netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 943 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 208 209 210 211 212 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 586 do 13 650 z 26 310 ]

13 586

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Witajcie. Dawno nie pisałam co u mnie. Mam ochotę coś napisać, więc piszę... Niedawno byłam w potwornej depresji. Dziś wiem,że nikt i nic nie jest w stanie wyciągnąć człowieka z takiego stanu, może on to zrobić tylko sam. Pewnego dnia usiadłam sobie i pomyślałam: Co mnie wprowadza w ten beznadziejny stan? Odpowiedzi były dwie, praca i pisanie na forum. W pracy czułam się fatalnie. Pisanie na forum dołowało mnie,bo dość,że ciągle tylko narzekałam to jeszcze o tym pisałam,podwójnie skupiając się na moich frustracjach. Nikt mnie nie rozumiał,a nawet jak rozumiał,to i tak mi nie mógł pomóc.
Pracę rzuciłam. Przestałam tutaj pisać,mniej czytałam. Zajęłam się moim hobby. Zawsze myślałam,że mam "życiowego pecha",co jest bzdurą. Nowi klienci z ofertą pracy pojawili się natychmiast,więc wszystko poszło fajnie jeśli chodzi o finanse. Poznałam nowych ludzi, uśmiechniętych, wesołych. Dostałam kopa do życia.
Kolejna sprawa to na nowo pokochałam moich rodziców, wybaczyłam im co dodało mi dodatkowych skrzydeł. Pomogła mi terapia i...moje dobre serce:) Zadzwoniłam do ojca i chyba pierwszy raz w życiu go wysłuchałam i zrozumiałam. Jego ojciec,a mój dziadek,właśnie skończył 100 lat i ma się świetnie! Ale mój tata opowiedział mi jakim dziadek był ojcem. Pierwszy raz zrozumiałam ból mojego ojca. Wybaczam mu wszystko! Jestem szczęśliwa,bo tata nie pije już 5 lat. Z mamą też rozmawiałam. Kocham ją nad życie! Moja babcia,mama mojej mamy, straciła matkę jak była małą dziewczynką. Moja babcia,całą frustracje wyrzucała na swoje dzieci, bliskich, szukała w nich matki. Moja mama przez to wiele straciła. Dlatego jest,jaka jest. Ale jest cudowna i będę jej o tym mówić zawsze! Przede wszystkim zrozumiałam moich rodziców, nie oczekuję,że będą inni, akceptuję ich takich,jacy są!
Jeżeli chodzi o mnie, czuję się coraz lepiej we własnej skórze. Doceniam siebie za to co osiągam, co odczuwam, co robię. Czuję,że to co robię jest dobre i cieszę się, że jest jak jest.
Żyję dniem dzisiejszym. Przeszłość zostawiłam. Nie martwię się tym co będzie jutro. Wiem,że dużo zależy ode mnie.
Pozdrawiam!!

Miło widzieć Ciebie w takiej optymistycznej odsłonie.
Krzywda w rodzinie ciągnie się od pokoleń. Ale to nie nasza wina i nie musimy ponosić tych konsekwencji.

ANASTAWIO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witaj ,az sie poplakalam ,widzisz ,warto i mozna !!!!!!!!!!
Zycze Ci wszystkiego najlepszego
Tylko pamietaj
Zycie to nie bajka ,a przeciwnosci losu to doswiadczenie ,nie powod do depresji .
Ogromny buziak

13 587

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Witajcie. Dawno nie pisałam co u mnie. Mam ochotę coś napisać, więc piszę... Niedawno byłam w potwornej depresji. Dziś wiem,że nikt i nic nie jest w stanie wyciągnąć człowieka z takiego stanu, może on to zrobić tylko sam. Pewnego dnia usiadłam sobie i pomyślałam: Co mnie wprowadza w ten beznadziejny stan? Odpowiedzi były dwie, praca i pisanie na forum. W pracy czułam się fatalnie. Pisanie na forum dołowało mnie,bo dość,że ciągle tylko narzekałam to jeszcze o tym pisałam,podwójnie skupiając się na moich frustracjach. Nikt mnie nie rozumiał,a nawet jak rozumiał,to i tak mi nie mógł pomóc.
Pracę rzuciłam. Przestałam tutaj pisać,mniej czytałam. Zajęłam się moim hobby. Zawsze myślałam,że mam "życiowego pecha",co jest bzdurą. Nowi klienci z ofertą pracy pojawili się natychmiast,więc wszystko poszło fajnie jeśli chodzi o finanse. Poznałam nowych ludzi, uśmiechniętych, wesołych. Dostałam kopa do życia.
Kolejna sprawa to na nowo pokochałam moich rodziców, wybaczyłam im co dodało mi dodatkowych skrzydeł. Pomogła mi terapia i...moje dobre serce:) Zadzwoniłam do ojca i chyba pierwszy raz w życiu go wysłuchałam i zrozumiałam. Jego ojciec,a mój dziadek,właśnie skończył 100 lat i ma się świetnie! Ale mój tata opowiedział mi jakim dziadek był ojcem. Pierwszy raz zrozumiałam ból mojego ojca. Wybaczam mu wszystko! Jestem szczęśliwa,bo tata nie pije już 5 lat. Z mamą też rozmawiałam. Kocham ją nad życie! Moja babcia,mama mojej mamy, straciła matkę jak była małą dziewczynką. Moja babcia,całą frustracje wyrzucała na swoje dzieci, bliskich, szukała w nich matki. Moja mama przez to wiele straciła. Dlatego jest,jaka jest. Ale jest cudowna i będę jej o tym mówić zawsze! Przede wszystkim zrozumiałam moich rodziców, nie oczekuję,że będą inni, akceptuję ich takich,jacy są!
Jeżeli chodzi o mnie, czuję się coraz lepiej we własnej skórze. Doceniam siebie za to co osiągam, co odczuwam, co robię. Czuję,że to co robię jest dobre i cieszę się, że jest jak jest.
Żyję dniem dzisiejszym. Przeszłość zostawiłam. Nie martwię się tym co będzie jutro. Wiem,że dużo zależy ode mnie.
Pozdrawiam!!

Miło widzieć Ciebie w takiej optymistycznej odsłonie.
Krzywda w rodzinie ciągnie się od pokoleń. Ale to nie nasza wina i nie musimy ponosić tych konsekwencji.

ANASTAWIO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witaj ,az sie poplakalam ,widzisz ,warto i mozna !!!!!!!!!!
Zycze Ci wszystkiego najlepszego
Tylko pamietaj
Zycie to nie bajka ,a przeciwnosci losu to doswiadczenie ,nie powod do depresji .
Ogromny buziak

Również ściskam Cię mocno smile smile smile i cieszę, jak i pozostałe bywalczynie tego wątku, z pisanych przez Ciebie słów.
Znalazłaś drogę do celu i osiągnęłaś: wybaczenie, uśmiech, radość, miłość i szacunek do siebie i tak zawsze trzymaj smile
Ojj miło widzieć kolejną uśmiechniętą. Buziaki  smile

13 588 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-08 16:23:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktosik


Musisz sama ze sobą szczerze przedyskutować temat.
Musisz sama odpowiedzieć sobie szczerze na kilka pytań.

Kochasz go czy jesteś uzależniona, współuzależniona trudno powiedzieć.
Cienka granica jest między tymi uczuciami i tak niewyraźna.
CZęsto tez kochamy nie "jego", a wyobrażenie o nim.
On, ten realny, nas rozczarowuje,rani, a ten z naszej wizji jest taki cudowny, dobry, kochający.
Łatwo przywoływać złudzenia a tak trudno znosić real sad
Jaka jest prawda, tylko Ty wiesz.

Wiem, że wyszłaś z punktu "A" i doszłaś do punktu "A", a szłaś sporo czasu.


Na co zwróciłabym uwagę ?
NA jego współczucie innej i zaangażowanie w rozmowy z nią.
Na brak czasu dla Ciebie.
NA jego oschłość w stosunku do Ciebie.
Na jego rozliczanie i karanie.
Na to, że w waszym związku nic na lepsze nie zmienia się od dawna.

13 589

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:
hm... napisał/a:

Miło widzieć Ciebie w takiej optymistycznej odsłonie.
Krzywda w rodzinie ciągnie się od pokoleń. Ale to nie nasza wina i nie musimy ponosić tych konsekwencji.

ANASTAWIO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witaj ,az sie poplakalam ,widzisz ,warto i mozna !!!!!!!!!!
Zycze Ci wszystkiego najlepszego
Tylko pamietaj
Zycie to nie bajka ,a przeciwnosci losu to doswiadczenie ,nie powod do depresji .
Ogromny buziak

Również ściskam Cię mocno smile smile smile i cieszę, jak i pozostałe bywalczynie tego wątku, z pisanych przez Ciebie słów.
Znalazłaś drogę do celu i osiągnęłaś: wybaczenie, uśmiech, radość, miłość i szacunek do siebie i tak zawsze trzymaj smile
Ojj miło widzieć kolejną uśmiechniętą. Buziaki  smile

Dziewczyny, dziękuję!

hm... masz rację. Przede wszystkim zamierzam przerwać ten łańcuszek, który ciągnie się u mnie z pokolenia na pokolenie.

Pati, poruszyły mnie Twoje łzy. Wcześniej Twoje słowa do mnie nie docierały, czasami wywoływały złość. Zupełnie niepotrzebnie. Zła byłam na siebie i na moje życie, a wywalałam moją złość tam gdzie nie potrzeba. I wiem, że życie to nie bajka. Nie chodzę z głową z chmurach. Moja psycholog powiedziała mi, że ja za długo podejmuję decyzje. Czekam do ostatecznego momentu, gdy już jest na prawdę źle. Za długo żyłam z rodzicami, za długo byłam w toksycznym związku, za długo pracowałam tam gdzie nie chciałam... Ściskam Cię Pati i też życzę powodzenia!

Zofio, dziękuję. Nie raz podnosiłaś mnie na duchu i dawałaś ogromne wsparcie. Ufam Ci i słucham Twoich rad, bo masz bogate doświadczenie i mądrość życiową. Całuję mocno!

l_ukrecjo, co nas nie zabije to nas wzmocni. Mi jak się sypnęło, to też wszystko na raz. Ja podchodzę do wszystkiego zbyt emocjonalnie a czasami mało rozsądnie. Zrzuć z siebie bagaż problemów S. i innych bliskich Ci osób, wiem,że to trudne. Zadbaj o siebie i swoje sprawy, a wszystko się ułoży. Jestem pewna, że Ci się ułoży.

Staram się już "nie doradzać", bo podchodzę do problemów innych osób zbyt emocjonalnie. Ludzkie tragedie wywołują u mnie ból, przyciągają smutne mysli. Szukałam tut w tym wątku szczęśliwych osób i znalazłam- siebie!
Kocham WAS! Buziaki!

13 590

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Hej to i ja napiszę co u mnie smile
Jesteśmy razem. Żyjemy teraz w trudnym dla nas okresie i nie chodzi tu o nasz związek ale o sytuacje jakie nas spotykają. S ma chorą córkę. Przyjeżdżając do nas na weekend odkryliśmy u niej rany,zaczęła opowiadać...jest bita i upokarzana przez matkę i jej faceta...zadzwoniliśmy na policję...niebieska karta, obdukcja,przesłuchania,kurator...Jest że S bezprawnie przetrzymuje córkę,gdyz jest ona ubezwłasnowolniona,a opiekunem jest matka. Ale ogólnie dobrze do nas podchodzą organy,które się tym zajęły. W tej chwili S z córka są przesłuchiwani przez psychologa policyjnego i wiele zależy od tego,co ona powie...a może się zaciąć i nic nie powiedzieć. Zależy nam na tym aby odsunąć to dziecko od oprawców,nawet jak będzie musiała iść do domu opieki-na co sama zgłasza chęć,nam jej nie dadzą,bo nie spełniamy warunków.
Brak kasy-totalny. Moja podopieczna dostała wylewu i moja praca się skończyła,bo oddadzą ją do jakiegoś ośrodka...
S zakład pracy w grudniu zostanie zlikwidowany.
Moja córka z chłopakiem pojechała do Niemiec do pracy,zostali oszukani i okradzeni...wrócili...

Taakkk...tak wygląda dorosłe życie,odpowiedzialne życie. Radzimy sobie i nawet mamy pogodę ducha...bo jesteśmy z tym razem. Ja jestem całym motorem  walki o godność jego córki...on ma zamrożone uczucia do niej...ale już o tym mówi głośno,zadaje sobie pytania,analizuje. Wspieramy się i za wszelką cenę staramy się żyć tu i teraz.

Anastawio,cieszę się,że masz się lepiej smile
Hm milo Cię poczytać smile
Witam nowe panie,posilcie się lekturą tego wątku i piszcie,piszcie,piszcie smile

Cześc Lukrecjo dobrze, że się pojawiłaś.
Życzę wytrwałości w znalezieniu pracy, będę trzymac kciuki, żeby jak najszybciej się udało.

Co ja moge powiedziec o przemocy. Odciąć od oprawcy to jedyne wyjście. Ile krzywdy spotkało to dziecko to tylko ONo wie. Aby szybko i jak najmniej boleśnie to się skończyło.
Szkoda, że nie może być z Wami.

13 591

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Musisz sama ze sobą szczerze przedyskutować temat.
Musisz sama odpowiedzieć sobie szczerze na kilka pytań.

Kochasz go czy jesteś uzależniona, współuzależniona trudno powiedzieć.
Cienka granica jest między tymi uczuciami i tak niewyraźna.
CZęsto tez kochamy nie "jego", a wyobrażenie o nim.
On, ten realny, nas rozczarowuje,rani, a ten z naszej wizji jest taki cudowny, dobry, kochający.
Łatwo przywoływać złudzenia a tak trudno znosić real sad
Jaka jest prawda, tylko Ty wiesz.

Nie jestem uzalezniona, juz nie. Bacznie obserwowalam swoje uczucia, kiedy znowu umyslnie chcial mnie zranic i bylo mi przykro, ale tak jak przykro jest kiedy dostanie sie pale w szkole a nie histeria i koniec swiata

zofia282 napisał/a:

Wiem, że wyszłaś z punktu "A" i doszłaś do punktu "A", a szłaś sporo czasu.


Na co zwróciłabym uwagę ?
NA jego współczucie innej i zaangażowanie w rozmowy z nią.

Moja maz ma "tendencje" do zwracania uwage na patologie, ktore w jego oczach sa patologiami. Niedawno dowiedzial sie, ze jego kolega bardzo sie zmienil w stosunku do tego jakiego on go znal i ma o nim bardzo zle zdanie, gdyz ogranicza swoja zone, jest dla niej okropny i ogolnie do wszystkich ma wonty itd. Wydaje mi sie, ze w ten sposob probuje pokazac (wybielic sie), ze on wcale nie jest taki zly...
Szczerze, nie widzialam w tych smsach kompletnie zadnych blizszych kontaktow poza proba pomocy kobiecie i jej dziecku. No ale moze jestem slepa mimo moich usilnych staran na obiektywnosc.... Poza tym nigdy nie przegladalam jego telefonow, poczty, niczego... tak wiec nie iwem czy takich sytuacji nie bylo wiecej w przeszlosci.

zofia282 napisał/a:

Na brak czasu dla Ciebie.

Teraz to ja do niego nia pisze. Tzn telefonu nie mam i na razie nie chce zakladac zadnego numeru, chce odpoczac od bycia na "smyczy" zasiegu. On pisze do mnie maile w sprawie domu, jest dosc upierdliwy, a ja odpisuje lakonicznie tylko na te maile na ktore "musze"

zofia282 napisał/a:

NA jego oschłość w stosunku do Ciebie.

Oschly byl od wypadku. To jest taki jego rodzaj kary dla mnie. Wie ze kiedys to na mnie dzialalo. Nie ma jednak pojecia, ze juz nie jest tak jak bylo kiedys. Wiem, ze jak mu minie zlosc i zateskni to bedzie probowal odkrecic to wszystko. Moze to trwac pare miesiecy, ale tak bedzie. Nie czekam na to i nie chce tego. Boje sie jednak, ze wezmie za karte przetargowa dobro dzieci, a tu jestem slaba, bo wiem, ze dzieci maja na jego punkcie bzika...

zofia282 napisał/a:

Na jego rozliczanie i karanie.

I tu jest problem, bo totalnie tego nie akceptuje. To jest tak, ze przez jakis czas jest dobrze. Potem trafia sie cos czego on nie akceptuje i wtedy jest koniec... Ja naprawde rozumiem ze ludzie sie kloca, ale nie w taki sposob, ze on za kazdym razem robi z tego totalny koniec naszego zwiazku.

zofia282 napisał/a:

Na to, że w waszym związku nic na lepsze nie zmienia się od dawna.

Tak to prawda. Ciagle jest hustawka, raz jest dobrze, raz tragicznie.
Zastanawiam sie, czy nie ma w tym troche mojej winy. Zamiast zaciagnac go do poradni psychologicznej kiedy jest dobrze, to ja mu takie rozwiazanie proponuje jak on jest na mnie swiecie obrazony.
Mysle, ze taki warunek (o ile wogole bede brac pod uwage dawanie mu jakiejkolwiek szansy) bede musia postawic jako bezwarunkowy przy jego probie powrotu.
Choc sama nie wiem czy chce dzieciom serwowac kolejne rozstania i powroty rodzicow... Na szczescie jak na razie wszystko dzieje sie za ich plecami i one o niczym nei wiedza poza tym, ze jakos mama zadko zaczela do taty jezdzic (tak wiec i one, bo zawsze jezdza ze mna)

Dziekuje!!!

13 592

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktosik. Ciągłe przeprowadzki nie są dobre dla dzieci. Ale to wiesz chyba.
Huśtawki jak nic.

13 593

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktosik
Jesteś już bardzo świadoma siebie.
Skoro piszesz, że nie ma już histerii a tylko żal, to znaczy, że już tak nie boli jak kiedyś.
Reagujesz inaczej, bo inaczej Was postrzegasz.

Czy winne są dwie strony w związku ?  Tak.
Winą jednej strony jest np. agresja, zdrada, upokarzanie, a drugiej przyzwolenie na takie zachowania.

Pozdrawiam i trzymam kciuki. Powodzenia.   smile

13 594 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-09 11:53:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

U mnie też trochę się dzieje.
JAkiś czas temu zadzwoniono do mnie z domu opieki, w którym przebywała moja teściowa z informacją o odwiezieniu jej do szpitala. Stan ciężki, podejrzenie udaru mózgu. Dlaczego do mnie? Bo tylko ja interesowałam się nią i tylko do mnie mieli namiary. Od razu zadzwoniłam do eksa, Nioe odebrał. Zadzwoniłam więc do jego partnerki, ale też nie odebrała. Powiadomiłam ich sms-em o zajściu.
Lekarz  w rozmowie telefonicznej poinformował mnie, że to zapalenie płuc, niedokrwistość, coś z sercem i odwodnienie. Mówił, już świadoma jest, ale stan ciężki i wiadomo, że w tym wieku (92 l) może nie wyjść z tego.
Po godzinie zadzwonił eks. Zdałam mu dokładną relację z rozmowy z lekarzem. Poinformował mnie, że jest w trasie i jechać do matki nie może. Wieczorem od syna dowiedziałam się, ze rano ojciec proponował mu wyjazd do W-wy na mecz....eks więc był na stadionie....
Dnia następnego pojechałam odwiedzić teściową wraz z synem, mamą i ciotką. Teściowa była przytomna, ale bardzo słaba. Pytała o swego syna. Skłamałam, że bardzo chciał przyjechać ale niestety jest w delegacji. Kłamałam dalej mówiąc, że bardzo się o nią martwi i pozdrawia i przyjedzie tak szybko jak tylko się da.
W czasie tej wizyty zadzwonił eks. Oznajmił mi, że jest chory i jutro odwiedzi matkę jak pojadą z nim dzieci. big_smile
Nie wytrzymałam i powiedziałam, że zamiast siedzieć na stadionie i marznąć, powinien był pędzić do starej i chorej a może i umierającej matki. Usłyszałam, nie mogłem wyjść w czasie meczu, nie mogłem też zostawić współtowarzyszy. smile
O stan teściowej dowiadywałam się co wieczór. Poprawa była i myślano już o wypisie. Jeszcze we czwartek słyszałam, stan stabilny. W piątek rano eks powiadomił mnie o śmierci matki. mówił też, że wyjeżdża do miasta oddalonego od naszego o 400 km. Wyjeżdżał w takiej chwili ? Przecież nie musiał. JAko właściciel firmy mógł wysłać w trasę pracownika.
Pojechałam do szpitala po akt zgonu, do domu opieki rozliczyć się, odebrać jej dokumenty i zadysponować co z rzeczami po niej.  Kiedy eks dowiedział się, że tam jadę zrobił mi awanturę, a na pytanie gdzie będzie matkę chował, odpowiedział, że w naszym mieście i miejsce już wykupił. Oznajmił mi też, że nie powiadomił jeszcze rodziny.... ja więc to zrobiłam. Od jego siostry, która mieszka w Londynie, dowiedziałam się, że miejsce dla ich mamy wykupione jest obok jej męża, który zmarł 12 lat temu. Zadzwoniłam do eksa z tą informacją i pytaniem jaka jest jego decyzja czy chowana będzie w naszym mieście, gdzie już wykupił miejsce, czy przy jego ojcu w mieście oddalonym od naszego o 300km. Usłyszałam, że obok ojca, bo tam już miejsce jest, a on tu, tylko miejsce na cmentarzu zarezerwował. No pierwszy raz słyszałam o rezerwacji miejsca na cmentarzu. Kłamał, kombinował w takim momencie.
Kiedyś teściowa zobowiązała mnie do pochówku. Dałam jej słowo. W zaistniałej sytuacji sprawy wzięłam w swoje ręce. Wszytko ustaliłam przez telefon. Do realizacji przewiezienia ciała i pochówku zabrakło jednak pieniędzy, bo ZUS wypłaca na pogrzeb 4 tyś a koszta wynosiły 4700. Wieczorem kiedy znowu zadzwonił eks, zdałam mu relację z tego co załatwiłam (raczej ustaliłam). Kiedy doszłam do kosztów zaczął wrzeszczeć. Rozłączyłam się. Trzy razy próbowałam dać mu szansę na spokojną rozmowę. Nie miałam ochoty na ten ton i obraźliwe słowa.
Zadzwoniłam do Londynu informując o zajściu i problemie z kasą. Syn przywiezie na pogrzeb pieniądze na księdza, powiedziała mi jego siostra (ona przylecieć nie może - tak rozpacza). To, że trzeba było dać zaliczkę 500zł firmie pogrzebowej już ją nie interesowało. Inni członkowie tej rodziny mówili, że pieniędzy nie mają. Wieczorem zadzwoniła jego inna siostra ( z W-wy) i  zgodziła się wysłać pieniądze .... nikt z rodziny nie zaproponował przejęcia załatwiania pochówku.
Późnym wieczorem ponownie odezwała się ta siostra z Londynu. Właśnie była po rozmowie z bratem a moim eksem ( to był jego pierwszy kontakt z rodziną i rodziny z nim) ze słowami, aby dać mu szansę na zorganizowanie pogrzebu. Zobowiązał się jej, że dnia następnego, z samego rana pojedzie (300km w jedną stronę) do domu pogrzebowego. Powiadomiłam ją, że bez aktu zgonu, który jest u mnie nic nie załatwi, więc odebrać go musi.
Poczułam się zwolniona z załatwiania czegokolwiek. Odwołałam wysyłkę kasy.
Eks rano nie pojawił się. Zadzwoniłam zaniepokojona, obudziłam go.....zaspał. Z wyjazdu zrezygnował.
Po kilku godzinach zjawił sie, odebrał dokumenty i ubranie dla matki. DZiękował, był miły, serdeczny, wdzięczny. Wytłumaczyłam co załatwiłam a co jeszcze załatwić trzeba.
Na pogrzeb pojechał oplem insygnią. Pieniędzmi szastał. Płacił za wszystko on. Stypę tez on opłacał. Niby nic w tym zdrożnego, tylko mnie zalega z alimentami. Kilka miesięcy nic mi nie płacił a teraz  płaci 1/3 tego co powinien (zawsze słyszałam, że pieniędzy nie ma). Błyszczał przed rodziną. Synom mówił, opla kupiliśmy w salonie......okazało się, iż samochód był pożyczony.

Nadal chodzę na różne imprezy w mieście. Uwielbiam bywać na koncertach. Kocham muzykę.
Nadal jestem w luźnym związku i nie chcę bliższego. Boję się zaufać, boję się być zraniona. Pasuje mi taki układ jaki jest. A on...chyba chciałby więcej. FAjnie, że możemy szczerze pogadać (unikam tematu mojego małżeństwa i męża jak ognia) , fajnie, że możemy przytulić się. On również jest po przejściach. Nie mówi o tym za wiele, a ja nie pytam. BAcznie go jednak obserwuję. CZy doszukuję się w nim znanych mi już cech. Nie. Lampka jeszcze nie zaświeciła się.  Osób z cechami charakteropaty, nawet znać nie chcę.
Sprawy swoje porządkuję, zamykam.
Od dawna nie wpadłam w dołek, chociaż nie wszystko układa sie po mojej myśli.
Czy zapomiałam o koszmarze jaki mi sprawił, a na który dałam przyzwolenie - niestety nie. Jednak emocje przygasły, o wielu zapomniałam. Zapomniałam jak to jest kontrolować, doszukiwać się kłamstwa lub prawdy, wymuszać prawdę.
Kontakt z nim agresywnym, kłamiącym nie służy mi, ale potrafię już ignorować go.
CZy zadaję jeszcze sobie pytanie jak mogłam tego wcześniej nie widzieć. Bywa, że tak sad
DZisiaj potrafię przewidzieć jego zachowania, reakcje. Niestety nie mogę zupełnie zerwać kontaktów z nim.
Wiem, że wyleczylam się ze współuzależnienia.

13 595

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ręce mi opadły na niego Zofio, opadły.

13 596

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio, jakis czas temu zapoznalam sie z Twoja historia. Szczerze wspolczuje, a jednoczesnie jestem dla Ciebie pelna podziwu.
Szkoda tylko, ze ktos potrafil zostawic taki slad w psychice, ktory pewnie zostanie tam do konca zycia sad

Pozdrawiam Cie cieplutko

13 597

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... od powrotu z Anglii nie jestesmy na etapie stalego mieszkania ze soba (tj. od 2 lat). Maz siedzi na budowie, w malenkiej wiosce, gdzie prawie ludzi nie ma, ja albo u rodzicow, przez jakis czas troche na budowie mieszkalam, a takze w miejscu porzuconej juz pracy. Tak wiec jak na razie dzieci nie wiaza moich przeprowadzak z rozstaniem czy powrotem do meza.
Niemniej jednak niedlugo dom bedzie skonczony i we wrzesniu corka rozpocznie 4-ta klase szkoly podstawowej. Trzeba bedzie podjac decyzje gdzie ma isc do szkoly, tu gdzie teraz chodzi, w miejscowosci gdzie mieszkaja rodzice, czy tam gdzie zostanie skonczona budowa. Wtedy prawdy juz nie bedzie mozna ukryc przed dzieckiem.
Osobiscie przemyslalam ta sprawe z roznych punktow i stwierdzilam, ze jezeli w przeciagu roku kompletnie sie nic nie zmieni to skladam papiery rozwodowe. W tym czasie bede robic swoje. Jezeli sobie kogos znajdzie, to sprawa sie przyspieszy, jezeli bedzie chcial wrocic, to bede miala do podjecia bardzo wazna decyzje. Nie chce jednak nad tym na razie zastanawiac sie. Mam nadzieje, ze ten rok to bedzie wystarczajaco duzo czasu, aby juz bez emocji i z klasa moc sie rozwiesc...

zofia282

Szczeze mowiac to nie wydaje mi sie abym w moim wypadku mogla mowic o zdradzie. Na pewno jest nieszczerosc, bo ja nie mam nic przeciwko jego "pomaganiu" komus, tak dlugo jak ja jestem swiadoma calej sytuacji. Byloby to bardzo nie wporzadku z mojej strony gdybym byla przeciwna takim kontaktom, bo moi znajomi skladaja sie w 99% z mezczyzn. Na studiach mam samych mezczyzn- zadnej kobiety. W pracy tylko w kadrach i administracji. Zewszad otaczaja mnie mezczyzni i utrzymuje z nimi bliski kontakt, ale moj maz wie o wszystkim. I tu jest roznica. Wydaje mi sie, ze takie niemowienie mi totalnie o wszystkim co sie w jego zyciu dzieje, jest tez pewnego rodzaju kara dla mnie. Wiem, ze to chore, ale robil tak od dawna. Jak sie na mnie smiertelnie obrazal, to wyjezdzal gdzies nie dajac mi znaku zycia. Po powrocie do mnie (tj pogodzeniu sie) pokazywal zdjecia, jak np pojechal nad ocean, spal pod namiotem i pisal mi wiersze- ja zawsze glupia temu ulegalam sad A on byl w pelni swiadom, ze ja umieram z powodu braku jakiejkolwiek informacji o nim...

Poza tym u niego w rodzinie ojciec zdradzal matke i maz jest mocno uczulony na punkcie zdrady. Iles tam lat temu jak byl z poprzednia partnerka staral sie od niej odejsc, ale ona ciagle go na sile zatrzymywala, grozila ze sie zabije itd i tak tkwil dluzszy czas w tym zwiazku (ona mocno naduzywala alkoholu i robila jakies chore sceny przy znajomych- on mi tego nie powiedzial, tylko jego znajomi, jemu bylo wstyd) i poznal jakas dziewczyne. Potem zerwal ze swoja owczesna dziewczyna i pojechal na spotkanie z nowopoznana. Jak sie okazalo ta dziewczyna nie zakonczyla jeszcze swojego zwiazku, tak wiec automatycznie zerwal z nia kontakt. To bylo tuz przed tym jak mnie poznal.
Tak wiec gleboko watpie aby szukal kogos lub mial kogos. W takiej sytuacji najpierw zakonczylby zwiazek ze mna. A on upiera sie, ze nie chce sie rozwiesc...

Niestety co do agresji (psychicznej, fizycznie tez nigdy nie podniosl na mnie ani na dzieci nawet palca) i upokozenia to jest w tym dosc dobry. No i nie moge tez sie nie zgodzic co do tego, ze ja jestem winna przyzwalania na to.

Dziekuje Wam dziewczyny. Macie zdrowe podejscie, ktore nie jest przejaskrawione w zadna strone. Bo ani nie jestescie ciete na mezczyzn, ani nie macie do nich slabosci. Nie widac tez w was zgorzknialosci. Takie spojrzenie jest dla mnie najcenniejsze.

13 598

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktosik. Masz dobre podejście. Będę trzymać kciuki.
A może on nerwowy jest i mściwy trochę. Może niespokojny?

13 599

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A może on nerwowy jest i mściwy trochę. Może niespokojny?

hm... jest na pewno nerwowy. Nie wiem jak to ze msciwoscia jest. Jak dla mnie to on jest chory. Sam mi to powiedzial na poczatku, jak sie poznalismy- powiedzial wtedy, ze jego matka strasznie go bila jak byl maly i znecala sie nad nim jego rodzenstwem psychicznie. To nie moglo pozostac bez sladu i on to powiela (tzn bez rekoczynow). Coz ja rozumiem chorobe i z drugiej strony tez troche rozumiem fakt, ze nie chce wybrac sie do psychologa, bo kiedys jeden psycholog nie dotrzymal tajemnicy i wygadal wszystko co bylo na rozmowie z nim osobom zainteresowanym... Stad jego brak zaufania do tego typu kuracji.
Nie widze jednak powodu dla ktorego ja mialabym znosic znosic jego chorobe, skoro on nic nie chce z nia zrobic.

Coraz czesciej tez zastanawiam sie czy on mnie rzeczywiscie kocha. Nawet chcac sie rozstac upieral sie przy fakcie ze tak. Ale czy ktos kto kocha, zostawia ukochana osobe? Chyba nie... nie jezeli ta osoba staje na glowie aby bylo dobrze i jest realnie w porzadku wobec niego.

13 600

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:
hm... napisał/a:

A może on nerwowy jest i mściwy trochę. Może niespokojny?

hm... jest na pewno nerwowy. Nie wiem jak to ze msciwoscia jest. Jak dla mnie to on jest chory. Sam mi to powiedzial na poczatku, jak sie poznalismy- powiedzial wtedy, ze jego matka strasznie go bila jak byl maly i znecala sie nad nim jego rodzenstwem psychicznie. To nie moglo pozostac bez sladu i on to powiela (tzn bez rekoczynow). Coz ja rozumiem chorobe i z drugiej strony tez troche rozumiem fakt, ze nie chce wybrac sie do psychologa, bo kiedys jeden psycholog nie dotrzymal tajemnicy i wygadal wszystko co bylo na rozmowie z nim osobom zainteresowanym... Stad jego brak zaufania do tego typu kuracji.
Nie widze jednak powodu dla ktorego ja mialabym znosic znosic jego chorobe, skoro on nic nie chce z nia zrobic.

Coraz czesciej tez zastanawiam sie czy on mnie rzeczywiscie kocha. Nawet chcac sie rozstac upieral sie przy fakcie ze tak. Ale czy ktos kto kocha, zostawia ukochana osobe? Chyba nie... nie jezeli ta osoba staje na glowie aby bylo dobrze i jest realnie w porzadku wobec niego.

Jeśli go przerażają swoje zaburzenia to może być różnie.

To jakieś zaburzenia osobowości prawdopodobnie. Jeśli rodzice gnębią swoje dzieci, stosują przemoc słowną, znęcają się. A jakby tak powiedzieć, że chcesz mu pomóc.
A ten psycholog to idiota jakiś chyba, z całym szacunkiem.

13 601

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

...
A ten psycholog to idiota jakiś chyba, z całym szacunkiem.

Z całym szacunkiem jeśli to był psycholog dziecięcy to RACZEJ miał obowiązek naświetlić sytuację "zainteresowanym" (rodzicom) a dziecko, do tego z problemem przyjęło ten fakt jak przyjęło. Wątpię w złą wolę.
Już widzę jak się cieszysz gdy psycholog odmawia ci rozmowy o twoim rodzonym dziecku i jego problemach wink
Ale zdaje się, że pacjent już "doróśł"? i powinien zmienić myślenie na bardziej dojrzałe...

13 602

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anhedonio, ale Ktosik nie napisałą, że był u psychologa jak był dzieckiem i że psycholog przedstawił sprawę jego rodzicom, tylko osobom zainteresowanym.
Tak że mnie się wydaje, że informacje mogły trafić w niepowołane ręce jednak.

13 603

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:
hm... napisał/a:

...
A ten psycholog to idiota jakiś chyba, z całym szacunkiem.

Z całym szacunkiem jeśli to był psycholog dziecięcy to RACZEJ miał obowiązek naświetlić sytuację "zainteresowanym" (rodzicom) a dziecko, do tego z problemem przyjęło ten fakt jak przyjęło. Wątpię w złą wolę.
Już widzę jak się cieszysz gdy psycholog odmawia ci rozmowy o twoim rodzonym dziecku i jego problemach wink
Ale zdaje się, że pacjent już "doróśł"? i powinien zmienić myślenie na bardziej dojrzałe...

Niestety moj maz nie byl juz wtedy dzieckiem, a psycholog cala sprawe naswietlil nie rodzicom, a przyjaciolce meza, ktora byla wplatana w cala sytuacje. Tu Anhedonio musisz sie zgodzic, ze psycholog nie mial prawa puscic pary z ust.

13 604 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-11 08:18:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Owszem. Zgodzę się

13 605

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktosik nie trzeba dostawać lania aby czuć się upokorzoną. Gesty, miny, spojrzenie i słowa moga zrobić większą krzywdę jak otrzymany cios. Przemoc psychiczna robi większą krzywdę. Zrozumie to tylko ten co przez to przeszedł. Wspomniałam jednak o tym tylko tak na marginesie.
Zdrady - mogą być różne. Kłamstwa, ukrywanie faktów to też zdrada. Owszem nie powodują one zazdrości, ale niosą za sobą inne równie niemiłe odczucia.
Miotasz się w tym związku, ale cudownie, że realizujesz siebie. Dzieci zaakceptują Twoją każdą decyzje. Mam jeszcze jedną refleksje - dzieci szczęśliwe są,  przy szczęśliwej matce.   
W całym Twym rozważaniu jedno wiedzieć musisz - Ty zmienić możesz siebie, nie jego. To on musi chcieć zmian. Jeśli ma traumę z dzieciństwa to najlepszym rozwiązaniem jest stawienie jej czoła. Nie musi być psycholog. Wiele jest artykułów w necie i dobrych książek o DDD. 
Czy z nim będziesz, czy nie, to tylko Twój wybór i życzę Ci abyś po dokonanym wyborze, mogła powiedzieć "jestem szczęśliwa".
Trzymaj się cieplutko smile.

13 606

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja mam przemoc psychiczną cześć druga.
Ale teraz inaczej nieco reaguję.
I tak coś mi się widzi, że ja znał i wiedział jak jest w małżeństwie to chyba byłam wspaniałą potencjalną ofiarą.
Chociaż od=n z gruntu lubi poniżać i dokuczać. Tylko, że ja na to nie reaguję.

13 607 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-12 14:35:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ja mam przemoc psychiczną cześć druga.
Ale teraz inaczej nieco reaguję.
I tak coś mi się widzi, że ja znał i wiedział jak jest w małżeństwie to chyba byłam wspaniałą potencjalną ofiarą.
Chociaż od=n z gruntu lubi poniżać i dokuczać. Tylko, że ja na to nie reaguję.

Ojj, chyba się nie da na dłuższą metę nie reagować na przemoc.
Jakiś czas możemy sobie mówić, że on/ ona opowiada głupoty. Po jakimś czasie zaczynamy wierzyć w ich słowa sad
Nasza samoocena spaaaaada do "0" sad
Ok. jeśli już zdajemy sobie sprawę z przemocy to początkowo możemy śmiać się, ignorować. Potem włącza się sprzeciw i niestety agresja. Do niczego dobrego nie prowadzi długie przebywanie z przemocodawcą sad

Owszem wielkim sukcesem jest zadanie sobie sprawy, że jesteśmy ofiarą przemocy.
Jest to dobry czas do działania i uwolnienia się ze szponów oprawcy.

13 608

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja mam przemoc psychiczną cześć druga.
Ale teraz inaczej nieco reaguję.
I tak coś mi się widzi, że ja znał i wiedział jak jest w małżeństwie to chyba byłam wspaniałą potencjalną ofiarą.
Chociaż od=n z gruntu lubi poniżać i dokuczać. Tylko, że ja na to nie reaguję.

Ojj, chyba się nie da na dłuższą metę nie reagować na przemoc.
Jakiś czas możemy sobie mówić, że on/ ona opowiada głupoty. Po jakimś czasie zaczynamy wierzyć w ich słowa sad
Nasza samoocena spaaaaada do "0" sad
Ok. jeśli już zdajemy sobie sprawę z przemocy to początkowo możemy śmiać się, ignorować. Potem włącza się sprzeciw i niestety agresja. Do niczego dobrego nie prowadzi długie przebywanie z przemocodawcą sad

Owszem wielkim sukcesem jest zadanie sobie sprawy, że jesteśmy ofiarą przemocy.
Jest to dobry czas do działania i uwolnienia się ze szponów oprawcy.

Masz rację, włącza się agresja żeby móc się bronić.

13 609 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-11-12 21:59:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziekuje dziewczyny!

Wiem, ze macie racje. Jestem tego w pelni swiadoma. Niestety nie odzywamy sie juz 5 dni i czuje, ze zdenerwowanie mi juz opadlo i zaczyna mi byc bardzo przykro. Do tej pory bylam w pelni przekonana, ze bedzie chcial wrocic i ze bede mogla postawic swoje warunki lub powiedziec, ze ja juz nie chce jego powrotu. Coz, ostatnio zrobil sobie 3,5 miesieczna "przerwe". Teraz zastanawiam sie czy on rzeczywiscie nie odszedl na zawsze... Nie bede o niego zabiegac. Ale jest mi strasznie ciezko, w sumie to coraz bardziej jest mi smutno. Zamiast coraz lepiej jest coraz gorzej sad Poza tym dlaczgo on nie chce sie ze mna rozwiesc ???????:(
Rozpoczelam w pazdzierniku studia drugiego stopnia i nie jestem w stanie sie uczyc. Te mysli krazace w mojej glowie totalnie nie pozwalaja mi skupic sie choc na chwile na czyms innym niz on... A jestem na studiach, na ktorych "sesje" mam przez caly semestr. Nie moge wiec pozwolic sobie na dojscie do siebie do konca stycznia tylko musze uczyc sie na biezaco:(
Chcialabym moc zasnac jak niedzwiedz na cala zime lub wylaczyc myslenie o nim choc na kilka godzin.

Nie musicie mi mowic, ze on nie zasluguje na mnie, ze nie ma w nim nic wartosciowego- wiem o tym. Sama moge wymienic wszystkie jego wady, ktore widze bez problemu. Nie zmienia to faktu, ze jest mi zle.

Mam swiadomosc tez, ze jezeli na sile ciagnelabym ten zwiazek tak jak teraz to wyglada (on bez problemu zgodzilby sie na wspolne zamieszkanie po wykonczniu domu) to przekazalibysmy w ten sposob dzieciom najgorsze wartosci jakie tylko mozna. Powielilibysmy to co on mial w dziecinstwie. Bo co to jest za pokazywanie dzieciom jak wyglada milosc rodzicow, kiedy rodzice zyja obok a nie razem??? I jaka wtedy dzieci maja szanse na stworzenie w przyszlosci udanego zwiazku malzenskiego?
Z drugiej strony jezeli sama bede wychowywac dzieci, to tez nie naucza sie relacji miedzy partnerami- nie zobacza jak wyglada normalny zwiazek i w przyszlosci maja duza "szanse" na stanie sie kobietami kochajacymi za bardzo sad
Jestem miedzy mlotem a kowadlem... Kazda z moich decyzji bedzie zla. Nie wiem ktora gorsza.
Poza tym postanowilam sobie, ze nie zrobie nic w kierunku tego, aby on do mnie wrocil i jezeli on jednak podejmie taka decyzje to bedzie musial spelnic moje warunki!!!

Echhh, szkoda gadac. Mam tyle na glowie a jestem tak bezuzyteczna i jeszcze do tego tak bardzo sie mecze sad

13 610

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:

(...)Poza tym postanowilam sobie, ze nie zrobie nic w kierunku tego, aby on do mnie wrocil i jezeli on jednak podejmie taka decyzje to bedzie musial spelnic moje warunki!!!(...)

Mam wrażenie, że identyczny tekst czytałam w Twych postach bodaj rok temu. hmm

A nie lepiej, byś przestała się miotać, byś przestała walczyć sama ze sobą, byś jasno i wyraźnie powiedziała sobie, że będziesz z nim, bo chcesz. Bo chcesz być z nim, mimo... A tak, udajesz sama przed sobą, tłumaczysz się, źle się czujesz z tymi wszystkimi "powinnam", "muszę". Zacznij używać innych słów: CHCĘ, DECYDUJĘ, MOGĘ, WYBIERAM.

13 611

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:

(...)Poza tym postanowilam sobie, ze nie zrobie nic w kierunku tego, aby on do mnie wrocil i jezeli on jednak podejmie taka decyzje to bedzie musial spelnic moje warunki!!!(...)

Mam wrażenie, że identyczny tekst czytałam w Twych postach bodaj rok temu. hmm

A nie lepiej, byś przestała się miotać, byś przestała walczyć sama ze sobą, byś jasno i wyraźnie powiedziała sobie, że będziesz z nim, bo chcesz. Bo chcesz być z nim, mimo... A tak, udajesz sama przed sobą, tłumaczysz się, źle się czujesz z tymi wszystkimi "powinnam", "muszę". Zacznij używać innych słów: CHCĘ, DECYDUJĘ, MOGĘ, WYBIERAM.

Wielokropku,

Ja chce byc wolna psychicznie. Nie czuje sie jak rok temu- tu moge Cie zapewnic. Wtedy to byla histeria, teraz jest mi zle, ale nie jest tragicznie.
Widzisz, gdyby on podjal za mnie ostateczna decyzje, ze sie rozwodzimy i to jest totalny koniec, to moze bym nie szarpala sie z myslami, tylko byla swiadoma, ze musze sie ogarnac. Moze gdyby mnie zdradzil, to sama bym to zakonczyla. A tak to ani zdrady, ani jakiejs konkretnej decyzji. Bo co to za rozstanie, ale bez rozwodu hmm

Czy ktos moze mi w koncu powiedziec co ten czlowiek kombinuje???

13 612

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zastanawiam się, dlaczego TY nie podejmiesz decyzji o rozwodzie? Dlaczego czekasz na jego decyzję? Czyżby to było przerzucenie odpowiedzialności?

Bo takie krążenie, wyczekiwanie, zastanawianie się nad przyczynami jego zachowań skutecznie przesłania właściwy i podstawowy temat, czyli własną osobę, własne decyzje, własne zmiany (lub ich brak). Wiem, że to co pomaga w tego typu sprawach, to zajęcie się sobą, swoją osoba, swoimi motywacjami.
Tę samą energię, którą wydatkujesz na tworzenie i czepianie się ułudy, mogłabyś użyć do budowania swego szczęścia i bezpieczeństwa opartego na sobie, do budowania i zbudowania swej niezależności. Mogłabyś, gdybyś podjęła taką decyzję.

13 613

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Zastanawiam się, dlaczego TY nie podejmiesz decyzji o rozwodzie? Dlaczego czekasz na jego decyzję? Czyżby to było przerzucenie odpowiedzialności?
[...]
Tę samą energię, którą wydatkujesz na tworzenie i czepianie się ułudy, mogłabyś użyć do budowania swego szczęścia i bezpieczeństwa opartego na sobie, do budowania i zbudowania swej niezależności. Mogłabyś, gdybyś podjęła taką decyzję.

Masz w pelni racje, wiem o tym i bardzo lubie Twoje posty.

Jezeli chodzi o to co powinnam, to wiem, ze powinnam od niego odejsc, ze powinnam raz na zawsze zakonczyc ten zwiazek.

Problem w tym, ze nie czuje sie na silach aby to zrobic sad Mam sily tylko do trwania w tym moim "nie wlazeniu mu w doope i lekcewazeniu tych maili od niego, ktore nie wymagaja mojej odpowiedzi". I zyje Cicha nadzieja, ze w koncu po jakims czasie emocje przygasna i bede gotowa do podjecia decyzji o rozwodzie.

Wielokropku wiem, ze to powinna byc moja decyzja, ale powiedz mi, jezeli masz jakiekolwiek domysly, dlaczego on nie chce sie rozwiesc. Jak sam twierdzi, nie chce o tym myslec

13 614

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie będę zajmować się nim. Mogę i chcę zająć się Tobą. smile

Proponuję, byś zmieniła swój język (coraz większej ilości osób na tym forum to proponuję). Używasz języka negatywnego, osłabiającego motywację i wolę, odrzucającego odpowiedzialność, zwiększającego bezradność, bezsilność, niepewność. Ten język przejawia się w słowach: "muszę", "powinnam", "trzeba".

Proponuję, byś zaczęła stosować myślenie pozytywne, wzmacniające, które posługuje się słowami, które przytoczyłam wyżej.

A co do braku siły.
Zastanów się, na co swą siłę zużywasz. Zwykle brak sił wynika z hamowania złości. smile Im złości jest więcej, tym więcej zużywa się siły, do jej powstrzymania.
Poza tym, takie tłumaczenie, to... tylko usprawiedliwianie się. Bo decyzję poznaje się po czynach, nie po wypowiadanych słowach (nawet największych).


***
No dobrze, odpowiem.
On nie ma żadnego powodu, by się z Tobą rozwieść, więc tego nie czyni. tongue

13 615 Ostatnio edytowany przez Ktosik2025 (2012-11-13 01:02:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Nie będę zajmować się nim. Mogę i chcę zająć się Tobą. smile

Proponuję, byś zmieniła swój język (coraz większej ilości osób na tym forum to proponuję). Używasz języka negatywnego, osłabiającego motywację i wolę, odrzucającego odpowiedzialność, zwiększającego bezradność, bezsilność, niepewność. Ten język przejawia się w słowach: "muszę", "powinnam", "trzeba".

Proponuję, byś zaczęła stosować myślenie pozytywne, wzmacniające, które posługuje się słowami, które przytoczyłam wyżej.

A co do braku siły.
Zastanów się, na co swą siłę zużywasz. Zwykle brak sił wynika z hamowania złości. smile Im złości jest więcej, tym więcej zużywa się siły, do jej powstrzymania.
Poza tym, takie tłumaczenie, to... tylko usprawiedliwianie się. Bo decyzję poznaje się po czynach, nie po wypowiadanych słowach (nawet największych).


***
No dobrze, odpowiem.
On nie ma żadnego powodu, by się z Tobą rozwieść, więc tego nie czyni. tongue

Wielokropku,

Uwazasz, ze powinnam zakonczyc ten zwiazek raz na zawsze. Ja tez wiem ze powinnam to zrobic.
Cofam sie przed ta nieodwracalna decyzja, bo pomimo iz maz jest czlowiekiem chorym i ja odczuwam skutki tej choroby (choroby wynikajacej z traum zwiazanych z rodzinnym domem z dziecinstwa), ma on (choc moze sie to wydawac nie do pomyslenia) i pozytywne strony. Jak poszlam do pracy to naprawde mi pomagal, drobnymi gestami pokazywal mi ze mnie kocha. Tego nie da sie niezauwazyc. Nie chce o nich myslec i sie nakrecac niepotrzebnie, bo to bez sensu. Wystarczym wypadek samochodowy. BA! Lekka stluczka, abym stala sie dla niego kims niemalze obcym. TAK! On chce abym ja to tak odczuwala.

Niestety jego niezdecydowanie mocno udziela sie mi. Uciekam przed podjeciem decyzji, bo on jej nie podejmuje. Dodatkowo probuje to ukryc przed sama soba, ale chyba mam nadzieje, ze jednak "jakos" sie ulozy. Tylko, ze ja nie chce kolejnego JAKOS sad Probuje odepchac od siebie takie nadzieje, ale kazda nieudana proba tylko mnie rozjusza hmm

Potrafie przez kilka godzin siedziec i rozmyslac nad moimi wymaganiami wobec niego, o tym jak moze byc, co powinnam zrobic, zeby tak bylo, a potem widze kolejny koniec tych moich staran, bo znowu sie cos stanie, co dla meza jest powodem do wielkiej obrazy. I widze siebie w tym samym miejscu, w ktorym jestem teraz tylko, ze za rok. I czuje sie beznadziejnie, bo wiem, ze tak sie to skonczy i nie wiem dlaczego ciagle jak jakas mocno ograniczona walkuje ten temat w sobie. Ile lat potrzebuje, aby dojrzec do decyzji, ktora powinnam podjac juz teraz???

W zeszlym roku on ja podjal. Kiedy juz pozew byl napisany i zebrane odpowiednie dokumenty do zlozenia pozwu (tj, odpisy dzieci), on nagle bardzo zapragnal wrocic... Ile tak mozna w kolo Macieju, ile jeszcze wersji rozstania on wymysli, zanim ja dojrzeje do tego aby powiedziec "DOSC"???

13 616 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-13 16:03:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej Ktosik,
a nie łatwiej by Ci było, gdybyś zaczęła być po prostu szczera sama ze sobą i powiedziała sobie, że nie jesteś jeszcze gotowa na to by podjąć decyzję o rozwodzie? Zadręczanie się tym co powinnaś zrobić i tym co inni myślą,że powinnaś zrobić, nie ma według mnie sensu.
Fakt, czasami warto wyjść ze swojej strefy komfortu, zrobić coś innego niż zazwyczaj do tej pory robiłyśmy, bo może się to okazać najlepszym dla nas rowiązaniem, które da nam "kopa" do życia. Ale nigdy się nie dowiemy dopóki tego nie sprawdzimy. A gdy nasza decyzja okaże się porażką? Cóż. Popełnianie błędów to ludzka rzecz. Tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów.
Wydaje mi się, że Twój mąż znęca się nad Tobą psychicznie. Jego brak decyzji o rozwodzie, to też rodzaj kary wobec Ciebie. On wie, że Ty tego nie zrobisz i dodaje mu to siły, bo wciąż ma władzę nad Twoją psychiką.
Przede wszystkim zadbaj o swój komfort psychiczny. Ustal swoje priorytety,zastanów się co najbardziej Cię gnębi i postaraj się to zmienić. Jeżeli rozwód jest Twoim celem i doda Ci siły, zrób to! Odetnij się psychicznie od męża, zupełnie lub do minimum ogranicz z nim kontakt. Otwórz swój umysł, bądź dla siebie autorytetem,bo jestem przekonana, że podejmujesz słuszne decyzje i jesteś silną kobietą.
Ja podjęłam decyzję, by swój rozwód odłożyć na później. Jestem osobą, która potrzebuje więcej czasu, to moja strefa komfortu i narazie jej nie jestem w stanie przekroczyć. Z mężem nie mam kontaktu, a jeżeli mam to max. raz w miesiącu. Małymi kroczkami osiągam swój cel-komfort psychiczny.
Trzymam kciuki za Ciebie!!

13 617

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:

Wielokropku,

Uwazasz, ze powinnam zakonczyc ten zwiazek raz na zawsze. (...)

Nie, nie uważam, że cokolwiek powinnaś.
W ogóle to słowo "powinno się" ze wszelkimi odmianami wykreśliłam ze swojego słownika. smile Wykreśliłam, gdyż jest szkodliwe, wpędza w poczucie winy, prowokuje do usprawiedliwiania się, tłumaczenia.

Jedyne co proponuję to, byś przestała się oszukiwać. Byś przestała udawać sama przed sobą. Byś odważnie powiedziała sobie prawdę w oczy. A ta prawda, moim zdaniem, brzmi tak: "Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."

Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.

13 618

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku
Jestes niesamowita kobieta .
Rowniez donalazlam swoja droge ,w zyciu w prawdzie i w zgodzie z samym soba .
Bo zycie mamy jedno ,warto je przezyc nie przewegetowac ,czy przecierpiec ............

13 619 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-13 12:54:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:

Wielokropku wiem, ze to powinna byc moja decyzja, ale powiedz mi, jezeli masz jakiekolwiek domysly, dlaczego on nie chce sie rozwiesc. Jak sam twierdzi, nie chce o tym myslec

Sorki, ale i ja wtrącę swoje trzy grosze do tej dyskusji.
Po pierwsze - decyzyjne powinny być dwie strony w związku. Jeśli, którejś zaczyna być " nie po drodze" ze współmałżonkiem to decyduje się na pójście własną drogą. Dlaczego on miałby powiedzieć, widzę, że źle Ci ze mną, więc rozwodzę się. To nie byłoby logiczne zachowanie. Odchodzi ten, któremu jest źle.
Po drugie - jego trwanie przy Tobie....może dzieci ( w co bardzo wątpię i szczerze wątpię), może pasuje mu być z ofiarą, a Ty jesteś ofiarą przemocy psychicznej, bo to co Ci funduje Twój partner to 100% przemoc psychiczna. Może sprawia mu przyjemność karanie Ciebie i upokarzanie. On wie, że obrazisz się na chwilę i zaraz znowu będzie miał przyjemność w karaniu Cię i innych " zabiegach". Dajesz mu też całkowitą wolność, nie kontrolujesz, nie sprawdzasz...no hulaj dusza piekła nie ma.
Może on wie, że jak odejdzie to nie spotka tak szybko tak uległej i podatnej na manipulację jak TY. Może inne, które poznają nie poddają się jego humorkom i gierkom. Może zwyczajnie dobrze mu z Tobą, tobą miotającą się, zniesmaczon, ale poddającą się mu.
Może zdziwisz się moimi słowami, a może zatrzymasz się i zadumasz na chwilę.
Ja także wiele lat miotałam się. Wiele mi nie pasowało w zachowaniach i poczynaniach mojego męża, a trwałam przy nim. Dzisiaj wiem, że byłam osobą współuzależnioną. MOże TY też jesteś .
Disiaj też wiem, że z taką jak dzisiaj jestem mój mąż nie byłby. Dzisiaj jestem stanowcza i wymagająca. Dzisiaj umiem szanować się i jestem asertywna. Dzisiajn też mniej we mnie empatii.
Dzisiaj też mam alergię na tych biednych, cierpiących, pokrzywdzonych przez żony. Mam dowody iż mój małżonek, na szczęście były małżonek, właśnie tak przedstawił się swojej kochance. Wiem, że i kobiety mogą być wiedćmami, ale zdecydowanie częściej mężczyźni dopuszczają się przemocy i fizycznej, i psychicznej.
Zgadzam się z Wielokropkiem. Miotasz się łudzisz. ON nigdy inny nie będzie. Cieszyć się będziesz nim takim jaki jest albo szukać będziesz szczęścia bez niego.
Ze swojego doświadczenia powiem Ci. że bycie bezpieczną, nie przeżywającą upokarzania to jest to smile Kocham cisze i spokój i nie wyobrażam sobie innego życia. Nie wiem jak mogłam godzić się na to co mi oferował eks mąż......wiem byłam osobą współuzależnioną......poczytaj sobie w necie na ten temat lub na blogu Tarantelli.

13 620

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Wielokropku
Jestes niesamowita kobieta .
Rowniez donalazlam swoja droge ,w zyciu w prawdzie i w zgodzie z samym soba .
Bo zycie mamy jedno ,warto je przezyc nie przewegetowac ,czy przecierpiec ............

Podpisuję się pod tymi słowami smile smile smile

13 621

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:

Wielokropku
Jestes niesamowita kobieta .
Rowniez donalazlam swoja droge ,w zyciu w prawdzie i w zgodzie z samym soba .
Bo zycie mamy jedno ,warto je przezyc nie przewegetowac ,czy przecierpiec ............

Podpisuję się pod tymi słowami smile smile smile

Ja też:D i dodam,że same jesteśmy kowalem naszego losu!
Miłego popołudnia laseczki!!

13 622

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Ktosik2025 napisał/a:

Wielokropku,

Uwazasz, ze powinnam zakonczyc ten zwiazek raz na zawsze. (...)

Nie, nie uważam, że cokolwiek powinnaś.
W ogóle to słowo "powinno się" ze wszelkimi odmianami wykreśliłam ze swojego słownika. smile Wykreśliłam, gdyż jest szkodliwe, wpędza w poczucie winy, prowokuje do usprawiedliwiania się, tłumaczenia.

Jedyne co proponuję to, byś przestała się oszukiwać. Byś przestała udawać sama przed sobą. Byś odważnie powiedziała sobie prawdę w oczy. A ta prawda, moim zdaniem, brzmi tak: "Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."

Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.

Myślisz Wielokropku że da się żyć nie ochodząc, a godząc się na stan rzeczy?

13 623

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Myślisz Wielokropku że da się żyć nie ochodząc, a godząc się na stan rzeczy?

Oczywiście, że tak. Da się tak żyć.
Powiem/napiszę więcej, sporo osób w ten właśnie sposób żyje. Sporo osób żyje w toksycznych związkach; ba, wiele osób taki toksyczny związek współtworzy. A jakie pole do popisu przed tymi osobami. Ile powodów do narzekania. Jakie wsparcie społeczne.

Przeczytaj posty wielu osób na tym forum - one są najlepszym dowodem na to, że da się żyć nie odchodząc i godząc się na określony stan rzeczy.

13 624

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pewnie sie da ,ale czy nie jest to babranie sie w emocjonalnym bagienku?,  toksyczna relacja jest ,niszczaca relacja .
Moim zdaniem to wynika z braku swiadomosci zycia ,strach - milosc ,mysle ze nienawisc nie jest przeciwienstwem milosci w zwiazkach ,ale strach .Strach przed przeyjeciem prawdziwiej odpowiedzialnosci za swoje zycie .

13 625

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A co to jest upokarzanie, ja to u Was wygląda?

U mnie jest nagradzanie jak u Ktosik, znaczy On myśli, że na mnie to działa. A ja się dusze w tym nie pasuje mi i stawiam opór, śmieję się z tych jego zagrywek. Drugi popipeprzony związek. Znaczy to już nie jest związek. MIędzy nami nie ma nic.

13 626

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
hm... napisał/a:

Myślisz Wielokropku że da się żyć nie ochodząc, a godząc się na stan rzeczy?

Oczywiście, że tak. Da się tak żyć.
Powiem/napiszę więcej, sporo osób w ten właśnie sposób żyje. Sporo osób żyje w toksycznych związkach; ba, wiele osób taki toksyczny związek współtworzy. A jakie pole do popisu przed tymi osobami. Ile powodów do narzekania. Jakie wsparcie społeczne.

Przeczytaj posty wielu osób na tym forum - one są najlepszym dowodem na to, że da się żyć nie odchodząc i godząc się na określony stan rzeczy.

Ale to nie jest chyba życie.
Co to za życie, kiedy jest źle.

13 627

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm...,
póki wszystkie funkcje życiowe są zachowane, to jest to życie. smile

Patrzysz na to i oceniasz takie życie swoją miarą. Dla Ciebie to nie jest życie, wiele zaś osób nie wyobraża sobie innego. Powtórzę po raz kolejny cytowane tu często zdanie: Szczęście, na szczęście, nie jest obowiązkowe.

Są osoby, które twierdzą, że: "cierpienie uszlachetnia", "trzeba z godnością nieść swój krzyż", "co Bóg złączy, człowiek niech nie rozdziela", "taka moja karma".
Są osoby, które gadają o swej chęci innego życia.
I gadają.
I gadają.
I gadają.
I nic nie robią, by żyć inaczej.

13 628

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak jest źle, jak czujecie w środku, że się dusicie, jak macie negatywne myśli o wszystkim, to trzeba uciekać. Nie warto tkwić gdzieś, w związku, w którym po prostu czujemy się fatalnie i nie da się tego zmienić inaczej niż poprzez ucieczkę. A samo odejście, czy wywalenie partnera z domu dodaje nam skrzydeł i psychicznie motywuje do życia. A żyć da się tak, w chorym związku,ale co to za życie? Każda z nas ma siłę i potencjał, by odejść. Każda z nas ma cel w życiu, by być szczęśliwą i dumną z siebie i swoich osiągnięć. Ale tak jak pisze Wielokropek, nie liczą się słowa a czyny. A jeszcze wcześniej są myśli, najważniejsze!

13 629

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Masz mnie na myśli?

JA jestem w kropce teraz.

Perner tn własnie oto
Wiesz jaki bałagan robi no i jeszcze problemy mogę miec przez niego. A tego to już nie mogłabym sobie darować.
NIe mogę go przekonać, żeby mi pomógł. Jest obojętny i nie słucha.
No i odgrywa się, nie traktuje mnie poważnie.
Jak się zapieram że gdzieś z nim nie pojadę, mówi -obiecam Ci coś tam i pojedziesz.

Ludzie mają do mnie pretensje za jego zaniedbania na które nie mam wpływu.
CHce nagradzać i karać, niby seksem, ale ja znając jego ochoty i tak mu nie wierzę. To już nawet nie o ten seks chodzi.
Powiedziałam mu, że albo coś zmieni do końca roku albo odchodzę.
Zmienił, raz.
Nie moge liczyć na pomoc, a samej czasem cięzko wszystko ogarnąć. BAle to znasz już Wielokropku.
Najgorsze, że nie bardzo jest gdzie odejść i on ma tą świadomość.

13 630

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Podjęłaś, z różnych powodów, decyzję o pozostaniu. Rozumiem, że póki nie znajdziesz miejsca do zamieszkania, decyzji nie zmienisz. I tyle.

Zobacz, że żyjesz. smile Naprawdę.
I zamiast zajmować się tym, czego Ci brakuje (szklanka do połowy pusta), proponuję, byś zajęła się tym, co masz (szklanka do połowy pełna).

13 631

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Podjęłaś, z różnych powodów, decyzję o pozostaniu. Rozumiem, że póki nie znajdziesz miejsca do zamieszkania, decyzji nie zmienisz. I tyle.

Zobacz, że żyjesz. smile Naprawdę.
I zamiast zajmować się tym, czego Ci brakuje (szklanka do połowy pusta), proponuję, byś zajęła się tym, co masz (szklanka do połowy pełna).

Tak Wielokropku. Staram się to doceniać.
JUż nie wyrzucam tak żali z siebie jak kiedyś tam wcześniej. Strasznie mi po tym było głupio.
Zastanawiałam się nawet czy ja jestem taka zła, czy chcę zbyt wiele?

Ja bardzo chciałabym się dogadać, porozumieć, z nim. Ale niestety.
Już nie przepraszam za złości i krzyki do których mnie doprowadzał. Ja tego nie znoszę. A czesem tak bardzo mnie złości.

13 632

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Masz mnie na myśli?

JA jestem w kropce teraz.

Perner tn własnie oto
Wiesz jaki bałagan robi no i jeszcze problemy mogę miec przez niego. A tego to już nie mogłabym sobie darować.
NIe mogę go przekonać, żeby mi pomógł. Jest obojętny i nie słucha.
No i odgrywa się, nie traktuje mnie poważnie.
Jak się zapieram że gdzieś z nim nie pojadę, mówi -obiecam Ci coś tam i pojedziesz.

Ludzie mają do mnie pretensje za jego zaniedbania na które nie mam wpływu.
CHce nagradzać i karać, niby seksem, ale ja znając jego ochoty i tak mu nie wierzę. To już nawet nie o ten seks chodzi.
Powiedziałam mu, że albo coś zmieni do końca roku albo odchodzę.
Zmienił, raz.
Nie moge liczyć na pomoc, a samej czasem cięzko wszystko ogarnąć. BAle to znasz już Wielokropku.
Najgorsze, że nie bardzo jest gdzie odejść i on ma tą świadomość.

A pomoglaby Ci diagnoza, ze ten typ tak ma i sie nie zmieni. Dla nikogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mi pomoglo, jak sie dowiedzialam (sama znalazlam w internecie po tym jak sie obwinialam, ze jestem do d..py i to wszystko moja wina, bo on odszedl) ze ten typ to byl narcysta. Powazne zaburzenie osobowosci i sie nie zmienia chocbym sie dwoila i troila. A kogo biora sobie takie zaburzone osobowosci za partnerki???? No wlasnie nas KKKZ! Jest klodka to sie tez znajdzie kluczyk!
Nie jest Ci latwo podjac decyzje, chociaz juz ja podjelas ale jeszcze nie zrealizowalas. Potrzebujesz jeszcze czasu.
Nie jestem psychologiem ale strzelam. ze ten twoj to ma cos z bierno-agresywnego w polaczeniu z osobowoscia dyssocjalna. To moje zdanie a zdanie innych to "poteflon".
Jestes juz dlugo na tym forum i czytalam rowniez Twoje wypowiedzi na innych watkach. Pamietam, jak pisalyscie wierszyki o poteflonach nie moge teraz znalesc tej strony (moze Ty poszukasz) i jak sie usmialam z Twojego wiersza.
Jestes silna, madra i masz poczucie humoru. Dziewczyno nie zginiesz!
Poteflony sie nie zmieniaja i z poteflonami sie nie dyskutuje, bo nie ma o czym.
Cos jeszcze o moim terapeucie smile Na samym poczatku terapii powiedzialam mu, ze napisalam email do poteflona, ze nie chce sie z nim wiecej komunikowac (ale bylam dumna z siebie). A on mi na to: Jak sie nie chcemy komunikowac to nie komunikujemy sie a nie piszemy, ze nie chcemy! Robimy swoje i tyle! Powiedzial mi tez, ze nigdy w zyciu nikomu nie musimy sie tlumaczyc, ze swoich decyzji. A ja sie ciagle tlumaczylam.
Przeczytalam po rozstaniu z poteflonem duzo ksiazek o narcystach i bylam dumna, ze wiem teraz tak duzo o nim. Oczywiscie z ta duma udalam sie do terapeuty - nazwijmy go Mr. Julian- a on mi na to: Po co czyta pani ksiazki o karaluchach o motylkach niech pani sobie poczyta.
Trzymaj sie hm smile

13 633

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... ja też się tu na forum ponarzekałam, aż doprowadziłam się do totalnej deprechy. Kolejna zmiana i kolejny powód do radości big_smile Czasami w życiu trzeba iść pod prąd, ale zawsze zgonie z sobą. Tylko to nas uchroni od cierpienia.
może hm... zadzwoń po Perfekcyjną Panią Domu? big_smile

Ostatnio zaczęłam sobie tworzyć plan na cały tydzień. Przez ostatni czas kompletnie nie mogłam się zmobilizować do niczego, nie gotowałam, ciężko było mnie wyciągnąć z łóżka. Totalny dół. Co piątek ustalam sobie system na cały następny tydzień. Uwzględniam takie rzeczy jak gotowanie, zakupy, relax. Póki co działa, motywuje się sama big_smile Do tego, odkryłam swój system pozytywnych myśli. Już siebie nie karcę. W książce od mojej psycholog "Stanowczo, łagodnie, bez lęku", są wypisane prawa człowieka. Codziennie je sobie czytam i piszę. Gdy popełnię jakąś gafę, od razu pojawia się myśl, że mam prawo popełniać błędy. Jest tam wiele zdań, które pozytywnie motywują mnie do życia. Dzięki nim czuję się wystarczająco dobra, taka jaka jestem, bo jestem sama dla siebie autorytetem.  Och, wiele pozytywnych zmian w moim życiu ostatnio. Czuję się wolna psychicznie, jestem radosna, zadowolona. Życzę Wam tego dziewczyny kochane, a tym, które już to osiągnęły przede mną napiszę, że w mojej drodze wolności, byłyście dla mnie przykładem!

13 634

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Masz mnie na myśli?

JA jestem w kropce teraz.

Perner tn własnie oto
Wiesz jaki bałagan robi no i jeszcze problemy mogę miec przez niego. A tego to już nie mogłabym sobie darować.
NIe mogę go przekonać, żeby mi pomógł. Jest obojętny i nie słucha.
No i odgrywa się, nie traktuje mnie poważnie.
Jak się zapieram że gdzieś z nim nie pojadę, mówi -obiecam Ci coś tam i pojedziesz.

Ludzie mają do mnie pretensje za jego zaniedbania na które nie mam wpływu.
CHce nagradzać i karać, niby seksem, ale ja znając jego ochoty i tak mu nie wierzę. To już nawet nie o ten seks chodzi.
Powiedziałam mu, że albo coś zmieni do końca roku albo odchodzę.
Zmienił, raz.
Nie moge liczyć na pomoc, a samej czasem cięzko wszystko ogarnąć. BAle to znasz już Wielokropku.
Najgorsze, że nie bardzo jest gdzie odejść i on ma tą świadomość.

A pomoglaby Ci diagnoza, ze ten typ tak ma i sie nie zmieni. Dla nikogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mi pomoglo, jak sie dowiedzialam (sama znalazlam w internecie po tym jak sie obwinialam, ze jestem do d..py i to wszystko moja wina, bo on odszedl) ze ten typ to byl narcysta. Powazne zaburzenie osobowosci i sie nie zmienia chocbym sie dwoila i troila. A kogo biora sobie takie zaburzone osobowosci za partnerki???? No wlasnie nas KKKZ! Jest klodka to sie tez znajdzie kluczyk!
Nie jest Ci latwo podjac decyzje, chociaz juz ja podjelas ale jeszcze nie zrealizowalas. Potrzebujesz jeszcze czasu.
Nie jestem psychologiem ale strzelam. ze ten twoj to ma cos z bierno-agresywnego w polaczeniu z osobowoscia dyssocjalna. To moje zdanie a zdanie innych to "poteflon".
Jestes juz dlugo na tym forum i czytalam rowniez Twoje wypowiedzi na innych watkach. Pamietam, jak pisalyscie wierszyki o poteflonach nie moge teraz znalesc tej strony (moze Ty poszukasz) i jak sie usmialam z Twojego wiersza.
Jestes silna, madra i masz poczucie humoru. Dziewczyno nie zginiesz!
Poteflony sie nie zmieniaja i z poteflonami sie nie dyskutuje, bo nie ma o czym.
Cos jeszcze o moim terapeucie smile Na samym poczatku terapii powiedzialam mu, ze napisalam email do poteflona, ze nie chce sie z nim wiecej komunikowac (ale bylam dumna z siebie). A on mi na to: Jak sie nie chcemy komunikowac to nie komunikujemy sie a nie piszemy, ze nie chcemy! Robimy swoje i tyle! Powiedzial mi tez, ze nigdy w zyciu nikomu nie musimy sie tlumaczyc, ze swoich decyzji. A ja sie ciagle tlumaczylam.
Przeczytalam po rozstaniu z poteflonem duzo ksiazek o narcystach i bylam dumna, ze wiem teraz tak duzo o nim. Oczywiscie z ta duma udalam sie do terapeuty - nazwijmy go Mr. Julian- a on mi na to: Po co czyta pani ksiazki o karaluchach o motylkach niech pani sobie poczyta.
Trzymaj sie hm smile

Fantastycznie pozytywna wypowiedź big_smile Tak właśnie, o motylkach trzeba czytać big_smile Teraz też już to wiem. Trzeba się skupiać na pięknych rzeczach, na miłych chwilach, słuchać muzyki, wychodzić na spacer, uśmiechać się do ludzi. A z gaf, niepowodzeń, trzeba się śmiać big_smile A jak inni ludzie nas ranią, olać ich. To tylko świadczy o nich, nie o nas.

13 635

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Masz mnie na myśli?

JA jestem w kropce teraz.

Perner tn własnie oto
Wiesz jaki bałagan robi no i jeszcze problemy mogę miec przez niego. A tego to już nie mogłabym sobie darować.
NIe mogę go przekonać, żeby mi pomógł. Jest obojętny i nie słucha.
No i odgrywa się, nie traktuje mnie poważnie.
Jak się zapieram że gdzieś z nim nie pojadę, mówi -obiecam Ci coś tam i pojedziesz.

Ludzie mają do mnie pretensje za jego zaniedbania na które nie mam wpływu.
CHce nagradzać i karać, niby seksem, ale ja znając jego ochoty i tak mu nie wierzę. To już nawet nie o ten seks chodzi.
Powiedziałam mu, że albo coś zmieni do końca roku albo odchodzę.
Zmienił, raz.
Nie moge liczyć na pomoc, a samej czasem cięzko wszystko ogarnąć. BAle to znasz już Wielokropku.
Najgorsze, że nie bardzo jest gdzie odejść i on ma tą świadomość.

A pomoglaby Ci diagnoza, ze ten typ tak ma i sie nie zmieni. Dla nikogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mi pomoglo, jak sie dowiedzialam (sama znalazlam w internecie po tym jak sie obwinialam, ze jestem do d..py i to wszystko moja wina, bo on odszedl) ze ten typ to byl narcysta. Powazne zaburzenie osobowosci i sie nie zmienia chocbym sie dwoila i troila. A kogo biora sobie takie zaburzone osobowosci za partnerki???? No wlasnie nas KKKZ! Jest klodka to sie tez znajdzie kluczyk!
Nie jest Ci latwo podjac decyzje, chociaz juz ja podjelas ale jeszcze nie zrealizowalas. Potrzebujesz jeszcze czasu.
Nie jestem psychologiem ale strzelam. ze ten twoj to ma cos z bierno-agresywnego w polaczeniu z osobowoscia dyssocjalna. To moje zdanie a zdanie innych to "poteflon".
Jestes juz dlugo na tym forum i czytalam rowniez Twoje wypowiedzi na innych watkach. Pamietam, jak pisalyscie wierszyki o poteflonach nie moge teraz znalesc tej strony (moze Ty poszukasz) i jak sie usmialam z Twojego wiersza.
Jestes silna, madra i masz poczucie humoru. Dziewczyno nie zginiesz!
Poteflony sie nie zmieniaja i z poteflonami sie nie dyskutuje, bo nie ma o czym.
Cos jeszcze o moim terapeucie smile Na samym poczatku terapii powiedzialam mu, ze napisalam email do poteflona, ze nie chce sie z nim wiecej komunikowac (ale bylam dumna z siebie). A on mi na to: Jak sie nie chcemy komunikowac to nie komunikujemy sie a nie piszemy, ze nie chcemy! Robimy swoje i tyle! Powiedzial mi tez, ze nigdy w zyciu nikomu nie musimy sie tlumaczyc, ze swoich decyzji. A ja sie ciagle tlumaczylam.
Przeczytalam po rozstaniu z poteflonem duzo ksiazek o narcystach i bylam dumna, ze wiem teraz tak duzo o nim. Oczywiscie z ta duma udalam sie do terapeuty - nazwijmy go Mr. Julian- a on mi na to: Po co czyta pani ksiazki o karaluchach o motylkach niech pani sobie poczyta.
Trzymaj sie hm smile

Dzięki kochana.
Pewnie, że pomogło.
Miło mi, wiesz dla czego.
Ja z uwagą Ciebie przeczytałam. Duża wiedza, duża.
Tak ja podjęłam już decyzję, ale musze jeszcze chwilę tutaj zostać.
Nie dyskutuje się masz rację.

A ten powiedział mi
Jestem jaki  jestem i się nie zmienię
Rób co chcesz, nie jestem Tobą masz swój rozum. Skąd ja mam wiedzieć co masz robić.
A jak coś się dzieje to mówi- a co ja mam do tego.
Także to tak wyrykowo.
Nie chcę tak dłużej i mam dość.
Ale ja to załatwię.

Jedyne co, nie jest agresywny.

13 636

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

hm... ja też się tu na forum ponarzekałam, aż doprowadziłam się do totalnej deprechy. Kolejna zmiana i kolejny powód do radości big_smile Czasami w życiu trzeba iść pod prąd, ale zawsze zgonie z sobą. Tylko to nas uchroni od cierpienia.
może hm... zadzwoń po Perfekcyjną Panią Domu? big_smile

Ostatnio zaczęłam sobie tworzyć plan na cały tydzień. Przez ostatni czas kompletnie nie mogłam się zmobilizować do niczego, nie gotowałam, ciężko było mnie wyciągnąć z łóżka. Totalny dół. Co piątek ustalam sobie system na cały następny tydzień. Uwzględniam takie rzeczy jak gotowanie, zakupy, relax. Póki co działa, motywuje się sama big_smile Do tego, odkryłam swój system pozytywnych myśli. Już siebie nie karcę. W książce od mojej psycholog "Stanowczo, łagodnie, bez lęku", są wypisane prawa człowieka. Codziennie je sobie czytam i piszę. Gdy popełnię jakąś gafę, od razu pojawia się myśl, że mam prawo popełniać błędy. Jest tam wiele zdań, które pozytywnie motywują mnie do życia. Dzięki nim czuję się wystarczająco dobra, taka jaka jestem, bo jestem sama dla siebie autorytetem.  Och, wiele pozytywnych zmian w moim życiu ostatnio. Czuję się wolna psychicznie, jestem radosna, zadowolona. Życzę Wam tego dziewczyny kochane, a tym, które już to osiągnęły przede mną napiszę, że w mojej drodze wolności, byłyście dla mnie przykładem!

Cieszę się.

teraz problemu z tym malowaniem bo miał pomóc, a w końcu nie wiele pomaga, a sama nie wszystko mogę, i wszyscy się przyczepili, ojciec dziecka też, że jakie dziecko ma warunki. Ot co, problemy. I to mnie wkurza. Że przez jakiegoś ... mogę mieć niepotrzebne problemy, których w prosty sposób można było uniknąć. Obiecał że pomożę ze wszystkim i co? NIc.

13 637

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Masz mnie na myśli?

JA jestem w kropce teraz.

Perner tn własnie oto
Wiesz jaki bałagan robi no i jeszcze problemy mogę miec przez niego. A tego to już nie mogłabym sobie darować.
NIe mogę go przekonać, żeby mi pomógł. Jest obojętny i nie słucha.
No i odgrywa się, nie traktuje mnie poważnie.
Jak się zapieram że gdzieś z nim nie pojadę, mówi -obiecam Ci coś tam i pojedziesz.

Ludzie mają do mnie pretensje za jego zaniedbania na które nie mam wpływu.
CHce nagradzać i karać, niby seksem, ale ja znając jego ochoty i tak mu nie wierzę. To już nawet nie o ten seks chodzi.
Powiedziałam mu, że albo coś zmieni do końca roku albo odchodzę.
Zmienił, raz.
Nie moge liczyć na pomoc, a samej czasem cięzko wszystko ogarnąć. BAle to znasz już Wielokropku.
Najgorsze, że nie bardzo jest gdzie odejść i on ma tą świadomość.

A pomoglaby Ci diagnoza, ze ten typ tak ma i sie nie zmieni. Dla nikogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mi pomoglo, jak sie dowiedzialam (sama znalazlam w internecie po tym jak sie obwinialam, ze jestem do d..py i to wszystko moja wina, bo on odszedl) ze ten typ to byl narcysta. Powazne zaburzenie osobowosci i sie nie zmienia chocbym sie dwoila i troila. A kogo biora sobie takie zaburzone osobowosci za partnerki???? No wlasnie nas KKKZ! Jest klodka to sie tez znajdzie kluczyk!
Nie jest Ci latwo podjac decyzje, chociaz juz ja podjelas ale jeszcze nie zrealizowalas. Potrzebujesz jeszcze czasu.
Nie jestem psychologiem ale strzelam. ze ten twoj to ma cos z bierno-agresywnego w polaczeniu z osobowoscia dyssocjalna. To moje zdanie a zdanie innych to "poteflon".
Jestes juz dlugo na tym forum i czytalam rowniez Twoje wypowiedzi na innych watkach. Pamietam, jak pisalyscie wierszyki o poteflonach nie moge teraz znalesc tej strony (moze Ty poszukasz) i jak sie usmialam z Twojego wiersza.
Jestes silna, madra i masz poczucie humoru. Dziewczyno nie zginiesz!
Poteflony sie nie zmieniaja i z poteflonami sie nie dyskutuje, bo nie ma o czym.
Cos jeszcze o moim terapeucie smile Na samym poczatku terapii powiedzialam mu, ze napisalam email do poteflona, ze nie chce sie z nim wiecej komunikowac (ale bylam dumna z siebie). A on mi na to: Jak sie nie chcemy komunikowac to nie komunikujemy sie a nie piszemy, ze nie chcemy! Robimy swoje i tyle! Powiedzial mi tez, ze nigdy w zyciu nikomu nie musimy sie tlumaczyc, ze swoich decyzji. A ja sie ciagle tlumaczylam.
Przeczytalam po rozstaniu z poteflonem duzo ksiazek o narcystach i bylam dumna, ze wiem teraz tak duzo o nim. Oczywiscie z ta duma udalam sie do terapeuty - nazwijmy go Mr. Julian- a on mi na to: Po co czyta pani ksiazki o karaluchach o motylkach niech pani sobie poczyta.
Trzymaj sie hm smile

Fantastycznie pozytywna wypowiedź big_smile Tak właśnie, o motylkach trzeba czytać big_smile Teraz też już to wiem. Trzeba się skupiać na pięknych rzeczach, na miłych chwilach, słuchać muzyki, wychodzić na spacer, uśmiechać się do ludzi. A z gaf, niepowodzeń, trzeba się śmiać big_smile A jak inni ludzie nas ranią, olać ich. To tylko świadczy o nich, nie o nas.

Tak nie dać się
Ja już zaczełam się zastanawiać czy On mnie rani czy mnie się tylko zdaje
Powiedział na koniec jak Cię tak upokarzam i ranię, jak jest  Ci tak źle to znajdz se innego chopa. I tak mnie własnie chce.
Zero starań. Wszyscy i wszystko mają się do niego dopasować.
Nie ważne że jest walka w sądzie odnośnie mojego rozwodu. Taką mam w domu pomoc, że nie wiem co będzie.

13 638 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-13 18:10:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Masz mnie na myśli?

JA jestem w kropce teraz.

Perner tn własnie oto
Wiesz jaki bałagan robi no i jeszcze problemy mogę miec przez niego. A tego to już nie mogłabym sobie darować.
NIe mogę go przekonać, żeby mi pomógł. Jest obojętny i nie słucha.
No i odgrywa się, nie traktuje mnie poważnie.
Jak się zapieram że gdzieś z nim nie pojadę, mówi -obiecam Ci coś tam i pojedziesz.

Ludzie mają do mnie pretensje za jego zaniedbania na które nie mam wpływu.
CHce nagradzać i karać, niby seksem, ale ja znając jego ochoty i tak mu nie wierzę. To już nawet nie o ten seks chodzi.
Powiedziałam mu, że albo coś zmieni do końca roku albo odchodzę.
Zmienił, raz.
Nie moge liczyć na pomoc, a samej czasem cięzko wszystko ogarnąć. BAle to znasz już Wielokropku.
Najgorsze, że nie bardzo jest gdzie odejść i on ma tą świadomość.

A pomoglaby Ci diagnoza, ze ten typ tak ma i sie nie zmieni. Dla nikogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mi pomoglo, jak sie dowiedzialam (sama znalazlam w internecie po tym jak sie obwinialam, ze jestem do d..py i to wszystko moja wina, bo on odszedl) ze ten typ to byl narcysta. Powazne zaburzenie osobowosci i sie nie zmienia chocbym sie dwoila i troila. A kogo biora sobie takie zaburzone osobowosci za partnerki???? No wlasnie nas KKKZ! Jest klodka to sie tez znajdzie kluczyk!
Nie jest Ci latwo podjac decyzje, chociaz juz ja podjelas ale jeszcze nie zrealizowalas. Potrzebujesz jeszcze czasu.
Nie jestem psychologiem ale strzelam. ze ten twoj to ma cos z bierno-agresywnego w polaczeniu z osobowoscia dyssocjalna. To moje zdanie a zdanie innych to "poteflon".
Jestes juz dlugo na tym forum i czytalam rowniez Twoje wypowiedzi na innych watkach. Pamietam, jak pisalyscie wierszyki o poteflonach nie moge teraz znalesc tej strony (moze Ty poszukasz) i jak sie usmialam z Twojego wiersza.
Jestes silna, madra i masz poczucie humoru. Dziewczyno nie zginiesz!
Poteflony sie nie zmieniaja i z poteflonami sie nie dyskutuje, bo nie ma o czym.
Cos jeszcze o moim terapeucie smile Na samym poczatku terapii powiedzialam mu, ze napisalam email do poteflona, ze nie chce sie z nim wiecej komunikowac (ale bylam dumna z siebie). A on mi na to: Jak sie nie chcemy komunikowac to nie komunikujemy sie a nie piszemy, ze nie chcemy! Robimy swoje i tyle! Powiedzial mi tez, ze nigdy w zyciu nikomu nie musimy sie tlumaczyc, ze swoich decyzji. A ja sie ciagle tlumaczylam.
Przeczytalam po rozstaniu z poteflonem duzo ksiazek o narcystach i bylam dumna, ze wiem teraz tak duzo o nim. Oczywiscie z ta duma udalam sie do terapeuty - nazwijmy go Mr. Julian- a on mi na to: Po co czyta pani ksiazki o karaluchach o motylkach niech pani sobie poczyta.
Trzymaj sie hm smile

Dzięki kochana.
Pewnie, że pomogło.
Miło mi, wiesz dla czego.
Ja z uwagą Ciebie przeczytałam. Duża wiedza, duża.
Tak ja podjęłam już decyzję, ale musze jeszcze chwilę tutaj zostać.
Nie dyskutuje się masz rację.

A ten powiedział mi
Jestem jaki  jestem i się nie zmienię
Rób co chcesz, nie jestem Tobą masz swój rozum. Skąd ja mam wiedzieć co masz robić.
A jak coś się dzieje to mówi- a co ja mam do tego.
Także to tak wyrykowo.
Nie chcę tak dłużej i mam dość.
Ale ja to załatwię.

Jedyne co, nie jest agresywny.

Ja pisalam o biernej agresji to zupelnie cos innego poczytaj sobie http://www.zatrutejablko.pl/agresjaroot.html
On jest poteflon a Ty fajna babka. Poczytaj sobie o motylkach smile a moze usiadzie na twoim ramieniu albo zagniezdzi sie w brzuchu wink :*
Duza wiedza u mnie? I co z tego? Teoria na 5 a praktyka nie zaliczona sad
Wrzuc te wierszyki sa super:)

13 639 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-11-13 17:48:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm... on nie zasługuje na to by być z Tobą! A Ty nie możesz już dłużej być z takim draniem.
Za dużo masz obowiązków i problemów. Ale zobaczysz, dostaniesz rozwód, jedno się zamknie, reszta się ułoży.
Trzymam kciuki!!

13 640 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-11-13 20:39:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

HM poteflony nie pomagaja i nie mozna na nich liczyc! Nigdy! Umiesz liczyc licz na siebie! Nie przejmuj sie malowaniem:) Powoli sobie pomalujesz. Ja tez malowalam sama cale mieszkanie. Pomaluj na bialo bo to latwiej, szybciej i taniej. A moze rozgladaj sie powoli za czyms tylko dla Ciebie i dziecka. Nic na sile. Taki plan B. I nie dyskutuj, nie narzekaj (masz nas na forum do narzekan) i nie wymagaj bo tylko sie zdenerwujesz. A po co?
Spedzaj jak najmniej czasu z poteflonem bo to trucizna dla Ciebie. Ja chodzilam do kina albo do biblioteki, bo moglam byc sama ale  tez z ludzmi  i wcale nie musialam z nikim rozmawiac.
Pytanie? Co bys zrobila jak by Ci sie karaluchy w domu zagniezdzily?

Napisalas "Taką mam w domu pomoc, że nie wiem co będzie". Dobrze wiesz co bedzie! Nic dobrego nie bedzie sad.
A co do ojca dziecka (poteflona Nr. 1 wink ). Nie boj sie poteflona bo oni tylko duzo szumu i nic z tego! On Cie straszy? To Ty napewno tez cos znajdziesz aby go postraszyc smile Pomysl czego on sie boi?
Moze nagrywaj kazda rozmowe z nim. Nigdy nic nie wiadomo! Bron sie! To naturalny instynkt czlowieka!
Jestes silna pamietaj o tym, bo gdybys nie byla to bys z tymi poteflonami nie wytrzymala smile

Znalazlam to na forum i skopiowalam nie pamietam, ktora fajna babka to napisala.
"Jestesmy głupie.. bo wierzymy.. wierzymy, ze nam.. superbohaterkom uda sie przerobić kupe na pachnącego tulipana"

13 641

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:

Wielokropku
Jestes niesamowita kobieta .
Rowniez donalazlam swoja droge ,w zyciu w prawdzie i w zgodzie z samym soba .
Bo zycie mamy jedno ,warto je przezyc nie przewegetowac ,czy przecierpiec ............

Podpisuję się pod tymi słowami smile smile smile

Ja też:D i dodam,że same jesteśmy kowalem naszego losu!
Miłego popołudnia laseczki!!

Och Wielokropku,
Ja tez Ciebie uwielbiam big_smile

13 642

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej Ktosik,
a nie łatwiej by Ci było, gdybyś zaczęła być po prostu szczera sama ze sobą i powiedziała sobie, że nie jesteś jeszcze gotowa na to by podjąć decyzję o rozwodzie? Zadręczanie się tym co powinnaś zrobić i tym co inni myślą,że powinnaś zrobić, nie ma według mnie sensu.

Anstawia, nie jestem gotowa na taka decyzje- wiem. Wiem jednak tez, ze tak naprawde im szybciej podejme taka decyzje, tym szybciej nastanie moje "uzdrowienie". Dlatego tak bardzo chcialabym byc w stanie/moc podjac ta decyzje juz dzisiaj.

13 643

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

"Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."

Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.

Nie chce stawac prawdzie prosto w oczy, choc wiem, ze taka wlasnie ona jest.
Nie chce osiagac mojego prywatnego dna!

Pochodze z rodziny gdzie to mama jest glowa rodziny. To ona podejmuje decyzje. Mimo to jednak swietnie sie dogaduje z ojcem. Ja z kolei zawsze bylam bardzo silna. Faceci sie mnie bali i omijali wielkim lukiem. Jak cos sobie upatrzylam to musialam to miec i to bez znaczenia czy to bylo skonczenie studiow, czy facet i jakas rzecz itd. Musialo byc moje. I nie wiem jak to sie stalo, ze zostalam tak ubezwlasnowolniona. W sumie to ja sobie upatrzylam mojego obecnego meza i powiedzialam sobie ze bedzie moj i tak sie stalo. Nie chce przyjac porazki. Nie chce sie do niej przyznac.
Z drugiej strony wiem, ze jak podejme decyzje o rozwodzie, to bedzie ona nieodwolalna, bo bedzie to wtedy to czego chce, a ja musze miec to czego chce...

A teraz z innej bajki. Znowu sie wkurzylam. Napisalam do niego maila, bo po odeslaniu mu jego karty sim, okazalo sie, ze nie mam na telefonie jednego dosc istotnego dla mnie numeru (najwyrazniej przez pomylke zapisalam na sim a nie na aparacie telefonicznym) no i ten doopek nie raczy mi odpisac, bo ja mu przez 5 dni nie odpisywalam na jego maila sad I znowu chodze wkurzona. Chyba przestane utrzymywac z nim jakikolwiek kontakt.

P.S. Nie widzial dzieci od 2 tygodni- nawet sie o nie nie zapyta...

13 644

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zofia282 juz rok temu  zapoznalam sie z Twoja historia. Czy mozesz mi przyblizyc ile czasu meczylas sie w swoim  nieszczesnym malzenstwie i ile czasu dojrzewalas do decyzji o rozwodzie? No i w koncu, ile czasu zajelo Ci dojscie do siebie po wszystkim?

13 645

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

"Nie jestem gotowa na jakikolwiek krok przybliżający mnie do zakończenia swego związku."

Kiedy będziesz gotowa?
Gdy osiągniesz swoje własne dno. Wówczas to, do czego tak zbierasz się od roku albo więcej, zabierze Ci raptem chwilę. Ale równie prawdopodobne jest to, że dna nie sięgniesz nigdy. Sporo jest osób zawieszonych, żyjących do śmierci w nieudanym związku. Dlatego tak bardzo namawiam do uczciwości względem siebie. Łatwiej jest żyć, gdy zaprzestaje się bezsensownej szamotaniny.

Nie chce stawac prawdzie prosto w oczy, choc wiem, ze taka wlasnie ona jest.
Nie chce osiagac mojego prywatnego dna!

Pochodze z rodziny gdzie to mama jest glowa rodziny. To ona podejmuje decyzje. Mimo to jednak swietnie sie dogaduje z ojcem. Ja z kolei zawsze bylam bardzo silna. Faceci sie mnie bali i omijali wielkim lukiem. Jak cos sobie upatrzylam to musialam to miec i to bez znaczenia czy to bylo skonczenie studiow, czy facet i jakas rzecz itd. Musialo byc moje. I nie wiem jak to sie stalo, ze zostalam tak ubezwlasnowolniona. W sumie to ja sobie upatrzylam mojego obecnego meza i powiedzialam sobie ze bedzie moj i tak sie stalo. Nie chce przyjac porazki. Nie chce sie do niej przyznac.
Z drugiej strony wiem, ze jak podejme decyzje o rozwodzie, to bedzie ona nieodwolalna, bo bedzie to wtedy to czego chce, a ja musze miec to czego chce...

A teraz z innej bajki. Znowu sie wkurzylam. Napisalam do niego maila, bo po odeslaniu mu jego karty sim, okazalo sie, ze nie mam na telefonie jednego dosc istotnego dla mnie numeru (najwyrazniej przez pomylke zapisalam na sim a nie na aparacie telefonicznym) no i ten doopek nie raczy mi odpisac, bo ja mu przez 5 dni nie odpisywalam na jego maila sad I znowu chodze wkurzona. Chyba przestane utrzymywac z nim jakikolwiek kontakt.

P.S. Nie widzial dzieci od 2 tygodni- nawet sie o nie nie zapyta...

Pozwole sie wtracic smile
Wielokropek namawiala Cie do uczciwosci wobec siebie samej. To jest chyba ta najbolesniejsza prawda, ktora chcemy ukryc!
My kobiety KKKZ nie jestesmy uczciwe wobec siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
O Boze jak ja sie balam tej uczciwosci. Koncentrowalam sie tylko na problemach poteflona i innych ludzi. Swoich problemow nie widzialm. Tak naprawde to wiedzialam ale nie byly dla mnie wazne.
Ja nie widzialam, ze mam ogromny problem. Problem mial tylko poteflon!
Powiedz dlaczego "musisz" miec zawsze co chcesz? A wiesz co chcesz? Moze zrob sobie liste: Co ja chce!
Wykorzystaj czas bez twojego poteflona dla siebie! Dlaczego wymagasz od niego rzeczy, ktorych nie moze Ci dac? Dobrze wiesz, jaki jest a te osobniki sie nie zmieniaja, chocbys na glowie stanela smile
Przyjmij lepiej do wiadomosci, ze nic dobrego z jego strony Cie nie spotka. Uwiez mi, latwiej jest zyc z ta wiadomoscia !

Tak jak juz pisalam HM. Z poteflonami sie nie dyskutuje, nie wymaga, nie narzeka. Zaoszczedzisz sobie kupe nerwow, jak to zaakceptujesz.
Przeciesz jak znajdziesz w domu karalucha to nie malujesz go kolorowo i mowisz, ze to motylek. Tylko zakladasz ciezsze obuwie i po nim. Tak samo z poteflonami. Karaluchy to nie piekne motylki smile
Nie wiem czy sie zgodzisz, ale uczciwosc samej sobie to zaakceptowanie, ze karaluchy nie sa motylami!!!!! Jak to. to ja bylam z karaluchem? Tak bylam choc staralam sie widziec motylka smile
Duzo sily i madrosci zycze Tobie.

13 646 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-11-14 06:47:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Magnoilio ta prawda jest tak bolesna, że niektórzy zasłaniają uszy by nie słuchać...
Obstrachując od brutalnej prawdy:
dziękuję ci za "kolorowanie karalucha"... wyobraziłam sobie i od samego ranka humor mi się poprawił z dobrego na lepszy big_smile
Przed salą sądową (w grudniu) będę miała głupio uśmiechniętą gębę... bo będę widziała wielkiego, kolorowego karalucha w garniaczku wink wink wink THANK'S

13 647

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Ktosik2025 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hej Ktosik,
a nie łatwiej by Ci było, gdybyś zaczęła być po prostu szczera sama ze sobą i powiedziała sobie, że nie jesteś jeszcze gotowa na to by podjąć decyzję o rozwodzie? Zadręczanie się tym co powinnaś zrobić i tym co inni myślą,że powinnaś zrobić, nie ma według mnie sensu.

Anstawia, nie jestem gotowa na taka decyzje- wiem. Wiem jednak tez, ze tak naprawde im szybciej podejme taka decyzje, tym szybciej nastanie moje "uzdrowienie". Dlatego tak bardzo chcialabym byc w stanie/moc podjac ta decyzje juz dzisiaj.

Nic nie stoi na przeszkodzie,by podjąć taką decyzję tu i teraz. Przede wszystkim niczego nie oczekuj,ani złego, ani dobrego. Do psychicznego uwolnienia jest długa droga,ale małymi kroczkami możliwa do przejścia.
Powodzenia! Buziaki! Miłego dnia!

13 648

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

A pomoglaby Ci diagnoza, ze ten typ tak ma i sie nie zmieni. Dla nikogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mi pomoglo, jak sie dowiedzialam (sama znalazlam w internecie po tym jak sie obwinialam, ze jestem do d..py i to wszystko moja wina, bo on odszedl) ze ten typ to byl narcysta. Powazne zaburzenie osobowosci i sie nie zmienia chocbym sie dwoila i troila. A kogo biora sobie takie zaburzone osobowosci za partnerki???? No wlasnie nas KKKZ! Jest klodka to sie tez znajdzie kluczyk!
Nie jest Ci latwo podjac decyzje, chociaz juz ja podjelas ale jeszcze nie zrealizowalas. Potrzebujesz jeszcze czasu.
Nie jestem psychologiem ale strzelam. ze ten twoj to ma cos z bierno-agresywnego w polaczeniu z osobowoscia dyssocjalna. To moje zdanie a zdanie innych to "poteflon".
Jestes juz dlugo na tym forum i czytalam rowniez Twoje wypowiedzi na innych watkach. Pamietam, jak pisalyscie wierszyki o poteflonach nie moge teraz znalesc tej strony (moze Ty poszukasz) i jak sie usmialam z Twojego wiersza.
Jestes silna, madra i masz poczucie humoru. Dziewczyno nie zginiesz!
Poteflony sie nie zmieniaja i z poteflonami sie nie dyskutuje, bo nie ma o czym.
Cos jeszcze o moim terapeucie smile Na samym poczatku terapii powiedzialam mu, ze napisalam email do poteflona, ze nie chce sie z nim wiecej komunikowac (ale bylam dumna z siebie). A on mi na to: Jak sie nie chcemy komunikowac to nie komunikujemy sie a nie piszemy, ze nie chcemy! Robimy swoje i tyle! Powiedzial mi tez, ze nigdy w zyciu nikomu nie musimy sie tlumaczyc, ze swoich decyzji. A ja sie ciagle tlumaczylam.
Przeczytalam po rozstaniu z poteflonem duzo ksiazek o narcystach i bylam dumna, ze wiem teraz tak duzo o nim. Oczywiscie z ta duma udalam sie do terapeuty - nazwijmy go Mr. Julian- a on mi na to: Po co czyta pani ksiazki o karaluchach o motylkach niech pani sobie poczyta.
Trzymaj sie hm smile

Dzięki kochana.
Pewnie, że pomogło.
Miło mi, wiesz dla czego.
Ja z uwagą Ciebie przeczytałam. Duża wiedza, duża.
Tak ja podjęłam już decyzję, ale musze jeszcze chwilę tutaj zostać.
Nie dyskutuje się masz rację.

A ten powiedział mi
Jestem jaki  jestem i się nie zmienię
Rób co chcesz, nie jestem Tobą masz swój rozum. Skąd ja mam wiedzieć co masz robić.
A jak coś się dzieje to mówi- a co ja mam do tego.
Także to tak wyrykowo.
Nie chcę tak dłużej i mam dość.
Ale ja to załatwię.

Jedyne co, nie jest agresywny.

Ja pisalam o biernej agresji to zupelnie cos innego poczytaj sobie http://www.zatrutejablko.pl/agresjaroot.html
On jest poteflon a Ty fajna babka. Poczytaj sobie o motylkach smile a moze usiadzie na twoim ramieniu albo zagniezdzi sie w brzuchu wink :*
Duza wiedza u mnie? I co z tego? Teoria na 5 a praktyka nie zaliczona sad
Wrzuc te wierszyki sa super:)

Tylko gdzie ja je mam)

13 649

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hm... on nie zasługuje na to by być z Tobą! A Ty nie możesz już dłużej być z takim draniem.
Za dużo masz obowiązków i problemów. Ale zobaczysz, dostaniesz rozwód, jedno się zamknie, reszta się ułoży.
Trzymam kciuki!!

Wszystko po kolei małymi kroczkami, nie inaczej, nie wszystko na raz. Dzięki kochana, dzięki.

13 650

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

HM poteflony nie pomagaja i nie mozna na nich liczyc! Nigdy! Umiesz liczyc licz na siebie! Nie przejmuj sie malowaniem:) Powoli sobie pomalujesz. Ja tez malowalam sama cale mieszkanie. Pomaluj na bialo bo to latwiej, szybciej i taniej. A moze rozgladaj sie powoli za czyms tylko dla Ciebie i dziecka. Nic na sile. Taki plan B. I nie dyskutuj, nie narzekaj (masz nas na forum do narzekan) i nie wymagaj bo tylko sie zdenerwujesz. A po co?
Spedzaj jak najmniej czasu z poteflonem bo to trucizna dla Ciebie. Ja chodzilam do kina albo do biblioteki, bo moglam byc sama ale  tez z ludzmi  i wcale nie musialam z nikim rozmawiac.
Pytanie? Co bys zrobila jak by Ci sie karaluchy w domu zagniezdzily?

Napisalas "Taką mam w domu pomoc, że nie wiem co będzie". Dobrze wiesz co bedzie! Nic dobrego nie bedzie sad.
A co do ojca dziecka (poteflona Nr. 1 wink ). Nie boj sie poteflona bo oni tylko duzo szumu i nic z tego! On Cie straszy? To Ty napewno tez cos znajdziesz aby go postraszyc smile Pomysl czego on sie boi?
Moze nagrywaj kazda rozmowe z nim. Nigdy nic nie wiadomo! Bron sie! To naturalny instynkt czlowieka!
Jestes silna pamietaj o tym, bo gdybys nie byla to bys z tymi poteflonami nie wytrzymala smile

Znalazlam to na forum i skopiowalam nie pamietam, ktora fajna babka to napisala.
"Jestesmy głupie.. bo wierzymy.. wierzymy, ze nam.. superbohaterkom uda sie przerobić kupe na pachnącego tulipana"

Dzięki.
Masz rację.
Ja jestem wyluzowana, nie czepiam się. Już nie, nie warto. Nic nie zrobię z tym typem.
Chyba, że coś się obija o mnie, wtedy mnie to denerwuje i próbuję się dogadać z nim, poteflonem nr 2, ale to nie przynosi rezultatów. On ma w nosie co ja mówię. Czuć nie moge co czuję bo zdziwiam, nie ważne.
Niech się buja.

Posty [ 13 586 do 13 650 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 208 209 210 211 212 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026