netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 070 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 172 173 174 175 176 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 246 do 11 310 z 26 310 ]

11 246

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Wiecie co, ale my kobiety nie słuchamy swoich organizmów, to, że wczoraj miałam takiego doła i była niespokojana to nic innego jak PMS big_smile stąd te zmiany nastroju....

Mam pytanie: Zastanawiam się, czy nie zostać dłużej w Irlandii, ale czy mam prawo dzieciom ograniczyć kontakty z ojcem. Dla mnie to jakieś wyjście, mogę zacząć od nowa, ale dzieci będę widziały się z ojcem co kila miesięcy, czy kiedy dorosną nie będą miały mi tego za złe. Mój mąż jest dość apodyktyczny, krzyczy, krytykuje, ale tak nie jest codziennie również nimi się zajmuje, bawi i one go kochają.

Po wakacjach będzie pól roku jak nie pracuję i moje szanse na dobrą prace maleją....do pracy będę musiał iść jakiejkolwiek, a tam więcej zarobię, kurde mam dylemat....

Mysl o sobie ,zwlaszcza jesli znasz angielski,,a jesli nie szybko zlapiesz, szybko znajdziesz dobra prace ,do mieszkania zawsze dostaniesz dotacje.Dzieci beda chodzily do szkoly ,nie trzeba kupowac ksiazek procz mundurkow.
Napewno duzo mozliwosci przed tobom.
Olowiona chmura odejdzie i zobaczysz jak duzo siely dostaniesz

11 247

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kurcze ja myślę, że nie da się żyć w takiej stagnacji, w sensie być pod jednym dachem z osobą zupełnie obcą, potencjalnie dla dobra dzieci. To nie jest życie. Wszystko wegetując obumiera Aniknom. Ludzie w śpiączce, rośliny. A jak ma Ci się udać w życiu jak ma się poukładać bez wsparcia przy dołującym i dobijającym człowieku. Jeśli będziesz sama z dziećmi znajdziesz siłę, nie widząc tego co Cię zatruwa, przy nim nie uda ci się to na pewno.

11 248

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Smutno mi dzisiaj... Może w końcu przeryczę to co było i poczuję ulgę... Wcale nie jestem taka silna jak myślałam, jestem słaba, krucha, bezbronna... Strasznie mi smutno.
Psycholog zapytała się mnie w pon co z rozwodem i ja jej zaczęłam mówić, że się boję tej sytuacji, spotkania z rodzicami itd i,że chcę się rozwieść, a ona na to: ja nie o to pytam. Czyli rozwód odłożony, tak? No tak. I przeszła do innego tematu... I chciałam z nią rozmawiać na ten temat, ale już nie będę. Nie ma sensu. Jakoś sobie to wszystko sama wytłumaczę. Tak, jestem słaba, boję się. Nie chę być z nim, a mam problem z rozwodem. Nie rozumiem tego, ale skoro nawet psycholog ucina temat, więc nie jest on wart poruszania. Po prostu należy wysłać papiery, czekać, a potem stanąć oko w oko z sędziami, nim i rodziną. Przecież to takie proste...

11 249

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Masz żal do psychologa.
Skoro podjęłaś decyzję o odłożeniu wysłania pozwu, to... o czym, w kontekście rozwodu, mielibyście rozmawiać?
Po co tracić czas na coś, w stosunku do którego Twoja decyzja już zapadła?
Dla psychologa to też dowód, że nie jesteś gotowa na przeprowadzenie radykalnych zmian w swym życiu.
I rację masz pisząc:

Anstawia napisał/a:

(...)Po prostu należy wysłać papiery, czekać, a potem stanąć oko w oko z sędziami, nim i rodziną. Przecież to takie proste...

To JEST proste; wystarczy tylko podjąć decyzję.

11 250

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chciałam porozmawiać, bo mnie to męczy.  Gdy mąż mieszkał ze mną, rozwodem chciałam wymusić jego wyprowadzkę, miałam motywację. Gdy się wyprowadził, moja motywacja spadła.  Chcę ją odzyskać.

Podjęcie decyzji o rozwodzie świadczy o tym, że jesteśmy gotowi na radykalne zmiany? Czyli rozwód to jednak nie tylko formalność?

11 251

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Sama więc przyznajesz, że rozwód jest/był straszakiem na męża.
Spadła Twoja motywacja, by złożyć pozew? Psycholog to usłyszała, nie chciała byś na nią przerzuciła odpowiedzialność za podjęcie decyzji. Jeśli chcesz odzyskać motywację do rozwodu, poszukaj jej w sobie, nie w innych osobach. To TY masz być przekonana do słuszności tego kroku.

Czy rozwód nie jest formalnością?
To zależy od osoby. Jeśli odkładasz, zwlekasz, zastanawiasz się, męczy Cię ta sprawa, to znaczy, że DLA CIEBIE rozwód formalnością nie jest.
Ale tak naprawdę jedynie Ty znasz odpowiedź.
Dla Ciebie rozwód jest formalnością?

11 252

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, trzy tyg temu, rozwód był straszakiem na męża. Wtedy wydawało mi się,że nie ma innego sposobu na to, żeby pokazać mu,że nie chcę już z nim być, że to koniec. Wyprowadził się, moja motywacja spadła, ale czję, że coś jest nie tak. I nie chcę zrzucać odpowiedzialności na nikogo innego. Chcę podjąć swoją świadomą decyzję. I właśnie się zastanawiam nad moimi uczuciami i nie potrafię ich zrozumieć. Jrszcze nie wiem czym jest dla mnie rozwód. Ale nie daje mi to spokoju, wręcz wzbudza niepokój... czyli wynika z tego,że formalnością nie jest. Więc czym? (pytanie retoryczne,ale możecie udzielać wskazówek wink

11 253 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-08 18:58:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Boję się przyznać sama przed sobą,że nie jestem gotowa na rozwód. Ten brak podjęcia decyzji jest dla mnie porażką.

Ja po prostu boję się podjąć samodzielną decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność.

I tak mnie to irytowało,że CHCĘ a nie mogę. I nie wiedziałam dlaczego... Tak, gdyby on złożył wniosek, nie miałabym problemu.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

No dobra, co teraz?

11 254 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-08 21:45:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:

I wiecie co, ja się boję powrotu do przeszłości. Nie chcę wrócić do tego co było. Gdyby to wszystko wróciło, to chyba skończyłabym ze sobą... I boję się, że te koszmarne 30 lat mojego życia wróci... I jak słyszę,że ktoś wierzy w to,że znowu będziemy razem, to nie chce mi się dalej żyć. Chcę zamknąć te 30 lat w pudełku, zapomnieć i zacząć życie od nowa. Napiszcie mi,że wierzycie,że ten koszmar nie wróci, że wierzycie,że my już nie będziemy razem... Ja w to wierzę ale się boję, boję się jego, jego rodziny...

Anstawia, delikatnie mówiąc olej ich. Ważna jesteś TY i Twoje wybory. Ludzie boją się kobiet, które się rozwodzą bo pokazują, że są silne, a pewnie woleliby, abyś płakała im do słuchawki jaka jesteś nieszczęśliwa. A dlaczego się boisz, co mogą Tobie zrobić? Nie poddawaj się, daleko już zaszłaś, jak się wycofasz, to on będzie triumfował : "wiedziałem,że jesteś za słaba, aby ode mnie odejść" i już na pewno szacunku od niego nie uświadczysz.

Pamiętam, jak teściowa dowiedziała się, ze mąż chce odejść, zaraz były telefony od jego siostry i brata, że co on robi a on na to: nie kocham jej i nie będę z nią, to było rok temu, ale chyba wyświadczyli mi niedźwiedzią przysługę bo został.... w domu, nie ze mną, bo mama ma słabe serce i teściowa myśli, że my się pogodziliśmy...

Tak właśnie zrobię, oleję ich. I nawet dziś sobie to wytłumaczyłam w taki sposób,że być może moja szwagierka nie wierzy w całą sytuację, bo sama nie ma lub nie miała odwagi zrobić tego co ja zrobiłam?  Albo, jest mega szczęśliwą mężatką i matką big_smile
A czego się boję? Awantury. Kiedyś ciotka mojego jmęża zrobiła mi potworną awanturę o błachostkę. Później mnie wyśmiała i takie tam. Tego się boję... Wiem, głupota.
Poddać się nie mam zamiaru, wiem co mnie wtedy czeka. Tylko chyba stanęłam w miejscu. Rozwód dla mnie to ogromna odpowiedzialność i boję się wziąć go na swoje barki, ale czuję,że to kwestia czasu. Zrozumiałam z czym mam problem i już mi lżej...

11 255 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-08 20:31:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niezależnie od podjętej przez siebie decyzji i tak, i tak, jesteś za swoje życie odpowiedzialna. Ty i nikt inny.

11 256

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Wiecie co, ale my kobiety nie słuchamy swoich organizmów, to, że wczoraj miałam takiego doła i była niespokojana to nic innego jak PMS big_smile stąd te zmiany nastroju....

Mam pytanie: Zastanawiam się, czy nie zostać dłużej w Irlandii, ale czy mam prawo dzieciom ograniczyć kontakty z ojcem. Dla mnie to jakieś wyjście, mogę zacząć od nowa, ale dzieci będę widziały się z ojcem co kila miesięcy, czy kiedy dorosną nie będą miały mi tego za złe. Mój mąż jest dość apodyktyczny, krzyczy, krytykuje, ale tak nie jest codziennie również nimi się zajmuje, bawi i one go kochają.

Po wakacjach będzie pól roku jak nie pracuję i moje szanse na dobrą prace maleją....do pracy będę musiał iść jakiejkolwiek, a tam więcej zarobię, kurde mam dylemat....

Mysl o sobie ,zwlaszcza jesli znasz angielski,,a jesli nie szybko zlapiesz, szybko znajdziesz dobra prace ,do mieszkania zawsze dostaniesz dotacje.Dzieci beda chodzily do szkoly ,nie trzeba kupowac ksiazek procz mundurkow.
Napewno duzo mozliwosci przed tobom.
Olowiona chmura odejdzie i zobaczysz jak duzo siely dostaniesz

Pati, ja się nie obawiam życia pod względem logistycznym , na początek brat zaproponował mieszkanie i pomoc, ale myślę o dzieciach, czy mam prawo myśleć tylko o sobie? Dzisiaj podpytywałam syna i wiem, że będą tęsknić nawet jak tata na nich krzyczy smile. No cóż trzeba szukać pracy tutaj na miejscu to najbardziej rozsądne rozwiązanie. Dzieci mają ojca blisko , a ja byłego męża wystarczająco daleko by móc oddychać. Ot i dylemat rozwiązany.

11 257

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Niezależnie od podjętej przez siebie decyzji i tak, i tak, jesteś za swoje życie odpowiedzialna. Ty i nikt inny.

Wielokropek napisał/a:

Niezależnie od podjętej przez siebie decyzji i tak, i tak, jesteś za swoje życie odpowiedzialna. Ty i nikt inny.

Rozwód jest pierwszą moją poważną decyzją, którą chcę podjąć sama. I dlatego to wydaje mi się takie trudne.
Nie ma już mamy, taty, męża. Zawsze się pytałam w takich sytuacjach tych osób co robić? Teraz jestem ja. I chcę mieć poczucie, że to ja świadomie podjęłam tą decyzję i zależy mi na tym, żeby to była moja decyzja.
Do dziś nie rozumiałam sensu słów: nie jesteś jeszcze gotowa. Ale dla każdego bycie "gotową" zależy chyba od czegoś innego. Ja sobie myślałam, nie gotowa, to znaczy kocham go? brakuje mi go? chcę nadal z nim być? I zawsze byłam w 100% pewna,że nie, nie o to chodzi! I dotarło do mojej pustej łepetynki, że nie jestem gotowa na samodzielne podjęcie odpowiedzialnej decyzji. Ale to powstało w mojej głowie. Stworzyłam sobie z rozwodu mój punkt zwrotny w życiu, coś co spowoduje zmiany.Stworzyłam sobie z rozwodu moją pierwszą samodzielną odpowiedzialną decyzję smile I teraz już wiem (na tyle ile mój móżdżek mi pozwala), już mi lepiej, już rozumiem. Dziękuję Wielokropku.

11 258

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio dla mnie rozwód tak samo jak dla ciebie pierwsza trudna decyzja zyciowa.Tez zawsze o wszytsko pytalam mame,tate,męza,kogos...i zawsze ktos podpowiadał,A ja sobie umyslałam ze rozwód to koniec czegos dobrego a poczatek trudnosci ,i moze dlatego tak ciezko mi podjac decyzje coc juz podjełam,ale chyba nie czuje ze to jest tylko i wyłacznie moja decyzja.napewno gdzies w srodku mam do konca nadzieje ze moze jakis cud sparwi ze wszytsko sie odwróci.....ale jak mi kiedys powiedziala psycholog,ksiezniczko pora wyjsc z wierzy....to są trudne,zyciowe sprawy wymagajace dłuzszego zastanowienia.

11 259 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-06-08 22:06:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Kurcze ja myślę, że nie da się żyć w takiej stagnacji, w sensie być pod jednym dachem z osobą zupełnie obcą, potencjalnie dla dobra dzieci. To nie jest życie. Wszystko wegetując obumiera Aniknom. Ludzie w śpiączce, rośliny. A jak ma Ci się udać w życiu jak ma się poukładać bez wsparcia przy dołującym i dobijającym człowieku. Jeśli będziesz sama z dziećmi znajdziesz siłę, nie widząc tego co Cię zatruwa, przy nim nie uda ci się to na pewno.

HM, nie jestem z nim dla dobra dzieci, bo to dobre nie jest. Mieszkamy razem, bo nie mam pracy. Wiesz, my moglibyśmy nawet "wypracować" sposób wzajemnego mieszkania. Ale to ja jestem winna tym awanturom, tak ja!
Ja prowokuje, wkurzam się, manipuluje, kombinuje jak jemu dopiec, a wiesz dlaczego? bo czuje się, zraniona, porzucona i niesprawiedliwie potraktowana.
Jeszcze się nie pogodziłam z tym, że mnie oszukał, że przez cały okres naszego związku tylko wymagał, a nic z siebie nie dawał.

Dzisiaj wiem, że łatwiej jest zostawić, niż zostać zostawionym. On teraz ma swoje życie, do którego mnie nie dopuszcza, bardzo wyraźnie pokazuje "już Ciebie nie ma w moim życiu", a ja po 17 latach muszę nagle się przestawić, zmienić tok myślenia, przyzwyczajenia, ja dzisiaj już nie wiem gdzie jest, nie mogę spytać kiedy będzie i co myśli tym czy o tamtym. W sumie on zachowuje się ok, już nie daje mi złudzeń, ale ja mam problem bo nagle zostałam sama....

Nie skarżę się, dobrze, że tak się stało, choć cholernie boli to dobrze żyć w prawdzie, nikt mnie nie oszukuje i niczego ode mnie nie oczekuje, ale potrzebuje jakieś stabilizacji. Powiem szczerze przeraża mnie ten wyjazd, ale również przeraża brak pieniędzy. Nie zrozum mnie źle, nie jestem zarozumiała, ale naprawdę poświęciłam 5 lat ciężkiej pracy na ukończenie studiów i nagle muszę jechać zmywać talerze... no tak rzeczywistość.... szukałam pracy w Polsce wysłałam chyba ze 100 podań, i zawsze coś nie tak: a to dzieci małe, a to wybrali młodszą, a to za małe kwalifikacje, a to za duże....
Brak pracy i problemy w związki nie sprzyjają zdrowieniu, czuję się fatalnie, taka niezaradna i niekochana. 

Ale każdego dnia staram się COŚ robić by to zmienić, choć ostatnio nieciekawie mi to wychodzi, nie poddaje się, wiem, że kiedyś to się zmieni, no musi....

11 260

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Kurcze, nie wiem czy czekam. Nie dzwonię, nie piszę, a jak już to rzadko. robię swoje, celebruję każdą wolną chwilę, a mam ich więcej. Jest fajnie. A on...cóż. Ja bym mogła, ale nic na siłę. Może cóż zrozumie, może nie. Jak się coś ruszy mogę spróbować, jeśli będzie tak samo nie widzę sensu, szkoda życia. Teraz nie muszę się denerwować, że mi ktoś coś zniszczy, albo złośliwości będzie robił. I nawet z trudną osobą można dojść do porozumienia o dziwo, choć nie mówię hop.


Wisz Liwio czasem trzeba sobie odpuścić, odpuścić to żeby trawił nas ból, żebyśmy analizowały co chwila coś, rozpatrywały jak to było, jak ma być. Ja się czasu doradzam, moje motto to :czas pokaże. Decyzje podejmuję na bieżąco, kierując się intuicją, ona mnie nie zawodzi. Cenię spokój.
Fajnie jest robić coś na co ma się ochotę. Wiem, że Ci przykro. Mnie też przykro, że mnie odrzucił, że nie potrafi być ze mną szczery, że nic nie widzi poza czubkiem swojego nosa. Staram się być ponadto. A jeśli chodzi o atrakcyjność, to nie jest tak źle. O, przynajmniej tyle wink
Czas, czas, dystans, czasem trzeba wyjść, nie zmuszać się do niczego co jest wbrew nam. Ile tracimy kiedy myślimy tylko o tym, żeby komuś było dobrze.  Po co nieraz się oszukujemy chcąc wyidealizować sytuację i nieraz przyznać, że "to nasza wina". Kurna, dość.

Ile tracimy kiedy myślimy tylko o tym, żeby komuś było dobrze- masz rację hm. Zastanawiam się nad tym coraz bardziej i zaczynam myśleć o sobie, zaczynam trzeźwo odbierać rzeczywistość.

To tak naprawdę hm...gdyby Twój mąż zmienił się -wróciłabyś?

11 261

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio - nie myśl nad rozwodem, to tylko formalność. Masz na to dużo czasu, na podjęcie tak świadomej decyzji. Teraz wszystko jest chyba u Ciebie zbyt świeże...zrób tak abyś nigdy tego nie żałowała.


Ankinom - rozumiem, co piszesz. Rozumiem wszystko. Twoje uczucia, Twoje nastroje...bo on jest obok i patrzysz na to.......

11 262

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, zamierzasz odejść od męża?

11 263

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

On sam zostawia mnie. Ja nie mam już na to wpływu.

11 264

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Anstawio dla mnie rozwód tak samo jak dla ciebie pierwsza trudna decyzja zyciowa.Tez zawsze o wszytsko pytalam mame,tate,męza,kogos...i zawsze ktos podpowiadał,A ja sobie umyslałam ze rozwód to koniec czegos dobrego a poczatek trudnosci ,i moze dlatego tak ciezko mi podjac decyzje coc juz podjełam,ale chyba nie czuje ze to jest tylko i wyłacznie moja decyzja.napewno gdzies w srodku mam do konca nadzieje ze moze jakis cud sparwi ze wszytsko sie odwróci.....ale jak mi kiedys powiedziala psycholog,ksiezniczko pora wyjsc z wierzy....to są trudne,zyciowe sprawy wymagajace dłuzszego zastanowienia.

Coś w tym musi być. Tyle,że ja wiem,że rozwód to jest coś ważnego i chcę do tego podejść ze świadomą gotowością, ale tak naprawdę nie wiem jeszcze na czym ona ma polegać. Nie boję się tego co będzie po. Będzie normalnie. Nie chcę, żeby się odwróciło i żeby on wrócił. Jestem pewna,że nie będę żałować.

11 265

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

On sam zostawia mnie. Ja nie mam już na to wpływu.

To chyba nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to musi boleć...Liwio, on nie jest wart tego, żebyś próbowała wpływać na jego decyzję.

11 266

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiem ze bedzie normalnie,bedzie jak teraz,bo z nim nie mieszkam prawie rok wiec co ma sie zmienic,tyle ze ja sie boje iz nie ułoze sobie juz z nikim zycia..a nawet boje sie ze znow mnie ktos skrzywdzi.

11 267 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-06-08 23:27:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Już kiedyś przeżywałam ten ból, gdy zostałam sama na ponad rok. Była rozpacz ogromna. Teraz pewnie też będzie, ale mam świadomość, że jeśli ktoś nie chce to nie da się zmusić do miłości. Bycia ze sobą, miłości- muszą chcieć obie strony, nie tylko jedna. Nie chcę już "wpływać" na męża, jesli sam nie rozumie, ja nie jestem w stanie nic zrobić.

11 268

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Wiem ze bedzie normalnie,bedzie jak teraz,bo z nim nie mieszkam prawie rok wiec co ma sie zmienic,tyle ze ja sie boje iz nie ułoze sobie juz z nikim zycia..a nawet boje sie ze znow mnie ktos skrzywdzi.

Przeszłaś tyle,że już będziesz ostrożna. Pobądź sama, poobserwuj ludzi dookoła, żyj tym co się dzieje dzisiaj, nie martw się o przyszłość. Nikt z nas nie ma pewności czy ten następny będzie idealny, ja też się tego obawiam. Ale po co martwić się na zapas?

11 269

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Już kiedyś przeżywałam ten ból, gdy zostałam sama na ponad rok. Była rozpacz ogromna. Teraz pewnie też będzie, ale mam świadomość, że jeśli ktoś nie chce to nie da się zmusić do miłości. Bycia ze sobą, miłości- muszą chcieć obie strony, nie tylko jedna.

To może zamiast myśleć,że będzie rozpacz, pomyśl,że będzie cisza, spokój, czas na refleksję... Dużo wiesz, dużo rozumiesz, minie czas zanim się z tym pogodzisz.
Podobno rozstanie trzeba przepłakać, ja jeszcze tego nie zrobiłam. Ale płaczę z innych powodów, może to jest to?

11 270

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak. Popłakać z pewnością trzeba. Czasem to wręcz wyję, muszę po prostu.

11 271

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Tak. Popłakać z pewnością trzeba. Czasem to wręcz wyję, muszę po prostu.

Liwio kochana, tak bym chciała, żebyś była szczęśliwa. Żebyś się odkochała i zapomniała. Żebyś jutro obudziła się uśmiechnięta, szczęśliwa...

11 272

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wczoraj usłyszałam od męża:
- nie masz honoru
- nie masz ambicji
- niczego nie potrafisz załatwić, zrobić
- nie potrafisz nawet utrzymać pracy (redukcja etatów)
- nie potrafisz znaleźć nowej pracy
- siedzisz cały czas na moim garnuszku
- nic do Ciebie kompletnie nie czuję, NIC
- cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz
- a gdyby przyszło tobie do głowy (szósty zmysł?) nie wrócić z dziećmi to wiedz, że wiele jest sposobów prawnych, łączne z listem gończym, nie pozwolę zabrać dzieci, żeby się zmarnowały
- nie wyprowadzę się, ale dla ciebie droga wolna, bez dzieci
- chcę się zakochać i być szczęśliwy, wychowywać dzieci
- mam swoje życie, a ty w końcu zajmij się swoim

a najgorsze, że ja sama doprowadziłam do takiej sytuacji, trzeba było zacząć żyć dla siebie, a nie kłócić się, awanturować, prosić o uwagę człowieka, który wyraźnie powiedział: nie kocham.
Tak to się kończy, gdy człowiek nie ma za grosz poczucia godności.

11 273

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Rozumiem seks bez zobowiązań, ale tylko, gdy nikt nie poczuje się zraniony. Tak jak na przykład w przypadku Zofii. Troszkę jej zazdroszczę smile Ale wiem, że mój księciunio też  już czeka na mnie hehe tongue A jak się pojawi, to Wam napiszę, żebyście mi napisały: Anstawia, tylko nie daj ciała wink

Zazdrościsz mi ? ..... ja sobie też smile
26 lat byłam wierna mężowi. MÓJ kręgosłup moralny był mocny. Miałam też w sobie dużo tolerancji dla niewiernego męża. Jego zdrady tłumaczyłam tym, że mężczyźni zdradzają - taka już ich natura. Mąż zaangażował się w kochankę 16 lat temu. Bolało....upokorzył mnie wyznaniem jej swego uczucia w mojej obecności. Zostawiłam kochanków ze słowami "do widzenia", ale też krwawiącym sercem i duszą. Bolało..., ale zachowałam godność. Wrócił po ok. 30 godzinach. Wybaczyć nie mogłam 6 lat. Przez te lata wracałam w myślach do jego słów...w wyobraźni robiłam mu scenę, krzyczałam, urągałam,... w wyobraźni wyładowywałam złość i ból, ale też upokarzałam go zdradami. W realu nie dałam rady. Nie pozwalała mi na to moja duma i mój kręgosłup moralny.
Kolejny raz zaangażował się, ale na moje słowa, jeśli zakochałeś się zrozumiem....on nie rozumiał o czym mówię. Nie rozumiał jak mogę myśleć o rozstaniu. Oskarżana byłam o utratę zdrowych zmysłów. Wyrzucenie go z domu jak i rozwód z jego winy dało mi chyba poczucie sprawiedliwości. Nie potrzebowałam zemsty, poniżania go. Brzydziłam się nim, brzydziłam się wszystkimi facetami. Z ironią patrzyłam na przytulające się pary, na pary trzymające się za ręce. Reagowałam myślą, ale Ty dziewczyno naiwna....on już cię zdradza lub za chwilę zdradzać będzie. Ty rozanielona, wpatrzona w niego, a on traktuje cię jak kolejne swoje trofeum. Przyglądałam się dojrzałym kobietom i pytałam siebie, czy ona udaje szczęśliwą mężatkę, czy nie jest świadoma męża łajdaka, a że mąż jej łajdakiem jest, wątpliwości nie miałam.
Te odczucia już minęły.
Seks bez zobowiązań .....nigdy go w wydaniu kobiet nie rozumiałam. Mężczyzn rozgrzeszałam, ale nie kobiety. Zawsze musiałam mieć dużo uczucia by iść z chłopakiem do łóżka. Jako zdradzona mężatka marzyłam o odwecie, ale jednocześnie nie byłam zdolna do zdrady, do seksu bez uczuć, chociażby zauroczenia. Owszem miałam kilka epizodów zauroczenia, ale wtedy unikałam tych mężczyzn jak ognia.
Poszłam do łóżka z facetem, do którego nic nie czułam... i nie żałuję, chociaż jak już pisałam, miałam kaca moralnego. Czułam się jakbym zdradziła męża, siebie (swoje zasady) a i wobec tego człowieka...zażenowanie czułam, wstyd mi było, pomimo, że był bardzo czuły, okazał mi więcej czułości niż mój mąż kiedykolwiek.....no i wolny jest .
Poczułam się baaardzo dowartościowana smile Kaca moralnego wyleczyłam a dowartościowanie zostało smile
Czy dzisiaj rozgrzeszam kobiety/mężczyzn z seksu bez zobowiązań? Czy popieram taki seks?
Odpowiedź nie jest łatwa.......

11 274

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
hm... napisał/a:

Kurcze ja myślę, że nie da się żyć w takiej stagnacji, w sensie być pod jednym dachem z osobą zupełnie obcą, potencjalnie dla dobra dzieci. To nie jest życie. Wszystko wegetując obumiera Aniknom. Ludzie w śpiączce, rośliny. A jak ma Ci się udać w życiu jak ma się poukładać bez wsparcia przy dołującym i dobijającym człowieku. Jeśli będziesz sama z dziećmi znajdziesz siłę, nie widząc tego co Cię zatruwa, przy nim nie uda ci się to na pewno.

HM, nie jestem z nim dla dobra dzieci, bo to dobre nie jest. Mieszkamy razem, bo nie mam pracy. Wiesz, my moglibyśmy nawet "wypracować" sposób wzajemnego mieszkania. Ale to ja jestem winna tym awanturom, tak ja!
Ja prowokuje, wkurzam się, manipuluje, kombinuje jak jemu dopiec, a wiesz dlaczego? bo czuje się, zraniona, porzucona i niesprawiedliwie potraktowana.
Jeszcze się nie pogodziłam z tym, że mnie oszukał, że przez cały okres naszego związku tylko wymagał, a nic z siebie nie dawał.

Dzisiaj wiem, że łatwiej jest zostawić, niż zostać zostawionym. On teraz ma swoje życie, do którego mnie nie dopuszcza, bardzo wyraźnie pokazuje "już Ciebie nie ma w moim życiu", a ja po 17 latach muszę nagle się przestawić, zmienić tok myślenia, przyzwyczajenia, ja dzisiaj już nie wiem gdzie jest, nie mogę spytać kiedy będzie i co myśli tym czy o tamtym. W sumie on zachowuje się ok, już nie daje mi złudzeń, ale ja mam problem bo nagle zostałam sama....

Nie skarżę się, dobrze, że tak się stało, choć cholernie boli to dobrze żyć w prawdzie, nikt mnie nie oszukuje i niczego ode mnie nie oczekuje, ale potrzebuje jakieś stabilizacji. Powiem szczerze przeraża mnie ten wyjazd, ale również przeraża brak pieniędzy. Nie zrozum mnie źle, nie jestem zarozumiała, ale naprawdę poświęciłam 5 lat ciężkiej pracy na ukończenie studiów i nagle muszę jechać zmywać talerze... no tak rzeczywistość.... szukałam pracy w Polsce wysłałam chyba ze 100 podań, i zawsze coś nie tak: a to dzieci małe, a to wybrali młodszą, a to za małe kwalifikacje, a to za duże....
Brak pracy i problemy w związki nie sprzyjają zdrowieniu, czuję się fatalnie, taka niezaradna i niekochana. 

Ale każdego dnia staram się COŚ robić by to zmienić, choć ostatnio nieciekawie mi to wychodzi, nie poddaje się, wiem, że kiedyś to się zmieni, no musi....

Ależ ja doskonale rozumiem. Wykonywanie pracy poniżej naszych możliwości, którą wykonywać może każdy, nawet osoba bez żadnej szkoły jest deprymujące. Natomiast jeśli masz nóż na gardle coś trzeba. Ja kiedyś szukałam pracy przez 7 m-cy, nie chciałam robić byle czego, bardzo nie chciałam. Kiedyś zostałam bez pracy bo zwolniłam się z takiej, która psychicznie mnie wykańczała. Opiekowałam się dzieckiem, sprzątałam, prałam, a w brudach różne świństwa, podpaski zużyte były. Obrzydlistwo. Nawet gumy na własnych meblach sobie przykleić potrafili, gdzieś tam za łóżkami kubki ze spleśniałą herbata, niedojedzone resztki. I dziecko, które darło się do potęgi, bite 8 godzin, jakbym je zarzynała. Nie dało się. Matka nosiła małego nieraz od środka nocy do rana. Wszystko co wypracowałam poszło na marne, nauczyłam go zasypiać samemu bez wspomagaczy i co z tego. Pomyślałam sobie, dziecko urośnie i co potem będzie ze mną, co będę robić, jaką znajdę pracę? Poz tym cierpliwości do własnego dziecka nie miałam za wiele wracając stamtąd.
Po siedmiomiesięcznym okresie bez pracy chwyciłam cokolwiek, nie miałam już siły ani środków do życia. Popracowałam 10 miesięcy na uczciwej umowie zleceniu, codziennie po 12 godzin za gówniane pieniądze. Wcale nie widziałam dziecka, wychodziłam rano, wracałam wieczorem, w imię czego. Dużo tego, oj dużo.
No i pensja zawsze spóźniona w diabły. Więc zwolniłam się.

11 275

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
hm... napisał/a:

Kurcze, nie wiem czy czekam. Nie dzwonię, nie piszę, a jak już to rzadko. robię swoje, celebruję każdą wolną chwilę, a mam ich więcej. Jest fajnie. A on...cóż. Ja bym mogła, ale nic na siłę. Może cóż zrozumie, może nie. Jak się coś ruszy mogę spróbować, jeśli będzie tak samo nie widzę sensu, szkoda życia. Teraz nie muszę się denerwować, że mi ktoś coś zniszczy, albo złośliwości będzie robił. I nawet z trudną osobą można dojść do porozumienia o dziwo, choć nie mówię hop.


Wisz Liwio czasem trzeba sobie odpuścić, odpuścić to żeby trawił nas ból, żebyśmy analizowały co chwila coś, rozpatrywały jak to było, jak ma być. Ja się czasu doradzam, moje motto to :czas pokaże. Decyzje podejmuję na bieżąco, kierując się intuicją, ona mnie nie zawodzi. Cenię spokój.
Fajnie jest robić coś na co ma się ochotę. Wiem, że Ci przykro. Mnie też przykro, że mnie odrzucił, że nie potrafi być ze mną szczery, że nic nie widzi poza czubkiem swojego nosa. Staram się być ponadto. A jeśli chodzi o atrakcyjność, to nie jest tak źle. O, przynajmniej tyle wink
Czas, czas, dystans, czasem trzeba wyjść, nie zmuszać się do niczego co jest wbrew nam. Ile tracimy kiedy myślimy tylko o tym, żeby komuś było dobrze.  Po co nieraz się oszukujemy chcąc wyidealizować sytuację i nieraz przyznać, że "to nasza wina". Kurna, dość.

Ile tracimy kiedy myślimy tylko o tym, żeby komuś było dobrze- masz rację hm. Zastanawiam się nad tym coraz bardziej i zaczynam myśleć o sobie, zaczynam trzeźwo odbierać rzeczywistość.

To tak naprawdę hm...gdyby Twój mąż zmienił się -wróciłabyś?

Mogłabym, bo kocham. Jeśli zmieniłby podejście i czasem pomógł, jeśli zechciałby wziąć moje uczucia pod uwagę. Ale to raczej nie możliwe, ignoruje i lekceważy mnie coraz bardziej. Będzie co ma być. Nie przeżywam. Wiesz, zauważyłam, że nie jestem już taka wrażliwa i miękka, wiele rzeczy po mnie spływa, może to doświadczenie tak mnie zmieniło. To on musi się postarać, moje zaangażowanie skończyło się, tyle energii zabierały mi próby zrobienia z tym wszystkim porządku.Ja się długo angażuję, staram, chcę rozmawiać. Jednak w tym przypadku trwa to krócej niż w małżeństwie, teraz wiem, że szkoda czasu.
Teraz jestem u mamy, jestem wypoczęta, spokojna i dobrze mi. Jak sobie zrobimy tam mamy, jest elegancko. Mimo, że mama jest trudnym człowiekiem.

To nie jest mój mąż Liwio, mąż, z którym się rozwodzę mieszka już z kimś innym.

11 276

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Już kiedyś przeżywałam ten ból, gdy zostałam sama na ponad rok. Była rozpacz ogromna. Teraz pewnie też będzie, ale mam świadomość, że jeśli ktoś nie chce to nie da się zmusić do miłości. Bycia ze sobą, miłości- muszą chcieć obie strony, nie tylko jedna. Nie chcę już "wpływać" na męża, jesli sam nie rozumie, ja nie jestem w stanie nic zrobić.

Najbardziej męczy ta bezradność. Wymęczy, wymęczy, aż przychodzi chwila, że odpuszczamy.

11 277

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Truskaweczka30 napisał/a:

Wiem ze bedzie normalnie,bedzie jak teraz,bo z nim nie mieszkam prawie rok wiec co ma sie zmienic,tyle ze ja sie boje iz nie ułoze sobie juz z nikim zycia..a nawet boje sie ze znow mnie ktos skrzywdzi.

Przeszłaś tyle,że już będziesz ostrożna. Pobądź sama, poobserwuj ludzi dookoła, żyj tym co się dzieje dzisiaj, nie martw się o przyszłość. Nikt z nas nie ma pewności czy ten następny będzie idealny, ja też się tego obawiam. Ale po co martwić się na zapas?

P co ta analiza?
Jakbyśmy we wszystkim "czarność" widzieli i bali się, żeby się nie sparzyć
-nie rozmawialibyśmy z nikim
-nic nie jedli, kiedy trafiła nam się kiedyś spleśniała truskawka więcej nigdy nie zjemy, no bo może znów się trafi
-pewnie nie wyszlibyśmy na ulicę bojąc się o swoje życie, bo kogoś auto rozjechało itd. etc.

Ja sobie myślę, że warto poznawać ludzi, doświadczenia uczą nas ostrożności, albo sparzymy się jeszcze kilkukrotnie zanim nas nauczą. Ja jednak myślę, że warto, bo w perspektywie możemy spędzić jeszcze tysiące pięknych chwil. Patrząc pesymistycznie może się nie udać, ale i tak warto, bo może jednak. Co za tym przemawia? Każdy przeżył już takie chwile.

11 278

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Już kiedyś przeżywałam ten ból, gdy zostałam sama na ponad rok. Była rozpacz ogromna. Teraz pewnie też będzie, ale mam świadomość, że jeśli ktoś nie chce to nie da się zmusić do miłości. Bycia ze sobą, miłości- muszą chcieć obie strony, nie tylko jedna.

To może zamiast myśleć,że będzie rozpacz, pomyśl,że będzie cisza, spokój, czas na refleksję... Dużo wiesz, dużo rozumiesz, minie czas zanim się z tym pogodzisz.
Podobno rozstanie trzeba przepłakać, ja jeszcze tego nie zrobiłam. Ale płaczę z innych powodów, może to jest to?

Ja myślę, że trzeba się starać znaleźć we wszystkim coś pozytywnego, odbierać te dobre rzeczy, przykład:
Idziemy sobie wyelegantowane do parku , jest piękna pogoda, świeci słoneczko, ptaszek śpiewa, dzieci biegają. Mijamy ławeczkę, mijamy drzewko, coś zaszumiało, patrzymy w górę i tu nagle... dep, wchodzimy w kupę. Co się dzieje? Pierwsza reakcja  o kur... Pesymista się wkurzy, załamie, bo toć nic gorszego już go spotkać nie może. Ja jestem pesymistką, popatrzcie sama się z siebie śmieję. A optymista co zrobi? Powie "pchi, kupa no, to na szczęście smile" I o to chodzi.

11 279 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-09 10:27:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Wczoraj usłyszałam od męża:
- nie masz honoru
- nie masz ambicji
- niczego nie potrafisz załatwić, zrobić
- nie potrafisz nawet utrzymać pracy (redukcja etatów)
- nie potrafisz znaleźć nowej pracy
- siedzisz cały czas na moim garnuszku
- nic do Ciebie kompletnie nie czuję, NIC
- cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz
- a gdyby przyszło tobie do głowy (szósty zmysł?) nie wrócić z dziećmi to wiedz, że wiele jest sposobów prawnych, łączne z listem gończym, nie pozwolę zabrać dzieci, żeby się zmarnowały
- nie wyprowadzę się, ale dla ciebie droga wolna, bez dzieci
- chcę się zakochać i być szczęśliwy, wychowywać dzieci
- mam swoje życie, a ty w końcu zajmij się swoim

a najgorsze, że ja sama doprowadziłam do takiej sytuacji, trzeba było zacząć żyć dla siebie, a nie kłócić się, awanturować, prosić o uwagę człowieka, który wyraźnie powiedział: nie kocham.
Tak to się kończy, gdy człowiek nie ma za grosz poczucia godności.

Aniknom, przychodzi mi jedno pytanienie do waćpana "I co w związku z tym?" Ciebie zabolało, ale jak Ty to czujesz?
A może by Ci tak zwrócił utracony dochód za okres w którym dziećmi się zajmowałaś, rodziłaś najpierw, a potem opiekowałaś. Proszę daj mi alimenty, powiedz mu i do widzenia. Jak sobie wyobrażasz swoje szczęście? -zapytałabym go. Ty w domu z dziećmi a on uchachany wraca od kochanki jakby nigdy nic? Ja przepraszam, ale co to jest? Jak Ty masz zająć się swoim życiem, jak? Ja Ci tylko powiem, że w niektórych krajach jest azyl dla matek z dziećmi i może sobie pier..ć.
Z całym szacunkiem, ale dałabym mu po mordzie chyba tak jak mojemu waćpanu i by mu się kłapaczka raz na zawsze zamknęła.
Nagrałaś to wszystko? To jest niepodważalny dowód na znęcanie psychiczne i tym samym na rozwód z orzekaniem o jego winie.
A Ty co sroce spod ogona wypadłaś? A jak będzie jego wina to jeszcze na Ciebie alimenty będzie płacił i zapłaci za swój wybór, biedny miś, no patrzcie go jaki chojrak.
Ja bym mu zaraz powiedziała, że gdybym wiedziała, że jest takim śmieciem to bym na niego nie splunęła nawet. No zwariuję chyba.

I jeszcze jedno dodam, najpierw te dzieci musi ktoś urodzić żeby je wychowywać można było. No chyba, że to on rodził.

11 280

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... pozytywnie:) to lubię!

Zofio, rozumiem to co napisałaś: "Z ironią patrzyłam na przytulające się pary, na pary trzymające się za ręce. Reagowałam myślą, ale Ty dziewczyno naiwna....on już cię zdradza lub za chwilę zdradzać będzie." Też tak mam, myslę sobie, że każda kobieta jest nieszczęśliwa w swoim związku. Ale wczoraj zrozumiałam,że tak nie jest.
Po raz kolejny napisałam do mojej szwagierki, bo mi to nie dawało spokoju. Miałam wrażenie, że odebrałam ją nie tak jak trzeba i się nie pomyliłam. Tak, ona jest szczęśliwą mężatką i mamą. Dlaczego jest szczęśliwa? Bo nie jest kobietą, która kocha za bardzo! Kocha męża, ale kocha siebie. Ma swoje zasady i się ich trzyma. Stawia granice w związku i życiu. Jest wiceprezesem jednej ze znanych firm w małopolsce. I jak mi się zapytała a kto to "psychofag"? Jak jej powiedziałam, to ona na to: O nie, lepiej żebym na takiego nie trafiła, bo zmiażdżę go jak mojego tatusia. Można to sobie różnie odebrać, ale właśnie o to chodzi. O tą kobiecą pewność siebie, o poczucie własnej wartości!  O niezależność od facetów!
Ja idę na shopping big_smile Miłego dnia laski!

11 281

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miłego, o jakie niedomówienie.
Lepsze to niż jogging.

11 282

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja również poproszę książkę smile Czy kocham za bardzo?Chyba tak

11 283

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:

Wczoraj usłyszałam od męża:
- nie masz honoru
- nie masz ambicji
- niczego nie potrafisz załatwić, zrobić
- nie potrafisz nawet utrzymać pracy (redukcja etatów)
- nie potrafisz znaleźć nowej pracy
- siedzisz cały czas na moim garnuszku
- nic do Ciebie kompletnie nie czuję, NIC
- cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz
- a gdyby przyszło tobie do głowy (szósty zmysł?) nie wrócić z dziećmi to wiedz, że wiele jest sposobów prawnych, łączne z listem gończym, nie pozwolę zabrać dzieci, żeby się zmarnowały
- nie wyprowadzę się, ale dla ciebie droga wolna, bez dzieci
- chcę się zakochać i być szczęśliwy, wychowywać dzieci
- mam swoje życie, a ty w końcu zajmij się swoim

a najgorsze, że ja sama doprowadziłam do takiej sytuacji, trzeba było zacząć żyć dla siebie, a nie kłócić się, awanturować, prosić o uwagę człowieka, który wyraźnie powiedział: nie kocham.
Tak to się kończy, gdy człowiek nie ma za grosz poczucia godności.

Aniknom, przychodzi mi jedno pytanienie do waćpana "I co w związku z tym?" Ciebie zabolało, ale jak Ty to czujesz?
.

Czuję, że już czas na terapię....moją terapię. Mam problem, a sama sobie nie poradzę, minął rok, a ja się nic nie posunęłam do przodu....jest źle i może być gorzej....

11 284

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Tak. Popłakać z pewnością trzeba. Czasem to wręcz wyję, muszę po prostu.

Liwio kochana, tak bym chciała, żebyś była szczęśliwa. Żebyś się odkochała i zapomniała. Żebyś jutro obudziła się uśmiechnięta, szczęśliwa...

Dziękuję Anstawio. Chciałabym być szczęśliwa z mężem, ale to już niemożliwe.

11 285

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miłych zakupów Anstawio......

Hm...pojechałaś nieźle jeśli chodzi o Ankinom. Ale racja, święta racja! A Ty Ankinom-nie daj się pajacowi, ewidentnie znęca się nad Tobą.

A ja.......ja dziś zostanę sama, mąż chce się wyprowadzić.

11 286

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Miłych zakupów Anstawio......

Hm...pojechałaś nieźle jeśli chodzi o Ankinom. Ale racja, święta racja! A Ty Ankinom-nie daj się pajacowi, ewidentnie znęca się nad Tobą.

A ja.......ja dziś zostanę sama, mąż chce się wyprowadzić.

Widzisz mamy podobną sytuację, ale inaczej do niej podchodzimy: Ty szukasz sposobu, by zatrzymać męża, ja szukam sposobu by od niego odejść..

11 287

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Miłych zakupów Anstawio......

Hm...pojechałaś nieźle jeśli chodzi o Ankinom. Ale racja, święta racja! A Ty Ankinom-nie daj się pajacowi, ewidentnie znęca się nad Tobą.

A ja.......ja dziś zostanę sama, mąż chce się wyprowadzić.

Liwio, przykro mi. Ale ja wiem,że taka sytuacja jest dobra dla Ciebie. Wiem, że boli... Pocierpisz, popłaczesz, a potem dojdziesz do siebie i zobaczysz słońce.
Masz wsparcie w bliskich, przyjaciółkach?
Maż też nas oczywiście big_smile Nie smuć się. Będzie dobrze, lepiej, obiecuję!

11 288

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak Anstawio-mam wsparcie, ale przede wszystkim muszę sama jakoś to przeżyć. Cieszę się, że Wy tu jesteście.

11 289 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-06-09 18:02:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Liwia napisał/a:

Miłych zakupów Anstawio......

Hm...pojechałaś nieźle jeśli chodzi o Ankinom. Ale racja, święta racja! A Ty Ankinom-nie daj się pajacowi, ewidentnie znęca się nad Tobą.

A ja.......ja dziś zostanę sama, mąż chce się wyprowadzić.

Widzisz mamy podobną sytuację, ale inaczej do niej podchodzimy: Ty szukasz sposobu, by zatrzymać męża, ja szukam sposobu by od niego odejść..

Już nie szukam sposobu Ankinom, bo nie mogę zwyczajnie tego zrobić. Nie mogę na siłę zatrzymać go przy sobie. Jest takie powiedzenie: jeśli kochasz, puść go wolno, jeśli nie wróci, nigdy nie był twój- czy coś w tym rodzaju.

11 290 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-09 18:11:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Tak Anstawio-mam wsparcie, ale przede wszystkim muszę sama jakoś to przeżyć. Cieszę się, że Wy tu jesteście.

Liwio, myślę, że możesz też przeżyć to na przykład spotykając się z koleżankami na kawie, gadając o innych pierdołach. Staraj się skupiać myśli na czymś innym niż on. Wiem, nie będzie łatwo. Ale on nie jest wart tego, żebyś nawet jeszcze przez chwilę o nim myślała. Nie pokazuj mu, że Ci na nim jeszcze zależy. Faceci to świnie, a my jesteśmy wrażliwymi, emocjonalnymi duszyczkami. A oni potrafią nas rozdeptać jak małe robaczki. Czy tak powinno być? Na pewno nie! Trzymaj się.
Może to nie jest miłe, co teraz napiszę, ale według mnie, to dobrze,że twój mąż się wyprowadza. Wiem, że już za niedługo będziesz szczęśliwa! big_smile

11 291

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio, jestem w szoku. Nawet z fb mnie ze znajomych usunął. Człowiek, któremu urodziłam dziecko, którego wspierałam, któremu życie poświęciłam teraz traktuje mnie jak zużyty szmat! Pytam się za co? Dlaczego? Po prostu jestem w szoku jak jeden człowiek może traktować drugiego!

11 292 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-06-09 18:19:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Tak Anstawio-mam wsparcie, ale przede wszystkim muszę sama jakoś to przeżyć. Cieszę się, że Wy tu jesteście.

Liwio, myślę, że możesz też przeżyć to na przykład spotykając się z koleżankami na kawie, gadając o innych pierdołach. Staraj się skupiać myśli na czymś innym niż on. Wiem, nie będzie łatwo. Ale on nie jest wart tego, żebyś nawet jeszcze przez chwilę o nim myślała. Nie pokazuj mu, że Ci na nim jeszcze zależy. Faceci to świnie, a my jesteśmy wrażliwymi, emocjonalnymi duszyczkami. A oni potrafią nas rozdeptać jak małe robaczki. Czy tak powinno być? Na pewno nie! Trzymaj się.
Może to nie jest miłe, co teraz napiszę, ale według mnie, to dobrze,że twój mąż się wyprowadza. Wiem, że już za niedługo będziesz szczęśliwa! big_smile

Spróbuj zastosować rady Anstawi, to pomoże na początku choć troszeczkę się zdystansować....

"to dobrze,że twój mąż się wyprowadza. Wiem, że już za niedługo będziesz szczęśliwa!" - i ja też w to wierzę smile uszy do góry smile

Ps. a czy on coś w tej sprawie robi, czy tylko straszy i obserwuje Twoją reakcję?

11 293 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-09 18:21:52)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, on nie jest wart Twoich łez, Twojego cierpienia. On nie jest Ciebie wart! Podejrzewam, że już nigdy nie będzie się miło zachowywał w stosunku do Ciebie...

Ale wydaje mi się,że gdyby on chciał wrócić, mimo wszystko przyjęłabyś go spowrotem. Mam rację?

11 294

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ankinom, wyprowadzi się. Chodzi koło domu, kombinuje coś. Z resztą widzę jego stosunek do mnie. Nie wiem skąd ta nienawiść.


Wiem Anstawio, wiem. Najgorzej, że mam nerwy niesamowite. Nie wierzę w to co widzę i słyszę. takiego go nigdy nie znałam!

11 295

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A czy to ważne skąd u niego ta nienawiść do Ciebie? Może zdał sobie sprawę, że jest palantem? Nawet odejść nie umie porządnie.
Liwio, nie denerwuj się. Bądź twardą su*ą no! Chociaż raz! Olej go!!

11 296

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z jednej strony ważne, bo takiego jak żyję go nie znałam. Jestem zszokowana jego postawą wobec mnie. Czy z nim dzieje się coś złego?Jessssuuuu. Staram się nie myśleć, zajmuję się służbową robotą, ale serce wali jak oszalałe, a układ pokarmowy daje o sobie znać co chwilę!

11 297

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A może wyjdź na kawę z koleżankami?

11 298

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziś nie mam z kim. Nie mam nawet ochoty Anstawio. Może wybiorę się potem na spacer...z papierosem.

11 299

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio, czytam i mnie nie dziwi reakcja twego "pana".
Też byłam żoną ponad 20 lat, a gdy doszło do rozstania nie poznawałam tego człowieka. Od lutego go nie ma a ja nadal nie wierzę w to co się stało. Pogawędki z przyjaciółmi pomagają na chwilę, a potem gdy wracasz do domu wszystko wraca. Smutno mi, że tak życie daje nam w kość.

11 300

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Maju, przykro mi z Twojego powodu. Przykro mi, że tak kobiety muszą cierpieć. Wiesz, że mąż nawet jak kiedyś się rozstaliśmy nie dawał mi tak popalić jak teraz. Mam jednak cichą nadzieję, że się otrząsnę z tego i zacznę w końcu normalnie funkcjonować, bo to jest szok, jakie mam nerwy od kilku tygodni. Pracuję nad sobą, nad własnymi emocjami, ale chwilami się nie da. Człowiek chciałby się dogadać, ale nie może, bo drugi nie chce i stąd to wszystko.

11 301

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Też czekam na ten dzień, aby wstać z radością i powiedzieć sobie, jestem wyleczona, ale widzę, że nie będzie to takie proste. Czytam wątki kobiet porzuconych i beczę jak głupia, bo przecież na zdrowy rozum nie powinnyśmy za nimi rozpaczać. Przecież jak nas nie kochają to nic nie zrobimy, aby to zmienić. Mój do końca mówił, że kocha a tu nowina dziecko kochanki w drodze. Okazuje się, że żyjąc pod jednym dachem z człowiekiem wiele lat tak naprawdę nie wiemy jak się w przyszłości zachowa.

11 302

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Maju-przykre to jest a boli cholernie. Tym bardziej jak z ust padają kłamstwa. Żaden nie potrafi wyjść z twarzą, bo w sumie jak z nią wyjść, jeśli ma się kochankę i dziecko w drodze. Nie martw się Maju. Wierzę w to, że na czyimś nieszczęściu-własnego się nie zbuduje i byle sprawdziło się to w przypadku Twojego byłego męża.

Też czytam tu te wszystkie, smutne historie. I sama nie wiem dlaczego ludzie tak się traktują wzajemnie?! Po co składają przysięgi, skoro nie potrafią ich dotrzymać?!

11 303 Ostatnio edytowany przez Maja66 (2012-06-09 19:52:20)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przecież można wcześniej powiedzieć "słuchaj nie kocham Cię -poznałem kogoś" itd. Rozmowy u nas były i trwały godzinami, ale suma sumarum oszukał mnie. Czytając wątki nie on pierwszy nie ostatni tak postąpił. Boli tylko że do końca kłamią. Po co jeśli planują odejście. Chciałabym nie umieć kochać wtedy byłoby to proste.
Jak wyprowadzka Twego męża postępuje? Może postanowi zawalczyć? Chciałabyś tego?

11 304 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-06-09 23:54:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie mają odwagi być może, nie wiem...Nie wiedzą do końca co ich czeka w nowym związku. Nie wiem co nimi kieruje.

Mąż siedzi w fotelu i pewnie zaraz będzie czytał co tu napisałam. Nie wiem co myśli.
On już nie chce walczyć. Już mi to nieraz powiedział.



--------------Edit
Obejrzałam "Seks w wielkim....", szkoda, że w życiu tak wszystko dobrze się nie kończy jak w filmie.
Wróciłam ze spaceru i myślę sobie, że do końca wierzyłam, że będzie dobrze. Do końca ufałam, że te nocne smsy to koledzy, że kocha prawdziwie i nie będzie poddawał się nigdy jeśli chodzi o nasz związek.....Pomyliłam się.

Dobrej nocy....

11 305

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:

Wczoraj usłyszałam od męża:
- nie masz honoru
- nie masz ambicji
- niczego nie potrafisz załatwić, zrobić
- nie potrafisz nawet utrzymać pracy (redukcja etatów)
- nie potrafisz znaleźć nowej pracy
- siedzisz cały czas na moim garnuszku
- nic do Ciebie kompletnie nie czuję, NIC
- cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz
- a gdyby przyszło tobie do głowy (szósty zmysł?) nie wrócić z dziećmi to wiedz, że wiele jest sposobów prawnych, łączne z listem gończym, nie pozwolę zabrać dzieci, żeby się zmarnowały
- nie wyprowadzę się, ale dla ciebie droga wolna, bez dzieci
- chcę się zakochać i być szczęśliwy, wychowywać dzieci
- mam swoje życie, a ty w końcu zajmij się swoim

a najgorsze, że ja sama doprowadziłam do takiej sytuacji, trzeba było zacząć żyć dla siebie, a nie kłócić się, awanturować, prosić o uwagę człowieka, który wyraźnie powiedział: nie kocham.
Tak to się kończy, gdy człowiek nie ma za grosz poczucia godności.

A może by Ci tak zwrócił utracony dochód za okres w którym dziećmi się zajmowałaś, rodziłaś najpierw, a potem opiekowałaś.

I jeszcze jedno dodam, najpierw te dzieci musi ktoś urodzić żeby je wychowywać można było. No chyba, że to on rodził.

Hm, ale chyba nie na tym polega rodzina. Jest pewien podział ról, ja wychowywałam dzieci, on zarabiał, i nie wypominał mi tego, że pracuje. Teraz dzieci są duże i na tyle samodzielne, że właściwie nic mnie nie usprawiedliwia z braku pracy. Mój dzisiejszy brak pracy nie wynika z lenistwa, a z innych przyczyn. Szukam pracy zgodnej z moim wykształceniem, tym chciałabym się w przyszłości zajmować, Wymaga to czasu i cierpliwości, a przede wszystkim wparcia psychicznego i finansowego "partnera". Nie mam tego i dlatego przestałam skupić się na konkretnych ofertach tylko lecę po kolei, coś znajdę.

"I jeszcze jedno dodam, najpierw te dzieci musi ktoś urodzić żeby je wychowywać można było. No chyba, że to on rodził". - no kochana z tym zdaniem to poleciałaś po bandzie.... smile

11 306 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-06-10 14:38:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Chciałam porozmawiać, bo mnie to męczy.  Gdy mąż mieszkał ze mną, rozwodem chciałam wymusić jego wyprowadzkę, miałam motywację. Gdy się wyprowadził, moja motywacja spadła.  Chcę ją odzyskać.

Podjęcie decyzji o rozwodzie świadczy o tym, że jesteśmy gotowi na radykalne zmiany? Czyli rozwód to jednak nie tylko formalność?

Dokladnie ,na to sie trzeba przygotowac psychicznie,wszak cale zycie ulegnie zmianie .Decyzje podjelam , dwa lata temu tak naprawde przez ten okres szukalam drogi do samej siebie .

11 307

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mnie znowu naszły "filozoficzne myśli" na temat własnej osoby. Zastanawiam się, co i dlaczego tak się stało, że przestałam stawiać siebie na pierwszym miejscu? Zawsze miałam ambicje co do własnej osoby, chciałam się rozwijać, odnosić sukcesy na drodze zawodowej-swoje sukcesy. I nie wiem co się stało, że odkąd zaczęłam mieszkać razem z M, moje ambicje poszły w kąt. Zastanawiam się, jaki wpływ na mój mózg miało to, że w mieszkaniu zawsze był odór marichuany, może ja też byłam pod jej wpływem?! Poza tym, dlaczego nie potrafiłam od samego początku powiedzieć jasno i wyraźnie, co mnie rani? Czy jest sposób by to w sobie zmienić? A co, jeżeli w moim następnym związku znowu nie będę umiała postawić granic? Albo, jeżeli będę umiała je postawić, ale ta druga osoba znowu się do nich nie dostosuje, ani nie będzie chciała pójść na kompromis. Czy to wtedy będzie oznaczać, że to jest nie ten "ktoś"? Mój mąż miał strasznie dominujący charakter i był nieustępliwy. W jego słowniku nie było słowa kompromis, zawsze robił tak jak chciał, to co chciał, nie licząc się ze mną. A ja? Zawsze gotowa pójść na kompromis, zawsze czułam,że jest dobrze, gdy on jest zadowolony. I czułam się z tym poniekąd dobrze, ale tylko na początku. Potem już tak zostałam zdominowana, że żadna moja prośba nie odnosiła skutku, albo skutek wręcz przeciwny. Czy to wynika z braku pewności siebie? Jakie są przyczyny tego? Brak wiary w siebie? I co oznacza to, że jak on był to był, teraz go nie ma i mi go kompletnie nie brakuje? Kim on był dla mnie? Czy to ma sens się nad tym zastanawiać?
Czytam teraz książkę "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam gdzie chcą" i zastanawiam się nad pewną sprawą. Zawsze chciałam osiągnąć sukces zawodowy, miałam ambicje. W Polsce pracowałam w sklepie i studiowałam. Ale mimo wszystko, czułam, że się rozwijam. Przez 5 lat "awansowałam", kasjer, asystent a potem z-ca kierownika. I w tym momencie mojego życia pojawił się On. Zaczął mi mówić, a co to za praca, kierownik sklepu pfff... Niby nic takiego, ale miałam plany, a to były moje drobne sukcesy, z których byłam dumna. I nagle moje życie zwariowało. Upadłam, ambicje rzuciłam w kąt, plany rzuciłam w kąt. Znalazłam się w środowisku, gdzie jak mówiłam o swoich planach, ambicjach to każdy się uśmiechał pod nosem, pukał w czoło. I ja tez przestałam w to wierzyć. A jak w Polsce osiągałam sukcesy i były osoby, które w tym czasie raniły mnie mówiąc różne rzeczy, to miałam siłę dalej się rozwijać. Było mi przykro, ale działałam. Nie rozumiem dlaczego on taki wpływ na mnie miał? Dlaczego przestałam wierzyć sobie, a zaczęłam jemu? Nie chcę już popełnić takiego błędu. Jego nie ma, a ja znowu czuję,że zaczynam się rozwijać. Zaczynam spełniać swoje małe sukcesy i widzę moją szczęśliwą przyszłość. Zastanawiam się tylko jak stworzyć szczęśliwy związek, bo tego narazie nie widzę...

11 308

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Anastawio
Wlasciwie to ja nie miaalm takich problemow.Konczylam studia kiedy urodzilam juz pierwszego syna .Po drugim synku zauwazylam ze stal sie pewny ,niewiem moze dwoje dzieci poukladane zycie .Niewiem.Jestem ambitna zajelam sie wieloma formami cwiczen ,jestem dumna z wlasnych sukcesow .Tez jestem dumna z meza i syna .U mnie byl klasyczny przyklad faceta ktory nagle zauwazyl ze jesszcze moze podupczyc fajne laski ,ja tak to odebralam .Inteligetny tak w swojej dziedzinie zawodowej .Byl u niego problem emocjonalny ,tak to teraz widze .Malzenstwo jako inwestycja jak firma ,nic blizej .Doszlo teraz to ze on poprostu niewierzyl ze tak dobrze rozwinieta firma -nasze malzenstwo moze splajtowac -dla niego zona zawsze jest ,chocy niewiem co sie dzialo.Dla mnie nie .i tu zaczynaja sie schody .Wspolne wyjscia itp tak super ale bez ciepla,a co bedzie za 20 lat kiedy niebede juz mogla ubrac mini itp? zakopie mnie w ogrodku?
Ja sie zaczelam bac przyszlosci poprostu ,zaczelam odczuwac ze bylam poprostu fajnym dodatkiem ,ktory zaczal wymagac wiecej i wiecej .
Dla mnie to sie skonczylo ,z chwila jak dowiedzialam sie o romansie tak naprawde nie dalam juz mu do siebie dotrzec co mi wypomina .Uwaza ze kazdy zasluguje na szanse a ja uwazam ze nie.
Kiedy przyjechalam do Londynu rozpoczelam prace i dodatkowo rozwijalam trening tamilee weeb,adorowal mnie facet ,marzenie - o jakiego pewnie chodzi kazdej kobiecie ,oparlam sie i niepzowlilam sobie na nic ,bo kochalam szczerze.Nie ma dla mnie wytlumaczenia ze mial to cos?,haha .a mial .Pewnie gdybym nieprzezyla takich sytuacji to slepo bym wybaczala ,ale nie bo ja wiem .Poznalam na wlasnej skorze ze oprzec sie mozna.

11 309

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Poprostu mysle ze nalezysz do kobiet ,ktore jak sie zakochuja to oddaja cala siebie i jeszcze wiecej .Wlasne pottrzeby rzucaja w kat .Liczy sie tylko on........

11 310

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pamietasz Anastawio jak pisalam ze dla mnie rozowd jest jak odciecie lini ,poprostu jestem juz na takim etapie psychicznym ze rozwod bedzie definitywnym zakonczeniem bo nic juz od tego zwiazku niechce .Co moglam dalam , zrobilam kochalam ponad wszystko ,dalam szanse mowiac tak "w kosciele ,to byla sznasa jaka dostal i jedyna,a ze potraktowalam malzenstwo inaczej to jego problem ,ja sie wyleczylam z jego problemow .Psychicznie jestem zdrowa ,przestalam kochac bo nic juz nie czuje ,albo tak mocno zraniona zostalam? pewnie tak ,dosieglam psychicznego dna ,teraz wyplywam na powierzchnie silniejsza.
Nie rusza mnie juz ,jego kwiaty obietnice ,wielkie oczy robione slodkie minki .Skoro poszedl gdzie indziej ,nie pasowalao mu ,to jego wybor.
Pewnie ze zal ,zal bo to moj pierwszy chlopak ,wiele razem przezylismy ,wiele zrobilimsy ,mamy uidane dzieci ,sielanka hhehe ,nie moglo tak byc bo to niebyloby zycie ha..........
Zawsze bedew wracala do dnia kiedy zobaczylam ich i zrobilabym z naszego zycia pieklo oziebloscia i obojetnoscia -dlatego trzeba odejsc ,dac sobie szanse na cos prawdziwego.
Nigdy nie dotknol mnie nawet nikt inny ,pewnie bedzie mi trudno odnalesc sie w nowej rzeczywistosci .
Mam jeszcze male dzieci ,pewnie nie bedzie latwo ,to rowniez silne charakterki
JUZ widze ze finanse oslabna ,bede musiala przyzwyczaic dzieci do nizszego poziomu zycia-zrobie to ,da sie.
Niewiem skad we mnie tyle sily ,niewiem ale ja poprostu cholernie pragne szczescia -wolnosci ,
Nigdy wczesniej nie czulam wiekszej woli walki do zycia.
Byc moze jeszcze nie raz zaplacze i rozczaruje sie ,ale z duma powiem to moje zycie i moje doswiadczenia.....

Posty [ 11 246 do 11 310 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 172 173 174 175 176 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026