l_ukrecja napisał/a:No a ja sobie wstrzyknęłam narkotyk w postaci sms z dwoma ostatnimi panami mojego zycia.
M ma plany jak żyć nieuzależniony od ojca i mnie też w nich umieścił-łaskawca. Nic już do niego nie czuję,śmieszy mnie jedynie to,ze taki pewien mnie jest.
Eks...to większy dla mnie problem. Pisze,że chce wszystko odbudować,że mnie kocha,że się zmienił. I czuję,że chcę,bardzo chcę. I wiem,ze nie podjęłam nadal decyzji co do nas i to mnie męczy. Ale wystarczy w rozmowie jakaś sugestia i wspomnienia wracają,jego małolaty na FB...a on mi wmawia,że tylko ja. Facet ma spory problem...Na logikę wiem,ze nie powinnam z nim być...ale...co jeśli rzeczywiście się zmienił? Chce się ustatkować,chce ślubu ze mną i zestarzeć się przy mnie...ale ja nie wiem...te cholerne małolaty...zawsze będę się porównywać...to mi przypomina pedofila... On twierdzi co innego.
I tak k..rwa kręcę się w kółko...może mnie ktoś porządnie kopnąć? Może wtedy ruszę do przodu?
Co z Wielokropkiem? Z Zosią? Że o Tarantelli nie wspomnę 
Dziewczyny potrzebujemy Was w tej wyjni,bo się zawyjemy 
Jestem kochana l_ukrecjo. Od czasu do czasu podczytuję Was
.
Mówisz, wycia końca nie widać
. Nie mam dobrych wieści.
. Ja również mam momenty, że wyć mi się chce. Nie ma to jednak nic wspólnego z eksem to znaczy z miłością czy tęsknotą za nim. Rozmawiam z nim od czasu do czasu i widuję. Zawsze jest to w sprawie alimentów. On jest mi obcym człowiekiem...ale jednak coś się ze mną dzieje złego po spotkaniach z nim. Tracę humor na dzień lub dwa. Być może dzieje się to dlatego, że zawsze nasłucham sie obiecanek i wiem, że to tylko obiecanki i znowu jestem bezsilna. Wiem, że moje uwagi czy ironiczny śmiech, nic nie dadzą. Muszę przytakiwać, czekać, dzwonić i słuchać kolejnych kłamstw. Taka zabawa w chowanego - tylko ja wiem gdzie on się schował. Uczestniczyć w tym jednak muszę.
Obiecuje wyższe alimenty niż w tej chwili płaci, dodatkowo pokryje rachunki za ogrzewanie domu i dzieciom kupi buty i ciuszki, i opłaci studia starszemu synowi.....pięknie brzmi.... tylko nie zapłacił mi jeszcze przez siebie ustalonej kwoty alimentów za wrzesień a prosiłam o szybszą zapłatę w tym miesiącu, bo książki, zeszyty, bilet. Obiecał też synowi pracę kierowcy w swojej firmie. Miał zapytać partnerkę o zgodę......ona przecież tylko swoim nazwiskiem firmuje jego firmę. Kiedy spotkaliśmy się, powiedziałam, nic się nie zmieniło, tata dobry, chce dać pracę a ona zła i zgody nie da. Ona zgodziła się! - odpowiedział. W czym więc problem, zapytałam. Nie mam w firmie samochodu - brzmiała odpowiedź. Samochód kupi, jeszcze nie wie kiedy, ale kupi, a jak kupi to wtedy syna zatrudni. Tak miałam całe małżeństwo.... i nie widziałam tego ???! Ależ jestem durna baba!
Mówi, do mnie "misiaczku". Tak nie mówił od 08 czy 09 roku. Boję się, że w firmie zaczynają się problemy, że ona zaczyna zauważać jego cechy charakteru. Boję się, że wróci - nie, nie do mnie, a do domu. Nie popadam w panikę, ale mam świadomość, że kiedyś może to nastąpić. Działam aby nigdy nie miał takiej możliwości, ale idzie opornie....
Syn śmieje się z propozycji ojca, ale ojcu nie powie szczerze co o tym myśli. Ja również nie mogę powiedzieć tego co bym powiedzieć mu chciała. Nic by to nie dało, nie zmieniło. Kiedy kończy się moja cierpliwość, działam desperacko, impulsywnie. Wiele mnie to wtedy
kosztuje zdrowia, honoru.
Marzę, by już go nie słyszeć, zapomnieć o jego istnieniu. Wiem, że to niemożliwe, ale mam prawo do marzeń
.
Złego humoru po rozmowach z nim nie zauważam. Zauważają to inni. Mówią mi, że jestem inna, markotna. A ja jestem chyba zła na siebie, za wybór partnera na życie i ojca moich dzieci.
Poza tym obserwuję siebie w nowym związku, który związkiem nie jest
. Uczę się siebie. Wiem, że nie jestem zgorzkniała, wiem, że za mało jestem asertywna, wiem, że jestem zbyt uprzejma. Wiem też, że jestem bardziej biorcą niż dawcą. Poznaję też w szczerych rozmowach zdanie faceta na temat kobiet i związków - taki męski punkt widzenia
Na stały związek nie jestem gotowa. Unikam bliskości.
l_krecjo tęsknisz, wspominasz, rozważasz powrót. A może warto wrócić, by zabolało tak aby już nie tęsknić więcej i aby mieć pewność, że należy on do ludzi, dla których słowa nie znaczą nic. Może warto dać sobie na to szansę.
Skrzywdził Cię, zawiódł wiele razy, nie był Twoim przyjacielem, wsparciem, ostoją - a Ty tęsknisz.... nie powiem Ci kochana nic mądrego, nie pomogę. Masz świadomość jego choroby i charakteru. Może jeszcze nie sięgnęłaś swego dna ? Może nie umiesz wyrzucić z podświadomości obrazu pięknej miłości z eksem. Może nie ufasz swej intuicji i rozsądkowi. Bardzo bym chciała abyś mogła przestać kochać fantazje na jego temat i spojrzała realnie....nie umiem jednak tego dokonać. To Ty musisz chcieć dopuścić do siebie myśl, że nie jest on dobrym kandydatem na partnera.
Nie mam wszystkich swoich spraw poukładanych. Wiem jednak, że nie kocham już i nie tęsknię za byłym mężem. Miłe to uczucie czuć wolność....nazwałabym to wolnością emocjonalną a raczej luzikiem emocjonalnym. Miło nie tęsknić za tym co tak na prawdę dawało ból, ból jak dla mnie nie do zniesienia.
Wiem, że Pati jest już wolna od złudzeń, Anstawia chyba też. Można więc znaleźć w sobie mądrość i nie tęsknić za tym co nie istniało w realu.
Mocno trzymam za Ciebie kciuki.