netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 005 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 194 195 196 197 198 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 676 do 12 740 z 26 310 ]

12 676

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Witam Zazdrość, myślałam, że o nas zapomniałaś, a Twoje wypowiedzi dają mi do myślenia smile fajnie, że wróciłaś smile mam nadzieję, że tylko jako doradca smile

Nie czuje i nigdy nie czulam w sobie mocy by doradzac... ale lubie pogadac..

Przeczytalam swoje stare posty lol
Normalnie porazka... bo ja w zasadzie to zapytalam czy biale to biale i kto jeszcze widzi, ze to biale,
no i wykombinowalam, ze jak tyle ludzi mowi, ze biale to chyba musi byc w tym ZIARNKO prawdy
... z tego ziarnka zaczelam budowac siebie.

Ciekawa jestem jakie "glupie" rzeczy robilyscie przed terapia?
Ja na przyklad:
- musialam miec ostatnie slowo w sporze.... nie potrafilam "wyluzowac"
- jesli ktos uzywal wobec mnie przemocy (zwlaszcza tej psychicznej) to zamykalam sie w sobie i plakalam, rozmazywalam sluz po twarzy z pytaniem WHYYY? whyyy meee?..
- wydawalo mi sie, ze kazdy musi mnie zrozumiec

no i to wspoluzaleznienie od partnera...

W pewnym sensie balam sie zycia... moze nie wszystkiego ale byly sprawy, ktorych nie mialam odwagi zaczac, sprobowac, zaryzykowac.
Doswiadczylam dziwnego przezycia. Spotkalam MNIE.... tak dokladnie to faceta, ktory byl taki jak ja kiedys...
no i zalamka... NIE DA SIE ZYC Z KOCHAJACYM ZA BARDZO..
jest jak bluszcz, ktory dusi...

Dzis probuje rzeczy, ktoryh balam sie wczesniej big_smile i kocham moje zycie nad zycie.

12 677

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, z tą pomocą wszystkim naokoło, miałam/mam to samo. Rodzice też mnie wychowali w ten sposób. Ja MUSZĘ im pomagać, po to mnie mają. Długo, bardzo długo przez to cierpiałam. Żyłam w ciągłym poczuciu winy,że nie spełniam ich marzeń. A do tego wszystko co robiłam dla siebie, nie cieszyło mnie, czułam się wyrodną córką.
I wiesz, w końcu dotarło do mnie, że szkoda marnować w ten sposób życia. Bo ani im nie pomagam tak jak tego chcą, ani sama nie jestem szczęśliwa. Jestem dorosła, to moje życie, moje wybory, ja za to odpowiadam. A czy oni mają źle? Przecież są o wiele starsi ode mnie. Mogą układać sobie swoje życie beze mnie. A że nie chcą, to ich problem,nie mój. A co do mojego męża, daje sobie sam radę. I gdyby mi powiedział, tak jak twój Tobie: co się z Tobą stało? Odparłabym: To już nie Twoja sprawa.
Nie jest mi jeszcze łatwo, potykam się, cofam. Czasami zastanawiam się, czy ta terapia ma sens. Wiem co muszę zmienić, chcę to zrobić, ale wciąż łapię się na tych samych błędach, na braku szacunku do siebie. Nie wiem jak potoczy się dalej moje życie...

Ja mam bardzo często jakieś poczucie winy. Czuję się odpowiedzialna za "zbawienie" najbliższych.
Moja mam ma silny wpływ psychiczny na mnie, bo jeśli czegoś nie zrobię o co prosi-teraz, zaraz to jest obraza majestatu. Wtedy wybucham, a potem wyrzut sumienia i robię to teraz, zaraz, bo ona chce, a ja nie chcę mieć potem gadane jak to wszystko sama musi robić.
Staram się od kilku dni wyciszyć, próbuje precyzować na nowo własne pragnienia, boję się tego jak cholera, ale próbuję. Nie chcę marnować życia na robienie czegoś , co nie jest dla mnie zbyt ważne. Nie chcę też nikogo na siłę uszczęśliwiać, chciałbym w końcu wiedzieć co znaczy własne szczęście.
Co do terapii-też tak mam Anstawio.Czasem myślę, że nic mi nie daje. Może dlatego, że chyba mało mam wkładu własnego nad tym, by zdrowieć. Nie wiem, co będzie dalej, tak samo jak Ty Anstawio.....

12 678

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz Liwio, ja w Twoich postach dostrzegam wszystko to co sama przechodziłam lub przechodzę. Wiele wspólnego, zwłaszcza to co teraz piszesz o mamie. I w sumie, jak czytam to co piszesz, to widzę, że terapia pokazuje nam coraz to nowsze problemy. Dołuje nas to, ale daje do myślenia, zaczynamy zauważać nasze zachowania, zachowania innych i staramy się coś zmieniać. Może dzięki temu idziemy dalej? Nie wiem.
Co do mamy, pamiętam jak podczas terapii pierwszy raz powiedziałam jej NIE, była zszokowana, ale przyjęła to do wiadomości. Ja miałam wyrzuty sumienia, ale minęło. Mama ani nie jest obrażona, ani zła. A ja mam większą odwagę mówienia jej NIE, ZROBIĘ TAK JAK UWAŻAM. I jest ok, a nawet lepiej, spokojniej... Podobno ludzie z czasem przyzwyczajają się do naszej asertywności. A jak komuś to nie pasuje, to niech spada!
Też mi się wydaje,że mam mało wkładu własnego w swoje zdrowienie. Wiem jak trzeba myśleć, postępować, mówić... Nie potrafię tego wnieść w życie, pomimo tego, że mam wzorzec jak to robić. Po prostu mam szanować siebie i myśleć o sobie pozytywnie. Po prostu... No właśnie...

12 679

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Liwio,
trzymanie złości szkodzi (choroby psychosomatyczne), zabiera siłę i energię. Wielokrotnie też, przy byle jakiej okazji, wylewa się ona na Bogu ducha winną osobę. Pozbycie się złości nie oznacza kłótni. Można pozbyć się jej (zmniejszyć jej ilość) w sposób, który nie będzie krzywdził innych. Można wywalić swą złość trzepiąc dywany, szorując podłogę, waląc w worek treningowy, pływając w basenie, wrzeszcząc (będąc poza zasięgiem ludzkich uszu), robiąc tysiące innych rzeczy (o takich sposobach wielokrotnie pisałam, nie zaś o bezustannych kłótniach). Można jej się pozbyć, można ją trzymać w sobie. Każdy podejmuje swą decyzję. I każda decyzja niesie swe konsekwencje. Ta o trzymaniu energii związana jest nierozerwalnie z brakiem siły (bo trzeba zużyć mnóstwa własnej siły, by bez ustanku hamować swą złość).

Twierdzisz, że pomagasz, bo tak zostałaś wychowana. Ale, czy rodzice namawiali Cię do pomagania, gdy jesteś wściekła? Gdy Twoja pomoc jest niechętna? Gdy wraz z pomocą przekazujesz złą energię?
Wychowanie, wychowaniem, teraz jednak, będąc dorosłą kobietą, podejmujesz sama decyzje. Możesz pomagać, możesz nie pomagać. Nie musisz postępować tak, jak chcieli/chcą Twoi rodzice. Najwyższa (?) pora na stanięcie na nogach, na podniesienie się z kolan, na podejmowanie samodzielnych decyzji, na branie odpowiedzialności (we własnym umyśle) za wszystkie swe obecne decyzje.

Jeśli komuś coś ofiaruję, pomagam, robię to z własnej nieprzymuszonej woli i... nie oczekuję ani wdzięczności, ani podobnych gestów, ani miłości. NIC. Robię, bo tak chcę, na to się decyduję. Jeśli zaś kilkakrotnie spotykam się z niechętnym przyjmowaniem moich darów (jakichkolwiek, również niematerialnych), z ich krytyką, z zabawą w "tak, ale...", to rezygnuję z obdarowywania tego kogoś. Chętnie pomagam, ale nie muszę pomagać. Czemu Ty musisz (odpowiedzi poszukaj w sobie)?

Jeśli sama rezygnujesz ze swoich praw, jeśli zawsze czyjeś dobro przedkładasz nad swoje, jeśli uszczęśliwiasz innych swoim kosztem, to... Twoja decyzja. Nie bądź wówczas złą na tych innych. Możesz zachowywać się inaczej, ale nie musisz.

Złość- tak,wiem, że na nią nie są skuteczne kłótnie. Próbuję w różnych postaciach ją wyładowywać. Jednak ona gromadzi się czasami tak bardzo, że nie mam na nią sposobu. Sama nawet nakręcam się myśleniem, że mam nieudane życie, że moje małżeństwo się rozpadło. Mam często pretensje do męża, bo wiem, że nie był fair, a takiego zycia sobie u jego boku nie wyobrażałam. W zeszłym tygodniu nasze relacje dobrze się układały, ale od poniedziałku mam poczucie, że to nie jest tak jakbym chciała. To nie jest normalne, że małżeństwo mieszka osobno, mąż odwiedza żonę i dziecko, kiedy mu pasuje i chce być "wyjątkowy". Nie chcę takiego życia i
chyba to sprawia, że czuję ból, porażkę i to, że znów na mnie spoczywa podjęcie decyzji, co dalej z moim/naszym życiem. Kolejny raz sie przecież wyprowadził, jaki obraz domu ma moje dziecko?! Tata i mama jak dwaj gówniarze. Mama z humorami, bo wciąż "coś" niszczy jej spokój, tata na luzie, bo sam, bo tak chyba jak chciał....Nie wiem.

Chcę stanąć na własnych nogach Wielokropku, ale ilekroć próbuję, znów upadam. Boję się pewnych decyzji, bo boję się reakcji innych.

12 680

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Wiesz Liwio, ja w Twoich postach dostrzegam wszystko to co sama przechodziłam lub przechodzę. Wiele wspólnego, zwłaszcza to co teraz piszesz o mamie. I w sumie, jak czytam to co piszesz, to widzę, że terapia pokazuje nam coraz to nowsze problemy. Dołuje nas to, ale daje do myślenia, zaczynamy zauważać nasze zachowania, zachowania innych i staramy się coś zmieniać. Może dzięki temu idziemy dalej? Nie wiem.
Co do mamy, pamiętam jak podczas terapii pierwszy raz powiedziałam jej NIE, była zszokowana, ale przyjęła to do wiadomości. Ja miałam wyrzuty sumienia, ale minęło. Mama ani nie jest obrażona, ani zła. A ja mam większą odwagę mówienia jej NIE, ZROBIĘ TAK JAK UWAŻAM. I jest ok, a nawet lepiej, spokojniej... Podobno ludzie z czasem przyzwyczajają się do naszej asertywności. A jak komuś to nie pasuje, to niech spada!
Też mi się wydaje,że mam mało wkładu własnego w swoje zdrowienie. Wiem jak trzeba myśleć, postępować, mówić... Nie potrafię tego wnieść w życie, pomimo tego, że mam wzorzec jak to robić. Po prostu mam szanować siebie i myśleć o sobie pozytywnie. Po prostu... No właśnie...

Czytam jak o sobie o wszystkim, co piszesz. Jakbym to ja była. Chcę nauczyć się mówić "nie". Bardzo chcę.

12 681

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, złość się kumuluje, jeżeli człowiek nie jest asertywny, robi coś wbrew sobie. To się zbiera, zbiera, a potem następuje wybuch, z powodu błachostki, czasami na niewinną osobę. Ja na przykład godziłam się na wszystko, bez zastanowienia, a potem byłam zła, bo brałam za dużo na swoją głowę. Teraz, staram się mówić komuś, że muszę się zastanowić czy mogę się podjąć jakiejś czynności. Oczywiście, bywa różnie, czasami się zapędzę i mówię jasne, zrobię to czy tamto, a potem żałuję, bo jest tego za dużo. Są też czasami sytuacje,że nie da się odmówić.
No i to nakręcanie się swoimi negatywnymi myślami! Mam to samo. I to jest to, nad czym właśnie pracuję. Pozytywne myślenie o sobie, non stop, 24h/24h.
I też miałam,że mąż się pojawiał i znikał. Najpierw było ok, a potem mnie to wkurzyło. Powiedziałam,że nie chcę żeby przychodził. Popłakałam i się uspokoiłam.
A rodziców też mam gówniarzy. Mama to malutka dziewczynka, a ojciec...jakby go nie było wcale. Skoro oni są jak dzieci, to ja muszę być jak dorosła osoba i zacząć ich traktować jak dorosłe osoby. A że oni lubią się zachowywać jak dzieci... Cóż, może w końcu do nich dotrze. Bo do tej pory zachowywali się fatalnie!
Liwio, nie myśl o tym jak zareagują inni. Rób swoje, a może reakcja innych Cię zaskoczy?

12 682

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, złość się kumuluje, jeżeli człowiek nie jest asertywny, robi coś wbrew sobie. To się zbiera, zbiera, a potem następuje wybuch, z powodu błachostki, czasami na niewinną osobę. Ja na przykład godziłam się na wszystko, bez zastanowienia, a potem byłam zła, bo brałam za dużo na swoją głowę. Teraz, staram się mówić komuś, że muszę się zastanowić czy mogę się podjąć jakiejś czynności. Oczywiście, bywa różnie, czasami się zapędzę i mówię jasne, zrobię to czy tamto, a potem żałuję, bo jest tego za dużo. Są też czasami sytuacje,że nie da się odmówić
No i to nakręcanie się swoimi negatywnymi myślami! Mam to samo. I to jest to, nad czym właśnie pracuję. Pozytywne myślenie o sobie, non stop, 24h/24h.
I też miałam,że mąż się pojawiał i znikał. Najpierw było ok, a potem mnie to wkurzyło. Powiedziałam,że nie chcę żeby przychodził. Popłakałam i się uspokoiłam.
A rodziców też mam gówniarzy. Mama to malutka dziewczynka, a ojciec...jakby go nie było wcale. Skoro oni są jak dzieci, to ja muszę być jak dorosła osoba i zacząć ich traktować jak dorosłe osoby. A że oni lubią się zachowywać jak dzieci... Cóż, może w końcu do nich dotrze. Bo do tej pory zachowywali się fatalnie!
Liwio, nie myśl o tym jak zareagują inni. Rób swoje, a może reakcja innych Cię zaskoczy?

Piszesz o mnie Anastawio, cały czas o mnie. Dwie inne osoby, a jakże identyczne odczucia. Masz rację. ja też mam za dużo na głowie, a potem kumulacja wszystkiego i wybuch.

Próbuję myśleć inaczej, ale nadal kiepsko mi to jak widać wychodzi sad Trudno uwolnić się od tego nakręcania!

12 683

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:
ankinom napisał/a:

Witam Zazdrość, myślałam, że o nas zapomniałaś, a Twoje wypowiedzi dają mi do myślenia smile fajnie, że wróciłaś smile mam nadzieję, że tylko jako doradca smile

Nie czuje i nigdy nie czulam w sobie mocy by doradzac... ale lubie pogadac..

.

Nieprecyzyjnie się wyraziłam - jako doradca, czyli nie jako KKZB. "Zdrowa" osoba, z uporządkowanym życiem i myślami....osoba, która racjonalnie spojrzy na to, co my widzimy jako dramat. smile

12 684

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Złość- tak,wiem, że na nią nie są skuteczne kłótnie. Próbuję w różnych postaciach ją wyładowywać. Jednak ona gromadzi się czasami tak bardzo, że nie mam na nią sposobu. Sama nawet nakręcam się myśleniem, że mam nieudane życie, że moje małżeństwo się rozpadło.

(...)czuję ból, porażkę i to, że znów na mnie spoczywa podjęcie decyzji, co dalej z moim/naszym życiem.

(...)Chcę stanąć na własnych nogach Wielokropku, ale ilekroć próbuję, znów upadam. Boję się pewnych decyzji, bo boję się reakcji innych.

W tych zdaniach kryje się odpowiedź na pytanie "czemu jest tak, jak jest?"
Zamiast działać, próbujesz. Ponieważ "próbujesz", nie masz motywacji koniecznej do wprowadzenia zmian w swym myśleniu, a co za tym idzie - we własnym zachowaniu. Ponieważ przy "próbowaniu" nie osiągasz (bo nie możesz) zadowalających rezultatów, usprawiedliwiasz się sama przed sobą wynajdując różne powody.

Napisałaś o odczuwanym bólu i porażce, bo po raz kolejny masz podejmować decyzje o swoim życiu.
Przeczytaj uważnie to swoje zdanie, dla mnie porażające. KTO MA PODEJMOWAĆ DECYZJĘ W SPRAWIE TWEGO ŻYCIA?



A ostatnie zdanie jest zobrazowaniem Twego głównego problemu.
Strach przed reakcją innych.
Dopóki nie uporasz się w swej głowie z tym problemem, nie ruszysz z rozwiązaniem żadnego innego. On leży u podstaw wszystkich pozostałych.




I zastanawiam się nad tym, czy (a jeśli tak, to kiedy) zmienisz słowo "chcę" na "podjęłam decyzję".
Wbrew pozorom jest między nimi kolosalna różnica.

12 685

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak Wielokropku. Próbuję, zamiast działać. Nijak mi to wychodzi, nie jestem zdecydowana i konkretna. Męczę się strasznie z tym, wręcz sama ze sobą.

O podejmowaniu decyzji napisałam w takim znaczeniu, że w moim związku to zawsze ja musiałam podejmować decyzje. Nawet gdy ten związek się rozpadał na mnie wszystko spoczywało, każda decyzja, każde posunięcie, a potem i tak mąż zwalał na mnie każdą winę, co działało na mnie destrukcyjnie. Wiem, że to moje życie i ode mnie zależy jak ono będzie wyglądać, jednak w sprawie mojego małżeństwa jestem rozłożona na łopatki i boję się być decyzyjna, skoro druga strona czeka na mój ruch, a potem i tak wychodzi, że yo ja coś postanowiłam, to je czegoś nie chciałam, to ja jestem winna.......

Już nawet spać nie mogę.........
Miłego dnia dla wszystkich.....

12 686 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-09 08:52:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Wiem, że to moje życie i ode mnie zależy jak ono będzie wyglądać, jednak w sprawie mojego małżeństwa jestem rozłożona na łopatki i boję się być decyzyjna, skoro druga strona czeka na mój ruch, a potem i tak wychodzi, że yo ja coś postanowiłam, to je czegoś nie chciałam, to ja jestem winna.......(...)

Co złego jest w tym, że Ty coś postanowisz w sprawie związku?
Co złego jest w tym, że Ty czegoś nie chcesz?
Co złego jest w tym, że Twój mąż obarczy Ciebie odpowiedzialnością za decyzje, będące konsekwencją jego stosunku do Ciebie?



Zrozum, że zachowując się w opisany wyżej sposób podjęłaś decyzję o przetrwaniu, nie o życiu.
I za to Ty jesteś odpowiedzialna, mimo że tak zaciekle przed odpowiedzialnością się bronisz.
Zastanów się nad ponoszonymi przez Ciebie (przez Twą córkę również) konsekwencjami tej właśnie decyzji.





.

12 687

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jestem z siebie dumna, ostatni raz widziałam się ze swoim  facetem w poniedziałek, mieszkamy blisko ale on ciagle nie ma czasu bo gra na kompie albo siedzi u brata. Na początku strasznie rozpaczałam i każda noc bez niego była dla mnie straszna. Teraz jakoś to olałam, on twierdzi że w tygodniu to nie musimy się tak często widzieć skoro spędzamy razem całe weekendy i że będziemy się widzieć codziennie jak zamieszkamy razem. Postanowiłam się zdystansowac do swojego związku i czekam na rozwój sytuacji. On się wydaje jak na razie wielce zdziwiony że nić nie zaproponowałam w tym tygodniu. A kij mu w oko! Mam naukę jazdy, znajomych, niech on też poczuje sie samotny! Dobrze robię?

12 688 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2012-08-09 13:59:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

... a potem i tak mąż zwalał na mnie każdą winę (...) jestem rozłożona na łopatki i boję się być decyzyjna, skoro druga strona czeka na mój ruch, a potem i tak wychodzi, że ja ja coś postanowiłam, to ja czegoś nie chciałam, to ja jestem winna.......

Badz winna! ha ha... a co Ci tak zalezy na opini kogos kto bez wzgledu co zrobisz i tak bedzie Cie obwiniac?
Decyzje podejmujemy non stop. Nawet decyzje o "nicnierobieniu".
Za decyzje o "nicnierobieniu" on tez bedzie Cie obwiniac.
A zatem jaki jest prawdziwy powod, ze nie chcesz podjac decyzji?
.. no i wg Ciebie Liwio jaka decyzja bylaby dla Ciebie najlepsza?

12 689

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tegan napisał/a:

Jestem z siebie dumna, ostatni raz widziałam się ze swoim  facetem w poniedziałek, mieszkamy blisko ale on ciagle nie ma czasu bo gra na kompie albo siedzi u brata. Na początku strasznie rozpaczałam i każda noc bez niego była dla mnie straszna. Teraz jakoś to olałam, on twierdzi że w tygodniu to nie musimy się tak często widzieć skoro spędzamy razem całe weekendy i że będziemy się widzieć codziennie jak zamieszkamy razem. Postanowiłam się zdystansowac do swojego związku i czekam na rozwój sytuacji. On się wydaje jak na razie wielce zdziwiony że nić nie zaproponowałam w tym tygodniu. A kij mu w oko! Mam naukę jazdy, znajomych, niech on też poczuje sie samotny! Dobrze robię?

zle sad

nie zyj tak by cos mu pokazac, udowodnic... zeby poczul sie samotny.
Nie organizuj sobie zycia tak by cos komus pokazac....
czerp radosc z zycia..
... a jemu kij w oko! he he

12 690

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Liwia napisał/a:

(...)Wiem, że to moje życie i ode mnie zależy jak ono będzie wyglądać, jednak w sprawie mojego małżeństwa jestem rozłożona na łopatki i boję się być decyzyjna, skoro druga strona czeka na mój ruch, a potem i tak wychodzi, że yo ja coś postanowiłam, to je czegoś nie chciałam, to ja jestem winna.......(...)

Co złego jest w tym, że Ty coś postanowisz w sprawie związku?
Co złego jest w tym, że Ty czegoś nie chcesz?
Co złego jest w tym, że Twój mąż obarczy Ciebie odpowiedzialnością za decyzje, będące konsekwencją jego stosunku do Ciebie?

Zrozum, że zachowując się w opisany wyżej sposób podjęłaś decyzję o przetrwaniu, nie o życiu.
I za to Ty jesteś odpowiedzialna, mimo że tak zaciekle przed odpowiedzialnością się bronisz.
Zastanów się nad ponoszonymi przez Ciebie (przez Twą córkę również) konsekwencjami tej właśnie decyzji.
.

Masz rację Wielokropku, jak zwykle ją masz.
Wiem, że to moje decyzje, ale ja wciąż boję się konsekwencji ich podejmowania. Nic złego nie stanie się przecież z tego powodu, że nie chcę trwać w związku, w którym nie czuję się tak jakbym chciała. Z resztą to już jest jakiś układ a nie związek, bo żyjemy osobno i chyba oboje mamy na siebie destrukcyjny wpływ.
Mąż obarczy mnie wszystkim i decyzją i jej brakiem. Bo i tak jest źle gdy coś robię i źle jest jak napisała Zazdrość jak nie robię nic.

Nad konsekwencjami moich decyzji i ich braku zastanawiam się od dłuższego czasu. Wiem doskonale, że to co teraz prezentujemy dziecku to jest chore.

Nie chcę trwać, nie chcę przetrwać życia. Chcę być szczęśliwa!

12 691

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:
Liwia napisał/a:

... a potem i tak mąż zwalał na mnie każdą winę (...) jestem rozłożona na łopatki i boję się być decyzyjna, skoro druga strona czeka na mój ruch, a potem i tak wychodzi, że ja ja coś postanowiłam, to ja czegoś nie chciałam, to ja jestem winna.......

Badz winna! ha ha... a co Ci tak zalezy na opini kogos kto bez wzgledu co zrobisz i tak bedzie Cie obwiniac?
Decyzje podejmujemy non stop. Nawet decyzje o "nicnierobieniu".
Za decyzje o "nicnierobieniu" on tez bedzie Cie obwiniac.
A zatem jaki jest prawdziwy powod, ze nie chcesz podjac decyzji?
.. no i wg Ciebie Liwio jaka decyzja bylaby dla Ciebie najlepsza?

Zawsze jestem winna, choć mąż twierdzi, że ja za wszystko jego obwiniam. Zawsze chce wyjść ze wszystkiego z twarzą, pewnie jak każdy. Zawsze ja się z czegoś tłumaczę, choć nie musiałabym wcale, w konsekwencji czego sumienie podpowiada mi, że coś źle zrobiłam i należy przeprosić. Jessssssssuuuuuu jakie to jest chore. Chciałabym odciąć się od tego wszystkiego, bo tak jak napisałaś czy cokolwiek robię czy nie robię nic i tak jest źle i tak niedobrze. Chciałabym się tak  odciąć by zrobić to dla siebie, a nie dla niego by zmądrzał, a zawsze wybierałam tą drugą opcję........

12 692

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Brak decyzji też jest decyzją.

12 693

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tegan napisał/a:

Jestem z siebie dumna, ostatni raz widziałam się ze swoim  facetem w poniedziałek, mieszkamy blisko ale on ciagle nie ma czasu bo gra na kompie albo siedzi u brata. Na początku strasznie rozpaczałam i każda noc bez niego była dla mnie straszna. Teraz jakoś to olałam, on twierdzi że w tygodniu to nie musimy się tak często widzieć skoro spędzamy razem całe weekendy i że będziemy się widzieć codziennie jak zamieszkamy razem. Postanowiłam się zdystansowac do swojego związku i czekam na rozwój sytuacji. On się wydaje jak na razie wielce zdziwiony że nić nie zaproponowałam w tym tygodniu. A kij mu w oko! Mam naukę jazdy, znajomych, niech on też poczuje sie samotny! Dobrze robię?

Jeżeli opcja "weekendowa dziewczyna" Ci odpowiada,to robisz dobrze. Ale sama piszesz,że zdystansowałaś się i czekasz na rozwój. Czyli jednak chcesz by on się z Tobą spotykał nie tylko w weekendy? A mimo to, robisz tak jak on chce i myślisz,że to jemu robisz na złość. A może sobie tym wyrządzasz krzywdę?
Z drugiej strony, gdy chcemy z kimś spędzać 24h/24h, to powoli zaczynamy stawać się "kobietą bluszczem". Może Twój facet ma za mało przestrzeni? Może zabierasz mu powietrze?

12 694

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tegan napisał/a:

Jestem z siebie dumna, ostatni raz widziałam się ze swoim  facetem w poniedziałek, mieszkamy blisko ale on ciagle nie ma czasu bo gra na kompie albo siedzi u brata. Na początku strasznie rozpaczałam i każda noc bez niego była dla mnie straszna. Teraz jakoś to olałam, on twierdzi że w tygodniu to nie musimy się tak często widzieć skoro spędzamy razem całe weekendy i że będziemy się widzieć codziennie jak zamieszkamy razem. Postanowiłam się zdystansowac do swojego związku i czekam na rozwój sytuacji. On się wydaje jak na razie wielce zdziwiony że nić nie zaproponowałam w tym tygodniu. A kij mu w oko! Mam naukę jazdy, znajomych, niech on też poczuje sie samotny! Dobrze robię?

kochana.. ale dzisiaj jest dopiero środa.. rano- to znaczy, że "wytrzymałaś" bez niego.. aż całą dobę?? to mi pachnie lekkim bluszczem. i jesli nawet nie jest tak, że masz tendencje do owijania się wokól faceta i układania zycia pod niego - to - dlaczego w twoim zyciu nie ma innych wartości??
po drugie - jak rozumiem z treści, postanowiliście zamieszkać razem??
fajosko - będziesz miała obok siebie faceta, który w twoim poblizu będzie grał na kompie.. a brat będzie siedział obok

i co to oznacza, że strasznie rozpaczałaś i każda noc bez niego była straszna?/
a z kim spędzałas czas w nocy, zanim go poznałaś? nigdy nie spałas sama, w łożeczku? nie wziełaś cudownej kapieli i nie posmarowałaś sie aromatycznym olejkiem i nie czerpałaś radości z bycia ze sobą??

kim jesteś tegan??? jaka jesteś? co robisz? czym się zajmujesz, co cię pasjonuje, czego pragniesz, do czego dązysz?/
a może definiuje cię tylko jedno zdanie?/
jestem dziewczyną mojego chłopaka?

12 695

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, nie myśl o innych, co inni pomyślą. Być może Twoja decyzja, jaka by nie była, nie sprawi przyjemności innym, ale ma sprawić przyjemność Tobie.
Zastanawia mnie, co Ty takiego robisz,że czujesz się winna? Chcesz wyjść z wszystkiego z twarzą. To co robisz, jest na pokaz dla innych?
Chciałabyś odciąć się od tego wszystkiego... Chciałabyś czy CHCESZ? Jeśli chcesz, to się po prostu odetnij i już!

12 696

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Znalazłam ten temat przypadkiem. Coraz częściej wydaje mi się, że jestem kobietą, która kocha za bardzo. Zaczyna mi to poważnie przeszkadzać.Ciągle tylko On. Wszystko ukłądam pod niego. Kiedy sie nie widzimy, czy nie piszemy nic mam myśli, że jemu poprostu przestaje zależeć. Wpadam w panikę. W tym problem, że mój chłopak ma wiele zajęc i mało czasu. A ja nan wręcz przeciwnie. Poszukuję w sobie siły do tego by mieć dystans do swojego związku. Ale tak trudno mi to przychodzi, że wręcz sobie nie radzę. Proszę o jakiś odzew.

12 697

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witajcie ja tez zapisuje sie do klubu "kochających za bardzo". tak bardzo kocham swojego męża że nia raz po tym jak zostałam przez niego zdradzona błagałam go żeby do mnie wrócił, jak już to zrobił nie mogłam się tym nacieszyć trwało to dwa miesiące (jego powrót) po dwóch miesiącach jednak się wycofał stwierdził że mnie nie kocha i że nie możemy być już razem. ja oczywiście błagałam go żeby to jeszcze przemyślał że może udamy się do poradni małżeńskiej że może nam to pomoże że będziemy razem (do dzisiaj nie dostałam odpowiedzi) za to zaczeły się wyzwiska, obelgi pod moim adresem ostatnio nawet przy dzieciach, przy nim udaje że mnie to nie dotyka ale jak tylko zostaje sama to lecą potoki łez- ostatnio nawet zaczełam sobie zadawać pytanie za co ja go jeszcze kocham... nie wiem może jestem " masochistką"

12 698

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja jak to czytam to się zastanawiam co tak bardzo mogło " wyprać" wam mózgi.
Nie. To nie jest negatywizm. Ja was nie krytykuje. Ja się martwię.

Czy potraficie sobie wyobrazić ze przychodzi do was koleżanka i opowiada o swoim- waszym - życiu. I co robicie? Co jej radzicie? Czego chcecie dla nich??

A czy możecie to odnieść do was i waszego życia??
Czy możecie to odnieść do waszych córek? Chcialybyscie takich związków dla nich??

Więc dlaczego się na to godzicie?? W imię miłości? A czym jest zatem miłośc??
Co to znaczy kochać?

A jeśli kochać to znaczy poświęcać się oddać drugiemu być dla niego.... To czy wasi faceci was kochają??

12 699

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, nie myśl o innych, co inni pomyślą. Być może Twoja decyzja, jaka by nie była, nie sprawi przyjemności innym, ale ma sprawić przyjemność Tobie.
Zastanawia mnie, co Ty takiego robisz,że czujesz się winna? Chcesz wyjść z wszystkiego z twarzą. To co robisz, jest na pokaz dla innych?
Chciałabyś odciąć się od tego wszystkiego... Chciałabyś czy CHCESZ? Jeśli chcesz, to się po prostu odetnij i już!

Tak. Najgorsze jest to , że chcę wyjść ze wszystkiego z twarzą, a przecież nic złego nie robię. Chyba sama przed sobą chcę wyjść z twarzą, bo potem nie mieć wyrzutów sumienia, a także chyba dla męża-by nie miał powodów, by mnie obwiniać, Jessuu jaka ja jestem skomplikowana.
Nawet ostatnio psycholog stwierdził, że moja wypowiedź to tłumaczenie się, a jestem dorosłą osobą i normalne jest, że np. w sobotę wyszłam z koleżanką, że się bawiłam, że zatańczyłam z facetem. Że to nic zdrożnego nie jest-miałam na to ochotę i tyle i nikomu nie potrzebuję się z tego tłumaczyć, tym bardziej mężowi...
Chcę się odciąć, chcę, walczę sama ze sobą.

12 700

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam zaleglosci.
Wlasnie w uzaleznieniu od partnera chodzi wlasnie by odzyskac swoje mysli .
Zeby odzyskac kontrole nad wlasnym zyciem .
Bo czasami jest sie tak zagubiona obowiazkami ze gubimy swoje mysli .
Jestem juz wyczyszczona ,ale czy kochalam za bardzo? ,mysle ze trzymal mie strach bardziej niz milosc.
Wiec tez trzeba okreslic ,czy naprawde kochanie za bardzo czy zwykly strach .
Ludzie tak naprawde boja sie zmian w zyciu , widza ze etap sie skonczyl okazalo sie to nie tym co mialo byc ,a jednak trwaja bo chca na sile utrzymac dany etap wciaz.
Czasami trzeba odpuscic i pojsc swoja droga.
Dzis wiem ze bardziej od meza meczylo mnie ze nie ide swoja droga ,a kocham miec nad soba kontrole .Wiec czy tak naprawde chodzi tez o samorealizacje ,a czesto druga osoba dusi.
Dzis kocham swoja droge ,odzyskalam swoj tor zycia i kocham je jeszcze mocniej .Kontrole ktorej nie mialam a dzis mam ,a czego mi brakowalo.I moze bylam slepa i glucha na meza ,bo mam charakter zbyt indwywidualny by zyc w zwiazku?
Niewiem ,ale wlasnie weszlam w cudowny stan poznawANIA zaglebienia siebie ,stawania sie.I tego mi brakowalo.
Wiec czy kochalam? nie potrafie odpowiedziec na pytanie dzisiaj.
Napewno czeka mnie wiele przeszkod ,bo na tym zycie polega ,ale jaknajbradziej wytrwam bo wiem i czuje ze zyje.Moje szczescie zalezy tylko odemnie,a partner moze byc fajnym dodatkiem ,ale nie musi.

12 701

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
End_aluzja napisał/a:

Ja jak to czytam to się zastanawiam co tak bardzo mogło " wyprać" wam mózgi.

Ktos kto tego nie przezyl nigdy tego nie zrozumie.
Najzabawniejsze, ze kkzb rowniez maja bardzo zdrowe opinie o zwiazkach... do czasu... az wpadna w chory zwiazek
Nasza miarka "niewypranego mozgu" jest jakosc naszych realnych zwiazkow a nie opinia o nich.
Zadna kkzb nie jest idiotka, ona wie jak powinny wygladac zdrowe relacje w zwiazku.
Mimo tej wiedzy i z roznych powodow jest uwiklana w zwiazek, ktory ja niszczy.

12 702 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2012-08-10 13:52:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Nawet ostatnio psycholog stwierdził, że moja wypowiedź to tłumaczenie się, a jestem dorosłą osobą i normalne jest, że np. w sobotę wyszłam z koleżanką, że się bawiłam, że zatańczyłam z facetem. Że to nic zdrożnego nie jest-miałam na to ochotę i tyle i nikomu nie potrzebuję się z tego tłumaczyć, tym bardziej mężowi...
Chcę się odciąć, chcę, walczę sama ze sobą.

Liwio czy Ty sie tlumaczysz dlatego, ze chcesz by on zrozumial, ze masz prawo do czegos?
Czu jest to Twoj sposob walki o swoje prawa?
Pytam bo ze mna tak bylo.
Gdy zaczelam etap "krotkie wypowiedzi" najbardziej ciazyl mi fakt, ze nie moge sie do konca  wypowiedziec
Zadalam sobie wtedy pytanie "Co sie stanie gdy nie wytlumacze komus mojego wyboru, decyzji, czynu,, etc?"
i odpowiedzialam sobie "on NIE ZROZUMIE dlaczego tak zrobilam" albo "On nie zrozumie, ze mam do tego prawo"etc

ha ha dzis sie z tego smieje... Czy jak komus powiem, ze np. nie moze mnie krzywdzic, to czy really! musze to tlumaczyc????!!
Wyznaczanie wlasnych granic (moim zdaniem i na podstawie moich doswiadczen) powinno sie odbywac na zasadzie "krotkich komunikatow. Jedno zdanie. Nauczmy sie zawrzec nasza mysl, cala istote naszego przekazu w jednym krotkim zdaniu.
Jest to dobra lekcja dla nas... a nasz partner jesli nie zrozumial jednego zdania nie zrozumie rowniez godzinnej wypowiedzi...
Czy Ty rowniez tlumaczylas sie, ze wyszlas z kolezanka w sobote bo masz do tego prawo i chcesz by wszyscy zrozumieli, ze ty MASZ DO TEGO PRAWO?
Czy aby Ty sama nie jestes jedyna osoba, ktora podwaza to prawo?


... i jeszcze jedno... drugi czlowiek, nasz partner, kolezanka z pracy, kolezanka z forum, rodzic, szef w pracy, czy ktokolwiek jest jak zjawisko przyrodnicze.
Czy musimy zatrzymac deszcz, powiedziec mu gdzie ma padac, wytlumaczyc wiatrowi co mu wolno a co nie?
.. no ale tez nikt nas nie zmusza by stac i moknac na deszczu.

12 703

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
End_aluzja napisał/a:

Ja jak to czytam to się zastanawiam co tak bardzo mogło " wyprać" wam mózgi.
Nie. To nie jest negatywizm. Ja was nie krytykuje. Ja się martwię.

Czy potraficie sobie wyobrazić ze przychodzi do was koleżanka i opowiada o swoim- waszym - życiu. I co robicie? Co jej radzicie? Czego chcecie dla nich??

A czy możecie to odnieść do was i waszego życia??
Czy możecie to odnieść do waszych córek? Chcialybyscie takich związków dla nich??

Więc dlaczego się na to godzicie?? W imię miłości? A czym jest zatem miłośc??
Co to znaczy kochać?

A jeśli kochać to znaczy poświęcać się oddać drugiemu być dla niego.... To czy wasi faceci was kochają??

I ja mam wyprany mózg.
Do dupy wszystko...
Mam dość poważne problemy finansowe,powiązane z kłopotami z dziećmi...
A jeśli chodzi o mojego M...cóż nie spełnia moich oczekiwań...ech nie jestem gotowa do związku...tylko jak to jemu powiedzieć?
W tej chwili odsuwam go od siebie nie podając konkretnego powodu,a on nie drąży. Mam czasem wrażenie,że nic go nie rusza...
Ogłupiała jestem i zdezorientowana...:(

12 704

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:
Liwia napisał/a:

... a potem i tak mąż zwalał na mnie każdą winę (...) jestem rozłożona na łopatki i boję się być decyzyjna, skoro druga strona czeka na mój ruch, a potem i tak wychodzi, że ja ja coś postanowiłam, to ja czegoś nie chciałam, to ja jestem winna.......

Badz winna! ha ha... a co Ci tak zalezy na opini kogos kto bez wzgledu co zrobisz i tak bedzie Cie obwiniac?
Decyzje podejmujemy non stop. Nawet decyzje o "nicnierobieniu".
Za decyzje o "nicnierobieniu" on tez bedzie Cie obwiniac.
A zatem jaki jest prawdziwy powod, ze nie chcesz podjac decyzji?
.. no i wg Ciebie Liwio jaka decyzja bylaby dla Ciebie najlepsza?

Zawsze jestem winna, choć mąż twierdzi, że ja za wszystko jego obwiniam. Zawsze chce wyjść ze wszystkiego z twarzą, pewnie jak każdy. Zawsze ja się z czegoś tłumaczę, choć nie musiałabym wcale, w konsekwencji czego sumienie podpowiada mi, że coś źle zrobiłam i należy przeprosić. Jessssssssuuuuuu jakie to jest chore. Chciałabym odciąć się od tego wszystkiego, bo tak jak napisałaś czy cokolwiek robię czy nie robię nic i tak jest źle i tak niedobrze. Chciałabym się tak  odciąć by zrobić to dla siebie, a nie dla niego by zmądrzał, a zawsze wybierałam tą drugą opcję........

Rwoniez przeszlam i to,cokolwiek sie nie dzialo maz chcial wyjsc z czystymi rekoma ,ja mialam zawsze borykac sie z problemami do tego czesto musialam wrecz na sile przyznac sie do bledu ,nawet ktory nie byl moja wina .
To za mna daleko wiec i za toba za chwile bedzie.

12 705

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Liwio czy Ty sie tlumaczysz dlatego, ze chcesz by on zrozumial, ze masz prawo do czegos?
Czu jest to Twoj sposob walki o swoje prawa?
Pytam bo ze mna tak bylo.
Gdy zaczelam etap "krotkie wypowiedzi" najbardziej ciazyl mi fakt, ze nie moge sie do konca  wypowiedziec
Zadalam sobie wtedy pytanie "Co sie stanie gdy nie wytlumacze komus mojego wyboru, decyzji, czynu,, etc?"
i odpowiedzialam sobie "on NIE ZROZUMIE dlaczego tak zrobilam" albo "On nie zrozumie, ze mam do tego prawo"etc

ha ha dzis sie z tego smieje... Czy jak komus powiem, ze np. nie moze mnie krzywdzic, to czy really! musze to tlumaczyc????!!
Wyznaczanie wlasnych granic (moim zdaniem i na podstawie moich doswiadczen) powinno sie odbywac na zasadzie "krotkich komunikatow. Jedno zdanie. Nauczmy sie zawrzec nasza mysl, cala istote naszego przekazu w jednym krotkim zdaniu.
Jest to dobra lekcja dla nas... a nasz partner jesli nie zrozumial jednego zdania nie zrozumie rowniez godzinnej wypowiedzi...
Czy Ty rowniez tlumaczylas sie, ze wyszlas z kolezanka w sobote bo masz do tego prawo i chcesz by wszyscy zrozumieli, ze ty MASZ DO TEGO PRAWO?
Czy aby Ty sama nie jestes jedyna osoba, ktora podwaza to prawo?


... i jeszcze jedno... drugi czlowiek, nasz partner, kolezanka z pracy, kolezanka z forum, rodzic, szef w pracy, czy ktokolwiek jest jak zjawisko przyrodnicze.
Czy musimy zatrzymac deszcz, powiedziec mu gdzie ma padac, wytlumaczyc wiatrowi co mu wolno a co nie?
.. no ale tez nikt nas nie zmusza by stac i moknac na deszczu.

Mam wrażenie, że mężowi tłumaczę, by zrozumiał, ale by nie myślał, że zrobiłam tam coś wbrew jego woli - matko to jest CHORE! Dobrze, że to pytanie zadałaś Zazdrość. Ja naprawdę się kurcze jemu tłumaczę, a nawet ze sobą nie jesteśmy. On tak jak napisałaś, daje mi krótkie komunikaty, a ja mogłabym opowiadanie napisać. I nie zrozumie-czy ja będę mówiła krótko czy nie, nawet dziś się o tym przekonałam. Nie ma normalnej rozmowy. Ja dziś nawet przestałam już w którymś momencie tłumaczyć mu. Stwierdziłam na głos, że on nigdy już nic nie zrozumie i nie będę więcej nic mówić, bo do niczego to nie prowadzi.
On nie podważył mojego prawa wyjścia, ale nie podobało mu sie , gdy byłąm w trakcie imprezy, że tam jestem, że wrócę po północy-bombardował mnie smsami, dogadywał, że może kogoś sobie poderwę, a ja elaboraty do niego, by sie nie martwił CHORE!!!!

12 706

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Rwoniez przeszlam i to,cokolwiek sie nie dzialo maz chcial wyjsc z czystymi rekoma ,ja mialam zawsze borykac sie z problemami do tego czesto musialam wrecz na sile przyznac sie do bledu ,nawet ktory nie byl moja wina .
To za mna daleko wiec i za toba za chwile bedzie.

Dokładnie Pati. Mój mąż, też chce być "czysty", tylko ja borykam się z tłumaczeniem się i wzbudzanym poczuciem winy.
Chcę być na takim etapie jak Wy.

12 707

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A co ten mąż tak się martwi o to,że sobie kogoś poderwiesz?! Poza tym, masz prawo Liwio poznać kogoś nowego i Twojemu mężowi nic do tego. Miał swoją szansę, stracił ją, więc niech teraz spada! Męci Ci tylko w głowie, według mnie.

12 708 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-08-10 20:00:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Rwoniez przeszlam i to,cokolwiek sie nie dzialo maz chcial wyjsc z czystymi rekoma ,ja mialam zawsze borykac sie z problemami do tego czesto musialam wrecz na sile przyznac sie do bledu ,nawet ktory nie byl moja wina .
To za mna daleko wiec i za toba za chwile bedzie.

Dokładnie Pati. Mój mąż, też chce być "czysty", tylko ja borykam się z tłumaczeniem się i wzbudzanym poczuciem winy.
Chcę być na takim etapie jak Wy.

Powiedz mężowi prosto z mostu,że masz swoje życie, nic mu do tego, niech Ci da spokój!

12 709

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Maci w glowie to prawda ,moj prawie byly maz tez tak mi robil,wode z mozgu .Chwilami juz prawie wierzylam ze faktycznie stuknieta jestem a on taki cudowny.
Jednak wygrala moja sila woli walki o swoje ja .
Musisz odciac sie fizycznie calkowicie by odnalesc swoja droge w sensie psychicznym.

12 710

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mąż czytał znów co tutaj piszę. Uznaje, że kłamię, bo w rzeczywistości jest inaczej, .....że mam problem ze sobą..
Zabiera mi resztki prywatności, moich odczuć, tego co miało być tylko moje sad

12 711 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2012-08-12 02:42:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Mąż czytał znów co tutaj piszę. Uznaje, że kłamię, bo w rzeczywistości jest inaczej, .....że mam problem ze sobą..
Zabiera mi resztki prywatności, moich odczuć, tego co miało być tylko moje sad

Czytanie cudzej korespondencji to przemoc.
http://www.niebieskalinia.info/artykul.php?id=72

12 712

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Mąż czytał znów co tutaj piszę. Uznaje, że kłamię, bo w rzeczywistości jest inaczej, .....że mam problem ze sobą..
Zabiera mi resztki prywatności, moich odczuć, tego co miało być tylko moje sad

Liwio, czy to jeszcze jest dla Ciebie ważne co Twój mąż uznaje? Może jego rzeczywistość jest inna niż Twoja, może to On ma problem z samokontrolą i ze sobą, skoro czyta Twoje wypowiedzi na forum! A niech sobie uznaje, że kłamiesz! Jesteś niezależną, silną kobietą! Olej jego opinię! To, że on czyta Twoje posty i kieruje je przeciwko Tobie, jest tylko oznaką jego słabości. Poza tym, zachowuje się jak psychofag. Tak nie można, to łamanie Twoich praw. Liwio, ten człowiek Cię niszczy psychicznie! Czy Ty widzisz do czego on Cię doprowadza? Kto normalny tak się zachowuje? Proszę, nie daj się. Ten człowiek Cię zdradzał, oszukiwał, a teraz Ty poddajesz się jego próbom manipulacji. Bądź silna, wytrwaj i wyrwij się w końcu z jego szpon!

12 713

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, z tą pomocą wszystkim naokoło, miałam/mam to samo. Rodzice też mnie wychowali w ten sposób. Ja MUSZĘ im pomagać, po to mnie mają. Długo, bardzo długo przez to cierpiałam. Żyłam w ciągłym poczuciu winy,że nie spełniam ich marzeń. A do tego wszystko co robiłam dla siebie, nie cieszyło mnie, czułam się wyrodną córką.
I wiesz, w końcu dotarło do mnie, że szkoda marnować w ten sposób życia. Bo ani im nie pomagam tak jak tego chcą, ani sama nie jestem szczęśliwa. Jestem dorosła, to moje życie, moje wybory, ja za to odpowiadam. A czy oni mają źle? Przecież są o wiele starsi ode mnie. Mogą układać sobie swoje życie beze mnie. A że nie chcą, to ich problem,nie mój. A co do mojego męża, daje sobie sam radę. I gdyby mi powiedział, tak jak twój Tobie: co się z Tobą stało? Odparłabym: To już nie Twoja sprawa.
Nie jest mi jeszcze łatwo, potykam się, cofam. Czasami zastanawiam się, czy ta terapia ma sens. Wiem co muszę zmienić, chcę to zrobić, ale wciąż łapię się na tych samych błędach, na braku szacunku do siebie. Nie wiem jak potoczy się dalej moje życie...

twoje zycie potoczy sie wspaniale .......BO nikt nie wie jak sie potoczy, ze sie cofasz i dalej to wszyscy tak mamy,nikt nie brnie do przodu jak burza,to by byly wschody i upadki a nie oto nam chodzi , mamy juz dosyc egzystencji na wzlotach i upadkach,ja mam moze mnialam tak samo i nieraz tak mniewam co raz krocej oto chodzi , ze ja czuje sie ta nie dobra corka co nie pomaga mamusi ,lecz tlumacze sobie ze ona ma swoje zycie,chociaz smiac mi sie teraz chce jak slyszalam nie raz od niej jestem w obcym kraju od 91 roku , jest tu i wiecznie obski kraj,hm nie moze sie przyzwyczajic to niech wraca.Maz  marudny eh nadal sie nie raz na wzajem oskarzamy oto o tamto lecz mija nam nie pisze tu ostatnio czesto bo mam prace juz od poniedzialku i kurs z pracy i moj program 12 krokow i powolutku vczutam o asertywnosci pozdrawiam

12 714

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Mąż czytał znów co tutaj piszę. Uznaje, że kłamię, bo w rzeczywistości jest inaczej, .....że mam problem ze sobą..
Zabiera mi resztki prywatności, moich odczuć, tego co miało być tylko moje sad

Liwio, czy to jeszcze jest dla Ciebie ważne co Twój mąż uznaje? Może jego rzeczywistość jest inna niż Twoja, może to On ma problem z samokontrolą i ze sobą, skoro czyta Twoje wypowiedzi na forum! A niech sobie uznaje, że kłamiesz! Jesteś niezależną, silną kobietą! Olej jego opinię! To, że on czyta Twoje posty i kieruje je przeciwko Tobie, jest tylko oznaką jego słabości. Poza tym, zachowuje się jak psychofag. Tak nie można, to łamanie Twoich praw. Liwio, ten człowiek Cię niszczy psychicznie! Czy Ty widzisz do czego on Cię doprowadza? Kto normalny tak się zachowuje? Proszę, nie daj się. Ten człowiek Cię zdradzał, oszukiwał, a teraz Ty poddajesz się jego próbom manipulacji. Bądź silna, wytrwaj i wyrwij się w końcu z jego szpon!

po co maz czyta twoje posty  ,my nie czytamy swojich maili,od krotkiego czasu mamy odzielnego skypa i komputer i ja bym teraz byla zla jak by on czytal np moje smsy,co wspolne to wspolne np konto ale to nie nawet jak mnieszkamy pod jednym dachem.

12 715

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie dziewczyny:)

Widzę, że wiele nowych Pań doszło do tego klubu i może to głupio zabrzmi, ale ciszy mnie fakt, że coraz więcej umie powiedzieć, że ma problem z tym uczuciem i stara się walczyć wink

U mnie naszły duże zmiany (choć zapewne nie każda mnie pamięta, bo to było dość dobry kawałek czasu temu - aż rok gdy pisałam tutaj), przede wszystkim wyprowadziłam się z tamtego mieszkania, zmieniłam otoczenia i się zakochałam, ale już zdrowiej (miejmy nadzieje). Tak w wolnej chwili zajrzałam tutaj i widzę, że co nieco się tutaj dzieje.

Może to nie moja sprawa, ale moją uwagę przykuło stwierdzenie Liwii " Uznaje, że kłamię, bo w rzeczywistości jest inaczej"... No wiesz... Nie chce być niemiła, ale nalezy zwrócić uwagę na pewną sprawę... On ma prawo uważać, że tak a nie inaczej. A jakże!! Proszę, nie myśl że stoję po jego stronie (broń Boże), ale zawsze tak jest, że każdy wszystko widzi inaczej, na swój sposób, temu jemu wydaje się, że Twoje spojrzenie na daną sprawę jest lekko nagięte i nie ma nic wspólnego z prawdą. Nawet jeśli by tak było - każde kłamstwo zawiera w sobie śladowe ilości prawdy. Piszę to nie dlatego, aby Ci namieszać w głowie, ale aby dać Ci do zrozumienia, że to kolejny krok do manipulacji Tobą. On świadomie stara Ci się udowodnić, że to Ty jesteś ta zła, abyś poczuła się gorzej i aby on mógł mieć Ciebie w garści. To, że ma inne spojrzenie na sprawę (wolno mu) jest jego haczykiem, bo przecież nie przyzna się, że było wręcz inaczej. Lepiej bawić się w kłamstwa i naginać prawdę, lekko okręcić Ciebie, rzucić winę na Twoją skromną osobę i ponownie ma Cię w garści. A jeśli tylko okażesz odrobinę słabości w tej sprawie facet będzie pewny, że już po Tobie.

Pamiętaj, nie daj się łajdakowi. Nie rozumiem, po co to wszystko jeszcze ciągniesz? Jakim kosztem? Własnego zdrowia psychicznego? Szczerze, nie warto...
Jestem z Tobą :*

12 716 Ostatnio edytowany przez jestemjakajestem (2012-08-12 20:37:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

witajcie...


Nie radzę sobie zupełnie, więc postanowiłam się zarejestrować... oto jestem.
Kochająca za bardzo. Rozstałam się kilkanaście dni temu z długoletnim partnerem.
To co się dzieje ze mną teraz, po odejściu "już tak ostatni raz", "na zawsze" - to jest horror.
Nie potrafię się odciąć. Piszę do niego w chwilach słabości, a te zdarzają się prawie codziennie. Dzwonię. Bez sensu - on jest chłodny, zdystansowany, żyje dalej. Mnie dobija to, że z dnia na dzień zaczął mnie traktować jak obcego człowieka, a ja przecież wcześniej "tak się dla niego poświęcałam", mogłam zrobić dla niego wszystko. Takie myśli dobijają najbardziej.

Odeszłam, ale zrobiłam to, bo już nie dawałam sobie emocjonalnie rady. Nie ufałam, nie mogłam na niego liczyć. Czułam się samotna. Mimo to, gdzieś w głębi duszy do ostatniej chwili liczyłam, że mnie zatrzyma i zadeklaruje wielkie zmiany, ale nic z tych rzeczy.
Miałam nadzieję, że będę w stanie jakoś się powoli pozbierać, a tu taki dół... Staram się rozmawiać z przyjaciółmi. Poszłam do lekarza, zdecydowałam się na antydepresanty - na kilka pierwszych miesięcy, żeby się jakoś wziąć w garść, bo zdarza się, że nie jestem w stanie wyjść do pracy. Zaczynam dzień z myślą "niech szybko się skończy". Zasypiam, myślę tylko o nim. Dobrych chwil jest mało (chwil, w których jestem w stanie zadbać o siebie, swoje zdrowie i myśli).

Proszę o wsparcie. O cokolwiek, siły na kolejny dzień... Z góry dzięki za każde słowo, nawet to krytyczne, które może choć na chwilę sprowadzi mnie na ziemię.

Pozdrawiam,
Dorota

12 717 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-12 20:50:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj smile

Dobrze trafiłaś, bo tutaj możesz i ogrzać się, i dostać kopniaka w odwłok - wszystko zależy od potrzeb.

Faktycznie, z Twego postu wynika, że jesteś kochająca za bardzo. Za Tobą jednak wielki krok do wyzdrowienia - postawiłaś diagnozę. To niełatwe zadanie. Brawo! Zrobiłaś kolejny krok - zakończyłaś toksyczny związek. Brawo! I kolejny krok - poszłaś do lekarza. Brawo!

Jak na osobę, która twierdzi, że nie radzi sobie zupełnie, radzisz sobie wyśmienicie. smile

Że boli? Cóż, dokonujesz operacji na otwartym sercu, bez znieczulenia (by leki zaczęły działać musi upłynąć trochę czasu).
Że myślisz o nim? Też jest to typowe. Wszak przez długi czas był dla Ciebie najważniejszą na świecie osobą.

Zacznij doceniać siebie i swe decyzje.

12 718

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj JestemJakaJestem

Wielokropek dobrze zauważyła... Radzisz sobie świetnie na tym etapie, nawet lepiej niż ja, bo w moim wypadku zanim doszłam do zdiagnozowania problemu musiało wiele wody upłynąć smile możesz być z siebie dumna.

Jest Ci ciężko - stan normalny, który z czasem przejdzie. Żadna z nas nie powie Ci jednak kiedy, bo dla każdej czas posiada inną miarę, ale będziesz umiała zauważyć, iż to właśnie ten dzień. Nie umiesz przestać myśleć o nim...? Szybko nie przestaniesz, bo jak Wielokropek napisała - był Ci bliską osobą.

W tym momencie powinnaś przede wszystkim pomyśleć o sobie. Wiem, że to trudne skoro do tej pory on był #1, ale spokojnie, stawiaj powoli, małe kroczki. Jesteśmy tutaj aby Ci pomóc w razie czego, byś w momencie upadku ponownie się podniosła wink

12 719 Ostatnio edytowany przez jestemjakajestem (2012-08-12 21:19:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

dziękuję dziewczyny...

trudno powiedzieć coś miłego na swój temat, bywałam w życiu "silniejsza", a teraz czuję się słaba i bezbronna, zniewolona wręcz przez swoje myśli.

To, że kocham za bardzo wiem już od kilkunastu miesięcy. Wróciłam do niego, po kilkumiesięcznej przerwie, ponieważ dałam się nabrać na jego czułe słowa, obietnice i pierścionek zaręczynowy.

Nie osaczałam, dawałam dużo swobody, ale jak zwykle nie wyznaczałam granic i wyręczałam go we wszystkim wiecznie usprawiedliwiając go "przecież jest tak zapracowany".
No i dostałam to co dostałam, kopniaka w tyłek.

Nie jest mi łatwo pozbierać się, zebrać w sobie, jeśli nadal potrzebuję kontaktu. Dziewczyny, ja w teorii swój problem znam na wylot, znam konsekwencje swoich zachowań. Jestem sama sobie najlepszym psychologiem w zakresie diagnozy i metod leczenia. Tylko dlaczego od teorii do praktyki jest tak daleka droga?

Jak się odciąć? Żadne tłumaczenia (moje same i innych) nie przyniosły spodziewanych skutków.
Nie chcę dzwonić dzień, super - myślę, "kurcze jak dobrze, nie mamy kontaktu, nic się nie dzieje", następnego dnia rano BACH, jakby mi ktoś zaaplikował go dożylnie, wstaję, dwie minuty szalonych myśli i dzwonię, histeryzuję, płaczę...
NIGDY wcześniej tak nie robiłam, mieliśmy już przecież rozstania za sobą. Odcięłam się zupełnie, choć dużo mnie to kosztowało. Ale chyba przekroczyłam pewną granicę własnej odporności psychicznej, czuję, że dałam mu z siebie wszystko co najlepsze, że wyssał ze mnie całą energię, wykorzystał i wyrzucił po prostu... a teraz "radź sobie sama, ja mam się dobrze".

Modlę się, żeby to w końcu przestało tak bardzo boleć.

12 720

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
jestemjakajestem napisał/a:

witajcie...


Nie radzę sobie zupełnie, więc postanowiłam się zarejestrować... oto jestem.
Kochająca za bardzo. Rozstałam się kilkanaście dni temu z długoletnim partnerem.
To co się dzieje ze mną teraz, po odejściu "już tak ostatni raz", "na zawsze" - to jest horror.
Nie potrafię się odciąć. Piszę do niego w chwilach słabości, a te zdarzają się prawie codziennie. Dzwonię. Bez sensu - on jest chłodny, zdystansowany, żyje dalej. Mnie dobija to, że z dnia na dzień zaczął mnie traktować jak obcego człowieka, a ja przecież wcześniej "tak się dla niego poświęcałam", mogłam zrobić dla niego wszystko. Takie myśli dobijają najbardziej.

Odeszłam, ale zrobiłam to, bo już nie dawałam sobie emocjonalnie rady. Nie ufałam, nie mogłam na niego liczyć. Czułam się samotna. Mimo to, gdzieś w głębi duszy do ostatniej chwili liczyłam, że mnie zatrzyma i zadeklaruje wielkie zmiany, ale nic z tych rzeczy.
Miałam nadzieję, że będę w stanie jakoś się powoli pozbierać, a tu taki dół... Staram się rozmawiać z przyjaciółmi. Poszłam do lekarza, zdecydowałam się na antydepresanty - na kilka pierwszych miesięcy, żeby się jakoś wziąć w garść, bo zdarza się, że nie jestem w stanie wyjść do pracy. Zaczynam dzień z myślą "niech szybko się skończy". Zasypiam, myślę tylko o nim. Dobrych chwil jest mało (chwil, w których jestem w stanie zadbać o siebie, swoje zdrowie i myśli).

Proszę o wsparcie. O cokolwiek, siły na kolejny dzień... Z góry dzięki za każde słowo, nawet to krytyczne, które może choć na chwilę sprowadzi mnie na ziemię.

Pozdrawiam,
Dorota

Wyzwolenie sie z chorej milosci to pierwszy maly krok zmian.
mysle sobie, ze taki kop w d*** jaki dostajemy od "naszej wielkiej milosci" czesto przyczynia sie do tego, ze zaczynamy dostrzegac potzebe zmiany samego siebie. Wykorzystaj ta szanse...

Bedziesz mu wdzieczna za rok... zobaczysz smile Wiem co mowie.

12 721

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dlaczego od teorii do praktyki droga daleka?
A jest daleka dla Ciebie?
Ganić siebie za to, że boli, że będąc uzależnioną (bo taka jest prawda o kochających za bardzo) dążysz do zaspokojenia swego głodu, do zlikwidowania objawów abstynenckich? Toż Twoje zachowanie jest typowe. Daj sobie trochę czasu.

12 722

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:
jestemjakajestem napisał/a:

witajcie...


Nie radzę sobie zupełnie, więc postanowiłam się zarejestrować... oto jestem.
Kochająca za bardzo. Rozstałam się kilkanaście dni temu z długoletnim partnerem.
To co się dzieje ze mną teraz, po odejściu "już tak ostatni raz", "na zawsze" - to jest horror.
Nie potrafię się odciąć. Piszę do niego w chwilach słabości, a te zdarzają się prawie codziennie. Dzwonię. Bez sensu - on jest chłodny, zdystansowany, żyje dalej. Mnie dobija to, że z dnia na dzień zaczął mnie traktować jak obcego człowieka, a ja przecież wcześniej "tak się dla niego poświęcałam", mogłam zrobić dla niego wszystko. Takie myśli dobijają najbardziej.

Odeszłam, ale zrobiłam to, bo już nie dawałam sobie emocjonalnie rady. Nie ufałam, nie mogłam na niego liczyć. Czułam się samotna. Mimo to, gdzieś w głębi duszy do ostatniej chwili liczyłam, że mnie zatrzyma i zadeklaruje wielkie zmiany, ale nic z tych rzeczy.
Miałam nadzieję, że będę w stanie jakoś się powoli pozbierać, a tu taki dół... Staram się rozmawiać z przyjaciółmi. Poszłam do lekarza, zdecydowałam się na antydepresanty - na kilka pierwszych miesięcy, żeby się jakoś wziąć w garść, bo zdarza się, że nie jestem w stanie wyjść do pracy. Zaczynam dzień z myślą "niech szybko się skończy". Zasypiam, myślę tylko o nim. Dobrych chwil jest mało (chwil, w których jestem w stanie zadbać o siebie, swoje zdrowie i myśli).

Proszę o wsparcie. O cokolwiek, siły na kolejny dzień... Z góry dzięki za każde słowo, nawet to krytyczne, które może choć na chwilę sprowadzi mnie na ziemię.

Pozdrawiam,
Dorota

Wyzwolenie sie z chorej milosci to pierwszy maly krok zmian.
mysle sobie, ze taki kop w d*** jaki dostajemy od "naszej wielkiej milosci" czesto przyczynia sie do tego, ze zaczynamy dostrzegac potzebe zmiany samego siebie. Wykorzystaj ta szanse...

Bedziesz mu wdzieczna za rok... zobaczysz smile Wiem co mowie.

"rok" to baaardzo dużo czasu... a ja mam wrażenie, że już tak dużo go straciłam i to mnie najbardziej boli, czekanie aż zacznę normalnie żyć, troszczyć się o siebie.
Wiem, że to dla mnie szansa. Tylko z drugiej strony, ile trzeba mieć siły w sobie, żeby po raz kolejny zaczynać wszystko od nowa?... (partner, dom)

Ps. Uśmiechacie się często? Tak bym chciała uśmiechać się do siebie i do ludzi.

12 723 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-08-13 11:41:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Macie rację dziewczyny. Na pewno rzeczywistość mojego męża jest inna niż moja, inaczej postrzega pewne sprawy, zachowania własne i moje i ma do tego prawo. Przecież wziąć na logikę to on nie będzie się zgadzał z tym co piszę tutaj.
Jest mi przykro z tego powodu, że sam o sobie mało co powie, a o mnie chce wiedzieć wszystko. Czyta to, co napisałam, zabierając mi okruchy prywatności, która miała być tylko moja. Po co to robi? Po co to czyta? Nie rozumiem tego.

Witajcie nowe kobietki........

12 724

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio,
może przestań zajmować się swym mężem.
Przestań analizować jego zachowanie, jego motywacje. Przyjmij, że robi coś, bo tego chce. I już.

Im bardziej zajmujesz się swym mężem i przyczynami jego zachowania, tym mniej zajmujesz się sobą i przyczynami swego zachowania.
Chyba, że o to Ci chodzi. tongue

12 725

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku, od dokładnie 2 dni staram się na nowo zająć sobą. Wiem, że to pomaga, odzyskuję własny spokój i równowagę. Jak długo to potrwa to nie wiem, ale czuję się dobrze na obecną chwilę, mimo, że chwilami z nadzieją spoglądam na telefon, ale "leczę się" z tego, bo inaczej już nie mogę......

12 726

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to mam...po zdrowym związku...
On ze mną zerwał...
Zabawił się mną,moimi uczuciami,tym że się zaangażowałam...i znudziła się zabawa...bo on nie chce się angażować,bo ma dystans do moich dzieci...bo nie ma czasu na związek...
Poczułam się jak śmieć...zapiłam (jeden wieczór i nie zamierzam pić...)

Normalny facet...hehehe...
Mój eks...bo dzwoniłam do niego,kiedy byłam pod wpływem...chce spotkać się na kawie...mówi,że jest sam,mieszka w pracy,bo nie ma przez nasz kredyt,żeby wynająć,a ode mnie kasy nie chce...mówi,że mamy szansę,bo wiele zrozumieliśmy...
Jedno wiem,nie jestem gotowa na żaden związek,a jeśli chcodzi o eksa...to wiele było mojej winy...teraz dopiero to widzę i samam doszłam,on mi nie wypominał...

12 727

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

No to mam...po zdrowym związku... On ze mną zerwał... Zabawił się mną,moimi uczuciami,tym że się zaangażowałam...i znudziła się zabawa...bo on nie chce się angażować,bo ma dystans do moich dzieci...bo nie ma czasu na związek... Poczułam się jak śmieć...zapiłam (jeden wieczór i nie zamierzam pić...) Normalny facet...hehehe... Mój eks...bo dzwoniłam do niego,kiedy byłam pod wpływem...chce spotkać się na kawie...mówi,że jest sam,mieszka w pracy,bo nie ma przez nasz kredyt,żeby wynająć,a ode mnie kasy nie chce...mówi,że mamy szansę,bo wiele zrozumieliśmy... Jedno wiem,nie jestem gotowa na żaden związek,a jeśli chcodzi o eksa...to wiele było mojej winy...teraz dopiero to widzę i samam doszłam,on mi nie wypominał...

Zerwal moze i dobrze ,moze w przyszlosci przysporzyl by Ci problemow skoro nie potrafil zrozumiec ze masz dzieci i on musi je zaakceptowac by stworzyc zwiazek.

Co do eksa ,wiele razem przeszliscie ,ale tez dowalil Ci duzo.
Zbierasz sie dziennie na nowo i za to moj szacunek ,podziwiam Cie za to.
BO ja przybralam inna wdzianko .
Niemam jeszcze rozwodu ,a kreci sie kolo mnie facet kiedys moglabym powiedziec moich marzen.
Dzis oprocz kasy nic mnie nie obchodzi.
Chyba ze sex ,mnie obchodzi .aaaaaaaaaa trafil sie on byl w sumie zawsze bo pracujemy razem i w przerwie wynikla rozmowa o dzieciach i on zanczaco podkresil ze syna mojego moze nurkowania nauczyc.
I wyczuwam od niego zainteresowanie.
Strach i tak nie pozwoli mi nic zrobic,bo nie kocham meza juz dawno,ale nowy zwiazek to kolejne wyzwanie ,a mam wlasnie dwuch synow.

12 728

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

No to mam...po zdrowym związku...
On ze mną zerwał...
Zabawił się mną,moimi uczuciami,tym że się zaangażowałam...i znudziła się zabawa...bo on nie chce się angażować,bo ma dystans do moich dzieci...bo nie ma czasu na związek...
Poczułam się jak śmieć...zapiłam (jeden wieczór i nie zamierzam pić...)

Normalny facet...hehehe...
Mój eks...bo dzwoniłam do niego,kiedy byłam pod wpływem...chce spotkać się na kawie...mówi,że jest sam,mieszka w pracy,bo nie ma przez nasz kredyt,żeby wynająć,a ode mnie kasy nie chce...mówi,że mamy szansę,bo wiele zrozumieliśmy...
Jedno wiem,nie jestem gotowa na żaden związek,a jeśli chcodzi o eksa...to wiele było mojej winy...teraz dopiero to widzę i samam doszłam,on mi nie wypominał...

l_ukrecjo, nie przejmuj się!!! Nie ten facet, to inny. Więcej pewności siebie!1! Zamiast czuć się jak "śmieć", pomyśl sobie, że on jest śmieciem: nie chce się angażować, dystans do dzieci, brak czasu. A kim on k...a jest?! Panem Bogiem?! Księciem?!
A ex następny! l_ukrecjo, jeeezzzzuuuu, po co ci on? Po co Ci kontakt z nim? Taki biedny nieszczęśliwy ten Twój exuś. Pogłaszcz go po główce, postaw mu kawę, daj mu pieniążki i Bóg wie co jeszcze. Oj, l_ukrecjo.
Związku nie chcesz, ale facet, byle jaki, byle był, musi być obok Ciebie?
I nie zapijaj! Co Ty wyprawiasz?! Tego to już w ogóle nie rozumiem... Jeszcze to tłumaczenie, jeden wieczór i nie zamierzam pić. No, postawa wzorowa hehe... Oby!

12 729

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam,
Również jestem osobą kochającą za bardzo.. Dziś zerwał ze mną chłopak, z którym byłam 3 lata. Mówi, że to ostateczne i zdania już nie zmieni. W ciągu ostatnich 2 tyg. zrywał już z 3 razy ale za każdyym razem prosiłam żeby tego nie robił i tego samego dnia wracał.
Związek wyglądał tak- dużo kłótni, dużo dobrych chwil. Ja byłam osobą bardzo się czepiającą jego (o wszystko ) i kiedyś bardzo apodyktyczną. Jednak ostatnio dopiero zrozumiałam, jakie robiłam błędy.Powiedziałam mu to i poprosiłam o szansę, powiedziałam że zmienię się (sama tego chciałam). On się zgodził jednak w sumie trwało to 2 tygodnie a za każdym razem gdy znów o coś się przyczpiłam, słyszałam: "to koniec". To nic, że gdy się rozstaliśmy raz z jego winy i on zrozumiał, co robił źle, wróciłam do niego i dałam szansę, która trwała już ponad 3 miesiące.
Dziś ze mną zerwał, powiedział że ma tego dość, że ma dość mojego czepiania się i nie ma już sił na ten związek. Że nie chce mnie już w swoim życiu jako dziewczyny i nawet jeśli kiedyś tego pożałuje to będzie wiedzial, że jeszcze dużo przed nim, nawet lepszego co było. A jeszcze dziś mówił, że chce ze mną być, ze mnie kocha i mówiliśmy o przyszłosci (za ok. 2 miesiące mieliśmy razem zamieszkać).  A później nagle zerwał. A ja i tak obwiniam siebie, bo przecież w przeszlości robiłam dużo błędów, a teraz mimo że pracuje nad sobą i idzie mi coraz lepiej, to wciąz popełniam błędy. Pytałam, jak może mnie tak wyrzucić ze swojego życia, przecież ja go tak kocham i jest dla mnie najważniejszy... a on nic, jakby po kaczce spływało.
Czuję się okropnie... Zawsze przeżywałam bardzo nasze kłótnie czy chwilowe rozstania... Płakałam całymi dniami, histeryzowałam, czasami byłam agresywna nawet wobec niego, chciałam się zabijać, miałam nawet prroblemy zdrowotne przez te nerwy i stany (wymioty, nieustanne bóle żołądka, bóle głowy, raz nawet zemdlałam etc. ). Parę tygodni temu brałam antydepresanty.
Teraz za wszystko obwiniam siebie, czuję się okropnie z samą sobą. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, nie umiem...

12 730

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

No to mam...po zdrowym związku...
On ze mną zerwał...
Zabawił się mną,moimi uczuciami,tym że się zaangażowałam...i znudziła się zabawa...bo on nie chce się angażować,bo ma dystans do moich dzieci...bo nie ma czasu na związek...
Poczułam się jak śmieć...zapiłam (jeden wieczór i nie zamierzam pić...)

Normalny facet...hehehe...
Mój eks...bo dzwoniłam do niego,kiedy byłam pod wpływem...chce spotkać się na kawie...mówi,że jest sam,mieszka w pracy,bo nie ma przez nasz kredyt,żeby wynająć,a ode mnie kasy nie chce...mówi,że mamy szansę,bo wiele zrozumieliśmy...
Jedno wiem,nie jestem gotowa na żaden związek,a jeśli chcodzi o eksa...to wiele było mojej winy...teraz dopiero to widzę i samam doszłam,on mi nie wypominał...

l_ukrecjo, nie przejmuj się!!! Nie ten facet, to inny. Więcej pewności siebie!1! Zamiast czuć się jak "śmieć", pomyśl sobie, że on jest śmieciem: nie chce się angażować, dystans do dzieci, brak czasu. A kim on k...a jest?! Panem Bogiem?! Księciem?!
A ex następny! l_ukrecjo, jeeezzzzuuuu, po co ci on? Po co Ci kontakt z nim? Taki biedny nieszczęśliwy ten Twój exuś. Pogłaszcz go po główce, postaw mu kawę, daj mu pieniążki i Bóg wie co jeszcze. Oj, l_ukrecjo.
Związku nie chcesz, ale facet, byle jaki, byle był, musi być obok Ciebie?
I nie zapijaj! Co Ty wyprawiasz?! Tego to już w ogóle nie rozumiem... Jeszcze to tłumaczenie, jeden wieczór i nie zamierzam pić. No, postawa wzorowa hehe... Oby!

No dobra dziewczyny ale co jeśli:
-nadal kocham eksa
-próbowałam ze wszystkich sił o nim zapomnieć
-mam wiedzę i wiem,że dużo pracy przede mną
-wiem,że nam się nie mogło wtedy udać właśnie bez tej wiedzy-oboje jesteśmy zaburzeni...

-on jest w terapii od 8 miesięcy,ciężko pracuje i jak twierdzi dla siebie,nie dla mnie
-jego priorytet to zdrowy związek bez kłamstw
-mówi,że bałby się żyć ze mną ale chciałby spróbować,bo mnie wciąż kocha
-na moje pytanie czy się ze mną ożeni odpowiedz była-tak

Piszecie,że wasi faceci nic nie rozumieją,że nie ma mowy o terapii...a co byście zrobiły gdyby on przemyślał sprawę i zaczął coś z sobą robić?
Może mi odbiło ale uważam to za szlachetne ze strony eksa,że nie mając kasy,spłaca nasz wspólny kredyt i mieszka w pracy,bojąc się że dowie się o tym dyrekcja-nigdy nie wymawiał mi tego.

Nie wiem po co piszę te moje wnioski...może chcę potwierdzenia...na razie nie jestem gotowa i on też nie jest...ale może kiedyś?
Szczerze co o tym sądzicie?



Witam serdecznie nowe panie smile

12 731

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz l_ukrecjo, jeżeli o mnie chodzi, to mi by się już nie chciało znowu wchodzić do tej samej rzeki,czy nawet błotka, jak ktoś woli. Sama jestem w terapii i myślę tylko żeby już ją zakończyć i mieć zrdrowy rozum. Jak sobie pomyślę, że mój mąż zdecydował się na terapię, chce walczyć o związek itp itd to fakt, robi mi się miło, mimo, iż wiem,że to nie nastąpi. Ale z drugiej strony sobie myślę, kim ja do cholery jestem?! Czy mam czekać na czyjeś zmiany, skoro możliwe jest mieć u boku kogoś, o kim będę myślała, byleby tylko się nie zmienił?! Poza tym, między nami już nie ma tej chemii. Przynajmniej nie z mojej strony.

Co do Twojego eksa, ja tak do końca nie wiem, co tam wyszło między wami. Może zasługujecie na drugą szansę? Ja mam inne priorytety i to,że facet chce się ze mną żenić, jest dla mnie mało istotne. A jeszcze pytać się go o to?! Pfff... To on się mnie powinien pytać, czy się z nim ożenię. Takie rzeczy przechodziłaz z moim mężem, ja i moja mamusia, byle ślub. Teraz to bez znaczenia.
Czy to jest szlachetne,co robi twój eks, jak mieszka itp? Hmmm... Na pewno ryzykowne. Ja wiem,że w Pl jest ciężko, ale wydaje mi się, że świadczy to trochę o braku zaradności niż szlachetności.
Piszesz,że nie jesteś jeszcze gotowa,ale może kiedyś. Jedyne zdanie z Twojej wypowiedzi, które mi się podoba. Może do tego czasu znajdziesz sobie porządnego faceta, bez zaburzeń big_smile
Pozdrawiam i całusy dla Ciebie l_ukrecjo!

12 732

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

BO ja przybralam inna wdzianko .
Niemam jeszcze rozwodu ,a kreci sie kolo mnie facet kiedys moglabym powiedziec moich marzen.
Dzis oprocz kasy nic mnie nie obchodzi.
Chyba ze sex ,mnie obchodzi .aaaaaaaaaa trafil sie on byl w sumie zawsze bo pracujemy razem i w przerwie wynikla rozmowa o dzieciach i on zanczaco podkresil ze syna mojego moze nurkowania nauczyc.
I wyczuwam od niego zainteresowanie.
Strach i tak nie pozwoli mi nic zrobic,bo nie kocham meza juz dawno,ale nowy zwiazek to kolejne wyzwanie ,a mam wlasnie dwuch synow.

Nie wiem Pati czy Cię dobrze zrozumiałam. Piszesz,że liczy się teraz dla Ciebie kasa, seks i to, żeby facet, który się Tobą interesuje, szanował Twoje dzieci.
Tak, tylko dopóki nie będzie szanował Ciebie, Twoich dzieci też nie będzie szanował. Masz na myśli, Ty z nim seks, a on z dzieckiem na pływalnie? Chyba nie. Chyba liczy się dla Ciebie coś więcej, prawda?...

12 733

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Może do tego czasu znajdziesz sobie porządnego faceta, bez zaburzeń big_smile

Tak, jednorożce istnieją....
Każdy w naszym katolicko-alkoholowym społeczeństwie ma coś... Coś co go gryzie, kwestia skali problemu i tego czy robi coś z tym, czy nie...

l_ukrecjo,

to że facet coś ze sobą robi, super, Ty postawiłaś ważne i jasne pytania dotyczące potencjalnego związku, sądze że odpowiedzi Cię usatysfakcjonowały, chyba że się mylę??

To że jest w terapii dla siebie, bo właśnie dla siebie się to robi. Po to by poukładać się ze sobą, jak ze sprzątaniem domu, jak masz w nim bordello, to niechętnie gości zapraszasz... wink

12 734

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Cash napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Może do tego czasu znajdziesz sobie porządnego faceta, bez zaburzeń big_smile

Tak, jednorożce istnieją....
Każdy w naszym katolicko-alkoholowym społeczeństwie ma coś... Coś co go gryzie, kwestia skali problemu i tego czy robi coś z tym, czy nie...

l_ukrecjo,

to że facet coś ze sobą robi, super, Ty postawiłaś ważne i jasne pytania dotyczące potencjalnego związku, sądze że odpowiedzi Cię usatysfakcjonowały, chyba że się mylę??

To że jest w terapii dla siebie, bo właśnie dla siebie się to robi. Po to by poukładać się ze sobą, jak ze sprzątaniem domu, jak masz w nim bordello, to niechętnie gości zapraszasz... wink

Zgadza się !!!

12 735

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Widzisz l_ukrecjo, co człowiek, to inna opinia. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. A decyzja i tak należy do Ciebie :-)

12 736

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Widzisz l_ukrecjo, co człowiek, to inna opinia. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. A decyzja i tak należy do Ciebie :-)

Dziękuję za opinie.
Czy będziemy czy nie...to temat odległy,a i on wazy słowa i mówi tylko POMAŁU!
Na razie każdy robi z sobą porządek smile

12 737

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

A to niesamowita umiejętność ta kontrola własnych myśli.
Poza tym kiedy będziemy powtarzać stale - nie umiem- to zadziała na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Zasada ta polega na tym, że dzieje się tak jak sobie mówimy. Dlatego jeśli mówimy źle i stale powtarzamy sobie te złe rzeczy to one pogarszają się jeszcze bardziej i nie znikają. Myślę, że sekret też się na tym opiera. Uwaga! zasada samospełniającej się przepowiedni działa też w drugą stronę.
Przeprowadzano badania na uczniach w szkole. Jeśli nauczyciel zamiast docenić ucznia za to co zrobił dobrze wciąż wytykał mu błędy nie stawał się on lepszym uczniem. A kiedy nauczyciel powtarzał jaki to uczeń jest zdolny i jak co dobrze potrafi uczeń stawał się coraz lepszy i niwelował niedociągnięcia. To niesamowicie działa.
Nie będę już się rozpisywać o metodyce nauczania, bo każdy z nas odbiera bodźce inaczej. Jednego wytykanie błędów motywuje, innego dołuje i zniechęca. Psychologia ciekawą nauką jest.
Mnie w gorszych momentach przychodzi do głowy jedna wątpliwość, bo wiem jak te wszystkie psychologiczne rzeczy działają, a mimo to zastanawiam się po cholerę mówić sobie dobrze, jak dobrze nie jest, po cholerę doszukiwać się dobrych rzeczy jak się wali. To jest klops.
Kiedyś miała tutaj miejsce rozmowa na ten temat z Wielokropkiem.

Dobrze prawisz big_smile
Każdy z nas odbiero bodźce inaczej, jednego kary motywują innego wręcz odwrotnie. Wszystko zależy od tego co nam wpoili rodzice.
Ja mam niestety niedobry "bunt" w sobie. Wytykanie mi błędów, nie powoduje u mnie pozytywnych skutków. Raczej reakcją jest bunt wewnętrzny, robienie na odwrót, i też złość na siebie, że znowu coś się spieprzyło. A nagrody, cóż, uważam, że mi się nie należą.
I takie właśnie mam niskie poczucie własnej wartości wyniesione z domu.
Mam problem z podejmowaniem decyzji. Gdy już taką podejmę, to szukam tysiąc powodów, że to błąd, albo żeby takiej decyzji nie podjąć, czy nie doprowadzić do końca. Boję się zaufać własnej intuicji. Niestety, mam to po mamie. Najpierw euforia, tak, chcę to mieć, chcę to zrobić. A potem nie, bo to, bo tamto, bo siamto. Później żałuję, bo mogłam coś zrobić, kupić, mieć dawno. A jak podejmę decyzję i coś zrobię, to i tak nie jestem zadowolona.
Taki ze mnie wyjątkowy egzemplarz.
I teraz muszę chodzić do psychologa, focus non stop nad myślami, pisanie codziennie różnych ćwiczeń, byle do przodu big_smile

Mam podobnie, a mama inna.

12 738

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
Liwia napisał/a:

(...)Wiem, że to moje życie i ode mnie zależy jak ono będzie wyglądać, jednak w sprawie mojego małżeństwa jestem rozłożona na łopatki i boję się być decyzyjna, skoro druga strona czeka na mój ruch, a potem i tak wychodzi, że yo ja coś postanowiłam, to je czegoś nie chciałam, to ja jestem winna.......(...)

Co złego jest w tym, że Ty coś postanowisz w sprawie związku?
Co złego jest w tym, że Ty czegoś nie chcesz?
Co złego jest w tym, że Twój mąż obarczy Ciebie odpowiedzialnością za decyzje, będące konsekwencją jego stosunku do Ciebie?

Zrozum, że zachowując się w opisany wyżej sposób podjęłaś decyzję o przetrwaniu, nie o życiu.
I za to Ty jesteś odpowiedzialna, mimo że tak zaciekle przed odpowiedzialnością się bronisz.
Zastanów się nad ponoszonymi przez Ciebie (przez Twą córkę również) konsekwencjami tej właśnie decyzji.
.

Masz rację Wielokropku, jak zwykle ją masz.
Wiem, że to moje decyzje, ale ja wciąż boję się konsekwencji ich podejmowania. Nic złego nie stanie się przecież z tego powodu, że nie chcę trwać w związku, w którym nie czuję się tak jakbym chciała. Z resztą to już jest jakiś układ a nie związek, bo żyjemy osobno i chyba oboje mamy na siebie destrukcyjny wpływ.
Mąż obarczy mnie wszystkim i decyzją i jej brakiem. Bo i tak jest źle gdy coś robię i źle jest jak napisała Zazdrość jak nie robię nic.

Nad konsekwencjami moich decyzji i ich braku zastanawiam się od dłuższego czasu. Wiem doskonale, że to co teraz prezentujemy dziecku to jest chore.



Nie chcę trwać, nie chcę przetrwać życia. Chcę być szczęśliwa!

Chcieć to móc.
Ja powiedziałam, że nie wracam, po czym wyszłam spakowana w kilku torbach. Nie powiedział słowa.

Zazdrości mam pytanie co się robi w sytuacji kiedy ktoś postępuje wbrew Twojej logice?

12 739

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, nie myśl o innych, co inni pomyślą. Być może Twoja decyzja, jaka by nie była, nie sprawi przyjemności innym, ale ma sprawić przyjemność Tobie.
Zastanawia mnie, co Ty takiego robisz,że czujesz się winna? Chcesz wyjść z wszystkiego z twarzą. To co robisz, jest na pokaz dla innych?
Chciałabyś odciąć się od tego wszystkiego... Chciałabyś czy CHCESZ? Jeśli chcesz, to się po prostu odetnij i już!

Liwio. co sobie myśli krowa liżąca w stajni ścianę? Myślisz, że myśli o czym myśli krowa obok? Jak trza ci wapna to liż. Przepraszam za ordynarne być może porównanie.

12 740

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anaa21 napisał/a:

Znalazłam ten temat przypadkiem. Coraz częściej wydaje mi się, że jestem kobietą, która kocha za bardzo. Zaczyna mi to poważnie przeszkadzać.Ciągle tylko On. Wszystko ukłądam pod niego. Kiedy sie nie widzimy, czy nie piszemy nic mam myśli, że jemu poprostu przestaje zależeć. Wpadam w panikę. W tym problem, że mój chłopak ma wiele zajęc i mało czasu. A ja nan wręcz przeciwnie. Poszukuję w sobie siły do tego by mieć dystans do swojego związku. Ale tak trudno mi to przychodzi, że wręcz sobie nie radzę. Proszę o jakiś odzew.

Trza znaleźć sobie zajęcie, żeby głupoty po głowie nie chodziły. Jesteś na drodze do samozagłady. Chcesz sobie strzelić samobója?

Posty [ 12 676 do 12 740 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 194 195 196 197 198 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026