Ech...poczytałam troszeczkę i widzę,że piórka opadły mojej kochanej Anstawi...
I ja miałam kontakt z eksem...
Kiedy mnie nie było,zmarła moja teściowa...Zgadnijcie kto ją codziennie odwiedzał w hospicjum? Kto był przy jej śmierci? Tak..on.
I po powrocie miałam z nim krótki kontakt-telefoniczno-esemesowy.
On łudzi się,ja głupieję.Mówi to co ja chcę usłyszeć,robi to co ja bym chciała żeby robił. Czeka.
I mam chwile zwątpienia,bo tęsknię za nim jak diabli...
Ale za czym? Za czym dokładnie?
Za iluzją,którą stworzyłam na jego temat,bo...
-Czy czułam się kochana,jedyna? NIE!
-Czy dawał mi poczucie bezpieczeństwa? NIE!
-Czy bawiłam się dobrze w jego towarzystwie? NIE!
Za kim więc tęsknię? Za kimś kogo nie ma...nigdy nie było i nie będzie.
Owszem on chodzi na terapię DDA,ale to za mało,a zresztą po rozmowie z nim,wiem,że on jest w lesie,na innym poziomie...ja już dalej jestem...już w moim życiu nie ma miejsca dla niego.
Byłam na turnusie rehabilitacyjnym-to terapia kroków AA,a jest ich 12,ja przeszłam 3.
-uznałam swoją bezsilność wobec alkoholu i toksycznych związków.
-uwierzyłam w siłę większą
-powierzyłam swoje życie Sile Wyższej
Przeszłam totalne pranie mózgu. Nie będę tu opisywać Wam moich przeżyć,bo to nie odda tego czego tam doświadczyłam,a doświadczyłam cudów,widziałam wielu ludzi,którzy się odradzali do życia,tak jak i ja.Poznałam masę różnych ludzi z podobnymi problemami (a myślałam,że tylko ja taka beznadziejna jestem). I już wiem znowu coś więcej o sobie. Np:ja nie umiem żyć i tu pies pogrzebany. Nie mam wzorców. W wieku 40 lat narodziłam się i uczę się od nowa. Jestem ostrożna. Rozglądam się. Wsłuchuję w siebie. Pytam siebie co jeszcze mogę dla siebie zrobić,bo teraz najważniejsza jestem ja i moje dzieci.
A jednak....
Pozwalam innym dbać o siebie,choć mam z tym trudność...bo kiedy mężczyzna-przyjaciel chce coś dla mnie zrobić,mam opory. Chcę być niezależna. Nie chcę bliskości. Nie jestem gotowa. Nie byliśmy na randce ale spotykamy się nawet rodzinnie z dziećmi. I ja podchodzę do tego jak do jeża. Widzą nas razem,nawet dziś na festynie byliśmy...ech alkohol mi tak nie przeszkadzał jak ludzkie spojrzenia...Biorą nas za parę,a ja nie chcę!!! Wiem,że to dobry,zrównoważony i dobrze sytuowany mężczyzna ale ja nie chcę!!! Czuję się jakbym zdradzała eksa? Nie...nie posunęłam się do niczego co mogłoby mieć jakieś dwuznaczne znaczenie...Przyjaciel się zakochał na bank...zrobi dla mnie wszystko,próbuje wyręczać,rozpieszczać,załatwiać za mnie...
A ja nie chcę. A co jak się zakocham w innym? Zranię go! Czuję,że wlazłam w niezłe bagno...
On wie o mnie wszystko...wie,że nie chcę nikogo...ale nie daje mi chwili wytchnienia...i zaczyna mi być z tym zle...
A może jestem niewdzięcznicą? Trafił mi się jak ślepej kurze ziarno porządny facet,to ja kręcę nosem i wyławiam z tłumu kolejnego dupka? Może to właśnie dlatego,że nie muszę o niego zabiegać mnie nie kręci? Bo nikt kat na poważnie nigdy o mnie nie zabiegał? No głupia jestem...Muszę coś z tą niejasną sytuacją zrobić ale co?