l_ukrecja napisał/a:zofia282 napisał/a:Liwia napisał/a:Żaden nie wydaje mi się taki jak on w żadnym stopniu. Dlatego nie wchodzę i nie chcę wejść w żadne relacje z nikim innym, bo wiem, że skrzywdziłabym nie tylko siebie ale i tą drugą osobę. Po za tym nie mam zamiaru i na szczęście nie mam takich "ciągot"(przekonałam się o tym 3 lata temu, gdy zostałam sama) , aby uzależniać emocjonalnie się od innego faceta.
LIWIO !!! LITOŚCI !!! o jakim UZALEŻNIENIU od innego faceta mówisz. LIWIO !!! Swiadoma kkzb wchodząca w nowy związek powinna wiele pracy i wysiłku włożyć by do żadnego uzależnienia nie doszło !
Liwio, właśnie TY masz ciągoty do uzależnienia się od faceta. Świadczą o tym Twoje własne słowa. Nowy związek to poznawanie, przytulanie, całusy, spojrzenia, miłe słowa, fajny czas a nie UZALEŻNIENIE. Zdrowa kobieta(nie kkzb) w życiu tak nie powiedziałaby o nowym związku - uzależnienie. Bycie z kimś może nieść za sobą miłe chwile, chwile a nie czas "do grobowej deski". Można przecież traktować czas spędzany z facetem jako "miłe chwile" a Ty myślisz o uwiązaniu go. Ma być i to jeszcze zapewne wpatrzony, wsłuchany, z maślanym wzrokiem. Masz rację, skrzywdziłabyś siebie i kogoś....smutne to.
A może jako ćwiczenia, właśnie powinnaś potrenować, poćwiczyć spotkania dla pogadania, dla bycia z kimś przez chwilę, bez nakazywania trzymania Cię do końca życia za rękę.
Dziewczyny a może jestem w błędzie. Może każdy związek musi być uzależnieniem....napiszcie co o tym myślicie.
No jak zwykle Zosiu pokazałaś mi moje błędne myślenie (chore!).
bo ja spędzam z facetem miłe chwile,naprawdę...zabiera mnie w takie miejsca,no słów brak. Niby niewiele,ale dla mnie za wiele. I dzieciaki w tym uczestniczą i już mówią,że bardzo Go lubią,a mała,że kocha...
I w tym momencie ja wpadam w panikę...jak to kocha? A co jak będzie chciał się kochać? A mam z nim wziąć ślub?
A gdzie będziemy mieszkać,u mnie czy u niego? Nie! Nie! Nie!
Nie potrafię wrzucić na luz...Zamiast cieszyć się chwilą,ja wpadam w panikę...
Wiem,facet jest dorosły,wie co robi. Ale co jeśli znajdzie się jakiś inny??? Skrzywdzę go,a on na to nie zasługuje...
Druga strona medalu- nie ma trzęsienia ziemi kiedy mnie dotyka,nie robi mi się słabo,nie drżę...
Wcale nie mówi mi pięknych słówek,ale czyni aż za wiele-CZYNY.
Nie jest romantyczny.
Jest zrównoważony.
Ma uregulowaną sytuację rodzinną,tzn. jest sam.
Nie muszę o niego zabiegać,walczyć,starać się...za to wystarczy mój jeden sms a on jest.
A ja go trzymam na dystans. Jestem mu wdzięczna,lubię go ale nic więcej.
Za to cały czas wałkuję...bo przecież czytałam,gdzieś w mądrej książce,że najpierw ma być przyjaźń,a nie łóżko-i jest,nie ma być trzęsienia ziemi,bo to znak,że znowu wybiorę źle,nie musi pięknie mówić,ma czynić-i jest...
Wiem,groch z kapustą...ale może coś mi doradzicie...bo miotam się od kilku tygodni...
Potwierdzasz, że ''kochamy uszami".
Kalibabka - on potrafił mówić ! i kobiety lgnęły do niego jak muchy do lepu. Zawierzały mu siebie, swoje majątki i traciły wszystko - pieniądze, złudę pięknej, wzniosłej, dozgonnej miłości. Traciły też wiarę w człowieka.
Najpierw ma być przyjaźń, potem miłość. Mamy ten czas za sobą kochana. Nie mamy po 20 lat. Nie szukamy też kandydata na ojca naszych dzieci. Ja mam 51 lat. Całe 26 byłam wierną żoną, starałam się być wzorową mamą i przykładną panią domu a raczej gosposią
. Były dzieci i obowiązki związane z nimi. Był dom, który musiał lśnić. Obiadki, ciasta....własne wyroby, zdrowe żywienie. Było ! Teraz mam dorosłe dzieci i chęć sprawiania sobie przyjemności. Nie lubię gotować, sprzątać (przesadnie), prasować. Teraz jest mój czas, czas aby jeszcze skorzystać z życia. Nie mówię o jakiejś rozwiązłości - mam mocny kręgosłup moralny. Chcę jednak cieszyć się życiem.
Zmartwień przy mężu miałam bez liku. Ciągle jakieś kłopoty finansowe. Ciągłe czekanie na to, że tym razem już mu się uda biznes i będą pieniądze i na spłatę długu, i na spełnienie marzeń, takich jak wyjazd na wakacje, zakupy w normalnych sklepach a nie w odzieży używanej. Marzyło mi się by były pieniądze na wykształcenie dzieci. Czasami bywało i tak, że marzyłam o zakupach spożywki....szkoda słów. Kłopotem była jego niesłowność, egoizm, alkohol, awantury, kochanki.
No właśnie kandydat na partnera powinien: pięknie mówić. Jak mówi i wzdycha, i mówi, i zachwyca się, i zachłystuje nami....słowa, jak ważne są dla nas słowa. W nagraniu z hotelu, gdzie mój mąż spędzał z kochanką upojne chwile, słyszałam te słowa. Śmieszny był z tymi słowami. Teatralnie wypowiadane słowa, z przesadą a ona....ona kupowała wszystko. Z boku odbierało się to jak naigrawanie, robienie tak zwanych "jaj" a ona, a ja ! - obie to kupowałyśmy. Tylko jak mówił je do mnie, to odbierałam to, "mnie się to należy". Kiedy mówił do niej...zastanawiałam się jak ona nie wyczuwa przesady i teatralności. Myślałam, że za chwilę usłyszę, " żarty sobie robisz!". Nie, ona przyjmowała wszystko za dobrą monetę.
Tak l_krecjo, ten, który nie zachwyca się nami, nie wzdycha do nas, nie mówi jakie to my mądre, wyjątkowe, jest dla nas nudziarzem. Nie mówi pięknie i nie patrzy z zachwytem i miłością - nudziarz, przeciętniak. Wiem jednak, że zawczasu będę uciekać gdzie pieprz rośnie od miłośnie patrzącego "mówcy". Z przeciętniakiem, też mogę miło spędzić czas. Możemy śmiać się, żartować, poważnie pogadać. Owszem nie jest romantycznie, ale przez to bezpieczniej.
Zastanawiasz się co będzie jak będzie chciał się kochać ? Nic nie będzie dopóki Ty nie będziesz tego chciała i zwyczajnie powiesz, jest miło, ale na pójście z tobą do łóżka nie jestem jeszcze gotowa. Ja tak zrobiłam tzn. tak powiedziałam. Owszem poszłam do łóżka, ale wtedy kiedy ja tego chciałam i wiesz l_krecjo, okazało się, że może być cudownie, dużo lepiej jak z mężem ( byłym mężem). Dowiedziałam się, że facet może być w łóżku troskliwy, delikatny, czuły i były to gesty, nie słowa.
Czy chcę z tym facetem być - nie, nie chcę. Czy on chce ze mną być.....nie myślałam o tym, nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach. Traktuję tą znajomość jako "miłe chwile", fajnie spędzony czas, ale nic więcej.
Masz z nim wziąć ślub ? Jeśli będziesz tego chciała.....jeśli nie, to ślubu nie będzie i nie bardzo rozumiem co masz na myśli mówiąc, że boisz się go skrzywdzić. To, że spotykacie się to jest wasz wybór a spotykanie do niczego nie zobowiązuje.
Powiadasz, że druga strona medalu to brak drżenia, słabnięcia i trzęsienia ziemi. A jaką za to drżenie cenę płaciłaś i czy warto było ją płacić ?