netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 040 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 183 184 185 186 187 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 961 do 12 025 z 26 310 ]

11 961

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
edytka30 napisał/a:

Anstawio
tez mam taki paraliz.W wyobrazni widze jak sie do niego przytulam,czuje zapach jego ciała,widze jak sie razem smiejemy(bo u nas zawsze wesoło było!) ale za sekunde inna wizja:moje łzy,mój strach ze nie wraca juz 6 dzien,doniesienia od zyczliwych ze go widzieli ,ze pijany....tego nie zniosłabym za zadne skarby!I juz tego nie chce!Teraz mi dobrze.Mam swój kąt,swoje rytuały,zasady...moge czasami pozwolic mu BYC w tym moim swiecie ale napewno nie pozwole mu poczuc ze jest czescia tego swiatka.Nie zasłuzył.Po prostu...
Teraz akurat pisze smsy ze szpitala.Trzustka jednak padła....znowu.Kolejna nauczka a on znowu zaskoczony.echh....
Anstawio-a czemu Ty sie znim spotykasz?bo chcesz?czy z nadzieją na powrót?
DLACZEGO?jesli moge zapytac....

KURDE! Mam spadek formy...i też takie wizje. I wiem,że on z całej siły chce się spotkać i wiem,że moja córka do której on pisze sms,jest zdecydowana iść na policję,bo ją nęka...

Mam dość huśtawek...jak długo jeszcze?
Chyba wewnętrznie nie podjęłam decyzji o rozstaniu. Wiem,powrotu nie ma...ale tęsknie...za iluzją.
Do diabła z tym! Chcę do niego
1 Chcę żeby patrzył na mnie,tak jak tylko on patrzy...żeby mówił,dotykał...śmiał się...
Boże dlaczego tak się stało???????????????????
Porównuję do niego innych facetów i nie ma porównania....ani inteligencji,ani podejścia...brzydzę się innymi...

Wiem,że się kochamy,że jesteśmy wyjątkowi,ale wiem też,że zabijemy się będąc razem...
On nie ma nikogo. I długo mieć nie będzie,wiem to...i ja nie chcę nawet myśleć o związku...

Anstawio,przepraszam Cię,że robiłam Ci głupie aluzje...mnie skrzydła na dziś odpadły.
Mam mega doła i reanimacja nie pomogła...

Dziś się dowiedziałam,że moja dobra znajoma po 6 latach abstynencji popłynęła...ech...cholerne nałogi...

Proszę o kora w dupsko...:(

11 962

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,
nie widzę powodów do kopnięcia Cię w odwłok.
Rozumiem: spadek formy, rozumiem: przykra wiadomość o znajomej, rozumiem: marzenia o..., ale kopniak?
Za co?
Za Twą przytomność?
Za szczerość?
Za to, że jesteś człowiekiem?
Jesteś osobą uzależnioną. Wiesz, jak mało kto tutaj na forum, jak trudno się z uzależnienia wychodzi. I ja mam Cię kopać?

Zrobię coś innego.
Przytulam Cię wirtualnie. smile

11 963

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Itak te wasze zaloby sie kreca......... dwa kroki do przodu ,trzy do tylu,wiesz gdzies tam mam swiadomosc ze ja moge wypic piwo lub drinka .............ale nie co wieczor,zawsze z usmiechem mowie ze moj tato wypil juz wszystko to nic nie zostalo,  przykro mi z powodu znajomej ..............znalazl rowiazania na jej trwogi ,w czasach PRL duzo ludzi mnialo takiego typu rozwiazania.
.

11 964

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
edytka30 napisał/a:

Anstawio
tez mam taki paraliz.W wyobrazni widze jak sie do niego przytulam,czuje zapach jego ciała,widze jak sie razem smiejemy(bo u nas zawsze wesoło było!) ale za sekunde inna wizja:moje łzy,mój strach ze nie wraca juz 6 dzien,doniesienia od zyczliwych ze go widzieli ,ze pijany....tego nie zniosłabym za zadne skarby!I juz tego nie chce!Teraz mi dobrze.Mam swój kąt,swoje rytuały,zasady...moge czasami pozwolic mu BYC w tym moim swiecie ale napewno nie pozwole mu poczuc ze jest czescia tego swiatka.Nie zasłuzył.Po prostu...
Teraz akurat pisze smsy ze szpitala.Trzustka jednak padła....znowu.Kolejna nauczka a on znowu zaskoczony.echh....
Anstawio-a czemu Ty sie znim spotykasz?bo chcesz?czy z nadzieją na powrót?
DLACZEGO?jesli moge zapytac....

KURDE! Mam spadek formy...i też takie wizje. I wiem,że on z całej siły chce się spotkać i wiem,że moja córka do której on pisze sms,jest zdecydowana iść na policję,bo ją nęka...

Mam dość huśtawek...jak długo jeszcze?
Chyba wewnętrznie nie podjęłam decyzji o rozstaniu. Wiem,powrotu nie ma...ale tęsknie...za iluzją.
Do diabła z tym! Chcę do niego
1 Chcę żeby patrzył na mnie,tak jak tylko on patrzy...żeby mówił,dotykał...śmiał się...
Boże dlaczego tak się stało???????????????????
Porównuję do niego innych facetów i nie ma porównania....ani inteligencji,ani podejścia...brzydzę się innymi...

Wiem,że się kochamy,że jesteśmy wyjątkowi,ale wiem też,że zabijemy się będąc razem...
On nie ma nikogo. I długo mieć nie będzie,wiem to...i ja nie chcę nawet myśleć o związku...

Anstawio,przepraszam Cię,że robiłam Ci głupie aluzje...mnie skrzydła na dziś odpadły.
Mam mega doła i reanimacja nie pomogła...

Dziś się dowiedziałam,że moja dobra znajoma po 6 latach abstynencji popłynęła...ech...cholerne nałogi...

Proszę o kora w dupsko...:(

l_ukrecjo! Nie masz za co mnie przepraszać! Głupie aluzje? Ależ Twoje słowa były jak najbardziej trafne. Ja już wiem,że doły się zdażają, czy tego chcemy czy nie. Być może jest to część naszej terapii? Mam nadzieję,że kiedyś to się skończy i będzie tylko lepiej. Trzymaj się! Podziwiam Cię za to co dla siebie robisz, za Twoją wytrwałość i odwagę. Sama wiesz,że niewielu osobom to się udaje.


Edytko, pytasz dlaczego się z nim spotykam? Bo jest mi wciąż bliski. Bo lubię jego optymizm, uśmiech, lubię z nim rozmawiać. Ale chyba mu nie ufam, ciągle boję się, że czar pryśnie i on zapali?
Czytałam, żeby nie robić nic na siłę. Żyć w zgodzie z sobą, dla siebie, a reszta się ułoży. Jmąż ma obawy co do swojej trzeźwości, mówi,że nie chce mnie zawieść, że teraz ma motywację do rzucenia nałogu większą niż kiedykolwiek. Ja teraz widzę czym było moje współuzależnienie i umiem sobie w pewnych momentach odpuścić. Myślę o sobie, swoich potrzebach i nie mam już z tego powodu wyrzutów sumienia. Kiedyś żałowałam błędów z przeszłości, teraz wyciągam wnioski, uczę się.

11 965

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, Drogie Panie moje....my kochamy iluzję, wyobrażenie o nich, o facetach, których zawsze chciałyśmy mieć i którzy jakiś czas temu z pewnością tacy byli. L_krecjo, rozumiem Cię doskonale. miewam podobne nastroje do Twoich, miewamy je pewnie wszystkie tutaj. Ja tez nie mam dzis łatwego dnia, a przez te 2 miesiące urlopu chyba zwariuję.
Ja oprócz tęsknoty za nim, myślę sobie, że on nigdy się nie zmieni. Uważa, że mamy winę po połowie. Nigdy się z tym nie zgodzę, bo nie doprowadziłam go do tego, że musiał pisac do innych, pić, wychodzić nie wiadomo gdzie. Niczym sobie na to nie zasłużyłam. Teraz twierdzi, że ma spokój, bo nie marudzę i nie wiem, bo pewnie teraz mu wygodnie, bo jest u rodziców, bo nie tłumaczy się, bo robi co chce i jak chce, a ja mam być na dochodzącą...jak nastolatki-spotkać się, pogadać, popatrzeć w oczy, potrzymać się za ręce, pokochać się i to wszystko. A życie rodzinne, dziecko, dom, my jako małżeństwo to niby gdzie?! Najbardziej wkurza mnie, że on żyje w przekonaniu, że ja jestem maruda i czepialską, że inne kobiet takie nie są. To niech mi pokaże taką, ktora nie marudziłaby gdyby jej mąż pił, kłamał i pisal do innych?! On nie widzi zupełnie tego, że krzywdził mnie tym, a ja broniłam się ile mogłam.
Tez mam dziś spadek formy, mam dość tego wszystkiego, tych manipulacji i życia w tym błednym kole!!!!!!!

11 966

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Tak, Drogie Panie moje....my kochamy iluzję, wyobrażenie o nich, o facetach, których zawsze chciałyśmy mieć i którzy jakiś czas temu z pewnością tacy byli. L_krecjo, rozumiem Cię doskonale. miewam podobne nastroje do Twoich, miewamy je pewnie wszystkie tutaj. Ja tez nie mam dzis łatwego dnia, a przez te 2 miesiące urlopu chyba zwariuję.
Ja oprócz tęsknoty za nim, myślę sobie, że on nigdy się nie zmieni. Uważa, że mamy winę po połowie. Nigdy się z tym nie zgodzę, bo nie doprowadziłam go do tego, że musiał pisac do innych, pić, wychodzić nie wiadomo gdzie. Niczym sobie na to nie zasłużyłam. Teraz twierdzi, że ma spokój, bo nie marudzę i nie wiem, bo pewnie teraz mu wygodnie, bo jest u rodziców, bo nie tłumaczy się, bo robi co chce i jak chce, a ja mam być na dochodzącą...jak nastolatki-spotkać się, pogadać, popatrzeć w oczy, potrzymać się za ręce, pokochać się i to wszystko. A życie rodzinne, dziecko, dom, my jako małżeństwo to niby gdzie?! Najbardziej wkurza mnie, że on żyje w przekonaniu, że ja jestem maruda i czepialską, że inne kobiet takie nie są. To niech mi pokaże taką, ktora nie marudziłaby gdyby jej mąż pił, kłamał i pisal do innych?! On nie widzi zupełnie tego, że krzywdził mnie tym, a ja broniłam się ile mogłam.
Tez mam dziś spadek formy, mam dość tego wszystkiego, tych manipulacji i życia w tym błednym kole!!!!!!!

Chyba wszystkie mamy dziś spadek formy, niedziela... sad
Mnie również jest dziś bardzo żle.
Podobnie jak Ty Liwiu czasem spotykam się z moim mężem, jest miło, ale tylko przez chwilę, nie wiem czy warto żyć dla tych kilku chwil? Skoro potem jest totalny dół, płacz, cierpienie... etc...
To bardzo boli, te spotkania mnie bardzo ranią, bo nimi żyję, czekam na nie z utęsknieniem, a na następny dzień cierpię, potem znowu czeka.... cierpię.... i tak w koło?

Nie wiem czy warto? Ale to daje mi siłę do walki o niego, o nas!
Ehhh....... sad strasznie mi dziś smutno!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

11 967

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
kasikakasika napisał/a:
Liwia napisał/a:

Tak, Drogie Panie moje....my kochamy iluzję, wyobrażenie o nich, o facetach, których zawsze chciałyśmy mieć i którzy jakiś czas temu z pewnością tacy byli. L_krecjo, rozumiem Cię doskonale. miewam podobne nastroje do Twoich, miewamy je pewnie wszystkie tutaj. Ja tez nie mam dzis łatwego dnia, a przez te 2 miesiące urlopu chyba zwariuję.
Ja oprócz tęsknoty za nim, myślę sobie, że on nigdy się nie zmieni. Uważa, że mamy winę po połowie. Nigdy się z tym nie zgodzę, bo nie doprowadziłam go do tego, że musiał pisac do innych, pić, wychodzić nie wiadomo gdzie. Niczym sobie na to nie zasłużyłam. Teraz twierdzi, że ma spokój, bo nie marudzę i nie wiem, bo pewnie teraz mu wygodnie, bo jest u rodziców, bo nie tłumaczy się, bo robi co chce i jak chce, a ja mam być na dochodzącą...jak nastolatki-spotkać się, pogadać, popatrzeć w oczy, potrzymać się za ręce, pokochać się i to wszystko. A życie rodzinne, dziecko, dom, my jako małżeństwo to niby gdzie?! Najbardziej wkurza mnie, że on żyje w przekonaniu, że ja jestem maruda i czepialską, że inne kobiet takie nie są. To niech mi pokaże taką, ktora nie marudziłaby gdyby jej mąż pił, kłamał i pisal do innych?! On nie widzi zupełnie tego, że krzywdził mnie tym, a ja broniłam się ile mogłam.
Tez mam dziś spadek formy, mam dość tego wszystkiego, tych manipulacji i życia w tym błednym kole!!!!!!!

Chyba wszystkie mamy dziś spadek formy, niedziela... sad
Mnie również jest dziś bardzo żle.
Podobnie jak Ty Liwiu czasem spotykam się z moim mężem, jest miło, ale tylko przez chwilę, nie wiem czy warto żyć dla tych kilku chwil? Skoro potem jest totalny dół, płacz, cierpienie... etc...
To bardzo boli, te spotkania mnie bardzo ranią, bo nimi żyję, czekam na nie z utęsknieniem, a na następny dzień cierpię, potem znowu czeka.... cierpię.... i tak w koło?
Mysle za mamy problem i to powazny brak nam wytrwalosci i tak sie bojimy ze znowusz bedzie to samo......... a jesli bedzie ? odejsc mozna zawsze nie prawdaz,ktos powie szkoda zycia,zycie jest tylko zyciem i mam prawo popelnic bledy jak kazdy, czy warto wracac? moze warto sprubowac nie raz,nie zawsze kiedy ,kazdy musi sam sobie to ustalic,czy bedziemy nadal takie naiwne,mysle ze nie.
Nie wiem czy warto? Ale to daje mi siłę do walki o niego, o nas!
Ehhh....... sad strasznie mi dziś smutno!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

11 968

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wytrwałość? Skąd ją brać? Chociaż wiem, że póki nic nie pomaga w jego odzyskaniu, to może jedynie cierpliwość jest lekarstwem na przeczekanie tego czasu...
Tylko ten żal, smutek, łzy... Ile można płakać? Nigdy nie myślałam, że można mieć w sobie tyle łez.... gdyby można łzy zamienić w siłę do walki, byłoby cudownie....
Walczę już ponad miesiąc, nie wiem czy są efekty? Chciałabym powiedzieć, że są... bo są, ale tak małe, że nie dają mi większej ani wiary, ani siły do dalszej walki.
Mamy ze sobą kontakt... czy to wiele? Po blisko 20 latach wspólnie spędzonych?
to raczej kropla w morzu moich potrzeb!
Potrzebuję go żeby oddychać!!! A tlenu już mi brak, i choć jestem atrakcyjną kobietą (skromna jestem co? smile ) i wiem że mogłabym mieć wielu innych, to nie chcę!!!!
On i tylko on!!!!
Mój po grób!!!

11 969

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja miałam dzisiaj piekny dzien.Pojechalam z synem i moja mamuśką do swojej chrzestnej.Na wieś.Było ciepło i rodzinnie.I nie myslałam za czesto  o moim K. ...nie myslalabym w ogóle gdyby nie jego smsy ze szpitala...i tak wspomnienia wróciły jak tu kiedys razem przyjezdzalismy i jak wszyscy go tu lubili za optymizm,zart,wesołosc...I nie wyobrazam sobie zebym mogła przyjechac do chrzestnej z kims innym...ja sama nie czułabym sie tak swobodnie jak z K. ....nie!nie! nie ma takiej opcji...napewno nie na ten czas....
K. zdecydował sie dzisiaj nawet na telefon,najpierw kilka słów z synem a potem :"daj mamusie"...Jego głos,znajomy,wesoły,taki mój...zapytałam czy go boli,odpowiedział ze nie a ja na to" Szkoda " ;P  Stwierdził : "uwelbiam cie wiedżmo " ale to takie nasze odzywki...
Chaos mam w głowie.Wiem ze jak wyjdzie ze szpitala dojdzie do spotkania...i boje sie....czy sie zdołam obronic?Wiem ze alkoholik to doskonały manipulator,moze owinąc mnie wokól palca a potem znowu zostawi dla butelki...to takie cięzkie...

Mojego małego bolało gardlo jak szedł spać.Czyzby angina?Zjadł dzisiaj loda w tym upale...i tak nagle ten ból...chyba nie obejdzie sie bez lekarza,co?

11 970

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:

TAK trojke ,wiem szokujace.FILM byl super w wymiarze 3 d.Ps.jesztem tez mama 2 ziemskich dzieci papki

Niesamowite. Musisz być bardzo silna, skoro dałaś radę.

11 971

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Tak, Drogie Panie moje....my kochamy iluzję, wyobrażenie o nich, o facetach, których zawsze chciałyśmy mieć i którzy jakiś czas temu z pewnością tacy byli. L_krecjo, rozumiem Cię doskonale. miewam podobne nastroje do Twoich, miewamy je pewnie wszystkie tutaj. Ja tez nie mam dzis łatwego dnia, a przez te 2 miesiące urlopu chyba zwariuję.
Ja oprócz tęsknoty za nim, myślę sobie, że on nigdy się nie zmieni. Uważa, że mamy winę po połowie. Nigdy się z tym nie zgodzę, bo nie doprowadziłam go do tego, że musiał pisac do innych, pić, wychodzić nie wiadomo gdzie. Niczym sobie na to nie zasłużyłam. Teraz twierdzi, że ma spokój, bo nie marudzę i nie wiem, bo pewnie teraz mu wygodnie, bo jest u rodziców, bo nie tłumaczy się, bo robi co chce i jak chce, a ja mam być na dochodzącą...jak nastolatki-spotkać się, pogadać, popatrzeć w oczy, potrzymać się za ręce, pokochać się i to wszystko. A życie rodzinne, dziecko, dom, my jako małżeństwo to niby gdzie?! Najbardziej wkurza mnie, że on żyje w przekonaniu, że ja jestem maruda i czepialską, że inne kobiet takie nie są. To niech mi pokaże taką, ktora nie marudziłaby gdyby jej mąż pił, kłamał i pisal do innych?! On nie widzi zupełnie tego, że krzywdził mnie tym, a ja broniłam się ile mogłam.
Tez mam dziś spadek formy, mam dość tego wszystkiego, tych manipulacji i życia w tym błednym kole!!!!!!!

Jaki jest człowiek można się przekonać mieszkając z nim. Z doskoku wszystko wygląda pięknie.
Ja myślę, że wielu facetów żałuję po odejściu. Życie nie składa się z samych przyjemności i chwil uniesienie. A Ci uzależnieni od ciagłej ekstazy muszą skakać z obiektu na obiekt. To żadna filozofia. Najtrudniej jest utrzymać to co tak pięknie się zaczęło, dbać o to i pielęgnowć.

11 972

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Można poprawić drugim lodem.
Mnie tak lekarz zalecił jak angina mi się nad morzem zaczynała i przeszło. Ale są różne szkoły.

11 973

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jaki jest człowiek można się przekonać mieszkając z nim. Z doskoku wszystko wygląda pięknie.
Ja myślę, że wielu facetów żałuję po odejściu. Życie nie składa się z samych przyjemności i chwil uniesienie. A Ci uzależnieni od ciagłej ekstazy muszą skakać z obiektu na obiekt. To żadna filozofia. Najtrudniej jest utrzymać to co tak pięknie się zaczęło, dbać o to i pielęgnowć.

Tak Hm, masz rację, we wszystkim co piszesz. Życie z doskoku-super. Dbanie o to co się ma już jest trudniejsze dla niektórych.

11 974

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Edytko, kasikkasik........

Jak na ten moment zdrowienia u Was nie widzę wcale. Obie jak pisze bardzo mądra tu kobieta-paplacie się we własnym błotku i to na dodatek nie macie zamiaru z niego wyjść-odnoszę wrażenie. Jeśli się mylę to prostujcie mnie na wszystkie sposoby. Na razie obie wzdychacie do swoich facetów i chyba dobrze Wam z tym. Być może po prostu chcecie w ten sposób zyć, a przecież można i tak. Nie chcę oceniać Was, bo sama mam raz wzloty , raz upadki, ale świadomość chyba już dużo większą niż miałam-wszelkich manipulacji i zachowań odchodzących od normy. Rozumiem też to, że aby być szczęśliwą trzeba najpierw akceptować i lubić siebie samą, dopiero potem ma być ten "ktoś".

Kasikkasik - dlaczego walczysz o męża? Przepraszam, ale nie pamiętam co sie stało u Ciebie, że Ty akurat podjęłaś tą walkę?

11 975

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ja przyznaje sie bez bicia ze sie taplam we własnym błotku...
ale juz przynajmniej swiadomie bo wczesniej udawałam ze tak ma byc,ze nad wszystkim panuje....jak ten alkoholik co liczy ze nad piciem ma kontrole...
dzisiaj umiem sie juz przyznać sama przed soba ze jesli cos mi sie nie udaje to przez moje wybory...
nie moge sie otworzyc na nowy zwiazek bo sie zafiksowałam na byłego męża,szukam w kazdym facecie odrobiny K.  a przeciez kazdy jest inny. I N N Y !Nie znajde nigdy nikogo kto chocby w 1% bedzie podobny do K. Ten ktos bedzie podobny do SIEBIE!I albo wezme go takiego albo wcale...
narazie jestem na etapie WCALE dlatego zrezygnowałam ze znajomosci z D. Nie wiem ile zajmie mi fascynacja ta zabawą w błocie,kiedy mi sie to znudzi i zatęsknie za przejrzystą ,oczyszczającą WODĄ...
byłego trzymam na dystans:zadnych wspolnych kawek,obiadków dla dobra syna ani nocowań na weekendy...teraz nawet jak po małego przychodzi to spotykamy sie na klatce w bloku-nie w progu mojego mieszkania.Lezy w szpitalu ale nie mam zamiaru go odwiedzac.Tak bedzie lepiej....
Dzis jade nad morze.Gardło dalej boli.Podejrzewam angine bo mam ją regularnie co 3 lata akurat z poczatkiem lipca...a mały mówi ze go juz nie boli,dziwne...

pozdrawiam i miłego dnia dla was kobitki

11 976

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
hm... napisał/a:

Jaki jest człowiek można się przekonać mieszkając z nim. Z doskoku wszystko wygląda pięknie.
Ja myślę, że wielu facetów żałuję po odejściu. Życie nie składa się z samych przyjemności i chwil uniesienie. A Ci uzależnieni od ciagłej ekstazy muszą skakać z obiektu na obiekt. To żadna filozofia. Najtrudniej jest utrzymać to co tak pięknie się zaczęło, dbać o to i pielęgnowć.

Tak Hm, masz rację, we wszystkim co piszesz. Życie z doskoku-super. Dbanie o to co się ma już jest trudniejsze dla niektórych.

Dla niektórych zdaje się być to niewykonalne.
Nie wiem czy im się nie chce, nie rozumiem. W moim przypadku jest taki paradoks. Tu niby chce i zależy, niby kocha, a nie okazuje tego, wręcz przeciwnie. I nigdy się nie dowiem w czym rzecz. Wiem, że jest dość leniwy, więc w naszych kontaktach zapewne także.

11 977

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A dziękujemy smile
A jakiś nalot na języku, gardło zaczerwienione?

Ja się zastanawiam nad tym kobiecym mechanizmem. Kobieta jest odpychana, odsuwana, olewana, zbywana, i nieraz prawie po głowie dostanie i na kolanach będzie błagała, żeby on pan wielmożny kochał ją, że ona wszystko zrobi? PO co? Czy my na prawde mamy tak niskie poczucie własnej wartości, że musimy dawać się poniżać do tego stopnia?

11 978 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-07-02 09:42:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Znowu wleję łyżkę dziegciu.

Nie wiem, czy zauważyłyście, ale znowu w wątku, w założeniu poświęconemu wychodzeniu z uzależnienia psychicznego, wałkowany jest jeden temat: mężczyzna. Zajmujecie się swymi wyobrażeniami o dalszym życiu z tymże mężczyzną, przyczynami JEGO zachowania, JEGO manipulacjami, JEGO... . Jest to temat bardzo frapujący, gdyż doskonale zwalnia z zajmowania się własną osobą i własną odpowiedzialnością za to, co działo się/dzieje się w związku. Tak też może być, tylko dajcie sobie spokój z oszukiwaniem siebie w kwestii stawania na własnych nogach, z uniezależnianiem się psychicznym, z własną samodzielnością.

11 979

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
zofia282 napisał/a:
l_ukrecja napisał/a:

Na tą chwilę mam ochotę na 2 metrowego, mięciutkiego,kudłatego misia z "bolcem" wink

Ach Ty zberwźnico ! smile smile smile

Wiesz czego chcesz, więc realizuj to smile.

Żyje się raz !

Musiałam pokonać w sobie wiele oporów zanim "zdradziłam męża",
a było to rok trzy miesiące po rozstaniu,
a więc cztery miesiące PO ROZWODZIE.
I nie żałuję !!!

wow!!
I tego Ci bylo trzeba co   wink

Pati, trzeba mi było dowartościowania.
Trzeba mi było potwierdzenia, że jeszcze jestem "warta grzechu".
Zakończyło to też mentalnie, moje poczucie wierności wobec męża (byłego męża smile ), poczucie zakończenia związku z nim.
W tej sferze również jestem JA, nie MY.

11 980

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

"Lęk przed abstynencją to najsilniejsza przeszkoda w pokonaniu każdego uzależnienia (...)Lęk przed abstynencją przyjmuje u niej postać lęku przed samotnością i kojarzoną z tym pustką, utratą sensu życiu, brakiem energii do działania.(...)Ten lęk jest tak ogromny, że kobieta potrafi wyprzeć z pamięci wszystkie doznane krzywdy, zapomnieć o tym, że partner traktował ją bez szacunku, że ją zdradzał, że był nieodpowiedzialny, zimny,arogancki, wulgarny, egocentryczny.Liczą się tylko te chwile, w których było jej z nim dobrze. U niektórych uzależnionych od miłości kobiet(...)lęk  przed samotnością jest w istocie lękiem przed brakiem poczucia bezpieczeństwa. Tak bardzo sprowadziły swoje życie do partnera i rodziny, tak bardzo stały się od partnera zależne we wszystkich sferach (...)że rozpoczęcie życia w pojedynkę wydaje im się utratą wszystkiego , co mają."(...) E. Herzyk "Nałogowa miłość"

Musiałam te fragmenty zacytować. Nie mogłam się oprzeć jak czytam tu nas od pewnego czasu. Wszystko skupia się tu na facetach. A to przecież o nas chodzi (tak Wielokropku, znowu masz rację smile ) Też mam Edytko tak, że wszystkich porównuję do mojego męża. Żaden nie wydaje mi się taki jak on w żadnym stopniu. Dlatego nie wchodzę i nie chcę wejść w żadne relacje z nikim innym, bo wiem, że skrzywdziłabym nie tylko siebie ale i tą drugą osobę. Po za tym nie mam zamiaru i na szczęście nie mam takich "ciągot"(przekonałam się o tym 3 lata temu, gdy zostałam sama) , aby uzależniać emocjonalnie się od innego faceta.

11 981 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-07-02 12:36:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Po spędzeniu weekendu z jmężem stwierdzam,że:
- najpierw coś robię/mówię, potem myślę (chodzi o różne sytuacje, słowa, czyny)
- nie mówię wprost, tylko "naprowadzam" różnymi innymi zdaniami
- wybiegam myślami do przodu, tworzę sobie scenariusze, najczęściej złe i nastawiam się na to,że będzie źle
- za słabo wytyczam granice a jak już to robię to manipulacją a nie prośbą
- wyolbrzymiam problemy
- czasami skupiam się na tym "co on mysli", "co on chce"
- nie mówię "nie" i zgadzam się na coś "dla świętego spokoju"
- do tej pory słyszałam to, co sama chciałam usłyszeć; skupiam się na tym co mówi druga osoba, słucham jej, czasami upewniam się czy dobrze zrozumiałam

To i tak jeszcze chyba nie wszystko...

Dotyczy to "drobnych" sytuacji. Ale od tego się zaczyna. Kontroluję siebie cały czas, swoje myśli. Jest to dosyć ciężkie, ale widzę swoje błędy i staram się wyciągać wnioski.
Zauważyłam,że manipuluję, zamiast mówić wprost ehh...
Zaczynam traktować jmęża jak królika doświadczalnego a tą relację jako doświadczenie, które pomoże mi w pracy nad sobą.

11 982

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

KURDE! Mam spadek formy...i też takie wizje. I wiem,że on z całej siły chce się spotkać i wiem,że moja córka do której on pisze sms,jest zdecydowana iść na policję,bo ją nęka...

Mam dość huśtawek...jak długo jeszcze?
Chyba wewnętrznie nie podjęłam decyzji o rozstaniu. Wiem,powrotu nie ma...ale tęsknie...za iluzją.
Do diabła z tym! Chcę do niego
1 Chcę żeby patrzył na mnie,tak jak tylko on patrzy...żeby mówił,dotykał...śmiał się...
Boże dlaczego tak się stało???????????????????
Porównuję do niego innych facetów i nie ma porównania....ani inteligencji,ani podejścia...brzydzę się innymi...

Wiem,że się kochamy,że jesteśmy wyjątkowi,ale wiem też,że zabijemy się będąc razem...
On nie ma nikogo. I długo mieć nie będzie,wiem to...i ja nie chcę nawet myśleć o związku...

Anstawio,przepraszam Cię,że robiłam Ci głupie aluzje...mnie skrzydła na dziś odpadły.
Mam mega doła i reanimacja nie pomogła...

Dziś się dowiedziałam,że moja dobra znajoma po 6 latach abstynencji popłynęła...ech...cholerne nałogi...

Proszę o kora w dupsko...:(

Twoje słowa zrobiły na mnie wrażenie.
Tęsknisz za iluzją ? Nie Ty jedna....tylko czy warto przywoływać tą iluzję, rozpływać się w niej, wsłuchiwać, wpatrywać się w nią....
Piszesz, że żaden nie jest wart Twojej uwagi, że żaden mu nie dorównuje. To też iluzja, złudzenie....wyobrazić można sobie wiele. Brzydzisz się innymi ?  Przez ten etap również przechodziłam i pisałam na stronach Forum, że nie chcę żadnego. W marzeniach wtulałam się w silne ramiona męża. W marzeniach on był czuły, troskliwy. Realia były inne. Silnych ramion używać chciał w chwilach agresji przeciwko mnie i dzieciom. Nie był troskliwy, a czułość ? Różnie można interpretować czyjeś zachowania i słowa. W opowieściach różnych kobiet czytałam , że doszukiwały się one miłości, czułości, zainteresowania w słowach i gestach tak naprawdę nie mających nic z tymi uczuciami wspólnego. Nasza wyobraźnia i nastawienie sprawia psikusy....
l_krecjo my kobiety kochamy "uszami". Jeśli facet mówi pięknie i dużo.... bije ale potem tak pięknie mówi o miłości , pije ale mówi, że kocha nas nad wszystko...słowa, słowa, słowa.
Mój mąż to również świetny mówca. Właściwie wszyscy faceci świata mogą z niego brać przykład, uczyć się od niego. I to spojrzenie...powalające. Nie jest przystojniakiem a jego kochanki to piękne dziewczyny ( jedna była miss województwa).
"Piękne słowa mówią wszystko, ale nie zmienią nic" - słowa piosenki są bardzo prawdziwe. Drań zostaje draniem. Może mówić najpiękniej, ale nadal draniem jest. Im wcześniej uświadomimy to sobie i pogodzimy się z tym, tym lepiej.
Nie warto czasu tracić na wzdychanie, tęsknoty. W życiu tak mało jest tych chwil szczęśliwych.....warto fundować sobie takie chwile. Można siedzieć w domu, rozpamiętywać, wyć, tęsknić. Można wyjść do ludzi, nauczyć się radości z drobnych rzeczy. Z własnego doświadczenie wiem, ze jest możliwe rozkoszować się nawet tymi najdrobniejszymi rzeczami.
Piszesz, ze brzydzisz się innymi, a nim nie brzydzisz się? Nie skrzywdził Cię, nie poniżył na tyle byś poczuła do niego wstręt ?
Zdradzał Cię przecież na każdym kroku.....zdradzał Cię z każdą...

Kiedy czytałam Twoje słowa byłam "pod wpływem". Łatwo przywołałam wspomnienia iluzji, tęsknotę za czymś czego nie było. Żal poczułam, zabolało znowu....smutek...łzy .
Wiem, że nie chcę żyć złudzeniami. Żyć można w zgodzie ze sobą, światem. Można do wszystkiego i wszystkich uśmiechać się. Można też uśmiechać się do siebie... i nie tęsknić za iluzją.
Po moim związku małżeńskim, został mi strach przed mężczyznami tzn. przed związkami z nimi. Miło jest się poczuć pożądaną, ale czy stały związek wchodzi w grę ? Na dziś wiem, że nie. Nie dam rady być z kimś w stałym związku. Nie jestem w stanie komuś zawierzyć, oddać się. Zbyt wiele przeżyłam.... . Nie jestem już zagorzałym wrogiem płci przeciwnej, ale bardzo wsłuchuję się w ich słowa i traktuję je jako "robienie wrażenia". Wsłuchuję się też, by wyłapać prawdę z potoku "męskiego bełkotu".
Obrzydzenie czuję do byłego małżonka. Kiedy realnie wspominam jego zachowania, czuję obrzydzenie....jeśli chciałby wrócić...taka opcja nie istnieje. Nie mogłabym z nim być. Zdecydowanie nie kocham go. Zdecydowanie od dłuższego czasu kochałam tylko iluzję.

11 983

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

po cichutku tu zatuptam...i powiem, że właśnie zostawiłam tego którego kocham zbyt mocno....

11 984

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
macocha napisał/a:

po cichutku tu zatuptam...i powiem, że właśnie zostawiłam tego którego kocham zbyt mocno....

Trzymam kciuki za Twą odwagę, cierpliwość i wytrwałość.

11 985

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

póki co ani się nie 3mam , nie mam ani cierpliwości ani siły ani nic...tylko co dalej?

11 986

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Poczytałam trochę Twych postów. Stąd moja uwaga o tych cechach smile

O co pytasz mówiąc "co dalej?"

11 987

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

:-)
jednak nadal nie wiem co robić:-( ale czym się przejmuje ?? życie samo pokaże jak żyć...

11 988

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Żaden nie wydaje mi się taki jak on w żadnym stopniu. Dlatego nie wchodzę i nie chcę wejść w żadne relacje z nikim innym, bo wiem, że skrzywdziłabym nie tylko siebie ale i tą drugą osobę. Po za tym nie mam zamiaru i na szczęście nie mam takich "ciągot"(przekonałam się o tym 3 lata temu, gdy zostałam sama) , aby uzależniać emocjonalnie się od innego faceta.

LIWIO !!! LITOŚCI !!! o jakim UZALEŻNIENIU od innego faceta mówisz. LIWIO !!! Swiadoma kkzb wchodząca w nowy związek powinna wiele pracy i wysiłku włożyć by do żadnego uzależnienia nie doszło !

Liwio, właśnie TY masz ciągoty do uzależnienia się od faceta. Świadczą o tym Twoje własne słowa. Nowy związek to poznawanie, przytulanie, całusy, spojrzenia, miłe słowa, fajny czas a nie UZALEŻNIENIE. Zdrowa kobieta(nie kkzb) w życiu tak nie powiedziałaby o nowym związku - uzależnienie. Bycie z kimś może nieść za sobą miłe chwile, chwile a nie czas "do grobowej deski". Można przecież traktować czas spędzany z facetem jako "miłe chwile" a Ty myślisz o uwiązaniu go. Ma być i to jeszcze zapewne wpatrzony, wsłuchany, z maślanym wzrokiem. Masz rację, skrzywdziłabyś siebie i kogoś....smutne to. 
A może jako ćwiczenia, właśnie powinnaś potrenować, poćwiczyć spotkania dla pogadania, dla bycia z kimś przez chwilę, bez nakazywania trzymania Cię do końca życia za rękę.
Dziewczyny a może jestem w błędzie. Może każdy związek musi być uzależnieniem....napiszcie co o tym myślicie.

11 989

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

(...)Dziewczyny a może jestem w błędzie. Może każdy związek musi być uzależnieniem....napiszcie co o tym myślicie.

Przecież wiesz doskonale, że związek nie musi oznaczać uzależnienia.
Wiesz dobrze, że jest sporo osób, które żyjąc z partnerem nie muszą być i nie są zawieszone na ich spojrzeniu, na nim, nie uzależniają swego zachowania od drugiej osoby.


macocho,
pytasz, co robić?
Żyć!
Stać na własnych nogach. Być samodzielną i odpowiedzialną za siebie i swe decyzje.

11 990

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofio, no jak, związek nie może być uzależnieniem. O to właśnie chyba chodzi, by się uniezależnić. Wydaje mi się,że tylko będąc w związku możemy oduczyć się bycia kkzb. Ale najpierw musimy poznać samą siebie,swoje cele, pragnienia itp. i nawet będąc w związku, trzymać się tego, nie odpuszczać nic dla niego.

11 991

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

(...)Wydaje mi się,że tylko będąc w związku możemy oduczyć się bycia kkzb. (...)

Moim zdaniem, wyleczenie z uzależnienia jest niezależne od bycia, czy też niebycia w związku. To przecież zmiany dokonane na sobie samej.

11 992

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W relacji z drugą osobą można wiele się nauczyć. Myślę,że praktyka pomaga nam w pracy nad sobą. Będąć "świadomą kkzb" jak to napisała Zofia, znamy nasze słabości. W jaki sposób możemy się nauczyć je pokonywać, jeśli nie w relacji? Ale najpierw trzeba poznać swoje cechy jako kkzb.

11 993 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-07-02 14:32:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Istnieje coś takiego, co nazywa się własną terapią. smile


Jaka ładna pętla.
Oto kkzb twierdzi, że musi być w związku, bo tylko tak może walczyć z uzależnieniem od partnera.

11 994

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Liwia napisał/a:

Żaden nie wydaje mi się taki jak on w żadnym stopniu. Dlatego nie wchodzę i nie chcę wejść w żadne relacje z nikim innym, bo wiem, że skrzywdziłabym nie tylko siebie ale i tą drugą osobę. Po za tym nie mam zamiaru i na szczęście nie mam takich "ciągot"(przekonałam się o tym 3 lata temu, gdy zostałam sama) , aby uzależniać emocjonalnie się od innego faceta.

LIWIO !!! LITOŚCI !!! o jakim UZALEŻNIENIU od innego faceta mówisz. LIWIO !!! Swiadoma kkzb wchodząca w nowy związek powinna wiele pracy i wysiłku włożyć by do żadnego uzależnienia nie doszło !

Liwio, właśnie TY masz ciągoty do uzależnienia się od faceta. Świadczą o tym Twoje własne słowa. Nowy związek to poznawanie, przytulanie, całusy, spojrzenia, miłe słowa, fajny czas a nie UZALEŻNIENIE. Zdrowa kobieta(nie kkzb) w życiu tak nie powiedziałaby o nowym związku - uzależnienie. Bycie z kimś może nieść za sobą miłe chwile, chwile a nie czas "do grobowej deski". Można przecież traktować czas spędzany z facetem jako "miłe chwile" a Ty myślisz o uwiązaniu go. Ma być i to jeszcze zapewne wpatrzony, wsłuchany, z maślanym wzrokiem. Masz rację, skrzywdziłabyś siebie i kogoś....smutne to. 
A może jako ćwiczenia, właśnie powinnaś potrenować, poćwiczyć spotkania dla pogadania, dla bycia z kimś przez chwilę, bez nakazywania trzymania Cię do końca życia za rękę.
Dziewczyny a może jestem w błędzie. Może każdy związek musi być uzależnieniem....napiszcie co o tym myślicie.

Właśnie o to chodzi Zosiu, że patrząc na moje życie, gdy zostałam sama 3 lata temu miałam taką świadomość o której piszę nawet teraz. Teraz też wiem jak wtedy, że nawet gdy ktoś się pojawiał nie było opcji z mojej strony , aby się od tego "ktosia" uzależnić. Nie było i nie jest mi to potrzebne. Mój przypadek być może jest jakiś inny, ale wiem, że oprócz męża nie uzależnię się od innego faceta. Spotkałam się kilka razy kilka lat temu z facetem na kawę i to nawet nie jednym i uwierz, że mimo, że facet był fajny, być może taki jak te moje wszystkie iluzje-to i tak nie chciałam się wiązać, uzależniać, wisieć na nim itp. Takie postępowanie już wtedy zauważyłam w mojej koleżance, która prawie zamieszkała z facetem już z 1-2 miesiące po rozwodzie, nie znając go wcześniej wcale. Nie mogłam się temu nadziwić, bo wiedziałam, że ona po prostu musi kogoś mieć, byle mieć. Ja zanim w ogóle wpuściłabym kogokolwiek pod swój dach wiele wody w rzece musiało by upłynąć.

11 995

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:

(...)Wydaje mi się,że tylko będąc w związku możemy oduczyć się bycia kkzb. (...)

Moim zdaniem, wyleczenie z uzależnienia jest niezależne od bycia, czy też niebycia w związku. To przecież zmiany dokonane na sobie samej.

Jestem na początku tej ciężkiej drogi, ale mam takie samo zdanie. Pozdrawiam Cię Wielokropku smile

11 996

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...) Mój przypadek być może jest jakiś inny, ale wiem, że oprócz męża nie uzależnię się od innego faceta. (...)

Czyli Twoje uzależnienie od męża było świadomą decyzją?
Albo za Twoje uzależnienie odpowiada Twój mąż?

Jeśli nie zmienisz swego sposobu myślenia, przede wszystkim, o sobie, to groźba uzależnienia wisieć będzie nad Tobą zawsze.



Dziękuję za pozdrowienia. smile

11 997

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Trza wizualizować i myśleć pozytywnie i samo się przyciągnie,  to z Sekretu.

11 998 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-07-02 15:44:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie było moją świadomą decyzją Wielokropku. Uświadomienie przyszło, gdy zaczęłam czytać ten wątek. Wtedy wiedziałam, że ze mną jest coś nie tak.

Póki co jestem sama i sama się podziwiam w tym jak wszystko znoszę wink , mimo tych moich mniejszych lub większych dolów. Poprzednie odstawienie "narkotyku" było o zgrozo dużo bardziej boleśniejsze. Wpadałam w czarną rozpacz, szkoda gadać nawet, nie chcę do tego jak na razie wracać.

11 999

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

a mi dzisiaj błogo i dobrze bo cały dzien spędzony z synem...
i ząbek pierwszy mu sie odłamał tzn połowę mleczaka połknął ;P i wesoło było i beztrosko i czeka na wróżkę-zębuszkę ;D
Mi narazie dobrze jest jak jest.Nie chce w domu ani byłego męża ani przyszlego;) czuje sie wolna mimo tych mysli o byłym...nikt mi sie nie pałęta pod nogami i narazie z tego korzystam...los pokaże co ma byc dalej....

apropos nalotu: biały taki jęzor mam,hmmm moze duomox by nie zaszkodził?

12 000 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-07-02 18:46:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Istnieje coś takiego, co nazywa się własną terapią. smile


Jaka ładna pętla.
Oto kkzb twierdzi, że musi być w związku, bo tylko tak może walczyć z uzależnieniem od partnera.

Napisałam,że tylko będąc w związku można oduczyć się bycia kkzb. Nie napisałam,że muszę być w związku.
Dla mnie kkzb to kobieta kochająca za bardzo partnera. Ale cechy kkzb można podciągnąć nie tylko do związków: kontrola, manipulacja, brak stawiania granic, myslenie o innych, nadopiekuńczość  itp tyczy się wielu dziedzin naszego życia, jak choćby pracy czy macierzyństwa.  I wszędzie możemy uczyć się nad sobą panować, kontrolować nasze zachowanie. Ale to, jak bedziemy się zachowywać w związku, czy nadal bedziemy kkzb, tego możemy tylko doświadczyć w związku. Pewne sytuacje wystepują tylko w związku. Z partnerem łączą mnie inne relacje niż z przyjaciółką z pracy.
No chyba, że wszystkich powinniśmy stawiać na tym samym poziomie: koleżankę, mamę, dziecko, psa? O to chodzi?

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

12 001

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Istnieje coś takiego, co nazywa się własną terapią. smile


Jaka ładna pętla.
Oto kkzb twierdzi, że musi być w związku, bo tylko tak może walczyć z uzależnieniem od partnera.

Napisałam,że tylko będąc w związku można oduczyć się bycia kkzb. Nie napisałam,że muszę być w związku.
Dla mnie kkzb to kobieta kochająca za bardzo partnera. Ale cechy kkzb można podciągnąć nie tylko do związków: kontrola, manipulacja, brak stawiania granic, myslenie o innych, nadopiekuńczość  itp tyczy się wielu dziedzin naszego życia, jak choćby pracy czy macierzyństwa.  I wszędzie możemy uczyć się nad sobą panować, kontrolować nasze zachowanie. Ale to, jak bedziemy się zachowywać w związku, czy nadal bedziemy kkzb, tego możemy tylko doświadczyć w związku. Pewne sytuacje wystepują tylko w związku. Z partnerem łączą mnie inne relacje niż z przyjaciółką z pracy.
No chyba, że wszystkich powinniśmy stawiać na tym samym poziomie: koleżankę, mamę, dziecko, psa? O to chodzi?

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

A ja uwazam ze jest ciezej walczyc w zwiazku jako kkzb ,poniewaz moj partner widzi odrazu moje nastroje jak cos mi nie pasuje a nie chce tego pokazac bo juz nie i koniec,jest marudnym wspuluzaleznionym ktory mnie obserwuje i dziala mi na nerwy.CHOCIAZ TAK CZY OWAK uzaleznienie nie konczy sie na zerwaniu zwiazku

12 002

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Istnieje coś takiego, co nazywa się własną terapią. smile


Jaka ładna pętla.
Oto kkzb twierdzi, że musi być w związku, bo tylko tak może walczyć z uzależnieniem od partnera.

Napisałam,że tylko będąc w związku można oduczyć się bycia kkzb. Nie napisałam,że muszę być w związku.
Dla mnie kkzb to kobieta kochająca za bardzo partnera. Ale cechy kkzb można podciągnąć nie tylko do związków: kontrola, manipulacja, brak stawiania granic, myslenie o innych, nadopiekuńczość  itp tyczy się wielu dziedzin naszego życia, jak choćby pracy czy macierzyństwa.  I wszędzie możemy uczyć się nad sobą panować, kontrolować nasze zachowanie. Ale to, jak bedziemy się zachowywać w związku, czy nadal bedziemy kkzb, tego możemy tylko doświadczyć w związku. Pewne sytuacje wystepują tylko w związku. Z partnerem łączą mnie inne relacje niż z przyjaciółką z pracy.
No chyba, że wszystkich powinniśmy stawiać na tym samym poziomie: koleżankę, mamę, dziecko, psa? O to chodzi?

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

A ja uwazam ze jest ciezej walczyc w zwiazku jako kkzb ,poniewaz moj partner widzi odrazu moje nastroje jak cos mi nie pasuje a nie chce tego pokazac bo juz nie i koniec,jest marudnym wspuluzaleznionym ktory mnie obserwuje i dziala mi na nerwy.CHOCIAZ TAK CZY OWAK uzaleznienie nie konczy sie na zerwaniu zwiazku

Ale kkzb to chyba nie wyrok do końca życia. Chyba nad tym pracujemy, nad sobą, żeby nie być kkzb?
Twój maż jest współuzależniony? A ty od czego/kogo jesteś uzależniona, od niego?

Ja się zastanawiam, czy jestem uzależniona od jmęża. Wydaje mi się,że nie. Na pewno byłam współuzależniona.

12 003

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
dortja napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Napisałam,że tylko będąc w związku można oduczyć się bycia kkzb. Nie napisałam,że muszę być w związku.
Dla mnie kkzb to kobieta kochająca za bardzo partnera. Ale cechy kkzb można podciągnąć nie tylko do związków: kontrola, manipulacja, brak stawiania granic, myslenie o innych, nadopiekuńczość  itp tyczy się wielu dziedzin naszego życia, jak choćby pracy czy macierzyństwa.  I wszędzie możemy uczyć się nad sobą panować, kontrolować nasze zachowanie. Ale to, jak bedziemy się zachowywać w związku, czy nadal bedziemy kkzb, tego możemy tylko doświadczyć w związku. Pewne sytuacje wystepują tylko w związku. Z partnerem łączą mnie inne relacje niż z przyjaciółką z pracy.
No chyba, że wszystkich powinniśmy stawiać na tym samym poziomie: koleżankę, mamę, dziecko, psa? O to chodzi?

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

A ja uwazam ze jest ciezej walczyc w zwiazku jako kkzb ,poniewaz moj partner widzi odrazu moje nastroje jak cos mi nie pasuje a nie chce tego pokazac bo juz nie i koniec,jest marudnym wspuluzaleznionym ktory mnie obserwuje i dziala mi na nerwy.CHOCIAZ TAK CZY OWAK uzaleznienie nie konczy sie na zerwaniu zwiazku

Ale kkzb to chyba nie wyrok do końca życia. Chyba nad tym pracujemy, nad sobą, żeby nie być kkzb?
Twój maż jest współuzależniony? A ty od czego/kogo jesteś uzależniona, od niego?

Ja się zastanawiam, czy jestem uzależniona od jmęża. Wydaje mi się,że nie. Na pewno byłam współuzależniona.

on odemnie ,ja od niego ,i tak probujemy zyc , wlasnym zyciem,obydwoje jestesmy DDd,wy chyba macie podobnie ,tyle ze my mamy dzieci,co moze byc i trudnoscia jak i motywacja.

12 004

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

Chciałabym , żeby tak było. Póki co w książce , którą dziś zacytowałam nie jest nic napisane o tym, żeby rozstawać się/rozwodzić.

12 005

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

Chciałabym , żeby tak było. Póki co w książce , którą dziś zacytowałam nie jest nic napisane o tym, żeby rozstawać się/rozwodzić.

Ja czytam książkę "Współuzależnienie" Melody Beattie. Jest tam zdanie: "Są i tacy, którzy sądzą (niesłusznie), że wychodzenie ze współuzależnienia oznacza, że muszą się rozwieść".
Ale też ważne jest wytyczanie swoich granic. Jeżeli osoba będąca z Tobą w związku nie potrafi się dostosować do tych granic, to należy się zastanowić, czy warto z taką osobą być...

12 006

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przecież powodem zakończenia związków opisywanych przez różne kobiety w tym wątku (nie mam żadnych podstaw, by nie wierzyć autorkom postów) nie było to, że były one kkzb. smile

12 007

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Liwia napisał/a:

Żaden nie wydaje mi się taki jak on w żadnym stopniu. Dlatego nie wchodzę i nie chcę wejść w żadne relacje z nikim innym, bo wiem, że skrzywdziłabym nie tylko siebie ale i tą drugą osobę. Po za tym nie mam zamiaru i na szczęście nie mam takich "ciągot"(przekonałam się o tym 3 lata temu, gdy zostałam sama) , aby uzależniać emocjonalnie się od innego faceta.

LIWIO !!! LITOŚCI !!! o jakim UZALEŻNIENIU od innego faceta mówisz. LIWIO !!! Swiadoma kkzb wchodząca w nowy związek powinna wiele pracy i wysiłku włożyć by do żadnego uzależnienia nie doszło !

Liwio, właśnie TY masz ciągoty do uzależnienia się od faceta. Świadczą o tym Twoje własne słowa. Nowy związek to poznawanie, przytulanie, całusy, spojrzenia, miłe słowa, fajny czas a nie UZALEŻNIENIE. Zdrowa kobieta(nie kkzb) w życiu tak nie powiedziałaby o nowym związku - uzależnienie. Bycie z kimś może nieść za sobą miłe chwile, chwile a nie czas "do grobowej deski". Można przecież traktować czas spędzany z facetem jako "miłe chwile" a Ty myślisz o uwiązaniu go. Ma być i to jeszcze zapewne wpatrzony, wsłuchany, z maślanym wzrokiem. Masz rację, skrzywdziłabyś siebie i kogoś....smutne to. 
A może jako ćwiczenia, właśnie powinnaś potrenować, poćwiczyć spotkania dla pogadania, dla bycia z kimś przez chwilę, bez nakazywania trzymania Cię do końca życia za rękę.
Dziewczyny a może jestem w błędzie. Może każdy związek musi być uzależnieniem....napiszcie co o tym myślicie.

No jak zwykle Zosiu pokazałaś mi moje błędne myślenie (chore!).

bo ja spędzam z facetem miłe chwile,naprawdę...zabiera mnie w takie miejsca,no słów brak. Niby niewiele,ale dla mnie za wiele. I dzieciaki w tym uczestniczą i już mówią,że bardzo Go lubią,a mała,że kocha...
I w tym momencie ja wpadam w panikę...jak to kocha? A co jak będzie chciał się kochać? A mam z nim wziąć ślub?
A gdzie będziemy mieszkać,u mnie czy u niego? Nie! Nie! Nie!
Nie potrafię wrzucić na luz...Zamiast cieszyć się chwilą,ja wpadam w panikę...
Wiem,facet jest dorosły,wie co robi. Ale co jeśli znajdzie się jakiś inny??? Skrzywdzę go,a on na to nie zasługuje...

Druga strona medalu- nie ma trzęsienia ziemi kiedy mnie dotyka,nie robi mi się słabo,nie drżę...
Wcale nie mówi mi pięknych słówek,ale czyni aż za wiele-CZYNY.
Nie jest romantyczny.
Jest zrównoważony.
Ma uregulowaną sytuację rodzinną,tzn. jest sam.
Nie muszę o niego zabiegać,walczyć,starać się...za to wystarczy mój jeden sms a on jest.

A ja go trzymam na dystans. Jestem mu wdzięczna,lubię go ale nic więcej.

Za to cały czas wałkuję...bo przecież czytałam,gdzieś w mądrej książce,że najpierw ma być przyjaźń,a nie łóżko-i jest,nie ma być trzęsienia ziemi,bo to znak,że znowu wybiorę źle,nie musi pięknie mówić,ma czynić-i jest...

Wiem,groch z kapustą...ale może coś mi doradzicie...bo miotam się od kilku tygodni...

12 008

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Istnieje coś takiego, co nazywa się własną terapią. smile


Jaka ładna pętla.
Oto kkzb twierdzi, że musi być w związku, bo tylko tak może walczyć z uzależnieniem od partnera.

Anstawio,to samo co Wielokropek pomyślałam i dodam,że chcesz od nas potwierdzenia,że nie robisz nic złego spotykając się,czy pisząc...choć doskonale wiesz,że to błąd sad

12 009

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

l_ukrecjo,
powoli, spokojnie. Nic złego się nie dzieje.
Jest przy Tobie zrównoważony, cierpliwy, troskliwy mężczyzna. Mężczyzna, który podejmuje świadome decyzje, który nie oczekuje od Ciebie jakichkolwiek gwarancji. Ty jesteś osobą przytomną, nie obiecujesz gruszek na wierzbie.

Dlaczego miałabyś go skrzywdzić?
Czemu wpadasz w panikę? Tak, wiem, że nie jesteś przyzwyczajona do takiej postawy mężczyzny wobec Ciebie. Spokojnie. Nie musisz podejmować żadnych wielkich decyzji. Nie musisz myśleć o ślubie, o wyborze miejsca mieszkania.

O jedno Cię proszę: nie pozwalaj swej wyobraźni na rozhulanie się.

12 010

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Istnieje coś takiego, co nazywa się własną terapią. smile


Jaka ładna pętla.
Oto kkzb twierdzi, że musi być w związku, bo tylko tak może walczyć z uzależnieniem od partnera.

Anstawio,to samo co Wielokropek pomyślałam i dodam,że chcesz od nas potwierdzenia,że nie robisz nic złego spotykając się,czy pisząc...choć doskonale wiesz,że to błąd sad

Nieprawda, nie oczekuję takiego potwierdzenia. Nie robię nic złego, sama tak uważam. To spotkanie miałam świadomie zaplanowane.
Ten weekend pokazał mi, że wciąż jestem KKZB o czym napisałam w swoim pierwszym poście dzisiaj. Tylko spotykając się z nim, mogłam się o tym przekonać. I twierdzę cały dzień,że będąc w zwiazku możemy się wiele o sobie nauczyć,a tym samym pracować nad sobą. Nie pisałam nic, że jestem w związku, że chcę być nadal z nim w związku. Napisałam o SWOICH odczuciach, bo ostatnio pisało się tylko o facetach, wyłyśmy do nich, a nic o sobie. A ja poznałam siebie,w końcu zrozumiałam kkzb na własnej skórze. I nawet dziś pani psycholog powiedziała mi,że ma pilną i solidną pacjentkę. smile

12 011

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

Chciałabym , żeby tak było. Póki co w książce , którą dziś zacytowałam nie jest nic napisane o tym, żeby rozstawać się/rozwodzić.

Ja czytam książkę "Współuzależnienie" Melody Beattie. Jest tam zdanie: "Są i tacy, którzy sądzą (niesłusznie), że wychodzenie ze współuzależnienia oznacza, że muszą się rozwieść".
Ale też ważne jest wytyczanie swoich granic. Jeżeli osoba będąca z Tobą w związku nie potrafi się dostosować do tych granic, to należy się zastanowić, czy warto z taką osobą być...

Anstawio,dlaczego tak uparcie walczysz?
Doskonale wiesz,bo jesteś mądrą kobietą,że Twój związek sensu nie ma...
On nawet na terapię od uzależnień nie poszedł...
A Ty z kolei nadal manipulujesz,uzależniasz swój nastrój od niego i tworzysz marzeniowe myślenie-ILUZJĘ!

Obudź się kochana! Zachowujesz się inaczej...jakbyś dała sobie w żyłę (jakby to Taratella napisała) i dajesz sobie w żyłę-on i spotkania z nim,są narkotykiem...

12 012

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

l_ukrecjo,
powoli, spokojnie. Nic złego się nie dzieje.
Jest przy Tobie zrównoważony, cierpliwy, troskliwy mężczyzna. Mężczyzna, który podejmuje świadome decyzje, który nie oczekuje od Ciebie jakichkolwiek gwarancji. Ty jesteś osobą przytomną, nie obiecujesz gruszek na wierzbie.

Dlaczego miałabyś go skrzywdzić?
Czemu wpadasz w panikę? Tak, wiem, że nie jesteś przyzwyczajona do takiej postawy mężczyzny wobec Ciebie. Spokojnie. Nie musisz podejmować żadnych wielkich decyzji. Nie musisz myśleć o ślubie, o wyborze miejsca mieszkania.

O jedno Cię proszę: nie pozwalaj swej wyobraźni na rozhulanie się.

Masz rację.
Właśnie go poprosiłam,bardzo delikatnie,żeby mnie nie dotykał,a jak będą tego chciała,to sama się przytulę. Czyli pokierowałam się swoim dobrem i postawiłam granicę,ważną dla mnie,bo nie chcę żeby mnie dotykał...a nie chcę bo? Bo nie wiem,ale nie chcę...ale dlaczego nie chcę?
On przyjął to i napisał mi,że dobrze że o tym mówię,bo sam nieraz nie wiedział jak ma się zachować...że rozumie i że to uszanuje...
Kurde...ale jaja wink A ja myślałam,że się obrazi...
No normalnie,nienormalnie mi jakoś. Tzn.jest normalnie a ja odczuwam,że jest nienormalnie....

Dobra-wyobraźnia STOP!

No co ja bym bez Was zrobiła??????????????????

12 013

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Korzystałabyś wyłącznie z własnego rozumu. tongue
A masz go całkiem dobrze ukształtowany. big_smile

12 014

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Chciałabym , żeby tak było. Póki co w książce , którą dziś zacytowałam nie jest nic napisane o tym, żeby rozstawać się/rozwodzić.

Ja czytam książkę "Współuzależnienie" Melody Beattie. Jest tam zdanie: "Są i tacy, którzy sądzą (niesłusznie), że wychodzenie ze współuzależnienia oznacza, że muszą się rozwieść".
Ale też ważne jest wytyczanie swoich granic. Jeżeli osoba będąca z Tobą w związku nie potrafi się dostosować do tych granic, to należy się zastanowić, czy warto z taką osobą być...

Anstawio,dlaczego tak uparcie walczysz?
Doskonale wiesz,bo jesteś mądrą kobietą,że Twój związek sensu nie ma...
On nawet na terapię od uzależnień nie poszedł...
A Ty z kolei nadal manipulujesz,uzależniasz swój nastrój od niego i tworzysz marzeniowe myślenie-ILUZJĘ!

Obudź się kochana! Zachowujesz się inaczej...jakbyś dała sobie w żyłę (jakby to Taratella napisała) i dajesz sobie w żyłę-on i spotkania z nim,są narkotykiem...

A taki miałam dobry humor sad
Tydzień temu na terapii robiłam przykre doświadczenie, które miało spowodować,że pogodzę się z dzieciństwem. I myslałam,że tak się stało. Że stąd mój dobry humor. Zauważyłam,że moje nastroje i myśli  są uzależnione od terapii i od tego co tam się dzieje. A teraz czytam, że mój humor zależy od jmęża...

12 015

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Przecież powodem zakończenia związków opisywanych przez różne kobiety w tym wątku (nie mam żadnych podstaw, by nie wierzyć autorkom postów) nie było to, że były one kkzb. smile

Było wiele dodatkowych powodów, że  się nie układało, to prawda.

12 016

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:

Masz rację.
Właśnie go poprosiłam,bardzo delikatnie,żeby mnie nie dotykał,a jak będą tego chciała,to sama się przytulę. Czyli pokierowałam się swoim dobrem i postawiłam granicę,ważną dla mnie,bo nie chcę żeby mnie dotykał...a nie chcę bo? Bo nie wiem,ale nie chcę...ale dlaczego nie chcę?
On przyjął to i napisał mi,że dobrze że o tym mówię,bo sam nieraz nie wiedział jak ma się zachować...że rozumie i że to uszanuje...
Kurde...ale jaja wink A ja myślałam,że się obrazi...
No normalnie,nienormalnie mi jakoś. Tzn.jest normalnie a ja odczuwam,że jest nienormalnie....

Dobra-wyobraźnia STOP!

No co ja bym bez Was zrobiła??????????????????

Jak to się miło czyta. Odkrywanie "normalnego" faceta musi być super smile

12 017

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:

(...)Wydaje mi się,że tylko będąc w związku możemy oduczyć się bycia kkzb. (...)

Moim zdaniem, wyleczenie z uzależnienia jest niezależne od bycia, czy też niebycia w związku. To przecież zmiany dokonane na sobie samej.

My kkzb musimy uczyć się asertywności i stawiania granic. Musimy także nauczyć się szanować siebie, nauczyć innych szacunku do nas....no i zostaje jeszcze tolerancja. Ja ją pomyliłam z głupotą  a jak czytam wypowiedzi i historie innych kobiet, wiem, że nie byłam wyjątkiem smile. Wiem, że powinnyśmy też zapanować nad rozdmuchaną empatią.
Czy do nauki tego jest nam potrzebny związek ?
Zgadzam się z Tobą Wielokropku, zmieniać musimy się my i to niezależnie czy jesteśmy w związku czy też nie.

12 018

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Teraz też wiem jak wtedy, że nawet gdy ktoś się pojawiał nie było opcji z mojej strony , aby się od tego "ktosia" uzależnić. Nie było i nie jest mi to potrzebne. Mój przypadek być może jest jakiś inny, ale wiem, że oprócz męża nie uzależnię się od innego faceta. Spotkałam się kilka razy kilka lat temu z facetem na kawę i to nawet nie jednym i uwierz, że mimo, że facet był fajny, być może taki jak te moje wszystkie iluzje-to i tak nie chciałam się wiązać, uzależniać, wisieć na nim itp. Takie postępowanie już wtedy zauważyłam w mojej koleżance, która prawie zamieszkała z facetem już z 1-2 miesiące po rozwodzie, nie znając go wcześniej wcale. Nie mogłam się temu nadziwić, bo wiedziałam, że ona po prostu musi kogoś mieć, byle mieć. Ja zanim w ogóle wpuściłabym kogokolwiek pod swój dach wiele wody w rzece musiało by upłynąć.

Liwio po pierwsze, to dlaczego jak piszesz o związku to używasz słów: uzależnienie, wiszenie na nim (na chłopinie). Dlaczego nie traktujesz związku jako bycia ze sobą. Po drugie, to w czym ten Twój maż jest tak wyjątkowy, że chcesz na nim wisieć i uzależniać się od niego. Co Ci to daje i jak się z tym czujesz. Po trzecie, to co złego w tym, że Twoja znajoma zaraz po rozwodzie zamieszkała z facetem. Może ona nie musi zawieszać się na mężczyźnie, tylko fajnie wspólnie spędzać czas. Może ona ma większy popęd seksualny jak Ty, może dla niej bycie z mężczyzną to nie cierpienie tylko fajny czas. Może ona nie ma takich oczekiwań jak Ty i dobrze się bawi w nowym związku. Myślę, ze w tym przypadku zadziałało u Ciebie POWINNA. Po rozwodzie powinna być sama. A ile czasu powinna po rozwodzie być kobieta sama. Czy rozwód to celibat, klasztor. Rozwód to jakaś kara ?  Ja jako rozwódka poczułam się wolna, z możliwością podejmowania samodzielnych decyzji.
I jeszcze jedno. Skąd wiesz od kogo się uzależnisz a od kogo nie. Skąd wiesz, że nigdy od innego faceta się nie uzależnisz.

12 019

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Rozwód/rozstanie z partnerem nie oznacza końca wpółuzależnienia, uzależnienia, zaprzestania bycia kkzb. Wydaje mi się,że tutaj na forum za bardzo się to w ten sposób postrzega. Odejście od męża to nie koniec a początek pracy nad sobą. Koniec wapółuzależnienia, uzależnienia nie musi być jednoznaczny z rozwodem/rozstaniem.

nie musi i nie jest ! Odeszłam i to był dopiero początek mojej drogi.
Odejście to postawienie granicy, powiedzenie "stop" i to jest właśnie początek naszej drogi a nie jej koniec.
Odeszłam od męża, ale to nie znaczy, że nie tęskniłam. Tęskniłam i to bardzo za tym co sobie wymyśliłam, a wymyśliłam piękną miłość, namiętność, szacunek i trwanie w szczęściu do końca swych dni. Mój rycerz był w mojej wyobraźni. W realu był potwór, arogant a w marzeniach... rycerz na białym koniu. Nauczyłam się jednak rozróżniać fikcję od faktów. Zdałam sobie sprawę, że to co było kiedyś - było, a nie jest. Była namiętność, czułe słówka, teatralne wyznawanie miłości i okazywanie jej. Takie były początki. Potem kłopoty, zmartwienia, moje rozczarowanie, smutek. Był też on, coraz mniej czuły, coraz bardziej arogancki, a w końcu pijany zwyrodnialec, potwór. Jeszcze jakiś czas usprawiedliwiałam te zachowania alkoholem.....jeszcze mówiłam, że kocham ..... jak można kochać kogoś, kto tak rani, krzywdzi ?....zdałam sobie sprawę, że nie kocham go. Zostałam sama. Cieszyłam sie ciszą, spokojem, bezpieczeństwem w domu, ale jednocześnie wyć mi się chciało z tęsknoty za nim, za tym z moich wyobrażeń. Pamiętam jak sama się sobie dziwiłam i w rozmowach z siostrą mówiłam, że nie rozumiem jak mogłam tyle czasu go tolerować , jak mogę tęsknić. Tęskniłam nie do niego, nie do tego z krwi i kości, ale tęskniłam za iluzją.
Dziękuję Bogu za umiejętność odróżniania fikcji od rzeczywistości smile.

12 020 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-07-03 03:30:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
Anstawia napisał/a:

(...)Wydaje mi się,że tylko będąc w związku możemy oduczyć się bycia kkzb. (...)

Moim zdaniem, wyleczenie z uzależnienia jest niezależne od bycia, czy też niebycia w związku. To przecież zmiany dokonane na sobie samej.

My kkzb musimy uczyć się asertywności i stawiania granic. Musimy także nauczyć się szanować siebie, nauczyć innych szacunku do nas....no i zostaje jeszcze tolerancja. Ja ją pomyliłam z głupotą  a jak czytam wypowiedzi i historie innych kobiet, wiem, że nie byłam wyjątkiem smile. Wiem, że powinnyśmy też zapanować nad rozdmuchaną empatią.
Czy do nauki tego jest nam potrzebny związek ?
Zgadzam się z Tobą Wielokropku, zmieniać musimy się my i to niezależnie czy jesteśmy w związku czy też nie.

Zofio, Jak nauczysz się asertywności w związku, nie będąc w nim? Jak postawisz granice w związku, nie będąc w nim? Jak chcesz otrzymać szacunek w związku, nie będąc w nim?

Ja wiem co kkzb musi w sobie zmienić. Wiem to z pełną świadomością. I wiem, że gdy będę w związku, to dopiero wtedy doświadczę tych zmian.

Zarówno Ty, jak i l_ukrecja, tworzycie jakieś relacje (nie związki) i same piszecie o tym, jak to stawiacie w tych relacjach granice. Czy na podstawie tych relacji nie uczycie się jak nie być kkzb?

12 021

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
l_ukrecja napisał/a:
zofia282 napisał/a:
Liwia napisał/a:

Żaden nie wydaje mi się taki jak on w żadnym stopniu. Dlatego nie wchodzę i nie chcę wejść w żadne relacje z nikim innym, bo wiem, że skrzywdziłabym nie tylko siebie ale i tą drugą osobę. Po za tym nie mam zamiaru i na szczęście nie mam takich "ciągot"(przekonałam się o tym 3 lata temu, gdy zostałam sama) , aby uzależniać emocjonalnie się od innego faceta.

LIWIO !!! LITOŚCI !!! o jakim UZALEŻNIENIU od innego faceta mówisz. LIWIO !!! Swiadoma kkzb wchodząca w nowy związek powinna wiele pracy i wysiłku włożyć by do żadnego uzależnienia nie doszło !

Liwio, właśnie TY masz ciągoty do uzależnienia się od faceta. Świadczą o tym Twoje własne słowa. Nowy związek to poznawanie, przytulanie, całusy, spojrzenia, miłe słowa, fajny czas a nie UZALEŻNIENIE. Zdrowa kobieta(nie kkzb) w życiu tak nie powiedziałaby o nowym związku - uzależnienie. Bycie z kimś może nieść za sobą miłe chwile, chwile a nie czas "do grobowej deski". Można przecież traktować czas spędzany z facetem jako "miłe chwile" a Ty myślisz o uwiązaniu go. Ma być i to jeszcze zapewne wpatrzony, wsłuchany, z maślanym wzrokiem. Masz rację, skrzywdziłabyś siebie i kogoś....smutne to. 
A może jako ćwiczenia, właśnie powinnaś potrenować, poćwiczyć spotkania dla pogadania, dla bycia z kimś przez chwilę, bez nakazywania trzymania Cię do końca życia za rękę.
Dziewczyny a może jestem w błędzie. Może każdy związek musi być uzależnieniem....napiszcie co o tym myślicie.

No jak zwykle Zosiu pokazałaś mi moje błędne myślenie (chore!).

bo ja spędzam z facetem miłe chwile,naprawdę...zabiera mnie w takie miejsca,no słów brak. Niby niewiele,ale dla mnie za wiele. I dzieciaki w tym uczestniczą i już mówią,że bardzo Go lubią,a mała,że kocha...
I w tym momencie ja wpadam w panikę...jak to kocha? A co jak będzie chciał się kochać? A mam z nim wziąć ślub?
A gdzie będziemy mieszkać,u mnie czy u niego? Nie! Nie! Nie!
Nie potrafię wrzucić na luz...Zamiast cieszyć się chwilą,ja wpadam w panikę...
Wiem,facet jest dorosły,wie co robi. Ale co jeśli znajdzie się jakiś inny??? Skrzywdzę go,a on na to nie zasługuje...

Druga strona medalu- nie ma trzęsienia ziemi kiedy mnie dotyka,nie robi mi się słabo,nie drżę...
Wcale nie mówi mi pięknych słówek,ale czyni aż za wiele-CZYNY.
Nie jest romantyczny.
Jest zrównoważony.
Ma uregulowaną sytuację rodzinną,tzn. jest sam.
Nie muszę o niego zabiegać,walczyć,starać się...za to wystarczy mój jeden sms a on jest.

A ja go trzymam na dystans. Jestem mu wdzięczna,lubię go ale nic więcej.

Za to cały czas wałkuję...bo przecież czytałam,gdzieś w mądrej książce,że najpierw ma być przyjaźń,a nie łóżko-i jest,nie ma być trzęsienia ziemi,bo to znak,że znowu wybiorę źle,nie musi pięknie mówić,ma czynić-i jest...

Wiem,groch z kapustą...ale może coś mi doradzicie...bo miotam się od kilku tygodni...

Potwierdzasz, że ''kochamy uszami".
Kalibabka - on potrafił mówić ! i kobiety lgnęły do niego jak muchy do lepu. Zawierzały mu siebie, swoje majątki i traciły wszystko - pieniądze, złudę pięknej, wzniosłej, dozgonnej miłości. Traciły też wiarę w człowieka.

Najpierw ma być przyjaźń, potem miłość. Mamy ten czas za sobą kochana. Nie mamy po 20 lat. Nie szukamy też kandydata na ojca naszych dzieci. Ja mam 51 lat. Całe 26 byłam wierną żoną, starałam się być wzorową mamą i przykładną panią domu a raczej gosposią big_smile. Były dzieci i obowiązki związane z nimi. Był dom, który musiał lśnić. Obiadki, ciasta....własne wyroby, zdrowe żywienie. Było ! Teraz mam dorosłe dzieci i chęć sprawiania sobie przyjemności. Nie lubię gotować, sprzątać (przesadnie), prasować. Teraz jest mój czas, czas aby jeszcze skorzystać z życia. Nie mówię o jakiejś rozwiązłości - mam mocny kręgosłup moralny. Chcę jednak cieszyć się życiem.
Zmartwień przy mężu miałam bez liku. Ciągle jakieś kłopoty finansowe. Ciągłe czekanie na to, że tym razem już mu się uda biznes i będą pieniądze i na spłatę długu, i na spełnienie marzeń, takich jak wyjazd na wakacje, zakupy w normalnych sklepach a nie w odzieży używanej. Marzyło mi się by były pieniądze na wykształcenie dzieci. Czasami bywało i tak, że marzyłam o zakupach spożywki....szkoda słów. Kłopotem była jego niesłowność, egoizm, alkohol, awantury, kochanki.

No właśnie kandydat na partnera powinien: pięknie mówić. Jak mówi i wzdycha, i mówi, i zachwyca się, i zachłystuje nami....słowa, jak ważne są dla nas słowa. W nagraniu z hotelu, gdzie mój mąż spędzał z kochanką upojne chwile, słyszałam te słowa. Śmieszny był z tymi słowami. Teatralnie wypowiadane słowa, z przesadą a ona....ona kupowała wszystko. Z boku odbierało się to jak naigrawanie, robienie tak zwanych "jaj" a ona, a ja ! - obie to kupowałyśmy. Tylko jak mówił je do mnie, to odbierałam to, "mnie się to należy". Kiedy mówił do niej...zastanawiałam się jak ona nie wyczuwa przesady i teatralności. Myślałam, że za chwilę usłyszę, " żarty sobie robisz!". Nie, ona przyjmowała wszystko za dobrą monetę.
Tak l_krecjo, ten, który nie zachwyca się nami, nie wzdycha do nas, nie mówi jakie to my mądre, wyjątkowe, jest dla nas nudziarzem. Nie mówi pięknie i nie patrzy z zachwytem i miłością - nudziarz, przeciętniak. Wiem jednak, że zawczasu będę uciekać gdzie pieprz rośnie od miłośnie patrzącego "mówcy". Z przeciętniakiem, też mogę miło spędzić czas. Możemy śmiać się, żartować, poważnie pogadać. Owszem nie jest romantycznie, ale przez to bezpieczniej.

Zastanawiasz się co będzie jak będzie chciał się kochać ? Nic nie będzie dopóki Ty nie będziesz tego chciała i zwyczajnie powiesz, jest miło, ale na pójście z tobą do łóżka nie jestem jeszcze gotowa. Ja tak zrobiłam tzn. tak powiedziałam. Owszem poszłam do łóżka, ale wtedy kiedy ja tego chciałam i wiesz l_krecjo, okazało się, że może być cudownie, dużo lepiej jak z mężem ( byłym mężem). Dowiedziałam się, że facet może być w łóżku troskliwy, delikatny, czuły i były to gesty, nie słowa.
Czy chcę z tym facetem być - nie, nie chcę. Czy on chce ze mną być.....nie myślałam o tym, nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach. Traktuję tą znajomość jako "miłe chwile", fajnie spędzony czas, ale nic więcej.
Masz z nim wziąć ślub ? Jeśli będziesz tego chciała.....jeśli nie, to ślubu nie będzie i nie bardzo rozumiem co masz na myśli mówiąc, że boisz się go skrzywdzić. To, że spotykacie się to jest wasz wybór a spotykanie do niczego nie zobowiązuje.

Powiadasz, że druga strona medalu to brak drżenia, słabnięcia i trzęsienia ziemi. A jaką za to drżenie cenę płaciłaś i czy warto było ją płacić ?

12 022

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No tak, Zofio. Doświadczyłaś wiele lat krzywdy, więc nie dziwię Ci się, że teraz chcesz żyć a nie wiązać się z facetem. :-)
Ja z kolei chcę stworzyć udany związek. Nie chcę być kkzb. A żeby tak było, będę musiała się kontrolować w związku od pierwszych dni, bo wiem,że automatycznie jestem kkzb.

Nie mam całe szczęście doświadczeń ze zdradą partnera, mój jmąż stawiał mnie jako kobietę na pierwszym miejscu. Nigdy nie byliśmy zazdrośni o siebie, nigdy nie bajerował kobiet. Więc nie wiem jak to jest i nie chcę się dowiedzieć.

12 023

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hmmm-nie ma co debatowac dziewczyny.Morał jest taki ze kazda potrzebuje róznego czasu zeby stanąc na nogi i dojsc do siebie.Jedna musi sie troche pogrzebać,nakarmić iluzją a druga pojdzie do przodu bez taplania sie w błotku przeszłosci.Jedna jest bardziej "chora", druga "zdrowieje" szybciej.Fakt jest jeden a na imie mu CZAS!
Czytam juz jakis czas to forum i uwazam ze nie jestesmy tu po to zeby wytykać sobie błedy w dochodzeniu do osobistej wolnosci.Wyrazacie swoje zdanie w bardzo tolerancyjny sposób.W realu rzadko spotykam taki procent akceptacji na mój tok myslenia.Jak mówie ze tęsknie za moim alkoholikiem to odrazu jestem głupia i naiwna.Tu jest to powiedziane  w wyważony sposób ;D taki do przyjecia dla mnie...no nie wiem czy mnie rozumiecie?...
Ja wiem jedno:mój czas na nowe relacje z facetem nie nastał.Owszem-wyłacznie przeze mnie bo nadal tkwie w miejscu w relacjach z byłym.Odczekam swoje i pójde dalej.

Pozdrawiam was serdecznie;**

12 024 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-07-03 10:37:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Edytko. Kopa w pupę też tu można dostać. Też w wyważony sposób smile Teksty typu jesteś naiwna i głupia nic nie wnoszą. Tutaj mogę poczytać takie teksty, które dają do myślenia, a nie puste słowa.
Pozdrowienia :*

Bardzo brakuje mi tu historii kobiet, które zakończyły toksyczny związek, wyzdrowiały, poznały mężczyznę i rozpoczęły nowy szczęśliwy związek. Czytanie i pisanie o byłych lub teraźniejszych toksycznych, zaczyna mnie dołować...
Teraz w l_ukrecji nadzieja smile trzymam za nią kciuki :*

12 025

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Daja do myslenia bo kazda ma inne doswiadczenia i refleksje.
jak patrze na siebie sprzed 3 lat to widze mała zatroskana dziewczynke ktora placze po nocach za mężem,dzwoni do niego ,pisze,straszy rozwodem i odejsciem,a mimo to gotuje ,pierze i przytula bo mąz tego potzrebował...
dzisiaj widze babeczke która juz potrafi przespać cała noc bez myslenia czy byłemu męzowi nie jest przypadkiem żle albo zimno,nie dzwoni i nie pisze,która śpi po prostu.Bo idzie rano do pracy i nie chce wygladac jak zoombie,bo ma synka który chce widziec mamę usmiechnieta a nie zapłakaną...
czas na tęsknoty to góra 10 minut dziennie:odtęsknie swoje i wracam do zycia ;P
a kiedys cały mój dzien był tęsknotą i troską o męża!Nie o siebie ale o męza!
teraz -mimo sentymentu do jego osoby-potrafiłam podac go o alimenty,zgłosic na leczenie,podac do komornika i zadbać o swoje .A znam kolezanki które nie robią nic-mimo ze mają dzieci a tym dzieciom należa sie alimenty...

kiedys leciałam do szpitala bo mąż ma chora trzustke,pilnowałam jego diety,dawałm mu sie wyspac
dzisiaj juz o to nie dbam: w zasadzie dobrze ze mu ta trzustka szwankuje ;P niech sie męczy hehhe(wiem wiem-poniosło mnie!) za głupote trzeba płacić...

a ja sobie pojde pedicure zrobic;P a co?  ;D 
buziaki

Posty [ 11 961 do 12 025 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 183 184 185 186 187 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026