netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 952 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 207 208 209 210 211 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 521 do 13 585 z 26 310 ]

13 521

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Angielki rodowite potrafia byc wulgarne itd.
Jedyny plus mieszkania tutaj to poznawanie , innych kultur ,lubie brazylijczykow ,ludzie otwarci i szczerzy nie to co Europa.

13 522 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-10-17 17:12:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam Was juz od 2 tygodni. Przeczytalam caly watek i sledzilam wasze losy. Dziewczyny jestescie niesamowite. Tyle w was sily szczegolnie   l_ukrecja  i Anstawia. Chyle czola przed Wami.
Tak jak Wy trafilam na ten watek po rozstaniu z moim partnerem. Po rozstaniu koncentrowalam sie tylko na tym oby znalezc odpowiedz w internecie co z nim nie tak. Bylam juz w zwiazku z narcysta (7 lat) i z korego wyszlam gola i nie wesola. Duzo cech charakteru mojego ostatniego ex przypominalo mi cechy charakteru narcysty z tym wyjatkiem, ze nie lubil stac w centrum zainteresowania i nigdzie nie wychodzil. Byl bardzo impulsywny i nie interesowal sie moja przeszloscia. Chcial abym tylko byla z nim. Po wielu poszukiwaniach udalo mi sie:typ bierno-agresywny smile
No i co? Co mi to dalo? To tylko, ze stwierdzilam, ze znowu trafilam na kogosc z problemem osobowosci. A co ze mna? Dlaczego znowu?
Przeciez bylam taka ostrozna. Bylam na terapi po moim narcyzie.
Na poczatku bronilam sie bardzo przed zwiazkiem a moj terapeuta kazal mi sie "poddac" jak to on powiedzial. Bylo dobrze a ja sie tak na prawde nigdy nie "poddalam".
Po rozstaniu z moim narcysta nie mialam pracy, dlugi i depresje. Ale wiecie co? Ja udawalam, ze jestem silna przed wszystkimi. Na poczatku poszlam na terapie i plakalam kolezankom ale nie dlugo. Ja jestem silna poradze sobie. Wlozylam maske "silna". Jakos szlo.
Przeczytalam prawie wszystko o narcyzmie i bylam expertem. W koncu zaczelam ich tez dostrzegac w zyciu codziennym. Mieszkam w centrum finansowym w Niemczech a tam ich bardzo duzo. Przerazilam sie, ale mi nic nie grozi, bo wiedzialam teraz jak ich rozpoznac.
I wiecie co zaczelam sie tak zachowywac jak narcystka. Moje zycie bylo wielka gra przed ludzmi. Bylam kobieta w masce.
Klamstwo za klamstwem. Czasami nie wiedzialam juz co jest klamstwem a co prawda! Czulam sie z tym okropnie ale wdepnelam w to i nie potrafilam z tego wyjsc. Taka jaka bylam w masce bylam fajna dla tych ludzi ktorymi sie otaczalam. cdn

13 523

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

magnolia73  dziękuję. Z tej historii, którą opisałaś wynika, że sama jesteś mega silną kobietą! Mam nadzieję, że doczekam się ciągu dalszego Twojej wypowiedzi. Jestem ciekawa, na jakim etapie jesteś teraz. Buziaki i pisz....

13 524 Ostatnio edytowany przez NieznajomaJaa (2012-10-17 18:56:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Wszystkich. Tak samo jak Magnolia73czytam was od dłuższego czasu .
Podziwiam was . Bardzo sobie pomagacie, rozumiecie. Mam te same problemy co niektóre z was . . 
Mam nadzieję, że będę mogła liczyć na wsparcie jak i pomóc wam .


Moja sytuacja. Kocham za mocno.
Przez niego czuję się mało wartościowa.Robi ze mnie służącą ,więźnia . Zdradzał, kłamał , Za wszystko go przepraszałam . .Tylko po to aby było dobrze . . Tak bardzo mocno go Kocham wciąż . . Zerwałam, ale to nie znaczy,że jestem silna. Ja poprostu nie dawałam już sobie rady . . Tylko dlatego zerwałam. . Ale pewnie wrócę, choć nie chcę . Ale nie dam rady bez niego /Od tygodnia siedzę sama zamknięta w pokoju. Tak nie może być, ale inaczej nie umię ;c

13 525

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

magnolia73  dziękuję. Z tej historii, którą opisałaś wynika, że sama jesteś mega silną kobietą! Mam nadzieję, że doczekam się ciągu dalszego Twojej wypowiedzi. Jestem ciekawa, na jakim etapie jesteś teraz. Buziaki i pisz....

cd. Moje zycie w centrum finansowym bylo bardzo "plastikowe". Czasami zastanawialam sie czy ja na prawde tak dobrze potrafie grac? Dlaczego nikt nic nie widzi? Mialam takie dni, ze chcialam wyjsc na ulice i wykrzyczec wszystkim, ze to co robie nie jest realne, ze ja jestem wielka klamczucha. Niestety nie potrafilam nie chcialam byc sama (choc tak naprawde bylam sama i samotna). Wiecie co balam sie reakcji ludzi ktorzy mieli mie gleboko w ..Ale ja nie chcialam tego widziec. Przez ta nienawisc co samej siebie, (bo przeciez jak mozna zyc w takim konflikcie ze soba) zaczelam podswiadomie niczczyc (karac?) siebie. A jak? Nie robilam nic. Nie szukalam pracy, nie placilam rachunkow, nie dbalam o siebie, pilam codziennie sama wieczorami, wychodzilam dopiero wieczorem aby spotkac ten plastikowy swiat i plastikowych ludzi. Wtedy widzialam tylko plastik nic innego. Mieszkalam w super mieszkaniu na ktore nie bylo mnie stac ale ani nawet nie myslam o wyprowadzce. Wtedy stracilabym status "plastikowej". Moje zycie polegalo tylko na stwarzaniu pozorow dla "plastikowych". Myslam aby skonczyc to moje "plastikowe" zycie. Na szczescie nie bylam zbyt odwazna. Moja samodestrukcja trwala nadal.
Ja czekalam na cud. Obudze sie i wszystko bedzie dobrze. Ale tak naprawde nie wiedzialam co mialobyc dobrze? Przegralam zycie tak wtedy myslalam. Moj narcyz wyprowadzil sie do centrum finansowego na wyspie i zyl super. Bylam zla, ze to nie jest fair. Chcialam nowego zwiazku, nowej milosci, nowego zycia. Myslalam, ze nowy zwiazek mnie "uzdrowi".
Tak jak wspomnialm juz wczesniej bylam na terapii. Wybralam sie na terapie po ok. 10 dniach po rozpadzie mojego zwiazku z narcyzem. Bylam zalamana, bo oficialny koniec zwiazku wypadll w sylwestra 2010 i moj byly obarczyl mnie cala wina itd. Czulam sie winna, bo myslalam, ze zniszczylam zycie mojemu narcyscie, ze do niczego sie nie nadaje i nic dobrego mnie juz w zyciu nie spotka.
Po kilku dniach taka nic nie warta powloklam sie do psychoterapeuty. To co mnie tam spotkalo opisze pozniej.

13 526

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
NieznajomaJaa napisał/a:

Witam Wszystkich. Tak samo jak Magnolia73czytam was od dłuższego czasu .
Podziwiam was . Bardzo sobie pomagacie, rozumiecie. Mam te same problemy co niektóre z was . . 
Mam nadzieję, że będę mogła liczyć na wsparcie jak i pomóc wam .


Moja sytuacja. Kocham za mocno.
Przez niego czuję się mało wartościowa.Robi ze mnie służącą ,więźnia . Zdradzał, kłamał , Za wszystko go przepraszałam . .Tylko po to aby było dobrze . . Tak bardzo mocno go Kocham wciąż . . Zerwałam, ale to nie znaczy,że jestem silna. Ja poprostu nie dawałam już sobie rady . . Tylko dlatego zerwałam. . Ale pewnie wrócę, choć nie chcę . Ale nie dam rady bez niego /Od tygodnia siedzę sama zamknięta w pokoju. Tak nie może być, ale inaczej nie umię ;c

Nie jestes sama smile Niestety nie moge sprawic abys poczula sie lepiej ale moze pomoze Ci to, ze wiem jak sie czujesz. Ale to minie smile Badz z nami. Moze ten cytat Ci pomoze.


Placz nie wstydz sie to pomaga. Byloby zle gdybys nie plakala. Napisz co cie spotkalo! Pozdrowienia i sciskam. Dzisiaj bede dlugo online. Pisz.

13 527 Ostatnio edytowany przez NieznajomaJaa (2012-10-17 19:51:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ehh.. Jestem z chłopakiem  już ponad 3 lata . Twierdząc teraz ten związek jest wręcz "chory" . Zacznę tłumaczyć . . Pierwsze pół roku było cudowne .. Po tym czasie kiedy nadal było ok , żadnej kłotni nic, od tak spędził całą wakacyjną noc z koleżanką, z która mnie zdradził (pocałował, może coś więcej) . Nie dowiedziałam się tego od niego. . Przyznał się . . Wybaczyłam . .   Po tym zdarzało się to częściej . . ( może dlatego, że wiedział skoro raz wybaczyłam, wybaczę i drugi . .) Tak właśnie było . Zaczął mnie kłamać, robił co chciał . . Kolejny raz z inna . . . Wybaczyłam . . Przeszło mu to . Zrobił się obsesyjnie zazdrosny. Od dwóch lat, może z 5 razy wyszłam z koleżankami, ale tylko wtedy, gdy się pokłóciliśmy. On wychodził kiedy chciał, a Ja musiałam siedzieć w domu jak więzień . . Rozstania, powroty . . Potrafił zwyzywać mnie od kur** itp . .Kolejny raz rozstaliśmy się bez powodu- On . . to od razu  Znalazł sobie inna . . Nie da się opisać jak się czułam . .Dzwoniłam do niego ok 200 razy dziennie, smsy tak samo, a On nic . .Błagałam go o powrót . .(wiem, że nie było to normalne, ale okropnie go KKocham, nie potrafie bez niego żyć) . . Po pewnym czasie wrócił . . Nawet przeprosiłam go za to,że Miał inną, bo to przezemnie, bo to ze mną coś źle . .Przepraszałam go zawsze gdy była jego wina, tylko dlatego żeby było dobrze. . BO nie chciałąm go stracić . .Teraz, On musi zawsze mieć rację ( kolejna dziwota) . . On idzie na imprezę, a Ja nawet nie mogę po prostu załatwić sprawy prywatnej, bo twierdzi, że mam innego, idę się kur**ć . . TO jest nie normalne. Nie da mu się przemówić do rozsądku . . On ma rację i koniec  . . Kiedy nie odpisuje 5-10min, robi aferę, a On kiedy po 3 godz sie dopiero oddzywa, Ja nie mogę nawet zapytać dlaczego . To wszystko jest chore, JA to wiem. . Wiem,że nie powinnam pozwalać sobie na takie traktowanie mnie . Rozumiem to . . Ale akurat ostatnio zerwaliśmy z tych oto przyczyn . Bo nie dał sobie pewnej sprawy wmóić i koniec. . Miałam tego dość zerwałam . . Myślami "mam go gdzieś, nie obchodzi mnie On" Po pięciu minutach płaczę i myślę " Co Ja narobiłam " Płacze, pisze, dzwonie . . . . Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Po zerwaniu . .Wszystkich odrzuciłam , nie mam komu się wyżalić, chociaż wiem ,że to mi nie pomoże, nie pomoże mi wyjście gdzieś z kimś . . Mam ochotę zamknąc się w pokoju i płakać całymi dniami . . .

Niestety ;c Taka oto jest moja historia . .

13 528

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
NieznajomaJaa napisał/a:

Ehh.. Jestem z chłopakiem  już ponad 3 lata . Twierdząc teraz ten związek jest wręcz "chory" . Zacznę tłumaczyć . . Pierwsze pół roku było cudowne .. Po tym czasie kiedy nadal było ok , żadnej kłotni nic, od tak spędził całą wakacyjną noc z koleżanką, z która mnie zdradził (pocałował, może coś więcej) . Nie dowiedziałam się tego od niego. . Przyznał się . . Wybaczyłam . .   Po tym zdarzało się to częściej . . ( może dlatego, że wiedział skoro raz wybaczyłam, wybaczę i drugi . .) Tak właśnie było . Zaczął mnie kłamać, robił co chciał . . Kolejny raz z inna . . . Wybaczyłam . . Przeszło mu to . Zrobił się obsesyjnie zazdrosny. Od dwóch lat, może z 5 razy wyszłam z koleżankami, ale tylko wtedy, gdy się pokłóciliśmy. On wychodził kiedy chciał, a Ja musiałam siedzieć w domu jak więzień . . Rozstania, powroty . . Potrafił zwyzywać mnie od kur** itp . .Kolejny raz rozstaliśmy się bez powodu- On . . to od razu  Znalazł sobie inna . . Nie da się opisać jak się czułam . .Dzwoniłam do niego ok 200 razy dziennie, smsy tak samo, a On nic . .Błagałam go o powrót . .(wiem, że nie było to normalne, ale okropnie go KKocham, nie potrafie bez niego żyć) . . Po pewnym czasie wrócił . . Nawet przeprosiłam go za to,że Miał inną, bo to przezemnie, bo to ze mną coś źle . .Przepraszałam go zawsze gdy była jego wina, tylko dlatego żeby było dobrze. . BO nie chciałąm go stracić . .Teraz, On musi zawsze mieć rację ( kolejna dziwota) . . On idzie na imprezę, a Ja nawet nie mogę po prostu załatwić sprawy prywatnej, bo twierdzi, że mam innego, idę się kur**ć . . TO jest nie normalne. Nie da mu się przemówić do rozsądku . . On ma rację i koniec  . . Kiedy nie odpisuje 5-10min, robi aferę, a On kiedy po 3 godz sie dopiero oddzywa, Ja nie mogę nawet zapytać dlaczego . To wszystko jest chore, JA to wiem. . Wiem,że nie powinnam pozwalać sobie na takie traktowanie mnie . Rozumiem to . . Ale akurat ostatnio zerwaliśmy z tych oto przyczyn . Bo nie dał sobie pewnej sprawy wmóić i koniec. . Miałam tego dość zerwałam . . Myślami "mam go gdzieś, nie obchodzi mnie On" Po pięciu minutach płaczę i myślę " Co Ja narobiłam " Płacze, pisze, dzwonie . . . . Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Po zerwaniu . .Wszystkich odrzuciłam , nie mam komu się wyżalić, chociaż wiem ,że to mi nie pomoże, nie pomoże mi wyjście gdzieś z kimś . . Mam ochotę zamknąc się w pokoju i płakać całymi dniami . . .

Niestety ;c Taka oto jest moja historia . .

Poczytaj sobie historie Liwi. Ile masz lat? Popros dziewczyny o ksiazki (Anstawia pisala, ze dysponuje) i poczytaj w internecie o kochaniu za bardzo o narcystach o typach bierno agresywnych. Czytaj czytaj i czytaj. Jestes jak alkoholik na odwyku chce ci sie pic. Wyj w poduszke, kop w sciane, zrob sobie kapiel, nie wazne co nie mysl o nim. Nie jest warty Ten typ sie nie zmieni. Tylko Ty mozesz sie zmienic i myslec o sobie. Koniec czegos to poczatek czegos innego. Bedzie ciezko ale dasz rade.

13 529

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem, że po czasie na pewno było by dobrze. Tylko na początku jest naprawdę ciężko, wiem, że o tym wiesz.
Nie ma na to lekarstwa. Męczę się, wykańcza mnie to poprostu . .Nie wiem co mam robić. Boję się, że znów do niego wrócę choć chyba nie chcę . .

13 530 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-10-17 21:45:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
NieznajomaJaa napisał/a:

Wiem, że po czasie na pewno było by dobrze. Tylko na początku jest naprawdę ciężko, wiem, że o tym wiesz.
Nie ma na to lekarstwa. Męczę się, wykańcza mnie to poprostu . .Nie wiem co mam robić. Boję się, że znów do niego wrócę choć chyba nie chcę . .

Czytaj dziewczyno czytaj to Ci troche rozjasni umysl i pomoze. Badz silna a kazda kochajaca za bardzo jest silna. Bo ktora slaba kobieta potrafilaby wytrzymac z takimi ciezkimi przypadkami plci odmiennej smile Bedziesz z siebie dumna jak wytrzymasz dzisiaj a potem nastepny dzien itd. A ktoregos dnia obudzisz sie i nie bedzie w glowie tego osobnika.

13 531

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
NieznajomaJaa napisał/a:

Wiem, że po czasie na pewno było by dobrze. Tylko na początku jest naprawdę ciężko, wiem, że o tym wiesz.
Nie ma na to lekarstwa. Męczę się, wykańcza mnie to poprostu . .Nie wiem co mam robić. Boję się, że znów do niego wrócę choć chyba nie chcę . .

Witaj Nieznajoma smile

W sumie nie wiem co napisać... Magnolia dobrze Ci doradziła. Jesteś chora,jak my tu i potrzebujesz pomocy. Pomyśl o terapii.
Pomyśl,czy kiedy on Cię zdradza,kłamie i lekceważy,czujesz się lepiej niż teraz?

13 532

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

Czytam Was juz od 2 tygodni. Przeczytalam caly watek i sledzilam wasze losy. Dziewczyny jestescie niesamowite. Tyle w was sily szczegolnie   l_ukrecja  i Anstawia. Chyle czola przed Wami.
Tak jak Wy trafilam na ten watek po rozstaniu z moim partnerem. Po rozstaniu koncentrowalam sie tylko na tym oby znalezc odpowiedz w internecie co z nim nie tak. Bylam juz w zwiazku z narcysta (7 lat) i z korego wyszlam gola i nie wesola. Duzo cech charakteru mojego ostatniego ex przypominalo mi cechy charakteru narcysty z tym wyjatkiem, ze nie lubil stac w centrum zainteresowania i nigdzie nie wychodzil. Byl bardzo impulsywny i nie interesowal sie moja przeszloscia. Chcial abym tylko byla z nim. Po wielu poszukiwaniach udalo mi sie:typ bierno-agresywny smile
No i co? Co mi to dalo? To tylko, ze stwierdzilam, ze znowu trafilam na kogosc z problemem osobowosci. A co ze mna? Dlaczego znowu?
Przeciez bylam taka ostrozna. Bylam na terapi po moim narcyzie.
Na poczatku bronilam sie bardzo przed zwiazkiem a moj terapeuta kazal mi sie "poddac" jak to on powiedzial. Bylo dobrze a ja sie tak na prawde nigdy nie "poddalam".
Po rozstaniu z moim narcysta nie mialam pracy, dlugi i depresje. Ale wiecie co? Ja udawalam, ze jestem silna przed wszystkimi. Na poczatku poszlam na terapie i plakalam kolezankom ale nie dlugo. Ja jestem silna poradze sobie. Wlozylam maske "silna". Jakos szlo.
Przeczytalam prawie wszystko o narcyzmie i bylam expertem. W koncu zaczelam ich tez dostrzegac w zyciu codziennym. Mieszkam w centrum finansowym w Niemczech a tam ich bardzo duzo. Przerazilam sie, ale mi nic nie grozi, bo wiedzialam teraz jak ich rozpoznac.
I wiecie co zaczelam sie tak zachowywac jak narcystka. Moje zycie bylo wielka gra przed ludzmi. Bylam kobieta w masce.
Klamstwo za klamstwem. Czasami nie wiedzialam juz co jest klamstwem a co prawda! Czulam sie z tym okropnie ale wdepnelam w to i nie potrafilam z tego wyjsc. Taka jaka bylam w masce bylam fajna dla tych ludzi ktorymi sie otaczalam. cdn

Dziękuję za słowa uznania. Wiesz,to co ja osiągnęłam to wynik desperacji. Było już tak zle,ze życie stało się niemożliwe. To forum,terapia i mądre książki mi pomogły. Pomaleńku zaglądałam w głąb siebie. Najpierw o całe zło oskarżałam facetów,użalając się nad złym losem. Potem zaczęłam widzieć schematy jakimi się kierowałam w moim życiu=przyczyny i skutki. A jeszcze pózniej dostrzegłam ze zgrozą,że ja jestem toksyczna,że ze mną nie da się żyć...itd.
Jak wiesz wróciłam do mojego S. Oboje w terapiach doroślejemy. Oboje bez wzorców z dysfunkcyjnych domów i chorą seksualnością. Ale za to rozumiemy się w lot. I teraz najlepsze-widzę wyraznie,że ja odstaję tzn. mam więcej do przepracowania niż S. On jest tolerancyjny,spokojny i zrównoważony,a ja się cofam,mam często natarczywe złe myśli,paranoja jakaś...świruję wtedy,nic do mnie nie dociera,tunelowe myślenie. A więc,praca,praca,praca i czas.
Cieszę się,że są nowe panie smile
A TY Magnolio możesz wiele wnieść na to forum i mam nadzieję,ze zadomowisz się u nas smile

13 533

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Czytam Was juz od 2 tygodni. Przeczytalam caly watek i sledzilam wasze losy. Dziewczyny jestescie niesamowite. Tyle w was sily szczegolnie   l_ukrecja  i Anstawia. Chyle czola przed Wami.
Tak jak Wy trafilam na ten watek po rozstaniu z moim partnerem. Po rozstaniu koncentrowalam sie tylko na tym oby znalezc odpowiedz w internecie co z nim nie tak. Bylam juz w zwiazku z narcysta (7 lat) i z korego wyszlam gola i nie wesola. Duzo cech charakteru mojego ostatniego ex przypominalo mi cechy charakteru narcysty z tym wyjatkiem, ze nie lubil stac w centrum zainteresowania i nigdzie nie wychodzil. Byl bardzo impulsywny i nie interesowal sie moja przeszloscia. Chcial abym tylko byla z nim. Po wielu poszukiwaniach udalo mi sie:typ bierno-agresywny smile
No i co? Co mi to dalo? To tylko, ze stwierdzilam, ze znowu trafilam na kogosc z problemem osobowosci. A co ze mna? Dlaczego znowu?
Przeciez bylam taka ostrozna. Bylam na terapi po moim narcyzie.
Na poczatku bronilam sie bardzo przed zwiazkiem a moj terapeuta kazal mi sie "poddac" jak to on powiedzial. Bylo dobrze a ja sie tak na prawde nigdy nie "poddalam".
Po rozstaniu z moim narcysta nie mialam pracy, dlugi i depresje. Ale wiecie co? Ja udawalam, ze jestem silna przed wszystkimi. Na poczatku poszlam na terapie i plakalam kolezankom ale nie dlugo. Ja jestem silna poradze sobie. Wlozylam maske "silna". Jakos szlo.
Przeczytalam prawie wszystko o narcyzmie i bylam expertem. W koncu zaczelam ich tez dostrzegac w zyciu codziennym. Mieszkam w centrum finansowym w Niemczech a tam ich bardzo duzo. Przerazilam sie, ale mi nic nie grozi, bo wiedzialam teraz jak ich rozpoznac.
I wiecie co zaczelam sie tak zachowywac jak narcystka. Moje zycie bylo wielka gra przed ludzmi. Bylam kobieta w masce.
Klamstwo za klamstwem. Czasami nie wiedzialam juz co jest klamstwem a co prawda! Czulam sie z tym okropnie ale wdepnelam w to i nie potrafilam z tego wyjsc. Taka jaka bylam w masce bylam fajna dla tych ludzi ktorymi sie otaczalam. cdn

Dziękuję za słowa uznania. Wiesz,to co ja osiągnęłam to wynik desperacji. Było już tak zle,ze życie stało się niemożliwe. To forum,terapia i mądre książki mi pomogły. Pomaleńku zaglądałam w głąb siebie. Najpierw o całe zło oskarżałam facetów,użalając się nad złym losem. Potem zaczęłam widzieć schematy jakimi się kierowałam w moim życiu=przyczyny i skutki. A jeszcze pózniej dostrzegłam ze zgrozą,że ja jestem toksyczna,że ze mną nie da się żyć...itd.
Jak wiesz wróciłam do mojego S. Oboje w terapiach doroślejemy. Oboje bez wzorców z dysfunkcyjnych domów i chorą seksualnością. Ale za to rozumiemy się w lot. I teraz najlepsze-widzę wyraznie,że ja odstaję tzn. mam więcej do przepracowania niż S. On jest tolerancyjny,spokojny i zrównoważony,a ja się cofam,mam często natarczywe złe myśli,paranoja jakaś...świruję wtedy,nic do mnie nie dociera,tunelowe myślenie. A więc,praca,praca,praca i czas.
Cieszę się,że są nowe panie smile
A TY Magnolio możesz wiele wnieść na to forum i mam nadzieję,ze zadomowisz się u nas smile

Witaj l_ukrecjo smile
Siade sobie na sofie i sie rozgoszcze smile Desperacja jest w zyciu potrzebna! Jak wiesz przeczytalam caly watek. Czy to nie jest desperacja wink O Boze to bylo lepsze niz ksiazka. Jak ja z Wami cierpialam, jak ja sie denerwowalam na niektore z Was i jaka bylam szczesliwa z waszych sukcesow smile.
l_ukrecjo nie obwiniaj sie! Jestes silna kobieta ale powiem Ci szczerze, ze jestem zla, ze wrocilas do S. Nidgy nie wiadomo co sie moze jeszcze w zyciu wydazyc ale nie sadze zeby to sie dobrze skonczylo. Nie gniewaj sie, ze tak prosto z mostu ale czytajac Twoja historie myslalam, ze sprawy potocza sie inaczej. Nie ma w tym nic zlego, ze probujesz. Prosze tylko zebyc odpowiedziala sobie (tylko sobie) dla kogo to robisz? Co chcesz przez to osiagnac? Ja bedac z moim narcyzem tez bylam "toksyczna ". Jak mozesz zachowywac sie "normalnie" z kims kto "normalna" osoba nie jest? Nie zapominaj, ze osoby jak Twoj S. to niezli manipulanci i klamcy. To super aktorzy. Manipuluja tez na terapi. Nie jestem expertem ale pisze z doswiadczenia (moj narcysta), ze takie osoby sa w obecnosci innych jak to napisalas "tolerancyjny,spokojny i zrównoważony". Mialas juz terapie i sama wiesz jak to jest na poczatku. Nie jestesmy jeszcze ufni w stosunku do terapeuty i zachowujemy sie "cool". To dopiero poczatek. Twoje "swirowanie" to tylko strach. Czy ty tez swirujesz z "normalnymi ludzmi"? Nie wydaje mi sie. Napisalam to wszystko z mojego doswiadczenia. Bac ostrozna. Mysl glowa.
Nie dokonczylam jeszcze mojej histori ale powiem Ci tylko co powiedzial mi moj terapeuta po tym jak rozpaczalam po moim narcyzie.
Kupila pani sobie za male buty i zrzedzi pani ze cisna. A moze w tych butach byl jeszcze gwozdz i myslala pani, ze bedzie mozna w nich gory zdobywac. Nastepnym razem prosze sobie kupic wygodne buty a te za male wyrzucic lub oddac.

13 534

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
NieznajomaJaa napisał/a:

Ehh.. Jestem z chłopakiem  już ponad 3 lata . Twierdząc teraz ten związek jest wręcz "chory" . Zacznę tłumaczyć . . Pierwsze pół roku było cudowne .. Po tym czasie kiedy nadal było ok , żadnej kłotni nic, od tak spędził całą wakacyjną noc z koleżanką, z która mnie zdradził (pocałował, może coś więcej) . Nie dowiedziałam się tego od niego. . Przyznał się . . Wybaczyłam . .   Po tym zdarzało się to częściej . . ( może dlatego, że wiedział skoro raz wybaczyłam, wybaczę i drugi . .) Tak właśnie było . Zaczął mnie kłamać, robił co chciał . . Kolejny raz z inna . . . Wybaczyłam . . Przeszło mu to . Zrobił się obsesyjnie zazdrosny. Od dwóch lat, może z 5 razy wyszłam z koleżankami, ale tylko wtedy, gdy się pokłóciliśmy. On wychodził kiedy chciał, a Ja musiałam siedzieć w domu jak więzień . . Rozstania, powroty . . Potrafił zwyzywać mnie od kur** itp . .Kolejny raz rozstaliśmy się bez powodu- On . . to od razu  Znalazł sobie inna . . Nie da się opisać jak się czułam . .Dzwoniłam do niego ok 200 razy dziennie, smsy tak samo, a On nic . .Błagałam go o powrót . .(wiem, że nie było to normalne, ale okropnie go KKocham, nie potrafie bez niego żyć) . . Po pewnym czasie wrócił . . Nawet przeprosiłam go za to,że Miał inną, bo to przezemnie, bo to ze mną coś źle . .Przepraszałam go zawsze gdy była jego wina, tylko dlatego żeby było dobrze. . BO nie chciałąm go stracić . .Teraz, On musi zawsze mieć rację ( kolejna dziwota) . . On idzie na imprezę, a Ja nawet nie mogę po prostu załatwić sprawy prywatnej, bo twierdzi, że mam innego, idę się kur**ć . . TO jest nie normalne. Nie da mu się przemówić do rozsądku . . On ma rację i koniec  . . Kiedy nie odpisuje 5-10min, robi aferę, a On kiedy po 3 godz sie dopiero oddzywa, Ja nie mogę nawet zapytać dlaczego . To wszystko jest chore, JA to wiem. . Wiem,że nie powinnam pozwalać sobie na takie traktowanie mnie . Rozumiem to . . Ale akurat ostatnio zerwaliśmy z tych oto przyczyn . Bo nie dał sobie pewnej sprawy wmóić i koniec. . Miałam tego dość zerwałam . . Myślami "mam go gdzieś, nie obchodzi mnie On" Po pięciu minutach płaczę i myślę " Co Ja narobiłam " Płacze, pisze, dzwonie . . . . Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Po zerwaniu . .Wszystkich odrzuciłam , nie mam komu się wyżalić, chociaż wiem ,że to mi nie pomoże, nie pomoże mi wyjście gdzieś z kimś . . Mam ochotę zamknąc się w pokoju i płakać całymi dniami . . .

Niestety ;c Taka oto jest moja historia . .

Widzisz co robiłaś źle?
Widzisz, że sama dałaś się skrzywdzić?
Kochana, na nim świat się nie kończy. To destrukcja.
Kiedy ktoś obwinia nas o coś, a nie ma ku temu nawet powodów to stosuje znana metodę aby oczyścić siebie ze swoich grzeszków. Przypisuje nam swoje czynności. Zastanów się nad tym. Da się żyć bez takiego człowieka. Uwierz mi.

13 535

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
NieznajomaJaa napisał/a:

Wiem, że po czasie na pewno było by dobrze. Tylko na początku jest naprawdę ciężko, wiem, że o tym wiesz.
Nie ma na to lekarstwa. Męczę się, wykańcza mnie to poprostu . .Nie wiem co mam robić. Boję się, że znów do niego wrócę choć chyba nie chcę . .

Jeśli wrócisz wykończy Cię to jeszcze bardziej.
To minie. Trzeba tylko czasu.
Zrozum, ON CIebie krzywdzi.

13 536

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
NieznajomaJaa napisał/a:

Ehh.. Jestem z chłopakiem  już ponad 3 lata . Twierdząc teraz ten związek jest wręcz "chory" . Zacznę tłumaczyć . . Pierwsze pół roku było cudowne .. Po tym czasie kiedy nadal było ok , żadnej kłotni nic, od tak spędził całą wakacyjną noc z koleżanką, z która mnie zdradził (pocałował, może coś więcej) . Nie dowiedziałam się tego od niego. . Przyznał się . . Wybaczyłam . .   Po tym zdarzało się to częściej . . ( może dlatego, że wiedział skoro raz wybaczyłam, wybaczę i drugi . .) Tak właśnie było . Zaczął mnie kłamać, robił co chciał . . Kolejny raz z inna . . . Wybaczyłam . . Przeszło mu to . Zrobił się obsesyjnie zazdrosny. Od dwóch lat, może z 5 razy wyszłam z koleżankami, ale tylko wtedy, gdy się pokłóciliśmy. On wychodził kiedy chciał, a Ja musiałam siedzieć w domu jak więzień . . Rozstania, powroty . . Potrafił zwyzywać mnie od kur** itp . .Kolejny raz rozstaliśmy się bez powodu- On . . to od razu  Znalazł sobie inna . . Nie da się opisać jak się czułam . .Dzwoniłam do niego ok 200 razy dziennie, smsy tak samo, a On nic . .Błagałam go o powrót . .(wiem, że nie było to normalne, ale okropnie go KKocham, nie potrafie bez niego żyć) . . Po pewnym czasie wrócił . . Nawet przeprosiłam go za to,że Miał inną, bo to przezemnie, bo to ze mną coś źle . .Przepraszałam go zawsze gdy była jego wina, tylko dlatego żeby było dobrze. . BO nie chciałąm go stracić . .Teraz, On musi zawsze mieć rację ( kolejna dziwota) . . On idzie na imprezę, a Ja nawet nie mogę po prostu załatwić sprawy prywatnej, bo twierdzi, że mam innego, idę się kur**ć . . TO jest nie normalne. Nie da mu się przemówić do rozsądku . . On ma rację i koniec  . . Kiedy nie odpisuje 5-10min, robi aferę, a On kiedy po 3 godz sie dopiero oddzywa, Ja nie mogę nawet zapytać dlaczego . To wszystko jest chore, JA to wiem. . Wiem,że nie powinnam pozwalać sobie na takie traktowanie mnie . Rozumiem to . . Ale akurat ostatnio zerwaliśmy z tych oto przyczyn . Bo nie dał sobie pewnej sprawy wmóić i koniec. . Miałam tego dość zerwałam . . Myślami "mam go gdzieś, nie obchodzi mnie On" Po pięciu minutach płaczę i myślę " Co Ja narobiłam " Płacze, pisze, dzwonie . . . . Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Po zerwaniu . .Wszystkich odrzuciłam , nie mam komu się wyżalić, chociaż wiem ,że to mi nie pomoże, nie pomoże mi wyjście gdzieś z kimś . . Mam ochotę zamknąc się w pokoju i płakać całymi dniami . . .

Niestety ;c Taka oto jest moja historia . .

Widzisz co robiłaś źle?
Widzisz, że sama dałaś się skrzywdzić?
Kochana, na nim świat się nie kończy. To destrukcja.
Kiedy ktoś obwinia nas o coś, a nie ma ku temu nawet powodów to stosuje znana metodę aby oczyścić siebie ze swoich grzeszków. Przypisuje nam swoje czynności. Zastanów się nad tym. Da się żyć bez takiego człowieka. Uwierz mi.

A jeśli święcie wierzy, że ma powody co wtedy hm...?( Reszta sytuacji jednak diametralnie inna.)

13 537

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To Cie terapeuta zazył Magnolio co?

13 538

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Klara_ napisał/a:
hm... napisał/a:
NieznajomaJaa napisał/a:

Ehh.. Jestem z chłopakiem  już ponad 3 lata . Twierdząc teraz ten związek jest wręcz "chory" . Zacznę tłumaczyć . . Pierwsze pół roku było cudowne .. Po tym czasie kiedy nadal było ok , żadnej kłotni nic, od tak spędził całą wakacyjną noc z koleżanką, z która mnie zdradził (pocałował, może coś więcej) . Nie dowiedziałam się tego od niego. . Przyznał się . . Wybaczyłam . .   Po tym zdarzało się to częściej . . ( może dlatego, że wiedział skoro raz wybaczyłam, wybaczę i drugi . .) Tak właśnie było . Zaczął mnie kłamać, robił co chciał . . Kolejny raz z inna . . . Wybaczyłam . . Przeszło mu to . Zrobił się obsesyjnie zazdrosny. Od dwóch lat, może z 5 razy wyszłam z koleżankami, ale tylko wtedy, gdy się pokłóciliśmy. On wychodził kiedy chciał, a Ja musiałam siedzieć w domu jak więzień . . Rozstania, powroty . . Potrafił zwyzywać mnie od kur** itp . .Kolejny raz rozstaliśmy się bez powodu- On . . to od razu  Znalazł sobie inna . . Nie da się opisać jak się czułam . .Dzwoniłam do niego ok 200 razy dziennie, smsy tak samo, a On nic . .Błagałam go o powrót . .(wiem, że nie było to normalne, ale okropnie go KKocham, nie potrafie bez niego żyć) . . Po pewnym czasie wrócił . . Nawet przeprosiłam go za to,że Miał inną, bo to przezemnie, bo to ze mną coś źle . .Przepraszałam go zawsze gdy była jego wina, tylko dlatego żeby było dobrze. . BO nie chciałąm go stracić . .Teraz, On musi zawsze mieć rację ( kolejna dziwota) . . On idzie na imprezę, a Ja nawet nie mogę po prostu załatwić sprawy prywatnej, bo twierdzi, że mam innego, idę się kur**ć . . TO jest nie normalne. Nie da mu się przemówić do rozsądku . . On ma rację i koniec  . . Kiedy nie odpisuje 5-10min, robi aferę, a On kiedy po 3 godz sie dopiero oddzywa, Ja nie mogę nawet zapytać dlaczego . To wszystko jest chore, JA to wiem. . Wiem,że nie powinnam pozwalać sobie na takie traktowanie mnie . Rozumiem to . . Ale akurat ostatnio zerwaliśmy z tych oto przyczyn . Bo nie dał sobie pewnej sprawy wmóić i koniec. . Miałam tego dość zerwałam . . Myślami "mam go gdzieś, nie obchodzi mnie On" Po pięciu minutach płaczę i myślę " Co Ja narobiłam " Płacze, pisze, dzwonie . . . . Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Po zerwaniu . .Wszystkich odrzuciłam , nie mam komu się wyżalić, chociaż wiem ,że to mi nie pomoże, nie pomoże mi wyjście gdzieś z kimś . . Mam ochotę zamknąc się w pokoju i płakać całymi dniami . . .

Niestety ;c Taka oto jest moja historia . .

Widzisz co robiłaś źle?
Widzisz, że sama dałaś się skrzywdzić?
Kochana, na nim świat się nie kończy. To destrukcja.
Kiedy ktoś obwinia nas o coś, a nie ma ku temu nawet powodów to stosuje znana metodę aby oczyścić siebie ze swoich grzeszków. Przypisuje nam swoje czynności. Zastanów się nad tym. Da się żyć bez takiego człowieka. Uwierz mi.

A jeśli święcie wierzy, że ma powody co wtedy hm...?( Reszta sytuacji jednak diametralnie inna.)

Ale nie ma, bo widzi dziewczyna, że to krzywda smile

13 539 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-10-18 00:59:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm..

To byl szok. Wyszlam z usmiechem od niego smile Do placzacych bab trzeba konkretnie a nie inteligentnie smile
Nie mam dzisiaj sily pisac o moim terapeucie ale wkrotce.
Powiem jeszcze tyle.....Nie chcial abym mowila o moim ex. Mialam mowic tylko o sobie ale nie o przeszlosci tylko o tym co robilam, gdzie bylam, jak spedze weekend. O za malych butach z gwozdziem tez nie opowiadamy w ciagle smile

13 540

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:

hm..

To byl szok. Wyszlam z usmiechem od niego smile Do placzacych bab trzeba konkretnie a nie inteligentnie smile
Nie mam dzisiaj sily pisac o moim terapeucie ale wkrotce.
Powiem jeszcze tyle.....Nie chcial abym mowila o moim ex. Mialam mowic tylko o sobie ale nie o przeszlosci tylko o tym co robilam, gdzie bylam, jak spedze weekend. O za malych butach z gwozdziem tez nie opowiadamy w ciagle smile

Śmiem twierdzić, że trafiłaś na dobrego i niewątpliwie mądrego terapeutę.
Na mnie to zadziałało kiedy to przeczytałam. Bo to bardzo obrazowe nazwanie problemu. Niby proste, ale kto by na coś takiego wpadł?

13 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
NieznajomaJaa napisał/a:

Ehh.. Jestem z chłopakiem  już ponad 3 lata . Twierdząc teraz ten związek jest wręcz "chory" . Zacznę tłumaczyć . . Pierwsze pół roku było cudowne .. Po tym czasie kiedy nadal było ok , żadnej kłotni nic, od tak spędził całą wakacyjną noc z koleżanką, z która mnie zdradził (pocałował, może coś więcej) . Nie dowiedziałam się tego od niego. . Przyznał się . . Wybaczyłam . .   Po tym zdarzało się to częściej . . ( może dlatego, że wiedział skoro raz wybaczyłam, wybaczę i drugi . .) Tak właśnie było . Zaczął mnie kłamać, robił co chciał . . Kolejny raz z inna . . . Wybaczyłam . . Przeszło mu to . Zrobił się obsesyjnie zazdrosny. Od dwóch lat, może z 5 razy wyszłam z koleżankami, ale tylko wtedy, gdy się pokłóciliśmy. On wychodził kiedy chciał, a Ja musiałam siedzieć w domu jak więzień . . Rozstania, powroty . . Potrafił zwyzywać mnie od kur** itp . .Kolejny raz rozstaliśmy się bez powodu- On . . to od razu  Znalazł sobie inna . . Nie da się opisać jak się czułam . .Dzwoniłam do niego ok 200 razy dziennie, smsy tak samo, a On nic . .Błagałam go o powrót . .(wiem, że nie było to normalne, ale okropnie go KKocham, nie potrafie bez niego żyć) . . Po pewnym czasie wrócił . . Nawet przeprosiłam go za to,że Miał inną, bo to przezemnie, bo to ze mną coś źle . .Przepraszałam go zawsze gdy była jego wina, tylko dlatego żeby było dobrze. . BO nie chciałąm go stracić . .Teraz, On musi zawsze mieć rację ( kolejna dziwota) . . On idzie na imprezę, a Ja nawet nie mogę po prostu załatwić sprawy prywatnej, bo twierdzi, że mam innego, idę się kur**ć . . TO jest nie normalne. Nie da mu się przemówić do rozsądku . . On ma rację i koniec  . . Kiedy nie odpisuje 5-10min, robi aferę, a On kiedy po 3 godz sie dopiero oddzywa, Ja nie mogę nawet zapytać dlaczego . To wszystko jest chore, JA to wiem. . Wiem,że nie powinnam pozwalać sobie na takie traktowanie mnie . Rozumiem to . . Ale akurat ostatnio zerwaliśmy z tych oto przyczyn . Bo nie dał sobie pewnej sprawy wmóić i koniec. . Miałam tego dość zerwałam . . Myślami "mam go gdzieś, nie obchodzi mnie On" Po pięciu minutach płaczę i myślę " Co Ja narobiłam " Płacze, pisze, dzwonie . . . . Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Po zerwaniu . .Wszystkich odrzuciłam , nie mam komu się wyżalić, chociaż wiem ,że to mi nie pomoże, nie pomoże mi wyjście gdzieś z kimś . . Mam ochotę zamknąc się w pokoju i płakać całymi dniami . . .

Niestety ;c Taka oto jest moja historia . .

Widzisz co robiłaś źle?
Widzisz, że sama dałaś się skrzywdzić?
Kochana, na nim świat się nie kończy. To destrukcja.
Kiedy ktoś obwinia nas o coś, a nie ma ku temu nawet powodów to stosuje znana metodę aby oczyścić siebie ze swoich grzeszków. Przypisuje nam swoje czynności. Zastanów się nad tym. Da się żyć bez takiego człowieka. Uwierz mi.

posluguje tu sie przykazaniami bo jestem katoliczka ale nawet tam sa madrosci NIE ROB DRUGIEMU CO TOBIE NIE MILE,a on tak robi ,jak mozna oczekiwac czegos,czego sie samemu nie jest w stanie dokonac nie no nie nie rozumniem, ludzie sa .................. nie do opisania

13 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
magnolia73 napisał/a:

Czytam Was juz od 2 tygodni. Przeczytalam caly watek i sledzilam wasze losy. Dziewczyny jestescie niesamowite. Tyle w was sily szczegolnie   l_ukrecja  i Anstawia. Chyle czola przed Wami.
Tak jak Wy trafilam na ten watek po rozstaniu z moim partnerem. Po rozstaniu koncentrowalam sie tylko na tym oby znalezc odpowiedz w internecie co z nim nie tak. Bylam juz w zwiazku z narcysta (7 lat) i z korego wyszlam gola i nie wesola. Duzo cech charakteru mojego ostatniego ex przypominalo mi cechy charakteru narcysty z tym wyjatkiem, ze nie lubil stac w centrum zainteresowania i nigdzie nie wychodzil. Byl bardzo impulsywny i nie interesowal sie moja przeszloscia. Chcial abym tylko byla z nim. Po wielu poszukiwaniach udalo mi sie:typ bierno-agresywny smile
No i co? Co mi to dalo? To tylko, ze stwierdzilam, ze znowu trafilam na kogosc z problemem osobowosci. A co ze mna? Dlaczego znowu?
Przeciez bylam taka ostrozna. Bylam na terapi po moim narcyzie.
Na poczatku bronilam sie bardzo przed zwiazkiem a moj terapeuta kazal mi sie "poddac" jak to on powiedzial. Bylo dobrze a ja sie tak na prawde nigdy nie "poddalam".
Po rozstaniu z moim narcysta nie mialam pracy, dlugi i depresje. Ale wiecie co? Ja udawalam, ze jestem silna przed wszystkimi. Na poczatku poszlam na terapie i plakalam kolezankom ale nie dlugo. Ja jestem silna poradze sobie. Wlozylam maske "silna". Jakos szlo.
Przeczytalam prawie wszystko o narcyzmie i bylam expertem. W koncu zaczelam ich tez dostrzegac w zyciu codziennym. Mieszkam w centrum finansowym w Niemczech a tam ich bardzo duzo. Przerazilam sie, ale mi nic nie grozi, bo wiedzialam teraz jak ich rozpoznac.
I wiecie co zaczelam sie tak zachowywac jak narcystka. Moje zycie bylo wielka gra przed ludzmi. Bylam kobieta w masce.
Klamstwo za klamstwem. Czasami nie wiedzialam juz co jest klamstwem a co prawda! Czulam sie z tym okropnie ale wdepnelam w to i nie potrafilam z tego wyjsc. Taka jaka bylam w masce bylam fajna dla tych ludzi ktorymi sie otaczalam. cdn

Dziękuję za słowa uznania. Wiesz,to co ja osiągnęłam to wynik desperacji. Było już tak zle,ze życie stało się niemożliwe. To forum,terapia i mądre książki mi pomogły. Pomaleńku zaglądałam w głąb siebie. Najpierw o całe zło oskarżałam facetów,użalając się nad złym losem. Potem zaczęłam widzieć schematy jakimi się kierowałam w moim życiu=przyczyny i skutki. A jeszcze pózniej dostrzegłam ze zgrozą,że ja jestem toksyczna,że ze mną nie da się żyć...itd.
Jak wiesz wróciłam do mojego S. Oboje w terapiach doroślejemy. Oboje bez wzorców z dysfunkcyjnych domów i chorą seksualnością. Ale za to rozumiemy się w lot. I teraz najlepsze-widzę wyraznie,że ja odstaję tzn. mam więcej do przepracowania niż S. On jest tolerancyjny,spokojny i zrównoważony,a ja się cofam,mam często natarczywe złe myśli,paranoja jakaś...świruję wtedy,nic do mnie nie dociera,tunelowe myślenie. A więc,praca,praca,praca i czas.
Cieszę się,że są nowe panie smile
A TY Magnolio możesz wiele wnieść na to forum i mam nadzieję,ze zadomowisz się u nas smile

Witaj l_ukrecjo smile
Siade sobie na sofie i sie rozgoszcze smile Desperacja jest w zyciu potrzebna! Jak wiesz przeczytalam caly watek. Czy to nie jest desperacja wink O Boze to bylo lepsze niz ksiazka. Jak ja z Wami cierpialam, jak ja sie denerwowalam na niektore z Was i jaka bylam szczesliwa z waszych sukcesow smile.
l_ukrecjo nie obwiniaj sie! Jestes silna kobieta ale powiem Ci szczerze, ze jestem zla, ze wrocilas do S. Nidgy nie wiadomo co sie moze jeszcze w zyciu wydazyc ale nie sadze zeby to sie dobrze skonczylo. Nie gniewaj sie, ze tak prosto z mostu ale czytajac Twoja historie myslalam, ze sprawy potocza sie inaczej. Nie ma w tym nic zlego, ze probujesz. Prosze tylko zebyc odpowiedziala sobie (tylko sobie) dla kogo to robisz? Co chcesz przez to osiagnac? Ja bedac z moim narcyzem tez bylam "toksyczna ". Jak mozesz zachowywac sie "normalnie" z kims kto "normalna" osoba nie jest? Nie zapominaj, ze osoby jak Twoj S. to niezli manipulanci i klamcy. To super aktorzy. Manipuluja tez na terapi. Nie jestem expertem ale pisze z doswiadczenia (moj narcysta), ze takie osoby sa w obecnosci innych jak to napisalas "tolerancyjny,spokojny i zrównoważony". Mialas juz terapie i sama wiesz jak to jest na poczatku. Nie jestesmy jeszcze ufni w stosunku do terapeuty i zachowujemy sie "cool". To dopiero poczatek. Twoje "swirowanie" to tylko strach. Czy ty tez swirujesz z "normalnymi ludzmi"? Nie wydaje mi sie. Napisalam to wszystko z mojego doswiadczenia. Bac ostrozna. Mysl glowa.
Nie dokonczylam jeszcze mojej histori ale powiem Ci tylko co powiedzial mi moj terapeuta po tym jak rozpaczalam po moim narcyzie.
Kupila pani sobie za male buty i zrzedzi pani ze cisna. A moze w tych butach byl jeszcze gwozdz i myslala pani, ze bedzie mozna w nich gory zdobywac. Nastepnym razem prosze sobie kupic wygodne buty a te za male wyrzucic lub oddac.

Widzę w nim zmianę,właściwie to go dopiero poznaję. Wcześniej nie mógł być sobą,bo mu na to nie pozwoliłam...na siłę chciałam z niego zrobić swojego wymarzonego rycerza na białym koniu. Mówię,że jestem toksyczna,gdyż tak naprawdę,analizując poprzednie związki, nigdy nie stworzyłam normalnego związku,zawsze aż się paliłam do zmiany-jego-manipulując, podpowiadając,namawiając. Oplatałam się w okół niego jak bluszcz i dusiłam. Mnie nie było. Mam problem z własną tożsamością i przejmuję -jego- jako swoją. A tak żyć się nie da.
Wiesz mój S spróbował wszystkiego co wcześniej było owocem zakazanym,ja zresztą też. Przeszło rok...to trwało. A jednak nie udało się nam stworzyć innego związku,czy też zapomnieć o sobie,choć na trochę,żeby już nie bolało. I nie widzę sensu dla którego mógłby być ze mną,planować ślub,gdyby mnie nie kochał. Ale zdajemy sobie sprawę,ze w naszym przypadku sama miłość nie wystarczy,stąd praca nad sobą i pewnie dożywotnio,bo nie możemy spocząć na laurach.
Nasz związek jest inny,to zresztą warunek. Są twarde granice. Jest śmiech,zabawa,wspólne zajęcia. Nr 1 są dzieci w tym jego chora,niepełnosprawna córka. Wyobraźcie sobie,że mamy radochę z tego,że robimy zaprawy...a ja nie robiłam tego od jakiś 10 lat,a on w ogóle! To dla mnie coś,bo wcześniej nie miałam motywacji.
Oprócz terapii codziennie wieczorem czyta S na głos mądre książki z których uczymy się jak żyć.
I pewnie,że gdzieś z tyłu głowy jest lęk...ale wchodząc w nowy związek takie same ryzyko bym podjęła,a właściwie większe,bo teraz jesteśmy świadomi swoich zaburzeń.

Dziękuję za troskę,czuję w Tobie ogromnie cieplutką osóbkę smile

13 543 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-10-18 16:17:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
hm... napisał/a:
NieznajomaJaa napisał/a:

Ehh.. Jestem z chłopakiem  już ponad 3 lata . Twierdząc teraz ten związek jest wręcz "chory" . Zacznę tłumaczyć . . Pierwsze pół roku było cudowne .. Po tym czasie kiedy nadal było ok , żadnej kłotni nic, od tak spędził całą wakacyjną noc z koleżanką, z która mnie zdradził (pocałował, może coś więcej) . Nie dowiedziałam się tego od niego. . Przyznał się . . Wybaczyłam . .   Po tym zdarzało się to częściej . . ( może dlatego, że wiedział skoro raz wybaczyłam, wybaczę i drugi . .) Tak właśnie było . Zaczął mnie kłamać, robił co chciał . . Kolejny raz z inna . . . Wybaczyłam . . Przeszło mu to . Zrobił się obsesyjnie zazdrosny. Od dwóch lat, może z 5 razy wyszłam z koleżankami, ale tylko wtedy, gdy się pokłóciliśmy. On wychodził kiedy chciał, a Ja musiałam siedzieć w domu jak więzień . . Rozstania, powroty . . Potrafił zwyzywać mnie od kur** itp . .Kolejny raz rozstaliśmy się bez powodu- On . . to od razu  Znalazł sobie inna . . Nie da się opisać jak się czułam . .Dzwoniłam do niego ok 200 razy dziennie, smsy tak samo, a On nic . .Błagałam go o powrót . .(wiem, że nie było to normalne, ale okropnie go KKocham, nie potrafie bez niego żyć) . . Po pewnym czasie wrócił . . Nawet przeprosiłam go za to,że Miał inną, bo to przezemnie, bo to ze mną coś źle . .Przepraszałam go zawsze gdy była jego wina, tylko dlatego żeby było dobrze. . BO nie chciałąm go stracić . .Teraz, On musi zawsze mieć rację ( kolejna dziwota) . . On idzie na imprezę, a Ja nawet nie mogę po prostu załatwić sprawy prywatnej, bo twierdzi, że mam innego, idę się kur**ć . . TO jest nie normalne. Nie da mu się przemówić do rozsądku . . On ma rację i koniec  . . Kiedy nie odpisuje 5-10min, robi aferę, a On kiedy po 3 godz sie dopiero oddzywa, Ja nie mogę nawet zapytać dlaczego . To wszystko jest chore, JA to wiem. . Wiem,że nie powinnam pozwalać sobie na takie traktowanie mnie . Rozumiem to . . Ale akurat ostatnio zerwaliśmy z tych oto przyczyn . Bo nie dał sobie pewnej sprawy wmóić i koniec. . Miałam tego dość zerwałam . . Myślami "mam go gdzieś, nie obchodzi mnie On" Po pięciu minutach płaczę i myślę " Co Ja narobiłam " Płacze, pisze, dzwonie . . . . Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim? Po zerwaniu . .Wszystkich odrzuciłam , nie mam komu się wyżalić, chociaż wiem ,że to mi nie pomoże, nie pomoże mi wyjście gdzieś z kimś . . Mam ochotę zamknąc się w pokoju i płakać całymi dniami . . .

Niestety ;c Taka oto jest moja historia . .

Widzisz co robiłaś źle?
Widzisz, że sama dałaś się skrzywdzić?
Kochana, na nim świat się nie kończy. To destrukcja.
Kiedy ktoś obwinia nas o coś, a nie ma ku temu nawet powodów to stosuje znana metodę aby oczyścić siebie ze swoich grzeszków. Przypisuje nam swoje czynności. Zastanów się nad tym. Da się żyć bez takiego człowieka. Uwierz mi.

posluguje tu sie przykazaniami bo jestem katoliczka ale nawet tam sa madrosci NIE ROB DRUGIEMU CO TOBIE NIE MILE,a on tak robi ,jak mozna oczekiwac czegos,czego sie samemu nie jest w stanie dokonac nie no nie nie rozumniem, ludzie sa .................. nie do opisania

Rozmowa o uzależnieniu w związku

Znany psycholog Paweł Droździak opowiada o tym, dlaczego wikłamy się w uzależniające związki i czy rozwiązaniem jest inny partner, inny związek czy my sami?

Teraz tekst, ktory znalazlam na blogu "Moje dwie glowy"
"Usłyszałam kiedyś w telewizji poradę od znanej aktorki, że "ten właściwy" partner to taki, na myśl o którym nie wyobrażasz sobie życia bez niego. Bardzo mnie to uderzyło - bo myślę, że to prosta droga do uzależnienia. Czy nie powinniśmy raczej być z kimś, bez kogo życie sobie wyobrażamy?
- Rady i wskazówki w takich sprawach to czysta teoria. Bo rady odnoszą się do myślenia, a o związkach decydują emocje. Jeśli to się w ogóle jakoś jedno na drugie przekłada, to chyba tylko tak, że używamy myślenia, żeby te emocje uprawomocnić. Uzasadnić decyzje, które i tak już są podjęte.

Przy czym jedno zastrzeżenie. Kiedy mówię, że o związkach decydują emocje, to niekoniecznie mam na myśli uczucia do partnera. Czasem o związku z kimś decydują uczucia wcale nie do niego, tylko na przykład do świata, jaki by się miało bez niego. Ktoś może uwielbiać osobę, z którą jest, a ktoś inny może choćby panicznie bać się pójścia do pracy między ludzi. A partner zaradny, zasobny?

Daje poczucie bezpieczeństwa...
- Albo inne przykłady: samotność, samotne macierzyństwo, samotny wiek dojrzały lub starość, czasem utrata pozycji, uczestnictwa w jakimś środowisku, gdyby partner odszedł. To wszystko może budzić silny lęk. W każdym z tych przypadków otrzymamy silne przywiązanie i trwały związek oparty jak najbardziej na emocjach. Przypuśćmy, że ktoś jednego dnia jest "żoną prezesa", a kolejnego dnia po prostu Baśką. Na niektórych nie robi to wrażenia, ale są osoby, u których sama myśl o tym wzbudza mnóstwo emocji. I ten ktoś nie będzie wyobrażał sobie życia bez osoby, z którą jest. Z takimi uczuciami nie ma dyskusji na poziomie teorii. Można je sobie co najwyżej uświadomić lub zdecydować, że wolimy ich w sobie nie odkryć.

Jeśli ktoś ma spore problemy z asertywnością, tłumi złość, lub kieruje ją do środka, raczej ulega innym niż nimi kieruje, raczej woli czuć się bezpiecznie niż zdobywać i ryzykować, to może pojawić się tendencja do poszukiwania Opiekuna. Kogoś, kto ma cechy, których ja nie mam. Osoba skrajnie nieasertywna, widząc kogoś skrajnie agresywnego, dozna wielkiej pokusy wejścia z nim w sojusz.

Bo on mnie obroni?
- ?On ma cechy, które będą mi przydatne, których mnie brakuje. Wprawdzie momentami te cechy obracają się przeciwko mnie, ale przez dużą część wspólnie spędzanego czasu jednak z tych cech korzystam, choć sama ich nie mam?. Odnosi więc korzyści z relacji z raniącym partnerem, choć partner może krzywdzić, obniżać samoocenę. W jakiejś części taka uzależniona osoba wie, że ta relacja szkodzi, że traci możliwość decydowania o sobie. Ale jednocześnie postrzega partnera jako silnego i niezależnego. Jeśli się czujemy słabi, to chcemy być w sojuszu z silną osobą. Wprawdzie trochę nam źle robi, ale też w jakichś okolicznościach może nas obronić. Na to półświadomie liczymy.

Ta aktorka, którą Pani cytuje, mogła mieć na myśli raczej dość zdrową sytuację. Jest jakiś człowiek, jest fajny, szkoda by było, gdyby miał zniknąć i bardzo by to bolało. Bo jak może nie boleć? Związek to jednak związek i trochę się zawsze zrastamy. Pytanie, czy skórą, czy do tego stopnia, że dzielimy już nawet nerki. Bo takie sformułowanie może też opisywać inny stan. Rzeczywistej totalnej zależności: ?bez niego/bez niej umrę?,  ?cała moja tożsamość opiera się na tym, że jestem z nią/z nim?.

Uzależniamy się od konkretnej osoby, czy raczej od stanu, w jaki wprowadza nas bycie z kimś?
- Uzależnienie od partnera to właściwość naszej psychicznej struktury. To nie partner taki stan wywołuje, tylko my ?tak mamy?. Są ludzie, którzy wchodząc w bliską relację, natychmiast bardzo silnie się przywiązują. Chcą zawłaszczyć partnera, panicznie boją się porzucenia i reagują silnymi emocjami, gdy poczują, że porzucenie jest możliwe. Obojętnie, czy to realne, czy nie ? już  sama myśl o porzuceniu wywołuje lęk, budzi poczucie pustki, braku oparcia, a nawet poczucie dosłownie rozpadania się lub znikania. Takie osoby bardzo impulsywnie reagują i nie są w stanie tego opanować. Choć na poziomie intelektualnym mogą rozumieć, że to im szkodzi. Na drugim krańcu skali są osoby, które w ogóle w żadną bliskość nie pozwalają sobie wchodzić, bo boją się odrzucenia i straty. Czują, że pragnienie zbliżenia się prowadzi do upokarzającej sytuacji, więc nie chcą chcieć.

Będąc w kilku związkach powtarzamy mechanizm uzależnienia? Czy to się może zdarzyć tylko raz i świadczy np. o tym, że to ?miłość prawdziwa?, a bez tego człowieka nie możemy po prostu żyć - w co chciałoby wielu z nas wierzyć...
- Nie w każdym związku danej osoby stan uzależnienia musi się powtórzyć. Wspomniałem o dwu krańcach skali, to są dwa skrajne sposoby radzenia sobie z tym samym problemem - z lękiem przed utratą i z poczuciem, że tej utraty się nie przetrwa. Niektórzy ludzie w ciągu życia kilka razy przechodzą z jednej skrajności w drugą - z jednym partnerem lub kilkoma kolejnymi będzie to skrajne unikanie zbliżenia, chłodny związek, pseudo-asertywność, a z innym skrajne uwiązanie, spanie na wycieraczce. Ale wciąż - nie jest to związane z partnerem. To jest właściwość naszej własnej struktury. To się dzieje w nas, a nie dlatego, że partner coś nam zrobił lub ma jakieś szczególne uzależniające właściwości. Tak się może wydawać uzależnionej osobie, ale to złudzenie.

Jaki się ma uzależnienie do potrzeby kontroli?
- Uzależnienie jest przyczyną, a potrzeba kontrolowania partnera jest jednym z możliwych sposobów radzenia sobie z lękiem, który z tego uzależnienia wynika. To jest wyraźnie widać związkach, gdzie występuje przemoc. Ktoś komuś dokładnie wylicza czas - zakupów, drogi do pracy, ogranicza dobór znajomych, utrudnia zapraszanie ludzi do domu, sprawdza pocztę, sprawdza komórkę, wylicza pieniądze, zabrania iść do pracy albo zniechęca do tego na różne sprytne sposoby. Wszystko to są próby stopienia się z drugą osobą w jedno przez przejęcie nad nią całkowitej, totalnej kontroli. I jeśli ktoś tak robi, żadne tłumaczenie mu, że inni ludzie mają swoje prawa, że to nadużycie  - nie będzie działać. Bo problem w tym, że ten ktoś ma poczucie, że straty nie przeżyje. Nawet jeśli na poziomie rozumu wie, że to nie jest ładnie sprawdzać komuś komórkę, i tak sprawdzi. A często na rozum też tego nie wie, bo głowa tylko do tego służy, by potrzeby emocjonalne - potrzebę chronienia się za wszelką cenę przed osamotnieniem i pustką - skuteczniej zaspokajać. Znajdować logiczne uzasadnienia dla zachowań kontrolujących. Im sprawniejszy umysł, tym logiczniejsze uzasadnienia znajdzie.

Wolimy być z partnerem nawet raniącym niż sami?
- Na pierwszym miejscu jest zawsze potrzeba bycia z kimś. Bycia w relacji. To jest pierwotna potrzeba taka, jak u zwierząt albo u małych dzieci. Później są potrzeby wyuczone - godności, szacunku? Jeśli ktoś miał w jakimś okresie życia te pierwotne potrzeby niezaspokojone, to później próbuje zaspokoić je za wszelką cenę. Chce uniknąć powtórzenia tej pierwszej frustracji. Potrzeby wyuczone, cywilizowane też będą istniały, ale w krytycznej sytuacji ustąpią przed tym, co bardziej pierwotne. Przed potrzebą bliskości.

Nawet z partnerem, który krzywdzi, odpycha?
- Wiele osób tego nie rozumie, to trudne do przyjęcia dla większości ludzi, że tak jest, ale tak jest. Ktoś, kto ma raniącego partnera, zwykle narzeka na niego, ale nie może odejść. Słyszy od innych: ?on/ona cię tak podle traktuje, jak ty możesz na to pozwalać, zostaw go/ją?. Kiwa głową, zgadza się, dalej narzeka, ale nie zostawia. Albo zostawia i wraca za jakiś czas.

Trudno przyjąć, przyznać się przed samym sobą, że pod takim zachowaniem kryje się pierwotna potrzeba, silniejsza niż potrzeba bezpieczeństwa czy szacunku. Więc ludzie szukają takich grzecznych ?cywilizowanych? wyjaśnień: że to uzależnienie jest spowodowane na przykład obiektywną sytuacją - brakiem pieniędzy na samodzielne życie, brakiem mieszkania, tradycją społeczną. Ale to nieprawda. Praktyka wykazuje, że nawet jeśli ludzie mają komfortowe warunki socjalne i bardzo liberalne społeczeństwo -  takie uzależnienie emocjonalne też występuje. Sytuacja socjalna nie jest rzeczywistą przyczyną. To tylko wygodne wytłumaczenia.

A może jesteśmy z raniącymi partnerami, bo oni czasem są jednak dobrzy?
- To rzeczywiście silnie uzależniający mechanizm. Jeśli ktoś raz jest dobry a raz zły, staje się to dla nas bardzo przyciągające. Zmiany nastrojów wywołują uczucie kontrastu. Jeśli ktoś jest okropny, a za chwilę ciepły, mamy wrażenie, że nie jest cieplejszy tylko niezwykle tkliwy. Tkliwość cenimy i kiedy ona znika ? a znika na sto procent ? nie umiemy zrozumieć, co się stało. Winy szukamy w sobie. ?Co takiego zrobiłam, że go wkurzyłam, co takiego się stało, że nie dałam rady utrzymać tego wspaniałego nastroju, dlaczego znów się nie udało??. Bardzo trudno uznać, że nie udało się, ponieważ z definicji nie mogło. Osoba poddana takiej huśtawce ma wrażenie, że musi istnieć jakiś klucz, by mogło być dobrze cały czas. I związek polega na ustawicznym szukaniu tego klucza oraz kolejnych druzgocących porażkach. Bo tego klucza nie ma. Celem jest zmiana. Nic jej nie zapobiegnie. Każde ?dobrze? musi zostać odebrane, na tym polega ten związek. Oto cały klucz.

Jak się odnajdują ludzie, by stworzyć taki zależny związek? Jakie  "korzyści" oboje z tego typu relacji mają?
- Odnajdują się po subtelnych sygnałach. Mówią w pewnym sensie wspólnym językiem. Wspólnym kodem. Jest taki kwestionariusz (mam go na swojej stronie  http://www.skuteczna-psychoterapia.pl/test_debeckera.php), przeznaczony głównie do wykrywania potencjalnego przyszłego sprawcy przemocy w związku, ale kilka punktów dotyczy właśnie uzależnienia, bo to w przemocy częsty element. Na przykład:

Czy na początku znajomości mężczyzna starał się nadmiernie przyśpieszyć naturalny bieg wydarzeń?
Czy proponował od razu bliższy związek niż oczekiwałaś?
Upierał się przy jak najszybszym ślubie lub jak najszybszym zamieszkaniu razem?

Dla wielu osób to są dobre sygnały. Dowody zaangażowania i miłości. Ale mogą to być też sygnały symbiotycznej osobowości, która nie toleruje żadnej odrębnej przestrzeni. Można czasem spotkać takich ludzi, przy których ma się wrażenie, że oni w ogóle nie przyjmują odrzucenia czy odmowy do wiadomości. Nie słyszą ?nie?.
Kłopot zaczyna się, kiedy mamy ochotę na przykład wyjść z kolegą czy koleżanką bez partnera i okazuje się, że to niemożliwe. Ale na pierwszym etapie może tego nie być widać. Ktoś może na przykład bez końca rozprawiać o swoim partnerze. Dobry sygnał czy zły? Różnica między dobrym, zdrowym zaangażowaniem a obsesją jest dosyć wyraźna, ale trudno opisać ją w słowach. To się daje rozróżnić, kiedy w ogóle zaczniemy się zastanawiać nad różnicą. Ktoś na przykład używa zwrotów: ?do grobowej deski", ?razem na zawsze bez względu na wszystko", ?bez ciebie bym nie przeżył/nie przeżyła?, ?nic nas już nie rozdzieli?. Zdrowe, realne czy nie?

Po czym możemy poznać, że jesteśmy uzależnieni od partnera, albo że takiego zależnego partnera mamy?
- To jest pytanie o to, czy istnieje w tej kwestii jakaś norma. Ja bym powiedział, że związki w których uzależnienie występuje to są takie, w których się strasznie mocno zaczynamy szarpać pomiędzy uczuciem porzucenia a uczuciem duszenia się. I często to jest obopólne, działa wymiennie.

No właśnie, czasem trudno odróżnić zaangażowanie, które w każdym związku jest konieczne, od bycia uzależnionym. Czy potwierdziłby Pan ogólne przekonanie, że to kobiety bardziej się uzależniają od partnera? Jakie  są to mechanizmy, jeśli to prawda?
- Uzależnienie przejawia się trochę inaczej u kobiet  i inaczej u mężczyzn. U mężczyzn częściej objawia się  w agresywnej albo autoagresywnej formie. Kobiety mają mniej takich możliwości, ich agresja jest społecznie mniej akceptowana, więc używają innych narzędzi ? szantażu emocjonalnego, dzieci, seksu. Ale obie strony bywają uzależnione emocjonalnie.

Czy możliwa jest zdrowa relacja w związku, w którym jedno z partnerów jest uzależnione? Można taki związek ?naprawić"?
- Ktoś mi kiedyś opowiadał, że kiedy pokłóci się z tą drugą osobą i śpią w oddzielnych mieszkaniach, to dzwoni na zegarynkę albo na jakieś konkursy telefoniczne, żeby mieć poczucie, że z kimś rozmawia. Że ma z kimś kontakt. To jest poczucie takiego niestabilnego "ja", które znika, ?rozpada się?, gdy zostaje się samemu. Poczucie, że wszystko się rozleciało, że ta osoba odeszła na zawsze, nie wróci i teraz tylko pustka i śmierć.

Ktoś inny może dostawać dosłownie furii, gdy mu druga osoba odmawia, czegokolwiek, bo widzi w tym na horyzoncie odrzucenie, obojętność, obcość. Wszystko albo nic. Jeśli ktoś reaguje w ten sposób, trudno rozwiązać to naprawiając związek. Bo to nie związek musi być naprawiony. To wynika z wewnątrz nas.
Jeśli chcemy coś naprawiać - to tylko siebie. Ale czy wtedy, gdy już się zmienimy, będziemy jeszcze chcieli być z tym samym partnerem? W tym samym związku? Różnie bywa?"
Juz poprawilam.


Proszę, zajrzyj do tego wątku: http://www.netkobiety.pl/help.php#smilies. Znajdziesz w nim opis tego, w jaki sposób umieszczać cytaty. W Twym poście trudno się zorientować, gdzie kończą się Twoje własne słowa, a gdzie zaczyna cytowany tekst.

Pozdrawiam. Mod. Wielokropek

13 544 Ostatnio edytowany przez magnolia73 (2012-10-18 16:23:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Dziękuję za słowa uznania. Wiesz,to co ja osiągnęłam to wynik desperacji. Było już tak zle,ze życie stało się niemożliwe. To forum,terapia i mądre książki mi pomogły. Pomaleńku zaglądałam w głąb siebie. Najpierw o całe zło oskarżałam facetów,użalając się nad złym losem. Potem zaczęłam widzieć schematy jakimi się kierowałam w moim życiu=przyczyny i skutki. A jeszcze pózniej dostrzegłam ze zgrozą,że ja jestem toksyczna,że ze mną nie da się żyć...itd.
Jak wiesz wróciłam do mojego S. Oboje w terapiach doroślejemy. Oboje bez wzorców z dysfunkcyjnych domów i chorą seksualnością. Ale za to rozumiemy się w lot. I teraz najlepsze-widzę wyraznie,że ja odstaję tzn. mam więcej do przepracowania niż S. On jest tolerancyjny,spokojny i zrównoważony,a ja się cofam,mam często natarczywe złe myśli,paranoja jakaś...świruję wtedy,nic do mnie nie dociera,tunelowe myślenie. A więc,praca,praca,praca i czas.
Cieszę się,że są nowe panie smile
A TY Magnolio możesz wiele wnieść na to forum i mam nadzieję,ze zadomowisz się u nas smile

Witaj l_ukrecjo smile
Siade sobie na sofie i sie rozgoszcze smile Desperacja jest w zyciu potrzebna! Jak wiesz przeczytalam caly watek. Czy to nie jest desperacja wink O Boze to bylo lepsze niz ksiazka. Jak ja z Wami cierpialam, jak ja sie denerwowalam na niektore z Was i jaka bylam szczesliwa z waszych sukcesow smile.
l_ukrecjo nie obwiniaj sie! Jestes silna kobieta ale powiem Ci szczerze, ze jestem zla, ze wrocilas do S. Nidgy nie wiadomo co sie moze jeszcze w zyciu wydazyc ale nie sadze zeby to sie dobrze skonczylo. Nie gniewaj sie, ze tak prosto z mostu ale czytajac Twoja historie myslalam, ze sprawy potocza sie inaczej. Nie ma w tym nic zlego, ze probujesz. Prosze tylko zebyc odpowiedziala sobie (tylko sobie) dla kogo to robisz? Co chcesz przez to osiagnac? Ja bedac z moim narcyzem tez bylam "toksyczna ". Jak mozesz zachowywac sie "normalnie" z kims kto "normalna" osoba nie jest? Nie zapominaj, ze osoby jak Twoj S. to niezli manipulanci i klamcy. To super aktorzy. Manipuluja tez na terapi. Nie jestem expertem ale pisze z doswiadczenia (moj narcysta), ze takie osoby sa w obecnosci innych jak to napisalas "tolerancyjny,spokojny i zrównoważony". Mialas juz terapie i sama wiesz jak to jest na poczatku. Nie jestesmy jeszcze ufni w stosunku do terapeuty i zachowujemy sie "cool". To dopiero poczatek. Twoje "swirowanie" to tylko strach. Czy ty tez swirujesz z "normalnymi ludzmi"? Nie wydaje mi sie. Napisalam to wszystko z mojego doswiadczenia. Bac ostrozna. Mysl glowa.
Nie dokonczylam jeszcze mojej histori ale powiem Ci tylko co powiedzial mi moj terapeuta po tym jak rozpaczalam po moim narcyzie.
Kupila pani sobie za male buty i zrzedzi pani ze cisna. A moze w tych butach byl jeszcze gwozdz i myslala pani, ze bedzie mozna w nich gory zdobywac. Nastepnym razem prosze sobie kupic wygodne buty a te za male wyrzucic lub oddac.

Widzę w nim zmianę,właściwie to go dopiero poznaję. Wcześniej nie mógł być sobą,bo mu na to nie pozwoliłam...na siłę chciałam z niego zrobić swojego wymarzonego rycerza na białym koniu. Mówię,że jestem toksyczna,gdyż tak naprawdę,analizując poprzednie związki, nigdy nie stworzyłam normalnego związku,zawsze aż się paliłam do zmiany-jego-manipulując, podpowiadając,namawiając. Oplatałam się w okół niego jak bluszcz i dusiłam. Mnie nie było. Mam problem z własną tożsamością i przejmuję -jego- jako swoją. A tak żyć się nie da.
Wiesz mój S spróbował wszystkiego co wcześniej było owocem zakazanym,ja zresztą też. Przeszło rok...to trwało. A jednak nie udało się nam stworzyć innego związku,czy też zapomnieć o sobie,choć na trochę,żeby już nie bolało. I nie widzę sensu dla którego mógłby być ze mną,planować ślub,gdyby mnie nie kochał. Ale zdajemy sobie sprawę,ze w naszym przypadku sama miłość nie wystarczy,stąd praca nad sobą i pewnie dożywotnio,bo nie możemy spocząć na laurach.
Nasz związek jest inny,to zresztą warunek. Są twarde granice. Jest śmiech,zabawa,wspólne zajęcia. Nr 1 są dzieci w tym jego chora,niepełnosprawna córka. Wyobraźcie sobie,że mamy radochę z tego,że robimy zaprawy...a ja nie robiłam tego od jakiś 10 lat,a on w ogóle! To dla mnie coś,bo wcześniej nie miałam motywacji.
Oprócz terapii codziennie wieczorem czyta S na głos mądre książki z których uczymy się jak żyć.
I pewnie,że gdzieś z tyłu głowy jest lęk...ale wchodząc w nowy związek takie same ryzyko bym podjęła,a właściwie większe,bo teraz jesteśmy świadomi swoich zaburzeń.

Dziękuję za troskę,czuję w Tobie ogromnie cieplutką osóbkę smile

Powiedz mi dlaczego sie mi tlumaczysz? ...Ja tez tak robilam. Tlumaczylam sie dlaczego jestem z tym czy tamtym. Ty niedobra a on taki biedny, bo sie stara. Co on takiego robi? "codziennie wieczorem czyta S na głos mądre książki z których uczymy się jak żyć" to mnie zamurowalo!!!! Czy ty nie wiesz jak zyc? Jak zylas do tej pory? Radzilas sobie z problemami, bylas na wlasnej terapi. Co powiedzial twoj terapeuta? O ile dobrze pamietam to to, ze nie potrzebujesz juz wiecej terapi, rad i ksiazek jak zyc. Ty znasz teorie po co ci wiecej teorii? Nie zapedzaj sie w kozi rog. Dlaczego nie chcesz pobyc troche sama. Czy bylo az tak zle bez S.? Jezeli on sie chce zmienic i kocha to wytrzyma i zaakceptuje twoja decyzje. Boisz sie, ze jak bedziecie osobno znowu stanie sie taki jak wczesniej?
Napisalas "ale wchodząc w nowy związek takie same ryzyko bym podjęła,a właściwie większe,bo teraz jesteśmy świadomi swoich zaburzeń". A kto nie ma zaburzen. Masz i co? To dobrze, ze o tym wiesz. Jestes tylko czlowiekiem smile Ja mam grube nogi i nie nosze mini ale dluga spodnice albo spodnie. To nie znaczy, ze w ogole moich nog nie uzywam smile
Sciskam Cie mocno. Wiem jak to jest jak serce glowy nie slucha sad
Powiedz mi czy on czyta ten watek, bo cos mi sie przypomnialo, ze kiedys pisalas, ze on czyta?

13 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Używasz nogi, tylko trza miec odpowiednie, wygodne buty. To mnie urzekło z tymi butami. Nigdy tego nie zapomnę.

13 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Używasz nogi, tylko trza miec odpowiednie, wygodne buty. To mnie urzekło z tymi butami. Nigdy tego nie zapomnę.

Ja tez nie. Trzeba tylko zawsze o tym pamietac smile

13 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej dziewczyny, poczytalam trochę, nie wszystko,nie dalam rady. Moze i ja moglabym z wami pogadac? Jestem po rozstaniu z narzeczonym,wszystko odbylo sie spokojnie,po prostu on stwierdzil ze jest za wczesnie na zwiaźek bo dalej mysli o bylej,bo minelo za malo czasu,bo nie chce mnie oszukiwac mowiac ze kocha bo nie jest pewny uczuć do mnie. Ale zostalismy przyjaciolmi,wlasciwie wrocilismy do przyjazni. On pisze,dzwoni zawsze pierwszy,kilka razy dziennie. Od zerwania spotkalismy sie tez raz i spedzilismy razem noc. I bylo to naturalne, normalne,chociaz nie padlo ani slowo o milosci,zwiazku itp. Ja go nadal kocham,marze by wrocil i zrobie w tym kierunku duzo ale on o tym chyba nie wie bo ja udaje ze taki uklad jest ok.
A teraz doszlo mi zmartwienie. Wczoraj zrobilam test ciazowy. I wynik pozytywny. Jeszcze mam nadzieje ze to pomylka,ze test sie myli. Nie wiem...

13 548

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alutka.m napisał/a:

Hej dziewczyny, poczytalam trochę, nie wszystko,nie dalam rady. Moze i ja moglabym z wami pogadac? Jestem po rozstaniu z narzeczonym,wszystko odbylo sie spokojnie,po prostu on stwierdzil ze jest za wczesnie na zwiaźek bo dalej mysli o bylej,bo minelo za malo czasu,bo nie chce mnie oszukiwac mowiac ze kocha bo nie jest pewny uczuć do mnie. Ale zostalismy przyjaciolmi,wlasciwie wrocilismy do przyjazni. On pisze,dzwoni zawsze pierwszy,kilka razy dziennie. Od zerwania spotkalismy sie tez raz i spedzilismy razem noc. I bylo to naturalne, normalne,chociaz nie padlo ani slowo o milosci,zwiazku itp. Ja go nadal kocham,marze by wrocil i zrobie w tym kierunku duzo ale on o tym chyba nie wie bo ja udaje ze taki uklad jest ok.
A teraz doszlo mi zmartwienie. Wczoraj zrobilam test ciazowy. I wynik pozytywny. Jeszcze mam nadzieje ze to pomylka,ze test sie myli. Nie wiem...

Teraz nie ma co plakac!!!! Jutro do ginekologa i bedziesz w 100% pewna.
Czytalam Twoj watek. Nie jest dobrze ale nie tragicznie. Jak ci lekarz powie, ze jestes w ciazy to wtedy bedziemy sie dalej zastanawiac....
Pozdrawiam

13 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie placze,nie jestem zalamana. Do lekarza mam na wtorek,wczesniej sie nie dalo. Nawet jesli okaze sie ze jestem w ciazy to przeciez nie ja pierwsza zostane sama. Juz wychowuje sama córke,dam rady.
Tylko mam dylemat czy jemu teraz o tym mowic? Czy poczekać? Nie chce zeby pomyslal ze chce go " zlapac na dziecko ". Z drugiej strony ma prawo wiedziec chyba.

13 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alutka.m napisał/a:

Nie placze,nie jestem zalamana. Do lekarza mam na wtorek,wczesniej sie nie dalo. Nawet jesli okaze sie ze jestem w ciazy to przeciez nie ja pierwsza zostane sama. Juz wychowuje sama córke,dam rady.
Tylko mam dylemat czy jemu teraz o tym mowic? Czy poczekać? Nie chce zeby pomyslal ze chce go " zlapac na dziecko ". Z drugiej strony ma prawo wiedziec chyba.

Ja bym nie mowila i prawde mowiac nie wytrzymalabym do wtorku w niepewnosci.

13 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie moge sobie finansowo pozwolic na prywatna wizyte, mam w domu jeszcze dwa testy ale tak szczerze to boje sie znowu sama zrobic test. Musze poczekac do wtorku,chyba ze rano w przyplywie odwagi "nasiusiam na papierek".
Racja,moze lepiej na razie mu nie mowic,przynajmniej do wizyty u lekarza. Dzieki.

13 552

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alutka.m napisał/a:

Nie moge sobie finansowo pozwolic na prywatna wizyte, mam w domu jeszcze dwa testy ale tak szczerze to boje sie znowu sama zrobic test. Musze poczekac do wtorku,chyba ze rano w przyplywie odwagi "nasiusiam na papierek".
Racja,moze lepiej na razie mu nie mowic,przynajmniej do wizyty u lekarza. Dzieki.

Jezeli masz 2 testy do ja bym je zuzyla. Nie czekaj do jutra tak i tak nie bedziesz mogla spac sad.

13 553

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
alutka.m napisał/a:

Nie moge sobie finansowo pozwolic na prywatna wizyte, mam w domu jeszcze dwa testy ale tak szczerze to boje sie znowu sama zrobic test. Musze poczekac do wtorku,chyba ze rano w przyplywie odwagi "nasiusiam na papierek".
Racja,moze lepiej na razie mu nie mowic,przynajmniej do wizyty u lekarza. Dzieki.

Jezeli masz 2 testy do ja bym je zuzyla. Nie czekaj do jutra tak i tak nie bedziesz mogla spac sad.

Masz rację. Nie zasnę. Boję sie ale... Ide zrobic.

13 554

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alutka.m napisał/a:
magnolia73 napisał/a:
alutka.m napisał/a:

Nie moge sobie finansowo pozwolic na prywatna wizyte, mam w domu jeszcze dwa testy ale tak szczerze to boje sie znowu sama zrobic test. Musze poczekac do wtorku,chyba ze rano w przyplywie odwagi "nasiusiam na papierek".
Racja,moze lepiej na razie mu nie mowic,przynajmniej do wizyty u lekarza. Dzieki.

Jezeli masz 2 testy do ja bym je zuzyla. Nie czekaj do jutra tak i tak nie bedziesz mogla spac sad.

Masz rację. Nie zasnę. Boję sie ale... Ide zrobic.

To trzymam kciuki smile

13 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i zgłupiałam... Negatywny jest,znaczy jedna krecha. Doszukuje sie tej drugiej ale nie ma. I co,teraz wiem jeszcze mniej. Chociaz podobno czesciej wychodzi falszywie negatywny,ze podobno jak juz sa dwie kreski to sprawa przesadzona. Nie wiem,jeden mi zostal na rano,potem czekanie do wtorku na wízyte.

13 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zrob od razu drugi test!

13 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Teraz to juz sie boje. No masakra,stara baba a glupia. Zrobie jeszcze dzis. Od razu nie umiem ;-)

13 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Może test zrób rano?

13 559

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sama juz nie wiem. Pierwszy robilam wczoraj po poludniu. Pozytywny. Teraz drugi. Negatywny. W sumie nie jest na ulotce napisane ze musi byc rano ale dzisiaj juz chyba nie ma sensu. Poczekam jednak do rana,moze na czczo jest pewniejszy zwlaszcza ze to dopiero pare dni po terminie okresu

13 560

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
magnolia73 napisał/a:
hm... napisał/a:

Używasz nogi, tylko trza miec odpowiednie, wygodne buty. To mnie urzekło z tymi butami. Nigdy tego nie zapomnę.

Ja tez nie. Trzeba tylko zawsze o tym pamietac smile

O tak. Trzeba koniecznie.

13 561

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alutka.m napisał/a:

Sama juz nie wiem. Pierwszy robilam wczoraj po poludniu. Pozytywny. Teraz drugi. Negatywny. W sumie nie jest na ulotce napisane ze musi byc rano ale dzisiaj juz chyba nie ma sensu. Poczekam jednak do rana,moze na czczo jest pewniejszy zwlaszcza ze to dopiero pare dni po terminie okresu

Kurde ja pamiętam jak wiele lat temu,też mi test wyszedł pozytywny...ale na szczęście to był błąd,ale ile stresu!

13 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i zrobiłam rano i też negatywny. Już o tym nie myśle,do wtorku i tak musze czekac.

Zresztą co ma być to bedzie.

13 563

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alutka.m napisał/a:

No i zrobiłam rano i też negatywny. Już o tym nie myśle,do wtorku i tak musze czekac.

Zresztą co ma być to bedzie.

I tak trzymaj. Milego weekendu smile

13 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miłego weekendu dziewczyny smile

13 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Miłego weekendu dziewczyny smile

Dzięki. Ja również życzę miłego weekendu. Ma być pogodny więc korzystać,korzystać smile

13 566

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

smile

13 567

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zrobilam sobie sterelizacje z paro powodow mam 37 latek mam dwojweczkie dzieci,pare poronien za soba bardzo przykrych ,zakrzepice i jest mi oke nie zaluje decyzji  wystarczy ,kocham dzieciaki ale juz bym wiecej nie chciala bez wzgledu na to co moze byc czy nie byc  milego wekendu

13 568

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

czyzby watek umarl ................. zaczelam internetowy program dwonasto krokowy i powrocila moja chora dysfunkcja typu jakie mnialam dziecinstwo nie moge wylezsc z tegpo pokoju dziecinnego kto mi pomoze przeraza mnie to juz nawet nie wiem co u mnie nie tak a moze grzebie se pospolicie mowiac oj te ddd i wspouzaleznienie ,maz aniol nawet po imprezach hm zobaczymy pozdrawiam kobietki

13 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tez juz sie zastanawialam, co z tym watkiem?

13 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:

czyzby watek umarl ................. zaczelam internetowy program dwonasto krokowy i powrocila moja chora dysfunkcja typu jakie mnialam dziecinstwo nie moge wylezsc z tegpo pokoju dziecinnego kto mi pomoze przeraza mnie to juz nawet nie wiem co u mnie nie tak a moze grzebie se pospolicie mowiac oj te ddd i wspouzaleznienie ,maz aniol nawet po imprezach hm zobaczymy pozdrawiam kobietki

Wysłałam Ci maila. Dodam jeszcze, że chyba zawsze już tak jest, że jak zaczyna się jakąś terapię i grzebie w bolesnych momentach, to lekko nie jest. Ja przechodziłam katorgę. Dlatego uprzedzam, będzie ciężko. I to normalne. Wyjdziesz z tego, uwierz mi! Każdy ma swój czas i rytm. Przeżywasz, bo dzieciństwo lekkie nie było. Zobaczysz, po wszystkim będzie lepiej!

13 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Juz tyle spraw bylo tutaj poruszonych...

13 572

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie, jestem także kobieta kochajacą za bardzo, DDA mój tato pił w moim domu rodzinnym. Ja mam 9 letnią córkę i całą siebie poświęciłam dla faceta -6 lat kochałam ponad życie, a 5mcy temu zostawił mnie dla innej ja go nadal kocham nie mogę się  ztym pogodzic to sa skutki DDA i kobiety kochającej za bardzo. Jak dalej z tym żyć? Jak zwlaczyć tą chorą miłość do niego

13 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj w klubie smile Jezeli masz czas to poczytaj sobie caly watek. Ja tak zrobilam. Bardzo duzo sie z tego watku dowiesz. Pozdrawiam <3

13 574 Ostatnio edytowany przez xmegan (2012-11-05 00:35:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam w klubie, Dziewczyny. Ja też chyba się zaliczam... Mimo, że mam 18 lat to trochę w życiu przeszłam. Moi rodzice byli alkoholikami, ja miałam próby samobójcze, totalny brak wiary w siebie... Uważałam, się za gó*no. Dopiero od 3 lat jest lepiej. Po poważnej operacji serca i zawale (3 z kolei) moi rodzice już nie piją. Jest dobrze. Ale potrzeba mojego ojca posiadania idealnej córki też odgrywa tu duże znaczenie.. Pierwszy raz poważnie się zakochałam. Do szaleństwa, do zabójstwa. Uważałam to, za cudowny związek, pierwszą miłość. Miałam znajomych, przyjaciół, pasję. Zrezygnowałam ze wszystkiego... Nawet z siłowni i diety, które były dla mnie bardzo ważne. Przestałam dbać o rodzinę, zepsuły mi się kontakty z rodzicami. Chciałam olać szkołę, porzuciłam ambicje. Stałam się zamknięta, smutna... Tak kochałam faceta, że wybaczałam mu wszystko. Zdradę z prostytutką gdy pojechał do pracy (podczas gdy ja na niego czekałam jak głupia...), widziałam jak płakał i cierpiał. Więc wybaczyłam od razu, godzinę po już byłam przytulona. I wmawiałam sobie, że naprawdę mnie kocha, że miał powód, bla bla.. Później zepsuł mi połowinki. Pokłócił się ze mną bo "muzyka mu nie odpowiadała". Kładł jakiejś wdzięczącej się do niego dziewczynce w szpilkach miske z czipsami na cycki (to było na domówce, po połowinkach), później miał do mnie pretensje że nie żałuję go że musi czekać 30 min na autobus... Było mi smutno, następnego dnia, spałam 3h, leciała mi krew z nosa, miałam mroczki ale pojechałam rano do niego. Kupiłam mu jedzonko,piciu. Przytulałam go, głaskałam. Przekonana, że tak mnie kocha... Dopiero gdy mnie zostawił wszystko przejrzałam na oczy. Niecały miesiąc po tym jak oznajmił mi o swojej zdradzie poszedł na urodziny do koleżanki. Nie miałam ŻADNYCH pretensji. Mówił, że posiedzi do 1 i się nie upije. No ok. Mówił, że jej obiecał że będzie to musi być (a mi obiecywał, że nigdy nie zdradzi... szkoda) No następnego dnia mieliśmy swiętować jego imieniny, a on że ma kaca, że się upił strasznie, i że dopiero po 2 byłw domu. Zdenerwowałam się troszkę. On zaczął gadać że go skołowałam, ma dosyć, że jestem ZABORCZA i zazdrosna (czasem byłam, ale przestałam już dawno) i że musi z kimśo tym porozmawiać. Pózniej PROSIŁAM go by przyjechał. I przyjechał. I kazał mi oddać swoj sweter i t-shirt. I zerwał. Powiedział ,że się dusi, że nie może sprostać moim oczekiwaniom, że nie widzi przyszłości dla związku, i że tak dłużej nie może i że juz od dłuzszego czasu myslał nad zerwaniem, że zdrada wszystko przekreśliła. Ja zapłakałam a on: zachowaj resztki honoru i nie płacz. Facet, który tyle mi obiecał, zapewniał że kocha nad życie, tyle chwil, itd... Rok i 2 miesiące. Może i krótko, dla mnie mega długo. Nie mogłam się z tym pogodzić. Minął już tydzien, i jest lepiej. Czasem mam chwile, że tęsknie, bardzo... Ale wiem, że będzie lepiej. Że to było toksyczne, że wszystko w swoim życiu zepsułam przez niego. Nie miałam czasu dla siebie, dla znajomych ,dla rodziny... Dla nikogo. Kochałam za mocno, bezgranicznie. Dałam sięponiżać, przepraszałam go za byle gówno byle się nie kłócić... Jak jeszcze powiedział , że ta prostytutka była podobna do mnie i dlatego ją wybrał... Wtedy nic nie powiedziałam, teraz bym go zabiła. Wiem, że kochałam za mocno. Chciałam go tylko dla siebie. Poświęciłam się w pełni. To był OGROMNY błąd... Teraz z każdym dniem odnajduję część siebie, którą zgubiłam. I jestem gotowa, żeby za jakiś czas zbudować zdrowy związek, z mężczyzną który będzie mnie wart. A nie z facetem dla którego klepnięcie w tyłek mojej przyjaciółki to takie tam... I dla którego umawianie się z kolezanka bo mu sie nudzi, podczas gdy dziewczyna opiekuje sie w domu chorą babcią...

13 575 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-11-05 12:08:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie "nowe" kochające za bardzo smile
Dobrze, że odnalazłyście ten wątek. Macie tu szanse odnaleźć siebie smile

Franiu skoro poświęciłaś siebie to jesteś "kochająca za bardzo".
CZy można wyleczyć się z tego ? Można smile
Pierwszy krok już zrobiłaś - przyznałaś się, że Twoje kochanie nie było "normalne".
Uzdrowienie polega na zrozumieniu problemu i odnalezieniu, jak i docenieniu siebie.

MAgnolio jakie masz wnioski po tej lekturze ? Pisz proszę, pomożesz w ten sposób sobie i innym.

Xmegan jesteś bardzo młoda....możesz śmiało podziękować byłemu chłopakowi. Dał on Ci bowiem szansę na wnioski i naukę.
Twoje kolejne relacje z mężczyznami mogą być zdrowe. Poza tym kobiety kochające za bardzo, mają często zaburzone relacje nie tylko z "partnerami".  Możesz nauczyć się na tych stronach jak być szczęśliwą przede wszystkim ze sobą.

Cieszę się, że wątek tak wartościowy ma szansę na przetrwanie. Piszcie dziewczyny smile

13 576

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z perspektywy czasu widzę, że to był toksyczny związek, ale... początek był bajkowy. Byliśmy wzorem miłości, każdy to mówił. Dopiero gdy powiedział o zdradzie, totalnie się zepsuło... Mam czasem myśli co by było gdybym była inna... Typowa myśl "kobiety która kochała za mocno". Zaczęłam czytać tę książkę. I mam nadzieję, że już nigdy nie popełnię drugiego takiego błędu... Będę się leczyć, i pokocham siebie... Bo to jest podstawą do zbudowania trwałej, szczerej relacji. Pokochać samego siebie, a dopiero później drugiego człowieka.

13 577

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak trzymaj smile Czytaj i ucz sie "siebie" smile

13 578

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam ja mam podwójny problem...Na jednym forum już pisałam..Rozpadł się mój w sumie to już drugi związek prawie 4-letni..Obecny były chłopak był czy tam nadal jest alkoholikiem. Ale ja też przy nim czułam się jakaś daremna i wogóle nic nie warta...Chyba też za bardzo kochałam bo nie potrafiłam go zostawić a ranił jak cholera:( W sumie może wynika to z faktu, że ojciec odszedł, a nigdy w dzieciństwie nie dostawałam od rodziców tyle miłości i uwagi ile powinnam. Zawsze byłam samodzielna i nie potzrebowałam nadzoru ale mimo wszystko jakoś nie do końca szczęśliwa. Teraz mam to samo. Niby sie rozstaliśmy a on nadal do mnie wypisuje a ja coraz bardziej tracę wiarę,że stworzę jakiś normalny związek. Jak to zrobić, jak być pewną siebie??nie bać się życia samej??jak nie zadręczać ani nie podejrzewać kogoś o zdradę w przyszłości skoro ja nie mam wiary w facetów:(

13 579

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Powinnaś przeczytać ksiązke "Kobiety, które kochają za bardzo". Ona pomaga. Musisz uzmysłowić sobie, że robisz źle, musisz pokochać przede wszystkim siebie i pielęgnować w sobie uczucie, że jesteś wartościowa i zasługujesz na kogoś lepszego. To nie łatwe, ale można się nauczyć, bo też się staram. Nie uginaj się, skoro było Ci z nim źle, to chyba o czymś świadczy! Miłośc powinna uskrzydlac, a nie te skrzydła ucinać... Główka do góry, trzymaj się ! smile

13 580

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie. Dawno nie pisałam co u mnie. Mam ochotę coś napisać, więc piszę... Niedawno byłam w potwornej depresji. Dziś wiem,że nikt i nic nie jest w stanie wyciągnąć człowieka z takiego stanu, może on to zrobić tylko sam. Pewnego dnia usiadłam sobie i pomyślałam: Co mnie wprowadza w ten beznadziejny stan? Odpowiedzi były dwie, praca i pisanie na forum. W pracy czułam się fatalnie. Pisanie na forum dołowało mnie,bo dość,że ciągle tylko narzekałam to jeszcze o tym pisałam,podwójnie skupiając się na moich frustracjach. Nikt mnie nie rozumiał,a nawet jak rozumiał,to i tak mi nie mógł pomóc.
Pracę rzuciłam. Przestałam tutaj pisać,mniej czytałam. Zajęłam się moim hobby. Zawsze myślałam,że mam "życiowego pecha",co jest bzdurą. Nowi klienci z ofertą pracy pojawili się natychmiast,więc wszystko poszło fajnie jeśli chodzi o finanse. Poznałam nowych ludzi, uśmiechniętych, wesołych. Dostałam kopa do życia.
Kolejna sprawa to na nowo pokochałam moich rodziców, wybaczyłam im co dodało mi dodatkowych skrzydeł. Pomogła mi terapia i...moje dobre serce:) Zadzwoniłam do ojca i chyba pierwszy raz w życiu go wysłuchałam i zrozumiałam. Jego ojciec,a mój dziadek,właśnie skończył 100 lat i ma się świetnie! Ale mój tata opowiedział mi jakim dziadek był ojcem. Pierwszy raz zrozumiałam ból mojego ojca. Wybaczam mu wszystko! Jestem szczęśliwa,bo tata nie pije już 5 lat. Z mamą też rozmawiałam. Kocham ją nad życie! Moja babcia,mama mojej mamy, straciła matkę jak była małą dziewczynką. Moja babcia,całą frustracje wyrzucała na swoje dzieci, bliskich, szukała w nich matki. Moja mama przez to wiele straciła. Dlatego jest,jaka jest. Ale jest cudowna i będę jej o tym mówić zawsze! Przede wszystkim zrozumiałam moich rodziców, nie oczekuję,że będą inni, akceptuję ich takich,jacy są!
Jeżeli chodzi o mnie, czuję się coraz lepiej we własnej skórze. Doceniam siebie za to co osiągam, co odczuwam, co robię. Czuję,że to co robię jest dobre i cieszę się, że jest jak jest.
Żyję dniem dzisiejszym. Przeszłość zostawiłam. Nie martwię się tym co będzie jutro. Wiem,że dużo zależy ode mnie.
Pozdrawiam!!

13 581

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Po za ksiazka Robin Norwood  ?Kobiety, które kochają za bardzo? bardzo goraco polecam "Radosc Zycia" Davida Burnsa oraz wszystkie artykuly i e-boki (jak leci po kolei) ze strony http://www.kobieceserca.pl/czytelnia.html

Dowiecie sie tam, ze to najpierw bylysmy MY... chore na niedojrzalosc istoty... potem pojawil sie ON, ktory ta nasza niedojrzalosc wykorzystal.
Naszym zadaniem jest uswiadomic sobie ten bolesny fakt, zaniechac marnowania czasu na zaprzeczanie, pogodzic sie z tym i zafundowac sobie czas na zdrowienie.

Ja bylam "kochajaca za bardzo" bo pochodzilam z emocjonalnie patologicznego domu, w ktorym az zialo od toksyn. Moja wizje rodziny oparlam na filmach familijnych produkcji amerykanskiej... wiecie, wszyscy usmiechnieci, grzeczni i pelni milosci siedza przy kominku, obok choinka a w tle gra cicho koleda.. staralam sie stworzyc ten radosny i filmowy swiat z bajki. Zaspokajalam potrzeby wszystkich... bylam :Bogiem"-sprawca cudownosci mojego domu. A swiat nie jest bajkowy. Ludzie przezywaja rozne emocje. Ja odbieralam sobie prawo do niektorych emocji bo nie pasowaly do mojego magicznego swiata.... i czym wiecej dawalam tym mniej dostawalam. Zaprzeczalam temu w "zywe oczy". Dbalam o falszywy image moich partnerow... byli przeciez czescia mojego magicznego swiata. Gdybym przyznala ze sa dupkami od samego poczatku... caly ten magiczny swiat by runal jak domek z kart. Zatem budowalam ten swiat na watlych fundamentach skladajacych sie z  zaprzeczania ze to co jest prawda to nia nie jest. Bylam swietna aktorka. Wszyscy uwierzyli jakiego mam wspanialego meza. Ja tez czasem w to wierzylam!
Nie mialam. Od samego poczatku wiedzialam, ze jest niesprawiedliwy, zaborczy, nieuczciwy, agresywny i impulsywny. Wiedzialam, ze mnie nie szanuje. Dziewczyny kochajace za bardzo sa specjalistkami od falszywego swiata.
Ale nie bylo tak zle,czasem zdarzalo sie uslyszec dobre slowo, ktore ubieralam w "rozumiemy sie" "odbieramy na tych samych falach" albo "przeszlismy wiele cudownych chwil".... alez to romantyczne i wzniosle. Ta romantycznosc jak woal przykrywala  cala moja prozaiczna niedojrzalosc.
Nie ma cudownych chwil w zwiazku w ktorym nie jestem szanowana!

... bo chcialam poczuc, ze ktos mnie na tym swiecie kocha... to dla tych slow odwalam ta cala robote w zaprzeczaniu prawdzie, staraniu sie o niego, w nadziei ze sie zmieni, albo udawaniu ze czegos nie widze.
Sama sobie odebralam prawo do szacunku, tolerancji dla moich przekonan, sprawiedliwosci i godnosci we wszystkich moich zwiazkach... dla tych slow wlasnie "KOCHAM CIE"
Moja samoterapie zaczelam (spontan calkowity smile ) od placzu. Plakalam nocami i za dnia. Plakalam nad soba i nad tym, ze chce by ktos mowil ze mnie kocha.. bo jak nikt mi tego nie powie to jestem nikim... pylem marnym.
Bo tak naprawde to nikt mnie nie kochal i nie kocha... a najbardziej to ja nie kocham sama siebie.
ALE UCZE SIE! Malymi kroczkami.
Pokocham sie... jeszcze zobaczycie big_smile
Juz jest lepiej..

A co zrobiłabyś na moim miejscu? Moja historia:Poznaliśmy się przez internet, a pierwsze spotkanie było w Święta Wielkanocne 8 kwietnia 2012 r. Początki jak to początki były cudowne. Po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy razem i tak jest do dziś. Chcę zaznaczyć, że jest między nami spora różnica wieku, ja mam 37 lat, a mój chłopak 27 lat. Już od początku mówił, że jestem taką osobą jakiej szuka. Pragnę dodać, że widział i widzie we mnie kobietę ? taka umiejąca zadbać o faceta, o dom i ewentualną przyszłą rodzinę. Zawsze mówi mi ?Misiaku jesteś mistrzynią w gotowaniu?.
Ale zacznijmy od początku?.Adam wrócił z zagranicy, znalazł jedną pracę ? do kitu, drugą ? pracują nie tacy ludzie jak trzeba, trzecią ? poszedł jeden raz i na drugi dzień już nie. Suma sumarum?.dokładał mi się na czynsz za mieszkanie, ale tylko na to, a poza tym wszystkie zakupy robiłam ja. Nie wyliczam bo w miłości się nie wylicza, ale to miał być związek partnerski. Doszło do tego, że obecnie ja mam płacić za mieszkanie, wszystkie opłaty i jedzenie, ale to nie wszystko.
W sobotę czy w piątek przeglądałam zdjęcia na jego telefonie.....nie wiem chyba A. już nie ufam tak jak to było na początku. Znalazłam zdjęcia.
Dwa dni biłam się z myślami czy mnie zdradza czy nie i w końcu pękło w poniedziałek rano przed wyjściem do pracy......Powiedziałam Mu, że mnie zdradza i niech się pakuje. Próbował mnie uspokoić ale ja nic. Wpisał w google "kobiety w mini" i wyskoczyły te zdjęcie.
  Tłumaczył, "Misiaczku ja lubię patrzeć na kobiety w mini i stąd te zdjęcia. Nawet Tobie chciałem zaproponować zrobienie zdjęć w mini. Chciałabyś abym miał w telefonie facetów, albo filmy porno."
  Ja nic, byłam nieugięta. " A. ale tam są jeszcze zdjęcia w limuzynie, którą jeździ się po Wawie i byłeś tam w środku z tymi laskami, plus w klubie. Mogłeś powiedzieć, że chciałeś wyjść zabawić się, a nie tak poza plecami".
  A.:" Ptysiu, zobacz to jest moja koleżanka na sesji zdjęciowej, te zdjęcia ściągnięte są z facebooka z jej strony. Ona ma chłopaka, nigdy z nią nie byłem. Poza tym juz dawno zgrałem sobie i nie histeryzuj. Nawet nie mam do niej nr tel. Ona ma 18 czy 19 lat i ma stałego chłopaka."
  "A., ale te zdjęcia są juz z okresu jak byliśmy razem.
  "Asiu ale ja na nie patrzę, były ale mogę je wyrzucić".
Zapytał czy się ma spakować. Powiedział, że chce być ze mną, że mu na mnie zależy....ale ja " pakuj się i to koniec, przemyślisz u mamy, ja tu czy rzeczywiście chcemy być ze sobą". Spakował się i wyszedł. Przemyślałam wszystko i poszłam za Nim. Długa rozmowa na zewnątrz, że już nie będziemy razem. A powiedział: "Znajdziesz sobie innego faceta, jesteś atrakcyjna, na powodzenie nie będziesz narzekać. Zobaczysz jak to jest w związku. Może kiedyś wspomnisz, że nie byłem najgorszy.
Żałowałam, że tak wyszło, powiedziałam, że jeśli rzeczywiście jesteśmy sobie pisami to i tak nie ma takiej siły co nas rozdzieli.
Ochłonęłam na zewnątrz, uspokoiłam się i poprosiłam, aby wrócił, że zaczniemy lepiej. Uświadomiłam sobie, że w każdym następnym też coś mogę znaleźć. Nie ma ideałów, a sama tez nim nie jestem. Pomimo wszystkiego kocham go za to, że jest. Nie patrzę na jego majątek, chciałabym tylko aby pracował. W gruncie rzeczy uświadomiłam sobie, że o co Go nie poproszę to zrobi to, a że ja nie lubię prosić się to mam to co chcę. W ogóle ja nie lubię być zależna, nie tylko od faceta.
A. powiedział, że ktoś kiedyś (starsza osoba) powiedziała mu, że nie jest dobrze jak facet już wyszedł, że jak raz wyjdzie, to będzie wychodził, że to nie jest dobry znak.
Nie wiem, powiedzenia swoje, a życie swoje.....wiem jedno, że jak ludzie sa sobie pisani to nie wiem co i tak będą razem. Nie ma to nic wspólnego z powiedzeniem "dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki" . To prawda bo woda w rzece przepłynie i nawet jeśli się wejdzie to już jest coś innego.....i tak jest z ludźmi rozejdą się, potem jeszcze raz mogą się zejść, ale to już nie jest ten sam związek....ale nie wiadomo czy będzie dobrze czy źle.

Jeszcze jedno co wykryłam u A. o czym mi powiedziałam. Kiedyś w niedzielę powiedział, że idzie na dworzec odebrać coś od kuzyna, który rzekomo miał mu przywieść coś z domu. Ale nie w tym rzecz o jaką rzecz do odebrania chodziło, a o osobę z którą miał się spotkać. Powiedział, że to kuzyn i nie chciał abym jechała z nim. No cóż nie nalegałam, zapytałam tylko czy się mnie wstydzi. Powiedział, że mnie nie, bardziej chodzi o tę drugą stronę. Wyszło na jaw, że to była jego matka. Powiedziałam mu, że spotkał się z matką i mnie okłamał. Powiedział, że głupio mu było mówić nieprawdę, ale nie chciał abym poznała jego matkę bo on się jej wstydzi. Wstydzi się swoich rodziców. Powiedziałam mu, że rodziców się nie wybiera, akceptuje się takimi jakimi są, ale A. i tak jest nastawiony do nich anty. Do matki dlatego, że ukradła mu pierwsze jego zarobione pieniądze. Na moje pytanie dlaczego rodzice nie mieszkają razem odpowiedział, że oni od zawsze nie żyli ze sobą dobrze, nie dobrali się.
No i po tym tez już straciłam do niego zaufanie.

Namawia mnie na wzięcie kredytu abyśmy otworzyli jakiś biznes. Oczywiście kredyt mam wziąć ja. powiedziałam, że nie, za dużo się miedzy nami ostatnio zadziało. A., ja wezmę kredyt, Tobie coś się nie spodoba, a ja będę bujać się z kredytem i z całym biznesem, który nawet nie wiem czy wypali. Poza tym A. dużo mówi, a z realizacją jest tak sobie.
Wtedy jak się pakował, chociaż nie chciał bo zapytał się czy chcę zakończyć ten związek, ja histeryzowałam, tuliłam się do niego, A. ja cię kocham. Nie wiem na ile to prawda, mężczyźni kochają inaczej.

Spuściłam z tonu, jeszcze wczoraj wspomniałam coś o legalizacji związku, ale A. powiedział, że bardzo naciskam, abym się tak nie spalała. Powiedziałam mu, że ja nie chcę urodzić dziecka w wieku 45 lat, bo nie mam zamiaru być babcią dla swojego dziecka. Powiedział spokojnie, aż tak długo nie będziemy czekać.

Nie wiem, boję się, ale kocham Go.

13 582

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Witajcie. Dawno nie pisałam co u mnie. Mam ochotę coś napisać, więc piszę... Niedawno byłam w potwornej depresji. Dziś wiem,że nikt i nic nie jest w stanie wyciągnąć człowieka z takiego stanu, może on to zrobić tylko sam. Pewnego dnia usiadłam sobie i pomyślałam: Co mnie wprowadza w ten beznadziejny stan? Odpowiedzi były dwie, praca i pisanie na forum. W pracy czułam się fatalnie. Pisanie na forum dołowało mnie,bo dość,że ciągle tylko narzekałam to jeszcze o tym pisałam,podwójnie skupiając się na moich frustracjach. Nikt mnie nie rozumiał,a nawet jak rozumiał,to i tak mi nie mógł pomóc.
Pracę rzuciłam. Przestałam tutaj pisać,mniej czytałam. Zajęłam się moim hobby. Zawsze myślałam,że mam "życiowego pecha",co jest bzdurą. Nowi klienci z ofertą pracy pojawili się natychmiast,więc wszystko poszło fajnie jeśli chodzi o finanse. Poznałam nowych ludzi, uśmiechniętych, wesołych. Dostałam kopa do życia.
Kolejna sprawa to na nowo pokochałam moich rodziców, wybaczyłam im co dodało mi dodatkowych skrzydeł. Pomogła mi terapia i...moje dobre serce:) Zadzwoniłam do ojca i chyba pierwszy raz w życiu go wysłuchałam i zrozumiałam. Jego ojciec,a mój dziadek,właśnie skończył 100 lat i ma się świetnie! Ale mój tata opowiedział mi jakim dziadek był ojcem. Pierwszy raz zrozumiałam ból mojego ojca. Wybaczam mu wszystko! Jestem szczęśliwa,bo tata nie pije już 5 lat. Z mamą też rozmawiałam. Kocham ją nad życie! Moja babcia,mama mojej mamy, straciła matkę jak była małą dziewczynką. Moja babcia,całą frustracje wyrzucała na swoje dzieci, bliskich, szukała w nich matki. Moja mama przez to wiele straciła. Dlatego jest,jaka jest. Ale jest cudowna i będę jej o tym mówić zawsze! Przede wszystkim zrozumiałam moich rodziców, nie oczekuję,że będą inni, akceptuję ich takich,jacy są!
Jeżeli chodzi o mnie, czuję się coraz lepiej we własnej skórze. Doceniam siebie za to co osiągam, co odczuwam, co robię. Czuję,że to co robię jest dobre i cieszę się, że jest jak jest.
Żyję dniem dzisiejszym. Przeszłość zostawiłam. Nie martwię się tym co będzie jutro. Wiem,że dużo zależy ode mnie.
Pozdrawiam!!

Miło widzieć Ciebie w takiej optymistycznej odsłonie.
Krzywda w rodzinie ciągnie się od pokoleń. Ale to nie nasza wina i nie musimy ponosić tych konsekwencji.

13 583

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

NocicielŚwiatła

Nie wiem co poradzić, sama jestem na tyle skołowana, że nie wiem na ile mogę komuś wierzyć.

Nie widzę jakiejś złej sytuacji z tym A Twoim. MOże te mini trochę niepokojące. Musisz obserwować. Powiedziałaś mu że zburzył trochę Twoje zaufanie?

Myślę, że jesteś bardzo inteligentną i mądrą osobą co wynika z tego jak przedstawiłaś sytuację i znajdziesz dibre rozwiązanie.
Jesli czujesz, że nie powinnaś czegoś robić jak z kredytem, zrób jak czujesz. I masz rację, potem, w razie kłopotów zostanie Ci na głowie spory problem. Serce i intuicja mówią nam wiele. Tylko trzeba ich słuchać.

13 584

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie!!!

Wiem, ze cale wieki nie pisalam, ale troche sie u mnie dzialo.

Nie wiem czy pamietacie moja historie... jezeli tak to fajnie, jezeli nie to i tak nic nie stracicie big_smile

Nawiazujac jednak do sytuacji w jakiej bylam kiedy ostatnio tutaj pisalam (prawie rok temu) streszcze wszystko co dzialo sie do dnia dzisiejszego.

Otoz, pozwolilam wrocic mezowi, chyba nawet za bardzo nie robilam mu pod gorke... Z perspektywy czasu widze, ze nie mialam za duzo sil aby to zrobic... Na poczatku staral sie. Jest bardzo skryty, tak wiec tych staran nie bylo widac w jakims tam chodzeniu za mna i mowieniu slodkich slow i przytulaniu, ale w innych sprawach. Przyklad chocby taki, ze wykanczamy dom i podobala mi sie jakas dosc droga bateria prysznicowa i maz stwierdzil, ze jest za droga, a mimo to (jako niespodzianke) kupil ja, nic mi o tym nie mowiac- widzial, ze sprawi mi radosc...
Po urodzinach mlodszej corki przeprowadzilam sie do niego do domu, ktory jeszcze nie do konca byl zrobiony, ale nie bylo wiekszych przeszkod w jego zamieszkaniu. Zrobilam to gdyz na urodzinach corki maz powiedzial moim rodzicom, ze on robi naprawde duzo abym mogla zamieszkac z nim a ja ciagle nie chce, a on przeciez tak bardzo sie stara... Oczywiscie rodzice powiedzieli mi o tym i mimo iz nie daza mojego meza sympatia stwierdzili, ze ma racje. Tak wiec pod koniec lutego mieszkalam juz z mezem. Klocilismy sie jak w kazdej normalnej rodzinie. Bylo ok.
W kwietniu dostalam informacje, ze dostalam sie do pracy do firmy, w ktorej bardzo chcialam pracowac. Niestety wiazalo sie to z mieszkaniem na stancji i posylaniem mlodszej (rocznej wtedy) corki do zlobka. Niemniej jednak byla to dla mnie nietuzinkowa szansa zdobycia doswiadczenia zawodowego w mojej (bardzo meskiej) branzy. Tak wiec zgodzilam sie i od polowy kwietnia mieszkalam 140 km dalej, wracajac na weekendy tylko do domu. Bylo ok, ale bylam strasznie przemeczona (duzo pracy, studia, pisanie pracy dyplomowej, ciagle choroby mlodszej corki, zycie na walizkach). W czerwcu obronilam sie, wiec chociaz nauka odpadla, ale corka jeszcze bardziej chorowala. W koncu znajoma Pani Doktor powiedziala mi, ze jezeli nadal corka bedzie ciagle chorowac, to nabawi sie astmy. Przerazilam sie i zrezygnowalam z pracy. W miedzy czasie jak jeszcze pracowalam, maz dostal swietna oferte pracy. Oczywiscie zgodzil sie. Jednak mimo iz pracuje z domu to pracuje na okraglo. tj po 16-18 godzin dizennie, a takze prawie wszystkie weekendy... Okazalo sei wiec ze dopuki nie skonczymy domu (tj nie wstawimy drzwi) nie moge z nim mieszkac, bo on spedza bardzo duzo czasu na telefonie z klientami. Wyladowalam znowu u rodzicow. Prawie ze soba nie rozmawialismy, bo on ciagle pracowal...
W polowie pazdziernika mielismy jechac kilkaset kilometrow od domu na chrzciny drugiego syna jego brata. Poniewaz nie mielismy jak jechac razem to umowilismy sie, ze ja pojade od rodzicow z dziecmi a on z naszego domu (razem ze swoim bratem, ktory przyjechal wykanczac dom). Byla wtedy okropna pogoda i mialam lekki wypadek.
I tu sie znowu zaczelo. Maz nie cieszyl sie ze jestem cala i zdrowa tylko zarzucil mi brawure i narazanie dzieci... Mimo iz nadale ze soba rozmawialismy, widzialam ze cos jest juz nie tak, choc utwierdzal mnie w przekonaiu, ze mnie kocha.
W miniony piatek pojechalam do niego z dziecmi. Bylysmy u niego kolo 19:00 wieczorem. Strasznie sie obruszyl, ze przyjezdzam w czasie kiedy on pracuje i ze moze przeze mnie prace stracic...
Nie przytulil mnie, nie pocalowal, nic. Rano poprosilam aby przytulil mnie tak mocno jak mnie kocha, zrobil to. Niemniej jednak byla caly czas bardzo obcy... W czasie tego weekendu mlodsza corka biegala z jednym z meza telefonow. Co chwila go upuszczala. Po ktoryms razie podnioslam jego telefon i zobaczylam, ze ma jakas nowa wiadomosc. Zdziwilam sie, bo tego telefonu moj maz nie uzywa, ze wzgledu na slaby zasieg. Przeczytalam wiadomosc. "ktos" chcial aby do nie go zadzwonil. Mimo iz nigdy u nikogo tego nie robilam, przeczytalam cala wymiane smsow z ta osoba. Nie wiem kto to jest, ale na pewno jest to kobieta, ktora jest w jakiejs patologicznej rodzinie. Ma malego synka i meza alkoholika, ktory ja bije... Z wymiany smsowej wynikalo, ze moj maz namawial ta kobiete do puszczenia meza i rozpoczecia nowego lepszego zycia, widac tez bylo, ze nie raz ze soba rozmawiali. Nie doszukalam sie zadnych "blizszych" kontaktow poza tymi, ze moj maz jej pomaga w trudnej sytuacji, ale ja nic nie wiem o tej osobie! Nie wiem gdzie ja poznal (czyzby przesiadywal na jakims czacie?)
Najlepsze jest to, ze zarzucal mi brak mojego czasu dla niego, a tu on zamiast rozmawiac ze mna zajmowal sie kims innym...
Najbardziej mnie boli to, ze nic mi o tym nie powiedzial! Nigdy tez tego wczesniej nie robil.
W niedziele pojechalam do sklepu i nie wzielam ze soba telefonu. Po powrocie obrazony maz kazal mi oddac karte sim, z wytlumaczeniem, ze nie bedzie placic za to, ze jak nie odbieram od niego telefonu. Nie oddalam mu tej karty sim, a co!
Po poludniu pojechalam do domu rodzicow. Wieczorem rozpoczelam z nim rozmowe na smsy (jakos nie chcialam rozmawiac normalnie). Stwierdzil, ze wiez miedzy nami umarla i czy bedziemy ze soba utrzymywac kontakt czy nie to nic nie zmieni. Stwierdzilam, ze w takim razie odesle mu karte sim i nie bede mu zawracac glowy. No to sie w nim cos ruszylo i stwierdzil, ze nie ma co podejmowac radykalnych decyzji, bo co z dziecmi i domem. Napisalam, dzieci nie mozna "stopniowo" przystosowywac do takiej sytuacji, a ze dom jest jego i mi nic do tego. Ale on chce abym pomogla mu wykonczyc dom (tj. okreslic jak ma wygladac wszystko co jeszcze nie jest skonczone). Skoro to jego dom to niech sam sobie wykonczy jak chce. Mi nic do tego. On sie jednak upiera, ze jak wykonczy to przepisze dom na mnie lub jak ja nie bede chciala to na dzieci...
Rozwodu nie chce, bo jak stwierdzil, niczego to miedzy nami nie zmieni.
Nastepnego dnia (tj w miniony poniedzialek) odeslalam mu karte sim. Tak wiec nie moze mi juz dupy zawracac smsami ani telefonami. Niestety ale pisze maile... Niby chodzi o dom, ale upiera sie ze ma byc zrobiony pode mnie, po kiego gwozdzia??? A ja tego naprawde nie chce, niech sobie robi jak mu sie podoba. Wiem jednak, ze on bedzie chcial wrocic i chce wykonczyc ten dom pode mnie, bo on tez wie, ze nie chce tak naprawde odejsc, tylko zrobic mi przykrosc swoim zachowaniem.

Jestem juz nim zmeczona. Takich rozstan przezylam juz iles tam i nie robi juz to na mnie wrazenia. Czuje rozdraznienie. Mimo iz go kocham, to juz nie chce. Ja mam 26 lat, on nie moze ciagle probowac mnie "wychowac" pod siebie, juz prawie 7 lat!! Karac za cos co bylo wypadkiem. I jeszcze te nieznajoma kobieta...
Mam juz jego po dziurki w nosie. Z drugiej strony najbardziej boje sie tego, ze dzieci nie beda miec ojca. Albo ze znajde sobie jakiegos glupiego fagasa, ktory nie bedzie kochal moich dzieci, i koniec koncow zostane calkiem sama. Poza tym nie pracuje... i slabo stoje finansowo. A chocby sie palilo, nie poprosze go o pieniadze... On pewnie znowu bedzie chcial za pare miesiecy wrocic, kiedy juz jego zal minie... Kurde, no i obie corki maja bzika na punkcie meza...
No i chcialabym juz przestac wisiec na karku rodzicow...


Dziekuje za wytrwalosc tym ktorzy przeczytali calosc.
Wiem co napiszecie. Kopnij go w doope, nie pozwol nigdy juz wrocic, znajdziesz sobie kogos itd. Wiem tez ze wy przeszlyscie duzo wiecej i bylyscie twardsze niz ja. Wszyscy mnie postrzegaja jako bardzo silna, twarda i niezalezna kobiete, wydaje mi sie jednak, ze to nie prawda.
Nie wiem czy ten dalszy ciag mojej historii podpina sie pod "uzaleznienie". Ja tu nic takiego nie widze, nie potrzebuje go do zycia i nie bardzo tez chce z nim byc mimo iz jestem swiadoma tego, ze nadal go kocham hmm Ale zal do niego jest tak duzy ze odechciewa mi sie juz wszystkiego co z nim zwiazane...

13 585

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej to i ja napiszę co u mnie smile
Jesteśmy razem. Żyjemy teraz w trudnym dla nas okresie i nie chodzi tu o nasz związek ale o sytuacje jakie nas spotykają. S ma chorą córkę. Przyjeżdżając do nas na weekend odkryliśmy u niej rany,zaczęła opowiadać...jest bita i upokarzana przez matkę i jej faceta...zadzwoniliśmy na policję...niebieska karta, obdukcja,przesłuchania,kurator...Jest że S bezprawnie przetrzymuje córkę,gdyz jest ona ubezwłasnowolniona,a opiekunem jest matka. Ale ogólnie dobrze do nas podchodzą organy,które się tym zajęły. W tej chwili S z córka są przesłuchiwani przez psychologa policyjnego i wiele zależy od tego,co ona powie...a może się zaciąć i nic nie powiedzieć. Zależy nam na tym aby odsunąć to dziecko od oprawców,nawet jak będzie musiała iść do domu opieki-na co sama zgłasza chęć,nam jej nie dadzą,bo nie spełniamy warunków.
Brak kasy-totalny. Moja podopieczna dostała wylewu i moja praca się skończyła,bo oddadzą ją do jakiegoś ośrodka...
S zakład pracy w grudniu zostanie zlikwidowany.
Moja córka z chłopakiem pojechała do Niemiec do pracy,zostali oszukani i okradzeni...wrócili...

Taakkk...tak wygląda dorosłe życie,odpowiedzialne życie. Radzimy sobie i nawet mamy pogodę ducha...bo jesteśmy z tym razem. Ja jestem całym motorem  walki o godność jego córki...on ma zamrożone uczucia do niej...ale już o tym mówi głośno,zadaje sobie pytania,analizuje. Wspieramy się i za wszelką cenę staramy się żyć tu i teraz.

Anastawio,cieszę się,że masz się lepiej smile
Hm milo Cię poczytać smile
Witam nowe panie,posilcie się lekturą tego wątku i piszcie,piszcie,piszcie smile

Posty [ 13 521 do 13 585 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 207 208 209 210 211 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026