Umówiona jestem na obdukcję na piątek-może to i lepiej bo sińce się bardziej rozleją!!!
A jutro kolejne spotkanie z panią psycholog -już nie mogę się doczekać!!
Bardzo się cieszę,że tu trafiłam!!!
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 226 227 228 229 230 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Umówiona jestem na obdukcję na piątek-może to i lepiej bo sińce się bardziej rozleją!!!
A jutro kolejne spotkanie z panią psycholog -już nie mogę się doczekać!!
Bardzo się cieszę,że tu trafiłam!!!
Podobne tematy
Umówiona jestem na obdukcję na piątek-może to i lepiej bo sińce się bardziej rozleją!!!
A jutro kolejne spotkanie z panią psycholog -już nie mogę się doczekać!!Bardzo się cieszę,że tu trafiłam!!!
![]()
Znowu ja, znowu z problemem.
Kilka godzin temu opisałam swoją historię. Kiedy się nad tym zastanowiłam i przeczytałam ponownie swój wpis, zaczęłam się zastanawiać co jest ze mną nie tak. Czy ja mam faktycznie problem z kochaniem za bardzo, czy jestem niedojrzałą idiotką ze zbyt roszczeniowym podejściem do życia? Pomóżcie mi, proszę, rozstrzygnąć ten dylemat! Jestem gotowa na najbardziej nawet przykrą prawdę, na szczere spojrzenie z boku, która może mnie tylko przybliżyć do bycia lepszą osobą.
Poprzednio nie napisałam wielu szczegółów naszego życia małżeńskiego, które doprowadziły do mojego odejścia. Po ślubie zgodziłam się zamieszkać z rodzicami męża, bo my mamy swoje piętro, oni swój parter, zupełnie osobno, tylko ze wspólnym wejściem, ale 'to się zmieni, zrobimy sobie osobne wejście' (słowa męża). To był mój pierwszy poważny związek, pierwsze samodzielne decyzje życiowe- wychowywana przez nadopiekuńczą (teraz to rozumiem) matkę, byłam chroniona przed skutkami własnych wyborów i odpowiedzialnością. Mąż wytłumaczył mi, że wspólne mieszkanie jest najwygodniejsze ze względu na jego pracę, a dom jest duży i będziemy od jego rodziców niezależni. Początkowo wszystko układało się w miarę poprawnie, bo- jak się później okazało- teściowie myśleli, że niespodziewany ślub syna z 'biedaczką' niegodną jego statusu majętnego gospodarza był konieczny, gdyż jestem w ciąży. Kiedy wyszło na jaw, że nie, zaczęły się problemy: dla teścia byłam nikim, świnią bez honoru, która czyha na jego majątek (dosłowny cytat, słyszałam to wielokrotnie). Na początku płakałam i skarżyłam się mężowi, który robił ojcu awantury w mojej obronie, później sama zaczęłam walczyć z teściem. Ale my też coraz częściej się kłóciliśmy. Mąż nie zamierzał niczego zmieniać w swoim życiu ze względu na pojawienie się w nim nowej osoby; dalej realizował plany rozwijania gospodarstwa, Nie licząc się z moim zdaniem, razem z bratem dokonywał zakupów gruntów za kilkadziesiąt tysięcy złotych i starał się to przede mną ukrywać. N amoje zarzuty, że nie obchodzą go moje uczucia i potrzeby mówił, że inwestuje w naszą przyszłość i najlepiej wie, co jest dla nas dobre. Praca zajmowała mu całe dni i nie rozumiał, że chcę żeby miał też czas dla mnie. Kiedy prosiłam (przez 9 lat bezskutecznie) o wspólny weekend z dala od domu, odkładał to w nieskończoność. Natomiast teraz, kiedy wyjechałam, w kilka dni zorganizował sobie przyjazd do kraju, w którym nawet nie mógłby się porozumieć, bo chodzi o jego wygodę i zachciankę, żebym wróciła! Przez czas naszego małżeństwa nie pracowałam, bo pomagałam mężowi w gospodarstwie, a on nie potrzebował, żeby żona 'dorabiała' innych.
Nasze kłótnie... o wszystko: że nie jestem taka jak powinnam być, że nie nie rozumiem jego troski o mnie (bo on wie najlepiej, co jest dla mnie dobre), bo za dużo czasu poświęcam mojej rodzinie, a powinnam ograniczyć z nią kontakty, bo weszłam do jego rodziny (w której nikt z nikim nie rozmawia szczerze, a spotykają się tylko na święta i też uciekają jak najprędzej). Moje koleżanki były złe, bo nie chciały nas odwiedzać (szczegół, że jedna mieszkała 100, a druga 150 kilometrów od nas i nie były tak bogate, żeby co tydzień urządzać tego typu wycieczki) i kładły mi do głowy różne głupoty. Moja rodzina była zła i głupia, bo roztrwoniła majątek, zamiast poświęcić się jego pomnażaniu, a nie szukać jakiejś pracy gdzieś poza gospodarstwem. Przez kilka lat musiałam walczyć (prośbą i groźbą) o wymianę okien, bo zimą były non stop zamarznięte (po co? przecież są drewniane, dobre, uszczelnisz watą i jest cacy, a nie zmieniać na byle plastik). Zaznaczam, że mieliśmy dobrą sytuację finansową i warunki materialne nie musiały nas ograniczać. Najgorzej było, kiedy gdzieś poszliśmy i mąż zaczął pić. Jak już zaczął, to pił do upadłego i awanturował się ze mną, poniżając mnie i wyzywając na oczach innych osób. Później zawsze mówił, że jak wiem, że jest pijany, to nie powinnam go prowokować. Nigdy mnie nie uderzył! Kiedy po kłótni wyprowadzałam się od niego, przepraszał, błagał o powrót, kupował kwiaty,płakał, płakał, płakał... Mówił że kocha i że wszystko bedzie inaczej. Chciałam w to wierzyć i wracałam, a stare obyczaje wracały po kilku dniach cudownej harmonii. Leczenie na depresję i nerwicę powodowało moje uspokojenie złości i agresji we mni, ale pogłębiało też poczucie beznadziejności i frustracji. W końcu postanowiłam to przerwać.
Nie jestem ideałem, mam wiele wad, ale zawsze wierzyłam, że miłość czyni nas lepszymi i popycha do dawania z siebie tego co najlepsze. W moim przypadku tylko dawania, bo nic w zamian nie otrzymywałam (poza pieniędzmi na utrzymanie i dachem nad głową. Czy ze mna jest coś nie tak? Czy w etykietce osoby kochającej za bardzo szukam wyjaśnienia dla swego złego charakteru ( tak okresliła mnie kiedyś pewna pani neurolog, bawiąca się w terapeutkę i próbująca leczyć z nerwic)?! Pomóżcie, proszę, bo nie wiem już, w którą stronę mam sięzwrócić! Wiem tylko, że nie chcę żyć tak jak do tej pory i nie chcę wrócić do męża, chociaż on płacze, błaga, obiecuje złote góry i zadręcza mnie sms-ami.
Właśnie tak przyjemnie zaczął się dla mnie NOWY ROK
Bolesna jest prawda o Twoim związku :(
Nowa Nadzieja
Wiesz.... Ja Ci nie odpowiem tak "definitywnie" ![]()
Myślę, że ludzie nie są źli, tylko większość z nas nie zauważa, że jesteśmy "inni" od siebie i mamy do tego prawo. Za wszelką cenę nie chcemy zrozumieć, jaki jest drugi człowiek, tylko kochamy go na zabój za swoje wyobrażenia.
Masz prawo mieć swoje pragnienia i marzenia, masz prawo dążyć do ich realizacji.
Twój mąż ma prawo mieć swoje pragnienia i marzenia, ma prawo dążyć do ich realizacji.
One są niespójne? Nie da się tych dwóch dróg połączyć bez tłamszenia pragnień jednej z osób?
To chyba zdajesz sobie sprawę, co trzeba zrobić? ![]()
A syndromy? To już jest inna kwestia - kwestia poznania siebie i zapanowania nad wszechmocną chęcią do układania sobie życia na siłę, pomimo iż nie ma takiej możliwości, bo to było "udane"
Myślę, że myśleć będziesz duuuużoooo ![]()
Kłębowisko myśli w głowie to ja mam od ponad 3 miesięcy i tylko co pomniejsze kwestie dają się dawać poukładać. Przede mną miesiące czy lata myślenia, zastanawiania się, rozumienia, uczenia siebie.
Ja Ci nie napiszę że Ty jesteś dobra a on zły. I nie napiszę też odwrotnie
A kiedyś zrozumiesz dlaczego
![]()
Znowu ja, znowu z problemem.
Kilka godzin temu opisałam swoją historię. Kiedy się nad tym zastanowiłam i przeczytałam ponownie swój wpis, zaczęłam się zastanawiać co jest ze mną nie tak. Czy ja mam faktycznie problem z kochaniem za bardzo, czy jestem niedojrzałą idiotką ze zbyt roszczeniowym podejściem do życia? Pomóżcie mi, proszę, rozstrzygnąć ten dylemat! Jestem gotowa na najbardziej nawet przykrą prawdę, na szczere spojrzenie z boku, która może mnie tylko przybliżyć do bycia lepszą osobą.
.........hm..........już masz pierwsze wnioski - gratuluję.
Niestety sama musisz pokonać drogę do poznania siebie, zdiagnozowania (:) ) i podjęcia pracy nad sobą. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. To muszą być TWOJE przemyślenia i wnioski.
Napiszę teraz o swoim nowym "związku".
Traktuję go jako pole do obserwacji siebie ale i czas na zabawę, korzystanie z życia
. Oczywiście mam na myśli przede wszystkim seks. Moje pożycie intymne z mężem nie było udane. On był egoistą a ja zaniechałam domagania się zmian.
Mój nowy partner przede wszystkim myśli o mnie. Seks jest naprawdę udany. Nie myślę o nim jako o kandydacie na stałego partnera. Nie manipuluję nim (zdecydowanie nie mam takich inklinacji), odbieram go takim jaki jest i takim go akceptuję, ale akceptuję jako "przyjaciela". Nie chcę stałego związku. Jest dobrze jak jest. Bawię się dobrze w jego towarzystwie. Przed Świętami zaprosił mnie na imieniny kolegi. Przyjęłam zaproszenie. Nie traktuję nas jako pary....on wypił sporo i przed pożegnaniem wyznał mi miłość. Nie kocham go i nie wiem czy przypadkiem nie robię mu krzywdy kontynuując tą znajomość. Od początku mówiłam, że jestem skaleczonym człowiekiem i nie jestem gotowa na nowy związek, że nie chcę nowego związku. Mówiliśmy sobie, że nasza znajomość będzie terapią, będzie "przyjaźnią" dwóch osób dotkniętych złymi życiowymi doświadczeniami.
Przy okazji innej uroczystości przedstawił mnie rodzinie. Zaznaczyłam jednak wszystkim, że jestem tylko jego znajomą.
Zofia - a rozmawialiście po tym wyznaniu? Że z Twojej strony zdanie na temat związku się nie zmieniło i czy przypadkiem dalszy taki układ nie jest możliwy, bo on może sobie zrobić krzywdę? Zaznaczyłaś wcześniej - to fakt. Ale wiesz, emocje mają prawo się zmieniać z upływem czasu, zresztą ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia
Więc tym bardziej jego zaangażowanie nie jest czymś dziwnym. Tylko on się "zadeklarował" i być może trzeba coś z tym ....?
Witajcie Kochające za bardzo!
Nazywam się Izabela i jestem jedną z Was- kochającą za bardzo. Zrozumiałam to wczoraj i postanowiłam poszukać pomocy u osób z podobnymi problemami. Bo kto inny może mnie zrozumieć (oprócz dobrego psychologa)?
Właściwie nie wiem, od czego mam ją zacząć, chyba najlepiej od końca, cofając się do początku. Trzy miesiące temu, po dziewięciu latach małżeństwa, wyprowadziłam się od męża do rodziców (po raz kolejny), a po dwóch tygodniach wyjechałam do Irlandii, do brata, żeby zacząć nowe życie. Najpierw musiałam oczywiście znaleźć pracę, co udało się dość szybko, ale moja przeszłość niedaje mi spokoju, więc zaczęłam szukać przyczyn niepowodzenia mojego związku. Wczoraj trafiłam na informacje o kobietach kochających za bardzo i, chociaż ciężko mi to było przyznać, zrozumiałam, że właśnie taka jestem. Historia mojego małżeństwa jest książkowym przypadkiem: spotkanie, wielka miłość, ślub zdumiewający wszystkich dookoła ( 'Przecież wy do siebie zupełnie nie pasujecie!') i szybkie zakończenie bajki, a początek drogi przez mękę: kłótnie, oskarżenia, depresja, nerwica, rozstania, powroty... Krótko o nas w momencie poznania: ja- studentka kierunku, który mnie nie interesuje, ale ma umożliwić znalezienie pracy i odciążenie budżetu rodzinnego, interesująca się psychologią, krótko po rozpadzie związku, w który byłam mocno zaangażowana, zdołowana tym faktem i właśnie zawalająca studia i on, starszy o 9 lat rolnik z własnym, nowoczesnym gospodarstwem, z mojej miejscowości, syn ojca-tyrana kochającego tylko pieniądze i porządkujący stosunki rodzinne przemocą. Każde z nas szukało osoby, która potrafi dać mu szczęście. Jako najstarsza z trójki rodzeństwa, córka wiecznie nieobecnego ojca (praca) i poświęcającej się dla dzieci, pozbawionej własnego życia matki, która zawsze da sobie radę z własnymi problemami, chciałam być dla kogoś najważniejsza. Tym bardziej, że nie zamierzałam i nie zamierzam mieć dzieci- patrz: poświęcająca się matka. Mój mąż, niekochany w dzieciństwie, gnany do pracy przez ojca-psychopatę, widzącego tylko kasę, obwiniającego o całe zło świata żonę, bitą regularnie i regularnie rodzącą kolejne dzieci, chciał stworzyć szczęśliwą rodzinę, ale w imię miłości do mnie pogodził się z faktem, że nie chcę dzieci. Co nas połączyło? Chyba nasze chore osobowości, bo nic więcej innego nie widzę. Mieliśmy krańcowo różne spojrzenie na świat, zero wspólnych zainteresowań, żadnych wspólnych celów. Szybko zaczęły się kłótnie i pretensje, bo nie spełnialiśmy wzajemnie swoich oczekiwań, mąż realizował swoje życiowe cele bez oglądania się na moje potrzeby i uczucia, ale wciąż powtarzał jak mnie kocha; ja poświęciłam się dla niego całkowicie, zerwałam kontakty z przyjaciółkami, które nie mogły znieść atmosfery naszego domu i zamknęłam się w sobie. Do tego mieszkanie z teściami ( teść mnie nienawidzi i nie ma problemu z wyrażaniem tego na każdym kroku), problemy rodzinne brata mojego męża (psychola jak tatuś, którego żonę czułam się w obowiązku wspierać, bo każdy ma gorzej jak jak), który mnie nie cierpiał, ale byłam darmową opiekunką jego dzieci, na każde skinienie, więc musiał mnie tolerować. Znerwicowana, z zerowym poczuciem własnej wartości, uciekałam z piekła, które sama sobie stworzyłam (TERAZ to wiem), wiele razy. Było juz nawet tak, że pół roku nie mieszkaliśmy z mężem razem, znalazłam pracę i jakoś sobie radziłam. Ale zawsze w kńcu wracałam, bo go kochałam, bo obiecywał że się zmieni, bo przecież to nie jego wina że jest taki, bo mnie kocha... I tak zmarnowaliśmy wspólnie 9 lat. Teraz nie zamierzam juz wracać, bo zrozumiałam, że to droga donikąd. Jak to zrozumiałam? Poszliśmy do psychologa, oczywiście z mojej inicjatywy, żeby ratować małżeństwo i usłyszałam, że wiem, co i jak powinnam zmienić, tylko muszę znaleźć na to sposób i wprowadzić w życie tak, żeby mąż to przyjął i zaakceptował. Czy to nie namawianie do manipulacji??? 'Zrób tak, żebyś byłą zadowolona, a on nie podejrzewał, że ty wszystkim sterujesz.' I chyba jakoś wtedy zrozumiałam, że ja nie chcę zmieniać męża dla siebie, zmuszać go, żeby stał się inny, walczyć nadal o wszystko i sama też nie chcę się zmienić dla niego. Bo ja jestem w porządku i mam prawo do własnych oczekiwań, które powinny być szanowane, a jemu powinno zależeć na moim szczęściu z miłości, a nie 'zrobię to dla ciebie żebyś nie odeszła'. Musimy chcieć się zmienic dla siebie, dla naszego własnego dobra, a nie dla kogoś, inaczej nic z tego nie wyniknie (jak przez te 9 wspólnych lat). Mocno związana ze swoją rodziną z trudem przyznaję, że to ona mnie taką ukształtowała: bardzo kocham rodziców i rodzeństwo, ale nigdy im tego nie mówię wprost, bo nigdy tego nie usłyszałam od nich. Nigdy mnie za nic nie chwalono, zawsze za mało się starałam, byłam 'zdolna ale leniwa' i 'popatrz na nią, tak powinnaś być'. Tak stałam się kochającą za bardzo z syndromem ratownika, który musi wszystkim pomagać, bo przeciez sam ma wystarczająco fajne życie, żeby nie nrzekać...
To właśnie ja i moje dotychczasowe życie, przepraszam, że tak tego dużo (chociaż mi się wydaje, że opowiedziałam tylko to co najważniejsze, o wielu mniej istotnych sprawach nie wspominając). Mam nadzieję, że Wasza grupa zaakceptuje mnie jako i nauczę się dzięki Waszej pomocy żyć normalnie. Bardzo mocno pozdrawiam wszystkie świadome swojej wartości kobiety, które mają odwagę walczyć o własne szczęście na przekór trudnościom i stereotypom.
Jesteś bardzo świadoma sytuacji w jakiej się znalazłaś, ale także świadoma siebie ( może to głupio zabrzmi). No i w fazie zmian.
Witajcie w Nowym Roku.
Niech będzie on nowym rozdziałem w naszym życiu, pod tytułem "pokochać siebie"Zabawa sylwestrowa była fajna i z przemyśleniami, wnioskami.
Byłam z dwiema koleżankami i kuzynem.
Był spacer po lesie, kulig, ognisko, śpiewy i tańce. Bawiłam się super, a moje towarzyszki.....
Jedna z nich to mężatka z małym dzieckiem, nie mieszkająca z mężem od roku. Przeżyła z nim wiele rozstań i powrotów. Myślała o rozwodzie, ale małżonek znowu chętny jest do wspólnego życia, życia, które w ciągu kilku wspólnych dni, zamienia się w dla niej w koszmar. Jest oskarżana, obrażana a bywa, że i do rękoczynów dochodzi. On w tą noc zajmował się dzieckiem i dzwonił.....dzwonił do niej od 18-tej, że zaczyna go choroba łamać. O 22-iej przestała od niego odbierać połączenia. W rozmowach rozważała powrót do niego, jednocześnie będąc świadoma, że "stare" i tak powróci, bo tyle razy już próbowali. Powrót rozważała, DLA DZIECKA.
Nie potrafiła bawić się. Była smutna, rozbolała ją głowa.
Druga koleżanka to dziewczyna po wielu złych doświadczeniach. Ona także przeżyła przemoc psychiczną w małżeństwie a kiedy doszła do decyzji o rozwodzie, mąż umarł. Od lat zmaga się też z chorobą nowotworową. Ma przeżuty na płuca, jest na lekach. Ona bawiła się rewelacyjnie. Tańczyła, skakała, śpiewała. Mówiła, życie jest piękne i trzeba korzystać z każdej fajnej chwili......no właśnie dla jednej była to fajna chwila, dla drugiej nie, a przecież obie siedziały obok siebie. Jedna mimo przeżyć i choroby czerpała całymi garściami radość.
Ja również bawiłam się cudownie. Było dużo śmiechu, żartów, wspólnego śpiewania, tańców/podskokówZnowu budzi się we mnie dawna ja - wesoła, dowcipna, spokojna i optymistyczna. Kocham tą nową ja
No i mamy bardzo przejrzyste zestawienid jak dwie osoby w jednej sytuacji reagują i z czego czerpią.
No i mamy Nowy Rok ![]()
Witajcie w NOWYM ROKU!!!
Z każdym dniem tylko bardziej się utwierdzam, że już nie chcę żyć ze swoim ,,mężem" i chciałabym to zakończyć nawet już teraz, ale niestety muszę się jeszcze przemęczyć- zebrać dowody-nagrania itp.)
Bilety mieliśmy wykupione już 2 miesiące temu(byliśmy z sąsiadami). Zawsze jak gdzieś wychodziliśmy, szykowałam się sama-fryzura makijaż(żeby nie tracić kasy)-tym razem zrobiłam inaczej. Pomyślałam,że jeżeli ma to być ostatni sylwek z moim ,,mężem" to zrobię się na bóstwo -fryzjer-super fryzurka, makijaż u profesjonalnej kosmetyczki, nowa kiecka- czułam się wspaniale-jak popatrzyłam w lustro- to zobaczyłam super laseczkę, która mimo 3 ciąż wszystko ma na swoim miejscu,żadnych rozstępów itp.przy wzroście 164 ważę 51 kg-fajna dupcia ze mnie-wcześniej nigdy w ten sposób na siebie nie patrzyłam!
Ale dobra do rzeczy.Pojechaliśmy na imprezę- wszystko było ok.Jednak na miejscu mojemu,,mężusiowi" coś odbiło- zawiesił się- siedział nadąsany jakby miał muchy w nosie-nic się do mnie nie odzywał, ale tym się nie przejmowałam postanowiłam ,że będę się super bawić. Tańczyłam z sąsiadem ,lub ze znajomymi które były ze swoim towarzystwem. Przetańczyłam całą noc,z mężem ani 1 tańca,nawet o północy nie złożyliśmy sobie życzeń- on nie- to dlaczego jam znowu się narzucać...? Wróciliśmy do domu iiiiii się zaczęło, że jestem szmatą ,kur.. zdzirą i dużo innych epitetów-nic się nie odzywałam i to go jeszcze bardziej rozjuszyło zaczął mnie szarpać, zerwał ze mnie sukienkę-(teraz nadaje się tylko do wycierania kurzu) zaczął mnie popychać- szturchać,później złapał mnie za twarz i tak pchnął,że się przewróciłam,padając uderzyłam głową o blat-niezły guz-podniosłam się bez słowa i znowu mnie pchnął, jestem cała poobijana,nogi biodra plecy, łopatki- zaraz poszukam lekarza , który zrobi mi obdukcję-już wiem ,że w szpitalu tego nie robią, muszę poszukać prywatnie!!!
Właśnie tak przyjemnie zaczął się dla mnie NOWY ROK
Powinnaś iść na policję. Jeśli widać sińce tym szybciej. Policja kieruje na obdukcję do medycyny sądowrj. I masz dwie rzeczy załatwione za jednym zamachem. Doniesienie inibdukcja i sprawa karna dla męża zapewne. Nie pozwól na wi?cej.
Umówiona jestem na obdukcję na piątek-może to i lepiej bo sińce się bardziej rozleją!!!
A jutro kolejne spotkanie z panią psycholog -już nie mogę się doczekać!!Bardzo się cieszę,że tu trafiłam!!!
A policja i akta? Niebieska karta czy coś, że przemoc jest?
Zofia - a rozmawialiście po tym wyznaniu? Że z Twojej strony zdanie na temat związku się nie zmieniło i czy przypadkiem dalszy taki układ nie jest możliwy, bo on może sobie zrobić krzywdę? Zaznaczyłaś wcześniej - to fakt. Ale wiesz, emocje mają prawo się zmieniać z upływem czasu, zresztą ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia
Więc tym bardziej jego zaangażowanie nie jest czymś dziwnym. Tylko on się "zadeklarował" i być może trzeba coś z tym ....?
Nie rozmawialiśmy. Oboje zachowujemy się jakby nie było tematu.
Zrobić coś z tym ? Możliwe jest chyba tylko zakończenie tej znajomości ![]()
zabka-k napisał/a:Zofia - a rozmawialiście po tym wyznaniu? Że z Twojej strony zdanie na temat związku się nie zmieniło i czy przypadkiem dalszy taki układ nie jest możliwy, bo on może sobie zrobić krzywdę? Zaznaczyłaś wcześniej - to fakt. Ale wiesz, emocje mają prawo się zmieniać z upływem czasu, zresztą ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia
Więc tym bardziej jego zaangażowanie nie jest czymś dziwnym. Tylko on się "zadeklarował" i być może trzeba coś z tym ....?
Nie rozmawialiśmy. Oboje zachowujemy się jakby nie było tematu.
Zrobić coś z tym ? Możliwe jest chyba tylko zakończenie tej znajomości
Trzeba przekreślić? Tak sądzisz? A rozmowa? A może On się wstydzi, że za szybko powiedział coś czego nie powinien. A i dla Ciebie to niewygodne...
zofia282 napisał/a:zabka-k napisał/a:Zofia - a rozmawialiście po tym wyznaniu? Że z Twojej strony zdanie na temat związku się nie zmieniło i czy przypadkiem dalszy taki układ nie jest możliwy, bo on może sobie zrobić krzywdę? Zaznaczyłaś wcześniej - to fakt. Ale wiesz, emocje mają prawo się zmieniać z upływem czasu, zresztą ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia
Więc tym bardziej jego zaangażowanie nie jest czymś dziwnym. Tylko on się "zadeklarował" i być może trzeba coś z tym ....?
Nie rozmawialiśmy. Oboje zachowujemy się jakby nie było tematu.
Zrobić coś z tym ? Możliwe jest chyba tylko zakończenie tej znajomościTrzeba przekreślić? Tak sądzisz? A rozmowa? A może On się wstydzi, że za szybko powiedział coś czego nie powinien. A i dla Ciebie to niewygodne...
Jeszcze nic nie sądzę - rozważam tylko ![]()
Silly
To na jakim etapie jesteś?
Szczerze???? Hmmm...., nie wiem. Przed świętami gotowa byłam odejść... Przez ten czas wolny, święta, Nowy Rok - dużo rozmawialismy, czytalismy poradniki, wyjasniliśmy sobie co nas "boli. Z Nowym Rokiem próbujemy..... Ja jednak wyluzowałam. Nie zmieniłam swojego podejścia "do siebie", nie usługuję, dzieci pomagają..... Nie powiem... na razie cześciej się usmiechamy, dlatego mam nadzieję na udany rok. Bo jak sobie tak analizowałam początek poprzedniego.... to właśnie nie należał do udanych....
Życzę Wam wszystkim pogody ducha i trwania w noworocznych postanowieniach....
Z każdym dniem tylko bardziej się utwierdzam, że już nie chcę żyć ze swoim ,,mężem" i chciałabym to zakończyć nawet już teraz, ale niestety muszę się jeszcze przemęczyć- zebrać dowody-nagrania itp.)
......
Ale dobra do rzeczy.Pojechaliśmy na imprezę- wszystko było ok.Jednak na miejscu mojemu,,mężusiowi" coś odbiło- zawiesił się- siedział nadąsany jakby miał muchy w nosie-nic się do mnie nie odzywał, ale tym się nie przejmowałam postanowiłam ,że będę się super bawić. Tańczyłam z sąsiadem ,lub ze znajomymi które były ze swoim towarzystwem. Przetańczyłam całą noc,z mężem ani 1 tańca,nawet o północy nie złożyliśmy sobie życzeń- on nie- to dlaczego jam znowu się narzucać...? Wróciliśmy do domu iiiiii się zaczęło, że jestem szmatą ,kur.. zdzirą i dużo innych epitetów-nic się nie odzywałam i to go jeszcze bardziej rozjuszyło zaczął mnie szarpać, zerwał ze mnie sukienkę-(teraz nadaje się tylko do wycierania kurzu) zaczął mnie popychać- szturchać,później złapał mnie za twarz i tak pchnął,że się przewróciłam,padając uderzyłam głową o blat-niezły guz-podniosłam się bez słowa i znowu mnie pchnął, jestem cała poobijana,nogi biodra plecy, łopatki- zaraz poszukam lekarza , który zrobi mi obdukcję-już wiem ,że w szpitalu tego nie robią, muszę poszukać prywatnie!!!Właśnie tak przyjemnie zaczął się dla mnie NOWY ROK
Bardzo mi przykro skorpionica. Widzisz, masz odwagę i dużo siły w sobie, by działać. Mi tego zabrakło kiedyś, jak mój były mąż po pijaku mnie poniżał, wyzywal....
Widzisz, mężczyźni są jak psy ogrodnika, sam nie weźmie, ale drugiemu też nie da....., przekonałam się o tym jak juz mieszkał ze swoja kobietą, ale nie mieliśmy jeszcze rozwodu. Przyjechał wtedy "do dzieci" i odczytał sms-a od mojego znajomego. Nic takiego w nim nie było poza "miłego dnia i dużo uśmiechu" czy coś takiego..., ale on zrobił z tego aferę, zadzwonił do mojej mamy i naopowiadał jej, że mam kochanka, czy ona zna tego człowieka.... i takie tam, zrobił z siebie ofiarę..., wyzywał mnie przy tym okropnie - że jak ja mogę, że przecież ja mam "męża" (ktory żyje z inną kobietą - tego nie dodał oczywiście), dzieci.... To było Boże Narodzenie, moja rodzina oczywiście nie wiedziała, że on kogoś ma..., bo głupia byłam i latami nic nie powiedziałam nikomu, ot, po prostu - mąż wyjechał, pracuje.... a ja "czekam" az wróci..., ciężko mi wtedy było, oj ciężko...., ale to ja wtedy byłam "zła", bo jak ja mogłam... To było przed rozwodem..., wiedziałam, że jego gadanie to tylko gadanie, on zawsze robił mi awantury o to zwykłe nawet rozmowy z mężczyznami, bo mi przeciez nie wolno, a co dopiero pisać z kimś..... Ale jak przyszło do rozwodu, przyznał się do wszystkiego.....Zastanawiam sie tylko po co faceci robia czasem tyle szumu, przeciez oni duzo ryczą, a racji najczęściej i tak nie mają.
Wierzę, że wszystko będzie dobrze, że uda Ci się, bo jesteś naprawdę silną kobietą.... Tak trzymaj ![]()
Magnolio intuicja mnie nie zawiodła ![]()
Rozmawiałam dzisiaj z eksem. To ja zadzwoniłam, oczywiście w sprawie alimentów. Pieniędzy nie ma, bo firma od Świąt ma zastój, wszystkie firmy w tej branży mają przerwę. Za kilka dni będzie coś miał (:D). Zapytałam, a na koncie nie masz pieniędzy. Odpowiedział, nie. Życzyłam więc mu, aby już zawsze na jego koncie gościły pieniądze.
Powtórzyłam synowi tę rozmowę i dowiedziałam się, że do dzisiaj nie otrzymał on na konto obiecanej przez ojca kwoty (a obiecał 2 lub 3 tygodnie temu). Potwierdza to moje przypuszczenia, że na konto nie wpłacałby i w rezultacie byłaby to zabawa w kotka i myszkę a zaległości by rosły.
skorpionica napisał/a:Umówiona jestem na obdukcję na piątek-może to i lepiej bo sińce się bardziej rozleją!!!
A jutro kolejne spotkanie z panią psycholog -już nie mogę się doczekać!!Bardzo się cieszę,że tu trafiłam!!!
A policja i akta? Niebieska karta czy coś, że przemoc jest?
Nie nic takiego nie mam- nawet o tym nie pomyślałam!!!
Z reguły to mąż znęca się nade mną psychicznie ,nie fizycznie- jednak czasami są wyjątki- ostatnio pobił mnie 2 i pół roku temu,ale wtedy byłam jeszcze ślepa. Teraz to co mam na ciele to pikuś w porównaniu do poprzedniego razu-wtedy byłam cała granatowa!!! i nawet mi do głowy nie przyszło,żebym mogła zrobić obdukcję. Po pierwsze ślepo go kochałam, po drugie-to ja go zdenerwowałam( obwiniałam siebie za to co mi zrobił), a po trzecie wstydziłam się tego jak wyglądam,nie wychodziłam z domu i urywałam to przed całym światem- dzisiaj już wiem co powinnam wtedy zrobić. Cóż czasu nie cofnę!!!
Kupiłam dyktafon i co? panicznie boję się go użyć, boję się,że jak on coś zwęszy to już po mnie!!!
Wiecie co jest w tym najgorsze??? to ,że on nawet nie przeprosił, zachowuje się tak jakby nic się nie wydarzyło. Totalny luzik,żadnej skruchy nic!!!!
hm... napisał/a:skorpionica napisał/a:Umówiona jestem na obdukcję na piątek-może to i lepiej bo sińce się bardziej rozleją!!!
A jutro kolejne spotkanie z panią psycholog -już nie mogę się doczekać!!Bardzo się cieszę,że tu trafiłam!!!
A policja i akta? Niebieska karta czy coś, że przemoc jest?
Nie nic takiego nie mam- nawet o tym nie pomyślałam!!!
Z reguły to mąż znęca się nade mną psychicznie ,nie fizycznie- jednak czasami są wyjątki- ostatnio pobił mnie 2 i pół roku temu,ale wtedy byłam jeszcze ślepa. Teraz to co mam na ciele to pikuś w porównaniu do poprzedniego razu-wtedy byłam cała granatowa!!! i nawet mi do głowy nie przyszło,żebym mogła zrobić obdukcję. Po pierwsze ślepo go kochałam, po drugie-to ja go zdenerwowałam( obwiniałam siebie za to co mi zrobił), a po trzecie wstydziłam się tego jak wyglądam,nie wychodziłam z domu i urywałam to przed całym światem- dzisiaj już wiem co powinnam wtedy zrobić. Cóż czasu nie cofnę!!!
Kupiłam dyktafon i co? panicznie boję się go użyć, boję się,że jak on coś zwęszy to już po mnie!!!
Wiecie co jest w tym najgorsze??? to ,że on nawet nie przeprosił, zachowuje się tak jakby nic się nie wydarzyło. Totalny luzik,żadnej skruchy nic!!!!
Takie właśnie jesteśmy
jakaś karta ? obdukcja ?
Przecież kochamy i skrzywdzić go nie możemy i wybaczymy wszystko
i jeszcze sobie wmawiamy, że przez nas miał zły dzień. No i wstyd...jak powiedzieć rodzinie, znajomym.....
Najgorsze w tym jest to, że Ty tolerujesz jego zachowania. Nie przeprosił ? i słusznie ! W nos może wsadzić sobie swoje przeprosiny. Po słowie przepraszam, mniej nie boli. Skruchy nie ma ? ano nie ma ! jego zdaniem żona na to ZASŁUŻYŁAi można bezkarnie ją tłuc.
Mój eks też za nic mnie nie przeprosił..........o sorki, przeprosił jeden raz, ale w chwili gdy wydało sie przed znajomymi, że oskarżył mnie o to co miejsca nie miało a dotyczyło naszych znajomych. Pewna jestem, że gdyby nie byliby inni w to zaangażowani nigdy do przeprosin nie doszło by.
Tak kochana, pozwalamy im swoją postawą/przyzwoleniem na lekceważenie i upodlanie nas. Gdyby Twój mąż wiedział, że zrobisz obdukcję, zgłoszenie na policję, do prokuratury i nie wycofasz sprawy po przeprosinach, zapewnieniach, nigdy nie podniósłby na Ciebie ręki. On wie, że przemilczysz to zdarzenie , on wie, że na takie zachowania ma twoje PRZYZWOLENIE !
hm... napisał/a:zofia282 napisał/a:Nie rozmawialiśmy. Oboje zachowujemy się jakby nie było tematu.
Zrobić coś z tym ? Możliwe jest chyba tylko zakończenie tej znajomościTrzeba przekreślić? Tak sądzisz? A rozmowa? A może On się wstydzi, że za szybko powiedział coś czego nie powinien. A i dla Ciebie to niewygodne...
Jeszcze nic nie sądzę - rozważam tylko
Wiesz, pewnie warto porozmawiać - choćby z tego powodu, ze żadne wątpliwe sytuacje nie powinny pozostać bez wyjaśnienia - wiesz, jak w sądzie
Jest wątpliwość - trzeba ją wyjaśnić. Że określiliście się jasno i masz wrażenie ze coś uległo zmianie. Może to zbyt duża ilość alkoholu, która jednak podwyższa poziom hormonów choć krótkotrwale
Brak rozmowy to u mnie doprowadził do rozjechania się ziemi pod stopami, ale coś do niego musiało ![]()
Poza tym.... czy przypadkiem niechęć do rozmowy to nie część naszego problemu ![]()
zabka-k napisał/a:Silly
To na jakim etapie jesteś?Szczerze???? Hmmm...., nie wiem. Przed świętami gotowa byłam odejść... Przez ten czas wolny, święta, Nowy Rok - dużo rozmawialismy, czytalismy poradniki, wyjasniliśmy sobie co nas "boli. Z Nowym Rokiem próbujemy..... Ja jednak wyluzowałam. Nie zmieniłam swojego podejścia "do siebie", nie usługuję, dzieci pomagają..... Nie powiem... na razie cześciej się usmiechamy, dlatego mam nadzieję na udany rok. Bo jak sobie tak analizowałam początek poprzedniego.... to właśnie nie należał do udanych....
Życzę Wam wszystkim pogody ducha i trwania w noworocznych postanowieniach....
Jeśli druga strona nie patrzy wzrokiem bazyliszka na samo wspomnienie o poradniku, psychologu i jakiejkolwiek terapii, to ja jestem pod wrażeniem - bo myśli!!!!! A bynajmniej usiłuje
Ja za to życzę wytrwałości, bo to jest praca na lata
I tu nie ma co sobie odpuszczać ![]()
Jeśli druga strona nie patrzy wzrokiem bazyliszka na samo wspomnienie o poradniku, psychologu i jakiejkolwiek terapii, to ja jestem pod wrażeniem - bo myśli!!!!! A bynajmniej usiłuje
Ja za to życzę wytrwałości, bo to jest praca na lata
I tu nie ma co sobie odpuszczać
Tak właśnie - nie patrzy..., wręcz przeciwnie. I to jest to co pisałam wczesniej... Cały czas trzeba czytać, wracać do mądrych książek, forum..... wtedy jest OK ![]()
zofia282 napisał/a:hm... napisał/a:Trzeba przekreślić? Tak sądzisz? A rozmowa? A może On się wstydzi, że za szybko powiedział coś czego nie powinien. A i dla Ciebie to niewygodne...
Jeszcze nic nie sądzę - rozważam tylko
Wiesz, pewnie warto porozmawiać - choćby z tego powodu, ze żadne wątpliwe sytuacje nie powinny pozostać bez wyjaśnienia - wiesz, jak w sądzie
Jest wątpliwość - trzeba ją wyjaśnić. Że określiliście się jasno i masz wrażenie ze coś uległo zmianie. Może to zbyt duża ilość alkoholu, która jednak podwyższa poziom hormonów choć krótkotrwale
Brak rozmowy to u mnie doprowadził do rozjechania się ziemi pod stopami, ale coś do niego musiało
Poza tym.... czy przypadkiem niechęć do rozmowy to nie część naszego problemu
No właśnie analizuję siebie pod kątem kkzb.
Nie chcę z nim rozmawiać o uczuciu.
Nie chcę mu mówić, że nie tak miało być.
Jeśli jednak do rozmowy dojdzie, powiem, że jest cudownie, ale zaangażowana nie jestem.
Dzisiaj odmówiłam mu spotkania.
Witam Noworocznie!
tak swoją drogą to wcięło gdzieś posty z 1 stycznia, bo jak dobrze pamiętam to coś pisałam
A pijana to na pewno nie byłam, bo sylwestra spędziłam w domu z moim syneczkiem. Chorowitym na dodatek ![]()
Pochwalę się tylko, że zrobiłam dzisiaj coś na co się zbierałam 10 miesięcy... Złożyłam pozew o alimenty. Będzie jazda. Ale robię to dla siebie i dla dziecka.
skorpionica
Twoja historia to jak z brutalnego filmu... Przykro mi bardzo ![]()
zabka-k napisał/a:Jeśli druga strona nie patrzy wzrokiem bazyliszka na samo wspomnienie o poradniku, psychologu i jakiejkolwiek terapii, to ja jestem pod wrażeniem - bo myśli!!!!! A bynajmniej usiłuje
Ja za to życzę wytrwałości, bo to jest praca na lata
I tu nie ma co sobie odpuszczać
Tak właśnie - nie patrzy..., wręcz przeciwnie. I to jest to co pisałam wczesniej... Cały czas trzeba czytać, wracać do mądrych książek, forum..... wtedy jest OK
Silly - ja trzymam kciuki
Bo jeśli tylko jedno chce - to to jest toksyczne. Jeśli chcą oboje, to to jest ludzkie i tak być powinno zawsze i wszędzie. Tylko oboje pamiętajcie, że przed Wami jest nie jedna chwila zwątpnienia - ot tak po prostu (bo na chwilę się zapomnicie) i naprawdę mnóstwo starań każdego dnia
Ale jeśli oboje jesteście świadomi tego - to powinniście sobie poradzić ![]()
Witam Noworocznie!
tak swoją drogą to wcięło gdzieś posty z 1 stycznia, bo jak dobrze pamiętam to coś pisałamA pijana to na pewno nie byłam, bo sylwestra spędziłam w domu z moim syneczkiem. Chorowitym na dodatek
Pochwalę się tylko, że zrobiłam dzisiaj coś na co się zbierałam 10 miesięcy... Złożyłam pozew o alimenty. Będzie jazda. Ale robię to dla siebie i dla dziecka.
skorpionica
Twoja historia to jak z brutalnego filmu... Przykro mi bardzo
Daaaisy - awaria była na forum, troszkę postów wycięło.
Trzymam za maluszka kciuki
Napewno masz przekochanego synusia ![]()
Zofia
Sorki, ale ja mam sklerozę wynikającą z XXI wieku ![]()
Z czego Twoje kkzb?
Z czego się teraz bierze lęk przed bliskością?
Ja nie w tym sensie, ze masz z nim być
Tylko - no wydaje mi się, że nie ma co uciekać przed tą rozmową, bo swoje sprawy lepiej załatwiać, szczególnie takie, których odsuwanie może nieźle namącić. Tak - to oboje będziecie wiedzieć na czym stoicie.
Ale z drugiej strony - może i Ty chcesz chwilkę się zastanowić?
Wiesz.... Po pierwszym rozpadzie związku, ja najpierw długo się podnosiłam a potem... Jak już dostałam "glejt" rozwodowy, to powiedziałam sobie, że koniec, że mam wszystkich facetów dokładnie gdzieś, że jeśli mi nie jest pisany normalny i uczciwy człowiek i nie mogę nikomu zaufać, to mnie niech oni też nie ufają
Oj, się działo.... Z obecnego "kręgu", to bez szczegółów ale dokładnie jak postępowałam onegdaj, wie tylko obecny jeszcze mąż i przyjaciółka... Chyba sama siebie niezbyt lubię z tamtego okresu
Ilu fajnych facetów zraniłam? Bo nawet nie raczyłam dać szansy na rozmowę. Wiem, akurat z tymi, których zraniłam bym raczej się nie związała na dłużej, nie moje typy... Ja wtedy chciałam po trupach przed siebie i bez żadnego celu, a ten ich rozkojarzony wzrok wpatrzony we mnie doprowadzał mnie wprost do wściekłości! Więc wynocha, następny proszę....
Yyyyyy, brzydka żabka, brzydka ![]()
Bardzo, bardzo dziękuję za szczere i mądre słowa, jakie padły pod moim adresem.
Do Zabka-k: zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Nie oczekuję od nikogo polaryzowania: jedno dobre- drugie złe. Każdy z nas ma zalety i wady i każdy ma prawo do realizowania swoich marzeń. Ale nie może się to odbywać czyimś kosztem. Dlatego odeszłam: nie widziałam miejsca na utworzenie części wspólną, a rezygnacja z siebie już za dużo mnie kosztowała. A z tym myśleniem to masz świętą rację: nie mogę go w żaden sposób wyłączyć od trzech miesięcy, odkąd podjęłam decyzję o rozstaniu. To bardzo męczące, nie mogę się odprężyć... Ale pewnie tak musi być i z czasem głowa też będzie odpoczywać. Dziękuję!
Do Zofia282: tak, muszę poznać siebie. I stworzyć na nowo swój świat. To bardzo trudne, ale możliwe. Będę się bardzo starać! Dziękuję!
Do Hm... : 'świadoma siebie'- takich samych słów użyła w stosunku do mnie pani psycholog. Tylko nici z tej świadomości, kiedy tkwi się po szyję w bagnie! Ale w końcu z niego wypełzam i to jest najważniejsze. Lepiej późno niż wcale! Dziękuję!
Skorpionica napisała:
Z każdym dniem tylko bardziej się utwierdzam, że już nie chcę żyć ze swoim ,,mężem" i chciałabym to zakończyć nawet już teraz, ale niestety muszę się jeszcze przemęczyć- zebrać dowody-nagrania itp.)
Bilety mieliśmy wykupione już 2 miesiące temu(byliśmy z sąsiadami). Zawsze jak gdzieś wychodziliśmy, szykowałam się sama-fryzura makijaż(żeby nie tracić kasy)-tym razem zrobiłam inaczej. Pomyślałam,że jeżeli ma to być ostatni sylwek z moim ,,mężem" to zrobię się na bóstwo -fryzjer-super fryzurka, makijaż u profesjonalnej kosmetyczki, nowa kiecka- czułam się wspaniale-jak popatrzyłam w lustro- to zobaczyłam super laseczkę, która mimo 3 ciąż wszystko ma na swoim miejscu,żadnych rozstępów itp.przy wzroście 164 ważę 51 kg-fajna dupcia ze mnie-wcześniej nigdy w ten sposób na siebie nie patrzyłam!
Ale dobra do rzeczy.Pojechaliśmy na imprezę- wszystko było ok.Jednak na miejscu mojemu,,mężusiowi" coś odbiło- zawiesił się- siedział nadąsany jakby miał muchy w nosie-nic się do mnie nie odzywał, ale tym się nie przejmowałam postanowiłam ,że będę się super bawić. Tańczyłam z sąsiadem ,lub ze znajomymi które były ze swoim towarzystwem. Przetańczyłam całą noc,z mężem ani 1 tańca,nawet o północy nie złożyliśmy sobie życzeń- on nie- to dlaczego jam znowu się narzucać...? Wróciliśmy do domu iiiiii się zaczęło, że jestem szmatą ,kur.. zdzirą i dużo innych epitetów-nic się nie odzywałam i to go jeszcze bardziej rozjuszyło zaczął mnie szarpać, zerwał ze mnie sukienkę-(teraz nadaje się tylko do wycierania kurzu) zaczął mnie popychać- szturchać,później złapał mnie za twarz i tak pchnął,że się przewróciłam,padając uderzyłam głową o blat-niezły guz-podniosłam się bez słowa i znowu mnie pchnął, jestem cała poobijana,nogi biodra plecy, łopatki- zaraz poszukam lekarza , który zrobi mi obdukcję-już wiem ,że w szpitalu tego nie robią, muszę poszukać prywatnie!!!
Właśnie tak przyjemnie zaczął się dla mnie NOWY ROK
Droga Skorpionico! Jestem tu nowa, ale jak czytam takie historie (albo słyszę), to coś mnie trafia! Z przyjemnością dorwałabym takiego faceta, rozpruła mu brzuch i udusiła go jego własnymi wnętrznościami!!! Przepraszam za taką brutalność, ale tylko tak można podsumować sposób, w jaki Cię traktuje. Nie poddawaj się, walcz o siebie w każdy możliwy sposób; nagrywaj go, okłamuj jeśli trzeba. Takiemu człowiekowi nic nie jesteś winna! On niszczy Cię i dręczy bez skrupułów. Twoim jedynym obowiązkiem jest uwolnić się od niego i żyć szczęśliwie, spokojnie tak jak Ty sama będziesz chciała! Tego Ci życzę na nowy rok: odwagi w walce o siebie i żebyś w końcu uwierzyła, że jesteś wspaniałą kobietą, której należy się szczęście i spokój.
Zofia
Sorki, ale ja mam sklerozę wynikającą z XXI wieku
Z czego Twoje kkzb?
Z czego się teraz bierze lęk przed bliskością?
Ja nie w tym sensie, ze masz z nim byćTylko - no wydaje mi się, że nie ma co uciekać przed tą rozmową, bo swoje sprawy lepiej załatwiać, szczególnie takie, których odsuwanie może nieźle namącić. Tak - to oboje będziecie wiedzieć na czym stoicie.
Ale z drugiej strony - może i Ty chcesz chwilkę się zastanowić?Wiesz.... Po pierwszym rozpadzie związku, ja najpierw długo się podnosiłam a potem... Jak już dostałam "glejt" rozwodowy, to powiedziałam sobie, że koniec, że mam wszystkich facetów dokładnie gdzieś, że jeśli mi nie jest pisany normalny i uczciwy człowiek i nie mogę nikomu zaufać, to mnie niech oni też nie ufają
Oj, się działo.... Z obecnego "kręgu", to bez szczegółów ale dokładnie jak postępowałam onegdaj, wie tylko obecny jeszcze mąż i przyjaciółka... Chyba sama siebie niezbyt lubię z tamtego okresu
Ilu fajnych facetów zraniłam? Bo nawet nie raczyłam dać szansy na rozmowę. Wiem, akurat z tymi, których zraniłam bym raczej się nie związała na dłużej, nie moje typy... Ja wtedy chciałam po trupach przed siebie i bez żadnego celu, a ten ich rozkojarzony wzrok wpatrzony we mnie doprowadzał mnie wprost do wściekłości! Więc wynocha, następny proszę....
Yyyyyy, brzydka żabka, brzydka
To nie jest lęk przed bliskością ![]()
Nie jestem na nowy związek gotowa.
NAsza znajomość trwała z kilku powodów.
Ja uczyłam się nie mieć urazu do mężczyzn, uczyłam się właśnie bliskości (26 lat byłam w związku małżeńskim i mimo kilku zauroczeń byłam mężowi wierna i mimo kilku jego romansów wierna pozostałam ). Słuchałam też opowieści faceta zranionego przez żonę. Bywało i tak, że broniłam stanowiska jego żony. SZczerze rozmawialiśmy. Mówiłam mu o sobie ale tylko o sobie. Nie mogłam, nie chciałam, nie miałam potrzeby opowiadania o eksie. Bywało i tak, że był świadkiem różnych zajść z eksem i różnych reakcji moich dzieci na kontakty z ojcem. Nie rozumiał, dopytywał i nigdy nie dostał odpowiedzi.
Nie szukam zemsty. Nie lubię krzywdzić ludzi, nie lubię być bezwzględna. Znajomość z nim miała być "grupą wsparcia"
Seks doszedł po dłuższym czasie.
Z czego moje kazb ? no właśnie nie wiem ![]()
CZy zabka była brzydka ? A może zabka w ten sposób mogła zaleczyć swoje rany. Może gdyby nie pomiatała facetami dłuuuugo tkwiłaby w depresji. Różnie ludzie reagują, odreagowują. Każdy ma swój lek i swoje tempo.
Skorpionica napisała:
Z każdym dniem tylko bardziej się utwierdzam, że już nie chcę żyć ze swoim ,,mężem" i chciałabym to zakończyć nawet już teraz, ale niestety muszę się jeszcze przemęczyć- zebrać dowody-nagrania itp.)
Bilety mieliśmy wykupione już 2 miesiące temu(byliśmy z sąsiadami). Zawsze jak gdzieś wychodziliśmy, szykowałam się sama-fryzura makijaż(żeby nie tracić kasy)-tym razem zrobiłam inaczej. Pomyślałam,że jeżeli ma to być ostatni sylwek z moim ,,mężem" to zrobię się na bóstwo -fryzjer-super fryzurka, makijaż u profesjonalnej kosmetyczki, nowa kiecka- czułam się wspaniale-jak popatrzyłam w lustro- to zobaczyłam super laseczkę, która mimo 3 ciąż wszystko ma na swoim miejscu,żadnych rozstępów itp.przy wzroście 164 ważę 51 kg-fajna dupcia ze mnie-wcześniej nigdy w ten sposób na siebie nie patrzyłam!
Ale dobra do rzeczy.Pojechaliśmy na imprezę- wszystko było ok.Jednak na miejscu mojemu,,mężusiowi" coś odbiło- zawiesił się- siedział nadąsany jakby miał muchy w nosie-nic się do mnie nie odzywał, ale tym się nie przejmowałam postanowiłam ,że będę się super bawić. Tańczyłam z sąsiadem ,lub ze znajomymi które były ze swoim towarzystwem. Przetańczyłam całą noc,z mężem ani 1 tańca,nawet o północy nie złożyliśmy sobie życzeń- on nie- to dlaczego jam znowu się narzucać...? Wróciliśmy do domu iiiiii się zaczęło, że jestem szmatą ,kur.. zdzirą i dużo innych epitetów-nic się nie odzywałam i to go jeszcze bardziej rozjuszyło zaczął mnie szarpać, zerwał ze mnie sukienkę-(teraz nadaje się tylko do wycierania kurzu) zaczął mnie popychać- szturchać,później złapał mnie za twarz i tak pchnął,że się przewróciłam,padając uderzyłam głową o blat-niezły guz-podniosłam się bez słowa i znowu mnie pchnął, jestem cała poobijana,nogi biodra plecy, łopatki- zaraz poszukam lekarza , który zrobi mi obdukcję-już wiem ,że w szpitalu tego nie robią, muszę poszukać prywatnie!!!
Właśnie tak przyjemnie zaczął się dla mnie NOWY ROK
Droga Skorpionico! Jestem tu nowa, ale jak czytam takie historie (albo słyszę), to coś mnie trafia! Z przyjemnością dorwałabym takiego faceta, rozpruła mu brzuch i udusiła go jego własnymi wnętrznościami!!! Przepraszam za taką brutalność, ale tylko tak można podsumować sposób, w jaki Cię traktuje. Nie poddawaj się, walcz o siebie w każdy możliwy sposób; nagrywaj go, okłamuj jeśli trzeba. Takiemu człowiekowi nic nie jesteś winna! On niszczy Cię i dręczy bez skrupułów. Twoim jedynym obowiązkiem jest uwolnić się od niego i żyć szczęśliwie, spokojnie tak jak Ty sama będziesz chciała! Tego Ci życzę na nowy rok: odwagi w walce o siebie i żebyś w końcu uwierzyła, że jesteś wspaniałą kobietą, której należy się szczęście i spokój.
NAdziejo, żaden "normalny" człowiek nie wyciągnął by rąk do dużo słabszego przeciwnika.
Mąż skorpionicy ma problem, ale problem ma też ona. Jej winą i grzechem jest PRZYZWOLENIE. Jeśli kobieta przyzwala to partner(oczywiscie z pewnymi inklinacjami) korzysta. Zauważ, że pobita z guzami i siniakami ma opory włączyć dyktafon. I nie strach przed nim to powoduje. Strach przed własną moralnością. JEJ moralność jest tak silna, że brzydzi się czymś co moralne nie jest. Jednocześnie pobicia nie traktuje jako zachowanie niemoralne....doszukuje się jeszcze w sobie winy by go usprawiedliwić.
skorpionico to co on Ci robi jest nieludzkie i karalne. On przekroczył wiele granic. Musisz bronić się. Bądź odważna i przebiegła. Jeśli będziesz zachowywała się naturalnie nie ma szans na zorientowanie się, że go nagrywasz. Musisz oswoić się z dyktafonem. Połóż go na szafie czy pod meblem i nagrywaj. On nie ma szans tego zauważyć. Morale ....a gdzie jego moralność. Jak może sobie po takiej akcji patrzeć w oczy, jak może patrzeć w oczy waszym dzieciom. Poza tym jaki przykład im daje i czego ich uczy ? Dzieci niestety powielają zachowania rodziców i Twoje dzieci w dorosłym życiu będą albo przemocowcami, albo ofiarami.
Tak kobietki w 100,/' się z Wami zgadzam- wiem ,że to drań!!!
Wiem ,że przede mną długa droga- powrotu do normalności,ale ten cholerny strach się we mnie tak mocno zakorzenił...
Niby jestem już silniejsza- podjęłam pracę z psychologiem , czytam forum ,książki, zapisałam się do szkoły, idę na obdukcję, kupiłam dyktafon iii kurde boję się go użyć!!! Niby silniejsza, ale jeszcze za słaba..
On zachowuje się tak jakby nic się nie stało. To ja muszę sprowokować rozmowę na temat tego co się u nas dzieje iiii po prostu to nagrać !hmmmm-tylko nagrać. Już na samą myśl trzęsą mi się ręce. A jak pomyślę o sądzie, o nagraniach(które zrobię-bo muszę-bo muszę zacząć żyć a nie wegetować) i o tym co może o mnie opowiadać na sali- znowu paraliżujący strach- boję się tego ,że jak zawsze-mnie zagdera.
Na 10 mam spotkanie z psychologiem -zawsze jak od niej wychodzę jestem podbudowana i chętna do pracy nad sobą.Nawet się zastanawiam, czy nie lepiej by było gdybym chodziła do niej 2 * w tygodniu- pogadam z babeczką..
Później napiszę co i jak...Pa
Witajcie ![]()
Zofia
Wiesz, chdzi mi o to, że skoro w dalszym ciągu nie jesteś - to może warto kolejny raz mu to zaznaczyć, wprost powiedzieć, że z Twojej strony NIC się nie zmieniło. Jeśli u niego się zmieniło i potrafi się do tego przyznać, to zapewne będzie Ci łatwiej to rozwiązać z pozytywnym efektem dla Was obojga. Ja mam wrażenie, ze unikanie tej rozmowy na dłuższą metę (na razie pewnie musisz ochłonąć) nie będzie dobre dla Was obojga. Ja szczerych rozmów unikałam na ten temat z byłymi "partnerami". Nie chciałam wziąść odpowiedzialności za moją wizję świata na dany moment. Nie umiałam przed nimi przyznać się, że nie zamierzam czuć czegokolwiek innego, niż odrobiny przyjemności. A potem kolego "wypad" do siebie.
Brzydka Żabka, bo Żabka krzywdziła innych. Myślała egoistycznie jedynie o sobie i o danej chwili. Nigdy nie myślała, co będzie za 5 minut. Żabka była by OK, gdyby trafiała, gdyby do takich aktywności wybierała takie same "potworki" co ona. Ale nie tak było. Albo takie potworki zdarzały mi się z rzadka, bo ja jednak typowego negatywnego macho nie potrafię znieść
. Chciałam porawić sobie ego raniąc innych, zemścić się na całym świecie za to, że mnie zraniono zdradą. Nie tędy droga. Bo podświadomie jednak szukałam bliskości, czułości, miłości i poczucia bezpieczeństwa. I wtopiłam na maksa, bo rozumowo sprawę z obecnym potraktowałam. Były motylki, a jakże. Były szczere rozmowy - a jakże. Ale intuicja poszła w kąt. Byłam ślepa i głucha. Poszło w kąt myślenie o sobie. W efekcie 40 lat uczyłam się na sobie, że muszę znaleźć złoty środek a swoje życie, a nie lecić albo w jedną, albo w drugą stronę. Półśrodki nic mi nie dają, poza kolejną życiową tragedią. Zrozumiałam co zrobiłam. Nie zamierzam siebie usprawiedliwiać, a jedynie pamiętać, do czego jestem zdolna
I pamiętać, co nie daje mi satysfakcji z własnego życia na jakąkolwiek dłuższą metę ![]()
Wiem, że po tym, jak się przed tym obecnym otworzyłam, pewnie teraz "powinnam" znowu mieć chęci do działań zgoła odwrotnych. Że to nie dało rezultatu, znaczy się lepiej było żyć chwilą
Tylko, że ja jestem świadoma, że znowu zatęsknię. Bo ani Żabka zakopana w ścierkach i garach, ani Żabka szalejąca nie są prawdziwą Żabką. Do końca i tak jeszcze nie wiem jaka jestem
Ale się odnajdę ![]()
Nowa Nadziejo
Ja w którymś momencie powiedziałam sobie - pas, odpocznij od myślenia na moment. Przed Świętami to było
Uciesz się nimi, babo jedna, bo je uwielbiasz. Doszło do mnie, że ja naprawdę pewne rzeczy bardzo lubię... I doszło do mnie, że tylko ja je lubię i ja je kreuję
I że jest mi ciężko i ma prawo być
Ale najciężej jest z tym, że jednak za bardzo moje myśli jednak idą w stronę analizowania przeszłości bez przekuwania tego na przyszłość. Umęczyłam się strasznie. W końcu złapałam zeszyt i zaczęłam pisać. Wiesz - to było jednak coś innego, niż myślałam
A potem przeczytałam to co naskrobałam. Wow! Pojaśniało
Pojaśniało bardzo
Wiem już, co mi tak mąciło myślenie
Ale Ci nie napiszę, he
Wiesz dlaczego ![]()
Buziaki ![]()
Tak kobietki w 100,/' się z Wami zgadzam- wiem ,że to drań!!!
Wiem ,że przede mną długa droga- powrotu do normalności,ale ten cholerny strach się we mnie tak mocno zakorzenił...
Niby jestem już silniejsza- podjęłam pracę z psychologiem , czytam forum ,książki, zapisałam się do szkoły, idę na obdukcję, kupiłam dyktafon iii kurde boję się go użyć!!! Niby silniejsza, ale jeszcze za słaba..On zachowuje się tak jakby nic się nie stało. To ja muszę sprowokować rozmowę na temat tego co się u nas dzieje iiii po prostu to nagrać !hmmmm-tylko nagrać. Już na samą myśl trzęsą mi się ręce. A jak pomyślę o sądzie, o nagraniach(które zrobię-bo muszę-bo muszę zacząć żyć a nie wegetować) i o tym co może o mnie opowiadać na sali- znowu paraliżujący strach- boję się tego ,że jak zawsze-mnie zagdera.
Na 10 mam spotkanie z psychologiem -zawsze jak od niej wychodzę jestem podbudowana i chętna do pracy nad sobą.Nawet się zastanawiam, czy nie lepiej by było gdybym chodziła do niej 2 * w tygodniu- pogadam z babeczką..Później napiszę co i jak...Pa
Mam nadzieję, że się dogadałaś
Na poczatek potrzebne jest wsparcie i odrobineczka inspiracji do wiary w siebie ![]()
Drogie Panie, ze szczególnym uwzględnieniem Skorpionicy!
Przyznaję, że nie rozumiem, dlaczego dręczone kobiety nie uciekają od oprawców i jeszcze mają skrupuły moralne w walce z nimi. Ale to tak jak z inymi problemami: człowiek jest fascynującą istotą, która pomimo całej swojej wiedzy potrafi dokładnie wszystko spierdzielić, jeśli w jego głowie tkwi jakieś przekonanie, nawet nieuświadomione. Dlatego nie oceniam, a już na pewno nie krytykuję. Wiele z nas też pewnie często nie rozumie samych siebie. Zmierzam jednak do bardzo konkretnej obserwacji, którą postanowiłam się tu z Wami podzielić. Może ktoś o tym wspominał, ale takie rzeczy chyba warto podkreślać. Sama nie mam dzieci, ale moje wyobrażenie zawsze było takie, że przy ojcu-kacie dzieci zawsze zwracają się do matki i w jakiś sposób starają się jej bronić. Gdy ojciec matkę bił, to dorosłe dzieci już zawsze będą mieć do niego uraz, stając po stronie matki. W rodzinie mojego męża ojciec bił żonę, nie szanował nikogo (poza swoją matką), dzieci traktował jak niewolników, które miały przede wszystkim pracować i byc mu w pełni podporządkowane. Znęcanie nad moją teściową zakończył mój mąż (to jej relacja, nie moje wyobrażenie), który zapowiedział, że więcej na coś takiego nie pozwoli.I tu spodziewałabym się dalszego ciągu w stylu: dzieci zaopiekowały się matką, otoczyły miłością i troską. Nic z tego! Moja dziewięcioletnia obserwacja, rozmowy i wielokrotna analiza pokazały coś zupełnie innego! Te dorosłe teraz dzieci, mające swoje dorosłe albo dorastające dzieci, odnoszą sie do matki z dystansem, niechęcią, lekceważeniem lub czasem nawet pogardą! Nie znoszą ojca, ale mają przed nim jakiś respekt, natomiast do matki mają żal, że pozwalała źle traktować siebie i rodzinę! Słyszałam czasem wprost takie zarzuty. W rodzine, w której nie rozmawia się o uczuciach, tylko o pieniądzach i wybranych faktach z życia! Przy kłótniach, które pojawiały się często, wielka niechęć (nie chcę używać mocniejszych słów, nie siedzę w niczyjej głowie) do ojca i żal i pretensje do matki były dominujące!
Skorpionico, jeśli masz wyrzuty sumienia, że chcesz być podstępna w stosunku do męża, pomyśl, że nie robisz tego dla siebie, ale dla swoich dzieci. Mój mąż ma piątkę rodzeństwa i naprawdę NAPRAWDĘ oni mają problemy ze sobą i w swoich związkach, w których powtarza się przemoc psychiczna lub (i) fizyczna. Nawet nie mają możliwościpoproszenia o pomoc czy wsparcie matki, bo jej nie ufają i mają żal. Nie pozwól, żeby Twój mąż odebrał dzieciom nie tylko ojca (bo nie jest kochanym tatą ten, kto krzywdzi) lecz też matkę! Twoje dzieci zasługują na szczęście, Ty też i masz prawo walczyć o to, bo matka walcząca o dzieci nigdy nie spotka się z potępieniem. Nie słuchaj głosu, który mówi Ci, że jesteś nie w porządku! I spotykaj się z psychologiem tak często, jak możesz i potrzebujesz, bo to bardzo ładuje baterie. Pozdrawiam i trzymam kciuki!
Tak, Żabko-k, myślałam o spisywaniu swoich myśli w celu 'oczyszczenia' głowy. Chyba muszę zacząć to robić dla ułatwienia sobie życia. Nie oczekuję od nikogo gotowej recepty na życie; wiem, że muszę dojść do wszystkiego sama, bo wtedy zyskam niesłychanie dużo. Mam wsparcie w rodzinie, nowych pryjaciołach ( nie do wiary, jak szybko trafiłam na wspaniałych ludzi) i w WAS, jakże mądrych doświadczonych.
W związku z tym wszystkim jest mi naprawdę żal mojego męża, który nie ma nikogo: rodzina niezbyt dokładnie wie, jaka jest nasza sytuacja, on sam nie ma żadnych przyjaciół i nie jest tak refleksyjną istotą, żeby przemyśleć wszystko i wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość. Woli skoncentrować swoje wysiłki na próbach odzyskania mnie, a właściwie swojego wygodnego życia i nie wiem, kiedy z tych prób zrezygnuje. Kiedy wreszcie dotrze do niego, że nic z tego nie będzie, obawiam się fali nienawiści z jego strony i prób uprzykrzenia mi życia, czego doświadczałam już (na pewno w mniejszej skali) wcześniej. Po dziewięciu latach wyszłam z domu z moimi rzeczami osobistymi ( ubrania, kosmetyki, biżuteria) i obawiam się, że będę musiała ostro walczyć o cokolwiek więcej. Do tego jeszcze daleka droga, ale on ma pieniądze, ja nie, więc to kolejna trudność, którą będę musiała pokonać... W tej chwili to jednak nieważne, muszę skupić się na swoim wnętrzu i na czysto przyziemnych sprawach, jak znalezienie lepszej pracy, która pozwoli mi nie spoglądać ze strachem na rachunki.
Dziękuję Wam za wszystko!
Witajcie dziewczyny.
Napiszę jeszcze raz,bo mój post wcięło z powodu awarii: Wszystkiego dobrego w 2013!!
Święta i Sylwestra spędziłam samotnie. Nie płakałam,nie smuciłam się. Było mi dobrze.
Przeczytałam książkę Współuzależnienie. Bardzo mnie wzruszyła. Dała jednak promyk nadziei na przyszłość.
Moim problemem są ludzie. Czuję się cudownie gdy jestem sama ze sobą.
Zwiedziłam Maastricht,piękne miasto. Kupiłam sobie kilka sukienek. Zaczęłam chodzić w wysokich obcasach.
Niestety,moja pewność siebie znika wśród ludzi. Znika wraz z pojawieniem się jednej osoby, sąsiadki, koleżanki, brata, pani w sklepie...
Zaczęłam też biegać. Bardzo się cieszę z tego powodu. Wcześniej źle podchodziłam do treningu. Chciałam odrazu przebiec godzinę. Teraz wiem,że to nie o to chodzi.
I tak jak z tym bieganiem,tak jak i w moim życiu,chcę nauczyć się cierpliwości. I tak jak w książce Współuzależnienie autorka pisze,że trzeba się poddać i sobie odpuścić,tak też i ja zamierzam zrobić.
Kocham samotność... Ale chcę żyć wśród ludzi i czuć się wśród nich taka wyluzowana jak czuję się sama ze sobą...
Anstawia
Powolutku
Trenuj każdego dnia choćby minutę dłużej, a zaczniesz być sobą nawet wśród tłumu ![]()
Nowa Nadzieja
Nie znikaj ![]()
Droga Żabko-k,
znikam, ale tylko na chwilę, bo idę do pracy
Nie zamierzam rezygnować z kontaktu z Wami, ponieważ myslę, że możemy sobie wiele dać, podzielić się naszymi przemysleniami i doświadczeniami. Bardzo lubie towarzystwo kobiet, które za dużo myślą
Może nie jestem w stanie udzielić zbyt wielu mądrych rad, ale chętnie udzielę wsparcia i będę motywować. Lubię pomagać i czuć się potrzebna, a tutaj każda z nas rozumie, że obserwacje z boku przynoszą wiele cennych wskazówek dla ulepszania nas i naszego życia. Pozdrawiam i mocno trzymam kciuki za Was wszystkie. Z NAS wszystkie.
Silly - ja trzymam kciuki
Bo jeśli tylko jedno chce - to to jest toksyczne. Jeśli chcą oboje, to to jest ludzkie i tak być powinno zawsze i wszędzie. Tylko oboje pamiętajcie, że przed Wami jest nie jedna chwila zwątpnienia - ot tak po prostu (bo na chwilę się zapomnicie) i naprawdę mnóstwo starań każdego dnia
Ale jeśli oboje jesteście świadomi tego - to powinniście sobie poradzić
Witam
Dziękuję zabka-k
. Dlatego nie przestaję czytać, zaglądać na forum, pisać...., dobrze, że mi uświadomiłaś to, że będą potknięcia..., bo człowiek, kiedy jest dobrze to myśli tylko o tym i nie dopuszcza innej myśli.... Wiem teraz, że znów może się pojawić - zwątpienie, zapomnienie...,
Drogie Panie, ze szczególnym uwzględnieniem Skorpionicy!
Przyznaję, że nie rozumiem, dlaczego dręczone kobiety nie uciekają od oprawców i jeszcze mają skrupuły moralne w walce z nimi. Ale to tak jak z inymi problemami: człowiek jest fascynującą istotą, która pomimo całej swojej wiedzy potrafi dokładnie wszystko spierdzielić, jeśli w jego głowie tkwi jakieś przekonanie, nawet nieuświadomione. Dlatego nie oceniam, a już na pewno nie krytykuję. Wiele z nas też pewnie często nie rozumie samych siebie. Zmierzam jednak do bardzo konkretnej obserwacji, którą postanowiłam się tu z Wami podzielić. Może ktoś o tym wspominał, ale takie rzeczy chyba warto podkreślać. Sama nie mam dzieci, ale moje wyobrażenie zawsze było takie, że przy ojcu-kacie dzieci zawsze zwracają się do matki i w jakiś sposób starają się jej bronić. Gdy ojciec matkę bił, to dorosłe dzieci już zawsze będą mieć do niego uraz, stając po stronie matki. W rodzinie mojego męża ojciec bił żonę, nie szanował nikogo (poza swoją matką), dzieci traktował jak niewolników, które miały przede wszystkim pracować i byc mu w pełni podporządkowane. Znęcanie nad moją teściową zakończył mój mąż (to jej relacja, nie moje wyobrażenie), który zapowiedział, że więcej na coś takiego nie pozwoli.I tu spodziewałabym się dalszego ciągu w stylu: dzieci zaopiekowały się matką, otoczyły miłością i troską. Nic z tego! Moja dziewięcioletnia obserwacja, rozmowy i wielokrotna analiza pokazały coś zupełnie innego! Te dorosłe teraz dzieci, mające swoje dorosłe albo dorastające dzieci, odnoszą sie do matki z dystansem, niechęcią, lekceważeniem lub czasem nawet pogardą! Nie znoszą ojca, ale mają przed nim jakiś respekt, natomiast do matki mają żal, że pozwalała źle traktować siebie i rodzinę! Słyszałam czasem wprost takie zarzuty. W rodzine, w której nie rozmawia się o uczuciach, tylko o pieniądzach i wybranych faktach z życia! Przy kłótniach, które pojawiały się często, wielka niechęć (nie chcę używać mocniejszych słów, nie siedzę w niczyjej głowie) do ojca i żal i pretensje do matki były dominujące!
Skorpionico, jeśli masz wyrzuty sumienia, że chcesz być podstępna w stosunku do męża, pomyśl, że nie robisz tego dla siebie, ale dla swoich dzieci. Mój mąż ma piątkę rodzeństwa i naprawdę NAPRAWDĘ oni mają problemy ze sobą i w swoich związkach, w których powtarza się przemoc psychiczna lub (i) fizyczna. Nawet nie mają możliwości poproszenia o pomoc czy wsparcie matki, bo jej nie ufają i mają żal. Nie pozwól, żeby Twój mąż odebrał dzieciom nie tylko ojca (bo nie jest kochanym tatą ten, kto krzywdzi) lecz też matkę! Twoje dzieci zasługują na szczęście, Ty też i masz prawo walczyć o to, bo matka walcząca o dzieci nigdy nie spotka się z potępieniem. Nie słuchaj głosu, który mówi Ci, że jesteś nie w porządku! I spotykaj się z psychologiem tak często, jak możesz i potrzebujesz, bo to bardzo ładuje baterie. Pozdrawiam i trzymam kciuki!
Każde spotkanie z P.psycholog dodaje mi skrzydeł-Wasze posty są dla mnie wielkim wsparciem!!
Kolejne spotkanie we wtorek-będziemy przerabiać moje lata miedzy 10-18 rokiem życia.Dzisiaj był okres do 10 roku.Wcześniej robiłam notatki, jak je czytałam doszłam do wielu wniosków- nic mi babeczka nie sugerowała to ja mówiłam i się sama dziwiłam,że wystarczyło pytanie >np,a dlaczego..? a jak pani uważa skąd to się brało ..? nawet nie wiedziałam, że znam odpowiedzi na wiele pytań dręczących mnie od wielu lat...
Jeśli chodzi o dzieci- to już są pierwsze efekty życia w huśtawce emocjonalnej- chłopcy nie słuchają się mnie, stawiają się, nie wykonują poleceń ,które im wydaję po po prostu mówią NIE i już, tracą do mnie szacunek- no bo jak mają mnie szanować skoro pozwalam mężowi na takie traktowanie a tym samym sama się nie szanuję. Skąd mają brać przykład...? Ciągle przybieram postać ofiary wrrrr Kończę to!
Dzisiaj z dzieciakami robimy na kartonie system nagradzania- za dobre zachowanie ,za wykonywanie poleceń, ranne ścielenie łóżek itp..Taki system żetonowy- żetony wymienia się na nagrody. Mam nadzieję ,że to poskutkuje, bo w tym momencie jest tak ,że ojciec wcale ich nie chwali, tylko BRZYDKO SIĘ ZACHOWYWAŁEŚ- NIE ZAGRASZ NA KOMPIE itp- a ja głupia się na to godziłam kary,kary kary a nagroda ,pochwała...?Zmieniam to!!! ( co nie oznacza ,że ja ich nie chwaliłam -tak tylko się tłumaczę- jak zawsze przed moim mężem)
Po spotkaniu nabrałam sił i zaczęła główka pracować. Kocham moje dzieciaczki i jak siebie ,,prostuję" tak ,,wyprostuje" je
i ![]()
Wiecie kobietki ![]()
Ja to wszystko mówię, żeby także: sama nie zapomnieć, jak sobie zapominałam z uwielbieniem; nie zniknąć, jak znikałam z własnej woli ![]()
Mam jeszcze problem z dyktafonem - przy włączaniu nagrywania robi piii- nie wiem jeszcze jak mam to wyłączyć- żeby,, siedział" cicho. Instrukcja tylko do odczytania na kompie- więc znowu ograniczenie czasowe, ale dam radę, nauczę się.
Skorpionica
Wiesz co - zafunduj im jeszcze przed takimi ustaleniami 30 minut dzikiej zabawy może? Wspólnej? Dzieci są dziećmi, lubią powariować. Uwielbiają, kiedy tę ich potrzebę się szanuje i realizuje
Mnie jest łatwiej się dogadac z dziatwą, kiedy mają gwarancję (naturalną już, bo mama naprawianie siebie zaczęła od naprawiania swojego postępowania z dzieciakami
), że znienacka potrafię napaść i wyłaskotać, mogą bić się ze mną na poduchy i mżemy się tarzać w liściach i ganiać jak wariatki dookoła ławek ![]()
I w ogóle - im więcej uwagi poświęcisz ic małym ale wielkim potrzebom, tym więcej Ty zyskasz w ich oczach
Jeśli Ty szanować będziesz ich dziecinstwo - one uszanują Twoją dorosłość
Ja nie mówię, że to łatwe, zresztą ja nie wiem, jak jest u Ciebie, piszę bardziej z własnych spostrzeżeń. Ja się nie umiem bawić z dziećmi, bo ze mną nikt się nie bawił. Znaczy ja jestem tego świadoma, że nie jest to u mnie do końca naturalne i że muszę o tym pamiętać.
Daj im radość i beztroskę, tak ważną dla dzieci - na tyle, na ile w ich wieku jest potrzebna. Bo wiadomo - dziecko zakres nieświadomości musi mieć dostosowane do wieku. Jeśli Ty im pokażesz, ze szanujesz ich i ich potrzeby, oni będą lepiej rozumieć Ciebie
I słuchać
Nie ze strachu przed karą
Ani nie tylko dla nagrody ![]()
Skorpionica
Wiesz co - zafunduj im jeszcze przed takimi ustaleniami 30 minut dzikiej zabawy może? Wspólnej? Dzieci są dziećmi, lubią powariować. Uwielbiają, kiedy tę ich potrzebę się szanuje i realizujeMnie jest łatwiej się dogadac z dziatwą, kiedy mają gwarancję (naturalną już, bo mama naprawianie siebie zaczęła od naprawiania swojego postępowania z dzieciakami
), że znienacka potrafię napaść i wyłaskotać, mogą bić się ze mną na poduchy i mżemy się tarzać w liściach i ganiać jak wariatki dookoła ławek
I w ogóle - im więcej uwagi poświęcisz ic małym ale wielkim potrzebom, tym więcej Ty zyskasz w ich oczachJeśli Ty szanować będziesz ich dziecinstwo - one uszanują Twoją dorosłość
Ja nie mówię, że to łatwe, zresztą ja nie wiem, jak jest u Ciebie, piszę bardziej z własnych spostrzeżeń. Ja się nie umiem bawić z dziećmi, bo ze mną nikt się nie bawił. Znaczy ja jestem tego świadoma, że nie jest to u mnie do końca naturalne i że muszę o tym pamiętać.
Daj im radość i beztroskę, tak ważną dla dzieci - na tyle, na ile w ich wieku jest potrzebna. Bo wiadomo - dziecko zakres nieświadomości musi mieć dostosowane do wieku. Jeśli Ty im pokażesz, ze szanujesz ich i ich potrzeby, oni będą lepiej rozumieć Ciebie
I słuchać
Nie ze strachu przed karą
Ani nie tylko dla nagrody
Nie wiem kto jest autorem słów, "dzieci i ryby głosu nie mają ", wiem natomiast, że nie była to fajna osoba, nie umiała rozmawiać z dziećmi - zwyczajnie nie umiała. W dzieciach jest naprawę ogromny potencjał do współpracy, posłuchu. Dzieci mają wiele w sobie radości, dobrych pomysłów. Jeśli jednak nie postawi im się granic one zwyczajnie nie wiedzą, gubią się. Jeśli do tego dojdzie ignorowanie ich, to już jest koniec. Stają się wtedy okropne.
Poświęcając im czas, starając się traktować ich poważnie( i ich potrzeby), zdobywamy w nich sprzymierzeńców.
Jeszcze jedną mam uwagę, szczęśliwa, uśmiechnięta mama jest fajną mamą. Dzieciaki odbierają nastroje dorosłych. One przeżywają smutek na twarzy mamy, martwią się, ale tego nie okazują. Dla nich uśmiechnięta mama to sygnał, jest wszystko ok. , możemy czuć się bezpieczne.
Mam jeszcze problem z dyktafonem - przy włączaniu nagrywania robi piii- nie wiem jeszcze jak mam to wyłączyć- żeby,, siedział" cicho. Instrukcja tylko do odczytania na kompie- więc znowu ograniczenie czasowe, ale dam radę, nauczę się.
Napisz jaki to dyktafon. Może wspólnie uda się zaradzić temu problemowi.
Czesc dziewczyny to ja magnolia73. Nie moglam sie zalogowac przez kilka dni
. I dlatego musialam sie jeszcze raz zarejstrowac. Nowy rok nowy Nick
.
Teraz jestem "Happyfull" ![]()
Napisze pozniej wiecej. Bylam przez cale swieta i sylwestra chora w lozku
. Taka byla reakcja mojego ciala na swieta i sylwestra.
Pomimo "wmawiania" sobie, ze "lubie swieta i sylwestra" moje cialo wie lepiej.
Nie lubie, nigdy nie lubilam i nie wiem czy polubie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I nie bede sie wiecej oszukiwac!!!!!!
Zofia
Wiesz, niby o dzieciach to ja zawsze wiedziałam mnóstwo, ale... Jak to zwykle - wiedzieć a robić to dwie rzeczy. A ja lubię powariować
Wydaje mi się czasem, ze ja te ostatnie miesiące "bycia razem" bardziej biorę teraz pod uwagę (jeśli chodzi o negatywne zachowania), bo wtedy to już naprawdę "sięgałam dna" z kompletnym brakiem chęci zrobienia czegokolwiek, dziw, ze oddychałam sama. Jak to gdzieś tam napisałam - częściowo się zreanimowałam, żyję dalej pracą nad sobą, ale i wytchnieniem od niej
Przede mną całe życie ![]()
Witajcie kochane kobietki !!
Wszystkiego Dobrego w nowym roku .
Mam sporo zaleglosci ,ale tez sporo sie wydarzylo w moim zyciu .
Jestem zakochana i szczesliwa ,spotkalam nieziemskiego faceta ,czyli iskierka wiary w mezszczyzn zostala zasiana
Pozdrawiam
Czesc dziewczyny to ja magnolia73. Nie moglam sie zalogowac przez kilka dni
. I dlatego musialam sie jeszcze raz zarejstrowac. Nowy rok nowy Nick
.
Teraz jestem "Happyfull"
Napisze pozniej wiecej. Bylam przez cale swieta i sylwestra chora w lozku. Taka byla reakcja mojego ciala na swieta i sylwestra.
Pomimo "wmawiania" sobie, ze "lubie swieta i sylwestra" moje cialo wie lepiej.
Nie lubie, nigdy nie lubilam i nie wiem czy polubie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I nie bede sie wiecej oszukiwac!!!!!!
Witaj magnolio
![]()
Już tęsknić zaczęłam za Tobą ![]()
Brakowało mi Twoich jakże trafnych spostrzeżeń i opinii.
Masz rację, nic na siłę
.
*******************
a jesteś full happy ?
Skorpionica
Wiesz co - zafunduj im jeszcze przed takimi ustaleniami 30 minut dzikiej zabawy może? Wspólnej? Dzieci są dziećmi, lubią powariować. Uwielbiają, kiedy tę ich potrzebę się szanuje i realizujeMnie jest łatwiej się dogadac z dziatwą, kiedy mają gwarancję (naturalną już, bo mama naprawianie siebie zaczęła od naprawiania swojego postępowania z dzieciakami
), że znienacka potrafię napaść i wyłaskotać, mogą bić się ze mną na poduchy i mżemy się tarzać w liściach i ganiać jak wariatki dookoła ławek
I w ogóle - im więcej uwagi poświęcisz ic małym ale wielkim potrzebom, tym więcej Ty zyskasz w ich oczachJeśli Ty szanować będziesz ich dziecinstwo - one uszanują Twoją dorosłość
Ja nie mówię, że to łatwe, zresztą ja nie wiem, jak jest u Ciebie, piszę bardziej z własnych spostrzeżeń. Ja się nie umiem bawić z dziećmi, bo ze mną nikt się nie bawił. Znaczy ja jestem tego świadoma, że nie jest to u mnie do końca naturalne i że muszę o tym pamiętać.
Daj im radość i beztroskę, tak ważną dla dzieci - na tyle, na ile w ich wieku jest potrzebna. Bo wiadomo - dziecko zakres nieświadomości musi mieć dostosowane do wieku. Jeśli Ty im pokażesz, ze szanujesz ich i ich potrzeby, oni będą lepiej rozumieć Ciebie
I słuchać
Nie ze strachu przed karą
Ani nie tylko dla nagrody
Ze mną też nikt się nie bawił, potrafiłam siedzieć godzinami w pokoju i bawić się lalkami z nimi rozmawiać pocieszać i przytulać. Nie lubię jak dzieci hałasują- taki zwykły radosny pisk podczas zabawy- ale już wiem dlaczego- wysokie tony kojarzą mi się z awanturami.
W zasadzie od niedawna zaczęłam poświęcać im wiecej czasu na rozmowę, na gry i zabawę. Też wymaga to ode mnie wysiłku bo po prostu nie potrafię się z nimi bawić, szaleć, ale pracuję nad tym.
Dzisiaj uświadomiłam sobie ,że nie chcę odbierać im dzieciństwa odbiorę im za to ponurą mamę, a dam im radość ,szczęście ,normalne dzieciństwo i i mamę z którą można kraść konie.
skorpionica napisał/a:Mam jeszcze problem z dyktafonem - przy włączaniu nagrywania robi piii- nie wiem jeszcze jak mam to wyłączyć- żeby,, siedział" cicho. Instrukcja tylko do odczytania na kompie- więc znowu ograniczenie czasowe, ale dam radę, nauczę się.
Napisz jaki to dyktafon. Może wspólnie uda się zaradzić temu problemowi.
Jutro podam jaki to model ,bo już go schowałam przed dziećmi i mężem oczywiście.
zabka-k napisał/a:Skorpionica
Wiesz co - zafunduj im jeszcze przed takimi ustaleniami 30 minut dzikiej zabawy może? Wspólnej? Dzieci są dziećmi, lubią powariować. Uwielbiają, kiedy tę ich potrzebę się szanuje i realizujeMnie jest łatwiej się dogadac z dziatwą, kiedy mają gwarancję (naturalną już, bo mama naprawianie siebie zaczęła od naprawiania swojego postępowania z dzieciakami
), że znienacka potrafię napaść i wyłaskotać, mogą bić się ze mną na poduchy i mżemy się tarzać w liściach i ganiać jak wariatki dookoła ławek
I w ogóle - im więcej uwagi poświęcisz ic małym ale wielkim potrzebom, tym więcej Ty zyskasz w ich oczachJeśli Ty szanować będziesz ich dziecinstwo - one uszanują Twoją dorosłość
Ja nie mówię, że to łatwe, zresztą ja nie wiem, jak jest u Ciebie, piszę bardziej z własnych spostrzeżeń. Ja się nie umiem bawić z dziećmi, bo ze mną nikt się nie bawił. Znaczy ja jestem tego świadoma, że nie jest to u mnie do końca naturalne i że muszę o tym pamiętać.
Daj im radość i beztroskę, tak ważną dla dzieci - na tyle, na ile w ich wieku jest potrzebna. Bo wiadomo - dziecko zakres nieświadomości musi mieć dostosowane do wieku. Jeśli Ty im pokażesz, ze szanujesz ich i ich potrzeby, oni będą lepiej rozumieć Ciebie
I słuchać
Nie ze strachu przed karą
Ani nie tylko dla nagrody
Ze mną też nikt się nie bawił, potrafiłam siedzieć godzinami w pokoju i bawić się lalkami z nimi rozmawiać pocieszać i przytulać. Nie lubię jak dzieci hałasują- taki zwykły radosny pisk podczas zabawy- ale już wiem dlaczego- wysokie tony kojarzą mi się z awanturami.
W zasadzie od niedawna zaczęłam poświęcać im wiecej czasu na rozmowę, na gry i zabawę. Też wymaga to ode mnie wysiłku bo po prostu nie potrafię się z nimi bawić, szaleć, ale pracuję nad tym.
Dzisiaj uświadomiłam sobie ,że nie chcę odbierać im dzieciństwa odbiorę im za to ponurą mamę, a dam im radość ,szczęście ,normalne dzieciństwo i i mamę z którą można kraść konie.
Skorpionico, brawo - za uświadomienie sobie ![]()
Odbieraj
![]()
Życzę miłych doznań podczas starań!!!! Nie ma to jak czerwone z wysiłku policzki, po tym jak mnie moja trójeczka w łóżku napada
A "gadziny" może małe, ale silne ![]()
Dla mnie - moim wzorem jest moja przyjaciółka. Ojej, jak np. maluchy ją lubią - nawet za to, że paznokciami przebiera po stole
A starsza za to, że ona potrafi jej fajną bluzę wybrać na ciuchach
Bo ja to za "eleganckie" zapędy mam ![]()
A co chłopaki lubią robić? Szkoda, że śniegu nie ma, to byś im pozwoliła wytarzać mamcię po same uszy ![]()
Happyfull napisał/a:Czesc dziewczyny to ja magnolia73. Nie moglam sie zalogowac przez kilka dni
. I dlatego musialam sie jeszcze raz zarejstrowac. Nowy rok nowy Nick
.
Teraz jestem "Happyfull"
Napisze pozniej wiecej. Bylam przez cale swieta i sylwestra chora w lozku. Taka byla reakcja mojego ciala na swieta i sylwestra.
Pomimo "wmawiania" sobie, ze "lubie swieta i sylwestra" moje cialo wie lepiej.
Nie lubie, nigdy nie lubilam i nie wiem czy polubie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I nie bede sie wiecej oszukiwac!!!!!!Witaj magnolio
![]()
![]()
Już tęsknić zaczęłam za Tobą
Brakowało mi Twoich jakże trafnych spostrzeżeń i opinii.Masz rację, nic na siłę
.
*******************
a jesteś full happy ?
A ja Was czytalam ale zalogowac sie nie moglam, bo nawet jak prosilam o nowe haslo to nic na moj email nie dostalam i tak sobie jeszcze raz musialam sie zarejestrowac ![]()
Chcialabym bardzo byc Full Happy: ) Dlatego taka zbawa slowna Happyfull ![]()
Oj zdradze Wam to jest tytul ksiazki ktora pisze i moze kiedys skoncze. Na razie mam 2 strony
Zofiu ja wiem co czujesz teraz w "luznym zwiazku". Nie bede Ci nic radzic, bo ja sama zakrecona. Chcialaby i sie boi
.
A ja sie zdecydowalam byc z kims a zachowuje sie dokladnie jak "Zazdrosc" dlatego taka bylam ciekawska ![]()
HappyFullMagnolio
Trzymam kciuki za napisanie ![]()
A tak naprawde to chcialabym napisac o sobie ale nie wiem czy ktokolwiek chcialby czytac moich wynurzen ![]()
Pozy tym to pisac nie umiem ale Madonna tez nie umie spiewac a zrobila kariere wieksza niz spiewaczka operowa ![]()
A ja sie zdecydowalam byc z kims a zachowuje sie dokladnie jak "Zazdrosc" dlatego taka bylam ciekawska
buuuuu
jednak nie czytałaś ze zrozumieniem ![]()
....nieważne, ważne, że wiesz na jej przykładzie jak zachowuje się kkzb ![]()
Ja tak nie mam. Zdecydowanie tak nie mam. Nie manipuluję, nie muszę być nr. 1, ale ja nie kocham.....z może jak kochać będę to też stanę się ślepa i zaborcza ![]()
Dzisiaj kiepsko się czuję. Bierze mnie choróbsko w swoje szpony. Przespałam pół dnia. W snach pojawiał się eks, był jednak tym dobrym i kochającym mężem. Pojawiła się też tęsknota za nim. Na szczęście majaki zniknęły
.
Pogoda pod psem, nastrój również (chyba te sny źle na mnie podziałały)
.
Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej ![]()
A tak naprawde to chcialabym napisac o sobie ale nie wiem czy ktokolwiek chcialby czytac moich wynurzen
Pozy tym to pisac nie umiem ale Madonna tez nie umie spiewac a zrobila kariere wieksza niz spiewaczka operowa
Spróbuj, a ktoś może ocenzuruje ![]()
Happyfull napisał/a:A ja sie zdecydowalam byc z kims a zachowuje sie dokladnie jak "Zazdrosc" dlatego taka bylam ciekawska
buuuuu
jednak nie czytałaś ze zrozumieniem
....nieważne, ważne, że wiesz na jej przykładzie jak zachowuje się kkzbJa tak nie mam. Zdecydowanie tak nie mam. Nie manipuluję, nie muszę być nr. 1, ale ja nie kocham.....z może jak kochać będę to też stanę się ślepa i zaborcza
Dzisiaj kiepsko się czuję. Bierze mnie choróbsko w swoje szpony. Przespałam pół dnia. W snach pojawiał się eks, był jednak tym dobrym i kochającym mężem. Pojawiła się też tęsknota za nim. Na szczęście majaki zniknęły.
Pogoda pod psem, nastrój również (chyba te sny źle na mnie podziałały).
Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej
"ładny" misz-masz Ci się wyśnił po tych dywagacjach.....
Zdrowiej ![]()
Witajcie kochane kobietki !!
Wszystkiego Dobrego w nowym roku .
Mam sporo zaleglosci ,ale tez sporo sie wydarzylo w moim zyciu .
Jestem zakochana i szczesliwa ,spotkalam nieziemskiego faceta ,czyli iskierka wiary w mezszczyzn zostala zasiana
Pozdrawiam
Witaj pati!
Gratuluję i życzę Ci z całego serducha dużo szczęścia!
Napiszesz coś więcej? ![]()
A tak naprawde to chcialabym napisac o sobie ale nie wiem czy ktokolwiek chcialby czytac moich wynurzen
Pozy tym to pisac nie umiem ale Madonna tez nie umie spiewac a zrobila kariere wieksza niz spiewaczka operowa
Jak to pisać nie umiesz?!?!
Nie bądź taka skromna
Chyba dobrze wiesz,że my (może tylko ja) to ciekawskie jesteśmy i z chęcią poczytamy...
A ja sie tak ostatnio zastanawialam czy ja to przypadkiem karaluchem nie jestem?
Czasami zachowuje sie jak moj byly karaluch. To moze bunt, ze kiedys bylam taka glupia a teraz to nawet dla sportu "przeciwstawiam sie".
Czasami sama ze soba juz nie moge wytrzymac. Czym wiecej wiem tym glupsza jestem. Juz nawet nie potrafie z nikim bez analizowania pogadac. Cos tam zawsze analizuje i etykietki przyczepiam. Nie wiem jak psycholog moze normalnie zyc?
Happyfull napisał/a:A tak naprawde to chcialabym napisac o sobie ale nie wiem czy ktokolwiek chcialby czytac moich wynurzen
Pozy tym to pisac nie umiem ale Madonna tez nie umie spiewac a zrobila kariere wieksza niz spiewaczka operowaJak to pisać nie umiesz?!?!
Nie bądź taka skromnaChyba dobrze wiesz,że my (może tylko ja) to ciekawskie jesteśmy i z chęcią poczytamy...
No wiesz pisac aby pisac to nie sztuka. A tak naprawde to nie wiem o czym pisac? O karaluchach juz nie chce
. Czas isc do przodu i sie nie ogladac za siebie. Oczywiscie lawiej powiedziec niz wykonac.
Happyfull napisał/a:A ja sie zdecydowalam byc z kims a zachowuje sie dokladnie jak "Zazdrosc" dlatego taka bylam ciekawska
buuuuu
jednak nie czytałaś ze zrozumieniem
....nieważne, ważne, że wiesz na jej przykładzie jak zachowuje się kkzbJa tak nie mam. Zdecydowanie tak nie mam. Nie manipuluję, nie muszę być nr. 1, ale ja nie kocham.....z może jak kochać będę to też stanę się ślepa i zaborcza
Dzisiaj kiepsko się czuję. Bierze mnie choróbsko w swoje szpony. Przespałam pół dnia. W snach pojawiał się eks, był jednak tym dobrym i kochającym mężem. Pojawiła się też tęsknota za nim. Na szczęście majaki zniknęły.
Pogoda pod psem, nastrój również (chyba te sny źle na mnie podziałały).
Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej
Zofiu a co tutaj nie rozumiec?
Toz to walka ze soba na cale zycie:( Latwo nie jest
.
A ja sie bronilam przed uczuciem!!!! Nie wiem co to luzny zwiazek, bo nigdy takiego nie mialam. Ale na koncu takiego zwiazku jedna osoba jest nieszczesliwa
.
A ja Ci powiem od siebie: Nikt juz nie bedzie ci w zyciu takich "jazd hormonalnych" fundowal jak karaluch. Kazdy "normalny facet" bedzie niestety juz za "nudny".
Mowmy sobie co chcemy ale te "jazdy" to bylo "to"!!!
Zreszta kazdy fecet, ktory zjawi sie po karaluchu "dostanie" za karalucha
.
Mi sie tez karaluch sni i lapie sie nawet na tym, ze nawet czasami "dobrze o nim mowie".
Strony Poprzednia 1 … 226 227 228 229 230 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026