hm... napisał/a:Kurcze ja myślę, że nie da się żyć w takiej stagnacji, w sensie być pod jednym dachem z osobą zupełnie obcą, potencjalnie dla dobra dzieci. To nie jest życie. Wszystko wegetując obumiera Aniknom. Ludzie w śpiączce, rośliny. A jak ma Ci się udać w życiu jak ma się poukładać bez wsparcia przy dołującym i dobijającym człowieku. Jeśli będziesz sama z dziećmi znajdziesz siłę, nie widząc tego co Cię zatruwa, przy nim nie uda ci się to na pewno.
HM, nie jestem z nim dla dobra dzieci, bo to dobre nie jest. Mieszkamy razem, bo nie mam pracy. Wiesz, my moglibyśmy nawet "wypracować" sposób wzajemnego mieszkania. Ale to ja jestem winna tym awanturom, tak ja!
Ja prowokuje, wkurzam się, manipuluje, kombinuje jak jemu dopiec, a wiesz dlaczego? bo czuje się, zraniona, porzucona i niesprawiedliwie potraktowana.
Jeszcze się nie pogodziłam z tym, że mnie oszukał, że przez cały okres naszego związku tylko wymagał, a nic z siebie nie dawał.
Dzisiaj wiem, że łatwiej jest zostawić, niż zostać zostawionym. On teraz ma swoje życie, do którego mnie nie dopuszcza, bardzo wyraźnie pokazuje "już Ciebie nie ma w moim życiu", a ja po 17 latach muszę nagle się przestawić, zmienić tok myślenia, przyzwyczajenia, ja dzisiaj już nie wiem gdzie jest, nie mogę spytać kiedy będzie i co myśli tym czy o tamtym. W sumie on zachowuje się ok, już nie daje mi złudzeń, ale ja mam problem bo nagle zostałam sama....
Nie skarżę się, dobrze, że tak się stało, choć cholernie boli to dobrze żyć w prawdzie, nikt mnie nie oszukuje i niczego ode mnie nie oczekuje, ale potrzebuje jakieś stabilizacji. Powiem szczerze przeraża mnie ten wyjazd, ale również przeraża brak pieniędzy. Nie zrozum mnie źle, nie jestem zarozumiała, ale naprawdę poświęciłam 5 lat ciężkiej pracy na ukończenie studiów i nagle muszę jechać zmywać talerze... no tak rzeczywistość.... szukałam pracy w Polsce wysłałam chyba ze 100 podań, i zawsze coś nie tak: a to dzieci małe, a to wybrali młodszą, a to za małe kwalifikacje, a to za duże....
Brak pracy i problemy w związki nie sprzyjają zdrowieniu, czuję się fatalnie, taka niezaradna i niekochana.
Ale każdego dnia staram się COŚ robić by to zmienić, choć ostatnio nieciekawie mi to wychodzi, nie poddaje się, wiem, że kiedyś to się zmieni, no musi....