeszcze nie wiąże Cię z nim za wiele spraw formalnych, jeśli nie macie dzieci ? zmykaj, ile sił w pęcinach. Bo ?relacja? z socjopatą to jak pakt z diabłem. Trudno się uwolnić od jej dalekosiężnych skutków.
Często pytacie o relacje socjopatów z własnymi dziećmi. To najtrudniejszy temat, zdecydowanie. Niestety, to, że to jest jego dziecko nie ma najmniejszego znaczenia. W niczym. Tak samo jak Ty, jak wszyscy inni ludzie dzieci są tylko pionkami w grze, której skutkiem ma być jego zadowolenie. Manipulują nimi bez żadnych skrupułów, wykorzystują ich miłość i chęć bliskości. Jestem przekonana, że najlepiej dla dziecka jest, jeśli nie ma kontaktu z tak zaburzonym człowiekiem, ale niestety, to rzadko się zdarza. Pomimo niezdolności do odczuwania uczuć wiedzą, że dziecko jest świetnym narzędziem do wpływania na byłą partnerkę. Im dziecko mniejsze, tym te manipulacje są łatwiejsze do przeprowadzenia. Każda okazja wpływania na Ciebie będzie wykorzystana, każda możliwość utrudnienia Ci życia również. Jeśli dziecko jest już wystarczająco duże i samodzielnie potrafi obserwować nieprawidłowe zachowania, zacznie zadawać mu pytania, polemizować lub dyskutować ? stanie się Twoim ?przedłużeniem?. Wszystkie złe emocje, które dotychczas dotyczyły tylko Ciebie, mogą się zacząć kumulować i na dziecku.
Należy z dzieckiem o tym porozmawiać, wyjaśnić mu mechanizmy i przyczyny. Nie wolno Ci pozwolić, aby dziecko stało się kolejną ofiarą, bronić je jest Twoim obowiązkiem. Jeśli widzisz, że kontakt z ojcem krzywdzi dziecko, zwróć się o pomoc do specjalisty. Zrób wszystko, co musisz, żeby je chronić.
Oczywiście wszystkie te negatywne zachowania nie są okazywane wprost. Tak, jak kiedyś grał dobrego męża, partnera, wspólnika tak teraz udaje zainteresowanie dzieckiem. Będzie starał się torpedować ustalenia, burzyć ustalony porządek i siać spustoszenie w głowie Waszego dziecka. Mnie serce pęka, gdy słyszę ten pozbawiony ciepła głos, którym jnm odzywa się do naszej córki; gdy widzę, jak odpycha ją za każdym razem, gdy ona oczekuje bliskości. Wkurwia mnie to, że NIC WIĘCEJ nie mogę zrobić. Mogę tylko rozmawiać z córką i liczyć na jej dojrzałość. Bo co do jego intencji ja nie mam żadnych złudzeń, odkąd ?zwierzył się? naszej wspólnej znajomej: ?P. będzie taka sama, jak jej matka. Nie może być inna, skoro wychowała się w takim kurewskim domu?.
Obserwuję, jak szybko postępuje degeneracja zachowania jnm. To już nie tylko ja jestem obiektem ataku lecz praktycznie wszyscy, którzy wejdą mu w drogę. Nie potrafi już się hamować, jest agresywny, a zachowania mizoginistyczne zdominowały jego postępowanie. Kiedyś napisałam, że ?socjopata zdycha w samotności? i już teraz, tak szybko widzę, że tak właśnie będzie. Już teraz nie ma żadnych znajomych, wszystkich odepchnął swoim zachowaniem. Sam swoim postępowaniem daje świadectwo prawdzie, ja nie musiałam w tej sprawie robić nic. Jest to namiastka sprawiedliwości.
Rok od rozwodu, po pierdylionie jego psychopatycznych zachowań doszłam w końcu do etapu, gdy mogę uznać moją historię ?Ja i socjopata? za zamkniętą. Jestem psychicznie i emocjonalnie gotowa do wykonania ostatniego ?cięcia?. Przygotowuję się do tego formalnie i strategicznie, by nic mnie nie zaskoczyło. Wierzę, że rok 2013 będzie dla mnie rokiem ostatecznego rozwiązania. Z jnm wiążą mnie tylko sprawy firmowo-finansowe. To tylko pieniądze, firma przestała już być dla mnie rodzajem emocjonalnej kotwicy.
Jestem gotowa na nowe, nie mogę się już tego doczekać. I nie mam już żadnego usprawiedliwienia Bo prawda jest taka, że teraz ZNÓW WSZYSTKO W MOICH RĘKACH.
Znów czuję się tak, jak wtedy, przed tą otwartą szafą. Pora się pakować i ruszać po nowe.
PODZIWIAM JĄ JEST WIELKA
NIECH BĘDZIE DLA WSZYSTKICH TU OBECNYCH PRZYKŁADEM