netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 071 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 171 172 173 174 175 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 181 do 11 245 z 26 310 ]

11 181

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Truskaweczko, ja po prostu nie wiem co ci napisać?
Z jednej strony cię rozumiem, mąż był dla ciebie fatalny, padłaś w ramiona innego. Ale jest tu na forum tyle kobiet, żon, matek zdradzonych. Kto wie, czy jedną z nich nie jest żona twojego pana policjanta...

Anstawio chyba masz racje,po męzy wpadlam w ramiona drugiego,bylam sama,potrzebowalm wsparcia,on mi je dawał..wybaczcie mi,sama niewiem co napisac....oprocz tego ze ciezko i bolesnie w tym moim zyciu...

Wyszlam za maz z wielkiej miłosci,Boze jak my sie kochalismy........myslałam ze do konca zycia z nim bede.po tym jak sie od nas wyprowadzil dawalm mu tysiac razy szanse ale niestety,i teraz juz wiem ze nie ma po co,chyba zofia tu pisala o takim przypadku...jak moj mąz i jej chyba...

11 182

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Truskawko a czego Ty chciałaś od żonatego faceta?

11 183

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio,
nie możesz pogodzić się z rzeczywistością?
To nie zgadzaj się. Ona i bez Twej zgody jest określona, na niej Twój brak zgody nie robi żadnego wrażenia.

A poza tym, co w tym przypadku oznaczają słowa "nie mogę się pogodzić"? Konkretnie, czego Ci do tego brakuje?

11 184

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Truskawko a czego Ty chciałaś od żonatego faceta?

Niewiem,nie mieszkali ze soba,myslałam ze rozwod to kwestia czasu,tak jak u mnie,niewiem pogubilam sie..sama nie ogarniam

11 185

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A on czego chciał? Mówił,  że jego małżeństwo to fikcja, tylko papier itd.?

11 186

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ale już wrócił do żony!!! Więc odczep się od niego!!!

11 187 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2012-06-07 14:01:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ze z nia byl ale nie z miłosci,ze jego małzenstwo dzialało na zasadzie partnerstwa,tylko niewiem po co proba jego ratowania.
Dlatego tu jestem zeby sie ogarnac i wrocic do normalnosci.....

11 188

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ech dziewczyno.
Najpierw trza się zastanowić w co się pakujemy. Po co ratuje, nie wiem. Zapytaj jego.

11 189

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żal...

11 190 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2012-06-07 14:13:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To nie bylo tak ze sie umowilismy i chodz bedzie fajnie pospotykamy sie itd.on mi pomagał w sprawach ktore narobil mi mąz,pisał mi pisma,do banku,komornika,i takie tam rzeczy,a ze bywał coraz czesciej to sie przyzwyczaiłam i tyle

Dobra nie bede wam zasmiecac tematu bo i tak kazda z was mnie okresliła,chcialam tylko pogadac,wyzalic sie,bo uwierzcie nie mialam lekko.

11 191

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Frajer!

11 192

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

To nie bylo tak ze sie umowilismy i chodz bedzie fajnie pospotykamy sie itd.on mi pomagał w sprawach ktore narobil mi mąz,pisał mi pisma,do banku,komornika,i takie tam rzeczy,a ze bywał coraz czesciej to sie przyzwyczaiłam i tyle

Dobra nie bede wam zasmiecac tematu bo i tak kazda z was mnie okresliła,chcialam tylko pogadac,wyzalic sie,bo uwierzcie nie mialam lekko.

Ja Cie nie oceniam, bo nie lubię oceniać ludzi. Wystarczy że moja ex mnie oceniała. Więc nie lubię tej cechy u ludzi którzy oceniaja innych.

11 193 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-07 14:19:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

To nie bylo tak ze sie umowilismy i chodz bedzie fajnie pospotykamy sie itd.on mi pomagał w sprawach ktore narobil mi mąz,pisał mi pisma,do banku,komornika,i takie tam rzeczy,a ze bywał coraz czesciej to sie przyzwyczaiłam i tyle

Dobra nie bede wam zasmiecac tematu bo i tak kazda z was mnie okresliła,chcialam tylko pogadac,wyzalic sie,bo uwierzcie nie mialam lekko.

Ja nie oceniam, tylko pytam. Czyli on się nie zakochał w Tobie?

11 194

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

To nie zupełnie tak: chciałam zobaczyć, czy on coś wyciągnął z tej naszej ponad rocznej awantury. Wniosek jeden: nie kocha, ale dopiero niedawno to do mnie dotarło. Zofio sama pisałaś, że niby wiedziałaś, że zdradza, nie kocha, ale jednak codziennie temu zaprzeczałaś... do pewnego momentu....

Nie zaprzeczałam Ankinom, nie zaprzeczałam. Jeszcze innych musiałam przekonywać i dowody pokazywać. Drań wmawiał wszystkim, że mam obsesje...nawet 256 sms-ów wysłanych przez niego, nie przekonywało znajomych o moich racjach. Mówiono mi, przeeesaaadzasz, oni razem pracują i tylko żartują - w pracy tak się żartuje. Żarty ?! Tak, wmówił im, że to żarty i że w pracy to normalka. Mnie nie zdołał przekonać..... Chciałam rozstania. W swoje gierki zaczął też wciągać dzieci. Manipulacja i przemoc psychiczna, ale i czułość, pocałunki, przytulanie i seks. CHCIAŁAM być tą jedyną...wiedziałam, że nie jestem i ta świadomość mnie zadręczała. Poniżanie i kolejne jego przytulanie....siedziałam na diabelskim młynie i nie miałam wsparcia, znajomi patrzyli na mnie dziwnie...wolałam ich unikać. Były chwile, że wątpiłam w zdrowe zmysły....zadawałam sobie pytanie, a może mi się tylko wydaje, może przesadzam. Sprawdzałam jego telefon by potwierdzić jego niewinność a nie winę! W obsłudze telefonów doszłam do perfekcji big_smile. Za każdym razem kiedy prosiłam o bilingi dostawałam je i moc dowodów na kontakty z tą kobietą. Zmieniała ona 5 razy numer a ja i tak ustalałam jaki ma obecnie. Zmęczyłam się takim życiem...
Zostało mi złapanie go za rękę i zrobiłam to. Nie pozwoliłam na żadne tłumaczenia. Zażądałam kluczy i zakazałam przekroczenia progu domu. Wiedział, że gotowa byłam na wszystko.

ankinom napisał/a:

tak właśnie było: on zadowolony, ja apatyczna, ja ten smutek odniosłam tylko i wyłącznie do ostatniego "eksperymentu", podskórnie wiedziałam, że to nie może się udać i tylko dlatego nie zasmuciło, szanse dałam ? dałam, nie wyszło nie mam już nic sobie do zarzucenia w tym temacie, no ale jeżeli chodzi o cały nasz związek to jest mi mega smutno, że nie przetrwał, tak ja i Tobie i wielu nam podobnych....

Mnie nie jest smutno smile.
Miałam tak dosyć drania. Obrzydził mi życie...umęczył....Chciałam go złapać, by nie mógł już zaprzeczać, chciałam też wiedzieć jakie ma plany wobec mnie a podejrzewałam, Ankinom, straszne rzeczy podejrzewałam. Po szpitalu kiedy ZIGNOROWAŁ moje słowa, " nie chcę z tobą być, czuję, że jesteś dla mnie zagrożeniem", nabierałam pewności, że planuje.... wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale mój mąż chciał mojej śmierci. Wiedział wcześniej, że nie radzę sobie...nie ukrywałam przed nim, że ta cała jego "zabawa" pogrąża mnie w beznadziei. Byłam apatyczna,zrezygnowana, nieszczęśliwa a on robił swoje. Awantury, poniżanie i znowu przytulanie. Po jego słowach, "trzeba było zrobić to skutecznie" (a mówił o mojej próbie samobójczej) chciałam dowiedzieć się jakie ma plany.....ale kiedy potwierdziłam kochankę, nie dałam rady udawać. Mogłam domyślać się dlaczego chce mojej śmierci.
Udowodniłam też tym, co za jego uczciwość ręce dawali, że oszustowi wiarę dali i zgubili zdrowy rozsądek.
W milczeniu i strachem w oczach oddawał klucze. Cienia wątpliwości nie miałam, że dobrze robię, ale bolało.

Kiedy przeczytałam opis psychopaty....kochać go przestałam w jedną sekundę. Poczułam nie tylko do niego, ale i do siebie obrzydzenie. Podnosiłam się długo z traumy świadomości jego charakteropatii i swojej ślepoty, głupoty.

Nie jest mi smutno Ankinom. Uczę się życia bez zaburzonego faceta, ale z konsekwencjami jego poczynań. Potrzebna mi była siła, którą tu na forum dostałam i nie było łatwo ją brać...  .Już nie jestem smutnym człowiekiem, zaszczutym w rozpacz, beznadzieję, w powinnam, muszę. Dzisiaj dziwić się mogę innym, dlaczego nie uśmiechają się. Jestem silniejsza i odporniejsza psychicznie. Znajduję radość z rzeczy, które wcześniej radości mi nie dawały. Musiałam nauczyć siebie wiele od nowa, dać przyzwolenie na to, co wcześniej uważałam za marne, niemoralne, niedobre, niepoprawne. 

ankinom napisał/a:

Mój mózg doskonale rozpoznaje co jest dobre, a co złe i pewnie, że można się przyzwyczaić do swego życia i bólu jakie niesie, ale gdyby tak było to raczej mnie by tutaj nie było, bo przecież wszystko jest ok, no nie? A g**wno prawda, moje życie to jedna wielka porażka, nieświadomie pozwoliłam sobie wejść na głowę, dzisiaj za to płace wysoką cenę - Nie Zofio, już nie godzę się na to dawne życie. Nie wiesz jak wyglądają u mnie dni, nie widzisz nas kiedy się nie odzywamy, są krótkie zdania dotyczące dzieci, razem nie wychodzimy, nie śpimy i nie uśmiechamy, a rok temu było inaczej, pozory dobrego małżeństwa, on udawał, że kocha, ja udawałam, że wierzę, nic nie pozostało po tamtych dniach, nic poza złym smakiem, jak po wyzutej gumie, wypluć i wziąć nową...

Nie zrozumiałaś mnie Ankinom. Nie chodziło mi o to, że nasz mózg nie rozróżnia co dobre a co złe. Chodziło mi o to, że nasz mózg przyzwyczaja się np. do złych zachowań jak awantury. Na pierwszą, łagodną reagujemy, ale na kolejną już mniej i kolejna już nie robi na nas takiego wrażenia a potem tolerujemy nawet te najgorsze. Kiedy dowiadujemy się o zdradzie męża przeżywamy szok, a potem tolerujemy jego nieodbierane telefony, znikanie z domu.
Można Ankinom przyzwyczaić się do wszystkiego a nawet uzależnić.
Piszesz, że nie widzę waszego życia, waszego milczenia, mijania się, obojętności. Powiem Ci, że nie chciałabym nawet wyobrazić sobie takiego życia. Lubię być szczęśliwa a na mnie takie zachowania jak lekceważenie, obojętność, chłód partnera działają depresyjnie. Lubię mówić nawet swoim dzieciom, że je kocham, lubię się do nich przytulać, żartować i się śmiać z nimi. Lubię kiedy one mi okazują miłość, przyjaźń, gdy okazują że są szczęśliwe i uśmiechnięte.
Pozory....znam to na pamięć...a te odczucia, o których piszesz, także nie są mi obce.


ankinom napisał/a:

no cóż walczę o siebie tym co mam - mieszkam z nim, ale jak z sublokatorem, pewnie, że wolałabym, mieszkać sama, łatwej było by uwierzyć, że jestem o krok do przodu, zresztą tu nie chodzi o to, kto w co wierzy, ja wiem, co czuję i jak dalej pokierować swoim życiem, mam świadomość, że mój związek był zły...
No cóż pewnie powinnam rzucać gromami w męża, że zmarnował mi życie, ale halo gdzie ja wtedy byłam? Otóż obok i sama tworzyłam rzeczywistość wokół siebie, to ja sama pozwoliłam na takie traktowanie, to ja nie reagowałam na ostre słowa, kłamstwa,  to ja  robiłam wszystko by jego zadowolić, wbrew sobie , czy to on był niedobry? Nie, on chciał mieć idealną żonę, co w tym złego? Nic, tylko, że problem w tym, że ja nią nie umiałam być i powinnam odejść, wiedząc, że nie jestem akceptowana taka jaka byłam. Wiele ludzi łączy się w pary myśląc, że człowiek to plastelina łatwa w obróbce, otóż drogie panie i panowie, nie robi się eksperymentów na żywym organizmie. A żeby nie było, że jego wybielam, to powiem tak: nie miał prawa na mnie krzyczeć, obrażać i okłamywać, bo zupełnie sobie na to nie zasłużyłam i wymagać ode mnie rzeczy sprzecznych z moją naturą, nie odpowiadam? to też powinien odejść - no i odszedł, no może nie zupełnie, bo okazało się ,że logistycznie jest to dość trudne - finanse. Wierz mi Zosiu, obydwoje się męczymy w tym układzie, bo obydwoje nie chcemy już być ze sobą. W Twoim przypadku mąż, choć zdradzał, to raczej nie kwapił się do wyprowadzki, prawda? To Ty i Twoja siła walki o lepsze jutro wyrzuciła jego z domu, no i co tu kryć on dał się wyrzucić, ja próbowałam? jedyne rozwiązanie to moje wyjście?.

Nie mnie oceniać Ciebie, czy mówić Ci co powinnaś, czego Ci nie wolno, nie po to jesteśmy tu na Forum. To jest Twoje życie i Twoje wybory. Ja uszanuję Twoją szczerość i każdą decyzję. Mam prawo jednak napisać co czuję po Twoich słowach... .
Robi się eksperymenty by poprawić swoją jakość życia, natomiast nie mamy prawa myśleć, że kogoś zmienimy, bo nie zmienimy. Tak, oboje jesteście kowalami swego losu. Tylko on ma wygodne życie. Ma dom i SPOKOJNĄ żonę (już odpuściła sobie walkę o zmiany). Obiad, sprzątnięte i seks i nie wierzę w to, że od czasu do czasu nie dopadniecie do siebie (:D). Ma też przyzwolenie żony na korzystanie z życia "wolnego strzelca".
Tak, mój mąż nie kwapił się do wyprowadzki a jeśli wyprowadził się (jeden raz), albo został wyproszony (jeden raz a kolejny to było już wyrzucenie), to wracał. Kiedy go wyrzucałam nie myślałam już o przyszłości, finansach, gotowa byłam wszystko stracić by pozbyć się gada i jak pisałam już wcześniej, moja determinacja była ogromna i on wiedział, że szans nie ma. Ja już nie dałam mu prawa głosu, nie interesowało mnie co ma do powiedzenia. Nie po to pojechałam do niego by go słuchać ! Usłyszał słowa potwierdzające dowody i " nie masz prawa przekroczyć progu domu". Odebrałam klucze i odjechałam. Zapomniałam nawet, że mam tylko 10 zł w portfelu....przeżyłam z dziećmi za to weekend a w poniedziałek pojechałam po pierwsze alimenty - tak właśnie nazwałam swoje żądanie o pieniądze.
Ankinom to nie była moja siła walki o lepsze życie - o to walczyłam przez 3 lata. To było ratowanie życia ! Całe to udowodnianie dawało mi przyzwolenie samej sobie na stanowczość działania (ale najpierw na potwierdzenie PRZYPUSZCZEŃ)
i zakazanie mu sprowadzania mnie na dno, na które mnie już raz sprowadził.
Można więc odejść od męża skutecznie lub skutecznie go wyrzucić z życia smile

ankinom napisał/a:

Źle przedstawiłam słowa wybaczam - nie wybaczyłam  na zasadzie i teraz będziemy mieszkać razem długo i szczęśliwie. Wybaczyłam, to, że się pogubił i nie miał dość odwagi odejść, wybaczyłam tę jego naiwność, że uda się jemu mnie zmienić, wybaczyłam wiarę, że może uda nam się wspólnie stworzyć dom rodzinny, wybaczyłam, że przywiązanie uważał za miłość, wybaczyłam, że nie umie kochać, wybaczyłam, że nie potrafi stworzyć rodziny.

Nie wybaczę zdrad emocjonalnych. Uważam, że najpierw powinien zakończyć związek ze mną ,nie wybaczę słów: z nią chcę spróbować zbudować szczęście i że uczucia do niej są silniejsze?.

Sobie wybaczam, że nie miałam odwagi odejść, wybaczam sobie, że nie zaznaczyłam swojej odrębności, wybaczam sobie, że winiłam siebie, za jego złe mnie traktowanie, wybaczam sobie, że próbowałam  zmienić się w innego człowieka, wybaczam sobie, że nie doceniałam swojej indywidualności, wybaczam sobie wiarę, że wystarczy tylko moja miłość, wybaczam sobie, że wierzyłam w jego miłość, kiedy czyny świadczyły o czym zupełnie przeciwnym, wybaczam sobie naiwność, że dzieci pomogą nam stworzyć  rodzinne ognisko?

nie wybaczę sobie, że nie potrafię wybaczyć jego zdrady?

Wybaczam -  to tylko słowo. Można je powiedzieć i właściwie nic się nie dzieje. No nie, nie tak, dzieje się. Po tym słowie ulgę ma osoba, która je słyszy, a osoba, która je mówi, żadnej ulgi nie czuje. Wybaczanie to cały proces. To zrozumienie i zapomnienie i dzieje się to na przestrzeni dłuuugiego czasu. Nie ma tak, że pstryk i wybaczone. Mylimy czasem wybaczenie z zapomnieniem, z przywyknięciem do sytuacji. Wybaczyć jest trudno.....wydaje mi się.....nie jestem pewna czy w chwili śmierci nie wrócę z niesmakiem do swoich przeżyć i gada nie będę przeklinać big_smile

ankinom napisał/a:

Ostatnie zdanie zostawiłaś bez komentarza, to również oddaje obraz w jakim żyje związku, jak z nieobecnym sublokatorem. Chociaż z drugiej o niczym nie świadczy. Czy jak byłaś chora to mąż był przy Tobie, czy raczej był w pracy, no bez jaj nikt nie bierze wolnego, bo żona ma katar smile

Buziaki, czuję się lepiej ...
aha mój sublokator przywiózł mi wczoraj aspirynę smile

Uściskaj sublokatora i ode mnie i podziękuj za zainteresowanie i nie mówię tego złośliwie. Miły jest, że jednak okazuje Ci serce.
Mocno Cię przytulam smile
I jeszcze jedno. W czasie pisania tego postu słyszałam piosenkę zespołu "Feel" i zapamiętałam słowa :
"Pokaż na co Cię stać, ale nie jeden raz.
Piękne słowa może powiedzą Ci wszystko, ale nie zmienią nic"
Po znalezieniu całej piosenki i jej słów smile smile smile dedykuję Ci ją smile      Wczytaj się smile  WARTO !!! smile
http://www.tekstowo.pl/piosenka,feel,no_pokaz_na_co_cie_stac.html

11 195

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:

Liwio,
nie możesz pogodzić się z rzeczywistością?
To nie zgadzaj się. Ona i bez Twej zgody jest określona, na niej Twój brak zgody nie robi żadnego wrażenia.

A poza tym, co w tym przypadku oznaczają słowa "nie mogę się pogodzić"? Konkretnie, czego Ci do tego brakuje?

Niestety nie robi. Ani na rzeczywistości, ani na mężu.

Nie mogę się pogodzić, bo znam męża od innej strony i pamiętam jaki potrafił być, teraz już tylko zgliszcza po tym zostają. Brakuje mi męża , którego znałam kiedyś. Myślę, że nieduży krok zostaje mi do pogodzenia się z tym wszystkim, mąz nie pozostawia złudzeń co do sytuacji. Poza tym ja mam się starać, ja mam "coś" robić, ale po 1. nie robi to na nim wrażenia, po 2. jedna strona w związku nie jestem w stanie wiele zdziałać, widząc niechęć i obojętność drugiego, po 3. nigdy ja od niego czegoś takiego nie wymagałam i nie byłam wobec niego tak obojętna (w ogóle nie byłam nigdy obojętna na niego) jak on teraz.

11 196

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

(...)pamiętam jaki potrafił być, teraz już tylko zgliszcza po tym zostają. Brakuje mi męża , którego znałam kiedyś. (...)

Twój obecny mąż i ten z przeszłości, to dwaj różni mężczyźni.
Podobnie i Ty nie jesteś już tą sama kobietą, co w dniu ślubu. Oboje się zmieniliście. Dlatego też Twoje celowe i uporczywe wracanie do przeszłości przeszkadza Ci w teraźniejszości. I nie wmawiaj sobie, że na te powroty i trzymanie się przeszłości, nie masz żadnego wpływu.

11 197

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja nie potrafię być na nikogo obojętna, chyba, że mi nie zależy. Ale wtedy nie kontaktuje się.
Nie potrafiłabym powiedzieć kocham i dawać do zrozumienia czegoś zupełnie przeciwnego.

11 198

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Liwia napisał/a:

(...)pamiętam jaki potrafił być, teraz już tylko zgliszcza po tym zostają. Brakuje mi męża , którego znałam kiedyś. (...)

Twój obecny mąż i ten z przeszłości, to dwaj różni mężczyźni.
Podobnie i Ty nie jesteś już tą sama kobietą, co w dniu ślubu. Oboje się zmieniliście. Dlatego też Twoje celowe i uporczywe wracanie do przeszłości przeszkadza Ci w teraźniejszości. I nie wmawiaj sobie, że na te powroty i trzymanie się przeszłości, nie masz żadnego wpływu.

Mamy wpływ na wiele. Na kontrole nad sobą mamy na pewno.

11 199

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, 50-letnią mężatką, która ma dorosłe dzieci i od pięciu lat kochanka. Kochanek rok temu się rozwiódł dla mojej znajomej niewatpliwie.
Moja znajoma żaliła mi się ,że ma straszne problemy. I jak jej powiedziałam ,że nie ma żadnego problemu, sytuacja jest idealna, wystarczy tylko się spakować i przenieść do kochanka, który czeka na nią z otwartymi rękoma, to ona powiedziała, ale wiesz jaki ona ma brzydki dom?
A ja się naiwna nią tak przejmowałam. A ona ewidentnie się bawi swoimi facetami. Mąż ją wyzywa od K...w, bo o kochanku wie. A ona kochankowi wymyśla coraz to nowe powody, dla których się nie rozwiedzie: a to, że on ma żonę, a to,że ma mało płatną pracę, a teraz,że ma niezadbany dom. A on zmienia dla niej wszystko, a ona ciągnie dwie sroki za ogon. To na pewno nie jest kobieta, która kocha za bardzo.
Czasami chyba potrzeba mi większego dystansu do ludzi?

Jak konczylam studia mialam taka kolezanke ,konczylam zaocznie mialam wtedy juz starszego syna ,ona tez miala meza i dziecko .
Kiedy mialysmy luke w wykladach zawsze dzwonila do jakiegos goscia on podjerzedzal mieszkal w centrum blisko uczelni.
Kilka razy bylismy rowniez w sobote na piwku tez z nim .
Z mezem przyjezdzala do mnie nasze dzieci bawily sie ,on fajny widac ze kochal ja oddany byl ,zaradny.
Kiedys niewytrzymalam i spytalam sie jej o co jej chodzi
Powiedziala mi ze niech ja piorun trzasnie ,ale niewie dlaczego to robi.

Ja myślę,że te kobiety wiedzą co robią, robią to z premedytacją i są szczęśliwe. Ale ponieważ to zachowanie jest ogólnie mówiąc nieetyczne, to one nigdy wprost nie powiedzą,że taki układ im pasuje, czerpią z niego korzyści, są szczęśliwe. Oszukują innych i siebie. Ale gdy moja znajoma mi mówi, słuchaj ja mam tyle problemów...mąż, kochanek, problemy z synem, to robi mi się niedobrze.

11 200

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Najpierw dokonuje wyboru, świadomie, a potem narzeka co?

11 201 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-07 17:57:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Znów mam kryzys odrzucenia. Znaczy miałam wczoraj. Trza chyba sobie znaleźć jakiegoś ...
No i patrzcie przez to zimno i odpychanie i niechęć nie pcha mnie do tego żebym kogoś sobie znalazła? Co on sobie myśli nie dając mi nic przez taki szmat czasu? Nie chce nic z tym zrobić, ma to w nosie. To mój problem. Zapytałam kiedyś co by zrobił na moim miejscu. "Nie wiem. No co Ci mam powiedzieć?". Mój problem to nie jego problem. Mój błąd to to, że tak długo głupia czekałam.

11 202

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ja przez wiele lat nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie. Doświadczałam psychicznej przemocy ze strony ojca, później męża. I wiele lat minęło zanim zrozumiałam,że coś jest nie tak. A teraz wiem, że gdy pierwszy raz usłyszałam słowa: zamknij się,zamiast płakać w poduszkę, powinnam spieprzać gdzie pieprz rośnie.
Ale widocznie musiałam usłyszeć jeszcze wiele poniżających słów, żebym mogła sobie powiedzieć STOP. Powiem wam, że nie wiem jak boli zdrada, domyślam się,że bardzo. Ale wiem,że poniżanie, wyzywanie, dyskryminacja, upokarzanie, znęcanie się psychiczne nad drugim człowiekiem boli. Boli ale dało mi siłę. Chcę sobie udowodnić,że nie jestem słabą nic nie wartą kobietą. I widzę ich dwóch:ojca i męża, mogliby sobie rękę podać. I tak samo ich nienawidzę za to,że powodowali, że czułam się nic nie warta, beznadziejna. A inteligencją przewyższam ich wielokrotnie...

Poniżanie drugiej osoby i zabieranie jej poczucia własnej wartości, gnębienie i wszelkie zabiegi godzące w jej psychikę są okropne. Bolą ogromnie. Nie wiem co gorsze. Zdaje się nie możemy tego porównywać.
Wiesz, że takie zachowanie męża takie traktowanie mogło doprowadzić do tego, że to Ty byś poszukała sobie kogoś, kogoś kto zrozumie. I mogłoby to być nic więcej jak tylko spędzanie czasu z kimś innym. A w oczach męża byłaby to zdrada, a Ty byłabyś puszczalską i wszystkimi innymi ... I to jest paranoja. Ja to przeżyłam.

No i właśnie dlatego sobie nie poszukałam nikogo innego. Wystarczyło,że mąż wyciągał ze mnie moją przeszłość i mi ją wypominał, mówił,że się nigdy nie szanowałam itp.
I jak miałam te 20-ścia lat to się nie szanowałam, siebie i innych. Nie ważne było, że on ma żonę/dziewczynę, a ja chłopaka.  Liczyłam się ja i moja wagina smile I nawet kochanek mi mówił, szanuj się dziewczyno!
I dobrze,że ten mąż tak mi uświadomił ta moją przeszłość. Nie mogłabym spojrzeć w oczy dzisiaj tym kobietom. A jeszcze miesiąc temu chciałam lecieć do kolegi z UK i myślałam o tym by iść z nim do łóżka. Dobrze, że Wam o tym powiedziałam i wyprostowałyście mi mój kręgosłup moralny. Bardzo bardzo dotarło do mnie co to znaczy się szanować. Nigdy się nie szanowałam, nigdy. Rozumiem seks bez zobowiązań, ale tylko, gdy nikt nie poczuje się zraniony. Tak jak na przykład w przypadku Zofii. Troszkę jej zazdroszczę smile Ale wiem, że mój księciunio też  już czeka na mnie hehe tongue A jak się pojawi, to Wam napiszę, żebyście mi napisały: Anstawia, tylko nie daj ciała wink

11 203

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anstawio jak Ja to zrobię, mimo, że On nie zrobi nic dla mnie w tym kierunku to On poczuje się zraniony. Ja to wiem. Bo to moje fanaberie. Moje. Dla niego jest cudownie. Czego ja chcę?

11 204

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... myslę,że Twoja sytuacja jest trochę inna i jakaś taka skomplikowana. Nie rozumiem co się u Was dzieje i jak to wygląda. W ogóle się nie kochacie?! Nie rozumiem tego. Nie spotkałam mężczyzny, który nie chciałby się w ogóle kochać... A był i taki co chciał, a czasami odpychał. Ale żeby tak w ogóle nie chcieć?!

11 205

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, nie chce wcale. Miał się leczyć, olał to. Stwierdził, że ,mu nie przypominam. Ilekroć to robiłam i tak nie brał. Miał w styczniu zjeść 1 szt dziennie. Zostało 15 szt. Zależy mu? Oczywiście, że nie. Powtarza, że seks nie jest najważniejszy. No tak. Dwa lata. Były jakieś dwa pojedyncze epizody w tym czasie. Jeden, widziałam, że nie z ochoty, a dla świętego spokoju. Za nic nie wiem o co chodzi. Nie dowiem się. Ilekroć pytam odwraca kota tak, żeby jakąś winę mi wynaleźć. A to, że krzyczę, a to, że zboczona jestem, bo ciągle o jednym, a to co innego.

11 206

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... ja nie wiem co Ci napisać. Sponsorem mojego dzisiejszego dnia jest stwietdzenie "nie wiem" wink
W każdym razie nie idź do łóżka z żonatym i pierwszym lepszym!

11 207

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

JA wcale nie chcę, znaczy chcę i nie chcę. Ale smutne to jest. Wiem, że bredzi z tym kochaniem. Albo nie wie co to miłość. A może ja nie wiem. Może miłość to sprzątanie brudów, bycie poniżaną, pomiataną, nie chcianą, brak bliskości i seksu, ogólnie przynieś wynieś pozamiataj i całuj się w d.. ?

11 208

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

JA wcale nie chcę, znaczy chcę i nie chcę. Ale smutne to jest. Wiem, że bredzi z tym kochaniem. Albo nie wie co to miłość. A może ja nie wiem. Może miłość to sprzątanie brudów, bycie poniżaną, pomiataną, nie chcianą, brak bliskości i seksu, ogólnie przynieś wynieś pozamiataj i całuj się w d.. ?

Tak! To jest miłość! Hehe big_smile dlatego jestem sama właśnie!

11 209

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... wiesz ja nie mam pojęcia czym jest miłość ale domyślam się czym jest wolność i szczęście.

I poza tym chyba uzależniłam się od tego forum, masakra!

11 210

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Aniknom.
Męża się pozbyłam, mimo, że pieniędzy nie miałam.  Wpadłam w kłopoty finansowe.
A teraz gitarowy swoje ja u mamy.

No ja wiem jak to jest bez pieniędzy, wiem to doskonale.

Wyprowadziłaś się? o rany na prawdę, no wiedziałam, że silna z Ciebie babeczka.... tak bez kasy ani rusz, ale ja jadę do Irlandii, może tam zostanę.... skoro on nie chce się wyprowadzić to ja mam szanse, ale trochę się boję, inne państwo, dzieci w wieku szkolnym....

11 211

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie mam nic do stracenia. Jak wykaże jakieś uczucia ludzkie albo że mu zależy to może wrócę. Póki co burdel jest na jego głowie i nawet nie chce wiedzieć jak tam jest.

11 212

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Liwio,
nie możesz pogodzić się z rzeczywistością?
To nie zgadzaj się. Ona i bez Twej zgody jest określona, na niej Twój brak zgody nie robi żadnego wrażenia.

A poza tym, co w tym przypadku oznaczają słowa "nie mogę się pogodzić"? Konkretnie, czego Ci do tego brakuje?

Niestety nie robi. Ani na rzeczywistości, ani na mężu.

Nie mogę się pogodzić, bo znam męża od innej strony i pamiętam jaki potrafił być, teraz już tylko zgliszcza po tym zostają. Brakuje mi męża , którego znałam kiedyś. Myślę, że nieduży krok zostaje mi do pogodzenia się z tym wszystkim, mąz nie pozostawia złudzeń co do sytuacji. Poza tym ja mam się starać, ja mam "coś" robić, ale po 1. nie robi to na nim wrażenia, po 2. jedna strona w związku nie jestem w stanie wiele zdziałać, widząc niechęć i obojętność drugiego, po 3. nigdy ja od niego czegoś takiego nie wymagałam i nie byłam wobec niego tak obojętna (w ogóle nie byłam nigdy obojętna na niego) jak on teraz.

Liwio, wiem o czym piszesz. Dzisiaj mąż zabiera dzieci i pyta, czy z nimi pojadę, oczywiście nie pojechałam.... ale w jednym ułamku sekundy przypomniałam sobie, że kiedyś było inaczej, patrzyłam na niego i myślałam, co się z nami stało, przeraziło mnie, że już tak będzie zawsze, nic nie wróci.... rozpłakałam się, bo choć minął rok, choć próbuję sobie i wszystkim wmówić, patrzcie jaka jestem silna,to tak na prawdę to kłamstwo, rok depcze w miejscu! Boli mnie ta jego obojętność, boli, że nie jesteśmy rodziną, boli, że jestem dla niego tylko matką jego dzieci.

Ale codziennie próbuję godnie to przejść i każdego dnia mniej moich próśb, mniej podeptanej godności, mniej łez, mniej pytań dlaczego.... nie użalam się, ale mieszkając z nimi pod jednym dachem wymaga od nas więcej pracy i determinacji. Jestem pewna, że gdybym mieszkała sama proces leczenie byłby krótszy....dlatego rozumiem dlaczego tak Tobie ciężko...Nie wiem co Tobie doradzić, bo każda z nas musi znaleźć sposób na życie...

a w ogóle mam dzisiaj spadek formy: obraziłam się na potencjalnych pracodawców, Boga i wszystkich ludzi, użalam się, że mam 37 lat i niczego nie osiągnęłam, ani wsparcia w partnerze, ani konkretnej pozycji zawodowej, przeraża mnie to życie....nie mam nic....

11 213

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie mam nic do stracenia. Jak wykaże jakieś uczucia ludzkie albo że mu zależy to może wrócę. Póki co burdel jest na jego głowie i nawet nie chce wiedzieć jak tam jest.

właściwe podejście, gratuluję odwagi smile

11 214

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom, mnie dopadło wczoraj, ryczałam sobie przy filmie, choć smutny nie był. Taka sam jestem jak palec, do bani. Niczego nie mam, niczego nie osiągnęłam. Beznadzieja.
dzisiaj doszłam do wniosku, że wszystkie problemy w związkach wynikają z tego, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. tak ogólnie. Jeśli jedno chce, drugie nie słucha, swoje wie, ot co. To przyczyna całego dziadostwa i wszystkich przykrości jakie nas później spotykają.

11 215

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie mam nic do stracenia. Jak wykaże jakieś uczucia ludzkie albo że mu zależy to może wrócę. Póki co burdel jest na jego głowie i nawet nie chce wiedzieć jak tam jest.

właściwe podejście, gratuluję odwagi smile

Ile można czekać i na co?

11 216

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

To nie zupełnie tak: chciałam zobaczyć, czy on coś wyciągnął z tej naszej ponad rocznej awantury. Wniosek jeden: nie kocha, ale dopiero niedawno to do mnie dotarło. Zofio sama pisałaś, że niby wiedziałaś, że zdradza, nie kocha, ale jednak codziennie temu zaprzeczałaś... do pewnego momentu....

Nie zaprzeczałam Ankinom, nie zaprzeczałam. Jeszcze innych musiałam przekonywać i dowody pokazywać. Drań wmawiał wszystkim, że mam obsesje...nawet 256 sms-ów wysłanych przez niego, nie przekonywało znajomych o moich racjach. Mówiono mi, przeeesaaadzasz, oni razem pracują i tylko żartują - w pracy tak się żartuje. Żarty ?! Tak, wmówił im, że to żarty i że w pracy to normalka. Mnie nie zdołał przekonać..... Chciałam rozstania. W swoje gierki zaczął też wciągać dzieci. Manipulacja i przemoc psychiczna, ale i czułość, pocałunki, przytulanie i seks. CHCIAŁAM być tą jedyną...wiedziałam, że nie jestem i ta świadomość mnie zadręczała. Poniżanie i kolejne jego przytulanie....siedziałam na diabelskim młynie i nie miałam wsparcia, znajomi patrzyli na mnie dziwnie...wolałam ich unikać. Były chwile, że wątpiłam w zdrowe zmysły....zadawałam sobie pytanie, a może mi się tylko wydaje, może przesadzam. Sprawdzałam jego telefon by potwierdzić jego niewinność a nie winę! W obsłudze telefonów doszłam do perfekcji big_smile. Za każdym razem kiedy prosiłam o bilingi dostawałam je i moc dowodów na kontakty z tą kobietą. Zmieniała ona 5 razy numer a ja i tak ustalałam jaki ma obecnie. Zmęczyłam się takim życiem...
Zostało mi złapanie go za rękę i zrobiłam to. Nie pozwoliłam na żadne tłumaczenia. Zażądałam kluczy i zakazałam przekroczenia progu domu. Wiedział, że gotowa byłam na wszystko.

ankinom napisał/a:

tak właśnie było: on zadowolony, ja apatyczna, ja ten smutek odniosłam tylko i wyłącznie do ostatniego "eksperymentu", podskórnie wiedziałam, że to nie może się udać i tylko dlatego nie zasmuciło, szanse dałam ? dałam, nie wyszło nie mam już nic sobie do zarzucenia w tym temacie, no ale jeżeli chodzi o cały nasz związek to jest mi mega smutno, że nie przetrwał, tak ja i Tobie i wielu nam podobnych....

Mnie nie jest smutno smile.
Miałam tak dosyć drania. Obrzydził mi życie...umęczył....Chciałam go złapać, by nie mógł już zaprzeczać, chciałam też wiedzieć jakie ma plany wobec mnie a podejrzewałam, Ankinom, straszne rzeczy podejrzewałam. Po szpitalu kiedy ZIGNOROWAŁ moje słowa, " nie chcę z tobą być, czuję, że jesteś dla mnie zagrożeniem", nabierałam pewności, że planuje.... wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale mój mąż chciał mojej śmierci. Wiedział wcześniej, że nie radzę sobie...nie ukrywałam przed nim, że ta cała jego "zabawa" pogrąża mnie w beznadziei. Byłam apatyczna,zrezygnowana, nieszczęśliwa a on robił swoje. Awantury, poniżanie i znowu przytulanie. Po jego słowach, "trzeba było zrobić to skutecznie" (a mówił o mojej próbie samobójczej) chciałam dowiedzieć się jakie ma plany.....ale kiedy potwierdziłam kochankę, nie dałam rady udawać. Mogłam domyślać się dlaczego chce mojej śmierci.
Udowodniłam też tym, co za jego uczciwość ręce dawali, że oszustowi wiarę dali i zgubili zdrowy rozsądek.
W milczeniu i strachem w oczach oddawał klucze. Cienia wątpliwości nie miałam, że dobrze robię, ale bolało.

Kiedy przeczytałam opis psychopaty....kochać go przestałam w jedną sekundę. Poczułam nie tylko do niego, ale i do siebie obrzydzenie. Podnosiłam się długo z traumy świadomości jego charakteropatii i swojej ślepoty, głupoty.

Nie jest mi smutno Ankinom. Uczę się życia bez zaburzonego faceta, ale z konsekwencjami jego poczynań. Potrzebna mi była siła, którą tu na forum dostałam i nie było łatwo ją brać...  .Już nie jestem smutnym człowiekiem, zaszczutym w rozpacz, beznadzieję, w powinnam, muszę. Dzisiaj dziwić się mogę innym, dlaczego nie uśmiechają się. Jestem silniejsza i odporniejsza psychicznie. Znajduję radość z rzeczy, które wcześniej radości mi nie dawały. Musiałam nauczyć siebie wiele od nowa, dać przyzwolenie na to, co wcześniej uważałam za marne, niemoralne, niedobre, niepoprawne. 

ankinom napisał/a:

Mój mózg doskonale rozpoznaje co jest dobre, a co złe i pewnie, że można się przyzwyczaić do swego życia i bólu jakie niesie, ale gdyby tak było to raczej mnie by tutaj nie było, bo przecież wszystko jest ok, no nie? A g**wno prawda, moje życie to jedna wielka porażka, nieświadomie pozwoliłam sobie wejść na głowę, dzisiaj za to płace wysoką cenę - Nie Zofio, już nie godzę się na to dawne życie. Nie wiesz jak wyglądają u mnie dni, nie widzisz nas kiedy się nie odzywamy, są krótkie zdania dotyczące dzieci, razem nie wychodzimy, nie śpimy i nie uśmiechamy, a rok temu było inaczej, pozory dobrego małżeństwa, on udawał, że kocha, ja udawałam, że wierzę, nic nie pozostało po tamtych dniach, nic poza złym smakiem, jak po wyzutej gumie, wypluć i wziąć nową...

Nie zrozumiałaś mnie Ankinom. Nie chodziło mi o to, że nasz mózg nie rozróżnia co dobre a co złe. Chodziło mi o to, że nasz mózg przyzwyczaja się np. do złych zachowań jak awantury. Na pierwszą, łagodną reagujemy, ale na kolejną już mniej i kolejna już nie robi na nas takiego wrażenia a potem tolerujemy nawet te najgorsze. Kiedy dowiadujemy się o zdradzie męża przeżywamy szok, a potem tolerujemy jego nieodbierane telefony, znikanie z domu.
Można Ankinom przyzwyczaić się do wszystkiego a nawet uzależnić.
Piszesz, że nie widzę waszego życia, waszego milczenia, mijania się, obojętności. Powiem Ci, że nie chciałabym nawet wyobrazić sobie takiego życia. Lubię być szczęśliwa a na mnie takie zachowania jak lekceważenie, obojętność, chłód partnera działają depresyjnie. Lubię mówić nawet swoim dzieciom, że je kocham, lubię się do nich przytulać, żartować i się śmiać z nimi. Lubię kiedy one mi okazują miłość, przyjaźń, gdy okazują że są szczęśliwe i uśmiechnięte.
Pozory....znam to na pamięć...a te odczucia, o których piszesz, także nie są mi obce.


ankinom napisał/a:

no cóż walczę o siebie tym co mam - mieszkam z nim, ale jak z sublokatorem, pewnie, że wolałabym, mieszkać sama, łatwej było by uwierzyć, że jestem o krok do przodu, zresztą tu nie chodzi o to, kto w co wierzy, ja wiem, co czuję i jak dalej pokierować swoim życiem, mam świadomość, że mój związek był zły...
No cóż pewnie powinnam rzucać gromami w męża, że zmarnował mi życie, ale halo gdzie ja wtedy byłam? Otóż obok i sama tworzyłam rzeczywistość wokół siebie, to ja sama pozwoliłam na takie traktowanie, to ja nie reagowałam na ostre słowa, kłamstwa,  to ja  robiłam wszystko by jego zadowolić, wbrew sobie , czy to on był niedobry? Nie, on chciał mieć idealną żonę, co w tym złego? Nic, tylko, że problem w tym, że ja nią nie umiałam być i powinnam odejść, wiedząc, że nie jestem akceptowana taka jaka byłam. Wiele ludzi łączy się w pary myśląc, że człowiek to plastelina łatwa w obróbce, otóż drogie panie i panowie, nie robi się eksperymentów na żywym organizmie. A żeby nie było, że jego wybielam, to powiem tak: nie miał prawa na mnie krzyczeć, obrażać i okłamywać, bo zupełnie sobie na to nie zasłużyłam i wymagać ode mnie rzeczy sprzecznych z moją naturą, nie odpowiadam? to też powinien odejść - no i odszedł, no może nie zupełnie, bo okazało się ,że logistycznie jest to dość trudne - finanse. Wierz mi Zosiu, obydwoje się męczymy w tym układzie, bo obydwoje nie chcemy już być ze sobą. W Twoim przypadku mąż, choć zdradzał, to raczej nie kwapił się do wyprowadzki, prawda? To Ty i Twoja siła walki o lepsze jutro wyrzuciła jego z domu, no i co tu kryć on dał się wyrzucić, ja próbowałam? jedyne rozwiązanie to moje wyjście?.

Nie mnie oceniać Ciebie, czy mówić Ci co powinnaś, czego Ci nie wolno, nie po to jesteśmy tu na Forum. To jest Twoje życie i Twoje wybory. Ja uszanuję Twoją szczerość i każdą decyzję. Mam prawo jednak napisać co czuję po Twoich słowach... .
Robi się eksperymenty by poprawić swoją jakość życia, natomiast nie mamy prawa myśleć, że kogoś zmienimy, bo nie zmienimy. Tak, oboje jesteście kowalami swego losu. Tylko on ma wygodne życie. Ma dom i SPOKOJNĄ żonę (już odpuściła sobie walkę o zmiany). Obiad, sprzątnięte i seks i nie wierzę w to, że od czasu do czasu nie dopadniecie do siebie (:D). Ma też przyzwolenie żony na korzystanie z życia "wolnego strzelca".
Tak, mój mąż nie kwapił się do wyprowadzki a jeśli wyprowadził się (jeden raz), albo został wyproszony (jeden raz a kolejny to było już wyrzucenie), to wracał. Kiedy go wyrzucałam nie myślałam już o przyszłości, finansach, gotowa byłam wszystko stracić by pozbyć się gada i jak pisałam już wcześniej, moja determinacja była ogromna i on wiedział, że szans nie ma. Ja już nie dałam mu prawa głosu, nie interesowało mnie co ma do powiedzenia. Nie po to pojechałam do niego by go słuchać ! Usłyszał słowa potwierdzające dowody i " nie masz prawa przekroczyć progu domu". Odebrałam klucze i odjechałam. Zapomniałam nawet, że mam tylko 10 zł w portfelu....przeżyłam z dziećmi za to weekend a w poniedziałek pojechałam po pierwsze alimenty - tak właśnie nazwałam swoje żądanie o pieniądze.
Ankinom to nie była moja siła walki o lepsze życie - o to walczyłam przez 3 lata. To było ratowanie życia ! Całe to udowodnianie dawało mi przyzwolenie samej sobie na stanowczość działania (ale najpierw na potwierdzenie PRZYPUSZCZEŃ)
i zakazanie mu sprowadzania mnie na dno, na które mnie już raz sprowadził.
Można więc odejść od męża skutecznie lub skutecznie go wyrzucić z życia smile

ankinom napisał/a:

Źle przedstawiłam słowa wybaczam - nie wybaczyłam  na zasadzie i teraz będziemy mieszkać razem długo i szczęśliwie. Wybaczyłam, to, że się pogubił i nie miał dość odwagi odejść, wybaczyłam tę jego naiwność, że uda się jemu mnie zmienić, wybaczyłam wiarę, że może uda nam się wspólnie stworzyć dom rodzinny, wybaczyłam, że przywiązanie uważał za miłość, wybaczyłam, że nie umie kochać, wybaczyłam, że nie potrafi stworzyć rodziny.

Nie wybaczę zdrad emocjonalnych. Uważam, że najpierw powinien zakończyć związek ze mną ,nie wybaczę słów: z nią chcę spróbować zbudować szczęście i że uczucia do niej są silniejsze?.

Sobie wybaczam, że nie miałam odwagi odejść, wybaczam sobie, że nie zaznaczyłam swojej odrębności, wybaczam sobie, że winiłam siebie, za jego złe mnie traktowanie, wybaczam sobie, że próbowałam  zmienić się w innego człowieka, wybaczam sobie, że nie doceniałam swojej indywidualności, wybaczam sobie wiarę, że wystarczy tylko moja miłość, wybaczam sobie, że wierzyłam w jego miłość, kiedy czyny świadczyły o czym zupełnie przeciwnym, wybaczam sobie naiwność, że dzieci pomogą nam stworzyć  rodzinne ognisko?

nie wybaczę sobie, że nie potrafię wybaczyć jego zdrady?

Wybaczam -  to tylko słowo. Można je powiedzieć i właściwie nic się nie dzieje. No nie, nie tak, dzieje się. Po tym słowie ulgę ma osoba, która je słyszy, a osoba, która je mówi, żadnej ulgi nie czuje. Wybaczanie to cały proces. To zrozumienie i zapomnienie i dzieje się to na przestrzeni dłuuugiego czasu. Nie ma tak, że pstryk i wybaczone. Mylimy czasem wybaczenie z zapomnieniem, z przywyknięciem do sytuacji. Wybaczyć jest trudno.....wydaje mi się.....nie jestem pewna czy w chwili śmierci nie wrócę z niesmakiem do swoich przeżyć i gada nie będę przeklinać big_smile

ankinom napisał/a:

Ostatnie zdanie zostawiłaś bez komentarza, to również oddaje obraz w jakim żyje związku, jak z nieobecnym sublokatorem. Chociaż z drugiej o niczym nie świadczy. Czy jak byłaś chora to mąż był przy Tobie, czy raczej był w pracy, no bez jaj nikt nie bierze wolnego, bo żona ma katar smile

Buziaki, czuję się lepiej ...
aha mój sublokator przywiózł mi wczoraj aspirynę smile

Uściskaj sublokatora i ode mnie i podziękuj za zainteresowanie i nie mówię tego złośliwie. Miły jest, że jednak okazuje Ci serce.
Mocno Cię przytulam smile
I jeszcze jedno. W czasie pisania tego postu słyszałam piosenkę zespołu "Feel" i zapamiętałam słowa :
"Pokaż na co Cię stać, ale nie jeden raz.
Piękne słowa może powiedzą Ci wszystko, ale nie zmienią nic"
Po znalezieniu całej piosenki i jej słów smile smile smile dedykuję Ci ją smile      Wczytaj się smile  WARTO !!! smile
http://www.tekstowo.pl/piosenka,feel,no_pokaz_na_co_cie_stac.html

Nie wiem co odpisać, dzisiaj jestem słaba, ciężko samej podejmować decyzje, jasne moje życie - moje decyzje, a tak na marginesie to wybaczenie odbyło się tylko w mojej głowie i jak tak dłużej o tym pomyślę, to szlag mnie trafia, żadna ze mnie samarytanka ! niech piekło go pochłonie, idę bo już głupoty wypisuje sad

11 217

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie mam nic do stracenia. Jak wykaże jakieś uczucia ludzkie albo że mu zależy to może wrócę. Póki co burdel jest na jego głowie i nawet nie chce wiedzieć jak tam jest.

właściwe podejście, gratuluję odwagi smile

Ile można czekać i na co?

nie wiem hm, może na cud, naprawdę już nic nie wiem.....

11 218

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Myślisz, że cud się wydarzy? Ja wiem jak będzie. Coś się stanie, on dostanie jakby strzał, ocknie się będąc nieświadomym w swoim pojęciu, ale wtedy będzie już za późno. A ja kochałam i kocham gdzieś tam jeszcze, ale boli, że traktuje mnie jak wrzód na dupie, że nie zauważa, że niczego nie widzi. I nie dam sobie krzywdy zrobić. A jakby kochał to może byłoby nieco inaczej. No chyba, że egoizm bije wszystko w łeb.

11 219

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Anastawio
Tez sie uzalenilam od tego forum ,a zawsze bylam przeciwna internetowym forom i wogule ,a teraz nawet jak nie pisze to czytam.............

11 220

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tu każdy tam ma smile

11 221

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ufff... big_smile

11 222

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hehe

11 223

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... przeprowadziłaś się do mamy?

11 224

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No, mam tutaj wiekszoćc rzeczy.

11 225

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I dzwoni za Tobom jak u mamy jestes?

11 226

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Gratuluję!

11 227

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

czasem dzwoni. a to, żeby się podzielić info jakiej sztuczki nauczył psa. No i pyta kiedy przyjdę.

11 228

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie miałam wyjścia.

11 229

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobrze, niech potęskni...

11 230

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie zaszkodzi mu.

11 231

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Wielokropek napisał/a:
Liwia napisał/a:

(...)pamiętam jaki potrafił być, teraz już tylko zgliszcza po tym zostają. Brakuje mi męża , którego znałam kiedyś. (...)

Twój obecny mąż i ten z przeszłości, to dwaj różni mężczyźni.
Podobnie i Ty nie jesteś już tą sama kobietą, co w dniu ślubu. Oboje się zmieniliście. Dlatego też Twoje celowe i uporczywe wracanie do przeszłości przeszkadza Ci w teraźniejszości. I nie wmawiaj sobie, że na te powroty i trzymanie się przeszłości, nie masz żadnego wpływu.

Tak, jesteśmy już innymi ludźmi oboje.
Na powroty do przeszłości mam wpływ, wiem o tym.

11 232

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ja nie potrafię być na nikogo obojętna, chyba, że mi nie zależy. Ale wtedy nie kontaktuje się.
Nie potrafiłabym powiedzieć kocham i dawać do zrozumienia czegoś zupełnie przeciwnego.

Właśnie Hm. Tak ma zdrowy , normalny człowiek, tym bardziej kobieta. Też tak mam. Więc raczej jednak zdrowa jestem wink

11 233

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hm....jesteś silna mimo wszystko. Mimo tych mniejszych i większych kryzysów dajesz radę. Jednak tak myślę - czekasz aż mu się odmieni, co?

Ankinom, ja Ciebie też rozumiem. Inaczej jest, gdy zdrowieje się samemu. Jest rozpacz, jest grzebanie w przeszłości, ale jest też spokój i możliwość pozbierania własnych myśli.

Ja teraz na kilka dni zostałam sama z dzieckiem, nabieram dystansu do siebie i myślę, co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Bo pogubiłam się ostro. Czytam "Nałogową miłość" i w sumie myślę, że tak-że poświęcenie uznałam jako miłość, wszystko dla niego, wszystko by był szczęśliwy....a ja na szarym końcu. Nawet mówił, że nie mam pasji. I racja, już nie mam od dawna, bo wszystko poświęciłam dla niego, sama, z własnej winy i z własnego wyboru, bo myślałam, że tak właśnie wygląda miłość do drugiej, kochanej osoby. Zastałam się, stanęłam w miejscu, zadręczam się, obarczam i wszystko razem, skupiając własne życie na mężu.Nawet kilka lat temu zrezygnowałam ze studiów podyplomowych, po których dzis mogłabym mieć swoj gabinet. Mam ponad 30 lat i myślę chwilami, że nic dobrego mnie nie czeka i że jeśli nie zabiorę się za siebie to nie będzie ze mną dobrze. Dlatego dziś mam dzień kalkulacji, zaczynam mieć plany na przyszłość, bo muszę zacząć się rozwijać i realizować sama. Mężowi nie zależy już kompletnie (widać i słychać to krystalicznie nawet po jego smsach od niechcenia), ale do niczego nie będę go zmuszać, prosić by był ze mną, nie mam już na to wpływu i czas się z tym pogodzić. Poza tym nigdy nie byłam wobec niego taka zimna jak on jest wobec mnie teraz. Nawet nie umiałabym, nie potrafiłabym. Kocham go, on mnie już nie. Ale serca nie wyrwę sobie z tego powodu. Dość mam już kłopotów zdrowotnych, by dalej sie niszczyć.

Zofio....chylę czoła, jesteś niesamowita.

11 234

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A mnie właśnie wymęczyła bratowa męża. Ostatnio ją olałam, to dziś mnie dopadła na facebook'u i pytania:co tam? jak tam? A najgorsze było: my i tak obstawiamy,że się zejdziecie. Emocje opadną i wszystko wróci do normy.

Do jakiej normy?!?! Ale dobrze, niech tak pisze. Mobilizacja do rozwodu jeszcze większa.
Tylko, że mnie stresuje. I te jej pytania o moją sytuację finansową, z czystej sympatii. Być może...  I mam jej nie brać za wroga. A za kogo mam ją brać skoro nie wierzy mi,że jej szwagier,a mój jeszcze cholewka mąż, jest uzależniony od narkotyków i do tego sprzedaje narkotyki?! Zresztą od wielu lat, ona go znała przede mną. Czy muszę im to udowadniać?! A wczoraj była u mnie kuzynka męża, małolatka. Przyszła na 5 minut zobaczyć mojego królika. Szpieg z krainy "rodzina męża". Czuję się osaczona! I obawiam się,że im dalej tym będzie gorzej...

Anstawia, bierz się w garść. OOOMMMMM....i opcja: pozytywne myślenie!!!!

11 235

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I wiecie co, ja się boję powrotu do przeszłości. Nie chcę wrócić do tego co było. Gdyby to wszystko wróciło, to chyba skończyłabym ze sobą... I boję się, że te koszmarne 30 lat mojego życia wróci... I jak słyszę,że ktoś wierzy w to,że znowu będziemy razem, to nie chce mi się dalej żyć. Chcę zamknąć te 30 lat w pudełku, zapomnieć i zacząć życie od nowa. Napiszcie mi,że wierzycie,że ten koszmar nie wróci, że wierzycie,że my już nie będziemy razem... Ja w to wierzę ale się boję, boję się jego, jego rodziny...

11 236

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

I wiecie co, ja się boję powrotu do przeszłości. Nie chcę wrócić do tego co było. Gdyby to wszystko wróciło, to chyba skończyłabym ze sobą... I boję się, że te koszmarne 30 lat mojego życia wróci... I jak słyszę,że ktoś wierzy w to,że znowu będziemy razem, to nie chce mi się dalej żyć. Chcę zamknąć te 30 lat w pudełku, zapomnieć i zacząć życie od nowa. Napiszcie mi,że wierzycie,że ten koszmar nie wróci, że wierzycie,że my już nie będziemy razem... Ja w to wierzę ale się boję, boję się jego, jego rodziny...

Anstawia, delikatnie mówiąc olej ich. Ważna jesteś TY i Twoje wybory. Ludzie boją się kobiet, które się rozwodzą bo pokazują, że są silne, a pewnie woleliby, abyś płakała im do słuchawki jaka jesteś nieszczęśliwa. A dlaczego się boisz, co mogą Tobie zrobić? Nie poddawaj się, daleko już zaszłaś, jak się wycofasz, to on będzie triumfował : "wiedziałem,że jesteś za słaba, aby ode mnie odejść" i już na pewno szacunku od niego nie uświadczysz.

Pamiętam, jak teściowa dowiedziała się, ze mąż chce odejść, zaraz były telefony od jego siostry i brata, że co on robi a on na to: nie kocham jej i nie będę z nią, to było rok temu, ale chyba wyświadczyli mi niedźwiedzią przysługę bo został.... w domu, nie ze mną, bo mama ma słabe serce i teściowa myśli, że my się pogodziliśmy...

11 237

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiecie co, ale my kobiety nie słuchamy swoich organizmów, to, że wczoraj miałam takiego doła i była niespokojana to nic innego jak PMS big_smile stąd te zmiany nastroju....

Mam pytanie: Zastanawiam się, czy nie zostać dłużej w Irlandii, ale czy mam prawo dzieciom ograniczyć kontakty z ojcem. Dla mnie to jakieś wyjście, mogę zacząć od nowa, ale dzieci będę widziały się z ojcem co kila miesięcy, czy kiedy dorosną nie będą miały mi tego za złe. Mój mąż jest dość apodyktyczny, krzyczy, krytykuje, ale tak nie jest codziennie również nimi się zajmuje, bawi i one go kochają.

Po wakacjach będzie pól roku jak nie pracuję i moje szanse na dobrą prace maleją....do pracy będę musiał iść jakiejkolwiek, a tam więcej zarobię, kurde mam dylemat....

11 238

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja nie potrafię być na nikogo obojętna, chyba, że mi nie zależy. Ale wtedy nie kontaktuje się.
Nie potrafiłabym powiedzieć kocham i dawać do zrozumienia czegoś zupełnie przeciwnego.

Właśnie Hm. Tak ma zdrowy , normalny człowiek, tym bardziej kobieta. Też tak mam. Więc raczej jednak zdrowa jestem wink

I także na krzywdę innych osób obojętna nie jestem. Ech, życie.
A tak mąż, czy on nie powinien choć trochę empatii wykazać. Znam takich ludzi, którzy się rozeszli, bez awantur, bez przykrości i jeszcze pomóc sobie potrafią. To chyba z szacunku wynika w tym przypadku, z szacunku do wspólnie przeżytych lat, do wspólnych dzieci.
Za tym idzie jakaś moralność, wrażliwość.

11 239

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

hm... na kurs fryzjerstwa marsz! I to już! Jeżeli jest to to co lubisz, to działaj! Warto!! Nie poddawaj się, kombinuj, szukaj, poświęć czas i pieniądze, bo warto! Reszta ułoży się, mówię Ci!
A co do mnie, to nie jestem w relacji z żadnym mężczyzną, żeby nie było smile Mam faceta "wirtualnego" u boku, wizualizuję sobie go i jak o nim myślę, to aż mam motyle w brzuchu big_smile

wiem o co Ci chodzilo -he mnie tez hiihihhi

11 240

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Liwia napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja nie potrafię być na nikogo obojętna, chyba, że mi nie zależy. Ale wtedy nie kontaktuje się.
Nie potrafiłabym powiedzieć kocham i dawać do zrozumienia czegoś zupełnie przeciwnego.

Właśnie Hm. Tak ma zdrowy , normalny człowiek, tym bardziej kobieta. Też tak mam. Więc raczej jednak zdrowa jestem wink

I także na krzywdę innych osób obojętna nie jestem. Ech, życie.
A tak mąż, czy on nie powinien choć trochę empatii wykazać. Znam takich ludzi, którzy się rozeszli, bez awantur, bez przykrości i jeszcze pomóc sobie potrafią. To chyba z szacunku wynika w tym przypadku, z szacunku do wspólnie przeżytych lat, do wspólnych dzieci.
Za tym idzie jakaś moralność, wrażliwość.

Wlasnie mam nadzieje ze moj rozwod i po takie bedzie.
Maz mnie ciagle przekonuje ze nigdy nie odwroci  sie i ze idzie na operacje zeby nie miec dzieci bo ma juz .Ze bedzie placil za potrzeby dzieci itp.
Moze mysli ze w taki sopsob cos zdziala ze wycofam wszystko ......

11 241

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:

Hm....jesteś silna mimo wszystko. Mimo tych mniejszych i większych kryzysów dajesz radę. Jednak tak myślę - czekasz aż mu się odmieni, co?

Ankinom, ja Ciebie też rozumiem. Inaczej jest, gdy zdrowieje się samemu. Jest rozpacz, jest grzebanie w przeszłości, ale jest też spokój i możliwość pozbierania własnych myśli.

Ja teraz na kilka dni zostałam sama z dzieckiem, nabieram dystansu do siebie i myślę, co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Bo pogubiłam się ostro. Czytam "Nałogową miłość" i w sumie myślę, że tak-że poświęcenie uznałam jako miłość, wszystko dla niego, wszystko by był szczęśliwy....a ja na szarym końcu. Nawet mówił, że nie mam pasji. I racja, już nie mam od dawna, bo wszystko poświęciłam dla niego, sama, z własnej winy i z własnego wyboru, bo myślałam, że tak właśnie wygląda miłość do drugiej, kochanej osoby. Zastałam się, stanęłam w miejscu, zadręczam się, obarczam i wszystko razem, skupiając własne życie na mężu.Nawet kilka lat temu zrezygnowałam ze studiów podyplomowych, po których dzis mogłabym mieć swoj gabinet. Mam ponad 30 lat i myślę chwilami, że nic dobrego mnie nie czeka i że jeśli nie zabiorę się za siebie to nie będzie ze mną dobrze. Dlatego dziś mam dzień kalkulacji, zaczynam mieć plany na przyszłość, bo muszę zacząć się rozwijać i realizować sama. Mężowi nie zależy już kompletnie (widać i słychać to krystalicznie nawet po jego smsach od niechcenia), ale do niczego nie będę go zmuszać, prosić by był ze mną, nie mam już na to wpływu i czas się z tym pogodzić. Poza tym nigdy nie byłam wobec niego taka zimna jak on jest wobec mnie teraz. Nawet nie umiałabym, nie potrafiłabym. Kocham go, on mnie już nie. Ale serca nie wyrwę sobie z tego powodu. Dość mam już kłopotów zdrowotnych, by dalej sie niszczyć.

Zofio....chylę czoła, jesteś niesamowita.

Kurcze, nie wiem czy czekam. Nie dzwonię, nie piszę, a jak już to rzadko. robię swoje, celebruję każdą wolną chwilę, a mam ich więcej. Jest fajnie. A on...cóż. Ja bym mogła, ale nic na siłę. Może cóż zrozumie, może nie. Jak się coś ruszy mogę spróbować, jeśli będzie tak samo nie widzę sensu, szkoda życia. Teraz nie muszę się denerwować, że mi ktoś coś zniszczy, albo złośliwości będzie robił. I nawet z trudną osobą można dojść do porozumienia o dziwo, choć nie mówię hop.


Wisz Liwio czasem trzeba sobie odpuścić, odpuścić to żeby trawił nas ból, żebyśmy analizowały co chwila coś, rozpatrywały jak to było, jak ma być. Ja się czasu doradzam, moje motto to :czas pokaże. Decyzje podejmuję na bieżąco, kierując się intuicją, ona mnie nie zawodzi. Cenię spokój.
Fajnie jest robić coś na co ma się ochotę. Wiem, że Ci przykro. Mnie też przykro, że mnie odrzucił, że nie potrafi być ze mną szczery, że nic nie widzi poza czubkiem swojego nosa. Staram się być ponadto. A jeśli chodzi o atrakcyjność, to nie jest tak źle. O, przynajmniej tyle wink
Czas, czas, dystans, czasem trzeba wyjść, nie zmuszać się do niczego co jest wbrew nam. Ile tracimy kiedy myślimy tylko o tym, żeby komuś było dobrze.  Po co nieraz się oszukujemy chcąc wyidealizować sytuację i nieraz przyznać, że "to nasza wina". Kurna, dość.

11 242

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

A mnie właśnie wymęczyła bratowa męża. Ostatnio ją olałam, to dziś mnie dopadła na facebook'u i pytania:co tam? jak tam? A najgorsze było: my i tak obstawiamy,że się zejdziecie. Emocje opadną i wszystko wróci do normy.

Do jakiej normy?!?! Ale dobrze, niech tak pisze. Mobilizacja do rozwodu jeszcze większa.
Tylko, że mnie stresuje. I te jej pytania o moją sytuację finansową, z czystej sympatii. Być może...  I mam jej nie brać za wroga. A za kogo mam ją brać skoro nie wierzy mi,że jej szwagier,a mój jeszcze cholewka mąż, jest uzależniony od narkotyków i do tego sprzedaje narkotyki?! Zresztą od wielu lat, ona go znała przede mną. Czy muszę im to udowadniać?! A wczoraj była u mnie kuzynka męża, małolatka. Przyszła na 5 minut zobaczyć mojego królika. Szpieg z krainy "rodzina męża". Czuję się osaczona! I obawiam się,że im dalej tym będzie gorzej...

Anstawia, bierz się w garść. OOOMMMMM....i opcja: pozytywne myślenie!!!!

Mam to samo z tesciowa .Zastanow sie !,  przemysl ,sa dzieci wspolne plany majatek.tak.
Dla niej byl to problem odejsc.
Poprostu nie potrafie wybaczyc i zostac ,wybaczylam mu po to by odejsc uwolnic sie ze swojej glowy.Wybaczylam i teraz moge doejsc on tego nie rozumie ,uwaza ze przez jakis czas dawalam mu nadzieje .
Od poczatku wiedzial ,ze jak on zdradzi to przestane wierzyc w ludzi w milosc .I nie interesuja mnie przeciwnosci losu ,ktore juz odczuwam ,bo piekna rzeczwistosc mnie dopada ,i tak chce zyc i uda sie .Tesciowa mi tylko miesza ,ale ja nawet dla niej stracilam szacunek wkoncu wychowaLI go dali mu wzorzec ,ze mama siedzi i czeka jak ojciec sie dobrze bawi.

11 243

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Poprostu przestalam kochac ,dlatego jesli bym kochala pewnie walczylabym .Zawsze mowilam sobie ze skok w bok moze byc aktem pogubienia ,nie romans ,romans jest przemyslany ,trzeba darzyc do tego zeby miec romans .Trzeba myslec o tym niestety "nasze mysli staja sie rzeczami"
Nieprawda ze niekochalam ,wlasnie ze kochalam i wiem co dalam moje granica zostala przekroczona miarka sie przebrala i koniec i guzik prawda jak niektrorzy pisza ze jak sie kocha to sie wybaczy wszystko.Jesli tak jest ma sie powazne problemy emocjonalne ,bo na pierwszym miejscu milosc stanowcza jest!
MOJ maz mowi ,ze nigdy go niekochalam i teraz jest okazja zeby odejsc -dziwne to podejscie i tylko wkurzaa mnie fakt ze wogule mnie nie zdarzyl poznac przez tyle lat.

11 244

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

A mnie właśnie wymęczyła bratowa męża. Ostatnio ją olałam, to dziś mnie dopadła na facebook'u i pytania:co tam? jak tam? A najgorsze było: my i tak obstawiamy,że się zejdziecie. Emocje opadną i wszystko wróci do normy.

Do jakiej normy?!?! Ale dobrze, niech tak pisze. Mobilizacja do rozwodu jeszcze większa.
Tylko, że mnie stresuje. I te jej pytania o moją sytuację finansową, z czystej sympatii. Być może...  I mam jej nie brać za wroga. A za kogo mam ją brać skoro nie wierzy mi,że jej szwagier,a mój jeszcze cholewka mąż, jest uzależniony od narkotyków i do tego sprzedaje narkotyki?! Zresztą od wielu lat, ona go znała przede mną. Czy muszę im to udowadniać?! A wczoraj była u mnie kuzynka męża, małolatka. Przyszła na 5 minut zobaczyć mojego królika. Szpieg z krainy "rodzina męża". Czuję się osaczona! I obawiam się,że im dalej tym będzie gorzej...

Anstawia, bierz się w garść. OOOMMMMM....i opcja: pozytywne myślenie!!!!

Ja myślę, że musisz się uzbroić w tarczę obronną gdyż możliwe jest, że mnóstwo będzie takich niedowiarków. Ale niczego nie musisz tłumaczyć, no bez jaj.

11 245

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No wybór jest ciężki. Ale dla lepszego życia może warto. Musisz sobie to przemyśleć na spokojnie. Wiesz, że jak mu powiesz to na pewni Ci nie pozwoli. A jak zostaniesz to... Hm...
Życzę udanej burzy mózgów.

Posty [ 11 181 do 11 245 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 171 172 173 174 175 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026