Zachwiania nastroju po ciąży i porodzie to dość bezpieczny i prawdopodobny powód.
1 561 2011-04-06 12:58:43
Podobne tematy
1 562 2011-04-06 13:09:38
niekochana72 napisał/a:Hmm... po raz kolejny na tym forum napiszę - my mamy chyba tego samego męża. Ja - już niedługo.
Kochana - dlatego musisz działać - ŻEBY NIE BYŁO ZA PÓŹNO.
Narazie cie podziwiam ze mowisz to z takim usmiechem... bo ja mam narazie lzy w oczach i kluche w gardle... a jestem w pracy, wiec ryk i szloch... jakos nie wchodzi w gre...
Kochana - uśmiecham się, bo podjęłam decyzję o uwolnieniu się i nic mnie już od niej nie odwiedzie.
Zajrzyj też na kobieceserca.pl
Musisz o siebie walczyć.
Zadaniem dla Ciebie od dziś - przestajesz myśleć o nim, a zaczynasz o SOBIE. Wiem, ze to trudne, ale musisz zacząć, bo jak pisze tarantella - niedługo ZNIKNIESZ.
1 563 2011-04-06 13:14:27
Zdobyłam numer do psychoterapeuty i zaraz do niej zadzwonię, to będzie mój kolejny krok.
1 564 2011-04-06 13:19:35
Zdobyłam numer do psychoterapeuty i zaraz do niej zadzwonię, to będzie mój kolejny krok.
Brawo, malutka
Bądź konsekwentna - my juz dobrze znamy te huśtawki nastroju. I pamiętaj - nie jesteś głupia, tylko WSPÓŁUZALEŻNIONA. To się leczy. Bolesny to proces, ale nie ma innej drogi. Walcz o lepszą resztę swojego życia i córeczki.
1 565 2011-04-06 15:06:34
Czy myslicie ze ten caly proces pokochania samej siebie musi skonczyc sie rozstaniem? Wiem ze to glupie ptanie... ale chyba do tego nie doroslam jeszcze...
1 566 2011-04-06 15:18:57
Czy myslicie ze ten caly proces pokochania samej siebie musi skonczyc sie rozstaniem? Wiem ze to glupie ptanie... ale chyba do tego nie doroslam jeszcze...
Kochana, nie ma głupich pytań.
Pokochanie samej siebie polega na tym, że w pełni świadomie wybierzesz to, co najlepsze dla Ciebie.
Jeśli Twój mąż zrozumie swoje błędy i RZECZYWIŚCIE się zmieni - to jak najbardziej zostańcie razem. Nikt tu nie przegania dobrych facetów ot tak, dla zasady.
Ale nie powinnaś trwać przy nim, jeśli nic się nie zmieni - on Cię wykorzystuje, rani i tak naprawdę KOCHA TYLKO SIEBIE.
Musisz zrozumieć tak dogłębnie na czym polega problem - jak on Tobą manipuluje, jak Cię krzywdzi. Wiemy tu dobrze, jak bardzo potrafimy "przekłamywać" rzeczywistość, żeby tylko sie nie przyznać -ON MNIE NIE KOCHA.
Bo tka jest prawda - miłość nie rani, a osoba kochająca myśli o dobru drugiej osoby, a nie o wykorzystywniu jej.
Poczytaj książki, posty dziewczyn - zaczniesz zrozumiesz, że tak jak my tkwisz w szambie po uszy. I pewnie tak jak my wszystkie długo opowiadałaś innym, a sobie wmawiałaś, że otaczają Cie piękne zapachy.
1 567 2011-04-06 16:24:27
Madziulek,
Przecież sama mówisz, że nie jest złym facetem. Ja trzy miesiące temu dowiedziałam się o zdradzie swojego partnera i miesiąc temu się z nim już rozstałam. On tłumacząc się ze swoich idiotycznych zachowań przyznał, że było to wynikiem niespełnienia i egoizmu. A ja na to odpowiadam - gdybyś tylko dla swojego niespełnienia i egoizmu znalazł jakikolwiek inny wentyl niż zdrada, to może byłoby jeszcze co ratować.
A więc wedle moich miar, w waszym przypadku jeszcze jest co ratować.
Moja śp. polonistka zawsze powatrzała - żyjcie tak, żebyście mogli sobie nawet po niepowodzeniach powiedzieć "Przynajmniej spróbowałem/-łam".
Spróbuj. Jeśli malutkimi kroczkami uda Ci się najpierw poszukać siebie, a on to doceni, to jesteście w domu. Jeśłi natomiast nie spodobasz mu się taka, jaka jesteś/chciałabyś być, to po co być z kimś ... kto Cię zwyczajnie nie lubi, a co do pieroo o miłości gadać.
Opiekunka do dziecka, sprzątaczka i intendentka? Tak widzisz swoją życiową rolę? A czułość, opiekuńczość, uśmiech na Twój widok, drobne oznaki uważności i szacunku dla Ciebie? Nie chcesz tego? Nie spróbujesz?
1 568 2011-04-06 16:28:31 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-04-06 17:18:09)
Tarntello - jak znajdujesz nowy wiersz? Odnajdujesz podobieństwo? Bo ja bardzo, bardzo.
Gdy ujawniła się choroba męża, to byłam:
"schwycona
za stopę do góry
nogami"
I wiecie co - powinnam chyba zostać aktorką. Każdy, komu o tym mówię - nie wierzy. Słyszę: "nic po Tobie nie było widać".
Taa... Oskar dla niekochanej w kategorii "Aktorka dramatyczna" a może jednak Złota Malina?
Dziewczyny polecam pozycję: "Sposób na kłamcę" S. Forward, D. Frazier. Nie mamy tego w biblioteczce, ale warto kupić. W
Empiku zapłaciłam 35 zł. Socjopaci mają duuuuuuuużo miejsca ![]()
Bardzo fajne opisy i porady. Polecam
1 569 2011-04-06 17:34:12
Morfeusz,
Domknięcie wg mnie to zdanie sobie raz na zawsze sprawy z tego, że życie jest:
- pasmem wyborów
- ponoszenia konsekwencji tych wyborów
- wyciągania wniosków z konsekwencji
Bardzo mądrze powiedziane.
Mi brakuje tylko pogodzenia się z tymi wnioskami.
Jóź dawno zdałem sobie sprawę ze robienie w kuło tego samego, przynosi te same rezultaty, chce mieć inne rezultaty, muszę zacząć postępować inaczej.
1 570 2011-04-06 17:40:21 Ostatnio edytowany przez marynarka (2011-04-06 17:41:44)
Madziulek, Ty młoda jesteś. Masz nadzieję, to pięknie.
Proces odzyskiwania siebie nie musi skończyć się rozstaniem, ale nie wiem, czy Twój Piotruś Pan zniesie nową Ciebie i czy nowa Ty zniesiesz niezadowolenie Piotrusia. Bo mam nadzieję, że niezależnie od oporu materii zrobisz coś dla siebie.
Mój staż w gubieniu i odnajdywaniu siebie jest o wiele dłuższy i moje doświadczenie pokazuje, że taka niesubordynacja jak bycie w zgodzie z sobą nie jest do zaakceptowania przez kogoś takiego jak mój, Twój, Tarantelli, Niekochanej,... mąż
Każda z nas chciałaby, żeby "on zmądrzał". Ale on nie chciał. Mówił, że chce, ale nie umiał. Warunek konieczny, żeby to pseudomałżeństwo się utrzymało był jeden: żeby było jak dawniej. Czyli ja robię wyłącznie to, czego on oczekuje (wbrew sobie, światu, przekonaniom, wartościom, dzieciom, rodzinie, przyjaciołom), on i tak jest niezadowolony ( bo zawsze do czegoś można się przyczepić). Ja jestem nieszczęśliwa, on napawa się moim uzależnieniem. Cieszy go to, na ile mnie nagnie do swojego chorego świata. No i również, jak u Ciebie - mamusia. Temat rzeka. Wspierająca uzależnienie swoją chorą miłością. Pokazująca, że jest lepsza, bo więcej zniesie i wytrzyma. On mający ją generalnie gdzieś i biegnący tylko po "pomoc", pewny, że ją uzyska - w takiej postaci, jakiej oczekuje. Od siebie - nic, od świata - wszystko. A jeśli nie, to świat (każdy jego element) jest głupi i niegodny.
Ratuj się Madziulek, jeśli chcesz, ratuj Was. Tylko, czy on pozwoli Was uratować?
1 571 2011-04-06 20:55:45
Właśnie czy On tak naprawdę pozwoli się uratować. Może tak, może nie. Na tym etapie sądzi, że całkowicie uzależnił Cię od siebie. Wyrwij się z tego marazmu, walcz o siebie, o swoją córeczkę. Jaki będzie miała wzorzec? Lepiej aby widziała mamę zadowoloną i szczęśliwą i pewną siebie, czy też sprowadzoną do roli "Kopciuszka" (przepraszam, ale takie skojarzenie mi się nasunęło - zresztą długo o sobie tak myślałam) sfrustrowaną, znerwicowaną i uległą przy boku ciągle gderającego ojca. A zastanawiałaś się jak może, oczywiście nie musi zacząć traktować córkę jak podrośnie...?
Madziulek - ustal za i przeciw walczenia o siebie, a potem może i związek, może Pan i Władca przejrzy na oczy - może tak a może nie.
Zawsze warto, jesteś wspaniała tylko straciłaś swoje poczucie własnej wartości, o które teraz powinnaś walczyć.
POWODZENIA
1 572 2011-04-06 21:15:12 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-06 21:15:52)
Tarntello - jak znajdujesz nowy wiersz? Odnajdujesz podobieństwo? Bo ja bardzo, bardzo.
Niekochana, dziś kolejny dzień załatwiania formalności z J.
Byłam przygotowana.
Kiedy zapytał "No, jak się dziś czujesz, KOCHANIE?"
Wyjęłam wydrukowany "Twój" wiersz i mu podałam, mówiąc "Mniej więcej TAK. Jeszcze jakieś pytania, KOCHANIE?"
1 573 2011-04-06 21:18:13
Kochane jestescie... i kurcze... skad w was tyle mądrosci ![]()
Powiem wam tak... Pan i Wladca po 2 dniach milczenia... i mojego "niewlazenia mu w 4 litery" - czyt. nie uleganiu i nie przyznaniu mu racji... przemowil... zaproponowal mi obiad... nie wiem co myslec... moze to zmylka... moze glodem go wzielam...
2 dni nawet na niego nie spojrzalam... ciezko mi bylo, ale... to byl moj pierwszy raz, kiedy zaparlam sie i postanowilam nie ulegac... Nadal sie łudze, ze jeszcze beda z niego ludzie...
Mimo wszystko ja mam postanowienie... i w poniedzialek grzecznie udaje sie do psychologa... poukladac to wszystko... no i pozazdroscilam wam wiedzy i madrosci i tez taka chce byc ![]()
Asertywna do innych jestem i to bardzo, a w stosunku do niego... musze sie nauczyc...
1 574 2011-04-06 21:19:24
niekochana72 napisał/a:Tarntello - jak znajdujesz nowy wiersz? Odnajdujesz podobieństwo? Bo ja bardzo, bardzo.
Niekochana, dziś kolejny dzień załatwiania formalności z J.
Byłam przygotowana.
Kiedy zapytał "No, jak się dziś czujesz, KOCHANIE?"
Wyjęłam wydrukowany "Twój" wiersz i mu podałam, mówiąc "Mniej więcej TAK. Jeszcze jakieś pytania, KOCHANIE?"
Opanowałaś emocje? Psychofag roztoczył świetlane wizje?
1 575 2011-04-06 21:20:54
Asertywna do innych jestem i to bardzo, a w stosunku do niego... musze sie nauczyc...
He, he, he.... Jak my wszystkie ![]()
To nas właśnie długo "zwodziło" ![]()
1 576 2011-04-06 22:08:50 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-06 22:10:10)
Psychofag roztoczył fantazje, iluzje, nadzieje - no jednym słowem rozłożył swój stały kramik.
A ja dziś byłam jakoś szczególnie ześcierwiała. Oprócz wierszyka rzuciłam jedną-dwie uwagi w temacie mojego ograniczonego zaufania do jego deklaracji, gdyż po głębszej analizie dochodzę do wniosku, że to co wyprawiał ze swoją blondi w stosunku do mnie było nie tylko zwykłym łajdactwem ale niestety patologią i zwyrodnialstwem (przykład zwyrodniastwa podam poniżej). Pozwoliłam sobie na uwagę, że niestety ale po zwyrodnialcu mogę oczekiwać już wszystkiego, więc wolę się w to nie pakować tylko na podstawie kilku słów o zabarwieniu dramatycznym.
On przybrał minę (i postawę) osoby zdruzgotanej i rzekł: WIęcej już nie mogę się usprawiedliwiać, próbowałem, ale do ciebie nie dociera, że cię kocham i chcę odbudować nasze życie. Ty ciągle tylko o jednym, zamiast zapomnieć o tym i żyć. Chcę z Tobą żyć i śmiać się a nie ciągle pokutować. Przecież minęły już trzy miesiące.
Ot, rozumiecie, chłopina nie wytrzymał takiego braku poszanowania dla jego delikatnych uczuć. Ja mogłam znosić miesiącami jego kur**wo a on, rozumiecie, ma dość.
Przykład zwyrodnialstwa:
Jest sobie grudzień 2010 roku. Jeszcze nic nie wiem o trwającym od roku romansie J. DOmysły jednak już były - podejrzane wyjścia, podejrzane sms-y, poorane w pięć (nie moich) palców plecy. Jest mi wmawiana wersja, że od jakiegoś czasu nasz związek przeżywał kryzys ale jak się postaramy, to będzie pięknie. W ramach remontu związku J. postanowił, że spędzimy "oczyszczający" nasz związek Sylwester w Berlinie. Zarezerwował hotel, kupił bilety. 29-go grudnia odkrywam kolejne obce ślady na ciele J. i oświadczam - czuję, że dzieje się coś niedobrego, poproszę o prawdę, albo nici z Berlina. On, że znów mam paranoję. Ja - że w takim razie zostaję ze swoją paranoją w Warszawie, a on niech zabierze córkę do Berlina, jeśli nie chce, żeby przepadła kasa za ten wyjazd i koniec kropka. On - 31-go grudnia pada na kolana - "Kochanie, jedź ze mną, to będzie nowy rok i nowy początek naszej miłości". Ja - bez prawdy nie ma nowego początku. Pojechał. I jak myślicie, z kim? No przecież nie z córką ![]()
Zgadza się - z Blondi. Sama mi o tym opowiedziała, żeby było śmieszniej.
I to uważam za zwyrodnialstwo. A Wy?
1 577 2011-04-06 22:15:23
Kochane jestescie... i kurcze... skad w was tyle mądrosci
No wiesz, prawda jest taka, że takie mądre to my w gębie jesteśmy. Tak naprawdę, jak się przyjrzeć, to każda z nas przeżywa na tej drodze w realu sporo upadków i powstań, upadków i powstań.
Jak przebrniesz cały ten wątek, zobaczysz, ile tych upadków i ile tych powstań, ale liczy się, że czujesz - nie jestem sama.
1 578 2011-04-06 22:18:37
No cóż - skłmłabym, gdybym napisał, że spodziewałam się czegoś innego.
le prawie dokładnie te słowa, które psychofag Ci zasunął są podane jako przykład w "Sposobie na kłamcę". I komentarz - że szkoda czasu na przekonywanie o "nieprawidłowej" postawie - on nie zrozumie.
Najlepsze dla mnie: "Przecież minęły już trzy miesiące"
No jak śmiałaś - tyle czasu nad Tobą pracował, a Ty tym razem NIC?
Że sucz z Ciebie wyszła? Fe, niedobra Tarantella - ZEPSUŁA SIĘ.
1 579 2011-04-06 22:25:09
Madziulek, nie chciałabyś całej tej "mądrości", gdybyś wiedziała jakie " czesne" trzeba za nią zapłacić. Ja osobiście 23 lata robienia z siebie kompletnej debilki - czytaj: usiłowania zadowolenia męża w każdym aspekcie życia. No, może tylko 20, bo dobre trzy już z tego wychodziłam i sercem, i rozumem. Gdyby serce nie wyszło, rozum nie miałby za czym podążać, a sam na taką wycieczkę nie chciał się odważyć. To bardzo niemądre powstrzymywać rozum przed samodzielnością.
Może uda Ci się zmienić Twojego męża, może on zrozumie. Ale z doświadczenia swojego i dziewczyn z forum czarno to widzę.
Większość z nas ma, jak widzisz, "tego samego męża". To taki typ, który, nawet jak się przyczai i poudaje człowieka, to i tak wróci do swojego świata. A wtedy, nadzieja, którą Ci da zostanie zamordowana, razem z kolejnym kawałkiem Ciebie.
Kiedy ja, odrywając się od chorego układu, zaczęłam robić to, co uważałam za właściwe ( nie patrząc na jego aktualne w danym temacie zapatrywania), on zwiał. Nie był w stanie tego znieść. Nie rozumiał, nie akceptował, uważał wręcz za atak na swoją osobę. No, ale mój jeszczemąż jest naprawdę " wyjątkowy".
1 580 2011-04-06 22:30:40 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-04-06 22:30:59)
Dziewczynki kochane - ja już odpadam, bo jutro wyjeżdżam na 2 dni powiększać ilość fałdek na moim mózgu, czyli po prostu się dokształcać
Poczytam, jak wrócę, bo będę odcięta od netu. Buziaki kochane. I trzymajcie się!
1 581 2011-04-06 22:44:32 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2011-04-06 22:44:55)
Tarantella chyba założę Twój fan klub ![]()
Niekochana, ja też weekend dzielnie w ławce ![]()
1 582 2011-04-06 22:46:30
Trzymaj się Niekochana, do miłego.
Myślałam, że Twój mózg jest już maksymalnie pofałdowany. Mój ma zmarszczki ze starości. Patomorfolog pomyśli, że to fałdki.
1 583 2011-04-07 00:05:55
Problem w tym ze moj rozum w tym temacie po prostu nie dziala...:( ![]()
On sie po prostu wylacza..Jakby go z gniazdka wyciagli..
1 584 2011-04-07 05:19:32 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-04-07 05:28:21)
Czy myslicie ze ten caly proces pokochania samej siebie musi skonczyc sie rozstaniem? Wiem ze to glupie ptanie... ale chyba do tego nie doroslam jeszcze...
To zabawne, ze nawet w chwili gdy mowimy o pokochaniu siebie zastanawiamy sie nad oddzialywaniem na partnera ![]()
Czyzby pokochanie siebie, szanowanie siebie bylo jednoznaczne z utrata partnera? Czy to jednoznaczne z tym, ze partner jest z nami tylko dlatego bo siebie nie szanujemy? Zabawne co?
Czasem pewnie tak jest.. ale nie zawsze.
Pokochanie siebie nie ma zadnego zwiazku z nim
Na Twoim miejscu Madziulek pokochanie siebie zaczelabym od prawa do swoich potrzeb.
Masz potrzebe isc do psychologa bo nie dajesz sobie rady z relacjami w Twoim malzenstwie... to tak mu powiedz... nie opowiadaj bajek o pracy zleconej przy dokarmianiu golebi, depresji poporodowej, czy innych klamstw.
Zacznij od prawa do swoich wyborow, decyzji i potrzeb.
Masz potrzebe isc do psychologa... IDZ OFICJALNIE. Nie klam.
Nie mozesz zaczac procesu pokochania siebie od klamstwa. Pokochalabys taka klamliwa, pokretna babe? Nos do gory.
Jestes rownoprawnym czlonkiem rodziny. Twoje potrzeby nie sa mniej wazne od potrzeb Twojego malzonka.
Sytuacja z bratem, smieciami etc....
Zeby nie wiem jak nazwac zachowanie Twego meza w tamtej sprawie... mial do tego prawo. Moze prawo idioty... ale prawo.
To byla jego decyzja i Ty nie ponosisz za to odpowiedzialnosci.
Zastanawia mnie jednak co sprawilo, ze pojechalas z nim?
Ja bym wyszla z samochodu i pomogla pozbierac bratu smieci.
Czy balas sie reakcji meza?
Pamietaj, ze masz prawo do wlasnych opinii i pogladow, wlasnego zdania, sprawiedliwosci w zwiazku, realizowania sie, rozwijania oraz do bycia wspierana w tym rozwoju. Nie musisz godzic sie na zle traktowanie, niesprawiedliwy podzial obowiazkow wspolnych lub przejmowania na siebie obowiazkow (zwlaszcza tych zwiazanych z samoobsluga) partnera.
Jesli godzisz sie na zle traktowanie i nie ma sprawiedliwosci w Twoim zwiazku tylko dlatego, ze chcesz zasluzyc na milosc... skoncz z tym.
Od zaraz!
Twoj partner powinien Cie kochac i szanowac nawet wtedy gdy nie jestes sluzba domowa, ktorej mozna nabluzgac.
Nie zapominaj jednak, Madziu, ze kochania siebie nie zaczyna sie od nienawisci do niego. To nie jest wybor Ty albo on. Mozesz go kochac, szanowac i zyczliwie odnosic sie do jego potrzeb i pogladow.Jedyna sprawa jaka musisz zmienic to zaczac systematycznie egzekwowac swoje prawa. Tylko tyle. Bez awantur, cichych dni czy "wyliczanek" niegodziwosci. Jesli uwazasz, ze sa rzeczy, ktore nalezy zmienic w Twoim zwiazku to po dokladnym przemysleniu powiedz mezowi co powinno sie zmienic.. i badz konsekwentna!!!
Tak na marginesie... Straj sie przekazac taka informacje w bardzo krotkim zdaniu. Mezczyzna-maz najczesciej po drugim zdaniu traci watek... zatem wszystko powyzej drugiego zdania to spiew delfinow....
Najlepiej jak napiszesz na forum co chcesz mezowi powiedziec a dziewczyny juz dopomoga Ci zrobic krotkie zdania-komunikaty. My kobiety kochajace za bardzo mamy szczegolny talent do "gderania o uzdrawiajacej mocy" do manipulowania i oddzialywania na jego emocje.
A wszystko po to by zrozumial dran jeden, ze nas kocha.
Otoz zapewniam, ze jak kocha to nie potrzebuje naszego gderania.
1 585 2011-04-07 08:02:49
Dziewczyny,
Może mogłybyście polecić jakiś film z kategorii pod roboczym tytułem "Dojrzałe kino kobiece"?
Ja ostatnio oglądałam "To skomplikowane" - lekkie ale odrywające od ponurej rzeczywistości, no i ta Meryl Streep ...
Marzy mi sie coś o dojrzałych, przeformatowanych, niejednoznacznych kobietach, takich jak my.
Żeby było mądrze i żeby dobudowało w mózgu jakąś cegiełkę a nie jakieś Harlequiny.
Oglądałałyście coś takiego.
1 586 2011-04-07 08:05:09
Zielony_Domek, Kochana, podsuszycie mi myśl
Edukacja z przykrością muszę stwierdzić, że my mężczyźni, uczymy się niesamowitych rzeczy, potrafimy mieć niesamowite pomysły, wynalazki, zaradzać potężnymi przedsiębiorstwami, być wytrawnymi politykami, żołnierzami. Warunki kulturowe wymagają żeby facet był twardy, odpowiedzialny, pracowity,......
Ale wszyscy zapomnieli o tym ze umysł to nie wszystko.
Nikt nie dba o nasz rozwój duchowy, większość z nasz zapomniało o edukacji emocjonalnej. Nasz rozwój umysłowy nie idzie w parze z rozwojem emocjonalnym. Bardzo często człowiek który na pozór zdobył wszystko emocjonalnie jest na etapie 6 latka. Pędzimy za wiedzą za karierą.
A jak zatrzymasz kogoś takiego na chwile rozmowy, zapytasz się jak się czujesz? Dostajesz odpowiedz jak z amerykańskiego filmu.
- Czuje się OK
- Powiedzcie mi co dla ciebie znaczy OK?
i tu następuje cisza. Widzę jak zbiera myśli żeby przetłumaczyć OK
- czuje się dobrze?
- Dobrze to znaczy jak?
Znów zapada cisza
- No wiesz nic mi nie dolega, W pracy jakoś nie narzekam, w domu też wszystko OK.
- a jak ty czujesz się w tym wszytkom?
-OK.
Rozmowa dwojga ludzi jedna mówi z serca a druga używa w rozmowie rozumu, to jak rozmowa w dwóch językach. Słyszymy się ale nie rozumiemy.
Szkolna edukacja nastawiła na rozwój umysłowy, media cielesny.
A nasze dusze?
Bez względu czy jest się wierzącym, czy ateistą, mamy uczucia. Tylko ze nie potrafimy ich używać.
Nie potrafimy ich słuchać.
Zatrzymaj się, posłuchaj co ci w sercu gra.
Czy to co robisz, mówisz, jest zgodne z tym co mówi ci serce?
1 587 2011-04-07 08:16:14 Ostatnio edytowany przez morfeusz73 (2011-04-07 08:17:09)
Dziewczyny,
Może mogłybyście polecić jakiś film z kategorii pod roboczym tytułem "Dojrzałe kino kobiece"?
Ja ostatnio oglądałam "To skomplikowane" - lekkie ale odrywające od ponurej rzeczywistości, no i ta Meryl Streep ...
Marzy mi sie coś o dojrzałych, przeformatowanych, niejednoznacznych kobietach, takich jak my.
Żeby było mądrze i żeby dobudowało w mózgu jakąś cegiełkę a nie jakieś Harlequiny.
Oglądałałyście coś takiego.
nie jestem co prawda dziewczyną
W hollywoodzkich produkcjach tego nie znajdziesz.
Ostatnio oglądałem w necie film "Pamięć Wody" rosyjski film dokumentalny pokazujący jak woda zachowuje się pod wpływem np emocji, modlitwy, muzyki.
Naukowe spojrzenie na niby zwykłą wodę. I jaki ma to wpływ na nas, na zwierzęta i rośliny.
Gorąco polecam.
Tarantella wyskocz na chwile z tego co się dzieje wokół ciebie
1 588 2011-04-07 08:40:56
Tarantella wyskocz na chwile z tego co się dzieje wokół ciebie
Dobra, zgadzam się, chętnie wyskoczę. Jakieś propozycje oprócz wody?
Ja od swojego J. ciągle to słyszę - nie myśl o TYM, wyjdź z TEGO, zróbmy COŚ, pomówmy o czymś INNYM.
Morfeusz, BARDZO CHĘTNIE, tylko, cóż to takiego mogłoby być to coś innego.
Widzisz, problem polega na tym, że ja zostałm ukąszona i częściowo (w okolicach mózgu i serca) sparaliżowana.
Trochę trudno jest w takich okolicznościach wyskoczyć ALE ja naprawdę BARDZO CHĘTNIE zrobię to coś innego.
Staram sie normalnie funkcjonować - pracuję, wychowuję 15-letniego człowieka, przyzwoicie funkcjonuję ale w środku jestem pustą straumatyzowaną skorupą, którą z zamiłowaniem staram sie zapełnić.
Chodzę na basen i czytam - co prawda literaturę fachową (dość wąskotematyczną o budowaniu siebie) i na tym koniec. Nie mam, Morfeusz, pomysłu na wyrwanie się. CHociaż, jak mi się zdaje, atrakcyjności mi nie brakuje, to zwyczajnie nie mam ochoty na ludzi innych niż ci TU.
A jak sobie radziła Twoja Kochana w okresie PO Twojej zdradzie, żeby się odtruć, wyrwać? Jak jej pomogłeś? Może nam możesz pomóc w ten sam sposób?
Jakieś sugestie?
1 589 2011-04-07 09:06:18
Sytuacja z bratem, smieciami etc....
Zeby nie wiem jak nazwac zachowanie Twego meza w tamtej sprawie... mial do tego prawo. Moze prawo idioty... ale prawo.
To byla jego decyzja i Ty nie ponosisz za to odpowiedzialnosci.
Zastanawia mnie jednak co sprawilo, ze pojechalas z nim?
Ja bym wyszla z samochodu i pomogla pozbierac bratu smieci.
Czy balas sie reakcji meza?
Nie wysiadłam, bo mialam dziecko na rekach... a w biegu wysiąść tez sie nie da...
Akurat ta sytuacja... to moze taki przyklad troche naciagniety... ale jest mnostwo innych...
KOlejny... bardzo prosze...
2,5 roku temu - wakacje... planujemy... Mama zaproponowala, zebysmy wszystcy polecieli do Turcji... oczywiście tylko propozycja... po rozmowie z M. doszlismy do wnioslu, ze on raczej urlopu nie bedzie mial, a jak ja mam potrzebe pozwiedzania to mam sobie jechac... no i pojechalam.... raczej polecialam... na 2 tygodnie... 7 objazdu, 7 lezenia... i po 2 dniach sie zaczelo... sprawdzanie, telefony, on robil notatki chyba co ja robie i po no kolejnych dwoch dniach mnie odpytywal... Robil mi pranie mozgu przez telefon. Poniej, jak juz popadalam w paranoje to nie odbieral ode mnie telefonow... Wrocilam po tygodniu... Nie moglam wypoczywac, bo niby jak... nie bylam w stanie... powrot kosztowal mnie bilet + strata kasy za tydzien, ktory mialam jeszcze tam byc...
po powrocie awantura... ze pojechalam... wiadomo po co, bo bez meza... bo jak tak moglam... nie bral pod uwage wogole NASZYCH ustalen sprzed wyjazdu... JAkby mu sie mozg zresetowal i dane zaginely...
Po awanturze ja doszlam do wniosku, ze skoro ja nie moge nigdzie sama jechac, to on tez nie... bo skoro ja wyjechalam "wiadomo po co" to on tez nie pojedzie...
No i trafilo sie za jakis czas, ze chcial pomoc znajomym... nie mieli jak wrocic do anglii wiec zaproponowal, ze ich zawiezie - ja w ciazy w szpitalu... po rozmowie z nimi wszystkimi (M + znajomi) ustalilismy, ze lepiej bedzie jak M zostanie, bo ja jestem w takim stanie, ze bede potrzebowac pomocy. Niby ustalone, a po 2 dniach okazalo sie, ze jestem swinia, ze niekolezenska, bo on nie mogl wyjechac... przeciez mam mame, brata, tesciowa, ktorzy mi pomoga... A maz... ojciec dziecka, ktore nosilam... to gdzie? a na wyjezdzie... i nie zrozumie baran jeden, ze gdyby jechal do pracy, to nie mialabym nic przeciwko, ale przejechac sie zeby sie przejechac... mogl ich zawiezc na lotnisko do katowic... tez bym zrozumiala...
Kolejna historie chcecie...
Eh.... to chyba jeste chore...
1 590 2011-04-07 09:18:43 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-07 09:19:19)
Jest.
Po powrocie od psychologa zdaj relację.
1 591 2011-04-07 17:14:29
Wiecie co... wy wiersze... to ja wam tez cos pokaże...
tu dam wam link do youtube...
http://www.youtube.com/watch?v=IVBn9O0HsiE
a teraz tekst... zakochałam sie w tej piosence...
Upadam, wciąż upadam
I długo lecę w dół
Podnoszę, się podnoszę
Tak wiele muszę mieć sił
Barwy dnia - ja w nich tonę
Myśli wirują po głowie
Chcę się swobodnie unosić
Zrzucam tę betonowe buty
I wiem, że mogę
wiem, że mogę
choć mam pod skórą coś jakby strach
lecz mimo tego wiem , ze mogę
zanurzyć się w bezmiarze dnia
Rozpadasz się rozpadasz
jak kamień toczysz się
na nowo zbierasz w sobie
jak wiele w tobie jest sił
światło niech w tobie plonie
i myśli wirują po głowie
chcesz się swobodnie unosić
i zrzucasz te betonowe buty
I wiem, że mogę
wiem, że mogę
choć mam pod skórą coś jakby strach
lecz mimo tego wiem , ze mogę
zanurzyć się w bezmiarze dnia
MIŁEGO SŁUCHANIA ![]()
1 592 2011-04-07 17:48:53
Co zrobiłem żeby zona otrząsnęła się?
Jak już emocje opadły i postanowiliśmy ratować małżeństwo.
Po prostu usiadłem z nią i zapytałem co mogę zrobić żeby być lepszym mężem?
I zrobiłem to o co mnie poprosiła.
Nawiasem mówiąc powinienem znów się zapytać o to samo.
W miedzy czasie nauczyłem się słuchać. Ale to inna historia. Z tym co ja chciałem zrobić z swoim życiem. Zacząłem zmieniać siebie, uczyć się nowych rzeczy. Na początku myślałem ze to będzie mój rozwój w sferze zawodowej okazało się, że w domu też mi to pomaga.
Poza tym też zaczytuje się w książkach o rozwoju osobistym.
A jak wyskoczyć z tego co się dzieje wokół ciebie? Zatrzymaj się i zastanów się co lubisz robić i zrób to.
1 593 2011-04-07 18:11:02
Madziulek,
Świetna piosenka, a chłopaki ... jak malowanie ![]()
1 594 2011-04-07 18:19:20
Dziewczyny,
Może mogłybyście polecić jakiś film z kategorii pod roboczym tytułem "Dojrzałe kino kobiece"?
Ja ostatnio oglądałam "To skomplikowane" - lekkie ale odrywające od ponurej rzeczywistości, no i ta Meryl Streep ...
Marzy mi sie coś o dojrzałych, przeformatowanych, niejednoznacznych kobietach, takich jak my.
Żeby było mądrze i żeby dobudowało w mózgu jakąś cegiełkę a nie jakieś Harlequiny.
Oglądałałyście coś takiego.
Może nie ekstradojrzałe kino kobiece, ale fajne i w temacie - mama jak kopnęła ojca w cztery oglądała na okrągło, ja obejrzałam raz i z wrażenia zakupiłam DVD - poleciłam dwa lata temu znajomej po rozwodzie i też jej się podobało.
Tytuł: "Pod słońcem Toskanii" z Diane Lane. W miarę lekki, zostawiający "good feeling" po obejrzeniu.
1 595 2011-04-07 18:28:29
Tytuł: "Pod słońcem Toskanii" z Diane Lane. W miarę lekki, zostawiający "good feeling" po obejrzeniu.
Kriss, widziałam, rzeczywiście pozytywne.
Ja jutro pójdę po "Chloe". Podobno też dobra rzecz dla kobiet dojrzałych. No i lubię Julian Moore.
Ja osobiście polecam na każdą okazję i wszystkim mój odstresowywacz z innej półki - komediowej.
"To właśnie miłość" (Love Actually). Znam już na pamięć ale ciągle mnie potrafi podnieść na nogi.
1 596 2011-04-07 18:42:22
Hit nad hity ( jak dla mnie) -" Co się wydarzyło w Madison County". Oglądałam wiele razy, zawsze zastanawiam się kto jest dobry, a kto nie. Nie umiem odpowiedzieć, chyba muszę obejrzeć znowu. No i obsada - super!
A na wesoło - zawsze " Seksmisja", klasyka. Do pewnego momentu świat idealny. Po co było to odmrażanie? A jak odmroziły, powinny pilnować jak pytonów. Żeby się nie rozlazło i nie zaczęło siać spustoszenia w idealnym świecie. Na szczęście to tylko fantazja autora, w moim świecie nic się nie odmroziło.
1 597 2011-04-07 19:13:01
A jak odmroziły, powinny pilnować jak pytonów.
"Do czego służyli mężczyżni? Hmm, do rozrywek dziennych... i nocnych" (no tośmy się rozerwały)
"Nie ma mężczyzn? A dlaczego tu nie ma okien? A dlaczego tu nie ma klamek?"
"Teza o tym, że mężczyźni są brakującym ogniwem w ewolucji pomiędzy nami, a małpami da się udowodnić."
"Skontaktowanie się z osobnikiem waszej płci jest awykonalne."
"Miano nas obudzić bez względu na sytuację polityczną. Co mnie obchodzi jakaś wasza wojna?"
Morfeusz, bez obrazy ![]()
1 598 2011-04-07 19:27:07
A ja własnie wróciłam z pierwszego treningu kick-boxingu. O rany, wyobrazałam sobie, że moje ciosy trafiają w szczękę R. Wiem, że to nieładnie z mojej strony, ale jakoś mnie to niezmiernie cieszyło.
1 599 2011-04-07 19:28:29
Tezy numer 3 i 4 nigdy się nie zdezaktualizują, niestety. Chociaż nad trójką jeszcze się zastanawiam, czy aby na pewno?
Niestety, chwila bolesna i: "Nasi tu byli". W komedii gorzka (jak dla mnie) prawda.
"Weź pigułkę" kobieto i do przodu!
1 600 2011-04-07 23:51:15
Chyba poleglam...chociaz "plus" jest taki ze sie do siebie odzywamy... Co nie zmienia faktu ze w poniedzialek i tak ide do terapeuty. Mowie do M, chodzmy razem... Niech nam pouklada w glowach... I slysze: przeciez on jest zdrowy... No i tu sie zgodzic z nim po raz kolejny nie moge.
Zastanawiam sie co dalej... Bo uslyszalam, zemy sie zawsze klocimy przez moja rodzine... No fakt, bo on cos do nich ma czego moj maly rozumek nie jest w stanie pojac... Mama pilnuje nam dziecka. Mowie mu ze oni nam pomagaja, a M do mnie, ze przez to tylko sa problemy bo musimy szybko do domu wracac (mama popoludniami dorabia). Od slowa do slowa...caly czas w tle sytuacja z niedzieli. On mi mowi ze mlody nie ma do niego szacunku... Ja ze juz nie wracajmy do tematu. Ze to moja rodzine, ze oni mnie wychowywali, ze ze wzgledu na to powinien ich szanowac itd. No i po moim monologu doznalam snienia... Tzn. On mnie olsnil. Ze ta rozmowa nic nie daje: "przyznaj ze powinien mnie przeprosic i powiedz mu zeby to zrobil". Rozumiecie cos z tego... Bo ja tylko to, ze powinnam mu podziekowac, ze mnie ocknelo i znow nie zaczelam sie kajac...
Zastanawiam sie nad rozmowa z jego mama, ale to chyba zly pomysl... Kobieta ma depresje i zebym nie wywolala nawrotu choroby. Hahaha... On mimowi ze bedzie dla nich neutralny, ze bedzie im mowil dzien dobry... ![]()
Kurcze, tak mysle ze chyba jakby mial inna babe tobyloby prosciej, wystawilabym go za drzwi...a tak to na serio sie ludze ze bede potrafila go zmienic...
Morfeusz...pytanie do ciebie... Jak wplynac/zmienic upartego faceta. Jest to wogole mozliwe?
Kolorowych wszystkim zycze ![]()
1 601 2011-04-08 01:02:04
A mnie sie podobal "The breake up" bo to o takim kochaniu za bardzo, i o tym, ze trzeba zostawic drania i pojechac na koniec swiata...
"Mnie nie chodzi o to, zebys ty zmywal naczynia tylko o to bys chcial zmywac naczynia"
" pralam, zmywalam, dbalam o ciebie bo myslalam, ze to cenisz a ty nawet nie ceniales za wysoko tego, ze masz mnie"
takie cytaty z pamieci... moze cos przekrecilam
http://www.youtube.com/watch?v=15hw8D9w4s8
"The Angel's Stone " Wiem, ze jest film (ja czytalam ksiazke) ale nie znam polskiego tytulu ksiazki i filmu
"When a man loves a woman"
http://www.youtube.com/watch?v=JZOuM2IIfLs
i koniecznie, koniecznie obejrzyjcie "Chocolat" http://www.youtube.com/watch?v=RpG6BzkMC6Q
1 602 2011-04-08 02:37:02
hej dziewczyny ![]()
dzięki, że jesteście! dzięki, dzięki, dzięki!!!!
weszłam na to forum, żeby się pożalić na zupełnie inny temat - i zaczęłam czytać ten wątek - jestem gdzieś w połowie - i widzę, że mój problem tkwi zupełnie gdzie indziej.. Też jestem kobietą kochającą za bardzą - mam za soba takie związki - szkoda gadać - pan nr 1 - alkoholik, pan nr 2 - życiowa niedojda i ja opiekująca się nim, pan nr 3 - mówiący - nie kocham cię, bo sobie na to nie zasłużyłaś, a ja robiąca wszystko, aby jednak zasłużyć... Znacie to pewnie. Dlaczego - brak ojca, potem ojczym alkoholik itd... I wiecie co najgorsze - pojawił się ktoś, właściwie był od dawna, kto mnie szanował, cenił, wspierał - nie będąc moim facetem -nie musiałam starac się o niego, udawadniać mu, jaka jestem wspaniała - bo był tylko przyjacielem - i wszytsko było ok - aż do momentu, gdy... no właśnie - zaczęłam traktowac go jako potencjalnego faceta i włączył się mój cały chory mechanizm - musze zasłużyć na jego miłość, muszę robić dla niego wszytsko, muszę o niego zabiegać, opiekować się nim, oddać mu wszystko, do tego chora zazdrość, bieganie za nim - i tak długo to tolerował za co cześć mu i chwała... ale ile można - uświadomiłam sobie, co robiłam, w jaki chory sposób zaczęłam go traktować - straciłam go - powiedział, że nie chce ze mną być, bo nie jestm ta jedyną, ale chyba chodziło o coś innego - mówił to nieraz "między wierszami".
Czy kobieta kochająca za mocno ma szansę na relację z "normalnym" facetem? Jak uwolnić się od chęci opiekowania się, dawania mu całej siebie, ciągłego szukania dowodów, że kocha, obawy, że jednak nie.... zamęczania go, zagłaskiwania kotka? czy to jest w ogóle możliwe? Każdy by uciekł przed taka babą na koniec świata. Z draniem chyba można sobie poradzić - zawsze takich przyciągałam - ale nadchodził taki moment, że włączał się mój instynkt samozachowawczy, gdy ratowała mnie moja praca, pasja - jakoś z tego umiałam wyjść, choć łatwo nie było... - ale dlaczego niszczę coś wartościowego? Czy kobieta kochająca za bardzo jest w stanie stworzyć normalna relację?
pozdrawiam
Zdołowałam się... ja nie potrafię...
1 603 2011-04-08 05:12:43
http://www.youtube.com/watch?v=_G2ULvpwvkk&feature=related
1 604 2011-04-08 07:22:52
Muszę walczyć o siebie, ale zaczyna brakować mi sił i wiary...
Straszny dół, może faktycznie jestem do niczego.......
1 605 2011-04-08 08:00:47
Tarantella, umiem się śmiać sam z siebie i nie biorę stereotypów do siebie, ![]()
I bardzo dobrze zdaje sobie sprawę jak działa przeniesienie.
madziulek80
czy można zmienić upartego faceta?
oczywiście.
Tylko pytanie czy ty też nie jesteś uparta?
Opór rodzi opór, dopóki jedno z was tego nie zrozumie dalej będziecie się upierać i toczyć wojny.
pierwszy sposób - przyznaj mu racje podczas jakiegoś sporu. zobaczysz co się stanie.
Zatrzyma się i zastanowi. może ja jednak nie mam racji?
Drugie - wyrzuć ze słownika wyrazy "ale", "musisz"' "powinieneś",
zamień je odpowiednio na 'i", "możesz", "mógłbyś"
dodatkowo dołóż do słownika słowa proszę i dziękuje (zobacz film "pamięć wody")
Trzecia
Ty jako ta lepsza w związku ta która chce zmiany zrób coś takiego
Zapytaj się jaką mała rzecz w sobie możesz zmienić żeby być lepszą partnerką.
O cokolwiek cie poprosi zrób to i trwaj w tym.
Głowę daje ze za jakiś czas zapyta cie o to samo.
Wiem ze to co zaraz przeczytasz jest trudne do zaakceptowania i wiem jak takie postępowanie zmienia ludzi.
Problem nie jest w nim tylko w tobie.
Chcesz go zmienić zacznij od siebie.
Zmieniaj się powoli, maleńkimi kroczkami, zmieniaj się na taką jaką chcesz być.
Traktuj innych tak, jak sama chciała byś być traktowana.
To co dajesz od siebie, wraca do ciebie. Co chcesz żeby do ciebie wróciło?
Mógłbym jeszcze sporo wymieniać przykładów i sposobów.
takich które w jakiś sposób na mnie podziałały.
Ale i tak wszystko sprowadza się do jednego.
"Jedyny bezpośredni wpływ mam tylko na siebie."
1 606 2011-04-08 08:12:33
Muszę walczyć o siebie, ale zaczyna brakować mi sił i wiary...
Straszny dół, może faktycznie jestem do niczego.......
Jesteś taka jak o sobie myślisz.
Sama musisz myśleć o sobie ze jesteś kimś wyjątkowym.
Ktoś mówi ci komplement - co się dzieje w twojej głowie? Zastanawiasz się: czegoś chce? Penie chce się przypodobać? Na pewno kłami i nie jest szczery?
nie jest tak?
usłyszysz coś złego na swój temat a wtedy no tak ma racje jestem doi niczego jestem nikim.
Zauważyłaś, że złe rzeczy trafiają do nas natychmiast, a te dobre filtrujemy i doszukujemy się w nich podstępu, zawoalowanej złośliwości?
Sama przekonaj się jaka jesteś wyjątkowa i dziękuj za każdym razem za komplement, nie szukając podtekstów.
1 607 2011-04-08 09:16:13 Ostatnio edytowany przez madziulek80 (2011-04-08 09:16:58)
Tylko pytanie czy ty też nie jesteś uparta?
Opór rodzi opór, dopóki jedno z was tego nie zrozumie dalej będziecie się upierać i toczyć wojny.pierwszy sposób - przyznaj mu racje podczas jakiegoś sporu. zobaczysz co się stanie.
Zatrzyma się i zastanowi. może ja jednak nie mam racji?
No wiec jestem uparta, ale jestem przy tym miekka... upieram sie, ale po gora dwoch dniach ulegam i dla "naszego dobra" poddaje sie i nawet jak wewnetrznie sie na cos nie zgadzam... ulegam...
Drugie - wyrzuć ze słownika wyrazy "ale", "musisz"' "powinieneś",
zamień je odpowiednio na 'i", "możesz", "mógłbyś"
dodatkowo dołóż do słownika słowa proszę i dziękuje
"Ale" to chyba moje ulubione słowo... Moze powinnam nad tym popracować.
Trzecia
Ty jako ta lepsza w związku ta która chce zmiany zrób coś takiego
Zapytaj się jaką mała rzecz w sobie możesz zmienić żeby być lepszą partnerką.
O cokolwiek cie poprosi zrób to i trwaj w tym.
Głowę daje ze za jakiś czas zapyta cie o to samo.
Ja cały czas w tym trwam... cały czas sie podporządkowuje... cały czas robie cos o co on mnie prosi i chyba nawet robie jak mnie nie prosi... Tylko że mam wrażenie, że on tego niedocenia...
Wiem ze to co zaraz przeczytasz jest trudne do zaakceptowania i wiem jak takie postępowanie zmienia ludzi.
Problem nie jest w nim tylko w tobie.
Chcesz go zmienić zacznij od siebie.
Zmieniaj się powoli, maleńkimi kroczkami, zmieniaj się na taką jaką chcesz być.
Traktuj innych tak, jak sama chciała byś być traktowana.To co dajesz od siebie, wraca do ciebie. Co chcesz żeby do ciebie wróciło?
Wiesz co... ja bym chciala chyba odwrotnie... zeby on mnie zaczal wkoncu tak traktowac jak ja traktuje jego...
A zmienic sie zniemie... bo nie chce zyc i nie miec wlasnego zdania... bo juz dluzej tak nie moge... jak tylko sie sprzeciwie, to jestm be i fe... bo nie jest po jego mysli...
do tej pory ulegalam dla swietego spokoju...
1 608 2011-04-08 09:32:23
Betinka,
Jedziemy na tym samym wózku emocjonalnym. Wymieńmy się energią i mocą ![]()
Jak u Ciebie wyglądają konkrety, które powodują ten dół?
1 609 2011-04-08 09:51:42
Tak Morfeuszu, masz całkowitą rację z tą wiarą i niewiarą w siebie. Rzeczywiście złe rzeczy trafiają natychmiast a w dobrych doszukujemy się podstępu.
Chociaż to zależy chyba też od sytuacji lub osoby, która się wypowiada na nasz temat, czy jej ufamy, lubimy.
Staram się nie doszukiwać jakiś podtekstów, ale to nie zawsze jest możliwe. Ważne w odbiorze jest też nasze nastawienie, nasz nastrój itp.
1 610 2011-04-08 10:57:38
Jeśli osoba, z którą tworzymy związek, twierdzi: więcej zarabiam - ty jesteś na moim utrzymaniu, beze mnie sobie nie poradzisz, przecież zawsze chciałem i chcę jak najlepiej (tzn. nic nie robić (oprócz pracy, a jeszcze w tygodniu trzeba wziąć wolne - bo jestem zmęczony), domagać się seksu, oskarżać o złe wychowanie dzieci (a gdzie on był?) -nawiasem mówiąc dzieci mam wspaniałe i tak twierdzę nie tylko ja, uciekać do baru do kolegów, na piwko i pograć na maszynie, a po powrocie: Nie ma nic do jedzenia? Rączki zdrowe do grania, to do zrobienia jedzenia też.
Żyjąc w takim świecie łatwo zapomnieć o swojej wartości, wyjątkowości.
Tarantella, konkrety powodujące dół?
1. Chyba poczuł niepewny grunt i zaczyna się odzywać.
2. U mnie kołotanie serca
3. On: może byśmy jeszcze spróbowali (tzn. ja mam się zmienić)
4. Myślę, a może faktycznie spróbuję. Nawet zaczynamy rozmawiać i cóż: wracamy do tego, że jestem zła, gorsza itp.
5. Moja reakcja:zamykam się w sobie, otwieram forum i próbuję znaleźć natchnienie
6. Mam!Jest! Chcę rozwodu
7. Nic mnie od tego nie odwiedzie
8. Chyba nie dam rady
9. I dół, totalny dół.....................
1 611 2011-04-08 12:25:19 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-08 12:26:01)
Betinka,
To niesamowite! Przechodzimy dokładnie te same fazy (równolegle). Mój psychofag stosuje bardzo podstępną grę manipulacyjną - odpychanie, przyciąganie, ale nie zorientował się, że tym razem to ja świadomie uczestniczę już w tym procesie i sama już umiem wpływać na jego zachowania. Recepta jest prosta - majwięcej milczenia i obojętności a ich panika i wybicie z dotychczasowego schematu - gwarantowane i bezcenne. Mnie jest łatwiej, bo mieszkamy już oddzielnie więc wystarczy na niego nie reagować ani samej sie nie podkładać z sms-ami i mailami.
Milczenie i obojętność (a w rezultacie nasza satysfakcja) zasypują i spłycają dół. Strasznie trudna robota ale budująca.
Z drugiej strony - im więcej naszej inicjatywy, łez, natarczywości, co tu dużo gadać, okazywania słabości i zdawania sie na ich zachowania - tym większy dół.
Ja już nie mogę sie doczekać swojego "rozwodu" konkubenckiego - kończymy formalności zw. ze wspólnymi majętnościami i to czekanie jest najgorsze.
Jak już odetnę wszystkie sznurki, to ostateczne "oczyszczenie" się z tego koszmaru ciągłego wykorzystywania mnie, wpędzania w poczucie winy, manipulacji, zdrad i kłamstw będzie łatwiejsze.
1 612 2011-04-08 17:17:13
Tarantella,
tak mieszkając wspólnie, do tego jeszcze mając dzieci jest trudniej. Reagować płaczem oduczyłam się już dawno, mały cios dla "pana".
Teraz najlepszą reakcją jest milczenie. Tak rzeczywiście to bardzo trudne, ale masz rację też budujące.
Bardzo trafnie nazwałaś to grą - odpychania i przyciągania.
Zdaję sobie sprawę, że odpychania jest więcej, przynajmniej z mojej strony. Zastanawiam się kim on się stał, jak mnie chciał zniszczyć, że nie mogę znieść jego obecności (niestety na razie jeszcze muszę), jego widoku, mimo, że kiedyś miałam pozytywne uczucia wobec niego, ale nie była to chyba miłość. Wychodząc za mąż, chciałam uciec z domu, w którym też było niespecjalnie, przez co pewnie zaczął powielać się ten sam schemat.
Moja mama trwa nadal.
Ja nie potrafię, nie, nie chcę. Zdecydowałam się na rozwód i uparcie będę do tego dążyć, J. o tym jeszcze nie wie.
Jak pisałam wcześniej boję się tego co będzie po, ale teraz uświadomiłam sobie, że boję się również tego, co powie rodzina, znajomi. Dla nich wszystko jest ok. Nie będę nadal trwać w związku dla kogoś. Najwyżej zostanę tylko z dziećmi, damy radę...? Muszę. A spadek formy pojawia się i będą bywały takie dni, że będzie gorzej. Dużym wsparciem stało się dla mnie forum. I całkowitą rację przyznaję Ci, że oczyszczanie z koszmaru można rozpocząć po odcięciu sznurków.
Powodzenia, jesteś bliżej niż dalej.
1 613 2011-04-08 19:18:36
madziulek
a kto powieszał, że bycie lepszą żoną oznacza być podporządkowaną i spełniającą zachcianki?
zapytaj go o to zobaczysz co powie?
Co do tego żeby zaczął cie traktować inaczej. Niestety nie ma żadnej zaczarowanej różki która by go zamieniła w księcia. Masz niewielki wpływ na niego. i 100% na siebie.
Zmieniaj se tak żeby podobać się sobie.
Betinka
Masz silę, nie wiesz jak wielką.
A on robi to o ja kiedyś,jak by żona odeszła kto by mnie oprał, ugotował, posprzątał. Odeszła by i co? Wiec próbowałem udowodnić że beze mnie nic nie jest wstanie zrobić. Ja pan a ona niech pilnuje domu i dzieci.
Nie daj się.
1 614 2011-04-08 21:37:49
Morfeusz zostałeś z żoną, bo ją kochałeś i kochasz czy dla wygody? Rozumiem, że zrozumiałeś złe strony swego postępowania, ale co mam to wiem, a co mógłbym mieć nie wiadomo?
Moim zdaniem Tobie też nie jest lekko. Pewnie powtórna szansa zobowiązuje, ale też stawia wymagania?
Każdy może zbłądzić, ale nie każdy otrzymuje lub może otrzymać szansę na lepsze jutro.
1 615 2011-04-08 23:23:12 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-08 23:25:06)
A mnie sie podobal "The breake up" bo to o takim kochaniu za bardzo, i o tym, ze trzeba zostawic drania i pojechac na koniec swiata...
"Mnie nie chodzi o to, zebys ty zmywal naczynia tylko o to bys chcial zmywac naczynia"
" pralam, zmywalam, dbalam o ciebie bo myslalam, ze to cenisz a ty nawet nie ceniales za wysoko tego, ze masz mnie"takie cytaty z pamieci... moze cos przekrecilam
http://www.youtube.com/watch?v=15hw8D9w4s8"The Angel's Stone " Wiem, ze jest film (ja czytalam ksiazke) ale nie znam polskiego tytulu ksiazki i filmu
"When a man loves a woman"
http://www.youtube.com/watch?v=JZOuM2IIfLsi koniecznie, koniecznie obejrzyjcie "Chocolat" http://www.youtube.com/watch?v=RpG6BzkMC6Q
Zazdrości, z poleconych przez Ciebie już wcześniej obejrzałam "Sztukę zrywania" (The break up), "Kiedy mężczyzna kocha kobietę" i "Czekoladę".
"Kamiennego Anioła" wypożyczę jutro.
Dziś oglądałam "Chloe" - beznadzieja, aczkolwiek Julian Moore jak zwykle jest klasą sama dla siebie ... zwłaszcza jako kobieta dojrzała.
Byłam dziś w księgarni - upolowałam ostatnią sztukę "Sposobu na kłamcę" (dzięki Niekochana), nabyłam NA STAŁE MIEJSCE W BIBLIOTECZCE Robin Norwood "Kobiety, które kochają za bardzo" no i taki śmieciowy poradnik dla zdradzonych/porzuconych/wyzwolonych z różnymi technikami uwalniającymi od myślenia o psychofagach.
Póki co tylko kontakt z książką i filmem mnie leczy, uspokaja.
Zastanawiałam się po cóż ja w zasadzie kupiłam ten "Sposób na kłamcę" skoro kłamca został kopnięty w dupę i do tej pory leci. Ale zaraz przyszła myś - poczytam, bo a nuż jakiś kolejny kiedyś przyleci i będzie chciał na mnie pasożytować jak ten, to się go łatwiej zidentyfikuje.
1 616 2011-04-09 06:29:24 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-04-09 06:53:45)
Mialam dzis trzy zastanawiajace wydarzenia..
1. zycie nie jest czarno-biale
Kolezanki z pracy zarzucily mi, ze jestem za bardzo sztywna i ze traktuje zbyt powaznie sprawy, do ktorych caly swiat podchodzi luzacko. Odmowilam picia alkoholu i wracaniu samochodem w stanie nietrzezwym. Powiedziano mi, ze WSZYSCY jezdza po pijanemu, ze przesadzam z tym refleksem i odpowiedzialnoscia za narazenie na niebezpieczenstwo innych uzytkownikow drogi, a na koniec uslyszalam, ze nie wszystko jest czarno biale... KAzdy moze raz na jakis czas sie napic i wrocic samochodem do domu..
... zostawilam bande szarego w biurze a sama czmychnelam do domu, zeby sie upiekszyc na randke.
2. Balagan w oczach
Kolejna randka... on ma w sobie "cos"... i tego czegos boje sie jak ognia.. Nie wiem co to ale sama sila przyciagania jest dla mnie jednoznaczna z patologia, horrorem i elektryczna pila w scenie koncowej zwiazku.
Nie jest dobrze. Boje sie czuc przyciaganie do jakiegokolwiek faceta. Kolejna sprawa... on jest lekarzem, wiec zakladam, ze wie jak sie kamuflowac.
W chwili gdy zrobilo sie "za goraco'... zwialam
do domu.. Chce chyba pobyc sama. To cale romansowanie jest dla mnie za ciezkie do udzwigniecia na ten moment.
Za to po powrocie do domu niespodzianka!
Na ulicy przed moim domem happening! Wiosenny teatr uliczny!
3. Happening
Moj ex z kwiatami i na kolanach: "Jestes wszystkim co mam" (Marynarko rety! oni maja te dialogi chyba z internetu)"Daj mi ostatnia szanse" "Moje zycie bez Ciebie nie ma sensu"
Powiedzialam zeby nie odstawial przedstawienia... i sie odsunelam pare krokow w tyl... a on na tych kolanach przypelzal do mnie...i tu dzieki ci Shultz!. Usiadlam na schodku, wzielam gleboki oddech i najnormalniej napinalam i rozluznialam wszystkie miesnie po kolei a w myslach powtarzalam sobie "emocjonalny constans, emocjonalny constans, emocjonalny...."
... no i narodzil mi sie samoistnie (czyli bezwysilkowo) taki wniosek racjonalizatorski, ze nastepnym razem gdy bede brala udzial w podobnym wydarzeniu artystycznym z udzialem mojego ex, to zamiast treningu autogennego Shultza bede cwiczyla miesien Kegla. Polecam goraco Wam wszystkim (z wyjatkiem Morfeusza, Empatyka i naszego eksperta
) Za kazdym razem gdy Wasi eksowie roba happening, cwiczcie miesien Kegla...
Po happeningu zrobilam sobie dobra herbatke, zasiadlam przed kompem i pisze do Was....
Potrzebuje kontaktu z normalnoscia ![]()
a swoja droga zastanawiam sie jak dlugo czekal pod moim domem.... a gdybym tak wyjechala do Syrakuz lub do Chitaway?...
zapomnialam dodac, ze byl pijany i plakal...
1 617 2011-04-09 07:33:52
Betinka
na początku dla moich chłopaków, później stwierdziłem ze to w sumie wygodne. I wiem co mam a zmiana jest niewiadomą no i bałem się zostać sam.
w końcu atmosfera w domy też była ciężka i stwierdziłem ze to tylko moja wina i jeśli chce normalnie żyć to trzeba coś z tym zrobić.
Zacząłem się zmieniać i żona też w końcu znów ją pokochałem.
a wcześniej no cóż kochałem tylko siebie.
Zazdrość
nie będę próbował ćwiczyć tego mięśnia nie przepadam za sportami
Ale patrząc na taką sytuacje z boku mogła by wyglądać ciekawie, szczególnie mina faceta płaczącego na kolanach, który nie ma pojęcia co się z tobą dzieje.
Popieram cie z tym nie piciem przed jazdą. I jak słyszę takie generalizacje, że wszyscy tak robią to mnie ściska. Ja nie, aż się boje pomyśleć kto jedzie z naprzeciwka i w jakim stanie.
1 618 2011-04-09 12:20:42 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-04-09 17:34:17)
Morfeusz - zacznę od Ciebie
Wiesz chłopaku, że Cię lubię
choć droga do tego lubienia była długa ![]()
Tak sobie pomyślałam (czytając Twoje posty w tym wątku), że chyba (moim skromnym zdaniem) masz jeszcze jedną niezałatwioną sprawę. Uzmysłowiłam sobie to, gdy "zaistniała" wymiana zdań między Tobą a Tarantellą.
Otóż - chyba porzuciłeś (ciekawa jestem czy świadomie) sprawę "rozgryzienia" może właściwie poznania uczuć Twojej żony. Ty powiedziałeś co miałeś do powiedzenia, wyciągnąłeś wnioski i jak piszesz (w co wierzę) zmieniłeś swoje postępowanie. Mam jednak wrażenie, że przyjąłeś, że Twoja żona otrzymując "nowego" Morfeusza powinna zapomnieć Twoje winy i rozpocząć - tak jak Ty budowanie nowego życia. A co z jej uczuciami? Z jej bólem? Jak ona sobie z tym radzi? Czy zainteresowałeś się tymi sprawami - ale tak NAPRAWDĘ? Nie przechodząc do porządku dziennego z tym, że jak Ty się zmieniłeś, to ona powinna wybaczyć, wierzyć, że Ty już nigdy.... Nigdy więcej. Czy żona chodzi na jakąś terapię? Ty się teraz rozwijasz, inwestujesz w siebie - a pomyślałeś o żonie? Że ona też powinna coś zmienić w sobie? I proszę nie pisz, że ona nie chce - jesteś jest winien pomoc. Jeśli mówi, że nie chce - powinieneś pokazać jej pozytywne skutki pójścia na terapię, zainwestowania w swój rozwój. Ciekawa jestem, czy Ty trochę nie obawiasz się jej potencjalnej przemiany (widzisz sam, jak bardzo Ty się zmieniłeś)?
Mam nadzieję, że dobrze zrozumiesz moje intencje - nie ma tu chęci ataku, tylko mam wrażenie, że troszkę "zachłysnąłeś się" nowym sobą. I troszkę "zapomniałeś", że jesteś jednak bohaterem negatywnym w Waszej historii. I że Twoja żona została troszkę "rzucona" bez pomocy w tą nową rzeczywistość. A być może Ona nie radzi sobie z przeszłością? I nie odnajduje się w tej nowej teraźniejszości? Wszystko to, co napisałam opiera się TYLKO na mojej intuicji, empatii i troszkę na obserwacji Twoich "nowych" wypowiedzi. Bo wiesz, oprócz wielu pozytywnych zmian zaobserwowałam jedno - że bardzo chcesz "przenosić" rady, które Tobie pomagają na innych, mam wrażenie, że troszkę na wyrost - nie wnikając w ich problem, ich doświadczenia.
U większości mężczyzn empatia nie jest najlepiej rozwiniętą cechą i Ty jesteś (sorki, ale tak czuję) tego dobrym przykładem. Nie wiesz, co czuje kobieta zdradzona i upokorzona - no nie wiesz, bo gdybyś wiedział, to pewnie nie zrobiłbyś tego własnej żonie, prawda? A jeśli tego nie czujesz - trudno Ci właściwie odczytać emocje kobiet znajdujących się w takim punkcie swojej drogi, jak jest Tarantella.
My "czujemy" siebie wzajemnie - kiedy potrzebujemy bacika, a kiedy przytulenia. Kiedy trzeba zadać bolesne pytania, kiedy pozwolić się tylko wygadać. Bo często jest tak, że słowa wypowiedziane w nieodpowiednim momencie ranią, wytrącają z równowagi. To trzeba czuć. Trzeba wiedzieć, kiedy skutek odniesie bezwzględna szczerość, a kiedy poczekać na odpowiedni moment. I Ty mam wrażenie nie "wstrzeliłeś się " w odpowiedni moment z tymi Aztekami ![]()
Ale cóż - to MOJE SUBIEKTYWNO-EMPATYCZNE dumania.
Tarntello -dla mnie zawsze wszelkie filmy W. Allena, P. Almodovara oraz "Lepiej być nie może". A jak chcę się dobić (w celu osiągnięcia dna, od którego się odbijam): "Czułe słówka" i "Wichrowe wzgórza".
Odnośnie "Sposobu na kłamcę" i innych pozycji, które polecam - dla mnie to forma terapii, takiej przez ból ![]()
Z każdym opisanym przykładem "wyciągam" z zakamarków swojej niepamięci fakty, które w niej pogrzebałam. ![]()
I coraz jaśniej widzę, jak powoli, krok po kroku w tym chorym związku umierałam. Powoli upewniam się, że eskalacja objawów choroby uratowała mnie tak naprawdę. Niedługo być może nie miałabym siły, żeby zawalczyć o siebie.
Zazdrości - kochana Ty moja. Tobie pewnie nie było do smiechu, ale ja - czytając przyznaję uśmiałam się po pachy. Jakże charakterystyczny jest dla piszących w tym wątku sposób opisywania zjawisk, uczuć dla nas trudnych. KOCHAM WAS ZA TO!
Odnośnie jazdy po alkoholu - ja jestem za dożywotnim odbieraniem prawka. NIGDY nie pozwoliłam nikomu poprowadzić po alkoholu. Zawsze wtedy mówię, że może po drodze "niechcący" zabić moje dziecko, na co nie pozwolę. Jak to nie działa, to wjeżdżam na ambicję i pytam, czy mam zapłacić mu (przeważnie jakoś to mężczyzn dotyczy) za taksówkę. Tu włącza się męska ambicja i odpuszczają. Mam pewne podejrzenia, że znając mnie co po niektórzy obawiają się (może i słusznie), że byłabym gotowa wezwać policję
Tak samo, jak moje dziecko i ja nigdy nie jeździmy bez zapiętych pasów. AMEN.
1 619 2011-04-09 13:49:48
Kochana
Masz racje. Moja praca z uczuciami zaczęła się niedawno, trudno mi nadgoni lata zaniedbań.
Trudno mi zrozumieć wasze uczucia bo po prostu nie jestem kobietą. Co nie znaczą że lekceważę te uczucia.
Co do żony, trapi nie było, nigdy o tym nie wspominała a sam jej nie wyśle to musi być jej decyzja.
Moja przemiana wniosła sporo zamieszania, niepewności, oraz obaw ze teraz jest wspaniale, przygląda mi się uważnie czy nie jestem jak nadmuchana bańka mydlana, że za chwile pęknę i będzie jak przedtem. I wcale si jej nie dziwię. Nadal jest nie ufna, są chwile ze wątpi w moją przemianę.
Dwa dni temu zapytałem ja co mogę zmienić w sobie żeby być lepszym mężem. Poprzednio był ciąg życzeń, teraz potrzebuje czasu na zastanowienie,
Napisze wam co mi odpowiedziła.
Z Aztekami fakt nie trafiłem.
a raczej zaplątałem się bo nie napisałem wszystkiego co mi w duszy grało
watek jest o kochaniu za bardzo, a ja wyskoczyłem z miłością
a to wielka różnica.
napisze o tym jak to widzę w poniedziałek, jeśli chcecie.
A teraz lecę do domu naprawiać dalej to co popsułem, a raczej być tam gdzie powinienem.
Kochana dziękuje za to co napisałaś o mnie.
1 620 2011-04-09 15:00:39
Rozprawka pt. Jazda po alkoholu a zdrada
Tłumaczył się, że mu (cyt.) "z tą zdradą odpierdoliło", że nie myślał o konsekwencjach, że tak bardzo czuł się w jakiś posób niespełniony, że bez zastanowienia wsiadł do tego pociągu (w każdym znaczeniu tego słowa - i kolejowym i seksualnym), że to było jak szalone zachowania samobójcy.
A ja mu na to: "Odpowiem ci to, co zawsze mówię o wszystkich, którzy siadają za kierownicą po kielichu, w tym tobie, bo też to często robisz - jeśli masz ochotę się zbić, to wejdź na ostatnie piętro Pałacu Kultury i walnij w dół, upewniając siędnak, że na tym dole nie przeczadza się akurat ktoś, kogo mógłbyś przygnieść swoim trupem. I to będzie uczciwe - chcesz się zabić, zabij się ale innych do tego nie mieszaj. Jak zdradzałeś, to tak, jakbyś wypił pół litra, wsadził do samochodu matkę z dzieckiem i pruł 250 na godzinę na najruchliwszej drodze w kraju. Skoro chciałeś zaliczyć spełnienie, to mnie do tego nie trzeba było mieszać - rozejść się ze mną a dopiero potem wsiadać do pociągu. Jeżdżąc po alkoholu i zdradzajć świadomie narażasz na śmierć ludzi, których gówno obchodzi, że ty akurat chcesz się zabić."
1 621 2011-04-09 15:04:37 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-04-09 15:06:01)
Morfeuszu Drogi,
Będę złośliwa, choć, podobnie jak NIekochana, żywię do Ciebie sympatię ![]()
Myślę, że prędziutko byś zrozumiał wszystkie te uczucia, gdyby Twoja żona zrobiłaby Ci to samo. Bo, wiesz, syty z głodnym nie mają sobie nic do powiedzenia.
Mam kooleżankę Zuzę. Jej związek jakiś czas temu chylił się ku upadkowi i zastanawiała się nad zdradą, którą sama sobie tłumaczyła jako chęć sprawdzenia, czy z innym mężczyzną będzie jej tak samo, czy może jednak lepiej niż z aktualnym. Zaniepokojona jej stanem popełniłąm coś pod roboczym tytułem "Zapach cynamonu". Myślę Morfeusz, że znajdziesz tu coś dla siebie.
Trochę to długie, ale może moderatorzy mnie nie pogonią, a Wy wszyscy nie uśniecie ![]()
Zapach cynamonu
Mam alergię na Cinnamomum verum. Nigdy nie znosiłam zapachu cynamonu. Pod żadną postacią. Posypka na szarlotce, grzaniec, pierniczki, świece zapachowe, potpouri. Zawsze wyczuwam tę substancję w najmniejszych nawet ilościach, natychmiast zaczyna mnie boleć głowa a po dłuższej chwili dostaję mdłości.
Pytałaś, więc odpowiadam - zdrada ma zapach cynamonu. Jest słodka, egzotyczna, ciężka, zmysłowa i ma sens tylko jako dodatek, szczypta ? nie więcej, bo zdominuje potrawę. Ze zdradą jednak często bywa właśnie tak, że nikt nie wie, ILE TO SZCZYPTA. Każdy wie, ile to kilogram, ale szczypta to dla niezawodowca abstrakcja.
To, czego w zdradzie najbardziej nie lubię to przejmujące, wszechobecne i falujące uczucie strachu. Niektórych właśnie to kręci, a mnie ? chyba upadla. Nie jest to ten sam zwierzęcy strach, który czujesz uciekając w ciemnej ulicy przed napastnikiem. To jest ten strach, którzy sobie ludzie fundują za własne pieniądze i na własne życzenie na przykład wchodząc na ostrą kolejkę górską albo skacząc ze spadochronem. Strach dla fun?u. Strach przeplatany z uderzeniami ciekawości i pożądania do tej nowej, obcej, cudzej, innej osoby daje mieszankę trudną do zniesienia ? a jednak wciągającą.
Na początku są wątpliwości, opory, jak sznurki ciągnące cię w dwa przeciwne kierunki. Potem coś pęka. Tak naprawdę trzeba niewiele. Od momentu odebrania (a może nadania) pierwszego sygnału w zasadzie wiesz, że tak naprawdę nie będziesz z tym walczyć, ani się opierać, tylko musisz w sobie wymościć właściwe podłoże psychologiczne ? usprawiedliwienia, wykręty dla własnego biednego sumienia, które z początku jeszcze się agonalnie rzuca przyduszane poduszką. Zaczynasz gromadzić potrzebne argumenty ? każda domowa sprzeczka, każda krzywa mina ?tego tu?, każda jego prawdziwa i wymyślona przewina, zaniedbanie ? wszystko się nada, żeby tylko dać sobie prawo do wpuszczenia przez tę szczelinę myśli ? nie mogę w tym dłużej tkwić, mam prawo do zmian ... a przynajmniej do chwili zapomnienia.
Potem sprawy toczą się jeszcze przez chwilę z dopuszczalną prędkością ok. 50 km/h, ale ?kop? jest już tylko kwestią czasu. Jeszcze jedziesz na półsprzęgle, albo udajesz, że hamujesz silnikiem, ale tak naprawdę oczami wyobraźni już widzisz siebie mknącą Bugatti Veyronem 400 na godzinę. Na tym etapie już nic cię nie powstrzyma. Dalej wszyscy kochankowie świata i dziejów mają historie tyleż wyjątkowe, co ? identyczne. Różnice są tylko techniczne.
Sto lat temu zdrada była łatwiejsza ? wystarczyło nierozpoznanym dotrzeć do miejsca schadzki a listy od kochanka/kochanki schować zawinięte w dużą męską chusteczkę za dębową szafą albo spalić w kozie i tyle ? żadnych śladów, żadnych obaw, żadnych lęków nocnych. A jeśli nawet i kto coś widział ? to przecie to tylko złe ludzkie języki nagadują.
Kochankowie XXI wieku mają się gorzej. Teraz zdrada jest ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Do ogarnięcia jest komórka, skrzynki pocztowe, komputer, szybkostrzelne, niezważające na tajemnicę aparaty cyfrowe, zakładowe kamery w hotelach, fotoradary robiące niewygodne zdjęcia. Trzeba zapanować nad ogromną ilością składowych ? wyciszenie telefonu po przyjściu do domu, czyszczenie elementów wysłanych, odebranych, połączeń przychodzących i wychodzących, kasowanie raportów dodatkowych, zmiana haseł, dezynfekcja folderu ?Moje obrazy?, ciągłe oddawanie samochodu do myjni, żeby go oczyścić z niepożądanych włosów i zapachów. Z początku jednak bilans jest dodatni. Przeglądasz się w jego zachwyconych oczach, znów stajesz się piękna i robisz wszystko, żeby dalej pięknieć, ? żeby zachwytu było więcej, więcej , więcej! On cię słucha i słyszy. Ona zapamiętał, jaką ostatnio czytałaś książkę, on zawsze znajdzie czas i inwencję twórczą, żeby do ciebie napisać coś, co spowoduje, że ciepło rozlewa się po twojej miednicy. To on powiedział ?nie jesteś idealna, ale idealnie ci z tym do twarzy?. I on też w twoich oczach staje się coraz bardziej intrygujący, właściwy, taki pasujący. Nagle okazuje się (czego wcześniej nie dostrzegałaś), że w jego sylwetce, głosie, wypowiedziach jest jakiś fantastyczny męski rys, którego (zdołasz to sobie wmówić) zawsze ci brakowało w innych mężczyznach. Więc póki co jesteś na plusie. Wszystkie niedogodności techniczne zretuszowane są tymi wszystkimi odkryciami.
[Wtręt pozornie nie na temat]
Kiedy byłam małą dziewczynką, podczas wakacji na działce z nudów podczas podlewania trawnika w suche dni często bawiłam się wężem ogrodowym. Swoją chudą plaskatą stopą w za dużych plastikowych różowych sandałkach kupionych na wycieczce z rodzicami w Jugosławii nadeptywałam na wąż aż powstawało zgrubienie ze zbierającej się pod ciśnieniem wody; wtedy podnosiłam stopę i nagromadzona woda wystrzeliwała z końcówki węża z ogromną siłą. Z jakichś niejasnych względów to zjawisko fascynowało mnie niemal naukowo. Potrafiłam tak stać dłuższą chwilę przy podlewaniu tego nieszczęsnego wysychającego trawnika i cyklicznie naciskając tą stopą w sandałku na wąż balansować pomiędzy ryzykiem rozerwania węża a próbą uzyskania jak najdalszego wyrzutu skumulowanej w bąblu wody. No i kiedyś oczywiście ten wąż wybuchł. Awantura była kosmiczna, bo taki wąż w tamtych czasach to był deficyt na skalę całego kraju.
[Koniec wtrętu]
Cały urok zakamuflowanego romansu polega na tej samej cykliczności. Przez jakiś czas ty i ?ten tam? kumulujecie w sobie ?bąbel? pisząc najeżone tłumioną erotyką maile, smsy, niezauważalnie dotykając swoich ciał w większych i pozornie niczego nieświadomych skupiskach ludzkich. Potem przychodzi ten moment ? wchodzicie rozedrgani do hotelowego pokoju (albo jego chwilowo wolnego domu), tyleż niecierpliwie co czule zrywacie z siebie ubrania, potem seks pod prysznicem----dwugodzinna rozmowa o tęsknocie-----seks na stole kuchennym---- dwugodzinna rozmowa o nieznośności tego stanu----seks na łóżku----czterogodzinny sen---- seks pożegnalny. Za każdym razem konfiguracja jest może trochę inna, ale sens emocji w zdradzie jest ten sam ? bąbel wybucha pod wielkim ciśnieniem. Oszołomienia wywołanego tą erupcją rzecz jasna nie jesteś w stanie nawet zestawić z tym prawdziwym codziennym życiem. Ta erupcja odurza i uzależnia. Zaczyna to nawet przypominać UCZUCIE. Tyle tylko, że wygenerowane w sztucznych warunkach nie ma nic wspólnego z prawdziwym uczuciem, tak samo jak podlewanie trawnika z wykorzystaniem ?wystrzałów wodnych? nie ma nic wspólnego z podlewaniem ? a raczej dewastuje trawnik wyrywając pod ciśnieniem całe kępy trawy.
Jednak brniesz w to dalej. Z czasem ta zabawa zaczyna pochłaniać tak ogromną ilość czasu, myśli i zaangażowania, że w pewnym momencie staje się częścią osobowości, staje się rytuałem jak wieczorny prysznic, jak poranna kawa w biurze, jak wieczorny drink. Zaraz po przebudzeniu trzeba po kryjomu sprawdzić smsy, potem w pracy ? mailiki_romansiki ? odebrać, odpisać, potem znów smsy, w drodze do domu ? wyczyścić telefon, w drodze z randki ? przegląd swetra i siedzeń w samochodzie, wieczorem znów odebrać i napisać czułego maila i tak bez końca ?. To wciąga, to staje się częścią ciebie.
Nie zastanawiasz się, co zrobisz z tym drugim/albo z tym pierwszym/ życiem i nawykami z nim związanymi, kiedy/jeśli TO się skończy. Z dnia na dzień w to wchodzisz głębiej i głębiej, to się zwyczajnie bezrefleksyjnie dzieje. Wydaje ci się, że nad tym wszystkim panujesz, ale przychodzi taki moment, że tego wszystkiego staje się za dużo ? korespondencji (sprawdzasz po kilka razy, czy wysłałaś do właściwej osoby), legend opowiadanych ?temu tam?, kłamstw wymyślanych dla ?tego tu?. Kiedy na domowym komputerze ukradkiem pisujesz maile do ?tego tam? ręce drżą, oddech jest szybki, każdy domowy odgłos wywołuje panikę - uszy zyskują nową funkcjonalność - radarów nastawionych na każdy ruch ?tego tu?, żeby odpowiednio szybko, ale bez demaskującego popłochu zareagować, jeśli wejdzie znienacka do gabinetu. ?Ten tu? z wolna staje się wrogiem z samego tylko powodu, że (choć na twoje własne życzenie) prowadzisz z nim regularną walkę podziemną i twój stres przy tym wygenerowany staje się JEGO WINĄ. Musisz się ciągle pilnować ? 24 godziny na dobę jesteś w stanie gotowości bojowej.
Po jakimś czasie myśli się komplikują, bo twój umysł chce pójść po jakiejś prostej i wymusza na tobie podjęcie procesu decyzyjnego. Zaczynasz się zastanawiać nad rzeczami, których na samym początku w ogóle nie brałaś pod uwagę. A może jednak z ?tym tam? byłoby już na zawsze tak ekscytująco, jak jest w tych krótkich chwilach, kiedy jesteście sami i tak romantycznie, jak w tych długich chwilach, kiedy ze sobą nie jesteście? I już za chwilę nakładają się na to myśli, że być może ?ten tam? nie jest lepszy od ?tego tu? a jedynie INNY. A jeśli tak, to po co cała ta zabawa; żeby za kilka lat przekonać się, że ?ten tam? stał się ?tym tu? tyle tylko, że w trochę innym stylu ? a może znacznie gorszym stylu? Chociaż odganiasz od siebie tę myśl, to sen zaczyna być coraz krótszy. Skraca go tyle elementów ? strach, wyrzuty sumienia i obrzydzenia do siebie, wątpliwości.
Jest też coś, czego nie planuje żaden kochanek/kochanka świata. Najobrzydliwsze są te momenty, kiedy zaraz po pożegnalnym pocałunku z ?tym tam? biegniesz przesiąknięta czułością i wyrzutami sumienia do ?tego tu?. W tych momentach myślisz o nim z taką tkliwością, oddaniem i wzruszeniem, że jesteś niemal gotowa skończyć z tamtym światem. Nie mija jednak dzień, dwa, jak dokładnie te same uczucia włączają się na myśl o ?tym tam?. Zaczyna się horror rozdwojenia jaźni, życia, światów. Powoli zakrada się element destrukcyjny - im więcej życia wkładasz w ten równoległy związek, tym bardziej masz wątpliwości, kim ty sama jesteś NAPRAWDĘ. W końcu przemęczona i zdezorientowana znajdujesz się w martwym punkcie, w którym zaczynasz czekać, aż ktoś lub coś rozwiąże tę sytuację za ciebie. Z jednej strony boisz się tego a z drugiej już czekasz na to. Wyobrażasz sobie, że ?ten tu? wpada do podwarszawskiego domu ?tego tam?, i zastaje was in flagranti podczas waszych igraszek w wannie, albo nakrywa was podczas romantycznej kolacyjki w jakiejś małej knajpce. Tyle tylko, że kiedyś bałaś się zdemaskowania a teraz masz już na nie nadzieję. Niech cokolwiek się wreszcie rozwiąże, w dowolnym kierunku, ale niech TO się skończy.
W międzyczasie być może zdarzyło się już coś jeszcze, czego nie przewidziałaś. Nie jesteś szkolona przez stazi ani mossad. Im bardziej wydaje ci się, że opanowałaś logistykę podwójnego życia, na tym większej ilości płaszczyzn niezauważalnie wpadasz. To nie są wielkie rzeczy, ale ?ten tu? zaczyna je dostrzegać ? drobne nieścisłości chronologiczne, mowa ciała, kiedy kłamiesz, subtelne zmiany nawyków, przyspawana do ciebie na stałe komórka, to jak niecierpliwie i z jakimś dziwnym podnieceniem zbierasz się na niektóre szkolenia, to jak się z nim kochasz, wyraz twojej twarzy z wieczora, to chroniczne zniecierpliwienie przeplatane zamyśleniem lub wręcz rozmarzeniem, jakaś ogólna zmiana fizyczności i ? zapachu twojej skóry. A na końcu pojawia się decydująca wskazówka ? już ją kiedyś TAKĄ widziałem, czułem TEN zapach jej skóry ? na początku naszej miłości. W tym momencie w jego głowie włącza się wielka miażdżąca jasność ? już wie wszystko, chociaż nadal nie wie nic. Od tego punktu już bardzo blisko do tego, żeby podjął decyzję o zakupie własnego węża ogrodowego. Ty nie zauważasz tego zachodzącego w nim procesu. Nie jesteś już nastawiona na odbiór pochodzących od niego sygnałów? zamknęłaś się na nie. Jesteś rozkojarzona, podzielona na dwa światy, twój RAM i receptory nie mają już wolnych zasobów na obróbkę niuansów. Możesz panować nad logistyką, ale nie nad takimi subtelnymi sprawami, bo stałaś się ? sensualnie toporna mimo nagromadzenia uczuć a może raczej przez ich agresywny natłok.
Czasem, nie każdemu jest to dane, ale czasem przychodzi takie zbawienne COŚ. Na skutek powolnego procesu przytomnienia (chemia) albo wybuchu jakiejś dramatycznej okoliczności, dostrzegasz, że ?ten tam? był tylko elementem wzbudzającym, że na jego miejscu mógł być każdy i nie chodziło konkretnie o niego tylko o ten ożywczy pakiet emocji. Nagle ku swemu przerażeniu WIDZISZ, że ta fascynacja jest jak sztuczny miód ? niby ta sama konsystencja i lepka słodycz, ale zero wartości ? oszukaństwo mimo nawet najszczerszej twojej wiary (a może nawet tej samej wiary ?tego tam?) w autentyczność tego wszystkiego.
Może się zdarzyć, że ta refleksja przyszła za późno, bo ?ten tu? nie zechciał na ciebie czekać i jedzie już swoim Bugatti i zbliża się do 400 km/h z jakąś swoją ?tą tam? na fotelu pasażera. W tym pędzie nie usłyszy jak do niego krzyczysz, że wolisz miód gryczany ? i pomidorówkę, byle z nim. Nie usłyszy, jak mu nucisz piosenkę Kiljańskiego i Kyah ?wokół wzburzone morze, tylko twoja dłoń -stały ląd / dziś oprócz ciebie, wiem, nie mam nic?. W tym układzie twoja niewierność ma szansę stać się chusteczką Friedy z Balu u Szatana Bułhakowa. Co dzień rano do końca wszechświata będziesz się budzić i widzieć tę chusteczkę na swojej nocnej szafce. Będziesz ją próbować spalić, pokroić, zakopać, ale następnego poranka znów będzie tam leżeć i wypalać ci duszę.
Jest też inny wariant. Istnieje przecież taka możliwość, że ?ten tu? jednak cię usłyszy i zrobi z narażeniem życia wielki drift w twoim kierunku wyrzucając po drodze pasażerkę w biegu. I, wiesz, nagle z obrzydzeniem do siebie zdajesz sobie sprawę, że nadal nie możesz sobie ufać. Nadchodzi chwila, w której ? znów zaczynasz odczuwać pokusę ? jeden mailik, jeden mały esemesik. Tak ci tego brakuje. Organicznie, na poziomie komórkowym odczuwasz niedobór tamtych rytuałów. Tak długo zachowywałaś się jak tłuścioch, który pochłania wielokrotnie więcej jedzenia, niż potrzebuje jego organizm. Dwa życia na jedną osobę to dużo. Rozciągnęłaś sobie emocjonalny żołądek, nie dbając o to, że kiedyś, żeby wrócić do prawidłowej wagi będziesz zmuszona ten żołądek obkurczyć, że kiedyś, jeśli zdecydujesz się na jedno z tych żyć (obojętnie które) będziesz na głodzie i detoksie razem wziętych. Ale kto to wie, czy będziesz chciała się odchudzić, czy jednak pozostać emocjonalnym tłuściochem.
[Przypowieść ? Wieża z widokiem na raj]
Jest taka legenda o mężczyźnie i kobiecie. Kiedy się ze sobą związali dostali od Boga dom w postaci bardzo wysokiej wieży i po pęku kluczy. Ze szczytu wieży rozciągał się widok na raj i po wejściu tam mieli osiągnąć stan wyjątkowej szczęśliwości. Wieża była piękna, miała wiele komnat, w których mogli mieszkać i rozkoszować się życiem w drodze na samą górę, gdzie i widok i komnaty były najpiękniejsze. Warunek był tylko jeden ? na szczyt mieli dotrzeć razem. Zadanie było o tyle trudne, że co kilka pięter były drzwi, które trzeba było otworzyć, żeby kontynuować wspinaczkę. Każde z tych drzwi natomiast miało dwa zamki ? do jednego klucz miał ON, do drugiego ? ONA. Skutkiem tego, jeśli któreś z nich nie miało ochoty iść dalej, bo było za leniwe, rozmyśliło się albo zamarzyło o kimś innym, wówczas to drugie, nawet jeśli bardzo chciało dojść na szczyt, to w pojedynkę ?całowało klamkę? na kolejnym poziomie. Mogło się tam rozlokować i czekać albo zejść o poziom niżej i próbować na tyle porozumieć się z drugą stroną, żeby zechciała z nią wyruszyć w dalszą podróż. Był też trzeci wariant ? zejść na sam dół i poszukać nowego partnera do wspólnego pokonania tych schodów i wejścia na szczyt. Ryzyko jest ogromne - jeśli wybierze się niewłaściwego partnera albo nie umie się porozumieć z tym właściwym, to można chodzić po tych schodach ciągle i ciągle od pierwszego do piątego a może i dziesiątego piętra, ale nigdy nie dotrze się do penthousa z widokiem na raj. Na samą górę docierają tylko dualne monolity.
1 622 2011-04-09 15:19:15
Morfeuszu,
a pytałeś żonę jak w chwili obecnej postrzega Ciebie, czy coś zmieniło się w Jej oczekiwaniach, pragnieniach. To byłaby tez odpowiedź, co masz zrobić aby stać się lepszym mężem. Najważniejsze, że tego chcesz. Dla siebie, dla rodziny.
Żona uwierzyła w Ciebie, ale trudno Jej całkowicie zaufać, dlatego obserwuje i niekiedy ma wątpliwości.
Zazdrość,
jestem z Ciebie strasznie dumna i Ty też powinnaś być. Kurczę Tobie, w tamtej chwili na pewno nie było do śmiechu. Sytuacja jednak sama w sobie przekomiczna. Twoja reakcja rewelacyjna. Pełen szacunek i uznanie dla Twojego opanowania.
Popieram Cię w 100 % nigdy nie należy jeździć po alkoholu. Zasada:Piłeś nie jedź, jedziesz nie pijesz!
Niekochana,
bardzo podoba mi się Twoje stwierdzenie: "I coraz jaśniej widzę, jak powoli, krok po kroku w tym chorym związku umierałam. Powoli upewniam się, że eskalacja objawów choroby uratowała mnie tak naprawdę. Niedługo być może nie miałabym siły, żeby zawalczyć o siebie". Zdałam sobie sprawę, że to tak właśnie jest choroba, która może być uleczalna lub nie. Myślę, że ze swojej wyjdę, bo znalazłam lek doskonały, a nawet kilka: forum, rozwód ....i nowe życie.
1 623 2011-04-09 15:30:22
Tarantella,
Dobry Duszku przy tym, co napisałaś nie można zasnąć. To krzepi, daje siłę, skłania do przemyśleń. Cudowne.
Wiele w Tobie mądrości i siły.
1 624 2011-04-09 15:45:49 Ostatnio edytowany przez Iwkaaa (2011-04-09 16:01:05)
Rzadko zabieram tu głos, ale czytam Was uważnie.
Nasunęła mi się refleksja, czytają co piszesz Niechana do Morfeusza,
Właśnie mężczyżni nie patrzą na sprawy z tego punktu widzenia.
Gdy mąż mnie zdradził i sprawa wyszła na jaw, dla niego najważniejsze było że jakoś mu się udało wyjsć z tego wszystkiego "bez szwanku" jeśli mogę tak to ująć. NIby wszystko w porządku, niby doszliśmy do jako takiego ładu. Poprosił o wybaczenie, postanowił się zmienić. I tyle, na tym się skończyło. Tak naprawdę nie interesowało go, co ja czuję, nawet nie starał się zrozumieć.Przeszedł do porządku dziennego, zostawiając mnie z problemami, z tym całym natłokiem myśli, nadszarpniętym zaufaniem, którego nie starał się odbudować. Gdy sobie nie radziłam z tym wszystkim był zły, że znowu do tego wracam, przecież miało być tak pięknie.Bywał zły, gdy mu się "wymykałam", byłam gdzieś obok.
Dziś wiem, że wcale się wtedy sprawa nie zakończyła, dopiero się wszystko zaczęło. Gdy zdradzający wtedy odpuszcza, zadowolony że sprawa załatwiona, prędzej czy później związek się rozpadnie. To już tylko kwestia czasu.
1 625 2011-04-09 17:44:40 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-04-09 18:11:13)
Kochana
Masz racje. Moja praca z uczuciami zaczęła się niedawno, trudno mi nadgoni lata zaniedbań.
(...)
Kochana dziękuje za to co napisałaś o mnie.
Morfeusz - za to właśnie Cię cenię i lubię.
Żeby było jasne - za to że uważasz, że mój nick już nie pasuje do mnie też
ALE przede wszystkim z to, że jesteś otwarty na szczerą dyskusję o sobie, o mnie, o innych ludziach. Że nie stajesz od razu na pozycji - "ta nieszczęśliwa baba chce się na mnie odegrać za swoje życiowe niepowodzenia".
Za to po raz kolejny bardzo Ci dziękuję i wierzę, że Wam się uda. Że Twoja żona udźwignie brzemię, które jej przypadło, a Ty - pokażesz jej, że warto znów Ci uwierzyć.
Bardzo Wam kibicuję. Ściskam Cię mocno.
Tarntella - uczciwie mówiąc - czy mogę Cię tak troszkę nienawidzić za to, że tak pięknie piszesz?
Kochane, a oto, co dla mnie jest kwintesencją powodów, dl których nie potrafię wybaczyć tego, co robił przez lata mój jeszcze mąż (zacytowane ze "Sposobu na kłamcę"):
"Niektórzy mężczyźni wymyślają historie tak niewiarygodne, że zaczynamy sobie wmawiać, że muszą być prawdziwe, choć ledwo wierzymy własnym uszom. (...) człowiek, którego kochasz, z pewnością nie wmawiałby ci takich niestworzonych rzeczy, gdyby nie były, przynajmniej w części prawdziwe.
Owszem, wmawiałby.
(...)
Czasami to poczucie bezkarności sprawia, że mężczyzna nie zawaha się przed najobrzydliwszymi kłamstwami. To on decyduje, jakich informacji Ci udziela, i dochodzi do przekonania, że jest w pełni zdolny do wymyślenia absolutnie wiarygodnej wersji zdarzeń, która wytłumaczy wszystkie Twoje kłopotliwe odkrycia.
Mężczyzna, który zaprzecza swoim kłamstwom w obliczu niezbitych dowodów, usiłuje Cię przekonać, że:
* Nie widziałaś tego, co widziałaś.
* Nie słyszałaś tego, co słyszałaś.
* Nie wiesz tego, o czym wiesz.
* Przesadzasz, popadasz w paranoję.
* Krzywdzisz go i rujnujesz Wasz związek.
* To nie on stwarza problemy - to Ty.
* Inne osoby chcą Was poróżnić.
Stawia Cię przed trudnym wyborem. Możesz sobie wmówić, wbrew własnemu rozsądkowi, że to Ty ponosisz winę, że to Ty jesteś przewrażliwiona albo niespełna rozumu. Jeśli uwierzysz w taką iluzję, Twój związek będzie płynął z wiatrem i nie wpadnie na rafy. Z drugiej strony, możesz nie składać broni, zburzyć spokój ukochanego i narazić na szwank Wasz związek. Autodestrukcyjna fantazja kontra twarda, bolesna rzeczywistość. Wiele z nas chętnie wybiera tą pierwszą drogę".
Dzięki Bogu, logice i szacunkowi dla samej siebie (a właściwie jego resztkom) wybrałam drugą drogę.
I Wy dziewczyny też - i tego nam gratuluję!!!!!
![]()