netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 067 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 174 175 176 177 178 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 376 do 11 440 z 26 310 ]

11 376

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
aisa napisał/a:

Witaj
Chyba masz racje z tą zazdroscia i zaborczością
Chyba trudno mi sie z tym wszystkim pogodzić
Trudno mi zrozumiec jak może być szczęśliwy gdy mnie skrzywdził sad

Na pewno mam rację !
To są sprawy między wami, a nie między wami a dzieckiem.
Nie rób krzywdy swojemu dziecku.
Daj mu szansę być szczęśliwym i z mamą i tatą.
Kiedyś dziecko Ci za to podziękuje smile.

Ty też kiedyś będziesz szczęśliwa smile - sama lub przy boku innego.
Szczęście teraz dawać Ci powinno patrzenie na dziecko,
które nie czuje się odrzucone, odepchnięte, zapomniane, nieważne.

Wszystkiego dobrego Ci życzę smile

11 377 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-12 10:58:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Mnie znowu naszły "filozoficzne myśli" na temat własnej osoby. Zastanawiam się, co i dlaczego tak się stało, że przestałam stawiać siebie na pierwszym miejscu? Zawsze miałam ambicje co do własnej osoby, chciałam się rozwijać, odnosić sukcesy na drodze zawodowej-swoje sukcesy. I nie wiem co się stało, że odkąd zaczęłam mieszkać razem z M, moje ambicje poszły w kąt. Zastanawiam się, jaki wpływ na mój mózg miało to, że w mieszkaniu zawsze był odór marichuany, może ja też byłam pod jej wpływem?! Poza tym, dlaczego nie potrafiłam od samego początku powiedzieć jasno i wyraźnie, co mnie rani? Czy jest sposób by to w sobie zmienić? A co, jeżeli w moim następnym związku znowu nie będę umiała postawić granic? Albo, jeżeli będę umiała je postawić, ale ta druga osoba znowu się do nich nie dostosuje, ani nie będzie chciała pójść na kompromis. Czy to wtedy będzie oznaczać, że to jest nie ten "ktoś"? Mój mąż miał strasznie dominujący charakter i był nieustępliwy. W jego słowniku nie było słowa kompromis, zawsze robił tak jak chciał, to co chciał, nie licząc się ze mną. A ja? Zawsze gotowa pójść na kompromis, zawsze czułam,że jest dobrze, gdy on jest zadowolony. I czułam się z tym poniekąd dobrze, ale tylko na początku. Potem już tak zostałam zdominowana, że żadna moja prośba nie odnosiła skutku, albo skutek wręcz przeciwny. Czy to wynika z braku pewności siebie? Jakie są przyczyny tego? Brak wiary w siebie? I co oznacza to, że jak on był to był, teraz go nie ma i mi go kompletnie nie brakuje? Kim on był dla mnie? Czy to ma sens się nad tym zastanawiać?
Czytam teraz książkę "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam gdzie chcą" i zastanawiam się nad pewną sprawą. Zawsze chciałam osiągnąć sukces zawodowy, miałam ambicje. W Polsce pracowałam w sklepie i studiowałam. Ale mimo wszystko, czułam, że się rozwijam. Przez 5 lat "awansowałam", kasjer, asystent a potem z-ca kierownika. I w tym momencie mojego życia pojawił się On. Zaczął mi mówić, a co to za praca, kierownik sklepu pfff... Niby nic takiego, ale miałam plany, a to były moje drobne sukcesy, z których byłam dumna. I nagle moje życie zwariowało. Upadłam, ambicje rzuciłam w kąt, plany rzuciłam w kąt. Znalazłam się w środowisku, gdzie jak mówiłam o swoich planach, ambicjach to każdy się uśmiechał pod nosem, pukał w czoło. I ja tez przestałam w to wierzyć. A jak w Polsce osiągałam sukcesy i były osoby, które w tym czasie raniły mnie mówiąc różne rzeczy, to miałam siłę dalej się rozwijać. Było mi przykro, ale działałam. Nie rozumiem dlaczego on taki wpływ na mnie miał? Dlaczego przestałam wierzyć sobie, a zaczęłam jemu? Nie chcę już popełnić takiego błędu. Jego nie ma, a ja znowu czuję,że zaczynam się rozwijać. Zaczynam spełniać swoje małe sukcesy i widzę moją szczęśliwą przyszłość. Zastanawiam się tylko jak stworzyć szczęśliwy związek, bo tego narazie nie widzę...

Musisz sobie odtworzyć to jak było wtedy, kiedy szłaś naprzód mimo przeciwności.
Anstawio, ustępowałaś z miłości, nie wiedziałaś, że tak to się skończy. Myślałaś, że jeśli on nie odpuszcza to musisz Ty to zrobić.

Wiecie co jest przykre, to, że czasami z niewiedzy robimy błąd, którego już potem nie da się naprawić, odkręcić. Jak stracimy do kogoś szacunek, jak go potem odzyskać? Albo jak dziecko ma nabrać szacunku do swojej matki kiedy go straciło wskutek jakiegoś wzorca?

11 378

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

Poprostu mysle ze nalezysz do kobiet ,ktore jak sie zakochuja to oddaja cala siebie i jeszcze wiecej .Wlasne pottrzeby rzucaja w kat .Liczy sie tylko on........

I to jest kochanie za bardzo?

11 379

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Zanim byłam z nim to byłam przez 5 lat z kimś innym i rozwijałam się zawodowo. Wtedy moja emocjonalna strona upadła, zdradzałam... Później, będac z M nie zdradziłam nigdy, ale przestałam się rozwijać zawodowo. Myślę, że przeszłam wszystko to czego nie chciałam przejść. Zawsze chciałam być wierną żoną spełniającą się zawodowo. I do tej pory nigdy mi się to nie udawało. I chciałabym to zrozumieć, popracować nad sobą, żeby w następnym związku być sobą po prostu smile A może gdy będę sobą, to żaden psychofag ze mna nie wytrzyma smile
Myślę Pati, że Twój mąż też nie miał okazji się "wyszaleć". Długo byliście razem, żona, dzieci. A on nie dojrzały emocjonalnie, myślał,że mu się "upiecze", gdy sobie pójdzie z inną do łóżka.
Ja też uważam,że "dwa razy do jednej rzeki się nie wchodzi" i dlatego podjęłam decyzję o rozstaniu i już klamka zapadła. Zresztą widzę,że M tez jest zadowolony, nie tęskni, nie pisze. Jest nam bez siebie dobrze big_smile

Ja myślę, że najwięcej jest zdrad dokonowanych przez ludzi, którzy wcześnie się pobrali.

11 380

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

I bede pamietala wszystko moge sie z nim pozegnac mentalnie to robie wlasnie teraz jest na to czas.Wiem ze jest wyjatkowym facetem ,ale nasze drogi rozeszly sie
Pamietam jak dostal wezwanie do wojska byl komandosem ,jak jechal do kosowa .Jak wlasnymi silami budowal firme ,jakim jest meszczyzna - jaka posiada wielka namietnosc w sobie nie dziwie sie kobietom bo dla chwili tego zaru ,mozna stracic glowe.
Gdzies tam w srodku lezy na dnie gdzies tam ,jest i bedzie ,mam tylko nadzieje ze po rozwodzie bedziemy normalnie funkcjonowac w sprawie dzieci.

Lzy mi stanely w oczach ,wciaz trudno uwierzyc jak mozna bylo zniszczyc takie uczucie................

Nie żal czasem zaprzepaścić miłości? Może się pogubił ten jeden jedyny raz. Pati żebyś potem tego nie żałowała.

11 381 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-12 11:21:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:

I bede pamietala wszystko moge sie z nim pozegnac mentalnie to robie wlasnie teraz jest na to czas.Wiem ze jest wyjatkowym facetem ,ale nasze drogi rozeszly sie
Pamietam jak dostal wezwanie do wojska byl komandosem ,jak jechal do kosowa .Jak wlasnymi silami budowal firme ,jakim jest meszczyzna - jaka posiada wielka namietnosc w sobie nie dziwie sie kobietom bo dla chwili tego zaru ,mozna stracic glowe.
Gdzies tam w srodku lezy na dnie gdzies tam ,jest i bedzie ,mam tylko nadzieje ze po rozwodzie bedziemy normalnie funkcjonowac w sprawie dzieci.

Lzy mi stanely w oczach ,wciaz trudno uwierzyc jak mozna bylo zniszczyc takie uczucie................

Nie żal czasem zaprzepaścić miłości? Może się pogubił ten jeden jedyny raz. Pati żebyś potem tego nie żałowała.

Dlatego uważam,że rozwód powinien być formalnością. Czymś, co robimy świadomie. Poza tym, uważam, że rozwód nie oznacza końca świata. Kto wie, może gdy mój jm pójdzie na terapię odwykową, pozbędzie się uzależnienia, zacznie myśleć o pracy, przyszłości, zacznie mu zależeć na związku, jeśli do tego czasu nie będę mieć nikogo, kto wie... Ale są warunki, które musi spełnić, bez tego nie ma mowy. Narazie mu nie zależy.
I nie ma co żałować rozwodu, ale warto się zastanowić. Ja teraz sto razy będę się zastanawiać nad związkiem, ślubem, życiem...

11 382

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Z tego co czytam, to widzę, że kobietom zdradzonym ciężko jest odejść. Zastanawiam się dlaczego tak jest? W końcu to, że mąż nas zdradził nie jest naszą winą. To ON poczuł niedosyt i zamiast zdradzić powinien normalnie porozmawiać. A skoro zdradził, to znaczy, że mu nie zależy.
Pamiętam siebie jak zdradzałam. Zdradzałam, bo czułam się niekochana, odpychana. Teraz bym porozmawiała, może pokłóciła się, dałabym wyraźnie do zrozumienia, co jest nie tak. I wiem, że jak zdradziłam to miałam nadzieję, że związek się rozpadnie. A mój chłopak nadal chciał być ze mną, mówił, że mi wybacza, że kocha itp. I ja nie wiem dlaczego ludzie wybaczają zdrady? Nie rozumiem tego... Poza tym wiem,że jak się raz zdradzi to później jest łatwiej zrobić to ponownie. Przynajmniej ja tak miałam...

A jak już byś dała do zrozumienia, wykrzyczała etc. a to nie przyniosłoby żadnego efektu? Zostałoby uznane za Twoje widzi mi się. Jakby to zdeptano  olano, co wtedy?

11 383

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Znów mam kryzys odrzucenia. Znaczy miałam wczoraj. Trza chyba sobie znaleźć jakiegoś ...
No i patrzcie przez to zimno i odpychanie i niechęć nie pcha mnie do tego żebym kogoś sobie znalazła? Co on sobie myśli nie dając mi nic przez taki szmat czasu? Nie chce nic z tym zrobić, ma to w nosie. To mój problem. Zapytałam kiedyś co by zrobił na moim miejscu. "Nie wiem. No co Ci mam powiedzieć?". Mój problem to nie jego problem. Mój błąd to to, że tak długo głupia czekałam.

chciałabym wiedzieć za kim tęsknisz hm... , kto miałby odzywać się do Ciebie - pogubiłam się. Myślałam, że z mężem zamknięta sprawa. Ten od gitary okazał się wstrętnym typem - uciekłaś od niego. Więc za kim tęsknisz i na kogo czekasz ? Jeśli myślisz o mężu to wiesz, że inna kobieta daje mu szczęście. Jeśli o gitarzyście, to wiesz, że szczęśliwy jest z gitarą i bałaganem, i nieróbstwem a nie z Tobą.

Mąż tematem zamkniętym. A fe.
Gitarzysta, dzwoni, pyta kiedy przyjdę, lokal ogarnia. Twierdzi, że kocha, a ja tego nie czuję, ani na milimetr.

11 384

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Z tego co czytam, to widzę, że kobietom zdradzonym ciężko jest odejść. Zastanawiam się dlaczego tak jest? W końcu to, że mąż nas zdradził nie jest naszą winą. To ON poczuł niedosyt i zamiast zdradzić powinien normalnie porozmawiać. A skoro zdradził, to znaczy, że mu nie zależy.
Pamiętam siebie jak zdradzałam. Zdradzałam, bo czułam się niekochana, odpychana. Teraz bym porozmawiała, może pokłóciła się, dałabym wyraźnie do zrozumienia, co jest nie tak. I wiem, że jak zdradziłam to miałam nadzieję, że związek się rozpadnie. A mój chłopak nadal chciał być ze mną, mówił, że mi wybacza, że kocha itp. I ja nie wiem dlaczego ludzie wybaczają zdrady? Nie rozumiem tego... Poza tym wiem,że jak się raz zdradzi to później jest łatwiej zrobić to ponownie. Przynajmniej ja tak miałam...

A jak już byś dała do zrozumienia, wykrzyczała etc. a to nie przyniosłoby żadnego efektu? Zostałoby uznane za Twoje widzi mi się. Jakby to zdeptano  olano, co wtedy?

Na dzień dzisiejszy, po tym co przeszłam, odeszłabym. Skoro mu na mnie nie zależy, to po co się szarpać?

11 385

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Znów mam kryzys odrzucenia. Znaczy miałam wczoraj. Trza chyba sobie znaleźć jakiegoś ...
No i patrzcie przez to zimno i odpychanie i niechęć nie pcha mnie do tego żebym kogoś sobie znalazła? Co on sobie myśli nie dając mi nic przez taki szmat czasu? Nie chce nic z tym zrobić, ma to w nosie. To mój problem. Zapytałam kiedyś co by zrobił na moim miejscu. "Nie wiem. No co Ci mam powiedzieć?". Mój problem to nie jego problem. Mój błąd to to, że tak długo głupia czekałam.

chciałabym wiedzieć za kim tęsknisz hm... , kto miałby odzywać się do Ciebie - pogubiłam się. Myślałam, że z mężem zamknięta sprawa. Ten od gitary okazał się wstrętnym typem - uciekłaś od niego. Więc za kim tęsknisz i na kogo czekasz ? Jeśli myślisz o mężu to wiesz, że inna kobieta daje mu szczęście. Jeśli o gitarzyście, to wiesz, że szczęśliwy jest z gitarą i bałaganem, i nieróbstwem a nie z Tobą.

Mąż tematem zamkniętym. A fe.
Gitarzysta, dzwoni, pyta kiedy przyjdę, lokal ogarnia. Twierdzi, że kocha, a ja tego nie czuję, ani na milimetr.

"lokal ogarnia" fajnie napisałaś:) myślę, że możecie dać sobie jeszcze trochę wolności. Spokojnie. Jak teraz wrócisz, to według mnie, bez sensu. Może zacznie się bardziej starać? Nie pokazuj mu, że Ci na na nim zależy. Niech zacznie o Ciebie zabiegać. A jak nie, no to sorry, ale olej go.

11 386

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

11 387

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:

chciałabym wiedzieć za kim tęsknisz hm... , kto miałby odzywać się do Ciebie - pogubiłam się. Myślałam, że z mężem zamknięta sprawa. Ten od gitary okazał się wstrętnym typem - uciekłaś od niego. Więc za kim tęsknisz i na kogo czekasz ? Jeśli myślisz o mężu to wiesz, że inna kobieta daje mu szczęście. Jeśli o gitarzyście, to wiesz, że szczęśliwy jest z gitarą i bałaganem, i nieróbstwem a nie z Tobą.

Mąż tematem zamkniętym. A fe.
Gitarzysta, dzwoni, pyta kiedy przyjdę, lokal ogarnia. Twierdzi, że kocha, a ja tego nie czuję, ani na milimetr.

"lokal ogarnia" fajnie napisałaś:) myślę, że możecie dać sobie jeszcze trochę wolności. Spokojnie. Jak teraz wrócisz, to według mnie, bez sensu. Może zacznie się bardziej starać? Nie pokazuj mu, że Ci na na nim zależy. Niech zacznie o Ciebie zabiegać. A jak nie, no to sorry, ale olej go.

Ma jeszcze coś do zrobienia. Wiesz, że pokój trzeba wyremontować. Spokojnie. To jeszcze potrwa, na pewno do końca lipca.

11 388

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak lokal jest ogarnięty to nie trzeba odgruzowywać, a mnie o to chodzi smile
Potrzebę poczuł ogarnięcia i na gitarze nie zagrał. To już coś. Mnie gitara nie przeszkadza, dobry w tym jest. Nie będę się nad tym rozwodzić, bo to nie o to chodzi. Każdy ma prawo do chwil dla siebie, ja tego nie utrudniam.

11 389

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio-to wszystko co piszę to moje emocje. I może jest to paplanina, ale zdarza mi się coraz rzadziej. Nie mam tu z kim o tym pogadać, więc piszę, by nie spadac na dno tej studni, bo nie chcę. Jest terapia (gdzie dla mnie to już wielki postęp) i ciągła praca nad tym, by myśleć o sobie i o tym co dla mnie jest ważne, a nie dla innych.

11 390

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja chętnie pogadam Liwio wink
Dasz radę. Czas, czas, czas najlepszym doradcą. I dystans i niezbyt częsta analiza i luz, i... i juz nic. smile

11 391

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję Hm smile

11 392

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Anstawio-to wszystko co piszę to moje emocje. I może jest to paplanina, ale zdarza mi się coraz rzadziej. Nie mam tu z kim o tym pogadać, więc piszę, by nie spadac na dno tej studni, bo nie chcę. Jest terapia (gdzie dla mnie to już wielki postęp) i ciągła praca nad tym, by myśleć o sobie i o tym co dla mnie jest ważne, a nie dla innych.

Liwio pisz, pisz jak najwięcej. Oczywiście,że pójście na terapię to ogromny postęp!
To były moje spostrzeżenia. Rób wszystko to co Ci podpowiada rozum i serce.

11 393

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio-dziękuję Ci także. Nawet kubeł zimnej wody jest mile widziany, a rację masz w wielu kwestiach smile

11 394

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

Nieprawda.
Poprostu brat jest innym czlowiekiem ,slabszym dlatego wybral silneijsza do prowadzenia ,tak to sie odbywa.Najgorzej jak dwoje jest silnych i temperamentnych nagle wkracza rywalizacja i to koniec zwiazku.
Jeszcze gorzej jest gdy dwoje jest slabych ,wtedy wegetuja eh zycie

11 395 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-06-12 13:45:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

Taki typ     hm,Ci sie trafil,ale ma swoja pasje ,ktorej sie oddaje ,szkoda ze zapomnial o Tobie i Twojej kobiecosci.

11 396

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

Jest mnóstwo związków, które rozpadają się mimo,iż są dzieci. Ja myślę,że to czasami jest lepsze niż żyć pod jednym dachem dla dobra dzieci, a być dla siebie ciężarem.
I ja też nie wiem, dlaczego mężczyźni nie chcą rozmawiać, gdy my widzimy problem. Czyli jak oni powiedzą,że problemu nie ma,a dla nas jest, to co?! Pojąć tego nie mogę.

11 397

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

Jest mnóstwo związków, które rozpadają się mimo,iż są dzieci. Ja myślę,że to czasami jest lepsze niż żyć pod jednym dachem dla dobra dzieci, a być dla siebie ciężarem.
I ja też nie wiem, dlaczego mężczyźni nie chcą rozmawiać, gdy my widzimy problem. Czyli jak oni powiedzą,że problemu nie ma,a dla nas jest, to co?! Pojąć tego nie mogę.

Jesli jedno widzi problem ,a drugie nie to jest powazny problem moim zdaniem,ale z komunikacja .Bo zycie jest tak cholernie skomplikowane.

11 398 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-12 13:51:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

Nieprawda.
Poprostu brat jest innym czlowiekiem ,slabszym dlatego wybral silneijsza do prowadzenia ,tak to sie odbywa.Najgorzej jak dwoje jest silnych i temperamentnych nagle wkracza rywalizacja i to koniec zwiazku.
Jeszcze gorzej jest gdy dwoje jest slabych ,wtedy wegetuja eh zycie

I tu masz rację. U nas bunt był po całości. A jak się okazuje zarówno bunt, jak i współuzależnienie/uzależnienie- to dwie skrajności. Pomiędzy nimi jest normalne funkcjonowanie, życie...

11 399

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

Nieprawda.
Poprostu brat jest innym czlowiekiem ,slabszym dlatego wybral silneijsza do prowadzenia ,tak to sie odbywa.Najgorzej jak dwoje jest silnych i temperamentnych nagle wkracza rywalizacja i to koniec zwiazku.
Jeszcze gorzej jest gdy dwoje jest slabych ,wtedy wegetuja eh zycie

I tu masz rację. U nas bunt był po całości. A jak się okazuje zarówno bunt, jak i współuzależnienie/uzależnienie- to dwie skrajności. Pomiędzy nimi jest normalne funkcjonowanie, życie...

U nas rywalizacja - byla .Na kazdej plaszczyznie zycia ,pomalu uzmyslawiam sobie Anastawio........

11 400

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I jestem w trakcie szukania dobrego psychologa - z doswiadczeniem ................

11 401

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

Jest mnóstwo związków, które rozpadają się mimo,iż są dzieci. Ja myślę,że to czasami jest lepsze niż żyć pod jednym dachem dla dobra dzieci, a być dla siebie ciężarem.
I ja też nie wiem, dlaczego mężczyźni nie chcą rozmawiać, gdy my widzimy problem. Czyli jak oni powiedzą,że problemu nie ma,a dla nas jest, to co?! Pojąć tego nie mogę.

Jesli jedno widzi problem ,a drugie nie to jest powazny problem moim zdaniem,ale z komunikacja .Bo zycie jest tak cholernie skomplikowane.

A ja uważam,że życie jest proste, nawet w Sekrecie tak mówią, bo tak jest big_smile
Tylko my sobie sami to życie komplikujemy. A nad komunikacją chyba trzeba pracować, tylko obie strony muszą chcieć.

11 402

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
aisa napisał/a:

A ja z innej beczki
Jak radzicie sobie jak wasz jm zabiera dziecko i ona tam jest?
Ja mam miec to poraz pierwszy w tym tygodniu ,chodze po scianach nie moge sobie tego wyobrażić.
ON przy moim dziecku ta d....a.
Umieram

Umierasz ? Boisz się nowej partnerki jm ? a ONA to co miałaby zrobić dziecku?
Chodzisz po ścianach ? Jeśli tak, to z zazdrości. Jesteś też zaborcza. To Twoje dziecko czy Wasze? Jm jako ojciec ma takie same prawa do dziecka jak i Ty i ciesz się, a nie rozpaczaj, że dziecko będzie czuło się kochane.
Nie odbieraj swemu dziecku radości bycia z ojcem. Kiedyś też kogoś poznasz i ...i też powiesz "ja przy moim dziecku z tym dupkiem". Naucz swoje dziecko tolerancji, miłości i nie odbieraj mu szansy na szczęście.
Pochodzę z rozbitej rodziny .....pragnęłam miłości, zainteresowania a potem szczęścia obojga rodziców. Dobrze żyłam z ich różnymi partnerami. Ostatnia konkubina ojca jest mi szczególnie bliska....kiedy umierał mój ojciec widziałam jej rozpacz, dostawałam od niej wsparcie. Pokochałam ją, jest dla mnie bardzo ważna....

Wyobraź sobie swoje uśmiechnięte i szczęśliwe dziecko...

W tym temacie ,wazne jest podejscie ojca ,male serduszko mozna szybko skrzywdzic jak i nastoletnie .Jesli z w kolejnym zwiazku partnerka rozwniez winna wiedziec jak na poczatku sie zachowywac by zdobyc zaufanie dziecka .Wszystko zalezy od ojca .
Akurat w tym aspekcie o mojego meza nie martwie sie ,wiem ze chlopcom krzywdy nie da zrobic.Wazne zeby uczestniczyl w wychowywaniu ,a w przyszlosci wprowadzil nowa partnerke w ich zycie.

11 403

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

I jestem w trakcie szukania dobrego psychologa - z doswiadczeniem ................

Z takim przeżyciem z panią psycholog to chyba łatwo Ci nie będzie...
U nas też była rywalizacja, tylko, że to ja byłam zazdrosna o jego ambicje, plany, dążenia do celu itp. Bo ja swoje ambicje rzuciłam dla niego, a on zaczął się rozwijać i miał moje wsparcie. Do czasu... aż zaczął poświęcać wolny czas kolegom, narkotykom, alkoholowi itp itd Także u mnie to niby podobnie,ale inaczej...

11 404 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-06-12 14:04:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jest mnóstwo związków, które rozpadają się mimo,iż są dzieci. Ja myślę,że to czasami jest lepsze niż żyć pod jednym dachem dla dobra dzieci, a być dla siebie ciężarem.
I ja też nie wiem, dlaczego mężczyźni nie chcą rozmawiać, gdy my widzimy problem. Czyli jak oni powiedzą,że problemu nie ma,a dla nas jest, to co?! Pojąć tego nie mogę.

Jesli jedno widzi problem ,a drugie nie to jest powazny problem moim zdaniem,ale z komunikacja .Bo zycie jest tak cholernie skomplikowane.

A ja uważam,że życie jest proste, nawet w Sekrecie tak mówią, bo tak jest big_smile
Tylko my sobie sami to życie komplikujemy. A nad komunikacją chyba trzeba pracować, tylko obie strony muszą chcieć.

Dokladnie proste na tyle na ile jestesmy emocjonalni,to co jednego zabija innego nie boli wcale.
Wzmianka o zwiazkach niepodoba mi sie w sekrecie ,ten urywek pokazany ze ona czeka z kolacja a on z kochanka .
Moim zdaniem tego nie da sie uzdrowic ,usmiechcem wmawianiem sobie, ze widocznie byl gdzie indziej myslami dla mnie stanowczo nie!
Granice trzeba miec ,nawet pozytywnego myslenia.

11 405

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

I jestem w trakcie szukania dobrego psychologa - z doswiadczeniem ................

Z takim przeżyciem z panią psycholog to chyba łatwo Ci nie będzie...
U nas też była rywalizacja, tylko, że to ja byłam zazdrosna o jego ambicje, plany, dążenia do celu itp. Bo ja swoje ambicje rzuciłam dla niego, a on zaczął się rozwijać i miał moje wsparcie. Do czasu... aż zaczął poświęcać wolny czas kolegom, narkotykom, alkoholowi itp itd Także u mnie to niby podobnie,ale inaczej...

Niepodbala mi sie psycholog z kobiecych serc- moze za mloda byla .Powiedziala mi tylko ze nie jest kkzb,ze raczej urazona moja duma zostala i ja niepotrafie dojsc do ladu.

11 406 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-12 14:14:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Jesli jedno widzi problem ,a drugie nie to jest powazny problem moim zdaniem,ale z komunikacja .Bo zycie jest tak cholernie skomplikowane.

A ja uważam,że życie jest proste, nawet w Sekrecie tak mówią, bo tak jest big_smile
Tylko my sobie sami to życie komplikujemy. A nad komunikacją chyba trzeba pracować, tylko obie strony muszą chcieć.

Dokladnie proste na tyle na ile jestesmy emocjonalni,to co jednego zabija innego nie boli wcale.
Wzmianka o zwiazkach niepodoba mi sie w sekrecie ,ten urywek pokazany ze ona czeka z kolacja a on z kochanka .
Moim zdaniem tego nie da sie uzdrowic ,usmiechcem wmawianiem sobie, ze widocznie byl gdzie indziej myslami dla mnie stanowczo nie!
Granice trzeba miec ,nawet pozytywnego myslenia.

Ale później on czekał na nią w domu, a ona była na dyskotece. Wiesz, każdy sobie może to zinterpretować jak chce. Ja myślę,że ona zaczęła zajmować się sobą, a nie mężem, a jak potem potoczyło się dalej, tego nikt nie wie...
A co do psycholog, może musisz poszukać innej rzeczywiście. Czasami po prostu warto się zastanowić co mówi psycholog i nie słuchać jej "na ślepo". Ona coś sugeruje, coś co daje Ci do myślenia. Nie ocenia, nie wydaje opinii. I nie musisz się z nią zgadzać, po prostu pomyśleć. A jeżeli nie jest tak jak ona mówi, to jej to powiedz.

11 407

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A ja uważam,że życie jest proste, nawet w Sekrecie tak mówią, bo tak jest big_smile
Tylko my sobie sami to życie komplikujemy. A nad komunikacją chyba trzeba pracować, tylko obie strony muszą chcieć.

Dokladnie proste na tyle na ile jestesmy emocjonalni,to co jednego zabija innego nie boli wcale.
Wzmianka o zwiazkach niepodoba mi sie w sekrecie ,ten urywek pokazany ze ona czeka z kolacja a on z kochanka .
Moim zdaniem tego nie da sie uzdrowic ,usmiechcem wmawianiem sobie, ze widocznie byl gdzie indziej myslami dla mnie stanowczo nie!
Granice trzeba miec ,nawet pozytywnego myslenia.

Ale później on czekał na nią w domu, a ona była na dyskotece. Wiesz, każdy sobie może to zinterpretować jak chce. Ja myślę,że ona zaczęła zajmować się sobą, a nie mężem, a jak potem potoczyło się dalej, tego nikt nie wie...
A co do psycholog, może musisz poszukać innej rzeczywiście. Czasami po prostu warto się zastanowić co mówi psycholog i nie słuchać jej "na ślepo". Ona coś sugeruje, coś co daje Ci do myślenia. Nie ocenia, nie wydaje opinii. I nie musisz się z nią zgadzać, po prostu pomyśleć. A jeżeli nie jest tak jak ona mówi, to jej to powiedz.

no hehheeh ,wlasnie mi nie chodzi o cos takiego w zyciu chyba))),dyscoteka to nic w poruwnaniu z szminkami na koszuli heheh
Psychologa potrzebuje obawiam sie ze ja poprostu jestem idealistka musze zejsc na Ziemie

11 408

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Dokladnie proste na tyle na ile jestesmy emocjonalni,to co jednego zabija innego nie boli wcale.
Wzmianka o zwiazkach niepodoba mi sie w sekrecie ,ten urywek pokazany ze ona czeka z kolacja a on z kochanka .
Moim zdaniem tego nie da sie uzdrowic ,usmiechcem wmawianiem sobie, ze widocznie byl gdzie indziej myslami dla mnie stanowczo nie!
Granice trzeba miec ,nawet pozytywnego myslenia.

Ale później on czekał na nią w domu, a ona była na dyskotece. Wiesz, każdy sobie może to zinterpretować jak chce. Ja myślę,że ona zaczęła zajmować się sobą, a nie mężem, a jak potem potoczyło się dalej, tego nikt nie wie...
A co do psycholog, może musisz poszukać innej rzeczywiście. Czasami po prostu warto się zastanowić co mówi psycholog i nie słuchać jej "na ślepo". Ona coś sugeruje, coś co daje Ci do myślenia. Nie ocenia, nie wydaje opinii. I nie musisz się z nią zgadzać, po prostu pomyśleć. A jeżeli nie jest tak jak ona mówi, to jej to powiedz.

no hehheeh ,wlasnie mi nie chodzi o cos takiego w zyciu chyba))),dyscoteka to nic w poruwnaniu z szminkami na koszuli heheh
Psychologa potrzebuje obawiam sie ze ja poprostu jestem idealistka musze zejsc na Ziemie

Dlatego napisałam,że nie wiem co było dalej...
Widząc u męża szminkę na koszuli już nie czekałabym na niego z kolacją big_smile

11 409 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-12 20:02:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ja chętnie pogadam Liwio wink
Dasz radę. Czas, czas, czas najlepszym doradcą. I dystans i niezbyt częsta analiza i luz, i... i juz nic. smile

Tak się nad tą Twoją wypowiedzią zastanawiam, bo wydaje mi się, że masz rację. Ale z drugiej strony, według mnie liczy się tu i teraz, dziś. I gdy dziś nas coś boli to warto czekać, aż ból minie, cierpieć, czy może warto od razu zacząć działać? Nie pod wpływem impulsu, oczywiście trzeba rozpatrzyć za i przeciw a potem działać. I właśnie analiza, czy ona nie jest potrzebna do rozwiązania problemu? Czas i brak analizy, to według mnie odłożenie decyzji na potem, a może samo się rozwiąże... I czy to nie oznacza, że boimi się odpowiedzialności?
Natomiast jeżeli chodzi o emocje, to potrzeba czasu...

Ja tak miałam z rozwodem, było dużo analizy, aż w końcu doszłam do wniosku, że ani ślub cywilny nic oprócz nazwiska nie zmienił w moim życiu, tak też i rozwód. Ale nie wiem co myśli mąż. I w sumie to już będę pisać były mąż... I może dla tego przedrostka "ex" wezmę rozwód...

11 410

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mnie męczą czasem analizy mojego życia dogłębnie. Nie mam czasem sił na to, choć wiem, że jest to potrzebne do podjęcia takich czy innych decyzji. Dziś akurat mam taki dzień, że analizować mi się nie chce. Wypalam się chwilami przy tym, nie mogę skupić się na pracy, ani obowiązkach domowych. Drążąc tematy energii mi czasem ubywa, nic nie cieszy......Dziś wpadłam w koło roboty w domu. Mąż nie pomaga, co przykre jest, ale wiem, że nic na to nie poradzę. Odkąd pracuje właściwie tylko tym się zajmuje...i rozrywką....

11 411

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Mnie męczą czasem analizy mojego życia dogłębnie. Nie mam czasem sił na to, choć wiem, że jest to potrzebne do podjęcia takich czy innych decyzji. Dziś akurat mam taki dzień, że analizować mi się nie chce. Wypalam się chwilami przy tym, nie mogę skupić się na pracy, ani obowiązkach domowych. Drążąc tematy energii mi czasem ubywa, nic nie cieszy......Dziś wpadłam w koło roboty w domu. Mąż nie pomaga, co przykre jest, ale wiem, że nic na to nie poradzę. Odkąd pracuje właściwie tylko tym się zajmuje...i rozrywką....

No właśnie my kobiety analizujemy, staramy się, a oni ....mają to głęboko gdzieś i myślą jakoś to będzie, samo się...:(

11 412

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Maju, żeby tak skończyć te analizy i wziąć się do roboty i pozbyć tych wszystkich uczuć....byłoby super.

11 413

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja chętnie pogadam Liwio wink
Dasz radę. Czas, czas, czas najlepszym doradcą. I dystans i niezbyt częsta analiza i luz, i... i juz nic. smile

Tak się nad tą Twoją wypowiedzią zastanawiam, bo wydaje mi się, że masz rację. Ale z drugiej strony, według mnie liczy się tu i teraz, dziś. I gdy dziś nas coś boli to warto czekać, aż ból minie, cierpieć, czy może warto od razu zacząć działać? Nie pod wpływem impulsu, oczywiście trzeba rozpatrzyć za i przeciw a potem działać. I właśnie analiza, czy ona nie jest potrzebna do rozwiązania problemu? Czas i brak analizy, to według mnie odłożenie decyzji na potem, a może samo się rozwiąże... I czy to nie oznacza, że boimi się odpowiedzialności?
Natomiast jeżeli chodzi o emocje, to potrzeba czasu...

Ja tak miałam z rozwodem, było dużo analizy, aż w końcu doszłam do wniosku, że ani ślub cywilny nic oprócz nazwiska nie zmienił w moim życiu, tak też i rozwód. Ale nie wiem co myśli mąż. I w sumie to już będę pisać były mąż... I może dla tego przedrostka "ex" wezmę rozwód...

niezbyt czesta analiza,to to czego pragne.....,a nie potrafie....

11 414

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A tak z innej beczki...mąż dostał dziś jak się domyślam smsa z dziwnymi tekstami na jego temat i jak mniemam myśli, że to ja piszę lub ktoś w moim imieniu. Przesłał mi go, a na kocu napisał "Z nami koniec". Myśli  chyba, że ja bawię się w kotka i myszkę, a nie mam nic z tym wspólnego. Ale jak widać znów ja jestem winna....masakra.

11 415

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A jak tak analizujecie, to żadne pomysły Wam do głowy nie wchodzą?

11 416

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

A tak z innej beczki...mąż dostał dziś jak się domyślam smsa z dziwnymi tekstami na jego temat i jak mniemam myśli, że to ja piszę lub ktoś w moim imieniu. Przesłał mi go, a na kocu napisał "Z nami koniec". Myśli  chyba, że ja bawię się w kotka i myszkę, a nie mam nic z tym wspólnego. Ale jak widać znów ja jestem winna....masakra.

Ale czy to trochę nie... dziecinne... Nie chcę używać złych słów, ale czy Twój mąż nie mógły porozmawiać z Tobą? Czemu Ci faceci są tacy... mało odważni? Nie wiem, jak to ująć.
Ja też, jak wszystko się u nas rozwalało, chciałam rozmawiać. I ex-mąż też chciał, ale z tej rozmowy nic nie wychodziło, bo on tylko mówił ok, zróbmy tak jak chcesz, ok, nie ma sprawy. Z jednej strony to fantastycznie, ale z drugiej... czy ja wiem... Ale nie ma co analizować smile

11 417

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pomysłów jest mnóstwo, tylko ciężko jeszcze powiedzieć, który jest dobry czy właściwy.

11 418

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Pomysłów jest mnóstwo, tylko ciężko jeszcze powiedzieć, który jest dobry czy właściwy.

No to jak jest dużo, to jest ciężej.
Ja miałam tylko dwa: razem czy osobno smile

11 419

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Brak nam odwagi, aby coś postanowić i tego się trzymać choćby się paliło i waliło. Nachodzą wątpliwości i wszystko bierze w łeb. Och.. Myślałam,że to tylko ja tak mam sad

11 420

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziecinne bardzo. Juz się wkurzył, bo zwróciłam mu uwagę , że też powinien robić tu w domu, a nie tylko praca i rozrywka. Przecież też pracuję zawodowo a w domu nic samo się nie zrobi. Oczywiście nic go to nie obchodzi. A potem, że był o to zły to dostałam po porach za jakieś durnego smsa z którym nie mam nic wspólnego. Mam dosyć traktowania mnie jak gó.....jak tak można postępować z drugą (kochaną? ) osobą?! I pisze i kończy wszystko smsem. Nie zrozumiem tego nigdy.

11 421

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zachowują się jak chłopcy z podstawówki. Niedojrzali chłopcy bez honoru. Nie rozumiem, kochali nas i teraz nic z tego nie pozostało w ich sercach? Tylko chłód i obca twarz.

11 422 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-13 00:28:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Maja66 napisał/a:

Brak nam odwagi, aby coś postanowić i tego się trzymać choćby się paliło i waliło. Nachodzą wątpliwości i wszystko bierze w łeb. Och.. Myślałam,że to tylko ja tak mam sad

Jest bardzo dużo kobiet, które się wahają, nie decydują na rozstanie.
Gdy psycholog na pierwszym spotkaniu tak mi właśnie powiedziała, że żadko kiedy kobieta odchodzi od męża, to pocisnęła mi po ambicji smile A ponieważ lubię być inna, bo całe dzieciństwo byłam porównywana do kogoś, więc nie mogłam postąpić jak większość kobiet.
I co, prawie miesiąc minął, a ja żyję. Co straciłam, przez to, że się rozstaliśmy ... ??
Co zyskałam: pewność siebie, odwagę, radość z życia, sen, spokój, pozytywne myślenie, uśmiech, mam więcej pieniążków, oglądam w tv to co lubię, jem co lubię, sprzątam kiedy chcę, w domu ładnie pachnie, mój ex jest nawet fajnym kumplem, ale nie kontaktuję się z nim za często, rodzinę ex'a mam z głowy, mogę spokojnie poświęcać się sobie i swoim pasjom, planom, marzeniom...

11 423

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

masz racje bycie samym ma tez swoje plusy i tak naprawde szybko sie do tego przyzwyczajamy.I nawet takie z pozoru drobnostki potrafia nas cieszyc.

11 424

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

Taki typ     hm,Ci sie trafil,ale ma swoja pasje ,ktorej sie oddaje ,szkoda ze zapomnial o Tobie i Twojej kobiecosci.

Ja nie mam nic przeciwko pasjom, jestem za poświęcaniu się im, ale są inne jeszcze rzeczy. Czasem trzeba zadbać o to co jest dookoła. Znaczy według mnie nie powinno się tego zaniedbywać. O mnie zapomniał dawno, czasem mnie przytulił i to wszystko. Obcy ludzie także mnie przytulają, znajomi znaczy i co z tego? To dla mnie nie wiele. Nie widzi tego, że ja na swoje zainteresowania nie mam czasu i siły. Powiedział kiedyś, że ja nie wiem co to jest zainteresowanie.
Widzę jednak, że kiedy mnie nie ma, jakby coś się dzieje. Niech się dzieje. Mnie nie ma dalej.

11 425

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Zofio, mam nadzieję,że spotkanie przyniesie Ci oczekiwane skutki.
Co do szczęśliwych żon, znam jedną, moją szwagierkę. Brat mojego męża jest zupełnie inny. A moja szwagierka jest szczęśliwa, bo... jest twardą su*ą. Męża owinęła sobie wokół paluszka smile Ale ostatnio napisała mi coś z czym się nie zgadzam: gdy są dzieci to związek jest łatwiej utrzymać, bo jest wspólny cel. Wy też tak myślicie? Ja uważam, że czasami, dla dobra dzieci, lepiej jest się rozwodzić...

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

Jest mnóstwo związków, które rozpadają się mimo,iż są dzieci. Ja myślę,że to czasami jest lepsze niż żyć pod jednym dachem dla dobra dzieci, a być dla siebie ciężarem.
I ja też nie wiem, dlaczego mężczyźni nie chcą rozmawiać, gdy my widzimy problem. Czyli jak oni powiedzą,że problemu nie ma,a dla nas jest, to co?! Pojąć tego nie mogę.

Mnie chodziło o to, że są dzieci i dlatego związek się rozpada.

Ja Anstawio nie kumam tego wcale. Jest mi źle, czuję się zaniedbana, niechciana i mówię to, a on mi odpowiada "zdaje Ci się".  No nie mogę, to jest mój wymysł. Tak jak akcje, że sama się denerwuje. Połozy mi ładowarkę do telefonu na wylanym oleju bo przed chwilą smażył frytki. Ja chcę jej użyć i wszystko tłuste. Ale to ja się denerwuje, on bogu ducha winny miś. Także ja sama sobie winna. Widocznie samowystarczalna powinnam być. Sama się kochać, dbać. No to poszłam sobie i mam spokój święty. To po co dzwoni? Czego chce?

11 426

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

A ja wiem, że czasem jak są dzieci to związek się rozpada.

Odnośnie rozmów z Panami na poważne tematy dotyczące życia...
Ten mój od gitary nie potrafi o tym rozmawiać, nie rozmawia, nie ma tematu.
Zapytałam go czy nie potrafi powiedzieć wprost? -A po co?- zapytał.

Jest mnóstwo związków, które rozpadają się mimo,iż są dzieci. Ja myślę,że to czasami jest lepsze niż żyć pod jednym dachem dla dobra dzieci, a być dla siebie ciężarem.
I ja też nie wiem, dlaczego mężczyźni nie chcą rozmawiać, gdy my widzimy problem. Czyli jak oni powiedzą,że problemu nie ma,a dla nas jest, to co?! Pojąć tego nie mogę.

Jesli jedno widzi problem ,a drugie nie to jest powazny problem moim zdaniem,ale z komunikacja .Bo zycie jest tak cholernie skomplikowane.

Ti jest kluczowy problem. W takim przypadku to wygląda tak jakby tej drugiej strony wcale nie obchodziło to co my chcemy przekazać. A co za tym idzie to my nie obchodzimy tej strony wcale. No ja to tak odbieram. No ale kocha przecież.

11 427

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:

I jestem w trakcie szukania dobrego psychologa - z doswiadczeniem ................

Taki psycholog musiałby to przeżyć na własnej skórze chyba, żeby być doświadczonym smile

11 428

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jest mnóstwo związków, które rozpadają się mimo,iż są dzieci. Ja myślę,że to czasami jest lepsze niż żyć pod jednym dachem dla dobra dzieci, a być dla siebie ciężarem.
I ja też nie wiem, dlaczego mężczyźni nie chcą rozmawiać, gdy my widzimy problem. Czyli jak oni powiedzą,że problemu nie ma,a dla nas jest, to co?! Pojąć tego nie mogę.

Jesli jedno widzi problem ,a drugie nie to jest powazny problem moim zdaniem,ale z komunikacja .Bo zycie jest tak cholernie skomplikowane.

A ja uważam,że życie jest proste, nawet w Sekrecie tak mówią, bo tak jest big_smile
Tylko my sobie sami to życie komplikujemy. A nad komunikacją chyba trzeba pracować, tylko obie strony muszą chcieć.

No raczej współpraca być musi.

11 429

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Jesli jedno widzi problem ,a drugie nie to jest powazny problem moim zdaniem,ale z komunikacja .Bo zycie jest tak cholernie skomplikowane.

A ja uważam,że życie jest proste, nawet w Sekrecie tak mówią, bo tak jest big_smile
Tylko my sobie sami to życie komplikujemy. A nad komunikacją chyba trzeba pracować, tylko obie strony muszą chcieć.

Dokladnie proste na tyle na ile jestesmy emocjonalni,to co jednego zabija innego nie boli wcale.
Wzmianka o zwiazkach niepodoba mi sie w sekrecie ,ten urywek pokazany ze ona czeka z kolacja a on z kochanka .
Moim zdaniem tego nie da sie uzdrowic ,usmiechcem wmawianiem sobie, ze widocznie byl gdzie indziej myslami dla mnie stanowczo nie!
Granice trzeba miec ,nawet pozytywnego myslenia.

No tak.
Jedna strona musi chcieć zrozumieć że coś co on ma w głębokim poważaniu i nie przywiązuje do tego wagi może mieć ogromne znaczenie dla drugiej strony. A to wymaga zainteresowania i zaangażowania. Samo się nie zrobi. Trzeba tego chcieć.
A potem si dziwić, że ten co ma w d... ma tyle energii na te swoje zainteresowania a my śpimy na stojąco.

11 430 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-13 10:22:21)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja chętnie pogadam Liwio wink
Dasz radę. Czas, czas, czas najlepszym doradcą. I dystans i niezbyt częsta analiza i luz, i... i juz nic. smile

Tak się nad tą Twoją wypowiedzią zastanawiam, bo wydaje mi się, że masz rację. Ale z drugiej strony, według mnie liczy się tu i teraz, dziś. I gdy dziś nas coś boli to warto czekać, aż ból minie, cierpieć, czy może warto od razu zacząć działać? Nie pod wpływem impulsu, oczywiście trzeba rozpatrzyć za i przeciw a potem działać. I właśnie analiza, czy ona nie jest potrzebna do rozwiązania problemu? Czas i brak analizy, to według mnie odłożenie decyzji na potem, a może samo się rozwiąże... I czy to nie oznacza, że boimi się odpowiedzialności?
Natomiast jeżeli chodzi o emocje, to potrzeba czasu...

Ja tak miałam z rozwodem, było dużo analizy, aż w końcu doszłam do wniosku, że ani ślub cywilny nic oprócz nazwiska nie zmienił w moim życiu, tak też i rozwód. Ale nie wiem co myśli mąż. I w sumie to już będę pisać były mąż... I może dla tego przedrostka "ex" wezmę rozwód...

Nie wszystko da się tu i teraz. Ból nie mija w minutę. Kiedy boli nas ząb minie, kiedy pomoże nam dentysta. Moim zdaniem na wszystko trzeba czasu i on jest najlepszym doradcą. Ten czas nigdy nie jest taki sam. Jednego razu wystarczy nam kiedy pomyślimy nad czymś nazajutrz, innego za tydzień. Liczy się tu i teraz ale bardziej w kontekście Carpe diem, chwytaj dzień. Nie ma co planować i zbyt wybiegać do przodu. To często nas gubi, a jak coś za bardzo zaplanujemy i się nie uda to jest dopiero rozgoryczenie, rozczarowanie.
Mogę działać tu i teraz jeśli jestem przekonana do danej decyzji, jeśli nie czekam. Jeśli nie ma presji czasu. Często zbyt szybkie podjęcie decyzji nie jest korzystne. Trzeba przemyśleć, nabrać dystansu. W sytuacjach związkowych nazwijmy to przeważnie nic nas nie goni i może chwilę trwać.
Kiedy złamiemy obcas idąc na imprezę jesteśmy złe, na następny dzień już nam to troszkę przechodzi, za kilka dni postanawiamy co z tym dalej zrobić, naprawić, czy kupić nowe buty. A jeszcze może się okazać, że dzięki obcasowi uczestniczymy w jakimś miłym doświadczeniu, w przygodzie.
Ja nie podjęłam decyzji czy wrócę czy zostanę u matki, Bo nie jestem jeszcze niczego pewna. Daję czas sprawie, aby pobiegła swoim torem. Aby może on zrozumiał. Czas pokaże. I jestem pewna, że to jest dobre rozwiązanie. Według Ciebie Anstawio być może podjęłam maleńką decyzję, że zostawiłam sprawę czasowi. Dla mnie decyzji jeszcze nie było. Najważniejsze, że nie czekam i trwam w zawieszeniu z założonymi rękami. Nie, nie. Żyję sobie.

W kwestii cierpienia trzeba swoje odchorować. Jego w momencie nie zakończysz nie utniesz nożyczkami jak pępowiny. Minie dopiero za jakiś czas. Zastanów się nad tym.

11 431

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja chętnie pogadam Liwio wink
Dasz radę. Czas, czas, czas najlepszym doradcą. I dystans i niezbyt częsta analiza i luz, i... i juz nic. smile

Tak się nad tą Twoją wypowiedzią zastanawiam, bo wydaje mi się, że masz rację. Ale z drugiej strony, według mnie liczy się tu i teraz, dziś. I gdy dziś nas coś boli to warto czekać, aż ból minie, cierpieć, czy może warto od razu zacząć działać? Nie pod wpływem impulsu, oczywiście trzeba rozpatrzyć za i przeciw a potem działać. I właśnie analiza, czy ona nie jest potrzebna do rozwiązania problemu? Czas i brak analizy, to według mnie odłożenie decyzji na potem, a może samo się rozwiąże... I czy to nie oznacza, że boimi się odpowiedzialności?
Natomiast jeżeli chodzi o emocje, to potrzeba czasu...

Ja tak miałam z rozwodem, było dużo analizy, aż w końcu doszłam do wniosku, że ani ślub cywilny nic oprócz nazwiska nie zmienił w moim życiu, tak też i rozwód. Ale nie wiem co myśli mąż. I w sumie to już będę pisać były mąż... I może dla tego przedrostka "ex" wezmę rozwód...

Ile trwały Twoje przemyślenia na temat rozwodu?
Na pewno trochę czasu.

11 432 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-13 12:58:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja chętnie pogadam Liwio wink
Dasz radę. Czas, czas, czas najlepszym doradcą. I dystans i niezbyt częsta analiza i luz, i... i juz nic. smile

Tak się nad tą Twoją wypowiedzią zastanawiam, bo wydaje mi się, że masz rację. Ale z drugiej strony, według mnie liczy się tu i teraz, dziś. I gdy dziś nas coś boli to warto czekać, aż ból minie, cierpieć, czy może warto od razu zacząć działać? Nie pod wpływem impulsu, oczywiście trzeba rozpatrzyć za i przeciw a potem działać. I właśnie analiza, czy ona nie jest potrzebna do rozwiązania problemu? Czas i brak analizy, to według mnie odłożenie decyzji na potem, a może samo się rozwiąże... I czy to nie oznacza, że boimi się odpowiedzialności?
Natomiast jeżeli chodzi o emocje, to potrzeba czasu...

Ja tak miałam z rozwodem, było dużo analizy, aż w końcu doszłam do wniosku, że ani ślub cywilny nic oprócz nazwiska nie zmienił w moim życiu, tak też i rozwód. Ale nie wiem co myśli mąż. I w sumie to już będę pisać były mąż... I może dla tego przedrostka "ex" wezmę rozwód...

Nie wszystko da się tu i teraz. Ból nie mija w minutę. Kiedy boli nas ząb minie, kiedy pomoże nam dentysta. Moim zdaniem na wszystko trzeba czasu i on jest najlepszym doradcą. Ten czas nigdy nie jest taki sam. Jednego razu wystarczy nam kiedy pomyślimy nad czymś nazajutrz, innego za tydzień. Liczy się tu i teraz ale bardziej w kontekście Carpe diem, chwytaj dzień. Nie ma co planować i zbyt wybiegać do przodu. To często nas gubi, a jak coś za bardzo zaplanujemy i się nie uda to jest dopiero rozgoryczenie, rozczarowanie.
Mogę działać tu i teraz jeśli jestem przekonana do danej decyzji, jeśli nie czekam. Jeśli nie ma presji czasu. Często zbyt szybkie podjęcie decyzji nie jest korzystne. Trzeba przemyśleć, nabrać dystansu. W sytuacjach związkowych nazwijmy to przeważnie nic nas nie goni i może chwilę trwać.
Kiedy złamiemy obcas idąc na imprezę jesteśmy złe, na następny dzień już nam to troszkę przechodzi, za kilka dni postanawiamy co z tym dalej zrobić, naprawić, czy kupić nowe buty. A jeszcze może się okazać, że dzięki obcasowi uczestniczymy w jakimś miłym doświadczeniu, w przygodzie.
Ja nie podjęłam decyzji czy wrócę czy zostanę u matki, Bo nie jestem jeszcze niczego pewna. Daję czas sprawie, aby pobiegła swoim torem. Aby może on zrozumiał. Czas pokaże. I jestem pewna, że to jest dobre rozwiązanie. Według Ciebie Anstawio być może podjęłam maleńką decyzję, że zostawiłam sprawę czasowi. Dla mnie decyzji jeszcze nie było. Najważniejsze, że nie czekam i trwam w zawieszeniu z założonymi rękami. Nie, nie. Żyję sobie.

W kwestii cierpienia trzeba swoje odchorować. Jego w momencie nie zakończysz nie utniesz nożyczkami jak pępowiny. Minie dopiero za jakiś czas. Zastanów się nad tym.

Tak. Zgadzam się. Nie muszę się nad tym zastanawiać, już to napisałam powyżej, jeśli chodzi o emocje potrzeba czasu.
To,że się wyprowadziłaś do mamy, jest według mnie odważną decyzją i już Ci gratulowałam. Sama też proponowałam żebyś wstrzymała się jeszcze z powrotem do partnera, "dajcie sobie czas"...
Carpe diem, tak o to mi chodzi. Ja interpretuję sobie to na swój sposób, jak każdy: nie martwić się o jutro, nie rozgrzebywać przeszłości, nie odkładać decyzji na potem. I tak jak też wcześniej pisałam, decyzje analizować, za i przeciw i podejmować według własnego serca i rozumu.
Co do mojej decyzji, była to baaaardzo długa droga. Od momentu gdy coś się zaczęło dziać, do momentu wyprowadzki eksa minęło dwa lata, o dwa lata za długo. Pięc m-cy przed wyprowadzką męża podjęłam definitywną decyzję o rozwodzie. Czyli 1,5 roku użalałam się nad sobą. Cholernie długo! 5 miesięcy podejmowałam decyzję, 3 m-ce sama, miesiąc z hakiem z pomocą psychologa i Waszą. Za długo, ale to była moja droga.
Niektórzy gdy boli ich ząb odrazu idą do dentysty, naturalna sprawa. Niektórzy czekają, aż ząb zacznie boleć tak że już nie mogą wytrzymać i dopiero wtedy idą go leczyć. Inni czekają na cud samouzdrowienia. A jeszcze inni dbają o zęby nawet gdy te są zdrowe...

11 433

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Maja66 napisał/a:

Zachowują się jak chłopcy z podstawówki. Niedojrzali chłopcy bez honoru. Nie rozumiem, kochali nas i teraz nic z tego nie pozostało w ich sercach? Tylko chłód i obca twarz.

tez o tym myslalam ,zapomnieli jak szaleli przed kazdym spotkaniem ,dotykiem az ,az nie poczuli ze sa pewni swojej partnerki .I tu nie chodzi o to czy kobieta jest super laska czy nie,nie chodzi o jej sukcesy zawodowe czy prywatne.Poprostu niektorzy meszczyzni potrzebuja co kilka lat zmiany- dla mnie rowna sie to brak dojrzalosci emocjonalnej

11 434

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:

I jestem w trakcie szukania dobrego psychologa - z doswiadczeniem ................

Taki psycholog musiałby to przeżyć na własnej skórze chyba, żeby być doświadczonym smile

Nie ale w polsce jest wysyp "logow"- moim zdaniem wiadomo dlaczego .Anglicy maja inne spojrzenie bardziej luzne,  moge im sie wydac moralistka,zbyt idealistyczne podejscie    do  zycia miec "wedlug nich"
Jak znajde polskiego starszego stazem,  ktorego psychologia jest pasja ,a nie ze nie dostal sie na inne studia to na psycholgie)))
Wtedy pojde ,najlepiej chcialabym jechac na jakies warsztaty do Polski.
Jesli nie znajde skorzystam z angielskiego .

11 435

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

A ja uważam,że życie jest proste, nawet w Sekrecie tak mówią, bo tak jest big_smile
Tylko my sobie sami to życie komplikujemy. A nad komunikacją chyba trzeba pracować, tylko obie strony muszą chcieć.

Dokladnie proste na tyle na ile jestesmy emocjonalni,to co jednego zabija innego nie boli wcale.
Wzmianka o zwiazkach niepodoba mi sie w sekrecie ,ten urywek pokazany ze ona czeka z kolacja a on z kochanka .
Moim zdaniem tego nie da sie uzdrowic ,usmiechcem wmawianiem sobie, ze widocznie byl gdzie indziej myslami dla mnie stanowczo nie!
Granice trzeba miec ,nawet pozytywnego myslenia.

No tak.
Jedna strona musi chcieć zrozumieć że coś co on ma w głębokim poważaniu i nie przywiązuje do tego wagi może mieć ogromne znaczenie dla drugiej strony. A to wymaga zainteresowania i zaangażowania. Samo się nie zrobi. Trzeba tego chcieć.
A potem si dziwić, że ten co ma w d... ma tyle energii na te swoje zainteresowania a my śpimy na stojąco.

Dokladnie,  nie bede optymistka maja swiadomosc ze facet np:zdradza lub pije,nawet jesli osoba jest pogodna i szczesliwa to sa rzeczy wydarzenia ,ktore lamia.
Czy ok miec pasje jest super,ale nie zaniedbujmy osoby ktora kocha,dba ,sprzta itd:

11 436

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Tak się nad tą Twoją wypowiedzią zastanawiam, bo wydaje mi się, że masz rację. Ale z drugiej strony, według mnie liczy się tu i teraz, dziś. I gdy dziś nas coś boli to warto czekać, aż ból minie, cierpieć, czy może warto od razu zacząć działać? Nie pod wpływem impulsu, oczywiście trzeba rozpatrzyć za i przeciw a potem działać. I właśnie analiza, czy ona nie jest potrzebna do rozwiązania problemu? Czas i brak analizy, to według mnie odłożenie decyzji na potem, a może samo się rozwiąże... I czy to nie oznacza, że boimi się odpowiedzialności?
Natomiast jeżeli chodzi o emocje, to potrzeba czasu...

Ja tak miałam z rozwodem, było dużo analizy, aż w końcu doszłam do wniosku, że ani ślub cywilny nic oprócz nazwiska nie zmienił w moim życiu, tak też i rozwód. Ale nie wiem co myśli mąż. I w sumie to już będę pisać były mąż... I może dla tego przedrostka "ex" wezmę rozwód...

Nie wszystko da się tu i teraz. Ból nie mija w minutę. Kiedy boli nas ząb minie, kiedy pomoże nam dentysta. Moim zdaniem na wszystko trzeba czasu i on jest najlepszym doradcą. Ten czas nigdy nie jest taki sam. Jednego razu wystarczy nam kiedy pomyślimy nad czymś nazajutrz, innego za tydzień. Liczy się tu i teraz ale bardziej w kontekście Carpe diem, chwytaj dzień. Nie ma co planować i zbyt wybiegać do przodu. To często nas gubi, a jak coś za bardzo zaplanujemy i się nie uda to jest dopiero rozgoryczenie, rozczarowanie.
Mogę działać tu i teraz jeśli jestem przekonana do danej decyzji, jeśli nie czekam. Jeśli nie ma presji czasu. Często zbyt szybkie podjęcie decyzji nie jest korzystne. Trzeba przemyśleć, nabrać dystansu. W sytuacjach związkowych nazwijmy to przeważnie nic nas nie goni i może chwilę trwać.
Kiedy złamiemy obcas idąc na imprezę jesteśmy złe, na następny dzień już nam to troszkę przechodzi, za kilka dni postanawiamy co z tym dalej zrobić, naprawić, czy kupić nowe buty. A jeszcze może się okazać, że dzięki obcasowi uczestniczymy w jakimś miłym doświadczeniu, w przygodzie.
Ja nie podjęłam decyzji czy wrócę czy zostanę u matki, Bo nie jestem jeszcze niczego pewna. Daję czas sprawie, aby pobiegła swoim torem. Aby może on zrozumiał. Czas pokaże. I jestem pewna, że to jest dobre rozwiązanie. Według Ciebie Anstawio być może podjęłam maleńką decyzję, że zostawiłam sprawę czasowi. Dla mnie decyzji jeszcze nie było. Najważniejsze, że nie czekam i trwam w zawieszeniu z założonymi rękami. Nie, nie. Żyję sobie.

W kwestii cierpienia trzeba swoje odchorować. Jego w momencie nie zakończysz nie utniesz nożyczkami jak pępowiny. Minie dopiero za jakiś czas. Zastanów się nad tym.

Tak. Zgadzam się. Tak jak napisałam powyżej, jeśli chodzi o emocje potrzeba czasu.
To,że się wyprowadziłaś do mamy, jest według mnie odważną decyzją i już Ci gratulowałam. Sama też proponowałam żebyś wstrzymała się jeszcze z powrotem do partnera, "dajcie sobie czas"...
Carpe diem, tak o to mi chodzi. Ja interpretuję sobie to na swój sposób, jak każdy: nie martwić się o jutro, nie rozgrzebywać przeszłości, nie odkładać decyzji na potem. I tak jak też wcześniej pisałam, decyzje analizować, za i przeciw i podejmować według własnego serca i rozumu.
Co do mojej decyzji, była to baaaardzo długa droga. Od momentu gdy coś się zaczęło dziać, do momentu wyprowadzki eksa minęło dwa lata, o dwa lata za długo. Pięc m-cy przed wyprowadzką męża podjęłam definitywną decyzję o rozwodzie. Czyli 1,5 roku użalałam się nad sobą. Cholernie długo! 5 miesięcy podejmowałam decyzję, 3 m-ce sama, miesiąc z hakiem z pomocą psychologa i Waszą. Za długo, ale to była moja droga.
Niektórzy gdy boli ich ząb odrazu idą do dentysty, naturalna sprawa. Niektórzy czekają, aż ząb zacznie boleć tak że już nie mogą wytrzymać i dopiero wtedy idą go leczyć. Inni czekają na cud samouzdrowienia. A jeszcze inni dbają o zęby nawet gdy te są zdrowe...

Dokladnie mi to tez dlugo zajelo.Dwa lata ,dalej nie jestem pewna ,ja wmawiam sobie ze nie kocham ,ale ja kocham - albo uzaleznilam sie ,lub jestem przyzwyczajona wkoncu to moj pierwszy facet wiec to tez inaczej dziala na kobiete.
Wiem ze bedzie mi latwiej jak sie wyprowadzi.
Bede mogla odetchnac

11 437

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Dziecinne bardzo. Juz się wkurzył, bo zwróciłam mu uwagę , że też powinien robić tu w domu, a nie tylko praca i rozrywka. Przecież też pracuję zawodowo a w domu nic samo się nie zrobi. Oczywiście nic go to nie obchodzi. A potem, że był o to zły to dostałam po porach za jakieś durnego smsa z którym nie mam nic wspólnego. Mam dosyć traktowania mnie jak gó.....jak tak można postępować z drugą (kochaną? ) osobą?! I pisze i kończy wszystko smsem. Nie zrozumiem tego nigdy.

Liwio - napewno zaslugujesz na lepszego meszczyzne ,to gowniarz jakis ,za esemesa? zone? Nie to przesada.

11 438

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pati, ja myślę, że te dwa lata dały mi do zrozumienia,że ani ja go nie kocham, ani on mnie. Ja przez ostatni miesiąc wmawiałam sobie że go kocham, a tak nie jest. Być może potrzebujesz więcej CZASU smile Może separacja, nie rozwód?

11 439 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-13 13:36:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio rozumiemy się. Każda z nas delikatni inaczej to odbiera, ale zasada jest ta sama. Analizować można by to baaaardzo długo.

Jeśli zaniedbuje i nie szanuje to nie kocha? Czy może nie ma wzorca. Bo wiem, że ten od gitary nie miał i nie ma nadal. I potrzeby także widać nie ma,. Obydwoje z rozbitych rodzin jesteśmy. ALe ja wiem czego oczekuję.

11 440 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-13 14:17:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Każda z nas jest inna, ma inne spostrzeżenia. I o to chodzi smile
Ja uważam,że mój problem był banalnie prosty, mimo, iż rozwiązywanie go zajęło mi dwa lata i wciąż go analizuję. Mój ex jest narkomanem. Wyraźnie określił,że tu i teraz, dzisiaj tego nie zmieni. Więc na co czekać? Po co odbierać sobie szansę na szczęśliwy związek? A jeżeli na przykład za dwa lata podejmie się leczenia, będzie chciał wrócić... Kto wie? O ile w tym czasie nie będę w innym szczęśliwym związku.
Wzorce... Moim wzorcem jest ojciec alkoholik, matka współuzależniona na maxa. Też powieliłam ten schemat. Powiedziałam sobie stop! I nie będę nigdy tego żałować, bo właśnie mam wzór moich rodziców.
Na mojego ex też rodzice i wychowanie mieli wpływ, jak na każdego z nas. I mój ex się nie zmieni. Zresztą sam mi mówił: wiedziałaś jaki jestem! A ja nie jestem niczemu winna, ani też nie żałuję, bo decyzję podjęłam świadomie. A jak za dwa lata będę miała wątpliwości, to poczytam to forum, mój pamiętnik albo napiszę do Wielokropka-ona wie smile

Myślę,że u Ciebie jest inny problem. Jakieś to pogmatwane. Może brak komunikacji... Ale co z tym seksem? No może rzeczywiście potrzeba czasu...

Posty [ 11 376 do 11 440 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 174 175 176 177 178 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026