Ktosik2025 napisał/a:Wielokropek napisał/a:"Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."
Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.Nie chce stawac prawdzie prosto w oczy, choc wiem, ze taka wlasnie ona jest.
Nie chce osiagac mojego prywatnego dna!Pochodze z rodziny gdzie to mama jest glowa rodziny. To ona podejmuje decyzje. Mimo to jednak swietnie sie dogaduje z ojcem. Ja z kolei zawsze bylam bardzo silna. Faceci sie mnie bali i omijali wielkim lukiem. Jak cos sobie upatrzylam to musialam to miec i to bez znaczenia czy to bylo skonczenie studiow, czy facet i jakas rzecz itd. Musialo byc moje. I nie wiem jak to sie stalo, ze zostalam tak ubezwlasnowolniona. W sumie to ja sobie upatrzylam mojego obecnego meza i powiedzialam sobie ze bedzie moj i tak sie stalo. Nie chce przyjac porazki. Nie chce sie do niej przyznac.
Z drugiej strony wiem, ze jak podejme decyzje o rozwodzie, to bedzie ona nieodwolalna, bo bedzie to wtedy to czego chce, a ja musze miec to czego chce...A teraz z innej bajki. Znowu sie wkurzylam. Napisalam do niego maila, bo po odeslaniu mu jego karty sim, okazalo sie, ze nie mam na telefonie jednego dosc istotnego dla mnie numeru (najwyrazniej przez pomylke zapisalam na sim a nie na aparacie telefonicznym) no i ten doopek nie raczy mi odpisac, bo ja mu przez 5 dni nie odpisywalam na jego maila
I znowu chodze wkurzona. Chyba przestane utrzymywac z nim jakikolwiek kontakt.
P.S. Nie widzial dzieci od 2 tygodni- nawet sie o nie nie zapyta...
Pozwole sie wtracic
Wielokropek namawiala Cie do uczciwosci wobec siebie samej. To jest chyba ta najbolesniejsza prawda, ktora chcemy ukryc!
My kobiety KKKZ nie jestesmy uczciwe wobec siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O Boze jak ja sie balam tej uczciwosci. Koncentrowalam sie tylko na problemach poteflona i innych ludzi. Swoich problemow nie widzialm. Tak naprawde to wiedzialam ale nie byly dla mnie wazne.
Ja nie widzialam, ze mam ogromny problem. Problem mial tylko poteflon!
Powiedz dlaczego "musisz" miec zawsze co chcesz? A wiesz co chcesz? Moze zrob sobie liste: Co ja chce!
Wykorzystaj czas bez twojego poteflona dla siebie! Dlaczego wymagasz od niego rzeczy, ktorych nie moze Ci dac? Dobrze wiesz, jaki jest a te osobniki sie nie zmieniaja, chocbys na glowie stanela![]()
Przyjmij lepiej do wiadomosci, ze nic dobrego z jego strony Cie nie spotka. Uwiez mi, latwiej jest zyc z ta wiadomoscia !Tak jak juz pisalam HM. Z poteflonami sie nie dyskutuje, nie wymaga, nie narzeka. Zaoszczedzisz sobie kupe nerwow, jak to zaakceptujesz.
Przeciesz jak znajdziesz w domu karalucha to nie malujesz go kolorowo i mowisz, ze to motylek. Tylko zakladasz ciezsze obuwie i po nim. Tak samo z poteflonami. Karaluchy to nie piekne motylki
Nie wiem czy sie zgodzisz, ale uczciwosc samej sobie to zaakceptowanie, ze karaluchy nie sa motylami!!!!! Jak to. to ja bylam z karaluchem? Tak bylam choc staralam sie widziec motylka
Duzo sily i madrosci zycze Tobie.
A zapomniałam o karaluchach, trzeba wytępić ![]()
Dzięki za wsparcie w malowaniu itd. Bylem tylko przez ta jego opieszałość problemów nie miała.
Tak się zastanawiałam głupia czy może ja taka zła jestem, że minimum wymagam, ale co to za myślenie wogóle.
On ma podejście, że ni c nie trzeba robić, że w swoim czasie, bla bla bla. No a sprzątać to już wcale nie trzeba.
Dzięki, lubię Cię czytać. Bardzo.