netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 867 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 225 226 227 228 229 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 691 do 14 755 z 26 310 ]

14 691 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2012-12-21 09:33:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Unieszczęśliwiałam się sama.....trwałam.....ślepa, głucha byłam i sama się oszukiwałam, mówiąc głośno,"mam udane małżeństwo".  Musiałam sięgnąć swojego dna ( jak pisze Wielokropek) by zrozumieć, by zauważyć, że nieszczęśliwa jestem na własne życzenie i że na własne życzenie i staranie mogę być szczęśliwa. smile

Właśnie.... Sama siebie zadziwiłam, kiedy pierwszy raz przyznałam się koleżance do obecnej sytuacji a tam popatrzyła i stwierdziła, ze przecież wszyscy uwazali Was za idealną parę - że odpowiedziałam bez jakiegokolwiek zastanowienia: "KŁAMAŁAM". I dopiero potem się nad tym zastanowiłam...
Za wszelką cenę ma być idealnie przed innymi. A tą wszelką ceną jest moje życie. I życie moich dzieci, które nauczę okłamywać siebie...

Wiesz, z tym kłamaniem może było by mi łatwij sobie radzić, gdybym... Gdybym nie wyrobiła w sobie takiej grubej skóry, dzięki której nie czuję, że z czymś mi źle. Nie, no "pracuję nad tym", ale jak cholernie było mi ciężko, kiedy sobie uświadomiłam, że jestem w stanie "dać się skatować" do niemożliwości, a ktoś nie jest w stanie posłuchać nawet o 1/4 tego.... Jak mnie było ciężko z tym, że nie chciałam czuć, że mi ciężko? Że mi źle? Że ja mam jakieś pragnienia? Że sama sobie to zrobiłam, ze nic nie chcę czuć....

I tak czytam Anstawię i też się przyznaję, miotam się trochę, bo kompletnie nie wiem, od czego zacząć, nad czym pracować najpierw... Tyle tego jest! CHyba przede wszystkim chciałabym się uspokoić smile Pożyć spokojnie choć ze dwa miesiące smile Bez wprawiania siebie w małe dołki i duże ekscytacje smile

14 692

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Unieszczęśliwiałam się sama.....trwałam.....ślepa, głucha byłam i sama się oszukiwałam, mówiąc głośno,"mam udane małżeństwo".  Musiałam sięgnąć swojego dna ( jak pisze Wielokropek) by zrozumieć, by zauważyć, że nieszczęśliwa jestem na własne życzenie i że na własne życzenie i staranie mogę być szczęśliwa. smile

Właśnie.... Sama siebie zadziwiłam, kiedy pierwszy raz przyznałam się koleżance do obecnej sytuacji a tam popatrzyła i stwierdziła, ze przecież wszyscy uwazali Was za idealną parę - że odpowiedziałam bez jakiegokolwiek zastanowienia: "KŁAMAŁAM". I dopiero potem się nad tym zastanowiłam...
Za wszelką cenę ma być idealnie przed innymi. A tą wszelką ceną jest moje życie. I życie moich dzieci, które nauczę okłamywać siebie...

Wiesz, z tym kłamaniem może było by mi łatwij sobie radzić, gdybym... Gdybym nie wyrobiła w sobie takiej grubej skóry, dzięki której nie czuję, że z czymś mi źle. Nie, no "pracuję nad tym", ale jak cholernie było mi ciężko, kiedy sobie uświadomiłam, że jestem w stanie "dać się skatować" do niemożliwości, a ktoś nie jest w stanie posłuchać nawet o 1/4 tego.... Jak mnie było ciężko z tym, że nie chciałam czuć, że mi ciężko? Że mi źle? Że ja mam jakieś pragnienia? Że sama sobie to zrobiłam, ze nic nie chcę czuć....

I tak czytam Anastawię i też się przyznaję, miotam się trochę, bo kompletnie nie wiem, od czego zacząć, nad czym pracować najpierw... Tyle tego jest! CHyba przede wszystkim chciałabym się uspokoić smile Pożyć spokojnie choć ze dwa miesiące smile Bez wprawiania siebie w małe dołki i duże ekscytacje smile

Ja też kłamałam, mówiłam że jes ok. Teraz mówię jak jest. I czasami wydaje mi się,że lepiej jest nic nie mówić.
Chodzę na terapię DDA. Wypłakujemy tam rodziców. Ja tego przez ostatnie spotkania nie robiłam. Bo po co? Ciągnę kilka srok za ogon. Rodzice, mąż, JA! Mam dość. Jestem tym zmęczona.
Cieszę się,że mam dwa tyg urlopu teraz. Bez ludzi! Oby!

14 693

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

A mi znajomi, ktorzy mi dobrze zycza powiedzieli, ze ja nie zylam swoim zyciem tylko zyciem mojego "dyrektora narcyza" sad.

Wiesz - ja nie do końca. Żyłam dziećmi i pracą. Narcyza - to ja w sobie wykształciłam z niedowartościowania własnej kobiecości. Na siłę chciałam być super inteligentna (a jestem po prostu), mieć największą wiedzę (a mam po prostu szeroką, bo taki mój zawód wykonywany) i very gospodarna (a jestem średnio gospodarna, jak każda mamcia). Nie miałam żadnych innych ambicji, żadnych chęci. Do dziś z tą kobiecością mam problem, ale wiem, że go mam, więc już po prostu pukam się w czółko wink
Nie POTRZEBUJĘ być idealna, bo ideałów nie ma. I nic mi idealizm nie da.
Trochę się wczoraj na tej wigilii wkurzyłam - koleżanka powiedziała, że czuje się przy mnie jak kloszard... Czyli że ja musiałam na siłę znowu zrobić z siebie gwiazdeczkę? Że idealna? Bo ja chciałam poczuć się dobrze. I teraz się wściekam, bo nie wiem, czy ja znowu czegoś "nie poczułam", czy ona przesadziła z własnymi problemami... Trup mi się nie ścielił wczoraj koło stóp, fakt zwracam uwagę od 3 m-cy na to jak wyglądam - to aż taka różnica, do diaska? I znowu, zamiast mieć własną opinię - czyjeś słowa mają dla mnie większe znaczenie sad Bezsensu.

14 694

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia
Właśnie też mnie męczy to, że wszystko mi przelatuje przez mózg jednocześnie wink Za duuuuużo naraz wink

Hm
smile


PUBLICZNIE
przyznaję się, że uważam, że strasznie pojechałam po Hm, za wszelką cenę starałam się wyprowadzić ją z równowagi, z tego "kokonika" narzekań, które według mnie miały za zadanie dać jej wymówkę przed zrobieniem czegokolwiek.
Ja - kat, znalazłam sobie ją - ofiarę. Przesadziłam, bo aż sama się źle z tym czułam.
Jeśli z tego jednak będzie pozytywny efekt, to OK, to sobie to wybaczę Hm smile Ale wiem, że jesteś ode mnie słabsza i że jesteś jeszcze bardziej ufna niż ja. I że nie umiem powiedzieć sobie jeszcze stop, wrzuć na luz, zajmij się sobą a nie naprawianiem świata.
Więc odpowiada mi bardziej rozmowa o karpiu i pieczarkach. I boję się z Tobą Hm rozmawiać, żeby przypadkiem się nie zapomnieć.

14 695

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Nie znam piramidy Masłowa a po tym co przerzuciłam w internecie na jej temat, nie rozumiem co ona ma do rzeczy. Obce mi są też sakramenty. Oczywiście, że ten przeze mnie zaobrączkowany, nie jest tym właściwym. TERAZ to wiem i dlatego załatwiłam sobie wolność tongue ( obrączkę zdjęłam kupę lat temu po jego pierwszym romansie, on swoją zdjął przy romansie kolejnym) i zwolniłam go mentalnie z posiadania tej obrączki.

Mówiąc o piramidzie wartości odniosłem się do porównania jej z piramidą Maslowa smile

zofia282 napisał/a:

Nie interesowało mnie co powiedzą inni. Żyłam swoim życiem, dla siebie i wiodło mi się całkiem dobrze.
Dla mnie zawsze ważni byli ludzie, dom i pieniądze. Nie potrzebowałam "przywódcy", ale też nim nie byłam. Miałam plany, marzenia i je realizowałam. Miałam duże grono znajomych i kilka wspaniałych przyjaciółek. Byłam odważna,towarzyska, wesoła. Byłam też osobą mocno stąpającą po ziemi i samodzielną od 18 roku życia. Wiedziałam czego chcę. Byłam realistką, wyczuloną na oszustów. Byłam ! , bo to wszystko niezauważalnie straciłam (oprócz przyjaciółek).

To samo mógłbym powiedzieć o sobie, dopóki nie zaczęła w moim życiu i małżeństwie mieszać teściowa z żoną. Mi "przywódca" nie był do tego potrzebny... żonie chyba jednak tak, jak tlen do życia.

zofia282 napisał/a:

Poczytaj to forum i zobacz na własne oczy ile kobiet, ale i mężczyzn narzeka na jawną i mniej jawną przemoc i dyktaturę w związku. Ilu jest skopanych, zdradzonych, "okaleczonych" i nie wynika to z partnerskiego związku przecież.

"Wertuję" to forum pół roku i po tym co widzę, to włosy same stają dęba już nie mówiąc o tym, że często trzeba trzymać szczękę, by nie spadła na ziemię z "wrażenia" i nie zarysowała kafelków.

zofia282 napisał/a:

I gdzie to piękno bags ! Gdzie to piękno, kiedy prawdziwa twarz psychopaty rozjaśnia się na widok twojego bólu ! Gdzie to piękno, kiedy widzisz, że przyjemność mu sprawia twój upadek. Gdzie to piękno jak zastanawiasz się dlaczego jego wzrok jest zimny, pozbawiony jakichkolwiek emocji i takim spojrzeniem cię mierzy na słowa protestu jego bezczelnych słów i zachowań, i twoich emocji..... Gdzie to piękno kiedy patrzysz w oczy małżonkowi i słyszysz, że trzeba było się skutecznie o śmierć postarać....on gdyby już, to postarał by się właśnie skutecznie....gdzie to piękno bags.... gdzie to piękno, kiedy twój najbliższy ci człowiek domaga się twojej śmierci, żałuje, że przeżyłeś....gdzie to piękno ???

Seria pytań na które też szukam odpowiedzi, bo kogo innego poznałem, z kimś innym się zaręczyłem i z kimś innym wziąłem ślub. Z perspektywy czasu tak to widzę a cały problem w tym, że tym innym kimś była i jest ciągle ta sama dla mnie osoba... żona. Tylko teraz wiem, że Ona była i jest sterowana przez  swojego "przywódcę", wszechwiedzącą najlepiej wyrocznię.

zofia282 napisał/a:
bags napisał/a:

Nie ma co sie oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób małżeństwo.

Potwierdzam, nie ma co sie oszukiwać - dyktatura nie ma nic z miłością wspólnego. Dyktatura kojarzy mi się bardziej z przemocą.
Ci co małżństwo niszczą nie żałują tego (bo by nie niszczyli) i robią to z premedytacją.

Nic dodać, nic ująć...

zofia282 napisał/a:

Hmmm . Mam być sobą dla innych ? Dlaczego cokolwiek mamy robić dla innych ? Dlaczego każesz zapomnieć o sobie ?
Tak właśnie robiłam. Robiłam dla innych. Mąż, dzieci, znajomi , rodzina, a ja ? Mnie nie było.
Z drugiej strony to gdyby mój mąż był sobą, bez ukrywania prawdziwej twarzy to faktycznie zrobił by innym dobrze big_smile

Właśnie nie każę zapominać a pamiętać o sobie. A dlaczego Ciebie nie było, to odpowiedzią jest - chyba - "polityka" działania umniejszacza  - jak mawia Jay Carter - czyli Twojego męża, o której piszesz powyżej i w swoich postach.
To ostatnie zdanie zostawię bez szerszego komentarza, bo gdyby faktycznie tak było jak piszesz... nie przypadł by mu w udziale zaszczyt bycia Twoim lubym i nie odegrał by takiej roli w Twoim życiu.

I tu informacja dla Magnolii
O przejrzenie na oczy i zobaczenie właśnie tej prawdziwej twarzy swojej matki, o której pisze tutaj Zofia w doniesieniu do Jej karalucha, ja walczę i próbuję uświadomić to swojej żonie.
Teściowej udało się - jak mawia powiedzenie - mnie "zniszczyć, ale nie pokonać". Prędzej czy później prawda nie tyle o mnie co o Niej wyjdzie na jaw a efekty tego będą... no właśnie.

14 696 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-21 11:44:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Z drugiej strony to gdyby mój mąż był sobą, bez ukrywania prawdziwej twarzy to faktycznie zrobił by innym dobrze big_smile

A ja sie tak zaczelam zastanawiac co to znaczy byc tak na prawde soba? Czyz jak bylam z karaluchem to nie bylam soba? A kim ja wtedy bylam? Tez soba!!! Te cechy KKZB, ktore wyszly w zwiazku z karaluchem to tez prawdziwa ja. Moze teraz jak daze pozbycia sie tych cecht to  nie jestem juz soba?
Wiele kobiet pisze tutaj, ze nie wie co czuje? Moze tu jest pies pogrzebany? Kim jestem brzmialoby lepiej? Byc soba to stwierdzenie jest dla mnie na razie nie zrozumiale sad

14 697

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Nie POTRZEBUJĘ być idealna, bo ideałów nie ma. I nic mi idealizm nie da.

No Zabko to Ty szybko sie uczysz smile Ja dopiero rok temu na to wpadlam smile Niestety w praktyce nawet do dzisiaj nie zawsze to stosuje smile. W koncu nie zamierzam tez byc swieta za zycia, bledy sa dozwolone, bo by bylo znowu za idealnie smile

zabka-k napisał/a:

Trochę się wczoraj na tej wigilii wkurzyłam - koleżanka powiedziała, że czuje się przy mnie jak kloszard... Czyli że ja musiałam na siłę znowu zrobić z siebie gwiazdeczkę? Że idealna? Bo ja chciałam poczuć się dobrze. I teraz się wściekam, bo nie wiem, czy ja znowu czegoś "nie poczułam", czy ona przesadziła z własnymi problemami...

A Ty jestes odpowiedzialna za uczucia kolezanki? Co Zabcia sie dobrze bawila i to kolezance nie odpowiadalo, bo ona ma focha i zly humor to Zabcia tez powinna z mina na kwinte siedziec?
Wiesz prawda jest taka, ze jak zaczynasz "zdrowiec" to powoli zyczynasz tez"zauwazac " ludzi w Twoim otoczeniu. Pisalam kiedys o mojej ex przyjaciolce sad. Z wieloma ludzmi przyjdzie Ci sie porzegnac, bo zauwazysz, ze nie beda akceptowac "odmienionej Zabki" sad

zabka-k napisał/a:

Trup mi się nie ścielił wczoraj koło stóp, fakt zwracam uwagę od 3 m-cy na to jak wyglądam - to aż taka różnica, do diaska? I znowu, zamiast mieć własną opinię - czyjeś słowa mają dla mnie większe znaczenie sad Bezsensu.

No i co? Co w tym zlego, ze zwracasz uwage jak wygladsz? Co komu sie znowu nie podoba, ze Zabcia dobrze wyglada? Zazdrosnikom?
Zabcia ostatnim zdaniem sama sobie odpowiedzialas smile

14 698 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-21 12:11:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

I tu informacja dla Magnolii
O przejrzenie na oczy i zobaczenie właśnie tej prawdziwej twarzy swojej matki, o której pisze tutaj Zofia w doniesieniu do Jej karalucha, ja walczę i próbuję uświadomić to swojej żonie.
Teściowej udało się - jak mawia powiedzenie - mnie "zniszczyć, ale nie pokonać". Prędzej czy później prawda nie tyle o mnie co o Niej wyjdzie na jaw a efekty tego będą... no właśnie.

Oj Bags to Ty z motyka na ksiezyc sie wybierasz?
Ty to taki romatyczny cierpietnik czyli tak naprawde odmiana meska KKBZ sad
Moze poczytaj sobie cos z literatury romantycznej jak juz wszystkie ksiazki z listy Wielokropka przeczytales.
Polecam "Cierpienia mlodego Wertera" Johanna Wolfganga von Goethe smile albo "Milosc w czasach zarazy" Garcia Marqueza, tam to facet prawie do samej smierci na kobiete czekal smile
Zycze Ci wytrwalosci w walce z wiatrakami!!!!!

Bags ja mam pomysl smile Jezeli Ty taki romantyk to czemu nie porwiesz swojej ksiezniczki z ramion smoka?
Wlozysz zbroje, zaprzegniesz rumaka i pod oslona nocy uwolnisz swoja ksiezniczke smile
A potem zyli dlugo i szczesliwie big_smile

14 699

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Magnolia
Aj, niby wiem, a najlepiej było by się schować w mysią dziurę.

Wiesz co, znowu się zapętliłam smile Bo ja znowu "wiem", tylko znowu nie będę wiedziała co ze swoją wiedzą robić smile
Za szybko to wszystko - zdecydowanie smile

Mam naprawdę ochotę usiąść z lampeczką wina przy choince i obejrzeć Kevina smile Przestać myśleć, analizować, naprawiać siebie na okrągło smile Bo chyba takie krótkie "urlopy" od myślenia też są dozwolone, co? Tylko 2 godzinki wink

Do domu chcę!!!!! wink

14 700

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Mam dość. Jestem tym zmęczona.
Cieszę się,że mam dwa tyg urlopu teraz. Bez ludzi! Oby!

Zycze Ci tego spokoju z calego serca smile

14 701 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-21 12:09:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Magnolia
Aj, niby wiem, a najlepiej było by się schować w mysią dziurę.

Wiesz co, znowu się zapętliłam smile Bo ja znowu "wiem", tylko znowu nie będę wiedziała co ze swoją wiedzą robić smile
Za szybko to wszystko - zdecydowanie smile

Mam naprawdę ochotę usiąść z lampeczką wina przy choince i obejrzeć Kevina smile Przestać myśleć, analizować, naprawiać siebie na okrągło smile Bo chyba takie krótkie "urlopy" od myślenia też są dozwolone, co? Tylko 2 godzinki wink

Do domu chcę!!!!! wink

No pewnie , ze dozwolone jak najbardziej smile. Ja dostawalam czasami zadanie domowe od Mr. Juliana: Prosze  w weekend pojsc na winko z kolezanka smile Albo prosze sobie isc do kina smile
A do jakiego domu? Do mamy?

14 702

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

"Winna jest tesciowa, bo gdyby nie tesciowa to wszystko byloby ok?"

Dokładnie tak.
Odsunąłem się w cień i czekam.

Tak sobie podczytuję Waszą dyskusję..., ale z tym zdaniem nie moge się zgodzić tak do końca... Mój były jak zaczął wdawać się w romanse, też uwazał, że to "tesciowa" była przyczyną..., a czy on mieszkał z nią, sypiał, ożenił się...., NIE. Szukał winy u wszytskich, ale nie u siebie, nie u mnie. Moja mama NIGDY nie ingerowała w moje życie, delikatnie próbowała naświetlic sytuację, ale nigdy nie naciskała, nie mówiła zrób tak czy tak..., dawała wolną rękę. Wiedziałam co by chciała, czego ode mnie oczekuje, ale nawet jesli moje wybory, decyzje nie były zgodne z jej wyobrażeniem, nie mówiła nigdy - popełniasz błąd. Może gdyby miala większy wpłym na moje decyzje wtedy życie dziś wygladało by inaczej. Jeśli tworzymy jakiś związek, to nie możemy mieszać w to innych osób. Mi teściowa raz jeden wpłyneła na decyzję - żałuję do dziś...., jeszcze przed ślubem chciałam odejść...., przyjechała wtedy do mnie do pracy, prosiła - wróć, bo on sobie coś zrobi, bo pije, bo cierpi.... A ja głupia, tak się tym przejęłam..., a potem - alkohol, zdrady...,. Nie... wtedy już nic nie mówiła. Ingerowała cały czas między nas, to był typ dyktatora - chciała, aby wszyscy tanczyli, jak ona zagra. Jej córka ma teraz ponad 40 lat i jest zupełnie niesamodzielna, dziw, że pracuje, bo ona bez mamy nie potrafi sie nigdzie ruszyć.... I co? Napotkała mój opór, ja nie walczyłam z nią słownie, ja zawsze jej wysłuchałam, na spokojnie... a swoje robiłam dalej, tak jak chciałam ja, tak jak uważałam. On też jej nie słuchał, ani mnie, ani jej. On miał tylko swoich kolegów i alkohol. 
Czytam od kilku tygodni ten wątek i inne... "Tajemnice związków", miłości, życia... zgłebiam od kilku lat, ciągle dowiaduję się nowych rzeczy, zastanawiam, analizuje.... Czytam książki, blogi, które poleciły mi dziewczyny. Powiem Wam, że łatwo się pogubić, w momencie, kiedy miałam doły, kiedy zostałam sama z dziećmi, nie czytałam, nie szukałam, skupiłam sie na swoim cierpieniu, nie szukałam przyczyn, rozwiązań, uważałam, że to moja wina, że teraz muszę zająć się dziećmi. Błąd, bo zaczęłam bardzo niewłaściwie, bo nie uczyłam ich samodzielności - dziś, dzięki zofii głównie, wróciła moja wiedza, przecież to jasne.... smile, one były kiedyś tego nauczone, same robiły kanapki, dużo pomagały.... od kilku dni wracamy do tego... jest dobrze. Uczymy się przez całe życie..., i ważne aby wiedzę poszerzać, nie poprzestawać, tak jak zrobiłam to ja kiedyś. Myślałam, że jak już poczytałam, to mi starczy, bo wiem. Ale to tzreba rozwijać, za każdym razem dowiemy się czegoś nowego, innego....

Właśnie... do bags, to, że żona nie chce zrobić prawka, to nie tragedia, sama zrobiłam, jak miałam prawie 30 lat smile, też nie chciałam długo..., mieszkałam na wsi, dojeżdżałam autobusami. Ale przyczyny mogą być różne....

14 703

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Magnolia
Aj, niby wiem, a najlepiej było by się schować w mysią dziurę.

Wiesz co, znowu się zapętliłam smile Bo ja znowu "wiem", tylko znowu nie będę wiedziała co ze swoją wiedzą robić smile
Za szybko to wszystko - zdecydowanie smile

Mam naprawdę ochotę usiąść z lampeczką wina przy choince i obejrzeć Kevina smile Przestać myśleć, analizować, naprawiać siebie na okrągło smile Bo chyba takie krótkie "urlopy" od myślenia też są dozwolone, co? Tylko 2 godzinki wink

Do domu chcę!!!!! wink

No pewnie , ze dozwolone jak najbardziej smile. Ja dostawalam czasami zadanie domowe od Mr. Juliana: Prosze  w weekend pojsc na winko z kolezanka smile Albo prosze sobie isc do kina smile
A do jakiego domu? Do mamy?

Ych, nie.... Fajnie by było Magnolia, ale nie. Moi rodzice nie żyją, mama od 29 lat...
Po prostu do domu. Do dzieciaków smile Się przytulić, bo wczoraj przez tę Wigilię ich nie widziałam w ogóle i już mi się tęskni za moimi rozrabiarami smile Ale mama im choć wczoraj z imprezy ciacho przytargała smile Pewnie się już objadły smile

14 704

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Kochana Zofiu gdybym trafila na to Forum jakies 2 albo 3 lata wczesniej moj nick bylby Hm...
Dlatego ja taka "zlosliwa" jak mi to wyrzucila Hm... bo ja stara siebie w niej widze sad
Ale coz jak juz wszystkie "zmieniajace sie" wiedza, trzeba siegnac swego dna aby sie zaczyc zmieniac sad sad sad

Tak Ciebie odebrałam jednego razu, zgadza się. Ale już wiem więcej, spojrzałam inaczej.

I cieszy mnie to hm... .

Wstydzisz się ?
Rozejrzyj się po forum.
Całe tu rzesze ludzi, którzy się czegoś wstydzą,
którzy uczyć się muszą (lub nie muszą) na własnych błędach i tych błędów mają na sumieniu trochę.
Ważne, że zauważyłaś, że i Ty możesz być szczęśliwa.

Tak Zosiu.
To moje biadolenie spowodowało u mnie wyrzuty. Może dlatego, że jeśli ten to nie ten to po prostu trzeba to zostawić, a nie nadawać. Zostawić, albo zaakceptować i nie nadawać, a żyć najlepiej jak potrafimy.
Zobaczę co będzie dalej i jak się sprawy ułożą.
Jeśli dałam Wam do wiwatu, przepraszam. Kierowana trawiącym mnie doświadczeniem zmienię to. Chcę być optymistką, chcę zauważać dobre, a złe naprawiać lub zmieniać. Taka chc? być.
Dobrze, że jesteście smile

Życzę Wam Wesołych, Spokojnych i Radosnych Świąt
Niech będzie miło i pięknie.
A co do Nowego Roku to do tego czasu jeszcze z pewnością nieraz tutaj zajrzę.


Powiem Wam co mnie doszło.
Czasem wskutek przeżyć, masy obowiązków i ograniczonego czasu bierzemy sobie na głowę zbyt wiele. Nie nadążamy chcąc zrobić wszystko. Wskutek tego jesteśmy źli i sfrustowani. Sami sobie utrudniamy życie. A tak się nie da. Wrzuciłam na luz. Rzeczy priorytetowe trzeba zrobić, resztę grupuję i zostawiam na póżniej. Świat się nie zawali.
Jest mi lżej. Spojrzałam na to co wokół inaczej ,  bo zauważyłam, że nie jest tak źle.

14 705

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

Oj Bags to Ty z motyka na ksiezyc sie wybierasz?
Ty to taki romatyczny cierpietnik czyli tak naprawde odmiana meska KKBZ sad
Moze poczytaj sobie cos z literatury romantycznej jak juz wszystkie ksiazki z listy Wielokropka przeczytales.
Polecam "Cierpienia mlodego Wertera" Johanna Wolfganga von Goethe smile
Zycze Ci wytrwalosci w walce z wiatrakami!!!!!

Bags ja mam pomysl smile Jezeli Ty taki romantyk to czemu nie porwiesz swojej ksiezniczki z ramion smoka?
Wlozysz zbroje, zaprzegniesz rumaka i pod oslona nocy uwolnisz swoja ksiezniczke smile
A potem zyli dlugo i szczesliwie big_smile

Cóż Waszmości Magnolio...
Za prawdę, za prawdę powiadam Ci, iż to zawżdy koncept iście szatański... Tyżeś jakoweś oleum pobierała niczym imć Zagłoba jegomość, że oleum Ci się podniosło?? big_smile
A cóżem Ja Ci uczynił, że mi chcesz takowego pomysła zaproponować???
Dziadowie nasi powiadali, "spójrz na matkę oblubienicy/oblubieńca swego, a będzies wiedzieć co Cię w przyszłości czeka", Gdzie żeś Ty Waść błądziła myślami w średniowiecznych czasach, jak żeś onegdaj tegoż Twego posta klikała?? Przeciwnie do tego co onegdaj Nasi bajarze i skrybowie podawali... Tak też uczynił żem Ci ja był swego czasu, widząc wówczas zgoła odmienną Twarz swojej wyroczni, aniżeli obecne Jej oblicze po "liftingu". I diagnoza nasuwa się jedna: że to nie była żadna kuracja odmładzająca tejże niewiasty - kremami i innymi specyfikami dostępnymi na rynku - lecz ukryta prawda pod maską, której oblicza po dziś dzień Ona boi się ujawnić światu. 
Tedy Waści, na koniec rzeknę Ci, nie tej Twej propozycyji przyjąć nijak nie mogę, szczodrość Waści aż nadto mnie peszy i godzien jej nie jestem, niczym Oleńka nóg Jędrusiowych całowania.

Jaka zbroja, jaki smok, jaki rumak? Toż to mamy XXI wiek... a księżniczką każda kobieta lubi się w tych obecnych czasach czuć, gdy jest właściwie traktowana przez swojego "karalucha inaczej" big_smile

14 706

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Powiem Wam co mnie doszło.
Czasem wskutek przeżyć, masy obowiązków i ograniczonego czasu bierzemy sobie na głowę zbyt wiele. Nie nadążamy chcąc zrobić wszystko. Wskutek tego jesteśmy źli i sfrustowani. Sami sobie utrudniamy życie. A tak się nie da. Wrzuciłam na luz. Rzeczy priorytetowe trzeba zrobić, resztę grupuję i zostawiam na póżniej. Świat się nie zawali.
Jest mi lżej. Spojrzałam na to co wokół inaczej ,  bo zauważyłam, że nie jest tak źle.

smile To prawda smile
Trzeba dostrzec pozytywy...
Też wrzuciłam na luz. Świat się nie wali....

14 707

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

A mi znajomi, ktorzy mi dobrze zycza powiedzieli, ze ja nie zylam swoim zyciem tylko zyciem mojego "dyrektora narcyza" sad.

Wiesz - ja nie do końca. Żyłam dziećmi i pracą. Narcyza - to ja w sobie wykształciłam z niedowartościowania własnej kobiecości. Na siłę chciałam być super inteligentna (a jestem po prostu), mieć największą wiedzę (a mam po prostu szeroką, bo taki mój zawód wykonywany) i very gospodarna (a jestem średnio gospodarna, jak każda mamcia). Nie miałam żadnych innych ambicji, żadnych chęci. Do dziś z tą kobiecością mam problem, ale wiem, że go mam, więc już po prostu pukam się w czółko wink
Nie POTRZEBUJĘ być idealna, bo ideałów nie ma. I nic mi idealizm nie da.
Trochę się wczoraj na tej wigilii wkurzyłam - koleżanka powiedziała, że czuje się przy mnie jak kloszard... Czyli że ja musiałam na siłę znowu zrobić z siebie gwiazdeczkę? Że idealna? Bo ja chciałam poczuć się dobrze. I teraz się wściekam, bo nie wiem, czy ja znowu czegoś "nie poczułam", czy ona przesadziła z własnymi problemami... Trup mi się nie ścielił wczoraj koło stóp, fakt zwracam uwagę od 3 m-cy na to jak wyglądam - to aż taka różnica, do diaska? I znowu, zamiast mieć własną opinię - czyjeś słowa mają dla mnie większe znaczenie sad Bezsensu.

No bo nie wiesz czy sama nie zauważyła§ czy to czyjś wymysł tylko.

14 708

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Anstawia
Właśnie też mnie męczy to, że wszystko mi przelatuje przez mózg jednocześnie wink Za duuuuużo naraz wink

Hm
smile


PUBLICZNIE
przyznaję się, że uważam, że strasznie pojechałam po Hm, za wszelką cenę starałam się wyprowadzić ją z równowagi, z tego "kokonika" narzekań, które według mnie miały za zadanie dać jej wymówkę przed zrobieniem czegokolwiek.
Ja - kat, znalazłam sobie ją - ofiarę. Przesadziłam, bo aż sama się źle z tym czułam.
Jeśli z tego jednak będzie pozytywny efekt, to OK, to sobie to wybaczę Hm smile Ale wiem, że jesteś ode mnie słabsza i że jesteś jeszcze bardziej ufna niż ja. I że nie umiem powiedzieć sobie jeszcze stop, wrzuć na luz, zajmij się sobą a nie naprawianiem świata.
Więc odpowiada mi bardziej rozmowa o karpiu i pieczarkach. I boję się z Tobą Hm rozmawiać, żeby przypadkiem się nie zapomnieć.

Nie ma obaw Żabko, bądz przy mnie spontaniczna. Prosz? Cię smile

14 709

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Nie znam piramidy Masłowa a po tym co przerzuciłam w internecie na jej temat, nie rozumiem co ona ma do rzeczy. Obce mi są też sakramenty. Oczywiście, że ten przeze mnie zaobrączkowany, nie jest tym właściwym. TERAZ to wiem i dlatego załatwiłam sobie wolność tongue ( obrączkę zdjęłam kupę lat temu po jego pierwszym romansie, on swoją zdjął przy romansie kolejnym) i zwolniłam go mentalnie z posiadania tej obrączki.

Mówiąc o piramidzie wartości odniosłem się do porównania jej z piramidą Maslowa smile

zofia282 napisał/a:

Nie interesowało mnie co powiedzą inni. Żyłam swoim życiem, dla siebie i wiodło mi się całkiem dobrze.
Dla mnie zawsze ważni byli ludzie, dom i pieniądze. Nie potrzebowałam "przywódcy", ale też nim nie byłam. Miałam plany, marzenia i je realizowałam. Miałam duże grono znajomych i kilka wspaniałych przyjaciółek. Byłam odważna,towarzyska, wesoła. Byłam też osobą mocno stąpającą po ziemi i samodzielną od 18 roku życia. Wiedziałam czego chcę. Byłam realistką, wyczuloną na oszustów. Byłam ! , bo to wszystko niezauważalnie straciłam (oprócz przyjaciółek).

To samo mógłbym powiedzieć o sobie, dopóki nie zaczęła w moim życiu i małżeństwie mieszać teściowa z żoną. Mi "przywódca" nie był do tego potrzebny... żonie chyba jednak tak, jak tlen do życia.

zofia282 napisał/a:

Poczytaj to forum i zobacz na własne oczy ile kobiet, ale i mężczyzn narzeka na jawną i mniej jawną przemoc i dyktaturę w związku. Ilu jest skopanych, zdradzonych, "okaleczonych" i nie wynika to z partnerskiego związku przecież.

"Wertuję" to forum pół roku i po tym co widzę, to włosy same stają dęba już nie mówiąc o tym, że często trzeba trzymać szczękę, by nie spadła na ziemię z "wrażenia" i nie zarysowała kafelków.

zofia282 napisał/a:

I gdzie to piękno bags ! Gdzie to piękno, kiedy prawdziwa twarz psychopaty rozjaśnia się na widok twojego bólu ! Gdzie to piękno, kiedy widzisz, że przyjemność mu sprawia twój upadek. Gdzie to piękno jak zastanawiasz się dlaczego jego wzrok jest zimny, pozbawiony jakichkolwiek emocji i takim spojrzeniem cię mierzy na słowa protestu jego bezczelnych słów i zachowań, i twoich emocji..... Gdzie to piękno kiedy patrzysz w oczy małżonkowi i słyszysz, że trzeba było się skutecznie o śmierć postarać....on gdyby już, to postarał by się właśnie skutecznie....gdzie to piękno bags.... gdzie to piękno, kiedy twój najbliższy ci człowiek domaga się twojej śmierci, żałuje, że przeżyłeś....gdzie to piękno ???

Seria pytań na które też szukam odpowiedzi, bo kogo innego poznałem, z kimś innym się zaręczyłem i z kimś innym wziąłem ślub. Z perspektywy czasu tak to widzę a cały problem w tym, że tym innym kimś była i jest ciągle ta sama dla mnie osoba... żona. Tylko teraz wiem, że Ona była i jest sterowana przez  swojego "przywódcę", wszechwiedzącą najlepiej wyrocznię.

zofia282 napisał/a:
bags napisał/a:

Nie ma co sie oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób małżeństwo.

Potwierdzam, nie ma co sie oszukiwać - dyktatura nie ma nic z miłością wspólnego. Dyktatura kojarzy mi się bardziej z przemocą.
Ci co małżństwo niszczą nie żałują tego (bo by nie niszczyli) i robią to z premedytacją.

Nic dodać, nic ująć...

zofia282 napisał/a:

Hmmm . Mam być sobą dla innych ? Dlaczego cokolwiek mamy robić dla innych ? Dlaczego każesz zapomnieć o sobie ?
Tak właśnie robiłam. Robiłam dla innych. Mąż, dzieci, znajomi , rodzina, a ja ? Mnie nie było.
Z drugiej strony to gdyby mój mąż był sobą, bez ukrywania prawdziwej twarzy to faktycznie zrobił by innym dobrze big_smile

Właśnie nie każę zapominać a pamiętać o sobie. A dlaczego Ciebie nie było, to odpowiedzią jest - chyba - "polityka" działania umniejszacza  - jak mawia Jay Carter - czyli Twojego męża, o której piszesz powyżej i w swoich postach.
To ostatnie zdanie zostawię bez szerszego komentarza, bo gdyby faktycznie tak było jak piszesz... nie przypadł by mu w udziale zaszczyt bycia Twoim lubym i nie odegrał by takiej roli w Twoim życiu.

I tu informacja dla Magnolii
O przejrzenie na oczy i zobaczenie właśnie tej prawdziwej twarzy swojej matki, o której pisze tutaj Zofia w doniesieniu do Jej karalucha, ja walczę i próbuję uświadomić to swojej żonie.
Teściowej udało się - jak mawia powiedzenie - mnie "zniszczyć, ale nie pokonać". Prędzej czy później prawda nie tyle o mnie co o Niej wyjdzie na jaw a efekty tego będą... no właśnie.

Tylko kiedy Bags? Czy warto aż tyle czekać?

14 710

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Z drugiej strony to gdyby mój mąż był sobą, bez ukrywania prawdziwej twarzy to faktycznie zrobił by innym dobrze big_smile

A ja sie tak zaczelam zastanawiac co to znaczy byc tak na prawde soba? Czyz jak bylam z karaluchem to nie bylam soba? A kim ja wtedy bylam? Tez soba!!! Te cechy KKZB, ktore wyszly w zwiazku z karaluchem to tez prawdziwa ja. Moze teraz jak daze pozbycia sie tych cecht to  nie jestem juz soba?
Wiele kobiet pisze tutaj, ze nie wie co czuje? Moze tu jest pies pogrzebany? Kim jestem brzmialoby lepiej? Byc soba to stwierdzenie jest dla mnie na razie nie zrozumiale sad

Sobą to jesteśmy cały czas i wtedy kiedy nam się podoba i wtedy kiefy nam się nie podoba jak się zachowujemy. I wtedy kiefy jesteśmy spokojne i wtedy kiedy jesteśmy pod wpłyeem emocji. Cały czas jesteśmy sobą niestety. Wtedy kiefy zmieniamy się incierpimy wskutek przemocy też. Chyba, że mie odbieram tego stwierdzenia odpowiednio.

14 711 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-12-21 20:46:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
bags napisał/a:

"Winna jest tesciowa, bo gdyby nie tesciowa to wszystko byloby ok?"

Dokładnie tak.
Odsunąłem się w cień i czekam.

Tak sobie podczytuję Waszą dyskusję..., ale z tym zdaniem nie moge się zgodzić tak do końca... Mój były jak zaczął wdawać się w romanse, też uwazał, że to "tesciowa" była przyczyną..., a czy on mieszkał z nią, sypiał, ożenił się...., NIE. Szukał winy u wszytskich, ale nie u siebie, nie u mnie. Moja mama NIGDY nie ingerowała w moje życie, delikatnie próbowała naświetlic sytuację, ale nigdy nie naciskała, nie mówiła zrób tak czy tak..., dawała wolną rękę. Wiedziałam co by chciała, czego ode mnie oczekuje, ale nawet jesli moje wybory, decyzje nie były zgodne z jej wyobrażeniem, nie mówiła nigdy - popełniasz błąd. Może gdyby miala większy wpłym na moje decyzje wtedy życie dziś wygladało by inaczej. Jeśli tworzymy jakiś związek, to nie możemy mieszać w to innych osób. Mi teściowa raz jeden wpłyneła na decyzję - żałuję do dziś...., jeszcze przed ślubem chciałam odejść...., przyjechała wtedy do mnie do pracy, prosiła - wróć, bo on sobie coś zrobi, bo pije, bo cierpi.... A ja głupia, tak się tym przejęłam..., a potem - alkohol, zdrady...,. Nie... wtedy już nic nie mówiła. Ingerowała cały czas między nas, to był typ dyktatora - chciała, aby wszyscy tanczyli, jak ona zagra. Jej córka ma teraz ponad 40 lat i jest zupełnie niesamodzielna, dziw, że pracuje, bo ona bez mamy nie potrafi sie nigdzie ruszyć.... I co? Napotkała mój opór, ja nie walczyłam z nią słownie, ja zawsze jej wysłuchałam, na spokojnie... a swoje robiłam dalej, tak jak chciałam ja, tak jak uważałam. On też jej nie słuchał, ani mnie, ani jej. On miał tylko swoich kolegów i alkohol. 
Czytam od kilku tygodni ten wątek i inne... "Tajemnice związków", miłości, życia... zgłebiam od kilku lat, ciągle dowiaduję się nowych rzeczy, zastanawiam, analizuje.... Czytam książki, blogi, które poleciły mi dziewczyny. Powiem Wam, że łatwo się pogubić, w momencie, kiedy miałam doły, kiedy zostałam sama z dziećmi, nie czytałam, nie szukałam, skupiłam sie na swoim cierpieniu, nie szukałam przyczyn, rozwiązań, uważałam, że to moja wina, że teraz muszę zająć się dziećmi. Błąd, bo zaczęłam bardzo niewłaściwie, bo nie uczyłam ich samodzielności - dziś, dzięki zofii głównie, wróciła moja wiedza, przecież to jasne.... smile, one były kiedyś tego nauczone, same robiły kanapki, dużo pomagały.... od kilku dni wracamy do tego... jest dobrze. Uczymy się przez całe życie..., i ważne aby wiedzę poszerzać, nie poprzestawać, tak jak zrobiłam to ja kiedyś. Myślałam, że jak już poczytałam, to mi starczy, bo wiem. Ale to tzreba rozwijać, za każdym razem dowiemy się czegoś nowego, innego....

Właśnie... do bags, to, że żona nie chce zrobić prawka, to nie tragedia, sama zrobiłam, jak miałam prawie 30 lat smile, też nie chciałam długo..., mieszkałam na wsi, dojeżdżałam autobusami. Ale przyczyny mogą być różne....

Silna kobieto !
Wysłuchałaś a robiłaś wedle siebie i dla swojego dobra. To wyłuskałam. Tak powinno być.

14 712

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
bags napisał/a:

"Winna jest tesciowa, bo gdyby nie tesciowa to wszystko byloby ok?"

Dokładnie tak.
Odsunąłem się w cień i czekam.

Tak sobie podczytuję Waszą dyskusję..., ale z tym zdaniem nie moge się zgodzić tak do końca... Mój były jak zaczął wdawać się w romanse, też uwazał, że to "tesciowa" była przyczyną..., a czy on mieszkał z nią, sypiał, ożenił się...., NIE. Szukał winy u wszytskich, ale nie u siebie, nie u mnie. Moja mama NIGDY nie ingerowała w moje życie, delikatnie próbowała naświetlic sytuację, ale nigdy nie naciskała, nie mówiła zrób tak czy tak..., dawała wolną rękę. Wiedziałam co by chciała, czego ode mnie oczekuje, ale nawet jesli moje wybory, decyzje nie były zgodne z jej wyobrażeniem, nie mówiła nigdy - popełniasz błąd. Może gdyby miala większy wpłym na moje decyzje wtedy życie dziś wygladało by inaczej. Jeśli tworzymy jakiś związek, to nie możemy mieszać w to innych osób. Mi teściowa raz jeden wpłyneła na decyzję - żałuję do dziś...., jeszcze przed ślubem chciałam odejść...., przyjechała wtedy do mnie do pracy, prosiła - wróć, bo on sobie coś zrobi, bo pije, bo cierpi.... A ja głupia, tak się tym przejęłam..., a potem - alkohol, zdrady...,. Nie... wtedy już nic nie mówiła. Ingerowała cały czas między nas, to był typ dyktatora - chciała, aby wszyscy tanczyli, jak ona zagra. Jej córka ma teraz ponad 40 lat i jest zupełnie niesamodzielna, dziw, że pracuje, bo ona bez mamy nie potrafi sie nigdzie ruszyć.... I co? Napotkała mój opór, ja nie walczyłam z nią słownie, ja zawsze jej wysłuchałam, na spokojnie... a swoje robiłam dalej, tak jak chciałam ja, tak jak uważałam. On też jej nie słuchał, ani mnie, ani jej. On miał tylko swoich kolegów i alkohol.

Widzisz Silly...
Ja jak opadł kurz po całym zamieszaniu zacząłem doszukiwać się głównie winy w sobie w myśl powiedzenia, że jak dwie osoby Ci mówią żeś pijany, to się połóż.
Czy byłem faktycznie zły, za bardzo poszedłem "po bandzie" itd. Wiele zagadnień podpinałem pod tą potłuczoną też "tezę" teściowej. Wszystko grało do ślubu (pierwszym sygnałem, czerwoną lampką jednak dla mnie była akcja żony o dziecku, tak jakbym był marynarzem a Ona potrzebowała w to miejsce "wypełnienia" mojej rejsowej nieobecności) i jakoś tam jeszcze przez 9 m-cy. Z czasem jednak po rozłożeniu wszystkiego na czynniki pierwsze, debatach z kim trzeba i terapii, zacząłem to analizować i dostrzegać zaciskający się sznur na mojej szyi. Zabrałem się potem za toksyczność w swoim związku i zdębiałem ze zdziwienia, do czego są zdolni ludzie ale nie Ci Nam obcy, tylko ci najbliżsi... nawet sercu.

Silly Hopes napisał/a:

Czytam od kilku tygodni ten wątek i inne... "Tajemnice związków", miłości, życia... zgłebiam od kilku lat, ciągle dowiaduję się nowych rzeczy, zastanawiam, analizuje.... Czytam książki, blogi, które poleciły mi dziewczyny. Powiem Wam, że łatwo się pogubić, w momencie, kiedy miałam doły, kiedy zostałam sama z dziećmi, nie czytałam, nie szukałam, skupiłam sie na swoim cierpieniu, nie szukałam przyczyn, rozwiązań, uważałam, że to moja wina, że teraz muszę zająć się dziećmi. Błąd, bo zaczęłam bardzo niewłaściwie, bo nie uczyłam ich samodzielności - dziś, dzięki zofii głównie, wróciła moja wiedza, przecież to jasne.... smile, one były kiedyś tego nauczone, same robiły kanapki, dużo pomagały.... od kilku dni wracamy do tego... jest dobrze. Uczymy się przez całe życie..., i ważne aby wiedzę poszerzać, nie poprzestawać, tak jak zrobiłam to ja kiedyś. Myślałam, że jak już poczytałam, to mi starczy, bo wiem. Ale to tzreba rozwijać, za każdym razem dowiemy się czegoś nowego, innego....

Święte słowa...
Przez cierpienie człowiek się doskonali... ucząc się i zdobywając przy tym właściwą wiedzę przez całe życie.

Silly Hopes napisał/a:

Ale przyczyny mogą być różne....

Grunt to się w tym wszystkim odnaleźć.

14 713

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
hm... napisał/a:

Powiem Wam co mnie doszło.
Czasem wskutek przeżyć, masy obowiązków i ograniczonego czasu bierzemy sobie na głowę zbyt wiele. Nie nadążamy chcąc zrobić wszystko. Wskutek tego jesteśmy źli i sfrustowani. Sami sobie utrudniamy życie. A tak się nie da. Wrzuciłam na luz. Rzeczy priorytetowe trzeba zrobić, resztę grupuję i zostawiam na póżniej. Świat się nie zawali.
Jest mi lżej. Spojrzałam na to co wokół inaczej ,  bo zauważyłam, że nie jest tak źle.

smile To prawda smile
Trzeba dostrzec pozytywy...
Też wrzuciłam na luz. Świat się nie wali....

Tak smile

14 714

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Anstawia
Właśnie też mnie męczy to, że wszystko mi przelatuje przez mózg jednocześnie wink Za duuuuużo naraz wink

Hm
smile


PUBLICZNIE
przyznaję się, że uważam, że strasznie pojechałam po Hm, za wszelką cenę starałam się wyprowadzić ją z równowagi, z tego "kokonika" narzekań, które według mnie miały za zadanie dać jej wymówkę przed zrobieniem czegokolwiek.
Ja - kat, znalazłam sobie ją - ofiarę. Przesadziłam, bo aż sama się źle z tym czułam.
Jeśli z tego jednak będzie pozytywny efekt, to OK, to sobie to wybaczę Hm smile Ale wiem, że jesteś ode mnie słabsza i że jesteś jeszcze bardziej ufna niż ja. I że nie umiem powiedzieć sobie jeszcze stop, wrzuć na luz, zajmij się sobą a nie naprawianiem świata.
Więc odpowiada mi bardziej rozmowa o karpiu i pieczarkach. I boję się z Tobą Hm rozmawiać, żeby przypadkiem się nie zapomnieć.

Nie ma obaw Żabko, bądz przy mnie spontaniczna. Prosz? Cię smile

Tylko najpierw muszę agresora się pozbyć....

14 715

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Tak Ciebie odebrałam jednego razu, zgadza się. Ale już wiem więcej, spojrzałam inaczej.

I cieszy mnie to hm... .

Wstydzisz się ?
Rozejrzyj się po forum.
Całe tu rzesze ludzi, którzy się czegoś wstydzą,
którzy uczyć się muszą (lub nie muszą) na własnych błędach i tych błędów mają na sumieniu trochę.
Ważne, że zauważyłaś, że i Ty możesz być szczęśliwa.

Tak Zosiu.
To moje biadolenie spowodowało u mnie wyrzuty. Może dlatego, że jeśli ten to nie ten to po prostu trzeba to zostawić, a nie nadawać. Zostawić, albo zaakceptować i nie nadawać, a żyć najlepiej jak potrafimy.
Zobaczę co będzie dalej i jak się sprawy ułożą.
Jeśli dałam Wam do wiwatu, przepraszam. Kierowana trawiącym mnie doświadczeniem zmienię to. Chcę być optymistką, chcę zauważać dobre, a złe naprawiać lub zmieniać. Taka chc? być.
Dobrze, że jesteście smile

Życzę Wam Wesołych, Spokojnych i Radosnych Świąt
Niech będzie miło i pięknie.
A co do Nowego Roku to do tego czasu jeszcze z pewnością nieraz tutaj zajrzę.


Powiem Wam co mnie doszło.
Czasem wskutek przeżyć, masy obowiązków i ograniczonego czasu bierzemy sobie na głowę zbyt wiele. Nie nadążamy chcąc zrobić wszystko. Wskutek tego jesteśmy źli i sfrustowani. Sami sobie utrudniamy życie. A tak się nie da. Wrzuciłam na luz. Rzeczy priorytetowe trzeba zrobić, resztę grupuję i zostawiam na póżniej. Świat się nie zawali.
Jest mi lżej. Spojrzałam na to co wokół inaczej ,  bo zauważyłam, że nie jest tak źle.

Hm... Ja Cię nie poznaję!
Jedynie zdanie: "Zobaczę co będzie dalej, jak sprawy się ułożą" troszeczke mnie "gryzie w oczy", ale póki co dam Ci spokój smile

14 716

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Magnolia
Aj, niby wiem, a najlepiej było by się schować w mysią dziurę.

Wiesz co, znowu się zapętliłam smile Bo ja znowu "wiem", tylko znowu nie będę wiedziała co ze swoją wiedzą robić smile
Za szybko to wszystko - zdecydowanie smile

Mam naprawdę ochotę usiąść z lampeczką wina przy choince i obejrzeć Kevina smile Przestać myśleć, analizować, naprawiać siebie na okrągło smile Bo chyba takie krótkie "urlopy" od myślenia też są dozwolone, co? Tylko 2 godzinki wink

Do domu chcę!!!!! wink

Żabko, Ty się zastanawiasz nad 2h urlopem od myślenia?!?!

Ja planuję "uciąć sobie głowę" na 2 tygodnie!!!!
Wyspać się, odpocząć, pooglądać tv, której nie mam tongue przez internet, zwiedzić miasto,w którym jeszcze nie byłam, poczytać, niestety wanny nie mam sad ale coś się jeszcze wymyśli big_smile

14 717 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-21 16:20:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:

"Winna jest tesciowa, bo gdyby nie tesciowa to wszystko byloby ok?"Dokładnie tak.

No tak jak KKZB gdyby nie to i owo to on byl inny. Co to znaczy "Dokladnie tak"?  Dostales to od specjalisty na pismie?

bags napisał/a:

Z wątku wynika jasno, że Ona nie przyjmuje tych odniesień do siebie, chęci jakiejkolwiek pomocy, natomiast z "upodobaniem" czepia się mnie.

Watek stworzyles Ty i jak czyta sie Twoj watek to wszystim, ktorzy maja inne zdanie probujesz "zwrocic uwage" ze sie myla sad.

bags napisał/a:

Chcę być z Nią a boli mnie jedynie to, o czym wyraźnie mówi Macocha w odniesieniu do mojej żony. I fakt faktem, dopóki żona tego nie pojmie, to ja nic nie wskóram.

A Macocha to zna Twoja zone osobiscie? Twoja zona "nie musi pojac". To jej prawo. Przeciez wiesz, ze nie mamy wplywu na "pojmowanie" innych sad

bags napisał/a:

A cały wic jest w tym, że gdy do tego dojdzie i żona zatrybi co robi źle - zostanę Jej tylko ja.  O ile wcześniej nie dojdzie do rozwodu.

A jak nigdy nie zatrybi? Nie musi jak nie bedzie chciala zmiany.

bags napisał/a:

Czytałem wybraną z polecanej literatury z listy Wielokropka i te dorzucone pozycje przeze mnie. Nie mniej jednak więcej informacji uzyskałem od zaprzyjaźnionych ludzi i specjalistów w tej dziedzinie.

Informacji o czym? O swojej zonie i jej matce? Czy o sobie? Bo tylko byle jaki psycholog bedzie stawial diagnoze bez rozmowy z pacjentem!!! Psycholog nie zajmuje sie "leczeniem" osob trzecich tylko osoby bedacej na terapii. Bags ile razy byles u psychologa?

bags napisał/a:

Pozwolę sobie na zobrazowanie dokładniej tego Twojego stwierdzenia, że "żona mnie nie lubi/nie chce być" w oparciu o przytoczoną w moich postach wypowiedz żony, teściowej i Macochy.
"Twoja  choroba niej est powodem naszego rozstania  ale twoja agresywność! A ta agresywnosc jest powodem Twojej choroby!
Jak to rozumieć? choroba nie jest powodem ale jednak jest? Istna parodia w oparciu o rzeczywistość z życia wziętą mojej osoby..

A co to u Ciebie z ta agresja? Wytlumacz co zrobiles, ze tesciowa i zona uwazaja Cie za agresywnego. Trudno tak bez przykladow ocenic, ze ktos agresywny lub nie!

bags napisał/a:

Po drugie kto jest "promotorem" tej potłuczonej teorii o rzekomej mojej chorobie? Jedna osoba - teściowa (jak to w moim przypadku wygląda w praktyce na prawdę - wiem dokładnie ja i moja rodzina).

No to czym sie przejmujesz jak to jest klamstwem?

bags napisał/a:

Więc co w tym wypadku robi teściowa? Indoktrynuje córkę przeciwko mnie, robi Jej na tej podstawie pranie mózgu - nie problem zauważyć, że żona odwołuje się w swojej powyższej wypowiedzi tylko i wyłącznie do teorii matki.

Mi jest szkoda Twojej zony sad Nie tylko jej matka robi jej pranie mozgu sad Ty tez probujesz narzucic jej swoje zdanie!!!

bags napisał/a:

Dlaczego dorosła dziewczyna nie ma swojego pomyślunku? wiedziała o tym co mam za problem zdrowotny decydując się na ślub? A teraz uparcie trzyma się tego "bo mama jest cacy i basta"
Co o takim traktowaniu/wychowaniu przez matki mówi Macocha? "rozwala życie na miliony kawałków..." przez pranie mózgu.

Twoja zona pochodzi jak to juz "analizowales" z dysfunkcyjnej rodziny czyli jest DDD i wiesz po 7 miesiacach czytania na ten temat, ze takie osoby sa takie a nie inne.

bags napisał/a:

Nie trzeba być psychologiem, by zbierając te fakty w jedną całość zauważyć, że to, co się dzieje w życiu i rodzinie mojej żony jest patologią jakich mało. Przykro na to patrzeć mając świadomość, że w efekcie końcowym wszystko odbije się na mojej żonie. Ona teraz tego nie dostrzega ale to jest jak efekt domino z "falstartem".

Ale moze jej z tym dobrze? Nigdy nie myslales tak? A tylko Ty masz problem z tym, ze Twoja zona tego nie widzi. To jest jest sprawa co sie z nia stanie. Ty nie masz na to wplywu.
Cecha KKZB jest tez manipulacja. Bags jestes zly, ze zony nie mozesz manipulowac, bo tesciowa lepsza manipulatorka od Ciebie?  Bags a ty wogole to walczysz o co i z kim?

bags napisał/a:

Odsunąłem się w cień i czekam.

Na co? Na gwiazdke z nieba? Czekasz az tesciowa umrze?

14 718 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-21 16:38:10)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Zobaczę co będzie dalej i jak się sprawy ułożą.

Sprawy sie Hm..tak uloza jak sobie sama te sprawy ulozysz!!!! Nie licz na cud!!! Musisz troche wziasc sie do roboty i pomimo strachu popracowac nad soba i swoimi sprawami. Na skroty to bylo do tej pory i co? Dokad doszlas?

hm... napisał/a:

Chcę być optymistką, chcę zauważać dobre, a złe naprawiać lub zmieniać. Taka chc? być.
Dobrze, że jesteście smile

Optymistka bedziesz jak ruszysz ten pierwszy glaz na swojej drodze do celu i stwierdzisz, ze wcale nie byl taki ciezki smile . My jestesmy smile

hm... napisał/a:

Życzę Wam Wesołych, Spokojnych i Radosnych Świąt
Niech będzie miło i pięknie.

Tobie tez Hm.. Wszystkiego Szczesliwego smile

hm... napisał/a:

Powiem Wam co mnie doszło.
Czasem wskutek przeżyć, masy obowiązków i ograniczonego czasu bierzemy sobie na głowę zbyt wiele. Nie nadążamy chcąc zrobić wszystko. Wskutek tego jesteśmy źli i sfrustowani. Sami sobie utrudniamy życie. A tak się nie da. Wrzuciłam na luz. Rzeczy priorytetowe trzeba zrobić, resztę grupuję i zostawiam na póżniej. Świat się nie zawali.
Jest mi lżej. Spojrzałam na to co wokół inaczej ,  bo zauważyłam, że nie jest tak źle.

Kochana Hm... Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

14 719 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-21 16:53:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ja też kłamałam, mówiłam że jes ok. Teraz mówię jak jest. I czasami wydaje mi się,że lepiej jest nic nie mówić.

A ja na poczatku mowilam, ze jest zle i co? To go zostaw uslyszalam. A ja nie chcialam go zostawic sad.
Potem tak jak Hm..tylko narzekalam i moje zycie skladalo sie z "On" sad.
Potem bylo mi wstyd, ze narzekam a tak naprawde to nie chcialam slyszec tej krytyki: Jak nie jestes szczesliwa to go zostaw a jak nie chcesz go zostawic to nie narzekaj. No i przestalam narzekac!!!
Raptownie bylo "wszystko dobrze" , koniec narzekania na karalucha. Ale trudo zyje sie w masce i trudno caly czas zyc z tym klamstwem! Co sie stalo? Przestalam sie spotykac z ludzmi bo miala wyrzuty sumienia ze ich oklamuje. Nie nawidzilam sie i myslalam, ze inni maja mnie tez prawo nienawidziec, bo ja klamczucha i taka slabiutka (Herod Baba na zewnatrz). Kto szanuje slabych?
I tak "niszczylam sama siebie". Od narcyza "nauczylam sie" pogardy do slabych czyli siebie sad.
Hm... jezeli to czytasz to pomysl o tym. Czyzby ta Twoja "odmiana" to nie przypadkiem to samo co u mnie?

14 720

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Ych, nie.... Fajnie by było Magnolia, ale nie. Moi rodzice nie żyją, mama od 29 lat...
Po prostu do domu. Do dzieciaków smile Się przytulić, bo wczoraj przez tę Wigilię ich nie widziałam w ogóle i już mi się tęskni za moimi rozrabiarami smile Ale mama im choć wczoraj z imprezy ciacho przytargała smile Pewnie się już objadły smile

Zabka przykro mi sad. Fajnie, ze mozesz sie do kogo przytulic smile

14 721

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Anstawia
Właśnie też mnie męczy to, że wszystko mi przelatuje przez mózg jednocześnie wink Za duuuuużo naraz wink

Hm
smile


PUBLICZNIE
przyznaję się, że uważam, że strasznie pojechałam po Hm, za wszelką cenę starałam się wyprowadzić ją z równowagi, z tego "kokonika" narzekań, które według mnie miały za zadanie dać jej wymówkę przed zrobieniem czegokolwiek.
Ja - kat, znalazłam sobie ją - ofiarę. Przesadziłam, bo aż sama się źle z tym czułam.
Jeśli z tego jednak będzie pozytywny efekt, to OK, to sobie to wybaczę Hm smile Ale wiem, że jesteś ode mnie słabsza i że jesteś jeszcze bardziej ufna niż ja. I że nie umiem powiedzieć sobie jeszcze stop, wrzuć na luz, zajmij się sobą a nie naprawianiem świata.
Więc odpowiada mi bardziej rozmowa o karpiu i pieczarkach. I boję się z Tobą Hm rozmawiać, żeby przypadkiem się nie zapomnieć.

Nie ma obaw Żabko, bądz przy mnie spontaniczna. Prosz? Cię smile

Tylko najpierw muszę agresora się pozbyć....

Aż tak źle jest?

14 722

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

I cieszy mnie to hm... .

Wstydzisz się ?
Rozejrzyj się po forum.
Całe tu rzesze ludzi, którzy się czegoś wstydzą,
którzy uczyć się muszą (lub nie muszą) na własnych błędach i tych błędów mają na sumieniu trochę.
Ważne, że zauważyłaś, że i Ty możesz być szczęśliwa.

Tak Zosiu.
To moje biadolenie spowodowało u mnie wyrzuty. Może dlatego, że jeśli ten to nie ten to po prostu trzeba to zostawić, a nie nadawać. Zostawić, albo zaakceptować i nie nadawać, a żyć najlepiej jak potrafimy.
Zobaczę co będzie dalej i jak się sprawy ułożą.
Jeśli dałam Wam do wiwatu, przepraszam. Kierowana trawiącym mnie doświadczeniem zmienię to. Chcę być optymistką, chcę zauważać dobre, a złe naprawiać lub zmieniać. Taka chc? być.
Dobrze, że jesteście smile

Życzę Wam Wesołych, Spokojnych i Radosnych Świąt
Niech będzie miło i pięknie.
A co do Nowego Roku to do tego czasu jeszcze z pewnością nieraz tutaj zajrzę.


Powiem Wam co mnie doszło.
Czasem wskutek przeżyć, masy obowiązków i ograniczonego czasu bierzemy sobie na głowę zbyt wiele. Nie nadążamy chcąc zrobić wszystko. Wskutek tego jesteśmy źli i sfrustowani. Sami sobie utrudniamy życie. A tak się nie da. Wrzuciłam na luz. Rzeczy priorytetowe trzeba zrobić, resztę grupuję i zostawiam na póżniej. Świat się nie zawali.
Jest mi lżej. Spojrzałam na to co wokół inaczej ,  bo zauważyłam, że nie jest tak źle.

Hm... Ja Cię nie poznaję!
Jedynie zdanie: "Zobaczę co będzie dalej, jak sprawy się ułożą" troszeczke mnie "gryzie w oczy", ale póki co dam Ci spokój smile

No jak si? ułożą wskutek innego podejścia.

14 723

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm... Może w skutek innego działania?

14 724 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-12-21 21:08:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ja też kłamałam, mówiłam że jes ok. Teraz mówię jak jest. I czasami wydaje mi się,że lepiej jest nic nie mówić.

A ja na poczatku mowilam, ze jest zle i co? To go zostaw uslyszalam. A ja nie chcialam go zostawic sad.
Potem tak jak Hm..tylko narzekalam i moje zycie skladalo sie z "On" sad.
Potem bylo mi wstyd, ze narzekam a tak naprawde to nie chcialam slyszec tej krytyki: Jak nie jestes szczesliwa to go zostaw a jak nie chcesz go zostawic to nie narzekaj. No i przestalam narzekac!!!
Raptownie bylo "wszystko dobrze" , koniec narzekania na karalucha. Ale trudo zyje sie w masce i trudno caly czas zyc z tym klamstwem! Co sie stalo? Przestalam sie spotykac z ludzmi bo miala wyrzuty sumienia ze ich oklamuje. Nie nawidzilam sie i myslalam, ze inni maja mnie tez prawo nienawidziec, bo ja klamczucha i taka slabiutka (Herod Baba na zewnatrz). Kto szanuje slabych?
I tak "niszczylam sama siebie". Od narcyza "nauczylam sie" pogardy do slabych czyli siebie sad.
Hm... jezeli to czytasz to pomysl o tym. Czyzby ta Twoja "odmiana" to nie przypadkiem to samo co u mnie?

Ja t? "odmianę" znam ze swojego małżeństwa. Bo jest wiele faz. Teraz to coś innego raczej.
Ja pamiętam to uczucie, kiedy sama siebie osxukiwałam, kiedy sobie wmawiałam, że jest super, a on nie taki zły, ale potem nie miałam już siły sobie wmawiać.
Wszystko chyba potem poszło znów za szybko. Przyjrzę się temu.

14 725

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hm... Może w skutek innego działania?

O tak. Podejścia i działania (na skutek zmiany tongue)

14 726

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hm... Może w skutek innego działania?

O tak. Podejścia i działania (na skutek zmiany tongue)

Trzymam kciuki!!!!

14 727

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hm... Może w skutek innego działania?

O tak. Podejścia i działania (na skutek zmiany tongue)

Trzymam kciuki!!!!

A w świąteczny czas będę celebrować leżenie do gófy kołami. Reset będzie.

14 728

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja dziś szybciutko, na chwilkę... przedświąteczny weekend, więc nie wiem jak będzie z czasem. Życzę Wam wszystkim przede wszystkim spokojnych, zdrowych i usmiechnietych Świąt smile. Niech będą pełne radości.... bez codziennych trosk....

14 729 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-12-22 01:58:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie!

Tak sobie pomyslalam, ze napisze big_smile No bo w sumie to nie pisalam juz dawno tutaj. Ambitnie ucze sie nowego programu do nowej pracy i sesja tez zbliza sie duzymi krokami, nie mowiac juz o swiatecznych porzadkach, ktore to juz raczej trzeba konczyc niz zaczynac.

Wlasnie skonczylam robic porzadki w notatkach ze studiow inzynierskich. Przebilam sie przez tysiace stron, pogrupowalam i zamknelam w gigantycznych segregatorach.

Prezenty pokupowane juz mam. Ilez ja sie nalatalam, aby znalezc dzisiaj lalke z bajki Monster High. Wszystko juz wyprzedane. Kurcze pojechalam az do innego miasta, aby kupic lalke! Czegoz to czlowiek dla dzieci nie robi wink

W poniedzialek wigilia, a ja mam nieodparte przeczucie, ze jeszczemaz zrobi "mila" niespodzianke i przyjedzie na wigilie do nas. Wczesniej myslalam, ze na bank nie bedzie, ale ten ciolek powiedzial "w sekrecie" moim rodzicom, ze kupil dla mnie prezent (po kiego gwozdzia??? hmm ). Standardowego pytania (tj. co on kombinuje?) chyba nie musze zadawac. Nawet nie chce mi sie juz nad tym rozmyslac. Za duzo czlowiek ma na glowie, aby jeszcze sobie bzdurami zaprzatac lepetyne wink

A tak poza tym to dzieci zdrowe, choinka ubrana, dziadzia ubral dom tak, ze sie swieci jak psu jajca na wielkanoc i pielgrzymki wieczorami przychodza coby sobie popatrzec big_smile

A co u Was moje mile kobitki ??

Zycze wam najwspanialszych swiat Bozonarodzeniowych jakie tylko mozna sobie wymarzyc big_smile

14 730

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie Kobietki!!

Nie było mnie parę dni na forum. Wcześniej pisałam, że nic mi się nie chce robić!
Chyba to było w środę, przechodziłam koło szkoły i coś mnie tknęło- weszłam przeczytałam broszury i zdecydowałam, że zacznę się dokształcać. Zapisałam się na ,,prawo i administracje" i dostałam pałera. Jestem z siebie dumna, że coś w główce zaczęło działać i zaczęłam robić coś dla siebie!!!
(Kiedy poinformowałam ,,mężusia, że będę się dokształcać- nawet nie zapytał czego chcę się uczyć- tylko zapytał ironicznie-,, Co P. psycholog Cię nakręciła...?" Miałam nadzieję, że choć troszkę mnie wesprze w dej decyzji- hmm pomyliłam się, ale pałera nie straciłam.

Wybrałam się na zakupy- lodówka zapełniona. Pierwszy raz odkąd jestem z T. kupiłam ozdoby świąteczne- stroiki, lampeczki ,świece-nigdy tego nie robiłam ,bo T. uważał,że to tandeta i nie bez sensu wydawać kasę.
Jego reakcja była taka- ile to kosztowało...?, ale nic więcej nie mówił .
Jakieś 3 tyg temu chciałam kupić nową choinkę-większą-( w tamtym roku obiecałam dzieciom,że w następnym roku będzie większa). Oczywiście zadzwoniłam do męża zapytać o zgodę-wpierw się zgodził- miałam już ją w koszyku-po chwili zastanowienia oddzwonił i stwierdził,że po co kupować nową jak mamy starą( hmmm- taką malutką na 50 cm) no i nie kupiłam.

Widzę jednak ,że przez te 3 tygodnie się zmieniłam- wczoraj pojechałam z dzieciakami i kupiłam  choinkę- już nie pytałam męża czy mogę!? Ba dokupiłam jeszcze kurtyny na balkon i taras- chata będzie sie świecić jak....jak w poście powyżej. Ale pewnie sama będę musiała je rozwiesić- chciałaś to wieszaj- jak zawsze.( taki on jest-- chcesz odświeżyć pokój to go sobie pomaluj ,bo ja byłem w pracy i chcę odpocząć- więc wszelkie malowanie, szpachlowanie itd należy do mnie)

Wiem,że już moja głowa zaczęła sama pracować, zaczęłam myśleć po swojemu ,nie tak jak mąż oczekuje. Nie bardzo mu się to podoba, ale co mnie to...? żyję dla dzieci i siebie, nie dla niego.

  Bardzo się cieszę ,że istnieje takie forum, że są kobiety które już przeszły piekło, teraz są o niebo mądrzejsze, teraz wspierają babki,które potrzebują pomocy- ,,wysłuchają żalów, doradzą,a w chwilach zwątpienia podtrzymają na duchu.

Dziękuję,że jesteście i pozdrawiam.

14 731

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Napisałam do Ciebie email. Pozdrawiam.

14 732

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
skorpionica napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Napisałam do Ciebie email. Pozdrawiam.

Odpowiedziałam smile I taże pozdrawiam smile

14 733

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Życzę Wam NETKOBIETKI i kochana moderatorko, nasz dobry duszku smile wspaniałych, pogodnych, wesołych Świąt.
DZiewczyny rozpieszczajcie się w te Święta i bawcie dobrze  smile.

14 734 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-23 21:24:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wszystkim czytajacym ten watek zycze Wszystkiego Szczesliwego Bozego Narodzenia.
Moc goracych usciskow z mroznej Krainy 1001 Jezior.

I troche humoru big_smile

+ 20 stopni - Grecy zakladaja swetry (jesli je tylko moga znalezc).

+ 15 - Jamajczycy wlaczaja ogrzewanie (oczywiscie, jesli je maja).

+ 10 - Amerykanie zaczynaja sie trzasc z zimna. Rosjanie na daczach sadza ogorki.

+ 5 - Mozna zobaczyc swoj oddech. Wloskie samochody odmawiaja posluszenstwa. Norwedzy ida sie kapac do jeziora.

+ 0 - W Ameryce zamarza woda. W Rosji woda gestnieje.

- 5 - Francuskie samochody odmawiaja posluszenstwa.

- 15 C - Kot upiera sie, ze bedzie spal z toba w lozku. Norwedzy zakladaja swetry.

- 17.9 - W Nowym Jorku wlasciciele domow wlaczaja ogrzewanie. Rosjanie ostatni raz w sezonie wyjezdzaja na dacze.

- 20 - Amerykanskie samochody nie zapalaja.

- 25 - Niemieckie samochody nie zapalaja. Wygineli Jamajczycy.

- 30 - Wladze podejmuja temat bezdomnych. Kot spi w twojej pizamie.

- 35 - Zbyt zimno, zeby myslec. Nie zapalaja japonskie samochody.

- 40 - Planujesz przez dwa tygodnie nie wychodzic z goracej kapieli. Szwedzkie samochody odmawiaja posluszenstwa.

- 42 - W Europie nie funkcjonuje transport. Rosjanie jedza lody na ulicy.

- 45 - Wygineli Grecy. Wladze rzeczywiscie zaczynaja robic cos dla bezdomnych.

- 50 - Powieki zamarzaja w trakcie mrugania. Na Alasce zamykaja lufcik podczas kapieli.

- 60 - Biale niedzwiedzie ruszyly na poludnie.

- 70 - Zamarzlo pieklo.

- 73 - Finskie sluzby specjalne ewakuuja Swietego Mikolaja z Laponii. Rosjanie zakladaja uszanki.

- 80 stopni - Rosjanie nie zdejmuja rekawic nawet przy nalewaniu wodki.

- 114 - Zamarza alkohol etylowy. Rosjanie sa wku*rzeni.

14 735

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Życzę Wam Kobietki -bardzo wesołych i zdrowych świąt!!!

"każdy nasz czyn ma ogromny wpływ na cały świat"

14 736

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

Wszystkim czytajacym ten watek zycze Wszystkiego Szczesliwego Bozego Narodzenia.
Moc goracych usciskow z mroznej Krainy 1001 Jezior.

I troche humoru big_smile

+ 20 stopni - Grecy zakladaja swetry (jesli je tylko moga znalezc).

+ 15 - Jamajczycy wlaczaja ogrzewanie (oczywiscie, jesli je maja).

+ 10 - Amerykanie zaczynaja sie trzasc z zimna. Rosjanie na daczach sadza ogorki.

+ 5 - Mozna zobaczyc swoj oddech. Wloskie samochody odmawiaja posluszenstwa. Norwedzy ida sie kapac do jeziora.

+ 0 - W Ameryce zamarza woda. W Rosji woda gestnieje.

- 5 - Francuskie samochody odmawiaja posluszenstwa.

- 15 C - Kot upiera sie, ze bedzie spal z toba w lozku. Norwedzy zakladaja swetry.

- 17.9 - W Nowym Jorku wlasciciele domow wlaczaja ogrzewanie. Rosjanie ostatni raz w sezonie wyjezdzaja na dacze.

- 20 - Amerykanskie samochody nie zapalaja.

- 25 - Niemieckie samochody nie zapalaja. Wygineli Jamajczycy.

- 30 - Wladze podejmuja temat bezdomnych. Kot spi w twojej pizamie.

- 35 - Zbyt zimno, zeby myslec. Nie zapalaja japonskie samochody.

- 40 - Planujesz przez dwa tygodnie nie wychodzic z goracej kapieli. Szwedzkie samochody odmawiaja posluszenstwa.

- 42 - W Europie nie funkcjonuje transport. Rosjanie jedza lody na ulicy.

- 45 - Wygineli Grecy. Wladze rzeczywiscie zaczynaja robic cos dla bezdomnych.

- 50 - Powieki zamarzaja w trakcie mrugania. Na Alasce zamykaja lufcik podczas kapieli.

- 60 - Biale niedzwiedzie ruszyly na poludnie.

- 70 - Zamarzlo pieklo.

- 73 - Finskie sluzby specjalne ewakuuja Swietego Mikolaja z Laponii. Rosjanie zakladaja uszanki.

- 80 stopni - Rosjanie nie zdejmuja rekawic nawet przy nalewaniu wodki.

- 114 - Zamarza alkohol etylowy. Rosjanie sa wku*rzeni.

Elegancko smile

14 737

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie kobietki!
Myślę że mam podobny jak Wy problem - kocham za bardzo. Tyle ze moj partner kocha bardzo więc dzięki temu większosc czasu moj syndrom nie ujawnia się. Wystarczy jednak ze przez jakis czas zajmuje sie czym innym a ja zaczynam swoje "myśli"...

14 738

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry.
Przejadłam się..... do tego stopnia, że nawet myśl o jedzeniu mnie boli wink

14 739

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny,

często podczytuję Wasz wątek, ale do tej pory nie miałam odwagi się odezwać. Jesteście na prawdę fajne i mądre babki:) Piszę jednak, ponieważ  sytuacja w jakiej się znajduję zaczyna mnie juz przerażać. Moją historię można odnaleźć na tym forum, więc nie będę się rozpisywać. Ale napiszę co mnie ostatnio trapi. Może mi coś doradzicie, wylejeć wiadro zimnej wody na głowę, czas pokaże:) Przejdę do rzeczy:

Mój mąż od gługiego czas próbuje mną manipulować, pokazać, jaki to on nie jest wspaniałym tatusiem.  Coraz częściej panoszy się w moim życiu. Nie da je mi zapomnieć o sobie. Ze względu na to, że ma kochankę, oszukuje mnie, (mimo, że go nadal kocham) chcę się od niego odciąć, bo mi taki układ nie odpowiada. Czym bardziej go unikam, tym bardziej on usilnie pcha się w moje życie. Nadal ma problem z wzięciem dwójki dzieci naraz ? tłumacząc się bardzo infantylnie i nielogicznie, nieskładnie.  Ja już nie wchodzę w nim w żadne dyskuje, nawet bywa, że łapię się na tym, że go nie słucham, on coś mówi, a ja nie wiem co - tak na przykład było jak składał mi życzenia świąteczne, pamiętam tylko wszystkiego najlepszego, a co było później nie wiem. Jak zobaczyłam, że skończył, to powiedziałam dziękuję i wzajemnie i pojechał z dzieciakiami w świat.

Ostatnio stwierdziłam, że jak ma to dalej tak wyglądać to ja chcę formalnie zakończyć ten związek. Ta informacja wprowadziła go w wielki niepokój. Zaczął mi ?stawiać? warunki. Próbował szantażować, że jak wystąpię o rozwód z orzekaniem o winie, to mi nie odpuści, też będzie mnie pogrążał. Podczas rozmowy o dzieciach, poprosiłam, aby się określił, w jaki sposób (raczej, kiedy) będzie się widywał z dziećmi ? to oczywiście wysłuchałam, że się dogadamy, ale on mi konkretów nie poda teraz, bo ? i stek bzdur. Próbował mnie zdenerwować ? 1 tydzień u mnie dzieci jeden u niego - na szczęście to już nie działa na mnie. Jak go poinformowałam, że dla mojej wygody i spokoju psychicznego chcę mu ograniczyć prawa do dzieci tylko w kwestiach załatwiania spraw formalnych, urzędowych ? typu paszport. Ułatwi mi to życie, a jemu to bez różnicy. Zaczął oponować, że na to on nie pójdzie.
A powiedzmy sobie szczerze potrafi być dobrym ojcem, ale jak ma na to ochotę, a nie zawsze.

Jak opadły emocje, to zadzwoniłam do niego, aby go poinformować, że nie chcę się kłócić, że nie chodzi mi de facto o orzekaniu o winie (to będę musiała skonsultować z prawnikiem), ale nie on będzie o tym decydował. Przeszliśmy później na temat dzieci, to on chce tylko ustalić formalnie miejsce pobytu i zamieszkania dzieci, resztę się dogadamy (na to ja nie wyrażę zgody) ? widzenia także muszą być ustalone, też mam prawo układać sobie życie. Alimenty wcześniej załatwiłam drogą sądową.  On nie chce się do niczego zobowiązać, bo wtedy jak się uprę, to będzie musiał coś robić, z wyrokiem sądu w ręku nie będę się musiała prosić, conajwyżej wymagać.

Stanęło na tym, że jak mu się nie podoba, co ja chcę wpisać w pozwie, to niech sam składa.  A ja się będę ustosunkowywać.

Nawet próbował szantażu emocjonalnego. Nagle ni stąd ni z owąd stwierdził, że jak on umrze i będę miała akt zgonu, to jego podpis nie będzie mi już potrzebny ? jak stwierdziłam, że nie wiem, o co mu chodzi, to nagle zmienił temat. I zaczął mi mówić, coś o swoim tacie ? jakby szukał wspólnego tematu, odwracał uwagę do głównego wątku naszej konwersacji. Od jakiegoś czasu zauważyłam , że on stara się znaleźć ze mną wspólne tematy, coś czym kiedyś żyliśmy, budowa domu, sprzedaż działki, jakiś "głupi" znajomy, dzieci itp.

Proszę doradźcie mi, co ja powinnam zrobić, jak bronić się przed nim. Ja go naprawdę kocham, tęsknie za nim, ale pozwolę sobie żyć dla mnie chorym układzie. Wyniszcza mnie ta sytuacja. Wiem, że kocham za bardzo. Uczę się stawiać warunki, potrafię asertywnie mu odmówić. Ale nadal potrafię mieć wyrzuty sumienia, odczuwam jakis dziwny niepokój, że jak coś zrobię, to on ze mną nie będzie. A wiem, że potrafię być szczęśliwa bez niego. Dobrze sobie w życiu radzę, ale cały czas pozostaje on mi w głowie. Oj jejku jakie to wszystko skomplikowane.

14 740

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Zagubiona smile

Wg mnie najlepiej jest ustalić szczegółowy rodzinny plan wychowawczy, jakiego i tak sąd chyba aktualnie wymaga przy rozwodzie, gdzie są małe dzieci. A ten plan pomoga ustalić mediatorzy z RODK. Wygugluj sobie smile W necie można znaleźć wszystko, nawet wzory do uzupełniania smile Taki plan wychowawczy to też odgórny wymóg zrozumienia przez rozwodzącą się parę, że dzieci przede wszystkim potrzebują mieć świadomość, mieć pewność i "grunt pod nogami". Plan zawiera wszystko to, co w niego wpiszesz, czego Ty się obawiasz, że mogłoby pozostać niedogadane i co ma uregulować w wiążący sposób sytuację. Ja nawet postanowiłam wpisać sposób rozliczania się za leki przy chorobach dzieciaków smile

14 741

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ZAZA napisał/a:

Witajcie kobietki!
Myślę że mam podobny jak Wy problem - kocham za bardzo. Tyle ze moj partner kocha bardzo więc dzięki temu większosc czasu moj syndrom nie ujawnia się. Wystarczy jednak ze przez jakis czas zajmuje sie czym innym a ja zaczynam swoje "myśli"...

Witaj ZAZA smile. Ja ostatnio też mam mieszane uczucia..., najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że im bardziej bedę chciała i potrzebowala jego miłośći, tym bardziej zacznie się odsuwać ode mnie...., stanę sie w tym nudna...., tak myślę.
Przez święta mi pomagał, było miło... i tyle...., bardzo brakuje mi jego ciepła, bliskości, czułości. Mowi, że "na swój sposób" okazuje mi uczucia..., wiem przecież, że potrafi..., tylko dlaczego nie mi sad sad sad....

To znaczy zabka-k że świeta udane smile....

Pozdrawiam Was serdecznie....

14 742

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zaza, Silly...

A może przydałoby się Wam poczytać poradnik... a może inaczej "nieporadnik małżeński" Jerzego Grzybowskiego? Opisów i recenzji jest wiele w internecie na jego temat. Bo poradników jest wiele na rynku, ale ten akuratnie daje do myślenia.

14 743

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Silly Hopes napisał/a:
ZAZA napisał/a:

Witajcie kobietki!
Myślę że mam podobny jak Wy problem - kocham za bardzo. Tyle ze moj partner kocha bardzo więc dzięki temu większosc czasu moj syndrom nie ujawnia się. Wystarczy jednak ze przez jakis czas zajmuje sie czym innym a ja zaczynam swoje "myśli"...

Witaj ZAZA smile. Ja ostatnio też mam mieszane uczucia..., najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że im bardziej bedę chciała i potrzebowala jego miłośći, tym bardziej zacznie się odsuwać ode mnie...., stanę sie w tym nudna...., tak myślę.
Przez święta mi pomagał, było miło... i tyle...., bardzo brakuje mi jego ciepła, bliskości, czułości. Mowi, że "na swój sposób" okazuje mi uczucia..., wiem przecież, że potrafi..., tylko dlaczego nie mi sad sad sad....

To znaczy zabka-k że świeta udane smile....

Pozdrawiam Was serdecznie....

Silly - szczerze? W totalnym skrócie? Dla bliźniaczek - rewelacja i tak. Dla starszej? W większości tak. Dla mnie? Było miło smile Było rodzinnie bez udziału którejkolwiek rodziny. Bo rodziną są dla mnie ludzie, z którymi jestem, a nie z którymi łączą mnie więzy krwi - niestety smile Ale - było miło, dzięki temu, że ktoś chciał być w moim towarzystwie i nie byłam sama smile Były momenty łez płynących po twarzy, był moment na wzrok uciekający na jego twarz, łapiący jego wzrok. Przyjaciele pytają - jak to - w Święta się nie pogodziliście? Nie smile Bo u nas nie o kłótnię chodziło. Chodziło o całokształt smile A ja już więce
j prowodyrem nigdy nie będę smile Bo to miło tak bardzo dostać kwiatka o niego nie prosząc smile wink

Kto chce, ten zrozumie wink
Tak mi lepiej - dostaję to, co ktoś mi chce dać, bo jestem tego wg niego warta. A to, co dostaję, jest strasznie miłe smile smile smile

14 744

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie!

Znalazłam się na tym forum, bo jak sądzę mam bardzo podobny problem do poruszanego tutaj.

M poznałam w pewien magiczny okres przedświąteczny kiedy wszędzie głośno i dosadnie trąbiono o miłości, rodzinie i bliskości. Coraz więcej koleżanek w stałych związkach z bujnymi planami na przyszłość, a ja kolejny rok sama skacząca z kwiatka na kwiatek w usilnym poszukiwaniu bliskości, której nikt nie był w stanie mi zapewnić i nagle on. Miły, kulturalny, bez nałogów, zaradny, znajomy znajomych, więc nie żaden bubel. Fajnie się rozmawiało, choć iskrzyć między nami nic nie miało prawa gdyż od początku wiedziałam, że człowiek ten przebywa na stałe za granicą. Mimo to po miesiącu juz byliśmy w sobie zakochani i spędzilismy cudowny rok ze sobą żyjąc w związku na odległość. Jak sobie to wspominam to stwierdzam, że wtedy na prawdę się kochaliśmy. Powrót do kraju upłynął nam na kolejnym cudownym miesiącu aż... wszystko zaczęło sie psuć. Przestał być o mnie chorobliwie zazdrosny (co oczywiście wcześniej mi przeszkadzało, a teraz stało się oznaką tego, że już mnie nie kocha). Zaczęliśmy się mijać, coraz mniej ze sobą rozmawialiśmy, a ja bojąc się zostać sama, jeszcze bardziej próbowałam się do niego zbliżyć, oczywiście bez pozbawienia natrętnych zachowań. I pewnego dnia doszłam do wniosku, że skoro nie ma już na nas lekarstwa czas odejść, bo z dwojga złego to lepiej będzie wyglądać jeśli to ja go zostawię, niż żeby kolejny raz w życiu (!) ktoś miał zostawić mnie! Tego samego dnia zrobiłam też test ciążowy, który pokazał dwie kreski...

Obiecał, że damy radę, że nie zostanę z tym sama, ale słowa już dotrzymać nie potrafił. Nie potrafił nawet zaplanować przyszłości dla naszej trójki, więc skoro jego to przerosło to ja musiałam stanąć na wysokości zadania, żeby było nam dobrze! Wynajęłam mieszkanie (dla nas), opłacałam je, chociaż szły na to praktycznie wszystkie pieniądze z mojej wypłaty, wypruwałam siebie samą byle tylko było nam dobrze i byle mnie nie zostawił, bo nie poradzę sobie jako samotna matka. W zasadzie nie miał żadnych obowiązków ani w stosunku do mnie ani w stosunku do dziecka. Gdy mały miał trzy miesiące wyprowadził się do swojej matki.

Dziś mój synek ma już ponad roczek, a ja uczę się nic nie czuć w stosunku do M. Myślę, że gdyby los wtedy pozwolił nam sie rozstać, pewnie bylibyśmy dla siebie już tylko wspomnieniem z przeszłości jednak ze względu na małego musimy mieć wciąż ze sobą kontakt. Czeka mnie teraz sprawa o alimenty, pewnie nie obejdzie się bez dodatkowych łez i szargania nerwów, ale staram się każdego dnia myśleć pozytywnie i żyć dla mojego szkraba. Potraciłam wielu znajomych, bo nie miałam ochoty na spotkania z koleżankami przed którymi ciągle musiałam udawać szczęśliwą, a od dawna nią nie byłam. Dalej ciężko przychodzi mi rozmowa na ten temat z kimkolwiek "w realu", więc mam nadzieję, że tutaj znajdę wsparcie.
Pozdrawiam! 


P.S. trochę się rozpisałam... wink

14 745

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
daaaisy napisał/a:

Witajcie!

Znalazłam się na tym forum, bo jak sądzę mam bardzo podobny problem do poruszanego tutaj.

M poznałam w pewien magiczny okres przedświąteczny kiedy wszędzie głośno i dosadnie trąbiono o miłości, rodzinie i bliskości. Coraz więcej koleżanek w stałych związkach z bujnymi planami na przyszłość, a ja kolejny rok sama skacząca z kwiatka na kwiatek w usilnym poszukiwaniu bliskości, której nikt nie był w stanie mi zapewnić i nagle on. Miły, kulturalny, bez nałogów, zaradny, znajomy znajomych, więc nie żaden bubel. Fajnie się rozmawiało, choć iskrzyć między nami nic nie miało prawa gdyż od początku wiedziałam, że człowiek ten przebywa na stałe za granicą. Mimo to po miesiącu juz byliśmy w sobie zakochani i spędzilismy cudowny rok ze sobą żyjąc w związku na odległość. Jak sobie to wspominam to stwierdzam, że wtedy na prawdę się kochaliśmy. Powrót do kraju upłynął nam na kolejnym cudownym miesiącu aż... wszystko zaczęło sie psuć. Przestał być o mnie chorobliwie zazdrosny (co oczywiście wcześniej mi przeszkadzało, a teraz stało się oznaką tego, że już mnie nie kocha). Zaczęliśmy się mijać, coraz mniej ze sobą rozmawialiśmy, a ja bojąc się zostać sama, jeszcze bardziej próbowałam się do niego zbliżyć, oczywiście bez pozbawienia natrętnych zachowań. I pewnego dnia doszłam do wniosku, że skoro nie ma już na nas lekarstwa czas odejść, bo z dwojga złego to lepiej będzie wyglądać jeśli to ja go zostawię, niż żeby kolejny raz w życiu (!) ktoś miał zostawić mnie! Tego samego dnia zrobiłam też test ciążowy, który pokazał dwie kreski...

Obiecał, że damy radę, że nie zostanę z tym sama, ale słowa już dotrzymać nie potrafił. Nie potrafił nawet zaplanować przyszłości dla naszej trójki, więc skoro jego to przerosło to ja musiałam stanąć na wysokości zadania, żeby było nam dobrze! Wynajęłam mieszkanie (dla nas), opłacałam je, chociaż szły na to praktycznie wszystkie pieniądze z mojej wypłaty, wypruwałam siebie samą byle tylko było nam dobrze i byle mnie nie zostawił, bo nie poradzę sobie jako samotna matka. W zasadzie nie miał żadnych obowiązków ani w stosunku do mnie ani w stosunku do dziecka. Gdy mały miał trzy miesiące wyprowadził się do swojej matki.

Dziś mój synek ma już ponad roczek, a ja uczę się nic nie czuć w stosunku do M. Myślę, że gdyby los wtedy pozwolił nam sie rozstać, pewnie bylibyśmy dla siebie już tylko wspomnieniem z przeszłości jednak ze względu na małego musimy mieć wciąż ze sobą kontakt. Czeka mnie teraz sprawa o alimenty, pewnie nie obejdzie się bez dodatkowych łez i szargania nerwów, ale staram się każdego dnia myśleć pozytywnie i żyć dla mojego szkraba. Potraciłam wielu znajomych, bo nie miałam ochoty na spotkania z koleżankami przed którymi ciągle musiałam udawać szczęśliwą, a od dawna nią nie byłam. Dalej ciężko przychodzi mi rozmowa na ten temat z kimkolwiek "w realu", więc mam nadzieję, że tutaj znajdę wsparcie.
Pozdrawiam! 


P.S. trochę się rozpisałam... wink

Dobrze że się tu znalazłaś- tu z pewnością znajdziesz wsparcie.
Ja tu też jestem od niedawna, ale wsparcie jakie tu otrzymuje podnosi na duchu i motywuje do działania i zastanowienia się nad własnym życiem. Najważniejsze jest,żebyś odbudowała stare znajomości żebyś nie była sama i pogrążała się w swoim bólu. Ogarnij się, weź się za siebie- jak trzeba to idź do psychologa, zacznij żyć dla siebie i dziecka, bo na drania szkoda nerwów. Jesteś młoda nie zmarnuj najlepszych lat swojego życia.

14 746

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie ponownie!

Moja terapia u psychologa daje pierwsze efekty- właśnie odkrywam ,że mój mąż jest bardzo podobny do mojego ojca, a ja zachowuję się podobnie jak moja mata. Z każdym dniem widzę więcej podobieństw, oczywiście wszystkie przemyślenia zapisuję, żeby niczego nie pominąć.

Kupiłam dzisiaj dyktafon-podkręciła mnie do tego oczywiście Zofia-muszę jednak poczekać do środy ,żeby go przetestować, bo mężuś ciągle siedzi w domu- przerwa świąteczna.
  I wiecie co - widzę że jestem jeszcze słaba psychicznie- ( dyktafon kupiłam dopiero za 3 podejściem), ale jak go kupiłam to włączyły się u mnie wyrzuty sumienia-jak ja mogę zrobić mu takie świństwo, nagrywać po kryjomu nasze rozmowy, przecież on tyle dla mnie zrobił...!!!!
  No właśnie za chwilę wrócił rozsądek- co takiego zrobił dla Ciebie..-podpowiedziała druga ja. Stłamsił mnie, przez niego straciłam poczucie własnej wartości, odsunęłam się od znajomych, cały czas mną manipulował, moje myślenie musiało być jego myśleniem, dla niego rezygnowałam z marzeń , z moich potrzeb- przez 13 lat liczył się on- nawet dzieci były na drugim miejscu- jejku jakie to straszne...?

Wiem ,że jeszcze przez jakiś czas muszę się pomęczyć, ale nie poddam się idę do przodu!!!

14 747

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie kochane smile
Święta minęły miło i rodzinnie smile
To drugie moje fantastyczne Święta od lat - bez alkoholu i pijanych biesiadników.
Na Wigilię dołączyła moja siostra cioteczna, w pierwszy dzień spotkanie u rodziny, na drugi dzień gościłam rodzinkę u siebie. Była też dziewczyna syna z koleżanką  - odmładza mi sie towarzystwo świąteczne smile
Było gwarno i wesoło i nic nie zakłóciło tej atmosfery smile
Po Świętach mam lenia sad nic nie chce mi się robić sad, odpoczywam smile

14 748

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
skorpionica napisał/a:

Witajcie ponownie!

Moja terapia u psychologa daje pierwsze efekty- właśnie odkrywam ,że mój mąż jest bardzo podobny do mojego ojca, a ja zachowuję się podobnie jak moja mata. Z każdym dniem widzę więcej podobieństw, oczywiście wszystkie przemyślenia zapisuję, żeby niczego nie pominąć.

Kupiłam dzisiaj dyktafon-podkręciła mnie do tego oczywiście Zofia-muszę jednak poczekać do środy ,żeby go przetestować, bo mężuś ciągle siedzi w domu- przerwa świąteczna.
  I wiecie co - widzę że jestem jeszcze słaba psychicznie- ( dyktafon kupiłam dopiero za 3 podejściem), ale jak go kupiłam to włączyły się u mnie wyrzuty sumienia-jak ja mogę zrobić mu takie świństwo, nagrywać po kryjomu nasze rozmowy, przecież on tyle dla mnie zrobił...!!!!
  No właśnie za chwilę wrócił rozsądek- co takiego zrobił dla Ciebie..-podpowiedziała druga ja. Stłamsił mnie, przez niego straciłam poczucie własnej wartości, odsunęłam się od znajomych, cały czas mną manipulował, moje myślenie musiało być jego myśleniem, dla niego rezygnowałam z marzeń , z moich potrzeb- przez 13 lat liczył się on- nawet dzieci były na drugim miejscu- jejku jakie to straszne...?

Wiem ,że jeszcze przez jakiś czas muszę się pomęczyć, ale nie poddam się idę do przodu!!!

Oczywiście nikogo do niczego nie nakręcałam big_smile
Oczywiście mówiłam tylko, że mój 7, czy któryś tam zmysł, kazał nasze rozmowy nagrywać (robiąc to nie miałam pojęcia, że będę miała go dosyć, że będę się rozwodzić) a to co nagrałam było świetnym dowodem na jego winę i udowodniłam mu wszystkie zarzuty z pozwu. Mówiłam też, że adwokatka gratulowała mi pomysłu i dowodów .......gratulowała mądrości, rozsądku.
Wyrzuty sumienia ?! Taaaaaak, Ty masz wyrzuty, że nagrywasz, mąż ich nie ma zachowując się podle.
Ok. gdybyś manipulowała nim, podpuszczała mogłabyś mieć takowe.
Przemoc psychiczna .... trudno się jej dopatrzeć w swoim związku. Trudno ją udowodnić. Ona nie ma świadków, nie pozostawia sińców, złamań, więc nie łatwo ją udowodnić. Chociaż..chociaż znajomi i mój brat cioteczny uczestniczyli w jego gierkach ....miałam czuć się poniżona, odrzucona, potępiona. Przesadził. Broniłam się. Po raz pierwszy w życiu pokazałam, UDOWODNIŁAM innym, że to co on mówi to jakieś brednie. Wszyscy byli zdezorientowani -tak, to najwłaściwsze słowo. Zdezorientowana najbardziej byłam ja, bo przecież w głowie mi się nie mieściło, że dla mnie najbliższa osoba knuje, wymyśla, oskarża, działa tak, że inni skazali mnie słowem WINNA. Wiecie co ?! Te wspomnienia jeszcze bolą.



CZy przekonałabym Sąd o jego winie tylko swoimi słowami ?  NIE !!!

14 749

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofiu  kochana!!!
Tak nakręciłaś mnie ale pozytywnie- masz w sobie tyle energii...
Wiem muszę walczyć o siebie zrozumiałam to właśnie dzięki Tobie-jesteś kochana!!
nie mogę dłużej pisać -mąż- obok mnie.
  Napiszę więcej ok 3.01.2013r.
Życzę wszystkim szampańskiej zabawy, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU 2013- ŻEBY WASZE MARZENIA SIĘ W CAŁOŚCI SPEŁNIŁY!!!

14 750

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie Kochające za bardzo!

  Nazywam się Izabela i jestem jedną z Was- kochającą za bardzo. Zrozumiałam to wczoraj i postanowiłam poszukać pomocy u osób z podobnymi problemami. Bo kto inny może mnie zrozumieć (oprócz dobrego psychologa)?

  Właściwie nie wiem, od czego mam ją zacząć, chyba najlepiej od końca, cofając się do początku. Trzy miesiące temu, po dziewięciu latach małżeństwa, wyprowadziłam się od męża do rodziców (po raz kolejny), a po dwóch tygodniach wyjechałam do Irlandii, do brata, żeby zacząć nowe życie. Najpierw musiałam oczywiście znaleźć pracę, co udało się dość szybko, ale moja przeszłość niedaje mi spokoju, więc zaczęłam szukać przyczyn niepowodzenia mojego związku. Wczoraj trafiłam na informacje o kobietach kochających za bardzo i, chociaż ciężko mi to było przyznać, zrozumiałam, że właśnie taka jestem. Historia mojego małżeństwa jest książkowym przypadkiem: spotkanie, wielka miłość, ślub zdumiewający wszystkich dookoła ( 'Przecież wy do siebie zupełnie nie pasujecie!') i szybkie zakończenie bajki, a początek drogi przez mękę: kłótnie, oskarżenia, depresja, nerwica, rozstania, powroty... Krótko o nas w momencie poznania: ja- studentka kierunku, który mnie nie interesuje, ale ma umożliwić znalezienie pracy i odciążenie budżetu rodzinnego, interesująca się psychologią, krótko po rozpadzie związku, w który byłam mocno zaangażowana, zdołowana tym faktem i właśnie zawalająca studia i on, starszy o 9 lat rolnik z własnym, nowoczesnym gospodarstwem, z mojej miejscowości, syn ojca-tyrana kochającego tylko pieniądze i porządkujący stosunki rodzinne przemocą. Każde z nas szukało osoby, która potrafi dać mu szczęście. Jako najstarsza z  trójki rodzeństwa, córka wiecznie nieobecnego ojca (praca) i poświęcającej się dla dzieci, pozbawionej własnego życia matki, która zawsze da sobie radę z własnymi problemami, chciałam być dla kogoś najważniejsza. Tym bardziej, że nie zamierzałam i nie zamierzam mieć dzieci- patrz: poświęcająca się matka. Mój mąż, niekochany w dzieciństwie, gnany do pracy przez ojca-psychopatę, widzącego tylko kasę, obwiniającego o całe zło świata żonę, bitą regularnie i regularnie rodzącą kolejne dzieci, chciał stworzyć szczęśliwą rodzinę, ale w imię miłości do mnie pogodził się z faktem, że nie chcę dzieci. Co nas połączyło? Chyba nasze chore osobowości, bo nic więcej innego nie widzę. Mieliśmy krańcowo różne spojrzenie na świat, zero wspólnych zainteresowań, żadnych wspólnych celów. Szybko zaczęły się kłótnie i pretensje, bo nie spełnialiśmy wzajemnie swoich oczekiwań, mąż realizował swoje życiowe cele bez oglądania się na moje potrzeby i uczucia, ale wciąż powtarzał jak mnie kocha; ja poświęciłam się dla niego całkowicie, zerwałam kontakty z przyjaciółkami, które nie mogły znieść atmosfery naszego domu i zamknęłam się w sobie. Do tego mieszkanie z teściami ( teść mnie nienawidzi i nie ma problemu z wyrażaniem tego na każdym kroku), problemy rodzinne brata mojego męża (psychola jak tatuś, którego żonę czułam się w obowiązku wspierać, bo każdy ma gorzej jak jak), który mnie nie cierpiał, ale byłam darmową opiekunką jego dzieci, na każde skinienie, więc musiał mnie tolerować. Znerwicowana, z zerowym poczuciem własnej wartości, uciekałam z piekła, które sama sobie stworzyłam (TERAZ to wiem), wiele razy. Było juz nawet tak, że pół roku nie mieszkaliśmy z mężem razem, znalazłam pracę i jakoś sobie radziłam. Ale zawsze w kńcu wracałam, bo go kochałam, bo obiecywał że się zmieni, bo przecież to nie jego wina że jest taki, bo mnie kocha... I tak zmarnowaliśmy wspólnie 9 lat. Teraz nie zamierzam juz wracać, bo zrozumiałam, że to droga donikąd. Jak to zrozumiałam? Poszliśmy do psychologa, oczywiście z mojej inicjatywy, żeby ratować małżeństwo i usłyszałam, że wiem, co i jak powinnam zmienić, tylko muszę znaleźć na to sposób i wprowadzić w życie tak, żeby mąż to przyjął i zaakceptował. Czy to nie namawianie do manipulacji??? 'Zrób tak, żebyś byłą zadowolona, a on nie podejrzewał, że ty wszystkim sterujesz.' I chyba jakoś wtedy zrozumiałam, że ja nie chcę zmieniać męża dla siebie, zmuszać go, żeby stał się inny, walczyć nadal o wszystko i sama też nie chcę się zmienić dla niego. Bo ja jestem w porządku i mam prawo do własnych oczekiwań, które powinny być szanowane, a jemu powinno zależeć na moim szczęściu z miłości, a nie 'zrobię to dla ciebie żebyś nie odeszła'. Musimy chcieć się zmienic dla siebie, dla naszego własnego dobra, a nie dla kogoś, inaczej nic z tego nie wyniknie (jak przez te 9 wspólnych lat). Mocno związana ze swoją rodziną z trudem przyznaję, że to ona mnie taką ukształtowała: bardzo kocham rodziców i rodzeństwo, ale nigdy im tego nie mówię wprost, bo nigdy tego nie usłyszałam od nich. Nigdy mnie za nic nie chwalono, zawsze za mało się starałam, byłam 'zdolna ale leniwa' i 'popatrz na nią, tak powinnaś być'. Tak stałam się kochającą za bardzo z syndromem ratownika, który musi wszystkim pomagać, bo przeciez sam ma wystarczająco fajne życie, żeby nie nrzekać...

  To właśnie ja i moje dotychczasowe życie, przepraszam, że tak tego dużo (chociaż mi się wydaje, że opowiedziałam tylko to co najważniejsze, o wielu mniej istotnych sprawach nie wspominając). Mam nadzieję, że Wasza grupa zaakceptuje mnie jako i nauczę się dzięki Waszej pomocy żyć normalnie. Bardzo mocno pozdrawiam wszystkie świadome swojej wartości kobiety, które mają odwagę walczyć o własne szczęście na przekór trudnościom i stereotypom.

14 751

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie!

Mam nadzieję, że sympatyczny i koniec i początek? smile

Witaj Nowa Nadziejo smile

14 752

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie w Nowym Roku.
Niech będzie on nowym rozdziałem w naszym życiu, pod tytułem "pokochać siebie" smile

Zabawa sylwestrowa była fajna i z przemyśleniami, wnioskami.
Byłam z dwiema koleżankami i kuzynem.
Był spacer po lesie, kulig, ognisko, śpiewy i tańce. Bawiłam się super, a moje towarzyszki.....
Jedna z nich to mężatka z małym dzieckiem, nie mieszkająca z mężem od roku. Przeżyła z nim wiele rozstań i powrotów. Myślała o rozwodzie, ale małżonek znowu chętny jest do wspólnego życia, życia, które w ciągu kilku wspólnych dni, zamienia się w dla niej w koszmar. Jest oskarżana, obrażana a bywa, że i do rękoczynów dochodzi. On w tą noc zajmował się dzieckiem i dzwonił.....dzwonił do niej od 18-tej, że zaczyna go choroba łamać. O 22-iej przestała od niego odbierać  połączenia. W rozmowach rozważała powrót do niego, jednocześnie będąc świadoma, że "stare" i tak powróci, bo tyle razy już próbowali. Powrót rozważała, DLA DZIECKA.
Nie potrafiła bawić się. Była smutna, rozbolała ją głowa.
Druga koleżanka to dziewczyna po wielu złych doświadczeniach. Ona także przeżyła przemoc psychiczną w małżeństwie a kiedy doszła do decyzji o rozwodzie, mąż umarł. Od lat zmaga się też z chorobą nowotworową. Ma przeżuty na płuca, jest na lekach. Ona bawiła się rewelacyjnie. Tańczyła, skakała, śpiewała. Mówiła, życie jest piękne i trzeba korzystać z każdej fajnej chwili......no właśnie dla jednej była to fajna chwila, dla drugiej nie, a przecież obie siedziały obok siebie. Jedna mimo przeżyć i choroby czerpała całymi garściami radość.   
Ja również bawiłam się cudownie. Było dużo śmiechu, żartów, wspólnego śpiewania, tańców/podskoków smile Znowu budzi się we mnie dawna ja - wesoła, dowcipna, spokojna i optymistyczna. Kocham tą nową ja smile

14 753

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam
Święta, święta....., Nowy Rok.... - nowe nadzieje...
Wszystkiego Najlepszego w Nowym 2013 Roku, spokoju i radości dla wszystkich....

Chciałabym, aby i Święta i pierwszy dzień Nowego Roku trwały wiecznie.... Spokój, radość.... jak kiedyś - miłe zaskoczenie dla mnie smile. Ale dziś już od rana czuję, że to mija..., chociaż.... Tak, wiem smile - zabobonna jestem - ale "jaki pierwszy dzień Nowego Roku, taki cały rok smile. Więc mam taką nadzieję.... smile smile smile

14 754

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie w NOWYM ROKU!!!

Z każdym dniem tylko bardziej się utwierdzam, że już nie chcę żyć ze swoim ,,mężem" i chciałabym to zakończyć nawet już teraz, ale niestety muszę się jeszcze przemęczyć- zebrać dowody-nagrania itp.)

Bilety mieliśmy wykupione już 2 miesiące temu(byliśmy z sąsiadami). Zawsze jak gdzieś wychodziliśmy, szykowałam się sama-fryzura makijaż(żeby nie tracić kasy)-tym razem zrobiłam inaczej. Pomyślałam,że jeżeli ma to być ostatni sylwek z moim ,,mężem" to zrobię się na bóstwo -fryzjer-super fryzurka, makijaż u profesjonalnej kosmetyczki, nowa kiecka- czułam się wspaniale-jak popatrzyłam w lustro- to zobaczyłam super laseczkę, która mimo 3 ciąż wszystko ma na swoim miejscu,żadnych rozstępów itp.przy wzroście 164 ważę 51 kg-fajna dupcia ze mnie-wcześniej nigdy w ten sposób na siebie nie patrzyłam!

Ale dobra do rzeczy.Pojechaliśmy na imprezę- wszystko było ok.Jednak na miejscu mojemu,,mężusiowi" coś odbiło- zawiesił się- siedział nadąsany jakby miał muchy w nosie-nic się do mnie nie odzywał, ale tym się nie przejmowałam postanowiłam ,że będę się super bawić. Tańczyłam z sąsiadem ,lub ze znajomymi które były ze swoim towarzystwem. Przetańczyłam całą noc,z mężem ani 1 tańca,nawet o północy nie złożyliśmy sobie życzeń- on nie- to dlaczego jam znowu się narzucać...? Wróciliśmy do domu iiiiii się zaczęło, że jestem szmatą ,kur.. zdzirą i dużo innych epitetów-nic się nie odzywałam i to go jeszcze bardziej rozjuszyło zaczął mnie szarpać, zerwał ze mnie sukienkę-(teraz nadaje się tylko do wycierania kurzu) zaczął mnie popychać- szturchać,później złapał mnie za twarz i tak pchnął,że się przewróciłam,padając uderzyłam głową o blat-niezły guz-podniosłam się bez słowa i znowu mnie pchnął, jestem cała poobijana,nogi biodra plecy, łopatki-  zaraz poszukam lekarza , który zrobi mi obdukcję-już wiem ,że w szpitalu tego nie robią, muszę poszukać prywatnie!!!

Właśnie tak przyjemnie zaczął się dla mnie NOWY ROK

14 755

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofia
Wiesz - jak piszesz, to czy trzeba mieć 100% świadomość, że napewno Twoje życie skończy się niedługo, by nauczyć się je cenić? Ta koleżanka, która się bawiła, zrozumiała. Ta, którą bolała głowa - decyzji nie umie podjąć.... Czy chce zaczynać każdy nowy rok, jak Skorpionica? Tak się zastanawiam tylko, bo na siłę nikogo nie zamierzam zmieniać, każdy swoją przyszłosć buduje sam. Dlaczego nie chcemy rozumieć symptomów, nie? Ale już więcej tak nigdy - moja intuicja jest mi najlepszym przyjacielem, moje odczucia są moje, więc najważniejsze smile

Silly
To na jakim etapie jesteś? smile

Skorpionica
Przykro mi. Bardzo.
Ale przekuj to na swoją przyszłość. To co się stało, wykorzystaj dla siebie i swojej przyszłości, bo to możesz zrobić.
Jesteśmy obok Ciebie smile

Posty [ 14 691 do 14 755 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 225 226 227 228 229 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026