netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 996 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 196 197 198 199 200 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 806 do 12 870 z 26 310 ]

12 806

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cachmir napisał/a:

Zofio

Tak na pewno jest formą manipulacji właśnie w tym cały problem. Jestem pewna,że chcę odejść,ale jednocześnie go kocham i dlatego robię błędy. Odeszłam a jednocześnie pytam syna co w domu. Nie mogę się całkowicie od tego uwolnić a złość,że on w najmniejszym stopniu nie poczuwa się do winny jest tak wielka,że nie mogę nawet krzyczeć.

Kochana kochasz wyobrażenie o nim.
Kochasz jedynie iluzję.
Nie można kochać kogoś kto rani.

Miłość to radość a nie cierpienie.

Zapewniam Cię, że można się od tego uwolnić.
To kwestia świadomości i czasu.
Każda z tego wątku mówiła, "tęsknię", "kocham" i z tą miłością swoją była nieszczęśliwa.
Z czasem uciekała, uciekała z toksycznego związku. Uczyła się siebie i bycia szczęśliwą ze sobą.

Wina?! Jakie ma znaczenie czyja wina?!
Co się stanie jak mąż powie, moja wina. Co się zmieni ?

Myślę, że marzysz by małżonek padł na kolana i wykrzyczał "moja wina" i kajał się i przepraszał i żyli długo i szczęśliwie. Nie kochana, tak się nie stanie....

Znam uczucie kiedy nie można z bólu krzyczeć i płakać.
Znam uczucie poniżenia, bezradności.
Wiem jak boli zdrada, agresja.
Wiem co to rozczarowania.
Też przeżyłam tęsknotę za złudą, za iluzją......


Wiem też co znaczy bezpieczny dom, radość i śmiech - przeżywam to po rozwodzie smile
Nie pytam siebie, dlaczego tyle czasu zwlekałam z odejściem od męża, bo odpowiedz jest prosta.....kkzb.....
Uczę się na nowo życia, smakuję go.
Kocham wolność, spokój.
Kocham życie smile.
Dziś wiem, że kocham życie smile

12 807

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Zofio i witajcie forumpowiczki !

Tyle mądrych słów zawarłaś powyżej, wszystko prawdą jest.

Jednak my kkzb, jesteśmy na etapie "klapek na oczach", żyjemy jeszcze złudzeniami, żyjemy w iluzji, ale powoli tj. mnie i cachmir oczy się otwierają, dusza się rozrywa, bo to jak operacja na otwartym sercu, nasze związki były jak uzależnienie, więc detoks jest straszny, ból fizyczny i psychiczny nie do wytrzymania, ale trzeba wytrzymać i przejść przez te etapy zdrowienia,

Zofio tak daleko już zaszłaś, podziwiam twoją siłę i pewność tej siły, ja na razie jestem na etapie złości przeplatanej z rozpaczą, trudno jest.

12 808

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Potrzebuję Waszego wirtualnego przytulenia. Mam doła finansowego. Pewne sprawy się nagromadziły i narosły do dużych rozmiarów. Do tego ktoś kto obiecywał mi dobre warunki pracy, dla kogo rzuciłam pracę, teraz zmienia zdanie, kręci i w ogóle jest beznadziejnie. Złapałam potwornego doła. Wiem,że muszę sobie sama z tym wszystkim poradzić. I wiem,że sprawy jakoś się ułożą. Ale mam wrażenie,że nigdy nie było aż tak źle. A miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze...

Anstawio spokojnie, z każdej sytuacji jest wyjście.

Przytulam Cię bardzo, bardzo mocno.

Dzięki Zofio.
Jakieś wyjście musi się znaleźć.

12 809

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
holubka napisał/a:

Witaj Zofio i witajcie forumpowiczki !

Tyle mądrych słów zawarłaś powyżej, wszystko prawdą jest.

Jednak my kkzb, jesteśmy na etapie "klapek na oczach", żyjemy jeszcze złudzeniami, żyjemy w iluzji, ale powoli tj. mnie i cachmir oczy się otwierają, dusza się rozrywa, bo to jak operacja na otwartym sercu, nasze związki były jak uzależnienie, więc detoks jest straszny, ból fizyczny i psychiczny nie do wytrzymania, ale trzeba wytrzymać i przejść przez te etapy zdrowienia,

Zofio tak daleko już zaszłaś, podziwiam twoją siłę i pewność tej siły, ja na razie jestem na etapie złości przeplatanej z rozpaczą, trudno jest.

Siła.... smile nigdy nie myślałam w ten sposób....po prostu czuję się wolna i szczęśliwa.
Iluzja... mnie zajęło dłuuugie lata przyznanie się przed sobą, że żyję iluzją. Przyznanie a raczej zdanie sobie z tego sprawy. Był to pierwszy krok do "nowego" życia smile.
Złość i rozpacz - przez wiele lat przeplatały się te uczucia w trakcie TRWANIA MAŁŻEŃSTWA. To właśnie powodowało moją frustrację, zdziwienie. Tak, dziwiłam się jak w udanym związku można czuć złość i rozpacz. Tak, myślałam, że moje małżeństwo jest udane big_smile. Po rozstaniu przyszły refleksje, ocena. Pamiętam jak pisałam, że z czasem (w małżeństwie)stałam się smutnym człowiekiem. Pamiętam, że takiej siebie nie lubiłam. Nie lubiłam też siebie bezradnej a postępowanie mojego męża nieraz powodowało moją bezradność, bezsilnosć. Moje myślenie o związku potęgowało to uczucie.
Uciekłam i to daleko. Były mąż już jest NIKIM. Taki nikt, obcy mi człowiek. Kiedy jest miły, odwzajemniam się spokojną rozmową. Kiedy bywa chamski - ostro protestuję. Ostro i stanowczo. Wiem, że nie nauczę go szacunku do siebie. Spowodować mogę jedynie jego strach, a jak będzie się bał to będzie grzeczny big_smile.

Wiem, że Wam trudno.
Wyjście z uzależnienia czy współuzależnienia nie jest łatwe, ale jest możliwe smile.

12 810

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bardzo mądrze napisane Zazdrość o tej chęci byciu w związku i ramionach męskich, tylko jak tu zrobić, aby człowiek tak bardzo nie nakręcał się na bycie z kimś. U mnie wchodzi w grę w to,  że bym chciała mieć dzieci a jestem po 30stce więc jest mi ciężko sad  Nawet nie mieszkałam nigdy z facetem więc chciałabym tego wszystkiego doświadczyć.
A siłą rzeczy jestem zawsze skazana na postawienie na siebie, na swój rozwój, spędzanie czasu na hobby  itd bo u mnie mężczyźni  znikają z horyzontu po czasie -więc nie ma problemu z nałogiem kontaktowania się. Ja też się wycofuję wtedy, bo widzę logicznie, że nic z tego nie będzie  jak się ktoś nie angażuje.
Tylko wewnętrznie to przeżywam wszystko, moje kochanie za bardzo to myśli, fantazje, że on zrozumie itd, dialogi wewnętrzne i ten głód związku i nieumiejętność się cieszenia inymi rzeczami:-0

Anastwia, nie znamy się ale również wspieram i mam nadzieję, że sobie poradzisz z dołkiem.

12 811 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-08-19 13:37:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie dziewczyny!
Zofio ty i Zazdrość macie niezwykły sposób tłumaczenia,nie ujmując oczywiście nic innym.
założyłam nowy wątek i w nim wyznałam całą prawdę tą oskarżającą mnie również  http://www.netkobiety.pl/t41999.html
przeczytajcie proszę

12 812 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2012-08-19 15:23:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Cash napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

Nie zajmuj sie nim w zadnej formie, nie mysl, nie planuj, nie staraj sie zrozumiec, nie mysl o tym co on twierdzi, nie czuj sie zraniona jego brakiem poczucia winy, nie informuj go o tym jak Ty cos widzisz i jak planujesz,, bo goowno go to obchodzi..
Niech robi co chce... a Ty w tym czasie pomysl jak zainwestowac w siebie... najlepsze pomysly przychodza w wannie pelnej piany o zapachu grapefruitowym

Zazdrość, widzę że jesteś świadomą kobietą, używając terminologii p. Kasi Miller, powiedz mi proszę co byś zrobiła gdyby facet wyznał swoje grzechy, gdyby naprawdę przekopał siebie na wskroś, gdyby zrozumiał popełnione błędy, gdyby przyznał że ten cholerny romans go niszczył I wie że przez to niszczył małżeństwo, gdyby chciał I deklarował budować od początku, na kompletnie nowych zasadach, gdyby kochał, a jednocześnie Ty wiedziałabyś że nie byłaś w swoim życiu aniołem I też tego typu błędy popełniałaś.
Co wówczas?

Widzisz problem nie lezy w tym czy on przekopie siebie na wskros i zrozumie popelnione bledy... taki np alkoholik rozumie swoje bledy co poranek.
Chodzi o to by miec pewnosc.. no moze nie pewnosc ale podstawe, realna podstawe a nie ta wyimaginowana na podstawie moich poboznych zyczen, ze ta zmiana jest stala a "problem emocjonalny", ktory kieruje jego zyciem jest stale rozdrapywany przy pomocy specjalisty lub grupy wsparcia. Ja osobiscie widzialam ludzi, ktorzy odmienili swoje zycie i nadal sa bardzo czujni bo boja sie sami siebie.

Jesli miales romans, ktory na dodatek Cie wyniszczal (tym gorzej) to problemem nie jest zdrada sama w sobie ale ten moralny luzik, ktory pozwolil Ci zaczac romans + tkwienie w wyniszczajacym zwiazku.
To jest Twoj problem do rozwiazania... a nie to, ze kochanka byla BE a zona jest CACY.

Czego ja bym sie bala:
- ze kochanka przegrala ale luzik moralny nadal istnieje i moze sie objawic na roznych plaszczyznach naszego zycia, no a ja musze byc czujna spodziewajac sie tego objawienia bez zapowiedzi jak biegunki w srodku miasta.
-ze moze jesli masz tendencje do tkwienia w wyniszczajacych zwiazkach to moze jestes kochajacy za bardzo... i tu z cala swiadomoscia wyrosla na bolesnym wlasnym doswiadczeniem moge powiedziec .. zadnch zwiazkow z kochajacymi za bardzo! Idz sie lecz!

Co by mnie przekonalo do dania nam szansy
- pewnosc, ze ja pracuje nad soba, ze nie jestes moja druga polowa jabluszka ale calkiem odrebnym jablkiem, z ktorym lubie i mam frajde podrozujac przez zycie
- swiadomosc, ze Ty wiesz jaki byles popaprany, ze nie zwalasz na nikogo winy (zwlaszcza na biedna kochanke) lub mnie, a bardzo odpowiedzialnie widzisz i skupiasz sie na swoich usterkach (nie na usterkach innych osob) no i wreszcie, ze szukasz w sobie przyczyny tego luziku i to reperujesz i stale kontrolujesz.

.. to, ze wreszcie zakonczyles romans nie zrobiloby na mnie wrazenia, to ze masz tymczasowego kaca.. rowniez

edit:
osobiscie... unikam moralnie elastycznych tradycjonalistow, milosnikow podzialu rol na kobiece i meskie w zakresie domowyc obowiazkow i samoobslugi ... maja oni jakies bypasy na logicznym mysleniu, ktore mnie doluja, pokazuja moja bezradnosc i wzbudzaja potrzebe naprawiania swiata.... przez co mam skore odmoknieta od leczniczo-relaksacyjnych i aromaterapeutycznych namoczen w wannie.

ze zdrada jest jak z tornado... najpierw reperujemy skutki tornado potem myslimy, kto byl jeszcze niegrzeczny w czasie tornado..
Nie masz prawa wymagac teraz od zony by reperowala swoja "niegrzecznosc" bo ona potrzebuje duzo czasu by zaleczyc skutki tornado..
skup sie na sobie... jesli kochasz zone to dasz jej duzo czasu zanim przedstawiszliste jej niegrzecznosci.
robienie tego teraz jest nietaktem i objawem braku zrozumienia... co nie rokuje dobrze

12 813

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Widzisz problem nie lezy w tym czy on przekopie siebie na wskros i zrozumie popelnione bledy... taki np alkoholik rozumie swoje bledy co poranek.
Chodzi o to by miec pewnosc.. no moze nie pewnosc ale podstawe, realna podstawe a nie ta wyimaginowana na podstawie moich poboznych zyczen, ze ta zmiana jest stala a "problem emocjonalny", ktory kieruje jego zyciem jest stale rozdrapywany przy pomocy specjalisty lub grupy wsparcia. Ja osobiscie widzialam ludzi, ktorzy odmienili swoje zycie i nadal sa bardzo czujni bo boja sie sami siebie.

Jesli miales romans, ktory na dodatek Cie wyniszczal (tym gorzej) to problemem nie jest zdrada sama w sobie ale ten moralny luzik, ktory pozwolil Ci zaczac romans + tkwienie w wyniszczajacym zwiazku.
To jest Twoj problem do rozwiazania... a nie to, ze kochanka byla BE a zona jest CACY.

Czego ja bym sie bala:
- ze kochanka przegrala ale luzik moralny nadal istnieje i moze sie objawic na roznych plaszczyznach naszego zycia, no a ja musze byc czujna spodziewajac sie tego objawienia bez zapowiedzi jak biegunki w srodku miasta.
-ze moze jesli masz tendencje do tkwienia w wyniszczajacych zwiazkach to moze jestes kochajacy za bardzo... i tu z cala swiadomoscia wyrosla na bolesnym wlasnym doswiadczeniem moge powiedziec .. zadnch zwiazkow z kochajacymi za bardzo! Idz sie lecz!

Co by mnie przekonalo do dania nam szansy
- pewnosc, ze ja pracuje nad soba, ze nie jestes moja druga polowa jabluszka ale calkiem odrebnym jablkiem, z ktorym lubie i mam frajde podrozujac przez zycie
- swiadomosc, ze Ty wiesz jaki byles popaprany, ze nie zwalasz na nikogo winy (zwlaszcza na biedna kochanke) lub mnie, a bardzo odpowiedzialnie widzisz i skupiasz sie na swoich usterkach (nie na usterkach innych osob) no i wreszcie, ze szukasz w sobie przyczyny tego luziku i to reperujesz i stale kontrolujesz.

.. to, ze wreszcie zakonczyles romans nie zrobiloby na mnie wrazenia, to ze masz tymczasowego kaca.. rowniez

edit:
osobiscie... unikam moralnie elastycznych tradycjonalistow, milosnikow podzialu rol na kobiece i meskie w zakresie domowyc obowiazkow i samoobslugi ... maja oni jakies bypasy na logicznym mysleniu, ktore mnie doluja, pokazuja moja bezradnosc i wzbudzaja potrzebe naprawiania swiata.... przez co mam skore odmoknieta od leczniczo-relaksacyjnych i aromaterapeutycznych namoczen w wannie.

ze zdrada jest jak z tornado... najpierw reperujemy skutki tornado potem myslimy, kto byl jeszcze niegrzeczny w czasie tornado..
Nie masz prawa wymagac teraz od zony by reperowala swoja "niegrzecznosc" bo ona potrzebuje duzo czasu by zaleczyc skutki tornado..
skup sie na sobie... jesli kochasz zone to dasz jej duzo czasu zanim przedstawiszliste jej niegrzecznosci.
robienie tego teraz jest nietaktem i objawem braku zrozumienia... co nie rokuje dobrze

Dziękuję Ci że odniosłaś się do tego co napisałem i jednocześnie przepraszam że wtrąciłem się w Wasz wątek.

Odpowiadając...
Tak, jestem DDA, z tendencjami do kochania za bardzo.
Tak, mam świadomość odrębności i odpowiedzialności za własne życie i że to co się dzieje (ogólnie) jest konsekwencją MOICH decyzji.
Tak, byłem takim "moralnie elastycznym tradycjonalistą" i oceniałem nie bedąc nic lepszym, a wręcz perfekcyjnym w swoim zakłamaniu hipokrytą.
Tak zwalałem winę na innych za własne życie i swoje decyzje.
Tak, pracuję nad sobą pod okiem specjalisty, "rozdrapując" problematyczne kwestie.
Nie, nie mam przekonania, że "baba do garów", uczestniczyłem aktywnie w życiu domowym, gotując, sprzątając, myjąc okna, czy dbając o to by w lodówce było pełno. Jedyny podział jaki był, to w zakupach- ja żywność, żona chemię.
Nie, nie zamierzam poprzestawać na obecnym etapie pracy nad sobą, zamierzam ją kontynuować i rozwijać się.
Nie, nie zarzucam żony swoim poczuciem winy, bombardując ją sms-ami, czy telefonami.

Co zrobiłem celem poprawy sytuacji... Napisałem kilka maili do żony (chyba 3 w okresie niespełna 3 m-cy), w których przeprosiłem ją za swoje postępowanie (całokształt), jednocześnie wykazując zrozumienie dla podjętych przez nią decyzji (nie chodzi o megalomanię), wyznając jej miłość oraz prosząc by mimo wszystko przemyślała jeszcze podjęte decyzje.

12 814

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

jestem jest nas tyle ze poty  ze mnie leca i od czytani i od temperaturki na zewnatrz  upal dolega uf.......... odlozylam troche prace rozwojowa ide malutkimi kroczkami i wiem ze jestem kkzb z czytaniem tez lipa bo musze odlozyc  eh pomarudze sobie troche za to kupilam ksiazke dzien po dniu z aal anonem zobaczymy pozyjemy najlepsze angedota od kad sie zmieniam pozdrawiam

12 815

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Jeśli któraś z Was jest z Krakowa lub okolic, może się zapisać na bezpłatne zajęcia w otwartej GRUPIE ROZWOJU OSOBISTEGO DLA KOBIET prowadzonej przez Eugienie Herzyk. Poniedziałki co tydzień 2godz spotkania (pierwsze 3go września).
Więcej na stronie kobieceserca.pl

Korzystała któraś z Was z takich warsztatów?

A widzisz !

12 816

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Chcialabym pojechac tam ,juz dawno myslalam o takich warsztatach.
Bardziej chodzi mi zeby jeszcze wiecej wycisnac z siebie smile i smile

A szukałaś takich grup w UK? Po angielsku jest ich pewnie mnóstwo, być może po polsku też. Teraz jest moda na "coaching".
Ja od września idę na zajęcia w grupie autonomii (pewność siebie itp itd). Gdybym miała możliwość to z chęcią skorzystałabym z tych warsztatów rozwoju osobistego, nie dość że za free to jeszcze z p.Eugienią :-)

Gdzie to się odbywa, wiesz może?

12 817 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-08-19 22:54:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Chcialabym pojechac tam ,juz dawno myslalam o takich warsztatach.
Bardziej chodzi mi zeby jeszcze wiecej wycisnac z siebie smile i smile

A szukałaś takich grup w UK? Po angielsku jest ich pewnie mnóstwo, być może po polsku też. Teraz jest moda na "coaching".
Ja od września idę na zajęcia w grupie autonomii (pewność siebie itp itd). Gdybym miała możliwość to z chęcią skorzystałabym z tych warsztatów rozwoju osobistego, nie dość że za free to jeszcze z p.Eugienią :-)

Gdzie to się odbywa, wiesz może?

Ośrodek terapeutyczny ul.Lea 15A/3 (równoległa do Królewskiej i Czarnowiejskiej, o ile nadal takie nazwy ulic jeszcze istnieją). Wysłałam Ci maila.

12 818

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A szukałaś takich grup w UK? Po angielsku jest ich pewnie mnóstwo, być może po polsku też. Teraz jest moda na "coaching".
Ja od września idę na zajęcia w grupie autonomii (pewność siebie itp itd). Gdybym miała możliwość to z chęcią skorzystałabym z tych warsztatów rozwoju osobistego, nie dość że za free to jeszcze z p.Eugienią :-)

Gdzie to się odbywa, wiesz może?

Ośrodek terapeutyczny ul.Lea 15A/3 (równoległa do Królewskiej i Czarnowiejskiej, o ile nadal takie nazwy ulic jeszcze istnieją). Wysłałam Ci maila.

A pewnie, że istnieją.
Dzięki kochana. Wszystko w Krakowie cholerka smile

12 819

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej dziewczyny. Potrzebuję Waszego wirtualnego przytulenia. Mam doła finansowego. Pewne sprawy się nagromadziły i narosły do dużych rozmiarów. Do tego ktoś kto obiecywał mi dobre warunki pracy, dla kogo rzuciłam pracę, teraz zmienia zdanie, kręci i w ogóle jest beznadziejnie. Złapałam potwornego doła. Wiem,że muszę sobie sama z tym wszystkim poradzić. I wiem,że sprawy jakoś się ułożą. Ale mam wrażenie,że nigdy nie było aż tak źle. A miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze...

Ogromne przytulenie ,kochana ,przykro mi ,odbijesz sie .
WIerze w to z calego serca!

12 820

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Gdzie to się odbywa, wiesz może?

Ośrodek terapeutyczny ul.Lea 15A/3 (równoległa do Królewskiej i Czarnowiejskiej, o ile nadal takie nazwy ulic jeszcze istnieją). Wysłałam Ci maila.

A pewnie, że istnieją.
Dzięki kochana. Wszystko w Krakowie cholerka smile

No szkoda wlasnie z p. Eugienia tez chcialabym sie spotkac.

12 821

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Napewno jest to dlugi proces ,leczenia sie ,ale jak alkocholizm trzeba sie pilnowac ,by nie wpadac w sidla kochania za bardzo w kolejych zwiazkach.
Napewno trzeba zlokalizowac wlasne potrzeby ,wedlug mnie czlowiek ,ktory nie potrafi zyc sam w zwiazku tez nie bedzie potrafil.Co jest dowodem na to jak ludzie szybko wchodza w zwiazku w zwiazek .Lub nieszczesliwi w zwiazku szukaja kochanek kochankow,bo mysla ze ich wlasne braki moze dac im tylko inna osoba .To nie prawda ,jesli ktos nie czuje sie sam ze soba dobrze problemy w zwiazku sa nieuniknione .
Nie mozna zyc zyciem zony czy meza ,trzeba miec wlasne wtedy stajemy sie pelnowartosciowymi partnerami ,bo nie mamy zadnych LUK do zapelnienia przez innych.
To sa nasze wlasne LUKI ,i nikt nie jest wstanie ich wypelniac.ludzie za malo czasu poswiecaja na rozwoj wlasny , skupiaja sie na partnerze to blad b duzy ,bo chocby niewiem jak partner kochal on nam nie da tego co sami w sobie niemamy.

12 822 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-08-20 11:10:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Napewno jest to dlugi proces ,leczenia sie ,ale jak alkocholizm trzeba sie pilnowac ,by nie wpadac w sidla kochania za bardzo w kolejych zwiazkach.
Napewno trzeba zlokalizowac wlasne potrzeby ,wedlug mnie czlowiek ,ktory nie potrafi zyc sam w zwiazku tez nie bedzie potrafil.Co jest dowodem na to jak ludzie szybko wchodza w zwiazku w zwiazek .Lub nieszczesliwi w zwiazku szukaja kochanek kochankow,bo mysla ze ich wlasne braki moze dac im tylko inna osoba .To nie prawda ,jesli ktos nie czuje sie sam ze soba dobrze problemy w zwiazku sa nieuniknione .
Nie mozna zyc zyciem zony czy meza ,trzeba miec wlasne wtedy stajemy sie pelnowartosciowymi partnerami ,bo nie mamy zadnych LUK do zapelnienia przez innych.
To sa nasze wlasne LUKI ,i nikt nie jest wstanie ich wypelniac.ludzie za malo czasu poswiecaja na rozwoj wlasny , skupiaja sie na partnerze to blad b duzy ,bo chocby niewiem jak partner kochal on nam nie da tego co sami w sobie niemamy.

Bardzo słuszna uwaga, bardzo. Czasem czegoś nam brakuje u partnera, czasem czegoś nam nie daje, ale często uciekając w bok szukamy u kogoś czegoś, czego nie dostaniemy, bo problem tkwi w nas, jest tak.
Widzę, że niektóre osoby szukają np. tylko seksu u kogoś, tak na boku, ale na przykład nie rozmawiają z partnerem, którego mają, że im tego brakuje. Dlaczego? Dlaczego oszukują nic nie mówiąc, często także kłamią?

12 823

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:

Napewno jest to dlugi proces ,leczenia sie ,ale jak alkocholizm trzeba sie pilnowac ,by nie wpadac w sidla kochania za bardzo w kolejych zwiazkach.
Napewno trzeba zlokalizowac wlasne potrzeby ,wedlug mnie czlowiek ,ktory nie potrafi zyc sam w zwiazku tez nie bedzie potrafil.Co jest dowodem na to jak ludzie szybko wchodza w zwiazku w zwiazek .Lub nieszczesliwi w zwiazku szukaja kochanek kochankow,bo mysla ze ich wlasne braki moze dac im tylko inna osoba .To nie prawda ,jesli ktos nie czuje sie sam ze soba dobrze problemy w zwiazku sa nieuniknione .
Nie mozna zyc zyciem zony czy meza ,trzeba miec wlasne wtedy stajemy sie pelnowartosciowymi partnerami ,bo nie mamy zadnych LUK do zapelnienia przez innych.
To sa nasze wlasne LUKI ,i nikt nie jest wstanie ich wypelniac.ludzie za malo czasu poswiecaja na rozwoj wlasny , skupiaja sie na partnerze to blad b duzy ,bo chocby niewiem jak partner kochal on nam nie da tego co sami w sobie niemamy.

Bardzo słuszna uwaga, bardzo. Czasem czegoś nam brakuje u partnera, czasem czegoś nam nie daje, ale często uciekając w bok szukamy u kogoś czegoś, czego nie dostaniemy, bo problem tkwi w nas, jest tak.
Widzę, że niektóre osoby szukają np. tylko seksu u kogoś, tak na boku, ale na przykład nie rozmawiają z partnerem, którego mają, że im tego brakuje. Dlaczego? Dlaczego oszukują nic nie mówiąc, często także kłamią?

A co jeżeli rozmawia się z partnerem,że nam brakuje seksu, a on mimo wszystko nam tego nie daje, nie widzi problemu? Kochanek to nie jest dobre rozwiązanie, pozostaje rozstanie. Czy może mam zacząć się leczyć, bo to ja mam za duży temperament?
Jeżeli znam swoje potrzeby, potrafię żyć sama ze sobą, to już na pewno ułoży mi się z partnerem? Będąc w związku, też mamy jakieś oczekiwania. Mamy się ich wyzbyć całkowicie? Jak w takim razie stworzyć związek? Partner ma tylko być obok, jako dodatek, ozdoba? Kim dla nas ma być partner? Co nas ma łączyć?

12 824 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2012-08-20 14:25:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:

Napewno jest to dlugi proces ,leczenia sie ,ale jak alkocholizm trzeba sie pilnowac ,by nie wpadac w sidla kochania za bardzo w kolejych zwiazkach.
Napewno trzeba zlokalizowac wlasne potrzeby ,wedlug mnie czlowiek ,ktory nie potrafi zyc sam w zwiazku tez nie bedzie potrafil.Co jest dowodem na to jak ludzie szybko wchodza w zwiazku w zwiazek .Lub nieszczesliwi w zwiazku szukaja kochanek kochankow,bo mysla ze ich wlasne braki moze dac im tylko inna osoba .To nie prawda ,jesli ktos nie czuje sie sam ze soba dobrze problemy w zwiazku sa nieuniknione .
Nie mozna zyc zyciem zony czy meza ,trzeba miec wlasne wtedy stajemy sie pelnowartosciowymi partnerami ,bo nie mamy zadnych LUK do zapelnienia przez innych.
To sa nasze wlasne LUKI ,i nikt nie jest wstanie ich wypelniac.ludzie za malo czasu poswiecaja na rozwoj wlasny , skupiaja sie na partnerze to blad b duzy ,bo chocby niewiem jak partner kochal on nam nie da tego co sami w sobie niemamy.

Bardzo słuszna uwaga, bardzo. Czasem czegoś nam brakuje u partnera, czasem czegoś nam nie daje, ale często uciekając w bok szukamy u kogoś czegoś, czego nie dostaniemy, bo problem tkwi w nas, jest tak.
Widzę, że niektóre osoby szukają np. tylko seksu u kogoś, tak na boku, ale na przykład nie rozmawiają z partnerem, którego mają, że im tego brakuje. Dlaczego? Dlaczego oszukują nic nie mówiąc, często także kłamią?

A co jeżeli rozmawia się z partnerem,że nam brakuje seksu, a on mimo wszystko nam tego nie daje, nie widzi problemu? Kochanek to nie jest dobre rozwiązanie, pozostaje rozstanie. Czy może mam zacząć się leczyć, bo to ja mam za duży temperament?
Jeżeli znam swoje potrzeby, potrafię żyć sama ze sobą, to już na pewno ułoży mi się z partnerem? Będąc w związku, też mamy jakieś oczekiwania. Mamy się ich wyzbyć całkowicie? Jak w takim razie stworzyć związek? Partner ma tylko być obok, jako dodatek, ozdoba? Kim dla nas ma być partner? Co nas ma łączyć?

Pati napisala o wlasnych lukach a nie o lukach partnera smile

12 825

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pisalam ze kazdy kochajacy za bardzo ,ma luki do wypelnienia .
Pisalam o tym ze kiedy zwiazek opiera sie na klamstwach zdradach - nie jest to zwiazek trzeba zrobic pass i szukac dalej .
Dlaczego zdradzane kobiety chca trwac w chorym ukladzie?
Bo boja sie zmian ,a wtedy Luki ma partner ,zazwyczaj nie dojrzaly , badz poprostu ograniczony emocjonalnie czlowiek .
Bo inteligencja ,ani madrosc ,nie oznacza to inteligencji emocjonalnej .
Bo zwiazku nie mozna ciagnac na sile wymawiajac sie milosciA ,bo miloscia to nie jest.
Jednak by zwiazek byl zdrowy nie wolno wieszac sie emocjonalnie na partnerzze i robic mu dobrze za darmo.
Kocha bezwarunkowo sie dzieci nie partnerow

12 826

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja poszłam krok dalej.
Jeżeli potrafimy żyć same ze sobą, znamy swoje potrzeby, cele, żyjemy swoim życiem, inwestujemy we własny rozwój. Kim ma być dla nas partner? Chodzi mi o to, gdzie jest granica pomiędzy partnerstwem a KKZB? Czy, jeżeli czuję się nieszczęśliwa w związku, to oznacza to,że ja mam jakąś lukę do wypełnienia? Mam prawo mieć oczekiwania wobec partnera?

12 827 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-08-20 15:34:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Doskonale Anastawio ,gdzie jest granica bo dzisiajszy swiat oszalal rowniez na punkcie psychologii.
Napewno trzeba zyc wedlug wlasnych zasad ,napewno nie wolno ciagle wybaczac .
Jesli sie mowi partnerowi ze cos nas rani ,a on postepuje tak nadal ,to tak naprawde on ma se soba problem.
Bo jesli lubimy chodzic za rece z partnerem ,a on tego unika ,jakby sie wstydzil lub bal ,tzn ze nie traktuje nas powaznie.
Jesli zarabiamy duze pieniadze ,a partner siedzi w domu i ma wymagania tak naprawd to jemu nie zalezy.
Zdrowy zwiazek dla mnie to
Pracujemy ,spelniamy sie ,wspolnie planujemy,wspolnie rozwiazujemy problemy finanswoe i nie tylko.
Jesli partner robi cos co mi sie nie podoba ,a jesli on dazy by nie ranic wtedy wiez sie zaciesnia i dla takiego partnera warto sie starac nad soba pracowac.
Napewno kobieta kochajaca za bardzo -dla mnie to
partner zdradza ,poniza ,krzywdzi,oszukuje ,wykorzystuje ,nie pracuje ,bije ,wyzywa,flirtuje ,komplementuje inne ,itd - a ona dalej kocha i rozpacza nad tym ,zamiast odejsc.
Napewno nie wolno od razu ,rzucac sie do pakowania ,ale jesli partner zna nasze oczekiwania od zwiazku ,a kazdy ma inne , i nic sobie z tego nie robi to naprawde trzeba sie zastanowic nad takim zwiazkiem.
Rozmowa i okreslanie granic,to podstawa ,bo jesli facet zdradzal np :przed slubem a ,kobieta za niego wyszla i dopieroooo jak dojrzala zaczyna byc o to zla i o jeszcze inne rzeczy to sorryy ,ale czego dziecko sie nauczy to samo odda.
Napewno chodzi o wzrastanie ,razem ,czyli jesli zwiazek ma problemy to razem je rozwiazujemy i staramy sie razem i pracujemy nad soba razem ,a ni tylko jedna osoba ,wtedy taki zwiazek ma szanse.
Chodzi o to zeby isc z nurtem zycia ,a nie stac w miejscu i myslec ze problemy same sie rozwiarza





dla mnie luki osobowosci to:
Jesli np kobieta ma wspanialego meza ,ale ma wlasne porblemy np: duza nadwage i ona wie ze nie powinien jej tak kochac jak kocha,i rozpoczyna swoimi emocjami robic wszystko by tak bylo.
Drugi przyklad ,kiedy ma sie dobrego partnera ,ale ma sie za duzo czasu ,a partner mnostwo pasji o kotre jestesmy zazdrosci wtedy brakuje nam czulosci wciaz mao i malo ,a tak naprawde brakje nam swojego zycia

12 828

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Świetnie to Pati napisałaś.

Ja za dużo toleruję, jeśli chodzi o granice. To co napisałaś o KKZB, jest jasne, picie, bicie, brak pracy itp itd to dla mnie definitywny koniec. Ale wydaje mi się, że tego można uniknąć. Brak szacunku zaczyna się wcześniej. I tak jak napisałaś,że gdy facet wstydzi się chodzić z nami za rękę, to ma problem ze sobą. A dla nas to już powinien być sygnał. Jeżeli nie chce tego zmienić, to trzeba spojrzeć na inne zachowania, bo wydaje mi się, że o samo trzymanie za rękę w tym wypadku tu nie chodzi (to był przykład, jeden z wielu).

12 829

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Świetnie to Pati napisałaś.

Ja za dużo toleruję, jeśli chodzi o granice. To co napisałaś o KKZB, jest jasne, picie, bicie, brak pracy itp itd to dla mnie definitywny koniec. Ale wydaje mi się, że tego można uniknąć. Brak szacunku zaczyna się wcześniej. I tak jak napisałaś,że gdy facet wstydzi się chodzić z nami za rękę, to ma problem ze sobą. A dla nas to już powinien być sygnał. Jeżeli nie chce tego zmienić, to trzeba spojrzeć na inne zachowania, bo wydaje mi się, że o samo trzymanie za rękę w tym wypadku tu nie chodzi (to był przykład, jeden z wielu).

Dokladnie napisalam o zachowaniach jako emocjach ,jako przyklady.

12 830

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Dziewczyny !

Pati świetnie to ujęłaś, czytam od początku ten watek,jestem na razie na 16 stronie i zaglądam co jakiś czas do Was. Pomaga !!!

12 831

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Na dzień dzisiejszy nie mam sił. Nie dowierzam w to co widzę: totalny za przeproszeniem olew z jego strony....Łzy same nachodzę do oczu....
Spotkałam się ostatnio z koleżankami-każda ma faceta, jedna z nich naprawdę fajnego, normalnego, zabrał nawet ich dziecko na spacer byśmy mogły pogadać, wrócił szybko po jej telefonie, by zająć się córką, dał dziecku jedzenie, nie przerywał nam rozmów, nie chciał grac pierwszych skrzypiec...byli nad morzem  tydzień, ona ma w nim oparcie, stabilizację, normalność. Druga koleżanka z drugim dzieckiem w ciąży, mąż pracuje, pomaga, jest stanowczym ojcem dla swojego dziecka.......
A ja? Ja sama jak palec. Najważniejsze, że mam dziecko. Moje życie legło w gruzach, a przysięgając przed ołtarzem myślałam, że już na zawsze........ Mam dziś doła okropnego, żyć mi się nie chce, nie zrozumiem zachowania męża nigdy. Nawet już chyba rozumieć nie chcę-oddałabym wszystko dla niego mając już naście lat, młode lata umknęły mi przez palce, a teraz wszystko znowu muszę zaczynać od nowa........

..

Jak wiecie od roku "walczę". Mam te same huśtawki ja Ty Liwio - chciałabym, ale się boje. Bardziej zajmuje się tym co on miał na myśli, niż czego ja chcę...
My ostatnio kompletnie nie możemy się dogadać, jakbym mówiła po chińsku, a on po japońsku. Nie ma między nami nic co dałoby podstawy do tworzenia związku. Czuję się okropnie samotna. Po co to piszę? bo ja kompletnie siebie nie rozumie!

U nas od roku nie było spokojnej niedzieli (w inne dni pracujemy to wiec się mijamy), zawsze kłótnie i co najgorsze to ja je wywołuje, tak ja! Jest we mnie tyle złości, agresji, pretensji, że kiedy jego widzę zawsze znajdę jakieś ale, jakbym na siłę chciała sprawić, by zaczął robić i mówić czego ja oczekuję! A kiedy jest odwrotnie to krzyczę, aby się wyprowadził... no i wczoraj oświadczył ok, ja się wyprowadzam....

i co ulga?

o nie, moje miłe panie

wpadłam w panikę

jak to zostawiasz mnie?

przecież powinnam poczuć ulgę, a dlaczego tak nie było?

chyba nigdy tak długo nie płakałam - wybeczałam całą złość, stracone złudzenia, zmarnowane lata i to co napisałaś Liwio - muszę znowu zaczynać od nowa, a przecież miałam mieć już zagospodarowane życie: praca, dom, dzieci, a tu znowu muszę zaczynać od nowa! Wcale w tej złości, rozgoryczeniu, użalaniu się nad sobą i swoim nieszczęśliwym życiu zapomniałam, że ja już od dawna jestem sama, sama zajmuje się domem, sama opiekuje się dziećmi, no fakt miałam jedynie zapewnione zaplecze finansowe, i nic ponadto, to skąd te łzy?

Dlaczego nie widzę w tym szansy na lepsze życie, przynajmniej spokojne , no dlaczego?

12 832

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cachmir napisał/a:

Witam Dziewczyny !

Pati świetnie to ujęłaś, czytam od początku ten watek,jestem na razie na 16 stronie i zaglądam co jakiś czas do Was. Pomaga !!!

Sama zobaczysz ,,jaka droge przeszlam
Sama czytam swoje pierwsze posty I DZIS  nieumiec uwierzyc ze taka zahukana bylam ,ze strachu bo nie z milosci.
Pozdrawiam

12 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

(...)Dlaczego nie widzę w tym szansy na lepsze życie, przynajmniej spokojne , no dlaczego?

Strach przed nieznanym jest większy u Ciebie niż jakiekolwiek uczucia związane z życiem w toksycznym związku.

12 834

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Liwia napisał/a:

Na dzień dzisiejszy nie mam sił. Nie dowierzam w to co widzę: totalny za przeproszeniem olew z jego strony....Łzy same nachodzę do oczu....
Spotkałam się ostatnio z koleżankami-każda ma faceta, jedna z nich naprawdę fajnego, normalnego, zabrał nawet ich dziecko na spacer byśmy mogły pogadać, wrócił szybko po jej telefonie, by zająć się córką, dał dziecku jedzenie, nie przerywał nam rozmów, nie chciał grac pierwszych skrzypiec...byli nad morzem  tydzień, ona ma w nim oparcie, stabilizację, normalność. Druga koleżanka z drugim dzieckiem w ciąży, mąż pracuje, pomaga, jest stanowczym ojcem dla swojego dziecka.......
A ja? Ja sama jak palec. Najważniejsze, że mam dziecko. Moje życie legło w gruzach, a przysięgając przed ołtarzem myślałam, że już na zawsze........ Mam dziś doła okropnego, żyć mi się nie chce, nie zrozumiem zachowania męża nigdy. Nawet już chyba rozumieć nie chcę-oddałabym wszystko dla niego mając już naście lat, młode lata umknęły mi przez palce, a teraz wszystko znowu muszę zaczynać od nowa........

..

Jak wiecie od roku "walczę". Mam te same huśtawki ja Ty Liwio - chciałabym, ale się boje. Bardziej zajmuje się tym co on miał na myśli, niż czego ja chcę...
My ostatnio kompletnie nie możemy się dogadać, jakbym mówiła po chińsku, a on po japońsku. Nie ma między nami nic co dałoby podstawy do tworzenia związku. Czuję się okropnie samotna. Po co to piszę? bo ja kompletnie siebie nie rozumie!

U nas od roku nie było spokojnej niedzieli (w inne dni pracujemy to wiec się mijamy), zawsze kłótnie i co najgorsze to ja je wywołuje, tak ja! Jest we mnie tyle złości, agresji, pretensji, że kiedy jego widzę zawsze znajdę jakieś ale, jakbym na siłę chciała sprawić, by zaczął robić i mówić czego ja oczekuję! A kiedy jest odwrotnie to krzyczę, aby się wyprowadził... no i wczoraj oświadczył ok, ja się wyprowadzam....

i co ulga?

o nie, moje miłe panie

wpadłam w panikę

jak to zostawiasz mnie?

przecież powinnam poczuć ulgę, a dlaczego tak nie było?

chyba nigdy tak długo nie płakałam - wybeczałam całą złość, stracone złudzenia, zmarnowane lata i to co napisałaś Liwio - muszę znowu zaczynać od nowa, a przecież miałam mieć już zagospodarowane życie: praca, dom, dzieci, a tu znowu muszę zaczynać od nowa! Wcale w tej złości, rozgoryczeniu, użalaniu się nad sobą i swoim nieszczęśliwym życiu zapomniałam, że ja już od dawna jestem sama, sama zajmuje się domem, sama opiekuje się dziećmi, no fakt miałam jedynie zapewnione zaplecze finansowe, i nic ponadto, to skąd te łzy?

Dlaczego nie widzę w tym szansy na lepsze życie, przynajmniej spokojne , no dlaczego?

ankinom, trudny czas przed Tobą. Ale według mnie, przepraszam, ale lepiej być dla Ciebie nie mogło. Na początku będzie Ci ciężko, kiedyś zrozumiesz. Musisz mieć dookoła ludzi, którzy zawsze cię wysłuchają, którym jak będziesz chciała, wypłaczesz się. Potrzeba czasu, duuzo czasu by uleczyć ból, stratę, złamane serce, stracone nadzieje. Ale wszystko przychodzi w swoim tempie.
Skąd łzy? Może ze strachu przed przyszłością? Może z bólu,że ktoś nas opuszcza, a miałyśmy złudną nadzieję, że się zmieni i będzie walczył?
Zakładasz,że POWINNAŚ poczuć ulgę. Wcale nie powinnaś, mogłaś. Mogłaś poczuć szczęście, rozpacz, ulgę, panikę,złość. Mogłaś poczuć wszystko. I możesz jeszcze wiele emocji poczuć.
Wiem,że teraz w to nie wierzysz, ale będzie dobrze. Z czasem docenisz wolne spokojne niedziele. Ale potrzeba czasu.
Jestem z Tobą. Będzie dobrze. Będzie lepiej!

12 835

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozumiem ANKINOM ,poniewaz ten sam strach czulam ,przestalam kochac dawno ,ale sie balam .
Zrozumialam to dopiero ,teraz.
Juz sporo czasu minelo ,bo niedlugo juz ponad trzy lata ,ja przez dlugi czas ,czulam jakby czas stanol w miejscu.
Ja tez stalam,
TERAZ czuje co to zycie I na Ciebie ANKINOM przyjdzie czas,tylko pozwol sobie zyc!
DAJ sobie ten wspanialy dar ,i ponies go .
Placzesz i dobrze oczyszczasz sie nic tak nie czysci duszy jak placz,po ktorym przyjdzie ulga.

12 836

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz Pati, Ty się rzeczywiście zmieniłaś. Na lepsze oczywiście. Ale ja od początku wiedziałam,że silna z Ciebie kobieta. Nigdy nie dałas po sobie poznać ani odrobiny załamania. Ciśniesz do przodu jak błyskawica! I nawet ciężko jest mi uwierzyć,że kiedykolwiek się bałaś odejść. Jest w Tobie tyle wiary, samoświadomości, konsekwencji, od samego początku. Szacun!

12 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...)Dlaczego nie widzę w tym szansy na lepsze życie, przynajmniej spokojne , no dlaczego?

Strach przed nieznanym jest większy u Ciebie niż jakiekolwiek uczucia związane z życiem w toksycznym związku.

Coś w tym jest. To jest znane, boli, ale taki oswojony ból...

Każdy dzień to walka - rozum wie co jest właściwe, broni się, a emocje wcale nie dotrzymują kroku, jakby robiły mi na przekór...

12 838

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom,
chcesz oswoić ten lęk?

Pomyśl, czego się boisz w tym swoim nowym życiu. Ale opisz to, czego się boisz, bardzo dokładnie, nie ogólnikami. A później zastanów się nad tym, na ile te Twoje obawy są realne.

Moim zdaniem znacznie zmniejszysz swój poziom strachu.

12 839

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
ankinom napisał/a:
Liwia napisał/a:

Na dzień dzisiejszy nie mam sił. Nie dowierzam w to co widzę: totalny za przeproszeniem olew z jego strony....Łzy same nachodzę do oczu....
Spotkałam się ostatnio z koleżankami-każda ma faceta, jedna z nich naprawdę fajnego, normalnego, zabrał nawet ich dziecko na spacer byśmy mogły pogadać, wrócił szybko po jej telefonie, by zająć się córką, dał dziecku jedzenie, nie przerywał nam rozmów, nie chciał grac pierwszych skrzypiec...byli nad morzem  tydzień, ona ma w nim oparcie, stabilizację, normalność. Druga koleżanka z drugim dzieckiem w ciąży, mąż pracuje, pomaga, jest stanowczym ojcem dla swojego dziecka.......
A ja? Ja sama jak palec. Najważniejsze, że mam dziecko. Moje życie legło w gruzach, a przysięgając przed ołtarzem myślałam, że już na zawsze........ Mam dziś doła okropnego, żyć mi się nie chce, nie zrozumiem zachowania męża nigdy. Nawet już chyba rozumieć nie chcę-oddałabym wszystko dla niego mając już naście lat, młode lata umknęły mi przez palce, a teraz wszystko znowu muszę zaczynać od nowa........

..

Jak wiecie od roku "walczę". Mam te same huśtawki ja Ty Liwio - chciałabym, ale się boje. Bardziej zajmuje się tym co on miał na myśli, niż czego ja chcę...
My ostatnio kompletnie nie możemy się dogadać, jakbym mówiła po chińsku, a on po japońsku. Nie ma między nami nic co dałoby podstawy do tworzenia związku. Czuję się okropnie samotna. Po co to piszę? bo ja kompletnie siebie nie rozumie!

U nas od roku nie było spokojnej niedzieli (w inne dni pracujemy to wiec się mijamy), zawsze kłótnie i co najgorsze to ja je wywołuje, tak ja! Jest we mnie tyle złości, agresji, pretensji, że kiedy jego widzę zawsze znajdę jakieś ale, jakbym na siłę chciała sprawić, by zaczął robić i mówić czego ja oczekuję! A kiedy jest odwrotnie to krzyczę, aby się wyprowadził... no i wczoraj oświadczył ok, ja się wyprowadzam....

i co ulga?

o nie, moje miłe panie

wpadłam w panikę

jak to zostawiasz mnie?

przecież powinnam poczuć ulgę, a dlaczego tak nie było?

chyba nigdy tak długo nie płakałam - wybeczałam całą złość, stracone złudzenia, zmarnowane lata i to co napisałaś Liwio - muszę znowu zaczynać od nowa, a przecież miałam mieć już zagospodarowane życie: praca, dom, dzieci, a tu znowu muszę zaczynać od nowa! Wcale w tej złości, rozgoryczeniu, użalaniu się nad sobą i swoim nieszczęśliwym życiu zapomniałam, że ja już od dawna jestem sama, sama zajmuje się domem, sama opiekuje się dziećmi, no fakt miałam jedynie zapewnione zaplecze finansowe, i nic ponadto, to skąd te łzy?

Dlaczego nie widzę w tym szansy na lepsze życie, przynajmniej spokojne , no dlaczego?

ankinom, trudny czas przed Tobą. Ale według mnie, przepraszam, ale lepiej być dla Ciebie nie mogło. Na początku będzie Ci ciężko, kiedyś zrozumiesz. Musisz mieć dookoła ludzi, którzy zawsze cię wysłuchają, którym jak będziesz chciała, wypłaczesz się. Potrzeba czasu, duuzo czasu by uleczyć ból, stratę, złamane serce, stracone nadzieje. Ale wszystko przychodzi w swoim tempie.
Skąd łzy? Może ze strachu przed przyszłością? Może z bólu,że ktoś nas opuszcza, a miałyśmy złudną nadzieję, że się zmieni i będzie walczył?
Zakładasz,że POWINNAŚ poczuć ulgę. Wcale nie powinnaś, mogłaś. Mogłaś poczuć szczęście, rozpacz, ulgę, panikę,złość. Mogłaś poczuć wszystko. I możesz jeszcze wiele emocji poczuć.
Wiem,że teraz w to nie wierzysz, ale będzie dobrze. Z czasem docenisz wolne spokojne niedziele. Ale potrzeba czasu.
Jestem z Tobą. Będzie dobrze. Będzie lepiej!

Tak tu chyba chodzi o te stracone nadzieje.

Ja już kiedyś o tym pisałam - że moje małżeństwo to było walko o jego uznanie, miłość, a kiedy odejdzie to przecież nie będę miała takiej szansy, głupie nie?

ja jestem bardziej kopnięta niż przepuszczałam....

12 840

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

(...)ja jestem bardziej kopnięta niż przepuszczałam....

Cudne stwierdzenie. big_smile

12 841

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

ankinom,
chcesz oswoić ten lęk?

Pomyśl, czego się boisz w tym swoim nowym życiu. Ale opisz to, czego się boisz, bardzo dokładnie, nie ogólnikami. A później zastanów się nad tym, na ile te Twoje obawy są realne.

Moim zdaniem znacznie zmniejszysz swój poziom strachu.

Szczerze?

Ja chyba bardziej opłakuje, to że mnie zostawił. Że tak na prawdę powinnam to przewidzieć, bo widziałam, że nasz związek był toksyczny (no wtedy nie znałam tego słowa, ale widziałam, że coś nie gra).Że przez tyle lat znosiłam krzyki, krytykę, brak szacunku, naginanie się do jego oczekiwań, bo miałam nadzieje, że czeka mnie za taką postawę nagroda - jego miłość.
Boli mnie, że wybrał inne, a słowa, że w końcu spotkał ideał, albo, że wystarczy jemu jak w jej oczach widzi radość mnie dobijają - to efekt udowadniania mi przez lata, ze nie jestem dość dobrą żoną, matką i kochanką i że jak nie będę się starać to znajdzie sobie inna no i znalazł ...
Bolą mnie oskarżenia nieprawdziwe, po to tylko by siebie wybielić, boli mnie odrzucenie..

i jak muszę najpierw z tym się uporać, z własnym JA, uwierzyć, że to były jego wymagania i że one nie miały nic wspólnego ze mną.. uwierzyć...

a boję się tylko o jedno - o finanse...

12 842

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom,
może łatwiej Ci będzie, gdy dopuścisz do swej świadomości fakt, że on stosował wobec Ciebie przemoc? Że "normalny" człowiek nie każe nikomu zasługiwać na swą miłość? Bo jeśli uświadomisz sobie jego prawdziwe oblicze, to odetchniesz z ulgą, że to wszystko już za Tobą.

A jeśli wiesz, że jego zdanie na Twój temat nie ma pokrycia w rzeczywistości, to... w czym problem? Naprawdę tak Ci zależy na JEGO opinii?


Finanse.
Policz i wydatki i dochody. Jeśli "kołdra będzie za krótka", pomyśl JAK TO ZAŁATWIĆ, nie że trudno i niemożliwe.

12 843

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:

Napewno jest to dlugi proces ,leczenia sie ,ale jak alkocholizm trzeba sie pilnowac ,by nie wpadac w sidla kochania za bardzo w kolejych zwiazkach.
Napewno trzeba zlokalizowac wlasne potrzeby ,wedlug mnie czlowiek ,ktory nie potrafi zyc sam w zwiazku tez nie bedzie potrafil.Co jest dowodem na to jak ludzie szybko wchodza w zwiazku w zwiazek .Lub nieszczesliwi w zwiazku szukaja kochanek kochankow,bo mysla ze ich wlasne braki moze dac im tylko inna osoba .To nie prawda ,jesli ktos nie czuje sie sam ze soba dobrze problemy w zwiazku sa nieuniknione .
Nie mozna zyc zyciem zony czy meza ,trzeba miec wlasne wtedy stajemy sie pelnowartosciowymi partnerami ,bo nie mamy zadnych LUK do zapelnienia przez innych.
To sa nasze wlasne LUKI ,i nikt nie jest wstanie ich wypelniac.ludzie za malo czasu poswiecaja na rozwoj wlasny , skupiaja sie na partnerze to blad b duzy ,bo chocby niewiem jak partner kochal on nam nie da tego co sami w sobie niemamy.

Bardzo słuszna uwaga, bardzo. Czasem czegoś nam brakuje u partnera, czasem czegoś nam nie daje, ale często uciekając w bok szukamy u kogoś czegoś, czego nie dostaniemy, bo problem tkwi w nas, jest tak.
Widzę, że niektóre osoby szukają np. tylko seksu u kogoś, tak na boku, ale na przykład nie rozmawiają z partnerem, którego mają, że im tego brakuje. Dlaczego? Dlaczego oszukują nic nie mówiąc, często także kłamią?

A co jeżeli rozmawia się z partnerem,że nam brakuje seksu, a on mimo wszystko nam tego nie daje, nie widzi problemu? Kochanek to nie jest dobre rozwiązanie, pozostaje rozstanie. Czy może mam zacząć się leczyć, bo to ja mam za duży temperament?
Jeżeli znam swoje potrzeby, potrafię żyć sama ze sobą, to już na pewno ułoży mi się z partnerem? Będąc w związku, też mamy jakieś oczekiwania. Mamy się ich wyzbyć całkowicie? Jak w takim razie stworzyć związek? Partner ma tylko być obok, jako dodatek, ozdoba? Kim dla nas ma być partner? Co nas ma łączyć?

No ma być dla nas, a my dla niego. Ma z nami współpracować, powinniśmy nawzajem spełniać swoje potrzeby.

12 844

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Doskonale Anastawio ,gdzie jest granica bo dzisiajszy swiat oszalal rowniez na punkcie psychologii.
Napewno trzeba zyc wedlug wlasnych zasad ,napewno nie wolno ciagle wybaczac .
Jesli sie mowi partnerowi ze cos nas rani ,a on postepuje tak nadal ,to tak naprawde on ma se soba problem.
Bo jesli lubimy chodzic za rece z partnerem ,a on tego unika ,jakby sie wstydzil lub bal ,tzn ze nie traktuje nas powaznie.
Jesli zarabiamy duze pieniadze ,a partner siedzi w domu i ma wymagania tak naprawd to jemu nie zalezy.
Zdrowy zwiazek dla mnie to
Pracujemy ,spelniamy sie ,wspolnie planujemy,wspolnie rozwiazujemy problemy finanswoe i nie tylko.
Jesli partner robi cos co mi sie nie podoba ,a jesli on dazy by nie ranic wtedy wiez sie zaciesnia i dla takiego partnera warto sie starac nad soba pracowac.
Napewno kobieta kochajaca za bardzo -dla mnie to
partner zdradza ,poniza ,krzywdzi,oszukuje ,wykorzystuje ,nie pracuje ,bije ,wyzywa,flirtuje ,komplementuje inne ,itd - a ona dalej kocha i rozpacza nad tym ,zamiast odejsc.
Napewno nie wolno od razu ,rzucac sie do pakowania ,ale jesli partner zna nasze oczekiwania od zwiazku ,a kazdy ma inne , i nic sobie z tego nie robi to naprawde trzeba sie zastanowic nad takim zwiazkiem.
Rozmowa i okreslanie granic,to podstawa ,bo jesli facet zdradzal np :przed slubem a ,kobieta za niego wyszla i dopieroooo jak dojrzala zaczyna byc o to zla i o jeszcze inne rzeczy to sorryy ,ale czego dziecko sie nauczy to samo odda.
Napewno chodzi o wzrastanie ,razem ,czyli jesli zwiazek ma problemy to razem je rozwiazujemy i staramy sie razem i pracujemy nad soba razem ,a ni tylko jedna osoba ,wtedy taki zwiazek ma szanse.
Chodzi o to zeby isc z nurtem zycia ,a nie stac w miejscu i myslec ze problemy same sie rozwiarza

dla mnie luki osobowosci to:
Jesli np kobieta ma wspanialego meza ,ale ma wlasne porblemy np: duza nadwage i ona wie ze nie powinien jej tak kochac jak kocha,i rozpoczyna swoimi emocjami robic wszystko by tak bylo.
Drugi przyklad ,kiedy ma sie dobrego partnera ,ale ma sie za duzo czasu ,a partner mnostwo pasji o kotre jestesmy zazdrosci wtedy brakuje nam czulosci wciaz mao i malo ,a tak naprawde brakje nam swojego zycia

Bardzo refleksyjnie mnie to nastroiło. Ale to prawda. Nie mam żadnych wątpliwości.
Przynajmniej teraz wiemy, że nie możemy sobie wszystkiego zarzucać wciąż.

12 845

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

ankinom,
może łatwiej Ci będzie, gdy dopuścisz do swej świadomości fakt, że on stosował wobec Ciebie przemoc? Że "normalny" człowiek nie każe nikomu zasługiwać na swą miłość? Bo jeśli uświadomisz sobie jego prawdziwe oblicze, to odetchniesz z ulgą, że to wszystko już za Tobą.

A jeśli wiesz, że jego zdanie na Twój temat nie ma pokrycia w rzeczywistości, to... w czym problem? Naprawdę tak Ci zależy na JEGO opinii?


Finanse.
Policz i wydatki i dochody. Jeśli "kołdra będzie za krótka", pomyśl JAK TO ZAŁATWIĆ, nie że trudno i niemożliwe.

Widzisz Wielokropku - ja to wiem, wiem, że to był chory związek, może dlatego teraz płacze bo uświadomiłam sobie, że na własne życzenie zafundowałam sobie taki los?
Ja wiem, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem - ale wewnątrz ściska mnie ogromne poczucie krzywdy, żalu i gniewu... może te emocje przysłaniają mi "prawdę, a może potrzebne jest mi wyrzucenie tych złych emocji, bo niestety rykoszetem odbijają się na niewinnych, może jak w końcu to "przerobię" to będę gotowa na życie bez tych emocjonalnych huśtawek. Wiem jedno nie podoba mi się ta Monika - to chodząca bomba i jędza big_smile

12 846 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-08-20 21:51:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Bardzo słuszna uwaga, bardzo. Czasem czegoś nam brakuje u partnera, czasem czegoś nam nie daje, ale często uciekając w bok szukamy u kogoś czegoś, czego nie dostaniemy, bo problem tkwi w nas, jest tak.
Widzę, że niektóre osoby szukają np. tylko seksu u kogoś, tak na boku, ale na przykład nie rozmawiają z partnerem, którego mają, że im tego brakuje. Dlaczego? Dlaczego oszukują nic nie mówiąc, często także kłamią?

A co jeżeli rozmawia się z partnerem,że nam brakuje seksu, a on mimo wszystko nam tego nie daje, nie widzi problemu? Kochanek to nie jest dobre rozwiązanie, pozostaje rozstanie. Czy może mam zacząć się leczyć, bo to ja mam za duży temperament?
Jeżeli znam swoje potrzeby, potrafię żyć sama ze sobą, to już na pewno ułoży mi się z partnerem? Będąc w związku, też mamy jakieś oczekiwania. Mamy się ich wyzbyć całkowicie? Jak w takim razie stworzyć związek? Partner ma tylko być obok, jako dodatek, ozdoba? Kim dla nas ma być partner? Co nas ma łączyć?

No ma być dla nas, a my dla niego. Ma z nami współpracować, powinniśmy nawzajem spełniać swoje potrzeby.

To jest trochę zwariowane. Nie piszę tego do Ciebie hm... tylko ogólnie. Czyli mam być dla partnera, czy dla siebie? Mam spełniać potrzeby partnera?? Ale jakie potrzeby? Ja nie widzę już logiki w byciu w związku sad

12 847 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-20 21:54:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ankinom,
płacz. Płacz tak długo, jak długo tego potrzebujesz. W płaczu nie ma niczego złego. Trzeba, moim zdaniem, odsmutkować. Pozbądź się też złości, bo ona zatruwa od środka.

I, jak sama przyznajesz, emocje przesłaniają wszystko. Gdy odejdą, zwłaszcza te najsilniejsze, wróci rozum. I nie będziesz musiała sobie niczego tłumaczyć. Będziesz już wiedziała.

12 848

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A co jeżeli rozmawia się z partnerem,że nam brakuje seksu, a on mimo wszystko nam tego nie daje, nie widzi problemu? Kochanek to nie jest dobre rozwiązanie, pozostaje rozstanie. Czy może mam zacząć się leczyć, bo to ja mam za duży temperament?
Jeżeli znam swoje potrzeby, potrafię żyć sama ze sobą, to już na pewno ułoży mi się z partnerem? Będąc w związku, też mamy jakieś oczekiwania. Mamy się ich wyzbyć całkowicie? Jak w takim razie stworzyć związek? Partner ma tylko być obok, jako dodatek, ozdoba? Kim dla nas ma być partner? Co nas ma łączyć?

No ma być dla nas, a my dla niego. Ma z nami współpracować, powinniśmy nawzajem spełniać swoje potrzeby.

To jest trochę zwariowane. Nie piszę tego do Ciebie hm... tylko ogólnie. Czyli mam być dla partnera, czy dla siebie? Mam spełniać potrzeby partnera?? Ale jakie potrzeby? Ja nie widzę już logiki w byciu w związku sad

No trzeba się cieszyć z bycia razem, ale także mieć własną przestrzeń. Anstawio po co się nad tym zastanawiać w zasadzie?

12 849

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

No ma być dla nas, a my dla niego. Ma z nami współpracować, powinniśmy nawzajem spełniać swoje potrzeby.

To jest trochę zwariowane. Nie piszę tego do Ciebie hm... tylko ogólnie. Czyli mam być dla partnera, czy dla siebie? Mam spełniać potrzeby partnera?? Ale jakie potrzeby? Ja nie widzę już logiki w byciu w związku sad

No trzeba się cieszyć z bycia razem, ale także mieć własną przestrzeń. Anstawio po co się nad tym zastanawiać w zasadzie?

Może nie ma sensu. Na dzień dzisiejszy, tworzenie związku wydaje mi się czymś nierealnym. Jestem sama już tak definitywnie od kilku m-cy i czasami zastanawiam się,że chciałabym mieć partnera. Ale jak sobie odpowiadam na pytanie, czego oczekuję od partnera, to trochę mnie moje odpowiedzi przerażają. Bo w końcu ludzie są różni i jak ja mogę oczekiwć czegoś od kogoś, skoro ten ktoś może ma inne plany, cele, marzenia. I co wtedy? Wspólne cele? To możliwe? Dobra, idę spać, bo miesza mi się w głowie dzisiaj.

12 850

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom-bardzo mi przykro, bo wiem co czujesz. Też czasem zachowywałam się jak Ty-prowokowanie kłótni, docinki, ale wiem czym to było powodowane, dokładnie tym czym napisałaś: chciałam by mnie kochał, bym to ja była dla niego ważna, by może dostrzegł, że mnie rani, cokolwiek zrobił ze sobą, itp. Te kłótnie, docinki-to już była ostateczność , to była niemoc jakaś, krzyk rozpaczy, bo nic innego nie działało-żadna spokojna rozmowa, żadne prośby nie działały, więc wtedy był atak słowny, by coś wskórać. Wiem, że to nie było potrzebne, ale miałam nadzieję, że tym otworze mu oczy.
Nie jest łatwe stawanie na nogi od nowa. Nigdy "od nowa" bez niego nie chciałam stawać na nogi, ale on nie pozostwia mi złudzeń. Kocham go, ale tak jak Pati napisała w kilku postach wyżej:" Zdrowy zwiazek dla mnie to
Pracujemy ,spelniamy sie ,wspolnie planujemy,wspolnie rozwiazujemy problemy finanswoe i nie tylko.
Jesli partner robi cos co mi sie nie podoba ,a jesli on dazy by nie ranic wtedy wiez sie zaciesnia i dla takiego partnera warto sie starac nad soba pracowac(...)Napewno chodzi o wzrastanie ,razem ,czyli jesli zwiazek ma problemy to razem je rozwiazujemy i staramy sie razem i pracujemy nad soba razem ,a ni tylko jedna osoba ,wtedy taki zwiazek ma szanse.
Chodzi o to zeby isc z nurtem zycia ,a nie stac w miejscu i myslec ze problemy same sie rozwiarza" - tak wygląda zdrowy związek, w którym wiele mówią słowa "wspólnie", "razem"....
Chciałabym , aby mój mąż był taki jak kiedyś: dobry, opiekuńczy, pomocny, dążył do rozwiązywania problemów, bym widziała , że mu zależy, żeby zrozumiał, że sam nie był bez winy.....
Chciałabym, ale to moje marzenia i dlatego nic już nie mogę zrobić.

12 851

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, tyle bólu, smutku, rozpaczy jest w Twoich ostatnich postach... Znowu... Przykro mi, że tak się zadręczasz, rozpaczasz. Tyle to już trwa... A Ty ciągle żyjesz nadzieją, iluzją, wyobrażeniem. Chciałabym, żeby Twój mąż przejrzał na oczy, dostrzegł, że ma kochającą żonę, gotową wybaczyć mu wszystko, byleby tylko do niej wrócił, powiedział,że żałuje, kocha, od teraz będzie dobry, opiekuńczy jak kiedyś. I co, myślisz, że to nowe życie u boku męża byłoby wetedy wspaniałe. Zero wypominania, zero strachu, że znowu zdradzi? Ty byłabyś inna, już nie KKZB, kochająca, czuła, szczęśliwa, bo wszystko robilibyście wspólnie. Nie kontrolowałabyś, nie zastanawiałabyś się gdzie jest? Mąż wraca, przprasza i żyjecie długo i szczęśliwie. Tak widzisz dalsze życie?

12 852

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Dlaczego zdradzane kobiety chca trwac w chorym ukladzie?

Dobre pytanie.....
Powodów jest wiele.
- walka z rywalką. Ja tak miałam i jaka szczęśliwa byłam jak wygrałam! Radość i duma mnie rozpierała - WYGRAŁAM. Jestem lepsza i ważniejsza dla niego od innej (pięknej i młodej) - myślałam.
- myśl, że mnie kocha a tylko zbłądził, chciał odmienności, zabawy. Ja byłam tolerancyjna i wybaczałam. Tolerancja.....ja osobiście pomyliłam ją z głupotą.
- strach. Strach przed kłopotami finansowymi. Strach przed samą sobą - będę wieki zgorzkniałą kobietą. Zgorzkniałą, samotną, nic nie wartą. Jest strach przed bezsensem życia.
- złość. Tak, byłam zła, a nawet wściekła, że po rozstaniu wszystko będzie na mojej głowie. Ja obarczona dziećmi a on "wolny ptaszek". Buntowałam się przeciwko takiej niesprawiedliwości.
- pełna rodzina. Martwimy się, że dzieci nie będą miały pełnej rodziny. Nie zdajemy sobie sprawy, że kiepski ojciec jest kiepskim wzorcem, a kiepskie relacje, czy chore relacje między małżonkami nie są dobrym wzorcem dla dzieci.



Zdradzone kobiety nie postrzegają swoich związków jako chore, toksyczne. W takich związkach dochodzi do współuzależnień. Traci się, nie wiem dlaczego, racjonalne myślenie. Partnera stawia się na piedestale. On staje się najważniejszy. On jest motorem i sensem życia. Wybaczać możemy już wtedy wszystko i zawsze...aż do sięgnięcia swojego dna. Winy doszukujemy sie w sobie....chcemy siebie zmieniać. Wsłuchujemy się w to co partner lubi i w to co mówi, że lubi. Pichcimy jego ulubione potrawy, hodujemy włosy lub je ścinamy, tracimy kilogramy lub przybywamy na wadze... . Kiedy dochodzimy do momentu kiedy już nam ze sobą jest źle...to jest początek .....jest to początek ucieczki. Uciekać można różnie : w alkohol, w nicość, do psychologa. Jest to też moment kiedy przestajemy się już oszukiwać, czy zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nasz związek jest porażką. Ja wiedziałam już w tym momencie, że z mężem być nie mogę. Nie rozważałam, chcę być z nim czy nie chcę, wiedziałam, że z nim być NIE MOGĘ. Wiedziałam, że muszę uciekać....nic się już nie liczyło. Była jedyna myśl - UCIECZKA.

12 853

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Czy, jeżeli czuję się nieszczęśliwa w związku, to oznacza to,że ja mam jakąś lukę do wypełnienia? Mam prawo mieć oczekiwania wobec partnera?

Prawo do oczekiwania zawsze możesz mieć big_smile. Nie oznacza to jednak, że prawo = zmiany na lepsze. Jeśli partner zaczyna nas lekceważyć, nie zwraca uwagi na nasze potrzeby, ignoruje nasze prośby, wyśmiewa nasze protesty, to mamy prawo do ucieczki od takiego partnera.

Jeśli czujesz się nieszczęśliwa w związku to czas na terapię małżeńską. Jeśli po niej uczucie to nie minie, to czas brać nogi za pas i wiać jak najdalej od partnera smile.

Jeśli czujesz się nieszczęśliwa w związku to oznacza, ze partner ma lukę w uczuciach. Bywa i tak, że nie ma on żadnych uczuć big_smile. Niestety miałam okazję być z takim 26 lat sad.

12 854

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Napewno trzeba zyc wedlug wlasnych zasad

Zgadzam się, pod warunkiem, że nasze zasady są zdrowe.

pati31 napisał/a:

Jesli sie mowi partnerowi ze cos nas rani ,a on postepuje tak nadal ,to tak naprawde on ma se soba problem.

On ma problem ze sobą a my z nim. Aby pozbyć się naszego problemu, pozbywamy się tego, co nam te problemy przysparza (trochę to skomplikowane).

pati31 napisał/a:

Bo jesli lubimy chodzic za rece z partnerem ,a on tego unika ,jakby sie wstydzil lub bal ,tzn ze nie traktuje nas powaznie.
Jesli zarabiamy duze pieniadze ,a partner siedzi w domu i ma wymagania tak naprawd to jemu nie zalezy.

Jeśli tak się dzieje to znaczy, że partner nas nie kocha.


pati31 napisał/a:

Zdrowy zwiazek dla mnie to
Pracujemy ,spelniamy sie ,wspolnie planujemy,wspolnie rozwiazujemy problemy finanswoe i nie tylko.
Jesli partner robi cos co mi sie nie podoba ,a jesli on dazy by nie ranic wtedy wiez sie zaciesnia i dla takiego partnera warto sie starac nad soba pracowac.

Dla żadnego partnera nie można nad sobą pracować. Jak jest miłość, szacunek to wszyscy są szczęśliwi i nic nie muszą w sobie zmieniać. Można iść na kompromisy, ale nie można zmieniać się dla kogoś smile.


pati31 napisał/a:

czyli jesli zwiazek ma problemy to razem je rozwiazujemy i staramy sie razem i pracujemy nad soba razem ,a ni tylko jedna osoba ,wtedy taki zwiazek ma szanse.

I tak i nie. Tak, bo to prawda, że w partnerskim związku wspólnie rozwiązujemy NASZE problemy. Nie, jeśli dotyczy to przemocy czy alkoholizmu. Nie, jeśli dotyczy to zdrady. To zdradzający ma nad czym popracować a nie zdradzony. To zdradzający pracować powinien nad sobą ale i nad zdradzonym, by ten mógł mu wybaczyć. Wybaczyć można jedynie raz i to tylko w przypadku jeśli zdradzający bardzo się stara, by mu wybaczono. Alkoholik sam musi poradzić sobie ze swoją chorobą. Od stosującego przemoc fizyczną lub psychiczną musimy wiać a nie wspólnie rozwiązywać JEGO problem.


pati31 napisał/a:

kiedy ma sie dobrego partnera ,ale ma sie za duzo czasu ,a partner mnostwo pasji o kotre jestesmy zazdrosci wtedy brakuje nam czulosci wciaz mao i malo ,a tak naprawde brakje nam swojego zycia

Nie zgadzam sie z Tobą. Jeśli partner ma zbyt dużo pasji i nas przez nie zaniedbuje to nie jest to normalne. Po co mi facet, który jest wiecznie zajęty, nieobecny. Jeśli mam być w związku sama to wolę być sama w pełnym słowa tego znaczeniu.

12 855 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-08-21 02:15:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Zofio, zastanawiałam się gdzie jesteś ?
Ja też miałam do Ciebie pytanie,ale pewnie jeszcze nie odczytałaś, poczekam.Buziak

12 856

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam wszystkich. Jestem tu nowa i chciałabym abyście poradziły mi w mojej sytuacji, chociaż w zasadzie chyba wiem co powinnam zrobić tylko, nie wiem czemu nie potrafię tego....
Jestem z mężem od 17 lat, jestem osobą wierzącą, mój mąż(w tej chwili po 40-ce)  niby też ( do kościoła chodzi), mamy troje dzieci , w tym jedno małe (2 lata). Przez te wszystkie lata jego rodzice ( w momencie ślubu 45 i 53lata) są dla niego ważniejsi niż my, pracuje u nich na gospodarstwie bez żadnego wynagrodzenia (ojciec ma konto w banku i on trzyma kasę), oni twierdzą, że pracować nie mogą bo są chorzy (wcale nie są bardziej od innych), ja zawsze zostawałam sama z dziećmi, pracą i domem... jego nigdy nie było (albo wracał późno, albo nocował u rodziców czasami przez kilka tygodni), nigdy nie był zaangażowany w życie naszej rodziny, to był mój problem, również finansowo, nie poczuwał się do obowiązku aby dawać mi pieniądze na wydatki zw. z dziećmi, Gdy ja próbowałam mu uświadomić jak zaniedbuje własną rodzinę i ulega manipulacji rodziców, były wyzwiska, kłótnie, bicie, szarpanie, kopanie i najczęściej wyjazd do mamy na kilka tygodni.... Czuję się przy nim jak szmata. W tej chwili nie mam już siły, chciałabym się z nim rozstać, ale nie potrafię... Gdy go nie ma, chcę żeby wrócił, mimo iż przez ostatnie miesiące nie zaznaję od niego nawet namiastki jakiegoś uczucia.... To jest chore, ale nie umiem sobie dać z tym rady...

12 857

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Marta39 napisał/a:

Witam wszystkich. Jestem tu nowa i chciałabym abyście poradziły mi w mojej sytuacji, chociaż w zasadzie chyba wiem co powinnam zrobić tylko, nie wiem czemu nie potrafię tego....
Jestem z mężem od 17 lat, jestem osobą wierzącą, mój mąż(w tej chwili po 40-ce)  niby też ( do kościoła chodzi), mamy troje dzieci , w tym jedno małe (2 lata). Przez te wszystkie lata jego rodzice ( w momencie ślubu 45 i 53lata) są dla niego ważniejsi niż my, pracuje u nich na gospodarstwie bez żadnego wynagrodzenia (ojciec ma konto w banku i on trzyma kasę), oni twierdzą, że pracować nie mogą bo są chorzy (wcale nie są bardziej od innych), ja zawsze zostawałam sama z dziećmi, pracą i domem... jego nigdy nie było (albo wracał późno, albo nocował u rodziców czasami przez kilka tygodni), nigdy nie był zaangażowany w życie naszej rodziny, to był mój problem, również finansowo, nie poczuwał się do obowiązku aby dawać mi pieniądze na wydatki zw. z dziećmi, Gdy ja próbowałam mu uświadomić jak zaniedbuje własną rodzinę i ulega manipulacji rodziców, były wyzwiska, kłótnie, bicie, szarpanie, kopanie i najczęściej wyjazd do mamy na kilka tygodni.... Czuję się przy nim jak szmata. W tej chwili nie mam już siły, chciałabym się z nim rozstać, ale nie potrafię... Gdy go nie ma, chcę żeby wrócił, mimo iż przez ostatnie miesiące nie zaznaję od niego nawet namiastki jakiegoś uczucia.... To jest chore, ale nie umiem sobie dać z tym rady...

Hej Marta39, chore jest,ale zachowanie tego człowieka,którego nazywasz swoim mężem i ojcem Twoich dzieci. Co Cię przy nim trzyma? Bo nawet nie finanse? Wy już nie jesteście razem. Próbowałaś mu uświadomić,że jest manipulowany przez rodziców,a jesteś świadoma,że on w pewien sposób Tobą manipuluje? Liczysz,że się zmieni? Przykro mi,to nie nastąpi. Z tego co piszesz, odwalasz kawał dobrej roboty,jesteś silna,wychowujesz sama 3kę dzieci. Szacunek! Zastanów się,czy zasługujesz na to by czuć się jak szmata i jak długo jeszcze wytrzymasz w tej roli. Powodzenia!

12 858 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-08-21 03:23:10)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Marta39 napisał/a:

Witam wszystkich. Jestem tu nowa i chciałabym abyście poradziły mi w mojej sytuacji, chociaż w zasadzie chyba wiem co powinnam zrobić tylko, nie wiem czemu nie potrafię tego....
Jestem z mężem od 17 lat, jestem osobą wierzącą, mój mąż(w tej chwili po 40-ce)  niby też ( do kościoła chodzi), mamy troje dzieci , w tym jedno małe (2 lata). Przez te wszystkie lata jego rodzice ( w momencie ślubu 45 i 53lata) są dla niego ważniejsi niż my, pracuje u nich na gospodarstwie bez żadnego wynagrodzenia (ojciec ma konto w banku i on trzyma kasę), oni twierdzą, że pracować nie mogą bo są chorzy (wcale nie są bardziej od innych), ja zawsze zostawałam sama z dziećmi, pracą i domem... jego nigdy nie było (albo wracał późno, albo nocował u rodziców czasami przez kilka tygodni), nigdy nie był zaangażowany w życie naszej rodziny, to był mój problem, również finansowo, nie poczuwał się do obowiązku aby dawać mi pieniądze na wydatki zw. z dziećmi, Gdy ja próbowałam mu uświadomić jak zaniedbuje własną rodzinę i ulega manipulacji rodziców, były wyzwiska, kłótnie, bicie, szarpanie, kopanie i najczęściej wyjazd do mamy na kilka tygodni.... Czuję się przy nim jak szmata. W tej chwili nie mam już siły, chciałabym się z nim rozstać, ale nie potrafię... Gdy go nie ma, chcę żeby wrócił, mimo iż przez ostatnie miesiące nie zaznaję od niego nawet namiastki jakiegoś uczucia.... To jest chore, ale nie umiem sobie dać z tym rady...

Marto nie płacz! Witam Cię w śród nas i nie martw się nie jesteś sama. Więcej otuchy i jak żyć dalej poradzą koleżanki starsze wiedzą i stażem. Zazdrość, Zofia, Pati, Wielokropek, Liwia zobaczysz, wstaniesz rano i nie będziesz sama. Ja podaję Ci rękę i przytulam mocno; mówiąc nie jesteś sama.

12 859

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom.
Od dawna mówicie do siebie i nie rozumiecie się.
Każdy mówi co chce a chcecie tak różnie, że o porozumieniu nie może być mowy.

On chce byś była taka, jaką mógłby pokochać. Niestety w żadnej Tobie zakochać się nie może. Nie kocha tej Ankinom potulnej, służalczej. Nie kocha też tej zbuntowanej, domagającej się szacunku, czułości, tupiącej mocno, na zmianę, to jedną to drugą nóżką.

Ty chcesz wsparcia, miłości, szacunku. Prosisz i nie dostajesz. Krzyczysz więc, straszysz wyjazdem, rozwodem. Przestał się bać? Teraz Ty się boisz.

Samotność w związku jest gorsza niż samotność poza nim......

Złość, pretensje, agresja. Ankinom przecież wiesz, że brak jego miłości, zainteresowania  wywołuje w Tobie te uczucia. Każdy niekochany tak się zachowuje...

Na mnie mąż stosował przemoc psychiczną, zdradzał mnie. Sama myśl, że odejdzie paraliżowała mnie. Czułam, że wraz z nim stracę sens życia i cząstkę siebie. Złuda Ankinom. Jestem sama od marca i na samą myśl o mężu robi mi się niedobrze, brrr, właśnie mam gęsią skórkę.... Moje wszystkie dni są spokojne i miłe. Jestem pogodna i szczęśliwa. Cieszy mnie pogoda, rozmowa z ludźmi, bycie w domu samej, z dziećmi, bycie poza domem. Dostrzegam to, czego wcześniej nie widziałam i zapomniałam, że jest.
Zapomniałam już, jak okropne uczucia i stany miałam będąc z nim. Zapomniałam już siebie smutną, wściekłą, złą. Nie mam  ŻADNYCH powodów do tych odczuć. Kiedyś potrafiłam krzyczeć na dzieci. DZisiaj nie zdarza mi się to. Rozmawiam, tłumaczę, ale nie krzyczę. Dzieci też zauważają zmianę we mnie. Oczywiście są problemy, ale kiedyś nie dawały mi one spać, jeść. Dzisiaj na spokojnie umiem je ROZWIĄZYWAĆ.

Może nie czujesz ulgi na wieść o jego odejściu, bo jesteś osobą współuzależnioną ?.....?, bo może tracisz złudzenia.... . Ankinom Ty nie zaczniesz od nowa, Ty zaczniesz nowe życie

Pytasz skąd łzy? Odpowiedzi mogą być trzy
a) ze szczęścia
b) z żalu
c) ze smutku
i Ty podkreśl prawidłowy punkt.

ankinom napisał/a:

Dlaczego nie widzę w tym szansy na lepsze życie, przynajmniej spokojne , no dlaczego?

Też tego nie rozumiem.

12 860

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio jesteś! tak czekam na Twoją odpowiedź !

12 861

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cachmir napisał/a:

Witaj Zofio, zastanawiałam się gdzie jesteś ?
Ja też miałam do Ciebie pytanie,ale pewnie jeszcze nie odczytałaś, poczekam.Buziak

Miałam gości z rewizytą. Poświęciłam im mnóstwo czasu. Łaziliśmy po sklepach, naszym mieście i były też wypady do innych ciekawych miejsc, takich jak np. Grabarka.
Dzisiaj odwiozłam ich na lotnisko. Od jutra biorę się za swoje poodkładane na bok sprawy. Mam też czas zajrzeć tu na Forum i powymądrzać się trochę big_smile.
smile

12 862

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
cachmir napisał/a:

Witaj Zofio, zastanawiałam się gdzie jesteś ?
Ja też miałam do Ciebie pytanie,ale pewnie jeszcze nie odczytałaś, poczekam.Buziak

Miałam gości z rewizytą. Poświęciłam im mnóstwo czasu. Łaziliśmy po sklepach, naszym mieście i były też wypady do innych ciekawych miejsc, takich jak np. Grabarka.
Dzisiaj odwiozłam ich na lotnisko. Od jutra biorę się za swoje poodkładane na bok sprawy. Mam też czas zajrzeć tu na Forum i powymądrzać się trochę big_smile.
smile

To się fajnie bawiłaś, świetnie- tego Ci życzę. Bardzo się pozbierałam dzięki dziewczynom co nie znaczy,że nie potrzebuje Twego czasem krytycznego oka.

Pozdrawiam serdecznie

12 863

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cachmir napisał/a:

Zofio jesteś! tak czekam na Twoją odpowiedź !

Boże drogi nie mam pojęcia o czym piszesz, o jakiej odpowiedzi. Byłam baaardzo zajęta i albo nie czytałam forum albo czytałam je pobieżnie.
Nie mogę Ci odpowiedzieć, bo nie znam pytania.
Pisz, postaram się Ci pomóc jeśli będę umiała smile.

12 864

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofia napisałas mi tyle cennych rad,ale chciałam aby były prawdziwe i napisałam watek www.netkobiety.pl/t41999.html

12 865

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, tyle bólu, smutku, rozpaczy jest w Twoich ostatnich postach... Znowu... Przykro mi, że tak się zadręczasz, rozpaczasz. Tyle to już trwa... A Ty ciągle żyjesz nadzieją, iluzją, wyobrażeniem. Chciałabym, żeby Twój mąż przejrzał na oczy, dostrzegł, że ma kochającą żonę, gotową wybaczyć mu wszystko, byleby tylko do niej wrócił, powiedział,że żałuje, kocha, od teraz będzie dobry, opiekuńczy jak kiedyś. I co, myślisz, że to nowe życie u boku męża byłoby wetedy wspaniałe. Zero wypominania, zero strachu, że znowu zdradzi? Ty byłabyś inna, już nie KKZB, kochająca, czuła, szczęśliwa, bo wszystko robilibyście wspólnie. Nie kontrolowałabyś, nie zastanawiałabyś się gdzie jest? Mąż wraca, przprasza i żyjecie długo i szczęśliwie. Tak widzisz dalsze życie?

Mąż wraca i przeprasza a ona wybacza ???? same przeprosiny zdradzający może sobie wsadzić gdzieś! Tu nie o przeprosiny chodzi a o pomoc w wybaczeniu. To zdradzający musi pracować nad sobą, by mu wybaczono.
Wybaczyć ....Liwio co znaczy wybaczyć. Myślisz, że wybaczyć to pstryk i amnezja, i nie pamiętamy o zdradzie. Myślisz, że wyrzucimy z naszej głowy wyobrażenie jego czułości do innej kobiety, jego uniesień, zachwytu dla innej. Jeśli tak myślisz jesteś w błędzie. Sześć lat miałam w głowie jego zdradę (on nie miał sobie nic do zarzucenia ). Oczywiście wspaniałomyślnie powiedziałam WYBACZAM, ale to było tylko słowo, które nie miało się ni jak do moich emocji, odczuć. Nie było dnia bym nie myślała o nich. Nie było dnia bez urągania mu w myślach. Głośno mówiłam, kocham, a w myślach krzyczałam jak bardzo go nienawidzę. Z czasem ZAPOMINAŁAM. Nie znaczy to jednak, że wiarę mu dałam. Sprawdzałam telefon od czasu do czasu i zaliczył kolejną wpadkę. Nową kochankę wybaczyłam - pamiętna to dla mnie data : 11 marzec 2011r. Tego dnia wyrzuciłam go z domu, życia i wybaczyłam zdradę. Powiem ci kochana, że wdzięczna im jestem za ten romans. Gdyby nie on nadal byłabym nieszczęśliwą żoną charakteropaty. Nieszczęśliwą i nieświadomą.

12 866

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
cachmir napisał/a:

Zofia napisałas mi tyle cennych rad,ale chciałam aby były prawdziwe i napisałam watek www.netkobiety.pl/t41999.html

Ok. Przeczytam jeszcze dziś i odpiszę. Teraz niestety nie dam rady - jest 4 rano i sen mnie morzy.

smile

12 867

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję Wam kobietki za wsparcie, cieszę się że nie jestem sama....

12 868

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Marta39 napisał/a:

Witam wszystkich. Jestem tu nowa i chciałabym abyście poradziły mi w mojej sytuacji, chociaż w zasadzie chyba wiem co powinnam zrobić tylko, nie wiem czemu nie potrafię tego....
Jestem z mężem od 17 lat, jestem osobą wierzącą, mój mąż(w tej chwili po 40-ce)  niby też ( do kościoła chodzi), mamy troje dzieci , w tym jedno małe (2 lata). Przez te wszystkie lata jego rodzice ( w momencie ślubu 45 i 53lata) są dla niego ważniejsi niż my, pracuje u nich na gospodarstwie bez żadnego wynagrodzenia (ojciec ma konto w banku i on trzyma kasę), oni twierdzą, że pracować nie mogą bo są chorzy (wcale nie są bardziej od innych), ja zawsze zostawałam sama z dziećmi, pracą i domem... jego nigdy nie było (albo wracał późno, albo nocował u rodziców czasami przez kilka tygodni), nigdy nie był zaangażowany w życie naszej rodziny, to był mój problem, również finansowo, nie poczuwał się do obowiązku aby dawać mi pieniądze na wydatki zw. z dziećmi, Gdy ja próbowałam mu uświadomić jak zaniedbuje własną rodzinę i ulega manipulacji rodziców, były wyzwiska, kłótnie, bicie, szarpanie, kopanie i najczęściej wyjazd do mamy na kilka tygodni.... Czuję się przy nim jak szmata. W tej chwili nie mam już siły, chciałabym się z nim rozstać, ale nie potrafię... Gdy go nie ma, chcę żeby wrócił, mimo iż przez ostatnie miesiące nie zaznaję od niego nawet namiastki jakiegoś uczucia.... To jest chore, ale nie umiem sobie dać z tym rady...

Dziewczyno! przeczytaj swój post 10 razy ze zrozumieniem i bierz nogi za pas i uciekaj jak najdalej od niego.

Oj ta nasza psychika....płata nam ona figle.
Bije, poniża, przy nim czujemy się nikim a tęsknimy za nim a pragniemy go.
Przecież brzydzimy się jego zachowaniem a nadal pragniemy z nim być.....jak narkomanki na głodzie.

12 869

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
pati31 napisał/a:

Napewno trzeba zyc wedlug wlasnych zasad

Zgadzam się, pod warunkiem, że nasze zasady są zdrowe.

pati31 napisał/a:

Jesli sie mowi partnerowi ze cos nas rani ,a on postepuje tak nadal ,to tak naprawde on ma se soba problem.

On ma problem ze sobą a my z nim. Aby pozbyć się naszego problemu, pozbywamy się tego, co nam te problemy przysparza (trochę to skomplikowane).

pati31 napisał/a:

Bo jesli lubimy chodzic za rece z partnerem ,a on tego unika ,jakby sie wstydzil lub bal ,tzn ze nie traktuje nas powaznie.
Jesli zarabiamy duze pieniadze ,a partner siedzi w domu i ma wymagania tak naprawd to jemu nie zalezy.

Jeśli tak się dzieje to znaczy, że partner nas nie kocha.


pati31 napisał/a:

Zdrowy zwiazek dla mnie to
Pracujemy ,spelniamy sie ,wspolnie planujemy,wspolnie rozwiazujemy problemy finanswoe i nie tylko.
Jesli partner robi cos co mi sie nie podoba ,a jesli on dazy by nie ranic wtedy wiez sie zaciesnia i dla takiego partnera warto sie starac nad soba pracowac.

Dla żadnego partnera nie można nad sobą pracować. Jak jest miłość, szacunek to wszyscy są szczęśliwi i nic nie muszą w sobie zmieniać. Można iść na kompromisy, ale nie można zmieniać się dla kogoś smile.


pati31 napisał/a:

czyli jesli zwiazek ma problemy to razem je rozwiazujemy i staramy sie razem i pracujemy nad soba razem ,a ni tylko jedna osoba ,wtedy taki zwiazek ma szanse.

I tak i nie. Tak, bo to prawda, że w partnerskim związku wspólnie rozwiązujemy NASZE problemy. Nie, jeśli dotyczy to przemocy czy alkoholizmu. Nie, jeśli dotyczy to zdrady. To zdradzający ma nad czym popracować a nie zdradzony. To zdradzający pracować powinien nad sobą ale i nad zdradzonym, by ten mógł mu wybaczyć. Wybaczyć można jedynie raz i to tylko w przypadku jeśli zdradzający bardzo się stara, by mu wybaczono. Alkoholik sam musi poradzić sobie ze swoją chorobą. Od stosującego przemoc fizyczną lub psychiczną musimy wiać a nie wspólnie rozwiązywać JEGO problem.


pati31 napisał/a:

kiedy ma sie dobrego partnera ,ale ma sie za duzo czasu ,a partner mnostwo pasji o kotre jestesmy zazdrosci wtedy brakuje nam czulosci wciaz mao i malo ,a tak naprawde brakje nam swojego zycia

Nie zgadzam sie z Tobą. Jeśli partner ma zbyt dużo pasji i nas przez nie zaniedbuje to nie jest to normalne. Po co mi facet, który jest wiecznie zajęty, nieobecny. Jeśli mam być w związku sama to wolę być sama w pełnym słowa tego znaczeniu.

Witaj ZOFIO
w swoim pierwszy poscie na temat napisalam ,jesli chodzi o zdrady ,bicie ,picie -to zwiazku niema.
Poniezej napisalam o normalnym zyciu
Problemach dnia codziennego

12 870

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wiesz Pati, Ty się rzeczywiście zmieniłaś. Na lepsze oczywiście. Ale ja od początku wiedziałam,że silna z Ciebie kobieta. Nigdy nie dałas po sobie poznać ani odrobiny załamania. Ciśniesz do przodu jak błyskawica! I nawet ciężko jest mi uwierzyć,że kiedykolwiek się bałaś odejść. Jest w Tobie tyle wiary, samoświadomości, konsekwencji, od samego początku. Szacun!

Dzieki slonce.

Posty [ 12 806 do 12 870 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 196 197 198 199 200 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026