netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 976 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 202 203 204 205 206 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 196 do 13 260 z 26 310 ]

13 196

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dziękuję Wam za wsparcie, które bardzo mi pomaga i czuję je na każdym kroku.
U psychologa dowiaduję się,że mam inaczej myśleć, mówić, postępować. Chcę żyć inaczej, być inna niż moi rodzice. To wymaga zmiany o 180 stopni. I, mimo terapii, ta zmiana nie nadchodzi. Czasami mam nawet wrażenie, że jest gorzej.
Mam problem z rozpoznawaniem uczuć. Gdy psycholog pyta się mnie, jakie uczucie mi w danej sytuacji towarzyszyło, zabijcie mnie, ale ja nie wiem.
Poza tym, bardzo, ale to bardzo jestem dla siebie surowa. Obwiniam się o wszystko. Nie zrzucam winy na rodziców, nie. To ja jestem winna, wszystkiemu. A odpowiedzialność? Biorę na siebie odpowiedzialność za wszystko i wszystkich, nie tylko za siebie i swoje życie.

Marzę o tym, by przestać w każdej sytuacji winić siebie za wszystko i czuć się dpowiedzialna za wszystkich i wszystko, do tego być pewna siebie.

"Są ludzie, którzy nie mogą rozstać się z dzieciństwem. Na twarzach mają wypisaną decyzję, by nigdy nie dorosnąc. Wprawdzie nigdy też nie byli dziećmi. Mężczyźni, którzy uśmiechają się tylko wtedy, kiedy postanowią. Kobiety, które nigdy nie płaczą. Ci ludzie niechętnie dotykają ręki innych, w pomieszczeniacg starają się stać tyłem do otwartych drzwi, nie mogą zasnąc w nieznanym sobie pokoju. Rzadko się skarżą, ale kiedy już naprawdę nie mogą wytrzymać z rozpaczy, zjawiają się w gabinetach psychiatrów i proszą o lek, który szybko pomógłby na ból głowy. Nie mają zaufania. Wszędzie czują się obcy. I stale wątpią, czy mają prawo do życia na tym najlepszym ze światów"

Cytat z książki "Odebrane dzieciństwo. Psychologiczne problemy Dorosłych Dzieci Alkoholików" Zofii Sobolewskiej

a ja niby nie zdomu alkocholickiego bo tato zmarl jak mnialam 2 latka zapil sie ale czuje sie rownie odpowiedzialna za swiat ,oduczam sie tego jest ddd czy cos tam , zawsze od kad mnialam 12 lat obarczano mnie dbaniem o siebie ,mama w tym okresie zajeta byla panami nie dziecmi i tak mniala prawo i nie mniala bo lezec mozna w nocy z panami nie trzeba w ciagu dnia a teraz winna ja bo nie czuje juz takiej odpowiedzialnosci za nia i jej zycie oto ja od cielam sie i jedno jest pewne nigdy juz nie bede odpowiedzialna za matke ,ktpra sama ze soba nie daje rady zgorzkniala niestety ,pomimo to kocham ja i moglabym pomoc w mniare mozliwosci i tylko tyle nadal mi z tym dobrze ze nie mamy kontaktow bo to dalo mi przemyslenia i partrzenie w stecz ale tez patrzenie w przyszlosc  ,tak jestem wspoluzalezniona i lecze to  milego wieczorku

13 197

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

"Ból nie po to jest, by przysparzać ci smutku, pamiętaj. Ludzie tu właśnie przegapiają wszystko? Ten ból ma uczynić cię bardziej czujnym. Człowiek staje się czujny tylko wtedy, gdy strzała wnika głęboko w serce i rani. W innych sytuacjach nie mają czujności. Gdy żyje się łatwo, przyjemnie i wygodnie, kogo to obchodzi?
Po co czujność? Gdy umiera przyjaciel, ta możliwość istnieje. Gdy zostawia cię kobieta? ciemne noce, osamotnienie.
Kochałeś ją tak bardzo, postawiłeś wszystko na jedną kartę, a ona nagle pewnego dnia odeszła. Płaczesz w osamotnieniu? to szansa, jeśli ją wykorzystasz, możesz stać się uważny. Strzała rani, możesz ją wykorzystać. Ból nie jest po to, by dać ci nieszczęście, ból ma sprawić, że będziesz uważniejszy! Gdy jesteś uważny, nieszczęście znika".


Osho

13 198 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-12 21:23:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

POZYTYWNA TOŻSAMOŚĆ
Pozytywna tożsamość oznacza akceptację siebie samego i uwewnętrznione poczucie "bycia w porządku", nawet jeśli niektóre zachowania i czyny zasługują na krytykę. Jestem w porządku, ponieważ mam prawo dopuszczać się do błędów, poszukując lepszych sposobów życia. Mam swoje ograniczenia i słabości. Niektóre z nich akceptuję, inne stanowią dla mnie wyzwanie do zmiany. Ostatecznie akceptuję siebie wraz z moimi ograniczeniami i dobrymi, silnymi stronami. Jestem tak samo ważna, jak inni ludzie, a moje potrzeby i pragnienia nie są gorsze ani mniej ważne niż pragnienia i potrzeby innych. Akceptuję siebie jako kobietę i pozwalam sobie czerpać siłę i radość z faktu, że jestem istotą płciową. Lubię siebie i zasługuję na miłość. Mam prawo zaopiekować się sobą, gdy cierpię i poświęcać sobie więcej uwagi, gdy tego potrzebuję. Nie ma powodu, bym traktowała siebie gorzej niż najbliżych. Ostatecznie to z sobą będę obcować do końca swoich dni i z tego punktu widzenia jestem dla siebie osobą njaważniejszą.
Pozytywna tożsamość oznacza poczucie, iż zasługuję na uwagę i szacunek innych ludzi oraz,że mam prawo zarówno dawać,jak i brać. To wszystko zwalnia mnie od uwagi, jaką poświęcam odpowiedzi na pytanie:"Jak żyć?" i odpowiedzialności za realizację tego, co wynika z poznanej odpowiedzi.
Odwrotnością tej postawy jest EGOMANIA, z jednej strony, albo niepewność i nieakceptowanie siebie. Te dwa bieguny, stanowiące przeciwieństwo harmonii pomiędzy "ja" i "inni", paradoksalnie łączą się ze sobą i przez to właśnie są też odwrotnością pozytywnej tożsamości. Niepewność i lęk każą czasem obronnie wywyższać się nad innych, a nieuszanowanie siebie pozwala na nieszanowanie innych ludzi. Niechęć i karanie siebie łączy się z niepewnością i agresją wobec siebie. Głęboka życzliwość dla innych ludzi jest nie do osiągnięcia bez życzliwości dla samego siebie. Dobre relacje z innym człowiekiem- także w małżeństwie i rodzinie- można budować dopiero wtedy, gdy człowiek wie, kim jest. Określa to niezwykle trafne powiedzenie: Skąd mam wiedzieć, jak poradzić sobie z tobą, gdy nie wiem, jak radzić sobie z samym sobą?
W rodzinie z problemem alkoholowym trudno o akceptację siebie i pozytywną tożsamość. Już raczej wszyscy mają pretensje do siebie samych i do siebie nawzajem. Zarówno alkoholicy, jak i ich rodziny czy współmałżonkowie, a nawet dorastający dzieci, związani są węzłami krzywdy i winy, urazy, agresji oraz poczucia,że nikt nie jest w porządku.
Wraz z oskarżeniami, poczuciem winy i nieadekwatności pojawiają się inne trudne, przykre uczucia. Emocjonalna atmosfera rodziny alkoholowej ogniskuje się wokół wstydu, żalu, złości,agresji, lęku, poczucia winy i krzywdy. Inni ludzie i inne rodziny także przezywają te wszystkie stany, jednak rzadko kiedy w takim nasileniu i chaosie, jak ma to miejsce w rodzinie z problemem alkoholowym. Złość zamienia się w żal, żal w poczucie winy, wina w lęk, a lęk w poczucie krzywdy. Taka lub podobna kombinacja destrukcyjnych powiązań emocjonalnych nie sprzyja akceptowaniu siebie i realistycznemu widzeniu swoich problemów"
Wanda Sztander "Rodzina z problemem alkoholowym"

Być może odbiegam od tematu KKZB. Chciałam jednak tym cytatem nawiązać niejako do niektórych moich wypowiedzi. Moja egomania, niepewność i lęk, każą mi czasem wywyższać się nad innych. Dlatego czasami, bądź często, jestem po prostu niemiła delikatnie mówiąc. W "realnym życiu" mam to samo...

13 199

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

"Ból nie po to jest, by przysparzać ci smutku, pamiętaj. Ludzie tu właśnie przegapiają wszystko? Ten ból ma uczynić cię bardziej czujnym. Człowiek staje się czujny tylko wtedy, gdy strzała wnika głęboko w serce i rani. W innych sytuacjach nie mają czujności. Gdy żyje się łatwo, przyjemnie i wygodnie, kogo to obchodzi?
Po co czujność? Gdy umiera przyjaciel, ta możliwość istnieje. Gdy zostawia cię kobieta? ciemne noce, osamotnienie.
Kochałeś ją tak bardzo, postawiłeś wszystko na jedną kartę, a ona nagle pewnego dnia odeszła. Płaczesz w osamotnieniu? to szansa, jeśli ją wykorzystasz, możesz stać się uważny. Strzała rani, możesz ją wykorzystać. Ból nie jest po to, by dać ci nieszczęście, ból ma sprawić, że będziesz uważniejszy! Gdy jesteś uważny, nieszczęście znika".


Osho

To jest niesamowite, doprawdy. Jestem pod wrażeniem. Jestem skłonna w to uwierzyć. Zastanowiło mnie to bardzo. Kurcze blade.

13 200

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

"Ból nie po to jest, by przysparzać ci smutku, pamiętaj. Ludzie tu właśnie przegapiają wszystko? Ten ból ma uczynić cię bardziej czujnym. Człowiek staje się czujny tylko wtedy, gdy strzała wnika głęboko w serce i rani. W innych sytuacjach nie mają czujności. Gdy żyje się łatwo, przyjemnie i wygodnie, kogo to obchodzi?
Po co czujność? Gdy umiera przyjaciel, ta możliwość istnieje. Gdy zostawia cię kobieta? ciemne noce, osamotnienie.
Kochałeś ją tak bardzo, postawiłeś wszystko na jedną kartę, a ona nagle pewnego dnia odeszła. Płaczesz w osamotnieniu? to szansa, jeśli ją wykorzystasz, możesz stać się uważny. Strzała rani, możesz ją wykorzystać. Ból nie jest po to, by dać ci nieszczęście, ból ma sprawić, że będziesz uważniejszy! Gdy jesteś uważny, nieszczęście znika".


Osho

Otoz to ,jak juz pisalam w zyciu nie wolno unikac bledow ,poniewaz one nas kreuja ,stac sie obserwatorem wlasnych mysli to powinien byc wasz cel ,ja juz dostapilam tego zaszczytu ,ale poglebiam dalej.

13 201

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

POZYTYWNA TOŻSAMOŚĆ
Pozytywna tożsamość oznacza akceptację siebie samego i uwewnętrznione poczucie "bycia w porządku", nawet jeśli niektóre zachowania i czyny zasługują na krytykę. Jestem w porządku, ponieważ mam prawo dopuszczać się do błędów, poszukując lepszych sposobów życia. Mam swoje ograniczenia i słabości. Niektóre z nich akceptuję, inne stanowią dla mnie wyzwanie do zmiany. Ostatecznie akceptuję siebie wraz z moimi ograniczeniami i dobrymi, silnymi stronami. Jestem tak samo ważna, jak inni ludzie, a moje potrzeby i pragnienia nie są gorsze ani mniej ważne niż pragnienia i potrzeby innych. Akceptuję siebie jako kobietę i pozwalam sobie czerpać siłę i radość z faktu, że jestem istotą płciową. Lubię siebie i zasługuję na miłość. Mam prawo zaopiekować się sobą, gdy cierpię i poświęcać sobie więcej uwagi, gdy tego potrzebuję. Nie ma powodu, bym traktowała siebie gorzej niż najbliżych. Ostatecznie to z sobą będę obcować do końca swoich dni i z tego punktu widzenia jestem dla siebie osobą njaważniejszą.
Pozytywna tożsamość oznacza poczucie, iż zasługuję na uwagę i szacunek innych ludzi oraz,że mam prawo zarówno dawać,jak i brać. To wszystko zwalnia mnie od uwagi, jaką poświęcam odpowiedzi na pytanie:"Jak żyć?" i odpowiedzialności za realizację tego, co wynika z poznanej odpowiedzi.
Odwrotnością tej postawy jest EGOMANIA, z jednej strony, albo niepewność i nieakceptowanie siebie. Te dwa bieguny, stanowiące przeciwieństwo harmonii pomiędzy "ja" i "inni", paradoksalnie łączą się ze sobą i przez to właśnie są też odwrotnością pozytywnej tożsamości. Niepewność i lęk każą czasem obronnie wywyższać się nad innych, a nieuszanowanie siebie pozwala na nieszanowanie innych ludzi. Niechęć i karanie siebie łączy się z niepewnością i agresją wobec siebie. Głęboka życzliwość dla innych ludzi jest nie do osiągnięcia bez życzliwości dla samego siebie. Dobre relacje z innym człowiekiem- także w małżeństwie i rodzinie- można budować dopiero wtedy, gdy człowiek wie, kim jest. Określa to niezwykle trafne powiedzenie: Skąd mam wiedzieć, jak poradzić sobie z tobą, gdy nie wiem, jak radzić sobie z samym sobą?
W rodzinie z problemem alkoholowym trudno o akceptację siebie i pozytywną tożsamość. Już raczej wszyscy mają pretensje do siebie samych i do siebie nawzajem. Zarówno alkoholicy, jak i ich rodziny czy współmałżonkowie, a nawet dorastający dzieci, związani są węzłami krzywdy i winy, urazy, agresji oraz poczucia,że nikt nie jest w porządku.
Wraz z oskarżeniami, poczuciem winy i nieadekwatności pojawiają się inne trudne, przykre uczucia. Emocjonalna atmosfera rodziny alkoholowej ogniskuje się wokół wstydu, żalu, złości,agresji, lęku, poczucia winy i krzywdy. Inni ludzie i inne rodziny także przezywają te wszystkie stany, jednak rzadko kiedy w takim nasileniu i chaosie, jak ma to miejsce w rodzinie z problemem alkoholowym. Złość zamienia się w żal, żal w poczucie winy, wina w lęk, a lęk w poczucie krzywdy. Taka lub podobna kombinacja destrukcyjnych powiązań emocjonalnych nie sprzyja akceptowaniu siebie i realistycznemu widzeniu swoich problemów"
Wanda Sztander "Rodzina z problemem alkoholowym"

Być może odbiegam od tematu KKZB. Chciałam jednak tym cytatem nawiązać niejako do niektórych moich wypowiedzi. Moja egomania, niepewność i lęk, każą mi czasem wywyższać się nad innych. Dlatego czasami, bądź często, jestem po prostu niemiła delikatnie mówiąc. W "realnym życiu" mam to samo...

Tak jak sie odbierasz sama ,tak odbierasz swiat ,a swiat Ciebie -krotkie streszczenie

13 202

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Podobny problem obserwuje u mnie w pracy ,przychodza kobiety -po ratunek mozna je latwo porownac .Chca zmieniac siebie swoj wyglad swoje cialo dla mezow nie dla siebie .Obserwuje i mowie ze to jest Negative Body Obsession" -zaburzenie to nie trafilo jeszcze na listy psychologow ,ale moim zdaniem niebawem trafi - smiem twierdzic ze to najczestsza choroba psycho -kobiet 21 wieku.
Mam nawet w planach jakies studia pod kontem filozofi ,bo jak pisalam nowoczesna psychologia nie przemawia do mnie jak filozofia.
To zaburzenie przypomina wszystko inne jak DDD,KKZB ITP
cZY TO NIE POPROSTU choroby kreowane przez nasz nowoczesny umysl?
Wiem ze u kobiet wyglad strasznie wplywa na psychike i wniosek nasuwa sie w kazdym zaburzeniu ten sam.
Np obserwuje obsesje kobiet na posiadanie murzynskiego tylka ,kiedy widze ze sylwetka odbiega poprostu ukladem i sklonnosciami mowie zawsze wprost ze afrykanki maja wygieta kosc ledziwiowa i daje to taki efekt.
Obserwuje kobiety ktore naprawde sa chore .chore na wyglad.
Ludzie naprawde sa daleko od swojej duchowosci i to niszczy nasz swiat

13 203 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-13 12:51:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Podobny problem obserwuje u mnie w pracy ,przychodza kobiety -po ratunek mozna je latwo porownac .Chca zmieniac siebie swoj wyglad swoje cialo dla mezow nie dla siebie .Obserwuje i mowie ze to jest Negative Body Obsession" -zaburzenie to nie trafilo jeszcze na listy psychologow ,ale moim zdaniem niebawem trafi - smiem twierdzic ze to najczestsza choroba psycho -kobiet 21 wieku.
Mam nawet w planach jakies studia pod kontem filozofi ,bo jak pisalam nowoczesna psychologia nie przemawia do mnie jak filozofia.
To zaburzenie przypomina wszystko inne jak DDD,KKZB ITP
cZY TO NIE POPROSTU choroby kreowane przez nasz nowoczesny umysl?
Wiem ze u kobiet wyglad strasznie wplywa na psychike i wniosek nasuwa sie w kazdym zaburzeniu ten sam.
Np obserwuje obsesje kobiet na posiadanie murzynskiego tylka ,kiedy widze ze sylwetka odbiega poprostu ukladem i sklonnosciami mowie zawsze wprost ze afrykanki maja wygieta kosc ledziwiowa i daje to taki efekt.
Obserwuje kobiety ktore naprawde sa chore .chore na wyglad.
Ludzie naprawde sa daleko od swojej duchowosci i to niszczy nasz swiat

Bo to jest Pati problem w głowie, a nie w ciele.
Czytałam gdzieś, że jeśli ktoś nie pogodzi się ze sobą, nie pokocha siebie to nigdy nie będzie dobrze. Wiadomo, że wszysto może się stać z naszym ciałem. Możemy wyglądać różnie. Możemy stracić nogę w wypadku.
Problem zaczyna się od głowy. Najpierw tam trzeba zrobić porządek, a potem pójdzie. Jak będziemy chcieć zrobić coś ze swoim ciałem dla siebie nic nie stoi na przeszkodzie.

Najgorsze są te krytyczne oczy ludzi, może dla kobiet są to oczy facetów. Nie może być za duża, bo już nie wygląda, nie będzie się podobać. To jest moim zdaniem presja społeczna, tak jak z religią w Polsce. Niby nie trzeba, ale jak się nie zrobi, nie dostosuje to dobrze nie jest. Dla zewnętrznych sfer oczywiście.
Nastolatki mają problemy z wyglądem, naoglądają się w telewizji róznych rzeczy, albo zdjęć po obróbce w photoshopie. Albo prawdziwych bardzo szczupłych ciał. Można zwariować od tego.
Mnie się zawsze wydawało, że szczupłe babki mają lepiej. A jak ktoś jest większy, w rozmiarze 42 to już kompleksy, bo to już wykracza poza granice i się nie podoba.
Tylko dajmy na to będąc w takim rozmiarze, czy jak zmienimy go na 38 po katorżniczej pracy, a nie będziemy się akceptować to czy to nam coś pomoże?

13 204

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dokladnie sa ludzie ,po oprecjach plastycznych ,ktorzy nadal nie akceptuja siebie.
Rozmiar 42 jest ok ,kobiecy.
Czyli wniosek unikac mediow ,i wzorcowania sie na nich.

13 205 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-13 14:33:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Dokladnie sa ludzie ,po oprecjach plastycznych ,ktorzy nadal nie akceptuja siebie.
Rozmiar 42 jest ok ,kobiecy.
Czyli wniosek unikac mediow ,i wzorcowania sie na nich.

Dla jednych jest ok, dla innych nie. Chodzi o gust, o upodobania.
Często jest tak, że kobieta np. nie akceptuje siebie, ale np faceta który ją zaczepia idealizuje. No bo zakłada, że ona ma to nie takie, tamto nie takie i może on to zobaczy, więc nie może być zanadto wymagająca. No i sobie facet jest, pokazuje swoje fochy, mądrości, swoje stanowisko. A potem kobieta się opamieta i pomyśli, o kurcze, ale w zasadzie dlaczego ja tak postępuję, on mi się wcale nie podoba, nie jest dla mnie atrakcyjny. Mnie się wydaje, że wszystcy wokół dostrzegają moje wady, nieraz nawet w bólu podaję im je na tacy, żeby dostrzegli.
Inna kobieta tak w tym trwa nieświadomie, nie dostrzegając jakie ma niskie poczucie własnej wartości.
A to nie tak działa.
Każdy ma swój gust, widzi różne rzeczy. Zwykle tych co my widzimy sami u siebie nie dostrzega w taki sposób jak my. A wywalając je jemu w twarz tylko możemy do siebie zniechęcić.
Ale to są chyba skrajności.

Oglądałam kiedyś program o babie tak grubej, że aż niewyobrażalnie, ledwo jej się 4 litery na wózku inwalidzkim mieściły, nie mogła chodzić z tej otyłości. I wiecie co ona mówiła? A to, że ona siebie akceptuje taką jaka jest i czuje się świetnie. I doszukiwała się w innych egzemplarzach jakichś wad wysuwając swoją osobę na pierwszy plan. To też chyba jest nieco chore. Brak obiektywizmu.

Generalnie wszystko o czym pisałam opiera się na samoocenie, na poczuciu własnej wartości.
Ci, którym się wydaje bóg wie co, nie dostrzegają woich wad. A Ci, którzy czują się gorsi, nie mogący czy jakoś tak kiepsko ogólnie, widzą swoje wady w czterokrotnym conajmniej powiększeniu. I nie ważne co się stanie i tak skupiają się na tych złych rzeczach, na niepowodzeniach. Z reguły nie są wytrwali, łatwo się poddają, szybko zniechęcają. I to jest problem.
Albo raz na jakiś czas wpadną w złe dni, i chcą wykrzyczeć swoją nieudaczność. Dostają potem nieraz "po twarzy", bo nikt ich nie rozumie.
Za daleko chyba poszły te moje rozważania.

Grunt to znaleźć rownowagę co jest nie lada wyczynem.

13 206 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-13 16:49:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczoraj przeczytałam sobie znowu dwie książki o DDA.  Czytałam je już dwa razy, ale wczoraj odkryłam siebie w nich na nowo.
Chciałam być odpowiedzialną i silną osobą- maszyną, jak napisał Wielokropek, wyzbytą wszelkich uczuć. Doprowadziło mnie to do totalnej frustracji.
Zrozumiałam,że maszyną przecież byłam do tej pory, przez 30ści moich lat. Nadodpowiedzialna za to co się dzieje w domu, zamrożone uczucia, których nie można było okazywać, bo albo dostało się za to po głowie, albo nikt na to nie zwracał uwagi. Jestem posiadaczką wszystkich cech DDA, nadal niestety.
Przeżywam intensywnie czyjeś życie zamiast swoje, chcąc czegoś za kogoś i martwiąc się za kogoś. I nie chodzi tu tylko o partnera, ale też ludzi z pracy, ludzi tutaj na forum.

Dzisiaj nie użalałam i nie litowałam się nad sobą, ale w pewnym momencie łzy napłynęły mi do oczu, bo sobie pomyślałam: Dziewczyno, co ty w życiu przeszłaś. Zaczęłam sobie samej współczuć. Spłynęła na mnie fala miłości do siebie samej. Gdybym mogła, to bym się sama zaczęła przytulać.
Nigdy w życiu w ten sposób o sobie nie myślałam, bo uważałam to za słabość. Nigdy w życiu nie myślałam o sobie z takim uczuciem, z taką miłością.
Starałam się być tym kim nie jestem, bo bycie sobą nie pasuje wielu osobom, które mnie otaczają. Starałam się dopasować do świata, który mnie otacza, bo czułam,że nie pasuję do niego, gdy jestem taka jaka jestem. Starałam się zachowywać i mysleć, podobnie jak inni, żeby nie odstawać. Doprowadziło mnie to do frustracji i wywołało we mnie burzę emocji.

Czas przestać być twardą lub dążyć do tego. Trzeba zrzucić pancerz siły i walki. Pod tą skorupą kryje się wrażliwa, spokojna, pełna ciepła i empatii, mądra osoba. Trzeba ją wydobyć na zewnątrz.

Być może jest tak,że DDA to choroba kreowana przez nowoczesną psychologię. Ostatnio przeczytałam nawet,że psychologowie już lenistwo podciągnęli pod chorobę, związaną z depresją, czy czymś podobnym.
Uważam,że skoro to komuś pomaga, to dlaczego nie wprowadzać tego w życie.
Dla mnie w tym momencie życia, cechy DDA otworzyły mi okno do zmian.




Właśnie przeczytałam urywek wywiadu z Kasią Figurą. Opowiada ona o tym,że była bita i poniżana przez męża. Współczuję i znowu zaczynam przezywać czyjeś życie... ehhh...

13 207

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
ponownie napiszę tekst, który kiedyś już napisałam w tym wątku.

Silne osoby okazują smutek (inne trudne uczucia również).
Silne osoby nie wahają się przyznać do swej słabości.
Silne osoby proszą o pomoc.
Silne osoby muszą ładować swoje akumulatory.
Łzy nie są oznaką słabości.

13 208

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie zdawałam sobie sprawy,że moje uczucia są zamrożone. Wstydziłam się i obawiałam się je odczuwać, bo oznaczały dla mnie słabość. Nie rozumiałam dlaczego na każdym spotkaniu psycholog pytała się mnie: jakie uczucia temu towarzyszyły? A ja zawsze mówiłam: Nie wiem, bo naprawdę tego nie widziałam. Gdy się zapytała, czy widzę, że nie potrafię rozpoznawać u siebie uczuć, tak, widziałam ale nie rozumiałam. Teraz wiem, widzę i rozumiem.
Byłam skałą. Porównywałam się z innymi i zawsze siebie widziałam jako ta gorsza. Bo się wzruszyłam i wstydziłam się to okazać. Bo było mi przykro i bałam się o tym powiedzieć, bo nie rozumiałam i wolałam to przemilczeć, bo czułam strach, złość, gniew, które dusiłam w sobie...

Tak Wielokropku, myślałam,że silni ludzie nie okazują uczuć, słabości, emocji. Ja, żeby przeżyć w mojej rodzinie, taka właśnie musiałam być, bez uczuć, bez słabości, bez emocji. Bo inni tego wymagali ode mnie.
Dotarło do mnie, kim jest osoba silna.
Powoli zaczyna do mnie docierać kim jestem.
Myslę,że trzeba to najpierw zrozumieć i dostrzec, by zacząć to w sobie zmieniać.
Dziękuję Wielokropku. Chciałabym mieć taką mądrą mamę. Dobrze,że tu jesteś :*

13 209

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Nie zdawałam sobie sprawy,że moje uczucia są zamrożone. Wstydziłam się i obawiałam się je odczuwać, bo oznaczały dla mnie słabość. Nie rozumiałam dlaczego na każdym spotkaniu psycholog pytała się mnie: jakie uczucia temu towarzyszyły? A ja zawsze mówiłam: Nie wiem, bo naprawdę tego nie widziałam. Gdy się zapytała, czy widzę, że nie potrafię rozpoznawać u siebie uczuć, tak, widziałam ale nie rozumiałam. Teraz wiem, widzę i rozumiem.
Byłam skałą. Porównywałam się z innymi i zawsze siebie widziałam jako ta gorsza. Bo się wzruszyłam i wstydziłam się to okazać. Bo było mi przykro i bałam się o tym powiedzieć, bo nie rozumiałam i wolałam to przemilczeć, bo czułam strach, złość, gniew, które dusiłam w sobie...

Tak Wielokropku, myślałam,że silni ludzie nie okazują uczuć, słabości, emocji. Ja, żeby przeżyć w mojej rodzinie, taka właśnie musiałam być, bez uczuć, bez słabości, bez emocji. Bo inni tego wymagali ode mnie.
Dotarło do mnie, kim jest osoba silna.
Powoli zaczyna do mnie docierać kim jestem.
Myslę,że trzeba to najpierw zrozumieć i dostrzec, by zacząć to w sobie zmieniać.
Dziękuję Wielokropku. Chciałabym mieć taką mądrą mamę. Dobrze,że tu jesteś :*

Anstawio,dziękuję Ci za Twoje posty :***

Wielokropka też już kiedyś nazwałamc Mamą,choć z raji wieku to nie możliwe. Jest niewątpliwie takim kręgosłupem zdrowego myślenia,a cierpliwość,dystans i duchowość czuć w każdej Jej sugestii smile
Ja również dziękuję Wielokropku :***

Zosia i Pati są tak samo ważne,każda wnosi świeży powiew nadziei,bo One sa już po drugiej stronie rzeki :***

13 210 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-13 19:02:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Drogie moje,
dziękuję bardzo za wasze słowa, wzruszyły mnie. smile

A teraz, też po raz kolejny, dla Was (i nie tylko) ściąga:
bezradność, bezsilność, ciekawość, czułość, duma, frustracja, gniew, irytacja, lęk, litość, miłość, nienawiść, niepewność, niepokój, nieszczęście, nieufność, niezadowolenie, nuda, obawa, obojętność, obrzydzenie, oburzenie, osamotnienie, panika, podekscytowanie, pogarda, pokora, przestrach, przygnębienie, radość, rezygnacja, rozanielenie, rozbawienie, rozczarowanie, rozdrażnienie, rozgoryczenie, rozpacz, smutek, strach, szczęście, tęsknota, troska, trwoga, uciecha, ufność, ukojenie, ulga, wdzięczność, współczucie, wstyd, wściekłość, zachwyt, zadowolenie, zakłopotanie, zaskoczenie, zawiść, zazdrość, zażenowanie, zdenerwowanie, zdziwienie, złość, zmartwienie, zmieszanie, zniechęcenie, zniecierpliwienie, żal.




***
Anstawio,
na długie lata zamroziłaś swoje uczucia, by przetrwać (z jak najmniejszym uszczerbkiem) trudny czas. Zamroziłaś je, bo ich ujawnienie nie było ani bezpieczne, ani mądre. Teraz już nic Ci nie grozi. Już możesz przeżywać wszelkie uczucia, już nie musisz niczego udawać.

Przeczytaj swój ostatni post, zapamiętaj, skopiuj go i wracaj do niego w chwilach zwątpienia.

13 211

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

L_ukrecjo, cała przyjemność po mojej stronie.

A co do mamy, od psychologa wiem, że podświadomie szukam rodziców wśród innych ludzi. Szukam wśród nich tego, czego nigdy nie doświadczyłam, a bardzo mi tego brakuje.

Wielokropku, dziękuję za ściągawkę. Jak ją zobaczyłam, pomyślałam sobie "WOW! Ale tego jest." I mam stracha przed okazywaniem tych uczuć, mówieniem o nich, ewidentną blokadę. Widzę to teraz. Nawet ostatnio w pracy usłyszałam, żebym była szczera. Nie zawsze, ale bardzo często trzymam uczucia w sobie. Do tego ciężko mi jest je rozpoznać i nazwać, muszę się tego nauczyć.
Znowu mi trochę, a może bardzo, pojaśniało przed oczami big_smile Odrazu lepiej...

Aczkolwiek to jeszcze nie koniec moich cech DDA, z którymi chcę się zmierzyć. Ale to temat na kolejne posty wink

13 212

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To ja się zastanawiam , ile dzieci ma Wielokropek na forum. smile
Bo to przecież moja "Mama". big_smile

Fakt faktem Wielokropek na forum jest nr 1.

13 213

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

(...)I mam stracha przed okazywaniem tych uczuć, mówieniem o nich, ewidentną blokadę. (...)

Uprzedzam, że mam uczulenie na stwierdzenia typu "mam blokadę". tongue

Boisz się okazywać uczucia? Gratuluję, bo przy okazji, tak nieopatrznie, ujawniłaś właśnie jedno: swój strach.
Proponuję, byś trzymając swój strach pod rękę, ujawniała swe emocje. Z mojego doświadczenia wynika, że ta opcja opłaca się, mimo wszystko.




***
Poza tym, dziewczyny, zawstydzacie mnie. I nie jest to z mej strony żadna kokieteria.
A forumowych dzieci mam..., nie wiem ile.
Każdą z Was mocno przytulam.
Pamiętajcie, że jesteście mądrymi, wartościowymi, osobami.

13 214

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

anstawia ja też jestem DDA po trzydziestce zaczynam to rozumieć leczyć się z tego właśnie niedawno się rozwiodłam moje małżeństwo było wynikiem DDA i tak właśnie się skończyło (nie licząc zdrady meża ) ktoś mi powiedział że ludzie DDA są silni i potrafią radzić sobie w życiu jesteśmy po przejściach trudnego dzieciństwa to jacy jesteśmy niestety wynosimy z dzieciństwa

13 215

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania78 napisał/a:

anstawia ja też jestem DDA po trzydziestce zaczynam to rozumieć leczyć się z tego właśnie niedawno się rozwiodłam moje małżeństwo było wynikiem DDA i tak właśnie się skończyło (nie licząc zdrady meża ) ktoś mi powiedział że ludzie DDA są silni i potrafią radzić sobie w życiu jesteśmy po przejściach trudnego dzieciństwa to jacy jesteśmy niestety wynosimy z dzieciństwa

Hej.
Oprócz tych nieszczęsnych cech DDA, mamy też pozytywy, choćby właśnie takie jak: DDA często osiągają prawdziwe sukcesy, na ogół nie tracą głowy w trudnych sytuacjach, doskonale potrafią opiekować się potrzebującymi pomocy itp !!! big_smile

Jeśli chodzi o tą moją uczuciową blokadę, miałam na myśli taką żarówkę nad moją głową, która zapala się w momencie kiedy trzeba wyrazić swoje uczucie np zachwyt. Wtedy słyszę takie piknięcie, zaciska mi się szczęka, ogólne zamrożenie wewnątrz klatki piersiowej itp byle tylko nikt nie odkrył,że mi się to niesamowicie podoba. Twarz sparaliżowana, byle się nie uśmiechnąć. A gdy ktoś powie, ale ładne, to jestem w stanie wydusić tylko jakieś ehmgrrryyy....
W poniedziałek, na pytanie pani psycholog: Jak się pani dzisiaj czuje? Wyrecytuję litanię uczuć hehehe smile
Cóż, chyba to napiszę. Rozpoznanie problemu wywołało u mnie ogromną radość. Przed chwilą tańczyłam na środku pokoju smile

13 216

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
ania78 napisał/a:

anstawia ja też jestem DDA po trzydziestce zaczynam to rozumieć leczyć się z tego właśnie niedawno się rozwiodłam moje małżeństwo było wynikiem DDA i tak właśnie się skończyło (nie licząc zdrady meża ) ktoś mi powiedział że ludzie DDA są silni i potrafią radzić sobie w życiu jesteśmy po przejściach trudnego dzieciństwa to jacy jesteśmy niestety wynosimy z dzieciństwa

Hej.
Oprócz tych nieszczęsnych cech DDA, mamy też pozytywy, choćby właśnie takie jak: DDA często osiągają prawdziwe sukcesy, na ogół nie tracą głowy w trudnych sytuacjach, doskonale potrafią opiekować się potrzebującymi pomocy itp !!! big_smile

Jeśli chodzi o tą moją uczuciową blokadę, miałam na myśli taką żarówkę nad moją głową, która zapala się w momencie kiedy trzeba wyrazić swoje uczucie np zachwyt. Wtedy słyszę takie piknięcie, zaciska mi się szczęka, ogólne zamrożenie wewnątrz klatki piersiowej itp byle tylko nikt nie odkrył,że mi się to niesamowicie podoba. Twarz sparaliżowana, byle się nie uśmiechnąć. A gdy ktoś powie, ale ładne, to jestem w stanie wydusić tylko jakieś ehmgrrryyy....
W poniedziałek, na pytanie pani psycholog: Jak się pani dzisiaj czuje? Wyrecytuję litanię uczuć hehehe smile
Cóż, chyba to napiszę. Rozpoznanie problemu wywołało u mnie ogromną radość. Przed chwilą tańczyłam na środku pokoju smile

Anstawio,robi się tzw. Dzienniczek uczuć,nauczyłam się tego na terapii uzależnień,bo wszyscy nałogowcy mają problemy z uczuciami.
Robi się to np. wieczorem wspominając sytuacje,nazwać uczucie,odnieść się do tego.

Np.Sytuacja- Rano zabolał mnie ząb. Uczucie-Poczułam frustrację,bo dopiero co wymieniłam plombę. Co zrobiłam? Wzięłam lek i zadzwoniłam do stomatologa.


Po tygodniu maożna zrobić zestawienie,ile było pozytywnych,a ile negatywnych uczuć.
Potem już wszystko wiadomo-jakie sytuacje,myśli są dla nas dobre,a jakie nie i czy coś można z tym zrobić.

Nie wiem,czy jasno się wyraziłam...

13 217

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

L_ukrecjo, mniej więcej wiem o co chodzi. Mam książkę od psycholożki, w której są te ćwiczenia. Takie i inne. Ale do tej pory nie przykładałam do nich szczególnej uwagi, bo wydawały mi się bezsensowne, wręcz głupie. Teraz już wiem, że się myliłam. Dzięki za przypomnienie :*

13 218

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

L_ukrecjo, cała przyjemność po mojej stronie.

A co do mamy, od psychologa wiem, że podświadomie szukam rodziców wśród innych ludzi. Szukam wśród nich tego, czego nigdy nie doświadczyłam, a bardzo mi tego brakuje.

Wielokropku, dziękuję za ściągawkę. Jak ją zobaczyłam, pomyślałam sobie "WOW! Ale tego jest." I mam stracha przed okazywaniem tych uczuć, mówieniem o nich, ewidentną blokadę. Widzę to teraz. Nawet ostatnio w pracy usłyszałam, żebym była szczera. Nie zawsze, ale bardzo często trzymam uczucia w sobie. Do tego ciężko mi jest je rozpoznać i nazwać, muszę się tego nauczyć.
Znowu mi trochę, a może bardzo, pojaśniało przed oczami big_smile Odrazu lepiej...

Aczkolwiek to jeszcze nie koniec moich cech DDA, z którymi chcę się zmierzyć. Ale to temat na kolejne posty wink

a fajnie zylo sie iluzja jak ja sie zmienie tooooooooooooo a tu takie zawiedzenie nigdy nie bedziemy wystarczajaco dobrzsi dla naszych rodzicow ,oni po prostu sa sami nieszczesliwi i nie wiedza dlaczego i nawet nie szukaja  no trudno ,stwierdzam smialo ze moja mama ma syndrom ofiary a jej dobrze ztym ,i anastawio nie mozna zmienic sie o 180 stopni ,mozna wyeliminowac zachowania toksyczne przejete po rodzicach reszte mozna zaakceptowac,rodzicem mozesz byc sama sobie ,ja majac kontakt z wewnetrznym dzieckiem wiem ze bylam rozpieszczona i zlosliwa ,milego dnia i zyjesz zyciem innych hmmmmmmmmm serce nie sluga

13 219

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Największym problemem jest kiedy naszego patnera nie obchodzą nic a nic nasze uczucia. My o nich mówimy, a to jak kulą w płot, nic. Obojętność.

Wiecie co ja bym chciała. Chciałabym nie mieć problemów z osiąganiem celów. Generalnie zawsze zastanawiam się czy coś mi się uda zamiast wziąć się do roboty i zwyczajnie zrobić. Mam w sobie przeświadzenie, że to na nic, że nie dam rady. Podziwiam ludzi, którzy robią coś, dążą do czegoś co chcą osiągnąć i nic ich nie powstrzymuje, nie blokuje, nic im nie przeszkadza.
Ja mam coś takiego od czasów szkolnych. Nieraz to mnie aż bolało. Czułam taki paraliżujący ból w środku, że z czymś tam nie dam sobie rady i wcale się za to nie brałam, nie potrafiłam. Wiecie co to jest?
Tak bardzo chciałabym to pokonać.

13 220

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Największym problemem jest kiedy naszego patnera nie obchodzą nic a nic nasze uczucia. My o nich mówimy, a to jak kulą w płot, nic. Obojętność.

Wiecie co ja bym chciała. Chciałabym nie mieć problemów z osiąganiem celów. Generalnie zawsze zastanawiam się czy coś mi się uda zamiast wziąć się do roboty i zwyczajnie zrobić. Mam w sobie przeświadzenie, że to na nic, że nie dam rady. Podziwiam ludzi, którzy robią coś, dążą do czegoś co chcą osiągnąć i nic ich nie powstrzymuje, nie blokuje, nic im nie przeszkadza.
Ja mam coś takiego od czasów szkolnych. Nieraz to mnie aż bolało. Czułam taki paraliżujący ból w środku, że z czymś tam nie dam sobie rady i wcale się za to nie brałam, nie potrafiłam. Wiecie co to jest?
Tak bardzo chciałabym to pokonać.

lek potrafi sparalizowac czlowieka ,przeskoczyc lek ,po prostu mow sobie ze dasz rade,swiat jesttak carny jak my go widzimy, nie odwrotnie

13 221

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja się staram to sobie powtarzać, ale mimo wszystko mi nie wychodzi ;/

13 222

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

(...)Mam w sobie przeświadzenie, że to na nic, że nie dam rady. Podziwiam ludzi, którzy robią coś, dążą do czegoś co chcą osiągnąć i nic ich nie powstrzymuje, nie blokuje, nic im nie przeszkadza.
Ja mam coś takiego od czasów szkolnych. Nieraz to mnie aż bolało. Czułam taki paraliżujący ból w środku, że z czymś tam nie dam sobie rady i wcale się za to nie brałam, nie potrafiłam. Wiecie co to jest?
Tak bardzo chciałabym to pokonać.

Wyobrażasz sobie, że nie dasz rady zrealizować tego, co chcesz osiągnąć. Że boisz się. Że coś Cię blokuje.
Dobrze.
W takim razie wyobraź sobie, że to, za co się zabrałaś, nie udało się, nie wyszło.
Już wyobraziłaś sobie? To zobacz, co Tobie (albo komukolwiek innemu) się stało. Co, konkretnie, w związku z tym, się wydarzyło? Zastanów się, czego faktycznie się boisz.
Dopiero znając przyczyny swego strachu, możesz coś z nim zrobić.

13 223 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-14 13:09:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przy egzaiminach boję się, że jest tyle materiału, że go nie zapamiętam. Że jestem niejako za słaba na to, nie chcę mówić za głupia.
Wydaje mi się, że przyswojenie materiału zajmuje mi zdecydowanie więcej czasu niż innym. Albo często mi się zdaje, że ja nie wiem jak mam się uczyć.
Dla mnie nauka zawsze była traumą. Miałąm taką reakcję jak Anstawia na nazwanie uczuć, gula w gardle i łzy w oczach. Nie mam pojęcia czemu.
Może przez traktowanie mnie przez matkę, przez nazywanie głupią, brzydką, przez obwinianie. Ja tego nie wiem.
Teraz już nie dam się jej ranić, nie pozwolę się obrażać. Ale na to nikomu nie pozwolę. Ale tamto jest jak zadra. Wiem, może to głupie.

Ja usiądę i czytam materiał, ale gdzieś tam są myśli o tym czy dam radę.
A mimo to czytam, czytam bardzo wiele książek. Ale z tego nie mam egzaminu.

Jakbym dała radę, jakbym się przemogła, migłbym pewnie mieć lepiej płatną pracę.

13 224

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm...,
nie znalazłam odpowiedzi na pytanie.
Rozumiem, że uważasz, że materiału do nauki jest dużo. Rozumiem, że boisz się, ze nie dasz rady go zapamiętać, że będziesz dłużej się uczyła niż inni.
Ale, co stanie się Tobie (z Tobą), gdy np. nie zdasz tego egzaminu?

13 225 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-14 13:29:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

NO mnie się nic nie stanie. NIe dokończe tego co zaczęłam.
Chyba nie rozumiem.

13 226

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wczoraj przeczytałam sobie znowu dwie książki o DDA.  Czytałam je już dwa razy, ale wczoraj odkryłam siebie w nich na nowo.
Chciałam być odpowiedzialną i silną osobą- maszyną, jak napisał Wielokropek, wyzbytą wszelkich uczuć. Doprowadziło mnie to do totalnej frustracji.
Zrozumiałam,że maszyną przecież byłam do tej pory, przez 30ści moich lat. Nadodpowiedzialna za to co się dzieje w domu, zamrożone uczucia, których nie można było okazywać, bo albo dostało się za to po głowie, albo nikt na to nie zwracał uwagi. Jestem posiadaczką wszystkich cech DDA, nadal niestety.
Przeżywam intensywnie czyjeś życie zamiast swoje, chcąc czegoś za kogoś i martwiąc się za kogoś. I nie chodzi tu tylko o partnera, ale też ludzi z pracy, ludzi tutaj na forum.

Dzisiaj nie użalałam i nie litowałam się nad sobą, ale w pewnym momencie łzy napłynęły mi do oczu, bo sobie pomyślałam: Dziewczyno, co ty w życiu przeszłaś. Zaczęłam sobie samej współczuć. Spłynęła na mnie fala miłości do siebie samej. Gdybym mogła, to bym się sama zaczęła przytulać.
Nigdy w życiu w ten sposób o sobie nie myślałam, bo uważałam to za słabość. Nigdy w życiu nie myślałam o sobie z takim uczuciem, z taką miłością.
Starałam się być tym kim nie jestem, bo bycie sobą nie pasuje wielu osobom, które mnie otaczają. Starałam się dopasować do świata, który mnie otacza, bo czułam,że nie pasuję do niego, gdy jestem taka jaka jestem. Starałam się zachowywać i mysleć, podobnie jak inni, żeby nie odstawać. Doprowadziło mnie to do frustracji i wywołało we mnie burzę emocji.

Czas przestać być twardą lub dążyć do tego. Trzeba zrzucić pancerz siły i walki. Pod tą skorupą kryje się wrażliwa, spokojna, pełna ciepła i empatii, mądra osoba. Trzeba ją wydobyć na zewnątrz.

Być może jest tak,że DDA to choroba kreowana przez nowoczesną psychologię. Ostatnio przeczytałam nawet,że psychologowie już lenistwo podciągnęli pod chorobę, związaną z depresją, czy czymś podobnym.
Uważam,że skoro to komuś pomaga, to dlaczego nie wprowadzać tego w życie.
Dla mnie w tym momencie życia, cechy DDA otworzyły mi okno do zmian.




Właśnie przeczytałam urywek wywiadu z Kasią Figurą. Opowiada ona o tym,że była bita i poniżana przez męża. Współczuję i znowu zaczynam przezywać czyjeś życie... ehhh...

Odpowiedzialnosc swiadomosci -to nie wyzbycie sie uczuc ,ale wlasnie posiadanie ich ,ale tych prawdizwych .Maszyna staje sie czlowiek nieswiadomy wlasnie.

13 227

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeszcze dodam zeby nie bylo heheh.
Miewam rozne dni ,niekiedy jestem zmeczona innym razem smutna,innym spiaca itd itd.
Poprostu postanowilam zyc ,swiadomie .To ze jestem juz stabilnie sama i radze soboe dobrze ,nie oznacza ze medytuje i tylko ptaszki ciwerkaja .Poprostu zyje i biore co najlepsze.

13 228

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

NO mnie się nic nie stanie. NIe dokończe tego co zaczęłam.
Chyba nie rozumiem.

hm... rozumiem Cię doskonale. Też tak mam.
Gdy podejmowałam jakieś próby działania w przeszłości, mój ojciec często mi mówił: I tak gów*o z tego wyjdzie itp itd
Dlatego teraz, dość, że z góry zakładam porażkę, to nawet nie próbuję podjąć jakiegoś wyzwania, bo nic z tego nie wyjdzie.
Racjonalnie patrząc, takie myślenie jest bez sensu. Po pierwsze, nawet nie daję sobie szansy spróbować. Po drugie,jeżeli się nie uda, to przecież to nie koniec świata. Chodzi o to właśnie, by próbować. Mamy wiele szans, nie tylko jedną.
Czy jeden niezdany egzamin rzeczywiście oznacza koniec?? Są szanse na poprawki, kolejne podejścia. Właśnie po to by iść dalej.
Też o tym rozmawiałam z psychologiem. Dowiedziałam się, że unikam, bo się boję.  Nie daję sobie szans na sukces, bo nawet nie podejmuję próby. Trzeba zacząć od małych kroków. Czasami cele, które sobie stawiamy, są po prostu w tym momencie niemożliwe do osiągnięcia z różnych powodów.
Chcesz mieć lepiej płatną pracę. A czy w Twojej teraźniejszej pracy masz wynagrodzenie zgodne z wykonywaną pracą? Może należałoby poprozmawiać z szefem o podwyżce?

13 229

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

NO mnie się nic nie stanie. NIe dokończe tego co zaczęłam.
Chyba nie rozumiem.

Anstawia napisał/a:

(...)Czy jeden niezdany egzamin rzeczywiście oznacza koniec?? Są szanse na poprawki, kolejne podejścia. Właśnie po to by iść dalej.
Też o tym rozmawiałam z psychologiem. Dowiedziałam się, że unikam, bo się boję.

Obie się boicie.
Czego?
Niezdanego egzaminu?
Przecież on nie straszy - moim zdaniem, lęk związany jest z konsekwencjami tego niezdania. Tylko jakimi? Bo każda z was może bać się innych konsekwencji; warto jest więc zobaczyć je sobie dokładnie, by cokolwiek z tym strachem zrobić.

13 230

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mogę dołączyć się do dyskusji? Czytały panie może książkę Robin Norwood ,,Kobiety, które kochają za bardzo''? Myślę że to początek dobrej drogi do wyleczenia się z tej choroby ,, kochania za bardzo'' Polecacie jakieś książki o własnej wartości? Filmy motywacyjne czy coś? smile Pozdrawiam

13 231

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chyba boję się być gorsza od innych. Zawsze porównuję się z innymi, uważam, że jestem gorsza i niezdany egzamin na przykład, jest jakby moim dowodem na to, że jestem gorsza.
Nie dotyczy to tylko egzaminów. Myśl, że inni i tak są lepsi, powoduje, że unikam pewnych decyzji. Boję się ich podjąć, bo jak się nie uda, to "wyjdzie na jaw", że jestem mało inteligentna na przykład. Chyba w moim przypadku to o to chodzi...



rozkochana5, wyslij mi maila, to coś Ci podeślę. Niewiele, ale zawsze coś.

13 232

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeżeli wątpicie w swoje siły, to myślę że naprawdę mamy wiele możliwości i powinniśmy czerpać z życia garściami. Próbować nowych rzeczy .
NAPRAWDĘ FAJNĄ SPRAWĄ JEST TEN FILMIK ---> OBEJRZCIE nie trwa długo a myślę że zmotywować potrafi, chociażby można go sobie oglądać w chwilach słabości smile  wpiszcie na YT ,,Motywator! Największy jaki się da'' warto..

13 233

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W skrócie napiszę, że osoby DDA, w dzieciństwie zostały odrzucone przez rodziców, zarówno tych pijących, jak i nie pijących, głównie matki, które zajęte były pijącymi mężami i dziecko odsuwały na dalszy plan.
"Reakcją na odrzucenie przez rodziców jest także poczucie niskiej wartości. Odrzucone dziecko rośnie w upokarzającym je przekonaniu, że "skoro rodzice mnie nie chcą, to nie zasługuję na lepsze traktowanie". W konsekwencji przez całe życie wstydzi się samego siebie. W życiu dorosłym moi pacjenci starali się poradzić sobie z poczuciem niższej wartości głównie na dwa sposoby.
Pierwszy z nich to zachowania perfekcyjne. Część uczestników naszych spotkań stawiała sobie bardzo duże wymagania i mnóstwo zadań do wykonania, by udowodnić swoją wartość. Ponieważ jednak sami byli głęboko przekonani o własnej niższości, tylko chwilowo potrafili się cieszyć ze swoich osiągnięć. Liczyła się dla nich przee wszystkim opinia innych ludzi. "Tyle jestem wart, ile inni we mnie pochwalą". Jedno krytyczne zdanie wypowiedziane wśród wielu pochwał mogło odebrać im całą satysfakcję z sukcesu. Natychmiast też stawiali sobie nowe wymagania. (...)
Drugim sposobem radzenia sobie z poczuciem niższej wartości są zachowania unikowe, czyli wycofywanie się z góry ze wszystkich trudnych zadań, by nie narażać się na pewną porażkę. "Nie będę próbował, bo i tak do niczego się nie nadaję". Mariusz, syn alkoholika, szukał pracy.Miał średnie wykształcenie ekonomiczne, zbierał więc ogłoszenia z prasy, w których pisano o pracy dla ekonomisty. Jednak gdy warunki mu odpowiadały, nie zgłaszał się na wstępną rozmowę, ponieważ uważał,że nie ma szans na tak dobrą posadę. W końcu zdecydował się na pracę, która nie wymagała żadnych kwalifikacji i była nisko opłacana.
Zachowaniem unikowym jest również wybieranie sobie nieatrakcyjnych partnerów:"Tylko ktoś taki może chcieć być ze mną". Wielu moich pacjentów twierdziło: "On (ona) jest dla mnie za przystojny, za mądry, za dobry"itp."
"Odebrane dzieciństwo" Zofia Sobolewska


To opis mnie. Tak myślę. Co teraz?

13 234

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

W skrócie napiszę, że osoby DDA, w dzieciństwie zostały odrzucone przez rodziców, zarówno tych pijących, jak i nie pijących, głównie matki, które zajęte były pijącymi mężami i dziecko odsuwały na dalszy plan.
"Reakcją na odrzucenie przez rodziców jest także poczucie niskiej wartości. Odrzucone dziecko rośnie w upokarzającym je przekonaniu, że "skoro rodzice mnie nie chcą, to nie zasługuję na lepsze traktowanie". W konsekwencji przez całe życie wstydzi się samego siebie. W życiu dorosłym moi pacjenci starali się poradzić sobie z poczuciem niższej wartości głównie na dwa sposoby.
Pierwszy z nich to zachowania perfekcyjne. Część uczestników naszych spotkań stawiała sobie bardzo duże wymagania i mnóstwo zadań do wykonania, by udowodnić swoją wartość. Ponieważ jednak sami byli głęboko przekonani o własnej niższości, tylko chwilowo potrafili się cieszyć ze swoich osiągnięć. Liczyła się dla nich przee wszystkim opinia innych ludzi. "Tyle jestem wart, ile inni we mnie pochwalą". Jedno krytyczne zdanie wypowiedziane wśród wielu pochwał mogło odebrać im całą satysfakcję z sukcesu. Natychmiast też stawiali sobie nowe wymagania. (...)
Drugim sposobem radzenia sobie z poczuciem niższej wartości są zachowania unikowe, czyli wycofywanie się z góry ze wszystkich trudnych zadań, by nie narażać się na pewną porażkę. "Nie będę próbował, bo i tak do niczego się nie nadaję". Mariusz, syn alkoholika, szukał pracy.Miał średnie wykształcenie ekonomiczne, zbierał więc ogłoszenia z prasy, w których pisano o pracy dla ekonomisty. Jednak gdy warunki mu odpowiadały, nie zgłaszał się na wstępną rozmowę, ponieważ uważał,że nie ma szans na tak dobrą posadę. W końcu zdecydował się na pracę, która nie wymagała żadnych kwalifikacji i była nisko opłacana.
Zachowaniem unikowym jest również wybieranie sobie nieatrakcyjnych partnerów:"Tylko ktoś taki może chcieć być ze mną". Wielu moich pacjentów twierdziło: "On (ona) jest dla mnie za przystojny, za mądry, za dobry"itp."
"Odebrane dzieciństwo" Zofia Sobolewska

To opis mnie. Tak myślę. Co teraz?

I ja...

13 235

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I masz l_ukrecjo jakiś pomysł jak to zmienić??
Nie powiem, ale utrudnia mi to życie. Tobie pewnie też.
Jak czytam cechy DDA i widzę je u siebie zupełnie wyraźnie, to czasami sobie współczuję,ale z drugiej strony podziwiam. Taka zwichrowana psychika i żyj tu sobie z tym. Ale w sumie trochę otworzyło mi to oczy. Przede wszystkim już wiem, że jest o wiele więcej uczuć niż dobrze lub źle. I całkiem fajnie jest móc się cieszyć big_smile tak prawdziwie, wewnątrz i na zewnątrz.

13 236

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
rozkochana5 napisał/a:

Mogę dołączyć się do dyskusji? Czytały panie może książkę Robin Norwood ,,Kobiety, które kochają za bardzo''? Myślę że to początek dobrej drogi do wyleczenia się z tej choroby ,, kochania za bardzo'' Polecacie jakieś książki o własnej wartości? Filmy motywacyjne czy coś? smile Pozdrawiam

Hej. Dostałam Twojego maila. Próbowałam wysłać Ci książki ale otrzymałam zwrotnego maila,że taki adres nie istnieje.
Sprawdź sobie czy w ustawieniach forum wpisałaś dobry adres, wyślij mi ponownie maila i podaj swój adres mailowy.
Pozdrawiam!

13 237 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-15 09:31:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

NO mnie się nic nie stanie. NIe dokończe tego co zaczęłam.
Chyba nie rozumiem.

hm... rozumiem Cię doskonale. Też tak mam.
Gdy podejmowałam jakieś próby działania w przeszłości, mój ojciec często mi mówił: I tak gów*o z tego wyjdzie itp itd
*Dlatego teraz, dość, że z góry zakładam porażkę, to nawet nie próbuję podjąć jakiegoś wyzwania, bo nic z tego nie wyjdzie.*
Racjonalnie patrząc, takie myślenie jest bez sensu. Po pierwsze, nawet nie daję sobie szansy spróbować. Po drugie,jeżeli się nie uda, to przecież to nie koniec świata. Chodzi o to właśnie, by próbować. Mamy wiele szans, nie tylko jedną.
Czy jeden niezdany egzamin rzeczywiście oznacza koniec?? Są szanse na poprawki, kolejne podejścia. Właśnie po to by iść dalej.
Też o tym rozmawiałam z psychologiem. Dowiedziałam się, że unikam, bo się boję.  Nie daję sobie szans na sukces, bo nawet nie podejmuję próby. Trzeba zacząć od małych kroków. Czasami cele, które sobie stawiamy, są po prostu w tym momencie niemożliwe do osiągnięcia z różnych powodów.
Chcesz mieć lepiej płatną pracę. A czy w Twojej teraźniejszej pracy masz wynagrodzenie zgodne z wykonywaną pracą? Może należałoby poprozmawiać z szefem o podwyżce?

* Ja właśnie tak mam.

Czy moje wynagrodzenie jest zgodne z moją pracą. To trudne pytanie, każdy odpowiedziałby coś innego. Pracodawca tyle daje i dostałam nawet podwyżkę niewielką przez zwiększoną ilość godzin, ale to nie jest płaca wystarczająca dla mnie, nie wystarcza na spełnienie podstawowych potrzeb moich i dziecka.

13 238

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
hm... napisał/a:

NO mnie się nic nie stanie. NIe dokończe tego co zaczęłam.
Chyba nie rozumiem.

Anstawia napisał/a:

(...)Czy jeden niezdany egzamin rzeczywiście oznacza koniec?? Są szanse na poprawki, kolejne podejścia. Właśnie po to by iść dalej.
Też o tym rozmawiałam z psychologiem. Dowiedziałam się, że unikam, bo się boję.

Obie się boicie.
Czego?
Niezdanego egzaminu?
Przecież on nie straszy - moim zdaniem, lęk związany jest z konsekwencjami tego niezdania. Tylko jakimi? Bo każda z was może bać się innych konsekwencji; warto jest więc zobaczyć je sobie dokładnie, by cokolwiek z tym strachem zrobić.

Nie Wielopkropku ja się nie boję konsekwencji nie zdania. Nie wiem jak Anstawia.
Ja się boję przyczyn nie zdania, że nie poradzę sobie z przygotowaniem do niego, bo nie jako jestem świadoma że wtedy nie zdam. Boję się tego, że nie uda mi się przygotować. Że nie zapamiętam. Ja często jestem niepewna swojej wiedzy. Przykładowo rozmawiam skądś i mówimy o czymś, padnie jakieś stwierdzenie, którego nie jestem pewna i ktoś wtedy upiera się przy swojej racji. A moja niepewnośc nie pozwala mi się uprzeć, bo już sama nie wiem co jest prawdą. Czy teraz bardziej mnie rozumiesz?
Są rzczy, których jestem pwna, istnieją takie.

13 239

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Chyba boję się być gorsza od innych. Zawsze porównuję się z innymi, uważam, że jestem gorsza i niezdany egzamin na przykład, jest jakby moim dowodem na to, że jestem gorsza.
Nie dotyczy to tylko egzaminów. Myśl, że inni i tak są lepsi, powoduje, że unikam pewnych decyzji. Boję się ich podjąć, bo jak się nie uda, to "wyjdzie na jaw", że jestem mało inteligentna na przykład. Chyba w moim przypadku to o to chodzi...



rozkochana5, wyslij mi maila, to coś Ci podeślę. Niewiele, ale zawsze coś.

Ja się tego nie boję.
Samo przygotowanie mnie przeraża.
Dlatego boję się studiów. Mam jakiś wstręt do szkół.
Jedyne z czym nie mam problemów w tym zakresie to to że czytać mogę do upadłego. Potrafię się wyłączyć i skupić, czego kiedyś nie umiałam. Kiedy? Podczas problemów w domu kiedy byłam dzieckiem, nastolatką. Wtedy wogóle nie mogłam siedzieć nad lekcjami, nie potrafiłam. Chyba, że coś szczególnie mnie interesowało. Pamiętam, jak raz przez lekcją przeczytałam rozdział z geografii i odpowiedziałam na lekcji śpiewająco na najwyższą z możliwych ocen. To jest fantastyczne wspomnienie da mnie. Z pamięcią nie mam problemów, mimo, że często wydje mi się, że nie zapamiętam. Nieraz sama siebie pozytywnie rozczarowałam odtwarzając coś w pamięci.

13 240 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-09-15 09:47:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

W skrócie napiszę, że osoby DDA, w dzieciństwie zostały odrzucone przez rodziców, zarówno tych pijących, jak i nie pijących, głównie matki, które zajęte były pijącymi mężami i dziecko odsuwały na dalszy plan.
"Reakcją na odrzucenie przez rodziców jest także poczucie niskiej wartości. Odrzucone dziecko rośnie w upokarzającym je przekonaniu, że "skoro rodzice mnie nie chcą, to nie zasługuję na lepsze traktowanie". W konsekwencji przez całe życie wstydzi się samego siebie. W życiu dorosłym moi pacjenci starali się poradzić sobie z poczuciem niższej wartości głównie na dwa sposoby.
Pierwszy z nich to zachowania perfekcyjne. Część uczestników naszych spotkań stawiała sobie bardzo duże wymagania i mnóstwo zadań do wykonania, by udowodnić swoją wartość. Ponieważ jednak sami byli głęboko przekonani o własnej niższości, tylko chwilowo potrafili się cieszyć ze swoich osiągnięć. Liczyła się dla nich przee wszystkim opinia innych ludzi. "Tyle jestem wart, ile inni we mnie pochwalą". Jedno krytyczne zdanie wypowiedziane wśród wielu pochwał mogło odebrać im całą satysfakcję z sukcesu. Natychmiast też stawiali sobie nowe wymagania. (...)
Drugim sposobem radzenia sobie z poczuciem niższej wartości są zachowania unikowe, czyli wycofywanie się z góry ze wszystkich trudnych zadań, by nie narażać się na pewną porażkę. "Nie będę próbował, bo i tak do niczego się nie nadaję". Mariusz, syn alkoholika, szukał pracy.Miał średnie wykształcenie ekonomiczne, zbierał więc ogłoszenia z prasy, w których pisano o pracy dla ekonomisty. Jednak gdy warunki mu odpowiadały, nie zgłaszał się na wstępną rozmowę, ponieważ uważał,że nie ma szans na tak dobrą posadę. W końcu zdecydował się na pracę, która nie wymagała żadnych kwalifikacji i była nisko opłacana.
Zachowaniem unikowym jest również wybieranie sobie nieatrakcyjnych partnerów:"Tylko ktoś taki może chcieć być ze mną". Wielu moich pacjentów twierdziło: "On (ona) jest dla mnie za przystojny, za mądry, za dobry"itp."
"Odebrane dzieciństwo" Zofia Sobolewska


To opis mnie. Tak myślę. Co teraz?

To trochę do mnie pasuje. To drugie. Oj bardzo nawet.
Pierwszy partner był nieatrakcyjny, szukałam w nim pozytywnych cech i znalazłam, ale mimo to nie wytrzymałam, bo jednach chyba tworzyłam sobie cześciowo ten lepszy jego obraz.
DDA, kurcze. Moi rodzice prowadzili między sobą wojnę odkąd pamiętam. Nie było w domu alkoholu, ale każdy był zajęty swoim życiem. Napewno była to rodzina dysfunkcyjna.
Wiem, że przez matkę miałam zaburzenia osobowości. I wiecie co. Pamiętam te rozmowy z psychologem. Pamiętam jak w zasadzie sama do tego doszłam. To było niesamowite. Ale wspomnienie nizbyt przyjemne.

13 241

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... podoba mi się twoja sygnaturka.
Problemy DDA to też problemy dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, dlatego tak te opisy do nas pasują.
Ponieważ masz w głowie obraz z dzieciństwa,że nie mogłaś się uczyć, bo w domu był chaos, teraz trudno jest Ci sobie nawet wyobrazić,że to mogłoby się udać.
Piszesz,że potrafisz czytać, skupić się i masz świetną pamięć. Według mnie, to najważniejsze cechy, które są potrzebne do nauki i zdania egzaminu!
Teraz,jesteś już dorosła, nie musisz trwać w tym chaosie, jaki kiedyś wprowadzała Twoja mama. Możesz stworzyć sobie plan nauki i krok po kroku go realizować.

13 242 Ostatnio edytowany przez Cash (2012-09-15 15:18:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie Kobietki,
Jako że też jestem DDA, a kilka odpowiedzi na nurtujące mnie w związku z tym pytania znalazałem, pozwalam sobie wkleić poniższy link...
link

Strona poświęcona właśnie zagadnieniom DDA.

Proszę, zapoznaj się z Regulaminem forum. Wstawianie liknów jest niezgodne z jego 11 punktem.

Moderatorka Wielokropek

Przepraszam za naruszenie regulaminu.



W takim razie osobom zainteresowanym tematyką DDA, proponuję w najpopularniejszą wyszukiwarkę wpisać hasło

DDA ryby mają głos

wówczas pojawi się odpowiedni odnośnik do strony.

Pozdrawiam

13 243 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-15 12:51:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Cash napisał/a:

Witajcie Kobietki,
Jako że też jestem DDA, a kilka odpowiedzi na nurtujące mnie w związku z tym pytania znalazałem, pozwalam sobie wkleić poniższy link...
link

Strona poświęcona właśnie zagadnieniom DDA.

Hej Cash, dzięki za ten link.

Ja od zawsze wiedziałam,że w związku z tym,że mam ojca alkoholika, wpływa to na moją psychikę. Termin DDA poznałam dawno temu. Na mojej 5cio miesięcznej terapii poruszamy właściwie tylko problemy DDA. Nigdy jednak tak bardzo jak teraz nie byłam świadoma tych cech. Wiedziałam, że nie jestem pewna siebie, uciekam od ludzi itp. Teraz widzę,że wszystko do tej pory mogło być czarne albo białe, złe albo dobre, albo perfekcyjnie albo wcale. Rozumiem i widzę. Widocznie teraz dopiero nadszedł czas na zrozumienie tego co się wokół mnie dzieje i mam nadzieję, że mi to pomoże.
Całe życie dążyłam do perfekcji i normalności. Wiem już dlaczego. I wiem,że ani perfekcja, ani normalność nie istnieją. Jest tyle fajnych rzeczy pomiędzy, których ja nie dostrzegałam, wypierałam, bo uważałam, że są niewystarczające.
Powoli odnajduję siebie, staram się dostrzec KIM JESTEM.

Edycja w celu usunięcia linku.
Moderatorka Wielokropek

13 244

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

hm... podoba mi się twoja sygnaturka.
Problemy DDA to też problemy dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, dlatego tak te opisy do nas pasują.
Ponieważ masz w głowie obraz z dzieciństwa,że nie mogłaś się uczyć, bo w domu był chaos, teraz trudno jest Ci sobie nawet wyobrazić,że to mogłoby się udać.
Piszesz,że potrafisz czytać, skupić się i masz świetną pamięć. Według mnie, to najważniejsze cechy, które są potrzebne do nauki i zdania egzaminu!
Teraz,jesteś już dorosła, nie musisz trwać w tym chaosie, jaki kiedyś wprowadzała Twoja mama. Możesz stworzyć sobie plan nauki i krok po kroku go realizować.

Dziękuję Anstawio.
Jak to dobrze móc spotkać kogoś kto rozumie. Dziękuję za te słowa. Ja ały czas bardzo tego chcę. Bardzo.
Widzisz, mam mniejsze problemy z reczami z których mnie nikt nie rozlicza, nie ocenia, nie osądza. Ale mimo wszystko.
Czyli mówisz, że dzieciństwo ciągnie się jak nie powiem co. Trzeba to przepędzić )

13 245 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-15 12:54:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Cash napisał/a:

Witajcie Kobietki,
Jako że też jestem DDA, a kilka odpowiedzi na nurtujące mnie w związku z tym pytania znalazałem, pozwalam sobie wkleić poniższy link...
link

Strona poświęcona właśnie zagadnieniom DDA.

Hej Cash, dzięki za ten link.

Ja od zawsze wiedziałam,że w związku z tym,że mam ojca alkoholika, wpływa to na moją psychikę. Termin DDA poznałam dawno temu. Na mojej 5cio miesięcznej terapii poruszamy właściwie tylko problemy DDA. Nigdy jednak tak bardzo jak teraz nie byłam świadoma tych cech. Wiedziałam, że nie jestem pewna siebie, uciekam od ludzi itp. Teraz widzę,że wszystko do tej pory mogło być czarne albo białe, złe albo dobre, albo perfekcyjnie albo wcale. Rozumiem i widzę. Widocznie teraz dopiero nadszedł czas na zrozumienie tego co się wokół mnie dzieje i mam nadzieję, że mi to pomoże.
Całe życie dążyłam do perfekcji i normalności. Wiem już dlaczego. I wiem,że ani perfekcja, ani normalność nie istnieją. Jest tyle fajnych rzeczy pomiędzy, których ja nie dostrzegałam, wypierałam, bo uważałam, że są niewystarczające.
Powoli odnajduję siebie, staram się dostrzec KIM JESTEM.

Dokładnie, ani perfekcja ani normalność nie istnieją. Z pięknem mogłoby być podobnie, bo to pojęcie względne.

Edycja w celu usunięcia linku.
Moderatorka Wielokropek

13 246

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... cała przyjomność po mojej stronie :*
Tak na prawdę, dopóki pewnych rzeczy nie dostrzegłam u siebie, ciężko było mi zrozumieć innych. I też cieszę się, że jest nas więcej smile
Teraz śmieję się, bo ostatnio wytykałam pewnej osobie w pracy, że jest obsesyjnie perfekcyjna i się stresuje. Wytykałam komuś cechy, które sama posiadam hehe. A perfekcja nie istnieje, perfekcyjna uroda również. Dążenie do perfekcji i normalności jest chyba czymś najgorszym.
Tylko, że osoba z rodziny dysfunkcyjnej nie wie czym tak na prawdę jest normalność. Nie jest nigdy pewna, czy to co robi i myśli jest "normalne" dlatego dąży do niemożliwego.
hm... może zacznij od małych kroków. Nie wiem jakie masz plany, ale może zamiast studiów, jakiś kurs? Cokolwiek, dzięki czemu zorientujesz się, czy to jest to czego chcesz, czy masz czas i chęci by to kontynuować itp. Nie wiem, może źle myslę. Zawsze to jednak jakaś inwestycja w siebie.

13 247

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kurs już zrobiony, tylko egzamin nie zdany. Za drugi muszę zapłacić. A jak drugim razem się nie uda, to muszę kurs dorabiać i dopłacać.

Jak nie przeżyjesz to się nie dowiesz, prawda?
Jakbyśmy nie przeżyły nie roumiałybyśmy siebie na wzajem. Jakoś podobne doświadczenia mamy, bardzo podobne.

A normalnośc, hm. No nie ma jej, bo dla każdego co innego jest normalne. Jednemu coś wydaje się właściwe, innemu niewyobrażalne. Ludzie różni są.

13 248

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Widzisz, mam mniejsze problemy z reczami z których mnie nikt nie rozlicza, nie ocenia, nie osądza. Ale mimo wszystko.
Czyli mówisz, że dzieciństwo ciągnie się jak nie powiem co. Trzeba to przepędzić )

Wrażliwość na krytykę. Skąd ja to znam! A gdy ktoś mnie pochwali, udaję, że nie słyszę, albo sobie myślę,że nie zasługuję na pochwałę, po prostu udało mi się, bo było łatwe itp itd Nie mówiąc o tym, że ciągle oczekuję pochwał.

13 249

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Kurs już zrobiony, tylko egzamin nie zdany. Za drugi muszę zapłacić. A jak drugim razem się nie uda, to muszę kurs dorabiać i dopłacać.

Jak nie przeżyjesz to się nie dowiesz, prawda?
Jakbyśmy nie przeżyły nie roumiałybyśmy siebie na wzajem. Jakoś podobne doświadczenia mamy, bardzo podobne.

A normalnośc, hm. No nie ma jej, bo dla każdego co innego jest normalne. Jednemu coś wydaje się właściwe, innemu niewyobrażalne. Ludzie różni są.

Dokładnie. Każdy z nas jest unikatowy.
Dobrze by było, gdybyś podeszła ponownie do tego egzaminu. Nie myśl o tym,że jak go nie zdasz to co będzie dalej. Pewnie jest Ci ciężko znaleźć kasę na poprawkę, ale może znajdzie się jakiś sposób. Wydaje mi się,że to są właśnie te konsekwencje o których pisał Wielokropek. Boisz się podejść do egzaminu, bo boisz się,że nie zdasz a konsekwencją tego będą kolejne wydatki, dlatego wolisz odpuścić. Chyba...

13 250

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Widzisz, mam mniejsze problemy z reczami z których mnie nikt nie rozlicza, nie ocenia, nie osądza. Ale mimo wszystko.
Czyli mówisz, że dzieciństwo ciągnie się jak nie powiem co. Trzeba to przepędzić )

Wrażliwość na krytykę. Skąd ja to znam! A gdy ktoś mnie pochwali, udaję, że nie słyszę, albo sobie myślę,że nie zasługuję na pochwałę, po prostu udało mi się, bo było łatwe itp itd Nie mówiąc o tym, że ciągle oczekuję pochwał.

Bo chwalić też trzeba umieć Anstawio. Taka pochwała, która zawstydza nie jest dobrą pochwałą, można o tym przeczytać w publikacji pt. "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać żeby o nas mówiły". Jak pokręciłam z tytułem, przepraszam. Tam jest opisane jak ważne jest umieć chwalić swoje dziecko, żeby uwierzyło. Np. Jeśli powiem Ci, że zrobiłaś coś doskonale, że jesteś wspaniała to nie uwierzysz i będziesz zawstydzona. Natomiast jeśli powiem, że posprzątałaś, bardzo dokładnie, jest teraz pachnąco, a w szafkach poukładane przejrzyście. Wtedy poczujesz się dowartościowana i uwierzysz mi, bo zobaczysz sama, bo sama widzisz, że właśnie tak to zrobiłaś.

13 251

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Kurs już zrobiony, tylko egzamin nie zdany. Za drugi muszę zapłacić. A jak drugim razem się nie uda, to muszę kurs dorabiać i dopłacać.

Jak nie przeżyjesz to się nie dowiesz, prawda?
Jakbyśmy nie przeżyły nie roumiałybyśmy siebie na wzajem. Jakoś podobne doświadczenia mamy, bardzo podobne.

A normalnośc, hm. No nie ma jej, bo dla każdego co innego jest normalne. Jednemu coś wydaje się właściwe, innemu niewyobrażalne. Ludzie różni są.

Dokładnie. Każdy z nas jest unikatowy.
Dobrze by było, gdybyś podeszła ponownie do tego egzaminu. Nie myśl o tym,że jak go nie zdasz to co będzie dalej. Pewnie jest Ci ciężko znaleźć kasę na poprawkę, ale może znajdzie się jakiś sposób. Wydaje mi się,że to są właśnie te konsekwencje o których pisał Wielokropek. Boisz się podejść do egzaminu, bo boisz się,że nie zdasz a konsekwencją tego będą kolejne wydatki, dlatego wolisz odpuścić. Chyba...

W tym przypadku sprawa właśnie tak wygląda )

13 252

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Osz choroba, co za moderator okrutny tongue

13 253

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Widzisz, mam mniejsze problemy z reczami z których mnie nikt nie rozlicza, nie ocenia, nie osądza. Ale mimo wszystko.
Czyli mówisz, że dzieciństwo ciągnie się jak nie powiem co. Trzeba to przepędzić )

Wrażliwość na krytykę. Skąd ja to znam! A gdy ktoś mnie pochwali, udaję, że nie słyszę, albo sobie myślę,że nie zasługuję na pochwałę, po prostu udało mi się, bo było łatwe itp itd Nie mówiąc o tym, że ciągle oczekuję pochwał.

Bo chwalić też trzeba umieć Anstawio. Taka pochwała, która zawstydza nie jest dobrą pochwałą, można o tym przeczytać w publikacji pt. "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać żeby o nas mówiły". Jak pokręciłam z tytułem, przepraszam. Tam jest opisane jak ważne jest umieć chwalić swoje dziecko, żeby uwierzyło. Np. Jeśli powiem Ci, że zrobiłaś coś doskonale, że jesteś wspaniała to nie uwierzysz i będziesz zawstydzona. Natomiast jeśli powiem, że posprzątałaś, bardzo dokładnie, jest teraz pachnąco, a w szafkach poukładane przejrzyście. Wtedy poczujesz się dowartościowana i uwierzysz mi, bo zobaczysz sama, bo sama widzisz, że właśnie tak to zrobiłaś.

Czyli kostruktywna pochwała i krytyka. To ma sens, co napisałaś.

13 254

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

hm... podoba mi się twoja sygnaturka.
Problemy DDA to też problemy dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, dlatego tak te opisy do nas pasują.
Ponieważ masz w głowie obraz z dzieciństwa,że nie mogłaś się uczyć, bo w domu był chaos, teraz trudno jest Ci sobie nawet wyobrazić,że to mogłoby się udać.
Piszesz,że potrafisz czytać, skupić się i masz świetną pamięć. Według mnie, to najważniejsze cechy, które są potrzebne do nauki i zdania egzaminu!
Teraz,jesteś już dorosła, nie musisz trwać w tym chaosie, jaki kiedyś wprowadzała Twoja mama. Możesz stworzyć sobie plan nauki i krok po kroku go realizować.

Jestem z rodziny dysfunkcyjnej,gdzie nie było alkoholu,więc jestem DDD.
Kiedy chodziłam do szkoły...koszmar.
Nie radziłam sobie od 1 kasy,nikt mi nie pomagał,były tylko wymagania,krzyki,kary i wyzwiska. Wtedy też wpadłam pedofilowi w łapy,a więc jak mogłam się skupić?
Rówieśnicy śmiali się ze mnie,byłam szkolnym matołem,który nic nie wie (nawet jak wiedziałam to i tak nie powiedziałam),chodzi zle ubrany (ciuchy po siostrze starszej o 7 lat),którego mama sprząta w szkole (wtedy to było hańbiące zajęcie).
Zero ambicji,zainteresowań,autorytetów.


Nie,nie zmądrzałam. Po terapii wydobył się mój głęboko skryty potencjał.
Nie byłam głupia,ja się po prostu bałam,nie wierzyłam w siebie...cóz samoocenę miałam ujemną.
Żal mi dziś tej malutkiej 7-letniej wystraszonej dziewczynki,jej samotność,wołanie o pomoc i miłość przeraża mnie do dziś.
Nikt,dosłownie nikt nie chciał mi pomóc. Nikt niczego nie zauważył...rodzice,nauczyciele,lekarze...nikt.
Tylko pedofil...mnie wspierał...tak wtedy myślałam...ech...

Wiecie...dawno temu,kiedy nie miałam jeszcze na tyle do czynienia z psychologią,stworzyłam sobie taki obraz.
Wchodzę do pokoju jeb... pedofila,ja dzisiejsza i podchodzę do małej dziewczynki stojącej przed nim. Podciągam jej majtki,biorę ją na ręce,uderzam z całej siły w gębę zboczeńca i wychodzę. Siadam z nią w pustym pokoju,na bujanym fotelu i czule przemawiam,zapewniam,ze kocham i nigdy jej nie opuszczę...Nucąc,głaszcząc i bujając usypiam małą. I na przemiennie raz jestem jedną,raz drugą. To mnie uspakaja.

Dziś zaczęłam 3 klasę liceum. Jestem 5-tkową uczennicą i przewodniczącą klasy smile

13 255 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-15 14:38:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... i L_ukrecjo, KOCHAM WAS!!!!
Miałam ogromne opory by w tym wątku pisać o swoich cechach, czyli o DDA/DDD. Bałam się konsekwencji,że Moderatorka;) wyrzyci mnie z forum za nie pisanie na temat. Próbowałam coś tam pisać na innych wątkach,ale bez większego odzewu. Tutaj, jakoś zawsze jest tyle energii :* Sama nie wiem...
Ale to jaką ulgę poczułam, gdy zaczęłam pisać o cechach DDA i Wy dziewczyny zaczęłyście pisać o sobie i o tym,że macie podobnie, jest nie do opisania. Kamień spadł mi z serca, że mamy tyle wspólnego. 
l_ukrecjo, moja mama też sprzątała moją podstawówkę gdy mój brat do niej chodził, potem ja. Ciuchy miałam po starszym bracie czasami, a jakże! Poczucie wstydu miałam przeogromne. Nie mówiąc już o tym,że teraz pracuję jako sprzataczka/pomoc domowa. Wstydzę się tego jak jasna ch****a, do tego rodzice mi to ciągle wypominają. Gdybyś mieszkała z nami w Polsce, to pracowałabyś w biurze itp itd... eeehhh
Na studiach zaocznych miałam stypedium, praktycznie nie musiałam nic płacić, do tego pracowałam w ROSSMANie i byłam zastępcą kierownika. Do momentu aż napatoczył się mój mąż, wyjechałam za nim do Holandii, skąd dojeżdżałam na studia. Ledwo je zdałam, obroniłam pracę licencjacką, ale dyplomu jeszcze nie odebrałam. Leży w archiwum...
Dziewczyny, jesteście wspaniałe!
Musimy pokonać tą naszą przeszłość. Szkoda życia.

13 256

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

hm... i L_ukrecjo, KOCHAM WAS!!!!
Miałam ogromne opory by w tym wątku pisać o swoich cechach, czyli o DDA/DDD. Bałam się konsekwencji,że Moderatorka;) wyrzyci mnie z forum za nie pisanie na temat. Próbowałam coś tam pisać na innych wątkach,ale bez większego odzewu. Tutaj, jakoś zawsze jest tyle energii :* Sama nie wiem...
Ale to jaką ulgę poczułam, gdy zaczęłam pisać o cechach DDA i Wy dziewczyny zaczęłyście pisać o sobie i o tym,że macie podobnie, jest nie do opisania. Kamień spadł mi z serca, że mamy tyle wspólnego. 
l_ukrecjo, moja mama też sprzątała moją podstawówkę gdy mój brat do niej chodził, potem ja. Ciuchy miałam po starszym bracie czasami, a jakże! Poczucie wstydu miałam przeogromne. Nie mówiąc już o tym,że teraz pracuję jako sprzataczka/pomoc domowa. Wstydzę się tego jak jasna ch****a, do tego rodzice mi to ciągle wypominają. Gdybyś mieszkała z nami w Polsce, to pracowałabyś w biurze itp itd... eeehhh
Na studiach zaocznych miałam stypedium, praktycznie nie musiałam nic płacić, do tego pracowałam w ROSSMANie i byłam zastępcą kierownika. Do momentu aż napatoczył się mój mąż, wyjechałam za nim do Holandii, skąd dojeżdżałam na studia. Ledwo je zdałam, obroniłam pracę licencjacką, ale dyplomu jeszcze nie odebrałam. Leży w archiwum...
Dziewczyny, jesteście wspaniałe!
Musimy pokonać tą naszą przeszłość. Szkoda życia.

Nie przejmuj się,żadna praca nie hańbi.

Pamiętam,jak byłam w podstawówce,pojechaliśmy na wycieczkę pociągiem z całą klasą. Siedziałam w przedziale z dwoma paniami i kilkoma kolegami. Ożywioną dyskusję z miłymi staruszkami przerwał jeden z kolegów wskazując mnie palcem i zwracając się do nich-niech panie z nią nie gadają,jej mama jest sprzątaczką! Chyba nie muszę pisać co czułam sad Miłe panie wytłumaczyły chłopcu,ze żadna praca nie hańbi...ale nie dotarło.

Jestem opiekunką starszej osoby i dobrze mi z tym. Chcę jeszcze rok tak to utrzymać,skończyć szkołę. Może po tym uda mi się znaleźć "normalną" pracę. Teraz zarabiam grosze,ale się trzymam. Wiem,ze ta praca daje mi poczucie stabilizacji,jest przymusem do wyłażenia spod kołdry,bo nie raz pewnie bym w ogóle nie wstawała.
Lubię swoją pracę,jestem doceniona. Lubię opowieści pani,która ma 98 lat,jej wspomnienia...kiedyś było inaczej.Kręgosłup moralny i jej postawa,są dla mnie wzorem.

13 257 Ostatnio edytowany przez amarek (2012-09-15 15:48:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Drogie Panie smile

Nie poziom wykształcenia i rodzaj wykonywanej pracy decyduje o naszym człowieczeństwie.
Uczycie się, pracujecie, walczycie o siebie i dzieci.
Niesmaczne uwagi postronnych obserwatorów są bolesne. Jednak starajcie się przyjmować je z obojętnością.
Znacie swoją wartość i to jest najważniejsze. Nie wstydzicie się mówić o swoich problemach
i wzajemnie się wspierać. CHWAŁA WAM za to.
Powodzenia smile

13 258

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,jesteś moim aniołem!

amarek dziękuję i proszę o więcej takich motywujących słów wink

13 259

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

l_ukrecjo,jesteś moim aniołem!

amarek dziękuję i proszę o więcej takich motywujących słów wink

Anstawia,a TY moim :*** Jesteś mi tu baaardzo potrzebna.
Uczę się tu od każdej z Was :***

Amarek,dziekuję za ciepłe słowa smile

13 260

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

l_ukrecjo,jesteś moim aniołem!

amarek dziękuję i proszę o więcej takich motywujących słów wink

Anstawia,a TY moim :*** Jesteś mi tu baaardzo potrzebna.
Uczę się tu od każdej z Was :***

Amarek,dziekuję za ciepłe słowa smile

MILO OTYM WIEDZIEC, jestem takze pomoca domowa tyle roznicy ze w domu starcow ,ucze sie od tych ludzi ,i taka reflekcja slowianskie narody tak juz od pokolen lubia zzedzic ze jesy im mako ,zle ze ludzka zachlanosc nie ma granic ufffffffffff dobrze ze tu jest troche innaczej niz mowimy my tak sobie ja i moja kol .z serbji,tu ludzie potrafia sie cieszyc nawet z dobrego obiadu ,sa marudy ale malo ich napotykam ,nie raz sie pozala ale zaraz wracaja do tematu ze np gdzies tam jada w podroz ,u nas nawet najbogatszym malooooooooooooooo, nauczmy sie cieszyc z malych zeczy  jest powiedzenie po holendersku kto malego nie szanuje duzego nie otrzymuje nie jest wart ,wie kleine niet eert is groot nie werd ,polecam  ksiazke jonha bradshauw powrot do mojego zewnetrznego domu ,ja odkrylam ze nigdy ze mna na nic  zaden temat nie rozmawiano np gdy moja matke napadl zboczeniec ja przytym bylam ,zaniemowilam ze strachu ,nie pytala jak ja sie czuje ,nie byla zbyt zajeta soba i otym ze ja jak 6 latka w piaskownicy wypaplalam temu panu bo obiecywal mi psa  heeeeeeeeeee dobre ,gdzie mnieszkamy eh jednak mysle ze nie mnialam zlego dziecinstwa tylko bylam zbyt chroniona ,wspierana tez lecz zadko,moja mama jak wdowa dwojki musiala sobie dac rade,ale ona uwazala sie zawsze zA ta gorsza z rodzinki ich, i wytworzyla se syndrom ofiary  no coz nie mam zamiaru jej juz nanczyc

Posty [ 13 196 do 13 260 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 202 203 204 205 206 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026