netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 983 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 199 200 201 202 203 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 001 do 13 065 z 26 310 ]

13 001

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Lukrecjo jest mi strasznie przykro na to co Cie spotkało, to straszne jaką krzywdę mogą wyrządzić nam ludzie...

Wielokropku właśnie to mnie zastanawia ale chyba zaraz sama sobie na to odpowiem.
Zgadzam się z Tobą Wielokropku, masz rację, a nadzieję podtrzymuje dlatego, że nadal go kocham. Zniknie dopiero wtedy, gdy stanie mi się obojętny.
Aj dlaczego kochamy takich dupków, jesteśmy jakieś inne smile Ale sobie poradzimy, musimy być silne i iść przez życie z podniesioną głową i dumnie cierpieć za krzywdy jakie nam wyrządzili, bo tylko to pozwoli nam przeżyć godnie nasze życie, a ja osobiście na łożu śmierci chce sobie powiedzieć: zrobiłam wszystko żeby przeżyć szczęśliwie i godnie moje życie, które swego czasu było strasznie zagmatwane. Ale jeśli będziemy wierzyć i dążyć konsekwentnie do celu to wszystko może się udać bo prawdziwa wiara czyni cuda i nie może być inaczej smile
Hihi lepszy dzień smile

13 002

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewela3 napisał/a:

(...)nadzieję podtrzymuje dlatego, że nadal go kocham. Zniknie dopiero wtedy, gdy stanie mi się obojętny.(...)

Znam osoby, które kochając daną osobę, podjęły decyzję o życiu osobnym. Podjęły taką decyzję, bo pozbyły się nadziei.
Rozumiem, że Ty zdecydowałaś się podtrzymywać swą nadzieję.

Dumnie cierpieć za krzywdy?
A czemu to cierpieć ciągle i wciąż? Jakaś martyrologia obowiązuje?
Można odpłakać, odzłościć się i nie cierpieć. Można, ale gdy ktoś się uprze "dumnie cierpieć", to nikomu nic do tego.

13 003

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dorotja,takie uzależnienie od chorej miłości skądś się bierze...
Mnie pedofil uwiódł jak miałam 7 lat i już na zawsze mój seksualizm został zaburzony...
Mój eks-dziecko alkoholika,często był świadkiem,gwałtu matki przez ojca...cała ta oprawa,wyzwiska od k...itp,musiało mu spaczyć sferę seksualną...

Wiele przeszlas Lukrecjo ,wiele odciskow Twoja podswiadomosc nosi w sobie ,zbyt wiele zeby udzwignol to jeden czlowiek choc..........,napewno mozna mysle ze mozna z tego wyjsc .Wdzisiajszych czasach zdaniem psychoilogow co druga rodzina ma troszke z patologi a jednak ludzie sie ksztaltuja sami.Podswiadomosc zapamietuje ,ale zawsze mozna to wypierac ,pracowac nad tym.
Napewno powinnas calkowicie zerwac kontakt z eksem ,on ma tez sporo pracy nad soba ,a jednak jest slaby......,bo powiela zachowania z domu.
Kiedys ogladalam swietny program psychologiczny ,ze slabi ludzie czesto szukaja powodow w przeszlosci ,to wymowka nad wlasnymi slabosciami ,badz brakiem prawdziwej milosci do partnera.
Dawniej ludzie nie byli tak swiadomi siebie ,dlatego bylo mniej rozwodow,ale wiecej alkocholizmuw  rodzinach za zamknietymi drzwiami odbywaly sie istne dramaty.
Na moim osiedlu co drugi ojciec ,wracal do domu pijany (jestem ze slaska wielkie osiedla itp).
W ostatniej ksiazce ktora czytalam jest bardzo fajnie opisane to zjawisko (kochaj siebie ,a niewazne z kim sie zwiarzesz).
Meszczyzni popadaja w alkocholizm z pustki w rodzinach ,kiedy dochodzi do niego ze "to nie to",ze kobieta z ktora jest niespelnia oczekiwan ze sie dusi ,to czesto jest juz z troje dzieci wspolne zobowiazania i taki facet zatacza krag alkocholikow.
Zadne uzaleznienie ,nie bierze sie z niczego ,ale tez niedokonca z domu rodzinnego ,znam alkocholikow z dobryvch rodzin ,a znam swietnych ludzi z rodzin mocno patologicznych.
Nie mozna bez konca trzymac sie przeszlosci ,za kazde swoje niepowodzenie i slabosci ,winic rodzicow lub przeszlosc .
Bo nasze zycie kreujemy my sami ,cale zycie czlowiek sie uczy ,zmienia ,doswiadcza zycie lub nie zyje egzystuje obok kogos kto nie kocha bo jest uzalezniony od sexu ,alkocholu ,narkpotykow co tylko ,ale kazde uzalenienie bierze sie z pustki jaka sami sobie tworzymy

13 004

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
pati31 napisał/a:

Goraco polecam wszystkim zranionym ,zdolowanym kobietkaKSIAZKE autorki : EVA -Maria ZURHOST pt:" kochaj siebie ,a niewazne z kim sie zwiazesz".
Zdumiewajace jest to ze za pierwszym razem odrzucialam ta ksiazke ,bylam zbulwersowana nia,poniewaz za duzo nagiec byloby w zwiazku do wybaczenia.
Dzis koncze drugi raz ja czytac i jest to doskonala ksiazka o tym ze partnerstwo to wymagajaca ,lecz oplacalana praca ,OBOJGA [partnerow.
Pokazuje cienkie granice jakie sa przy np czy to szacunek czy juz wykorzystywanie,wybaczac madrze a nie stac sie ofiara samego siebie .
Naprawde goraco polecam

Dzięki za cynk,już zamówiłam wink

Naprawde swietna lektura.Polecam.

13 005

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Liwia napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Straciłam sens życia. Nie mam celu.

Gorszy dzień Anstawio-tak to odbieraj! Jesteś silną i bardzo mądrą kobietą, nawet takim jak Ty zdarzają się chwile zwątpienia, słabości, doliny-zwał jak zwał, ale pociesz się , że "za chwilę" będzie lepiej smile

anatawio to mija wszystko mija powierz bogu bo sama nie musisz z tym walczyc nikt z  nas nie jest wielbladem

Nitk z nas nie jest robotem ,kazdy ma swoje gorsze dni bo jeszcze czuje ,znak ze dusza nie umarla .Jest to tylko chwila ,za chwile przyjdzie reaktywacja.

13 006

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Dorotja,takie uzależnienie od chorej miłości skądś się bierze...
Mnie pedofil uwiódł jak miałam 7 lat i już na zawsze mój seksualizm został zaburzony...
Mój eks-dziecko alkoholika,często był świadkiem,gwałtu matki przez ojca...cała ta oprawa,wyzwiska od k...itp,musiało mu spaczyć sferę seksualną...

Wiele przeszlas Lukrecjo ,wiele odciskow Twoja podswiadomosc nosi w sobie ,zbyt wiele zeby udzwignol to jeden czlowiek choc..........,napewno mozna mysle ze mozna z tego wyjsc .Wdzisiajszych czasach zdaniem psychoilogow co druga rodzina ma troszke z patologi a jednak ludzie sie ksztaltuja sami.Podswiadomosc zapamietuje ,ale zawsze mozna to wypierac ,pracowac nad tym.
Napewno powinnas calkowicie zerwac kontakt z eksem ,on ma tez sporo pracy nad soba ,a jednak jest slaby......,bo powiela zachowania z domu.
Kiedys ogladalam swietny program psychologiczny ,ze slabi ludzie czesto szukaja powodow w przeszlosci ,to wymowka nad wlasnymi slabosciami ,badz brakiem prawdziwej milosci do partnera.
Dawniej ludzie nie byli tak swiadomi siebie ,dlatego bylo mniej rozwodow,ale wiecej alkocholizmuw  rodzinach za zamknietymi drzwiami odbywaly sie istne dramaty.
Na moim osiedlu co drugi ojciec ,wracal do domu pijany (jestem ze slaska wielkie osiedla itp).
W ostatniej ksiazce ktora czytalam jest bardzo fajnie opisane to zjawisko (kochaj siebie ,a niewazne z kim sie zwiarzesz).
Meszczyzni popadaja w alkocholizm z pustki w rodzinach ,kiedy dochodzi do niego ze "to nie to",ze kobieta z ktora jest niespelnia oczekiwan ze sie dusi ,to czesto jest juz z troje dzieci wspolne zobowiazania i taki facet zatacza krag alkocholikow.
Zadne uzaleznienie ,nie bierze sie z niczego ,ale tez niedokonca z domu rodzinnego ,znam alkocholikow z dobryvch rodzin ,a znam swietnych ludzi z rodzin mocno patologicznych.
Nie mozna bez konca trzymac sie przeszlosci ,za kazde swoje niepowodzenie i slabosci ,winic rodzicow lub przeszlosc .
Bo nasze zycie kreujemy my sami ,cale zycie czlowiek sie uczy ,zmienia ,doswiadcza zycie lub nie zyje egzystuje obok kogos kto nie kocha bo jest uzalezniony od sexu ,alkocholu ,narkpotykow co tylko ,ale kazde uzalenienie bierze sie z pustki jaka sami sobie tworzymy

Pati, zobaczyć coś w telewizji, przeczytać coś w książce, usłyszeć z opowiadania sąsiadki z osiedla, a przeżyć to na własnej skórze, to dwa zupełnie inne doświadczenia.
Słaby jest ten, kto może zawsze liczyć na wsparcie rodziców, kto, dzięki rodzicom osiąga sukcesy.
Wyparcie się przeszłości niczego nie zmienia. Ale masz rację, nie należy jej się kurczowo trzymać. Tylko, że takie doświadczenie, jak 30 lat życia u boku alkoholika, nie da się przepracować w ciągu jednego dnia.
Sama zmiana nawyków, na przykład zamiast pisanie lewą ręką, a prawą, to średnio 6 tygodni codziennej pracy, ćwiczeń.
I moim zdaniem, powielanie stereotypów wyniesionych z domu, to nie słabość- to brak doświadczenia, umiejętności, wzorców.

13 007

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miałam lodowaty emocjonalnie dom,stąd ucieczka do pedofila,który mnie dostrzegał,a ja w wieku 7 lat nie rozumiałam co mi robi,że to zle,dla mnie to było takie coś za coś....
Przestaję nienawidzić rodziców,bo w terapii wyszło,że tak jest,bo podświadomie liczyłam,że uratują mnie z łap pedofila...Mam 8 letnią córeczkę i nie wierzę,że nie zauważyłabym zmiany w niej,gdyby padła ofiarą...moi rodzice nie zauważyli.
Dziewczyny rozmawiajcie z dziećmi o złym dotyku-proszę.
Nie chcę karmić się nienawiścią do rodziców,wiem już,że i oni nie kochają siebie,nie potrafili kochać nas-bo sami nie byli kochani. Moje rodzeństwo też nie ma udanego życia prywatnego,ale ja jestem bardziej od nich "trafiona",pewnie przez molestowanie,które im zostało zaoszczędzone. Tak więc wychodzę w rodzinie na głupka,nic nie wartą osobe,czarną owcę i na dodatek sama sobie zasłużyłam na to co mam...
Ok ich sprawa,maja prawo sobie myśleć co chcą. Nie mam z nimi kontaktu,za poradą psychologa i tak jest lepiej,choć szczerze to boli.

Ja wiem ile jestem warta,ile przeszłam i staram się nie katować wspomnieniami przeszłych rzeczy,których nie zrobiłam świadomie. Staram się sobie wybaczyć. Za to teraz,kiedy już jestem świadoma biorę odpowiedzialność za moje życie.

Ale czasem jest tak,że boje się,że zwariuję,że ile można...że co jeszcze złego mnie spotka? Wiem,wiem staram się myśleć pozytywnie i mieć do pewnych rzeczy dystans...ale czasem jest ciężko.

13 008

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

(...)Ale czasem jest tak,że boje się,że zwariuję,(...)

Muszę Cię zmartwić.
Nie tak łatwo zwariować. Musiałabyś mocno się o to postarać, a i tak efekt mógłby być mizerny. tongue

13 009

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

(...)Ale czasem jest tak,że boje się,że zwariuję,(...)

Muszę Cię zmartwić.
Nie tak łatwo zwariować. Musiałabyś mocno się o to postarać, a i tak efekt mógłby być mizerny. tongue

Dziękuję :*

13 010 Ostatnio edytowany przez l_ukrecja (2012-08-30 16:10:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewela3 napisał/a:

Cześć dziewczyny, jestem w tym wątku nowa, poczytałam trochę Wasze posty i powiem szczerze, że poczułam się trochę lepiej. Każda z nas ma swoje problemy, jedna mniejsze druga większe ale indywidualnie są dla nas bardzo istotne. Nie będę pisać od nowa mojej historii wiec pozwolę sobie skopiować tekst, który zamieściłam w innym wątku. Dodam również, że jestem DDA. Wiedziałam, że to ma duży związek z tym jakich partnerów sobie wybieramy, ale teraz dopiero zaczynam naprawdę w to wierzyć. Dobrze poczytajcie trochę o mnie  wink

Od prawie 3 lat jestem mężatką, mam trojkę kochanych dzieci w wieku 5 lat 2,5 roczku i 2 tygodni. Pierwsza najstarsza córka jest z innego związku, synka i młodszą córeczkę mam z małżeństwa.
W naszym małżeństwie od początku były kłótnie, cóż takie mamy charaktery, ale bardzo go kochałam i byłam pełna nadziei, że kiedyś się zmieni na lepsze. niestety wszystko zaczęło się zmieniać jak zaszłam w ciążę. Mąż zaczął mnie wyzywać poniżać, znęcać się psychicznie. Gdy byłam w ciąży co tydzień wyprowadzał się do rodziców na kilka dni bo wiecznie coś mu nie pasowało. Straszył mnie rozwodem, raz nawet zastałam dom pusty bo zabrał wszystko łącznie z telewizorem, laptopem i dekoderem. Przez cały ten stres najprawdopodobniej urodziłam synka o wiele za wcześnie bo 2 i pol miesiąca przed terminem. Po porodzie było gorzej. Doszło do tego, że 2 razy mnie uderzył. Raz po alkoholu a raz tak o bo obiadu nie zrobiłam na czas.... Bardzo przepraszał, obiecywał, że więcej tego nie zrobi, a ja głupia wierzyłam, ale jak nie wierzyć skoro się kocha. Przestał bić ale tylko na jakiś czas. Kłótnie i wieczne poniżanie stało się prawie codziennością. Byłam dla niego nic nie znaczącym zerem, głupią i pusta kobieta która zamiast pozwolić jeździć mu do mamusi dłubać w motorze albo robić 1000 innych niezbyt pożytecznych rzeczy, chciała żeby spędzał czas z rodzina i bardziej czul obowiązek w stosunku do mnie i dzieci. Przez ostatni rok zaczęłam się go coraz bardziej bać, że zaraz podejdzie i mnie uderzy. Nie bałam się bez powodu. Gdy byłam w 3 miesiącu ciąży uderzył  mnie tak, ze połamał mi nos. Najgorsze było jednak to,że zrobił to z moim synkiem na rekach. dobrze chociaż, że córka była u moich rodziców i nie musiała na to patrzeć. Od tamtego czasu postanowiłam, że chce odejść ale było mi ciężko bo cały czas go kochałam. Decydująca kłótnia o wyprowadzce miała zajście przed świętami Wielkanocnymi, kiedy to podczas kłótni, pomimo moich próśb, żeby wyszedł się uspokoić, rzucił we mnie samochodzikiem, którym dostałam w twarz. Później owszem wyszedł z domu ale gdy wrócił był tak pijany, że mogłam go tłuc tłuczkiem i nie byłby w stanie nic mi zrobić. Wtedy postanowiłam, ze się wyprowadzę. Rano pojechałam z dziećmi do rodziców i tak zostałam aż do dnia dzisiejszego. Ale niestety znowu dałam mu się przeprosić, uwierzyć ze się zmieni, że zrozumiał swój błąd. Niestety bardzo się pomyliłam, jego słowa coraz bardziej bolały a miedzy nami zaczęła rodzić się nienawiść. Tydzień po narodzinach córeczki znowu byłam najgorsza kobietą na świecie, a nawet nie kobietą tylko niczym i zadziałało tak, że wczoraj złożyłam pozew o rozwód.
Pisząc to mam cały czas łzy w oczach, straciłam swoja godność dając się tak poniżać, nie czuje się już pewną siebie kobietą. Boje się że sobie nie poradzę w życiu. Moja samoocena spadła do zera. Nie jestem już pewna czy jestem dobrą czy złą matką, kobietą. A najbardziej boję się tego, że nie wytrwam w postanowieniu o rozwodzie, bo cały czas kocham go. Chciałabym, żeby to był tylko zły sen, otworzyć oczy i żeby był tym samym mężczyzną, którego pokochałam a nie potworem, w którego się później zamienił.

To na tyle. Dziewczyny pomóżcie to przetrwać.

Kurde...czego to ja jeszcze nie przeżyłam?
smile hehe...

Ech...po smierci męża,szybko wyszłam za mąż. Nowy mąż ideał przez 2 lata...zepsuł się. Zaczął bić. Awantury codziennie,poniżanie,wyzwiska. Ponosił rękę na moje dzieci,flirtował z każdą panią jaką zobaczył,każda była lepsza ode mnie. Nic to,przeprosił na kolanach,łzy w oczach,kwiaty i lody dla dzieci. A ja wierzyłam i marzyła,że będzie jak kiedyś...Zawiozłam go do psychiatry,walczyłam o nas,no nie było rzeczy której bym nie zrobiła dla niego.I trwałabym tak pewnie do dziś,choć nie,bo nie żyłabym już. Powód rozstania? Zatajone przez niego choroby (zapomniał o nich przy mnie...b.k) wirus HIV i WZW typ C. Co przeżyłam? Nie sposób opisać. Jesteśmy z dziećmi zdrowi...lekarze powiedzieli mi-Siła Wyższa smile Ja pomyślałam,że to zmarły mąż wymodlił dla mnie,dla nas. Robiłam testy 4x. Jestem zdrowa. Mam rozwód z orzekaniem o jego winie i kościelne unieważnienie. Dziś cieszę się,że tak wyszło,bo nie wiem ile jeszcze bym w tym bagnie z nim trwała.
Co zrobiłam ze swoim cudem? Zaczęłam pić,chodzić do baru,szaleć...Zaszłam w ciążę...po urodzeniu piłam i piłam. Co przeżyłam,co przeżyły moje dzieci? Nie sposób opisać...
Potem próba samobójcza,odwyk,leczenie. Kolejny związkek tym razem z seksoholikiem...dalej już wiecie.

Piszę o tym żebyś nie czuła się sama w tym bólu,wiem co przeżywasz.
Piszę o tym,żeby Cię ostrzec przed uciekaniem od problemu,jak ja to zrobiłam-picie,faceci...
Piszę o tym,żeby Ci pokazać,że przeżyłam i doszłam do wniosku,że ja go w ogóle nie kochałam,nie można kochać swojego oprawcy,ja byłam od niego uzależniona...

Ale ok,było minęło smile Ja Zyję smile

A i jeszcze jedno,podaję link strony,która jest mi pomocna tak dla DDA jak i dla DDD.
http://zenforest.wordpress.com/2009/03/18/lek-przed-bliskoscia-i-wrazliwoscia-dda/

13 011

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku bardziej chodziło mi o to, żeby przestać dawać się poniżać i uwierzyć w swoją wartość.

Lukrecjo dziękuje za to co napisałaś. Moje przeżycia w porównaniu do Twoich to prawie nic. Jesteś bardzo silną kobietą, gratuluję Ci tego i tego, że wiele dla siebie zrobiłaś.

O sobie napisze później, muszę ogarnąć najpierw myśli bo znowu mam mętlik w głowie. hmm

13 012

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Miałam lodowaty emocjonalnie dom,stąd ucieczka do pedofila,który mnie dostrzegał,a ja w wieku 7 lat nie rozumiałam co mi robi,że to zle,dla mnie to było takie coś za coś....
Przestaję nienawidzić rodziców,bo w terapii wyszło,że tak jest,bo podświadomie liczyłam,że uratują mnie z łap pedofila...Mam 8 letnią córeczkę i nie wierzę,że nie zauważyłabym zmiany w niej,gdyby padła ofiarą...moi rodzice nie zauważyli.
Dziewczyny rozmawiajcie z dziećmi o złym dotyku-proszę.
Nie chcę karmić się nienawiścią do rodziców,wiem już,że i oni nie kochają siebie,nie potrafili kochać nas-bo sami nie byli kochani. Moje rodzeństwo też nie ma udanego życia prywatnego,ale ja jestem bardziej od nich "trafiona",pewnie przez molestowanie,które im zostało zaoszczędzone. Tak więc wychodzę w rodzinie na głupka,nic nie wartą osobe,czarną owcę i na dodatek sama sobie zasłużyłam na to co mam...
Ok ich sprawa,maja prawo sobie myśleć co chcą. Nie mam z nimi kontaktu,za poradą psychologa i tak jest lepiej,choć szczerze to boli.

Ja wiem ile jestem warta,ile przeszłam i staram się nie katować wspomnieniami przeszłych rzeczy,których nie zrobiłam świadomie. Staram się sobie wybaczyć. Za to teraz,kiedy już jestem świadoma biorę odpowiedzialność za moje życie.

Ale czasem jest tak,że boje się,że zwariuję,że ile można...że co jeszcze złego mnie spotka? Wiem,wiem staram się myśleć pozytywnie i mieć do pewnych rzeczy dystans...ale czasem jest ciężko.

To co przeszlas z pedofilem - najabrdziej wplynelo na Twoje zycie .Jest to straszne,przezycie dla dziecka pozniej kobiety,ktora jest juz tak dotknieta.
Kazdy z nas posiada wewnetrzne dziecko ,poniewwaz czesto ludzie popelnija dwa bledy ,albo nie kcohaja dziecka wogole ,albo za bardzo jedno i drugie jest zle ,nie uczy..Bycia swiadomym czlowiekiem .
Osoba swiadoma nie podjemuje decyzji na podstawie projekcji .Zawsze stara sie konfrontowac ze soba.
Niemniej zeby stac sie swiadomym czlowiekiem trzeba zaakceptowac wenetrzna samotnosc,ktora charakteryzuje kazda istote ludzka.....
Jesli tak nie postapimy zawsze bedziemy zyli w starchu ze zostaniemy opuszczeni ,bedziemy zyli nie swiadomie szczegolnie w milosci.
Chcac zyskac czyjas aprobate dajemy innym wladze nad wlasnymi emocjami.Nasze emocje czesto nie sa nasze.Tylko rozpoznajac nasze slabosci ,nasze gorsze,negatywne slabe strony ,mozemy zawladnac naszymi emocjami.
Musimy konfrontowac i starac sie widziec te strony siebie ktore wolelibysmy ukryc.

NIEUZNAWANIE ,NIEDOSTRZEGANIE ,niesluchanie -projetkowanie oskarzanie -sa to mechanizmy .ktore stosuja osoby infantylne ,nieswiadome,niedojrzale.
Po raz kolejny ,niechcacy zaczynamy przyjmowac puntk widzenia naszych rodzicow,i niejestesmy wstanie pokochac tej czesci siebie ,ktorej (kiedy wspominamy dziecinstwo nie akceptowali nasi rodzice),lub inne bliskie nam osoby.
W rzeczywsitosci zaczynamy postepowac wedlug schematu czesto zlego infantylnego,jaki przyjelismy od rodzicow.Nie mozemy wydostac sie z tego demonicznego kregu ,wydaje sie nam ze zycie jest bez wyjscia ze tak musi byc.,,,,,ze niemoze byc inaczej.
Takie sytuacje infantylnej neurotycznosci,z ktorymi nie potrafimy sie uporac -czesto doprowadzaja do napiec ,blokad,ktore ograniczaj nasze istnienie.Jestesmy przyzwyczajeni za branie odpowiedzialnosci za to co robimy -ale nie za to co odczuwamy.
Stac sie odpowiedzialnym za swoje emocje oznacza stac sie wolnym.
Przedewszystkimskonczyc odczuwac to co inni chcieliby zebysmy odczuwali.
Rozpoznanie ze nikt niemoze zmusic nas do odczucia czegos co nie jest nasze. plunie z naszego serca.
Niestety jest wiele ludzi ktorzy czuja to co inni nauczyli ich czuc.
Czesto nie znamy wlasnego imienia mimo ze mamy ponad 30 lat?

Jesli nie mamy rodzicow ,badz sa patologiczni ,badz zimni ograniczeni.
Powinnismy znalesc milosc w Bogu ,pokochac matke i ojca na nowo .
Niema innej drogi jesli w domu rodzinnym jest pustkA,trzeba znalesc inna droge .Podalam przyklad boga bo w relacjach miedzy ludzkich milimy wlasne odczucia ,milosc z wdziecznoscia,plciowosc z miloscia ,pozadanie z kochaniem.Wtedy zawsze staniemy sie niewolnikami cudzych emocji.dopuki zadowolenie daje nam wylacznie akceptacja drugiej meskiej strony nigdy nie bedziemy tak naprawde wolne.

13 013

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Dorotja,takie uzależnienie od chorej miłości skądś się bierze...
Mnie pedofil uwiódł jak miałam 7 lat i już na zawsze mój seksualizm został zaburzony...
Mój eks-dziecko alkoholika,często był świadkiem,gwałtu matki przez ojca...cała ta oprawa,wyzwiska od k...itp,musiało mu spaczyć sferę seksualną...

Wiele przeszlas Lukrecjo ,wiele odciskow Twoja podswiadomosc nosi w sobie ,zbyt wiele zeby udzwignol to jeden czlowiek choc..........,napewno mozna mysle ze mozna z tego wyjsc .Wdzisiajszych czasach zdaniem psychoilogow co druga rodzina ma troszke z patologi a jednak ludzie sie ksztaltuja sami.Podswiadomosc zapamietuje ,ale zawsze mozna to wypierac ,pracowac nad tym.
Napewno powinnas calkowicie zerwac kontakt z eksem ,on ma tez sporo pracy nad soba ,a jednak jest slaby......,bo powiela zachowania z domu.
Kiedys ogladalam swietny program psychologiczny ,ze slabi ludzie czesto szukaja powodow w przeszlosci ,to wymowka nad wlasnymi slabosciami ,badz brakiem prawdziwej milosci do partnera.
Dawniej ludzie nie byli tak swiadomi siebie ,dlatego bylo mniej rozwodow,ale wiecej alkocholizmuw  rodzinach za zamknietymi drzwiami odbywaly sie istne dramaty.
Na moim osiedlu co drugi ojciec ,wracal do domu pijany (jestem ze slaska wielkie osiedla itp).
W ostatniej ksiazce ktora czytalam jest bardzo fajnie opisane to zjawisko (kochaj siebie ,a niewazne z kim sie zwiarzesz).
Meszczyzni popadaja w alkocholizm z pustki w rodzinach ,kiedy dochodzi do niego ze "to nie to",ze kobieta z ktora jest niespelnia oczekiwan ze sie dusi ,to czesto jest juz z troje dzieci wspolne zobowiazania i taki facet zatacza krag alkocholikow.
Zadne uzaleznienie ,nie bierze sie z niczego ,ale tez niedokonca z domu rodzinnego ,znam alkocholikow z dobryvch rodzin ,a znam swietnych ludzi z rodzin mocno patologicznych.
Nie mozna bez konca trzymac sie przeszlosci ,za kazde swoje niepowodzenie i slabosci ,winic rodzicow lub przeszlosc .
Bo nasze zycie kreujemy my sami ,cale zycie czlowiek sie uczy ,zmienia ,doswiadcza zycie lub nie zyje egzystuje obok kogos kto nie kocha bo jest uzalezniony od sexu ,alkocholu ,narkpotykow co tylko ,ale kazde uzalenienie bierze sie z pustki jaka sami sobie tworzymy

Pati, zobaczyć coś w telewizji, przeczytać coś w książce, usłyszeć z opowiadania sąsiadki z osiedla, a przeżyć to na własnej skórze, to dwa zupełnie inne doświadczenia.
Słaby jest ten, kto może zawsze liczyć na wsparcie rodziców, kto, dzięki rodzicom osiąga sukcesy.
Wyparcie się przeszłości niczego nie zmienia. Ale masz rację, nie należy jej się kurczowo trzymać. Tylko, że takie doświadczenie, jak 30 lat życia u boku alkoholika, nie da się przepracować w ciągu jednego dnia.
Sama zmiana nawyków, na przykład zamiast pisanie lewą ręką, a prawą, to średnio 6 tygodni codziennej pracy, ćwiczeń.
I moim zdaniem, powielanie stereotypów wyniesionych z domu, to nie słabość- to brak doświadczenia, umiejętności, wzorców.

Nie ,moim zdaniem slabym jest ten ,ktory zwasze znajdzie usprawiedliwienie za nie branie odpowiedzialnosci za swoje prawdziwe zycie.
Swiadomi ludzie to silni ludzie -ale kazdy ma swoja interpretacje.
Rowniez pracuje by nie powielac wzorcowz domu ,nie jestem dokonca obserwatorem.
Ale ja bardzo chcialam wyrwac sie z zlego kregu i rozpoczac zycie prawdziwe ,swiadome.
Teraz pracuje nad swoja psychoduchowoscia .

13 014

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

13 015

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

zgadzam sie z toba w pelni przes tyle lat myslalam ze moja matka jest super ,winna ja a tu po terapiach dlugo letnich ,czytaniach lektur okazuje sie ze zostalam oszukanaze patrzylam oczami malej dziewczynki ktora nigdy nikogo nie chciala urazic,i mowie otym od paru lat w ten sposub uswiadamniam sobie ze nie bylo oke zimna emocjonalnie matka ktora nie mowi o niczym prawie nie jest oke czy super i co nie mamy marudzic ,oczywiscie ze nie ale zapomniec tez nie ,teraz ja juz jestem dorosla i odpowiedzialna za siebie i dzieci

13 016

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

Anstawia masz całkowitą racje. Tylko ja mam problem, żeby w to uwierzyć, że z ich pomocą jestem jaka jestem. Od wieku dorastania rodzice wmawiali mi, że jestem zła, że tylko stwarzam problemy. Do tej pory potrafią raz na jakiś czas mi coś takiego powiedzieć. A to nie jest łatwe słuchać matki, ojca, męża i teściowej..... A może to faktycznie ze mną jest coś nie tak?? Z ta myślą biję się codziennie. zachodzę w głowę czy wszystko co robiłam jak reagowałam na kłótnie z bliskimi osobami to aby nie prowokacja z mojej strony? Kłótnie z moim ojcem wyglądały tak, że kłóciliśmy się co tydzień w piątek... taki rytuał. A kłótnie były o głupoty, zazwyczaj dlatego, że nie mogłam mieć własnego zdania. Niestety dochodziło do tego ze tato krzyczał do pozna w nocy, bil. Kiedy się napił niszczył dodatkowo rożne rzeczy. Na moja mamę tez podnosił rękę, tylko czemu wtedy w jej obronie stawałam ja kiedy mój starszy brat siedział zamknięty w pokoju? Zaczęłam uciekać z domu, żeby tylko go nie słyszeć. Stałam się taka, że nawet gdy ojciec miał rację to mu po złości zaprzeczałam. Gdy przez przypadek dowiedzieli się ze współżyłam z chłopakiem zaczęli mnie wyzywać od najgorszych. Większość kobiet DDA ma tak, że boja się wchodzić w związki z mężczyznami, ja miałam na odwrót. Bardzo potrzebowałam bliskości i miłości od mężczyzny, ale tych normalnych zostawiałam, wybierałam tych złych. Teraz wiem dlaczego, ja jestem chyba uzależniona od ciągłych szarpanych emocji ( nie napisałam, że dla ojca po kłótniach byłam oczkiem w głowie) i zastanawiam się czy to co przeżyłam i jaka stałam się kobieta nie miało wpływu na mojego męża, czy przypadkiem ja go nie zmieniłam? Wiem, że przede mną żadnych długich związków nie miał, najdłuższy trwał pol roku ale jak on uważał żadnej wcześniejszej partnerki nie kochał i to on zakańczał związki, tylko, ze z drugiej strony ktoś twierdził, że to kobiety go zostawiały. Cały czas mam tą nadzieję, że jak dostanie obuchem w łeb to się ocknie i popracuje nad sobą, jeśli nie to trudno ( i tu do Wielokropka: stąd u mnie nadzieja)... ale tym raczej nie powinnam zaprzątać sobie teraz głowy. Oni z reguły się nie zmieniają, a ja powinnam się przede wszystkim skupić na sobie, żeby dojść ze sobą do ładu. Oj coś czuję, że przede mną dużo pracy.
Musiałam trochę wyrzucić z siebie i jest mi lżej.

13 017 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-08-31 09:02:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

Zgadzam sie ,ale zadna praca niemoze trwac w nieskonczonosc.
Czy naprawde trudno zyc wlasnym rymtem?
nie? uwazam ze nie.
Wciaz sie interpretujesz z tym problemem dlatego tak reaugujesz ,dopuki bedziesz sie z nim interpretowac doputy nie bedziesz wolna.
Ale to wyzsza szkola jazdy ,ufam ze znajdziesz sie na tym etapie.

13 018

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przezylam dwie okrutne smierci,mojej corki i zwiazku oraz milosci.
Doszly inne manipulacje i szantaze emocjonalne itp.
Jednak potrafial sie z tego uwolnic zadna z tych emocji ,nie wziela gory nad moim zyciem,
Wstaje rano ,usmiechnieta ,czuje w glebi ze zyje ,mimo natloku zajec.
Mimo ze zyje z dala od wszytkich ,ktorych kocham
Czuje ze zyje tak naprawde

13 019

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

Zgadzam sie ,ale zadna praca niemoze trwac w nieskonczonosc.
Czy naprawde trudno zyc wlasnym rymtem?
nie? uwazam ze nie.
Wciaz sie interpretujesz z tym problemem dlatego tak reaugujesz ,dopuki bedziesz sie z nim interpretowac doputy nie bedziesz wolna.
Ale to wyzsza szkola jazdy ,ufam ze znajdziesz sie na tym etapie.

Otóż to. Problem, z którym się interpretuję, zrobił z moją psychiką ogromne szkody. Interpretuję się z nim, bo dopiero kilka miesięcy temu go zrozumiałam i się z nim konfrontuję.
Jesteś Pati silna psychicznie, bo masz inaczej ukształtowaną psychikę, inne doświadczenia. Dlatego ja, żeby dojść do Twojego etapu wolności, potrzebuję dużo więcej pracy.

13 020

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

Zgadzam sie ,ale zadna praca niemoze trwac w nieskonczonosc.
Czy naprawde trudno zyc wlasnym rymtem?
nie? uwazam ze nie.
Wciaz sie interpretujesz z tym problemem dlatego tak reaugujesz ,dopuki bedziesz sie z nim interpretowac doputy nie bedziesz wolna.
Ale to wyzsza szkola jazdy ,ufam ze znajdziesz sie na tym etapie.

Otóż to. Problem, z którym się interpretuję, zrobił z moją psychiką ogromne szkody. Interpretuję się z nim, bo dopiero kilka miesięcy temu go zrozumiałam i się z nim konfrontuję.
Jesteś Pati silna psychicznie, bo masz inaczej ukształtowaną psychikę, inne doświadczenia. Dlatego ja, żeby dojść do Twojego etapu wolności, potrzebuję dużo więcej pracy.

Tak to zlozony proces ,u mnie przypominal trwal ok 3 lat juz to tak minelo.
Wazne by w calej terapii nie pozwalac sobie cofac sie .
Najwazniejszym argumentem w terapii to jest zrobic krok w tyl (przeszlosc) by isc do przodu.
Zlokalizowac problem objac walke z nim i reaktywowac sie .
Ufam ze Ci sie uda ....

13 021

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Zgadzam sie ,ale zadna praca niemoze trwac w nieskonczonosc.
Czy naprawde trudno zyc wlasnym rymtem?
nie? uwazam ze nie.
Wciaz sie interpretujesz z tym problemem dlatego tak reaugujesz ,dopuki bedziesz sie z nim interpretowac doputy nie bedziesz wolna.
Ale to wyzsza szkola jazdy ,ufam ze znajdziesz sie na tym etapie.

Otóż to. Problem, z którym się interpretuję, zrobił z moją psychiką ogromne szkody. Interpretuję się z nim, bo dopiero kilka miesięcy temu go zrozumiałam i się z nim konfrontuję.
Jesteś Pati silna psychicznie, bo masz inaczej ukształtowaną psychikę, inne doświadczenia. Dlatego ja, żeby dojść do Twojego etapu wolności, potrzebuję dużo więcej pracy.

Tak to zlozony proces ,u mnie przypominal trwal ok 3 lat juz to tak minelo.
Wazne by w calej terapii nie pozwalac sobie cofac sie .
Najwazniejszym argumentem w terapii to jest zrobic krok w tyl (przeszlosc) by isc do przodu.
Zlokalizowac problem objac walke z nim i reaktywowac sie .
Ufam ze Ci sie uda ....

Chciałabym żeby to było takie proste, jak piszesz. Niestety, brak doświadczenia powoduje, że z jednego problemu rodzi mi się milion nowych. Coś, co dla innych jest czymś normalnym, dla mnie jest czymś nowym, z czym muszę się zmierzyć. I często stanowi to dla mnie problem. Czasami to wszystko nawarstwia się, osiąga mega rozmiary i doprowadza mnie do depresji. Jest tyle rzeczy nowych na około mnie, tyle sytuacji, że przeraża mnie to czasami. Nie wiem jak się zachować. Podejmuję decyzje, potem je zmieniam, potem żałuję i tak w kółko. Nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć.
I jestem pogodzona z tym co było, z dzieciństwem. Nie lubię tylko słowa "słabość". Bo to nie ja wymyśliłam sobie, że trzeba przepracować dzieciństwo, tylko jakiś sztab psychologów. I nie cofam się w przeszłość by się użalać nad własnym losem, tylko po to by wiedzieć nad czym konkretnie pracować. I pozbyłam się poczucia winy właśnie gdy zrozumiałam skąd ono się wzięło. Uczę się życia na nowo. Nikt mi nie mówił, że nie należy się bać, należy walczyć o swoje, pokonywać przeszkody. Nauczono mnie oddawać zwycięstwo innym, bo oni bardziej na to zasługują. Pokazano mi, że trzeba siedzieć cicho i się nie wychylać i wiele wiele innych podobnych doświadczeń/reakcji. Ja zmieniam swoje życie, myślenie o 180stopni, wszystko, od podstaw. Nie jestem tego w stanie zrobić dziś i jutro być innym człowiekiem. I mimo, iż czasami myślałam, że się cofam, to wiem że nigdy się nie cofnęłam, nigdy. Po prostu natrafiłam na kolejną przeszkodę, którą muszę pokonać sama. Ja sobie muszę bardzo, bardzo wiele rzeczy tłumaczyć sama. Nawet rozmawiać z ludźmi muszę się nauczyć, bo u mnie w domu tego nie było, każdy zajęty był sobą, zero rozmów, a jak już były to krzyki, wyzwiska itp. Każda dziedzina życia jest dla mnie wyzwaniem.

13 022

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak trzeba jednak darzyc do momentu ,gdzie nie bedzie przeszkod.
Gdzie poprostu sa problemy zyciowe jakich doznaje kazdy.

13 023

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

Zgadzam sie ,ale zadna praca niemoze trwac w nieskonczonosc.
Czy naprawde trudno zyc wlasnym rymtem?
nie? uwazam ze nie.
Wciaz sie interpretujesz z tym problemem dlatego tak reaugujesz ,dopuki bedziesz sie z nim interpretowac doputy nie bedziesz wolna.
Ale to wyzsza szkola jazdy ,ufam ze znajdziesz sie na tym etapie.

Dziś psycholog powiedział mi podobną rzecz. Otóż jestem przeterapeutyzowana,mam skończyć analizę,czytać książki,pisać tu z wami,bo to ucieczka przed prawdziwym życiem. Koniec. Wszystko co wiem,a twierdzi,że wiem mam wykorzystać w życiu...
Nie znosi nazw KKZB,współuzależnienie,toksyczne związki...
Mówił,że ja wybieram mężczyzn słabych,bo mogę nimi manipulować...boję się faceta "normalnego",bo boję się,że to on będzie manipulował mną.

13 024

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

(...)mam skończyć analizę,czytać książki,pisać tu z wami,bo to ucieczka przed prawdziwym życiem. Koniec. Wszystko co wiem,a twierdzi,że wiem mam wykorzystać w życiu...(...)

Jak dawno namawiałam Cię do zaprzestania wiecznego analizowania?

13 025

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam codziennie to forum i nabieram sił. Mój mąż wyjechał wczoraj obrażony i do teraz nie wrócił, pokaże mi jak mi "samej będzie dobrze"............. Wie, niestety wie, że jestem od niego uzależniona. Przynajmniej nie dzwonię i nie proszę o nic, mimo że patrząc na dzieci  serce kraje mi się z bólu, najstarszy powstrzymuje łzy całe popołudnie (był świadkiem przedwczorajszej akcji gdy mąż targał mną po ścianach i podłodze) , średni powiedział" czemu ja musiałem, się urodzić w takiej nienormalnej rodzinie" a najmłodszy płacze i marudzi, być może dlatego że taty nie ma bo ciągle pyta..........  Źle mi ogromnie, ale wiem, że nie mogę dalej dać się poniżać...... wiem że wróci, zawsze tak było, ale wcześniej pokaże mi ze jest z rodzicami, że oni są dobrzy a ja nie warta jego........ Chciałabym tak bardzo już chcieć się z nim rozstać, że nic by mnie nie powstrzymało......... Zazdrość napisała, że zrozumiem za pół roku, oby miała rację, będę Was czytać, uczyć się kochać i szanować siebie......... muszę wygrać tą wojnę z samą sobą, bo bitwę pewnie przegram jeszcze nie raz....... pozdrawiam

13 026

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Marta39 napisał/a:

Czytam codziennie to forum i nabieram sił. Mój mąż wyjechał wczoraj obrażony i do teraz nie wrócił, pokaże mi jak mi "samej będzie dobrze"............. Wie, niestety wie, że jestem od niego uzależniona. Przynajmniej nie dzwonię i nie proszę o nic, mimo że patrząc na dzieci  serce kraje mi się z bólu, najstarszy powstrzymuje łzy całe popołudnie (był świadkiem przedwczorajszej akcji gdy mąż targał mną po ścianach i podłodze) , średni powiedział" czemu ja musiałem, się urodzić w takiej nienormalnej rodzinie" a najmłodszy płacze i marudzi, być może dlatego że taty nie ma bo ciągle pyta..........  Źle mi ogromnie, ale wiem, że nie mogę dalej dać się poniżać...... wiem że wróci, zawsze tak było, ale wcześniej pokaże mi ze jest z rodzicami, że oni są dobrzy a ja nie warta jego........ Chciałabym tak bardzo już chcieć się z nim rozstać, że nic by mnie nie powstrzymało......... Zazdrość napisała, że zrozumiem za pół roku, oby miała rację, będę Was czytać, uczyć się kochać i szanować siebie......... muszę wygrać tą wojnę z samą sobą, bo bitwę pewnie przegram jeszcze nie raz....... pozdrawiam

Witaj Marto!
Przykro czytać o czym piszesz, ale trzymaj się, bo nie wiem co innego napisać!

13 027

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak dziś myślę....
Kzb to my jesteśmy, popaprane może także, ale gdybyśmy trafiły na facetów normalnych i niepopapranych to niejeden zaznałby szczęścia u boku niejednej z nas. Nie tylko z nami jest coś nie tak, ale z partnerami także......taka moja konkluzja na dobranoc......

13 028

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wszak wina ngdy nie lezy po jednej stronie...

13 029 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-09-01 09:59:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nigdy nie mów nigdy. smile
Pozdrawiam.

13 030

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Marta39  wygrasz tą wojnę, uwierz w to, bo na pewno Ci się uda. Nie chcesz chyba, żeby Twoi synowie na to patrzyli, już teraz widzisz, że źle reagują. Pomyśl o ich przyszłości, ze jako dorośli mężczyźni mając taki wzorzec w domu tez mogą zacząć traktować tak swoje kobiety. Oszczędź im tego, niech będę szczęśliwi. Ty tez będziesz szczęśliwa kiedy się uwolnisz, będziesz wolna, żyła bez strachu, będziesz mogla w końcu być sobą. Pomoc psychologa tez by się przydała, porozmawiaj z chłopcami czy tez nie chcieliby z niej skorzystać, ona naprawdę pomaga. Osobiście byłam tylko raz ale nie zamierzam na tym zakończyć. Sama tez jestem w trakcie uwolnienia się od męża. Od prawie pol roku mieszkamy osobno i z każdym kolejnym dniem jest coraz lepiej. Wierze w Ciebie Marto, Tobie też się uda. smile

13 031

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

(...)mam skończyć analizę,czytać książki,pisać tu z wami,bo to ucieczka przed prawdziwym życiem. Koniec. Wszystko co wiem,a twierdzi,że wiem mam wykorzystać w życiu...(...)

Jak dawno namawiałam Cię do zaprzestania wiecznego analizowania?

Terapeuta przedstawił mi taką trafną odnośnie mnie metaforę.
Uprawiać biegi,dla siebie,dla kondycji,rozładowania emocji...to bardzo zdrowe podejście,ale po biegu wracamy do życia,pracy,relacji z innymi.
A ja tylko biegnę,nie wracam,nie żyję...

13 032

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dopóki się żyje w nieświadomości skąd się biorą pewne problemy, myśli, zachowania, nie można nad sobą pracować. Gdy ktoś rozpoznaje u siebie cechy, które np doprowadzają go do depresji i okazuje się, że mają one podstawy w dzieciństwie, w relacjach z rodzicami, to wtedy łatwiej jest zacząć pracę nad sobą, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie można powiedzieć o kimś,że jest słaby, bo szuka winy w rodzicach. Wina leży po ich stronie. A to,co my dalej zrobimy z tą wiedzą, to nasza sprawa. Mając świadomość tego,że rodzice nam wyrządzili krzywdę, wiemy nad czym "pracować". Nie mając tej świadomości, gubimy się, obwiniamy siebie, dołujemy. To,że wiemy,że rodzice popełnili błąd, nie oznacza,że wciąż tkwimy z nimi w tym bagnie. Wręcz przeciwnie. Ludzie wypierają swoje krzywdy doznane w dzieciństwie,a potem dziwią się skąd u nich problemy. Silna osoba potrafi się skonfrontować z tym co było, przepracować i iść dalej, własnym życiem. Czasami mówienie o tym co było, co nas spotkało wymaga siły.

Zgadzam sie ,ale zadna praca niemoze trwac w nieskonczonosc.
Czy naprawde trudno zyc wlasnym rymtem?
nie? uwazam ze nie.
Wciaz sie interpretujesz z tym problemem dlatego tak reaugujesz ,dopuki bedziesz sie z nim interpretowac doputy nie bedziesz wolna.
Ale to wyzsza szkola jazdy ,ufam ze znajdziesz sie na tym etapie.

Dziś psycholog powiedział mi podobną rzecz. Otóż jestem przeterapeutyzowana,mam skończyć analizę,czytać książki,pisać tu z wami,bo to ucieczka przed prawdziwym życiem. Koniec. Wszystko co wiem,a twierdzi,że wiem mam wykorzystać w życiu...
Nie znosi nazw KKZB,współuzależnienie,toksyczne związki...
Mówił,że ja wybieram mężczyzn słabych,bo mogę nimi manipulować...boję się faceta "normalnego",bo boję się,że to on będzie manipulował mną.

Wlasnie to mialam na mysli ,ze nie moze byc wiecznego analizowania bo wieczne analizowanie moze doprowadzic do zaburzen.
Ja tez nieznosze takich nazw ,niema dla mnie kkzb ,jest to temat na inna dyskusje.
Jesli pisanie tu ,doprowadza Cie do ponownych analiz i przemyslen .
Przestan ,lub pisz co jakis czas co u Ciebie.

13 033

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

(...)mam skończyć analizę,czytać książki,pisać tu z wami,bo to ucieczka przed prawdziwym życiem. Koniec. Wszystko co wiem,a twierdzi,że wiem mam wykorzystać w życiu...(...)

Jak dawno namawiałam Cię do zaprzestania wiecznego analizowania?

Terapeuta przedstawił mi taką trafną odnośnie mnie metaforę.
Uprawiać biegi,dla siebie,dla kondycji,rozładowania emocji...to bardzo zdrowe podejście,ale po biegu wracamy do życia,pracy,relacji z innymi.
A ja tylko biegnę,nie wracam,nie żyję...

Juz dawno pisalam ze bieganie doskonale wplywa na kondycje psychiczna .
Wiec biegaj ,rob ,rozpieszczaj sie !!!!

13 034

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

(...)mam skończyć analizę,czytać książki,pisać tu z wami,bo to ucieczka przed prawdziwym życiem. Koniec. Wszystko co wiem,a twierdzi,że wiem mam wykorzystać w życiu...(...)

Jak dawno namawiałam Cię do zaprzestania wiecznego analizowania?

Terapeuta przedstawił mi taką trafną odnośnie mnie metaforę.
Uprawiać biegi,dla siebie,dla kondycji,rozładowania emocji...to bardzo zdrowe podejście,ale po biegu wracamy do życia,pracy,relacji z innymi.
A ja tylko biegnę,nie wracam,nie żyję...

Lukrecjo to przykre, że tak bardzo cierpisz. Az nie wiem co napisać.. Może napisze jedynie, ciesz się życiem, że codziennie rano wstajesz, ze jesteś zdrowa, możesz biegać, widzieć to co nas otacza, słyszeć śpiew ptaków. Ciesz się z drobnostek, mi to pomaga. Jeśli masz możliwość biegaj po lesie, wsłuchaj się w przyrodę, mnie to pomaga, możne i Tobie trochę pomoże. Wierzę w Ciebie, że sobie poradzisz. Małymi kroczkami dążysz do celu bycia szczęśliwą i będziesz szczęśliwa. Bardzo trzymam kciuki za Ciebie tylko uwierz w siebie.

13 035

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dostałabym zawału po stu metrach biegu...zero kondycji.
Ostatnio bardzo się zaniedbałam jeśli chodzi o ruch,nadmiar kaw i papierosów też zrobiły swoje.

Odpuściłam sobie czytanie.
Zajęłam się domem...

Jestem w lesie sad
Dziś przyjechał mój mały synek (190cm,22 lata) z Holandii,jestem taka szczęśliwa i będzie tu 3 tygodnie. Widzę jak on się cieszy,ja tęsknił...i już analiza-jest od ciebie uzależniony,nie ma dziewczyny,nadwrażliwiec jak ty,wpoiłaś mu to...
I zobaczcie,piszę tu kilka dni z rzędu o facetach,o sobie o schizach,a to,że syn przyjechał...to najwyższa wartość...a ja piszę dopiero teraz...

No ale dość kopania siebie. W końcu napisałam smile

Dzięki za wsparcie,,u mnie całkiem ok smile się zbieram wink

13 036

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Marta39 napisał/a:

Czytam codziennie to forum i nabieram sił. Mój mąż wyjechał wczoraj obrażony i do teraz nie wrócił, pokaże mi jak mi "samej będzie dobrze"............. Wie, niestety wie, że jestem od niego uzależniona. Przynajmniej nie dzwonię i nie proszę o nic, mimo że patrząc na dzieci  serce kraje mi się z bólu, najstarszy powstrzymuje łzy całe popołudnie (był świadkiem przedwczorajszej akcji gdy mąż targał mną po ścianach i podłodze) , średni powiedział" czemu ja musiałem, się urodzić w takiej nienormalnej rodzinie" a najmłodszy płacze i marudzi, być może dlatego że taty nie ma bo ciągle pyta..........  Źle mi ogromnie, ale wiem, że nie mogę dalej dać się poniżać...... wiem że wróci, zawsze tak było, ale wcześniej pokaże mi ze jest z rodzicami, że oni są dobrzy a ja nie warta jego........ Chciałabym tak bardzo już chcieć się z nim rozstać, że nic by mnie nie powstrzymało......... Zazdrość napisała, że zrozumiem za pół roku, oby miała rację, będę Was czytać, uczyć się kochać i szanować siebie......... muszę wygrać tą wojnę z samą sobą, bo bitwę pewnie przegram jeszcze nie raz....... pozdrawiam

obrazony hm beheeeeeeeeeeeee wybacz ham ................... nie bede tego komentowac ,brzydkimi wyrazami ,wroci jak ty powrocisz do biernosci ,ja juz nigdy do biernosci nie powroce ,moj malozonek zekomy aniol  ciekawe na jak dlugo wychodzi wieczorem  .ciekawa jestem jaki wroci  ............ jak nie takowy   to go oleje calkowicie i tak juz go zaczynam olewac ,obiecanki cacanki =no zobaczymy co w trawie piszczy ,dzieci moze wytlumaczysz im ze ci bardzo przykro i ze wiesz ze tata ich kocha i napewno bedzie chcial ich zobaczyc

13 037

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ciekawa jestem jak dlugo potrwa nasz meza i moj mniesiac miodowy , ach co za miod lubie sarkazm pozdrawiam

13 038 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-09-02 04:38:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Tak dziś myślę....
Kzb to my jesteśmy, popaprane może także, ale gdybyśmy trafiły na facetów normalnych i niepopapranych to niejeden zaznałby szczęścia u boku niejednej z nas. Nie tylko z nami jest coś nie tak, ale z partnerami także......taka moja konkluzja na dobranoc......

Obejrzałam dzisiaj film "Plac Zbawiciela". Zrobił na mnie ogromne wrażenie i.........muszę się z Tobą Liwio zgodzić - właśnie takie są moje przemyślenia po obejrzeniu tego filmu - co z tymi mężczyznami ?
Owszem bohaterka dawała sobą pomiatać, ale jakie miała wyjście. Brak kasy, brak mieszkania i jeszcze dwoje dzieci i samotność. Znamy przecież to z własnego życia i wiemy, że nie jest łatwo..... . Powinna odejść ? tylko gdzie ? Pozostawiona sama z problemem, zdradzona, poniżona, nie poradziła sobie. Wiem dobrze co się czuje w takiej sytuacji.
Ona była sądzona...ona.... . Mąż zwolniony został z odpowiedzialności - znam to. Tylko w filmie mogło ruszyć go sumienie ....w życiu bywa inaczej. Mój małżonek był przesłuchiwany przez policję.....mama także. Mamy zeznania zostały zlekceważone. Postępowano tak aby odhaczyć sprawę jako "zamknięta". Dla organów ścigania liczy się tylko, czy namawiał, przymuszał, pomagał.
Mam dzisiaj wiele przemyśleń.....przemoc, zdrada, odrzucenie i samotność, samotność wśród ludzi....tak Liwio dzisiaj myślę, że winę ponoszą mężczyźni za nasze łzy. Dlaczego cała odpowiedzialność ma spaść na kobietę? Jest syndrom kobiety kochającej za bardzo a co z mężczyznami, którzy dopuszczają się zdrad i przemocy ? Mamy mówić o sobie, my be, a co z naszymi partnerami ?  Może i my nie takie jak trzeba, ale to oni, nasi mężowie uprawiający bicie, wyzywanie, zdradzanie są dopiero popaprani!!!

Nie wiem, już sama nie wiem. Mam mętlik w głowie, łzy w oczach i rozdartą ranę w sercu. Nie, nie kocham byłego męża, ale wróciły uczucia towarzyszące beznadziei .... zabolało. sad

13 039

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zosiu.....
Moje przemyślenia nie wynikły z filmu,(bo nie oglądałam "Placu Zbawiciela" i pewnie kiedyś obejrzę) ale z obserwacji ludzi, par...Wiem, że są mężczyźni, którzy takie kobiety jak my -na rękach by nosili, byliby cholernie szczęśliwi (mam przykład idealny obok w życiu). Jest też wielu mężczyzn, którzy wiele złego doznali od kobiet i marzą o kobiecie, która kocha bezgranicznie, która jest wsparciem w każdym tego słowa znaczeniu, nie myślę tu o manipulacjach i innych sztuczkach rzecz jasna.
My nie trafiłyśmy na takich. My trafiłyśmy na facetów, którzy niestety nie byli z nami szczęśliwi, którym byłyśmy jak kula u nogi, ale nic nie usprawiedliwia ich zachowania. NIC. Może za dobrze mieli, może za dużo wolności, za mało granic i przez to, że sami są popaprani nasze życie tak wygląda.....

Zosiu, wspomnienia i myśli wracają, wiem.....
Ja mam czasem wrażenie, że nigdy nie przestanę kochać męża, mimo, że mam etap oderwania.....

13 040

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dostałabym zawału po stu metrach biegu...zero kondycji.
Ostatnio bardzo się zaniedbałam jeśli chodzi o ruch,nadmiar kaw i papierosów też zrobiły swoje.

Odpuściłam sobie czytanie.
Zajęłam się domem...

Jestem w lesie sad
Dziś przyjechał mój mały synek (190cm,22 lata) z Holandii,jestem taka szczęśliwa i będzie tu 3 tygodnie. Widzę jak on się cieszy,ja tęsknił...i już analiza-jest od ciebie uzależniony,nie ma dziewczyny,nadwrażliwiec jak ty,wpoiłaś mu to...
I zobaczcie,piszę tu kilka dni z rzędu o facetach,o sobie o schizach,a to,że syn przyjechał...to najwyższa wartość...a ja piszę dopiero teraz...

No ale dość kopania siebie. W końcu napisałam smile

Dzięki za wsparcie,,u mnie całkiem ok smile się zbieram wink

Powodzenia !!!!!!!!!
100 lat na wlasnej drodze ku wolnosci.

13 041

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

U mnie było inaczej niż u Was dziewczyny.
Ja odd początku wiedziałam,że mój mąż pali marichuanę, jest fanatykiem piłki nożnej (o ile nie "kibolem"), ma doświadczenia z narkotykami, "zawiasy" za posiadanie narkotyków (ale nie siedział za kratkami), później doszła wiedza,że diluje itp itd. Ja nie byłam cudowną dziewczyną, później żoną, grzeczną, gotującą obiadki, skakającą wokół męża. Ja byłam sfrustrowaną życiem, zapłakaną, cierpiącą, wrzeszczącą, wytykającą błędy, narzekającą, krytykującą, złośliwą i wiele wiele innych podobnych cech, kobietą. Fakt, godziłam się na wiele, ukrywałam prawdę, którą wydaje mi się,że wszyscy i tak znali. Ulegałam manipulacji. Sądziłam,że mój mąż się zmieni. Nie myślałam o swoich potrzebach, nie wiedziałam o istnieniu moich praw. Starałam się widzieć same dobre cechy mojego męża, których teraz już nie pamiętam.
I moja psycholog powiedziała mi,że gdybym miała inne doświadczenia z dzieciństwa, gdybym miała inny wzorzec domu, gdybym miała wpojone do głowy inne wartości i myśli, to nigdy bym nawet nie pomyslała o tym,żeby być z takim człowiekiem. Bo kto normalnie myślący chce wiązać się z narkomanem?!
Dlatego w tym wypadku, to JA ponoszę odpowiedzialność za to z kim się związałam, ale dlaczego tak się stało, to już nie moja wina big_smile
Czy inny (dobry) mężczyzna, miał by ze mną cudowne życie? Cóż. Wydaje mi się,że zawsze znalazłabym powód by czuć się nieszczęśliwa, a to doprowadziłoby pewnie i do tego,że i on czułby się nieszczęśliwy. Myślę,że jeszcze nie nadszedł dla mnie ten czas,żeby być z kimś innym. Mam nadzieję,że to nastapi szybko, bo mój zegar biologiczny tyka, i jak kiedyś nie chciałam mieć dzieci, tak teraz zmieniam powoli zdanie...

13 042

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzisiaj mija 17 lat od składania przysięgi. Ale wtedy byłam szczęśliwa, głowa pełna marzeń i ufności...

Niby normalny dzień, ale strasznie mi smutno, że nie udało mi się stworzyć szczęśliwej rodziny, ale najgorsze jest to zawieszenie - już nie żona, jeszcze nie rozwódka.....

sad

13 043

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

U mnie było inaczej niż u Was dziewczyny.
Ja odd początku wiedziałam,że mój mąż pali marichuanę, jest fanatykiem piłki nożnej (o ile nie "kibolem"), ma doświadczenia z narkotykami, "zawiasy" za posiadanie narkotyków (ale nie siedział za kratkami), później doszła wiedza,że diluje itp itd. Ja nie byłam cudowną dziewczyną, później żoną, grzeczną, gotującą obiadki, skakającą wokół męża. Ja byłam sfrustrowaną życiem, zapłakaną, cierpiącą, wrzeszczącą, wytykającą błędy, narzekającą, krytykującą, złośliwą i wiele wiele innych podobnych cech, kobietą. Fakt, godziłam się na wiele, ukrywałam prawdę, którą wydaje mi się,że wszyscy i tak znali. Ulegałam manipulacji. Sądziłam,że mój mąż się zmieni. Nie myślałam o swoich potrzebach, nie wiedziałam o istnieniu moich praw. Starałam się widzieć same dobre cechy mojego męża, których teraz już nie pamiętam.
I moja psycholog powiedziała mi,że gdybym miała inne doświadczenia z dzieciństwa, gdybym miała inny wzorzec domu, gdybym miała wpojone do głowy inne wartości i myśli, to nigdy bym nawet nie pomyslała o tym,żeby być z takim człowiekiem. Bo kto normalnie myślący chce wiązać się z narkomanem?!
Dlatego w tym wypadku, to JA ponoszę odpowiedzialność za to z kim się związałam, ale dlaczego tak się stało, to już nie moja wina big_smile
Czy inny (dobry) mężczyzna, miał by ze mną cudowne życie? Cóż. Wydaje mi się,że zawsze znalazłabym powód by czuć się nieszczęśliwa, a to doprowadziłoby pewnie i do tego,że i on czułby się nieszczęśliwy. Myślę,że jeszcze nie nadszedł dla mnie ten czas,żeby być z kimś innym. Mam nadzieję,że to nastapi szybko, bo mój zegar biologiczny tyka, i jak kiedyś nie chciałam mieć dzieci, tak teraz zmieniam powoli zdanie...

Podpisuję sie obiema rękoma!
Ostrzegawcze sygnały miałam,które zamiast mnie odstraszyć przyciągnęły.
Byłam tą wredną pózniej,a i normalny facet by ze mną nie wyrobił,a zresztą tacy mnie nie interesowali.

13 044

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

U mnie było inaczej niż u Was dziewczyny.
Ja odd początku wiedziałam,że mój mąż pali marichuanę, jest fanatykiem piłki nożnej (o ile nie "kibolem"), ma doświadczenia z narkotykami, "zawiasy" za posiadanie narkotyków (ale nie siedział za kratkami), później doszła wiedza,że diluje itp itd. Ja nie byłam cudowną dziewczyną, później żoną, grzeczną, gotującą obiadki, skakającą wokół męża. Ja byłam sfrustrowaną życiem, zapłakaną, cierpiącą, wrzeszczącą, wytykającą błędy, narzekającą, krytykującą, złośliwą i wiele wiele innych podobnych cech, kobietą. Fakt, godziłam się na wiele, ukrywałam prawdę, którą wydaje mi się,że wszyscy i tak znali. Ulegałam manipulacji. Sądziłam,że mój mąż się zmieni. Nie myślałam o swoich potrzebach, nie wiedziałam o istnieniu moich praw. Starałam się widzieć same dobre cechy mojego męża, których teraz już nie pamiętam.
I moja psycholog powiedziała mi,że gdybym miała inne doświadczenia z dzieciństwa, gdybym miała inny wzorzec domu, gdybym miała wpojone do głowy inne wartości i myśli, to nigdy bym nawet nie pomyslała o tym,żeby być z takim człowiekiem. Bo kto normalnie myślący chce wiązać się z narkomanem?!
Dlatego w tym wypadku, to JA ponoszę odpowiedzialność za to z kim się związałam, ale dlaczego tak się stało, to już nie moja wina big_smile
Czy inny (dobry) mężczyzna, miał by ze mną cudowne życie? Cóż. Wydaje mi się,że zawsze znalazłabym powód by czuć się nieszczęśliwa, a to doprowadziłoby pewnie i do tego,że i on czułby się nieszczęśliwy. Myślę,że jeszcze nie nadszedł dla mnie ten czas,żeby być z kimś innym. Mam nadzieję,że to nastapi szybko, bo mój zegar biologiczny tyka, i jak kiedyś nie chciałam mieć dzieci, tak teraz zmieniam powoli zdanie...

nie stety mamy duzo wspulnego ja tez od poczatku wiedzialam z jakiej rodziny jest maz i uderzyl mnie 1 raz jak chodzilismy ze soba,ale gdzie tam ja bylam slepa, ty se mow a ja zdrow ,od poczatku wlasciwie nic nie ukrywal ,to niestey ja zlapalam obesyjna zazdrosc i  saekazm klotnie moje dreczenie ,potem popadlam w depresje 5 mniesecy maz mnie nanczyl az postraszyl ze ma dosc ,powodem bylo choroba mojego ojczyma ja tylko obesyjnie wrecz jak boga kocham zamatwialam sie co z moja mama ze bedzie sama jak sobie poradzi itd , o boZe  TO BYLO CHORE,i tak wrocilam potem do niej z kulonym ogonem i zze komymi kontaktami 2 miesiace klotni powrot i tak na okraglo bylo przes 3 lata az ojczym zmarl maz przejal role meza mamy  bywal tam 3 razy wtyg ciagle telefony potrzebuje to i to itd, ej ale sie dalismy ja glownie wkrecic w role nani ,az nie mnialam czasu chyba zeby zauwazyc co sie zmojim zyciem dzieje i zwiazkiem ,tez nie skacze kolo meza i obiadki gotuje bo reszta tez je on tez gotuje itd chociaz mi wciaz malo  ............ za malo to robi za malo to o j jestem z pewnego znanego wam powodu przerazona ,co do przemocy maz twierdzi ze jest wszystkiego swiadomy film plac zbawieciela ogladalam dawno 2 razy. mury obronne po hol. tez pozdrawiam potrafie byc wiecznie nie zadowolona i zlosliwa mam tendencje do sarkazmu,moje dobre strony towarzyska ,uczuciowa i szczera raczej

13 045

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja nawet nie potrafię powiedzieć jacy mężczyźni mi się podobali, bo z mężem związałam się bardzo szybko, jako młodziutka nastolatka. W tej kwestii nie mam żadnego doświadczenia. Wiem, że jako dziewczynie podobali mi się spokojni chłopacy, ale mąż mnie sobą zauroczył. Zauroczył mnie tym jaki był: skromny, troskliwy, opiekuńczy, szalony, ale kochany, który widział we mnie wszystko......

Stałam się zołzą, ale po latach-gdy mąż nadużywał swobody i robił co chciał. Do tego mogę się przyznać. Gdy jednak był ok, nie mogę sobie nic zarzucić!

13 046

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mam pytanie do Wielkokropka...było o tym,ale jakbyś mogła to rozwinąć...
Pisałaś,że wcale to nieprawda,że nadzieja umiera ostatnia...więc co to jest to co czuję,jakieś łudzenie się...jakaśwalka wewnętrzna,niemożność uwierzenia,że to koniec...jak z tym skończyć?

Boję się,że zgorzknieję...

Dziś super dzień z dziećmi,mam ich wszystkich przy sobie...ale 1 głupi sms od byłego i czar prysł...

13 047

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

U mnie było inaczej niż u Was dziewczyny.
Ja odd początku wiedziałam,że mój mąż pali marichuanę, jest fanatykiem piłki nożnej (o ile nie "kibolem"), ma doświadczenia z narkotykami, "zawiasy" za posiadanie narkotyków (ale nie siedział za kratkami), później doszła wiedza,że diluje itp itd. Ja nie byłam cudowną dziewczyną, później żoną, grzeczną, gotującą obiadki, skakającą wokół męża. Ja byłam sfrustrowaną życiem, zapłakaną, cierpiącą, wrzeszczącą, wytykającą błędy, narzekającą, krytykującą, złośliwą i wiele wiele innych podobnych cech, kobietą. Fakt, godziłam się na wiele, ukrywałam prawdę, którą wydaje mi się,że wszyscy i tak znali. Ulegałam manipulacji. Sądziłam,że mój mąż się zmieni. Nie myślałam o swoich potrzebach, nie wiedziałam o istnieniu moich praw. Starałam się widzieć same dobre cechy mojego męża, których teraz już nie pamiętam.
I moja psycholog powiedziała mi,że gdybym miała inne doświadczenia z dzieciństwa, gdybym miała inny wzorzec domu, gdybym miała wpojone do głowy inne wartości i myśli, to nigdy bym nawet nie pomyslała o tym,żeby być z takim człowiekiem. Bo kto normalnie myślący chce wiązać się z narkomanem?!
Dlatego w tym wypadku, to JA ponoszę odpowiedzialność za to z kim się związałam, ale dlaczego tak się stało, to już nie moja wina big_smile
Czy inny (dobry) mężczyzna, miał by ze mną cudowne życie? Cóż. Wydaje mi się,że zawsze znalazłabym powód by czuć się nieszczęśliwa, a to doprowadziłoby pewnie i do tego,że i on czułby się nieszczęśliwy. Myślę,że jeszcze nie nadszedł dla mnie ten czas,żeby być z kimś innym. Mam nadzieję,że to nastapi szybko, bo mój zegar biologiczny tyka, i jak kiedyś nie chciałam mieć dzieci, tak teraz zmieniam powoli zdanie...

nie stety mamy duzo wspulnego ja tez od poczatku wiedzialam z jakiej rodziny jest maz i uderzyl mnie 1 raz jak chodzilismy ze soba,ale gdzie tam ja bylam slepa, ty se mow a ja zdrow ,od poczatku wlasciwie nic nie ukrywal ,to niestey ja zlapalam obesyjna zazdrosc i  saekazm klotnie moje dreczenie ,potem popadlam w depresje 5 mniesecy maz mnie nanczyl az postraszyl ze ma dosc ,powodem bylo choroba mojego ojczyma ja tylko obesyjnie wrecz jak boga kocham zamatwialam sie co z moja mama ze bedzie sama jak sobie poradzi itd , o boZe  TO BYLO CHORE,i tak wrocilam potem do niej z kulonym ogonem i zze komymi kontaktami 2 miesiace klotni powrot i tak na okraglo bylo przes 3 lata az ojczym zmarl maz przejal role meza mamy  bywal tam 3 razy wtyg ciagle telefony potrzebuje to i to itd, ej ale sie dalismy ja glownie wkrecic w role nani ,az nie mnialam czasu chyba zeby zauwazyc co sie zmojim zyciem dzieje i zwiazkiem ,tez nie skacze kolo meza i obiadki gotuje bo reszta tez je on tez gotuje itd chociaz mi wciaz malo  ............ za malo to robi za malo to o j jestem z pewnego znanego wam powodu przerazona ,co do przemocy maz twierdzi ze jest wszystkiego swiadomy film plac zbawieciela ogladalam dawno 2 razy. mury obronne po hol. tez pozdrawiam potrafie byc wiecznie nie zadowolona i zlosliwa mam tendencje do sarkazmu,moje dobre strony towarzyska ,uczuciowa i szczera raczej

Ktoś, kto odkrył syndrom DDA, wiedział co robi. Jednak dzieci alkoholików mają ze sobą wiele wspólnego.

Czasami myślę sobie,że ja tutaj do tego wątku nie pasuję. Ja w ogóle nawet nie byłam kobietą kochającą, a co dopiero za bardzo. Tu chyba chodzi o innego rodzaju emocje. L_ukrecja i Dortja, dobrze,że jesteście. Dzięki Wam wiem,że nie jestem jedyna na tym świecie, która miała chorą przeszłość i chorych rodziców. Dzięki Wam wiem, że nie jestem SŁABA przez to, że walczę z przeszłością.

13 048 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-02 23:24:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

(...)Boję się,że zgorzknieję...(...)

Jeśli naprawdę się tego boisz, to... nie zgorzkniejesz, nie pozwolisz sobie na to. Bo zgorzknienie to nastawienie do życia, do ludzi, do siebie. Nastawienie, czyli coś, na co masz wpływ. Można być zgorzkniałym, zwłaszcza, gdy ma się za sobą mnóstwo trudnych doświadczeń. Można, ale nie trzeba.
Co wybierasz?





l_ukrecja napisał/a:

Mam pytanie do Wielkokropka...było o tym,ale jakbyś mogła to rozwinąć...
Pisałaś,że wcale to nieprawda,że nadzieja umiera ostatnia...więc co to jest to co czuję,jakieś łudzenie się...jakaśwalka wewnętrzna,niemożność uwierzenia,że to koniec...jak z tym skończyć?(...)

O tej porze? Takie trudne tematy? tongue


Już poważnie.
Najpierw trochę porządku w nazewnictwie (wbrew pozorom, to ważne).
Łudzenie się nie jest żadnym uczuciem. To myślenie. Myślenie oparte na fałszywych lub niewłaściwie interpretowanych informacjach.

O nadziei.

Wikipedia napisał/a:

Nadzieja - życzenie zaistnienia określonego stanu rzeczy i niepewność, że tak się stanie. Pojęcie nadziei traci sens przy wartościach skrajnych subiektywnego prawdopodobieństwa sukcesu. Przy 100% odczuwamy jedynie emocje pozytywne, głównie radość, a przy 0% negatywne, zależne od tego czym są dla nas niespełnialne (w zakładanym przedziale czasowym) oczekiwania.(...)

Życzenie zaistnienia pewnych rzeczy. Mogę sobie życzyć różnych rzeczy, to zależy ode mnie. Mogę życzyć sobie (mieć nadzieję), że jutro będę miała udany dzień. Jakie prawdopodobieństwo? Zaplanowałam sobie trochę przyjemnej pracy, spacer z kijami, poczytanie książek. Wszystko to jest realne do wykonania. Mam nadzieję, że tak się stanie, jest to bardzo realne. Wobec tego trzymam się tej nadziei.

Teraz zaś życzę sobie (mam nadzieję), że jutro wygram milion złotych. Jakie prawdopodobieństwo? Zerowe. Rzadko gram w gry losowe, wygrana w Lotka zgarnięta, nie mam zamiaru poświęcić ani grosza na kupno jakiegokolwiek losu. Wiedząc to wszystko będę dalej miała nadzieję na wygraną? Mogę mieć nadzieję. Tyle tylko, że wiem, że te moje marzenia są nieosiągalne. Po co się więc łudzić? Po co podejmować decyzję o trwaniu w takim stanie? Czemu ma mi to służyć?

Moim zdaniem, trzymanie się nadziei wbrew faktom, nie ma sensu.
Niemożność uwierzenia? Niemożność czy brak chęci spojrzenia faktom w oczy? I kolejne pytanie: dlaczego? Dlaczego nie chcę zobaczyć rzeczywistości? Jakie mam korzyści z uporczywego łudzenia się? Do czego to łudzenie się (nadzieja, że stanie się cud) jest mi potrzebne? Do czego je wykorzystuję? Z robienia czego mnie ono zwalnia?

13 049

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio...przyszła mi taka refleksja po Twoim poście...
A może my jesteśmy bardziej już w drodze uświadomione? (ja przeterapeutyzowana tongue )
Zdajemy sobie sprawę,że to my dokonałyśmy wyboru takich,a nie innych partnerów,że szczęście uzależniłyśmy od nich,że stałyśmy się zołzami,kiedy nie zaspakajali naszych potrzeb...Może my po prostu spojrzałyśmy w głąb siebie? Z uczciwością na którą niewielu stać?
I ja zdałam sobie sprawę,ze nie kochałam...jak mogłam kochać kogoś,skoro siebie nienawidziłam?
A jak można siebie nienawidzić,czyż nie jest to największe nieszczęście człowieka? Można i Jest.
Skąd ta nienawiść-z dzieciństwa.
Jak rodzice mogli nam takie coś zrobić? Bo i im zrobiono...
itd,itp

13 050

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Umm... nie wiem czy to właśnie tutaj powinnam napisać, ale....
Myślę że też nadaję się do tej grupy... co prawda DDA mnie nie dotyczy, ale... jako dziecko byłam molestowana przez wujka, trochę ponad 10 lat starszego ode mnie... choć molestowana to może za duże słowo, bo w sumie sama bardzo go kochałam i pozwalałam na wszystko, nie miałam nic przeciwko gdy mnie dotykał, a nawet sama chciałam, wiedziałam przy tym że nie mogę powiedzieć rodzicom. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba trwało to kilka lat. W okolicach trzeciej klasy podstawówki zaczęło do mnie docierać że to jest złe i że nie może tak być. W tym czasie dostałam też pierwszy okres i wystraszyłam się ciąży, chociaż on mnie zapewniał że nic sie nie stanie... Wujek mieszkał wtedy jeszcze z babcią więc po prostu nagle nie chciałam do niej przyjeżdżać, choć dawniej bardzo często zostawałam na noc...
Jak teraz o tym pomyślę to byłam wtedy o wiele silniejszą dziewczynką niż teraz ^^
W domu rodzinnym też nie było za dobrze... ojciec miał skłonności do bicia mnie, po czym zawsze za to przepraszał. Wkurzał się o wszystko... miałam malutką siostrę więc zdarzało się że wszystkie zabawki lądowały na ziemi... zazwyczaj dawał mi na posprzątanie pół godziny. Jeśli w tym czasie wszystkiego nie posprzątałam dostawałam manto i wszystko lądowało spowrotem na ziemi zdeptane przez ojca, wiele straciłam w ten sposób zabawek, dużo takich które zrobił mi dziadek i których nie dało się naprawić... jako dziecko bardzo to przeżywałam. Mama też dobrze nie miała... nie daj boże ojciec nie dostał wystarczającej porcji jedzenia a talerze lądowały na ścianie... gdy podrosłam zaczęłam się wtrącać do kłótni, dzięki temu ojciec nie kłócił się z mamą, tylko mnie się obrywało. Młodsza siostra miała silne tiki nerwowe, nawet teraz gdy ma 18lat szybo się stresuje...
i ja chyba mam to samo...
W tej chwili mieszkam z chłopakiem od dobrych kilku lat. Kochamy się, a przynajmniej tak mi się wydaje.... Ja go kocham ponad życie... czasem trochę za bardzo, łatwo robię się zazdrosna, zwłaszcza na początku związku zdarzało się że przepytywałam go z tego gdzie był czy co robił... (nie bez powodu... był to czas gdy jego była dziewczyna wciąż go kokietowała, wspominała o nowo nabytej bieliźnie i często składała mu niezapowiedziane wizyty, ufałam mu i wiem że nigdy mnie nie zdradził ale mimo to bardzo się niepokoiłam i nie mogłam powstrzymać przed pytaniami - teraz już od dłuuuugiego czasu tego nie robię) ....wiedziałam że jest to nie w porządku... z czasem zaczęłam to poprawiać, ale w między czasie nasz związek bardzo się zmienił. Czasem mnie bije... nie tak często ale.... kiedy do tego dochodzi zazwyczaj przydusza mnie, uderza moją głową o ziemie, czasem mnie kopie.
to głupie bo zdaję sobie sprawę że to on jest nie zachowuje się tak jak trzeba, ale zawsze jakoś to tak wychodzi że to ja przepraszam, bo powinnam mu bezgranicznie ufać a nie pytać np. gdzie pojechał po pracy. To znaczy.. ufam mu i wiem że mnie nie zdradza, nie przepytuję go już, to takie naturalne pytanie w rodzaju "jak minął ci dzień", ale on czasami zupełnie inaczej to traktuje... Ponieważ mam naturalnie zakrzywione kąciki ust w dół to czasem gdy łagodnie się uśmiecham nawet tego nie widać i często ludzie myślą że mówię coś poważnie kiedy tak na prawdę żartuje..... czasem wydaje mi się że to może dlatego tak to odbiera.
Nie jestem pewna co powinnam zrobić... zawsze daję ludziom dobre i rozsądne rady ale gdy chodzi o mnie samą nie potrafię niczego zrobić.... Nie chcę od niego odejść bo strasznie go kocham... nie potrafię od niego odejść.
Myślę że problem leży w tym że zawsze za bardzo go kochałam, na początku byłam za bardzo zazdrosna, a teraz zaczęłam mu za dużo wybaczać. Ba. Nawet wielokrotnie wydaje mi się że to właśnie ja zawiniłam, chociaż gdy staram się na to obiektywnie patrzeć to dochodzę do innych wniosków.
W każdym razie... próbowałam od niego odejść ale wiem że nie potrafię.... dlatego... jeśli macie jakieś pomysły jak mogłabym przestać go tak bardzo kochać to chętnie ich wysłucham. Tak pewnie byłoby mi prościej.....

Poza tym ostatnio coraz bardziej martwię się o swój stan zdrowia.... często się stresuję i tłumię to w sobie, udając że wszystko jest ok. Choć nie jest,.... zwłaszcza fizycznie... po ostatnim pobiciu mam kolejne guzy z tyłu głowy, gdy mnie dusi zawsze mocno naciska na szczękę dociskając ją do ziemi... czasem mam wrażenie że coś mi się tam przestawi (zawsze potem mam problemy z szerszym otwieraniem ust przy jedzeniu), mam nawet siniaki na piersiach, które też bardzo mnie martwią - dlatego też regularnie kontroluję ich stan....

W każdym razie... myślę że jeśli nauczę się go kochać mniej to jakoś sobie z tym poradzę... obecnie gdy nie ma go w domu strasznie to przeżywam... nawet jeśli wiem że nie ma powodu do zdenerwowania (nie, nie martwię się że mnie zdradza, to taki dziwny lęk że nie umiem go opisać) to serce niejednokrotnie wali mi jak oszalałe....

Wiem co powinna zrobić, ale nie potrafię się z nim rozstać i tak na prawdę nie chcę.... chyba mam nadzieję że to się jeszcze naprawi i wróci do tego jak było na początku.... naprawdę nie wiem co powinnam zrobić.
Naprawdę jestem w tym związku bardzo szczęśliwa, zazwyczaj. Ale gdy dochodzi do takich sytuacji najzwyczajniej nie wiem co z sobą począć...

13 051 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-03 14:10:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mikkami napisał/a:

(...)Czasem mnie bije... nie tak często ale.... kiedy do tego dochodzi zazwyczaj przydusza mnie, uderza moją głową o ziemie, czasem mnie kopie.
to głupie bo zdaję sobie sprawę że to on jest nie zachowuje się tak jak trzeba, ale zawsze jakoś to tak wychodzi że to ja przepraszam, bo powinnam mu bezgranicznie ufać a nie pytać np. gdzie pojechał po pracy. (...)

Nie chcę od niego odejść bo strasznie go kocham... nie potrafię od niego odejść.
Myślę że problem leży w tym że zawsze za bardzo go kochałam, na początku byłam za bardzo zazdrosna, a teraz zaczęłam mu za dużo wybaczać. Ba. Nawet wielokrotnie wydaje mi się że to właśnie ja zawiniłam, chociaż gdy staram się na to obiektywnie patrzeć to dochodzę do innych wniosków.
W każdym razie... próbowałam od niego odejść ale wiem że nie potrafię.... dlatego... jeśli macie jakieś pomysły jak mogłabym przestać go tak bardzo kochać to chętnie ich wysłucham. Tak pewnie byłoby mi prościej.....(...)

po ostatnim pobiciu mam kolejne guzy z tyłu głowy, gdy mnie dusi zawsze mocno naciska na szczękę dociskając ją do ziemi... czasem mam wrażenie że coś mi się tam przestawi (zawsze potem mam problemy z szerszym otwieraniem ust przy jedzeniu), mam nawet siniaki na piersiach, które też bardzo mnie martwią - dlatego też regularnie kontroluję ich stan.... (...)

Wiem co powinna zrobić, ale nie potrafię się z nim rozstać i tak na prawdę nie chcę.... chyba mam nadzieję że to się jeszcze naprawi i wróci do tego jak było na początku.... naprawdę nie wiem co powinnam zrobić.
Naprawdę jestem w tym związku bardzo szczęśliwa, zazwyczaj. Ale gdy dochodzi do takich sytuacji najzwyczajniej nie wiem co z sobą począć...

Porażające wyznanie.
Porażające wyznanie, szczęśliwej zazwyczaj, ofiary przemocy.
Porażające wyznanie, szczęśliwej zazwyczaj, ofiary przemocy, która chce pozostać w związku.

Co masz zrobić?
1. Uświadomić sobie, że przemoc narasta, że eskaluje, że Twój "partner" nie ma żadnego powodu, by zmienić swe postępowanie wobec Ciebie.
2. Przeczytać mój ostatni wczorajszy, późnowieczorny,  post skierowany do l_ukrecji (l_ukrecjo, skąd wiedziałaś, że będzie on potrzebny?) o nadziei.
3. Wejść na jedną ze stron (albo na obydwie) Niebieskiej Linii i przeczytać różne informacje o przemocy i fizycznej, i psychicznej.
4. Przeczytać poniższy tekst o cyklach przemocy.
Może, dzięki temu, podejmiesz decyzję o odejściu (ucieczce) od swego oprawcy MIMO swej miłości do niego.

Niebieska Linia napisał/a:

Cykle przemocy w rodzinie
Przemoc nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem który ma tendencję do powtarzania się. Nie zatrzymana przemoc- narasta.  Badania wykazały, że osoby doznające przemocy,  przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu przemocy.

1. Faza narastania napięcia
Początkiem cyklu jest zwykle wyczuwalny wzrost napięcia oraz nasilające się sytuacje konfliktowe. Osoba stosująca przemoc jest stale poirytowana, napięta, często robi awantury z byle powodu, prowokuje kłótnie. Reakcjami ofiar przemocy na taką sytuację w domu jest najczęściej uspokajanie atmosfery, spełnianie wszelkich zachcianek, przepraszanie sprawcy ?na wszelki wypadek?.

2. Faza gwałtownej przemocy
W tej fazie osoba stosująca przemoc staje się gwałtowna, wpada w szał. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Skutki użytej przemocy mogą być różne - podbite oko, połamane kości, obrażenia wewnętrzne, poronienie, śmierć. Najczęściej w tej fazie ofiary decydują się  wezwać policji lub szukać pomocy gdzie indziej.
Po zakończeniu wybuchu przemocy, ofiara jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się na prawdę stało. Odczuwa wstyd i przerażenie. Jest oszołomiona. Staje się apatyczna, traci ochotę do życia, odczuwa złość i bezradność.

3. Faza miodowego miesiąca
To faza skruchy i okazywania miłości. Sprawca szczerze żałuje tego, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy.
Staje się znowu podobny do tego, jaki był na początku znajomości. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem.
Faza miodowego miesiąca przemija. Po jakimś czasie napięcie znowu powraca i cały cykl przemocy powtarza się. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, ze przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza. Cykliczność przemocy sprawia, że ofiarom trudno jest podjąć działania mające na celu zatrzymanie przemocy.

13 052 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-09-03 14:40:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

wielokropku, a ja nie potrafię uwierzyć, że to prawda...
nie tylko dlatego, że serce mnie boli na mysl o tym, że jakaś kobieta bezrefleksyjnie przyjmuje taką przemoc
ale także dlatego, że ten opis klasycznie eskaluje informacje i emocje dla nas, czytelników-np. fragment o regularnie kontrolowanych siniakach na piersiach?
a gdzie są kontrolowane? u lekarza? i co lekarz na to?
jesli, Mikkami, jestes ofiara przemocy, to przepraszam za moją cyniczność..
ale jesli to taki malunek na szkle.. to mi zgrzyta...

13 053 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-03 14:45:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

End_aluzjo,
uważam, że wiedzy nigdy dość.
Jeśli to prawda, to być może przyniesie skutek.
Jeśli to nieprawda, to odświeżyłam sobie swoją wiedzę.
Nic na tym nie straciłam, a być może pomogłam.

13 054

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mikkami napisał/a:

Umm... nie wiem czy to właśnie tutaj powinnam napisać, ale....
Myślę że też nadaję się do tej grupy... co prawda DDA mnie nie dotyczy, ale... jako dziecko byłam molestowana przez wujka, trochę ponad 10 lat starszego ode mnie... choć molestowana to może za duże słowo, bo w sumie sama bardzo go kochałam i pozwalałam na wszystko, nie miałam nic przeciwko gdy mnie dotykał, a nawet sama chciałam, wiedziałam przy tym że nie mogę powiedzieć rodzicom. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba trwało to kilka lat. W okolicach trzeciej klasy podstawówki zaczęło do mnie docierać że to jest złe i że nie może tak być. W tym czasie dostałam też pierwszy okres i wystraszyłam się ciąży, chociaż on mnie zapewniał że nic sie nie stanie... Wujek mieszkał wtedy jeszcze z babcią więc po prostu nagle nie chciałam do niej przyjeżdżać, choć dawniej bardzo często zostawałam na noc...
Jak teraz o tym pomyślę to byłam wtedy o wiele silniejszą dziewczynką niż teraz ^^
W domu rodzinnym też nie było za dobrze... ojciec miał skłonności do bicia mnie, po czym zawsze za to przepraszał. Wkurzał się o wszystko... miałam malutką siostrę więc zdarzało się że wszystkie zabawki lądowały na ziemi... zazwyczaj dawał mi na posprzątanie pół godziny. Jeśli w tym czasie wszystkiego nie posprzątałam dostawałam manto i wszystko lądowało spowrotem na ziemi zdeptane przez ojca, wiele straciłam w ten sposób zabawek, dużo takich które zrobił mi dziadek i których nie dało się naprawić... jako dziecko bardzo to przeżywałam. Mama też dobrze nie miała... nie daj boże ojciec nie dostał wystarczającej porcji jedzenia a talerze lądowały na ścianie... gdy podrosłam zaczęłam się wtrącać do kłótni, dzięki temu ojciec nie kłócił się z mamą, tylko mnie się obrywało. Młodsza siostra miała silne tiki nerwowe, nawet teraz gdy ma 18lat szybo się stresuje...
i ja chyba mam to samo...
W tej chwili mieszkam z chłopakiem od dobrych kilku lat. Kochamy się, a przynajmniej tak mi się wydaje.... Ja go kocham ponad życie... czasem trochę za bardzo, łatwo robię się zazdrosna, zwłaszcza na początku związku zdarzało się że przepytywałam go z tego gdzie był czy co robił... (nie bez powodu... był to czas gdy jego była dziewczyna wciąż go kokietowała, wspominała o nowo nabytej bieliźnie i często składała mu niezapowiedziane wizyty, ufałam mu i wiem że nigdy mnie nie zdradził ale mimo to bardzo się niepokoiłam i nie mogłam powstrzymać przed pytaniami - teraz już od dłuuuugiego czasu tego nie robię) ....wiedziałam że jest to nie w porządku... z czasem zaczęłam to poprawiać, ale w między czasie nasz związek bardzo się zmienił. Czasem mnie bije... nie tak często ale.... kiedy do tego dochodzi zazwyczaj przydusza mnie, uderza moją głową o ziemie, czasem mnie kopie.
to głupie bo zdaję sobie sprawę że to on jest nie zachowuje się tak jak trzeba, ale zawsze jakoś to tak wychodzi że to ja przepraszam, bo powinnam mu bezgranicznie ufać a nie pytać np. gdzie pojechał po pracy. To znaczy.. ufam mu i wiem że mnie nie zdradza, nie przepytuję go już, to takie naturalne pytanie w rodzaju "jak minął ci dzień", ale on czasami zupełnie inaczej to traktuje... Ponieważ mam naturalnie zakrzywione kąciki ust w dół to czasem gdy łagodnie się uśmiecham nawet tego nie widać i często ludzie myślą że mówię coś poważnie kiedy tak na prawdę żartuje..... czasem wydaje mi się że to może dlatego tak to odbiera.
Nie jestem pewna co powinnam zrobić... zawsze daję ludziom dobre i rozsądne rady ale gdy chodzi o mnie samą nie potrafię niczego zrobić.... Nie chcę od niego odejść bo strasznie go kocham... nie potrafię od niego odejść.
Myślę że problem leży w tym że zawsze za bardzo go kochałam, na początku byłam za bardzo zazdrosna, a teraz zaczęłam mu za dużo wybaczać. Ba. Nawet wielokrotnie wydaje mi się że to właśnie ja zawiniłam, chociaż gdy staram się na to obiektywnie patrzeć to dochodzę do innych wniosków.
W każdym razie... próbowałam od niego odejść ale wiem że nie potrafię.... dlatego... jeśli macie jakieś pomysły jak mogłabym przestać go tak bardzo kochać to chętnie ich wysłucham. Tak pewnie byłoby mi prościej.....

Poza tym ostatnio coraz bardziej martwię się o swój stan zdrowia.... często się stresuję i tłumię to w sobie, udając że wszystko jest ok. Choć nie jest,.... zwłaszcza fizycznie... po ostatnim pobiciu mam kolejne guzy z tyłu głowy, gdy mnie dusi zawsze mocno naciska na szczękę dociskając ją do ziemi... czasem mam wrażenie że coś mi się tam przestawi (zawsze potem mam problemy z szerszym otwieraniem ust przy jedzeniu), mam nawet siniaki na piersiach, które też bardzo mnie martwią - dlatego też regularnie kontroluję ich stan....

W każdym razie... myślę że jeśli nauczę się go kochać mniej to jakoś sobie z tym poradzę... obecnie gdy nie ma go w domu strasznie to przeżywam... nawet jeśli wiem że nie ma powodu do zdenerwowania (nie, nie martwię się że mnie zdradza, to taki dziwny lęk że nie umiem go opisać) to serce niejednokrotnie wali mi jak oszalałe....

Wiem co powinna zrobić, ale nie potrafię się z nim rozstać i tak na prawdę nie chcę.... chyba mam nadzieję że to się jeszcze naprawi i wróci do tego jak było na początku.... naprawdę nie wiem co powinnam zrobić.
Naprawdę jestem w tym związku bardzo szczęśliwa, zazwyczaj. Ale gdy dochodzi do takich sytuacji najzwyczajniej nie wiem co z sobą począć...

Mikkami...Jest mi bardzo bliskie,to co napisałaś.Boże jakbym siebie czytała...
Jesteś  DDD-Dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej.(ja też)
Twój pierwszy związek seksualny nastąpił w dzieciństwie i to związek kazirodczy.(u mnie był dziadek)
Nie jesteś odpowiedzialna za tą traumę,bo jest to trauma na całe życie,która rzutuje na nasze wybory,życie,pogodę ducha,związki,zdrowie no wszystko.
To,że odczuwałaś przyjemność z tych chorych kontaktów nie usprawiedliwia gada,ani nie obciąża Ciebie. TO NIE TWOJA WINA,NIE JESTEŚ ZA TO ODPOWIEDZIALNA!
Ja przed terapią też tłumaczyłam pedofila i nazywałam dziadkiem,bo on dobry dla mnie był...Terapeuta posunął mi epitety do nazywania jego i...został skur....em,gnojem,oprawcą,a obecnie nazywam go po prostu-pedofilem. (pamiętam,że na początku czułam się nieswojo tak go nazywając,to syndrom ofiary)

"Mój oprawca to mój znajomy:

Największa tragedia jaka może spotkać molestowaną osobę, to mieć potem regularny kontakt z własnym utrapieniem. Jeszcze większą tragedią jest fakt, gdy czynność ta się powtarza nawet nieregularnie. Po prostu kiedyś, w jakiś okolicznościach wraca. Niby znajomy, który normalnie mówi ,,Cześć'', czasem pogada, poprosi o pomoc, niby zawsze można na niego liczyć, a w niewyjaśnionych okolicznościach narusza nietykalność. Osoba przy której powinno czuć się bezpiecznie. Wyobrażacie sobie jakim jest nieszczęściem zostać tak skrzywdzonym, a potem tolerować obecność własnego oprawcy? Osoby, które tolerują taką obecność zazwyczaj cierpią na syndrom ofiary. Starają się zrozumieć postępowanie napastnika, ZAWSZE znajdą dla niego wytłumaczenie. Znają tą osobę prywatnie, wiedzą o niej bardzo dużo, wiedzą jakim jest człowiekiem w innych dziedzinach życia i po prostu nie są w stanie zrozumieć dlaczego on im to zrobił i nie są w stanie uwierzyć, że mógł tak postąpić w złej wierze, zdając sobie sprawę z tego co robi, tak z premedytacją. Nie umieją sobie tego logicznie wytłumaczyć, dlatego bardzo często nie robią nic z tym dalej. Są mocno emocjonalnie związane z oprawcą i  po prostu nie umieją zerwać tej więzi i ,,zniszczyć'' napastnikowi jego dotychczasowego życia swoimi, w ich mniemaniu- wyolbrzymionym problemem"

Co do bicia...tez to przeszłam...Wielokropek wyczerpująco udzielił Ci porady.
Wiem jak cholernie jest Ci ciężko.

Teraz musisz zawalczyć o siebie.
TERAPIA.
Wyprowadz się,żeby nabrać dystansu.
Wiem,że to wszystko wydaje Ci się niemożliwe,ale tak nie jest. Wszystko możesz,pod jednym warunkiem-musisz tego chcieć.
Inaczej Twoje życie nadal będzie koszmarem...Twój post to wołanie o pomoc...to pierwszy krok-GRATULUJĘ.

Pisz.

13 055

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

(...)Boję się,że zgorzknieję...(...)

Jeśli naprawdę się tego boisz, to... nie zgorzkniejesz, nie pozwolisz sobie na to. Bo zgorzknienie to nastawienie do życia, do ludzi, do siebie. Nastawienie, czyli coś, na co masz wpływ. Można być zgorzkniałym, zwłaszcza, gdy ma się za sobą mnóstwo trudnych doświadczeń. Można, ale nie trzeba.
Co wybierasz?





l_ukrecja napisał/a:

Mam pytanie do Wielkokropka...było o tym,ale jakbyś mogła to rozwinąć...
Pisałaś,że wcale to nieprawda,że nadzieja umiera ostatnia...więc co to jest to co czuję,jakieś łudzenie się...jakaśwalka wewnętrzna,niemożność uwierzenia,że to koniec...jak z tym skończyć?(...)

O tej porze? Takie trudne tematy? tongue


Już poważnie.
Najpierw trochę porządku w nazewnictwie (wbrew pozorom, to ważne).
Łudzenie się nie jest żadnym uczuciem. To myślenie. Myślenie oparte na fałszywych lub niewłaściwie interpretowanych informacjach.

O nadziei.

Wikipedia napisał/a:

Nadzieja - życzenie zaistnienia określonego stanu rzeczy i niepewność, że tak się stanie. Pojęcie nadziei traci sens przy wartościach skrajnych subiektywnego prawdopodobieństwa sukcesu. Przy 100% odczuwamy jedynie emocje pozytywne, głównie radość, a przy 0% negatywne, zależne od tego czym są dla nas niespełnialne (w zakładanym przedziale czasowym) oczekiwania.(...)

Życzenie zaistnienia pewnych rzeczy. Mogę sobie życzyć różnych rzeczy, to zależy ode mnie. Mogę życzyć sobie (mieć nadzieję), że jutro będę miała udany dzień. Jakie prawdopodobieństwo? Zaplanowałam sobie trochę przyjemnej pracy, spacer z kijami, poczytanie książek. Wszystko to jest realne do wykonania. Mam nadzieję, że tak się stanie, jest to bardzo realne. Wobec tego trzymam się tej nadziei.

Teraz zaś życzę sobie (mam nadzieję), że jutro wygram milion złotych. Jakie prawdopodobieństwo? Zerowe. Rzadko gram w gry losowe, wygrana w Lotka zgarnięta, nie mam zamiaru poświęcić ani grosza na kupno jakiegokolwiek losu. Wiedząc to wszystko będę dalej miała nadzieję na wygraną? Mogę mieć nadzieję. Tyle tylko, że wiem, że te moje marzenia są nieosiągalne. Po co się więc łudzić? Po co podejmować decyzję o trwaniu w takim stanie? Czemu ma mi to służyć?

Moim zdaniem, trzymanie się nadziei wbrew faktom, nie ma sensu.
Niemożność uwierzenia? Niemożność czy brak chęci spojrzenia faktom w oczy? I kolejne pytanie: dlaczego? Dlaczego nie chcę zobaczyć rzeczywistości? Jakie mam korzyści z uporczywego łudzenia się? Do czego to łudzenie się (nadzieja, że stanie się cud) jest mi potrzebne? Do czego je wykorzystuję? Z robienia czego mnie ono zwalnia?

Związek z eksem był toksyczny i nawet jeśli on by się zmienił,ja już mu nie zaufam,a moje życie stanie się gehenną jak kiedyś,to wiem,bo sprawdzałam.

Twoje ostatnie pytania...wychodzi mi znowu na ucieczkę. Zapełnianie czarnej dziury? Byle nie zająć się sobą? Nie dać sobie szansy na miłość do siebie? Zupełnie tak,jakbym była swoim wrogiem.

Lub-ta nadzieja,łudzenie się to objaw uzależnienia.

Dziękuję za Twoją odpowiedz. Przemyślałam sprawę.

Nie wiedziałam,że temat złudnych nadziei się przyda,choć chyba tak naprawdę,każda z nas ma z tym problem.
A post Mikkami powalił mnie na kolana...ale też pokazał jak ogromną drogę pokonałam i jak jestem silna. Pomogła mi determinacja i umoczenie dupy na dnie.

13 056

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

(...)Twoje ostatnie pytania...wychodzi mi znowu na ucieczkę. Zapełnianie czarnej dziury? Byle nie zająć się sobą? Nie dać sobie szansy na miłość do siebie? Zupełnie tak,jakbym była swoim wrogiem.(...)

Gratuluję!
Tak l_ukrecjo, bardzo długa droga za Tobą, bardzo dużo pracy włożyłaś w walkę o siebie samą. Jestem pełna podziwu dla Ciebie.




Mam też nadzieję, że Mikkami za czas jakiś też będzie w podobnym miejscu, w którym Ty jesteś obecnie.

13 057

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Liwia napisał/a:

Tak dziś myślę....
Kzb to my jesteśmy, popaprane może także, ale gdybyśmy trafiły na facetów normalnych i niepopapranych to niejeden zaznałby szczęścia u boku niejednej z nas. Nie tylko z nami jest coś nie tak, ale z partnerami także......taka moja konkluzja na dobranoc......

Obejrzałam dzisiaj film "Plac Zbawiciela". Zrobił na mnie ogromne wrażenie i.........muszę się z Tobą Liwio zgodzić - właśnie takie są moje przemyślenia po obejrzeniu tego filmu - co z tymi mężczyznami ?
Owszem bohaterka dawała sobą pomiatać, ale jakie miała wyjście. Brak kasy, brak mieszkania i jeszcze dwoje dzieci i samotność. Znamy przecież to z własnego życia i wiemy, że nie jest łatwo..... . Powinna odejść ? tylko gdzie ? Pozostawiona sama z problemem, zdradzona, poniżona, nie poradziła sobie. Wiem dobrze co się czuje w takiej sytuacji.
Ona była sądzona...ona.... . Mąż zwolniony został z odpowiedzialności - znam to. Tylko w filmie mogło ruszyć go sumienie ....w życiu bywa inaczej. Mój małżonek był przesłuchiwany przez policję.....mama także. Mamy zeznania zostały zlekceważone. Postępowano tak aby odhaczyć sprawę jako "zamknięta". Dla organów ścigania liczy się tylko, czy namawiał, przymuszał, pomagał.
Mam dzisiaj wiele przemyśleń.....przemoc, zdrada, odrzucenie i samotność, samotność wśród ludzi....tak Liwio dzisiaj myślę, że winę ponoszą mężczyźni za nasze łzy. Dlaczego cała odpowiedzialność ma spaść na kobietę? Jest syndrom kobiety kochającej za bardzo a co z mężczyznami, którzy dopuszczają się zdrad i przemocy ? Mamy mówić o sobie, my be, a co z naszymi partnerami ?  Może i my nie takie jak trzeba, ale to oni, nasi mężowie uprawiający bicie, wyzywanie, zdradzanie są dopiero popaprani!!!

Nie wiem, już sama nie wiem. Mam mętlik w głowie, łzy w oczach i rozdartą ranę w sercu. Nie, nie kocham byłego męża, ale wróciły uczucia towarzyszące beznadziei .... zabolało. sad

To często wraca i boli.

13 058 Ostatnio edytowany przez Mikkami (2012-09-03 19:50:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
End_aluzja napisał/a:

[...]fragment o regularnie kontrolowanych siniakach na piersiach?
a gdzie są kontrolowane? u lekarza? i co lekarz na to?

Nie, sama je kontroluje, na internecie można znaleźć sporo filmików opisujących jak i kiedy to robić. Dotąd nie znalazłam niczego podejrzanego, więc chyba jest ok.
U lekarza byłam tylko z żebrami, które mocno mnie bolały. Powiedziałam wtedy że koleżanka przypadkowo uderzyła mnie rakietą tenisową podczas meczu. Kiedyś coś takiego faktycznie mi się przytrafiło, więc wydawało mi się bardzo wiarygodne.


Za wasze odpowiedzi bardzo dziękuję. Aż popłakałam się przed monitorem, bo wiem że to co piszecie jest tym co powinnam zrobić, ale... no właśnie łatwiej powiedzieć niż zrobić, przynajmniej mi.
Mój mały móżdżek mówi mi że to właściwe rozwiązanie, ale coś w środku paraliżuje mnie i nie mogę się zmusić do działania.
Chyba bardziej niż przemocy boję się tego czy bym sobie poradziła, i przede wszystkim samotności i tęsknoty....

ok. Na razie muszę to przetrawić na spokojnie. Przez jakiś czas mogę się nie odzywać, ale na pewno będę tu zaglądać by zobaczyć wasze komentarze... jak znajdę chwilkę postaram się też przebrnąć przez przynajmniej kilkanaście stron tego wątku, może znajdę coś co mnie zmobilizuje.

Jeszcze raz dziękuję.


[edit] hmmm... chciałam napisać coś jeszcze, ale nie umiem teraz pozbierać teraz myśli, ale na pewno wrócę, obiecuje ^^

13 059 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-03 19:53:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mikkami,
szukasz czegoś, co Cię zmobilizuje do podjęcia decyzji?

Wyobraź sobie ten związek za rok?
Wyobraź sobie go za 2 lata. Za 5. Za 10. Za... .

TAK chcesz żyć?

Na TAKIE życie się decydujesz?

TAKI ojciec ma wychowywać Twoje dziecko?


***
Wracaj, wracaj. I pisz. To pomaga odzyskać rozum.

13 060

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Mikkami napisał/a:

Umm... nie wiem czy to właśnie tutaj powinnam napisać, ale....
Myślę że też nadaję się do tej grupy... co prawda DDA mnie nie dotyczy, ale... jako dziecko byłam molestowana przez wujka, trochę ponad 10 lat starszego ode mnie... choć molestowana to może za duże słowo, bo w sumie sama bardzo go kochałam i pozwalałam na wszystko, nie miałam nic przeciwko gdy mnie dotykał, a nawet sama chciałam, wiedziałam przy tym że nie mogę powiedzieć rodzicom. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba trwało to kilka lat. W okolicach trzeciej klasy podstawówki zaczęło do mnie docierać że to jest złe i że nie może tak być. W tym czasie dostałam też pierwszy okres i wystraszyłam się ciąży, chociaż on mnie zapewniał że nic sie nie stanie... Wujek mieszkał wtedy jeszcze z babcią więc po prostu nagle nie chciałam do niej przyjeżdżać, choć dawniej bardzo często zostawałam na noc...
Jak teraz o tym pomyślę to byłam wtedy o wiele silniejszą dziewczynką niż teraz ^^
W domu rodzinnym też nie było za dobrze... ojciec miał skłonności do bicia mnie, po czym zawsze za to przepraszał. Wkurzał się o wszystko... miałam malutką siostrę więc zdarzało się że wszystkie zabawki lądowały na ziemi... zazwyczaj dawał mi na posprzątanie pół godziny. Jeśli w tym czasie wszystkiego nie posprzątałam dostawałam manto i wszystko lądowało spowrotem na ziemi zdeptane przez ojca, wiele straciłam w ten sposób zabawek, dużo takich które zrobił mi dziadek i których nie dało się naprawić... jako dziecko bardzo to przeżywałam. Mama też dobrze nie miała... nie daj boże ojciec nie dostał wystarczającej porcji jedzenia a talerze lądowały na ścianie... gdy podrosłam zaczęłam się wtrącać do kłótni, dzięki temu ojciec nie kłócił się z mamą, tylko mnie się obrywało. Młodsza siostra miała silne tiki nerwowe, nawet teraz gdy ma 18lat szybo się stresuje...
i ja chyba mam to samo...
W tej chwili mieszkam z chłopakiem od dobrych kilku lat. Kochamy się, a przynajmniej tak mi się wydaje.... Ja go kocham ponad życie... czasem trochę za bardzo, łatwo robię się zazdrosna, zwłaszcza na początku związku zdarzało się że przepytywałam go z tego gdzie był czy co robił... (nie bez powodu... był to czas gdy jego była dziewczyna wciąż go kokietowała, wspominała o nowo nabytej bieliźnie i często składała mu niezapowiedziane wizyty, ufałam mu i wiem że nigdy mnie nie zdradził ale mimo to bardzo się niepokoiłam i nie mogłam powstrzymać przed pytaniami - teraz już od dłuuuugiego czasu tego nie robię) ....wiedziałam że jest to nie w porządku... z czasem zaczęłam to poprawiać, ale w między czasie nasz związek bardzo się zmienił. Czasem mnie bije... nie tak często ale.... kiedy do tego dochodzi zazwyczaj przydusza mnie, uderza moją głową o ziemie, czasem mnie kopie.
to głupie bo zdaję sobie sprawę że to on jest nie zachowuje się tak jak trzeba, ale zawsze jakoś to tak wychodzi że to ja przepraszam, bo powinnam mu bezgranicznie ufać a nie pytać np. gdzie pojechał po pracy. To znaczy.. ufam mu i wiem że mnie nie zdradza, nie przepytuję go już, to takie naturalne pytanie w rodzaju "jak minął ci dzień", ale on czasami zupełnie inaczej to traktuje... Ponieważ mam naturalnie zakrzywione kąciki ust w dół to czasem gdy łagodnie się uśmiecham nawet tego nie widać i często ludzie myślą że mówię coś poważnie kiedy tak na prawdę żartuje..... czasem wydaje mi się że to może dlatego tak to odbiera.
Nie jestem pewna co powinnam zrobić... zawsze daję ludziom dobre i rozsądne rady ale gdy chodzi o mnie samą nie potrafię niczego zrobić.... Nie chcę od niego odejść bo strasznie go kocham... nie potrafię od niego odejść.
Myślę że problem leży w tym że zawsze za bardzo go kochałam, na początku byłam za bardzo zazdrosna, a teraz zaczęłam mu za dużo wybaczać. Ba. Nawet wielokrotnie wydaje mi się że to właśnie ja zawiniłam, chociaż gdy staram się na to obiektywnie patrzeć to dochodzę do innych wniosków.
W każdym razie... próbowałam od niego odejść ale wiem że nie potrafię.... dlatego... jeśli macie jakieś pomysły jak mogłabym przestać go tak bardzo kochać to chętnie ich wysłucham. Tak pewnie byłoby mi prościej.....

Poza tym ostatnio coraz bardziej martwię się o swój stan zdrowia.... często się stresuję i tłumię to w sobie, udając że wszystko jest ok. Choć nie jest,.... zwłaszcza fizycznie... po ostatnim pobiciu mam kolejne guzy z tyłu głowy, gdy mnie dusi zawsze mocno naciska na szczękę dociskając ją do ziemi... czasem mam wrażenie że coś mi się tam przestawi (zawsze potem mam problemy z szerszym otwieraniem ust przy jedzeniu), mam nawet siniaki na piersiach, które też bardzo mnie martwią - dlatego też regularnie kontroluję ich stan....

W każdym razie... myślę że jeśli nauczę się go kochać mniej to jakoś sobie z tym poradzę... obecnie gdy nie ma go w domu strasznie to przeżywam... nawet jeśli wiem że nie ma powodu do zdenerwowania (nie, nie martwię się że mnie zdradza, to taki dziwny lęk że nie umiem go opisać) to serce niejednokrotnie wali mi jak oszalałe....

Wiem co powinna zrobić, ale nie potrafię się z nim rozstać i tak na prawdę nie chcę.... chyba mam nadzieję że to się jeszcze naprawi i wróci do tego jak było na początku.... naprawdę nie wiem co powinnam zrobić.
Naprawdę jestem w tym związku bardzo szczęśliwa, zazwyczaj. Ale gdy dochodzi do takich sytuacji najzwyczajniej nie wiem co z sobą począć...

Mikkami...Jest mi bardzo bliskie,to co napisałaś.Boże jakbym siebie czytała...
Jesteś  DDD-Dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej.(ja też)
Twój pierwszy związek seksualny nastąpił w dzieciństwie i to związek kazirodczy.(u mnie był dziadek)
Nie jesteś odpowiedzialna za tą traumę,bo jest to trauma na całe życie,która rzutuje na nasze wybory,życie,pogodę ducha,związki,zdrowie no wszystko.
To,że odczuwałaś przyjemność z tych chorych kontaktów nie usprawiedliwia gada,ani nie obciąża Ciebie. TO NIE TWOJA WINA,NIE JESTEŚ ZA TO ODPOWIEDZIALNA!
Ja przed terapią też tłumaczyłam pedofila i nazywałam dziadkiem,bo on dobry dla mnie był...Terapeuta posunął mi epitety do nazywania jego i...został skur....em,gnojem,oprawcą,a obecnie nazywam go po prostu-pedofilem. (pamiętam,że na początku czułam się nieswojo tak go nazywając,to syndrom ofiary)

"Mój oprawca to mój znajomy:

Największa tragedia jaka może spotkać molestowaną osobę, to mieć potem regularny kontakt z własnym utrapieniem. Jeszcze większą tragedią jest fakt, gdy czynność ta się powtarza nawet nieregularnie. Po prostu kiedyś, w jakiś okolicznościach wraca. Niby znajomy, który normalnie mówi ,,Cześć'', czasem pogada, poprosi o pomoc, niby zawsze można na niego liczyć, a w niewyjaśnionych okolicznościach narusza nietykalność. Osoba przy której powinno czuć się bezpiecznie. Wyobrażacie sobie jakim jest nieszczęściem zostać tak skrzywdzonym, a potem tolerować obecność własnego oprawcy? Osoby, które tolerują taką obecność zazwyczaj cierpią na syndrom ofiary. Starają się zrozumieć postępowanie napastnika, ZAWSZE znajdą dla niego wytłumaczenie. Znają tą osobę prywatnie, wiedzą o niej bardzo dużo, wiedzą jakim jest człowiekiem w innych dziedzinach życia i po prostu nie są w stanie zrozumieć dlaczego on im to zrobił i nie są w stanie uwierzyć, że mógł tak postąpić w złej wierze, zdając sobie sprawę z tego co robi, tak z premedytacją. Nie umieją sobie tego logicznie wytłumaczyć, dlatego bardzo często nie robią nic z tym dalej. Są mocno emocjonalnie związane z oprawcą i  po prostu nie umieją zerwać tej więzi i ,,zniszczyć'' napastnikowi jego dotychczasowego życia swoimi, w ich mniemaniu- wyolbrzymionym problemem"

Co do bicia...tez to przeszłam...Wielokropek wyczerpująco udzielił Ci porady.
Wiem jak cholernie jest Ci ciężko.

Teraz musisz zawalczyć o siebie.
TERAPIA.
Wyprowadz się,żeby nabrać dystansu.
Wiem,że to wszystko wydaje Ci się niemożliwe,ale tak nie jest. Wszystko możesz,pod jednym warunkiem-musisz tego chcieć.
Inaczej Twoje życie nadal będzie koszmarem...Twój post to wołanie o pomoc...to pierwszy krok-GRATULUJĘ.

Pisz.

mlo madrze napisane ale czy ja cierpie na syndrom ofiary hmmmmmmmmmmmmm chyba juz nie,i oczywiscie ze to pierze mozg kazdemu by pralo nawet nie kkzb mily dobry ojciec odpowiedzialny a tu nagle odbija a propo tzw bicia czasmi ,moj maz tez bil z przerwami co go nie tlumaczy jest ............... tym i itp jak ja bym musial isc do lekarza co mi sie nie zdazylo szczesc boze to bym poszla po obdukcje i tyle i odeszla czy na zawsze szczeze powiem nie wiem ale na czas dobrych przemyslen i samo rozwoju ,mozesz odejsc smialo nie masz dzieci a przemocy nic nie tlumaczy nic

13 061

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Mikkami napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

[...]fragment o regularnie kontrolowanych siniakach na piersiach?
a gdzie są kontrolowane? u lekarza? i co lekarz na to?

Nie, sama je kontroluje, na internecie można znaleźć sporo filmików opisujących jak i kiedy to robić. Dotąd nie znalazłam niczego podejrzanego, więc chyba jest ok.
U lekarza byłam tylko z żebrami, które mocno mnie bolały. Powiedziałam wtedy że koleżanka przypadkowo uderzyła mnie rakietą tenisową podczas meczu. Kiedyś coś takiego faktycznie mi się przytrafiło, więc wydawało mi się bardzo wiarygodne.


Za wasze odpowiedzi bardzo dziękuję. Aż popłakałam się przed monitorem, bo wiem że to co piszecie jest tym co powinnam zrobić, ale... no właśnie łatwiej powiedzieć niż zrobić, przynajmniej mi.
Mój mały móżdżek mówi mi że to właściwe rozwiązanie, ale coś w środku paraliżuje mnie i nie mogę się zmusić do działania.
Chyba bardziej niż przemocy boję się tego czy bym sobie poradziła, i przede wszystkim samotności i tęsknoty....

ok. Na razie muszę to przetrawić na spokojnie. Przez jakiś czas mogę się nie odzywać, ale na pewno będę tu zaglądać by zobaczyć wasze komentarze... jak znajdę chwilkę postaram się też przebrnąć przez przynajmniej kilkanaście stron tego wątku, może znajdę coś co mnie zmobilizuje.

Jeszcze raz dziękuję.


[edit] hmmm... chciałam napisać coś jeszcze, ale nie umiem teraz pozbierać teraz myśli, ale na pewno wrócę, obiecuje ^^

Jakiej samtonosci sie boisz?
Przeciez jestes sama .................
poradzisz sobie .bo to wymowka ,zawsze jest wyjscie jesli sie szuka sposobow.
Twoim duzym plusem jest ze nie masz dzieci,masz duze szanse na odnalezienie siebie i rozpoczecie prawdziwego zycia.
Zacznij terapie juz teraz .....

13 062

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strach przed samotnością i tęsknotą,oraz tym,że sobie nie poradzimy, to taka pewnego rodzaju wymówka,która opóźnia podjęcie decyzji. Nawet gdy tego strachu tak naprawdę nie ma, gdy ten strach jest nieuzasadniony, to sobie go stwarzamy.
Mikkami żyje w takim stresie i ciągłym zastraszeniu,że nawet nie zdaje sobie sprawy,że gorzej już być nie może. Pomijam fakt,że może kiedyś zostać kaleką lub stracić życie,bo ufam,że wybierze inną drogę i do tego nigdy nie dojdzie.
Myślę,że dziewczyna jest na etapie "chciałam się komuś wyżalić", tylko,że tu już jest za daleko by się tylko żalić. Trzeba uciekać.
Mikkami, przeszłość Twoja jest okrutna. Nie miałaś na nią wpływu, ona wpłynęła na to co się teraz wokół Ciebie dzieje. ALE dzisiaj,teraz, już masz wpływ na teraźniejszość. Nie jesteś skazana na bycie ofiarą. Możesz dokonać wyboru. Nie musisz cierpieć!
Wyrwij się dziewczyno od tego kata. Nawet gdybyś miała być samotna, a bardziej samotna niż jesteś teraz nie będziesz!

13 063

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Anastawio .
Goraco namawiam Cie na czytanie OSHA .Jestes juz na tyle daleko ze przyjmiesz zycie jakie jest.
Pisalas o jodze,uprawiasz dalej?

13 064

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Witaj Anastawio .
Goraco namawiam Cie na czytanie OSHA .Jestes juz na tyle daleko ze przyjmiesz zycie jakie jest.
Pisalas o jodze,uprawiasz dalej?

Hej Pati. A co to,bądź kto to OSHA.
Zrezygnowałam z zajęć jogi,ale praktykuję samodzielnie.

13 065

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Witaj Anastawio .
Goraco namawiam Cie na czytanie OSHA .Jestes juz na tyle daleko ze przyjmiesz zycie jakie jest.
Pisalas o jodze,uprawiasz dalej?

Hej Pati. A co to,bądź kto to OSHA.
Zrezygnowałam z zajęć jogi,ale praktykuję samodzielnie.

Praktykuj i medytuj .
OSHO- mysliciel ,filozof ,zyjacy i patrzacy naprawde o wiele dalej .........,uczy o sztuce zycia pelnia zycia.
Jednak ten skomplikowany tekst jest chwilami zabawny i kontrowersyjny.hehhehe
Jednak jest wiele prawd w jego filozofi zycia.
Wlasnie dzisiaj dostalam "tajemnice zycia" i jestem pozytywnie zaskoczona.

Posty [ 13 001 do 13 065 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 199 200 201 202 203 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026