Dziś wzięłam ulotkę z naszego sklepu
Artystyczno-sportowy powiatowy informator kulturalny.Nigdy wcześniej takiego nie widywałam,może to jakiś znak? 
Jest parę ciekawych imprez,zajęć o różnych porach dnia a ja też różnie pracuję
.Ale qurcze musiałabym uregulować kwestię korzystania z samochodu.Auto jest na mnie,ale karaluch niby pracuje na czarno i prawie codziennie go bierze...Mieszkam pod miastem,z autobusami kiepsko.Jak cieplej to na upartego można na rowerze...
Muszę coś wymyślić 
No i mam prawdopodobnie to samo co Anstawia 
Anstawia napisał/a:Może jak "wyjdę do ludzi", poznam nowe twarze, to mi pomoże w uwolnieniu się od niego? Bo ja nie mam znajomych.
Happy, ja CHCĘ rozwodu. To nie tutaj problem. Noce nieprzespane z powodu joginów, a raczej "wyjścia do ludzi", strachu, na 100%.
Tylko,że rozwód to papierek, a emocje i kontakt jest
Co do rozwodu podpisuję się pod tym postem.
Co do wyjścia do ludzi...
W szkole byłam zawsze w ostatniej parze,nie wychylałam się nigdy,zakompleksione dziecko....Po ślubie mi przeszło.Podniosłam głowę do góry i góry mogłam przenosić. 
A potem wróciła dawna Beosa....
Bo zostałam nieraz oszukana,nie tylko przez jeszczemęża.Nie ufam już bezgranicznie ludziom.Boję się fałszywych ludzi.Nie lubię się narzucać.
Boję się zacząć cokolwiek,bo gdyby przypadkiem było fajnie to i tak czekałabym na "złe" zakończenie..Tak się chyba przyzwyczaiłam.Czarnowidztwo.Bo po burzy było słońce a potem znowu burza 
Boję się też,że będę śmieszna,bo nie ubiorę się odpowiednio, nie umiem i nie lubię się malować,a robią to wszystkie kobiety.Będę taka inna...
Dobrze się czuję w swojej skórze,dziwne trochę ale jak ktoś mi się "napatoczy"
nie mam w ogóle problemu w nawiązaniu rozmowy,załatwię wszelkie sprawy urzędowe,pojdę do psychologa i na terapię,ale takie spontaniczne wyjście do ludzi,aerobik,basen-sama????...będę oczywiście próbowała 
Niedawno bylam u koleżanki z pracy pogadać o separacji.Co z tego,że serdecznie zapraszała?A może będę przeszkadzała,a może głupio jej było odmówić,że tylko z uprzejmości się zgodziła...Naprawdę takie miałam dylematy.
Ale tak mi zależało,że pojechałam.I co lekki nieład w domu,Ona w byle jakich ciuchach,luzik.Fajnie,było,miło się gawędziło. 
Ja przed wizytą koleżanek wysprzątałam mieszkanie,pól godziny zastanawiałam się w co się ubrać,nakupiłam przekąsek i czekałam,a serce waliło jak młot.Taka jestem dziwna.A One wpadły przejazdem na 15 minut. 