netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 978 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 201 202 203 204 205 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 131 do 13 195 z 26 310 ]

13 131

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawia, ja wiem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, ale ciężko się zmienić, naprawdę ciężko... Widzę, że już się psuje, że się odsuwa przez moje ciągłe humorki, ataki zazdrości i kontrole.
Wysłałam CI mojego maila. Dziękuję z góry za książkę.

l_ukrecja, to wszystko prawda co piszesz i teoretycznie ja to wszystko wiem...ale praktyka już mi nie wychodzi.

13 132 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-09 17:11:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdi_in_red napisał/a:

Anstawia, ja wiem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, ale ciężko się zmienić, naprawdę ciężko... Widzę, że już się psuje, że się odsuwa przez moje ciągłe humorki, ataki zazdrości i kontrole.
Wysłałam CI mojego maila. Dziękuję z góry za książkę.

l_ukrecja, to wszystko prawda co piszesz i teoretycznie ja to wszystko wiem...ale praktyka już mi nie wychodzi.

Wysłałam Ci kilka książek.
Ciężko jest się zmienić, to prawda. Lecz wcale tego nie musisz robić, możesz zostać taką jaka jesteś. Najważniejsze, żebyś nie cierpiała.
Poza tym, Twoje humorki, zazdrość i kontrole, podejrzewam, mają głębszą historię. Skądś ta Twoja niepewność się wzięła.
Może jest tak,że wyolbrzymiasz sprawę, bo po prostu brakuje Ci pewności siebie. A te braki biorą się z tego jak nasza psychika została ukształtowana w dzieciństwie.
Warto pracować nad sobą. Jeśli nie u psychologa to czytając książki lub pisząc tutaj na forum, gdzie wiele innych mądrych kobiet dobrze Ci doradzi smile

13 133

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

a zatem   humor od jedynej dortji wswojim rodzaju  jaqk powiedzialyscie kobieta ......... jesli kobieta szuka kogos kto bedzie sie cieszyl jak ma isc na spacer kupi psa,jezeli kobieta  chce zeby ktos ja wital po przyjsciu do domu kupi psa , jezeli kobieta chce zeby ktos zjadl to co ugotuje kupi psa , jesli kobieta chce zeby ktos jej wysluchal   jak narzeka kupi psa,jezeli kobieta chce kogos kto przyjdzie tylko zjesc i popiescic sie i idzie wezmnie kota.

13 134

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No a ja sobie wstrzyknęłam narkotyk w postaci sms z dwoma ostatnimi panami mojego zycia.

M ma plany jak żyć nieuzależniony od ojca i mnie też w nich umieścił-łaskawca. Nic już do niego nie czuję,śmieszy mnie jedynie to,ze taki pewien mnie jest.

Eks...to większy dla mnie problem. Pisze,że chce wszystko odbudować,że mnie kocha,że się zmienił. I czuję,że chcę,bardzo chcę. I wiem,ze nie podjęłam nadal decyzji co do nas i to mnie męczy. Ale wystarczy w rozmowie jakaś sugestia i wspomnienia wracają,jego małolaty na FB...a on mi wmawia,że tylko ja. Facet ma spory problem...Na logikę wiem,ze nie powinnam z nim być...ale...co jeśli rzeczywiście się zmienił? Chce się ustatkować,chce ślubu ze mną i zestarzeć się przy mnie...ale ja nie wiem...te cholerne małolaty...zawsze będę się porównywać...to mi przypomina pedofila... On twierdzi co innego.

I tak k..rwa kręcę się w kółko...może mnie ktoś porządnie kopnąć? Może wtedy ruszę do przodu?


Co z Wielokropkiem? Z Zosią? Że o Tarantelli nie wspomnę sad
Dziewczyny potrzebujemy Was w tej wyjni,bo się zawyjemy sad

13 135

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktoś mnie wołał?
Ja to wiem, w którym momencie zajrzeć na forum. Grunt to intuicja. tongue

l_ukrecjo,
wypij duszkiem szklankę zimnej wody. Czasem pomaga otrzeźwieć.
Oprócz tego wysyłam porządnego kopniaka w odwłok.

13 136

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

jaka jest   roznica pomiedzy kobieta a mezczyzna , jak bog rozdzielal mozg to mezczyzni stali z tylu za kecami ,zoro jadac do kochanki mowi do konia .........ty sluchaj to jest 10 pietro  ,jak by maz jej szedl dzwon ja od razu skacze oke,,,,,,,,,,,,,,pol godziny pozniej tringgg halo tu kon powiedz zoremu ze stoje w klatce bo pada

13 137

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,
jeszcze jedno.
Przestań gdybać.
Zajmij się dniem dzisiejszym.
Nie zastanawiaj się zbyt często nad tym, co będzie gdy mocno staniesz na nogi, co będzie, gdy eks wyzdrowieje. Staniesz, rozejrzysz się na co masz ochotę. On wyzdrowieje (oby!), wówczas będziesz myślała, czy chcesz z nim jeszcze cokolwiek robić. Póki co - jest to strata czasu i energii. Obu masz za wiele?

13 138

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

No a ja sobie wstrzyknęłam narkotyk w postaci sms z dwoma ostatnimi panami mojego zycia.

M ma plany jak żyć nieuzależniony od ojca i mnie też w nich umieścił-łaskawca. Nic już do niego nie czuję,śmieszy mnie jedynie to,ze taki pewien mnie jest.

Eks...to większy dla mnie problem. Pisze,że chce wszystko odbudować,że mnie kocha,że się zmienił. I czuję,że chcę,bardzo chcę. I wiem,ze nie podjęłam nadal decyzji co do nas i to mnie męczy. Ale wystarczy w rozmowie jakaś sugestia i wspomnienia wracają,jego małolaty na FB...a on mi wmawia,że tylko ja. Facet ma spory problem...Na logikę wiem,ze nie powinnam z nim być...ale...co jeśli rzeczywiście się zmienił? Chce się ustatkować,chce ślubu ze mną i zestarzeć się przy mnie...ale ja nie wiem...te cholerne małolaty...zawsze będę się porównywać...to mi przypomina pedofila... On twierdzi co innego.

I tak k..rwa kręcę się w kółko...może mnie ktoś porządnie kopnąć? Może wtedy ruszę do przodu?


Co z Wielokropkiem? Z Zosią? Że o Tarantelli nie wspomnę sad
Dziewczyny potrzebujemy Was w tej wyjni,bo się zawyjemy sad

tez tak mam nie raz se mysle zeby juz k.......... dac se spokuj siedzisz to siedz  albo idz w pieruny a nie co dzienne domysly i  rozmyslanki  i placze rozmowy mnielenie slow ehhhhhhhhhhhhh czuje sie jak dziecko ktore chyba nie raz nigdy nie dorasta  powinni film o mnie nakrecic  NIE zdecydowana dortja pozdrawiam  moze jakis dystans pomoze

13 139

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

a co dzisiaj mnialas na obiad ? co robilas lukrecjo powiesz pisze glupoty tak i nie obiad zjesc jest wazne isc na spacer wazne ,ja mam psa  hodze z nim na spacerki  obejzyc dobry film wazne ,zrobic glupote w stylu   isc na balange sama ja zkoleznka  wazne bo zyjemy tu i teraz

13 140

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:

a co dzisiaj mnialas na obiad ? co robilas lukrecjo powiesz pisze glupoty tak i nie obiad zjesc jest wazne isc na spacer wazne ,ja mam psa  hodze z nim na spacerki  obejzyc dobry film wazne ,zrobic glupote w stylu   isc na balange sama ja zkoleznka  wazne bo zyjemy tu i teraz

Wielokropku-dziękuję!

Nie zyję dniem dzisiejszym.
Nic nie zrobiłam na obiad,cały dzień przeleżałam w łóżku trochę na necie posiedziałam...o spacerze nie wspomnę...kawa papierosy autodestrukcja...

13 141

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
dortja napisał/a:

a co dzisiaj mnialas na obiad ? co robilas lukrecjo powiesz pisze glupoty tak i nie obiad zjesc jest wazne isc na spacer wazne ,ja mam psa  hodze z nim na spacerki  obejzyc dobry film wazne ,zrobic glupote w stylu   isc na balange sama ja zkoleznka  wazne bo zyjemy tu i teraz

Wielokropku-dziękuję!

Nie zyję dniem dzisiejszym.
Nic nie zrobiłam na obiad,cały dzień przeleżałam w łóżku trochę na necie posiedziałam...o spacerze nie wspomnę...kawa papierosy autodestrukcja...

L_ukrecjo, ale miałaś super relaksujący dzień.
Ja miałam podobny;) większość dnia na kanapie i przed komputerem, z kawką. Z tą różnicą,że zrobiłam i zjadłam obiad.
Dzień zaliczam do udanych! Życzę wszystkim przemiłego nadchodzącego tygodnia!!

13 142

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Oglądałam film pt."przyjaciółki" w tvp...kurcze zazdroszczę,ja nie mam takich...
Z wielu musiałam zrezygnować,albo same odeszły jak przestałam pić...
Babskie spotkania bez alkoholu? Raczej się nie da,a ja w takim towarzystwie już być nie mogę...to dla mnie wyzwalacz.

Są możliwe takie spotkania oj są. Alkohol do niczego potrzebny nie jest.

Mądrze prawicie dziewczyny, tak sobie czytam. Myślenie realistyczne, no własnie.

13 143

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lejdi_in_red napisał/a:

Zarówno on jak i ja w przeszłości zawiedliśmy swoje zaufanie (zdrady nie było, ale kilka kłamstw się przewinęło). Poza tym kiedyś zostałam porzucona przez ex z dnia na dzień.Teraz boję się, żeby historia się nie powtórzyła. Mój obecny chłopak, z którym jestem już 6 lat ma mnóstwo koleżanek, to istna dusza towarzystwa, bardzo szybko nawiązuje nowe znajomości (przeciwieństwo mnie). Po prostu mam obawy, że kiedyś może mnie zostawić dla jednej z nich lub jakiejś nowo poznanej.
Nie pomagają już jego tłumaczenia i zapewnienia, że tak się nie stanie. Nie wierzę w to i przez to m. in się często kłócimy.

Ja też z zazdrością oglądałam ten serial. Miałam kiedyś takie, ale niestety prawie wszystkie powychodziły za mąż, urodziły i nasze drogi się rozjechały sad a teraz nawet nie mam czasem do kogo buzi otworzyć jak mojego nie ma...

Moja droga, przez takie zachowanie możesz doprowadzić do tego, że tak właśnie się stanie. Słyszałaś o samospełniającej się przepowiedni?
Jeśli będziesz o coś kogoś podejrzewać i stale mu o tym mówić, on w końcu to zrobi.
Ostatnio w jednej histrorii o tym wyczytałam i ten oskarżany osobnik powiedział do swojej partnerki, że jeśli uważa go za niewiernego to dlaczego ma być wierny?

13 144

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

No a ja sobie wstrzyknęłam narkotyk w postaci sms z dwoma ostatnimi panami mojego zycia.

M ma plany jak żyć nieuzależniony od ojca i mnie też w nich umieścił-łaskawca. Nic już do niego nie czuję,śmieszy mnie jedynie to,ze taki pewien mnie jest.

Eks...to większy dla mnie problem. Pisze,że chce wszystko odbudować,że mnie kocha,że się zmienił. I czuję,że chcę,bardzo chcę. I wiem,ze nie podjęłam nadal decyzji co do nas i to mnie męczy. Ale wystarczy w rozmowie jakaś sugestia i wspomnienia wracają,jego małolaty na FB...a on mi wmawia,że tylko ja. Facet ma spory problem...Na logikę wiem,ze nie powinnam z nim być...ale...co jeśli rzeczywiście się zmienił? Chce się ustatkować,chce ślubu ze mną i zestarzeć się przy mnie...ale ja nie wiem...te cholerne małolaty...zawsze będę się porównywać...to mi przypomina pedofila... On twierdzi co innego.

I tak k..rwa kręcę się w kółko...może mnie ktoś porządnie kopnąć? Może wtedy ruszę do przodu?


Co z Wielokropkiem? Z Zosią? Że o Tarantelli nie wspomnę sad
Dziewczyny potrzebujemy Was w tej wyjni,bo się zawyjemy sad

Jak wierzyć w zmiany Lukrecjo, jak?

13 145

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Anstawio nie pisz tak,bo mnie zawstydzasz...ja się tak nie czuję,to nie prawda,że te traumy sprawiły,że jestem silniejsza...one odbierały mi sukcesywnie siebie... Jestem pusta...i jak będe cierpliwa i nie pójdę na skróty i nie zapcham tej dziury jakimś dupkiem,to pewnie coś się urodzi,ja się urodzę. Tyle,że jeszcze będę wam tu jęczeć trochę wink Pati spróbowałam dziś medytacji dynamicznej,na chwilę jakbym straciła kontrolę,trwało to ok 7 min,wiem,że to za krótko ale poczułam bakcyla i czuję,że to mega sprawa dla mnie. Czytam nauki Osho,nawet go widziałam na Youtube smile Bije od niego coś niesamowitego,to pewnie mistycyzm,pierwszy raz widziałam mistyka!

Brawo ,w medytacji o chodzi o to by wyjsc po za siebie ,masz sie zjednoczyc ,nie jest wymgana ani pozycja jogi ,mozesz biegnac i byc po za soba tylko bieg i isntienie.W stawianiu sie w poszukiwaniu swiadomosci ,trzeba pozbyc sie ego ,to ego nas zabija ,samo istnienie jest czyms nieziemksim ,wtedy pokonasz kazda porazke ,bo sluchajac serca porazki sa nieuniknione w zyiu nie chodzi o unikanie problemow ,ale o swiadomosc istnienia.OSHO -dla mnie mega czlowiek tylko przed takim czlowiekiem moglabym kleknac ,magiczna moc i czysta swiadomosc.Glownie medytacja uczy ciszy bez mysli ,jest to wykonalnae bo umysl ma byc na nasze skinienie ,niewolno dac sie umsylowi zniewolic bo wpadniemy w pulapke EGO

13 146

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

No a ja sobie wstrzyknęłam narkotyk w postaci sms z dwoma ostatnimi panami mojego zycia.

M ma plany jak żyć nieuzależniony od ojca i mnie też w nich umieścił-łaskawca. Nic już do niego nie czuję,śmieszy mnie jedynie to,ze taki pewien mnie jest.

Eks...to większy dla mnie problem. Pisze,że chce wszystko odbudować,że mnie kocha,że się zmienił. I czuję,że chcę,bardzo chcę. I wiem,ze nie podjęłam nadal decyzji co do nas i to mnie męczy. Ale wystarczy w rozmowie jakaś sugestia i wspomnienia wracają,jego małolaty na FB...a on mi wmawia,że tylko ja. Facet ma spory problem...Na logikę wiem,ze nie powinnam z nim być...ale...co jeśli rzeczywiście się zmienił? Chce się ustatkować,chce ślubu ze mną i zestarzeć się przy mnie...ale ja nie wiem...te cholerne małolaty...zawsze będę się porównywać...to mi przypomina pedofila... On twierdzi co innego.

I tak k..rwa kręcę się w kółko...może mnie ktoś porządnie kopnąć? Może wtedy ruszę do przodu?


Co z Wielokropkiem? Z Zosią? Że o Tarantelli nie wspomnę sad
Dziewczyny potrzebujemy Was w tej wyjni,bo się zawyjemy sad

Jestem kochana l_ukrecjo. Od czasu do czasu podczytuję Was tongue.
Mówisz, wycia końca nie widać smile. Nie mam dobrych wieści. sad. Ja również mam momenty, że wyć mi się chce. Nie ma to jednak nic wspólnego z eksem to znaczy z miłością czy tęsknotą za nim. Rozmawiam z nim od czasu do czasu i widuję. Zawsze jest to w sprawie alimentów. On jest mi obcym człowiekiem...ale jednak coś się ze mną dzieje złego po spotkaniach z nim. Tracę humor na dzień lub dwa. Być może dzieje się to dlatego, że zawsze nasłucham sie obiecanek i wiem, że to tylko obiecanki i znowu jestem bezsilna. Wiem, że moje uwagi czy ironiczny śmiech,  nic nie dadzą. Muszę przytakiwać, czekać, dzwonić i słuchać kolejnych kłamstw. Taka zabawa w chowanego - tylko ja wiem gdzie on się schował. Uczestniczyć w tym jednak muszę.
Obiecuje wyższe alimenty niż w tej chwili płaci, dodatkowo pokryje rachunki za ogrzewanie domu i dzieciom kupi buty i ciuszki, i opłaci studia starszemu synowi.....pięknie brzmi.... tylko nie zapłacił mi jeszcze przez siebie ustalonej kwoty alimentów za wrzesień a prosiłam o szybszą zapłatę w tym miesiącu, bo książki, zeszyty, bilet. Obiecał też synowi pracę kierowcy w swojej firmie. Miał zapytać partnerkę o zgodę......ona przecież tylko swoim nazwiskiem firmuje jego firmę. Kiedy spotkaliśmy się, powiedziałam, nic się nie zmieniło, tata dobry, chce dać pracę a ona zła i zgody nie da. Ona zgodziła się! - odpowiedział. W czym więc problem, zapytałam. Nie  mam w firmie samochodu - brzmiała odpowiedź. Samochód kupi, jeszcze nie wie kiedy, ale kupi, a jak kupi to wtedy syna zatrudni. Tak miałam całe małżeństwo.... i nie widziałam tego ???! Ależ jestem durna baba!
Mówi, do mnie "misiaczku". Tak nie mówił od 08 czy 09 roku. Boję się, że w firmie zaczynają się problemy, że ona zaczyna zauważać jego cechy charakteru. Boję się, że wróci - nie, nie do mnie, a do domu. Nie popadam w panikę, ale mam świadomość, że kiedyś może to nastąpić. Działam aby nigdy nie miał takiej możliwości, ale idzie opornie....
Syn śmieje się z propozycji ojca, ale ojcu nie powie szczerze co o tym myśli. Ja również nie mogę powiedzieć tego co bym powiedzieć mu chciała. Nic by to nie dało, nie zmieniło. Kiedy kończy się moja cierpliwość, działam desperacko, impulsywnie. Wiele mnie to wtedy
kosztuje zdrowia, honoru.
Marzę, by już go nie słyszeć, zapomnieć o jego istnieniu. Wiem, że to niemożliwe, ale mam prawo do marzeń tongue.
Złego humoru po rozmowach z nim nie zauważam. Zauważają to inni. Mówią mi, że jestem inna, markotna. A ja jestem chyba zła na siebie, za wybór partnera na życie i ojca moich dzieci.

Poza tym obserwuję siebie w nowym związku, który związkiem nie jest big_smile. Uczę się siebie. Wiem, że nie jestem zgorzkniała, wiem, że za mało jestem asertywna, wiem, że jestem zbyt uprzejma. Wiem też, że jestem bardziej biorcą niż dawcą. Poznaję też w szczerych rozmowach zdanie faceta na temat kobiet i związków - taki męski punkt widzenia big_smile 
Na stały związek nie jestem gotowa. Unikam bliskości.


l_krecjo tęsknisz, wspominasz, rozważasz powrót. A może warto wrócić, by zabolało tak aby już nie tęsknić więcej i aby mieć pewność, że należy on do ludzi, dla których słowa nie znaczą nic. Może warto dać sobie na to szansę.
Skrzywdził Cię, zawiódł wiele razy, nie był Twoim przyjacielem, wsparciem, ostoją - a Ty tęsknisz.... nie powiem Ci kochana nic mądrego, nie pomogę. Masz świadomość jego choroby i charakteru. Może jeszcze nie sięgnęłaś swego dna ? Może nie umiesz wyrzucić z podświadomości obrazu pięknej miłości z eksem. Może nie ufasz swej intuicji i rozsądkowi. Bardzo bym chciała abyś mogła przestać kochać fantazje na jego temat i spojrzała realnie....nie umiem jednak tego dokonać. To Ty musisz chcieć dopuścić do siebie myśl, że nie jest on dobrym kandydatem na partnera.
Nie mam wszystkich swoich spraw poukładanych. Wiem jednak, że nie kocham już i nie tęsknię za byłym mężem. Miłe to uczucie czuć wolność....nazwałabym to wolnością emocjonalną a raczej luzikiem emocjonalnym. Miło nie tęsknić za  tym co tak na prawdę dawało ból, ból jak dla mnie nie do zniesienia.
Wiem, że  Pati jest już wolna od złudzeń, Anstawia chyba też. Można więc znaleźć w sobie mądrość i nie tęsknić za tym co nie istniało w realu.

Mocno trzymam za Ciebie kciuki.

13 147

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, moje złudne nadzieje poszły w kąt. Mam inne problemy na głowie:(
Dzisiaj się dowiedziałam na terapii,że mój zły humor i markotność wynikają z tego,że nie stawiam w pewnej sytuacji granic.
Może Zofio z Tobą i exem tak właśnie jest?

13 148

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

13 149

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

Pati i Dziewczyny wybaczcie proszę ten wtrąt...

Jestem Pati pod ogromnym wrażeniem tego jak sie zmieniasz, podczytuję Wasz wątek i zmiany które w Tobie zachodzą są OGROMNE, a zwłaszcza to co powyżej napisałaś o kontroli i decydowaniu o własnym życiu, użyję terminologii P. Kasi Miller jesteś Kobietą świadomą RSPCT i powodzenia w budowie siebie na nowo smile

13 150

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Cash napisał/a:
pati31 napisał/a:

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

Pati i Dziewczyny wybaczcie proszę ten wtrąt...

Jestem Pati pod ogromnym wrażeniem tego jak sie zmieniasz, podczytuję Wasz wątek i zmiany które w Tobie zachodzą są OGROMNE, a zwłaszcza to co powyżej napisałaś o kontroli i decydowaniu o własnym życiu, użyję terminologii P. Kasi Miller jesteś Kobietą świadomą RSPCT i powodzenia w budowie siebie na nowo smile

smile i smile
Ja juz sie narodzilam Cash pozdrowka

13 151

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Tak, moje złudne nadzieje poszły w kąt. Mam inne problemy na głowie:(
Dzisiaj się dowiedziałam na terapii,że mój zły humor i markotność wynikają z tego,że nie stawiam w pewnej sytuacji granic.
Może Zofio z Tobą i exem tak właśnie jest?

W jakiej sprawie-chodzi o eksa?

Wiem,wiem jak to brzmi.
Trzymam się zdania Wielokropka...jak sama wyzdrowieję rozejrzę się i zdecyduję czy chcę być z nim,czy z kimś innym,czy sama.

Spotkałam się z eksem dziś. Postanowiliśmy zakopać topór wojenny i zostać kumplami. On opowiada mi o swojej terapii,a ja mam szansę spojrzeć na niego z dystansu. Było miło.Dobrze się przy nim czuję. Założyliśmy,ze każde robi swoje nie oglądając się na drugiego i nie licząc na związek,a czas pokaże. Jedno wiem,ja się już oszukać nie dam.


Zosiu,to fatalna sytuacja z eksem...ta cholerna zależność i trzymanie paluszka prosto w tyłku sad
Byłam dziś z młodą u specjalisty,która wysyła mnie z nią do sanatorium. Była od razu ze skierowaniem w NFZ. 2000 zł ja jako rodzic muszę zapłacić za pobyt! Nie stać mnie,stać ojca ale nawet nie próbuję...po prostu nie pojedziemy. A tak na marginesie-chory kraj sad

13 152

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

Mam nadzieję pójść w Twe ślady...
GRATULUJĘ!

13 153

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

WOW Pati, Ty jesteś rzeczywiście na jakimś innym poziomie wink Gratuluję.
I chyba masz rację,że nie każdy jest to w stanie pojąć, bo o ile Twoja zasada jest dla mnie jasna i też o tym wiem (całe szczęście) od jakiegoś czasu, o tyle ostatnie zdanie to dla mnie czarna magia i nie kumam oo co chodzi. Zwłaszcza nie wiem jak można wyłączyć umysł i żyć świadomie?
Ale mniejsza o to.
Zresztą Pati, ja już dawno Ci pisałam, że Ty jesteś świadomą kobietą, która wie czego chce i konsekwentnie do tego dąży smile Powodzenia!!

13 154

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Anstawio nie pisz tak,bo mnie zawstydzasz...ja się tak nie czuję,to nie prawda,że te traumy sprawiły,że jestem silniejsza...one odbierały mi sukcesywnie siebie... Jestem pusta...i jak będe cierpliwa i nie pójdę na skróty i nie zapcham tej dziury jakimś dupkiem,to pewnie coś się urodzi,ja się urodzę. Tyle,że jeszcze będę wam tu jęczeć trochę wink Pati spróbowałam dziś medytacji dynamicznej,na chwilę jakbym straciła kontrolę,trwało to ok 7 min,wiem,że to za krótko ale poczułam bakcyla i czuję,że to mega sprawa dla mnie. Czytam nauki Osho,nawet go widziałam na Youtube smile Bije od niego coś niesamowitego,to pewnie mistycyzm,pierwszy raz widziałam mistyka!

Brawo ,w medytacji o chodzi o to by wyjsc po za siebie ,masz sie zjednoczyc ,nie jest wymgana ani pozycja jogi ,mozesz biegnac i byc po za soba tylko bieg i isntienie.W stawianiu sie w poszukiwaniu swiadomosci ,trzeba pozbyc sie ego ,to ego nas zabija ,samo istnienie jest czyms nieziemksim ,wtedy pokonasz kazda porazke ,bo sluchajac serca porazki sa nieuniknione w zyiu nie chodzi o unikanie problemow ,ale o swiadomosc istnienia.OSHO -dla mnie mega czlowiek tylko przed takim czlowiekiem moglabym kleknac ,magiczna moc i czysta swiadomosc.Glownie medytacja uczy ciszy bez mysli ,jest to wykonalnae bo umysl ma byc na nasze skinienie ,niewolno dac sie umsylowi zniewolic bo wpadniemy w pulapke EGO

a ja tez bym chciala medytaowac czy mozecie mi podac info  i nie wiem czy wsluchiwanie sie w szelest lisci i spiewo ptakow mozna do tego zaliczyc ale to moje 30 min co nie raz z trudem oto wywalcze z dwojka dzieci i z tym duzym bahorem 44 letnim co za mna wszedzie by latal,eh damy rade  osho hm poczytam ,jeszcze nadal chwilami czytam o asertywnosci i wspoluzaleznieniu  milego wieczorku o udanym zachodzie slonca nie mowiac  piekny rozowy kolor

13 155

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Tak, moje złudne nadzieje poszły w kąt. Mam inne problemy na głowie:(
Dzisiaj się dowiedziałam na terapii,że mój zły humor i markotność wynikają z tego,że nie stawiam w pewnej sytuacji granic.
Może Zofio z Tobą i exem tak właśnie jest?

Granice zawsze stawiałam. Kiedy je łamał, tłumaczyłam jak dziecku - nie wolno, ranisz mnie, jest mi przykro, a że wyrozumiała jestem więc przekraczanie ich puszczałam w niepamięć. Myślałam, zrozumie, nauczy się.
DZiś wiem, że mój mąż nie umie, zwyczajnie nie umie uszanować żadnych granic, zasad, przepisów prawnych, zakazów, nakazów.

13 156

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

Wiem, że już to rozumiesz.
Wiem, że zmieniłaś się.
To da się zauważyć.
Gratuluję i cieszę sie razem z Tobą. smile

13 157

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

Wiem, że już to rozumiesz.
Wiem, że zmieniłaś się.
To da się zauważyć.
Gratuluję i cieszę sie razem z Tobą. smile

tez gratuluje i zazdroszcze chyba wiekszosc z nas dazy do takiego stanu zeczy  ,oby tak dalej

13 158

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Spotkałam się z eksem dziś. Postanowiliśmy zakopać topór wojenny i zostać kumplami. On opowiada mi o swojej terapii,a ja mam szansę spojrzeć na niego z dystansu. Było miło.Dobrze się przy nim czuję. Założyliśmy,ze każde robi swoje nie oglądając się na drugiego i nie licząc na związek,a czas pokaże. Jedno wiem,ja się już oszukać nie dam.

Damy się oszukać i to pewnie nie raz. Myślimy, że już takie mądre jesteśmy i nabrać się już nigdy nie damy. Myślimy, że teraz po lekcji od życia, praca domowa odrobiona. W życiu jednak nie raz zaufać, uwierzyć musimy, bo jak żyć wietrząc wszędzie podstęp i oszustwo. Musimy żyć z dozą zaufania.
Zdecydowanie wrażliwsza jestem na manipulowanie. Symptomy....hm.... zauważam i rejestruję co jest nie tak, ale czy to znaczy, że kolejnego psychofaga zauważyłabym ? Eksowi nie wierzę. Umiem "przewidzieć" jakie ma zamysły, zamiary. wiem co oznaczają jego słowa, wykręty. Wiem, że obiecankom, pustym słowom końca nie ma.




l_ukrecja napisał/a:

Zosiu,to fatalna sytuacja z eksem...ta cholerna zależność i trzymanie paluszka prosto w tyłku sad

Fatalna! Chciałabym aby człowiek czuł się odpowiedzialny za swoje słowa i czyny. Chciałabym aby eks czuł sie odpowiedzialny za dzieci. Chciałabym aby poczuł się odpowiedzialny za płacenie mi odszkodowania. I nie nazwałabym tego zależnością. Jest ojcem niesamodzielnych dzieci, więc płacić musi. Rozwód nastąpił z jego winy, więc płacić musi. Alimenty to żadna łaska ani zależność. To OBOWIĄZEK.
Nie czuję się jakbym palec gdzieś trzymała big_smile. Nie proszę o alimenty a ich żądam. Stawiam warunki.
l_krecjo, etap życia na kolanach mam za sobą smile .

13 159

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczoraj się wyprowadziłam...
Chyba tylko dzięki jego matce, która przyszła i zaczęła się wtrącać w naszą kłótnie, która akurat trwała.... i jakimś cudem wyszło na to, że to ja jestem ta zła i niedobra... że mieszkanie zaniedbane bo drzwi harmonijkowe powyrywane.... co z tego że wyrwane bo na jedne z nich mnie popchnął, a drugie, fakt, JA zasunęłam za szybko gdy przed nim uciekałam do drugiego pokoju... że kuchnie musiała posprzątać gdy przyszła ostatnim razem, a ja spalam w najlepsze... co z tego, że raz: nikt ją o to nie prosił, dwa: byłam chora i leżałam z wysoką gorączką... normalnie od razu bym się obudziła....
.........a najlepsze z tego wszystkiego jest to, że nic się nie odezwałam... poszłam do pokoju, rozpłakałam się, wrzuciłam do torby trochę ubrań i jakieś dokumenty i wyszłam.... nawet dał mi kilka złotych na autobus.... 
Teraz jestem wściekła i nie wiem czy bardziej na niego, na jego matke czy na siebie... bo chociaż nasz związek wyglądał jak wyglądał to jest mi przykro że tak to się skończyło i jak głupek chce żeby mnie przytulił i powiedział że wszystko będzie dobrze i tak jak kiedyś...

W tej chwili zatrzymałam się u koleżanki... ciesze się że dziewczyna ma psy które dość skutecznie zajmują mi czas.... ale szczerze mówiąc nie wiem jak sobie poradzę... finansowo (bo moja praca to zlecenia.... do ich wykonania potrzebuję bardzo dobrego i szybkiego komputera, bez niego nie skończę obecnych zamówień i nie będę mogła przyjąć kolejnych, w dodatku wszystko zostało u niego na komputerze), w życiu (bo przez ostatnie lata straciłam większość znajomych... zwłaszcza kiedy zaczął mnie bić coraz rzadziej pojawiałam się wśród znajomych) i emocjonalnie ...przez kilka najbliższych tygodni...

W dodatku okres mi spóźnia... pewnie przez stres ale... kilka dni temu uderzył mnie w brzuch.... kiedyś już przechodziłam przez poronienie... w tej sytuacji nie poradzę sobie z nim po raz kolejny....

(nie mam stałego dostępu do internet, więc nie wiem kiedy będę w stanie się znowu odezwać)

13 160

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mikkami właściwie to nie wiem co napisać. 
Mam różne uczucia po przeczytaniu Twego postu. Ciosy w brzuch, popychanie. ucieczka przed agresorem, duszenie - to chory związek. To związek który zagraża Twojemu zdrowiu a może i życiu .Czy można mówić o szacunku w tym związku? CZy Twój chłopak szanuje Cię? A może on cierpi na jakąś chorobę, a może jest psychopatą, któremu bicie i poniżanie partnerki sprawia przyjemność. Jednego jestem pewna - to chory związek i bez przyszłości. Nie ma w nim miłości, szacunku. Jest przemoc i współuzależnienie i seks.
Napisałam, że różne emocje mną targają....żal, jest mi Ciebie żal, ale i pojawia się myśl - ma to co chce, lubi być sponiewierana. Zapewne lubi być ofiarą.... i znowu pojawia się smutek.
Gdybyś czytała podobną historię w necie, nie miała emocji które masz, czy też nie mówiłabyś, uciekaj dziewczyno z chorego związku?

Smuci mnie jeszcze jedna rzecz w Twoich słowach i tonie. O ranach, guzach, duszeniu mówisz bez cienia przerażenia. Opisujesz to jako normalne relacje damsko/ męskie. Nie ma w Tobie ani przerażenia, ani zażenowania. Doszukałam się Twojej akceptacji na takie życie. Nie może takiego życia usprawiedliwiać słowo "kocham", nie może! Nie możesz przyzwalać na traktowanie siebie jak worka treningowego!Nie możesz sprzedawać się! Uciekaj i buduj własne życie!

Gdybym była Twoją matką...... zmusiłabym Cię do odejścia od niego i zapewniła opiekę lekarską. Ziemię i niebo bym poruszyła abyś zrozumiała, że ten związek tak naprawdę zabija Cię. Gdybym była jego matką wyprosiłabym Cię z jego domu i życia i to przede wszystkim dla Twojego dobra.


Mikkami może kiedyś ...może kiedyś będziesz wdzięczna jego matce.

13 161

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mikkami napisał/a:

Wczoraj się wyprowadziłam...
Chyba tylko dzięki jego matce, która przyszła i zaczęła się wtrącać w naszą kłótnie, która akurat trwała.... i jakimś cudem wyszło na to, że to ja jestem ta zła i niedobra... że mieszkanie zaniedbane bo drzwi harmonijkowe powyrywane.... co z tego że wyrwane bo na jedne z nich mnie popchnął, a drugie, fakt, JA zasunęłam za szybko gdy przed nim uciekałam do drugiego pokoju... że kuchnie musiała posprzątać gdy przyszła ostatnim razem, a ja spalam w najlepsze... co z tego, że raz: nikt ją o to nie prosił, dwa: byłam chora i leżałam z wysoką gorączką... normalnie od razu bym się obudziła....
.........a najlepsze z tego wszystkiego jest to, że nic się nie odezwałam... poszłam do pokoju, rozpłakałam się, wrzuciłam do torby trochę ubrań i jakieś dokumenty i wyszłam.... nawet dał mi kilka złotych na autobus.... 
Teraz jestem wściekła i nie wiem czy bardziej na niego, na jego matke czy na siebie... bo chociaż nasz związek wyglądał jak wyglądał to jest mi przykro że tak to się skończyło i jak głupek chce żeby mnie przytulił i powiedział że wszystko będzie dobrze i tak jak kiedyś...

W tej chwili zatrzymałam się u koleżanki... ciesze się że dziewczyna ma psy które dość skutecznie zajmują mi czas.... ale szczerze mówiąc nie wiem jak sobie poradzę... finansowo (bo moja praca to zlecenia.... do ich wykonania potrzebuję bardzo dobrego i szybkiego komputera, bez niego nie skończę obecnych zamówień i nie będę mogła przyjąć kolejnych, w dodatku wszystko zostało u niego na komputerze), w życiu (bo przez ostatnie lata straciłam większość znajomych... zwłaszcza kiedy zaczął mnie bić coraz rzadziej pojawiałam się wśród znajomych) i emocjonalnie ...przez kilka najbliższych tygodni...

W dodatku okres mi spóźnia... pewnie przez stres ale... kilka dni temu uderzył mnie w brzuch.... kiedyś już przechodziłam przez poronienie... w tej sytuacji nie poradzę sobie z nim po raz kolejny....
(nie mam stałego dostępu do internet, więc nie wiem kiedy będę w stanie się znowu odezwać)

Brak słów...to straszne...
Przeżyłam to,uwolniłam się i jestem wdzięczna,że żyję.
Uciekaj!

13 162

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Mikkami właściwie to nie wiem co napisać. 
Mam różne uczucia po przeczytaniu Twego postu. Ciosy w brzuch, popychanie. ucieczka przed agresorem, duszenie - to chory związek. To związek który zagraża Twojemu zdrowiu a może i życiu .Czy można mówić o szacunku w tym związku? CZy Twój chłopak szanuje Cię? A może on cierpi na jakąś chorobę, a może jest psychopatą, któremu bicie i poniżanie partnerki sprawia przyjemność. Jednego jestem pewna - to chory związek i bez przyszłości. Nie ma w nim miłości, szacunku. Jest przemoc i współuzależnienie i seks.
Napisałam, że różne emocje mną targają....żal, jest mi Ciebie żal, ale i pojawia się myśl - ma to co chce, lubi być sponiewierana. Zapewne lubi być ofiarą.... i znowu pojawia się smutek.
Gdybyś czytała podobną historię w necie, nie miała emocji które masz, czy też nie mówiłabyś, uciekaj dziewczyno z chorego związku?

Smuci mnie jeszcze jedna rzecz w Twoich słowach i tonie. O ranach, guzach, duszeniu mówisz bez cienia przerażenia. Opisujesz to jako normalne relacje damsko/ męskie. Nie ma w Tobie ani przerażenia, ani zażenowania. Doszukałam się Twojej akceptacji na takie życie. Nie może takiego życia usprawiedliwiać słowo "kocham", nie może! Nie możesz przyzwalać na traktowanie siebie jak worka treningowego!Nie możesz sprzedawać się! Uciekaj i buduj własne życie!

Gdybym była Twoją matką...... zmusiłabym Cię do odejścia od niego i zapewniła opiekę lekarską. Ziemię i niebo bym poruszyła abyś zrozumiała, że ten związek tak naprawdę zabija Cię. Gdybym była jego matką wyprosiłabym Cię z jego domu i życia i to przede wszystkim dla Twojego dobra.


Mikkami może kiedyś ...może kiedyś będziesz wdzięczna jego matce.

gdybym byla twoja matka................... i tu bys zrobila blad moja tez tak sie starala za ja zamniast zobaczyc co SAMA powinnam ,bylam zajeta bronieniem jego i walki o chory zwiazek ,teraz nie majac kontaktoww z matka czego nie zaluje z roznych powodow  ,widze sama ze tkwilam w chorym zwiazku ,nadal tu tkwie ale otym wiem i wiem co moge zrobic juz nie czuje sie bezradna pozdrawiam i zyczu udanych przemyslen i gdzie byla twoja matka zofio gdy bylas bita moja niby sie martwila napewno mysle a jednoczesnie nie potrafila wesprzec

13 163

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Mikkami właściwie to nie wiem co napisać. 
Mam różne uczucia po przeczytaniu Twego postu. Ciosy w brzuch, popychanie. ucieczka przed agresorem, duszenie - to chory związek. To związek który zagraża Twojemu zdrowiu a może i życiu .Czy można mówić o szacunku w tym związku? CZy Twój chłopak szanuje Cię? A może on cierpi na jakąś chorobę, a może jest psychopatą, któremu bicie i poniżanie partnerki sprawia przyjemność. Jednego jestem pewna - to chory związek i bez przyszłości. Nie ma w nim miłości, szacunku. Jest przemoc i współuzależnienie i seks.
Napisałam, że różne emocje mną targają....żal, jest mi Ciebie żal, ale i pojawia się myśl - ma to co chce, lubi być sponiewierana. Zapewne lubi być ofiarą.... i znowu pojawia się smutek.
Gdybyś czytała podobną historię w necie, nie miała emocji które masz, czy też nie mówiłabyś, uciekaj dziewczyno z chorego związku?

Smuci mnie jeszcze jedna rzecz w Twoich słowach i tonie. O ranach, guzach, duszeniu mówisz bez cienia przerażenia. Opisujesz to jako normalne relacje damsko/ męskie. Nie ma w Tobie ani przerażenia, ani zażenowania. Doszukałam się Twojej akceptacji na takie życie. Nie może takiego życia usprawiedliwiać słowo "kocham", nie może! Nie możesz przyzwalać na traktowanie siebie jak worka treningowego!Nie możesz sprzedawać się! Uciekaj i buduj własne życie!

Gdybym była Twoją matką...... zmusiłabym Cię do odejścia od niego i zapewniła opiekę lekarską. Ziemię i niebo bym poruszyła abyś zrozumiała, że ten związek tak naprawdę zabija Cię. Gdybym była jego matką wyprosiłabym Cię z jego domu i życia i to przede wszystkim dla Twojego dobra.
Mikkami może kiedyś ...może kiedyś będziesz wdzięczna jego matce.

gdybym byla twoja matka................... i tu bys zrobila blad moja tez tak sie starala za ja zamniast zobaczyc co SAMA powinnam ,bylam zajeta bronieniem jego i walki o chory zwiazek ,teraz nie majac kontaktoww z matka czego nie zaluje z roznych powodow  ,widze sama ze tkwilam w chorym zwiazku ,nadal tu tkwie ale otym wiem i wiem co moge zrobic juz nie czuje sie bezradna pozdrawiam i zyczu udanych przemyslen i gdzie byla twoja matka zofio gdy bylas bita moja niby sie martwila napewno mysle a jednoczesnie nie potrafila wesprzec

Moja matka,jak dowiedziała się,że byłam bita...zdziwiona zapytała-czemu nic nie mówiłaś?!
Moja mama mnie nie zna. Nic o mnie nie wie. Mojej mamie nie mogłam się zwierzyć,bo to i tak nie było ważne co się stało,winna byłam ja. Aśka tak zawsze...sama sobie na to zasłużyła...I niby w najcięższych chwilach ona gdzieś była...ale na krótko,była mi bliska,bo zmieniała się w osądzającą,wredną macochę,jakby znudzona,zniecierpliwiona tym,że ja jej potrzebowałam...

Nie chciałam,żeby wiedziała o moich życiowych porażkach,nie ufałam jej...bałam jej osądów...
Nie powiedziałam o pedofilu,nie ufałam jej...bałam osądów...

Mój ojciec,kiedy zmarł mój mąż...powiedział-po co go wzięłaś?...przecież wiedziałaś,że ma padaczkę...

Nazywam się winna sad

Teraz chcę jednego. Żeby trzymali sie ode mnie daleko. Boli...ale mniej,niż kiedyś,kiedy na siłę udawałam kogoś lepszego od siebie,zeby zaskarbić sobie ich uwagę...ale to było na nic.
Teraz wybaczam im.

13 164

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
dortja napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Mikkami właściwie to nie wiem co napisać. 
Mam różne uczucia po przeczytaniu Twego postu. Ciosy w brzuch, popychanie. ucieczka przed agresorem, duszenie - to chory związek. To związek który zagraża Twojemu zdrowiu a może i życiu .Czy można mówić o szacunku w tym związku? CZy Twój chłopak szanuje Cię? A może on cierpi na jakąś chorobę, a może jest psychopatą, któremu bicie i poniżanie partnerki sprawia przyjemność. Jednego jestem pewna - to chory związek i bez przyszłości. Nie ma w nim miłości, szacunku. Jest przemoc i współuzależnienie i seks.
Napisałam, że różne emocje mną targają....żal, jest mi Ciebie żal, ale i pojawia się myśl - ma to co chce, lubi być sponiewierana. Zapewne lubi być ofiarą.... i znowu pojawia się smutek.
Gdybyś czytała podobną historię w necie, nie miała emocji które masz, czy też nie mówiłabyś, uciekaj dziewczyno z chorego związku?

Smuci mnie jeszcze jedna rzecz w Twoich słowach i tonie. O ranach, guzach, duszeniu mówisz bez cienia przerażenia. Opisujesz to jako normalne relacje damsko/ męskie. Nie ma w Tobie ani przerażenia, ani zażenowania. Doszukałam się Twojej akceptacji na takie życie. Nie może takiego życia usprawiedliwiać słowo "kocham", nie może! Nie możesz przyzwalać na traktowanie siebie jak worka treningowego!Nie możesz sprzedawać się! Uciekaj i buduj własne życie!

Gdybym była Twoją matką...... zmusiłabym Cię do odejścia od niego i zapewniła opiekę lekarską. Ziemię i niebo bym poruszyła abyś zrozumiała, że ten związek tak naprawdę zabija Cię. Gdybym była jego matką wyprosiłabym Cię z jego domu i życia i to przede wszystkim dla Twojego dobra.
Mikkami może kiedyś ...może kiedyś będziesz wdzięczna jego matce.

gdybym byla twoja matka................... i tu bys zrobila blad moja tez tak sie starala za ja zamniast zobaczyc co SAMA powinnam ,bylam zajeta bronieniem jego i walki o chory zwiazek ,teraz nie majac kontaktoww z matka czego nie zaluje z roznych powodow  ,widze sama ze tkwilam w chorym zwiazku ,nadal tu tkwie ale otym wiem i wiem co moge zrobic juz nie czuje sie bezradna pozdrawiam i zyczu udanych przemyslen i gdzie byla twoja matka zofio gdy bylas bita moja niby sie martwila napewno mysle a jednoczesnie nie potrafila wesprzec

Moja matka,jak dowiedziała się,że byłam bita...zdziwiona zapytała-czemu nic nie mówiłaś?!
Moja mama mnie nie zna. Nic o mnie nie wie. Mojej mamie nie mogłam się zwierzyć,bo to i tak nie było ważne co się stało,winna byłam ja. Aśka tak zawsze...sama sobie na to zasłużyła...I niby w najcięższych chwilach ona gdzieś była...ale na krótko,była mi bliska,bo zmieniała się w osądzającą,wredną macochę,jakby znudzona,zniecierpliwiona tym,że ja jej potrzebowałam...

Nie chciałam,żeby wiedziała o moich życiowych porażkach,nie ufałam jej...bałam jej osądów...
Nie powiedziałam o pedofilu,nie ufałam jej...bałam osądów...

Mój ojciec,kiedy zmarł mój mąż...powiedział-po co go wzięłaś?...przecież wiedziałaś,że ma padaczkę...

Nazywam się winna sad

Teraz chcę jednego. Żeby trzymali sie ode mnie daleko. Boli...ale mniej,niż kiedyś,kiedy na siłę udawałam kogoś lepszego od siebie,zeby zaskarbić sobie ich uwagę...ale to było na nic.
Teraz wybaczam im.

mam tak samo a moze mnialam lukrecjo .typu a nie mowilam................. osady zawsze mnialam ,jak zmarla mi coreczka ona nie bedzie ze mna wyplakiwac bo to nie pierwsze moje dziecko co stracilam ,wstyd tyle razy byc w ciazy , i pytanie w ten sam dzien kiedy moj maz jej przyjdzie schody pomalowac ,no tak to przeciez jest wazne ,eh szkoda pisac  ,ja tez wszystkiemu jestem sama sobie winna ,jestem debilem bo nie studiowalam mama taka mniala wizje , wyszlam za maz za szybko  bo mnialam mnieszkac z nia i sluchac sie jej najlepiej do 80 tak  latek by bylo oke ,moje dzieci to bahory nie wychowane  jak i ja  no patrz ,dlatego pewnie sie specjalnie nigdy nie zwierzalam  bo pewnie jak i ty balam sie osadow bylo minelo nanka zniknela mamusia oburzona  i tyle pozdrawiam zycze milego wieczorku pelnego relaksu

13 165

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moja mama? Mała dziewczynka, która we mnie szukała oparcia. Od malutkiego byłam jej opiekunką. Wysłuchiwałam jej płaczu, pocieszałam, mówiłam co ma robić... A gdy ja potrzebowałam jej wsparcia... Nauczyła mnie tego, że świat jest zły, niebezpieczny. Ludzie są fałszywi, zakłamani. Nauczyła mnie unikania ludzkich spojrzeń, strachu przed ludźmi, tego, że inni zawsze mają rację. I najważniejsze, że jestem na świecie po to by im (moim rodzicom) pomagać. I zawsze mi mówi: Popatrz na innych, co inni robią, co inni mają, bo ona to, bo ona tamto... I jej płacz, na każdym kroku. Tyle lat zmarnowanych. Niczego mnie moi rodzice nie nauczyli. Niczego dobrego. Jest mi ciężko, nadal. W poniedziałek byłam u psychologa, ryczałam jak bóbr. Bo nie umiem, nie potrafię, nie daję rady... Nie narzekam, po prostu jestem bezsilna. Staram się i nie wychodzi. Staram się z całych sił, ale mi nie wychodzi. Nie umiem być inna, nie umiem być silna, twarda. Nie umiem.
Jest mi tak ciężko. Jestem zupełnie sama, samiuteńka. Tak, te obawy,że gdy się odejdzie od męża, nastanie samotność, to racja. Jest to przerażające i prawdziwe. Obawy, że sobie nie poradzę. Tak, to prawda. Nie radzę sobię. Nie radzę sobie emocjonalnie, finansowo, nie radzę sobię. Jest coraz gorzej i gorzej...

13 166

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Moja mama? Mała dziewczynka, która we mnie szukała oparcia. Od malutkiego byłam jej opiekunką. Wysłuchiwałam jej płaczu, pocieszałam, mówiłam co ma robić... A gdy ja potrzebowałam jej wsparcia... Nauczyła mnie tego, że świat jest zły, niebezpieczny. Ludzie są fałszywi, zakłamani. Nauczyła mnie unikania ludzkich spojrzeń, strachu przed ludźmi, tego, że inni zawsze mają rację. I najważniejsze, że jestem na świecie po to by im (moim rodzicom) pomagać. I zawsze mi mówi: Popatrz na innych, co inni robią, co inni mają, bo ona to, bo ona tamto... I jej płacz, na każdym kroku. Tyle lat zmarnowanych. Niczego mnie moi rodzice nie nauczyli. Niczego dobrego. Jest mi ciężko, nadal. W poniedziałek byłam u psychologa, ryczałam jak bóbr. Bo nie umiem, nie potrafię, nie daję rady... Nie narzekam, po prostu jestem bezsilna. Staram się i nie wychodzi. Staram się z całych sił, ale mi nie wychodzi. Nie umiem być inna, nie umiem być silna, twarda. Nie umiem.
Jest mi tak ciężko. Jestem zupełnie sama, samiuteńka. Tak, te obawy,że gdy się odejdzie od męża, nastanie samotność, to racja. Jest to przerażające i prawdziwe. Obawy, że sobie nie poradzę. Tak, to prawda. Nie radzę sobię. Nie radzę sobie emocjonalnie, finansowo, nie radzę sobię. Jest coraz gorzej i gorzej...

moze poczytaj powrot do swojego wewnetrznego domu j bradshaw mam ale tylko wersja ksiazkowa moge wyslac ty mi odeslesz jezeli chcesz  pozdrawiam chodzi tu o wewnetrzne dziecko jak je uzdrowic ,a daje rade  jakos

13 167

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Moja mama? Mała dziewczynka, która we mnie szukała oparcia. Od malutkiego byłam jej opiekunką. Wysłuchiwałam jej płaczu, pocieszałam, mówiłam co ma robić... A gdy ja potrzebowałam jej wsparcia... Nauczyła mnie tego, że świat jest zły, niebezpieczny. Ludzie są fałszywi, zakłamani. Nauczyła mnie unikania ludzkich spojrzeń, strachu przed ludźmi, tego, że inni zawsze mają rację. I najważniejsze, że jestem na świecie po to by im (moim rodzicom) pomagać. I zawsze mi mówi: Popatrz na innych, co inni robią, co inni mają, bo ona to, bo ona tamto... I jej płacz, na każdym kroku. Tyle lat zmarnowanych. Niczego mnie moi rodzice nie nauczyli. Niczego dobrego. Jest mi ciężko, nadal. W poniedziałek byłam u psychologa, ryczałam jak bóbr. Bo nie umiem, nie potrafię, nie daję rady... Nie narzekam, po prostu jestem bezsilna. Staram się i nie wychodzi. Staram się z całych sił, ale mi nie wychodzi. Nie umiem być inna, nie umiem być silna, twarda. Nie umiem.
Jest mi tak ciężko. Jestem zupełnie sama, samiuteńka. Tak, te obawy,że gdy się odejdzie od męża, nastanie samotność, to racja. Jest to przerażające i prawdziwe. Obawy, że sobie nie poradzę. Tak, to prawda. Nie radzę sobię. Nie radzę sobie emocjonalnie, finansowo, nie radzę sobię. Jest coraz gorzej i gorzej...

No tak...
Wzywam Cię wielokropku,bo ja tu nie bardzo wiem,co zrobić...co napisać...bo moim zdaniem,niektórym ciężko pomóc.
Mnie ciężko pomóc.
Mam żyć. Cieszyć się. Być szczęśliwa,kochać siebie,być dzielna,mądra itp...

A CZY KTOŚ WIE,JAK TO JEST,BAAAARDZO SIĘ STARAĆ DOPASOWAĆ?!
Dopasować do świata? Do jego oczekiwań? Do oczekiwań dzieci,terapeuty,czy nawet Was???
Bez wzorców...bez miłości..z traumą, z deficytami jak stąd do księżyca.

Czy ktoś wie,czym jest nadzieja?
Nadzieja,na szansę? sposób? odczarowanie?
Powrót do zdrowia...jakiego zdrowia,kiedy ja nigdy nie miałam zdrowia...

Czy ktoś potrafi powiedzieć,jak mam żyć targana wieczną ambiwalencją?
Kiedy opinia o sobie zależy od spojrzenia drugiego człowieka? Kiedy raz jest się Bogiem,a za chwilę zerem?
Kiedy nawet zastanawiam się co czuję,to właściwie pytanie brzmi-co powinnam czuć,bo ja nie wiem?

Co zrobić kiedy inni idą,a ja zostaję?
Kiedy terapeuta z uśmieszkiem mówi,przecież pani wie...a ja nie wiem...

.................................................................................................

13 168

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja naprawdę mam intuicję. smile


l_ukrecjo,
a może zobacz rzeczywistość?
Zobacz, że od dawna nie jesteś uczennicą, że nie musisz się starać, że do nikogo nie musisz się dopasowywać, że nie musisz być szczęśliwą, że nie musisz się cieszyć, że nie musisz być dzielną, że nie musisz kochać siebie, że nie musisz być mądrą, że nie musisz zdawać egzaminów, że nie musisz przynosić dobrych ocen, itp. NIE MUSISZ!

Nie będę wypowiadać się za innych, ale ja nie mam żadnych oczekiwań wobec Ciebie.
Według mnie możesz żyć tak, jak chcesz; tak, jak zdecydujesz. Jesteś dorosłą, sama decydujesz o sobie.
Gdybym nakazywała Ci żyć w określony przeze mnie sposób, tym samym okazałabym Ci brak szacunku. Czemu mam nie szanować Twych wyborów? Czemu mam cokolwiek Ci nakazywać albo zakazywać?

Jak masz żyć targana ambiwalencją?
W tym pytaniu i następnych, napisanych przez Ciebie zdaniach, jest odpowiedź.
Możesz w dalszym ciągu myśleć, że każdy patrząc na Ciebie od razu wydaje miażdżącą Cię krytykę lub uznaje Cię za anioła.
Możesz być w swoich oczach albo bogiem, albo zerem.
Możesz zastanawiać się, co powinnaś czuć (ale powinnaś według kogo?).

Co zrobić, kiedy inni idą, a Ty zostajesz?
Możesz zostać bardziej, poczekać na osoby będące za Tobą, poczekać aż Cię dogonią.
Możesz iść do przodu w wolnym tempie.
Możesz kroku przyspieszyć i dogonić te osoby, z którymi chcesz iść ramię w ramię.

Terapeuta twierdzi, że wiesz, a Ty nie wiesz.
Czego nie wiesz, na jaki temat jest to Twoje "nie wiem"?
I czy nie wiesz, czy też chcesz ukryć swą wiedzę i sfilcować się do poziomu malutkiej, zależnej, nieodpowiedzialnej za nic, dziewczynki?


Narzekasz na brak wzorców?
Masz szczęście.
Możesz swoje życie układać według swoich planów, nie wzorując się na nikim. Możesz żyć tak, jak TY chcesz.

Narzekasz, że nie masz wzorców.
A do czego Ci są one potrzebne? Bez szablonu nie potrafisz oddychać, płakać, śmiać się, pracować? Na pewno?

13 169 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-12 00:38:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
Twoja mama nauczyła Cię różnych rzeczy.
Między innymi, przekazała Ci swoją wiedzę o świecie, o tym, że jest on zły, niebezpieczny, że ludzie są fałszywi i zakłamani. Dorastałaś przejmując takie przekonania. Teraz jednak jesteś dorosłą osobą i możesz (ale nie musisz) zweryfikować twierdzenia Twej mamy. Możesz jej twierdzenia przyjąć za własne. Możesz jej twierdzenia uznać za fałszywe i odrzucić. Ponieważ jesteś dorosłą, to decydujesz, czy chcesz nimi się posługiwać. Ponieważ jesteś dorosłą i sama podejmujesz decyzję o tym, jak traktujesz innych ludzi, nie możesz się zasłaniać sposobem wychowania swej mamy. Możesz myśleć tak, jak Twa mama, możesz myśleć inaczej niż ona.


Twierdzisz, że nie radzisz sobie.
Myślę inaczej. Płacz jest naturalną reakcja na smutek, nieprawdą jest, że osoby "dające sobie radę" nie płaczą. Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.


Twierdzisz, że nie umiesz być silną.
A co pod tym słowem się, według Ciebie, kryje?
Dlaczego chcesz być twardą? Twardą czyli nieczułą, niewrażliwą, pozbawioną uczuć? Czemu marzysz o byciu maszyną?





l_ukrecjo,
napisałaś:

l_ukrecja napisał/a:

(...)Czy ktoś potrafi powiedzieć,jak mam żyć targana wieczną ambiwalencją?
Kiedy opinia o sobie zależy od spojrzenia drugiego człowieka? Kiedy raz jest się Bogiem,a za chwilę zerem?
Kiedy nawet zastanawiam się co czuję,to właściwie pytanie brzmi-co powinnam czuć,bo ja nie wiem?9...)

Tę ambiwalencję masz na własne życzenie. Czemu nie wyrobiłaś dotąd o sobie swojego zdania, niezależnego od opinii innych? Dlaczego decydujesz się na bycie zależną/uzależnioną? Dlaczego zapomniałaś o tym, że nie ma dobrych i złych uczuć? Dlaczego nie pamiętasz, że jedynymi właściwymi uczuciami są te, które Ty w danej chwili przeżywasz?





Anstawio, l_ukrecjo,
przytulam bardzo mocno.
Przytulam, ale nie użalam się nad wami. Nie ma żadnego powodu do użalania się i litowania nad każdą z was.

13 170

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Moja mama? Mała dziewczynka, która we mnie szukała oparcia. Od malutkiego byłam jej opiekunką. Wysłuchiwałam jej płaczu, pocieszałam, mówiłam co ma robić... A gdy ja potrzebowałam jej wsparcia... Nauczyła mnie tego, że świat jest zły, niebezpieczny. Ludzie są fałszywi, zakłamani. Nauczyła mnie unikania ludzkich spojrzeń, strachu przed ludźmi, tego, że inni zawsze mają rację. I najważniejsze, że jestem na świecie po to by im (moim rodzicom) pomagać. I zawsze mi mówi: Popatrz na innych, co inni robią, co inni mają, bo ona to, bo ona tamto... I jej płacz, na każdym kroku. Tyle lat zmarnowanych. Niczego mnie moi rodzice nie nauczyli. Niczego dobrego. Jest mi ciężko, nadal. W poniedziałek byłam u psychologa, ryczałam jak bóbr. Bo nie umiem, nie potrafię, nie daję rady... Nie narzekam, po prostu jestem bezsilna. Staram się i nie wychodzi. Staram się z całych sił, ale mi nie wychodzi. Nie umiem być inna, nie umiem być silna, twarda. Nie umiem.
Jest mi tak ciężko. Jestem zupełnie sama, samiuteńka. Tak, te obawy,że gdy się odejdzie od męża, nastanie samotność, to racja. Jest to przerażające i prawdziwe. Obawy, że sobie nie poradzę. Tak, to prawda. Nie radzę sobię. Nie radzę sobie emocjonalnie, finansowo, nie radzę sobię. Jest coraz gorzej i gorzej...

No tak...
Wzywam Cię wielokropku,bo ja tu nie bardzo wiem,co zrobić...co napisać...bo moim zdaniem,niektórym ciężko pomóc.
Mnie ciężko pomóc.
Mam żyć. Cieszyć się. Być szczęśliwa,kochać siebie,być dzielna,mądra itp...

A CZY KTOŚ WIE,JAK TO JEST,BAAAARDZO SIĘ STARAĆ DOPASOWAĆ?!
Dopasować do świata? Do jego oczekiwań? Do oczekiwań dzieci,terapeuty,czy nawet Was???
Bez wzorców...bez miłości..z traumą, z deficytami jak stąd do księżyca.

Czy ktoś wie,czym jest nadzieja? dezjorientacja wystepuje i u mnie,ale zaraz  wiem ze to bledne kolo  ,twoje uczucia sa wazne co masz czuc? do cholery to co czujesz ,i to sie liczy ,nie chodzi oto zeby byc idealnym chodzi oto zeby szybciej wracac do rownowagi co raz szybciej sie zbierac i relatywowac tak jestem normalna bo duzo ludzi tez tak ma ,nie jestes z planety x
Nadzieja,na szansę? sposób? odczarowanie?
Powrót do zdrowia...jakiego zdrowia,kiedy ja nigdy nie miałam zdrowia...

Czy ktoś potrafi powiedzieć,jak mam żyć targana wieczną ambiwalencją?
Kiedy opinia o sobie zależy od spojrzenia drugiego człowieka? Kiedy raz jest się Bogiem,a za chwilę zerem?
Kiedy nawet zastanawiam się co czuję,to właściwie pytanie brzmi-co powinnam czuć,bo ja nie wiem?

Co zrobić kiedy inni idą,a ja zostaję?
Kiedy terapeuta z uśmieszkiem mówi,przecież pani wie...a ja nie wiem...

.................................................................................................

13 171

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:

gdybym byla twoja matka................... i tu bys zrobila blad moja tez tak sie starala za ja zamniast zobaczyc co SAMA powinnam ,bylam zajeta bronieniem jego i walki o chory zwiazek ,teraz nie majac kontaktoww z matka czego nie zaluje z roznych powodow  ,widze sama ze tkwilam w chorym zwiazku ,nadal tu tkwie ale otym wiem i wiem co moge zrobic juz nie czuje sie bezradna pozdrawiam i zyczu udanych przemyslen i gdzie byla twoja matka zofio gdy bylas bita moja niby sie martwila napewno mysle a jednoczesnie nie potrafila wesprzec

Jestem matką i boję się o swoje dzieci. Pragnę ich szczęścia. Nie mam córki i nie wiem jak bym się zachowała......mam synów i też nie wiem jak bym się zachowała....wiem, po własnych doświadczeniach wiem, że w toksycznym związku może dojść do tragedii. Nie byłam bita. Próbował kilka razy podnieść na mnie rękę, ale zawsze udawało mi sie go powstrzymać. W takich sytuacjach stawałam się bojowa, odważna, silna i gotowa na wszystko.  Przemocy psychicznej ulegałam. Stawałam się smutnym człowiekiem i zrezygnowanym. Nie radziłam sobie ze stresem. Ci, którym próbowałam się skarżyć nie widzieli nic złego w zachowaniach męża. Ci co widzieli - czyli moja rodzina - milczeli, bojąc się, że mąż zabroni mi kontaktów z nimi. Bali się, że mnie stracą.
Nie poradziłam sobie z emocjami i dziś wiedząc, że można człowieka złamać....chyba.....chyba bym interweniowała. Mam już świadomość ( z własnych przeżyć, ale i tych zaobserwowanych w szpitalu) , że można złamać człowieka, okaleczyć psychicznie, pozbawić chęci do życia. Na dzień dzisiejszy po przeczytaniu takiego postu poszłabym i zawalczyła o życie tej dziewczyny.

Przemoc fizyczna zostawia ślady na ciele a i tak kobiety kamuflują je. Jeszcze skrupulatniej można ukryć swoje emocje czy przemoc psychiczną. Wstydziłam się wielu zachowań męża, wielu sama nie rozumiałam. Musiałam wiele razy, oskarżana przez męża, udowodnić, że nie jestem wariatką,  a to co się dzieje jest patologią. Zabawą w chowanego, kotka i myszkę byłam wykończona.

Nie wracam w rozmowach z mamą do tego co się stało. Wiem, że oboje rodzice bardzo to przeżyli. Mój ojciec wiele lat był obrażony na mojego męża i przy okazji na mnie, a w czasie wizyt u mnie w szpitalu, płakał jak dziecko, wyznawał mi miłość, okazywał troskę. Próbował nadrobić stracony czas. O moim mężu mówił źle. Prosił bym od niego odeszła. Zaproponował mi wspólne zamieszkanie. Mama unikała spotkań z zięciem, a kiedy już do takiego doszło, powiedziała chyba wszystko, co jej leżało na wątrobie i nie patrzyła na konsekwencje.  Siostra przyznała się, że od jakiegoś czasu widzieli oni patologię w moim związku, ale bali się interweniować.  Od 17 września 10 r. dzwoni do mnie codziennie. Zawsze szczegółowo dopytuje sie o sytuację i wyznaje miłość. Niestety możemy być tylko w kontakcie telefonicznym, ponieważ mieszka ona w USA. DZisiaj mówię jej szczerze co sie dzieje, co myślę, co czuję. Wiem , że dobrze mi poradzi i zdrowo oceni sytuację. Mamie chcę zaoszczędzić stresu więc nie wszystko jej mówię. Bardzo kocham swoją rodzinę. Niestety tata zmarł miesiąc po moim wyjściu ze szpitala. Wiem też, że gdyby żył pomagałby mi w np. odzyskiwaniu alimentów od męża. Ja na najbliższą rodzinę mogę liczyć. Wiem, już wiem jak bardzo mnie kochają. Ja również bardzo ich kocham. Śmierć ojca była dla mnie traumatycznym przeżyciem.

13 172

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
dortja napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Mikkami właściwie to nie wiem co napisać. 
Mam różne uczucia po przeczytaniu Twego postu. Ciosy w brzuch, popychanie. ucieczka przed agresorem, duszenie - to chory związek. To związek który zagraża Twojemu zdrowiu a może i życiu .Czy można mówić o szacunku w tym związku? CZy Twój chłopak szanuje Cię? A może on cierpi na jakąś chorobę, a może jest psychopatą, któremu bicie i poniżanie partnerki sprawia przyjemność. Jednego jestem pewna - to chory związek i bez przyszłości. Nie ma w nim miłości, szacunku. Jest przemoc i współuzależnienie i seks.
Napisałam, że różne emocje mną targają....żal, jest mi Ciebie żal, ale i pojawia się myśl - ma to co chce, lubi być sponiewierana. Zapewne lubi być ofiarą.... i znowu pojawia się smutek.
Gdybyś czytała podobną historię w necie, nie miała emocji które masz, czy też nie mówiłabyś, uciekaj dziewczyno z chorego związku?

Smuci mnie jeszcze jedna rzecz w Twoich słowach i tonie. O ranach, guzach, duszeniu mówisz bez cienia przerażenia. Opisujesz to jako normalne relacje damsko/ męskie. Nie ma w Tobie ani przerażenia, ani zażenowania. Doszukałam się Twojej akceptacji na takie życie. Nie może takiego życia usprawiedliwiać słowo "kocham", nie może! Nie możesz przyzwalać na traktowanie siebie jak worka treningowego!Nie możesz sprzedawać się! Uciekaj i buduj własne życie!

Gdybym była Twoją matką...... zmusiłabym Cię do odejścia od niego i zapewniła opiekę lekarską. Ziemię i niebo bym poruszyła abyś zrozumiała, że ten związek tak naprawdę zabija Cię. Gdybym była jego matką wyprosiłabym Cię z jego domu i życia i to przede wszystkim dla Twojego dobra.
Mikkami może kiedyś ...może kiedyś będziesz wdzięczna jego matce.

gdybym byla twoja matka................... i tu bys zrobila blad moja tez tak sie starala za ja zamniast zobaczyc co SAMA powinnam ,bylam zajeta bronieniem jego i walki o chory zwiazek ,teraz nie majac kontaktoww z matka czego nie zaluje z roznych powodow  ,widze sama ze tkwilam w chorym zwiazku ,nadal tu tkwie ale otym wiem i wiem co moge zrobic juz nie czuje sie bezradna pozdrawiam i zyczu udanych przemyslen i gdzie byla twoja matka zofio gdy bylas bita moja niby sie martwila napewno mysle a jednoczesnie nie potrafila wesprzec

Moja matka,jak dowiedziała się,że byłam bita...zdziwiona zapytała-czemu nic nie mówiłaś?!
Moja mama mnie nie zna. Nic o mnie nie wie. Mojej mamie nie mogłam się zwierzyć,bo to i tak nie było ważne co się stało,winna byłam ja. Aśka tak zawsze...sama sobie na to zasłużyła...I niby w najcięższych chwilach ona gdzieś była...ale na krótko,była mi bliska,bo zmieniała się w osądzającą,wredną macochę,jakby znudzona,zniecierpliwiona tym,że ja jej potrzebowałam...

Nie chciałam,żeby wiedziała o moich życiowych porażkach,nie ufałam jej...bałam jej osądów...
Nie powiedziałam o pedofilu,nie ufałam jej...bałam osądów...

Mój ojciec,kiedy zmarł mój mąż...powiedział-po co go wzięłaś?...przecież wiedziałaś,że ma padaczkę...

Nazywam się winna sad

Teraz chcę jednego. Żeby trzymali sie ode mnie daleko. Boli...ale mniej,niż kiedyś,kiedy na siłę udawałam kogoś lepszego od siebie,zeby zaskarbić sobie ich uwagę...ale to było na nic.
Teraz wybaczam im.

Coś podobnego widzę w naszym życiu Lukrecjo.
Nie ważne co się dziej to wszystko Ty źle robisz, wedle matki.
Ja wczoraj nasłuchałam się takich bredni od mojej matki, że aż mi się niedobrze zrobiło jak tak można pier..ć. Tyle "mądrości" ma do powiedzenia, a tak naprwawdę bladego pojęcia nie ma.
Najpierw namawiała mnie do ślubu, potem się wyparła, wyparła w żywe oczy (ale owszem zgodziłam się, choć apierałam na początku).
Nie panuje nad sobą, nieraz jak ją zdenerwuje mój mały to odwinie mu czymś, to niby nie bicie ktoś powie, znaczy ona powie, ale mój mały babci nie cierpi. Powiedziałąm jej, że ma tego nie robić, w żądnym wypadku, Wpada w jakąś furię, klnie, drze mordę, bo krzykiem tego nazwać nie można, czasem co ma w ręce tym pacnie. Postawiłam ją do pionu, ale w gruncie rzeczy czuje się bekarna, mimo, że wie w jakiej jestem sytuacji, że w trakcie rozwodu w którym jest walka o dziecko to nie przelewki i wystarczy jedna rzecz, która może nad wszystkim zaważyć. Ale ona jest najmądrzejsza. I wiecie co, ja jej nigdy nie wybaczę ile krzywdy mi zrobiła, mam ją gdzieś. Nie potrzebuje jej wybaczać, bo nie spędza mi snu z powiek. Wyłazi tylko kiedy są święta i szntażuje mnie, kiedy mówię, że akurat mam inne plany. Bo jest sama, wszyscy od niej uciekają, no i jestem tylko ja na moje nieszczeście. Jej własna matka też ledwo dzierży. Bo matka jest męcząca okrutnie. Wszystkowiedząca, wszelkie rozumy zjadająca.
Ona nigdy nie zobaczy jaka jest.

No i jestem między młotem a kowadłem. Bo z jednej strony matka, a z drugiej porabany związek z rozwalonym pokojem w remoncie.

13 173

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
dortja napisał/a:

gdybym byla twoja matka................... i tu bys zrobila blad moja tez tak sie starala za ja zamniast zobaczyc co SAMA powinnam ,bylam zajeta bronieniem jego i walki o chory zwiazek ,teraz nie majac kontaktoww z matka czego nie zaluje z roznych powodow  ,widze sama ze tkwilam w chorym zwiazku ,nadal tu tkwie ale otym wiem i wiem co moge zrobic juz nie czuje sie bezradna pozdrawiam i zyczu udanych przemyslen i gdzie byla twoja matka zofio gdy bylas bita moja niby sie martwila napewno mysle a jednoczesnie nie potrafila wesprzec

Moja matka,jak dowiedziała się,że byłam bita...zdziwiona zapytała-czemu nic nie mówiłaś?!
Moja mama mnie nie zna. Nic o mnie nie wie. Mojej mamie nie mogłam się zwierzyć,bo to i tak nie było ważne co się stało,winna byłam ja. Aśka tak zawsze...sama sobie na to zasłużyła...I niby w najcięższych chwilach ona gdzieś była...ale na krótko,była mi bliska,bo zmieniała się w osądzającą,wredną macochę,jakby znudzona,zniecierpliwiona tym,że ja jej potrzebowałam...

Nie chciałam,żeby wiedziała o moich życiowych porażkach,nie ufałam jej...bałam jej osądów...
Nie powiedziałam o pedofilu,nie ufałam jej...bałam osądów...

Mój ojciec,kiedy zmarł mój mąż...powiedział-po co go wzięłaś?...przecież wiedziałaś,że ma padaczkę...

Nazywam się winna sad

Teraz chcę jednego. Żeby trzymali sie ode mnie daleko. Boli...ale mniej,niż kiedyś,kiedy na siłę udawałam kogoś lepszego od siebie,zeby zaskarbić sobie ich uwagę...ale to było na nic.
Teraz wybaczam im.

mam tak samo a moze mnialam lukrecjo .typu a nie mowilam................. osady zawsze mnialam ,jak zmarla mi coreczka ona nie bedzie ze mna wyplakiwac bo to nie pierwsze moje dziecko co stracilam ,wstyd tyle razy byc w ciazy , i pytanie w ten sam dzien kiedy moj maz jej przyjdzie schody pomalowac ,no tak to przeciez jest wazne ,eh szkoda pisac  ,ja tez wszystkiemu jestem sama sobie winna ,jestem debilem bo nie studiowalam mama taka mniala wizje , wyszlam za maz za szybko  bo mnialam mnieszkac z nia i sluchac sie jej najlepiej do 80 tak  latek by bylo oke ,moje dzieci to bahory nie wychowane  jak i ja  no patrz ,dlatego pewnie sie specjalnie nigdy nie zwierzalam  bo pewnie jak i ty balam sie osadow bylo minelo nanka zniknela mamusia oburzona  i tyle pozdrawiam zycze milego wieczorku pelnego relaksu

Moja o wszystko wypytuje, wszystko hce wiedzieć, o wszystkich. Kiedy dzwoni tonem władczym, dyktatorskim wypytuje :gdzie jesteś? kto tamn u Ciebie jest? kto do Ciebie mówi? co mówi? No może i matka, ale bez jaj.
I bądz tutaj dzieckiem wychowanym w poczuciu własnej wartości i spokojnym, jesli nie masz własnego zdania (nie pozwoliła mi wybrać szkoły i musiałam mordować co ona zdecydowała), jesteś poniżaną i wciąż krytykowaną. Ja już pisałam, że jedyne uczucie jakim darzę matkę to nienawiść.

13 174

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Moja mama? Mała dziewczynka, która we mnie szukała oparcia. Od malutkiego byłam jej opiekunką. Wysłuchiwałam jej płaczu, pocieszałam, mówiłam co ma robić... A gdy ja potrzebowałam jej wsparcia... Nauczyła mnie tego, że świat jest zły, niebezpieczny. Ludzie są fałszywi, zakłamani. Nauczyła mnie unikania ludzkich spojrzeń, strachu przed ludźmi, tego, że inni zawsze mają rację. I najważniejsze, że jestem na świecie po to by im (moim rodzicom) pomagać. I zawsze mi mówi: Popatrz na innych, co inni robią, co inni mają, bo ona to, bo ona tamto... I jej płacz, na każdym kroku. Tyle lat zmarnowanych. Niczego mnie moi rodzice nie nauczyli. Niczego dobrego. Jest mi ciężko, nadal. W poniedziałek byłam u psychologa, ryczałam jak bóbr. Bo nie umiem, nie potrafię, nie daję rady... Nie narzekam, po prostu jestem bezsilna. Staram się i nie wychodzi. Staram się z całych sił, ale mi nie wychodzi. Nie umiem być inna, nie umiem być silna, twarda. Nie umiem.
Jest mi tak ciężko. Jestem zupełnie sama, samiuteńka. Tak, te obawy,że gdy się odejdzie od męża, nastanie samotność, to racja. Jest to przerażające i prawdziwe. Obawy, że sobie nie poradzę. Tak, to prawda. Nie radzę sobię. Nie radzę sobie emocjonalnie, finansowo, nie radzę sobię. Jest coraz gorzej i gorzej...

Anstawio, Twój mąż zdaje mi się był dla Ciebie jedyną deską ratunku. W ten tylko sposób mogłaś się wyrwać z domu. Nie mogłaś nawet przeżyć swojego dzieciństwa.
Moja matka od najmłodszych lat wciągała mnie w sprawy swoje i ojc, obwiniał mnie nawet o rozpad ich małżeństwa, nigdy jej tego nie zapomnę. A w sumie to zwisa mi to, bo ja też wkrótce potem uciekłam. Musiałam tam być otatnio jak wiesz. I powiem, że tak naprawdę nie czuję, żeby gdziekolwiek było moje miejsce. U matki spaliśmy z małym w jednym pokoju, ale to i tak u niej.  A tam, a tam nie szanuje się moich potrzeb niestety. I bywa mi ciężką, z bólem serca pogodziłam się z niektórymi rzeczami. Muszę chyba jeszcze chwilę przecierpieć bo nie mam dokąd pójść, nie jestem szczęsliwa.

13 175

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Moja mama? Mała dziewczynka, która we mnie szukała oparcia. Od malutkiego byłam jej opiekunką. Wysłuchiwałam jej płaczu, pocieszałam, mówiłam co ma robić... A gdy ja potrzebowałam jej wsparcia... Nauczyła mnie tego, że świat jest zły, niebezpieczny. Ludzie są fałszywi, zakłamani. Nauczyła mnie unikania ludzkich spojrzeń, strachu przed ludźmi, tego, że inni zawsze mają rację. I najważniejsze, że jestem na świecie po to by im (moim rodzicom) pomagać. I zawsze mi mówi: Popatrz na innych, co inni robią, co inni mają, bo ona to, bo ona tamto... I jej płacz, na każdym kroku. Tyle lat zmarnowanych. Niczego mnie moi rodzice nie nauczyli. Niczego dobrego. Jest mi ciężko, nadal. W poniedziałek byłam u psychologa, ryczałam jak bóbr. Bo nie umiem, nie potrafię, nie daję rady... Nie narzekam, po prostu jestem bezsilna. Staram się i nie wychodzi. Staram się z całych sił, ale mi nie wychodzi. Nie umiem być inna, nie umiem być silna, twarda. Nie umiem.
Jest mi tak ciężko. Jestem zupełnie sama, samiuteńka. Tak, te obawy,że gdy się odejdzie od męża, nastanie samotność, to racja. Jest to przerażające i prawdziwe. Obawy, że sobie nie poradzę. Tak, to prawda. Nie radzę sobię. Nie radzę sobie emocjonalnie, finansowo, nie radzę sobię. Jest coraz gorzej i gorzej...

No tak...
Wzywam Cię wielokropku,bo ja tu nie bardzo wiem,co zrobić...co napisać...bo moim zdaniem,niektórym ciężko pomóc.
Mnie ciężko pomóc.
Mam żyć. Cieszyć się. Być szczęśliwa,kochać siebie,być dzielna,mądra itp...

A CZY KTOŚ WIE,JAK TO JEST,BAAAARDZO SIĘ STARAĆ DOPASOWAĆ?!
Dopasować do świata? Do jego oczekiwań? Do oczekiwań dzieci,terapeuty,czy nawet Was???
Bez wzorców...bez miłości..z traumą, z deficytami jak stąd do księżyca.

Czy ktoś wie,czym jest nadzieja?
Nadzieja,na szansę? sposób? odczarowanie?
Powrót do zdrowia...jakiego zdrowia,kiedy ja nigdy nie miałam zdrowia...

Czy ktoś potrafi powiedzieć,jak mam żyć targana wieczną ambiwalencją?
Kiedy opinia o sobie zależy od spojrzenia drugiego człowieka? Kiedy raz jest się Bogiem,a za chwilę zerem?
Kiedy nawet zastanawiam się co czuję,to właściwie pytanie brzmi-co powinnam czuć,bo ja nie wiem?

Co zrobić kiedy inni idą,a ja zostaję?
Kiedy terapeuta z uśmieszkiem mówi,przecież pani wie...a ja nie wiem...

.................................................................................................

Ale czy musisz się dopasowywa Lukrecjo do czegokolwiek? Nie mów, że nic nie czujesz?
A może wyłącz to co chcesz zrobić na siłę, czuć mysleć, robić. Może trzeba tak chwilę potrwać bez zastanowienia.
Ja za bardzo się zastanawiam nad niektórymi rzeczami i chyba przez to ich nie robię.
Nieraz też nie wiem co jest właściwe, ale zastanawiam się co będzie dobre dla mnie, nawet biorę pod uwagę opinię mojego dziecka, to co ono chce, tak trochę. Bo jesli jemu ma byc dobrze, to dlaczego mam być gdzieś gdzie ma czuć się źle.

Widzę po nim, że przeżył rozstanie rodziców, widzę jak nieraz nie ma szacunku, nieraz odpyskuje, nieraz przeklnie. On chyb za wiele się nasłuchał i naoglądał jak na swój wiek. Wiem, że będzie mi cięzko prywrócić tą równowagę. żeby moje dziecko traktowało mnie jak zwykl traktuje się matkę. Został już tak uprzedzony i nastawiony przez ojca, to przerażające.
Nieraz wybucha złością, nie radzi sobie z emocjami.
Jedna rzecz mnie cieszy, że ten co z nim tak cięzko dojśc do porozumienia wreszcie mnie w tym wsparł, nie wiem czy zrozumiał czy co. Ale zabiera głos i tłumacy małemu. I on teraz wie, że są już dwie osoby. I to przynosi efekty, niesamowite. Ktoś wreszcie zauważył, że mam prawo być zmęczona.

13 176

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Moja matka,jak dowiedziała się,że byłam bita...zdziwiona zapytała-czemu nic nie mówiłaś?!
Moja mama mnie nie zna. Nic o mnie nie wie. Mojej mamie nie mogłam się zwierzyć,bo to i tak nie było ważne co się stało,winna byłam ja. Aśka tak zawsze...sama sobie na to zasłużyła...I niby w najcięższych chwilach ona gdzieś była...ale na krótko,była mi bliska,bo zmieniała się w osądzającą,wredną macochę,jakby znudzona,zniecierpliwiona tym,że ja jej potrzebowałam...

Nie chciałam,żeby wiedziała o moich życiowych porażkach,nie ufałam jej...bałam jej osądów...
Nie powiedziałam o pedofilu,nie ufałam jej...bałam osądów...

Mój ojciec,kiedy zmarł mój mąż...powiedział-po co go wzięłaś?...przecież wiedziałaś,że ma padaczkę...

Nazywam się winna sad

Teraz chcę jednego. Żeby trzymali sie ode mnie daleko. Boli...ale mniej,niż kiedyś,kiedy na siłę udawałam kogoś lepszego od siebie,zeby zaskarbić sobie ich uwagę...ale to było na nic.
Teraz wybaczam im.

Twoja mama wiedziała tyle na ile jej pozwoliłaś wejść w swoje sprawy. Jeśli nie mówiłaś, że byłaś bita to skąd ona miała to wiedzieć. A może nie dałaś jej szansy pomóc Ci w ciężkich chwilach. A może nie protestowałaś przy osądach. A może zgadzałaś się z tymi osądami. Wiem jako matka, że kocham swoje dzieci. Wiem też, że miłość musi być zdrowa. Nie można wyręczać dzieci, nie można mówić, że zawsze są dobre, dobrze robią i mają rację. Na pewno jednak zawsze mogą liczyć na moje wsparcie. Kiedy mi opowiadają swoje przeżycia NIE OCENIAM. Do starszego syna przychodzi sporo znajomych. Staram się traktować tych ludzi jak własnych znajomych + z dozą opiekuńczości. Miło mi było kiedy syn po organizowanym sylwestrze w domu, gdzie trochę czasu spędziłam z młodymi, powiedział, "mamo wszyscy jednogłośnie orzekli, że jesteś najfajniejszą mamą" Do dzisiaj uśmiecham się do tej myśli.
Z dziewczyną młodszego (18 lat) zaprzyjaźniam się. Nocuje ona często u nas. Zamiast oceniać, nie zgadzam się by wyszła rano bez śniadania. Widzę, że nabiera ona do mnie zaufania. Nie zastanawiam się czy ją akceptuję czy nie. Jest to dziewczyna syna i to on ma ją akceptować. Zapytałam, odpowiedział, tak kocham ją smile  smile smile



Swojej mamie nie mówię wszystkiego, by zaoszczędzić jej stresu. Nie mam wymagań by była moim przewodnikiem. Owszem wołałam ją na ratunek kiedy mąż robił pod wpływem alkoholu dzikie awantury. Zawsze była gdy o to prosiłam. W takiej sytuacji ona miała ciężkie zadanie. Interweniowała , ale nie mogła obrazić zięcia, musiała tak rozmawiać, by następnego dnia zięć nie żywił do niej urazy. Trudne zadanie składałam na jej barki.....
Lubię mamę. Razem wpadamy do kawiarni na kawkę, po zakupy. Traktujemy się raczej jak przyjaciółki......Owszem gdera, ale umiem się bronić przed tym gderaniem smile .
Kiedyś mój dom rodzinny był otwarty. Na Boże Narodzenie przyprowadzałyśmy do domu z siostrą swoich chłopaków. DZisiaj mój dom jest otwarty. ZAwsze każdy był mile widziany. Przy świątecznym stole było sporo rodziny i znajomych. Jestem rodzinna. Kocham swoich bliskich. Kocham i szanuję.

13 177

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Zofio ja poprostu zrozumialam i wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie ,(tak naprawde doglebnie).
Moja prosta zasada jest "niemam kontroli nad innymi ,bliskimi czy nie,oni podejmuja wlasne decyzje i to ich wola ,a jedyne nad czym ja mam kontrole to swoje zycie i swoje emocje ,ale to naprawde ogromne bogactwo .Odkad sie Narodzilam codziennie swietuje ,bo jest co swietowac odzyskalam prawdziwe istnienie ,nie zaleczone ego .JA sie wzybylam ego dlatego wygralam teraz napawam sie swoich istnieniem ,ktore jest niesmaowite.
O tym juz pisalam i nie kazdy jest to wstanie pojac lub zrobic,ja bylam i jestem gotowa by zyc obojetnie co mnie spotka ,bede obserwatorem, a umysl (ktory czesto jest pulapka ego),wlanczam kiedy chce to niesmaowita energia .....i prawdziwe swiadome istnienie

WOW Pati, Ty jesteś rzeczywiście na jakimś innym poziomie wink Gratuluję.
I chyba masz rację,że nie każdy jest to w stanie pojąć, bo o ile Twoja zasada jest dla mnie jasna i też o tym wiem (całe szczęście) od jakiegoś czasu, o tyle ostatnie zdanie to dla mnie czarna magia i nie kumam oo co chodzi. Zwłaszcza nie wiem jak można wyłączyć umysł i żyć świadomie?
Ale mniejsza o to.
Zresztą Pati, ja już dawno Ci pisałam, że Ty jesteś świadomą kobietą, która wie czego chce i konsekwentnie do tego dąży smile Powodzenia!!

Tak to swiadomosc istnienia ,ale nikt nie musi w to wierzyc ani akceptowac .EGO - ktore zaleczaja nowoczesni psycholodzy poprostu nas niszczy.

13 178

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Moja mama? Mała dziewczynka, która we mnie szukała oparcia. Od malutkiego byłam jej opiekunką. Wysłuchiwałam jej płaczu, pocieszałam, mówiłam co ma robić... A gdy ja potrzebowałam jej wsparcia... Nauczyła mnie tego, że świat jest zły, niebezpieczny. Ludzie są fałszywi, zakłamani. Nauczyła mnie unikania ludzkich spojrzeń, strachu przed ludźmi, tego, że inni zawsze mają rację. I najważniejsze, że jestem na świecie po to by im (moim rodzicom) pomagać. I zawsze mi mówi: Popatrz na innych, co inni robią, co inni mają, bo ona to, bo ona tamto... I jej płacz, na każdym kroku. Tyle lat zmarnowanych. Niczego mnie moi rodzice nie nauczyli. Niczego dobrego. Jest mi ciężko, nadal. W poniedziałek byłam u psychologa, ryczałam jak bóbr. Bo nie umiem, nie potrafię, nie daję rady... Nie narzekam, po prostu jestem bezsilna. Staram się i nie wychodzi. Staram się z całych sił, ale mi nie wychodzi. Nie umiem być inna, nie umiem być silna, twarda. Nie umiem.
Jest mi tak ciężko. Jestem zupełnie sama, samiuteńka. Tak, te obawy,że gdy się odejdzie od męża, nastanie samotność, to racja. Jest to przerażające i prawdziwe. Obawy, że sobie nie poradzę. Tak, to prawda. Nie radzę sobię. Nie radzę sobie emocjonalnie, finansowo, nie radzę sobię. Jest coraz gorzej i gorzej...

Nie musisz być sina i twarda. Nie na tym polega szczęście. Chyba zbyt surowa jesteś dla siebie.
Każdy rodzic chce aby jego dziecko miało studia, dobrą, lekką i dobrze płatną pracę i wspaniałego, najcudowniejszego współmałżonka. Nie spełniły się ich chciejstwa ? Trudno. Ich chciejstwa i ich rozczarowania.
Jesteś odrębną jednostką, dorosłym człowiekiem i masz PRAWO żyć jak lubisz i jak Ci wygodnie. Nie startujesz przecież w konkursie na najlepszą córkę swoich rodziców. Ty jesteś TY. Masz prawo wyboru. Masz już własne doświadczenia ze światem, ludźmi. CZytasz wiele, chodzisz na terapie. Masz prawo wybrać swój własny światopogląd, MOżesz tak jak mama mówiła, zamknąć się w czterech ścianach przed złym światem, możesz uśmiechem witac ludzi i doświadczać od nich miłych gestów i te gesty odwzajemniać. Dajemy i bierzemy. Zawsze uśmiech, żart pomaga. Tak radzę sobie w urzędach. Panie w okienkach są wtedy również miłe, uczynne i uśmiechnięte.
Nie jesteś sama ! Masz nas. wszystkie trzymamy za Ciebie kciuki i Cię przytulamy. Nie czujesz naszej akceptacji ? Nie czujesz naszego wsparcia ? Nie słyszysz jak mówimy Ci, że nieprawdą jest, że jesteś beznadziejnym człowiekiem ?
Anstawio porzuć przeszłość i smutki. Jesteś młodą i wartościową kobietą. Ciesz się życiem, ono ucieka, bezpowrotnie ucieka. Rozejrzyj się. Wokoło Ciebie są ludzie, z którymi możesz zaprzyjaźnić się i miło spędzać czas. Masz szanse wyjść do ludzi i poczuć ich akceptację, lub siedzieć odizolowana z przeświadczeniem bylejakości siebie i życia.
Anstawio uśmiechnij się !

13 179 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-09-12 11:17:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nieprawda ,czlowiek musi miec rozne ,emocje bez tego nibylby czlowiekiem ,czlowiek to jedyna istota majaca swiadomosc ,ale swiadomosc to nie zanczy wiem jak sie nazywam i mam wyzsze wyksztalecenie -wiec jestes super ekstra -to bzdura!!!
Swiadomosc to cos wiecej to umiejentosc zdrowego patrzenia na swiat jak na relacje z rodzicami ,partnerami .
ODPOWIEDZIALNOSC za swoje zycie to ,odrzucenie poszukiwan winnych i tego sie bede trzymac ,poniewaz nasze mysli rowniez mozna wybierac ,mozna odrzucac zdrowo ,chore mysli ,mozna zjednoczyc sie z natura i poczuc energie samego istnienia i poczuc sie centrum wszechswiata ,ale to ciezka droga .Niemowie tutaj o jakims wyimaginaowanym siwecie gdzie jestesmy Bogami ,mowie o odpowiedzialnym zyciu gdzie popelniam bledy bo to ja je popelniam ,zle odczytuje i wybieram zla droge DO KTOREJ KAZDY MA PRAWO BO jak mamy sie rozwijac zyjac w kokonie przed swiatem by tych bledow niepopelnic -to WEGETACJA .kAZDY BLAD KAZDA PORAZKA jest nam potrzebna po to by widziec miez porownania i zyc !

Nie da sie odsunac od zycia i cale zycie za kazdsa swoja nieporadnasc szukac winnych .
Moj ojciec cale zycie mi powtarzal ze mam byc czysta dla meza aby mnie szanowal ,niemoge uprawiac sexu przed slubem bo maz straci do mnie szacunek ,ale to nie moa wina ze maz okazal sie dupkiem bez wartosci .Wybor partnera zawdzieczam sobie nie ojcu.Najwazniejsze w zyciu by odnalesc te mysli ktore nam narzucaja inni i calkowicie je wyeleminowac da sie ,ale najpierw trzeba stanac twarza w twarz z prawda

Oczywiscie boli nas kiedy rodzice ,nie czuja naszego bolu itp .Jednak jestesmy samodzielnymi ludzmi ,oni tez sa ludzmi majacymi prawo do bledow ,im tez widocznie ktos zle mysli narzucal i byli nieswiadomi skoro nie potrafili postepowac inaczej.
Nasze zycie jest w naszych rekach.

13 180

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem na skarju przepaści... chciałabym opowiedziec o swoim życiu.... a dziś czuję ,że mojego życia juz nie ma.
Jestem mężatką od ponad 23 lat. Przez 16 lat mojego mełżeństwa moj maż pił... obowiązki związane z dziećmi z domem spadałay na mnie. Zawsze pracowałam zawodowo, dzieci w przedszkolu, potem szkoła to wszystko należało do moich obowiązków. W zasadzie jako osoba współuzależniona nawet tego nie zauważałam.. myslałam, że tak jest i już... ale w sobie miałam taką złośc do męża. Odchodziłam kilka razy... przepraszał... obiecał poprawę... wracałam. Gdy odeszłam ponad 7 lat temu zgłosiłam się na terpaię jako współuzależniona.. mąż trafił na terepię dla uzależnionych. Przestał pic... Znów uwierzyłam... bo rzeczywiście robił wszystko żeby nie pić. Był czułym kochającym. wybaczyłam wszystko. Naprawdę zaczęłam żyć. Mąż jednak tak po dwóch latach zaangażował się bardzo  wAA, potem doszły czaty internetowe z osobami uzależnionymi, spotkania z nimi coraz częstsze. Mitingi 3 razy w tygodniu, rozmowy przez internet. Praca nad sobą. Na początku jeździłam z meżem, potem coraz rzadziej... praca. Wziełam dodatrkowe etaty bo syn poszedł na studia. Córka liceum. a mąż emerytura więc czasu miał sporo, który przeznaczał znów tylko dla siebie. I tak mineły 4 lata w których coraz bardziej oddalalismy sie od siebie. Ja byłam zła, zamknęłam się w kręgu obojetności dla niego. Rok temu powiedział, że chce odejść,chce rozwodu. Na pytanie czy ma kogoś odpowiedział "tak". no i ja zaczęłam walczyć o niego. Poszlismy na terapię małżeńską. zrozumiałam , że bardzo go kocham, że nie chcę stracić. Wyjeżdżamy razem na te jego zloty AA . Ale czuje jego obojetność. Na pytanie czy mnie kocha nie cgce odpowiedzieć . Mówi, że nie da sie pstryknąć i bedzie od razu oki. Ale nadal wysyła jakieś smsy. Ma zablokowaną jedna z komórek, zablokowany komputer. Kiedys udało mi sie przeczytac jakieś smsy od kobiety. Nazywałą go swoim "zdrobniałe imię męża". Było tego sporo, nie umiałam czytać dlaej. Ale on zrobił mi awanture ,że go kontroluje, Nieważne była treść smsa ale to że nie powinnam sprawdzać jego komórki. Nigdy wczesniej tego nie robiłam. Teraz po prostu czuję, że coś jest nie tak. On twierdzi, że to nic nie znaczy, że to tylko koeżanka ze Wspólnoty.Jestem obsesyjnie zazdrosna. Nie radzę sobie ze sobą. Nie umiem życ dla siebie. Syn studiuje za granicą. Córka też przebywa teraz za granicą. Jestem sama. Wszystkie moje kontakty z przyjaciółmi, wykruszyły sie prez te lata. I zastanawiam się czy warto to ciągnąć dalej, czy to tylko moje wymysły. On twierdzi, że nie robi nic przeciwko naszemu małżeństwu... ale ja czuję samotność ..Tak chciałabym aby mnie tulił, powiedział, że będzie oki. aby poświecił mi wiecej czasu. Czy to ze mną jest coś nie tak? może tak? On chce swojej prywatności do której ja nie mam mieć wstepu. stał sie bardzo szarmancki wobec innych kobiet. A nawet tak jakby pokazywał... tak... jestem dla Was miłe Panie... Bo czyż nie jego zgoda ,że "niby" koleżance ze wspólnoty pozwala pisać do siebie że jejst jej, albo przyjmuje od niej smsy typu miłych snów. Nie wiem co mysleć. Czy to ja jestem chora... czy mój mąż mną manipuluje? Ale czy jeden człwiek drugiemu mogłyb takie rzeczy robic? Prosze o radę... bo często zastanawiam sie czy warto życ w ogóle. Czy mój mąz przechodzi kryzys wieku sredniego ? Czy warto czekac aż mu to przejdzie? Nie wyobrażam sobie życia z innym, ani tez życia samej... boję się samotności...

13 181

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

mgiełk_o,
jedna terapia, druga terapia.
A efekt?
Dalej funkcjonujesz jak osoba zależna. Zależna od męża, od jego humorów, od jego uczuć, od jego decyzji.

Czemu podjęłaś decyzję o byciu zależną?

To nieprawda, że nie masz swojego życia. Masz je. Żyjesz swoim życiem. Dokonujesz swoich wyborów, podejmujesz swoje decyzje. A że takie, a nie inne? Twoja wola.

13 182

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
mgiełk_a napisał/a:

Jestem na skarju przepaści... chciałabym opowiedziec o swoim życiu.... a dziś czuję ,że mojego życia juz nie ma.
Jestem mężatką od ponad 23 lat. Przez 16 lat mojego mełżeństwa moj maż pił... obowiązki związane z dziećmi z domem spadałay na mnie. Zawsze pracowałam zawodowo, dzieci w przedszkolu, potem szkoła to wszystko należało do moich obowiązków. W zasadzie jako osoba współuzależniona nawet tego nie zauważałam.. myslałam, że tak jest i już... ale w sobie miałam taką złośc do męża. Odchodziłam kilka razy... przepraszał... obiecał poprawę... wracałam. Gdy odeszłam ponad 7 lat temu zgłosiłam się na terpaię jako współuzależniona.. mąż trafił na terepię dla uzależnionych. Przestał pic... Znów uwierzyłam... bo rzeczywiście robił wszystko żeby nie pić. Był czułym kochającym. wybaczyłam wszystko. Naprawdę zaczęłam żyć. Mąż jednak tak po dwóch latach zaangażował się bardzo  wAA, potem doszły czaty internetowe z osobami uzależnionymi, spotkania z nimi coraz częstsze. Mitingi 3 razy w tygodniu, rozmowy przez internet. Praca nad sobą. Na początku jeździłam z meżem, potem coraz rzadziej... praca. Wziełam dodatrkowe etaty bo syn poszedł na studia. Córka liceum. a mąż emerytura więc czasu miał sporo, który przeznaczał znów tylko dla siebie. I tak mineły 4 lata w których coraz bardziej oddalalismy sie od siebie. Ja byłam zła, zamknęłam się w kręgu obojetności dla niego. Rok temu powiedział, że chce odejść,chce rozwodu. Na pytanie czy ma kogoś odpowiedział "tak". no i ja zaczęłam walczyć o niego. Poszlismy na terapię małżeńską. zrozumiałam , że bardzo go kocham, że nie chcę stracić. Wyjeżdżamy razem na te jego zloty AA . Ale czuje jego obojetność. Na pytanie czy mnie kocha nie cgce odpowiedzieć . Mówi, że nie da sie pstryknąć i bedzie od razu oki. Ale nadal wysyła jakieś smsy. Ma zablokowaną jedna z komórek, zablokowany komputer. Kiedys udało mi sie przeczytac jakieś smsy od kobiety. Nazywałą go swoim "zdrobniałe imię męża". Było tego sporo, nie umiałam czytać dlaej. Ale on zrobił mi awanture ,że go kontroluje, Nieważne była treść smsa ale to że nie powinnam sprawdzać jego komórki. Nigdy wczesniej tego nie robiłam. Teraz po prostu czuję, że coś jest nie tak. On twierdzi, że to nic nie znaczy, że to tylko koeżanka ze Wspólnoty.Jestem obsesyjnie zazdrosna. Nie radzę sobie ze sobą. Nie umiem życ dla siebie. Syn studiuje za granicą. Córka też przebywa teraz za granicą. Jestem sama. Wszystkie moje kontakty z przyjaciółmi, wykruszyły sie prez te lata. I zastanawiam się czy warto to ciągnąć dalej, czy to tylko moje wymysły. On twierdzi, że nie robi nic przeciwko naszemu małżeństwu... ale ja czuję samotność ..Tak chciałabym aby mnie tulił, powiedział, że będzie oki. aby poświecił mi wiecej czasu. Czy to ze mną jest coś nie tak? może tak? On chce swojej prywatności do której ja nie mam mieć wstepu. stał sie bardzo szarmancki wobec innych kobiet. A nawet tak jakby pokazywał... tak... jestem dla Was miłe Panie... Bo czyż nie jego zgoda ,że "niby" koleżance ze wspólnoty pozwala pisać do siebie że jejst jej, albo przyjmuje od niej smsy typu miłych snów. Nie wiem co mysleć. Czy to ja jestem chora... czy mój mąż mną manipuluje? Ale czy jeden człwiek drugiemu mogłyb takie rzeczy robic? Prosze o radę... bo często zastanawiam sie czy warto życ w ogóle. Czy mój mąz przechodzi kryzys wieku sredniego ? Czy warto czekac aż mu to przejdzie? Nie wyobrażam sobie życia z innym, ani tez życia samej... boję się samotności...

tak szczeze mowiac nie wiem co ci napisac ,sama jestem zona nie zaawansowanego alkocholika , ktory straszyl mnie ze zabierze dzieci i czasami bil mnie , mysle nie jestem pewna ze jestes obseyjnie zazdrosna ,moze bys z mezem szczera rozmowe przeprowadzila ze czujesz sie jak podziekowany kapec po tylu latach trudu i niestety nikt nie powininen byc z kims na sile rozumniem ze bojisz sie samotnosci lecz to daje tez szanse zajac sie wreszcie soba ,robic co sie samemu chce nie liczac sie z nikim

13 183

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
dortja napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Moja matka,jak dowiedziała się,że byłam bita...zdziwiona zapytała-czemu nic nie mówiłaś?!
Moja mama mnie nie zna. Nic o mnie nie wie. Mojej mamie nie mogłam się zwierzyć,bo to i tak nie było ważne co się stało,winna byłam ja. Aśka tak zawsze...sama sobie na to zasłużyła...I niby w najcięższych chwilach ona gdzieś była...ale na krótko,była mi bliska,bo zmieniała się w osądzającą,wredną macochę,jakby znudzona,zniecierpliwiona tym,że ja jej potrzebowałam...

Nie chciałam,żeby wiedziała o moich życiowych porażkach,nie ufałam jej...bałam jej osądów...
Nie powiedziałam o pedofilu,nie ufałam jej...bałam osądów...

Mój ojciec,kiedy zmarł mój mąż...powiedział-po co go wzięłaś?...przecież wiedziałaś,że ma padaczkę...

Nazywam się winna sad

Teraz chcę jednego. Żeby trzymali sie ode mnie daleko. Boli...ale mniej,niż kiedyś,kiedy na siłę udawałam kogoś lepszego od siebie,zeby zaskarbić sobie ich uwagę...ale to było na nic.
Teraz wybaczam im.

mam tak samo a moze mnialam lukrecjo .typu a nie mowilam................. osady zawsze mnialam ,jak zmarla mi coreczka ona nie bedzie ze mna wyplakiwac bo to nie pierwsze moje dziecko co stracilam ,wstyd tyle razy byc w ciazy , i pytanie w ten sam dzien kiedy moj maz jej przyjdzie schody pomalowac ,no tak to przeciez jest wazne ,eh szkoda pisac  ,ja tez wszystkiemu jestem sama sobie winna ,jestem debilem bo nie studiowalam mama taka mniala wizje , wyszlam za maz za szybko  bo mnialam mnieszkac z nia i sluchac sie jej najlepiej do 80 tak  latek by bylo oke ,moje dzieci to bahory nie wychowane  jak i ja  no patrz ,dlatego pewnie sie specjalnie nigdy nie zwierzalam  bo pewnie jak i ty balam sie osadow bylo minelo nanka zniknela mamusia oburzona  i tyle pozdrawiam zycze milego wieczorku pelnego relaksu

Moja o wszystko wypytuje, wszystko hce wiedzieć, o wszystkich. Kiedy dzwoni tonem władczym, dyktatorskim wypytuje :gdzie jesteś? kto tamn u Ciebie jest? kto do Ciebie mówi? co mówi? No może i matka, ale bez jaj.
I bądz tutaj dzieckiem wychowanym w poczuciu własnej wartości i spokojnym, jesli nie masz własnego zdania (nie pozwoliła mi wybrać szkoły i musiałam mordować co ona zdecydowała), jesteś poniżaną i wciąż krytykowaną. Ja już pisałam, że jedyne uczucie jakim darzę matkę to nienawiść.

ja terz postapilabym inaczej ,ja wlasnie myslac to matka nalezy jej sie wszystyko wiedziec no prawie wszystko ,stale sie tlumaczylam jak bym 6 lat skonczyla , buhaaaaaa dobre ,moja tez strasznie mnie chce kontrolowac kto z kim i ok torej a potem ocena tych ludzi negatywna oczywiscie ,1 powiedzialbym nie mam czasu  jezeli wazne mamo to szybko mow, 2 kto jest u ciebie .ktos jest znajomy a, itd its mozna rozmawiac z rodzicami godzinami nie udzielajac konkretnych informacji jezeli bedzie obuzona wiadomo przynajmniej dlaczego

13 184

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja mojej nic nie mówię. Kiedy pyta gdzie jestem mówię, że na Hawajach i piję drinka z parasolką. Kiedyś jej powiedziałam, że mnie denerwują takie pytania, to mi się wydarła do słuchawki, że ona się martwi. No ale takim władczym tonem? INWIGILACJA.
Kiedyś zauważyłam, że jak matce powiem jakąś świeżą informację, o czymś co jest w planie albo coś, jak jej powiedziałam nie udało się.

13 185

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

mgiełk_o,
jedna terapia, druga terapia.
A efekt?
Dalej funkcjonujesz jak osoba zależna. Zależna od męża, od jego humorów, od jego uczuć, od jego decyzji.

Czemu podjęłaś decyzję o byciu zależną?

To nieprawda, że nie masz swojego życia. Masz je. Żyjesz swoim życiem. Dokonujesz swoich wyborów, podejmujesz swoje decyzje. A że takie, a nie inne? Twoja wola.

Tak Mgiełku,uwiesiłaś się na mężu i żądasz,żeby Cię uszczęśliwić.
Też jestem współuzależniona ale już troszkę wiem,np. to,że tylko ja mogę sobie dać szczęście.
Ciebie nie ma,moja droga.

Al-anon, korzystasz?

Wiesz po przeczytaniu Ciebie tak pomyślałam,ze pewnie wolałaś kiedy on pił...miałaś kontrolę,a teraz nie.
Jestem aowcem i wiem od kolegów,że ich żony są strasznie zazdrosne,ale nie chcą uczestniczyć w naszych zjazdach,zabawach,mitingach otwartych(nie wszystkie!). Dlaczego?
Tak,wymieniamy się nr tel. Przytulamy się na powitanie. Jesteśmy serdeczni dla siebie.
Alkoholik potrzebuje takiej więzi,bo NIKT tak nie zrozumie alkoholika,jak drugi alkoholik.
Jeśli Twój mąż pracuje na programie 12 kroków,to nie posądzałabym go o zdradę,choć niejako robisz duzo,żeby tak właśnie się stało.

Poczytaj nas,może chcesz lektury?

13 186

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku...dopasować się znaczy zyć.

Zosiu nie zrozumiesz mając taką rodzinę,to o czym pisałam.

Pati,tak wiem,moi rodzice tez nie dostali miłości-zamknięty  krąg.

13 187

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,
Ty żyjesz. smile

Rozumiem, że jest Ci trudno. Rozumiem, że chwilami masz dosyć. Rozumiem, że czasem ogarniają Cię wątpliwości. Rozumiem. I trzymam kciuki. smile

13 188 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-12 17:33:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję Wam za wsparcie, które bardzo mi pomaga i czuję je na każdym kroku.
U psychologa dowiaduję się,że mam inaczej myśleć, mówić, postępować. Chcę żyć inaczej, być inna niż moi rodzice. To wymaga zmiany o 180 stopni. I, mimo terapii, ta zmiana nie nadchodzi. Czasami mam nawet wrażenie, że jest gorzej.
Mam problem z rozpoznawaniem uczuć. Gdy psycholog pyta się mnie, jakie uczucie mi w danej sytuacji towarzyszyło, zabijcie mnie, ale ja nie wiem.
Poza tym, bardzo, ale to bardzo jestem dla siebie surowa. Obwiniam się o wszystko. Nie zrzucam winy na rodziców, nie. To ja jestem winna, wszystkiemu. A odpowiedzialność? Biorę na siebie odpowiedzialność za wszystko i wszystkich, nie tylko za siebie i swoje życie.

Marzę o tym, by przestać w każdej sytuacji winić siebie za wszystko i czuć się dpowiedzialna za wszystkich i wszystko, do tego być pewna siebie.

"Są ludzie, którzy nie mogą rozstać się z dzieciństwem. Na twarzach mają wypisaną decyzję, by nigdy nie dorosnąc. Wprawdzie nigdy też nie byli dziećmi. Mężczyźni, którzy uśmiechają się tylko wtedy, kiedy postanowią. Kobiety, które nigdy nie płaczą. Ci ludzie niechętnie dotykają ręki innych, w pomieszczeniacg starają się stać tyłem do otwartych drzwi, nie mogą zasnąc w nieznanym sobie pokoju. Rzadko się skarżą, ale kiedy już naprawdę nie mogą wytrzymać z rozpaczy, zjawiają się w gabinetach psychiatrów i proszą o lek, który szybko pomógłby na ból głowy. Nie mają zaufania. Wszędzie czują się obcy. I stale wątpią, czy mają prawo do życia na tym najlepszym ze światów"

Cytat z książki "Odebrane dzieciństwo. Psychologiczne problemy Dorosłych Dzieci Alkoholików" Zofii Sobolewskiej

13 189

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dziękuję Wam za wsparcie, które bardzo mi pomaga i czuję je na każdym kroku.
U psychologa dowiaduję się,że mam inaczej myśleć, mówić, postępować. Chcę żyć inaczej, być inna niż moi rodzice. To wymaga zmiany o 180 stopni. I, mimo terapii, ta zmiana nie nadchodzi. Czasami mam nawet wrażenie, że jest gorzej.
Mam problem z rozpoznawaniem uczuć. Gdy psycholog pyta się mnie, jakie uczucie mi w danej sytuacji towarzyszyło, zabijcie mnie, ale ja nie wiem.
Poza tym, bardzo, ale to bardzo jestem dla siebie surowa. Obwiniam się o wszystko. Nie zrzucam winy na rodziców, nie. To ja jestem winna, wszystkiemu. A odpowiedzialność? Biorę na siebie odpowiedzialność za wszystko i wszystkich, nie tylko za siebie i swoje życie.

Marzę o tym, by przestać w każdej sytuacji winić siebie za wszystko i czuć się dpowiedzialna za wszystkich i wszystko, do tego być pewna siebie.

"Są ludzie, którzy nie mogą rozstać się z dzieciństwem. Na twarzach mają wypisaną decyzję, by nigdy nie dorosnąc. Wprawdzie nigdy też nie byli dziećmi. Mężczyźni, którzy uśmiechają się tylko wtedy, kiedy postanowią. Kobiety, które nigdy nie płaczą. Ci ludzie niechętnie dotykają ręki innych, w pomieszczeniacg starają się stać tyłem do otwartych drzwi, nie mogą zasnąc w nieznanym sobie pokoju. Rzadko się skarżą, ale kiedy już naprawdę nie mogą wytrzymać z rozpaczy, zjawiają się w gabinetach psychiatrów i proszą o lek, który szybko pomógłby na ból głowy. Nie mają zaufania. Wszędzie czują się obcy. I stale wątpią, czy mają prawo do życia na tym najlepszym ze światów"

Cytat z książki "Odebrane dzieciństwo. Psychologiczne problemy Dorosłych Dzieci Alkoholików" Zofii Sobolewskiej

To cytat o mnie sad...nie płaczę,nie zasnę w obcym miejscu,biorę leki...

13 190

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo,
Ty żyjesz. smile

Rozumiem, że jest Ci trudno. Rozumiem, że chwilami masz dosyć. Rozumiem, że czasem ogarniają Cię wątpliwości. Rozumiem. I trzymam kciuki. smile

Dziękuję :*

13 191 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-09-12 18:39:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ROZUMIEM kochane rozumiem ,ufam ze wyjdziecie na prosta ,wiem ze chory dom rodzinny to najwiekszy marazm jaki moze spotkac czlowieka wrazliwego .
Jednak macie to szczescie zyc ,byc moze to male slowa ,ale maja ogromna wartosc .Bo zyc ,znaczy istniec -to wszystko ,

Anastawio odpowiedzialnosc masz brac za swoje zycie ,bo tylko na nie masz i bedziesz miala wplyw .Niema potrzeby martwic sie i brac innych bledy na siebie bo wkoncu zwariujesz.

13 192 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-09-12 19:03:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

ROZUMIEM kochane rozumiem ,ufam ze wyjdziecie na prosta ,wiem ze chory dom rodzinny to najwiekszy marazm jaki moze spotkac czlowieka wrazliwego .
Jednak macie to szczescie zyc ,byc moze to male slowa ,ale maja ogromna wartosc .Bo zyc ,znaczy istniec -to wszystko ,

Anastawio odpowiedzialnosc masz brac za swoje zycie ,bo tylko na nie masz i bedziesz miala wplyw .Niema potrzeby martwic sie i brac innych bledy na siebie bo wkoncu zwariujesz.

Marazm okrutny Pati. Dzięki za zrozumienie.
Wiem,że odpowiedzialność mam brać tylko za siebie. Wiem. Często jednak emocje biorą górę nad wszystkim.
"Dzieci w rodzinach dysfunkcyjnych, żyjąc w wiecznym chaosie, ustawicznie i rozpaczliwie podejmują próby opanowania sytuacji. Nabierają przekonania, że od powodzenia tych prób zależy nie tylko ich własne bezpieczeństwo, ale i poprawa funkcjonowania całej rodziny. Możliwość wpływania na otoczenie staje się dla nich bardzo ważna. W konsekwencji wytwarza się w nich silna potrzeba stałego kontrolowania siebie i innych." cytat j.w.
Myślałam,że mam to tylko w stosunku do męża. Nie, okazuje się,że do...całego świata. Pewnie, gdybym się znalazła w Afryce, czułabym się odpowiedzialna za każde głodujące dziecko sad

Za niedługo rozpoczynam terapię grupową dla DDA. Trzeba będzie wyjść do ludzi. Masakra...

Problemy religijne DDA: trudność z przyjęciem koncepcji kochającego i opiekuńczego Boga Ojca.

13 193

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak mówi mądrze jedna ze "starych" bywalczyń wątku, założycielka "mojego wymarzonego rozwodu" SZCZĘŚCIE JEST WSKAZANE ALE NIE OBOWIĄZKOWE. Nasze życie w naszych rękach i tylko na nie mamy wpływ. Jeżeli będziemy się rozmieniać na drobne, możemy zagubić siebie same.
Pozdrawiam smile

13 194

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

ROZUMIEM kochane rozumiem ,ufam ze wyjdziecie na prosta ,wiem ze chory dom rodzinny to najwiekszy marazm jaki moze spotkac czlowieka wrazliwego .
Jednak macie to szczescie zyc ,byc moze to male slowa ,ale maja ogromna wartosc .Bo zyc ,znaczy istniec -to wszystko ,

Anastawio odpowiedzialnosc masz brac za swoje zycie ,bo tylko na nie masz i bedziesz miala wplyw .Niema potrzeby martwic sie i brac innych bledy na siebie bo wkoncu zwariujesz.

Marazm okrutny Pati. Dzięki za zrozumienie.
Wiem,że odpowiedzialność mam brać tylko za siebie. Wiem. Często jednak emocje biorą górę nad wszystkim.
"Dzieci w rodzinach dysfunkcyjnych, żyjąc w wiecznym chaosie, ustawicznie i rozpaczliwie podejmują próby opanowania sytuacji. Nabierają przekonania, że od powodzenia tych prób zależy nie tylko ich własne bezpieczeństwo, ale i poprawa funkcjonowania całej rodziny. Możliwość wpływania na otoczenie staje się dla nich bardzo ważna. W konsekwencji wytwarza się w nich silna potrzeba stałego kontrolowania siebie i innych." cytat j.w.
Myślałam,że mam to tylko w stosunku do męża. Nie, okazuje się,że do...całego świata. Pewnie, gdybym się znalazła w Afryce, czułabym się odpowiedzialna za każde głodujące dziecko sad

Za niedługo rozpoczynam terapię grupową dla DDA. Trzeba będzie wyjść do ludzi. Masakra...

Problemy religijne DDA: trudność z przyjęciem koncepcji kochającego i opiekuńczego Boga Ojca.

Z tą odpowiedzialnością,to myślę sobie,że u mnie z ogółem  jest ok. Nadmiar kontroli i obsesje miałam tylko do eksa,dosłownie małpi rozum.
Z kolei zauważyłam,że będąc przez chwilę z M,zaczęłam go ustawiać,radzić,pouczać...i stąd wiem,że nie mogę wejść w związek,bo od razu zacznę.

Małą wiadomo,kontroluję,bo muszę,ma 8 lat.
Dostało mi się podczas tej terapii od psychologa...
Ja jestem dla swoich dzieci-koleżanką.
Jestem 4 dzieckiem w tej rodzinie.
Dzieci mnie wychowują.
Dlatego,ze nie stawiam granic.
Nie jestem konsekwentna.

Mówił mi to samo 2 lata temu,ale do mnie nie dotarło. Moja 8 latka była jak dzieci z serialu "Super niania",wierzcie nie przesadzam.
Postawiłam granice i konsekwentnie się trzymam,efekt piorunujący-pozytywnie,oczywiście wink
Mam grzeczne i mądre dziecko...ale...
...ale gdybym tego nie zrobiła,moje dziecko byłoby dorosłym bez granic...a więc wiadomo,wykolejeniec jak ja.

Psycholog powiedział mi i wzięłam akceptacja i granice,to wszystko co dziecku potrzebne od rodzica.

13 195

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Jak mówi mądrze jedna ze "starych" bywalczyń wątku, założycielka "mojego wymarzonego rozwodu" SZCZĘŚCIE JEST WSKAZANE ALE NIE OBOWIĄZKOWE. Nasze życie w naszych rękach i tylko na nie mamy wpływ. Jeżeli będziemy się rozmieniać na drobne, możemy zagubić siebie same.
Pozdrawiam smile

Bardzo chcę być szczęśliwa,ale ogranicza mnie pustka i czarna dziura...

Posty [ 13 131 do 13 195 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 201 202 203 204 205 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026