netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 847 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 229 230 231 232 233 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 951 do 15 015 z 26 310 ]

14 951

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Anstawia
Jak ja Ci zazdroszczę, że Ty wiesz, jaka jesteś smile
Bo ja to nie wiem nawet, kiedy by można było mnie o fałszywość posądzać. O mnie mówią "roztrzepana", "zwariowana", czasem nawet że szalona jestem - bo nigdy nie wiadomo, z czym wystrzelę i jak zareaguję, co powiem, co wybiorę... No się nie dziwię smile
I kurczę - nie mam żadnych pasji.... takich wiesz, niezależnych od sytuacji... I to też problem, bo ja tę pustkę w sobie (bo nie mam nic dla siebie) ogarniam tym co teraz i na chwilkę. A to mi nie daje satysfakcji. W życiu potrzebna jest pasja, która daje przyjemność, umożliwia skupienie się i zajęcie się po prostu sobą smile Znaczy mam zainteresowania, ale takie, co to niestety nie w kazdym momencie można realizować, zawsze to można  ich realizację planować wink Nie - szydełkować nie będę! wink Tego typu zajęć nie lubię smile

Zastanawiam się, jak zacząć to całe życie od początku i jak poszukać siebie... Skoro u mnie lubienie czegoś i nie lubienie zależy od stanu emocjonalnego... A z uspokojeniem się to nie tak, żeby klasnąć w dłonie i już.

Żabko nie zazdrość. Nie ma czego.
Nie wiem, czy jak kiedykolwiek napisałam, że wiem jaka jestem. Raczej bym siebie o to nie podejrzewała.
Teraz czuję na przykład,że przez ostatnie kilka miesięcy, zupełnie nie byłam sobą. Starałam się być kimś innym niż jestem. Słyszałam słowa: zdrowiejesz! To "zdrowienie" pochłonęło całą moją energię.
Całe szczęście, na ostatniej terapii, moja psycholog "zajęła się" mną i w swoim stylu, czyli w sposób łagodny ale dosadny, podsumowała mnie. Zwłaszcza zwróciła uwagę na to,że ja chcę coś mieć, być, od razu. Taaak...
Dlatego sobie odpuściłam.


Wiem,że kocham samotność i potrzebuję jej, bo w ten sposób doładowuję akumulatory. Wiem, że są ludzie, którzy na przykład idą na samotną wyprawę, wyprowadzaja się na obrzeża miast, spacerują po lesie... Bycie samemu jest mi potrzebne. Przynajmniej w tym momencie mojego życia. 
Co do pasji. Szukam jej od roku:) Była joga, rysowanie, scrapbooking, szydełkowanie jeden raz:P, teraz jest bieganie. Na dzień dzisiejszy bieganie daje mi to czego szukałam. Przede wszystkim mogę godzinę być sama big_smile Wpływa na moje zdrowie, zdrowo się odżywiam, zdrowo myślę. Wpadłam na ten pomysł podczas mojego dwutygodniowego urlopu i uwazam, że jest idealny dla mnie.
Trzeba szukać, przebierać, próbować różnych rzeczy.
Poczytaj o szukaniu pasji w internecie. Jest duzo ciekawych artykułów. Dzięki nim zrozumiałam,że na wszystko potrzeba czasu.

14 952 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-09 12:44:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Nie sledze. Kiedys napisala, ze pod jej Nickiem mozna ja znalesc w internecie. Wpisalam jej nick i znalazlam jej blog. Ten blog jest widoczny w jej profilu dla wszystkich na FB. Co mi spontanicznie przyszlo do glowy to jej o tym powiedziec. Bo jezeli jej ex zna jej nick to latwo moze ja tez znalesc. Napisalam jej, ze moze nie powinnam sie wtracac ale sie wtracilam. Moj blad.
Czemu mialabym ja sledzic? Wszystkim dziewczynom bym radzila o ile moge, aby nie dawaly swoich nikow ani innych detali swoim ex. Ale to tylko moje zdanie. Kazdy zrobi jak uwaza.

Odebrałam Twojego maila jako zagrożenie, nie jako "pomoc".
Standardowa reakcja. Byle tylko odrzucić od siebie ludzi, byle nie pozwolić im się zbliżyć.
Osobiste maile mnie przerazają, bo może ktoś zechce się do mnie zblizyć?
Mogła to poczuć niejedna osoba, która do mnie napisała maila. Jednej dziewczynie odpisałam,że nie chcę się z nią spotkać.
Napisaam wcześniej, że rozumiem, że chcesz mi w ten sposób pomóc. Strach, paniczny strach, mnie poniósł...
Czy ktoś to rozumie?

Nie rozumiem Anstawio Twojego strachu przed światem a to ludzie tworzą przecież ten świat.
Ja ludzi kocham smile
Nie oczekuje od nich niczego.
Świadoma jestem, że moje sprawy innych nie interesują i nie zadręczam ich swoimi opowieściami/spowiedziami czy "mądrościami" życiowymi big_smile. "Bawię" się ich towarzystwem i w ich towarzystwie. Oczywiście milej spędza mi sie czas z ludźmi uśmiechniętymi, ale umiem też sprawić aby inni uśmiechali się.
A może boisz się pokazać innym prawdziwą siebie ?
Może nie lubisz siebie takiej jaka jesteś i boisz sie odrzucenia innych ?

Jedna z cech DDA.
Trudno mi to tutaj opisać. Na terapii jest tak,że wiadomo o co chodzi. Rozumiemy się nawzajem i to jest super.
Tutaj na forum jest inaczej. Czuję presję. Ale to też jest w porządku, tylko, że męczy mnie strasznie.
Ja zawsze musiałam robić to co rodzice chcieli, inaczej była afera. Dlatego gdy z kimś rozmawiam, zawsze mam wrażenie, że muszę zrobić tak jak ta druga osoba mówi, bo inaczej będzie afera, będę przez tą osobę odrzucona. Najgorzej jest, gdy ta osobama dla mnie znaczenie, szanuję jej zdanie, jest dla mnie autorytetem.  Robię wbrew sobie a potem to oczywiście odchorowywuję.
Przekonanie,że nie mam racji, że moje zdanie i tak się nie liczy itp jest bardzo silne w mojej głowie. Dlatego odrzucam ludzi i wybieram samotną drogę. Bo nie wiem jak iść swoją drogą wśród ludzi.
Jest to mój cel terapii. Pokonać ten lęk, strach, obawy. Ale wiem, że rzucając się na głęboką wodę tego nie osiągnę. Potrzeba czasu. "Wyjście do ludzi" nie pomaga. Pomaga mi za to mówienie, że się boję, że czuję strach, czuję lęk i iść z lękiem przed siebie.
Na ostatniej terapii powiedziałam,że tak się fatalnie i nie komfortowo czuję na spotkaniach, że nie zrezygnuję dopóki nie poczuję się wyluzowana. Moje słowa zostały bardzo docenione przez moją psycholog i niektóre dziewczyny, które chciały zrezygnować, powiedziały, że też chcą kontynuować terapię.
Terapia jest ogromnie stresująca i myślę, że wystarczy mi,że tam chodzę i pokonuję moje lęki wśród innych osób.
Oczywiście pracuję z ludźmi, wychodzę do sklepu, rozmawiam z sąsiadami. Ale zawsze czuję dystans, stres, wypada mi coś z rąk na przykład, czerwienię się i ogólnie jest ... śmiesznie smile
Ja uwielbiam siebie "prawdziwą", ale boję się być prawdziwa, bo nigdy nie miałam prawa być sobą. Dopasowywuję się.

14 953

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Ja ludzi kocham smile
Nie oczekuje od nich niczego.
Świadoma jestem, że moje sprawy innych nie interesują i nie zadręczam ich swoimi opowieściami/spowiedziami czy "mądrościami" życiowymi big_smile.

Ja nie wiem czy kocham ludzi bo przeciez dopiero staram sie kochac siebie. Ale to co piszesz to fakt, ze moje sprawy innych nie interesuja. A czy mnie interesuja sprawy innych? Czasami tak czasami nie.
Wiem jedno, ze jestem kowalem swojego losu i moje szczescie powinno ode mnie zalezec. Wiem to a w praktyce roznie bywa.

14 954

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

CACHMIR
Poniedziałek 7 maja 2012 rok Gazeta Wyborcza str 16 artykuł "ROZWÓD Z WOJNĄ W TLE"

W PUNKCIE  O DOWODACH NIEWIERNOŚCI : (...) Prywatny detektyw nie może podsłuchiwać rozmów śledzonego a małżonek tak. Wystarczy, że podaruje podejrzewanemu o zdradę partnerowi telefon z zainstalowanym spyphonem. Dzięki temu urządzeniu dostanie wykaz wszystkich połączeń wychodzących, jak i przychodzących. (...) Choć detektywom nie wolno zakładać podsłuchów ani montować kamer, to mogą namówić zleceniodawcę, by pod pozorem ochrony przed złodziejami sam zamontował takie urządzenie w domu.
W PUNKCIE O GROŹBACH KARALNYCH : (...) Nachodził byłą, żonę,obrażał ją i zastraszał . W końcu kobieta postanowiła się bronić. Kupiła urządzenie rejestrujące i nagrywała kłótnie z byłym partnerem. Skierowała sprawę do sądu. Jan wypierał się, ale ekspertyza fonoskopijna wykazała, że kłamie.

14 955

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Pogrubionym drukiemzaznaczyłam gdzie nastapiło pierwsze nieporozumienie.
Moje pytanie było retoryczne. Ja chcę mężowi wybaczyć i nie chcę pisać o nim z nienawiścią, bo jestem później chora. Nie chcę pielęgnować w sobie urazy, bo tak mi jest lepiej.
Źle się wyraziłam. Mam na mysli, że wybaczyłam ojcu to i wybaczę mężowi. Tego chcę w tym momencie. Chodzi o wewnętrzne uczucie.

Nie chcesz pisać z nienawiścią?! I może dobrze, oczywiście dla Twojego samopoczucia...., ale pomyśl sobie ile krzywdy Ci wyrządził...., nie chcesz pielęgnować urazy - tak, to prawda, pozornie jest lepiej...., widzisz, kilka lat temu miałam takie samo zdanie - do dziś cierpię, bo było mi wygodnie i dobrze nie żywić urazy do człowieka, który zniszczył mi radość życia. Uczę się nienawiści, uczę się być "złą" dla niego, nie jest mi łatwo, o nie...., ale ileż można znieść, kiedy cały czas ktoś Cię poniża, krytykuje, wymaga.... i to juz nie tylko ode mnie, ale i od dzieci, bo w tej chwili zaczął wykorzystywać dzieci, do swoich gierek... Zobaczył, że nie mięknę, że potrafię się postawić, ciągnąć do swojego, żyć swoim życiem.... Wybaczenie - swoją drogą...., ale pozytywne myślenie o kimś, kto wyrządza nam krzywdę nic dobrego dla nas samych nie wniesie...

14 956

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I nie lubię, gdy ludzie krzyczą. A jakoś tak się zdarza, że często ludzie krzyczą gdy powiem lub zrobię coś inaczej. Krzyczeli rodzice, mąż, teściowa, ciotka męża, happyfull stawia wykrzykniki...

14 957

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć zabko,

ja też nie wiem jaka jestem, bo ukształtowałam siebie na wzór jaki dał mi mój mąż. Nie powiem, żebym się taka sobie zupełnie nie podobała, ale nie w całości. W pewnych kwestiach się nie zmienię i w końcu zaczynam głośno o tym mówić, również mojemu mężowi. Poczucie miłości i bezpieczeństwa jest dla mnie tak jak i dla Ciebie strasznie ważne, ale ostatnio dodaje mi siły moja córka. Obydwie musimy sobie zapewnić miłość i poczucie bezpieczeństwa, żeby ona w przyszłości również nie była DDD.

Chcę zrozumieć postępowanie mojego męża, bo mimo wszystko trochę mi jeszcze zależy. Przecież byliśmy ze sobą tyle lat. Teraz, gdy już się nie boję rozstania, to każda szczera rozmowa nie jest mi straszna. Wiem, że on robi źle i on tak naprawdę też musi to rozumieć. Jeżeli będzie chciał się zmienić, to ja mu pomogę, ale jeśli nie będzie umiał lub nie będzie chciał się zmienić to musimy się rozstać.

Wierzę, że i Tobie uda się znaleźć miłość i bezpieczeństwo, żebyś nie musiała iść na kompromis i nawiązać współpracę.

14 958

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

cACHMIRKO DLA MNIE OCZYWISTE JEST, ŻE JEŚLI POZWANY NIE PRZYZNAJE SIĘ, IŻ TE SŁOWA ON WYPOWIADAŁ , TO GŁOS PODDAWANY JEST EKSPERTYZIE. DODAĆ JEDNAK CHCĘ, ŻE NIE KAŻDY ZAPRZECZAĆ BĘDZIE W SĄDZIE I UDAWAĆ, ŻE JEGO GŁOS NIE JEST JEGO GŁOSEM, A JEŚLI JUŻ ,TO OSOBA, KTÓRA SPRAWĘ W SĄDZIE PRZEGRYWA, PONOSI JEJ WSZYSTKIE KOSZTY. W REZULTACIE TO POZWANY ZAPŁACI ZA WSZYSTKO. JAKIE SĄ KOSZTA TAKIEGO BADANIA NIE WIEM I NIE WIEM CZY SĄ W OGÓLE, ALE Z TEGO ARTYKUŁU WYRAŹNIE WYNIKA, ŻE TAKIE BADANIA ROBI SIĘ W CHWILI ZAPRZECZANIA POZWANEGO     smile

14 959

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

Drogie Panie,

nie wiem czy powinnam włączać się w dyskusję na temat nieporozumienia, jakie powstało między Anstawią a Happyfull, ale mam pewną teorię. Happyfull czy nie miałaś przypadkiem tak, że po kłótniach i awanturach z mężem najpierw wyzywałaś go od najgorszych (w myślach, w rozmowach z rodziną lub przyjaciółmi), a kiedy Cię przeprosił, kiedy się pogodziliście, stawał się znowu dla Ciebie 'kochanym mężusiem', o którym mówiłaś jak najlepiej i tak w koło? Pytam, bo u mnie tak było. Najpierw, po awanturach opowiadałam, jaki jest okropny, a kiedy się pogodziliśmy, gruchaliśmy jak gołąbki.
    Może inny wyraz emocjonalny (tzn. tak to odebrała Happyfull) w wypowiedziach Anstawii spowodował u Happyfull skojarzenie z jej zachowaniem? Tak jak mówię, to tylko moje skojarzenie i moja teoria na temat tego nieporozumienia, którą wysnułam na podstawie własnych doświadczeń. Drogie Panie, nie denerwujmy się na siebie nawzajem! Mamy wystarczająco dużo innych problemów! Potraktujmy każdą wypowiedź jako okazję do dowiedzenia się czegoś o sobie, o innych i o świecie. I pamiętajmy, że każda z nas ma prawo się pomylić czy źle zinterpretować czyjąś wypowiedź. Gdybyśmy nie miały takich kłopotów, nie byłoby nas tutaj, prawda?

Dokladnie tak smile

14 960

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Magnolio "śledzisz" Anstawię na FS ? yikes

Nie sledze. Kiedys napisala, ze pod jej Nickiem mozna ja znalesc w internecie. Wpisalam jej nick i znalazlam jej blog. Ten blog jest widoczny w jej profilu dla wszystkich na FB. Co mi spontanicznie przyszlo do glowy to jej o tym powiedziec. Bo jezeli jej ex zna jej nick to latwo moze ja tez znalesc. Napisalam jej, ze moze nie powinnam sie wtracac ale sie wtracilam. Moj blad.
Czemu mialabym ja sledzic? Wszystkim dziewczynom bym radzila o ile moge, aby nie dawaly swoich nikow ani innych detali swoim ex. Ale to tylko moje zdanie. Kazdy zrobi jak uwaza.

Odebrałam Twojego maila jako zagrożenie, nie jako "pomoc".
Standardowa reakcja. Byle tylko odrzucić od siebie ludzi, byle nie pozwolić im się zbliżyć.
Osobiste maile mnie przerazają, bo może ktoś zechce się do mnie zblizyć?
Mogła to poczuć niejedna osoba, która do mnie napisała maila. Jednej dziewczynie odpisałam,że nie chcę się z nią spotkać.
Napisaam wcześniej, że rozumiem, że chcesz mi w ten sposób pomóc. Strach, paniczny strach, mnie poniósł...
Czy ktoś to rozumie?

Chyba częsciowo tak. Ale u mnie reakcja zależy od drugiej strony kierującej się do mnie. Podoba mi się i odpowiada mi bariera jaką daje forum. Jaką daje FB i inne takie. To jest OK. Ale nie za blisko, nie za często, nie za mocno, nie wchodźcie mi w głąb!!!! smile Nie chcę się otworzyć, bo ktoś to wykorzysta i mnie zrani - znasz to, wiesz co to smile Albo ja popłynę obsesyjnie. Też wiesz o co mi chodzi.

I jeszcze nie chcę, maksymalnie nie chcę "przebywać" wśród pesymistów, przez sam fakt długiego przebywania z nimi daję się ściągać w dół. Bo ja się dostosowywuję (taki charakter). Nie chcę, bo nie jestem pesymistką a jeszcze nie umiem sobie poradzić z "niedostosowywaniem się". Taki mój "jeszcze obecny m" jest... Jak mogłam i mi się chciało, bo kochałam obsesyjnie, to ciągnęłam w górę, a on skwapliwie za mną szedł. Ale nie dał nic od siebie, niczego nie zrobił sam - nigdy, nawet dla siebie. Jak zaczęłam odpuszczać, bo już nie miałam siły, to się okazało, że polecieliśmy z impetem w dół, bo ja już nawet siły dla siebie samej nie miałam.  Teraz to widzę. I już się tym nie przejmuję, nie moja sprawa. Każdy ma swoje własne wewnętrzne życie, jego mi się nie chce analizować, bo na siebie już mi przecież i tak czasu nie starcza smile

Ja nie wiem, ile czasu będę się uczyć otwartości, spontaniczności - ja nie wiem czy się nauczę smile Ale wiem, że wiem i że czasem się już staram popchnąć samą siebie do przodu. Więc nie dam się ściągać w dół wink

14 961 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-09 13:07:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Chcę zrozumieć postępowanie mojego męża, bo mimo wszystko trochę mi jeszcze zależy. Przecież byliśmy ze sobą tyle lat. Teraz, gdy już się nie boję rozstania, to każda szczera rozmowa nie jest mi straszna. Wiem, że on robi źle i on tak naprawdę też musi to rozumieć. Jeżeli będzie chciał się zmienić, to ja mu pomogę, ale jeśli nie będzie umiał lub nie będzie chciał się zmienić to musimy się rozstać.

Zabcia5 chcesz ksiazki? Ja wiem, ze Ty chcialas na skroty ale nie da sie na skroty. Po drodze na skroty wrocic do punktu wyjscia.
Znasz blogi Terapia przez pisanie i Moje dwie glowy? Poczytaj sobie tam bedzie moze opisany Twoj maz.
Ale zwroc tez uwage co pisza o sobie kobiety.

Oj zobaczylam, ze juz Ci wyslalam. Pomylilam Cie z kims innym. Duzo nowych kobiet w nowym roku. Ale to dobrze smile

14 962

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Żabko nie zazdrość. Nie ma czego.
Nie wiem, czy jak kiedykolwiek napisałam, że wiem jaka jestem. Raczej bym siebie o to nie podejrzewała.
Teraz czuję na przykład,że przez ostatnie kilka miesięcy, zupełnie nie byłam sobą. Starałam się być kimś innym niż jestem. Słyszałam słowa: zdrowiejesz! To "zdrowienie" pochłonęło całą moją energię.
Całe szczęście, na ostatniej terapii, moja psycholog "zajęła się" mną i w swoim stylu, czyli w sposób łagodny ale dosadny, podsumowała mnie. Zwłaszcza zwróciła uwagę na to,że ja chcę coś mieć, być, od razu. Taaak...
Dlatego sobie odpuściłam.


Wiem,że kocham samotność i potrzebuję jej, bo w ten sposób doładowuję akumulatory. Wiem, że są ludzie, którzy na przykład idą na samotną wyprawę, wyprowadzaja się na obrzeża miast, spacerują po lesie... Bycie samemu jest mi potrzebne. Przynajmniej w tym momencie mojego życia. 
Co do pasji. Szukam jej od roku:) Była joga, rysowanie, scrapbooking, szydełkowanie jeden raz:P, teraz jest bieganie. Na dzień dzisiejszy bieganie daje mi to czego szukałam. Przede wszystkim mogę godzinę być sama big_smile Wpływa na moje zdrowie, zdrowo się odżywiam, zdrowo myślę. Wpadłam na ten pomysł podczas mojego dwutygodniowego urlopu i uwazam, że jest idealny dla mnie.
Trzeba szukać, przebierać, próbować różnych rzeczy.
Poczytaj o szukaniu pasji w internecie. Jest duzo ciekawych artykułów. Dzięki nim zrozumiałam,że na wszystko potrzeba czasu.

Anstawia, powiedzmy że rozumiem wink
Ja zazdroszczę "pozytywnie" - wiesz, że to tak fajnie chcieć korzystać z życia i tylu rzeczy próbować smile Taki motorek dla mnie do przodu:
Ja też słyszę - silna, lepsza, jesteś sobą w końcu. Fajnie, miło, taką mnie znali wcześniej. Ale ja też wiem, że jestem jeszcze dokładnie w tym samym miejscu, tyle że o niebo bardziej świadoma - a szczególnie tego, jak łatwo się zachwycić i popędzić wink Hurra optymizm smile Jak nie zauroczenie w facecie, to fakt, ze sobie tak szybko radzę. Przecież ja taka rewelacyjna jestem, tylko on taki wredny był, że mnie zdołował wink Jakbym taka rewelacyjna była, to by rady nie dał, nie? wink
Na razie chyba poczytam sobie o DDA i KKZB. I wystarczy, że nie będę siedzieć z założonymi rękami, że skoro jestem towarzyska i uwielbiam rozmawiać z ludźmi - to, że "nadrobię" i że nie "ucieknę". Przy okazji też rózne fajne rzeczy zauważam, przeżywam, poznaję smile Wszystkiego nie da rady naraz smile Pasje później, najpierw niechże ja sobie wszystko uświadomię i w większości zrozumiem smile I właśnie - tak, na wszystko potrzeba czasu smile

14 963

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Moja droga zabko, Ty się dopasowujesz? A jak się to ma do tego co pisałaś o kompromisie?

Pytasz, czy on zawsze był taki. Odpowiadam Ci, że tak, a z czasem jest coraz gorzej.
Przyznam szczerze, chcę iść na łatwiznę. Pogadać z Wami na temat tego szczególnego przypadku. Książki to strata czasu. Mój mąż jest człowiekiem strasznie upartym. Mało kogo jest w stanie posłuchać, a już bynajmniej nie mnie. To ja sama dla siebie chciałabym zrozumieć dlaczego człowiek tak postępuje jak On.

Każdy jest indywidualnym i szczególnym przypadkiem, nie wyłączając z tego nas samych big_smile
Chcesz zrozumieć dlaczego ON tak a nie inaczej postępuje. Rozumiem to, ale ważniejsze jest, dlaczego TY postępujesz tak jak postępujesz smile. Byłaś z nim mimo, że od początku wiedziałaś, że nie pasujecie do siebie. Godziłaś się na mówienie, że jesteś zerem i zerem jest Twoja rodzina. To stwierdzenie nawet dopingowało Cię do działania.
Z Twojego opisu waszego małżeństwa wynika, że Twój mąż nie jest szczęśliwy w tym związku. Wynikać to może z niedopasowania lub zwyczajnie z rysów jego charakteru (narzekanie, niezadowolenie). Już wiesz, że razem nie jest wam fajnie. Wiesz, że oboje nie zmienicie się. CZego więc oczekujesz ?
Cy myślisz, że jak weszłabyś w rolę idealnej żony, jego ideału, szczęśliwa byś była ?
We wcześniejszej wypowiedzi powoływałaś się na wypowiedź znajomego. Znajomy narzekał na żonę, ale bał się, że po rozwodzie z inną mu lepiej nie będzie......wiesz...wydaje mi się, ze on wiedział, że źle mu będzie także samemu ze sobą.....a my już wiemy, że jeśli człowiek znajdzie w sobie miłość do siebie, dopiero wtedy może budować szczęśliwe związki smile. Tak, Twój znajomy nie był w stanie budować jakiegokolwiek szczęśliwego związku i nie partnerka była tego przyczyną, tylko on sad.
Ja też musiałam najpierw "rozpracować" męża i po nitce doszłam do kłębka. Tym kłębkiem okazałam się ja. On jest jaki jest, ale co ze mną ? Dlaczego zgadzałam się na życie jakiego nie akceptowałam (bo nie akceptowałam). Życie w nieudanym związku dla dzieci to tylko wymówka. Tkwimy w tych związkach dla siebie. Pozwoliłam "odciąć sobie nogi"(pozwoliłam się uzależnić finansowo), więc jak miałam stanąć na nogi. Przecież ich nie miałam. Teraz wiem, że wystarczą mi protezy. Na nich też da się chodzić. smile

Pytasz czego oczekuje? Otóż do tej pory ja się podporządkowywałam. Żeby być z Nim postępowałam tak, żeby był zadowolony. Mówiłam to co on chciałby usłyszeć, obiecywałam wiele, a później nie dotrzymywałam obietnic, bo nie umiałam.  To we mnie tkwi przyczyna, oszukiwałam siebie i Jego. Teraz chcę szczerej rozmowy. Chcę, żeby zrozumiał, że ja się już nie zmienię. Obydwoje musimy podjąć świadomą decyzję.

14 964

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Cześć zabko,

ja też nie wiem jaka jestem, bo ukształtowałam siebie na wzór jaki dał mi mój mąż. Nie powiem, żebym się taka sobie zupełnie nie podobała, ale nie w całości. W pewnych kwestiach się nie zmienię i w końcu zaczynam głośno o tym mówić, również mojemu mężowi. Poczucie miłości i bezpieczeństwa jest dla mnie tak jak i dla Ciebie strasznie ważne, ale ostatnio dodaje mi siły moja córka. Obydwie musimy sobie zapewnić miłość i poczucie bezpieczeństwa, żeby ona w przyszłości również nie była DDD.

Chcę zrozumieć postępowanie mojego męża, bo mimo wszystko trochę mi jeszcze zależy. Przecież byliśmy ze sobą tyle lat. Teraz, gdy już się nie boję rozstania, to każda szczera rozmowa nie jest mi straszna. Wiem, że on robi źle i on tak naprawdę też musi to rozumieć. Jeżeli będzie chciał się zmienić, to ja mu pomogę, ale jeśli nie będzie umiał lub nie będzie chciał się zmienić to musimy się rozstać.

Wierzę, że i Tobie uda się znaleźć miłość i bezpieczeństwo, żebyś nie musiała iść na kompromis i nawiązać współpracę.

Najpierw to ja bym chciała pokochać siebie smile A żeby pokochać - muszę siebie poznać smile
Potem może fajnie by było poznawać innych - długo, dokładnie, takimi, jakimi są naprawdę. Mieć dużo znajomych - najróżniejszych.
A potem? smile Się okaże, jakie sobie życie zaczynam "gotować" smile



Kurczę - dziewczyny - tak mi świta od paru dni....
A teraz przeczytałam to powyższe i - ding-dong!
Przecież ja nigdy żadnego swojego faceta nie poznałam, nie musiałam, bo od razu byłam zakochana po uszy smile
Mało ważne, czy jakiegokolwiek faceta poznałam w realu, czy przez telefon, czy przez jakiś czat...
Ale mi się chce śmiać, jakie to proste... smile smile smile

14 965

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Oj zobaczylam, ze juz Ci wyslalam. Pomylilam Cie z kims innym. Duzo nowych kobiet w nowym roku. Ale to dobrze smile

A to nie mnie wysłałaś w poniedziałek? Sprawdź, bo my podobne nicki przecież mamy smile

14 966

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Moje drogie,
wiem, że nie powinnam pozwolić na takie traktowanie mnie przez mojego męża jak napisałam wcześniej, ale nie daje mi spokoju fakt, że znam człowieka ponad dwadzieścia lat i nie mogę zrozumieć jego sposobu postępowania.

Zagadek mam wiele, może któraś z Was miała podobny przypadek i coś z tego zrozumie. Każda najmniejsza Wasza wskazówka jest dla mnie bardzo cenna.

Pierwsza zagadka.
Mój mąż mówi mi co Mu we mnie nie pasuje (najdelikatniej to ujmując). Nie mogę zrozumieć, dlaczego jednago dnia mój mąż czepia się mnie o wszystko, a gdy ja bronię swoich racji wpada w furię i zaczyna wyzywać. Nigdy nie przeprasza, nigdy nie przyzna się do winy, do pomyłki (ale to już inny problem). Przez kilka dni chodzi nadąsany. Rozmowy i kontakty ograniczone do minimum. Jest względny spokój, bo schodzimy sobie z drogi. Później zaczyna być miły, kochający wręcz mąż idealny. Ten sam człowiek, a jakby dwie osobowości. Ja przecież jestem cały czas taka sama. I tak do następnej kłótni. Wygląda to tak jakby w pełnym momencie coś się w Nim przepełniało i musiał swoim wybuchem złości uwolnić wolną przestrzeń. Ale skąd taka huśtawka. Przez kilka dni miłość, aż tu raptem wręcz nienawiść.

Co o tym myślicie?

Widzisz, każdy z nas ma czasem "gorszy dzień"...., mój obecny facet tez nigdy nie przeprasza, nie przyznaje do winy, uważa, że wszystko co robi i jak robi jest OK. Ale rozmawiamy, nie wtedy gdy widzę, ze jest jakiś nadęty, zły, sfrustrowany - tak, po czymś takim zawsze wybucha...., ale spokojnie próbuje z nim rozmawiać, już nie zwracam uwagi na jego "zmienne" nastroje, po prostu czekam - najczęściej wiem co go denerwuje, przytłacza... staram się z nim o tym rozmawiać, zanim zrobi się z tego awantura. I wiem też, że i ja czasem mam słabsze dni..., pracujemy nad tym. Ja cały czas pilnuję się żeby mnie nie sprowokował, spokój, spokój i jeszcze raz wewnętrzny spokój. Mi to pomaga.... pomaga mi forum, blogi i książki. A takie "sinusoidy" jak u Ciebie były i mam nadzieję, że nie wrócą...

14 967

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Pytasz czego oczekuje? Otóż do tej pory ja się podporządkowywałam. Żeby być z Nim postępowałam tak, żeby był zadowolony. Mówiłam to co on chciałby usłyszeć, obiecywałam wiele, a później nie dotrzymywałam obietnic, bo nie umiałam.  To we mnie tkwi przyczyna, oszukiwałam siebie i Jego. Teraz chcę szczerej rozmowy. Chcę, żeby zrozumiał, że ja się już nie zmienię. Obydwoje musimy podjąć świadomą decyzję.

Żabcia... Skoro się dotąd podporządkowywałaś (czyli nie byłaś do końca sobą), to czy nie warto dać mu szansy poznać, jaka jesteś naprawdę - najpierw, a potem powiedzieć że taka będziesz i się nie zmienisz? Bo może skoro się podporządkowywałaś, to on nie wie? Bo podejmować decyzję na podstawie samego "się nie zmienię" - to troszkę trudno jest...
Chyba...

14 968

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Pytasz czego oczekuje? Otóż do tej pory ja się podporządkowywałam. Żeby być z Nim postępowałam tak, żeby był zadowolony. Mówiłam to co on chciałby usłyszeć, obiecywałam wiele, a później nie dotrzymywałam obietnic, bo nie umiałam.  To we mnie tkwi przyczyna, oszukiwałam siebie i Jego. Teraz chcę szczerej rozmowy. Chcę, żeby zrozumiał, że ja się już nie zmienię. Obydwoje musimy podjąć świadomą decyzję.

Właśnie - żeby on był zadowolony smile. A Ty? Byłaś zadowolona? Pewnie nie, albo przynajmniej tak Ci się zdawało smile, Z czasem właśnie uświadamiamy sobie to, ja niedawno tez myślałam, że we mnie tkwi przyczyna... po części i tak, bo żyłam NIM "żeby był zadowolony". To tu znalazłam cenne wskazówki, za które bardzo Wam dziewczyny dziękuję. Jeśli piszesz "ja się nie zmienię" - to on pewnie powie Ci to samo....

14 969

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Oj zobaczylam, ze juz Ci wyslalam. Pomylilam Cie z kims innym. Duzo nowych kobiet w nowym roku. Ale to dobrze smile

A to nie mnie wysłałaś w poniedziałek? Sprawdź, bo my podobne nicki przecież mamy smile

No Tobie wyslalam smile. Zabka i Zabcia musze zapamietac smile

14 970

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:

Właśnie - żeby on był zadowolony smile. A Ty? Byłaś zadowolona? Pewnie nie, albo przynajmniej tak Ci się zdawało smile

A jak bylas soba to on nie byl zadowolony sad.
U mnie bylo tak: Robie cos dla niego to dlaczego nic dla siebie nie robie. Robie cos dla siebie- przeciez to glupie, nie ma nasz nic lepszego do roboty, np. nauczenie sie chinskiego w 2 tygadnie (niektore jego pomysly byly nierealne).
Jak nie zrobisz bedzie zle. Albo kompromis ale Zabka juz podala kilka dni wczesniej definicje kompromisu sad.
Bo gdyby on byl inny to...ale jest jaki jest. Ma sie zmienic czy nam "taki on" odpowiada?

14 971

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Pogrubionym drukiemzaznaczyłam gdzie nastapiło pierwsze nieporozumienie.
Moje pytanie było retoryczne. Ja chcę mężowi wybaczyć i nie chcę pisać o nim z nienawiścią, bo jestem później chora. Nie chcę pielęgnować w sobie urazy, bo tak mi jest lepiej.
Źle się wyraziłam. Mam na mysli, że wybaczyłam ojcu to i wybaczę mężowi. Tego chcę w tym momencie. Chodzi o wewnętrzne uczucie.

Nie chcesz pisać z nienawiścią?! I może dobrze, oczywiście dla Twojego samopoczucia...., ale pomyśl sobie ile krzywdy Ci wyrządził...., nie chcesz pielęgnować urazy - tak, to prawda, pozornie jest lepiej...., widzisz, kilka lat temu miałam takie samo zdanie - do dziś cierpię, bo było mi wygodnie i dobrze nie żywić urazy do człowieka, który zniszczył mi radość życia. Uczę się nienawiści, uczę się być "złą" dla niego, nie jest mi łatwo, o nie...., ale ileż można znieść, kiedy cały czas ktoś Cię poniża, krytykuje, wymaga.... i to juz nie tylko ode mnie, ale i od dzieci, bo w tej chwili zaczął wykorzystywać dzieci, do swoich gierek... Zobaczył, że nie mięknę, że potrafię się postawić, ciągnąć do swojego, żyć swoim życiem.... Wybaczenie - swoją drogą...., ale pozytywne myślenie o kimś, kto wyrządza nam krzywdę nic dobrego dla nas samych nie wniesie...

Pozytywne myślenie tak,ale tylko o sobie samej. Tylko, że wraz z akceptacją siebie, przychodzi mi również umiejętność stawiania granic. Ucieka nienawiść, pojawia się... asertywność? Akceptując siebie, akceptuję drugą osobę i nie traktuję tej osoby jako wroga,ale jako człowieka,któremu mogę bez poczucia winy wyznaczyć swoje granice. Arogancja lub uległość w stosunku do osoby,która nas krzywdzi to wyrządza mi krzywdę. Nie chcę patrzeć z nienawiścią na innych. Całe życie to robiłam. Chcę patrzeć świadomie.

14 972

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Przecież ja taka rewelacyjna jestem, tylko on taki wredny był, że mnie zdołował wink Jakbym taka rewelacyjna była, to by rady nie dał, nie? wink

No i nie dal rady smile. Podtrul ale nie otrul big_smile. Zyjesz i dlugo jeszcze bedziesz zyla smile.

14 973 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-01-09 13:51:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Jedna z cech DDA.
Trudno mi to tutaj opisać. Na terapii jest tak,że wiadomo o co chodzi. Rozumiemy się nawzajem i to jest super.
Tutaj na forum jest inaczej. Czuję presję. Ale to też jest w porządku, tylko, że męczy mnie strasznie.
Ja zawsze musiałam robić to co rodzice chcieli, inaczej była afera. Dlatego gdy z kimś rozmawiam, zawsze mam wrażenie, że muszę zrobić tak jak ta druga osoba mówi, bo inaczej będzie afera, będę przez tą osobę odrzucona. Najgorzej jest, gdy ta osobama dla mnie znaczenie, szanuję jej zdanie, jest dla mnie autorytetem.  Robię wbrew sobie a potem to oczywiście odchorowywuję.
Przekonanie,że nie mam racji, że moje zdanie i tak się nie liczy itp jest bardzo silne w mojej głowie. Dlatego odrzucam ludzi i wybieram samotną drogę. Bo nie wiem jak iść swoją drogą wśród ludzi.
Jest to mój cel terapii. Pokonać ten lęk, strach, obawy. Ale wiem, że rzucając się na głęboką wodę tego nie osiągnę. Potrzeba czasu. "Wyjście do ludzi" nie pomaga. Pomaga mi za to mówienie, że się boję, że czuję strach, czuję lęk i iść z lękiem przed siebie.
Na ostatniej terapii powiedziałam,że tak się fatalnie i nie komfortowo czuję na spotkaniach, że nie zrezygnuję dopóki nie poczuję się wyluzowana. Moje słowa zostały bardzo docenione przez moją psycholog i niektóre dziewczyny, które chciały zrezygnować, powiedziały, że też chcą kontynuować terapię.
Terapia jest ogromnie stresująca i myślę, że wystarczy mi,że tam chodzę i pokonuję moje lęki wśród innych osób.
Oczywiście pracuję z ludźmi, wychodzę do sklepu, rozmawiam z sąsiadami. Ale zawsze czuję dystans, stres, wypada mi coś z rąk na przykład, czerwienię się i ogólnie jest ... śmiesznie smile
Ja uwielbiam siebie "prawdziwą", ale boję się być prawdziwa, bo nigdy nie miałam prawa być sobą. Dopasowywuję się.

A co będzie jak będzie afera ? co się stanie jak będziesz odrzucona. A co Cię interesuje co myślą o tobie inni. Odnoszę wrażenie , że walczysz z innymi. Tylko o co ? O rację ? Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, ma prawo je zmienić lub nie. Ucz się Anstawio asertywności. Asertywność nie ma nic wspólnego z agresją smile, ucz się więc asertywności ( widzisz, mówię Ci co masz robić big_smile) Będziesz asertywna, będziesz spokojna i dumna z siebie smile Postępować będziesz mogła w zgodzie ze sobą, innymi, bez kaca moralnego smile

Uwielbiasz siebie prawdziwą ? .....prawdziwa Ty to zakompleksiona, bojąca się ludzi dziewczyna. Kochasz ją ?

14 974 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-09 14:30:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jedna z cech DDA.
Trudno mi to tutaj opisać. Na terapii jest tak,że wiadomo o co chodzi. Rozumiemy się nawzajem i to jest super.
Tutaj na forum jest inaczej. Czuję presję. Ale to też jest w porządku, tylko, że męczy mnie strasznie.
Ja zawsze musiałam robić to co rodzice chcieli, inaczej była afera. Dlatego gdy z kimś rozmawiam, zawsze mam wrażenie, że muszę zrobić tak jak ta druga osoba mówi, bo inaczej będzie afera, będę przez tą osobę odrzucona. Najgorzej jest, gdy ta osobama dla mnie znaczenie, szanuję jej zdanie, jest dla mnie autorytetem.  Robię wbrew sobie a potem to oczywiście odchorowywuję.
Przekonanie,że nie mam racji, że moje zdanie i tak się nie liczy itp jest bardzo silne w mojej głowie. Dlatego odrzucam ludzi i wybieram samotną drogę. Bo nie wiem jak iść swoją drogą wśród ludzi.
Jest to mój cel terapii. Pokonać ten lęk, strach, obawy. Ale wiem, że rzucając się na głęboką wodę tego nie osiągnę. Potrzeba czasu. "Wyjście do ludzi" nie pomaga. Pomaga mi za to mówienie, że się boję, że czuję strach, czuję lęk i iść z lękiem przed siebie.
Na ostatniej terapii powiedziałam,że tak się fatalnie i nie komfortowo czuję na spotkaniach, że nie zrezygnuję dopóki nie poczuję się wyluzowana. Moje słowa zostały bardzo docenione przez moją psycholog i niektóre dziewczyny, które chciały zrezygnować, powiedziały, że też chcą kontynuować terapię.
Terapia jest ogromnie stresująca i myślę, że wystarczy mi,że tam chodzę i pokonuję moje lęki wśród innych osób.
Oczywiście pracuję z ludźmi, wychodzę do sklepu, rozmawiam z sąsiadami. Ale zawsze czuję dystans, stres, wypada mi coś z rąk na przykład, czerwienię się i ogólnie jest ... śmiesznie smile
Ja uwielbiam siebie "prawdziwą", ale boję się być prawdziwa, bo nigdy nie miałam prawa być sobą. Dopasowywuję się.

A co będzie jak będzie afera ? co się stanie jak będziesz odrzucona. A co Cię interesuje co myślą o tobie inni. Odnoszę wrażenie , że walczysz z innymi. Tylko o co ? O rację ? Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, ma prawo je zmienić lub nie. Ucz się Anstawio asertywności. Asertywność nie ma nic wspólnego z agresją smile, ucz się więc asertywności ( widzisz, mówię Ci co masz robić big_smile) Będziesz asertywna, będziesz spokojna i dumna z siebie smile Postępować będziesz mogła w zgodzie ze sobą, innymi, bez kaca moralnego smile

Uwielbiasz siebie prawdziwą ? .....prawdziwa Ty to zakompleksiona, bojąca się ludzi dziewczyna. Kochasz ją ?

Jeżeli zależy mi na drugiej osobie i ta osoba mnie odrzuci, to po prostu będzie mi przykro.
Widzisz,piszesz,że każdy ma swoje zdanie. Każdy,czyli ja też. Ja nie chcę usłyszeć,że mam rację. Ja wypowiadam swoje zdanie. Tylko, że Twoim zdaniem ja walczę. A druga strona wypowiada swoje zdanie? Nie stosuję agresji. Wypowiadam swoje zdanie.
Kocham siebie popełniającą błędy, świadomą swoich lęków, wrażliwą, ale też umiejącą wybrnąć z każdej trudnej sytuacji. Kocham swoje cechy DDA, bo dzięki nim mogę być sobą.
Tak,właśnie tak! Prawdziwa ja,to ta pełna kompleksów dziewczyna. Kto nie ma kompleksów? Mam kompleksy. Ale co z tego?! Chcę żyć z nimi.

14 975

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Pozytywne myślenie tak,ale tylko o sobie samej. Tylko, że wraz z akceptacją siebie, przychodzi mi również umiejętność stawiania granic. Ucieka nienawiść, pojawia się... asertywność? Akceptując siebie, akceptuję drugą osobę i nie traktuję tej osoby jako wroga,ale jako człowieka,któremu mogę bez poczucia winy wyznaczyć swoje granice. Arogancja lub uległość w stosunku do osoby,która nas krzywdzi to wyrządza mi krzywdę. Nie chcę patrzeć z nienawiścią na innych. Całe życie to robiłam. Chcę patrzeć świadomie.

Widzę, że mamy trochę inne myslenie... smile Bo ja właśnie tak miałam, nie miałam wrogów, bo zawsze uważałam, że ludzie są OK, akceptowałam ich takimi jacy są. Nie patrzyłam i nie patrzę na ludzi z nienawiścią. Ale własnie.... do czego to doprowadziło? Zaczęłam otwierać oczy.... zobacz - mój były mąż zostawił mnie kiedy dzieci były malutkie, zostawił tak "fizycznie", bo już wcześniej rozpadło się nasze małżenstwo, wyjechał do innej. I dobrze.... Przez kilka lat dzieci myślały o nim dobrze, bo właśnie przez brak "złego" myśłenia czy mówienia o nim uważały, że on jest w porządku, byłam uległa, bo dzieci...., bo próbowałam go zrozumieć. Ale czy on myślisz, zastanawiał się nad tym, czy myślał o mnie pozytywnie? NIE. Dziś rozumieją więcej.... i same widzą, że kłamie, że wymaga, nie dając nic w zamian. Moim zadaniem jest chronić dzieci przed nim. Zostawił mnie z dziećmi bez środków do zycia, musiałam sobie radzić, a on wydawał na swoje i jej przyjemności..., próbowałam go zrozumieć, dzieci odwiedzał raz na rok, bo w święta przecież wypada...., kiedy zawiódł ich raz czy drugi nie chcą z nim rozmawiać, spotykać się. A on robi mi awantury, całą winę zrzuca na mnie, że nie potrafię pokazać dzieciom, że on jest dobry, ze on je kocha.... Ale jak mam nastawić dzieci pozytywnie do niego, skoro nie nastawiałam negatywnie? Dopiero teraz widzę, jak bardzo krzywdził mnie i dzieci. Dlatego próbuję spojrzeć na niego z 'nienawiścią".

14 976

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Pozytywne myślenie tak,ale tylko o sobie samej. Tylko, że wraz z akceptacją siebie, przychodzi mi również umiejętność stawiania granic. Ucieka nienawiść, pojawia się... asertywność? Akceptując siebie, akceptuję drugą osobę i nie traktuję tej osoby jako wroga,ale jako człowieka,któremu mogę bez poczucia winy wyznaczyć swoje granice. Arogancja lub uległość w stosunku do osoby,która nas krzywdzi to wyrządza mi krzywdę. Nie chcę patrzeć z nienawiścią na innych. Całe życie to robiłam. Chcę patrzeć świadomie.

Widzę, że mamy trochę inne myslenie... smile Bo ja właśnie tak miałam, nie miałam wrogów, bo zawsze uważałam, że ludzie są OK, akceptowałam ich takimi jacy są. Nie patrzyłam i nie patrzę na ludzi z nienawiścią. Ale własnie.... do czego to doprowadziło? Zaczęłam otwierać oczy.... zobacz - mój były mąż zostawił mnie kiedy dzieci były malutkie, zostawił tak "fizycznie", bo już wcześniej rozpadło się nasze małżenstwo, wyjechał do innej. I dobrze.... Przez kilka lat dzieci myślały o nim dobrze, bo właśnie przez brak "złego" myśłenia czy mówienia o nim uważały, że on jest w porządku, byłam uległa, bo dzieci...., bo próbowałam go zrozumieć. Ale czy on myślisz, zastanawiał się nad tym, czy myślał o mnie pozytywnie? NIE. Dziś rozumieją więcej.... i same widzą, że kłamie, że wymaga, nie dając nic w zamian. Moim zadaniem jest chronić dzieci przed nim. Zostawił mnie z dziećmi bez środków do zycia, musiałam sobie radzić, a on wydawał na swoje i jej przyjemności..., próbowałam go zrozumieć, dzieci odwiedzał raz na rok, bo w święta przecież wypada...., kiedy zawiódł ich raz czy drugi nie chcą z nim rozmawiać, spotykać się. A on robi mi awantury, całą winę zrzuca na mnie, że nie potrafię pokazać dzieciom, że on jest dobry, ze on je kocha.... Ale jak mam nastawić dzieci pozytywnie do niego, skoro nie nastawiałam negatywnie? Dopiero teraz widzę, jak bardzo krzywdził mnie i dzieci. Dlatego próbuję spojrzeć na niego z 'nienawiścią".

Ja w żaden sposób nie chcę i nie namawiam Cię byś zaczęła kochać męża big_smile Drań! Zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci.

Też mówiłam o moim mężu pozytywnie. Kłamałam. Później doszła agresja,bo nikt mi nie wierzył,że jest inaczej. Teraz to już nie ma znaczenia,bo tylko ja czuję jaki on jest w stosunku do mnie i tylko mnie to dotyczy.
Pozwalam na wiele ludziom,nie dlatego,że lekceważę ich wady. Dlatego,że mam problem sama ze sobą. Nie szanowałam siebie,nie kochałam, nie dbałam o siebie. Nienawidziłam ludzi,bo uważałam,że to oni mi robią problemy. Robili,bo im na to pozwalałam.

14 977

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Cześć zabko,

ja też nie wiem jaka jestem, bo ukształtowałam siebie na wzór jaki dał mi mój mąż. Nie powiem, żebym się taka sobie zupełnie nie podobała, ale nie w całości. W pewnych kwestiach się nie zmienię i w końcu zaczynam głośno o tym mówić, również mojemu mężowi. Poczucie miłości i bezpieczeństwa jest dla mnie tak jak i dla Ciebie strasznie ważne, ale ostatnio dodaje mi siły moja córka. Obydwie musimy sobie zapewnić miłość i poczucie bezpieczeństwa, żeby ona w przyszłości również nie była DDD.

Chcę zrozumieć postępowanie mojego męża, bo mimo wszystko trochę mi jeszcze zależy. Przecież byliśmy ze sobą tyle lat. Teraz, gdy już się nie boję rozstania, to każda szczera rozmowa nie jest mi straszna. Wiem, że on robi źle i on tak naprawdę też musi to rozumieć. Jeżeli będzie chciał się zmienić, to ja mu pomogę, ale jeśli nie będzie umiał lub nie będzie chciał się zmienić to musimy się rozstać.

Wierzę, że i Tobie uda się znaleźć miłość i bezpieczeństwo, żebyś nie musiała iść na kompromis i nawiązać współpracę.

Najpierw to ja bym chciała pokochać siebie smile A żeby pokochać - muszę siebie poznać smile
Potem może fajnie by było poznawać innych - długo, dokładnie, takimi, jakimi są naprawdę. Mieć dużo znajomych - najróżniejszych.
A potem? smile Się okaże, jakie sobie życie zaczynam "gotować" smile



Kurczę - dziewczyny - tak mi świta od paru dni....
A teraz przeczytałam to powyższe i - ding-dong!
Przecież ja nigdy żadnego swojego faceta nie poznałam, nie musiałam, bo od razu byłam zakochana po uszy smile
Mało ważne, czy jakiegokolwiek faceta poznałam w realu, czy przez telefon, czy przez jakiś czat...
Ale mi się chce śmiać, jakie to proste... smile smile smile

Ja miałam to samo z facetami. Pierwszy lepszy i bach! Zakochana:D

Nawet w te święta odezwał się do mnie "badboy" z UK. Jeszcze niedawno nogi bym przed nim rozłożyła. Napisał żebym zadzwoniła. Ja?! Po chwili zadzwonił. "przyleć do mnie" mówi. Ja mam lecieć do Ciebie?! Ty przyleć.-mówię. A on: Nie mam kasy. No to Twoja strata-odpowiedziałam. Zamieniliśmy dwa słowa o pogodzie i tyle. Kiedyś może bym z nim bajerowała przez tel a potem czuła się jak... Teraz wkurzyło mnie,bo dzwonił pogadać o seksie. Odrzucenie go dodało mi chyba więcej pewności siebie. Teraz sobie myślę, że fajnie jest mieć zgrabny tyłeczek,który jest niedostępny tongue

14 978

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Kolejny miesiąc i kolejne rozmowy z eksem. Nie ma pieniędzy, no po prostu nie ma i nie muszę mu przypominać, że ma dzieci big_smile
Wczoraj rozmawiałam też z jego partnerką. Alimenty to nie jej sprawa. O nie ! alimenty to też jej sprawa, moralna sprawa przede wszystkim. Pozwala przecież aby wydawał pieniądze na jej rodzinę....
Pożyczyć ma, by mi zapłacić....tak właśnie wyglądało moje całe życie. Wydawał bez opamiętania, bez sensu jak miał. Nigdy nie odłożył nawet złotówki i nie pomyślał co będzie jutro czy za tydzień. Pieniądze to nie problem - to jego ulubione powiedzenie. Właśnie problem eksa to między innymi pieniądze. Ten jego problem jest i zawsze był moim problemem sad
Jestem zła, ale ta złość jest dobra. Ona nie pozwala mi wpaść w dołek i zagrzebać się w nim smile

Zofio a moze czas oddać sprawę do komornika?
                  Nie wiem gdzie mieszkasz czy w Stanach czy w Polsce,ale mam koleżanki
                  które jedna tam a druga u nas oddały z ciągnięcie alimentów do komornika
                  Obie otrzymują pieniążki z państwa i w nosie z exem

14 979

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

CACHMIR
Poniedziałek 7 maja 2012 rok Gazeta Wyborcza str 16 artykuł "ROZWÓD Z WOJNĄ W TLE"

W PUNKCIE  O DOWODACH NIEWIERNOŚCI : (...) Prywatny detektyw nie może podsłuchiwać rozmów śledzonego a małżonek tak. Wystarczy, że podaruje podejrzewanemu o zdradę partnerowi telefon z zainstalowanym spyphonem. Dzięki temu urządzeniu dostanie wykaz wszystkich połączeń wychodzących, jak i przychodzących. (...) Choć detektywom nie wolno zakładać podsłuchów ani montować kamer, to mogą namówić zleceniodawcę, by pod pozorem ochrony przed złodziejami sam zamontował takie urządzenie w domu.
W PUNKCIE O GROŹBACH KARALNYCH : (...) Nachodził byłą, żonę,obrażał ją i zastraszał . W końcu kobieta postanowiła się bronić. Kupiła urządzenie rejestrujące i nagrywała kłótnie z byłym partnerem. Skierowała sprawę do sądu. Jan wypierał się, ale ekspertyza fonoskopijna wykazała, że kłamie.

Zofio to jest dokładnie to co mówi mój prawnik, nawt powiedział jak to wszystko zrobić.
                   Nie chciałam tego szeroko opisywać bo nikt konkretnie o to nie pytał a tylko zaśmiecała bym wątek.
                   Tak jak pisałam Ci wcześniej o tą kamerkę mu chodziło z wizją i fonia,która jest najbardziej wiarygodna

14 980

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Moje drogie,
wiem, że nie powinnam pozwolić na takie traktowanie mnie przez mojego męża jak napisałam wcześniej, ale nie daje mi spokoju fakt, że znam człowieka ponad dwadzieścia lat i nie mogę zrozumieć jego sposobu postępowania.

Zagadek mam wiele, może któraś z Was miała podobny przypadek i coś z tego zrozumie. Każda najmniejsza Wasza wskazówka jest dla mnie bardzo cenna.

Pierwsza zagadka.
Mój mąż mówi mi co Mu we mnie nie pasuje (najdelikatniej to ujmując). Nie mogę zrozumieć, dlaczego jednago dnia mój mąż czepia się mnie o wszystko, a gdy ja bronię swoich racji wpada w furię i zaczyna wyzywać. Nigdy nie przeprasza, nigdy nie przyzna się do winy, do pomyłki (ale to już inny problem). Przez kilka dni chodzi nadąsany. Rozmowy i kontakty ograniczone do minimum. Jest względny spokój, bo schodzimy sobie z drogi. Później zaczyna być miły, kochający wręcz mąż idealny. Ten sam człowiek, a jakby dwie osobowości. Ja przecież jestem cały czas taka sama. I tak do następnej kłótni. Wygląda to tak jakby w pełnym momencie coś się w Nim przepełniało i musiał swoim wybuchem złości uwolnić wolną przestrzeń. Ale skąd taka huśtawka. Przez kilka dni miłość, aż tu raptem wręcz nienawiść.

Co o tym myślicie?

Widzisz, każdy z nas ma czasem "gorszy dzień"...., mój obecny facet tez nigdy nie przeprasza, nie przyznaje do winy, uważa, że wszystko co robi i jak robi jest OK. Ale rozmawiamy, nie wtedy gdy widzę, ze jest jakiś nadęty, zły, sfrustrowany - tak, po czymś takim zawsze wybucha...., ale spokojnie próbuje z nim rozmawiać, już nie zwracam uwagi na jego "zmienne" nastroje, po prostu czekam - najczęściej wiem co go denerwuje, przytłacza... staram się z nim o tym rozmawiać, zanim zrobi się z tego awantura. I wiem też, że i ja czasem mam słabsze dni..., pracujemy nad tym. Ja cały czas pilnuję się żeby mnie nie sprowokował, spokój, spokój i jeszcze raz wewnętrzny spokój. Mi to pomaga.... pomaga mi forum, blogi i książki. A takie "sinusoidy" jak u Ciebie były i mam nadzieję, że nie wrócą...

Ja jestem na początku tych rozmów, ale myślę, że warto spróbować poważnie porozmawiać. Masz rację, że najważniejszy jest spokój. Dopiero od niedawna potrafię zachować spokój, to dlatego, że nabrałam do tego wszystkiego dystansu. Co ma być to będzie, ale musimy szczerze rozmawiać.

14 981 Ostatnio edytowany przez cachmir (2013-01-09 16:51:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

cACHMIRKO DLA MNIE OCZYWISTE JEST, ŻE JEŚLI POZWANY NIE PRZYZNAJE SIĘ, IŻ TE SŁOWA ON WYPOWIADAŁ , TO GŁOS PODDAWANY JEST EKSPERTYZIE. DODAĆ JEDNAK CHCĘ, ŻE NIE KAŻDY ZAPRZECZAĆ BĘDZIE W SĄDZIE I UDAWAĆ, ŻE JEGO GŁOS NIE JEST JEGO GŁOSEM, A JEŚLI JUŻ ,TO OSOBA, KTÓRA SPRAWĘ W SĄDZIE PRZEGRYWA, PONOSI JEJ WSZYSTKIE KOSZTY. W REZULTACIE TO POZWANY ZAPŁACI ZA WSZYSTKO. JAKIE SĄ KOSZTA TAKIEGO BADANIA NIE WIEM I NIE WIEM CZY SĄ W OGÓLE, ALE Z TEGO ARTYKUŁU WYRAŹNIE WYNIKA, ŻE TAKIE BADANIA ROBI SIĘ W CHWILI ZAPRZECZANIA POZWANEGO     smile

.

Zofio wszystko się zgadza, tylko moja jeszcze teściowa miała nagranie z dyktafonu.
                 Rozwodziła się dwa lata temu
                 siedziałam z nią na sali rozpraw gdy o tym mówiła
                 Sędzia bezczelnie powiedział,że na tym dyktafonie może być głos każdego i bez zadnej analizy nie dopuścił
                 tego jako dowodu sprawy. Po prostu odrzucił.
                 Ona nie miała adwokata on zresztą też nie.
                 I ja zapytałam swojej adwokat co w takiej kwestii robić
                 Mogę zażądać analizy głosu,jeżeli małżonek sie nie przyznaje,
                 ale tylko wtedy jeżeli sędzia dopuści to jako dowód

14 982

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Pytasz czego oczekuje? Otóż do tej pory ja się podporządkowywałam. Żeby być z Nim postępowałam tak, żeby był zadowolony. Mówiłam to co on chciałby usłyszeć, obiecywałam wiele, a później nie dotrzymywałam obietnic, bo nie umiałam.  To we mnie tkwi przyczyna, oszukiwałam siebie i Jego. Teraz chcę szczerej rozmowy. Chcę, żeby zrozumiał, że ja się już nie zmienię. Obydwoje musimy podjąć świadomą decyzję.

Żabcia... Skoro się dotąd podporządkowywałaś (czyli nie byłaś do końca sobą), to czy nie warto dać mu szansy poznać, jaka jesteś naprawdę - najpierw, a potem powiedzieć że taka będziesz i się nie zmienisz? Bo może skoro się podporządkowywałaś, to on nie wie? Bo podejmować decyzję na podstawie samego "się nie zmienię" - to troszkę trudno jest...
Chyba...

Od pewnego już czasu staram się być sobą i niestety jest między nami gorzej. Kolejny mój krok to poważna rozmowa o naszych problemach.

14 983

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Pytasz czego oczekuje? Otóż do tej pory ja się podporządkowywałam. Żeby być z Nim postępowałam tak, żeby był zadowolony. Mówiłam to co on chciałby usłyszeć, obiecywałam wiele, a później nie dotrzymywałam obietnic, bo nie umiałam.  To we mnie tkwi przyczyna, oszukiwałam siebie i Jego. Teraz chcę szczerej rozmowy. Chcę, żeby zrozumiał, że ja się już nie zmienię. Obydwoje musimy podjąć świadomą decyzję.

Właśnie - żeby on był zadowolony smile. A Ty? Byłaś zadowolona? Pewnie nie, albo przynajmniej tak Ci się zdawało smile, Z czasem właśnie uświadamiamy sobie to, ja niedawno tez myślałam, że we mnie tkwi przyczyna... po części i tak, bo żyłam NIM "żeby był zadowolony". To tu znalazłam cenne wskazówki, za które bardzo Wam dziewczyny dziękuję. Jeśli piszesz "ja się nie zmienię" - to on pewnie powie Ci to samo....

Mój mąż zauważył, że od pewnego czasu się zmieniłam, ale uważa, że się widocznie starzeję. Dobre sobie, prawda? Dzięki Wam dziewczyny utwierdziłam się przekonaniu, że trzeba walczyć o samą siebie. Dzięki.

14 984

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Oj zobaczylam, ze juz Ci wyslalam. Pomylilam Cie z kims innym. Duzo nowych kobiet w nowym roku. Ale to dobrze smile

A to nie mnie wysłałaś w poniedziałek? Sprawdź, bo my podobne nicki przecież mamy smile

No Tobie wyslalam smile. Zabka i Zabcia musze zapamietac smile

Przepraszam za to zamieszanie, ale swój nick wymyśliłam zanim zajrzałam na to forum.

14 985 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-01-09 18:13:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Jeżeli zależy mi na drugiej osobie i ta osoba mnie odrzuci, to po prostu będzie mi przykro.
Widzisz,piszesz,że każdy ma swoje zdanie. Każdy,czyli ja też. Ja nie chcę usłyszeć,że mam rację. Ja wypowiadam swoje zdanie. Tylko, że Twoim zdaniem ja walczę. A druga strona wypowiada swoje zdanie? Nie stosuję agresji. Wypowiadam swoje zdanie.

Pisalas, ze ja na Ciebie krzyczalam, bo wstawilam wykrzykniki. Bylam za leniwa aby uzyc pogrubionego tekstu. Z wykrzyknikami bylo prosciej. Juz Cie kilka razy przeprosilam wiec nie bede sie powtarzac.
Klamalabym gdybym napisala, ze nie jestem zraniona. Jestem. Napisalam Ci, ze masz prawo miec swoje zdanie i masz prawo byc "zszokowana" ze inni mysla inaczej. Ja wyczulam w Twoich postach bardzo duzo agresji. Dopiero dzisiaj napisalas mi dlaczego. To zdanie, ze mam sprawdzic czy Mr. Julian ma wolne terminy mnie zabolalo. Ale po przemysleniu stwierdzilam, ze bez Mr. Juliana sobie radze. Nigdy nie pisalam, ze jestem "zdrowa". Tylko "zdrowi" maja prawo sie tutaj wypowiadac?
Pozwolilam sobie na stwierdzenie, ze "wleje Ci", bo wydawalo mi sie moge. Traktowalam rozmowe na forum z Toba jak z fajna kolezanka. Nie wiedzialam, ze masz problem z bliskoscia. Teraz wiem.
To co mi zarzucialas to "stalking". Poczulam sie w pierwszym momencie jak kryminalistka. Ale dobrze, ze tak sie stalo bo nie bede wiecej prywatnie pisac z ludzmi z forum.
Ja wyczulam w Twoich postach do mnie chec udowodnienia mi, ze sie myle a Ty i tak wiesz lepiej. Nie wiem czy bylo to zamierzone ale tak sie czulam jak czytalam Twoje posty.

Anstawia napisał/a:

Kocham siebie popełniającą błędy, świadomą swoich lęków, wrażliwą, ale też umiejącą wybrnąć z każdej trudnej sytuacji. Kocham swoje cechy DDA, bo dzięki nim mogę być sobą.
Tak,właśnie tak! Prawdziwa ja,to ta pełna kompleksów dziewczyna. Kto nie ma kompleksów? Mam kompleksy. Ale co z tego?! Chcę żyć z nimi.

Anstawio ja nie kocham siebie popelniajaca bledy. Zastanawiam sie dlaczego popelnilam blad. Nie znaczy   ze sie  tez nienawidze za moje bledy. Jest mi zawsze przykro, jezeli siebie ranie, oszukuje. Jest mi tez przykro, ze ranie innych moim zachowaniem, choc nigdy nie jest to zamierzone.

14 986

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie miałam zamiaru Ci nic udowadniać.
Poczułam,że przekroczyłaś moją granicę w momencie gdy wypisałaś mi z wykrzyknikami błędy,które mam sobie wybaczyć.

14 987 Ostatnio edytowany przez cachmir (2013-01-09 18:25:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Happyfull Pozwól,że się wtrącę w Twoją dyskusję z Anastawią
                    Daj jej trochę od siebie odpocząć!!!!
                    bo te tłumaczenia o wykrzyknikach są zbędne
                    Oprócz wykrzykników dodawałaś jeszcze słowa typu
                    "jestem jaka jestem","jestem szczera", "czyżbym trafiła w sedno"
                    Tu już nie wytłumaczysz się lenistwem pogrubiania liter!!!!   
                    Ona to doskonale widziała i dlatego napisała Ci,że i tak się wyprzesz
                    Odpisuj spokojnie i bądź z nami, nic na siłę!!!
                    Będzie chciała to sama się odezwie
                    Zostaw już.

14 988

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ty tez przekroczylas moje granice. Chcialabym juz zakoczyc ta dyskusje.

14 989

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Ty tez przekroczylas moje granice. Chcialabym juz zakoczyc ta dyskusje.

Więc nie zaczynaj w kólko!!!!!!!

14 990 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-09 20:46:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Ty tez przekroczylas moje granice. Chcialabym juz zakoczyc ta dyskusje.

To ja mam wpływ na to co czujesz????


********************************************************************************

Fragment książki Melody Beattie "Współuzależnienie"

"Co zrobić, gdy przyjaciele i ludzie, którym ufamy, radzą nam, że powinniśmy postąpić w określony sposób, a nasze serce podpowiada nam, że nie tędy droga? Odpowiedzieć uporem, nie słuchając rad?
Czasem odpowiedzi na dręczące nas pytania oraz pomoc otrzymujemy od innych ludzi, korzystając z ich rad. Większość z nas dobrze zna powiedzenie:"Jeśli wszyscy mówią, że coś chodzi i kwacze jak kaczka, to pewnie jest kaczka". Z drugiej strony, często nie stać nas na więcej niż słuchanie rad innych. Jednak skąd mogą wiedzieć, co jest dla nas dobre? Tylko Bóg wie, co kryje się w naszym sercu. Być zdrowym, oznacza słuchać głosu swojego serca i zaufać mu, a nie dawać się kontrolować życzliwym przyjaciołom. Być może znajdujemy się na etapie, przez który oni jeszcze nie przechodzili. Mogą nie mieć  jasnego oglądu sytuacji. To nasze życie i do nas należy decyzja.
Przyjdzie nam żyć z dokonanymi wyborami.
Pewna kobieta, której wszyscy dookoła radzili, że powinna zakończyć swój związek, odpowiedziała: "Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdybym go teraz zostawiła". Jej sytuacja nie wyglądała różowo, ale nie była wykorzystywana. Nie narzekała i nie odgrywała roli ofiary. Dokonała świadomego wyboru, robiąc to, co dało jej komfort psychiczny. Na tym właśnie polega zdrowe podejście do życia!
Oto podstawowa zasada, do której powinniśmy się odwoływać za każdym razem, gdy przyjaciele radzą nam postąpić wbrew sobie:
Nie wywracaj swojego życia do góry nogami i nie postępuj wbrew sobie, jeśli miałoby to na celu troskę o cokolwiek innego niż twoja Siła Wyższa. "



Nie dam rady się rozwieść. Nie teraz, jeszcze nie...

14 991 Ostatnio edytowany przez pati31 (2013-01-09 21:04:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie !
Niechialam ,ale rowniez sie wtrace ,tak Was czytam sobie .
Anastawia przeszla kawal drogi i wykonala kawal dobrej roboty..............Razem rozpoczelysmy swoja droge na tym forum i watku .Widze duzy postep .Tyle dodam od siebie.

Choc czami trzeba ,policzyc do 10 -ciu i przemilczec ................

14 992 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-09 21:35:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.


Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Nie mam siły tego wszystkiego załatwiać sama.

14 993

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.

Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Witam, czytam systematycznie Was, mało się udzielając.
Anstawio,to znaczy, że to jeszcze nie czas na podjęcie tak trudnej decyzji. Mam tak samo, dlatego doskonale Cię rozumiem. Kiedy nadejdzie ten moment będziemy wiedziały, że to już, tak myślę. Przytulam niestety tylko wirtualnie.

14 994

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Maja66 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.

Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Witam, czytam systematycznie Was, mało się udzielając.
Anstawio,to znaczy, że to jeszcze nie czas na podjęcie tak trudnej decyzji. Mam tak samo, dlatego doskonale Cię rozumiem. Kiedy nadejdzie ten moment będziemy wiedziały, że to już, tak myślę. Przytulam niestety tylko wirtualnie.

Dzięki.

Mam poczucie,że Was wszystkie tutaj na forum zawiodłam.

14 995

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Mam poczucie,że Was wszystkie tutaj na forum zawiodłam.

Nie zawiodłaś!!!!
Jedna potrzebuje więcej czasu a druga mniej
Każda kroczy własną drogą i przemyśleniami
To nie wyścigi konne i zakłady kto pierwszy do mety
to jakaś część naszego życia i musimy ją przeżyć
Daj czasowi czas, daj sobie czas na przeżycie wszystkiego
Herbatka życia naciągnęła esencją bardzo mocno i trudno to wypić
Spokojnie dasz radę, nie dzisiaj to innym razem

14 996

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
przeczytałam Twoje dzisiejsze posty. Pamiętam też Twe pierwsze posty w tym wątku, pamiętam Ciebie z tego czasu. Zdawałoby się, że te dzisiejsze posty i te z kwietnia ubiegłego roku napisały dwie różne osoby, sporo pracy włożyłaś, by być w takim momencie życia, w jakim jesteś obecnie. Proszę, nie zapomnij o tym.

Czy mnie zawiodłaś? Nie, niby dlaczego miałoby to się stać? Nie jestem srogim i nieprzyjaznym człowiekiem. To, że zwątpiłaś w słuszność swej decyzji nie dziwi mnie ani nie oburza. Wiem, że czasem brak sił, że dopada rezygnacja.

O jedno tylko Cię proszę, nie staraj się nikomu przypodobać swymi decyzjami.

14 997

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.


Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Nie mam siły tego wszystkiego załatwiać sama.

Nikogo nie zawiodlas, bo kazdy tutaj Cie doskonale rozumie.
Jestes juz dalej swiadomoscia ,ale widocznie ,z decyzja o rozwodzie musisz poczekac ,widocznie nie jestes na to gotowa w tej chwili.
Nie zadreczaj sie tym ,masz prawo odczuwac kazde emocjie , nie tylko dobre, ale rowniez zwatpienie , haos itd.
Rozwod to ciezki okres w zyciu jesli nie czujesz sie na silach ,nie rob nic na sile.
Na to przyjdzie odpowiedni moment zobaczysz.
Caluje mocno .

14 998

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Maja66 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.

Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Witam, czytam systematycznie Was, mało się udzielając.
Anstawio,to znaczy, że to jeszcze nie czas na podjęcie tak trudnej decyzji. Mam tak samo, dlatego doskonale Cię rozumiem. Kiedy nadejdzie ten moment będziemy wiedziały, że to już, tak myślę. Przytulam niestety tylko wirtualnie.

Dzięki.

Mam poczucie,że Was wszystkie tutaj na forum zawiodłam.

Droga Anstawio,
cóż to za pomysł, że mogłaś kogokolwiek zawieść na tym forum? Jesteśmy tu bo łączą nas te same problemy i możemy liczyć na życzliwe słowa wsparcia.  Nikt nikomu nie stawia zadań do wykonania, więc nie mam mowy żebyś kogokolwiek zawiodła. Zapewne znajdziesz na forum jeszcze wielu oddanych kibiców.

14 999

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję Wam
Wyryczałam się nad każdym postem, który się pojawiał.
Chciałam napisać o moim zwątpieniu wcześniej, ale brakło mi odwagi. A potem wszystko potoczyło się, tak jak się potoczyło.
Mam potrzebę pisania i przeżywania moich słabości. Nie po to żeby usłyszeć,że jestem silna i że to nieprawda. Ale po to, by usłyszeć, że mam prawo czuć bezsilność, słabość, popełniać błędy... Trochę to inne myślenie niż do tej pory, ale czuję się lepiej, gdy przyznaję się sama przed sobą i przed Wami, że wątpię, boję się... Świadomość tych uczuć daje mi ukojenie, ale nie osłabia mojej czujności. Chcę iść przez życie ze strachem pod pachą.
Ostatnio bardzo się szarpałam sama ze sobą, pełno było we mnie nienawiści, chęci udowodnienia innym,że jestem silna. Czułam,że nie jestem sobą. To nie jestem ja. Ja to zakompleksiona, strachliwa, wrażliwa dziewczynka, zdolna przenosić góry i pokonywać przeszkody. Na dzień dzisiejszy tak się czuję. Może to chwilowe... Może na całe życie... Zobaczymy.

15 000

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
kiedyś pewna mądra osoba powiedziała mi, że tylko silne osoby przyznają się do swych słabości. smile
To, co teraz przeżywasz: strach, zwątpienie, ..., to normalne uczucia. To, co się w Tobie zmieniło, to Twoja świadomość. Przestałaś te swoje uczucia ukrywać przede wszystkim przed sobą samą.
I wiesz na czym polega odwaga? Nie na tym, by nie przeżywać strachu, ale na tym, by różne rzeczy robić MIMO niego.

Kiedyś, w tym wątku, napisałam taką ściągę, teraz zrobię to ponownie. Może skorzystasz z niej (i nie tylko Ty):
bezradność, bezsilność, ciekawość, czułość, duma, frustracja, gniew, irytacja, lęk, litość, miłość, nienawiść, niepewność, niepokój, nieszczęście, nieufność, niezadowolenie, nuda, obawa, obojętność, obrzydzenie, oburzenie, osamotnienie, panika, podekscytowanie, pogarda, pokora, przestrach, przygnębienie, radość, rezygnacja, rozanielenie, rozbawienie, rozczarowanie, rozdrażnienie, rozgoryczenie, rozpacz, smutek, strach, szczęście, tęsknota, troska, trwoga, uciecha, ufność, ukojenie, ulga, wdzięczność, współczucie, wstyd, wściekłość, zachwyt, zadowolenie, zakłopotanie, zaskoczenie, zawiść, zazdrość, zażenowanie, zdenerwowanie, zdziwienie, złość, zmartwienie, zmieszanie, zniechęcenie, zniecierpliwienie, żal.

15 001 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-10 09:52:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Anstawio,
kiedyś pewna mądra osoba powiedziała mi, że tylko silne osoby przyznają się do swych słabości. smile
To, co teraz przeżywasz: strach, zwątpienie, ..., to normalne uczucia. To, co się w Tobie zmieniło, to Twoja świadomość. Przestałaś te swoje uczucia ukrywać przede wszystkim przed sobą samą.
I wiesz na czym polega odwaga? Nie na tym, by nie przeżywać strachu, ale na tym, by różne rzeczy robić MIMO niego.

Kiedyś, w tym wątku, napisałam taką ściągę, teraz zrobię to ponownie. Może skorzystasz z niej (i nie tylko Ty):
bezradność, bezsilność, ciekawość, czułość, duma, frustracja, gniew, irytacja, lęk, litość, miłość, nienawiść, niepewność, niepokój, nieszczęście, nieufność, niezadowolenie, nuda, obawa, obojętność, obrzydzenie, oburzenie, osamotnienie, panika, podekscytowanie, pogarda, pokora, przestrach, przygnębienie, radość, rezygnacja, rozanielenie, rozbawienie, rozczarowanie, rozdrażnienie, rozgoryczenie, rozpacz, smutek, strach, szczęście, tęsknota, troska, trwoga, uciecha, ufność, ukojenie, ulga, wdzięczność, współczucie, wstyd, wściekłość, zachwyt, zadowolenie, zakłopotanie, zaskoczenie, zawiść, zazdrość, zażenowanie, zdenerwowanie, zdziwienie, złość, zmartwienie, zmieszanie, zniechęcenie, zniecierpliwienie, żal.

Wielokropku
kiedyś już sobie przepisałam tą ściągę. Moje ulubione to rozanielenie

Dziękuję,że jesteś zawsze w moich najtrudniejszych momentach.


***********************************************************************************

https://www.youtube.com/watch?v=sG0o94io8k8
najmądrzejszy i najpiękniejszy filmik motywacyjny jaki kiedykolwiek obejrzałam. Zobaczcie jeśli potrzebujecie motywacji tak jak ja teraz.

15 002 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-01-10 10:03:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Maja66 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.

Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Witam, czytam systematycznie Was, mało się udzielając.
Anstawio,to znaczy, że to jeszcze nie czas na podjęcie tak trudnej decyzji. Mam tak samo, dlatego doskonale Cię rozumiem. Kiedy nadejdzie ten moment będziemy wiedziały, że to już, tak myślę. Przytulam niestety tylko wirtualnie.

Dzięki.

Mam poczucie,że Was wszystkie tutaj na forum zawiodłam.

Anstawio smile zawiodłaś nas ?! smile My nie rozpatrujemy nikogo w tych kategoriach. My nie jesteśmy tu jako komisja, jako jury. Każda z nas jest tu dla siebie, z uwagi na siebie. Jeśli na cokolwiek liczymy, to na zmianę siebie, nie kogoś , na zrozumienie siebie dzięki innym smile.  Jeśli mówimy Anstawio brawo ! to z uwagi na pokazanie Ci, że zauważamy i doceniamy zmiany, naszym zdaniem na lepsze, a zmiany są kiedy jesteś pewna siebie i radosna, kiedy piszesz, że już wiesz, że Twoje widzenie świata przyprawia Cię o uśmiech i wiesz jak układać swoje życie, w którym będziesz szczęśliwa. Oczywiście to nie muszą być szczere słowa. Nikt nie będzie Cię sprawdzał, kontrolował. Jeśli Twoim zdaniem nawaliłaś, bo jednak nie chcesz rozwodu to tylko dowiedziałaś się , że myśli i słowa o rozwodzie były błędne, że jednak szczęście daje Ci myśl, że związek wasz będzie trwał. Zostaniesz z mężem czy odejdziesz od niego, to tylko i wyłącznie Twoja sprawa. Jeśli będziesz żyła u boku męża dłuuugie lata, to jest to tez Twoja sprawa. KAżda przyklaśnie Ci, kiedy napiszesz lubię z nim być. Lubię i to bez względu czy mnie bije czy nie, czy mnie kocha czy nie, czy jest dobry czy nie. Anstawio wszystkie decyzje, które podejmiesz będą Twoimi decyzjami i jeśli będziesz po ich podjęciu szczęśliwa, to będzie miodzio smile
Opowiem Ci o sobie. Wahałam się całe lata. Kochałam, nienawidziłam, ale zawsze miałam nadzieję, ale i jakieś poczucie obowiązku bycia z nim (mąż, ojciec dzieci).  Nawet za jego długi czułam sie współodpowiedzialna mimo, że nie miałam pojęcia, że je zaciąga. JA jako żona czułam, że muszę być fer w stosunku do niego. On nie był fer a ja przez swoje postępowanie chciałam dać mu przykład i fer ZAWSZE byłam. Miewałam dni złe i bardzo złe. Mówiłam, że nie radzę sobie z emocjami. Zapewniał, że nie mam powodów. Powody i dowody na to pojawiały sie od czasu do czasu. Po alkoholu stawał się chamski a ja coraz cichsza, pokorniejsza, takie nic/ zero. Mimo wszystko trwałam  i jak odrobinę było lepiej, był miły,  dał buziaka, przytulił, w mojej głowie pęczniała myśl,  a jednak kocha a jak kocha to będzie już dobrze...nie było, wieczorem kilka głębszych i mówił, nienawidzę Cię jak psa ! Rano znowu przytulił, dał buziaka na pożegnanie, spotkał z kochanką, z którą romansu nie umiał przede mną ukryć. I przyszedł dzień gdy już nic mnie nie cieszyło. O nie ! cieszyła mnie myśl o niemyśleniu i nieczuciu, myśl o śmierci. 
Gdyby mi w tamtym czasie 100 osób mówiło, kobieto nie warto, nie wiedziałabym o czym mówią. Gdyby powstrzymali .....chyba nikt nie był w stanie mnie powstrzymać (bo nie zrobiła tego nawet myśl o rozpaczy dzieci).
Kiedy chciał wrócić już go nie chciałam i namowa 100 osób nic by nie dała. Nie chciałam go i nikt by mnie nie namówił, nie przymusił do bycia z nim. Oczywiście tęskniłam, ale nie za tym z realu a za tym jakiego stworzyłam w swojej wyobraźni - czyli za złudą, ale miałam już tego świadomość.
Nie da się zmienić swego myślenia bo ktoś powie, zmień się, twoje myślenie jest złe. To tak nie działa. Każdy musi sam dojść w swoich przemyśleniach do pewnych wniosków. Zauważ, że u psychologa nie dostajesz po pięciominutowej wizycie gotowej recepty na życie. On może tylko naprowadzić Cię na pewne przemyślenia i wnioski.
Sama długie lata usprawiedliwiałam męża postępowanie. Nikt nie był w stanie przekonać mnie, że to drań. Usprawiedliwiałam jego i siebie, i nagle wystarczyła jedna wypowiedz kogoś na Forum bym zobaczyła wszystko w innym wymiarze. Historia innej osoby unosiła jakby zasłonę i wszystko widziałam w innym świetle. Pod wpływem słów innych, miałam swoje wnioski, przemyślenia.
Co do rad. Ile ludzi tyle opinii. Mówią i dobrze. Ja mam swój punkt widzenia i mogę go zmienić ale nie muszę. Jeśli jakaś rada dotrze do mnie, poruszy mną, da przemyślenia to może zmienię zdanie, a może zmienię i będę dziwiła się, że czemu ja wcześniej o tym nie pomyślałam co mówi Jola czy Kasia i na tym to Anstawio polega. Nie musimy nikogo słuchać, nie jesteśmy w stanie słuchać wszystkich. Jesteśmy w stanie jednak przepuszczać wszystkie rady przez sito i wyławiać te, które nas poruszają. Bywa, że żadna rada nas nie porusza i nie musi!
Zabcia napisała niedawno, że najpierw spontanicznie napisała jakieś zdanie a potem kiedy je przeczytała usłyszała w głowie "ding, dong" i pojawiła się nowa myśl smile i tak właśnie jest. Te "ding dong" to nasze przemyślenia, wnioski, inne spojrzenie na  sprawę. I nic nie da gadanie, doradzanie innych gdy w naszej głowie nie będzie tego "ding dong". Kiedy pojawia się te "ding dong "?  no właśnie nie wiadomo. Czasami są to nasze własne słowa (jak u zabki) czasami słowa innych i niekoniecznie kierowane do nas.

15 003

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ja miałam to samo z facetami. Pierwszy lepszy i bach! Zakochana:D

Nawet w te święta odezwał się do mnie "badboy" z UK. Jeszcze niedawno nogi bym przed nim rozłożyła. Napisał żebym zadzwoniła. Ja?! Po chwili zadzwonił. "przyleć do mnie" mówi. Ja mam lecieć do Ciebie?! Ty przyleć.-mówię. A on: Nie mam kasy. No to Twoja strata-odpowiedziałam. Zamieniliśmy dwa słowa o pogodzie i tyle. Kiedyś może bym z nim bajerowała przez tel a potem czuła się jak... Teraz wkurzyło mnie,bo dzwonił pogadać o seksie. Odrzucenie go dodało mi chyba więcej pewności siebie. Teraz sobie myślę, że fajnie jest mieć zgrabny tyłeczek,który jest niedostępny tongue

Anstawia smile
Ja nie wiem, czy chodzi o odrzucenie kogoś, czy może nie bardziej o to, że:
- poczułaś, czego chcesz a czego nie,
- zdołałałaś zrozumieć, co czujesz,
- zadziałałaś zgodnie z tym o poczułaś i zrozumiałaś,
Po prostu podjęłaś decyzję zgodną z sobą smile
I ja też się cieszę, że umiem powiedzieć "nie" (bo się uczę, czy w domu, czy w pracy, czy na dyskotece) - jeśli umiem.
I rozmawiałam kiedyś ze znajomym DDA - jaka byłam ze swojego "nie" dumna!
I wiesz co mi powiedział? Że kiedyś będę uważała swoje "nie" i swoje "tak" za po prostu normalne i nie będę robiła sobie z tego jakiegoś powodu do wielkiej radochy, bo to po prostu będzie normalne. Inaczej - zdrowe. I wiesz, jak się wtedy zdziwiłam? smile

Ale tak, zdecydowanie umiejętność czucia, rozumienia i podejmowania decyzji daje pewność siebie smile Noooo! smile Super - cieszę się, ze mogłaś sę tak poczuć i że wiesz, ile to satysfakcji daje smile
Oby nam się jak najczęściej a potem już zawsze tak zdrowo udawało podchodzić do życia smile

15 004

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Pytasz czego oczekuje? Otóż do tej pory ja się podporządkowywałam. Żeby być z Nim postępowałam tak, żeby był zadowolony. Mówiłam to co on chciałby usłyszeć, obiecywałam wiele, a później nie dotrzymywałam obietnic, bo nie umiałam.  To we mnie tkwi przyczyna, oszukiwałam siebie i Jego. Teraz chcę szczerej rozmowy. Chcę, żeby zrozumiał, że ja się już nie zmienię. Obydwoje musimy podjąć świadomą decyzję.

Żabcia... Skoro się dotąd podporządkowywałaś (czyli nie byłaś do końca sobą), to czy nie warto dać mu szansy poznać, jaka jesteś naprawdę - najpierw, a potem powiedzieć że taka będziesz i się nie zmienisz? Bo może skoro się podporządkowywałaś, to on nie wie? Bo podejmować decyzję na podstawie samego "się nie zmienię" - to troszkę trudno jest...
Chyba...

Od pewnego już czasu staram się być sobą i niestety jest między nami gorzej. Kolejny mój krok to poważna rozmowa o naszych problemach.

Wiesz, częściowo mnie taka reakcja drugiej strony podpada pod histerię, że ktoś "wychodzi" z dotychczasowego znanego już sposobu zachowania, zmienia się i otoczenie w jakiś sposób a druga strona sobie z tym nie radzi, bo to nie jej decyzja i czyny. Że wolała dotychczasowy "układ" bo go znała i nie wymagało to żadnego reagowania. A teraz nagle trzeba "coś" zrobić - zareagować? Odnieść się? Nie daj Bóg - przemyśleć, zastanowić się? Może nie jestem idealny?

Żabcia - ja troszkę, jeśli mogłabym - chciałabym przestrzec przed użyciem sformułowania "się nie zmienię". Bo to troszkę działa negatywnie. Troszkę to tak, że jednak się zmieniamy - wszyscy i zawsze, ale kazde tylk w takim stopniu i w takim aspekcie, w jakim jest to dla nas dobre. Może spróbować to jakoś ująć inaczej? Że dotąd nie byłaś pewna jaka jesteś i to powodowało dla Ciebie trudności. Ale myślałaś, zastanawiałaś się i zrozumiałaś, że pewne rzeczy są dla Ciebie tak charakterystyczne i trwałe, że nie możesz z nimi walczyć na siłę? Że one i tak takie były dawniej i taką Cię poznał. Coś, co w Tobie było zanim zachciał w Tobie zmian przecież go na początku ujęło, zauroczyło, spodobało się. Czy on zmienił upodobania? Czy wcześniej nie zastanawiał się, co mu się w Tobie podoba? Że ciężko jest na siłę zmieniać siebie, jeśli tylko jemu pewne Twoje cechy i zachowania, styl życia przeszkadzają teraz, skoro na samym początku nie przeszkadzały. Że Ty siebie kochasz i akceptujesz taką, jaka jesteś, w pełni siebie rozumiesz i nie możesz w imię uczucia i związku walczyć ze sobą. Bo to już nie będziesz Ty.

Nie wiem - może to bardziej go zainspiruje? Zmotywuje do dialogu? Bo na mnie takie stwierdzenie "taki jestem i się nie zmienię" podziałało kiedyś prawie jak na byka smile Ja odpowiedziałam, że ja także smile I co? I efekt jest taki, że to ja siebie zmieniam, a raczej szukam siebie, uczę się żyć zdrowo a mojego związku już nie ma. Ale to ja zaczynam się szeroko uśmiechać i cieszyć. Może zmądrzałam na przekór komuś, ale w rezultacie z korzyścią dla siebie. A przecież tak naprawdę - nie o to mi chodziło wink

15 005

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ja miałam to samo z facetami. Pierwszy lepszy i bach! Zakochana:D

Nawet w te święta odezwał się do mnie "badboy" z UK. Jeszcze niedawno nogi bym przed nim rozłożyła. Napisał żebym zadzwoniła. Ja?! Po chwili zadzwonił. "przyleć do mnie" mówi. Ja mam lecieć do Ciebie?! Ty przyleć.-mówię. A on: Nie mam kasy. No to Twoja strata-odpowiedziałam. Zamieniliśmy dwa słowa o pogodzie i tyle. Kiedyś może bym z nim bajerowała przez tel a potem czuła się jak... Teraz wkurzyło mnie,bo dzwonił pogadać o seksie. Odrzucenie go dodało mi chyba więcej pewności siebie. Teraz sobie myślę, że fajnie jest mieć zgrabny tyłeczek,który jest niedostępny tongue

Anstawia smile
Ja nie wiem, czy chodzi o odrzucenie kogoś, czy może nie bardziej o to, że:
- poczułaś, czego chcesz a czego nie,
- zdołałałaś zrozumieć, co czujesz,
- zadziałałaś zgodnie z tym o poczułaś i zrozumiałaś,
Po prostu podjęłaś decyzję zgodną z sobą smile
I ja też się cieszę, że umiem powiedzieć "nie" (bo się uczę, czy w domu, czy w pracy, czy na dyskotece) - jeśli umiem.
I rozmawiałam kiedyś ze znajomym DDA - jaka byłam ze swojego "nie" dumna!
I wiesz co mi powiedział? Że kiedyś będę uważała swoje "nie" i swoje "tak" za po prostu normalne i nie będę robiła sobie z tego jakiegoś powodu do wielkiej radochy, bo to po prostu będzie normalne. Inaczej - zdrowe. I wiesz, jak się wtedy zdziwiłam? smile

Ale tak, zdecydowanie umiejętność czucia, rozumienia i podejmowania decyzji daje pewność siebie smile Noooo! smile Super - cieszę się, ze mogłaś sę tak poczuć i że wiesz, ile to satysfakcji daje smile
Oby nam się jak najczęściej a potem już zawsze tak zdrowo udawało podchodzić do życia smile

To jest właśnie asertywność. Ona nie rani innych a nam daje powody do dumy smile
Ja także muszę się jej uczyć bo w nawyku miałam/mam godzenie się na wszystko i za wszystko przepraszanie. smile

15 006

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Maja66 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Chciałam się przed Wami otworzyć. Teraz ryczę jak bóbr, bo dostałam ogromny cios na początek.

Pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Zwątpiłam w słuszność podjęcia decyzji o rozwodzie. Gdy pomyślałam sobie, że nie chcę wziąć rozwodu, poczułam ulgę. Gdy pomyślałam sobie, że potrzebuję jeszcze czasu, poczułam ulgę...

Nie wiem sama co mam myśleć. Nie wiem dlaczego mi dobrze, ale gdy do Was piszę to łzy leją mi się po policzkach... Oszukuję siebie i Was,że chcę to zakończyć, a tak na prawdę nie jestem w stanie...

Witam, czytam systematycznie Was, mało się udzielając.
Anstawio,to znaczy, że to jeszcze nie czas na podjęcie tak trudnej decyzji. Mam tak samo, dlatego doskonale Cię rozumiem. Kiedy nadejdzie ten moment będziemy wiedziały, że to już, tak myślę. Przytulam niestety tylko wirtualnie.

Dzięki.

Mam poczucie,że Was wszystkie tutaj na forum zawiodłam.

Anstawia
Ty nie żyjesz tylko po to by sprawiać innym przyjemność.
Żyjesz dla siebie.
Jeśli ktokolwiek pokładał w Tobie jakiekolwiek nadzieje - to zapytam - czemu nie w sobie, tylko w kimś? Bo kimś jest si,ę łatwiej zajmować, niż sobą? wink
Nie, nie zawiodłaś smile

Może Ty zbyt wiele naraz od siebie wymagasz? Może - jak większość z nas w ogóle - inspirujesz się w nie do końca przemyślany sposób innymi osobami? Ja też potraię się kimś zainspirować smile Każdy dochodzi do siebie w swój własny sposób.
Ja gdzieś kiedyś pisałam - że napewno popełnię jeszcze nie jeden błąd. Tylko teraz w końcu wiem, że nawet jeśli go popełnię, to być może będzie on wynikał z tego, że przestałam pamiętać. Miejmy nadzieję - na chwilę smile Nie wiem jak to ze mną dalej będzie smile Nie wiem, czy dam radę zawsze starać się o zdrowe podejście do siebie smile Po prostu nie wiem smile Jednego chcę - pamiętać smile I chyba drugiego - starać się? I chyba trzeciego - nie załamywać jednym czy drugim błędem, bo ja się uczę! I czwartego - przestać myśleć i podciągać swoje życie pod kogoś, tylko myśleć o sobie i moich potrzebach smile
Jeśli jakoś tam zawiodę - o siebie wink

15 007

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem i to powoduje,że czuję się winna. Bo Wy wiecie co jest dla mnie dobre, kiedy będę uwolniona psychicznie od męża, od rodziców. Wy to wiecie, a ja tego nie wiem, bądź czuję inaczej.
Często myślę o tym,że mąż to drań,że go nienawidzę.Piszę tutaj,żeby nie zapomnieć.A gdy poczuję odrobinę ciepła w stosunku do niego, to słyszę,że nie wolno mi o nim tak myśleć.
Powiedziałam mu,że gdyby mu na mnie zależało to nie pojechałby na dwa tyg do PL,tylko był ze mną. Chyba tego oczekiwałam. A on mi odpowiedział,że on sam nie wie co robić i jak się zachowywać,bo go wyrzuciłam z domu, bo ciągle mówię mu o rozwodzie.
I ja nie wiem co dalej? Bo oczekuję a powinnam inaczej postępować. Bo powtarzam sobie w głowie jak mantrę,że on jest zły zły zły,a czuję inaczej. Takie dylematy mogą doprowadzić do samobójstwa.

15 008

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cachmir napisał/a:

.

Zofio wszystko się zgadza, tylko moja jeszcze teściowa miała nagranie z dyktafonu.
                 Rozwodziła się dwa lata temu
                 siedziałam z nią na sali rozpraw gdy o tym mówiła
                 Sędzia bezczelnie powiedział,że na tym dyktafonie może być głos każdego i bez zadnej analizy nie dopuścił
                 tego jako dowodu sprawy. Po prostu odrzucił.
                 Ona nie miała adwokata on zresztą też nie.
                 I ja zapytałam swojej adwokat co w takiej kwestii robić
                 Mogę zażądać analizy głosu,jeżeli małżonek sie nie przyznaje,
                 ale tylko wtedy jeżeli sędzia dopuści to jako dowód

smile
DZiwne mamy przepisy prawne. Zawsze są różnego rodzaju furtki. Ten sędzia wykorzystał zapewne jedną z nich. NAjgorsze jednak jest to , że dowody INTERPRETUJE Sędzia i ma prawo je interpretować na swój, nawet dziwny sposób i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. A oto przykład z życia wzięty, z mojego życia sad. Mój ojciec pożyczył koledze 60 tyś. Przed śmiercią ich nie odebrał. Pożyczkę zabezpieczył wekslem. Spadek odziedziczył mój syn. Odziedziczył więc i weksel i prawo do tych 60 tyś. Dłużnik powiedział, że część z tych pieniędzy już zwrócił a część (40 tyś) dwa dni po ojca pogrzebie, przekazał bratanicy zmarłego jako darowiznę. Na zwykłej kartce papieru napisał, że darowuje w imieniu (już zmarłego) a moja siostra cioteczna podpisała, ze darowiznę otrzymała. Pozwaliśmy go do sądu i sprawę przegraliśmy . Przepisy prawa mówią, że darowizna zachodzi między darczyńcą a darbiorcą - więc zmarły nie mógł żadnej darowizny dokonać. Przepisy mówią, że darowizna nie zachodzi przez osoby trzecie - czyli nikt nie mógł dokonać darowizny w imieniu mojego ojca. Co sędzina powiedziała (napisała w uzasadnieniu) o istnieniu weksla ? Otóż doszła do wniosku, że mój ojciec ZAPOMNIAŁ go zniszczyć.W uzasadnieniu też doszła do wniosku, iż nie była to pożyczka tylko depozyt nieprawidłowy i napisała tak, mimo iż sam pozwany powiedział, POŻYCZYŁEM. Mając weksel w ręku, przegraliśmy sprawę. Sąd apelacyjny jak i Rzecznik praw obywatelskich, stwierdzili, że sędzia ma prawo interpretować dowody jak chce a interpretacja sędziego była taka, że weksel uznaje się za spłacony.
Znalazłam kilka dni temu w ojca dokumentach, umowę pożyczki zawartą między ojcem a jego kolegą. Więc mam dowód, że sąd błędne wyciągnął wnioski, źle zinterpretował dowody i mam prawo od nowa ruszyć z procesem. Może mam szanse na sprawiedliwość w sądzie ?????

15 009

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
trochę sprostowania, bo czytam, iż po raz kolejny chcesz mi wcisnąć coś (a tego bardzo nie lubię), czego nie zrobiłam.

Nie wiem, co dla Ciebie jest dobre, być może inne osoby - tak, ale wątpię w to. Moje uwagi (a tylko o moich uwagach piszę) dotyczące Ciebie, podyktowane były Twoimi postami i Twoją chęcią zmian. Pytałaś, odpowiadałam. Do niczego Cię nie zmuszałam, nie zmuszam i zmuszać nie będę. Rozumiem jednak, że jako osoba uzależniona musisz mieć swego "wroga", który winien jest Twego takiego, a nie innego funkcjonowania. Rozumiem, że uwalniając się od wpływu rodziców i męża, na nas - osoby z forum - przenosisz swoje żale, pretensje, że nas winisz za to wszystko, za co do tej pory winiłaś swych bliskich.

Od dawna w tym wątku, ale też i w innych, powtarzam, że jestem osobą, która unika stosowania (w różnych odmianach) sformułowań typu "powinnaś". To "powinnam" masz w swej głowie, to Ty sama narzucasz sobie schematy postępowania, to Ty ciągle wracasz (a mnie to nie dziwi) do starych sposobów zachowania, myślenia.
 
Przyznaję, taki zewnętrzny wróg jest rzeczą wyśmienitą, gdy podejmuje się decyzję o nie braniu odpowiedzialności za swoje wybory. Jaka świetna wymówka: "Chciałam inaczej, ale <oni> mówili mi, wymagali, narzucali, wiedzieli lepiej; to <oni> są winni mego złego samopoczucia."

To jest Twoje życie, to Ty, wbrew temu, co napisałaś, podejmujesz decyzje.
Przypomniałam sobie, kiedy zachowywałam się podobnie do Ciebie. Było to wówczas, gdy usiłowałam spełnić oczekiwania innych osób. Tyle tylko, że te ich oczekiwania sama wymyśliłam, że przyzwyczajona do życia wg jakichś schematów, przestraszyłam się wolności i odpowiedzialności za swoje decyzje.

Wiedząc to wszystko, piszę bardzo wyraźnie; żyj, jak chcesz.

15 010

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

smile
DZiwne mamy przepisy prawne. Zawsze są różnego rodzaju furtki. Ten sędzia wykorzystał zapewne jedną z nich. NAjgorsze jednak jest to , że dowody INTERPRETUJE Sędzia i ma prawo je interpretować na swój, nawet dziwny sposób i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. A oto przykład z życia wzięty, z mojego życia sad. Mój ojciec pożyczył koledze 60 tyś. Przed śmiercią ich nie odebrał. Pożyczkę zabezpieczył wekslem. Spadek odziedziczył mój syn. Odziedziczył więc i weksel i prawo do tych 60 tyś. Dłużnik powiedział, że część z tych pieniędzy już zwrócił a część (40 tyś) dwa dni po ojca pogrzebie, przekazał bratanicy zmarłego jako darowiznę. Na zwykłej kartce papieru napisał, że darowuje w imieniu (już zmarłego) a moja siostra cioteczna podpisała, ze darowiznę otrzymała. Pozwaliśmy go do sądu i sprawę przegraliśmy . Przepisy prawa mówią, że darowizna zachodzi między darczyńcą a darbiorcą - więc zmarły nie mógł żadnej darowizny dokonać. Przepisy mówią, że darowizna nie zachodzi przez osoby trzecie - czyli nikt nie mógł dokonać darowizny w imieniu mojego ojca. Co sędzina powiedziała (napisała w uzasadnieniu) o istnieniu weksla ? Otóż doszła do wniosku, że mój ojciec ZAPOMNIAŁ go zniszczyć.W uzasadnieniu też doszła do wniosku, iż nie była to pożyczka tylko depozyt nieprawidłowy i napisała tak, mimo iż sam pozwany powiedział, POŻYCZYŁEM. Mając weksel w ręku, przegraliśmy sprawę. Sąd apelacyjny jak i Rzecznik praw obywatelskich, stwierdzili, że sędzia ma prawo interpretować dowody jak chce a interpretacja sędziego była taka, że weksel uznaje się za spłacony.
Znalazłam kilka dni temu w ojca dokumentach, umowę pożyczki zawartą między ojcem a jego kolegą. Więc mam dowód, że sąd błędne wyciągnął wnioski, źle zinterpretował dowody i mam prawo od nowa ruszyć z procesem. Może mam szanse na sprawiedliwość w sądzie ?????

To prawda...., dziwne i to w każdej dziedzinie.... nasze ustawy, kodeksy są tak sformułowane, że każdy sposób interpretacji jest dobry w jakimś sensie. I dużo zależy od tego jak w danym sądzie, urzędzie będzie to zinterpretowane, jak dany sędzia czy urzędnik to odczyta. Wiecie, co, ja się ostatnio zastanawiałam, czy nie przemeldować się....., bo obawiam się sprawy w sądzie....Wiem, że w moim sądzie była korupcja, zakłamanie, nie mam tam znajomych. A wiem też, że jak ma się kogoś w sądzie - to sprawa wygrana. Szok jakiś.....
To co piszesz zofio jak dla mnie - powinna byc Wasza wygrana, ale wiem jak to jest...., moja babcia do dziś choruje przez nasz sąd..... Cóż, nie miem co myśleć o tym, cholernie się teraz boję sprawy...

15 011

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem i to powoduje,że czuję się winna. Bo Wy wiecie co jest dla mnie dobre, kiedy będę uwolniona psychicznie od męża, od rodziców. Wy to wiecie, a ja tego nie wiem, bądź czuję inaczej.
Często myślę o tym,że mąż to drań,że go nienawidzę.Piszę tutaj,żeby nie zapomnieć.A gdy poczuję odrobinę ciepła w stosunku do niego, to słyszę,że nie wolno mi o nim tak myśleć.
Powiedziałam mu,że gdyby mu na mnie zależało to nie pojechałby na dwa tyg do PL,tylko był ze mną. Chyba tego oczekiwałam. A on mi odpowiedział,że on sam nie wie co robić i jak się zachowywać,bo go wyrzuciłam z domu, bo ciągle mówię mu o rozwodzie.
I ja nie wiem co dalej? Bo oczekuję a powinnam inaczej postępować. Bo powtarzam sobie w głowie jak mantrę,że on jest zły zły zły,a czuję inaczej. Takie dylematy mogą doprowadzić do samobójstwa.

Anstawia, a Ty chcesz być z kimś, czy z nim? I dlaczego?

Bo ja np. chciałabym być z kimś, mieć dom i czuć się bezpiecznie. Chciałam czuć się kochana.
No i jak tak sobie teraz żyjemy razem a obok, to wiesz...Czasem mija kilka dni, a ja poza zwykłym cześć i czy dzieci jadły podwieczorek albo czy im zrobisz kolację - to z nim wcale nie rozmawiam... Nawet... Nawet nie mam ochoty usiąść w tym samym pokoju i pobyć obok niego. Ale przychodzi taki wieczór czasem, kiedy tak strasznie bym chciała, żeby ktoś się do mnie uśmiechnął, przytulił mnie, pogłaskał, pogadał, pocałował. I wtedy na niego zerkam wink I się zastanawiam "dlaczego" i czy kiedykolwiek się coś zmieni wink
A potem sobie - akurat ja - przypominam, że przecież ja z nim byłam tyle lat, tak długo. I tych chwil, kiedy chciałam, żeby mnie przytulił, popatrzył mi w oczy z uśmiechem, pogadał - było tak wiele..... A czy kiedykolwiek sam z siebie to zrobił? Nie. Samemu z siebie mu się nie chciało... A ja chyba nie chcę już sobie wmawiać, że skoro chcę być z kimś, to niech i ja będę z nim właśnie - bo jest obok. Zawsze jest łatwiej nam chcieć "znanego wroga".... Tak mi się wydaje - już wiesz na co go stać i wiesz, jak się przed nim bronić. Nowa osoba - to totalne zagrożenie....
Ja jeszcze domyślam się, że "myśli mi się, czy chcę być z nim", bo nie wierzę do końca, że kogoś spotkam, "bo ja mam tyle lat, bo ja mam dzieci, bo ja nawet nie wiem jaka jestem, bo się mną nikt nie zainteresuje, bo jeszcze coś tam".
Bo jak ja sobie wiecznie będę tak wmawiać, to ja rzeczywiście powinnam się godzić na wszystko, co ktoś mi zgotuje. A potem zwalać winę, że ja to niby chciałam, tylko on nie wink Tylko ja chciałam "kogoś", to mam "kogoś" wink Teraz to ja już chcę się dowiedzieć czego i kogo ja chcę smile Jaka ja jestem konkretnie i jaki on miałby być, bym czuła się zawsze dobrze w jego towarzystwie smile Byle bym się nie puściła zbyt szybko do przodu i nie próbowała dowiadywać się na siłę wink

Trudne to Anstawia. Cały czas się łapię na tym, że skąd niby teraz ja mam wiedzieć, co jest normalne czyli zdrowe? Ostatnio sobie uzmysłowiłam też, że przecież ja nie wiem, jak właściwie mama nastolatki mogłaby zdrowo się zachowywać - żeby Niuńka ani za dużo nie brała na siebie, ani nie lekceważyła. Żeby wyrobiła w sobie jakąś naturalną chęć do mówienia. Żeby była otwarta. Żebym jej ani za bardzo nie luzowała ani nie wymagała dojrzałości nad miarę. A skąd niby ja mam wiedzieć jak się postępuje z dziećmi, jak ze mną "nikt nie postępował"? Zrobię coś, co myślę, że robię dobrze - a za chwilę wydaje mi się, że przesadziłam, bo coś tam... Żadnych wzorców...
I znowu ding - dong - a może tak córki zapytaj?  Ech pytam, ale ona bardziej zamknięta ode mnie wink Ale powoli zaczyna mówić smile A ja słuchać smile Na razie o małych sprawkach smile Jak wsuwki do włosów smile I że ją wnerwiam, jak mówię "spinki", bo "spinki" noszą trzylatki, a nastolatki noszą "wsuwki" smile

15 012 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-01-10 12:25:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Właśnie problem w tym,że ja nie wiem. Wydawało mi się, że wiem czego chcę. I naszła mnie chwila zwątpienia. I to mnie przestraszyło.
I nie pisałam do Ciebie akurat Wielokropku, ale to chyba nie ma znaczenia. I nie wiem kiedy poprzednim razem próbowałam Ci coś wcisnąć,że napisałaś, że robię to kolejny raz hmm

15 013

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem i to powoduje,że czuję się winna. Bo Wy wiecie co jest dla mnie dobre, kiedy będę uwolniona psychicznie od męża, od rodziców. Wy to wiecie, a ja tego nie wiem, bądź czuję inaczej.
Często myślę o tym,że mąż to drań,że go nienawidzę.Piszę tutaj,żeby nie zapomnieć.A gdy poczuję odrobinę ciepła w stosunku do niego, to słyszę,że nie wolno mi o nim tak myśleć.
Powiedziałam mu,że gdyby mu na mnie zależało to nie pojechałby na dwa tyg do PL,tylko był ze mną. Chyba tego oczekiwałam. A on mi odpowiedział,że on sam nie wie co robić i jak się zachowywać,bo go wyrzuciłam z domu, bo ciągle mówię mu o rozwodzie.
I ja nie wiem co dalej? Bo oczekuję a powinnam inaczej postępować. Bo powtarzam sobie w głowie jak mantrę,że on jest zły zły zły,a czuję inaczej. Takie dylematy mogą doprowadzić do samobójstwa.

Droga Anstawio
Po pierwsze - usłyszałaś (przeczytałaś) to już nie raz - nikogo nie zawiodłaś. Każda z nas ma prawo wyrazić swoje zdanie, opinię.... Fajnie, że sie w końcu otworzyłaś, przełamałaś mowiąc co czujesz, że nie jestes gotowa. Każda z nas ma momenty zwątpienia, słabości. Fajnie, że piszesz nadal. I pisz, czytaj, szukaj...
Czy wiemy co dla Ciebie dobre - nie wiem...., każda z nas ma jakieś swoje doświadczenia, którymi się dzieli, nie nakazuje nic nikomu, to, że się tutaj dzielimy swoimi spostrzeżeniami, daje nam do myślenia, do wyciągania wniosków. Ja wyciągam wiele, z tego co czytam. każda z nas jest inna, inaczej patrzy na pozornie te same rzeczy... To co mnie cieszy, nie zawsze będzie cieszyć Ciebie, pisałam Ci o swoim byłym, o próbie "nienawiści" do niego. Nie pisałam, że Ty też masz nienawidzić. Masz prawo do swoich mysli, zachowań, do tego co dla Ciebie jest dobre... Widzisz, mi wiele osób mowiło, że to drań, a ja, podobnie jak zofia, nie słuchalam, bo byłam jego żoną.... wiem, ze to trudne decyzje - prawie siedem lat odwlekałam rozwód. Ta decyzja dojrzewała we mnie długo. On żył z inną kobietą.... pomimo to nie potrafiłam się przełamać, aby iść do sądu. Nie wiem dlaczego, wiedziałam, że i tak nie będziemy razem.... Dziś patrząc na to - zastanawiam się tylko dlaczego tyle czasu czekałam. Tysiące tłumaczeń.... i wszystkie bez sensu. Wtedy też próbowałam go w jakiś sposób usprawiedliwiać, bronić, zrozumieć - że się pogubił, że nie wie co robić. dziś wiem, że to było bez sensu. On doskonale wiedział i wie co robić. To ja się wahałam, może bałam się zmian, może opinii ludzi.... Nie znałam jeszcze forum..., bazowałam na swoich odczuciach - i nie było to dobre, ale to stwierdzam po latach....
Dziś jestem związana z człowiekiem, ktorego naprawdę kocham, jest dla mnie wyjatkowy...., nie jest ideałem, niby wiem...., bo ideałów nie ma. Kochając za bardzo, popełniam błędy, ale staram się.... Dużo czytam i próbuję wyciągnąć wnioski, nie chcę na siłę go zmieniać, próbuję zmienić siebie, swoje podejście...., próbuje zrozumieć "kochanie za bardzo".... Mam chwile zwątpień, słabości. Nie potrafię powiedzieć o nim, że jest zły, szukam u niego pozytywów.... Bo tak MI jest dobrze, i to jest moje myślenie. Ale nie zamykam się na Was. Na Wasze rady, sugestie.
Spokojnie Anstawio, wierzę, że się odnajdziesz - i niezależnie jaką decyzję podejmiesz, będzie to Twoja decyzja. A ja ze swojej strony będę trzymać kciuki smile. Przytulam.....

15 014

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
często, gęsto, odpowiadałam i odpowiadam na Twe posty, jeśli więc użyłaś stwierdzeń typu "Wy wiecie, co jest dla mnie dobre", "słyszę, że nie wolno mi o nim tak myśleć", czyli personalnie do nikogo, a jednak do wszystkich, to wolę sprostować, wyjaśnić, bo nie lubię niedomówień. Dzięki temu pojawiła się Twoja odpowiedź i wyjaśnienie, że nie mnie miałaś na myśli. Dla mnie takie sprostowanie ma duże znaczenie. smile
Moje twierdzenie, że kolejny raz to robisz? Nie dalej, jak we wczorajszych postach.


A co do Twego zwątpienia. Już wczoraj napisałam, że jest to rzecz typowa. Nie wiesz, co robić, to nie wiesz. Poczekasz, pomyślisz i po jakimś czasie, wiedzieć będziesz, tego jestem pewna. smile

15 015

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie wiem co powinnam zrobić ze swoim życiem i to powoduje,że czuję się winna. Bo Wy wiecie co jest dla mnie dobre, kiedy będę uwolniona psychicznie od męża, od rodziców. Wy to wiecie, a ja tego nie wiem, bądź czuję inaczej.
Często myślę o tym,że mąż to drań,że go nienawidzę.Piszę tutaj,żeby nie zapomnieć.A gdy poczuję odrobinę ciepła w stosunku do niego, to słyszę,że nie wolno mi o nim tak myśleć.
Powiedziałam mu,że gdyby mu na mnie zależało to nie pojechałby na dwa tyg do PL,tylko był ze mną. Chyba tego oczekiwałam. A on mi odpowiedział,że on sam nie wie co robić i jak się zachowywać,bo go wyrzuciłam z domu, bo ciągle mówię mu o rozwodzie.
I ja nie wiem co dalej? Bo oczekuję a powinnam inaczej postępować. Bo powtarzam sobie w głowie jak mantrę,że on jest zły zły zły,a czuję inaczej. Takie dylematy mogą doprowadzić do samobójstwa.

Anstawio ja również nie wiem co mam ze swoim życiem zrobić. Mam kilka pomysłów, kilka wizji. Czego bym chciała ? Wygranej w totolotka, atrakcyjnego kochasia, który by mnie nosił na rękach. Chciałabym mieszkać w kraju gdzie zawsze świeci słońce i jest wieczna wiosna. Chciałabym aby moja mama żyła wiecznie w super zdrowiu. Chciałabym też, żeby moje dzieci miały pracę łatwą i przyjemną, duże zarobki i wspaniałe żony, i dzieci, i żeby zawsze na świecie panował pokój.  Jeśli nie spełnią się moje chciejstwa trudno, przeżyję to i nawet nie będę rozczarowana. Zadowolę się poczuciem, że jestem szczęśliwa :P

CZy my wiemy co jest dla ciebie dobre ? My nie wiemy nawet co dla nas jest  dobre ! :) My wszystkie szukamy, smakujemy nowinek i zmian i cały czas siebie obserwujemy i chyba stawiamy diagnozę, ale na pewno łatwiej jest komuś zobaczyć nasz problem niż nam samym. I dotyczy to emocji jakie towarzyszą nam. My zawsze mamy jakieś wytłumaczenie, usprawiedliwienie, jakieś "bo", "ale". Ci z boku nie mają emocji, dla nich bo i ale nie istnieje. Widzą, że są to tylko wymówki. I tak : w relacjach ze swoimi dziećmi popełniam na pewno błędy. Popełniam i wielu z nich nie widzę, a jeśli nawet, to potrafię powiedzieć "bo" ..... , "ale"...... . Kiedy jestem świadkiem zachowań innych dzieci dla mnie nie ma "bo", "ale". Widzę błędy ich mamy jak na dłoni. Są one tak czytelne, że aż dziwne, że tak kobieta ich nie widzi. Te przyuważone błędy, nasuwają mi pewne spostrzeżenia w relacjach z moimi dziećmi. Dopiero po tych spostrzeżeniach na innych, zauważam, że ja popełniałam te same błędy i ich nie widziałam! Ba, jeszcze usprawiedliwień szukałam i mówiłam "bo on"....."ale on"..... . Zawsze łatwiej zauważyć błędy u innych, ponieważ nie ma w nas emocji, które zafałszowują obraz i każą nam szukać usprawiedliwiań i w rezultacie dochodzi do oszukiwania się. Czy może nam przydarzyć się hipokryzja ? Może, aczkolwiek nie powinna :)

Mówisz sobie, że mąż jest zły a czujesz inaczej. Możesz długo to mówić i nie zmienisz przez to swego czucia. CZucie zmienia się gdy zrozumiemy, że męża postępowanie raniło nas i byłyśmy nieszczęśliwe. Świadomość Anstawio jest ważna ! Jeśli hm... pisałaby źle o swoim partnerze, ale jednocześnie pisała, że jest szczęśliwa i marzyła o takim człowieku, związku i życiu, to złym słowem bym się nie odezwała. Zapewne napisałabym jej, że gratuluję Ci szczęścia i udanego życia.
CZy wolno Ci ciepło myśleć o mężu ? hmmmm jeśli te ciepłe myśli jednocześnie nie kaleczą Cię, to czemu nie miałabyś o nim ciepło myśleć? Nie jestem wrogiem "byłych mężów", "byłych facetów"  i facetów w ogóle, ale mnie ciepłe myśli o eksie prowadzą do tęsknoty, do tęsknoty za złudą, bo on, ten prawdziwy nie zasłużył na to by o nim dobrze i ciepło myśleć. Wiesz Anstawio gdybym się zapomniała( !) to nie jeden dzień i nie jedną noc wyłabym z tęsknoty.
Miałam propozycję powrotu i uwierz mi, że gotowa byłam wrócić jeśli przysiągłby poprawę...tylko ja już wiedziałam, że mój eks nie umie być dobrym człowiekiem a jego chęć powrotu była chęcią dobicia mnie i zapewniam Cię, że gdybym do niego wróciła zapłaciłabym za to najwyższą cenę. Brzmi nieprawdopodobnie ? Być może , ale uwierz mi, że jestem świadoma swoich słów i wniosków.
Właśnie sztuką po rozstaniu jest zapomnieć. SZtuką jest nie tęsknić. Wiele kobiet z tego forum tęskni a marzy, by zapomnieć.
Kiedyś dziewczyny na stronach tego wątku proponowały tym tęskniącym zrobić wykaz dobrych i złych cech męża. Wykaz, co dobrego je spotkało od męża i co złego. Pomagało :) Przestawały tęsknić :).

Posty [ 14 951 do 15 015 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 229 230 231 232 233 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026