netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 835 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 230 231 232 233 234 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 016 do 15 080 z 26 310 ]

15 016

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Anstawio,
trochę sprostowania, bo czytam, iż po raz kolejny chcesz mi wcisnąć coś (a tego bardzo nie lubię), czego nie zrobiłam.

Nie wiem, co dla Ciebie jest dobre, być może inne osoby - tak, ale wątpię w to. Moje uwagi (a tylko o moich uwagach piszę) dotyczące Ciebie, podyktowane były Twoimi postami i Twoją chęcią zmian. Pytałaś, odpowiadałam. Do niczego Cię nie zmuszałam, nie zmuszam i zmuszać nie będę. Rozumiem jednak, że jako osoba uzależniona musisz mieć swego "wroga", który winien jest Twego takiego, a nie innego funkcjonowania. Rozumiem, że uwalniając się od wpływu rodziców i męża, na nas - osoby z forum - przenosisz swoje żale, pretensje, że nas winisz za to wszystko, za co do tej pory winiłaś swych bliskich.

Od dawna w tym wątku, ale też i w innych, powtarzam, że jestem osobą, która unika stosowania (w różnych odmianach) sformułowań typu "powinnaś". To "powinnam" masz w swej głowie, to Ty sama narzucasz sobie schematy postępowania, to Ty ciągle wracasz (a mnie to nie dziwi) do starych sposobów zachowania, myślenia.
 
Przyznaję, taki zewnętrzny wróg jest rzeczą wyśmienitą, gdy podejmuje się decyzję o nie braniu odpowiedzialności za swoje wybory. Jaka świetna wymówka: "Chciałam inaczej, ale <oni> mówili mi, wymagali, narzucali, wiedzieli lepiej; to <oni> są winni mego złego samopoczucia."

To jest Twoje życie, to Ty, wbrew temu, co napisałaś, podejmujesz decyzje.
Przypomniałam sobie, kiedy zachowywałam się podobnie do Ciebie. Było to wówczas, gdy usiłowałam spełnić oczekiwania innych osób. Tyle tylko, że te ich oczekiwania sama wymyśliłam, że przyzwyczajona do życia wg jakichś schematów, przestraszyłam się wolności i odpowiedzialności za swoje decyzje.
Też tak to rozumiem i odbieram smile i podpisuję pod Twoimi słowami drogi i mądry Wielokropku smile


Wiedząc to wszystko, piszę bardzo wyraźnie; żyj, jak chcesz.

Też mam takie wnioski i tak to rozumiem smile i podpisuję się pod Twoimi słowami kochany i mądry Wielokropku smile

15 017

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zofio282,
dziękuję za miłe słowa. smile

Przed chwilą przeczytałam Twój post do Anstawii, przeczytałam go i... mimo, że nie jest do mnie adresowanym, wzięłam go sobie do serca. Bardzo Ci za niego dziękuję - przypominania nigdy za wiele.  smile

15 018

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I ja się dołącząm.... i do zofii i do mądrego Wielokropka.... smile
Ciągle musimy o czymś pamiętać i sobie przypominać smile

15 019 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-10 15:16:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

CZy my wiemy co jest dla ciebie dobre ? My nie wiemy nawet co dla nas jest  dobre ! smile My wszystkie szukamy, smakujemy nowinek i zmian i cały czas siebie obserwujemy i chyba stawiamy diagnozę, ale na pewno łatwiej jest komuś zobaczyć nasz problem niż nam samym. I dotyczy to emocji jakie towarzyszą nam. My zawsze mamy jakieś wytłumaczenie, usprawiedliwienie, jakieś "bo", "ale"..

Dlatego jestem na tym forum smile. Dzieki Zofiu za te trafne spostrzezenia.

Silly Hopes napisał/a:

Czy wiemy co dla Ciebie dobre - nie wiem...., każda z nas ma jakieś swoje doświadczenia, którymi się dzieli, nie nakazuje nic nikomu, to, że się tutaj dzielimy swoimi spostrzeżeniami, daje nam do myślenia, do wyciągania wniosków. Ja wyciągam wiele, z tego co czytam. każda z nas jest inna, inaczej patrzy na pozornie te same rzeczy...

Jestem pod wrazeniem Silly smile. Duza przemiana smile Gratuluje.

zabka-k napisał/a:

Nie wiem jak to ze mną dalej będzie  Nie wiem, czy dam radę zawsze starać się o zdrowe podejście do siebie  Po prostu nie wiem  Jednego chcę - pamiętać  I chyba drugiego - starać się? I chyba trzeciego - nie załamywać jednym czy drugim błędem, bo ja się uczę! I czwartego - przestać myśleć i podciągać swoje życie pod kogoś, tylko myśleć o sobie i moich potrzebach

Zabka lubie to :"bo ja sie ucze" smile. Na nauke nigdy nie jest za pozno smile

Wielokropek napisał/a:

Przyznaję, taki zewnętrzny wróg jest rzeczą wyśmienitą, gdy podejmuje się decyzję o nie braniu odpowiedzialności za swoje wybory. Jaka świetna wymówka: "Chciałam inaczej, ale <oni> mówili mi, wymagali, narzucali, wiedzieli lepiej; to <oni> są winni mego złego samopoczucia."

Oj jak ja to znam sad. Dziekuje za przypomnienie smile

15 020

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile Dziękuję Happyfull smile

15 021 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-10 15:24:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To ja Wam też dziewczyny podziękuję, ża Waszą wiedzę i niewiedzę.

Happyfull dziękuję za chęć wlania mi. I przepraszam za to, że Cię zraniłam.

15 022

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak mi podrzuciłaś takie podręczniki, to się dziwisz? smile smile smile
Bo wszystko musi trafić na właściwy czas i miejsce wink

15 023 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-01-10 15:31:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

To ja Wam też dziewczyny podziękuję, ża Waszą wiedzę i niewiedzę.

Happyfull dziękuję za chęć wlania mi. I przepraszam za to, że Cię uraziłam.

A ja Tobie dziękuję, ze zwróciłaś tak szybko moją uwagę na to, ze choćbym nie wiem, jak długo się starała i się uczyła i wiedziała nie wiadomo jak wiele, to na 99,9% przyjdą momenty:
- zapomnienia,
- zniecierpliwienia,
- wszechwiedzy,
- odlotu,
- zrzucania odpowiedzialności,
- niefrasobliwości,
- nie wiadomo czego chcenia
i w ogóle co tam jeszcze mam w asortymencie negatywnych zachowań (dodałam, żebyś zrozumiała, że to o mnie chodzi) wink

Nie jestem idealna. Jakbym była, to bym tu nie była wink
Anstawia - ja też nie chcę nawet być idealna, ale może już nie tak nieidealna jak teraz wink

Ogólnie to zaczynam się naprawdę z siebie znowu podśmiewać. Że ja taka pokręcona jestem smile Tylko teraz już z czułością się podśmiewam, bo co ja bym bez siebie zrobiła smile Taka wielki dzieciak jestem smile Taki czesto nieporadny smile

Ale jak wszystkie dzieciaki - chętny smile

Buziolki!

15 024

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.


Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Nie mam siły tego wszystkiego załatwiać sama.

Nikogo nie zawiodlas, bo kazdy tutaj Cie doskonale rozumie.
Jestes juz dalej swiadomoscia ,ale widocznie ,z decyzja o rozwodzie musisz poczekac ,widocznie nie jestes na to gotowa w tej chwili.
Nie zadreczaj sie tym ,masz prawo odczuwac kazde emocjie , nie tylko dobre, ale rowniez zwatpienie , haos itd.
Rozwod to ciezki okres w zyciu jesli nie czujesz sie na silach ,nie rob nic na sile.
Na to przyjdzie odpowiedni moment zobaczysz.
Caluje mocno .

Dziękuję Pati.
Kiedyś pisałam Ci,żebyś częściej do Nas zaglądała.
Podoba mi się Twoje pozytywne podejście do życia i to,że piszesz o swoich obawach,a mimo to je pokonujesz.
Szacunek smile

15 025

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Maja66 napisał/a:

Witam, czytam systematycznie Was, mało się udzielając.
Anstawio,to znaczy, że to jeszcze nie czas na podjęcie tak trudnej decyzji. Mam tak samo, dlatego doskonale Cię rozumiem. Kiedy nadejdzie ten moment będziemy wiedziały, że to już, tak myślę. Przytulam niestety tylko wirtualnie.

Dzięki.

Mam poczucie,że Was wszystkie tutaj na forum zawiodłam.

Droga Anstawio,
cóż to za pomysł, że mogłaś kogokolwiek zawieść na tym forum? Jesteśmy tu bo łączą nas te same problemy i możemy liczyć na życzliwe słowa wsparcia.  Nikt nikomu nie stawia zadań do wykonania, więc nie mam mowy żebyś kogokolwiek zawiodła. Zapewne znajdziesz na forum jeszcze wielu oddanych kibiców.

Dziękuję za wsparcie. Bardzo wiele to dla mnie znaczy. Zwłaszcza w momentach zawachania, niepewności...
Buziaki

15 026

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Maja66 napisał/a:

Witam, czytam systematycznie Was, mało się udzielając.
Anstawio,to znaczy, że to jeszcze nie czas na podjęcie tak trudnej decyzji. Mam tak samo, dlatego doskonale Cię rozumiem. Kiedy nadejdzie ten moment będziemy wiedziały, że to już, tak myślę. Przytulam niestety tylko wirtualnie.

Dzięki.

Mam poczucie,że Was wszystkie tutaj na forum zawiodłam.

Anstawia
Ty nie żyjesz tylko po to by sprawiać innym przyjemność.
Żyjesz dla siebie.
Jeśli ktokolwiek pokładał w Tobie jakiekolwiek nadzieje - to zapytam - czemu nie w sobie, tylko w kimś? Bo kimś jest si,ę łatwiej zajmować, niż sobą? wink
Nie, nie zawiodłaś smile

Może Ty zbyt wiele naraz od siebie wymagasz? Może - jak większość z nas w ogóle - inspirujesz się w nie do końca przemyślany sposób innymi osobami? Ja też potraię się kimś zainspirować smile Każdy dochodzi do siebie w swój własny sposób.
Ja gdzieś kiedyś pisałam - że napewno popełnię jeszcze nie jeden błąd. Tylko teraz w końcu wiem, że nawet jeśli go popełnię, to być może będzie on wynikał z tego, że przestałam pamiętać. Miejmy nadzieję - na chwilę smile Nie wiem jak to ze mną dalej będzie smile Nie wiem, czy dam radę zawsze starać się o zdrowe podejście do siebie smile Po prostu nie wiem smile Jednego chcę - pamiętać smile I chyba drugiego - starać się? I chyba trzeciego - nie załamywać jednym czy drugim błędem, bo ja się uczę! I czwartego - przestać myśleć i podciągać swoje życie pod kogoś, tylko myśleć o sobie i moich potrzebach smile
Jeśli jakoś tam zawiodę - o siebie wink

Tak, inspiruję się innymi. Cały czas szukam autorytetu, zamiast być autorytetem sama dla siebie.
Ja myślałam,że wiem. Oj, jakże się myliłam...
Dziękuję za wsparcie.

15 027

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem i to powoduje,że czuję się winna. Bo Wy wiecie co jest dla mnie dobre, kiedy będę uwolniona psychicznie od męża, od rodziców. Wy to wiecie, a ja tego nie wiem, bądź czuję inaczej.
Często myślę o tym,że mąż to drań,że go nienawidzę.Piszę tutaj,żeby nie zapomnieć.A gdy poczuję odrobinę ciepła w stosunku do niego, to słyszę,że nie wolno mi o nim tak myśleć.
Powiedziałam mu,że gdyby mu na mnie zależało to nie pojechałby na dwa tyg do PL,tylko był ze mną. Chyba tego oczekiwałam. A on mi odpowiedział,że on sam nie wie co robić i jak się zachowywać,bo go wyrzuciłam z domu, bo ciągle mówię mu o rozwodzie.
I ja nie wiem co dalej? Bo oczekuję a powinnam inaczej postępować. Bo powtarzam sobie w głowie jak mantrę,że on jest zły zły zły,a czuję inaczej. Takie dylematy mogą doprowadzić do samobójstwa.

Droga Anstawio
Po pierwsze - usłyszałaś (przeczytałaś) to już nie raz - nikogo nie zawiodłaś. Każda z nas ma prawo wyrazić swoje zdanie, opinię.... Fajnie, że sie w końcu otworzyłaś, przełamałaś mowiąc co czujesz, że nie jestes gotowa. Każda z nas ma momenty zwątpienia, słabości. Fajnie, że piszesz nadal. I pisz, czytaj, szukaj...
Czy wiemy co dla Ciebie dobre - nie wiem...., każda z nas ma jakieś swoje doświadczenia, którymi się dzieli, nie nakazuje nic nikomu, to, że się tutaj dzielimy swoimi spostrzeżeniami, daje nam do myślenia, do wyciągania wniosków. Ja wyciągam wiele, z tego co czytam. każda z nas jest inna, inaczej patrzy na pozornie te same rzeczy... To co mnie cieszy, nie zawsze będzie cieszyć Ciebie, pisałam Ci o swoim byłym, o próbie "nienawiści" do niego. Nie pisałam, że Ty też masz nienawidzić. Masz prawo do swoich mysli, zachowań, do tego co dla Ciebie jest dobre... Widzisz, mi wiele osób mowiło, że to drań, a ja, podobnie jak zofia, nie słuchalam, bo byłam jego żoną.... wiem, ze to trudne decyzje - prawie siedem lat odwlekałam rozwód. Ta decyzja dojrzewała we mnie długo. On żył z inną kobietą.... pomimo to nie potrafiłam się przełamać, aby iść do sądu. Nie wiem dlaczego, wiedziałam, że i tak nie będziemy razem.... Dziś patrząc na to - zastanawiam się tylko dlaczego tyle czasu czekałam. Tysiące tłumaczeń.... i wszystkie bez sensu. Wtedy też próbowałam go w jakiś sposób usprawiedliwiać, bronić, zrozumieć - że się pogubił, że nie wie co robić. dziś wiem, że to było bez sensu. On doskonale wiedział i wie co robić. To ja się wahałam, może bałam się zmian, może opinii ludzi.... Nie znałam jeszcze forum..., bazowałam na swoich odczuciach - i nie było to dobre, ale to stwierdzam po latach....
Dziś jestem związana z człowiekiem, ktorego naprawdę kocham, jest dla mnie wyjatkowy...., nie jest ideałem, niby wiem...., bo ideałów nie ma. Kochając za bardzo, popełniam błędy, ale staram się.... Dużo czytam i próbuję wyciągnąć wnioski, nie chcę na siłę go zmieniać, próbuję zmienić siebie, swoje podejście...., próbuje zrozumieć "kochanie za bardzo".... Mam chwile zwątpień, słabości. Nie potrafię powiedzieć o nim, że jest zły, szukam u niego pozytywów.... Bo tak MI jest dobrze, i to jest moje myślenie. Ale nie zamykam się na Was. Na Wasze rady, sugestie.
Spokojnie Anstawio, wierzę, że się odnajdziesz - i niezależnie jaką decyzję podejmiesz, będzie to Twoja decyzja. A ja ze swojej strony będę trzymać kciuki smile. Przytulam.....

Dziękuję. Twoja historia bardzo pomaga mi uwierzyć w siebie, zaufać sobie i wierzyć w lepsze jutro.
Też cieszę się, że się otworzyłam przed Wami. Bardzo mi było trudno od jakiegoś czasu, gdy czułam, że nie dam rady.
Dziękuję za wsparcie. I również trzymam kciuki za ciebie smile

15 028 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-10 16:00:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

To ja Wam też dziewczyny podziękuję, ża Waszą wiedzę i niewiedzę.

Happyfull dziękuję za chęć wlania mi. I przepraszam za to, że Cię zraniłam.

Anstawio nikt Ci tutaj na forum nidgy zle Ci nie zyczyl. I nikt Ci tez nie wleje. To byla moja przenosnia.
Nie zdawalam sobie sprawy, ze wykrzykniki moga wywolac takie silne emocje. Dobrze, ze teraz wiem. Postaram sie wiecej nie wstawiac wykrzyknikow.
Moze daj sobie jezeli mozesz troche na luz. Nikt od Ciebie nic nie wymaga.
Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej smile

15 029

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

.... Postaram sie wiecej nie wstawiac wykrzyknikow.

smile A ja chcę właśnie wykrzykniki smile. Na mnie to działa motywująco....
Więc droga Happyfull - jak dla mnie - stawiaj, jeśli uznasz za stosowne smile

15 030 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-10 16:28:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem i to powoduje,że czuję się winna. Bo Wy wiecie co jest dla mnie dobre, kiedy będę uwolniona psychicznie od męża, od rodziców. Wy to wiecie, a ja tego nie wiem, bądź czuję inaczej.
Często myślę o tym,że mąż to drań,że go nienawidzę.Piszę tutaj,żeby nie zapomnieć.A gdy poczuję odrobinę ciepła w stosunku do niego, to słyszę,że nie wolno mi o nim tak myśleć.
Powiedziałam mu,że gdyby mu na mnie zależało to nie pojechałby na dwa tyg do PL,tylko był ze mną. Chyba tego oczekiwałam. A on mi odpowiedział,że on sam nie wie co robić i jak się zachowywać,bo go wyrzuciłam z domu, bo ciągle mówię mu o rozwodzie.
I ja nie wiem co dalej? Bo oczekuję a powinnam inaczej postępować. Bo powtarzam sobie w głowie jak mantrę,że on jest zły zły zły,a czuję inaczej. Takie dylematy mogą doprowadzić do samobójstwa.

Anstawio ja również nie wiem co mam ze swoim życiem zrobić. Mam kilka pomysłów, kilka wizji. Czego bym chciała ? Wygranej w totolotka, atrakcyjnego kochasia, który by mnie nosił na rękach. Chciałabym mieszkać w kraju gdzie zawsze świeci słońce i jest wieczna wiosna. Chciałabym aby moja mama żyła wiecznie w super zdrowiu. Chciałabym też, żeby moje dzieci miały pracę łatwą i przyjemną, duże zarobki i wspaniałe żony, i dzieci, i żeby zawsze na świecie panował pokój.  Jeśli nie spełnią się moje chciejstwa trudno, przeżyję to i nawet nie będę rozczarowana. Zadowolę się poczuciem, że jestem szczęśliwa tongue

CZy my wiemy co jest dla ciebie dobre ? My nie wiemy nawet co dla nas jest  dobre ! smile My wszystkie szukamy, smakujemy nowinek i zmian i cały czas siebie obserwujemy i chyba stawiamy diagnozę, ale na pewno łatwiej jest komuś zobaczyć nasz problem niż nam samym. I dotyczy to emocji jakie towarzyszą nam. My zawsze mamy jakieś wytłumaczenie, usprawiedliwienie, jakieś "bo", "ale". Ci z boku nie mają emocji, dla nich bo i ale nie istnieje. Widzą, że są to tylko wymówki. I tak : w relacjach ze swoimi dziećmi popełniam na pewno błędy. Popełniam i wielu z nich nie widzę, a jeśli nawet, to potrafię powiedzieć "bo" ..... , "ale"...... . Kiedy jestem świadkiem zachowań innych dzieci dla mnie nie ma "bo", "ale". Widzę błędy ich mamy jak na dłoni. Są one tak czytelne, że aż dziwne, że tak kobieta ich nie widzi. Te przyuważone błędy, nasuwają mi pewne spostrzeżenia w relacjach z moimi dziećmi. Dopiero po tych spostrzeżeniach na innych, zauważam, że ja popełniałam te same błędy i ich nie widziałam! Ba, jeszcze usprawiedliwień szukałam i mówiłam "bo on"....."ale on"..... . Zawsze łatwiej zauważyć błędy u innych, ponieważ nie ma w nas emocji, które zafałszowują obraz i każą nam szukać usprawiedliwiań i w rezultacie dochodzi do oszukiwania się. Czy może nam przydarzyć się hipokryzja ? Może, aczkolwiek nie powinna smile

Mówisz sobie, że mąż jest zły a czujesz inaczej. Możesz długo to mówić i nie zmienisz przez to swego czucia. CZucie zmienia się gdy zrozumiemy, że męża postępowanie raniło nas i byłyśmy nieszczęśliwe. Świadomość Anstawio jest ważna ! Jeśli hm... pisałaby źle o swoim partnerze, ale jednocześnie pisała, że jest szczęśliwa i marzyła o takim człowieku, związku i życiu, to złym słowem bym się nie odezwała. Zapewne napisałabym jej, że gratuluję Ci szczęścia i udanego życia.
CZy wolno Ci ciepło myśleć o mężu ? hmmmm jeśli te ciepłe myśli jednocześnie nie kaleczą Cię, to czemu nie miałabyś o nim ciepło myśleć? Nie jestem wrogiem "byłych mężów", "byłych facetów"  i facetów w ogóle, ale mnie ciepłe myśli o eksie prowadzą do tęsknoty, do tęsknoty za złudą, bo on, ten prawdziwy nie zasłużył na to by o nim dobrze i ciepło myśleć. Wiesz Anstawio gdybym się zapomniała( !) to nie jeden dzień i nie jedną noc wyłabym z tęsknoty.
Miałam propozycję powrotu i uwierz mi, że gotowa byłam wrócić jeśli przysiągłby poprawę...tylko ja już wiedziałam, że mój eks nie umie być dobrym człowiekiem a jego chęć powrotu była chęcią dobicia mnie i zapewniam Cię, że gdybym do niego wróciła zapłaciłabym za to najwyższą cenę. Brzmi nieprawdopodobnie ? Być może , ale uwierz mi, że jestem świadoma swoich słów i wniosków.
Właśnie sztuką po rozstaniu jest zapomnieć. SZtuką jest nie tęsknić. Wiele kobiet z tego forum tęskni a marzy, by zapomnieć.
Kiedyś dziewczyny na stronach tego wątku proponowały tym tęskniącym zrobić wykaz dobrych i złych cech męża. Wykaz, co dobrego je spotkało od męża i co złego. Pomagało smile Przestawały tęsknić smile.

Zofio, dziękuję za twoje słowa. Bardzo szanuję Twoje zdanie.
Na początku terapii zrobiłam listę pozywnych i negatywnych konsekwencji pozostania w związku. Mam ją teraz przed oczami. Mimo wszystko, nadal czuję, że  potrzeba mi jeszcze czasu na podjęcie decyzji. Może ja nie sięgnęłam jeszcze dna? Nie chcę  chyba nawet myśleć, co jest moim dnem...

15 031

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

To ja Wam też dziewczyny podziękuję, ża Waszą wiedzę i niewiedzę.

Happyfull dziękuję za chęć wlania mi. I przepraszam za to, że Cię zraniłam.

Anstawio nikt Ci tutaj na forum nidgy zle Ci nie zyczyl. I nikt Ci tez nie wleje. To byla moja przenosnia.
Nie zdawalam sobie sprawy, ze wykrzykniki moga wywolac takie silne emocje. Dobrze, ze teraz wiem. Postaram sie wiecej nie wstawiac wykrzyknikow.
Moze daj sobie jezeli mozesz troche na luz. Nikt od Ciebie nic nie wymaga.
Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej smile

Ja wiem,że wlanie było przenośnią. Czasami sama się proszę o kopniaki. Wiem,że to przenośnia.
Nigdy wcześniej wykrzykniki mnie tak nie zirytowały, jak teraz. Być może dlatego, że mam doła. Chciałam napisać, że mam doła, a Ty wyczułaś, że coś jest nie tak, zanim cokolwiek napisałam. Masz nosa dziewczyno. Ja już nastawiłam się bojowo, że jak napiszę, że zwątpiłam, to ktoś z was nakrzyczy na mnie. Bo błędy według moich rodziców są niedopuszczalne i zawsze był to powód, by na mnie nakrzyczeć.
Wciąż żyję stereotypami, wciąż myślę co powiedzą inni, nadal to samo...

15 032

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

To ja Wam też dziewczyny podziękuję, ża Waszą wiedzę i niewiedzę.

Happyfull dziękuję za chęć wlania mi. I przepraszam za to, że Cię zraniłam.

Anstawio nikt Ci tutaj na forum nidgy zle Ci nie zyczyl. I nikt Ci tez nie wleje. To byla moja przenosnia.
Nie zdawalam sobie sprawy, ze wykrzykniki moga wywolac takie silne emocje. Dobrze, ze teraz wiem. Postaram sie wiecej nie wstawiac wykrzyknikow.
Moze daj sobie jezeli mozesz troche na luz. Nikt od Ciebie nic nie wymaga.
Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej smile

Ja wiem,że wlanie było przenośnią. Czasami sama się proszę o kopniaki. Wiem,że to przenośnia.
Nigdy wcześniej wykrzykniki mnie tak nie zirytowały, jak teraz. Być może dlatego, że mam doła. Chciałam napisać, że mam doła, a Ty wyczułaś, że coś jest nie tak, zanim cokolwiek napisałam. Masz nosa dziewczyno. Ja już nastawiłam się bojowo, że jak napiszę, że zwątpiłam, to ktoś z was nakrzyczy na mnie. Bo błędy według moich rodziców są niedopuszczalne i zawsze był to powód, by na mnie nakrzyczeć.
Wciąż żyję stereotypami, wciąż myślę co powiedzą inni, nadal to samo...

A co by sie stalo jakby ktos nakrzyczal? Zmnienilabys zdanie?

15 033 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-10 17:04:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Anstawio nikt Ci tutaj na forum nidgy zle Ci nie zyczyl. I nikt Ci tez nie wleje. To byla moja przenosnia.
Nie zdawalam sobie sprawy, ze wykrzykniki moga wywolac takie silne emocje. Dobrze, ze teraz wiem. Postaram sie wiecej nie wstawiac wykrzyknikow.
Moze daj sobie jezeli mozesz troche na luz. Nikt od Ciebie nic nie wymaga.
Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej smile

Ja wiem,że wlanie było przenośnią. Czasami sama się proszę o kopniaki. Wiem,że to przenośnia.
Nigdy wcześniej wykrzykniki mnie tak nie zirytowały, jak teraz. Być może dlatego, że mam doła. Chciałam napisać, że mam doła, a Ty wyczułaś, że coś jest nie tak, zanim cokolwiek napisałam. Masz nosa dziewczyno. Ja już nastawiłam się bojowo, że jak napiszę, że zwątpiłam, to ktoś z was nakrzyczy na mnie. Bo błędy według moich rodziców są niedopuszczalne i zawsze był to powód, by na mnie nakrzyczeć.
Wciąż żyję stereotypami, wciąż myślę co powiedzą inni, nadal to samo...

A co by sie stalo jakby ktos nakrzyczal? Zmnienilabys zdanie?

Czułabym się winna,że mam inne zdanie. Prawdopodobnie zmieniłabym zdanie,żeby się dopasować, żeby nie powodować awantur.
Ale tak prawdę pisząc, to nie podoba mi się to co teraz napisałam hmm

15 034 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-01-10 17:10:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Fragment książki Melody Beattie "Współuzależnienie"

"Co zrobić, gdy przyjaciele i ludzie, którym ufamy, radzą nam, że powinniśmy postąpić w określony sposób, a nasze serce podpowiada nam, że nie tędy droga? Odpowiedzieć uporem, nie słuchając rad?

przede wszystkim zachowujemy zdrowy rozsądek smile
Nigdy nie wolno nam iść za kimś/czymś ślepo smile
Jeśli czujemy, że coś nie jest tą drogą do szczęścia, szukamy drogi innej smile
Czy mamy słuchać rad? NIE, powinniśmy je przetrawić, przekalkulować, przemyśleć i wyciągać WNIOSKI, WŁASNE wnioski smile

Anstawia napisał/a:

Czasem odpowiedzi na dręczące nas pytania oraz pomoc otrzymujemy od innych ludzi, korzystając z ich rad

Zgadzam się smile

Anstawia napisał/a:

Większość z nas dobrze zna powiedzenie:"Jeśli wszyscy mówią, że coś chodzi i kwacze jak kaczka, to pewnie jest kaczka". Z drugiej strony, często nie stać nas na więcej niż słuchanie rad innych.

yikes
Zawsze stać nas na własne myśli !

Anstawia napisał/a:

Jednak skąd mogą wiedzieć, co jest dla nas dobre?

Tego nie wiedzą. Tego my same też nie wiemy smile

Anstawia napisał/a:

Tylko Bóg wie, co kryje się w naszym sercu.

yikes   
To jakaś masakra ! To co mają myśleć ateiści big_smile

Anstawia napisał/a:

Być zdrowym, oznacza słuchać głosu swojego serca i zaufać mu, a nie dawać się kontrolować życzliwym przyjaciołom.

yikes
Być zdrowym oznacza być zdrowym ! Oczywiście oznacza to też dobry słuch, ha ha ha  big_smile
Głos serca, kontrola ŻYCZLIWYCH przyjaciół ? Anstawio to jakieś brednie !
Serce z rozumem często nie idą w parze ! i podam Ci prosty przykład: dziecko jest chore, uzdrowi go tylko operacja i matki serce krzyczy NIE a rozum mówi TAK.

Anstawia napisał/a:

Być może znajdujemy się na etapie, przez który oni jeszcze nie przechodzili.

być może tak, być może nie smile

Anstawia napisał/a:

Mogą nie mieć  jasnego oglądu sytuacji.

na dwoje babka wróżyła smile

Anstawia napisał/a:

To nasze życie i do nas należy decyzja.

no nareszcie coś mądrego napisali w tej książce big_smile

Anstawia napisał/a:

Przyjdzie nam żyć z dokonanymi wyborami.

no właśnie NAM i to z NASZYMI wyborami i jesteśmy ludźmi rozumnymi i mamy przykre doświadczenia z chodzeniem za kimś "w ślepo". ZAWSZE będzie to nasz wybór i nie możemy tym wyborem nikogo obarczyć. Wybrałam życie w poniżeniu i to był mój wybór i siebie za to winię , bo to JA NA TAKIE ŻYCIE GODZIŁAM SIĘ. Eks oczywiście nie powinien tak się zachowywać jak się zachowywał, ale to ja z nim byłam a byłam dobrowolnie. Nie byłam zamykana, wiązana !

Anstawia napisał/a:

Pewna kobieta, której wszyscy dookoła radzili, że powinna zakończyć swój związek, odpowiedziała: "Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdybym go teraz zostawiła". Jej sytuacja nie wyglądała różowo, ale nie była wykorzystywana. Nie narzekała i nie odgrywała roli ofiary. Dokonała świadomego wyboru, robiąc to, co dało jej komfort psychiczny. Na tym właśnie polega zdrowe podejście do życia!

Anstawio litości.... kobieta NIE CZUŁA SIĘ WYKORZYSTANA, NIE NARZEKAŁA, NIE ODGRYWAŁA ROLI OFIARY i dokonała wyboru, z którym było jej dobrze i dobrze! i ja powiem, że właśnie na tym polega zdrowe podejście do życia. Dobrze jej z mężem ? i o to chodzi ! jest z nim szczęśliwa, więc jest z nim ! i ja życzę im żeby żyli długo smile

Anstawia napisał/a:

Oto podstawowa zasada, do której powinniśmy się odwoływać za każdym razem, gdy przyjaciele radzą nam postąpić wbrew sobie:
Nie wywracaj swojego życia do góry nogami i nie postępuj wbrew sobie, jeśli miałoby to na celu troskę o cokolwiek innego niż twoja Siła Wyższa. "

....masakra....o Bogu mowa ?, bo siła wyższa to chyba Bóg, prawda ?
Anstawio podstawowa zasada gdy radzą nam przyjaciele, to zrozumieć SWOJĄ SYTUACJĘ. Zobaczyć ją w różnych wymiarach i z różnych stron i wyciągać wnioski. DZielimy każde słowo PRZYJACIÓŁ I WROGÓW na czworo i wyciągamy wnioski. Staramy się zrozumieć, dlaczego inni nasz problem tak a nie inaczej widzą. Staramy się WYBRAĆ jak najmniejsze zło.Staramy się zrozumieć co z naszym życiem nie jest tak, że nie jesteśmy szczęśliwi i pozbyć się musimy skłonności do "ściemniania", do oszukiwania siebie. I czasami trzeba wywrócić swoje życie do góry nogami, by poczuć się szczęśliwą. CZasami wystarczy tylko ucieczka. Ja uciekłam z toksycznego związku i dobrze mi z tym smile  Ty podjęłaś taką próbę i nie czujesz się z tym szczęśliwa....masz do tego prawo.

Anstawia napisał/a:

Nie dam rady się rozwieść. Nie teraz, jeszcze nie...

Nikt nie czyha na Twój rozwód ! Anstawio!
To Ty pisałaś, że jesteś w małżeństwie nieszczęśliwa a my proponowałyśmy ( nie przymuszłyśmy) Ci odejście i znalezienie szczęścia w sobie. Nie znalazłaś go.....szukaj więc dalej, na innych ścieżkach życia. Jeśli szczęście znajdziesz przy boku męża i już nie będziesz się czuła raniona jego zachowaniem, to wzniosę za WAs toast, STO LAT !



Wyrzuć Anstawio tę beznadziejną książkę do śmieci ! Pełno w niej bzdur !!!
Nie zaśmiecaj sobie głowy takimi lekturami i czytając inne pozycje, rozważ czy nie są one beznadziejne jak powyższy poradnik-bezradnik smile
_______
Nie wiem dlaczego tekst wyszedł pogrubiony. Sorki, pogrubienia są przypadkowe big_smile smile smile

15 035

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio, ta książa wpłynęła na moje myślenie.
Dobrze,że zanalizowałaś ten cytat w ten sposób. Ale zanim ją wyrzucę, jeszcze chwilę się zastanowię.

15 036

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Norwood Robin
"Kobiety, które kochają za bardzo"

Bo kochać za bardzo nie znaczy bynajmniej kochać za wielu, zaczęsto bądź za głęboko. Kochać za bardzo to  popaść w obsesję i nazwać ją ?miłością", a następnie pozwolić, by owładnęła naszymi uczuciami izachowaniem do tego stopnia, że'nie potrafimy odejść od mężczyzny doskonale wiedząc, że ma to rujnujące skutki dla naszego zdrowia i równowagi psychicznej. Kochać za bardzo to mierzyć miłość rozmiarami naszych męczarni.(....)

Wszyscy reagujemy silnymi emocjami na takie słowa, jak alkoholizm, kazirodztwo, gwałt czy nałogi często nie umiemy spojrzeć realistycznie na własne życie, ponieważ boimy się zastosować je do nas samych lub do tych, których kochamy. Niestety, bez nazwania rzeczy po imieniu nie sposób ruszyć z miejsca. Z drugiej jednak strony te przerażające terminy mogą istotnie nie odnosić się do twojego życia. Mogłaś mieć w dzieciństwie problemy subtelniejszego kalibru. Na przykład z ojcem, który utrzymywał dom na należytym poziomie, ale z zasady nie lubił kobiet i nie ufał kobietom, dlatego ty nie polubiłaś samej siebie. Albo z
matką, która w czterech ścianach przybierała zawsze postawę zawistną i rywalizacyjną, a jednocześnie popisywała się i pyszniła tobą przed obcymi, wskutek czego musiałaś wszędzie zbierać ?same piątki", żeby ją zadowolić, a zarazem stale drżałaś na myśl o wrogości, jaką wzbudzą w niej twe sukcesy.(...)
Ale wszystkie rodziny niezdrowe mają pewną cechę wspólną: jest to nieumiejętność poruszania spraw
kluczowych, podstawowych, najbardziej istotnych. Mówi się w nich na różne tematy, czasami aż do obrzydzenia, ale nigdy o tym, co sprawia, że rodzina nie funkcjonuje prawidłowo. Stopień patologii i emocjonalnego kalectwa jej członków zależy raczej od stopnia utajnienia problemu niż od jego obiektywnych wymiarów.
W rodzinie, która nie funkcjonuje prawidłowo, wszyscy odgrywają sztywno swe role, a komunikowanie się zostaje ograniczone do wypowiedzi zgodnych z rolami. Nikt nie opowiada swobodnie o tym, co czuje, czego chce, co mu się właśnie przytrafiło, czego mu brak; każdy recytuje wyłącznie te kwestie, które pasują do kwestii wygłaszanych przez innych. Oczywiście, jakieś role są we wszystkich rodzinach, niemniej warunki wciąż się zmieniają, a wraz z nimi ulega modyfikacjom nastawienie poszczególnych osób. W przeciwnym razie biada rodzinie! By posłużyć się najprostrzym przykładem: ten rodzaj ?matkowania", jakim raczymy dziecko roczne, byłby czymś zupełnie niewłaściwym wobec nastolatka. Rola matczyna musi dostosowywać się do rzeczywistości. W rodzinach dysfunkcyjnych rzeczywistość (a zwłaszcza główne jej rysy) jest stale negowana, zaś przyjęte role są kompletnie nieelastyczne.
Jeżeli nikt nawet nie zająknie się o tym, co doskwiera każdemu z osobna i wszystkim naraz; jeśli poruszanie takich spraw jest zakazane explicite (?u nas się o tym nie mówi") bądź implicite (przez natychmiastowe zmiany tematu) ? uczymy się nie dowierzać swym postrzeżeniom i uczuciom. Ponieważ rodzina nasza zaprzecza podstawowym realiom, my zaczynamy robić to samo. W efekcie nie wyksztacają się w nas pewne elementarne narzędzia radzenia sobie z życiem, z ludźmi i z sytuacjami. Tego właśnie brak kobietom, które kochają za bardzo. Nie potrafią zauważyć, że ktoś lub coś nie wychodzi im na zdrowie.
Nie potrafią odrzucić człowieka czy układu, którego inni w naturalny sposób unikaliby jako zbyt zagrażającego, niewygodnego bądź szkodliwego dla siebie. Nie potrafią ocenić sytuacji realistycznie, czyli uwzględniając także własne interesy i dobro. Kobiety takie nie ufają temu, co podpowiadają im uczucia. Albo też posługują się uczuciami, by same siebie oszukać.
Pozbawione odruchów samozachowawczych, wplątują się w niebezpieczeństwa, intrygi, dramaty i powikłania, od których z daleka ucieknie każdy, kto ma choć odrobinę oleju w głowie, a ponieważ to, co je pociąga, jest na ogół repliką tego, w czym wzrastały, dostają kolejny raz po uszach. Wciąż zbierają ciosy.
Kochanie za bardzo nie jest skłonnością przypadkową. To wypadkowa wychowania kobiety w konkretnym społeczeństwie i konkretnej rodzinie. A oto typowe cechy charakteryzujące taką kobietę:
Wychowałaś się w domu dysfunkcyjnym, który nie zaspokajał twych potrzeb emocjonalnych.
Pozbawiona prawdziwej troski i wsparcia, usiłujesz odrobić tę zaległość w sposób namiastkowy stając się czyjąś piastunką; najczęściej mężczyzny, który sprawia wrażenie potrzebującego.
Nie zdołałaś przemienić rodziców (lub jednego z nich) w ciepłych i czułych opiekunów. Wobec tego reagujesz silnie na swojską postać kogoś, kto jest uczuciowo nieprzystępny. Chcesz znów dokonać cudu.
Czarodziejskim środkiem ma być twa miłość.
Boisz się panicznie opuszczenia; zrobisz więc wszystko, aby tylko związek trwał.
Nic nie jest zbyt ciężkie, czasochłonne czy za drogie, jeżeli może ?pomóc" twojemu mężczyźnie.
Przywykłaś do braku wzajemności.
Będziesz czekać, żywić nadzieję i wciąż próbować na nowo.
Zawsze bierzesz na siebie ponad pięćdziesiąt procent odpowiedzialności i winy.
Oceniasz samą siebie niezwykle nisko. W głębi ducha nie wierzysz, byś zasługiwała na szczęście. Sądzisz raczej, że musisz zapracować na przywilej cieszenia się życiem.
Ponieważ nie zaznałaś w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa, przejawiasz ogromną potrzebę panowania nad partnerem i waszym związkiem. Władcze zapędy maskujesz chęcią ?bycia pomocną".
W każdym układzie damsko-męskim kierujesz się nie tyle wglądem w sytuację rzeczywistą, ile swymi marzeniami o tym, jak mogłaby się ona przedstawiać.
Nie umiesz obejść się bez mężczyzn i cierpień.
Możesz mieć emocjonalne, a nawet biochemiczne predyspozycje do nałogowego picia, zażywania narkotyków lub lekarstw bądź objadania się, szczególnie słodyczami.
Ciągnie cię do ludzi ?trudnych". Bezustannie zaplątujesz się w skomplikowane, chaotyczne i przykre afery miłosne. Unikasz w ten sposób skoncentrowania się na własnych problemach i własnym życiu.
Przypuszczalnie często popadasz w depresję. Starasz się jej zapobiec fundując sobie porcję podniecenia związanego z układem niepewnym i zawiłym.
Nie podobają ci się mężczyźni zarównoważeni, spolegliwi, sympatyczni i wyraźnie tobą zainteresowani. Uważasz ich za ?nudziarzy".

15 037

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Najpierw to ja bym chciała pokochać siebie smile A żeby pokochać - muszę siebie poznać smile

Ty siebie znasz! Tylko siebie obecnej nie lubisz ! Ta obecna Ty, jest nieszczęśliwa. Czy umiesz być inna ? Ja na to pytanie nie znam odpowiedzi. Być może tej, którą pokochałabyś nigdy nie było, a może była tylko ją zagubiłaś i to z różnych powodów.
Kiedyś napisałam, że byłam fajną młoda dziewczyną ......bo byłam. Zgubiłam fajność i młodość big_smile , na szczęście tylko jedno bezpowrotnie big_smile. I kiedy piszę, że byłam fajna, to mam na myśli fajna w swoim mniemaniu. Nie interesowało mnie co myślą o mnie inni; jak mnie postrzegają. Żyłam w zgodzie ze sobą, ale i starałam się z innymi smile 
Potrzebowałam pewnych zmian w swoim myśleniu/postępowaniu, by siebie na nowo "zreformować" a nie zaakceptować. Zaakceptować tej "ja" nie mogłam ! Nie znosiłam siebie bezradnej a taka byłam przez wiele lat małżeństwa. O niczym nie decydowałam, moje zdanie nie było brane pod uwagę. Zmieniło się to smile. Teraz ja decyduję. Oczywiście jeśli sprawa dotyczy rodziny, informuję chłopców o niej i otwieram się na dyskusję. Przedstawiam swoje argumenty. Jeśli ocenię, że ich racje są rozsądne, biorę je pod uwagę i "prostuję" swoje zdanie. Nie lubiłam siebie uległej a ulegałam. Ulegałam chociaż jego decyzje i zachowania rujnowały rodzinę. Nie walczyłam. Teraz jestem stanowcza. Nie bezwzględna, tylko stanowcza.
Asertywność ....jest taka łatwa i nikogo nią nie urażam a i sama pozostaję ze sobą w zgodzie. Wiele też zmian muszę w sobie "wyszkolić", nauczyć się smile. Chcę być taka, żebym mogła siebie szanować i do odbicia w lustrze uśmiechać się smile

15 038

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:

To prawda...., dziwne i to w każdej dziedzinie.... nasze ustawy, kodeksy są tak sformułowane, że każdy sposób interpretacji jest dobry w jakimś sensie. I dużo zależy od tego jak w danym sądzie, urzędzie będzie to zinterpretowane, jak dany sędzia czy urzędnik to odczyta. Wiecie, co, ja się ostatnio zastanawiałam, czy nie przemeldować się....., bo obawiam się sprawy w sądzie....Wiem, że w moim sądzie była korupcja, zakłamanie, nie mam tam znajomych. A wiem też, że jak ma się kogoś w sądzie - to sprawa wygrana. Szok jakiś.....
To co piszesz zofio jak dla mnie - powinna byc Wasza wygrana, ale wiem jak to jest...., moja babcia do dziś choruje przez nasz sąd..... Cóż, nie miem co myśleć o tym, cholernie się teraz boję sprawy...

NAsza wygrana powinna być zdaniem 2 adwokatów, w tym mojej koleżanki. Ona jest ze mną szczera, nic nie zataja, nie naciąga big_smile. Gdybym nie znalazła tego dokumentu sprawę kierowałabym do Strasburga smile.
Nie każdy sędzia to drań. Nie można uogólniać. Jedno jest pewne dla sędziego jesteśmy numerkiem, który musi odhaczyć. On się nie zagłęba w dokumenty a jego decyzja jest nieomalże "święta".
Nie bój się ! masz dowody to czego masz się bać ? i pamiętaj, masz wiele sposobów odwoływania się od decyzji sędziego smile

15 039

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Norwood Robin
"Kobiety, które kochają za bardzo"

Bo kochać za bardzo nie znaczy bynajmniej kochać za wielu, zaczęsto bądź za głęboko. Kochać za bardzo to  popaść w obsesję i nazwać ją ?miłością", a następnie pozwolić, by owładnęła naszymi uczuciami izachowaniem do tego stopnia, że'nie potrafimy odejść od mężczyzny doskonale wiedząc, że ma to rujnujące skutki dla naszego zdrowia i równowagi psychicznej. Kochać za bardzo to mierzyć miłość rozmiarami naszych męczarni.(....)

Wszyscy reagujemy silnymi emocjami na takie słowa, jak alkoholizm, kazirodztwo, gwałt czy nałogi często nie umiemy spojrzeć realistycznie na własne życie, ponieważ boimy się zastosować je do nas samych lub do tych, których kochamy. Niestety, bez nazwania rzeczy po imieniu nie sposób ruszyć z miejsca. Z drugiej jednak strony te przerażające terminy mogą istotnie nie odnosić się do twojego życia. Mogłaś mieć w dzieciństwie problemy subtelniejszego kalibru. Na przykład z ojcem, który utrzymywał dom na należytym poziomie, ale z zasady nie lubił kobiet i nie ufał kobietom, dlatego ty nie polubiłaś samej siebie. Albo z
matką, która w czterech ścianach przybierała zawsze postawę zawistną i rywalizacyjną, a jednocześnie popisywała się i pyszniła tobą przed obcymi, wskutek czego musiałaś wszędzie zbierać ?same piątki", żeby ją zadowolić, a zarazem stale drżałaś na myśl o wrogości, jaką wzbudzą w niej twe sukcesy.(...)
Ale wszystkie rodziny niezdrowe mają pewną cechę wspólną: jest to nieumiejętność poruszania spraw
kluczowych, podstawowych, najbardziej istotnych. Mówi się w nich na różne tematy, czasami aż do obrzydzenia, ale nigdy o tym, co sprawia, że rodzina nie funkcjonuje prawidłowo. Stopień patologii i emocjonalnego kalectwa jej członków zależy raczej od stopnia utajnienia problemu niż od jego obiektywnych wymiarów.
W rodzinie, która nie funkcjonuje prawidłowo, wszyscy odgrywają sztywno swe role, a komunikowanie się zostaje ograniczone do wypowiedzi zgodnych z rolami. Nikt nie opowiada swobodnie o tym, co czuje, czego chce, co mu się właśnie przytrafiło, czego mu brak; każdy recytuje wyłącznie te kwestie, które pasują do kwestii wygłaszanych przez innych. Oczywiście, jakieś role są we wszystkich rodzinach, niemniej warunki wciąż się zmieniają, a wraz z nimi ulega modyfikacjom nastawienie poszczególnych osób. W przeciwnym razie biada rodzinie! By posłużyć się najprostrzym przykładem: ten rodzaj ?matkowania", jakim raczymy dziecko roczne, byłby czymś zupełnie niewłaściwym wobec nastolatka. Rola matczyna musi dostosowywać się do rzeczywistości. W rodzinach dysfunkcyjnych rzeczywistość (a zwłaszcza główne jej rysy) jest stale negowana, zaś przyjęte role są kompletnie nieelastyczne.
Jeżeli nikt nawet nie zająknie się o tym, co doskwiera każdemu z osobna i wszystkim naraz; jeśli poruszanie takich spraw jest zakazane explicite (?u nas się o tym nie mówi") bądź implicite (przez natychmiastowe zmiany tematu) ? uczymy się nie dowierzać swym postrzeżeniom i uczuciom. Ponieważ rodzina nasza zaprzecza podstawowym realiom, my zaczynamy robić to samo. W efekcie nie wyksztacają się w nas pewne elementarne narzędzia radzenia sobie z życiem, z ludźmi i z sytuacjami. Tego właśnie brak kobietom, które kochają za bardzo. Nie potrafią zauważyć, że ktoś lub coś nie wychodzi im na zdrowie.
Nie potrafią odrzucić człowieka czy układu, którego inni w naturalny sposób unikaliby jako zbyt zagrażającego, niewygodnego bądź szkodliwego dla siebie. Nie potrafią ocenić sytuacji realistycznie, czyli uwzględniając także własne interesy i dobro. Kobiety takie nie ufają temu, co podpowiadają im uczucia. Albo też posługują się uczuciami, by same siebie oszukać.
Pozbawione odruchów samozachowawczych, wplątują się w niebezpieczeństwa, intrygi, dramaty i powikłania, od których z daleka ucieknie każdy, kto ma choć odrobinę oleju w głowie, a ponieważ to, co je pociąga, jest na ogół repliką tego, w czym wzrastały, dostają kolejny raz po uszach. Wciąż zbierają ciosy.
Kochanie za bardzo nie jest skłonnością przypadkową. To wypadkowa wychowania kobiety w konkretnym społeczeństwie i konkretnej rodzinie. A oto typowe cechy charakteryzujące taką kobietę:
Wychowałaś się w domu dysfunkcyjnym, który nie zaspokajał twych potrzeb emocjonalnych.
Pozbawiona prawdziwej troski i wsparcia, usiłujesz odrobić tę zaległość w sposób namiastkowy stając się czyjąś piastunką; najczęściej mężczyzny, który sprawia wrażenie potrzebującego.
Nie zdołałaś przemienić rodziców (lub jednego z nich) w ciepłych i czułych opiekunów. Wobec tego reagujesz silnie na swojską postać kogoś, kto jest uczuciowo nieprzystępny. Chcesz znów dokonać cudu.
Czarodziejskim środkiem ma być twa miłość.
Boisz się panicznie opuszczenia; zrobisz więc wszystko, aby tylko związek trwał.
Nic nie jest zbyt ciężkie, czasochłonne czy za drogie, jeżeli może ?pomóc" twojemu mężczyźnie.
Przywykłaś do braku wzajemności.
Będziesz czekać, żywić nadzieję i wciąż próbować na nowo.
Zawsze bierzesz na siebie ponad pięćdziesiąt procent odpowiedzialności i winy.
Oceniasz samą siebie niezwykle nisko. W głębi ducha nie wierzysz, byś zasługiwała na szczęście. Sądzisz raczej, że musisz zapracować na przywilej cieszenia się życiem.
Ponieważ nie zaznałaś w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa, przejawiasz ogromną potrzebę panowania nad partnerem i waszym związkiem. Władcze zapędy maskujesz chęcią ?bycia pomocną".
W każdym układzie damsko-męskim kierujesz się nie tyle wglądem w sytuację rzeczywistą, ile swymi marzeniami o tym, jak mogłaby się ona przedstawiać.
Nie umiesz obejść się bez mężczyzn i cierpień.
Możesz mieć emocjonalne, a nawet biochemiczne predyspozycje do nałogowego picia, zażywania narkotyków lub lekarstw bądź objadania się, szczególnie słodyczami.
Ciągnie cię do ludzi ?trudnych". Bezustannie zaplątujesz się w skomplikowane, chaotyczne i przykre afery miłosne. Unikasz w ten sposób skoncentrowania się na własnych problemach i własnym życiu.
Przypuszczalnie często popadasz w depresję. Starasz się jej zapobiec fundując sobie porcję podniecenia związanego z układem niepewnym i zawiłym.
Nie podobają ci się mężczyźni zarównoważeni, spolegliwi, sympatyczni i wyraźnie tobą zainteresowani. Uważasz ich za ?nudziarzy".

To wciąż po części ja.
Nie wiem co to znaczy mężczyzna zrównoważony i spolegliwy.
Czy kobieta nie kochająca za bardzo jest odwrotnością tych wszystkich wymienionych cech?

15 040

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Czy kobieta nie kochająca za bardzo jest odwrotnością tych wszystkich wymienionych cech?

Czytalas juz ta ksiazke?

15 041

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Czy kobieta nie kochająca za bardzo jest odwrotnością tych wszystkich wymienionych cech?

Czytalas juz ta ksiazke?

O KKZB nie czytałam nigdy. Czytam tylko o DDA.

15 042 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-10 18:51:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Czy kobieta nie kochająca za bardzo jest odwrotnością tych wszystkich wymienionych cech?

Czytalas juz ta ksiazke?

O KKZB nie czytałam nigdy. Czytam tylko o DDA.

Jak bedziesz miala czas to sobie poczytaj. Sluze pdf. Poczytaj sobie tez posty Zazdrosc.
Jestes juz od kwietnia na forum KKZB i nigdy nie bylas ciekawa co to takiego?

15 043

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W tym opisie jest napisane,że KKZB bierze na siebie ponad 50% winy. Jaostatnio uważałam ,że 100% winy jest męża hmm
Nie piję,nie palę,nie używam narkotyków.Zero.Słodycze były,ostatnio brak- zdrowe odżywianie:)
Nie mam ochoty pomagać hmm opiekować się hmm
Nie boję się panicznie opuszczenia, ale nie wiem co to znaczy być opuszczona. Raczej nie zrobię wszystkiego by związek trwał,ale z nadzieją czekam sad
Wolałabym żeby mężczyźni nie istnieli!

15 044

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
Happyfull napisał/a:

.... Postaram sie wiecej nie wstawiac wykrzyknikow.

smile A ja chcę właśnie wykrzykniki smile. Na mnie to działa motywująco....
Więc droga Happyfull - jak dla mnie - stawiaj, jeśli uznasz za stosowne smile

smile
Dla mnie wykrzyknik nie oznacza KRZYKU. Nic dla mnie krzyku nie oznacza. Nie mam w zwyczaju krzyczeć w ROZMOWACH smile
Dla mnie wykrzyknik to jedynie wskazówka, że coś piszącego bardziej poruszyło, zniesmaczyło lub, że chce coś zaznaczyć smile podkreślić smile
CZy wyobrażacie sobie przenieść to forum do realu, na jakąś salę i zamiast wykrzykników używać krzyku smile Ja nie ! (no właśnie nie był to krzyk smile )  Rozmowa ma być rozmową a nie wydzieraniem się na siebie smile
Zapytałam syna. Fakt, w wirtualnym świecie wykrzyknik = krzyk yikes   JA tak nie chcę !  Nie chcę by ludzie na siebie krzyczeli. Nie chcę aby potem ze świata wirtualnego przenieśli takie zwyczaje do realu sad sad sad
Warto rozmawiać a nie krzyczeć na siebie smile
Czy ja mogę używać wykrzykników w innym znaczeniu jak KRZYK ?
Jak ich używam, to nie mam na myśli krzyku i czy tak może zostać ????????

15 045

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Poczytaj sobie tez posty Zazdrosc.

Prawda, że warto ?
Jej myśli i słowa to jak miód na moje serce smile
BArdzo żałuję, że ZAZDROŚĆ nas opuściła sad

15 046

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

W tym opisie jest napisane,że KKZB bierze na siebie ponad 50% winy. Jaostatnio uważałam ,że 100% winy jest męża hmm

Ostatnio to kiedy?

Anstawia napisał/a:

Nie piję,nie palę,nie używam narkotyków.Zero.Słodycze były,ostatnio brak- zdrowe odżywianie:)

A jak dlugo bez slodyczy? A inne nalogi? kawa, internet, telewizja?

Anstawia napisał/a:

Nie mam ochoty pomagać hmm opiekować się hmm

Moze w tej chwili nie masz ochoty.

Anstawia napisał/a:

Nie boję się panicznie opuszczenia, ale nie wiem co to znaczy być opuszczona. Raczej nie zrobię wszystkiego by związek trwał,ale z nadzieją czekam sad

Na co czekasz? Na powrot? I jak wroci to co?

Anstawia napisał/a:

Wolałabym żeby mężczyźni nie istnieli!

I zeby nie bylo wojen na swiecie, glodu, chorob, bezrobocia, zlych ludzi itd. Ale zycie to nie koncert zyczen smile

15 047

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio,to zależy co piszesz.

15 048

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Poczytaj sobie tez posty Zazdrosc.

Prawda, że warto ?
Jej myśli i słowa to jak miód na moje serce smile
BArdzo żałuję, że ZAZDROŚĆ nas opuściła sad

Ale to chyba dobrze dla niej smile smile smile. Czyli kazda z nas ma szanse byc "zdrowa" smile smile smile
Najwazniejsze zeby sie przyznac do "choroby" i sie wiecej nie oklamywac smile

15 049

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Zofio,to zależy co piszesz.

Co bym nie pisała, to nie chcę na nikogo krzyczeć, a kocham używać wykrzyknika big_smile i pisałam jak ja go odbieram i traktuję smile
Zdrzało mi sie krzyczeć na męża i dzieci - tylko albo aż  smile i za każdym razem gdy byłam bezsilna sad
Na dzieci od dawna nie krzyczę, na eksa jeszcze od czasu do czasu smile i zawsze w rewanżu i niemocy sad

15 050 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-10 19:33:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Silly Hopes napisał/a:
Happyfull napisał/a:

.... Postaram sie wiecej nie wstawiac wykrzyknikow.

smile A ja chcę właśnie wykrzykniki smile. Na mnie to działa motywująco....
Więc droga Happyfull - jak dla mnie - stawiaj, jeśli uznasz za stosowne smile

smile
Dla mnie wykrzyknik nie oznacza KRZYKU. Nic dla mnie krzyku nie oznacza. Nie mam w zwyczaju krzyczeć w ROZMOWACH smile
Dla mnie wykrzyknik to jedynie wskazówka, że coś piszącego bardziej poruszyło, zniesmaczyło lub, że chce coś zaznaczyć smile podkreślić smile
CZy wyobrażacie sobie przenieść to forum do realu, na jakąś salę i zamiast wykrzykników używać krzyku smile Ja nie ! (no właśnie nie był to krzyk smile )  Rozmowa ma być rozmową a nie wydzieraniem się na siebie smile
Zapytałam syna. Fakt, w wirtualnym świecie wykrzyknik = krzyk yikes   JA tak nie chcę !  Nie chcę by ludzie na siebie krzyczeli. Nie chcę aby potem ze świata wirtualnego przenieśli takie zwyczaje do realu sad sad sad
Warto rozmawiać a nie krzyczeć na siebie smile
Czy ja mogę używać wykrzykników w innym znaczeniu jak KRZYK ?
Jak ich używam, to nie mam na myśli krzyku i czy tak może zostać ????????

Mozna w internecie "krzyczec" bez wykrzyknikow, np. klac, obrazajac, ponizajac, sarkazmem, ironia sad. U mnie wykrzykniki to podkreslenie czegos a nie chce mi sie pogrubiac tekstu, bo czasami piszac trace "watek" smile. Szczegolnie nie lubie ironii i sarkazmu, bo to ulubiona "metoda" narcysty powiedzenia Ci z usmiechem na twarzy, ze jestes idiotka sad.

A ja znowu chora!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! sad

15 051

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

W tym opisie jest napisane,że KKZB bierze na siebie ponad 50% winy. Jaostatnio uważałam ,że 100% winy jest męża hmm

Ostatnio to kiedy?

Anstawia napisał/a:

Nie piję,nie palę,nie używam narkotyków.Zero.Słodycze były,ostatnio brak- zdrowe odżywianie:)

A jak dlugo bez slodyczy? A inne nalogi? kawa, internet, telewizja?

Anstawia napisał/a:

Nie mam ochoty pomagać hmm opiekować się hmm

Moze w tej chwili nie masz ochoty.

Anstawia napisał/a:

Nie boję się panicznie opuszczenia, ale nie wiem co to znaczy być opuszczona. Raczej nie zrobię wszystkiego by związek trwał,ale z nadzieją czekam sad

Na co czekasz? Na powrot? I jak wroci to co?

Anstawia napisał/a:

Wolałabym żeby mężczyźni nie istnieli!

I zeby nie bylo wojen na swiecie, glodu, chorob, bezrobocia, zlych ludzi itd. Ale zycie to nie koncert zyczen smile

Wina męża w 100% odkąd rzucił pracę i otworzył własną firmę,czyli od dwóch lat.
Zupełnie bez słodyczy od dwóch tyg. Wcześniej jadłam zawsze słodycze, raz miałam przez około rok 3kg nadwagi, nigdy niedowagę, ale raczej więcej niż mniej plus oponka. Mąż właśnie się dowiedział,że ma cukrzycę. Kawa, rano, czasami po południu. Koffie time w NL jest co chwilę wink TV nie posiadam. Wczesniej oglądałam w weekendy czasami,nigdy seriali, w tyg wiadomości. Internet owszem, raczej to forum:) ale jak czuję,że jest za dużo, staram się ograniczyć. Ciuchów nie mam dużo, ani butów, ani kosmetyków-nigdy o to się u mnie nie dbało w domu i raczej wolałabym zacząć o to dbać. Często za to zmieniam kolor włosów smile
Nie mam ochoty pomagać od zawsze, ale męża chciałam uzdrowić i jemu już też nie mam ochoty pomagać. Nikomu, zupełnie hmm Ale jak ktoś poprosi, nie odmówię.
Nie wiem co jak wróci...
Wiem, że życie to nie koncert życzeń. big_smile

15 052

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Silly Hopes napisał/a:

smile A ja chcę właśnie wykrzykniki smile. Na mnie to działa motywująco....
Więc droga Happyfull - jak dla mnie - stawiaj, jeśli uznasz za stosowne smile

smile
Dla mnie wykrzyknik nie oznacza KRZYKU. Nic dla mnie krzyku nie oznacza. Nie mam w zwyczaju krzyczeć w ROZMOWACH smile
Dla mnie wykrzyknik to jedynie wskazówka, że coś piszącego bardziej poruszyło, zniesmaczyło lub, że chce coś zaznaczyć smile podkreślić smile
CZy wyobrażacie sobie przenieść to forum do realu, na jakąś salę i zamiast wykrzykników używać krzyku smile Ja nie ! (no właśnie nie był to krzyk smile )  Rozmowa ma być rozmową a nie wydzieraniem się na siebie smile
Zapytałam syna. Fakt, w wirtualnym świecie wykrzyknik = krzyk yikes   JA tak nie chcę !  Nie chcę by ludzie na siebie krzyczeli. Nie chcę aby potem ze świata wirtualnego przenieśli takie zwyczaje do realu sad sad sad
Warto rozmawiać a nie krzyczeć na siebie smile
Czy ja mogę używać wykrzykników w innym znaczeniu jak KRZYK ?
Jak ich używam, to nie mam na myśli krzyku i czy tak może zostać ????????

Mozna w internecie "krzyczec" bez wykrzyknikow, np. klac, obrazajac, ponizajac, sarkazmem, ironia sad. U mnie wykrzykniki to podkreslenie czegos a nie chce mi sie pogrubiac tekstu, bo czasami piszac trace "watek" smile. Szczegolnie nie lubie ironii i sarkazmu, bo to ulubiona "metoda" narcysty powiedzenia Ci z usmiechem na twarzy, ze jestes idiotka sad.

A ja znowu chora!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! sad

Zdrowia życzę.

Wielokropek nie podkreśla i nie stosuje wykrzykników, ale jak już coś napisze to daje do myślenia, oj daje...
Moim zdaniem, nie trzeba używać pogrubień, ani wykrzykników, by dać komuś coś do zrozumienia.

15 053 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-10 20:01:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wielokropek nie podkreśla i nie stosuje wykrzykników, ale jak już coś napisze to daje do myślenia, oj daje...
Moim zdaniem, nie trzeba używać pogrubień, ani wykrzykników, by dać komuś coś do zrozumienia.

Masz racje ale kazdy z nas jest inny i na kazdego co innego dziala smile. Swoimi wykrzyknikami "wywolalam wilka z lasu" big_smile.

Ale jak nie lubisz wykrzyknikow to ja juz pisalam, ze nie bede w postach do Ciebie ich uzywac. Dobrze, ze o tym mowisz smile

15 054

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, wg tzw.netykiety krzyczymy, gdy piszemy wielkimi literami.
TERAZ KRZYCZĘ, BY WSZYSCY USŁYSZELI. big_smile tongue


***
Czasem pogrubiam jakieś wyrażenia. smile

15 055

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Wielokropek nie podkreśla i nie stosuje wykrzykników, ale jak już coś napisze to daje do myślenia, oj daje...
Moim zdaniem, nie trzeba używać pogrubień, ani wykrzykników, by dać komuś coś do zrozumienia.

Masz racje ale kazdy z nas jest inny i na kazdego co innego dziala smile. Swoimi wykrzyknikami "wywolalam wilka z lasu" big_smile.

Ale jak nie lubisz wykrzyknikow to ja juz pisalam, ze nie bede w postach do Ciebie ich uzywac. Dobrze, ze o tym mowisz smile

Tak,zgadzam się i dziś już jestem Ci za to wdzięczna.

15 056

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Dziewczyny, w tzw.netykiecie krzyczymy, gdy piszemy wielkimi literami.
TERAZ KRZYCZĘ, BY WSZYSCY USŁYSZELI. big_smile tongue


***
Czasem pogrubiam jakieś wyrażenia. smile

Tak,pogrubiasz. Zwracam honor.
I nie krzycz,bo Cię zbanują wink

15 057

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nigdy raczej nie pisałam co mój mąż mówił. Napiszę teraz.
Gdy zamieszkaliśmy razem, on miał pracę, przelewy wpływały mu na konto. Ja jego kasę "przejmowałam" i płaciłam za rachunki. Jemu zostawało niewiele. Ja też pracowałam zawsze i płaciłam rachunki, zakupy itp. On tym się nigdy nie zajmował, bo twierdzi,że ja wszystko kontrolowałam.
Owszem, palił marichuanę zawsze.
Gdy założył własną firmę, stosunki między nami się diametralnie pogorszyły. Mój mąż twierdzi, że ja wtedy straciłam kontrolę nad jego dochodami. Kontrolerka byłam, wiadomo.

15 058 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-10 20:41:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co jak wróci...

A nie bedzie to przypadkiem tak jak z badboyem z uk? Badboy byl moze  taki "trening"?Moge sie mylic ale mi sie wydaje, ze Ty chcesz powrotu meza tylko dlatego, ze on nie chce. Jak wroci to sie pobawisz, powiesz jaka krzywde Ci zrobil za kare bedzie musial pojsc na odwyk, poczytasz mu madre ksiazki? Anastawio a Ty go jeszcze kochasz? A jaki byl jak sie w nim zakochalas? To moje przemyslenia.
A co bedzie jak on nie wroci? A co bedzie jak sobie inna znajdzie?

15 059

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile Ach te Wasze pogrubienia, wykrzykniki.... smile Chyba już zostało wszystko wyjaśnione. To prawda, wykrzyknik nie zawsze oznacza krzyk, dla mnie naprawdę oznacza cos ważnego, coś do zrobienia..... Czasem zdanie bez kropki, wykrzyknika czy pogrubienia może nabrać zupelnie innego znaczenia.

A tak na marginiesie to zdrówka życzę, bo wiem że teraz to różne choróbska dopadają smile

15 060

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Żabcia - ja troszkę, jeśli mogłabym - chciałabym przestrzec przed użyciem sformułowania "się nie zmienię". Bo to troszkę działa negatywnie. Troszkę to tak, że jednak się zmieniamy - wszyscy i zawsze, ale kazde tylk w takim stopniu i w takim aspekcie, w jakim jest to dla nas dobre. Może spróbować to jakoś ująć inaczej?

Najwidoczniej, źle się wyraziłam skoro tak to zrozumiałaś. Pisząc, że ja już się nie zmienię miałam na myśli to, że ja zrobiłam wszystko co było w mojej mocy, żeby stać się taką kobietą z jaką chciałby być mój mąż. Więcej już nie potrafię i dlatego piszę, że ja się już nie zmienię.

15 061 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-10 22:10:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co jak wróci...

A nie bedzie to przypadkiem tak jak z badboyem z uk? Badboy byl moze  taki "trening"?Moge sie mylic ale mi sie wydaje, ze Ty chcesz powrotu meza tylko dlatego, ze on nie chce. Jak wroci to sie pobawisz, powiesz jaka krzywde Ci zrobil za kare bedzie musial pojsc na odwyk, poczytasz mu madre ksiazki? Anastawio a Ty go jeszcze kochasz? A jaki byl jak sie w nim zakochalas? To moje przemyslenia.
A co bedzie jak on nie wroci? A co bedzie jak sobie inna znajdzie?

Właśnie sobie pobiegałam i przewietrzyłam umysł.

Opowiem jak było i co ja sobie myslałam.
W święta napisałam coś na FB. "Badboy" skomentował,czego raczej nie robił. Chwilę po tym, dostałam smsa od męża co słychać u mnie, że jemu jest smutno, że jest nieudacznikiem, że ma doła, nudzi mu się itp. Wtedy odebrałam to raczej na luźny sposób. Pomyslałam sobie, że zobaczył komentarz i zaczął manipulację. W Sylwestra zadzwonił z życzeniami i powiedziałże on chyba zna swój powód smutku, że trochę pomyslał, ale niczego mi nie jest w stanie obiecać.
Nigdy tak do tej pory nie mówił. Ja sobie myslałam tylko, że gdyby chciał, to byłby ze mną a nie w Polsce. Wrócił z PL, przywiózł mi książki i czasopisma, o które go prosiłam. Zostawił mi też połowę różnych dobroci z PL (kto mieszka za granica, wie jak jest), szyneczki, paszteciki, kabanosiki itp. Zwróciłam uwagę,że ma obrączkę na palcu-przyjechał do mnie prosto z lotniska. Gdy dawał mi książki, zauważyłam,że kupił sobie książkę "Jak skutecznie wyjść z uzależnienia" czy coś takiego.  Zapytałam o te smsy i o rozmowę w Sylwestra. Powiedział to, co napisałam wcześniej, że on sam nie wie co ma robić, jak ma się zachowywać, bo ja cały czas mówię tylko o rozwodzie i wyrzuciłam go z domu, więc mi już na nim nie zależy.

I ja nie wiem co dalej?

Jeśli chodzi o Badboya z UK. Smutno mi,że jest badboy`em. Gdy się dowiedział,że myslę o rozwodzie w kwietniu w tamtym roku, wysłał mi swój wzór pozwu rozwodowego i pytania jakie u niego pojawiły się na rozprawie. Opisał mi swoją rozprawę ze szczegółami...

Nie myslałam nigdy, żeby się odegrać na mężu, zmusić go do odwyku, poczytam mu mądre książki. Ale tak się zachowywałam jak byliśmy razem.

Jaki był, jak się w nim zakochałam?
Płakać mi się chce, jak o tym myślę. Chciał być ze mną wszędzie. Spędzaliśmy razem każdy dzień. Moja bratowa powiedziała mi,że on strasznie się zmienił w momencie gdy mnie poznał. Ale palił marichuanę i spędzał czas z kolegami, a ja wśród nich. Raz mi powiedział "Zamknij się" .I był najlepszym kochankiem jakiego kiedykolwiek miałam. Zawsze starał się by było mi dobrze, przed po i w trakcie. Bez udziwnień, z ogromną czułością. Czułości tej nie ma poza seksem, nie przytula się nigdy. Natomiast kiedyś gotował, potrafi to dobrze i zawsze wie co ja lubię jeść. A ja nie mam pojęcia co on lubi hmm

A co będzie jak nie wróci? Jak znajdzie sobie inną?
Smutno mi, jak o tym myślę i płakać mi się chce. Właściwie to ryczę.


Ale właściwie teraz sobie pomyslałam,że chciał być ze mną wszędzie, oznaczało, że bywaliśmy razem tam gdzie on chciał hmm Ale z drugiej strony, ja nigdy nie wiedziałam czego ja chcę, więc spedzałam z nim czas, tam gdzie on chciał...

15 062

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak jak planowałam, wczoraj rozmawiałam z moim mężem. Po raz pierwszy udało mi się opanować emocje. Nie było łez. Nic nowego rozmowa nie wniosła, ale uporządkowała co jest najważniejsze. Okazało się, że mój mąż nie jest w stanie mnie szanować, bo nigdy nie był w stanie darzyć szacunkiem moich rodziców, a ja z wiekiem coraz bardziej ich przypominam. Na pytanie dlaczego zdecydował się ze mną być, skoro znał moich rodziców od początku i od początku ich nie znosił odpowiedział, że bardzo mu się podobałam i go podniecałam. Przyznał, że facet to po prostu samiec. W atmosferze spokoju powiedziałam mu, że jeżeli będzie mnie wyzywał oraz obrażał mnie i moich rodziców, to się rozstaniemy. Odpowiedział, że się postara, bo jemu też to nie odpowiada, ale jeśli mu się to nie uda to sam odejdzie.

Jeszcze nie do końca byłam gotowa na tę rozmowę. Potrzebowałam jeszcze kilku dni, ale dobrze zaczęło nam się rozmawiać i przy kieliszku wina udało mi się poukładać pewne sprawy. Przede wszystkim jestem zadowolona ze swojej wytrwałości. Tym razem mnie nie złamał. Powiedziałam, że muszę w końcu być sobą. Oczywiście wystąpił z pretensją, że szkoda, że tak późno, ale i tak była to bardzo dojrzała rozmowa.

Niestety nie rodzi to we mnie nadziei na wspólną przyszłość, bo On nie zacznie szanować moich rodziców, a więc i mnie również nie.

15 063

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co jak wróci...

A nie bedzie to przypadkiem tak jak z badboyem z uk? Badboy byl moze  taki "trening"?Moge sie mylic ale mi sie wydaje, ze Ty chcesz powrotu meza tylko dlatego, ze on nie chce. Jak wroci to sie pobawisz, powiesz jaka krzywde Ci zrobil za kare bedzie musial pojsc na odwyk, poczytasz mu madre ksiazki? Anastawio a Ty go jeszcze kochasz? A jaki byl jak sie w nim zakochalas? To moje przemyslenia.
A co bedzie jak on nie wroci? A co bedzie jak sobie inna znajdzie?

Właśnie sobie pobiegałam i przewietrzyłam umysł.

Opowiem jak było i co ja sobie myslałam.
W święta napisałam coś na FB. "Badboy" skomentował,czego raczej nie robił. Chwilę po tym, dostałam smsa od męża co słychać u mnie, że jemu jest smutno, że jest nieudacznikiem, że ma doła, nudzi mu się itp. Wtedy odebrałam to raczej na luźny sposób. Pomyslałam sobie, że zobaczył komentarz i zaczął manipulację. W Sylwestra zadzwonił z życzeniami i powiedziałże on chyba zna swój powód smutku, że trochę pomyslał, ale niczego mi nie jest w stanie obiecać.
Nigdy tak do tej pory nie mówił. Ja sobie myslałam tylko, że gdyby chciał, to byłby ze mną a nie w Polsce. Wrócił z PL, przywiózł mi książki i czasopisma, o które go prosiłam. Zostawił mi też połowę różnych dobroci z PL (kto mieszka za granica, wie jak jest), szyneczki, paszteciki, kabanosiki itp. Zwróciłam uwagę,że ma obrączkę na palcu-przyjechał do mnie prosto z lotniska. Gdy dawał mi książki, zauważyłam,że kupił sobie książkę "Jak skutecznie wyjść z uzależnienia" czy coś takiego.  Zapytałam o te smsy i o rozmowę w Sylwestra. Powiedział to, co napisałam wcześniej, że on sam nie wie co ma robić, jak ma się zachowywać, bo ja cały czas mówię tylko o rozwodzie i wyrzuciłam go z domu, więc mi już na nim nie zależy.

I ja nie wiem co dalej?

Jeśli chodzi o Badboya z UK. Smutno mi,że jest badboy`em. Gdy się dowiedział,że myslę o rozwodzie w kwietniu w tamtym roku, wysłał mi swój wzór pozwu rozwodowego i pytania jakie u niego pojawiły się na rozprawie. Opisał mi swoją rozprawę ze szczegółami...

Nie myslałam nigdy, żeby się odegrać na mężu, zmusić go do odwyku, poczytam mu mądre książki. Ale tak się zachowywałam jak byliśmy razem.

Jaki był, jak się w nim zakochałam?
Płakać mi się chce, jak o tym myślę. Chciał być ze mną wszędzie. Spędzaliśmy razem każdy dzień. Moja bratowa powiedziała mi,że on strasznie się zmienił w momencie gdy mnie poznał. Ale palił marichuanę i spędzał czas z kolegami, a ja wśród nich. Raz mi powiedział "Zamknij się" .I był najlepszym kochankiem jakiego kiedykolwiek miałam. Zawsze starał się by było mi dobrze, przed po i w trakcie. Bez udziwnień, z ogromną czułością. Czułości tej nie ma poza seksem, nie przytula się nigdy. Natomiast kiedyś gotował, potrafi to dobrze i zawsze wie co ja lubię jeść. A ja nie mam pojęcia co on lubi hmm

A co będzie jak nie wróci? Jak znajdzie sobie inną?
Smutno mi, jak o tym myślę i płakać mi się chce. Właściwie to ryczę.


Ale właściwie teraz sobie pomyslałam,że chciał być ze mną wszędzie, oznaczało, że bywaliśmy razem tam gdzie on chciał hmm Ale z drugiej strony, ja nigdy nie wiedziałam czego ja chcę, więc spedzałam z nim czas, tam gdzie on chciał...

Dobrze, ze juz nie krecisz smile. A najwazniejsze, ze sama Siebie juz nie oszukujesz smile

15 064 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-10 22:57:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Tak jak planowałam, wczoraj rozmawiałam z moim mężem. Po raz pierwszy udało mi się opanować emocje. Nie było łez. Nic nowego rozmowa nie wniosła, ale uporządkowała co jest najważniejsze. Okazało się, że mój mąż nie jest w stanie mnie szanować, bo nigdy nie był w stanie darzyć szacunkiem moich rodziców, a ja z wiekiem coraz bardziej ich przypominam. Na pytanie dlaczego zdecydował się ze mną być, skoro znał moich rodziców od początku i od początku ich nie znosił odpowiedział, że bardzo mu się podobałam i go podniecałam. Przyznał, że facet to po prostu samiec. W atmosferze spokoju powiedziałam mu, że jeżeli będzie mnie wyzywał oraz obrażał mnie i moich rodziców, to się rozstaniemy. Odpowiedział, że się postara, bo jemu też to nie odpowiada, ale jeśli mu się to nie uda to sam odejdzie.

Jeszcze nie do końca byłam gotowa na tę rozmowę. Potrzebowałam jeszcze kilku dni, ale dobrze zaczęło nam się rozmawiać i przy kieliszku wina udało mi się poukładać pewne sprawy. Przede wszystkim jestem zadowolona ze swojej wytrwałości. Tym razem mnie nie złamał. Powiedziałam, że muszę w końcu być sobą. Oczywiście wystąpił z pretensją, że szkoda, że tak późno, ale i tak była to bardzo dojrzała rozmowa.

Niestety nie rodzi to we mnie nadziei na wspólną przyszłość, bo On nie zacznie szanować moich rodziców, a więc i mnie również nie.

Zabcia to teraz wiesz na czym stoisz. Piszesz, ze nie masz nadziei, ze Twoj maz zacznie Cie szanowac ale chociaz Ty szanuj sama siebie. Duzo sily i madrosci Ci zycze smile

15 065

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Masz rację Happyfull, że teraz wiem na czym stoję i mogę się zastanawiać w którą stronę pójść. Widzę, że mój mąż się stara, choć ciągle nasze rozmowy są o krok od kłótni. Obawiam się, że jak będzie miał gorszy dzień to znów wybuchnie. Choleryka trzeba tonować, więc ja uczę się opanowania, spokoju. Jeżeli nie uda mu się mnie wyprowadzić z równowagi, to jego słowa mniej mnie dotkną.

15 066

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

M Choleryka trzeba tonować, więc ja uczę się opanowania, spokoju. Jeżeli nie uda mu się mnie wyprowadzić z równowagi, to jego słowa mniej mnie dotkną.

Czytalas juz moze o przemocy emocjonalnej?

15 067

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

M Choleryka trzeba tonować, więc ja uczę się opanowania, spokoju. Jeżeli nie uda mu się mnie wyprowadzić z równowagi, to jego słowa mniej mnie dotkną.

Czytalas juz moze o przemocy emocjonalnej?

Czytałam i to nie raz i wiem, że to tak wygląda, ale co mi da, że ja to wiem, skoro nie wiem jak mu pomóc.

15 068

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:

A nie bedzie to przypadkiem tak jak z badboyem z uk? Badboy byl moze  taki "trening"?Moge sie mylic ale mi sie wydaje, ze Ty chcesz powrotu meza tylko dlatego, ze on nie chce. Jak wroci to sie pobawisz, powiesz jaka krzywde Ci zrobil za kare bedzie musial pojsc na odwyk, poczytasz mu madre ksiazki? Anastawio a Ty go jeszcze kochasz? A jaki byl jak sie w nim zakochalas? To moje przemyslenia.
A co bedzie jak on nie wroci? A co bedzie jak sobie inna znajdzie?

Właśnie sobie pobiegałam i przewietrzyłam umysł.

Opowiem jak było i co ja sobie myslałam.
W święta napisałam coś na FB. "Badboy" skomentował,czego raczej nie robił. Chwilę po tym, dostałam smsa od męża co słychać u mnie, że jemu jest smutno, że jest nieudacznikiem, że ma doła, nudzi mu się itp. Wtedy odebrałam to raczej na luźny sposób. Pomyslałam sobie, że zobaczył komentarz i zaczął manipulację. W Sylwestra zadzwonił z życzeniami i powiedziałże on chyba zna swój powód smutku, że trochę pomyslał, ale niczego mi nie jest w stanie obiecać.
Nigdy tak do tej pory nie mówił. Ja sobie myslałam tylko, że gdyby chciał, to byłby ze mną a nie w Polsce. Wrócił z PL, przywiózł mi książki i czasopisma, o które go prosiłam. Zostawił mi też połowę różnych dobroci z PL (kto mieszka za granica, wie jak jest), szyneczki, paszteciki, kabanosiki itp. Zwróciłam uwagę,że ma obrączkę na palcu-przyjechał do mnie prosto z lotniska. Gdy dawał mi książki, zauważyłam,że kupił sobie książkę "Jak skutecznie wyjść z uzależnienia" czy coś takiego.  Zapytałam o te smsy i o rozmowę w Sylwestra. Powiedział to, co napisałam wcześniej, że on sam nie wie co ma robić, jak ma się zachowywać, bo ja cały czas mówię tylko o rozwodzie i wyrzuciłam go z domu, więc mi już na nim nie zależy.

I ja nie wiem co dalej?

Jeśli chodzi o Badboya z UK. Smutno mi,że jest badboy`em. Gdy się dowiedział,że myslę o rozwodzie w kwietniu w tamtym roku, wysłał mi swój wzór pozwu rozwodowego i pytania jakie u niego pojawiły się na rozprawie. Opisał mi swoją rozprawę ze szczegółami...

Nie myslałam nigdy, żeby się odegrać na mężu, zmusić go do odwyku, poczytam mu mądre książki. Ale tak się zachowywałam jak byliśmy razem.

Jaki był, jak się w nim zakochałam?
Płakać mi się chce, jak o tym myślę. Chciał być ze mną wszędzie. Spędzaliśmy razem każdy dzień. Moja bratowa powiedziała mi,że on strasznie się zmienił w momencie gdy mnie poznał. Ale palił marichuanę i spędzał czas z kolegami, a ja wśród nich. Raz mi powiedział "Zamknij się" .I był najlepszym kochankiem jakiego kiedykolwiek miałam. Zawsze starał się by było mi dobrze, przed po i w trakcie. Bez udziwnień, z ogromną czułością. Czułości tej nie ma poza seksem, nie przytula się nigdy. Natomiast kiedyś gotował, potrafi to dobrze i zawsze wie co ja lubię jeść. A ja nie mam pojęcia co on lubi hmm

A co będzie jak nie wróci? Jak znajdzie sobie inną?
Smutno mi, jak o tym myślę i płakać mi się chce. Właściwie to ryczę.


Ale właściwie teraz sobie pomyslałam,że chciał być ze mną wszędzie, oznaczało, że bywaliśmy razem tam gdzie on chciał hmm Ale z drugiej strony, ja nigdy nie wiedziałam czego ja chcę, więc spedzałam z nim czas, tam gdzie on chciał...

Dobrze, ze juz nie krecisz smile. A najwazniejsze, ze sama Siebie juz nie oszukujesz smile

Z tego co mi się wydaje, o ile dobrze zinterpretowałam słowa Zofii na temat byłych toksycznych, że ja się właśnie oszukuję.

15 069 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-11 08:26:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przeczytałam sobie jeszcze raz moją wypowiedź.
Na podstawie:
-smsa o treści "smutno mi" itp.
-słów: "wiem dlaczego mi smutno,przemyślałem to sobie,ale nic nie obiecuję"
-obrączki na palcu
-książki o walce z nałogiem
-słów: "Nie wiem co robić,bo mnie wyrzuciłaś z domu..."
    Stworzyłam sobie nadzieję i zawachałam nad rozwodem.
    Słowa i przedmioty.
    Zero decyzji, zero działań z jego strony.
 
    Przez dwa tyg urlopu, wyciszyłam się. Moje emocje opadły.
Życie z ojcem alkoholikiem spowodowało,że cały czas byłam zdenerwowana, zła, bo awantury zdarzały cię niemal codziennie. Wiadomo było, że po ciszy nastąpi ogromny zgrzyt, burza z piorunami, a potem znowu cisza, spokojna rozmowa, uległość, ale też irytacja tym co się wydarzyło. Złość, że na mnie nawrzeszczał, poczucie winy, że nawrzeszczałam na ojca. Tak,znam to
Przeniosłam to tutaj. Po moim wyciszeniu, nieświadomie szukałam tych emocji,tej ekscytacji,której mi zabrakło,gdy byłam sama. Sprowokowałam Happyfull nieświadomie,bo napisałam "mąż". Ja dobrze wiedziałam co piszę,ale nie wiedziałam,że szukam takich emocji. Wykrzykniki-to było to! Tu nie chodzi o znak interpunkcyjny,a o to jak ja go odczytałam i co poczułam. Nawet ciśnienie mi podskoczyło i w pracy pytali się mnie czy wszystko w porządku. Potem zwalanie winy, łzy, tłumaczenia, przeprosiny i teraz znowu spokój.

Słowa : "wyluzuj" nie zmienią moich uczuć. To, że ktoś przestanie używać wykrzykników,nie zmieni moich uczuć.
To chodzi o moje wewnętrzne emocje.

15 070 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-11 10:15:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

M Choleryka trzeba tonować, więc ja uczę się opanowania, spokoju. Jeżeli nie uda mu się mnie wyprowadzić z równowagi, to jego słowa mniej mnie dotkną.

Czytalas juz moze o przemocy emocjonalnej?

Czytałam i to nie raz i wiem, że to tak wygląda, ale co mi da, że ja to wiem, skoro nie wiem jak mu pomóc.

Zabcia Ty nie mozesz mu pomoc :(Ty mozesz tylko pomoc sobie! Poczytaj jeszcze raz i jak czytasz to nie "zaznaczaj" informacji o nim tylko o Tobie!
A poza tym pisalas, ze to on chce sie starac !

15 071

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Dobrze, ze juz nie krecisz smile. A najwazniejsze, ze sama Siebie juz nie oszukujesz smile

Z tego co mi się wydaje, o ile dobrze zinterpretowałam słowa Zofii na temat byłych toksycznych, że ja się właśnie oszukuję.

Mialam na mysli, ze nie oszukujesz sie, ze nie chcesz rozwodu i masz jeszcze uczucia do niego.
Moje zdanie na temat Twojego meza znasz sad

15 072

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Najpierw to ja bym chciała pokochać siebie smile A żeby pokochać - muszę siebie poznać smile

Ty siebie znasz! Tylko siebie obecnej nie lubisz ! Ta obecna Ty, jest nieszczęśliwa. Czy umiesz być inna ? Ja na to pytanie nie znam odpowiedzi. Być może tej, którą pokochałabyś nigdy nie było, a może była tylko ją zagubiłaś i to z różnych powodów.
Kiedyś napisałam, że byłam fajną młoda dziewczyną ......bo byłam. Zgubiłam fajność i młodość big_smile , na szczęście tylko jedno bezpowrotnie big_smile. I kiedy piszę, że byłam fajna, to mam na myśli fajna w swoim mniemaniu. Nie interesowało mnie co myślą o mnie inni; jak mnie postrzegają. Żyłam w zgodzie ze sobą, ale i starałam się z innymi smile 
Potrzebowałam pewnych zmian w swoim myśleniu/postępowaniu, by siebie na nowo "zreformować" a nie zaakceptować. Zaakceptować tej "ja" nie mogłam ! Nie znosiłam siebie bezradnej a taka byłam przez wiele lat małżeństwa. O niczym nie decydowałam, moje zdanie nie było brane pod uwagę. Zmieniło się to smile. Teraz ja decyduję. Oczywiście jeśli sprawa dotyczy rodziny, informuję chłopców o niej i otwieram się na dyskusję. Przedstawiam swoje argumenty. Jeśli ocenię, że ich racje są rozsądne, biorę je pod uwagę i "prostuję" swoje zdanie. Nie lubiłam siebie uległej a ulegałam. Ulegałam chociaż jego decyzje i zachowania rujnowały rodzinę. Nie walczyłam. Teraz jestem stanowcza. Nie bezwzględna, tylko stanowcza.
Asertywność ....jest taka łatwa i nikogo nią nie urażam a i sama pozostaję ze sobą w zgodzie. Wiele też zmian muszę w sobie "wyszkolić", nauczyć się smile. Chcę być taka, żebym mogła siebie szanować i do odbicia w lustrze uśmiechać się smile

Zofia - chyba nie, chyba naprawdę nie wiem, jaka jestem - bo się wiecznie dopasowywuję smile Raz myślę np. że spontaniczna, za chwilę - że wycofana. Ja po prostu muszę siebie poobserwować i tyle. Niekoniecznie jestem nieszczęśliwa (tego to nie wiem, przyznaję), raczej nie czuję się spokojna wewnętrznie, ale wiem i mam nadzieję, że w tym roku kroczek za kroczkiem będę miała szansę się uspokoić. Nie jestem zadowolona z tego przewrotu, który się zadział, bo domyślasz się, ze zburzył złudny spokój wink Bo wymaga ode mnie jakoś wewnętrznie wzięcia się za siebie, żeby się uspokoić. Nie chcę się uspokoić na siłę i w czyichś ramionach. Uspokoję się, jak siebie poznam i kiedy zobaczę, że w pojedynkę żyje mi się miło i sympatycznie. I że jestem z tego życia zadowolona. Nawet troszkę za to możliwością tęsknię i jej wyczekuję smile Bo ja nie będę samotna, bo są dzieciaki. I u mnie zawsze będzie gwarno i wesoło smile Ja chcę po prostu poznać siebie, kiedy jest mi ze sobą dobrze smile
Wiesz, ja bezradna nie byłam tak do końca... Właśnie nie ja... Mimo, iż uważałam, że to on jest głową rodziny, to ja to wszystko "organizowałam"... A zasługi oddawałam jemu... Bo przecież to taki ideał był wink I to w obu związkach smile Ja chciałam uważać się przy facetach za bezradną, bo wtedy on "rósł" w moich oczach smile.  Dlatego chciałabym pobyć sama smile A jak coś mi się tego czy innego dnia nie uda i rozłożę ręce - to sorki, ale ja nie bóstwo, żebym była w stanie sobie ze wszystkim poradzić smile Od czego usta i zwrócenie się o POMOC? Bo ja nie lubię prosić o pomoc smile Bo wszyscy uważają że jestem silna a ja nie chcę być silna wink Nie muszę w każdej sprawie. Uszczelkę może wymienić hydraulik wink To jak z tym odśnieżaniem smile Dużo potrafię, ale zdecydowanie nie wszystko i nie muszę wcale umieć wszystkiego. Nawet nie zamierzam już smile

I z decyzjami... No właśnie - podjęte przez siebie cenię, bo są przemyślane smile Podjęte na przekór mnie lub bez mojej pełnej aprobaty, bo dałam się "zakrzyczeć" i siedziałam cicho - bo on wie lepiej ode mnie - wychodzą dziś tzw. bokiem. Przykre, że nie potrafiłam rozmawiać z nim o tym, że te decyzje moga być zgubne. Bo gdybym spróbowała rozmawiać, to bym żalu nie miała do siebie o tzw. zaniechanie. Tylko właśnie ja się okopuję strasznie i zamykam, kiedy ktoś mnie nie akceptuje i nie słucha. Decyzja nie musi być moja, ale ja przecież mogę coś powiedzieć? Może z burzy mózgów lepsze rozwiązania nam przyjdą do głowy? Może - a tu nawet prób nie było.

Mam problem Zofia - i to wielki smile Naprawdę chciałabym poznać siebie. W końcu coś o sobie wiedzieć smile Żeby mieć w sobie oparcie smile smile smile Żeby docenić to, że je w sobie mam. Żeby docenić siebie smile I tak bardzo się cenię za to, że myślę, że się staram, że mi się chce, że nie załamuję rąk smile

15 073

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Czy kobieta nie kochająca za bardzo jest odwrotnością tych wszystkich wymienionych cech?

Czytalas juz ta ksiazke?

O KKZB nie czytałam nigdy. Czytam tylko o DDA.

Anstawia - ja osobiście polecam książki od Happy, ale może się okazać, że się "wściekniesz", jak przy wykrzyknikach, więc wtedy przestań na trochę czytać... Chyba... Mnie się chce to czytać, ale czasem robi mi się po prostu paskudnie, niemożliwie ciężko - nawet oddychać... Muszę wtedy zostawić książkę i "iść sobie". Po prostu wrzucić na luz i dojść do siebie, żeby na spokojnie rozumieć co czytam....

15 074

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Żabcia - ja troszkę, jeśli mogłabym - chciałabym przestrzec przed użyciem sformułowania "się nie zmienię". Bo to troszkę działa negatywnie. Troszkę to tak, że jednak się zmieniamy - wszyscy i zawsze, ale kazde tylk w takim stopniu i w takim aspekcie, w jakim jest to dla nas dobre. Może spróbować to jakoś ująć inaczej?

Najwidoczniej, źle się wyraziłam skoro tak to zrozumiałaś. Pisząc, że ja już się nie zmienię miałam na myśli to, że ja zrobiłam wszystko co było w mojej mocy, żeby stać się taką kobietą z jaką chciałby być mój mąż. Więcej już nie potrafię i dlatego piszę, że ja się już nie zmienię.

smile Bo zmian trzeba chcieć samemu z samego chcenia smile A nie dlatego, ze ktoś je narzuca, nie? smile

Rany, tego to ja do końca chyba nie zrozumiem - ja wizualizuje sobie partnera i widzę go takim, jakim chcę, żeby był. I go nie chcę zmieniać - bo przecież nie ma po co. Ktoś inny za wszelką cenę chce zmienić kogoś, choć poznał tego kogoś i go wcześniej akceptował... Jaki jest do cholewci odsetek ludzi na tym świecie, którzy zarówno widzą, to co jest w rzeczywistości oraz nie próbują reformować za wszelką cenę? Jak mi powiecie, że duży, to chyba nie uwierzę wink

15 075 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-11 10:50:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

.Jaki jest do cholewci odsetek ludzi na tym świecie, którzy zarówno widzą, to co jest w rzeczywistości oraz nie próbują reformować za wszelką cenę? Jak mi powiecie, że duży, to chyba nie uwierzę wink

Czytalam, ze "normalnych rodzin" jest mniej niz 10% sad . Ale zawsze mozna "pojsc po rozum do glowy" i cos zmienic w swoim zyciu smile. No ale najpierw trzeba zrozumiec, ze ma sie problem!!!!

Rozmawialam kiedys z kolezanka z Ukrainy i powiedzialam jej, ze moj ojciec nie bral mnie na kolana i przytulal. A ona mi na to, ze to "przeciez normalne". Opowiedzialm jej historie jak mialam moze 8 lat i odwiedzielismy rodzine, gdzie moja ciotka wychowywala samotnie 3 male corki. Moj ojciec wyglupial sie z tymi dzieciakami i one nawet siedzialy mu prawie na glowie. Pamietam, ze jak to obserwowalam to bylam taka zazdrosna sad. Powiedzialam jej wtedy, ze teraz wiem dlaczego wybralam sobie narcyza na partnera sad

15 076

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

.Jaki jest do cholewci odsetek ludzi na tym świecie, którzy zarówno widzą, to co jest w rzeczywistości oraz nie próbują reformować za wszelką cenę? Jak mi powiecie, że duży, to chyba nie uwierzę wink

Czytalam, ze "normalnych rodzin" jest mniej niz 10% sad . Ale zawsze mozna "pojsc po rozum do glowy" i cos zmienic w swoim zyciu smile. No ale najpierw trzeba zrozumiec, ze ma sie problem!!!!

Rozmawialam kiedys z kolezanka z Ukrainy i powiedzialam jej, ze moj ojciec nie bral mnie na kolana i przytulal. A ona mi na to, ze to "przeciez normalne". Opowiedzialm jej historie jak mialam moze 8 lat i odwiedzielismy rodzine, gdzie moja ciotka wychowywala samotnie 3 male corki. Moj ojciec wyglupial sie z tymi dzieciakami i one nawet siedzialy mu prawie na glowie. Pamietam, ze jak to obserwowalam to bylam taka zazdrosna sad. Powiedzialam jej wtedy, ze teraz wiem dlaczego wybralam sobie narcyza na partnera sad

Jeśli do 10%, toż to prawie szukanie igły w stogu siana!!!! wink A nie wiesz przypadkiem, ile z tych pozostałych 90% chodzi na terapię???? Bo może to by było bardziej optymistyczne wink
Jeśli do 10%, to znaczy że zamykanie się w sobie, brak dialogu i współpracy - chcianej - może zdarzyć się prawie wszystkim. Przynajmniej brak złudzeń.

Ze mną się nikt nie bawił.

15 077

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

.Jaki jest do cholewci odsetek ludzi na tym świecie, którzy zarówno widzą, to co jest w rzeczywistości oraz nie próbują reformować za wszelką cenę? Jak mi powiecie, że duży, to chyba nie uwierzę wink

Czytalam, ze "normalnych rodzin" jest mniej niz 10% sad . Ale zawsze mozna "pojsc po rozum do glowy" i cos zmienic w swoim zyciu smile. No ale najpierw trzeba zrozumiec, ze ma sie problem!!!!

Rozmawialam kiedys z kolezanka z Ukrainy i powiedzialam jej, ze moj ojciec nie bral mnie na kolana i przytulal. A ona mi na to, ze to "przeciez normalne". Opowiedzialm jej historie jak mialam moze 8 lat i odwiedzielismy rodzine, gdzie moja ciotka wychowywala samotnie 3 male corki. Moj ojciec wyglupial sie z tymi dzieciakami i one nawet siedzialy mu prawie na glowie. Pamietam, ze jak to obserwowalam to bylam taka zazdrosna sad. Powiedzialam jej wtedy, ze teraz wiem dlaczego wybralam sobie narcyza na partnera sad

Jeśli do 10%, toż to prawie szukanie igły w stogu siana!!!! wink A nie wiesz przypadkiem, ile z tych pozostałych 90% chodzi na terapię???? Bo może to by było bardziej optymistyczne wink
Jeśli do 10%, to znaczy że zamykanie się w sobie, brak dialogu i współpracy - chcianej - może zdarzyć się prawie wszystkim. Przynajmniej brak złudzeń.

Ze mną się nikt nie bawił.

No wiesz jak ok. 90% rodzin jest "nienormalna" to nalezy juz to podciagnac pod "normalnosc" sad sad sad
Jezeli bedziemy analizowac rodziny z Azji czy Afryki to nie wiem, kto tam moze chodzic na terapie sad.
A poza tym to przeciez my tez niedawno "odkryly", ze cos "nienormalnego" sie dzieje z nami i naszym zyciem. A moze to normalne? Pisalam juz, ze czym wiecej  czytam, rozumiem to glupsza sie staje sad Analizuje ale mam nadzieje, ze to tylko taki etap smile

15 078

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Dobrze, ze juz nie krecisz smile. A najwazniejsze, ze sama Siebie juz nie oszukujesz smile

Z tego co mi się wydaje, o ile dobrze zinterpretowałam słowa Zofii na temat byłych toksycznych, że ja się właśnie oszukuję.

Mialam na mysli, ze nie oszukujesz sie, ze nie chcesz rozwodu i masz jeszcze uczucia do niego.
Moje zdanie na temat Twojego meza znasz sad

Teraz rozumiem co miałaś na myśli.
Twoje zdanie na temat mojego męża znam,jest dla mnie cenną wskazówką,bo cały czas szukam własnego zdania i życia według własnych priorytetów.
Pracuję też nad swoimi uczuciami. KKZB kierują się uczuciami, a potem rozumem. Dlatego mam problem. Ja.

15 079

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry wszystkim
Czytam Was dzisiaj już kolejny raz, ale nie mogę skupić..... moja "nienawiść" zaczyna rosnąć.... dziś (kolejny już raz) mój były mąż wystawił mnie i dzieci.... Miał jechać do konsulatu, dzieci się cieszyły.... i co - oznajmił, że nie..... nie wyraża zgody na paszporty.... bo jest zły na mnie, to nie pojedzie. Przecież to chore...., To, że robi mi na złość - niech sobie robi, ale dlaczego kosztem dzieci???? Co one są winne???
Wydzwania do mnie po pijaku w środku nocy, albo pisze sms-y. Jestem dziś bardzo zła na niego i zrobię coś co powinnam zrobić już dawno.... idę zaraz na policję, niech da mi wreszcie spokój... mam nadzieję, ze sobie poradzę, bo gdy się denerwuję to zapominam nawet najprostsze słowa po angielsku..... zrobię sobie chyba ściągę... nie mogę tego tak zostawić

Tak bardzo chcę się przytulić.... sad
Wiem, że nie mogę się dziś złamać, choć jest mi ciężko....

15 080 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-11 11:35:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:

Dzień dobry wszystkim
Czytam Was dzisiaj już kolejny raz, ale nie mogę skupić..... moja "nienawiść" zaczyna rosnąć.... dziś (kolejny już raz) mój były mąż wystawił mnie i dzieci.... Miał jechać do konsulatu, dzieci się cieszyły.... i co - oznajmił, że nie..... nie wyraża zgody na paszporty.... bo jest zły na mnie, to nie pojedzie. Przecież to chore...., To, że robi mi na złość - niech sobie robi, ale dlaczego kosztem dzieci???? Co one są winne???
Wydzwania do mnie po pijaku w środku nocy, albo pisze sms-y. Jestem dziś bardzo zła na niego i zrobię coś co powinnam zrobić już dawno.... idę zaraz na policję, niech da mi wreszcie spokój... mam nadzieję, ze sobie poradzę, bo gdy się denerwuję to zapominam nawet najprostsze słowa po angielsku..... zrobię sobie chyba ściągę... nie mogę tego tak zostawić

Tak bardzo chcę się przytulić.... sad
Wiem, że nie mogę się dziś złamać, choć jest mi ciężko....

Dlaczego kosztem dzieci? Bo wie, ze Cie to zrani !!!!! Nic innego moze juz na Ciebie nie dziala ale jak sie bedzie "czepial" dzieci to wtedy Cie wkurzy!!!! Biedny karaluch, walczy jeszcze!!!!
Silly do boju nie daj sie !!!!!!!!!!!!!!!!! Prysnij jakim sprayem w karalucha moze sie otruje !!!! Nie dyskutuj z karaluchem rob swoje !!!!!
A poczytaj sobie moja sygnaturke smile Nie zalamiesz sie smile Ja choc chora w lozku przytulam Cie smile

Posty [ 15 016 do 15 080 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 230 231 232 233 234 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026