netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 937 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 211 212 213 214 215 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 781 do 13 845 z 26 310 ]

13 781

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Magnolio czy Ty znasz moją historię?

Miłość nie oznacza dla mnie cierpienia.

Myślę, że gdybym była kochająco za bardzo nie wyrwałabym się z porąbanego małżeństwa w jakim byłam.

Rozmawiam z ludźmi kiedy coś się dzieje, kiedy czegoś nie rozumiem, bywa że się żalę, kiedy jestem zła, kiedy szala goryczy wyełnia się po brzegi, co widać tutaj. Sporo sytuacji kryzysowych za mną, problemów wewnątrz mnie.
  Czasem potrzebuję obiektywnego spojrzenia.
Ja myślę, że po małżeństwie nie pozberałam  się na tyle, żeby wejśc w nowy związek z wolnej stopy. On wiedział wszystko i wie wszystko. Zna mnie.

13 782

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Ja nie pytam o rozwód.

Na razie doproawdziłam sytuację do takiego stanu, że mam spokój.
zastanawiam się nad wyprowadzką, ale na tą chwilę zajmuję się rozwodem.

Zajmij się jednym ale porządnie. Kiedy masz rozwód?

W ogóle to hm... kochana moja, ty jesteś uparta kobitka big_smile
Ja u Ciebie widzę takie "tłumaczenia":
Problemu z gitarzystą nie załatwię, bo mam teraz rozwód na głowie.
Problemu z byłym mężem nie załatwię, bo mam problem z gitarzystą.
Problemem z mamą się nie zajmę, bo mam problem z dwoma poteflonami.
Sobą się nie zajmę, bo dziecko jest najważniejsze...

I tak dalej...

No co Ty?

Po kolei
Gitarzysta, cholera go wie, o co mu chodzi. Nie mam dokąd pójść, jestem gdzie jestem.
Z matką rozmawiam, toleruję, nieraz prosze o pomoc.
Rozwodowy- rozwód w przyszłym tygodniu.
dziecko-wiadomo.

Nie bardzow iem o co Ci chodzi?c

13 783 Ostatnio edytowany przez tezkobieta (2012-11-20 11:53:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam doła i oczywiście widzę wszytko pozbawione sensu...

13 784

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

taaak. ................ ja z praktyki mialabym pałę..........

Ale już wiesz.
Jesteś świadoma.
Pierwszy i jakże ważny krok masz już za sobą.

Ja dłuuuugo i boleśnie dochodziłam do tego, że mój eks jest pateflonem a ja uzależniona, a ja kkzb.
Jestem już uświadomioną rozwódką.  I jestem haapy.
Teoria pewnie na 3. Pewne poczynania na 6 z +  smile inne do poprawki. Ale uczę się. Jestem pilną uczennicą.  smile
Już lubię się i szanuję. Brakuje mi jeszcze miłości....do siebie smile smile smile

Tak.. podczytuję Cię Zofio... i bardzo, bardzo mi imponują Twoje osiagnięcia i sukcesy na tym polu minowym.... ech.. ja mam pzred soba ogrom pracy.. ogromny ogrom...

13 785 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-20 12:44:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Na razie doproawdziłam sytuację do takiego stanu, że mam spokój.
zastanawiam się nad wyprowadzką, ale na tą chwilę zajmuję się rozwodem.

Zajmij się jednym ale porządnie. Kiedy masz rozwód?

W ogóle to hm... kochana moja, ty jesteś uparta kobitka big_smile
Ja u Ciebie widzę takie "tłumaczenia":
Problemu z gitarzystą nie załatwię, bo mam teraz rozwód na głowie.
Problemu z byłym mężem nie załatwię, bo mam problem z gitarzystą.
Problemem z mamą się nie zajmę, bo mam problem z dwoma poteflonaTymi.
Sobą się nie zajmę, bo dziecko jest najważniejsze...

I tak dalej...

No co Ty?

Po kolei
Gitarzysta, cholera go wie, o co mu chodzi. Nie mam dokąd pójść, jestem gdzie jestem.
Z matką rozmawiam, toleruję hu, nieraz prosze o pomoc.
Rozwodowy- rozwód w przyszłym tygodniu.
dziecko-wiadomo.

Nie bardzow iem o co Ci chodzi?c

Pominęłaś jedną najważniejszą osobę.

hm... Czy Ty się może zezłościłaś?
Masz sprawę w sądzie w przyszłym tygodniu?
To ja Cię już nie nakręcam. Szkoda, że nie można wyczuć emocji innych. To ułatwiłoby komunikację.

13 786

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam serdecznie. Ja jestem AA, Al-Anon i DDA. Myślałam , że bez wzlotów i upadków dobrnę do końca.Mam ,prawie za sobą nieudane i nieszczęśliwe małżeństwo. Od 10 lat żyłam w miarę spokojnie w celibacie. Niedawno weszłam w związek z żonatym, lecz w separacji facetem. Związek ten był dla mnie całkowitym szokiem, dla niego też.Nie myślałam ,że jestem do czegoś takiego zdolna. Było super, lecz on stwierdził, że nie dorósł, że to co się dzieje go przerosło i odszedł, po 3 miesiącach bujania w obłokach na różowej chmurce. Myślałam ,że umieram. Twierdzi,że nie przestał mnie kochać, ale nie możemy być razem. Ja czasem już nie wiem co czuję, pogubiłam się...Próbujemy być przyjaciółmi, ale jest to substytut i oboje o tym wiemy. Nie możemy być razem, a ja ciągle czekam, że TEN na górze coś zmieni i będziemy razem. Czasem nie wiem, czy to nie tak ,że jak nie mogę go mieć to jeszcze bardziej chcę. Zakochałam się jak smarkula i nie umiem się odkochać. BUUU!

13 787

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Mam doła i oczywiście widzę wszytko pozbawione sensu...

Witaj smile
Masz doła? Pisz. Wyrzucaj z siebie. To pomaga.  smile

13 788

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tu napisałam: http://www.netkobiety.pl/t46017.html

13 789 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-20 14:11:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Magnolio czy Ty znasz moją historię?

Miłość nie oznacza dla mnie cierpienia.

Myślę, że gdybym była kochająco za bardzo nie wyrwałabym się z porąbanego małżeństwa w jakim byłam.

Rozmawiam z ludźmi kiedy coś się dzieje, kiedy czegoś nie rozumiem, bywa że się żalę, kiedy jestem zła, kiedy szala goryczy wyełnia się po brzegi, co widać tutaj. Sporo sytuacji kryzysowych za mną, problemów wewnątrz mnie.
  Czasem potrzebuję obiektywnego spojrzenia.
Ja myślę, że po małżeństwie nie pozberałam  się na tyle, żeby wejśc w nowy związek z wolnej stopy. On wiedział wszystko i wie wszystko. Zna mnie.

Znam Twoja historie. Przeczytalam!!! I ujme to krotko: Wpadlas z deszczu pod rynne!!!!
"Myślę, że gdybym była kochająco za bardzo nie wyrwałabym się z porąbanego małżeństwa w jakim byłam." A jak kochalas w tym malzenstwie. Czytalam Twoje pierwsze posty. Twoj poteflon nr.1 traktowal Cie jak smiecia. Nie wiem czy dobrze zrozumialam ale wyrwalas sie z Twojego malzenstwa do poteflona nr.2. Odeszlas do Niego.
A jak cie ten Twoj pateflon nr. 2 traktuje. Jak smiecia tez.
Sama traktuesz sie zle!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przeczytalas jedno zdanie "Miłość nie oznacza dla mnie cierpienia." i juz wyciagasz wnioski. Czasami mam takie wrazenie, ze Ty w ogole nie czytasz ze zrozumieniem postow.
Powiem Ci jedno uzalasz sie tylko!!!
Piszesz "Czasem potrzebuję obiektywnego spojrzenia"  to sluchaj co dziewczyny po przejciach Ci pisza. Mnie nie musisz sluchac ale chociaz poczytaj sobie posty Wielokropka.
Boze jak Ty sie bronisz przed poznaniem prawdy o sobie!!!!
"On wiedział wszystko i wie wszystko. Zna mnie." Szlag mnie trafia jak widze "on" w Twoich postach!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
On zna Cie lepiej a TY SIEBIE ZNASZ?
Jestes taka czyscioszka w domu, ciagle sprzatsz i sprzatasz to posprzataj w koncu u SIEBIE!!!!
Czy jestes KKZB czy nie, nie jest najwazniesze w tym momencie. TY MASZ PROBLEM ZE SOBA!!!!!!

13 790 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-20 14:02:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Wiele razy dzieci zawodził. obiecywał i słowa nie dotrzymywał. Tym razem przegiął. Mam ochotę zadzwonić i powiedzieć, od***dol się od dzieci, nie dzwoń do nich więcej.

To moze nie byloby takie zle smile Wczesniej pisalas, ze nie przeszlas przez etap zlosci do ex. Moze jestes teraz na etapie zlosci do niego.

zofia282 napisał/a:

Kiedyś kaleczył mnie, teraz zaczyna swoje gierki uprawiać na dzieciach.

Teraz jestes silna. Silna matka potrafi zadbac o dzieci. Pisalas, ze nie wybaczylas sobie, ze nie myslalas o dzieciach jak chcialas skonczyc z zyciem. A czy Twoje dzieci wybaczyly Ci Twoj czyn? Rozmawialas z nimi na ten temat?

zofia282 napisał/a:

Ja nie widziałam JEGO błędów. Miałam go za dżentelmena, wytrawnego biznesmena, dobrego męża i ojca, zapracowanego, ale dobrego.

Z Twoich postow wynika zupelnie cos innego. Pisalas jak po alkoholu cie wyzywal i zle traktowal. Moim zdaniem widzialas co chcialas widziec. Po prostu zaprzeczalas sobie, ze widzisz cos zlego w nim.

zofia282 napisał/a:

Yes, byłam głupia baba jak but ! ale do tych wniosków doszłam już dawno temu. Wybaczyłam już to sobie smile Pomroczność jasną też smile

To idz corko w pokoju i nie badz nigdy w zyciu glupia smile smile smile Tego zycze tez sobie i innym KKZB.
A jak zgrzesze glupota to wyspowiadam sie na tym forum i bede prosic o rade i pokute:) smile smile Tak mi dopomoz ...swiety Walenty smile smile smile

13 791 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-20 14:36:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

magnolia73, może hm... nie ma ochoty, nie chce, nie ma potrzeby itp itd słuchać tego wszystkiego, w sensie korzystać i działać. Hm... działa według swojego systemu, który wybrała i jej pasuje. hm... nigdy nie pisze o sobie i swoich celach, pragnieniach, uczuciach. Nigdy. Tak na prawdę, to ja nie mam pojęcia co Ona czuje, natomiast o jej gitarzyście wiem duuużo.
Odpuść jej. To nic nie da. Chyba wszystkie już próbowałyśmy...
Poza tym hm... napisała kiedyś,że wyprowadziła swojego terapeutę z równowagi. Wyobrażacie sobie taką sytuację,bo ja nie bardzo. No chyba,że to był praktykant.


***


Mam na grupie terapeutycznej dziewczynę, która przez bite dwie godziny mówi może dwa zdania. Wtedy gdy ją poproszą. Te dwa zdania zostają mi w pamięci na długo. Po zajęciach idę z nią około 20min na dworzec. Dziewczyna mówi mi tyle fajnych rzeczy. Opowiada dowcipy, śmieje się, zupełnie inna osoba.
Kocham ludzi, bo są nadzwyczajni!

13 792

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

KKZB są głuche i ślepe. Słyszą wybiórczo, widzą co chcą zobaczyć. Tak mamy big_smile
To Tarantella nazwała ten stan "pomroczność jasna" smile
KKZB kocha użalanie się nad sobą. Stawia partnera za wzór "jaki facet nie powinien być".
Mówi wiele o swoich oczekiwaniach.....mało tego, ona mówi jak bardzo męczy się tłumacząc mu , upominając go. Jednym słowem męczy się naprawianiem go.
Ok. gdyby on był z plasteliny i dał się ulepić tej kkzb, to czy ona byłaby szczęśliwa?
Jak myślicie?

13 793 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-20 14:50:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

KKZB są głuche i ślepe. Słyszą wybiórczo, widzą co chcą zobaczyć. Tak mamy big_smile
To Tarantella nazwała ten stan "pomroczność jasna" smile
KKZB kocha użalanie się nad sobą. Stawia partnera za wzór "jaki facet nie powinien być".
Mówi wiele o swoich oczekiwaniach.....mało tego, ona mówi jak bardzo męczy się tłumacząc mu , upominając go. Jednym słowem męczy się naprawianiem go.
Ok. gdyby on był z plasteliny i dał się ulepić tej kkzb, to czy ona byłaby szczęśliwa?
Jak myślicie?

Uważam,że nie. To nie chodzi o niego. To chodzi o nas (mnie). To ja mam nad sobą pracować, ja mam siebie formować.

13 794

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No dobra, nie będę go już lepić, sam niech się lepi wink
Ale jak wymagać, egzekwować? Chociażby pomoc w pracach domowych? Porządki domowe przecież gryzą, szkoda tylko że samo się nie zrobi...

13 795

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

No dobra, nie będę go już lepić, sam niech się lepi wink
Ale jak wymagać, egzekwować? Chociażby pomoc w pracach domowych? Porządki domowe przecież gryzą, szkoda tylko że samo się nie zrobi...

To znaczy, ze on nic nie robi? A co on robil na poczatku?
A moze pomagal Ci na poczatku a dla Ciebie nie bylo to "wystarczajaco dobre" Moj ojciec tez w domu nic nie robi. Nie dlatego, ze nie chce. On na poczatku (opowiesci mojej mamy) robil w domu wszystko. Niestety moja mama nie byla z jego pracy zadowolona i zaczela po nim wszystko poprawiac. Jak trzeba to ugotuje ale za sprzatanie sie nie bierze, bo i tak zrobilby to zle smile
Poza tym kazdy z nas ma inna "tolerancje brudu". Ja lubie czyste podlogi a np. okna myje 2x w roku a moja kolezanka 2xw miesiacu.

13 796 Ostatnio edytowany przez tezkobieta (2012-11-20 15:13:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tolerancja brudu, to całkiem inna kwestia (dla M zawsze jest czysto).
Brak pomocy jest moją winą, od początku nie było żadnego podziału. Wychowana w "tradycyjnym" domu, wyniosłam wszystkie wartości takie, że to kobieta dba o dom, porządki, kuchnię itp. (zresztą w domu rodzinnym M było podobnie). Ja jako jeszcze "ambitniejsza" wybiegłam dalej i zaczęłam zajmować się wszystkimi innym. A jaka dumna byłam, że jestem taka zaradna i silna! Tragedia.
Ale skąd miałam wiedzieć, że powinno być inaczej, że mąż to nie pan i władca ani żaden królewicz co to palcem ruszyć nie może...
Dlatego nie mam pojęcia jak to zmienić po tylu latach, chciałabym uzyskać choć ociupinkę pomocy.

13 797

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Wiele razy dzieci zawodził. obiecywał i słowa nie dotrzymywał. Tym razem przegiął. Mam ochotę zadzwonić i powiedzieć, od***dol się od dzieci, nie dzwoń do nich więcej.

To moze nie byloby takie zle smile Wczesniej pisalas, ze nie przeszlas przez etap zlosci do ex. Moze jestes teraz na etapie zlosci do niego.

zofia282 napisał/a:

Kiedyś kaleczył mnie, teraz zaczyna swoje gierki uprawiać na dzieciach.

Teraz jestes silna. Silna matka potrafi zadbac o dzieci. Pisalas, ze nie wybaczylas sobie, ze nie myslalas o dzieciach jak chcialas skonczyc z zyciem. A czy Twoje dzieci wybaczyly Ci Twoj czyn? Rozmawialas z nimi na ten temat?

zofia282 napisał/a:

Ja nie widziałam JEGO błędów. Miałam go za dżentelmena, wytrawnego biznesmena, dobrego męża i ojca, zapracowanego, ale dobrego.

Z Twoich postow wynika zupelnie cos innego. Pisalas jak po alkoholu cie wyzywal i zle traktowal. Moim zdaniem widzialas co chcialas widziec. Po prostu zaprzeczalas sobie, ze widzisz cos zlego w nim.

zofia282 napisał/a:

Yes, byłam głupia baba jak but ! ale do tych wniosków doszłam już dawno temu. Wybaczyłam już to sobie smile Pomroczność jasną też smile

To idz corko w pokoju i nie badz nigdy w zyciu glupia smile smile smile Tego zycze tez sobie i innym KKZB.
A jak zgrzesze glupota to wyspowiadam sie na tym forum i bede prosic o rade i pokute:) smile smile Tak mi dopomoz ...swiety Walenty smile smile smile

Ha, ha, ha...uśmiałam się do łez. Masz rację ha ha ha, idę w pokoju smile smile smile

Może i etap złości przyjdzie z opóźnionym zapłonem smile
No właśnie...nie rozumiem, jak mogłam krzywdzić swoje dzieci opuszczając je. Bardzo je kochałam, kocham. Chłopcy nie chcą o tym rozmawiać. Wiedzą, że dla mnie ten temat jest nadal traumą. Kilka razy próbowałam...zawsze zalewam się łzami, trzęsą mi się ręce, gulę czuję w gardle. Oni wiedzą, że jeszcze nie przetrawiłam tego tematu i urywają szybko rozmowę. Ta sprawa to mój czuły punkt.
CZy mi wybaczyły ? Nie wiem. Wspierają mnie w poczynaniach. Więcej ze sobą rozmawiamy i szczerze do bólu, ale tego tematu unikają. Przepraszałam chłopców ju,ż wiele razy za całokształt. CZuję ich przychylność. Jednak czy mi wybaczyli, nie wiem. Przyznam się, że nigdy o to nie zapytałam. Boję się zacząć rozmowy od tego pytania....nie rozgrzeszyłam jeszcze z tego siebie. Nie wiem jak zniosłabym ich słowo, NIE.
Kocham dzieci bardzo i walczę o nich. Nie chcę, nie mogę napisać o co chodzi, ale uwierz mi, że dla nich walczę od rozstania. Jestem im to zwyczajnie winna. Oni są świadomi tej walki. Mówię im, że sił mi brakuje. Robimy wtedy "naradę wojenną" i bywa tak, ze to oni mają pomysł jak wyjść z bagna, które zafundował nam eks.
Wiele lat mąż mi okazywał wiele uczucia. Był takim rycerzem na białym koniu. Umie zdobywać kobiety! Wie jakie są nasze oczekiwania i je spełnia. Do ostatniego dnia był buziaczek na pożegnanie i przywitanie. Było zaglądanie w oczy, przymilanie się. Zawsze po wódce zachowywał się dziwnie. Bywał też agresywny, ale radziłam sobie z tym. Nie obrywałam, ale słowa raniły bardzo. Nie wyzywał. Oskarżał, rozliczał. Uprawiał przemoc psychiczną "na poziomie" big_smile. Zdarzały się słowa, nienawidzę cię jak psa albo brzydzę się Ciebie. I dziwiłam się. Przecież taki dżentelmen....tłumaczyłam, że to po alkoholu.... Na tzreźwo przemoc psychiczna była jeszcze bardziej wyrafinowana.Wiesz taka w białych rękawiczkach. Wydawało mi się, że siniaki są dowodem i przemocą. Jak wygląda przemoc psychiczna nie miałam pojęcia i zapewne inaczej w tamtym czasie ją definiowałabym( a nie definiowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, bo jej nie doświadczałam przecież big_smile)
Plakaty "bo zupa była za słona" pokazywały mi przemoc! Mój tylko pogadał, pogadał, więc to przemocą nie było. Owszem, przyszedł moment, że z rozdziawioną buzią słuchałam go  i zastanawiałam się o co mu chodzi smile smile Przyszedł też moment, kiedy zaczynałam mu wierzyć, wierzyć w jego słowa i zastanawiać się czy to co ja widzę, jest takie jak widzę. Pomagał mi kuzyn twierdząc, że fakt, mam omamy i zwidy big_smile.  Kuzyn był po wpływem eksa. DZisiaj nie chce go znać i o nim słyszeć.
Masz rację OSZUKIWAŁAM SIEBIE.
Ten rozdział też mam przerobiony i zamknięty. smile DZisiaj śmieję się z tego smile

13 798 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-20 15:32:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Ale skąd miałam wiedzieć, że powinno być inaczej, że mąż to nie pan i władca ani żaden królewicz co to palcem ruszyć nie może...
Dlatego nie mam pojęcia jak to zmienić po tylu latach, chciałabym uzyskać choć ociupinkę pomocy.

Nie wiedzialas sad Ale teraz juz wiesz, bo sama piszesz "mąż to nie pan i władca ani żaden królewicz".
Wiesz ja jestem od niedawna na tym forum ale zanim zdecydowalam sie cos napisac to najpierw zaczelam czytac caly watek.
Zajelo mi to 2 tygognie. Jezeli na prawde chcesz sobie pomoc i "uzyskać choć ociupinkę pomocy" to zacznij czytac.
Po przeczytaniu watka bdziesz w stanie ocenic swoja sytuacje i jak piszesz "to zmienić po tylu latach"!
Fajnie, ze tu trafilas smile Duzo sily i madrosci Ci zycze!

13 799

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję smile Bardzo obecnie potrzebuję wsparcia i konstruktywnych opinii...

13 800

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Tolerancja brudu, to całkiem inna kwestia (dla M zawsze jest czysto).
Brak pomocy jest moją winą, od początku nie było żadnego podziału. Wychowana w "tradycyjnym" domu, wyniosłam wszystkie wartości takie, że to kobieta dba o dom, porządki, kuchnię itp. (zresztą w domu rodzinnym M było podobnie). Ja jako jeszcze "ambitniejsza" wybiegłam dalej i zaczęłam zajmować się wszystkimi innym. A jaka dumna byłam, że jestem taka zaradna i silna! Tragedia.
Ale skąd miałam wiedzieć, że powinno być inaczej, że mąż to nie pan i władca ani żaden królewicz co to palcem ruszyć nie może...
Dlatego nie mam pojęcia jak to zmienić po tylu latach, chciałabym uzyskać choć ociupinkę pomocy.

Mówisz i masz !
Zmienić można tylko siebie.
Nie ma czarodziejskiego zaklęcia, ani różki czarodziejskiej na zmianę czyjegoś postępowania.
Pracować możemy tylko nad sobą.
Jeśli twój mąż jest leniwy to nic nie da się zrobić.
Można zaakceptować to lub odejść.
Jeśli leniwy nie jest to jest szansa aby wciągnąć go w różne zajęcia.
Nie jest to jednak po czasie X , takie łatwe.
Jest też opcja, ze Ty jesteś zbyt wymagająca....wiem zaprzeczysz, ale.....nic się nie stanie jak zdejmiesz z siebie wiele obowiązków. Nikt ich n ie przejmie ? A musi ? A co się stanie jak okna będą brudne ? A co się stanie jak sprzątanie będzie nie co dzień a raz w miesiącu ? A co się stanie jak na stole wigilijnym zagoszczą śledzie na trzy sposoby i tylko śledzie. A co się stanie jak w ogóle stołu świątecznego nie będzie ? NIC SIĘ NIE STANIE. To my sobie wmawiamy, musi być. NIE  MUSI smile

Np. w pracy masz pewien zakres obowiązków. Szef przychodzi z dobrą nowiną. Od jutra masz więcej pracy za te same pieniądze. CZujesz się doceniona, wyróżniona czy wykorzystana ? Jeśli nawet mówi, że jest to w nagrodę, jako oznaka zaufania, docenienia Ty czujesz inaczej. Tak będzie czuł się też Twój mąż, zwalniany do tej pory z wielu obowiązków.
Ja polecam książkę "jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci nam mówiły".  Zawarte tam porady, można odnieść do relacji z osobami dorosłych i to z dobrym skutkiem smile

13 801

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Tolerancja brudu, to całkiem inna kwestia (dla M zawsze jest czysto).
Brak pomocy jest moją winą, od początku nie było żadnego podziału. Wychowana w "tradycyjnym" domu, wyniosłam wszystkie wartości takie, że to kobieta dba o dom, porządki, kuchnię itp. (zresztą w domu rodzinnym M było podobnie). Ja jako jeszcze "ambitniejsza" wybiegłam dalej i zaczęłam zajmować się wszystkimi innym. A jaka dumna byłam, że jestem taka zaradna i silna! Tragedia.
Ale skąd miałam wiedzieć, że powinno być inaczej, że mąż to nie pan i władca ani żaden królewicz co to palcem ruszyć nie może...
Dlatego nie mam pojęcia jak to zmienić po tylu latach, chciałabym uzyskać choć ociupinkę pomocy.

Mój M. został wychowany tak, że umie prać, sprzątać, gotować. Co z tego skoro mnie nie szanował. A na brak szacunku  w stosunku do mnie wyraziłam zgodę najpierw nieświadomie a potem to już się porobiło...
Myślę, że konsekwencją i stanowczością można spróbować "wymusić" pomoc. Zwróć mężowi uwagę, żeby Ci pomógł. A gdy nie pomoże to może tego nie rób? Wypierz swoje rzeczy, ugotuj tylko dla siebie... Ale wcześniej porozmawiaj. Poczytaj sobie o asertywności ze zrozumieniem i ... do dzieła tongue

13 802

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

[
Ja polecam książkę "jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci nam mówiły".  Zawarte tam porady, można odnieść do relacji z osobami dorosłych i to z dobrym skutkiem smile

Mr.Julian mowil, ze psychika facetow rozwija sie tak srednio do 6-stego roku zycia a potem to tylko rosna . smile

13 803

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Mój M. został wychowany tak, że umie prać, sprzątać, gotować. Co z tego skoro mnie nie szanował.

Bo to nie o sprzatanie w zwiazku chodzi!!!!!
Co my tak w kolko o porzadkach domowych? Teraz to trzeba POZAMIATAC ale to u Nas!!!
Zamiatane bylo ale pod dywan smile
No to ja, jak to przed swietami, "stara polska tradycja" proponuje: powymiatac z pod dywanu, wytrzepac dywan, przetrzec podloge i umyc okna, bo jak brudne to i "swiata nie widac". smile smile smile

13 804

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zajmij się jednym ale porządnie. Kiedy masz rozwód?

W ogóle to hm... kochana moja, ty jesteś uparta kobitka big_smile
Ja u Ciebie widzę takie "tłumaczenia":
Problemu z gitarzystą nie załatwię, bo mam teraz rozwód na głowie.
Problemu z byłym mężem nie załatwię, bo mam problem z gitarzystą.
Problemem z mamą się nie zajmę, bo mam problem z dwoma poteflonaTymi.
Sobą się nie zajmę, bo dziecko jest najważniejsze...

I tak dalej...

No co Ty?

Po kolei
Gitarzysta, cholera go wie, o co mu chodzi. Nie mam dokąd pójść, jestem gdzie jestem.
Z matką rozmawiam, toleruję hu, nieraz prosze o pomoc.
Rozwodowy- rozwód w przyszłym tygodniu.
dziecko-wiadomo.

Nie bardzow iem o co Ci chodzi?c

Pominęłaś jedną najważniejszą osobę.

hm... Czy Ty się może zezłościłaś?
Masz sprawę w sądzie w przyszłym tygodniu?
To ja Cię już nie nakręcam. Szkoda, że nie można wyczuć emocji innych. To ułatwiłoby komunikację.

Tak trochę, bo mi tutaj piszesz jakbym ja nic nie robiła.

13 805

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

magnolia73, może hm... nie ma ochoty, nie chce, nie ma potrzeby itp itd słuchać tego wszystkiego, w sensie korzystać i działać. Hm... działa według swojego systemu, który wybrała i jej pasuje. hm... nigdy nie pisze o sobie i swoich celach, pragnieniach, uczuciach. Nigdy. Tak na prawdę, to ja nie mam pojęcia co Ona czuje, natomiast o jej gitarzyście wiem duuużo.
Odpuść jej. To nic nie da. Chyba wszystkie już próbowałyśmy...
Poza tym hm... napisała kiedyś,że wyprowadziła swojego terapeutę z równowagi. Wyobrażacie sobie taką sytuację,bo ja nie bardzo. No chyba,że to był praktykant.


***


Mam na grupie terapeutycznej dziewczynę, która przez bite dwie godziny mówi może dwa zdania. Wtedy gdy ją poproszą. Te dwa zdania zostają mi w pamięci na długo. Po zajęciach idę z nią około 20min na dworzec. Dziewczyna mówi mi tyle fajnych rzeczy. Opowiada dowcipy, śmieje się, zupełnie inna osoba.
Kocham ludzi, bo są nadzwyczajni!

Magnolię poniosło i to ostro.

13 806

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

Mr.Julian mowil, ze psychika facetow rozwija sie tak srednio do 6-stego roku zycia a potem to tylko rosna . smile

Ochhhhh Mangnolio jesteś złośliwa smile smile smile   big_smile

13 807

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Mr.Julian mowil, ze psychika facetow rozwija sie tak srednio do 6-stego roku zycia a potem to tylko rosna . smile

Ochhhhh Mangnolio jesteś złośliwa smile smile smile   big_smile

Magnolia jest bardzo złośliwa.

Kim jesteś żeby oceniać Magnolio?

13 808 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-20 18:25:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Mr.Julian mowil, ze psychika facetow rozwija sie tak srednio do 6-stego roku zycia a potem to tylko rosna . smile

Ochhhhh Mangnolio jesteś złośliwa smile smile smile   big_smile

Magnolia jest bardzo złośliwa.

Kim jesteś żeby oceniać Magnolio?

Hm...Magnolia jest kobietą lub mężczyzną innej opcji nie ma big_smile. Magnolia jest szczera. Mówi to co myśli. Ma prawo oceniać. Każdy na tym foum ocenia. Każda odpowiedź z oceny sytuacji wypływa. Nie chcesz być oceniana nic nie pisz, piszesz - wyrażasz zgodę na ocenę.
Możesz z jej zdaniem, oceną zgodzić się lub nie.
Masz prawo nie zgadzać się , prostować, wyjaśniać, przedstawiać argumenty.

Hipokryzją jest mówienie, nie masz prawa oceniać, hipokryzją jest mówienie, JA nie oceniam.
Oceniasz tuż po przeczytaniu postu, oceniasz nawet nie pisząc swojego zdania.

Przyznam Ci  się hm..., że nie raz byłam złośliwa i szczera do czyjegoś bólu. Nie było moim celem komuś dokopać, obrazić. Często ostre słowa powodują nasze zatrzymanie się na chwilę, zadumanie, wnioski. Czasami to jedyny cel. Masz prawo nie zgadzać się , prostować, wyjaśniać, przedstawiać argumenty.
Żałuję, że nie trafiłam tu wiele lat temu. Może taka Magnolia pokazała by mi palcem - tu babo robisz źle, tu myślisz źle. Z perspektywy czasu wiem, że potrzebny był mi ktoś, kto dałby mi kopa. Kopa do przemyśleń. Nie obrażałabym się, ale przemyślała i ewentualnie zawalczyła na argumenty i dowody (a słowa napisane na forum to skarbnica dowodów przecież) Dowody te mówią za lub przeciwko Tobie i czy Ci się to podoba czy nie.       
                                                                             smile

13 809 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-20 21:31:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

No co Ty?

Po kolei
Gitarzysta, cholera go wie, o co mu chodzi. Nie mam dokąd pójść, jestem gdzie jestem.
Z matką rozmawiam, toleruję hu, nieraz prosze o pomoc.
Rozwodowy- rozwód w przyszłym tygodniu.
dziecko-wiadomo.

Nie bardzow iem o co Ci chodzi?c

Pominęłaś jedną najważniejszą osobę.

hm... Czy Ty się może zezłościłaś?
Masz sprawę w sądzie w przyszłym tygodniu?
To ja Cię już nie nakręcam. Szkoda, że nie można wyczuć emocji innych. To ułatwiłoby komunikację.

Tak trochę, bo mi tutaj piszesz jakbym ja nic nie robiła.

Nic Ci takiego nie napisałam. Przykro mi,że błędnie zinterpretowałaś moje słowa. Nie miałam na celu ani Cię zezłościć, ani negatywnie ocenić.
Bo doszłam do wniosku, że ja o Tobie nie wiem nic. Jesteś skrytą osobą, nie piszesz nic o sobie, o swoich uczuciach, emocjach...

13 810

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm...podobnie mówiło Ci wiele osób wiedzących o czymś takim, jak KKZB.
Inni mówią Ci uciekaj, zostaw paskudę.
A Ty dzielnie przy nim trwasz.
A Ty dzielnie i na przekór innym, trwasz i narzekasz.
Poznałam Cię ponad rok temu. Nic w swym nieszczęśliwym życiu nie zmieniłaś. Nic ! I taka jest prawda sad
Ale to Twoje życie i Twój zły czy dobry nastrój. Nie chcesz niczego zmieniać ? Nie musisz. Nikt Ci przecież nie każe, nie zmusi do czegoś czego Ty nie chcesz.
Mnie Ciebie jest szkoda. Jesteś otwartą osobą. Dowcipną, błyskotliwą i zawsze.... zawsze narzekającą na niego. Rok...przez ten czas wiele z nas poukładało sobie życie. Lepiej, gorzej ale nie narzekamy już na los, wiemy, że to my jesteśmy kowalami własnego losu. Ja osobiście forum po kilku dniach od wejścia traktowałam jak terapię. Nie było mowy o plotkowaniu, wymienianiu się pogodą, bo ja potrzebowałam terapii. Taki był mój wybór. CZułam potrzebę dowiedzenia się czegoś o sobie i zrozumienia. Informacja o kkzb zaskoczyła mnie. To ja sama doszukałam się w tych opisach siebie. To ja z Tarantellą nawiązałam nić porozumienia z uwagi na psychofagów, bo obie miałyśmy tego pecha na nich trafić i ich wybrać, i zaakceptować na partnerów. On był jaki był. A co ze mną, że zgadzałam się na to.
Wyluzuj hm..., można czasem doszukać się w sobie głupiej baby. Można podreperować siebie i śmiać się z baby głupiej (czytaj siebie) Dobrze Ci z narzekaniem to i nam też. Źle? to trochę masz pracy do zrobienia a dziewczyny wszystkie, wspierać cię będą.                          smile

13 811 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-20 19:50:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moim zdaniem celem hm... nie jest zmiana siebie. Nie wiem jaki cel ma hm..., do czego dąży i co chce osiągnąć??
Może forum jest dla niej odskocznią od codzienności?
Czy mamy jej dokładać powodów do narzekania?
Niech sobie dziewczyna narzeka, plotkuje. Jej wybór.
My w tym nie musimy uczestniczyć.
Ciach!

13 812

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Juz dawno zauwazylam ze nie wszyscy sa tu po to ,by zmienic swoje zycie ,ale nie wnikam .Kazdy ma swoj wybor , szkoda jedynie bo zycie ma sie jedno ,a moze byc naprawde dobre.

13 813

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio
Tak i ja zrobilam ,spisalam wszystko na pismie ,niechce zaprzatac sobie glowy wspomnieniami ,nie dobrymi.
Moj prawnik jest moim pelnomocnikiem czyli ja na rozprawy nie jezdze ( co zaoszczedze na samolocie ,to sa kosmiczne sumy ,przelotow z dnia na dzien bbrbrrrryy).
Niewiem czy moj adwokat jest dobry ,ale to cieply i madry pan ,specjalista od rozwodow i podzialow .Smial sie ze juz tylu ludzi rozwiodl.
Gdyby nie podzial majatku ,rozwod juz by byl ,ale teraz sie pomieszalo troszke.
Im dalej ,tym bardziej widze kim byl jm ,zobaczylam wreszcie prawdziwa twarz narcyza .
Teraz wymagam od niego jedynie by byl ojcem .
Uczy sie jak dziecko ze trzeba byc puntkualnym pod szkola itp ,i na treningi trzeba punktualnie jezdzic itd itd.......
Zmienia wlasnie ,branze i tu sie boje ,bo wiem ze  to nowe moze nie wypalic i bede bez alimentow.
Dam rade , pracuje ,ucze sie ,tworze nawet bizuterie heheheh..........
Medytuje , poznaje tajniki Buddyzmu Zen i ciekawi mnie  jak wyzbyc sie logiki.
Wydaje mi sie ze jestem troszke dalej swiadomoscia ,tak daleko w tej kwestii zaszlam,znajmi sie smieja ze powinnam na psychoanalize sie udac ,nie na fitness ,moze w przyszlosci kto wie.
Wszyscy mowia jak moglo Ci sie udac ...............hmmmm odpowiadam ,ja poprostu z calych sil wierze i widze kazda czastka siebie swoje zycie , i z calych sil siebie kocham .

13 814

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Macie może kontakt z L_ukrecją?

13 815

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Od kilku dni czytam posty w tym wątku (wciąż jeszcze sporo przede mną, bo 419 stron to nie w kij dmuchał wink) i postanowiłam też coś napisać.

Nie wiem, czy mogę nazwać siebie kochającą za bardzo, wolę chyba określenie "uzależniona" lub "uwikłana" - tak czy inaczej dołączam do grupy i mam nadzieję, że uda mi się coś zmienić i w jakiś sposób uzdrowić swoje postępowanie, nastawienie itp.

Nie chcę zaczynać od super długiego posta, więc na początek napiszę o kilku symptomach/zachowaniach, które w połączeniu z lekturą tego tematu, dały mi do myślenia co mojego uzależnienia.

1) Boję się sytuacji, w których mój chłopak spędza dużo czas sam na myśleniu, bo gdzieś w środku mnie tkwi lęk, że zacznie mu się podobać to bycie osobno, że dojdzie do wniosku, że samemu jest mu lepiej, że może wcale mu na mnie nie zależy itp. Wiem, że to bezsensowne myślenie, ale póki co nie potrafię się go wyzbyć.

2) Bardzo często wychodzę z siebie, żeby mu pomóc, uprzedzić jego pytania, życzenia, ułatwić coś. To w sumie jest zachowanie, które on też czasami wywołuje, prosząc mnie wprost, żebym załatwiła to czy tamto albo gdzieś zadzwoniła, o coś zapytała w jego sprawie.

3) Nie umiem cieszyć się wyjściem gdzieś czy robieniem czegoś w pojedynkę - ogarnia mnie wtedy jakiś wewnętrzny strach, brakuje mi obecności mojego chłopaka, spędzanie czasu wspólnie jest dla mnie przyjemniejsze. To w zasadzie martwi mnie najbardziej, bo kiedyś umiałam cieszyć się różnymi rzeczami, a teraz jakby straciłam tę umiejętność.

Z jednej strony podoba mi się bycie razem (póki co mieszkamy osobno, ale spotykamy się często i często rozmawiamy przez internet), dzielenie zainteresowań, pasji itp., z drugiej strony czasami mam wrażenie, że w którymś momencie straciłam swoją tożsamość i dałam się wchłonąć, zagarnąć. Nie jestem już odrębnym bytem, tylko połową czegoś, niepełną istotą. Nie doświadczam w związku przemocy, czasami może trochę manipulacji, ale poza tym jest o tyle dobrze, że zawsze mamy o czym rozmawiać, co robić, tylko chcę jakoś odzyskać swoją tożsamość, chcę nauczyć się być częścią związku, ale jednocześnie odrębną istotą.

To co mnie boli (oprócz manipulacji), to częsta krytyka ze strony chłopaka - krytyka mojego zachowania, moich opinii, tego, co jem, jak jem, jak postępuję w pracy. Przez większość czasu próbuję takie uwagi ignorować, ale czasami nie wytrzymuję i pytam, dlaczego się czepia, a wtedy jest foch, że on nie rozumie, o co mi chodzi, że dlaczego nagle się buntuję.

13 816 Ostatnio edytowany przez Emma 9 (2012-11-20 23:29:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam jestem tu po raz pierwszy. Proszę prześlijcie mi książkę. :-)

13 817

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Emma 9 napisał/a:

Witam jestem tu po raz pierwszy. Proszę prześlijcie mi książkę. :-)

Witaj. Jutro, jeśli nie zapomnę, wyślę Ci książki na maila.
A może ktoś inny zrobi to szybciej?
Pozdrawian

13 818

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Emma 9 napisał/a:

Witam jestem tu po raz pierwszy. Proszę prześlijcie mi książkę. :-)

Witaj. Jutro, jeśli nie zapomnę, wyślę Ci książki na maila.
A może ktoś inny zrobi to szybciej?
Pozdrawian

Zrobione smile

13 819 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-21 01:08:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Znalazlam to na http://www.terapiaprzezpisanie.blogspot.com/. Od jakiegos czasu czytam regularnie polecam smile

JAK PRAWIDŁOWO PRZYJĄĆ KRYTYKĘ?

Autor: Stenia Dorobek

"Moim zdaniem, żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie należy przyjrzeć się samej krytyce i krytykującemu, bowiem krytyka krytyce nierówna. Mało tego, krytyka nie zawsze nią jest ? nader często zdarza się, że jest zwykłym wyżywaniem się lub budowaniem swojego wizerunku na zdeprecjonowaniu stropionego interlokutora.

W dzisiejszym wpisie postaram się wprowadzić nieco systematyki, wyłuszczyć kilka metod obrony przed agresywną protekcjonalnością i na własnym przykładzie opowiem jak ja nauczyłam się przyjmować konstruktywną krytykę.
Żeby w ogóle nadawać sobie prawo do konstruktywnej krytyki kogokolwiek należy szanować osobę krytykowaną. W przeciwnym wypadku jest to zwykła ocena mająca na celu upust własnym frustracjom. Wtedy - gdy mamy do czynienia z szacunkiem ? traktujemy rozmówcę dokładnie tak jak traktujemy siebie, dajemy mu prawo do własnych poglądów i stawiamy je na równi ze swoimi ? choć mogą różnić się diametralnie. Nie musimy się z nimi zgadzać, natomiast dopuszczamy do siebie układ, w którym dane poglądy dla osoby krytykowanej mają identyczną ?wagę emocjonalną? jak nasze poglądy dla nas. Dzięki okazanemu szacunkowi dajemy jasny sygnał, że nasza krytyka ma na celu pomoc poprzez zwrócenie uwagi na dane postępowanie/wypowiedź/poglądy etc.
Jeśli będziemy na wstępie deprecjonować interlokutora również poprzez deprecjonowanie pośrednie; na przykład poprzez podawanie w specyficzny, umniejszający lub obraźliwy sposób przykładów ?niemal identycznych z naturalnym? ? o szacunku nie ma mowy. Jest zwykłe, bezpodstawne wywyższanie się nie mające nic wspólnego z szacunkiem a tym samym z konstruktywną krytyką.

Krytyka deprecjonująca.

Wyjątkowo często spotykam się z uzurpowaniem sobie prawa do deprecjonującej krytyki przez osoby starsze, lepiej sytuowane, religijne, z większych miast, można wymieniać do usrania. Taką krytykę bardzo łatwo rozpoznać; charakteryzuje się wyjątkowo zjadliwym opisem krytykowanego obiektu. Najczęściej coś lub ktoś jest ?za?. Za młody ? a tym samym za głupi (niech ktoś to powie Zuckerbergowi), za ładny ? a tym samym za głupi (niech ktoś to powie pani Stone), za mało jeździł po świecie ? a tym samym za głupi (moja babcia nigdzie nie jeździła, a była najmądrzejszą kobietą na świecie), etc. Takich ludzi nie interesuje Twój dorobek na polu doświadczeń życiowych, bo tak jest im wygodniej udowodnić swoje jedynie słuszne racje. Dzięki temu w bardzo prosty sposób próbują zapełnić sobie własne deficyty. Stary już się nie odmłodzi, brzydki nie stanie się kopią pięknego, niski-wysokiego i na odwrót. Ale poprzez zdeprecjonowanie młodości/urody/pochodzenia/wstaw dowolne, te ?atrybuty?, w sumie dla merytoryki nieistotne, będą decydować o braku prawa do jedynie słusznej racji. I na zasadzie prostych skojarzeń ? w tym przypadku przeciwieństw, już wiadomo kto jest mądry a kto głupi: ten, który stoi po przeciwnej stronie. Krytyka wykorzystująca argumentację punktującą rzeczy aktualnie stałe, ?niezmienialne? jak: wiek, urodę, ilość dzieci, miejsce zamieszkania, pochodzenie społeczne, stan cywilny, etc ? nie wnosi NIC jeżeli chodzi o pomoc ? bo na celu nie ma pomocy a deprecjonowanie. W ten sposób krytykują osoby o wyjątkowo niskim poczuciu własnej wartości, bo robią sobie ?tło? dla własnej osoby. ?Dopieszczają się? poprzez umniejszanie interlokutora. Na przykład wytykając komuś wiejskie pochodzenie ? same pochodząc ?z miasta?, w ogólnym, społecznym "utartym" odbiorze będą uchodzić za te ?bardziej obyte, lepiej wykształcone, z wyższej półki?.
I tak dalej i w tym duchu.

Jak się bronić przed krytyką deprecjonującą?

Zwrócić uwagę na osobiste wycieczki w kierunku rzeczy ?niezmienialnych?. Użyć słów ?nie życzę sobie żebyś w ten sposób się do mnie odnosił. Jeśli nie przestaniesz mnie deprecjonować ? skończę z Tobą rozmowę.? Oczywiście zaraz potem może nastąpić tyrada w stylu:

Jesteś nadwrażliwa.
Nadinterpretujesz.
Jeśli tak kategorycznie reagujesz na moje słowa ? najwyraźniej masz z TYM problem. Zastanów się nad TYM.
Chciałam/łem tylko pomóc. Moje chęci są szczere.
Nie da się z Tobą rozmawiać, nic dziwnego, że masz tyle problemów.
Tak pięknie się różnimy, świat na tym polega. Czerpmy więc.
Dowolna, kolejna igiełka mająca na celu dalsze deprecjonowanie Twojej osoby, a nie pomoc w zwróceniu Ci uwagi na problem (który zazwyczaj i tak okazuje się problemem przeszkadzającym wyłącznie osobie krytykującej).
Co Ci pozostaje? Odwrócić się na pięcie i tym samym zakończyć rozmowę. Jest szansa, że Deprecjonujący Krytykant zrozumie i zaprzestanie swoich praktyk. Jeśli nie ? od Ciebie zależy czy naprawdę musisz z nim/nią utrzymywać kontakty na tyle zażyłe, aby mógł pozwolić sobie na dalsze deprecjonowanie.
Można też odpłacić pięknym za nadobne (moje ulubione) najlepiej publicznie, bo gwarantuje brak powtórzenia incydentu w przyszłości.

Przykład: miałam bardzo nieśmiałego kolegę na studiach. Jąkał się, zacinał, albo dla odmiany mówił bardzo szybko i niewyraźnie, szczególnie w momentach rozmowy z dziewczynami. Był też drugi kolega ? grupowy prześmiewca charakteryzujący się ciętym, nierzadko chamskim dowcipem. Uwziął się na biednego Nieśmiałka. Pewnego razu biedak coś szybko tłumaczył, zacinał się, zaczynał jeszcze raz. Dowcipniś starym zwyczajem skwitował: ?Tego się nie da słuchać, znowu za szybko mówisz!? Nieśmiałek odparł:?Nie. To ty za wolno myślisz!?
Dostał brawa. I tak skończyło się kilkuletnie prześladowanie kolegi.

Krytyka porównawczo-zamienna

Forma najczęściej stosowana przez rodziców, dziadków, współmałżonków.
?Zobacz jaka z Zosi jest mądra dziewczynka, chciałabym mieć taką mądrą córeczkę?, ?ale Kowalscy mają mądre wnuczki, nie to co my?,  ?żebyś ty miała taki tyłeczek jak ona! Byłbym szczęśliwszym mężem.? Słyszysz coś takiego i masz ochotę albo zapaść się pod ziemię albo kupić kałacha z demobilu i wystrzelać ludzi w supermarkecie. Krytyka porównawczo-zamienna ma na celu jedynie wgniecenie rozmówcy w glebę. Przecież Lusia nie zmieni się w Zosię, Kowalscy nie wymienią się wnuczkami, a Ty nie przyprawisz sobie czyjegoś tyłka. Krytyka porównawczo-zamienna ma jedną podstawową cechę: krytykowane obiekty nie mają szansy na zmianę. Powoduje to totalny spadek poczucia własnej wartości - bo poprzez bezkompromisowe porównanie najczęściej najbardziej wrażliwych/słabych punktów przy jednoczesnej niemożliwości zmiany - po prostu przegrałaś z kretesem. Jesteś kompletnym zerem i do nikogo nie masz startu. Ten rodzaj krytyki jest często tłumaczony ?szczerym charakterem? i ?bezkompromisowym stylem bycia?, a tak naprawdę jest jedną z okrutniejszych form komunikacji. Daje krytykującemu poczucie władzy, bo może obserwować jak zmienia się Twój wyraz twarzy, jak kulisz się i malejesz. Widok łez w Twoich oczach jest nagrodą. On ma moc.

Jak się bronić?

Można po prostu zaprotestować (tak jak w przypadku krytyki deprecjonującej), a jeśli nie pomoże - wyjść.
Odpłacić pięknym za nadobne (moje ulubione) najlepiej publicznie, bo gwarantuje brak powtórzenia incydentu w przyszłości (patrz przykład wyżej).

Krytyka toksyczna

Krytyka toksyczna jest jednym z najtrudniejszych do rozpoznania rodzajów krytyki. Polega na ?mówieniu nie wprost?. Krytykujący odnosi się do Ciebie pośrednio, na przykład opisując jakieś zdarzenia prowadzi rozmowę tak, abyś automatycznie zidentyfikowała się z tą postacią opowieści z którą on chce. Jeśli jesteś sekretarką i zupełnie niedawno zwierzyłaś się jak bezpardonowo dostawiał się do Ciebie żonaty szef, taka osoba opowie Ci o innej sekretarce, ale w jej opowieści sekretarka będzie zdzirą uwodzącą wszystkich żonatych mężczyzn jacy wejdą jej w zasięg wzroku.

Jeśli jesteś samotną matką ? usłyszysz o innej samotnej matce (ale nie bierz tego do siebie! Tak tylko mi się przypomniało?), która najpierw puściła męża w skarpetkach zagarniając cały wspólny majątek, następnie oddała dziecko na wychowanie dziadkom a sama rozbija się z kochankiem po Malediwach.

Niby nic. Jednak zarówno wiedza jaką dysponuje krytykant jak i stopień zażyłości z Tobą, pozwalają na to by absolutnie nie identyfikować się z opisanymi przez niego przypadkami. Przecież niejednokrotnie i ze szczegółami opisywałaś swój. A jednak pozostaje niesmak. Bo wyczułaś fałsz i oskarżenie między wierszami. Ja to nazywam koronkowa robota. Jest ona tym bardziej wysublimowana i w białych rękawiczkach, kiedy podczas toksycznego krytykowania wplatane są przez krytykującego truizmy; ?trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, pies szczeka, kot miauczy?. Zgadzasz się prawda? Więc ?powinnaś? się zgodzić z informacją następującą po ?miauczącym kocie?. A że z nią się nie zgadzasz? Ale z ?kotem i całą resztą? się zgodziłaś. To kto ma rację?

Jak się bronić?

Uciekać gdzie pieprz rośnie i unikać kontaktów z takim człowiekiem.
Konstruktywna krytyka

Jak wspomniałam na wstępie, charakteryzuje się szacunkiem. Jeśli masz uczucie, że jesteś przez krytykującego szanowana, łatwiej Ci uwierzyć że Ci dobrze życzy.
I wtedy prosta droga do wniosku; skoro Ci dobrze życzy, to znaczy że jego słowa nie są po to abyś poczuła się źle. Są po to, żebyś zwróciła na coś uwagę. Na to, że dzieje się coś niedobrego i Ty jesteś tego zarzewiem. Ta osoba chce Twojego dobra.
Wiadomo, że konstruktywna krytyka też jest ciężka do przełknięcia. Trzeba mieć poczucie własnej wartości na odpowiednim poziomie, bo inaczej nawet przyzwoicie podane uwagi ? wzbudzą protest, bunt i uczucie zranienia do żywego. Potrzebny jest więc dystans do siebie.

Jak przyjąć konstruktywną krytykę? (Wypróbowane przez Autorkę):

Wziąć kilka głębokich oddechów.
Nie odpowiadać od razu, a już na pewno nie przerywać. Pozwolić krytykującemu na wyłuszczenie całości problemu wraz z przyległościami. Pamiętaj ? ta osoba dobrze Ci życzy, też może być zdenerwowana niezręcznością sytuacji i pierwsze słowa nie zawsze oddają clou.
Zastanów się przez moment, czy ta osoba nie ma choć jednego procenta racji. Jeśli ma ? warto to przemyśleć.
Co odpowiedzieć? ?Trochę mnie zaskoczyłeś, muszę to przemyśleć. Dzięki.?
Pamiętaj, że zakładasz dobre intencje krytykującego. Postaraj się, żeby nie dać mu odczuć swojej niechęci. Dlaczego? Bo na drugi raz jak walniesz defa, to gówno Ci powie.
Zaniechaj odegrania się; ?Po kim jak po kim, po nim się tego nie spodziewałam. Zaraz też mu z czymś dopierdolę. Nikt nie jest idealny?. Pamiętaj o szacunku. Ty też masz go mieć w stosunku do Konstruktywnego Krytykującego, nie tylko on w stosunku do Ciebie.
I jeszcze jedno. Umiejętność przyjmowania krytyki to też jedna z umiejętności wchodzących w skład ASERTYWNOŚCI.

Będzie mądra definicja:

Asercja negatywna

Technika wychodzi z asertywnego prawa do popełniania błędów. Dzięki niej jesteśmy w stanie przyjąć krytykę bez obwiniania się, albo agresywnej reakcji względem krytykującego. Chcąc być swobodnymi i niezależnymi rezerwujemy sobie prawo bycia dla siebie najważniejszym sędzią.

Negatywna asercja uczy jak przyjmować swoje błędy i spokojnie o nich dyskutować.

Praktyka

Odrzucić pogląd, że z powodu błędu muszę się czuć jak winowajca.
Nauczyć się właściwego podejścia do błędów - traktować je jako błąd i nic więcej.
Mieć odwagę przyznać się do błędu - przed sobą i innymi.
Przyjąć swój błąd bez obwiniania się.
Pytać krytykującego o szczegóły - w ten sposób unika się manipulacji."

13 820 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-21 01:55:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Kim jesteś żeby oceniać Magnolio?

Hm...Magnolia jest kobietą lub mężczyzną innej opcji nie ma big_smile.

A slyszalas o tzw. " Babochlopach" ? smile smile smile Moze ja to taki babochlop jestem big_smile

13 821 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-21 08:35:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Hm...podobnie mówiło Ci wiele osób wiedzących o czymś takim, jak KKZB.
Inni mówią Ci uciekaj, zostaw paskudę.
A Ty dzielnie przy nim trwasz.
A Ty dzielnie i na przekór innym, trwasz i narzekasz.   smile

Please, nie bądźcie KKZB (nienawidzę tego określenia,bo ono ma mało wspólnego z problemem) i nie mówcie innym co mają robić i nie oczekujcie od innych,że zrobią tak, jak wy uważacie. "Na przekór innym"? A może zgodnie z sobą... Życie i doświadczenie uczy... Stwierdzenie typu "Patrz,co inni osiągnęli" wywołuje u mnie furię. Nie patrz na innych, patrz na siebie.

13 822

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Mówisz i masz !
Zmienić można tylko siebie.
Nie ma czarodziejskiego zaklęcia, ani różki czarodziejskiej na zmianę czyjegoś postępowania.
Pracować możemy tylko nad sobą.
Jeśli twój mąż jest leniwy to nic nie da się zrobić.
Można zaakceptować to lub odejść.
Jeśli leniwy nie jest to jest szansa aby wciągnąć go w różne zajęcia.
Nie jest to jednak po czasie X , takie łatwe.
Jest też opcja, ze Ty jesteś zbyt wymagająca....wiem zaprzeczysz, ale.....nic się nie stanie jak zdejmiesz z siebie wiele obowiązków. Nikt ich n ie przejmie ? A musi ? A co się stanie jak okna będą brudne ? A co się stanie jak sprzątanie będzie nie co dzień a raz w miesiącu ? A co się stanie jak na stole wigilijnym zagoszczą śledzie na trzy sposoby i tylko śledzie. A co się stanie jak w ogóle stołu świątecznego nie będzie ? NIC SIĘ NIE STANIE. To my sobie wmawiamy, musi być. NIE  MUSI smile

Tak, jest leniwy. Bardzo. Zdaję sobie sprawę, ale mam zamiar jednak trochę go "rozruszać", dać do zrozumienia że jest to dla mnie ważne i miłe, gdyby choć trochę pomagał.
Wymagająca byłam, już nie jestem. Skłonność do perfekcjonizmu - to była praca domowa, którą odrobiłam jakiś czas temu wink Już dawno odpuściłam (sobie) wiele obowiązków. W pewnym momencie doprowadziło to nawet do takiego bałaganu w domu, że nadawałby się do tych programów telewizyjnych typu "czysta chata" ;P Nawet to nie zadziałało, M to też nie przeszkadzało...

Żeby jednak zachować obiektywizm, muszę dodać, że M czasem troszkę w kuchni pomaga. A przed świętami razem przygotowujemy całe jedzonko, tak że nie ma szansy na jednego śledzia, chociaż wcale by mi to nie przeszkadzało. Oczywiście robi to dla własnej korzyści, bo lubi dobrze zjeść wink Ale nieważne motywy, liczy się działanie smile

13 823

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeśli mogę dołączyć się do tej dysputy dotyczącej prac domowych. Zresztą, kilkaset postów wcześniej już na ten temat dyskutowałyśmy, więc teraz celem przypomnienia. smile

tezkobieta napisał/a:

(...)Żeby jednak zachować obiektywizm, muszę dodać, że M czasem troszkę w kuchni pomaga. A przed świętami razem przygotowujemy całe jedzonko, tak że nie ma szansy na jednego śledzia, chociaż wcale by mi to nie przeszkadzało. Oczywiście robi to dla własnej korzyści, bo lubi dobrze zjeść wink Ale nieważne motywy, liczy się działanie smile

Zgodnie z powiedzeniem diabeł tkwi w szczególe. Tak jest i w tym przypadku. Tym szczegółem jest słowo "pomaga". Niby niewinne, nic nieznaczące, a jednak oddaje całą specyfikę problemu, czyli nastawienie. tongue
To nastawienie polega na myśleniu, że dom i związane z nim obowiązki/prace są domeną kobiety, że utrzymanie czystości w domu, pranie, gotowanie, etc. to obowiązki kobiety, że mężczyzna może co najwyżej pomóc kobiecie, że (z założenia) mężczyzna nie jest zdolny do wykonania prac domowych samodzielnie, że podczas prac domowych musi istnieć nadzór kobiecego oka. U części kobiet istnieje jeszcze jeden, moim zdaniem, zgubny mechanizm. Ten mechanizm to zdanie "JA wiem lepiej".

A później płacz i zgrzytanie zębów (gdy wszelkie prace wykonuje kobieta sama) i zachwyty, że mężczyzna pomógł.
Hurra! Taki gamoń, taki niedorozwinięty, a jednak dał radę. Tylko... czemu takiego gamonia, osobę mającą "dwie lewe ręce" kobieta zdecydowała się poślubić?
Chyba, że rzeczony mężczyzna w czasach przedślubnych miał dwie sprawne ręce, umiał różne rzeczy wykonywać, a po ślubie... Przypomnijmy sobie, drogie kobiety, WŁASNE zachowania. Wiem jednak (nauka wyniesiona na swych czterech literach), że te własne zapędy można powstrzymać, można oprzytomnieć, można traktować swego męża jak partnera. Można też skutki swej niechlubnej działalności odwrócić. Wymaga to trochę pracy nad sobą, samozaparcia, zaprzestania oszukiwania i pożywnego biadolenia nad ciężkim losem kobiety. tongue


Mą uwagę przykuła też dyskusja (?) o ocenianiu.
Pierwsza myśl: tak, zgadzam się, ocenianie jest wstrętne, niepotrzebne, szkodliwe. Po chwili (jeszcze jestem na poziomie wegetatywnym, obudzę się za kilka godzin) uświadomiłam sobie, że moja pierwsza myśl jest bzdurą. hmm Bo, czyż można żyć wśród ludzi bez oceniania? Czy można komukolwiek pomóc bez oceniania? Czyż można z kimkolwiek dyskutować bez oceniania? Moim zdaniem, już przytomnym, NIE. Ocena jest czyjąś opinią, czyimś szacunkiem, czyimś sądem dotyczącym sytuacji, osoby, poglądów.  Nic w tym złego, bo z kimś dyskutując oceniam poglądy tej osoby pod kątem zgodności z własnym zdaniem - inaczej nasza rozmowa będzie "od czapy", bo do wypowiedzi tejże osoby podczas dyskusji z nią się odnoszę, itd.

I znowu... diabeł tkwi w szczególe.
Tym szczegółem jest znów (!) nasze nastawienie, wynikające z osobistych doświadczeń. Wielu osobom ocena kojarzy się z sytuacją nieprzyjemną, sytuacją zagrożenia (przywołane zostają zwykle wspomnienia sytuacji powrotu mamy/taty z wywiadówki szkolnej i upokorzeń/kar przez nich wymierzanych).
A ocena, jak to ocena. Można z nią się zgodzić, można ją odrzucić. Czyjaś ocena (również mojej osoby) nie jest wyrokiem, nie jest prawdą oczywista, nie jest aksjomatem. big_smile

13 824

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mamy prawo wyrażać opinię, mamy prawo nie zgodzić się z czyjąś opinią,oceną,krytyką, mamy prawo wyrazić nasze zdanie, mamy prawo przeciwstawić się nieuzasadnionej krytyce, nie musimy robić tak,jak inni chcą, mamy prawo być sobą!

13 825

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Mamy prawo wyrażać opinię, mamy prawo nie zgodzić się z czyjąś opinią,oceną,krytyką, mamy prawo wyrazić nasze zdanie, mamy prawo przeciwstawić się nieuzasadnionej krytyce, nie musimy robić tak,jak inni chcą, mamy prawo być sobą!

Oczywiście. smile

I... mamy prawo ze swych praw nie korzystać. tongue

13 826 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-21 11:06:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Mamy prawo wyrażać opinię, mamy prawo nie zgodzić się z czyjąś opinią,oceną,krytyką, mamy prawo wyrazić nasze zdanie, mamy prawo przeciwstawić się nieuzasadnionej krytyce, nie musimy robić tak,jak inni chcą, mamy prawo być sobą!

Oczywiście. smile

I... mamy prawo ze swych praw nie korzystać. tongue

Oczywiście smile
I mamy prawo być nieasertywni i mamy prawo popełniać błędy.

Nie mamy natomiast prawa świadomie krzywdzić innych osób.

13 827

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ale... nie mamy prawa do krzywdzenia innych.

A prawo do popełniania innych, oby nie było traktowane (przez kogokolwiek) jako usprawiedliwienie.

13 828

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Ale... nie mamy prawa do krzywdzenia innych.

A prawo do popełniania innych, oby nie było traktowane (przez kogokolwiek) jako usprawiedliwienie.

Tak. Zedytowałam moją wypowiedź, bo też o tym sobie pomyślałam. smile

13 829

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Ochhhhh Mangnolio jesteś złośliwa smile smile smile   big_smile

Magnolia jest bardzo złośliwa.

Kim jesteś żeby oceniać Magnolio?

Hm...Magnolia jest kobietą lub mężczyzną innej opcji nie ma big_smile. Magnolia jest szczera. Mówi to co myśli. Ma prawo oceniać. Każdy na tym foum ocenia. Każda odpowiedź z oceny sytuacji wypływa. Nie chcesz być oceniana nic nie pisz, piszesz - wyrażasz zgodę na ocenę.
Możesz z jej zdaniem, oceną zgodzić się lub nie.
Masz prawo nie zgadzać się , prostować, wyjaśniać, przedstawiać argumenty.

Hipokryzją jest mówienie, nie masz prawa oceniać, hipokryzją jest mówienie, JA nie oceniam.
Oceniasz tuż po przeczytaniu postu, oceniasz nawet nie pisząc swojego zdania.

Przyznam Ci  się hm..., że nie raz byłam złośliwa i szczera do czyjegoś bólu. Nie było moim celem komuś dokopać, obrazić. Często ostre słowa powodują nasze zatrzymanie się na chwilę, zadumanie, wnioski. Czasami to jedyny cel. Masz prawo nie zgadzać się , prostować, wyjaśniać, przedstawiać argumenty.
Żałuję, że nie trafiłam tu wiele lat temu. Może taka Magnolia pokazała by mi palcem - tu babo robisz źle, tu myślisz źle. Z perspektywy czasu wiem, że potrzebny był mi ktoś, kto dałby mi kopa. Kopa do przemyśleń. Nie obrażałabym się, ale przemyślała i ewentualnie zawalczyła na argumenty i dowody (a słowa napisane na forum to skarbnica dowodów przecież) Dowody te mówią za lub przeciwko Tobie i czy Ci się to podoba czy nie.       
                                                                             smile

Masz rację, jeśli chodzi o dowody

13 830 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-11-21 11:20:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Pominęłaś jedną najważniejszą osobę.

hm... Czy Ty się może zezłościłaś?
Masz sprawę w sądzie w przyszłym tygodniu?
To ja Cię już nie nakręcam. Szkoda, że nie można wyczuć emocji innych. To ułatwiłoby komunikację.

Tak trochę, bo mi tutaj piszesz jakbym ja nic nie robiła.

Nic Ci takiego nie napisałam. Przykro mi,że błędnie zinterpretowałaś moje słowa. Nie miałam na celu ani Cię zezłościć, ani negatywnie ocenić.
Bo doszłam do wniosku, że ja o Tobie nie wiem nic. Jesteś skrytą osobą, nie piszesz nic o sobie, o swoich uczuciach, emocjach...

Tak ja nie wiele mówię o swoich odczuciach.
Pisze o nim kiedy mnie zezłośći.
Przemyślałam wszystko wczoraj.
JA naprawdę staram się wszystko po kolei zmienić.
Najpierw musze uporać się z rozwodem, a później się wyprowadzę, bo teraz dla dobra sprawy nie powinnam.
Odebrałam to co napisałąś jako atak, zezłościłam się, było mi przykro.
Ale podstawy nie miałam.
Jedynie sprawa terapeuty mnie zasmuciła.
JA nie wierzyłam w jego metodę, a
On zaaplikował mi ją za wcześnie, dotarłam do celu tej metody później inną drogą i to razem z nim. Wtedy obydwoje się na siebie wkurzyliśmy. Mnie jego słowa wydawały się głupie, a On zezłościł się na mnie, że ja to podważam.

Przemyślałam wczoraj swoją sytuację i wiem
On, ten układ, ten człowieik niszczy mnie.
Jest toksyczny
Staras ie manipulować, a ja nie mam dla niego znaczenia
jemu wszystko jedno czy jestem czy nie, a to czy jestem to mój wybór.

13 831

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Hm...podobnie mówiło Ci wiele osób wiedzących o czymś takim, jak KKZB.
Inni mówią Ci uciekaj, zostaw paskudę.
A Ty dzielnie przy nim trwasz.
A Ty dzielnie i na przekór innym, trwasz i narzekasz.
Poznałam Cię ponad rok temu. Nic w swym nieszczęśliwym życiu nie zmieniłaś. Nic ! I taka jest prawda sad
Ale to Twoje życie i Twój zły czy dobry nastrój. Nie chcesz niczego zmieniać ? Nie musisz. Nikt Ci przecież nie każe, nie zmusi do czegoś czego Ty nie chcesz.
Mnie Ciebie jest szkoda. Jesteś otwartą osobą. Dowcipną, błyskotliwą i zawsze.... zawsze narzekającą na niego. Rok...przez ten czas wiele z nas poukładało sobie życie. Lepiej, gorzej ale nie narzekamy już na los, wiemy, że to my jesteśmy kowalami własnego losu. Ja osobiście forum po kilku dniach od wejścia traktowałam jak terapię. Nie było mowy o plotkowaniu, wymienianiu się pogodą, bo ja potrzebowałam terapii. Taki był mój wybór. CZułam potrzebę dowiedzenia się czegoś o sobie i zrozumienia. Informacja o kkzb zaskoczyła mnie. To ja sama doszukałam się w tych opisach siebie. To ja z Tarantellą nawiązałam nić porozumienia z uwagi na psychofagów, bo obie miałyśmy tego pecha na nich trafić i ich wybrać, i zaakceptować na partnerów. On był jaki był. A co ze mną, że zgadzałam się na to.
Wyluzuj hm..., można czasem doszukać się w sobie głupiej baby. Można podreperować siebie i śmiać się z baby głupiej (czytaj siebie) Dobrze Ci z narzekaniem to i nam też. Źle? to trochę masz pracy do zrobienia a dziewczyny wszystkie, wspierać cię będą.                          smile

Nie chcę narzekać. Ale tak to wygląda, że przychodziłam tutaj i wylewałam z siebie żale zamiast kopnąc go dawno temu w 4 litery, bo nie pasujemy do siebie.
Nieraz poddawałam polemice wypowiedzi Wielokropka, nie jest mi z  tym wcale dobrze.
Nie chcę narzekać, chcę zmienić
Dobij mnie moja beznadziejna sytuacja materialna, która jeszcze potrwa, chyba, że uda mi się wcześniej znaleźć lepszą pracę.
Chcę to zmienić.
Potraktowałam to miejsce jako wyjnie. I nie pisałąm o sobie a o nim. MAcie racje. Wyłam o nim, a nie zmieniałam nic, wciaż licząc, że on moje wycie zauważy. A on moje wycie ma głęboko.
Za szybko przeskoczyłam z jednego w związku w drugi, to nie ulega wątpliwośi.

13 832

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Jeśli mogę dołączyć się do tej dysputy dotyczącej prac domowych. Zresztą, kilkaset postów wcześniej już na ten temat dyskutowałyśmy, więc teraz celem przypomnienia. smile

tezkobieta napisał/a:

(...)Żeby jednak zachować obiektywizm, muszę dodać, że M czasem troszkę w kuchni pomaga. A przed świętami razem przygotowujemy całe jedzonko, tak że nie ma szansy na jednego śledzia, chociaż wcale by mi to nie przeszkadzało. Oczywiście robi to dla własnej korzyści, bo lubi dobrze zjeść wink Ale nieważne motywy, liczy się działanie smile

Zgodnie z powiedzeniem diabeł tkwi w szczególe. Tak jest i w tym przypadku. Tym szczegółem jest słowo "pomaga". Niby niewinne, nic nieznaczące, a jednak oddaje całą specyfikę problemu, czyli nastawienie. tongue
To nastawienie polega na myśleniu, że dom i związane z nim obowiązki/prace są domeną kobiety, że utrzymanie czystości w domu, pranie, gotowanie, etc. to obowiązki kobiety, że mężczyzna może co najwyżej pomóc kobiecie, że (z założenia) mężczyzna nie jest zdolny do wykonania prac domowych samodzielnie, że podczas prac domowych musi istnieć nadzór kobiecego oka. U części kobiet istnieje jeszcze jeden, moim zdaniem, zgubny mechanizm. Ten mechanizm to zdanie "JA wiem lepiej".

A później płacz i zgrzytanie zębów (gdy wszelkie prace wykonuje kobieta sama) i zachwyty, że mężczyzna pomógł.
Hurra! Taki gamoń, taki niedorozwinięty, a jednak dał radę. Tylko... czemu takiego gamonia, osobę mającą "dwie lewe ręce" kobieta zdecydowała się poślubić?
Chyba, że rzeczony mężczyzna w czasach przedślubnych miał dwie sprawne ręce, umiał różne rzeczy wykonywać, a po ślubie... Przypomnijmy sobie, drogie kobiety, WŁASNE zachowania. Wiem jednak (nauka wyniesiona na swych czterech literach), że te własne zapędy można powstrzymać, można oprzytomnieć, można traktować swego męża jak partnera. Można też skutki swej niechlubnej działalności odwrócić. Wymaga to trochę pracy nad sobą, samozaparcia, zaprzestania oszukiwania i pożywnego biadolenia nad ciężkim losem kobiety. tongue


Mą uwagę przykuła też dyskusja (?) o ocenianiu.
Pierwsza myśl: tak, zgadzam się, ocenianie jest wstrętne, niepotrzebne, szkodliwe. Po chwili (jeszcze jestem na poziomie wegetatywnym, obudzę się za kilka godzin) uświadomiłam sobie, że moja pierwsza myśl jest bzdurą. hmm Bo, czyż można żyć wśród ludzi bez oceniania? Czy można komukolwiek pomóc bez oceniania? Czyż można z kimkolwiek dyskutować bez oceniania? Moim zdaniem, już przytomnym, NIE. Ocena jest czyjąś opinią, czyimś szacunkiem, czyimś sądem dotyczącym sytuacji, osoby, poglądów.  Nic w tym złego, bo z kimś dyskutując oceniam poglądy tej osoby pod kątem zgodności z własnym zdaniem - inaczej nasza rozmowa będzie "od czapy", bo do wypowiedzi tejże osoby podczas dyskusji z nią się odnoszę, itd.

I znowu... diabeł tkwi w szczególe.
Tym szczegółem jest znów (!) nasze nastawienie, wynikające z osobistych doświadczeń. Wielu osobom ocena kojarzy się z sytuacją nieprzyjemną, sytuacją zagrożenia (przywołane zostają zwykle wspomnienia sytuacji powrotu mamy/taty z wywiadówki szkolnej i upokorzeń/kar przez nich wymierzanych).
A ocena, jak to ocena. Można z nią się zgodzić, można ją odrzucić. Czyjaś ocena (również mojej osoby) nie jest wyrokiem, nie jest prawdą oczywista, nie jest aksjomatem. big_smile

Ok.
Ale ocena typu zrobiłeś źle albo dobrze nie będzie już ok. 
Bo tego nie możemy nawet wiedzieć. Ale żeby przedstwić swoje stanowisko musimy ocenić wasnie sytuację.

13 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A cóż takiego złego i niestosownego jest w stwierdzeniu "Moim zdaniem zrobiłaś źle"?
Jeśli z takim czyimś stwierdzeniem się nie zgadzam, moja odpowiedź brzmi "Rozumiem, że tak myślisz". I po sprawie.

Do niedawna (choć i teraz też mi się to zdarza) bardzo negatywnie reagowałam na takie oceny. hmm Reagowałam tak, gdy... sama siebie usiłowałam oszukać, przed samą sobą ukryć to, że moje zachowanie, decyzja były nieodpowiednimi. I bardzo głośno wówczas protestowałam, bo taka czyjaś opinia burzyła mi z trudem wypracowany i z trudem udawany spokój duszy. A przecież od takiej oceny, również własnej, tak bardzo chciałam uciec. smile

Gdy zaś, naprawdę, moja ocena sytuacji, zachowania, jest inna od zasłyszanej, wówczas spokojnie (i spokój ten nie jest udawanym) odpowiadam "Rozumiem." Mogę nawet dyskutować o przyczynach takiej opinii. Ale zawsze wtedy jestem pewna swoich racji. Ich podważenie niczym mi nie grozi. tongue
Dokonałam też jednej rzeczy: stałam się osobą niezależną psychicznie.

13 834

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

A cóż takiego złego i niestosownego jest w stwierdzeniu "Moim zdaniem zrobiłaś źle"?
Jeśli z takim czyimś stwierdzeniem się nie zgadzam, moja odpowiedź brzmi "Rozumiem, że tak myślisz". I po sprawie.

Do niedawna (choć i teraz też mi się to zdarza) bardzo negatywnie reagowałam na takie oceny. hmm Reagowałam tak, gdy... sama siebie usiłowałam oszukać, przed samą sobą ukryć to, że moje zachowanie, decyzja były nieodpowiednimi. I bardzo głośno wówczas protestowałam, bo taka czyjaś opinia burzyła mi z trudem wypracowany i z trudem udawany spokój duszy. A przecież od takiej oceny, również własnej, tak bardzo chciałam uciec. smile

Gdy zaś, naprawdę, moja ocena sytuacji, zachowania, jest inna od zasłyszanej, wówczas spokojnie (i spokój ten nie jest udawanym) odpowiadam "Rozumiem." Mogę nawet dyskutować o przyczynach takiej opinii. Ale zawsze wtedy jestem pewna swoich racji. Ich podważenie niczym mi nie grozi. tongue
Dokonałam też jednej rzeczy: stałam się osobą niezależną psychicznie.

JA nie umiem ubrac w słowa tego co chcę powiedzieć.
No nie ma w tym nic złego.Każdy ma do tego prawo, zalezy może jak to wyraża. To a propos tej krytyki. Bo jak powie -ale ty głupi jesteś, że tak zrobiłeś- to już gorzej.

13 835

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeśli nie myślę o sobie, że jestem głupia, to spoko, również takie teksty mnie nie ruszają. smile
Schody zaczynały się wówczas, gdy sama siebie uważałam za głupią osobę.

13 836 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-21 12:44:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... ja do mojej terapii podchodzę poważnie, może zbyt poważnie smile Moja terapeutka wywołuje u mnie masę myśli i ja jakoś zawszę sobie myślę, że ona to robi w jakimś celu. Być może w oczach innych to coś złego, ale ja dobrze się z tym czuję, bo widzę zmiany u siebie. Jestem bardzo szczera w stosunku do niej i być może oczekuję tego samego. Dlatego gdybym podważyła jej zdanie, lub wkurzyła się na nią, też by mi to dało do myślenia i działania. W ogóle ja wychodzę z założenia, że ona ma lata praktyki i wiedzę i to co mówi zawsze ma charakter "terapeutyczny". Ale z drugiej strony, to też człowiek, ma prawo się wkurzyć smile

Czepiam się mówieniu komuś "odejdź od niego". Czepiam się, bo ja nigdy nie usłyszałam takich słów, ani na terapii, i chyba tutaj też. Na grupę terapeutyczną przychodzą dziewczyny, które mają chłopaków bezrobotnych, uzależnionych itp. Nikt z nimi nie rozmawia na temat związku, zwłaszcza terapeutki. I one po trzech miesiącach przychodzą i mówią : Zostawiłam go! Płaczą, ale za tydzień się cieszą smile
hm... ty już dawno wszystko sobie przemyślałaś i ty już od dawna masz ochotę go zostawić. Byłaś nawet przez chwilę u mamy i wtedy pisałaś a dlaczego on mówi kocham Cię, a tego nie pokazuje, a po co on dzwoni ... itp itd Rozstanie z toksycznym partnerem pomaga, ale gdy nie jesteśmy gotowe, gdy nie stanowi to naszego celu w danym momencie, nie załatwi wszystkiego. hm... bądź z sobą szczera, z nami nie musisz wink nie musisz tu pisać, chcę go zostawić, jeżeli czujesz, że nie chcesz. Bo za chwilę, ktoś ci napisze, że znowu tylko narzekasz, a nie robisz nic. Postaw sobie swoje własne cele. Piszesz, że rozwód jest teraz najważniejszy. OK. Sytuacja materialna Cię dobija. OK. Dobrze, że jestem daleko od domu i nikt nie widzi, że są dni, że czasami muszę dzielić bułkę na cztery części, by mieć co jeść (nie dosłownie ale bywa ciężko), piorę ręcznie, bo pralka mi padła i nie mam za co kupić nowej, mam długi, zalegam z opłatami, codziennie wstaję o 5 rano i wracam do domu o 19tej. Ale żyję! I mam się dobrze smile i wierzę ,że będzie lepiej. Bo czuję się silna, bo podejmuję decyzje, bo przyznaję się do błędów, bo mówię ludziom komlementy, bo szanuję siebie smile
hm... bardzo Cię lubię i bardzo Cię namawiam (zrobisz co uważasz) na terapię. Możesz to zrobić dla siebie smile

Jeżeli ktoś mówi, że jesteś głupia, to świadczy to o nim, nigdy o Tobie!

13 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Jeśli nie myślę o sobie, że jestem głupia, to spoko, również takie teksty mnie nie ruszają. smile
Schody zaczynały się wówczas, gdy sama siebie uważałam za głupią osobę.

No wtedy to każde słowa potrafią przybić.

Ja zawsze uważałam, że nie powinnam, że nie moge nawet oceniać kogoś bo nie wiem co przeżył, nie wiem co nim kierowało, rozumiesz o co mi chodzi?

13 838 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-11-21 13:05:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

hm... ja do mojej terapii podchodzę poważnie, może zbyt poważnie smile Moja terapeutka wywołuje u mnie masę myśli i ja jakoś zawszę sobie myślę, że ona to robi w jakimś celu. Być może w oczach innych to coś złego, ale ja dobrze się z tym czuję, bo widzę zmiany u siebie. Jestem bardzo szczera w stosunku do niej i być może oczekuję tego samego. Dlatego gdybym podważyła jej zdanie, lub wkurzyła się na nią, też by mi to dało do myślenia i działania. W ogóle ja wychodzę z założenia, że ona ma lata praktyki i wiedzę i to co mówi zawsze ma charakter "terapeutyczny". Ale z drugiej strony, to też człowiek, ma prawo się wkurzyć smile

Czepiam się mówieniu komuś "odejdź od niego". Czepiam się, bo ja nigdy nie usłyszałam takich słów, ani na terapii, i chyba tutaj też. Na grupę terapeutyczną przychodzą dziewczyny, które mają chłopaków bezrobotnych, uzależnionych itp. Nikt z nimi nie rozmawia na temat związku, zwłaszcza terapeutki. I one po trzech miesiącach przychodzą i mówią : Zostawiłam go! Płaczą, ale za tydzień się cieszą smile
hm... ty już dawno wszystko sobie przemyślałaś i ty już od dawna masz ochotę go zostawić. Byłaś nawet przez chwilę u mamy i wtedy pisałaś a dlaczego on mówi kocham Cię, a tego nie pokazuje, a po co on dzwoni ... itp itd Rozstanie z toksycznym partnerem pomaga, ale gdy nie jesteśmy gotowe, gdy nie stanowi to naszego celu w danym momencie, nie załatwi wszystkiego. hm... bądź z sobą szczera, z nami nie musisz wink nie musisz tu pisać, chcę go zostawić, jeżeli czujesz, że nie chcesz. Bo za chwilę, ktoś ci napisze, że znowu tylko narzekasz, a nie robisz nic. Postaw sobie swoje własne cele. Piszesz, że rozwód jest teraz najważniejszy. OK. Sytuacja materialna Cię dobija. OK. Dobrze, że jestem daleko od domu i nikt nie widzi, że są dni, że czasami muszę dzielić bułkę na cztery części, by mieć co jeść (nie dosłownie ale bywa ciężko), piorę ręcznie, bo pralka mi padła i nie mam za co kupić nowej, mam długi, zalegam z opłatami, codziennie wstaję o 5 rano i wracam do domu o 19tej. Ale żyję! I mam się dobrze smile i wierzę ,że będzie lepiej. Bo czuję się silna, bo podejmuję decyzje, bo przyznaję się do błędów, bo mówię ludziom komlementy, bo szanuję siebie smile
hm... bardzo Cię lubię i bardzo Cię namawiam (zrobisz co uważasz) na terapię. Możesz to zrobić dla siebie smile

Jeżeli ktoś mówi, że jesteś głupia, to świadczy to o nim, nigdy o Tobie!

Dzięki Aniknom
Dzięki
Łza mi się zakręciła,
tak, przemyślałam to już dawno i sama biję się z myślami, ale może faktycznie jeszcze nie potrafię, może jeszcze nie jestem gotowa
chcę po kolei
dziecko i rozwód, a potem on, ale chcę
tak, myślałam o terapii
chodziłam nawet , wiesz o tym,
myślę, że emocje we mnie szaleją i nieraz estem wkurzona i wylewam żale, a nieraz przychodzi dobry czas i jest lepiej.
Dzięki za te słowa.
Zawsze czułam wsparcie w Tobie, nie wiem czemu, ale tak było.
Niesamowite jak się zmieniłaś.
JA działam powoli, nie daję już sobą pomiatać, małymi kroczkami coś zmienię.
Z kasą bardzo kiepsko, ale jakoś daję rde z miesiąca na miesiąc, pórbuję dorobić. Ale kiedy jest źle trochę mnie to dobija.
Szukam czegoś lepszego, cały czas.
Jesteś silna to widać.


Jeszcze raz dzięki


Z tą głupią to tylko był przykład, ale bywa, że ludzie w taki sposób oceniają, np. moja mama.
Zawsze jesteś taka siaka, że tak zrobiłaś, a ja wtedy stawiam granicę. W zasadzie to już nie moge powiedzieć, że ona tak robi, bo od czasu kiedy pierwszy raz postawiłam nie robi tego i traktuje mnie jak człowieka,
Natomiast na jego zmiany nie mam wpływu, choćbym nie wiem jak się starała, musiałby on chcieć ale nie chce.
Ale on nie ma juz znaczenia.
Zapowiada się na wyprowadzkę nr 2, bo się podziało w mieszkaniu niedobrze. Prosiłam żeby zgłaszać już dawno, zwróćiłam na to uwagę, usłyszałąm tylko -a tam, a tam
No to ma a tam.
Powiedziałam, że ja zgłaszałam i za to odpowiedzialności nie biorę.
Po spalonym może to znak nr 2, śmieję się, ale cholera wie czy nie ma w tym prawdy.

13 839

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Ale... nie mamy prawa do krzywdzenia innych.

A prawo do popełniania innych, oby nie było traktowane (przez kogokolwiek) jako usprawiedliwienie.

Wielokropku, czy pisząc to zdanie miałaś mnie na myśli i to,że ja moje prawa traktuję jako usprawiedliwienie?

13 840

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Ale... nie mamy prawa do krzywdzenia innych.

A prawo do popełniania innych, oby nie było traktowane (przez kogokolwiek) jako usprawiedliwienie.

Wielokropku, czy pisząc to zdanie miałaś mnie na myśli i to,że ja moje prawa traktuję jako usprawiedliwienie?

Uważam, że nikt nie ma prawa krzywdzić drugiej osoby, kimkolwiek by ona była. Nikt, moim zdaniem, nie może traktować prawa do błędu jako usprawiedliwienia swoich zachowań, decyzji.

Pisząc te słowa nie miałam na myśli żadnej konkretnej osoby. Ciebie też nie. smile

13 841

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Ale... nie mamy prawa do krzywdzenia innych.

A prawo do popełniania innych, oby nie było traktowane (przez kogokolwiek) jako usprawiedliwienie.

Wielokropku, czy pisząc to zdanie miałaś mnie na myśli i to,że ja moje prawa traktuję jako usprawiedliwienie?

Uważam, że nikt nie ma prawa krzywdzić drugiej osoby, kimkolwiek by ona była. Nikt, moim zdaniem, nie może traktować prawa do błędu jako usprawiedliwienia swoich zachowań, decyzji.

Pisząc te słowa nie miałam na myśli żadnej konkretnej osoby. Ciebie też nie. smile

Ok. Chciałam tylko wyjaśnić, bo przez chwilę myślałam,że jest to aluzja do mojej wypowiedzi. Nie lubię być dręczona aluzjami...Myliłam się, mój błąd wink

13 842 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-21 15:25:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... zmieniłam się, bo odkryłam, że mam problem SAMA ZE SOBĄ, nie z rodzicami, nie z mężem. To JA mam problem.

hm... czy możesz wymienić 3 osoby,z którymi lubisz przebywać, 3 rzeczy, które lubisz robić, 3 cechy charakteru, które w sobie lubisz?

13 843 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-21 15:42:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

. Dobrze, że jestem daleko od domu i nikt nie widzi, że są dni, że czasami muszę dzielić bułkę na cztery części, by mieć co jeść (nie dosłownie ale bywa ciężko), piorę ręcznie, bo pralka mi padła i nie mam za co kupić nowej, mam długi, zalegam z opłatami, codziennie wstaję o 5 rano i wracam do domu o 19tej. Ale żyję! I mam się dobrze smile i wierzę ,że będzie lepiej. Bo czuję się silna, bo podejmuję decyzje, bo przyznaję się do błędów, bo mówię ludziom komlementy, bo szanuję siebie smile

O jak ja wiem jak to jest sad Ja tez mialam nawet niedawno 2 euro na caly tydzien sad. Sprzedane wszystkie rzeczy, ktore byly cos warte! I jak mi wtedy chleb z maslem smakowal smile  Dlugow mam tyle, ze boje sie otworzyc czasmi poczte sad
Najgorsze sa jednak dla mnie  "dlugi moralne". Zawiodlam siebie i wiele ludzi, ktorzy chcieli mi pomoc sad sad sad. Nie wiem czy kiedykolwiek "splace te dlugi"!!!

Co do pralki to w Niemczech duzo ludzi wywala stare pralki, jak kupuje sobie nowa. Jest duzo ogloszen na bezplatnych stronach internetowych, ze ktos chce oddac pralke, lodowke itp. Ja jak sie wyprowadzalam tez dalam ogloszenie ze mam do oddania rzeczy. W ciagu 2 dni pozbylam sie wszystkiego co mi bylo nie potrzebne. Moze poszukaj takich ogloszen w internecie smile Z przykroscia stwierdzilam, ze ksiazek prawie nikt nie chcial sad.

Ja tez zyje i nawet lepiej (moje duchowe samopoczucie) niz wczesniej. Nie wiem czy czuje sie silna? Na pewno silniejsza niz wczesniej smile.

Nie mam nic a czuje, ze mam wiecej niz kiedykolwiek w zyciu smile

13 844

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

. Dobrze, że jestem daleko od domu i nikt nie widzi, że są dni, że czasami muszę dzielić bułkę na cztery części, by mieć co jeść (nie dosłownie ale bywa ciężko), piorę ręcznie, bo pralka mi padła i nie mam za co kupić nowej, mam długi, zalegam z opłatami, codziennie wstaję o 5 rano i wracam do domu o 19tej. Ale żyję! I mam się dobrze smile i wierzę ,że będzie lepiej. Bo czuję się silna, bo podejmuję decyzje, bo przyznaję się do błędów, bo mówię ludziom komlementy, bo szanuję siebie smile

O jak ja wiem jak to jest sad Ja tez mialam nawet niedawno 2 euro na caly tydzien sad. Sprzedane wszystkie rzeczy, ktore byly cos warte! I jak mi wtedy chleb z maslem smakowal smile  Dlugow mam tyle, ze boje sie otworzyc czasmi poczte sad
Najgorsze sa jednak dla mnie  "dlugi moralne". Zawiodlam siebie i wiele ludzi, ktorzy chcieli mi pomoc sad sad sad. Nie wiem czy kiedykolwiek "splace te dlugi"!!!

Co do pralki to w Niemczech duzo ludzi wywala stare pralki, jak kupuje sobie nowa. Jest duzo ogloszen na bezplatnych stronach internetowych, ze ktos chce oddac pralke, lodowke itp. Ja jak sie wyprowadzalam tez dalam ogloszenie ze mam do oddania rzeczy. W ciagu 2 dni pozbylam sie wszystkiego co mi bylo nie potrzebne. Moze poszukaj takich ogloszen w internecie smile Z przykroscia stwierdzilam, ze ksiazek prawie nikt nie chcial sad.

Ja tez zyje i nawet lepiej (moje duchowe samopoczucie) niz wczesniej. Nie wiem czy czuje sie silna? Na pewno silniejsza niz wczesniej smile.

Nie mam nic a czuje, ze mam wiecej niz kiedykolwiek w zyciu smile

Jest nas więcej smile Z tymi rachunkami mam podobnie hahaha a chleb z masłem uwielbiam smile Na pewno jest o wiele ciężej gdy ma się dzieci sad Dla mnie najważniejszy jest czynsz i ubezpieczenie, reszta, cóż, zapłacę jak uzbieram. Jedyne co mi raz wyłączyli, to był telefon smile
Co do tzw "wystawek" w Holandii, a przynajmniej w mieście gdzie mieszkam, już dawno nie widziałam nic na ulicy. Ludzie wywalają na około śmietników same rupiecie smile Większość osób sprzedaje stare rzeczy do secondhandów. Byłam tam, ale koszt używanej pralki 150euro mnie lekko zszokował. Spodziewałam się max 50euro.  Może św Mikołaj mi pralkę przyniesie wink

13 845

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Co do tzw "wystawek" w Holandii, a przynajmniej w mieście gdzie mieszkam, już dawno nie widziałam nic na ulicy. Ludzie wywalają na około śmietników same rupiecie smile Większość osób sprzedaje stare rzeczy do secondhandów. Byłam tam, ale koszt używanej pralki 150euro mnie lekko zszokował. Spodziewałam się max 50euro.  Może św Mikołaj mi pralkę przyniesie wink

To nie o wystawki chodzi. Pisalam o stronach w internecie, gdzie zamieszcza sie co komu nie potrzebne i oddaje za darmo smile

Posty [ 13 781 do 13 845 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 211 212 213 214 215 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026