Istnieją konsultacje przez skype.
Płatne.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 217 218 219 220 221 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Istnieją konsultacje przez skype.
Płatne.
Podobne tematy
Anstawia napisał/a:Istnieją konsultacje przez skype.
Płatne.
Jak nie urok to sraczka ![]()
hm... napisał/a:Anstawia napisał/a:Istnieją konsultacje przez skype.
Płatne.
Jak nie urok to sraczka
Bardzo śmieszne.
Nie mam z kim zostawić dziecka. Nie mam. Nic nie poradzę.
magnolia73 napisał/a:hm... napisał/a:Płatne.
Jak nie urok to sraczka
Bardzo śmieszne.
Nie mam z kim zostawić dziecka. Nie mam. Nic nie poradzę.
Ciekawa jestem jak Ty sobie organizujesz pracę i odbiór dziecka ze szkoły, zawożenie go do szkoły?
hm... napisał/a:magnolia73 napisał/a:Jak nie urok to sraczka
Bardzo śmieszne.
Nie mam z kim zostawić dziecka. Nie mam. Nic nie poradzę.Ciekawa jestem jak Ty sobie organizujesz pracę i odbiór dziecka ze szkoły, zawożenie go do szkoły?
Wszystko robię sama. Co tu organizować.
magnolia73 napisał/a:hm... napisał/a:Płatne.
Jak nie urok to sraczka
Bardzo śmieszne.
Nie mam z kim zostawić dziecka. Nie mam. Nic nie poradzę.
Hm...to nie jest bardzo smieszne to juz zakrawa na komedie tragiczna
. Robisz sama juz z siebie posmiewisko
. Nam jest Ciebie zal( pozwalam sobie to napisac tez w imieniu innych) nawet bardziej niz Tobie Samej
.
hm... napisał/a:magnolia73 napisał/a:Jak nie urok to sraczka
Bardzo śmieszne.
Nie mam z kim zostawić dziecka. Nie mam. Nic nie poradzę.Hm...to nie jest bardzo smieszne to juz zakrawa na komedie tragiczna
. Robisz sama juz z siebie posmiewisko
![]()
![]()
. Nam jest Ciebie zal( pozwalam sobie to napisac tez w imieniu innych) nawet bardziej niz Tobie Samej
![]()
![]()
.
Jeśli nie jesteście w stanie zrozumieć że nie mam nikogo kto może pomóc to szkoda.
Nie ma o czym gadać.
magnolia73 napisał/a:hm... napisał/a:Bardzo śmieszne.
Nie mam z kim zostawić dziecka. Nie mam. Nic nie poradzę.Hm...to nie jest bardzo smieszne to juz zakrawa na komedie tragiczna
. Robisz sama juz z siebie posmiewisko
![]()
![]()
. Nam jest Ciebie zal( pozwalam sobie to napisac tez w imieniu innych) nawet bardziej niz Tobie Samej
![]()
![]()
.
Jeśli nie jesteście w stanie zrozumieć że nie mam nikogo kto może pomóc to szkoda.
Nie ma o czym gadać.
Racja. Nie ma o czym gadać.
magnolia73 napisał/a:hm... napisał/a:Bardzo śmieszne.
Nie mam z kim zostawić dziecka. Nie mam. Nic nie poradzę.Hm...to nie jest bardzo smieszne to juz zakrawa na komedie tragiczna
. Robisz sama juz z siebie posmiewisko
![]()
![]()
. Nam jest Ciebie zal( pozwalam sobie to napisac tez w imieniu innych) nawet bardziej niz Tobie Samej
![]()
![]()
.
Jeśli nie jesteście w stanie zrozumieć że nie mam nikogo kto może pomóc to szkoda.
Nie ma o czym gadać.
No wlasnie nie ma o czym gadac!!!!! Robic trzeba a nie gadac!!!!! Gadac to Ty potrafisz a z robota kiepsko!!!!
Wyzal sie na innych watkach, bo tu jest Grupa Wsparcia a nie Gorzkich Zali!!!
Juz dostalas tyle rad i zrozumienia tutaj a Ty ciagle swoje!!!!!!!!!!!!!!
Hm...obawiam sie, ze za rok dalej bedziesz jeszcze o tym samym biadolic
![]()
Prowokacja, jak zawsze.
Ja sobie moge wyobrazic, ze Hm...psychologa potrafila z rownowagi wyprowadzic. Moze lepiej, ze ona nie ma czasu aby pojsc do psychologa, bo szkoda by mi bylo tego psychologa
.
Ja sobie moge wyobrazic, ze Hm...psychologa potrafila z rownowagi wyprowadzic. Moze lepiej, ze ona nie ma czasu aby pojsc do psychologa, bo szkoda by mi bylo tego psychologa
.
Magnolio, wydaje mi sie, ze troche przesadzasz. Psycholog jest od tego jak d..a od srania
Taka jest jego praca, aby dotrzec do kazdego, choby nie wiem ile mialo to czasu zajac.
I tu Ktosik nie masz racji!!! Praca psychologa nie jest dotarcie "do kazdego" . Moze pomoc ale nie musi. To zalezy od "pacjenta". Dobry psycholog czy trapeuta nie bedzie nikogo na sile "uszczesliwial".
Nie kazda osoba "nadaje" sie na terapie
.
Uwazasz Ktosik, ze psycholog dotarlby do Ciebie?
A Ty Ktosik zrozumialas dlaczego ja tak napisalam? Znasz historie Hm...?
I tu Ktosik nie masz racji!!! Praca psychologa nie jest dotarcie "do kazdego" . Moze pomoc ale nie musi. To zalezy od "pacjenta". Dobry psycholog czy trapeuta nie bedzie nikogo na sile "uszczesliwial".
Nie kazda osoba "nadaje" sie na terapie.
Uwazasz Ktosik, ze psycholog dotarlby do Ciebie?
A Ty Ktosik zrozumialas dlaczego ja tak napisalam? Znasz historie Hm...?
Tak Magnolio z historia hm... zapoznalam sie rok temu. Moze i masz racje, ze nie mam racji. Moge miec o tej procesji bledne pojecie (i pewnie mam), gdyz nigdy nie bylam na tego typu terapii (z dzieckiem tak, ale to calkiem inna bajka). Mam swiadomosc, ze na tym polu na pewno masz duzo wieksze doswiadczenie. Nie wiem czy psycholog dotarlby do mnie. Na tyle na ile znam siebie, to wydaje mi sie, ze nie. Bardzo ciezko przemowic do mnie (na zasadzie zmienic moje zdanie), bo jestem z natury mocno nieulegla i raczej lubie robic na opak.
A tak wogole Magnolio, to co Ty tu robisz o tej porze??? ![]()
Pracuje ![]()
magnolia73 napisał/a:Ja sobie moge wyobrazic, ze Hm...psychologa potrafila z rownowagi wyprowadzic. Moze lepiej, ze ona nie ma czasu aby pojsc do psychologa, bo szkoda by mi bylo tego psychologa
.
Magnolio, wydaje mi sie, ze troche przesadzasz. Psycholog jest od tego jak d..a od srania
Taka jest jego praca, aby dotrzec do kazdego, choby nie wiem ile mialo to czasu zajac.
Jakże się cieszę ze słów, które padły. ![]()
Cieszę się, bo są one najlepszym dowodem na podejście wielu osób (nie tylko Ktosika2025) do problemu terapii. Wiele osób twierdzi, że łaskawie skieruje swe kroki do gabinetu psychologa, łaskawie zasiądzie w fotelu i czekać będzie, też łaskawie. Czekać będzie na to, aż psycholog dotrze do tejże osoby, aż napracuje się nad jej problemem, aż problem (w wyniku pracy psychologa) zniknie. Taki sposób pojmowania terapii jest prostym efektem udawania, że nie jest się odpowiedzialnym za swoje życie. Taka osoba siedzi i czeka. Siedzi, czeka i dziwi się, że nic w jej życiu nie zmienia się. A przecież to wszyscy dokoła niej powinni się starać, to wszyscy dokoła powinni pracować, to wszystkim innym powinno zależeć, by zmienić życie tej czekającej osoby.
Taka osoba (takie osoby) idzie do gabinetu psychologa i przeżywa zdziwienie, oburzenie, wściekłość, zarzuca psychologowi brak profesjonalizmu. Bo motywacja psychologa wcale nie jest wielka, bo nie prosi, bo nie zabiega, bo stawia warunki, bo określa zasady kontraktu.
Mała podpowiedź.
By terapia przyniosła efekt, to nam - klientom ma zależeć. Ma nam zależeć na nazwaniu problemu, dotarciu do jego przyczyn, pracy nad sobą. Motywacja psychologa do rozwiązania problemu nie może być większa od motywacji jego klienta. Psycholog ma inne zadanie, bardzo odpowiedzialne, ale inne. Psycholog (pomijam błędy w sztuce) nie będzie działał wbrew klientowi.
Proponuję, by każdy rozważający ewentualność swej terapii zaczął ją od wzięcia odpowiedzialności za własne życie. To pierwszy krok ku odzyskaniu rozumu i serca.
Ja się czułam nieswojo,gdy miałam iść na kolejne spotkanie z psychologiem, a u mnie nadal to samo... A jak na drugim spotkaniu terapeutka próbowała mnie zniechęcić do terapii, to już w ogóle złapała mnie na haczyk
Po każdym spotkaniu wychodziłam z głową pełną pytań, na które sama sobie odpowiadałam, następnie następowało działanie.
Do psychologa można iść tylko wtedy, gdy samemu chce się coś w swoim życiu zmienić, w przeciwnym razie to nie zadziała.
U mnie trochę to trwało ale wiedza, którą wyniosłam zostanie w mojej głowie do końca życia i korzystam z niej na każdym kroku.
Nie można nikogo zmusić do terapii, bo my tej drugiej osoby nie zmienimy nigdy. Trzeba samemu chcieć zmian, podjąć decyzję, wziąć za siebie i swoje życie odpowiedzialność.
Oczywiście, psycholog nie jest przymusem. Można samemu swoje życie zmienić, bez niczyjej pomocy.
Tylko po co mówić, że chce się iść do psychooga, skoro się nie chce?? Oszukiwanie siebie nie pomaga.
Jest tyle pomocnych książek, internet, są ludzie, którzy motywują do działania, choćby tutaj na forum! Tylko korzystać i działać!
Cześć Kobietki!
Uśmiecham się mocno ![]()
Mam czasem wrażenie, że powinnam iść jako support do psychologa przed pierwszą (w tym okresie) wizytą Hm ![]()
Jak już mnie ręce opadają i po prostu mam ochotę się okopać, to się okazuje, że Hm właśnie po 1000 pstryczkach od nas w końcu wzięła się do roboty i zrobiła coś dla siebie
I wtedy już mi się odechciewa okopywać i wlewa mi sie nadzieja, że Hm się uda wyjsć z tego dołowatego zakrętu życiowego
Hm
Magnolia ma wiele racji, ale ciężej Ci to znosić niż mnie, bo my dwie się znamy bezpośrednio. Tylko i wyłącznie dlatego się tak okopujesz przy Magnolii. A ona tylko szuka sposobu by do Ciebie dotrzeć w końcu
Ja też się jeszcze nie nauczyłam, co na Ciebie najlepiej działa
Pewnie wszystko, byle by z pewną dozą zaufania Twojego do kogoś.... Nie wiem - jesteś dość wybuchową mieszanką
Według mnie, na pierwszej wizycie ja bym wprost opowiedziała psychologowi od końca - jak Ty reagujesz na to, co Ci mówimy. O wątku, o tym jakie wsparcie tu dostajesz, jak Ty sie zachowujesz i reagujesz i do czego musi dojść zanim Ty rzeczywiście zaczynasz coś robić. Od tego chyba powinnaś zacząć a potem przelecieć całe życie, żeby psycholog wiedział, co jest problemem i co na to miało wpływ.
To skoro masz wolny weekend następny - to czy już się umówiłaś? Jak nie, to zamiast do nas pisać dziś lub jutro - umów się po prostu i wtedy nam napisz ![]()
Kobietki Wszystkie
Uuuuuuuuuh! Łatwo to z Niuńką nie będzie, jeśli chodzi o moją starszą córę..... W skrócie: nie ma marzeń; nic nie chce; nie potrafi wymienić nic co by chciała, jakby dostała 10.000 zł do wydania (poza pościelą z Kirsten Stewart z ostatniej części Zmierzchu, która w ogóle nie jest produkowana!!!!!); myślała, że razem ze zmianą mieszkania straci wszystko, co dotąd miała (meble, wyposażenie); jest nastawiona na sprawianie satysfakcji innym (terapeutce postanowiła po wyjściu na następne spotkanie przynieść w gwiazdkowym prezencie żelki, bo ta powiedziała, że bardzo lubi). Nie znosi i nie akceptuje bliźniaczek, bo kiedy zaszłam w ciążę, od tego momentu jej życie uległo diametralnej zmianie: zmiana szkoły, mieszkania, znajomych, brak samochodu a więc i naszych co dwutygodniowych wyjazdów i zwiedzania (uwielbiam i tak kiedyś zawsze było), ograniczenia finansowe, rezygnacja (jej - nie moja) z zajęć tanecznych, w zeszłym roku zmarła babcia, rodzina nas rzadko odwiedza (ja nie mam samochodu - im się nie bardzo chce chyba....), zdechły jej też jej koszatniczki. Teraz nasz rozwód, ja szukam mieszkania.
Chce (to ja wiem, ona nie mówi) dalej chodzić do ZHP (jest chwalona jako najzaradniejsza osoba w ogóle z wszystkich drużyn, pomijając że ona ma 12 lat, a tam jest 20 osób w wieku do 10 do 16 lat....); chce mieszkać blisko Oliwki - swojej o rok starszej przyjaciółki...
Na bank musi chodzić do tej samej szkoły i mieszkanie muszę mieć gdzieś tu blisko. Nic więcej to dziecko nie ma prawa stracić!
Po namyśle stwierdziła, ze chciałaby ze mną pojechać do Wrocławia. I na wakacje do Chorwacji. W domu dodała - tylko ze mną i nie samochodem tylko autokarem, żebyśmy mogły siedzieć i gadać...
Ale dobrze, że poszłyśmy teraz - jak to moje dziecię kochane życie by sobie układało w przyszłości, gdybyśmy nie próbowały tego poskładać? Wiem, ze od niej zależy co będzie, ale to rozsądna panna i mam nadzieję, że uda nam się przemyśleć to nasze życie ![]()
Ktosik2025 napisał/a:magnolia73 napisał/a:Ja sobie moge wyobrazic, ze Hm...psychologa potrafila z rownowagi wyprowadzic. Moze lepiej, ze ona nie ma czasu aby pojsc do psychologa, bo szkoda by mi bylo tego psychologa
.
Magnolio, wydaje mi sie, ze troche przesadzasz. Psycholog jest od tego jak d..a od srania
Taka jest jego praca, aby dotrzec do kazdego, choby nie wiem ile mialo to czasu zajac.
Jakże się cieszę ze słów, które padły.
Cieszę się, bo są one najlepszym dowodem na podejście wielu osób (nie tylko Ktosika2025) do problemu terapii. Wiele osób twierdzi, że łaskawie skieruje swe kroki do gabinetu psychologa, łaskawie zasiądzie w fotelu i czekać będzie, też łaskawie. Czekać będzie na to, aż psycholog dotrze do tejże osoby, aż napracuje się nad jej problemem, aż problem (w wyniku pracy psychologa) zniknie. Taki sposób pojmowania terapii jest prostym efektem udawania, że nie jest się odpowiedzialnym za swoje życie. Taka osoba siedzi i czeka. Siedzi, czeka i dziwi się, że nic w jej życiu nie zmienia się. A przecież to wszyscy dokoła niej powinni się starać, to wszyscy dokoła powinni pracować, to wszystkim innym powinno zależeć, by zmienić życie tej czekającej osoby.
Taka osoba (takie osoby) idzie do gabinetu psychologa i przeżywa zdziwienie, oburzenie, wściekłość, zarzuca psychologowi brak profesjonalizmu. Bo motywacja psychologa wcale nie jest wielka, bo nie prosi, bo nie zabiega, bo stawia warunki, bo określa zasady kontraktu.Mała podpowiedź.
By terapia przyniosła efekt, to nam - klientom ma zależeć. Ma nam zależeć na nazwaniu problemu, dotarciu do jego przyczyn, pracy nad sobą. Motywacja psychologa do rozwiązania problemu nie może być większa od motywacji jego klienta. Psycholog ma inne zadanie, bardzo odpowiedzialne, ale inne. Psycholog (pomijam błędy w sztuce) nie będzie działał wbrew klientowi.Proponuję, by każdy rozważający ewentualność swej terapii zaczął ją od wzięcia odpowiedzialności za własne życie. To pierwszy krok ku odzyskaniu rozumu i serca.
Wielokropku
Ewidentnie i zdecydowane TAK ![]()
Psycholog za nas życia własnego nie ułoży, kompletnie nic za nas nie zrobi!
A sami nie zrobimy nic, jeśli nie będziemy chcieć.
A sami nie będziemy chcieć, jeśli nie będzie nam zależeć.
A nam samym nie będzie zależeć, jeśli wiecznie udajemy, że nie dzieje nam się krzywda i jeśli wciskamy sobie, że nie zasługujemy na realizację naszych podstawowych, najważniejszych potrzeb. Kiedy udajemy albo mamy zbyt grubą skórę, by do nas dotarło, na co pozwalamy innym i sobie - wbrew sobie
A mi to się czasami wydaje, że hm... jest szczęśliwa. Ona nie chce terapii, bo jej jest dobrze tak jak jest. Nie chce zmian, bo jest o.k. Lubi narzekać, bo wtedy wszyscy piszemy do niej, radzimy jej, i Ona wtedy czuje się taka dowartościowana. To jest Jej świat, jest jej tam dobrze. Wybrała takie a nie inne życie, Jej życie jest inne niż nasze. Przypomina mi moje sprzed kilku lat (brrryyy...). Po co coś zmieniać, skoro jest dobrze?
A mi to się czasami wydaje, że hm... jest szczęśliwa. Ona nie chce terapii, bo jej jest dobrze tak jak jest. Nie chce zmian, bo jest o.k. Lubi narzekać, bo wtedy wszyscy piszemy do niej, radzimy jej, i Ona wtedy czuje się taka dowartościowana. To jest Jej świat, jest jej tam dobrze. Wybrała takie a nie inne życie, Jej życie jest inne niż nasze. Przypomina mi moje sprzed kilku lat (brrryyy...). Po co coś zmieniać, skoro jest dobrze?
Rzeknę tak - YHYYYYY ![]()
Ale jednocześnie gdzieś głęboko czuje jakieś zamieszanie, tylko nie wie czemu.
Dlatego jest tutaj i jeszcze w paru miejscach i szuka tego, czego nie rozumie i jeszcze ciężko jej zrozumieć.
Bo gdyby czuła się spełniona i szczęśliwa, to by jej tutaj nie było.
A że jeszcze nie chce sama sobie niektórych rzeczy uświadomić? Bo to jeszcze widocznie nie jest ten czas ![]()
I to nie piszę w złym tego słowa znaczeniu, wręcz odwrotnie.
Bo i do zmian trzeba dojrzeć, uświadomić sobie wszystko, by chcieć ![]()
I wtedy się uda
![]()
magnolia73 napisał/a:Ja sobie moge wyobrazic, ze Hm...psychologa potrafila z rownowagi wyprowadzic. Moze lepiej, ze ona nie ma czasu aby pojsc do psychologa, bo szkoda by mi bylo tego psychologa
.
Magnolio, wydaje mi sie, ze troche przesadzasz. Psycholog jest od tego jak d..a od srania
Taka jest jego praca, aby dotrzec do kazdego, choby nie wiem ile mialo to czasu zajac.
Nie do każdego można dotrzeć ![]()
Np. do psychopaty nie można dotrzeć. Są to ludzie "nieuleczalni", niereformowalni i żeby ten psycholog czy psychiatra z.....ł się i tak nie trafi do takiej jednostki. Zapewne są i inne osobowości, które zmienić się nie mogą, nie potrafią lub zwyczajnie nie chcą. Są ludzie, którzy dobrze czują się ze sobą, sobą zaburzonym ![]()
Żyłam z taką osobą.
On nigdy problemu nie widział w sobie.
Winni byli inni, nie on.
On czuł się dobrze ze sobą, nie widział potrzeby zmiany siebie.
Jego życie, działanie to destrukcja.
Budował/buduje żeby zniszczyć. Zniszczy i zauważa zniszczenie, ale obwinia innych....winny jest człowiek, przepis.
Obwinia, absolutnie nie widząc swojego udziału w JAWNEJ destrukcji.
W dodatku jego dar przekonywania zbiera żniwa. Wierzy się mu.
Wierzy i współczuje, wierzy i ufa ....powierzają mu pieniądze, swój los....
***********************************
Wczoraj widziałam sie z eksem. Płacił mi alimenty. Od dłuższego czasu widywaliśmy się na CPN-nie w połowie drogi.... wczoraj podjechał pod dom. Chciałam do niego wyjść. Nie zdążyłam, zadzwonił do furtki. Wszedł do jadalni. Nie zaproponowałam by usiadł. Przeliczyłam pieniądze, wręczyłam pokwitowanie. Nie wyszedł. Zapytał o zdrowie starszego syna. Zawołałam go (zwiał z parteru kiedy wiedział, że ojciec wejdzie do domu) i zamienili ze sobą kilka słów.
Zapytał o drugiego i stała się rzecz dziwna. Młodszy odmówił zejścia na dół.....w sumie nie dziwię się, że nie chce z ojcem rozmawiać.
Były małżonek zachowywał się ......nie umiem tego określić, ale wiedziałam, że nie chce wyjść. Nadal stał. Był spokojny, smutny. Zapytałam o firmę. Odpowiedział, że dobrze się ma i jedzie w delegację na drugi koniec Polski i na rano ma tam być i wyjeżdża za chwilę. Nie zaproponowałam kawy
.
Zastanawia mnie ta wizyta. Wiem, że nie kocha swoich dzieci ( nie potrafi kochać
), więc nie z tęsknoty za nimi przyszedł. Udawał tylko zainteresowanego ojca. Już wiem, że to gra. Tylko co ma na celu ta gra? Może drażni go taki stosunek do niego dzieci, może traci grunt pod nogami.....ale ........ po raz pierwszy syn odmówił mu spotkania; zapłacił mi całą kwotę (1/3 zasądzonej kwoty) ....a może źle dzieje się firmie a on tylko teatr urządza. Może chciał sprawdzić, czy ma szansę na powrót - nie, nie do mnie, do domu. Tak czy inaczej już wie, że jest personą non grata.
Dzieci nie chcą z nim rozmawiać - zapracował sobie na takie zachowanie chłopców. Takie zachowanie sam sprowokował. Zawiódł ich nie raz, nie raz okłamał. Oni wiedzą już, że żadne jego słowo nie jest warte wiary. Nie ufają mu i czują się niekochani przez niego.
Mimo wszystko przykro mi. Oczywiście chciałabym aby synowie mieli ojca, ojca w sensie "normalnego ojca", na którego mogą liczyć, którego mogą szanować, któremu na nich zależy. Widzę jak starszy syn "lgnie" do mojego przyjaciela. Chętnie z nim rozmawia, angażuje się w rozmowę. Odbieram to jakby szukał w nim aprobaty, zainteresowania. Odbieram to jakby chciał mieć poczucie, że jest dostrzegany. I jest dostrzegany. Ten obcy człowiek więcej okazuje mu zainteresowania jak własny ojciec....może nie zainteresowania, ale akceptacji.
K**** mać ! Zła jestem na to wszystko. Poradziłam już sobie z uczuciami jako kobiety ale jeszcze nie jako matki. Boli mnie, że dzieciaki mają takiego ojca i taki do niego stosunek. Rozumiem sytuację a mimo wszystko to boli.....
Nie, nie mam doła, chociaż popłynęły mi łezki....i wiem, zdaję sobie sprawę, że chcę niemożliwego.....
Zofio, uwaga, może to być manipulacja, gra Twoimi uczuciami. Zofio, nie daj się.
Zofio, uwaga, może to być manipulacja, gra Twoimi uczuciami. Zofio, nie daj się.
Jest to manipulacja !
Tylko o co mu chodzi ..... nie boję się go, już nie.
Boję się konsekwencji jego działań!
Jako była żona już nie odpowiadam za jego poczynania. Synowie tak.
Oni za wszystko płacić będą dosłownie i w przenośni.
Mnie już nie łatwo zmanipulować (mam taką nadzieję
)
Już wiem, że biednym misiem nie jest.
Już wiem, że wszystko ma na własne życzenie.
Dzieciaki też doszły do tych wniosków.
Ktosik2025 napisał/a:magnolia73 napisał/a:Ja sobie moge wyobrazic, ze Hm...psychologa potrafila z rownowagi wyprowadzic. Moze lepiej, ze ona nie ma czasu aby pojsc do psychologa, bo szkoda by mi bylo tego psychologa
.
Magnolio, wydaje mi sie, ze troche przesadzasz. Psycholog jest od tego jak d..a od srania
Taka jest jego praca, aby dotrzec do kazdego, choby nie wiem ile mialo to czasu zajac.
Nie do każdego można dotrzeć
Np. do psychopaty nie można dotrzeć. Są to ludzie "nieuleczalni", niereformowalni i żeby ten psycholog czy psychiatra z.....ł się i tak nie trafi do takiej jednostki. Zapewne są i inne osobowości, które zmienić się nie mogą, nie potrafią lub zwyczajnie nie chcą. Są ludzie, którzy dobrze czują się ze sobą, sobą zaburzonymŻyłam z taką osobą.
On nigdy problemu nie widział w sobie.
Winni byli inni, nie on.
On czuł się dobrze ze sobą, nie widział potrzeby zmiany siebie.
Jego życie, działanie to destrukcja.
Budował/buduje żeby zniszczyć. Zniszczy i zauważa zniszczenie, ale obwinia innych....winny jest człowiek, przepis.
Obwinia, absolutnie nie widząc swojego udziału w JAWNEJ destrukcji.
W dodatku jego dar przekonywania zbiera żniwa. Wierzy się mu.
Wierzy i współczuje, wierzy i ufa ....powierzają mu pieniądze, swój los....***********************************
Wczoraj widziałam sie z eksem. Płacił mi alimenty. Od dłuższego czasu widywaliśmy się na CPN-nie w połowie drogi.... wczoraj podjechał pod dom. Chciałam do niego wyjść. Nie zdążyłam, zadzwonił do furtki. Wszedł do jadalni. Nie zaproponowałam by usiadł. Przeliczyłam pieniądze, wręczyłam pokwitowanie. Nie wyszedł. Zapytał o zdrowie starszego syna. Zawołałam go (zwiał z parteru kiedy wiedział, że ojciec wejdzie do domu) i zamienili ze sobą kilka słów.
Zapytał o drugiego i stała się rzecz dziwna. Młodszy odmówił zejścia na dół.....w sumie nie dziwię się, że nie chce z ojcem rozmawiać.
Były małżonek zachowywał się ......nie umiem tego określić, ale wiedziałam, że nie chce wyjść. Nadal stał. Był spokojny, smutny. Zapytałam o firmę. Odpowiedział, że dobrze się ma i jedzie w delegację na drugi koniec Polski i na rano ma tam być i wyjeżdża za chwilę. Nie zaproponowałam kawy.
Zastanawia mnie ta wizyta. Wiem, że nie kocha swoich dzieci ( nie potrafi kochać), więc nie z tęsknoty za nimi przyszedł. Udawał tylko zainteresowanego ojca. Już wiem, że to gra. Tylko co ma na celu ta gra? Może drażni go taki stosunek do niego dzieci, może traci grunt pod nogami.....ale ........ po raz pierwszy syn odmówił mu spotkania; zapłacił mi całą kwotę (1/3 zasądzonej kwoty) ....a może źle dzieje się firmie a on tylko teatr urządza. Może chciał sprawdzić, czy ma szansę na powrót - nie, nie do mnie, do domu. Tak czy inaczej już wie, że jest personą non grata.
Dzieci nie chcą z nim rozmawiać - zapracował sobie na takie zachowanie chłopców. Takie zachowanie sam sprowokował. Zawiódł ich nie raz, nie raz okłamał. Oni wiedzą już, że żadne jego słowo nie jest warte wiary. Nie ufają mu i czują się niekochani przez niego.
Mimo wszystko przykro mi. Oczywiście chciałabym aby synowie mieli ojca, ojca w sensie "normalnego ojca", na którego mogą liczyć, którego mogą szanować, któremu na nich zależy. Widzę jak starszy syn "lgnie" do mojego przyjaciela. Chętnie z nim rozmawia, angażuje się w rozmowę. Odbieram to jakby szukał w nim aprobaty, zainteresowania. Odbieram to jakby chciał mieć poczucie, że jest dostrzegany. I jest dostrzegany. Ten obcy człowiek więcej okazuje mu zainteresowania jak własny ojciec....może nie zainteresowania, ale akceptacji.
K**** mać ! Zła jestem na to wszystko. Poradziłam już sobie z uczuciami jako kobiety ale jeszcze nie jako matki. Boli mnie, że dzieciaki mają takiego ojca i taki do niego stosunek. Rozumiem sytuację a mimo wszystko to boli.....![]()
![]()
![]()
Nie, nie mam doła, chociaż popłynęły mi łezki....i wiem, zdaję sobie sprawę, że chcę niemożliwego.....
Zofia
Sama wiesz, że zachowanie "ich" nie wynika zbyt często z jakichkolwiek uczuć. Robią coś, bo akurat tak im się wydaje. Akurat jechał, był w drodze i dlatego nie spotkaliście się w połowie drogi. W tym nie było nic z przemyśleń jakichkolwiek. Było mu smutno, bo głupio, że dzwoni a nie wchodzi. Bo to jakieś dziwne uczucie... Nie chciał sprawdzać, chciał tylko szybko i po drodze podrzucić pieniądze. Nie doszukuj się. Bo Ciebie to skrzywdzi. Bo realia nie będą takie, jak myśli, które gdzieś się błąkają.
Ja się właśnie takich sytuacji w przyszłości obawiam. Odczuć matki widzącej co dzieje się z dziećmi. Wszelkich moich odczuć.
Nie jedna, nie dwie łzy przede mną, uświadomiłyście to mi i Wy i uwiadomiono na innych wątkach. Nawet jeszcze się nie domyślam ćwierci tego, co w tym aspekcie przede mną.
Nie wiem, czy się domyślam, żco oznacza "niemożliwe", ale pamiętaj - Twoje dzieci powinny mieć kontakt i lgnąć do ludzi którzy czują emocje, chcą je czuć i umieją je okazywać
Będą szczęśliwe ![]()
Zofio, o co mu chodzi?? O to, o co chodzi każdemu szantażyście emocjonalnemu. O to, by wzbudzić w Was poczucie winy, byście "podali mu się na tacy".
Wydaje mi się,że syn, który nie wyszedł do ojca, postąpił rewelacyjnie. Z takimi ludźmi trzeba krótko. Byle tylko syn nie miał z tego powodu poczucia winy.
Czy były mąż nie mógłby przelewać Ci kasę na konto?
Zofio, o co mu chodzi?? O to, o co chodzi każdemu szantażyście emocjonalnemu. O to, by wzbudzić w Was poczucie winy, byście "podali mu się na tacy".
Wydaje mi się,że syn, który nie wyszedł do ojca, postąpił rewelacyjnie. Z takimi ludźmi trzeba krótko. Byle tylko syn nie miał z tego powodu poczucia winy.
Czy były mąż nie mógłby przelewać Ci kasę na konto?
Syn jest bardzo dojrzałym młodym człowiekiem (18 l.). Dużo przeszedł.
Z ojcem w rozmowach jest stanowczy, konkretny, szczery.
On potrafi mnie upominać i mówić mi, mamo on tobą manipuluje, nie pozwól mu przerywać sobie myśli, bo potem już nie wracasz do tej myśli.
Potrafi ojcu powiedzieć, ojciec kłamiesz, ojciec mówiłeś inaczej. Od jakiegoś czasu syn nie mówi do niego tato tylko ojciec. Myślę, że to wynika z braku szacunku do niego. To taki jawny sprzeciw i jawne lekceważenie.
Starszy syn zachowuje się w stosunku do ojca zupełnie inaczej. Podlizuje się, mówi jaki jesteś wspaniały, ale myśli swoje. On mówi mi, mamo nie ma sensu nic mu mówić, bo to jak grochem o ścianę.
Gdybym mężowi podała konto, to nie wpłacałby na nie sumiennie kasy. Okłamywałby, że wysłał, że może pomylił numer, że może jutro wejdą, że jednak odesłali mu(bo wpisał zły nr. konta) i zaraz, już zaraz pieniądze prześle. Nie wierzę w jego dobre intencje
. On nie przejmuje się dziećmi i nie interesuje go, czy jego dzieci głodne nie są.
Mówiąc krótko czekanie na wpływ pieniędzy na konto kosztowałoby mnie mnóstwo nerwów.
To byłaby jego zabawa w kotka i myszkę
a zaległości piętrzyłyby się
.
W poczucie winy nie jest w stanie nas wpędzić. Zbyt świadomi jesteśmy. Owszem kiedyś byłam wrażliwa i podatna na jego manipulację, ale nie dzisiaj. Dzisiaj nie podałabym mu w żadnej sytuacji ręki, w żadnej !
A więc świetnie dajecie sobie radę!! Masz mądrych synów. Możesz sobie pięć razy dziennie mówić, że jesteś wystarczająco dobrą mamą ![]()
Nie bój się przyszłości, nie bój się, że Twój były wykorzyta Twoje dzieci. Twoi synowie sobie na to nie pozwolą!
Ciesz się, że dał Ci kasę i żyj!!
Buziaki
A więc świetnie dajecie sobie radę!! Masz mądrych synów. Możesz sobie pięć razy dziennie mówić, że jesteś wystarczająco dobrą mamą
Nie bój się przyszłości, nie bój się, że Twój były wykorzyta Twoje dzieci. Twoi synowie sobie na to nie pozwolą!
Ciesz się, że dał Ci kasę i żyj!!
Buziaki
Wiesz Anstawio nie miałam jeszcze niedawno pojęcia, że taki duży wpływ na ludzi ma ich dzieciństwo.
Jeszcze niedawno pisałam, że źle, iż mąż (były
) nie interesuje się dziećmi. Myślałam, ze chłopcy mogą przeżywać porzucenie i będą mieli przykład, zły przykład na postępowanie z dziećmi po rozwodzie. Myliłam się. On bardziej ich kaleczy kontaktując się z nimi jak brakiem zainteresowania.
Dajemy sobie radę. Ta cała sytuacja zbliżyła nas. Stanowimy jedną drużynę ![]()
O wykorzystaniu dzieci mowy być nie może. Jestem matką i będę walczyła o dzieciaki jak samica o swe potomstwo
Baaardzo cieszę się, że dał mi kasę. Jest to 30 dni spokoju
.
Jest to też świadomość pełnych brzuszków i opłacenia rachunków ![]()
Korzystam z życia - jest piękne ![]()
Anstawia napisał/a:A więc świetnie dajecie sobie radę!! Masz mądrych synów. Możesz sobie pięć razy dziennie mówić, że jesteś wystarczająco dobrą mamą
Nie bój się przyszłości, nie bój się, że Twój były wykorzyta Twoje dzieci. Twoi synowie sobie na to nie pozwolą!
Ciesz się, że dał Ci kasę i żyj!!
BuziakiWiesz Anstawio nie miałam jeszcze niedawno pojęcia, że taki duży wpływ na ludzi ma ich dzieciństwo.
Jeszcze niedawno pisałam, że źle, iż mąż (były) nie interesuje się dziećmi. Myślałam, ze chłopcy mogą przeżywać porzucenie i będą mieli przykład, zły przykład na postępowanie z dziećmi po rozwodzie. Myliłam się. On bardziej ich kaleczy kontaktując się z nimi jak brakiem zainteresowania.
Dajemy sobie radę. Ta cała sytuacja zbliżyła nas. Stanowimy jedną drużynę
O wykorzystaniu dzieci mowy być nie może. Jestem matką i będę walczyła o dzieciaki jak samica o swe potomstwo![]()
Baaardzo cieszę się, że dał mi kasę. Jest to 30 dni spokoju
.
Jest to też świadomość pełnych brzuszków i opłacenia rachunkówKorzystam z życia - jest piękne
Oj Zofiu, Zofiu po co Ty grasz z nim w jego gierki?
Zaraz zaprotestujesz ![]()
Tak kochana grasz z nim w jego gre. Ma Cie w reku
.
Powiedz mi jakim sposobem twoj byly wszedl do domu? Ma jeszcze klucze czy otworzylas mu i zaprosilas do srodka? Jezeli ma klucze to ma Cie w reku i zawsze moze do Was przyjsc 1:0 dla karalucha.
Jezeli zaprosilas go do domu to widzi, ze nie jestes konsekwentna 1:0 dla karalucha.
Pytalas sie o firme, czyli okazalas zainteresownie nim 1:0 dla karalucha.
Byl smutny i nie chcial wyjsc, czyli juz wzbudzil twoja uwage lub litosc. Moze pomyslalas, ze on taki biedny? To znowu 1:0 dla karalucha.
Dal Ci pieniadze, ktore Ci sie naleza a Ty potraktowals to jako "wielki gest", no bo moglby nie dac
, czyli znowu 1:0 dla karalucha
Moze by sie jeszcze wiecej puntow dla karalucha nazbieralo ale to nie wazne. Wazne jest abys przestala grac w jego gre!!!!!
Zofiu on wygra zawsze!!!! Tak wygra!!!! Ale juz tak to jest
. Nie mamy szans na wygrana z karaluchem!!!!!
Dlatego w kazdej ksiazce o karaluchach jest napisane: Zerwij kontakt, wyrzuc go ze swojego zycia!!!!!
W KAZDEJ KSIAZCE ZOFIU !!!!!!
Juz widze Twoj protest
. Ale ja musze, bo dzieci, bo pieniadze, bo....
Anstawia pisala aby przelewal Ci pieniadze na konto a Ty, ze zapomi, ze cos tam....
A jak go spotkasz osobiscie to da Ci te pieniadze? Czasami da czasami nie
. Nie masz tez na to wplywu. Tak samo bedziesz sie martwila czy da lub nie da pieniedzy do reki
. No i mamy teraz odpowiedz dlaczego spac nie mozesz? Martwisz sie za kazdym razem jak masz sie z karaluchem spotkac
. Moze nie zdajesz sobie z Tego sprawy ale Twoje cialo jest bardzo madre
.
Piszesz tez o Twoich synach, ze sa madrzy. Sa Zofiu i to bardzo
. Moze wez przyklad z nich
. Oni juz nie sa dziecmi oni juz sa mezczyznami
. Wiem, ze moze jest trudno uczyc sie od mlodszych ale konsekwencji w dzialaniu to mozesz z powodzeniem sie uczyc od nich. Tak na marginesie: Dobrze czasami pogadac o problemach z mezczyznami, bo oni Ci powiedza bez owijania w bawelne, gdzie jest problem
Baby to analizuja i analizuja a faceci nie analizuja tylko robia ![]()
Zofiu kochana sciskam mocno ![]()
?Jeśli ktoś był już kiedyś przedmiotem ataków osobnika perwersyjnego, rozpoznaje od razu ów zimny ton, który wprawia w stan napięcia i wywołuje lęk. Słowa się tutaj nie liczą, ważna jest zawarta w nich groźba. Dzieci ? ofiary rodziców moralnie perwersyjnych ? bardzo trafnie opisują zmianę tonu, która poprzedza agrasję: ?Czasami przy kolacji, gdy zwracał się do moich sióstr, głos jego stawał się bezbarwny i suchy. Wiedziałem od razu, że usłyszę jakieś raniące słowo??.
Autorka jest psychiatrą, psychoanalitykiem, terapeutą oraz specjalistą w dziedzinie wiktymologii. Aktywnie angażuje się w walkę o poszanowanie praw jednostki. Jej książka, nagłośniona przez media i wydana w ponad dwudziestu krajach, wywołała szeroką debatę społeczną. Marie-France Hirigoyen charakteryzuje najczęściej spotykane formy agresji w związku małżeńskim, rodzinie oraz miejscu pracy. Analizuje specyficzny charakter i kolejne fazy relacji perwersyjnej oraz osobowość prześladowcy i ofiary. Refleksja na temat konsekwencji molestowania moralnego kończy się praktycznymi wskazówkami, pozwalającymi ofiarom dostrzegać, analizować i przeciwstawiać się różnym formom przemocy. Książka jest jednocześnie oskarżeniem współczesnego społeczeństwa o tolerancję czy wręcz obojętność wobec tego destruktywnego zjawiska. Ostrzega przed banalizacją tej formy agresji, wymierzonej w godność oraz integralność psychiczną jednostki.
Marie-France Hirigoyen
"Molestowanie moralne"
A mi to się czasami wydaje, że hm... jest szczęśliwa. Ona nie chce terapii, bo jej jest dobrze tak jak jest. Nie chce zmian, bo jest o.k. Lubi narzekać, bo wtedy wszyscy piszemy do niej, radzimy jej, i Ona wtedy czuje się taka dowartościowana. To jest Jej świat, jest jej tam dobrze. Wybrała takie a nie inne życie, Jej życie jest inne niż nasze. Przypomina mi moje sprzed kilku lat (brrryyy...). Po co coś zmieniać, skoro jest dobrze?
Anstawio ja to jak zawsze praktykuje lopatologie
I powiem tak:
JAK SIE NIE MA CO SIE LUBI TO SIE LUBI CO SIE MA.
Mi sie kilka lat temu tez wydawalo, ze moje zycie jest calkiem ok
. Mialam tak wyprany mozg, ze czarne bylo zielone w rozowe kwadratowe kropki ![]()
Mój ojciec zawsze tak mówi: "Nikt mi nie pomaga, wszystko muszę sam robić!" Z pretensjami i wyrzutem w głosie.
Nie widziałam jeszcze nikogo, komu by coś z nieba spadło. Owszem, zdarza się, ludzie wygrywają w totka, dziedziczą majątki itp. Ale większość sukcesów bierze się z ciężkiej harówy.
Ja teraz czytam biografie ludzi bogatych. Jeszcze nie natknęłam się na osobę, która by miała jakąś wymówkę, żeby czegoś nie zrobić.
Nawet Cesar Millan, Zaklinacz Psów, nie umiał mówić po angielsku, uciekł z Meksyku i robi to co kocha, zarabia kasę na tym kasę
na szkoleniu psów!
Nie mówiąc o Donaldzie Trump. Stracił swój milionowy majątek, w ciągu kilku lat go odrobiłi podwoił. Czy narzekał? Nigdy!
Moi rodzice wybudowali dom i marzą,że ja im go wykończę. I tak czekają, czekają, czekają. Ile nerwów stracili przez to, że ja im tego domu nie wykańczam. Mają po 60 lat a nigdy nie byli na wakacjach, nic nie widzieli, nie mają znajomych. Siedzą przed telewizorem i czekają, aż ktoś (dzieci) im pomogą... Oczekują, czekają... I mówią, że bozia im to wszystko wynagrodzi.
Aaaaaa... Masakra!!
Gorączka przedświąteczna u mnie się zaczyna. Koniec myślenia o tym! Ba!
A ja marze o swietach i sylwestrze w Australi
A najbardzej to bym chciala poleciec na Samoa
. I marze o wlasnym B&B w Toskanie ![]()
Tak sobie marze
Moja ex przyjaciolka od przedszkola powiedziala mi latem tamtego roku, ze ona marzy o tym aby zamieszkac w P&C (duzy drogi sklep z markowymi ciuchami) i ubierac kazdego dnia nowe ciuchy. Tak sobie o marzeniach rozmawialysmy. Ja mowilam z wypiekami na twarzy o "moim" B&B a ona o ciuchach. I wiecie co nie wiedzialam co o niej myslec? Dopiero jak przyszlam do domu to w spokoju do mnie dotarlo.
Chodzilysmy razem do przedszkola, podstawowki, ogolniaka, szkoly hotelarskiej a potem wyjechalysmy do Niemiec. Do niedawna mieszkalysmy nawet w tym samym domu, na tym samym pietrze. Przypomiala mi sie ona jeszcze w Polsce - niezalezna, sama chodzila do kina, chciala studiowac psychologie, chodzila na koncerty. Po przyjezdzie do Niemiec stwierdzila, ze ona nigdy nie wroci do Polski i wyjdzie za maz dla papierow. Mi szczeka opadla
Znalazla sobie 4 lata mlodszego chlopaczka z Tajlandi z niemieckim paszportem. Po 4 miesiacach chlopak ja zaczal zdradzac, bic i straszyc, ze sie rozwiedzie. Przezyla z nim kilka lat aby otrzymac pozwolenie na pobyt (wtedy jeszcze Polska nie byla w EU). To co przeszla to jej.
Potem miala afery z zonatymi facetami aby sie dowartosciowac. Na urlopie poznala swojego obecnego meza Niemca. Jak wyglada ich malzenstwo? On manipuluje, ona manipuluje, wyzywanie, godzenie itd. Na moja wiedze to ten facet to tez karaluch
.
Ona uwaza, ze jest wszystko ok. Nie potrafie i nie chce sie z nia spotykac. Ona ze mna tez nie. I troche mi smutno ale tylko troche. Ja nie chce sie przyjaznic z kims, kto marzy o zamieszkaniu w domu z ciuchami ![]()
I tak mi sie jeszcze przypomnialo, ze karaluchy na pytanie: Co jest Twoim marzeniem nie potrafaia udzielic odpowiedzi. Jezeli cos tam powiezdza to dopiero po dlugim zatanowieniu sie.
A co mowia: Byc szczesliwym.
To moj taki maly test na karaluchy. Tylko moj
.
Ktosik2025 napisał/a:magnolia73 napisał/a:Ja sobie moge wyobrazic, ze Hm...psychologa potrafila z rownowagi wyprowadzic. Moze lepiej, ze ona nie ma czasu aby pojsc do psychologa, bo szkoda by mi bylo tego psychologa
.
Magnolio, wydaje mi sie, ze troche przesadzasz. Psycholog jest od tego jak d..a od srania
Taka jest jego praca, aby dotrzec do kazdego, choby nie wiem ile mialo to czasu zajac.
Jakże się cieszę ze słów, które padły.
Cieszę się, bo są one najlepszym dowodem na podejście wielu osób (nie tylko Ktosika2025) do problemu terapii. Wiele osób twierdzi, że łaskawie skieruje swe kroki do gabinetu psychologa, łaskawie zasiądzie w fotelu i czekać będzie, też łaskawie. Czekać będzie na to, aż psycholog dotrze do tejże osoby, aż napracuje się nad jej problemem, aż problem (w wyniku pracy psychologa) zniknie. Taki sposób pojmowania terapii jest prostym efektem udawania, że nie jest się odpowiedzialnym za swoje życie. Taka osoba siedzi i czeka. Siedzi, czeka i dziwi się, że nic w jej życiu nie zmienia się. A przecież to wszyscy dokoła niej powinni się starać, to wszyscy dokoła powinni pracować, to wszystkim innym powinno zależeć, by zmienić życie tej czekającej osoby.
Taka osoba (takie osoby) idzie do gabinetu psychologa i przeżywa zdziwienie, oburzenie, wściekłość, zarzuca psychologowi brak profesjonalizmu. Bo motywacja psychologa wcale nie jest wielka, bo nie prosi, bo nie zabiega, bo stawia warunki, bo określa zasady kontraktu.Mała podpowiedź.
By terapia przyniosła efekt, to nam - klientom ma zależeć. Ma nam zależeć na nazwaniu problemu, dotarciu do jego przyczyn, pracy nad sobą. Motywacja psychologa do rozwiązania problemu nie może być większa od motywacji jego klienta. Psycholog ma inne zadanie, bardzo odpowiedzialne, ale inne. Psycholog (pomijam błędy w sztuce) nie będzie działał wbrew klientowi.Proponuję, by każdy rozważający ewentualność swej terapii zaczął ją od wzięcia odpowiedzialności za własne życie. To pierwszy krok ku odzyskaniu rozumu i serca.
Alez Wielokropku, jak najbardziej zle mnie zrozumialas. Jezeli my nie bedziemy chcieli aby nam pomoc, to nikt nam nie pomoze i to jest oczywiste dla mnie. Chcialam tylko powiedziec, ze nie wszyscy sa latwi i przystepni dla psychologa i ze nie ze wszystkimi praca (mimo checi pacjenta) nasd soba jest latwa.
Ktosiku2025,
dzięki za wyjaśnienia. Pozostanę jednak przy swoim zdaniu.
Alez prosze bardzo Wielokropku ![]()
Chcialam tylko powiedziec, ze nie wszyscy sa latwi i przystepni dla psychologa i ze nie ze wszystkimi praca (mimo checi pacjenta) nasd soba jest latwa.
Dlatego właśnie, idąc do psychologa, chcesz się zmienić i być inna niż dotychczas, czyli na przykład łatwa i przystępna. Poza tym, praca nad sobą, jest cholernie ciężką praca, zawsze.
Alez prosze bardzo Wielokropku
A że się wtrące Ktosiu, to racja po stronie Wielokropka. Psychologii nie studiowałam, jedynie liznęłam. Nie pamiętam, jak się formalnie ten mechanizm zwie, ale po ludzku, to się mówi, że to jest udawanie. Ma się na końcie standardowych kilka wizyt i można się tym afiszować. "Ino co z tego" tak naprawdę?
Ano WIELKIE NIC.
Bo się nie chciało.
Bo się nie rozumiało.
Bo nie zależało.
Czasem terapia nie polega na głaskaniu po głowie, są ludzie, których trzeba totalnie wyprowadzić z równowagi, żeby coś "drgnęło"....
Czasem terapia nie polega na głaskaniu po głowie, są ludzie, których trzeba totalnie wyprowadzić z równowagi, żeby coś "drgnęło"....
I czasami trwa lata...
I czasami uczęszczjąc przez dłuższy czas, masz wrażenie jakbyś płynął przez zamglone jezioro
I czasami stajesz w takim punkcie, gdy nie widzisz już brzegu z którego ruszałaś/łeś, a nadal nie widzisz tego do którego zmierzasz.
I czasami trzeba zdrowego "łupnięcia" by coś poszło do przodu.
Ale za każdy razem warto, bo wreszcie odnajdujesz siebie...
zabka-k napisał/a:Czasem terapia nie polega na głaskaniu po głowie, są ludzie, których trzeba totalnie wyprowadzić z równowagi, żeby coś "drgnęło"....
I czasami trwa lata...
I czasami uczęszczjąc przez dłuższy czas, masz wrażenie jakbyś płynął przez zamglone jezioro
I czasami stajesz w takim punkcie, gdy nie widzisz już brzegu z którego ruszałaś/łeś, a nadal nie widzisz tego do którego zmierzasz.
I czasami trzeba zdrowego "łupnięcia" by coś poszło do przodu.
Ale za każdy razem warto, bo wreszcie odnajdujesz siebie...
![]()
Zastaniawiam się tylko, czy ja nie za bardzo jestem zwolennikiem owego łupnięcia za cenę wszelaką
Ale to sobie w przyszłym tygodniu wyjaśnię, mam nadzieję ![]()
Cash napisał/a:zabka-k napisał/a:Czasem terapia nie polega na głaskaniu po głowie, są ludzie, których trzeba totalnie wyprowadzić z równowagi, żeby coś "drgnęło"....
I czasami trwa lata...
I czasami uczęszczjąc przez dłuższy czas, masz wrażenie jakbyś płynął przez zamglone jezioro
I czasami stajesz w takim punkcie, gdy nie widzisz już brzegu z którego ruszałaś/łeś, a nadal nie widzisz tego do którego zmierzasz.
I czasami trzeba zdrowego "łupnięcia" by coś poszło do przodu.
Ale za każdy razem warto, bo wreszcie odnajdujesz siebie...
Zastaniawiam się tylko, czy ja nie za bardzo jestem zwolennikiem owego łupnięcia za cenę wszelakąAle to sobie w przyszłym tygodniu wyjaśnię, mam nadzieję
JA zdecydowanie musiałam obuchem w łeb dostać, by w ogóle zauważyć, że z moim życiem jest coś nie tak.
To moje życie to ja i małżonek. Prawda powaliła mnie.
Podnoszę się.
Z miesiąca na miesiąc jest lepiej. Długo to trwa, ale widzę efekty
Kiedy oglądam się za siebie ...masakra.....jak mogłam tego wszystkiego nie widzieć. Wybaczyłam sobie a mimo wszystko jeszcze potrafię zadawać to pytanie.....niewiarygodne.....
Mi sie kilka lat temu tez wydawalo, ze moje zycie jest calkiem ok
. Mialam tak wyprany mozg, ze czarne bylo zielone w rozowe kwadratowe kropki
Tak właśnie, dokładnie tak było ze mną.
... A psycholog to też człowiek i zawód jak każdy inny.
Ludzie boją się terapii, boją się pokonać własne lęki, demony...
zabka-k napisał/a:Cash napisał/a:I czasami trwa lata...
I czasami uczęszczjąc przez dłuższy czas, masz wrażenie jakbyś płynął przez zamglone jezioro
I czasami stajesz w takim punkcie, gdy nie widzisz już brzegu z którego ruszałaś/łeś, a nadal nie widzisz tego do którego zmierzasz.
I czasami trzeba zdrowego "łupnięcia" by coś poszło do przodu.
Ale za każdy razem warto, bo wreszcie odnajdujesz siebie...
Zastaniawiam się tylko, czy ja nie za bardzo jestem zwolennikiem owego łupnięcia za cenę wszelakąAle to sobie w przyszłym tygodniu wyjaśnię, mam nadzieję
JA zdecydowanie musiałam obuchem w łeb dostać, by w ogóle zauważyć, że z moim życiem jest coś nie tak.
To moje życie to ja i małżonek. Prawda powaliła mnie.
Podnoszę się.
Z miesiąca na miesiąc jest lepiej. Długo to trwa, ale widzę efekty![]()
Kiedy oglądam się za siebie ...masakra.....jak mogłam tego wszystkiego nie widzieć. Wybaczyłam sobie a mimo wszystko jeszcze potrafię zadawać to pytanie.....niewiarygodne.....
Wiesz Zofia, ja wiem, dlaczego tego nie widziałam
Nie chciałam widzieć. Ja muszę pracować, żeby już więcej nie oślepnąć, bo powtarzam swoje błędy, niestety
Dla "na siłę" stworzonego poczucia bezpieczeństwa, przynależności jestem w stanie zapomnieć kompletnie o sobie, o uczuciach. Błeeeee.
Często sobie powtarzam:
- nie urodziłam się, by cierpieć za miliony,
- nie jestem całym złem tego świata,
- chcę być kochana i kochać
(... zawsze mówiłam w odwrotnej kolejności, że kochać i być kochana....
)
Wszystkim aktywnym i czytającym - z okazji Mikołajek życzę, abyście sięgneli gwiazd ![]()
I choć jedną złapali w dłonie i nigdy nie upuścili ![]()
I niech każda z Was zrobi/kupi SOBIE prezent!!
Ja zamówiłam sobie książkę z PL, biografię Henry Forda. Niestety, mój Mikołaj chyba pijany, paczka gdzieś jest, ale nie wiadomo gdzie... ![]()
I niech każda z Was zrobi/kupi SOBIE prezent!!
Ja zamówiłam sobie książkę z PL, biografię Henry Forda. Niestety, mój Mikołaj chyba pijany, paczka gdzieś jest, ale nie wiadomo gdzie...
Mnie korci czerwona bluzeczka z czarną koronką.... ![]()
I niech każda z Was zrobi/kupi SOBIE prezent!!
Właśnie myślałam dziś o prezentach... dla innych.
A właśnie, że SOBIE też zrobię, jeszcze nie wiem co, ale chcę ![]()
Dziękuję Ci ![]()
Anstawia napisał/a:I niech każda z Was zrobi/kupi SOBIE prezent!!
Właśnie myślałam dziś o prezentach... dla innych.
A właśnie, że SOBIE też zrobię, jeszcze nie wiem co, ale chcę
Dziękuję Ci
Miło mi,że udało mi się Ciebie "zainspirować" ![]()
To może pochwalmy się, co zrobiłyśmy/kupiłyśmy dziś sobie, dla siebie? A może co dostałyśmy?
Ja napisałam wyżej, mój prezent dopiero jest w drodze...
Nie wiem czy akurat dziś kupię (nie ma to znaczenia), ale od kilku tygodni mam chrapkę na pewne buty. Cena - za którą nigdy butów nie kupuję, styl - zupełnie nie mój, ale podobają mi się i bardzo chcę je mieć ![]()
Oj Zofiu, Zofiu po co Ty grasz z nim w jego gierki?
Zaraz zaprotestujesz
Tak kochana grasz z nim w jego gre. Ma Cie w reku.
Powiedz mi jakim sposobem twoj byly wszedl do domu? Ma jeszcze klucze czy otworzylas mu i zaprosilas do srodka? Jezeli ma klucze to ma Cie w reku i zawsze moze do Was przyjsc 1:0 dla karalucha.
Jezeli zaprosilas go do domu to widzi, ze nie jestes konsekwentna 1:0 dla karalucha.
Pytalas sie o firme, czyli okazalas zainteresownie nim 1:0 dla karalucha.
Byl smutny i nie chcial wyjsc, czyli juz wzbudzil twoja uwage lub litosc. Moze pomyslalas, ze on taki biedny? To znowu 1:0 dla karalucha.
Dal Ci pieniadze, ktore Ci sie naleza a Ty potraktowals to jako "wielki gest", no bo moglby nie dac, czyli znowu 1:0 dla karalucha
Moze by sie jeszcze wiecej puntow dla karalucha nazbieralo ale to nie wazne. Wazne jest abys przestala grac w jego gre!!!!!
Zofiu on wygra zawsze!!!! Tak wygra!!!! Ale juz tak to jest. Nie mamy szans na wygrana z karaluchem!!!!!
Dlatego w kazdej ksiazce o karaluchach jest napisane: Zerwij kontakt, wyrzuc go ze swojego zycia!!!!!
W KAZDEJ KSIAZCE ZOFIU !!!!!!
Juz widze Twoj protest. Ale ja musze, bo dzieci, bo pieniadze, bo....
Anstawia pisala aby przelewal Ci pieniadze na konto a Ty, ze zapomi, ze cos tam....
A jak go spotkasz osobiscie to da Ci te pieniadze? Czasami da czasami nie. Nie masz tez na to wplywu. Tak samo bedziesz sie martwila czy da lub nie da pieniedzy do reki
. No i mamy teraz odpowiedz dlaczego spac nie mozesz? Martwisz sie za kazdym razem jak masz sie z karaluchem spotkac
. Moze nie zdajesz sobie z Tego sprawy ale Twoje cialo jest bardzo madre
.
Piszesz tez o Twoich synach, ze sa madrzy. Sa Zofiu i to bardzo. Moze wez przyklad z nich
. Oni juz nie sa dziecmi oni juz sa mezczyznami
. Wiem, ze moze jest trudno uczyc sie od mlodszych ale konsekwencji w dzialaniu to mozesz z powodzeniem sie uczyc od nich. Tak na marginesie: Dobrze czasami pogadac o problemach z mezczyznami, bo oni Ci powiedza bez owijania w bawelne, gdzie jest problem
Baby to analizuja i analizuja a faceci nie analizuja tylko robia
Zofiu kochana sciskam mocno
Protestować nie będę. Nauczyłam się, ze warto wysłuchać opinii ludzi stojących z boku.
Wszystkie uwagi są dla mnie cenne, zmuszają mnie do przemyśleń, wniosków. Jestem otwarta ![]()
To, że gram w jego grze to pewniak. Inaczej powiedziałby mi sp*****j i nigdy nie płacił, a więc i nie spotykał się ze mną.
Ma mnie w ręku a ja jego
. Staram się o to jak mogę
(żeby jego w garści mieć ). On w moją grę też gra, zapewniam Cię o tym i o tym nie wie i nie jest tego świadomy.
Klucze oddał 11 marca 11r. - 1:0 dla mnie !
Otworzyłam furtkę i wpuściłam - ok. 1:0 dla niego (to był odruch)
Pytałam o firmę, ale z innych pobudek niż zainteresowanie nim. Firma jest = mam alimenty. Ok. zgadzam się na remis
.....chociaż o firmę zawsze pytam i on do tego pytania jest przyzwyczajony i wie, że chodzi mi o kasę z tej firmy czyli inaczej mówiąc, alimenty.
Był smutny, ale dostrzegłam to w "przelocie" i słyszałam to w jego tonie. Nie zwracałam uwagi na niego. Zajęta byłam zmianą obrusu na stole i układaniem serwetek, wazoniku z kwiatami. Moje zachowanie nie było wymuszone. Obrus zaczęłam zmieniać tuż przed jego telefonem, że już jest. Kończyłam więc to co zaczęłam - 1:0 dla mnie !
Nie przeszło mi nawet przez myśl słowo BIEDNY. Żadne myśli mi w tym momencie nie przechodziły. Potraktowałam go jak bankomat. Przeliczyłam pieniądze - wręczyłam pokwitowanie. To chyba dla mnie 1:0 !
Nie chciał wyjść, to nie w tym sensie, że wypraszałam a on uparcie tkwił w domu. To w tym sensie, że kiedy już dostał pokwitowanie to zamiast wyjść, zapytał o zdrowie starszego syna. Czekał na niego, rozmawiał. Zamiast wyjść, zapytał o młodszego. Wyszedł dopiero kiedy dowiedział się, że syn nie chce z nim rozmawiać. Kiedyś jak przychodził (zaraz po rozstaniu) śpieszył się i wychodził tuż po otrzymaniu pokwitowania i nie pytał o dzieci i nie czekał na nie.
Nie dał mi pieniędzy, które mi się należą ! Należy mi się kwota zasądzona a tą, którą mi płaci sam sobie ustalił
Dostaję 1/3 tego co mi się prawnie należy. Pieniądze te odbieram z pięciu powodów :
1 - są mi potrzebne
2- należą mi się
3 - lepsze to niż 0, czyli nic
4- i tak sobie różnicę w odpowiednim momencie odbiorę
5- nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ![]()
Tą sytuację postrzegam jako 1:0 dla mnie !
Co by było gdyby nie dał pieniędzy ? Na to odpowiedzieli mi synowie. Spakowani w plecaki, zawitaliby u niego w firmie (lub w domu) ze słowami, no to jesteśmy tato. To jest pomysł synów, ale mają moje przyzwolenie .
Mamy kochana szansę na wygranie gry z karaluchem. Tylko pewne warunki są do spełnienia. Musimy wiedzieć, że mamy przeciwnika. Jak to już wiemy, to musimy też wiedzieć, że tym przeciwnikiem jest karaluch. Jak i to już wiemy, to musimy "prześwietlić" tego karalucha. Musimy znać jego tor myślenia i wiedzieć jak zagrywa i po co i być o jeden krok przed nim. Wiem, że mam w nim wroga. Wiem kim jest. Przeanalizowałam wiele opisów charakteropaty. Przeanalizowałam nasze życie, jego postępowanie i zachowania. Jestem przygotowana do wojny. Na razie wygrałam jedną bitwę (rozwód). Znokautowałam go.
Wyrzuciłam go z domu i życia. Niestety łączyć mnie z nim będą do końca życia finanse. Ma zasądzone alimenty na mnie i będzie je płacił (nie zgadzam na odpuszczenie mu alimentów)
Co do pieniędzy. Jak ma ich dużo to płaci. Jak z kasą cieniej, to muszę wymuszać na nim płacenie. Wymuszam, a nie proszę. Wymuszam poprzez rozmowę przy ludziach. Przy ludziach mówię, że nie płaci - i płaci. Płaci w ratach, ale płaci. Pamiętaj, że inni muszą go postrzegać jako dobrego człowieka - ojca, męża, biznesmena. Pamiętaj, że ten typ przy ludziach nie powie mi, nie mam pieniędzy, tak jak to czyni w rozmowie we dwoje.
Gdyby miał robić przelewy, "zapominałby" o nich. Ten typ tak ma ! - nie płaci swoich zobowiązań, nie poczuwa się do nich.
Z pieniędzy zrezygnować ani nie chcę, ani nie mogę. W imię czego, dla jakiej idei miałabym z nich rezygnować ? Nie jestem materialistką, ale i altruistką. Zgoda na rzekome wpłaty na konto, byłaby moim przyzwoleniem na zwykłe okradanie rodziny. Takiego przyzwolenia dać mu nie mogę.
Koszty utrzymania domu są wysokie a jeść też musimy. Starszy syn od wypadku nie pracował. Musiałam go utrzymywać - ja, nie ojciec. Ojciec nie był nim zupełnie zainteresowany.
Bez tych pieniędzy na razie byłoby baaaardzo ciężko. Oczywiście przeżylibyśmy i bez nich (z pomocą mojej mamy). Z takiego obrotu sprawy jednak nikt, poza eksem, nie byłby zadowolony.
Sytuacja finansowa zmieni sie z chwilą zmiany zamieszkania. W bloku zdecydowanie będą niższe opłaty (będzie mi lżej). Nie zwolni to jednak eksa z zaniechania płacenia alimentów.
Co do bezsenności - nie wydaje mi się, że karaluch ma na to bezpośredni wpływ. Już o nim nie myślę. Tak, był czas, że obsesyjnie analizowałam jego postępowanie, zachowania. Całe nasze małżeństwo przerobiłam w szczegółach
Przywoływałam w pamięci jego słowa, miny, spojrzenia. Tak, przeżywałam spotkania z nim. Ten czas mam już za sobą. Traktuję go jak bankomat.
Obecnie jestem w trakcie załatwienia ważnej życiowej sprawy. Nie wszystko idzie po mojej myśli. Może ta sprawa jest powodem bezsenności... a może wpływ księżyca
to jest, jego pełni.
Magnolio masz rację, nie powinnam była wpuszczać go do domu.
Masz rację, faceci nie analizują.
Spytałam syna co myśli o wizycie ojca,
a dokładniej, w jakim celu przyszedł.
Odpowiedział, dla domu, bo przecież nie dla nas.
To się rozpisałam ![]()
Wiesz Zofia, ja wiem, dlaczego tego nie widziałam
Nie chciałam widzieć. Ja muszę pracować, żeby już więcej nie oślepnąć, bo powtarzam swoje błędy, niestety
Dla "na siłę" stworzonego poczucia bezpieczeństwa, przynależności jestem w stanie zapomnieć kompletnie o sobie, o uczuciach. Błeeeee.
Często sobie powtarzam:
- nie urodziłam się, by cierpieć za miliony,
- nie jestem całym złem tego świata,
- chcę być kochana i kochać(... zawsze mówiłam w odwrotnej kolejności, że kochać i być kochana....
)
Tak..,. nie chciałyśmy widzieć...zapewne.
Jakże ciężko przyznać się do winy, do porażki.
Jakże trudno uzmysłowić sobie, że nasze postępowanie powodowało czyjeś złe zachowanie.
Wiele już wiem o swoich błędach.
Pracuję nad sobą.
Skończyłam z usprawiedliwianiem wszystkich ze wszystkiego.
Umiem bronić się, uczę się asertywności.
Kiedyś karciłam sie za myślenie o sobie.
Postrzegałam to jako egoizm.
Wmawiałam sobie, że jestem przede wszystkim matką, żoną.
I źle mi z tym zgubieniem siebie było.
Tak żabko, my wszystkie kochając za bardzo, mamy za dużo w sobie empatii.
Mamy też ogromne poczucie odpowiedzialności za innych.
Kochamy dawać a z braniem mamy problemy.
Można jednak pozbyć sie tych cech.
Można zacząć myśleć o sobie i siebie rozpieszczać
Pomysł z obdarowaniem siebie prezentem w dniu dzisiejszym jest świetny.
Tak, to mogą być buciki, bluzeczki, perfumy czy dobre winko.
DZiewczyny przecież jesteśmy warte tych pieniędzy
albo i jeszcze większych
Tak, dzisiaj każda z nas powinna zaszaleć !!! (kurcze nie umiem zastępować, zrezygnować ze słowa - powinna )
Nie może to być jednak sięganie do gwiazd.
Już chodziłyśmy z głową w chmurach ![]()
CZas zejść na ziemię.
zabka-k napisał/a:Wiesz Zofia, ja wiem, dlaczego tego nie widziałam
Nie chciałam widzieć. Ja muszę pracować, żeby już więcej nie oślepnąć, bo powtarzam swoje błędy, niestety
Dla "na siłę" stworzonego poczucia bezpieczeństwa, przynależności jestem w stanie zapomnieć kompletnie o sobie, o uczuciach. Błeeeee.
Często sobie powtarzam:
- nie urodziłam się, by cierpieć za miliony,
- nie jestem całym złem tego świata,
- chcę być kochana i kochać(... zawsze mówiłam w odwrotnej kolejności, że kochać i być kochana....
)
Tak..,. nie chciałyśmy widzieć...zapewne.
Jakże ciężko przyznać się do winy, do porażki.
Jakże trudno uzmysłowić sobie, że nasze postępowanie powodowało czyjeś złe zachowanie.
Wiele już wiem o swoich błędach.
Pracuję nad sobą.
Skończyłam z usprawiedliwianiem wszystkich ze wszystkiego.
Umiem bronić się, uczę się asertywności.
Kiedyś karciłam sie za myślenie o sobie.
Postrzegałam to jako egoizm.
Wmawiałam sobie, że jestem przede wszystkim matką, żoną.
I źle mi z tym zgubieniem siebie było.
Tak żabko, my wszystkie kochając za bardzo, mamy za dużo w sobie empatii.
Mamy też ogromne poczucie odpowiedzialności za innych.
Kochamy dawać a z braniem mamy problemy.
Można jednak pozbyć sie tych cech.
Można zacząć myśleć o sobie i siebie rozpieszczać![]()
Pomysł z obdarowaniem siebie prezentem w dniu dzisiejszym jest świetny.
Tak, to mogą być buciki, bluzeczki, perfumy czy dobre winko.
DZiewczyny przecież jesteśmy warte tych pieniędzyalbo i jeszcze większych
![]()
![]()
![]()
Tak, dzisiaj każda z nas powinna zaszaleć !!! (kurcze nie umiem zastępować, zrezygnować ze słowa - powinna )
Nie może to być jednak sięganie do gwiazd.
Już chodziłyśmy z głową w chmurach
CZas zejść na ziemię.
Eeee, ja myślę o jednej gwiazdce z nieba ![]()
Albo inaczej, bardziej prozaicznie ![]()
Trzeba mieć cel. Ale dobrze, żeby ten cel nie był jedynym, ostatecznym, żeby zawsze było coś jeszcze poza tym celem, coś więcej, wyżej
Dlaczego? Bo ja wcale nie chcę wszystkiego i to nie jest mój cel, by mieć wszystko. Ja chcę coś i do tego zmierzam, wspinam się ku górze. A jak już dotrę do celu, wejdę na ten swój wymarzony szczyt, to super, bo będzie mnóstwo innych szczytów dookoła
A ja będę mogła i będę chciała może jeszcze na jakiś wejść? Ale nie, nie ten najwyższy
Bo jakbym tam, na ten najwyższy weszła, to już by nic nie było dookoła... Pustka. Więc ja chcę unieść się wysoko i chwycić jedną gwiazdkę dla siebie. Jedną
Nigdy wszystkich nie chciałabym mieć
Ta jedna to by mi chyba zdecydowanie wystarczyła ![]()
I ja tam wcale na tym szczycie nie zamierzam skamienieć, nadmieniam ![]()
Ok. zabko , jaki masz cel, do którego zmierzasz ? ten najbliższy cel.
http://www.youtube.com/watch?v=xgSFwy4H1_0 ![]()
Ok. zabko , jaki masz cel, do którego zmierzasz ? ten najbliższy cel.
http://www.youtube.com/watch?v=xgSFwy4H1_0
Oj, kilka
Przyziemne i mniej przyziemne
Chyba najmilszy sercu, to żeby się uśmiechać każdego dnia, czasem szerzej, czasem śmiać do rozpuku
Nad tym pracuję
To chyba jest ta moja gwiazdka z nieba właśnie ![]()
A przyziemny, to np. rozwiązać problem lokalowy z którym to jestem uzależniona od znalezienia się chętnego na obecne m ![]()
A taki odleglejszy mały cel, to pojechać na długi weekend do Wrocławia ze starszą ![]()
No bo plany świąteczne to praktycznie są w trakcie realizacji, więc jestem w drodze na ten mały szczyt ![]()
Ech, dopisuję - no widzisz. Nie umiem dookreślić jednego celu
Ale chyba właśnie ten uśmiech jest dla mnie najważniejszy ![]()
zofia282 napisał/a:Ok. zabko , jaki masz cel, do którego zmierzasz ? ten najbliższy cel.
http://www.youtube.com/watch?v=xgSFwy4H1_0
Oj, kilka
Przyziemne i mniej przyziemne
Chyba najmilszy sercu, to żeby się uśmiechać każdego dnia, czasem szerzej, czasem śmiać do rozpuku
Nad tym pracuję
To chyba jest ta moja gwiazdka z nieba właśnie
A przyziemny, to np. rozwiązać problem lokalowy z którym to jestem uzależniona od znalezienia się chętnego na obecne m
A taki odleglejszy mały cel, to pojechać na długi weekend do Wrocławia ze starszą
No bo plany świąteczne to praktycznie są w trakcie realizacji, więc jestem w drodze na ten mały szczytEch, dopisuję - no widzisz. Nie umiem dookreślić jednego celu
Ale chyba właśnie ten uśmiech jest dla mnie najważniejszy
Uśmiechnięte minki przy Twoich słowach mówią same za siebie.
Umiesz się wiec uśmiechać i tak trzymaj.
Z m to i ja mam problem.
Nie chcę jednak, by była to gwiazdka z nieba.
Wiem, że samo nic sie nie zrobi.
Ciężko pracuję aby ziściło się moje marzenie, spełnił plan.
Kochana jesteś Zofia
![]()
Ma mnie w ręku a ja jego
. Staram się o to jak mogę
(żeby jego w garści mieć ). On w moją grę też gra, zapewniam Cię o tym i o tym nie wie i nie jest tego świadomy.
Zofiu wiesz jak o sie fachowo nazywa : znam z niemieckiego, bo cala literature o narcystach przeczytalam po niemiecku: "narzisstische Tanz" czyli tak po polsku: narcystyczny taniec.
Mamy kochana szansę na wygranie gry z karaluchem. Tylko pewne warunki są do spełnienia. Musimy wiedzieć, że mamy przeciwnika. Jak to już wiemy, to musimy też wiedzieć, że tym przeciwnikiem jest karaluch. Jak i to już wiemy, to musimy "prześwietlić" tego karalucha. Musimy znać jego tor myślenia i wiedzieć jak zagrywa i po co i być o jeden krok przed nim. Wiem, że mam w nim wroga. Wiem kim jest. Przeanalizowałam wiele opisów charakteropaty. Przeanalizowałam nasze życie, jego postępowanie i zachowania. Jestem przygotowana do wojny. Na razie wygrałam jedną bitwę (rozwód). Znokautowałam go.
Zofiu nie mamy szansy na wygranie gry z karaluchem, nawet psychologowie nie chca zajmowac sie karaluchami. Dopoki bedzie zjawial sie w naszym zyciu to bedzie zawsze "podtruwal". To, ze przeczytalas tyle ksiazek i "przeswietlilas" karalucha nic nie zmieni.
Oto co sama wczoraj napisalas
Nie do każdego można dotrzeć
Np. do psychopaty nie można dotrzeć. Są to ludzie "nieuleczalni", niereformowalni i żeby ten psycholog czy psychiatra z.....ł się i tak nie trafi do takiej jednostki. Zapewne są i inne osobowości, które zmienić się nie mogą, nie potrafią lub zwyczajnie nie chcą. Są ludzie, którzy dobrze czują się ze sobą, sobą zaburzonym
Żyłam z taką osobą.
On nigdy problemu nie widział w sobie.
Winni byli inni, nie on.
On czuł się dobrze ze sobą, nie widział potrzeby zmiany siebie.
Jego życie, działanie to destrukcja.
Budował/buduje żeby zniszczyć. Zniszczy i zauważa zniszczenie, ale obwinia innych....winny jest człowiek, przepis.
Wyrzuciłam go z domu i życia.
Zwroc uwage na ostatnie zdanie. Wyrzucilas go z domu ale nie z zycia. Nadal jest czescia Twojego zycia i bedzie, bo macie dzieci
.
Wygrac z karaluchem, to wyrzucic go zupelnie z zycia. Ale nazwalabym to nie wygrana z karaluchem tylko rozpoczeciem nowego zycia dla siebie bez "toksyn".
Niestety łączyć mnie z nim będą do końca życia finanse. Ma zasądzone alimenty na mnie i będzie je płacił (nie zgadzam na odpuszczenie mu alimentów).
To tylko zalezy od Ciebie czy bedzie cie laczyc cos z nim do konca zycia. Na razie moze masz taka a nie inna sytuacje finansowa ale to tez moze sie z czasem zmienic ![]()
Co do pieniędzy. Jak ma ich dużo to płaci. Jak z kasą cieniej, to muszę wymuszać na nim płacenie. Wymuszam, a nie proszę. Wymuszam poprzez rozmowę przy ludziach. Przy ludziach mówię, że nie płaci - i płaci. Płaci w ratach, ale płaci. Pamiętaj, że inni muszą go postrzegać jako dobrego człowieka - ojca, męża, biznesmena. Pamiętaj, że ten typ przy ludziach nie powie mi, nie mam pieniędzy, tak jak to czyni w rozmowie we dwoje.
No dobrze moze i nie powie, przy ludziach, ze nie ma pieniedzy ale i tak placi Ci 1/3 alimentow.
Tobie sie wydaje, ze masz go w garsci a moze to jego plan nie Twoj? Bo moze on ma pieniadze aby zaplacic cala sume? To niezly manipulant. Nie zapominaj, ze on juz sie prawie "taki urodzil" a Ty wiesz o tym jak "funkcjonuje karaluch" od niedawna.
Gdyby miał robić przelewy, "zapominałby" o nich. Ten typ tak ma ! - nie płaci swoich zobowiązań, nie poczuwa się do nich.
Z pieniędzy zrezygnować ani nie chcę, ani nie mogę. W imię czego, dla jakiej idei miałabym z nich rezygnować ? Nie jestem materialistką, ale i altruistką. Zgoda na rzekome wpłaty na konto, byłaby moim przyzwoleniem na zwykłe okradanie rodziny. Takiego przyzwolenia dać mu nie mogę.
On moze ten zapomiec przyniesc Ci pieniadze w terminie
. Na raze Zofiu nie masz na karalucha wplywu.
Zofiu ten Twoj karaluch moze lubi sie z Toba widziec face to face? Moze sprawia mu przyjemnosc widziec Cie jak prosisz o pieniadze? Pan i wladca a Ty prosisz
Nie zapominaj o Tym: karaluchy zawsze maja jakis cel!!! Mr. Julian powiedzial mi, ze karaluch najbardziej w zyciu lubi zabierac.
Co do bezsenności - nie wydaje mi się, że karaluch ma na to bezpośredni wpływ. Już o nim nie myślę. Tak, był czas, że obsesyjnie analizowałam jego postępowanie, zachowania. Całe nasze małżeństwo przerobiłam w szczegółach
Przywoływałam w pamięci jego słowa, miny, spojrzenia. Tak, przeżywałam spotkania z nim. Ten czas mam już za sobą. Traktuję go jak bankomat.
Obecnie jestem w trakcie załatwienia ważnej życiowej sprawy. Nie wszystko idzie po mojej myśli. Może ta sprawa jest powodem bezsenności... a może wpływ księżycato jest, jego pełni.
Zofiu zycze Ci aby wszystko sie udalo. Moze byloby dobrze wybrac sie na terapie? Forum to nie specjalista. My nie jestesmy psychologami i nie zawsze dobrze radzimy ![]()
Duza Buzka ![]()
Zabka milo Cie "slyszec" w takim dobrym humorze
Tak trzymaj
Odwiedzaj nas regularnie ![]()
Zabka milo Cie "slyszec" w takim dobrym humorze
Tak trzymaj
Odwiedzaj nas regularnie
Dziękuję i będę się starać ![]()
Ja regularnie zaglądam, ale nie zawsze mam co napisać/odpisać ![]()
Aktualnie umysł mi zaprzątnął pomysł z innego wątku na produkcję mydełek na prezenty ![]()
Poza tym "robotaaaaaa" ![]()
Anstawio moge pisac do Ciebie Aniu?
Wlasnie ide sobie cos kupic. Chcialabym czerwony plaszcz ale finanse nie pozwalaja. Na pewno to bedzie cos czerwonego ![]()
Powiem pozniej co kupilam ![]()
magnolia73 napisał/a:Zabka milo Cie "slyszec" w takim dobrym humorze
Tak trzymaj
Odwiedzaj nas regularnie
Dziękuję i będę się starać
Ja regularnie zaglądam, ale nie zawsze mam co napisać/odpisać
Aktualnie umysł mi zaprzątnął pomysł z innego wątku na produkcję mydełek na prezentyPoza tym "robotaaaaaa"
Nie musisz zawsze cos odpisywac
Ja na innych watkach to siedze incognito:). O mydelkach tez juz czytalam. Fajny pomysl:) . Super, ze "przepis" ten podany
Bede robic z dziecmi mojej siostry, z pomaranczem i roza a dla mnie z kawa
Trzymaj sie Zabka i lec po ta bluzke bo wykupia ![]()
Anstawio moge pisac do Ciebie Aniu?
Wlasnie ide sobie cos kupic. Chcialabym czerwony plaszcz ale finanse nie pozwalaja. Na pewno to bedzie cos czerwonego
Powiem pozniej co kupilam
Pewnie, że możesz pisać do mnie Aniu. Wszystkie możecie! Kurczę-blaszka, ale mi miło ![]()
I moja książka do mnie dotarła. Idealnie
Do tego kupiłam sobie dwa holenderskie czasopisma: "Flow" i "Happinez"- moje ulubione, o "stanie umysłu". I już mi dzisiaj nic więcej nie potrzeba ![]()
Udanych zakupów dziewczyny! Cokolwiek by to nie było, niech Was dziś uczyni szczęśliwe ![]()
Strony Poprzednia 1 … 217 218 219 220 221 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026