hm... napisał/a:Myślisz, że ja tak patrzę?
Naprawdę?Tak myślę Kochana. Patrzysz bardzo zdrowo i realnie
Mogą mieć nawet 23 cm Pati
![]()
<zawstydzony>
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 189 190 191 192 193 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
hm... napisał/a:Myślisz, że ja tak patrzę?
Naprawdę?Tak myślę Kochana. Patrzysz bardzo zdrowo i realnie
Mogą mieć nawet 23 cm Pati
![]()
<zawstydzony>
Podobne tematy
http://www.youtube.com/watch?v=t5qURKt4maw
Kurde a jeszcze dwa lata temu nie wyobrazałam sobie zasypiać sama!Nie wyobrazałam sobie nocy bez wtulenia w niego,poranka bez wspołnej kawy,niedzieli bez spaceru za ręke...
Dzisiaj "rozwalam" sie wygodnie na łózku i śpię jak królewna
Owszem,czasami mi tego wszystkiego brakuje ale jak dostane chociazby namiastke to uswiadamiam sobie ze TO mi wadzi i uwiera...wiec to kolejny dowód na to ze musze poczekac na SWOJ czas do kolejnego zwiazku
Teraz jest OK.I narazie nie potzrebuje tego zmieniać;D
I brawo Edytko! Też "rozwalam" się samotnie w wielkim łóżku. Czasem chętnie bym się przytuliła do silnych ramion męża, ale skoro go tu nie ma...muszę tulić się do kołdry.
Chyba wszystkim nam na prawdę potrzebny jest czas. Ja uświadamiam sobie wszystko coraz bardziej, wszystko co było nie tak w moim związku. Po ostatniej wizycie u terapeuty mam tyle przemyśleń. Okazuje się w zasadzie, że to ja byłam głównym balastem, na którym mąż miał zawsze oparcie, to ja martwiłam się o rachunki, o jego interesy, o niego, to ja słuchałam co u niego?, to ja opiekowałam się dzieckiem, nim, domem, w zasadzie wszystkim, a mąż przez to do dzis ma ogromne poczucie stabilizacji.......A małżeństwo to przecież dwoje dorosłych ludzi, którzy wzajemnie powinni się wspierać, jeden drugiemu wsparcia powinien udzielać, a nie trzymać się/opierać stale na drugim. To powinna być równowaga. Raz jedno opiera sie na drugim i odwrotnie w razie własnych "upadków". Każdy z nas jest osobną jednostką i każdy z nas powinien stać na własnych nogach w razie czego, a nie kuśtykać o jednej nodze w razie niepowodzeń i wciąż opierać się na drugim.
Bo to wtedy jest już związek pasożytniczy.
Witajcie,
A do mnie bratowa męża napisała, czy wiem co tam u mojego męża, bo się do nikogo nie odzywa. Teściowa się martwi, bo zawsze to pewniej jak żona jest przy boku.
Masakra! Ja się pewniej nie czułam jak miałam męża przy boku! Nie umiała sobie teściowa syna wychować, to niech się martwi!! Ja już przemartwiłam się swoje, teraz mi to rybka! Martwię się o siebie ![]()
Witajcie,
A do mnie bratowa męża napisała, czy wiem co tam u mojego męża, bo się do nikogo nie odzywa. Teściowa się martwi, bo zawsze to pewniej jak żona jest przy boku.
Masakra! Ja się pewniej nie czułam jak miałam męża przy boku! Nie umiała sobie teściowa syna wychować, to niech się martwi!! Ja już przemartwiłam się swoje, teraz mi to rybka! Martwię się o siebie
"Nie wiem, bo go dawno nie widziałam.."
Anstawia napisał/a:Witajcie,
A do mnie bratowa męża napisała, czy wiem co tam u mojego męża, bo się do nikogo nie odzywa. Teściowa się martwi, bo zawsze to pewniej jak żona jest przy boku.
Masakra! Ja się pewniej nie czułam jak miałam męża przy boku! Nie umiała sobie teściowa syna wychować, to niech się martwi!! Ja już przemartwiłam się swoje, teraz mi to rybka! Martwię się o siebie"Nie wiem, bo go dawno nie widziałam.."
To nawet nie o to chodzi jak z nimi rozmawiać i co im odpowiadać. Już mnie nie denerwują.
Chodzi mi o ich myslenie, zwłaszcza teściowej: "przy boku żony pewniej". A przy boku męża?! Jak mówiłam rok temu,że jest źle, to nie martwiła się, a teraz się martwi. Mówiła,że mój mąż taki smutnyjest, powinnam go wspierać... Mam ją gdzieś, niech się martwi! Bardzo dobrze!!
hm... napisał/a:Anstawia napisał/a:Witajcie,
A do mnie bratowa męża napisała, czy wiem co tam u mojego męża, bo się do nikogo nie odzywa. Teściowa się martwi, bo zawsze to pewniej jak żona jest przy boku.
Masakra! Ja się pewniej nie czułam jak miałam męża przy boku! Nie umiała sobie teściowa syna wychować, to niech się martwi!! Ja już przemartwiłam się swoje, teraz mi to rybka! Martwię się o siebie"Nie wiem, bo go dawno nie widziałam.."
To nawet nie o to chodzi jak z nimi rozmawiać i co im odpowiadać. Już mnie nie denerwują.
Chodzi mi o ich myslenie, zwłaszcza teściowej: "przy boku żony pewniej". A przy boku męża?! Jak mówiłam rok temu,że jest źle, to nie martwiła się, a teraz się martwi. Mówiła,że mój mąż taki smutnyjest, powinnam go wspierać... Mam ją gdzieś, niech się martwi! Bardzo dobrze!!
tak wspierac czyli nanczyc........... moja tez szukala potencjalnej mamy w zastepstwie............... po przykrosci ktorej mi sprawila kiedys pozegnalam z nimi wiezi emocjonalne,tesciu zmarl pytala czemu jej nie odwiedzam badz zadko, maz powiedzial ze nie mam takiej potrzeby bo niemam, i nie wazne dla mnie ze jest sama ,owszem zapraszam ja czesciej bo jest babcia i czyjas matka,lecz moja nie, moja mama rozpowiadala po rodzinie najblizszej czyli ciotka,wujo i kuzynostwo i jej brat z zona, jak moj maz mnie leje ,jaki on despota domowy i ze ja podobno pobil az do krwi i wyzucil z domu, to prawda wyzucil ja z domu i ona mnie udezyla kiedys on jej odal ( tego nie powinien),ale mi wstyd............wychodzi na to ze ja sie daje lac i siedze bo jestem umyslo chora i oddychac bez niego nie moge?i co mam powiedzic rodzinie ze byl swiety nie byl i ze sie zmienil w aniolka hmmmmmmmmmmm to fajna bajka?pomocy
Anstawia napisał/a:hm... napisał/a:"Nie wiem, bo go dawno nie widziałam.."
To nawet nie o to chodzi jak z nimi rozmawiać i co im odpowiadać. Już mnie nie denerwują.
Chodzi mi o ich myslenie, zwłaszcza teściowej: "przy boku żony pewniej". A przy boku męża?! Jak mówiłam rok temu,że jest źle, to nie martwiła się, a teraz się martwi. Mówiła,że mój mąż taki smutnyjest, powinnam go wspierać... Mam ją gdzieś, niech się martwi! Bardzo dobrze!!tak wspierac czyli nanczyc........... moja tez szukala potencjalnej mamy w zastepstwie............... po przykrosci ktorej mi sprawila kiedys pozegnalam z nimi wiezi emocjonalne,tesciu zmarl pytala czemu jej nie odwiedzam badz zadko, maz powiedzial ze nie mam takiej potrzeby bo niemam, i nie wazne dla mnie ze jest sama ,owszem zapraszam ja czesciej bo jest babcia i czyjas matka,lecz moja nie, moja mama rozpowiadala po rodzinie najblizszej czyli ciotka,wujo i kuzynostwo i jej brat z zona, jak moj maz mnie leje ,jaki on despota domowy i ze ja podobno pobil az do krwi i wyzucil z domu, to prawda wyzucil ja z domu i ona mnie udezyla kiedys on jej odal ( tego nie powinien),ale mi wstyd............wychodzi na to ze ja sie daje lac i siedze bo jestem umyslo chora i oddychac bez niego nie moge?i co mam powiedzic rodzinie ze byl swiety nie byl i ze sie zmienil w aniolka hmmmmmmmmmmm to fajna bajka?pomocy
dortja,a ja się martwię o Ciebie.
Tyle piszesz o relacjach z mamą, teściami, a jaki ten twój mąż jest? Nie bije Cię już, nie zastrasza albo coś w tym stylu? Bo mnie przeraża to jak czytam,że twój mąż uderzył Ciebie, Twoją mamę. Jak to jest z Tobą? Jak Ty widzisz ten związek? Nie żyjesz w strachu,że znowu uderzy?
Witajcie,
A do mnie bratowa męża napisała, czy wiem co tam u mojego męża, bo się do nikogo nie odzywa. Teściowa się martwi, bo zawsze to pewniej jak żona jest przy boku.
Masakra! Ja się pewniej nie czułam jak miałam męża przy boku! Nie umiała sobie teściowa syna wychować, to niech się martwi!! Ja już przemartwiłam się swoje, teraz mi to rybka! Martwię się o siebie
I bardzo dobrze Anstawio. Moim mężem teraz się rodzice "opiekują", ale jak co to pewnie ja i tak zostanę winna.
dortja napisał/a:Anstawia napisał/a:To nawet nie o to chodzi jak z nimi rozmawiać i co im odpowiadać. Już mnie nie denerwują.
Chodzi mi o ich myslenie, zwłaszcza teściowej: "przy boku żony pewniej". A przy boku męża?! Jak mówiłam rok temu,że jest źle, to nie martwiła się, a teraz się martwi. Mówiła,że mój mąż taki smutnyjest, powinnam go wspierać... Mam ją gdzieś, niech się martwi! Bardzo dobrze!!tak wspierac czyli nanczyc........... moja tez szukala potencjalnej mamy w zastepstwie............... po przykrosci ktorej mi sprawila kiedys pozegnalam z nimi wiezi emocjonalne,tesciu zmarl pytala czemu jej nie odwiedzam badz zadko, maz powiedzial ze nie mam takiej potrzeby bo niemam, i nie wazne dla mnie ze jest sama ,owszem zapraszam ja czesciej bo jest babcia i czyjas matka,lecz moja nie, moja mama rozpowiadala po rodzinie najblizszej czyli ciotka,wujo i kuzynostwo i jej brat z zona, jak moj maz mnie leje ,jaki on despota domowy i ze ja podobno pobil az do krwi i wyzucil z domu, to prawda wyzucil ja z domu i ona mnie udezyla kiedys on jej odal ( tego nie powinien),ale mi wstyd............wychodzi na to ze ja sie daje lac i siedze bo jestem umyslo chora i oddychac bez niego nie moge?i co mam powiedzic rodzinie ze byl swiety nie byl i ze sie zmienil w aniolka hmmmmmmmmmmm to fajna bajka?pomocy
dortja,a ja się martwię o Ciebie.
Tyle piszesz o relacjach z mamą, teściami, a jaki ten twój mąż jest? Nie bije Cię już, nie zastrasza albo coś w tym stylu? Bo mnie przeraża to jak czytam,że twój mąż uderzył Ciebie, Twoją mamę. Jak to jest z Tobą? Jak Ty widzisz ten związek? Nie żyjesz w strachu,że znowu uderzy?
nie nie zyje w strachu ,to by mnie tu nie bylo,tesciow po prostu nie lubie ich bo udawali swietna rodzinke,nie bije i nie bedzie bo to by byl ostatni raz,byl na terapi to mu znowusz dalam sza anse ,a co zrobic z rodzinka co im powiedziec ,bo relacje z mama znasz moje ,mama zawsze do zwiazkow sie wtracala nie tylko mojego,brata tez,rodzina bylej zony brata mniala byc za licha.
Anstawia napisał/a:dortja napisał/a:tak wspierac czyli nanczyc........... moja tez szukala potencjalnej mamy w zastepstwie............... po przykrosci ktorej mi sprawila kiedys pozegnalam z nimi wiezi emocjonalne,tesciu zmarl pytala czemu jej nie odwiedzam badz zadko, maz powiedzial ze nie mam takiej potrzeby bo niemam, i nie wazne dla mnie ze jest sama ,owszem zapraszam ja czesciej bo jest babcia i czyjas matka,lecz moja nie, moja mama rozpowiadala po rodzinie najblizszej czyli ciotka,wujo i kuzynostwo i jej brat z zona, jak moj maz mnie leje ,jaki on despota domowy i ze ja podobno pobil az do krwi i wyzucil z domu, to prawda wyzucil ja z domu i ona mnie udezyla kiedys on jej odal ( tego nie powinien),ale mi wstyd............wychodzi na to ze ja sie daje lac i siedze bo jestem umyslo chora i oddychac bez niego nie moge?i co mam powiedzic rodzinie ze byl swiety nie byl i ze sie zmienil w aniolka hmmmmmmmmmmm to fajna bajka?pomocy
dortja,a ja się martwię o Ciebie.
Tyle piszesz o relacjach z mamą, teściami, a jaki ten twój mąż jest? Nie bije Cię już, nie zastrasza albo coś w tym stylu? Bo mnie przeraża to jak czytam,że twój mąż uderzył Ciebie, Twoją mamę. Jak to jest z Tobą? Jak Ty widzisz ten związek? Nie żyjesz w strachu,że znowu uderzy?nie nie zyje w strachu ,to by mnie tu nie bylo,tesciow po prostu nie lubie ich bo udawali swietna rodzinke,nie bije i nie bedzie bo to by byl ostatni raz,byl na terapi to mu znowusz dalam sza anse ,a co zrobic z rodzinka co im powiedziec ,bo relacje z mama znasz moje ,mama zawsze do zwiazkow sie wtracala nie tylko mojego,brata tez,rodzina bylej zony brata mniala byc za licha.
No to dobrze, martwiłam się, bo kobiety, które są bite, nie potrafią najczęściej odejść, chyba ze strachu.
Rodzina/ludzie, zawsze będą myśleć co chcą. Niestety. Możesz im powiedzieć jakie jest twoje zdanie na ten temat. Dlaczego ich opinia jest dla Ciebie taka ważna?
Poza tym, twój mąż podniósł nie raz rękę na ciebie, więc mama, moim zdaniem, poniekąd ma rację. To jest despota!
dortja napisał/a:Anstawia napisał/a:dortja,a ja się martwię o Ciebie.
Tyle piszesz o relacjach z mamą, teściami, a jaki ten twój mąż jest? Nie bije Cię już, nie zastrasza albo coś w tym stylu? Bo mnie przeraża to jak czytam,że twój mąż uderzył Ciebie, Twoją mamę. Jak to jest z Tobą? Jak Ty widzisz ten związek? Nie żyjesz w strachu,że znowu uderzy?nie nie zyje w strachu ,to by mnie tu nie bylo,tesciow po prostu nie lubie ich bo udawali swietna rodzinke,nie bije i nie bedzie bo to by byl ostatni raz,byl na terapi to mu znowusz dalam sza anse ,a co zrobic z rodzinka co im powiedziec ,bo relacje z mama znasz moje ,mama zawsze do zwiazkow sie wtracala nie tylko mojego,brata tez,rodzina bylej zony brata mniala byc za licha.
No to dobrze, martwiłam się, bo kobiety, które są bite, nie potrafią najczęściej odejść, chyba ze strachu.
Rodzina/ludzie, zawsze będą myśleć co chcą. Niestety. Możesz im powiedzieć jakie jest twoje zdanie na ten temat. Dlaczego ich opinia jest dla Ciebie taka ważna?
Poza tym, twój mąż podniósł nie raz rękę na ciebie, więc mama, moim zdaniem, poniekąd ma rację. To jest despota!
owszem ma,badz mniala zobaczymy ,lecz mama lubi upiekszac,pobita do krwi no wybacz , ja przy tym bylam, mowmy jak bylo naprawde,eh ona zawsze przesadzala milego wieczoru
Anstawia napisał/a:dortja napisał/a:nie nie zyje w strachu ,to by mnie tu nie bylo,tesciow po prostu nie lubie ich bo udawali swietna rodzinke,nie bije i nie bedzie bo to by byl ostatni raz,byl na terapi to mu znowusz dalam sza anse ,a co zrobic z rodzinka co im powiedziec ,bo relacje z mama znasz moje ,mama zawsze do zwiazkow sie wtracala nie tylko mojego,brata tez,rodzina bylej zony brata mniala byc za licha.
No to dobrze, martwiłam się, bo kobiety, które są bite, nie potrafią najczęściej odejść, chyba ze strachu.
Rodzina/ludzie, zawsze będą myśleć co chcą. Niestety. Możesz im powiedzieć jakie jest twoje zdanie na ten temat. Dlaczego ich opinia jest dla Ciebie taka ważna?
Poza tym, twój mąż podniósł nie raz rękę na ciebie, więc mama, moim zdaniem, poniekąd ma rację. To jest despota!owszem ma,badz mniala zobaczymy ,lecz mama lubi upiekszac,pobita do krwi no wybacz , ja przy tym bylam, mowmy jak bylo naprawde,eh ona zawsze przesadzala milego wieczoru
Oby się to więcej nie powtórzyło!
A skoro wiesz,że jest inaczej, to się nie przejmuj innymi. Przy okazji wyjaśnij jak było. Może Twoja rodzina wie,że twoja mama lubi upiększać? Może jej nie uwierzyli?
Nie martw się! Dbaj o siebie ![]()
dortja napisał/a:Anstawia napisał/a:No to dobrze, martwiłam się, bo kobiety, które są bite, nie potrafią najczęściej odejść, chyba ze strachu.
Rodzina/ludzie, zawsze będą myśleć co chcą. Niestety. Możesz im powiedzieć jakie jest twoje zdanie na ten temat. Dlaczego ich opinia jest dla Ciebie taka ważna?
Poza tym, twój mąż podniósł nie raz rękę na ciebie, więc mama, moim zdaniem, poniekąd ma rację. To jest despota!owszem ma,badz mniala zobaczymy ,lecz mama lubi upiekszac,pobita do krwi no wybacz , ja przy tym bylam, mowmy jak bylo naprawde,eh ona zawsze przesadzala milego wieczoru
Oby się to więcej nie powtórzyło!
A skoro wiesz,że jest inaczej, to się nie przejmuj innymi. Przy okazji wyjaśnij jak było. Może Twoja rodzina wie,że twoja mama lubi upiększać? Może jej nietie martw się! dbaj o siebie
u mnie jest wtej hwili kuzynka do pracy na lato juz 3 sezon,synus chory,ja tez bylam grypa ale lato,tragedia,co u ciebie ?
dzisiaj ex przyprowadził synka pod same drzwi,przez pogode.Mały (cwany 5letni lisek) skorzystał z okazji i wciagnał tate do swojego pokoju.Siedzieli bitą godzine a ja w tym czasie gotowałam zupe na jutro.Po godzinie ex pyta czy wypije znim kawe.TAK!Chciałam wypic z nim kawe.A co ;P heheh! ale nie ma lekko,mówie NIE MAM KAWY.Poszedł do sklepu i jeszcze wode przyniósł bo zna moją wredna nature.Fajnie było.Nie-nie mam wyrzutów sumienia!Siedzielismy sobie jak starzy znajomi,Mały cieszył sie jak wariat.Nie poczestowalam zupa i nie dalam ciasteczek ale było normalnie.bez pretensji.Nawet wykąpał syna,powiedział bajke i poczekał az zaśnie.A potem....
...potem nie było NIC!
Zapewniał ze kocha niezmiennie,ze wiele by dal zeby to wszystko odwrócić,pytał czy TAMTEN to ktos wazny,czy jest nadzieja ...Powiedziałam ze czasami miłosc to za mało.Miłosc nas nie nakarmi ani nie kupi synowi wyprawki do przedszkola...Zapytał czy gdyby znalazł prace,odzyskał wszystko co stracił,wrócił na terapie-czy byłaby szansa?odpowiedziałam : poczestowalabym cie wtedy zupą ;P
No i tyle.Przytulił mnie na dobranoc...zrobilo mi sie miło i sympatycznie ale ...ze spokojem zamknełam za nim drzwi.
Nie mam refleksji i przemyslen.
Nie zadreczam sie .
nie dbam o to w jakim stopniu jestem uzalezniona.Nie dzisiaj.
Ciekawy wieczór.Jestem dumna z tych zamykanych za nim drzwi.
Kiedys zrobiłabym wszystko-WSZYSTKO-zeby został....
Edytko-też jestem z Ciebie dumna
A mąż , choć wykazuje jakieś chęci, nie wiadomo na ile prawdziwe, ale jednak.
Mnie dziś wkurzył mój mąż, ale trudno, przecież to nic nowego, że mówi jedno a robi drugie. Wyłączyłam telefon i nie męczę się.
Anstawia napisał/a:dortja napisał/a:owszem ma,badz mniala zobaczymy ,lecz mama lubi upiekszac,pobita do krwi no wybacz , ja przy tym bylam, mowmy jak bylo naprawde,eh ona zawsze przesadzala milego wieczoru
Oby się to więcej nie powtórzyło!
A skoro wiesz,że jest inaczej, to się nie przejmuj innymi. Przy okazji wyjaśnij jak było. Może Twoja rodzina wie,że twoja mama lubi upiększać? Może jej nietie martw się! dbaj o siebieu mnie jest wtej hwili kuzynka do pracy na lato juz 3 sezon,synus chory,ja tez bylam grypa ale lato,tragedia,co u ciebie ?
Oj, grypka w lecie
biedactwo...
U mnie ten tydzień miałam strasznie ciężki z powodu pracy. Wracałam do domu padnięta, a w łóżku pulsowało mi z bólu całe ciało. Bolał mnie kręgosłup, biodro, łydki i stopy
Najbliższe trzy tyg mam mniej pracy i...mniej kasy. Ale poleniuchuję sobie, bo od sierpnia znowu praca. W sumie dobrze, bo mam zajętą głowę.
Poza tym, zaczynam patrzeć na mężczyzn. Do tej pory mi się to nie zdarzało. Był tylko mąż. Inni nie istnieli. Mogli stać nago przede mną z różą w zębach, z własnym jachtem, BMW i kamienicą, a ja tylko mąż ![]()
Byłam dzisiaj u fryzjera. Coś tam zaczynam ze sobą robić. Teraz moim celem jestem ja i moje fizyczne piękno! Muszę zadbać o siebie koniecznie!
Męża wyrzuciłam, toksycznych rodziców przepracowałam uufff..., pracę od sierpnia mam w komfortowych godzinach, no to teraz zostało mi moje fizyczne JA,bo psychiczne jest w dużo lepszej kondycji ![]()
Witajcie.
Chcę podzielić się z Wami swoim przeżyciem i związanymi z nim spostrzeżeniami.
W grudniu zmarła moja koleżanka a właściwie przyjaciółka. Od wielu lat mieszkała ona w Australii, ale utrzymywałyśmy całe te lata kontakt. Z czasem a właściwie z wiekiem zrozumiałam, że jest mi ona jak siostra. Bardzo ją kochałam za to jaka była, a była zawsze uśmiechniętym człowiekiem. Dobra, serdeczna i ten jej optymizm. Od kilku lat zmagała się z nowotworem. Najpierw rak piersi, potem przeżuty na płuca i kości z czasem na narządy rodne. Walczyła. Walczyła z uśmiechem na ustach. Nigdy nie narzekała, nie utyskiwała. Zawsze na pytanie, jak się czujesz, odpowiadała radośnie, dobrze. Od lat na chemii....a mówiła z uśmiechem, czuję się dobrze. Od lat ze świadomością pogarszającego się zdrowia a mówiła, czuję się dobrze. W sierpniu zadzwoniła, jak zwykle radosna. Wróciła z Fidżi do domu, wróciła w przyśpieszonym czasie ze względu na powstałe wodobrzusze nowotworowe. Mówiła mi o tym będąc spokojna. Mówiła, czuję się dobrze, mam wodobrzusze nowotworowe, ale ściągają wodę..... . Na pytanie, a co to wodobrzusze nowotworowe odpowiedziała, przeczytasz w internecie. Przeczytałam....nieunikniona śmierć w czasie od miesiąca do czterech.....a ona radośnie mówiła, czuję się dobrze. Po czterech miesiącach zmarła. Część prochów, jej mąż przywiózł do Polski i wczoraj był pogrzeb. Rozpacz jej męża nie ma granic. Mówi o niej najlepsza żona i matka. Była też najlepszym moim przyjacielem. Kocham ją ponad życie....mówił też dała mi piękne i zdrowe dzieci, ciepły dom. Ja dałem jej wieczną miłość.
Byli naprawdę wyjątkowym małżeństwem. Zawsze w objęciach lub trzymający się za ręce. Zawsze wpatrzeni w siebie. Kiedy Ela zachorowała on przejął jej obowiązki w domu. Nie narzekał, nie utyskiwał. Modlił się o jej zdrowie i życie. Cieszył go każdy dzień jej życia. Całował i przytulał wychudzoną i zmęczoną chorobą.
Czy istnieje wielka miłość ? Tak, istnieje, ale nie ma w niej miejsca na alkohol, ćpanie, wyzwiska, podnoszenie ręki, zdrady i kłamstwa.
Ela i Sorab przeżyli piękną miłość. Miłość realną i czystą. Byli bardzo ze sobą szczęśliwi. Niestety..... Ela odeszła w wieku 50 lat, zostawiając zrozpaczonego męża.
Upiłam się wczoraj. Potrzebowałam totalnego zapomnienia....
Pożegnania dobrych ludzi zawsze są trudne.
Zofio, przykro mi z powodu śmierci Twojej bliskiej przyjaciółki ![]()
Historia jak z Love story. Piękna, szkoda, że z tak smutnym zakończeniem.
Dała mi wiarę w to, że miłość istnieje. Warto więc szukać tej prawdziwej miłości. Warto dokonywać dobrych dla nas wyborów. I tylko trudne momenty weryfikują miłość i przyjaźń. A w miłości nie ma miejca na kłamstwa i oszustwa, a niestety używki, przemoc i zdrady, to po prostu oszukiwanie innych i samych siebie.
Warto też cieszyć się życiem, chwilą, tym co mamy, bo życie jest ulotne i krótkie. Warto być dobrym człowiekiem.
Współczuję Zosiu ![]()
Życie jest takie krótkie......
Dobrze, że Twoja przyjaciółka przeżyła je szczęśliwie......
Pożegnania dobrych ludzi zawsze są trudne.
Oj tak Wielokropku.
Mimo swojej choroby ona bardzo martwiła się o mnie. Wiem też, że nie miała mi za złe tego co zrobiłam - ona przecież walczyła o życie...
Od czasu mojego pobytu w szpitalu przyjaciółki mówią mi, że mnie kochają. Ja także nauczyłam się mówić kocham ludziom bliskim mojemu sercu. Ela także słyszała, że ją kocham, bo kocham jak siostrę. Przepłakałam jej śmierć w grudniu. W sobotę przepłakałam jej ostatnie pożegnanie. Dzisiaj byłam na jej grobie i modliłam się ze łzami w oczach. Kiedyś nie mogłam płakać, już mogę, już umiem. Płacz daje mi ulgę, rozładowuje emocje.
Warto więc szukać tej prawdziwej miłości. Warto dokonywać dobrych dla nas wyborów. I tylko trudne momenty weryfikują miłość i przyjaźń. A w miłości nie ma miejca na kłamstwa i oszustwa, a niestety używki, przemoc i zdrady, to po prostu oszukiwanie innych i samych siebie.
Warto też cieszyć się życiem, chwilą, tym co mamy, bo życie jest ulotne i krótkie. Warto być dobrym człowiekiem.
Amen !!!
Pięknie i mądrze to napisałaś. Zdrowiejesz kochana !
! Bardzo się cieszę z Twoich postępów
.
Zosiu, przyzkro mi.
Zosiu przykro mi ,wspaniali ludzie zostana zawsze z nami w naszych sercach.
Milosc istnieje ,przyjazn ,trzeba troszke rozumu zeby to wszystko ogarnac.
Współczuję Zosiu
Życie jest takie krótkie......
Dobrze, że Twoja przyjaciółka przeżyła je szczęśliwie......
Wiesz, ona odchodziła świadoma odchodzenia. Myślę, że bardzo ciężko było jej, tym bardziej ciężko, że miała tak dobrego i kochającego męża. Ela porządkowała swoje sprawy przed śmiercią. Prosiła by na pogrzebie nie było kwiatów ciętych (kochała kwiaty), by nie smucić się, by żegnać ją w kolorowych strojach. Prosiła naszą wspólną przyjaciółkę, która przyleciała do niej z innego kraju, by pomogła znaleźć żonę jej mężowi. Zosia odpowiedziała, możesz mnie prosić o wszystko tylko nie o to ! Prosiła, bo chciała by on nie był nieszczęśliwy.
Kobiety, życie jest krótkie i nie warto trwać w dziwnym związku, toksycznym związku.
Warto być szczęśliwą !!! Warto uśmiechać się do życia, do ludzi. Warto mówić kocham, warto mieć przyjaźnie, warto śmiać się i korzystać z życia. Warto być pogodnym człowiekiem. WARTO !!!
Zofio jesteś bardzo mądrą kobietą, chylę przed Tobą głowę.
Szkoda tylko ,ze my które zostajemy na tym świecie nie potrafimy /nie chcemy z tego skorzystać.
Anstawia napisał/a:Warto więc szukać tej prawdziwej miłości. Warto dokonywać dobrych dla nas wyborów. I tylko trudne momenty weryfikują miłość i przyjaźń. A w miłości nie ma miejca na kłamstwa i oszustwa, a niestety używki, przemoc i zdrady, to po prostu oszukiwanie innych i samych siebie.
Warto też cieszyć się życiem, chwilą, tym co mamy, bo życie jest ulotne i krótkie. Warto być dobrym człowiekiem.Amen !!!
Pięknie i mądrze to napisałaś. Zdrowiejesz kochana !! Bardzo się cieszę z Twoich postępów
.
Dzięki Zosiu. Być może zdrowieję, być może robię postępy. Ale żyję w izolacji, jak to moja pani psycholog dziś stwierdziła. Przyczyną mojej izolacji nie jest mąż ani rodzice, a mój kompleks. I pani psycholog zaproponowała mi zmianę myślenia. A ja myślenia nie zmienię, tylko zmienię przyczynę kompleksu. Nie spodobało się to pani psycholog. Będziemy o tym jeszcze rozmawiać na następnej sesji. Robi się ciekawie ![]()
Zofia...
wyjątkową osobą musiała być Twoja przyjaciółka.
Anstawio, więc działaj w sprawie kompleksu ![]()
Witam Drogie Panie ![]()
Miałam po burzach awarię netu.
U mnie dużo nowego. Pojawił się ktoś i jest zajebiście,a może tak powinno być,bo...
Najpierw się zachłysnęłam.
Teraz jestem zła.
Na co? Nie wiem....
On jest taki normalny...ma do mnie cierpliwość anielską,jest tolerancyjny i czuły.
A ja...nie mam o co walczyć,ani z kim,ani o co...
On po prostu jest. Jest stały,niezmienny,cierpliwy.
A ja...nie muszę walczyć,manipulować seksem,zdobywać...
I ta normalność mnie zniechęca. Staję się dla niego niemiła...a on się nie obraża!
Boję się,że go skrzywdzę...
Otoczenie mamy przychylne. O byłym już nawet nie myślę,choć próbuje robić dziecinne podchody.
Co jest do cholery?!
Ja wiem. To zapowiedz zdrowego związku w którym ja nie umiem funkcjonować...
A i seks...lipa...taki zwyczajny...
I co teraz? Brnąć w to?
Stał się dla mnie bardzo ważny,zależy mi na nim. Bawię się z nim jak dzieciak-jak nigdy nawet w dzieciństwie! Tyle cudownych chwil za nami...
Była euforia a teraz dół...a może napięcie przedmiesiączkowe?
RATUNKU! chce mi się wyć na tą moją nienormalność...
l_ukrecjo, ja bym stawiała na napięcie przedmiesiączkowe ![]()
Poza tym, kiedyś, w jednej z tych "mądrych" książek dla KKZB, był podany przykład kobiety, która uwodziła kochanka seksem. Kochanek miał żonę i z tą kobietą spotykał się tylko na seks. Seks namiętny, gorący, jak z filmów porno. Kobieta ta trafiła na terapię. Wyzdrowiała. I po jakimś czasie znowu pojawiła się u terapeutki. Była zaniepokojona,bo poznała mężczyznę i wszystko było w związku normalne,a seks taki zwyczajny. Jeżeli przez długi czas mamy do czynienia z jakimiś emocjami, napięciem, przeżywamy coś, to po prostu wydaje nam się,że tak ma być, że to normalne, przyzwyczajamy się do tej "patologii". A później, gdy doznajemy emocji, doświadczamy sytuacji, z którymi nigdy nie mieliśmy do czynienia, które są tymi "właściwymi" i normalnymi, to dla nas wydaje się to dziwne, nudne, beznadziejne, bo przyzwyczajone jesteśmy do czegoś innego. I tak jest ze wszystkim.
Być może potrzeba czasu. Ja na twoim miejscu nie skreślałabym tego mężczyzny, ale to Twoja decyzja. Pytasz, czy brnąć w to dalej. Zastanów się czego oczekujesz od związku. I nie martw się o to,że zranisz tego mężczyznę. Myśl o sobie, o swoich uczuciach i nie rań siebie przede wszystkim.
I nic na siłę.
Pozdrawiam
"Za namiętność płacimy lękiem. I właśnie lęk może ją zniszczyć, choć jednocześnie jest napędem namiętności. Za stabilny związek płacimy znudzeniem. I właśnie znudzenie bezpieczeństwem i pewnością może uczynić go sztywnym i martwym, choć zarazem są to główne elementy cementujące."
"Kiedy seks daje dużo przyjemności fizycznej, wytwarza rzeczywiście silną więź między dwojgiem ludzi. U kobiet, które kochają za bardzo, zmagania z mężczyzną wywołują intensywne doznania seksualne, a to niemal przykuwa je do partnera. Jeżeli natomiast zaczną romans z kimś, kto do niczego ich nie wyzywa, doznaniom seksualnym brak ognia i pasji. Ponieważ mężczyzna nie wzbudza stałego zaaferowania swoją osobą, a seks nie musi o czymkolwiek ?przekonywać", wszystko robi się zbyt łatwe, cokolwiek mdłe i mało zobowiązujące. Przez porównanie ze znaną skądinąd burzliwością, te anemiczne przeżycia jedynie utwierdzają je w mniemaniu, że ?prawdziwa" miłość oznacza ciągłe napięcia, walki, ból serca i dramat."
Noordwood Robin "Kobiety,które kochają za bardzo"
Anstawia...
dziękuję za ten wpis
zofia282 napisał/a:Anstawia napisał/a:Warto więc szukać tej prawdziwej miłości. Warto dokonywać dobrych dla nas wyborów. I tylko trudne momenty weryfikują miłość i przyjaźń. A w miłości nie ma miejca na kłamstwa i oszustwa, a niestety używki, przemoc i zdrady, to po prostu oszukiwanie innych i samych siebie.
Warto też cieszyć się życiem, chwilą, tym co mamy, bo życie jest ulotne i krótkie. Warto być dobrym człowiekiem.Amen !!!
Pięknie i mądrze to napisałaś. Zdrowiejesz kochana !! Bardzo się cieszę z Twoich postępów
.
Dzięki Zosiu. Być może zdrowieję, być może robię postępy. Ale żyję w izolacji, jak to moja pani psycholog dziś stwierdziła. Przyczyną mojej izolacji nie jest mąż ani rodzice, a mój kompleks. I pani psycholog zaproponowała mi zmianę myślenia. A ja myślenia nie zmienię, tylko zmienię przyczynę kompleksu. Nie spodobało się to pani psycholog. Będziemy o tym jeszcze rozmawiać na następnej sesji. Robi się ciekawie
Wiesz czemu Pani psycholog się zdziwiła, bo wszelkie przyczyny tkwią w naszej głowie. Najpierw musisz to zaakceptować, potem możesz zmienić. Jednak pamiętaj o tym, że nie każdą rzecz da się zmienić, ta rzecz akurat tak, ale inne...
Witam Drogie Panie
Miałam po burzach awarię netu.U mnie dużo nowego. Pojawił się ktoś i jest zajebiście,a może tak powinno być,bo...
Najpierw się zachłysnęłam.
Teraz jestem zła.
Na co? Nie wiem....
On jest taki normalny...ma do mnie cierpliwość anielską,jest tolerancyjny i czuły.
A ja...nie mam o co walczyć,ani z kim,ani o co...
On po prostu jest. Jest stały,niezmienny,cierpliwy.
A ja...nie muszę walczyć,manipulować seksem,zdobywać...I ta normalność mnie zniechęca. Staję się dla niego niemiła...a on się nie obraża!
Boję się,że go skrzywdzę...
Otoczenie mamy przychylne. O byłym już nawet nie myślę,choć próbuje robić dziecinne podchody.
Co jest do cholery?!Ja wiem. To zapowiedz zdrowego związku w którym ja nie umiem funkcjonować...
A i seks...lipa...taki zwyczajny...
I co teraz? Brnąć w to?
Stał się dla mnie bardzo ważny,zależy mi na nim. Bawię się z nim jak dzieciak-jak nigdy nawet w dzieciństwie! Tyle cudownych chwil za nami...
Była euforia a teraz dół...a może napięcie przedmiesiączkowe?RATUNKU! chce mi się wyć na tą moją nienormalność...
A może by by tak po prostu urozmaicenie w związku, w seksie. Jak jest to można coś tego, a jak nie ma...to gorzej. Pomyśl, że niektórzy wcale tego nie mają a chcieliby i to bardzo ![]()
Anstawia napisał/a:zofia282 napisał/a:Amen !!!
Pięknie i mądrze to napisałaś. Zdrowiejesz kochana !! Bardzo się cieszę z Twoich postępów
.
Dzięki Zosiu. Być może zdrowieję, być może robię postępy. Ale żyję w izolacji, jak to moja pani psycholog dziś stwierdziła. Przyczyną mojej izolacji nie jest mąż ani rodzice, a mój kompleks. I pani psycholog zaproponowała mi zmianę myślenia. A ja myślenia nie zmienię, tylko zmienię przyczynę kompleksu. Nie spodobało się to pani psycholog. Będziemy o tym jeszcze rozmawiać na następnej sesji. Robi się ciekawie
Wiesz czemu Pani psycholog się zdziwiła, bo wszelkie przyczyny tkwią w naszej głowie. Najpierw musisz to zaakceptować, potem możesz zmienić. Jednak pamiętaj o tym, że nie każdą rzecz da się zmienić, ta rzecz akurat tak, ale inne...
Tak hm... masz rację.
Psycholożka opowiadała mi o ludziach,którzy robią sobie operacje plastyczne,a potem wpadają w nałóg. Chcą więcej, więcej... Dla mnie dbanie o piękny uśmiech, to kwestia higieny. Do tej pory o to nie dbałam i mało się uśmiechałam. Zamierzam to zmienić. Zanim to zaakceptuję,to to zmienię
Poza tym akceptuję wszystko!
takasobiemamuśka, nie ma za co dziękować! Jeżeli tylko mój wpis mógł w czymś pomóc, to jest mi przemiło ![]()
Wazne by sie zaakceptowac takim jakim sie jest ,jasne ze nawet operacje plastyczne nie dadza gwarancji na lepsze zycie.
Jesli sie kochamy inni tez nas pokochaja i to prawda.
Jasne ze w wielu przyopadkach trzeba sie poprostu pogodzici zyc
,a nie na sile zmieniac ,lub robic operacje i inne cuda,wbrew naturze.
Znam wiele kobiet ,ktore regularnie cos poprawiaja ,regularnie robia botoks powiekszaja usta ,siedza na spa co weekend ,caly tydzien cwicza po 3 godz, to wszystko nie daje gwarancji na to ze ktos bedzie nas kochal,czy facet nas nie zdradzi,czy cos cos tam.
Bo milosc sie moze wypalic,facet moze odejsc wrocic itp,to my jestesmy zyciem ,nie inni
Trzeba zycie przezyc swiadomie i nie bac sie zyc.
Uważam,że trzeba sobie robić dobrze
Nie po to by nas facet kochał, albo żeby nas inni akceptowali. Tylko dla własnej satysfakcji ![]()
L_krecjo...Anstawia w swoim wpisie wszystko, co ważne zacytowała. Niestety ta nasza adrenalinka kkzb... Nie rezygnuj z tego faceta. Wydaje mi się, że to kwestia czasu byś zaakceptowała jego normalność, a z pewnością wtedy odzyskasz spokój i poczujesz co to prawdziwe szczęście i to bez walki.... ![]()
Czytam i czytam ten wątek, i próbuję znaleźć lekarstwo na moją chorą miłość, wiem już że problem tkwi w mojej głowie, mój watek to"zdradzona po raz drugi", szarpię się z odejściem od niego już od marca, on obiecuje ze to koniec, ale we mnie jest nieufność, znowu sprawdziłam , i co nowy numer tej samej panienki z którą rzekomo koniec,
spakowałam się i uciekłam do siostry zabrałam młodsze dziecko, a starszy syn nie chce być ze mną...
wciąż się waham czy dobrze robię, wiem że to ON musi chcieć się zmienić ,ale jemu jest wygodnie mieć żonę , która jest praczką , sprzątaczką, niańką jego dzieci...a do łóżka to z kochanką, dlaczego mimo że wiem że to toksyczny związek to nie potrafię go zakończyć.
Mija prawie tydzień odkąd wyprowadziłam się do siostry, ale tęsknię,czekam... na cud, martwię się o starszego syna, kto go wychowa....tyle we mnie niepewności, mąż obrał strategię Pana "obrażonego, nie odbiera telefonu(dzwoniłam w sprawie "służbowej"), przywożę codziennie rano młodszego syna do teściów , unika mnie jak może...a ja boje się że nie dam rady wrócę do domu, i on zrobi ze mną co zechce....dlaczego mam taka słaba psychikę, dlaczego mimo ze ON rani ja dalej chcę z nim być?
cynamon.... mąż jest obrażony, że ty odeszłaś, mimo, że cię zdradzał po raz drugi i dalej ma romans?
no przeczytaj, jak to wygląda...
i co myslisz??
ktoś ma potłuczone w głowie, i to nie jesteś ty...
End_aluzja mąz dwa miesiece temu jak mu spakowałam walizki i wystawiłam za drzwi wrócił, przepraszał, zagubił się itd...
powiedziałam że możemy spróbować, ale nic mu nie obiecuję , ale jakoś nie bardzo się starał, no może młodzszemu synowi więcej czasu poświęcał, ale między nami....nie bardzo, czuje się jak "żebraczka skomląca o miłość"
Teraz wyprowadziłam się jak go nie było w domu, wcześniej powiedziałam tylko że nie szanuje mnie i mojego zdrowia, i że wiem że ma nowy numer do niej...
nie odebrałam telefonu jak do mnie dzwonił , to teraz on chce pokazać kto tu rządzi...
czytałam twój wątek cynamon.
i sądzie, że w tej sytuacji musisz iśc dalej... nie daj się przetrzymywać... zaproponuj spotkanie, na którym omówicie warunki rozstania i już... podział majątku, opieka nad córką, rozwód.
nie daj się zawiesząc
'
Ale nie on tu rządzi.
Jeśli chce może mieć 5 żon, ale nie w tej kulturze.
I to od Ciebie zależy czy się na to zgodzisz czy nie.
Nie pozwól sobie na brak szacunku. To on zdradza, nie Ty. A jeśli jest takim tchórzem i stać go tylko na to, żeby wyjść do kochanki to nie świadczy o nim zbyt dobrze. To nie on powinien się wyprowadzić, wybacz nie znam relacji. Ale wnioskuję, że mieszkacie jakoś w okolicy teściów. Co jest z tymi facetami, z tym machaniem fajfusem na boga. A jak fajfus nie działa to co?
Cynamon99, nie daj się kobietko. W tej sytuacji to Ty rządzisz. Facet zdradza i czego oczekuje? Pochwały, akceptacji, czy, że go przepraszać będziesz? Matko, co tym facetom jest?! Brak mi już słów.
Po pierwsze, co tym facetom jest?!?! Po drugie, dlaczego kobiety lecą na żonatych?!?!
Liwia napisał/a:.
Warto być szczęśliwą !!! Warto uśmiechać się do życia, do ludzi. Warto mówić kocham, warto mieć przyjaźnie, warto śmiać się i korzystać z życia. Warto być pogodnym człowiekiem. WARTO !!!
...tylko jak to zrobić? jak osiągnąć ten stan szczęścia?
Po pierwsze, co tym facetom jest?!?! Po drugie, dlaczego kobiety lecą na żonatych?!?!
z powodu jakiegos napiecia i eufori, to takie jak my kkzb zwykle szukaja czlowieka wolnego i bez bagazy dziecinstwa czy innego, ach te napiecie euforja co za anfetaminka............ ufffffffffffff ludzie ogolnie lubia gonic za czyms nieosiagalnym pozdrawiam
Czytam i czytam ten wątek, i próbuję znaleźć lekarstwo na moją chorą miłość, wiem już że problem tkwi w mojej głowie, mój watek to"zdradzona po raz drugi", szarpię się z odejściem od niego już od marca, on obiecuje ze to koniec, ale we mnie jest nieufność, znowu sprawdziłam , i co nowy numer tej samej panienki z którą rzekomo koniec,
spakowałam się i uciekłam do siostry zabrałam młodsze dziecko, a starszy syn nie chce być ze mną...
wciąż się waham czy dobrze robię, wiem że to ON musi chcieć się zmienić ,ale jemu jest wygodnie mieć żonę , która jest praczką , sprzątaczką, niańką jego dzieci...a do łóżka to z kochanką, dlaczego mimo że wiem że to toksyczny związek to nie potrafię go zakończyć.Mija prawie tydzień odkąd wyprowadziłam się do siostry, ale tęsknię,czekam... na cud, martwię się o starszego syna, kto go wychowa....tyle we mnie niepewności, mąż obrał strategię Pana "obrażonego, nie odbiera telefonu(dzwoniłam w sprawie "służbowej"), przywożę codziennie rano młodszego syna do teściów , unika mnie jak może...a ja boje się że nie dam rady wrócę do domu, i on zrobi ze mną co zechce....dlaczego mam taka słaba psychikę, dlaczego mimo ze ON rani ja dalej chcę z nim być?
czyzby lek przed samotnoscia, lek przed przyszloscia,lek przed bycia samotna matka,mam niestety tez te stany ,chociaz i nie raz pojawia sie pierwastek kobiety we mnie czyli ze jak bede musiala dam rade.........
zofia282 napisał/a:Liwia napisał/a:.
Warto być szczęśliwą !!! Warto uśmiechać się do życia, do ludzi. Warto mówić kocham, warto mieć przyjaźnie, warto śmiać się i korzystać z życia. Warto być pogodnym człowiekiem. WARTO !!!
...tylko jak to zrobić? jak osiągnąć ten stan szczęścia?
ankinom, jak osiągnąć szczęście? To pytanie ludzie zadają sobie od setek lat ![]()
Nie ma jednej złotej recepty dla każdego. Można się zastanowić, co nas doprowadza do tego, że czujemy się smutni, źli, nieszczęśliwi. Później można próbować to zmienić, szukać sposobów. No i odwieczne pytanie: czego chcę? I żyć według swoich potrzeb. Szczęścia trzeba szukać, rozglądać się, nie bać się podejmować ryzyka. Każdy ma swój poziom ryzyka. Nie chodzi o to by nagle rzucać w cholerę wszystko i jechać w samotną podróż dookoła świata już jutro. Trzeba sobie pewne rzeczy zaplanować, przeanalizować, za i przeciw...
Zmiana myślenia. Stawianie sobie celów. Dążenie do osiągnięcia swoich celów i nie poddawać się. Nie nastąpi to jutro, ale nastąpi. Natomiast od jutra można zacząć zmieniać myślenie, a co z tym idzie, zachowanie.
Polecam książki:
-"Potęga podświadomości" Joseph Murphy (i inne jego książki)
-"Jak uzdrowić swoje życie" Louise L Hay
-"Moc pozytywnego myślenia" Peale Norman Vincent
-"Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam gdzie chcą" Ehrhardt Ute
-"Z każdym dniem coraz bardziej niegrzeczna" Ehrhardt Ute
-"Sekret" Rhonda Byrne
- Biblia
-filozofia buddyjska
...
"Za namiętność płacimy lękiem. I właśnie lęk może ją zniszczyć, choć jednocześnie jest napędem namiętności. Za stabilny związek płacimy znudzeniem. I właśnie znudzenie bezpieczeństwem i pewnością może uczynić go sztywnym i martwym, choć zarazem są to główne elementy cementujące."
"Kiedy seks daje dużo przyjemności fizycznej, wytwarza rzeczywiście silną więź między dwojgiem ludzi. U kobiet, które kochają za bardzo, zmagania z mężczyzną wywołują intensywne doznania seksualne, a to niemal przykuwa je do partnera. Jeżeli natomiast zaczną romans z kimś, kto do niczego ich nie wyzywa, doznaniom seksualnym brak ognia i pasji. Ponieważ mężczyzna nie wzbudza stałego zaaferowania swoją osobą, a seks nie musi o czymkolwiek ?przekonywać", wszystko robi się zbyt łatwe, cokolwiek mdłe i mało zobowiązujące. Przez porównanie ze znaną skądinąd burzliwością, te anemiczne przeżycia jedynie utwierdzają je w mniemaniu, że ?prawdziwa" miłość oznacza ciągłe napięcia, walki, ból serca i dramat."
Noordwood Robin "Kobiety,które kochają za bardzo"
Masz całkowitą rację...
Przeczytałam tez z tej książki sobie fragment o prawdziwej bliskości i usuwaniu barier.
Mam ogromny problem z bliskością...
Czytając to odczułam ulgę,że to normalne-ta moja panika...
Poprosiłam wczoraj żeby mi dał kilka dni żebym się ogarnęła...
Dał mi czasu ile potrzebuję.
Zero kontaktu. Chcę sobie uczciwie powiedzieć kim on dla mnie jest? Czego chcę? Czego tak cholernie się boję...
Jest we mnie spokój. Nie boję się,że go stracę. Nie muszę się ukrywać,grać,manipulować...to dla mnie takie nieznane...ale jest we mnie spokój więc daję sobie kilka dni na analizę.
Dziękuję kochane kobietki-bez Was jestem jak dziecko we mgle...
l_ukrecjo,
czy Ty, aby, nie przesadzasz z tym dzieckiem we mgle?
Ani Ty dziecko, ani mgła wokół Ciebie. Jesteś mądrą kobietą. A to, że się jeszcze boisz, że sprawdzasz, że nie dowierzasz, to efekt Twych doświadczeń.
l_ukrecjo,
czy Ty, aby, nie przesadzasz z tym dzieckiem we mgle?
Ani Ty dziecko, ani mgła wokół Ciebie. Jesteś mądrą kobietą. A to, że się jeszcze boisz, że sprawdzasz, że nie dowierzasz, to efekt Twych doświadczeń.
Dziękuję drogi Wielokropku kochany za sprowadzenie mnie na ziemię.
Tylko napisz mi proszę jak wybrnąć z mojej sytuacji...może za szybko się próbuję związać...co robić?
Jak stać się normalną? Boję się go stracić i boję się z nim być...co za idiotyzm...
Zdecydować za Ciebie?
Czy masz podjąć decyzję o ślubie i związku do końca życia?
Czy on wymaga od Ciebie tak daleko idących deklaracji?
Czy wystarczy, że masz koło siebie dobrego człowieka?
Masz koło siebie człowieka, przy którym jest Ci dobrze, bezpiecznie, przy którym nie musisz udawać, silić się na coś; człowieka, który rozumie Ciebie. Nie planuj swego życia na 40 lat naprzód, to nie ma sensu. Określ swoje bliskie cele, tak jest łatwiej.
Mam dla Ciebie złą wiadomość: jesteś normalną. ![]()
Pamiętaj tylko, że efektem Twych doświadczeń jest lęk przed bliskością. To jest temat do pracy nad sobą.
I ponieważ boisz się bliskości, przytulam Cię. Mocno. ![]()
I ponieważ boisz się bliskości, przytulam Cię. Mocno.
Też potrzebuję takiego przytulenia.
***przepraszam za wtrącenie...
Wielokropek napisał/a:I ponieważ boisz się bliskości, przytulam Cię. Mocno.
Też potrzebuję takiego przytulenia.
***przepraszam za wtrącenie...
Prosisz i masz. ![]()
Przytulam Cię bardzo, bardzo, bardzo mocno.
I bardzo Cię podziwiam.
I nie przepraszaj. ![]()
a to przytulam...
..najlepiej to zróbmy sobie takie przytulane piżama-party (bez skojarzeń rzecz jasna
)
strzała napisał/a:Wielokropek napisał/a:I ponieważ boisz się bliskości, przytulam Cię. Mocno.
Też potrzebuję takiego przytulenia.
***przepraszam za wtrącenie...
Prosisz i masz.
Przytulam Cię bardzo, bardzo, bardzo mocno.
I bardzo Cię podziwiam.
I nie przepraszaj.
Bardzo ,bardzo dziękuję ![]()
Jesteś wspaniałą, mądrą i dobrą kobietą.
Ze świecą takich można szukac .
Wielokropek napisał/a:strzała napisał/a:Też potrzebuję takiego przytulenia.
***przepraszam za wtrącenie...
Prosisz i masz.
Przytulam Cię bardzo, bardzo, bardzo mocno.
I bardzo Cię podziwiam.
I nie przepraszaj.
Bardzo ,bardzo dziękuję
Jesteś wspaniałą, mądrą i dobrą kobietą.
Ze świecą takich można szukac .
Ok to i takasobiemamuśka też przytulam ![]()
Jesteście fajne ![]()
Że mądrą jestem i dobrą, to zgoda.
Że ze świecą szukać, to przesada. Naprawdę sporo jest takich osób wokół.
strzało,
bardzo dziękuję za Twe słowa.
Że mądrą jestem i dobrą, to zgoda.
Że ze świecą szukać, to przesada. Naprawdę sporo jest takich osób wokół.strzało,
bardzo dziękuję za Twe słowa.
potrzebuje pomocy moj chlopak mnie zostawił wyslałesa ze to koniec ma ciagle wyłaczony telefon a ja mam wesele siostry gdzie on jest swiadkiem czy powinnam jechac i prosic aby przyszedł nic nie wskazywało na to ze cos w naszym zwiazku jest nie tak pomocy prosze
Wielokropek napisał/a:Że mądrą jestem i dobrą, to zgoda.
Że ze świecą szukać, to przesada. Naprawdę sporo jest takich osób wokół.strzało,
bardzo dziękuję za Twe słowa.potrzebuje pomocy moj chlopak mnie zostawił wyslałesa ze to koniec ma ciagle wyłaczony telefon a ja mam wesele siostry gdzie on jest swiadkiem czy powinnam jechac i prosic aby przyszedł nic nie wskazywało na to ze cos w naszym zwiazku jest nie tak pomocy prosze
Sylwio,
pisz w jednym wątku, inaczej trudno wszystkie rady pozbierać.
A w wątku, w którym piszesz od kilkudziesięciu minut masz sporo wsparcia i mądrych rad.
zofia282 napisał/a:Liwia napisał/a:.
Warto być szczęśliwą !!! Warto uśmiechać się do życia, do ludzi. Warto mówić kocham, warto mieć przyjaźnie, warto śmiać się i korzystać z życia. Warto być pogodnym człowiekiem. WARTO !!!
...tylko jak to zrobić? jak osiągnąć ten stan szczęścia?
Nie umiem dać na to recepty. Wiem jednak, że pod wpływem tego Forum zmieniłam swoje myślenie, nauczyłam się co ważne w życiu.
Kiedy tu weszłam a raczej wczołgałam się miałam mętlik w głowie, żal do całego świata, losu, Boga.
To historie opowiadane przez różne kobiety pokazały mi drogę a receptę dostawałam w słowach Wielokropka, ZAZDROŚCI i wielu innych mądrych kobiet.
Zrozumiałam, po prostu zrozumiałam co w życiu jest ważne i jak nim kierować, by poczuć się szczęśliwą.
Nauczyłam się rozróżniać tolerancję od głupoty, nauczyłam się a raczej uczę się stawiać granice i być asertywna. Przestałam też wierzyć w cuda. Potrafię też już siebie nie oszukiwać. Umiem powiedzieć jak sprawa wygląda a nie jak bym chciała by wyglądała. Nie ma juz głupiego usprawiedliwiania, mówienia dla tego usprawiedliwiania "ale", "bo".
Kiedyś byłam odważną, przebojową i wesołą dziewczyną. W małżeństwie to wszystko zgubiłam.Ciągłe stresy powodowane kłopotami finansowymi, zdradami i rozczarowaniem powalały mnie nie raz na kolana. Dzisiaj już ze stresami radzę sobie lepiej. Bywają gorsze chwile...pogrzeb koleżanki to była właśnie taka chwila. Złapałam doła. Próbowałam zapić stres. Zapomniałam o nim na kilkanaście godzin. Wrócił. Dzisiaj miałam spotkanie z jej mężem i dziećmi, i wspólnymi koleżankami. Na spotkaniu było wesoło. Nie wspominaliśmy jej choroby i ciężkich chwil. Wspominaliśmy chwile miłe i wesołe zdarzenia z udziałem Eli. Było dużo śmiechu....mam nadzieję, że stres pokonany. Gdyby jej rodzina mówiła o bólu, rozpaczy i stracie pewnie ciężko by było......im zapewne również jest lżej bez rozdrapywania rany.
Ankinom ja WYCIĄGAŁAM WNIOSKI z opowiadanych tu historii. Wielokrotnie wczytywałam się w słowa mądrych kobiet, próbowałam je zrozumieć, trawiłam, chłonęłam i również WYCIĄGAŁAM WNIOSKI. To od nich czerpałam wiedzę, co w życiu jest ważne i szczęście dać może.
Dzień doberek,
Mój mąż zabrał mi auto, i dzisiaj rano miałam problem z zawiezieniem dziecka do tesciów i dojechaniem do pracy...
Ale poradziłam sobie, poprosiłam siostrzenicę i dałam radę z dojazdem...z uśmiechem na twarzy zostawiłam dziecko u teściów.
Teście maja do mnie żal o to że pokazałam wreszcie pazurki i nie chcę być już Pania Wybaczalską...Jak zabieram dziecko po pracy to teściowa zalewa się łzami, nie wiem chce żebym czuła się winna rozpadu tego niby małżeństwa?
Wiem że tak nie powinno być, ale czy to moja wina ze ma takiego syna który zdradza?
Strony Poprzednia 1 … 189 190 191 192 193 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026