netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 990 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 198 199 200 201 202 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 936 do 13 000 z 26 310 ]

12 936

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A jeśli mimo zmian myślenia nic a nic się nie zmienia. Jeśli na nic nie mamy wpływu?

Aby pokochać siebie psycholodzy radzą, żeby codziennie np. rano stanąć przed lustrem i mówić sobie :lubię siebie, jestem zdolna, piękna, ....
Najpierw nie możesz przed tym lustrem stanąć i normalnie na siebie spojrzeć, bo patrzeć na siebie nie możesz, potem stajesz i mówisz te rzeczy, i mówisz i sama się z siebie śmiejesz jakie to głupie. Psycholog wychodzi s siebie, na co taka durna terapia?

Dobrze, ciągnijmy tę dyskusję na tak dużym poziomie ogólności.


Faktycznie tak jest, że na nic nie masz wpływu? Naprawdę na nic?
Kiedyś, w mądrej książce, przeczytałam stwierdzenia, że jeśli na coś nie mamy wpływu, to nie jest to nasz problem, że nie warto na niego tracić swej energii i przenieść ja tam, gdzie wpływ mamy. Jeśli się nie mylę, powiedział to Dalajlama.
I oczywiście, sama zmiana myślenia, nie poparta działaniem, nie dokona cudu. Ale tu nie o cud chodzi, tylko o stopniowe wprowadzanie zmian w swej sytuacji.

Oczywiście, że opisana przez Ciebie technika z pozoru jest idiotyczną. Tyle tylko, ze przynosi efekty. Już nawet ten pierwszy śmiech jest pozytywnym efektem. Później zaś niknie skrępowanie i to, co mówisz będzie prawdą.

12 937

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No nie wiem. MNie się wydaje, że to nie pomaga, nawet to wiem.

12 938

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

No nie wiem. MNie się wydaje, że to nie pomaga, nawet to wiem.

Taaaak. faktycznie wszystko jest do bani. Wszędzie jest strasznie. Nigdy nie będzie dobrze.


hm...,
jeśli faktycznie tak myślisz, jeśli ciągle jesteś w takim nastroju, to może skorzystaj z porady psychiatry? Może naprawdę masz początki depresji?

12 939 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-08-24 19:44:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie wiem.
Wiem jak jest dobrze, wiem jak trzeba myśleć, ja to wszystko wiem.
Wielokropku dlaczego ON mnie nie chce i nie chce nic zrobić, żeby swój problem, którego istnienia nie widzi rozwiązać.

Powiem jak jest. Nie wierzę w siebie. Jak widze jak innym przedsięwzięcia łatwo przychodzą, ja nie mogę coś mnie blokuje. Nie wierzę, że się uda I szlak mnie trafia. A brak seksu wywołuje frustrację, bo głupia idiotka wciąż czekam, a wiem już, że on nic nie zrobi. Ciągle mnie obwinia, kiedy o to pytam, kiedy proszę delikatnie, że może trzeba coś z tym zrobić. On uważa jednak, że chyba może mu się nie chcieć, tylko że to trwa już dwa lata.
Obwinia mnie, że stwarzam problemy. Kiedy mówię, że przez jego zachowanie wszystko mi się sypie, że nie moge się skupić na niczym., bo nie wiem co mam mysleć mówi, żebym pomedytowała. Jest wiele takich tekstów. Takich słów w których ewidentnie się wykręca. I wiesz, zastanawiam się czy ja jestem taka beznadziejna, że mnie nie chce.
Owszem dowiedziałam się, że moja płeć to nie problem, że ja to nie problem, że on nie ma ochoty i nie ma na to wpływu tak jak na to czy coś go boli.
Ja wariuję, nie czuję się kobietą tylko cholernym śmieciem. Tak mnie to złości. Przechodzi obok tego do porządku dziennego jakby nigdy nic, ignoruje mnie, moja uczucia, całą mnie ignoruje. Nie zrobi nic, nie włoży żadnego wysiku, nie postawi się w mojej sytuacji. Ma mnie gdzieś.
Wszystko inne robi normalnie, dba o to o tamto, idziemy gdzieś razem. Ale ja nie mogę. Dal mnie związek kochających się ludzi to wspólny czas, wspólne rozmowy i ta bliskość, której mnie potrzeba. Nie wiem o co chodzi. Strasznie mnie to męczy Wielokropku.
Wiesz, ja byłam skrzywdzona przez matkę jako dziecko, przerabiałam juz psychologa, nie potrzebuję tego, kontroluję to, mogę zrobić sama to co oni proponują. Ale nie sprawią, żebym zarobiła więcej pieniędzy, żebym mogła normalnie żyć. I ja sama tego też zrobić nie mogę, staram się, ale nie jest łatwo.

12 940 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-24 20:06:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm...,
jeśli on nie ma żadnego problemu, to co ma rozwiązać?
To TY masz problem, bo chcesz, by on zmienił swe zachowanie. Dokładniej, Twoim problemem jest to, że chcesz kogoś zmienić, kto takiej zmiany nie ma potrzebuje. To tak, jakbym ja, na siłę, wbrew Tobie, postanowiła zmieć Twe postępowanie. A niby dlaczego tak miałoby się stać? Dlaczego on ma zmienić się, gdy tego nie chce? Bo Ty chcesz? Wolne żarty!

Kolejna sprawa to Twoja decyzja na życie z kimś, kto Ciebie nie chce, kto Ciebie nie kocha, kto Ciebie nie szanuje. Dlaczego on nie chce? Bo nie chce. Bo nie musi chcieć.

I możesz żyć "normalnie".
Możesz odejść od człowieka, który zachowuje się tak, jak opisujesz.
Możesz też zostać z nim, zabiegać o niego, płaszczyć się przed nim, skamleć u jego stóp i pogrążać się dalej w tej beznadziei.

I faktycznie, za Ciebie nikt nic nie zrobi. A powinien?

12 941 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-08-24 20:08:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ale on wysyła sprzeczne sygnaly. Mówi, że kocha, a jak mam wierzyć, jak? Bo przytula.
Twierdzisz, że jest normalne jeśli ktoś, facet nie ma ochoty na seks przez dwa lata i twierdzi, że to nie we mnie tkwi problem. Ja się martwiłam o jego zdrowie, bo mnie się wydaje, że coś się dzieje. Wiem,. żę badania go przerażają. Nie powinie tego zrbić dla siebie?
Ja nie chcę nikogo zmieniać. Chcę żyć normalnie w związku z którym niczego nie brakuje. To nie jest tak od zawsze. Kochasz, pomgagasz, mówisz, a kiedy ktoś nie chce słuchać? Czy on kocha? Bo ja mam wrażenie, że tak tylko gada.
Bo jedno nie ma nic wspólnego z drugim, znaczy miłość z seksem. Dla Ciebie też?
No i najważniejsze, kiedyś miałą, bo było wszystko, była radość, wspólna, i nagle trach, koniec, nie ma. Było i znikło, nie ma problemu. Mnie się wydaje, że on udaje, boi widzę jak go to irytuje, a jednocześnie nie robi nic.

12 942 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-24 20:19:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zaraz, zaraz.
hm..., w którym poście napisałam to, co mi przypisujesz?

Każdy, kto nie jest ubezwłasnowolniony, ma prawo decydowania o sobie i swoim zdrowiu. Każdy. I mając to prawo, każdy może podjąć decyzję o nieodwiedzaniu lekarza, nawet jedynie w celu konsultacji. I, jeśli pamiętasz me posty, to wiesz, że jestem wielką przeciwniczką różnych "powinno się", "powinnam", "powinien".

Chcesz żyć normalnie w związku, w którym niczego nie brakuje. Twój związek takim jest? Ma szansę takim być?

I nie jest ważnym to, co Tobie się wydaje. Ważnym jest to, co jest.
On Cię kocha?
Jeśli tak, to ma przedziwny sposób okazywania tej miłości.

Cóż, podjęłaś się syzyfowej pracy.

12 943

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Zaraz, zaraz.
hm..., w którym poście napisałam to, co mi przypisujesz?

Każdy, kto nie jest ubezwłasnowolniony, ma prawo decydowania o sobie i swoim zdrowiu. Każdy. I mając to prawo, każdy może podjąć decyzję o nieodwiedzaniu lekarza, nawet jedynie w celu konsultacji. I, jeśli pamiętasz me posty, to wiesz, że jestem wielką przeciwniczką różnych "powinno się", "powinnam", "powinien".

Chcesz żyć normalnie w związku, w którym niczego nie brakuje. Twój związek takim jest? Ma szansę takim być?

I nie jest ważnym to, co Tobie się wydaje. Ważnym jest to, co jest.
On Cię kocha?
Jeśli tak, to ma przedziwny sposób okazywania tej miłości.

Cóż, podjęłaś się syzyfowej pracy.

O to mi chodziło, o podsumowanie, o to czy to wszystko wydaje CI się normalne, czy ja może się m ylę w obserwacjach, może nie mam prawa się męczyć, a powinnam w tym trwać. Ja nie chcę do niczego zmusić nikogo. Uważam, że jeśli ktoś kogoś kocha to o niego dba, o jego dobro. Ale może tylko JA tak uważam, może dla niego kocham to takie słowo jak każde inne.

12 944

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Zaraz, zaraz.
hm..., w którym poście napisałam to, co mi przypisujesz?

Każdy, kto nie jest ubezwłasnowolniony, ma prawo decydowania o sobie i swoim zdrowiu. Każdy. I mając to prawo, każdy może podjąć decyzję o nieodwiedzaniu lekarza, nawet jedynie w celu konsultacji. I, jeśli pamiętasz me posty, to wiesz, że jestem wielką przeciwniczką różnych "powinno się", "powinnam", "powinien".

Chcesz żyć normalnie w związku, w którym niczego nie brakuje. Twój związek takim jest? Ma szansę takim być?

I nie jest ważnym to, co Tobie się wydaje. Ważnym jest to, co jest.
On Cię kocha?
Jeśli tak, to ma przedziwny sposób okazywania tej miłości.

Cóż, podjęłaś się syzyfowej pracy.

O to mi chodziło, o podsumowanie, o to czy to wszystko wydaje CI się normalne, czy ja może się m ylę w obserwacjach, może nie mam prawa się męczyć, a powinnam w tym trwać. Ja nie chcę do niczego zmusić nikogo. Uważam, że jeśli ktoś kogoś kocha to o niego dba, o jego dobro. Ale może tylko JA tak uważam, może dla niego kocham to takie słowo jak każde inne.

amoze uznac swoje emocje za wazne i siebie ,czy ktos z dam ma ksiazke  pt tytulem koniec  uzaleznienia autora jak zwykle nie pamietam

12 945

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myślę, że Anstawia dysponuje.

12 946

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:

amoze uznac swoje emocje za wazne i siebie ,czy ktos z dam ma ksiazke  pt tytulem koniec  uzaleznienia autora jak zwykle nie pamietam

Jeśli chodzi Ci o "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie, to Ci wysłałam.

12 947

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
dortja napisał/a:

amoze uznac swoje emocje za wazne i siebie ,czy ktos z dam ma ksiazke  pt tytulem koniec  uzaleznienia autora jak zwykle nie pamietam

Jeśli chodzi Ci o "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie, to Ci wysłałam.

dank je wel mijn dank is groot , dziekuje super poczytam

12 948

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Nie możemy mierzyć innych swoją miarą. Przecież my kkzb, czyli kobitki "zwichrowane". My marzymy, by partnerów ulepić pod nasze oczekiwania, my wymuszamy na nich zmiany. Nie akceptujemy mężczyzny takim jakim jest. Z nim w takim wydaniu jesteśmy nieszczęśliwe. A szczęśliwe być chcemy więc działamy. Stajemy sie podnóżkami, przewodnikami, wybawicielkami i żądamy wdzięczności. Nikt nie kazał nam być tym podnóżkiem, nikt tego podnóżka nie chciał a my oczekujemy wdzięczności. Jestem podnóżkiem a on mnie podnóżka nie szanuje ? nie kocha? i zamiast wdzięczności jest poniżanie? Uruchamia się w nas "wybaczalskość". Wybaczymy wszystko, by tylko tym podnóżkiem nadal być. Myślimy, doceni....a jak nie docenia teraz to może za chwilę. Już za chwilę, jak tylko sobie przemyśli i uświadomi jak mu dobrze, wygodnie, to doceni i kochać już będzie do grobowej deski. Stajemy się nudne, upierdliwe,smutne i żałosne. Trawi nas bezsilność....tak się starałyśmy a on szczęśliwy nie jest...tak się starałyśmy a on odszedł. Nie zmienił się pod wpływem naszej miłości......I jeszcze trawi nas pytanie "dlaczego" i jeszcze zastanawiamy sie co byłoby dla nas lepsze, jego czy nasze odejście.... Mogłyśmy odejść. Przecież nie byłyśmy w tym związku szczęśliwe.....powinnyśmy więc odejść.... każda zdrowa kobieta tak by zrobiła.


ZAZDROSC kiedyś napisała, "jak bardzo trzeba być popapranym, by nie dostrzegać latami rachunku zysków i strat....na to odpowie każda czynna kkzb" Zgadzam się z jej słowami......i odpowiadam,byłam popaprana bardzo, do granic zdrowego rozsądku big_smile .

Droga Zosiu,wyprzedziłaś mnie,bo właśnie z podobnymi refleksjami,po wczorajszej terapii zasiadłam do kompa...

Oczy mi się otworzyły,zdarłam maskę i choć boli i z rozdziawioną gęba patrze na moje prawdziwe oblicze-TAKA JEST PRAWDA i dwa wyjścia,przyjąć i próbować to zmienić poprzez pracę nad sobą lub uciec.
Wymuszam zmiany na partnerze,wcale go nie zdążę poznać,bo jeśli on chce być ze mną musi się zmienić,a po jakimś czasie nie jest autentyczny,bo autentycznego nie akceptuję. Mam jakieś chore wyobrażenie na temat związku i dążę do tego po trupach,manipulując i odbierając autonomię sobie i jemu. Kontroluję,a więc nie mam czasu na dzieci,pasję,na siebie...ja znikam,przeistaczam się w jędzę,kapo z wiecznym żalem,lękiem,depresją...A jego poniekąd popycham w to o co z nim walczę.Spalam się. Jestem toksyczna i destrukcyjna. Ale nie widzę tego...moje myślenie jest wtedy:no jak to?? tyle poświęciłam dla niego! tak się starałam! gnojek tego nie docenił!? I uruchamiam jeszcze bardziej chore mechanizmy,żeby go udupić,osaczyć,owinąć swoim bluszczem...żeby był posłuszny.
Dlaczego? Bo ja mężczyznę traktuję jak siebie-patrząc na niego czuję siebie,on jest moją własnością,przedmiotem manipulacji...
Dlaczego? Bo jestem pusta w środku,bez poczucia własnej tożsamości,wartości,odrębności i chcę, żądam żeby on mi ją wypełnił...tą cholerną czarną dziurę...

Boję się być sama,bo boję się spokoju. Chcę być z eksem,bo podświadomie wiem,że on dostarczy mi adrenaliny.
Na logikę wiem,że powinnam być teraz sama,zająć się sobą,dziećmi...ale wtedy zapanuje spokój...
Czego się boję w tym spokoju? Nie znam go. Moje życie to walka,destrukcyjna walka,a jednak wolę to niż spokój? Choć traumy które przeżywam za chwilę mogą mnie zabić?

Wiemy z eksem,że jest możliwe życie razem-dużo o tym rozmawialiśmy. Oboje chcemy żyć ze sobą,pomimo 8 miesiącach rozłąki i mojego incydentu z M,wciąż się kochamy. Jesteśmy bardzo zaburzeni,zdajemy sobie z tego sprawę.Wiemy,że nie możemy być razem teraz już ,ani w najbliższej przyszłości,bo wszystko wróci,a na to już się nie godzimy. Oboje mamy pracę nad sobą,a potem dopiero pracę nad nami. Czy będziemy żyć normalnie? A co to znaczy normalnie? Znam kilka par z bagażem doświadczeń,którzy poprzez pracę nad sobą i uczciwość,są dziś szczęśliwi (nawet szczęście to pojęcie względne). Znam kilka par,które na zewnątrz miód malina,a w środku związku wielki robal,który ich toczy ale nie robią z tym nic oprócz stwarzania pozorów.

12 949

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

A dlaczego nie wyciągasz wniosków?

Właśnie, dlaczego? Tutaj chyba chodzi o problem z uzależnieniem od narzekania, bycia nieszczęśliwą, o tym o czym Wielokropku pisałaś wcześniej. Łatwiej jest narzekać, niż powiedzieć,że wszystko się ułoży. Ale z kolei wiem, że narzekanie nie pomaga tylko pogłębia smutek,depresję.
W swoim życiu, natknęłam się na kilka osób o podobnym charakterze, które wywoływały we mnie poczucie beznadziejności. Kończyło się to tym,że kończyłam z nimi "współpracę", bo nie umiałam sobie poradzić z takimi osobami. Były to osoby o charakterze dominującym, bardzo wymagające, obsesyjnie perfekcyjne. Nie agresywne. Teraz też mam do czynienia z taką osobą. Gdy jest w pobliżu, to nie mogę się skupić, boję się odezwać, bo po prostu nie nadążam za tą osobą. Nie mam na tyle pewności siebie, by wyjść z własną inicjatywą, pomysłem. Czekam na wskazówki, a to kończy się dla mnie nie najlepiej. Słyszę uwagi i wtedy sobie myślę, że ja to wszystko wiem, chciałam to zrobić, ale... Już chciałam się poddać, jak zawsze. Już sobie myślałam,że się nie nadaję, nie potrafię. Miało być tak fajnie, a stało się jak zawsze. Zasatanam się, czy pomęczyć się i równocześnie pracować nad sobą. Czy jak zawsze, odciąć się, czyli iść na łatwiznę?

12 950

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
dortja napisał/a:

amoze uznac swoje emocje za wazne i siebie ,czy ktos z dam ma ksiazke  pt tytulem koniec  uzaleznienia autora jak zwykle nie pamietam

Jeśli chodzi Ci o "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie, to Ci wysłałam.

dank je wel mijn dank is groot , dziekuje super poczytam

Geen problem! Graag gedaan.

12 951

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

(...)Słyszę uwagi i wtedy sobie myślę, że ja to wszystko wiem, chciałam to zrobić, ale... (...)

Przesyłam Ci wagon wiary w siebie samą.

12 952

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

A dlaczego nie wyciągasz wniosków?

Właśnie, dlaczego? Tutaj chyba chodzi o problem z uzależnieniem od narzekania, bycia nieszczęśliwą, o tym o czym Wielokropku pisałaś wcześniej. Łatwiej jest narzekać, niż powiedzieć,że wszystko się ułoży. Ale z kolei wiem, że narzekanie nie pomaga tylko pogłębia smutek,depresję.
W swoim życiu, natknęłam się na kilka osób o podobnym charakterze, które wywoływały we mnie poczucie beznadziejności. Kończyło się to tym,że kończyłam z nimi "współpracę", bo nie umiałam sobie poradzić z takimi osobami. Były to osoby o charakterze dominującym, bardzo wymagające, obsesyjnie perfekcyjne. Nie agresywne. Teraz też mam do czynienia z taką osobą. Gdy jest w pobliżu, to nie mogę się skupić, boję się odezwać, bo po prostu nie nadążam za tą osobą. Nie mam na tyle pewności siebie, by wyjść z własną inicjatywą, pomysłem. Czekam na wskazówki, a to kończy się dla mnie nie najlepiej. Słyszę uwagi i wtedy sobie myślę, że ja to wszystko wiem, chciałam to zrobić, ale... Już chciałam się poddać, jak zawsze. Już sobie myślałam,że się nie nadaję, nie potrafię. Miało być tak fajnie, a stało się jak zawsze. Zasatanam się, czy pomęczyć się i równocześnie pracować nad sobą. Czy jak zawsze, odciąć się, czyli iść na łatwiznę?

JA TAKMNIALAM Z mama to wlasnie ona meczenica zycia ,obiecalam sobie ze sie taka nie stane tylko jak tego dokonac ,bo juz widze moje dzieci na starosc 100 km od mnie i wcale bym sie nie zdziwila,ile mozna sluchac moje zycie sie skonczylo,i tak wszystko na nic,jestem sama,nikt mi nie pomaga,inne dzieci pomagaja i mnieszkaja zrodzicami jezdza na wakacje,eh najlepiej jakby mogla to by chetnie moje zycie przezyla za mnie ,ucieklam w koncu po 34 latach klotni o swoje zdanie ,nie dalam rady i jak narazie tego nie zaluje  ,moze program 12 krokow anastawio?

12 953

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:

(...)Słyszę uwagi i wtedy sobie myślę, że ja to wszystko wiem, chciałam to zrobić, ale... (...)

Przesyłam Ci wagon wiary w siebie samą.

Dziękuję. Niczego więcej nie potrzebuję smile

12 954

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

A dlaczego nie wyciągasz wniosków?

Właśnie, dlaczego? Tutaj chyba chodzi o problem z uzależnieniem od narzekania, bycia nieszczęśliwą, o tym o czym Wielokropku pisałaś wcześniej. Łatwiej jest narzekać, niż powiedzieć,że wszystko się ułoży. Ale z kolei wiem, że narzekanie nie pomaga tylko pogłębia smutek,depresję.
W swoim życiu, natknęłam się na kilka osób o podobnym charakterze, które wywoływały we mnie poczucie beznadziejności. Kończyło się to tym,że kończyłam z nimi "współpracę", bo nie umiałam sobie poradzić z takimi osobami. Były to osoby o charakterze dominującym, bardzo wymagające, obsesyjnie perfekcyjne. Nie agresywne. Teraz też mam do czynienia z taką osobą. Gdy jest w pobliżu, to nie mogę się skupić, boję się odezwać, bo po prostu nie nadążam za tą osobą. Nie mam na tyle pewności siebie, by wyjść z własną inicjatywą, pomysłem. Czekam na wskazówki, a to kończy się dla mnie nie najlepiej. Słyszę uwagi i wtedy sobie myślę, że ja to wszystko wiem, chciałam to zrobić, ale... Już chciałam się poddać, jak zawsze. Już sobie myślałam,że się nie nadaję, nie potrafię. Miało być tak fajnie, a stało się jak zawsze. Zasatanam się, czy pomęczyć się i równocześnie pracować nad sobą. Czy jak zawsze, odciąć się, czyli iść na łatwiznę?

JA TAKMNIALAM Z mama to wlasnie ona meczenica zycia ,obiecalam sobie ze sie taka nie stane tylko jak tego dokonac ,bo juz widze moje dzieci na starosc 100 km od mnie i wcale bym sie nie zdziwila,ile mozna sluchac moje zycie sie skonczylo,i tak wszystko na nic,jestem sama,nikt mi nie pomaga,inne dzieci pomagaja i mnieszkaja zrodzicami jezdza na wakacje,eh najlepiej jakby mogla to by chetnie moje zycie przezyla za mnie ,ucieklam w koncu po 34 latach klotni o swoje zdanie ,nie dalam rady i jak narazie tego nie zaluje  ,moze program 12 krokow anastawio?

Za niedługo idę albo na grupę wsparcia DDA, albo grupę autonomii. Mam zdecydować która mi pasuje. Jeśli chodzi o DDA, to już chyba nie mam ochoty wracać do tego co było. Wiem już skąd się wzięły moje lęki, myśli, emocje. Przepracowałam to na terapii. Chyba grupa autonomii to jest to.

12 955

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:
ewita72 napisał/a:

Właśnie dlaczego też nie widzę szansy na lepsze życie bez niego? Dlaczego? Wciąż mimo bólu żalu chcę żeby wrócił, żeby był. Zdradzał mnie notorycznie, zawsze musiał mieć kilka kobiet wokół siebie. Ranił mnie, poniżał tym. A mimo tego nie umiem sobie poradzić z tym bólem po rozstaniu. Czekam na telefon na jakiś znak wiadomość od niego. I tak już od miesiąca. Czekam że sie opamięta i przyjdzie. Cały czas też o niego walczyłam o miłość. A przecież nie tak powinno chyba być. Czy kiedyś będę się czuła wolna od tego bólu?

A czy nie jest tak, że nie wyobrażasz sobie innego życia? Bo nie pamiętasz już życia bez niego i nie wiesz jakie by było?

Kkzb potrzebuje huśtawki emocjonalnej i chyba lubi czuć się nieszczęśliwa. Związek przysparzał mi bólu i ciągłych rozczarowań. Trwałam u boku męża mimo wszystko. Dumna z siebie byłam, że pomimo nieszczęść jakie przysparzał rodzinie, trwałam przy nim. Dumna z siebie byłam !!! ha ha ha . Dzisiaj śmieję się sama z siebie.

A może lepiej zadać pytanie za czym tęsknisz ? Będzie prościej i odpowiedź konkretniejsza.

ZA czym więc tęsknisz ewita 72 ?

No właśnie za czym tęsknię? Przecież dawałam się poniżać, przymykałam oczy na zdrady, na jego wyskoki. Niby nigdy mi nie ubliżył, był czuły i kochający a jednak krzywdził zdradami. Czy za tym tęsknię? Na pewno nie!
I chyba faktycznie nie pamiętam już jakie miałam życie jak go nie było. Dlatego tak trudno mi uwierzyć że odchodząc ode mnie zrobił mi przysługę, zrobił coś co mógł najlepszego zrobić. Tylko do mnie to nie potrafi dotrzeć. Jestem popaprana i pewnie lubię czuć się nieszczęśliwa. Niby wszystko to wiem a tak trudno mi się z tym pogodzić. Zadręczam się.
Pojutrze zaczynam terapię i mam nadzieję że uda mi się pozbierać.

12 956

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Moje Drogie,
wiem, że pewnie wiele takich postów już tu powstało, nie czytałam wszystkich stron forum, jest ich bardzo duzo. Jednak jestem w sytuacji gdzie po prostu potrzebuje sie wygadać. Czasem łatwiej o to w takiej formie. Nie mam wątpliwości co do tego, że kocham mojego chłopaka za bardzo. Ale czasem zastanawiam się czy to on nie uzależnił mnie od siebie celowo. Od zawsze na początku wszystkich związków starałam sie utrzymywać dystans, nie angazowac sie niepotrzebnie, nie otwierac do konca. Wszystkie te związki były raczej przelotne i szybko sie kończyły. Z tym chłopakiem jestem juz prawie trzy lata. Od początku był strasznie zazdrosny, gdy odp z 30 min opoznieniem na samym początku znajomosci na smsy, twierdził ze szybko zakończył znajomosc z dziewczyna która odpisywała mu w ten sposób. Pamiętam to do dzis. W ciagu tych 3 lat mieliśmy jedna przerwe, jakies 1,5 roku temu. Wtedy zdałam sobie sprawe, że nie moge bez niego zyc, ze jest czescią mnie, że jestem stworzona po to by zyc dla niego. Trwała ona 2 miesiace, po czym wrócilismy do siebie. Jak pewnie wiele z was prosiłam i błagałam by nie zostawiał mnie samej. Jestem osobą mega wrażliwa, dobrą. Aż za bardzo. Otworzyłam sie przed nim jak przed nikim wczesniej. Stał sie dla mnie wszystkim. Z czasem przyjacielem, kochankiem, bratnia dusza. W liceum miałam trudny okres, zostałam praktycznie sama, ale w szczegóły nie bede teraz wkraczała- zawiodła mnie przyjaciółka z która znałam sie od zawsze i moje poczucie własnej wartości legło wtedy w gruzach, dodatkowo chodziłam z nią do jednej klasy i nie było przyjemnie. Wracając do tematu chłopaka, co jakis czas ma pretensje do mnie. Czasem potrafi był cudowny, chwali mnie i jest zadowolony, zartujemy, wygłupiamy sie, a innym razem nic mu sie nie podoba (np teraz jestem za chuda i przy kazdym posiłku niby zartem mówi:jedz, jedz, musisz sie podtuczyc). czuje sie nieatrakcyjna dla niego, mimo ze jest chorobliwie zazdrosny o mnie. Staram sie dla niego bardzo, jednak on twierdzi czasem ze nie robie nic i ze on wie jak wyglądaja starania bo starała sie poprzednia z która był. Nie robi tego zawsze, potrafi byc cudowny ale czasem napisze cos takiego, a mnie to strasznie boli. Wczoraj gdy zapytałam czy zobaczymy sie wieczorem zakomunikował mi, ze nie wie co bedzie robił ale na pewno sie nie spotkamy bo on musi odpoczac i pomyslec na sensem tego wszystkiego, bo ostatnio nie cieszy go to wszystko tak jak kiedys. Zaczęłam go zalewac lawina smsów- jak za kazdym razem. Nie w złej wierze. Ja czytajac cos takiego naprawde cierpie. Często przepraszam go za cos za co nie powinnam. Płacze przy nim bo nie moge opanowac emocji. Boje sie ze mnie zostawi. Czy chłopak któremu zalezy na dziewczynie zachowuje sie w ten sposób? Moze komukolwiek bedzie sie chciało przeczytac moja wiadomosc, troche sie rozpisałam ale to dlatego ze nie wiem co mam robic sad tak bardzo mam ochote do niego napisac i boje sie ze gdy sie odezwie napsize mi cos czego nie chciałabym usłyszec sad W kółko dostaje rady zebym sobie odpusciła gdy wyzalam sie komukolwiek, ale nie potrafie. Za bardzo go kocham.. A co jesli on znajdzie dziewczyne lepsz ode mnie? sad

12 957

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alshemali napisał/a:

Moje Drogie,
wiem, że pewnie wiele takich postów już tu powstało, nie czytałam wszystkich stron forum, jest ich bardzo duzo. Jednak jestem w sytuacji gdzie po prostu potrzebuje sie wygadać. Czasem łatwiej o to w takiej formie. Nie mam wątpliwości co do tego, że kocham mojego chłopaka za bardzo. Ale czasem zastanawiam się czy to on nie uzależnił mnie od siebie celowo. Od zawsze na początku wszystkich związków starałam sie utrzymywać dystans, nie angazowac sie niepotrzebnie, nie otwierac do konca. Wszystkie te związki były raczej przelotne i szybko sie kończyły. Z tym chłopakiem jestem juz prawie trzy lata. Od początku był strasznie zazdrosny, gdy odp z 30 min opoznieniem na samym początku znajomosci na smsy, twierdził ze szybko zakończył znajomosc z dziewczyna która odpisywała mu w ten sposób. Pamiętam to do dzis. W ciagu tych 3 lat mieliśmy jedna przerwe, jakies 1,5 roku temu. Wtedy zdałam sobie sprawe, że nie moge bez niego zyc, ze jest czescią mnie, że jestem stworzona po to by zyc dla niego. Trwała ona 2 miesiace, po czym wrócilismy do siebie. Jak pewnie wiele z was prosiłam i błagałam by nie zostawiał mnie samej. Jestem osobą mega wrażliwa, dobrą. Aż za bardzo. Otworzyłam sie przed nim jak przed nikim wczesniej. Stał sie dla mnie wszystkim. Z czasem przyjacielem, kochankiem, bratnia dusza. W liceum miałam trudny okres, zostałam praktycznie sama, ale w szczegóły nie bede teraz wkraczała- zawiodła mnie przyjaciółka z która znałam sie od zawsze i moje poczucie własnej wartości legło wtedy w gruzach, dodatkowo chodziłam z nią do jednej klasy i nie było przyjemnie. Wracając do tematu chłopaka, co jakis czas ma pretensje do mnie. Czasem potrafi był cudowny, chwali mnie i jest zadowolony, zartujemy, wygłupiamy sie, a innym razem nic mu sie nie podoba (np teraz jestem za chuda i przy kazdym posiłku niby zartem mówi:jedz, jedz, musisz sie podtuczyc). czuje sie nieatrakcyjna dla niego, mimo ze jest chorobliwie zazdrosny o mnie. Staram sie dla niego bardzo, jednak on twierdzi czasem ze nie robie nic i ze on wie jak wyglądaja starania bo starała sie poprzednia z która był. Nie robi tego zawsze, potrafi byc cudowny ale czasem napisze cos takiego, a mnie to strasznie boli. Wczoraj gdy zapytałam czy zobaczymy sie wieczorem zakomunikował mi, ze nie wie co bedzie robił ale na pewno sie nie spotkamy bo on musi odpoczac i pomyslec na sensem tego wszystkiego, bo ostatnio nie cieszy go to wszystko tak jak kiedys. Zaczęłam go zalewac lawina smsów- jak za kazdym razem. Nie w złej wierze. Ja czytajac cos takiego naprawde cierpie. Często przepraszam go za cos za co nie powinnam. Płacze przy nim bo nie moge opanowac emocji. Boje sie ze mnie zostawi. Czy chłopak któremu zalezy na dziewczynie zachowuje sie w ten sposób? Moze komukolwiek bedzie sie chciało przeczytac moja wiadomosc, troche sie rozpisałam ale to dlatego ze nie wiem co mam robic sad tak bardzo mam ochote do niego napisac i boje sie ze gdy sie odezwie napsize mi cos czego nie chciałabym usłyszec sad W kółko dostaje rady zebym sobie odpusciła gdy wyzalam sie komukolwiek, ale nie potrafie. Za bardzo go kocham.. A co jesli on znajdzie dziewczyne lepsz ode mnie? sad

Witaj alshemali.

Myślę, że tak jak i wszystkie kobiety na tym forum jesteś kkzb. Ja też dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Polecam przeczytanie książki "Kobiety, które kochają za bardzo" Robin Norwood, ja dzięki niej i stronie kobiece serca uświadomiłam sobie kim jestem. I tak jak Ty do pewnego momentu zasypywałam swojego mężczyznę sms, błagałam żeby wrócił, poniżałam. I dalej chce żeby wrócił, tylko że powoli, bardzo powoli uświadamiam sobie że to co robię i chcę to chore. Ale dzięki temu forum i wspaniałym kobietkom tutaj, uświadamiam sobie coraz więcej. W moim przypadku potrzebna jest też terapia.
Trzymaj się i dbaj o siebie.

12 958 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-08-26 23:56:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Droga Zosiu,wyprzedziłaś mnie,bo właśnie z podobnymi refleksjami,po wczorajszej terapii zasiadłam do kompa...

Oczy mi się otworzyły,zdarłam maskę i choć boli i z rozdziawioną gęba patrze na moje prawdziwe oblicze-TAKA JEST PRAWDA i dwa wyjścia,przyjąć i próbować to zmienić poprzez pracę nad sobą lub uciec.
Wymuszam zmiany na partnerze,wcale go nie zdążę poznać,bo jeśli on chce być ze mną musi się zmienić,a po jakimś czasie nie jest autentyczny,bo autentycznego nie akceptuję. Mam jakieś chore wyobrażenie na temat związku i dążę do tego po trupach,manipulując i odbierając autonomię sobie i jemu. Kontroluję,a więc nie mam czasu na dzieci,pasję,na siebie...ja znikam,przeistaczam się w jędzę,kapo z wiecznym żalem,lękiem,depresją...A jego poniekąd popycham w to o co z nim walczę.Spalam się. Jestem toksyczna i destrukcyjna. Ale nie widzę tego...moje myślenie jest wtedy:no jak to?? tyle poświęciłam dla niego! tak się starałam! gnojek tego nie docenił!? I uruchamiam jeszcze bardziej chore mechanizmy,żeby go udupić,osaczyć,owinąć swoim bluszczem...żeby był posłuszny.
Dlaczego? Bo ja mężczyznę traktuję jak siebie-patrząc na niego czuję siebie,on jest moją własnością,przedmiotem manipulacji...
Dlaczego? Bo jestem pusta w środku,bez poczucia własnej tożsamości,wartości,odrębności i chcę, żądam żeby on mi ją wypełnił...tą cholerną czarną dziurę...

Boję się być sama,bo boję się spokoju. Chcę być z eksem,bo podświadomie wiem,że on dostarczy mi adrenaliny.
Na logikę wiem,że powinnam być teraz sama,zająć się sobą,dziećmi...ale wtedy zapanuje spokój...
Czego się boję w tym spokoju? Nie znam go. Moje życie to walka,destrukcyjna walka,a jednak wolę to niż spokój? Choć traumy które przeżywam za chwilę mogą mnie zabić?

Wiemy z eksem,że jest możliwe życie razem-dużo o tym rozmawialiśmy. Oboje chcemy żyć ze sobą,pomimo 8 miesiącach rozłąki i mojego incydentu z M,wciąż się kochamy. Jesteśmy bardzo zaburzeni,zdajemy sobie z tego sprawę.Wiemy,że nie możemy być razem teraz już ,ani w najbliższej przyszłości,bo wszystko wróci,a na to już się nie godzimy. Oboje mamy pracę nad sobą,a potem dopiero pracę nad nami. Czy będziemy żyć normalnie? A co to znaczy normalnie? Znam kilka par z bagażem doświadczeń,którzy poprzez pracę nad sobą i uczciwość,są dziś szczęśliwi (nawet szczęście to pojęcie względne). Znam kilka par,które na zewnątrz miód malina,a w środku związku wielki robal,który ich toczy ale nie robią z tym nic oprócz stwarzania pozorów.

Droga l_ukrecjo Twoje przemyślenia są cenne, słowa ważne.
To takie złote myśli kkzb. Aby nie były one niezauważone podkreślę co najważniejsze :

- zdarłam maskę.

Kkzb właśnie nosi maskę. Z maską, to niezależna i silna kobieta, która wie czego chce i musi być jak ona chce. Pod nią to kobieta słaba, z kompleksami i nie mająca pasji, bez potrzeb, którą dowartościowuje jedynie - partner przy jej boku - jakikolwiek partner. Może pić, bić, ale ważne, że jest.

-wymuszanie zmian na partnerze.

Kkzb nie kocha takiego jakim on jest. Z takim  jest nieszczęśliwa, więc zaczyna go zmieniać. Próbuje go ulepszać. Znajdzie w nim zawsze coś do poprawki i zatraca się w tym. Zatraca samą siebie. Partnera traktuje jako własność.

- chore wyobrażenia o związku.

Miłość musi być namiętna i pełna poświęceń. Kkzb poświęca się z ochotą.  Liczy się tylko on. Zrobi dla niego wszystko.  Zatraca się w tym. Potem zatraca w kontrolowaniu partnera.  Staje się nudna, męcząca, złośliwa. Jej moralność to wybaczać, poświęcić się w imię miłości i żądać za to wdzięczności.

- ślepa miłość

Kkzb wytłumaczy sobie wszystko, wszystko usprawiedliwi. Jest wybaczalska. Intuicja jej mówi, ten związek nie ma przyszłości ale kkzb ignoruje intuicje. Wierzy, że jak ona taka usłużna, dobra, to on zrozumie i kochać ją będzie do grobowej deski. Teraz jej nie szanuje, ale już za chwilę szanować będzie. Oszukuje samą siebie. Czuje się lekceważona ale wypatrywać będzie najmniejszego gestu z jego strony, któremu nada rangę MIŁOŚCI. Jej życie to oczekiwanie na bycie z nim, tęsknota za nim i na te drobne gesty. Ślepo kochając traci przyjaciół, znajomych - jej przecież wystarczy jego towarzystwo.. Nadzieja, kkzb ciągle karmi się nadzieją, że będzie lepiej, że będzie dobrze, że stanie się cud i on zmieni się (rzuci picie, zaprzestanie bić, wierny będzie) i szczęśliwi już będą do końca swych dni. Kkzb nie umie kochać. Ona myli miłość z uzależnieniem. Jest zaborcza i zachłanna wobec swego partnera. Moc w niej też empatii.

-strach przed samotnością.

kkzb boi się życia w pojedynkę. Będąc nieszczęśliwą w związku nie dąży do rozstania. Boi się, że ta pustka w niej, brak tożsamości, odrębności, wartości przerośnie ją. Bez niego czuje się nikim. On wypełnia jej tą czarną dziurę..... Bycie samej daje jej spokój  a życie kkzb to destrukcyjna walka. Boi się więc ona tego spokoju.

            CZy to wszystko jest prawdą ?



*********
L_krecjo czy o czymś jeszcze zapomniałyśmy ?

Może któraś z Was ma coś do dopisania.....jakieś wnioski, refleksje.

Wielokropek dodała myśl o wiecznym niezadowoleniu kkzb. Wydaje mi się czytając wiele Waszych wypowiedzi, że to prawdą być może ( może a nie musi). Anstawia już się przyznała. Która jeszcze się pod tym podpisze ?

Wypadałoby abym napisała coś o sobie. W małżeństwie byłam nieszczęśliwa. Nie zdawałam jednak sobie z tego sprawy. Wydawało mi się, że wszyscy tak mają big_smile. Stawałam sie zgorzkniała, smutna. Kiedy doszła przemoc psychiczna i 3-y letni romans zrozumiałam, że tak nie może wyglądać normalny związek. Ojjjj długo walczyłam o męża znęcającego się nade mną psychicznie. Po tych trzech koszmarnych latach podziękowałam mężowi. "Wiatr w  żagle" złapałam po rozwodzie. Z dnia na dzień byłam szczęśliwsza. Cieszy mnie do dzisiaj każdy dzień. Zawsze znajdę powód do uśmiechu. Czuję się wolna i szczęśliwa......a może to też złudzenie ?

12 959

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewita72 napisał/a:

No właśnie za czym tęsknię? Przecież dawałam się poniżać, przymykałam oczy na zdrady, na jego wyskoki. Niby nigdy mi nie ubliżył, był czuły i kochający a jednak krzywdził zdradami. Czy za tym tęsknię? Na pewno nie!
I chyba faktycznie nie pamiętam już jakie miałam życie jak go nie było. Dlatego tak trudno mi uwierzyć że odchodząc ode mnie zrobił mi przysługę, zrobił coś co mógł najlepszego zrobić. Tylko do mnie to nie potrafi dotrzeć. Jestem popaprana i pewnie lubię czuć się nieszczęśliwa. Niby wszystko to wiem a tak trudno mi się z tym pogodzić. Zadręczam się.
Pojutrze zaczynam terapię i mam nadzieję że uda mi się pozbierać.

Jak na razie napisałaś za czym nie tęsknisz a pytanie brzmiało, za czym tęsknisz ewito72.

Uwierz ! odejściem zrobił Ci przysługę. Wykorzystaj dobrze swoją szansę. Każda kkzb jest popaprana! Tak mamy, ale można zmienić siebie, swoje nastawienie. CZujesz się nieszczęśliwa, a jakie masz powody do czucia się tak ? Co cennego straciłaś oprócz swych "chorych wyobrażeń". Przecież swojego związku nie możesz zaliczyć do udanych.....
Myślę, że najtrudniej pogodzić się z prawdą, z tym, że jest się kkzb. Dalej wszystko zależy od ciebie i od musu lub nie, Twojego czucia się nieszczęśliwą. Mówisz, że się zadręczasz.....a powinnaś uświadamiać.    smile

12 960 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-08-27 01:06:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alshemali napisał/a:

Wtedy zdałam sobie sprawe, że nie moge bez niego zyc, ze jest czescią mnie, że jestem stworzona po to by zyc dla niego. (...) Stał sie dla mnie wszystkim. (...)Staram sie dla niego bardzo(...)Zaczęłam go zalewac lawina smsów- jak za kazdym razem. Nie w złej wierze. (...) Często przepraszam go za cos za co nie powinnam. Płacze przy nim bo nie moge opanowac emocji. Boje sie ze mnie zostawi.

Witaj w klubie kkzb czyli kobiet uzależnionych a nie kochających. Jestes młoda i szkoda mi Cię. Możesz rozwijać się, kształcići cieszyć młodością i życiem. Ty jesteś już młodą zgorzkniałą, rozczarowaną kobietą.....

alshemali napisał/a:

Czy chłopak któremu zalezy na dziewczynie zachowuje sie w ten sposób?

no własnie....jestes młodym pokoleniem, bardziej świadomym i odpowiedz mi czy tak zachowywać powinien się  chłopak w stosunku do dziewczyny.
Ja jako matka 2 dorosłych synów, tak traktowanej i pozwalającej sobie na poniżanieie, wybaczalskiej i niehonorowej dziewczynie, kazałabym wiać i to dla jej dobra. Wiedziałabym, że nigdy nie byliby szczęśliwą parą, że syn nigdy już szacunku do niej nie nabierze. Zapewne po przyjściu na świat dziecka, on szukałby innej, uśmiechniętej, pełnej radości a ona poniżana i zgorzkniała do reszty, zajmowałaby się potomkiem. Smutne , bardzo smutne byłoby jej życie. Życie w poniżeniu i rozpaczy.

12 961 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-08-27 00:53:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

sorki 2 x ten sam post wysłałam big_smile

12 962

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z tego wszystkiego zdaję sobie sprawę, to prawda co piszesz. Wydawało mi sie ze to pierwsza miłość, ta jedyna i na zawsze. Nadal mam takie wrażenie. Ja pisze do niego a on dalej nic. Przelałam na niego wszystkie moje uczucia. Wiem, że p rozstaniu jesli do niego dojdzie byłobymi bardzo trudno sie pozbierac. Boję sie, że nie potrafie już życ bez niego. Boję się, że moje życie juz zawsze tak bedzie wyglądało, że bede umierała z tęsknoty za nim. Między nami bywa tez cudownie, ze względu na te chwile ejst mi trudno podjąć decyzję. Co powinnam zrobić w sytuacji w której on sie nie odzywa i poprosił o spokój?

12 963

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alshemali napisał/a:

(...)Co powinnam zrobić w sytuacji w której on sie nie odzywa i poprosił o spokój?

Może uznać, że on zna lepiej swe potrzeby i... dać mu spokój?

12 964

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alshemali napisał/a:

Z tego wszystkiego zdaję sobie sprawę, to prawda co piszesz. Wydawało mi sie ze to pierwsza miłość, ta jedyna i na zawsze. Nadal mam takie wrażenie. Ja pisze do niego a on dalej nic. Przelałam na niego wszystkie moje uczucia. Wiem, że p rozstaniu jesli do niego dojdzie byłobymi bardzo trudno sie pozbierac. Boję sie, że nie potrafie już życ bez niego. Boję się, że moje życie juz zawsze tak bedzie wyglądało, że bede umierała z tęsknoty za nim. Między nami bywa tez cudownie, ze względu na te chwile ejst mi trudno podjąć decyzję. Co powinnam zrobić w sytuacji w której on sie nie odzywa i poprosił o spokój?

Na świecie jest tyle pięknych rzeczy. WArto je zobaczyć, skosztować. Zająć można się sobą i rozwojem siebie. Sprawdź co lubisz ? Sprawdź co polubić możesz. RZuć się w nurt życia. Kina, teatry , spotkania ze znajomymi. Można jeździć na wycieczki, uprawiać sporty. Miasta teraz dają wiele możliwości - wiele się w nich dzieje. Otwórz się na świat. Jest on naprawdę ciekawy i zaskakujący. Otwórz sie na ludzi. Masz szanse spotkać nietuzinkowych i wspaniałych ludzi. Obserwuj przyrodę. Ciesz się życiem.    smile

12 965

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio
Bardzo Ci dziękuje za odpowiedź i za to,że mnie znalazłaś i pamiętałaś. Tak czy inaczej sprawdzałam w tym wątku czy jest od Ciebie odpowiedź.
Mam jeszcze jedno pytanie do Twojej przyjaciółki. jako,że jest z kręgu adwokatów, może wie,którego z mecenasów w moim rejonie można polecić, który cieszy się dobrą opinia i wygrywalnością spraw?
Nie wiem czy porady na odległość mają sens,ale pewnie parę pytań bym miała,muszę jednak najpierw wrócić do domu.

Witam też Wszystkie poharatane serduszka!

12 966

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Jak na razie napisałaś za czym nie tęsknisz a pytanie brzmiało, za czym tęsknisz ewito72.

Uwierz ! odejściem zrobił Ci przysługę. Wykorzystaj dobrze swoją szansę. Każda kkzb jest popaprana! Tak mamy, ale można zmienić siebie, swoje nastawienie. CZujesz się nieszczęśliwa, a jakie masz powody do czucia się tak ? Co cennego straciłaś oprócz swych "chorych wyobrażeń". Przecież swojego związku nie możesz zaliczyć do udanych.....
Myślę, że najtrudniej pogodzić się z prawdą, z tym, że jest się kkzb. Dalej wszystko zależy od ciebie i od musu lub nie, Twojego czucia się nieszczęśliwą. Mówisz, że się zadręczasz.....a powinnaś uświadamiać.    smile

Właśnie próbuję sobie sama odpowiedzieć za czym tęsknię? I nie potrafię. Chyba dochodzę do wniosku, że żyłam cały czas iluzją, moimi wyobrażeniami o wspaniałym związku. Zdaję sobie powoli sprawę, że chciałam go zmienić na siłę, żeby był taki jak ja chcę. Uważałam, że jak poświęcę mu wszystko, to on się zmieni, dostrzeże ile robię. Nie miałam przyjaciół, zrezygnowałam z nich dla niego. Zamknęłam sie w domu, nigdzie nie wychodząc, była tylko praca i on. I co? Powoli zauważam, że to chore. Narzekałam tylko, robiłam z siebie męczennicę, jak to mi źle, a on mnie nie rozumie. Nie potrafiłam się cieszyć z czegokolwiek. Byłam w tym związku zgorzkniałą, starą babą wiecznie użalającą się nad sobą. Tak przyznaję się że chyba lubiłam być wiecznie niezadowolona, wybaczalska, przymykająca oko na wszystko tylko dlatego żeby nie zostać sama. Strach przed tym żeby go nie stracić doprowadzał do obłędu. Tylko o tym przez cały czas myślałam. Sama siebie poniżałam tkwiąc w takim chorym związku.
Przede mną daleka droga do wyzdrowienia.  Oj bardzo daleka.

12 967

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cachmir napisał/a:

Zofio
Bardzo Ci dziękuje za odpowiedź i za to,że mnie znalazłaś i pamiętałaś. Tak czy inaczej sprawdzałam w tym wątku czy jest od Ciebie odpowiedź.
Mam jeszcze jedno pytanie do Twojej przyjaciółki. jako,że jest z kręgu adwokatów, może wie,którego z mecenasów w moim rejonie można polecić, który cieszy się dobrą opinia i wygrywalnością spraw?
Nie wiem czy porady na odległość mają sens,ale pewnie parę pytań bym miała,muszę jednak najpierw wrócić do domu.

Witam też Wszystkie poharatane serduszka!

Witaj smile. Ja korzystałam tylko z jej porad i podpowiedzi. Rozwodziłam się sama i WYGRAŁAM smile Wygrałam wszystko o co prosiłam w pozwie. Wiem, że Sąd targuje się co do wysokości alimentów. W moim przypadku tak nie było. Przygotowana do rozwodu byłam na 5 z +.
Zapytam ją jutro o prawników w Twojej okolicy. Popytaj jeszcze na Forum ludzi. Może ktoś mógłby Ci polecić kogoś dobrego , kto działa w  Twoich stronach.
  Pozdrawiam smile

12 968

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewita72 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Jak na razie napisałaś za czym nie tęsknisz a pytanie brzmiało, za czym tęsknisz ewito72.

Uwierz ! odejściem zrobił Ci przysługę. Wykorzystaj dobrze swoją szansę. Każda kkzb jest popaprana! Tak mamy, ale można zmienić siebie, swoje nastawienie. CZujesz się nieszczęśliwa, a jakie masz powody do czucia się tak ? Co cennego straciłaś oprócz swych "chorych wyobrażeń". Przecież swojego związku nie możesz zaliczyć do udanych.....
Myślę, że najtrudniej pogodzić się z prawdą, z tym, że jest się kkzb. Dalej wszystko zależy od ciebie i od musu lub nie, Twojego czucia się nieszczęśliwą. Mówisz, że się zadręczasz.....a powinnaś uświadamiać.    smile

Właśnie próbuję sobie sama odpowiedzieć za czym tęsknię? I nie potrafię. Chyba dochodzę do wniosku, że żyłam cały czas iluzją, moimi wyobrażeniami o wspaniałym związku. Zdaję sobie powoli sprawę, że chciałam go zmienić na siłę, żeby był taki jak ja chcę. Uważałam, że jak poświęcę mu wszystko, to on się zmieni, dostrzeże ile robię. Nie miałam przyjaciół, zrezygnowałam z nich dla niego. Zamknęłam sie w domu, nigdzie nie wychodząc, była tylko praca i on. I co? Powoli zauważam, że to chore. Narzekałam tylko, robiłam z siebie męczennicę, jak to mi źle, a on mnie nie rozumie. Nie potrafiłam się cieszyć z czegokolwiek. Byłam w tym związku zgorzkniałą, starą babą wiecznie użalającą się nad sobą. Tak przyznaję się że chyba lubiłam być wiecznie niezadowolona, wybaczalska, przymykająca oko na wszystko tylko dlatego żeby nie zostać sama. Strach przed tym żeby go nie stracić doprowadzał do obłędu. Tylko o tym przez cały czas myślałam. Sama siebie poniżałam tkwiąc w takim chorym związku.
Przede mną daleka droga do wyzdrowienia. Oj bardzo daleka.

Kochana jesteś coraz bliżej smile. Już wiesz , już jesteś świadoma smile Zrobiłaś ogromny krok, ten najważniejszy. Umiesz też być szczera se sobą. To też ważne. Teraz już powinno być z górki. Wiem, że nie raz i w dołek wpadniesz, ale.....kto dołków nie ma.
W oczy zakuło mnie jedno Twoje słowo : lubiłam być wiecznie..... Ok. brzmi to optymistycznie. To znaczy, że już mija Ci lubienie bycia nieszczęśliwą i trzymam kciuki byś szczęśliwą czuć się mogła .  smile

12 969

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja dzisiaj mam właśnie takiego doła. Myślałam, że już ze wszystkim się pogodziłam......niestety nie. Agresja, zjadliwość - myślałam, ze już odporna na nią jestem i pogodzona z rzeczywistością. Boli, jeszcze nadal boli. Już nie dyskutuję, bo wiem, że sensu nie ma. Spokojnie się bronię i stanowczo mówię, nie życzę sobie. Najchętniej jednak bym wykrzyczała ból......myślałam, że już się ze zmorami życia mego pogodziłam.

12 970

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

(...)Agresja, zjadliwość - myślałam, ze już odporna na nią jestem i pogodzona z rzeczywistością. Boli, jeszcze nadal boli. Już nie dyskutuję, bo wiem, że sensu nie ma. Spokojnie się bronię i stanowczo mówię, nie życzę sobie. Najchętniej jednak bym wykrzyczała ból......myślałam, że już się ze zmorami życia mego pogodziłam.

Jesteś człowiekiem.
Masz uczucia.
Nie zamroziłaś sobie serca, dalej odczuwasz, przeżywasz.

Dlaczego miałabyś być obojętna, gdy ktoś jest agresywny wobec Ciebie?
Dlaczego miałabyś, obok agresji i zjadliwości skierowanej wobec Ciecie, przechodzić obojętnie?

Wykrzycz swój ból, nie tłamś go w sobie, nie zagaduj go, nie racjonalizuj.

12 971 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-08-27 16:06:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
zofia282 napisał/a:

(...)Agresja, zjadliwość - myślałam, ze już odporna na nią jestem i pogodzona z rzeczywistością. Boli, jeszcze nadal boli. Już nie dyskutuję, bo wiem, że sensu nie ma. Spokojnie się bronię i stanowczo mówię, nie życzę sobie. Najchętniej jednak bym wykrzyczała ból......myślałam, że już się ze zmorami życia mego pogodziłam.

Jesteś człowiekiem.
Masz uczucia.
Nie zamroziłaś sobie serca, dalej odczuwasz, przeżywasz.

Dlaczego miałabyś być obojętna, gdy ktoś jest agresywny wobec Ciebie?
Dlaczego miałabyś, obok agresji i zjadliwości skierowanej wobec Ciecie, przechodzić obojętnie?

Wykrzycz swój ból, nie tłamś go w sobie, nie zagaduj go, nie racjonalizuj.

Mam uczucia, ale i rozsądek. Umiem nazywać już rzeczy po imieniu. Mimo to boli.

Krzyczeć nie umiem, płakać też. Wiem, że łatwiej by było...
Tak, przeżywam a pogodzić się miałam i wydawało mi się, że się pogodziłam.
Muszę być obojętna...Wielokropku muszę, uwierz mi, muszę.
Przecież istnieje miłość bezwarunkowa ?...... przecież istnieje.

Wiem, że dam radę. Rozgoryczenie minie. Może dzień, może dwa i będzie dobrze. Wiem to.

12 972 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-27 16:14:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To, że umiesz nazwać rzeczy po imieniu, że jesteś rozsądną kobietą, nie wyklucza posiadania przez Ciebie uczuć i ich przeżywania podczas bycia atakowaną. Czym innym jest przeżywanie uczuć, czym innym sprawianie wrażenia obojętnej, a czym innym działanie zgodnie z rozsądkiem, nie zaś pod wpływem uczuć.

Wiem, że potrafisz się opanować.
Wiem, że potrafisz działać zgodnie ze zdrowym rozsądkiem.
Wiem, że masz różne uczucia.
Wiem, że sobie dasz radę.

Miłość bezwarunkowa?
Słyszałam, że istnieje. tongue

12 973

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Babeczki chciała bym kupić książkę Sekret ale wyskakuje tyle pozycji,że zgłupiałam. Podacie mi proszę autora ?

12 974

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rhonda Byrne

12 975

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Rhonda Byrne

Dziękuje Ci Wielokropku !

12 976

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Polecam Ci sekret ,ogladam i czytam w chwilach zwatpienia................
Witajcie kobietki ,ja zapracowana ...

12 977

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Goraco polecam wszystkim zranionym ,zdolowanym kobietkaKSIAZKE autorki : EVA -Maria ZURHOST pt:" kochaj siebie ,a niewazne z kim sie zwiazesz".
Zdumiewajace jest to ze za pierwszym razem odrzucialam ta ksiazke ,bylam zbulwersowana nia,poniewaz za duzo nagiec byloby w zwiazku do wybaczenia.
Dzis koncze drugi raz ja czytac i jest to doskonala ksiazka o tym ze partnerstwo to wymagajaca ,lecz oplacalana praca ,OBOJGA [partnerow.
Pokazuje cienkie granice jakie sa przy np czy to szacunek czy juz wykorzystywanie,wybaczac madrze a nie stac sie ofiara samego siebie .
Naprawde goraco polecam

12 978 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-08-29 15:06:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie omieszkam przyjrzeć się publikacji. Pozdrawiam zapracowane kobietki.

12 979

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witajcie po przemysleniach stwierdzilam ze musze odkladac pare groszy i mam rozmowe z pedagogiem w urodzinki 4 wrzesnia co i jak ,w razie awari ,musze wiedziec gdzie stoje a tak ogolnie to i wiem bede mniala dlugi bo maz nie ustapi w razie rozpadu malozenstwa watpie w to prawnie ma prawo wszystko dzielic to i to, corka bedzie w szoku ja bede musiala sama dac rade bo wsparcie typu a nie mowilam mi nie potrzebne,mamusia by sie dowiedziala dlugooooooo po od kogos,czy jestem za rozwodami tak i nie ,niektorych spraw nie mozna akceptowac,czuje ze moja tolerancja dobiega koncowki, hm czyli jestem kobieta rozsodna ,staram sie byc do meza od krotkiego czasu wyrozumniala ,bo niestety nasz zwiazek byl od poczatku chory ,ja posadzalam go o zdrade dzien i noc tak dobrze czytacie prawie 3 lata .chcialam wszystko wiedziec o bylech nawet ile razy co z kim robil eh ale to bylo glupie a stalo sie za tem ze on i jego przyjaciel mnieli kontakt z jego byla ,raczej jego przyjaciel on nie spotykal sie z nia,tylko czasami mala wioska sie widzieli, no coz bylam na szczescie bylam wariatka ktora sie kloci i kontroluje on za to jego akcje ehhhhhhhhhhhh jestesmy walnieci ja na swoj sposub on na swoj tego jego nie akceptuje oto prawda o mnie tez ucze sie co dziennie zycia i widze ze chyba wyciagam wnioski

12 980

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Goraco polecam wszystkim zranionym ,zdolowanym kobietkaKSIAZKE autorki : EVA -Maria ZURHOST pt:" kochaj siebie ,a niewazne z kim sie zwiazesz".
Zdumiewajace jest to ze za pierwszym razem odrzucialam ta ksiazke ,bylam zbulwersowana nia,poniewaz za duzo nagiec byloby w zwiazku do wybaczenia.
Dzis koncze drugi raz ja czytac i jest to doskonala ksiazka o tym ze partnerstwo to wymagajaca ,lecz oplacalana praca ,OBOJGA [partnerow.
Pokazuje cienkie granice jakie sa przy np czy to szacunek czy juz wykorzystywanie,wybaczac madrze a nie stac sie ofiara samego siebie .
Naprawde goraco polecam

Dzięki za cynk,już zamówiłam wink

12 981

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Szybko działasz Lukrecjo.

12 982

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:

witajcie po przemysleniach stwierdzilam ze musze odkladac pare groszy i mam rozmowe z pedagogiem w urodzinki 4 wrzesnia co i jak ,w razie awari ,musze wiedziec gdzie stoje a tak ogolnie to i wiem bede mniala dlugi bo maz nie ustapi w razie rozpadu malozenstwa watpie w to prawnie ma prawo wszystko dzielic to i to, corka bedzie w szoku ja bede musiala sama dac rade bo wsparcie typu a nie mowilam mi nie potrzebne,mamusia by sie dowiedziala dlugooooooo po od kogos,czy jestem za rozwodami tak i nie ,niektorych spraw nie mozna akceptowac,czuje ze moja tolerancja dobiega koncowki, hm czyli jestem kobieta rozsodna ,staram sie byc do meza od krotkiego czasu wyrozumniala ,bo niestety nasz zwiazek byl od poczatku chory ,ja posadzalam go o zdrade dzien i noc tak dobrze czytacie prawie 3 lata .chcialam wszystko wiedziec o bylech nawet ile razy co z kim robil eh ale to bylo glupie a stalo sie za tem ze on i jego przyjaciel mnieli kontakt z jego byla ,raczej jego przyjaciel on nie spotykal sie z nia,tylko czasami mala wioska sie widzieli, no coz bylam na szczescie bylam wariatka ktora sie kloci i kontroluje on za to jego akcje ehhhhhhhhhhhh jestesmy walnieci ja na swoj sposub on na swoj tego jego nie akceptuje oto prawda o mnie tez ucze sie co dziennie zycia i widze ze chyba wyciagam wnioski

Wróciłam do książki "Miłosna obsesja" Elżbiety Święcickiej Macavoy-polecam.
A więc zrozumiałam,że moje rozmowy,spotkania z eksem,to tzw.ześlizg. A więc,po nieudanym związku z M i zapiciu,ześliznęłam się...powróciły dawne niespełnione marzenia,że jednak damy radę. Potrzebowałam tego,żeby nie myśleć o sobie,żeby nie dopuścić do ciszy,do spokoju. Jeszcze chwila,chwilka dosłownie i wylądowalibyśmy w łóżku,a po tym byłoby jeszcze ciężej.
Przyglądałam mu się,przysłuchiwałam i przesiewałam jego wiadomości-prawda,fałsz,a potem już nie,już wszystko było prawdą.
Jego życzeniowe myślenie,deklaracje,obietnice. Widziałam,że jest autentyczny i bardzo tego chce,osiągnął swoje dno i gotów jest się odbić,ale on by chciał,żebym to ja stała na straży jego pracy nad sobą..."dawała mu wskazówki". A ja już nie chcę. Ja chcę teraz siebie. Jednak przez 8 miesięcy obrosłam pancerzykiem,którego on nie mógł już do końca przebić.
Widzę,że choć intencje jego są uczciwe,to wiele,wiele pracy przed nim.
A jeśli chodzi o mnie...to ja dopiero jestem na początku drogi,dopiero poznaję chore mechanizmy,próbuję zmian.
Jestem pewna na 100%,że mając z nim kontakt ja się będę cofać i znowu będę odgrywać męczennicę,wpadnę w depresję i zginę jako jędza,wredna zgorzkniała baba,która ponad wszystko nienawidziła samą siebie.
Moja lekarka tłumaczyła mi,że jestem uzależniona od eksa,chorych relacji i żebym pobyła trochę w życiu sama...nie na miesiąc czy pół roku...ale na rok,dwa. Powołała się na to,że wyszłam z alkoholizmu i że postąpić teraz mam tak samo,żeby wyjść z uzależnienia od toksycznych mężczyzn,a więc całkowity odwyk.
Zgadzam się z nią. Jestem uzależniona od jego głosu,gestów,słów,zapachu itp. Teraz się opanowałam i nie chcę dopuścić do ponownych spotkań,bo mogę uledz...i wtedy po mnie.
I żal mi go,bo narobił sobie nadziei,ale ja jestem TERAZ ważniejsza-ja i moja mała córeczka,której nie mam czasu poświęcać uwagi,bo ON JEST WAŻNIEJSZY,on i obsesja z nim związana.

Wnioski po zdarciu maski c.d
Wiecie nadal jestem przerażona tym kim potrafiłam być przy facecie,który mnie krzywdzi.
Wiem,że to przez dzieciństwo. Spuścizną po pedofilu została chora miłość,chory stosunek do seksu,fantazji,a wcześniej zawierania znajomości. Kilka lat temu otarłam się o seksoholizm,czy ładniej powiedziane uzależnienie od chorej miłości-manipulowanie seksem,obsesje seksualne,cyberseks,czaty...to wszystko czego eksowi wybaczyć nie mogłam,bo akurat jemu wierna byłam.

Mam ręce pełne roboty,ciężkiej jak chłop na roli,żeby z tego świństwa wyjść...
I ze strachu (?) chciałam znowu wejść w toksyczne relacje z eksem,żeby tylko nie utożsamić się ze swoją przeszłością,życiem,wyborami...tylko odlecieć i zatańczyć szarpane tango...

12 983

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Szybko działasz Lukrecjo.

Hm,to nie szybkość...to desperacja smile

12 984

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
hm... napisał/a:

Szybko działasz Lukrecjo.

Hm,to nie szybkość...to desperacja smile

Trza se jakoś radzić.

(powiedział baca przewiązując kierpce dzdzownicą;))

W świecie nie ma równowagi. O seksie też można powiedzieć z tej perspektywy. Jedni mają aż zanadto, inni wcale, zero, susza, nul.
Nie ma równowagi.

12 985

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
dortja napisał/a:

witajcie po przemysleniach stwierdzilam ze musze odkladac pare groszy i mam rozmowe z pedagogiem w urodzinki 4 wrzesnia co i jak ,w razie awari ,musze wiedziec gdzie stoje a tak ogolnie to i wiem bede mniala dlugi bo maz nie ustapi w razie rozpadu malozenstwa watpie w to prawnie ma prawo wszystko dzielic to i to, corka bedzie w szoku ja bede musiala sama dac rade bo wsparcie typu a nie mowilam mi nie potrzebne,mamusia by sie dowiedziala dlugooooooo po od kogos,czy jestem za rozwodami tak i nie ,niektorych spraw nie mozna akceptowac,czuje ze moja tolerancja dobiega koncowki, hm czyli jestem kobieta rozsodna ,staram sie byc do meza od krotkiego czasu wyrozumniala ,bo niestety nasz zwiazek byl od poczatku chory ,ja posadzalam go o zdrade dzien i noc tak dobrze czytacie prawie 3 lata .chcialam wszystko wiedziec o bylech nawet ile razy co z kim robil eh ale to bylo glupie a stalo sie za tem ze on i jego przyjaciel mnieli kontakt z jego byla ,raczej jego przyjaciel on nie spotykal sie z nia,tylko czasami mala wioska sie widzieli, no coz bylam na szczescie bylam wariatka ktora sie kloci i kontroluje on za to jego akcje ehhhhhhhhhhhh jestesmy walnieci ja na swoj sposub on na swoj tego jego nie akceptuje oto prawda o mnie tez ucze sie co dziennie zycia i widze ze chyba wyciagam wnioski

Wróciłam do książki "Miłosna obsesja" Elżbiety Święcickiej Macavoy-polecam.
A więc zrozumiałam,że moje rozmowy,spotkania z eksem,to tzw.ześlizg. A więc,po nieudanym związku z M i zapiciu,ześliznęłam się...powróciły dawne niespełnione marzenia,że jednak damy radę. Potrzebowałam tego,żeby nie myśleć o sobie,żeby nie dopuścić do ciszy,do spokoju. Jeszcze chwila,chwilka dosłownie i wylądowalibyśmy w łóżku,a po tym byłoby jeszcze ciężej.
Przyglądałam mu się,przysłuchiwałam i przesiewałam jego wiadomości-prawda,fałsz,a potem już nie,już wszystko było prawdą.
Jego życzeniowe myślenie,deklaracje,obietnice. Widziałam,że jest autentyczny i bardzo tego chce,osiągnął swoje dno i gotów jest się odbić,ale on by chciał,żebym to ja stała na straży jego pracy nad sobą..."dawała mu wskazówki". A ja już nie chcę. Ja chcę teraz siebie. Jednak przez 8 miesięcy obrosłam pancerzykiem,którego on nie mógł już do końca przebić.
Widzę,że choć intencje jego są uczciwe,to wiele,wiele pracy przed nim.
A jeśli chodzi o mnie...to ja dopiero jestem na początku drogi,dopiero poznaję chore mechanizmy,próbuję zmian.
Jestem pewna na 100%,że mając z nim kontakt ja się będę cofać i znowu będę odgrywać męczennicę,wpadnę w depresję i zginę jako jędza,wredna zgorzkniała baba,która ponad wszystko nienawidziła samą siebie.
Moja lekarka tłumaczyła mi,że jestem uzależniona od eksa,chorych relacji i żebym pobyła trochę w życiu sama...nie na miesiąc czy pół roku...ale na rok,dwa. Powołała się na to,że wyszłam z alkoholizmu i że postąpić teraz mam tak samo,żeby wyjść z uzależnienia od toksycznych mężczyzn,a więc całkowity odwyk.
Zgadzam się z nią. Jestem uzależniona od jego głosu,gestów,słów,zapachu itp. Teraz się opanowałam i nie chcę dopuścić do ponownych spotkań,bo mogę uledz...i wtedy po mnie.
I żal mi go,bo narobił sobie nadziei,ale ja jestem TERAZ ważniejsza-ja i moja mała córeczka,której nie mam czasu poświęcać uwagi,bo ON JEST WAŻNIEJSZY,on i obsesja z nim związana.

Wnioski po zdarciu maski c.d
Wiecie nadal jestem przerażona tym kim potrafiłam być przy facecie,który mnie krzywdzi.
Wiem,że to przez dzieciństwo. Spuścizną po pedofilu została chora miłość,chory stosunek do seksu,fantazji,a wcześniej zawierania znajomości. Kilka lat temu otarłam się o seksoholizm,czy ładniej powiedziane uzależnienie od chorej miłości-manipulowanie seksem,obsesje seksualne,cyberseks,czaty...to wszystko czego eksowi wybaczyć nie mogłam,bo akurat jemu wierna byłam.

Mam ręce pełne roboty,ciężkiej jak chłop na roli,żeby z tego świństwa wyjść...
I ze strachu (?) chciałam znowu wejść w toksyczne relacje z eksem,żeby tylko nie utożsamić się ze swoją przeszłością,życiem,wyborami...tylko odlecieć i zatańczyć szarpane tango...

mam tak samo jestem chora kobieta ktora sie musi uzdrowic a potem zobacze co zrobic ztym chorym zwiazkiem czy jest warto cos klejic 2 lata po przemocy ja sobie uswadamniam ze to nie to co mozna akceptowac gdy mnialam 17 lat i  szukalam wrazen bylam zmama dopiero w holandi czyli obcym mi kraju w latach 91 rok male mniasteczko ,zakochalam sie po uszy obsesyjnie w czlowieku ktory mnie karmil tzw manipulacjami 2 lata nie majac zadnego kontaktu fizycznego ze mna ja bylam obsesyjnie zakochana ,marzenia iluzje ,wszedzie go widzialam nawet w telewizji to bylo chore jego zdanie tak sie liczylo ze heja a minelo mi dopiero niedawno powaznie , odcielam wrescie te tango, ten pan bawil sie w stalking mobing i inne tego typu swinstwa oj to bylo chore zeby sie odkochac nawet sie ozenilam z gerben i wyprowadzialm gdzie indziej  zdejmuje maske piszac to typowy nalogowiec milosci bojacy sie byc sam , skad to mam w dziecinstwe nigdy ze mna nie rozmawiano o chyba niczym,jedyne co pamietam to brak okazywania wielkich uczuc i ty masz sie uczyc i kariere robic i nie zen sie z alkocholikem ,ale jak wyglada alkocholizm juz nie tlumaczono,zreszta ja nawet nie pytalam,bo bym pewnie otrzymala odpowiedz to ten p np sasiad co typu jestes glupcem i nie traktujem cie powaznie

12 986

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Straciłam sens życia. Nie mam celu.

12 987

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Straciłam sens życia. Nie mam celu.

Co się dzieje???Napisz proszę.

12 988

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dorotja,takie uzależnienie od chorej miłości skądś się bierze...
Mnie pedofil uwiódł jak miałam 7 lat i już na zawsze mój seksualizm został zaburzony...
Mój eks-dziecko alkoholika,często był świadkiem,gwałtu matki przez ojca...cała ta oprawa,wyzwiska od k...itp,musiało mu spaczyć sferę seksualną...

12 989

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Straciłam sens życia. Nie mam celu.

Jak to?
Z\ycie winno byc same w sobie celem ,inaczej gnijemy.
Mysle ze masz chwile slabosci,jak kazdy z nas.
Pozdrawiam kobietki ja dokonca tyg cholernie zajeta wiec trzymajcie sie kochane .

12 990

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Straciłam sens życia. Nie mam celu.

Gorszy dzień Anstawio-tak to odbieraj! Jesteś silną i bardzo mądrą kobietą, nawet takim jak Ty zdarzają się chwile zwątpienia, słabości, doliny-zwał jak zwał, ale pociesz się , że "za chwilę" będzie lepiej smile

12 991

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Straciłam sens życia. Nie mam celu.

Gorszy dzień Anstawio-tak to odbieraj! Jesteś silną i bardzo mądrą kobietą, nawet takim jak Ty zdarzają się chwile zwątpienia, słabości, doliny-zwał jak zwał, ale pociesz się , że "za chwilę" będzie lepiej smile

anatawio to mija wszystko mija powierz bogu bo sama nie musisz z tym walczyc nikt z  nas nie jest wielbladem

12 992

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dorotja,takie uzależnienie od chorej miłości skądś się bierze...
Mnie pedofil uwiódł jak miałam 7 lat i już na zawsze mój seksualizm został zaburzony...
Mój eks-dziecko alkoholika,często był świadkiem,gwałtu matki przez ojca...cała ta oprawa,wyzwiska od k...itp,musiało mu spaczyć sferę seksualną...

wlasnie szukam jestem dzieckiem alkocholika ale zmarl jak mnialam 2 latka  ,dalej brak wyrazania milosci i moze nadopiekunczosc ze strony matki do 9roku zycia,potem zajela sie panami niedostepnymi albo mnieli kogos albo pili randkowala w domu i poza moze tez brak zainteresowania mna ,maz wiadomo ojciec tyran  bil syna ,az syn mu oddal i sie uspokoil a syn nauczyl sie tak bronic swojego terenu takze oboje mamy przeszlosc

12 993

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Straciłam sens życia. Nie mam celu.

Anstawio kochana, to tylko gorszy dzień. To jeden z tych gorszych dni, który każdemu się zdarza. Bierz życie za rogi i walcz. Walcz o siebie......i uśmiechnij się, uśmiechnij się do siebie, do mądrej i wartościowej kobiety.
Przytulam Cię mocno. smile

12 994

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny, jestem w tym wątku nowa, poczytałam trochę Wasze posty i powiem szczerze, że poczułam się trochę lepiej. Każda z nas ma swoje problemy, jedna mniejsze druga większe ale indywidualnie są dla nas bardzo istotne. Nie będę pisać od nowa mojej historii wiec pozwolę sobie skopiować tekst, który zamieściłam w innym wątku. Dodam również, że jestem DDA. Wiedziałam, że to ma duży związek z tym jakich partnerów sobie wybieramy, ale teraz dopiero zaczynam naprawdę w to wierzyć. Dobrze poczytajcie trochę o mnie  wink

Od prawie 3 lat jestem mężatką, mam trojkę kochanych dzieci w wieku 5 lat 2,5 roczku i 2 tygodni. Pierwsza najstarsza córka jest z innego związku, synka i młodszą córeczkę mam z małżeństwa.
W naszym małżeństwie od początku były kłótnie, cóż takie mamy charaktery, ale bardzo go kochałam i byłam pełna nadziei, że kiedyś się zmieni na lepsze. niestety wszystko zaczęło się zmieniać jak zaszłam w ciążę. Mąż zaczął mnie wyzywać poniżać, znęcać się psychicznie. Gdy byłam w ciąży co tydzień wyprowadzał się do rodziców na kilka dni bo wiecznie coś mu nie pasowało. Straszył mnie rozwodem, raz nawet zastałam dom pusty bo zabrał wszystko łącznie z telewizorem, laptopem i dekoderem. Przez cały ten stres najprawdopodobniej urodziłam synka o wiele za wcześnie bo 2 i pol miesiąca przed terminem. Po porodzie było gorzej. Doszło do tego, że 2 razy mnie uderzył. Raz po alkoholu a raz tak o bo obiadu nie zrobiłam na czas.... Bardzo przepraszał, obiecywał, że więcej tego nie zrobi, a ja głupia wierzyłam, ale jak nie wierzyć skoro się kocha. Przestał bić ale tylko na jakiś czas. Kłótnie i wieczne poniżanie stało się prawie codziennością. Byłam dla niego nic nie znaczącym zerem, głupią i pusta kobieta która zamiast pozwolić jeździć mu do mamusi dłubać w motorze albo robić 1000 innych niezbyt pożytecznych rzeczy, chciała żeby spędzał czas z rodzina i bardziej czul obowiązek w stosunku do mnie i dzieci. Przez ostatni rok zaczęłam się go coraz bardziej bać, że zaraz podejdzie i mnie uderzy. Nie bałam się bez powodu. Gdy byłam w 3 miesiącu ciąży uderzył  mnie tak, ze połamał mi nos. Najgorsze było jednak to,że zrobił to z moim synkiem na rekach. dobrze chociaż, że córka była u moich rodziców i nie musiała na to patrzeć. Od tamtego czasu postanowiłam, że chce odejść ale było mi ciężko bo cały czas go kochałam. Decydująca kłótnia o wyprowadzce miała zajście przed świętami Wielkanocnymi, kiedy to podczas kłótni, pomimo moich próśb, żeby wyszedł się uspokoić, rzucił we mnie samochodzikiem, którym dostałam w twarz. Później owszem wyszedł z domu ale gdy wrócił był tak pijany, że mogłam go tłuc tłuczkiem i nie byłby w stanie nic mi zrobić. Wtedy postanowiłam, ze się wyprowadzę. Rano pojechałam z dziećmi do rodziców i tak zostałam aż do dnia dzisiejszego. Ale niestety znowu dałam mu się przeprosić, uwierzyć ze się zmieni, że zrozumiał swój błąd. Niestety bardzo się pomyliłam, jego słowa coraz bardziej bolały a miedzy nami zaczęła rodzić się nienawiść. Tydzień po narodzinach córeczki znowu byłam najgorsza kobietą na świecie, a nawet nie kobietą tylko niczym i zadziałało tak, że wczoraj złożyłam pozew o rozwód.
Pisząc to mam cały czas łzy w oczach, straciłam swoja godność dając się tak poniżać, nie czuje się już pewną siebie kobietą. Boje się że sobie nie poradzę w życiu. Moja samoocena spadła do zera. Nie jestem już pewna czy jestem dobrą czy złą matką, kobietą. A najbardziej boję się tego, że nie wytrwam w postanowieniu o rozwodzie, bo cały czas kocham go. Chciałabym, żeby to był tylko zły sen, otworzyć oczy i żeby był tym samym mężczyzną, którego pokochałam a nie potworem, w którego się później zamienił.

To na tyle. Dziewczyny pomóżcie to przetrwać.

12 995

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewela3 napisał/a:

Cześć dziewczyny, jestem w tym wątku nowa, poczytałam trochę Wasze posty i powiem szczerze, że poczułam się trochę lepiej. Każda z nas ma swoje problemy, jedna mniejsze druga większe ale indywidualnie są dla nas bardzo istotne. Nie będę pisać od nowa mojej historii wiec pozwolę sobie skopiować tekst, który zamieściłam w innym wątku. Dodam również, że jestem DDA. Wiedziałam, że to ma duży związek z tym jakich partnerów sobie wybieramy, ale teraz dopiero zaczynam naprawdę w to wierzyć. Dobrze poczytajcie trochę o mnie  wink

Od prawie 3 lat jestem mężatką, mam trojkę kochanych dzieci w wieku 5 lat 2,5 roczku i 2 tygodni. Pierwsza najstarsza córka jest z innego związku, synka i młodszą córeczkę mam z małżeństwa.
W naszym małżeństwie od początku były kłótnie, cóż takie mamy charaktery, ale bardzo go kochałam i byłam pełna nadziei, że kiedyś się zmieni na lepsze. niestety wszystko zaczęło się zmieniać jak zaszłam w ciążę. Mąż zaczął mnie wyzywać poniżać, znęcać się psychicznie. Gdy byłam w ciąży co tydzień wyprowadzał się do rodziców na kilka dni bo wiecznie coś mu nie pasowało. Straszył mnie rozwodem, raz nawet zastałam dom pusty bo zabrał wszystko łącznie z telewizorem, laptopem i dekoderem. Przez cały ten stres najprawdopodobniej urodziłam synka o wiele za wcześnie bo 2 i pol miesiąca przed terminem. Po porodzie było gorzej. Doszło do tego, że 2 razy mnie uderzył. Raz po alkoholu a raz tak o bo obiadu nie zrobiłam na czas.... Bardzo przepraszał, obiecywał, że więcej tego nie zrobi, a ja głupia wierzyłam, ale jak nie wierzyć skoro się kocha. Przestał bić ale tylko na jakiś czas. Kłótnie i wieczne poniżanie stało się prawie codziennością. Byłam dla niego nic nie znaczącym zerem, głupią i pusta kobieta która zamiast pozwolić jeździć mu do mamusi dłubać w motorze albo robić 1000 innych niezbyt pożytecznych rzeczy, chciała żeby spędzał czas z rodzina i bardziej czul obowiązek w stosunku do mnie i dzieci. Przez ostatni rok zaczęłam się go coraz bardziej bać, że zaraz podejdzie i mnie uderzy. Nie bałam się bez powodu. Gdy byłam w 3 miesiącu ciąży uderzył  mnie tak, ze połamał mi nos. Najgorsze było jednak to,że zrobił to z moim synkiem na rekach. dobrze chociaż, że córka była u moich rodziców i nie musiała na to patrzeć. Od tamtego czasu postanowiłam, że chce odejść ale było mi ciężko bo cały czas go kochałam. Decydująca kłótnia o wyprowadzce miała zajście przed świętami Wielkanocnymi, kiedy to podczas kłótni, pomimo moich próśb, żeby wyszedł się uspokoić, rzucił we mnie samochodzikiem, którym dostałam w twarz. Później owszem wyszedł z domu ale gdy wrócił był tak pijany, że mogłam go tłuc tłuczkiem i nie byłby w stanie nic mi zrobić. Wtedy postanowiłam, ze się wyprowadzę. Rano pojechałam z dziećmi do rodziców i tak zostałam aż do dnia dzisiejszego. Ale niestety znowu dałam mu się przeprosić, uwierzyć ze się zmieni, że zrozumiał swój błąd. Niestety bardzo się pomyliłam, jego słowa coraz bardziej bolały a miedzy nami zaczęła rodzić się nienawiść. Tydzień po narodzinach córeczki znowu byłam najgorsza kobietą na świecie, a nawet nie kobietą tylko niczym i zadziałało tak, że wczoraj złożyłam pozew o rozwód.
Pisząc to mam cały czas łzy w oczach, straciłam swoja godność dając się tak poniżać, nie czuje się już pewną siebie kobietą. Boje się że sobie nie poradzę w życiu. Moja samoocena spadła do zera. Nie jestem już pewna czy jestem dobrą czy złą matką, kobietą. A najbardziej boję się tego, że nie wytrwam w postanowieniu o rozwodzie, bo cały czas kocham go. Chciałabym, żeby to był tylko zły sen, otworzyć oczy i żeby był tym samym mężczyzną, którego pokochałam a nie potworem, w którego się później zamienił.

To na tyle. Dziewczyny pomóżcie to przetrwać.

witaj i bardzo mi przykro znam niestety przemoc psychiczna,i fizyczna za strony meza,psychiczna r5aczej ja potrafie stosowac kochana i jestem w tym dobra mnialam dobrego nauczyciela mame, moze bys poszla do aal anonu ,ja chodze i jestem dumna z tego bo nie chodzilo mi az tak na poczatku o alkocholizm jak nauczyc sie zyc swojim zyciem i odpuszczac dla swojego dobra ,emocje byc musza ale to ty nimi masz sterowac pozdrawiam cieplutko

12 996

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewela3 napisał/a:

(...)Dziewczyny pomóżcie to przetrwać.

Prosisz i masz. smile

Kiedyś napisałam to w jakimś wątku i wielokrotnie powtarzałam. Napiszę raz jeszcze, może te słowa pozwolą Ci wytrwać przy podjętej decyzji.
Nie znam nikogo, kto byłby wdzięczny swoim rodzicom za to, że dla niego poświęcili się w jakikolwiek sposób.
Nie znam nikogo, kto byłby wdzięczny za dzieciństwo pośród niekochających się i nie szanujących się rodziców.
Nie znam nikogo, kto byłby wdzięczny za wychowywanie się wśród kłótni, obojętności, fałszu, złośliwości.
Znam sporo osób, które miały szczęśliwe dzieciństwo mimo, że rodzice mieszkali osobno.

I jeszcze jeden tekst, tym razem nie mój, na temat przemocy. Dobrze, byś była tego świadoma, byś nie żyła mrzonkami, byś nie "dawała się przeprosić".

Niebieska Linia napisał/a:

Cykle przemocy w rodzinie
Przemoc nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem który ma tendencję do powtarzania się. Nie zatrzymana przemoc- narasta.  Badania wykazały, że osoby doznające przemocy,  przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu przemocy.

1. Faza narastania napięcia
Początkiem cyklu jest zwykle wyczuwalny wzrost napięcia oraz nasilające się sytuacje konfliktowe. Osoba stosująca przemoc jest stale poirytowana, napięta, często robi awantury z byle powodu, prowokuje kłótnie. Reakcjami ofiar przemocy na taką sytuację w domu jest najczęściej uspokajanie atmosfery, spełnianie wszelkich zachcianek, przepraszanie sprawcy ?na wszelki wypadek?.

2. Faza gwałtownej przemocy
W tej fazie osoba stosująca przemoc staje się gwałtowna, wpada w szał. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Skutki użytej przemocy mogą być różne - podbite oko, połamane kości, obrażenia wewnętrzne, poronienie, śmierć. Najczęściej w tej fazie ofiary decydują się  wezwać policji lub szukać pomocy gdzie indziej.
Po zakończeniu wybuchu przemocy, ofiara jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się na prawdę stało. Odczuwa wstyd i przerażenie. Jest oszołomiona. Staje się apatyczna, traci ochotę do życia, odczuwa złość i bezradność.

3. Faza miodowego miesiąca
To faza skruchy i okazywania miłości. Sprawca szczerze żałuje tego, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy.
Staje się znowu podobny do tego, jaki był na początku znajomości. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem.
Faza miodowego miesiąca przemija. Po jakimś czasie napięcie znowu powraca i cały cykl przemocy powtarza się. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, ze przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza. Cykliczność przemocy sprawia, że ofiarom trudno jest podjąć działania mające na celu zatrzymanie przemocy.

12 997

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuje kobietki.
Czytam i płacze.... bo za każdym razem muszę sobie powtarzać i przypominać, że on właśnie mi to robi. Ehh
Dortja chce iść bardzo do psychologa, raz już byłam gdy byłam jeszcze w ciąży, efekt był chwilowy, ale i tak chce to powtórzyć bo czułam się o 100 kilo lżej.  Póki co teraz muszę wziąć ten ciężar na barki i sama sobie z nim poradzić, a z Waszą pomocą mam nadzieję, że będzie mi łatwiej. Jak tylko malutka trochę mi podrośnie wybiorę się drugi raz.
Wielokropku dziękuję za to co napisałaś, bo pomimo, że znowu pokazały się łzy bardziej wierze i ufam temu co teraz robię. Muszę się wyzbyć jeszcze tylko tej nadziei, że się ocknie, myślę, że wtedy będzie mi łatwiej smile.  No cóż stety bądź niestety nadzieja umiera ostatnia.

12 998

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ewela3,
pomyśl, dlaczego i do czego tej nadziei używasz. Dlaczego czepiasz się jej MIMO swej wiedzy?

I to nieprawda, że nadzieja umiera ostatnia.
Jeśli jej nie podtrzymujemy, jeśli przy podejmowaniu decyzji kierujemy się rozumem, to ona znika.
I ona od nas zależy, nie jest samodzielnym tworem.

12 999

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Dorotja,takie uzależnienie od chorej miłości skądś się bierze...
Mnie pedofil uwiódł jak miałam 7 lat i już na zawsze mój seksualizm został zaburzony...
Mój eks-dziecko alkoholika,często był świadkiem,gwałtu matki przez ojca...cała ta oprawa,wyzwiska od k...itp,musiało mu spaczyć sferę seksualną...

O cholera!

13 000

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Ewela. Wspieram zrowe i świadome decyzje. Wspieram odważne decyzje.

Posty [ 12 936 do 13 000 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 198 199 200 201 202 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026