zofia282 napisał/a:Książki ? jakie książki ? jakie wskazówki ? ja do tej pory wyczytałam, że jedynym sposobem jest ucieczka
i nic nie wiem o istnieniu książek na ten temat a co ważniejsze o wskazówkach.
Zamow sobie ksiazke Marie-France Hirigoyen ?Molestowanie moralne? tam znajdziesz wskazowki !!!!
KTO SIEJE WIATR... z blogu "Moje dwie glowy"
[Uwaga. Temat ważki i obszerny więc przyda się kawusia i kilka chwil wolnego na lekturę i refleksję.]
Wina i kara. Sprawiedliwość i zadośćuczynienie. Te tematy odradzają się wciąż i wciąż jak głowy hydry (ta, dla odmiany, miała ich nie dwie tylko od 50 do 100 w zależności od źródła przekazu).
Na wstępie uspokoję Was. Po pierwsze mamy prawo do niezgody na bezkarność i nie ma się czego wstydzić. Po drugie nawrotowość tego tematu w naszych głowach i odwetowe myśli, które od czasu do czasu nas dopadają po życiu z przemocowcem są absolutnie naturalne. Potrafią trwać ho-ho, a nawet dłużej, w zależności od stopnia krzywdy, której zaznałyśmy, od tego, jak długo w tym tkwiłyśmy i ile w to zainwestowałyśmy. W miarę stawu grobla.
Jeśli ktoś zostanie okradziony albo zgwałcony, to absolutnie normalne jest oczekiwanie ofiary, że bandyta zostanie ukarany. A Was przecież okradziono z najcenniejszych rzeczy. Cenniejszych niż np. torebka, a nawet w sprawie byle torebki wszczyna się postępowanie, żeby znaleźć i ukarać winnego współmiernie do czynu. I tu zaczynają się schody, bo nie ma i nigdy nie było prostego wzoru na współmierność kary do winy. Będziecie musiały same zdecydować, jaka postać uczynienia za dość Was satysfakcjonuje i czy w ogóle go potrzebujecie, bo może potraficie się z problemem swojej krzywdy uporać inaczej (o czym dalej). Jeszcze długo będziecie musiały samodzielnie odpowiadać sobie na wiele pytań, na które nikt oprócz Was nie zna odpowiedzi.
Ile ?kosztuje? moja godność i kilka lat ukradzionego mi życia, wspomnień, marzeń i ufności, a ile ?waży? każda łza mojego dziecka? Czy w ogóle jest COŚ, czym sprawca jest w stanie za te wartości zapłacić?
Czy mój stan psychiczny pozwala na dochodzenie moich racji właśnie teraz?
Czy jeśli będę się starała wybaczyć, choćby po to, żeby zapewnić sobie spokój i odciąć się od emocji łączących mnie ze sprawcą, to za jakiś czas nie będę tego żałowała i myślała o sobie ? ta, która dała sobie i swoim bliskim zaśmiać się w twarz?
A z drugiej strony, czy jeśli wykonam to, co uważam za sprawiedliwe, to na tym się skończy i moja krzywda zostanie wyrównana, czy może będę brnąć w to dalej?
Te i zbliżone pytania słyszę od KAŻDEJ z Was w różnych momentach Waszych historii. Jedne się swoich uczuć wstydzą, inne nie. Moja historia też jest ich raz bardziej raz mniej pełna. I mimo to nie mogę pomóc. Mogę jedynie podpowiedzieć pewne warianty, które możecie rozważyć albo jako docelowe, albo jako odgromniki dla natrętnych myśli do momentu, kiedy samoistnie osiągniecie spokojność umysłu. Oprócz art. 207 kk jest też parę innych opcji nie tylko z branży (za przeproszeniem) prawa i sprawiedliwości.
1. Możecie aktywnie udzielać się w stowarzyszeniach, fundacjach i akcjach mających na celu zwalczanie przemocy. Jest sporo do zrobienia w ramach Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, jest akcja ?Mamy dość!?, jest Krajowe Stowarzyszenie Antymobbingowe, są organizacje, które czekają na Twój udział, jako osoby, która czuje i zna temat wiktymizacji od podszewki. Szukajcie ? Internet jest pełen tego typu inicjatyw. Takie formy działania na rzecz ofiar ?cudzych? oprawców mogą przynieść ulgę i pośrednio zdejmować stygmat ofiary z nas samych. A może same zapoczątkujecie jakąś pomocową a innowacyjną akcję? Któż jak nie Wy wie najlepiej, czego potrzeba postpsychofagowej kobiecie? A w Polsce nadal z tym tematem cieniutko. Może w innych krajach już wymyślono coś, co przyjęłoby się u nas i pomogło ofiarom przemocy?
2. Możecie odreagować ?zamiast? i skanalizować odwetowe myśli czytając do poduszki Hrabiego Monte Christo, a w bezsenne noce oglądając filmy z serii revenge movie:
Życzenie śmierci, Leon Zawodowiec, Żądło, Ojciec Chrzestny, Dawno temu w Ameryce, Francuski pocałunek, Vabank, Gladiator, Kill Bill, Skóra w której żyję, Monster, Braveheart, Uprowadzona, Sekret jej oczu, Nędzne psy, Dziewczyna z tatuażem, Zmowa pierwszych żon, Wątpliwość, Odważna, Płonące łóżko, Oko za oko, Erin Brockowich, Thelma i Luise [?(?) when a woman is crying like that, she isn't having any fun.? ? piękna kwestia]
3. Możecie założyć swojego bloga. Baaardzo pomaga.
4. Możecie spróbować czegoś, co ludzie próbują robić od tysiącleci, kiedy już cała reszta nie pomaga.
Pewna kobieta, po miesiącach emocjonalnego wyrafinowanego pastwienia się psychopaty nad nią (a końcówka z kimś takim, jak wiecie, jest szczególnie paskudna) nie była już emocjonalnie zdolna do żadnych działań mających na celu ukaranie go za piekło, które jej zmontował. Kobieta była tak słaba, że chciała już tylko przeżyć i zapomnieć. Siedziała sobie cicho do 31 października zeszłego roku, kiedy to miało miejsce zdarzenie, które przelało w niej czarę goryczy. Nie zamierzała jednak tego pana tykać nawet kijem. Zwyczajnie brzydziła się go więc zastosowała metodę zastępczą. Zrobiła to po swojemu. Szczegółowo, w punktach spisała na kartce rodzaj kary, która wyczerpałaby jej potrzebę sprawiedliwości (terapia przez pisanie), następnie spaliła kartkę i potraktowała to jako oczyszczenie z prześladujących ją myśli, ale też jako rodzaj ?zadusznego zamówienia? złożonego w tę halloweenową noc. Któż to wie, kto ją w taką noc mógł wysłuchać? Mówcie sobie co chcecie, ale od miesięcy ?odptaszkowują? się kolejne punkty. Zbiegi okoliczności? Mejbi, mejbi. A może jest tak, że nasze prośby trafiają jednak do kogoś, kto nie cierpi kurestwa tak samo jak my ale więcej może. Jedno jest pewne. Wszystko wraca. Prędzej czy później i to z nawiązką, bo kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Halloween, czy wschodnioeuropejska odmiana voodoo, czy totalna bzdura, której się łapią poniżone, bezsilne kobiety jak brzytwy ? nieważne. Jeśli możemy odczuć ulgę i dobudować sobie do tego naszą sprawczość ? czemu nie.
A najważniejszą wiadomość zachowałam jak zwykle na koniec. Dzielę się z Wami płodem moich przemyśleń, które postawiły kropkę nad ?i? w mojej głowie w zakresie sprawiedliwości, a które zawdzięczam i sobie, i swojemu zdrowemu otoczeniu. Strasznie się cieszę tym odkryciem. Tylko dlatego, żeby Wam móc go wyłuszczyć, na chwilę zawieszam swoje własne blogowe embargo na temat ?psychofag?.
Jeśli postanowienie jest w Was silne, a praca konsekwentna, to najpewniej zdarzy się tak, że krzywdziciel sam Was wyręczy i nagrodzi. Bez czarów-marów. Bo czegóż emocjonalny, narcystyczny przemocowiec boi się najbardziej i najrealniej na świecie? Olewki, zignorowania, utraty kontroli nad ofiarą, bo to oznacza, że stracił materiał do manipulacji, znęcania się i przyglądania się skutkom swojego rażenia. Im bardziej Ty otwierasz oczy, widzisz, kim był, zdrowiejesz i odważniej nazywasz sprawy po imieniu, tym bardziej jego zwichrowany mózg zaczyna się bać i lasować od samej świadomości, że jedynym uczuciem, jakie jeszcze w Tobie wzbudza, nie jest już nawet nienawiść, a zaledwie pogarda z domieszką obrzydzenia. A on nie może przecież tego TAK zostawić, bo mu statystyki pogorszyłaś. Krzywa Gausa mu opada a wraz z krzywą - przyrodzenie. Zaczyna się prężyć, próbować Cię zajść z dowolnej strony. Nie przeszkadza mu w tym nawet związek z kolejną kobietą (związek z Tobą też mu nigdy w niczym nie przeszkadzał). Miesiącami będzie stosował drobne wybiegi, a kiedy te nie zadziałają, zacznie dokręcać śrubę i odgrzewać stare kotlety. W ruch znów pójdzie technika na sierotkę, na przyjaciela, na marnotrawnego ale nawróconego, na zagubionego ale odnalezionego, na mistyczną więź między wami. W mailach i sms-ach będziesz proszona o najwyższy wymiar kary i dowiesz się, że jesteś jego krwawiącą raną, i co mu tamta zrobiła. Co bardziej zdesperowany dojdzie do perfekcji kamuflażu ? założy nowa skrzynkę, kupi kartę prepaidową i nauczy się cały ten barokowy bełkot zawierać w minimalnej ilości znaków. Tyle tylko, że Ty też doszłaś do perfekcji i potrafisz co trzeba odczytać z jeszcze mniejszej. Wiesz, że każde z tych wypindrzonych słów jest kłamstwem mającym na celu poniżenie jednej kobiety w oczach tej drugiej i zdegradowanie wszystkich kobiet hurtem na potrzeby jego perwersyjnego mózgu. Jest też próbą złamania Ciebie i zamknięcia Ci ust, bo jak polecisz na tę jego fatamorganę, to udowodnisz, że Twoja krzywda jest warta tyle, ile benzyna potrzebna na dojazd do Twojego domu w celu przelecenia Ciebie. Oprócz libida chałupę i rachunki też mu ktoś musi ogarnąć. Na ten pakiet dasz się złapać albo Ty, albo jakaś inna słaba jałówka oddzielona od stada. Psychozabawa w najsłabsze ogniwo ? reaktywacja.
Kiedyś, wieczność temu, nie przetrwałabyś nawet dziesiątej części takich jazd i dałabyś sobie prać mózg tymi NLS-owymi[1] bzdurami. Dziś miesiące ćwiczeń na psychoodporność (i zdrowa obstawa) zrobiły swoje i, nawet jeśli w zderzeniu z jakimś abstrakcyjnie chorym sygnałem z tamtego świata adrenalina zaleje Ci mózg i wykonasz jakiś niekontrolowany ruch i pluniesz w tamtym kierunku, to szybko wracasz do pionu jak wańka-wstańka. Ściana. Mur. (I tu, uwaga, zaczyna dziać się sprawiedliwość.) W odpowiedzi na olewkę oni zaliczają tzw. zranienie narcystyczne i narcystyczną wściekłość (narcissistic rage/injury). Nie udało się! Zepsułaś się! Nie działasz! Na inne przecież to działa! To właśnie wtedy oni pokazują Wam prawdziwą twarz (cbdu). Nie maskę charyzmatycznego, romantycznego, oblatanego gościa albo zranionego w łapkę misia, tylko tę wściekłą, sfrustrowaną, przegraną ? twarz byłego guru pozbawionego wyznawców. To wtedy MUSI zahipnotyzować COKOLWIEK. Stare, nowe? Nieważne. Byle natychmiast. Ale to już bez Ciebie, bo i tak wiesz, co będzie dalej.
A dalej będzie pakiet podstawowy - rytuał kłamstw i zdrad, odejść i powrotów, miodowych miesięcy i pozornych ustępstw, które w rzeczywistości coraz głębiej drenują jej granice. A oprócz pakietu podstawowego, nadejdzie największy wróg psychofażej megalomanii ? upływ czasu. Nikt starości i chorób (własnych i cudzych) nie boi się i nie brzydzi tak, jak narcyz zbliżający się do smugi cienia. Z kimś takim nie ma mowy ani o godnym życiu, ani o po-godnej starości. Jest tylko najpierw szarpanina z egocentrykiem-manipulantem-zdrajcą a potem geriatryczna dogorywka z upierdliwym-obleśnym-staruchem. Upływ czasu wyłania ich najbardziej skrywane lęki i uwypukla najgorsze cechy i deficyty. Krótkodystansowy, niewiarygodny, zdezorganizowany, zblazowany, równie zakompleksiony, co zadufany w sobie, wiecznie nieusatysfakcjonowany i znużony kolejnymi kobietami, dziećmi, psami i zabawkami. Oto on ? przeciętny narcyz, który ocknął się nad przepaścią między swoimi wielkimi ambicjami i realnymi dokonaniami. Nie pomaga już ciągłe odkręcanie kurka z adrenaliną ani kolejne gadżety i maskotki. Bez względu na to, kim jest i co ma, zawsze dopadnie go jego własna pustka, frustracja i złość. Fazy jego szaleństwa następują coraz szybciej i coraz częściej. Cyklicznie samoreplikująca się nuda wciąga go, jak bagno, a on ciągnie za sobą wszystko, co ma w zasięgu ręki i co mu zaufa. Tyle tylko, że? Ciebie tam już nie ma. Odkopnęłaś czarną dziurę. Jest tam ta inna, która tej sztuczki nie umie. Ty, bez względu na wiek i straty, ciągle masz szanse na normalne, satysfakcjonujące życie. On już nie. I nic co jego jest. I TO JEST WŁAŚNIE SPRAWIEDLIWOŚĆ.
Odepnijcie, dziewczyny, pasy z koltami. Można już skończyć nawet z przekonywaniem się, że ten ich popaprańczy schemat ZAWSZE będzie się powtarzać. Będzie. Ja się czuję przekonana. Psychofagi bez naszej pomocy pod odpowiednim kątem nachylą swoją równię pochyłą, a my w tym czasie będziemy pić drinki z parasolką na jednej z pięknych plaż (ja zaklepuję Kuredu na Malediwach!).