netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 962 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 205 206 207 208 209 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 391 do 13 455 z 26 310 ]

13 391

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja mam wrażenie,że dopiero zaczynam odkrywać siebie. Przeżywam mocno gdy słyszę wypowiedzi psychologów i innych DDA, bo czuję to samo! Pierwszy raz słyszę, że ktoś czuje dokładnie to samo co ja, że ktoś przeżywa to samo co ja. A przeżyć i skumulowanych emocji jest mnóstwo. Wydaje mi się,że podjęcie terapii to ostateczność, ostatnia deska ratunku, pomoc. Samemu nie da się pokonać tych lęków, strachów, obaw. I to nie terapia nas leczy, tylko to jak my z niej korzystamy.
L_ukrecjo, życzę Ci przede wszystkim siły i wytrwania z partnerem, bo terapia powoduje burzę mózgów. Zresztą chyba sama wiesz.

13 392

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aurinko napisał/a:

Nie będę oszukiwała, że nie pomogło mi trochę otoczenie. Czułam, że mężczyźni uważają mnie za atrakcyjną.
Poza tym sporo czytałam. Dostrzegłam to, że oddanie się bez pamięci związkowi i miłości do partnera, nie prowadzi do niczego dobrego. Otworzyłam się na świat i ludzi. Oczywiście nadal pracuję nad tym, ale uważam, że jestem już w dobrym miejscu. Mężczyzna nie jest całym światem. Ne ufam nikomu w 100%, bo nawet sobie nie mogę na tyle zaufac. Patrze na świat realnie. Czasem może zbyt gruboskórnie. Nie lubię bajek i opowieści, jesli nie widzę szans na realizację, jesli nie widzę działania.
Pod wpływem wielu wydarzeń na pewno jestem oszczędna w okazywaniu emocji.

No tak, mężczyźni albo nam dodają pewności siebie, albo odbierają.
Ja chcę być pewna siebie bez poczucia,że inni (mężczyźni) uważają mnie za atrakcyjną, bez potwierdzenia u mężczyzn.
Też nie ufam nikomuw 100%, też nie lubię bajek i opowieści. Co do okazywania emocji, oszczędność to mało powiedziane. Nie okazuję ich, zwłaszcza tych wesołych, radosnych, szczęśliwych. Tylko,że u mnie to  wygląda całkiem inaczej. Ja nie wiem, czy to co czuję jest na miejscu...

13 393

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z tym facetami, to chodziło mi o to, że oni mi trochę pomogli na początku. W sumie to świadomość, że nie jeden facet na świecie pomogła mi wyjść z toksycznego związku w którym własnie kochałam za bardzo. wink Teraz sama w sobie czuję się wartościowa i atrakcyjna. Dzięki temu wiem, że nie muszę się przed nikim płaszczyć. wink

13 394

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

(...)Co do okazywania emocji, oszczędność to mało powiedziane. Nie okazuję ich, zwłaszcza tych wesołych, radosnych, szczęśliwych. Tylko,że u mnie to  wygląda całkiem inaczej. Ja nie wiem, czy to co czuję jest na miejscu...

Nie ma uczuć dobrych i złych.
Nie ma uczuć właściwych i niewłaściwych.
Nie ma uczuć "na miejscu" i "nie na miejscu".

Są te, które przeżywamy.

Uczucia są domeną serca; oprócz serca mamy jeszcze rozum, dzięki temu podejmujemy decyzje, niekoniecznie zgodne z naszymi marzeniami i uczuciami.

13 395

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku, czy ja dobrze rozumiem, że na przykład, gdy jestem na kogoś zła, to zamiast mu wykrzyczeć swoje zdanie, mówię mu je w sposób asertywny. A potem idę pobiegać? big_smile

13 396

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wielokropku, czy ja dobrze rozumiem, że na przykład, gdy jestem na kogoś zła, to zamiast mu wykrzyczeć swoje zdanie, mówię mu je w sposób asertywny. A potem idę pobiegać? big_smile

a takkkkkkkkkkkk dobrze zrozumnialas mozna sobie biegac madytowac eft robic co kolwiek byle by nie bylo atka obona atak ja takie konwersacje potrafie prowadzic zwaszcza z bliskimi

13 397

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Opowiem Wam na przykładach,jak to u mnie z tymi uczuciami jest.
Mąż pewnej pani,u której pracuję,zachorował,bolały go stawy,nie mógł chodzić. Żona chciała go zabrać do lekarza. On aż kładł się z bólu na podłodze. Gdy ona już była obok samochodu, on dopiero ledwo ledwo dreptał. Mnie aż w gardle ściskało,bo chciałam go wziąć pod ramię i zaprowadzić do samochodu. Ale skoro żona tego nie zrobiła,to stwierdziłam,że może nie należy tak robić. Potem się zastanawiałam,czy miałam mu pomóc,czy nie...
Druga sytuacja. Matka zwróciła uwagę 1,5 rocznej córeczce,że źle się zachowuje. Maleństwo się popłakało i przyszła do mnie się przytulić. A ja,mimo iż miałam ochotę ją przytulić, stałam jak sparaliżowana,bo nie wiedziałam jak mam się zachować...

13 398

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Opowiem Wam na przykładach,jak to u mnie z tymi uczuciami jest.
Mąż pewnej pani,u której pracuję,zachorował,bolały go stawy,nie mógł chodzić. Żona chciała go zabrać do lekarza. On aż kładł się z bólu na podłodze. Gdy ona już była obok samochodu, on dopiero ledwo ledwo dreptał. Mnie aż w gardle ściskało,bo chciałam go wziąć pod ramię i zaprowadzić do samochodu. Ale skoro żona tego nie zrobiła,to stwierdziłam,że może nie należy tak robić. Potem się zastanawiałam,czy miałam mu pomóc,czy nie...
Druga sytuacja. Matka zwróciła uwagę 1,5 rocznej córeczce,że źle się zachowuje. Maleństwo się popłakało i przyszła do mnie się przytulić. A ja,mimo iż miałam ochotę ją przytulić, stałam jak sparaliżowana,bo nie wiedziałam jak mam się zachować...

Kochana. To bardo trudne sytuacje. Trudno jest się wtrącać w relacje między żoną a mężem lub między matką a dzieckiem. Gdybyś to zrobiła nie byłoby to odpowiednie. Mnie też byłoby przykro.
Kiedyś zdarzyło mi się w autobusie, że jakaś kobieta wtrąciła się do rozmowy między mną a dzieckiem nie mając nawet pojęcia o co chodziło.
Spójrz na to z drugiej strony. Jak byś się zachowała gdyby ktoś się wtrącił?

13 399

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie mam w zwyczaju się wtrącać, tym bardziej w takich sytuacjach. Ale targają mną wewnętrzne emocje. Zastanawiam się wtedy, czy ktoś sobie nie pomyśli,że jestem oziębła, nieczuła, że nie zareagowałam. Nie neguję zachowania żony czy matki. Zawsze uważam,że one wiedzą najlepiej jak postąpić. Po prostu sama nie wiem jak się zachować. Gdyby sytuacja miała miejsce w autobusie, nie przejęłabym się. Osoby, które opisałam, nie są mi obce, ale z kolei nie jest to bliska rodzina. Mimo, iż matka dziewczynki mówi mi, żebym czuła się u niej jak w domu i jak "mama" dla jej dzieci. Chodzi mi o ten wewnętrzny konflikt, muszę zgadywać co jest dobre a co nie. A później godzinami, dniami, tygodniami, zastanawiam się, jak powinnam się zachować w takiej sytuacji. Gdyby sytuacja się powtórzyła, nadal nie wiedziałabym jak postąpić i cokolwiek bym nie zrobiła, zastanawiałabym się czy postapiłam dobrze... To były przykłady, których codziennie jest mnóstwo, mniejsze lub większe...

To tak jak z udzielaniem pomocy podczas wypadku. Obowiązkiem jest udzielenie pierwszej pomocy podczas wypadku, za nieudzielenie jest nawet kara. Część osób udzieli pomocy bez wahania (sztuczne oddychanie itp), część nie udzieli żadnej pomocy,bo uważa, że wyrządzi jeszcze większą  krzywdę. A wystarczy zadzwonić po pogotowie...

13 400

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wielokropku, czy ja dobrze rozumiem, że na przykład, gdy jestem na kogoś zła, to zamiast mu wykrzyczeć swoje zdanie, mówię mu je w sposób asertywny. A potem idę pobiegać? big_smile

Od dawna staram się reagować na bieżąco, czyli nie mam naskładanej i zachomikowanej złości, więc wybuchy mi nie grożą. Zwykle wystarczy mi poinformowanie o tym, jakie uczucia wzbudziło czyjeś zachowanie. Czasem jednak robię tak, jak Ty proponujesz, czyli spokojna uwaga i rozładowanie się później, czasem (i to wolę) najpierw odzłaszczam się na boku, a dopiero gadam z daną osobą.

Co do tych dwóch sytuacji.
Rozumiem, że bałaś się oceny swej osoby i ta obawa powstrzymała Cię przed działaniem. Ze mną jest różnie: czasem działam, czasem powstrzymuję się przed kontaktem - wszystko zależy i od okoliczności, i od mego nastroju, i od przewidywanych przeze mnie konsekwencji mego działania.

13 401

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No tak, ja mam zachomikowaną złość jeszcze sprzed wielu wielu lat. Szykuję się psychicznie na Święta w Polsce, z rodzicami. Bardzo chcę tam w końcu pojechać i bardzo chcę być spokojna i opanowana, pomimo uwag, zarzutów, docinek z ich strony...
I chcę już tak jak Ty Wielokropku, działać zgodnie ze sobą lub z przewidywanymi konsekwencjami mego działania, a nie z myślą "co pomyslą o mnie inni"...

13 402

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To wywalaj swą złość, pozbywaj się jej systematycznie.
Nie hoduj złości, nie podlewaj, nie chomikuj.
Niczego dobrego złość nie przyniesie. Złego - mnóstwo, zacząwszy od niekontrolowanych wybuchach sprowokowanych drobiazgiem (kiedy czara się przelewa), na chorobach psychosomatycznych kończąc.

Przestałam działać zgodnie z myślą "Co powiedzą inni", gdy polubiłam siebie, gdy poznałam i zaakceptowałam swe wady, ale też gdy uwierzyłam, że jestem wartościową osobą.

13 403

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak też zaczynam od dziś robić! I olać to, co sobie myślą inni!

13 404

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to zawitałam i ja:) Jestem po 5-letnim związku i załamaniu się po odejściu jego.. Czy kochałam za bardzo? Chyba inaczej nie można nazwać życia wokół jego osoby. Jestem ogarniętą i zaradną osobą, latałam z pracy do pracy, wszystko ustawiałam tak, aby broń boże nie miał powodów do niezadowolenia. Po 12 godz w pracy przybiegałam robić mu obiadek ,taki jak lubił, zjadał sam, nie pytając nawet, czemu nie jem ja:) Potem spacer z psem i do kolejnej pracy, no a potem kolacyjka dla niego... Jestem wypluta życiem, smarowałam mu, za przeproszeniem, tyłek masłem i jedyne co miał na głowie, to wyspać się po pracy i odpalić kompa z grą. Nie wspomnę o modnych drogich ciuszkach... Boże, jaka ja byłam głupia, jak można kochać za dwoje..

13 405

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie mam w zwyczaju się wtrącać, tym bardziej w takich sytuacjach. Ale targają mną wewnętrzne emocje. Zastanawiam się wtedy, czy ktoś sobie nie pomyśli,że jestem oziębła, nieczuła, że nie zareagowałam. Nie neguję zachowania żony czy matki. Zawsze uważam,że one wiedzą najlepiej jak postąpić. Po prostu sama nie wiem jak się zachować. Gdyby sytuacja miała miejsce w autobusie, nie przejęłabym się. Osoby, które opisałam, nie są mi obce, ale z kolei nie jest to bliska rodzina. Mimo, iż matka dziewczynki mówi mi, żebym czuła się u niej jak w domu i jak "mama" dla jej dzieci. Chodzi mi o ten wewnętrzny konflikt, muszę zgadywać co jest dobre a co nie. A później godzinami, dniami, tygodniami, zastanawiam się, jak powinnam się zachować w takiej sytuacji. Gdyby sytuacja się powtórzyła, nadal nie wiedziałabym jak postąpić i cokolwiek bym nie zrobiła, zastanawiałabym się czy postapiłam dobrze... To były przykłady, których codziennie jest mnóstwo, mniejsze lub większe...

To tak jak z udzielaniem pomocy podczas wypadku. Obowiązkiem jest udzielenie pierwszej pomocy podczas wypadku, za nieudzielenie jest nawet kara. Część osób udzieli pomocy bez wahania (sztuczne oddychanie itp), część nie udzieli żadnej pomocy,bo uważa, że wyrządzi jeszcze większą  krzywdę. A wystarczy zadzwonić po pogotowie...

Przy udzieleniu pomocy przy wypadku może chodzić o ludzkie życie tutaj nie ma się nad czym zastanawiać, mimo to ludzie potrafią być obojętni i nie robią nic.

Rozumiem Twoje obawy, a co za tym idzie pewnie wyrzuty sumienia. Trudno z tymi osobami porozmawiać, z tymi w najbliższym otoczeniu. Matka karci dziecko-nie ma się co wtrącać jesli nie wyrządza mu krzywdy.

13 406

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
czrnulka83 napisał/a:

No to zawitałam i ja:) Jestem po 5-letnim związku i załamaniu się po odejściu jego.. Czy kochałam za bardzo? Chyba inaczej nie można nazwać życia wokół jego osoby. Jestem ogarniętą i zaradną osobą, latałam z pracy do pracy, wszystko ustawiałam tak, aby broń boże nie miał powodów do niezadowolenia. Po 12 godz w pracy przybiegałam robić mu obiadek ,taki jak lubił, zjadał sam, nie pytając nawet, czemu nie jem ja:) Potem spacer z psem i do kolejnej pracy, no a potem kolacyjka dla niego... Jestem wypluta życiem, smarowałam mu, za przeproszeniem, tyłek masłem i jedyne co miał na głowie, to wyspać się po pracy i odpalić kompa z grą. Nie wspomnę o modnych drogich ciuszkach... Boże, jaka ja byłam głupia, jak można kochać za dwoje..

No bez preszady, prawda?

13 407

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nie mam w zwyczaju się wtrącać, tym bardziej w takich sytuacjach. Ale targają mną wewnętrzne emocje. Zastanawiam się wtedy, czy ktoś sobie nie pomyśli,że jestem oziębła, nieczuła, że nie zareagowałam. Nie neguję zachowania żony czy matki. Zawsze uważam,że one wiedzą najlepiej jak postąpić. Po prostu sama nie wiem jak się zachować. Gdyby sytuacja miała miejsce w autobusie, nie przejęłabym się. Osoby, które opisałam, nie są mi obce, ale z kolei nie jest to bliska rodzina. Mimo, iż matka dziewczynki mówi mi, żebym czuła się u niej jak w domu i jak "mama" dla jej dzieci. Chodzi mi o ten wewnętrzny konflikt, muszę zgadywać co jest dobre a co nie. A później godzinami, dniami, tygodniami, zastanawiam się, jak powinnam się zachować w takiej sytuacji. Gdyby sytuacja się powtórzyła, nadal nie wiedziałabym jak postąpić i cokolwiek bym nie zrobiła, zastanawiałabym się czy postapiłam dobrze... To były przykłady, których codziennie jest mnóstwo, mniejsze lub większe...

To tak jak z udzielaniem pomocy podczas wypadku. Obowiązkiem jest udzielenie pierwszej pomocy podczas wypadku, za nieudzielenie jest nawet kara. Część osób udzieli pomocy bez wahania (sztuczne oddychanie itp), część nie udzieli żadnej pomocy,bo uważa, że wyrządzi jeszcze większą  krzywdę. A wystarczy zadzwonić po pogotowie...

Przy udzieleniu pomocy przy wypadku może chodzić o ludzkie życie tutaj nie ma się nad czym zastanawiać, mimo to ludzie potrafią być obojętni i nie robią nic.

Rozumiem Twoje obawy, a co za tym idzie pewnie wyrzuty sumienia. Trudno z tymi osobami porozmawiać, z tymi w najbliższym otoczeniu. Matka karci dziecko-nie ma się co wtrącać jesli nie wyrządza mu krzywdy.

Hm... Kochana,ja wiem,że jesteś mamą, cudowną! Tak jak każda mama nie lubisz gdy ktoś się wtrąca. Też tego nie lubię.
Tylko,że mi nie o to chodzi. Mama skarciła córkę,bo ona mnie nie słuchała. I mi się to bardzo podobało big_smile Tylko,że ta mała z płaczem przybiegła do mnie się przytulić. Ja po prostu NIE WIEDZIAŁAM CO ROBIĆ?! Chciałam przytulić,ale nie wiedziałam czy to było na miejscu. Czy w ten sposób nie podważam zdania matki. Nie przytuliłam. A może powinnam? Może matka tej dziewczynki pomyśli,że jestem nieczuła?
TO SĄ DYLEMATY,KTÓRE MNIE GNĘBIŁY.
A to co robi matka z dzieckiem, mało mnie obchodzi. No chyba, że wyrządzałaby krzywdę!

13 408

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No ja Ciebie rozumiem.
To są bardzo trudne dylematy, ogromnie trudne. Wyłuskałam jakby ten na którego temat moge powiedzieć coś więcej.
Chyba powinnaś porozmawiać z tą jej matką, może z dzieckiem nawet tego nie wiem. Dziecko szukało oparcia w Tobie, a trudno jest się przeciwstawić matce. Ale gdybyś ją przytuliła podważyłabyś matczyny autorytet.
To są trudne rzeczy. Ja wiem.
Nieraz nie wiedziałąm jak postąpić. Zastanawiałam się nawet co powiedziec żeby kogoś nie zranić. Ale to działo się do pewnego mementu Anstawio, do momentu w którym zauważyłam jak bardzo działam wbrew w sobie.
Szalę preważyła zdaje mi się sytuacja w mojej pracy. Kiedy opowiedziałam się za większością pewnego razu, opowiedziałam się za większością wbrew sobie, a potem się wycofałam. Mogłam się nie mieszkać od początku. A potem cała ospowiedzialnośc spadła na mnie. Oprócz tego wcześniej sama wystawiłam się na biczowanie niejako, zwierzyłam ze swoich spraw prywatnych, które zostały bardzo skrytykowane. Czułam się taka pusta zdradzając swoją tajemnicę. Psychicznie nie dawałam rady, zawracałam głowę mojej ówczesnej przyjaciólce. Musiałam dać sobie z tym radę sama. Za bardzo wpadłam w krg intryg, to mnie pochłonęło. Nie potrafiłam się z tego wyrwać. W końcu się udało.
Całe dzieciństwoe stanęło mi wtedy przed oczami. Przyszły fale jakiegoś bólu. Przypomniałam sobie szkołę, jak głupie dziewuchy mi dokuczały, pamiętam jak coś powiedziałam a one to przeinaczały i opowiadały w klasie, jak mnie kompromitowały. Bardzo mnie to bolało. Bolało kiedy dzieci śmiały się ze mnie, śmiały się też z tego jak jestem ubrana, jak wyglądam. Smiały się, że jestem gruba, a nie byłam.
Ale mnie wzięło, przepraszam.
Skończyło się to. Robię jak czuję. Nieraz się nie wtrącam, ale np. zwrócę uwagę, albo porozmawiam bez świadków, zależy od sytuacji i okoliczności jak u Wielokropka.
Skończyły się czasy bólu i przeżywania dzieciństwa, to mi nic nie dało. Tylko bolało i nikt z mojego otoczenia mnie rnie rozumiał. Dałam z tym radę.
Kieruj się sercem Anstawio, sercem, rozsądkiem, intuicją. Tak, żeby współgrać ze sobą. Bo Ty jesteś najważniejsza.

13 409

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wielokropku, czy ja dobrze rozumiem, że na przykład, gdy jestem na kogoś zła, to zamiast mu wykrzyczeć swoje zdanie, mówię mu je w sposób asertywny. A potem idę pobiegać? big_smile

Dokladnie .

13 410

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

czytam nadal was >>>>>>>>>>>>>>>>>> hm ciekawe dylematy,milego wekendu

13 411

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miłego weekendu smile

13 412 Ostatnio edytowany przez l_ukrecja (2012-09-29 20:44:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Też czytam i miłego weekendu życzę.

My teraz robimy porządki...nie miałam pojęcia,że aż tak zapuściłam mieszkanie,strych,piwnicę.
Wieczory cudowne. Czytamy teraz razem na głos książka, Osho "Bliskość. Zaufaj sobie i innym".
Jest zupełnie inna niż te psychologiczne,choć też jest psychologiczna wink duży nacisk daję na siebie,na duchowość,na dystans. Prawi o innym świecie,świecie wewnętrznym,gdzie nie ma nałogów,zdrad,przemocy,całego tego chorego wyścigu szczurów,kultu ciała,materializmu,powierzchowności...
Jest lepiej niż wcześniej.Odkrywamy się,poznajemy,a ja staram się nie oceniać,nie przerywać...bardzo chcę żeby On był sobą,co wcześniej tępiłam i narzucałam mu swój ideał mężczyzny,manipulując nim.  Zdajemy sobie sprawę,ze to euforia,że przyjdą kryzysy,nuda,rutyna,kłopoty. I,że czas się zmierzyć z naszymi chorymi mechanizmami. Tyle,że i ja teraz widzę ile złego robiłam uważając,że S jest odpowiedzialny za moje szczęście. I u nas występował syndrom DDA/DDD,kiedy to naprawdę dobrze nam się układało,któreś z nas musiało to rozwalić,bo przecież nie umiemy/umieliśmy zyć w harmonii,oboje potrzebowaliśmy sinusoidy. Nie usprawiedliwiam go,ani też nie zapomniałam świństw jakie mi zrobił,tyle,że teraz próbuję zrozumieć,że dzieciństwo miało swój wpływ,że jest zagubiony.
On na głowie staje,naprawdę się stara. Nikt nie powiedział nam jakiejś przykrości,ze wróciliśmy do siebie (za plecami pukają się w głowę),a nawet gdyby nie obchodzi mnie to. Dzieci starsze,fakt i nie ma się co dziwić z dystansem zaakceptowały jego powrót,a mała szaleje ze szczęścia,bo on jednak wychowywał ją 5 lat i choć mówi mu po imieniu,to on jest jej ojcem. W tej chwili leżą objęci i oglądają bajkę...W przyszłym tygodniu ma wrócić na dobre.
Wydaje się,że przeszłość odcięłam grubą krechą robiąc z niej pożytek,bo to były ważne doświadczenia,które jestem przekonana wyjdą nam na dobre.
Wiem,że jestem KKZB,wiem że i on jest uzależniony ode mnie,nie zapominam o tym. Nie chcę rzucić się teraz w euforyczny stan na oślep,by za chwilę być w depresji,jestem świadoma. Ale nie czekam na nieszczęście,wierzę w nas.


Nie jestem zdrowa,ani on nie. Dlatego chcę tu z Wami być...ale tak sobie myślę,że może Was to denerwować co piszę,więc wypowiedzcie się.

13 413

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,
nie denerwuję się Twym pisaniem. Nie denerwuję się Twym szczęściem. Nie denerwuję się Twą decyzją.
Wiem, że jesteś przytomną osobą.
Trzymam kciuki. big_smile

13 414

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

L_ukrecjo pisz, pisz jak najwięcej.
Twoje szczęście mnie nie denerwuje.
Dbaj o siebie! Dużo szczęścia!

13 415

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

...
Wieczory cudowne. Czytamy teraz razem na głos książka, Osho "Bliskość. Zaufaj sobie i innym".
Jest zupełnie inna niż te psychologiczne,choć też jest psychologiczna wink duży nacisk daję na siebie,na duchowość,na dystans. Prawi o innym świecie,świecie wewnętrznym,gdzie nie ma nałogów,zdrad,przemocy,całego tego chorego wyścigu szczurów,kultu ciała,materializmu,powierzchowności...
Jest lepiej niż wcześniej.Odkrywamy się,poznajemy,a ja staram się nie oceniać,nie przerywać...bardzo chcę żeby On był sobą,co wcześniej tępiłam i narzucałam mu swój ideał mężczyzny,manipulując nim.
Zdajemy sobie sprawę,ze to euforia,że przyjdą kryzysy,nuda,rutyna,kłopoty. I,że czas się zmierzyć z naszymi chorymi mechanizmami (...)

Wydaje się,że przeszłość odcięłam grubą krechą robiąc z niej pożytek,bo to były ważne doświadczenia,które jestem przekonana wyjdą nam na dobre.
Wiem,że jestem KKZB,wiem że i on jest uzależniony ode mnie,nie zapominam o tym. Nie chcę rzucić się teraz w euforyczny stan na oślep,by za chwilę być w depresji,jestem świadoma. Ale nie czekam na nieszczęście,wierzę w nas.

Nie jestem zdrowa,ani on nie. Dlatego chcę tu z Wami być...ale tak sobie myślę,że może Was to denerwować co piszę,więc wypowiedzcie się.

Czemu ma denerwować? Fakt, że OBOJGU Wam udało się zrozumieć swoje błędy i podjąć trud ZMIANY swego związku o 180 stopni, daje tylko nadzieję.
Wbrew pozorom, wiele z nas chciałaby żyć satysfakcjonująco... nie koniecznie samemu wink
Ważna jest samoświadomość i rozwój dwojga ludzi jako pary. Jak się uda, to tylko powód do radości i daje nadzieję, że czasem się udaje i że MOŻNA. Powodzenia i bądźcie szczęśliwi

13 416 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-10-01 01:16:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej dziewczyny. Nie mogę spać. Widziałam się dzisiaj z mężem. Skur... jest taki złośliwy! Nie chce się wymeldować. Ciągle słyszę,że to zrobi,ale nie robi tego. Konsekwencją tego dla mnie jest podwójny koszt, podatek, opłaty itp. Zgubił prawko,jedyny dokument jaki posiada, nie może się wymeldować. Kiedy wyrobi nowe? Nie wiadomo.
Jeszcze usłyszałam od niego, dobrze Ci tak! Gdy spytałam o pieniądze,usłyszałam tylko, jakie pieniądze! Mówi to z uśmiechem,myśli,że mnie zmanipuluje.
Zaczyna przeginać. Kawał drania! Potrzebuję mocy,by to zwalczyć. Z drugiej strony, takie akcje, mimo wszystko dają mi kopa, ale też dołują.

13 417

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Też czytam i miłego weekendu życzę.

My teraz robimy porządki...nie miałam pojęcia,że aż tak zapuściłam mieszkanie,strych,piwnicę.
Wieczory cudowne. Czytamy teraz razem na głos książka, Osho "Bliskość. Zaufaj sobie i innym".
Jest zupełnie inna niż te psychologiczne,choć też jest psychologiczna wink duży nacisk daję na siebie,na duchowość,na dystans. Prawi o innym świecie,świecie wewnętrznym,gdzie nie ma nałogów,zdrad,przemocy,całego tego chorego wyścigu szczurów,kultu ciała,materializmu,powierzchowności...
Jest lepiej niż wcześniej.Odkrywamy się,poznajemy,a ja staram się nie oceniać,nie przerywać...bardzo chcę żeby On był sobą,co wcześniej tępiłam i narzucałam mu swój ideał mężczyzny,manipulując nim.  Zdajemy sobie sprawę,ze to euforia,że przyjdą kryzysy,nuda,rutyna,kłopoty. I,że czas się zmierzyć z naszymi chorymi mechanizmami. Tyle,że i ja teraz widzę ile złego robiłam uważając,że S jest odpowiedzialny za moje szczęście. I u nas występował syndrom DDA/DDD,kiedy to naprawdę dobrze nam się układało,któreś z nas musiało to rozwalić,bo przecież nie umiemy/umieliśmy zyć w harmonii,oboje potrzebowaliśmy sinusoidy. Nie usprawiedliwiam go,ani też nie zapomniałam świństw jakie mi zrobił,tyle,że teraz próbuję zrozumieć,że dzieciństwo miało swój wpływ,że jest zagubiony.
On na głowie staje,naprawdę się stara. Nikt nie powiedział nam jakiejś przykrości,ze wróciliśmy do siebie (za plecami pukają się w głowę),a nawet gdyby nie obchodzi mnie to. Dzieci starsze,fakt i nie ma się co dziwić z dystansem zaakceptowały jego powrót,a mała szaleje ze szczęścia,bo on jednak wychowywał ją 5 lat i choć mówi mu po imieniu,to on jest jej ojcem. W tej chwili leżą objęci i oglądają bajkę...W przyszłym tygodniu ma wrócić na dobre.
Wydaje się,że przeszłość odcięłam grubą krechą robiąc z niej pożytek,bo to były ważne doświadczenia,które jestem przekonana wyjdą nam na dobre.
Wiem,że jestem KKZB,wiem że i on jest uzależniony ode mnie,nie zapominam o tym. Nie chcę rzucić się teraz w euforyczny stan na oślep,by za chwilę być w depresji,jestem świadoma. Ale nie czekam na nieszczęście,wierzę w nas.


Nie jestem zdrowa,ani on nie. Dlatego chcę tu z Wami być...ale tak sobie myślę,że może Was to denerwować co piszę,więc wypowiedzcie się.

Ja bardzo się cieszę, że piszesz. I cieszyć się będę z Twojego szczęścia. Postepujesz zgodni ze sobą, dbasz, żeby się ułożyło, starasz się.
A może te kryzysy nie nadejdą już z taką siłą, bo będziecie potrafili sobie z nimi zawczasu poradzić, kierowani doświadczeniem.
Odkrywam ciepło w Twoim wpisie i radość.

13 418

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Nie mogę spać. Widziałam się dzisiaj z mężem. Skur... jest taki złośliwy! Nie chce się wymeldować. Ciągle słyszę,że to zrobi,ale nie robi tego. Konsekwencją tego dla mnie jest podwójny koszt, podatek, opłaty itp. Zgubił prawko,jedyny dokument jaki posiada, nie może się wymeldować. Kiedy wyrobi nowe? Nie wiadomo.
Jeszcze usłyszałam od niego, dobrze Ci tak! Gdy spytałam o pieniądze,usłyszałam tylko, jakie pieniądze! Mówi to z uśmiechem,myśli,że mnie zmanipuluje.
Zaczyna przeginać. Kawał drania! Potrzebuję mocy,by to zwalczyć. Z drugiej strony, takie akcje, mimo wszystko dają mi kopa, ale też dołują.

Takie sytuacje przypominają nam przeszłość i utwierdzają w przekonaniu, w postanowieniu.


Lukrecjo, jestem pełna podziwu. Kobieto! Jak Ty idziesz do przodu, jak pokonujesz przeciwności, wszelkie przeciwności i problemy.

13 419

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Nie jestem zdrowa,ani on nie. Dlatego chcę tu z Wami być...ale tak sobie myślę,że może Was to denerwować co piszę,więc wypowiedzcie się.

Denerwować ? Lukrecjo jak może kogokolwiek denerwować dobra wiadomość smile.
Miło jest czytać, że ktoś jest szczęśliwy.
Tu na tym Forum i wątku uczyłyśmy się (uczymy) jak żyć w zgodzie ze sobą.
Jeśli Ty w ramionach eksa jesteś szczęśliwa - to pogratulować Ci mogę.
Jeśli decyzja o powrocie i życiu z nim jest podjęta w zgodzie ze sobą i przekonaniem, że szczęścia zaznasz w tym związku, to raduje to moje serce i z całego serca życzę wam dłuugich szczęśliwych lat smile. Trzymam za Wasz związek kciuki.

13 420

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Nie mogę spać. Widziałam się dzisiaj z mężem. Skur... jest taki złośliwy! Nie chce się wymeldować. Ciągle słyszę,że to zrobi,ale nie robi tego. Konsekwencją tego dla mnie jest podwójny koszt, podatek, opłaty itp. Zgubił prawko,jedyny dokument jaki posiada, nie może się wymeldować. Kiedy wyrobi nowe? Nie wiadomo.
Jeszcze usłyszałam od niego, dobrze Ci tak! Gdy spytałam o pieniądze,usłyszałam tylko, jakie pieniądze! Mówi to z uśmiechem,myśli,że mnie zmanipuluje.
Zaczyna przeginać. Kawał drania! Potrzebuję mocy,by to zwalczyć. Z drugiej strony, takie akcje, mimo wszystko dają mi kopa, ale też dołują.

Wiem Anstawio jak ciężko pogodzić się z lekceważeniem....dasz radę....nauczysz się ignorować jego humory, słowa i stawiać wymagania. Może powinnaś dopilnować go w wyrobieniu nowego dokumentu ? albo obciążyć go kosztami, na które Cię naraził ?
Trzymaj się kochana smile.

13 421

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Martwię sie,że mnie oleje, mnie i te opłaty. Zrobił już tak wielu osobom. Dopóki jest ok, jest miły. Ale jak tylko ktoś potrzebuje od niego pieniędzy, to obraża się, byle tylko nie spłacić. Olewał mnie przez 5 m-cy. A teraz to już będzie mnie miał gdzieś. Nie zdziwię się,jak zbierze manatki,zostawi wszystko i wróci do PL. Długów narobił każdemu. Zobaczymy.

13 422

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wykorzystał dobroć ludzi z otoczenia. Anstawio, czy napewno nie da się nic zrobić?
Napewno?
Musi być jakiś sposób. Jakiś prawny kruczek chociaż.

13 423

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Długi to również specjalność mojego męża. Długi i obiecanki.
Mój eks narozrabiał a i ja ponoszę tego konsekwencje.
Początkowo załamana byłam sytuacją. Powoli jednak oswoiłam się z nią.
W rozmowach z nim jestem stanowcza a może i bezwzględna.
Domagam się co mi się należy.
Dodatkowo powzięłam pewne kroki prawne, o których on nic nie wie.
Wiem, że mój były mąż jest bezwzględny (dzisiaj to już wiem) więc ja muszę działać podobnie.
Kiedyś bolały mnie jego słowa i postępowanie. DZisiaj jestem odporna big_smile.

Właśnie jestem po rozmowie z nim ( telefonicznej). Łaskawie zapłaci część alimentów, a obiecankom i groźbom końca nie było. Obiecuje dodatkowe pieniądze na opał, a straszy, że przejmie opiekę nad dziećmi big_smile big_smile big_smile . Nie jestem mu dłużna i mówię, że jeśli płacić nie będzie, opiekę nad dziećmi będzie MUSIAŁ przejąć. Wiem, że boi się takiej sytuacji kiedy dzieci staną na progu firmy lub domu i powiedzą, teraz ty nas utrzymujesz i zajmujesz się nami. Smutne, że w taki sposób muszą toczyć się rozgrywki. Nie daruję mu jednak złotówki, która należy się mnie lub dzieciom. Rozmowy z nim nie robią na mnie wrażenia i tak jak pisałam wcześniej jestem już na nie odporna. Nie poddaję się manipulacjom i obiecankom. Egzekwuję konkrety i rozliczam go z nich. Teraz wyraźnie widzę z kim mam do czynienia i cieszę się, że więcej zmartwień drań mi nie przysporzy (przede wszystkim długów). Marzę o zamknięciu wszystkich spraw z nim związanych. Marzę o zamknięciu koszmaru mojego życia.

13 424

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Najgorsze są długi. Jak się skończą odetchniemy z ulgą. Ale sposób zawsze się znajdzie.
A do końca kawałek i trzeba biedę klepać.

13 425

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Wykorzystał dobroć ludzi z otoczenia. Anstawio, czy napewno nie da się nic zrobić?
Napewno?
Musi być jakiś sposób. Jakiś prawny kruczek chociaż.

Właściwie, to wystarczyłoby jedno- moja asertywność i stanowczość. To załatwiłoby wszystko. A tak, taplam się w tym błotku zamiast się z niego wygrzebać. I to nawet nie chodzi tylko o bycie asertywnym w stosunku do innych, ale przede wszystkim do siebie. Ja wiem,że tą sprawę z moim mężem mogę zakończyć raz i porządnie. To tak jak z wyrzuceniem go z mieszkania. Walizki spakowałam i kolesia nie ma. Tu też TYLKO trzeba działać. Działać za siebie, za niego, podwójnie. Po to by móc cieszyć się wolnością!

13 426

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Najgorsze to robić wszystko za dwóch, dwoje.

13 427

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Najgorsze to robić wszystko za dwóch, dwoje.

Niestety...
Ale doświadczenie pokazuje,że samo się nie zrobi,ani nikt tego za mnie nie zrobi.
Albo mogę dalej tkwić w tym maraźmie,albo zakasać rękawy, nabrać mocy i...zacząć działać za dwoje,by potem mieć luz.
Tylko,żeby ruszyć dupsko, potrzebuję kopniaka. Bez tego ciężko mi unieść tyle kg big_smile

13 428

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Najgorsze to robić wszystko za dwóch, dwoje.

Niestety...
Ale doświadczenie pokazuje,że samo się nie zrobi,ani nikt tego za mnie nie zrobi.
Albo mogę dalej tkwić w tym maraźmie,albo zakasać rękawy, nabrać mocy i...zacząć działać za dwoje,by potem mieć luz.
Tylko,żeby ruszyć dupsko, potrzebuję kopniaka. Bez tego ciężko mi unieść tyle kg big_smile

Jeśli o to chodzi, jak najbardziej do roboty. Tutaj jest perspektywa, że po zrobionej pracy będzie spokój.
Ja oczywiście musiałam rozważyć także wątek bezustannego robienia za kogoś w związku.
Doszłam do wniosku, że jestem zmęczona, ale nie fizycznie. Fizycznie moge wiele. ALe psychicznie...
Nie myślę źle itd., ale jest lipnie. W soboty popołudniu padam zwykle na pysk i zdarzy mi się, że śpię do niedzieli rano. I tak się zastanaowiłam nad tym dzisiaj. Prerażające.
I tak  sobie myślę, nie wazne jaka będe tolerancyjna i ile zniosę to i tak ja się nie jestem w stanie zmienić na osobę taką jak on, a on, on w przeciwieństwie do mnie nie zrobi nic w moim kierunku.
Drabinę do remontu pożycza 3 tygodnie chyba, zapomina ciągle, co za brednie. Ja już nie mam siły tego słuchać.
Ręce mi opadają. Ale póki co, o ile wogóle, nie jestem w stanie sama siebie utrzymać. Kur...
A czuję się taka pusta, bez bliskości, bez ...... Jest mi źle.

To kopiemy w 4 litery?

13 429

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja chyba tego ne pokonam, nie dam z tym rady, dopóki w tym tkwie, tak mi się wydaje.
Jego szacunku do siebie nie stworzę. Próbowałam rozmawiać o szacunku, usłyszałam tylko - po co wogóle o tym gadać.
Na wszystko jakieś durne wymówki. Dzieci w przedszkolu tak się nie zachowują.
-MOżesz pościelić łożko?
-Od kiedy wiesz że ja tak mam i Ci to nie przeszkadza, a teaz Ci przeszkadza?
Wiem od zawsze. Pamiętam jedną wizytę u niego w domu. Ale miał ..w pokoju. Udałam, że mi to nie przeszkadza. Ale widział jaka jestem. MNie jednak obwinia, że wiedziałam o tym. Bo jego motoo to to, że się nie zmieni. Że jest tylko człowiekiem. A gdzie tolerancja, gdzie otwartośc jakaś na drugą osobę?
Ja już nic z tym nie zrobię.

Tylko się boję, żeby problemów z tego nie było, że cały czas siedzimy w remoncie, a tu rozwód, wiadomo.

13 430 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-10-02 15:30:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miałam na mysli, zacząć podejmować decyzje "za dwoje", z myślą o sobie. Czyli tak jak było w przypadku wyrzucenia mężusia z domu. Przecież to on miał się wyprowadzić. Ale to ja podjęłam decyzję,że ma to zrobić.
I teraz też, to on ma się wymeldować, ale to ja chyba będę musiała zrobić za niego i go wymeldować, wypisać, wyrejestrować itp itd
Jak mu powiedziałam,że go wypisuję z ubezpieczalni,bo nie płaci, a wszystko jest na moje nazwisko, to mi powiedział: "Pewnie, najpierw mnie wyrzuciłaś, teraz wypisujesz..." Tylko po to, by wzbudzić we mnie poczucie winy. Drań! (nie wiem czy tego słowa mogę używać na forum).
Dlatego hm... zamiast martwić się, załatw drabinę sama, ogarnij pokój "po swojemu" i tyle. Wiem,że się nie chce, wiem, Twojemu gitarzyście też się nie chce. Tylko,czy aż tak Ci zależy na tym remoncie? Ale skoro masz mieć problemy... W końcu to Ty się rozwodzisz, nie Twój gitarzysta.
Grasz w tego toto lotka?!?!
A na tekst typu: "Przecież wiedziałaś,że taki jestem (kumple, trawa)" mam uczulenie! Tekst, który ma na celu wyprowadzić nas z równowagi i/lub wprowadzić w poczucie winy. grrryyyy

13 431 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-10-02 15:36:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, bo on nigdy nie jest winny. Nigdy. Zawsze mnie chce winą obarczyć, zawsze chce winę na kogoś zwalić.
Musze to ogarnąć, ten pokój jest potrzebny. JAkbym nie musiała tam być nie zależałoby mi.
Wiesz co mi się wydaje, że u podłoża tych wszystkich to nie ja, nie apmiętam, zapomniałem nie trzeba leży tylko jedna recz - lenistwo. Obojętnośc też jest z lenistwa. Tak mnie się widzi.

13 432 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-10-02 15:48:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... wiesz kochana, to może skoro jesteś tam, a nie chcesz, tylko musisz, to zacznij może na luzie do tego podchodzić. Postaraj się zdystansować do pewnych spraw. Nie bierz wszystkiego tak bardzo poważnie. Gdy robisz coś niezgodnego z Twoimi planami/marzeniami, a wiesz,że nic w tym momencie innego nie da się zrobić, to myśl sobie,że już niedługo na pewno to się skończy/zmieni. Po prostu teraźniejsza sytuacja tego wymaga i już. Pomimo tego,że jest Ci ciężko, staraj się być dobra i miła, dla siebie.

Lenistwo bierze się podobno z depresji.

13 433 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-10-02 16:01:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Coś jest na rzeczy. Taka obojętność, taka nienaturalna.

Tak nie moge teraz nic zrobić. A remont jest o tyle ważny, że będąc w trakcie rozwodu i mając dziecko... no wiesz. O to się boję. Poza tym wszystkie rzeczy na kupie.
Ale wiesz nie zasuwam już jak kiedyś. Nie denerwuję się też tym czego nie zdołam zrobić. Nie lubię nieporzadku, po prostu nie lubię, to jest moja natura, nic na to nie poradzę. Ile mogę robię. Nawet nie gotuję zawsze, bo dlaczego ja.
Ale czuję się taka...samotna, taka niechciana.
Mimo, że wyznaje uczucia. Ale dla mnie miłośc bez bliskości nie istnieje, nie wierzę do końca w te słowa.

Dzięki Anstawio.
Dzięki...

13 434

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... będzie dobrze, gdy zaczniesz mysleć o sobie big_smile

A poniżej długi cytat z książki, która mi ostatnio pomaga.

"STANOWCZO,ŁAGODNIE BEZ LĘKU" Maria Król-Fijewska


"Asertywność w kontakcie z samym sobą

Wspomniany już Herbert Fensterheim, w swojej książce "Nie mów tak, gdy chcesz powiedzieć nie" opowiada pewien dowcip.

W porze drugiego śniadania, dwóch wspólnie pracujących panów wyciąga swoje kanapki. Pierwszy z nich odwija papier, zagląda do środka i mówi: O, cholera! Znowu z tym okropnym żółtym serem! Na to drugi: No to powiedz w końcu żonie, żeby ci zrobiła kanapki z czymś innym. Pierwszy z panów odpowiada ze zdziwieniem: Coś ty? Przecież ja sam robię sobie kanapki do pracy.
Ten dowcip przychodzi mi do głowy zawsze, gdy pracuję z kimś nad jego spóźnianiem się. Ludzie, którzy często narażają się na niezadowolenie otoczenia z powodu nieprzychodzenia na czas, mają całą gamę sposobów, aby poradzić sobie z tą sytuacją. Niektórzy wpadają w nawyk nadmiernych, czasem wręcz nieprawdopodobnych usprawiedliwień; inni odwrotnie - próbują ratować twarz, zachowując się, jak gdyby nigdy nic.
Najprostszą asertywną reakcją na własne spóźnienie wydaje się być przeproszenie, z ewentualnym krótkim wyjaśnieniem, po czym zajęcie się innymi sprawami. Co jednak zrobić gdy jest to dwudzieste spóźnienie w miesiącu? Gdy "odbiorca spóźnienia" jest już bardzo zagniewany i robi ostre wymówki?
Trudno wtedy rozwiązać ten problem asertywnie, próbując zmienić jakiś element relacji między dwiema osobami. To bowiem, co narusza godność notorycznie spóźniającego się człowieka, to nie fakt, że stale przeprasza kogoś i komuś się tłumaczy, ale to, że się po prostu spóźnia.
Mówiąc inaczej: spóźniający się musi rozwiązać ten problem sam ze sobą, w planie indywidualnym. Inaczej będzie musiał stale "zjadać kanapkę z
żółtym serem".Często, przychodzenie nie na czas jest efektem nieasertywnego zachowania w kontakcie z samym sobą.
Zgadzam się być gdzieś o określonej godzinie, wewnętrznie podejmuję takie zobowiązanie i... nie udaje mi się. Zbyt długo jem obiad lub śniadanie, sprzątam, czytam, rozmawiam przez telefon, zbyt późno wychodzę z domu... i przychodzę za późno. Mam więc to, czego nie chciałam.
Według koncepcji zachowań asertywnych człowiek - o ile nie narusza praw innych - ma prawo i jest w stanie żyć jak chce, osiągać to, czego prag˝
nie. Może - poprzez asertywne zachowanie - ominąć przeszkody stawiane mu przez innych. Pozostaną wtedy jednak przeszkody stawiane przez samego siebie.
Jeżeli od miesiąca planujesz napisać list i ku swemu niezadowoleniu nie robisz tego...

Jeżeli chcesz zdać egzamin na prawo jazdy ale opracowałeś tylko połowę odpowiedzi na pytania testowe...

Jeśli pragniesz przyciągnąć zachwycone spojrzenia panów ale od tygodnia nie myłaś głowy, nie uznałaś też za stosowne zrobić makijażu albo włożyć czegoś innego, niż twoje stare dżinsy...

..to prawdopodobnie masz kłopot z asertywnością wobec samej (samego) siebie i może zdarzyć się tak, że nie będziesz mieć tego, czego pragniesz.

Dlaczego ludzie trwają czasem latami w niezadowoleniu z czegoś, co sami mogą usunąć, lub w tęsknocie za czymś, co leży w zasięgu ich możliwości?
Widzę dwie ważne przyczyny.

Po pierwsze: niektórzy ludzie nie mają w ogóle zwyczaju zamieniania marzeń czy pragnień na programy działania. Postępują jak ubogi Icek, który
długo modlił się o to, by Pan okazał mu łaskę i sprawił, że wygra milion na loterii, aż doczekał się zniecierpliwionej boskiej odpowiedzi: Icek,
ty daj mi szansę. Ty kup los na loterię"

Ludzie często mówią:

-Chciałbym mieć dużo pieniędzy!
-Chciałbym podobać się kobietom!
-Chciałbym być sławny!
-Chciałbym mieć własny dom!
-Chciałbym umieć mówić po angielsku, tańczyć rock and rolla i grać na
pianinie!

... ale nie robią ani jednego kroku w stronę urzeczywistnienia swoich pragnień.

Według koncepcji zachowań asertywnych - sprzeciwiającej się bezradności, bezsilności i niezadowoleniu ze swego życia - na (prawie) wszystko
można znaleźć odpowiedni sposób. Należy tylko użyć swojego umysłu i zaplanować odpowiednie, własne, działania.

Po drugie: są też ludzie, którzy mają programy własnych działań ale nie umieją ich realizować. Bardzo często źle postępują sami ze sobą, na
przykład:

Konstruują plany o nierealistycznie wysokich wymaganiach.

Osoba, z którą zajmowałam się jej kłopotami, Jola, opowiadała o tym, jak trudny jest dla niej okres kilku dni przed świętami. Jej program porządków był tak przeładowany i nierealistyczny, że wystarczyła czyjaś wizyta czy niesubordynacja domowników, by jakaś część listy zajęć pozostała niezrealizowana. W efekcie - harując cały dzień bez chwili wypoczynku, kładła się wieczorem spać z poczuciem klęski.

Stosują wobec siebie zły system kar i nagród.

Na przykład Jola w ogóle nie miała zwyczaju chwalić samej siebie. Gdy zrealizowała swoje olbrzymie przedświąteczne plany, było to po prostu w
porządku, tak jak powinno być. Natomiast przy opóźnieniach w realizacji planu, wyrzucała sobie, że jest złą gospodynią, leniuchem, albo straszyła samą siebie katastroficznymi wyobrażeniami o tym, co mogłaby o niej powiedzieć teściowa (będąca oczywiście gospodynią wzorową), gdyby dowiedziała się, że w Wielką Sobotę Jola ma nie umytą podłogę pod wanną w łazience.

Efektem takiego postępowania jest narzucenie samemu sobie poczucia bycia nie w porządku. Jola dokonywała tego przez niespełnianie własnych
oczekiwań, rozbudowanych tak, że nie mogły być spełnione oraz przez przywoływanie w wyobraźni wyimaginowanej dezaprobaty otoczenia.

Z moich obserwacji wynika, że kiedy trzeba obmyślić i wykonać program własnych działań, ludzie rzadko dokonują zmian, całymi latami powielając dawne, niesłużące im nawyki.

Kilka lat temu pracowałam w ośrodku terapeutycznym dla studentów. Pamiętam Krzysztofa, który miał 26 lat i był na drugim roku pedagogiki.
Był to jego trzeci kierunek studiów - na poprzednich nie udawało mu się przebrnąć powyżej drugiego roku.

Był inteligentny, ale gdy zbliżały się kolokwia i egzaminy, nie mógł zabrać się do roboty albo pracował tak wolno, że nie zdążał opanować materiału.

Poświęcał wiele czasu na przygotowania - gromadził książki, kupował zeszyty, zaopatrywał w pióra i ołówki, wciąż jednak coś go odciągało od
startu.

Kiedyś przyszedł na spotkanie grupy terapeutycznej dwa dni przed ważnym egzaminem, do którego obowiązywała go wiedza z dwóch podręczników. Nie zaczął jeszcze nauki ale był dobrej myśli - wieczorem planował przerobić jeden podręcznik, a dzień następny przeznaczył na drugi i... powtórkę.

Czas przeznaczony "na powtórkę" miał go prawdopodobnie przekonać o rozsądnym charakterze całego przedsięwzięcia, które - biorąc pod uwagę jego dotychczasowe trudności z tempem własnej pracy - było całkowicie nierealistyczne.

Po sześciu latach uporczywych studiów na różnych kierunkach, mimo swojej inteligencji, Krzysztof nie zdołał wyciągnąć wniosku z faktu, że nigdy właściwie nie udało mu się przerobić w ciągu jednego dnia materiału większego, niż 40 stron.

Stawiał sobie nierealistyczne wymagania, przez co nigdy nie miał powodu, aby być z siebie zadowolonym. W sprawach związanych z nauką był
wciąż "do tyłu", zawsze nie w porządku. Prawdopodobnie dlatego uciekał od zabrania się do pracy - nie chciał jeszcze bardziej zbliżać się do
obszaru swoich klęsk i poczucia winy. W efekcie, działanie umacniało jego negatywny obraz własnej osoby i jeszcze bardziej osłabiało wiarę w
swoje możliwości.

Właściwe postępowanie z samym sobą przy wykonywaniu zadań, oznacza stwarzanie sobie jak najlepszych warunków do odniesienia sukcesu. Sukces wywołuje wzrost zaufania do siebie i umożliwia kolejne, przynoszące sukces działanie. Tak więc:

Zadania, które sobie stawiasz powinny być realistycze.

Jeżeli dotąd stawiałeś sobie cele zbyt ambitne (to znaczy takie, których nie udawało ci się osiągnąć), zacznij od czegoś naprawdę małego i
łatwego.

Krzysztof na przykład powinien był zacząć od przeczytania 20 stron ściśle określonego tekstu w ściśle określonym dniu.

Obmyśl dla siebie nagrody za wykonanie zadań.

To co robisz, nie powinno być dla ciebie związane tylko z wysiłkiem.

Jeżeli straszysz się, że nie jesteś nic wart, skoro coś ci nie wyjdzie, wówczas podobny jesteś do osoby, która ucieka przed czymś strasznym, a
nie do osoby, która goni coś wspaniałego.

Dążenie do przyjemności bardziej sprzyja twórczej pracy niż lęk i obawa przed karą, a poza tym ma się z tego więcej radości. Nagroda może być
mała ale "wypłacona" jak najszybciej - może to być coś dobrego do jedzenia, kino lub jakiś upominek.

Oprócz tego koniecznie pochwal się w myślach - Mam powód, aby być z siebie zadowolonym. Doskonale zrobiłam to, co zamierzałam. Jest ważne,
abyś nauczył się wiązać swoje działanie - szczególnie to, które ci się od dłuższego czasu nie udawało - z przyjemnością, a nie z przykrością.

Sprawdź, czy wykonując zadanie nie mógłbyś skorzystać z pomocy z zewnątrz.

Nie chodzi o to, aby ktoś to za ciebie zrobił ani nawet o czyjąś osobistą pomoc, ale o odpowiednio przemyślane bodźce zewnętrzne, które będą
sprzyjały raczej twojemu sukcesowi niż klęsce.

Krzysztofowi na przykład trudno było uczyć się w domu, gdzie rodzice koncentrowali się na jego nauce i stale go kontrolowali. Łatwiej natomiast było mu się skupić w wydziałowej bibliotece.

Z pewnością znajdą się osoby, które powiedzą o tym co zaproponowałam: To przesada! Na miejscu tego Krzysztofa miałbym więc czytać po 20 stron dziennie i to tylko w bibliotece, uważać to za wielki sukces i jeszcze nagradzać kinem? To rozpieszczanie samego siebie - taki człowiek nie powinien być studentem!

Krzysztof przez sześć lat starał się udowodnić, że stać go na to, aby studentem być. Stawiał sobie zadania godne geniusza i czasem mu się udawało ale częściej nie. Na tym właśnie polegał jego problem - chciał udowodnić, że jest wartościowym człowiekiem i na to - a nie na zdawanie kolokwiów, egzaminów i zaliczanie kolejnych lat studiów - był obliczony jego program działania.

Praktyka zachowań asertywnych pokazuje, że człowiek, który się na to zdecyduje, może - kontaktując się z innymi - zachowywać się zgodnie ze
sobą oraz skutecznie realizować swoje zamierzenia, jeżeli tylko skupi się na tym co ma robić i zrobi to.

Po kilku takich osiągnięciach uczy się nie tylko nowego zachowania, ale przede wszystkim oswaja się z postawą człowieka dorosłego, którego zachowanie wynika z wewnętrznej zgody na zdanie Ja jestem w porządku i ty jesteś w porządku.

Osoba, która ma kłopoty z wyrażaniem i obroną siebie oraz z realizacją swoich potrzeb, żyje w świecie dramatycznych epizodów. Jest to świat, w
którym ludzie nie pozwalają nam, zmuszają, oskarżają nas, lekceważą, pomiatają, krzywdzą, my zaś musimy, powinniśmy, nie jesteśmy w stanie, nie mamy prawa, nie damy rady, nigdy sobie na to nie pozwolimy.

Jest to świat oskarżycieli i oskarżonych. Świat nasycony obawami.

Świat człowieka asertywnego wygląda zupełnie inaczej.

Jest w nim zdecydowanie mniej lęku. Znikają dawne fabuły dramatyczne. Znikają dawne problemy, do których człowiek był od lat przyzwyczajony.

Przezwyciężenie problemów związanych z asertywnością oznacza dla człowieka dorosłego pokonanie pewnego etapu rozwoju. Nawet jeśli zdarza mu się jeszcze czasem doznawać dawnego poczucia bycia nie w porządku i zachowywać nieasertywnie. Jednak wie on już, jak sobie z tym radzić i jest przekonany, że to możliwe. Jego energia psychiczna przestaje być związana tym problemem.
Nie oznacza to rzecz jasna, że człowiek asertywny nie doświadcza kłopotów.

W nowej perspektywie pojawiają się jednak zupełnie nowe problemy - przede wszystkim te, które dotyczą wolnego wyboru własnej drogi życia.

13 435

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej smile
Tu Asia z frontu,bo niemal na froncie jestem...było tak cudownie,a wróciło zło. Przyglądam mu się świadomie,ale to nie daje ulgi,ani równowagi.
Sprawa się rypła drogie panie. I sama już nie wiem czy mogę to tłumaczyć,czy to chore...znowu nic nie wiem,znowu cierpię...
Kiedy się zeszliśmy on wiedział o M. O sobie nic nie mówił. Kiedyś nawet mu powiedziałam-wiesz,nawet jak była jakaś kobieta podczas naszej rozłąki to mi o tym nie mów,bo ja tego nie zdzierżę.
No i za jakiś czas zaczęłam dostawiać wiadomości sms,że on nadal lubi małolaty,że nie mam się dać omamić...Pisała do mnie dziewczyna (o zgrozo),24l,która miała ze S hm...romans. Owszem pisała,że jej niczego nie obiecywał,że w kółko mówił o mnie...że jak się pojawiłam on z nią zerwał...No i się wkręciłam...poniżyłam zadając intymne pytania,których odpowiedzi trafiały we mnie jak w tarczę. A on? Bał się mi powiedzieć,bo wie jak reaguję. Ona nic dla niego nie znaczyła,to był TYLKO seks. Jak zgodziłam się dać mu szansę,on ją odstawił ,na co ona poprosiła czy mogłaby zostać jego kochanką. On się nie zgodził,na to ona-zniszczę cię gnoju. A że mówił jej o mnie bez przerwy,ona doskonale wiedziała jak sprawić mi ból uderzając w czułe miejsca. Mówi,że chce żyć tylko ze mną,ze nie chce już tego gówna itd. że uwikłał się w ten romans,kiedy ja mu ostatecznie powiedziałam koniec.
Próbował ją obwinić. A ja ją broniłam. Ona młodziutka dziewczyna,może skrzywdzona kiedyś,a on dojrzały facet i ucieka od odpowiedzialności. To jego wina,że ja cierpiałam. Fakt,że ona ma z tego chorą satysfakcję,bo pisząc z nią wyczułam to...
Ku.wa mać znowu to samo...i już nic nie wiem. On mówi,że to przeszłość,ze nasz związek istnieje od 21 września,a to co było przed nie liczy się,że tu i teraz,że jest w terapii...Że marzy abym była szczęśliwą kobietą,jego kobietą...
Data wprowadzki odroczona na następny tydzień.
A było tak cudownie...zanim się odezwała...
Pytanie za 100pnk. to przeszłość i koniec,czy on się nigdy nie zmieni.

13 436

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Lukrecja, czy jesli sie nie zmieni chcesz z nim być?
Czy chcesz zaryzykowac i co najwyżej sie sparzyć, czy się wycofać i zastanawiać nad tym jakby to było...
Ta dziewczyna powiedziała przecież , że on z nią zerwał aby wrócić do Ciebie.

13 437

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Też czytam i miłego weekendu życzę.

My teraz robimy porządki...nie miałam pojęcia,że aż tak zapuściłam mieszkanie,strych,piwnicę.
Wieczory cudowne. Czytamy teraz razem na głos książka, Osho "Bliskość. Zaufaj sobie i innym".
Jest zupełnie inna niż te psychologiczne,choć też jest psychologiczna wink duży nacisk daję na siebie,na duchowość,na dystans. Prawi o innym świecie,świecie wewnętrznym,gdzie nie ma nałogów,zdrad,przemocy,całego tego chorego wyścigu szczurów,kultu ciała,materializmu,powierzchowności...
Jest lepiej niż wcześniej.Odkrywamy się,poznajemy,a ja staram się nie oceniać,nie przerywać...bardzo chcę żeby On był sobą,co wcześniej tępiłam i narzucałam mu swój ideał mężczyzny,manipulując nim.  Zdajemy sobie sprawę,ze to euforia,że przyjdą kryzysy,nuda,rutyna,kłopoty. I,że czas się zmierzyć z naszymi chorymi mechanizmami. Tyle,że i ja teraz widzę ile złego robiłam uważając,że S jest odpowiedzialny za moje szczęście. I u nas występował syndrom DDA/DDD,kiedy to naprawdę dobrze nam się układało,któreś z nas musiało to rozwalić,bo przecież nie umiemy/umieliśmy zyć w harmonii,oboje potrzebowaliśmy sinusoidy. Nie usprawiedliwiam go,ani też nie zapomniałam świństw jakie mi zrobił,tyle,że teraz próbuję zrozumieć,że dzieciństwo miało swój wpływ,że jest zagubiony.
On na głowie staje,naprawdę się stara. Nikt nie powiedział nam jakiejś przykrości,ze wróciliśmy do siebie (za plecami pukają się w głowę),a nawet gdyby nie obchodzi mnie to. Dzieci starsze,fakt i nie ma się co dziwić z dystansem zaakceptowały jego powrót,a mała szaleje ze szczęścia,bo on jednak wychowywał ją 5 lat i choć mówi mu po imieniu,to on jest jej ojcem. W tej chwili leżą objęci i oglądają bajkę...W przyszłym tygodniu ma wrócić na dobre.
Wydaje się,że przeszłość odcięłam grubą krechą robiąc z niej pożytek,bo to były ważne doświadczenia,które jestem przekonana wyjdą nam na dobre.
Wiem,że jestem KKZB,wiem że i on jest uzależniony ode mnie,nie zapominam o tym. Nie chcę rzucić się teraz w euforyczny stan na oślep,by za chwilę być w depresji,jestem świadoma. Ale nie czekam na nieszczęście,wierzę w nas.


Nie jestem zdrowa,ani on nie. Dlatego chcę tu z Wami być...ale tak sobie myślę,że może Was to denerwować co piszę,więc wypowiedzcie się.

aco mam ci napisac ze jestem w bardzo podobnej sytuacji i ze kazdy znas sie rozwija maz i ja tez i ze on tez jest ddd ja tez ddd ale znas para ej nie ladnie papugowac a my tak mamy ,ja kkzb on nalogowiec milosci ,ale sobie doroslejemy,nie oceniam i masz prawo tu byc jak kazda kobieta

13 438 Ostatnio edytowany przez dortja (2012-10-02 21:53:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Nie mogę spać. Widziałam się dzisiaj z mężem. Skur... jest taki złośliwy! Nie chce się wymeldować. Ciągle słyszę,że to zrobi,ale nie robi tego. Konsekwencją tego dla mnie jest podwójny koszt, podatek, opłaty itp. Zgubił prawko,jedyny dokument jaki posiada, nie może się wymeldować. Kiedy wyrobi nowe? Nie wiadomo.
Jeszcze usłyszałam od niego, dobrze Ci tak! Gdy spytałam o pieniądze,usłyszałam tylko, jakie pieniądze! Mówi to z uśmiechem,myśli,że mnie zmanipuluje.
Zaczyna przeginać. Kawał drania! Potrzebuję mocy,by to zwalczyć. Z drugiej strony, takie akcje, mimo wszystko dają mi kopa, ale też dołują.

anstawio idz poporade do  rechts winkel w leiden gratisowo jesli sie nie omyle i kto jest glownym najemca? ty ,ty samo go wypisz .maz holender radzi mi tu bo sie gopytam ,badz idz do spoldzielni lub zkad wynajmujesz powodzenia

13 439

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo

Zaraz, zaraz.
Może to sprawa późnej pory, może mojego zmęczenia, ale... nie rozumiem.
A o co się wściekłaś?
O to, że celibat był mu obcym? O to, że uciął sobie romans z młodszą od Ciebie?
O to, bo on miał romans w czasie, gdy nie byliście ze sobą?

Rozumiem, że Ty mogłaś mieć ognisty romans, jemu zaś - wara.

I Ty jej broniłaś?
24-letnia kobieta jest młodziutką?
24-letnia kobieta nie jest dojrzałą?
Jeśli 24-latka bzyka się z 40-letnim facetem, to dlatego, że kiedyś była skrzywdzoną?


Nie rozumiem Ciebie. hmm

13 440

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Nie mogę spać. Widziałam się dzisiaj z mężem. Skur... jest taki złośliwy! Nie chce się wymeldować. Ciągle słyszę,że to zrobi,ale nie robi tego. Konsekwencją tego dla mnie jest podwójny koszt, podatek, opłaty itp. Zgubił prawko,jedyny dokument jaki posiada, nie może się wymeldować. Kiedy wyrobi nowe? Nie wiadomo.
Jeszcze usłyszałam od niego, dobrze Ci tak! Gdy spytałam o pieniądze,usłyszałam tylko, jakie pieniądze! Mówi to z uśmiechem,myśli,że mnie zmanipuluje.
Zaczyna przeginać. Kawał drania! Potrzebuję mocy,by to zwalczyć. Z drugiej strony, takie akcje, mimo wszystko dają mi kopa, ale też dołują.

anstawio idz poporade do  rechts winkel w leiden gratisowo jesli sie nie omyle i kto jest glownym najemca? ty ,ty samo go wypisz .maz holender radzi mi tu bo sie gopytam ,badz idz do spoldzielni lub zkad wynajmujesz powodzenia

Dzięki Dortja! :* Chyba go mogę wymeldować sama. Umowa jest na nas wspólna, ja jestem pierwsza, on jako partner. Znalazłam ksero jego prawka, będę kombinować. Dam mu tydzień, bo mówi, że da kasę. Nie da kasy, wypad!!!

13 441

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo

Zaraz, zaraz.
Może to sprawa późnej pory, może mojego zmęczenia, ale... nie rozumiem.
A o co się wściekłaś?
O to, że celibat był mu obcym? O to, że uciął sobie romans z młodszą od Ciebie?
O to, bo on miał romans w czasie, gdy nie byliście ze sobą?

Rozumiem, że Ty mogłaś mieć ognisty romans, jemu zaś - wara.

I Ty jej broniłaś?
24-letnia kobieta jest młodziutką?
24-letnia kobieta nie jest dojrzałą?
Jeśli 24-latka bzyka się z 40-letnim facetem, to dlatego, że kiedyś była skrzywdzoną?


Nie rozumiem Ciebie. hmm

ja uwazam ze malolaty to 16 a 19 latki a w tym wieku juz chba troche sie mysli 24 a 30 latek ,takie to moje przemyslenia, nie nakrecaj sie.

13 442

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo

Zaraz, zaraz.
Może to sprawa późnej pory, może mojego zmęczenia, ale... nie rozumiem.
A o co się wściekłaś?
O to, że celibat był mu obcym? O to, że uciął sobie romans z młodszą od Ciebie?
O to, bo on miał romans w czasie, gdy nie byliście ze sobą?

Rozumiem, że Ty mogłaś mieć ognisty romans, jemu zaś - wara.

I Ty jej broniłaś?
24-letnia kobieta jest młodziutką?
24-letnia kobieta nie jest dojrzałą?
Jeśli 24-latka bzyka się z 40-letnim facetem, to dlatego, że kiedyś była skrzywdzoną?


Nie rozumiem Ciebie. hmm

ja uwazam ze malolaty to 16 a 19 latki a w tym wieku juz chba troche sie mysli 24 a 30 latek ,takie to moje przemyslenia, nie nakrecaj sie.

Nie nakręcam się. smile

13 443

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Nie mogę spać. Widziałam się dzisiaj z mężem. Skur... jest taki złośliwy! Nie chce się wymeldować. Ciągle słyszę,że to zrobi,ale nie robi tego. Konsekwencją tego dla mnie jest podwójny koszt, podatek, opłaty itp. Zgubił prawko,jedyny dokument jaki posiada, nie może się wymeldować. Kiedy wyrobi nowe? Nie wiadomo.
Jeszcze usłyszałam od niego, dobrze Ci tak! Gdy spytałam o pieniądze,usłyszałam tylko, jakie pieniądze! Mówi to z uśmiechem,myśli,że mnie zmanipuluje.
Zaczyna przeginać. Kawał drania! Potrzebuję mocy,by to zwalczyć. Z drugiej strony, takie akcje, mimo wszystko dają mi kopa, ale też dołują.

anstawio idz poporade do  rechts winkel w leiden gratisowo jesli sie nie omyle i kto jest glownym najemca? ty ,ty samo go wypisz .maz holender radzi mi tu bo sie gopytam ,badz idz do spoldzielni lub zkad wynajmujesz powodzenia

Dzięki Dortja! :* Chyba go mogę wymeldować sama. Umowa jest na nas wspólna, ja jestem pierwsza, on jako partner. Znalazłam ksero jego prawka, będę kombinować. Dam mu tydzień, bo mówi, że da kasę. Nie da kasy, wypad!!!

czym predzej tym lepiej bo dostaniesz  dodatki typu huurtoeslag i zorgtoeslag na zrowotne i mnieszkano papki do milej pogawedki

13 444 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-10-02 22:24:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
dortja napisał/a:

anstawio idz poporade do  rechts winkel w leiden gratisowo jesli sie nie omyle i kto jest glownym najemca? ty ,ty samo go wypisz .maz holender radzi mi tu bo sie gopytam ,badz idz do spoldzielni lub zkad wynajmujesz powodzenia

Dzięki Dortja! :* Chyba go mogę wymeldować sama. Umowa jest na nas wspólna, ja jestem pierwsza, on jako partner. Znalazłam ksero jego prawka, będę kombinować. Dam mu tydzień, bo mówi, że da kasę. Nie da kasy, wypad!!!

czym predzej tym lepiej bo dostaniesz  dodatki typu huurtoeslag i zorgtoeslag na zrowotne i mnieszkano papki do milej pogawedki

No właśnie! Zapomniałam. Dodatek mam,ale na dwie osoby, więc mniej eeehhh...

13 445

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
dortja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo

Zaraz, zaraz.
Może to sprawa późnej pory, może mojego zmęczenia, ale... nie rozumiem.
A o co się wściekłaś?
O to, że celibat był mu obcym? O to, że uciął sobie romans z młodszą od Ciebie?
O to, bo on miał romans w czasie, gdy nie byliście ze sobą?

Rozumiem, że Ty mogłaś mieć ognisty romans, jemu zaś - wara.

I Ty jej broniłaś?
24-letnia kobieta jest młodziutką?
24-letnia kobieta nie jest dojrzałą?
Jeśli 24-latka bzyka się z 40-letnim facetem, to dlatego, że kiedyś była skrzywdzoną?


Nie rozumiem Ciebie. hmm

ja uwazam ze malolaty to 16 a 19 latki a w tym wieku juz chba troche sie mysli 24 a 30 latek ,takie to moje przemyslenia, nie nakrecaj sie.

Nie nakręcam się. smile

to nie bylo do ciebie beheeeeeeeeeeeeeee ale wyszlo ,ide z usmiechem spac dobrej nocki adresowalam do l ukrecji

13 446

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki Dziewczyny...
Dzięki oto cała ja,mi wolno jemu nie...
Boże dziękuję Ci za to forum i tak mądre Furomowiczki!

13 447

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dzięki Dziewczyny...
Dzięki oto cała ja,mi wolno jemu nie...
Boże dziękuję Ci za to forum i tak mądre Furomowiczki!

Na kubeł lodowatej wody możesz liczyć. tongue

13 448

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

L_ukrecjo, trzymaj się!! Bądź Zołzą ;-)

13 449

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia
NAszło mnie wiele refleksji po przeczytaniu.
Z tym podejmowanem działań zwłaszcza. Widze, że proste rzeczy, takie z których nikt mnie nie rozlicza nie sprawiają mi problemów, ale to już pisałam kiedyś.

Jedno pytanie mam tylko.
Kiedy robisz coś, bo zalezy Ci na czymś, bo jest dla Ciebie ważne, a ktoś to ma gdzieś, nie szanuje tego, co w konsekwencji denerwuje Cię zwyczajnie, jak się w tym odnaleźć?

Przykład.
Cenię estetkę, sprzątam, bo w domu ja lubię porządek, drugiej stronie nieszczególnie na nim zależy. Posprzątam i zaraz jest to samo. A ne chcę poświęcać na to wszystkich dni w tygodniu. Nie mówię o rzeczach które wypada na bieżąco chować żeby uniknąć gromadzenia rzeczy w jednym miejscu.
Dla mnie to wazne dla drugej strony nie. JAk się w tym odnaleźć? Zaakceptować jego bałaganiarstwo? Sprzatać po nim (tego napewno nie zrobię)?
Nie ukrywam, że dawniej, bo teraz już mniej, zaburzało to mój spokój, nie pozwalało w domu odpocząc. Teraz przechodze nad tym do porzadku dziennego, chociaż nieraz jest m ciężko, trudno to zaakceptować.

13 450

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Hej smile
Tu Asia z frontu,bo niemal na froncie jestem...było tak cudownie,a wróciło zło. Przyglądam mu się świadomie,ale to nie daje ulgi,ani równowagi.
Sprawa się rypła drogie panie. I sama już nie wiem czy mogę to tłumaczyć,czy to chore...znowu nic nie wiem,znowu cierpię...
Kiedy się zeszliśmy on wiedział o M. O sobie nic nie mówił. Kiedyś nawet mu powiedziałam-wiesz,nawet jak była jakaś kobieta podczas naszej rozłąki to mi o tym nie mów,bo ja tego nie zdzierżę.
No i za jakiś czas zaczęłam dostawiać wiadomości sms,że on nadal lubi małolaty,że nie mam się dać omamić...Pisała do mnie dziewczyna (o zgrozo),24l,która miała ze S hm...romans. Owszem pisała,że jej niczego nie obiecywał,że w kółko mówił o mnie...że jak się pojawiłam on z nią zerwał...No i się wkręciłam...poniżyłam zadając intymne pytania,których odpowiedzi trafiały we mnie jak w tarczę. A on? Bał się mi powiedzieć,bo wie jak reaguję. Ona nic dla niego nie znaczyła,to był TYLKO seks. Jak zgodziłam się dać mu szansę,on ją odstawił ,na co ona poprosiła czy mogłaby zostać jego kochanką. On się nie zgodził,na to ona-zniszczę cię gnoju. A że mówił jej o mnie bez przerwy,ona doskonale wiedziała jak sprawić mi ból uderzając w czułe miejsca. Mówi,że chce żyć tylko ze mną,ze nie chce już tego gówna itd. że uwikłał się w ten romans,kiedy ja mu ostatecznie powiedziałam koniec.
Próbował ją obwinić. A ja ją broniłam. Ona młodziutka dziewczyna,może skrzywdzona kiedyś,a on dojrzały facet i ucieka od odpowiedzialności. To jego wina,że ja cierpiałam. Fakt,że ona ma z tego chorą satysfakcję,bo pisząc z nią wyczułam to...
Ku.wa mać znowu to samo...i już nic nie wiem. On mówi,że to przeszłość,ze nasz związek istnieje od 21 września,a to co było przed nie liczy się,że tu i teraz,że jest w terapii...Że marzy abym była szczęśliwą kobietą,jego kobietą...
Data wprowadzki odroczona na następny tydzień.
A było tak cudownie...zanim się odezwała...
Pytanie za 100pnk. to przeszłość i koniec,czy on się nigdy nie zmieni.

Kto to może wiedzieć.
Wierzycie, że ludzie się zieniają?
Ja wierzę, może dlatego staram się. Ja nie chcę kogoś zmienić, chcę żeby miał dla moich potrzeb trochę tolerancji.

13 451

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dzięki Dziewczyny...
Dzięki oto cała ja,mi wolno jemu nie...
Boże dziękuję Ci za to forum i tak mądre Furomowiczki!

NO widzisz...
Na pierwszy plan wyszło "co wolno wojewodzie..." Ale to niesprawiedliwe. A ja myślę, że to nie o to chodzi, że on romans miał po Waszym rozstaniu. Myślę, że chodzi o to, że obawiasz się żeby nie było jak kiedyś. Kiedy to kotaktował się z małolatami będąc z Tobą.

13 452

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Anstawia
NAszło mnie wiele refleksji po przeczytaniu.
Z tym podejmowanem działań zwłaszcza. Widze, że proste rzeczy, takie z których nikt mnie nie rozlicza nie sprawiają mi problemów, ale to już pisałam kiedyś.

Jedno pytanie mam tylko.
Kiedy robisz coś, bo zalezy Ci na czymś, bo jest dla Ciebie ważne, a ktoś to ma gdzieś, nie szanuje tego, co w konsekwencji denerwuje Cię zwyczajnie, jak się w tym odnaleźć?

Przykład.
Cenię estetkę, sprzątam, bo w domu ja lubię porządek, drugiej stronie nieszczególnie na nim zależy. Posprzątam i zaraz jest to samo. A ne chcę poświęcać na to wszystkich dni w tygodniu. Nie mówię o rzeczach które wypada na bieżąco chować żeby uniknąć gromadzenia rzeczy w jednym miejscu.
Dla mnie to wazne dla drugej strony nie. JAk się w tym odnaleźć? Zaakceptować jego bałaganiarstwo? Sprzatać po nim (tego napewno nie zrobię)?
Nie ukrywam, że dawniej, bo teraz już mniej, zaburzało to mój spokój, nie pozwalało w domu odpocząc. Teraz przechodze nad tym do porzadku dziennego, chociaż nieraz jest m ciężko, trudno to zaakceptować.

Wiesz hm... ja mam wrażenie,że ten problem jest u was od zawsze. Myślę,że Twój partner po prostu nie chce tego zmienić. Nie ma ludzi idealnych. Każdy ma jakieś wady. On jest bałaganiarzem, dla niego nie stanowi to problemu, po prostu jest mu tak łatwiej, wygodniej. Jeżeli przez tak długi czas nie wypracowaliście sobie żadnego kompromisu, to pozostaje ci to albo zaakceptować, albo... zmienić faceta.

13 453

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Anstawia
NAszło mnie wiele refleksji po przeczytaniu.
Z tym podejmowanem działań zwłaszcza. Widze, że proste rzeczy, takie z których nikt mnie nie rozlicza nie sprawiają mi problemów, ale to już pisałam kiedyś.

Jedno pytanie mam tylko.
Kiedy robisz coś, bo zalezy Ci na czymś, bo jest dla Ciebie ważne, a ktoś to ma gdzieś, nie szanuje tego, co w konsekwencji denerwuje Cię zwyczajnie, jak się w tym odnaleźć?

Przykład.
Cenię estetkę, sprzątam, bo w domu ja lubię porządek, drugiej stronie nieszczególnie na nim zależy. Posprzątam i zaraz jest to samo. A ne chcę poświęcać na to wszystkich dni w tygodniu. Nie mówię o rzeczach które wypada na bieżąco chować żeby uniknąć gromadzenia rzeczy w jednym miejscu.
Dla mnie to wazne dla drugej strony nie. JAk się w tym odnaleźć? Zaakceptować jego bałaganiarstwo? Sprzatać po nim (tego napewno nie zrobię)?
Nie ukrywam, że dawniej, bo teraz już mniej, zaburzało to mój spokój, nie pozwalało w domu odpocząc. Teraz przechodze nad tym do porzadku dziennego, chociaż nieraz jest m ciężko, trudno to zaakceptować.

Wiesz hm... ja mam wrażenie,że ten problem jest u was od zawsze. Myślę,że Twój partner po prostu nie chce tego zmienić. Nie ma ludzi idealnych. Każdy ma jakieś wady. On jest bałaganiarzem, dla niego nie stanowi to problemu, po prostu jest mu tak łatwiej, wygodniej. Jeżeli przez tak długi czas nie wypracowaliście sobie żadnego kompromisu, to pozostaje ci to albo zaakceptować, albo... zmienić faceta.

No jest, to prawda. Tym większy im mniejsze mieszkanie.

Jakieś tam małe osiągi mam. Nieraz musze dwa, trzy dni poczekać.
Ciężko to zaakceptować. Bo przez to mogę mieć problemy. ALe może jeszcze coś wskóram.
Chociaż jak z tym...wiesz czym nie ruszy to i tego mi się nie chce. Bo dlaczego?
Będę widzieć.

Generalnie on nie chce i to największy problem. Trzebaby prosić i prosić, długo, że nie ma tyle czasu i mówić spokojne jak do wrażliwego dzidziusia.
A czas ucieka, życie płynie.

13 454

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Dzięki Dziewczyny...
Dzięki oto cała ja,mi wolno jemu nie...
Boże dziękuję Ci za to forum i tak mądre Furomowiczki!

NO widzisz...
Na pierwszy plan wyszło "co wolno wojewodzie..." Ale to niesprawiedliwe. A ja myślę, że to nie o to chodzi, że on romans miał po Waszym rozstaniu. Myślę, że chodzi o to, że obawiasz się żeby nie było jak kiedyś. Kiedy to kontaktował się z małolatami będąc z Tobą.

Zgadza się. I z tym co wolno wojewodzie,jak i z tym,a może bardziej,ze będąc ze mną kontaktował się z małolatami.
I tak jak odcięłam grubą krechą przeszłość, to co zdarzyło się teraz odbiło się czkawką.Myślę,że on ma problem z wiekiem,może tylko takim dziewczyną potrafi zaimponować,a może tylko tak młode dziewczyny grały w jego filmach porno...Tak wiek jest dla mnie ogromnym problemem,bo czuję się stara,gruba,brzydka,bo mam 41 lat i moje ciało rozpoczęło okres starzenia,bo się porównuję. Wiek ma też dużo wspólnego z pedofilią,więc może z tym mi się kojarzy i nie wiem kto tu ma problem większy on czy ja.
Wróciły chore mechanizmy,znowu zaczęłam traktować go jak swoją własność,oceniać,oskarżać i karać. Nienawidzę siebie takiej. Ryczałam,krzyczałam i błagałam żeby mi tego już nie robił,bo się zabiję-czyli szantażowałam. Cały wachlarz złych emocji z hukiem uderzył w niego. Czułam się jak zero. Straciłam na chwilę to wszystko co budowałam przez rok. Nic do mnie nie docierało. Jego argumenty brzmiały jak dawny fałsz. Był cierpliwy,spokojny,chciał załagodzić. Mówił,że dostał nauczkę,że już nigdy nie spowoduje takiej sytuacji,że  widzi konsekwencje. Widziałam,że jest wstrząśnięty. Mówł Asia nie teraz,nie kiedy mamy prawdziwą szansę,zrozum ona wiedziała jak w ciebie uderzyć,wiedziała,że temat seksu jest dla ciebie delikatny i wykorzystała to...spotkałem się z nią dwa razy,ona kłamie żeby nas zniszczyć,to nie był związek itp. Oczywiście wyznania miłości,deklaracje,przysięgi. A potem chore,tak silne pożądanie...wiem,że spowodowane tymi zajściami i seks.

Dziś dochodzę do siebie. Zaczynam trzeźwo myśleć i choć nadal mam ochotę bronić tę młodą kobietę,widzę wyraźnie jej manipulację. Potrzebuję teraz spokoju i przestrzeni żeby dojść do ładu,do równowagi. Nie chcę być kontrolerką. Chcę być partnerką. Nie chcę być ofiarą. Chcę być sobą.
Chcę się czuć kobietą.

13 455

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
dortja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo

Zaraz, zaraz.
Może to sprawa późnej pory, może mojego zmęczenia, ale... nie rozumiem.
A o co się wściekłaś?
O to, że celibat był mu obcym? O to, że uciął sobie romans z młodszą od Ciebie?
O to, bo on miał romans w czasie, gdy nie byliście ze sobą?

Rozumiem, że Ty mogłaś mieć ognisty romans, jemu zaś - wara.

I Ty jej broniłaś?
24-letnia kobieta jest młodziutką?
24-letnia kobieta nie jest dojrzałą?
Jeśli 24-latka bzyka się z 40-letnim facetem, to dlatego, że kiedyś była skrzywdzoną?


Nie rozumiem Ciebie. hmm

ja uwazam ze malolaty to 16 a 19 latki a w tym wieku juz chba troche sie mysli 24 a 30 latek ,takie to moje przemyslenia, nie nakrecaj sie.

Nie nakręcam się. smile

Zgadzam sie z Wielokropkiem .
Lukrecja rowniez zadala sie z innym facetem .

Posty [ 13 391 do 13 455 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 205 206 207 208 209 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026