Nowa nadzieja napisał/a:Witaj Beosa!
Jestem tu w miarę nowa, jak widzisz. Muszę Ci powiedzieć, że jestem pod wrażeniem Twoich postów. Jeteś niezwykle inteligentną, poukładaną i myślącą bardzo rozsądnie kobietą. I widzę, że jesteś o wiele dalej ode mnie na drodze do poznania siebie i zwalczenia w sobie typowych cech KKZB. Szacunek!
Pisałaś o psychiatrze o nazwisku Majewski i chciałam natychmiast zapytać: ma na nazwisko Majewski czy von Majewski? Znajoma trochę się obawia tego 'vona', bo to nowy lekarz w jej przychodni.
Witaj Nadziejo!
Zacznę od końca
Przepraszam,ale nie pamiętam-to było jakieś dwa lata temu i miałam z tym lekarzem styczność tylko raz.Wydaje mi się,że von.To była przychodnia w Otwocku...
Mój małż powiedział,że to idiota,nie wiem dlaczego :)ja nie zdążyłam wyrobić sobie zdania o tym specjaliście.
Dziękuję Ci za bardzo miłe słowa
) Aż wyszczerzyłam zęby do laptopa
) Znaczy się uśmiechnęłam
Tobie też na pewno nic nie brakuje
) Jesteś Wielka bo podjęłaś decyzję,która wymagała wielkiej odwagi!Ja nawet dzisiaj myślałam,żeby rzucić to wszystko w diabły-pracę,ten dom,o który się tak starałam...i wyjechać.Nie zagranicę,ale na drugi koniec Polski i zacząć od nowa.Ale...dzieci,rodzice...Nie mogę IM tego zrobić.TAM też bym myślała,tak jak Ty.Poczucie winy,też mnie prześladuje a doszedłby jeszcze stres jak radzą sobie dzieciaki,których nie przygotowalam odpowiednio do życia,bo skupiłam się na naprawianiu nienaprawialnego męża,że Mama,która notabene,też często byla niezadowolona ze mnie,nie będzie mi się mogła wyżalić jak jej ciężko z bardzo chorym Tatą.I nie wyjechałam.Jestem Zbierającą Siły
. Tu i TERAZ.
Podobno potrzebujemy CZASU,żeby stanąć mocno na własnych nogach
Wiesz,czytałam rano trochę Twoich postów 
Jeden mnie tak zaintrygował,że już miałam do Ciebie napisać...ale stchórzyłam 
Nie wiem,czy nie zmienisz Swojego stosunku do mnie,po tym co napiszę.Nie wiem,czy ja znowu nie przesadzam z osądzaniem własnej osoby,ale chyba w pewnej mierze jestem jednak winna rozpadowi naszego malżeństwa...
Nowa Nadzieja napisał/a:skąd ja znam faceta, który krytykuje na każdym kroku 'ukochaną' osobę, jej rodzinę i znajomych? No kurczę, skąd ja to znam??? Aaa, wiem! Taki jest mój jeszcze-mąż. A tłumaczenie: 'bo myslałem, że zmotywuję Cię do dziłania, żebyś coś ze sobą zrobiła'. A fakt, że dziesiątki razy powtarzałam, że negatywna motywacja (oczywiście wyjaśniłam mu to pojęcie, dopilnowałam, żeby je zrozumiał) na mnie nie działa, tylko pogarsza mój nastrój, niczego nie zmieniło. On wciąz powtarzał, że 'myślał, że tak będzie dla mnie najlepiej' albo że 'starał mi się tylko pomóc'. I tak na każdym kroku: zawsze najlepiej wiedział, co jest dla mnie dobre i jak powinnam postępować. Ale ja, do jsnej Anielki, nie jestem jakąś idiotką ani osobą z poważnym upośledzeniem umysłowym (z całym szacunkiem dla takich osób), która nie jest w stanie poradzić sobie w życiu! Całkiem niegłupia jestem, patrząc obiektywnie ;P i nie potrzebuję, żeby ktoś decydował za mnie!
Ja zachowywałam się jak Twój mąż! Krytykowałam swojego męża,jego rodzinę też!Tak samo myślalam,że negatywna motywacja...bo skoro tysiące moich rozmów,próśb pozostawało bez echa...Tylko ja nie torpedowałam jego pomysłów,bo on ich po prostu nie miał,a jeżeli już coś wymyślił ja radośnie to podchwycałam,ewentualnie wprowadzaliśmy jakieś poprawki i pomagałam mu pomysł zrealizować.Z tą moją pomocą było tak,że on tego oczekiwał ode mnie.Kupiła byś to,sprawdzilabyś tamto itd.Nic na siłę.On się temu poddawał,nie protestował...Wygodniej mu było i bezpieczniej jak go prowadziłam za rękę...
Podoba mi się,że próbowałaś wytłumaczyć mężowi,że Cię boli takie traktowanie.Ja nie dostałam takiej szansy,mój nie umiał a może nie chciał mi tego powiedzieć po to,żeby to później wykorzystać?.Niby wszystko było ok,wszyscy powinni być zadowoleni i szczęśliwi bo coś fajnie wyszło a tu po wielu latach słyszę : bo ZAWSZE MUSI BYĆ TAK JAK TY CHCESZ!!!!!
MANIPULUJESZ MNĄ 
I bądź mądrym 
Tylko do cholery gdzie on był jak trzeba było podjąć jakieś decyzje czy coś zrobić?
Co do krytyki rodziny -nie mogłam tolerować np.nie pukania przed wejściem do naszego pokoju,biegających dzieci siostry męża podczas gdy moje odrabiały lekcje,teściowa stawiała w przedpokoju miskę z resztkami jedzenia,do której zlatywały się muchy robacznice,brr.Jego brat ?co drugie słowo to ch... i k....Druga siostra lustrowała prawie codziennie nasze gniazdko i godzinami potrafiła krytykować sąsiadów,znajomych (grubi,głupi) ŚWIĘTY BY NIE WYTRZYMAŁ!!!!!
He,he doszłam teraz do wniosku,że gdyby tak nas pozamieniać rolami.... 
Twój z moim by się dogadali,ten pierwszy lubi rządzić i kierować a drugi chce prowadzenia za rączkę i ciągłego zapewniania,że się go kocha
Nawet ich rodziny by się wspaniale dogadywały -jednakowo zakłamane i pokręcone 
A my obie? Ja też marzyłam o weekendach poza domem i na pewno liczyłabym się z Twoimi marzeniami

No i uważam,że nie powinnam mieć dzieci -nie jestem dobrą matką.
I " bardzo kocham rodziców i rodzeństwo, ale nigdy im tego nie mówię wprost" bo dopiero niedawno to usłyszałam od nich. 
I " Przez kilka lat musiałam walczyć (prośbą i groźbą) o..." łazienkę.
I "Nie jestem ideałem, mam wiele wad, ale zawsze wierzyłam, że miłość czyni nas lepszymi i popycha do dawania z siebie tego co najlepsze. W moim przypadku tylko dawania, bo nic w zamian nie otrzymywałam" -nawet nieraz pieniędzy na utrzymanie.
Widzisz ile podobieństw

Obiecywałam niedawno,że będzie krótko i na temat. 
Nie jest krótko i chyba przesadziłam i chaotycznie jest ,ale trochę CZASU przynajmniej minęło 