netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 039 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 184 185 186 187 188 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 026 do 12 090 z 26 310 ]

12 026

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
edytka30 napisał/a:

Daja do myslenia bo kazda ma inne doswiadczenia i refleksje.
jak patrze na siebie sprzed 3 lat to widze mała zatroskana dziewczynke ktora placze po nocach za mężem,dzwoni do niego ,pisze,straszy rozwodem i odejsciem,a mimo to gotuje ,pierze i przytula bo mąz tego potzrebował...
dzisiaj widze babeczke która juz potrafi przespać cała noc bez myslenia czy byłemu męzowi nie jest przypadkiem żle albo zimno,nie dzwoni i nie pisze,która śpi po prostu.Bo idzie rano do pracy i nie chce wygladac jak zoombie,bo ma synka który chce widziec mamę usmiechnieta a nie zapłakaną...
czas na tęsknoty to góra 10 minut dziennie:odtęsknie swoje i wracam do zycia ;P
a kiedys cały mój dzien był tęsknotą i troską o męża!Nie o siebie ale o męza!
teraz -mimo sentymentu do jego osoby-potrafiłam podac go o alimenty,zgłosic na leczenie,podac do komornika i zadbać o swoje .A znam kolezanki które nie robią nic-mimo ze mają dzieci a tym dzieciom należa sie alimenty...

kiedys leciałam do szpitala bo mąż ma chora trzustke,pilnowałam jego diety,dawałm mu sie wyspac
dzisiaj juz o to nie dbam: w zasadzie dobrze ze mu ta trzustka szwankuje ;P niech sie męczy hehhe(wiem wiem-poniosło mnie!) za głupote trzeba płacić...

a ja sobie pojde pedicure zrobic;P a co?  ;D 
buziaki

Ja taka czuła rzadko bywałam. Martwiłam się, denerwowałam, prałam, sprzątałam ale wszystko z nerwami. Pamiętam jak byliśmy w Polsce, on z kolegami, ja z koleżankami, osobno. Moja teściowa poszła po niego pod knajpę, zrobiła mu aferę a potem na mnie była obrażona,że męża nie pilnuję. Ale były i takie momenty,że zawoziłam go i odbierałam od kolegów żeby przypadkiem pijany nie jechał autem. Jak chciał pieniądze na jaranie, dawałam mu. Sama sobie jestem winna.
Rozwodem zaczęłam go straszyć dopiero pół roku temu, bo popadł w totalne dno.
A teraz, mieszka sam, uśmiechnięty, opłaca rachunki, sprząta sobie, gotuje, pracuje...
A ja mam na dzień dzisiejszy poczucie ulgi i spokoju. Nie tęsknię, nie płaczę, nie łudzę się, nie mam w sobie złości. Chciałabym żeby to było pogodzenie się.

12 027

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
edytka30 napisał/a:

a mi dzisiaj błogo i dobrze bo cały dzien spędzony z synem...
i ząbek pierwszy mu sie odłamał tzn połowę mleczaka połknął ;P i wesoło było i beztrosko i czeka na wróżkę-zębuszkę ;D
Mi narazie dobrze jest jak jest.Nie chce w domu ani byłego męża ani przyszlego;) czuje sie wolna mimo tych mysli o byłym...nikt mi sie nie pałęta pod nogami i narazie z tego korzystam...los pokaże co ma byc dalej....

apropos nalotu: biały taki jęzor mam,hmmm moze duomox by nie zaszkodził?

Myślisz, że antybiotyk tak samemu?

12 028

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Moim zdaniem, wyleczenie z uzależnienia jest niezależne od bycia, czy też niebycia w związku. To przecież zmiany dokonane na sobie samej.

My kkzb musimy uczyć się asertywności i stawiania granic. Musimy także nauczyć się szanować siebie, nauczyć innych szacunku do nas....no i zostaje jeszcze tolerancja. Ja ją pomyliłam z głupotą  a jak czytam wypowiedzi i historie innych kobiet, wiem, że nie byłam wyjątkiem smile. Wiem, że powinnyśmy też zapanować nad rozdmuchaną empatią.
Czy do nauki tego jest nam potrzebny związek ?
Zgadzam się z Tobą Wielokropku, zmieniać musimy się my i to niezależnie czy jesteśmy w związku czy też nie.

Zofio, Jak nauczysz się asertywności w związku, nie będąc w nim? Jak postawisz granice w związku, nie będąc w nim? Jak chcesz otrzymać szacunek w związku, nie będąc w nim?

Ja wiem co kkzb musi w sobie zmienić. Wiem to z pełną świadomością. I wiem, że gdy będę w związku, to dopiero wtedy doświadczę tych zmian.

Zarówno Ty, jak i l_ukrecja, tworzycie jakieś relacje (nie związki) i same piszecie o tym, jak to stawiacie w tych relacjach granice. Czy na podstawie tych relacji nie uczycie się jak nie być kkzb?

Stawianie granic występuje we wszystkich relacjach, w sklepie sprzedawca-klient, w domu matka-córka, dziecko-rodzic, i w związku także. Żeby nauczyć się stawiać granice nie potrzebny jest do tego facet. Granice są na każdym kroku.

12 029 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-07-03 14:52:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Liwia napisał/a:

Teraz też wiem jak wtedy, że nawet gdy ktoś się pojawiał nie było opcji z mojej strony , aby się od tego "ktosia" uzależnić. Nie było i nie jest mi to potrzebne. Mój przypadek być może jest jakiś inny, ale wiem, że oprócz męża nie uzależnię się od innego faceta. Spotkałam się kilka razy kilka lat temu z facetem na kawę i to nawet nie jednym i uwierz, że mimo, że facet był fajny, być może taki jak te moje wszystkie iluzje-to i tak nie chciałam się wiązać, uzależniać, wisieć na nim itp. Takie postępowanie już wtedy zauważyłam w mojej koleżance, która prawie zamieszkała z facetem już z 1-2 miesiące po rozwodzie, nie znając go wcześniej wcale. Nie mogłam się temu nadziwić, bo wiedziałam, że ona po prostu musi kogoś mieć, byle mieć. Ja zanim w ogóle wpuściłabym kogokolwiek pod swój dach wiele wody w rzece musiało by upłynąć.

Liwio po pierwsze, to dlaczego jak piszesz o związku to używasz słów: uzależnienie, wiszenie na nim (na chłopinie). Dlaczego nie traktujesz związku jako bycia ze sobą. Po drugie, to w czym ten Twój maż jest tak wyjątkowy, że chcesz na nim wisieć i uzależniać się od niego. Co Ci to daje i jak się z tym czujesz. Po trzecie, to co złego w tym, że Twoja znajoma zaraz po rozwodzie zamieszkała z facetem. Może ona nie musi zawieszać się na mężczyźnie, tylko fajnie wspólnie spędzać czas. Może ona ma większy popęd seksualny jak Ty, może dla niej bycie z mężczyzną to nie cierpienie tylko fajny czas. Może ona nie ma takich oczekiwań jak Ty i dobrze się bawi w nowym związku. Myślę, ze w tym przypadku zadziałało u Ciebie POWINNA. Po rozwodzie powinna być sama. A ile czasu powinna po rozwodzie być kobieta sama. Czy rozwód to celibat, klasztor. Rozwód to jakaś kara ?  Ja jako rozwódka poczułam się wolna, z możliwością podejmowania samodzielnych decyzji.
I jeszcze jedno. Skąd wiesz od kogo się uzależnisz a od kogo nie. Skąd wiesz, że nigdy od innego faceta się nie uzależnisz.

Traktuję związek jako bycie ze sobą, jednak takich sformułowań używam, bo wiem, że jestem kzb wobec mojego męża. W czym mój mąż jest tak wyjątkowy-zapytał mnie już kilka razy psycholog i najdziwniejsze, że gdy właśnie ktokolwiek o to pyta-nie za bardzo potrafię odpowiedzieć. I tu właśnie mam wrażenie, że odzywa się moja iluzja o nim, o tym co było fajne kiedyś w nim, jednak zauważam też , że już na szli przeważają myśli o tym co było w nim złe . I nie chciałabym być uzależniona od niego, nie chcę też na nim wisieć itp, chciałabym normalnego związku z nim, jaki kiedyś tworzyliśmy (przynajmniej mam wrażenie , że taki on był).
Jesli chodzi o moją znajomą-to źle mnie zrozumiałaś Zofio-nie ma rzecz jasna żadnych reguł, jeśli chodzi o nowe związki, nowe relacje po rozwodzie. Pisząc to miałam na celu porównanie się do koleżanki-bo ona uzależniona była całe życie od męża-psychicznie bardzo, związała się na szybko z kimś nowym, by na nowo opleść się wokół niego jak bluszcz. Jej relacje z nim zdrowe nie są i oboje ich nie tworzą. Ona nadal śledzi, obserwuje i "depcze" po piętach byłego męża i wciąż trawi swoją sytuację i postępowanie męża. Ona choć jest po rozwodzie wolna psychicznie nie jest, nie ma bliskich koleżanek (ja to tylko ta z pracy, której się wygada), znajomych, a obecnego partnera zadręcza opowieściami na temat byłego męża. U niej widzę właśnie postępowanie i zachowanie kkzb, przykład idealny. Ja nigdy w ten sposób nie postępowałam i nawet myśli takich do siebie nie dopuszczałam.
A- że nie uzależnię się od innego-po prostu to wiem, nie chcę , nie mam takiej potrzeby i gdy jestem sama z dzieckiem nie mam myśli, że musze kogoś mieć, nie myślę obsesyjnie, że muszę związać się z kimś, bo muszę, by nie być samą. Nie. Radzę sobie z tym bardzo dobrze. Mam czas na własne przemyślenia, własne potrzeby i skupianie się na sobie. Z resztą może zawsze chciałam mieć ideał za faceta a taki się jeszcze nie urodził wink

12 030

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
edytka30 napisał/a:

Daja do myslenia bo kazda ma inne doswiadczenia i refleksje.
jak patrze na siebie sprzed 3 lat to widze mała zatroskana dziewczynke ktora placze po nocach za mężem,dzwoni do niego ,pisze,straszy rozwodem i odejsciem,a mimo to gotuje ,pierze i przytula bo mąz tego potzrebował...
dzisiaj widze babeczke która juz potrafi przespać cała noc bez myslenia czy byłemu męzowi nie jest przypadkiem żle albo zimno,nie dzwoni i nie pisze,która śpi po prostu.Bo idzie rano do pracy i nie chce wygladac jak zoombie,bo ma synka który chce widziec mamę usmiechnieta a nie zapłakaną...
czas na tęsknoty to góra 10 minut dziennie:odtęsknie swoje i wracam do zycia ;P
a kiedys cały mój dzien był tęsknotą i troską o męża!Nie o siebie ale o męza!
teraz -mimo sentymentu do jego osoby-potrafiłam podac go o alimenty,zgłosic na leczenie,podac do komornika i zadbać o swoje .A znam kolezanki które nie robią nic-mimo ze mają dzieci a tym dzieciom należa sie alimenty...

kiedys leciałam do szpitala bo mąż ma chora trzustke,pilnowałam jego diety,dawałm mu sie wyspac
dzisiaj juz o to nie dbam: w zasadzie dobrze ze mu ta trzustka szwankuje ;P niech sie męczy hehhe(wiem wiem-poniosło mnie!) za głupote trzeba płacić...

a ja sobie pojde pedicure zrobic;P a co?  ;D 
buziaki

Ja taka czuła rzadko bywałam. Martwiłam się, denerwowałam, prałam, sprzątałam ale wszystko z nerwami. Pamiętam jak byliśmy w Polsce, on z kolegami, ja z koleżankami, osobno. Moja teściowa poszła po niego pod knajpę, zrobiła mu aferę a potem na mnie była obrażona,że męża nie pilnuję. Ale były i takie momenty,że zawoziłam go i odbierałam od kolegów żeby przypadkiem pijany nie jechał autem. Jak chciał pieniądze na jaranie, dawałam mu. Sama sobie jestem winna.
Rozwodem zaczęłam go straszyć dopiero pół roku temu, bo popadł w totalne dno.
A teraz, mieszka sam, uśmiechnięty, opłaca rachunki, sprząta sobie, gotuje, pracuje...
A ja mam na dzień dzisiejszy poczucie ulgi i spokoju. Nie tęsknię, nie płaczę, nie łudzę się, nie mam w sobie złości. Chciałabym żeby to było pogodzenie się.

Czyli potrafi.
Mój nie robi nic, aż się boję tam pójść, bo wiem co zastanę.
Nie rozumiem tych mamuś. Ja bym zaraz powiedziała, chce niech pije jego wybór. Co mam do tego ja? NO żebym jeszcze chłopa pijaka miała pilnować, żart jakiś czy co?

12 031

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wpadlam sie przywitac Dziewczyny wpadlam w wir pracy...
Powodzonka!!!

12 032

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
zofia282 napisał/a:

My kkzb musimy uczyć się asertywności i stawiania granic. Musimy także nauczyć się szanować siebie, nauczyć innych szacunku do nas....no i zostaje jeszcze tolerancja. Ja ją pomyliłam z głupotą  a jak czytam wypowiedzi i historie innych kobiet, wiem, że nie byłam wyjątkiem smile. Wiem, że powinnyśmy też zapanować nad rozdmuchaną empatią.
Czy do nauki tego jest nam potrzebny związek ?
Zgadzam się z Tobą Wielokropku, zmieniać musimy się my i to niezależnie czy jesteśmy w związku czy też nie.

Zofio, Jak nauczysz się asertywności w związku, nie będąc w nim? Jak postawisz granice w związku, nie będąc w nim? Jak chcesz otrzymać szacunek w związku, nie będąc w nim?

Ja wiem co kkzb musi w sobie zmienić. Wiem to z pełną świadomością. I wiem, że gdy będę w związku, to dopiero wtedy doświadczę tych zmian.

Zarówno Ty, jak i l_ukrecja, tworzycie jakieś relacje (nie związki) i same piszecie o tym, jak to stawiacie w tych relacjach granice. Czy na podstawie tych relacji nie uczycie się jak nie być kkzb?

Stawianie granic występuje we wszystkich relacjach, w sklepie sprzedawca-klient, w domu matka-córka, dziecko-rodzic, i w związku także. Żeby nauczyć się stawiać granice nie potrzebny jest do tego facet. Granice są na każdym kroku.

No to ja jestem inna jakaś chyba. Potrafię być asertywna w pracy, w sklepie, w autobusie, dla znajomych, a z jmężem miałam problem, z rodzicami, rodziną...

12 033 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-07-03 15:11:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

(...)Potrafię być asertywna w pracy, w sklepie, w autobusie, dla znajomych, a z jmężem miałam problem, z rodzicami, rodziną...

Czyli że nie potrafisz być asertywną, gdy w grę wchodzą bliskie kontakty.
Dlaczego przy takim kontakcie nikną Twe umiejętności?

12 034

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:

(...)Potrafię być asertywna w pracy, w sklepie, w autobusie, dla znajomych, a z jmężem miałam problem, z rodzicami, rodziną...

Czyli że nie potrafisz być asertywną, gdy w grę wchodzą bliskie kontakty.
Dlaczego przy takim kontakcie nikną Twe umiejętności?

Bo mi na tych osobach zależy i trudno jest mi im czegoś odmówić.
To znaczy tak było jeszcze niedawno. W ogóle nie umiałam być asertywna, potem potrafiłam być asertywna tylko wobec obcych. Teraz na jmężu i rodzicach, uczę się być asertywną wobec bliskich.

12 035

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Rozwiń, jeśli chcesz, to tłumaczenie.
Dlaczego jest Ci trudno odmówić osobom, na których Ci zależy? Dlaczego ich prawa stawiasz nad swymi prawami?

12 036

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ojciec mojego syna dzisiaj wyszedł ze szpitala,poprosił o spotkanie...pewnie liczył na herbatke ziołowa w zaciszu mojego mieszkanka ale przeliczył sie bo akurat jechałam z młodym do galerii za kapciami;P no wiec przyjechał pod galerie.Miły,usmiechniety,szarmancki,zapatrzony we mnie jak w ..butelke;P postawił kawe i lody,pogadalismy i tyle.Musiałam jechac do domu zrobic obiadek.Po godzinie napisał ze za nami tęskni...woow!Długo mu zajęlo uswiadomienie sobie ze wraca sam do pustego mieszkania a na trzeżwo to dosc drażniące...
No cóż.Taki los sobie zgotował...


Co ja mam zrobic z moim młodym niejadkiem?Obiad dzisiaj jadł a raczej wmuszał w siebie 55 minut!Pamietam ze moj mlodszy brat był identyczny a teraz zjada bochen chleba dziennie i pół kurczaka na obiad;P mama nie moze doczekac sie kiedy go jakas panienka usidli;P

12 037

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Rozwiń, jeśli chcesz, to tłumaczenie.
Dlaczego jest Ci trudno odmówić osobom, na których Ci zależy? Dlaczego ich prawa stawiasz nad swymi prawami?

Rodzice przez x lat powtarzali mi, że nic mi się nie należy, nie zasługuję na nic. Gdy byłam asertywna to się unosili, obrażali. Dlatego zawsze godziłam się na wszystko.
Teraz wiem, że gdy ktoś nie jest w stanie uszanować moich granic, muszę się zastanowić, czy wart jest tego by być z nim w bliskich kontaktach.
Jest mi ciężko, ale ćwiczę.
Nie wiem co mogę więcej napisać.
Jestem już bardzo świadoma swoich praw i swojej "siły". Widzę nawet niewielkie słabe punkty, kontroluję je i staram się je zmieniać. Ogólnie zaczynam czuć się pewniej sama ze sobą niż do tej pory.

12 038

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
edytka30 napisał/a:

ojciec mojego syna dzisiaj wyszedł ze szpitala,poprosił o spotkanie...pewnie liczył na herbatke ziołowa w zaciszu mojego mieszkanka ale przeliczył sie bo akurat jechałam z młodym do galerii za kapciami;P no wiec przyjechał pod galerie.Miły,usmiechniety,szarmancki,zapatrzony we mnie jak w ..butelke;P postawił kawe i lody,pogadalismy i tyle.Musiałam jechac do domu zrobic obiadek.Po godzinie napisał ze za nami tęskni...woow!Długo mu zajęlo uswiadomienie sobie ze wraca sam do pustego mieszkania a na trzeżwo to dosc drażniące...
No cóż.Taki los sobie zgotował...

Mogę się mylić, popraw mnie, ale wydaje mi się, że robisz mu trochę nadzieję na bycie razem. Kawka, lody... A jak Ty się czujesz po tym spotkaniu? Jak byś się czuła gdyby napisał,że już nie tęskni za Tobą? Myślę,że ciągle łączy was mocna więź emocjonalna.

12 039

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
zofia282 napisał/a:

LIWIO !!! LITOŚCI !!! o jakim UZALEŻNIENIU od innego faceta mówisz. LIWIO !!! Swiadoma kkzb wchodząca w nowy związek powinna wiele pracy i wysiłku włożyć by do żadnego uzależnienia nie doszło !

Liwio, właśnie TY masz ciągoty do uzależnienia się od faceta. Świadczą o tym Twoje własne słowa. Nowy związek to poznawanie, przytulanie, całusy, spojrzenia, miłe słowa, fajny czas a nie UZALEŻNIENIE. Zdrowa kobieta(nie kkzb) w życiu tak nie powiedziałaby o nowym związku - uzależnienie. Bycie z kimś może nieść za sobą miłe chwile, chwile a nie czas "do grobowej deski". Można przecież traktować czas spędzany z facetem jako "miłe chwile" a Ty myślisz o uwiązaniu go. Ma być i to jeszcze zapewne wpatrzony, wsłuchany, z maślanym wzrokiem. Masz rację, skrzywdziłabyś siebie i kogoś....smutne to. 
A może jako ćwiczenia, właśnie powinnaś potrenować, poćwiczyć spotkania dla pogadania, dla bycia z kimś przez chwilę, bez nakazywania trzymania Cię do końca życia za rękę.
Dziewczyny a może jestem w błędzie. Może każdy związek musi być uzależnieniem....napiszcie co o tym myślicie.

No jak zwykle Zosiu pokazałaś mi moje błędne myślenie (chore!).

bo ja spędzam z facetem miłe chwile,naprawdę...zabiera mnie w takie miejsca,no słów brak. Niby niewiele,ale dla mnie za wiele. I dzieciaki w tym uczestniczą i już mówią,że bardzo Go lubią,a mała,że kocha...
I w tym momencie ja wpadam w panikę...jak to kocha? A co jak będzie chciał się kochać? A mam z nim wziąć ślub?
A gdzie będziemy mieszkać,u mnie czy u niego? Nie! Nie! Nie!
Nie potrafię wrzucić na luz...Zamiast cieszyć się chwilą,ja wpadam w panikę...
Wiem,facet jest dorosły,wie co robi. Ale co jeśli znajdzie się jakiś inny??? Skrzywdzę go,a on na to nie zasługuje...

Druga strona medalu- nie ma trzęsienia ziemi kiedy mnie dotyka,nie robi mi się słabo,nie drżę...
Wcale nie mówi mi pięknych słówek,ale czyni aż za wiele-CZYNY.
Nie jest romantyczny.
Jest zrównoważony.
Ma uregulowaną sytuację rodzinną,tzn. jest sam.
Nie muszę o niego zabiegać,walczyć,starać się...za to wystarczy mój jeden sms a on jest.

A ja go trzymam na dystans. Jestem mu wdzięczna,lubię go ale nic więcej.

Za to cały czas wałkuję...bo przecież czytałam,gdzieś w mądrej książce,że najpierw ma być przyjaźń,a nie łóżko-i jest,nie ma być trzęsienia ziemi,bo to znak,że znowu wybiorę źle,nie musi pięknie mówić,ma czynić-i jest...

Wiem,groch z kapustą...ale może coś mi doradzicie...bo miotam się od kilku tygodni...

Potwierdzasz, że ''kochamy uszami".
Kalibabka - on potrafił mówić ! i kobiety lgnęły do niego jak muchy do lepu. Zawierzały mu siebie, swoje majątki i traciły wszystko - pieniądze, złudę pięknej, wzniosłej, dozgonnej miłości. Traciły też wiarę w człowieka.

Najpierw ma być przyjaźń, potem miłość. Mamy ten czas za sobą kochana. Nie mamy po 20 lat. Nie szukamy też kandydata na ojca naszych dzieci. Ja mam 51 lat. Całe 26 byłam wierną żoną, starałam się być wzorową mamą i przykładną panią domu a raczej gosposią big_smile. Były dzieci i obowiązki związane z nimi. Był dom, który musiał lśnić. Obiadki, ciasta....własne wyroby, zdrowe żywienie. Było ! Teraz mam dorosłe dzieci i chęć sprawiania sobie przyjemności. Nie lubię gotować, sprzątać (przesadnie), prasować. Teraz jest mój czas, czas aby jeszcze skorzystać z życia. Nie mówię o jakiejś rozwiązłości - mam mocny kręgosłup moralny. Chcę jednak cieszyć się życiem.
Zmartwień przy mężu miałam bez liku. Ciągle jakieś kłopoty finansowe. Ciągłe czekanie na to, że tym razem już mu się uda biznes i będą pieniądze i na spłatę długu, i na spełnienie marzeń, takich jak wyjazd na wakacje, zakupy w normalnych sklepach a nie w odzieży używanej. Marzyło mi się by były pieniądze na wykształcenie dzieci. Czasami bywało i tak, że marzyłam o zakupach spożywki....szkoda słów. Kłopotem była jego niesłowność, egoizm, alkohol, awantury, kochanki.

No właśnie kandydat na partnera powinien: pięknie mówić. Jak mówi i wzdycha, i mówi, i zachwyca się, i zachłystuje nami....słowa, jak ważne są dla nas słowa. W nagraniu z hotelu, gdzie mój mąż spędzał z kochanką upojne chwile, słyszałam te słowa. Śmieszny był z tymi słowami. Teatralnie wypowiadane słowa, z przesadą a ona....ona kupowała wszystko. Z boku odbierało się to jak naigrawanie, robienie tak zwanych "jaj" a ona, a ja ! - obie to kupowałyśmy. Tylko jak mówił je do mnie, to odbierałam to, "mnie się to należy". Kiedy mówił do niej...zastanawiałam się jak ona nie wyczuwa przesady i teatralności. Myślałam, że za chwilę usłyszę, " żarty sobie robisz!". Nie, ona przyjmowała wszystko za dobrą monetę.
Tak l_krecjo, ten, który nie zachwyca się nami, nie wzdycha do nas, nie mówi jakie to my mądre, wyjątkowe, jest dla nas nudziarzem. Nie mówi pięknie i nie patrzy z zachwytem i miłością - nudziarz, przeciętniak. Wiem jednak, że zawczasu będę uciekać gdzie pieprz rośnie od miłośnie patrzącego "mówcy". Z przeciętniakiem, też mogę miło spędzić czas. Możemy śmiać się, żartować, poważnie pogadać. Owszem nie jest romantycznie, ale przez to bezpieczniej.

Zastanawiasz się co będzie jak będzie chciał się kochać ? Nic nie będzie dopóki Ty nie będziesz tego chciała i zwyczajnie powiesz, jest miło, ale na pójście z tobą do łóżka nie jestem jeszcze gotowa. Ja tak zrobiłam tzn. tak powiedziałam. Owszem poszłam do łóżka, ale wtedy kiedy ja tego chciałam i wiesz l_krecjo, okazało się, że może być cudownie, dużo lepiej jak z mężem ( byłym mężem). Dowiedziałam się, że facet może być w łóżku troskliwy, delikatny, czuły i były to gesty, nie słowa.
Czy chcę z tym facetem być - nie, nie chcę. Czy on chce ze mną być.....nie myślałam o tym, nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach. Traktuję tą znajomość jako "miłe chwile", fajnie spędzony czas, ale nic więcej.
Masz z nim wziąć ślub ? Jeśli będziesz tego chciała.....jeśli nie, to ślubu nie będzie i nie bardzo rozumiem co masz na myśli mówiąc, że boisz się go skrzywdzić. To, że spotykacie się to jest wasz wybór a spotykanie do niczego nie zobowiązuje.

Powiadasz, że druga strona medalu to brak drżenia, słabnięcia i trzęsienia ziemi. A jaką za to drżenie cenę płaciłaś i czy warto było ją płacić ?

O tak Zosiu...
Płaciłam cenę bardzo wysoką,płaciłam sobą...
I pewnie masz rację,że można z "nudziarzem" dobrze się bawić.
Tylko,że ja nie znam takich relacji...u mnie to była walka o faceta...totalne zauroczenie i słowa,oj słowa i słowa,patrzenie w oczy...wokół wirujący seks...i nic z tego dobrego nie wyszło.

12 040

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
edytka30 napisał/a:

Daja do myslenia bo kazda ma inne doswiadczenia i refleksje.
jak patrze na siebie sprzed 3 lat to widze mała zatroskana dziewczynke ktora placze po nocach za mężem,dzwoni do niego ,pisze,straszy rozwodem i odejsciem,a mimo to gotuje ,pierze i przytula bo mąz tego potzrebował...
dzisiaj widze babeczke która juz potrafi przespać cała noc bez myslenia czy byłemu męzowi nie jest przypadkiem żle albo zimno,nie dzwoni i nie pisze,która śpi po prostu.Bo idzie rano do pracy i nie chce wygladac jak zoombie,bo ma synka który chce widziec mamę usmiechnieta a nie zapłakaną...
czas na tęsknoty to góra 10 minut dziennie:odtęsknie swoje i wracam do zycia ;P
a kiedys cały mój dzien był tęsknotą i troską o męża!Nie o siebie ale o męza!
teraz -mimo sentymentu do jego osoby-potrafiłam podac go o alimenty,zgłosic na leczenie,podac do komornika i zadbać o swoje .A znam kolezanki które nie robią nic-mimo ze mają dzieci a tym dzieciom należa sie alimenty...

kiedys leciałam do szpitala bo mąż ma chora trzustke,pilnowałam jego diety,dawałm mu sie wyspac
dzisiaj juz o to nie dbam: w zasadzie dobrze ze mu ta trzustka szwankuje ;P niech sie męczy hehhe(wiem wiem-poniosło mnie!) za głupote trzeba płacić...

a ja sobie pojde pedicure zrobic;P a co?  ;D 
buziaki

Edytko jesteś dla nas przykładem...
Już wyobrażam sobie jaką drogę musiałaś przejść...

Jako niepijący alkoholik powiem Ci,że postąpiłaś bardzo mądrze kierując się zdrową miłością-przestałaś ponosić konsekwencje jego picia,zajęłaś sobą i synkiem-GRATULUJĘ!

Znam wiele żon alkoholików i na odwrót i nic do nich nie przemawia...
Jesteś w terapii?
An-anon?

12 041

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
edytka30 napisał/a:

ojciec mojego syna dzisiaj wyszedł ze szpitala,poprosił o spotkanie...pewnie liczył na herbatke ziołowa w zaciszu mojego mieszkanka ale przeliczył sie bo akurat jechałam z młodym do galerii za kapciami;P no wiec przyjechał pod galerie.Miły,usmiechniety,szarmancki,zapatrzony we mnie jak w ..butelke;P postawił kawe i lody,pogadalismy i tyle.Musiałam jechac do domu zrobic obiadek.Po godzinie napisał ze za nami tęskni...woow!Długo mu zajęlo uswiadomienie sobie ze wraca sam do pustego mieszkania a na trzeżwo to dosc drażniące...
No cóż.Taki los sobie zgotował...


Co ja mam zrobic z moim młodym niejadkiem?Obiad dzisiaj jadł a raczej wmuszał w siebie 55 minut!Pamietam ze moj mlodszy brat był identyczny a teraz zjada bochen chleba dziennie i pół kurczaka na obiad;P mama nie moze doczekac sie kiedy go jakas panienka usidli;P

Edytko Ty mądra kobieto,super sobie radzisz-i działasz w kierunku zdrowej miłości,nie wiem czy wiesz jak bardzo mu pomagasz.

Co do małego-mam 8 letniego niejadka i nie zmuszam do jedzenia. Wychodzę z zasady-zgłodnieje,to poprosi,albo sama sobie zrobi. Minus-słodycze,lody chipsy jeśli niejedzenie trwa zbyt długo smile

12 042

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Korzystałabyś wyłącznie z własnego rozumu. tongue
A masz go całkiem dobrze ukształtowany. big_smile

No nie wiem kochany Wielokropku,bo choroba uzależnień trwa całe życie i nie można się z niej wyleczyć,można ją zatrzymać pracując nad sobą,a ja właśnie zapomniałam,że tęsknota za byłym to nie miłość,a objaw uzależnienia...

12 043

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem, że choroba trwa całe życie, wiem.
Wiem też, że Twoja amnezja była krótka. Może więc nie katuj się swoimi błędami?
Nie uważam Cię za osobę idealną, ale mądrą. big_smile

12 044

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Chciałabym , żeby tak było. Póki co w książce , którą dziś zacytowałam nie jest nic napisane o tym, żeby rozstawać się/rozwodzić.

Ja czytam książkę "Współuzależnienie" Melody Beattie. Jest tam zdanie: "Są i tacy, którzy sądzą (niesłusznie), że wychodzenie ze współuzależnienia oznacza, że muszą się rozwieść".
Ale też ważne jest wytyczanie swoich granic. Jeżeli osoba będąca z Tobą w związku nie potrafi się dostosować do tych granic, to należy się zastanowić, czy warto z taką osobą być...

Anstawio,dlaczego tak uparcie walczysz?
Doskonale wiesz,bo jesteś mądrą kobietą,że Twój związek sensu nie ma...
On nawet na terapię od uzależnień nie poszedł...
A Ty z kolei nadal manipulujesz,uzależniasz swój nastrój od niego i tworzysz marzeniowe myślenie-ILUZJĘ!

Obudź się kochana! Zachowujesz się inaczej...jakbyś dała sobie w żyłę (jakby to Taratella napisała) i dajesz sobie w żyłę-on i spotkania z nim,są narkotykiem...

Mozna tez zobaczyc z innej strony,zasraniecada 1 aal anonu zyj i pozwol zyc,2 powolutku,3 odpusc i mniej wiare itd, uciekalam od  tzw.ciezkich ludzi przes cale zycie najpierw matki,wlasciwie od niej ucieklam,i nie wiem jak powrocic i stawiac i wytrwac, lecz bede kiedys musiala sprubowac,maz to samo zaprzeczenia typu on jest oke  on rycerz w pancerzu ,gowno prawda , to ja tak go widziec chce,minie ,y,dla corki i synka ja wychowalam sie bez ojca ,wolalabym zeby moje dzieci mnialy tate lecz on wie ze ma dac przyklad

12 045

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Korzystałabyś wyłącznie z własnego rozumu. tongue
A masz go całkiem dobrze ukształtowany. big_smile

No nie wiem kochany Wielokropku,bo choroba uzależnień trwa całe życie i nie można się z niej wyleczyć,można ją zatrzymać pracując nad sobą,a ja właśnie zapomniałam,że tęsknota za byłym to nie miłość,a objaw uzależnienia...

l_ukrecjo wg książki Melody Beattie "Współuzależnienie":

"Uzależnieni żyją w przekonaniu,że potrzebują innych ludzi jak powietrza. (...) Większość z nas lubi czuć się potrzebna. Potrzebujemy także innych ludzi. Różnica polega na tym, że jeżeli jest to zdrowa zależność, kochamy i pragniemy innych bardziej, niż ich potrzebujemy. Gdyby nas opuścili, będziemy za nimi tęsknić, ale jednocześnie będziemy w stanie sami się o siebie troszczyć.
(...) Każdy z nas jest do pewnego stopnia zależny od innych w usprawiedliwionych przypadkach, ponieważ jest naturalne, że potrzebujemy pomocy. Jednocześnie bez popadania w przesadną niezależność rób dla siebie tyle, ile jesteś w stanie. Nie popadaj przy tym w skrajność prowadzącą do tego, że nie będziesz nigdy przyjmowała pomocy. To nie jest zdrowa postawa, tylko druga strona uzależnienia. Bycie zbyt niezależnym jest takim samym przejawem współuzależnienia jak bycie zbyt potrzebującym. Obydwie postawy wynikają ze strachu."

12 046

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Korzystałabyś wyłącznie z własnego rozumu. tongue
A masz go całkiem dobrze ukształtowany. big_smile

No nie wiem kochany Wielokropku,bo choroba uzależnień trwa całe życie i nie można się z niej wyleczyć,można ją zatrzymać pracując nad sobą,a ja właśnie zapomniałam,że tęsknota za byłym to nie miłość,a objaw uzależnienia...

l_ukrecjo wg książki Melody Beattie "Współuzależnienie":

"Uzależnieni żyją w przekonaniu,że potrzebują innych ludzi jak powietrza. (...) Większość z nas lubi czuć się potrzebna. Potrzebujemy także innych ludzi. Różnica polega na tym, że jeżeli jest to zdrowa zależność, kochamy i pragniemy innych bardziej, niż ich potrzebujemy. Gdyby nas opuścili, będziemy za nimi tęsknić, ale jednocześnie będziemy w stanie sami się o siebie troszczyć.
(...) Każdy z nas jest do pewnego stopnia zależny od innych w usprawiedliwionych przypadkach, ponieważ jest naturalne, że potrzebujemy pomocy. Jednocześnie bez popadania w przesadną niezależność rób dla siebie tyle, ile jesteś w stanie. Nie popadaj przy tym w skrajność prowadzącą do tego, że nie będziesz nigdy przyjmowała pomocy. To nie jest zdrowa postawa, tylko druga strona uzależnienia. Bycie zbyt niezależnym jest takim samym przejawem współuzależnienia jak bycie zbyt potrzebującym. Obydwie postawy wynikają ze strachu."

Ta...a ja w skrajności popadam ;(

12 047

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

No nie wiem kochany Wielokropku,bo choroba uzależnień trwa całe życie i nie można się z niej wyleczyć,można ją zatrzymać pracując nad sobą,a ja właśnie zapomniałam,że tęsknota za byłym to nie miłość,a objaw uzależnienia...

l_ukrecjo wg książki Melody Beattie "Współuzależnienie":

"Uzależnieni żyją w przekonaniu,że potrzebują innych ludzi jak powietrza. (...) Większość z nas lubi czuć się potrzebna. Potrzebujemy także innych ludzi. Różnica polega na tym, że jeżeli jest to zdrowa zależność, kochamy i pragniemy innych bardziej, niż ich potrzebujemy. Gdyby nas opuścili, będziemy za nimi tęsknić, ale jednocześnie będziemy w stanie sami się o siebie troszczyć.
(...) Każdy z nas jest do pewnego stopnia zależny od innych w usprawiedliwionych przypadkach, ponieważ jest naturalne, że potrzebujemy pomocy. Jednocześnie bez popadania w przesadną niezależność rób dla siebie tyle, ile jesteś w stanie. Nie popadaj przy tym w skrajność prowadzącą do tego, że nie będziesz nigdy przyjmowała pomocy. To nie jest zdrowa postawa, tylko druga strona uzależnienia. Bycie zbyt niezależnym jest takim samym przejawem współuzależnienia jak bycie zbyt potrzebującym. Obydwie postawy wynikają ze strachu."

Ta...a ja w skrajności popadam ;(

l_ukrecjo, jak popadasz w skrajność? Być może nie chcesz przyjmować pomocy, starasz się być niezależna, bo przez długi czas było zupełnie odwrotnie. Ale nie musisz tego robić całe życie. Zacznij od niewielkich rzeczy. Nie wszystko od razu. Nie wierzę,że popadasz w skrajność. Być może jesteś po prostu ostrożna.


Właśnie dostałam maila od mojej psycholożki. Przeczytała list do mojego ojca, który napisałam. Napisała mi,że jest bardzo wzruszona i chciałaby za moją zgodą pokazywać ten list jako wzór innym pacjentom.
Ciary mnie przeszły.

12 048

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio, gratuluje sukcesu.

12 049

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Anstawio, gratuluje sukcesu.

Kochana hm... dziękuję!
Ja to Ci chciałam pogratulować jak napisałaś o świadectwie swojego dzieciaczka. Nie wiem jak to jest być mamą, praktycznie samotną mamą. Podziwiam Cię, bo domyślam się,że łatwo Ci nie jest. Ale jesteś silną kobietą i dajesz sobie super radę. Zresztą pisałam Ci już o tym smile

Oj, nabrałam powera do życia. Teraz to mi możecie pisać,że dałam sobie w żyłę, bo tak się czuję. I wiedziałam,że mój dobry humor ma związek z terapią. Zawsze mój humor uzależniony jest od tego co jest na terapii, a nie od jmęża. l_ukrecjo, myliłaś się, ale to nic. Ja już rozpoznaję swoje huśtawki nastrojów. Rozpoznaję siebie, swoje słabości. Nie znam jeszcze swoich mocnych stron. I na dzień dzisiejszy mam wiarę w to,że pokonam swoje słabe cechy DDA i KKZB. Póki co, jest teoria i samoświadomość, ale będzie i praktyka. Tak, moja własna terapia. Odnalazlam swoje JA. smile

12 050 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-07-04 00:46:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

No tak, Zofio. Doświadczyłaś wiele lat krzywdy, więc nie dziwię Ci się, że teraz chcesz żyć a nie wiązać się z facetem. :-)
Ja z kolei chcę stworzyć udany związek. Nie chcę być kkzb. A żeby tak było, będę musiała się kontrolować w związku od pierwszych dni, bo wiem,że automatycznie jestem kkzb.

Nie mam całe szczęście doświadczeń ze zdradą partnera, mój jmąż stawiał mnie jako kobietę na pierwszym miejscu. Nigdy nie byliśmy zazdrośni o siebie, nigdy nie bajerował kobiet. Więc nie wiem jak to jest i nie chcę się dowiedzieć.

Tak, doświadczyłam wiele krzywdy, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że krzywda mi się dzieje. Uważałam, ze to co się dzieje w moim związku, to normalka. Owszem czasami zadumałam się nad różnymi wydarzeniami, ale nie zdawałam sobie sprawy z patologii, w której tkwiłam. W innych związkach patologię widziałam, na własny związek byłam ślepa sad.
Wiem to z forum, że swoje zachowania, męża zachowania potrafimy rozgrzeszyć, wytłumaczyć. Zawsze znajdziemy usprawiedliwienie, jakieś "ale".  Kiedy słyszymy historię innych nie ma emocji a więc i zmiłuj się. Tak łatwo wtedy nam ocenić, dostrzec zło, ZAUWAŻYĆ patologię.
Piszesz, że nie masz doświadczeń ze zdradą partnera. Jesteś w błędzie. Mąż zdradzał Cię....nie Ciebie stawiał na pierwszym miejscu. Pamiętam jak pisałaś, najważniejsze jest dla niego jaranie i koledzy. Masz silną konkurencję....wiem Ty usprawiedliwisz go i powiesz, że to nie zdrada. Ja niezaangażowana w Twój związek powiem Ci kochana, że ćpanie to również zdrada. Przecież czułaś się samotna w związku i zazdrosna o jego czas spędzany w upojeniu narkotykowym i w towarzystwie kumpli. Przecież czułaś się niekochaną i zaniedbywaną - czułaś więc to co my, zdradzane z innymi kobietami. To prawda, że my jeszcze pytałyśmy siebie, czego nam brakuje, co one im dają.

Anstawia napisał/a:

Ja już rozpoznaję swoje huśtawki nastrojów. Rozpoznaję siebie, swoje słabości. Nie znam jeszcze swoich mocnych stron. I na dzień dzisiejszy mam wiarę w to,że pokonam swoje słabe cechy DDA i KKZB. Póki co, jest teoria i samoświadomość, ale będzie i praktyka. Tak, moja własna terapia. Odnalazlam swoje JA. smile

Robisz postępy Anstawio i to takie zauważalne smile  I tak trzymaj kochana smile Trzymaj swoje JA i pielęgnuj je smile

12 051

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

moj byly zniszczyl mi zycie, no dobrze moze inaczej- ja sobie nim je zniszczylam..zanim sie pojawil bylam silna kobietą niepotrzebującą nikogo ... Nie wierzylam w milosc i te inne bzdety ...On sie pojawili wszystko runelo... Taki grom z jasnego nieba... Przez niespełna 3 lata bylismy ze sobą a ja w tym czasie zatraciłam sie zupelnie w związku..To byl sens mojego istnienia . I co? i nagle koniec...z dnia na dzien.. Z silnej kobiety nie pozostalo praktycznie nic... Wrak czlowieka....placz, cierpienie, powtarzane w kołko "dlaczego?!" ... A on byl zwyczajnym kłamcą i szczeniakiem, nic sobie nie robił z moich łez a cierpialam szczerze... jak nigdy w zyciu....

juz nigdy nie uzaleznie sie tak od innej osoby... Pomalutku sie zbieram do kupy.. Minely 2 miesiace i moze kawalek jeszcze....Wiem ze jeszcze wiele przede mną, i na pewno nie raz sie jeszcze zlamie..Ale to tak po cichu,do poduszki... Już nigdy nie pokaze swojej slabosci...Czlowiek otwiera sie mysli ze moze zaufac ...nie prawda -najlepiej jest ufac jedynie sobie, przynajmniej nikt nas nie zawiedzie...

Tyle obietnic,pustych.. ktoś mnie zlamal, po raz pierwszy w zyciu ktoś mnie zlamal...nie umialam sie pozbierac... Ale dość juz dowartosciowywania sie moim kosztem... Kto wie.. moze to ty kiedys bedziesz plakal za kims kto byl w stanie oddac dla ciebie wszystko, dupku. Tak jak ja plakalam i pewnie nie raz zaplacze. Czemu wciąż cos do ciebie czuje skoro ty na kazdym kroku uswiadamiasz mi ze nie jestes absolutnie tego wart?!


Przepraszam siedzi to we mnie a nie mam gdzie sie wyzalić smile

12 052 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-07-04 09:02:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ziemniaczana napisał/a:

(...)Już nigdy nie pokaze swojej slabosci...Czlowiek otwiera sie mysli ze moze zaufac ...nie prawda -najlepiej jest ufac jedynie sobie, przynajmniej nikt nas nie zawiedzie...(...)

Przytoczę fragment książki, który wczoraj zacytowała Anstawia. Pasuje jak ulał do Twego postu:

Melody Beattie "Współuzależnienie" napisał/a:

(...)Uzależnieni żyją w przekonaniu,że potrzebują innych ludzi jak powietrza. (...)

Większość z nas lubi czuć się potrzebna. Potrzebujemy także innych ludzi. Różnica polega na tym, że jeżeli jest to zdrowa zależność, kochamy i pragniemy innych bardziej, niż ich potrzebujemy. Gdyby nas opuścili, będziemy za nimi tęsknić, ale jednocześnie będziemy w stanie sami się o siebie troszczyć.(...)

Każdy z nas jest do pewnego stopnia zależny od innych w usprawiedliwionych przypadkach, ponieważ jest naturalne, że potrzebujemy pomocy. Jednocześnie bez popadania w przesadną niezależność rób dla siebie tyle, ile jesteś w stanie. Nie popadaj przy tym w skrajność prowadzącą do tego, że nie będziesz nigdy przyjmowała pomocy. To nie jest zdrowa postawa, tylko druga strona uzależnienia. Bycie zbyt niezależnym jest takim samym przejawem współuzależnienia jak bycie zbyt potrzebującym. Obydwie postawy wynikają ze strachu.(...)

Trzymam kciuki za Twoje zdrowienie. smile




***
Dopiero teraz hmm przeczytałam:

Anstawia napisał/a:

(...)Właśnie dostałam maila od mojej psycholożki. Przeczytała list do mojego ojca, który napisałam. Napisała mi,że jest bardzo wzruszona i chciałaby za moją zgodą pokazywać ten list jako wzór innym pacjentom.
Ciary mnie przeszły.

Anstawia napisał/a:

(...)Ja już rozpoznaję swoje huśtawki nastrojów. Rozpoznaję siebie, swoje słabości. Nie znam jeszcze swoich mocnych stron. I na dzień dzisiejszy mam wiarę w to,że pokonam swoje słabe cechy DDA i KKZB. Póki co, jest teoria i samoświadomość, ale będzie i praktyka. Tak, moja własna terapia. Odnalazlam swoje JA. smile

Gratuluję!

Gratuluję Ci determinacji, wytrwałości, cierpliwości i tempa zdrowienia.

12 053

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio
nie-nie daje mu nadziei.Zawsze mielismy dobre relacje-z wyjatkiem momentów kiedy pił ale to chyba oczywiste.Nie uważam ze powinnismy sobie skakac do oczu,nie ma takiej potrzeby.Postawił kawe.On mi.Nie ja jemu.Nie myslalam przy tym czy go stać ,a moze pozbawaim go chleba przez ta kawę,a moze sama za siebie powinnam płacić?Poza tym:nalezała mi sie kawa,ja tez nie raz za niego płaciłam kiedy pił;P  owszem,zapytał wczoraj otwarcie czy go jeszcze odrobinke kocham....zatkało mnie totalnie ale odpowiedziałam: "staram się przestać..."

Nie jestem w terapii ani al-anon,załuje straznie ale nie mm narazie odwagi...zamierzałam,przymierzałam sie wielokrotnie,kilka razy nawet byłam w osrodku ale pani mnie zniecheciła :"prosze sie dowiadywać,narazie grupy pelne"...ale czytam ksiazki,fora,byłam nawet na otwartej AA...tak po prostu zeby posłuchac....

wiem ze bez terapii to troche pod góre i moze nawet stanie w miejscu ale wierze ze dorosne do terapii,dojrzeje...

miłego dnia dziewczyny-u nas pochmurno ale ciepło

12 054

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Anstawio, gratuluje sukcesu.

Kochana hm... dziękuję!
Ja to Ci chciałam pogratulować jak napisałaś o świadectwie swojego dzieciaczka. Nie wiem jak to jest być mamą, praktycznie samotną mamą. Podziwiam Cię, bo domyślam się,że łatwo Ci nie jest. Ale jesteś silną kobietą i dajesz sobie super radę. Zresztą pisałam Ci już o tym smile

Oj, nabrałam powera do życia. Teraz to mi możecie pisać,że dałam sobie w żyłę, bo tak się czuję. I wiedziałam,że mój dobry humor ma związek z terapią. Zawsze mój humor uzależniony jest od tego co jest na terapii, a nie od jmęża. l_ukrecjo, myliłaś się, ale to nic. Ja już rozpoznaję swoje huśtawki nastrojów. Rozpoznaję siebie, swoje słabości. Nie znam jeszcze swoich mocnych stron. I na dzień dzisiejszy mam wiarę w to,że pokonam swoje słabe cechy DDA i KKZB. Póki co, jest teoria i samoświadomość, ale będzie i praktyka. Tak, moja własna terapia. Odnalazlam swoje JA. smile

Dziękuję.
Czasem nie mam siły, ale jakoś przędziemy. Wyjścia nie ma.

12 055

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

No tak, Zofio. Doświadczyłaś wiele lat krzywdy, więc nie dziwię Ci się, że teraz chcesz żyć a nie wiązać się z facetem. :-)
Ja z kolei chcę stworzyć udany związek. Nie chcę być kkzb. A żeby tak było, będę musiała się kontrolować w związku od pierwszych dni, bo wiem,że automatycznie jestem kkzb.

Nie mam całe szczęście doświadczeń ze zdradą partnera, mój jmąż stawiał mnie jako kobietę na pierwszym miejscu. Nigdy nie byliśmy zazdrośni o siebie, nigdy nie bajerował kobiet. Więc nie wiem jak to jest i nie chcę się dowiedzieć.

Tak, doświadczyłam wiele krzywdy, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że krzywda mi się dzieje. Uważałam, ze to co się dzieje w moim związku, to normalka. Owszem czasami zadumałam się nad różnymi wydarzeniami, ale nie zdawałam sobie sprawy z patologii, w której tkwiłam. W innych związkach patologię widziałam, na własny związek byłam ślepa sad.
Wiem to z forum, że swoje zachowania, męża zachowania potrafimy rozgrzeszyć, wytłumaczyć. Zawsze znajdziemy usprawiedliwienie, jakieś "ale".  Kiedy słyszymy historię innych nie ma emocji a więc i zmiłuj się. Tak łatwo wtedy nam ocenić, dostrzec zło, ZAUWAŻYĆ patologię.
Piszesz, że nie masz doświadczeń ze zdradą partnera. Jesteś w błędzie. Mąż zdradzał Cię....nie Ciebie stawiał na pierwszym miejscu. Pamiętam jak pisałaś, najważniejsze jest dla niego jaranie i koledzy. Masz silną konkurencję....wiem Ty usprawiedliwisz go i powiesz, że to nie zdrada. Ja niezaangażowana w Twój związek powiem Ci kochana, że ćpanie to również zdrada. Przecież czułaś się samotna w związku i zazdrosna o jego czas spędzany w upojeniu narkotykowym i w towarzystwie kumpli. Przecież czułaś się niekochaną i zaniedbywaną - czułaś więc to co my, zdradzane z innymi kobietami. To prawda, że my jeszcze pytałyśmy siebie, czego nam brakuje, co one im dają.

Anstawia napisał/a:

Ja już rozpoznaję swoje huśtawki nastrojów. Rozpoznaję siebie, swoje słabości. Nie znam jeszcze swoich mocnych stron. I na dzień dzisiejszy mam wiarę w to,że pokonam swoje słabe cechy DDA i KKZB. Póki co, jest teoria i samoświadomość, ale będzie i praktyka. Tak, moja własna terapia. Odnalazlam swoje JA. smile

Robisz postępy Anstawio i to takie zauważalne smile  I tak trzymaj kochana smile Trzymaj swoje JA i pielęgnuj je smile

Gitara i pies to zdrada również.

12 056

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ziemniaczana napisał/a:

moj byly zniszczyl mi zycie, no dobrze moze inaczej- ja sobie nim je zniszczylam..zanim sie pojawil bylam silna kobietą niepotrzebującą nikogo ... Nie wierzylam w milosc i te inne bzdety ...On sie pojawili wszystko runelo... Taki grom z jasnego nieba... Przez niespełna 3 lata bylismy ze sobą a ja w tym czasie zatraciłam sie zupelnie w związku..To byl sens mojego istnienia . I co? i nagle koniec...z dnia na dzien.. Z silnej kobiety nie pozostalo praktycznie nic... Wrak czlowieka....placz, cierpienie, powtarzane w kołko "dlaczego?!" ... A on byl zwyczajnym kłamcą i szczeniakiem, nic sobie nie robił z moich łez a cierpialam szczerze... jak nigdy w zyciu....

juz nigdy nie uzaleznie sie tak od innej osoby... Pomalutku sie zbieram do kupy.. Minely 2 miesiace i moze kawalek jeszcze....Wiem ze jeszcze wiele przede mną, i na pewno nie raz sie jeszcze zlamie..Ale to tak po cichu,do poduszki... Już nigdy nie pokaze swojej slabosci...Czlowiek otwiera sie mysli ze moze zaufac ...nie prawda -najlepiej jest ufac jedynie sobie, przynajmniej nikt nas nie zawiedzie...

Tyle obietnic,pustych.. ktoś mnie zlamal, po raz pierwszy w zyciu ktoś mnie zlamal...nie umialam sie pozbierac... Ale dość juz dowartosciowywania sie moim kosztem... Kto wie.. moze to ty kiedys bedziesz plakal za kims kto byl w stanie oddac dla ciebie wszystko, dupku. Tak jak ja plakalam i pewnie nie raz zaplacze. Czemu wciąż cos do ciebie czuje skoro ty na kazdym kroku uswiadamiasz mi ze nie jestes absolutnie tego wart?!

I jakie z tego wnioski nowa osóbko?

Przepraszam siedzi to we mnie a nie mam gdzie sie wyzalić smile

12 057

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć , jestem tu nowa i mam nadzieję, że znajdę tu wsparcie... sad
Moja historia jest skomplikowana...przynajmniej ja tak myślę, zacznę od początku.
Z moim obecnym chłopakiem  znaliśmy się już od 7 lat, chodziliśmy razem do szkoły, los chciał , że wyjechaliśmy razem na obóz. On miał wtedy kochającą dziewczynę, ja byłam samotna, przez 3 dni przeżyliśmy romans. Kiedy wracaliśmy do domu nie wiedzieliśmy oboje co będzie z "nami" i nawet o tym nie rozmawialiśmy. Po powrocie nasz romans ciągnął się przez kolejne 4 miesiące, wtedy widywał się i ze mną i z nią. Po 4 miesiącach z nią zerwał i już po 2 miesiącach od zerwania byliśmy oficjalnie razem. KOCHAM GO PONAD ŻYCIE ale płacze przez niego bardzo często. Są lepsze dni i gorsze ale ostatnio zastanawiam się czy nasz związek ma sens , nawet odechciewa mi się z nim kłócić bo widzę , że nie ma sensu o co walczyć. ON ma dwa JA

JAKI JEST DOBRY ON
- Zawsze po mnie przychodzi i mnie odprowadza
- Dba o mnie , masuje kiedy tego chce, głaszcze po policzku
- Robi herbatki, kupuje słodycze, przynosi kwiaty
- Mówi , że za mną tęskni
- Spędza ze mną całe dnie , do domu chodzi tylko na obiady i na noc
- Nosi mnie na rękach gdy jestem zmęczona
- Wygłupia się ze mną
- Kocha mnie bez makijażu
- Pomaga mi sprzątać
- Pomaga mi w mojej pracy i w szkole
- nie przeklina

Gdyby tak patrzeć to może się wydawać , że jest to idealny chłopak jednak ostatnio zdarzyło się wiele złego między nami

- podczas kłótni powiedział do mnie "spierdalaj"
- podczas kłótni wyzwał mnie od idiotek , generalnie miał bardzo brzydkie odzywki
- mam problemy ze spaniem, zadzwoniłam do niego a on mnie olał, nie spałam całą noc

OSZUKAŁ MNIE - nadchodził sylwester, oboje mamy już skończone 18 lat ale jego rodzice są rygorystyczni, miałam zaproszenie na kilka imprez ale chciałam spędzić sylwestra z nim, zaproponowałam mu to , żeby został u mnie na noc w sylwestra, 31 grudnia napisał mi , że niestety nie może zostać na noc, miałam 3 h żeby wyszykować się na inną imprezę i poszłam, on odprowadził mnie na dworzec i powiedział , że będzie tęsknić, że jesteśmy w kontakcie itd, że on spędzi sylwestra z bratem.
Podczas sylwestra kilkakrotnie dzwoniłam do niego żeby spytać się jak u niego itd. potwierdzał , że w porządku. PÓŁ ROKU PO SYLWESTRZE DOWIEDZIAŁAM SIĘ , ŻE MNIE OSZUKAŁ - SYLWESTRA SPĘDZIŁ ZE SWOJĄ BYŁĄ I JEJ 2 ZNAJOMYCH (PARA). Wypierał się tego do ostatniej chwili dopóki nie powiedziałam mu , że wiem to od samego "źródła". Płakałam całą noc ale później mu wybaczyłam...

DO TEGO dowiedziałam się , że kiedy jest ze swoimi znajomymi klnie jak szewc, co drugie słowo,i jego słownictwo jest żenujące. 

Nie wiem już sama co mam zrobić, tych sytuacji jest pełno, dzisiaj znowu płacze i postanowiłam coś z tym zrobić ;( ;(

On zawsze płacze i przeprasza, i mówi , że mnie kocha, zawsze się tłumaczy, mówi , że zrobi wszystko, przez kilka dni jest dobrze a później to samo...

PROSZĘ POMÓŻCIE MI sad:(:(:(:(

Co mam zrobić, rozstać się z nim ? Jeżeli zdradził kiedyś ją, to mnie też zdradzi ? sad

12 058

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję Wam wszystkim, które piszecie mi tak miłe słowa smile
Kiedyś w Waszych słowach oczekiwałam potwierdzenia tego czy myślę dobrze czy źle. Typowe dla dda. Teraz je czytam, zastanawiam się nad nimi, uważam, że mogę się z nimi zgodzić lub nie. Krytyka jut mnie nie boli, mam do niej zdrowe podejście. Mogę się z nią zgodzić lub nie. Lubię postawić na swoim. Czasami to jest dobre, czasami nie. Lubię, gdy ktoś mi przyznaje rację. A jak jest inaczej to próbuję na siłę go przekonać do swojego zdania. Ale już wiem, że tak jak ja mam prawo mieć własne zdanie, tak inni mają prawo mieć swoje. Cieszę się, bo coś we mnie znowu pękło. Znowu coś otworzyło mi oczy i rozum. Myślę o sobie, już tylko o sobie. To nie jest egoizm. Jest dobrze smile

12 059

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

nie daj sie nabrać na łzy .. Oszukał Cie, poszedł do byłej ..dla mnie to naprawde dziwne ;] Moj byly tez plakal jak dziecko gdy cos odwalili widzial ze moge odejść.. a po zerwaniu? nagle chodzi smieje sie cieszy bajeruje wszystkie laski .. Najlepsze jest to ze wypiera sie milosci do mnie jakiejkolwiek ..Przestal kochac z dnia na dzien .. Jesli facet kłamie to wiedz ze bedzie klamal zawsze... Zastanow sie czy chcesz byc zawsze oszukiwana. A jesli cie zdradzi? Nawet sie pewnie nie dowiesz ...Jak na moj gust facet jest strasnzie zakłamany..Przy czym zwroc uwage ze byla dziewczynę tez oszukiwal majac romans z Tobą.. a tobardzo nie w porzadku ... Naprawde wydaje mi sie ze to nie jest dobry material na chlopaka..No i brak szacunku.. Nawet w klotni nie powinien sie do Ciebie chamsko odzywac...Co jesli kiedyś podniesie reke? No ale to twoje zycie.Ty go znasz, powinnas wiedziec. Ale otworz oczy. Faceci kłamią.
Moj zarzekal sie jeszcze dwa dni przed rozstaniem ze kocha mnie nad zycie ze on beze mnie nie istnieje...Tez plakal jak dziecko ...A potem? dwa dni pozniej on mnie juz"nie kocha". Ja do niego - "wiec co mialy znaczyć te slowa dwa dni wczesniej?!"

"Wydawalo mi sie"

Wierz mi nigdy w zyciu tak nie cierpialam jak przez ostatnie dwa miesiące. I cierpię nadal, bo swiadomosc tego ze jest falszywym dupkiem raczej mi nie pomaga.

12 060

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Alicja - nie daj sie dłużej zwodzić. Jeśli kłamał a ty wybaczałaś kilka razy to samo to tak jakbys dała przyzwolenie na wiecej. Łzy to manipulacja - która współczująca kobieta sie na nie nie nabierze. Piszesz, że przeprasza, ale... Krzywdzi ciebie dalej. Jeśli ktoś mowi przepraszam to to powinno znaczyc " nie zrobie tak więcej". Coż jest warte przepraszam jesli za chwile jest tak samo.

12 061

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czytam to wszystko i widzę , że macie racje ale oprócz  niego nie mam nikogo... przyjaciele zeszli na dalszy plan bo cały czas spędzałam z nim... moja rodzina nie interesuje się taki sprawami... teraz był u mnie rano, wszedł do pokoju chciał rozmawiać ale ja po prostu nie miałam siły z nim rozmawiać i kazałam mu wyjść, cały czas płakałam. Wyszedł i do tej pory się nie odezwał... zawsze o mnie zabiegał... chociaż pisał, dzwonił, przynosił kwiaty, a teraz nic... pustka... do tego są wakacje więc nie ma nic do roboty. Chyba za bardzo go kocham i za bardzo się od niego uzależniłam żeby teraz z nim skończyć sad. On też często jak mieliśmy problem to zamykał się w sobie, potrafił siedzieć cicho przez godzine na łóżku przy mnie i nic nie mówić kiedy ja do niego mówiłam. Kazałam mu się umówić do psychologa bo to nie jest normalne, do tego bardzo szybko się denerwuje. Do psychologa idzie za 2 dni, sam się umówił. Może poczekać ? Może to coś pomoże ?

12 062

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

haha...moj tez o mnie zabiegal..latal za mna jak nikt.. myslalam ze nigdy nikt mnie tak nie bylby w stanie pokochac.. czulam wrecz ze na niego nie zasluguje czasami smile i wiesz? po zerwaniu nagle olał temat.. zero walki, nic.. z dnia na dzien powiedzial ze przestal mnie kochac, dodatkowo zaczal sie dobrze bawic itd.. zero jakiegokolwiek zalu. Zaczal wypisywac do panienek, do tego ciagle teksty jak to mu teraz dobrze samemu... Serce mi sie krajalo jak to widzialam. Do tego wszyscy do mnie ze on pewnie musi sie wyszalec bo ma dopiero 19 lat i kazda chwile spedzal ze mna wiec zerwal sie ze smyczy.. Ale ja juz widze ze to bez sensu .. ze chyba mnie klamal mowiac ze kocha ze udawal ...tez nie mialam nikogo... zreszta nawet jak z kims wyszlam sie spotkac to meczylo mnie towarzystwo bo to nie byl on .. kazda chwila razem, codziennie przez prawie 3 lata...do tej pory sie nie pozbieralam...A minely juz 2 miesiace ponad.. Widze jak teraz kreci z inną, i kto wie co z tego wyjdzie.. i wiem ze zaboli jak cholera... juz nie wiem czego sie mozna po nim spodziewac.. a wszyscy zawsze mowili jaki to on dobry chlopak byl ... naprawde tyle juz wycierpialam przez to rozstanie ze masakra...

12 063

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alicja1884 napisał/a:

(...)Kazałam mu się umówić do psychologa bo to nie jest normalne, do tego bardzo szybko się denerwuje. Do psychologa idzie za 2 dni, sam się umówił. Może poczekać ? Może to coś pomoże ?

A może skorzystaj z okazji i... każ sobie umówić się do psychologa?
Bo to nie jest normalne takie tkwienie w toksycznym związku.

12 064

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alicja1884 napisał/a:

Cześć , jestem tu nowa i mam nadzieję, że znajdę tu wsparcie... sad
Moja historia jest skomplikowana...przynajmniej ja tak myślę, zacznę od początku.
Z moim obecnym chłopakiem  znaliśmy się już od 7 lat, chodziliśmy razem do szkoły, los chciał , że wyjechaliśmy razem na obóz. On miał wtedy kochającą dziewczynę, ja byłam samotna, przez 3 dni przeżyliśmy romans. Kiedy wracaliśmy do domu nie wiedzieliśmy oboje co będzie z "nami" i nawet o tym nie rozmawialiśmy. Po powrocie nasz romans ciągnął się przez kolejne 4 miesiące, wtedy widywał się i ze mną i z nią. Po 4 miesiącach z nią zerwał i już po 2 miesiącach od zerwania byliśmy oficjalnie razem. KOCHAM GO PONAD ŻYCIE ale płacze przez niego bardzo często. Są lepsze dni i gorsze ale ostatnio zastanawiam się czy nasz związek ma sens , nawet odechciewa mi się z nim kłócić bo widzę , że nie ma sensu o co walczyć. ON ma dwa JA

JAKI JEST DOBRY ON
- Zawsze po mnie przychodzi i mnie odprowadza
- Dba o mnie , masuje kiedy tego chce, głaszcze po policzku
- Robi herbatki, kupuje słodycze, przynosi kwiaty
- Mówi , że za mną tęskni
- Spędza ze mną całe dnie , do domu chodzi tylko na obiady i na noc
- Nosi mnie na rękach gdy jestem zmęczona
- Wygłupia się ze mną
- Kocha mnie bez makijażu
- Pomaga mi sprzątać
- Pomaga mi w mojej pracy i w szkole
- nie przeklina

Gdyby tak patrzeć to może się wydawać , że jest to idealny chłopak jednak ostatnio zdarzyło się wiele złego między nami

- podczas kłótni powiedział do mnie "spierdalaj"
- podczas kłótni wyzwał mnie od idiotek , generalnie miał bardzo brzydkie odzywki
- mam problemy ze spaniem, zadzwoniłam do niego a on mnie olał, nie spałam całą noc

OSZUKAŁ MNIE - nadchodził sylwester, oboje mamy już skończone 18 lat ale jego rodzice są rygorystyczni, miałam zaproszenie na kilka imprez ale chciałam spędzić sylwestra z nim, zaproponowałam mu to , żeby został u mnie na noc w sylwestra, 31 grudnia napisał mi , że niestety nie może zostać na noc, miałam 3 h żeby wyszykować się na inną imprezę i poszłam, on odprowadził mnie na dworzec i powiedział , że będzie tęsknić, że jesteśmy w kontakcie itd, że on spędzi sylwestra z bratem.
Podczas sylwestra kilkakrotnie dzwoniłam do niego żeby spytać się jak u niego itd. potwierdzał , że w porządku. PÓŁ ROKU PO SYLWESTRZE DOWIEDZIAŁAM SIĘ , ŻE MNIE OSZUKAŁ - SYLWESTRA SPĘDZIŁ ZE SWOJĄ BYŁĄ I JEJ 2 ZNAJOMYCH (PARA). Wypierał się tego do ostatniej chwili dopóki nie powiedziałam mu , że wiem to od samego "źródła". Płakałam całą noc ale później mu wybaczyłam...

DO TEGO dowiedziałam się , że kiedy jest ze swoimi znajomymi klnie jak szewc, co drugie słowo,i jego słownictwo jest żenujące. 

Nie wiem już sama co mam zrobić, tych sytuacji jest pełno, dzisiaj znowu płacze i postanowiłam coś z tym zrobić ;( ;(

On zawsze płacze i przeprasza, i mówi , że mnie kocha, zawsze się tłumaczy, mówi , że zrobi wszystko, przez kilka dni jest dobrze a później to samo...

PROSZĘ POMÓŻCIE MI sad:(:(:(:(

Co mam zrobić, rozstać się z nim ? Jeżeli zdradził kiedyś ją, to mnie też zdradzi ? sad

Pamiętaj, że nikt nie będzie Ciebie szanował, jeśli Ty sama szanowała się nie będziesz.
Oszukał Cię w bardzo wredny sposób uważam. Ja więcej bym się nie odezwała.

12 065

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
alicja1884 napisał/a:

Czytam to wszystko i widzę , że macie racje ale oprócz  niego nie mam nikogo... przyjaciele zeszli na dalszy plan bo cały czas spędzałam z nim... moja rodzina nie interesuje się taki sprawami... teraz był u mnie rano, wszedł do pokoju chciał rozmawiać ale ja po prostu nie miałam siły z nim rozmawiać i kazałam mu wyjść, cały czas płakałam. Wyszedł i do tej pory się nie odezwał... zawsze o mnie zabiegał... chociaż pisał, dzwonił, przynosił kwiaty, a teraz nic... pustka... do tego są wakacje więc nie ma nic do roboty. Chyba za bardzo go kocham i za bardzo się od niego uzależniłam żeby teraz z nim skończyć sad. On też często jak mieliśmy problem to zamykał się w sobie, potrafił siedzieć cicho przez godzine na łóżku przy mnie i nic nie mówić kiedy ja do niego mówiłam. Kazałam mu się umówić do psychologa bo to nie jest normalne, do tego bardzo szybko się denerwuje. Do psychologa idzie za 2 dni, sam się umówił. Może poczekać ? Może to coś pomoże ?

Przede wszystkim należy się zająć sobą, znaleźć sobie zajęcie, czekanie na zmiany takiego manipulanta to tak jakby czekać aż się ziemia rozstąpi.
Nie można być na skinienie, na byle łzę, przecież on widzi, że takie zachowanie powoduje, że miękniesz i ulegasz.

12 066

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ziemniaczana napisał/a:

haha...moj tez o mnie zabiegal..latal za mna jak nikt.. myslalam ze nigdy nikt mnie tak nie bylby w stanie pokochac.. czulam wrecz ze na niego nie zasluguje czasami smile i wiesz? po zerwaniu nagle olał temat.. zero walki, nic.. z dnia na dzien powiedzial ze przestal mnie kochac, dodatkowo zaczal sie dobrze bawic itd.. zero jakiegokolwiek zalu. Zaczal wypisywac do panienek, do tego ciagle teksty jak to mu teraz dobrze samemu... Serce mi sie krajalo jak to widzialam. Do tego wszyscy do mnie ze on pewnie musi sie wyszalec bo ma dopiero 19 lat i kazda chwile spedzal ze mna wiec zerwal sie ze smyczy.. Ale ja juz widze ze to bez sensu .. ze chyba mnie klamal mowiac ze kocha ze udawal ...tez nie mialam nikogo... zreszta nawet jak z kims wyszlam sie spotkac to meczylo mnie towarzystwo bo to nie byl on .. kazda chwila razem, codziennie przez prawie 3 lata...do tej pory sie nie pozbieralam...A minely juz 2 miesiace ponad.. Widze jak teraz kreci z inną, i kto wie co z tego wyjdzie.. i wiem ze zaboli jak cholera... juz nie wiem czego sie mozna po nim spodziewac.. a wszyscy zawsze mowili jaki to on dobry chlopak byl ... naprawde tyle juz wycierpialam przez to rozstanie ze masakra...

Ja myślę, że on może nie wiedzieć co to kochać oznacza. Wielu nie wie.

12 067

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zauważyłam, że faceci często mówią kocham, ale używają tego rzucając to słowo na wiatr. Bo często nie idzie za tym nic. Niestety czasem rządzi nimi instynkt. Chcą... no to kochają. Znajda inną pszczółkę to momentalnie miłość znika. BO to nie miłość.

12 068

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Zauważyłam, że faceci często mówią kocham, ale używają tego rzucając to słowo na wiatr. Bo często nie idzie za tym nic. Niestety czasem rządzi nimi instynkt. Chcą... no to kochają. Znajda inną pszczółkę to momentalnie miłość znika. BO to nie miłość.

Tak Hm, masz rację. Łatwo przechodzi im słowo "kocham" przez usta, ale mało znaczy.

A ja dziś jestem całkiem zadowolona. Mój terapeuta uznał, że wiele się we mnie zmienia od czasu, gdy zostałam sama. Wiele pozytywnego. Zaczynam znać swoją wartość i zaczynam szanować siebie i własne odczucia i potrzeby. smile

12 069

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
hm... napisał/a:

Zauważyłam, że faceci często mówią kocham, ale używają tego rzucając to słowo na wiatr. Bo często nie idzie za tym nic. Niestety czasem rządzi nimi instynkt. Chcą... no to kochają. Znajda inną pszczółkę to momentalnie miłość znika. BO to nie miłość.

Tak Hm, masz rację. Łatwo przechodzi im słowo "kocham" przez usta, ale mało znaczy.

A ja dziś jestem całkiem zadowolona. Mój terapeuta uznał, że wiele się we mnie zmienia od czasu, gdy zostałam sama. Wiele pozytywnego. Zaczynam znać swoją wartość i zaczynam szanować siebie i własne odczucia i potrzeby. smile

Gratuluję Liwio!

Jednak to bycie samej, bez faceta, bez toksycznego związku, okazuje się dla nas korzystne.

12 070

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No proszę bardzo smile

12 071

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Zauważyłam, że faceci często mówią kocham, ale używają tego rzucając to słowo na wiatr. Bo często nie idzie za tym nic. Niestety czasem rządzi nimi instynkt. Chcą... no to kochają. Znajda inną pszczółkę to momentalnie miłość znika. BO to nie miłość.

Myślę,że to tyczy się dupków z jakimi ja miałam do czynienia,czyt.sama ich sobie wybrałam.
Ale nie można generalizować,bo są przecież normalni faceci:stali w uczuciach,zrównoważeni,na których można liczyć. Oni to właśnie wiele rzeczy nie mówią,ale jak przyjdzie kryzys to są tuż obok-bez wcześniejszych deklaracji.

Mój ostatni eks wink, to tak pięknie mówił,że mógłby na jakiejś uczelni ds.relacji małżeńskich wykładać...
Płakał,zaklinał się,przysięgał,a swoje i tak robił.
Najbardziej mnie zszokował,kiedy już mleko się wylało co do ostatniej wpadki,a on na swojej córki (chorej),zdrowie i życie przysięgał,że to nieprawda...Zero wartości,dla ratowania dupska własnym chorym dzieckiem się posłużył,kim trzeba być żeby tak się zachować? Zwyrodnialcem? Chamem? Skur......m?
Ale ja już nie chcę go oceniać,niech spada jak najdalej,bo jak nie mam wieści od niego, czuję się o niebo lepiej,a jak coś dotrze do mnie...łapię doła.
To uzależnienie od niego,jak każde uzależnienie może mnie zabić.
To,że z nim nie jestem to połowa sukcesu,teraz muszę rozbroić mechanizmy choroby.

12 072

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo a może zmień troszkę myślenie co do eksa. Czy nie łatwiej by Ci było pozbyć się go z głowy, gdybyś przestała myśleć o tym, że jesteś od niego uzależniona?
Wiem, że to,że byłaś uzależniona, odbiło się na Twoich myślach. Ale uzależnienie masz już za sobą. Tak samo jak to, że eks jest twoim eks. To normalne, że go wspominasz, są różnego rodzaju emocje. Pogódź się z tym. Im bardziej będziesz wbijała sobie do głowy to, że jesteś od niego uzależniona, im częściej tak będziesz myślała, tym trudniej się go pozbędziesz z myśli. Myśli, wspomnienia, być może tęsknota, jest naturalną rzeczą po rozstaniu. Trzeba to przejść, przepracować, by móc się z tym pogodzić.
Zmień proszę myślenie a będzie Ci łatwiej.

12 073

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

l_ukrecjo a może zmień troszkę myślenie co do eksa. Czy nie łatwiej by Ci było pozbyć się go z głowy, gdybyś przestała myśleć o tym, że jesteś od niego uzależniona?
Wiem, że to,że byłaś uzależniona, odbiło się na Twoich myślach. Ale uzależnienie masz już za sobą. Tak samo jak to, że eks jest twoim eks. To normalne, że go wspominasz, są różnego rodzaju emocje. Pogódź się z tym. Im bardziej będziesz wbijała sobie do głowy to, że jesteś od niego uzależniona, im częściej tak będziesz myślała, tym trudniej się go pozbędziesz z myśli. Myśli, wspomnienia, być może tęsknota, jest naturalną rzeczą po rozstaniu. Trzeba to przejść, przepracować, by móc się z tym pogodzić.
Zmień proszę myślenie a będzie Ci łatwiej.

Nigdy do końca życia nie wolno mi zapominać o swoim uzależnieniu,bo jak zapomnę kim jestem,popłynę-to się tyczy wszystkich uzależnień.

to praca na całe życie. Nie ma od dziś nie jstem uzależniona i zdrowa...to kłam.

Tak,właśnie ostatnio zapomniałam że jestem uzależniona od tego człowieka i co? Pojawiły się tęskne myśli,że to miłość,wspomnienia,ból...i tu ma forum Zofia,Wielkokropek,Liwia przypomniały mi o moim uzależnieniu-sprowadziły na ziemię.
To tęsknota za iluzją,ten problem mam w głowie i nie ma na razie sposobu się go pozbyć...:(

12 074

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Nigdy do końca życia nie wolno mi zapominać o swoim uzależnieniu,bo jak zapomnę kim jestem,popłynę-to się tyczy wszystkich uzależnień.

to praca na całe życie. Nie ma od dziś nie jstem uzależniona i zdrowa...to kłam. (...)

Cytować, cytować, cytować, cytować.

I zapamiętać.

I powtarzać innym uzależnionym. Od czegokolwiek i kogokolwiek.

12 075

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Napewno wiesz dużo więcej o uzależnieniu niż ja, więc z pewnością masz rację.
Rozumiem,że to,że nigdy nie wolno ci zapominać o uzależnieniu, wyniosłaś z terapii?

Terapia, na którą chodzę to terapia behawioralno-poznawcza. Skupia się ona na myślach,emocjach i zachowaniach. Dzięki tej terapii dowiedziałam się, że to jak myślimy wpływa na nasze zachowanie. A nasze myśli czy przekonania, często wynosimy z dzieciństwa. Ja zawsze myślałam,że jestem do niczego. No tak, ojciec mi mówił,że jestem gówno warta. Teraz wiem,że tak nie jest. Jestem wartościową kobietą!
Dlatego też twierdzę, na podstawie tego co wyniosłam z mojej terapii, że to jak myślimy, wpływa na to jakie emocje przeżywamy, jak się zachowujemy itp.

12 076

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio,
to, co napisałaś nie przeczy temu, co napisała l_ukrecja.

12 077 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-07-04 23:59:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wpisałam w google "uzależnieni do końca życia". Wszędzie jest napisane,że na terapiach dla uzależnionych mówi się,że trzeba pamiętać, że jest się uzależnionym.
Ok. Ale pamiętać po to, by mieć świadomość, że kiedyś popadliśmy w nałóg i możemy mieć tendencję, więc teraz należy być ostrożnym, wystrzegać się.
Czy nie jest obsesją, myślenie o wszystkim w kategorii "uzależnienia" ? Nie wiem, pytam. Nie oceniam. Nie potępiam. Nie naskakuję. Jeżeli l_ukrecjo jest ci łatwiej myśleć o byłym jak o swoim uzależnieniu i chcesz się z niego wyleczyć- twoje prawo.
Mnie jest w ten sposób trudniej, ciężej. Tyle w tym temacie z mojej strony.

12 078

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję kochane moje, ale wiem, że to dopiero małe kroczki na długim dystansie. Choc cieszy mnie nawet to-te małe kroczki.

Tak Anstawio. Musimy wszystkie uwierzyć w to, że jesteśmy wartościowe i mamy swoją godność (o której m.in, rozmawiałam dziś z moim terapeutą).

Myślę też, że jednak należy ograniczać myślenie o uzależnieniu. Trzeba pamiętać o jego wielu aspektach, ale "wałkować" tego tematu chyba wciąż nie powinniśmy.

12 079 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-07-05 00:34:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jednak rozwinę mój temat uzależnienia od mężczyzny smile
Miałam tak,że myślałam,że jestem uzależniona od jmęża. Wtedy myślałam,że jak on będzie chciał wrócić to mu nie odmówię, bo jestem od niego uzależniona. Tęsknię, myślę, bo jestem uzależniona. Itp itd. Do tego jestem dda, więc muszę być z uzależnionym. Jestem współuzależniona, muszę znim być...
Terapia moja opiera się na zmianie myślenia (tak w skrócie).
Zaczęłam sobie myśleć, że byłam w związku, w toksycznym. Zakończył się. Był ból, tęsknota, rozpacz i wszystkie inne bolesne myśli. Zaczęłam je postrzegać jako coś naturalnego, co pojawia się po rozstaniu. Przestałam postrzegać jmęża jako moje uzależnienie, bo to bardziej mnie do niego ciągnęło. Tęsknota za iluzją? Ja już nawet nie tęsknię, nie teraz, nie w tym momencie. Jest luz, totalny, zero emocji. Nawet jak napisze, przyjdzie. Jest spokój. Bo nie jest już moim uzależnieniem. Naszymi emocjami możemy kierować, poprzez nasze myśli. Bez oszukiwania a ze zrozumieniem, ze świadomością. Wiadomo, potrzeba czasu. Złych chwil się też nie zapomina tak szybko.

12 080

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
hm... napisał/a:

Zauważyłam, że faceci często mówią kocham, ale używają tego rzucając to słowo na wiatr. Bo często nie idzie za tym nic. Niestety czasem rządzi nimi instynkt. Chcą... no to kochają. Znajda inną pszczółkę to momentalnie miłość znika. BO to nie miłość.

Mój ostatni eks wink, to tak pięknie mówił,że mógłby na jakiejś uczelni ds.relacji małżeńskich wykładać...
Płakał,zaklinał się,przysięgał,a swoje i tak robił.
Najbardziej mnie zszokował,kiedy już mleko się wylało co do ostatniej wpadki,a on na swojej córki (chorej),zdrowie i życie przysięgał,że to nieprawda...Zero wartości,dla ratowania dupska własnym chorym dzieckiem się posłużył,kim trzeba być żeby tak się zachować? Zwyrodnialcem? Chamem? Skur......m?
Ale ja już nie chcę go oceniać,niech spada jak najdalej,bo jak nie mam wieści od niego, czuję się o niebo lepiej,a jak coś dotrze do mnie...łapię doła.
To uzależnienie od niego,jak każde uzależnienie może mnie zabić.
To,że z nim nie jestem to połowa sukcesu,teraz muszę rozbroić mechanizmy choroby.

l_krecjo mój mąż przysięgał dzieciom, przysięgał im na ich życie, że nie ma nikogo. Mówił, mamie odwaliło, ma obsesje, ja nikogo nie mam i jestem jej wierny. Patrzył im w oczy i łgał i ze mnie robił przed dziećmi wariatkę. Mój syn nie może mu tego wybaczyć....już dwa razy pytał ojca, jak mogłeś przysięgać na moje życie i brata.....nie wiedziałam, że kiedykolwiek była między nimi taka rozmowa. Wydaje mi się , że odbyła się kiedy byłam w szpitalu. Nie chcę z dziećmi poruszać tego tematu i dopytywać. Widzę (słyszę), że jest to rana... musi się ona zabliźnić.
Dorosły chłop, ojciec, nie rozumie jak wielką krzywdę tymi krzywo przysięgami zrobił dzieciom. One wiedzą, mają pewność, że on chciał mojej śmierci....wiedzą też, że nie zgłosił na policję mojej próby, pomimo, że wiedział co się dzieje. Wiedział, bo rozmawiał ze mną 20 godzin po przyjęciu leków.

Tak masz rację trzeba być ZWYRODNIALCEM, bez sumienia, empatii. Tacy byli i są nasi ex partnerzy. Mój pies ma więcej uczuć jak mój były mąż. Więcej w tym zwierzaku uczuć, miłości, przywiązania....ja nazywam już byłego małżonka "obcy" - założył przybysz z innej planety maskę zdrowego człowieka....

Ja również byłam uzależniona. I jestem dowodem, przykładem, że uzależnienia zabija. Mało brakowało.....naraziłabym dzieci na wiele, naraziłabym ich na opiekę zwyrodnialca, naraziłabym ich na kolejne straty moralne i finansowe, które by im fundował.....

Rozbrajaj kochana te mechanizmy, rozbrajaj smile

12 081 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-07-05 09:09:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Nigdy do końca życia nie wolno mi zapominać o swoim uzależnieniu,bo jak zapomnę kim jestem,popłynę-to się tyczy wszystkich uzależnień.

to praca na całe życie. Nie ma od dziś nie jstem uzależniona i zdrowa...to kłam.

Nigdy nie zastanawiałam się co dalej z moim uzależnieniem. Może masz rację....może nie ma, że od dziś jestem już zdrowa, może to faktycznie praca na całe życie. Na dzisiaj wydaje mi się, że rozsądek zwyciężył. Umiem rozróżniać fikcję od rzeczywistości. Umiem też wyobraźnię trzymać na wodzy smile.

l_ukrecja napisał/a:

Tak,właśnie ostatnio zapomniałam że jestem uzależniona od tego człowieka i co? Pojawiły się tęskne myśli,że to miłość,wspomnienia,ból...i tu ma forum Zofia,Wielkokropek,Liwia przypomniały mi o moim uzależnieniu-sprowadziły na ziemię.
To tęsknota za iluzją,ten problem mam w głowie i nie ma na razie sposobu się go pozbyć...:(

Też przerabiałam tęsknotę za iluzją. Ona czasami powraca, bezwiednie wspominam..., ale przywołuję się szybko do rzeczywistości. Poza tym w trakcie związku stałam się smutnym człowiekiem. Nie lubiłam taka być, a inna być nie umiałam , nie mogłam. Przytłaczał mnie on, problemy, które mi co chwila fundował. Teraz jestem uśmiechnięta. Mam świadomość może i skromniejszego życia ( może), ale spokojnego. Nie mam już huśtawek nastrojów, wybuchów złości. Z dzieciakami dogaduję się. Potrafimy rozmawiać ( a kiedyś nie, bo mąż twierdził, ryby i dzieci głosu nie mają) żartować, śmiać się i wspierać. Widzę same plusy z bycia samej, z realu.

Wiesz l_krecjo marzymy o iluzji, a w realu jesteśmy smutne, nieszczęśliwe, żałosne.
A może dlatego, że czujemy się nieszczęśliwe to uruchamiamy iluzje o szczęśliwym życiu....nie wiem...

12 082

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny po co tyle myśleć?
Przecie nic nie męczy nas bardziej jak nie kończąca się analiza.
Zmienić myślenie, owszem, ale myśleć mniej także bym zalecała. Czasem trzeba myślenie wyłączyć, bo można się wykończyć.
Może trzeba się cofnąć do naturalnych reakcji. Jak boli robimy wszystko żeby nie bolało, jak pada, robimy wszystko żeby nie zmoknąć, no chyba, że lubimy deszcz i zmoknąć chcemy.
Ja myślę, że błędne koło analizy pogarsza sytuację.
Zranił, zniszczył nie ważne dlaczego, nie ma usprawiedliwiania, po co? Jeśli nie dociera to nie dotrze. Wszystko jest jasne.
Ja wiem, że rany tkwią w pamięci, ale wracanie do nich to nic innego jak ich drapanie, a strupka drapać nie wolno bo się nie zagoi.

12 083

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Dziękuję kochane moje, ale wiem, że to dopiero małe kroczki na długim dystansie. Choc cieszy mnie nawet to-te małe kroczki.

Tak Anstawio. Musimy wszystkie uwierzyć w to, że jesteśmy wartościowe i mamy swoją godność (o której m.in, rozmawiałam dziś z moim terapeutą).

Myślę też, że jednak należy ograniczać myślenie o uzależnieniu. Trzeba pamiętać o jego wielu aspektach, ale "wałkować" tego tematu chyba wciąż nie powinniśmy.

Cieszę się z Twoich postępów bardzo.

Ja traktuję już byłego męża jako zagrożenie. Tak to poczułam jeszcze w szpitalu i tak mu powiedziałam po wyjściu ze szpitala. Zignorował moje słowa. Zastanowiło mnie dlaczego zignorował tak poważne oświadczenie. Od tego momentu stałam się czujnym obserwatorem. Miałam już tylko jeden cel, dowiedzieć się co planuje, jakie ma plany wobec mnie. Nie miałam tyle cierpliwości.... kiedy złapałam go za rękę na romansie, wyrzuciłam ze swego życia. Tęskniłam. Tylko za iluzją tęskniłam.
Wałkować trzeba, by dojść do pewnych wniosków, uzmysłowić sobie, jak niefajne życie miałyśmy.
Potem jest etap pokochania realu smile. W tej chwili wspominanie męża( byłego smile ) już nie wywołuje emocji. Już mogę mówić o nim bez zaciśniętego gardła, żalu i łez smile .

12 084

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dla niektórych osób słowa nie mają żadnego znaczenia Zofio.

12 085

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

od kad zmarla mi coreczka 3 dziecko zaczelam zauiwazac ze zylam iluzja,to byl szok matka od ktorej oczekiwalam wsparcia ,a on mi dala owszem kopa w.............,zerwalam kontakt poniwaz wiedzialam ze ona jest jak dziecko zatrzymana w rozwoju jedyne co ja trzyma przy zyciu jest jej koci mini azyl (nie zmyslam),potem byl byly swir ja brzydka polka gruba itd jednak spotykal sie ze znajomymi zeby wydobyc informacje,powiedzialam im ze mam swoje zycie,on swoje i nie jestem zadna informacja na jego temat zainteresowana,wkoncu malozonek despota domowy za ktorego wyszlam za maz z dwoch powodow zeby odczepic bylego i zeby mu bylemu udowodnic> ze ja potrafie zyc bez niegoi zeby byc samodzielna uciec z domu bo tam i tak moje problemy nie byly wysluchiwane, mama ma zawsze gorzej niz ja,i co walcze powolutku zaczynam myslec ze moge zyc bez mezajezeli bedzie taka potrzeba, kiedys 3 lata temu nawet 2 do glowy by mi nie przyszlo, jednak juz na ta mysl nie wpadam w panike,oczywiscie ze boje sie samotnosci i rodzicielstwa w pojedynke,moja matka byla samotnym rodzicem,nigdy nie mnialam przykladu jaki powinien byc mezczyzna ojciec,oczywiscie moj maz twierdzi ze zdaje sobie sprawe ze dal zly przyklad jako maz i ojciec(czas pokaze) pozdrawiam

12 086

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Dziewczyny po co tyle myśleć?
Przecie nic nie męczy nas bardziej jak nie kończąca się analiza.
Zmienić myślenie, owszem, ale myśleć mniej także bym zalecała. Czasem trzeba myślenie wyłączyć, bo można się wykończyć.
Może trzeba się cofnąć do naturalnych reakcji. Jak boli robimy wszystko żeby nie bolało, jak pada, robimy wszystko żeby nie zmoknąć, no chyba, że lubimy deszcz i zmoknąć chcemy.
Ja myślę, że błędne koło analizy pogarsza sytuację.
Zranił, zniszczył nie ważne dlaczego, nie ma usprawiedliwiania, po co? Jeśli nie dociera to nie dotrze. Wszystko jest jasne.
Ja wiem, że rany tkwią w pamięci, ale wracanie do nich to nic innego jak ich drapanie, a strupka drapać nie wolno bo się nie zagoi.

MYŚLENIE MA PRZYSZŁOŚĆ smile.
Bez myślenia trwałabym w tym samym miejscu. Byłabym nadal zgorzkniała, zrozpaczona.
Analiza prowadzi do wniosków. Wszystkie najpierw muszą wykrzyczeć ból , potem przedyskutować swój problem, by dojść do wniosków. Jedne robią to wolniej inne szybciej, ale uciekają od toksycznych związków i od swego uzależnienia. Bez przemyśleń  stałybyśmy w tym samym miejscu smile. Poza tym nie lubię bezmyślności big_smile.
Słowa innych( opowieści, analizy) uruchomiły a raczej naprowadziły mnie na inny tor myślenia, na to co w życiu ważne, wartościowe. To tu doszłam do wniosków: kochałam iluzję, byłam uzależniona, za dużo miałam w sobie empatii, za mało poświęcałam sobie czasu, pozwalałam na to na co nigdy nikomu pozwalać nie powinnam - pomyliłam tolerancję z głupotą. I najważniejsze, zatraciłam w życiu siebie, przestałam siebie kochać doceniać.
Wiesz hm... , ja musiałam odpowiedzieć sobie na wiele pytań. Analizowałam by zrozumieć i dać sobie odpowiedź, a odpowiedź była mi potrzebna aby iść dalej. Iść, ale innymi ścieżkami.
Oczywiście, że rany są w pamięci, ale już bolą coraz mniej. Zrozumiałam dlaczego je mam i nigdy więcej, mam taką nadzieję, nie zadam ich sobie i nie pozwolę, by ktoś mnie ranił. Jestem silniejsza, umiem mówić STOP i to wszystko dzięki analizie smile. Poza tym każde wspomnienie przeszłości w rzeczywisty sposób ( czyli jak było a nie jak chciałam by było) powoduje, że moje postanowienia o nie dopuszczeniu "powtórki z rozrywki" są silniejsze, ja jestem silniejsza, bardziej świadoma.

12 087

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Dziewczyny po co tyle myśleć?
Przecie nic nie męczy nas bardziej jak nie kończąca się analiza.
Zmienić myślenie, owszem, ale myśleć mniej także bym zalecała. Czasem trzeba myślenie wyłączyć, bo można się wykończyć.
Może trzeba się cofnąć do naturalnych reakcji. Jak boli robimy wszystko żeby nie bolało, jak pada, robimy wszystko żeby nie zmoknąć, no chyba, że lubimy deszcz i zmoknąć chcemy.
Ja myślę, że błędne koło analizy pogarsza sytuację.(...)

Jesteś wrogiem myślenia? Nie wierzę.

Zgadzam się z jednym, myślenie dla samego myślenia nie ma żadnego sensu. Poza myśleniem, jeśli chce się dokonać jakichś zmian w sobie, pora na czyny. Rzeczywiście, są osoby które udają. Udają, że podjęły decyzję o własnym rozwoju. I te właśnie osoby wykonują ruchy pozorowane.

Namawiasz do powrotu do naturalnych reakcji.
Świetnie.
Tylko, jak tego dokonać, gdy uzależnienie jest tak głębokie, że dana osoba nie pamięta o tych "naturalnych" reakcjach. Dla takiej osoby naturalną reakcją jest reakcja osoby uzależnionej.

12 088

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny, mam ciary jak Was czytam. Tyle emocji w Was. Tyle przeżyć.Tyle lat w udręce, to musi siedzieć w głowie. Musi minąć chyba wiele czasu zanim się z tym pogodzicie. Traumę trzeba przepracować. Zmienić myśli. I żyć, tym co jest teraz, dzisiaj.

Ja teraz o sobie tylko myślę, że głupia byłam i naiwna. Inna kopnęłaby takiego w tyłek odrazu, bez zastanawiania się. Ale życie toczy się dalej. Wyciągam wnioski, jestem ostrożniejsza, żyję. I nie żałuje, bo wiele się nauczyłam.

12 089

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Namawiasz do powrotu do naturalnych reakcji.
Świetnie.
Tylko, jak tego dokonać, gdy uzależnienie jest tak głębokie, że dana osoba nie pamięta o tych "naturalnych" reakcjach. Dla takiej osoby naturalną reakcją jest reakcja osoby uzależnionej.

Jak najbardziej jest możliwy powrót do naturalnych reakcji.
Potrzeba odpowiedniej terapii, przepracowania traumy i potem następuje zmiana myślenia.
Na dzień dzisiejszy, mogę powiedzieć, że pogodziłam się z 30letnim traumatycznym życiem z toksycznymi rodzicami. Więc uważam, że można pogodzić się z toksycznym związkiem. Uważam, że uzależnienie jest tylko w naszych głowach. Myślenie o tym,że było się uzależnionym tylko pogarsza sytuację. Być może nie wiem nic o uzależnieniu, bo sama nigdy nie byłam uzależniona. No może jestem od tego forum, internetu, kawy i kosmetyków wink Powodzonka w drodze do uzdrawiania. Ja jestem happy big_smile

12 090 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-07-05 11:18:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Dziewczyny po co tyle myśleć?
Przecie nic nie męczy nas bardziej jak nie kończąca się analiza.
Zmienić myślenie, owszem, ale myśleć mniej także bym zalecała. Czasem trzeba myślenie wyłączyć, bo można się wykończyć.
Może trzeba się cofnąć do naturalnych reakcji. Jak boli robimy wszystko żeby nie bolało, jak pada, robimy wszystko żeby nie zmoknąć, no chyba, że lubimy deszcz i zmoknąć chcemy.
Ja myślę, że błędne koło analizy pogarsza sytuację.
Zranił, zniszczył nie ważne dlaczego, nie ma usprawiedliwiania, po co? Jeśli nie dociera to nie dotrze. Wszystko jest jasne.
Ja wiem, że rany tkwią w pamięci, ale wracanie do nich to nic innego jak ich drapanie, a strupka drapać nie wolno bo się nie zagoi.

Zgadzam się. Nie tyle wyłączyć myślenie, bo to niemożliwe, co je zmienić.
Analiza będzie dopóki nie nastąpi etap pogodzenia się z tym co było.
Wydaje mi się, że Zofia i l_ukrecja nie pogodziły się jeszcze z tym co było. Natomiast Liwia zaczyna się godzić.

Posty [ 12 026 do 12 090 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 184 185 186 187 188 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026