magnolia73 napisał/a:Zofiu ten Twoj byly to kawal ....
Rozumiem, ze chcesz chronic dzieci przed nim. Najgorsze jest to, ze musisz miec jeszcze z nim kontakt. Ja zerwalam z moim kontakt od razu jak poczytalam sobie o jego "poteflonizmie". W kazdej ksiazce o "poteflonach i karaluchach" byly rady: nie kontaktuj sie z nim a jezeli musisz to tylko na temat bez dyskusji i emocji, najlepiej przez prawnika.
Teraz wiem skad takie rady w tych ksiazkach. Moj byly karaluch 3 razy zabieral swoje rzeczy, bo wiedzial, ze jak zabierze od razu to nie bedzie mial wiecej pretekstu aby do mnie dzwonic i pisac emaile. Potem byly jeszcze akcje, ze jak sie w ogole nie odzywalam to potrafil dzwonic do sasiadow i wypytac sie o mnie.
Ja Ci powiem, ze ja to mam szczescie, bo ten karaluch mieszka teraz w innym panstwie i go przypadkowo na ulicy raczej nie spotkam:)
Co zauwazylam u Tych karaluchow, to to, ze oni sa bardzo strachliwi
Ja bym na Twoim miejscu postraszyla karalucha adwokatem albo panem "dobrze zbudowanym". Wiem, ze to brzmi nie fair ale oni nigdy nie graja fair. Problem z nimi jest, ze za kazdym razem zmieniaja reguly gry. W sumie zawsze wiemy co mozemy sie po nich spodziewadz - nic dobrego
.
A co jakby postraszyc ta jego pania, co go nielegalnie zatrudnila?
Wiesz, ja bym moich regul gry z poteflonem nie zdradzala nikomu. Bo nigdy nigdy nie wiadomo. To, ze przyjaciele i rodzina jak pisalas "stoi za Toba murem" nie znaczy, ze zawsze tak bedzie. Wiesz jakimi super aktorami sa poteflnowe karaluchy!
Ja juz sie przejechalam na moich stojacych za mna murem przyjacielach.
Sciskam mocno 
Magnolio nie da się dzieci chronić, nie da. One są dorosłe i widzą co się dzieje. Rozumieją jego obiecanki, dziwne opowieści, bycie nie fer. Nie mam prawa wciskać dorosłym dzieciom bajek, że nie zadzwonił, bo pilnie wyjechał, nie przyjechał na spotkanie, bo musiał wyjechać i mnie prosił o przekazanie przeprosin. Nie mam prawa oszukiwać dzieci. Muszą pogodzić się z tym jaki on jest i muszą wiedzieć, że nie mogą na niego liczyć. Prawda jest gorzka, ale taka jest. Przykro mi słuchać ich słów o ojcu. Mają jednak rację. Oni nie czują się kochani i traktują go trochę jak "niedorozwiniętego". Mówię chłopcom, jest taki jaki jest i my tego nie zmienimy. Wiecie już, że liczyć na niego nie możecie.
Masz rację Magnolio oni nigdy nie grają fer, bo oni nie wiedzą co to znaczy być fer. Oni inaczej postrzegają świat, co innego dla nich jest dobre, uczciwe. Oni niszczą innych, bo to ich nie rusza, nie boli. Nie rozumieją uczuć. Jeśli nie rozumie uczucia miłości, to dla niego fakt, że dziecko kocha go, nie jest z r o z u m i a ł y . On czuje do własnego syna to, co do zupełnie obcych ludzi. Lubi jedynie przeglądać się w ich oczach pełnych zachwytu. Patrzą dzieci z podziwem, bo tatuś obiecał złote góry i jego to rajcuje. To, że widzi rozczarowanie w ich oczach, to już nie jest istotne.
Chłopcy już nie patrzą z zachwytem i mówią głośno, bajki nam opowiadasz.
Kuźwa mać ! że tacy ludzie żyją na tym świecie
Ja swoimi regułami muszę się dzielić, ponieważ potrzebuję pomocy. Pomagają mi znajomi i ich znajomi. Pomagają mi nieodpłatnie nawet obcy ludzie. Mam szczęście do fajnych ludzi
Tylko raz odmówiła mi moja przyjaciółka i przyjaciółką już nie jest. Ja stanęłam na wysokości zadania kiedy ona przeżywała tragedię. Robiłam to spontanicznie z uwagi na nią, na przyjaźń. Odmówiła mi pomocy - miała prawo, ale pokazała mi tym, że liczyć na nią nie mogę. Została tylko w gronie moich znajomych. Mam też do niej ograniczone zaufanie
.
KAraluchowy teatr....już wszyscy wiedzą, że to teatr. Zawiódł nie tylko mnie. Innych też zawiódł i to przede wszystkim z tego powodu, inni nie chcą go znać.
ONA, jego partnerka.....biedna kobieta. Jej nie chcę "zaczepiać". Nie mogę jej nic powiedzieć i to ze względu na siebie. Boję się, że gdy ona stwierdzi, że jest z karaluchem, pogoni go. Gdzie się karaluszek podzieje? Ano wróci do domu. Trzymamy (ja i dzieci) mocno kciuki aby ona na razie się nie zorientowała i o niczym nie dowiedziała. Wiem, że na razie wierzy mu ( w bajki
) , na razie, to on jest tym rycerzem na białym koniu.....i niech myśli tak jeszcze długo. Ona tak myśli - on nie wraca do nas. Za jakiś czas ona myślenie zmieni - on już do nas nie będzie mógł wrócić
DZisiaj byłam na spotkaniu z nim. Nie, nie robią już na mnie wrażenia te spotkania. Mówił dużo ( i dobrze:) ), bardzo dużo ( i bardzo dobrze
). Kiedy wysiadł z samochodu płakaliśmy z synem ze śmiechu.
Jego dzieci mają 18 i 24 lata i są dojrzałe. On ma 55 lat, ale jest jak małe dziecko a dokładnie jak 11 latek.
Tak Magnolio ona kiedyś dostanie bukiet róż z podziękowaniami i "niespodzianką". TYlko ja i dzieci musimy już być bezpieczni.
Karalucha nie mam zamiaru straszyć. Jeśli mi nie płaci, mówię ok. teraz ty przejmujesz opiekę nad chłopcami a ja będę płaciła alimenty i nie jest to straszenie. Chłopcy sami stwierdzili : "jeśli nie zapłaci to z plecakami pójdziemy do niego do pracy i powiemy, że od dziś on przejmuje opiekę nad nami". Oczywiście tego nie chcą ale wiedzą, że ojciec pieniądze na alimenty "wyczaruje" w sekundę. Mówię mu też, że ma wybór, płaci albo idzie siedzieć i to też nie jest straszenie. Jest to prawda
Za nie płacenie alimentów prawo przewiduje karę pozbawienia wolności na 2 lata. On wie, że jestem konkretną osobą i nie straszę tylko działam i to zgodnie z literą prawa. A działam kochana, działam

Magnolio podziękuj swemu karaluchowi za odejście. Bądź wdzięczna , masz za co 
Jeszce jedna uwaga. Psychofagi odchodzą jak stoją..... no może kilka rzeczy zabierają z domu. Za eksem trzy miesiące chodziłam i prosiłam aby rzeczy swoje pozabierał.... nie zabrał do dzisiaj, ale innym mówił, że oddać nic nie chcę i wierzyli i chyba myśleli, że ja o rozmiarze wówczas 34, nosić będę męskie XXL...psychofagowy teatr, skuteczny teatr
.