netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 692 077 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 170 171 172 173 174 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 116 do 11 180 z 26 310 ]

11 116

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mój odwyk trwa........własnie sie złamałam i rozpłakałam,wlaczyłam piosenke Edyty Górniak-list.......i sie dołuje,wiedzilam ze dzis bedzie kryzys,czułam to przez cały dzien........tak tęsknie za nim...ale licze godziny bez niego,i udaje mi sie do niego nie napisac i nie kontaktowac,jestem wielka,.......i taka samotna i cierpiaca...masakra,ciekawe co robi,dzis mial na 14 do pracy bo wiem jak mowił mi ostatnio,wiec jest do 22 w pracy,ciekawe jak mu sie układa,czy mysli jeszce o mnie.........tak bym chciala by mnie przytulił.....tak mi zle.:((

11 117

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Liwio, cała prawda!
Tez to odkryłam po jakimś czasie. Mimo,iż mąż ciągle mi mówił: Ty wszystko chcesz kontrolować! I wtedy zaczęłam obwiniać siebie, że jestem okrutna, wiecznie go kontroluję, jestem zła...
A fe!! Przecież to ON doprowadził mnie do takich myśli i uczuć! To nie było normalne.

Zdrowiejesz, zdrowiejesz smile
Wiedziałam... smile

A  ja wlasnie nigdy nic nie kontrolowalam ,i dostalam szoku jak krok po kroku wszystkie karty zaczely sie odkrywac ....uczucie niedoopisania ,zreszta moj zwiazek byl cholernie skomplikowany a ja zakochana to masakra .

11 118

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Liwio
Jeszcze niedawno tez niemoglam sie pogodzic ,pogodzic z tym ze to sie skonczylo,ale co widocznie to nie bylo to co mialam przed oczami bo inaczej by sie nie skonczylo.
Niedawno balam sie cokolwiek opowiedziec komukolwiek dwa lata czytalam fora,dopiero tu sie zalogowalam dopiero jak pisze wyrzucam dochodzi do mnie co to do cholery jasnej mialo byc.
Myslalm ze mam fajny zwiazek prawie 10 lat kochalismy sie albo to ja kochalam ,niewiem pewnie tak.Niemam juz emocji z nim zwiaznych ,nie czuje nienawisci poprostu dwa lata czekalam zeby wybaczyc sobie i jemu -i teraz moge odejsc
Pewnie nie bedzie latwo ,ale bedzie lepiej bo bez toksycznego powietrza,najbardziej w swiecie nienawidze zaklamania ,ciezko mi isc w gleboki swiat wiedzac jakim twardym czlowiekiem trzeba byc,ale bede ,nie poddam sie.
Jeszcze 3 tyg i dostane wezwanie ,czekam jak na szpilkach -chce miec to za sobom ,dla mnie rozwod to definitywne przeciecie nici wtedy moge stanac na nogi - i stane ,bo stoje ,nigdy tak naprawde nie padlam
Nie zrobilam tez nic by ten zwiazek naprawic ale takie mam zasady
Kazda z nas to kobieta emocjonalnie inteligentna poniewaz inne nie widzac nawet swojego problemu jakos zyja
Tutaj duzo jest wartosciowych kobiet ,ktorym zycie dokopalo i roznie z tego wyszly ,ale wyszly i tego trzeba sie trzymac

11 119

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

Zrobiłam mały eksperyment. Dałam nam "szansę", choć wiedziałam, że pewnych rzeczy nie zmienię, nie usłyszę kocham i nie otrzymam ich dowodów. Kilka tygodni względny spokój, prawie zero awantur, zajmowałam się osobą, dziećmi i mężem. Codziennie wmawiałam sobie, że jest ok, potrzebujemy czasu, no przecież rok walki, szarpaniny, awantur nie da się zapomnieć w tydzień, niby logiczne?

Codziennie wmawiałaś sobie, tak jak przez ostatnie miesiące sad 

ankinom napisał/a:

Efekt eksperymentu? No znacie smile Mój mąż bardzo zadowolony, ten upragniony święty spokój, ugotowane i wszystko cacy,
tylko jakoś tak mój entuzjazm przygasał ; kiedy potrzebowałam jego wsparcia to słyszałam: nawarzyłaś sobie piwa to sama sobie radź, pojawiły się kłamstwa w tak błahych sprawach, że zdumiewało mnie to bardzo, kiedy proponowałam wyjście, zawsze miał coś pilonego do zrobienia, np. oglądał telewizję, kiedy chciałam gdzieś pojechać z dziećmi, no wiecie tak rodzinnie, żeby dzieci poczuły, że mają dwoje rodziców, to odmawiał, a kiedy zwróciłam uwagę, to zabierał dzieci... i jechał tylko z nimi, rozmawiając z nim czułam się, że on czuje, że jego kontroluje, że szpieguję, oj dużo wymieniać, nie w tym rzecz, zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU.

a to ci eksperyment sad
Wnioski:
ON- zadowolony gdy żona nie ma pretensji i cichutko siedzi. Wszystkie obowiązki przekazał żonie. Nie wspiera jej. Oszukuje nawet w mało ważnych sprawach. Nie chce "tworzyć" rodziny a przynajmniej traktuje żonę poza jej nawiasem. Ma świadomość niepokoju żony o jego wierność i nic z tym nie robi. Ma seks i porządek w domu i posłuszną cichą żonę.

ONA- milcząca, zajęta wszystkimi obowiązkami domowymi, pilnująca porządku w domu i dmuchająca na gasnące ognisko domowe. Apatyczna. Nie dostaje od partnera wsparcia. Jest świadoma jego idiotycznych kłamstw. Opuszczona, zlekceważona, kontrolująca, bo mająca świadomość jego oszustw. Podejrzewam, że seksem chcąca rozpalić uczucia w oziębłym mężu i udowodnić mu, że jeśli odejdzie, straci wyjątkową kochankę (w jej osobie).

To ja bez eksperymentów miałam takie życie, a jakie Twoje było przed tym eksperymentem?



ankinom napisał/a:

Ale najlepsze jest to, że wcale mnie to nie zasmuciło, byłam na to przygotowana....

A powinno Cię smucić...no chyba, że czerpiesz radość z takiego życia sad

ankinom napisał/a:

Wczoraj, kiedy czytałam jedną z tych mądrych książek, uzmysłowiłam sobie, że ogromnie się cieszę, że dzisiaj nie przeżywam tych okropnych uczuć co rok temu, już tak nie boli...

Wielokropku: dałam czas czasowi - zadziałało!

Ankinom nic nie zadziałało! MNIE bolą wnioski wyciągnięte z Twojej opowieści sad
Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu -  do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.

ankinom napisał/a:

Ale te uczucia są słabsze, panuje już nad nimi, nie powodują wybuchów niekontrolowanej wściekłości, która tylko mnie wypalała, zaakceptowała je....myślę, że już zawsze będą ze mną, ale ważne by wykorzystywać je dla budowania zdrowszych i mocniejszych relacji. Już nie chcę by ON mnie kochał, ja chce być kochana, a to pierwszy stopień wyzbycia się uzależnienia.

Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu, do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.
Tak więc Ty przyzwyczajasz się do swego życia.....

ankinom napisał/a:

Wczoraj w kościele, ksiądz powiedział, że powinniśmy wybaczyć naszym winowajcom i wiecie co wybaczam jemu i sobie.

Szkoda, że nie mówił : miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Szkoda, że nie mówił o poszanowaniu w rodzinie, o miłości i opiece małżonków.

ankinom napisał/a:

Jestem pewna, że już nie kocham i że nie chcę z nim być i nie boje się być sama, wiem, że dam sobie radę, nie czuję już tego ubezwłasnowolniającego strachu - choć nadal jestem bez pracy. Pełną swobodę poczuję tylko wtedy gdy zamknie za sobą drzwi....

a te słowa przeczą poprzednim...

ankinom napisał/a:

ps. znikam pod kołdrę bo chora jestem i okropny katar mnie męczy, a nie ma komu herbatki zrobić, ot życie sama poczłapię się do kuchni smile

bez komentarza sad sad sad

Zdrowia Ci życzę.

11 120

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Mój odwyk trwa........własnie sie złamałam i rozpłakałam,wlaczyłam piosenke Edyty Górniak-list.......i sie dołuje,wiedzilam ze dzis bedzie kryzys,czułam to przez cały dzien........tak tęsknie za nim...ale licze godziny bez niego,i udaje mi sie do niego nie napisac i nie kontaktowac,jestem wielka,.......i taka samotna i cierpiaca...masakra,ciekawe co robi,dzis mial na 14 do pracy bo wiem jak mowił mi ostatnio,wiec jest do 22 w pracy,ciekawe jak mu sie układa,czy mysli jeszce o mnie.........tak bym chciala by mnie przytulił.....tak mi zle.:((

Polecam mniej stresującą piosenkę  http://www.tekstowo.pl/piosenka,michel_telo,ai_se_eu_te_pego.html

11 121

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Brakuje mi Cię Ankinom.
Wiem , że czytasz ten wątek.
Nie chowaj się , odezwij!
Wiem , że poddałaś się, nie walczysz o siebie, ale jak pisze Wielokropek szczęście nie jest obowiązkowe.
Myślę o Tobie i martwię się!
Napisz co u Ciebie, proszę.

Zofiu/OlU (jak moja córcia) Kochana, ja się nie poddałam. Nie piszę bo jestem taka... spokojniejsza. Nie wiem, czy nie za wcześnie, ale chyba "zdrowieje", coraz bardziej otwieram oczy.

Zrobiłam mały eksperyment. Dałam nam "szansę", choć wiedziałam, że pewnych rzeczy nie zmienię, nie usłyszę kocham i nie otrzymam ich dowodów. Kilka tygodni względny spokój, prawie zero awantur, zajmowałam się osobą, dziećmi i mężem. Codziennie wmawiałam sobie, że jest ok, potrzebujemy czasu, no przecież rok walki, szarpaniny, awantur nie da się zapomnieć w tydzień, niby logiczne?

Efekt eksperymentu? No znacie smile Mój mąż bardzo zadowolony, ten upragniony święty spokój, ugotowane i wszystko cacy, tylko jakoś tak mój entuzjazm przygasał : kiedy potrzebowałam jego wsparcia to słyszałam: nawarzyłaś sobie piwa to sama sobie radź, pojawiły się kłamstwa w tak błahych sprawach, że zdumiewało mnie to bardzo, kiedy proponowałam wyjście, zawsze miał coś pilonego do zrobienia, np. oglądał telewizję, kiedy chciałam gdzieś pojechać z dziećmi, no wiecie tak rodzinnie, żeby dzieci poczuły, że mają dwoje rodziców, to odmawiał, a kiedy zwróciłam uwagę, to zabierał dzieci... i jechał tylko z nimi, rozmawiając z nim czułam się, że on czuje, że jego kontroluje, że szpieguję, oj dużo wymieniać, nie w tym rzecz, zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU.

Ale najlepsze jest to, że wcale mnie to nie zasmuciło, byłam na to przygotowana....

Wczoraj, kiedy czytałam jedną z tych mądrych książek, uzmysłowiłam sobie, że ogromnie się cieszę, że dzisiaj nie przeżywam tych okropnych uczuć co rok temu, już tak nie boli...

Wielokropku: dałam czas czasowi - zadziałało!

Jasne nadal czuję:
- gniew, że chciał mnie zostawić dla kobiety, której nie znał, że innej mówił to co miało być zarezerwowane dla mnie
- złość, że muszę zaczynać od nowa, że musiałam tak cierpieć,
- smutek, że pewne marzenia się nie spełnią, no i co tu oszukiwać, że dzieci będą wychowywać się w rozbitej rodzinie
- żal, że nie spełniłam jego oczekiwań, że nie zaakceptował mnie takiej jaka jestem
Ale te uczucia są słabsze, panuje już nad nimi, nie powodują wybuchów niekontrolowanej wściekłości, która tylko mnie wypalała, zaakceptowała je....myślę, że już zawsze będą ze mną, ale ważne by wykorzystywać je dla budowania zdrowszych i mocniejszych relacji. Już nie chcę by ON mnie kochał, ja chce być kochana, a to pierwszy stopień wyzbycia się uzależnienia.

Wczoraj w kościele, ksiądz powiedział, że powinniśmy wybaczyć naszym winowajcom i wiecie co wybaczam jemu i sobie. Źle postąpił, że ożenił się ze mną choć nie o takiej kobiecie marzył, ale miał nadzieje, że się zmienię, a ja też nie jestem bez winy, widziałam, jak mnie traktuje, nigdy nie postawiłam granic, godziłam się na brak szacunku, może za mało się starałam? a może po prostu nie dobraliśmy się, inne temperamenty, inne wartości, inne spojrzenie na świat. Szkoda tylko, że tak długo z tym zwlekaliśmy i co gorsze wcale nie zanosi się, że on się wyprowadzi....

Jestem pewna, że już nie kocham i że nie chcę z nim być i nie boje się być sama, wiem, że dam sobie radę, nie czuję już tego ubezwłasnowolniającego strachu - choć nadal jestem bez pracy. Pełną swobodę poczuję tylko wtedy gdy zamknie za sobą drzwi....

ps. znikam pod kołdrę bo chora jestem i okropny katar mnie męczy, a nie ma komu herbatki zrobić, ot życie sama poczłapię się do kuchni smile

Aniknom pamiętaj tylko, że to, że że chciał się z Tobą pobrać i to zrobił to był jego świadomy wybór i nie może mieć o to do Ciebie pretensji. On służącej z usługami seksualnymi potrzebuje co?
Przykre to bardzo. Chciałaś sprawdzić jeszcze raz, ja to rozumiem.
Fajnie, że jesteś spokojniejsza. usiałaś przetrawić.

11 122 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-06 10:40:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ja przez wiele lat nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie. Doświadczałam psychicznej przemocy ze strony ojca, później męża. I wiele lat minęło zanim zrozumiałam,że coś jest nie tak. A teraz wiem, że gdy pierwszy raz usłyszałam słowa: zamknij się,zamiast płakać w poduszkę, powinnam spieprzać gdzie pieprz rośnie.
Ale widocznie musiałam usłyszeć jeszcze wiele poniżających słów, żebym mogła sobie powiedzieć STOP. Powiem wam, że nie wiem jak boli zdrada, domyślam się,że bardzo. Ale wiem,że poniżanie, wyzywanie, dyskryminacja, upokarzanie, znęcanie się psychiczne nad drugim człowiekiem boli. Boli ale dało mi siłę. Chcę sobie udowodnić,że nie jestem słabą nic nie wartą kobietą. I widzę ich dwóch:ojca i męża, mogliby sobie rękę podać. I tak samo ich nienawidzę za to,że powodowali, że czułam się nic nie warta, beznadziejna. A inteligencją przewyższam ich wielokrotnie...

Poniżanie drugiej osoby i zabieranie jej poczucia własnej wartości, gnębienie i wszelkie zabiegi godzące w jej psychikę są okropne. Bolą ogromnie. Nie wiem co gorsze. Zdaje się nie możemy tego porównywać.
Wiesz, że takie zachowanie męża takie traktowanie mogło doprowadzić do tego, że to Ty byś poszukała sobie kogoś, kogoś kto zrozumie. I mogłoby to być nic więcej jak tylko spędzanie czasu z kimś innym. A w oczach męża byłaby to zdrada, a Ty byłabyś puszczalską i wszystkimi innymi ... I to jest paranoja. Ja to przeżyłam.

11 123

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:

W moim przypadku nie było zdrady fizycznej, ale ta psychiczna też bali baardzo, a przemoc psychiczną miałam na co dzień, problem w tym, że przez wiele lat myślałam, że tak się dzieje w związkach i o co znamienne u nas KKZB, że to moja wina.

Ps. właśnie dostałam odpowiedź w sprawie pracy: wybrałem panią o mniejszych kwalifikacjach, bo pani (czyli ja) by się nudziła w tej pracy i szybciej sobie znajdzie inną pracę. Boże jak tak pracodawcy podchodzą do ludzi z wyższym wykształceniem to dlatego już 4 miesiące szukam pracy sad
jadę do Irlandii, brat załatwia mi pracę pomocy kuchennej, przynajmniej coś zarobię.

Wyjeżdżasz czy to żart? Myślę, że a granicą znalazłabyś coś lepszego.
Młodzi ludzie studiujcie, a potem będziecie mieć g... Oto reklama. Szał. Co za czasy, niech szlak trafi. Tak źle i tak nie dobrze.

11 124

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Tak, psychiczna przemoc boli, i poczucie winy jest przeogromne.

Ten pracodawca wyraźnie dał Ci do zrozumienia,że masz wysokie kwalifikacje i stać Cię na ambitniejszą pracę. Pewnie ma racje. Może szukasz nie tam gdzie trzeba?
Wiesz, ja też mam wyzsze wykształcenie i w Holandii...sprzątam. Żadna praca nie hańbi, ale ja czuję,że jestem nie tam gdzie powinnam i nienawidzę mojej pracy. Jest to kolejna rzecz, którą chcę zmienić.
Dlatego jeżeli praca pomocy kuchennej nie jest Twoją wymarzoną, to proszę, nie trzymaj się jej długo. Ja tak pracuję już 5 lat, jest ze mną coraz gorzej...

Mnie ktoś kto całe życie zarobkowo zajmuje się sprzątaniem powiedział, żebym nie sprzątała, bo zostanę w tym na zawsze. Ale ja myślę, że to kwestia wyboru. Dla chcącego nic trudnego.
Pracowałam w jednym miejscu kiedyś, w którym czułam, że się cofam. Miałam perspektywę 5 lat. Praca męcząca psychicznie dramatycznie. Postanowiłam wtedy posłuchać siebie.
Moja pediatra zawsze mówiła, kiedy chodziłam do niej jako mała dziewczynka "...znajdź sobie taką pracę, która da Ci satysfakcję i przyjemności, do której pójdziesz z przyjemnością kiedy wszyscy w domu Cię zdenerwują". Łatwo powiedzieć, ale szukać można. Moje CV ma dwie strony. Prawie pół jednej strony to miejsca pracy.

11 125

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Tak, psychiczna przemoc boli, i poczucie winy jest przeogromne.

Ten pracodawca wyraźnie dał Ci do zrozumienia,że masz wysokie kwalifikacje i stać Cię na ambitniejszą pracę. Pewnie ma racje. Może szukasz nie tam gdzie trzeba?
Wiesz, ja też mam wyzsze wykształcenie i w Holandii...sprzątam. Żadna praca nie hańbi, ale ja czuję,że jestem nie tam gdzie powinnam i nienawidzę mojej pracy. Jest to kolejna rzecz, którą chcę zmienić.
Dlatego jeżeli praca pomocy kuchennej nie jest Twoją wymarzoną, to proszę, nie trzymaj się jej długo. Ja tak pracuję już 5 lat, jest ze mną coraz gorzej...

Tylko gdzie ją znaleźć? Można zgłupieć w jednej mówią za małe, w drugiej za duże kwalifikacje. Ta praca o która się starałam była idealna, niedaleko, odpowiednie godziny i pensja i związana z księgowością czyli zgodnie z moim wykształceniem.

Pewnie, że nie hańbi, ja chce tylko pojechać na wakacje, by później mieć za co wysłać dzieci do szkoły, a przy okazji odpocznę od tego "czegoś" w moim domu smile dwa w jednym.

Jest to jakiś sposób, a gdzie będą dzieci? Jadą z Tobą rozumiem.

11 126

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...)zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU(...)

Potrafię zrozumieć, tylko pogodzić się nie mogę.

Czas...

http://fordoh.wrzuta.pl/audio/0UtgCc9D7Ui/#none

11 127

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chciałam tylko dodać, że na początku zawsze udajemy i wmawiamy sobie, zawsze jest choć taka chwila. Jedni potrafią to robić dłużej inni, krócej. Wszystko zależy na ile ktoś jest w stanie uwierzyć w to co się dzieje.

11 128 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-06 19:47:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jeśli chodzi o pracę sprzątaczki, to krąży taka opinia, żeby tego nie zaczynać, bo już się z tego nie wyjdzie smile
Cóż, muszę być wyjątkiem od reguły:)

11 129 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-06 15:46:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Liwia napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...)zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU(...)

Potrafię zrozumieć, tylko pogodzić się nie mogę.

Czas...

http://fordoh.wrzuta.pl/audio/0UtgCc9D7Ui/#none

A jeszcze tylko się zapytam, pogodzić się nie możesz, czy nie chcesz Liwio?

11 130

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Liwia napisał/a:
ankinom napisał/a:

(...)zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU(...)

Potrafię zrozumieć, tylko pogodzić się nie mogę.

No tak, ja już to wiem i akceptuję. Mam dość tych huśtawek, też pewnie teraz powinnam powiedzieć: znowu gdzieś pojechał i nawet nie powiedział gdzie... ale tak na prawdę to mnie to już nie obchodzi gdzie.... przynajmniej laptop jest teraz mój big_smile

Liwio, żali mi Ciebie, masz gorzej bo kochasz i mąż Twój niezły bałagan robi w Twojej głowie, rzuci od niechcenia: kocham, Ty znowu zaczynasz swój taniec... no bo jak odejść skoro deklaruje, że kocha?....ale to są TYLKO słowa,.... a zresztą Ty doskonale to wszystko wiesz...

11 131

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Zrobiłam mały eksperyment. Dałam nam "szansę", choć wiedziałam, że pewnych rzeczy nie zmienię, nie usłyszę kocham i nie otrzymam ich dowodów. Kilka tygodni względny spokój, prawie zero awantur, zajmowałam się osobą, dziećmi i mężem. Codziennie wmawiałam sobie, że jest ok, potrzebujemy czasu, no przecież rok walki, szarpaniny, awantur nie da się zapomnieć w tydzień, niby logiczne?

Codziennie wmawiałaś sobie, tak jak przez ostatnie miesiące sad 

ankinom napisał/a:

Efekt eksperymentu? No znacie smile Mój mąż bardzo zadowolony, ten upragniony święty spokój, ugotowane i wszystko cacy,
tylko jakoś tak mój entuzjazm przygasał ; kiedy potrzebowałam jego wsparcia to słyszałam: nawarzyłaś sobie piwa to sama sobie radź, pojawiły się kłamstwa w tak błahych sprawach, że zdumiewało mnie to bardzo, kiedy proponowałam wyjście, zawsze miał coś pilonego do zrobienia, np. oglądał telewizję, kiedy chciałam gdzieś pojechać z dziećmi, no wiecie tak rodzinnie, żeby dzieci poczuły, że mają dwoje rodziców, to odmawiał, a kiedy zwróciłam uwagę, to zabierał dzieci... i jechał tylko z nimi, rozmawiając z nim czułam się, że on czuje, że jego kontroluje, że szpieguję, oj dużo wymieniać, nie w tym rzecz, zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU.

a to ci eksperyment sad
Wnioski:
ON- zadowolony gdy żona nie ma pretensji i cichutko siedzi. Wszystkie obowiązki przekazał żonie. Nie wspiera jej. Oszukuje nawet w mało ważnych sprawach. Nie chce "tworzyć" rodziny a przynajmniej traktuje żonę poza jej nawiasem. Ma świadomość niepokoju żony o jego wierność i nic z tym nie robi. Ma seks i porządek w domu i posłuszną cichą żonę.

ONA- milcząca, zajęta wszystkimi obowiązkami domowymi, pilnująca porządku w domu i dmuchająca na gasnące ognisko domowe. Apatyczna. Nie dostaje od partnera wsparcia. Jest świadoma jego idiotycznych kłamstw. Opuszczona, zlekceważona, kontrolująca, bo mająca świadomość jego oszustw. Podejrzewam, że seksem chcąca rozpalić uczucia w oziębłym mężu i udowodnić mu, że jeśli odejdzie, straci wyjątkową kochankę (w jej osobie).

To ja bez eksperymentów miałam takie życie, a jakie Twoje było przed tym eksperymentem?



ankinom napisał/a:

Ale najlepsze jest to, że wcale mnie to nie zasmuciło, byłam na to przygotowana....

A powinno Cię smucić...no chyba, że czerpiesz radość z takiego życia sad

ankinom napisał/a:

Wczoraj, kiedy czytałam jedną z tych mądrych książek, uzmysłowiłam sobie, że ogromnie się cieszę, że dzisiaj nie przeżywam tych okropnych uczuć co rok temu, już tak nie boli...

Wielokropku: dałam czas czasowi - zadziałało!

Ankinom nic nie zadziałało! MNIE bolą wnioski wyciągnięte z Twojej opowieści sad
Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu -  do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.

ankinom napisał/a:

Ale te uczucia są słabsze, panuje już nad nimi, nie powodują wybuchów niekontrolowanej wściekłości, która tylko mnie wypalała, zaakceptowała je....myślę, że już zawsze będą ze mną, ale ważne by wykorzystywać je dla budowania zdrowszych i mocniejszych relacji. Już nie chcę by ON mnie kochał, ja chce być kochana, a to pierwszy stopień wyzbycia się uzależnienia.

Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu, do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.
Tak więc Ty przyzwyczajasz się do swego życia.....

ankinom napisał/a:

Wczoraj w kościele, ksiądz powiedział, że powinniśmy wybaczyć naszym winowajcom i wiecie co wybaczam jemu i sobie.

Szkoda, że nie mówił : miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Szkoda, że nie mówił o poszanowaniu w rodzinie, o miłości i opiece małżonków.

ankinom napisał/a:

Jestem pewna, że już nie kocham i że nie chcę z nim być i nie boje się być sama, wiem, że dam sobie radę, nie czuję już tego ubezwłasnowolniającego strachu - choć nadal jestem bez pracy. Pełną swobodę poczuję tylko wtedy gdy zamknie za sobą drzwi....

a te słowa przeczą poprzednim...

ankinom napisał/a:

ps. znikam pod kołdrę bo chora jestem i okropny katar mnie męczy, a nie ma komu herbatki zrobić, ot życie sama poczłapię się do kuchni smile

bez komentarza sad sad sad

Zdrowia Ci życzę.

Jeżeli chodzi o ten eksperyment.... mam dużo naiwności w drugiego człowieka , czyli w mojego męża big_smile i ba wierzyłam, że bez miłości też da się żyć. Wnioski: jasne, że da tylko takie życie jest totalnie do du*py, ale kto nie spróbuje ten?.

To nie zupełnie tak: chciałam zobaczyć, czy on coś wyciągnął z tej naszej ponad rocznej awantury. Wniosek jeden: nie kocha, ale dopiero niedawno to do mnie dotarło. Zofio sama pisałaś, że niby wiedziałaś, że zdradza, nie kocha, ale jednak codziennie temu zaprzeczałaś... do pewnego momentu....
Pewnie gdybym z nim nie mieszkała to by mi takie głupie pomysły do głowy nie przychodziły?.

tak właśnie było: on zadowolony, ja apatyczna, ja ten smutek odniosłam tylko i wyłącznie do ostatniego "eksperymentu", podskórnie wiedziałam, że to nie może się udać i tylko dlatego nie zasmuciło, szanse dałam ? dałam, nie wyszło nie mam już nic sobie do zarzucenia w tym temacie, no ale jeżeli chodzi o cały nasz związek to jest mi mega smutno, że nie przetrwał, tak ja i Tobie i wielu nam podobnych....

Mój mózg doskonale rozpoznaje co jest dobre, a co złe i pewnie, że można się przyzwyczaić do swego życia i bólu jakie niesie, ale gdyby tak było to raczej mnie by tutaj nie było, bo przecież wszystko jest ok, no nie? A g**wno prawda, moje życie to jedna wielka porażka, nieświadomie pozwoliłam sobie wejść na głowę, dzisiaj za to płace wysoką cenę - Nie Zofio, już nie godzę się na to dawne życie. Nie wiesz jak wyglądają u mnie dni, nie widzisz nas kiedy się nie odzywamy, są krótkie zdania dotyczące dzieci, razem nie wychodzimy, nie śpimy i nie uśmiechamy, a rok temu było inaczej, pozory dobrego małżeństwa, on udawał, że kocha, ja udawałam, że wierzę, nic nie pozostało po tamtych dniach, nic poza złym smakiem, jak po wyzutej gumie, wypluć i wziąć nową...

no cóż walczę o siebie tym co mam - mieszkam z nim, ale jak z sublokatorem, pewnie, że wolałabym, mieszkać sama, łatwej było by uwierzyć, że jestem o krok do przodu, zresztą tu nie chodzi o to, kto w co wierzy, ja wiem, co czuję i jak dalej pokierować swoim życiem, mam świadomość, że mój związek był zły...

No cóż pewnie powinnam rzucać gromami w męża, że zmarnował mi życie, ale halo gdzie ja wtedy byłam? Otóż obok i sama tworzyłam rzeczywistość wokół siebie, to ja sama pozwoliłam na takie traktowanie, to ja nie reagowałam na ostre słowa, kłamstwa,  to ja  robiłam wszystko by jego zadowolić, wbrew sobie , czy to on był niedobry? Nie, on chciał mieć idealną żonę, co w tym złego? Nic, tylko, że problem w tym, że ja nią nie umiałam być i powinnam odejść, wiedząc, że nie jestem akceptowana taka jaka byłam. Wiele ludzi łączy się w pary myśląc, że człowiek to plastelina łatwa w obróbce, otóż drogie panie i panowie, nie robi się eksperymentów na żywym organizmie. A żeby nie było, że jego wybielam, to powiem tak: nie miał prawa na mnie krzyczeć, obrażać i okłamywać, bo zupełnie sobie na to nie zasłużyłam i wymagać ode mnie rzeczy sprzecznych z moją naturą, nie odpowiadam? to też powinien odejść - no i odszedł, no może nie zupełnie, bo okazało się ,że logistycznie jest to dość trudne - finanse. Wierz mi Zosiu, obydwoje się męczymy w tym układzie, bo obydwoje nie chcemy już być ze sobą. W Twoim przypadku mąż, choć zdradzał, to raczej nie kwapił się do wyprowadzki, prawda? To Ty i Twoja siła walki o lepsze jutro wyrzuciła jego z domu, no i co tu kryć on dał się wyrzucić, ja próbowałam? jedyne rozwiązanie to moje wyjście?.

Źle przedstawiłam słowa wybaczam - nie wybaczyłam  na zasadzie i teraz będziemy mieszkać razem długo i szczęśliwie. Wybaczyłam, to, że się pogubił i nie miał dość odwagi odejść, wybaczyłam tę jego naiwność, że uda się jemu mnie zmienić, wybaczyłam wiarę, że może uda nam się wspólnie stworzyć dom rodzinny, wybaczyłam, że przywiązanie uważał za miłość, wybaczyłam, że nie umie kochać, wybaczyłam, że nie potrafi stworzyć rodziny.

Nie wybaczę zdrad emocjonalnych. Uważam, że najpierw powinien zakończyć związek ze mną ,nie wybaczę słów: z nią chcę spróbować zbudować szczęście i że uczucia do niej są silniejsze?.

Sobie wybaczam, że nie miałam odwagi odejść, wybaczam sobie, że nie zaznaczyłam swojej odrębności, wybaczam sobie, że winiłam siebie, za jego złe mnie traktowanie, wybaczam sobie, że próbowałam  zmienić się w innego człowieka, wybaczam sobie, że nie doceniałam swojej indywidualności, wybaczam sobie wiarę, że wystarczy tylko moja miłość, wybaczam sobie, że wierzyłam w jego miłość, kiedy czyny świadczyły o czym zupełnie przeciwnym, wybaczam sobie naiwność, że dzieci pomogą nam stworzyć  rodzinne ognisko?

nie wybaczę sobie, że nie potrafię wybaczyć jego zdrady?

Ostatnie zdanie zostawiłaś bez komentarza, to również oddaje obraz w jakim żyje związku, jak z nieobecnym sublokatorem. Chociaż z drugiej o niczym nie świadczy. Czy jak byłaś chora to mąż był przy Tobie, czy raczej był w pracy, no bez jaj nikt nie bierze wolnego, bo żona ma katar smile

Buziaki, czuję się lepiej ...
aha mój sublokator przywiózł mi wczoraj aspirynę smile

11 132

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Jeśli chodzi o pracę sprzątaczki, to krąży taka opinia, żeby tego nie zaczynać, bo już się z tego nie wyjdzie smile
Cóż, muszę być wyjątkiem od reguły:)

Anastawio ,niewiem jak jest w Holandii ,ale wiem jak jest w uk jesli sie chce pracowac w swoim zawodzie
-jesli jestes pedagogiem ,to tutaj trzeba zrobic certyfikat i akademicki angielski zeby uczyc w szkole
-jak i rachunkowsc itp
Wiem ze jezyk trzeba znac akademicko biegle (rowniez posiadac taki certyfikat),teraz tutaj znowu zmienilo sie bardzo duzo polakow studiuje ,sa uczelnie tylko w soboty niestety odplatnie ,certyfikat wyzszej uczelni (zalezy jakiej ),kosztuje do tysiaca funtow
Napewno jest to dluga droga ,ale warto .
Przez kilka lat nauczylam sie dobrze jezyka mimo ze uczylam sie francuskiego i pisalam mature w tymze jezyku ,jak i potem na studiach mialam francuski i wlsoki (takie wybralam marzylam o francji od zawsze kto wie moze kiedys,choc tam tez sytuacja gospodarcza kiepsko stoi).
TEraz masz czas ,zajac sie swoim zyciem .
powodzenia

11 133

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Tak, psychiczna przemoc boli, i poczucie winy jest przeogromne.

Ten pracodawca wyraźnie dał Ci do zrozumienia,że masz wysokie kwalifikacje i stać Cię na ambitniejszą pracę. Pewnie ma racje. Może szukasz nie tam gdzie trzeba?
Wiesz, ja też mam wyzsze wykształcenie i w Holandii...sprzątam. Żadna praca nie hańbi, ale ja czuję,że jestem nie tam gdzie powinnam i nienawidzę mojej pracy. Jest to kolejna rzecz, którą chcę zmienić.
Dlatego jeżeli praca pomocy kuchennej nie jest Twoją wymarzoną, to proszę, nie trzymaj się jej długo. Ja tak pracuję już 5 lat, jest ze mną coraz gorzej...

Tylko gdzie ją znaleźć? Można zgłupieć w jednej mówią za małe, w drugiej za duże kwalifikacje. Ta praca o która się starałam była idealna, niedaleko, odpowiednie godziny i pensja i związana z księgowością czyli zgodnie z moim wykształceniem.

Pewnie, że nie hańbi, ja chce tylko pojechać na wakacje, by później mieć za co wysłać dzieci do szkoły, a przy okazji odpocznę od tego "czegoś" w moim domu smile dwa w jednym.

Jest to jakiś sposób, a gdzie będą dzieci? Jadą z Tobą rozumiem.

No jasne, że ze mną, na razie tylko na wakacje, ale może....poznam przystojnego Irlandczyka
Żart, żeby nie było big_smile

11 134

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, 50-letnią mężatką, która ma dorosłe dzieci i od pięciu lat kochanka. Kochanek rok temu się rozwiódł dla mojej znajomej niewatpliwie.
Moja znajoma żaliła mi się ,że ma straszne problemy. I jak jej powiedziałam ,że nie ma żadnego problemu, sytuacja jest idealna, wystarczy tylko się spakować i przenieść do kochanka, który czeka na nią z otwartymi rękoma, to ona powiedziała, ale wiesz jaki ona ma brzydki dom?
A ja się naiwna nią tak przejmowałam. A ona ewidentnie się bawi swoimi facetami. Mąż ją wyzywa od K...w, bo o kochanku wie. A ona kochankowi wymyśla coraz to nowe powody, dla których się nie rozwiedzie: a to, że on ma żonę, a to,że ma mało płatną pracę, a teraz,że ma niezadbany dom. A on zmienia dla niej wszystko, a ona ciągnie dwie sroki za ogon. To na pewno nie jest kobieta, która kocha za bardzo.
Czasami chyba potrzeba mi większego dystansu do ludzi?

11 135

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:

Tylko gdzie ją znaleźć? Można zgłupieć w jednej mówią za małe, w drugiej za duże kwalifikacje. Ta praca o która się starałam była idealna, niedaleko, odpowiednie godziny i pensja i związana z księgowością czyli zgodnie z moim wykształceniem.

Pewnie, że nie hańbi, ja chce tylko pojechać na wakacje, by później mieć za co wysłać dzieci do szkoły, a przy okazji odpocznę od tego "czegoś" w moim domu smile dwa w jednym.

Jest to jakiś sposób, a gdzie będą dzieci? Jadą z Tobą rozumiem.

No jasne, że ze mną, na razie tylko na wakacje, ale może....poznam przystojnego Irlandczyka
Żart, żeby nie było big_smile

A ja Ci życzę aby żart żartem nie był smile

11 136

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Kiedy moja mama przychodziła po pieniądze do mojego ojca w jego miejscu pracy powodowała, że kochanka spieprzała aż się kurzyło. Nie uważam Klopsiku abyś się poniżała, to walka o swoje. A ona niech się czuje kim jest.

Sorki, ale ja widzę to inaczej. Uważam, ze to facet jest świnia a nie jego kochanka. To on ją uwodził, opowiadał bzdury o sobie i żonie. To on był biedny i nieszczęśliwy Miś a ona go tylko pocieszała. W takim układzie nigdy nie winiłam kobiety. Do dzisiaj jestem w dobrych układach z jedną z kochanek męża. Czy można winić kobietę, która chce ułożyć sobie życie u boku mężczyzny? Owszem on jest żonaty ale ona słyszy, ze to tylko papierowe małżeństwo. Słyszy jak on jest nieszczęśliwy i od dawna nie sypia z żoną i tylko mieszkają razem z uwagi na dzieci. On jest nareszcie szczęśliwy bo poznał ją cudowną, najlepszą i bywa, ze autentycznie zakochuje sie i odchodzi od żony.
Owszem bywają przypadki kiedy to kobieta jest tą stroną inicjującą ale zdarza się to rzadko.

Ja uważam, że Klopsik postąpił tak jak uważał za stosowne i to wspieram. Natomiast jeśli chodzi o winę w zdradzie to oczywiście jakby facet nie chciał to nic by z tego nie było. Jeśli prawił kochance przyszłej bajki, ona nie miała w zasadzie powodu żeby nie wierzyć, w sumie żeby wierzyć też nie miała powodu. Ja nie obwiniam, miałabym żal do faceta, że zrobił mi takie świństwo.
Wiesz Zofio, są baby, które wiedzą o żonie, wiedzą, że on jest skurczybykiem, a mimo to są. Ktoś w naszym wątku ma taką sytuację. Klopsik właśnie. Kochanka jest parszywą inicjującą moim zdaniem w tym przypadku.

dziewczyny - pamiętam taką sytuację - robimy zakupy - ja w końcówce ciąży, z nim, stoimy przy kasie, jest normalnie -uśmiechy, żarty - a w butiku naprzeciwko stoi blondi i patrzy spod byka. wtedy jakoś nie zwróciłam na to uwagi. teraz już wiem kto ta blondi.

od dziewczyn pracujących w centrum dowiedziałam się jak ta pięknisia wywijała biustem przed nim... jak go gładziła po koszuli i się łasiła... tfuu

ze wspólnych wakacji, na które sobie razem pojechali jak mały miał 10 dni ,mój jm przywiózł córce prezent - najfajniejsza dziewczyna...

ale to już za mną.
uważam, że sukowatość tej dziuni łagodzi i umniejsza wyrzuty sumienia u jm.
ale jak im tak dobrze to niech pławią się w tym swoim szczęściu...

mnie martwi coś innego - jm zaczął odzywać się prawie normalnym tonem... to jest podejrzane.
ale ja nie nabiorę się na te jego gierki...
nie dam sobie wmówić raz jeszcze - nic się nie stało.
Skoro jemu odpowiada rola - jestem super tatuś atrakcja to ja dodam tylko - i skarbonka, i z tego zamierzam go rozliczać.

11 137

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jeśli chodzi o pracę sprzątaczki, to krąży taka opinia, żeby tego nie zaczynać, bo już się z tego nie wyjdzie smile
Cóż, muszę być wyjątkiem od reguły:)

Anastawio ,niewiem jak jest w Holandii ,ale wiem jak jest w uk jesli sie chce pracowac w swoim zawodzie
-jesli jestes pedagogiem ,to tutaj trzeba zrobic certyfikat i akademicki angielski zeby uczyc w szkole
-jak i rachunkowsc itp
Wiem ze jezyk trzeba znac akademicko biegle (rowniez posiadac taki certyfikat),teraz tutaj znowu zmienilo sie bardzo duzo polakow studiuje ,sa uczelnie tylko w soboty niestety odplatnie ,certyfikat wyzszej uczelni (zalezy jakiej ),kosztuje do tysiaca funtow
Napewno jest to dluga droga ,ale warto .
Przez kilka lat nauczylam sie dobrze jezyka mimo ze uczylam sie francuskiego i pisalam mature w tymze jezyku ,jak i potem na studiach mialam francuski i wlsoki (takie wybralam marzylam o francji od zawsze kto wie moze kiedys,choc tam tez sytuacja gospodarcza kiepsko stoi).
TEraz masz czas ,zajac sie swoim zyciem .
powodzenia

Teraz już nie mam wymówki, a to mamusia nie pozwoliła, tatuś chce inaczej, mąż będzie zły wink Mam już plan, już powoli się realizuje. Narazie nie wiążę przyszłości z moim dotychczasowym wykształceniem, ale zamierzam kształcić się w zupełnie innym kierunku. I nawet wiem, że to co robię oprócz satysfakcji da mi cudownego mężczyznę smile Takie mam wizualizacje, a co! Wiem,że ON już na mnie czeka. Narazie wisi na mojej tablicy marzeń, ale czuję jego obecność i motylki w brzuchu smile

11 138

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

a to ci eksperyment sad
Wnioski:
ON- zadowolony gdy żona nie ma pretensji i cichutko siedzi. Wszystkie obowiązki przekazał żonie. Nie wspiera jej. Oszukuje nawet w mało ważnych sprawach. Nie chce "tworzyć" rodziny a przynajmniej traktuje żonę poza jej nawiasem. Ma świadomość niepokoju żony o jego wierność i nic z tym nie robi. Ma seks i porządek w domu i posłuszną cichą żonę.

ONA- milcząca, zajęta wszystkimi obowiązkami domowymi, pilnująca porządku w domu i dmuchająca na gasnące ognisko domowe. Apatyczna. Nie dostaje od partnera wsparcia. Jest świadoma jego idiotycznych kłamstw. Opuszczona, zlekceważona, kontrolująca, bo mająca świadomość jego oszustw. Podejrzewam, że seksem chcąca rozpalić uczucia w oziębłym mężu i udowodnić mu, że jeśli odejdzie, straci wyjątkową kochankę (w jej osobie).

To ja bez eksperymentów miałam takie życie, a jakie Twoje było przed tym eksperymentem?

Zośka! Za te słowa zjadłabym Cię na deser łyżką wazową big_smile
Jesteś cudowna.
Pamiętam jeszcze, kiedy tu weszłaś w zeszłym roku - obraz nędzy i rozpaczy i totalnego zagubienia. Nie rozumiałam połowy z tego, co pisałaś. Dziś uwielbiam czytać Twoje "wejścia". Konkret, logika, znajomość tematu od podszewki i wszystkich "autooszukaństw", które same na sobie trenujemy.

Miłego dnia i weekendu wszystkim. big_smile

11 139

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny utonęłam po raz pierwszy.....ja na odwyku jak alkoholik,przezylam juz 3 dni do wczoraj bez niego i napisalam smsa,niewiem dlaczego napisalam ,to byla chwila,jakis instynkt,i poszło.....napisalam czy nadal moge liczyc na niego w sprawach rozwodu,itp.odpisał -Kotek TY zawsze mozesz na mnie liczyc ,zawsze i pamietaj o tym........no to ja oczywiscie łzy,płacz,bo emocje bo tesknota...masakra,3 dni sie leczyłam i poszło na marne....popisalismy ze bardzo sie cieszy ze sie odezwalam ze przypomina sobie nasze chwile,ze czuje pustke ze mnie nie ma,ze mu sie tez wszystko kojarzy ze mna,Boze jak mi drżał glos....pogadalismy pół nocy,bo akurat mial nocke......rany...niewiem czy dobrze zrobilam ,posypałam rane solą......chyba..ogólnie szkoda mi tej znajomosci,jako znajomosci,wiem ze teraz to tylko nas moze laczyc przyjazn ,kolezenstwo,niewiem,myslałam ze jestem na to gotowa,ale chyba nie...czuje sie dziwnie.On tez bierze prochy te co ja,to jest wszytsko beznadziejne.Powiedzila ze przyjedzie napiszemy pozew o rozwod,nawet mnie zawiezie do sądu,bedzie mnie wspierał,ale czy to nie gorzej dla mnie?jestem rozchwiana emocjonalenie,uzalezniona..gdybym mieszkala w wiekszym miescie to bym poszla na terapie a tu u mnie nie ma....

11 140

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Masakra...

11 141

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

maskara,nic dodac nic ując i co tu doradzac prawda?ja jestem taka ze jak sobie cos umysle to tak zrobie i koniec nie patrzac na konsekwencje.potrzebuje chyba psycologa,psychiatry,terapii.....jak ja moglam sie tak uzaleznic,dopuscic do takiej sytuacji,ale to byla tylko tesknota za bliskoscia,po męzu........gdyby mąz byl inny to ja bym dzis takich problemow nie miala.....Boze co robic,jak zyc normalnie.?przeciez takie zycie mnie zabije....

11 142

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Truskaweczko, a on przypadkiem nie lubi sobie czasem wciągnąć fety lub inne używki?

11 143 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2012-06-07 10:26:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie on nic takiego nie bierze....nie pali ani nawet nie pije...

Podobno cierpienie uszlachetnia.........rany boskie......
ja baba lat 32 i taka głupia.tak sie zakochac..............masakra

11 144

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To ok. Pytam, bo jak słyszę,że ktoś jest na prochach to mi się lampka ostrzegawcza w głowie włącza.
Mój jmąż jest uzależniony i sprzedaje (dealuje) narkotyki, a tacy ludzie to po prostu manipulańci. I jak czytam co piszesz, to mam wrażenie, że on Ci robi wodę z mózgu. A jeszcze napisałaś,że to on załatwił Ci prozac i sam jest na prochach... no nie wiem... Ja bym spieprzała a nie płakała za takim "aptekarzem".

11 145

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

To ok. Pytam, bo jak słyszę,że ktoś jest na prochach to mi się lampka ostrzegawcza w głowie włącza.
Mój jmąż jest uzależniony i sprzedaje (dealuje) narkotyki, a tacy ludzie to po prostu manipulańci. I jak czytam co piszesz, to mam wrażenie, że on Ci robi wodę z mózgu. A jeszcze napisałaś,że to on załatwił Ci prozac i sam jest na prochach... no nie wiem... Ja bym spieprzała a nie płakała za takim "aptekarzem".

Anstawio nie nic takiego,on pracuje w policji,a prozac mi od lekarza załatwil bo go o to prosiłam,chcialm pramolan,ale ten niby lepszy,wiec to nie w te strone...w kazdym razie wszytsko o co go poprosze umie zrobic,załatwic itd..a co do uzaleznionego od narkotykow to mialam kolege,masakra,zmarł,przedawkowal w styczniu,a taki fajny facet był...

11 146

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
ankinom napisał/a:
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Zrobiłam mały eksperyment. Dałam nam "szansę", choć wiedziałam, że pewnych rzeczy nie zmienię, nie usłyszę kocham i nie otrzymam ich dowodów. Kilka tygodni względny spokój, prawie zero awantur, zajmowałam się osobą, dziećmi i mężem. Codziennie wmawiałam sobie, że jest ok, potrzebujemy czasu, no przecież rok walki, szarpaniny, awantur nie da się zapomnieć w tydzień, niby logiczne?

Codziennie wmawiałaś sobie, tak jak przez ostatnie miesiące sad 

ankinom napisał/a:

Efekt eksperymentu? No znacie smile Mój mąż bardzo zadowolony, ten upragniony święty spokój, ugotowane i wszystko cacy,
tylko jakoś tak mój entuzjazm przygasał ; kiedy potrzebowałam jego wsparcia to słyszałam: nawarzyłaś sobie piwa to sama sobie radź, pojawiły się kłamstwa w tak błahych sprawach, że zdumiewało mnie to bardzo, kiedy proponowałam wyjście, zawsze miał coś pilonego do zrobienia, np. oglądał telewizję, kiedy chciałam gdzieś pojechać z dziećmi, no wiecie tak rodzinnie, żeby dzieci poczuły, że mają dwoje rodziców, to odmawiał, a kiedy zwróciłam uwagę, to zabierał dzieci... i jechał tylko z nimi, rozmawiając z nim czułam się, że on czuje, że jego kontroluje, że szpieguję, oj dużo wymieniać, nie w tym rzecz, zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU.

a to ci eksperyment sad
Wnioski:
ON- zadowolony gdy żona nie ma pretensji i cichutko siedzi. Wszystkie obowiązki przekazał żonie. Nie wspiera jej. Oszukuje nawet w mało ważnych sprawach. Nie chce "tworzyć" rodziny a przynajmniej traktuje żonę poza jej nawiasem. Ma świadomość niepokoju żony o jego wierność i nic z tym nie robi. Ma seks i porządek w domu i posłuszną cichą żonę.

ONA- milcząca, zajęta wszystkimi obowiązkami domowymi, pilnująca porządku w domu i dmuchająca na gasnące ognisko domowe. Apatyczna. Nie dostaje od partnera wsparcia. Jest świadoma jego idiotycznych kłamstw. Opuszczona, zlekceważona, kontrolująca, bo mająca świadomość jego oszustw. Podejrzewam, że seksem chcąca rozpalić uczucia w oziębłym mężu i udowodnić mu, że jeśli odejdzie, straci wyjątkową kochankę (w jej osobie).

To ja bez eksperymentów miałam takie życie, a jakie Twoje było przed tym eksperymentem?



ankinom napisał/a:

Ale najlepsze jest to, że wcale mnie to nie zasmuciło, byłam na to przygotowana....

A powinno Cię smucić...no chyba, że czerpiesz radość z takiego życia sad

ankinom napisał/a:

Wczoraj, kiedy czytałam jedną z tych mądrych książek, uzmysłowiłam sobie, że ogromnie się cieszę, że dzisiaj nie przeżywam tych okropnych uczuć co rok temu, już tak nie boli...

Wielokropku: dałam czas czasowi - zadziałało!

Ankinom nic nie zadziałało! MNIE bolą wnioski wyciągnięte z Twojej opowieści sad
Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu -  do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.

ankinom napisał/a:

Ale te uczucia są słabsze, panuje już nad nimi, nie powodują wybuchów niekontrolowanej wściekłości, która tylko mnie wypalała, zaakceptowała je....myślę, że już zawsze będą ze mną, ale ważne by wykorzystywać je dla budowania zdrowszych i mocniejszych relacji. Już nie chcę by ON mnie kochał, ja chce być kochana, a to pierwszy stopień wyzbycia się uzależnienia.

Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu, do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.
Tak więc Ty przyzwyczajasz się do swego życia.....

ankinom napisał/a:

Wczoraj w kościele, ksiądz powiedział, że powinniśmy wybaczyć naszym winowajcom i wiecie co wybaczam jemu i sobie.

Szkoda, że nie mówił : miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Szkoda, że nie mówił o poszanowaniu w rodzinie, o miłości i opiece małżonków.

ankinom napisał/a:

Jestem pewna, że już nie kocham i że nie chcę z nim być i nie boje się być sama, wiem, że dam sobie radę, nie czuję już tego ubezwłasnowolniającego strachu - choć nadal jestem bez pracy. Pełną swobodę poczuję tylko wtedy gdy zamknie za sobą drzwi....

a te słowa przeczą poprzednim...

ankinom napisał/a:

ps. znikam pod kołdrę bo chora jestem i okropny katar mnie męczy, a nie ma komu herbatki zrobić, ot życie sama poczłapię się do kuchni smile

bez komentarza sad sad sad

Zdrowia Ci życzę.

Jeżeli chodzi o ten eksperyment.... mam dużo naiwności w drugiego człowieka , czyli w mojego męża big_smile i ba wierzyłam, że bez miłości też da się żyć. Wnioski: jasne, że da tylko takie życie jest totalnie do du*py, ale kto nie spróbuje ten?.

To nie zupełnie tak: chciałam zobaczyć, czy on coś wyciągnął z tej naszej ponad rocznej awantury. Wniosek jeden: nie kocha, ale dopiero niedawno to do mnie dotarło. Zofio sama pisałaś, że niby wiedziałaś, że zdradza, nie kocha, ale jednak codziennie temu zaprzeczałaś... do pewnego momentu....
Pewnie gdybym z nim nie mieszkała to by mi takie głupie pomysły do głowy nie przychodziły?.

tak właśnie było: on zadowolony, ja apatyczna, ja ten smutek odniosłam tylko i wyłącznie do ostatniego "eksperymentu", podskórnie wiedziałam, że to nie może się udać i tylko dlatego nie zasmuciło, szanse dałam ? dałam, nie wyszło nie mam już nic sobie do zarzucenia w tym temacie, no ale jeżeli chodzi o cały nasz związek to jest mi mega smutno, że nie przetrwał, tak ja i Tobie i wielu nam podobnych....

Mój mózg doskonale rozpoznaje co jest dobre, a co złe i pewnie, że można się przyzwyczaić do swego życia i bólu jakie niesie, ale gdyby tak było to raczej mnie by tutaj nie było, bo przecież wszystko jest ok, no nie? A g**wno prawda, moje życie to jedna wielka porażka, nieświadomie pozwoliłam sobie wejść na głowę, dzisiaj za to płace wysoką cenę - Nie Zofio, już nie godzę się na to dawne życie. Nie wiesz jak wyglądają u mnie dni, nie widzisz nas kiedy się nie odzywamy, są krótkie zdania dotyczące dzieci, razem nie wychodzimy, nie śpimy i nie uśmiechamy, a rok temu było inaczej, pozory dobrego małżeństwa, on udawał, że kocha, ja udawałam, że wierzę, nic nie pozostało po tamtych dniach, nic poza złym smakiem, jak po wyzutej gumie, wypluć i wziąć nową...

no cóż walczę o siebie tym co mam - mieszkam z nim, ale jak z sublokatorem, pewnie, że wolałabym, mieszkać sama, łatwej było by uwierzyć, że jestem o krok do przodu, zresztą tu nie chodzi o to, kto w co wierzy, ja wiem, co czuję i jak dalej pokierować swoim życiem, mam świadomość, że mój związek był zły...

No cóż pewnie powinnam rzucać gromami w męża, że zmarnował mi życie, ale halo gdzie ja wtedy byłam? Otóż obok i sama tworzyłam rzeczywistość wokół siebie, to ja sama pozwoliłam na takie traktowanie, to ja nie reagowałam na ostre słowa, kłamstwa,  to ja  robiłam wszystko by jego zadowolić, wbrew sobie , czy to on był niedobry? Nie, on chciał mieć idealną żonę, co w tym złego? Nic, tylko, że problem w tym, że ja nią nie umiałam być i powinnam odejść, wiedząc, że nie jestem akceptowana taka jaka byłam. Wiele ludzi łączy się w pary myśląc, że człowiek to plastelina łatwa w obróbce, otóż drogie panie i panowie, nie robi się eksperymentów na żywym organizmie. A żeby nie było, że jego wybielam, to powiem tak: nie miał prawa na mnie krzyczeć, obrażać i okłamywać, bo zupełnie sobie na to nie zasłużyłam i wymagać ode mnie rzeczy sprzecznych z moją naturą, nie odpowiadam? to też powinien odejść - no i odszedł, no może nie zupełnie, bo okazało się ,że logistycznie jest to dość trudne - finanse. Wierz mi Zosiu, obydwoje się męczymy w tym układzie, bo obydwoje nie chcemy już być ze sobą. W Twoim przypadku mąż, choć zdradzał, to raczej nie kwapił się do wyprowadzki, prawda? To Ty i Twoja siła walki o lepsze jutro wyrzuciła jego z domu, no i co tu kryć on dał się wyrzucić, ja próbowałam? jedyne rozwiązanie to moje wyjście?.

Źle przedstawiłam słowa wybaczam - nie wybaczyłam  na zasadzie i teraz będziemy mieszkać razem długo i szczęśliwie. Wybaczyłam, to, że się pogubił i nie miał dość odwagi odejść, wybaczyłam tę jego naiwność, że uda się jemu mnie zmienić, wybaczyłam wiarę, że może uda nam się wspólnie stworzyć dom rodzinny, wybaczyłam, że przywiązanie uważał za miłość, wybaczyłam, że nie umie kochać, wybaczyłam, że nie potrafi stworzyć rodziny.

Nie wybaczę zdrad emocjonalnych. Uważam, że najpierw powinien zakończyć związek ze mną ,nie wybaczę słów: z nią chcę spróbować zbudować szczęście i że uczucia do niej są silniejsze?.

Sobie wybaczam, że nie miałam odwagi odejść, wybaczam sobie, że nie zaznaczyłam swojej odrębności, wybaczam sobie, że winiłam siebie, za jego złe mnie traktowanie, wybaczam sobie, że próbowałam  zmienić się w innego człowieka, wybaczam sobie, że nie doceniałam swojej indywidualności, wybaczam sobie wiarę, że wystarczy tylko moja miłość, wybaczam sobie, że wierzyłam w jego miłość, kiedy czyny świadczyły o czym zupełnie przeciwnym, wybaczam sobie naiwność, że dzieci pomogą nam stworzyć  rodzinne ognisko?

nie wybaczę sobie, że nie potrafię wybaczyć jego zdrady?

Ostatnie zdanie zostawiłaś bez komentarza, to również oddaje obraz w jakim żyje związku, jak z nieobecnym sublokatorem. Chociaż z drugiej o niczym nie świadczy. Czy jak byłaś chora to mąż był przy Tobie, czy raczej był w pracy, no bez jaj nikt nie bierze wolnego, bo żona ma katar smile

Buziaki, czuję się lepiej ...
aha mój sublokator przywiózł mi wczoraj aspirynę smile

Ja sobie nie wyobrażam takiego życia. O jakie sprawy finansowe chodzi? Tysiące kobiet radzi sobie z tym, nawet nie dostaje alimentów. Nie rozumiem tego.

11 147

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Policjant hmmmmm... O nich też mam swoje zdanie. W każdym razie nie rozumiem tylko dlaczego on z Tobą być nie może i dlaczego bierzecie prochy?
A co do narkomanów, tak oni potrfią być fajni w oczach innych. Ale cieszę się, że miałam okazję być w takim świecie, bo mam niezłe życiowe doświadczenie. Szkoda tylko, że tak długo. Teraz może być już tylko lepiej...

11 148

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, 50-letnią mężatką, która ma dorosłe dzieci i od pięciu lat kochanka. Kochanek rok temu się rozwiódł dla mojej znajomej niewatpliwie.
Moja znajoma żaliła mi się ,że ma straszne problemy. I jak jej powiedziałam ,że nie ma żadnego problemu, sytuacja jest idealna, wystarczy tylko się spakować i przenieść do kochanka, który czeka na nią z otwartymi rękoma, to ona powiedziała, ale wiesz jaki ona ma brzydki dom?
A ja się naiwna nią tak przejmowałam. A ona ewidentnie się bawi swoimi facetami. Mąż ją wyzywa od K...w, bo o kochanku wie. A ona kochankowi wymyśla coraz to nowe powody, dla których się nie rozwiedzie: a to, że on ma żonę, a to,że ma mało płatną pracę, a teraz,że ma niezadbany dom. A on zmienia dla niej wszystko, a ona ciągnie dwie sroki za ogon. To na pewno nie jest kobieta, która kocha za bardzo.
Czasami chyba potrzeba mi większego dystansu do ludzi?

To jest poważna sprawa, nie żaden żart.

11 149

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

(...)prozac mi od lekarza załatwil bo go o to prosiłam,chcialm pramolan,ale ten niby lepszy,(...)

Taaak, zaiste, dobry z niego człowiek. Przynosi Ci silny lek antydepresyjny bez postawienia diagnozy lekarskiej. To cudownie mieć takie wsparcie.

11 150

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jeśli chodzi o pracę sprzątaczki, to krąży taka opinia, żeby tego nie zaczynać, bo już się z tego nie wyjdzie smile
Cóż, muszę być wyjątkiem od reguły:)

Anastawio ,niewiem jak jest w Holandii ,ale wiem jak jest w uk jesli sie chce pracowac w swoim zawodzie
-jesli jestes pedagogiem ,to tutaj trzeba zrobic certyfikat i akademicki angielski zeby uczyc w szkole
-jak i rachunkowsc itp
Wiem ze jezyk trzeba znac akademicko biegle (rowniez posiadac taki certyfikat),teraz tutaj znowu zmienilo sie bardzo duzo polakow studiuje ,sa uczelnie tylko w soboty niestety odplatnie ,certyfikat wyzszej uczelni (zalezy jakiej ),kosztuje do tysiaca funtow
Napewno jest to dluga droga ,ale warto .
Przez kilka lat nauczylam sie dobrze jezyka mimo ze uczylam sie francuskiego i pisalam mature w tymze jezyku ,jak i potem na studiach mialam francuski i wlsoki (takie wybralam marzylam o francji od zawsze kto wie moze kiedys,choc tam tez sytuacja gospodarcza kiepsko stoi).
TEraz masz czas ,zajac sie swoim zyciem .
powodzenia

Teraz już nie mam wymówki, a to mamusia nie pozwoliła, tatuś chce inaczej, mąż będzie zły wink Mam już plan, już powoli się realizuje. Narazie nie wiążę przyszłości z moim dotychczasowym wykształceniem, ale zamierzam kształcić się w zupełnie innym kierunku. I nawet wiem, że to co robię oprócz satysfakcji da mi cudownego mężczyznę smile Takie mam wizualizacje, a co! Wiem,że ON już na mnie czeka. Narazie wisi na mojej tablicy marzeń, ale czuję jego obecność i motylki w brzuchu smile

O jej, a uchylisz rąbka?

11 151

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
zofia282 napisał/a:

a to ci eksperyment sad
Wnioski:
ON- zadowolony gdy żona nie ma pretensji i cichutko siedzi. Wszystkie obowiązki przekazał żonie. Nie wspiera jej. Oszukuje nawet w mało ważnych sprawach. Nie chce "tworzyć" rodziny a przynajmniej traktuje żonę poza jej nawiasem. Ma świadomość niepokoju żony o jego wierność i nic z tym nie robi. Ma seks i porządek w domu i posłuszną cichą żonę.

ONA- milcząca, zajęta wszystkimi obowiązkami domowymi, pilnująca porządku w domu i dmuchająca na gasnące ognisko domowe. Apatyczna. Nie dostaje od partnera wsparcia. Jest świadoma jego idiotycznych kłamstw. Opuszczona, zlekceważona, kontrolująca, bo mająca świadomość jego oszustw. Podejrzewam, że seksem chcąca rozpalić uczucia w oziębłym mężu i udowodnić mu, że jeśli odejdzie, straci wyjątkową kochankę (w jej osobie).

To ja bez eksperymentów miałam takie życie, a jakie Twoje było przed tym eksperymentem?

Zośka! Za te słowa zjadłabym Cię na deser łyżką wazową big_smile
Jesteś cudowna.
Pamiętam jeszcze, kiedy tu weszłaś w zeszłym roku - obraz nędzy i rozpaczy i totalnego zagubienia. Nie rozumiałam połowy z tego, co pisałaś. Dziś uwielbiam czytać Twoje "wejścia". Konkret, logika, znajomość tematu od podszewki i wszystkich "autooszukaństw", które same na sobie trenujemy.

Miłego dnia i weekendu wszystkim. big_smile

Hahahah ... łyżką wazową no. No.

11 152

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Truskaweczka30 napisał/a:

Dziewczyny utonęłam po raz pierwszy.....ja na odwyku jak alkoholik,przezylam juz 3 dni do wczoraj bez niego i napisalam smsa,niewiem dlaczego napisalam ,to byla chwila,jakis instynkt,i poszło.....napisalam czy nadal moge liczyc na niego w sprawach rozwodu,itp.odpisał -Kotek TY zawsze mozesz na mnie liczyc ,zawsze i pamietaj o tym........no to ja oczywiscie łzy,płacz,bo emocje bo tesknota...masakra,3 dni sie leczyłam i poszło na marne....popisalismy ze bardzo sie cieszy ze sie odezwalam ze przypomina sobie nasze chwile,ze czuje pustke ze mnie nie ma,ze mu sie tez wszystko kojarzy ze mna,Boze jak mi drżał glos....pogadalismy pół nocy,bo akurat mial nocke......rany...niewiem czy dobrze zrobilam ,posypałam rane solą......chyba..ogólnie szkoda mi tej znajomosci,jako znajomosci,wiem ze teraz to tylko nas moze laczyc przyjazn ,kolezenstwo,niewiem,myslałam ze jestem na to gotowa,ale chyba nie...czuje sie dziwnie.On tez bierze prochy te co ja,to jest wszytsko beznadziejne.Powiedzila ze przyjedzie napiszemy pozew o rozwod,nawet mnie zawiezie do sądu,bedzie mnie wspierał,ale czy to nie gorzej dla mnie?jestem rozchwiana emocjonalenie,uzalezniona..gdybym mieszkala w wiekszym miescie to bym poszla na terapie a tu u mnie nie ma....

Czekaj, ja nic z tego nie rozumiem. Nic a nic. Dlaczego Wy się rozstajecie? To jest jakieś dziwne.

11 153

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wielokropku, zaiste.

Truskaweczko ja Cie proszę Ty napisz o co chodzi. Bo ja z tego nic nie kumam. Rozstania, pomaganie, ...?????????? O co biega?

11 154

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja tu wyczuwam żonę pana policjanta, może nawet dzieci...

11 155

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Ja tu wyczuwam żonę pana policjanta, może nawet dzieci...

To znaczy? Żona i dzieci i Truskaweczka? Mnie się kupy nic nie trzyma, wszystko takie oderwane od kontekstu

11 156

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Ja tu wyczuwam żonę pana policjanta, może nawet dzieci...

To znaczy? Żona i dzieci i Truskaweczka? Mnie się kupy nic nie trzyma, wszystko takie oderwane od kontekstu

Ja nic nie wiem i wiedzieć nie muszę.
Może pan policjant nie chce być z Truskaweczką, bo ma za bardzo odpowiedzialną pracę na przykład? W końcu załatwić komuś prochy to odpowiedzialność nie?

11 157

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, 50-letnią mężatką, która ma dorosłe dzieci i od pięciu lat kochanka. Kochanek rok temu się rozwiódł dla mojej znajomej niewatpliwie.
Moja znajoma żaliła mi się ,że ma straszne problemy. I jak jej powiedziałam ,że nie ma żadnego problemu, sytuacja jest idealna, wystarczy tylko się spakować i przenieść do kochanka, który czeka na nią z otwartymi rękoma, to ona powiedziała, ale wiesz jaki ona ma brzydki dom?
A ja się naiwna nią tak przejmowałam. A ona ewidentnie się bawi swoimi facetami. Mąż ją wyzywa od K...w, bo o kochanku wie. A ona kochankowi wymyśla coraz to nowe powody, dla których się nie rozwiedzie: a to, że on ma żonę, a to,że ma mało płatną pracę, a teraz,że ma niezadbany dom. A on zmienia dla niej wszystko, a ona ciągnie dwie sroki za ogon. To na pewno nie jest kobieta, która kocha za bardzo.
Czasami chyba potrzeba mi większego dystansu do ludzi?

Jak konczylam studia mialam taka kolezanke ,konczylam zaocznie mialam wtedy juz starszego syna ,ona tez miala meza i dziecko .
Kiedy mialysmy luke w wykladach zawsze dzwonila do jakiegos goscia on podjerzedzal mieszkal w centrum blisko uczelni.
Kilka razy bylismy rowniez w sobote na piwku tez z nim .
Z mezem przyjezdzala do mnie nasze dzieci bawily sie ,on fajny widac ze kochal ja oddany byl ,zaradny.
Kiedys niewytrzymalam i spytalam sie jej o co jej chodzi
Powiedziala mi ze niech ja piorun trzasnie ,ale niewie dlaczego to robi.

11 158

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To jest interesujące zagadnienie.

11 159

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, 50-letnią mężatką, która ma dorosłe dzieci i od pięciu lat kochanka. Kochanek rok temu się rozwiódł dla mojej znajomej niewatpliwie.
Moja znajoma żaliła mi się ,że ma straszne problemy. I jak jej powiedziałam ,że nie ma żadnego problemu, sytuacja jest idealna, wystarczy tylko się spakować i przenieść do kochanka, który czeka na nią z otwartymi rękoma, to ona powiedziała, ale wiesz jaki ona ma brzydki dom?
A ja się naiwna nią tak przejmowałam. A ona ewidentnie się bawi swoimi facetami. Mąż ją wyzywa od K...w, bo o kochanku wie. A ona kochankowi wymyśla coraz to nowe powody, dla których się nie rozwiedzie: a to, że on ma żonę, a to,że ma mało płatną pracę, a teraz,że ma niezadbany dom. A on zmienia dla niej wszystko, a ona ciągnie dwie sroki za ogon. To na pewno nie jest kobieta, która kocha za bardzo.
Czasami chyba potrzeba mi większego dystansu do ludzi?

Jak konczylam studia mialam taka kolezanke ,konczylam zaocznie mialam wtedy juz starszego syna ,ona tez miala meza i dziecko .
Kiedy mialysmy luke w wykladach zawsze dzwonila do jakiegos goscia on podjerzedzal mieszkal w centrum blisko uczelni.
Kilka razy bylismy rowniez w sobote na piwku tez z nim .
Z mezem przyjezdzala do mnie nasze dzieci bawily sie ,on fajny widac ze kochal ja oddany byl ,zaradny.
Kiedys niewytrzymalam i spytalam sie jej o co jej chodzi
Powiedziala mi ze niech ja piorun trzasnie ,ale niewie dlaczego to robi.

Myślisz, że nie wiedziała?

11 160

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Jeśli chodzi o pracę sprzątaczki, to krąży taka opinia, żeby tego nie zaczynać, bo już się z tego nie wyjdzie smile
Cóż, muszę być wyjątkiem od reguły:)

Anastawio ,niewiem jak jest w Holandii ,ale wiem jak jest w uk jesli sie chce pracowac w swoim zawodzie
-jesli jestes pedagogiem ,to tutaj trzeba zrobic certyfikat i akademicki angielski zeby uczyc w szkole
-jak i rachunkowsc itp
Wiem ze jezyk trzeba znac akademicko biegle (rowniez posiadac taki certyfikat),teraz tutaj znowu zmienilo sie bardzo duzo polakow studiuje ,sa uczelnie tylko w soboty niestety odplatnie ,certyfikat wyzszej uczelni (zalezy jakiej ),kosztuje do tysiaca funtow
Napewno jest to dluga droga ,ale warto .
Przez kilka lat nauczylam sie dobrze jezyka mimo ze uczylam sie francuskiego i pisalam mature w tymze jezyku ,jak i potem na studiach mialam francuski i wlsoki (takie wybralam marzylam o francji od zawsze kto wie moze kiedys,choc tam tez sytuacja gospodarcza kiepsko stoi).
TEraz masz czas ,zajac sie swoim zyciem .
powodzenia

Teraz już nie mam wymówki, a to mamusia nie pozwoliła, tatuś chce inaczej, mąż będzie zły wink Mam już plan, już powoli się realizuje. Narazie nie wiążę przyszłości z moim dotychczasowym wykształceniem, ale zamierzam kształcić się w zupełnie innym kierunku. I nawet wiem, że to co robię oprócz satysfakcji da mi cudownego mężczyznę smile Takie mam wizualizacje, a co! Wiem,że ON już na mnie czeka. Narazie wisi na mojej tablicy marzeń, ale czuję jego obecność i motylki w brzuchu smile

i heja do przodu.
Ja na sama mysl ze po rozwodzie ,jak juz wszystko zalatwie ,to tez pojde na studia tutaj w uk ,moje marzenie westminister uniwersity ,kosztuje 4 tys f,ale weme pozyczke w banku ,na niskie raty ,a co raz sie zyje......hehhe
Tez mam motylki w brzuchu na sama mysl ,wolnosc to bede kochac!!!!!!!!

11 161

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pati31 napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, 50-letnią mężatką, która ma dorosłe dzieci i od pięciu lat kochanka. Kochanek rok temu się rozwiódł dla mojej znajomej niewatpliwie.
Moja znajoma żaliła mi się ,że ma straszne problemy. I jak jej powiedziałam ,że nie ma żadnego problemu, sytuacja jest idealna, wystarczy tylko się spakować i przenieść do kochanka, który czeka na nią z otwartymi rękoma, to ona powiedziała, ale wiesz jaki ona ma brzydki dom?
A ja się naiwna nią tak przejmowałam. A ona ewidentnie się bawi swoimi facetami. Mąż ją wyzywa od K...w, bo o kochanku wie. A ona kochankowi wymyśla coraz to nowe powody, dla których się nie rozwiedzie: a to, że on ma żonę, a to,że ma mało płatną pracę, a teraz,że ma niezadbany dom. A on zmienia dla niej wszystko, a ona ciągnie dwie sroki za ogon. To na pewno nie jest kobieta, która kocha za bardzo.
Czasami chyba potrzeba mi większego dystansu do ludzi?

Jak konczylam studia mialam taka kolezanke ,konczylam zaocznie mialam wtedy juz starszego syna ,ona tez miala meza i dziecko .
Kiedy mialysmy luke w wykladach zawsze dzwonila do jakiegos goscia on podjerzedzal mieszkal w centrum blisko uczelni.
Kilka razy bylismy rowniez w sobote na piwku tez z nim .
Z mezem przyjezdzala do mnie nasze dzieci bawily sie ,on fajny widac ze kochal ja oddany byl ,zaradny.
Kiedys niewytrzymalam i spytalam sie jej o co jej chodzi
Powiedziala mi ze niech ja piorun trzasnie ,ale niewie dlaczego to robi.

Myślisz, że nie wiedziała?

Mysle ze byla troche niedojrzala i lubila towarzystwo meskie.

11 162 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-07 12:23:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja nie mogę studiować. Bo mi przyswajanie wiedzy nie idzie. Kiedy wiem,  że muszę, że egzamin nie mogę. I zajmuje mi to strasznie, ale to strasznie dużo czasu. To bardzo smutne.

A jak słyszę, że mogę, bo każdy może, wystarczy przysiąść to tym bardziej nie mogę.

11 163

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:
pati31 napisał/a:

Anastawio ,niewiem jak jest w Holandii ,ale wiem jak jest w uk jesli sie chce pracowac w swoim zawodzie
-jesli jestes pedagogiem ,to tutaj trzeba zrobic certyfikat i akademicki angielski zeby uczyc w szkole
-jak i rachunkowsc itp
Wiem ze jezyk trzeba znac akademicko biegle (rowniez posiadac taki certyfikat),teraz tutaj znowu zmienilo sie bardzo duzo polakow studiuje ,sa uczelnie tylko w soboty niestety odplatnie ,certyfikat wyzszej uczelni (zalezy jakiej ),kosztuje do tysiaca funtow
Napewno jest to dluga droga ,ale warto .
Przez kilka lat nauczylam sie dobrze jezyka mimo ze uczylam sie francuskiego i pisalam mature w tymze jezyku ,jak i potem na studiach mialam francuski i wlsoki (takie wybralam marzylam o francji od zawsze kto wie moze kiedys,choc tam tez sytuacja gospodarcza kiepsko stoi).
TEraz masz czas ,zajac sie swoim zyciem .
powodzenia

Teraz już nie mam wymówki, a to mamusia nie pozwoliła, tatuś chce inaczej, mąż będzie zły wink Mam już plan, już powoli się realizuje. Narazie nie wiążę przyszłości z moim dotychczasowym wykształceniem, ale zamierzam kształcić się w zupełnie innym kierunku. I nawet wiem, że to co robię oprócz satysfakcji da mi cudownego mężczyznę smile Takie mam wizualizacje, a co! Wiem,że ON już na mnie czeka. Narazie wisi na mojej tablicy marzeń, ale czuję jego obecność i motylki w brzuchu smile

O jej, a uchylisz rąbka?

ja czuje ze chodzi o joge? i swietnie bo z tego sa fajne pieniazki!!

11 164

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No, to są fajne rzeczy.

11 165

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

A ja nie mogę studiować. Bo mi przyswajanie wiedzy nie idzie. Kiedy wiem,  że muszę, że egzamin nie mogę. I zajmuje mi to strasznie, ale to strasznie dużo czasu. To bardzo smutne.

ja tak mam z scislymi ,jestem lingwistka ,humanistka i zawsze mialam problemy z matematyka ,na szczescie w uk studia humanistyczne to humanistyczne ,nie ma nie potrzebnych przedmiotw jak u nas ,jedynie te przydatne w zawodzie.
Ja dalej sie bede ksztalicic w swoim kierunku ,najwyzej kiedys padne i z kosci zostana osci heheheh ,ale kocham ruch i nic na to nie poradze.


Rob to co czujesz!!!

11 166

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

No, to są fajne rzeczy.

ja wrecz dostalam obsesji na punkcie ,pracy kombinuje ciagle jak zrobic zeby miec duzo czasu dla chlopcow i dobrze zarobic ,zeby jak najmniej zasilkow brac i chyba wiem co zrobie.Codziennie ogladam sekret i ucze sie z niego korzystac

11 167

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Milego Dnia dziewczynki !!!
pewnie wieczorem bede dopiero .))

11 168

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pati31 napisał/a:
hm... napisał/a:
Anstawia napisał/a:

Teraz już nie mam wymówki, a to mamusia nie pozwoliła, tatuś chce inaczej, mąż będzie zły wink Mam już plan, już powoli się realizuje. Narazie nie wiążę przyszłości z moim dotychczasowym wykształceniem, ale zamierzam kształcić się w zupełnie innym kierunku. I nawet wiem, że to co robię oprócz satysfakcji da mi cudownego mężczyznę smile Takie mam wizualizacje, a co! Wiem,że ON już na mnie czeka. Narazie wisi na mojej tablicy marzeń, ale czuję jego obecność i motylki w brzuchu smile

O jej, a uchylisz rąbka?

ja czuje ze chodzi o joge? i swietnie bo z tego sa fajne pieniazki!!

heheh kolo mnie tez sie ktos kreci ,taki wlasnie podobny do mnie z swietnymi pasjami,hehhe niestety nic z tego nie bedzie ,bo przez najblizsze dwa lata zamierzam korzystac z swojego potencjalu i zycia

11 169

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No jak się coś lubi to jest inaczej.
Ja znów byłam zawsze dobra z matematyki i fizyki. Rozwiązywałam zawsze dodatkowe zadania. Ale chciałam zając się fryzjerstwem. Ale moja mądra mama kochająca pracę w biurze uznała,  ze to jest świetne i cudowne i nie pozwoliła mi iść do szkoły fryzjerskiej. A bo matura potrzebna, bo to, bo tamto. I gówno mam z tej matury, roboty papierkowej nienawidzę. Pracy w zawodzie nie miałam nigdy, więc teraz po ptakach. Świetna praca, ta.
Ja pamiętam z mojego dzieciństwa takie coś. Byłam już w starszej klasie. Oceny maiłam różne. I zawsze na lekcji zastanawiałam się skąd dziewczyny wiedzą to z czego ich nauczyciel pyta. Może to głupie i zacofane jakieś. Ale ja nie wiedziałam, że trzeba sobie może przeczytać w książce to co na lekcji poprzedniej było. Pewnie uznacie to za głupie i niemożliwe, ale naprawdę tak było. Jakoś wcześniej nie było to potrzebne. A z przedmiotów  ścisłych nie było to potrzebne nigdy. Dla przyjemności i pewnie dla wprawy rozwiązywałam sobie zadania w domu i tyle.

11 170

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miłego dnia Pati

11 171

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm... na kurs fryzjerstwa marsz! I to już! Jeżeli jest to to co lubisz, to działaj! Warto!! Nie poddawaj się, kombinuj, szukaj, poświęć czas i pieniądze, bo warto! Reszta ułoży się, mówię Ci!
A co do mnie, to nie jestem w relacji z żadnym mężczyzną, żeby nie było smile Mam faceta "wirtualnego" u boku, wizualizuję sobie go i jak o nim myślę, to aż mam motyle w brzuchu big_smile

11 172 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2012-06-07 13:30:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny,on nie mieszkal przez kilka miesiecy z zona,ale rozwodu nie mieli.,ale ze soba nie byli,zreszta tak jak ja od roku prawie nie mieszkam i rozwodu nie mam...a nagle postanowili sprobowac jeszcze raz,dzieci nie maja...i ja w tym wszytskim.wiec jak mam byc z nim?wiem ze nie moge,ale ciezko mi sie definitywnie rozejsc z nim....i doskonale wiem ze tak by bylo najlepiej..uwierzcie mi to mnie przerasta,jestem zbyt uczuciowa,psychika do niczego ktora mąz mi zniszczył i jeszcze na dodatek to mi potrzebne...dlatego tu jestem,potrzebuje jakiegos wsparcia,zrozumienia.
A co do policjantow to ja tez mam odpowiednia opinie na ich temat........
od razu widac jaka jestem nedzna i niedowartosciowana....nie wierze ze moze mnie jeszce cos spotkac normalnego..

11 173

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, czułam żonę... Masz ode mnie mocnego kopa w dupsko! Narazie nie wiem co Ci napisać.


Wielokropku??

11 174

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

teraz to mi sie dostanie..........ale ok.juz tyle zniosłam ze piszcie co chcecie...rany.....

11 175

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Truskaweczko, ja po prostu nie wiem co ci napisać?
Z jednej strony cię rozumiem, mąż był dla ciebie fatalny, padłaś w ramiona innego. Ale jest tu na forum tyle kobiet, żon, matek zdradzonych. Kto wie, czy jedną z nich nie jest żona twojego pana policjanta...

11 176

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
ankinom napisał/a:
zofia282 napisał/a:
ankinom napisał/a:

Zrobiłam mały eksperyment. Dałam nam "szansę", choć wiedziałam, że pewnych rzeczy nie zmienię, nie usłyszę kocham i nie otrzymam ich dowodów. Kilka tygodni względny spokój, prawie zero awantur, zajmowałam się osobą, dziećmi i mężem. Codziennie wmawiałam sobie, że jest ok, potrzebujemy czasu, no przecież rok walki, szarpaniny, awantur nie da się zapomnieć w tydzień, niby logiczne?

Codziennie wmawiałaś sobie, tak jak przez ostatnie miesiące sad 

ankinom napisał/a:

Efekt eksperymentu? No znacie smile Mój mąż bardzo zadowolony, ten upragniony święty spokój, ugotowane i wszystko cacy,
tylko jakoś tak mój entuzjazm przygasał ; kiedy potrzebowałam jego wsparcia to słyszałam: nawarzyłaś sobie piwa to sama sobie radź, pojawiły się kłamstwa w tak błahych sprawach, że zdumiewało mnie to bardzo, kiedy proponowałam wyjście, zawsze miał coś pilonego do zrobienia, np. oglądał telewizję, kiedy chciałam gdzieś pojechać z dziećmi, no wiecie tak rodzinnie, żeby dzieci poczuły, że mają dwoje rodziców, to odmawiał, a kiedy zwróciłam uwagę, to zabierał dzieci... i jechał tylko z nimi, rozmawiając z nim czułam się, że on czuje, że jego kontroluje, że szpieguję, oj dużo wymieniać, nie w tym rzecz, zrozumiałam, to co czego Liwia, nie potrafi zrozumieć : ON NIE CHCE Z NAMI BYĆ, tym bardziej gdy sam z siebie musiałby coś w zamian dać, ON CHCE ŚWIĘTEGO SPOKOJU, SEKSU I PORZĄDKU.

a to ci eksperyment sad
Wnioski:
ON- zadowolony gdy żona nie ma pretensji i cichutko siedzi. Wszystkie obowiązki przekazał żonie. Nie wspiera jej. Oszukuje nawet w mało ważnych sprawach. Nie chce "tworzyć" rodziny a przynajmniej traktuje żonę poza jej nawiasem. Ma świadomość niepokoju żony o jego wierność i nic z tym nie robi. Ma seks i porządek w domu i posłuszną cichą żonę.

ONA- milcząca, zajęta wszystkimi obowiązkami domowymi, pilnująca porządku w domu i dmuchająca na gasnące ognisko domowe. Apatyczna. Nie dostaje od partnera wsparcia. Jest świadoma jego idiotycznych kłamstw. Opuszczona, zlekceważona, kontrolująca, bo mająca świadomość jego oszustw. Podejrzewam, że seksem chcąca rozpalić uczucia w oziębłym mężu i udowodnić mu, że jeśli odejdzie, straci wyjątkową kochankę (w jej osobie).

To ja bez eksperymentów miałam takie życie, a jakie Twoje było przed tym eksperymentem?



ankinom napisał/a:

Ale najlepsze jest to, że wcale mnie to nie zasmuciło, byłam na to przygotowana....

A powinno Cię smucić...no chyba, że czerpiesz radość z takiego życia sad

ankinom napisał/a:

Wczoraj, kiedy czytałam jedną z tych mądrych książek, uzmysłowiłam sobie, że ogromnie się cieszę, że dzisiaj nie przeżywam tych okropnych uczuć co rok temu, już tak nie boli...

Wielokropku: dałam czas czasowi - zadziałało!

Ankinom nic nie zadziałało! MNIE bolą wnioski wyciągnięte z Twojej opowieści sad
Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu -  do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.

ankinom napisał/a:

Ale te uczucia są słabsze, panuje już nad nimi, nie powodują wybuchów niekontrolowanej wściekłości, która tylko mnie wypalała, zaakceptowała je....myślę, że już zawsze będą ze mną, ale ważne by wykorzystywać je dla budowania zdrowszych i mocniejszych relacji. Już nie chcę by ON mnie kochał, ja chce być kochana, a to pierwszy stopień wyzbycia się uzależnienia.

Dzisiaj widziałam się z żoną alkoholika. Dziewczyna chodziła na terapie dla współuzależnionych gdzie usłyszała, że nasz mózg przyzwyczaja się i dlatego tak wiele tolerujemy i sprawy ze zła, które się dzieje nie zdajemy. Myślę, że to się właśnie tak odbywa. Podobnie jak ze smakiem. Kiedy wkładamy do buzi gumę do żucia czujemy jej intensywny smak. Po krótkim czasie smak zanika, ale to mózg nasz przyzwyczaił się do smaku i nie odbiera go już. Wystarczy wyjąć na jakiś czas gumę i ponownie włożyć ją do ust. Guma znowu ma intensywny smak, znowu, do chwili przyzwyczajenia się naszego mózgu.
Tak więc Ty przyzwyczajasz się do swego życia.....

ankinom napisał/a:

Wczoraj w kościele, ksiądz powiedział, że powinniśmy wybaczyć naszym winowajcom i wiecie co wybaczam jemu i sobie.

Szkoda, że nie mówił : miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Szkoda, że nie mówił o poszanowaniu w rodzinie, o miłości i opiece małżonków.

ankinom napisał/a:

Jestem pewna, że już nie kocham i że nie chcę z nim być i nie boje się być sama, wiem, że dam sobie radę, nie czuję już tego ubezwłasnowolniającego strachu - choć nadal jestem bez pracy. Pełną swobodę poczuję tylko wtedy gdy zamknie za sobą drzwi....

a te słowa przeczą poprzednim...

bez komentarza sad sad sad

Zdrowia Ci życzę.

Jeżeli chodzi o ten eksperyment.... mam dużo naiwności w drugiego człowieka , czyli w mojego męża big_smile i ba wierzyłam, że bez miłości też da się żyć. Wnioski: jasne, że da tylko takie życie jest totalnie do du*py, ale kto nie spróbuje ten?.

To nie zupełnie tak: chciałam zobaczyć, czy on coś wyciągnął z tej naszej ponad rocznej awantury. Wniosek jeden: nie kocha, ale dopiero niedawno to do mnie dotarło. Zofio sama pisałaś, że niby wiedziałaś, że zdradza, nie kocha, ale jednak codziennie temu zaprzeczałaś... do pewnego momentu....
Pewnie gdybym z nim nie mieszkała to by mi takie głupie pomysły do głowy nie przychodziły?.

tak właśnie było: on zadowolony, ja apatyczna, ja ten smutek odniosłam tylko i wyłącznie do ostatniego "eksperymentu", podskórnie wiedziałam, że to nie może się udać i tylko dlatego nie zasmuciło, szanse dałam ? dałam, nie wyszło nie mam już nic sobie do zarzucenia w tym temacie, no ale jeżeli chodzi o cały nasz związek to jest mi mega smutno, że nie przetrwał, tak ja i Tobie i wielu nam podobnych....

Mój mózg doskonale rozpoznaje co jest dobre, a co złe i pewnie, że można się przyzwyczaić do swego życia i bólu jakie niesie, ale gdyby tak było to raczej mnie by tutaj nie było, bo przecież wszystko jest ok, no nie? A g**wno prawda, moje życie to jedna wielka porażka, nieświadomie pozwoliłam sobie wejść na głowę, dzisiaj za to płace wysoką cenę - Nie Zofio, już nie godzę się na to dawne życie. Nie wiesz jak wyglądają u mnie dni, nie widzisz nas kiedy się nie odzywamy, są krótkie zdania dotyczące dzieci, razem nie wychodzimy, nie śpimy i nie uśmiechamy, a rok temu było inaczej, pozory dobrego małżeństwa, on udawał, że kocha, ja udawałam, że wierzę, nic nie pozostało po tamtych dniach, nic poza złym smakiem, jak po wyzutej gumie, wypluć i wziąć nową...

no cóż walczę o siebie tym co mam - mieszkam z nim, ale jak z sublokatorem, pewnie, że wolałabym, mieszkać sama, łatwej było by uwierzyć, że jestem o krok do przodu, zresztą tu nie chodzi o to, kto w co wierzy, ja wiem, co czuję i jak dalej pokierować swoim życiem, mam świadomość, że mój związek był zły...

No cóż pewnie powinnam rzucać gromami w męża, że zmarnował mi życie, ale halo gdzie ja wtedy byłam? Otóż obok i sama tworzyłam rzeczywistość wokół siebie, to ja sama pozwoliłam na takie traktowanie, to ja nie reagowałam na ostre słowa, kłamstwa,  to ja  robiłam wszystko by jego zadowolić, wbrew sobie , czy to on był niedobry? Nie, on chciał mieć idealną żonę, co w tym złego? Nic, tylko, że problem w tym, że ja nią nie umiałam być i powinnam odejść, wiedząc, że nie jestem akceptowana taka jaka byłam. Wiele ludzi łączy się w pary myśląc, że człowiek to plastelina łatwa w obróbce, otóż drogie panie i panowie, nie robi się eksperymentów na żywym organizmie. A żeby nie było, że jego wybielam, to powiem tak: nie miał prawa na mnie krzyczeć, obrażać i okłamywać, bo zupełnie sobie na to nie zasłużyłam i wymagać ode mnie rzeczy sprzecznych z moją naturą, nie odpowiadam? to też powinien odejść - no i odszedł, no może nie zupełnie, bo okazało się ,że logistycznie jest to dość trudne - finanse. Wierz mi Zosiu, obydwoje się męczymy w tym układzie, bo obydwoje nie chcemy już być ze sobą. W Twoim przypadku mąż, choć zdradzał, to raczej nie kwapił się do wyprowadzki, prawda? To Ty i Twoja siła walki o lepsze jutro wyrzuciła jego z domu, no i co tu kryć on dał się wyrzucić, ja próbowałam? jedyne rozwiązanie to moje wyjście?.

Źle przedstawiłam słowa wybaczam - nie wybaczyłam  na zasadzie i teraz będziemy mieszkać razem długo i szczęśliwie. Wybaczyłam, to, że się pogubił i nie miał dość odwagi odejść, wybaczyłam tę jego naiwność, że uda się jemu mnie zmienić, wybaczyłam wiarę, że może uda nam się wspólnie stworzyć dom rodzinny, wybaczyłam, że przywiązanie uważał za miłość, wybaczyłam, że nie umie kochać, wybaczyłam, że nie potrafi stworzyć rodziny.

Nie wybaczę zdrad emocjonalnych. Uważam, że najpierw powinien zakończyć związek ze mną ,nie wybaczę słów: z nią chcę spróbować zbudować szczęście i że uczucia do niej są silniejsze?.

Sobie wybaczam, że nie miałam odwagi odejść, wybaczam sobie, że nie zaznaczyłam swojej odrębności, wybaczam sobie, że winiłam siebie, za jego złe mnie traktowanie, wybaczam sobie, że próbowałam  zmienić się w innego człowieka, wybaczam sobie, że nie doceniałam swojej indywidualności, wybaczam sobie wiarę, że wystarczy tylko moja miłość, wybaczam sobie, że wierzyłam w jego miłość, kiedy czyny świadczyły o czym zupełnie przeciwnym, wybaczam sobie naiwność, że dzieci pomogą nam stworzyć  rodzinne ognisko?

nie wybaczę sobie, że nie potrafię wybaczyć jego zdrady?

Ostatnie zdanie zostawiłaś bez komentarza, to również oddaje obraz w jakim żyje związku, jak z nieobecnym sublokatorem. Chociaż z drugiej o niczym nie świadczy. Czy jak byłaś chora to mąż był przy Tobie, czy raczej był w pracy, no bez jaj nikt nie bierze wolnego, bo żona ma katar smile

Buziaki, czuję się lepiej ...
aha mój sublokator przywiózł mi wczoraj aspirynę smile

Ja sobie nie wyobrażam takiego życia. O jakie sprawy finansowe chodzi? Tysiące kobiet radzi sobie z tym, nawet nie dostaje alimentów. Nie rozumiem tego.

No widzisz hm, jak widocznie do tego tysiąca nie należę, ale Ty powinnaś najlepiej wiedzieć jak się żyje bez pieniędzy. Ja nie mam pracy, jeszcze, alimentów też jeszcze nie i co dumą mam nakarmić dzieci?
Tu nie mam nic trudnego do zrozumienia. Poza tym czym moja sytuacja domowa różni się od Twojej? Tak samo żyjemy jak dwoje obcych ludzi, każdy w swoim pokoju, widzisz jakaś zasadniczą różnicę? I nie oszukujmy się dlaczego jeszcze z nimi jesteśmy - pieniądze. Czy gdybyś zarabiała więcej nadal byś mieszkała z nim? Raczej wątpię. Jesteś silną babką i gdybyś miała poczucie stabilizacji finansowej to pewnie pan by wyleciał z hukiem za razem z nim jego gitara. Ot proza życia.

11 177

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ktoś mnie wołał? big_smile



Truskaweczko30,
po takim Twym wyznaniu:

Truskaweczka30 napisał/a:

teraz to mi sie dostanie..........ale ok.juz tyle zniosłam ze piszcie co chcecie...rany.....

długo na Twój temat nie napiszę.
Kłócić się z Tobą, o Ciebie, w Twojej sprawie?
Łaskawie będziesz zezwalała na napisanie kilku słów prawdy.
Dziękuję, nie jestem zainteresowana.
Czekaj w dojrzewalni.

11 178

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
hm... napisał/a:
Liwia napisał/a:

Potrafię zrozumieć, tylko pogodzić się nie mogę.

Czas...

http://fordoh.wrzuta.pl/audio/0UtgCc9D7Ui/#none

A jeszcze tylko się zapytam, pogodzić się nie możesz, czy nie chcesz Liwio?

Chyba raczej nie mogę niż nie chcę. Teraz moje "nie chcenie" nie ma już znaczenia dla nikogo, ani dla mnie, ani dla niego.

Teraz zaczyna do mnie dochodzić na czym "to wszystko" polega. On mnie nie chce i nie będę go zmuszać, aby zechciał. Teraz wiem - potwierdza mi to tylko psycholog, że mój mąż już nic ode mnie nie chce, jedynie zwalić całą odpowiedzialność za niepowodzenia w związku na moje barki i męcz się kobieto a ja mam ręce czyste. Kiedyś przecież też tak było- wszystko było moją winą i teraz tez tak ma być.

11 179

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aniknom.
Męża się pozbyłam, mimo, że pieniędzy nie miałam.  Wpadłam w kłopoty finansowe.
A teraz gitarowy swoje ja u mamy.

No ja wiem jak to jest bez pieniędzy, wiem to doskonale.

11 180

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

a to ci eksperyment sad
Wnioski:
ON- zadowolony gdy żona nie ma pretensji i cichutko siedzi. Wszystkie obowiązki przekazał żonie. Nie wspiera jej. Oszukuje nawet w mało ważnych sprawach. Nie chce "tworzyć" rodziny a przynajmniej traktuje żonę poza jej nawiasem. Ma świadomość niepokoju żony o jego wierność i nic z tym nie robi. Ma seks i porządek w domu i posłuszną cichą żonę.

ONA- milcząca, zajęta wszystkimi obowiązkami domowymi, pilnująca porządku w domu i dmuchająca na gasnące ognisko domowe. Apatyczna. Nie dostaje od partnera wsparcia. Jest świadoma jego idiotycznych kłamstw. Opuszczona, zlekceważona, kontrolująca, bo mająca świadomość jego oszustw. Podejrzewam, że seksem chcąca rozpalić uczucia w oziębłym mężu i udowodnić mu, że jeśli odejdzie, straci wyjątkową kochankę (w jej osobie).

To ja bez eksperymentów miałam takie życie, a jakie Twoje było przed tym eksperymentem?

Miałam tak podobnie do kilku dni wstecz przez dłuższy czas. Nie da się tak "trwać", no nie da, chyba , że ma sie taki charakter.

Posty [ 11 116 do 11 180 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 170 171 172 173 174 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026