Z blogu Moje dwie glowy
Dlaczego konwencja o przemocy budzi agresję
PYSKÓWKA NAD PRZEMOCĄ
Mamy nowy temat do całorocznych ideologicznych wojen. Do aborcji, związków partnerskich i in vitro dołączyła przemoc w rodzinie.
W grudniu Polska podpisała europejską konwencję o zapobieganiu przemocy i od razu rozpoczął się spór o preambułę. Jest w niej mowa o tym, że przemoc w domu może być wspierana przez kulturę, religię i zwyczaje. Arcybiskup Józef Michalik na pasterce w bazylice w Przemyślu ujął to tak: konwencja to atak na rodzinę, takie akty prawne to wielkie kłamstwo, serwowane nam prze Unię. Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz dodał, że Kościół będzie walczył przeciwko manipulowaniu rodziną, która została ustanowiona przez Boga. Wcześniej protestowali członkowie Prezydium Episkopatu Polski oraz Federacja Ruchów Pro Life w imieniu 130 pomniejszych organizacji. [ja się powieszę, albo wreszcie wyprowadzę za wielką wodę - przyp. Maja]
Szczególnie definicja płci wydała się protestującym podejrzana. Płeć ? zapisano w konwencji ? należy rozumieć jako ?społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn?. Kobiety i mężczyźni ? odpisali twórcom konwencji hierarchowie, różnią się przecież w sposób naturalny, a edukacja na temat ról niestereotypowych to wprowadzanie tylnymi drzwiami propagandy transwestytów i homoseksualistów.
Ofiary przemocy
Od zgoła 30 lat w nauce, obok pojęcia płci biologicznej, używa się także pojęcia płci kulturowej (gender) ? właśnie jako zbioru społecznych oczekiwań. Jeśli jakaś kultura docenia na przykład samodzielność u kobiety, to takie właśnie zachowania będą podziwiane i chwalone, na podobnej zasadzie, na jakiej blond włosy są atutem w kulturach preferujących blondynki. W praktyce silne kody kulturowe nie pozostawiają wiele miejsca na życie skrojone pod gust indywidualny i własny wybór.
Ofiary przemocy taki kod obciąża szczególnie. Specjaliści pracujący z dysfunkcyjnymi rodzinami podkreślają, że nie można skutecznie pomóc rodzinie, jeśli bita (rzadziej bity) czy poniżana nie odseparuje się od sprawcy przemocy. Multum nieuświadamianych mechanizmów społecznych będzie ofiarę od tego odwodzić. I nie chodzi nawet o wyznawany w katolicyzmie pogląd o nierozwiązywalności małżeństwa. Ten jest najbardziej czytelny, ale nie najważniejszy.
Fundamentalna jest tu wyuczona bezradność ofiary. Nie tak dawno aktorka Katarzyna Figura opowiadała w mediach, jak latami, kosztem własnych dzieci, ukrywała swoją podłą sytuację małżeńską nawet przed najbliższymi. To, że ofiara nie potrafi odejść, nawet mając ku temu warunki ekonomiczne, widząc cierpienie własnych dzieci, jest kwestią pewnych procesów potwierdzonych dziesiątkami klasycznych już eksperymentów psychologicznych: mózg, latami narażony na przykre bodźce, uodparnia się, obojętnieje, popada w apatię. Psy zamknięte w klatkach, gdy jedną część podłogi podłączono do prądu, uczyły się, które części klatki omijać. Gdy jednak do prądu podłączono całą podłogę, a prąd serwowano zwierzętom chaotycznie, psy przestawały się starać, nawet otwarcie drzwi klatki nie skłaniało ich do ucieczki. Z rezygnacją znosiły cierpienie. Mniej więcej to samo dzieje się z ofiarami przemocy ? mają przeciw sobie własne mózgi. Na ten bazowy mechanizm nakładają się uwikłania kulturowe. W Polsce ? począwszy od etosu moralnej wyższości ofiary.
W model kobiecości wręcz wpisane jest cierpienie, poświęcenie. Religia dodaje swoje: cierpienie uszlachetnia, krzyż trzeba nieść, a w męce szukać sensu. Nawet w największych wielkomiejskich kościołach wezwania do modlitwy za podłych mężów to wciąż stały element kazań; księża proponują wziąć odpowiedzialność za nawrócenie agresora. Czyli dokładnie przeciwnie, niż chcieliby psycholodzy.
Co więcej, w naszym kręgu kulturowym bycie ofiarą przynosi także profity. Cierpiący, bity, a trwający w tym stanie z tak zwaną godnością, może liczyć na współczucie i wsparcie. A nie zna już zwykle innej drogi, by zdobyć czyjeś uznanie. U ofiar przemocy bowiem z czasem dramatycznie spada samoocena, nie odnajdują się w relacjach zawodowych, nie mają życia towarzyskiego.
Swoje dokłada mitologia romantyczna. Że prawdziwa miłość jest wtedy, gdy amplitudy emocji są duże. ? Oprawca nie tylko krzywdzi, ale bywa też miły, opiekuńczy, da kwiaty. Tę paletę zachowań wykorzystuje podczas tak zwanego miodowego miesiąca, który jest jednym z cyklów przemocy i następuje po agresji, na przemian z okresami piekła ? tłumaczy Luis Alarcon, psychoterapeuta i współzałożyciel pogotowia dla ofiar przemocy Niebieska Linia. ? Kobiety przychodzące po pomoc mówią, że mąż jest dobrym ojcem, dba o dom, ludzie go szanują. Uważają nawet, że są kochane, tylko to ?trudna miłość?. Często sądzą wręcz, że same są winne, bo męża zdenerwowały albo sprowokowały. Taki człowiek potrafi powiedzieć: ?kochanie, jest mi przykro, że ci to zrobiłem, cierpię razem z tobą?, ?straciłem panowanie nad sobą, jest mi wstyd, to się więcej nie powtórzy, ale tylko ty wiesz, jak zaleźć mi za skórę?. W myśl stereotypów płciowych, przeciwko objaśnianiu których tak protestują księża, to kobieta jest odpowiedzialna za emocje. Westalka jest winna, gdy coś nie tak z domowym ogniskiem.
W kraju małych powstańców w za dużych hełmach ten ofiarniczy etos rozlewa się dalej, na dzieci. To też klasyka psychologii uzależnień: dziecko w roli obrońcy, wybawiciela rodziny. Przedwcześnie dorosły wyciągnie ojca znad kufla i zawlecze do domu, gdzie czeka matka już na skraju wyczerpania.
Dziecko ? obrońca zwykle jest w ścisłym emocjonalnym związku z tą matką ? Polką. To kolejny romantyczny, kulturowy konglomerat, w psychologii nazywany wikłaniem dziecka przez rodzica w rolę swojego zastępczego partnera. Dorosłym już dzieciom ów subtelny mechanizm utrudnia wejście we własne związki, a znaczna ich część nabierze w domu rodzinnym przekonania, że agresja to najskuteczniejszy sposób załatwiania problemów.
? Jeśli kobieta postanowi znosić przemoc, to jej suwerenna decyzja ? mówi Luis Alarcon. ? Jeśli jednak w tym układzie są dzieci, to już nie jest tylko problem dwojga ludzi, ale ważny problem społeczny. Raz, bo dziecko jest słabe i nie ma jak się obronić, więc musi to zrobić państwo, czyli policjanci, sędziowie, terapeuci. Dwa, bo przemoc jest zaraźliwa. Kolejne pokolenia nie poznają innych sposobów radzenia sobie z agresją.
(...)
Właściwie konwencja to zbiór oczywistości cywilizacyjnych. Kraje sygnatariusze (konwencję podpisało do tej pory 26 państw i nie było w nich podobnych, jak w Polsce, problemów) dołożą wszelkich starań, by z przemocą walczyć. Uruchomią telefony zaufania, zapewnią miejsca w schroniskach, pomoc psychologiczną, pomoc prawną, wsparcie instytucjonalne w znalezieniu pracy i urządzeniu życia na nowo po odejściu z przemocowego domu. Państwa w swoich kodeksach i zwyczajowych praktykach uwzględnią przemoc psychiczną, seksualną albo stalking, czyli uporczywe nękanie. A więc zrobią wszystko to, co i tak już w naszym kraju jest praktykowane. Jedyna korekta po wejściu w życie konwencji to postępowanie prawne w przypadku zgwałceń; takie przestępstwa ścigano dotąd jedynie na wniosek osoby pokrzywdzonej, teraz prokurator będzie prowadzić sprawę z urzędu (dbając, by nie pogłębiać cierpienia ofiary). To wszystko, co podpisaliśmy.
Ale konwencję czeka jeszcze przejście przez parlament, który musi uchwalić odpowiednią ustawę, a potem jeszcze podpis prezydenta. W ślad za hierarchami Kościoła część polityków PiS już wyraziła sprzeciw. Czeka nas więc sporo politycznej złości. Według psychologów w życiu nie ma szans na ucieczkę od złości, która jest emocją typową dla człowieka i zrozumiałą. Tyle że ludzie stosujący agresję jako metodę komunikacji i radzenia sobie ze złością nie wiedzą zwykle, że są inne sposoby porozumienia ? bo nie mieli gdzie się tego nauczyć. O tym też jest mowa w konwencji.