netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 942 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 209 210 211 212 213 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 651 do 13 715 z 26 310 ]

13 651

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

"Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."

Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.

Nie chce stawac prawdzie prosto w oczy, choc wiem, ze taka wlasnie ona jest.
Nie chce osiagac mojego prywatnego dna!

Pochodze z rodziny gdzie to mama jest glowa rodziny. To ona podejmuje decyzje. Mimo to jednak swietnie sie dogaduje z ojcem. Ja z kolei zawsze bylam bardzo silna. Faceci sie mnie bali i omijali wielkim lukiem. Jak cos sobie upatrzylam to musialam to miec i to bez znaczenia czy to bylo skonczenie studiow, czy facet i jakas rzecz itd. Musialo byc moje. I nie wiem jak to sie stalo, ze zostalam tak ubezwlasnowolniona. W sumie to ja sobie upatrzylam mojego obecnego meza i powiedzialam sobie ze bedzie moj i tak sie stalo. Nie chce przyjac porazki. Nie chce sie do niej przyznac.
Z drugiej strony wiem, ze jak podejme decyzje o rozwodzie, to bedzie ona nieodwolalna, bo bedzie to wtedy to czego chce, a ja musze miec to czego chce...

A teraz z innej bajki. Znowu sie wkurzylam. Napisalam do niego maila, bo po odeslaniu mu jego karty sim, okazalo sie, ze nie mam na telefonie jednego dosc istotnego dla mnie numeru (najwyrazniej przez pomylke zapisalam na sim a nie na aparacie telefonicznym) no i ten doopek nie raczy mi odpisac, bo ja mu przez 5 dni nie odpisywalam na jego maila sad I znowu chodze wkurzona. Chyba przestane utrzymywac z nim jakikolwiek kontakt.

P.S. Nie widzial dzieci od 2 tygodni- nawet sie o nie nie zapyta...

Pozwole sie wtracic smile
Wielokropek namawiala Cie do uczciwosci wobec siebie samej. To jest chyba ta najbolesniejsza prawda, ktora chcemy ukryc!
My kobiety KKKZ nie jestesmy uczciwe wobec siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O Boze jak ja sie balam tej uczciwosci. Koncentrowalam sie tylko na problemach poteflona i innych ludzi. Swoich problemow nie widzialm. Tak naprawde to wiedzialam ale nie byly dla mnie wazne.
Ja nie widzialam, ze mam ogromny problem. Problem mial tylko poteflon!
Powiedz dlaczego "musisz" miec zawsze co chcesz? A wiesz co chcesz? Moze zrob sobie liste: Co ja chce!
Wykorzystaj czas bez twojego poteflona dla siebie! Dlaczego wymagasz od niego rzeczy, ktorych nie moze Ci dac? Dobrze wiesz, jaki jest a te osobniki sie nie zmieniaja, chocbys na glowie stanela smile
Przyjmij lepiej do wiadomosci, ze nic dobrego z jego strony Cie nie spotka. Uwiez mi, latwiej jest zyc z ta wiadomoscia !

Tak jak juz pisalam HM. Z poteflonami sie nie dyskutuje, nie wymaga, nie narzeka. Zaoszczedzisz sobie kupe nerwow, jak to zaakceptujesz.
Przeciesz jak znajdziesz w domu karalucha to nie malujesz go kolorowo i mowisz, ze to motylek. Tylko zakladasz ciezsze obuwie i po nim. Tak samo z poteflonami. Karaluchy to nie piekne motylki smile
Nie wiem czy sie zgodzisz, ale uczciwosc samej sobie to zaakceptowanie, ze karaluchy nie sa motylami!!!!! Jak to. to ja bylam z karaluchem? Tak bylam choc staralam sie widziec motylka smile
Duzo sily i madrosci zycze Tobie.

A zapomniałam o karaluchach, trzeba wytępić big_smile

Dzięki za wsparcie w malowaniu itd. Bylem tylko przez ta jego opieszałość problemów nie miała.
Tak się zastanawiałam głupia czy może ja taka zła jestem, że minimum wymagam, ale co to za myślenie wogóle.
On ma podejście, że ni c nie trzeba robić, że w swoim czasie, bla bla bla. No a sprzątać to już wcale nie trzeba.

Dzięki, lubię Cię czytać. Bardzo.

13 652

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hm... on nie zasługuje na to by być z Tobą! A Ty nie możesz już dłużej być z takim draniem.
Za dużo masz obowiązków i problemów. Ale zobaczysz, dostaniesz rozwód, jedno się zamknie, reszta się ułoży.
Trzymam kciuki!!

Wszystko po kolei małymi kroczkami, nie inaczej, nie wszystko na raz. Dzięki kochana, dzięki.

Nie ma za co dziękować. Pomyśl sobie, że niektóre rzeczy/sytuacje, dzieją się po to, byś mogła docenić lepsze jutro. Nie stresuj się.
Człowiek chciałby już, teraz, dzisiaj, wszystko, najlepiej perfekcyjnie. Bzdura! Nie mówię, że należy stać w miejscu. Jestem za samorozwojem najbardziej za. Ale moja dewiza, jedna z wielu, to "dokonam wiele małymi kroczkami" i "nie muszę zdobywać wszystkiego od razu". Sprawdza się to w KAŻDEJ dziedzinie mojego życia. Chciałam w jednej chwili wyrzuć z domu męża, zmienić pracę, pogodzić się z rodzicami itp itd. Okazuje się, że na raz się nie da. Nic na siłę, bo efekt z tego żaden, tylko stres.
Dlatego hm... Tobie też się uda.

13 653

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:

Nie chce stawac prawdzie prosto w oczy, choc wiem, ze taka wlasnie ona jest.
Nie chce osiagac mojego prywatnego dna!

Pochodze z rodziny gdzie to mama jest glowa rodziny. To ona podejmuje decyzje. Mimo to jednak swietnie sie dogaduje z ojcem. Ja z kolei zawsze bylam bardzo silna. Faceci sie mnie bali i omijali wielkim lukiem. Jak cos sobie upatrzylam to musialam to miec i to bez znaczenia czy to bylo skonczenie studiow, czy facet i jakas rzecz itd. Musialo byc moje. I nie wiem jak to sie stalo, ze zostalam tak ubezwlasnowolniona. W sumie to ja sobie upatrzylam mojego obecnego meza i powiedzialam sobie ze bedzie moj i tak sie stalo. Nie chce przyjac porazki. Nie chce sie do niej przyznac.
Z drugiej strony wiem, ze jak podejme decyzje o rozwodzie, to bedzie ona nieodwolalna, bo bedzie to wtedy to czego chce, a ja musze miec to czego chce...

A teraz z innej bajki. Znowu sie wkurzylam. Napisalam do niego maila, bo po odeslaniu mu jego karty sim, okazalo sie, ze nie mam na telefonie jednego dosc istotnego dla mnie numeru (najwyrazniej przez pomylke zapisalam na sim a nie na aparacie telefonicznym) no i ten doopek nie raczy mi odpisac, bo ja mu przez 5 dni nie odpisywalam na jego maila sad I znowu chodze wkurzona. Chyba przestane utrzymywac z nim jakikolwiek kontakt.

P.S. Nie widzial dzieci od 2 tygodni- nawet sie o nie nie zapyta...

Pozwole sie wtracic smile
Wielokropek namawiala Cie do uczciwosci wobec siebie samej. To jest chyba ta najbolesniejsza prawda, ktora chcemy ukryc!
My kobiety KKKZ nie jestesmy uczciwe wobec siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O Boze jak ja sie balam tej uczciwosci. Koncentrowalam sie tylko na problemach poteflona i innych ludzi. Swoich problemow nie widzialm. Tak naprawde to wiedzialam ale nie byly dla mnie wazne.
Ja nie widzialam, ze mam ogromny problem. Problem mial tylko poteflon!
Powiedz dlaczego "musisz" miec zawsze co chcesz? A wiesz co chcesz? Moze zrob sobie liste: Co ja chce!
Wykorzystaj czas bez twojego poteflona dla siebie! Dlaczego wymagasz od niego rzeczy, ktorych nie moze Ci dac? Dobrze wiesz, jaki jest a te osobniki sie nie zmieniaja, chocbys na glowie stanela smile
Przyjmij lepiej do wiadomosci, ze nic dobrego z jego strony Cie nie spotka. Uwiez mi, latwiej jest zyc z ta wiadomoscia !

Tak jak juz pisalam HM. Z poteflonami sie nie dyskutuje, nie wymaga, nie narzeka. Zaoszczedzisz sobie kupe nerwow, jak to zaakceptujesz.
Przeciesz jak znajdziesz w domu karalucha to nie malujesz go kolorowo i mowisz, ze to motylek. Tylko zakladasz ciezsze obuwie i po nim. Tak samo z poteflonami. Karaluchy to nie piekne motylki smile
Nie wiem czy sie zgodzisz, ale uczciwosc samej sobie to zaakceptowanie, ze karaluchy nie sa motylami!!!!! Jak to. to ja bylam z karaluchem? Tak bylam choc staralam sie widziec motylka smile
Duzo sily i madrosci zycze Tobie.

A zapomniałam o karaluchach, trzeba wytępić big_smile

Dzięki za wsparcie w malowaniu itd. Bylem tylko przez ta jego opieszałość problemów nie miała.
Tak się zastanawiałam głupia czy może ja taka zła jestem, że minimum wymagam, ale co to za myślenie wogóle.
On ma podejście, że ni c nie trzeba robić, że w swoim czasie, bla bla bla. No a sprzątać to już wcale nie trzeba.

Dzięki, lubię Cię czytać. Bardzo.

HM fajnie, ze lubisz mnie czytac ale Ty ciagle on to on tamto !!!!!!
Co to za gadka " Tak się zastanawiałam głupia czy może ja taka zła jestem, że minimum wymagam". Nie podoba mi sie sad
Ty masz robic swoje i poteflon Cie nie obchodzi. Przeciez to tylko kwestia czasu, ze sciagasz te za ciasne buciory z gwozdziem w srodku i spierdzielasz na bosaka tam gdzie pieprz rosnie smile. Mozesz tylko sie raz obejzec za siebie aby rzucic tym buciorem i zatluc nim tego wstretnego karalucha. Potem wyciagamy ten gwozdz z tego buta i przybijamy karalucha tym gwozdziem do sciany w jego "chlewie".
Sorry, ze tak ostro ale chyba masz bujna wyobraznie i jak tak obrazkowo to moze pomoze smile Mi zawsze pomagalo.
Sciskam mocno.

13 654

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Magnoilio ta prawda jest tak bolesna, że niektórzy zasłaniają uszy by nie słuchać...
Obstrachując od brutalnej prawdy:
dziękuję ci za "kolorowanie karalucha"... wyobraziłam sobie i od samego ranka humor mi się poprawił z dobrego na lepszy big_smile
Przed salą sądową (w grudniu) będę miała głupio uśmiechniętą gębę... bo będę widziała wielkiego, kolorowego karalucha w garniaczku wink wink wink THANK'S

Ach te malowane karaluchy smile Moj karaluch tez garniturki nosil smile

13 655

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hm... on nie zasługuje na to by być z Tobą! A Ty nie możesz już dłużej być z takim draniem.
Za dużo masz obowiązków i problemów. Ale zobaczysz, dostaniesz rozwód, jedno się zamknie, reszta się ułoży.
Trzymam kciuki!!

Wszystko po kolei małymi kroczkami, nie inaczej, nie wszystko na raz. Dzięki kochana, dzięki.

Nie ma za co dziękować. Pomyśl sobie, że niektóre rzeczy/sytuacje, dzieją się po to, byś mogła docenić lepsze jutro. Nie stresuj się.
Człowiek chciałby już, teraz, dzisiaj, wszystko, najlepiej perfekcyjnie. Bzdura! Nie mówię, że należy stać w miejscu. Jestem za samorozwojem najbardziej za. Ale moja dewiza, jedna z wielu, to "dokonam wiele małymi kroczkami" i "nie muszę zdobywać wszystkiego od razu". Sprawdza się to w KAŻDEJ dziedzinie mojego życia. Chciałam w jednej chwili wyrzuć z domu męża, zmienić pracę, pogodzić się z rodzicami itp itd. Okazuje się, że na raz się nie da. Nic na siłę, bo efekt z tego żaden, tylko stres.
Dlatego hm... Tobie też się uda.

Bardzo madre slowa smile Czyli terapia nigdy nie idzie na marne smile Jestes tego najlepszym przykladem! Gratuluje smile

13 656

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja chyba też kocham za bardzo, w dodatku to o tyle przykre że nieodwzajemnione smile
U mnie to się wzięło z chłodu w domu rodzinnym... Znaczy, nie było to tak że rodzice mnie nie kochali czy coś, ale chyba nigdy nie doświadczyłam takiej domowej miłości i ciepełka. Nigdy mi niczego nie brakowało, owszem, ale też nigdy nie liczyłam na wsparcie, no bo skoro miałam wszystko materialne, to już dość. Mój ojciec to człowiek dobry, ale żyjący w swoim własnym świecie własnych hobby, mama to znerwicowana choleryczka i nie przebiera w słowach, wydzierając się na kogoś. Oj nasłuchałam się wyzwisk gdy byłam grubsza... Właściwie do tej pory słucham, jaką po*ebaną pi*dą jestem, ile razy wrócę do domu smile
No i wiecie, to jest dla dziecka jednak najbardziej niszczące. Taki brak ciepła w domu. Od dzieciństwa zamykałam się na ludzi, bo miałam wrażenie, że wszyscy mnie nienawidzę. Do dzisiaj jestem całkowicie skrzywiona na punkcie polegania na kimś i czasem robię się okropna w swojej zaborczości smile Bardzo chciałabym, żeby w końcu komuś na mnie zależało, ale wciąż porażki... Opisałam to dokładniej we własnym wątku.

I tak o to ze mną jest wink Mam w sobie dużo miłości, tylko coraz częściej sobie myślę, że nikt jej nie chce wink

13 657

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawio jestem szczesliwa ,ze wkoncu zrozumialas ,ja wiedzialam ze wkoncu to dotrze do Ciebie.
Cokolwiek sie dzieje w zyciu trzeba to zaobserwowac, dokonac wyboru ,wziac jako doswiadczenie i isc dalej z podniesiona glowa.
Praca,rozwoj ,samodoskonalenie ,tak wszystko ma sens ,wszystko ma sens co dodaje wiary i sily by przec naprzod.
Nie mozna byc jak woda w tym samym stawie ,ale jak rwaca rzeka.
A to co wydarzylo sie wczoraj jest juz przeszloscia ,tylko dzis i jutro to ma sens ,tak dlugo jak bedziemy zyli przeszloscia tak nie odnajdziemy sie jutro.
Zycie jest absolutnym fenomenem ,ale ta ostote trzeba w sobie odkryc ,nie zas sadzic ze jest sie kupa miesa ,-bo tak nie jest jestesmy na podobienstwo Boga ,Bog dal nam swa swiadomosc i nieswiadomosc i podswiadomosc - wybor nalezy do nas.

13 658 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-14 21:38:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, kochana Pati. Zrozumiałam, gdy zaczęłam czytać prawa człowieka. Stawiam sobie cel, i do niego dążę krok po kroku. Lista jest długa, ale jaka przyjemność jest, gdy się tak odhacza po kolei, to zrobiłam, to zrobiłam, to zrobiłam hahaha smile

Poza tym, nie jest mi łatwo wyrazić to co myślę i czuję w obcym języku, zwłaszcza w holenderskim. Więc muszę się podwójnie motywować, a to pochłania masę energi, ale też daje podwójną satysfakcję;) Zdarzają się różne dziwne sytuacje. Teraz się z tego śmieję. Powiedziałam jednej dziewczynie w pracy, że wyrzuciłam męża z domu. Tydzień później, inny pracownik zapytał mnie na jaką terapię chodzę w poniedziałki. Więc zaczęłam mu mówić, że wszystko się zaczęło jak wywaliłam męża z domu. A on na to, że słyszał,że mój mąż to alkoholik i że mnie bił. Whaaaat?? Już nawet nie ma sensu odkręcać takich historii hahaha Może w sumie to dobrze. Wyrwać się od męża alkoholika, który mnie bił, to dopiero odwaga hahaha Ludzie potrafią dodać mocy big_smile
Buziaki:*

13 659

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Wszystko po kolei małymi kroczkami, nie inaczej, nie wszystko na raz. Dzięki kochana, dzięki.

Nie ma za co dziękować. Pomyśl sobie, że niektóre rzeczy/sytuacje, dzieją się po to, byś mogła docenić lepsze jutro. Nie stresuj się.
Człowiek chciałby już, teraz, dzisiaj, wszystko, najlepiej perfekcyjnie. Bzdura! Nie mówię, że należy stać w miejscu. Jestem za samorozwojem najbardziej za. Ale moja dewiza, jedna z wielu, to "dokonam wiele małymi kroczkami" i "nie muszę zdobywać wszystkiego od razu". Sprawdza się to w KAŻDEJ dziedzinie mojego życia. Chciałam w jednej chwili wyrzuć z domu męża, zmienić pracę, pogodzić się z rodzicami itp itd. Okazuje się, że na raz się nie da. Nic na siłę, bo efekt z tego żaden, tylko stres.
Dlatego hm... Tobie też się uda.

Bardzo madre slowa smile Czyli terapia nigdy nie idzie na marne smile Jestes tego najlepszym przykladem! Gratuluje smile

Terapia, to jedna z lepszych "rzeczy", które mnie w życiu spotkały. Jestem sama sobie wdzięczna za to, że dokonałam takiego wyboru i poszłam na terapię.
A Ciebie magnolia73, czyta się fantastycznie!

13 660 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-14 22:01:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nie ma za co dziękować. Pomyśl sobie, że niektóre rzeczy/sytuacje, dzieją się po to, byś mogła docenić lepsze jutro. Nie stresuj się.
Człowiek chciałby już, teraz, dzisiaj, wszystko, najlepiej perfekcyjnie. Bzdura! Nie mówię, że należy stać w miejscu. Jestem za samorozwojem najbardziej za. Ale moja dewiza, jedna z wielu, to "dokonam wiele małymi kroczkami" i "nie muszę zdobywać wszystkiego od razu". Sprawdza się to w KAŻDEJ dziedzinie mojego życia. Chciałam w jednej chwili wyrzuć z domu męża, zmienić pracę, pogodzić się z rodzicami itp itd. Okazuje się, że na raz się nie da. Nic na siłę, bo efekt z tego żaden, tylko stres.
Dlatego hm... Tobie też się uda.

Bardzo madre slowa smile Czyli terapia nigdy nie idzie na marne smile Jestes tego najlepszym przykladem! Gratuluje smile

Terapia, to jedna z lepszych "rzeczy", które mnie w życiu spotkały. Jestem sama sobie wdzięczna za to, że dokonałam takiego wyboru i poszłam na terapię.
A Ciebie magnolia73, czyta się fantastycznie!

Wielkie dzieki smile Wiesz co, gdyby nie ta terapia to moze nigdy bym tutaj nie zagladnela! (pisze sie zagladnela? juz sam nie wiem wink )
Fajnie ze zagladnelam smile smile smile

13 661

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Poza tym, nie jest mi łatwo wyrazić to co myślę i czuję w obcym języku, zwłaszcza w holenderskim. Więc muszę się podwójnie motywować, a to pochłania masę energi, ale też daje podwójną satysfakcję;)

Nie wiesz ale "wymyslilas" wlasnie wzor na Satysfakcje!!!!     Satysfakcja = Motywacja + Energia smile Proste ale genialne smile

13 662

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tbr napisał/a:

Ja chyba też kocham za bardzo, w dodatku to o tyle przykre że nieodwzajemnione smile
U mnie to się wzięło z chłodu w domu rodzinnym... Znaczy, nie było to tak że rodzice mnie nie kochali czy coś, ale chyba nigdy nie doświadczyłam takiej domowej miłości i ciepełka. Nigdy mi niczego nie brakowało, owszem, ale też nigdy nie liczyłam na wsparcie, no bo skoro miałam wszystko materialne, to już dość. Mój ojciec to człowiek dobry, ale żyjący w swoim własnym świecie własnych hobby, mama to znerwicowana choleryczka i nie przebiera w słowach, wydzierając się na kogoś. Oj nasłuchałam się wyzwisk gdy byłam grubsza... Właściwie do tej pory słucham, jaką po*ebaną pi*dą jestem, ile razy wrócę do domu smile
No i wiecie, to jest dla dziecka jednak najbardziej niszczące. Taki brak ciepła w domu. Od dzieciństwa zamykałam się na ludzi, bo miałam wrażenie, że wszyscy mnie nienawidzę. Do dzisiaj jestem całkowicie skrzywiona na punkcie polegania na kimś i czasem robię się okropna w swojej zaborczości smile Bardzo chciałabym, żeby w końcu komuś na mnie zależało, ale wciąż porażki... Opisałam to dokładniej we własnym wątku.

I tak o to ze mną jest wink Mam w sobie dużo miłości, tylko coraz częściej sobie myślę, że nikt jej nie chce wink

Witaj w klubie smile Zacznij od czytania watku od poczatku! Warto smile

13 663

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:

zofia282 juz rok temu  zapoznalam sie z Twoja historia. Czy mozesz mi przyblizyc ile czasu meczylas sie w swoim  nieszczesnym malzenstwie i ile czasu dojrzewalas do decyzji o rozwodzie? No i w koncu, ile czasu zajelo Ci dojscie do siebie po wszystkim?

Moje małżeństwo trwało 26 lat.Pierwsze 3 lata było ok., ale były już i wtedy pewne symptomy, jeszcze bardzo delikatne. Po kilku latach małżeństwa zadłużył nas na kilka setek tysięcy. Wiedziałam też o różnych przelotnych romansach...jeden był poważny. Odszedł. Wrócił po kilkunastu godzinach. Ucieszyłam się, wiedziałam , że z długami, bez mieszkania, pracy, nie dam sobie z dziećmi sama rady. Długo nie mogłam pogodzić się z sytuacją tzn, świadomością zdrady, tej finansowej również.
Długów mieliśmy coraz więcej, ale o każdym dowiadywałam się od komornika, wierzyciela. Od 2006 roku mąż stawał się coraz bardziej arogancki. Nigdy nie zajmował się synami a im oni byli starsi tym ostrzej ich traktował. Od 2008 doszły awantury po alkoholu oraz na trzeźwo uprawiana przemoc psychiczna. Wiedziałam, że kolejny romans trwa kilka lat.Nie chciał rozstania (znowu ja nie podjęłam decyzji, czekałam na jego) Życie stało się koszmarem.
Odejść chciałam wiele razy. Nigdy w związku z jego długami. Owszem długi nie pozwalały mi spokojnie spać, ale uznawałam, że będąc razem damy radę je spłacić, no i jestem za nie również odpowiedzialna.  Kochanki także umiałam "wybaczyć".
Wybaczyć nie mogłam jego zachowań, podejmowania samodzielnych decyzji, istotnych dla całej rodziny i kłamstw. Nie pamiętam kiedy pierwszy raz mówiłam o rozstaniu, pamiętam jednak, że od 2006 dawał wiele powodów do takiej decyzji. Tylko ja tak na prawdę, z ręką na sercu to czekałam aż on tą decyzje podejmie. Mówiłam rozejdźmy się, a nie, odchodzę od Ciebie. Kochałam męża, dawałam cały czas nam szanse.. Pod koniec 2010 roku miałam dosyć wszystkiego. Sięgnęłam swojego dna. Podjęłam próbę samobójczą. Uratowała mi życie mama. Wracałam do zdrowia. Już nie kochałam męża. Już głośno mówiłam, " nie mogę z tobą być, czuję, że jesteś dla mnie zagrożeniem" . On nie reagował na te słowa, zero odpowiedzi. Zaczęłam odczuwać, że jest ze mną z jakiegoś powodu i nie jest to na pewno miłość. Kolejna awanturę pijacką zrobił mi po trzech tygodniach od wyjścia ze szpitala. Rozliczał, obrażał, poniżał, walił pięścią w stół.....ale i płakał...z poczucia niedowartościowania. Kiedy powiedział, "trzeba było zrobić to skutecznie" zrozumiałam wszystko. Do tego momentu myślałam o udowodnieniu mu kochanki, od tej chwili chciałam dowiedzieć się jaki los mi zaplanował. Kiedy złapałam go na kontakcie z kochanką już więcej niczego nie chciałam. Tego, że chciał mojej śmierci byłam pewna. To był koniec.  Wyrzuciłam go z domu w marcu 2011r.
Wiedziałam, że ten człowiek, jest mi już obcy i nie kocham go. Tęskniłam za tym, ze swojej wyobraźni. Za tym miłym, dobrym, tęskniłam bardzo i to kilka miesięcy.
Rozwód dostałam w marcu 2012r.z orzeczeniem jego winy. Od tego momentu było już z górki smile Świadomość, że inni również dopatrzyli się jego winy, była dla mnie istotna. Mogłam wykrzyczeć byłemu już mężowi, że racji nie miałeś oskarżając mnie za całe zło świata, a to co mi robiłeś, to zwykła przemoc psychiczna.
DZieci już po naszym rozstaniu pytały mnie, czemu nie wzywałaś na niego policji, czy on na pewno do nas nie wróci, a jak przyjdzie to czy możemy go nie wpuścić. To wtedy zdałam sobie sprawę, że z uwagi chociażby na dzieci, rozstać powinnam się z nim dawno.
Z perspektywy czasu...odejść powinnam wiele lat temu. Odeszłam kiedy odeszłam i wiem, że uratowałam swoje dzieci, ich przyszłość i bezpieczeństwo. Wiem, że otworzyłby na nich firmy ( na siebie zrobić tego nie mógł) i zarządzał tak jak wszystkimi do tej pory. Zadłużyłby jednego, więc aby ratować syna starszego powstałaby firma kolejna, na syna młodszego. DZieciaki na starcie miałyby na sobie ogromne długi i wiem co mówię i mam na to dowody, bo ten proces już trwał. Udało mi się to zatrzymać.
Oczywiście długo nie byłam świadoma cech męża i celów jakie mu przyświecają. Od ponad roku wiem co potrafi charakteropata i jakim jest człowiekiem. Odejście od niego było najlepszą moją życiową decyzją. Może i dzięki temu żyję.
Był czas, że awersję miałam do całej męskiej populacji. To też już za mną. Z byłym mężem umiem już rozmawiać. Jestem świadoma jego cech i pragnień i wiem jak z nim postępować. DZieci postrzegają go jako kłamcę obiecywacza. Wiedzą, że nigdy nie mogą na niego liczyć. A ja ?Cieszę się, że uciekłam od zboka. Tak właśnie dzisiaj go postrzegam.
  Już podniosłam się. Może jeszcze chwilami chwieję się, ale dołów już nie zaliczam. Znowu jestem wesołą , uśmiechnięta kobietą. Wiem czego chcę, co lubię i głośno umiem sprzeciwiać się. Stawiam granicę, których nikt nie ma prawa przekroczyć. Umiem ich bronić. Umiem być asertywna. Umiem być szczęśliwa. Odnowiłam znajomości. Zaprzyjaźniłam się ze swoimi dziećmi i ich znajomi mnie szanują i lubią. Stałam się innym człowiekiem smile smile smile

13 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

"Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."

Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.

Nie chce stawac prawdzie prosto w oczy, choc wiem, ze taka wlasnie ona jest.
Nie chce osiagac mojego prywatnego dna!

Pochodze z rodziny gdzie to mama jest glowa rodziny. To ona podejmuje decyzje. Mimo to jednak swietnie sie dogaduje z ojcem. Ja z kolei zawsze bylam bardzo silna. Faceci sie mnie bali i omijali wielkim lukiem. Jak cos sobie upatrzylam to musialam to miec i to bez znaczenia czy to bylo skonczenie studiow, czy facet i jakas rzecz itd. Musialo byc moje. I nie wiem jak to sie stalo, ze zostalam tak ubezwlasnowolniona. W sumie to ja sobie upatrzylam mojego obecnego meza i powiedzialam sobie ze bedzie moj i tak sie stalo. Nie chce przyjac porazki. Nie chce sie do niej przyznac.
Z drugiej strony wiem, ze jak podejme decyzje o rozwodzie, to bedzie ona nieodwolalna, bo bedzie to wtedy to czego chce, a ja musze miec to czego chce...

A teraz z innej bajki. Znowu sie wkurzylam. Napisalam do niego maila, bo po odeslaniu mu jego karty sim, okazalo sie, ze nie mam na telefonie jednego dosc istotnego dla mnie numeru (najwyrazniej przez pomylke zapisalam na sim a nie na aparacie telefonicznym) no i ten doopek nie raczy mi odpisac, bo ja mu przez 5 dni nie odpisywalam na jego maila sad I znowu chodze wkurzona. Chyba przestane utrzymywac z nim jakikolwiek kontakt.

P.S. Nie widzial dzieci od 2 tygodni- nawet sie o nie nie zapyta...

Pozwole sie wtracic smile
Wielokropek namawiala Cie do uczciwosci wobec siebie samej. To jest chyba ta najbolesniejsza prawda, ktora chcemy ukryc!
My kobiety KKKZ nie jestesmy uczciwe wobec siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O Boze jak ja sie balam tej uczciwosci. Koncentrowalam sie tylko na problemach poteflona i innych ludzi. Swoich problemow nie widzialm. Tak naprawde to wiedzialam ale nie byly dla mnie wazne.
Ja nie widzialam, ze mam ogromny problem. Problem mial tylko poteflon!
Powiedz dlaczego "musisz" miec zawsze co chcesz? A wiesz co chcesz? Moze zrob sobie liste: Co ja chce!
Wykorzystaj czas bez twojego poteflona dla siebie! Dlaczego wymagasz od niego rzeczy, ktorych nie moze Ci dac? Dobrze wiesz, jaki jest a te osobniki sie nie zmieniaja, chocbys na glowie stanela smile
Przyjmij lepiej do wiadomosci, ze nic dobrego z jego strony Cie nie spotka. Uwiez mi, latwiej jest zyc z ta wiadomoscia !

Tak jak juz pisalam HM. Z poteflonami sie nie dyskutuje, nie wymaga, nie narzeka. Zaoszczedzisz sobie kupe nerwow, jak to zaakceptujesz.
Przeciesz jak znajdziesz w domu karalucha to nie malujesz go kolorowo i mowisz, ze to motylek. Tylko zakladasz ciezsze obuwie i po nim. Tak samo z poteflonami. Karaluchy to nie piekne motylki smile
Nie wiem czy sie zgodzisz, ale uczciwosc samej sobie to zaakceptowanie, ze karaluchy nie sa motylami!!!!! Jak to. to ja bylam z karaluchem? Tak bylam choc staralam sie widziec motylka smile
Duzo sily i madrosci zycze Tobie.

smile Zgadzam się z Twoimi słowami smile smile:)
Użyłabym jednak porównania nie do karalucha a do nietoperza z gatunku wampirów sierścionogich big_smile

13 665

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hm... on nie zasługuje na to by być z Tobą! A Ty nie możesz już dłużej być z takim draniem.
Za dużo masz obowiązków i problemów. Ale zobaczysz, dostaniesz rozwód, jedno się zamknie, reszta się ułoży.
Trzymam kciuki!!

Wszystko po kolei małymi kroczkami, nie inaczej, nie wszystko na raz. Dzięki kochana, dzięki.

Nie ma za co dziękować. Pomyśl sobie, że niektóre rzeczy/sytuacje, dzieją się po to, byś mogła docenić lepsze jutro. Nie stresuj się.
Człowiek chciałby już, teraz, dzisiaj, wszystko, najlepiej perfekcyjnie. Bzdura! Nie mówię, że należy stać w miejscu. Jestem za samorozwojem najbardziej za. Ale moja dewiza, jedna z wielu, to "dokonam wiele małymi kroczkami" i "nie muszę zdobywać wszystkiego od razu". Sprawdza się to w KAŻDEJ dziedzinie mojego życia. Chciałam w jednej chwili wyrzuć z domu męża, zmienić pracę, pogodzić się z rodzicami itp itd. Okazuje się, że na raz się nie da. Nic na siłę, bo efekt z tego żaden, tylko stres.
Dlatego hm... Tobie też się uda.

Dzięki.

Robienie wszystkiego na raz powoduje, że nam się często nie udaje.
Kto słaby stwierdza potem, że jemu nigdy się nie udało, a tak naprawdę nie dał sobie szansy.
Powoli, kroczek za kroczkiem. Bo można się wykończyć.

13 666

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Pozwole sie wtracic smile
Wielokropek namawiala Cie do uczciwosci wobec siebie samej. To jest chyba ta najbolesniejsza prawda, ktora chcemy ukryc!
My kobiety KKKZ nie jestesmy uczciwe wobec siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O Boze jak ja sie balam tej uczciwosci. Koncentrowalam sie tylko na problemach poteflona i innych ludzi. Swoich problemow nie widzialm. Tak naprawde to wiedzialam ale nie byly dla mnie wazne.
Ja nie widzialam, ze mam ogromny problem. Problem mial tylko poteflon!
Powiedz dlaczego "musisz" miec zawsze co chcesz? A wiesz co chcesz? Moze zrob sobie liste: Co ja chce!
Wykorzystaj czas bez twojego poteflona dla siebie! Dlaczego wymagasz od niego rzeczy, ktorych nie moze Ci dac? Dobrze wiesz, jaki jest a te osobniki sie nie zmieniaja, chocbys na glowie stanela smile
Przyjmij lepiej do wiadomosci, ze nic dobrego z jego strony Cie nie spotka. Uwiez mi, latwiej jest zyc z ta wiadomoscia !

Tak jak juz pisalam HM. Z poteflonami sie nie dyskutuje, nie wymaga, nie narzeka. Zaoszczedzisz sobie kupe nerwow, jak to zaakceptujesz.
Przeciesz jak znajdziesz w domu karalucha to nie malujesz go kolorowo i mowisz, ze to motylek. Tylko zakladasz ciezsze obuwie i po nim. Tak samo z poteflonami. Karaluchy to nie piekne motylki smile
Nie wiem czy sie zgodzisz, ale uczciwosc samej sobie to zaakceptowanie, ze karaluchy nie sa motylami!!!!! Jak to. to ja bylam z karaluchem? Tak bylam choc staralam sie widziec motylka smile
Duzo sily i madrosci zycze Tobie.

A zapomniałam o karaluchach, trzeba wytępić big_smile

Dzięki za wsparcie w malowaniu itd. Bylem tylko przez ta jego opieszałość problemów nie miała.
Tak się zastanawiałam głupia czy może ja taka zła jestem, że minimum wymagam, ale co to za myślenie wogóle.
On ma podejście, że ni c nie trzeba robić, że w swoim czasie, bla bla bla. No a sprzątać to już wcale nie trzeba.

Dzięki, lubię Cię czytać. Bardzo.

HM fajnie, ze lubisz mnie czytac ale Ty ciagle on to on tamto !!!!!!
Co to za gadka " Tak się zastanawiałam głupia czy może ja taka zła jestem, że minimum wymagam". Nie podoba mi sie sad
Ty masz robic swoje i poteflon Cie nie obchodzi. Przeciez to tylko kwestia czasu, ze sciagasz te za ciasne buciory z gwozdziem w srodku i spierdzielasz na bosaka tam gdzie pieprz rosnie smile. Mozesz tylko sie raz obejzec za siebie aby rzucic tym buciorem i zatluc nim tego wstretnego karalucha. Potem wyciagamy ten gwozdz z tego buta i przybijamy karalucha tym gwozdziem do sciany w jego "chlewie".
Sorry, ze tak ostro ale chyba masz bujna wyobraznie i jak tak obrazkowo to moze pomoze smile Mi zawsze pomagalo.
Sciskam mocno.

Tak big_smile:D:D
Ja bardzo dobrą wyobrźnie mam, znakomitą

Kochana, gdzie ten Twój terapeuta jest dostępny?
I chciałam zapytać jakie książki czytałaś?
Kurcze nie zawsze jestem tutaj dostępna.
Ile dam radę będę smile

13 667

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tbr napisał/a:

Ja chyba też kocham za bardzo, w dodatku to o tyle przykre że nieodwzajemnione smile
U mnie to się wzięło z chłodu w domu rodzinnym... Znaczy, nie było to tak że rodzice mnie nie kochali czy coś, ale chyba nigdy nie doświadczyłam takiej domowej miłości i ciepełka. Nigdy mi niczego nie brakowało, owszem, ale też nigdy nie liczyłam na wsparcie, no bo skoro miałam wszystko materialne, to już dość. Mój ojciec to człowiek dobry, ale żyjący w swoim własnym świecie własnych hobby, mama to znerwicowana choleryczka i nie przebiera w słowach, wydzierając się na kogoś. Oj nasłuchałam się wyzwisk gdy byłam grubsza... Właściwie do tej pory słucham, jaką po*ebaną pi*dą jestem, ile razy wrócę do domu smile
No i wiecie, to jest dla dziecka jednak najbardziej niszczące. Taki brak ciepła w domu. Od dzieciństwa zamykałam się na ludzi, bo miałam wrażenie, że wszyscy mnie nienawidzę. Do dzisiaj jestem całkowicie skrzywiona na punkcie polegania na kimś i czasem robię się okropna w swojej zaborczości smile Bardzo chciałabym, żeby w końcu komuś na mnie zależało, ale wciąż porażki... Opisałam to dokładniej we własnym wątku.

I tak o to ze mną jest wink Mam w sobie dużo miłości, tylko coraz częściej sobie myślę, że nikt jej nie chce wink

Potrzeba Ci przyjaciela.

13 668 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-15 14:38:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zofia282 "Z perspektywy czasu...odejść powinnam wiele lat temu."  Boli mnie w oczy to zdanie wink A zwłaszcza jeden wyraz POWINNAM fuj!!
Może masz tak jak ja? Moja terapeutka stwierdziła, że za długo się trzymam czegoś, w czym jest mi źle.
Jesteś silną i wspaniałą kobietą i podejmujesz zawsze słuszne decyzje!
Buziaki

13 669

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzisiaj mam dzień WWWRRRRYYYY... Zagryzłabym kazdego kto się nawinie. Powód? Moje stanowcze wyrażanie mysli nie są tak stanowcze jak bym tego chciała. Zaczynam więc ćwiczyć przed lustrem smile hahaha Właśnie będę mówić mojemu szefowi (a właściwie do lustra narazie), że nie zostanę dziś dłużej w pracy smile

Nie chcę, żeby ludzie odbierali mnie jako ofiarę, nie chcę być traktowana jak ofiara i nie chcę się czuć jak ofiara. Bo nie jestem ofiarą!! I nie chcę innych traktować jak ofiary... Własnie, tu chyba mam problem. Boję się swojej stanowczości, bo nie chcę urazić drugiej osoby. Dobra, wiem już o co chodzi smile hahaha Idę ćwiczyć big_smile

13 670

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

zofia282 "Z perspektywy czasu...odejść powinnam wiele lat temu."  Boli mnie w oczy to zdanie wink
Może masz tak jak ja? Moja terapeutka stwierdziła, że za długo się trzymam czegoś, w czym jest mi źle.

Kiedyś byłam bardzo niezależną, odważną dziewczyną. Zgubiłam to, zatraciłam. Owszem wiele rzeczy "uwierało" mnie w małżeństwie (czytaj mężu), ale chciałam być fer. No jak opuścić męża przez długi? CZułam, ze nie mam prawa zostawić go za długi. Przecież przysięgałam na dobre i na złe. CZułam się równie odpowiedzialna. JA tak, on nie, ale o tym dowiedziałam się dużo później.
Jestem z natury tolerancyjną osobą, ale w stosunku do męża zdecydowanie pomyliłam głupotę z tolerancją.
CZy teraz postąpiłabym inaczej. Tak!!! Tylko ja miałam do czynienia z charakteropatą i wiem, że tysiące kobiet, żon takich ludzi, były pod jego wpływem całe lata i wiem z ich historii, że dbali oni o to aby żyły one w nieświadomości, we współuzależnieniu. Uwolniłam się od niego, wyszłam ze współuzależnienia. Więc dziś łatwo mi powiedzieć, tak odeszłabym przy pierwszym naruszeniu zdrowych zasad. Mój mąż bardzo zadbał abym nie rozumiała tego co się wokół dzieje i nie pytaj co to znaczy, bo nie umiem tego wytłumaczyć. Tak czy inaczej zawsze on był fer, ten uczciwy, z zasadami, brzydzący się kłamstwem , nieuczciwością  i taki był w tym autentyczny!
Zapewne w życiu będę bardziej ostrożna i  wyczulona na pewne zachowania. Czy jednak nie dam się kolejnemu charakteropacie złapać  w sidła ? Nie wiem i obym nigdy nie musiała się o tym przekonywać.

13 671 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-15 15:12:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

zofia282 "Z perspektywy czasu...odejść powinnam wiele lat temu."  Boli mnie w oczy to zdanie wink
Może masz tak jak ja? Moja terapeutka stwierdziła, że za długo się trzymam czegoś, w czym jest mi źle.

Kiedyś byłam bardzo niezależną, odważną dziewczyną. Zgubiłam to, zatraciłam. Owszem wiele rzeczy "uwierało" mnie w małżeństwie (czytaj mężu), ale chciałam być fer. No jak opuścić męża przez długi? CZułam, ze nie mam prawa zostawić go za długi. Przecież przysięgałam na dobre i na złe. CZułam się równie odpowiedzialna. JA tak, on nie, ale o tym dowiedziałam się dużo później.
Jestem z natury tolerancyjną osobą, ale w stosunku do męża zdecydowanie pomyliłam głupotę z tolerancją.
CZy teraz postąpiłabym inaczej. Tak!!! Tylko ja miałam do czynienia z charakteropatą i wiem, że tysiące kobiet, żon takich ludzi, były pod jego wpływem całe lata i wiem z ich historii, że dbali oni o to aby żyły one w nieświadomości, we współuzależnieniu. Uwolniłam się od niego, wyszłam ze współuzależnienia. Więc dziś łatwo mi powiedzieć, tak odeszłabym przy pierwszym naruszeniu zdrowych zasad. Mój mąż bardzo zadbał abym nie rozumiała tego co się wokół dzieje i nie pytaj co to znaczy, bo nie umiem tego wytłumaczyć. Tak czy inaczej zawsze on był fer, ten uczciwy, z zasadami, brzydzący się kłamstwem , nieuczciwością  i taki był w tym autentyczny!
Zapewne w życiu będę bardziej ostrożna i  wyczulona na pewne zachowania. Czy jednak nie dam się kolejnemu charakteropacie złapać  w sidła ? Nie wiem i obym nigdy nie musiała się o tym przekonywać.

Kochana, jesteś silną kobietą. Nie krzywdź już siebie wspomnieniami i wracaniem do tego co było, dlaczego było tak a nie inaczej. Wiem, że taki etap pojawia się w naszym życiu. Może to etap żalu, może złości? Ale wiem też, że fajnie jest się pogodzić z tym co było i spojrzeć na siebie jako na wartościową kobietę, która ma prawo popełniać błędy i może je naprawić. Jestem przekonana, że już nigdy nie dasz się złapać charakteropacie! Ty?! Nie ma mowy!!

Cytując wcześniej Twoje zdanie, miałam na myśli słowa Wielokropka. Mam nadzieję,że nie jest to wbrew jakichkolwiek zasadom, jeśli zacytuję tutaj słowa Wielokropka, które dotyczyły innej wypowiedzi, ale słowa POWINNAM:
"Nie, nie uważam, że cokolwiek powinnaś.
W ogóle to słowo "powinno się" ze wszelkimi odmianami wykreśliłam ze swojego słownika. Wykreśliłam, gdyż jest szkodliwe, wpędza w poczucie winy, prowokuje do usprawiedliwiania się, tłumaczenia."

Jezeli o mnie chodzi, to dla mnie liczysz się dzisiaj. Widzę w Tobie cudowną, wartościową osbę, która pomimo kłód rzucanych pod jej nogi, z dumą podniosła się i osiągnęła życiowy sukces!!

13 672

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I dla wszystkich KKZB, nie zakochujcie się, gdy jest Wam z jakiegoś powodu smutno!!!

13 673

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj mam dzień WWWRRRRYYYY... Zagryzłabym kazdego kto się nawinie. Powód? Moje stanowcze wyrażanie mysli nie są tak stanowcze jak bym tego chciała. Zaczynam więc ćwiczyć przed lustrem smile hahaha Właśnie będę mówić mojemu szefowi (a właściwie do lustra narazie), że nie zostanę dziś dłużej w pracy smile

Nie chcę, żeby ludzie odbierali mnie jako ofiarę, nie chcę być traktowana jak ofiara i nie chcę się czuć jak ofiara. Bo nie jestem ofiarą!! I nie chcę innych traktować jak ofiary... Własnie, tu chyba mam problem. Boję się swojej stanowczości, bo nie chcę urazić drugiej osoby. Dobra, wiem już o co chodzi smile hahaha Idę ćwiczyć big_smile

Zbyt dużo empatii w Tobie, a niektórzy nie mają jej wcale.

13 674

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

I dla wszystkich KKZB, nie zakochujcie się, gdy jest Wam z jakiegoś powodu smutno!!!

pijąc na smutno można wpaśc w alkoholizm.

13 675

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Kochana, gdzie ten Twój terapeuta jest dostępny?
I chciałam zapytać jakie książki czytałaś?
Kurcze nie zawsze jestem tutaj dostępna.
Ile dam radę będę smile

Jezeli czytalas moj pierwszy post to wiesz gdzie mieszkam.
Czytalam duzo ksiazek o karaluchach i sczczerze mowiac nie polecam z perspektywy czasu. Moge Ci strescic jednym zdaniem: Ten typ tak ma i sie nie zmieni - dla nikogo! Jak to zaakceptujesz to bedzie latwiej. To tak samo jak zaakceptujesz, ze krowa nie ma skrzydel ( no chyba, ze po lsd ) smile
Przeczytalam ksiazki o kobietach kochajacych za bardzo itp. Czytam regularnie blogi Maji i Walkiry. Bardzo silne kobiety!
Wiesz ja na terapi nie dostalam diagnozy ze jestem kochajaca za bardzo, bo to nie jest wazne jak to zwa.
Mr. Julian mowil do mnie: "och ty biedna sierotka Marysia, o ty moja Zosia samosia, oj ty naiwna dziewczynko" a na koniec jak sie spytalam kim ja jestem powiedzial mi, ze "kobieta ktora szuka swojego wlasciciela". Bylam zbulwersowana.
Dopiero latem w tym roku przeczytalam ksiazke o kobietach kochajacych za bardzo i zrozumialam, ze to ja.

Wiesz zdalam sobie tez sprawe dopiero wczoraj po komentarzach mojego posta przez Miriam, ktora swierdzila ze, "Zdrada i rozpad związku zawsze nierozerwalnie wiąże się ze stratą. Stratą nie tyle osoby, która zdradziła, co poczucia własnej wartości...."
I wlasnie tak sie czulam po odejsciu poteflona  Staracilam poczucie wlasnej wartosci!!!!!!
I mogli mi ludzie mowic jak to ja jestem wartosciowa ale ja tego nie czulam. Bylam dla mnie bezwartosciowa  Zaczelam sie niszczyc. Samodestrukcja samej siebie!!!!!!!!!!!!!!!!
To chyba najwazniejsze o czym powinnismy wiedziec!!! Utrata poczucia wlasnej wartosci moze doprowadzic nas moze do samodestrukcji!!!!

Napisze jeszcze o Mr.Julian smile Pamietam jak mowilam jemu, ze moj byly to narcysta (bo ja to sama w internecie zdjagnozowalam). A on na to: No to taki paw, trzeba go ciagle podziwiac jak nastroszy piorka smile Kolorowy na zewnarz pusty w srodku smile. A ja swoje...Nie on jest inteligetny i madry i ma super prace (dyrektor w centrum finansowym na wyspie), bo on potrafi wszystkich oczarowac i kazdy go lubi itd. Wiesz jak sie Mr. Julian wkurzyl na mnie. Powiedzial mi, ze jego takie osoby nie oczarowalyby, bo cytuje " Ja jestem jak lesnik, stary doswiadczony lesnik( Mr. Julian ma 62 lata) i ja znam wszystkie zwierzatka w lesie".
Na moje pytanie dlaczego mi sie taki "przytrafil" odpowiedzial Mr. Julian, "Bo ty jestes taki kwiatuszek a na kwiatuszkach to i pszczolka usiadzie, baczek, konska mucha a i czasami motylek".

Hm kwiatuszku o motylkach sobie poczytaj smile

13 676

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Kochana, gdzie ten Twój terapeuta jest dostępny?
I chciałam zapytać jakie książki czytałaś?
Kurcze nie zawsze jestem tutaj dostępna.
Ile dam radę będę smile

Jezeli czytalas moj pierwszy post to wiesz gdzie mieszkam.
Czytalam duzo ksiazek o karaluchach i sczczerze mowiac nie polecam z perspektywy czasu. Moge Ci strescic jednym zdaniem: Ten typ tak ma i sie nie zmieni - dla nikogo! Jak to zaakceptujesz to bedzie latwiej. To tak samo jak zaakceptujesz, ze krowa nie ma skrzydel ( no chyba, ze po lsd ) smile
Przeczytalam ksiazki o kobietach kochajacych za bardzo itp. Czytam regularnie blogi Maji i Walkiry. Bardzo silne kobiety!
Wiesz ja na terapi nie dostalam diagnozy ze jestem kochajaca za bardzo, bo to nie jest wazne jak to zwa.
Mr. Julian mowil do mnie: "och ty biedna sierotka Marysia, o ty moja Zosia samosia, oj ty naiwna dziewczynko" a na koniec jak sie spytalam kim ja jestem powiedzial mi, ze "kobieta ktora szuka swojego wlasciciela". Bylam zbulwersowana.
Dopiero latem w tym roku przeczytalam ksiazke o kobietach kochajacych za bardzo i zrozumialam, ze to ja.

Wiesz zdalam sobie tez sprawe dopiero wczoraj po komentarzach mojego posta przez Miriam, ktora swierdzila ze, "Zdrada i rozpad związku zawsze nierozerwalnie wiąże się ze stratą. Stratą nie tyle osoby, która zdradziła, co poczucia własnej wartości...."
I wlasnie tak sie czulam po odejsciu poteflona  Staracilam poczucie wlasnej wartosci!!!!!!
I mogli mi ludzie mowic jak to ja jestem wartosciowa ale ja tego nie czulam. Bylam dla mnie bezwartosciowa  Zaczelam sie niszczyc. Samodestrukcja samej siebie!!!!!!!!!!!!!!!!
To chyba najwazniejsze o czym powinnismy wiedziec!!! Utrata poczucia wlasnej wartosci moze doprowadzic nas moze do samodestrukcji!!!!

Napisze jeszcze o Mr.Julian smile Pamietam jak mowilam jemu, ze moj byly to narcysta (bo ja to sama w internecie zdjagnozowalam). A on na to: No to taki paw, trzeba go ciagle podziwiac jak nastroszy piorka smile Kolorowy na zewnarz pusty w srodku smile. A ja swoje...Nie on jest inteligetny i madry i ma super prace (dyrektor w centrum finansowym na wyspie), bo on potrafi wszystkich oczarowac i kazdy go lubi itd. Wiesz jak sie Mr. Julian wkurzyl na mnie. Powiedzial mi, ze jego takie osoby nie oczarowalyby, bo cytuje " Ja jestem jak lesnik, stary doswiadczony lesnik( Mr. Julian ma 62 lata) i ja znam wszystkie zwierzatka w lesie".
Na moje pytanie dlaczego mi sie taki "przytrafil" odpowiedzial Mr. Julian, "Bo ty jestes taki kwiatuszek a na kwiatuszkach to i pszczolka usiadzie, baczek, konska mucha a i czasami motylek".

Hm kwiatuszku o motylkach sobie poczytaj smile

Czarodziejka no smile
Tak pamiętam gdzie mieszkasz.
Ok nie czytam.
Ten mój nie żada...chociaż on za wszystko chce nagrody.
Ale ja raczej kochająca za bardzo to nie jestem. Trafiłam przez przypadek, a jestem gdzie jestem, bo nie bardzp mam gdzie.

13 677

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:

zofia282 juz rok temu  zapoznalam sie z Twoja historia. Czy mozesz mi przyblizyc ile czasu meczylas sie w swoim  nieszczesnym malzenstwie i ile czasu dojrzewalas do decyzji o rozwodzie? No i w koncu, ile czasu zajelo Ci dojscie do siebie po wszystkim?

Moje małżeństwo trwało 26 lat.Pierwsze 3 lata było ok., ale były już i wtedy pewne symptomy, jeszcze bardzo delikatne. Po kilku latach małżeństwa zadłużył nas na kilka setek tysięcy. Wiedziałam też o różnych przelotnych romansach...jeden był poważny. Odszedł. Wrócił po kilkunastu godzinach. Ucieszyłam się, wiedziałam , że z długami, bez mieszkania, pracy, nie dam sobie z dziećmi sama rady. Długo nie mogłam pogodzić się z sytuacją tzn, świadomością zdrady, tej finansowej również.
Długów mieliśmy coraz więcej, ale o każdym dowiadywałam się od komornika, wierzyciela. Od 2006 roku mąż stawał się coraz bardziej arogancki. Nigdy nie zajmował się synami a im oni byli starsi tym ostrzej ich traktował. Od 2008 doszły awantury po alkoholu oraz na trzeźwo uprawiana przemoc psychiczna. Wiedziałam, że kolejny romans trwa kilka lat.Nie chciał rozstania (znowu ja nie podjęłam decyzji, czekałam na jego) Życie stało się koszmarem.
Odejść chciałam wiele razy. Nigdy w związku z jego długami. Owszem długi nie pozwalały mi spokojnie spać, ale uznawałam, że będąc razem damy radę je spłacić, no i jestem za nie również odpowiedzialna.  Kochanki także umiałam "wybaczyć".
Wybaczyć nie mogłam jego zachowań, podejmowania samodzielnych decyzji, istotnych dla całej rodziny i kłamstw. Nie pamiętam kiedy pierwszy raz mówiłam o rozstaniu, pamiętam jednak, że od 2006 dawał wiele powodów do takiej decyzji. Tylko ja tak na prawdę, z ręką na sercu to czekałam aż on tą decyzje podejmie. Mówiłam rozejdźmy się, a nie, odchodzę od Ciebie. Kochałam męża, dawałam cały czas nam szanse.. Pod koniec 2010 roku miałam dosyć wszystkiego. Sięgnęłam swojego dna. Podjęłam próbę samobójczą. Uratowała mi życie mama. Wracałam do zdrowia. Już nie kochałam męża. Już głośno mówiłam, " nie mogę z tobą być, czuję, że jesteś dla mnie zagrożeniem" . On nie reagował na te słowa, zero odpowiedzi. Zaczęłam odczuwać, że jest ze mną z jakiegoś powodu i nie jest to na pewno miłość. Kolejna awanturę pijacką zrobił mi po trzech tygodniach od wyjścia ze szpitala. Rozliczał, obrażał, poniżał, walił pięścią w stół.....ale i płakał...z poczucia niedowartościowania. Kiedy powiedział, "trzeba było zrobić to skutecznie" zrozumiałam wszystko. Do tego momentu myślałam o udowodnieniu mu kochanki, od tej chwili chciałam dowiedzieć się jaki los mi zaplanował. Kiedy złapałam go na kontakcie z kochanką już więcej niczego nie chciałam. Tego, że chciał mojej śmierci byłam pewna. To był koniec.  Wyrzuciłam go z domu w marcu 2011r.
Wiedziałam, że ten człowiek, jest mi już obcy i nie kocham go. Tęskniłam za tym, ze swojej wyobraźni. Za tym miłym, dobrym, tęskniłam bardzo i to kilka miesięcy.
Rozwód dostałam w marcu 2012r.z orzeczeniem jego winy. Od tego momentu było już z górki smile Świadomość, że inni również dopatrzyli się jego winy, była dla mnie istotna. Mogłam wykrzyczeć byłemu już mężowi, że racji nie miałeś oskarżając mnie za całe zło świata, a to co mi robiłeś, to zwykła przemoc psychiczna.
DZieci już po naszym rozstaniu pytały mnie, czemu nie wzywałaś na niego policji, czy on na pewno do nas nie wróci, a jak przyjdzie to czy możemy go nie wpuścić. To wtedy zdałam sobie sprawę, że z uwagi chociażby na dzieci, rozstać powinnam się z nim dawno.
Z perspektywy czasu...odejść powinnam wiele lat temu. Odeszłam kiedy odeszłam i wiem, że uratowałam swoje dzieci, ich przyszłość i bezpieczeństwo. Wiem, że otworzyłby na nich firmy ( na siebie zrobić tego nie mógł) i zarządzał tak jak wszystkimi do tej pory. Zadłużyłby jednego, więc aby ratować syna starszego powstałaby firma kolejna, na syna młodszego. DZieciaki na starcie miałyby na sobie ogromne długi i wiem co mówię i mam na to dowody, bo ten proces już trwał. Udało mi się to zatrzymać.
Oczywiście długo nie byłam świadoma cech męża i celów jakie mu przyświecają. Od ponad roku wiem co potrafi charakteropata i jakim jest człowiekiem. Odejście od niego było najlepszą moją życiową decyzją. Może i dzięki temu żyję.
Był czas, że awersję miałam do całej męskiej populacji. To też już za mną. Z byłym mężem umiem już rozmawiać. Jestem świadoma jego cech i pragnień i wiem jak z nim postępować. DZieci postrzegają go jako kłamcę obiecywacza. Wiedzą, że nigdy nie mogą na niego liczyć. A ja ?Cieszę się, że uciekłam od zboka. Tak właśnie dzisiaj go postrzegam.
  Już podniosłam się. Może jeszcze chwilami chwieję się, ale dołów już nie zaliczam. Znowu jestem wesołą , uśmiechnięta kobietą. Wiem czego chcę, co lubię i głośno umiem sprzeciwiać się. Stawiam granicę, których nikt nie ma prawa przekroczyć. Umiem ich bronić. Umiem być asertywna. Umiem być szczęśliwa. Odnowiłam znajomości. Zaprzyjaźniłam się ze swoimi dziećmi i ich znajomi mnie szanują i lubią. Stałam się innym człowiekiem smile smile smile

Och zofio, szczeze Ci wspolczuje tych wszystkich przezyc. Moj "jeszcze-maz" jak na razie az tak nie zaszalal. No ale tym lepiej dla mnie, ze juz teraz wiem w jakim jestem polozeniu, a nie po 26 latach malzenstwa. Szkoda, ze Tobie nie udalo sie wczesniej od niego oderwac. Ilez zaoszczedzilabys sobie i dzieciom nerwow i smutkow. Z drugiej strony lepiej pozniej niz wcale, bo co maja powiedziec te kobiety, ktore nigdy nie dowiaduja sie o tym kim tak naprawde sa ich mezowie i tkwia w takich zwiazkach do konca zycia, co wiecej- myslac, ze to one sa wszystkimu winne sad...

I niestety tak jak Ty, ja tez nie potrafie jeszcze podjac decyzji o rozwodzie. Bo wtedy sa 3 wyjscia:
1) da mi rozwod bez mrugniecia okiem i wtedy bede juz na bank pewna, ze mnie nie kocha (i pewnie nigdy nie kochal) i boje sie tego, ze bede musiala przyznac przed sama soba, ze zylam w klamstwie, a mialo byc "i nie opuszcze Ci az do smierci", "na dobra i na zle" itd...
2) da mi rozwod, bo duma mu nie pozwoli inaczej, a pozniej bedzie probowal wrocic kolejny raz
3) opamieta sie i bedzie probowal wszystko odkrecic...

Boje sie, ze ta najgorsza prawda (czytaj punkt "1") okaze sie jedyna prawda sad I pewnie jeszcze troche pozwlekam, az sama w nia uwierza. Na razie jest to zbyt swierze, raptem pare tygodni. Potrzebuje czasu, na oswojenie sie z Ta sytuacja. Mam nadzieje, ze nie bedzie to rok (jak sobie zalozylam- jezeli przez ten czas nic sie nie zmieni, to wniose pozew do sadu), ze uda mi sie wczesniej dojrzec do tej trudnej dla mnie decyzji. Decyzji, w ktorej bede musiala zaakceptowac klamstwo.

13 678

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

"Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."

Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.

Nie chce stawac prawdzie prosto w oczy, choc wiem, ze taka wlasnie ona jest.
Nie chce osiagac mojego prywatnego dna!

Pochodze z rodziny gdzie to mama jest glowa rodziny. To ona podejmuje decyzje. Mimo to jednak swietnie sie dogaduje z ojcem. Ja z kolei zawsze bylam bardzo silna. Faceci sie mnie bali i omijali wielkim lukiem. Jak cos sobie upatrzylam to musialam to miec i to bez znaczenia czy to bylo skonczenie studiow, czy facet i jakas rzecz itd. Musialo byc moje. I nie wiem jak to sie stalo, ze zostalam tak ubezwlasnowolniona. W sumie to ja sobie upatrzylam mojego obecnego meza i powiedzialam sobie ze bedzie moj i tak sie stalo. Nie chce przyjac porazki. Nie chce sie do niej przyznac.
Z drugiej strony wiem, ze jak podejme decyzje o rozwodzie, to bedzie ona nieodwolalna, bo bedzie to wtedy to czego chce, a ja musze miec to czego chce...

A teraz z innej bajki. Znowu sie wkurzylam. Napisalam do niego maila, bo po odeslaniu mu jego karty sim, okazalo sie, ze nie mam na telefonie jednego dosc istotnego dla mnie numeru (najwyrazniej przez pomylke zapisalam na sim a nie na aparacie telefonicznym) no i ten doopek nie raczy mi odpisac, bo ja mu przez 5 dni nie odpisywalam na jego maila sad I znowu chodze wkurzona. Chyba przestane utrzymywac z nim jakikolwiek kontakt.

P.S. Nie widzial dzieci od 2 tygodni- nawet sie o nie nie zapyta...

Pozwole sie wtracic smile
Wielokropek namawiala Cie do uczciwosci wobec siebie samej. To jest chyba ta najbolesniejsza prawda, ktora chcemy ukryc!
My kobiety KKKZ nie jestesmy uczciwe wobec siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O Boze jak ja sie balam tej uczciwosci. Koncentrowalam sie tylko na problemach poteflona i innych ludzi. Swoich problemow nie widzialm. Tak naprawde to wiedzialam ale nie byly dla mnie wazne.
Ja nie widzialam, ze mam ogromny problem. Problem mial tylko poteflon!
Powiedz dlaczego "musisz" miec zawsze co chcesz? A wiesz co chcesz? Moze zrob sobie liste: Co ja chce!
Wykorzystaj czas bez twojego poteflona dla siebie! Dlaczego wymagasz od niego rzeczy, ktorych nie moze Ci dac? Dobrze wiesz, jaki jest a te osobniki sie nie zmieniaja, chocbys na glowie stanela smile
Przyjmij lepiej do wiadomosci, ze nic dobrego z jego strony Cie nie spotka. Uwiez mi, latwiej jest zyc z ta wiadomoscia !

Tak jak juz pisalam HM. Z poteflonami sie nie dyskutuje, nie wymaga, nie narzeka. Zaoszczedzisz sobie kupe nerwow, jak to zaakceptujesz.
Przeciesz jak znajdziesz w domu karalucha to nie malujesz go kolorowo i mowisz, ze to motylek. Tylko zakladasz ciezsze obuwie i po nim. Tak samo z poteflonami. Karaluchy to nie piekne motylki smile
Nie wiem czy sie zgodzisz, ale uczciwosc samej sobie to zaakceptowanie, ze karaluchy nie sa motylami!!!!! Jak to. to ja bylam z karaluchem? Tak bylam choc staralam sie widziec motylka smile
Duzo sily i madrosci zycze Tobie.

Oj magnolio te Twoje kolorowe karaluchy to mi sie dzisiaj w nocy snily big_smile

Widzisz. Ja sobie tak bede tutaj jeczec i narzekac, az w koncu wam sie znudze i mnie olejecie wink

Coz, boje sie prawdy, bardzo! Nie bardzo- ja sie boje strasznie, straszecznie!!!

Jestem w tej komfortowej/niekomfortowej sytuacji, ze nie mieszkam razem z "jeszcze-mezem" i nie rozmawiamy ze soba od jakichs 2 tygodni... O dzieci tez nie pyta i nie dzwoni do nich (starsza corka ma swoj telefon komorkowy i zeby nie bylo- aktywna karte sim). Jest obrazony na caly swiat. Bo przeciez powinnam (jak to do tychczas bywalo) zabiegac o jego zainteresowanie, a nie puszczam pary z ust. Co wiecej nie wyslalam mu nawet mojego nowego numeru telefonu. Wiem, ze jest coraz bardziej przez sytuacje, ktora jest nie po jego mysli wkurzony na mnie, bo ale ja sobie obiecalam, ze nie zrobie nic.
Wiem, ze to pewnie wydaje Ci sie smieszne, ze tak tkwiem w tym moim "nic nie robieniu", ale to jest naprawde duzy postep...
Ech, jak ja bym chciala miec te wszystkie etapy juz za soba. Jak bardzo chcialabym, aby zniknal gdzies raz na zawsze, aby porawali go kosmici, czy cokolwiek innego. Jakze latwiej by mi przyszlo "uzdrowienie". A tu bedzie (pewnie z pelna premedytacja) zjawiac sie w moim zyciu jak grom z jasnego nieba, bo przeciez mamy dzieci...

P.S. Plan jest taki, ze z kumplami (najlepsiejszymi) ide w sobote (mam nadal studia zaoczne) na impreze. Chlopaki zadbaja abym sie nie nudzila i nie siedziala z nosem na kwintel.

13 679 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-15 21:04:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Kochana, gdzie ten Twój terapeuta jest dostępny?
I chciałam zapytać jakie książki czytałaś?
Kurcze nie zawsze jestem tutaj dostępna.
Ile dam radę będę smile

Jezeli czytalas moj pierwszy post to wiesz gdzie mieszkam.
Czytalam duzo ksiazek o karaluchach i sczczerze mowiac nie polecam z perspektywy czasu. Moge Ci strescic jednym zdaniem: Ten typ tak ma i sie nie zmieni - dla nikogo! Jak to zaakceptujesz to bedzie latwiej. To tak samo jak zaakceptujesz, ze krowa nie ma skrzydel ( no chyba, ze po lsd ) smile
Przeczytalam ksiazki o kobietach kochajacych za bardzo itp. Czytam regularnie blogi Maji i Walkiry. Bardzo silne kobiety!
Wiesz ja na terapi nie dostalam diagnozy ze jestem kochajaca za bardzo, bo to nie jest wazne jak to zwa.
Mr. Julian mowil do mnie: "och ty biedna sierotka Marysia, o ty moja Zosia samosia, oj ty naiwna dziewczynko" a na koniec jak sie spytalam kim ja jestem powiedzial mi, ze "kobieta ktora szuka swojego wlasciciela". Bylam zbulwersowana.
Dopiero latem w tym roku przeczytalam ksiazke o kobietach kochajacych za bardzo i zrozumialam, ze to ja.

Wiesz zdalam sobie tez sprawe dopiero wczoraj po komentarzach mojego posta przez Miriam, ktora swierdzila ze, "Zdrada i rozpad związku zawsze nierozerwalnie wiąże się ze stratą. Stratą nie tyle osoby, która zdradziła, co poczucia własnej wartości...."
I wlasnie tak sie czulam po odejsciu poteflona  Staracilam poczucie wlasnej wartosci!!!!!!
I mogli mi ludzie mowic jak to ja jestem wartosciowa ale ja tego nie czulam. Bylam dla mnie bezwartosciowa  Zaczelam sie niszczyc. Samodestrukcja samej siebie!!!!!!!!!!!!!!!!
To chyba najwazniejsze o czym powinnismy wiedziec!!! Utrata poczucia wlasnej wartosci moze doprowadzic nas moze do samodestrukcji!!!!

Napisze jeszcze o Mr.Julian smile Pamietam jak mowilam jemu, ze moj byly to narcysta (bo ja to sama w internecie zdjagnozowalam). A on na to: No to taki paw, trzeba go ciagle podziwiac jak nastroszy piorka smile Kolorowy na zewnarz pusty w srodku smile. A ja swoje...Nie on jest inteligetny i madry i ma super prace (dyrektor w centrum finansowym na wyspie), bo on potrafi wszystkich oczarowac i kazdy go lubi itd. Wiesz jak sie Mr. Julian wkurzyl na mnie. Powiedzial mi, ze jego takie osoby nie oczarowalyby, bo cytuje " Ja jestem jak lesnik, stary doswiadczony lesnik( Mr. Julian ma 62 lata) i ja znam wszystkie zwierzatka w lesie".
Na moje pytanie dlaczego mi sie taki "przytrafil" odpowiedzial Mr. Julian, "Bo ty jestes taki kwiatuszek a na kwiatuszkach to i pszczolka usiadzie, baczek, konska mucha a i czasami motylek".

Hm kwiatuszku o motylkach sobie poczytaj smile

Czarodziejka no smile
Tak pamiętam gdzie mieszkasz.
Ok nie czytam.
Ten mój nie żada...chociaż on za wszystko chce nagrody.
Ale ja raczej kochająca za bardzo to nie jestem. Trafiłam przez przypadek, a jestem gdzie jestem, bo nie bardzp mam gdzie.

Wiesz Hm nic sie nie dzieje przez przypadek!!!! A ja Ci powiem, ze jestes "Kobieta, ktora szuka swojego wlasciciela". I nie zmienie zdania!!!! A wiesz dlaczego? Bo Ty ciagle swoje...."Ten mój nie żada...chociaż on za wszystko chce nagrody." On to on tamto a Ty gdzie Ty?..... Ksiazke o kobietach kochajacych za bardzo moge Ci wyslac albo znajdz na chomiku
Poczytamy pogadamy smile
Wiesz co? Ja poszlam sie wczoraj i dzisiaj "lajdaczyc" na inne watki. Dlaczego bo musze sie zajac pewnymi sprawami, ktore sa bardzo dla mnie wazne a boje sie w ogole zaczynac i zajmuje sie innymi rzeczami tylko nie tym.
To samo u Ciebie! Piszesz na wielu watkach, dajesz super rady innym a co z Toba?
Radzenie i pomaganie innym  a nie zajmowanie sie soba to objawy KKZB.

Przeczytaj cala strone ale uwaznie i sprobuj wyciagnac wnioski dla Ciebie.
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=37714&p=89

13 680 Ostatnio edytowany przez tbr (2012-11-15 18:22:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
tbr napisał/a:

Ja chyba też kocham za bardzo, w dodatku to o tyle przykre że nieodwzajemnione smile
U mnie to się wzięło z chłodu w domu rodzinnym... Znaczy, nie było to tak że rodzice mnie nie kochali czy coś, ale chyba nigdy nie doświadczyłam takiej domowej miłości i ciepełka. Nigdy mi niczego nie brakowało, owszem, ale też nigdy nie liczyłam na wsparcie, no bo skoro miałam wszystko materialne, to już dość. Mój ojciec to człowiek dobry, ale żyjący w swoim własnym świecie własnych hobby, mama to znerwicowana choleryczka i nie przebiera w słowach, wydzierając się na kogoś. Oj nasłuchałam się wyzwisk gdy byłam grubsza... Właściwie do tej pory słucham, jaką po*ebaną pi*dą jestem, ile razy wrócę do domu smile
No i wiecie, to jest dla dziecka jednak najbardziej niszczące. Taki brak ciepła w domu. Od dzieciństwa zamykałam się na ludzi, bo miałam wrażenie, że wszyscy mnie nienawidzę. Do dzisiaj jestem całkowicie skrzywiona na punkcie polegania na kimś i czasem robię się okropna w swojej zaborczości smile Bardzo chciałabym, żeby w końcu komuś na mnie zależało, ale wciąż porażki... Opisałam to dokładniej we własnym wątku.

I tak o to ze mną jest wink Mam w sobie dużo miłości, tylko coraz częściej sobie myślę, że nikt jej nie chce wink

Potrzeba Ci przyjaciela.

W tym calutki problem, że w moim najlepszym się zakochałam, a on, choć bardzo mu na mnie zależy i wspólnie masę przeszliśmy, mnie nie chce jako kobiety smile Ja zrobiłabym dla niego wszystko... bo właśnie kocham zbyt mocno. A tu przyjdzie kontakty ochłodzić smile

13 681 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-15 19:13:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:

[

Coz, boje sie prawdy, bardzo! Nie bardzo- ja sie boje strasznie, straszecznie!!!

Wiem, ze to pewnie wydaje Ci sie smieszne, ze tak tkwiem w tym moim "nic nie robieniu", ale to jest naprawde duzy postep...
Ech, jak ja bym chciala miec te wszystkie etapy juz za soba. Jak bardzo chcialabym, aby zniknal gdzies raz na zawsze, aby porawali go kosmici, czy cokolwiek innego. Jakze latwiej by mi przyszlo "uzdrowienie". A tu bedzie (pewnie z pelna premedytacja) zjawiac sie w moim zyciu jak grom z jasnego nieba, bo przeciez mamy dzieci...

P.S. Plan jest taki, ze z kumplami (najlepsiejszymi) ide w sobote (mam nadal studia zaoczne) na impreze. Chlopaki zadbaja abym sie nie nudzila i nie siedziala z nosem na kwintel.

Prawde znasz ale ignorujesz.
Mi sie nic smieszne nie wydaje, bo sama jestem KKZB. Nie powinno Cie obchodzic, co innym sie wydaje smieszne a co nie.
Niestety te etapy musisz przejsc i nie ma drogi na skroty sad Nie licz na cud ani na samoistne uzdrowienie. Dluga droga przed Toba i nie bedzie latwo. Zbieraj sily! Ruszysz w droge, kiedy przyjdzie na to czas. Bedziesz to czula.
Chcialas uslyszec na pewno cos innego? sad

Baw sie super na imprezie!

Samych motylkow zycze smile

13 682 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-15 21:25:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tbr napisał/a:

Ja zrobiłabym dla niego wszystko... bo właśnie kocham zbyt mocno. A tu przyjdzie kontakty ochłodzić smile

A co zrobilabys dla siebie? Moze zacznij od przeczytania ksiazki smile Znajdziesz na chomiku smile

?Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz?

13 683 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-15 20:21:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wlasnie znalazlam na blogu Maji

http://mojedwieglowy.blogspot.com/2012/11/prasowka-kobieca-polisa-ubezpieczeniowa.html#more

Ps. Chcialam wkleic tekst ale nie wychodzi sad

13 684

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

I dla wszystkich KKZB, nie zakochujcie się, gdy jest Wam z jakiegoś powodu smutno!!!

pijąc na smutno można wpaśc w alkoholizm.

Całkowita racja!

I dodam,tak jak magnolia73 napisała, żebyś zaczęła czytać o sobie.
Może czas spojrzeć sobie prosto w oczy, przestać walczyć z samą sobą, zastanowić się nad sobą, nie ze złością, nie z litością, ale ze zrozumieniem.
Wiesz, ja gdy na chwilę porzuciłam ten wątek, zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Problemy innych rzuciłam w kąt. Doznałam wtedy olśnienia.
Piszesz, że dużo we mnie empatii. A Ty, nie masz jej za dużo w stosunku do innych? A ile empatii masz w stosunku do siebie?
Kochana, zajmij się wreszcie swoją piękną dupcią wink Może idź na terapię. Masz możliwość w Krakowie iść do Pani Eugenii Herzyk, może skorzystaj z takiej fajnej okazji?
Szkoda życia na smutki smile Buziaki :*

13 685

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj mam dzień WWWRRRRYYYY... Zagryzłabym kazdego kto się nawinie. Powód? Moje stanowcze wyrażanie mysli nie są tak stanowcze jak bym tego chciała. Zaczynam więc ćwiczyć przed lustrem smile hahaha Właśnie będę mówić mojemu szefowi (a właściwie do lustra narazie), że nie zostanę dziś dłużej w pracy smile

Nie chcę, żeby ludzie odbierali mnie jako ofiarę, nie chcę być traktowana jak ofiara i nie chcę się czuć jak ofiara. Bo nie jestem ofiarą!! I nie chcę innych traktować jak ofiary... Własnie, tu chyba mam problem. Boję się swojej stanowczości, bo nie chcę urazić drugiej osoby. Dobra, wiem już o co chodzi smile hahaha Idę ćwiczyć big_smile

Mam cos dla Ciebe!

http://www.terapiaprzezpisanie.blogspot.com/2012/11/mysle-wiec.html#more

13 686 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-15 22:02:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj mam dzień WWWRRRRYYYY... Zagryzłabym kazdego kto się nawinie. Powód? Moje stanowcze wyrażanie mysli nie są tak stanowcze jak bym tego chciała. Zaczynam więc ćwiczyć przed lustrem smile hahaha Właśnie będę mówić mojemu szefowi (a właściwie do lustra narazie), że nie zostanę dziś dłużej w pracy smile

Nie chcę, żeby ludzie odbierali mnie jako ofiarę, nie chcę być traktowana jak ofiara i nie chcę się czuć jak ofiara. Bo nie jestem ofiarą!! I nie chcę innych traktować jak ofiary... Własnie, tu chyba mam problem. Boję się swojej stanowczości, bo nie chcę urazić drugiej osoby. Dobra, wiem już o co chodzi smile hahaha Idę ćwiczyć big_smile

Mam cos dla Ciebe!

I do takiego stanu dążę smile Dzięki.

13 687

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak trzymaj!

13 688

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:

[

Coz, boje sie prawdy, bardzo! Nie bardzo- ja sie boje strasznie, straszecznie!!!

Wiem, ze to pewnie wydaje Ci sie smieszne, ze tak tkwiem w tym moim "nic nie robieniu", ale to jest naprawde duzy postep...
Ech, jak ja bym chciala miec te wszystkie etapy juz za soba. Jak bardzo chcialabym, aby zniknal gdzies raz na zawsze, aby porawali go kosmici, czy cokolwiek innego. Jakze latwiej by mi przyszlo "uzdrowienie". A tu bedzie (pewnie z pelna premedytacja) zjawiac sie w moim zyciu jak grom z jasnego nieba, bo przeciez mamy dzieci...

P.S. Plan jest taki, ze z kumplami (najlepsiejszymi) ide w sobote (mam nadal studia zaoczne) na impreze. Chlopaki zadbaja abym sie nie nudzila i nie siedziala z nosem na kwintel.

Prawde znasz ale ignorujesz.
Mi sie nic smieszne nie wydaje, bo sama jestem KKZB. Nie powinno Cie obchodzic, co innym sie wydaje smieszne a co nie.
Niestety te etapy musisz przejsc i nie ma drogi na skroty sad Nie licz na cud ani na samoistne uzdrowienie. Dluga droga przed Toba i nie bedzie latwo. Zbieraj sily! Ruszysz w droge, kiedy przyjdzie na to czas. Bedziesz to czula.
Chcialas uslyszec na pewno cos innego? sad

Baw sie super na imprezie!

Samych motylkow zycze smile

Pewnie, ze prawde znam, no i to jest jednoznaczne z tym, ze ja ignoruje hmm Generalnie rzecz biorac, zawsze tez mialam gdzies co inni uwazaja na moj temat (pochodze z malej miejscowosci, gdzie ludzie sa "materacami", itd). I magnolio wcale nie oczekuje, ze powiesz mo cos innego. Oczekuje tylko cierpliwosci...

Dzieki, zobaczymy jak bedzie.

Wszystkiego dobrego! big_smile

13 689

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

zofia282 "Z perspektywy czasu...odejść powinnam wiele lat temu."  Boli mnie w oczy to zdanie wink
Może masz tak jak ja? Moja terapeutka stwierdziła, że za długo się trzymam czegoś, w czym jest mi źle.

Kiedyś byłam bardzo niezależną, odważną dziewczyną. Zgubiłam to, zatraciłam. Owszem wiele rzeczy "uwierało" mnie w małżeństwie (czytaj mężu), ale chciałam być fer. No jak opuścić męża przez długi? CZułam, ze nie mam prawa zostawić go za długi. Przecież przysięgałam na dobre i na złe. CZułam się równie odpowiedzialna. JA tak, on nie, ale o tym dowiedziałam się dużo później.
Jestem z natury tolerancyjną osobą, ale w stosunku do męża zdecydowanie pomyliłam głupotę z tolerancją.
CZy teraz postąpiłabym inaczej. Tak!!! Tylko ja miałam do czynienia z charakteropatą i wiem, że tysiące kobiet, żon takich ludzi, były pod jego wpływem całe lata i wiem z ich historii, że dbali oni o to aby żyły one w nieświadomości, we współuzależnieniu. Uwolniłam się od niego, wyszłam ze współuzależnienia. Więc dziś łatwo mi powiedzieć, tak odeszłabym przy pierwszym naruszeniu zdrowych zasad. Mój mąż bardzo zadbał abym nie rozumiała tego co się wokół dzieje i nie pytaj co to znaczy, bo nie umiem tego wytłumaczyć. Tak czy inaczej zawsze on był fer, ten uczciwy, z zasadami, brzydzący się kłamstwem , nieuczciwością  i taki był w tym autentyczny!
Zapewne w życiu będę bardziej ostrożna i  wyczulona na pewne zachowania. Czy jednak nie dam się kolejnemu charakteropacie złapać  w sidła ? Nie wiem i obym nigdy nie musiała się o tym przekonywać.

Kochana, jesteś silną kobietą. Nie krzywdź już siebie wspomnieniami i wracaniem do tego co było, dlaczego było tak a nie inaczej. Wiem, że taki etap pojawia się w naszym życiu. Może to etap żalu, może złości? Ale wiem też, że fajnie jest się pogodzić z tym co było i spojrzeć na siebie jako na wartościową kobietę, która ma prawo popełniać błędy i może je naprawić. Jestem przekonana, że już nigdy nie dasz się złapać charakteropacie! Ty?! Nie ma mowy!!

Cytując wcześniej Twoje zdanie, miałam na myśli słowa Wielokropka. Mam nadzieję,że nie jest to wbrew jakichkolwiek zasadom, jeśli zacytuję tutaj słowa Wielokropka, które dotyczyły innej wypowiedzi, ale słowa POWINNAM:
"Nie, nie uważam, że cokolwiek powinnaś.
W ogóle to słowo "powinno się" ze wszelkimi odmianami wykreśliłam ze swojego słownika. Wykreśliłam, gdyż jest szkodliwe, wpędza w poczucie winy, prowokuje do usprawiedliwiania się, tłumaczenia."

Jezeli o mnie chodzi, to dla mnie liczysz się dzisiaj. Widzę w Tobie cudowną, wartościową osbę, która pomimo kłód rzucanych pod jej nogi, z dumą podniosła się i osiągnęła życiowy sukces!!

Wspomnienia już nie bolą. Już przetrawiłam wszystko co związane było (było!) z moim mężem (byłym mężem), a musiałam przetrawić, by wydalić z siebie winy, powinności, oskarżanie, tłumaczenie się, usprawiedliwianie, rozczarowanie, zdziwienie, niedowierzanie itp. Ten rozdział zamknęłam. Jeśli o tym piszę to ku przestrodze innym.
Nie miałam etapu złości, żalu.
Miałam i mam etap zrozumienia.
Miałam , bo zrozumiałam, wyjaśniłam sama ze sobą jakim człowiekiem był mój mąż i jakim człowiekiem ja się stałam.
Nie lubiłam cech męża(niegospodarności, lekkomyślności, bezwzględności, arogancji), nie lubiłam takiego jakim był naprawdę.
Rozstałam się z nim i mam spokój.
Nie lubiłam też siebie, siebie bezradnej, bezwolnej, żyjącej na kolanach. Wstałam. Zaczęłam szanować się. Polubiłam tą spokojną, uśmiechniętą kobietę, żartującą, dobrze czującą się wśród ludzi. Polubiłam się też za stanowczość, konsekwencję.
Zrozumiałam, ze winą moją było przyzwalanie na takie zachowania.

Żałobę po małżeństwie przeżyłam - temat zamknięty.
Odpowiedziałam sobie na wiele pytań dotyczących eksa i mnie - temat zamknięty.

Nie mogę zamknąć tematu chęci odebrania sobie życia.
Jeszcze nie zamknęłam tego etapu. Próbuję to wyjaśnić, zrozumieć.....
nie rozumiem, jak mogłam chcieć zostawić dzieci, które tak bardzo kochałam, odejść.... 


Powinnam, muszę, należy - wiem smile i nie używam tych słów.
Trudno mi jednak było słowo "powinnam" zastąpić innym, bo jakim ? chciałam? przecież nie chciałam.
Powinnam (:) ) chcieć, ale nie chciałam. smile

Anstawio dzięki za ciepłe słowa.
Sukcesu jeszcze nie osiągnęłam, ale jest on już blisko. Może lada moment chwycę go mocno, mocno jak się tylko da smile
Ale napiszę o tym radosnym wydarzeniu na pewno i to może już wkrótce (za miesiąc ... za dwa )

Ty Anstawio zmieniłaś się bardzo.
Wydoroślałaś.
Nie jesteś już tą małą skarżącą się dziewczynką.
Jesteś dojrzałą kobietą. Wiesz czego chcesz i wiesz jak to osiągnąć.

BRAWO! GRATULUJĘ CI Z CAŁEGO SERCA. smile smile smile

13 690

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:

[

Coz, boje sie prawdy, bardzo! Nie bardzo- ja sie boje strasznie, straszecznie!!!

Wiem, ze to pewnie wydaje Ci sie smieszne, ze tak tkwiem w tym moim "nic nie robieniu", ale to jest naprawde duzy postep...
Ech, jak ja bym chciala miec te wszystkie etapy juz za soba. Jak bardzo chcialabym, aby zniknal gdzies raz na zawsze, aby porawali go kosmici, czy cokolwiek innego. Jakze latwiej by mi przyszlo "uzdrowienie". A tu bedzie (pewnie z pelna premedytacja) zjawiac sie w moim zyciu jak grom z jasnego nieba, bo przeciez mamy dzieci...

P.S. Plan jest taki, ze z kumplami (najlepsiejszymi) ide w sobote (mam nadal studia zaoczne) na impreze. Chlopaki zadbaja abym sie nie nudzila i nie siedziala z nosem na kwintel.

Prawde znasz ale ignorujesz.
Mi sie nic smieszne nie wydaje, bo sama jestem KKZB. Nie powinno Cie obchodzic, co innym sie wydaje smieszne a co nie.
Niestety te etapy musisz przejsc i nie ma drogi na skroty sad Nie licz na cud ani na samoistne uzdrowienie. Dluga droga przed Toba i nie bedzie latwo. Zbieraj sily! Ruszysz w droge, kiedy przyjdzie na to czas. Bedziesz to czula.
Chcialas uslyszec na pewno cos innego? sad

Baw sie super na imprezie!

Samych motylkow zycze smile

Pewnie, ze prawde znam, no i to jest jednoznaczne z tym, ze ja ignoruje hmm Generalnie rzecz biorac, zawsze tez mialam gdzies co inni uwazaja na moj temat (pochodze z malej miejscowosci, gdzie ludzie sa "materacami", itd). I magnolio wcale nie oczekuje, ze powiesz mo cos innego. Oczekuje tylko cierpliwosci...

Dzieki, zobaczymy jak bedzie.

Wszystkiego dobrego! big_smile

O krecic dziewczyno krecisz sad

Ktosik2025 napisał/a:

sa 3 wyjscia:
1) da mi rozwod bez mrugniecia okiem i wtedy bede juz na bank pewna, ze mnie nie kocha (i pewnie nigdy nie kochal) i boje sie tego, ze bede musiala przyznac przed sama soba, ze zylam w klamstwie, a mialo byc "i nie opuszcze Ci az do smierci", "na dobra i na zle" itd...
2) da mi rozwod, bo duma mu nie pozwoli inaczej, a pozniej bedzie probowal wrocic kolejny raz
3) opamieta sie i bedzie probowal wszystko odkrecic...
Boje sie, ze ta najgorsza prawda (czytaj punkt "1") okaze sie jedyna prawda  I pewnie jeszcze troche pozwlekam, az sama w nia uwierza. Na razie jest to zbyt swierze, raptem pare tygodni. Potrzebuje czasu, na oswojenie sie z Ta sytuacja. Mam nadzieje, ze nie bedzie to rok (jak sobie zalozylam- jezeli przez ten czas nic sie nie zmieni, to wniose pozew do sadu), ze uda mi sie wczesniej dojrzec do tej trudnej dla mnie decyzji. Decyzji, w ktorej bede musiala zaakceptowac klamstwo.

"Oczekuje tylko cierpliwosci.." czy to bylo do mnie skierowane? Oczekujesz ode mnie cierpliwosci czy zle zrozumialam?

13 691

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Ty Anstawio zmieniłaś się bardzo.
Wydoroślałaś.
Nie jesteś już tą małą skarżącą się dziewczynką.
Jesteś dojrzałą kobietą. Wiesz czego chcesz i wiesz jak to osiągnąć.

BRAWO! GRATULUJĘ CI Z CAŁEGO SERCA. smile smile smile

Ja tez tak uwazam smile

13 692 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-11-16 02:14:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

"Oczekuje tylko cierpliwosci.." czy to bylo do mnie skierowane? Oczekujesz ode mnie cierpliwosci czy zle zrozumialam?

Tak Magnolio, cierpliwosci od Ciebie i innych forumowiczek. Wiem, ze ludzie przechodzacy te wszystkie jakze fantastyczne fazy nie sa latwi i przyjemni, no ale gdzie mamy sie podziac???

P.S. Co krece???

P.S.S. Udalo mi sie przez ostatnich kilka godzin rozwalic jedno zadanie z mechaniki analitycznej. No wreszcie glowa ruszyla big_smile

13 693

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

"Oczekuje tylko cierpliwosci.." czy to bylo do mnie skierowane? Oczekujesz ode mnie cierpliwosci czy zle zrozumialam?

Tak Magnolio, cierpliwosci od Ciebie i innych forumowiczek. Wiem, ze ludzie przechodzacy te wszystkie jakze fantastyczne fazy nie sa latwi i przyjemni, no ale gdzie mamy sie podziac???
big_smile

Napiaslam Ci 

magnolia73 napisał/a:

Zbieraj sily! Ruszysz w droge, kiedy przyjdzie na to czas. Bedziesz to czula.

Czytaj dziewczyno ze zrozumieniem a nie tylko to co chcesz przeczytac!!!
A co ty krecisz to sama wiesz.

13 694

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:

Och zofio, szczeze Ci wspolczuje tych wszystkich przezyc. Moj "jeszcze-maz" jak na razie az tak nie zaszalal. No ale tym lepiej dla mnie, ze juz teraz wiem w jakim jestem polozeniu, a nie po 26 latach malzenstwa. Szkoda, ze Tobie nie udalo sie wczesniej od niego oderwac. Ilez zaoszczedzilabys sobie i dzieciom nerwow i smutkow. Z drugiej strony lepiej pozniej niz wcale, bo co maja powiedziec te kobiety, ktore nigdy nie dowiaduja sie o tym kim tak naprawde sa ich mezowie i tkwia w takich zwiazkach do konca zycia, co wiecej- myslac, ze to one sa wszystkimu winne sad...

I niestety tak jak Ty, ja tez nie potrafie jeszcze podjac decyzji o rozwodzie. Bo wtedy sa 3 wyjscia:
1) da mi rozwod bez mrugniecia okiem i wtedy bede juz na bank pewna, ze mnie nie kocha (i pewnie nigdy nie kochal) i boje sie tego, ze bede musiala przyznac przed sama soba, ze zylam w klamstwie, a mialo byc "i nie opuszcze Ci az do smierci", "na dobra i na zle" itd...
2) da mi rozwod, bo duma mu nie pozwoli inaczej, a pozniej bedzie probowal wrocic kolejny raz
3) opamieta sie i bedzie probowal wszystko odkrecic...

Boje sie, ze ta najgorsza prawda (czytaj punkt "1") okaze sie jedyna prawda sad I pewnie jeszcze troche pozwlekam, az sama w nia uwierza. Na razie jest to zbyt swierze, raptem pare tygodni. Potrzebuje czasu, na oswojenie sie z Ta sytuacja. Mam nadzieje, ze nie bedzie to rok (jak sobie zalozylam- jezeli przez ten czas nic sie nie zmieni, to wniose pozew do sadu), ze uda mi sie wczesniej dojrzec do tej trudnej dla mnie decyzji. Decyzji, w ktorej bede musiala zaakceptowac klamstwo.

JA już zapomniałam smile Wspomnienia  już mnie nie prześladują. Ja już nawet nie pamiętam emocji jakie mi kiedyś towarzyszyły. Mam w domu spokój i bezpieczeństwo. CZłowiek do dobrego szybko się przyzwyczaja smile Pamiętam o nim w dniu odbierania alimentów, no i od dzieci słyszę, że umówił sie i znowu nawalił. Mam dorosłe dzieci. One muszą same stawić czoła temu problemowi. nie mówię im źle o ojcu. Nie chcę im też robić nadziei na jego słowność wobec nich. Jeśli już rozmawiam z nimi o ojcu, to tylko przedstawiam fakty.

Wyjścia zawsze sa dwa.
- tkwisz w tym związku, bo ci z tym dobrze
-nie dobrze ci z tym, więc w tym związku nie tkwisz
koniec, żadnego innego wyjścia nie ma big_smile
każdy dodatkowy punkt to szukanie dla siebie usprawiedliwienia. Usprawiedliwienia na pozostanie w tym związku.
Twój :
punkt pierwszy - można zgodzić się na rozwód nadal kochając. Gdybym kochała a mąż chciał się rozwieść, na rozwód oczywiście zgodziłabym się.
Do czego potrzebna Ci wiedza czy on cę kocha czy nie, w przypadku kiedy to ty, czujesz się źle w tym związku i nie akceptujesz zachowań męża. Jeśli będziesz miała pewność jego zaangażowania to zaakceptujesz go takim jakim jest ?
punkt drugi - a co Cię zajmować będą próby jego powrotu. TY nie będziesz chciała powrotu, więc razem nie będziecie.
punkt trzeci - ?????? on sie opamięta ? i co będzie odkręcał? Rozwodu nie da się odkręcić. Można ponownie zawrzeć związek małżeński. Myślisz, że on się zmieni? Nie sądzę aby było to możliwe.
Ktosik wszystkie Twoje punkty mówią, niech on mnie kocha, niech o mnie walczy, niech będzie jak w bajce i na zawsze. I nic nie dzieje się z tych rzeczy. Ani na zawsze, ani nie walczy. On spokojnie żyje swoim życiem. Praca, budowa i rodzina jak przyjedzie. Jak nie przyjedzie to tez dobrze. TAka jest prawda o Twoim związku, smutna, ale prawda.
Ja także łudziłam się wiele lat. Okłamywałam samą siebie. Kochałam, szanowałam i uważałam, że on też musi. A on nie kochał i nie szanował i dziś wiem, że miał do tego prawo. Winę za te 26 lat w toksycznym związku ponoszę ja. To za moim przyzwoleniem działo się w tym związku jak się działo. Pozwalałam na to w oczekiwaniu na cud. I stał się smile zmądrzałam. W ciągu 3 minut zakończyłam związek. Bolało ale jednocześnie ulżyło. Tęskniłam, ale tylko za swoją iluzją. TAka jest prawda o moim związku, smutna, ale prawda.
DZisiaj żyję bez iluzji, nie przeżywam więc ROZCZAROWAŃ. MAm czego chciałam- spokojne życie. CZy w pojedynkę jest ono gorsze ? Przeciwnie ! Nie sprzątam codziennie tak jak kiedyś, nie gotuję codziennie obiadów tak jak kiedyś. Wychodzę gdzie chcę, z kim chcę i na ile chcę. Przyjaciół sama sobie wybieram.  Z dziećmi dogaduję się całkiem , całkiem ( jeden jest w wieku buntu a ja prawie tego nie odczuwam)Ubieram się tak jak lubię, fryzury też mogę zmieniać. Ale najważniejszy jest spokój i poczucie bezpieczeństwa.

13 695

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:

P.S. Plan jest taki, ze z kumplami (najlepsiejszymi) ide w sobote (mam nadal studia zaoczne) na impreze. Chlopaki zadbaja abym sie nie nudzila i nie siedziala z nosem na kwintel.

Chłopaki mają zadbać ? To ty musisz zadbać o swoje dobre samopoczucie. Ty musisz chcieć mieć fajny czas. Jeśli Ty tego nie będziesz chciała to i cała armia nic nie zdziała. Korzystaj z chwili, miejsca i towarzystwa. TY ! Nikt za ciebie tego nie zrobi. smile

13 696

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Jezeli czytalas moj pierwszy post to wiesz gdzie mieszkam.
Czytalam duzo ksiazek o karaluchach i sczczerze mowiac nie polecam z perspektywy czasu. Moge Ci strescic jednym zdaniem: Ten typ tak ma i sie nie zmieni - dla nikogo! Jak to zaakceptujesz to bedzie latwiej. To tak samo jak zaakceptujesz, ze krowa nie ma skrzydel ( no chyba, ze po lsd ) smile
Przeczytalam ksiazki o kobietach kochajacych za bardzo itp. Czytam regularnie blogi Maji i Walkiry. Bardzo silne kobiety!
Wiesz ja na terapi nie dostalam diagnozy ze jestem kochajaca za bardzo, bo to nie jest wazne jak to zwa.
Mr. Julian mowil do mnie: "och ty biedna sierotka Marysia, o ty moja Zosia samosia, oj ty naiwna dziewczynko" a na koniec jak sie spytalam kim ja jestem powiedzial mi, ze "kobieta ktora szuka swojego wlasciciela". Bylam zbulwersowana.
Dopiero latem w tym roku przeczytalam ksiazke o kobietach kochajacych za bardzo i zrozumialam, ze to ja.

Wiesz zdalam sobie tez sprawe dopiero wczoraj po komentarzach mojego posta przez Miriam, ktora swierdzila ze, "Zdrada i rozpad związku zawsze nierozerwalnie wiąże się ze stratą. Stratą nie tyle osoby, która zdradziła, co poczucia własnej wartości...."
I wlasnie tak sie czulam po odejsciu poteflona  Staracilam poczucie wlasnej wartosci!!!!!!
I mogli mi ludzie mowic jak to ja jestem wartosciowa ale ja tego nie czulam. Bylam dla mnie bezwartosciowa  Zaczelam sie niszczyc. Samodestrukcja samej siebie!!!!!!!!!!!!!!!!
To chyba najwazniejsze o czym powinnismy wiedziec!!! Utrata poczucia wlasnej wartosci moze doprowadzic nas moze do samodestrukcji!!!!

Napisze jeszcze o Mr.Julian smile Pamietam jak mowilam jemu, ze moj byly to narcysta (bo ja to sama w internecie zdjagnozowalam). A on na to: No to taki paw, trzeba go ciagle podziwiac jak nastroszy piorka smile Kolorowy na zewnarz pusty w srodku smile. A ja swoje...Nie on jest inteligetny i madry i ma super prace (dyrektor w centrum finansowym na wyspie), bo on potrafi wszystkich oczarowac i kazdy go lubi itd. Wiesz jak sie Mr. Julian wkurzyl na mnie. Powiedzial mi, ze jego takie osoby nie oczarowalyby, bo cytuje " Ja jestem jak lesnik, stary doswiadczony lesnik( Mr. Julian ma 62 lata) i ja znam wszystkie zwierzatka w lesie".
Na moje pytanie dlaczego mi sie taki "przytrafil" odpowiedzial Mr. Julian, "Bo ty jestes taki kwiatuszek a na kwiatuszkach to i pszczolka usiadzie, baczek, konska mucha a i czasami motylek".

Hm kwiatuszku o motylkach sobie poczytaj smile

Czarodziejka no smile
Tak pamiętam gdzie mieszkasz.
Ok nie czytam.
Ten mój nie żada...chociaż on za wszystko chce nagrody.
Ale ja raczej kochająca za bardzo to nie jestem. Trafiłam przez przypadek, a jestem gdzie jestem, bo nie bardzp mam gdzie.

Wiesz Hm nic sie nie dzieje przez przypadek!!!! A ja Ci powiem, ze jestes "Kobieta, ktora szuka swojego wlasciciela". I nie zmienie zdania!!!! A wiesz dlaczego? Bo Ty ciagle swoje...."Ten mój nie żada...chociaż on za wszystko chce nagrody." On to on tamto a Ty gdzie Ty?..... Ksiazke o kobietach kochajacych za bardzo moge Ci wyslac albo znajdz na chomiku
Poczytamy pogadamy smile
Wiesz co? Ja poszlam sie wczoraj i dzisiaj "lajdaczyc" na inne watki. Dlaczego bo musze sie zajac pewnymi sprawami, ktore sa bardzo dla mnie wazne a boje sie w ogole zaczynac i zajmuje sie innymi rzeczami tylko nie tym.
To samo u Ciebie! Piszesz na wielu watkach, dajesz super rady innym a co z Toba?
Radzenie i pomaganie innym  a nie zajmowanie sie soba to objawy KKZB.

Przeczytaj cala strone ale uwaznie i sprobuj wyciagnac wnioski dla Ciebie.
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=37714&p=89

ja dam radę.

13 697

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

I dla wszystkich KKZB, nie zakochujcie się, gdy jest Wam z jakiegoś powodu smutno!!!

pijąc na smutno można wpaśc w alkoholizm.

Całkowita racja!

I dodam,tak jak magnolia73 napisała, żebyś zaczęła czytać o sobie.
Może czas spojrzeć sobie prosto w oczy, przestać walczyć z samą sobą, zastanowić się nad sobą, nie ze złością, nie z litością, ale ze zrozumieniem.
Wiesz, ja gdy na chwilę porzuciłam ten wątek, zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Problemy innych rzuciłam w kąt. Doznałam wtedy olśnienia.
Piszesz, że dużo we mnie empatii. A Ty, nie masz jej za dużo w stosunku do innych? A ile empatii masz w stosunku do siebie?
Kochana, zajmij się wreszcie swoją piękną dupcią wink Może idź na terapię. Masz możliwość w Krakowie iść do Pani Eugenii Herzyk, może skorzystaj z takiej fajnej okazji?
Szkoda życia na smutki smile Buziaki :*

dzięki.

13 698

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

ja dam radę.

Zycze Ci z calego serca abys dala rade!!!!

13 699

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Ty Anstawio zmieniłaś się bardzo.
Wydoroślałaś.
Nie jesteś już tą małą skarżącą się dziewczynką.
Jesteś dojrzałą kobietą. Wiesz czego chcesz i wiesz jak to osiągnąć.

BRAWO! GRATULUJĘ CI Z CAŁEGO SERCA. smile smile smile

Ja tez tak uwazam smile

Dzięki dziewczyny.
Temat "zmiana myślenia" przerobiony. Teraz czas na praktykę. Chcę nauczyć się tupać nogą, żeby wszystkie karaluchy uciekły. Bo to prawda, one wyglądają brzydko, może groźnie, ale płochliwe są bardzo.

13 700

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

ja dam radę.

Zycze Ci z calego serca abys dala rade!!!!

Zrobię co w mojej mocy smile

13 701 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-16 19:52:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

[wiedza zerowa w tym temacie i brak doświadczeń, brak wzorca też, ale czy to moja wina?
ja też nie mam wzorca, a chcę inaczej, chcę żeby było ciepło, miło i ze zrozumieniem
i dziecko przede wszystkim chce wychować w szacunku
a na razie to ono widzi jak facet ignoruje kobietę, gdzie ją ma, jak ważne są dla niego jej słowa
bo on wcale nie słucha
mówię, nie mam wsparcie, nie czuję nic, nie wiem nic, nic nie mówisz, niczego nie pokazujesz, ja nawet nie mam prawa czuć co czuję, bo on mówi, że wymyślam i zdziwiam. wie lepiej?

Skopiowalam to z innego watku bo juz sie nie "lajdacze" po watkach tylko czytalam Twoje posty smile

Wiecz Hm...zastanawialam sie co to za skrot. Moze od imienia i nazwiska albo hm....zaczynamy zdanie jak zastanawiamy sie nad czyms albo hm... zaczynamy zdanie jak nie wiemy co powiedziec.
Moj nick to kwiat i rok mojego urodzenia. Magnolia jest dla mnie najladniejszym kwiatem na swiecie smile Ten kwiat rosnie na drzewie i zeby go zobaczyc trzeba podniesc glowe. Magnolia kwitnie raz w roku (u moich rodzicow 2 razy w roku) a  kwiatkami mozna nacieszyc sie tylko tydzien.
Zofia (Asia o ile dobrze pamietam) napisala dlaczego wybrala swoj nik Zofia282. Siadla do komputera i tak automatycznie Wpisala swoj ncik. Podswiadomosc?

Na forach uzywamy nickow bo chcemy byc incognito. Juz po kilku postach i po nicku mozna powiedziec czy ta osobe sie lubi czy nie. Mozna tez wyczuc czy ktos zmysla czy nie. Czemu w realnym zyciu tego nie widzimy?

Ja lubie "obrazkowe, symboliczne myslenie i mowe" Jest mi latwiej zrozumiec niektore sprawy. Szczegolnie w ciezkich chwilach nie jestesmy w stanie skupic sie na dlugich wywodach albo skomplikowanych stwierdzeniach i symbole nam w tym bardzo pomagaja. Taka lopatologia smile
Twoje posty sa bardzo krotkie. Bardzo duzo postow piszesz ale bardzo krotkich.
Mr. Julian mowil mi, ze jest lesnikiem, ktory zna swoje zwierzatka w lesie i wie czego po jakim zwierzatku sie spodziewac.
Hm czego mozesz sie po karaluchu spodziewac?
A Ty Hm jestes na  razie szara myszka? Czego mozna sie po szarej myszce spodziewac?

Nie odpisuj mi na moj post!!! Pomysl nad tym!

http://www.terapiaprzezpisanie.blogspot.com/2012/11/zapchajdziura.html

Sciskam mocno i zycze spokojnego weekendu smile

13 702

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nick, sygnatura, avatar- można z nich dużo wyczytać czasami o drugiej osobie. Tak samo gesty, mowa ciała itp
Ja na przykład, pomimo swojego stanowczego tonu, garbię się lub wzruszam ramionami. A gdybym stanęła prosto i powiedziała wyraźnie NIE, to druga osoba nic by już nie powiedziała big_smile

13 703 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-11-16 14:45:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nick, sygnatura, avatar- można z nich dużo wyczytać czasami o drugiej osobie. Tak samo gesty, mowa ciała itp
Ja na przykład, pomimo swojego stanowczego tonu, garbię się lub wzruszam ramionami. A gdybym stanęła prosto i powiedziała wyraźnie NIE, to druga osoba nic by już nie powiedziała big_smile

wink
Mój nick wpisałamspontanicznie, wpisałam po prostu, bez zastanowienia.

13 704

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nick, sygnatura, avatar- można z nich dużo wyczytać czasami o drugiej osobie. Tak samo gesty, mowa ciała itp
Ja na przykład, pomimo swojego stanowczego tonu, garbię się lub wzruszam ramionami. A gdybym stanęła prosto i powiedziała wyraźnie NIE, to druga osoba nic by już nie powiedziała big_smile

wink
Mój nick wpisałamspontanicznie, wpisałam po prostu, bez zastanowienia.

A sygnature tez wybralas spontanicznie? "Ustawienie żagli, a nie kierunek wiatru, wyznacza drogę, którą podążamy" nie rozumiem do tej pory jak to "rozumiec".

Rozumiem sygnature Anstawi "Kocham, akceptuję i szanuję siebie, taką jaka jestem". Poczytaj sobie jej historie. Dziewczyna chciala zmiany i zmienila cos w swoim zyciu. Kocha, akcepuje i szanuje sama siebie!!! Przestala sie oszukiwac i wziela sie za siebie. Za siebie a nie za faceta z ktorym zyla. Z brzydkiego kaczatka przemienila sie w pieknego labedzia smile.

13 705 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-11-16 15:43:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Znam cały wątek i niejedną rozmowę z Anastawią przeszłam.
Ja nie chcę go zmieniać, olewam. Już nie chcę od niego nic.

Pływałaś kiedyś jachtem?
Wieje wiatr a ty masz cel i musisz tak ustawić żagle żeby dopłynąć tam gdzie chcesz bez względu na to z której strony wieje. Tak, aby nie płynąć z wiatrem a tam gdzie chcesz.

13 706

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Znam cały wątek i niejedną rozmowę z Anastawią przeszłam.
Ja nie chcę go zmieniać, olewam. Już nie chcę od niego nic.

Pływałaś kiedyś jachtem?
Wieje wiatr a ty masz cel i musisz tak ustawić żagle żeby dopłynąć tam gdzie chcesz bez względu na to z której strony wieje. Tak, aby nie płynąć z wiatrem a tam gdzie chcesz.

Teraz rozumiem smile No to zagle na maszt Hm!!!!  A jak to sie mowi, komu w droge temu kopa...(bynajmniej ja tak znam) smile

13 707

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Znam cały wątek i niejedną rozmowę z Anastawią przeszłam.
Ja nie chcę go zmieniać, olewam. Już nie chcę od niego nic.

Pływałaś kiedyś jachtem?
Wieje wiatr a ty masz cel i musisz tak ustawić żagle żeby dopłynąć tam gdzie chcesz bez względu na to z której strony wieje. Tak, aby nie płynąć z wiatrem a tam gdzie chcesz.

Teraz rozumiem smile No to zagle na maszt Hm!!!!  A jak to sie mowi, komu w droge temu kopa...(bynajmniej ja tak znam) smile

Ja znam- komu do drogi temu trampki na nogi smile

13 708

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nick, sygnatura, avatar- można z nich dużo wyczytać czasami o drugiej osobie. Tak samo gesty, mowa ciała itp
Ja na przykład, pomimo swojego stanowczego tonu, garbię się lub wzruszam ramionami. A gdybym stanęła prosto i powiedziała wyraźnie NIE, to druga osoba nic by już nie powiedziała big_smile

wink
Mój nick wpisałamspontanicznie, wpisałam po prostu, bez zastanowienia.

a moj nick to moje drugie imie   wink

13 709

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nick, sygnatura, avatar- można z nich dużo wyczytać czasami o drugiej osobie. Tak samo gesty, mowa ciała itp
Ja na przykład, pomimo swojego stanowczego tonu, garbię się lub wzruszam ramionami. A gdybym stanęła prosto i powiedziała wyraźnie NIE, to druga osoba nic by już nie powiedziała big_smile

wink
Mój nick wpisałamspontanicznie, wpisałam po prostu, bez zastanowienia.

a moj nick to moje drugie imie   wink

Witaj Pati smile JAk Twoje sprawy ? Już po czy w trakcie rozwodu ?

13 710

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Co dzieje się  z Liwią, Ankinom ?

Może ktoś wie ?

13 711

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:
hm... napisał/a:

wink
Mój nick wpisałamspontanicznie, wpisałam po prostu, bez zastanowienia.

a moj nick to moje drugie imie   wink

Witaj Pati smile JAk Twoje sprawy ? Już po czy w trakcie rozwodu ?

Witaj Zofio
Wstrzymalam sie z pisaniem tutaj zanim nie odzyskam calkowitej wolnosci ,poniewaz czste analizy i powroty do bolu ,zostawialy we mnie slad.
Dzis jestem i czuje sie wolna ,psychicznie odzylam dzieki filozofi ,a dzis staram sie isc droga Buddy.
Zyje w zgodzie ze soba i z tego jestem zadowolona .
Przeciwnosci sa jak najbardziej , czasowe ,finansowe - jestem w trakcie rozwodu.
Problem mam z sytaucja majatkowa ,poniewaz wierzylam i ufalam ,jak sie okazalo bylam poprostu naiwna.
Okazalo sie ze nie jestem wspolwlascicielem zadnej nieruchowmosci ,bo maz jezdzil i kupowal sam ,w akcie notarialnym jest wpisany z majatku odrebnego eh.
Prawnik obiecuje ze jest to ,do wyjasnienia .Poniewaz poprostu niemoglam z nim jechac z powodu szkoly syna .,ktorej nie mogl opuscic .
Potem bylam w ciazy z drugim synem i pod koniec mialam zalozony krazek ,wiec bylo niemozliwe byc leciala samolotem .
Mezus jezdzil i kupowal .Prawnik mowil mi ze notariusz mial wpisac pod nieobecnosc zony ,ale nie wpisal.
On sie cieszy ,teraz kiedy wie ze powrotu niebedzie probuje rzucac mi klody,uwaza ze wszystkoco ma jest jego.
Martwo mnie tylko fakt ze przedluza sie to w czasie ,a prawnik tez kosztuje .
Ogolnie jestem wolna i zdrowa mam duzo sily ,
Jestem dumna ze starszego syna ,malutki dorasta i sobie zyjemy .
Moge powiedziec jestem szczesliwa

13 712

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ja z hm... jeszcze tylko wódki nie piłam hehehe;)

P.S.
"Rozumiem sygnature Anstawi "Kocham, akceptuję i szanuję siebie, taką jaka jestem". Poczytaj sobie jej historie. Dziewczyna chciala zmiany i zmienila cos w swoim zyciu. Kocha, akcepuje i szanuje sama siebie!!! Przestala sie oszukiwac i wziela sie za siebie. Za siebie a nie za faceta z ktorym zyla. Z brzydkiego kaczatka przemienila sie w pieknego labedzia ."
magnolia73 DAŁAŚ CZADU smile

13 713 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-16 17:07:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Znam cały wątek i niejedną rozmowę z Anastawią przeszłam.
Ja nie chcę go zmieniać, olewam. Już nie chcę od niego nic.

Pływałaś kiedyś jachtem?
Wieje wiatr a ty masz cel i musisz tak ustawić żagle żeby dopłynąć tam gdzie chcesz bez względu na to z której strony wieje. Tak, aby nie płynąć z wiatrem a tam gdzie chcesz.

Teraz rozumiem smile No to zagle na maszt Hm!!!!  A jak to sie mowi, komu w droge temu kopa...(bynajmniej ja tak znam) smile

Ja znam- komu do drogi temu trampki na nogi smile

No wlasnie trampki a nie za ciasne buciory smile smile smile

13 714 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-16 17:23:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

ja z hm... jeszcze tylko wódki nie piłam hehehe;)

P.S.
"Rozumiem sygnature Anstawi "Kocham, akceptuję i szanuję siebie, taką jaka jestem". Poczytaj sobie jej historie. Dziewczyna chciala zmiany i zmienila cos w swoim zyciu. Kocha, akcepuje i szanuje sama siebie!!! Przestala sie oszukiwac i wziela sie za siebie. Za siebie a nie za faceta z ktorym zyla. Z brzydkiego kaczatka przemienila sie w pieknego labedzia ."
magnolia73 DAŁAŚ CZADU smile

To Ty piekny labedziu dalas czadu ja tylko stwierdzam fakty smile

13 715

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:

a moj nick to moje drugie imie   wink

Witaj Pati smile JAk Twoje sprawy ? Już po czy w trakcie rozwodu ?

Witaj Zofio
Wstrzymalam sie z pisaniem tutaj zanim nie odzyskam calkowitej wolnosci ,poniewaz czste analizy i powroty do bolu ,zostawialy we mnie slad.
Dzis jestem i czuje sie wolna ,psychicznie odzylam dzieki filozofi ,a dzis staram sie isc droga Buddy.
Zyje w zgodzie ze soba i z tego jestem zadowolona .
Przeciwnosci sa jak najbardziej , czasowe ,finansowe - jestem w trakcie rozwodu.
Problem mam z sytaucja majatkowa ,poniewaz wierzylam i ufalam ,jak sie okazalo bylam poprostu naiwna.
Okazalo sie ze nie jestem wspolwlascicielem zadnej nieruchowmosci ,bo maz jezdzil i kupowal sam ,w akcie notarialnym jest wpisany z majatku odrebnego eh.
Prawnik obiecuje ze jest to ,do wyjasnienia .Poniewaz poprostu niemoglam z nim jechac z powodu szkoly syna .,ktorej nie mogl opuscic .
Potem bylam w ciazy z drugim synem i pod koniec mialam zalozony krazek ,wiec bylo niemozliwe byc leciala samolotem .
Mezus jezdzil i kupowal .Prawnik mowil mi ze notariusz mial wpisac pod nieobecnosc zony ,ale nie wpisal.
On sie cieszy ,teraz kiedy wie ze powrotu niebedzie probuje rzucac mi klody,uwaza ze wszystkoco ma jest jego.
Martwo mnie tylko fakt ze przedluza sie to w czasie ,a prawnik tez kosztuje .
Ogolnie jestem wolna i zdrowa mam duzo sily ,
Jestem dumna ze starszego syna ,malutki dorasta i sobie zyjemy .
Moge powiedziec jestem szczesliwa

Miło czytac, że czujesz się szczęśliwa. smile smile smile
Rozwód to niemiłe doświadczenie. Na sali rozpraw byłam sama a mimo wszystko był stres.
Nie dałam rady opowiadać o swoim małżeństwie, emocjach jakie przeżywałam.
Zrobiłam to na piśmie. Opisałam całe małżeństwo i jego zachowania, słowa.
Sprawa majątku to kolejne jego bycie nie fer.
Dlaczego nie są uczciwi ? Wiadomo, to pateflony big_smile
Zero honoru, godności i zwykłej uczciwości.
Prawdziwego mężczyznę poznaje sie nie po tym jak zaczyna, tylko jak kończy big_smile
Masz jeszcze jakieś złudzenia co do jm ?
Walcz kochana. Należy Ci się połowa.
Wiem, że dobry prawnik to jak cudotwórca smile

Posty [ 13 651 do 13 715 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 209 210 211 212 213 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026