netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 814 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 250 251 252 253 254 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 316 do 16 380 z 26 310 ]

16 316

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Tak leczę się tylko lekami. Nie mogę sobie pozwolić na psychologa, bo finanse mnie ograniczają.

A po co płacić?Przecież można na NFZ,za darmo,bez skierowania.Korzystam,to wiem smile Zaraz powiesz:prywatnie,znaczy lepiej...Nie wiem smile
Otwock Kochanowskiego 8.

16 317

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

a dziękuje dzisiaj zadzwonię ;-)

16 318

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ah...wiecie co >? Najgorsze jest to że sami psychologowie mają problemy z psychiką. Istnieje nawet teza, że potrafią zaszkodzić. Czasami lepiej nie zagłębiać się w teorie swojego problemu, bo co psycholog to będzie inna. Często polecaną psychoterapią jest beh-poznawcza, bo uczy samych mechanizmów zachowań, emocji, czynów. Jest tyle nurtów że człowiek sam już nie wie co jest czarne a co białe.  Błędnie postawiona diagnoza może mieć katastrofalne skutki. Moje zdanie jest na ten temat takie, bo chcąc nie chcąc uważam że nie ma na tym świecie istoty idealnej. DO nas należy wola działania i w tym nasza siła, że jeszcze chce nam się coś robić by życie dawało nam radość. Patrzę na rodziców, zaakceptowali pewne części rzeczywistości, które ja uważam za niszczące. Sąsiad, sąsiadka, koleżanka idą przez życie pomimo pewnych trudności. A ja? Uważam że powinnam mieć bajkę, a życie nią nie jest. Nie umiem się z tym pogodzić, więc cierpię.

Nasi stręczyciele są czyimiś ofiarami. My jesteśmy nie raz czyimiś stręczycielami. I tak wygląda cały ten świat.

16 319

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sluuu, ja jestem po terapii behawioralno-poznawczej. Całkiem spoko big_smile

16 320

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mój problem polega na tym że nie akceptuje tego że nie jestem idealna. Choć tak chcę nią być. Ja ofiara złego świata cierpiąca w związku z tym że jestem za dobra i inni ją ranią. Oczywiście jestem dobra, ale powinna dopuszczać do siebie fakt że mam dużo złych cech, jak każdy człowiek. Nie muszą wcale wszyscy mnie lubić, jak to zaakceptuje  nie będę mówiła tego co chcą usłyszeć tylko to co rzeczywiście wiąże się z moimi potrzebami.

16 321

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia ja byłam na 4 wizytach prywatnie też na beh-poznaw tym nie mniej mój stan nie pozwolił mi na kontynuowanie terapii i wybrałam farmakologie. Zrobiłam to bo szybsze i nie chciałam stracić pracy. Tym nie mniej dobór leków to masakra...nie polecam.
Szkoda że nie może być po prostu łatwo ;-( Nauczyć się trzeba traktować życie z dystansem, a to strasznie trudne.

16 322 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-31 11:06:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sluuu, jest bardzo ciężko. Nigdy nie brałam żadnych środków, nikt mi też tego nie proponował.Nie wiem, czy tak jest szybciej.
Sluuu, a może Twój problem nie istnieje tak na prawdę? Może stworzyłaś go sobie w głowie, bo skoro Twoja rodzina się z tym boryka, to dlaczego Ty miałabyś być inna? Może to są po prostu wyuczone nawyki, wyuczone myślenie, wyniesione z domu, tak jak to było/jest u mnie?

Też chciałam być idealna. W tym dążeniu do bycia idealną, uważałam na to, by nie popełnić błędu, gafy, by się nie potknąć. A jak ktoś mi zwrócił uwagę, że zrobiłam błąd, to stawałam się arogancka. Taaak... Przypomniały mi się osoby, z którymi kiedyś pracowałam. Te chodzące ideały. Jakoś tak nikt ich nie lubiał. A te, które popełniały gafy, były przeurocze smile, miały grono znajomych, były zawsze uśmiechnięte. Hmmm... Chyba już nie chcę być idealna i samotna big_smile

16 323 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-01-31 11:16:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Ah...wiecie co >? Najgorsze jest to że sami psychologowie mają problemy z psychiką. Istnieje nawet teza, że potrafią zaszkodzić. Czasami lepiej nie zagłębiać się w teorie swojego problemu, bo co psycholog to będzie inna. Często polecaną psychoterapią jest beh-poznawcza, bo uczy samych mechanizmów zachowań, emocji, czynów. Jest tyle nurtów że człowiek sam już nie wie co jest czarne a co białe.  Błędnie postawiona diagnoza może mieć katastrofalne skutki. Moje zdanie jest na ten temat takie, bo chcąc nie chcąc uważam że nie ma na tym świecie istoty idealnej. DO nas należy wola działania i w tym nasza siła, że jeszcze chce nam się coś robić by życie dawało nam radość. Patrzę na rodziców, zaakceptowali pewne części rzeczywistości, które ja uważam za niszczące. Sąsiad, sąsiadka, koleżanka idą przez życie pomimo pewnych trudności. A ja? Uważam że powinnam mieć bajkę, a życie nią nie jest. Nie umiem się z tym pogodzić, więc cierpię.

Nasi stręczyciele są czyimiś ofiarami. My jesteśmy nie raz czyimiś stręczycielami. I tak wygląda cały ten świat.

Sluuu, problem może też tkwić w tym, że Tobie jest z tym dobrze i wcale nie zamierzasz tego zmienic. Terapia wymusza myślenie i prowokuje do zmian oraz do powiedzenia sobie jasno - czy ja chcę zmian czy też wolę pozostać na takim etapie na jakim jestem. Leki absolutnie nie prowadzą do konieczności jasnego określenia sobie, czego chcesz. Zbyt długo przyjmowane pozwalają się usprawiedliwiać, bo leki bierze sie wtedy kiedy jest się chorym (niezależnie od własnego chcenia) a nie wtedy, kiedy trzeba podjąc decyzję określającą samego siebie.
Tak samo z problemami z psychiką terapeutów. Są ludźmi i mają prawo je mieć. Są ludźmi, którzy pasjonują się jakimś zawodem i w jakichś aspektach są profesjonalistami - jeden lepiej sobie radzi z tematem wykorzystania i przemocy u dorosłych, drugi woli pracę z dziećmi. Można to oczywiście kwestionować. Ale można postępować zgodnie z sugestią, jaką każdy z nich daje - a ja się zawsze z taką sugestią spotykam jak na razie. Jeśli mi dana osoba nie odpowiada z jakichś względów, mam prawo zawnioskować o zmianę i jej wymagać.

Wszystko zależy od tego, czego Ty chcesz. jeśli nie chcesz terapii, to nie warto szukać jakichkolwiek wytłumaczeń poza tym faktycznym, że jej nie chcesz. Jeśli jej chcesz napewno i nieodwołałnie, sama będziesz w stanie jej poszukać. Jeśli masz wątpliwości, to warto szukać ich rozwiania a nie je pogłębiać.
Leki sprawy nie załatwią, nie są wyjściem i nie są rozwiązaniem. Są tylko etapem, który kiedyś musi się zakończyć. Nawet jeśli były problemy z ich dobraniem. Powinien się zakończyć. Bo to troszkę chyba błędne koło? Chyba skuteczniejsze jest rozpoznanie przyczyn i wyeliminowanie ich, niż faszerowanie się lekami do końca życia?

16 324

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

A te, które popełniały gafy, były przeurocze smile

Tacy pozytywnie zakręceni? wink

Wiesz, chyba masz MOCNO RACJĘ.... Ja przez ostatnie 3 lata byłam cholernie idealna - w towarzystwie innych....
Aż nudna - ale nie w tym znaczeniu, że unikamy - tylko po prostu tak pusta w środku, tak pozbawiona jakichkolwiek emocji i przeżyć, że sama na siebie mogłabym zw...... I ja się dziwię, że muszę odnawiać znajomości???? Nie, no na szczęście ludziska mają w pamięci tę właśnie zakręconą ja, potykającą się o ławkę, z rozmazanym makijażem po łażeniu po górach (kto sobie rzęśy maluje o 5 rano przed wyjściem na szlak???? wink ), nie mogącą skojarzyć kto o czym mówi w danym momencie itp smile
A teraz znowu zaczynam się troszkę wyluzowywać smile

16 325

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Problem może tkwić we mnie, problem może tkwić w rodzinnej biochemii mózgu, bo dlaczego kobiety w naszej rodzinie chorują? (może dlatego że mają złe mechanizmy, może dlatego ze taka jest biochemia), problem może tkwić wszędzie. ŁEEEE. Leki na całe życie odpadają (choć nie powiem że w życiu nie byłam taka odporna jak teraz), mam je odstawić późną wiosną i tak zrobię. Jednak BARDZO pomogły wziąć sprawy w swoje ręce. Nigdy bym się nie odważyła na to co się dzieje i pewnie z roku na rok niszczyłabym się bardziej. Co nie oznacza, że postąpiłam dobrze, bo tym leki już nie sterują. Tak więc zjawiam się na tym forum i tym razem nie zakładam że TEN TO JEST JUŻ IDEALNY i DO KOŃCA ŻYCIA. Mam wiele wątpliwości, ale pierwszy raz w życiu mam odwagę decydować.

16 326

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

PS. Będę Kobity pisała sobie wiersze. Jak ktoś ma ochotę ocenić, doradzić, rozważyć lub skrytykować zapraszam. Nie pisałam nigdy dla innych, ale gdzieś w tajemniczych zeszytach, więc proszę o wyrozumienie. http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1378365#p1378365

16 327

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sluuu, a Ty chcesz kontynuować te rodzinne kobiece przypadłości, czy chciałabyś przerwać ten łańcuszek i zmienić skład biochemiczny mózgu??

16 328

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia nie chcę i myślałam że bedę to jedną bez. A jednak... błąd.

16 329

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
sluuu napisał/a:

Tak leczę się tylko lekami. Nie mogę sobie pozwolić na psychologa, bo finanse mnie ograniczają.

A po co płacić?Przecież można na NFZ,za darmo,bez skierowania.Korzystam,to wiem smile Zaraz powiesz:prywatnie,znaczy lepiej...Nie wiem smile
Otwock Kochanowskiego 8.

Wygooglowalam.. i nie widze nic.. To przychodnia?

16 330 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-31 12:01:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A te, które popełniały gafy, były przeurocze smile

Tacy pozytywnie zakręceni? wink

Wiesz, chyba masz MOCNO RACJĘ.... Ja przez ostatnie 3 lata byłam cholernie idealna - w towarzystwie innych....
Aż nudna - ale nie w tym znaczeniu, że unikamy - tylko po prostu tak pusta w środku, tak pozbawiona jakichkolwiek emocji i przeżyć, że sama na siebie mogłabym zw...... I ja się dziwię, że muszę odnawiać znajomości???? Nie, no na szczęście ludziska mają w pamięci tę właśnie zakręconą ja, potykającą się o ławkę, z rozmazanym makijażem po łażeniu po górach (kto sobie rzęśy maluje o 5 rano przed wyjściem na szlak???? wink ), nie mogącą skojarzyć kto o czym mówi w danym momencie itp smile
A teraz znowu zaczynam się troszkę wyluzowywać smile

Dobrze,że mi przypomniałaś o tej pozytywnie zakręconej. Zastanawiam się czy wyjaśnić to?
Ja miałam/mam tak, że ja wybierałam sobie tych "ideałów" i chciałam być taka jak oni. Nie zauważając po drodze, że oni oprócz tego, że byli perfekcyjni, wznosili się ponad innych, rywalizowali między sobą, to jeszcze byli samotni. Czułam się wśród nich jak "kupa", ale tak, to były moje wzorce. A te "pozytywnie zakręcone" osoby, prosiły, zachęcały do przyjaźni...Nie, wolałam toksyków wink
Co do makijażu w górach, ja pojechałam do koleżanki do Bukowiny Tatrzańskiej w obcasach big_smile

16 331

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Anstawia nie chcę i myślałam że bedę to jedną bez. A jednak... błąd.

Ja sobie przez całe nastoletnie życie powtarzałam, że będę inna niż moja mama. Hehe, nie udało się. Dobrze,że się w porę zorientowałam i zaczynam być inna big_smile

16 332

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Problem może tkwić we mnie, problem może tkwić w rodzinnej biochemii mózgu, bo dlaczego kobiety w naszej rodzinie chorują? (może dlatego że mają złe mechanizmy, może dlatego ze taka jest biochemia), problem może tkwić wszędzie. ŁEEEE. Leki na całe życie odpadają (choć nie powiem że w życiu nie byłam taka odporna jak teraz), mam je odstawić późną wiosną i tak zrobię. Jednak BARDZO pomogły wziąć sprawy w swoje ręce. Nigdy bym się nie odważyła na to co się dzieje i pewnie z roku na rok niszczyłabym się bardziej. Co nie oznacza, że postąpiłam dobrze, bo tym leki już nie sterują. Tak więc zjawiam się na tym forum i tym razem nie zakładam że TEN TO JEST JUŻ IDEALNY i DO KOŃCA ŻYCIA. Mam wiele wątpliwości, ale pierwszy raz w życiu mam odwagę decydować.

Można mówić o biohemii, ja kiedyś też usłyszałam o przeklętych kobietach w danej rodzinie i to powiedzenie było przekazywane z pokolenia na pokolenia. Dla mnie nie jest ważne, czy ktoś rzucił urok, tylko co z tym zrobić, by nie powielać dalej.
Jeśli w okresie, kiedy kształtuje się nasz model zachowania i postępowania przebywamy w otoczeniu które wysyła nam tylko określone bodźce, to ciężko podejrzewać, że my sami w dorosłym życiu będziemy w stanie zdrowo żyć i nie powielać schematów przeszłości.
Już kiedyś pisałam - leki nie są zamiast, leki są czasem jednak niezbędne do ustabilizowania siebie, by móc zacząć wykonywać kolejne kroczki - o ile ich się chce smile

16 333

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak więc "krokuje" tylko muszę zrobić wszystko by to było do przodu.

16 334

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Tak więc "krokuje" tylko muszę zrobić wszystko by to było do przodu.

Powoli, spokojnie, małymi kroczkami do celu.
Trzymam mocno kciuki!
I polecam terapię u psychologa smile

16 335

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dobrze,że mi przypomniałaś o tej pozytywnie zakręconej. Zastanawiam się czy wyjaśnić to?
Ja miałam/mam tak, że ja wybierałam sobie tych "ideałów" i chciałam być taka jak oni. Nie zauważając po drodze, że oni oprócz tego, że byli perfekcyjni, wznosili się ponad innych, rywalizowali między sobą, to jeszcze byli samotni. Czułam się wśród nich jak "kupa", ale tak, to były moje wzorce.
Co do makijażu w górach, ja pojechałam do koleżanki do Bukowiny Tatrzańskiej w obcasach big_smile

Obcasy też są cool smile Bo my jesteśmy takie zestresowane, że wiecznie chciałybyśmy się spodobać otoczeniu powierzchownością, nie wnętrzem. Tak się boimy zranienia, że w ogóle nie chcemy swojego wnętrzna odkrywać. A już najgorzej, jak wnętrze odkryjesz a ktoś Twoje nadurzyje Twojego zaufania, skrzywdzi - no to już po calaku najlepiej się przykryć kupą kamieni wink I założyć 12 cm szpilki - co najwyżej same się zranimi próbując w nich chodzić, niż pozwolimy na to, żeby ktoś znowu zranił nas wink

Wiesz, też tak ich poniekąd mogłabym nazwać. Ale odnoszę to tylko do mężów. Ten pierwszy był tak przystojny, że gdziekolwiek poza ścianami domu nie było możliwości, żeby się za nim nie oglądały panienki. A co z tego, że nie był szczery w uczuciach, że oszukiwał mnie, tak jak i cały czas wychowującą go babcię? Był najwyższej klasy specjalistą w sprawianiu innego wrażenia, niż w rzeczywistości postępował smile I jak pięknie i czarująco potrafił WSZYSTKICH wykorzystywać? smile Przecież sama widziałam to że wykorzystuje innych i nie chciałam zrozumieć, że mnie także smile
Ten drugi? Inteligentny, spokojny, zrównoważony - ideał oparcia, odpowiedzialności i konsekwecji dla każdej kobiety. Wrażliwy. Mający takie same marzenia jak ja. No i co? I dupło, bo on nie ma marzeń własnych, tylko przejmuje cudze. Potwierdza wszystko i przytakuje na każde pytanie - bo nie ma własnego zdania i własnych celów czy marzeń. Bo na niczym mu nie zależy, poza tym, by ktoś się nim opiekował. Przecież mogłam nie zadawać pytań, na które odpowiadał identycznie, jak ja, tylko mogłam skupić się na obserwacji, na jego czynach, na patrzeniu czy on do czegoś dąży - a jeśli tak - to do czego.

Przy pierwszym wiecznie czułam się brzydsza, wszystkie kompleksy mogły sobie poszaleć. Tylko wtedy poczułam się dobrze, jak na kilka chwil wylaszczyłam się tak, że już nikt się za nim nie oglądał wink Ale to był krótki epizod, bo nie byłam to do końca ja.
Przy drugim praca i wykonywanie obowiązków były na I planie, bo ja byłam ta głupsza, ta nieodpowiedzialna i niekonsekwentna, ta szalona/pokręcona, która wiecznie coś planowała. A on skwapliwie z tego korzystał.... Wiecznie byłam niedowartościowana, że on mądrzejszy a ja taka niedouczona - i po prostu najchętniej pozjadałabym wszelkie rozumy... Nawet prawo sama kułam, czytałam uzasadnienia wyroków, analizowałam - bo przecież mi to potrzebne, to ja muszę się sama nauczyć (bo nie można przecież spytać prawnika o radę nie...;) ).  Boziu - w kwestiach wyceny nieruchomości w zależności od przyczyny zniszczenia też jestem niezła wink Anstawia, jakie ja "głupoty" wbijałam sobie do głowy, bo wiecznie się czułam poniżona.... A czułam się tak, bo nie zwracał na mnie ŻADNEJ uwagi.... Nie istniałam - musiałąm wydzierać z niego każde słowo, każdy gest.... I głupio próbowałam być taka jak on.... Najmądrzejsza, bo za takiego go uważałam wink

16 336

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Tak więc "krokuje" tylko muszę zrobić wszystko by to było do przodu.

Sluuu - spróbuj może zajrzeć mocno w siebie, wstecz smile Z tego wiersza widać, że chyba chcesz poszukać przyczyny...
Ja na poezji się nie znam, więc technicznie nie ocenię, tak poza tym smile Mam umysł ścisły akurat smile
Zresztą ciężko było by mi coś analizować, jeśli akurat pewnie Ci chodzi o sposób wyrażenia siebie w ten sposób i formę rozmowy?

16 337 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-31 12:18:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja rozliczałam podatek sobie, M i jego kumplom, po holendersku big_smile Mieszkam w Nl o połowę krócej niż oni.
Ale z drugiej strony, M i kumple, wyremontowali mi prawie całe mieszkanie big_smile

16 338

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bo wiesz - łatwiej zrzucić coś na nas, albo inaczej - powiedzieć, że trzeba coś zrobić i zrobić - ale  dłuuuuuuuuugą pauzę.
Osoby tak ja my postępujące - rzucą się od razu na pomoc smile
Mało ważne, że jedna czy druga osoba świetnie dała by sobie radę sama, gdyby zechciała.
Ale przecież my urodziłyśmy się by wspierać smile
Naszą ideą jest to, by za wszelką cenę ocalić świat i pomóc wszystkim, tylko nie sobie wink

16 339

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pomóc mogłam, ale robiłam to kosztem mojego czasu. Bo oprócz tego, MUSIAŁAM znaleźć czas na masę innych obowiązków. Bo MUSIAŁAM to robić w momencie, gdy oni siedzieli za moimi plecami, oglądali mecz, pili, jarali i świetnie się bawili. Masakra!

16 340

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Pomóc mogłam, ale robiłam to kosztem mojego czasu. Bo oprócz tego, MUSIAŁAM znaleźć czas na masę innych obowiązków. Bo MUSIAŁAM to robić w momencie, gdy oni siedzieli za moimi plecami, oglądali mecz, pili, jarali i świetnie się bawili. Masakra!

No bo Twoim powołaniem było wspierać kogoś innego zawsze i w każdej sytuacji wink
A teraz masz inne powołania smile smile smile Siebie smile smile smile

16 341

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:
beosa napisał/a:
sluuu napisał/a:

Tak leczę się tylko lekami. Nie mogę sobie pozwolić na psychologa, bo finanse mnie ograniczają.

A po co płacić?Przecież można na NFZ,za darmo,bez skierowania.Korzystam,to wiem smile Zaraz powiesz:prywatnie,znaczy lepiej...Nie wiem smile
Otwock Kochanowskiego 8.

Wygooglowalam.. i nie widze nic.. To przychodnia?

Przepraszam,przepraszam i jeszcze raz smile
Wieszcze mi się pomylili smile smile smile
Ja przez te ostatnie wydarzenia u mnie i słuch i pamięć tracę sad
W końcu postanowiłam odwrócić swoje życie o 180 stopni.No i są skutki uboczne smile
Wybaczcie...
Sluuu - sorry...

Przychodnia Rejonowa w Świdrze

05-402 Otwock-Świder, ul. Mickiewicza 8

(22) 778-12-30 - Przychodnia
(22) 778-12-31 - Poradnia Zdrowia Psychicznego
(22) 778-12-32 - Stomatologia
(22) 778-12-33 - Przychodnia Leczenia Uzależnień i Współuzależnień

16 342

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kobiety uspokójcie mnie. Martwię się że mogło coś się stać NPK, bo nie odbiera telefonu od rana. A on zawsze odbiera, kilka dni bolała go głowa i brał silne leki. JENY...PANIKUJE

16 343

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to po sprawie. Przyjechał do mnie do pracy z różami ;-)

16 344

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochane Kobietki - w kwestii zlotu

Jeśli chodzi o Magnolię Zakopane (pomiędzy skocznią a Krupówkami), to w marcu nie mają jeszcze rezerwacji (mniejsze domy mają stałych klientów, bo dzwoniłam po miejscach które znam i wiem, że nie było by problemów z warunkami). Nocleg - 65 zł ze śniadaniem. Wygląda OK, kiedyś na dłuższy pobyt wybrali się tam znajomi więc też jakieś takie pozytywne nieco podejście dzięki temu mam. Jeśli za drogo - mówcie.

Druga kwestia. Czy mogę pozwolić sobie zainteresować tym wyjazdem moje "dawne" towarzystwo od takich podróżniczych eksperymentów? Skala wieku, jeśli kogoś by to interesowało - od 30 do 50, towarzystwo mieszane, czasem zaobrączkowane, acz wyjeżdżające na takie "moje" eskapady bez połówek, bo najnormalniej w świecie dobrze się znamy a po prostu w pracy przelatujemy obok siebie raz na miesiąc i brakuje czasu "pośmiać się" smile Mam do nich pod względem wspólnego spędzania czasu i poczucia humoru zaufanie. Mili, ciekawi, uśmiechnięci i pozytywnie zakręceni ludzie, w dodatku każde z nas zajmuje się czym innym zawodowo, więc zawsze jest (dobra - było, dawno nic nie organizowałam) sympatycznie i wesoło, wspomnień mnóstwo od lat smile.

Zasadniczo pogadać chciałabym jednak z Wami, bo po prostu i mało się znamy i jakieś wspólne ścieżki się zdarzają, więc się czuję po prostu bardziej zainteresowana - no co tu ukrywać smile  Myślę, że przy odrobinie dobrej organizacji czasu - jednak dało by się to zgrać, choć ja ewidentnie idę "spać" (jak się dziewczyny zgodzicie na wspólny pokój np wink ) do koleżanek z KKZB wink

16 345 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-31 14:22:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Kochane Kobietki - w kwestii zlotu

Jeśli chodzi o Magnolię Zakopane (pomiędzy skocznią a Krupówkami), to w marcu nie mają jeszcze rezerwacji (mniejsze domy mają stałych klientów, bo dzwoniłam po miejscach które znam i wiem, że nie było by problemów z warunkami). Nocleg - 65 zł ze śniadaniem. Wygląda OK, kiedyś na dłuższy pobyt wybrali się tam znajomi więc też jakieś takie pozytywne nieco podejście dzięki temu mam. Jeśli za drogo - mówcie.

Druga kwestia. Czy mogę pozwolić sobie zainteresować tym wyjazdem moje "dawne" towarzystwo od takich podróżniczych eksperymentów? Skala wieku, jeśli kogoś by to interesowało - od 30 do 50, towarzystwo mieszane, czasem zaobrączkowane, acz wyjeżdżające na takie "moje" eskapady bez połówek, bo najnormalniej w świecie dobrze się znamy a po prostu w pracy przelatujemy obok siebie raz na miesiąc i brakuje czasu "pośmiać się" smile Mam do nich pod względem wspólnego spędzania czasu i poczucia humoru zaufanie. Mili, ciekawi, uśmiechnięci i pozytywnie zakręceni ludzie, w dodatku każde z nas zajmuje się czym innym zawodowo, więc zawsze jest (dobra - było, dawno nic nie organizowałam) sympatycznie i wesoło, wspomnień mnóstwo od lat smile.

Zasadniczo pogadać chciałabym jednak z Wami, bo po prostu i mało się znamy i jakieś wspólne ścieżki się zdarzają, więc się czuję po prostu bardziej zainteresowana - no co tu ukrywać smile  Myślę, że przy odrobinie dobrej organizacji czasu - jednak dało by się to zgrać, choć ja ewidentnie idę "spać" (jak się dziewczyny zgodzicie na wspólny pokój np wink ) do koleżanek z KKZB wink

Zabka dla mnie  jest ok smile
Ja juz nawet sie zastanawialam, czy nie przyjechac wczesniej albo wyjechac pozniej smile Ciekawe jaka pogoda bedzie? Ja juz dawno na snowbordzie nie je jezdzilam i myslalam zeby sie wyszalec smile Nie bede w stanie sobie pojezdzic jak bedziemy te kolejki wieczorami stawiac smile Po alkoholu nie ma mowy na snowboard !!!
Tak sobie mysle jeszcze nad zostaniem w Zakopanym tydzien smile
W Zakopanym bylam ostanio jak mialam 14 lat. Bylam na koloniach w Bialce Tatrzanskiej i mielismy wypad nad Morskie Oko smile.
Co do Magnoli to jak bym sie nie mogla zgodzic smile smile smile Toz to jakis znak smile smile smile A sama mowie, zeby nie wierzyc w znaki i cuda tongue
Oczywiscie, ze my razem mieszkamy tylko uprzedzam was, ze ja po kilku kolejkach moge chrapac smile smile smile
Zofia o ty co na to?

16 346

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

[ smile
Ja przez te ostatnie wydarzenia u mnie i słuch i pamięć tracę sad
W końcu postanowiłam odwrócić swoje życie o 180 stopni.No i są skutki uboczne smile

Beosa to nie skutki uboczne wywrocenia zycia o 180 stopni to skutki uboczne nie wywrocenia zycia juz wczesniej sad
Ale jak to sie mowi: Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo smile

16 347

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Zabka dla mnie  jest ok smile
Ja juz nawet sie zastanawialam, czy nie przyjechac wczesniej albo wyjechac pozniej smile Ciekawe jaka pogoda bedzie? Ja juz dawno na snowbordzie nie je jezdzilam i myslalam zeby sie wyszalec smile Nie bede w stanie sobie pojezdzic jak bedziemy te kolejki wieczorami stawiac smile Po alkoholu nie ma mowy na snowboard !!!
Tak sobie mysle jeszcze nad zostaniem w Zakopanym tydzien smile
W Zakopanym bylam ostanio jak mialam 14 lat. Bylam na koloniach w Bialce Tatrzanskiej i mielismy wypad nad Morskie Oko smile.
Co do Magnoli to jak bym sie nie mogla zgodzic smile smile smile Toz to jakis znak smile smile smile A sama mowie, zeby nie wierzyc w znaki i cuda tongue
Oczywiscie, ze my razem mieszkamy tylko uprzedzam was, ze ja po kilku kolejkach moge chrapac smile smile smile
Zofia o ty co na to?

No i oczywiście w tym wypadku jak zwykle ja w ogóle nie skojarzyłam smile To się nazywa "pozytywnie zakręcona" - kompletny brak skojarzeń w rzeczach oczywiście oczywistych! smile
Ja nie wiem czy akurat po kilku kolejkach ale też podobno pochrapuję smile Jako, że gwizdanie nigdy i tak nie pomaga - to ja po prostu postaram się znieczulić. Przynajmniej nie będę słyszała, jak gwiżdżecie wink
hihihihi smile smile smile

Snowboard smile Ja popatrze i poszaleje z aparatem, tudzież w tym czasie pójdę połazić po swoich ulubionych miejscach smile Mogę, nie?
Na tydzień to nie bardzo dam radę (choć żałuję) - zatęskniłabym się za niuńkami moimi smile Ja dopuszczam na razie do siebie okres ok. 4-ro dniowy, to bez szkód na umyśle mamci by się mogło odbyć wink

16 348 Ostatnio edytowany przez skorpionica (2013-01-31 14:40:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nadrabiam zaległości z czytaniem więc nie wiem czy już to było...

niekochana72



Idź do postu




Dawno mnie tu nie było. Postanowiłam podzielić się z Wami zmianami, które w ciągu ubiegłego roku zaszły w moim życiu.
11 stycznia 2012 roku otrzymałam upragniony rozwód. Bez wątpliwości jest to jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.
Zdecydowałam się na rozwód bez orzekania o winie, świadomie i nie żałowałam tego ani przez moment. To była przemyślana decyzja, poprzedzona zrobieniem uczciwego bilansu, wypisaniem wszystkich korzyści i strat. Wciąż i uparcie Wam polecam konsultację z adwokatką/adwokatem, najlepiej taką, której nieobce są ?nasze? tematy, a już znalezienie osoby, która rzeczywiście zaangażuje się w sprawę to bonus od losu. Mnie się udało. Jak już wcześniej pisałam ? stanęło na mojej drodze do wolności wiele osób (zupełnie obcych), dzięki którym najtrudniejsze sprawy znalazły szczęśliwe zakończenie. Ale należy pamiętać, że ostatecznie to powinna być Twoja decyzja. Nikt inny oprócz Ciebie nie jest w stanie określić, co jest najważniejsze i jaką cenę jesteś gotowa zapłacić. I za co. Nie ma innego wyjścia, trzeba na zimno zastanowić się nad najczarniejszym scenariuszem, nad wszystkimi możliwościami i wybrać to, co najlepsze. Dla Ciebie. Wszystko należy brać pod uwagę: dzieci, zależność finansową, wspólne długi, Twoją sytuację emocjonalną, Twoje możliwości. Wg mnie podstawową sprawą jest ustalenie, co jest Twoim priorytetem.
Ja wybrałam spokój, poczucie bezpieczeństwa i wolność. Wiedziałam, że z powodu swojej naiwności w sprawach finansowych zostanę praktycznie z niczym. I tak też się stało. Ale byłam gotowa zapłacić tę cenę, nie byłam zaskoczona takim obrotem spraw.
Rozwód jest niby tylko formalnością, ale dla mnie był czymś więcej. Był jasnym i formalnym potwierdzeniem, że nie jestem już z tym człowiekiem związana, że nie jest już moim mężem. Po kolei likwidowałam wszelkie ślady jego obecności w moim życiu, powróciłam do panieńskiego nazwiska.
Nadal mieszkaliśmy w jednym domu, choć już od prawie dwóch lat zupełnie osobno, jak współlokatorzy. Ustaliliśmy, że tak będzie najlepiej ze względu na córkę, która pomimo ?podeszłego" wieku (16 lat) ciężko znosiła tę sytuację. Niesiona falą euforii porozwodowej wierzyłam, że to może się udać. Zapomniałam na moment z kim mam do czynienia. Zapomniałam też, że nie da się żyć normalnie, jeśli jesteś otoczona złą energią. Wiedziałam, że jestem już zupełnie odcięta emocjonalnie, ale życie szybko mi pokazało, że złe emocje tak samo mnie eksploatują, tak samo trzymają na smyczy, tak samo nie pozwalają poczuć się naprawdę wolną.
Jest takie powiedzenie ?Nic tak nie otwiera oczu i nie prostuje garba, jak nóż wbity w plecy?, mnie się udało zaliczyć dwa ciosy. Aż mnie zaćmiło.
Po pierwsze okazało się, że w firmie brakuje ogromnej sumy pieniędzy, a po drugie otrzymałam od adwokatki jnm pismo wzywające mnie do uregulowania zaległości w płatnościach za dom, w którym zamieszkuję i informację, że mam płacić za wynajęcie pokoju, UWAGA!, 800 zł miesięcznie.
Pamiętam dokładnie dzień, w którym otrzymałam to pismo. Najpierw krew mnie zalała ze złości, bo to, że mam jakieś zaległości było zwykłym kłamstwem. Miałam na to dowody na piśmie, za każdy razem żądałam pokwitowania, że uregulowałam swoją część opłat. A już czynsz za wynajmowanie pokoju w domu wariatów był kroplą, która przelała czarę goryczy.
W pierwszym, naturalnie ludzkim odruchu chciałam wyjaśnić sytuację, porozmawiać. I tu socjopatyczna natura jnm po raz kolejny ułatwiła mi podjęcie słusznej decyzji. Gdy usłyszałam wypowiedziane głośno, tak aby usłyszały to osoby będące w tym samym pomieszczeniu ?Nie mam teraz czasu ani ochoty o tym rozmawiać?, odwróciłam się na pięcie i wyszłam. W tym momencie decyzja została podjęta i na dodatek w promocji otrzymałam ogromną siłę napędową ? moje mega wkurwienie.
To, co stało się z pieniędzmi w firmie i jego zachowanie teraz jasno przypomniały mi, że jestem zwierzyną, na którą się poluje. Naprawdę poczułam, że jeszcze moment i mnie pokonają. Od jakiegoś czasu starałam się zrobić COŚ, by nie odpowiadać za nie swoje długi. I to moje mega wkurwienie dało mi siłę. Siłę, by bezwzględnie, stanowczo i bez wyrzutów sumienia ratować swoją skórę. Zadziałałam z zaskoczenia, dobre duchy czuwały nade mną i znów mi się udało. Wtedy uzyskałam tylko przyznanie się do winy. Teraz, blisko rok później mogę napisać, że dzięki mojej konsekwencji, i bezwzględnemu egzekwowaniu zobowiązań, dzięki pomocy kobiety, która dla mnie nadstawiała karku udało mi się uniknąć obciążenia prawie 100 tys. długiem. Cudzym długiem, dodam. Ale nie czarujmy się, mogło być zupełnie inaczej, bo to właściwie był cudowny zbieg okoliczności. Po co o tym piszę? By Wam pokazać, że po nich NALEŻY się spodziewać wszystkiego najgorszego. Nie ma żadnych hamulców, żadnych wyrzutów sumienia, żadnej uczciwości. Przez jakiś czas usiłowali mnie przekonać, że powinnam się zgodzić na wzięcie kredytu na firmę, by spłacić tamten dług. No pojebani całkiem. Ale przede wszystkim jednak zdziwieni, że ja się nie zgadzam. Co się z Nią, kurwa, stało? Dlaczego się nie zgadza?
W każdym razie dzień, w którym otrzymałam wspomniane pismo stał się kolejnym z najważniejszych w moim życiu. Udało mi się uzyskać dowód ws brakujących pieniędzy i wyprowadziłam się z córką z tego domu.
Nie tego się socjopata spodziewał. To pismo miało mnie pogrążyć w STRACHU. Miałam żebrać o łaskę i możliwość mieszkania. Jakże bardzo się pomylił Nadal nie dotarło do niego, że nie ma już starej, bezwolnej Walkirii. Tak, jak nie dopuszczał do siebie myśli, że ja NIE CHCĘ już z nim żyć, tak samo nie dopuszczał myśli, że jestem gotowa wyprowadzić się w jednym momencie. Był pewien, że sobie nie dam rady, że jestem za słaba. Piękna projekcja, prawda?
W tym dniu też pękło we mnie coś ostatecznie. Zniknęły jakiekolwiek ludzkie uczucia do tej dwójki potworów. Ostatecznie zrozumiałam, że nie mogę sobie pozwolić na najmniejsze oznaki słabości, ani na moment nie mogę przestać być czujna, a właściwie ZAWSZE muszę być dwa kroki przed nimi. I nie spuszczać z oka, jak dzikich zwierząt, które grasują poza klatką. To nie jest proste, zapewniam. Ale osiągalne i przynosi wymierny efekt, jeśli nadal musisz przebywać w ich pobliżu.
To był trudny dzień dla mojej córki. Trudny też i dla mnie. Pokazałam jej pismo, które dostałam i powiedziałam, że w takim razie się wyprowadzam. Wewnątrz cała wyłam, myślałam, że serce pęknie mi z bólu, ale pozostawiłam jej decyzję, czy chce się wyprowadzić ze mną, czy zostać z ojcem i babcią. Kto tego nie przeżył, nie jest chyba w stanie wyobrazić sobie, ile mnie to kosztowało. Powiedziałam, że nie wiem, gdzie będziemy mieszkać, że na razie wyprowadzimy się na kilka dni do babci. Ale z pewnością nie będzie miała takich warunków, jak dotychczas, na to musi być przygotowana. Do końca życia nie zapomnę słów, które wtedy usłyszałam ?Mamuś, jak Ty w ogóle mogłaś pomyśleć, że ja Cię zostawię? Że się z Tobą nie wyprowadzę? Przecież ja Cię kocham najbardziej na świecie. I nieważne, gdzie i jak będziemy mieszkać.? Wtedy chyba moje dziecko po raz pierwszy w życiu widziało mnie płaczącą. Nie potrafiłam powstrzymać wylewających się łez ulgi. Nie minął nawet kwadrans od momentu, gdy powiedziałam o wyprowadzce ET, gdy do domu wpadł jnm. Poinformowany przez mamusię ?Ona powiedziała, że się wyprowadza i zabiera ze sobą P.?
Wpadł do pokoju naszej córki, w którym z Nią siedziałam i zaczął się wydzierać, że mam mu pokazać to pismo od adwokatki, że ja zmyślam itp. Spokojnie (to już był ten etap totalnego zamrożenia) oświadczyłam, że nic mu nie pokażę, bo nie mam teraz czasu ani ochoty, podobnie jak on wcześniej. I kończę w tym momencie rozmowę i żegnam. Trudno mi opisać furię, która malowała się na jego twarzy, ale opanował się i wyszedł. Zapewne przekonany, że to czcze pogróżki. Jak to niegdyś bywało
W piwnicy miałam kartony, wniosłam je do swojego pokoju i mam w głowie taki obraz, jak scena z filmu. Stoję przed moją ogromną szafą, wszystkie 4 skrzydła otwarte na oścież, kartony przygotowane na podłodze i ja ? uśmiechnięta od ucha do ucha zaczynam wrzucać do tych kartonów ciuchy, razem z wieszakami, byle szybciej. Poczułam wtedy, jak bardzo czekałam na ten moment. Gdyby nie córka, dla której z pewnością nie była to chwila radosna, to śpiewałabym i tańczyła z radości. A tak poprzestałam tylko na pakowaniu się z prędkością światła z uśmiechem absolutnego szczęścia na twarzy. Pamiętam, że zadzwoniłam do mamy, że na kilka dni się u niej zatrzymam. Wysłałam też sms'y do moich przyjaciółek ?Właśnie się wyprowadzam. Wszystko OK.? Nawet one zostały zaskoczone tą decyzją, ale to przecież sztuki zahartowane w boju, wiedziały co czynić. Po upewnieniu się, że nie pójdę z dzieckiem pod most, po zaoferowaniu własnych mieszkań do zamieszkania i po udzieleniu porad ?uważaj, może mu całkiem teraz odwalić, zmykaj stamtąd jak najszybciej? ucieszyły się jak ja. Wiedziały, jakie to dla mnie ważne i wiedziały też, że dam sobie radę. Ale wiedziały też, że tych kilka dni może być dla mnie trudne. Zwłaszcza Stenia wiedziała No przecież miałam na te kilka dni zamieszkać u moich rodziców, z którymi miałam wiadomo jakie relacje.
Spakowałam wtedy większość ciuchów, niezbędne kosmetyki i niezbędne rzeczy córki, zadzwoniłam do mojej kochanej bratowej i poprosiłam o pomoc w przewiezieniu rzeczy. Kolejna kobieta, która nie bawiła się w jakieś jęki i sceny zdziwienia. Zapytała czy wszystko OK (strasznie mam mądre kobiety wokół siebie) i na którą ma przyjechać. Tego dnia i następnego (sobota, pamiętam) przewiozłyśmy kilkunastoma kursami wszystkie moje rzeczy. Zabrałam tylko swoje osobiste rzeczy, zwierzaki i otrzymane w prezencie garnki, talerze i sztućce. W czasie, gdy zamieszkaliśmy w osobnych pokojach usunęłam ze swojego otoczenia większość rzeczy, które użytkowałam w małżeństwie. Może to wydawać się śmieszne, ale czułam imperatyw pozbycia się wszelkich jego śladów z mojego otoczenia. Kupiłam nową pościel, 4 ręczniki. I z tym się wyprowadziłam. Zostawiłam mu WSZYSTKO. Nie chciałam patrzeć na nic, co by mi się z nim kojarzyło.
W czasie wyprowadzki miały miejsce dwa epizody, które Wam opiszę, jako bardzo znamienne. Pierwszy z nich miał miejsce podczas mojego radosnego pakowania się. Zobaczyłam w pewnym momencie jego odbicie w lustrze. Stał w drzwiach i patrzył zdumiony na moje pakowanie się, widziałam wypisane na jego twarzy przekonanie, że ewidentnie musiałam zwariować. A drugie jest przykładem bezwzględnej manipulacji, do jakiej te gady są zdolne. Podczas pakowania się doszły mnie słowa wypowiadane do naszego dziecka ?Będę tęsknił za XYZ? (świnka morska, którą zupełnie nigdy się nie zajmował) no i łzy, oczywiście. Miałam ochotę pójść i go zabić, ale dałam sobie spokój, przecież widziałam, że tak właśnie będzie się działo.
Tej nocy spałyśmy już u moich rodziców, w sobotę przy pomocy niezastąpionej bratowej wywiozłam resztę swoich rzeczy. Z ulgą NIE OBEJRZAŁAM SIĘ za siebie, gdy odjeżdżałam z ostatnią turą. Kilka razy w życiu przeprowadzałam się, ZAWSZE w początkowym okresie nawykowo chciałam wracać na ?stare śmieci?. Tu nie zdarzyło się to ANI RAZ.
Po kilku ciężkich dniach spędzonych z moimi rodzicami los znów się do mnie uśmiechnął. Za cenę troszkę wyższą niż ?oferta? jnm wynajęłam piękne, słoneczne mieszkanie. Właściciele są wyjątkowymi ludźmi, mieli do zaoferowania kilka mieszkań, szukałam czegoś niedużego, ze względu na koszty. Obejrzałam dwa mieszkania, żadne mi się specjalnie nie spodobało, ale nie miałam zamiaru wybrzydzać i wziąć to, które będzie dla mnie odpowiedniejsze. Od mojej mamy wiedzieli o mojej sytuacji, gdy tak stałam z niezbyt szczęśliwą miną w ostatnim mieszkaniu, spojrzeli na siebie i powiedzieli, że mają jeszcze jedno mieszkanie. Ale duże, zdecydowanie droższe niż poprzednie. Powiedziałam, że z chęcią obejrzę. Gdy drzwi się otworzyły, zobaczyłam moje wymarzone mieszkanie; duże, jasne, z balkonem i oknami połaciowymi. Energetyczne kolory na ścianach, duża łazienka, standard mieszkania wyższy niż mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. No tak, ale to nie było małe mieszkanko, tylko 55 metrów w pełni wyposażonego mieszkania, a na taki luksus mnie po prostu nie stać. Stałam jak dziecko w sklepie pełnym zabawek, ze świadomością, że nie stać mnie na te wspaniałości. I wtedy usłyszałam, że dla mnie obniżą cenę, tylko proszą o zachowanie dyskrecji ws wysokości czynszu. Za cenę odrobinę wyższą niż pokój u jnm miałam wspaniałe, pełne dobrej energii i słoneczne mieszkanie. Nie życzyłam sobie tutaj grama psychofażej energii, nie pozwoliłam na to, żeby jnm wszedł do tego mieszkania. STREFA BEZPIECZEŃSTWA jest zachowana. Kordon sanitarny???
Jestem w tym mieszkaniu szczęśliwa jak nigdy i nigdzie wcześniej, czuję, że to mój DOM. Taki, jaki powinien być: ciepły, bezpieczny i pełen miłości.
Wiem, ze niektóre z Was muszą mieszkać z oprawcami we wspólnym mieszkaniu, domu. Jeśli nie ma innej możliwości, to po prostu musicie to jakoś przeżyć. Da się, ale jest naprawdę bardzo, bardzo ciężko. Ja nie byłam już w żaden sposób związana pozytywnymi emocjami z jnm, ale i tak było trudno. Wracając tam czułam się, jakbym wracała do więzienia, ten dom po prostu wysysał ze mnie energię. Świadomość ich obecności za ścianą, świadomość, że z pewnością grzebie w moich rzeczach, brak intymności i poczucia bezpieczeństwa ? to bardzo wysoka cena. Dlatego jestem pewna w 100% tego, co teraz napiszę: Należy jak najszybciej, wszelkimi możliwymi sposobami ODEJŚĆ. Nie da się uwolnić spod ich wpływu pozostając w fizycznej czy psychicznej bliskości. NIE DA SIĘ.
Możesz się oszukiwać, że jesteś silna, że Cię to nie rusza, że nie ma to na Ciebie wpływu. MA, zapewniam Cię. On doskonale wie, czym Cię wyprowadzić z równowagi. Jest jak pasożyt, karmi się KAŻDYM ochłapem. Wiem o czym piszę, bo kolejno odcinałam jnm źródła pożywienia, a on i tak nie przestawał. Nie rozmawiałam z nim w ogóle na tematy prywatne, tylko sprawy firmowe i dotyczące naszej córki. I im bardziej ja unikałam kontaktu, tym bardziej on nie dawał mi spokoju. W końcu publicznie, przy wielu osobach powiedziałam, że nie życzę sobie, żeby do mnie dzwonił ze sprawami, które mnie nie dotyczą. Że nie jestem już jego żoną, ani sekretarką, ani służącą. Każdą próbę zbliżenia się do mnie (agresywną, naprawdę agresywną) natychmiast stopowałam. Przypomniałam sobie wszystkie ?nauki? od Pani psychiatry. Nie wdawanie się w dyskusje, nie prowokowanie kłótni, nie dopuszczanie do przekraczania mojej granicy komfortu. Bezwzględne, zimne, egzekwowanie ustaleń i swoich praw. Dla normalnego człowieka (jednak takim jestem) to trudne, to działanie wbrew własnej naturze. I to właśnie jest CENA, którą nadal płacisz, jeśli nie wprowadzisz zasady ZERO KONTAKTU. Mnie udało się doprowadzić do takiej sytuacji, że praktycznie zlikwidowałam możliwości jego bezpośredniego wpływania na mnie. Ale to nadal nie to, co WOLNOŚĆ. Bo te hieny, jeśli nie mogą dotknąć Cię bezpośrednio, poszukają innych sposobów. Dziecko, znajomi, pracownicy, alimenty, wspólne niezałatwione sprawy ? to za ich pośrednictwem może wciąż na Ciebie oddziaływać. I nie łudź się, że COKOLWIEK zostanie Ci oszczędzone.
Wiem, że masz nadzieję, że rozwód, odejście zakończy tę historię. Niestety nie, nie w przypadku ?związku? z psychopatą. Według jego porąbanej świadomości NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO w waszej relacji. Co gorsze uważa, że to on zadecyduje też, kiedy się zmieni.
Wiem, że zabrzmi to okropnie i nieludzko, ale właściwie tak naprawdę uwolnić może Cię tylko kolejna ofiara, na której skupi się jego uwaga. No albo jego zejście z tego świata, ale to jednak przeważnie szybko nie następuje.
Nie brzmi to optymistycznie prawda? Dlatego jeśli jesteś na początku związku z kimś takim, jeśli jeszcze nie wiąże Cię z nim za wiele spraw formalnych, jeśli nie macie dzieci ? zmykaj, ile sił w pęcinach. Bo ?relacja? z socjopatą to jak pakt z diabłem. Trudno się uwolnić od jej dalekosiężnych skutków.
Często pytacie o relacje socjopatów z własnymi dziećmi. To najtrudniejszy temat, zdecydowanie. Niestety, to, że to jest jego dziecko nie ma najmniejszego znaczenia. W niczym. Tak samo jak Ty, jak wszyscy inni ludzie dzieci są tylko pionkami w grze, której skutkiem ma być jego zadowolenie. Manipulują nimi bez żadnych skrupułów, wykorzystują ich miłość i chęć bliskości. Jestem przekonana, że najlepiej dla dziecka jest, jeśli nie ma kontaktu z tak zaburzonym człowiekiem, ale niestety, to rzadko się zdarza. Pomimo niezdolności do odczuwania uczuć wiedzą, że dziecko jest świetnym narzędziem do wpływania na byłą partnerkę. Im dziecko mniejsze, tym te manipulacje są łatwiejsze do przeprowadzenia. Każda okazja wpływania na Ciebie będzie wykorzystana, każda możliwość utrudnienia Ci życia również. Jeśli dziecko jest już wystarczająco duże i samodzielnie potrafi obserwować nieprawidłowe zachowania, zacznie zadawać mu pytania, polemizować lub dyskutować ? stanie się Twoim ?przedłużeniem?. Wszystkie złe emocje, które dotychczas dotyczyły tylko Ciebie, mogą się zacząć kumulować i na dziecku.
Należy z dzieckiem o tym porozmawiać, wyjaśnić mu mechanizmy i przyczyny. Nie wolno Ci pozwolić, aby dziecko stało się kolejną ofiarą, bronić je jest Twoim obowiązkiem. Jeśli widzisz, że kontakt z ojcem krzywdzi dziecko, zwróć się o pomoc do specjalisty. Zrób wszystko, co musisz, żeby je chronić.
Oczywiście wszystkie te negatywne zachowania nie są okazywane wprost. Tak, jak kiedyś grał dobrego męża, partnera, wspólnika tak teraz udaje zainteresowanie dzieckiem. Będzie starał się torpedować ustalenia, burzyć ustalony porządek i siać spustoszenie w głowie Waszego dziecka. Mnie serce pęka, gdy słyszę ten pozbawiony ciepła głos, którym jnm odzywa się do naszej córki; gdy widzę, jak odpycha ją za każdym razem, gdy ona oczekuje bliskości. Wkurwia mnie to, że NIC WIĘCEJ nie mogę zrobić. Mogę tylko rozmawiać z córką i liczyć na jej dojrzałość. Bo co do jego intencji ja nie mam żadnych złudzeń, odkąd ?zwierzył się? naszej wspólnej znajomej: ?P. będzie taka sama, jak jej matka. Nie może być inna, skoro wychowała się w takim kurewskim domu?.
Obserwuję, jak szybko postępuje degeneracja zachowania jnm. To już nie tylko ja jestem obiektem ataku lecz praktycznie wszyscy, którzy wejdą mu w drogę. Nie potrafi już się hamować, jest agresywny, a zachowania mizoginistyczne zdominowały jego postępowanie. Kiedyś napisałam, że ?socjopata zdycha w samotności? i już teraz, tak szybko widzę, że tak właśnie będzie. Już teraz nie ma żadnych znajomych, wszystkich odepchnął swoim zachowaniem. Sam swoim postępowaniem daje świadectwo prawdzie, ja nie musiałam w tej sprawie robić nic. Jest to namiastka sprawiedliwości.
Rok od rozwodu, po pierdylionie jego psychopatycznych zachowań doszłam w końcu do etapu, gdy mogę uznać moją historię ?Ja i socjopata? za zamkniętą. Jestem psychicznie i emocjonalnie gotowa do wykonania ostatniego ?cięcia?. Przygotowuję się do tego formalnie i strategicznie, by nic mnie nie zaskoczyło. Wierzę, że rok 2013 będzie dla mnie rokiem ostatecznego rozwiązania. Z jnm wiążą mnie tylko sprawy firmowo-finansowe. To tylko pieniądze, firma przestała już być dla mnie rodzajem emocjonalnej kotwicy.
Jestem gotowa na nowe, nie mogę się już tego doczekać. I nie mam już żadnego usprawiedliwienia Bo prawda jest taka, że teraz ZNÓW WSZYSTKO W MOICH RĘKACH.
Znów czuję się tak, jak wtedy, przed tą otwartą szafą. Pora się pakować i ruszać po nowe.



PODZIWIAM JĄ JEST WIELKA

NIECH BĘDZIE DLA WSZYSTKICH TU OBECNYCH PRZYKŁADEM

16 349

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Skorpionica, bardzo pożyteczny post przypomniałaś...

16 350

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Skorpionica Co u Ciebie?

16 351

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W sobotę wyjeżdza mężuś bedę miała więcej czasu to poopisuję co się działo bo dawno nie pisałam. Całe 2 tygodnie dla mnie i dzieci. nie mogłam się już doczekać tej chwili!!!!!

16 352

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pozdrawiam Was wszystkie smile
Ech... mój najważniejszy wątek.  lol
Życzę Wam szybkiego zakończenia chorych relacji, z jak najlepszym dla Was skutkiem.
Ale samo się nic nie zrobi. Trzeba samemu działać. Krew, pot i łzy - to murowane. Ale warto, zapewniam. Warto ŻYĆ.
Wolność smakuje wspaniale. Spokój też.
Ściskam Was.

16 353 Ostatnio edytowany przez Nowa nadzieja (2013-01-31 20:16:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Drogie Panie, trochę zajęta jestem, bo praca, życie... Ale staram się w miarę na bieżąco czytać forum. Zgłębiam też treść 'Kobiet, które kochają za bardzo' ( z podziękowanie m dla Happyfull i Żabki-k za przesłanie mi lektur) i zadaję sobie mnóstwo pytań i rozważam wiele szczegółów z mojego życia w oparciu o jej treść. I tak np: moje relacje z dziadkami. Dziadek był alkoholikiem i babcia często zapraszała mnie do siebie na noce, kiedy był w 'ciągu'. Mówiła, że czuje się bezpieczniej, kiedy jestem z nią, bo to zapewnia spokój w domu. Moje wspomnienia na ten temat są takie, że dziadek owszem, przychodził pijany codziennie w takich okresach, ale gdyby nie zaczepki babci, położyłby się od razu spać, bez żadnych awantur. To ona prowokowała sprzeczki, a ja- wtedy dzieciak chodzący do podstawówki (dziadek zmarł kiedy chodziłam do siódmej klasy), musiałam uspokajać ich, 'pacyfikować' i wysyłać każde do swojego pokoju, a zwłaszcza babcię do jej. Prawda jest taka, że ja się nidgy dziadka w żaden sposób nie obawiałam, on nigdy nie był dla mnie żadnym zagrożeniem, nawet kompletnie pijany. Kiedy nie pił, wszyscy mówili, że chodzę za nim jak psiak. Lubiłam spędzać z nim czas pod nieobecność taty. To babcia, rozpuszczona jedynaczka, która zawsze miała o sobie zbyt wysokie mniemanie i zawsze musiała postawić na swoim była tą groźną osobą. Mówiłam o tym swojemu j-m i tłumaczyłam, że pewnie te przeżycia ukształtowały częściowo mój niełatwy charakter i powodują niechęć, złość i sprzeciw, kiedy on wypicie kilku piw tłumaczył tym, że to nie alkohol, a napój chłodzący.
   Czy któraś z Was ma może podobne doświadczenia życiowe albo umie na podstawie swojej wiedzy coś mi powiedzieć odnośnie opisanej historii? Bardzo chciałabym chodzić do psychologa, ale w tej chwili nie mam zupełnie takich możliwości ze względów finansowych i z powodu tego, że dopiero przeprowadziłam się do Irlandii, a moje umiejętności językowe pozostawiają wiele do życzenia. Będę wdzięczna za wszlkie Wasze uwagi i spostrzeżenia.

16 354

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nowa nadziejo poszukaj sobie na internecie cechy osób DDA i czytaj je sobie co jakiś czas. Myślę, że dziadkowie mogli mieć wpływ na ukształtowanie Twojej psychiki. To nie chodzi o to byś analizowała dziadków, ale dostrzegła swoje nawyki i zachowania, które być może wzięły się z przebywania z osobą uzależnioną.
Też jestem DDA. Mieszkam w Holandii i tutaj uczęszczam na spotkania polskiej grupy DDA z polskim psychologiem.

16 355

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

Pozdrawiam Was wszystkie smile
Ech... mój najważniejszy wątek.  lol
Życzę Wam szybkiego zakończenia chorych relacji, z jak najlepszym dla Was skutkiem.
Ale samo się nic nie zrobi. Trzeba samemu działać. Krew, pot i łzy - to murowane. Ale warto, zapewniam. Warto ŻYĆ.
Wolność smakuje wspaniale. Spokój też.
Ściskam Was.

Witaj niekochana72. Fajnie, ze Ci sie udalo smile. Jestes silna kobieta..... Pozdrawiam

16 356

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
sluuu napisał/a:

Anstawia nie chcę i myślałam że bedę to jedną bez. A jednak... błąd.

Ja sobie przez całe nastoletnie życie powtarzałam, że będę inna niż moja mama. Hehe, nie udało się. Dobrze,że się w porę zorientowałam i zaczynam być inna big_smile

Dzien dobry wszystkim

Witaj sluuu
Wiesz, jakis czas temu tez to odkrylam, szczegolnie jesli chodzi o kontakty z dziecmi. Chociaz powiem Wam, ze pewne cechy chcialabym miec takie jak ona.... ale wszystko przede mna. juz wiem, ze wszystko mozna zmienic, wypracowac....

16 357

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
skorpionica napisał/a:

W sobotę wyjeżdza mężuś bedę miała więcej czasu to poopisuję co się działo bo dawno nie pisałam. Całe 2 tygodnie dla mnie i dzieci. nie mogłam się już doczekać tej chwili!!!!!

Witaj skorpionico smile
Fajnie ze jestes..... czekamy do soboty smile

16 358

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

Drogie Panie, trochę zajęta jestem, bo praca, życie... Ale staram się w miarę na bieżąco czytać forum. Zgłębiam też treść 'Kobiet, które kochają za bardzo' ( z podziękowanie m dla Happyfull i Żabki-k za przesłanie mi lektur) i zadaję sobie mnóstwo pytań i rozważam wiele szczegółów z mojego życia w oparciu o jej treść. I tak np: moje relacje z dziadkami. Dziadek był alkoholikiem i babcia często zapraszała mnie do siebie na noce, kiedy był w 'ciągu'. Mówiła, że czuje się bezpieczniej, kiedy jestem z nią, bo to zapewnia spokój w domu. Moje wspomnienia na ten temat są takie, że dziadek owszem, przychodził pijany codziennie w takich okresach, ale gdyby nie zaczepki babci, położyłby się od razu spać, bez żadnych awantur. To ona prowokowała sprzeczki, a ja- wtedy dzieciak chodzący do podstawówki (dziadek zmarł kiedy chodziłam do siódmej klasy), musiałam uspokajać ich, 'pacyfikować' i wysyłać każde do swojego pokoju, a zwłaszcza babcię do jej. Prawda jest taka, że ja się nidgy dziadka w żaden sposób nie obawiałam, on nigdy nie był dla mnie żadnym zagrożeniem, nawet kompletnie pijany. Kiedy nie pił, wszyscy mówili, że chodzę za nim jak psiak. Lubiłam spędzać z nim czas pod nieobecność taty. To babcia, rozpuszczona jedynaczka, która zawsze miała o sobie zbyt wysokie mniemanie i zawsze musiała postawić na swoim była tą groźną osobą. Mówiłam o tym swojemu j-m i tłumaczyłam, że pewnie te przeżycia ukształtowały częściowo mój niełatwy charakter i powodują niechęć, złość i sprzeciw, kiedy on wypicie kilku piw tłumaczył tym, że to nie alkohol, a napój chłodzący.
   Czy któraś z Was ma może podobne doświadczenia życiowe albo umie na podstawie swojej wiedzy coś mi powiedzieć odnośnie opisanej historii? Bardzo chciałabym chodzić do psychologa, ale w tej chwili nie mam zupełnie takich możliwości ze względów finansowych i z powodu tego, że dopiero przeprowadziłam się do Irlandii, a moje umiejętności językowe pozostawiają wiele do życzenia. Będę wdzięczna za wszlkie Wasze uwagi i spostrzeżenia.

Witaj!
Wiesz, ja to miałam w domu rodzinnym... Ale do tego doszły inne zdarzenia. Nie, nie do końca uważam że mama była to bardziej źle postępującą, choć ja, kiedy zmarła, za ojcem, który przychodził pijany - nie łaziłam, nie marudziłam. Ale mam wrażenie, mam przeświadczenie, że to też nie było OK - bo ja widziałam, że perswazje mamy nie dają żadnego rezultatu - więc się okopałam i zamknęłam w sobie. Nie chciałam mieć na to wpływu, nie powiedziałam nigdy ojcu, że mnie rani swoim "sposobem na życie", że wyrządził mi mnóstwo krzywdy. Efekt jest taki, że ja do ojca nic nie czułam i nie czuję. Nawet go USPRAWIEDLIWIAM!!!! Że alkoholik, to czego niby miałabym się spodziewać po nim? Jakiego uczucia, jakiej rodziny i domu, jakich wartości? Nie bronił mnie przed czyjąś przemocą i ja tego w ogóle nie zauważyłam, rozumiesz? A do mamy mam żal za to, że się nie leczyła.... Bo jakby się leczyła, jakby wcześniej zaczęła, to może by żyła, może nie zostałabym sama ze sobą tak wcześnie. Może miałabym się do kogo przytulić i nie szukałabym możliwosci przytulenia za wszelką cenę... Do niej mam jakby żal, do niego nie czuję nic... Też lubiłam, jak był trzeźwy.... Ale to bez sensu. Akceptowanie nałogów też nie jest "dobre".... To jest idealizowanie "spokojnych" chwil, których pewnie było mało. To jest zapamiętanie tylko pozytywów. To jest wyrzucenie i marginalizowanie chwil złych - bo te (ratując siebie przed odczuwaniem cierpienia) najchętniej wyrzuca się z pamięci...
Mając w pamięci ojca, wiedząc jak swoje życie ułożył brat - źle reaguję na picie partnera. Nawet jeśli pije rzadko, nie prowokuje okazji itp. Zauważyłam jedną prawidłowość - wszystko jest OK, kiedy partner pije tak, że jest pod wpływem alkoholu w mniejszym stopniu niż ja. Chyba chodzi o to, że chcę mieć świadomość, że on "panuje" nad swoim piciem. Dlatego też miałam "kwasa" nawet na 2-3 piwa w pubie mojego jm, bo on pić nie może... smile To znaczy może, ale za szybko mu uderza, szybciej ode mnie. A do tego świadomość, że i jego ojciec był alkoholikiem, były burdy, przemoc. Wiec suma sumarum - jestem na nie dla alkoholu, jeśli alkohol ma większą władzę nad człowiekiem, niż człowiek nad swoim apetytem na piwo. Ale piwo to piwo, a nie napój chłodzący..... to też jakby usprawiedliwianie siebie?
Wiesz, mam wrażenie, że pewne sprawy trzeba przerabiać kilkukrotnie. Może rzeczywiście masz odczucie, że babcia robiła błąd. Że to "jej wina". Ale może trzeba pogmerać w sobie głębiej, żeby poszukać, czego naprawdę nie lubiłaś, co było przyczyną i co doprowadziło do tego, ze pewnych sytuacji nie lubiłaś. Nie wiem, moja terapeutka zadaje mi całe mnóstwo pytań i przyznam Ci się szczerze, że na niektóre odpowiedzi - muszę "zapracować". Odgrzebać coś w sobie. Odszukać emocje i uczucia o których chciałam i zapomniałam...
To co mi się wydawało 3-4 m-ce temu, wygląda w chwili obecnej całkiem inaczej. I przyznam Ci się, że podejrzewam, że za pół roku mogę mieć jeszcze inne zdanie, bo nie wszystko jeszcze przerobiłam smile Ale nawet mnie to cieszy - bo wiem, że po prostu nie jestem w stanie w ciągu 5 minut odpowiedzieć w sposób jasny, klarowny i rzeczywisty na pytania, których nie chciałam nigdy usłyszeć smile
Zastosowałam strategię: przeczytać do końca, choć przy niektórych historiach chciałam rzucić książkę na bok - bo tak, to moja historia. Dobrnęłam do końca smile Z postanowieniem, że teraz chwilka luzu a potem wrócę do niej ale bardziej świadomie, zwracając uwagę na konkrety, które mogły mieć na mnie wpływ. Że sobie je wypiszę i po przeczytaniu przeanalizuję na spokojnie smile Może mi się jeszcze bardziej rozjaśni smile

16 359

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry przede wszystkim smile smile smile

16 360 Ostatnio edytowany przez Nowa nadzieja (2013-02-01 12:50:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Dzień dobry przede wszystkim smile smile smile

Takie miłe powitanie na początek dnia! Aż chce się żyć! smile Witajcie!

  To nie jest tak Żabko-k, że uważam, że picie dziadka to wina babci. Chociaż z drugiej strony, znając jej ciężki charakter, mogło przyczynić się do pogłębienia problemu dziadka- taka jest moja opinia. Jeśli chodzi o moje odczucia, to nie pamiętam bardzo wielu konkretów z tamtego okresu i to nie tylko jeśli chodzi o problemy dziadków: ja w ogóle nie pamiętam wielu szczegółów z dzieciństwa. Nie usprawiedliwiam alkoholizmu dziadka, ale jako dziecko nie rozumiałam z czym mam do czynienia. A dla mnie dziadek był w porządku, miał tylko tę wadę, że lubił pić z kolegami i pił dotąd, aż ledwo był w stanie wrócić do domu.

   Teraz oczywiście wiem, że picie jest złe i krzywdzi rodzinę alkoholika, ale jako dziecko nie miałam wiedzy, jaką posiadam teraz. Nie przyszłoby mi do głowy, żeby wiązać się z osobą pijącą, tak jak i uzależnioną od czegokolwiek innego, bo ja nie akceptuję uzależnień (choć sama byłam uzależniona na różne sposoby od jm- paradoks, nie?). Ja sama piję od lat bardzo mało, rzadko i okazjonalnie (pierwsze piwo w wieku ok. 16 lat, pierwszy kieliszek wódki jak miałam dokładnie 18,5 roku), przesadziłam z alkoholem tylko kilka razy w życiu, w młodszych latach, ale nie było to zbyt drastyczne 'przesadzenie' i nigdy nie zrobiłam w takim stanie niczego, czego musiałabym żałować albo się wstydzić; nie znam też uczucia 'urwanego filmu'. Mnie alkohol nie odstresowuje, nie pozwala mi zapomnieć o problemach. Tak działa na mnie towarzystwo innych osób, a po powrocie do łóżka, podchmielona i rozweselona do tego momentu, wracam do myslenia o kłopotach- tak więc nie jestem w stanie pić żeby zapomnieć. Jeśli chodzi o inne używki, to w czasach studenckich popalałam papierosy, dla szpanu że taka dorosła jestem chyba, ale nie wciągnęło mnie (szkoda zdrowia i pieniędzy, więc zostawiłam to bez żalu), a narkotyków nie spróbowałm nigdy, bo taką podjęłam decyzję i zawsze się jej trzymałam, niezależnie od możliwości i namów.
   Mój tata pali, a jm nakłoniłam do rzucenia papierosów jeszcze przed ślubem. On lubi też wypić (to dla niego synonim dobrej zabawy- bleee!) i też ma słabą głowę, a będąc 'pod wpływem' robił się przykry, łatwo się wściekał i potrafił mnie poniżać w obecności rodziny czy znajomych. Oczywiście tłumaczenie było takie, że jak widziałam, że za dużo sobie pozwolił, to nie powinnam mu zwracać uwagi, bo wiedziałam, że będzie się kłócił, więc sama go prowokowałam do nieprzyjemnych zachowań. A ja po prostu się wstydziłam, że mój mężczyzna zachowuje się jak cham i prostak i jeśli go nie powstrzymam, jest gotów pić dotąd, aż spadnie pod stół. W któreś święta popił sobie z moim ojcem i zaczął chamsko kryrtykować moją rodzinę w ich własnym domu! Z tego powodu unikałam jakichkolwiek wyjść. No właśnie, nie chciałąm się wiązać z osobą uzależnioną... Mój jm pił w większych ilościach tylko jak były jakieś imprezy (oprócz tego piwa jako napoju chłodzącego, ale muszę być sprawiedliwa, że to nie było codziennie, najwyżej latem potrafił codziennie) i przed ślubem też tak bywało, ale upił się przy mnie tak naprawdę chyba 2 razy i nie stwarzał wtedy żadnych problemów. Jeśli nawet uznać, że zakochana osoba jest ślepa i głucha, nie wydaje mi się, żebym przeoczyła sygnały ostrzegające przed jego złym zachowaniem po alkoholu. To jest moje postrzeganie własnej sytuacji, więc może nie jestem obiektywna albo 'wyrzuciłam' coś z pamięci? Nie wiem.

16 361 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-02-01 13:21:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz, że wszystkie nasze przypadki są ewidentnie różne, dlatego nie da się ich podciągnąć tak do końca smile Więc bardziej chciałam napisać Ci, do jakich ja przemyśleń doszłam po wielu tygodniach zastanawiania się i pytań smile  Ja doszłam do wniosku, że jednak tata nie był w porządku - nie zrobił mi krzywdy bezpośrednio, ale nie oznacza to, że nie zrobił w ogóle. Jego postępowanie miało wpływ na moje życie, tylko ja tego nie chciałam zauważyć. Nie uderzył mnie np. ręką, ale "uderzyło" mnie rykoszetem wszystko, co robił. A ja sie nauczyłam z tym żyć, że on jest bezpośrednio dla mnie OK, tylko inni nie... Dlatego pewnie nic do niego nie czuję.... To znaczy nie czułam, bo zaczynam się okresowo wkurzać - że takie są tego konsekwencje.
Jakie? Wskutek różnych sytuacji życiowych ja się czuję odpowiedzialna za uspokajanie, wyprzedzanie, unikanie i nie doprowadzanie do sytuacji, gdzie mogłabym zostać postawiona przed koniecznością odebrania "ciosu" bezpośrednio na siebie. Tłumaczę i wytłumaczam zawsze kogoś i czyjeś postępowanie, umniejszam swoje potrzeby żeby nie doprowadzić do eksalacji czyjejś frustracji, unikam, zamykam się, staram sie, żeby "było cicho" i nie było żadnej "wymiany zdań". Już nie wymiany zdań w nerwach - ale żadnej, bo ja przecież dam radę i pewnie to ja wymyślam wink
Unikałaś wyjść, bo to była jedyna rzecz na którą mogłaś mieć wpływ, żeby w konsekwencji nie doprowadzić do tego, ze zaczęłabyś sama czuć frustrację i zachowywać się jak babcia, której zachowania jednak podświadomie nie akceptowałaś i nie byłaś z niego "zadowolona". Bo bezpośrednio dziadek krzywdy Ci nie robił. Wybrałaś unikanie? Bo ja nie mówię, że przeoczyłaś sygnały ostrzegawcze. Po prostu obrałaś taką drogę i taki sposób na dobre relacje pomiędzy Wami?

Mnie się w tej chwili ani unikanie ani reagowanie za wszelką cenę i o każdej porze nie wydaje "jedyne" właściwe... Jeszcze nie wiem, co by miało być właściwe, tego jeszcze nie rozgryzłam dla tego typu sytuacji smile Ale jakoś nie mogę pozytywnie się nastroić do tego, że np. ktoś pije i ja wtedy mam nie powiedzieć słowa, bo kazde moje słowo może wyprowadzić z równowagi tego, który wypił.... Przecież to nie ja wypiłam i nie ja nie umiem ani ocenić rzeczywistości ani poskromić negatywnych odczuć.... Do negatywnych zachowań to go chyba prowokował alkohol pozwalający na brak zahamowań w zachowaniach wink Nie Ty czy ktokolwiek inny smile

16 362

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzien dobry wszystkim smile
Niekochana72 fajnie, ze wpadlas na stare smieci smile Czytamy blogi i cytujemy na forum smile Fajnie, ze Maja wydaje ksiazke na pewno otworzy oczy niektorym kobietom !!! Czesto cytuje tez tutaj na  Forum posty Zazdrosc i juz sie zastanawialysmy co tam u niej? Masz jeszcze z nia kontakt?

Jestes wspaniala kobieta i zycze Ci z calego serca tylko szczescia !!!

16 363

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej dziewczyny.
Jak myślicie, warto ryzykować żeby spełnić swoje marzenia?

16 364

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jakie marzenie? Konkrety XXXX

16 365

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Konkretnie to zawodowe!!!!! big_smile
Nie mam zamiaru ryzykować dla facetów big_smile Oni nie są moim marzeniem big_smile
Dostałam dwa maile w tej samej sprawie.
Kobieta pisze: zacznijmy już teraz.
Facet: pamiętaj, nie spiesz się. big_smile
Patrząc na te dwie osoby, to facet wygląda na bardziej "ustawionego" niż ta kobieta. A ona z kolei jest zawsze uśmiechnięta big_smile
Być sobą i pędzić, czy być sobą i zwlekać? big_smile

16 366

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Happy - podesłałabyś mi jakąś książkę? Wczoraj przeczytałam pożyczoną od koleżanki i mam poważne obawy, że nie mam w czym zatopić "oczu" smile Tylko nie przygodowo-sensacyjną, bo mi jeszcze takich wrażeń nie potrzeba wink

16 367

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny.
Jak myślicie, warto ryzykować żeby spełnić swoje marzenia?

Zależy jakie marzenie i jaki poziom ryzyka wink
Chyba zawsze należało by się odnieśc do konkretnej sytuacji, bo uogólnienia na dobre nie wychodzą wink

16 368 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-01 16:04:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Konkretnie to zawodowe!!!!! big_smile
Nie mam zamiaru ryzykować dla facetów big_smile Oni nie są moim marzeniem big_smile
Dostałam dwa maile w tej samej sprawie.
Kobieta pisze: zacznijmy już teraz.
Facet: pamiętaj, nie spiesz się. big_smile
Patrząc na te dwie osoby, to facet wygląda na bardziej "ustawionego" niż ta kobieta. A ona z kolei jest zawsze uśmiechnięta big_smile
Być sobą i pędzić, czy być sobą i zwlekać? big_smile

Ja nic nie rozumiem sad
Zawsze usmiechnieta kobieta XXX Cos mi sie nie podoba XXX Nie mozna byc jak dla mnie wiecznie usmiechnieta kobieta XXX

https://www.youtube.com/watch?v=3C9KSrMT4LM

16 369 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-01 15:41:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Happy - podesłałabyś mi jakąś książkę? Wczoraj przeczytałam pożyczoną od koleżanki i mam poważne obawy, że nie mam w czym zatopić "oczu" smile Tylko nie przygodowo-sensacyjną, bo mi jeszcze takich wrażeń nie potrzeba wink

Cos Ci podesle smile
Dziewczyny obejzyjcie sobie film Sybil https://www.youtube.com/watch?v=C9Y3wiDa3p0

Polecam tez film Roza ale uprzedzam, ze bardzo smutny https://www.youtube.com/watch?v=nBABlxUvEZ0

Biutiful musicie obejrzec https://www.youtube.com/watch?v=xXsGkwJzWg4

16 370

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
sluuu napisał/a:

Mój problem polega na tym że nie akceptuje tego że nie jestem idealna. Choć tak chcę nią być. Ja ofiara złego świata cierpiąca w związku z tym że jestem za dobra i inni ją ranią. Oczywiście jestem dobra, ale powinna dopuszczać do siebie fakt że mam dużo złych cech, jak każdy człowiek. Nie muszą wcale wszyscy mnie lubić, jak to zaakceptuje  nie będę mówiła tego co chcą usłyszeć tylko to co rzeczywiście wiąże się z moimi potrzebami.

A co to znaczy, że ktoś jest idealny? Jak wygląda taki ideał?

16 371

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Happy - podesłałabyś mi jakąś książkę? Wczoraj przeczytałam pożyczoną od koleżanki i mam poważne obawy, że nie mam w czym zatopić "oczu" smile Tylko nie przygodowo-sensacyjną, bo mi jeszcze takich wrażeń nie potrzeba wink

Cos Ci podesle smile
Dziewczyny obejzyjcie sobie film Sybil https://www.youtube.com/watch?v=C9Y3wiDa3p0

Polecam tez film Roza ale uprzedzam, ze bardzo smutny https://www.youtube.com/watch?v=nBABlxUvEZ0

Biutiful musicie obejrzec https://www.youtube.com/watch?v=xXsGkwJzWg4

Co do Róży, to masz racje, po samym początku - nie dam rady. Ale Sybil z chęcią smile

16 372 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-01 15:56:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Happy - podesłałabyś mi jakąś książkę? Wczoraj przeczytałam pożyczoną od koleżanki i mam poważne obawy, że nie mam w czym zatopić "oczu" smile Tylko nie przygodowo-sensacyjną, bo mi jeszcze takich wrażeń nie potrzeba wink

Cos Ci podesle smile
Dziewczyny obejzyjcie sobie film Sybil https://www.youtube.com/watch?v=C9Y3wiDa3p0

Polecam tez film Roza ale uprzedzam, ze bardzo smutny https://www.youtube.com/watch?v=nBABlxUvEZ0

Biutiful musicie obejrzec https://www.youtube.com/watch?v=xXsGkwJzWg4

Co do Róży, to masz racje, po samym początku - nie dam rady. Ale Sybil z chęcią smile

A na poprawe humoru moze Mezczyzni wola blondynki smile Zawsze poprawia mi ten film moj humor smile
https://www.youtube.com/watch?v=-o3ZhybaZ_s

16 373

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Happy - na poprawę to ja się umówiłam ze znajomymi smile
Tzw. mój weekend nastaje właśnie smile Będę leżeć do góry pępkiem i robić tylko to, co mi się w danym momencie zachce smile

16 374

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Happy - na poprawę to ja się umówiłam ze znajomymi smile
Tzw. mój weekend nastaje właśnie smile Będę leżeć do góry pępkiem i robić tylko to, co mi się w danym momencie zachce smile

No to piekny weekend Ci sie zapowiada smile Udanego weekendu dziewczyny smile

16 375

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hej hej, witam WSZYSTKIE Netki wink
czasami życie zmusza czlowieka do szukania odpowiedzi wsrod innych ludzi. Najczesciej gdy nie jestesmy w stanie sami sobie pomoc.... Stad tez i moja wizyta na forum smile zawsze w "kupie" raźniej smile Moze Wy Kobietki cos mi poradzicie, bo cos mnie gryzie od środka i budzi bezsensowne koszmary... ale do rzeczy , potrzebuje obiektywnego spojrzenia na problem
moze najpierw "rys historyczno-psychologiczny". Mam 41 lat. urodzilam sie w rodzinie gdzie nigdy albo nie bylo milosci albo nie byla okazywana .od pokolen. prabagbcia nie kochala meza jedynym mezczyzną jej życia byl jej syn. on jako dorosly czlowiek takze nie kochal ani swojej żony ani córki. Malzenstwo z rozsadku z potomstwem ot co.rozstali sie a moja matka nidgy od nikogo nie uslyszala ze ktos o nia sie martwi troszczy itp. czula sie niepotzrebna odtracona . potem pojawilam sie ja na swiecie jako tez niestety nie "owoc uczucia" ale cos co zostalo "poczęte" kontra świat, kontra rodzina. roslam i zylam jako kolejne pokolenie bez uczuc . bez wsparcia, okazywania milosci . sama widzialam siebie jako osobe wyalienowaną, majaca bardzo trudny kontakt z otoczeniem i rowiesnikami. nie mialam chlopaka, kolezanek, przyjaciol . Nikogo komu moglam sie zwierzyc , pogadac. jako osoba dorosla poznalam faceta , ktorego pokochalam całą sobą. zwiazek nie nalezal do łatwych- mial żonę , dziecko. Trudno, ponoc uczucia nie wybierają, sama wiem ze żle zrobilam angazujac sie w to. Hustawka uczuc, nastrojów, radosc , płacz to trwalo 10 lat . nigdy od niego tez nie uslyszalam ze mnie kocha, nie licza tzw"chwil uniesien" ale wtedy nie bierze sie tego pod uwage. zawsze to ja bylam stroną dająca, czekającą, wyvbaczającą , żebrzącą o chociaz chwile bycia razem, o choc trochę "uczucia" . Niestety.. wszystko się wypalilo, skonczylo, moze to i dobrze bo byl to typowy toksyczny zwiazek. oddalam czesc siebie i od tamtej pory do ubieglego roku czyli 8 lat bylam sama. Sama w sensie bycia z kims bo niestety caly czas mieszkam z matką - tak sie zlozylo - ale czuje sie za nia odpowiedzialna , pomagam jej itp. nie chodzilam na imprezy, ze spotkan towarzyskich wracalam jak przykładne dziecko o 22. , żylam życiem jej i domu. Nie wiem czy to ze nie bylo przy mnie faceta to moja wina - mojej psyche, czy tego ze nie jestem specjalnie atrakcyjna dla mezczyzn , czy tego ze nie mialam okazji. Inna rzecz ze faceci postrzegaja mnie jako potencjalną kumpele a nie KOBIETE.
w polowie ubieglego roku , po 23 latach nie widzenia sie spotkalam kolege z lat szkolnych. 20 lat temu byl chlopakiem mojej przyjaciolki. On zakochany w niej po uszy, swiata poza nia nie widzial. Ona zdradzajaca go i wykorzystujaca na prawo i lewo. To ze on mi sie wtedy podobal i z charakteru i z "fizys" nie mialo zadnego znaczenia , bo nie mialam u niego żadnych szans. Potem znajomosc sie zerwala, wiem ze przez ten czas zerwali ze sobą, on sie ożenil, ma 2 dzieci juz doroslych. Kontakt sie urwal i nagle po 23 latach spotkalismy sie na necie a potem w realu . okazalo sie ze z żona jest w separacji od 8 lat, malzenstwo nie bylo udane .. wyprowadzil sie mieszkaja oddzielnie. Zaczeismy sie spotykac , ot tak kolezensko. Ja uwoelbiam pilke nozna wiec i czas byl po temu - EURO. chodzilismy razem na mecze, coraz wiecej czasu gadalismy na skype . cos zaczelo iskrzyc. No i stalo sie . pocalunki, łożko, wspolny wyjazd na weekend. widac bylo ze jemu na mnie zalezy. mamy takie same zainteresowania, myslimy tak samo, potrafimy w tym samym momencie puszczac kazde u siebie te sama muzyke. Zaczelam sie przy nim czuc jak kobieta. Akceptowal mnie taka jaka jestem, nie krytykowal , cieszyl sie ze wreszcie spotkal kogos kto jest taki jak on."nienormalny". nie mielismy przed soba żadnych tajemnic, jedno wiedzialo o drugim wszystko, kazde powiedzialo drugiemu o swoim życiu, pelna sielanka. wreszcie zaczelam sie cieszyc ze jest ktos przed kim nie musze nic udawac, dla kogo jestem cos warta i ważna. On zreszta czul to samo. niestety przyszedl wspolny sylwester i cos zaczelo pękać... czulam sie jak zbędny balast, przyszlismy razem ale tak naprawde nie odczulam jego obecnosci. moglam wyjsc i nawet by nie zauwazyl . w chwili bytnosci przy mnie uslyszalam ze długo nie uslysze ze mnie kocha. troche zabolalo, ale slowa sie nie liczą... niech dziala a nie mowi ! nie flirtowal z żadną kobieta ale sam fakt nieinteresowania się mną byl bolesny... prawie sie poklocilismy, ale wyjasnilismy sobie niby o co biegalo. ale zabolala mnie kolejna rzecz, przyznal mi sie ze w rozmowie z kims powiedzial ze coprawda do żony by nie wrocil ale z łózka jej by nie wyrzucil.... To zabolało bardziej... tym bardziej ze tak naprawde spotykamy sie rzadko, rzadko sie kochamy. u mnie nie ma mozliwosci, u niego tez (mieszka z rodzicami) znow cholera poczulam sie jak "półkobieta".. nie dosc ze nie kocha to jeszcze nawet tej namietbosci nie ma ....
od tamtej pory zyje w stresie, ciagla bezsennosc, nerwowosc... Nie wiem co on wogole mysli, nie wiem kim dla niego jestem . w koncu wyrzucilam z siebie co do niego czuje, napisalam mu ze niestety zakochalam sie w nim i nic na to nie poradze. nie umiem uzewnetrzniac uczuc, boje sie tego slowa, boje sie uczucia ( jak glupia pytam sie go nawet czy moge sie do niego przytulic) . otrzymalam odpwowioedz ze domyslal sie ale go to nie przeraza . wrecz przeciwnie. ale nie napisal NIC od siebie na ten temat. jak on widzi ten zwiazek o ile to JEST zwiazek.
od tamtej pory spotkalismy sie raz. nie poruszal tego tematu, ja tez. Z jego strony nie wychodza żadne propozycje wspolnych wyjsc nawet do kina, niby pisze ze teskni ale nie robi nic by cos zadzialac. Niby mnie pragnie (tak pisze) ale tez nie robi nic by to jakos zrealizowac, ZERO inwencji z jego strony. Niby codzienne sms i rozmowy są takie jak kiedys ale ja dalej nie wiem na czym stoje. Tak bardzo chcialam byc dla kogos ważna , potzrebna, poczuc sie pożadaną . Tymczasem znow to ja kocham za mocno, za bardzo , calą sobą  placze i wnerwiam sie na zmiane , wyczekuje sms , skype, czegos z jego strony... chociazby pytania jak sie czuje, propozycji wyjscia gdzies razem . a tu nic. jak zwykle. znow powtorka z rozrywki... czy zawsze juz tak bvedzie? czy czlowiek chce zbyt dużo jesli chce byc choc troche szczesliwy ??? za co jest ta kara? co mam robic ? jak sie zachowac ? Kocham go prawdziwie, dojrzale, jest mi cholernie bliski , chce z nim byc ale dlaczego znow trafiam jak kulą w plot ? dlaczego znow jestem tylko po to by byc pogotowiem seksualnym i telefonem zaufania? kims z kim mozna porozmawiac ale zeby byc blisko. CO ZE MNA JEST NIE TAK ?
o rany rozpisalam sie ale niestety z nikim nie moge pogadac na ten temat a wyrzucic z wątroby musialam  wink
no i teraz nie wiem co napisac ... Pomożcie ? co o tym myslicie ?

NO I WIDAC TOTALNIE MOJE ZAKRĘCENIE ..

pozdrowka

16 376

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Bea smile

Bea - to że bardzo źle znosisz brak pewności na temat tego związku to poniekąd nic dziwnego - tym bardziej, że sama piszesz, że długo nie byłaś w związku. Jak postąpić - ja nie wiem. Ale dlaczego? Bo jemu chyba fakt bycia niby wolnym, acz w separacji nie przeszkadza bardzo długo, tak? Wiesz, ja niby jestem w separacji - ale niecałe 4-mce...

Mówi się, że należy zwracać uwagę na czyny - nie słowa... Obietnice nie są zazwyczaj nic warte.

Jakoś mało wrażliwy ten facet... takie na mnie robi wrażenie...

Nie dziwię się, że najnormalniej w świecie chciałabyś być w związku smile To normalna ludzka potrzeba smile

Ale lepiej być w zdrowym związku. A ten jest taki dla Ciebie?

16 377

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Nowa nadzieja napisał/a:

Drogie Panie, trochę zajęta jestem, bo praca, życie... Ale staram się w miarę na bieżąco czytać forum. Zgłębiam też treść 'Kobiet, które kochają za bardzo' ( z podziękowanie m dla Happyfull i Żabki-k za przesłanie mi lektur) i zadaję sobie mnóstwo pytań i rozważam wiele szczegółów z mojego życia w oparciu o jej treść. I tak np: moje relacje z dziadkami. Dziadek był alkoholikiem i babcia często zapraszała mnie do siebie na noce, kiedy był w 'ciągu'. Mówiła, że czuje się bezpieczniej, kiedy jestem z nią, bo to zapewnia spokój w domu. Moje wspomnienia na ten temat są takie, że dziadek owszem, przychodził pijany codziennie w takich okresach, ale gdyby nie zaczepki babci, położyłby się od razu spać, bez żadnych awantur. To ona prowokowała sprzeczki, a ja- wtedy dzieciak chodzący do podstawówki (dziadek zmarł kiedy chodziłam do siódmej klasy), musiałam uspokajać ich, 'pacyfikować' i wysyłać każde do swojego pokoju, a zwłaszcza babcię do jej. Prawda jest taka, że ja się nidgy dziadka w żaden sposób nie obawiałam, on nigdy nie był dla mnie żadnym zagrożeniem, nawet kompletnie pijany. Kiedy nie pił, wszyscy mówili, że chodzę za nim jak psiak. Lubiłam spędzać z nim czas pod nieobecność taty. To babcia, rozpuszczona jedynaczka, która zawsze miała o sobie zbyt wysokie mniemanie i zawsze musiała postawić na swoim była tą groźną osobą. Mówiłam o tym swojemu j-m i tłumaczyłam, że pewnie te przeżycia ukształtowały częściowo mój niełatwy charakter i powodują niechęć, złość i sprzeciw, kiedy on wypicie kilku piw tłumaczył tym, że to nie alkohol, a napój chłodzący.
   Czy któraś z Was ma może podobne doświadczenia życiowe albo umie na podstawie swojej wiedzy coś mi powiedzieć odnośnie opisanej historii? Bardzo chciałabym chodzić do psychologa, ale w tej chwili nie mam zupełnie takich możliwości ze względów finansowych i z powodu tego, że dopiero przeprowadziłam się do Irlandii, a moje umiejętności językowe pozostawiają wiele do życzenia. Będę wdzięczna za wszlkie Wasze uwagi i spostrzeżenia.

Witaj!
Wiesz, ja to miałam w domu rodzinnym... Ale do tego doszły inne zdarzenia. Nie, nie do końca uważam że mama była to bardziej źle postępującą, choć ja, kiedy zmarła, za ojcem, który przychodził pijany - nie łaziłam, nie marudziłam. Ale mam wrażenie, mam przeświadczenie, że to też nie było OK - bo ja widziałam, że perswazje mamy nie dają żadnego rezultatu - więc się okopałam i zamknęłam w sobie. Nie chciałam mieć na to wpływu, nie powiedziałam nigdy ojcu, że mnie rani swoim "sposobem na życie", że wyrządził mi mnóstwo krzywdy. Efekt jest taki, że ja do ojca nic nie czułam i nie czuję. Nawet go USPRAWIEDLIWIAM!!!! Że alkoholik, to czego niby miałabym się spodziewać po nim? Jakiego uczucia, jakiej rodziny i domu, jakich wartości? Nie bronił mnie przed czyjąś przemocą i ja tego w ogóle nie zauważyłam, rozumiesz? A do mamy mam żal za to, że się nie leczyła.... Bo jakby się leczyła, jakby wcześniej zaczęła, to może by żyła, może nie zostałabym sama ze sobą tak wcześnie. Może miałabym się do kogo przytulić i nie szukałabym możliwosci przytulenia za wszelką cenę... Do niej mam jakby żal, do niego nie czuję nic... Też lubiłam, jak był trzeźwy.... Ale to bez sensu. Akceptowanie nałogów też nie jest "dobre".... To jest idealizowanie "spokojnych" chwil, których pewnie było mało. To jest zapamiętanie tylko pozytywów. To jest wyrzucenie i marginalizowanie chwil złych - bo te (ratując siebie przed odczuwaniem cierpienia) najchętniej wyrzuca się z pamięci...
Mając w pamięci ojca, wiedząc jak swoje życie ułożył brat - źle reaguję na picie partnera. Nawet jeśli pije rzadko, nie prowokuje okazji itp. Zauważyłam jedną prawidłowość - wszystko jest OK, kiedy partner pije tak, że jest pod wpływem alkoholu w mniejszym stopniu niż ja. Chyba chodzi o to, że chcę mieć świadomość, że on "panuje" nad swoim piciem. Dlatego też miałam "kwasa" nawet na 2-3 piwa w pubie mojego jm, bo on pić nie może... smile To znaczy może, ale za szybko mu uderza, szybciej ode mnie. A do tego świadomość, że i jego ojciec był alkoholikiem, były burdy, przemoc. Wiec suma sumarum - jestem na nie dla alkoholu, jeśli alkohol ma większą władzę nad człowiekiem, niż człowiek nad swoim apetytem na piwo. Ale piwo to piwo, a nie napój chłodzący..... to też jakby usprawiedliwianie siebie?
Wiesz, mam wrażenie, że pewne sprawy trzeba przerabiać kilkukrotnie. Może rzeczywiście masz odczucie, że babcia robiła błąd. Że to "jej wina". Ale może trzeba pogmerać w sobie głębiej, żeby poszukać, czego naprawdę nie lubiłaś, co było przyczyną i co doprowadziło do tego, ze pewnych sytuacji nie lubiłaś. Nie wiem, moja terapeutka zadaje mi całe mnóstwo pytań i przyznam Ci się szczerze, że na niektóre odpowiedzi - muszę "zapracować". Odgrzebać coś w sobie. Odszukać emocje i uczucia o których chciałam i zapomniałam...
To co mi się wydawało 3-4 m-ce temu, wygląda w chwili obecnej całkiem inaczej. I przyznam Ci się, że podejrzewam, że za pół roku mogę mieć jeszcze inne zdanie, bo nie wszystko jeszcze przerobiłam smile Ale nawet mnie to cieszy - bo wiem, że po prostu nie jestem w stanie w ciągu 5 minut odpowiedzieć w sposób jasny, klarowny i rzeczywisty na pytania, których nie chciałam nigdy usłyszeć smile
Zastosowałam strategię: przeczytać do końca, choć przy niektórych historiach chciałam rzucić książkę na bok - bo tak, to moja historia. Dobrnęłam do końca smile Z postanowieniem, że teraz chwilka luzu a potem wrócę do niej ale bardziej świadomie, zwracając uwagę na konkrety, które mogły mieć na mnie wpływ. Że sobie je wypiszę i po przeczytaniu przeanalizuję na spokojnie smile Może mi się jeszcze bardziej rozjaśni smile

Nie szukanie możliwości przytulenia za wszelką cenę  to jest klucz.
Ja tam nie mam do matki żalu, że mnie ni utuliła w życiu, cieszę się, że od niej uciekłam.

Co do alkoholu także jestem na nie. Nie lubiłam kiedy prawie ex pił, nienawidziłam tego. W rodzinie mojej nie było problemu alkholowego, nigdy, więc nie wiem skąd u mnie takie nastawienie. Sama też nie lubię. Musi mi naprawdę smakować.

16 378

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie szukanie możliwości przytulenia za wszelką cenę  to jest klucz.

To to na szczęście mi się wyklarowało dużo wcześniej smile
Bo wynikało to z podstawowych niezaspokojonych potrzeb. Czas zrozumieć, że się nie jest już dzieckiem - pomimo wszystko i choćby nie wiem jak się nie chciało tego zrozumieć wink

16 379

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Witaj Bea :)

Bea - to że bardzo źle znosisz brak pewności na temat tego związku to poniekąd nic dziwnego - tym bardziej, że sama piszesz, że długo nie byłaś w związku. Jak postąpić - ja nie wiem. Ale dlaczego? Bo jemu chyba fakt bycia niby wolnym, acz w separacji nie przeszkadza bardzo długo, tak? Wiesz, ja niby jestem w separacji - ale niecałe 4-mce...

Mówi się, że należy zwracać uwagę na czyny - nie słowa... Obietnice nie są zazwyczaj nic warte.

Jakoś mało wrażliwy ten facet... takie na mnie robi wrażenie...

Nie dziwię się, że najnormalniej w świecie chciałabyś być w związku :) To normalna ludzka potrzeba :)

Ale lepiej być w zdrowym związku. A ten jest taki dla Ciebie?

no wiec wlasnie ....czyny byly. kiedys. teraz ich nie odczuwam . chociaz z drugiej strony gdyby mu wogole NIC nie zalezalo nie pisałby sms , nie rozmawial ze mna , tak jak rozmawia.....
ale nie robi nic innego... i tu jest ten pies pochowany....
on wrazliwy jest. niestety. inna sprawa ze ten pare razy dostaw w d.. i boi sie zaangazowac, to wiem od niego zanim zaczelismy "byc razem" . nigdy np. nie widzialam mezczyzny ktory placze bo ktos sie o niego martwi boi ... jego widzialam . totalnie rozklejonego , placzacego przy mnie po tym jak mu to powiedzialam. jest czulym rowniez kochankiem - jemu nie chodzi o to by zaspokoic siebie. wazna jest kobieta.
poza tym z tego co wiem od naszych wspolnych znajomych , jemu na mnie zalezy.. oni odbieraja takie sygnaly, wrecz czasaami cos mu sie "wypsnie" na ten temat do nich. a do mnie zaklada maskę....
chyba ze istnieje inne rozwiazanie - TEST . chce sprawdzic czy faktycznie mnie na nim zalezy i czy go kocham naprawde ....


dla mnie wg mnie obiektywnie - zwiazek moglby byc zdrowy bo taki byl wczesniej tylko musze wiedziec na czym stoję . ale pytac sie go nie bede.

16 380 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-02-01 17:04:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bea06 napisał/a:

dla mnie wg mnie obiektywnie - zwiazek moglby byc zdrowy bo taki byl wczesniej tylko musze wiedziec na czym stoję . ale pytac sie go nie bede.

Zwiazek moglby byc zdrowy gdyby on byl inny, gdybys Ty byla inna. On jest taki jaki jest, Ty jestes jaka jestes !!! Dobrze wiesz na czym stoisz ale nie chcesz sie jeszcze do tego sama przed soba przyznac sad.
Bea moge wyslac Ci ksiazki jak chcesz to poczytasz sobie dokladnie o tym o co pytasz. Wnioski musisz sama wyciagnac !!!

Posty [ 16 316 do 16 380 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 250 251 252 253 254 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026