netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 935 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 210 211 212 213 214 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 716 do 13 780 z 26 310 ]

13 716

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie wiem tylko, co ja zrobię z tym  nickiem po rozwodzie. Nie lubię mojego panieńskiego nazwiska

Nick zatrzymasz, nazwisko również. Nie ma musu powrotu do nazwiska panieńskiego. smile
NAzwisko po mężu możesz zatrzymać smile Możesz wrócić do panieńskiego lub zmienić, na inne, dowolne smile

13 717

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

ja z hm... jeszcze tylko wódki nie piłam hehehe;)

P.S.
"Rozumiem sygnature Anstawi "Kocham, akceptuję i szanuję siebie, taką jaka jestem". Poczytaj sobie jej historie. Dziewczyna chciala zmiany i zmienila cos w swoim zyciu. Kocha, akcepuje i szanuje sama siebie!!! Przestala sie oszukiwac i wziela sie za siebie. Za siebie a nie za faceta z ktorym zyla. Z brzydkiego kaczatka przemienila sie w pieknego labedzia ."
magnolia73 DAŁAŚ CZADU smile

A i to do przeskoczenia

13 718

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nick, sygnatura, avatar- można z nich dużo wyczytać czasami o drugiej osobie. Tak samo gesty, mowa ciała itp
Ja na przykład, pomimo swojego stanowczego tonu, garbię się lub wzruszam ramionami. A gdybym stanęła prosto i powiedziała wyraźnie NIE, to druga osoba nic by już nie powiedziała big_smile

Dobrze, ze otym wiesz. Teraz musisz tylko cwiczyc przed lustrem smile Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, kto jest naj......(wpisz co chcesz) na swiecie smile

13 719 Ostatnio edytowany przez mrufka (2012-11-16 19:40:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam, jestem tu nowa...i tak sobie nieśmiało podczytuje i szukam miejsca an swoje smutki sad Czekam na rozwód i ogólnie życie mi sie sknociło i knoci i chyba nie bardzo sobie z tym wszystkim radzę. I własnie sobie uzmyslowiłam, ze jestem kobietą kochającą za bardzo...nie potrafię żyć bez miłości, bez mężczyzny, bez uczucia...dlatego odeszłam od męża. A teraz jest mi jeszcze gorzej, bo mimo ze czulam sie samotna w związku...to teraz czuję sie sama i samotna:( A jak pojawił się ktoś nowy i naobiecywał gruszek na wierzbie a nagle nie dzwoni a pisze lakonicznie i nie wiadomo o co chodzi to od razu tracę grunt pod nogami...nie jestem w stanie funkcjonować sad

13 720

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mrufka napisał/a:

Witam, jestem tu nowa...i tak sobie nieśmiało podczytuje i szukam miejsca an swoje smutki sad Czekam na rozwód i ogólnie życie mi sie sknociło i knoci i chyba nie bardzo sobie z tym wszystkim radzę. I własnie sobie uzmyslowiłam, ze jestem kobietą kochającą za bardzo...nie potrafię żyć bez miłości, bez mężczyzny, bez uczucia...dlatego odeszłam od męża. A teraz jest mi jeszcze gorzej, bo mimo ze czulam sie samotna w związku...to teraz czuję sie sama i samotna:( A jak pojawił się ktoś nowy i naobiecywał gruszek na wierzbie a nagle nie dzwoni a pisze lakonicznie i nie wiadomo o co chodzi to od razu tracę grunt pod nogami...nie jestem w stanie funkcjonować sad

Witamy i zapraszamy na terapię smile
Czytaj i pisz. Wyciągaj wnioski.
I ucz się kochać siebie smile

13 721

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No, a ja chciałam być asertywna, to zrobiłam się agresywna wrrryyy...
Praca, ludzie, problemy hehe
Manager się mnie zapytał ile godzin pracuję w drugiej pracy. A ja się zapytałam po co mu ta informacja? A on rzucił ołówek na parapet i urażony,że jak nie chcę mówić to nie muszę i poszedł. Co za rozmowa?! Jak się wkurzyłam, poszłam do niego, opierniczyłam go, że mnie nie szanuje hehe ale niestety się poryczałam smile Zobaczył to kolega z pracy, zadzwonił do głównej szefowej. W poniedziałek mam rozmowę ja, manager i szefowa. Ale jazda!
A ja tylko chciałam być asertywna buhahaha...

13 722 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-16 23:00:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

No, a ja chciałam być asertywna, to zrobiłam się agresywna wrrryyy...
Praca, ludzie, problemy hehe
Manager się mnie zapytał ile godzin pracuję w drugiej pracy. A ja się zapytałam po co mu ta informacja? A on rzucił ołówek na parapet i urażony,że jak nie chcę mówić to nie muszę i poszedł. Co za rozmowa?! Jak się wkurzyłam, poszłam do niego, opierniczyłam go, że mnie nie szanuje hehe ale niestety się poryczałam smile Zobaczył to kolega z pracy, zadzwonił do głównej szefowej. W poniedziałek mam rozmowę ja, manager i szefowa. Ale jazda!
A ja tylko chciałam być asertywna buhahaha...

Dopiero sie uczysz asertywnosci smile Nie wymagaj od siebie za duzo. Twoj manager moze mial zly dzien sad Rozmowe masz dopiero w poniedzialek. Emocje opadna i moze nie taki diabel straszny jak go maluja smile

13 723

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

No, a ja chciałam być asertywna, to zrobiłam się agresywna wrrryyy...
Praca, ludzie, problemy hehe
Manager się mnie zapytał ile godzin pracuję w drugiej pracy. A ja się zapytałam po co mu ta informacja? A on rzucił ołówek na parapet i urażony,że jak nie chcę mówić to nie muszę i poszedł. Co za rozmowa?! Jak się wkurzyłam, poszłam do niego, opierniczyłam go, że mnie nie szanuje hehe ale niestety się poryczałam smile Zobaczył to kolega z pracy, zadzwonił do głównej szefowej. W poniedziałek mam rozmowę ja, manager i szefowa. Ale jazda!
A ja tylko chciałam być asertywna buhahaha...

Dopiero sie uczysz asetywnosci smile Nie wymagaj od siebie za duzo. Twoj manager moze mial zly dzien sad Rozmowe masz dopiero w poniedzialek. Emocje opadna i moze nie taki diabel straszny jak go maluja smile

Dzięki.
Mój manager już wczoraj miał zły dzień. Opierniczył mnie z bzdurnego powodu, a potem przyszedł, przeprosił i powiedział,że miał zły dzień.
Niestety ta sytuacja spowodowała,że ja potem miałam zły dzień.
I doszłam do wniosku,że jak będę mieć zły dzień, zanim "wyjdę do ludzi", muszę wyładować swoją złość gdzie indziej. Po co robić komuś innemu przykrość, bez powodu?

Kolega stwierdził, że manager się we mnie zakochał hehehe Jaka szkoda,że facet ma prawie 60 lat i wygląd alkoholika po przejściach hehehe Ale to chyba ten typ, który przyciągam do siebie od lat, tzn chodzi mi o charakter. Te typy lubią psychicznie się znęcać nade mną. Dlatego tym razem nie dam się!

13 724

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Te typy tylko szukają pożywki. Obiektu do mnipulacji.

13 725

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Te typy tylko szukają pożywki. Obiektu do mnipulacji.

Tak właśnie jest. To karaluch. Tu trzeba krótko od początku, niech sobie nie myśli,że jestem workiem treningowym.
Widziałam się ostatnio z M (już mi się nie chce pisać mąż, jeszczemąż,bo on nie zasługuje na to,by go tak nazywać). Jedno moje pytanie,a on z tą pogardą na twarzy odpowiada, jakbym śmieciem była. Zamiast odpowiedzieć, to od razu odwraca kota do góry du*ą i zaczyna te swoje wykończające mnie gadki,że przecież ja wiem najlepiej, że ja jestem taka siaka... Jest psychofagiem. Im rzadziej go widuję, tym częściej się przekonuję o tym,że on mnie psychicznie dręczył i wykończył. Dlatego teraz, mam uraz do ludzi, co zachowują się wobec mnie w taki sposób. Bo wiem,że można normalnie rozmawiać. Nie potrafię jeszcze powstrzymać płaczu hehe ale potrenuję i się nauczę.
Wy też tak macie, że ulegacie emocjom innych osób. Jak ktoś obok was jest wesoły, to wy też, a jak ktoś jest zły, smutny, to przechodzi to na was?
Jak tego uniknąć?

13 726 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-17 14:58:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wy też tak macie, że ulegacie emocjom innych osób. Jak ktoś obok was jest wesoły, to wy też, a jak ktoś jest zły, smutny, to przechodzi to na was?
Jak tego uniknąć?

Prawie kazdy tak ma no moze nie mnisi buddyjscy smile. Jak tego uniknac? Zostac mniszka  w Tybecie smile smile smile. No dobra zarty na bok- przebywac  w towarzystwie ludzi w ktorych czujesz sie dobrze, poczytac sobie o motylkach, kwiatuszkach.....
Lubicie kawaly o bacy?

13 727 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-17 14:39:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Wy też tak macie, że ulegacie emocjom innych osób. Jak ktoś obok was jest wesoły, to wy też, a jak ktoś jest zły, smutny, to przechodzi to na was?
Jak tego uniknąć?

Prawie kazdy tak ma no moze nie mnisi buddyjscy smile. Jak tego uniknac? Zostac mniszka  w Tybecie smile smile smile. No dobra zarty na bok- przebyac  w towarzystwie ludzi w ktorych czujesz sie dobrze, poczytac sobie o motylkach, kwiatuszkach.....
Lubicie kawaly o bacy?

Lubimy wszystkie kawały smile wszystkie dobre smile

Anstawio
Musimy nauczyć się być stanowcze, określać granice.
JA mam takie obserwacje. Poznajemy dziecko np. naszej koleżanki. Ono nas najpierw obserwuje, potem nieśmiało, uroczo zaczepia a potem sprawdza na ile mu pozwolimy. Jeśli nie zaznaczymy granic to mamy to dziecko na "głowie". Podobnie wygląda sprawa wśród dorosłych. Najpierw obserwacja. Potem wiadomo jakie granice stawia ta osoba. Jest uległa ? Nie jest asertywna, to mamy ją. Oczywiście nie każdy chce od razu kimś zarządzać, ale jak może, to czemu nie. Są różne typy z odchyłami i każdego "pomacają" na ile sobie pozwolić mogą, a jak mogą, to hulaj dusza piekła nie ma. I rajcuje ich to hulanie.       smile

13 728

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Wy też tak macie, że ulegacie emocjom innych osób. Jak ktoś obok was jest wesoły, to wy też, a jak ktoś jest zły, smutny, to przechodzi to na was?
Jak tego uniknąć?

Prawie kazdy tak ma no moze nie mnisi buddyjscy smile. Jak tego uniknac? Zostac mniszka  w Tybecie smile smile smile. No dobra zarty na bok- przebyac  w towarzystwie ludzi w ktorych czujesz sie dobrze, poczytac sobie o motylkach, kwiatuszkach.....
Lubicie kawaly o bacy?

Lubimy wszystkie kawały smile wszystkie dobre smile

Anstawio
Musimy nauczyć się być stanowcze, określać granice.
JA mam takie obserwacje. Poznajemy dziecko np. naszej koleżanki. Ono nas najpierw obserwuje, potem nieśmiało, uroczo zaczepia a potem sprawdza na ile mu pozwolimy. Jeśli nie zaznaczymy granic to mamy to dziecko na "głowie". Podobnie wygląda sprawa wśród dorosłych. Najpierw obserwacja. Potem wiadomo jakie granice stawia ta osoba. Jest uległa ? Nie jest asertywna, to mamy ją. Oczywiście nie każdy chce od razu kimś zarządzać, ale jak może, to czemu nie. Są różne typy z odchyłami i każdego "pomacają" na ile sobie pozwolić mogą, a jak mogą, to hulaj dusza piekła nie ma. I rajcuje ich to hulanie.       smile

Masz rację.
W pracy na przykład, kilk dni z rzędu zostawałam dłużej. Raz nawet usłyszałam,jak manager mówił: Ania zawsze może dłużej zostać. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka i powiedziałam,że dziś nie dam rady, podałam powód. Inne osoby nie zostawały,bo na przykład miały kurs tańca smile I od tego momentu manager ewidentnie stosuje wobec mnie szantaż emocjonalny. I teraz jak mu ulegnę, to nadal będzie się tak zachowywał.Chciałam być stanowcza i łagodna, ale emocje wzięły górę i krzyczałam. Chyba pierwszy raz w życiu próbowałam postawić granicę psychofagowi. Następnym razem będzie lepiej big_smile

13 729

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Prawie kazdy tak ma no moze nie mnisi buddyjscy smile. Jak tego uniknac? Zostac mniszka  w Tybecie smile smile smile. No dobra zarty na bok- przebyac  w towarzystwie ludzi w ktorych czujesz sie dobrze, poczytac sobie o motylkach, kwiatuszkach.....
Lubicie kawaly o bacy?

Lubimy wszystkie kawały smile wszystkie dobre smile

Anstawio
Musimy nauczyć się być stanowcze, określać granice.
JA mam takie obserwacje. Poznajemy dziecko np. naszej koleżanki. Ono nas najpierw obserwuje, potem nieśmiało, uroczo zaczepia a potem sprawdza na ile mu pozwolimy. Jeśli nie zaznaczymy granic to mamy to dziecko na "głowie". Podobnie wygląda sprawa wśród dorosłych. Najpierw obserwacja. Potem wiadomo jakie granice stawia ta osoba. Jest uległa ? Nie jest asertywna, to mamy ją. Oczywiście nie każdy chce od razu kimś zarządzać, ale jak może, to czemu nie. Są różne typy z odchyłami i każdego "pomacają" na ile sobie pozwolić mogą, a jak mogą, to hulaj dusza piekła nie ma. I rajcuje ich to hulanie.       smile

Masz rację.
W pracy na przykład, kilk dni z rzędu zostawałam dłużej. Raz nawet usłyszałam,jak manager mówił: Ania zawsze może dłużej zostać. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka i powiedziałam,że dziś nie dam rady, podałam powód. Inne osoby nie zostawały,bo na przykład miały kurs tańca smile I od tego momentu manager ewidentnie stosuje wobec mnie szantaż emocjonalny. I teraz jak mu ulegnę, to nadal będzie się tak zachowywał.Chciałam być stanowcza i łagodna, ale emocje wzięły górę i krzyczałam. Chyba pierwszy raz w życiu próbowałam postawić granicę psychofagowi. Następnym razem będzie lepiej big_smile

Krzyki to oznaka bezsilności sad
Tylko spokój nas uratuje smile i stanowczość.

13 730

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Musimy nauczyć się być stanowcze, określać granice.
JA mam takie obserwacje. Poznajemy dziecko np. naszej koleżanki. Ono nas najpierw obserwuje, potem nieśmiało, uroczo zaczepia a potem sprawdza na ile mu pozwolimy. Jeśli nie zaznaczymy granic to mamy to dziecko na "głowie". Podobnie wygląda sprawa wśród dorosłych. Najpierw obserwacja. Potem wiadomo jakie granice stawia ta osoba. Jest uległa ? Nie jest asertywna, to mamy ją. Oczywiście nie każdy chce od razu kimś zarządzać, ale jak może, to czemu nie. Są różne typy z odchyłami i każdego "pomacają" na ile sobie pozwolić mogą, a jak mogą, to hulaj dusza piekła nie ma. I rajcuje ich to hulanie.       smile

Masz racje smile Ja tez potrafie "wejsc komus na glowe" jak czuje ze moge sad


Telewizja pojechała do Bacy który będzie mieć za miesiąc 105 lat:
Dziennikarka przeprowadza wywiad..i pyta się:
-Baco czego tak długo przeżyliście..?..pewnie nie paliliście tytoniu?..
Na to Baca:
-Widzi pani ta stodołę..tyle w zyciu tytoniu wyapliłem.
-No to może alkoholu rześta nie pili?
-Widzi tam staw za domem?..tyle to ja wódki wypil przez cale życie
-no to pewnie baca sexu nie uprawiał?
-widzi pani tą kose w sieni? wczoraj tu była śmierć tak jej dałem popalić ze aż kose zostawiła.

13 731 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-17 18:39:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Chciałam być stanowcza i łagodna, ale emocje wzięły górę i krzyczałam. Chyba pierwszy raz w życiu próbowałam postawić granicę psychofagowi. Następnym razem będzie lepiej big_smile

Twoje krzyki to dla psychfagow tylko woda na mlyn. Lubia ogladac takie sceny z Toba w roli "wariatki, idiotki, histeryczki itp.".
Z moich "madrych ksiazek o karaluchach" dowiedzialam sie jednego: Jezeli masz mozliwosc to nie dyskutuj z karaluchem a jezeli juz musisz dyskutowac do nidgy sam na sam. W obecnosci trzeciej osoby karaluch zachowuje sie inaczej, stara sie przypodobac tej trzeciej i mozna w "miare cos tam od niego wyegzekwowac". Tylko spokoj moze nas uratowac i rozmowa o konkretach. Najlepiej zrobic liste i kazdy punkt odhaczyc i zadnego schodzenia z tematu, zadnej dyskusji, zadnego "pierdzielenia kotka za pomoca mlotka", zadnego zadawnia pytan, zadnego tlumaczenia. Nie powinnismy tez odpowiadac na pytania psychofagow. Znacie zabawe w pomidora? Na kazde pytanie odpowiadamy "pomidor" smile Oczywiscie nie na glos tylko w myslach smile

A to do poczytania smile

ZŁOŚĆ, KTÓRA NIE KRZYWDZI A POMAGA
Autor: Małgorzata Osipczuk

Wielu ludzi wymiennie używa słów: "złość" i "agresja". Tymczasem złość jest UCZUCIEM, tak jak uczuciem jest smutek czy lęk. Agresja natomiast jest ZACHOWANIEM krzywdzącym drugą osobę, albo raniącym ją psychicznie, albo uszkadzającym jej ciało. Można przeżywać złość i nie zachowywać się agresywnie. Np. część ludzi "chowa do środka" swoją złość, przemilcza ją a w sytuacji, która wzbudziła ich złość zachowują się ulegle. Inni, czując złość wyrażają ją w sposób wyważony, nie raniąc drugiej osoby, ale informując, że jakieś jej konkretne zachowanie uruchamia w nich złość. Jest to tzw. asertywny sposób wyrażania siebie, swojego sprzeciwu czy swojej złości.
Asertywnie wyrażać złość to znaczy:
decydować się o niej powiedzieć osobie, której zachowanie wzbudziło we mnie złość
wyrazić to w taki sposób, który nie zrani drugiej osoby, z szacunkiem do niej
intencją jest danie informacji o tym, co czuję i o tym, na co się nie zgadzam, nie jest intencją "wyżycie się", "odreagowanie złości" czy też odwet
cel, do którego dążę to spowodowanie by sytuacja w jakiej jestem i zachowanie drugiej osoby mi nie szkodziły, by nie przekraczano granic mojej osoby, by mieć wpływ na to, co się dzieje i kształtować sytuację zgodnie z moimi potrzebami
Zazwyczaj propozycja asertywnego wyrażania złości przyjmowana jest z niedowierzaniem. Poniekąd bierze się to z głęboko uwewnętrznionych przekonań typu: "złość jest zła". Te słowa w polskim języku mają nawet podobny wydźwięk, kiedy np. w języku angielskim złość = "anger", a zły = "bad" "evil" "wrong". Czy jest choć jedna osoba w naszym kraju, która nigdy w życiu nie usłyszała czegoś w rodzaju: "nie złość się!", "nie powinnaś się złościć", "złość piękności szkodzi", "kobiecie nie wypada się złościć", "grzeczne dzieci się nie złoszczą", "to nieładnie tak się unosić", itp.?

Złość jest tym uczuciem, którego obawiają się z reguły rodzice. Starają się więc pacyfikować swoje dzieci, żeby ułatwić sobie trud wychowywania ich. Z drugiej strony presja ze strony otoczenia społecznego jest ogromna: oczekuje się, że rodzic nie będzie pozwalał dzieciom na wyrażanie sprzeciwu, uzewnętrznianie złości. Inaczej, dostanie etykietę "nieporadnego" i będzie musiał stawić czoła złości innych dorosłych, którzy tak reagują na dziecięcą swobodę w okazywaniu uczuć. "Kneblowanie" okazywania złości przez potomków wydaje się być lepszym rozwiązaniem, wspieranym zresztą przez nawyk przechodzący z pokolenia na pokolenie.

Efektem jest wyuczenie się umiejętności tłumienia złości, chowania jej energii do wewnątrz. Jak każda energia w przyrodzie, tak i energia złości nie znika sama, tylko dlatego, że tego byśmy sobie życzyli.
Jeśli uda nam się chować ją całą w dłuższej perspektywie czasowej - "wyjdzie nam bokiem" - tzn. zaowocuje dolegliwościami psychosomatycznymi. Warto czasem zastanowić się czy uporczywe bóle głowy, zmiany skórne, kłopoty z żołądkiem, itp. nie są efektem nie wyrażanego gniewu. Czyli złości, która "zjada" nas od środka. Podobnie można popatrzeć na depresję: jako na nawyk obracania złości, którą pierwotnie czułem do kogoś na złość skierowaną do samego siebie. Wiele myśli typowo depresyjnych jest przykładem złości skierowanej do siebie: "jestem do niczego", "nic mi się nie udaje", "zachowałem się jak głupek, jak zwykle", itp. Jeśli mam nawyk tłumienia złości: to nie dość, że szkodzę swojemu zdrowiu i samopoczuciu, to jeszcze nie jestem w stanie zmieniać niedobrej dla mnie sytuacji, nie mówię bowiem drugiej osobie, co mi nie pasuje, zgadzam się na złe traktowanie mnie.

Złość stłumiona nierzadko pozostawia za sobą pewien "cień" -irytację, nerwowość, które są widoczne dla obserwatora a nam też zatruwają spokój. "Resztki" złości możemy wypuszczać z siebie pod postacią złośliwości, kąśliwych komentarzy, cynicznej postawy lub też tzw. "biernej agresji" - obrażania się, demonstrowania niezadowolenia, utrudniania działań, spóźniania się, zapominania. Bierna agresja nie służy niczemu dobremu. Niektóre osoby chowając złość, chowają też i pielęgnują urazę, czyli utrwalona pretensję, mieszaninę żalu i gniewu do kogoś. Pielęgnowanie urazy sprawia, że stajemy się zgorzkniali, mściwi, nieszczęśliwi.

Nie wyrażana złość nie pozwala poprawiać sytuacji, odbiera innym ludziom możliwość by dostosowali swoje zachowanie do moich potrzeb.

Jednak pomimo, iż "połykanie złości", lekceważenie jej i uleganie przynosi niedobre skutki wielu ludzi wybiera ten sposób jej traktowania, m.in. dlatego, że boją się jej energii. Nie wiedzą w jaki sposób i kiedy ją wyrażać, boją się, że "ich poniesie", że stracą nad tą złością kontrolę. Niekiedy pozwalają sobie trochę upuścić złości a resztę ukryć. To nie rozwiązuje oczywiście sprawy, a gromadzona systematycznie złość grozi właśnie tym, czego się obawiają: raptownym, niekontrolowanym wybuchem.
Złość powinna tymczasem nam służyć. Po pierwsze jako informacja dla nas, że dzieje się coś niedobrego, ktoś przekracza nasze granice, zagraża nam albo nas rani. Po drugie - gdy już wiemy co i od kogo jest nie tak - możemy wykorzystać energię złości by o siebie zadbać. Złość ma ogromny ładunek energii, jeśli wyrażamy ja na bieżąco nie jest on za duży, ale właśnie w sam raz - adekwatny do sytuacji, na którą złość jest reakcją.

Jeśli nie wykorzystamy energii złości - nie przeciwstawimy się. Złość daje nam siłę by się sprzeciwić, zawalczyć o siebie. I to zarówno w sytuacjach banalnych: "Rozzłościłam się, gdy zobaczyłam, że nie posprzątałeś mieszkania jak obiecałeś", jak i w sytuacjach bardzo ważnych, gdy ważą się nasze losy, zdrowie i życie". Jak np. wtedy, gdy szef uprawia mobbing, kolega z pracy okrada nas z pomysłu, co może zaowocować utratą posady, gdy zaczepia nas pijany agresywny osobnik na ulicy, gdy partner nas szantażuje, gdy ktoś nas zastrasza, gdy stajemy się ofiarą przemocy, itd. Obudzona wtedy w sposób naturalny złość pozwala działać, bronić się, rozwiązać sytuację tak by nam to posłużyło.

Złość ma pomagać nam bronić swoich praw, swojego terytorium, swojego dobra, swojego samopoczucia. Osoby, które potrafią jej używać - mają niskie ryzyko by uwikłać się w związek ze sprawcą przemocy. Nie mają bowiem nawyku by obracać złość przeciwko sobie, mają świadomość swoich praw i potrzeb a dzięki wzbudzanej w odpowiednich momentach złości potrafią o nie zawalczyć. Sprawcy przemocy nie będą tak asertywnych osób wybierać na partnerów czy na ofiary swoich działań. Bardziej atrakcyjne będą dla nich osoby ciche, pokorne, nie złoszczące się nigdy, pozwalające przekraczać swoje granice, nie reagujące gniewem na próby nie respektowania ich odmowy. Jeśli więc wychowujemy nasze dzieci przede wszystkim na osoby "miłe", "dobrze wychowane", "pokorne", "nie protestujące" - bądźmy też świadomi tego, że w takiej postaci stają się łatwym łupem dla agresorów wszelkiej maści.
Sprawcy przemocy bardzo często testują swoje przyszłe ofiary chcąc ocenić ich zdolność przeciwstawiania się i dbania o siebie. Taki test polega na wstępnym "nakłuciu" granic drugiej osoby i obserwowaniu, jak zareaguje ona na tego rodzaju zachowanie. Może to polegać na zaczepce słownej, próbie zmuszenia do postąpienia niezgodnego z intencjami osoby, czy zwykłym zbliżeniu się do ofiary na małą odległość. Jeśli osoba nie zareaguje albo spróbuje być miła aby rozładować sytuację (pomimo tego, że na pewno odczuwa w tym momencie złość - bo tak wyposażyła nas natura) - następuje kolejne zbliżenie z serią dalszych testów albo natychmiastowy już atak. Takie testowanie - w zależności od intencji sprawcy - może trwać od kilku sekund do wielu godzin i dni. Jeśli przyszła ofiara przemocy zlekceważy odczuwaną złość, nie skorzysta z jej podpowiedzi próbując np. racjonalizować sobie niewygodne dla niej zachowania zwykłą niezręcznością czy niegroźnym chamstwem, albo wręcz urokiem osobistym - tym samym wpada w zastawione sidła.

Aby móc zareagować na taki test konieczna jest świadomość istnienia własnych granic i ich zakresu, o ich naruszeniu mówią nam właśnie uczucia: złości i strachu. Granice człowieka mogą być naruszane fizycznie i psychicznie. Jeśli obawiasz się, że ten facet stoi za blisko - to narusza on twoje fizyczne granice. Jeśli czujesz gniew, bo partner zdecydował za ciebie dokąd w tym roku pojedziesz na wakacje to znaczy, że zaatakowano twoje granice w sposób psychiczny. Obie sytuacje obrazują brak szacunku dla Twojej osoby i nieposzanowanie Twoich praw. Jedno i drugie może być wstępem do bardziej brutalnej przemocy. Nie musi być, ale może. Nie każde naruszenie granic kończy się otwartym atakiem, ale każdy atak zaczyna się od naruszenia granic.

Reaguj na forsowanie twoich granic na jak najwcześniejszym etapie. Na zbyt bliskie podejście do ciebie reaguj odejściem w bok albo żądaniem wobec intruza by się odsunął. Podobnie nie zbywaj milczeniem raniącej cię krytyki, nie uszanowania Twojej odmowy, postąpienia wbrew twojej decyzji. Nie udawaj, że nic się nie stało, gdy twój partner kpiąco z Ciebie zażartuje, czy wyśmieje twój sukces. Zareaguj stanowczo, przeciwstaw się, daj wyraz swojej złości i niezgodzie. W ten sposób postawisz na jego drodze słupy graniczne, których nie da się zignorować. Staraj się polubić swoją złość - została ci podarowana jako narzędzie obrony i energia do walki, jako tarcza i miecz jednocześnie.

13 732 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-17 19:26:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki za ten tekst.
Moja reakcja była dobra, ale krzyk i łzy zupełnie niepotrzebne. Niestety tutaj nie ma wymówki.
M. psychofag zasypał mnie oskarżającymi smsami i podwójna frustracja wyładowna, nie tam gdzie trzeba. Rzeczywiście, z psychofagami nie ma co dyskutować. Krótko, treściwie i na temat lub wcale.
P.S. Czy ja już narzekam czy jeszcze nie? Hehehe
Muszę poczytać sobie o motylkach big_smile

13 733 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-17 19:45:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

P.S. Czy ja już narzekam czy jeszcze nie? Hehehe

"Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk RUCH-u! Ja... Ja tu mięso mam!" Taki szybki kurs : asertywnosc w czasach PRL smile

http://www.youtube.com/watch?v=37A9YAhNPyI&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=RHkCqkn0VKE
http://www.youtube.com/watch?v=yU4YNvRferQ&feature=related

13 734

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

P.S. Czy ja już narzekam czy jeszcze nie? Hehehe

"Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk RUCH-u! Ja... Ja tu mięso mam!" Taki szybki kurs : asertywnosc w czasach PRL smile

http://www.youtube.com/watch?v=37A9YAhNPyI&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=RHkCqkn0VKE
http://www.youtube.com/watch?v=yU4YNvRferQ&feature=related

I od razu czuje się szacunek do pani w kiosku, pani w barze mlecznym hehehe A jak!
Chyba sobie "Misia" obejrzę:D

13 735 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-17 21:04:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja "Alternatywy 4".

"Nad wszystkim czuwa gospodarz domu
Nie da on krzywdy zrobić nikomu
Zawsze pomoże o każdej porze
O, mój Boże" 

O Boze w tym filmie jest sposob na Karalucha !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

" Tam gdzie mieszkaja ludzie, tam sa i karaluchy"
http://www.youtube.com/watch?v=lILGlJ89VEs&feature=related

13 736 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-18 16:52:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej. Analiza mojej osobowości, dzień...kolejny wink
Doszłam do wniosku, że byłam osobą narzekającą. To już wiemy wszyscy hahaha... Narzekałam, bo bałam się podejmować decyzje, a gdy ktoś podjął ją za mnie, to narzekałam z prostej przyczyny, bo nie była ona zgodna z moimi oczekiwaniami. Jak mogła być? Ludzie dookoła mnie, dopasowali się do mnie a ja do nich. Odpowiadało im, że mają taką biedną sierotkę Marysię obok siebie, do tego mogą wyładować na niej swoje frustracje. A mi odpowidało być tą bidulką. Ale jestem przekonana,że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Powiem wam, że nawet zaczęło mi się podobać to podejmowanie decyzji, branie odpowiedzialności za swoje życie i ponoszenie konsekwencji. Przede wszystkim też, jestem albo staram się być, szczera sama ze sobą. Ale nie obwiniam siebie za nic i nikogo nie obwiniam. Uważam,że każdy dorosły sam podejmuje decyzje i to co robi, jest jego sprawą. Ja chcę, żeby ludzie traktowali mnie tak, by sprawiało mi to satysfakcję. Jest to możliwe, ale tylko ja sama mogę o to zadbać.
Podjęcie decyzji, zgodnych z własnymi odczuciami, dodaje kopa do życia. Nie zawsze jest miło od razu, ale gdy ma się świadomość, że znowu zrobiło się coś fajnego dla siebie, nie krzywdząc oczywiście tym innych, to wynagradza wszystko.
Nie chcę już być sierotką Marysią. Jest mi źle, gdy ktoś mi mówi, po co to zrobiłaś, po co tamto, znowu będziesz cierpieć. Zrobiłam tak i koniec. Mam prawo popełniać błędy i mogę je naprawić. Wiem, że ludzie mówią mi tak, bo martwią się o mnie, ale też przyzwyczaili się,że ja lubię lub potrzebuję takich słów. Nie, już nie potrzebuję się zamartwiać, użalać, winić za popełnione błędy. Chcę je traktować jako cenne doświadczenie, wyciągać z nich wnioski i iść przez życie z dumnie podniesioną głową.
Są jeszcze rzeczy, których nie mogę przeskoczyć. Tak jak rozwód. Gryzie mnie ta sprawa od kilku tygodni. Nie chcę się dołować. Czego się boję? Właściwie jak sobie o tym teraz pomyślałam, to aż się uśmiechnęłam sama do siebie. Pomyślałam sobie co mogę zyskać big_smile  Bo boję się bzdurnych rzeczy, takich jak Kto mi powiesi lampę w salonie? hahaha Może fajny sąsiad? big_smile Nie jestem sama, jest wiele fajnych osób dookoła mnie. A z czasem będzie ich jeszcze więcej.  Nie jestem bezradna.
Oczekiwałam od innych i od siebie zbyt wiele. Moje dotychczasowe życie było wynikiem doświadczeń, obserwacji, niewiedzy. Jestem ciekawa jak zawsze wiedzy, chcę się uczyć życia i działać. Nie mówię już sobie, taka jestem, z politowaniem. Mogę być lepszą wersją samej siebie. Choć wiem, że jestem wystarczająco dobra taka jaka jestem.

P.S. Właśnie sobie sama przetkałam zatkaną umywalkę big_smile

L_ukrecjo, jak się mają Twoje sprawy? Myślę o Tobie...

13 737 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-18 23:23:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Mogę być lepszą wersją samej siebie. Choć wiem, że jestem wystarczająco dobra taka jaka jestem.

smile Podoba mi sie smile

A ja sobie dzis o "motylkach czytalam"

"Raz pewien kupiec posłał swego syna po Tajemnicę Szczęścia do najmądrzejszego z ludzi. Przez czterdzieści dni chłopiec wędrował przez pustynię, aż dotarł do pięknego starego zamczyska na szczycie wzgórza. Mieszkał w nim ten, którego szukał. Lecz zamiast spotkać tam wielkiego mędrca, ujrzał salę, w której panowała atmosfera ogromnego poruszenia: wbiegali i wybiegali kupcy, po kątach, gorączkowo gestykulując, rozprawiali goście, w tle przygrywali grajkowie, a na suto zastawionych
stołach stały najwspanialsze tamtejsze przysmaki. Sam zaś mędrzec zajęty był rozmową i chłopiec musiał cierpliwie czekać bite dwie godziny, nim nadeszła jego kolej.
Mędrzec wysłuchał go wprawdzie uważnie, ale powiedział, że teraz nie ma czasu, by odkryć przed nim Tajemnicę Szczęścia. Zaprosił go do obejrzenia pałacu i przykazał wrócić za dwie godziny.
- Chciałbym cię jednak o coś prosić - dodał na koniec, podając chłopcu łyżkę, którą napełnił dwoma kroplami oleju.
- Kiedy będziesz przechadzał się po moim pałacu nieś tę łyżkę tak, aby ani krzty z niej nie uronić.
Chłopiec wchodził i schodził po schodach pałacu, nie odrywając oczu od łyżki. Po dwóch godzinach znów stanął przed obliczem Mędrca.
- A więc widziałeś już perskie dywany w mojej sali biesiadnej? - pytał. - Zachwycił cię ogród, który z górą dziesięć lat tworzył Mistrz Ogrodników? Podziwiałeś piękne pergaminy w mojej bibliotece?
Zawstydzony chłopiec wyznał, że nie widział nic. Dbał bowiem tylko o to, by nie uronić ani kropli oliwy, którą powierzył mu Mędrzec.
- Wobec tego wracaj i poznaj cudowności mego świata - powiedział Mędrzec. - Nie wolno nigdy ufać człowiekowi, którego domu nie znasz.
Teraz już spokojniejszy, chłopiec wziął łyżkę i znów zaczął spacerować po pałacu, tym razem przyglądając się bacznie wszystkim płótnom wiszącym na ścianach i malowidłom na sklepieniu. Podziwiał góry wokół, ogrody, delikatność kwiatów i smak, z jakim ułożono tu każde dzieło. Wróciwszy zaś przed oblicze Mędrca opowiedział dokładnie o wszystkim, co zobaczył.
- A gdzie są dwie krople oleju, które powierzyłem twojej pieczy? - zapytał Mędrzec.
Chłopiec spojrzał na łyżkę i ujrzał, że po oliwie nie zostało ani śladu.
- Oto jedyna rada jaką mogę ci dać - rzekł Mędrzec nad Mędrcami. - Tajemnica Szczęścia jest ukryta w tym, by widzieć wszystkie cuda świata i nigdy nie zapomnieć o dwóch kroplach oleju na łyżce."
Paulo Coelho "Alchemik"

13 738

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej,

No i wrocilam.

Dzieci juz spac polozylam. Ja wykapana i zaraz sama spac ide, bo "skonana", to za slabe slowo na opisanie mojego wyczerpania. Na impreze "studencka" nie poszlam, tak wiec przenieslismy na nastepna sobote. Bylam natomiast z kolezankami na imprezie. Nibi fajnie sie bawilam, ale... No wlasnie, ciagle jest to ale... ale, nie znosze jak ktos sie na mnie patrzy, tj. inni faceci. Jak tancze to faceci do mnie "podlatuje", a ja dostaje wtedy istnej "wscieklizny". Nie znosze tego. Chyba zostane sama do konca zycia z takim nastawieniem...

P.S. Jeszcze-maz przyjechal w sobote z anglii i nawet nie raczyl znowu zajrzec do dzieci. Nie ma to jak obrazic sie tak bardzo na zone, ze nawet dziecmi sie nie zainteresuje...
Szkoda gadac...
Oczywiscie nie musze wspominac, ze nadal nie odezwal sie ani slowem, tak wiec ja nadal "wisze" i nic sie nie zmienilo hmm
Ile moze trwac taki stan? Domyslam sie, ze jest to na zasadzie- kto dluzej wytrzyma. No coz, ja nie odpuszcze, nie tym razem.

Powiedzialam wczoraj tez mojemu przyjacielowi, z ktorym razem studiujemy o zaistnialej u mnie sytuacji. Od tej pory niemalze nie odstepowal mnie na krok. A jak mielismy zajecia w innch salach to pisal smsy pytajac sie w nich czy moze mi jakos pomoc i ze moge zawsze na niego liczyc, abym sie usmiechnela, to slonce wyjdzie, itd. Nie ma co- prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie.

Pozdrawiam Was silne kobitki, dzieki, ze jestescie.

13 739

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktosik,
Z tymi facetami to ja mam podobnie. Ostatnio każdy facet, któremu powiem, że jestem w separacji, zaczyna się "troszczyć" o mnie. A ja dostaję nerwicy, furii wręcz. Nie wiem, może to strach? Nigdy wcześniej tak nie miałam...

magnolia73, czytam Twój cytat i sobie pomyślałam "O, ja to znam". Aha, Alchemik. Kurcze, mam go w domu, ale nie udało mi się go nigdy "przetrawić" całego. Może teraz? Dzięki za inspiracje, mądra kobieto!

13 740

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Aha, Alchemik. Kurcze, mam go w domu, ale nie udało mi się go nigdy "przetrawić" całego. Może teraz?

Wiesz ja ta ksiazke przeczytalam jakies 10 -12 lat temu.  Ciezko sie czytalo ale dzisiaj powiem, ze nawet nawet.

13 741 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-19 09:47:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kilka lat temu byłam na kursie pedagogicznym. Uczono nas mamy, głośno mówić o swoich uczuciach (różnych) do dzieci. Okazało się, że większość z kursantek nie umie nazywać uczuć. Jesteśmy tak wychowywani - nie wypada o uczuciach głośno mówić. Źle przyjmowane są słowa, jestem zła, zazdroszczę ci, jestem rozczarowana, jest mi przykro. Znamy i słyszymy, jestem szczęśliwa, zadowolona.Uczono nas, że trzeba pozwolić dzieciom mówić o uczuciach ale także pozwolić im odreagować złe emocje. Kiedyś zapłakanemu i skrzywdzonemu przez brata młodszemu synowi, zaproponowałam pokazanie mi jego złości. Dałam mu gazetę a on ją rwał w rytm słów, jestem zły za.... i lista była dosyć długa i wprawił mnie w osłupienie ponieważ nie wiedziałam, że pewne zajścia między nimi powodowały w nim złość. Dałam mu czas a potem powiedziałam, chyba nie lubisz swojego brata. Usłyszałam odpowiedź mówioną spokojnym tonem, nieee, kocham go. Po tych słowach podszedł do brata i przytulił się. Pozbierałam porwane gazety do reklamówki. Nie chciał, bym wyrzuciła jego złości ( czyli gazet), poprosił abym położyła je do szafki. Powiedział, mamo jak będę na brata zły, to pójdę po swoją złość ( czytaj dam upust złości) Syn miał wtedy 4 lata. Wiedziałam już, jak ważne jest wyrzucenie z siebie emocji, jak oczyszcza, wycisza. Oczywiście świadkiem tej wyliczanki był starszy syn i słyszał czym sprawia przykrość bratu. Zapewne wyciągnął jakieś wnioski.
Ten pomysł na rozładowanie emocji podsunęła mi książka "Rodzeństwo bez rywalizacji".

13 742

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Te typy tylko szukają pożywki. Obiektu do mnipulacji.

Tak właśnie jest. To karaluch. Tu trzeba krótko od początku, niech sobie nie myśli,że jestem workiem treningowym.
Widziałam się ostatnio z M (już mi się nie chce pisać mąż, jeszczemąż,bo on nie zasługuje na to,by go tak nazywać). Jedno moje pytanie,a on z tą pogardą na twarzy odpowiada, jakbym śmieciem była. Zamiast odpowiedzieć, to od razu odwraca kota do góry du*ą i zaczyna te swoje wykończające mnie gadki,że przecież ja wiem najlepiej, że ja jestem taka siaka... Jest psychofagiem. Im rzadziej go widuję, tym częściej się przekonuję o tym,że on mnie psychicznie dręczył i wykończył. Dlatego teraz, mam uraz do ludzi, co zachowują się wobec mnie w taki sposób. Bo wiem,że można normalnie rozmawiać. Nie potrafię jeszcze powstrzymać płaczu hehe ale potrenuję i się nauczę.
Wy też tak macie, że ulegacie emocjom innych osób. Jak ktoś obok was jest wesoły, to wy też, a jak ktoś jest zły, smutny, to przechodzi to na was?
Jak tego uniknąć?

Nawet nie chłonę emocji innych, chociaż przykro mi czasem jeśli najbliższej osobie jest przykro, ale nie zmienia to mojego nastroju.

13 743

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Te typy tylko szukają pożywki. Obiektu do mnipulacji.

Tak właśnie jest. To karaluch. Tu trzeba krótko od początku, niech sobie nie myśli,że jestem workiem treningowym.
Widziałam się ostatnio z M (już mi się nie chce pisać mąż, jeszczemąż,bo on nie zasługuje na to,by go tak nazywać). Jedno moje pytanie,a on z tą pogardą na twarzy odpowiada, jakbym śmieciem była. Zamiast odpowiedzieć, to od razu odwraca kota do góry du*ą i zaczyna te swoje wykończające mnie gadki,że przecież ja wiem najlepiej, że ja jestem taka siaka... Jest psychofagiem. Im rzadziej go widuję, tym częściej się przekonuję o tym,że on mnie psychicznie dręczył i wykończył. Dlatego teraz, mam uraz do ludzi, co zachowują się wobec mnie w taki sposób. Bo wiem,że można normalnie rozmawiać. Nie potrafię jeszcze powstrzymać płaczu hehe ale potrenuję i się nauczę.
Wy też tak macie, że ulegacie emocjom innych osób. Jak ktoś obok was jest wesoły, to wy też, a jak ktoś jest zły, smutny, to przechodzi to na was?
Jak tego uniknąć?

Nawet nie chłonę emocji innych, chociaż przykro mi czasem jeśli najbliższej osobie jest przykro, ale nie zmienia to mojego nastroju.

No to twarda z Ciebie kobitka big_smile Ja niestety przeżywam, gdy ktoś jest zły na mnie o coś, to ja potem mam podły nastrój. Gdy ktoś jest wesoły, mi też jest przyjemnie. Gdy ktoś mnie "olewa", przykro mi itp itd...

Dziś załatwiłam dwie sprawy.
1) Konfrontacja w pracy.
Poszła dobrze. Ale uważam,że w tej rozmowie byłam zbyt miła. Później manager był dla mnie uprzejmy. Jednak jego "troska" o mnie jest za duża. Zrobił też znowu o jeden krok za dużo. Ale jest w tym moja wina. Manager powiedział,że martwi się o mnie, bo jestem zmęczona, za dużo pracuję bla bla bla Co go to obchodzi?! Martwi się. Później powiedziałam mu, że jak się tak martwi to zwolnię się a on niech mi płaci. Ten żart był niepotrzebny. Chwicił mnie za ramiona, odwrócił żebym odeszła od niego i poczułam dotyk w okolicach pośladków! Powiedziałam żeby nigdy więcej tak nie robił. On tylko się zaśmiał. Nie będę się do niego odzywać, uśmiechać, żartować z nim, bo k*rwa przesadza!

2) Byłam u radcy prawnego.
Jeżeli ktoś mieszka w UE, brał ślub w PL, jest możliwość wzięcia rozwodu poza granicami kraju. W Holandii wymagany jest prawnik, można go dostać z urzędu. Koszt w zależności od zarobków. Można też dostać mediatora, który pomoże ustalić wszystkie nieścisłości. U mnie kwestią jest mieszkanie. Kontrakt mamy wspólny, jeżeli M. się zgodzi, to nie będzie problemu. W przeciwnym razie lipa sad
Bądźmy dobrej myśli.

13 744

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja tak miałam, że przeżywałam, jakieś kilka dobrych lat temu.
tak samo przeżywałam bardzo wszystko co mówił i robił poteflon rozwodowy.
Wzmocniły mnie pewne wydarzenie, kiedy przekonałam się ile warte jest ludzkie gadanie i jak bardzo potrafi zniszczyć jeśli się poddasz naturalnemu biegowi sprawy. Musiałam także przestać bać się poteflona. Myślę, że to wszystko spowodowało, że pod tym względem stałam się silniejsza.
Co mi zostało to niepewność swoich racji czasami, ale kiedy ktoś agresywnie mnie zaatakuje, albo przedstawi bezzasadne zarzuty potrafię się postawić ze stoickim spokojem.
Jeśli czego ś chcemy dzieje się. Jestem z takiego stanu rzeczy zadowolona.
Wszystko przyjdzie w swoim czasie.
U Ciebie też coraz lepiej z tymi sprawami.
Każdemu co innego przychodzi łatwiej.

13 745

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jeśli czego ś chcemy dzieje się.

sad samo nic się nie dzieje. Dowody ? Bardzo chce wygrać w totka, bardzo chcę pozbyć się zmarszczek...i co ? i nic ! big_smile

13 746

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Jeśli czego ś chcemy dzieje się.

sad samo nic się nie dzieje. Dowody ? Bardzo chce wygrać w totka, bardzo chcę pozbyć się zmarszczek...i co ? i nic ! big_smile

No ja też chcę.
Ale mamy wpływ na rzeczy, które możemy zmienić.  Możemy postanowić, że popracujemy nad asertywnośćią, możemy udać się gdzieś po pomoc, możemy o tym czytać. Możemy przestać się bać, możemy nie reagować na poteflona. To się dzieje wskutek czegoś, ale też dlatego, że tego chcemy.
Totek to kwestia trafienia, na to obawiam się nie mamy wpływu, możemy zakupić więcej kuponów żeby prawdopodobieństwo było większe.
Natomiast w kwestii zmarszcek to kurcze chyba trzeba zapobiegać żeby potem nie było problemu.



Ale spotykają nas też rzeczy nieuniknione, starzejemy się, chorujemy, temu nie zaradzimy.

13 747

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Tak właśnie jest. To karaluch. Tu trzeba krótko od początku, niech sobie nie myśli,że jestem workiem treningowym.
Widziałam się ostatnio z M (już mi się nie chce pisać mąż, jeszczemąż,bo on nie zasługuje na to,by go tak nazywać). Jedno moje pytanie,a on z tą pogardą na twarzy odpowiada, jakbym śmieciem była. Zamiast odpowiedzieć, to od razu odwraca kota do góry du*ą i zaczyna te swoje wykończające mnie gadki,że przecież ja wiem najlepiej, że ja jestem taka siaka... Jest psychofagiem. Im rzadziej go widuję, tym częściej się przekonuję o tym,że on mnie psychicznie dręczył i wykończył. Dlatego teraz, mam uraz do ludzi, co zachowują się wobec mnie w taki sposób. Bo wiem,że można normalnie rozmawiać. Nie potrafię jeszcze powstrzymać płaczu hehe ale potrenuję i się nauczę.
Wy też tak macie, że ulegacie emocjom innych osób. Jak ktoś obok was jest wesoły, to wy też, a jak ktoś jest zły, smutny, to przechodzi to na was?
Jak tego uniknąć?

Nawet nie chłonę emocji innych, chociaż przykro mi czasem jeśli najbliższej osobie jest przykro, ale nie zmienia to mojego nastroju.

No to twarda z Ciebie kobitka big_smile Ja niestety przeżywam, gdy ktoś jest zły na mnie o coś, to ja potem mam podły nastrój. Gdy ktoś jest wesoły, mi też jest przyjemnie. Gdy ktoś mnie "olewa", przykro mi itp itd...

Dziś załatwiłam dwie sprawy.
1) Konfrontacja w pracy.
Poszła dobrze. Ale uważam,że w tej rozmowie byłam zbyt miła. Później manager był dla mnie uprzejmy. Jednak jego "troska" o mnie jest za duża. Zrobił też znowu o jeden krok za dużo. Ale jest w tym moja wina. Manager powiedział,że martwi się o mnie, bo jestem zmęczona, za dużo pracuję bla bla bla Co go to obchodzi?! Martwi się. Później powiedziałam mu, że jak się tak martwi to zwolnię się a on niech mi płaci. Ten żart był niepotrzebny. Chwicił mnie za ramiona, odwrócił żebym odeszła od niego i poczułam dotyk w okolicach pośladków! Powiedziałam żeby nigdy więcej tak nie robił. On tylko się zaśmiał. Nie będę się do niego odzywać, uśmiechać, żartować z nim, bo k*rwa przesadza!

2) Byłam u radcy prawnego.
Jeżeli ktoś mieszka w UE, brał ślub w PL, jest możliwość wzięcia rozwodu poza granicami kraju. W Holandii wymagany jest prawnik, można go dostać z urzędu. Koszt w zależności od zarobków. Można też dostać mediatora, który pomoże ustalić wszystkie nieścisłości. U mnie kwestią jest mieszkanie. Kontrakt mamy wspólny, jeżeli M. się zgodzi, to nie będzie problemu. W przeciwnym razie lipa sad
Bądźmy dobrej myśli.

Dobrze sobie radzisz smile
Miła nie znaczy uległa. Można być miłą i stanowczą.
Twój manager to facet hm....zakompleksiony ? niedowartościowany ? i na pewno o niskiej kulturze. Nie "obrażaj się" na niego. Przy najbliższym spotkaniu wróć do jego zachowania. Ponów zakaz dotykania Cię. Masz prawo domagać się szacunku.

Rozwód w PL trwa całymi miesiącami, ale tylko ze względu na brak wcześniejszych terminów.  Nie musisz brać adwokata. Nie musi też na sali rozpraw być Twój małżonek. Możesz dostać rozwód zaoczny smile

13 748

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Jeśli czego ś chcemy dzieje się.

sad samo nic się nie dzieje. Dowody ? Bardzo chce wygrać w totka, bardzo chcę pozbyć się zmarszczek...i co ? i nic ! big_smile

No ja też chcę.
Ale mamy wpływ na rzeczy, które możemy zmienić.  Możemy postanowić, że popracujemy nad asertywnośćią, możemy udać się gdzieś po pomoc, możemy o tym czytać. Możemy przestać się bać, możemy nie reagować na poteflona. To się dzieje wskutek czegoś, ale też dlatego, że tego chcemy.
Totek to kwestia trafienia, na to obawiam się nie mamy wpływu, możemy zakupić więcej kuponów żeby prawdopodobieństwo było większe.
Natomiast w kwestii zmarszcek to kurcze chyba trzeba zapobiegać żeby potem nie było problemu.



Ale spotykają nas też rzeczy nieuniknione, starzejemy się, chorujemy, temu nie zaradzimy.

Z teorii 5 z +  smile
Możemy też odejść od pateflona, skoro już wiemy, że pateflon jest pateflonem. Możemy zacząć same się szanować i nie pozwalać innym na nieszanowanie nas. smile

13 749

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

taaak. ................ ja z praktyki mialabym pałę..........

13 750

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:

taaak. ................ ja z praktyki mialabym pałę..........

Tak jak wiekszosc z nas:( Dzisiaj w nocy czytalam watek Zazdrosc o Hindusie. Pomimo, ze kobieta po przejsciach i potem taka silna i madra to w konfrontacji z praktyka niby wiedziala co powinna, ale jednak nie wychodzilo tak jak trzeba.
Czytalam jak kryminal, bo sama przez to przechodzilam i tak samo u mnie bylo!!!

Moze ktos wie co u mniej i jak z tym Hindusem, bo watek sie skonczyl a potem prawie rok pozniej nic o Hindusie nie wspomina. Pytam sie nie ze wscibskosci ale w celach "terapeutyczno-praktycznych".

Twoj watek Malwino tez czytalam sad

13 751

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Malwina69 napisał/a:

taaak. ................ ja z praktyki mialabym pałę..........

Ale już wiesz.
Jesteś świadoma.
Pierwszy i jakże ważny krok masz już za sobą.

Ja dłuuuugo i boleśnie dochodziłam do tego, że mój eks jest pateflonem a ja uzależniona, a ja kkzb.
Jestem już uświadomioną rozwódką.  I jestem haapy.
Teoria pewnie na 3. Pewne poczynania na 6 z +  smile inne do poprawki. Ale uczę się. Jestem pilną uczennicą.  smile
Już lubię się i szanuję. Brakuje mi jeszcze miłości....do siebie smile smile smile

13 752

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

taaak. ................ ja z praktyki mialabym pałę..........

Tak jak wiekszosc z nas:( Dzisiaj w nocy czytalam watek Zazdrosc o Hindusie. Pomimo, ze kobieta po przejsciach i potem taka silna i madra to w konfrontacji z praktyka niby wiedziala co powinna, ale jednak nie wychodzilo tak jak trzeba.
Czytalam jak kryminal, bo sama przez to przechodzilam i tak samo u mnie bylo!!!

Moze ktos wie co u mniej i jak z tym Hindusem, bo watek sie skonczyl a potem prawie rok pozniej nic o Hindusie nie wspomina. Pytam sie nie ze wscibskosci ale w celach "terapeutyczno-praktycznych".

Twoj watek Malwino tez czytalam sad

Wystarczyło czytać ze zrozumieniem i znałabyś zakończenie tej historii.  smile smile smile

13 753

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Możemy postanowić, że popracujemy nad asertywnośćią, możemy udać się gdzieś po pomoc, możemy o tym czytać. Możemy przestać się bać, możemy nie reagować na poteflona. To się dzieje wskutek czegoś, ale też dlatego, że tego chcemy.
Ale spotykają nas też rzeczy nieuniknione, starzejemy się, chorujemy, temu nie zaradzimy.

Zacytuje Ci cos z dnaia 24.08.2012. Jeden cytat wpisalam sobie na moja "liste madrosci" i chcialam Ci go zacytowac. I o to do kogo byl ten Cytat skierowany !!!

hm... napisał/a:

A jeśli mimo zmian myślenia nic a nic się nie zmienia. Jeśli na nic nie mamy wpływu?

Aby pokochać siebie psycholodzy radzą, żeby codziennie np. rano stanąć przed lustrem i mówić sobie :lubię siebie, jestem zdolna, piękna, ....
Najpierw nie możesz przed tym lustrem stanąć i normalnie na siebie spojrzeć, bo patrzeć na siebie nie możesz, potem stajesz i mówisz te rzeczy, i mówisz i sama się z siebie śmiejesz jakie to głupie. Psycholog wychodzi s siebie, na co taka durna terapia?.

Wielokropek napisał/a:

Dobrze, ciągnijmy tę dyskusję na tak dużym poziomie ogólności.


Faktycznie tak jest, że na nic nie masz wpływu? Naprawdę na nic?
Kiedyś, w mądrej książce, przeczytałam stwierdzenia, że jeśli na coś nie mamy wpływu, to nie jest to nasz problem, że nie warto na niego tracić swej energii i przenieść ja tam, gdzie wpływ mamy. Jeśli się nie mylę, powiedział to Dalajlama.
I oczywiście, sama zmiana myślenia, nie poparta działaniem, nie dokona cudu. Ale tu nie o cud chodzi, tylko o stopniowe wprowadzanie zmian w swej sytuacji.

Oczywiście, że opisana przez Ciebie technika z pozoru jest idiotyczną. Tyle tylko, ze przynosi efekty. Już nawet ten pierwszy śmiech jest pozytywnym efektem. Później zaś niknie skrępowanie i to, co mówisz będzie prawdą.

13 754

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Wystarczyło czytać ze zrozumieniem i znałabyś zakończenie tej historii.  smile smile smile

Tak mi sie wydawalo ale chcialam sie zapytac sad Interesuje mnie tylko co bylo nie tak z tym panem?

13 755

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Możemy postanowić, że popracujemy nad asertywnośćią, możemy udać się gdzieś po pomoc, możemy o tym czytać. Możemy przestać się bać, możemy nie reagować na poteflona. To się dzieje wskutek czegoś, ale też dlatego, że tego chcemy.
Ale spotykają nas też rzeczy nieuniknione, starzejemy się, chorujemy, temu nie zaradzimy.

Zacytuje Ci cos z dnaia 24.08.2012. Jeden cytat wpisalam sobie na moja "liste madrosci" i chcialam Ci go zacytowac. I o to do kogo byl ten Cytat skierowany !!!

hm... napisał/a:

A jeśli mimo zmian myślenia nic a nic się nie zmienia. Jeśli na nic nie mamy wpływu?

Aby pokochać siebie psycholodzy radzą, żeby codziennie np. rano stanąć przed lustrem i mówić sobie :lubię siebie, jestem zdolna, piękna, ....
Najpierw nie możesz przed tym lustrem stanąć i normalnie na siebie spojrzeć, bo patrzeć na siebie nie możesz, potem stajesz i mówisz te rzeczy, i mówisz i sama się z siebie śmiejesz jakie to głupie. Psycholog wychodzi s siebie, na co taka durna terapia?.

Wielokropek napisał/a:

Dobrze, ciągnijmy tę dyskusję na tak dużym poziomie ogólności.


Faktycznie tak jest, że na nic nie masz wpływu? Naprawdę na nic?
Kiedyś, w mądrej książce, przeczytałam stwierdzenia, że jeśli na coś nie mamy wpływu, to nie jest to nasz problem, że nie warto na niego tracić swej energii i przenieść ja tam, gdzie wpływ mamy. Jeśli się nie mylę, powiedział to Dalajlama.
I oczywiście, sama zmiana myślenia, nie poparta działaniem, nie dokona cudu. Ale tu nie o cud chodzi, tylko o stopniowe wprowadzanie zmian w swej sytuacji.

Oczywiście, że opisana przez Ciebie technika z pozoru jest idiotyczną. Tyle tylko, ze przynosi efekty. Już nawet ten pierwszy śmiech jest pozytywnym efektem. Później zaś niknie skrępowanie i to, co mówisz będzie prawdą.

smile

13 756

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Wystarczyło czytać ze zrozumieniem i znałabyś zakończenie tej historii.  smile smile smile

Tak mi sie wydawalo ale chcialam sie zapytac sad Interesuje mnie tylko co bylo nie tak z tym panem?

A było coś nie tak ?   




                      smile

13 757 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-19 13:59:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

KKZB dokonuje cudów. Nie wiedziałaś o tym ?


Sorki, poprzedni post powinnam edytować i dopisać ten tekst.

13 758 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-19 14:18:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Wystarczyło czytać ze zrozumieniem i znałabyś zakończenie tej historii.  smile smile smile

Tak mi sie wydawalo ale chcialam sie zapytac sad Interesuje mnie tylko co bylo nie tak z tym panem?

A było coś nie tak ?   




                      smile

Mi sie wydaje, ze nie smile Ale ja jestem KKZB wink
Opowiedz prosze, bo jestem teraz juz bardzo bardzo ciekawa smile Historia urywa sie w sierpniu 2011 a Zadrosc wraca na watek KKZB latem 2012. Jest roczna luka w zyciorysie sad

Ps. Dopiero zauwazylam, ze cos dopisalas. Czyli Happy End smile smile smile

13 759

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

sad samo nic się nie dzieje. Dowody ? Bardzo chce wygrać w totka, bardzo chcę pozbyć się zmarszczek...i co ? i nic ! big_smile

No ja też chcę.
Ale mamy wpływ na rzeczy, które możemy zmienić.  Możemy postanowić, że popracujemy nad asertywnośćią, możemy udać się gdzieś po pomoc, możemy o tym czytać. Możemy przestać się bać, możemy nie reagować na poteflona. To się dzieje wskutek czegoś, ale też dlatego, że tego chcemy.
Totek to kwestia trafienia, na to obawiam się nie mamy wpływu, możemy zakupić więcej kuponów żeby prawdopodobieństwo było większe.
Natomiast w kwestii zmarszcek to kurcze chyba trzeba zapobiegać żeby potem nie było problemu.



Ale spotykają nas też rzeczy nieuniknione, starzejemy się, chorujemy, temu nie zaradzimy.

Z teorii 5 z +  smile
Możemy też odejść od pateflona, skoro już wiemy, że pateflon jest pateflonem. Możemy zacząć same się szanować i nie pozwalać innym na nieszanowanie nas. smile

Dzięki Zofio, miło mi bardzo.
O to włąśnie chodzi. A także o to żeby nie wymagać od siebie rzeczy niemożliwych (ale też nie uznaważ, że wszystko jest niemożliwe), oraz o to, żeby powoli małymi kroczkami do celu.
Szanujmy siebe to przede wszystkim, to podstawa.

13 760

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Tak mi sie wydawalo ale chcialam sie zapytac sad Interesuje mnie tylko co bylo nie tak z tym panem?

A było coś nie tak ?   




                      smile

Mi sie wydaje, ze nie smile Ale ja jestem KKZB wink
Opowiedz prosze, bo jestem teraz juz bardzo bardzo ciekawa smile Historia urywa sie w sierpniu 2011 a Zadrosc wraca na watek KKZB latem 2012. Jest roczna luka w zyciorysie sad

Jest luka sad

CZytałam tyle co jest napisane na forum ....ze zrozumieniem.
Nie jestem upoważniona przez Zazdrosc do wyjaśniania czegokolwiek, opowiadania.
Mówisz, że po roku wróciła ?
Tak.  "Cała i zdrowa" smile
I jak zawsze, z mądrym słowem smile
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej kobiety.
Jej słowa dawały mi wiele do myślenia.....
Poruszały wyobraźnię.....
Ona nie roztrząsa jaki jest ON, ona zastanawiała się jaka ona jest.
Proponowała nam tą jedyną słuszną drogę smile smile smile
DAwała przykłady.....

ZAZDROSC jest dla mnie przewodnikiem i nisko jej się kłaniam.

13 761

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

A było coś nie tak ?   




                      smile

Mi sie wydaje, ze nie smile Ale ja jestem KKZB wink
Opowiedz prosze, bo jestem teraz juz bardzo bardzo ciekawa smile Historia urywa sie w sierpniu 2011 a Zadrosc wraca na watek KKZB latem 2012. Jest roczna luka w zyciorysie sad

Jest luka sad

CZytałam tyle co jest napisane na forum ....ze zrozumieniem.
Nie jestem upoważniona przez Zazdrosc do wyjaśniania czegokolwiek, opowiadania.
Mówisz, że po roku wróciła ?
Tak.  "Cała i zdrowa" smile
I jak zawsze, z mądrym słowem smile
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej kobiety.
Jej słowa dawały mi wiele do myślenia.....
Poruszały wyobraźnię.....
Ona nie roztrząsa jaki jest ON, ona zastanawiała się jaka ona jest.
Proponowała nam tą jedyną słuszną drogę smile smile smile
DAwała przykłady.....

ZAZDROSC jest dla mnie przewodnikiem i nisko jej się kłaniam.

Wiesz Zofiu ty czytalas ten watek na biezaco a ja wciagnelam jednym tchem wczoraj. Wiesz chyba bardziej koncetrowalam sie na tym panu. Czy cos z nim nie tak. Ja tez tak mialam, ze jak sie zjawil jakis pan( po rozstaniu z poteflonem), ktory byl calkiem ok to ja od razu szukalam dziury w calym.
Ale masz racje KKZB czyni cuda. Nie wazne czy sie udalo z panem czy nie. Najwazniejsze, ze Nam KKZB sie udalo:)
Bo My to nie pan. My to Kobiety Ktore Chca Kochac Siebie "KKCKS":)
Wiesz Zofiu dzieki Ci bardzo, ze zmusulam mnie do myslenia smile Bo co z tego, ze sobie poczytamy jak nic nie zrozumiemy sad

I znalazlam odpowiedz na watku  "Umarł król, niech żyje KRÓLOWA"

Zazdrosc napisał/a:

Widze, ze mam sie gdzie podziac.... ha ha ha
jestem inna kobieta.
-szczesliwa i czerpiaca garsciami ze swojej samodzielnosci (finansowej i emocjonalnej)
-z okreslonymi i mocno przemyslanymi granicami
-sklonna do wybaczania by nie zaprzatac sobie mysli i nie pielegnowac bolu
-bardziej aktywna towarzysko
-bardziej wygimnastykowana
-czesto usmiechnieta
-zrelaksowana
-odwazna
-bogatsza w przyjaciol, choc tych "zywych"nigdy mi nie brakowalo
-bogatsza w nowa wiedze
-mniej zakompleksiona
-otwarta na krytyke
-pozytywnie patrzaca w przyszlosc

....i...
-ciagle zaskoczona tym, ze mozna bylo az tak nie kochac siebie..

i to nie tak, ze krol umarl.... krol rozmyl sie, zniknal, ulotnil... moje ulubione slowko angielskie disappeared

Tarantella napisał/a:

No i się doczekałam Ciebie WRESZCIE.

I ta wersja też mi leży: Disappeared fucking king - long live THE QUEEN.

Nawet się ładnie rymuje. To mogłaby być fajna piosenka w wykonaniu powiedzmy ... jakiegoś death metalowego zespołu z rozwalaniem gitary o parkiet w finale. Choć oczywiście najlepiej by to brzmiało w wykonaniu nieodżałowanego Freddiego Mercury

13 762

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

No ja też chcę.
Ale mamy wpływ na rzeczy, które możemy zmienić.  Możemy postanowić, że popracujemy nad asertywnośćią, możemy udać się gdzieś po pomoc, możemy o tym czytać. Możemy przestać się bać, możemy nie reagować na poteflona. To się dzieje wskutek czegoś, ale też dlatego, że tego chcemy.
Totek to kwestia trafienia, na to obawiam się nie mamy wpływu, możemy zakupić więcej kuponów żeby prawdopodobieństwo było większe.
Natomiast w kwestii zmarszcek to kurcze chyba trzeba zapobiegać żeby potem nie było problemu.



Ale spotykają nas też rzeczy nieuniknione, starzejemy się, chorujemy, temu nie zaradzimy.

Z teorii 5 z +  :)
Możemy też odejść od pateflona, skoro już wiemy, że pateflon jest pateflonem. Możemy zacząć same się szanować i nie pozwalać innym na nieszanowanie nas. :)

Dzięki Zofio, miło mi bardzo.
O to włąśnie chodzi. A także o to żeby nie wymagać od siebie rzeczy niemożliwych (ale też nie uznaważ, że wszystko jest niemożliwe), oraz o to, żeby powoli małymi kroczkami do celu.
Szanujmy siebe to przede wszystkim, to podstawa.

Ja siebie szanuję i nie pozwalam, by INNI mnie nie szanowali. Wymuszam szacunek :D. Nie, nie krzykiem :), czasami dobrym słowem, cynizmem a czasami żart wystarczy, by ktoś nabrał szacunku. Pilnuję już teraz swych granic, a raczej granic przez siebie stawianych. Nie znaczy to jednak, że nie żartuję, nie śmieję, nie wygłupiam się (na tyle na ile przystało 52 -latce).
Mąż nie szanował mnie - nie jesteśmy razem. Był psychofagiem - nie jesteśmy razem.

A Ty hm... ? Jak u Ciebie daleko do rozstania ?

13 763 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-19 18:39:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Ja dłuuuugo i boleśnie dochodziłam do tego, że mój eks jest pateflonem a ja uzależniona, a ja kkzb.

No wlasnie w takiej kolejnosci:
1. On jest pateflon
2. Ja KKZB

Czyli najpierw diagnoza jego a potem twoja!!!! Zupelnie jak u mnie!!!

A teraz powinno byc tak smile
1. Ja KKCKS - Long live THE QUEEN
2. On pateflon - Disappeared fucking king

zofia282 napisał/a:

Już lubię się i szanuję. Brakuje mi jeszcze miłości....do siebie smile smile smile

A jak chcialabys siebie kochac?

13 764

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Z teorii 5 z +  smile
Możemy też odejść od pateflona, skoro już wiemy, że pateflon jest pateflonem. Możemy zacząć same się szanować i nie pozwalać innym na nieszanowanie nas. smile

Dzięki Zofio, miło mi bardzo.
O to włąśnie chodzi. A także o to żeby nie wymagać od siebie rzeczy niemożliwych (ale też nie uznaważ, że wszystko jest niemożliwe), oraz o to, żeby powoli małymi kroczkami do celu.
Szanujmy siebe to przede wszystkim, to podstawa.

Ja siebie szanuję i nie pozwalam, by INNI mnie nie szanowali. Wymuszam szacunek big_smile. Nie, nie krzykiem smile, czasami dobrym słowem, cynizmem a czasami żart wystarczy, by ktoś nabrał szacunku. Pilnuję już teraz swych granic, a raczej granic przez siebie stawianych. Nie znaczy to jednak, że nie żartuję, nie śmieję, nie wygłupiam się (na tyle na ile przystało 52 -latce).
Mąż nie szanował mnie - nie jesteśmy razem. Był psychofagiem - nie jesteśmy razem.

A Ty hm... ? Jak u Ciebie daleko do rozstania ?

Na razie trudno powiedzieć, teraz rozwód na panelu.

Ostatnio mogłam liczyć na pomoc tą obiecaną i to było bardzo miłe.

13 765

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Zofia282 napisał/a:

CZytałam tyle co jest napisane na forum ....ze zrozumieniem.
Nie jestem upoważniona przez Zazdrosc do wyjaśniania czegokolwiek, opowiadania.
Mówisz, że po roku wróciła ?
Tak.  "Cała i zdrowa" smile
I jak zawsze, z mądrym słowem smile
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej kobiety.
Jej słowa dawały mi wiele do myślenia.....
Poruszały wyobraźnię.....
Ona nie roztrząsa jaki jest ON, ona zastanawiała się jaka ona jest.
Proponowała nam tą jedyną słuszną drogę smile smile smile
DAwała przykłady.....

ZAZDROSC jest dla mnie przewodnikiem i nisko jej się kłaniam.

Wiesz Zofiu ty czytalas ten watek na biezaco a ja wciagnelam jednym tchem wczoraj. Wiesz chyba bardziej koncetrowalam sie na tym panu. Czy cos z nim nie tak. Ja tez tak mialam, ze jak sie zjawil jakis pan( po rozstaniu z poteflonem), ktory byl calkiem ok to ja od razu szukalam dziury w calym.
Ale masz racje KKZB czyni cuda. Nie wazne czy sie udalo z panem czy nie. Najwazniejsze, ze Nam KKZB sie udalo:)
Bo My to nie pan. My to Kobiety Ktore Chca Kochac Siebie "KKCKS":)
Wiesz Zofiu dzieki Ci bardzo, ze zmusulam mnie do myslenia smile Bo co z tego, ze sobie poczytamy jak nic nie zrozumiemy sad

I znalazlam odpowiedz na watku  "Umarł król, niech żyje KRÓLOWA"

Zazdrosc napisał/a:

Widze, ze mam sie gdzie podziac.... ha ha ha
jestem inna kobieta.
-szczesliwa i czerpiaca garsciami ze swojej samodzielnosci (finansowej i emocjonalnej)
-z okreslonymi i mocno przemyslanymi granicami
-sklonna do wybaczania by nie zaprzatac sobie mysli i nie pielegnowac bolu
-bardziej aktywna towarzysko
-bardziej wygimnastykowana
-czesto usmiechnieta
-zrelaksowana
-odwazna
-bogatsza w przyjaciol, choc tych "zywych"nigdy mi nie brakowalo
-bogatsza w nowa wiedze
-mniej zakompleksiona
-otwarta na krytyke
-pozytywnie patrzaca w przyszlosc

....i...
-ciagle zaskoczona tym, ze mozna bylo az tak nie kochac siebie..

i to nie tak, ze krol umarl.... krol rozmyl sie, zniknal, ulotnil... moje ulubione slowko angielskie disappeared

Tarantella napisał/a:

No i się doczekałam Ciebie WRESZCIE.

I ta wersja też mi leży: Disappeared fucking king - long live THE QUEEN.

Nawet się ładnie rymuje. To mogłaby być fajna piosenka w wykonaniu powiedzmy ... jakiegoś death metalowego zespołu z rozwalaniem gitary o parkiet w finale. Choć oczywiście najlepiej by to brzmiało w wykonaniu nieodżałowanego Freddiego Mercury

Tak, kkzb szuka dziury w całym. Poza tym ona jeszcze chce "go" na własność. Myśli o nim każdą cząstką swego ciała. On staje się jej myślą przewodnią, celem życia ( łał ! też tak miałam! ). On nie chce być jej własnością? och, niedobry on, myśli kkzb i kombinuje, manipuluje. Takiego jakim on jest, nie akceptuje.Kocha ideał, który sama sobie w głowie stworzyła (łał ! też tak miałam sad )  To właśnie o tych cechach, cechach kkzb sporo pisze ZAZDROSC.
Te słowa ZAZDROSCI przytoczone wyżej, to opis zdrowej kobiety, ale jakże ważna myśl jest po "i" smile
Kocham wszystkie posty tej kobiety. Kiedyś pisałam, że wiele z nich oprawię sobie w raki i powieszę na ścianach.....by nigdy już nie zgubić się.... smile
Ja na ten wątek trafiłam latem? jesienią? . Już ponad 160 stron było zapisanych ( jeśli mnie pamięć nie myli ). DZiękować losowi zawsze jednak będę za możliwość natrafienia na posty ZAZDROSCI.

13 766 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-19 18:36:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

A Ty hm... ? Jak u Ciebie daleko do rozstania ?

Na razie trudno powiedzieć, teraz rozwód na panelu.
Ostatnio mogłam liczyć na pomoc tą obiecaną i to było bardzo miłe.

HM to ma dwoch poteflonow na glowie sad
Poteflon nr. 1 - rozwod w toku
Poteflon nr. 2 - tzw. miesiac miodowy

hm... napisał/a:

Ale ja raczej kochająca za bardzo to nie jestem. Trafiłam przez przypadek, a jestem gdzie jestem, bo nie bardzp mam gdzie.

No to poczytaj sobie HM, bo na pewno jeszcze tego nie zrobilas sad
Norwood Robin
Kobiety, które kochają za bardzo
Wstęp
"Jeżeli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z bliskimi przyjaciółmi rozmawiamy głównie o nim, o jego problemach, jego myślach, jego uczuciach; jeżeli prawie każda nasza wypowiedź rozpoczyna się słowem ?on", kochamy za bardzo.
Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia,wybuchów złości kładąc wszystko na karb nieszczęśliwego dzieciństwa; jeżeli staramy się być terapeutą, kochamy za bardzo.
Jeżeli w trakcie lektury jakiegoś poradnika zakreślamy ustępy, które mogą okazać się mu przydatne, kochamy za bardzo.
Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że zechciałbysię dla nas zmienić, gdybyśmy tylko były dość atrakcyjne i czułe, kochamy za bardzo.
Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet nasze zdrowie i bezpieczeństwo, kochamy z pewnością za bardzo.
Choć bolesne i rozczarowujące, kochanie za bardzo jest udziałem tylu kobiet, że niemal uwierzyłyśmy, iż tak właśnie musi wyglądać intymny układ z mężczyzną. Większość z nas kochała za bardzo przynajmniej raz w życiu, a dla wielu stało się to powracającym wątkiem w biografii. Części z nas obsesja na tle partnera i wzajemnych stosunków wręcz uniemożliwia normalne funkcjonowanie,
W niniejszej książce przypatrzymy się bacznie przyczynom, dla których masa kobiet ? szukając kogoś, kto by je kochał ? zdaje się nieuchronnie trafiać na partnerów zimnych i szkodliwych. Postarajmy się wyjaśnić, dlaczego wiedząc już, że związek nie zaspokaja naszych potrzeb, nie potrafimy położyć mu kresu. Pokażemy również, jak miłość przeradza się w miłość przesadną, gdy partner okazuje się nieodpowiedni, obojętny lub nieprzystępny, a my nie umiemy się z nim pożegnać, ponieważ tym bardziej nas do niego ciągnie.
Zrozumiemy wówczas, jak nasza potrzeba miłości, nasza tęsknota za miłością, a wreszcie sama miłość staje się nałogiem.
Termin ?nałóg" brzmi groźnie. Podsuwa obraz ofiary heroiny, której ręce pokłute są igłami, a życie jawnie zmierza ku autodestrukcji. Nie życzymy sobie, by określać tym mianem sposób, w jaki odnosimy się do płci przeciwnej. Tymczasem wiele z nas naprawdę traktuje mężczyzn jak narkotyk. I nie wydobędzie się z tego nie pojąwszy uprzednio całej powagi swej sytuacji.
Jeżeli kiedykolwiek dałaś się opętać mężczyźnie, musiałaś chyba czasem mieć wrażenie, że źródłem wszystkiego nie była miłość, lecz strach. Kto kocha obsesyjnie, wciąż się boi ? boi się samotności, boi się bycia niekochanym i niedocenianym, boi się zlekceważenia, opuszczenia, a nawet zagłady. Darzymy miłością w desperackiej nadziei, że mężczyzna uśmierzy nasze lęki. Niestety, lęki ? a wraz z nimi obsesje ? pogłębiają się, aż w końcu darzenie miłością po to, by ją otrzymać, przeistacza się w główną siłę napędową naszego życia. A skoro strategia nie przynosi efektów, próbujemy jeszcze raz, kochamy jeszcze mocniej. I tak zaczynamy kochać za bardzo.
Na trop ?kochania za bardzo" jako szczególnego syndromu myśli, uczuć i zachowań wpadłam po wielu latach pracy w poradni dla alkoholików i narkomanów. Przeprowadziwszy setki wywiadów z nałogowcami i ich rodzinami dokonałam zdumiewającego odkrycia.
Pacjenci wzrastali w otoczeniu dość urozmaiconym, natomiast partnerki pacjentów wywodziły się prawie zawsze z rodzin ?trudnych", dysfunkcyjnych; z rodzin, w których zaznawały więcej stresów i cierpień, niż dzieje się to zwykle. Borykając się z nałogiem swych towarzyszy, kobiety te (zwane w poradnianym żargonie ?współal-koholiczkami") nieświadomie odtwarzały i przeżywały na nowo ważne aspekty własnego dzieciństwa.
Dzięki kontaktom z żonami i przyjaciółkami nałogowców zaczęłam stopniowo docierać do sedna ?kochania za bardzo". Z ich biografii wyzierała potrzeba wyższości połączonej z cierpieniem, czego przecież nie można nie doświadczyć w roli ?wybawicielki". Zrozumiałam, co tak przemożnie przykuwa je do mężczyzny, który z kolei przykuł się do jakiejś substancji.
Obu stronom trzeba pomóc, ponieważ obie wykańcza nałóg: w jednym przypadku zatrucie chemiczne, w drugim zaś zatrucie straszliwym napięciem.
Dzięki tym kobietom uprzytomniłam sobie, jak dalece dzieciństwo wyciska swe piętno na dorosłych sposobach odnoszenia się do płci przeciwnej. Ich głosów powinien wysłuchać każdy, kto kocha za bardzo, jeżeli chce wiedzieć, skąd wzięła się owa predylekcja do chorobliwych związków i jak z nią się uporać, by wyzdrowieć.
Nie twierdzę wcale, że jedynie kobiety mają skłonność do kochania za bardzo. W nałóg taki popadają także niektórzy mężczyźni, a ich odczucia i zachowania wypływają z analogicznych źródeł. Na ogół jednak emocjonalne okaleczenie w dzieciństwie nie wywołuje u mężczyzn tendencji do ?chorej miłości". Wskutek całego splotu czynników kulturowych i biologicznych ratują się oni zwykle poprzez pogoń za czymś raczej bezosobowym i zwenętrznym niż intymnym. Obsesyjnie zajmują się pracą, sportem czy jakimś hobby, podczas gdy kobiety ? uwarunkowane w tym kierunku przez biologię i kulturę ? rzucają się w romans. Często właśnie z emocjonalną kaleką.
Spodziewam się, że lektura niniejszej książki pomoże wszystkim, którzy kochają za bardzo.
Ale adresowałam ją w pierwszym rzędzie do kobiet, gdyż jest to przypadłość w pierwszym rzędzie kobieca."

13 767

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

A Ty hm... ? Jak u Ciebie daleko do rozstania ?

Na razie trudno powiedzieć, teraz rozwód na panelu.

Ostatnio mogłam liczyć na pomoc tą obiecaną i to było bardzo miłe.

Ja nie pytam o rozwód.

13 768 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-19 18:37:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

A Ty hm... ? Jak u Ciebie daleko do rozstania ?

Na razie trudno powiedzieć, teraz rozwód na panelu.

Ostatnio mogłam liczyć na pomoc tą obiecaną i to było bardzo miłe.

Ja nie pytam o rozwód.

Daj jej czas Zofiu. Ona na razie jeszcze troche "pogubiona" sad.
Ile czasu zajelo Ci podjecie decyzji?
Ja nie podjelam decyzji o odejciu od poteflona. Sam odszedl (ja to mialam "szczescie") jak mu powiedzialam, ze jak mu sie nie podoba to niech sobie poszuka lepszej. No i poszedl szukac "lepszej". No a ja tez poszlam szukac "lepszej" SIEBIE smile

13 769

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Ja dłuuuugo i boleśnie dochodziłam do tego, że mój eks jest pateflonem a ja uzależniona, a ja kkzb.

No wlasnie w takiej kolejnosci:
1. On jest pateflon
2. Ja KKZB

Czyli najpierw diagnoza jego a potem mnie!!!! Zupelnie jak u mnie!!!
A teraz powinno byc tak smile
1. Ja KKCKS - Long live THE QUEEN
2. On pateflon - Disappeared fucking king

zofia282 napisał/a:

Już lubię się i szanuję. Brakuje mi jeszcze miłości....do siebie smile smile smile

A jak chcialabys siebie kochac?

To, że mój mąż jest psychofagiem potwierdzili mi ludzie bliscy. Potwierdzili mi też obcy, co było dla mnie ważniejsze. Ja mogłam jedynie na podstawie opisu w internecie + zdania innych osób, stwierdzić, że jednak  jest psychofagiem (niestety). To ustalone. Pod jedynką mogę więc wpisać - on jest psychofagiem ( nie pateflonem )
Co mogę wpisać pod dwójką ? .....
Na forum szukałam siebie. Jestem kkzb czy stałam się tylko uzależnioną ? a może jedno i drugie ? czy może tylko byłam zmanipulowana?  Tak czy inaczej ze mną coś też jest nie tak, skoro tkwiłam w tym toksycznym związku, nie zdając sobie sprawy, że jest on toksyczny.
W postach innych osób natychmiast wyłapuję : usprawiedliwianie, pobłażanie, naiwność, współuzależnienie czy dostrzegam kobietę kkzb w pełnym słowa tego znaczeniu.
Dlaczego u siebie tego nie dostrzegałam ? Dlaczego pozwoliłam zrobić sobie z życia koszmar ? dlaczego ten koszmar WSPÓŁTWORZYŁAM ? Dlaczego posunęłam się tak daleko ?
Fakt, zbyt dużo miałam empatii (również cecha kkzb). Fakt, byłam uległa, wybaczalska (również cechy kkzb)..  Jednak zdecydowanie nie manipulowałam mężem jak czynią to kkzb. Dawałam mu wolność. ..... wierzyłam, że słowa jego są prawdą. Nie usprawiedliwiałam, bo sam się pięknie usprawiedliwiał. Działałam więc, jak nie potrafi działać KKZB i najważniejsze, miłość nie znaczy dla mnie cierpienia. Bardziej zajęta byłam swoimi emocjami, niż jego - co też przeczy kkzb.   
big_smile big_smile big_smile

***********************
Rozstałam się z mężem. Mogę powiedzieć, że właściwie siebie nie znałam. Nie znałam tej, żyjącej bez uzależnienia, bez męża sad. Uczę się. Uczę się swoich pragnień, zachowań. Wydaje mi się, że mam dobrą ocenę życia, ale kiedyś mi się też tak wydawało....  Co daje mi szczęście ? spokojny dom, brak rozliczania mnie ze wszystkiego, upokarzania, poczucie swej wartości, miła atmosfera, dobra zabawa,
Co znaczy pokochać siebie ? Może wybaczyć sobie, szanować siebie i znaleźć swoje miejsce w życiu, a może tylko dobrze czuć się ze sobą. Mam wiele spraw do uporządkowania. Nie jest łatwo. Wpadam jeszcze przy niepowodzeniach w dołki. Może jak już zamknę tamto życie, to powiem: kocham siebie smile...może...ale na pewno powiem, jestem z siebie dumna. smile
Po wielu przemyśleniach napisać mogę :
1 Jestem ja, kobieta, która szanuje siebie i partnera. Tworzę związek partnerki/przyjacielski albo nie tworzę żadnego związku.
2 Jest partner - MĘŻCZYZNA, który szanuje mnie i ja mam za co go szanować. Jeśli po którejś stronie zabraknie szacunku -jest to koniec związku.
Napisać mogę też inaczej smile
1.Niech żyje królowa
2 A króla nigdy nie było

13 770

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

Ile czasu zajelo Ci podjecie decyzji?
Ja nie podjelam decyzji o odejciu od poteflona. Sam odszedl (ja to mialam "szczescie") jak mu powiedzialam, ze jak mu sie nie podoba to niech sobie poszuka lepszej. No i poszedl szukac "lepszej". No a ja tez poszlam szukac "lepszej" SIEBIE smile

Miałaś szczęście to fakt smile

26 lat w związku, pooranym zdradami, tymi finansowymi również (długi)
16 lat temu poważna plajta firmy + jego poważny romans i odejście na kilkanaście godzin z kochanką - dosłownie.
6 lat temu przyłapałam go na miłosnych sms- ach do koleżanki z pracy.
5 lat temu nadużywać zaczął alkoholu + przemoc psychiczna + romans z w/w koleżanką.
3 lata temu podjęłam próbę samobójczą. Odratowano mnie ( jak widać).
Od tamtej pory wiedziałam, że go już nie kocham i być z nim nie chcę. Nie chciał odejść. Robił dużo problemów. Szukałam dowodów. Znalazłam. W trzy minuty go pożegnałam. Został wyrzucony tak jak stał i było to 11 marca 2011r. Rok później, bo 1 marca, miałam na ręce prawomocny wyrok, "rozwiązuje się małżeństwo z winy pozwanego". Odżyłam smile Daty wryły mi się w pamięć big_smile . Ta ostatnia, to jak nowa data urodzenia ha, ha, ha.

Pytana, mówię o sobie, jestem rozwódką, młodą rozwódką . smile smile smile

13 771 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-20 00:32:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

To, że mój mąż jest psychofagiem potwierdzili mi ludzie bliscy. Potwierdzili mi też obcy, co było dla mnie ważniejsze. Ja mogłam jedynie na podstawie opisu w internecie + zdania innych osób, stwierdzić, że jednak  jest psychofagiem (niestety). To ustalone.

Dlaczego to potwierdzenie przez bliskich i obcych ludzi ze twoj byly to psychofag bylo takie wazne? Ja tez tak wszystkich "uswiadamialam". A po co? Dzisiaj odpowiadam bez wykretow: Chcialm nie widziec swoich bledow!!!!!
A dlaczego dla Ciebie jest wazne czy ty jestes KKZB? Zwal jak zwal ! Ja jestem "Kobieta, ktora szuka swego wlasciciela". Syndrom ten sam sad Laik powiedzialby glupia naiwna baba smile
Najwazniejsze, ze zdajesz sobie sprawe, ze:

zofia282 napisał/a:

Tak czy inaczej ze mną coś też jest nie tak, skoro tkwiłam w tym toksycznym związku, nie zdając sobie sprawy, że jest on toksyczny.

A na Twoje ponizsze pytania (takie same zadawalam)

zofia282 napisał/a:

Dlaczego pozwoliłam zrobić sobie z życia koszmar ? dlaczego ten koszmar WSPÓŁTWORZYŁAM ? Dlaczego posunęłam się tak daleko ?

odpowiem Ci slowami Mr. Juliana:
"A skad mials o tym wczesniej wiedziec? Nie mialas wczesniej zadnego doswiadczenia z takim osobnikiem. "
Poszlas sama do lasu i spotkalas wilka. Pomylilas z pieskiem bo taki podobny. Po piesku wiedzials czego sie spodziewac a po wilku nie.
Nie badz Zofiu dla siebie katem! Nawet najlepszym zdaza sie popelniac bledy smile

zofia282 napisał/a:

Co znaczy pokochać siebie ? Może wybaczyć sobie, szanować siebie i znaleźć swoje miejsce w życiu, a może tylko dobrze czuć się ze sobą.

Ja sie podpisuje pod wszystkim:
1. Wybaczyc sobie - to chyba jest dla mnie najtrudniejsze
2. Znalezc swoje miejsce w zyciu - czyli zdac sobie sprawe w czym jestem dobra i co lubie
3. Szanowac siebie - nie klamac, nie przekraczac i nie przesuwac wlasnych granic
4. Dobrze czuc sie ze soba - koniec leku przed samotnoscia, zadnej zapchajdziury
Jeszcze daleka droga przede mna!!! Buty do drogi juz mam......

zofia282 napisał/a:

Nie jest łatwo. Wpadam jeszcze przy niepowodzeniach w dołki. Może jak już zamknę tamto życie, to powiem: kocham siebie ...może...ale na pewno powiem, jestem z siebie dumna.

To tak jak ja!

13 772 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-19 23:58:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Ja siebie szanuję i nie pozwalam, by INNI mnie nie szanowali. Wymuszam szacunek big_smile. Nie, nie krzykiem smile, czasami dobrym słowem, cynizmem a czasami żart wystarczy, by ktoś nabrał szacunku.

To znalazlam w moich madrych myslach:
"Szacunku nie można wymusić. Można tylko na niego zasłużyć. Wymusić można tylko strach, a strach budzi nienawiść." I pod tym sie podpisuje.
Nikt nie "nabierze do nas szacunku" jak bedzie sie nas bal, bedzie tylko posluszny.
Mozna ludzi zmusic do posluszenstwa ale nie do szacunku!!!!

*************************************************************************************

Anstawia napisał/a:

Manager powiedział, że martwi się o mnie, bo jestem zmęczona, za dużo pracuję bla bla bla Co go to obchodzi?!

No wlasnie co go to obchodzi To manipulacja z jego strony.

Anstawia napisał/a:

Martwi się. Później powiedziałam mu, że jak się tak martwi to zwolnię się a on niech mi płaci.
Ten żart był niepotrzebny.

A co chcialas przez to osiagnac? Jestem silna i sie Ciebie nie boje!!!!

Anstawia napisał/a:

Chwicił mnie za ramiona, odwrócił żebym odeszła od niego i poczułam dotyk w okolicach pośladków! Powiedziałam żeby nigdy więcej tak nie robił. On tylko się zaśmiał.

To jest juz molestowanie seksualne w miejscu pracy. Ja bym juz nigdy z nim nie zostala sama w jednym pomieszczeniu.
Super zareagowalas smile

Anstawia napisał/a:

Nie będę się do niego odzywać, uśmiechać, żartować z nim, bo k*rwa przesadza!

Przesadza to malo powiedziane!!!

Anstawia napisał/a:

U mnie kwestią jest mieszkanie. Kontrakt mamy wspólny, jeżeli M. się zgodzi, to nie będzie problemu. W przeciwnym razie lipa 
Bądźmy dobrej myśli.

No wlasnie badz dobrej mysli:)

13 773

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Ja siebie szanuję i nie pozwalam, by INNI mnie nie szanowali. Wymuszam szacunek big_smile. Nie, nie krzykiem smile, czasami dobrym słowem, cynizmem a czasami żart wystarczy, by ktoś nabrał szacunku.

To znalazlam w moich madrych myslach:
"Szacunku nie można wymusić. Można tylko na niego zasłużyć. Wymusić można tylko strach, a strach budzi nienawiść." I pod tym sie podpisuje.
Nikt nie "nabierze do nas szacunku" jak bedzie sie nas bal, bedzie tylko posluszny.
Mozna ludzi zmusic do posluszenstwa ale nie do szacunku!!!!

Oki. wymuszam big_smile = "wymuszam"
Jeśli mnie ktoś nie szanuje, unikam go. Jeśli nie mogę go unikać wystarczy, że będzie czuł respekt. Respekt wystarcza mi smile
Zasłużyć na szacunek ? no nie wiem....ze słowem zasłużyć mam zupełnie inne skojarzenia.

13 774

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Ile czasu zajelo Ci podjecie decyzji?
Ja nie podjelam decyzji o odejciu od poteflona. Sam odszedl (ja to mialam "szczescie") jak mu powiedzialam, ze jak mu sie nie podoba to niech sobie poszuka lepszej. No i poszedl szukac "lepszej". No a ja tez poszlam szukac "lepszej" SIEBIE smile

Miałaś szczęście to fakt smile

26 lat w związku, pooranym zdradami, tymi finansowymi również (długi)
16 lat temu poważna plajta firmy + jego poważny romans i odejście na kilkanaście godzin z kochanką - dosłownie.
6 lat temu przyłapałam go na miłosnych sms- ach do koleżanki z pracy.
5 lat temu nadużywać zaczął alkoholu + przemoc psychiczna + romans z w/w koleżanką.
3 lata temu podjęłam próbę samobójczą. Odratowano mnie ( jak widać).
Od tamtej pory wiedziałam, że go już nie kocham i być z nim nie chcę. Nie chciał odejść. Robił dużo problemów. Szukałam dowodów. Znalazłam. W trzy minuty go pożegnałam. Został wyrzucony tak jak stał i było to 11 marca 2011r. Rok później, bo 1 marca, miałam na ręce prawomocny wyrok, "rozwiązuje się małżeństwo z winy pozwanego". Odżyłam smile Daty wryły mi się w pamięć big_smile . Ta ostatnia, to jak nowa data urodzenia ha, ha, ha.

Pytana, mówię o sobie, jestem rozwódką, młodą rozwódką . smile smile smile

A mnie dziewczyna z grupy terapeutycznej zapytała dzisiaj ile lat razem jesteśmy małżeństwem i ja się musiałam troszkę zastanowić,żeby sobie policzyć.  A Zosia Ty... normalnie całą przeszłość masz zakodowaną co do minuty chyba.
3 lata temu próba samobójcza? Wow! No to powiem Ci, szybciutko odzyskałaś równowagę. Gratuluję i szacunek!
Zofio, ogólnie, moim zdaniem, bardzo szybko stanęłaś na nogi, bez indywidualnej terapii z psychologiem.

13 775

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

A mnie dziewczyna z grupy terapeutycznej zapytała dzisiaj ile lat razem jesteśmy małżeństwem i ja się musiałam troszkę zastanowić,żeby sobie policzyć.  A Zosia Ty... normalnie całą przeszłość masz zakodowaną co do minuty chyba.
3 lata temu próba samobójcza? Wow! No to powiem Ci, szybciutko odzyskałaś równowagę. Gratuluję i szacunek!
Zofio, ogólnie, moim zdaniem, bardzo szybko stanęłaś na nogi, bez indywidualnej terapii z psychologiem.

Ha, ha, ha. Mówisz, że przeszłość mam w paluszku ? Raczej na paluszkach liczyć musiałam big_smile smile
Jestem na forum ponad rok - zdążyłam wiele wkuć na pamięć wink
A tak serio, to tylko na pytanie odpowiadałam smile
A tak serio, nie da się wszystkiego puścić w niepamięć.
A tak bardzo serio to już zaciera się wiele w mej pamięci. Czas robi swoje - mam nadzieję, że nie wiek smile smile
Pisałam, podniosłam się, ale chwieję się jeszcze chwilami. Nie było łatwo. Na to forum wczołgiwałam się  - jak pisała Tarantella.Tak było.
Próbowałam dostać fachową pomoc. Chyba pecha miałam. Może nie umiałam się otworzyć, ale pamiętam raczej brak zaangażowania psychiatryczki, psychologów. Teraz to już nie ma to żadnego znaczenia. Wiem, że jestem na innym etapie. Już umiem się śmiać, nie mam dni "łóżkowo/pościelowych", znajduję radość z życia. Jest dobrze, co nie znaczy, że nie może być lepiej.
DZięki za miłe słowa. Ja również mówię Ci, SZACUN. Ty także odwaliłaś kawał dobrej roboty. Przegadałaś, przetrawiłaś, wydaliłaś, wyciągnęłaś wnioski i zmieniasz się. Twoje posty są na to dowodem. Dowodem, że można odnaleźć siebie, radość, sens życia. Trzymaj tak dalej dzielna i mądra kobietko smile

13 776

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

Dlaczego to potwierdzenie przez bliskich i obcych ludzi ze twoj byly to psychofag bylo takie wazne? Ja tez tak wszystkich "uswiadamialam". A po co? Dzisiaj odpowiadam bez wykretow: Chcialm nie widziec swoich bledow!!!!!
A dlaczego dla Ciebie jest wazne czy ty jestes KKZB? Zwal jak zwal ! Ja jestem "Kobieta, ktora szuka swego wlasciciela". Syndrom ten sam sad Laik powiedzialby glupia naiwna baba smile

Ja nikogo nie uświadamiałam, ja pytałam. Kto pyta nie błądzi smile Błądzić właśnie nie chciałam Po co mi ta wiedza ? Hmmm, potrzebna z wielu powodów. Ja z tym człowiekiem tworzyłam rodzinę - to po pierwsze. Po drugie są to osobnicy bezwzględni, bez uczuć. Nie chciałabym aby skrzywdził dzieci. Czy może ? oczywiście i to na wiele sposobów. Emocjonalnie i finansowo. Chłopcy mają zakaz brania na siebie odpowiedzialności za jego działania (firmy). Musiałam z nimi ten temat przerobić. Obiecali, że na nic namówić się nie dadzą. Wiem, że mają świadomość zagrożenia i obietnicy dotrzymają i to nie ze względu na mnie, tylko na swoją przyszłość. Zagraża im płacenie alimentów na ojca (brak emerytury), przejmą po nim długi a jak nie oni to ich dzieci. A długów przybywa lub za chwilę przybędzie. Krzywda emocjonalna. Robi to. Chciałam aby utrzymywał z dziećmi kontakt. Już nie chcę. DZisiaj syn opowiedział mi o zdarzeniu z przed 4 dni. Zadzwonił do niego ojciec ze słowami, przepraszam cię stary (nigdy tak do synów nie mówił), że nie kontaktowałem się z tobą, ale kilka dni byłem w Czechach. Właśnie wróciłem. Jutro lub pojutrze zadzwonię i spotkamy się. Minęły 4 dni i cisza. W dodatku brzmiało to jakby był z synem w stałym kontakcie a przecież nie widzieli się miesiąc, a widzieli sie miesiąc temu z uwagi na pogrzeb mojej teściowej.Od naszego rozstania widział syna 2 razy w domu odbierając swoje rzeczy i raz spotkał się z nim na mieście. Poza tym z Czech nie mógł zadzwonić ?
Syn pokazał mi wybałuszone oczy i powiedział, z taką miną go słuchałem. Zgłupiałem, nie wiedziałem o co mu chodzi. Przecież nie widuje się ze mną, nie dzwoni....chyba go ktoś słuchał, chyba komuś chciał pokazać jakim jest dobrym ojcem.
Szkoda mi sie syna zrobiło. Zaproponowałam aby zadzwonił i wyjaśnił zajście lub zapytał czemu ojciec nie dzwoni jak obiecał. Reakcja i mina syna zaskoczyła mnie. Powiedział,nie chce mi się, zwyczajnie nie chce mi się z nim gadać. Był bardzo zniesmaczony. Nie mówił mi o tym wcześniej. Zapewne czekał na telefon od ojca.....
Wiele razy dzieci zawodził. obiecywał i słowa nie dotrzymywał. Tym razem przegiął. Mam ochotę zadzwonić i powiedzieć, od***dol się od dzieci, nie dzwoń do nich więcej.
Opisywałam wcześniej pogrzeb i to co im własny ojciec nałgał. On ich w ten sposób kaleczy ! Kiedyś kaleczył mnie, teraz zaczyna swoje gierki uprawiać na dzieciach. DZisiaj cieszę się, że kontakt jego z dziećmi jest tak znikomy.

Mówisz, że nie widziałaś swoich błędów. Ja nie widziałam JEGO błędów. Miałam go za dżentelmena, wytrawnego biznesmena, dobrego męża i ojca, zapracowanego, ale dobrego.
Miałam właściciela. Głupia, naiwna....naiwna w stosunku do innych nie byłam. Kilka razy uchroniłam naszą rodzinę przed oszustami. Zostało więc głupia. Yes, byłam głupia baba jak but ! ale do tych wniosków doszłam już dawno temu. Wybaczyłam już to sobie smile Pomroczność jasną też smile

13 777

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Szukam siebie. Fajnie, że to forum znalazłam. Muszę dowiedzieć się czy ze mną jest coś nie tak. KKZB byłam, zrobiłam przerwę, znów chyba jestem. O gierkach psychofaga zaczęłam czytać i mam szok. Nie wiem co oznacza poteflon.
Po okresie marazmu i depresji chyba przyszedł na mnie czas, czas coś robić.

13 778

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

A Ty hm... ? Jak u Ciebie daleko do rozstania ?

Na razie trudno powiedzieć, teraz rozwód na panelu.

Ostatnio mogłam liczyć na pomoc tą obiecaną i to było bardzo miłe.

Ja nie pytam o rozwód.

Na razie doproawdziłam sytuację do takiego stanu, że mam spokój.
zastanawiam się nad wyprowadzką, ale na tą chwilę zajmuję się rozwodem.

13 779

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz Zofio,że Twój były psychopata nigdy nie będzie takim ojcem jakiego Ty i Twoje dzieci oczekujecie?
Gdy ja zdałam sobie sprawę z tego, że mój ojciec nigdy nie będzie taki jak ja tego oczekuję, to ulotniła się ze mnie cała złość i żal. Przestałam oczekiwać, że się zmieni.
Powoli zaczynam się też przekonywać,że M. się nie zmieni. Gdy mniej od niego oczekuję, czuję się oczyszczona i szczęśliea, wolna...

13 780 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-20 11:10:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Na razie trudno powiedzieć, teraz rozwód na panelu.

Ostatnio mogłam liczyć na pomoc tą obiecaną i to było bardzo miłe.

Ja nie pytam o rozwód.

Na razie doproawdziłam sytuację do takiego stanu, że mam spokój.
zastanawiam się nad wyprowadzką, ale na tą chwilę zajmuję się rozwodem.

Zajmij się jednym ale porządnie. Kiedy masz rozwód?

W ogóle to hm... kochana moja, ty jesteś uparta kobitka big_smile
Ja u Ciebie widzę takie "tłumaczenia":
Problemu z gitarzystą nie załatwię, bo mam teraz rozwód na głowie.
Problemu z byłym mężem nie załatwię, bo mam problem z gitarzystą.
Problemem z mamą się nie zajmę, bo mam problem z dwoma poteflonami.
Sobą się nie zajmę, bo dziecko jest najważniejsze...

I tak dalej...

Posty [ 13 716 do 13 780 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 210 211 212 213 214 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026