netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 002 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 193 194 195 196 197 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 611 do 12 675 z 26 310 ]

12 611

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
ania_loki napisał/a:

Witam!
Jestem tu nowa i myślę, że jak najbardziej pasuje do tej grupy! Otóż tkwię/ tkwiłam toksycznym związku. Byłam z facetem, który lubi kobiety. Jeżeli chodzi o mój wygląd nie mam z tym problemów. Akceptuje siebie, nie wiem gdzie leży mój problem, że nie mogę się uwolnić od tego faceta choć mam dowody, że mnie oszukuje i kręcą go inne kobiety. Znowu jestem w podobnej sytuacji otóż on namiętnie utrzymywał kontakt z inną kobietą. Potajemnne smsy, tel i spotkania. Dowiedziałam sie o tym, w niezbyt przyjemny sposób, bo nie powinnam tego robić. Kiedy on dowiedział sie o tym- nie tłumaczył sie długo ale za to przepraszał, mówił że nie ma z nią kontaktu i to zakończył i ze mnie nigdy nie zdradził. Uwierzyłam, wybaczyłam..dlaczego bo kochałam. Po jakimś czasie okazuje się, że nadal mają kontakt...ech znowu te tłumaczenia, wybaczenie...w końcu coś pękło i się z nim rozstałam..nie minęło kilka miesięcy, ba nawet nie wiem czy nie był to miesiąc. Pisał i dzwonił, że nie umie beze mnie żyć, że tylko chce być ze mną. Wybaczyłam i wróciłam, teraz znowu to samo. Nie dość, że nadal jest tamta kobieta to jest i inna. To wszytsko jest chore..wiem ze nie chce z nim być ale nie potrafię się od niego uwolnić..potrzebuję z kimś porozmawiać...

Witaj. Sama piszesz,że to wszystko jest chore, bo...jest! Co z tego,że jest z Tobą jak ma też inne?! Dlaczego nie potrafisz się od niego uwolnić? Co Cię do niego tak przysysa? Lubisz być zdradzana, oszukiwana, poniżana, lubisz jak mężczyzna nie szanuje Ciebie, gardzi Tobą, pomiata?
Być może nie wiesz dlaczego nie potrafisz się od niego uwolnić, ale zastanów się czy tak chcesz żyć?!
Uwolnić się od mężczyzny jest z jednej strony bardzo łatwo, z drugiej okrutnie trudno. To nie tylko kwestia : "Cześć! Odchodzę!" To bardzo skomplikowany, czasami długi proces. Ale trzeba podjąć to ryzyko, by móc iść dalej a nie tkwić ciągle w tym samym miejscu.

Anstawio pytasz dlaczego...
A nie wystarczy odpowiedz,bo jestem KKZB?

Masz rację moja Droga...próbowałam już nie raz..kilka minut wczesniej napisałam co mi dzś powiedział..moja przyjaciólka chce abym do niej przyjechała na noc..rzadko to sie zdarza, bo wczesniej miała taką sytuację, że nie można było sobie na to pozwolić...teraz tak..on uważa, że coś kręcę, że jadę go zdradzić itp..jestem już tym zmęczona

12 612

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:

Dzisiaj mi powiedział, że ta druga to koleżanko-przyjacióla, która niby doradzała mu w sprawie naszego zwiąku..mówił jej o wszystkim..nawet o tym co się wydarzyło jak nie byliśmy razem..długa historia...nie wiem czy nawet w to wierzyć.. Był okres, że korzystałam z porad psychologa ale musiałam przerwac sesje przez wyjazd. W sumie bede musiała znowu chodzić na nie, bo dzięki temu czułam, że mogłam coś zmienić i on to widział, czuł się wtedy zagrożony... powinnam go zostawić prawda...?? byłabym wtedy szczęśliwsza...

Powinnaś zrobić to co podpowiada Ci serce i intuicja. Nie kieruj się tym jak On się czuje, nie chodź do psychologa żeby On czuł się zagrożony itp. Bez względu na to co postanowisz, kieuj się tym czego Ty chcesz i rób tak, żeby to Tobie było dobrze. Chodziłaś do psychologa, więc jakieś "podstawy" myślenia o sobie pewnie posiadasz. Podobno mężczyźni nie rozmawiają z innymi o tym co się u nich w związku dzieje,więc nie wiem czy ta koleżanko-przyjaciółka jest mu potrzebna do "babskich" zwierzeń.
Daj sobie czas. Pomyśl nad wszystkim, nad sobą przede wszystkim.

12 613

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Witaj. Sama piszesz,że to wszystko jest chore, bo...jest! Co z tego,że jest z Tobą jak ma też inne?! Dlaczego nie potrafisz się od niego uwolnić? Co Cię do niego tak przysysa? Lubisz być zdradzana, oszukiwana, poniżana, lubisz jak mężczyzna nie szanuje Ciebie, gardzi Tobą, pomiata?
Być może nie wiesz dlaczego nie potrafisz się od niego uwolnić, ale zastanów się czy tak chcesz żyć?!
Uwolnić się od mężczyzny jest z jednej strony bardzo łatwo, z drugiej okrutnie trudno. To nie tylko kwestia : "Cześć! Odchodzę!" To bardzo skomplikowany, czasami długi proces. Ale trzeba podjąć to ryzyko, by móc iść dalej a nie tkwić ciągle w tym samym miejscu.

Anstawio pytasz dlaczego...
A nie wystarczy odpowiedz,bo jestem KKZB?

Masz rację moja Droga...próbowałam już nie raz..kilka minut wczesniej napisałam co mi dzś powiedział..moja przyjaciólka chce abym do niej przyjechała na noc..rzadko to sie zdarza, bo wczesniej miała taką sytuację, że nie można było sobie na to pozwolić...teraz tak..on uważa, że coś kręcę, że jadę go zdradzić itp..jestem już tym zmęczona

Wiesz, to co On uważa,ma w tym momencie mniejsze znaczenie. Jeżeli pobyt u przyjaciółki sprawi Ci przyjemność, to czemu nie! Może to Ci pomoże?

12 614

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:

Dzisiaj mi powiedział, że ta druga to koleżanko-przyjacióla, która niby doradzała mu w sprawie naszego zwiąku..mówił jej o wszystkim..nawet o tym co się wydarzyło jak nie byliśmy razem..długa historia...nie wiem czy nawet w to wierzyć.. Był okres, że korzystałam z porad psychologa ale musiałam przerwac sesje przez wyjazd. W sumie bede musiała znowu chodzić na nie, bo dzięki temu czułam, że mogłam coś zmienić i on to widział, czuł się wtedy zagrożony... powinnam go zostawić prawda...?? byłabym wtedy szczęśliwsza...

Niema miejsca na kogos takiego w zadnym zdrowym zwiazku,pewnie ze dlugo potrwa zanim oczyscisz glowe ,ale warto.
Warto bo zruinuje Ci zycien ,a kiedy sie ockniesz moze byc za pozno.
To typowy przypadek psychopaty ,niestety zyja wsrod nas i czesto nie biegaja z nozami tylko wlasnier ,niszcza innych w taki sposob.
Odetnij sie narazie fizycznie ,a psychicznie wszytsko z czasem.

12 615

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aisa napisał/a:

Czy podjęcie decyzji musi być zawsze takie trudne ?i
Chcę  rozwodu ale będzie to rozwód bez orzekania o winie,czuje złość  i bezsilność  dlaczego tacy ludzie spadają  na cztery łapy.A ja ofiara dostaje znowu po dupie  jak uwierzyć w siebie ,jak uwierzyć w to co dobre skoro zostaje się  z niczym nawet prawo jest po jego stronie.Dobrze mi kiedyś powiedział nie ważne jaką jest prawda ważne jakie masz dowodu.
Najbardziej wkurza  mnie to że nie jestem w stani e mu nic udowodnić nawet to,że się wypdził do kochanki nic mi nie daje.
Ja naprawdę  nie chciałam dużo tylko by ktoś mnie kochał taką  jaką jestem.
Czy to tak wiele?
A może ja nigdy nie zasługiwał na miłość?
Może nigdy nie zasługiwał na Niego?
Może jestem tylko pomyłka losu,może tak jestem tylko pomyłka losu.
To już nawet nie jest uzalanie  się nad sobą  to jest stwierdzenie -tak jestem  pomyłką  Boga.
Jak to Wielokropek  napisał"szczęście  nie jest obowiązkowe" i ja chyba nie potrafię  być szczęśliwa ,czuje się za to oszukana ,zastraszania i zapedzona w kozik róg i nie mogę się z tamtą ruszyć.......
A naj bardziej przerażające jest to,że ja już bym nie chciała by On wrócił ja bym chciała tylko sprawiedliwości ale niestety tego niedostane -i może dlatego to tak boli.
Jestem bardzo pokreconym człowiekiem a może tylko tak mi się wydaje.
Bardzo bym chciała znów móc spać,a nie budzić się o 3-4 rano i  myśleć i tracić na to energię .
Jestem smutną kobietą którą nie potrafi  żyć dla siebie i chyba się podałam -życie mnie przerosła,życie mnie zwyciężyło :-|

Zrobilas duzy krok ,decyzja odciecie sie.
Jesli masz mozliwosc to wez prawnika on znajdzie dowody na zdrady itp.
Walcz dziewczyno,kupa zycia przed Toba ,za kilka lat bedziesz sie z tego smiala,
Jednak zawalczyc o siebie musisz Ty sama.Piekne jest uczucie zwyciestwa
Pomalutku wszystko ogarniesz.

12 616

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Witaj. Sama piszesz,że to wszystko jest chore, bo...jest! Co z tego,że jest z Tobą jak ma też inne?! Dlaczego nie potrafisz się od niego uwolnić? Co Cię do niego tak przysysa? Lubisz być zdradzana, oszukiwana, poniżana, lubisz jak mężczyzna nie szanuje Ciebie, gardzi Tobą, pomiata?
Być może nie wiesz dlaczego nie potrafisz się od niego uwolnić, ale zastanów się czy tak chcesz żyć?!
Uwolnić się od mężczyzny jest z jednej strony bardzo łatwo, z drugiej okrutnie trudno. To nie tylko kwestia : "Cześć! Odchodzę!" To bardzo skomplikowany, czasami długi proces. Ale trzeba podjąć to ryzyko, by móc iść dalej a nie tkwić ciągle w tym samym miejscu.

Anstawio pytasz dlaczego...
A nie wystarczy odpowiedz,bo jestem KKZB?

Masz rację moja Droga...próbowałam już nie raz..kilka minut wczesniej napisałam co mi dzś powiedział..moja przyjaciólka chce abym do niej przyjechała na noc..rzadko to sie zdarza, bo wczesniej miała taką sytuację, że nie można było sobie na to pozwolić...teraz tak..on uważa, że coś kręcę, że jadę go zdradzić itp..jestem już tym zmęczona

tAK  jade cie zdradzic,tak ja bym powiedziala ,jezeli tak twierdzisz to tak jest,i by bylo koniec glupich anegdot,jestem zwami tylko jestem zajeta dziecmi wakacje,ps tak kiedys powiedzialam mojemu mezowi i zaprzestal manipulowac.

12 617

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

12 618

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
gosiek24 napisał/a:

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

12 619

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myślisz dorotja że to pomoże...ciągłe wysłuchiwanie, że ja go zdradzam z każdym kolegą...paranoja...wiem, że podobam się facetom, niejeden mi to okazał..ale nic z tym nie robiłam i nie robię..on wie o tym- może stąd to zachowanie? A może sam mnie zdradza i szuka usprawiedliwienia? Postanowiłam pojechać do mojej przyjaciólki.

12 620

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:
gosiek24 napisał/a:

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

Chyba pati31 czuła się podobnie, jak ładna wizytówka.
Jedź do przyjaciółki, ale nie myśli, że to coś u niego zmieni. Jeżeli chcesz jechać po to, by wzbudzić w nim zazdrość lub coś w nim zmienić, to ten wyjazd nie ma sensu. Możesz jechać żeby sobie odpocząć, ewentualnie wygadać się. A on raczej się nie zmieni.
Ja też się łudziłam i zobaczyłam zmianę, ale chyba na gorsze! Póki co jestem sama. Bywa różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale idę do przodu. W osyatni weekend zalałam się łzami, pomogło. Zobaczymy co dalej...


dortja, jesteś! Nie przepracowywuj się przy dzieciaczkach!

12 621

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:
gosiek24 napisał/a:

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

Bardzo często osoba chcąca przychylić nieba nie zauważa, że jest bluszczem, że owija się wokół ciała partnera, że zaczyna dusić. 

K a ż d e g o  można zagłaskać na śmierć.

12 622

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ania_loki napisał/a:
gosiek24 napisał/a:

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

Bardzo często osoba chcąca przychylić nieba nie zauważa, że jest bluszczem, że owija się wokół ciała partnera, że zaczyna dusić. 

K a ż d e g o  można zagłaskać na śmierć.

Może masz rację ale z tego co piszesz to wszystko moja wina..widzisz ja cały czas jestem sprawdzana..gdziekolwiek nie pójdę słyszę, ze byłam na pewno z jakimś facetem..a w rzeczywistości byłam na kawie ze znajomą..nie wiem kto tu jest bluszczem..chcialam tylko żeby było nam dobrze...

12 623

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
ania_loki napisał/a:

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

Bardzo często osoba chcąca przychylić nieba nie zauważa, że jest bluszczem, że owija się wokół ciała partnera, że zaczyna dusić. 

K a ż d e g o  można zagłaskać na śmierć.

Może masz rację ale z tego co piszesz to wszystko moja wina..widzisz ja cały czas jestem sprawdzana..gdziekolwiek nie pójdę słyszę, ze byłam na pewno z jakimś facetem..a w rzeczywistości byłam na kawie ze znajomą..nie wiem kto tu jest bluszczem..chcialam tylko żeby było nam dobrze...

Nie przypisuj mi, proszę, słów, których nie napisałam.

12 624

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
ania_loki napisał/a:
gosiek24 napisał/a:

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

Chyba pati31 czuła się podobnie, jak ładna wizytówka.
Jedź do przyjaciółki, ale nie myśli, że to coś u niego zmieni. Jeżeli chcesz jechać po to, by wzbudzić w nim zazdrość lub coś w nim zmienić, to ten wyjazd nie ma sensu. Możesz jechać żeby sobie odpocząć, ewentualnie wygadać się. A on raczej się nie zmieni.
Ja też się łudziłam i zobaczyłam zmianę, ale chyba na gorsze! Póki co jestem sama. Bywa różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale idę do przodu. W osyatni weekend zalałam się łzami, pomogło. Zobaczymy co dalej...


dortja, jesteś! Nie przepracowywuj się przy dzieciaczkach!

Tak bylam fajna wizytowka.Ale to za mna ,i pomalu sie staje ,odnajduje swoje miejsce.

12 625

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Rozumiem hm ,z jednej strony realia polskie sa chore ,rozumiem ze gdyby miala mieszkanie nie byloby tego problemu.
Dlatego modle sie o wygrana w totka dla Ciebie hm ,tylko graj.Czasem pusc

Chyba za całą wypłatę puszczę.
Już jestem, melduje się na posterunku.

12 626

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Jak ja byłam nieszczęśliwa w związku, to też miałam długi i problemy. Teraz nie jestem w toksycznym związku, mam długi ale nie stanowią dla mnie problemu, bo inaczej patrzę na wszystko. I nie jestem bogata. Ale robię wszystko by być szczęśliwą.
Myślę,że gdyby hm... miała udany związek, to wszystko byłoby dla niej proste, łatwe i przyjemne. Myślę,że ten nieudany związek powoduje u niej to, że ma śmieciowy nastrój,jak sama określiła wczoraj.
Wydaje mi się,być może się mylę, ale ja chyba tak właśnie się vzułam jak pierwszy raz napisałam na forum. To było moje dno. W związku masakra, finansowy dół, do tego zdrowie fatalne, migreny, bóle kręgosłupa, bezsenność,nerwica. Nie da się tak żyć, przynajmniej ja nie mogłam.
Dlatego życzę hm... z całego serca, żeby udało jej się wszystko ułożyć. I tak jak ona mnie trzy miesiące temu wspierała, tak ja ją teraz wspieram i będę wspierać bez względu na wszystko co zrobi.

Dzięki, masz racje. Tak chyba jest.

Liwio, dzięki za wyżej.
Pati...

Wszystkim dzięki.

12 627

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej hm... Jesteś! Co u Ciebie?

12 628

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:

Myślisz dorotja że to pomoże...ciągłe wysłuchiwanie, że ja go zdradzam z każdym kolegą...paranoja...wiem, że podobam się facetom, niejeden mi to okazał..ale nic z tym nie robiłam i nie robię..on wie o tym- może stąd to zachowanie? A może sam mnie zdradza i szuka usprawiedliwienia? Postanowiłam pojechać do mojej przyjaciólki.

skoro i tak jestes bylas i bedziesz be  ta zdradzajaca i puszczalska ,to co za roznica ,tak bym stwierdzial puszczam sie ,kochanie i masz wreszcie powud zeby mnie opuscic ,dortjai brzydka cecha charakteru prowokowanie,pozdrawiam

12 629

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Zazdroszczę Ci l_ukrecjo.

Chcę poznać mężczyznę, który nie będzie znał wszystkich niemiłych szczegółów z mojego dzieciństwa, który będzie mnie doceniał i szanował taką jaka jestem teraz. Chcę zacząć nowy etap i nowe życie.
Boję się nowego związku, boję się, że będę kkzb, że nie będę ufać, będę kontrolować, będę tęsknić, wyczekiwać, z czasem poświęcać się i rzucać wszystko dla niego. Boję się tego. Boję się zaangazować w nowy związek. Boję się, bo nie chcę zrobić kolejnego błędu i nie chcę przechodzić tego wszystkiego co było jeszcze raz.
Codziennie sobie powtarzam,że jeszcze chwila, jeszcze trochę chcę być sama. Ale zaczyna mi być smutno. Na pewno jest to spowodowane tym, że mam dużo wolnego czasu. Chciałabym go spędzać z bliską mi osobą. Ale takiej osoby nie ma :-(
Chwilowo mi źle, ale wiem, że to minie.

Ja tego wszystkiego nie robię. A mimo to... On dzwoni, chce się widzieć, tylko po co do cięzkiej cholery?

12 630

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zazdroszczę Ci l_ukrecjo.

Chcę poznać mężczyznę, który nie będzie znał wszystkich niemiłych szczegółów z mojego dzieciństwa, który będzie mnie doceniał i szanował taką jaka jestem teraz. Chcę zacząć nowy etap i nowe życie.
Boję się nowego związku, boję się, że będę kkzb, że nie będę ufać, będę kontrolować, będę tęsknić, wyczekiwać, z czasem poświęcać się i rzucać wszystko dla niego. Boję się tego. Boję się zaangazować w nowy związek. Boję się, bo nie chcę zrobić kolejnego błędu i nie chcę przechodzić tego wszystkiego co było jeszcze raz.
Codziennie sobie powtarzam,że jeszcze chwila, jeszcze trochę chcę być sama. Ale zaczyna mi być smutno. Na pewno jest to spowodowane tym, że mam dużo wolnego czasu. Chciałabym go spędzać z bliską mi osobą. Ale takiej osoby nie ma :-(
Chwilowo mi źle, ale wiem, że to minie.

Nic z tych rzeczy Anstawio!
Ja nie szukałam,nie chcieliśmy tego oboje...ale to stało się samo.
Znam go z widzenia-mała mieścina,wiem,że ma dobrą opinię tzw.dusza człowiek. Ale najpierw była przyjaźń i szanował to,nie zrobiłby nic,żeby mnie nie wystraszyć,był cierpliwy...nie raz wypłakiwałam przed nim swoje żale.
Ja nie wiem czy to dobre nie mówić nic o sobie nowemu facetowi...mój wie o mnie wszystko,bo był w mojej grupie terapeutycznej...
Zawsze mogę na niego liczyć,nie myślę co robi (a ma masę klientek),nie kontroluję i nie poświęcam się i ufam mu.
Większość spotkań to Jego inicjatywa,choćby na kawę wpada,a więc codziennie...

Jeśli ktoś chce się odegrać za wszelką cenę kiedyś, a wie wszystko, to wszystko odwróci przeciwko nam, zależy od człowieka.

12 631

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ewita72 napisał/a:

Witajcie. Jestem tu nowa.
Właśnie rozstałam się z partnerem. Nie wiem od czego zacząć.
Byliśmy już ze sobą parę razy. On ciągle przychodził, potem mnie zostawiał dla innej i zawsze wracał. Ostatni raz wrócił po dwóch latach po rozstaniu. Wrócił z masą długów i problemem z alkoholem. A ja oczywiście jak pierwsza naiwna postanowiłam mu pomóc. No przecież cały czas go kochałam. Wyciągnęłam go z długów, z alkoholu (przestał pić od 3 lat nie pije), pomogłam znaleźć pracę, cały czas byłam, znosiłam jego zdrady (notoryczne). Tłumaczyłam sobie, że przecież go kocham a moja miłość do niego zdziała cuda. Zmieni się. Ale w zamian za to dostałam strzał w plecy. Odszedł po 4 latach mówiąc zwyczajnie że się męczy. Że jest ze mną na siłę. Odszedł, ale ja ciągle czekam, czekam że zadzwoni że się odezwie tak jak zawsze i znowu będzie. Ta tęsknota, ten ból jest nie do zniesienia. Strach również. Nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem gdzie szukać wsparcia.
Cztery lata skupiałam się wyłacznie na nim, na jego potrzebach.

Co zdarza się dwa razy zdarzy się i trzeci.
Dlaczego dajesz się wykorzystywać?

12 632

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ania_loki napisał/a:

Myślisz dorotja że to pomoże...ciągłe wysłuchiwanie, że ja go zdradzam z każdym kolegą...paranoja...wiem, że podobam się facetom, niejeden mi to okazał..ale nic z tym nie robiłam i nie robię..on wie o tym- może stąd to zachowanie? A może sam mnie zdradza i szuka usprawiedliwienia? Postanowiłam pojechać do mojej przyjaciólki.

Nie wiesz jak  to jest, jak ktoś ma coś na sumieniu to oskarża o to druga stronę. Tak to działa. Moim zdaniem sam się podkłada.
Ja bym zapytała czy ma coś na sumieniu skoro takie filmy kreci.

12 633

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Hej hm... Jesteś! Co u Ciebie?

No jakby to powiedzieć, nic.

12 634

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Już wróciłam, po wakacjach wypoczęta samotnych.

12 635

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ewita72 napisał/a:

Witajcie. Jestem tu nowa.
Właśnie rozstałam się z partnerem. Nie wiem od czego zacząć.
Byliśmy już ze sobą parę razy. On ciągle przychodził, potem mnie zostawiał dla innej i zawsze wracał. Ostatni raz wrócił po dwóch latach po rozstaniu. Wrócił z masą długów i problemem z alkoholem. A ja oczywiście jak pierwsza naiwna postanowiłam mu pomóc. No przecież cały czas go kochałam. Wyciągnęłam go z długów, z alkoholu (przestał pić od 3 lat nie pije), pomogłam znaleźć pracę, cały czas byłam, znosiłam jego zdrady (notoryczne). Tłumaczyłam sobie, że przecież go kocham a moja miłość do niego zdziała cuda. Zmieni się. Ale w zamian za to dostałam strzał w plecy. Odszedł po 4 latach mówiąc zwyczajnie że się męczy. Że jest ze mną na siłę. Odszedł, ale ja ciągle czekam, czekam że zadzwoni że się odezwie tak jak zawsze i znowu będzie. Ta tęsknota, ten ból jest nie do zniesienia. Strach również. Nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem gdzie szukać wsparcia.
Cztery lata skupiałam się wyłacznie na nim, na jego potrzebach.

Co zdarza się dwa razy zdarzy się i trzeci.
Dlaczego dajesz się wykorzystywać?

pytasz gdzie szukac w sparcia w grupie r.noorwood i tu bo jak widzisz szukasz mezszczyzn nie dostepnych ty wybawca on ................ alkocholik cz narkoman czy dluznik cos tam w kazdym badz razie zajety czyms, programy 12 krokowe tez duzo pomagaja ucza jak zajac sie soba nie tym drugim,w ten sposub uwalniasz sie spod roli wybawcy i opiekunki.

12 636

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ania_loki napisał/a:
gosiek24 napisał/a:

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

Bardzo często osoba chcąca przychylić nieba nie zauważa, że jest bluszczem, że owija się wokół ciała partnera, że zaczyna dusić. 

K a ż d e g o  można zagłaskać na śmierć.

nie tak aż nie było nie zagłaskiwałam go na śmierć jeśli już to oboje się zagłaskiwaliśmy tylko u mnie nie przeszło u niego nie wiem czemu tak ;/

12 637

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
ania_loki napisał/a:
gosiek24 napisał/a:

Czytam wasze wypowiedzi i sama nie wiem co jest i ze mną ?. nie jestem strasznie brzydka, jestem zaradna i jak już się zakochałam to nie potrafię żyć i desperacko motam się nawet czasem pozwalam się obrażać aby tylko do mnie wrócił choć wiem że niekoniecznie powinnam być z nim bo potrafię więcej mu ofiarować niż on mi. Czyli on nawet nie potrafi zabrać mnie na kolacje a ja nie dość że kupię zrobię podam i posprzątam kończąc masażem

Skąd ja to znam..jakbyś mogła to byś nieba przychyliła. Nie mogę zrozumieć, że oni nie potrafią docenić to co maja. Szukają wrażeń u innych kobiet. Czasem mam wrażenie, że jestem mu potrzebna jako ładna wizytówka przed rodziną i kumplami.

Bardzo często osoba chcąca przychylić nieba nie zauważa, że jest bluszczem, że owija się wokół ciała partnera, że zaczyna dusić. 

K a ż d e g o  można zagłaskać na śmierć.

O tym samym pomyślałam jak Was dziewczyny czytam....
Też taka byłam,bez własnej tożsamości...

12 638

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dlatego w publikacji jak to panowie kochają zołzy jest sporo prawdy.
Czasem im bardziej chcemy pokazać jak to nam zależy, im bardziej się  staramy, dopieszczamy i włazimy do ... tym gorzej. Efekt jest przeciwny do zamierzonego.

12 639

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm masz rację. Myślałam o tym... Facet nie chce bluszczu,on chce partnerki.
A być partnerem to już,jak dla mnie,ciężki orzech do zgryzienia.
Całe życie żyłam w iluzji i szukałam miłości idealnej,jednocześnie ładując się w związki (nieświadomie) które mnie niszczyły.
Im bardziej on mnie nie chciał,tym bardziej ja go chciałam. Jakże ja się starałam! Nic nie stało na przeszkodzie! Zabiegałam,walczyłam,dbałam o siebie i wszystko robiłam żeby mu się podobało...Dlaczego on tego nie doceniał?!
Bo nie był w stanie i nie mógł zaspokoić moich potrzeb i o zgrozo...dlatego był dla mnie taki atrakcyjny sad
A ja gdybym była zdrową kobietą,nawet bym się takim gościem nie zainteresowała...ale nie jestem zdrowa.
Skąd miałam wiedzieć,jak wygląda zdrowa miłość?
Zero wzorców.
A potem jest tragedia...uzależnienie od drugiego człowieka i próba zmiany jego na swój ideał...jak się uda to odrzucam,bo nudziarz,a jak się nie uda o! to jest dopiero gratka! I zaczyna się nie walka o miłość,bo o zdrową miłość walczyć nie trzeba,tu zaczyna się manipulacja i to jest chore.Alkoholicy często mawiają,że z alkoholizmu łatwiej jest wyjść,niż ze współuzależnienia....a czym jest KKZB jaki nie współuzależnieniem?
Uczę się na zdrowym facecie,który nic ode mnie nie chce,który nie ma wahań nastroju i przy którym czuję się bezpiecznie... Nie ma pięknych słówek,patrzenia w oczy,czy daleko idących deklaracji...tego nie ma. I tu jest już ciężko,bo ja zawsze na te piękne słówka dawałam się łapać... A tu zero,same konkrety i ja wtedy próbuję wejść mu do głowy,bo chcę wiedzieć co on myśli i sama sobie scenariusze kręcę...i za dużo myślę,za dużo analizuję i biegnę wyobraźnia jak głupia do przodu...po cholerę?
Nie umiem żyć tu i teraz. Nie umiem cieszyć się chwilą.
I pytanie-czy to jest przyjaźń czy kochanie mnie nie opuszcza...

12 640 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-08-04 09:35:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I wtedy chcemy żeby i on walczył, a jak za wiele nie mówi i nie walczy (no bo przecież nie musi) tylko po prostu jest to nam się wydaje, że coś jest nie tak. Ja się na tym złapałam. Też wzorzec mnie nie dopadł żaden.

12 641

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Hm masz rację. Myślałam o tym... Facet nie chce bluszczu,on chce partnerki.
A być partnerem to już,jak dla mnie,ciężki orzech do zgryzienia.
Całe życie żyłam w iluzji i szukałam miłości idealnej,jednocześnie ładując się w związki (nieświadomie) które mnie niszczyły.
Im bardziej on mnie nie chciał,tym bardziej ja go chciałam. Jakże ja się starałam! Nic nie stało na przeszkodzie! Zabiegałam,walczyłam,dbałam o siebie i wszystko robiłam żeby mu się podobało...Dlaczego on tego nie doceniał?!
Bo nie był w stanie i nie mógł zaspokoić moich potrzeb i o zgrozo...dlatego był dla mnie taki atrakcyjny sad
A ja gdybym była zdrową kobietą,nawet bym się takim gościem nie zainteresowała...ale nie jestem zdrowa.
Skąd miałam wiedzieć,jak wygląda zdrowa miłość?
Zero wzorców.
A potem jest tragedia...uzależnienie od drugiego człowieka i próba zmiany jego na swój ideał...jak się uda to odrzucam,bo nudziarz,a jak się nie uda o! to jest dopiero gratka! I zaczyna się nie walka o miłość,bo o zdrową miłość walczyć nie trzeba,tu zaczyna się manipulacja i to jest chore.Alkoholicy często mawiają,że z alkoholizmu łatwiej jest wyjść,niż ze współuzależnienia....a czym jest KKZB jaki nie współuzależnieniem?
Uczę się na zdrowym facecie,który nic ode mnie nie chce,który nie ma wahań nastroju i przy którym czuję się bezpiecznie... Nie ma pięknych słówek,patrzenia w oczy,czy daleko idących deklaracji...tego nie ma. I tu jest już ciężko,bo ja zawsze na te piękne słówka dawałam się łapać... A tu zero,same konkrety i ja wtedy próbuję wejść mu do głowy,bo chcę wiedzieć co on myśli i sama sobie scenariusze kręcę...i za dużo myślę,za dużo analizuję i biegnę wyobraźnia jak głupia do przodu...po cholerę?
Nie umiem żyć tu i teraz. Nie umiem cieszyć się chwilą.
I pytanie-czy to jest przyjaźń czy kochanie mnie nie opuszcza...

l_ukrecjo, trudno jest zmienić myślenie, gdy przez x lat wpajano nam do głowy negatywne myśli, gdy mieliśmy wiele negatywnych doświadczeń itp.
Ale właśnie zamiast "nie umiem cieszyć się chwilą", trzeba zacząć sobie myśleć UMIEM, CHCĘ. Bo ciągłe powtarzanie "nie umiem" niczego w Twoim życiu nie zmieni, a Tobie chodzi o zmianę na lepsze, prawda?
Trzeba przepracować najpierw nasze problemy z przeszłości,dzieciństwa,  nie wiem czy to masz "zrobione" na terapii? Bo takie myśli i doświadczenia,skądś się wynosi, wiadomo.
Ja już to przeszłam. Mam wrażenie, że oddzieliłam się grubą krechą od przeszłości. Wiadomo, są lepsze i gorsze chwile, ale u mnie to najlepszy moment, by zacząć zmieniać swój negatywny obraz siebie. I jest to cholernie ciężka praca. Focus prawie non stop. Już, jak tylko otworzę oczy, zaczyna się potok myśli. Często wymykają mi się spod kontroli. Podobno, jak zacznie się kontrolować swoje myśli, to z czasem mózg sam przestawi się na pozytywne myślenia. No ale to trzeba konsekwentnie ćwiczyć. Jest to długi i mozolny proces.

12 642

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A to niesamowita umiejętność ta kontrola własnych myśli.
Poza tym kiedy będziemy powtarzać stale - nie umiem- to zadziała na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Zasada ta polega na tym, że dzieje się tak jak sobie mówimy. Dlatego jeśli mówimy źle i stale powtarzamy sobie te złe rzeczy to one pogarszają się jeszcze bardziej i nie znikają. Myślę, że sekret też się na tym opiera. Uwaga! zasada samospełniającej się przepowiedni działa też w drugą stronę.
Przeprowadzano badania na uczniach w szkole. Jeśli nauczyciel zamiast docenić ucznia za to co zrobił dobrze wciąż wytykał mu błędy nie stawał się on lepszym uczniem. A kiedy nauczyciel powtarzał jaki to uczeń jest zdolny i jak co dobrze potrafi uczeń stawał się coraz lepszy i niwelował niedociągnięcia. To niesamowicie działa.
Nie będę już się rozpisywać o metodyce nauczania, bo każdy z nas odbiera bodźce inaczej. Jednego wytykanie błędów motywuje, innego dołuje i zniechęca. Psychologia ciekawą nauką jest.
Mnie w gorszych momentach przychodzi do głowy jedna wątpliwość, bo wiem jak te wszystkie psychologiczne rzeczy działają, a mimo to zastanawiam się po cholerę mówić sobie dobrze, jak dobrze nie jest, po cholerę doszukiwać się dobrych rzeczy jak się wali. To jest klops.
Kiedyś miała tutaj miejsce rozmowa na ten temat z Wielokropkiem.

12 643

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie.

Nie wiem od czego zacząć, ale postaram się streścić.
Rozstałam się z moim facetem, dokładnie miesiąc temu, po 2,5 rocznym związku. Ale za to jakim - burzliwym, bardzo burzliwym, pewnie toksycznym. Raz było źle, raz dobrze i taka wieczna karuzela.

Dziś wiem, że na 99,% jestem DDD ale on też do końca normalny nie był.
W dodatku, czytając co nieco o kobietach kochających za bardzo wydaje mi się, że sama nią jestem.

Tyle przykrości spotykało mnie ze strony mojego faceta (ale nie myślcie sobie, że jestem niewinną ofiarą, też dawałam mu do wiwatu), robił dziwne o chore akcje, a ja trwałam przy nim i trwałam.
Nie mogłam go zostawić, opuścić. Wiele razy miałam przeczucia, że może to nie to, że nie kocham, że nam się nie ułoży, że gdzieś może czeka ktoś inny, ktoś lepszy.
Ale siedziałam przy nim.

Nasze pierwsze rozstanie po roku to był dramat, tyle upokorzeń i niepewności ile przeżyłam wtedy, nie przeżyłam nigdy w swoim życiu.
A po 3 miesiącach wrócił - musiał mnie kochać i nie mógł i mnie zapomnieć. Ja byłam szczęśliwa, on też. Ale potem, po niecałym roku wszystko się spierniczyło - i do tej chwili nie mogliśmy dojść do porozumienia. Nie raz miałam go dość, ale nigdy nie zostawiłam.

Za to on mnie w kłótniach, wielokrotnie (choć wiedzieliśmy z góry ze i tak się pogodzimy).
Miesiąc temu kłótnia była potężna, nazwał mnie hmm...dość paskudnie. I zerwał.

Na początku byłam wściekła. Tydzień.
A potem się zaczęło - cholerna tęsknota, żal. Nie mogłam przestać o nim myśleć.
I tak - płaszczyłam się. Pisałam. Przepraszałam. Obiecywałam złote góry. Jeździłam na rowerze żeby natknąć się na niego gdzieś na ulicy.
Ale on był nieugięty.
Trwało to 2 tygodnie. Aż pewnego dnia wstałam i...nagle mi przeszło.
I mam to do dziś.

Po prostu żyję. Nie interesuje mnie co robi, co się z nim dzieje.
Nie mam ochoty napisać smsa, nie robię projekcji w głowie, nie wspominam pięknych chwil (to wszystko miałam po pierwszym rozstaniu z nim i jeszcze z poprzednim facetem - ogólnie dramat, pamiętam, że mama jakieś talbetki mi dawała i wtedy nie płakałam na chwilę i byłam taka...obojętna i przytępiona).

Niby ok, ale niepokoi mnie ten stan - co się ze mną dzieje?

Powinnam płakać przynajmniej raz dziennie...
Powinnam wspominać....
Powinnam chodzić smutna...
Powinnam zatracać się w cierpieniu i żalu...
Nie powinno mnie nic cieszyć...
Nie powinnam widzieć sensu życia...

A tego nie ma, dlatego czuję się obco.
To on mnie zostawił, a ja takie rzeczy przeżywam jak największy życiowy dramat.

Wydawało mi się zawsze, że nie odpuszczam i jestem z nim za wszelką cenę, bo kocham za bardzo.
A teraz myślę (i przeraża mnie to): może w ogóle nie kochałam?


Jedyne niepokojące uczucie, jakie mi towarzyszy to takie, że  nie wiem czy spotkam jeszcze kogoś, kto mnie zauroczy i kogo ja zauroczę swoją osobą.
No i jak na razie pozostało mi tylko to, że patrzę na mężczyzn i nie mam ochoty kompletnie na nic i oczywiście troszkę porównuję do tego swojego exa.

12 644 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-08-04 13:17:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj koleandra85.

Gray John w swojej książce "Marsjanie i Wenusjanki rozpoczynają życie od nowa" napisał, że aby uzdrowić się z nieszczęśliwej miłości, trzeba przeżyć cztery emocje: gniew, smutek,strach i żal. Strach jest więc rzeczą naturalną i wygląda na to,że jesteś na dobrej drodze big_smile

Oto cytat (może pomoże):

"Pierwsza uzdrawiająca emocja: gniew
Gniew pozwala nam pojąć? na poziomie uczuciowym? co takiego, niezgodnego z naszymi pragnieniami, zaszło w naszym życiu. Gniew jest dla nas emocjonalnym sygnałem, że nie otrzymujemy tego, czego pragniemy. Jest to sygnał alarmowy, który każe nam zatrzymać się w życiowym pędzie i przystosować do tego, co się wydarzyło. Jeżeli, straciwszy partnera, nie damy sobie przyzwolenia na odczuwanie gniewu, to możemy popaść w stan uczuciowej martwoty, odrętwienia? i pozostaćw tym stanie. Gniew wyzwala nas z obojętności i pozwala wejśćw kontakt z własną pasją życia i pragnieniem miłości. Przeżycie uczucia gniewu do samego końca oraz uwolnienie się od niego pozwala wejść w kontakt z naszą pasją życia i pragnieniem miłości. Dzięki gniewowi jesteśmy w stanie pozbyć się przywiązania do swoich dawnych pragnień,zaczynamy też dzięki temu odczuwać nowe pragnienia w sposób wolny od przywiązania. A kiedy pragnienie jest wolne od przywiązania, jesteśmy otwarci na wszystkie istniejące możliwości. Nasza podstawowa potrzeba nie wyraża się wtedy słowami: ?Pragnę miłości mojego partnera", lecz przybiera
formę: ?Chcę być kochany". Gdy naszemu pragnieniu nie towarzyszy przywiązanie, posiadamy intuicyjną zdolnośćdo rozpoznawania nowych źródeł miłości.
Druga uzdrawiająca emocja: smutek
Smutek pozwala pojąć? w sensie emocjonalnym? co tak upragnionego przez nas nie wydarzyło się. Jeżeli po stracie partnera nie damy sobie przyzwolenia na odczuwanie smutku, to nie będziemy w stanie przystosować swoich oczekiwań do tego, co jest możliwe. Smutek pozwala ponownie wejść w kontakt z naszą zdolnością kochania oraz cenienia tego, co mamy, a także cieszenia się tym. Gniew doprowadza do stopniowego odrodzenia się w nas naszej pasji życia, natomiast smutek otwiera nasze serce i pozwala mu ponownie odczuwać słodycz miłości.
Przeżycie uczucia smutku, a następnie pozbycie się tego uczucia otwiera nasze serce, pozwalając mu ponownie odczuwać słodycz miłości.
Dzięki smutkowi jesteśmy w stanie zrezygnować z oporu w stosunku do tego, co się wydarzyło i stopniowo pogodzić się ze stratą. Ta rezygnacja stanowi podstawę, dzięki której nasze oczekiwania dostosująsię  do obecnej sytuacji. Powinniśmy oglądać się wstecz i przeżywać uczucia związane z tym, co było przez nas upragnione, bo inaczej nie będziemy umieli skierować swoich oczekiwańwe właściwym kierunku. Jeżeli to uczynimy, to nasza podstawowa potrzeba zamiast wyrażać się w słowach: ?Spodziewam się miłości od mojego partnera", będzie brzmiała: ?Mam nadzieję, że będę kochany". Tego rodzaju wolne od przywiązania oczekiwanie oznacza, że wzrasta nasza ufnośćoraz pewność, że możemy otrzymać to, czego pragniemy.
Trzecia uzdrawiająca emocja: strach
Strach pozwala pojąć, co takiego? nie chcianego przez nas ? mogłoby się zdarzyć.
Strach to nie prorokowanie katastrofy, ale emocjonalny sygnał, że czegoś nie chcemy.
Odczuwanie strachu i opór wobec tego, co może się zdarzyć, pozwalają ponownie wejść w kontakt z naszą podatnością na ciosy. A to z kolei pozwala dostrzec, czego potrzebujemy i na co możemy liczyć obecnie. Umożliwia otworzenie się na wsparcie, którego potrzebujemy i napełnia nasze serce odwagąi wdzięcznością. Przeżycie strachu do samego końca,a następnie uwolnienie się od niego, pozwala nam dostrzec, czego potrzebujemy i na co możemy liczyć obecnie. Dzięki strachowi jesteśmy w stanie dostosować swoje potrzeby do tego, co jest obecnie
dostępne, a także przestać potrzebować tego, co nie jest już nasze. Jeżeli przeżyjemy strach do końca i uwolnimy się od niego, to nasza podstawowa potrzeba zamiast wyrażać się słowami: ?Potrzebuję miłości i wsparcia mojego partnera", będzie brzmiała: ?Mam potrzebę bycia
kochanym i wspieranym". Tego rodzaju wolnej od przywiązania potrzebie towarzyszy moc i determinacja, konieczne wtedy, gdy chcemy ponownie znaleźć miłość.
Czwarta uzdrawiająca emocja: żal
Żal pozwala pojąć, co takiego ? upragnionego przez nas ? nie może się zdarzyć. Żal jest uczuciem, które umożliwia zrozumienie, że tego, czego pragniemy, nie możemy otrzymać. Tego rodzaju świadomość jest konieczna, gdy musimy się pozbyć przywiązania. Żal jest równoznaczny z przyznaniem się do bezsilności, do faktu, że nie jesteśmy w stanie zmienić tego, co się stało. Zastanawiając się nad tym, co jest niemożliwe, zyskujemy zdolność dostrzegania tego, co jest możliwe. A ta zdolność pomaga reagować we właściwy sposób na współczucie ze strony innych ludzi. Współczucie natomiast jest potrzebne, jeżeli chcemy uleczyć swoje rany. Dostarcza nam ono inspiracji do tego, byśmy ponownie, z głębi serca, obdarzali innych miłością. W ostatecznym rozrachunku rezygnacja płynąca z żalu daje nam spokój.
Przeżycie uczucia żalu, a potem uwolnienie się od niego, zapewnia nam zdolność dostrzegania, co jest możliwe. Dzięki żalowi jesteśmy w stanie porzucić dawne nadzieje i wzbudzićw sobie nowe. Przeżywszy żal i uwolniwszy się od niego, sprawiamy, że zamiast wyrażać swoją potrzebę słowami: ?Chciałbym, żeby moja partnerka była ze mną i mnie kochała", sformułujemy ją: ?Mam nadzieję, że będę kochany". Tej wolnej
od przywiązania nadziei towarzyszą intencja oraz motywacja potrzebne do tego, by rozpocząć wszystko od nowa. Dopóki nie zaświta nam światełko nowej nadziei, dopóty nie jesteśmy w stanie otworzyć serca i naprawdę kochać. A gdy ono się pojawi, ciemności naszej rozpaczy zostają rozproszone, a my stajemy się znowu wolni."

12 645

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Hm masz rację. Myślałam o tym... Facet nie chce bluszczu,on chce partnerki.
A być partnerem to już,jak dla mnie,ciężki orzech do zgryzienia.
Całe życie żyłam w iluzji i szukałam miłości idealnej,jednocześnie ładując się w związki (nieświadomie) które mnie niszczyły.
Im bardziej on mnie nie chciał,tym bardziej ja go chciałam. Jakże ja się starałam! Nic nie stało na przeszkodzie! Zabiegałam,walczyłam,dbałam o siebie i wszystko robiłam żeby mu się podobało...Dlaczego on tego nie doceniał?!
Bo nie był w stanie i nie mógł zaspokoić moich potrzeb i o zgrozo...dlatego był dla mnie taki atrakcyjny sad
A ja gdybym była zdrową kobietą,nawet bym się takim gościem nie zainteresowała...ale nie jestem zdrowa.
Skąd miałam wiedzieć,jak wygląda zdrowa miłość?
Zero wzorców.
A potem jest tragedia...uzależnienie od drugiego człowieka i próba zmiany jego na swój ideał...jak się uda to odrzucam,bo nudziarz,a jak się nie uda o! to jest dopiero gratka! I zaczyna się nie walka o miłość,bo o zdrową miłość walczyć nie trzeba,tu zaczyna się manipulacja i to jest chore.Alkoholicy często mawiają,że z alkoholizmu łatwiej jest wyjść,niż ze współuzależnienia....a czym jest KKZB jaki nie współuzależnieniem?
Uczę się na zdrowym facecie,który nic ode mnie nie chce,który nie ma wahań nastroju i przy którym czuję się bezpiecznie... Nie ma pięknych słówek,patrzenia w oczy,czy daleko idących deklaracji...tego nie ma. I tu jest już ciężko,bo ja zawsze na te piękne słówka dawałam się łapać... A tu zero,same konkrety i ja wtedy próbuję wejść mu do głowy,bo chcę wiedzieć co on myśli i sama sobie scenariusze kręcę...i za dużo myślę,za dużo analizuję i biegnę wyobraźnia jak głupia do przodu...po cholerę?
Nie umiem żyć tu i teraz. Nie umiem cieszyć się chwilą.
I pytanie-czy to jest przyjaźń czy kochanie mnie nie opuszcza...

l_ukrecjo, trudno jest zmienić myślenie, gdy przez x lat wpajano nam do głowy negatywne myśli, gdy mieliśmy wiele negatywnych doświadczeń itp.
Ale właśnie zamiast "nie umiem cieszyć się chwilą", trzeba zacząć sobie myśleć UMIEM, CHCĘ. Bo ciągłe powtarzanie "nie umiem" niczego w Twoim życiu nie zmieni, a Tobie chodzi o zmianę na lepsze, prawda?
Trzeba przepracować najpierw nasze problemy z przeszłości,dzieciństwa,  nie wiem czy to masz "zrobione" na terapii? Bo takie myśli i doświadczenia,skądś się wynosi, wiadomo.
Ja już to przeszłam. Mam wrażenie, że oddzieliłam się grubą krechą od przeszłości. Wiadomo, są lepsze i gorsze chwile, ale u mnie to najlepszy moment, by zacząć zmieniać swój negatywny obraz siebie. I jest to cholernie ciężka praca. Focus prawie non stop. Już, jak tylko otworzę oczy, zaczyna się potok myśli. Często wymykają mi się spod kontroli. Podobno, jak zacznie się kontrolować swoje myśli, to z czasem mózg sam przestawi się na pozytywne myślenia. No ale to trzeba konsekwentnie ćwiczyć. Jest to długi i mozolny proces.

Owszem,dzieciństwo tzn:toksyczni rodzice i pedofil przerobione i myślę,a wręcz pewna jestem,że gdyby nie to,ja nadal tkwiłabym w związku z eksem.
Co do dalszego życia i strasznych traum jakie przeżyłam,nie miałam terapii,choć wiem,ze to konsekwencja dzieciństwa...
Widziałam film sekret i czytam książkę,zgadzam się z nią i mam takie momenty ekstazy i czuję wyraźnie o co w tym wszystkim chodzi i wystarczy,że coś się stanie nie tak jak sobie zaplanowałam i lipa. Ale nie odpuszczę pójdę dalej w to,bo to nadaje sens mojemu życiu.

Jeśli chodzi o M to zauważam takie braki u mnie,że masakra i chwilami mam ochotę na odwrót,bo przeraża mnie ta normalność.
Czuję chęć manipulacji z mojej strony i próbuje panować nad sobą ale nie zawsze mi się udaje i wtedy źle mi. Wiecie co mi jest? Ja pragnę żeby jego życie teraz kręciło się wokół mnie,chcę przerzucić na niego odpowiedzialność. Kiedy nie mamy wspólnych planów ja kompletnie nie wiem co mam ze sobą zrobić...i wtedy uruchamia się machina...Chcę być priorytetem w jego życiu i mieć wyłączność,a jest to chore,bo on ma syna któremu musi poświęcać choć odrobinę czasu,bardzo odpowiedzialną pracę.
Gram dziewczyny,wciąż gram. Jedyna pociecha,że zdaję sobie z tego sprawę...

12 646 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-08-04 13:33:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo, dobrze, że zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawę, bo wydaje mi się, że mogłabyś nad tym popracować. To bycie priorytetem w czyimś życiu, chyba nie jest najlepszym rozwiązaniem. Ja tak miałam. Wynika to z mojej niskiej samoocenyi braku pewności siebie. A fakt, że mogłam być dla kogoś priorytetem, podnosił moje poczucie własnej wartości, do czasu...
l_ukrecjo, nie skupiaj się na brakach. Wyciągaj z Twojego związku korzyści, nie bój się. I kiedy nie macie wspólnych planów, wtedy zajmij się sobą, skup się na sobie, nie na nim, myśl wtedy o tym co ty lubisz robić, nie z nim.
I moim zdaniem to nie jest gra a proces, proces zdrowienia, uczenia się zdrowej miłości. Jeżeli widzisz,że zaczynasz coś robić, co wydaje ci się mainipulacją lub jakimkolwiek innym "złym" uczuciem, zaufaj swojej intuicji. Powiedz sobie: "Hej. Co ja robię?! STOP! Od teraz zaczynam postepować inaczej!"

12 647

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawio, ja to wszystko wiem smile
Na podstawie doświadczeń a potem z lektury, którą mi podesłałaś.

Ale dziwne jest dla mnie to, że nie czuje teraz nic. Tak jakby go nigdy nie było.
Rozstanie ze swoją pierwszą miłością przeżywałam przez ponad 1,5 roku, w ogóle nie chciało mi się zyć i nie wiedziałam sensu w niczym.

A teraz tego nie ma.
Oczywiście to nie powód do płaczu i zgryzoty, tylko zastanawiam się o co chodzi.
Byłam z tym człowiekiem 2,5 roku, wiele razem przeszliśmy i pokonywaliśmy różne przeszkody.

A ja nawet nie potrafię sobie przypomnieć jakiejś miłej chwili.
To nie o to chodzi, ze takowej nie było, bo były.
Po prostu mi się nie chce....

12 648 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-08-04 14:19:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

koleandro85 jeżeli tylko Cię to dziwi, to po prostu się pogódź z tym. Widocznie to uczucie, ten związek był inny od poprzedniego. Widocznie przeszłaś już tyle emocji, że teraz jest potrzebny tylko spokój. A być może uczucie smutku, żalu, rozpaczy dopiero przed Tobą...?? Po prostu żyj. Emocje się pojawią same, ale nie oczekuj ich, nie staraj się ich wywoływać na siłę. Potrzebny jest czas...
Ja tak miałam, najpierw euforia, że to koniec. Potem był strach, co dalej. Później pojawił się smutek i nadzieja, że być może da się to wszystko odbudować. Dopiero potem łzy i gniew. I to sprawiło, że pogodziłam się z tym co było. Wiadomo, może być jeszcze różnie, ale moje wahania nastrojów trwają już chyba z 5 mcy i dopiero teraz zaczynam widzieć początek upragnionego końca...

12 649

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A to niesamowita umiejętność ta kontrola własnych myśli.
Poza tym kiedy będziemy powtarzać stale - nie umiem- to zadziała na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Zasada ta polega na tym, że dzieje się tak jak sobie mówimy. Dlatego jeśli mówimy źle i stale powtarzamy sobie te złe rzeczy to one pogarszają się jeszcze bardziej i nie znikają. Myślę, że sekret też się na tym opiera. Uwaga! zasada samospełniającej się przepowiedni działa też w drugą stronę.
Przeprowadzano badania na uczniach w szkole. Jeśli nauczyciel zamiast docenić ucznia za to co zrobił dobrze wciąż wytykał mu błędy nie stawał się on lepszym uczniem. A kiedy nauczyciel powtarzał jaki to uczeń jest zdolny i jak co dobrze potrafi uczeń stawał się coraz lepszy i niwelował niedociągnięcia. To niesamowicie działa.
Nie będę już się rozpisywać o metodyce nauczania, bo każdy z nas odbiera bodźce inaczej. Jednego wytykanie błędów motywuje, innego dołuje i zniechęca. Psychologia ciekawą nauką jest.
Mnie w gorszych momentach przychodzi do głowy jedna wątpliwość, bo wiem jak te wszystkie psychologiczne rzeczy działają, a mimo to zastanawiam się po cholerę mówić sobie dobrze, jak dobrze nie jest, po cholerę doszukiwać się dobrych rzeczy jak się wali. To jest klops.
Kiedyś miała tutaj miejsce rozmowa na ten temat z Wielokropkiem.

Dobrze prawisz big_smile
Każdy z nas odbiero bodźce inaczej, jednego kary motywują innego wręcz odwrotnie. Wszystko zależy od tego co nam wpoili rodzice.
Ja mam niestety niedobry "bunt" w sobie. Wytykanie mi błędów, nie powoduje u mnie pozytywnych skutków. Raczej reakcją jest bunt wewnętrzny, robienie na odwrót, i też złość na siebie, że znowu coś się spieprzyło. A nagrody, cóż, uważam, że mi się nie należą.
I takie właśnie mam niskie poczucie własnej wartości wyniesione z domu.
Mam problem z podejmowaniem decyzji. Gdy już taką podejmę, to szukam tysiąc powodów, że to błąd, albo żeby takiej decyzji nie podjąć, czy nie doprowadzić do końca. Boję się zaufać własnej intuicji. Niestety, mam to po mamie. Najpierw euforia, tak, chcę to mieć, chcę to zrobić. A potem nie, bo to, bo tamto, bo siamto. Później żałuję, bo mogłam coś zrobić, kupić, mieć dawno. A jak podejmę decyzję i coś zrobię, to i tak nie jestem zadowolona.
Taki ze mnie wyjątkowy egzemplarz.
I teraz muszę chodzić do psychologa, focus non stop nad myślami, pisanie codziennie różnych ćwiczeń, byle do przodu big_smile

12 650

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

A to niesamowita umiejętność ta kontrola własnych myśli.
Poza tym kiedy będziemy powtarzać stale - nie umiem- to zadziała na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Zasada ta polega na tym, że dzieje się tak jak sobie mówimy. Dlatego jeśli mówimy źle i stale powtarzamy sobie te złe rzeczy to one pogarszają się jeszcze bardziej i nie znikają. Myślę, że sekret też się na tym opiera. Uwaga! zasada samospełniającej się przepowiedni działa też w drugą stronę.
Przeprowadzano badania na uczniach w szkole. Jeśli nauczyciel zamiast docenić ucznia za to co zrobił dobrze wciąż wytykał mu błędy nie stawał się on lepszym uczniem. A kiedy nauczyciel powtarzał jaki to uczeń jest zdolny i jak co dobrze potrafi uczeń stawał się coraz lepszy i niwelował niedociągnięcia. To niesamowicie działa.
Nie będę już się rozpisywać o metodyce nauczania, bo każdy z nas odbiera bodźce inaczej. Jednego wytykanie błędów motywuje, innego dołuje i zniechęca. Psychologia ciekawą nauką jest.
Mnie w gorszych momentach przychodzi do głowy jedna wątpliwość, bo wiem jak te wszystkie psychologiczne rzeczy działają, a mimo to zastanawiam się po cholerę mówić sobie dobrze, jak dobrze nie jest, po cholerę doszukiwać się dobrych rzeczy jak się wali. To jest klops.
Kiedyś miała tutaj miejsce rozmowa na ten temat z Wielokropkiem.

Dobrze prawisz big_smile
Każdy z nas odbiero bodźce inaczej, jednego kary motywują innego wręcz odwrotnie. Wszystko zależy od tego co nam wpoili rodzice.
Ja mam niestety niedobry "bunt" w sobie. Wytykanie mi błędów, nie powoduje u mnie pozytywnych skutków. Raczej reakcją jest bunt wewnętrzny, robienie na odwrót, i też złość na siebie, że znowu coś się spieprzyło. A nagrody, cóż, uważam, że mi się nie należą.
I takie właśnie mam niskie poczucie własnej wartości wyniesione z domu.
Mam problem z podejmowaniem decyzji. Gdy już taką podejmę, to szukam tysiąc powodów, że to błąd, albo żeby takiej decyzji nie podjąć, czy nie doprowadzić do końca. Boję się zaufać własnej intuicji. Niestety, mam to po mamie. Najpierw euforia, tak, chcę to mieć, chcę to zrobić. A potem nie, bo to, bo tamto, bo siamto. Później żałuję, bo mogłam coś zrobić, kupić, mieć dawno. A jak podejmę decyzję i coś zrobię, to i tak nie jestem zadowolona.
Taki ze mnie wyjątkowy egzemplarz.
I teraz muszę chodzić do psychologa, focus non stop nad myślami, pisanie codziennie różnych ćwiczeń, byle do przodu big_smile

Anstawio,a ja widzę jak się rodzisz na nowo w bólach,ale rodzisz się.
Nowa JA,którą boisz się zaakceptować,już w Tobie jest
Zdrowiejesz dziewczyno na moich oczach-to cud przemiany na jaki niewielu się zdobywa smile

12 651

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki l_ukrecjo. Bywa różnie, rzeczywiście w bólach, ale chyba rodzę się na nowo.

Ty masz przed sobą cudowne życie! Czerp z niego garściami!  Niech to co nastąpi teraz, będzie dla Ciebie wynagrodzeniem całego zła, którego do tej pory doświadczyłaś! Czas odmienić swoje życie big_smile

12 652

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dzięki l_ukrecjo. Bywa różnie, rzeczywiście w bólach, ale chyba rodzę się na nowo.

Ty masz przed sobą cudowne życie! Czerp z niego garściami!  Niech to co nastąpi teraz, będzie dla Ciebie wynagrodzeniem całego zła, którego do tej pory doświadczyłaś! Czas odmienić swoje życie big_smile

Dziękuję. Ja mam tylko jedno zagrożenie drogi do szczęścia-JA SAMA...

12 653

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie
Podziwiam Lukrecje bo wiele w zyciu przeszla.
Anastawio Ciebie rowniez.
Ja mam i mialam inna sytuacje.
Nie mam czasu , na zycie i to mnie przeraza .
Jestesm padnieta ,calym tygodniem i juz zawsze tak bedzie
Szlag mnie trtafia ze ten ,komu oddalam tyle energi okazal sie draniem i to tyle u mnie.
Wy macie inne skomplikowane sytuacje ,ktore rozumiem z teori nie z autopsji......
Pozdrawiam

12 654

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zaczne od tego, ze moj zwiazek trwal(trwa?) ponad 4 lata. Jestem biseksualna. Moja dziewczyne poznalamna studiach- to byla milosc od pierwszego wejrzenia. Spotkalysmy sie w palarni, spojrzalysmy sobie w oczy i ja odplynelam... Mimo, ze bylam wtedy w zwiazku z chlopakiem to wszystko rzucialam gdy tylko  poznalam ja- a jego szczerze nie kochalam nigdy, bylam z nim bo byl, tyle po prostu. Gdy poznalam Monike od razu wiedzialam, ze chce spedzic z nia zycie. Naprawde prosze mi uwierzyc taka milosc zdarza sie tylko raz w zyciu i to sie sa tylko puste slowa. Szalalysmy za soba. Na poczatku wiadomo emocje byly najwieksze. Kazda sekunda, kazda minuta byla nasz. Nie moglysmy nawet wysiedziec obok siebie zeby nie patrzec sobie w oczy. A gdy zasypialysmy podswietlalysmy twarze sobie nawzajem by mow patrzec sobie prosto w oczy. Chodzilysmy na pijane ze szczescia. Caly czas czulam w sercu takie nasz "puf". I chodz nasz zwiazek ewoluowal, zmienial sie, dojrzewal zawsze bardzo sie kochalysmy. Nasze zycie bylo skomplikowane,bo zycie w ukryciu. Ja nie moglam (moze po prostu nie bylam na tyle odwazna?) Zeby przyznac sie przed rodzina, ze ja kocham. Ustalilysmy, ze nie bedziemy mowic. Ze moze kiedys kiedy bedziemy zupelnie niezalezne, bedziemy miec mieszkanie. itd. Moja rodzina ja pokochala w takim sensie, ze byla po prostu przyjacielem domu, moja siostra zwierzala jej sie z kazdego problemu. Razem spedzlaysmy kazde wakacje wolne itd. Razem, rodzinnie. Ja znalam cala jej rodzine, ona moja. I tak tonasze wspolne zycie trwalo. Niestety Monika co raz czesciej chciala ode mnie czegos wiecej, tego bym czesciej u niej nocowala, zebysmy zamieszkaly razem. Miala pretensje, ze ciagle wracam do domu. Tylko... I tu kolejny problem. Moja mama byla alkoholiczka. Byla bardzo dobra,kochana mama. Pila w ukryciu w nocy, wieczorem. A ja mialam nadzieje, ze przestanie. I ciagle "ciagnelo" mnie do domu. Nie wiem pewnie to jest w mojej psychice. Nigdy nikomu nie mowialm, ze mama pije bonie chcialam zeby ludzie zle o niej mysleli. Takie bledne kolo. Rok temu mama zapadla w spiaczke watrobowa. Po dwoch tygodniach w szpitalu, odeszla... Do tej pory slysze rezpirator jak zasypiam... Monika jezdzila ze mna do szpitala, spala ze mna trzymala mnie za reke. Trzymala ze reke moja mame. Zawsze moglam na nia liczyc, zawsze byla przy mnie. Niestety wyjechala do pracy za granice gdy moja mama byla jeszcze w szpitalu. Musiala, chodz nie chciala, ale miala juz wszystko oplacone, podpisane. Musiala. Pojechala. Po 3 dniach gdy byla tam, Mama umarla... Ledwo to przezylam i do tej pory przezywam. Na pogrzebie byli jej rodzic, ona nie mogla przyjechac. Wspierala mnie jak moglana odleglosc. A gdy wrocila po 2 miesiacach byla dla mnie wszystkim. Na dwa tygodnie przeniosla sie do mnie. Wspierala, jedziala ze mna na cmentarz w nocy o polnocy. trzymala za reke jak zasypialam. POtem powoli ja dochodzialm do siebie. Tylkojuz nei bylam taka jak kiedys, ciagle w nerwach, ciagle nie mialam humoru. Moj wyraz twarzy byl po prostu nie mily, Bylam spieta i nie oddawalam  sie w stu procentach. Mowila minie raz, ze powinnam isc do psychologa, ze nie dam sobie z tym rady. Nie poszlam.Jak gdzies jechalysmy razem gapilam sie w telefon czy moja siostra nic przypadkiem nie pisze czy w domu wszystko wporzadku. bylam nieosiagalna gdzies. Bywaly oczywiscie chwile normale.Bylo dalej pieknie. Robilam dla niej wszystko, rano zakupy, sniadanie do lozka. rozpieszczalam ja. chcilam zeby miala wszystko toco najlepsze i moze za bardzo skupilam sie na jej potrzebach niz na samymbyciu razem. kupowalam kwiaty, misie,wszystko. Moze podswiadomie chcialam je wynagrodzic to, ze nie moge byc dla niej, mieszkac z nia. Przyjemnosc mi sprawialo to jak sie cieszy jak usmiecha, nie mialam swoich marzen,moje marzenia to bylo jej szczescie. Codziennie mowilam jak kocham. I staralam si eokazywac to na kazdym kroku i w kazdy sposob, Czy to kwiatami zerwanymi z laki, czy prezentem za kilkaset zlotych. Wszystko robilam dla niej, wiem, ze moim bledem bylo to, ze nie poswiecalam sie w 100 procentach w takim sensie, ze nie mieszkalysmy razem. Ale  bardzosie kochalysmy, ten rok bylokropnie ciezki okropnie, ale toprzez mamy smierc. Myslalam, ze jak minie rok tobedzie lepiej, ze pojedziemy nad morze tylko we dwie, ze dam jej pierscionek i ze za maksymalnie rok bedziemy mieszkac razem. Ze te moje fobie minal. I... Monika znowu pojechala do pracy tam gdzie rok temu. Przed wyjazdem mowilysmy sobie jak sie kochamy, pislala mi dzownila, mowila jak kocha. Ze wroci i bedziemy zyc. Jednak... Byla tamimpreza, upila sie i poleciala z dziewczyna. 35 letnia zadeklarowana lesbijka. Na pocztku przepraszala, mowila, ze bedzie sie kajac puki jej nie wybacze. Wybaczylam. Poczymzdradziqalmnie drugi raz, trzeci caly czas z ta sama kobieta. Nie spaly ze soba, calowaly sie itd. I wreszczie... Powiedziala mi, ze cos do niej poczula... Najpierw, ze bylo to chwilowe, potem, ze czuje caly czas, i ze jest z nia,chce i nikt jej nie zmusza. Bardzo sie zmienila. Pod wplywej tamtej, na pewno mowia jej caly czas, zeby mnie zostawila jezeli cos poczula. Ta lesba ma siostre tez les-  i ta siostra ma dziewczyne. Zyja tam razem. Wiedzialy, ze ma mnie bow tamtym roku caly czas siedzialysmy przy telefonie w kazdej wolnej chwli i mowila imze mnie kocha. Nawet rozmawialam z nimi przez tel kiedys. A teraz... a teraz ona tam jest z ta nowa... nie wiem. chce walczyc.  bojeszcze tydzien temu pisala mi, ze w glowie jej sie pojebalo, ze przeciez kocha tylko mnie. nie wiem. nie wiem. i taktu czekam az wroci tylko nie wiem jak sie zachowac, walczyc? Kocham ja.Chce byc z nia, jest calym moiim swiatem. Wczoraj rozmawialm z nia w nocy, upilam sie. A nasz wpolna kolezanka napisala jej, ze bardzo mnie krzywdzi. Od razu zadzwonila, najpierw z pretensjami, ze sie "skarze" potem pytala czaly czas gdzie i z kim jestem a jak nie chcialmapowiedziec byla wsciekla. Ze nie wiem z kim. Wyzwalysmy. Brzydko. Odlozylam sluchawke, napisala po pol godzinie, ze ja sie niezle bawie z jakimis ludzmi a na nia gadam, i ze jestem glupia kurwa- cytat. Z taka zazdroscia. Nie wiem. Wiem, ze jest tam sama a ja ostatnio nei dawalam je siebie w 100 procentach, moze sie pogubila, tamta tez jej na pewno zrobila w glowie zamieszanie. Sama mi powiedziala, ze czuje, ze w glowie jej sie pomieszalo. Boje sie, ze zanim wroci juz do konca przywiaze sie do tamtej i naprawde nie bedzie mnie chciec, a ja caly czas czekam, zeby mi w oczy powiedziala nie przez telefon, a z drugiej strony tak sie boje, ze w oczy mi powie - nie kocham Cie.... a to bedzie najgorsze co moze sie stac, Nie wiem jaksobie z tym radzic, po prostu nie wiem...

12 655

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
empatyk napisał/a:
sayonara napisał/a:

Egon,ja dziś wreszcie serio zadaję sobie pytanie- jak długo jeszcze wytrzymam, bo zaczynam tracić nadzieję, że coś się kiedykolwiek zmieni...usłyszałam znowu, że jestem chora i powinnam się leczyć, bo "normalni" ludzie czasem się zdradzają, nawet jak kochają. Będąc "nienormalna" może mam jeszcze szansę na znalezienie faceta tak jak ja "nienormalnego".

sayonara  masz szansę  są jeszcze tacy wink  ,,nienormalni faceci ,,
                                                 pytanie powinno brzmieć  jak go znależć?

więc jak go znaleźć????

12 656

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
gosiek24 napisał/a:
empatyk napisał/a:
sayonara napisał/a:

Egon,ja dziś wreszcie serio zadaję sobie pytanie- jak długo jeszcze wytrzymam, bo zaczynam tracić nadzieję, że coś się kiedykolwiek zmieni...usłyszałam znowu, że jestem chora i powinnam się leczyć, bo "normalni" ludzie czasem się zdradzają, nawet jak kochają. Będąc "nienormalna" może mam jeszcze szansę na znalezienie faceta tak jak ja "nienormalnego".

sayonara  masz szansę  są jeszcze tacy wink  ,,nienormalni faceci ,,
                                                 pytanie powinno brzmieć  jak go znależć?

więc jak go znaleźć????

no patrz to tu takich nie norma;lnych jak ty duzoooooooo,jezeli normalnosc to nie monogamnia,to po co sluby katolickie i te przysiegi w kosciele,to jestem takze ta nie normalna, i dobrze mi z tym.

12 657

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

lilikoko czy wolisz zyc w nie pewnosci ,bo twoja partnerka robi sobie troche tzw jaja .............. zdradza nie zdradza slowo kocham to nie puste slowa powinny mniec znaczenie tym znaczeniem sa tez czynny.

12 658

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja ostatnio stoję w miejscu. Po spotkaniu z psychologiem sobie to uświadomiłam. Czekam na męża reakcje (co on właściwie postanowi,a ja biernie czekam, od czasu do czasu wybuchając), tłumaczę mu się (gdy wypytuję co robię, gdzie jestem, o której wrócę), nawet sama tego nie zauważając. Tłumaczę się matce, dziecku...tak jakbym coś przeskrobała. Mam dość już tego. Wciąż muszę patrzeć na innych, a ja gdzie w tym wszystkim jestem?! Męczę się już z tym wszystkim, wakacje mi mijają, a ja jestem zmęczona, bo sama na to pozwalam. Ile trzeba mieć siły, żeby w człowieka wstąpił w końcu zdrowy egoizm i umiejętność mówienia słowa "nie"?! Pozdrawiam Was dziewczyny.

12 659

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)Ile trzeba mieć siły, żeby w człowieka wstąpił w końcu zdrowy egoizm i umiejętność mówienia słowa "nie"?! (...)

To nie o siłę tutaj chodzi, bo jesteś silną kobietą.
Tutaj chodzi o użycie jej do życia, nie zaś do hamowania różnych swych, niezbyt przyjemnych, uczuć. Użalanie się, ukrywanie złości (której masz olbrzymie pokłady zachomikowane w jakimś zakamarku) prowadzi do bierności i apatii. Ujawnienie uczuć daje siłę. Olbrzymią.

12 660

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Liwio. Ja też stoję w miejscu. Właśnie wracam od psycholożki. Mam doła. Mimo, iż wydaje mi się,że pracuję nad swoją samooceną, to wciąż bardzo bardzo źle o sobie myślę. I głupio mi, bo w kółko powtarzamy to samo, a ja swoje. Zamiast zmienić myślenie, to wszystko i siebie widzę w czarnych kolorach. Ale przecież nie będę kłamać i mówić, że jest fantastycznie, skoro postrzegam świat inaczej? A może jest fantastycznie?
I "zdrowego egoizmu", szacunku do siebie zero!

12 661

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Liwia napisał/a:

(...)Ile trzeba mieć siły, żeby w człowieka wstąpił w końcu zdrowy egoizm i umiejętność mówienia słowa "nie"?! (...)

To nie o siłę tutaj chodzi, bo jesteś silną kobietą.
Tutaj chodzi o użycie jej do życia, nie zaś do hamowania różnych swych, niezbyt przyjemnych, uczuć. Użalanie się, ukrywanie złości (której masz olbrzymie pokłady zachomikowane w jakimś zakamarku) prowadzi do bierności i apatii. Ujawnienie uczuć daje siłę. Olbrzymią.

Nie wiem czy jestem silna Wielokropku. Zaczynam chwilami nic nie wiedzieć. Mam w sobie pokłady złości, miłości, wszystkiego po trochu. Jednak czasem sama ze sobą nie mogę wytrzymać...zachowuję się zgodnie z schematem opisanym w książce "Koniec współuzależnienia". Pomagam, opiekuję się, kontroluję w jakiś sposób (sama jestem przez wszystkich na około kontrolowana), nie potrafię powiedzieć "nie", a potem frustracje. Wkurzam się na wszystkich najbliższych, bo nie jestem szczęśliwa sama ze sobą, bo pomagam, a nie chcę wcale tego robić, bo opiekuję się, a wcale czasem tego nie chcę, a potem mam pretensje do męża, bo mnie zostawił, bo jest niedojrzały, bo ja tyle się starałam, a to wszystko na nic.......bo słucham, że on chce czuć się wyjątkowy dla mnie, a tego nie odczuwa, więc wybuchłam dziś NIC NIE CHCE MI SIĘ ROBIĆ BY TAK SIĘ POCZUŁ I KONIEC, mimo, że kocham go wciąż nie będę robić tak jak on chce, nie chcę na obecną chwilę i tyle!

Mam wrażanie, że nie mam już własnego powietrza, że każdy patrzy mi na ręce, a jak nie będę się troszczyć nich o wszystkich na około to będę tą najgorszą. A chciałabym choć raz, by ktoś mnie zapytał czy mam teraz ochotę na to, czy na tamto, żeby ktoś liczył się ze mną, z moimi odczuciami, moją wolą.......

12 662

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Witaj Liwio. Ja też stoję w miejscu. Właśnie wracam od psycholożki. Mam doła. Mimo, iż wydaje mi się,że pracuję nad swoją samooceną, to wciąż bardzo bardzo źle o sobie myślę. I głupio mi, bo w kółko powtarzamy to samo, a ja swoje. Zamiast zmienić myślenie, to wszystko i siebie widzę w czarnych kolorach. Ale przecież nie będę kłamać i mówić, że jest fantastycznie, skoro postrzegam świat inaczej? A może jest fantastycznie?
I "zdrowego egoizmu", szacunku do siebie zero!

Witaj Anstawio!
Rozumiem Cię doskonale. Mi psycholog też pewne rzeczy tłumaczy, wskazuje, a ja nic, wychodząc od niego mam jakąś siłę, potem ta siła opada. Też wałkujemy pewne sprawy, moje uczucia, emocje, postawy, jednak ja i tak robię po swojemu. Czasem ciesze się z drobnych własnych sukcesów, ale to kropla w morzu. Wiem, że to wszystko to ciężka, własna praca nad sobą, ale czy ją wykonam nie mam pewności.

12 663

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przepraszam, że trochę poszatkuję Twego posta, ale w ten sposób najłatwiej będzie mi się odnieść do niego.

Liwia napisał/a:

(...)Mam w sobie pokłady złości, miłości, wszystkiego po trochu. (...)

Czemu trzymasz złość w sobie? Dlaczego jej się nie pozbyłaś? Do czego ta chowana złość jest Ci potrzebna?

Liwia napisał/a:

(...) Wkurzam się na wszystkich najbliższych, bo nie jestem szczęśliwa sama ze sobą, bo pomagam, a nie chcę wcale tego robić, bo opiekuję się, a wcale czasem tego nie chcę, (...)

Dlaczego robisz to wszystko, mimo że nie masz na to ochoty?
Jeśli zaś podjęłaś decyzję o pomaganiu innym, czemu się wściekasz?


Liwia napisał/a:

(...)mam pretensje do męża, bo mnie zostawił, bo jest niedojrzały, bo ja tyle się starałam, a to wszystko na nic.......(...)

Kiedy uznasz, że związek nie polega na staraniu się, na zasługach, wdzięczności?


Liwia napisał/a:

(...)Mam wrażanie, że nie mam już własnego powietrza, że każdy patrzy mi na ręce, a jak nie będę się troszczyć nich o wszystkich na około to będę tą najgorszą. A chciałabym choć raz, by ktoś mnie zapytał czy mam teraz ochotę na to, czy na tamto, żeby ktoś liczył się ze mną, z moimi odczuciami, moją wolą.......

To nie jest Twoje wrażenie, to Twój chory sposób myślenia o sobie i o innych. Dlaczego myslisz, że będziesz najgorszą, gdy przestaniesz skakać na czterech łapkach wokół innych? I czy rzeczywiście wokół innych tak skaczesz?
Jeśli zaś faktycznie skaczesz, faktycznie siebie nie szanujesz, to jak mają Cię szanować inni? Jak inni mają liczyć się z Tobą, gdy Ty nie mówisz na czym Ci zależy, gdy umniejszasz swe potrzeby, gdy jesteś uległą?

12 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Przepraszam, że trochę poszatkuję Twego posta, ale w ten sposób najłatwiej będzie mi się odnieść do niego.

Liwia napisał/a:

(...)Mam w sobie pokłady złości, miłości, wszystkiego po trochu. (...)

Czemu trzymasz złość w sobie? Dlaczego jej się nie pozbyłaś? Do czego ta chowana złość jest Ci potrzebna?

Liwia napisał/a:

(...) Wkurzam się na wszystkich najbliższych, bo nie jestem szczęśliwa sama ze sobą, bo pomagam, a nie chcę wcale tego robić, bo opiekuję się, a wcale czasem tego nie chcę, (...)

Dlaczego robisz to wszystko, mimo że nie masz na to ochoty?
Jeśli zaś podjęłaś decyzję o pomaganiu innym, czemu się wściekasz?


Liwia napisał/a:

(...)mam pretensje do męża, bo mnie zostawił, bo jest niedojrzały, bo ja tyle się starałam, a to wszystko na nic.......(...)

Kiedy uznasz, że związek nie polega na staraniu się, na zasługach, wdzięczności?


Liwia napisał/a:

(...)Mam wrażanie, że nie mam już własnego powietrza, że każdy patrzy mi na ręce, a jak nie będę się troszczyć nich o wszystkich na około to będę tą najgorszą. A chciałabym choć raz, by ktoś mnie zapytał czy mam teraz ochotę na to, czy na tamto, żeby ktoś liczył się ze mną, z moimi odczuciami, moją wolą.......

To nie jest Twoje wrażenie, to Twój chory sposób myślenia o sobie i o innych. Dlaczego myslisz, że będziesz najgorszą, gdy przestaniesz skakać na czterech łapkach wokół innych? I czy rzeczywiście wokół innych tak skaczesz?
Jeśli zaś faktycznie skaczesz, faktycznie siebie nie szanujesz, to jak mają Cię szanować inni? Jak inni mają liczyć się z Tobą, gdy Ty nie mówisz na czym Ci zależy, gdy umniejszasz swe potrzeby, gdy jesteś uległą?

Trzymam złość w sobie, bo nie chcę się kłócić z nikim. Kidy 3 lata temu rozstałam się z mężem-bywały chwile, że dopadaliśmy sobie oboje do gardła, były kłótnie, wrzaski, wybuchy, a ja już tego więcej nie chcę. Nie chcę się kłócić, wrzeszczeć...to wysysa ze mnie chęć do życia.

Pomagam, bo tak zostałam wychowana. Wyrastałam w przekonaniu, że tak trzeba. Ok. Wiem, że można pomagać, ale ta pomoc musi być w granicach możliwości, własnego rozsądku i na taką pomoc chcę się godzić, a nie pomoc kosztem mnie samej. Jeśli jednak nie pomagam, widzę te zawiedzione twarze - matki, męża.......i wyrzut "co się z Tobą stało? nie wierzę"-pisze mąż.

Wiem, że miłość nie polega na zasługach, wdzięczności. Już to wiem. Jednak czy to jest sprawiedliwe, że Ty dajesz dużo, bo tego chcesz, a w zamian masz i tak niezadowolenie i ciągłe "ale"??

Tak, wiele razy jestem uległa i dlatego moje życie tak wygląda. Staram się uszczęśliwiać innych, a sama zaczynam nie wiedzieć co to własne szczęście. Nie szanuję siebie, chyba w żaden sposób. Moje życie kręci się wokół tego, czego chcą/pragną najbliżsi..........:(

12 665

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, z tą pomocą wszystkim naokoło, miałam/mam to samo. Rodzice też mnie wychowali w ten sposób. Ja MUSZĘ im pomagać, po to mnie mają. Długo, bardzo długo przez to cierpiałam. Żyłam w ciągłym poczuciu winy,że nie spełniam ich marzeń. A do tego wszystko co robiłam dla siebie, nie cieszyło mnie, czułam się wyrodną córką.
I wiesz, w końcu dotarło do mnie, że szkoda marnować w ten sposób życia. Bo ani im nie pomagam tak jak tego chcą, ani sama nie jestem szczęśliwa. Jestem dorosła, to moje życie, moje wybory, ja za to odpowiadam. A czy oni mają źle? Przecież są o wiele starsi ode mnie. Mogą układać sobie swoje życie beze mnie. A że nie chcą, to ich problem,nie mój. A co do mojego męża, daje sobie sam radę. I gdyby mi powiedział, tak jak twój Tobie: co się z Tobą stało? Odparłabym: To już nie Twoja sprawa.
Nie jest mi jeszcze łatwo, potykam się, cofam. Czasami zastanawiam się, czy ta terapia ma sens. Wiem co muszę zmienić, chcę to zrobić, ale wciąż łapię się na tych samych błędach, na braku szacunku do siebie. Nie wiem jak potoczy się dalej moje życie...

12 666

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam,
nie bylo mnie tu przez dluzszy czas... przepraszam, ze nie odpisywalam na maile.
Obiecuje, ze po kolei odpisze na wszystkie.
Bylam bardzo ciekawa jak rozwija sie ten watek i jest tak jak myslalam.
Przyznaje, ze nie nadrobilam zaleglosci w czytaniu..wow! duzo tego
no i zaczelam od konca.. heh

hm napisał/a:

a faceci ile robią irracjonalnych i głupich rzeczy bez logiki jakiejś. Kiedy np. wyjmiemy sobie nową ścierkę do kuchni, czyściutką, a on brudne łapy z przypraw zamiast pod wodę to w ścierkę, albo wycieranie psu łap szmatą, która uważa, że wystarczy wpłukać kiedy wyschnie. Albo pozamiata i uzna to za osiągnięcie godne nobla. Albo uświni stól kawą, sokiem, petami, i nie zetrze, bo stwarza spór, że szmatka to ścierka, a ścierka to.. A jakie to ma znaczenie. Albo wycieraa rozlane mleko papierem toaletowym. Albo ... mnóstwo tego.

tak gneralnie to jest to charakterystyka kogos kto nas drazni i robi "nielogiczne" rzeczy, niezgodne z "nasza logika"

marakuja napisał/a:

dziś od mojego męża dowiedziałam się, że bez jego zgody ośmieliłam się spalić w kominku niepotrzebne dokumenty ("sugerowałby utylizację na ognisku przydomowym). Na nic zdały się moje tłumaczenia, że był póżny wieczór a kominek może służyć takze tym zabiegom. A teraz na serio : dowiedziałam się w związku z tym, że jestem bezmózgiem,debilką i idiotką w jednym. Ze tylko totalny czub nie zakoduje sobie w swojej zasr... bani, że śmieci pali się na ognisku.

... zatem i w tym przypadku zastanawiam sie czy ty go zwyczajnie nie draznisz bo Cie nie lubi.
Z cala pewnoscia nie szanuje Cie i ma problem z kontrolowaniem zlosci.

12 667

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

w takim razie stalam sie zlosliwym babsztylem ktory za kzadym razem krzyczal udez mnie,badz wypier............., z zwiazku z tym ze stwierdzilam ze to prowadzi do nikad ta zlosc zal upokozenie ktore czasami nadal sie odywa wewnatrz mnie,i twierdzac ze jestem zlym przykladem dla dzieci zmieniam to, chociaz ciezko mi jest zostawic czlowieka w jego wartosci i szanowac go ,tego ktory mnie nie szanowal ,chyba mnialam ochote na rodzaj zemsty,zachowuje sie nie raz jak wiedzma ,juz nie jestem zastraszona kobieta, raczej ta ktora chce i tylko chce i zada szacunku a malo chce dac w zamian,tak to jest jak sie zostalo zranionym,mam nadzieje ze mi minie

12 668 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-07 16:03:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio,
trzymanie złości szkodzi (choroby psychosomatyczne), zabiera siłę i energię. Wielokrotnie też, przy byle jakiej okazji, wylewa się ona na Bogu ducha winną osobę. Pozbycie się złości nie oznacza kłótni. Można pozbyć się jej (zmniejszyć jej ilość) w sposób, który nie będzie krzywdził innych. Można wywalić swą złość trzepiąc dywany, szorując podłogę, waląc w worek treningowy, pływając w basenie, wrzeszcząc (będąc poza zasięgiem ludzkich uszu), robiąc tysiące innych rzeczy (o takich sposobach wielokrotnie pisałam, nie zaś o bezustannych kłótniach). Można jej się pozbyć, można ją trzymać w sobie. Każdy podejmuje swą decyzję. I każda decyzja niesie swe konsekwencje. Ta o trzymaniu energii związana jest nierozerwalnie z brakiem siły (bo trzeba zużyć mnóstwa własnej siły, by bez ustanku hamować swą złość).

Twierdzisz, że pomagasz, bo tak zostałaś wychowana. Ale, czy rodzice namawiali Cię do pomagania, gdy jesteś wściekła? Gdy Twoja pomoc jest niechętna? Gdy wraz z pomocą przekazujesz złą energię?
Wychowanie, wychowaniem, teraz jednak, będąc dorosłą kobietą, podejmujesz sama decyzje. Możesz pomagać, możesz nie pomagać. Nie musisz postępować tak, jak chcieli/chcą Twoi rodzice. Najwyższa (?) pora na stanięcie na nogach, na podniesienie się z kolan, na podejmowanie samodzielnych decyzji, na branie odpowiedzialności (we własnym umyśle) za wszystkie swe obecne decyzje.

Jeśli komuś coś ofiaruję, pomagam, robię to z własnej nieprzymuszonej woli i... nie oczekuję ani wdzięczności, ani podobnych gestów, ani miłości. NIC. Robię, bo tak chcę, na to się decyduję. Jeśli zaś kilkakrotnie spotykam się z niechętnym przyjmowaniem moich darów (jakichkolwiek, również niematerialnych), z ich krytyką, z zabawą w "tak, ale...", to rezygnuję z obdarowywania tego kogoś. Chętnie pomagam, ale nie muszę pomagać. Czemu Ty musisz (odpowiedzi poszukaj w sobie)?

Jeśli sama rezygnujesz ze swoich praw, jeśli zawsze czyjeś dobro przedkładasz nad swoje, jeśli uszczęśliwiasz innych swoim kosztem, to... Twoja decyzja. Nie bądź wówczas złą na tych innych. Możesz zachowywać się inaczej, ale nie musisz.

12 669

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Liwio,
trzymanie złości szkodzi (choroby psychosomatyczne), zabiera siłę i energię. Wielokrotnie też, przy byle jakiej okazji, wylewa się ona na Bogu ducha winną osobę. Pozbycie się złości nie oznacza kłótni. Można pozbyć się jej (zmniejszyć jej ilość) w sposób, który nie będzie krzywdził innych. Można wywalić swą złość trzepiąc dywany, szorując podłogę, waląc w worek treningowy, pływając w basenie, wrzeszcząc (będąc poza zasięgiem ludzkich uszu), robiąc tysiące innych rzeczy (o takich sposobach wielokrotnie pisałam, nie zaś o bezustannych kłótniach). Można jej się pozbyć, można ją trzymać w sobie. Każdy podejmuje swą decyzję. I każda decyzja niesie swe konsekwencje. Ta o trzymaniu energii związana jest nierozerwalnie z brakiem siły (bo trzeba zużyć mnóstwa własnej siły, by bez ustanku hamować swą złość).

Twierdzisz, że pomagasz, bo tak zostałaś wychowana. Ale, czy rodzice namawiali Cię do pomagania, gdy jesteś wściekła? Gdy Twoja pomoc jest niechętna? Gdy wraz z pomocą przekazujesz złą energię?
Wychowanie, wychowaniem, teraz jednak, będąc dorosłą kobietą, podejmujesz sama decyzje. Możesz pomagać, możesz nie pomagać. Nie musisz postępować tak, jak chcieli/chcą Twoi rodzice. Najwyższa (?) pora na stanięcie na nogach, na podniesienie się z kolan, na podejmowanie samodzielnych decyzji, na branie odpowiedzialności (we własnym umyśle) za wszystkie swe obecne decyzje.

Jeśli komuś coś ofiaruję, pomagam, robię to z własnej nieprzymuszonej woli i... nie oczekuję ani wdzięczności, ani podobnych gestów, ani miłości. NIC. Robię, bo tak chcę, na to się decyduję. Jeśli zaś kilkakrotnie spotykam się z niechętnym przyjmowaniem moich darów (jakichkolwiek, również niematerialnych), z ich krytyką, z zabawą w "tak, ale...", to rezygnuję z obdarowywania tego kogoś. Chętnie pomagam, ale nie muszę pomagać. Czemu Ty musisz (odpowiedzi poszukaj w sobie)?

Jeśli sama rezygnujesz ze swoich praw, jeśli zawsze czyjeś dobro przedkładasz nad swoje, jeśli uszczęśliwiasz innych swoim kosztem, to... Twoja decyzja. Nie bądź wówczas złą na tych innych. Możesz zachowywać się inaczej, ale nie musisz.

dziekuje za madre slowa, chociaz wiem jak meczace jest bycie asertywna i stawianie oporu

12 670

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

dortja,
asertywność, jeśli nie jest sztucznie przyjętą pozą, nie męczy. Jeśli uświadomisz sobie (nie tylko powiesz, ale naprawdę będziesz o tym przekonana), że masz identyczne prawa, jak osoba stojąca obok Ciebie, to łatwo będzie Ci podejmować decyzje zgodne z Tobą.

Poza tym, dość szybko wszyscy dokoła stwierdzą, że Twoje "nie" to "nie", że odpowiedź będzie tak samo brzmiała za każdym razem, że nagabywanie, namawianie, nie ma sensu, że to strata czasu.


Wiary w siebie życzę. smile

12 671

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przepraszam że tak się wtrącę w kobiecy wątek...

Wielokropku, czytałem wiele Twoich wypowiedzi w różnych wątkach, jesteś Mądrą Kobietą. Czy Twoja wiedza wynika z przygotowania zawodowego (psycholog, terapeuta), czy doświadczenia życiowego i samorozwoju??

12 672

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Cash napisał/a:

(...)Wielokropku, czytałem wiele Twoich wypowiedzi w różnych wątkach, jesteś Mądrą Kobietą. Czy Twoja wiedza wynika z przygotowania zawodowego (psycholog, terapeuta), czy doświadczenia życiowego i samorozwoju??

Bardzo dziekuję za uznanie.

Moja mądrość przede wszystkim wynika z wieloletniej pracy nad sobą, z przemyśleń nad treściami zawartymi w mądrych książkach, z mądrości innych ludzi, których lubię słuchać i uczyć się od nich, z doświadczenia wypisanego na własnych czterech literach.

12 673

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Bardzo dziekuję za uznanie.
Moja mądrość przede wszystkim wynika z wieloletniej pracy nad sobą, z przemyśleń nad treściami zawartymi w mądrych książkach, z mądrości innych ludzi, których lubię słuchać i uczyć się od nich, z doświadczenia wypisanego na własnych czterech literach.

Uznanie jak najbardziej zasadne smile Tym bardziej chylę czoła dla Twojej wiedzy i poziomu samorozwoju. Domyślam się że zanim doszłaś do tego bolało i to bardzo, nie mniej RSPCT smile

Przepraszam za O/T.

12 674

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zazdrosc napisał/a:

Witam,
nie bylo mnie tu przez dluzszy czas... przepraszam, ze nie odpisywalam na maile.
Obiecuje, ze po kolei odpisze na wszystkie.
Bylam bardzo ciekawa jak rozwija sie ten watek i jest tak jak myslalam.
Przyznaje, ze nie nadrobilam zaleglosci w czytaniu..wow! duzo tego
no i zaczelam od konca.. heh

hm napisał/a:

a faceci ile robią irracjonalnych i głupich rzeczy bez logiki jakiejś. Kiedy np. wyjmiemy sobie nową ścierkę do kuchni, czyściutką, a on brudne łapy z przypraw zamiast pod wodę to w ścierkę, albo wycieranie psu łap szmatą, która uważa, że wystarczy wpłukać kiedy wyschnie. Albo pozamiata i uzna to za osiągnięcie godne nobla. Albo uświni stól kawą, sokiem, petami, i nie zetrze, bo stwarza spór, że szmatka to ścierka, a ścierka to.. A jakie to ma znaczenie. Albo wycieraa rozlane mleko papierem toaletowym. Albo ... mnóstwo tego.

tak gneralnie to jest to charakterystyka kogos kto nas drazni i robi "nielogiczne" rzeczy, niezgodne z "nasza logika"

marakuja napisał/a:

dziś od mojego męża dowiedziałam się, że bez jego zgody ośmieliłam się spalić w kominku niepotrzebne dokumenty ("sugerowałby utylizację na ognisku przydomowym). Na nic zdały się moje tłumaczenia, że był póżny wieczór a kominek może służyć takze tym zabiegom. A teraz na serio : dowiedziałam się w związku z tym, że jestem bezmózgiem,debilką i idiotką w jednym. Ze tylko totalny czub nie zakoduje sobie w swojej zasr... bani, że śmieci pali się na ognisku.

... zatem i w tym przypadku zastanawiam sie czy ty go zwyczajnie nie draznisz bo Cie nie lubi.
Z cala pewnoscia nie szanuje Cie i ma problem z kontrolowaniem zlosci.

Witam Zazdrość, myślałam, że o nas zapomniałaś, a Twoje wypowiedzi dają mi do myślenia smile fajnie, że wróciłaś smile

12 675

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

Witam,
nie bylo mnie tu przez dluzszy czas... przepraszam, ze nie odpisywalam na maile.
Obiecuje, ze po kolei odpisze na wszystkie.
Bylam bardzo ciekawa jak rozwija sie ten watek i jest tak jak myslalam.
Przyznaje, ze nie nadrobilam zaleglosci w czytaniu..wow! duzo tego
no i zaczelam od konca.. heh

hm napisał/a:

a faceci ile robią irracjonalnych i głupich rzeczy bez logiki jakiejś. Kiedy np. wyjmiemy sobie nową ścierkę do kuchni, czyściutką, a on brudne łapy z przypraw zamiast pod wodę to w ścierkę, albo wycieranie psu łap szmatą, która uważa, że wystarczy wpłukać kiedy wyschnie. Albo pozamiata i uzna to za osiągnięcie godne nobla. Albo uświni stól kawą, sokiem, petami, i nie zetrze, bo stwarza spór, że szmatka to ścierka, a ścierka to.. A jakie to ma znaczenie. Albo wycieraa rozlane mleko papierem toaletowym. Albo ... mnóstwo tego.

tak gneralnie to jest to charakterystyka kogos kto nas drazni i robi "nielogiczne" rzeczy, niezgodne z "nasza logika"

marakuja napisał/a:

dziś od mojego męża dowiedziałam się, że bez jego zgody ośmieliłam się spalić w kominku niepotrzebne dokumenty ("sugerowałby utylizację na ognisku przydomowym). Na nic zdały się moje tłumaczenia, że był póżny wieczór a kominek może służyć takze tym zabiegom. A teraz na serio : dowiedziałam się w związku z tym, że jestem bezmózgiem,debilką i idiotką w jednym. Ze tylko totalny czub nie zakoduje sobie w swojej zasr... bani, że śmieci pali się na ognisku.

... zatem i w tym przypadku zastanawiam sie czy ty go zwyczajnie nie draznisz bo Cie nie lubi.
Z cala pewnoscia nie szanuje Cie i ma problem z kontrolowaniem zlosci.

Witam Zazdrość, myślałam, że o nas zapomniałaś, a Twoje wypowiedzi dają mi do myślenia smile fajnie, że wróciłaś smile mam nadzieję, że tylko jako doradca smile

Posty [ 12 611 do 12 675 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 193 194 195 196 197 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026