Eks zawitał dzisiaj o 7:30. Przyjechał po syna (syn go o to prosił wieczorem, ale ja nic o tym nie wiedziałam).
Zasnęłam nad ranem, ale jak usłyszałam, że właśnie wchodzi do domu, zerwałam się na równe nogi. Zatrzymałam go w wiatrołapie. Nie rozmawiałam z nim, jedynie odebrałam pieniądze, bo dał mi zaliczkę na gaz (:o) i synowi 1/3 obiecanych pieniędzy za sprzątanie ogrodu (:o). Już wcześniej pisałam, że zniesmaczają mnie jego metody wychowawcze, ale skoro obiecał, słowa powinien był dotrzymać. Nie dotrzymał, ale i tak syna tymi pieniędzmi wprawił w osłupienie
Eks był poważny, smutny, taki "biedny miś". Najważniejsze jednak, że mam już z głowy spotkanie z nim i jakąś kwotę zaliczkową.
A może ja nie umiem od niego już dostawać pieniędzy. Może przyzwyczaiłam się do wymuszania i zwyczajne przekazywanie mnie zaskakuje.....nie, on przecież nie płaci zobowiązań. Przecież synowi z pierwszego małżeństwa nie płacił- zalega do dzisiaj z alimentami. Jednak sądzę, że zaczął jakąś gierkę, tylko ja już nie jestem podatna na jego manipulacje ![]()
14 301 2012-12-12 20:37:32 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-12-12 20:39:20)
Podobne tematy
14 302 2012-12-12 20:44:28
Anstawio dzięki za miłe słowa. Ty również jesteś fantastyczną dziewczyną ! Zaimponowałaś mi swoją przemianą. Możesz być przykładem, wzorcem dla wielu ! Jesteś i dla mnie dowodem na to, że można, że da się zmienić nastawienie do świata , ale przede wszystkim do siebie
.
14 303 2012-12-12 21:33:43
Anstawio dzięki za miłe słowa. Ty również jesteś fantastyczną dziewczyną ! Zaimponowałaś mi swoją przemianą. Możesz być przykładem, wzorcem dla wielu ! Jesteś i dla mnie dowodem na to, że można, że da się zmienić nastawienie do świata , ale przede wszystkim do siebie
.
Ostatnio, terapia mi trochę "przycięła" skrzydła.
Bo ja wciąż nie mam znajomych i ludzi na około. I na święta do domu nie jadę. I myślę sobie "Fajnie jest"...czy aby na pewno?
Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. Może ja sobie stworzyłam taki piękny świat tylko w głowie? Może to iluzja, bajka...
Bo ja nadal boję się kontaktu z ludźmi. Na terapii boję się otwarcie mówić co myślę. Chcę nauczyć się wyrażać własne zdanie tak, by nie urazić tym innych. A może ja nie ranię, może to co myślę jest ok?
Na forum czuję się pewna siebie a w rzeczywistości? Unikam kontaktu...
Czuję lekką ekscytację przed zrobieniem nowego kroku, ale coś mnie powstrzymuje. Co? Ja wiem co! Wielkie oczy ![]()
14 304 2012-12-13 00:38:54
zofia282 napisał/a:Anstawio dzięki za miłe słowa. Ty również jesteś fantastyczną dziewczyną ! Zaimponowałaś mi swoją przemianą. Możesz być przykładem, wzorcem dla wielu ! Jesteś i dla mnie dowodem na to, że można, że da się zmienić nastawienie do świata , ale przede wszystkim do siebie
.
Ostatnio, terapia mi trochę "przycięła" skrzydła.
Bo ja wciąż nie mam znajomych i ludzi na około. I na święta do domu nie jadę. I myślę sobie "Fajnie jest"...czy aby na pewno?
Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. Może ja sobie stworzyłam taki piękny świat tylko w głowie? Może to iluzja, bajka...
Bo ja nadal boję się kontaktu z ludźmi. Na terapii boję się otwarcie mówić co myślę. Chcę nauczyć się wyrażać własne zdanie tak, by nie urazić tym innych. A może ja nie ranię, może to co myślę jest ok?
Na forum czuję się pewna siebie a w rzeczywistości? Unikam kontaktu...
Czuję lekką ekscytację przed zrobieniem nowego kroku, ale coś mnie powstrzymuje. Co? Ja wiem co! Wielkie oczy
Samotne kobity maja problem ze znalezieniem towarzystwa. Samotne nie są mile widziane w towarzystwach par. Ja mam kilka samotnych koleżanek i jedną mężatkę wyzwoloną
. To z nią biegam po fajnych imprezach
. Mam przyjaciela, chętnego spędzać ze mną każdą wolną chwilę. Lubię też być sama w domu i zawsze mam pełne ręce roboty i jeszcze mam to forum, które pokochałam
.
Wiesz Anstawio, wszystko dzieje się w naszej głowie. Zastanawiasz się czy na pewno jest fajnie. Ja zastanawiałam się nad tym gdy byłam żoną, nieszczęśliwą żoną. Dzisiaj wiem, że nieszczęśliwą, ale kiedyś myślałam, że jest ok. i mam powody do radości. Wmawiałam sobie, że tak wygląda wzorowe małżeństwo. Żona w domu z dziećmi a mąż pracujący, więc i mający prawo do odpoczynku i uciech w chwilach wolnych. Kiedy protestowałam przekonywał mnie, że jemu należy się i dawałam się przekonać
. Sprawiało to jednak coraz większą moją frustrację. Kiedy doszedł alkohol i awantury nie dowierzałam w to co widzę i słyszę. Stawałam się z dnia na dzień smutniejszym człowiekiem. Zapytana jednak przez kogoś o szczęście, potwierdziłabym i twierdziła, że szczęśliwa jestem, fakt, trochę smutna, ale szczęśliwa. Takie figle płatał mi mój mózg. DZisiaj może nie jest różowo, ale wiem na czym stoję. Podejmuję decyzje( moim zdaniem rozsądne) i ponoszę za nie odpowiedzialność. Nie ma we mnie tego dawnego smutku. Nie czekam już od życia spełnienia niemożliwego, nie czekam na cud. Mam mniejsze wymagania, realne i dobrze mi z tym.
Tak, można stworzyć sobie piękny świat w głowie, ale czy na pewno Twój świat ten bezpieczny, bez rozczarowań jest tylko w Twojej głowie ? Nie oddychasz nim na co dzień ? CZy dalej martwisz się, że we własnym domu ktoś Cię zlekceważy, "skopie" psychicznie. FAjnie jest mieć ciszę i miłą atmosferę w domu jeśli to tylko my tworzymy ten dom, BEZPIECZNY dom.
Do pełni szczęścia człowiekowi jest potrzebna też rozrywka. Nie masz z kim pójść ? idź więc sama.
Zawalcz o prawdę na terapii. Zamknij oczy i mów co czujesz. Masz prawo mieć inne uczucia niż wszyscy. Masz prawo mieć inne zdanie niż wszyscy. Masz prawo przedyskutować swój punkt widzenia i wnioski wyciągać. Nikt nie zmusi Cię abyś zmieniała się (wiesz z tego forum, że można nie zmieniać się mimo wszystko). Spróbuj, poeksperymentuj sama na sobie
Przecież wiesz co ma wielkie oczy
, więc odwagi Anstawio, do boju! Przecież umiesz walczyć o siebie. ![]()
14 305 2012-12-13 08:32:08
Chyba wiem z czym mam problem
Chcę być oryginalna, nie chcę być kopią. Chcę wyrażać swoje oryginalne opinie ale tak by nie urazić tym nikogo. Wewnętrznie czuję, że chciałabym robić coś oryginalnego w życiu, ale nie na przekór innym, zgodnie z sobą. Męczą mnie schematy, standardy, stereotypy. Chcę robić coś innego, swojego ale z ludźmi, którzy podzielają moje widzenie świata, nie samotnie, na przekór innym.
Zofiu i Magnolio, zainspirowałyście mnie. Dzięki Wam dotarło do mnie dlaczego czuję się jak "schizofrenik".
14 306 2012-12-13 09:10:57
Chyba wiem z czym mam problem
Chcę być oryginalna, nie chcę być kopią. Chcę wyrażać swoje oryginalne opinie ale tak by nie urazić tym nikogo. Wewnętrznie czuję, że chciałabym robić coś oryginalnego w życiu, ale nie na przekór innym, zgodnie z sobą. Męczą mnie schematy, standardy, stereotypy. Chcę robić coś innego, swojego ale z ludźmi, którzy podzielają moje widzenie świata, nie samotnie, na przekór innym.
Zofiu i Magnolio, zainspirowałyście mnie. Dzięki Wam dotarło do mnie dlaczego czuję się jak "schizofrenik".
............. ???????????????????
14 307 2012-12-13 09:41:34
Anstawia napisał/a:Chyba wiem z czym mam problem
Chcę być oryginalna, nie chcę być kopią. Chcę wyrażać swoje oryginalne opinie ale tak by nie urazić tym nikogo. Wewnętrznie czuję, że chciałabym robić coś oryginalnego w życiu, ale nie na przekór innym, zgodnie z sobą. Męczą mnie schematy, standardy, stereotypy. Chcę robić coś innego, swojego ale z ludźmi, którzy podzielają moje widzenie świata, nie samotnie, na przekór innym.
Zofiu i Magnolio, zainspirowałyście mnie. Dzięki Wam dotarło do mnie dlaczego czuję się jak "schizofrenik".
............. ???????????????????
Dzięki Zofiu za cenną wskazówkę
hahaha, przepraszam.
Napisałam posta pod wpływem chwili, wpadł mi nagle pomysł do głowy, do tego byłam w pracy i pisałam na telefonie komórkowym.
Ogólnie chodzi mi o to, że w ostatnich postach Magnolia napisała, co będzie robić w Święta a Ty Zofiu napisałaś, że masz dom inny niż wszyscy.
Cudooooownie
![]()
Ja zawsze chciałam robić zgodnie z sobą ale nie zgodnie ze stereotypami, standardami, zasadami. Nie wbrew innym ani na przekór innym, ale dlatego, że tak czułam wewnętrznie. I biłam się z myślami. I dzięki Wam wiem,ze można ![]()
Ostatnio na terapii mieliśmy przedstawić swoją historię. Ja sobie ją opisałam i chciałam przeczytać. Nie pozwolono mi. Moje notatki zostały mi zabrane, miałam powiedzieć nie przeczytać. Więc nie przeczytałam ani nie powiedziałam. Terapeutka mysli, że nie zrobiłam tego, bo boję się mówić. I ja też tak sobie myślałam, ale czułam, że to nie tak. I w końcu doszłam do wniosku, że ja chciałam zrobić coś oryginalnego. Ale też założyłam z góry, że to "nie przejdzie" i nie przeszło... I byłam zła na siebie i zawiedziona. I powiedziałam terapeutce, że jest okrutna.
Męczą mnie standardy i reguły. Chcę robić coś oryginalnego. Kocham ludzi, którzy tak właśnie robia. Mają swój pomysł i go realizują. Ja nie chcę robić coś na przekór innym, ale coś mojego, z ludźmi.
W pracy czasami ciężko jest mi wykonać czyjeś polecenia, bo ja mam swoją "wizję" i mam z tego powodu potem problemy. Dlatego najlepiej by było, gdybym była swoim własnym szefem
Tylko odwagi brak. Chciałabym mieć też na około ludzi, którzy tez mają swoją pasję, oryginalny pomysł i opinię. Nie mówię o pomysłach z kosmosu. Może moje pomysły nie są oryginalne, może wiele osób ma taki pomysł jak ja. Tylko muszę te osoby znaleźć. A poza tym, ja boję się mówić o moich pomysłach ![]()
14 308 2012-12-13 10:14:47
Zasady, reguły, standardy, istniały zawsze i istnieć prawdopodobnie będą; bardzo często ułatwiają one życie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy to my sami zaczynamy zbyt wielką przykładać do nich wagę, gdy kierując się nimi postępujemy wbrew sobie.
Ale... to my dokonujemy wyboru. To my decydujemy dopasować się, mimo że wszystko się w nas buntuje, wszystko uwiera.
Tak, to właśnie to słowo: dopasować się. Z jednej strony chcemy być oryginalni, z drugiej - nie wyróżniać się.
I jak tu pogodzić dwie sprzeczne postawy? Wystarczy spojrzeć na siebie i zastanowić się, na czym bardziej mi zależy. Na wolności czy na wtopieniu się? Obie decyzje pociągają za sobą korzyści i koszty.
Życzę odwagi do życia "po swojemu".
Warto. ![]()
14 309 2012-12-13 10:22:40
Strasznie chciałam przytulania, czułości, jednak sygnały wysyłałam wręcz przeciwne. W efekcie frustracja, że nie spełniają się moje potrzeby, ukryte i kumulowane żale (a jakże) oraz pretensje napędzały błędne koło. Całkiem niedawno i całkiem łatwo (!) nastąpiła zmiana. Po pierwsze szczerze wywalam (nareszcie!) wszystko co mi leży na sercu, po drugie mówię o tym co czuję, czego oczekuję i potrzebuję, wreszcie po trzecie - pokazuję to - nie udaję już twardziela, który nie potrzebuje niczego i nikogo i jaka to ja jestem silna niesłychanie.
Czym wprawiam w osłupienie partnera, co kilka dni słyszę, że mnie nie poznaje (nie dowierza...), czasem kilka razy upewnia się, czy aby na pewno nie żartuję, gdy na zadane mi pytanie słyszy niecodzienną jak na mnie odpowiedź, ...
Czy to źle, że chcemy przytulania, bliskości, czułości.... jakie złe sygnały wysyłam? próbuję różnych sposobów, metod...., czytam, szukam..., jedyna odpowiedź jaką znalazłam to - zostawić go. Ale jak? Dlaczego?...............
Rozmawiam z nim, mowię wprost, że potrzebuję jego bardzo, jego czułości, przytulenia. I nic
, zero reakcji. Są dni, kiedy po prostu nie reaguje na nic, nie rozmawiam, jestem jakby mnie nie było - tez nic. Prośby, płacze, rozmowy, złości - nic nie działa
. Zero reakcji z jego strony.
14 310 2012-12-13 10:52:14 Ostatnio edytowany przez tezkobieta (2012-12-13 10:53:12)
Czy to źle, że chcemy przytulania, bliskości, czułości.... jakie złe sygnały wysyłam? próbuję różnych sposobów, metod...., czytam, szukam..., jedyna odpowiedź jaką znalazłam to - zostawić go. Ale jak? Dlaczego?...............
Rozmawiam z nim, mowię wprost, że potrzebuję jego bardzo, jego czułości, przytulenia. I nic, zero reakcji. Są dni, kiedy po prostu nie reaguje na nic, nie rozmawiam, jestem jakby mnie nie było - tez nic. Prośby, płacze, rozmowy, złości - nic nie działa
. Zero reakcji z jego strony.
Cóż, nikogo nie można zmusić do miłości... Nie znam powodów zachowania Twojego faceta, ale powyższa zasada jest uniwersalna. Różne mogą być przyczyny odsuwania się, izolowania - brak (wygaśnięcie) uczuć, strach przed bliskością, jakieś skrywane żale, inna kobieta...
Nie wysyłasz złych sygnałów, skoro mówisz o tym co czujesz i czego pragniesz. Możesz jedynie próbować oderwać się od niego emocjonalnie, nie żebrać o uczucia, pokazać że masz swoje życie i bez niego też sobie dajesz świetnie radę.
Ja mojemu powiedziałam, że jeśli chciałby i wolałby związać się ze swoją "koleżaneczką" to droga wolna i zatrzymywać go nie będę. Nic na siłę. To nie było wyrafinowane ani złośliwe z mojej strony, tak właśnie czułam. Osłupienie w jego oczach dopiero uświadomiło mi, że zaczynam się zmieniać i "zdrowieć". Jeśli zechce byśmy byli razem, musi się starać tak samo jak ja. Zaczyna docierać do niego, że rodzina jest ostoją, oazą i bezpiecznym kątem - ale to wcale nie jest taki pewnik i można to bardzo łatwo i w głupi sposób stracić.
14 311 2012-12-13 10:54:14
Dzięki Zofiu za cenną wskazówkę
hahaha, przepraszam.
Napisałam posta pod wpływem chwili, wpadł mi nagle pomysł do głowy, do tego byłam w pracy i pisałam na telefonie komórkowym.
Ogólnie chodzi mi o to, że w ostatnich postach Magnolia napisała, co będzie robić w Święta a Ty Zofiu napisałaś, że masz dom inny niż wszyscy.
Cudooooownie![]()
Ja zawsze chciałam robić zgodnie z sobą ale nie zgodnie ze stereotypami, standardami, zasadami. Nie wbrew innym ani na przekór innym, ale dlatego, że tak czułam wewnętrznie. I biłam się z myślami. I dzięki Wam wiem,ze można
Ostatnio na terapii mieliśmy przedstawić swoją historię. Ja sobie ją opisałam i chciałam przeczytać. Nie pozwolono mi. Moje notatki zostały mi zabrane, miałam powiedzieć nie przeczytać. Więc nie przeczytałam ani nie powiedziałam. Terapeutka mysli, że nie zrobiłam tego, bo boję się mówić. I ja też tak sobie myślałam, ale czułam, że to nie tak. I w końcu doszłam do wniosku, że ja chciałam zrobić coś oryginalnego. Ale też założyłam z góry, że to "nie przejdzie" i nie przeszło... I byłam zła na siebie i zawiedziona. I powiedziałam terapeutce, że jest okrutna.
Męczą mnie standardy i reguły. Chcę robić coś oryginalnego. Kocham ludzi, którzy tak właśnie robia. Mają swój pomysł i go realizują. Ja nie chcę robić coś na przekór innym, ale coś mojego, z ludźmi.
W pracy czasami ciężko jest mi wykonać czyjeś polecenia, bo ja mam swoją "wizję" i mam z tego powodu potem problemy. Dlatego najlepiej by było, gdybym była swoim własnym szefemTylko odwagi brak. Chciałabym mieć też na około ludzi, którzy tez mają swoją pasję, oryginalny pomysł i opinię. Nie mówię o pomysłach z kosmosu. Może moje pomysły nie są oryginalne, może wiele osób ma taki pomysł jak ja. Tylko muszę te osoby znaleźć. A poza tym, ja boję się mówić o moich pomysłach
Dlaczego mnie przepraszasz ?
Bystra jestem
i rozumiem podtekst w Twoich słowach
Mój dom nie jest inny, mój dom jest po prostu mój
Mój w każdym calu. Wyraża mój gust nic więcej.......chociaż... wyraża też brak pieniędzy
, bo nie stać mnie było na drogie meble czy dodatki.
Chęć bycia oryginalną ...hmmmm....dlaczego masz taką chęć ? Dlaczego nie akceptujesz siebie jaką jesteś ? dlaczego chcesz być inna niż jesteś? Co znaczy oryginalna ?
Reguły....one są jednak niezbędne w życiu. Standardy jednak i ja zmieniam i nie zgadzam sie ze stereotypami. Nie interesuje mnie "powinnam", "muszę" - skończyłam z tym. Już nie muszę być potulna, grzeczna,układna, wyrozumiała, wspaniałomyślna. Mam prawo być sobą. Lubię zaszaleć w granicach rozsądku, mojego rozsądku
Słusznie, ze nie dano Ci odczytać przygotowanej historii. Wiem, że włożyłaś w to całą siebie, ale inaczej jest pisać i poprawiać siebie na kartce, inaczej jest mówić. Może i trudniej nam się przyznać do czegoś, patrząc innym w oczy, ale widocznie jest to skuteczniejsza metoda w terapii
.
Anstawio ja także z podziwem patrzyłam na ludzi, którzy chcą robić coś oryginalnego .....dzisiaj wolę tych sztampowych. Oni sa bezpieczniejsi
. Może nudni, ale stabilni. Już miałam oryginała, przy którym nigdy się nie nudziłam. Nie będę ukrywać, że rajcowało mnie to w moim eks. Nie znałam dnia i godziny - był nieprzewidywalny. Był z roku na rok bardziej nieprzewidywalny, aż do umęczenia, do utraty zaufania, do zwątpienia.
14 312 2012-12-13 11:00:44
ja także z podziwem patrzyłam na ludzi, którzy chcą robić coś oryginalnego .....dzisiaj wolę tych sztampowych. Oni sa bezpieczniejsi
. Może nudni, ale stabilni.
Aż się uśmiechnęłam przy tym zdaniu
Ja dzisiaj wolę "nudną nudę" niż atrakcje i fajerwerki, których sporo doświadczyłam w życiu. Teraz cenię spokój, stabilizację i do "oryginałów" podchodzę z rezerwą. Bez uprzedzeń, ale z rezerwą ![]()
14 313 2012-12-13 11:20:24
Czy to źle, że chcemy przytulania, bliskości, czułości.... jakie złe sygnały wysyłam? próbuję różnych sposobów, metod...., czytam, szukam..., jedyna odpowiedź jaką znalazłam to - zostawić go. Ale jak? Dlaczego?...............
Rozmawiam z nim, mowię wprost, że potrzebuję jego bardzo, jego czułości, przytulenia. I nic, zero reakcji. Są dni, kiedy po prostu nie reaguje na nic, nie rozmawiam, jestem jakby mnie nie było - tez nic. Prośby, płacze, rozmowy, złości - nic nie działa
. Zero reakcji z jego strony.
To źle, że nasze uczucia nie są odwzajemniane, a partner nasze potrzeby lekceważy.
Jeszcze gorzej jak w ogóle nas lekceważy. Ale też są to dawane znaki. Taka mowa bez słów. Wiem, że nie łatwo się z tym pogodzić
i przyjąć do świadomości. Oczekujemy, że mąż musi nas kochać i szanować - ano nie musi !
Jak odejść ? Wbrew pozorom jest to bardzo proste ![]()
Na pytanie "dlaczego" również jest odpowiedź prosta - BO NIE JESTEŚMY SZCZĘŚLIWE !, BO NIE JESTEŚMY KOCHANE !
Uwieszasz się na nim i oczekujesz, że będzie Ci za to wdzięczny ? Nic bardziej mylnego kochana.....wiem, że brzmi to wszystko okrutnie. Pomysłem skutecznym na życie jest odnalezienie siebie. Nabranie szacunku do siebie, złapania perspektywy.
Chcesz uczucie wybłagać, do kochania przymusić?
Nie da się w ten sposób zdobyć miłości (utrzymać jej).
Tak działając stajemy się żałosne.....tracimy szacunek innych i same do siebie.
14 314 2012-12-13 11:21:33
zofia282 napisał/a:ja także z podziwem patrzyłam na ludzi, którzy chcą robić coś oryginalnego .....dzisiaj wolę tych sztampowych. Oni sa bezpieczniejsi
. Może nudni, ale stabilni.
Aż się uśmiechnęłam przy tym zdaniu
Ja dzisiaj wolę "nudną nudę" niż atrakcje i fajerwerki, których sporo doświadczyłam w życiu. Teraz cenię spokój, stabilizację i do "oryginałów" podchodzę z rezerwą. Bez uprzedzeń, ale z rezerwą
To tak jak ja. ![]()
14 315 2012-12-13 11:26:21
Cóż, nikogo nie można zmusić do miłości... Nie znam powodów zachowania Twojego faceta, ale powyższa zasada jest uniwersalna. Różne mogą być przyczyny odsuwania się, izolowania - brak (wygaśnięcie) uczuć, strach przed bliskością, jakieś skrywane żale, inna kobieta...
Nie wysyłasz złych sygnałów, skoro mówisz o tym co czujesz i czego pragniesz. Możesz jedynie próbować oderwać się od niego emocjonalnie, nie żebrać o uczucia, pokazać że masz swoje życie i bez niego też sobie dajesz świetnie radę.
Tak, to prawda - nikogo nie zmusimy do miłości. Ale nie potrafię go zrozumieć. Z jednej strony chce ciepła rodzinnego, z drugiej strony - wolności. Powiedziałam mu kiedyś też, że jak mu źle, nie będę go zatrzymywać - nie jest mu źle. Jednego dnia mówi tak, innego inaczej. Jednego dnia robi tak, drugiego inaczej, jednego dnia kocha, na drugi dzień - nie..., mam mętlik w głowie. Nie wiem o co chodzi? O kobietę? Raczej nie. Myślę, że jest to strach przed bliskością, przed głębszym uczuciem, zaangażowaniem, może jakieś żale....
Oderwać się emocjonalnie? Tak, to byłoby rozwiązanie, ale jak to zrobić? Nie jest to proste. I nie wiem czy ja tego chcę. Nie złym człowiekiem. Tylko to jego podejście do mnie
. Swoje uczucia do dzieci wyraża doskonale, jasno i zrozumiale. Wiem, że potrafi.
On doskonale wie, że bez niego daję radę, i tu chyba jest mój błąd, że pokazałam mu to...,
14 316 2012-12-13 11:46:48
Chcesz uczucie wybłagać, do kochania przymusić?
Nie da się w ten sposób zdobyć miłości (utrzymać jej).
A jak w takim razie zdobyć czy utrzymać miłość? Fakt, chyba się pogubiłam, spanikowałam, gdy dotarła do mnie ta jego mowa bez słów, chociaż są dni zupelnie inne -gdy jego mowa bez słów pokazuje, że w niewielkim stopniu może, ale jednak coś czuje do mnie. To prawda, ciężko się z tym pogodzić. Na hasło "odejść" - dostaję gęsiej skórki, oczy robią się mokre..., codziennie sobie powtarzam - zmienie się, bo inaczej zwariuję.... i co? NIC. Skąd wziąć siłę?
Przymusić? Wybłagać? NIE. Chyba nie. Czekać? Ale jak długo?
Boję się tego wszystkiego, boję się Świąt...., przecież to taki cudowny, rodzinny i pełen miłości czas....
14 317 2012-12-13 11:50:02
On doskonale wie, że bez niego daję radę, i tu chyba jest mój błąd, że pokazałam mu to...,
Nie rozumiem... chciałabyś żeby miał Twój obraz jako zagubionej kobietki, którą musiałby się opiekować? To masz na myśli?
14 318 2012-12-13 11:50:09
Anstawia napisał/a:Dzięki Zofiu za cenną wskazówkę
hahaha, przepraszam.
Napisałam posta pod wpływem chwili, wpadł mi nagle pomysł do głowy, do tego byłam w pracy i pisałam na telefonie komórkowym.
Ogólnie chodzi mi o to, że w ostatnich postach Magnolia napisała, co będzie robić w Święta a Ty Zofiu napisałaś, że masz dom inny niż wszyscy.
Cudooooownie![]()
Ja zawsze chciałam robić zgodnie z sobą ale nie zgodnie ze stereotypami, standardami, zasadami. Nie wbrew innym ani na przekór innym, ale dlatego, że tak czułam wewnętrznie. I biłam się z myślami. I dzięki Wam wiem,ze można
Ostatnio na terapii mieliśmy przedstawić swoją historię. Ja sobie ją opisałam i chciałam przeczytać. Nie pozwolono mi. Moje notatki zostały mi zabrane, miałam powiedzieć nie przeczytać. Więc nie przeczytałam ani nie powiedziałam. Terapeutka mysli, że nie zrobiłam tego, bo boję się mówić. I ja też tak sobie myślałam, ale czułam, że to nie tak. I w końcu doszłam do wniosku, że ja chciałam zrobić coś oryginalnego. Ale też założyłam z góry, że to "nie przejdzie" i nie przeszło... I byłam zła na siebie i zawiedziona. I powiedziałam terapeutce, że jest okrutna.
Męczą mnie standardy i reguły. Chcę robić coś oryginalnego. Kocham ludzi, którzy tak właśnie robia. Mają swój pomysł i go realizują. Ja nie chcę robić coś na przekór innym, ale coś mojego, z ludźmi.
W pracy czasami ciężko jest mi wykonać czyjeś polecenia, bo ja mam swoją "wizję" i mam z tego powodu potem problemy. Dlatego najlepiej by było, gdybym była swoim własnym szefemTylko odwagi brak. Chciałabym mieć też na około ludzi, którzy tez mają swoją pasję, oryginalny pomysł i opinię. Nie mówię o pomysłach z kosmosu. Może moje pomysły nie są oryginalne, może wiele osób ma taki pomysł jak ja. Tylko muszę te osoby znaleźć. A poza tym, ja boję się mówić o moich pomysłach
Dlaczego mnie przepraszasz ?
Bystra jestem
i rozumiem podtekst w Twoich słowach
![]()
Mój dom nie jest inny, mój dom jest po prostu mój
Mój w każdym calu. Wyraża mój gust nic więcej.......chociaż... wyraża też brak pieniędzy
, bo nie stać mnie było na drogie meble czy dodatki.
Chęć bycia oryginalną ...hmmmm....dlaczego masz taką chęć ? Dlaczego nie akceptujesz siebie jaką jesteś ? dlaczego chcesz być inna niż jesteś? Co znaczy oryginalna ?
Reguły....one są jednak niezbędne w życiu. Standardy jednak i ja zmieniam i nie zgadzam sie ze stereotypami. Nie interesuje mnie "powinnam", "muszę" - skończyłam z tym. Już nie muszę być potulna, grzeczna,układna, wyrozumiała, wspaniałomyślna. Mam prawo być sobą. Lubię zaszaleć w granicach rozsądku, mojego rozsądku![]()
Słusznie, ze nie dano Ci odczytać przygotowanej historii. Wiem, że włożyłaś w to całą siebie, ale inaczej jest pisać i poprawiać siebie na kartce, inaczej jest mówić. Może i trudniej nam się przyznać do czegoś, patrząc innym w oczy, ale widocznie jest to skuteczniejsza metoda w terapii.
Anstawio ja także z podziwem patrzyłam na ludzi, którzy chcą robić coś oryginalnego .....dzisiaj wolę tych sztampowych. Oni sa bezpieczniejsi. Może nudni, ale stabilni. Już miałam oryginała, przy którym nigdy się nie nudziłam. Nie będę ukrywać, że rajcowało mnie to w moim eks. Nie znałam dnia i godziny - był nieprzewidywalny. Był z roku na rok bardziej nieprzewidywalny, aż do umęczenia, do utraty zaufania, do zwątpienia.
Zofio, wiem o co Ci chodzi. Natomiast, może ja się źle wyraziłam, chcę być "oryginalna" w zgodzie z sobą. To tak jak Twój dom dla Ciebie. Czułabyś się dobrze w nim, gdyby był urządzony według gustu twojej sąsiadki na przykład? Tak samo ja chcę robić coś zgonie ze sobą, ale może nie w zgodzie z pewnymi zasadami, standardami, regułami. Może po prostu, dla Ciebie to oczywiste. Może zawsze tak robiłaś. Ja niestety nie.
Na przykład ślub. Jeżeli kiedyś go wezmę, to na dzień dzisiejszy chciałabym: ja, mąż, świadkowie, ksiądz, mała kapliczka lub łąka, lub plaża, lub Las Vegas ![]()
Praca- własna firma, być sobie własnym szefem...
Dom- wszędzie książki ![]()
Itp itd...
14 319 2012-12-13 12:47:12
Dziewczyny najwazniejsze to sie czyms pozytecznym zajac
Np. robieniem mydelek. Ja "zrobie" jeszcze ramki na zdjecia, tzn. Kupie takie nijakie z drewna i sama pomaluje w rozne wzory (zrobilam wczoraj zdjecia w sklepie i bede takie same "produkowac") dokleje troche kamyczkow i tego co znajde w szufladach i gotowe
.
Wszystkim "przeciekajacym" zycze poprawy
Bardzo dziękuję, jako jedna z grona ![]()
Przeciekanie się zmniejsza ![]()
Dziś spróbuję zrobić świeczkę kawową - mam nadzieję, że się nie poparzę
Rany - jaki mrróóóózzzzz, ale słonecznie!!!! ![]()
14 320 2012-12-13 13:05:38
Ja po spotkaniu z terapeutką. Lubię to. Na grupę jeszcze przyjdzie czas, na razie indywidualnie.
Podobno troszkę za szybko staram się działać
Oki, rozumiem
Chyba właśnie w tym problem, że ja zawsze za szybko rozumiałam, działałam a potem potykałam sie i zapadałam w głąb
Warto przede wszystkim zrozumieć ![]()
Kurczę, wiecie jaki mam problem z dookreśleniem - "jaka jestem"? No, kompletna pustka! Są co prawda pewne rzeczy, które ewidentnie lubię robić, ale jaka ja naprawdę jestem - to kompletnie nie wiem! Wiem, jak mnie postrzegają inni. I robię wszystko, żeby tego zdania nie zmienili, kiedy jest mi źle - "odwracam się plecami". Ale nie wiem jaka jestem i to jest 100% prawda!
A! I zauważyłam, że próbuję już mówić, że czegoś nie lubię i że coś jest dla mnie niekomfortowe i mam prawo się na to nie zgadzać
A nie - jak zawsze - mieć grubą skórę i nie czuć, że z czymś jest mi źle
Po prostu zwracam uwagę, że są sytuacje, słowa, zdarzenia, które mi nie odpowiadają i kompletnie ich nie akceptuję. I nie chcę, żebyś ktoś mnie w nich stawiał
No - przyznaję, szczególnie nie chcę, żeby on mnie w nich stawiał. Ale w pracy też nie chcę, a znajomych "stawiających" staram się na razie unikać, postaram się też mówić wprost
Oby nie zapomnieć ![]()
Silly Hopes
Ludziom w różnym stopniu i znaczeniu zależy na innych. Ty się czujesz bezsilna, bo zostałaś postawiona w sytuacji, której nie chciałaś? To, że masz wrażenie, że nie jesteś mu obojętna, to zastanawiałaś się dlaczego? Coraz częściej sama zwracam uwagę na czyny - nie słowa, wzrok, gest. Bo ja odbieram te ostatnie z innym nastawieniem
Sparzyłam się, ale tylko dlatego, że to mnie tak bardzo na nim zależało. Bardziej niż na sobi samej.... Pewnie mu zależy - jak na człowieku. Człowieku, którego znał tak blisko
A mozesz mi powiedzieć, co rozumiesz pod stwierdzeniem: "codziennie sobie powtarzam - zmienie się, bo inaczej zwariuję.... i co?". Że jak siebie zmienić? W jakim kierunku? Bo ja przyznaję nie zrozumiałam do końca Twoich intencji.
I marzenia głupie nie są ![]()
14 321 2012-12-13 13:35:40
Nie rozumiem... chciałabyś żeby miał Twój obraz jako zagubionej kobietki, którą musiałby się opiekować? To masz na myśli?
Sama nie wiem...., zagubionej, wymagającej opieki? Raczej nie. Tak zrozumiałam to co napisałaś wczesniej: "pokazać że masz swoje życie i bez niego też sobie dajesz świetnie radę." Czasem bym pewnie chciała, żeby zapytał jak się czuję, czy chcę herbaty, albo żebym sobie odpoczęła. Tak jak kiedyś. Kiedyś były wspólne zakupy - dziś robię sama, wszelkie sprawy urzędowe też, wspólne gotowanie...... W tej chwili to ja ogarniam wszystko, dom, pracę, dzieci..... On się tłumaczy tym, że pracuje, "ciężko pracuje". Wczesniej też pracował. Ale to był mój błąd, że raz, drugi pokazałam, że mogę to wszystko sama zrobić, bez jego udziału, a.... bo był chory, to niech się leczy, albo nadwyrężył rękę - niech odpoczywa.... i tak zaczęło mu być wygodnie i zostało. Czasem, bardzo czasem zdarzy się, że coś w kuchni razem przyrządzimy, że przytuli mocno, tak z uczuciem, że obejrzymy razem film - mówi wtedy "chodź tu koło mnie, bo wiesz, że sam nie lubię oglądać" i chce żebym była blisko
. I wtedy się rozpływam, zapominam o tym, że tak długo czekałam na ten moment, o całej złości.... Cieszę się jak dziecko chwilą...
Z tą zmianą to jest tak, że sama sobie powtarzam - nie będę już o tym myśleć, nie będę czekać na jego dotyk, nie będę się starać dla niego.... i jakoś nie wychodzi
. Wszystko co robię, robię z myślą o nim.... Chciałabym zmienić siebie, zacząć stawiać siebie na pierwszym miejscu... tylko potem mam niesamowite wyrzuty sumienia, że komuś sprawiłam przykrość, bo myślę o sobie....
14 322 2012-12-13 13:51:37
tezkobieta napisał/a:Nie rozumiem... chciałabyś żeby miał Twój obraz jako zagubionej kobietki, którą musiałby się opiekować? To masz na myśli?
Sama nie wiem...., zagubionej, wymagającej opieki? Raczej nie. Tak zrozumiałam to co napisałaś wczesniej: "pokazać że masz swoje życie i bez niego też sobie dajesz świetnie radę." Czasem bym pewnie chciała, żeby zapytał jak się czuję, czy chcę herbaty, albo żebym sobie odpoczęła. Tak jak kiedyś. Kiedyś były wspólne zakupy - dziś robię sama, wszelkie sprawy urzędowe też, wspólne gotowanie...... W tej chwili to ja ogarniam wszystko, dom, pracę, dzieci..... On się tłumaczy tym, że pracuje, "ciężko pracuje". Wczesniej też pracował. Ale to był mój błąd, że raz, drugi pokazałam, że mogę to wszystko sama zrobić, bez jego udziału, a.... bo był chory, to niech się leczy, albo nadwyrężył rękę - niech odpoczywa.... i tak zaczęło mu być wygodnie i zostało. Czasem, bardzo czasem zdarzy się, że coś w kuchni razem przyrządzimy, że przytuli mocno, tak z uczuciem, że obejrzymy razem film - mówi wtedy "chodź tu koło mnie, bo wiesz, że sam nie lubię oglądać" i chce żebym była blisko
. I wtedy się rozpływam, zapominam o tym, że tak długo czekałam na ten moment, o całej złości.... Cieszę się jak dziecko chwilą...
Z tą zmianą to jest tak, że sama sobie powtarzam - nie będę już o tym myśleć, nie będę czekać na jego dotyk, nie będę się starać dla niego.... i jakoś nie wychodzi
. Wszystko co robię, robię z myślą o nim.... Chciałabym zmienić siebie, zacząć stawiać siebie na pierwszym miejscu... tylko potem mam niesamowite wyrzuty sumienia, że komuś sprawiłam przykrość, bo myślę o sobie....
Silly Hopes - a ktoś to ma wyrzuty sumienia, że Tobie robi krzywdę? Przecież człowiek ma swoje potrzeby, a nawet powinien je mieć! Potrzeba jest czymś takim dziwnym (;) ), że jej niezaspokojenie powoduje najróżniejsze problemy - ale tylko problemy tego, który tych potrzeb nie może zaspokoić! Ja też tak t- przyznać się muszę - postępowałam. Nawet wmawiałam sobie, że ja wydziwiam, że przesadzam, że nie jesteśmy dziećmi itp głupiutkie tłumaczenia. Jak nie będę szanować siebie i swoich potrzeb, to nikt mnie nie uszanuje. Ot - po prostu.
Ja ścisnęłam w sobie wszystko co czułam. Przestałam czuć, nie chciałam potrzebować. Na końcu zostałam jak taka pogięta kartka wrzucona do kosza. Świetnie na tym wyszłam, sama sobie przyznaję. Na tym, żeby zmieniać siebie pod kątem nie czucia własnych potrzeb i robienia wręcz wszystkiego, by tych potrzeb nie zaspokoić.
Ale ja te potrzeby MAM!!!! Będę je miała dalej!!!! I dla własnego uśmiechu w oczach - powinnam nastawić się na to, by je realizować!
I wcale nie zamierzam ich realizować raz na pół roku, bo ktoś sobie przypomni, że lubi ze mną oglądać film, w sensie - ktoś przypadkiem zrealizuje moją potrzebę bliskości - przede wszystkim realizując swoją! A ja znowu wyląduję w koszu? Nie - e ![]()
14 323 2012-12-13 13:57:28 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-13 14:07:18)
Oj kobitki, jak ja się cieszę, że tutaj jesteście
Jesteście moją inspiracją :* Jesteście fantastyczne!
Nie mam czasu teraz pisac ale napisze tak: Anka jak ja jestem twoja inspiracja to zabieraj te swoje 4 litery i chociazby na miotle lec do Miasta kroli, smoka i lajkonika!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co Ty bedziesz sam sie gnebic w "depresyjnym kraju" (doslownie i nie
).
Mama nagotuje pysznosci, poogladasz sobie stare polskie komedie w telewizji, wyspisz sie, pochodzisz po krakowskim rynku, pojdziesz poplywac, do kina, do teatru
. Moze na Sylwestra w gory sie wybierzesz ![]()
Ja "slodka czarodziejka forum" Ci mowie
.
Moze uwmowisz sie z kims z postawowki, liceum ,odwiedzisz kuzynow
. Bedzie fajnie
Daj tylko zyciu szanse !!!!
Hm...tez z miasta smoka, to moze sie spotkacie?
Mr. Julian mowil: Nie ma w zyciu nic dobrego dopuki sami nic dobrego nie zrobimy
.
A na Wielkanoc to ja do Zofi jade
. Zapraszala to wpadne, w puszczy jeszcze nie bylam. Przed odwiedzeniem Australii do puszczy pojade
![]()
14 324 2012-12-13 14:05:51 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-13 14:08:34)
Ja po spotkaniu z terapeutką. Lubię to. Na grupę jeszcze przyjdzie czas, na razie indywidualnie.
Podobno troszkę za szybko staram się działaćOki, rozumiem
Chyba właśnie w tym problem, że ja zawsze za szybko rozumiałam, działałam a potem potykałam sie i zapadałam w głąb
Warto przede wszystkim zrozumieć
Do wszystkich dziewczyn tutaj!!!! Idzcie na terapie!!!! Wszystkie, ktore byly nigdy nie zalowaly. Zabka nawet lubi
.
A naszym problemem, nie tylko Twoim Zabka jest to, za szybko staramy sie dzialac!!!!!!!
Zabka gratulacje
. Fajna babka z Ciebie!!!!
14 325 2012-12-13 14:08:58
Zasady, reguły, standardy, istniały zawsze i istnieć prawdopodobnie będą; bardzo często ułatwiają one życie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy to my sami zaczynamy zbyt wielką przykładać do nich wagę, gdy kierując się nimi postępujemy wbrew sobie.
Ale... to my dokonujemy wyboru. To my decydujemy dopasować się, mimo że wszystko się w nas buntuje, wszystko uwiera.
Tak, to właśnie to słowo: dopasować się. Z jednej strony chcemy być oryginalni, z drugiej - nie wyróżniać się.
I jak tu pogodzić dwie sprzeczne postawy? Wystarczy spojrzeć na siebie i zastanowić się, na czym bardziej mi zależy. Na wolności czy na wtopieniu się? Obie decyzje pociągają za sobą korzyści i koszty.Życzę odwagi do życia "po swojemu".
Warto.
Dziękuję Wielokropku. Jesteś "machiną motywującą", która popycha mnie do działania
Uwielbiam Cię za to od zawsze :*
14 326 2012-12-13 14:16:02
zabka-k napisał/a:Ja po spotkaniu z terapeutką. Lubię to. Na grupę jeszcze przyjdzie czas, na razie indywidualnie.
Podobno troszkę za szybko staram się działaćOki, rozumiem
Chyba właśnie w tym problem, że ja zawsze za szybko rozumiałam, działałam a potem potykałam sie i zapadałam w głąb
Warto przede wszystkim zrozumieć
Do wszystkich dziewczyn tutaj!!!! Idzcie na terapie!!!! Wszystkie, ktore byly nigdy nie zalowaly. Zabka nawet lubi
.
A naszym problemem, nie tylko Twoim Zabka jest to, za szybko staramy sie dzialac!!!!!!!Zabka gratulacje
. Fajna babka z Ciebie!!!!
He, Magnolia, to ja nie jedna jestem?
Wiesz, że się śmieję ![]()
A terapia - no cóż, napewno warto, tylko jak zawsze w życiu - wszystkiego, co robimy - trzeba naprawdę chcieć, bo inaczej d... z tego. I zdawać sobie sprawę z tego, ze terapeuta życia za nas nie ułoży, nie pokaże palcem drogi na mapie. On tylko zada parę pytań, na które sami mamy sobie odpowiedzieć
Przemyślenie, jak i wybór zawsze będzie tylko do nas należał...
A jak się kurnia czasem ciężko odpowiada!!!! Bo trzeba pomyśleć i znaleźć odpowiedź ![]()
Wiecie, ja te mydełka chyba robiłam po to żeby mieć czas na myślenie... Bo tak ogólnie, to ja takich rzeczy nie lubię robić, a do drutów czy szydełka to już mnie nikt nie zagoni!!!! A kysz!!!!
Mnie dalej z głowy wyjść nie może, że ja sama nie wiem, jaka jestem ![]()
14 327 2012-12-13 14:21:24 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-13 14:23:43)
Wielokropek napisał/a:Zasady, reguły, standardy, istniały zawsze i istnieć prawdopodobnie będą; bardzo często ułatwiają one życie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy to my sami zaczynamy zbyt wielką przykładać do nich wagę, gdy kierując się nimi postępujemy wbrew sobie.
Ale... to my dokonujemy wyboru. To my decydujemy dopasować się, mimo że wszystko się w nas buntuje, wszystko uwiera.
Tak, to właśnie to słowo: dopasować się. Z jednej strony chcemy być oryginalni, z drugiej - nie wyróżniać się.
I jak tu pogodzić dwie sprzeczne postawy? Wystarczy spojrzeć na siebie i zastanowić się, na czym bardziej mi zależy. Na wolności czy na wtopieniu się? Obie decyzje pociągają za sobą korzyści i koszty.Życzę odwagi do życia "po swojemu".
Warto.Dziękuję Wielokropku. Jesteś "machiną motywującą", która popycha mnie do działania
Uwielbiam Cię za to od zawsze :*
A pamietasz jaki wzor "wyprowadzilas" na satysfakcje?
Motywacja +Energia =Satysfakcja ![]()
Motywacja juz jest to troche energii wrzuc i bedzie dobrze
)))
14 328 2012-12-13 14:24:57
Anstawia napisał/a:Wielokropek napisał/a:Zasady, reguły, standardy, istniały zawsze i istnieć prawdopodobnie będą; bardzo często ułatwiają one życie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy to my sami zaczynamy zbyt wielką przykładać do nich wagę, gdy kierując się nimi postępujemy wbrew sobie.
Ale... to my dokonujemy wyboru. To my decydujemy dopasować się, mimo że wszystko się w nas buntuje, wszystko uwiera.
Tak, to właśnie to słowo: dopasować się. Z jednej strony chcemy być oryginalni, z drugiej - nie wyróżniać się.
I jak tu pogodzić dwie sprzeczne postawy? Wystarczy spojrzeć na siebie i zastanowić się, na czym bardziej mi zależy. Na wolności czy na wtopieniu się? Obie decyzje pociągają za sobą korzyści i koszty.Życzę odwagi do życia "po swojemu".
Warto.Dziękuję Wielokropku. Jesteś "machiną motywującą", która popycha mnie do działania
Uwielbiam Cię za to od zawsze :*
A pamietasz jaki wzor "wyprowadzilas" na satysfacje?
Motywacja +Energia =Satysfakcja
Motywacja juz jest to troche energii wrzuc i bedzie dobrze)))
Eh Magnolia, Ty to jesteś fajna babka :*
A co do energii,to muszę chyba Redbulla wypić ![]()
14 329 2012-12-13 14:27:19
Anstawia napisał/a:Oj kobitki, jak ja się cieszę, że tutaj jesteście
Jesteście moją inspiracją :* Jesteście fantastyczne!
Nie mam czasu teraz pisac ale napisze tak: Anka jak ja jestem twoja inspiracja to zabieraj te swoje 4 litery i chociazby na miotle lec do Miasta kroli, smoka i lajkonika!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co Ty bedziesz sam sie gnebic w "depresyjnym kraju" (doslownie i nie).
Mama nagotuje pysznosci, poogladasz sobie stare polskie komedie w telewizji, wyspisz sie, pochodzisz po krakowskim rynku, pojdziesz poplywac, do kina, do teatru. Moze na Sylwestra w gory sie wybierzesz
Ja "slodka czarodziejka forum" Ci mowie.
Moze uwmowisz sie z kims z postawowki, liceum ,odwiedzisz kuzynow. Bedzie fajnie
Daj tylko zyciu szanse !!!!
Hm...tez z miasta smoka, to moze sie spotkacie?
Mr. Julian mowil: Nie ma w zyciu nic dobrego dopuki sami nic dobrego nie zrobimy![]()
![]()
.
A na Wielkanoc to ja do Zofi jade
. Zapraszala to wpadne, w puszczy jeszcze nie bylam. Przed odwiedzeniem Australii do puszczy pojade
![]()
![]()
Narazie mam dylemat. No bo wiesz, gdybym bardzo chciała to nic by nie stało na przeszkodzie żeby pojechać. A jednak...
14 330 2012-12-13 14:36:46
A jak się kurnia czasem ciężko odpowiada!!!! Bo trzeba pomyśleć i znaleźć odpowiedź
Wiecie, ja te mydełka chyba robiłam po to żeby mieć czas na myślenie... Bo tak ogólnie, to ja takich rzeczy nie lubię robić, a do drutów czy szydełka to już mnie nikt nie zagoni!!!! A kysz!!!!Mnie dalej z głowy wyjść nie może, że ja sama nie wiem, jaka jestem
Aniu bo my "sie skladamy" z glowy i ciala. Musi byc balans. Robimy pol na pol
Troche mozna pomyslec i troche porobic
. Najwazniejsze zeby pomoglo.
Ja tez nie za bardzo utalentowana do kreatywnosci, ale lubie cos zrobic
. Wczesniej tez nie lubilam ale teraz lubie ![]()
Jaka jestes? Taka jaka jestes
. Po co Ci analizowac? Co to zmieni? Jestes w ciaglym stawaniu sie!!!!
14 331 2012-12-13 14:38:26 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-13 14:40:13)
Narazie mam dylemat. No bo wiesz, gdybym bardzo chciała to nic by nie stało na przeszkodzie żeby pojechać. A jednak...
A moze przestan myslec tylko zrob cos spontanicznego
A co stoi na przeszkodzie?
Czyzby to tak jak w sygnaturce Wielokropka?
Mozesz wypic cala skrzynke Redbulla a ja Ci jeszcze kopa dam ![]()
14 332 2012-12-13 14:42:04
Anstawia napisał/a:A jak się kurnia czasem ciężko odpowiada!!!! Bo trzeba pomyśleć i znaleźć odpowiedź
Wiecie, ja te mydełka chyba robiłam po to żeby mieć czas na myślenie... Bo tak ogólnie, to ja takich rzeczy nie lubię robić, a do drutów czy szydełka to już mnie nikt nie zagoni!!!! A kysz!!!!Mnie dalej z głowy wyjść nie może, że ja sama nie wiem, jaka jestem
Aniu bo my "sie skladamy" z glowy i ciala. Musi byc balans. Robimy pol na pol
![]()
Troche mozna pomyslec i troche porobic. Najwazniejsze zeby pomoglo.
Ja tez nie za bardzo utalentowana do kreatywnosci, ale lubie cos zrobic. Wczesniej tez nie lubilam ale teraz lubie
Jaka jestes? Taka jaka jestes. Po co Ci analizowac? Co to zmieni? Jestes w ciaglym stawaniu sie!!!!
Zacytowałaś nie moje słowa ![]()
Da się tak?
14 333 2012-12-13 14:46:06
Anstawia napisał/a:Narazie mam dylemat. No bo wiesz, gdybym bardzo chciała to nic by nie stało na przeszkodzie żeby pojechać. A jednak...
A moze przestan myslec tylko zrob cos spontanicznego
A co stoi na przeszkodzie?
Czyzby to tak jak w sygnaturce Wielokropka?Mozesz wypic cala skrzynke Redbulla a ja Ci jeszcze kopa dam
Chyba jeszcze mam ten etap: "przecież nie muszę jechać na święta do PL jak wszyscy"... Poczekam, aż poczuję, że chcę tam jechać.
14 334 2012-12-13 14:47:03
magnolia73 napisał/a:Anstawia napisał/a:A jak się kurnia czasem ciężko odpowiada!!!! Bo trzeba pomyśleć i znaleźć odpowiedź
Wiecie, ja te mydełka chyba robiłam po to żeby mieć czas na myślenie... Bo tak ogólnie, to ja takich rzeczy nie lubię robić, a do drutów czy szydełka to już mnie nikt nie zagoni!!!! A kysz!!!!Mnie dalej z głowy wyjść nie może, że ja sama nie wiem, jaka jestem
Aniu bo my "sie skladamy" z glowy i ciala. Musi byc balans. Robimy pol na pol
![]()
Troche mozna pomyslec i troche porobic. Najwazniejsze zeby pomoglo.
Ja tez nie za bardzo utalentowana do kreatywnosci, ale lubie cos zrobic. Wczesniej tez nie lubilam ale teraz lubie
Jaka jestes? Taka jaka jestes. Po co Ci analizowac? Co to zmieni? Jestes w ciaglym stawaniu sie!!!!
Zacytowałaś nie moje słowa
Da się tak?
To ja odpowiem, że się da ![]()
Magnolia, to ja byłam
Po co analizować? Nie wiem, czy analizować, ale może choć wiedzieć sama, jaka ja jestem? Bo ja nawet nie wiem, czy otwarta, czy skryta. Itd. A potem sie dziwić, że stwarzam wokół siebie aurę idealności. Bo może jakbym wiedziała troszkę coś o sobie, to bym lepiej czuła się ze sobą? Albo, żebym zwracała uwagę, że jak przestaję być sobą, to znaczy że się coś dzieje? Że powinnam zareagować natychmiast, bo zaczynam siebie gubić? Nie wiem, ale postaram się dowiedzieć ![]()
14 335 2012-12-13 14:51:35 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-13 14:52:05)
magnolia73 napisał/a:Anstawia napisał/a:Narazie mam dylemat. No bo wiesz, gdybym bardzo chciała to nic by nie stało na przeszkodzie żeby pojechać. A jednak...
A moze przestan myslec tylko zrob cos spontanicznego
A co stoi na przeszkodzie?
Czyzby to tak jak w sygnaturce Wielokropka?Mozesz wypic cala skrzynke Redbulla a ja Ci jeszcze kopa dam
Chyba jeszcze mam ten etap: "przecież nie muszę jechać na święta do PL jak wszyscy"... Poczekam, aż poczuję, że chcę tam jechać.
Czemu jak wszyscy? Ja dopiero w tym roku po kilku latach
. A Ty kochana to do ludzi powinnas, bo ja ten etap "myslenia, analizowania, robienia za wszelkka cene inaczej niz do tej pory " dobrze znam ![]()
Do ludzi, nie wazne czy w Polsce czy gdzie indziej!!!
14 336 2012-12-13 14:52:38
Narazie mam dylemat. No bo wiesz, gdybym bardzo chciała to nic by nie stało na przeszkodzie żeby pojechać. A jednak...
A gdybyś tak, choć na trochę, odcięła tę swoją głowę?
Gdybyś wyłączyła tego krytyka i oceniacza?
Gdybyś tak trochę się rozpięła?
Dzięki za dobre słowo. ![]()
14 337 2012-12-13 15:21:38
a ktoś to ma wyrzuty sumienia, że Tobie robi krzywdę? Przecież człowiek ma swoje potrzeby, a nawet powinien je mieć! Potrzeba jest czymś takim dziwnym (;) ), że jej niezaspokojenie powoduje najróżniejsze problemy - ale tylko problemy tego, który tych potrzeb nie może zaspokoić!
Dziękuję Ci za te słowa
, jesteś bardzo mądrą i silną kobietą. Naprawdę podziwiam i szanuję takich ludzi
.
14 338 2012-12-13 15:22:14
Sama nie wiem...., zagubionej, wymagającej opieki? Raczej nie. Tak zrozumiałam to co napisałaś wczesniej: "pokazać że masz swoje życie i bez niego też sobie dajesz świetnie radę." Czasem bym pewnie chciała, żeby zapytał jak się czuję, czy chcę herbaty, albo żebym sobie odpoczęła. Tak jak kiedyś. Kiedyś były wspólne zakupy - dziś robię sama, wszelkie sprawy urzędowe też, wspólne gotowanie...... W tej chwili to ja ogarniam wszystko, dom, pracę, dzieci.....
Teraz rozumiem. Ale mnie chodziło bardziej o pierwszą część zdania: "masz swoje życie". Swoje, czyli taki obszar, do którego on nie jest Ci potrzebny, a nawet może nie mieć prawa wstępu (jeśli tak zechcesz). Może towarzystwo, jakieś hobby lub wyjścia samej... coś dla SIEBIE zrób. To miałam na myśli, a nie sprostanie obowiązkom dnia codziennego.
Ja obecnie właśnie zaczynam stwarzać sobie swój odrębny świat. Jestem dopiero na starcie, nie mam ciekawych pomysłów ale zaczynam od czegokolwiek, wierzę że reszta z czasem przyjdzie i wtedy już będzie mi łatwiej.
14 339 2012-12-13 15:22:26
Magnolia, to ja byłam
Po co analizować? Nie wiem, czy analizować, ale może choć wiedzieć sama, jaka ja jestem? Bo ja nawet nie wiem, czy otwarta, czy skryta. Itd. A potem sie dziwić, że stwarzam wokół siebie aurę idealności. Bo może jakbym wiedziała troszkę coś o sobie, to bym lepiej czuła się ze sobą? Albo, żebym zwracała uwagę, że jak przestaję być sobą, to znaczy że się coś dzieje? Że powinnam zareagować natychmiast, bo zaczynam siebie gubić? Nie wiem, ale postaram się dowiedzieć
Dzisiaj nie mam czasu i balaganu w cytowaniu narobilam
.
Ja myslalam o Anstawi i zdziwilam sie, ze ona o mydelkach i nie wie jaka jest ![]()
Zabka "na Twoim etapie" to normalne
. Ale wszystko przyjdzie w swoim czasie
.
Zabko podoba mi sie Twoje zdanie: "Nie wiem, ale postaram się dowiedzieć
".
14 340 2012-12-13 16:11:06
Dziękuję ![]()
14 341 2012-12-13 16:12:32
Mnie dalej z głowy wyjść nie może, że ja sama nie wiem, jaka jestem
Kilkanaście lat temu (:)), w żartach coś powiedziałam do znajomego "znam cię" - on mi odpowiedział - "jak możesz mnie znać, jak ja sam siebie nie znam, nikt tak do końca nie wie jaki jest". Bardzo mnie ten tekst zaintrygował. Czytałam trochę na ten temat i coś w tym jest. my - ludzie, tak naprawdę do końca siebie nie znamy, nie wiemy co w nas siedzi... Potrafimy być nieprzewidywalni, nawet dla samych siebie. Nie wiemy, co w danej sytuacji zrobimy tak naprawdę. Coś, co jest dla nas oczywiste teoretycznie, w życiu często postąpimy inaczej, nawet wbrew swoim przekonaniom, wbrew temu co wydaje się nam najbardziej oczywiste. czasem Potrafimy samych siebie zaskoczyć swoim własnym zachowaniem, pozytywnie lub negatywnie
. Ja sama, rok temu zrobiłam coś, co do dziś mnie zaskakuje, niestety, było to negatywne i głupie zachowanie i sama się zastanawiam, jak mogłam to zrobić.... I nie chodzi tu o zdradę mojego faceta
, to było coś innego.... o czym wstydzę się myśleć nawet przed samą sobą...
.
14 342 2012-12-13 16:49:03
zabka-k napisał/a:Mnie dalej z głowy wyjść nie może, że ja sama nie wiem, jaka jestem
Kilkanaście lat temu (:)), w żartach coś powiedziałam do znajomego "znam cię" - on mi odpowiedział - "jak możesz mnie znać, jak ja sam siebie nie znam, nikt tak do końca nie wie jaki jest". Bardzo mnie ten tekst zaintrygował. Czytałam trochę na ten temat i coś w tym jest. my - ludzie, tak naprawdę do końca siebie nie znamy, nie wiemy co w nas siedzi... Potrafimy być nieprzewidywalni, nawet dla samych siebie. Nie wiemy, co w danej sytuacji zrobimy tak naprawdę. Coś, co jest dla nas oczywiste teoretycznie, w życiu często postąpimy inaczej, nawet wbrew swoim przekonaniom, wbrew temu co wydaje się nam najbardziej oczywiste. czasem Potrafimy samych siebie zaskoczyć swoim własnym zachowaniem, pozytywnie lub negatywnie
. Ja sama, rok temu zrobiłam coś, co do dziś mnie zaskakuje, niestety, było to negatywne i głupie zachowanie i sama się zastanawiam, jak mogłam to zrobić.... I nie chodzi tu o zdradę mojego faceta
, to było coś innego.... o czym wstydzę się myśleć nawet przed samą sobą...
.
Wiesz co, ale chyba są pewne cechy, co do których możemy powiedzieć, że wiemy, że je mamy? No bo przecież ludzie aż tak zmienni nie są, prawda? Wiesz, ja myślę, że tu akurat wyszło chyba ewidentnie to, że ja w ogóle nie myślę o sobie... O swoim życiu tylko w sensie układania go wspólnie z kimś, albo wspólnie z dziećmi, albo jeszcze w innym układzie, ale wiecznie "w układzie". Pewnie - ja nigdy nie będę wiedziała o sobie wszystkiego, bo na szczęście nie wszystkie sytuacje i zdarzenia były mi pisane i nie wszystkie na szczęście będą. Więc nie poznam z autopsji każdej swojej reakcji. Nie wszystko będę umiała przewidzieć. Ale rany - ja mam 40 lat i nic o sobie nie wiem?
Wiesz Silly Hopes - jeśli się czegoś wstydzisz - to chyba już dobrze
Bo pamiętasz co zrobiłaś. A co by było, gdybyś wyrzuciła z pamięci? Chyba lepiej się wstydzić i zrobić z błędu pożytek, niż udawać, że nic się nie stało? Jak sądzisz? Bo ja dotąd "swoje wielbłądziki" wyrzucałam z pamięci ![]()
14 343 2012-12-13 17:09:48 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-13 17:10:16)
Dziewczyny jak tam wasz angielski? Bo ja mam tutaj cos ale po angielsku. Ja sie w nim "zakochalam"
. Chociaz wiem, ze on nigdy na mnie nie poleci
Uwielbiam angielski humor ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=Nj2H1sDwG-o
14 344 2012-12-13 17:48:12
Wiesz Silly Hopes - jeśli się czegoś wstydzisz - to chyba już dobrze
Bo pamiętasz co zrobiłaś. A co by było, gdybyś wyrzuciła z pamięci? Chyba lepiej się wstydzić i zrobić z błędu pożytek, niż udawać, że nic się nie stało? Jak sądzisz? Bo ja dotąd "swoje wielbłądziki" wyrzucałam z pamięci
Oj, myślę, że byłoby chyba lepiej
. Czasami pewne rzeczy chyba lepiej gdzieś "zgubić".
14 345 2012-12-14 10:54:22
zabka-k napisał/a:Wiesz Silly Hopes - jeśli się czegoś wstydzisz - to chyba już dobrze
Bo pamiętasz co zrobiłaś. A co by było, gdybyś wyrzuciła z pamięci? Chyba lepiej się wstydzić i zrobić z błędu pożytek, niż udawać, że nic się nie stało? Jak sądzisz? Bo ja dotąd "swoje wielbłądziki" wyrzucałam z pamięci
Oj, myślę, że byłoby chyba lepiej
. Czasami pewne rzeczy chyba lepiej gdzieś "zgubić".
Oj, to jak to taki "wielbłądzik", to z czasem wspomnienia zblakną
A Ty pewnie drugi raz tego nie zrobisz ![]()
Dzień Dobry
Z produkcji mydełek przeszłam na produkcję świeczek. Rewelacja, właśnie mi w pokoju kawką i piernikami pachnie
Oczywiście najpierw spytałam u źródła czy mi się instalacja alarmowa nie włączy ![]()
14 346 2012-12-14 11:20:35
Witam
zabka-k
- oj uwierz mi, że na pewno nie juz tak nie zrobię ![]()
A tak trochę zainspirowałyście mnie do tych swiec. Z andrzejek został mi wosk, więc zaraz go wykorzystam
. Uwielbiam zapach kawy, tylko czy ja tu u siebie znajdę gdzieś kawę w ziarenkach ![]()
14 347 2012-12-14 12:00:28
Witam
zabka-k
- oj uwierz mi, że na pewno nie juz tak nie zrobię
A tak trochę zainspirowałyście mnie do tych swiec. Z andrzejek został mi wosk, więc zaraz go wykorzystam
. Uwielbiam zapach kawy, tylko czy ja tu u siebie znajdę gdzieś kawę w ziarenkach
Silly, to może do topiącego się wosku wrzuć z łyżeczkę cynamonu - albo innych przypraw, które lubisz? Ślicznie się zapach rozchodzi, kiedy taka świeczuszka się pali
Właśnie mi się pali w pokoju ![]()
14 348 2012-12-14 12:03:08
SUPER!!!! Cynamon też lubię i mam, bo ostatnio dodaję go do wszystkiego....
, DZIĘKI ![]()
14 349 2012-12-14 12:12:25
Bardzo proszę ![]()
A ja dziś będę próbować taką wersję zabarwioną .... barszczykiem w proszku, bo nie chce mi się biegać i szukać czerwonych barwników
Zobaczymy, czym to będzie pachnieć..... Trzymaj kciuki
Dodam brokatu, żeby ładnie wyglądała ![]()
14 350 2012-12-14 12:27:43
Będę trzymać
, a z brokatem też fajny pomysł ![]()
14 351 2012-12-14 12:52:33 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-12-14 12:53:43)
Silly Hopes napisał/a:zabka-k napisał/a:Mnie dalej z głowy wyjść nie może, że ja sama nie wiem, jaka jestem
Kilkanaście lat temu (:)), w żartach coś powiedziałam do znajomego "znam cię" - on mi odpowiedział - "jak możesz mnie znać, jak ja sam siebie nie znam, nikt tak do końca nie wie jaki jest". Bardzo mnie ten tekst zaintrygował. Czytałam trochę na ten temat i coś w tym jest. my - ludzie, tak naprawdę do końca siebie nie znamy, nie wiemy co w nas siedzi... Potrafimy być nieprzewidywalni, nawet dla samych siebie. Nie wiemy, co w danej sytuacji zrobimy tak naprawdę. Coś, co jest dla nas oczywiste teoretycznie, w życiu często postąpimy inaczej, nawet wbrew swoim przekonaniom, wbrew temu co wydaje się nam najbardziej oczywiste. czasem Potrafimy samych siebie zaskoczyć swoim własnym zachowaniem, pozytywnie lub negatywnie
. Ja sama, rok temu zrobiłam coś, co do dziś mnie zaskakuje, niestety, było to negatywne i głupie zachowanie i sama się zastanawiam, jak mogłam to zrobić.... I nie chodzi tu o zdradę mojego faceta
, to było coś innego.... o czym wstydzę się myśleć nawet przed samą sobą...
.
Wiesz co, ale chyba są pewne cechy, co do których możemy powiedzieć, że wiemy, że je mamy? No bo przecież ludzie aż tak zmienni nie są, prawda? Wiesz, ja myślę, że tu akurat wyszło chyba ewidentnie to, że ja w ogóle nie myślę o sobie... O swoim życiu tylko w sensie układania go wspólnie z kimś, albo wspólnie z dziećmi, albo jeszcze w innym układzie, ale wiecznie "w układzie". Pewnie - ja nigdy nie będę wiedziała o sobie wszystkiego, bo na szczęście nie wszystkie sytuacje i zdarzenia były mi pisane i nie wszystkie na szczęście będą. Więc nie poznam z autopsji każdej swojej reakcji. Nie wszystko będę umiała przewidzieć. Ale rany - ja mam 40 lat i nic o sobie nie wiem?
Wiesz Silly Hopes - jeśli się czegoś wstydzisz - to chyba już dobrze
Bo pamiętasz co zrobiłaś. A co by było, gdybyś wyrzuciła z pamięci? Chyba lepiej się wstydzić i zrobić z błędu pożytek, niż udawać, że nic się nie stało? Jak sądzisz? Bo ja dotąd "swoje wielbłądziki" wyrzucałam z pamięci
Zabko też miałam taki dylemat. Jaka jestem ? co lubię ? - nie wiedziałam. Wiedziałam co lubi mąż i dzieci. Wiedziałam jacy oni są. Wiedziałam jakie cechy ma mąż a o sobie powiedzieć mogłam niewiele. Pewna byłam, że nie zdradzę. Miałam "okazje", zauroczenia i nie wyobrażałam sobie zdradzić. Myślałam o sobie, jestem rozsądna - i co ?! i pomyliłam się bardzo. Myślałam, że silna jestem...okazało się, że nie. Gdyby mi ktoś powiedział, że sięgnę po leki, wyśmiałabym...sięgnęłam.
Zgubiłyśmy siebie kochana
wyrzekłyśmy się
Zgadzam sie z Silly
nie możemy ręczyć ani za kogoś, ani za siebie - jestem tego przykładem ![]()
14 352 2012-12-14 13:11:38
Zofia Na szczęście na razie wywiało mi z głowy ręczenie za kogoś
Skoro ja mam prawo być nieprzewidywalna, to inni też. Ale już się doszukałam czegoś o sobie
Na 100% inteligentna. Na 100% ciekawa świata. Te dwie cechy są niezmienne od nastroju - więc napewno taka jestem ![]()
14 353 2012-12-14 14:00:59
Zofia Na szczęście na razie wywiało mi z głowy ręczenie za kogoś
Skoro ja mam prawo być nieprzewidywalna, to inni też. Ale już się doszukałam czegoś o sobie
Na 100% inteligentna. Na 100% ciekawa świata. Te dwie cechy są niezmienne od nastroju - więc napewno taka jestem
Potwierdzam inteligencję i dodałabym jeszcze pogodę ducha.
Twoje posty niosą tyle uśmiechu i pogody, i dobrego nastroju. ![]()
14 354 2012-12-14 14:49:45
zabka-k napisał/a:Zofia Na szczęście na razie wywiało mi z głowy ręczenie za kogoś
Skoro ja mam prawo być nieprzewidywalna, to inni też. Ale już się doszukałam czegoś o sobie
Na 100% inteligentna. Na 100% ciekawa świata. Te dwie cechy są niezmienne od nastroju - więc napewno taka jestem
Potwierdzam inteligencję i dodałabym jeszcze pogodę ducha.
Twoje posty niosą tyle uśmiechu i pogody, i dobrego nastroju.
To prawda
, podpisuję się pod tym obiema rękami
14 355 2012-12-14 16:09:26
A dzięki ![]()
Ale zastrzegam - pogoda ducha zastrzeżona dla stanów "bezdoła" i "wyłażeniazdoła"
Czyli nie jest to standard ![]()
Rany, wzięłam się w końu za budżet.... Jak ja nie lubię!!!!!!!
Chcę do domu - do gotowania bigosu ![]()
Będzie pachnieć ![]()
Może spróbuję zaglądać w weekend, bo mam masę siedzenia w kuchni w planach ![]()
Buziaki - ja mam nadzieję, że to i dla Was będzie milusi weekend ![]()
14 356 2012-12-15 11:59:22
Zgubiłyśmy siebie kochana
wyrzekłyśmy się
Tak Zofiu to prawda
. Ale to przeszlosc i jak to sie mowi; najlepiej uczyc sie na bledach
.
Milego, spokojnego weekendu wszystkim zycze ![]()
Cos na temat do poczytania.
CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE. MAŁA SYRENKA.
Blog: Terapia przez pisanie
Mała Syrenka pokazuje jak pięknie można zasługiwać na miłość. Wystarczy się wyzbyć prawdziwego ja, zaniemówić, udawać, że nie czuje się bólu, patrzeć poddańczo błękitnymi oczyskami i być wyjątkowo śliczną ? a sen się ziści.
Przypomnę o co kaman. W pięknym pałacu na dnie oceanu żyje pośród wodnego luksusu najmłodsza z sześciu sióstr, królewskich córek. W bajce rysunkowej nosi imię Arielka.
Dziewczę przecudnej urody, zafascynowane światem ludzi, w swoje piętnaste urodziny wypływa na powierzchnię wód, by podczas szalejącego sztormu uratować szesnastoletniego księcia - przystojniaka. Syrenka zakochuje się z automatu co jest w sumie częste u panienek w jej wieku. Decyduje się zdobyć serce księcia.
Wyrusza więc do paskudnej, morskiej czarownicy. Ta, w zamian za piękny głos pannicy, przyrządza magiczny napój. Kiedy Arielka go wypije; syreni ogon odpadnie, dostanie dwie zgrabne nogi i będzie mogła żyć wśród ludzi. Ale. Kiedy ogon odpadnie ? będzie bolało tak, jakby ktoś porąbał jej ciało mieczem. Kiedy urosną jej nogi, z każdym krokiem będzie cierpieć katusze niczym stąpając po ostrzach sztyletów.
Nic nie szkodzi, czegóż się nie robi żeby zasłużyć na miłość? Syrenka godzi się na wszystko by tylko być z ukochanym. Czarownica dorzuca jeszcze coś ? jeśli książę nie ożeni się z nią, a z inną ? w dniu ich ślubu syrence pęknie serce i zamieni się w morską pianę.
Dla zakochanej dziewczyny żadna przeszkoda nie jest istotna ? dobija targu z morską wiedźmą. Niestety jej plan legnie w gruzach ? książę poślubia inną, a syrenka ginie. Disney był bardziej litościwy niż Andersen; w wersji rysunkowej Arielka wypracowuje sobie: ?i żyli długo i szczęśliwie??.
Moje drogie dziatki, czego uczy ta bajeczka?
Bajeczka przedstawia jak pięknie jest cierpieć. Jak wspaniale odrzucić wszystko dla jednego człowieka ? nawet, jeśli on tego kompletnie nie potrzebuje, nie wyraża żadnej chęci, głębszego zainteresowania. Bo książę syrenkę ma w nosie. Według książki ? traktuje ją jak tresowanego Yorka ? a ona? Tańczy dla niego pośród niewolnic (tak, tak, na zamku u księcia tańczyły niewolnice ? coś jak dzisiejszy prive club go-go). On do niej przemawia: ?moja niemowo? (czule nie?), zabiera na wycieczki i takie tam, aż nie pojawiła się inna laleczka.
Znamienna jest ostatnia scena żywota syrenki; w noc poślubną, kiedy wszyscy już śpią, siostry przypływają syrence z odsieczą. Sprzedały swoje włosy wiedźmie w zamian za nóż, którym nieszczęsna ma uśmiercić młodzieńca. Ona jednak woli sama zginąć. Odrzuca sztylet, a serce jej pęka z miłości. Cuuudnie nie? Chlip. Chlip.
W ten sposób młodemu pokoleniu tłumaczone jest pojęcie ?romantyzmu?. Bo taka romantyczna historia, ona tak pięknie kochała, on z takim bałaganem w oczach, że się nie domyślił o co biega - tak na cito. Bajka uczy, że miarą prawdziwej miłości jest cierpienie. Że trzeba odrzucić wszystko ? jeśli się kocha prawdziwie. A! I przypis najważniejszy: jeśli się jest kobietą. Bo książę niczego odrzucać nie musiał. On sobie tylko BYŁ. Spędzał miło czas z uczłowieczoną syrenką, aż wyhaczył inną laskę. Cóż z tego, że nasza romantyczna bohaterka była dobrym dziewczęciem z czułym serduszkiem? Cóż z tego, że kochała szczerze? Porzuciła rodzinę, swoje środowisko ? by udać się w nieznane? Jedno wielkie NIC. Wszystko to jej głupi wybór.
Syrenka sama z siebie zrobiła ofiarę w imię miłości. Przed poznaniem księcia była najpiękniejsza, najmądrzejsza, miała cudny głos i wspaniałe życie. Jedna durna decyzja zaprzepaściła wszystko. Jak ona pięknie cierpiała, po to, żeby on zrozumiał!
To, co zrobił Disney jest bardzo, ale to bardzo niepedagogiczne. Bo w jego wersji ? Arielka dopina swego. Arielka szczęśliwa jak prosię w deszcz, wychodzi za mąż za swojego wybranka. Bajka uczy, że warto cierpieć. Że książę doceni, puknie się w czółko i pojmie kogo naprawdę kocha. Że ?prawdziwa miłość? wymaga poświęceń. Od kobiety.
Ty też na pewno wyjdziesz na swoje, dziecko drogie, tylko musisz jeszcze trochę pocierpieć. Się nauczysz tego i owego nie?
P.S. Widzieliśta ludzie, żeby taka duża pannica nie umiała pisać? Nie czytata, nie pisata.
Bajeczka zajmuje drugie miejsce na mojej liście gniotów. Następnym razem opiszę jedną z moich ulubionych. Dla równowagi.
14 357 2012-12-15 15:51:06
Magnolio, niezły jest ten blog. A bajeczka... to rzeczywiście gniot, wciskany nam do głowy od dziecka. Dodać do tego poglądy naszych mam (przynajmniej mojej), wychodzi potem co wychodzi.
Moja mama zawsze mi mówiła : "Uśmiechaj się do chłopców". A cierpienie wpisane jest w życie kobiety, żony, matki. eeehhhh...
Jak to dobrze jest być dorosłą i nie trzeba już oglądać bajeczek i nie słuchać rodziców ![]()
14 358 2012-12-15 16:04:20 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-15 16:04:53)
A wiesz,ze autorki tego bloga tez tutaj "u nas zaczynaly"
?
I prosze co z tego wyszlo !!! Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej ![]()
14 359 2012-12-15 16:12:05
Tak przypuszczałam ![]()
I mają rację, że po wyjściu z toksycznego związku lub uwolnieniu się od toksycznych rodziców, ma się ochotę robić coś "artystycznego", rysować, malować, pisać itp. Przynajmniej ja tak mam. I to pisanie... Uwielbiam ![]()
14 360 2012-12-15 19:39:40 Ostatnio edytowany przez skorpionica (2012-12-15 19:42:03)
Witajcie!
Jestem w tym temacie nowa, trochę poczytałam postów. Nie wiedziałam, że aż tyle jest kobiet z takim samym problemem. Wydawało mi się ,że tylko ja kocham za bardzo.
Jestem DDA- moje dzieciństwo wspominam okropnie. Ojciec i matka lubili wypić, w domu były ciągle awantury. Gdy miałam 16 lat mój ojciec popełnił samobójstwo (udało mu się za 9 razem). Po śmierci taty, matka całkiem się rozpiła-było piekielnie. Stwierdziłam,że kiedyś jak będę miała własną rodzinę to z pewnością będzie to ,,normalny" dom.
Gdy miałam 21 lat poznałam ,,fajnego" chłopaka przystojnego, inteligentnego, mądrego ,zaradnego, pogodnego. Szybko zaangażowałam się w związek,tylko ,że to on od samego początku o wszystkim decydował. Chodził na salę, na koszykówkę, jeździł na rowerze, chodził na siłownie, na basen, jeździł na narty, spotykał się z kumplami,ja w tym czasie albo pracowałam, albo czekałam na niego. Jak miał chwilę wolną to wpadał do mnie, szliśmy na spacer, do kina. Wtedy tego tak nie widziałam, wydawał mi się cudowny. Nie chciałam być taką dziewczyną, która ciągle marudzi i ogranicza faceta. Myślałam ma pasje, jakieś zainteresowania, niech się rozwija.
Choć tak na prawdę nigdy nie był blisko mnie, to w pewnym momencie jeszcze bardziej się ode mnie odsunął. Myślałam ,że oszaleję, bardzo się bałam ,że go stracę,ale nie uganiałam się za nim, nie dzwoniłam ,nie męczyłam, nie narzucałam się, miałam nadzieję,że przemyśli i wróci. Po miesiącu okazało się ,że jestem w ciąży, byłam pewna ,że będę sama wychowywać dziecko(bałam się,ale nie panikowałam( przecież siostra też samotnie wychowywała dziecko)- wiedziałam,że dam radę. A tu niespodzianka T. stwierdził,że wychowamy je razem.Byłam najszczęśliwsza na świecie wreszcie zaczęło się układać.
Całą ciąże mieszkałam z wiecznie pijaną matką- to był horror-,T. nie uczestniczył w przebiegu ciąży, niewiele się widywaliśmy, ale byłam pełna nadziei na lepsze życie, bo przecież T.remontował dla nas mieszkanie!!! Dla mnie to było usprawiedliwienie,że nie może poświęcać mi czasu.
Urodziłam syna, gdy mały miał miesiąc T.chyba się nade mną zlitował(widział co przechodzę z matką) zamieszkaliśmy razem na stancji z jego bratem, który pomagał w remoncie.Po 3 miesiącach mogliśmy się wprowadzić do swojego mieszkanka. Małe ,ciasne, ale własne, żyliśmy skromnie.Wreszcie tworzyliśmy prawdziwą rodzinę. Chciałam być idealną żoną i matką gotowałam ,prałam,sprzątałam robiłam wszystko ,żeby było idealnie. Nigdy niczego od T. nie wymagałam,nie czepiałam się, godziłam się na wszystko -dlatego wiecznie byłam sama. T. przychodził z pracy, jadł obiad i wybywał( nie zrezygnował z wcześniejszych pasji) w weekendy też nigdy go nie było- ewentualnie niedziela była dla nas, ale i tak byłam szczęśliwa -miałam rodzinę, w której nie ma alkoholu ,awantur, bijatyk.
Po 4 latach urodził się drugi syn wtedy T. stwierdził,że przyszedł czas ,żeby zalegalizować związek, ponieważ korzystniej będzie w rozliczeniach podatkowych. Nie było to dla mnie ważne jak on to sobie tłumaczy, ja się cieszyłam,że dojrzał do małżeństwa- no teraz to już w ogóle będzie super- tak to widziałam.Ślub był skromny i byle jaki- bez mojej rodziny- bo sobie nie życzył, ale za to z jego znajomymi.
Pewnego dnia mój ukochany pogruchotał sobie nogę na nartach, skończył się sport, nawet się cieszyłam bo wreszcie miałam go więcej w domu. Wtedy zaczął więcej pracować, rozwijał firmę, jeździł w delegacje,doszła jeszcze budowa domu i znowu go nie było. Po roku urodziła nam się jeszcze córeczka. Przeprowadziliśmy się do wymarzonego domu za miastem.Choć byłam odcięta od świata to i tak się cieszyłam. Miałam rodzinę ,wymarzony dom, trójkę zdrowych dzieci, jeździliśmy na wczasy do ciepłych krajów, udany sex, nigdy nie było awantur w zasadzie nigdy z mężem się nie kłóciliśmy tylko,że on znęcał się nade mną psychicznie,płakałam i siedziałam cicho.
Któregoś dnia przez przypadek odkryłam, że mój najukochańszy mąż ma kochankę. Świat mi się zawalił, nie mogłam zrozumieć jak to jest możliwe..? Przeprowadziłam z nim rozmowę, przyznał się do wszystkiego. Okazało się ,że to nie pierwszy raz-zdradzał mnie od samego początku, było wiele kobiet, opowiedział mi o wszystkim- nie mogłam w to uwierzyć!! Wpadłam w depresję, zaczęłam się leczyć. Nie odeszłam od niego bo dokąd miałabym pójść..?(dziś widzę to inaczej),- kochałam go nadal i nie wyobrażałam sobie życia bez niego.On przysięgał ,że już nigdy tego nie zrobi,że nie chce nas stracić,zaczął o mnie dbać, był innym człowiekiem. Poszliśmy na terapię małżeńską,po kilku spotkaniach zrezygnował, stwierdził,że psycholog nim manipuluje.Po pewnym czasie wszystko wróciło do stanu pierwotnego, zobaczył ,że nie odejdę więc przestał się starać.Nie poradziłam sobie z tym wszystkim sięgnęłam po tabletki, nie chciałam żyć, nie obchodziły mnie dzieci, nie obchodziło mnie co się z nimi stanie, liczył się mój ból,rozpacz...!!! Obudziłam się w szpitalu.
Mineły kolejne 2 lata, moja matka zachorowała na raka trzustki, zaopiekowałam się nią( choć nie utrzymywałam z nią wcześniej kontaktu), zamieszkała u nas,jeździłam z nią po lekarzach,nie było szans na operacje, lekarze dawali jej kilka tygodni życia. Mojemu mężowi nie podobało się,że mieszka z nami,że się nią opiekuje, nie rozumiał dlaczego zaangażowałam się w opiekę nad nią, ciągle gadał ,że to pasożyt i pijawka,że nie będzie jej utrzymywać,zaczął jeszcze bardziej się nade mną pastwić. Po 4 miesiącach kazał mi ją odprawić do domu, tak też zrobiłam, ale nadal ją wspierałam, pomagałam ,mogła liczyć tylko na mnie(robiłam to w ukryciu).Mimo ,że lekarze dawali jej kilka tygodni- to przeżyła 8 miesięcy. Po jej śmierci coś we mnie pękło,znowu wpadłam w depresję,ale zaczęłam inaczej spostrzegać mojego męża i moje życie, przejrzałam na oczy. Dziś wiem ,że mój mąż to tyran i despota,że mnie nie szanuje, a traktuje jak gosposie.
Zaczęłam terapię u psychologa, zaczęłam pracować nad sobą( i tak jak -chyba Żabka- nie wiem jaka jestem- nie potrafię siebie określić) ciągle skupiam się na mężu ,nie na sobie. Miałam dopiero 3 spotkania (próbowałam namówić go jeszcze na terapię, miałam nadzieję ,że coś dotrze do niego- nie zgodził się ,uważa że nie ma problemu,że wszystko jest w porządku).
Dzisiaj już wiem ,że odejdę od niego, nie mam jeszcze wszystkiego poukładane w głowie,ale jednego jestem pewna -NIE CHCĘ JUŻ ŻYĆ Z TYM CZŁOWIEKIEM.
A może któraś z Was ma książkę ,,Uzależnienie od partnera. Jak skutecznie się wyzwolić z sideł toksycznej miłości?
Autorzy: Howard M. Halpern, Ph.D.
14 361 2012-12-15 20:06:05
Witaj Skorpionica
Tak, jest/było nas dużo z problemami podobnymi do Twojego. Część z nas ucieka, część z nas zostaje (niestety) w toksycznym związku.
Dobrze, że trafiłas na to forum, że chodzisz do psychologa, czytasz (niestety nie mam książki, o którą pytasz).
Ostatnie Twoje zdanie wiele mówi: "Zaczęłam terapię u psychologa, zaczęłam pracować nad sobą( i tak jak -chyba Żabka- nie wiem jaka jestem- nie potrafię siebie określić) ciągle skupiam się na mężu ,nie na sobie. Miałam dopiero 3 spotkania (próbowałam namówić go jeszcze na terapię, miałam nadzieję ,że coś dotrze do niego- nie zgodził się ,uważa że nie ma problemu,że wszystko jest w porządku).
Dzisiaj już wiem ,że odejdę od niego, nie mam jeszcze wszystkiego poukładane w głowie,ale jednego jestem pewna -NIE CHCĘ JUŻ ŻYĆ Z TYM CZŁOWIEKIEM."
Nie skupiaj się na nim, to nic nie da. Czy masz możliwość wyprowadzić się? Pracujesz?
14 362 2012-12-15 20:28:15 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-15 20:30:00)
Witaj Skorpionica, ja tez skorpionica
.
Zostan z nami i czytaj jak mozesz od poczatku watek. Tej ksiazki tez nie mam ale inne mam. Napisz mi swoj email to Ci cos podesle.
Trzymaj sie! Nie jestes sama ![]()
I jak to pisze Maja na Blogu Moje dwie głowy
"Z toksycznego związku nie da się WYJŚĆ. Z toksycznego związku się UCIEKA. Cała filozofia polega na tym, żeby uciekać DO PRZODU."
14 363 2012-12-15 20:34:35
No właśnie nie mam dokąd pójść. Nie pracuję, jestem zwykłą kurą domową. Dopiero zaczęłam pracę nad sobą, jeszcze nie mam wszystkiego poukładanego w głowie. O tym,że odejdę od niego to świeża decyzja, jeszcze tego nawet do końca nie przetrawiłam.
Mam w głowie tysiąc pytań do siebie... Jak sobie sama poradzę z 3 dzieci?, gdzie znajdę pracę -bez kwalifikacji ? Jak on zareaguje na wiadomość o rozwodzie? Jak przebiegnie rozwód? jak to będzie z podziałem majątku?( on uważa ,że skoro on pracuje to wszystko jest jego-mój jest mop i gary) jak z alimentami? jak zareagują dzieci..? jak mieszkać i gdzie...?
wrrrr boję się tego, boję się nowego...
14 364 2012-12-15 20:41:52 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-15 20:43:05)
Poczytaj sobie te 2 blogi o ktorych juz dzisiaj pisalam. Tam kobiety pisza jak sobie w takich sytuacjach radzic. Duzo potrzebnych informacji znajdziesz ![]()
14 365 2012-12-15 20:53:32
Dzięki kobietki!
Będę tu częstym gościem! i będę czytać, czytać i czytać!
Macie rację trzeba uciekać i to szybko!