netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 967 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 204 205 206 207 208 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 326 do 13 390 z 26 310 ]

13 326

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Sama nie wiem... Obwinianie nie jest dobre, ale takie podejście: stało się i już, chyba niewiele zmienia...

no coz filozowowc mozna w nieskonczonosc ,lecz czy to ma sens obwiniac sie ,mozna tylko wyciagac wnioski i tych bledow nie robic ,starac sie,czlowiek jest istota ludzka a bledy popelnia kazdy ja tyle razu ufalam mezowi ze uffffffffffff teraz juz sie ucze i rozwijam ,nie chce juz byc cierpienica milosci,takze warto sie rozwijac przes cale zycie.moze kiedys jeszcze innaczej zareagujemy kto wie

13 327

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ciekawe dlaczego za ,,kochanie za bardzo,,obwiniamy siebie,nasze dziecinstwo nasz sposob myslenia Czytam to co piszecie i popadam w coraz wieksze przygnebienie Mam za soba kilka zwiazkow i zauwazylam jedna prawidlowosc Ten sam schemat Kiedy juz ten moj ideal to cudo nabierze jakiejs chorej pewnosci ze jest mi niezbedny ze bez niego marnie zgine,chociaz nie daje mu powodow do takiego myslenia ja poprostu staram sie byc dobrym czlowiekiem,dobra partnerka a to chyba nic zlego No wiec kiedy to sobie ubzdura-zaczyna sie koszmar o ktorym pisac nie bede a ktory doskonale znaja tzw ,,kochajace za bardzo,,Nasuwa mi sie refleksja:Moze wiec niewarto byc dobrym Od zawsze wiadomo ze faceci kochaja zolzy

13 328

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ego jest jak mała małpka, która wkłada rękę do słoika, chwyta banana i nie może wyciągnąć ręki. Nie ma niczego złego w małpce, słoiku, ani bananie. Złe jest przekonanie, że traci się, wypuszczając coś z ręki."-fajny cytat. hehe oddaje wszystko.

Kochane ,a nie lepiej brac koleje zycia za doswiadczenie i parcie dalej ,jeszcze tyle sie przeciez wydarzy

13 329

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Esme napisał/a:

Ciekawe dlaczego za ,,kochanie za bardzo,,obwiniamy siebie,nasze dziecinstwo nasz sposob myslenia Czytam to co piszecie i popadam w coraz wieksze przygnebienie Mam za soba kilka zwiazkow i zauwazylam jedna prawidlowosc Ten sam schemat Kiedy juz ten moj ideal to cudo nabierze jakiejs chorej pewnosci ze jest mi niezbedny ze bez niego marnie zgine,chociaz nie daje mu powodow do takiego myslenia ja poprostu staram sie byc dobrym czlowiekiem,dobra partnerka a to chyba nic zlego No wiec kiedy to sobie ubzdura-zaczyna sie koszmar o ktorym pisac nie bede a ktory doskonale znaja tzw ,,kochajace za bardzo,,Nasuwa mi sie refleksja:Moze wiec niewarto byc dobrym Od zawsze wiadomo ze faceci kochaja zolzy

Dla mnie niema kochania za bardzo-natomiast istneije wygoda i strach ,strach powinien byc przeciwienstwem milosci ,Moim zdaniem duzo kobiet i meszczyzn wie ze milosc sie skonczyla nie wroci ,a jednak trwaja ze starchu ,lenistwa ,wlasnej nieporadnosci .
Warto byc dobrym - w stosunku do dobra
Kiedy partner ,partnerka zawodzi znaczy nie kocha i trzeba uczciwie rozejsc sie i szukac swojej drogi osobno.
Jednak dziesiejsi ludzie albo sie boja ,albo sa wygodni

13 330

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Sama nie wiem... Obwinianie nie jest dobre, ale takie podejście: stało się i już, chyba niewiele zmienia...

Chyba nie. Trzeba zdrowy rozsądek zachować. Nie gnębić się poczuciem winy, ale też nie obwiniać o wszystko innych.

13 331

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Kiedy partner ,partnerka zawodzi znaczy nie kocha...

Masz rację. Bo miłoś to nie mówienie kocham, to zachowanie, to czyny.

13 332 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-20 18:55:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie patrzę na wszystko w kategorii "zrzucanie winy".
Dla mnie to zrozumienie dlaczego dzieje się tak a nie inaczej.
Gdybym miała inne dzieciństwo, inne doświadczenia, inne wzorce, moje myślenie nakierunkowane byłoby inaczej, niekoniecznie lepiej lub gorzej, inaczej.
Mój mąż niewiele się różnił od mojego ojca, uzależniony, gardził mną, poniżał. Byłam jak mama,uważałam,że życie należy przecierpieć. Gdybym inaczej myślała, to nawet nie spojrzałabym na tego człowieka.
Co do bycia zołzą, zależy co się przez to rozumie. Mężczyźni lubią kobiety pewne siebie, które znają swoją wartość, które dbają o siebie, które mają swoje hobby, które nie myślą,że jak "złapią" męża to tylko ślub,dziecko i on będzie spełniał moje zachcianki.
Trzeba być dobrym, ale to nie znaczy, że trzeba się poświęcać i robić wszystko dla swojego "ideała". Trzeba być dobrym dla siebie.

13 333

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
rozkochana5 napisał/a:

Mam tak że miewam gorsze i lepsze dni. Chodzi o to że mam chłopaka, rok. I zaczeło się od tego że mu bardzo zależało, nadal mu zależy, ale czuję że to nie jest już to samo. Mamy takie upadki i wznoszenia.. Raz jest super, potem znów okropnie ( kłótnie, ciche dni ).
I tak w kółku, powtarzam sobie że tak musi być bo tak wygląda właśnie miłość. Czasami mam taką ochotę być ciągle z nim potrafiłabym z wszystkiego dla niego zrezygnować, ostatnio.. Byliśmy razem na wakacjach. Wszystko było super na początku. Potem on zaczął podrywać inną kobietę.. Byłam w szoku, wspólne wakacje, których nie mogłam się doczekać przez cały rok - wydałam wszystkie swoje oszczędności na ten wyjazd, a teraz mi się wymiotować chcę jak o tym myślę. Wiadomo na początku niewinne uśmiechy, długie rozmowy ( jego i jej )
byłam roztrzęsiona, myślałam - wymyślam, on tak samo mówił ,, wymyślasz''. Płakałam jak z nią rozmawiał, taki ból psychiczny mnie ogarniał i takie paniki smutku, on o tym wiedział, przychodził czasem do mnie pocieszał starał się jakoś to wszystko naprawić ale mówił że go to przytłacza.. Zaczął się do niej przytulać, trzymać ją za rękę, pocieszał ją.. Spędzał z nią więcej czasu niż ze mną. W drodze powrotnej, jechaliśmy autobusem (biuro podróży) on nie siedział ze mną tylko z nią, pod wymówką ,,już jej nigdy nie zobaczę, chcę się jeszcze pożegnać''. Ja musiałam na to wszystko patrzeć, to było straszne.. Takie okropne uczucie w brzuchu. Wróciliśmy, obiecywał się do niej nie odzywać, uwierzyłam. Koleżanka poleciła mi że mam o tym wszystkim zapomnieć, bo to nic nie da jak będę to wypominać..
Udawałam że wszystko jest ok, przecież jestem silna! Powtarzałam sobie to... Wróciliśmy, porozmawiałam o tym z mamą, ona zapewniła mi szybko wakacje, już następnego dnia mogłam sobie odpocząć od tego wszystkiego i jechać na Mazury.. Przed wyjazdem czekała mnie niemała niespodzianka (powiedział: obiecuję już z nią nie utrzymywać z nią kontaktu, mówił mi że się w niej zakochał/zauroczył ale też powiedział że bardziej mu zależy na mnie) poszedł do domu, już wszystko było ,,ok'' tylko potem niechcąco włączyłam jego skypa i wtedy okazało się z nią pisze.. I to jakie rzeczy, - że ją kocha, - że bez niej nie przeżyje, - że jest kimś wspaniałym dla niego, - tylko dzięki niej były te wakacje takie wspaniałe (ja cierpiałam a on przeżywał jakiś cudowny okres..) zrobiłam desperacką aferę mu.. Nie chciałam z nim być, ale jednocześnie tak bardzo go kochałam (i kocham) wiem że jest wspaniały,wybaczyłam mu.
Potem on jeszcze do niej pojechał (znaczy nie tylko do niej, tylko do jej znajomych też, wtedy jak ja byłam na Mazurach) pomijając fakt, że łączy ich jakieś 500 km. pojechał do niej.. Wrócił i no nie jest już to samo co kiedyś, teraz czuję że to ja go mocniej kocham.. Staram się, czytam książki pozwalające mi zrozumieć to wszystko, ale nie mogę zapomnieć, im bardziej się staram tym więcej o tym myślę. Wiadomo, tak jak już napisałam, są wzloty i upadki, cierpienie-szczęście i tak w kółku.. Jak mam temu wszystkiemu uporać?

Może sobie po prostu odpuść tego chłopaka. Na miano wspaniałego on zupełnie nie zasługuje. On Cię zupełnie nie szanuje.

13 334

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:

Pozbyc ego sie mozna ,jedynie trzeba spojrzec troche dalej i dookola siebie .
Dzisejsze czasy dodatkowo ,utrudniaja ludziom rozwoj duchowy ,trzeba pracowac i byc czasami bezwzglednym ,aby zarobic na zycie chociazby . Zachod zreszta slynie z tego ,co oczywiscie jest jak najbardziej dobre.
Jestem dumna ,ale to nieoznacza ze ma  wybujale ego.
Ego to porowniania  ,a poczucie wlasnje godnosci nie poddaja sie porownania.Ego zawsze porownuje :ja jestem lepszy niz inni,ja jestem wyzszy od ciebie,czeste porownywanie siebie do innych kreuje ego.Duma mowi poprostu szanuje siebie takim jakim jestem ,nie porownuje do innych.Moj szacunek do siebie nie przeszkadza nikomu w szacunku do siebie.Ego -pwoduje zanizanie samooceny jesli niejestemy jak inni.To ego powoduje chcec rywalizajci i zazdrosc o wszystko co maja inni.
Nie bedzie ukojenia w mistyce jesli bedziemy karmic ego.
Wyzbyc sie tego mozna .
Samorozowj tez niemoze byc Ego ,ego to fikcja ,ktora chce nas trzymac z dala od prawdziwej swiadomosci i odpowiedzialnosci.
Jak juz pislam ,nie kazdy musi to rozumiec ,ale ja zyje i nic niema we mnie z przeszlosci,nauczylam cieszyc sie tym co mam ,a mam wiele swoje zycie .
Np : skonczylam juz jeden ,kurs ,wzielam miej zajec w pracy ,ucze sie teraz robic bizuterie ,czuje ze zyje staje sie i jestem szczesliwa.
Nawet mialam zmarszczke na czole ,ktora sie rozplynela w powietrzu hehehe .
Nie jestem wstanie sie pogniewac ,poniewaz jesli ktos mnie atakuje to tak naprawde on ma problem i zazdrosc Ego ktore nim kieruje to tyle.Ja poprostu zyje

To jest bardzo ciekawe Pati.
Jaką biżuterię uczysz się robić?

z koralikow ,jestem na etapie nauki wezlow itd itd .heheh

13 335

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie patrzę na wszystko w kategorii "zrzucanie winy".
Dla mnie to zrozumienie dlaczego dzieje się tak a nie inaczej.
Gdybym miała inne dzieciństwo, inne doświadczenia, inne wzorce, moje myślenie nakierunkowane byłoby inaczej, niekoniecznie lepiej lub gorzej, inaczej.
Mój mąż niewiele się różnił od mojego ojca, uzależniony, gardził mną, poniżał. Byłam jak mama,uważałam,że życie należy przecierpieć. Gdybym inaczej myślała, to nawet nie spojrzałabym na tego człowieka.
Co do bycia zołzą, zależy co się przez to rozumie. Mężczyźni lubią kobiety pewne siebie, które znają swoją wartość, które dbają o siebie, które mają swoje hobby, które nie myślą,że jak "złapią" męża to tylko ślub,dziecko i on będzie spełniał moje zachcianki.
Trzeba być dobrym, ale to nie znaczy, że trzeba się poświęcać i robić wszystko dla swojego "ideała". Trzeba być dobrym dla siebie.

jakos chyba podobnie myslimy tylko ze nie umniem tak ladnie opisac , byc dobrym to bys szczerym ze soba i z parnerem ,mezczyzni lubia zolzy owszem na krotki szybki romans ,na dluza mete robin noorwod opisywala te kobiety jak kobiety nie dostepne tak to zimpretowalam

13 336

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
rozkochana5 napisał/a:

Mam tak że miewam gorsze i lepsze dni. Chodzi o to że mam chłopaka, rok. I zaczeło się od tego że mu bardzo zależało, nadal mu zależy, ale czuję że to nie jest już to samo. Mamy takie upadki i wznoszenia.. Raz jest super, potem znów okropnie ( kłótnie, ciche dni ).
I tak w kółku, powtarzam sobie że tak musi być bo tak wygląda właśnie miłość. Czasami mam taką ochotę być ciągle z nim potrafiłabym z wszystkiego dla niego zrezygnować, ostatnio.. Byliśmy razem na wakacjach. Wszystko było super na początku. Potem on zaczął podrywać inną kobietę.. Byłam w szoku, wspólne wakacje, których nie mogłam się doczekać przez cały rok - wydałam wszystkie swoje oszczędności na ten wyjazd, a teraz mi się wymiotować chcę jak o tym myślę. Wiadomo na początku niewinne uśmiechy, długie rozmowy ( jego i jej )
byłam roztrzęsiona, myślałam - wymyślam, on tak samo mówił ,, wymyślasz''. Płakałam jak z nią rozmawiał, taki ból psychiczny mnie ogarniał i takie paniki smutku, on o tym wiedział, przychodził czasem do mnie pocieszał starał się jakoś to wszystko naprawić ale mówił że go to przytłacza.. Zaczął się do niej przytulać, trzymać ją za rękę, pocieszał ją.. Spędzał z nią więcej czasu niż ze mną. W drodze powrotnej, jechaliśmy autobusem (biuro podróży) on nie siedział ze mną tylko z nią, pod wymówką ,,już jej nigdy nie zobaczę, chcę się jeszcze pożegnać''. Ja musiałam na to wszystko patrzeć, to było straszne.. Takie okropne uczucie w brzuchu. Wróciliśmy, obiecywał się do niej nie odzywać, uwierzyłam. Koleżanka poleciła mi że mam o tym wszystkim zapomnieć, bo to nic nie da jak będę to wypominać..
Udawałam że wszystko jest ok, przecież jestem silna! Powtarzałam sobie to... Wróciliśmy, porozmawiałam o tym z mamą, ona zapewniła mi szybko wakacje, już następnego dnia mogłam sobie odpocząć od tego wszystkiego i jechać na Mazury.. Przed wyjazdem czekała mnie niemała niespodzianka (powiedział: obiecuję już z nią nie utrzymywać z nią kontaktu, mówił mi że się w niej zakochał/zauroczył ale też powiedział że bardziej mu zależy na mnie) poszedł do domu, już wszystko było ,,ok'' tylko potem niechcąco włączyłam jego skypa i wtedy okazało się z nią pisze.. I to jakie rzeczy, - że ją kocha, - że bez niej nie przeżyje, - że jest kimś wspaniałym dla niego, - tylko dzięki niej były te wakacje takie wspaniałe (ja cierpiałam a on przeżywał jakiś cudowny okres..) zrobiłam desperacką aferę mu.. Nie chciałam z nim być, ale jednocześnie tak bardzo go kochałam (i kocham) wiem że jest wspaniały,wybaczyłam mu.
Potem on jeszcze do niej pojechał (znaczy nie tylko do niej, tylko do jej znajomych też, wtedy jak ja byłam na Mazurach) pomijając fakt, że łączy ich jakieś 500 km. pojechał do niej.. Wrócił i no nie jest już to samo co kiedyś, teraz czuję że to ja go mocniej kocham.. Staram się, czytam książki pozwalające mi zrozumieć to wszystko, ale nie mogę zapomnieć, im bardziej się staram tym więcej o tym myślę. Wiadomo, tak jak już napisałam, są wzloty i upadki, cierpienie-szczęście i tak w kółku.. Jak mam temu wszystkiemu uporać?

Może sobie po prostu odpuść tego chłopaka. Na miano wspaniałego on zupełnie nie zasługuje. On Cię zupełnie nie szanuje.

poznaj swoja wartosc i pusc go w dluga ,jesli mu zalezy bedzie szczery jezeli nie zobaczysz moja droga ze biegiem czasu nie ma czego zalowac.

13 337

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Kochane ,a nie lepiej brac koleje zycia za doswiadczenie i parcie dalej ,jeszcze tyle sie przeciez wydarzy

Właśnie do takiego stanu dążę.
Przestać winić siebie i brać odpowiedzialność za złe doświadczenia w dzieciństwie, zacząć mówić o nich swobodnie, nie wypierać się  ich i żyć!

13 338

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie patrzę na wszystko w kategorii "zrzucanie winy".
Dla mnie to zrozumienie dlaczego dzieje się tak a nie inaczej.
Gdybym miała inne dzieciństwo, inne doświadczenia, inne wzorce, moje myślenie nakierunkowane byłoby inaczej, niekoniecznie lepiej lub gorzej, inaczej.
Mój mąż niewiele się różnił od mojego ojca, uzależniony, gardził mną, poniżał. Byłam jak mama,uważałam,że życie należy przecierpieć. Gdybym inaczej myślała, to nawet nie spojrzałabym na tego człowieka.
Co do bycia zołzą, zależy co się przez to rozumie. Mężczyźni lubią kobiety pewne siebie, które znają swoją wartość, które dbają o siebie, które mają swoje hobby, które nie myślą,że jak "złapią" męża to tylko ślub,dziecko i on będzie spełniał moje zachcianki.
Trzeba być dobrym, ale to nie znaczy, że trzeba się poświęcać i robić wszystko dla swojego "ideała". Trzeba być dobrym dla siebie.

Trzeba żyć dla siebie, nie dla kogoś.
Byłam na badaniach w Rodk ostatnio i tam było takie pytanie. Czy często myślisz, że żyjesz dla własnego dziecka? I odpowiedzi
-tak, zawsze tak myślę
-zwykle tak myślę
-czasami tak myślę
-przeważnie nigdy tak nie myślę
-nigdy tak nie myślę.
To mniej więcej tak brzmiało, mogłam coś przekręcić, ale o to chodziło. Pytanie tendencyjne tak, że nie wiadomo co odpowiedzieć. Jak odpowiemy, że zawsze tak myślimy to nie wiadomo jak to psychologowie zinterpretują. BYć może tak, że jak dziecka nie będzie to nie będziemy mieć po co żyć. zastanawiam się nad tym do tej pory. Nie wiedziałam jak odpowiedzieć przewidując interpretację. Najpierw zaznaczayłam to pierwsze, potem zmieniłam na środkową odpowiedz. Nie chciałam być jakoś dziwnie odebrana.
A ojciec dziecka powiedział, że odpowiedzi nie pasują do pytań. A pytań były 2 strony.

13 339

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Kochane ,a nie lepiej brac koleje zycia za doswiadczenie i parcie dalej ,jeszcze tyle sie przeciez wydarzy

Właśnie do takiego stanu dążę.
Przestać winić siebie i brać odpowiedzialność za złe doświadczenia w dzieciństwie, zacząć mówić o nich swobodnie, nie wypierać się  ich i żyć!

A wypierałaś się? NIe dopuszczałaś ich do siebie?

13 340

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm...a dlaczego zastanawiałaś się jak zinterpretują to psychologowie, zamiast po prostu odpowiedzieć szczerze co myślisz?

13 341

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Kochane ,a nie lepiej brac koleje zycia za doswiadczenie i parcie dalej ,jeszcze tyle sie przeciez wydarzy

Właśnie do takiego stanu dążę.
Przestać winić siebie i brać odpowiedzialność za złe doświadczenia w dzieciństwie, zacząć mówić o nich swobodnie, nie wypierać się  ich i żyć!

A wypierałaś się? NIe dopuszczałaś ich do siebie?

Wypierałam się to może zbyt duże słowo, bardziej było tak,że nie chciałam mówić otwarcie o tym co mnie spotkało w dzieciństwie,bo pomimo krzywdy,której doznałam, czułam,że nie mam prawa zrzucać odpowiedzialności na nich za to co mi zrobili.
To skomplikowane. Nie każdy to potrafi zrozumieć. Ja też tego nie rozumiałam do momentu terapii,która otworzyła mi oczy. Nie mam poczucia bycia ofiarą.

13 342 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-09-21 11:53:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Nie patrzę na wszystko w kategorii "zrzucanie winy".
Dla mnie to zrozumienie dlaczego dzieje się tak a nie inaczej.
Gdybym miała inne dzieciństwo, inne doświadczenia, inne wzorce, moje myślenie nakierunkowane byłoby inaczej, niekoniecznie lepiej lub gorzej, inaczej.
Mój mąż niewiele się różnił od mojego ojca, uzależniony, gardził mną, poniżał. Byłam jak mama,uważałam,że życie należy przecierpieć. Gdybym inaczej myślała, to nawet nie spojrzałabym na tego człowieka.
Co do bycia zołzą, zależy co się przez to rozumie. Mężczyźni lubią kobiety pewne siebie, które znają swoją wartość, które dbają o siebie, które mają swoje hobby, które nie myślą,że jak "złapią" męża to tylko ślub,dziecko i on będzie spełniał moje zachcianki.
Trzeba być dobrym, ale to nie znaczy, że trzeba się poświęcać i robić wszystko dla swojego "ideała". Trzeba być dobrym dla siebie.

jakos chyba podobnie myslimy tylko ze nie umniem tak ladnie opisac , byc dobrym to bys szczerym ze soba i z parnerem ,mezczyzni lubia zolzy owszem na krotki szybki romans ,na dluza mete robin noorwod opisywala te kobiety jak kobiety nie dostepne tak to zimpretowalam

DOKALDNIE na szybki romans,mam ksiazke "dlaczego faceci kochaja zolzy" ,hheheeh i powiem tak jest cienka granica pomiedzy zdrowym szacunkiem a wykorzystywanieem w tej ksiazce ,nie jest opisana pasja milosci tylko jak zlowic pozadnego faceta powinna miec tytul .
Powiem Wam tak ze moze faceci wola kobietki cieple i kobiece ,z autopsji wiem ze nie zawsze piekna, pewna siebie i spelniajaca zawodowo kobieta jest pozadana.Z moich obserwacji wynika ze bardziej poszukwina jest poprostu ciepla kobieca ,kobieta.
Niestety sporo zrobily czasy dzis kobieta goni meszczyzne we wszystkim ,chce byc jak on ,ale czy to dokonca dobra droga.
Meski dobry meszczyzna napewno chce byc oparciem i druchem dla delikatnej kobietki .
DLATEGO silna jak najbardziej ,ale delikatna jak kwiat trzeba pozostac ,silnych meskich kobiet faceci poprostu sie boja .
Naprzykald bylam w malzenstwie taka kobieta jak opisywala Anastawia mialam pasje mimo urodzin dzieci skonczylam studia ,mimo dzieci rozwijalam sie i doskonale wygladalam o kazdej porze dnia i nocy .
Wiecie co ? moj maz niepodziekowal mi za prowadzenie ksiegowosci w jego firmie ,nie szczycil sie ani ze znam jezyki dzieki mnie mogl rozpoczac prace z francuzami .Jemu brakowalo ciepla ,nie idealnej kobiety poukladanej ,rozgadanej ,oczytanej .Co z tego jestem wegetarianka ,on kochal mieso i steki krwiste .Wpajalam mu zdrowy tryb zycia bo mialam na tym punkcie bzika .Dzis wiem jakie popelnilam bledy
Dzis wiem ze tak naprawde faceci szukaja ciepla.

13 343 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-21 13:30:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z pasją prowadziłaś księgowość firmy męża czy z innej potrzeby bądź poczucia obowiązku?
Można być piękną, pewną siebie, spełniającą się zawodowo i być ciepłą osobą. Jedno nie wyklucza drugiego, wręcz idzie w parze.

Myślę,że po prostu ja inaczej rozumiem pewne cechy, jak na przykład "pewność siebie".
Też mam książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i kilka innych o podobnej tematyce.  Mam inne zdanie na ich temat,ale to mało istotne.

Zrzucenie winy i odpowiedzialności na "świat i dzisiejsze czasy", za staranie się gonić mężczyzn, próbowanie im dorównać, być męską, cokolwiek to znaczy, nie zmienia faktu,że takie myślenie można zmienić wink

13 344

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja nie szukam winy w czasach?
Poprostu chodzilo mi sticte o facetow ,ktorzy poprostu chca kobiety non stop w domu.
Takich ,kobiet coraz mniej ,moj byly maz najwidoczniej wolalby kure domowa .Chodzilo mi o to ,ze ksiazka nie przedstawia milosci jako pasji ,lecz jako biznes .
Zgadzam sie jednak z tym ze trzeba czekac z sexem ,i miec swoj czas ,nie byc zazdrosna.
Pewnosc siebie dla mnie to poczucie wlasnego gruntu na kazdej plaszczyznie zycia.
Kobieta meska -czyli zimna ,nieodstepna ,wzorujaca sie na facetach.
Bardziej chodzilo mi o to ,ze wlasnie jestem osoba niezalezna ,a jemu chodzilo o kogos trzymajcego sie jego spodni.

13 345

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Z pasją prowadziłaś księgowość firmy męża czy z innej potrzeby bądź poczucia obowiązku?
Można być piękną, pewną siebie, spełniającą się zawodowo i być ciepłą osobą. Jedno nie wyklucza drugiego, wręcz idzie w parze.

Myślę,że po prostu ja inaczej rozumiem pewne cechy, jak na przykład "pewność siebie".
Też mam książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i kilka innych o podobnej tematyce.  Mam inne zdanie na ich temat,ale to mało istotne.

Zrzucenie winy i odpowiedzialności na "świat i dzisiejsze czasy", za staranie się gonić mężczyzn, próbowanie im dorównać, być męską, cokolwiek to znaczy, nie zmienia faktu,że takie myślenie można zmienić wink

musze sie zgodzic  mezczuzna chce i to i to ,a czy mozna kombinowac owszem czasam,i nawet warto jest udawac bezbrona ,a jak sobie tam gada ............ zaczynam przyjmowac zasade ty se mow ja zdrow i wiecie to chyba ta wieksza wartosc moja niz kiedy kolwiek daje mu i sobie spokuj ,nie raz w goracej furi wyrzucam mu wszystko co mi zrobil ,ale czy to ma sens on wie i ja wiem ze nie zapomne i tyle,a czy da sie tak zyc hmmmmmm zyje mi sie calkiem dobrze ze wzglegu na to za moje poczucie wlasnej wartosci rosnie oj rosnij rosnij

13 346 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-21 19:20:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Ja nie szukam winy w czasach?
Poprostu chodzilo mi sticte o facetow ,ktorzy poprostu chca kobiety non stop w domu.
Takich ,kobiet coraz mniej ,moj byly maz najwidoczniej wolalby kure domowa .Chodzilo mi o to ,ze ksiazka nie przedstawia milosci jako pasji ,lecz jako biznes .
Zgadzam sie jednak z tym ze trzeba czekac z sexem ,i miec swoj czas ,nie byc zazdrosna.
Pewnosc siebie dla mnie to poczucie wlasnego gruntu na kazdej plaszczyznie zycia.
Kobieta meska -czyli zimna ,nieodstepna ,wzorujaca sie na facetach.
Bardziej chodzilo mi o to ,ze wlasnie jestem osoba niezalezna ,a jemu chodzilo o kogos trzymajcego sie jego spodni.

No tak, mając "kurę domową" czułby się 100% panem i władcą, sam zrzędziłby i narzekał, a kobieta stałaby się sfrustrowana zamiast spełniona.
"Kurom domowym" mówię stanowcze NIE! smile
Mimo, iż znam jedną kurkę, która ma trójkę dzieci, zamek ze służbą zamiast domu, mega mega bogatego przystojnego mężą, jest pewna siebie, otwarta, uśmiechnięta,zadbana, chodzi na siłownię, jest instruktorem jogi,ale narazie nie pracuje i chyba nigdy wiele nie pracowała, urządza z pasją swój zamek... Czy jest szczęśliwa? Tego nie wiem. Wygląda na szczęśliwą. Mówi,że po całym dniu jest taka zmęczona, że nie wie czy żyje. Dzieci ją wykańczają czasami smile Kobietom ciężko dogodzić czasami, a co dopiero mężczyznom wink

13 347

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

"Dlaczego więc meżczyźni kochaja zołzy? Należy dokonać wyraźnego rozróżnienia pomiędzy pejoratywnym znaczeniem tego słowa,
w jakim jest najczęściej używane, a tym, w jakim używam go tutaj. W żadnym wypadku nie chodzi o kobiety o zgryźliwym usposobieniu.
Zołza, o jakiej mówię, nie jest jędz a ani wrednym babsztylem, jakiego gra Joan Collins w Dynastii. Nie jest też klasyczną zołzowatą biurwą znienawidzoną przez wszystkich w pracy.
Kobieta, jaką opisuję, ma życzliwe usposobienie, a jednocześnie jest silna. Ma siłę, która przejawia się bardzo subtelnie. Taka kobieta nie rezygnuje z własnego życia i nie ugania się za mężczyznami. Nie pozwala, żeby meżczyzna myślał, że ma ją w garści. I umie postawić na swoim, gdy on się zagalopuje. Wie, czego chce, ale nie sprzeniewierzy się samej sobie,żeby to dostać. Przy tym wszystkim jest kobieca, jak stalowa magnolia - na zewnatrz delikatna jak kwiat, wewnątrz twarda jak stal. Używa tej kobiecosci dla własnej korzyści. Co nie znaczy, że wykorzystuje z
premedytacja mężczyzn, bo ona gra fair. Ma jedną rzecz, której pozbawiona jest gąska: przytomność umysłu, dzieki której nie daje się ponieść romantycznym mrzonkom. Ta przytomność umysłu pozwala jej używać swojej siły wtedy, gdy jest to konieczne. Na dodatek nie traci głowy, gdy znajdzie się po czyjąś presją. Podczas gdy kobieta, która jest ?zbyt miła", daje i daje, a zostanie z niczym, kobieta trzezwo myslaca wie, kiedy się wycofać."
SHERRY ARGOV "DLACZEGO MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ ZOŁZY"

13 348

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

"Dlaczego więc meżczyźni kochaja zołzy? Należy dokonać wyraźnego rozróżnienia pomiędzy pejoratywnym znaczeniem tego słowa,
w jakim jest najczęściej używane, a tym, w jakim używam go tutaj. W żadnym wypadku nie chodzi o kobiety o zgryźliwym usposobieniu.
Zołza, o jakiej mówię, nie jest jędz a ani wrednym babsztylem, jakiego gra Joan Collins w Dynastii. Nie jest też klasyczną zołzowatą biurwą znienawidzoną przez wszystkich w pracy.
Kobieta, jaką opisuję, ma życzliwe usposobienie, a jednocześnie jest silna. Ma siłę, która przejawia się bardzo subtelnie. Taka kobieta nie rezygnuje z własnego życia i nie ugania się za mężczyznami. Nie pozwala, żeby meżczyzna myślał, że ma ją w garści. I umie postawić na swoim, gdy on się zagalopuje. Wie, czego chce, ale nie sprzeniewierzy się samej sobie,żeby to dostać. Przy tym wszystkim jest kobieca, jak stalowa magnolia - na zewnatrz delikatna jak kwiat, wewnątrz twarda jak stal. Używa tej kobiecosci dla własnej korzyści. Co nie znaczy, że wykorzystuje z
premedytacja mężczyzn, bo ona gra fair. Ma jedną rzecz, której pozbawiona jest gąska: przytomność umysłu, dzieki której nie daje się ponieść romantycznym mrzonkom. Ta przytomność umysłu pozwala jej używać swojej siły wtedy, gdy jest to konieczne. Na dodatek nie traci głowy, gdy znajdzie się po czyjąś presją. Podczas gdy kobieta, która jest ?zbyt miła", daje i daje, a zostanie z niczym, kobieta trzezwo myslaca wie, kiedy się wycofać."
SHERRY ARGOV "DLACZEGO MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ ZOŁZY"

czyli chodzioto zeby nie zatracic siebie , czy ktos ma ksiazki o medytacji bo czs dla mnie na swoja medytacje i swoje zachcianki aj jak mi dobrze oby tak dalej

13 349

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hahahha no wlasnie ,zolza to kobieta ,ktora zyje i ma swoj grunt zawsze i wszedzie.
Jednak nie kazdy facet chce taka kobiete.
Bardzo bogaci ludzie hhhhhhhhhhhhmmmmmmmm zalezy od ludzi.
Z jakiego powodu ze soba sa..........

13 350

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeżeli dysponuje się energią zołzy, jak z powyższego cytatu, w końcu trafi się na faceta o podonej energii. Przyciągamy i odpychamy ludzi, w zależności  jaką energią dysponujemy. Będąc zołzą, lub nią nie będąc, mamy wokół siebie ludzi, którzy są z nami dopasowani energetycznie.
Gdy moja energia uległa zmianie, mój mąż szybko się oddalił ode mnie. Pomogłam mu w tym, ale on nie bronił się. Po prostu nasze pola energetyczne są dwoma odpychającymi się biegunami.  Ja emanuję już inną energią, która nie przyciąga mojęgo męża. Być może nie przyciąga nikogo, bo tak jest nastawiona. Tego nie wiem. Ale będąc zołzą, nie ma opcji żeby ułożyć sobie życie z mężczyzną takim jak mój mąż, to po prostu jedno z drugim nie ma możliwości by być spójne. 
Chcę być zołzą,jak z powyższego cytatu, bo uważam,że to jest właśnie opis kobiety. Chcę mieć mężczyznę, któremu zołza "będzie pasowała" big_smile

13 351

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Weszłam w związek z eksem-S.
Właściwie to zaręczyliśmy się.
Wiem,że musimy oboje pracować nad sobą i nie spocząć na laurach.
On ma terapię DDA, ja swoją kończę ale na bieżąco będę wdrażać wiedzę w życie.
Jesteśmy przeszczęśliwi,ale i ostrożni.

Proszę nie oceniajcie mnie. Jestem z Wami szczera i nadal chcę w tym towarzystwie wzrastać,rozwijać się i dojrzewać smile

13 352

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Widzę zmiany.
Lukrecjo, żeby sę ułożyło.

13 353

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Weszłam w związek z eksem-S.
Właściwie to zaręczyliśmy się.
Wiem,że musimy oboje pracować nad sobą i nie spocząć na laurach.
On ma terapię DDA, ja swoją kończę ale na bieżąco będę wdrażać wiedzę w życie.
Jesteśmy przeszczęśliwi,ale i ostrożni.

Proszę nie oceniajcie mnie. Jestem z Wami szczera i nadal chcę w tym towarzystwie wzrastać,rozwijać się i dojrzewać smile

Zycze szczescia.

13 354

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Jeżeli dysponuje się energią zołzy, jak z powyższego cytatu, w końcu trafi się na faceta o podonej energii. Przyciągamy i odpychamy ludzi, w zależności  jaką energią dysponujemy. Będąc zołzą, lub nią nie będąc, mamy wokół siebie ludzi, którzy są z nami dopasowani energetycznie.
Gdy moja energia uległa zmianie, mój mąż szybko się oddalił ode mnie. Pomogłam mu w tym, ale on nie bronił się. Po prostu nasze pola energetyczne są dwoma odpychającymi się biegunami.  Ja emanuję już inną energią, która nie przyciąga mojęgo męża. Być może nie przyciąga nikogo, bo tak jest nastawiona. Tego nie wiem. Ale będąc zołzą, nie ma opcji żeby ułożyć sobie życie z mężczyzną takim jak mój mąż, to po prostu jedno z drugim nie ma możliwości by być spójne. 
Chcę być zołzą,jak z powyższego cytatu, bo uważam,że to jest właśnie opis kobiety. Chcę mieć mężczyznę, któremu zołza "będzie pasowała" big_smile

Jaaaaaaaaaa tez chce faceta ,dla ktorego moje sukcesy nie beda problemem.!!

13 355

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

"Dlaczego więc meżczyźni kochaja zołzy? Należy dokonać wyraźnego rozróżnienia pomiędzy pejoratywnym znaczeniem tego słowa,
w jakim jest najczęściej używane, a tym, w jakim używam go tutaj. W żadnym wypadku nie chodzi o kobiety o zgryźliwym usposobieniu.
Zołza, o jakiej mówię, nie jest jędz a ani wrednym babsztylem, jakiego gra Joan Collins w Dynastii. Nie jest też klasyczną zołzowatą biurwą znienawidzoną przez wszystkich w pracy.
Kobieta, jaką opisuję, ma życzliwe usposobienie, a jednocześnie jest silna. Ma siłę, która przejawia się bardzo subtelnie. Taka kobieta nie rezygnuje z własnego życia i nie ugania się za mężczyznami. Nie pozwala, żeby meżczyzna myślał, że ma ją w garści. I umie postawić na swoim, gdy on się zagalopuje. Wie, czego chce, ale nie sprzeniewierzy się samej sobie,żeby to dostać. Przy tym wszystkim jest kobieca, jak stalowa magnolia - na zewnatrz delikatna jak kwiat, wewnątrz twarda jak stal. Używa tej kobiecosci dla własnej korzyści. Co nie znaczy, że wykorzystuje z
premedytacja mężczyzn, bo ona gra fair. Ma jedną rzecz, której pozbawiona jest gąska: przytomność umysłu, dzieki której nie daje się ponieść romantycznym mrzonkom. Ta przytomność umysłu pozwala jej używać swojej siły wtedy, gdy jest to konieczne. Na dodatek nie traci głowy, gdy znajdzie się po czyjąś presją. Podczas gdy kobieta, która jest ?zbyt miła", daje i daje, a zostanie z niczym, kobieta trzezwo myslaca wie, kiedy się wycofać."
SHERRY ARGOV "DLACZEGO MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ ZOŁZY"

czyli chodzioto zeby nie zatracic siebie , czy ktos ma ksiazki o medytacji bo czs dla mnie na swoja medytacje i swoje zachcianki aj jak mi dobrze oby tak dalej

dortijo
Mysle ze dla Ciebie idealna bylaby ksiazka .lekkie wprowadzenie do medytacji  "silna i kobieca jak wzmocnic swoj }Magnetyzm"  autorstwa Rachael Jayne Groover.
fAJNA ksiazka i przyjemna wprowadza w tajniki medytacji dla kobiet czyli oddychanie lonem .

13 356

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Oddychanie łonem?

13 357

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Oddychanie łonem?

Tak.

13 358

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
hm... napisał/a:

Oddychanie łonem?

Tak.

Ciekawa sprawa smile

13 359

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To tak w nawiązaniu do problemu z bliskością,do mnie ten tekst Osho przemawia :)




Każdy obawia się bliskości, bez względu na to, czy jest tego świadomy, czy nie. Bliskość oznacza odkrycie się przed obcym. Wszyscy jesteśmy sobie obcy: nikt nie zna nikogo. Jesteśmy obcy nawet sobie samym, gdyż tak naprawdę nie wiemy kim jesteśmy.

Bliskość, zbliżenie się do kogoś obcego oznacza, że musisz odrzucić wszystkie mechanizmy obronne; tylko wtedy owa bliskość jest możliwa. Ale powstaje lęk, że gdy przestaniesz się "bronić"; gdy zrzucisz wszystkie maski jakie nosisz... kto wie, co zrobi z tobą ten obcy, ta druga osoba?

Wszyscy ukrywamy tysiące rzeczy - nie tylko przed innymi, ale nawet przed samymi sobą - gdyż byliśmy wychowani w chorym społeczeństwie, które narzuciło nam tysiące zahamowań, tysiące zakazów, nakazów, tabu. Stąd lęk przed obcym, bez względu na to, czy żyjesz z tą osobą dziesięć, dwadzieścia, czy trzydzieści lat - owa obcość nigdy nie znika. I czujesz się lepiej, gdy zachowujesz trochę dystansu i masz w zanadrzu swoje mechanizmy obronne, gdyż ktoś może wykorzystać twoją słabość, twoją podatność na zranienie. Tak, każdy, dosłownie każdy obawia się bliskości.

Ten problem staje się znacznie bardziej poważny, gdyż każdy PRAGNIE bliskości. Każdy pragnie bliskości, gdyż bez niej jesteś samotny we wszechświecie, żyjesz bez przyjaciela, bez ukochanej, bez kogokolwiek komu mógłbyś ufać, bez kogokolwiek przed kim mógłbyś odkryć swoje rany. A pamiętaj, że rany nie zabliźnią się, jeśli nie są odsłonięte. Gdy je zasłonisz, wypełnią się jedynie jeszcze większą ropą.

Bliskość jest podstawową potrzebą człowieka, więc każdy jej pragnie, ty też... ale jednocześnie pragniesz też, aby to ta DRUGA osoba się zbliżyła; aby się odsłoniła, odrzuciła swoje mechanizmy obronne, odkryła swoje rany, zerwała maski które nosi, odkryła swoją autentyczną osobowość, stanęła zupełnie "nago" przed tobą. A jednocześnie pragnąc bliskości, sam obawiasz się odrzucić swoje "obrony".

Jest to jeden z zasadniczych konfliktów pomiędzy przyjaciółmi, ukochanymi: nikt nie chce się odsłonić, stanąć w "nagości", zupełnie szczerze przed tym drugim. A oboje pragną bliskości...

Stąd, jeśli nie odrzucisz zahamowań i stłumień, którymi "obdarowali" cię twoi rodzice, twoje wychowanie, twoje społeczeństwo, twoja kultura i twoja religia, wtedy nigdy tak naprawdę nie zbliżysz się do nikogo. Ale to TY musisz przejąć inicjatywę, nie przerzucaj tego na tę drugą osobę.

Często, nawet gdy ktoś inny jest gotowy by obdarzyć cię swoją miłością... wtedy wycofujesz się. Pojawia się obawa: "tak, to piękne, ale jak długo będzie to trwać? Wcześniej, czy później będę musiał się odkryć". A miłość oznacza bliskość, miłość to dwie osoby zbliżające się do siebie, miłość to dwa ciała w jednej duszy. I pojawia się lęk, lęk o swoją duszę, swoje wnętrze... "przecież nie jestem doskonały, lepiej się ukryć, lepiej się nie odkrywać, niż narazić na odrzucenie"... I w ten sposób lęk przed odrzuceniem nie pozwala ci przyjąć miłości, nie pozwala ci zbliżyć się do innej osoby.

Co zatem robić? Pierwszy, podstawowy krok to akceptacja siebie samego, takiego jakim jesteś... odrzuć tradycję, która doprowadziła niemal cały świat do szaleństwa. Spójrz do wewnątrz i odrzuć wszystko, co zostało ci narzucone; wszystko co powoduje twój wstyd. Musisz zaakceptować swoja naturę, taką jaka jest, a nie taką jaka "powinna być". Nie nauczam żadnych "powinienem/nie powinienem". Wszystkie "powinienem/nie powinienem" to przyczyna choroby ludzkiego umysłu. Odrzuć wszystkie powinności bycia kimś ważnym, pobożnym, respektowanym... nie ma nic piękniejszego od bycia prostym i zwyczajnym, od bycia po prostu sobą. Możesz wyrażać siebie autentycznie i szczerze - stajesz się otwarty i ta otwartość pomoże innej osobie otworzyć się przed tobą. Twoja bezpretensjonalna, autentyczna prostota to zachęta dla bliskości, zaufania i otwartości ze strony drugiej osoby. Gdy znikają wszystkie "powinienem/nie powinienem", gdy nie musisz się już ukrywać i bać, wtedy pojawia się bliskość.

Kiedy pojawia się miłość, kiedy chcesz w nią głębiej wejść, powstaje następny problem. Wchodząc głębiej w miłość, tracisz swoje fałszywe "ja". I zaczynasz się bać, unikać głębi miłości, gdyż ta głębia jest jak śmierć. Zaczynasz tworzyć bariery między sobą a twoją ukochaną, gdyż kobieta wydaje się jak przepaść, przepaść przez którą możesz zostać wchłonięty. Powstałeś z kobiety, ona jest łonem, przepaścią... jeśli może dać ci życie, może dać ci też śmierć. Kobieta jest niebezpieczna, tajemnicza. Nie potrafisz żyć bez niej i jednocześnie nie potrafisz żyć z nią. Nie możesz się od niej oddalić, gdyż bez niej życie jest puste; nie możesz się do niej zupełnie zbliżyć, gdyż wtedy tracisz swoje "ja".

Ten konflikt jest typowy w każdej miłości. Zatem czynisz kompromisy: nie oddalasz się zbyt daleko, ale też nie zbliżasz się totalnie. Stoisz gdzieś w środku, balansując sobą... ale wtedy miłość nie może się pogłębić. Głębia miłości jest osiągalna tylko wtedy, gdy odrzucisz lęk i skoczysz z zamkniętymi oczami głową w przód.

Jest to niebezpieczne - miłość może zabić twoje ego, twoje "ja". Miłość to trucizna dla twojego fałszywego "ja". Miłość to życie dla ciebie prawdziwego, miłość to śmierć dla twojego ego. Musisz skoczyć. Musisz się zbliżyć i dosłownie rozpłynąć w kobiecie... ta bliskość to drzwi do boskości, do wieczności.

Kobieta ma podobny problem. Im bardziej zaczyna zbliżać się do mężczyzny, ten tym bardziej stara się od niej uciec i znajduje tysiące wymówek by się oddalić. Zatem kobieta musi czekać, a czekanie to następny problem: jeśli kobieta nie przejmuje inicjatywy, wygląda to na obojętność, a obojętność może zabić miłość. Nic nie jest bardziej zabójcze dla miłości niż obojętność. Nawet nienawiść jest lepsza, gdyż jest przynajmniej pewnym rodzajem relacji miedzy dwojgiem osób. Miłość może przetrwać nienawiść, ale nie znosi obojętności. I stąd kobieta ma trudności; jeśli przejmuje inicjatywę, mężczyzna ucieka, gdyż większość mężczyzn nie znosi kobiet, które podejmują inicjatywę. Mężczyzna czuje, że zbliża się przepaść, więc lepiej uciec, zanim będzie za późno. Tak właśnie powstają donżuani. Krążą od jednej kobiety do drugiej, wypełnieni lękiem, że przepaść może ich wchłonąć. Donżuani nie są prawdziwymi kochankami, choć na nich wyglądają - każdego dnia nowa kobieta. Donżuani to przestraszeni ludzie, obawiający się bliskości.

Zatem kobieta również stoi pośrodku; tak jak mężczyzna między lękiem przed przepaścią a pragnieniem bliskości, tak kobieta między przejęciem inicjatywy a obojętnością. Obie sytuacje są złe, to zwykłe kompromisy. A kompromisy nie pozwalają rozkwitnąć miłości. Kompromisy nie pozwalają niczemu rozkwitnąć. Kompromisy to kalkulacja, spryt... potrzebne w biznesie, ale nie mające nic wspólnego z miłością. Więc zaryzykuj, odrzuć bariery swojego ego i skocz... skocz w prawdziwą bliskość, skocz w prawdziwą miłość.

Na początku miłość ma barwę seksu. Jeśli jest płytka, pozostanie do tego seksu zredukowana; tak naprawdę to nie będzie żadna miłość. A bez miłości seks sprowadza życie do prymitywnego, wręcz obrzydliwego poziomu. Seks może być piękny, gdy towarzyszy mu miłość. Sam w sobie jest obrzydliwy. To tak jakby najpiękniejsze oczy najpiękniejszej kobiety wyjąć z oczodołów. Pozbawione ciała, nawet najpiękniejsze oczy są obrzydliwe.

Bliskość w stosunku do jednej kobiety lub mężczyzny jest dużo lepsza, niż mnogość relacji partnerskich. Może ta mnogość jest zabawna, ale powierzchowna - nigdy nie zdołasz rozwinąć się wewnętrznie. Miłość to nie sezonowy kwiatek, potrzeba jej wiele czasu by rozkwitła. Każdy mężczyzna ma w sobie pierwiastek kobiecości, każda kobieta ma w sobie pierwiastek męskości. Jedyny sposób, aby się o tej jedności przekonać, to bycie w głębokiej bliskości. Postaraj się bliskości rozkwitnąć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Pozwól rozkwitnąć zaufaniu, odrzuć wszystkie bariery dzielące cię od drugiej osoby.

Według mnie, uduchowienie oznacza ciepło, miłość i bliskość. Źródłem ciepła jest kobieta. Jej miłość i oddanie, połączone z intelektem mężczyzny; jej serce połączone z głową mężczyzny, mogą uczynić cud...

Dzielcie się swoja miłością, swoimi sercami. Pragnę, aby kobieta i mężczyzna rozwijali się wspólnie, w głębokiej harmonii i poczuciu nieograniczonej bliskości. Tylko w ten sposób możemy zmienić świat.

13 360

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wydaje mi się,że lęk przed bliskością, bierze się z ogólnym strachem przed okazywaniem uczuć. Nigdy nie zastanawiałam się czy boję się bliskości. Wręcz wydawało mi się,że lgnę do partnera i oddaję mu cała bliskość bez obaw.
Trochę tylko mnie razi w tym cytacie Osho, że kobieta ma serce a mężczyzna intelekt. Ale ja mam hopla na punkcie kobiecej inteligencji big_smile

13 361

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wydaje mi się,że lęk przed bliskością, bierze się z ogólnym strachem przed okazywaniem uczuć. Nigdy nie zastanawiałam się czy boję się bliskości. Wręcz wydawało mi się,że lgnę do partnera i oddaję mu cała bliskość bez obaw.
Trochę tylko mnie razi w tym cytacie Osho, że kobieta ma serce a mężczyzna intelekt. Ale ja mam hopla na punkcie kobiecej inteligencji big_smile

No muszę stwierdzić, że mnie podobnie to przygniotło. Tak jakby kobieta miała łono tylko. Takie niby to piękne i sprawiedliwe, a nie do końca. Takie niładne uogólnienie. Ale do refleksji zmusza.

13 362

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczoraj byłam na pierwszym spotkaniu grupy DDA. Nie miałam żadnych oczekiwań. Nie wiedziałam co mnie czeka. Oczywiście była panika przed tym,że trzeba będzie się odezwać. A gdy już doszło do tego punktu,że trzeba było coś powiedzieć, czułam się potwornie. Z tymi uczuciami nie byłam jedyna. Gdy okazało się,że inna dziewczyna czuje to samo, kamień spadł mi z serducha.
Mimo wszystko, porównuję siebie z innymi dziewczynami i czuję gorsza, brzydsza, głupsza. Jest to coś,co blokuje mnie przed byciem sobą.
Zmartwił mnie fakt,że dwie dziewczyny są na grupie już półtorej roku, plus terapia indywidualna. Ja myślałam chyba,że dostanę magiczny eliksir po wypiciu którego będę uzdrowiona. Nie wiem już co i jak robić. Pewnych cech nie da się zaakceptować,bo męczą mnie one.
Jak pokonać nieśmiałość,niepewność,strach przed ludźmi? Czy to możliwe?

13 363

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
możliwe jest spełnienie Twych marzeń. big_smile

Pierwsze zetknięcie z osobami, które czas jakiś tworzą grupę, jest trudne. Nie znam osoby, która by takiej sytuacji nie przeżywała i nie zastanawiała się nad tym, w jaki sposób będzie odebrana przez pozostałych. Prawda jest taka, że niewiele osób przyznaje się do swych uczuć na forum. Podejrzewam, że nie byłyście z tą dziewczyną osamotnione, ale jedyne, które przyznały się do tego na forum. Takie wyznanie jest gestem odwagi, bo odwagą jest robienie czegoś MIMO obaw.

Podobnie z Twym negatywnym myśleniem o sobie. Też nie jesteś samotną. smile

13 364

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Gdyby tylko istniało magiczne zaklęcie, po wypowiedzeniu którego, wszystkie moje lęki, obawy, strach, krytyczne osądzanie siebie, zniknęłyby natychmiast... I jeszcze gdybym przestała czuć się gorsza. To poczucie powoduje,że nie lubię innych. Dopóki nie pokocham i nie zaakceptuję siebie, nie będę mogła pokochać i zaakceptować innych...

13 365

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bo to wielka sztuka pokochać siebie mimo niedoskonałości, które widzimy, których czasem także wypatrujemy.
Jesteś na dobrej drodze.

Na drodze do samopokochania stają takie przeciwności jak złość, kiedy mówimy sobie że jesteśmy ok, fajne, ładne, zdolne. Pojawia się gdzieś sygnał, że tak nie jest. Wtedy się denerwujemy, złościmy. Chcemy myśleć o sobie dobrze, a nie potrafimy. Musimy stawić czoła przeróżnym uczuciom.
Często robimy sobie wyrzuty, mamy mieszane uczucia. Nieraz nie wiemy co myśleć.

Ja czasem mam żal do siebie, że kiedy nie mogę sobie poradzić rozmawiam z kimś. Nawet kiedy wiem, że jakaś rozmowa była w danej chwili ostatnią deską ratunku, jeśli była potrzebna...
Może wcale nie byłą potrzebna.
Ale czasem było mi tak cięzko, że nie potrafiłam inaczej. Czy warto mnieć do siebie żal? Czy można było coś spieprzyć?


Aniknom. Dasz radę.
Pamiętasz naszą rozmowę o uczcuciach?
Ja nie mam problemu z wyrzucaniem i uzewnętrznianiem tego co mnie boli. Czasem wydaje mi się, że potrafię robić to w nadmiarze. Najgorzej, kiedy to są bóle i przykre rzeczy. A ciężko jest słuchać kogoś kto widzi samo zło, kto jest pesymistą. Najbardziej zastanawia mnie to, że w sobie nie widziałam tego dobrego, swoich zdolności, predyspozycji, nie dostrzegałam żeby kiedykolwiek mogło się coś udać. Jednak u wszystkich dookoła widzę potencjał, sukcesy, możliwości. Widzę dobre rzeczy w otoczeniu, u innych ludzi.

13 366

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Gdyby tylko istniało magiczne zaklęcie, po wypowiedzeniu którego, wszystkie moje lęki, obawy, strach, krytyczne osądzanie siebie, zniknęłyby natychmiast... I jeszcze gdybym przestała czuć się gorsza. To poczucie powoduje,że nie lubię innych. Dopóki nie pokocham i nie zaakceptuję siebie, nie będę mogła pokochać i zaakceptować innych...

Wczoraj miałam sesję terapeutyczną na której opowiedziałam co dzieje się w moim życiu. Potem powiedziałam psychologowi,ze terapia-psychologia,już więcej mi nie pomoże. Owszem,poznałam mechanizmy,dostałam narzędzia ale to wszystko. A pustka nadal jest,więc uderzyłam w duchowość i muszę przyznać,że wbrew moim obawą terapeuta pochwalił mnie za to i przyznał rację.
Mnie pomaga czytanie,słuchanie mistyków,ludzi uduchowionych,czuję się pewniejsza,więcej rozumiem,nabieram dystansu.
Już nie chcę przerabiać tego co było w dzieciństwie. A chcę mieć siebie,swoje wnętrze,nie chcę uwieszać się na partnerze,chcę dać mu wolność. Sama chcę się rozwijać i mieć w sobie pogodę ducha,bez względu na okoliczności.

13 367

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochane widzialyscie moze psychologiczny film polski pt: Hel" ,swietny film ,opowiada o psychiatrze ktory jest heroinista ,jego rozmowa z pacejntem
-dr . wierzysz w milosc
-pacjent . aaaaaaaaaaa ,milosc to luksus .
Swieta racja jak dla mnie jeden z lepszych pl filmow .Jesli ktos lubi psychologiczne filmy polecam

13 368

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No no LUkrecjo smile

13 369 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-25 17:55:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Gdyby tylko istniało magiczne zaklęcie, po wypowiedzeniu którego, wszystkie moje lęki, obawy, strach, krytyczne osądzanie siebie, zniknęłyby natychmiast... I jeszcze gdybym przestała czuć się gorsza. To poczucie powoduje,że nie lubię innych. Dopóki nie pokocham i nie zaakceptuję siebie, nie będę mogła pokochać i zaakceptować innych...

Wczoraj miałam sesję terapeutyczną na której opowiedziałam co dzieje się w moim życiu. Potem powiedziałam psychologowi,ze terapia-psychologia,już więcej mi nie pomoże. Owszem,poznałam mechanizmy,dostałam narzędzia ale to wszystko. A pustka nadal jest,więc uderzyłam w duchowość i muszę przyznać,że wbrew moim obawą terapeuta pochwalił mnie za to i przyznał rację.
Mnie pomaga czytanie,słuchanie mistyków,ludzi uduchowionych,czuję się pewniejsza,więcej rozumiem,nabieram dystansu.
Już nie chcę przerabiać tego co było w dzieciństwie. A chcę mieć siebie,swoje wnętrze,nie chcę uwieszać się na partnerze,chcę dać mu wolność. Sama chcę się rozwijać i mieć w sobie pogodę ducha,bez względu na okoliczności.

L_ukrecjo, po prostu odważyłaś się i podjęłaś decyzję. Może trzeba Cię teraz "wpuścić" między ludzi, żebyś tam mogła wykorzystać swoje doświadczenia z terapii, poznane mechanizmy i wykorzystała narzędzia, które dostałaś.
Terapia potrafi być męcząca, tym bardziej, że efekty nie są widoczne od razu, co nie zawsze jest motywujące. A efekty terapii można zauważyć na przykład dopiero rok po zakończeniu jej.  Przerabianie tego co było w dzieciństwie, pomaga zrozumieć mechanizmy własnych postepowań, siebie... Ty być może, znasz już siebie na wylot smile
Daj sobie wolność przede wszystkim, nie tylko partnerowi. Pogoda ducha, bez względu na okoliczności... Nie będzie chyba łatwo, ze względu na emocje, które towarzyszom wszystkim okolicznościom. Ale trzymam kciuki za Ciebie :*

13 370

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Kochane widzialyscie moze psychologiczny film polski pt: Hel" ,swietny film ,opowiada o psychiatrze ktory jest heroinista ,jego rozmowa z pacejntem
-dr . wierzysz w milosc
-pacjent . aaaaaaaaaaa ,milosc to luksus .
Swieta racja jak dla mnie jeden z lepszych pl filmow .Jesli ktos lubi psychologiczne filmy polecam

Lubię psychologiczne filmy. Jak znajdę na necie, to z chęcią obejrzę.

13 371

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Lukrecjo tak odzyskujesz wolnosc to boskei uczucie napewno je rozpoznasz.
Tak milosc to luksus ,patrzac na ludzi 21 wieku ,zwlaszcza tych z duzych miast.
Pogon za chlebem i pustka.
Duchowosc -prawdziwe istnienie jest wlasnie tym czym zycie musi byc .By bylo pelne.
[Pamietaj Lukrecjo masz wplyw na wlasne decyzje i mysli ,inni niezaleznie od nas zyja swoim torem.
Wazne by patrzec w tym samym kierunku.
Powodzenia

13 372

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję dziewczyny. Bałam się,że mnie odrzucicie,ocenicie i olejecie wink
Wiem znowu bałam się oceny...

Nie chcę spocząć na laurach,chcę z Wami tu w najlepszym towarzystwie zdrowieć.

Moje motto na dziś smile
"Będę zawsze sobą i nie będę się zmieniać dla innych - ale także nie będę zmieniać innych dla siebie. smile"

13 373

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

(...)Bałam się,że mnie odrzucicie,ocenicie i olejecie wink
Wiem znowu bałam się oceny...(...)

Bałaś się NASZEJ oceny?
A co ta nasza ocena mogłaby Tobie zrobić?
Na jakiej podstawie tak kiepsko NAS oceniasz? Kiepsko, bo uważasz nas za zdolne do odrzucenia kogokolwiek, kto jest tutaj. Będąc na naszym miejscu (wybacz to pluralis maiestaticus) odrzuciłabyś i olałabyś taką osobę, jak Ty?

Oczywiście, l_ukrecjo, że zdaję sobie sprawę z wszystkich Twych urazów, przeżyć, itd. Ale pisząc to, chcę uzmysłowić Ci drugą stronę medalu p.t. "Kiepsko o sobie myślę".


Trzymam kciuki. smile

13 374

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

(...)Bałam się,że mnie odrzucicie,ocenicie i olejecie wink
Wiem znowu bałam się oceny...(...)

Bałaś się NASZEJ oceny?
A co ta nasza ocena mogłaby Tobie zrobić?
Na jakiej podstawie tak kiepsko NAS oceniasz? Kiepsko, bo uważasz nas za zdolne do odrzucenia kogokolwiek, kto jest tutaj. Będąc na naszym miejscu (wybacz to pluralis maiestaticus) odrzuciłabyś i olałabyś taką osobę, jak Ty?

Oczywiście, l_ukrecjo, że zdaję sobie sprawę z wszystkich Twych urazów, przeżyć, itd. Ale pisząc to, chcę uzmysłowić Ci drugą stronę medalu p.t. "Kiepsko o sobie myślę".


Trzymam kciuki. smile

Dziękuję.
I właśnie dlatego,że kiepsko o sobie myślę,chcę pracować smile

13 375

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

L_ukrecjo,to do dzieła! Im szybciej zaczniesz pracę nad sobą,tym lepiej!

13 376

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dziękuję dziewczyny. Bałam się,że mnie odrzucicie,ocenicie i olejecie wink
Wiem znowu bałam się oceny...

Nie chcę spocząć na laurach,chcę z Wami tu w najlepszym towarzystwie zdrowieć.

Moje motto na dziś smile
"Będę zawsze sobą i nie będę się zmieniać dla innych - ale także nie będę zmieniać innych dla siebie. smile"

Ale czasem też będziesz elastyczna, zdolna do porozumień, mam nadzieję smile?

13 377

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie,

Co grupy raczej nie dołączę, bo mam ten etap za sobą. Mój pierwszy związek taki własnie był - kochałam go za bardzo. Dostałam kilka razy w tyłek nim się otrząsnęłam. Skutki sa takie, że teraz jestem zołzowata i oszczędna w okazywaniu uczuć. Niemniej jednak w końcu jestem szczęśliwa. smile W nowym związku.
Jakie były przyczyny tego, że tak bardzo kochałam? Niska wiara w siebie chyba, ale dlaczego nie wiem. Nadal się uczę i podnosze samoocenę. smile

13 378

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Brak wiary w siebie wiele nam psuje w życiu.
Choćby to, że wyadaje nam się na przykład że kiepsko wyglądamy przez co nie wierzymy, że ktoś może nas kochać. itd

13 379

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzisiaj naszła mnie taka refleksja. Mam to co chciałam mieć, czyli spokój, mam mieszkanie, pracę, rodzice mi już nie zagrażają,są daleko. Mam wszystko co mi jest potrzebne do szczęścia a nie czuję się szczęśliwa.
Jak patrzę wstecz, to mam wrażenie,że gdy musiałam walczyć, szarpać się, gdy dusiłam się w związku lub gdy kłóciłam się z ojcem, to wtedy miałam więcej energii, która pchała mnie by osiągać postawiony sobie cel.
Teraz przede wszystkim nie stawiam sobie celów do osiągnięcia, albo brakuje mi motywacji.
Nie wiem co zrobić, by przede wszystkim przestać tworzyć sobie powody do smutku?

13 380

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Fakt osiągniecia celów nie daje przepustki do szczęścia. Może to nie były cele których potrzebowałaś, może to były cele "narzucone" przez świat, otoczenie?

13 381

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aurinko, masz rację.
Stworzyłam sobie świat, w którym tak na prawdę mogłam się urodzić i rozwijać, ale życie było inne. Mam już ten swój wymarzony "normalny" bezpieczny dom. Teraz dopiero muszę zacząć się rozwijać.
Trochę brak mi motywacji. Moje dążenie do "normalności" zabrało mi sporo energii. Tak samo tkwienie w nienormalnym otoczeniu. Muszę złapać rytm i nabrać chęci do życia...
Żeby móc postawić sobie swoje cele i je osiągnąć.

13 382

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To trochę jak z chorobą. Żeby móc coś robić potrzebna najpeirw rehabilitacja. Jak już przygotujemy wszystko do działania, to nic nie stoi na przeszkodzie.
Żebyś mogła żyć i czerpać z życia musiałaś najpeirw zbudować swój świat. Teraz już go masz, więc możesz przejść do życia. smile

13 383

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dokładnie Aurinko,tak też to odczuwam, dosłownie i w przenośni.
Rehabilitacja też dodaje motywacji. Może być długa i mozolna,ale warto. Zwłaszcza gdy widać efekty.
Chyba muszę się teraz porządnie zastanowić co dalej,bo dłużej w tej bezczynności tkwić nie mogę i nie chcę.

Aurinko, napisałaś,że już etap kkzb masz za sobą. Ja poniekąd też,ale nie jestem pewna jak by to było gdybym znalazła się teraz w nowym związku. Raczej nie najlepiej.
Zastanawiam się, jak udało Ci się pokonać ten etap i niską wiarę w siebie?
Czytałam kawałek wątku o Zołzach, dążę do takiej zmiany myślenia o sobie.

13 384 Ostatnio edytowany przez aurinko (2012-09-26 23:15:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie będę oszukiwała, że nie pomogło mi trochę otoczenie. Czułam, że mężczyźni uważają mnie za atrakcyjną.
Poza tym sporo czytałam. Dostrzegłam to, że oddanie się bez pamięci związkowi i miłości do partnera, nie prowadzi do niczego dobrego. Otworzyłam się na świat i ludzi. Oczywiście nadal pracuję nad tym, ale uważam, że jestem już w dobrym miejscu. Mężczyzna nie jest całym światem. Ne ufam nikomu w 100%, bo nawet sobie nie mogę na tyle zaufac. Patrze na świat realnie. Czasem może zbyt gruboskórnie. Nie lubię bajek i opowieści, jesli nie widzę szans na realizację, jesli nie widzę działania.
Pod wpływem wielu wydarzeń na pewno jestem oszczędna w okazywaniu emocji.

13 385

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wczoraj byłam na pierwszym spotkaniu grupy DDA. Nie miałam żadnych oczekiwań. Nie wiedziałam co mnie czeka. Oczywiście była panika przed tym,że trzeba będzie się odezwać. A gdy już doszło do tego punktu,że trzeba było coś powiedzieć, czułam się potwornie. Z tymi uczuciami nie byłam jedyna. Gdy okazało się,że inna dziewczyna czuje to samo, kamień spadł mi z serducha.
Mimo wszystko, porównuję siebie z innymi dziewczynami i czuję gorsza, brzydsza, głupsza. Jest to coś,co blokuje mnie przed byciem sobą.
Zmartwił mnie fakt,że dwie dziewczyny są na grupie już półtorej roku, plus terapia indywidualna. Ja myślałam chyba,że dostanę magiczny eliksir po wypiciu którego będę uzdrowiona. Nie wiem już co i jak robić. Pewnych cech nie da się zaakceptować,bo męczą mnie one.
Jak pokonać nieśmiałość,niepewność,strach przed ludźmi? Czy to możliwe?

ej to ja juz senior anastwio bo po trzech latach aal anonu zaczelam cos ruszac rozumem he powolutku ,zyj i daj zyc innym,badz mila nawet jak atakuja   czlowiek ma zeczywiscie prawo wyboru ,huraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa odkrylam ameryke nie nie to byl kolubus a jednak dla mnie tak,a ile jeszcze przedemna>>>>>>>>>>>>>>>>i przedtoba

13 386

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Weszłam w związek z eksem-S.
Właściwie to zaręczyliśmy się.
Wiem,że musimy oboje pracować nad sobą i nie spocząć na laurach.
On ma terapię DDA, ja swoją kończę ale na bieżąco będę wdrażać wiedzę w życie.
Jesteśmy przeszczęśliwi,ale i ostrożni.

Proszę nie oceniajcie mnie. Jestem z Wami szczera i nadal chcę w tym towarzystwie wzrastać,rozwijać się i dojrzewać smile

GRATUJE mam szczra nadzieje ze wam sie uda zycze wytrwalosci i rownowagi w zwiazku

13 387

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

"Dlaczego więc meżczyźni kochaja zołzy? Należy dokonać wyraźnego rozróżnienia pomiędzy pejoratywnym znaczeniem tego słowa,
w jakim jest najczęściej używane, a tym, w jakim używam go tutaj. W żadnym wypadku nie chodzi o kobiety o zgryźliwym usposobieniu.
Zołza, o jakiej mówię, nie jest jędz a ani wrednym babsztylem, jakiego gra Joan Collins w Dynastii. Nie jest też klasyczną zołzowatą biurwą znienawidzoną przez wszystkich w pracy.
Kobieta, jaką opisuję, ma życzliwe usposobienie, a jednocześnie jest silna. Ma siłę, która przejawia się bardzo subtelnie. Taka kobieta nie rezygnuje z własnego życia i nie ugania się za mężczyznami. Nie pozwala, żeby meżczyzna myślał, że ma ją w garści. I umie postawić na swoim, gdy on się zagalopuje. Wie, czego chce, ale nie sprzeniewierzy się samej sobie,żeby to dostać. Przy tym wszystkim jest kobieca, jak stalowa magnolia - na zewnatrz delikatna jak kwiat, wewnątrz twarda jak stal. Używa tej kobiecosci dla własnej korzyści. Co nie znaczy, że wykorzystuje z
premedytacja mężczyzn, bo ona gra fair. Ma jedną rzecz, której pozbawiona jest gąska: przytomność umysłu, dzieki której nie daje się ponieść romantycznym mrzonkom. Ta przytomność umysłu pozwala jej używać swojej siły wtedy, gdy jest to konieczne. Na dodatek nie traci głowy, gdy znajdzie się po czyjąś presją. Podczas gdy kobieta, która jest ?zbyt miła", daje i daje, a zostanie z niczym, kobieta trzezwo myslaca wie, kiedy się wycofać."
SHERRY ARGOV "DLACZEGO MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ ZOŁZY"

czyli chodzioto zeby nie zatracic siebie , czy ktos ma ksiazki o medytacji bo czs dla mnie na swoja medytacje i swoje zachcianki aj jak mi dobrze oby tak dalej

dortijo
Mysle ze dla Ciebie idealna bylaby ksiazka .lekkie wprowadzenie do medytacji  "silna i kobieca jak wzmocnic swoj }Magnetyzm"  autorstwa Rachael Jayne Groover.
fAJNA ksiazka i przyjemna wprowadza w tajniki medytacji dla kobiet czyli oddychanie lonem .

dziekuje a czy jest w wersji elektronicznej? ach ten laptop pisze jak by byla desylektyczka ,hm nic wtym zlego ale nie jestem

13 388

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dokładnie Aurinko,tak też to odczuwam, dosłownie i w przenośni.
Rehabilitacja też dodaje motywacji. Może być długa i mozolna,ale warto. Zwłaszcza gdy widać efekty.
Chyba muszę się teraz porządnie zastanowić co dalej,bo dłużej w tej bezczynności tkwić nie mogę i nie chcę.

Aurinko, napisałaś,że już etap kkzb masz za sobą. Ja poniekąd też,ale nie jestem pewna jak by to było gdybym znalazła się teraz w nowym związku. Raczej nie najlepiej.
Zastanawiam się, jak udało Ci się pokonać ten etap i niską wiarę w siebie?
Czytałam kawałek wątku o Zołzach, dążę do takiej zmiany myślenia o sobie.

Spokojnie,toć zaczęłaś dopiero terapię DDA,a jak to na terapii bywa świat może Ci się przewrócić do góry nogami-ale pozytywnie wink

13 389

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dokładnie Aurinko,tak też to odczuwam, dosłownie i w przenośni.
Rehabilitacja też dodaje motywacji. Może być długa i mozolna,ale warto. Zwłaszcza gdy widać efekty.
Chyba muszę się teraz porządnie zastanowić co dalej,bo dłużej w tej bezczynności tkwić nie mogę i nie chcę.

Aurinko, napisałaś,że już etap kkzb masz za sobą. Ja poniekąd też,ale nie jestem pewna jak by to było gdybym znalazła się teraz w nowym związku. Raczej nie najlepiej.
Zastanawiam się, jak udało Ci się pokonać ten etap i niską wiarę w siebie?
Czytałam kawałek wątku o Zołzach, dążę do takiej zmiany myślenia o sobie.

Spokojnie,toć zaczęłaś dopiero terapię DDA,a jak to na terapii bywa świat może Ci się przewrócić do góry nogami-ale pozytywnie wink

Jak to z DDA bywa, cierpliwość nie jest moją mocną cechą. Poza tym czuję, że czas ucieka a ja nic nie robię.  Terapia terapią, równorzędnie toczy się życie.
Właśnie słucham audycji z radia na youtube o DDA na kanale ZostawWiadomość. Słucham i ryczę.
Jak można być dorosłym, jeśli się nigdy nie było dzieckiem...

13 390

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dokładnie Aurinko,tak też to odczuwam, dosłownie i w przenośni.
Rehabilitacja też dodaje motywacji. Może być długa i mozolna,ale warto. Zwłaszcza gdy widać efekty.
Chyba muszę się teraz porządnie zastanowić co dalej,bo dłużej w tej bezczynności tkwić nie mogę i nie chcę.

Aurinko, napisałaś,że już etap kkzb masz za sobą. Ja poniekąd też,ale nie jestem pewna jak by to było gdybym znalazła się teraz w nowym związku. Raczej nie najlepiej.
Zastanawiam się, jak udało Ci się pokonać ten etap i niską wiarę w siebie?
Czytałam kawałek wątku o Zołzach, dążę do takiej zmiany myślenia o sobie.

Spokojnie,toć zaczęłaś dopiero terapię DDA,a jak to na terapii bywa świat może Ci się przewrócić do góry nogami-ale pozytywnie wink

Jak to z DDA bywa, cierpliwość nie jest moją mocną cechą. Poza tym czuję, że czas ucieka a ja nic nie robię.  Terapia terapią, równorzędnie toczy się życie.
Właśnie słucham audycji z radia na youtube o DDA na kanale ZostawWiadomość. Słucham i ryczę.
Jak można być dorosłym, jeśli się nigdy nie było dzieckiem...

Dobre pytanie...a może my za dużo się tym wszystkim zajmujemy?

Mój S też ma terapię DDA i umiera,jest przerażony och...

Posty [ 13 326 do 13 390 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 204 205 206 207 208 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026