beosa napisał/a:zabka-k napisał/a:Beosa, jeśli skorzystasz najpierw z pomocy psychiatry, chyba nic w tym złego. Jeśli nie potrafiłaś się dogadać z pierwszym psychologiem - warto szukać dalej.
Szkoda tylko, że od razu pomyślałaś o sobie tak źle, że wysłałaś się do psychiatry? Czemu o sobie tak źle....
Niejasno się wyraziłam.Nie mam oporów przed takimi formami pomocy. 
Wstydzę się,że jestem jeszcze taka naiwna,że tego psychofaga chciałam jeszcze "diagnozować". 
Ale tak już mam,że jednego dnia go nienawidzę,a drugiego,że musiał mu Ktoś wyrządzić straszną krzywdę w dzieciństwie,albo jest chory...
Tak czy siak,Ja się posypałam przez to wszystko
i Ja muszę wyzdrowieć.
Przeczytałam Wasze posty.Jesteście Wielkie,Doświadczone,Mądre i umiecie podnieść na duchu
) 
Co do chemii jestem wrogiem wszelkiej maści leków jeśli nie ma zagrożenia życia
.
Ale dziś nawet wyczytałam,że ten szum w głowie,który mam od miesiąca (wmawiam sobie,że mi się wydaje
)to może być jeden z objawów depresji do tego te łzy stające w oczach co chwilę... Psychiatra mi chyba nie zaszkodzi,może pomoże?Się okaże.
Jeśli chodzi o psychologa i terapię to wydaje mi się,że niekoniecznie -wygadać się i wypisać
mam gdzie.Wiem,że część moich problemów to duchy przeszłości (alkohol w domu rodzinnym) ,wiem już jak postępować z alkoholikiem,z psychofagiem chyba też
.
Więc co nowego wniesie terapia? Wy,literatura - wszystko krzyczy: bądź dzielna,zajmij się wreszcie sobą,rób to co lubisz,uśmiechaj się,wyjdź do ludzi,uwierz w siebie -a będziesz zbawiona.Amen.
Ja jestem zdania,że CZAS jest dla mnie najlepszym lekarstwem.
Ale gdybym mogła wyprowadzić się do leśniczówki (marzyłam,żeby być żoną leśniczego
albo chociażby do mikroskopijnego ale samodzielnego mieszkanka.....wyzdrowiałabym natychmiast!
Dziękuję Wam,że poświęcacie mi swój cenny czas 
Zofio -do wesela się zagoi
)
Wiesz co?
Bardzo w skrócie napisałaś takie kwintesencję, przez co się przechodzi.
Pewnie i masz stany depresyjne, bo kazdy "dołek" to forma depresji - niech sie psychiatra przyjrzy i oceni, czy sam magnez czy coś jeszcze na odrobinę uspokojenia kłębka myśli w głowie.
Wszystko krzyczy - bo nie jesteś stabilna, bo zbyt dużo się kłębi
Żeby się dało powoli wykłębiać, to się trzeba stabilniej poczuć
Jakoś tak wszystko na początku chciałam na raz, ale powoli mi się odkłębuje i układa
Ale za dużo na raz chciałam i posprzątać sytuację, i dołka i siebie i w ogóle
Też chcę do leśniczówki, bo choć ten i ów może i mnie od tego odwodzi, to wiem na 100% że nie rozliczę się do końca ze swoich karaluszych nawyków być mamcią - opiekunką każdej niedojdy życiowej, jeśli nie przeanalizuję na spokojnie, skąd się to wzięło. A że rózne loty w życiu miałam, to chciałabym przenicować siebie, żeby zwrócić samej sobie uwagę na to, co zazwyczaj ignoruję a przez co pakuję się w takie emocjonalne dylematy i problemy. A leśniczówka dlatego, że standardem mam co w życiu robić i "nienadażam"
Wolałabym rozliczyć się ze swoich wspomnień w tydzień, niż odgrzebywać przez lata 
Czegóż Ty się wstydzisz? Która nie usprawiedliwiała? Zanim mi doszło do mojej łepetyny, cóżesz ta kanalia dzieciom narobiła przez to, ze doprowadził się do konieczności sprzedania mieszkania, to tez mi chwila zeszła... I jeszcze sobie powiedziałam wtedy, że pozmieniał chronologię, bo teraz to ja mam na niego kompletnie wycofane, a tak to może bym i pomogła
Co do terapii
Ja tam nie wiem, czy my takie wszystkowiedzące, żeby fachową pomoc nami zastąpić. Ja tam jestem i na wątku i czytam i chadzam na spotkanka i mam znajomego, który "prowokuje" mnie do myślenia o sobie i słuchania
Najpierw krzyczało we mnie wszystko, teraz zaczyna się układać powoluniu. Odkąd się zaczyna układać i przestało drzeć się wewnątrz, zaczęłam się uśmiechać
Bo się nikt już na mnie nie drze, nie wymusza, nie przymusza, nawet ja sama
Przede wszystkim ja sama
