Dziękuję Wielokropku!
Tak...teraz widać jak na dłoni jak wyglądał nasz związek...współuzależnienie odbierało mi rozum,a dawało nie możliwe do zniesienia cierpienie.
Gdybym siebie kochała,doceniała,była dla siebie ważna...a tak? Cały czas czekałam na cios...w końcu chyba go popychałam przez tą swoją bluszczowatość w chore zachowania. To tak jak z samo-przepowiadającą się przepowiednią. Wiecznie niezadowolona,wiecznie utyskująca i przeżuwająca swoją przeszłość,bez uśmiechu,żartu,dobrego słowa. Chodzące nieszczęście żądał, żeby to On mnie uszczęśliwił. A,że się nie dało? To jego wina! Co z niego za facet,skoro nie potrafi uszczęśliwić swojej kobiety? Nie,nie odbiło mi,nie usprawiedliwiam Go,ale myślę,ze słono się do jego świństw przykładałam.
Mam wiedzę. Nie jestem głupia. Jestem naprawdę atrakcyjną kobietą,dobrą mamą,pracownikiem. Potrafię załatwić rzeczy nie do załatwienia. Potrafię kochać do bólu i być oddaną.
Z drugiej strony: jestem głupia,brzydka,stara,toksyczna matka,pracuję u babci podcierając jej tyłek. Nic nie umiem załatwić. Nikt mnie nie kocha tylko krzywdzi. Życie to piekło.
Dwubiegunowość i zaburzenia emocjonalne nie pozwalają mi zjednoczyć obrazu samej siebie. Raz jestem bogiem,raz szlamem...Nie umiem złapać równowagi odebranej mi w dzieciństwie. Nie pomagają ani leki,ani terapie. Choć uczciwie przyznając,coś jednak drgnęło w mojej sprawie,jest coś co mi pomaga-to ja i czas. Kiedy ostro mnie weźmie,jak ostatnio,szukam pomocy-napisałam tu,próbowałam sobie wytłumaczyć,ale lęk spowodował tunelowe myślenie. Chciałam jednego-napić się i uciec żeby już nie bolało. Ale WY tu dotarłyście do mnie,a i moja zasługa,ze uczciwie sytuację przedstawiłam i czas,który dałam sobie na poczytanie o związkach z kontrolą...refleksje.
Dziewczyny uczę się. Potrzebuję waszej zdrowej oceny sytuacji,bo kiedy paraliżuje mnie lęk,potrafię zniszczyć wszystko co przede mną. Dziękuję za lekcję,zadanie domowe odrobiłam!
Kocham WAS,a mój S prawie się popłakał kiedy przeczytałam mu wypowiedz Wielokropka,bo był pewien oceny,bo to babskie forum i zle się o nim tu pisało...teraz wiem,ze przerzuciłam na niego 100% winy za rozpad związku,a powinnam nie więcej niż 70%. Powiedział mi,że nie powinnam rezygnować z Waszej pomocy i nigdy nie będzie miał mi za złe,że poświęcam czas,gdyż widzi,że to dla nas bardzo bezpieczne forum,a zwłaszcza ten wątek :* A i jeszcze,że nie będzie tu wchodził,żebym mogła się czuć swobodnie,żeby to było takie tylko moje 