hmmm....chyba sie nie "wkręciłam " do was...
no trudno...
pozdrawiam mimo wszystko
Hej cos Ty ,ja tez na poczatku mialam wrazenie ze nikt mnie tu niechce ,tak chaotycznie pisalam,hahhaha ,ale wytrwalam bo podobal mi sie poziom dyskusji ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 182 183 184 185 186 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
hmmm....chyba sie nie "wkręciłam " do was...
no trudno...
pozdrawiam mimo wszystko
Hej cos Ty ,ja tez na poczatku mialam wrazenie ze nikt mnie tu niechce ,tak chaotycznie pisalam,hahhaha ,ale wytrwalam bo podobal mi sie poziom dyskusji ![]()
Podobne tematy
edytka30 napisał/a:hmmm....chyba sie nie "wkręciłam " do was...
no trudno...
pozdrawiam mimo wszystkoHej cos Ty ,ja tez na poczatku mialam wrazenie ze nikt mnie tu niechce ,tak chaotycznie pisalam,hahhaha ,ale wytrwalam bo podobal mi sie poziom dyskusji
Ależ Edytko,pisz i wkręcaj się,a na dobre Ci wyjdzie ![]()
Dziwne to Anstawio, ale właśnie ten pesymizm dopadał mnie w domu...często się nad tym zastanawiałam, ale do niczego mądrego nie doszłam. Może po prostu między życzliwymi ludźmi jest inaczej, może między nimi ukrywa się prawdziwe "ja", tłumi się siebie, a w domu pokazuje prawdziwe oblicze.....Nie mam pojęcia.
Te smsy od męża są innej treści niż wtedy..., np. że kocha, że tęskni, że nie byłam tak czuła jak chciał....
Liwia napisał/a:Wiele się tu dzieję jak widzę......
Ja póki co zmierzam do końca roku szkolnego......
Wakacje pewnie wypoczynkiem wielkim dla mnie nie będą, bo jak znam życie zacznę się nakręcać z powodu namiaru wolnego czasu, ale co tam. Może jakoś dam radę przetrwaćWitaj L_krecjo
Anstawio jak dziś nastrój?Witaj Liwio,
Dawno nie pisałaś. Chyba musisz być rzeczywiście zapracowana:) A wolne najlepiej zaplanuj sobie tak,żebyś nie miała czasu na niepotrzebne nakręcanie się.
Mój nastrój dzisiaj, cóż ostatnio jestem przemęczona psychicznie i fizycznie. Ale jeszcze jutro praca i wolny weekend.
Dziś złożyłam wypowiedzenie w pracy, bo dostałam inną ofertę. Lepsze godziny pracy, stawka. Będę też trochę zajmować się dzieciaczkami. Jestem tym lekko przerażona, ale vzytałam,że dorośli,którzy stracili dzieciństwo, DDA, powinni spędzać czas właśnie z dziećmi. W ten sposób mogą je w sobie odnaleźć. I to mnie motywuje. Lipiec będzie luźniejszy, od sierpnia zaczynam.Poza tym, jeżeli chodzi o wzorce, to u mnie, tak jak u l_ukrecji, powielany jest smutek. Jestem straszną pesymistką, tacy są moi rodzice. Wiecznie zmartwieni, źli, przemęczeni, smutni, śmiać sie nie wolno, zresztą z czego się cieszyć itp itd Ja powieliłam nie tyle reakcje, zachowania, co myśli, sposób postrzegania życia, samej siebie, innych... Na pewno jesteśmy innym pokoleniem, mieszkam w innym kraju, gdzie panują inne zasady, styl życia, który mi pasuje i do którego przywykłam.
Ogólnie chciałabym zacząć żyć szczęśliwie, ale przez tą moją terapię cofam się. Chciałabym mieć już to za sobą i zacząć żyć!
Pesymiści łączcie się ![]()
hmmm....chyba sie nie "wkręciłam " do was...
no trudno...
pozdrawiam mimo wszystko
Jeszcze nic straconego.
Myślę, że powinnaś kontynuować. Na razie nie trzeba było zabierać zdania.
Dziwne to Anstawio, ale właśnie ten pesymizm dopadał mnie w domu...często się nad tym zastanawiałam, ale do niczego mądrego nie doszłam. Może po prostu między życzliwymi ludźmi jest inaczej, może między nimi ukrywa się prawdziwe "ja", tłumi się siebie, a w domu pokazuje prawdziwe oblicze.....Nie mam pojęcia.
Te smsy od męża są innej treści niż wtedy..., np. że kocha, że tęskni, że nie byłam tak czuła jak chciał....
W domu jesteśmy same, spokojne i mamy czas na refleksje. Na zewnątrz zwykle mamy coś do zrobienia co głęboko nas pochłania.
Liwia napisał/a:Dziwne to Anstawio, ale właśnie ten pesymizm dopadał mnie w domu...często się nad tym zastanawiałam, ale do niczego mądrego nie doszłam. Może po prostu między życzliwymi ludźmi jest inaczej, może między nimi ukrywa się prawdziwe "ja", tłumi się siebie, a w domu pokazuje prawdziwe oblicze.....Nie mam pojęcia.
Te smsy od męża są innej treści niż wtedy..., np. że kocha, że tęskni, że nie byłam tak czuła jak chciał....W domu jesteśmy same, spokojne i mamy czas na refleksje. Na zewnątrz zwykle mamy coś do zrobienia co głęboko nas pochłania.
Może pesymizm pojawia się, gdy nam na czymś strasznie zależy,staramy się z całych sił a to i tak nie wychodzi.I to jest dołujące.
A na tym co jest poza domem, nam już tak nie zależy,więc się tym nie martwimy, co będzie, to będzie?
Może trzeba "wyluzować"?
Mój mąż też pisze do mnie, dużo. Co prawda nie pali dopiero dwa dni,ale to i tak mini sukces. Wciąż się łudzę, nie ukrywam. Ale już jestem spokojna i ostrożna, tak mi się wydaje. Już mnie to ani nie smuci, ani nie cieszy. Jest ok.
Liwio, przydałoby się,żeby Twój mąż zrozumiał,że Cię zranił i to bardzo.Może kocha i tęskni,ale czy wie co zrobił i żałuje,czy Tobą manipuluje?
A Ty musisz być twarda, choć łatwo się pisze, a ciężko wykonać.
po przeczytaniu ksiazki jonha bradshauw poerot do mojego zewnetrznego domu ,mam kontakt z mojim wewnetrznym dzieckiem,i dobrze mi z tym , dzieki jej staje sie dorosla i chyba dobra mama dla dwoch urwisow tu ,teraz wiem ze nie wolno opowiesci dziecka negowac ,trzeba tylko mowic to bylo innaczej ,moja corka lubi zmyslac np jak mniala rok to twierdzi ze ja zostawalismy sama, nigdy nie byla sama. Wies sie pytam jej skad to masz/ okazuje sie ze kolezanki tato odszedl jak byla ona mala,ale ja to rozumniem juz........... polecam te ksiazke z osobami mnieszkajacymi nie daleko powymnieniam nanp sekrets czy zobaczymy ile przesylki kosztuja........czy to sie nam by oplacalo pozdrawiam
po przeczytaniu ksiazki jonha bradshauw powrot do mojego zewnetrznego domu ,mam kontakt z mojim wewnetrznym dzieckiem,i dobrze mi z tym , dzieki niej staje sie dorosla i chyba dobra mama dla dwoch urwisow tu ,teraz wiem ze nie wolno opowiesci dziecka negowac ,trzeba tylko mowic to bylo innaczej ,moja corka lubi zmyslac np jak mniala rok to twierdzi ze ja zostawalismy sama, nigdy nie byla sama. Wiec sie pytam jej skad to masz/ okazuje sie ze kolezanki tato odszedl jak byla ona mala,ale ja to rozumniem juz. teraz.......... polecam te ksiazke, z osobami mnieszkajacymi nie daleko powymnieniam na np sekrets czy zobaczymy ile przesylki kosztuja........ i czy to sie nam by oplacalo pozdrawiam
przewpraszam za ogromne bledy na laptopie mi przeskakuja litery.
Dziwne to Anstawio, ale właśnie ten pesymizm dopadał mnie w domu...często się nad tym zastanawiałam, ale do niczego mądrego nie doszłam. Może po prostu między życzliwymi ludźmi jest inaczej, może między nimi ukrywa się prawdziwe "ja", tłumi się siebie, a w domu pokazuje prawdziwe oblicze.....Nie mam pojęcia.
Te smsy od męża są innej treści niż wtedy..., np. że kocha, że tęskni, że nie byłam tak czuła jak chciał....
Liwio,my (ja napewno)wciąż jesteśmy kkzb niestety. Potrzeba chyba miesięcy lub lat pracy żeby się zmienić. Poza tym, teoria teorią, a w praktyce dalej wychodzi swoje. Nieważne czy to byłby mąż,czy inny mężczyzna, od początku zachowywałabym się tak, by tylko on nie odszedł. I jest mi na początku z tym dobrze, z czasem okazuje się, że już tak dobrze nie jest.
Analizując swój związek, widzę jakie błędy popełniłam, od samego początku. I ciężko będzie się zmienić ale chcę to zrobić,żeby już więcej tego błędu nie popełnić.
I terapia terapią, pozwala ona spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Dzięki terapii otworzyły mi się oczy, zrozumiałam wiele rzeczy. Ale trzeba umieć to teraz wprowadzić w swoje życie i tu jest problem...
Może pesymizm pojawia się, gdy nam na czymś strasznie zależy,staramy się z całych sił a to i tak nie wychodzi.I to jest dołujące.
A na tym co jest poza domem, nam już tak nie zależy,więc się tym nie martwimy, co będzie, to będzie?
Może trzeba "wyluzować"?
Mój mąż też pisze do mnie, dużo. Co prawda nie pali dopiero dwa dni,ale to i tak mini sukces. Wciąż się łudzę, nie ukrywam. Ale już jestem spokojna i ostrożna, tak mi się wydaje. Już mnie to ani nie smuci, ani nie cieszy. Jest ok.
Liwio, przydałoby się,żeby Twój mąż zrozumiał,że Cię zranił i to bardzo.Może kocha i tęskni,ale czy wie co zrobił i żałuje,czy Tobą manipuluje?
A Ty musisz być twarda, choć łatwo się pisze, a ciężko wykonać.
Pesymista się nie stara, bo i tak mu nie wyjdzie. Nie sądzisz? Chciałby i nawet nie próbuje. Chyba że ma przejawy optymizmu i działa. A potem i tak się poddaje.
Przecież kiedy idziemy do pracy chyba nam zależy jak będzie, co?
Ja jednak myślę, że w domu mamy więcej czasu na przemyślenia.
Wyluzować trzeba na pewno, to jest podstawa.
Życie jest strasznie skomplikowane. Co ciekawe dla jednych pewne rzeczy są naturalne, inni natomiast muszą do nich dopiero dochodzić, nieraz z ogromnymi trudnościami.
Życie jest strasznie skomplikowane. Co ciekawe dla jednych pewne rzeczy są naturalne, inni natomiast muszą do nich dopiero dochodzić, nieraz z ogromnymi trudnościami.
kazdy czlowiek czy z toksycznymi rodzicami czy nie powinien sie rozwijac ,tylko na ludzi z tzw normalnych domow nikt sie nie obuza ze to jest atak na niego,wiekszosc naszych rodzicow z tego co tu stwierdzam widza wlasne zdanie i decyzje jak atak nie jako samodzielnosc i rozwoj czlowieka doroslego i nawet dorastajacego.
No tak, pesymista z góry zakłada porażkę. To ja już tak nie mam.
Co do starania się w mojej pracy? Od początku słyszałam nie staraj się,bo ci wejdą na głowę. W pracy się nie staram, robię tyle ile mogę, dziękuję, do widzenia.
Poza tym, ja mam inny rodzaj pracy i tutaj podejście do pracownika jest inne. Ja wiem na 100%,że tą pracę zawsze będę miała. W pl jest inaczej, nadgodziny, starasz się a i tak usłyszysz,że na twoje miejsce są setki innych. Gdybym miała pracę,na której by mi zależało, to bym się starała.
I nadal trzymam się tego,że życie jest banalnie proste, tylko sami je sobie niepotrzebnie komplikujemy.
Jeee mój optymizm wraca ![]()
hm... napisał/a:Życie jest strasznie skomplikowane. Co ciekawe dla jednych pewne rzeczy są naturalne, inni natomiast muszą do nich dopiero dochodzić, nieraz z ogromnymi trudnościami.
kazdy czlowiek czy z toksycznymi rodzicami czy nie powinien sie rozwijac ,tylko na ludzi z tzw normalnych domow nikt sie nie obuza ze to jest atak na niego,wiekszosc naszych rodzicow z tego co tu stwierdzam widza wlasne zdanie i decyzje jak atak nie jako samodzielnosc i rozwoj czlowieka doroslego i nawet dorastajacego.
Racja. "normalni" rodzice wspierają dzieci, a nie sami szukają u dzieci wsparcia. Tylko jak tu być normalnym??
hm... napisał/a:Życie jest strasznie skomplikowane. Co ciekawe dla jednych pewne rzeczy są naturalne, inni natomiast muszą do nich dopiero dochodzić, nieraz z ogromnymi trudnościami.
kazdy czlowiek czy z toksycznymi rodzicami czy nie powinien sie rozwijac ,tylko na ludzi z tzw normalnych domow nikt sie nie obuza ze to jest atak na niego,wiekszosc naszych rodzicow z tego co tu stwierdzam widza wlasne zdanie i decyzje jak atak nie jako samodzielnosc i rozwoj czlowieka doroslego i nawet dorastajacego.
Czemu atak?
Niektórzy ludzie nie są ambitni po prostu. Nie widzą nic poza swoim światem i nie ważne jaki on jest.
Trzeba żyć swoim życiem, jesteśmy dorosłymi ludźmi. Rodzice mogą nam pomóc, powiedzieć czy im się to podoba czy nie, mają do tego prawo. Ale decydować i żyć za nas nie mogą.
No tak, pesymista z góry zakłada porażkę. To ja już tak nie mam.
Co do starania się w mojej pracy? Od początku słyszałam nie staraj się,bo ci wejdą na głowę. W pracy się nie staram, robię tyle ile mogę, dziękuję, do widzenia.
Poza tym, ja mam inny rodzaj pracy i tutaj podejście do pracownika jest inne. Ja wiem na 100%,że tą pracę zawsze będę miała. W pl jest inaczej, nadgodziny, starasz się a i tak usłyszysz,że na twoje miejsce są setki innych. Gdybym miała pracę,na której by mi zależało, to bym się starała.
I nadal trzymam się tego,że życie jest banalnie proste, tylko sami je sobie niepotrzebnie komplikujemy.
Jeee mój optymizm wraca
Nie jest proste, bo nas partnerzy nie rozumieją.
Czyli pesymizm to już nie jest tylko czasem taka mała mała obsesyjka.
Z tą pracą to wiadomo. Jak jest się o co starać to trzeba.
dortja napisał/a:hm... napisał/a:Życie jest strasznie skomplikowane. Co ciekawe dla jednych pewne rzeczy są naturalne, inni natomiast muszą do nich dopiero dochodzić, nieraz z ogromnymi trudnościami.
kazdy czlowiek czy z toksycznymi rodzicami czy nie powinien sie rozwijac ,tylko na ludzi z tzw normalnych domow nikt sie nie obuza ze to jest atak na niego,wiekszosc naszych rodzicow z tego co tu stwierdzam widza wlasne zdanie i decyzje jak atak nie jako samodzielnosc i rozwoj czlowieka doroslego i nawet dorastajacego.
Racja. "normalni" rodzice wspierają dzieci, a nie sami szukają u dzieci wsparcia. Tylko jak tu być normalnym??
Czekaj, ale to, że rodzice szukają wsparcia u dzieci to nic złego.
Rodzice powinni dawać wsparcie dzieciom i vice versa. Jedno wesprze w tym, drugie w tamtym. Chodzi o wsparcie i zrozumienie.
dortja napisał/a:hm... napisał/a:Życie jest strasznie skomplikowane. Co ciekawe dla jednych pewne rzeczy są naturalne, inni natomiast muszą do nich dopiero dochodzić, nieraz z ogromnymi trudnościami.
kazdy czlowiek czy z toksycznymi rodzicami czy nie powinien sie rozwijac ,tylko na ludzi z tzw normalnych domow nikt sie nie obuza ze to jest atak na niego,wiekszosc naszych rodzicow z tego co tu stwierdzam widza wlasne zdanie i decyzje jak atak nie jako samodzielnosc i rozwoj czlowieka doroslego i nawet dorastajacego.
Czemu atak?
Niektórzy ludzie nie są ambitni po prostu. Nie widzą nic poza swoim światem i nie ważne jaki on jest.
Trzeba żyć swoim życiem, jesteśmy dorosłymi ludźmi. Rodzice mogą nam pomóc, powiedzieć czy im się to podoba czy nie, mają do tego prawo. Ale decydować i żyć za nas nie mogą.
Moi toksyczni rodzice non stop mówią mi co mam dla nich robić. Jeśli tego nie robię, bo nie chcę to krzyczą na mnie i płaczą (mama). hm... z toksycznymi rodzicami się nie da żyć! Toksyczni rodzice nie wspierają, oni tylko chcą brać. Tak jest!
Żartujesz?
Stosują w stosunku do Ciebie szantaż emocjonalny?
Rozmawiałaś z nimi o tym, że to nie normalne?
Moja matka też tak robiła, nie wiem czy z płaczem, ale miała takie teksty. One mnie nie ruszają. Zupełnie.
Ja bym zapytała co ona robi? Jaja. Terapia przydałaby się Twojej mamie, z całym szacunkiem.
Żartujesz?
Stosują w stosunku do Ciebie szantaż emocjonalny?
Rozmawiałaś z nimi o tym, że to nie normalne?Moja matka też tak robiła, nie wiem czy z płaczem, ale miała takie teksty. One mnie nie ruszają. Zupełnie.
Ja bym zapytała co ona robi? Jaja. Terapia przydałaby się Twojej mamie, z całym szacunkiem.
Oni są toksyczni. Nie zrozumieją nigdy! Ja już to wiem i mam to już gdzieś.
Nie chodzi o to żeby zrozumieli tylko żeby wiedzieli. Żebyś im dała do zrozumienia, że to już na Ciebie nie działa, że to jest złe. Żeby zauważyli, że jest granica.
A najbardziej chodzi o Ciebie, żebyś była ponad to i żeby te ich zachowania nie zaburzały Twojego świata.
hm... masz całkowitą rację.
Ale moi rodzice nigdy nie będą wiedzieli. Z nimi to jest tak, jakbyś osobie niewidomej od urodzenia próbowała wytłumaczyć czym jest niebieskie niebo. Oni wiedzą wszystko na swój sposób.
I ja też taka byłam!! Jak mi ktoś zwrócił uwagę, szłam w kąt i płakałam,jak moja matka. Skąd miałam wiedzieć,że trzeba inaczej??
Życie z nimi, moimi rodzicami, zniszczyło mi psychikę.
I ja już się nimi nie stresuję, za dużo mi to pochłania energii.
Czasami to się nie dziwię,że mój mąż od dwóch lat mnie olewał, kto by z taką wariatką wytrzymał hehe ![]()
I cokolwiek w życiu będę robić, jeśli tylko nie tak jak oni chcą, to uznają to za atak, za wyrabianie im krzywdy itp. Oni tylko oczekują pomocy. A co mi dali,bo ja nie wiem?
hm... masz całkowitą rację.
Ale moi rodzice nigdy nie będą wiedzieli. Z nimi to jest tak, jakbyś osobie niewidomej od urodzenia próbowała wytłumaczyć czym jest niebieskie niebo. Oni wiedzą wszystko na swój sposób.
I ja też taka byłam!! Jak mi ktoś zwrócił uwagę, szłam w kąt i płakałam,jak moja matka. Skąd miałam wiedzieć,że trzeba inaczej??
Życie z nimi, moimi rodzicami, zniszczyło mi psychikę.
I ja już się nimi nie stresuję, za dużo mi to pochłania energii.
Czasami to się nie dziwię,że mój mąż od dwóch lat mnie olewał, kto by z taką wariatką wytrzymał hehe
I cokolwiek w życiu będę robić, jeśli tylko nie tak jak oni chcą, to uznają to za atak, za wyrabianie im krzywdy itp. Oni tylko oczekują pomocy. A co mi dali,bo ja nie wiem?
Pomocy mówisz, aha.
Anstawio, mnie chodzi o to, żeby usłyszeli to od Ciebie i żeby o tym przez to wiedzieli. Jak niewidomemu tłumaczymy, że niebo jest niebieskie, to on ani nie wie jak wygląda niebo, ani kolor niebieski, ale wie, że coś takiego istnieje. A i wyobraża to sobie jakoś na pewno.
A wciągać się nie możesz dać. Mowy nie ma. Nie dajmy się zwariować.
Mamy wiele wspólnego. Mnie matka także skrzywdziła, na wiele sposobów i czasem chce krzywdzić nadal, ale ja działam jak tarcza, jak wystrzeli pocisk w moją stronę to z powrotem ją trafia i to w czułe miejsce niestety. Dlatego, że mówię do niej i stawiam granice. Tak jak nie pozwoliłam jej ostatnio siebie wyzywać, aż się zawahała, zaniemówiła. To jest niesamowite. Że mamy kontrolę nad tym i dzięki temu ona wie, że do mnie tak mówić nie może, czy jej się to podoba czy nie. I może płakać, skakać. Ja jestem osobną jednostką, którą ona musi uszanować jako człowieka. Nie nauczyła mnie tego szacunku, nigdy go dla nikogo nie miała, tylko wciąż od wszystkich się go dopominała. Myślę, że teraz jest zaskoczona, że ja jestem pod tym względem zupełnie inna od niej. Nieraz to ona mnie pyta jak się zachować. Ma skłonność do nadmiernej, chorobliwej nieraz analizy, potrafi wpadać z tego powodu w jakąś paranoję. Ja jestem odrębną jednostką, w porównaniu do niej jestem ostoją i oazą spokoju. Moim sukcesem będzie być inną niż ona, zupełnie inną. Wydaje mi się, że już jestem, chyba zawsze byłam.
Moja mama nie krzyczy, nie podnosi głosu, nie przeklina. To robi mój tata. Moja mama mówi, nie wolno się złościć, wszystkim trzeba wybaczać, rodzicom trzeba pomagać, bozia ci wszystko wynagrodzi, tak musi być, tacy jesteśmy, módl się do bozi, bóg z tobą, bozia, bozia, bozia... A jak podniosę głos,to ona płacze. A potem przychodzi smutna i mówi płakałam całą noc przez ciebie. Ostatnio jej powiedziałam: to po co płakałaś? Trzeba było nie płakać. Była w szoku, bo ona wiecznie oczekuje politowania, współczucia, pomocy. Jej mama robi to samo...
Ogólnie chciałabym zacząć żyć szczęśliwie, ale przez tą moją terapię cofam się. Chciałabym mieć już to za sobą i zacząć żyć!
Nie cofasz się. Jesteś bardziej świadoma siebie - a to już krok i to milowy. Umiesz się już przyznać i przed nami, ale przede wszystkim przed sobą, jakie masz pragnienia i oczekiwania i wiesz już, że chcesz niemożliwego. Jeszcze lubisz łudzić się, ale uczysz się, ze to co my pragniemy jako żony, nie zawsze musi być spełnione. Nauczysz się jeszcze śmiać i cieszyć - pisałam Ci już, że jesteś młoda i wszystko przed Tobą. Żyj Anstawio, żyj życiem wolnym od niego. Spróbuj. Energię, którą chcesz poświecić na "uzdrawianie" męża, przeznacz na znalezienie rozrywki i fajnego czasu dla siebie. Ucz się co lubisz, co sprawia Ci przyjemność.
A faceci ? tego kwiatu pół światu.
Na tą chwilę mam ochotę na 2 metrowego, mięciutkiego,kudłatego misia z "bolcem"
Ach Ty zberwźnico !
Wiesz czego chcesz, więc realizuj to
.
Żyje się raz !
Musiałam pokonać w sobie wiele oporów zanim "zdradziłam męża",
a było to rok trzy miesiące po rozstaniu,
a więc cztery miesiące PO ROZWODZIE.
I nie żałuję !!!
Anstawia napisał/a:No tak, pesymista z góry zakłada porażkę. To ja już tak nie mam.
Co do starania się w mojej pracy? Od początku słyszałam nie staraj się,bo ci wejdą na głowę. W pracy się nie staram, robię tyle ile mogę, dziękuję, do widzenia.
Poza tym, ja mam inny rodzaj pracy i tutaj podejście do pracownika jest inne. Ja wiem na 100%,że tą pracę zawsze będę miała. W pl jest inaczej, nadgodziny, starasz się a i tak usłyszysz,że na twoje miejsce są setki innych. Gdybym miała pracę,na której by mi zależało, to bym się starała.
I nadal trzymam się tego,że życie jest banalnie proste, tylko sami je sobie niepotrzebnie komplikujemy.
Jeee mój optymizm wracaNie jest proste, bo nas partnerzy nie rozumieją.
Czyli pesymizm to już nie jest tylko czasem taka mała mała obsesyjka.
Z tą pracą to wiadomo. Jak jest się o co starać to trzeba.
Hm...partnerzy nas nie rozumieją,bo złych partnerów sobie wybrałyśmy,a wybrałyśmy,bo jesteśmy KKZB.
Uczę się dopiero raczkować,ale już widzę,że o miłość nie muszę zabiegać,walczyć,zasłużyć...
Kurcze,jak poznałam eksa miałam rywalki-jego netowe koleżanki i jak się pózniej okazało nie tylko...dlaczego się nie wycofałam? Potraktowałam to jako wyzwanie...i to jest smutne,bo zdrowa kobieta dałaby nura na starcie,a mnie to kręciło. I
dzisiaj zaczelam gadac jak matka chcialas kota to o niego dbaj do corki.maz na to a kto zgodzil sie na zwierzeta w domu................. o cholerka az mnie zatknelo koncowa odpowiedzialnosc jest zeczywiscie rodzica nie dziecka,trzeba byc stanowczym co chyba kazdemu ciezko nie raz idzie idealow nie ma,ach te furjacje znam matki udawanie ofiary ( czym starsza tym gorsza) naprawde,meczenictwo w koncu prowokacje inne i wzask i oni tacy do siebie podobni tu jak dwie krople wody szantaze manipulacje biedna ja............... chyba skoncze z zyciem.,dzwonienie 6 razy dziennie kontrola,prowokacja co super nadal jej wychodzi, klotnie i tak w kolko,a potem ja nie rozumnie syn,corka mnie nie odwiedzaja slepy by chyba ujzal dlaczego ehhhhhhh manipulacje i inne takie tam bajery .teraz mam swiety spokuj i bede mniala bo chce od tej relacji jezeli kiedys zaistnieje znowusz cos w zamnian czyli wsparcie a jak nie to ty tez nie.
Moja mama nie krzyczy, nie podnosi głosu, nie przeklina. To robi mój tata. Moja mama mówi, nie wolno się złościć, wszystkim trzeba wybaczać, rodzicom trzeba pomagać, bozia ci wszystko wynagrodzi, tak musi być, tacy jesteśmy, módl się do bozi, bóg z tobą, bozia, bozia, bozia... A jak podniosę głos,to ona płacze. A potem przychodzi smutna i mówi płakałam całą noc przez ciebie. Ostatnio jej powiedziałam: to po co płakałaś? Trzeba było nie płakać. Była w szoku, bo ona wiecznie oczekuje politowania, współczucia, pomocy. Jej mama robi to samo...
No to mamie powiedziałaś, założę się że zmusiłaś ją tym tekstem do myślenia.
I trzeba dać nura, a nie czekać na zmiany, prędzej się ziemia rozstąpi.
dzisiaj zaczelam gadac jak matka chcialas kota to o niego dbaj do corki.maz na to a kto zgodzil sie na zwierzeta w domu................. o cholerka az mnie zatknelo koncowa odpowiedzialnosc jest zeczywiscie rodzica nie dziecka,trzeba byc stanowczym co chyba kazdemu ciezko nie raz idzie idealow nie ma,ach te furjacje znam matki udawanie ofiary ( czym starsza tym gorsza) naprawde,meczenictwo w koncu prowokacje inne i wzask i oni tacy do siebie podobni tu jak dwie krople wody szantaze manipulacje biedna ja............... chyba skoncze z zyciem.,dzwonienie 6 razy dziennie kontrola,prowokacja co super nadal jej wychodzi, klotnie i tak w kolko,a potem ja nie rozumnie syn,corka mnie nie odwiedzaja slepy by chyba ujzal dlaczego ehhhhhhh manipulacje i inne takie tam bajery .teraz mam swiety spokuj i bede mniala bo chce od tej relacji jezeli kiedys zaistnieje znowusz cos w zamnian czyli wsparcie a jak nie to ty tez nie.
Zupełnie nie rozumiem co piszesz...może znaki interpunkcyjne,czy wielka litera na początku nowego zdania?
I trzeba dać nura, a nie czekać na zmiany, prędzej się ziemia rozstąpi.
Hm...a Ty dałaś nura,czy nadal brodzisz w tym.....?
dzisiaj zaczelam gadac jak matka chcialas kota to o niego dbaj do corki.maz na to a kto zgodzil sie na zwierzeta w domu................. o cholerka az mnie zatknelo koncowa odpowiedzialnosc jest zeczywiscie rodzica nie dziecka,trzeba byc stanowczym co chyba kazdemu ciezko nie raz idzie idealow nie ma,ach te furjacje znam matki udawanie ofiary ( czym starsza tym gorsza) naprawde,meczenictwo w koncu prowokacje inne i wzask i oni tacy do siebie podobni tu jak dwie krople wody szantaze manipulacje biedna ja............... chyba skoncze z zyciem.,dzwonienie 6 razy dziennie kontrola,prowokacja co super nadal jej wychodzi, klotnie i tak w kolko,a potem ja nie rozumnie syn,corka mnie nie odwiedzaja slepy by chyba ujzal dlaczego ehhhhhhh manipulacje i inne takie tam bajery .teraz mam swiety spokuj i bede mniala bo chce od tej relacji jezeli kiedys zaistnieje znowusz cos w zamnian czyli wsparcie a jak nie to ty tez nie.
Ja też widzę podobieństwo do moich rodziców i szlag mnie wtedy trafia. A manipulacje, szkoda gadać.
Moja matka miała 19lat jak wyszła za mąż za mojego ojca, alkoholika. Rok później urodził się mój brat. Ona kompletnie nie zaznała życia, życie zna z seriali, kościoła.I uważa,że życie trzeba przecierpieć (ja też tak myślałam przez nią). I jest mi jej czasami tak żal, a ona to wie i jeszcze bardziej wywołuje u mnie poczucie winy łzami, słowami itp. Do tej pory jej się to udawało.
I chciałabym uciec od nich. Jesteśmy oddaleni od siebie 1200km a ja wciąż nie mogę się od nich oderwać myślami. Całe życie robili wszystko by wzbudzić we mnie poczucie winy i ja to poczucie winy wprowadziłam w swoje życie. Tego się nie da opisać słowami. Ojca szczerze nienawidzę, kawał skur..., nigdy mu nie wybaczę. A mama, cóż, zagubiona, kkzb, usługuje mojemu ojcu a on ją traktuje jak byle co. Wiem,że trudno odejść, wiem. Ale można żyć inaczej, moja mama nie chce żyć inaczej. I juz nie mam takiego napięcia jak myslę o nich. Wcześniej na samo wspomnienie ogarniał mnie paraliżujący stres, nerwy, ból głowy.A oni i tak nic nie będą wiedzieć, nie zrozumieją. Tak sobie ubzdurali we łbach i koniec. A spróbuj im wytłumaczyć,że jest inaczej, zrób inaczej niż oni chcą, krzyki, łzy, obraza... ehhh... Już nic nie będę pisać na ten temat. Koniec.
hm... napisał/a:I trzeba dać nura, a nie czekać na zmiany, prędzej się ziemia rozstąpi.
Hm...a Ty dałaś nura,czy nadal brodzisz w tym.....?
hm... czeka na zmiany chyba, tak ??
Dziewczyny, czy wy też tak macie, że w ciągu dnia potrzebujecie czasu tylko dla siebie?
Ja na przykład muszę mieć choć 30minut na bycie samej. Mogę wtedy czytać, być w łazience, zdrzemnąć się, zakupy... cokolwiek, byle sama. W ten sposób ładuję akumulatory. Gdy byłam w związku, każdą chwilę miałam zaplanowaną, praca, obiad, sprzątanie itp itd W ciągłym biegu.
Wiem, że niektórzy ładują akumulatory spotykając się z ludźmi. Mnie na przykład ludzie męczą i muszę być przez chwilę sama... Macie tak?
Dziewczyny, czy wy też tak macie, że w ciągu dnia potrzebujecie czasu tylko dla siebie?
Ja na przykład muszę mieć choć 30minut na bycie samej. Mogę wtedy czytać, być w łazience, zdrzemnąć się, zakupy... cokolwiek, byle sama. W ten sposób ładuję akumulatory. Gdy byłam w związku, każdą chwilę miałam zaplanowaną, praca, obiad, sprzątanie itp itd W ciągłym biegu.
Wiem, że niektórzy ładują akumulatory spotykając się z ludźmi. Mnie na przykład ludzie męczą i muszę być przez chwilę sama... Macie tak?
Jak nie mam czasu dla siebie jestem nerwowa i zla frustruje sie ,potrzebuje przynajmniej godzinke dziennie na lezen pojscie z psem sama na dlugi spacer ,badz czytanie ksiazki, nieraz wychodze na balety sama z kolezanka.Hm czego nie zrozumnialas? ze moja matka manipuluje i szantazuje i ze jest tylko i wylacznie t.z.w biorca a nie dawca ,wiesz co mi powiedziala jak moje dziecko zmarlo? JA z toba wyplakiwac przes telefon nie bede ,zycie toczy sie dalej...i kiedy moj maz jej schody przyjdzie pomalowac ?. oj tym juz wtedy przegiela (pale) ,pol roku pozniej ,powiedzialam jej ze jest nie moralna,nie taktowna i aspoleczna,i nadal nie zaluje tych slow.
Anstawia napisał/a:Dziewczyny, czy wy też tak macie, że w ciągu dnia potrzebujecie czasu tylko dla siebie?
Ja na przykład muszę mieć choć 30minut na bycie samej. Mogę wtedy czytać, być w łazience, zdrzemnąć się, zakupy... cokolwiek, byle sama. W ten sposób ładuję akumulatory. Gdy byłam w związku, każdą chwilę miałam zaplanowaną, praca, obiad, sprzątanie itp itd W ciągłym biegu.
Wiem, że niektórzy ładują akumulatory spotykając się z ludźmi. Mnie na przykład ludzie męczą i muszę być przez chwilę sama... Macie tak?Jak nie mam czasu dla siebie jestem nerwowa i zla frustruje sie ,potrzebuje przynajmniej godzinke dziennie na lezen pojscie z psem sama na dlugi spacer ,badz czytanie ksiazki, nieraz wychodze na balety sama z kolezanka.Hm czego nie zrozumnialas? ze moja matka manipuluje i szantazuje i ze jest tylko i wylacznie t.z.w biorca a nie dawca ,wiesz co mi powiedziala jak moje dziecko zmarlo? JA z toba wyplakiwac przes telefon nie bede ,zycie toczy sie dalej...i kiedy moj maz jej schody przyjdzie pomalowac ?. oj tym juz wtedy przegiela (pale) ,pol roku pozniej ,powiedzialam jej ze jest nie moralna,nie taktowna i aspoleczna,i nadal nie zaluje tych slow.
To mamy tak samo. Myślałam,że tylko ja tak mam,że brak czasu dla siebie w ciągu dnia, powoduje nerwowość. Czyli ok.
A co do twojej matki, uważam,że jest okrutna! Ale wydaje mi się, że wciaż jesteś emocjonalnie z nią związana, tak jak ja ze swoimi rodzicami. Nie wiem czy da się odciąć tą pępowinę raz na zawsze... ?
P.S. l_ukrecja Cię nie zrozumiała, bo ciężko się Ciebie czyta, bo nie stawiasz kropek, dużych liter po kropce i brak polskich znaków. Ja Ciebie rozumiem ![]()
Człowiek to zwierzę stadne, ale czasami potrzebuje chwili tylko dla siebie, aby się wyciszyć i po prostu pobyć sam ze sobą. To chyba nic złego, że poświęcimy dla siebie parę chwil w ciągu dnia?
Mężczyźni nie mają z tym problemu, a my uważamy że leniuchując robimy wtedy wszystkim krzywdę. A przecież chwila naszego relaksu mija i znowu jesteśmy na pełnych obrotach.
Moj jm maz ,powiedzial ze ten moj zapal mnie i optymizm mnie zaskoczy hhmmm,niewiem ja to rozumiec.
Lukrecjo
DLA MNIE SEKRET STAL SIE BIBLIA HEHEH NOSZE GO W TOREBCE.
Jestem uzalezniona od tego forum ,nawet w pracy w przerwach od zajec ide do kafejki czego nigdy nie robilam .Zawsze starlam sie czytac lub odpoczac heheh,ludzie w pracy sie mnie pytaja czy czasem nie romansuje bo tak ochoczo lece na neta hehhe
Pozdrowionka
Moj jm maz ,powiedzial ze ten moj zapal mnie i optymizm mnie zaskoczy hhmmm,niewiem ja to rozumiec.
Lukrecjo
DLA MNIE SEKRET STAL SIE BIBLIA HEHEH NOSZE GO W TOREBCE.
Jestem uzalezniona od tego forum ,nawet w pracy w przerwach od zajec ide do kafejki czego nigdy nie robilam .Zawsze starlam sie czytac lub odpoczac heheh,ludzie w pracy sie mnie pytaja czy czasem nie romansuje bo tak ochoczo lece na neta hehhe
Pozdrowionka
Też się uzależniam, ale tu takie mądre kobietki piszą,że nie mam śmiałości się wtrącać, ale czytam was i chłonę:)
a mi dzisiaj smutno i zle...
były mąz zabrał synka na noc do siebie...a ja sama....
powinnam sie cieszyc ale akurat dziisiaj nie potrafie...
wczesniej mi pisał czy bym dzisiaj kawe z nim wypiła,no i oczywiscie broniłam sie nogami i rękami ale w głebi duszy liczyłam na tą kawe z nim gdzies w zacisznej kafejce...
no ale ostatecznie napisał ze przyjedzie dzis po małego skoro ja jutro pracuje to on moze sie nim zając...
i czekał na nas pod blokiem i tylko przebrałam małego i juz biegli na autobus wiec nawet zdania nie zamienilismy...
hmm...głupia jestem...tak dobrze sie trzymalam a dzisiaj znowu dopadła mnie tęsknota...
Spotykałam sie z D. ale narazie zawiesilam znajomosc bo ...hmm...wiecie.,furtka dla exa? nie wiem...nie chcialam tez dawac nadziei niewinnemu zakochanemu chlopakowi....
Musze siebie poukładac chyba zanim zaczne cos nowego...
o ile w ogóle zaczne?,...
zła jestem na siebie
a mi dzisiaj smutno i zle...
były mąz zabrał synka na noc do siebie...a ja sama....
powinnam sie cieszyc ale akurat dziisiaj nie potrafie...
wczesniej mi pisał czy bym dzisiaj kawe z nim wypiła,no i oczywiscie broniłam sie nogami i rękami ale w głebi duszy liczyłam na tą kawe z nim gdzies w zacisznej kafejce...
no ale ostatecznie napisał ze przyjedzie dzis po małego skoro ja jutro pracuje to on moze sie nim zając...
i czekał na nas pod blokiem i tylko przebrałam małego i juz biegli na autobus wiec nawet zdania nie zamienilismy...
hmm...głupia jestem...tak dobrze sie trzymalam a dzisiaj znowu dopadła mnie tęsknota...
Spotykałam sie z D. ale narazie zawiesilam znajomosc bo ...hmm...wiecie.,furtka dla exa? nie wiem...nie chcialam tez dawac nadziei niewinnemu zakochanemu chlopakowi....
Musze siebie poukładac chyba zanim zaczne cos nowego...
o ile w ogóle zaczne?,...
zła jestem na siebie
Oczywiscie ze po zakonczeniu jednego zwiazku trzeba dac sobie czas na rozpoczecie nowego,dodatkowo tesknisz i kochasz bylego meza ,czas pokarze czy to milosc czy poprostu przywiazanie do zycia z nim.
Musisz madrze rozpoznawac uczucia ,jesli bedziesz calkowicie pewna ze jestes wstanie rozpoczac nowe zycie z mezem ,ale musisz byc pewna bez zadnych zbednych watpliwosci .
Czas jest tu wskazany ,ale i zdystansowanie sie.
Pozdrawiam
Anstawia napisał/a:Dziewczyny, czy wy też tak macie, że w ciągu dnia potrzebujecie czasu tylko dla siebie?
Ja na przykład muszę mieć choć 30minut na bycie samej. Mogę wtedy czytać, być w łazience, zdrzemnąć się, zakupy... cokolwiek, byle sama. W ten sposób ładuję akumulatory. Gdy byłam w związku, każdą chwilę miałam zaplanowaną, praca, obiad, sprzątanie itp itd W ciągłym biegu.
Wiem, że niektórzy ładują akumulatory spotykając się z ludźmi. Mnie na przykład ludzie męczą i muszę być przez chwilę sama... Macie tak?Jak nie mam czasu dla siebie jestem nerwowa i zla frustruje sie ,potrzebuje przynajmniej godzinke dziennie na lezen pojscie z psem sama na dlugi spacer ,badz czytanie ksiazki, nieraz wychodze na balety sama z kolezanka.Hm czego nie zrozumnialas? ze moja matka manipuluje i szantazuje i ze jest tylko i wylacznie t.z.w biorca a nie dawca ,wiesz co mi powiedziala jak moje dziecko zmarlo? JA z toba wyplakiwac przes telefon nie bede ,zycie toczy sie dalej...i kiedy moj maz jej schody przyjdzie pomalowac ?. oj tym juz wtedy przegiela (pale) ,pol roku pozniej ,powiedzialam jej ze jest nie moralna,nie taktowna i aspoleczna,i nadal nie zaluje tych slow.
Wspolczuje ,wiem coz to za uczucie stracic dziecko ja rowniez starcilam corcie,
Anastawio ,ja uwielbiam lezec w wannie po calym dniu i czytac to taki relaks dla mnie
Mam troszke inaczej bo moja praca to moja pasja wiec czuje sie spelniona.
a mi dzisiaj smutno i zle...
były mąz zabrał synka na noc do siebie...a ja sama....
powinnam sie cieszyc ale akurat dziisiaj nie potrafie...
wczesniej mi pisał czy bym dzisiaj kawe z nim wypiła,no i oczywiscie broniłam sie nogami i rękami ale w głebi duszy liczyłam na tą kawe z nim gdzies w zacisznej kafejce...
no ale ostatecznie napisał ze przyjedzie dzis po małego skoro ja jutro pracuje to on moze sie nim zając...
i czekał na nas pod blokiem i tylko przebrałam małego i juz biegli na autobus wiec nawet zdania nie zamienilismy...
hmm...głupia jestem...tak dobrze sie trzymalam a dzisiaj znowu dopadła mnie tęsknota...
Spotykałam sie z D. ale narazie zawiesilam znajomosc bo ...hmm...wiecie.,furtka dla exa? nie wiem...nie chcialam tez dawac nadziei niewinnemu zakochanemu chlopakowi....
Musze siebie poukładac chyba zanim zaczne cos nowego...
o ile w ogóle zaczne?,...
zła jestem na siebie
Mam podobny problem jak Ty z D...
I niby chcę,dobrze się z nim czuję,on tak baaardzo się stara...ale to za wcześnie...i jak tu Go nie skrzywdzić?
On wszystko wie...nie nalega,nie śpieszy się,jest cierpliwy i to cholernie...ale jak czeka na coś co nie nadejdzie?
Siła Wyższa mi go zesłała,ja to wiem...ale...
Kurde,czemu to jest takie ciężkie,teraz kiedy wszystko co robię robię świadomie...hmm...
pati31 napisał/a:Moj jm maz ,powiedzial ze ten moj zapal mnie i optymizm mnie zaskoczy hhmmm,niewiem ja to rozumiec.
Lukrecjo
DLA MNIE SEKRET STAL SIE BIBLIA HEHEH NOSZE GO W TOREBCE.
Jestem uzalezniona od tego forum ,nawet w pracy w przerwach od zajec ide do kafejki czego nigdy nie robilam .Zawsze starlam sie czytac lub odpoczac heheh,ludzie w pracy sie mnie pytaja czy czasem nie romansuje bo tak ochoczo lece na neta hehhe
PozdrowionkaTeż się uzależniam, ale tu takie mądre kobietki piszą,że nie mam śmiałości się wtrącać, ale czytam was i chłonę:)
Maju pisz kochana,podziel się z nami swoją historią i dawaj z nami w drogę poznania siebie ![]()
dortja napisał/a:Anstawia napisał/a:Dziewczyny, czy wy też tak macie, że w ciągu dnia potrzebujecie czasu tylko dla siebie?
Ja na przykład muszę mieć choć 30minut na bycie samej. Mogę wtedy czytać, być w łazience, zdrzemnąć się, zakupy... cokolwiek, byle sama. W ten sposób ładuję akumulatory. Gdy byłam w związku, każdą chwilę miałam zaplanowaną, praca, obiad, sprzątanie itp itd W ciągłym biegu.
Wiem, że niektórzy ładują akumulatory spotykając się z ludźmi. Mnie na przykład ludzie męczą i muszę być przez chwilę sama... Macie tak?Jak nie mam czasu dla siebie jestem nerwowa i zla frustruje sie ,potrzebuje przynajmniej godzinke dziennie na lezen pojscie z psem sama na dlugi spacer ,badz czytanie ksiazki, nieraz wychodze na balety sama z kolezanka.Hm czego nie zrozumnialas? ze moja matka manipuluje i szantazuje i ze jest tylko i wylacznie t.z.w biorca a nie dawca ,wiesz co mi powiedziala jak moje dziecko zmarlo? JA z toba wyplakiwac przes telefon nie bede ,zycie toczy sie dalej...i kiedy moj maz jej schody przyjdzie pomalowac ?. oj tym juz wtedy przegiela (pale) ,pol roku pozniej ,powiedzialam jej ze jest nie moralna,nie taktowna i aspoleczna,i nadal nie zaluje tych slow.
To mamy tak samo. Myślałam,że tylko ja tak mam,że brak czasu dla siebie w ciągu dnia, powoduje nerwowość. Czyli ok.
A co do twojej matki, uważam,że jest okrutna! Ale wydaje mi się, że wciaż jesteś emocjonalnie z nią związana, tak jak ja ze swoimi rodzicami. Nie wiem czy da się odciąć tą pępowinę raz na zawsze... ?P.S. l_ukrecja Cię nie zrozumiała, bo ciężko się Ciebie czyta, bo nie stawiasz kropek, dużych liter po kropce i brak polskich znaków. Ja Ciebie rozumiem
Ja z moimi rodzicami nie mam w ogóle kontaktu-zero.
Moje dzieci chodzą ich odwiedzać ale rzadko,bo nawet dla nich nie potrafią zrezygnować ze swych złośliwości.
Gadają na mnie
wypytują...
Ostatnio jak mała powiedziała im,że S się wyprowadził,moja mama nie będąc absolutnie w temacie skwitowała-no z nią nikt długo nie wytrzyma
Powiedziała to do moich córek podkopując mój autorytet. Ale starsza córka wygarnęła jej,już nie da sobie w kaszę dmuchać (charakterek po mnie) i mamę obrażać...-babcia jak możesz wydawać wyroki nie wiedząc co się w ogóle stało??? Wyszły zostawiając ją z rozdziawioną gębą.
I tak całe życie było-nigdy się za mną nigdzie nie wstawili,nigdy nie mogłam na nich liczyć,nigdy mnie nie poznali....
Nie mam kontaktu ale mam ich stację nadawczą w głowie...
-znowu tak długo spałaś?!
-jak możesz zachowywać się tak nieodpowiedzialnie!
-znowu masz bajzel!
-jesteś do niczego!
-ty nigdy nie będziesz coś warta!
itp.itd.
Gdzieś w mądrej książce wyczytałam,że trzeba ładnie z troską mówić do siebie-jak do najdroższego przyjaciela.
I tego jeszcze nie umiem. Łapię się co prawda,kiedy w głowie lecą mi ich atakujące mnie teksty i mówię sobie,to nie są moje myśli,ja siebie lubię...ale jeszcze za bardzo mi to nie wychodzi.
Chociaż w ostatnim czasie jestem dobra dla siebie. Uczę się siebie,uczę się rozpoznawać swoje potrzeby i je zaspakajać. Stałam się otwarta. Prowadzę mitingi (kiedyś jak byłam z eksem to było niemożliwe) i to naprawdę duże na 50 osób,rocznicowe i się nie boję. Popełniam błędy i nie karze się za nie.
Wiecie co? Ja naprawdę siebie nie doceniam. Jestem zajebistą babką,która przeżyła pasmo traumy,nieszczęść,śmierci,bicia,picia,gwałtu,zdrady....a która jest dziś człowiekiem i to nietuzinkowym!
Mam dzieci-świetnie gotuję,dbam o nie,a one o mnie.
Pracuję i czuję się spełniona,mimo choroby (depresja),ja funkcjonuję!
Prowadzę mitingi.
Uczę się.
Mam super przyjaciół-Was drogie panie też tu zaliczam.
Więc kurde co jest? Już wiem. Nie umiem się cieszyć i zle mi z tym,że moje życie się stabilizuje...ja nie znam takiego życia...
Nie trzeba walczyć...ani nadto się starać...nie muszę się bać...nie mam obsesji...nie znam tego...
To nie moje śmierdzące błotko...
Teraz świat jawi mi się pięknym,bogatym,zachwycającym...
Szukałam Boga...a teraz dowiedziałam się,że mam Go w sobie,Bóg jest w płatku kwiata,ptaku,oczach człowieka...
Siła Wyższa której usilnie potrzebowałam aby przejść 12 kroków odnalazła mnie i bynajmniej nie jestem nawiedzona,już nie jestem SAMA.
Sekret o tym torem idą moje myśli,zawsze czułam,że coś nie tak jest z wiarą,że nie może być tak jak mówią kanony wiary-nie jestem godna...Jestem godna! I miłości Boga i drugiego człowieka! Jestem godna najlepszego co świat ma do zaoferowania!
Na turnusie rehabilitacyjnym dowiedziałam się,że cały wszechświat chciał,żebym przestała pić.
O tak,dużo się dowiedziałam,dużo się dzieje i samo dobro...aż udźwignąć nie mogę...
Teraz tylko pomalutku wprowadzać to w życie.
Ale nie raz będę tu Wam ryczeć kochane moje towarzyszki niedoli ![]()
Ps.dziś znowu miałam piękny dzień,na jutro i pojutrze też plany ![]()
Maja66 napisał/a:pati31 napisał/a:Moj jm maz ,powiedzial ze ten moj zapal mnie i optymizm mnie zaskoczy hhmmm,niewiem ja to rozumiec.
Lukrecjo
DLA MNIE SEKRET STAL SIE BIBLIA HEHEH NOSZE GO W TOREBCE.
Jestem uzalezniona od tego forum ,nawet w pracy w przerwach od zajec ide do kafejki czego nigdy nie robilam .Zawsze starlam sie czytac lub odpoczac heheh,ludzie w pracy sie mnie pytaja czy czasem nie romansuje bo tak ochoczo lece na neta hehhe
PozdrowionkaTeż się uzależniam, ale tu takie mądre kobietki piszą,że nie mam śmiałości się wtrącać, ale czytam was i chłonę:)
Maju pisz kochana,podziel się z nami swoją historią i dawaj z nami w drogę poznania siebie
wywołałaś mnie l_ukrecjo,
Mam taką porąbaną historię, że nie wiem czy potrafię to wszystko opisać.
Miałam kiedyś swój wątek, zakończyłam go bo nie potrafię już do niego wrócić.
Teraz od lutego mieszkam z córkami, męża wyprosiłam z mojego życia i nie wiem co dalej
Pokrótce bo nie potrafię pięknie opowiadać, była zdrada, zakochał się, rzucal kochankę (jeśli wierzyć jego słowom) i w dniu kiedy ona przyjechała już mieli wszystko zakończyć bo postanowił być ze mną, mieli pożegnalny sex w aucie, no i wpadka ciąża. Początkowo bylo morze łez, lecz to minęło, została złość na niego i siebie, że wierzyłam do końca w jego słówka. Teraz nie potrafi zakończyć etapu ze mną z godnością. Wymeldować się nie chce bo jest przecież moim mężem(dobre sobie), zrobić podział tego co mamy, rozwodu też nie chce. Jeździ do kochanki, a jak on nie mógł jechać do niej, ona przyjechała do niego i jeszcze przebywała z nimi nasza córka. Dzisiaj się o tym dowiedziałam i nie mogę uwierzyć że nic mi córa nie powiedziała. Powiedziała, że to tata miał zrobić. Myślałam ,że mieszka z ojcem, by się uczyć do egzaminów, a oni z tą *** pomieszkiwali. Mąż chyba nie wie czego chce, ciągle tylko mówi, że nie może jej stresować bo dziecko ma urodzić się zdrowe, a potem nie wie. Powrotu powiedziałam że nie ma do mnie po tym co mi zrobił, ale nic nie robi w kierunku, aby zakończyć etap naszego życia.
Nie będę ułatwiała i sama wnosiła pozwu o rozwód, nie zależy mi na tym. Jeszcze nie może kiedyś.
Jadę do kuzynki i wreszcie oderwę się od tego miejsca, tego mi potrzeba.Tak więc zbieram pomału siły na zakończenie tego wszystkiego, bo z jego strony brak działań. Zaczął, namieszał i liczy, że wszystko samo się. Po powrocie umówiłam się na rozmowę i ustalenie co i jak dalej. Jeśli nie dogadamy się to zostaną sądy i wywlekanie wszystkiego przy obcych. Ale nie myślę na razie o tym jak Scarlet z przeminęło z wiatrem "pomyślę o tym jutro-w moim przypadku po urlopie".
Dużo na tym forum różnych przypadków, każdy inny, każdy poważny, skomplikowany i pogmatwany. Potrzeba czasu, dużo czasu na przemyślenia jak postąpić, aby najmniej ucierpieć, wyjść z godnością. Tak nakreśliłam, abyś wiedziała, w czym rzecz. Nie chcę porad bo co tu radzić, trza się brać w garść i przed do przodu, ale są wspomnienia, obiecanki, cacanki itp. ech:(
hm... napisał/a:I trzeba dać nura, a nie czekać na zmiany, prędzej się ziemia rozstąpi.
Hm...a Ty dałaś nura,czy nadal brodzisz w tym.....?
Jestem u mamy, wyniosłam się, musiałam. Nie wiem co będzie dalej. Myślę.
l_ukrecja napisał/a:hm... napisał/a:I trzeba dać nura, a nie czekać na zmiany, prędzej się ziemia rozstąpi.
Hm...a Ty dałaś nura,czy nadal brodzisz w tym.....?
hm... czeka na zmiany chyba, tak ??
Ja to nie wiem na co czekam. Czekam, bo taka jest sytuacja, że nawet gdybym chciała wrócić to nie mogę.
Maju to ci oryginał. Pożegnalny sex, dobre sobie. Szkoda gadać.
Wiecie głowa mnie boli dziś. Niby bym gdzieś w weekend poszła, wstępnie się umówiłam, ale wcale mi się nie chce, marzy mi się bezczynny odpoczynek.
hm... napisał/a:Liwia napisał/a:Dziwne to Anstawio, ale właśnie ten pesymizm dopadał mnie w domu...często się nad tym zastanawiałam, ale do niczego mądrego nie doszłam. Może po prostu między życzliwymi ludźmi jest inaczej, może między nimi ukrywa się prawdziwe "ja", tłumi się siebie, a w domu pokazuje prawdziwe oblicze.....Nie mam pojęcia.
Te smsy od męża są innej treści niż wtedy..., np. że kocha, że tęskni, że nie byłam tak czuła jak chciał....W domu jesteśmy same, spokojne i mamy czas na refleksje. Na zewnątrz zwykle mamy coś do zrobienia co głęboko nas pochłania.
Może pesymizm pojawia się, gdy nam na czymś strasznie zależy,staramy się z całych sił a to i tak nie wychodzi.I to jest dołujące.
A na tym co jest poza domem, nam już tak nie zależy,więc się tym nie martwimy, co będzie, to będzie?
Może trzeba "wyluzować"?
Mój mąż też pisze do mnie, dużo. Co prawda nie pali dopiero dwa dni,ale to i tak mini sukces. Wciąż się łudzę, nie ukrywam. Ale już jestem spokojna i ostrożna, tak mi się wydaje. Już mnie to ani nie smuci, ani nie cieszy. Jest ok.
Liwio, przydałoby się,żeby Twój mąż zrozumiał,że Cię zranił i to bardzo.Może kocha i tęskni,ale czy wie co zrobił i żałuje,czy Tobą manipuluje?
A Ty musisz być twarda, choć łatwo się pisze, a ciężko wykonać.
Wyluzowanie chyba dużo dobrego mogłoby zdziałać. Masz rację Anstawio. Ale to napięcie jakoś powodowane jest sytuacją, nie wiem...tak mi sie wydaje, jeśli chodzi o ten pion trzymany w domu.
Mąż - on się chyba cieszy, że ma spokój, ale czy czegokolwiek żałuje to nie wiem. Przeszedł do tego , że się wyprowadził jak do normalnej sytuacji. Przyjezdża do nas, zachowuje się jakby nigdy nic, a mnie boli, bo wygląda to wszystko jak zabawa nastolatków w spotykanie się. Tylko ta zabawa mnie nie śmieszy, bo moje dziecko tez nie wie co jest grane, mama z tatą dogadują się jak nie mieszkają ze sobą. Co to jest za obraz w jej oczach?!
Liwia napisał/a:Dziwne to Anstawio, ale właśnie ten pesymizm dopadał mnie w domu...często się nad tym zastanawiałam, ale do niczego mądrego nie doszłam. Może po prostu między życzliwymi ludźmi jest inaczej, może między nimi ukrywa się prawdziwe "ja", tłumi się siebie, a w domu pokazuje prawdziwe oblicze.....Nie mam pojęcia.
Te smsy od męża są innej treści niż wtedy..., np. że kocha, że tęskni, że nie byłam tak czuła jak chciał....W domu jesteśmy same, spokojne i mamy czas na refleksje. Na zewnątrz zwykle mamy coś do zrobienia co głęboko nas pochłania.
To prawda, masz rację Hm
Edytko-witam, bo kilka postów temu myślałaś, że Cię tu nikt nie przyjął.
Maju-to wszystko jak film brazylijski.
l_ukrecja napisał/a:hm... napisał/a:I trzeba dać nura, a nie czekać na zmiany, prędzej się ziemia rozstąpi.
Hm...a Ty dałaś nura,czy nadal brodzisz w tym.....?
Jestem u mamy, wyniosłam się, musiałam. Nie wiem co będzie dalej. Myślę.
Myslisz bo ,myslisz ze jeszcze kochasz.
Otrzeziwenie ,przyjdzie kiedy uswiadomisz sobie ze to nie moze byc milosc.
Bo tak nie powinno byc.
Niestety do tego dochodzi sie samemu,ogromna sila i ulga przyjdzie kiedy sobie to uswiadomisz.
l_ukrecja napisał/a:Na tą chwilę mam ochotę na 2 metrowego, mięciutkiego,kudłatego misia z "bolcem"
Ach Ty zberwźnico !
![]()
![]()
![]()
Wiesz czego chcesz, więc realizuj to
.
Żyje się raz !
Musiałam pokonać w sobie wiele oporów zanim "zdradziłam męża",
a było to rok trzy miesiące po rozstaniu,
a więc cztery miesiące PO ROZWODZIE.
I nie żałuję !!!
wow!!
I tego Ci bylo trzeba co ![]()
Anstawia napisał/a:hm... napisał/a:W domu jesteśmy same, spokojne i mamy czas na refleksje. Na zewnątrz zwykle mamy coś do zrobienia co głęboko nas pochłania.
Może pesymizm pojawia się, gdy nam na czymś strasznie zależy,staramy się z całych sił a to i tak nie wychodzi.I to jest dołujące.
A na tym co jest poza domem, nam już tak nie zależy,więc się tym nie martwimy, co będzie, to będzie?
Może trzeba "wyluzować"?
Mój mąż też pisze do mnie, dużo. Co prawda nie pali dopiero dwa dni,ale to i tak mini sukces. Wciąż się łudzę, nie ukrywam. Ale już jestem spokojna i ostrożna, tak mi się wydaje. Już mnie to ani nie smuci, ani nie cieszy. Jest ok.
Liwio, przydałoby się,żeby Twój mąż zrozumiał,że Cię zranił i to bardzo.Może kocha i tęskni,ale czy wie co zrobił i żałuje,czy Tobą manipuluje?
A Ty musisz być twarda, choć łatwo się pisze, a ciężko wykonać.Wyluzowanie chyba dużo dobrego mogłoby zdziałać. Masz rację Anstawio. Ale to napięcie jakoś powodowane jest sytuacją, nie wiem...tak mi sie wydaje, jeśli chodzi o ten pion trzymany w domu.
Mąż - on się chyba cieszy, że ma spokój, ale czy czegokolwiek żałuje to nie wiem. Przeszedł do tego , że się wyprowadził jak do normalnej sytuacji. Przyjezdża do nas, zachowuje się jakby nigdy nic, a mnie boli, bo wygląda to wszystko jak zabawa nastolatków w spotykanie się. Tylko ta zabawa mnie nie śmieszy, bo moje dziecko tez nie wie co jest grane, mama z tatą dogadują się jak nie mieszkają ze sobą. Co to jest za obraz w jej oczach?!
Maleńki chaos.
Anstawia napisał/a:dortja napisał/a:Jak nie mam czasu dla siebie jestem nerwowa i zla frustruje sie ,potrzebuje przynajmniej godzinke dziennie na lezen pojscie z psem sama na dlugi spacer ,badz czytanie ksiazki, nieraz wychodze na balety sama z kolezanka.Hm czego nie zrozumnialas? ze moja matka manipuluje i szantazuje i ze jest tylko i wylacznie t.z.w biorca a nie dawca ,wiesz co mi powiedziala jak moje dziecko zmarlo? JA z toba wyplakiwac przes telefon nie bede ,zycie toczy sie dalej...i kiedy moj maz jej schody przyjdzie pomalowac ?. oj tym juz wtedy przegiela (pale) ,pol roku pozniej ,powiedzialam jej ze jest nie moralna,nie taktowna i aspoleczna,i nadal nie zaluje tych slow.
To mamy tak samo. Myślałam,że tylko ja tak mam,że brak czasu dla siebie w ciągu dnia, powoduje nerwowość. Czyli ok.
A co do twojej matki, uważam,że jest okrutna! Ale wydaje mi się, że wciaż jesteś emocjonalnie z nią związana, tak jak ja ze swoimi rodzicami. Nie wiem czy da się odciąć tą pępowinę raz na zawsze... ?P.S. l_ukrecja Cię nie zrozumiała, bo ciężko się Ciebie czyta, bo nie stawiasz kropek, dużych liter po kropce i brak polskich znaków. Ja Ciebie rozumiem
Ja z moimi rodzicami nie mam w ogóle kontaktu-zero.
Moje dzieci chodzą ich odwiedzać ale rzadko,bo nawet dla nich nie potrafią zrezygnować ze swych złośliwości.
Gadają na mniewypytują...
Ostatnio jak mała powiedziała im,że S się wyprowadził,moja mama nie będąc absolutnie w temacie skwitowała-no z nią nikt długo nie wytrzymaPowiedziała to do moich córek podkopując mój autorytet. Ale starsza córka wygarnęła jej,już nie da sobie w kaszę dmuchać (charakterek po mnie) i mamę obrażać...-babcia jak możesz wydawać wyroki nie wiedząc co się w ogóle stało??? Wyszły zostawiając ją z rozdziawioną gębą.
I tak całe życie było-nigdy się za mną nigdzie nie wstawili,nigdy nie mogłam na nich liczyć,nigdy mnie nie poznali....Nie mam kontaktu ale mam ich stację nadawczą w głowie...
-znowu tak długo spałaś?!
-jak możesz zachowywać się tak nieodpowiedzialnie!
-znowu masz bajzel!
-jesteś do niczego!
-ty nigdy nie będziesz coś warta!
itp.itd.Gdzieś w mądrej książce wyczytałam,że trzeba ładnie z troską mówić do siebie-jak do najdroższego przyjaciela.
I tego jeszcze nie umiem. Łapię się co prawda,kiedy w głowie lecą mi ich atakujące mnie teksty i mówię sobie,to nie są moje myśli,ja siebie lubię...ale jeszcze za bardzo mi to nie wychodzi.
Chociaż w ostatnim czasie jestem dobra dla siebie. Uczę się siebie,uczę się rozpoznawać swoje potrzeby i je zaspakajać. Stałam się otwarta. Prowadzę mitingi (kiedyś jak byłam z eksem to było niemożliwe) i to naprawdę duże na 50 osób,rocznicowe i się nie boję. Popełniam błędy i nie karze się za nie.
Wiecie co? Ja naprawdę siebie nie doceniam. Jestem zajebistą babką,która przeżyła pasmo traumy,nieszczęść,śmierci,bicia,picia,gwałtu,zdrady....a która jest dziś człowiekiem i to nietuzinkowym!
Mam dzieci-świetnie gotuję,dbam o nie,a one o mnie.
Pracuję i czuję się spełniona,mimo choroby (depresja),ja funkcjonuję!
Prowadzę mitingi.
Uczę się.
Mam super przyjaciół-Was drogie panie też tu zaliczam.Więc kurde co jest? Już wiem. Nie umiem się cieszyć i zle mi z tym,że moje życie się stabilizuje...ja nie znam takiego życia...
Nie trzeba walczyć...ani nadto się starać...nie muszę się bać...nie mam obsesji...nie znam tego...
To nie moje śmierdzące błotko...Teraz świat jawi mi się pięknym,bogatym,zachwycającym...
Szukałam Boga...a teraz dowiedziałam się,że mam Go w sobie,Bóg jest w płatku kwiata,ptaku,oczach człowieka...
Siła Wyższa której usilnie potrzebowałam aby przejść 12 kroków odnalazła mnie i bynajmniej nie jestem nawiedzona,już nie jestem SAMA.
Sekret o tym torem idą moje myśli,zawsze czułam,że coś nie tak jest z wiarą,że nie może być tak jak mówią kanony wiary-nie jestem godna...Jestem godna! I miłości Boga i drugiego człowieka! Jestem godna najlepszego co świat ma do zaoferowania!
Na turnusie rehabilitacyjnym dowiedziałam się,że cały wszechświat chciał,żebym przestała pić.O tak,dużo się dowiedziałam,dużo się dzieje i samo dobro...aż udźwignąć nie mogę...
Teraz tylko pomalutku wprowadzać to w życie.Ale nie raz będę tu Wam ryczeć kochane moje towarzyszki niedoli
Ps.dziś znowu miałam piękny dzień,na jutro i pojutrze też plany
i szukac spokoju to takie zeczywiscie nie znane kochana ...........nie raz zastanawiam sie sobie czemu znowusz szukam problemow........dzieki za rafleksje ,nie przywyklam do spokoju , musze przyzwyczaic sie. I de do kina dzis z corka na ice age 4 , jutro na grob pati do moich dzieci mam tam 3 tim 18 tydz ciazy,dawidek 22 tydz i lara sofie 31 tydz z powodu zatorow w lozysku leidena v genetyczna choroba , grozi glownie w ciazy,jest uczestnikem www,sychar.org, jestem wolnotariuszem w pracach kreatywnych co srody, i jakis czas prowadzilam grupke zalobna z Humanitasu dla seniorow, chyba lubie byc potrzebana,ale sie tez nie doceniam,mama teraz chce mnie kupic , chce mi przekazac 50 e na urodziny, hm po pierwsze zapomniala ze jej wnuczka tez ma urodziny i to przedemna bo w lipcu ja we wrzesniu,po drugie jak ma sprawe do mnie zna moj adres, powiedzialam wspulnej znajomej ze zastanowie sie nad tym.
hm... napisał/a:l_ukrecja napisał/a:Hm...a Ty dałaś nura,czy nadal brodzisz w tym.....?
Jestem u mamy, wyniosłam się, musiałam. Nie wiem co będzie dalej. Myślę.
Myslisz bo ,myslisz ze jeszcze kochasz.
Otrzeziwenie ,przyjdzie kiedy uswiadomisz sobie ze to nie moze byc milosc.
Bo tak nie powinno byc.
Niestety do tego dochodzi sie samemu,ogromna sila i ulga przyjdzie kiedy sobie to uswiadomisz.
Myślisz, że to nie miłość?
Dzisiaj szykuje się imprezka, dawno dawno nigdzie nie byłam. Powiedziałam jemu, ale raczej mu się nie chce, zobaczy jeszcze. No to idę sama w babskim gronie. A co.
Moje dziecko dostało wczoraj świadectwo, powiem Wam eleganckie. Pokazywałam znajomym. No no. Pytałam jak mu idzie, rozmawiałam czasem z nauczycielami, nie przesadnie. Chciałam się dowiedzieć co powinien podciągnąć, no i udało się. Ja wiem, że ludzie w szkole tylko mnie kojarzą jako rodzica.
Teraz mam wolne od szkoły
Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze większa szkolna samodzielność u mojego dziecka. Myślę, że już się przekonał na co go stać i to z wcale nie dużym wysiłkiem.
Zofia żyje. Żyjesz kobieto jak nigdy zdaje mi się. Ale przyznam, że tutaj ta "zdrada" to jest nie na miejscu:). Jeśli Ty zdradziłaś to co on robił?
l_ukrecja napisał/a:Anstawia napisał/a:To mamy tak samo. Myślałam,że tylko ja tak mam,że brak czasu dla siebie w ciągu dnia, powoduje nerwowość. Czyli ok.
A co do twojej matki, uważam,że jest okrutna! Ale wydaje mi się, że wciaż jesteś emocjonalnie z nią związana, tak jak ja ze swoimi rodzicami. Nie wiem czy da się odciąć tą pępowinę raz na zawsze... ?P.S. l_ukrecja Cię nie zrozumiała, bo ciężko się Ciebie czyta, bo nie stawiasz kropek, dużych liter po kropce i brak polskich znaków. Ja Ciebie rozumiem
Ja z moimi rodzicami nie mam w ogóle kontaktu-zero.
Moje dzieci chodzą ich odwiedzać ale rzadko,bo nawet dla nich nie potrafią zrezygnować ze swych złośliwości.
Gadają na mniewypytują...
Ostatnio jak mała powiedziała im,że S się wyprowadził,moja mama nie będąc absolutnie w temacie skwitowała-no z nią nikt długo nie wytrzymaPowiedziała to do moich córek podkopując mój autorytet. Ale starsza córka wygarnęła jej,już nie da sobie w kaszę dmuchać (charakterek po mnie) i mamę obrażać...-babcia jak możesz wydawać wyroki nie wiedząc co się w ogóle stało??? Wyszły zostawiając ją z rozdziawioną gębą.
I tak całe życie było-nigdy się za mną nigdzie nie wstawili,nigdy nie mogłam na nich liczyć,nigdy mnie nie poznali....Nie mam kontaktu ale mam ich stację nadawczą w głowie...
-znowu tak długo spałaś?!
-jak możesz zachowywać się tak nieodpowiedzialnie!
-znowu masz bajzel!
-jesteś do niczego!
-ty nigdy nie będziesz coś warta!
itp.itd.Gdzieś w mądrej książce wyczytałam,że trzeba ładnie z troską mówić do siebie-jak do najdroższego przyjaciela.
I tego jeszcze nie umiem. Łapię się co prawda,kiedy w głowie lecą mi ich atakujące mnie teksty i mówię sobie,to nie są moje myśli,ja siebie lubię...ale jeszcze za bardzo mi to nie wychodzi.
Chociaż w ostatnim czasie jestem dobra dla siebie. Uczę się siebie,uczę się rozpoznawać swoje potrzeby i je zaspakajać. Stałam się otwarta. Prowadzę mitingi (kiedyś jak byłam z eksem to było niemożliwe) i to naprawdę duże na 50 osób,rocznicowe i się nie boję. Popełniam błędy i nie karze się za nie.
Wiecie co? Ja naprawdę siebie nie doceniam. Jestem zajebistą babką,która przeżyła pasmo traumy,nieszczęść,śmierci,bicia,picia,gwałtu,zdrady....a która jest dziś człowiekiem i to nietuzinkowym!
Mam dzieci-świetnie gotuję,dbam o nie,a one o mnie.
Pracuję i czuję się spełniona,mimo choroby (depresja),ja funkcjonuję!
Prowadzę mitingi.
Uczę się.
Mam super przyjaciół-Was drogie panie też tu zaliczam.Więc kurde co jest? Już wiem. Nie umiem się cieszyć i zle mi z tym,że moje życie się stabilizuje...ja nie znam takiego życia...
Nie trzeba walczyć...ani nadto się starać...nie muszę się bać...nie mam obsesji...nie znam tego...
To nie moje śmierdzące błotko...Teraz świat jawi mi się pięknym,bogatym,zachwycającym...
Szukałam Boga...a teraz dowiedziałam się,że mam Go w sobie,Bóg jest w płatku kwiata,ptaku,oczach człowieka...
Siła Wyższa której usilnie potrzebowałam aby przejść 12 kroków odnalazła mnie i bynajmniej nie jestem nawiedzona,już nie jestem SAMA.
Sekret o tym torem idą moje myśli,zawsze czułam,że coś nie tak jest z wiarą,że nie może być tak jak mówią kanony wiary-nie jestem godna...Jestem godna! I miłości Boga i drugiego człowieka! Jestem godna najlepszego co świat ma do zaoferowania!
Na turnusie rehabilitacyjnym dowiedziałam się,że cały wszechświat chciał,żebym przestała pić.O tak,dużo się dowiedziałam,dużo się dzieje i samo dobro...aż udźwignąć nie mogę...
Teraz tylko pomalutku wprowadzać to w życie.Ale nie raz będę tu Wam ryczeć kochane moje towarzyszki niedoli
Ps.dziś znowu miałam piękny dzień,na jutro i pojutrze też plany
i szukac spokoju to takie zeczywiscie nie znane kochana ...........nie raz zastanawiam sie sobie czemu znowusz szukam problemow........dzieki za rafleksje ,nie przywyklam do spokoju , musze przyzwyczaic sie. I de do kina dzis z corka na ice age 4 , jutro na grob pati do moich dzieci mam tam 3 tim 18 tydz ciazy,dawidek 22 tydz i lara sofie 31 tydz z powodu zatorow w lozysku leidena v genetyczna choroba , grozi glownie w ciazy,jest uczestnikem www,sychar.org, jestem wolnotariuszem w pracach kreatywnych co srody, i jakis czas prowadzilam grupke zalobna z Humanitasu dla seniorow, chyba lubie byc potrzebana,ale sie tez nie doceniam,mama teraz chce mnie kupic , chce mi przekazac 50 e na urodziny, hm po pierwsze zapomniala ze jej wnuczka tez ma urodziny i to przedemna bo w lipcu ja we wrzesniu,po drugie jak ma sprawe do mnie zna moj adres, powiedzialam wspulnej znajomej ze zastanowie sie nad tym.
Straciłaś trójkę dzieci? Przepraszam za bezpośredniość?
Mnie mąz zdradzał-tak mozna powiedziec-z wódą i kolesiami.A ja nawet po rozwodzie miałam opory zeby sie z kims spotkac,pojsc na kawe.Wyrzutów sumienia nie miałam jak juz byl ktos po męzu,wrecz czułam satysfakcje.Myslalam ze mi tez sie cos nalezy...
Dzisiaj jakos inaczej mysle,tak subtelniej.Bo nie chce kogos skrzywdzic po drodze...
Nie jestem pewna czy chce wrócic do męza...pewna jestem tylko swojej tęsknoty...
On narazie nie robi nic zeby mnie przekonac ze jest wart wybaczenia i kolejnej próby.Bo mozna byc alkoholikiem ale jak sie upadnie po raz kolejny to trzeba wstac,otrzepac sie i isc dalej.Powinien znalezc prace ,wrócic na terapie...a on? LEZY.LEZY bo upadł,jest taki biedny...A ja juz nie chce sie nad nim uzalać i sie nim opiekowac!Teraz chce zeby mna sie ktos zaopiekował!
Narazie mówie pas.
Facetom;)
Mój jedyny facet ma 5 lat,zaczyna pyskowac i rząda kotletów na obiadek w niedziele;)
Mnie mąz zdradzał-tak mozna powiedziec-z wódą i kolesiami.A ja nawet po rozwodzie miałam opory zeby sie z kims spotkac,pojsc na kawe.Wyrzutów sumienia nie miałam jak juz byl ktos po męzu,wrecz czułam satysfakcje.Myslalam ze mi tez sie cos nalezy...
Dzisiaj jakos inaczej mysle,tak subtelniej.Bo nie chce kogos skrzywdzic po drodze...
Nie jestem pewna czy chce wrócic do męza...pewna jestem tylko swojej tęsknoty...
On narazie nie robi nic zeby mnie przekonac ze jest wart wybaczenia i kolejnej próby.Bo mozna byc alkoholikiem ale jak sie upadnie po raz kolejny to trzeba wstac,otrzepac sie i isc dalej.Powinien znalezc prace ,wrócic na terapie...a on? LEZY.LEZY bo upadł,jest taki biedny...A ja juz nie chce sie nad nim uzalać i sie nim opiekowac!Teraz chce zeby mna sie ktos zaopiekował!
Narazie mówie pas.
Facetom;)
Mój jedyny facet ma 5 lat,zaczyna pyskowac i rząda kotletów na obiadek w niedziele;)
Edytko, znam ten "rodzaj" zdrady, tyle,że mnie mąż zdradzał z trawką i kolegami. Chyba to, że mówisz pas facetom, to najlepsze co możesz teraz dla siebie zrobić, choćby na jakiś czas.
Ja widziałam się z jmężem wczoraj i dzisiaj. I wiem,że nie pali od kilku dni. Ale ta myśl,że w każdej chwili może to zrobić, jest paraliżująca. Musiałoby minąć mnóstwo czasu, żeby mogło być "normalnie". I nigdy nie wiadomo, czy będzie normalnie. Ale w każdym związku nie jesteśmy pewni niczego. Życie nas może jeszcze zaskoczyć.
Anstawio
tez mam taki paraliz.W wyobrazni widze jak sie do niego przytulam,czuje zapach jego ciała,widze jak sie razem smiejemy(bo u nas zawsze wesoło było!) ale za sekunde inna wizja:moje łzy,mój strach ze nie wraca juz 6 dzien,doniesienia od zyczliwych ze go widzieli ,ze pijany....tego nie zniosłabym za zadne skarby!I juz tego nie chce!Teraz mi dobrze.Mam swój kąt,swoje rytuały,zasady...moge czasami pozwolic mu BYC w tym moim swiecie ale napewno nie pozwole mu poczuc ze jest czescia tego swiatka.Nie zasłuzył.Po prostu...
Teraz akurat pisze smsy ze szpitala.Trzustka jednak padła....znowu.Kolejna nauczka a on znowu zaskoczony.echh....
Anstawio-a czemu Ty sie znim spotykasz?bo chcesz?czy z nadzieją na powrót?
DLACZEGO?jesli moge zapytac....
dortja napisał/a:l_ukrecja napisał/a:Ja z moimi rodzicami nie mam w ogóle kontaktu-zero.
Moje dzieci chodzą ich odwiedzać ale rzadko,bo nawet dla nich nie potrafią zrezygnować ze swych złośliwości.
Gadają na mniewypytują...
Ostatnio jak mała powiedziała im,że S się wyprowadził,moja mama nie będąc absolutnie w temacie skwitowała-no z nią nikt długo nie wytrzymaPowiedziała to do moich córek podkopując mój autorytet. Ale starsza córka wygarnęła jej,już nie da sobie w kaszę dmuchać (charakterek po mnie) i mamę obrażać...-babcia jak możesz wydawać wyroki nie wiedząc co się w ogóle stało??? Wyszły zostawiając ją z rozdziawioną gębą.
I tak całe życie było-nigdy się za mną nigdzie nie wstawili,nigdy nie mogłam na nich liczyć,nigdy mnie nie poznali....Nie mam kontaktu ale mam ich stację nadawczą w głowie...
-znowu tak długo spałaś?!
-jak możesz zachowywać się tak nieodpowiedzialnie!
-znowu masz bajzel!
-jesteś do niczego!
-ty nigdy nie będziesz coś warta!
itp.itd.Gdzieś w mądrej książce wyczytałam,że trzeba ładnie z troską mówić do siebie-jak do najdroższego przyjaciela.
I tego jeszcze nie umiem. Łapię się co prawda,kiedy w głowie lecą mi ich atakujące mnie teksty i mówię sobie,to nie są moje myśli,ja siebie lubię...ale jeszcze za bardzo mi to nie wychodzi.
Chociaż w ostatnim czasie jestem dobra dla siebie. Uczę się siebie,uczę się rozpoznawać swoje potrzeby i je zaspakajać. Stałam się otwarta. Prowadzę mitingi (kiedyś jak byłam z eksem to było niemożliwe) i to naprawdę duże na 50 osób,rocznicowe i się nie boję. Popełniam błędy i nie karze się za nie.
Wiecie co? Ja naprawdę siebie nie doceniam. Jestem zajebistą babką,która przeżyła pasmo traumy,nieszczęść,śmierci,bicia,picia,gwałtu,zdrady....a która jest dziś człowiekiem i to nietuzinkowym!
Mam dzieci-świetnie gotuję,dbam o nie,a one o mnie.
Pracuję i czuję się spełniona,mimo choroby (depresja),ja funkcjonuję!
Prowadzę mitingi.
Uczę się.
Mam super przyjaciół-Was drogie panie też tu zaliczam.Więc kurde co jest? Już wiem. Nie umiem się cieszyć i zle mi z tym,że moje życie się stabilizuje...ja nie znam takiego życia...
Nie trzeba walczyć...ani nadto się starać...nie muszę się bać...nie mam obsesji...nie znam tego...
To nie moje śmierdzące błotko...Teraz świat jawi mi się pięknym,bogatym,zachwycającym...
Szukałam Boga...a teraz dowiedziałam się,że mam Go w sobie,Bóg jest w płatku kwiata,ptaku,oczach człowieka...
Siła Wyższa której usilnie potrzebowałam aby przejść 12 kroków odnalazła mnie i bynajmniej nie jestem nawiedzona,już nie jestem SAMA.
Sekret o tym torem idą moje myśli,zawsze czułam,że coś nie tak jest z wiarą,że nie może być tak jak mówią kanony wiary-nie jestem godna...Jestem godna! I miłości Boga i drugiego człowieka! Jestem godna najlepszego co świat ma do zaoferowania!
Na turnusie rehabilitacyjnym doweiedziałam się,że cały wszechświat chciał,żebym przestała pić.O tak,dużo się dowiedziałam,dużo się dzieje i samo dobro...aż udźwignąć nie mogę...
Teraz tylko pomalutku wprowadzać to w życie.Ale nie raz będę tu Wam ryczeć kochane moje towarzyszki niedoli
Ps.dziś znowu miałam piękny dzień,na jutro i pookujacjutrze też plany
i szukac spokoju to takie zeczywiscie nie znane kochana ...........nie raz zastanawiam sie sobie czemu znowusz szukam problemow........dzieki za rafleksje ,nie przywyklam do spokoju , musze przyzwyczaic sie. I de do kina dzis z corka na ice age 4 , jutro na grob pati do moich dzieci mam tam 3 tim 18 tydz ciazy,dawidek 22 tydz i lara sofie 31 tydz z powodu zatorow w lozysku leidena v genetyczna choroba , grozi glownie w ciazy,jest uczestnikem www,sychar.org, jestem wolnotariuszem w pracach kreatywnych co srody, i jakis czas prowadzilam grupke zalobna z Humanitasu dla seniorow, chyba lubie byc potrzebana,ale sie tez nie doceniam,mama teraz chce mnie kupic , chce mi przekazac 50 e na urodziny, hm po pierwsze zapomniala ze jej wnuczka tez ma urodziny i to przedemna bo w lipcu ja we wrzesniu,po drugie jak ma sprawe do mnie zna moj adres, powiedzialam wspulnej znajomej ze zastanowie sie nad tym.
Straciłaś trójkę dzieci? Przepraszam za bezpośredniość?
TAK trojke ,wiem szokujace.FILM byl super w wymiarze 3 d.Ps.jesztem tez mama 2 ziemskich dzieci papki
Strony Poprzednia 1 … 182 183 184 185 186 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026