Hej Dortja. Witaj w klubie pomocy domowych;) Wiem,że jest nas tu (w NL) więcej. Jednak ja żyję w wiecznym poczuciu wstydu.
Co do Holendrów, bardzo cenię sobie ich styl i podejście do życia, dlatego dobrze mi wśród nich ![]()
Dzięki Twojemu postowi dotarło też do mnie,że wciąż jestem przeogromnie zła na moich rodziców. Nadal, mimo listu do ojca, mimo terapii, jestem na niego potwornie zła. Na mamę też. Za całokształt. Wiem,że mnie kochają, bo rzadko się zdarza by rodzic nie kochał swojego dziecka. Wiem,że nie potrafią mi tej miłości okazać,bo sami jej nie dostali.
Tylko,że ja im też tej miłości nie potrafię okazać. Może gdyby przestali w końcu mówić do mnie czego ode mnie oczekują, byłoby inaczej? Ale nawet jak im powiem,że jest mi smutno i źle, to usłyszę tylko : nie przejmuj się i jest: muszę kończyć,bo mam mało na karcie. Czasami chciałabym usłyszeć jakąś życiową mądrą radę, wskazówkę. Niestety...
Mam je za to tutaj na forum, od ludzi u których pracuję, od psychologa. Powinno wystarczyć.
13 261 2012-09-16 15:37:17
Podobne tematy
13 262 2012-09-16 15:46:12
Hej Dortja. Witaj w klubie pomocy domowych;) Wiem,że jest nas tu (w NL) więcej. Jednak ja żyję w wiecznym poczuciu wstydu.
Co do Holendrów, bardzo cenię sobie ich styl i podejście do życia, dlatego dobrze mi wśród nich
Dzięki Twojemu postowi dotarło też do mnie,że wciąż jestem przeogromnie zła na moich rodziców. Nadal, mimo listu do ojca, mimo terapii, jestem na niego potwornie zła. Na mamę też. Za całokształt. Wiem,że mnie kochają, bo rzadko się zdarza by rodzic nie kochał swojego dziecka. Wiem,że nie potrafią mi tej miłości okazać,bo sami jej nie dostali.
Tylko,że ja im też tej miłości nie potrafię okazać. Może gdyby przestali w końcu mówić do mnie czego ode mnie oczekują, byłoby inaczej? Ale nawet jak im powiem,że jest mi smutno i źle, to usłyszę tylko : nie przejmuj się i jest: muszę kończyć,bo mam mało na karcie. Czasami chciałabym usłyszeć jakąś życiową mądrą radę, wskazówkę. Niestety...
Mam je za to tutaj na forum, od ludzi u których pracuję, od psychologa. Powinno wystarczyć.
bo anastawio zyjemy mi tez sie zdaza iluzja ze w koncu zrozunia eh na marne ,i co z tego ze sami milosci a zwlaszcza wyrozumnialosci nie dostali jak ludzie dorosli sami jestesmy za siebie odpowiedzalni my tez .i tu twoja moja rola ,ja zaczelam mowic do siebie bledy sie zdarzaja jak cos mi nie wychodzi , do dziecka tak samo , ale mi dobrze z tym nareszcie nancze siebie , nadal mi sie zdarza byc ostra dla siebie ale mniej, nikt nie jest idealny i nie jest to ten idealny swiat uffffffffff jak dobrze i nic nie jest czarno biale ,psycholog moj mnie wymeldowal z terapi bo twierdzi ze dobrze zaczynam myslec pozdrowka ps tak ladna pogoda amy za compem trzeba wyjsc hejka
13 263 2012-09-16 15:46:51
Anstawio,
jest takie mądre powiedzenie: "Z pustego i Salomon nie naleje." ![]()
Rodzice Twoi nie potrafią okazać swej miłości, choć pewnie kochają Cię tak, jak potrafią.
Ty też nie potrafisz pokazać im swojej. A czemu nie decydujesz nie nauczyć tej umiejętności? Czemu nie decydujesz się na przerwanie tego zaczarowanego kręgu? Tak, wiem, okazanie tych dobrych, przyjemnych uczuć (bo chyba z okazaniem złości, wściekłości nie masz problemu?) wymaga odwagi. Może jednak spróbuj tego, zamiast zasłaniać się ich pretensjami (czasem w ten dziwny sposób rodzice okazują swą miłość)?
13 264 2012-09-16 16:32:53 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-16 16:56:06)
Wielokropku, okazywanie miłych, pozytywnych uczuć to dla mnie baaardzo trudna rzecz.
Moim rodzicom a zwłaszcza mamie, okazywałam miłość przez lata, wspierałam ją ciepłymi słowami latami. Byłyśmy emocjonalnie bardzo złączone, mogła na mnie liczyć od dziecka. Mogła się wyżalić, wypłakać, pochwalić. Byłam na każde jej skinienie. Byłam jej ogromnym wsparciem. Dawałam jej 100% mojej miłości, czułości. Bo należało jej się, bo miała męża drania.
Do tego spełniałam każde ich zachcianki, byle byli zadowoleni. Robiłam zawsze to czego ode mnie oczekiwali. Naprawdę.
Rodzice wielokrotnie powtarzali mi, że jestem po to by im pomagać. Zresztą mówili to wszystkim naokoło. Mieli i mają wobec mnie ogromne oczekiwania. Spełniałam je, do czasu...
Jedyny sposób by poczuli się kochani i zadowoleni, jest pomoc materialna, żadna inna nie wchodzi w grę. Ale co bym im nie zrobiła i tak będą niezadowoleni. Oni wiecznie potrzebują pomocy.
A ja w tym momencie, nie mam po prostu ochoty na to by im cokolwiek dać.
Nawet mam wrażenie,że gdy przestanę im dawać to czego chcą, to w ten sposób przerwę ten zaklęty krąg i sama nie będę oczekiwać niczego od nikogo, zwłaszcza od partnera...
13 265 2012-09-16 17:23:10
Ansatwio,
wiem, że okazywanie uczuć to dla Ciebie trudna sprawa, wiem.
Okazywanie miłości a "bycie na usługach" to dwie różne sprawy. Podobnie, różną od miłości sprawą, jest spełnianie czyichś zachcianek; tak samo dawanie kasy. Postawiłaś granicę, której (wreszcie) nie decydujesz się przekroczyć
. Tą granicą jest własne dobro. To duże osiągnięcie.
Odróżnić warto potrzebowanie czyjejś pomocy od wykorzystywania kogoś.
To, czy Twoi rodzice "staną na nogi" zależy od nich. Ty zaś możesz im w tym pomóc, przestając spełniać ich żądania, zachcianki, dając się wykorzystywać.
13 266 2012-09-16 18:24:13
Dziękuję Wielokropku.
Sama staram się rozróżnić swoje "zachcianki" od "praw". Nie zawsze wiem też czy to jest czyjaś zachcianka, czym mój obowiązek.
13 267 2012-09-16 18:38:43
Istnieje coś takiego jak "obowiązek alimentacyjny" - poczytaj o tym w internecie.
Z tego, co wiem, wynika, że dziecko (dorosłe) ma obowiązek pomocy rodzicom, gdy oni sami nie są w stanie utrzymać się z własnych dochodów; obowiązku takiego nie ma, gdy rodzice zamieniają pieniądze na wódkę, albo wydają na zbytki.
13 268 2012-09-16 18:56:05
Wiem jedno, krzywda im się nie dzieje.
Oni stworzyli sobie plan dawno temu. Wybudowali dom i ich marzeniem było, że ja wraz z moim mężem będę z nimi w tym domu mieszkać, remontować go według ich planu, dbać o niego i o nich.
Mój plan był inny, wyrwać się z domu, co też uczyniłam
A oni nadal żądają spełnienia ich marzeń. Z tego co wiem, mój starszy brat, który również wyrwał się z domu, ale mieszka niedaleko, zajął moje miejsce i czasami pomaga rodzicom. Oczywiście od niego też usłyszałam zarzut,że sobie wyjechałam i zostawiłam rodziców.
Nie mówiąc już o tym,że moi rodzice sąsiadują z dwoma braćmi mojej mamy i z moją babcią. Jak to określiła moja psycholog: wszyscy muszą być "na kupie".
A ja się wyrwałam, tylko jeszcze nie emocjonalnie. Ale walczę, walczę ![]()
13 269 2012-09-16 20:44:49
Wiecie,kiedyś w przeczytałam,że kobiety takie jak my,wybieramy właśnie takie zawody,bo pochylając się nad nieszczęściem innych...zapominamy o swoim ![]()
Co do rodziców. Nie ma szans na poprawienie relacji,tak uzgodniliśmy z psychologiem już 2 lata temu. Boli ale tak jest lepiej.
Jedyne co muszę i chcę zrobić,to wybaczyć im. Dopóki ja im nie wybaczę,nie wybaczę też sobie...
Bo...jaką ja byłam matką? Masakra!!! Różnica...niewielka. Tyle,że jak przestałam pić,a zaczęłam leczyć,przepraszałam ich wiele razy,zadośćuczyniam do dziś. Otwarcie przyznaję się do błędów,mówię o tym u nas nie ma tematów tabu. Pewnie,że nie jestem idealną matką,że popełniam błędy ale któż ich nie popełnia?
Stanowię z dziećmi zwariowaną rodzinką z 2 kotami,staruszkiem psem i rybką. Wariujemy,kłócimy się,śmiejemy do łez...Z małą potrafię tańczyć,ot tak,gilgać się (uwielbia),czytam jej bajki. Ciągle zapewniamy się o miłości. Wiem,ze jeden za drugiego życie by oddał. Bardzo blisko jesteśmy,przeszliśmy wiele...i to nas scaliło. To dla nich przestałam pić...
Ale jest we mnie tyle wyrzutów sumienia...nie dzieci nigdy mi niczego nie wypominają...to ja sobie wypominam. Patrzę na nie i zadaję sobie pytanie, jakie by były,gdyby żył ich ojciec,a ja nie zaczęłabym pić? Robiłam rzeczy,których nigdy sobie nie wybaczę,a tłumaczenie lekarzy,że to choroba...na niewiele się zdaje...
Chciałabym sobie odpuścić...choć trochę...
13 270 2012-09-16 20:52:47
A ja, jak zwykle, z wrodzoną sobie przekorą, zapytam: dlaczego nie chcesz sobie wybaczyć?
Po co gdybasz?
Dlaczego dążysz do tego, by być idealną matką?
Dlaczego nie chcesz być wystarczająco dobrą matką?
13 271 2012-09-16 22:04:25
anastawio
przes was nie skoncze nigdy czytac tego treningu asertywnosci ,przecie na kogos musze zwalic az ze mi ciezko idzie przes co mi sie nie chce to fakt, prawo nie raz jest zachcianka nie raz powiem ci kim jestem to nasz sekret tu buhaaaaaaaaaaaa jestem mala zolza ktora lubi sex i dlatego go uprawia jestem samolubem z wyboru bo mi sie widzi ,nie tak dawno temu uciekalam po znajomych myslalam ze po to aby mniec milo i przyjemnie a tu sie okazalo ze po to zeby znalezsc pochwaly i byc popularna zawsze bylam nie kiedy ale raczej negatywnie albo stalkujacy ex albo zazdroane kolezanki o chlopaka ,szukalam rodzicow i pochwal w ludziach nie szukam juz ............ tak jakos modle sie i nie czuje sie juz tak czesto taka sama ,zreszta mam dzieciaki ,nawet katolik pisze magazyn (obawiazkiem doroslych dzieci jest pomoc rodzicom w mniare ich mozliwosci) i nie wiecej ,teraz wiesz dlaczego zerwalam kontakt z matka od kad jestesmy w holandi uznala swiadomnie i podswiadomnie ze teraz w obcym kraju jest mojim obowiazkiem zajac sie matka , juz przed sie nia troche zajmowalam ,i tak sie stalo tylko ze ja za duzo ja nanczylam a ona nigdy nie powiedziala stop po 21 latach w tym kraju ta kobieta nadal sobie nie radzi ,ja tak ,zawsze bylo ty jestem mlodsza przyjechalas tu mloda to ci latwiej o towarzystwo itd hm ja 20 kotow nie mam wstydze sie tego no coz ,nie wiem co mozna za bzika mniec zeby tyle zwiezakow mniec, mam psa i 1 kota i 2 rybki,brzydze sie nawet tam jesc,i te podkryte komentarze inne dzieci jezdza z matkami na wakacje,inne dzieci ta i ta mnieszka z matka, inne dzieci owiedzaja matki , ta studiowala ta chodzi lepiej ubrana od ciebie bo o ubior zawsze sie mnie czepiala porownujac mnie do swojej tesciowej,az pewnego dnia jej powiedzialam (po co sie zenilas w taka rodzinke) nikt ci nie kazal,ale dalej czepia sie o ubior ze jak stare baby chodze w jeansach i takie tam i zlosliwosci i zazdrosci napewno w ciaz nie brak w charakterku mamy,ja jakos zazdrosna nigdy nie bylam o dziwo,ala sarkazm juz odziedziczylam i ponizyc tez potrafie choc nie swiadomnie glupie zarty robic byc ciekawska hm samo poznanie napisane przes dortja
13 272 2012-09-16 22:11:59
A ja, jak zwykle, z wrodzoną sobie przekorą, zapytam: dlaczego nie chcesz sobie wybaczyć?
Po co gdybasz?
Dlaczego dążysz do tego, by być idealną matką?
Dlaczego nie chcesz być wystarczająco dobrą matką?
nie ma idealnych matek sa tylko ludzkie te ktore doceniaja dziecko i potrafia sie przyznac do swojej slabosci i chwalic dziecko i zajmowac sie nim w ciagu dnia pare godzin i pytac dziecko co u ciebie i jak sie czujesz wspierac czyli te nie toksyczne a reszta zajeci sama soba i swojim zamknietym kragiem
13 273 2012-09-16 22:45:28 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-16 22:49:32)
Porównania do innych u mnie w domu były i są na każdym kroku. Inni zawsze pomagają rodzicom.
Tylko,że ci inni nie mają ojca alkoholoka i matki=dziecka...
A moja matka narzeka. A jak jej mówię co ma zrobić, to mówi, że jest dobrze.
Najlepiej żebym to ja za nią zrobiła.
13 274 2012-09-16 23:59:54
A ja, jak zwykle, z wrodzoną sobie przekorą, zapytam: dlaczego nie chcesz sobie wybaczyć?
Po co gdybasz?
Dlaczego dążysz do tego, by być idealną matką?
Dlaczego nie chcesz być wystarczająco dobrą matką?
Nie wiem,dlaczego nie chcę sobie wybaczyć...nie potrafię...:(
13 275 2012-09-17 08:37:09
hm... napisał/a:Anstawia napisał/a:Wrażliwość na krytykę. Skąd ja to znam! A gdy ktoś mnie pochwali, udaję, że nie słyszę, albo sobie myślę,że nie zasługuję na pochwałę, po prostu udało mi się, bo było łatwe itp itd Nie mówiąc o tym, że ciągle oczekuję pochwał.
Bo chwalić też trzeba umieć Anstawio. Taka pochwała, która zawstydza nie jest dobrą pochwałą, można o tym przeczytać w publikacji pt. "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać żeby o nas mówiły". Jak pokręciłam z tytułem, przepraszam. Tam jest opisane jak ważne jest umieć chwalić swoje dziecko, żeby uwierzyło. Np. Jeśli powiem Ci, że zrobiłaś coś doskonale, że jesteś wspaniała to nie uwierzysz i będziesz zawstydzona. Natomiast jeśli powiem, że posprzątałaś, bardzo dokładnie, jest teraz pachnąco, a w szafkach poukładane przejrzyście. Wtedy poczujesz się dowartościowana i uwierzysz mi, bo zobaczysz sama, bo sama widzisz, że właśnie tak to zrobiłaś.
Czyli kostruktywna pochwała i krytyka. To ma sens, co napisałaś.
Dokładnie, konstruktywna.
13 276 2012-09-17 08:40:06
Anstawia napisał/a:hm... podoba mi się twoja sygnaturka.
Problemy DDA to też problemy dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, dlatego tak te opisy do nas pasują.
Ponieważ masz w głowie obraz z dzieciństwa,że nie mogłaś się uczyć, bo w domu był chaos, teraz trudno jest Ci sobie nawet wyobrazić,że to mogłoby się udać.
Piszesz,że potrafisz czytać, skupić się i masz świetną pamięć. Według mnie, to najważniejsze cechy, które są potrzebne do nauki i zdania egzaminu!
Teraz,jesteś już dorosła, nie musisz trwać w tym chaosie, jaki kiedyś wprowadzała Twoja mama. Możesz stworzyć sobie plan nauki i krok po kroku go realizować.Jestem z rodziny dysfunkcyjnej,gdzie nie było alkoholu,więc jestem DDD.
Kiedy chodziłam do szkoły...koszmar.
Nie radziłam sobie od 1 kasy,nikt mi nie pomagał,były tylko wymagania,krzyki,kary i wyzwiska. Wtedy też wpadłam pedofilowi w łapy,a więc jak mogłam się skupić?
Rówieśnicy śmiali się ze mnie,byłam szkolnym matołem,który nic nie wie (nawet jak wiedziałam to i tak nie powiedziałam),chodzi zle ubrany (ciuchy po siostrze starszej o 7 lat),którego mama sprząta w szkole (wtedy to było hańbiące zajęcie).
Zero ambicji,zainteresowań,autorytetów.Nie,nie zmądrzałam. Po terapii wydobył się mój głęboko skryty potencjał.
Nie byłam głupia,ja się po prostu bałam,nie wierzyłam w siebie...cóz samoocenę miałam ujemną.
Żal mi dziś tej malutkiej 7-letniej wystraszonej dziewczynki,jej samotność,wołanie o pomoc i miłość przeraża mnie do dziś.
Nikt,dosłownie nikt nie chciał mi pomóc. Nikt niczego nie zauważył...rodzice,nauczyciele,lekarze...nikt.
Tylko pedofil...mnie wspierał...tak wtedy myślałam...ech...Wiecie...dawno temu,kiedy nie miałam jeszcze na tyle do czynienia z psychologią,stworzyłam sobie taki obraz.
Wchodzę do pokoju jeb... pedofila,ja dzisiejsza i podchodzę do małej dziewczynki stojącej przed nim. Podciągam jej majtki,biorę ją na ręce,uderzam z całej siły w gębę zboczeńca i wychodzę. Siadam z nią w pustym pokoju,na bujanym fotelu i czule przemawiam,zapewniam,ze kocham i nigdy jej nie opuszczę...Nucąc,głaszcząc i bujając usypiam małą. I na przemiennie raz jestem jedną,raz drugą. To mnie uspakaja.Dziś zaczęłam 3 klasę liceum. Jestem 5-tkową uczennicą i przewodniczącą klasy
Bardzo ciężki los Cię spotkał. Tak bardzo jest mi przykro.
Ale teraz nieźle sobie radzisz, masz dobrą pracę prawda?
Dobrze, że potrafiłaś uwierzyć w siebie. To bardzo trudne.
13 277 2012-09-17 08:44:14
hm... i L_ukrecjo, KOCHAM WAS!!!!
Miałam ogromne opory by w tym wątku pisać o swoich cechach, czyli o DDA/DDD. Bałam się konsekwencji,że Moderatorka;) wyrzyci mnie z forum za nie pisanie na temat. Próbowałam coś tam pisać na innych wątkach,ale bez większego odzewu. Tutaj, jakoś zawsze jest tyle energii :* Sama nie wiem...
Ale to jaką ulgę poczułam, gdy zaczęłam pisać o cechach DDA i Wy dziewczyny zaczęłyście pisać o sobie i o tym,że macie podobnie, jest nie do opisania. Kamień spadł mi z serca, że mamy tyle wspólnego.
l_ukrecjo, moja mama też sprzątała moją podstawówkę gdy mój brat do niej chodził, potem ja. Ciuchy miałam po starszym bracie czasami, a jakże! Poczucie wstydu miałam przeogromne. Nie mówiąc już o tym,że teraz pracuję jako sprzataczka/pomoc domowa. Wstydzę się tego jak jasna ch****a, do tego rodzice mi to ciągle wypominają. Gdybyś mieszkała z nami w Polsce, to pracowałabyś w biurze itp itd... eeehhh
Na studiach zaocznych miałam stypedium, praktycznie nie musiałam nic płacić, do tego pracowałam w ROSSMANie i byłam zastępcą kierownika. Do momentu aż napatoczył się mój mąż, wyjechałam za nim do Holandii, skąd dojeżdżałam na studia. Ledwo je zdałam, obroniłam pracę licencjacką, ale dyplomu jeszcze nie odebrałam. Leży w archiwum...
Dziewczyny, jesteście wspaniałe!
Musimy pokonać tą naszą przeszłość. Szkoda życia.
Mnie też pomogło to nasz otwarcie. Bardzo.
Wydaje mi się, że do tej pory narzekałam, wylewałam żale i chyba nawet nie dałam sobie pomóc. Do tej pory nic mądrego chyba nawet nie napisałam.
Myślałam nawet, że Wielokropek mnie znienawidzi. Bo kiedy wzbierają we mnie wszystkie skumulowane emocje wylewam je z siebie z siłą wodospadu i nawet staram się przekonywać jak bardzo się nie da tego wszystkiego osiągnąć.
Myślę, że te wszystkie przygody w naszym życiu, że te wszystkie doświadczenia, nasze samopoczucie łączą się w jedną całość. Łączą się z tematem wątku.
13 278 2012-09-17 08:48:37
Anstawia napisał/a:hm... i L_ukrecjo, KOCHAM WAS!!!!
Miałam ogromne opory by w tym wątku pisać o swoich cechach, czyli o DDA/DDD. Bałam się konsekwencji,że Moderatorka;) wyrzyci mnie z forum za nie pisanie na temat. Próbowałam coś tam pisać na innych wątkach,ale bez większego odzewu. Tutaj, jakoś zawsze jest tyle energii :* Sama nie wiem...
Ale to jaką ulgę poczułam, gdy zaczęłam pisać o cechach DDA i Wy dziewczyny zaczęłyście pisać o sobie i o tym,że macie podobnie, jest nie do opisania. Kamień spadł mi z serca, że mamy tyle wspólnego.
l_ukrecjo, moja mama też sprzątała moją podstawówkę gdy mój brat do niej chodził, potem ja. Ciuchy miałam po starszym bracie czasami, a jakże! Poczucie wstydu miałam przeogromne. Nie mówiąc już o tym,że teraz pracuję jako sprzataczka/pomoc domowa. Wstydzę się tego jak jasna ch****a, do tego rodzice mi to ciągle wypominają. Gdybyś mieszkała z nami w Polsce, to pracowałabyś w biurze itp itd... eeehhh
Na studiach zaocznych miałam stypedium, praktycznie nie musiałam nic płacić, do tego pracowałam w ROSSMANie i byłam zastępcą kierownika. Do momentu aż napatoczył się mój mąż, wyjechałam za nim do Holandii, skąd dojeżdżałam na studia. Ledwo je zdałam, obroniłam pracę licencjacką, ale dyplomu jeszcze nie odebrałam. Leży w archiwum...
Dziewczyny, jesteście wspaniałe!
Musimy pokonać tą naszą przeszłość. Szkoda życia.Nie przejmuj się,żadna praca nie hańbi.
Pamiętam,jak byłam w podstawówce,pojechaliśmy na wycieczkę pociągiem z całą klasą. Siedziałam w przedziale z dwoma paniami i kilkoma kolegami. Ożywioną dyskusję z miłymi staruszkami przerwał jeden z kolegów wskazując mnie palcem i zwracając się do nich-niech panie z nią nie gadają,jej mama jest sprzątaczką! Chyba nie muszę pisać co czułam
Miłe panie wytłumaczyły chłopcu,ze żadna praca nie hańbi...ale nie dotarło.
Jestem opiekunką starszej osoby i dobrze mi z tym. Chcę jeszcze rok tak to utrzymać,skończyć szkołę. Może po tym uda mi się znaleźć "normalną" pracę. Teraz zarabiam grosze,ale się trzymam. Wiem,ze ta praca daje mi poczucie stabilizacji,jest przymusem do wyłażenia spod kołdry,bo nie raz pewnie bym w ogóle nie wstawała.
Lubię swoją pracę,jestem doceniona. Lubię opowieści pani,która ma 98 lat,jej wspomnienia...kiedyś było inaczej.Kręgosłup moralny i jej postawa,są dla mnie wzorem.
Kwestia podejścia ludzi do niektórych prac jest kwestią wychowania, nastawienia przez osoby które dzieci wychowują. Te osoby nie uczą dzieci odpowiedniej postawy, odpowiedniego zachowania.
Ludzie mają świetnie prosperujące firmy sprzątające i są zadowoleni. Ja myślę, że człowiek szczęśliwy we wszystkim potrafi znaleźć radość. Poza tym nie każdy potrafi dobrze sprzątać. Marne pocieszenie pewnie. Jednak jeśli jest chęć trzeba piąć się w górę, dla siebie, dla własnego zadowolenia.
13 279 2012-09-17 08:56:11
Hej Dortja. Witaj w klubie pomocy domowych;) Wiem,że jest nas tu (w NL) więcej. Jednak ja żyję w wiecznym poczuciu wstydu.
Co do Holendrów, bardzo cenię sobie ich styl i podejście do życia, dlatego dobrze mi wśród nich
Dzięki Twojemu postowi dotarło też do mnie,że wciąż jestem przeogromnie zła na moich rodziców. Nadal, mimo listu do ojca, mimo terapii, jestem na niego potwornie zła. Na mamę też. Za całokształt. Wiem,że mnie kochają, bo rzadko się zdarza by rodzic nie kochał swojego dziecka. Wiem,że nie potrafią mi tej miłości okazać,bo sami jej nie dostali.
Tylko,że ja im też tej miłości nie potrafię okazać. Może gdyby przestali w końcu mówić do mnie czego ode mnie oczekują, byłoby inaczej? Ale nawet jak im powiem,że jest mi smutno i źle, to usłyszę tylko : nie przejmuj się i jest: muszę kończyć,bo mam mało na karcie. Czasami chciałabym usłyszeć jakąś życiową mądrą radę, wskazówkę. Niestety...
Mam je za to tutaj na forum, od ludzi u których pracuję, od psychologa. Powinno wystarczyć.
Ja nauczyłam się żyć z moją matką. Nauczyłam się stawiać jej granice, nieraz powiem ostro co myślę o tym co ona robi. Powiem głośno kiedy nie podoba mi się jak mnie traktuje. Nieraz zaniemówiła.
Anstawio. Musimy sobie poradziś same. Nie możemy wciąż mysleć o rodzicach. Czasem nie ma sensu szukać w nich wsparcia, którego i tak nie dostaniemy. Jesli będziemy szanować siebie, oni będą szanować nas. TO Twoje życie, jesteś za nie odpoiedzialna, oni powinni wspierać, nigdy nie oceniać.
Trzeba powiedzieć, zapytać- czy ja Was oceniam? Czy mówię co mi się podoba, a co nie? Dlaczego nie możecie dać mi wsparcia, zwykłego wsparcia, żebym wiedziała, że mam Was i cokolwiek postanowię będziecie za mną, nie dlatego że Wam się podoba czy nie podoba to co robię, a dlatego, że jesteście moimi rodzicami.
Trzeb się pogodzić z tym jacy są, bo ich nie zmienimy. Mogą inaczej nas traktowa jeśli nasze stanowisko zmienimy na stanowcze. Jeśli zobaczą, że wiemy czego chcemy.
13 280 2012-09-17 09:00:53
Wielokropku, okazywanie miłych, pozytywnych uczuć to dla mnie baaardzo trudna rzecz.
Moim rodzicom a zwłaszcza mamie, okazywałam miłość przez lata, wspierałam ją ciepłymi słowami latami. Byłyśmy emocjonalnie bardzo złączone, mogła na mnie liczyć od dziecka. Mogła się wyżalić, wypłakać, pochwalić. Byłam na każde jej skinienie. Byłam jej ogromnym wsparciem. Dawałam jej 100% mojej miłości, czułości. Bo należało jej się, bo miała męża drania.
Do tego spełniałam każde ich zachcianki, byle byli zadowoleni. Robiłam zawsze to czego ode mnie oczekiwali. Naprawdę.
Rodzice wielokrotnie powtarzali mi, że jestem po to by im pomagać. Zresztą mówili to wszystkim naokoło. Mieli i mają wobec mnie ogromne oczekiwania. Spełniałam je, do czasu...
Jedyny sposób by poczuli się kochani i zadowoleni, jest pomoc materialna, żadna inna nie wchodzi w grę. Ale co bym im nie zrobiła i tak będą niezadowoleni. Oni wiecznie potrzebują pomocy.
A ja w tym momencie, nie mam po prostu ochoty na to by im cokolwiek dać.
Nawet mam wrażenie,że gdy przestanę im dawać to czego chcą, to w ten sposób przerwę ten zaklęty krąg i sama nie będę oczekiwać niczego od nikogo, zwłaszcza od partnera...
Chcą pewnie, żebyś zrealizowała ich niespełnione pragnienia, no i ta pomoc? A gdzie jest miejsce na Twoje życie, na Twoje sprawy. NIe myślałaś nigdy o sobie, prawda Anstawio? Pomyśl o sobie, zadbaj o siebie, nikt nie zrobi tego lepiej niż Ty sama, dobrze o tym wiesz.
13 281 2012-09-17 10:38:21
Wiecie,kiedyś w przeczytałam,że kobiety takie jak my,wybieramy właśnie takie zawody,bo pochylając się nad nieszczęściem innych...zapominamy o swoim
Co do rodziców. Nie ma szans na poprawienie relacji,tak uzgodniliśmy z psychologiem już 2 lata temu. Boli ale tak jest lepiej.
Jedyne co muszę i chcę zrobić,to wybaczyć im. Dopóki ja im nie wybaczę,nie wybaczę też sobie...
Bo...jaką ja byłam matką? Masakra!!! Różnica...niewielka. Tyle,że jak przestałam pić,a zaczęłam leczyć,przepraszałam ich wiele razy,zadośćuczyniam do dziś. Otwarcie przyznaję się do błędów,mówię o tym u nas nie ma tematów tabu. Pewnie,że nie jestem idealną matką,że popełniam błędy ale któż ich nie popełnia?
Stanowię z dziećmi zwariowaną rodzinką z 2 kotami,staruszkiem psem i rybką. Wariujemy,kłócimy się,śmiejemy do łez...Z małą potrafię tańczyć,ot tak,gilgać się (uwielbia),czytam jej bajki. Ciągle zapewniamy się o miłości. Wiem,ze jeden za drugiego życie by oddał. Bardzo blisko jesteśmy,przeszliśmy wiele...i to nas scaliło. To dla nich przestałam pić...Ale jest we mnie tyle wyrzutów sumienia...nie dzieci nigdy mi niczego nie wypominają...to ja sobie wypominam. Patrzę na nie i zadaję sobie pytanie, jakie by były,gdyby żył ich ojciec,a ja nie zaczęłabym pić? Robiłam rzeczy,których nigdy sobie nie wybaczę,a tłumaczenie lekarzy,że to choroba...na niewiele się zdaje...
Chciałabym sobie odpuścić...choć trochę...
Witaj l_krecjo. Odczytuję Twoje słowa jako samobiczowanie się. Chcesz siebie ukarać. Byłaś niegrzeczna więc kara musi być.
L_krecjo, tamten zły czas minął. Zmieniłaś się. DZieci to doceniają. Zapewne pamiętają, ale cieszą się trzeźwą i fajną mamą. One nie wypominają Ci tamtego czasu więc dlaczego Ty wracasz i trawisz siebie z tych niefajnych lat. Był zły czas, nie wypierasz się. Wiem, że szukasz usprawiedliwienia. Nikt jednak od Ciebie go nie oczekuje. Wybaczono Ci, wybacz i Ty. Cisz się, że nie zdążyłaś spaprać psychiki dzieciakom. Ciesz się, że są szczęśliwe,śmieją się i tulą w Twoje ramiona.
Piszesz, że pochylając się nad nieszczęściem innych, zapominasz o swoim. Jesteś zdrowa (jednak nie pijesz), masz zdrowe dzieci. Macie dach nad głową i pełne brzuchy. Kochacie się i szanujecie.CZy to nie jest powód do radości ?
Gdyby Twoje dziecko byłby śmiertelnie chore,lub Ty zmagałabyś się np. z rakiem ( tfu, tfu, tfu na psa urok), to rozumiałabym o czym mówisz..... podam Ci przykład mojej już nieżyjącej koleżanki. Miała raka piersi. Nigdy nikt nie słyszał jej utyskiwania. Wszyscy natomiast słyszeli, że jest ok i sadełko hodowane na brzuchu kiedyś będzie wypełniać jej rekonstruowaną pierś. Po kilku latach choroba wróciła. Przerzuty.... na kości , płuca, narządy rodne. Ela jednak nie utyskiwała. Była uśmiechnięta. Nikt z boku nie powiedziałby, że ta dziewczyna walczy z kostuchą o każdy dzień. Pierwszy raz Ela o złym samopoczuciu powiedziała mi 4 dni przed śmiercią. Powiedziała 21 grudnia słabym głosem, "jestem bardzo chora" i była - miała wodobrzusze nowotworowe. 24 grudnia zasiadła z rodziną i przyjaciółmi do wigilijnej kolacji. Wiedziała, że odchodzi , ale potrafiła żartować i dać rodzinie siebie spokojną. Następnego dnia umarła.... l_krecjo ona odchodziła świadoma i nikomu życia swoim stanem, bólem nie "zatruwała". Nigdy nie pytała, "dlaczego ja". Odeszła zostawiając kochającego męża i dzieci - 22 i 18 lat. Ona nie musiała pochylać się nad nieszczęściem innych, by zapomnieć o swoim. Ona NIGDY NIKOMU nie powiedziała, że jest nieszczęśliwa, nikomu się nie skarżyła na swój los.
Dobra mama ......co to znaczy ? Zapewne każdy ma inny obraz "wzorowej mamy". Mój wzór, to na pewno nie miłość ślepa. Muszą być stawiane granice, musi być konsekwencja. Musi też być czułość, bliskość.
Dajesz to wszystko swoim dzieciom.
Co by było gdyby...? może gdyby Twój mąż żył, może gdyś nie piła.....może nigdy takiej więzi między Tobą a dziećmi by nie było.......? Może kiedyś doceniać one będą bardziej rodzinę....
Ciesz sie l_krecjo tym co masz
i nie biczuj się.
13 282 2012-09-17 10:56:07 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-17 11:04:52)
Myślę dokładnie tak jak Zofia l_ukrecjo, identycznie.
Może z małym wyjątkiem,że czasami warto wyrzucić z siebie gniew, strach, żal, po prostu wygadać się, nie narzekać, nie utyskiwać, ale spojrzeć realnie i dać upust emocjom. Duszenie w sobie prowadzi do chorób, między innymi nowotworów. Jest to moja opinia na podstawie książki "Jak uzdrowić swoje życie".
L_ukrecjo, uważam też, że nie musisz wybaczać rodzicom. Wystarczy,że zrozumiesz. IuZrozumiesz,że popełnili błędy,bo tak zostali wychowani. Wiesz jakie błędy popełnili, Ty możesz ich już nie popełnić.
Nie staraj się być idealną mamą, bądź sobą.
I tak jak napisała Zofia,skąd wiesz jakby było, gdyby mąż żył? Jako kkzb byłabyś zajęta nim, nie dziećmi.
I kto ci powiedział, że musisz wybaczyć rodzicom,żeby móc wybaczyć sobie i w związku z tym być dobrą mamą? Skąd takie przeświadczenie w głowie?
W książce "Toksyczni rodzice" jest rozdział o "pułapce wybaczania", poczytaj o tym. Czy Ty aby w nią nie wpadłaś? Później może zacytuję tutaj ten rozdział.
Uwierz w siebie i ciesz się tym,że jesteś fajną mamą ![]()
13 283 2012-09-17 11:56:14
Otoz to Anastawio ,o to mi chodzilo, ze wiesz jakie bledy popelnili rodzice ,ale jedno co mozesz zrobic to nie popelniac takich samych.
Zla energie mozna zamienic w dobra by nie dusic wlasnie, to jest to !
Teraz dzialaj ,
13 284 2012-09-17 15:23:17
l_ukrecja napisał/a:Wiecie,kiedyś w przeczytałam,że kobiety takie jak my,wybieramy właśnie takie zawody,bo pochylając się nad nieszczęściem innych...zapominamy o swoim
Co do rodziców. Nie ma szans na poprawienie relacji,tak uzgodniliśmy z psychologiem już 2 lata temu. Boli ale tak jest lepiej.
Jedyne co muszę i chcę zrobić,to wybaczyć im. Dopóki ja im nie wybaczę,nie wybaczę też sobie...
Bo...jaką ja byłam matką? Masakra!!! Różnica...niewielka. Tyle,że jak przestałam pić,a zaczęłam leczyć,przepraszałam ich wiele razy,zadośćuczyniam do dziś. Otwarcie przyznaję się do błędów,mówię o tym u nas nie ma tematów tabu. Pewnie,że nie jestem idealną matką,że popełniam błędy ale któż ich nie popełnia?
Stanowię z dziećmi zwariowaną rodzinką z 2 kotami,staruszkiem psem i rybką. Wariujemy,kłócimy się,śmiejemy do łez...Z małą potrafię tańczyć,ot tak,gilgać się (uwielbia),czytam jej bajki. Ciągle zapewniamy się o miłości. Wiem,ze jeden za drugiego życie by oddał. Bardzo blisko jesteśmy,przeszliśmy wiele...i to nas scaliło. To dla nich przestałam pić...Ale jest we mnie tyle wyrzutów sumienia...nie dzieci nigdy mi niczego nie wypominają...to ja sobie wypominam. Patrzę na nie i zadaję sobie pytanie, jakie by były,gdyby żył ich ojciec,a ja nie zaczęłabym pić? Robiłam rzeczy,których nigdy sobie nie wybaczę,a tłumaczenie lekarzy,że to choroba...na niewiele się zdaje...
Chciałabym sobie odpuścić...choć trochę...Witaj l_krecjo. Odczytuję Twoje słowa jako samobiczowanie się. Chcesz siebie ukarać. Byłaś niegrzeczna więc kara musi być.
L_krecjo, tamten zły czas minął. Zmieniłaś się. DZieci to doceniają. Zapewne pamiętają, ale cieszą się trzeźwą i fajną mamą. One nie wypominają Ci tamtego czasu więc dlaczego Ty wracasz i trawisz siebie z tych niefajnych lat. Był zły czas, nie wypierasz się. Wiem, że szukasz usprawiedliwienia. Nikt jednak od Ciebie go nie oczekuje. Wybaczono Ci, wybacz i Ty. Cisz się, że nie zdążyłaś spaprać psychiki dzieciakom. Ciesz się, że są szczęśliwe,śmieją się i tulą w Twoje ramiona.
Piszesz, że pochylając się nad nieszczęściem innych, zapominasz o swoim. Jesteś zdrowa (jednak nie pijesz), masz zdrowe dzieci. Macie dach nad głową i pełne brzuchy. Kochacie się i szanujecie.CZy to nie jest powód do radości ?
Gdyby Twoje dziecko byłby śmiertelnie chore,lub Ty zmagałabyś się np. z rakiem ( tfu, tfu, tfu na psa urok), to rozumiałabym o czym mówisz..... podam Ci przykład mojej już nieżyjącej koleżanki. Miała raka piersi. Nigdy nikt nie słyszał jej utyskiwania. Wszyscy natomiast słyszeli, że jest ok i sadełko hodowane na brzuchu kiedyś będzie wypełniać jej rekonstruowaną pierś. Po kilku latach choroba wróciła. Przerzuty.... na kości , płuca, narządy rodne. Ela jednak nie utyskiwała. Była uśmiechnięta. Nikt z boku nie powiedziałby, że ta dziewczyna walczy z kostuchą o każdy dzień. Pierwszy raz Ela o złym samopoczuciu powiedziała mi 4 dni przed śmiercią. Powiedziała 21 grudnia słabym głosem, "jestem bardzo chora" i była - miała wodobrzusze nowotworowe. 24 grudnia zasiadła z rodziną i przyjaciółmi do wigilijnej kolacji. Wiedziała, że odchodzi , ale potrafiła żartować i dać rodzinie siebie spokojną. Następnego dnia umarła.... l_krecjo ona odchodziła świadoma i nikomu życia swoim stanem, bólem nie "zatruwała". Nigdy nie pytała, "dlaczego ja". Odeszła zostawiając kochającego męża i dzieci - 22 i 18 lat. Ona nie musiała pochylać się nad nieszczęściem innych, by zapomnieć o swoim. Ona NIGDY NIKOMU nie powiedziała, że jest nieszczęśliwa, nikomu się nie skarżyła na swój los.
Dobra mama ......co to znaczy ? Zapewne każdy ma inny obraz "wzorowej mamy". Mój wzór, to na pewno nie miłość ślepa. Muszą być stawiane granice, musi być konsekwencja. Musi też być czułość, bliskość.
Dajesz to wszystko swoim dzieciom.
Co by było gdyby...? może gdyby Twój mąż żył, może gdyś nie piła.....może nigdy takiej więzi między Tobą a dziećmi by nie było.......? Może kiedyś doceniać one będą bardziej rodzinę....Ciesz sie l_krecjo tym co masz
i nie biczuj się.
Wiesz Zosiu...dziś obudziłam się z dziwnym bólem w brzuchu,był taki inny. I właśnie sobie pomyślałam,a co jeśli to coś poważnego? Moje myśli zaczęły krążyć wokół eksa,który by się mną opiekował...ale odczułam niechęć,a nie ulgę. Bo przecież w chorobie bym zbrzydła,a on śliniłby się na pielęgniarki. Wiem,ze to chore myślenie. Nie o końcu,nie o mnie,nie o dzieciach...tylko o nim,o nas. Kurde,ja tak wewnętrznie nie podjęłam decyzji,że z nami koniec. Bardzo bym chciała,zeby on sobie kogoś znalazł,żeby się skończyło. Ciągle daje mi znaki,jak bardzo jest nieszczęśliwy i wtedy zaczynam myśleć,kurde on mnie kocha,a może spróbować? Ale gdzie ja w tym wszystkim? Ja? Nie,już nie chcę być dobra dla niego swoim kosztem Już zrozumiałam albo w końcu,że jak nie mam z nim kontaktu,jest mi lepiej.
Myślę,ze w obliczu ciężkiej choroby,czy to mojej,czy dzieci... teraźniejsze kłopoty wydałyby mi się śmieszne i ze byłabym zła na siebie,że zamiast cieszyć się życiem,użalałam się nad sobą tracąc czas.
Dziękuję dziewczyny za wsparcie :***
13 285 2012-09-17 22:09:04
"Ilekroć pozwalacie sobie na dobre samopoczucie, kiedy mówią wam, że jesteście OK., tylekroć przygotujcie się na złe samopoczucie ? z chwilą gdy powiedzą wam, że nie jesteście dobrzy. Dopóki żyjesz po to, by spełniać cudze oczekiwania, lepiej dobrze zważ, w co się ubierasz, jak się czeszesz i czy masz dobrze wyczyszczone buty. Krótko mówiąc, bacz na to, czy spełniasz każde ich cholerne oczekiwanie. I to ma być ludzkie?
To właśnie odkryjesz, gdy zaczniesz się obserwować.
Będziesz przerażony!
W gruncie rzeczy nie jesteś ani OK., ani nie OK.
Możesz pasować do aktualnych nastrojów albo trendów mody! Czy to znaczy, że stałeś się OK.? Czy to twoje bycie OK. zależy od tego? Czy zależy od tego, co o tobie ludzie myślą?
Ty nie jesteś OK. i ty nie jesteś nie OK., ty jesteś ty".
"Przychodzi mi tu na myśl pewien facet, żyjący w Londynie zaraz po wojnie. Siedzi, trzymając na kolanach owiniętą w brązowy papier paczkę. Jest duża i ciężka. Konduktor autobusu podchodzi do niego i pyta:
- Co pan tam trzyma na kolanach?
A człowiek ten odpowiada: To niewypał. Wykopaliśmy go w ogródku i wiozę go na posterunek policji.
Na to konduktor:
- Nie może pan tego trzymać na kolanach. Proszę to położyć pod siedzeniem.
Psychologia i religia, tak jak je generalnie pojmuję, przenoszą bombę z twoich kolan pod siedzenie. Tak naprawdę nie rozwiązują twoich problemów. Zamieniają jedynie jeden problem na drugi. Czy nigdy cię to nie zastanowiło?
Miałeś problem, teraz zamieniłeś go na inny.
Zawsze tak będzie, dopóki nie rozwiążemy problemu zwanego ? ty sam.
Czy naprawdę poczujesz się lepiej gdy zmieni się ktoś inny??"
A.de Mello ?Przebudzenie?
13 286 2012-09-17 22:41:35 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-17 22:42:32)
Ciekawe cytaty l_ukrecjo.
Dzisiaj nawet rozmawiałam o tym na terapii, uzależnienie od czyjejś opinii. Jest dobrze,gdy ktoś pochwali, źle gdy skrytykuje. A przecież każdy ma swój rozum i nie trzeba bać się go używać.
Psychologia i religia może i nie rozwiązują problemów, ale czy rzeczywiście zamieniają jeden problem na inny? Dla mnie psychologia jest drogowskazem i ciężko by mi było samej dojść do tych wszystkich przemyśleń o sobie. Też dzisiaj ten temat miałam poruszany na terapii. Gdybym nie rozmawiała, nie odkrywała, nie wracała, to myślałabym,że trzeba walczyć, być silną, bez uczuć. A tak wiem, że zarówno ta walka i bunt, jak i unikanie, ukrywanie, wyparcie, to dwie skrajności. Pomiędzy nimi istnieje "złoty środek",który trzeba odnaleźć. Sama na pewno nie wiedziałabym jak.
W przyszłym tyg zaczynam terapię grupową DDA. Ciekawa jestem jak będzie...
13 287 2012-09-17 23:22:38
Ciekawe cytaty l_ukrecjo.
Dzisiaj nawet rozmawiałam o tym na terapii, uzależnienie od czyjejś opinii. Jest dobrze,gdy ktoś pochwali, źle gdy skrytykuje. A przecież każdy ma swój rozum i nie trzeba bać się go używać.
Psychologia i religia może i nie rozwiązują problemów, ale czy rzeczywiście zamieniają jeden problem na inny? Dla mnie psychologia jest drogowskazem i ciężko by mi było samej dojść do tych wszystkich przemyśleń o sobie. Też dzisiaj ten temat miałam poruszany na terapii. Gdybym nie rozmawiała, nie odkrywała, nie wracała, to myślałabym,że trzeba walczyć, być silną, bez uczuć. A tak wiem, że zarówno ta walka i bunt, jak i unikanie, ukrywanie, wyparcie, to dwie skrajności. Pomiędzy nimi istnieje "złoty środek",który trzeba odnaleźć. Sama na pewno nie wiedziałabym jak.
W przyszłym tyg zaczynam terapię grupową DDA. Ciekawa jestem jak będzie...
Wiesz,może tu chodzi o to,żeby się nie uzależnić od terapeuty. Mój jest w tym względzie bardzo ze mną ostrożny. Pomimo,że słono płacę za sesję,on uważa,że nie jest moją "super nianią" i pewnie w przyszłym tygodniu zakończymy. On więcej mi pomóc nie może,bo ja "wszystko wiem"...tylko co z tego,jak nie wprowadzam w życie,uciekam,czuję się pusta.
Na terapii DDA zdobędziesz wiedzę,czym jest choroba alkoholowa,poznasz jej mechanizmy,wpływ na rodzinę.
Pewnie będziesz pisać prace w domu,a potem będziecie je odczytywać i dawać sobie informacje zwrotne. Poznasz wielu wspaniałych ludzi z podobnymi do Ciebie kłopotami i kto wie? może zawrzesz przyjaźń z niektórymi z nich.
To na pewno dobrze Ci zrobi ![]()
Powodzenia!
Ps:obiecałaś coś mi tu wkleić ![]()
13 288 2012-09-18 00:30:39 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-18 00:45:03)
"Pułapka przebaczenia
Jedną z najbardziej niebezpiecznych rzeczy związanych z przebaczeniem jest to, że hamuje ono zdolność uwolnienia powstrzymywanych, stłumionych emocji. W jaki bowiem sposób możesz wyrazić swoją złość na rodzica, któremu już wybaczyłeś?
Odpowiedzialnością można obarczyć albo ludzi, którzy cię zranili, albo też siebie samego. Ktoś musi być odpowiedzialny. A zatem możesz wybaczyć swoim rodzicom i dojść do tego, że jeszcze bardziej znienawidzisz siebie. Zauważyłam również, iż wielu pacjentów spieszyło się do wybaczenia, aby uniknąć bolesnej pracy w czasie terapii. Byli oni przekonani, że przez wybaczenie skrócą sobie drogę do tego, by poczuć się lepiej. Niektórzy z nich ?wybaczyli?, przerwali terapię, a z powodu psychicznych okaleczeń pogrążyli się w jeszcze głębszą depresję i nieszczęście.
Kilkoro z nich kurczowo przylgnęło do złudnego przekonania, że: ?Wszystko co mogą zrobić to przebaczyć, a wtedy będą uleczeni, będą w świetnej kondycji umysłowej; każdy ma kochać każdego, mamy wszystkich brać w objęcia, a wtedy wszyscy będziemy szczęśliwi?. Pacjenci często przekonywali się również, że pusta obietnica przebaczenia prowadziła ich do jeszcze głębszego rozczarowania. Niektórzy z nich odczuli przypływ
dobrego samopoczucia, lecz nie było ono trwałe, bowiem w rzeczywistości nic nie zmieniło się w ich sposobie odczuwania, ani w ich rodzinnych interakcjach.
Pamiętam jedną szczególnie poruszającą sesję, w której uczestniczyła pacjentka o imieniu Stephanie, której doświadczenie stanowi jeden z najbardziej typowych przykładów przedwczesnego przebaczenia. Stephanie, lat 27, była dewocyjną, nawróconą chrzecijanką. Gdy miała 11 lat, zgwałcił ją ojczym. Stosował wobec niej przemoc, aż do momentu gdy matka w rok póniej wyrzuciła go z całkiem innych powodów z domu. Przez
nastpne cztery lata Stephanie była molestowana przez kolejnych konkurentów matki. Uciekła w końcu z domu w wieku szesnastu lat i została prostytutką. W siedem lat póniej omal nie została pobita na śmierć przez jednego z klientów. W czasie pobytu w szpitalu
spotkała sanitariusza, który skłonił ją do przyjęcia do kościoła. Po kilku latach pobrali się i urodził im się syn. Stephanie bardzo starała się przebudować swoje życie, ale pomimo nowej rodziny i nowej religii była nieszczęśliwa. Przez dwa lata uczestniczyła w terapii, ale
ciągle nie mogła wydobyć się z głębokiej depresji. Właśnie wtedy, przyszła do mnie. Włączyłam Stephanie do grupy składającej się z osób będących ofiarami kazirodztwa. W trakcie pierwszej sesji Stephanie zapewniła nas, że osiągnła już spokój i wybaczyła ojczymowi i swojej zimnej, nieadekwatnej matce. Powiedziałam jej, że jeżeli chce wyjść z depresji, to może na chwilę ?nie przebaczać? im, aby dowiadczyć ponownie własnej
złości. Z naciskiem podkreślała, że wierzy głęboko w przebaczenie, że nie musi wpadać w złość, aby poczuć się lepiej. Wywiązała się między nami ostra walka, częściowo dlatego, iż prosiłam, aby zrobiła coś, co było dla niej bolesne, ale także dlatego, że jej przekonania religijne były sprzeczne z jej potrzebami psychologicznymi. Stephanie pilnie pracowała, ale odmawiała dopuszczenia do siebie wściekłości. Jednakkrok po kroku zaczynała zbliżać się do niej. Wybuchała złością niejako ?w imieniu? innych grupy, mówic na przykład: ?twój ojciec był potworem, nienawidzę go!? Kilka tygodni później jej własna, zduszona złość znalazła ujście. Wrzeszczała, klęła i oskarażła swoich rodziców o to, że zrujnowali jej dzieciństwo i okaleczyli jej dorosłe życie. Po tym wszystkim objęłam ją, kiedy jeszcze szlochała. Odczułam, że jej ciało odprężyło się. Kiedy nieco się uspokoiła, zapytałam ją podchwytliwie ?W jaki sposób ma zachowywać się mała chrzecijanka?? Nigdy nie zapomnę jej odpowiedzi.
Myślę, że Bóg bardziej chce, abym poczuła się lepiej, niż żebym przebaczyła.
Ten wieczór był dla niej punktem zwrotnym.
Ludzie mogą przebaczyć toksycznym rodzicom, ale powinno to stanowić uwieńczenie, a nie początek ich emocjonalnego oczyszczenia. Ludzie potrzebują wściekania się o to, co im się przydarzyło. Potrzeba im rozpaczania nad tym, że nigdy nie zaznali miłości rodzicielskiej, o którą tak zabiegali. Muszą zaprzestać pomniejszania i niedoceniania krzywd jakie im wyrzdzono. Zbyt często bowiem ?przebacz i zapomnij? znaczy ?udawaj, że to się nie stało?. Uważam również, że wybaczenie jest właściwe wówczas, gdy rodzice robią coś, aby sobie na nie zasłużyć. Rodzice toksyczni, a zwłaszcza ci stosuąjcy przemoc, muszą przyznać się do tego, co zrobili, wziąć za to odpowiedzialność i wykazać chęć poprawy. Jeżeli jednostronnie rozgrzeszysz rodziców, którzy nadal źle cię traktują, którzy zaprzeczają rzeczywistości i twoim uczuciom, którzy nadal obarczają cię winą, to możesz zaszkodzić własnej pracy nad twoją sferą emocjonalną. Jeżeli jedno z rodziców bądź obydwoje nie żyją, to możesz wynagrodzić sobie doznane krzywdy wybaczając sobie samemu i uwalniając się od ich emocjonalnego szantażu.
W tym momencie możesz pomyleć, iż ma to swoje uzasadnienie, że jeśli nie przebaczysz swoim rodzicom, to bdziesz trwał w zacięciu i złości przez resztę twojego życia. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Przez lata praktyki przekonałam się, że emocjonalny i umysłowy spokój przychodzi w rezultacie uwolnienia się od kontroli toksycznych rodziców, bez koniecznoci przebaczenia im. Uwolnienie pojawi się wówczas, gdy doświadczysz uczucia urazy i żalu oraz gdy przerzucisz całą odpowiedzialność na barki rodziców, czyli tam gdzie rzeczywiście powinna spoczywać."
"Toksyczni rodzice" S.FORWARD
P.S. Powyższy cytat może wydać się lekko kontrowersyjny, gdyż niejako namawia do zrzucenia winy i odpowiedzialności za doznane krzywdy na rodziców.
13 289 2012-09-18 00:47:56
Dodam jeszcze, że jeżeli jakaś dziewczyna tutaj zaglądnie, bo szuka pomocy, bo kocha za bardzo męża, partnera, chłopaka, kochanka... Tak, ten wątek jest na temat KKZB.
13 290 2012-09-18 08:33:54
Bo przecież w chorobie bym zbrzydła,a on śliniłby się na pielęgniarki. Wiem,ze to chore myślenie. (...)Kurde,ja tak wewnętrznie nie podjęłam decyzji,że z nami koniec. Bardzo bym chciała,zeby on sobie kogoś znalazł,żeby się skończyło. Ciągle daje mi znaki,jak bardzo jest nieszczęśliwy i wtedy zaczynam myśleć,kurde on mnie kocha,a może spróbować? Ale gdzie ja w tym wszystkim? Ja? Nie,już nie chcę być dobra dla niego swoim kosztem Już zrozumiałam albo w końcu,że jak nie mam z nim kontaktu,jest mi lepiej.
Myślę,ze w obliczu ciężkiej choroby,czy to mojej,czy dzieci... teraźniejsze kłopoty wydałyby mi się śmieszne i ze byłabym zła na siebie,że zamiast cieszyć się życiem,użalałam się nad sobą tracąc czas.
To nie chore myślenie, to chora rzeczywistość.
Znasz swojego eksa i wierz na co go stać i wierz, że każdą sytuację wykorzysta... grzeszyć będzie również myślą .
Świadoma jesteś, że nie zmienił się.
Daje Ci znaki, że Cię kocha...ok., a co z Twoimi uczuciami? Chyba one są ważniejsze.
Chcesz, by sobie kogoś znalazł...hmmm...myślę, że wtedy zrobiłabyś wszystko, by go zdobyć. Miałabyś z kim walczyć. Wygrać z rywalką to przemiłe uczucie i takie dowartościowujące - wprawdzie na chwilę, ale jednak.
Ja w małżeństwie też pytałam się, gdzie ja jestem w tym związku.
Kiedyś byliśmy u psychologa i właśnie w trakcie rozmowy z małżonkiem i panią psycholog, doszłam do wniosku, że mnie nie ma w tym małżeństwie....
Nie kocham męża, ale....mój nastrój zależy od jego zachowania. Jeszcze niedawno pisałam, że mi go żal
.
Nie chcę go za żadne skarby świata, jednak wydaje mi się, że gdyby mówił jak tęskni, że kocha....chyba byłoby mi ciężko. Zdaję sobie sprawę, że kawał drania z niego, wspominam go z obrzydzeniem....kiedy widzę się z nim nie mam skrupułów. Jestem zasadnicza, stanowcza, oschła. Po spotkaniu jednak tracę humor. Sama nie wiem dlaczego tak się dzieje.
Od naszego rozstania minęło kawał czasu. Jestem bez niego szczęśliwszym człowiekiem. Odnajduję swoje JA. Już nie muszę nic dla niego. Dostrzegam też, jak bardzo pozwoliłam zryć sobie psychikę. Dopiero teraz dostrzegam w jakie kompleksy dałam się wpędzić. Podnoszę się i nadal uczę się siebie i życia.
A ja l_krecjo doszłam do momentu, kiedy moje kłopoty małżeńskie wydają mi się śmieszne. Dzisiaj śmieszy mnie to, że rękoma i nogami chwytałam się toksycznego związku a nadal przeraża fakt, iż nie dostrzegałam, że jest on toksyczny. Tak jakoś dziwnie uszło mojej uwadze, że moje małżeństwo jest totalną porażką
.
13 291 2012-09-18 09:16:57
l_ukrecja napisał/a:Bo przecież w chorobie bym zbrzydła,a on śliniłby się na pielęgniarki. Wiem,ze to chore myślenie. (...)Kurde,ja tak wewnętrznie nie podjęłam decyzji,że z nami koniec. Bardzo bym chciała,zeby on sobie kogoś znalazł,żeby się skończyło. Ciągle daje mi znaki,jak bardzo jest nieszczęśliwy i wtedy zaczynam myśleć,kurde on mnie kocha,a może spróbować? Ale gdzie ja w tym wszystkim? Ja? Nie,już nie chcę być dobra dla niego swoim kosztem Już zrozumiałam albo w końcu,że jak nie mam z nim kontaktu,jest mi lepiej.
Myślę,ze w obliczu ciężkiej choroby,czy to mojej,czy dzieci... teraźniejsze kłopoty wydałyby mi się śmieszne i ze byłabym zła na siebie,że zamiast cieszyć się życiem,użalałam się nad sobą tracąc czas.To nie chore myślenie, to chora rzeczywistość.
Znasz swojego eksa i wierz na co go stać i wierz, że każdą sytuację wykorzysta... grzeszyć będzie również myślą .
Świadoma jesteś, że nie zmienił się.
Daje Ci znaki, że Cię kocha...ok., a co z Twoimi uczuciami? Chyba one są ważniejsze.
Chcesz, by sobie kogoś znalazł...hmmm...myślę, że wtedy zrobiłabyś wszystko, by go zdobyć. Miałabyś z kim walczyć. Wygrać z rywalką to przemiłe uczucie i takie dowartościowujące - wprawdzie na chwilę, ale jednak.Ja w małżeństwie też pytałam się, gdzie ja jestem w tym związku.
Kiedyś byliśmy u psychologa i właśnie w trakcie rozmowy z małżonkiem i panią psycholog, doszłam do wniosku, że mnie nie ma w tym małżeństwie....
Nie kocham męża, ale....mój nastrój zależy od jego zachowania. Jeszcze niedawno pisałam, że mi go żal.
Nie chcę go za żadne skarby świata, jednak wydaje mi się, że gdyby mówił jak tęskni, że kocha....chyba byłoby mi ciężko. Zdaję sobie sprawę, że kawał drania z niego, wspominam go z obrzydzeniem....kiedy widzę się z nim nie mam skrupułów. Jestem zasadnicza, stanowcza, oschła. Po spotkaniu jednak tracę humor. Sama nie wiem dlaczego tak się dzieje.
Od naszego rozstania minęło kawał czasu. Jestem bez niego szczęśliwszym człowiekiem. Odnajduję swoje JA. Już nie muszę nic dla niego. Dostrzegam też, jak bardzo pozwoliłam zryć sobie psychikę. Dopiero teraz dostrzegam w jakie kompleksy dałam się wpędzić. Podnoszę się i nadal uczę się siebie i życia.A ja l_krecjo doszłam do momentu, kiedy moje kłopoty małżeńskie wydają mi się śmieszne. Dzisiaj śmieszy mnie to, że rękoma i nogami chwytałam się toksycznego związku a nadal przeraża fakt, iż nie dostrzegałam, że jest on toksyczny. Tak jakoś dziwnie uszło mojej uwadze, że moje małżeństwo jest totalną porażką
.
slinil by sie mowisz co za niedorajda jesli moge ocenic , takie to glupie myslenie ,nieszczesliwy mowisz hmmmmmmmm litosc to tez uczucie lecz z litosci zwiazki sa krotkie raczej
13 292 2012-09-18 10:46:56 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-18 11:43:10)
Anstawia napisał/a:Ciekawe cytaty l_ukrecjo.
Dzisiaj nawet rozmawiałam o tym na terapii, uzależnienie od czyjejś opinii. Jest dobrze,gdy ktoś pochwali, źle gdy skrytykuje. A przecież każdy ma swój rozum i nie trzeba bać się go używać.
Psychologia i religia może i nie rozwiązują problemów, ale czy rzeczywiście zamieniają jeden problem na inny? Dla mnie psychologia jest drogowskazem i ciężko by mi było samej dojść do tych wszystkich przemyśleń o sobie. Też dzisiaj ten temat miałam poruszany na terapii. Gdybym nie rozmawiała, nie odkrywała, ntyie wracała, to myślałabym,że trzeba walczyć, być silną, bez uczuć. A tak wiem, że zarówno ta walka i bunt, jak i unikanie, ukrywanie, wyparcie, to dwie skrajności. Pomiędzy nimi istnieje "złoty środek",który trzeba odnaleźć. Sama na pewno nie wiedziałabym jak.
W przyszłym tyg zaczynam terapię grupową DDA. Ciekawa jestem jak będzie...Wiesz,może tu chodzi o to,żeby się nie uzależnić od terapeuty. Mój jest w tym względzie bardzo ze mną ostrożny. Pomimo,że słono płacę za sesję,on uważa,że nie jest moją "super nianią" i pewnie w przyszłym tygodniu zakończymy. On więcej mi pomóc nie może,bo ja "wszystko wiem"...tylko co z tego,jak nie wprowadzam w życie,uciekam,czuję się pusta.
L_ukrecjo, a Ty co myślisz o tym wszystkim co Twój terapeuta Ci mówi?
13 293 2012-09-18 16:50:21
Dodam jeszcze, że jeżeli jakaś dziewczyna tutaj zaglądnie, bo szuka pomocy, bo kocha za bardzo męża, partnera, chłopaka, kochanka... Tak, ten wątek jest na temat KKZB.
Dziękuję. Dużo w tym prawdy. I widzę,że dobrze zastosowałam się do porady,bo nie mam kontaktu z rodzicami,gdyż nie wykazali chęci poprawy naszych relacji,a wręcz przeciwnie. Ok. Nienawidzę ich za moje dzieciństwo!!!!!!!!!!!!!!
Co do KKZB,to moim zdaniem doszłaś tu do przyczyn tego syndromu,więc spokojnie ![]()
13 294 2012-09-18 17:41:31
A ja znowu chora, znowu gorączka i ten ból w okolicy lędźwiowej... już sama nie wiem, możeto nerki?
Jutro pędzę do doktora.
l_ukrecjo, właściwie to do przyczyny syndromu KKZB wiem od mojej psycholog, ale i tak dziękuję za uspokojenie ![]()
13 295 2012-09-18 17:57:40
l_ukrecja napisał/a:Anstawia napisał/a:Ciekawe cytaty l_ukrecjo.
Dzisiaj nawet rozmawiałam o tym na terapii, uzależnienie od czyjejś opinii. Jest dobrze,gdy ktoś pochwali, źle gdy skrytykuje. A przecież każdy ma swój rozum i nie trzeba bać się go używać.
Psychologia i religia może i nie rozwiązują problemów, ale czy rzeczywiście zamieniają jeden problem na inny? Dla mnie psychologia jest drogowskazem i ciężko by mi było samej dojść do tych wszystkich przemyśleń o sobie. Też dzisiaj ten temat miałam poruszany na terapii. Gdybym nie rozmawiała, nie odkrywała, ntyie wracała, to myślałabym,że trzeba walczyć, być silną, bez uczuć. A tak wiem, że zarówno ta walka i bunt, jak i unikanie, ukrywanie, wyparcie, to dwie skrajności. Pomiędzy nimi istnieje "złoty środek",który trzeba odnaleźć. Sama na pewno nie wiedziałabym jak.
W przyszłym tyg zaczynam terapię grupową DDA. Ciekawa jestem jak będzie...Wiesz,może tu chodzi o to,żeby się nie uzależnić od terapeuty. Mój jest w tym względzie bardzo ze mną ostrożny. Pomimo,że słono płacę za sesję,on uważa,że nie jest moją "super nianią" i pewnie w przyszłym tygodniu zakończymy. On więcej mi pomóc nie może,bo ja "wszystko wiem"...tylko co z tego,jak nie wprowadzam w życie,uciekam,czuję się pusta.
L_ukrecjo, a Ty co myślisz o tym wszystkim co Twój terapeuta Ci mówi?
Myślę,że terapeuta ma dużo racji. Zna mnie.
Tyle,że jak pisała Pati,nie wszystkim psychologia może pomóc. Bo cóż z tego,że ja "wszystko wiem",skoro ani przez to nie dojrzałam (nadal jest we mnie zalęknięte dziecko),ani nie odczułam pewności siebie,ani nie umiem żyć teraz tu.
Potrzebuję pomocy duchowej-nie duchownej ![]()
Siły Wyższej,wyzbycia się ego,pozbycia się tych cholernych stereotypów...
Nie wiem sama,a Ty co o tym sądzisz?
13 296 2012-09-18 19:16:37
To chyba się nazywa "terapia własna".
W ciągu 5ciu miesięcy mojej terapii, usłyszałam od psycholog dwa razy,że kończymy terapię. Na drugim bądź trzecim spotkaniu, powiedziała mi,że mało kobiet odchodzi od mężów. Na końcu dodała,że próbowała mnie zniechęcić do terapii. Na mnie zadziałało to jak płachta na byka. Nie chciałam być jedną z "tych" kobiet, chciałam się wyleczyć. Zaparłam się wtedy na całego, pomimo strachu i obaw. Później usłyszałam,że terapię kończymy. Pomyślałam, ok. Ale ona zaczęłą przeglądać moje cele terapii i stwierdziła,że mamy jeszcze dużo do przepracowania (całe szczęście;). W poniedziałek usłyszałam,że czasami potrzeba lat na wyzdrowienie
Ja trochę to sobie tłumaczę jako pewnego rodzaju "zagrywka psychologiczna", która motywuje mnie do zmian, pomimo upadków, pomimo załamań, huśtawek nastrojów, chorób itp itd.
Jeżeli chodzi o kasę,też płacę grubo. Kolejna motywacja by coś ze sobą robić.
Ja sobie myślę l_ukrecjo, że może brakuje Ci ochoty na zmiany. A może tak naprawdę dobrze Ci jest tak jak jest teraz? A może ten czas na zmiany, chęć, ochota dopiero nadejdą?
A może rzeczywiście potrzebujesz innego bodźca, duchowego. Spróbuj, wszystko jest dla ludzi. Ale nie staraj się nic robić na siłę. Im bardziej będziesz się skupiała na tym,że robisz to po to,żeby się zmienić, wyzdrowieć, tym gorzej.
Może sama chcesz odpocząć od tych terapii, zająć się czymś innym. Może to jest to. Może te terapie Ci nie pasują, nie motywują.
Może zawsze chciałaś medytować, może filozofia to Twoja druga natura, ukryta pasja, która da Ci ukojenie?
Mnie to nie kręci, ja mam ścisły umysł, lubię konkrety, ćwiczenia. Chociaż i tak psycholog powiedziała mi,że w teorii jestem perfekcyjna. I ja to wiem, w teorii zawsze byłam dobra, a jak przyszło wykonać ćwiczenie to się motałam. Ale przez to,że ona mi tak powiedziała, wiem,że chcę to zmienić. W ten sposób patrzę na moją terapię. Pomimo bólu i cierpienia, strachu, obaw i niepewności, lubię moją terapię. Myślę,że gdybym była uzależniona od niej, o czym też wcześniej myślałam, to psycholog zauważyła by to i by mi powiedziała (mam nadzieję).
l_ukrecjo, trzymam kciuki za Ciebie. Szukajcie a znajdziecie, jak to pan Jezus powiedział ![]()
13 297 2012-09-18 19:34:24
(...)Tyle,że jak pisała Pati,nie wszystkim psychologia może pomóc. Bo cóż z tego,że ja "wszystko wiem",skoro ani przez to nie dojrzałam (nadal jest we mnie zalęknięte dziecko),ani nie odczułam pewności siebie,ani nie umiem żyć teraz tu.
Potrzebuję pomocy duchowej-nie duchownej
Siły Wyższej,wyzbycia się ego,pozbycia się tych cholernych stereotypów...Nie wiem sama,a Ty co o tym sądzisz?
Jeśli jest tak, jak napisałaś, to... zastanawiam się, czemu tak dbasz, by to dziecko bało się nadal.
Dlaczego temu dziecku nie powiesz, że nie ma się czego bać, że jest bezpieczne?
Dlaczego nie pozwolisz mu dojrzeć i być pewnym siebie?
Bo, jak wiesz, wiedza jest pomocna, ale nie wystarcza. Trzeba zmienić swój sposób myślenia o sobie.
Ty zaś uparcie trzymasz się starych schematów.
I miast szukać siły w sobie znowu rozglądasz się wokół, by znaleźć odpowiedzialnego za Twoje porażki.
Tym razem odpowiedzialnego za brak zmian. I "dobrze" sobie wymyśliłaś. Teraz to siła wyższa (cokolwiek to znaczy).
Teraz chcesz się pozbyć Ego. Świetny cel. Świetny, bo nieosiągalny. I znowu masz kolejne usprawiedliwienie.
A nie prościej powiedzieć sobie "Nie decyduję się zmienić cokolwiek w sobie, w swoim sposobie myślenia".
Decyzje (te prawdziwe) kogoś poznać można po jego zachowaniu, nie po tym, co mówi.
13 298 2012-09-18 23:37:40
No i tu jest problem...
Wielcy mistycy tego świata,uważają,ze ego wszystko psuje...
Dobra,zielona jestem...
Szukam.
Do swojego dziecka przemawiam,uspakajam...może niezbyt często?
Choć wiecie...jak tak się naprawdę zastanowić to ja już się zmieniam,już dojrzewam,bo:
-nie tęsknie za eksem (pomijając chwilówki,dość silne myśli o nawiązaniu kontaktu,spotkania,teraz i natychmiast!)
-pomimo,że on bardzo chce i męczy mnie,czaruje no łapie wszystkiego, już się na to uodparniam,a wręcz im więcej jęczy tym bardziej widzę w nim słabego człowieczka,który znowu chce uwiesić się na mnie,czuję,ze jestem od niego silniejsza.
-widzę wyraźnie bez złudzeń,że jego zaburzenie-ochota na dziewczynki (sory ale dla mnie to chore kiedy facet 45l zaprasza 17-latkę na FB i nie tylko ją,różne "podejrzane panie itp),jak wiecie byłam ofiarą ped. i fakt ten działa na mnie destrukcyjnie.
-nie spotykam się,gdyż wyraznie widzę,że przy nim dostaję iście małpiego rozumu i wtedy tracę ostrość,dystans,no rozum i zaczynam gdybanie.
-jestem bez niego i widzę,ze jest mi lepiej,nie mam depresji (pomimo dołków i wahań nastroju-mam nadzieję,ze i to wróci do normy),moja doktor stwierdziła,że jest ze mną ok,a to co się ze mną dzieje to sytuacyjne,psycholog twierdzi,że jestem zdrowa. -----Żyję pierwszy raz bez faceta.------ -Dałam radę!
-Dbam o siebie,zmieniłam fryzurę,styl ubierania na bardziej kolorowy i kobiecy,przytyłam i mam to w nosie.
-Na zewnątrz nikt nie widzi mojego lęku-trzymam się i chodzę z głową podniesioną do góry. Zdałam sobie sprawę,ze ciągle chodziłam z opuszczoną,ze smutkiem,a teraz zdarza mi sie uśmiechać i to nawet do obcych i o dziwo oni to odwzajemniają! Odkrycie ![]()
-Stałam się mniej nerwowa,bardziej ugodowa i mam więcej czasu dla dzieci,dostrzegam też bardziej ich potrzeby. A jeśli o chodzi o dzieci,to i one mają spokój,bo nie ma między nami wojen,pokazówek,jego wyprowadzek,mojego płaczu,jego powrotu i euforii,chorej atmosfery krótko mówiąc.
-Uczę się,NIE PIJĘ,nie mam depresji,pracuję,płacę rachunki,gotuję codziennie obiad,piorę,sprzątam,bawię się z młodą,uczę z nią,rozmawiam z dorosłymi dzieciakami-no żyję normalnie ![]()
Jedyne to unikam ludzi,przyjaciół,spotkań. Niechętnie odbieram od nich telefony. Wyraznie się izoluję. Może to taki okres przejściowy...za to na necie przesiaduję...
Właśnie w tej chwili dotarło do mnie,jak bardzo skupiam się na tym czego nie mam,a to co mam umniejszam,żeby sobie dokopać. No tak...ale jak całe życie słyszałam,że jestem ble...to ciężko to odkręcić.
Jedno wiem,nie poddam się!
Zauważyłam u mnie silną tendencję do skrajności...ale tak jest w dwubiegunówce na którą choruję,choć nie chcę wszystkiego zrzucać na chorobę i oddawać jej ster.
Dziękuję za to forum,za Was dziewczyny,bardzo mi pomagacie,nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo!
Nie dam się,żywcem mnie nie wezmą ![]()
-
13 299 2012-09-19 08:58:36
Bardzo dobrze się czyta taką deklarację. Wytrwaj Lukrecjo. Tego Ci życzę z całego serca. Wytrwaj w swoim postanowieniu i trzymaj się ![]()
13 300 2012-09-19 14:41:31 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-09-19 14:48:41)
Pozbyc ego sie mozna ,jedynie trzeba spojrzec troche dalej i dookola siebie .
Dzisejsze czasy dodatkowo ,utrudniaja ludziom rozwoj duchowy ,trzeba pracowac i byc czasami bezwzglednym ,aby zarobic na zycie chociazby . Zachod zreszta slynie z tego ,co oczywiscie jest jak najbardziej dobre.
Jestem dumna ,ale to nieoznacza ze ma wybujale ego.
Ego to porowniania ,a poczucie wlasnje godnosci nie poddaja sie porownania.Ego zawsze porownuje :ja jestem lepszy niz inni,ja jestem wyzszy od ciebie,czeste porownywanie siebie do innych kreuje ego.Duma mowi poprostu szanuje siebie takim jakim jestem ,nie porownuje do innych.Moj szacunek do siebie nie przeszkadza nikomu w szacunku do siebie.Ego -pwoduje zanizanie samooceny jesli niejestemy jak inni.To ego powoduje chcec rywalizajci i zazdrosc o wszystko co maja inni.
Nie bedzie ukojenia w mistyce jesli bedziemy karmic ego.
Wyzbyc sie tego mozna .
Samorozowj tez niemoze byc Ego ,ego to fikcja ,ktora chce nas trzymac z dala od prawdziwej swiadomosci i odpowiedzialnosci.
Jak juz pislam ,nie kazdy musi to rozumiec ,ale ja zyje i nic niema we mnie z przeszlosci,nauczylam cieszyc sie tym co mam ,a mam wiele swoje zycie .
Np : skonczylam juz jeden ,kurs ,wzielam miej zajec w pracy ,ucze sie teraz robic bizuterie ,czuje ze zyje staje sie i jestem szczesliwa.
Nawet mialam zmarszczke na czole ,ktora sie rozplynela w powietrzu hehehe .
Nie jestem wstanie sie pogniewac ,poniewaz jesli ktos mnie atakuje to tak naprawde on ma problem i zazdrosc Ego ktore nim kieruje to tyle.Ja poprostu zyje
13 301 2012-09-19 15:40:27
A ja znowu chora, znowu gorączka i ten ból w okolicy lędźwiowej... już sama nie wiem, możeto nerki?
Jutro pędzę do doktora.l_ukrecjo, właściwie to do przyczyny syndromu KKZB wiem od mojej psycholog, ale i tak dziękuję za uspokojenie
holando pogoda mnie stawy nakrecaja i mam okulary do czytania odebrac ............. kobiety co porabiecie w wolnym czasie jakie macie hobby bo mysle ze pora wrescie czyms sie zajac ,zal zalem bol bolem ale zycie toczy sie kazdemu z nas dalej zatem zachecam do dziela co robic npp z dziecmi bawialm sie juz w kreatywnosc moze na drutach maja babci i matka umniam ja jakos nie odzidziczylam jeszcze tego, moze sport eh ps anastawio chce isc z corka na holiday on ice polecam jak lubisz muzikale
13 302 2012-09-19 15:58:45
Pozbyc ego sie mozna ,jedynie trzeba spojrzec troche dalej i dookola siebie .
Dzisejsze czasy dodatkowo ,utrudniaja ludziom rozwoj duchowy ,trzeba pracowac i byc czasami bezwzglednym ,aby zarobic na zycie chociazby . Zachod zreszta slynie z tego ,co oczywiscie jest jak najbardziej dobre.
Jestem dumna ,ale to nieoznacza ze ma wybujale ego.
Ego to porowniania ,a poczucie wlasnje godnosci nie poddaja sie porownania.Ego zawsze porownuje :ja jestem lepszy niz inni,ja jestem wyzszy od ciebie,czeste porownywanie siebie do innych kreuje ego.Duma mowi poprostu szanuje siebie takim jakim jestem ,nie porownuje do innych.Moj szacunek do siebie nie przeszkadza nikomu w szacunku do siebie.Ego -pwoduje zanizanie samooceny jesli niejestemy jak inni.To ego powoduje chcec rywalizajci i zazdrosc o wszystko co maja inni.
Nie bedzie ukojenia w mistyce jesli bedziemy karmic ego.
Wyzbyc sie tego mozna .
Samorozowj tez niemoze byc Ego ,ego to fikcja ,ktora chce nas trzymac z dala od prawdziwej swiadomosci i odpowiedzialnosci.
Jak juz pislam ,nie kazdy musi to rozumiec ,ale ja zyje i nic niema we mnie z przeszlosci,nauczylam cieszyc sie tym co mam ,a mam wiele swoje zycie .
Np : skonczylam juz jeden ,kurs ,wzielam miej zajec w pracy ,ucze sie teraz robic bizuterie ,czuje ze zyje staje sie i jestem szczesliwa.
Nawet mialam zmarszczke na czole ,ktora sie rozplynela w powietrzu hehehe .
Nie jestem wstanie sie pogniewac ,poniewaz jesli ktos mnie atakuje to tak naprawde on ma problem i zazdrosc Ego ktore nim kieruje to tyle.Ja poprostu zyje
Co czytałaś,jak doszłaś do tego rozwoju? Co najbardziej Ci pomogło?
13 303 2012-09-19 16:04:40
Hej dortja.
U mnie chorubsko daje za wygraną narazie, drugi dzień gorączka, ból chyba w nerkach. Wizyta dopiero w piątek:( Musiałam poprosić męża o pomoc,bo nie jadłam nic od wczoraj. Ale czy się zjawi to wielka niewiadoma.
Pytasz o hobby. Ja rysuję ołówkiem portrety czasami. Teraz, ponieważ troszkę zaczynam remontować mieszkaniem, zaczęłam "odnawiać" wiklinowe i drewniane mebelki. Narazie nie ma tego dużo,ale w końcu odnalazłam swój styl. Przez półtorej roku nie miałam pomysłu,teraz wiem co chcę.
Chciałabym kupić maszynę do szycia i szyć, a robutki ręczne, na drutach też mnie kręcą. Ale musiałabym się dopiero tego nauczyć.
13 304 2012-09-19 17:10:17 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-19 17:39:54)
Pati31, to co piszesz rozumiem jako "bycie sobą i życie zgodnie z własnymi przekonaniami".
Bezwzględność to to samo co bycie okrutnym,despotycznym. Gdy zna się swoje prawa i obowiązki,bezwzględność jest konieczna?
Duma, to zarówno poczucie własnej godności i wartości,jak i wywyższanie się ponad innych,więc tu trzeba być ostrożnym.
Ego to tożsamość, wyzbyć się tożsamości? Niemożliwe, nie da się.
Ale rzeczywiście,porównywanie się z innymi jest zgubne. Możemy albo się wywyższać, albo zaniżać naszą wartość. Dwie skrajności. Dlatego trzeba odkryć KIM JESTEM a potem żyć ![]()
13 305 2012-09-19 21:01:48
"...Prawie każde ego zawiera przynajmniej trochę czegoś, co można nazwać ?tożsamością ofiary??. Tożsamość ofiary bywa tak silna, że staje się punktem centralnym ego. Wtedy treścią poczucia siebie są urazy i żale.
Nawet jeżeli twoje poczucie krzywdy jest ?uzasadnione?, to tożsamość, którą stworzyłeś przypomina więzienie, którego kraty wykonane są z form myślowych. Zobacz co ty sobie robisz, albo raczej co umysł robi tobie. Poczuj emocjonalne przywiązanie do swojej historii ofiary i bądź świadomy, że musisz nieustannie o niej myśleć lub mówić. Stań się naocznym świadkiem swojego wewnętrznego stanu. Nie musisz nic robić. Razem z uwagą wkraczają transformacja i wolność.
Narzekanie i reagowanie są ulubionymi wzorcami umysłowymi ego, dzięki którym może się wzmocnić. U wielu osób czynności umysłowo-emocjonalne zdominowane są narzekaniem lub reagowaniem na to, czy tamto. W ten sposób stawiasz innych lub sytuację na pozycji ?nie masz racji? a siebie na pozycji ?mam rację?. Mając rację czujesz się lepszy, a czując się lepszym wzmacniasz poczucie siebie. W rzeczywistości wzmacniasz jedynie iluzję ego.
Czy jesteś w stanie zaobserwować w sobie te wzorce umysłowe i zobaczyć czym naprawdę jest ten narzekający głos w głowie?
Ego potrzebuje konfliktu, bo tylko jako oddzielona tożsamość może się wzmocnić, walcząc przeciwko temu, czy owemu i demonstrując ? to Jestem Ja? a tamto to nie Ja?.
Wina, to następna próba ego, stworzenia tożsamości, poczucia siebie. Dla ego nie jest ważne. czy ten ja? jest pozytywny, czy negatywny. To, co zrobiłeś, lub czego nie zrobiłeś oddaje twoją nieświadomość ? ludzką nieświadomość. Ego jednak personifikuje i mówi Ja to zrobiłem?, wiec w tobie powstaje mentalne wyobrażenie o sobie jako ?złym? człowieku.
Ego musi być w stałym konflikcie czymś lub z kimś. To wyjaśnia dlaczego, mimo że poszukujesz pokoju, radości i miłości, nie tolerujesz ich na długo. Mówisz, że chcesz szczęścia, lecz jesteś uzależniony od bycia nieszczęśliwym..."
E.Tolle ?Cisza przemawia?
13 306 2012-09-19 22:20:18
Właśnie obejrzałam na youtubie ciekawy wywiad z panem E.Tolle, którego l_ukrecjo zacytowałaś. Polecam.
13 307 2012-09-19 23:34:03 Ostatnio edytowany przez l_ukrecja (2012-09-19 23:39:08)
Właśnie obejrzałam na youtubie ciekawy wywiad z panem E.Tolle, którego l_ukrecjo zacytowałaś. Polecam.
Co o tym sądzisz? Jak dla mnie,hmm to może być to. Ja ciągle żyję w przeszłości,ciągle osądzam siębie-najsurowiej,innych,sytuacje. A jakby tak powiedzieć sobie-do diabła z przeszłością! koniec z tym gównem! od dziś nie będę osądzać,katować się,wspominać. Od dziś będę żyć i obserwować...kurde no nie wiem...
13 308 2012-09-19 23:45:44
Baaardzo mi się filozofia tego pana podoba. Życie teraźniejszością jest dla mnie logicznym rozwiązaniem. Człowiek często myśli co jeszcze? Co dalej? Zamiast być tu i teraz. Pogodzić się z przeszłością i nie szukać, nie wybiegać w przyszłość.
Jak wpiszesz sobie jego nazwisko na youtube, pojawią Ci się różne filmiki m.in. "dobry wywiad",składa się z siedmiu części. Obejrzałam inne filmiki na youtube, jak leci i naprawdę podoba mi się.
13 309 2012-09-20 09:19:18
Mam tak że miewam gorsze i lepsze dni. Chodzi o to że mam chłopaka, rok. I zaczeło się od tego że mu bardzo zależało, nadal mu zależy, ale czuję że to nie jest już to samo. Mamy takie upadki i wznoszenia.. Raz jest super, potem znów okropnie ( kłótnie, ciche dni ).
I tak w kółku, powtarzam sobie że tak musi być bo tak wygląda właśnie miłość. Czasami mam taką ochotę być ciągle z nim potrafiłabym z wszystkiego dla niego zrezygnować, ostatnio.. Byliśmy razem na wakacjach. Wszystko było super na początku. Potem on zaczął podrywać inną kobietę.. Byłam w szoku, wspólne wakacje, których nie mogłam się doczekać przez cały rok - wydałam wszystkie swoje oszczędności na ten wyjazd, a teraz mi się wymiotować chcę jak o tym myślę. Wiadomo na początku niewinne uśmiechy, długie rozmowy ( jego i jej )
byłam roztrzęsiona, myślałam - wymyślam, on tak samo mówił ,, wymyślasz''. Płakałam jak z nią rozmawiał, taki ból psychiczny mnie ogarniał i takie paniki smutku, on o tym wiedział, przychodził czasem do mnie pocieszał starał się jakoś to wszystko naprawić ale mówił że go to przytłacza.. Zaczął się do niej przytulać, trzymać ją za rękę, pocieszał ją.. Spędzał z nią więcej czasu niż ze mną. W drodze powrotnej, jechaliśmy autobusem (biuro podróży) on nie siedział ze mną tylko z nią, pod wymówką ,,już jej nigdy nie zobaczę, chcę się jeszcze pożegnać''. Ja musiałam na to wszystko patrzeć, to było straszne.. Takie okropne uczucie w brzuchu. Wróciliśmy, obiecywał się do niej nie odzywać, uwierzyłam. Koleżanka poleciła mi że mam o tym wszystkim zapomnieć, bo to nic nie da jak będę to wypominać..
Udawałam że wszystko jest ok, przecież jestem silna! Powtarzałam sobie to... Wróciliśmy, porozmawiałam o tym z mamą, ona zapewniła mi szybko wakacje, już następnego dnia mogłam sobie odpocząć od tego wszystkiego i jechać na Mazury.. Przed wyjazdem czekała mnie niemała niespodzianka (powiedział: obiecuję już z nią nie utrzymywać z nią kontaktu, mówił mi że się w niej zakochał/zauroczył ale też powiedział że bardziej mu zależy na mnie) poszedł do domu, już wszystko było ,,ok'' tylko potem niechcąco włączyłam jego skypa i wtedy okazało się z nią pisze.. I to jakie rzeczy, - że ją kocha, - że bez niej nie przeżyje, - że jest kimś wspaniałym dla niego, - tylko dzięki niej były te wakacje takie wspaniałe (ja cierpiałam a on przeżywał jakiś cudowny okres..) zrobiłam desperacką aferę mu.. Nie chciałam z nim być, ale jednocześnie tak bardzo go kochałam (i kocham) wiem że jest wspaniały,wybaczyłam mu.
Potem on jeszcze do niej pojechał (znaczy nie tylko do niej, tylko do jej znajomych też, wtedy jak ja byłam na Mazurach) pomijając fakt, że łączy ich jakieś 500 km. pojechał do niej.. Wrócił i no nie jest już to samo co kiedyś, teraz czuję że to ja go mocniej kocham.. Staram się, czytam książki pozwalające mi zrozumieć to wszystko, ale nie mogę zapomnieć, im bardziej się staram tym więcej o tym myślę. Wiadomo, tak jak już napisałam, są wzloty i upadki, cierpienie-szczęście i tak w kółku.. Jak mam temu wszystkiemu uporać?
13 310 2012-09-20 09:34:44
Pozbyc ego sie mozna ,jedynie trzeba spojrzec troche dalej i dookola siebie .
Dzisejsze czasy dodatkowo ,utrudniaja ludziom rozwoj duchowy ,trzeba pracowac i byc czasami bezwzglednym ,aby zarobic na zycie chociazby . Zachod zreszta slynie z tego ,co oczywiscie jest jak najbardziej dobre.
Jestem dumna ,ale to nieoznacza ze ma wybujale ego.
Ego to porowniania ,a poczucie wlasnje godnosci nie poddaja sie porownania.Ego zawsze porownuje :ja jestem lepszy niz inni,ja jestem wyzszy od ciebie,czeste porownywanie siebie do innych kreuje ego.Duma mowi poprostu szanuje siebie takim jakim jestem ,nie porownuje do innych.Moj szacunek do siebie nie przeszkadza nikomu w szacunku do siebie.Ego -pwoduje zanizanie samooceny jesli niejestemy jak inni.To ego powoduje chcec rywalizajci i zazdrosc o wszystko co maja inni.
Nie bedzie ukojenia w mistyce jesli bedziemy karmic ego.
Wyzbyc sie tego mozna .
Samorozowj tez niemoze byc Ego ,ego to fikcja ,ktora chce nas trzymac z dala od prawdziwej swiadomosci i odpowiedzialnosci.
Jak juz pislam ,nie kazdy musi to rozumiec ,ale ja zyje i nic niema we mnie z przeszlosci,nauczylam cieszyc sie tym co mam ,a mam wiele swoje zycie .
Np : skonczylam juz jeden ,kurs ,wzielam miej zajec w pracy ,ucze sie teraz robic bizuterie ,czuje ze zyje staje sie i jestem szczesliwa.
Nawet mialam zmarszczke na czole ,ktora sie rozplynela w powietrzu hehehe .
Nie jestem wstanie sie pogniewac ,poniewaz jesli ktos mnie atakuje to tak naprawde on ma problem i zazdrosc Ego ktore nim kieruje to tyle.Ja poprostu zyje
To jest bardzo ciekawe Pati.
Jaką biżuterię uczysz się robić?
13 311 2012-09-20 09:44:23
Baaardzo mi się filozofia tego pana podoba. Życie teraźniejszością jest dla mnie logicznym rozwiązaniem. Człowiek często myśli co jeszcze? Co dalej? Zamiast być tu i teraz. Pogodzić się z przeszłością i nie szukać, nie wybiegać w przyszłość.
Jak wpiszesz sobie jego nazwisko na youtube, pojawią Ci się różne filmiki m.in. "dobry wywiad",składa się z siedmiu części. Obejrzałam inne filmiki na youtube, jak leci i naprawdę podoba mi się.
Bo skupienie się na tu i teraz jest dla nas najlepsze. Im więcej mamy spraw na głowie i myślmy a co z tym, z tamtym, co jutro, pojutrze, za miesiąc, tym bardziej nas to wykańcza. Jeśli skupimy się na tym co robimy pozwoli nam to zachować równowagę.
Moje rozkojarzenie. Myślę o niebieskich migdałach zamiast skupić się na wykonywanej czynności, przez co nie pmietam czy zrobiłam to co akurat robiła wtedy kiedy myślałam o czymś, ale nie pamiętam co wtedy robiłam. Ja wiem, że to nie do końca o tym jest. Że spłyciłam sprawę. Ale może to wcale nie jest taki tragiczny przykład.
Tak sobie myślę. Niektóre z nas mają sprawy rozwodowe w toku, jakieś rzeczy, które przyjdzie nam załatwić za jakiś czas. Gdybyśmy siedziały i myslały, -a co to będzie, ..- czas uciekałby nam tylko. Co możemy zrobić teraz. Zabezpieczyć się na tyle ile możemy w danej chwili, znaleźc furtkę z wyjściem awaryjnym, a dopiero potem w danej chwili reagować i działać.
A jeśli chodzi o przeszłość..
Nic nie da nam rozpamiętywanie, żałowanie i analizowani tego co było. Możemy mieć poczucie krzywdy, poczucie żalu. Ale może czas sobie wybaczyć, dać prawo do błedów i iść dalej. Bo nic dobrego nie da nam, kiedy same siebie będziemy męczyć i dręczyć tym co było. Nic z tym nie zrobimy. Musimy nauczyć się z tym żyć, zaakceptować to. NIe sądzicie?
13 312 2012-09-20 09:48:17
rozkochana5,
twierdzisz, że Twój chłopak jest wspaniały.
Na czym ta jego wspaniałość polega? Na tym, że Cię oszukuje? Że za Twymi plecami romansuje z inną? Że nie dotrzymuje danego słowa? Że lekceważy Ciebie?
Przyznam, że inaczej niż Ty rozumiem słowo "wspaniały" i zupełnie innym określeniem nazwałabym tego człowieka.
Marzysz o tym, by zapomnieć.
Marzenie nierealne. Jesteś zdrową osobą, Twoja głowa nie uległa żadnemu wypadkowi, w związku z tym nie masz żadnych zaburzeń pamięci. Nie zapomnisz. Po pewnym czasie wspomnienia trochę wyblakną, będą mniej bolesnymi, ale pamiętać będziesz.
Zastanawiasz się, w jaki sposób uporać się z tym wszystkim.
Może zrób bilans zysków i strat poniesionych przez Ciebie w tym związku? Może zacznij nazywać rzeczy po imieniu? Może przestań się oszukiwać?
13 313 2012-09-20 09:49:44
Mam tak że miewam gorsze i lepsze dni. Chodzi o to że mam chłopaka, rok. I zaczeło się od tego że mu bardzo zależało, nadal mu zależy, ale czuję że to nie jest już to samo. Mamy takie upadki i wznoszenia.. Raz jest super, potem znów okropnie ( kłótnie, ciche dni ).
I tak w kółku, powtarzam sobie że tak musi być bo tak wygląda właśnie miłość. Czasami mam taką ochotę być ciągle z nim potrafiłabym z wszystkiego dla niego zrezygnować, ostatnio.. Byliśmy razem na wakacjach. Wszystko było super na początku. Potem on zaczął podrywać inną kobietę.. Byłam w szoku, wspólne wakacje, których nie mogłam się doczekać przez cały rok - wydałam wszystkie swoje oszczędności na ten wyjazd, a teraz mi się wymiotować chcę jak o tym myślę. Wiadomo na początku niewinne uśmiechy, długie rozmowy ( jego i jej )
byłam roztrzęsiona, myślałam - wymyślam, on tak samo mówił ,, wymyślasz''. Płakałam jak z nią rozmawiał, taki ból psychiczny mnie ogarniał i takie paniki smutku, on o tym wiedział, przychodził czasem do mnie pocieszał starał się jakoś to wszystko naprawić ale mówił że go to przytłacza.. Zaczął się do niej przytulać, trzymać ją za rękę, pocieszał ją.. Spędzał z nią więcej czasu niż ze mną. W drodze powrotnej, jechaliśmy autobusem (biuro podróży) on nie siedział ze mną tylko z nią, pod wymówką ,,już jej nigdy nie zobaczę, chcę się jeszcze pożegnać''. Ja musiałam na to wszystko patrzeć, to było straszne.. Takie okropne uczucie w brzuchu. Wróciliśmy, obiecywał się do niej nie odzywać, uwierzyłam. Koleżanka poleciła mi że mam o tym wszystkim zapomnieć, bo to nic nie da jak będę to wypominać..
Udawałam że wszystko jest ok, przecież jestem silna! Powtarzałam sobie to... Wróciliśmy, porozmawiałam o tym z mamą, ona zapewniła mi szybko wakacje, już następnego dnia mogłam sobie odpocząć od tego wszystkiego i jechać na Mazury.. Przed wyjazdem czekała mnie niemała niespodzianka (powiedział: obiecuję już z nią nie utrzymywać z nią kontaktu, mówił mi że się w niej zakochał/zauroczył ale też powiedział że bardziej mu zależy na mnie) poszedł do domu, już wszystko było ,,ok'' tylko potem niechcąco włączyłam jego skypa i wtedy okazało się z nią pisze.. I to jakie rzeczy, - że ją kocha, - że bez niej nie przeżyje, - że jest kimś wspaniałym dla niego, - tylko dzięki niej były te wakacje takie wspaniałe (ja cierpiałam a on przeżywał jakiś cudowny okres..) zrobiłam desperacką aferę mu.. Nie chciałam z nim być, ale jednocześnie tak bardzo go kochałam (i kocham) wiem że jest wspaniały,wybaczyłam mu.
Potem on jeszcze do niej pojechał (znaczy nie tylko do niej, tylko do jej znajomych też, wtedy jak ja byłam na Mazurach) pomijając fakt, że łączy ich jakieś 500 km. pojechał do niej.. Wrócił i no nie jest już to samo co kiedyś, teraz czuję że to ja go mocniej kocham.. Staram się, czytam książki pozwalające mi zrozumieć to wszystko, ale nie mogę zapomnieć, im bardziej się staram tym więcej o tym myślę. Wiadomo, tak jak już napisałam, są wzloty i upadki, cierpienie-szczęście i tak w kółku.. Jak mam temu wszystkiemu uporać?
Wiataj Rozkochana. Przepraszam, żę zapytam. Ile on ma lat?
Nie rozumiem co chcesz zrozumieć czytając te książki?
Dla mnie temat byłby zamknięty. Nie możesz go błagać na kolanach żeby traktował CIebie jak należy. Trzeba mieć swoją godność i nie dać siebie wykorzystywać, okłamywać i sobą pomiatać. Rozumiem, że kochasz. Ale Twoja miość nie wystrczy.
13 314 2012-09-20 09:53:15 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-20 09:56:54)
"...Prawie każde ego zawiera przynajmniej trochę czegoś, co można nazwać ?tożsamością ofiary??. Tożsamość ofiary bywa tak silna, że staje się punktem centralnym ego. Wtedy treścią poczucia siebie są urazy i żale.
Nawet jeżeli twoje poczucie krzywdy jest ?uzasadnione?, to tożsamość, którą stworzyłeś przypomina więzienie, którego kraty wykonane są z form myślowych. Zobacz co ty sobie robisz, albo raczej co umysł robi tobie. Poczuj emocjonalne przywiązanie do swojej historii ofiary i bądź świadomy, że musisz nieustannie o niej myśleć lub mówić. Stań się naocznym świadkiem swojego wewnętrznego stanu. Nie musisz nic robić. Razem z uwagą wkraczają transformacja i wolność.
Narzekanie i reagowanie są ulubionymi wzorcami umysłowymi ego, dzięki którym może się wzmocnić. U wielu osób czynności umysłowo-emocjonalne zdominowane są narzekaniem lub reagowaniem na to, czy tamto. W ten sposób stawiasz innych lub sytuację na pozycji ?nie masz racji? a siebie na pozycji ?mam rację?. Mając rację czujesz się lepszy, a czując się lepszym wzmacniasz poczucie siebie. W rzeczywistości wzmacniasz jedynie iluzję ego.
Czy jesteś w stanie zaobserwować w sobie te wzorce umysłowe i zobaczyć czym naprawdę jest ten narzekający głos w głowie?Ego potrzebuje konfliktu, bo tylko jako oddzielona tożsamość może się wzmocnić, walcząc przeciwko temu, czy owemu i demonstrując ? to Jestem Ja? a tamto to nie Ja?.
Wina, to następna próba ego, stworzenia tożsamości, poczucia siebie. Dla ego nie jest ważne. czy ten ja? jest pozytywny, czy negatywny. To, co zrobiłeś, lub czego nie zrobiłeś oddaje twoją nieświadomość ? ludzką nieświadomość. Ego jednak personifikuje i mówi Ja to zrobiłem?, wiec w tobie powstaje mentalne wyobrażenie o sobie jako ?złym? człowieku.
Ego musi być w stałym konflikcie czymś lub z kimś. To wyjaśnia dlaczego, mimo że poszukujesz pokoju, radości i miłości, nie tolerujesz ich na długo. Mówisz, że chcesz szczęścia, lecz jesteś uzależniony od bycia nieszczęśliwym..."E.Tolle ?Cisza przemawia?
Tak sobie to analizuje jeszcze i mnie doszło, że jak tutaj tak wylewałam te żale z siebie kiedyś, to tak karmiłam to swoje ego co jeszcze bardziej mnie nakręcało. A kiedy je olewam. Znaczy, nie analizuję, nie reaguję aż tak boleśnie, wtedy jest mi lżej. I wtedy czuję się lepiej. Takie spostrzeżenie.
13 315 2012-09-20 10:05:53
Nienawidzę narzekać i skarżyć się. Ale to jest też tak,że czasami godzę się z tym co jest zamiast uczynić jakieś kroki. To też nienajlepiej.
Psycholog zapytała się ostatnio czy potrafię zwymyślać w myślach osoby na które jestem zła. Prawda jest taka,że najczęściej pretensje mam do samej siebie.
13 316 2012-09-20 10:14:10 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-20 10:18:11)
Chyba przesada w żadną stonę nie jest dobra.
Wiem napewno, że nie da się mieć jednego stanowiska i w nim trwać. Są nerwy, emocje, różnie jest. Nie wiem czy to dobre określenie, ale trzeba tak jakby balansować dla zachowania równowagi. Nie ma jednej recepty.
13 317 2012-09-20 11:23:49
Ja tłumię w sobie wszelkie uczucia. Jest albo złość,albo smutek,rozpacz. Nic pomiędzy.
Czasami rozmyśluję przez długi czas co powiedziałam,co zrobiłam,czego nie powiedziałam i tak w kółko. A przecież jest tu i teraz. Po co zawracać sobie myśli tym co się stało?
13 318 2012-09-20 13:02:22
Pati31, to co piszesz rozumiem jako "bycie sobą i życie zgodnie z własnymi przekonaniami".
Bezwzględność to to samo co bycie okrutnym,despotycznym. Gdy zna się swoje prawa i obowiązki,bezwzględność jest konieczna?
Duma, to zarówno poczucie własnej godności i wartości,jak i wywyższanie się ponad innych,więc tu trzeba być ostrożnym.
Ego to tożsamość, wyzbyć się tożsamości? Niemożliwe, nie da się.
Ale rzeczywiście,porównywanie się z innymi jest zgubne. Możemy albo się wywyższać, albo zaniżać naszą wartość. Dwie skrajności. Dlatego trzeba odkryć KIM JESTEM a potem żyć
Ponad innych chce stawac i staje zawsze ego .
Ego to nie tozsamosc wlasnie to pulapka umyslu nad ktorym ludzie nie maja kontroli.
13 319 2012-09-20 13:09:40
Chyba przesada w żadną stonę nie jest dobra.
Wiem napewno, że nie da się mieć jednego stanowiska i w nim trwać. Są nerwy, emocje, różnie jest. Nie wiem czy to dobre określenie, ale trzeba tak jakby balansować dla zachowania równowagi. Nie ma jednej recepty.
BEZ emocji czlowiek nie zyje tylko wegetuje.
Kazde doswiaDCZENIE JEST POTRZEBNE w zyciu no, ale to chyba tez od inteligencji zalezy.
13 320 2012-09-20 13:13:33 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-09-20 13:14:54)
Zreszta co tu pisac.............
Poprostu zycie ma sie jedno ,warto je przezyc, a nie przewegetowac i cale zycie szukac za swa wegetacje winnych
Bo czas leci szybciej niz sie wydaje.
13 321 2012-09-20 13:36:52
Ja tłumię w sobie wszelkie uczucia. Jest albo złość,albo smutek,rozpacz. Nic pomiędzy.
Czasami rozmyśluję przez długi czas co powiedziałam,co zrobiłam,czego nie powiedziałam i tak w kółko. A przecież jest tu i teraz. Po co zawracać sobie myśli tym co się stało?
NO właśnie, po co?
13 322 2012-09-20 13:38:04
Nie no winy na kogoś zwalać to nie można, bez przesady.
13 323 2012-09-20 13:44:39
Nie no winy na kogoś zwalać to nie można, bez przesady.
Chyba gorzej jest jeżeli całe życie za wszystko obwinia się SIEBIE?!
13 324 2012-09-20 13:48:07
No gorzej.
Ale trzeba wogóle kogoś obwiniać? Stało się i już, jesli coś się stało.
13 325 2012-09-20 14:21:06
Sama nie wiem... Obwinianie nie jest dobre, ale takie podejście: stało się i już, chyba niewiele zmienia...