Witam.
To jest mój pierwszy post tutaj. I od wczoraj kiedy niespodziewanie odkryłam, że jestem " kochającą za bardzo" zastanawiałam się co mam napisać. Czytając posty w tym temacie mogłabym robić tylko "KOPIUJ- WKLEJ".... i opisałabym swoja historię. Ale chyba nic lepiej nie odda tego co sie dzieje ze mną i w moim związku jak słowa Eugenii Herzyk:
"Mężczyzna uzależniony od uwodzenia potrafi też wchodzić w stałe związki ? idealną dla niego partnerką jest kobieta, która "kocha za bardzo". Dostaje on niej opiekę, wsparcie, ciepło, bezwarunkową miłość ? wszystko to, czego nie dała mu jego matka. Kobieta, która wyszła z domu rodzinnego z olbrzymim głodem miłości łatwo pada ofiarą uwodziciela. Ponieważ z domu rodzinnego wyniosła schemat, że na miłość trzeba zasłużyć, widząc oddalanie emocjonalne swojego partnera, nie rozstanie się z nim, a coraz bardziej będzie się starać. Da z siebie wszystko, żeby tylko ją kochał. A mężczyzna bierze, bo mu tak wygodnie. Dla takiej kobiety szokiem staje się, gdy przypadkowo odkryje jego sms-y do kochanek. I na początku woli uwierzyć w każde jego wytłumaczenia, byle tylko nie uznać jego zdrady za prawdę."
No więc trafiłam na takiego prawie 5 lat temu. Wybaczam, wierzę w zmiany, oddaję się cała, pomagam w każdej sferze, a w zamian żebrzę o odrobinę czułości i słowa "KOCHAM CIĘ", zapewnienia,że mnie nie zostawi.
Wczorajszy wieczór był przełomowy... po prostu jak by się mi mózg otworzył ! Powiedziałam sobie " no co ty kobieto robisz, to nie jest normalne, nie jesteś szczęśliwa, stworzyłaś sobie tylko wyimaginowany świat, który nie istnieje...tak nie zachowuje się człowiek który kocha! Człowiek który kocha chce szczęścia dla drugiej osoby, a nie wykorzystuje jej słabość do siebie"
I co....?
Postanawiam się zmierzyć z moimi słabościami.... a co z tego będzie? Nie wiem. Mam nadzieję, że dam radę, bo mam dla kogo żyć i dla kogo być szczęśliwą...córkę.
Pozdrawiam