Witam Was serdecznie.
Nie było mnie tu tak długo, że aż zapomniałam jakie hasło ustaliłam do swojego nicka i ledwo się tu dostałam
.
Nie mam szans przeczytać wszystkich nieczytanych stron. Mam jednak wnioski po kilku ostatnich Waszych postach.
Brawo Anstawio! chylę czoła! Nie jesteś już tą samą łudzącą się i siebie oszukującą kobietą
. Twoje spojrzenie na związki i życie podoba mi się. Odwaliłaś kawał dobrej roboty
- zdrowiejesz kochana. Miło czyta się Twoje posty. Mam jednak do nich jedną uwagę
Anstawia napisał/a:Jeżeli chodzi o zajmowanie się Twoją córką, pamiętaj,że masz prawa. Masz też prawo do spotkań z koleżankami a mąż w między czasie może zająć się Twoją córką.
Błąd ! to nie jest tylko córka Liwii. To jest córka Liwii i jej męża i oboje mają PRAWA I OBOWIĄZKI. Jej mąż jako ojciec dziecka ma OBOWIĄZEK i PRAWO zajmować się córką i powinien zajmować się także swoim dzieckiem. ICH córka nie powinna czuć się odrzucona przez żadnego rodzica.
Anstawio cieszę się Twoimi zmianami i gratuluję Ci.
Liwio Ty także ruszyłaś z miejsca. Już potrafisz zauważyć siebie. Zbyt często jednak spoglądasz w stronę "byłego", ale może kiedyś spojrzeć w jego stronę nie będziesz chciała. Może pochłonie Cię Twoje życie na tyle, ze nie będziesz miała czasu na spoglądanie na niego. Może kiedyś Twoje życie będzie tak udane, że nie będziesz chciała psuć sobie nastroju myślami o nim. Życzę CI tego z całego serca.
L_krecjo....przykro mi, że znowu rozczarowałaś się. Chyba za wcześnie robiłaś sobie nadzieję na nowy związek. L_krecjo bez faceta też da się żyć ! i to całkiem miło
.
Chęć powrotu do byłego przeraziła mnie....uwierzyłaś oszustowi? Po raz kolejny uwierzyłaś oszustowi? On jest uzależniony, nałogowcem a Ty dobrze wiesz jak trudno i wolno wychodzi się z nałogu. Wiesz też, że trzeba chcieć wyjść z uzależnienia....widocznie on nie chce....
Jesteś mądrą kobieta i wiem, że będziesz jeszcze szczęśliwa, może sama, ale szczęśliwa.
Teraz kilka słów o mnie.
Korzystam z życia! Zajęłam się sobą. Robię to co lubię i czas spędzam jak lubię I WIEM JUŻ CO LUBIĘ
. Jestem uśmiechnięta, otwarta na ludzi. W każdym dniu znajduję przyjemność i doceniam też każdy dzień. Wiem też, że nie do końca jestem "uleczona" i muszę wiele jeszcze nauczyć się. Obserwuję siebie w kontaktach z mężczyznami a właściwie z jednym
. Czasami podejrzewam, ze on jest mkzb uczący się na nowo żyć (3 lata temu zostawiła go żona). Traktuję ta znajomość ....jako przyjaźń. Pilnuję się, by nie rozdmuchiwać swej wyobraźni.....tak więc staram się by była to tylko przyjaźń. Jest dla mnie dobry, uczynny. Nie umiem jeszcze korzystać z tej uczynności. Kiedy wypadł mi dysk i przez tydzień byłam przykuta do łóżka chciał odkurzyć, zmyć naczynia, wykupić leki. Zaprotestowałam, nie pozwoliłam. Kiedy zapytał dlaczego, odpowiedziałam, bo jestem Zosia samosia i zrobię to sama ( jak wydobrzeję). Dopiero następnego dnia dotarło do mnie, że zachowałam się jak typowa kkzb
. Zdrowa kobita powiedziałaby, ależ jesteś miły, że chcesz mi pomóc i chcesz by było czysto wokół mnie; ależ jesteś miły, że chcesz pozmywać naczynia, a za wykup leków powinnam przesłać mu buziaki
a ja mówię, ja sama, bo ja samosia - masakra!
Z dziećmi moimi rozmawia jak z kumplami. Wczoraj syn składał laptopa po malowaniu. Nie bardzo pamiętał co gdzie ma włożyć i było dużo śmiechu i żartów z tego powodu (coraz częściej słychać w moim domu wspólny z dziećmi śmiech). W końcu razem składali tego laptopa. Moją uwagę przykuły słowa syna, mogę panu pomóc - chodziło o naprawę jego samochodu. Podoba mi się jak rozmawia z moimi dziećmi. Oni nigdy nie mieli ojca/kumpla. Nigdy razem niczego nie robili, nie żartowali razem, nie śmieli. W takich momentach gula stoi mi w gardle i łzy kręcą się w oku. Dostrzegam jakim kiepskim był ojcem i czego nie dostali od ojca synowie.
Dzieciaki chciałyby abyśmy byli parą. Ja nie jestem gotowa. Boje się siebie i jego, i problemów, i rozczarowań. Jest dobrze jak jest. Mam swoje życie a on jest tylko dodatkiem.
Od tygodnia mam z rewizytą koleżankę u której byłam w maju. Biegam całymi dniami z nią po sklepach i mieście. Jest zachwycona "nową Polską". Podobają się jej zmiany w sklepach, na ulicach. Widzę zachwyt w jej oczach ale i smutek i tęsknotę. Powiedziała wczoraj, że kocha nasze miasto.....po 30 latach na obczyźnie jednak tęskni za Polską. Wspólnie spędzany czas to dla mnie frajda. Wspominamy, żartujemy. Dobrze się bawimy.
Nie lubię wracać myślami, opowieściami do mojego dawnego życia. Nie mam już jednak takich silnych emocji przy mówieniu o byłym mężu. Mam dystans do niego i naszego zakończonego małżeństwa. Nadal jestem dozgonnie wdzięczna jego partnerce, że pojawiła się w jego życiu. Sprawy na które mam wpływ zamykam. Inne muszą toczyć się własnym rytmem.
Były małżonek płaci mi alimenty. Nie jest to kwota zasądzona przez sąd.....ważne, że płaci. Z dziećmi nie utrzymuje kontaktów nadal. Raz dzwonił do syna z propozycją założenia firmy na niego. Płacić mu będzie na początek 5 tyś. ....dziękować Bogu syn nie dał sie złapać na pieniądze ale i odpowiedzialność za poczynania ojca. Jakiś już czas temu zadzwonił do mnie po kilku głębszych i oczywiście naubliżał mi. Następnego dnia pojechałam do jego firmy (jej, bo ona firmuje jego działalność) i przy wszystkich pracownikach powiedziałam, że nie życzę sobie pijackich awantur. Dlaczego przy ludziach ? ponieważ wiem już, że tylko obecność ludzi powoduje jego przestrach. On, ten "dobry człowiek" nie może być skompromitowany w oczach ludzi. Nie mogą oni wiedzieć, że jest on awanturnikiem i wydzwania do byłej i ubliża, obraża. Wiem, że tylko świadomość, że kolejny raz w odwecie przyjdę z uwagami ( nie awanturą tylko uwagami) do firmy, powstrzymać go może przed podobnymi telefonami i zachowaniami.
Pozdrawiam Was i mocno ściskam
