No, no Anstawio, aż miło ![]()
14 106 2012-11-30 21:43:33
Podobne tematy
14 107 2012-12-01 00:13:53 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-12-01 00:23:18)
..... tak Anstawio rozwód jest postrzegany jak porażka, dobrze zauważyłaś ![]()
Porażką i to totalną jest trwanie w związku, w którym tak naprawdę nie jesteśmy szczęśliwe.
Jednak trudno przyznać się przed samą sobą, że nasz związek daje nam poczucie osamotnienia i niesie rozczarowania i cierpienie. Często mówimy, inni mają gorzej i jest to dla nas pociechą. Fakt, inni mają gorzej, ale ile osób ma lepiej. Są ludzie samotni i szczęśliwi, i spełnieni...a my jak te cierpiętnice....byłyśmy Anstawio, BYŁYŚMY
.
Poznałam jakiś czas temu starszą ode mnie kobietę, rozwódkę. Pisałam już o niej. Zaimponowała mi uśmiechem, radością życia, ciekawością świata. Czy wiesz, że ta kobieta wybrała się z klubem rowerowym do Hiszpanii na rowerze i mówiła o tym wyczynie z wielką skromnością, ale i taką radością, spełnieniem. Jazda na rowerze to jej pasja, właściwie jedna z jej wielu pasji. Pozazdrościłam jej. Wie kobieta czego chce i co jej sprawia radość i co najważniejsze spełnia swoje marzenia. Nie zamknęła się w domu przed światem. Korzysta z życia. Na przeróżne imprezy potrafi przyjść sama....nie ma oporów przyjść sama ! - tym też mi zaimponowała.
Na pewnej imprezie zapytała mnie o męża. Odpowiedziałam, że młodą rozwódką jestem ( półtoraroczną
). Mówiłam to szczerze i ze szczerym uśmiechem. Ona z dumą na mnie popatrzyła i równie szczerze uśmiechnęła się. Wiedziałam, że rozumie moje odczucia. Widuję ją od czasu do czasu na różnych imprezach. Wita mnie szerokim uśmiechem i słowem, witam szczęśliwą rozwódkę.
Chrzanić Anstawio nieudanych mężów i ich mamuśki, wcale od nich nie lepsze
.
Teraz nasz czas
Potwierdzam i jestem świadkiem - odwaliłaś kawał dobrej roboty.
Możesz być z siebie dumna ![]()
14 108 2012-12-01 13:53:05
Zofio i hm... jesteście osobami, które pomogły mi wyjść z dołka. Do tego dopisałabym jeszcze pati31, L_ukrecję no i oczywiście Wielokropka. Dzięki dziewczyny. I nadal liczę na mocne kopniaki od Was i życzę Wam powodzenia! Buźka!
14 109 2012-12-01 14:06:28
Anstawio,
żadne nasze kopniaki nic by nie uczyniły, gdybyś TY nie podjęła decyzji o innym funkcjonowaniu. ![]()
Póki co, mam ochotę na uściskanie Cię, nie na kopniaki w odwłok.
14 110 2012-12-01 15:15:36 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-12-01 15:16:04)
Anstawio
Powtórzę za mądrym Wielokropkiem, TY jesteś główną sprawczynią swych zmian ![]()
Przecież wiesz, że można kopać i dotkliwie, i boleśnie, i......nic to w kimś nie zmienia ![]()
Miłego weekendu wszystkim życzę ![]()
14 111 2012-12-01 15:26:38
Tak kochane, macie rację. Jednak bez Waszej mądrości, doświadczenia i zrozumienia, nie wiedziałabym dzisiaj tego co wiem teraz. A to dopiero początek ![]()
Ściskam Was mocno!
14 112 2012-12-01 15:27:24
Podpisuje sie pod slowami Zofi i Wielokropka. Ty sama Anstawiu zmienilas sie dla SIEBIE ![]()
Milego weekendu wszystkim "zmieniajacym sie". ![]()
14 113 2012-12-01 15:32:40 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-12-02 00:43:42)
magnolio73, teraz to ja czerpię "naukę" również z Twoich postów. Czytam o motylkach, "Misia" obejrzałam. Bardzo mi "pasuje" i podoba mi się to co piszesz.
Miłego weekendu!
******
"Ponieważ jesteśmy niewolnikami własnych nawyków, powinniśmy działać pomimo lęku, pomimo wątpliwości, pomimo niepokoju, pomimo niepewności, pomimo niedogodności, pomimo uczucia dyskomfortu, a nawet wtedy, gdy nie jesteśmy w nastroju do działania."
T. Harv Eker
14 114 2012-12-02 16:44:15
Zofio i hm... jesteście osobami, które pomogły mi wyjść z dołka. Do tego dopisałabym jeszcze pati31, L_ukrecję no i oczywiście Wielokropka. Dzięki dziewczyny. I nadal liczę na mocne kopniaki od Was i życzę Wam powodzenia! Buźka!
Jestem, jestem ![]()
14 115 2012-12-02 16:46:18
Miłej rdszty niedzieli.
14 116 2012-12-02 23:38:22 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-12-02 23:39:06)
Witajcie Kobitki,
Mam dzisiaj strasznego dola. Wczoraj wieczorem przyjechal maz. Ja sobie obiecalam, ze bede sie poprawnie zachowywac i tylko tyle. I ogolnie to bede go unikac. Chcialam wypoczac i stwierdzilam, ze skoro on przyjechal do dzieci (widzi je pierwszy raz od miesiaca) to niech sie nimi zajmie a ja wreszcie choc troche wypoczne. No i dzisiaj po poznej pobudce zobaczylam, ze mlodsza corka robi co chce (a jest z niej niezly urwis) a maz gra w gre na telefonie to sie wkurzylam i go opieprzylam. No i zaczelo sie pieklo. Zaczal byc dla mnie wredny i opryskliwy. Mowil, ze skoro mam problemy ze soba i jestem zdruzgotana po tym jak mnie zostawil to powinnam isc do psychologa a nie wyzywac sie na nim. Widzialam ta jego satysfakcje w oczach, ze moze mi dopiec!
Jestem na siebie strasznie zla, ze dalam sie sprowokowac!!! Mysle, ze jak nastepnym razem przyjedzie do dzieci, to ja pojade sobie do Wroclawia do znajomych i nie bede musiala patrzec na tego glaba.
14 117 2012-12-02 23:42:13
Może... uwaga męża o wizycie u psychologa jest dobrym pomysłem?
Może najwyższa pora na pozbycie się złości? Wówczas jego zachowanie do niczego Cię nie sprowokuje.
14 118 2012-12-02 23:51:25
Może... uwaga męża o wizycie u psychologa jest dobrym pomysłem?
Może najwyższa pora na pozbycie się złości? Wówczas jego zachowanie do niczego Cię nie sprowokuje.
Wielokropku, ja chce sama sobie poradzic, wiem ze jestem na tyle silna by to zrobic i nie czuje, ze jestem w czarnej dziurze i nie wiem co mam z soba zrobic. Tylko, ze ja myslalam, ze on przyjechal do dzieci a nie po to aby mi dopiec ![]()
Juz wiecej nie bede na niego liczyc (jezeli tak to mozna nazwac). Ja bede robic swoje i tyle. A moze na opak zapakuje po prostu dzieciaki w samochod i pojade z nimi na basen, do kina, na zakupy czy chocby nawet do znajomych. Tym bardziej, ze o tym, ze on przyjedzie dowiedzialam sie przypadkiem, tak wiec nastepnym razem moge po prostu unikac uzyskania informacji o dacie jego przyjazdu i zaplanowac sobie cos w ten dzien z dziecmi, a on niech albo spedza dzien z moimi rodzicami, albo niech caluje klamke!
14 119 2012-12-03 00:24:10 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-03 00:34:21)
Wielokropek napisał/a:Może... uwaga męża o wizycie u psychologa jest dobrym pomysłem?
Może najwyższa pora na pozbycie się złości? Wówczas jego zachowanie do niczego Cię nie sprowokuje.Wielokropku, ja chce sama sobie poradzic, wiem ze jestem na tyle silna by to zrobic i nie czuje, ze jestem w czarnej dziurze i nie wiem co mam z soba zrobic. Tylko, ze ja myslalam, ze on przyjechal do dzieci a nie po to aby mi dopiec
Juz wiecej nie bede na niego liczyc (jezeli tak to mozna nazwac). Ja bede robic swoje i tyle. A moze na opak zapakuje po prostu dzieciaki w samochod i pojade z nimi na basen, do kina, na zakupy czy chocby nawet do znajomych. Tym bardziej, ze o tym, ze on przyjedzie dowiedzialam sie przypadkiem, tak wiec nastepnym razem moge po prostu unikac uzyskania informacji o dacie jego przyjazdu i zaplanowac sobie cos w ten dzien z dziecmi, a on niech albo spedza dzien z moimi rodzicami, albo niech caluje klamke!
Oj Ktosik2025 juz Ci pisalam, ze krecisz. Kogo Ty tu chcesz oszukac? Nas KKZB? Przeciez, my to mistrzynie w oszukiwaniu siebie ![]()
Czytalas moze juz caly nasz watek? Dobrze by Ci zrobilo
. Ty Ktosik2025 to bys chciala na skroty, bez bolu, bez nerwow itd. Nie idzie tak
. Ale o tym sie jeszcze przekonasz. Na razie to postaraj sie byc chociaz fair w stosunku do siebie.
ja chce sama sobie poradzic, wiem ze jestem na tyle silna by to zrobic i nie czuje, ze jestem w czarnej dziurze i nie wiem co mam z soba zrobic.
Kochana tak to kazda z nas na pewno tez myslala
.
********************************************************
Nie komentowalam twoich postow wczesniej, bo czekalam na ten dzisiejszy "po wizycie" i z gory wiedzialam, jak bedzie
.
Nadal jeszcze myslisz, ze jest na kogo czekac? Przeciez szkoda Ciebie dziewczyno dla niego!!!!!!!!!!
14 120 2012-12-03 00:24:53
Ktosik, i tak sobie wyobrażasz kolejne spotkania? A dzieci?
Masz wiele siły w sobie, ale uciekanie, unikanie, robienie na złość mężowi, a w gruncie rzeczy sobie i dzieciom, to nie jest oznaka siły.
14 121 2012-12-03 01:07:02
To co niby mam zrobic? Nie uciekac, ale nie dac sie sprowokowac. Idzie zwariowac!
Wiem, gdzie popelnilam blad i wiem jak go nie popelnic juz wiecej, bede po prostu robic swoje (a nie oczekiwac, ze on cos zrobi), a on niech sie przewija po domu i tyle.
Na szczescie nastepny jego przyjazd bedzie nie wczesniej niz za 3 tygodni. Bede miala czas na wyciszenie sie, poukladanie mysli itd. No i bedzie to juz prawiue 2,5 miesiaca od rozstania. Predzej czy pozniej ogarne sie tak, ze nie beda jego przyjazdy robic juz na mnie zadnego wrazenia.
Magnolio, bardzo chcialabym przeczytac od poczatku ten watek, ale nie mam na to czasu
Mam strasznie duzo nauki, tak duzo, ze tak naprawde to powinnam uczycie sie codziennie conajmniej od 20:00 do 2:00 w nocy (czyli jak juz koncze moja "sluzbe przy dzieciach". Niestety zawsze wejde do Was, troche poczytam (czasami napisze), sprawdze maila, poczytam informacje i okazuje sie, ze zaczynam nauke kolo 23:00. Na dzis mialam w planach zrobic projekt, ale jakos nie moge sie przez tego doopka za to zabrac (myslenie mi nie idzie).
A musze sie uczyc aby miec stypendium naukowe. Strasznie ciezko jest dostac stypendium naukowe u mnie na studiach Wczoraj dostalam info, ze dostalam stype na ten rok, wiec bylam przeszczesliwa. Jest za co prezenty dzieciom kupic- miny dzieci cieszacych sie z wymarzonych prezentow sa bezcenne (ach ten blysk radosci w oczkach!)
Tak wogole to zastanawiam sie po co jest mi facet? Sama sobie wszystko potrafie zrobic (w koncu jestem inz. mechanikem z zawodu). Czasami zajmuje mi to po prostu wiecej czasu, niz komus kto to robi jakies tam rzeczy na codzien, ale zrobie. Jak zepsul mi sie samochod pod budynkiem pracy to zwyczajnie zamowilam sobie zepsuta czesc przez internet, porzyczylam z utrzymania ruchu narzedzia i po pracy ja wymienilam i samochod hulal bez zarzuty. Nawet znajomi z pracy mowili, ze pcham sie z motyka na ksiezyc, a ja jednak sobie poradzilam swietnie i to sama. Dzieci mam- sa swietne! Mam z kim chodzic do kina, na basen, na imprezy. No jedynie ten seks
Ale tak poza seksem to po co mi facet?
Same spojrzecie- opisze wam mojego jeszczemeza:
- wogole nie tanczy, a ja uwielbiam
- od niepamietnych czasow nigdzie razem nie wychodzimy (no przede wszystkim przez dzieci, ale jednak)
- nie jest typem przytulanki, nie przytula sie
- nie prawi komplementow
- z wygladu daleko mu do idealu
- nie docenia mnie
- nie pomaga mi w niczym
- ciagle cos zarzuca i poniza
- kazda rzecz, ktora nie wyjdzie mi, jemu, dzieciom, sasiadom, rodzicom (odleglym o 500 km), ludziom 3-go swiata jest MOJA WINA!
- no dobra, fajnie jest w lozku (jedyny pozytyw)
Przy tym wszystkim ja jestem taka:
- nie jestem czepliwa (naprawde, aby sie nie klocic, to niczego sie nie czepiam)
- jestem fajna z wygladu
- jestem ambitna (ciagle daze do doskonalenia, ciagle sie ucze, siedze godzinami z corka nad nauka, udzielam korepetycji innym dzieciom i mlodziezy, jezdze z corka na kurs jazdy konnej i do szkoly muzycznej i pilnuje, aby byla zawsze na wszystko solidnie przygotowana)
- nie boje sie przeciwnosci losu
- jestem baaardzo lubiana przez ludzi poznajacych mnie (wszyscy meza znajomi sa zgodnego zdania, ze jestem najfajniejsza kobieta z jaka kiedykolwiek byl), ludzie z poprzedniej pracy ciagle do mnie pisza i dzwonia, bo uwazaja ze bylam najlepszym pracownikiem z jakim dane im bylo wspolpracowac, nawet moi kontrahenci pytali sie mnie kiedy odchodze, bo chcieli przyjechac na moje pozegnanie!
- nie jestem idealna, ale jestem naprawde fajna babka
Jak to jest? Po co mi w takim razie facet?
14 122 2012-12-03 01:29:10
Ktosik, może nie wszystkim kobietom potrzebny jest facet? Może życie bez faceta, to jest to czego nam w tym momencie potrzeba? Ja też nie wiem, po co mi facet, przynajmniej teraz. A co do seksu, to większość KKZB jest z niego zadowolona ze swoim partnerem-psychofagiem...
I ja się domyślałam, że fajna z Ciebie babka ![]()
Wiesz, bądż szczera sama ze sobą. Ja czuję,że Ty jesteś tak wkurzona na męża,że z chęcią byś go zamordowała. Może przed kolejnym jego przyjazdem, pokrzycz sobie w odosobnieniu, pobiegaj, wal w poduszkę a jak przyjedzie przywitasz go ze sczerym usiechem i będzie ok ![]()
14 123 2012-12-03 01:53:16
Wiesz, bądż szczera sama ze sobą. Ja czuję,że Ty jesteś tak wkurzona na męża,że z chęcią byś go zamordowała. Może przed kolejnym jego przyjazdem, pokrzycz sobie w odosobnieniu, pobiegaj, wal w poduszkę a jak przyjedzie przywitasz go ze sczerym usiechem i będzie ok
Tak, jestem strasznie wsciekla. W sumie to wciekla na wszystko: na siebie, ze dalam sie sprowokowa, na niego, ze ma mnie gdzies, ze nie chce podjac decyzji, ze jest taki niedojrzaly, ze ciegle buja sie na hustawce, na siebie, ze nie chce sie zmusic do podjecia decyzji i ogolnie na moj caly swiatopoglad, ktory jest teraz tak chaotyczny, ze szkoda gadac, na siebie, ze tak sie staram, ze tak ciezko pracuje juz od tylu lat i ze jednak ciagle jestem tak daleko do tego co sobie wyznaczylam, na siebie, ze mam takie specyficzne wymagania co do facetow. Dlaczego ja nie moge byc bardziej normalna? Przez to, ze mam tak mocno wygorowane wymagania co do faceta, spelniaja je tylko Ci co sa mocno nienormalni
Tak jestem strasznie zla- zla, ze wszystko jest nie tak jakbym tego chciala.
14 124 2012-12-03 02:11:20 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-12-03 02:13:34)
Ktosik, chyba jesteś dla siebie zbyt surowa. Może cele, które sobie postawiłaś, są celami długoterminowymi i nie da się ich osiągnąć już dziś. Może wymagają właśnie długiej wytężonej pracy. To droga do celu ma nam dawać szczęście, a nie sam moment zdobycia go.
Jesteś jak najbardziej normalna ![]()
I masz prawo być zła. A dla siebie bądź bardziej wyrozumiała.
Dużo się teraz na około Ciebie dzieje. Chaos to normalna rzecz w takim momencie. Można go uporządkować na przykład spisując sobie myśli i odpowiadając sobie na pytania, czego w tym momencie potrzebuję, co mogę zrobić, by mi było lepiej, co zmienić, jaką decyzję podjąć itp itd.
Masz w ogóle w ciągu dnia/tygodnia, czas dla siebie samej?
14 125 2012-12-03 02:45:46 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-03 02:47:21)
Ktosik ja tez jak Anstawia uwazam, ze jestes zbyt surowa dla siebie. Mi sie wydaje, ze Ty nie masz czasu dla siebie
. Ty sobie tak "funkcjonujesz" a, ze nie masz czasu to i nie masz czasu aby "pomyslec". Z jednej strony to wygodne, bo moze jakbys na prawde zaczela sie zastanawiac to "bolaloby za bardzo"
.
Wiesz mi sie tez kiedys wydawalo, ze jestem silna i sama sobie ze wszystkim poradze. Niestety nie poradzilam. Moim problemem do tej pory jest "udawanie twardej". Dlaczego, bo sobie tak wmowilam, ze musze byc twarda, bo to oznaka sily itp. A tak nie jest
. A co jest zlego w tym, ze sie wkurzysz, poplaczesz? A wiesz jak ten placz pomaga?
.
Ktosik wpadaj na forum czesciej i pisz o swoich uczuciach - dobrych, zlych wszystko jedno!
Nie pisz o mezu, bo my chcemy wiecej wiedziec o Tobie. Jaki on jest to my wiemy, bo wszystkie karaluchy takie same
.
14 126 2012-12-03 12:14:42 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-12-03 12:42:21)
Ja tylko dodam,że nie ma uczuć dobrych i złych. Są uczucia, po prostu, czy to złość, czy radość.
Złość pojawia się, gdy ktoś przekroczył nasze granice. Tłumienie złości i agresja,bunt, to dwa przeciwległe bieguny. My dążymy do tego, by być pośrodku. Asertywność- stanowczo, łagodnie, bez lęku.
W j.polskim nawet słowa "złość" i "zły" brzmią podobnie a znaczą coś innego. Dla porównania w j.ang. mamy "angry" i "bad"- dwa różne słowa, dwa różne znaczenia.
14 127 2012-12-03 17:45:32
Najgorzej jest kiedy kumulowane uczucia próbują wyjść na światło dzienne.
Ekslozja !!!
14 128 2012-12-03 18:07:11
Najgorzej jest kiedy kumulowane uczucia próbują wyjść na światło dzienne.
Ekslozja !!!
Zdradzę Ci hm... sekret: Można robić tak, by nie było najgorzej, a lepiej.
14 129 2012-12-03 22:55:53
Najgorzej jest kiedy kumulowane uczucia próbują wyjść na światło dzienne.
Ekslozja !!!
Tylko czemu upychasz te emocje po wszystkich zakamarkach, zamiast się ich systematycznie pozbywać? Czemu i przed kim udajesz spokojną, rozumiejącą, radosną, ufną?
Gdy gromadzisz złość, wściekłość (i inne emocje z gatunku tych nieprzyjemnych), zużywasz mnóstwo siły do ich hamowania - stąd bezsilność. Gromadzona złość działa destrukcyjnie, powodując różnego rodzaju choroby psychosomatyczne. Przychodzi też taka chwila, gdy byle drobiazg staje się iskrą zapalną i wybuchasz. Wezuwiusz wówczas to pikuś.
Tymczasem, można inaczej.
Wystarczy zdecydować. ![]()
14 130 2012-12-03 23:31:56 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-12-03 23:36:13)
Ktosik, chyba jesteś dla siebie zbyt surowa. Może cele, które sobie postawiłaś, są celami długoterminowymi i nie da się ich osiągnąć już dziś. Może wymagają właśnie długiej wytężonej pracy. To droga do celu ma nam dawać szczęście, a nie sam moment zdobycia go.
Tak, wiem, ze moje cele wymagaja dlugotrwalej, ciezkiej pracy i normalnie na to nie narzekam. Tylko wczoraj mialam taki dol, ze juz wszystkiego mialam dosc. Zycie we dwoje jest latwiejsze, mozna podzielic obowiazki, w razie czego przytulic sie, nawet sama swiadomosc, ze jest ktos obok daje duzy komfort psychiczny. Przynajmniej ja to tak postrzegam.
Jesteś jak najbardziej normalna
Co do tego nie jestem pewna. Tzn. nie uwazam, ze jestem nienormalna, w sensie, ze mam jakas ciezka chorobe psychiczna, ktora ogranicza moja mozliwosc postrzegania swiata. Zostalam wychowana w tej jednej z nieliczych rodzin, gdzie rodzice bardzo sie kochali i okazywali uczucia sobie nawzajem i nam- dzieciom, tak wiec tutaj tez nie zostalam skrzywiona. Niemniej jednak jestem postrzegana z zewnatrz jako "bardzo specyficzna" czy "inna niz wiekszosc"- z jednej strony przez moje zainteresowania, z drugiej przez sciezke zycia jaka podazam i przez charakter (jestem mocno zawzieta, raczej nieulegla, nie pije wogole, nie pale, nigdy nie sprobowalam zadnych narkotykow itd, mam bardzo nietuzinkowe wymagania co do partnera i inne). Zatem przez normalnosc, chodzilo mi o to, ze latwiej by mi bylo gdybym byla podobna do innych kobiet. Nie bede sie zmieniac, bo nie bylabym soba, ale mysle, ze to by mi po prostu duzo ulatwilo.
I masz prawo być zła. A dla siebie bądź bardziej wyrozumiała.
Dużo się teraz na około Ciebie dzieje. Chaos to normalna rzecz w takim momencie. Można go uporządkować na przykład spisując sobie myśli i odpowiadając sobie na pytania, czego w tym momencie potrzebuję, co mogę zrobić, by mi było lepiej, co zmienić, jaką decyzję podjąć itp itd.
Tak tu rzeczywiscie jest spory problem w uporzadkowaniu mysli. Kazda moja proba okreslenia tego jak sobie ulatwic i pomoc wraca kolem i albo konczy sie na dzieciach, albo na mezu. Tj. jezeli podejme decyzje o poznaniu kogos to nagle mam setki pytan, czy moje dzieci beda szczesliwe, czy on je zaakceptuje, itd. Z drugiej strony nie podejmuje decyzji o blizszych kontaktach z kims innym, bo nie mam rozwodu, co wiecej nikt nie ma w najblizszych planach wniesienia pozwu do sadu. Ja sie na razie do takiej decyzji nie nadaje. Aby zadecydowac o rozwodzie, musze najpierw przestac kochac meza. No i znowu kolo sie zamyka i tak konczy sie kazda proba rozmyslan, dlatego wole sie nie zameczac i skupic na innych rzeczach- na sprawach codziennosci.
Masz w ogóle w ciągu dnia/tygodnia, czas dla siebie samej?
W sumie to nie mam czasu dla siebie. Moj dzien wyglada mniej wiecej tak:
Wstaje kolo 7 rano. Karmie mlodsza corke podem do 8:45 szykuje starsza corke do szkoly. Zazwyczaj moj tata ja odwozi. Potem ja sie myje, mlodsza corka je drugie sniadanie. Sprzatam, klade mlodsza corke na przedpoludniowa drzemke. Robie zakupy i zajmuje sie innymi sprawami codziennymi (porzadek na rodzicow komputerach- od kilku tygodni jeszcze tego nie dokonczylam taki balagan maja, pranie, czasami pomagam mamie w gotowaniu- nie mam zdolosci kulinarnych, czasami jakis wyjazd typu szczepienie dziecka, badania ortopedyczne, okulistyczne, no i inne roznosci) potem odbieram trojke dzieci ze szkoly (swoja starsza corke i dwie corki mojej siostry), no i wtedy to juz wogole biegam jak ze sraczka. Trzeba przypilnowac aby wszystkie porobily lekcje, poczytaly czytanki, nauczyly sie wierszy itd. No i przy okazji moja mlodsza corka (istny szatan) robi wszystko abym nawet na chwilke nie mogla usiasc. Potem jade ze starsza corka albo na lekcje gry na pianinie, albo na wokalistyke albo na kurs jazdy konnej, no i jeszcze wieczorem udzielam korepetycji. W miedzy czasie dokarmiam na okraglo mlodsza corke, bo ona ciagle jest glodna
Potem klade dzieci spac i biore sie za nauke. Mlodsza idzie spac o 20:00-20:30, ze starsza cwicze jeszcze wokal na rozne uroczystosci i konkursy i pokazuje jej rozne rzeczy na kompie, typu obsluga programow, logowanie sie do maila, wysylanie wiadomosci, obsluga konta bankowego. Nie da rady tego wszystkiego zrobic w jeden wieczor, tak wiec po 15-20 minut dziennie jakos brniemy do przodu. No i tak naprawde "wolna" to jestem dopiero kolo 22:00. No ale wtedy czeka na mnie nauka
Moze pomyslicie sobie, ze duzo poswiecam czasu starszej corce- tak jest doprawdy. Ona jednak wymaga wiecej czasu niz jej rowiesnicy. Staram sie ja usamodzielnic. Niestety idzie to mocno opornie. Ona jest bardzo wczesnym wczesniakiem. Urodzila sie 3 miesiace przed terminem. Przeszla przez pieklo, ktore jeszcze sie nie skonczylo. Miala miedzy innymi krwawienia dokomorowe w mozgu, przez co ma problemy z nauka i przez 3-miesieczna respiracje ma zwapnione pluca, tak wiec nigdy nie bede mogla pracowac fizyczne (no i jeszcze duzo innych komplikacji, ale nie ma sensu rozwodzic sie nad tym). Stad moja wyjatkowa troska o to, aby zapewnic jej jak najwiecej mozliwosci na przyszlosc. Pracujemy nad tym po kilka godzin dziennie, bez wyjatkow- dzien w dzien. Idzie bardzo opornie, ale sa malusie postepy.
No! Tak wiec wracajac do mnie, nie mam czasu dla siebie przez najblizsze 4 lata (2 lata magisterki + 2 podyplomowki, z ktorych kazda jest roczna) i musze to zrobic. Dzieki temu bede mogla zagwarantowac sobie i moim dzieciom lepsza przyszlosc bez liczenia na czyjakolwiek pomoc. Od kiedy poznalam sie na moim mezu (czyli wiem, ze nie moge na niego liczyc na, bo zostawia mnie srednio raz w roku) obsesyjnie daze do powyzszego celu.
O kurcze, znowu napisalam wypracowanie :-]
14 131 2012-12-03 23:49:19
Ktosik ja tez jak Anstawia uwazam, ze jestes zbyt surowa dla siebie. Mi sie wydaje, ze Ty nie masz czasu dla siebie
. Ty sobie tak "funkcjonujesz" a, ze nie masz czasu to i nie masz czasu aby "pomyslec". Z jednej strony to wygodne, bo moze jakbys na prawde zaczela sie zastanawiac to "bolaloby za bardzo"
.
Wiesz mi sie tez kiedys wydawalo, ze jestem silna i sama sobie ze wszystkim poradze. Niestety nie poradzilam. Moim problemem do tej pory jest "udawanie twardej". Dlaczego, bo sobie tak wmowilam, ze musze byc twarda, bo to oznaka sily itp. A tak nie jest. A co jest zlego w tym, ze sie wkurzysz, poplaczesz? A wiesz jak ten placz pomaga?
.
Ktosik wpadaj na forum czesciej i pisz o swoich uczuciach - dobrych, zlych wszystko jedno!
Nie pisz o mezu, bo my chcemy wiecej wiedziec o Tobie. Jaki on jest to my wiemy, bo wszystkie karaluchy takie same.
Dzieki Magnolio, to duzo pomaga, ze mam w Was wsparcie, ze mnie rozumiecie (no moze nie do konca, bo wiem, ze nie rozumiecie dlaczego nie podejmuje decyzji o rozwodzie
)
Nie mam czasu, to prawda, spojrz ma moja odpowiedz na posta Anstawii. Choc w sumie nie ma w tym nic wyjatkowego, bo przeciez jakas polowa kobiet ma takie zycie jak ja.
Dzisiaj jest juz lepiej. Szybko zbieram sie do kupy. Placz, hm, rzadko mi sie zdarza. Pamietam jak moja siostra na poczatku dosc czesto klocila sie z mezem. Co chwile byla u rodzicow w domu (ja jeszcze bylam panienka) i plakala i rzeczywiscie lepiej sie po tym czula. Ja mam problem z otwieraniem sie przed innymi, rzadko tez placze, zazwyczaj z nerwow, na zasadzie niemocy. Z drugiej strony jest mi strasznie wstyd, kiedy ktos widzi jak placze ![]()
14 132 2012-12-04 00:01:59
Nie mam czasu, to prawda, spojrz ma moja odpowiedz na posta Anstawii. Choc w sumie nie ma w tym nic wyjatkowego, bo przeciez jakas polowa kobiet ma takie zycie jak ja.
A do ktorej polowy chcesz nalezec? Chcesz tak zyc przez cale Twoje zycie ?
14 133 2012-12-04 00:24:13 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-12-04 00:25:53)
Ktosik2025 napisał/a:Nie mam czasu, to prawda, spojrz ma moja odpowiedz na posta Anstawii. Choc w sumie nie ma w tym nic wyjatkowego, bo przeciez jakas polowa kobiet ma takie zycie jak ja.
A do ktorej polowy chcesz nalezec? Chcesz tak zyc przez cale Twoje zycie ?
Magnolio, to sie kiedys zmieni. Tak, za 4 lata bede miala troche czasu dla siebie.
Poza tym wykorzystuje maksymalnie czas kiedy jestem w szkole, tj nie wracam na noc do domu, za duzo czasu by to zajelo i zbyt kosztowne. Chodze wtedy do kina ze znajomymi (czasami sama, jak mam taka akurat ochote) i na wieczorne imprezy. Nie jest zle ![]()
Poza tym jak mam wolny weekend (czyt. nie jestem w szkole na zajeciach) to zabieram dzieci gdzies. Jest fajnie. Maluchy sie ciesza ![]()
14 134 2012-12-04 00:35:48
magnolia73 napisał/a:Ktosik2025 napisał/a:Nie mam czasu, to prawda, spojrz ma moja odpowiedz na posta Anstawii. Choc w sumie nie ma w tym nic wyjatkowego, bo przeciez jakas polowa kobiet ma takie zycie jak ja.
A do ktorej polowy chcesz nalezec? Chcesz tak zyc przez cale Twoje zycie ?
Magnolio, to sie kiedys zmieni. Tak, za 4 lata bede miala troche czasu dla siebie.
Poza tym wykorzystuje maksymalnie czas kiedy jestem w szkole, tj nie wracam na noc do domu, za duzo czasu by to zajelo i zbyt kosztowne. Chodze wtedy do kina ze znajomymi (czasami sama, jak mam taka akurat ochote) i na wieczorne imprezy. Nie jest zle
Poza tym jak mam wolny weekend (czyt. nie jestem w szkole na zajeciach) to zabieram dzieci gdzies. Jest fajnie. Maluchy sie ciesza
O Ktosik to w koncu jest zle czy fajnie? Za 4 lata to....moze sie wykonczysz psychicznie
.
Ktosik znajdz czas na czytanie tego watku !!!!
14 135 2012-12-04 00:38:44
hm... napisał/a:Najgorzej jest kiedy kumulowane uczucia próbują wyjść na światło dzienne.
Ekslozja !!!Tylko czemu upychasz te emocje po wszystkich zakamarkach, zamiast się ich systematycznie pozbywać? Czemu i przed kim udajesz spokojną, rozumiejącą, radosną, ufną?
Gdy gromadzisz złość, wściekłość (i inne emocje z gatunku tych nieprzyjemnych), zużywasz mnóstwo siły do ich hamowania - stąd bezsilność. Gromadzona złość działa destrukcyjnie, powodując różnego rodzaju choroby psychosomatyczne. Przychodzi też taka chwila, gdy byle drobiazg staje się iskrą zapalną i wybuchasz. Wezuwiusz wówczas to pikuś.
Tymczasem, można inaczej.
Wystarczy zdecydować.
Ja to a propos Ktosik wpisałam. Taka refleksja.
Kiedy jestem zła idę pokrzyczeć w ustronne miejsce, albo wychodzę do łazienki cxy też gdzieś indziej i liczę do 10.
Jak Wy radzicid sobie z niektórymi emocjami?
14 136 2012-12-04 00:48:15
hm...,
Twój post był pretekstem. ![]()
Przestałam być ciągle miłą, uśmiechniętą, rozumiejąca, współczującą, jednym słowem fałszywą.
Zaczęłam mówić wprost o tym, ze czyjeś zachowanie mnie złości, wkurza, denerwuje, irytuje.
Zaczęłam mówić wprost, że nie zgadzam się na określone zachowanie względem mnie.
Gdy decydowałam się na ukrycie swych emocji, to (gdy tylko było to możliwe) dawałam im wyraz: klnąc, wrzeszcząc, idąc baaaaaaardzo szybkim krokiem, wymyślając sposoby (dość drastyczne) ukarania sprawcy mej wściekłości, waląc zakręconą pustą butelką plastikową, wykonując jakieś ciężkie fizyczne prace.
14 137 2012-12-04 01:28:25
O Ktosik to w koncu jest zle czy fajnie? Za 4 lata to....moze sie wykonczysz psychicznie
.
Ktosik znajdz czas na czytanie tego watku !!!!
Magnolio niby co mam zrobic, aby cos zmienic? Mam dzieci i musze sie nimi zajac. A to ze jedno jest nadpobudliwe a drugie ma spore problemy nie jest moich dzieci wyborem. Takie sa i ja musze sobie z tym poradzic. Nie moge tez zrezygnowac ze szkoly, musze sie edukowac- to jest moja i dzieci szansa. Mam dokladnie zaplanowane krok po kroku wszystko. A ze to tyle czasu zajmuje, to trudno. Zrobilam 4 lata inzyniera w 3, pracowalam przy tym na 1,5 etatu w anglii i dolatywalam na weekendy do Polski na studia. Przy okazji zajmowalam sie dzieckiem i jeszcze pod koniec tego hardcoreu bylam w ciazy. Wychodzilam z siebie, aby dac rade i prawie nie spalam przez rok, teraz nie jest mi juz tak ciezko, ale nie podejme sie znowu przyspieszonej edukacji, bo przestalabym juz wtedy chyba calkiem spac...
To znaczy, napisze tak, nie przeszkadza mi to ze nie mam czasu dla siebie. Tzn zdarza mi sie, ze wychomikuje pol godzinki dla siebie. Radze sobie. Musze tylko w koncu zaakceptowac nowa sytuacje jaka jest w moim zyciu. Wiem, ze pewnie bede musiala doswiadczyc tych wszystkich emocji jakie towarzysza rozpadowi rodziny, odejsciu osoby, ktora sie kocha. Mysle jednak, ze to iz nie mam czasu ubolewac nad tym jest akurat w tym wypadku pozytywne. Kilka lat temu, kiedy nie bylam tak mocno zajeta (nie studiowalam, nie pracowalam, nie bylo mlodszej corci, starsza jeszcze nie chodzila do szkoly, wiec nie poswiecalam jeszcze az tyle czasu dla niej) duzo gorzej przechodzilam meza "fochy". Teraz jest ok. Ja to sobie tak tlumacze. Czlowiek jest istota, ktora "swiecie", tak wiec jak ma tylko jedno zrodlo tej energii (czyt. partner) to jak to zrodlo zostanie odciete czlowiek gasnie. Inaczej jest kiedy czlowiek ma wiele tych zrodel (znajomi, hobby, praca, rodzina, szkola, itd) wtedy jak odchodzi jedno zrodlo, czlowiek lekko przygasa, ale nadal "swieci". Tak jest w moim wypadku. Przygaslam, ale nadal swiece...
14 138 2012-12-04 01:48:57
hm... moim lekarstwem na złość, jest moja praca. Pracuję w miłej atmosferze, z miłymi ludźmi ale fizycznie i to jest plus. Do tego, do pracy jeżdżę skuterem. Teraz często pada. Klnę po drodzę jak diabli, czasami już nawet nie o ten deszcz chodzi, ale o inne problemy, ale wyżywam się na deszczu. Wchodzę do pracy i słyszę: Zrobić Ci kawę? Wtedy już nawet nie pamiętam,że ja byłam na coś zła i, że padało. Zaczynam myśleć reaalistycznie, jak rozwiązać problem, a rozmowa podczas kawy może nasunąć różne rozwiązania. I tak to się toczy.
14 139 2012-12-04 01:59:56 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-12-04 02:01:36)
Ja to a propos Ktosik wpisałam. Taka refleksja.
Kiedy jestem zła idę pokrzyczeć w ustronne miejsce, albo wychodzę do łazienki cxy też gdzieś indziej i liczę do 10.
Jak Wy radzicid sobie z niektórymi emocjami?
Ja to roznie sobie radze. Nie zawsze jestem dumna ze sposobu jaki zastosowalam ![]()
Czasami po prostu ide do gory i jak corka za mna biegnie to mowie, aby nie szla za mna bo jestem tak wsciekla, ze jak bedzie chciala cokolwiek ode mnie to jeszcze jej wiazanke puszcze i jej sie nazbiera. Ona niestety czesto nie daje za wygrana i jest upierdliwa, to wtedy opieprzam ja z gory do dolu. No i nieszczegolnie jestem z tego systemu dumna, ale na razie rozum najczesciej przegrywa walke z emocjami.
Czasami jak moje nerwy siegaja zeniutu to rzucam "miesem" na wszsytko co jest dookola mnie. Na szczescie szybko przechodza mi nerwy i w ich miejsce przychodzi skrucha i przepraszam wszystkich...
Zazwyczaj jednak staram sie panowac nad nerwami i po prostu sle osobie, ktora mnie denerwuje upomnienia i w wiekszosci przypadkow kilka upomnien wystarcza.
Jezeli zdenerwuje mnie np rozlana herbata na swierzo wyprasowanym obrusie, to bardziej chce mi sie plakac z nerwow i biegam wtedy jak ze sraczka i nie chce niczyjej pomocy, natomiast wymagam, aby wszyscy intuicyjnie wiedzieli, ze maja odejsc jak najdalej ode mnie (no bo ja z rodziny jasnowidzow jestem...
), bo inaczej bede gryzla ![]()
Ogolnie to (choc ja tu nie jestem dobrym przykladem) uwazam ludzi raczej za istoty rozumne, ktore maja rozum po to aby z niego korzystac, a nerwy sa raczej brakiem rozumnego myslenia. Tak wiec jeszcze duzo pracy przede mna, zamin wpisze sie w swoja definicje istoty rozumnej ![]()
Dobra ide dalej robic projekt, bo sie znowu rozpisalam ;D
14 140 2012-12-04 02:00:13
Ktosik ja nie wiem co Ty masz zmienic to Twoje zycie!!! Mi sie wydaje, ze nie zdajesz sobie sprawy co robisz ze soba? Ty sie niszczysz. To przeciez SAMODESTRUKCJA. Czekasz na pomnik posmiertny? Ja rozumiem dzieci ale przeciez nie mozesz tak jeszcze 4 lata ciagnac ![]()
14 141 2012-12-04 02:04:47
Witam mam na imie Monika mam taki problem otóż zdarzyło się to 10 lat temu gdy moja pseudo teściowa odebrała mi moją córcie wmówiła sędzi że ona sie obawia dalszego życia mojej córci i zrobiła ze mnie idiotke która musi się leczyc w poradni dla psychicznie chorych no fakt nie udało jej sie całkowicie odebrać bo zostałam ograniczona w wychowaniu córki i widuje sie z nią raz w miesiącu godz czasu powiedzie co mam zrobić aby odzyskać ją całkowicie proszę o pomoc
14 142 2012-12-04 02:06:29
Ktosik ja nie wiem co Ty masz zmienic to Twoje zycie!!! Mi sie wydaje, ze nie zdajesz sobie sprawy co robisz ze soba? Ty sie niszczysz. To przeciez SAMODESTRUKCJA. Czekasz na pomnik posmiertny? Ja rozumiem dzieci ale przeciez nie mozesz tak jeszcze 4 lata ciagnac
Dam rade Magnolio. W sumie to jestes pierwsza osoba, ktora powiedziala mi, ze sama siebie tym niszcze. Nigdy nie patrzylam na to z tej strony
Nigdy nawet nie pomyslalam, ze moge nie dac rady... W ciagu roku szkolnego jest duzo do roboty, to prawda. Natomiast w wakacje laduje akumulatory na nastepne 10 miesiecy. Spie sobie wtedy od 22:00 do rana. Zyc nie umierac ![]()
14 143 2012-12-04 02:17:29
Dasz sobie rade ale z czym? Powiesz swojemu cialu teraz nie spie ale w wakacje sie wyspie. Poczekaj moje cialo do wakacji. Ktosik ty nie dasz rady bo juz sobie nie radzisz
. Oszukujesz sie juz od co najmniej kilku lat. Nie zgrywaj twardzielki, bo to nie Twoja sila tylko niedojrzalosc. Pisalam Ci, ze dobrze Ci z tym brakiem czasu, bo nie chcesz myslec. Boisz sie swoich mysli
. Bo jakbys zaczela "miec czas" to znalazlabys moze czas na myslenie i na to czego boisz sie najbardziej "zmiany". Powiedz mi ile kierunkow studiow zamierzasz skonczyc?
14 144 2012-12-04 02:18:34
Pomóźcie mi prosze ! Napiszcie mi co mam zrobić błagam
14 145 2012-12-04 02:21:00
Gwiazda napisz wiecej, bo ja nie wiem co Ci radzic?
14 146 2012-12-04 02:55:01
Pomóźcie mi prosze ! Napiszcie mi co mam zrobić błagam
Gwiazda, sad na puste slowa nie poparte dowodami nie zabiera komus praw do opieki nad dzieckiem. Co takiego zrobilas, ze sad ograniczyl Twoja mozliwosc sprawowania nad dzieckiem opieki?
14 147 2012-12-04 02:56:32
Dasz sobie rade ale z czym? Powiesz swojemu cialu teraz nie spie ale w wakacje sie wyspie. Poczekaj moje cialo do wakacji. Ktosik ty nie dasz rady bo juz sobie nie radzisz
. Oszukujesz sie juz od co najmniej kilku lat. Nie zgrywaj twardzielki, bo to nie Twoja sila tylko niedojrzalosc. Pisalam Ci, ze dobrze Ci z tym brakiem czasu, bo nie chcesz myslec. Boisz sie swoich mysli
. Bo jakbys zaczela "miec czas" to znalazlabys moze czas na myslenie i na to czego boisz sie najbardziej "zmiany". Powiedz mi ile kierunkow studiow zamierzasz skonczyc?
Ksztalce sie w jednym kierunku, tylko ze do osiagniecia postawionego sobie celu nie wystarczy mi mgr. Musze zrobic jeszcze 2 podyplomowki. Jedna w sumie to najlepiej jak od razu po mgr, druga moze poczekac troszke
14 148 2012-12-04 06:02:48 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-12-04 06:51:36)
Znowu mam bezsenność
Już w pełnym księżycu doszukiwałam się winy, ale przecież nie może co tydzień być pełni ![]()
14 149 2012-12-04 06:33:39 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-12-04 07:07:05)
Zycie we dwoje jest latwiejsze, mozna podzielic obowiazki, w razie czego przytulic sie, nawet sama swiadomosc, ze jest ktos obok daje duzy komfort psychiczny. Przynajmniej ja to tak postrzegam.
Życie we dwoje jest łatwiejsze pod warunkiem, że świetnie dogadujemy się z partnerem, rozumiemy się i potrafimy te obowiązki dzielić. Trudniej jest gdy kiepsko układa się w małżeństwie i wiadomo, że liczyć na drugą osobę nie możemy. Tysiące osób pisze na tym forum: czuję się samotna w małżeństwie.......ja do tej grupy też należałam.
Sama świadomość, że mamy męża to za mało....
Też tak kiedyś myślałam - miło mieć świadomość, że jest, zawsze to łatwiej we dwoje...... . Tylko jakie dwoje ?
W moim małżeństwie od dawna nie było dwoje. Moje i dzieci problemy nie interesowały go, więc jakie dwoje ? łączyła nas kuchnia, łóżko i obrączki...obrączkę zdjął, bo cisnąc go zaczęła w 08 r.
i wiesz, że ja do końca myślałam, że jesteśmy dobrym małżeństwem.
Można i w tłumie czuć się samotną......
**********************************
Długo myślałam o Tobie.
Masz trudną sytuację. Nigdy w takiej nie byłam. Z tego co piszesz wynika, że masz problemy ze starszą córką i bardzo dużo poświęcasz jej czasu.
O młodszej córce piszesz, "(istny szatan) robi wszystko abym na chwilę nie mogła usiąść." Ktosik, a może ona zwyczajnie chce zwrócić na siebie Twoją uwagę. Może ona czuje zazdrość o mamę, która tak bardzo jest zajęta starszą siostrą ?
Opowiem Ci historię, którą opowiedziała mi koleżanka lekarka. Otóż pewnego dnia zgłosiła sie do niej mama z córką. MAma biadoliła na swój los i los drugiej córki. Ta druga miała wadę serca i mama wiele mojej koleżance mówiła o zdrowiu starszej, chociaż to z młodszą przyszła na wizytę. W końcu koleżance udało się dowiedzieć, że ta córka, z którą przyszła ta pani, skarży sie na ból gardła. Kazała się dziewczynce rozebrać. Po zdjęciu luźnych ciuszków, ukazała się wychudzona postać dziecka. Matka stwierdziła, że taka "uroda córki". Przy badaniu gardła szpatułką, dziewczynka zwymiotowała. Koleżanka od razu powiązała ten fakt z jej chudością. Nic jednak matce nie powiedziała o podejrzeniu bulimii (była pewna bulimii). Stwierdziła anginę (a może przeziębienie, nie pamiętam) i dała skierowała do psychologa. Spytałam, dlaczego nie powiedziałaś matce o bulimii!? Odpowiedziała, że matka i tak by mi nie uwierzyła.
Nie rozumiałam tego i wówczas koleżanka wytłumaczyła mi, że matka zajmuje się tylko starszą córką a młodsza jest zazdrosna i tak odreagowuje zazdrość - dziwne prawda ?
Kiedyś namiętnie oglądałam "Super Nianię". Zapraszano ją do dzieci, o których ich rodzice mówili, niegrzeczni, okropni, mówili, że nie mogą sobie z nimi dać rady. Okazywało się, że to nie dzieci miały problem, tylko ich rodzice. Brakowało konsekwencji w ich postępowaniu, stawiania granic. Bywało też tak, że zwykła zazdrość o rodzeństwo, powodowała ich złe zachowanie. Zachowywali się źle, by zwrócić na siebie uwagę rodzica. To nic, że krzyczał, złościł sie, ąle swój czas poświęcał im - dziwne prawda ?
Może Ktosik cała Twoja rodzina "zazdrosna" jest o Twój czas poświęcany starszej córce. Może mąż również ma do Ciebie o to żal. Wydaje mi się, że powinnaś zasięgnąć porady psychologa dziecięcego a są tacy.
Zauważyłam coś jeszcze:
piszesz, karmię młodszą o 8:45, potem je drugie śniadanie ( i to Ty zapewne karmisz małą/masz na to czas, bo starsza jest w szkole) i w międzyczasie dokarmiam na okrągło młodszą córkę, bo ona ciągle jest głodna.
Tak, ona ciągle je, bo tylko przy karmieniu/jedzeniu poświęcasz jej czas. Ona ma wtedy mamę dla siebie. Mała znalazła pomysł na chwilę mamy dla niej. To czas jedzenia.
CZy aby na pewno Twoja starsza córka, która jak sama piszesz, ma problemy z nauką, musi mieć tyle zajęć dodatkowych ?
Poza tym są jeszcze dzieci siostry....i pilnowanie ich lekcji
i jeszcze korki innym dzieciom
(domyślam się, że dzieciom). Biedna mała, tyle dzieci zabiera jej mamę....albo mama daje się zabrać. Może więcej czasu dziewczynki mogłyby spędzać razem (?)
Wydaje mi się, że próbujesz wynagrodzić córce starszej, jej ból i cierpienie, ale obawiam się, że odbywa się to kosztem młodszej, a może i całej waszej rodziny. Piszesz też, że próbujesz ją usamodzielnić, ale cały czas poświęcasz jej całą siebie. Ktosiu nie na tym polega usamodzielnianie i ja jako starsza wiekiem i doświadczeniem, każdej mamie powiem, że warto dzieci usamodzielniać bardzo wcześnie i nałożyć na nie obowiązki. Widzę po swoich dorosłych synach jakie błędy wychowawcze zrobiłam i jak trudno to naprawić. Muszę w "chytry, przebiegły" sposób" wprzęgać je w obowiązki domowe.( Już tłumaczę o co chodzi. Gdybym powiedziała np. do młodszego, odkurzasz pater, oczywiście usłyszałabym ok, ale później, teraz nie mam czasu, jak wrócę. Pytam go więc, sprzątasz ubikację, czy parter odkurzasz (kurze też) i słyszę, sprzątam parter. Za minutę już pracuje odkurzacz
. Tak boją się sprzątania toalet moje dzieci! więc żeby nie robić tego, od razu zajmują się tym co WYBRALI sami
. W taki sposób sprzątają w podskokach i z uśmiechem na ustach
)
Rozumiem, że Twoja córa ma problemy ze zdrowiem, ale musi z tym żyć i sama sobie radzić w życiu, a z tego co napisałaś, wynika że raczej opiekujesz się nią a nie usamodzielniasz.
Wspaniale byłoby gdybyś porozmawiała o problemach waszej rodziny z fachowcem.
14 150 2012-12-04 09:22:44
Zofiu, Twoje spojrzenie na sytuację Ktosika wydaje mi się bardzo trafne.
I też bym Cię Ktosik namawiała na wizytę u psychologa.
Ja teraz rozumiem dlaczego w USA prawie każda osoba chodzi do psychologa. Takich rzeczy jak samoświadomość, inteligencja emocjonalna, rozwój osobisty, niestety w szkole nie uczą, nad czym ubolewam, bo żyłoby się o wiele łatwiej. Dla mnie terapia jest moim dodatkowym kursem, a tak na prawdę czymś, co zmieniło/ułatwiło mi życie. Wiedza, którą zdobyłam u psychologa, tak na prawdę nie równa się z żadnym dyplomem, który do tej pory zdobyłam. Ale wpłynie na resztę mojego życia.
Na następną terapię mamy przygotować 5min wypowiedź na temat najważniejszego wydarzenia, które wpłynęło na nasze życie ![]()
14 151 2012-12-04 11:17:02
hm...,
Twój post był pretekstem.Przestałam być ciągle miłą, uśmiechniętą, rozumiejąca, współczującą, jednym słowem fałszywą.
Zaczęłam mówić wprost o tym, ze czyjeś zachowanie mnie złości, wkurza, denerwuje, irytuje.
Zaczęłam mówić wprost, że nie zgadzam się na określone zachowanie względem mnie.
Gdy decydowałam się na ukrycie swych emocji, to (gdy tylko było to możliwe) dawałam im wyraz: klnąc, wrzeszcząc, idąc baaaaaaardzo szybkim krokiem, wymyślając sposoby (dość drastyczne) ukarania sprawcy mej wściekłości, waląc zakręconą pustą butelką plastikową, wykonując jakieś ciężkie fizyczne prace.
Wrzeszcząc i krzycząc...
Nie jest mi to obce. Niektóre sytuacje mnie wnerwiają. I nawet kiedy powiem jak bardzo mnie to wkurza to żadnej ulgi nie daje. Różnie to jest.
14 152 2012-12-04 11:22:30
Witam mam na imie Monika mam taki problem otóż zdarzyło się to 10 lat temu gdy moja pseudo teściowa odebrała mi moją córcie wmówiła sędzi że ona sie obawia dalszego życia mojej córci i zrobiła ze mnie idiotke która musi się leczyc w poradni dla psychicznie chorych no fakt nie udało jej sie całkowicie odebrać bo zostałam ograniczona w wychowaniu córki i widuje sie z nią raz w miesiącu godz czasu powiedzie co mam zrobić aby odzyskać ją całkowicie proszę o pomoc
O matko. Bardzo mi przykro.
14 153 2012-12-04 11:55:03
Ktosik2025 napisał/a:Zycie we dwoje jest latwiejsze, mozna podzielic obowiazki, w razie czego przytulic sie, nawet sama swiadomosc, ze jest ktos obok daje duzy komfort psychiczny. Przynajmniej ja to tak postrzegam.
Życie we dwoje jest łatwiejsze pod warunkiem, że świetnie dogadujemy się z partnerem, rozumiemy się i potrafimy te obowiązki dzielić. Trudniej jest gdy kiepsko układa się w małżeństwie i wiadomo, że liczyć na drugą osobę nie możemy. Tysiące osób pisze na tym forum: czuję się samotna w małżeństwie.......ja do tej grupy też należałam.
Sama świadomość, że mamy męża to za mało....
Też tak kiedyś myślałam - miło mieć świadomość, że jest, zawsze to łatwiej we dwoje...... . Tylko jakie dwoje ?
W moim małżeństwie od dawna nie było dwoje. Moje i dzieci problemy nie interesowały go, więc jakie dwoje ? łączyła nas kuchnia, łóżko i obrączki...obrączkę zdjął, bo cisnąc go zaczęła w 08 r.i wiesz, że ja do końca myślałam, że jesteśmy dobrym małżeństwem.
Można i w tłumie czuć się samotną......**********************************
Długo myślałam o Tobie.
Masz trudną sytuację. Nigdy w takiej nie byłam. Z tego co piszesz wynika, że masz problemy ze starszą córką i bardzo dużo poświęcasz jej czasu.
O młodszej córce piszesz, "(istny szatan) robi wszystko abym na chwilę nie mogła usiąść." Ktosik, a może ona zwyczajnie chce zwrócić na siebie Twoją uwagę. Może ona czuje zazdrość o mamę, która tak bardzo jest zajęta starszą siostrą ?
Opowiem Ci historię, którą opowiedziała mi koleżanka lekarka. Otóż pewnego dnia zgłosiła sie do niej mama z córką. MAma biadoliła na swój los i los drugiej córki. Ta druga miała wadę serca i mama wiele mojej koleżance mówiła o zdrowiu starszej, chociaż to z młodszą przyszła na wizytę. W końcu koleżance udało się dowiedzieć, że ta córka, z którą przyszła ta pani, skarży sie na ból gardła. Kazała się dziewczynce rozebrać. Po zdjęciu luźnych ciuszków, ukazała się wychudzona postać dziecka. Matka stwierdziła, że taka "uroda córki". Przy badaniu gardła szpatułką, dziewczynka zwymiotowała. Koleżanka od razu powiązała ten fakt z jej chudością. Nic jednak matce nie powiedziała o podejrzeniu bulimii (była pewna bulimii). Stwierdziła anginę (a może przeziębienie, nie pamiętam) i dała skierowała do psychologa. Spytałam, dlaczego nie powiedziałaś matce o bulimii!? Odpowiedziała, że matka i tak by mi nie uwierzyła.
Nie rozumiałam tego i wówczas koleżanka wytłumaczyła mi, że matka zajmuje się tylko starszą córką a młodsza jest zazdrosna i tak odreagowuje zazdrość - dziwne prawda ?
Kiedyś namiętnie oglądałam "Super Nianię". Zapraszano ją do dzieci, o których ich rodzice mówili, niegrzeczni, okropni, mówili, że nie mogą sobie z nimi dać rady. Okazywało się, że to nie dzieci miały problem, tylko ich rodzice. Brakowało konsekwencji w ich postępowaniu, stawiania granic. Bywało też tak, że zwykła zazdrość o rodzeństwo, powodowała ich złe zachowanie. Zachowywali się źle, by zwrócić na siebie uwagę rodzica. To nic, że krzyczał, złościł sie, ąle swój czas poświęcał im - dziwne prawda ?
Może Ktosik cała Twoja rodzina "zazdrosna" jest o Twój czas poświęcany starszej córce. Może mąż również ma do Ciebie o to żal. Wydaje mi się, że powinnaś zasięgnąć porady psychologa dziecięcego a są tacy.
Zauważyłam coś jeszcze:
piszesz, karmię młodszą o 8:45, potem je drugie śniadanie ( i to Ty zapewne karmisz małą/masz na to czas, bo starsza jest w szkole) i w międzyczasie dokarmiam na okrągło młodszą córkę, bo ona ciągle jest głodna.
Tak, ona ciągle je, bo tylko przy karmieniu/jedzeniu poświęcasz jej czas. Ona ma wtedy mamę dla siebie. Mała znalazła pomysł na chwilę mamy dla niej. To czas jedzenia.
CZy aby na pewno Twoja starsza córka, która jak sama piszesz, ma problemy z nauką, musi mieć tyle zajęć dodatkowych ?
Poza tym są jeszcze dzieci siostry....i pilnowanie ich lekcjii jeszcze korki innym dzieciom
(domyślam się, że dzieciom). Biedna mała, tyle dzieci zabiera jej mamę....albo mama daje się zabrać. Może więcej czasu dziewczynki mogłyby spędzać razem (?)
Wydaje mi się, że próbujesz wynagrodzić córce starszej, jej ból i cierpienie, ale obawiam się, że odbywa się to kosztem młodszej, a może i całej waszej rodziny. Piszesz też, że próbujesz ją usamodzielnić, ale cały czas poświęcasz jej całą siebie. Ktosiu nie na tym polega usamodzielnianie i ja jako starsza wiekiem i doświadczeniem, każdej mamie powiem, że warto dzieci usamodzielniać bardzo wcześnie i nałożyć na nie obowiązki. Widzę po swoich dorosłych synach jakie błędy wychowawcze zrobiłam i jak trudno to naprawić. Muszę w "chytry, przebiegły" sposób" wprzęgać je w obowiązki domowe.( Już tłumaczę o co chodzi. Gdybym powiedziała np. do młodszego, odkurzasz pater, oczywiście usłyszałabym ok, ale później, teraz nie mam czasu, jak wrócę. Pytam go więc, sprzątasz ubikację, czy parter odkurzasz (kurze też) i słyszę, sprzątam parter. Za minutę już pracuje odkurzacz. Tak boją się sprzątania toalet moje dzieci! więc żeby nie robić tego, od razu zajmują się tym co WYBRALI sami
![]()
![]()
. W taki sposób sprzątają w podskokach i z uśmiechem na ustach
)
Rozumiem, że Twoja córa ma problemy ze zdrowiem, ale musi z tym żyć i sama sobie radzić w życiu, a z tego co napisałaś, wynika że raczej opiekujesz się nią a nie usamodzielniasz.
Wspaniale byłoby gdybyś porozmawiała o problemach waszej rodziny z fachowcem.
Zofia poruszyła ważny aspekt wychowawczy jakim jest dawanie dzieciom wyboru.
Dzieci w trudnych sgtuacjach bardzo pragn? naszej uwagi.
Jeśli rodzice nie są razem to jest to trudna sytuacja. Kryzys, dopóki si? nie unormuje.
14 154 2012-12-04 12:30:03
I tychże trudnych sytuacji się boję. W sensie, że już zaczynam myśleć co robić, jak reagować, kiedy po przeprowadzce maluchy będą płakać, gdzie jest tata. Czmu go nie ma z nimi stale.... Bo będą, bo bardzo go kochają.
Troszkę mam doła z tego powodu, ale jednocześnie mam czas, sporo czasu, żeby nad tym pomyśleć, poszukać rozwiązań, sposobów, nastawić się, że tak będzie, żebym nie robiła wielkich oczu i nie opuszczała rąk, kiedy to się będzie działo....
Ano nic.
Dziś mam nerwa, bo stos papierów, a ja muszę za godzinkę/półtorej wyjść - ze starszą idę dziś do psychologa.
14 155 2012-12-04 16:44:04
Byle psycholg faktycznie się zainteresował i poświęcił czas jak się należy.
14 156 2012-12-04 17:19:58
Hm...Ty to sie boisz psychologa jak diabel swieconej wody ![]()
14 157 2012-12-04 17:24:52
Niektóre sytuacje mnie wnerwiają. I nawet kiedy powiem jak bardzo mnie to wkurza to żadnej ulgi nie daje. Różnie to jest.
Bo czasami to trzeba cos zmienic a nie tylko sie wkurzac, ze cos jest nie tak. Od samego wkurzanie nic sie nie zmieni
Moze wkurzasz sie, ze sie wkurzasz
?
14 158 2012-12-04 17:24:54
Hm...Ty to sie boisz psychologa jak diabel swieconej wody
Skąd taki wniosek.?
Chodziłam kiedyś.
14 159 2012-12-04 17:27:42
Bez przesady. Radzę sobie z emocjami jakoś i staram się radzić sobie jeszcze lepiej.
14 160 2012-12-04 17:32:31
magnolia73 napisał/a:Hm...Ty to sie boisz psychologa jak diabel swieconej wody
Skąd taki wniosek.?
Chodziłam kiedyś.
Skad taki wniosek z Twoich postow
Ja mam super pamiec i jakies 1,5 tygodnia temu juz mialas isc do psychologa i co?
14 161 2012-12-04 17:35:47 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-04 17:38:52)
Bez przesady. Radzę sobie z emocjami jakoś i staram się radzić sobie jeszcze lepiej.
No radzisz sobie "jakos"
![]()
A kiedy odczuwalas emocje: "radosc" ? Tak sobie " jakos" z ta emocja "poradzilas", ze juz zapomialas o niej
![]()
14 162 2012-12-04 17:56:31
Nie zapomniałam.
Nie mam z kim zostawić małego na razie.
14 163 2012-12-04 18:02:40
Nie zapomniałam.
Nie mam z kim zostawić małego na razie.
Zeby wykrecic numer i zrobic termin nie masz z kim zostawic syna?
14 164 2012-12-04 18:59:00
zabko
Dzieciaki jakoś godzą się z sytuacją rozstania rodziców,
ale na pewno ważna jest postawa mamy.
Kiedy widzą jej łzy, boją się, martwią.
Chodzisz z dzieckiem do psychologa i mądrze robisz
Mnie kiedyś psycholog dziecięca bardzo pomogła. Byłam wówczas w szpitalu. Chciałam widzieć się z synami, ale oznaczało to rozmowę, powiedzenie co się stało. Starszy syn znał ją od mojego ojca, młodszy (mimo 16 lat był ze mną bardzo związany) okłamany został przez męża i usłyszał, że mam uczulenie na lek. Chciałam powiedzieć prawdę, zobaczyć go, przytulić a jednocześnie bałam się, że swoimi słowami (prawdą) zrobię mu ogromną krzywdę. Prosiłam na oddziale psycholożkę o pomoc. Nie dostałam jej. Z pomocą przyszła mi kuzynka. Dała mi namiary na psycholog dziecięcą. TA, kiedy dowiedziała się, co się stało, udzieliła mi porady przez telefon ( gratis ! ). Kazała mi dać synowi poczucie bezpieczeństwa. Kazała mówić, że chora jestem na depresję, przyjmuję leki i jestem pod opieką lekarzy. Te ostatnie słowa były konieczne i bezcenne. Syn najpierw przeraził się a za chwilę wyciszył. Na każde jego pytanie miałam "iść" w chorobę i powtarzać, bądź spokojny jestem pod dobrą opieką, jestem w rękach lekarzy.
Jej porady okazały się bezcenne. Udało się
. Syn odchodził spokojny. Jestem tej kobiecie dozgonnie wdzięczna i ona o tym wie
.
Gdyby nie jej porady, ta rozmowa miałaby zdecydowanie inny przebieg.
14 165 2012-12-04 21:05:41
Nie zapomniałam.
Nie mam z kim zostawić małego na razie.
Hm... nam nie wmówisz, ze nie masz co z dzieckiem zrobić. Dziecko ma babcię, ojca i ojczyma, i nie ma takiej opcji żeby wszyscy byli zajęci i nie chcieli Ci pomóc. My jesteśmy dorosłe baby hm... ........... i po przejściach
Nas nie tak łatwo w pole wyprowadzić ![]()
14 166 2012-12-04 21:14:46 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-12-04 21:16:23)
hm... napisał/a:Nie zapomniałam.
Nie mam z kim zostawić małego na razie.Hm... nam nie wmówisz, ze nie masz co z dzieckiem zrobić. Dziecko ma babcię, ojca i ojczyma, i nie ma takiej opcji żeby wszyscy byli zajęci i nie chcieli Ci pomóc. My jesteśmy dorosłe baby hm... ........... i po przejściach
Nas nie tak łatwo w pole wyprowadzić
Zofiu nas nie latwo w pole wyprowadzic
ale to nie ma znaczenia, bo Hm...caly czas SIEBIE SAMA stara sie w pole wyprowadzic
. Na innych watkach radzi innym i to calkiem madrze radzi ![]()
U niej nie jest tak zle
. Inni to maja dopiero problemy
.
14 167 2012-12-04 23:56:53
hm... napisał/a:Nie zapomniałam.
Nie mam z kim zostawić małego na razie.Zeby wykrecic numer i zrobic termin nie masz z kim zostawic syna?
Mogę mieć sto terminów. Nie mam jak pójść.
14 168 2012-12-05 00:00:33
hm... napisał/a:Nie zapomniałam.
Nie mam z kim zostawić małego na razie.Hm... nam nie wmówisz, ze nie masz co z dzieckiem zrobić. Dziecko ma babcię, ojca i ojczyma, i nie ma takiej opcji żeby wszyscy byli zajęci i nie chcieli Ci pomóc. My jesteśmy dorosłe baby hm... ........... i po przejściach
Nas nie tak łatwo w pole wyprowadzić
No nie takie to łatwe jak Wam się wydaje. Dobrze wyliczę. Babcia w szpitalu, ojciec odpada z powodów rozwodowych, a ten z którym mieszkam pracuje w drugą stronę od miasta w którym jest szkoła i kończy bardzo późnol
14 169 2012-12-05 00:08:00
Istnieją konsultacje przez skype.
14 170 2012-12-05 00:09:55
Długo myślałam o Tobie.
Masz trudną sytuację. Nigdy w takiej nie byłam. Z tego co piszesz wynika, że masz problemy ze starszą córką i bardzo dużo poświęcasz jej czasu.
O młodszej córce piszesz, "(istny szatan) robi wszystko abym na chwilę nie mogła usiąść." Ktosik, a może ona zwyczajnie chce zwrócić na siebie Twoją uwagę. Może ona czuje zazdrość o mamę, która tak bardzo jest zajęta starszą siostrą ?
Nie wydaje mi sie. Jej tez poswiecam sporo czasu. Ona w ciagu dnia duzo jeszcze spi i staram sie organizowac nauke starszej corki wlasnie w czasie drzemek mlodszej corci. Z tego co mi mama mowi, to ta mlodsza moja pociecha jest dokladnie taka jak bylam ja w jej wieku- totalnie nieokielznana. Sama sie ciegle przede mna chowa, aby moc w "spokoju" cos zpsocic ![]()
Może Ktosik cała Twoja rodzina "zazdrosna" jest o Twój czas poświęcany starszej córce. Może mąż również ma do Ciebie o to żal. Wydaje mi się, że powinnaś zasięgnąć porady psychologa dziecięcego a są tacy.
Wbrew pozorom jak mieszkalam z mezem, to mialam dla niego sporo czasu. To znaczy on nie wymagal ode mnie poswiecania mu czasu, bo on sam pracuje po 16-18 h dziennie (z wlaczeniem wiekszosci sobot i niedziel), to predzej ja zabiegalam o to, aby mial dla nas troche czasu. Jak wczesniej pracowal mniej (jeszcze nie bylo mlodszej corki) to ja oczywiscie mialam te swoje "wymagajace duzej ilosci czasu" studia. Tak wiec jak on chcial jechac do znajomych, to ja pakowalam laptopa i uczylam sie u znajomych, bo on nie chcial beze mnie jezdzic do nikogo. Nie mial do mnie o to pretensji, czul sie raczej dumny, ze jego zona sie doksztalca.
Zauważyłam coś jeszcze:
piszesz, karmię młodszą o 8:45, potem je drugie śniadanie ( i to Ty zapewne karmisz małą/masz na to czas, bo starsza jest w szkole) i w międzyczasie dokarmiam na okrągło młodszą córkę, bo ona ciągle jest głodna.
Tak, ona ciągle je, bo tylko przy karmieniu/jedzeniu poświęcasz jej czas. Ona ma wtedy mamę dla siebie. Mała znalazła pomysł na chwilę mamy dla niej. To czas jedzenia.
Jeyne kiedy ja karmie to jak rano dostaje kaszke z butelki i jak daje jej zupe. Ze wzgledu na swoja wielka milosc do jedzenia corcia sama szybko nauczyla sie jesc. Jak sie bawimy razem, to ona ucieka ode mnie i leci grzebac w lodowce. Nie lubie tego i staram sie ja ograniczyc w tych jej obrzarstwach. Nawet bylam u Pani doktor i ona stwierdzila, ze mozna probowac ja oszukiwac (niestety corcia nie daje sie na takie rzeczy nabierac) lub po prostu przeczekac ten okres i w koncu moze przestanie ciagle jesc. Juz nawet jak ide z nia na spacer to przestalam chodzic przy okazji na zakupy, bo ona niedosc ze zrzuca wszystko z pulek to jeszcze zjada to co potrafi otworzyc. Najgorzej jest na dziale miesnym, bo robi dzika histerie jak widzi kielbase za szyba!
CZy aby na pewno Twoja starsza córka, która jak sama piszesz, ma problemy z nauką, musi mieć tyle zajęć dodatkowych ?
Poza tym są jeszcze dzieci siostry....i pilnowanie ich lekcjii jeszcze korki innym dzieciom
(domyślam się, że dzieciom). Biedna mała, tyle dzieci zabiera jej mamę....albo mama daje się zabrać. Może więcej czasu dziewczynki mogłyby spędzać razem (?)
Nie moge nie pomoc mamie. Ona pomaga mi i tak samo pomaga mojej siostrze. Jak jade do szkoly, to mama zajmuje sie moimi dziecmi. Nie moge jej powiedziec, ze nie ma zajmowac sie tez dziecmi mojej siostry, kiedy siostra nie moze. A z drugiej strony nie moge olac sprawy i nie pomoc mamie w zajmowaniu sie siostry dziecmi.
Zajecia dodatkowe corci oraz moja praca nad jej nauka wynikaja z wizyt u psychologa i poradnii psychologiczno- pedagogicznej. Psycholodzy w poradniach powiedzieli mi jak mam cwiczyc z corcia. Zajecia dodatkowe ma takie, ktore rozwijaja jej zainteresowania i pomoga w przyszlosci (moze wlasnie tym zarabi na zycie, kto wie). Jazda konna jest jej ogromna pasja. Caly tydzien zawsze czeka na to i nie moglabym jej zabrac tej przyjemnosci po calym tygodniu ciezkiej pracy.
Jeszcze na poczatku roku szkolnego byla totalna masakra z nauka. Aby zrobic 2 strony zadan, spedzalysmy jakies 3-4h! Teraz To samo, albo i wiecej zajmuje jej pol h. Widze efekty pracy corci. Poza tym coraz wiecej juz robi bez mojej pomocy i tylko wola mnie do sprawdzenia.
Wydaje mi się, że próbujesz wynagrodzić córce starszej, jej ból i cierpienie, ale obawiam się, że odbywa się to kosztem młodszej, a może i całej waszej rodziny. Piszesz też, że próbujesz ją usamodzielnić, ale cały czas poświęcasz jej całą siebie. Ktosiu nie na tym polega usamodzielnianie i ja jako starsza wiekiem i doświadczeniem, każdej mamie powiem, że warto dzieci usamodzielniać bardzo wcześnie i nałożyć na nie obowiązki.
Starsza corka ma obowiazki. Kapie sie z mlodsza i musi ja myc, sprzata wieczorem po mlodszej corce zabawki (takie generalne sprzatanie- tj. zbieranie po calym domu tego co mlodsza naroznosila), w dzien to mlodsza sama po sobie sprzata, w soboty starsza sciera kurze w calym domu, jak nie mielismy zmywarki to myla naczynia, czasami odkurza. To nie jest tak, ze ona nic nie robi- robi. Mniej dokladnie (bo ma zaburzenia ukladu ruchowego), ale robi, a ja jej nie krytykuje, bo to tylko powoduje odwrotna sytuacjie.
Wspaniale byłoby gdybyś porozmawiała o problemach waszej rodziny z fachowcem.
Tak jak juz zapewne wywnioskowalas z powyszej mojej wypowiedzi Zofio, uczeszczamy do poradni pedagogiczno-psychologicznej. Niemniej jednak dziekuje Ci serdecznie za wypowiedz. Mam swiadomosc roznych bledow i staram sie je ograniczyc do minimum. Widze jednak, kiedy corka sobie nie radzi, bo nie chce, a kiedy po prostu nie moze sobie poradzic. I nie robie wtedy za nia, ale mowie co i jak i ewentualnie pokazuje lub wspomagam tak, aby jak najwiecej pracy bylo w tym corki.