Chcę nad sobą pracować. Chcę zmienić swoje życie na lepsze. Ciężko będzie bardzo, ale będę się starała.
10 986 2012-06-02 22:33:39
Podobne tematy
10 987 2012-06-02 22:36:28
Chcę nad sobą pracować. Chcę zmienić swoje życie na lepsze. Ciężko będzie bardzo, ale będę się starała.
No to dobrze.
Już myślałam, że chcesz siebie zmienić po to, żeby Twój mąż się zmienił...
10 988 2012-06-02 22:39:09
Sam sobie na to zapracował.
10 989 2012-06-02 22:39:38
Chcesz zmienić swoje życie na lepsze?
To znaczy?
10 990 2012-06-02 22:42:25 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-06-02 22:44:08)
Chcę pracować nad sobą. Dalej odbywać terapię i robić tak, abym była szczęśliwa.
Nie chcę zmieniać sie, by zmienić męża. Albo zauważy te zmiany, albo i nie.
10 991 2012-06-02 22:46:34 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-02 22:52:01)
...
10 992 2012-06-02 23:00:19 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2012-06-02 23:00:45)
Liwio,
Bawisz się dramatycznym trójkątem Karpmana. To narzędzie z jednej strony pozwala sobie uświadomić pewien mechanizm. Dla osób myślących zdrowymi kategoriami przyczynowo-skutkowymi każe sobie zadać pytanie - co legło u podstaw tego trójkąta, co zapoczątkowało tę spiralę. Z drugiej jednak strony ta teoria jest bardzo niebezpieczna dla osób i tak już zapędzonych w kozi róg poczucia winy. Tylko je w owym poczuciu winy utwierdza, dając usprawiedliwienie prawdziwym przycznom "odpalenia" tego Karpmanowskiego mechanizmu. Czy byłabyś "kontrolerką" gdybyś nie dostała "odpowiednich" bodźców zanim się nią stałaś?
Gdybyś była wolna od skłonności do toksycznych zależności, to nie dałabyś się W OGÓLE w ten trójkąt wplątać i zrobić z siebie "kontrolerki". I tylko w tym jest Twoja "wina".
10 993 2012-06-02 23:10:35
Czy to jest tak, że im mamy gorzej w związku, to trudniej nam odejść?
10 994 2012-06-03 09:20:47
Życie jest do d..y
On mnie zdradził, a teraz próbuje mi udowodnic ,ze ja go zdradziłam.
Boze jakie to jest pokręcone
Chciałam ,ale nie potrafiłam
Zrozumiałam ,że bym czuła do siebie obrzydzenie
Jestem zagubiona ........nie wiem co mam robić
Brak mi sił
Wyprowadził sie tydzień temu
A ja nadal w tym tkwię ![]()
10 995 2012-06-03 09:44:14
Życie jest do d..y
On mnie zdradził, a teraz próbuje mi udowodnic ,ze ja go zdradziłam.
Boze jakie to jest pokręcone
Chciałam ,ale nie potrafiłam
Zrozumiałam ,że bym czuła do siebie obrzydzenie
Jestem zagubiona ........nie wiem co mam robić
Brak mi sił
Wyprowadził sie tydzień temu
A ja nadal w tym tkwię
Zdradził Cię, odszedł= nie zależy mu naTobie.
A Ty dalej zawracasz sobie nim głowę. Po co?
Przecież masz teraz szansę na nowy związek, pełen miłości i szacunku. Może nie już,nie jutro, ale w końcu poznasz kogoś kto zasługuje na Ciebie.
Jesteś lojalna, szanujesz bliskich, nie zdradzasz.
Po co tkwisz dalej w tym? Po co?
10 996 2012-06-03 10:18:32
Może dlatego ,ze był moja wielka i jak na razie jedyna miłością
Może dla tego ,ze nie potrawie zrozumieć dlaczego próbuje oskazyc mnie o coś czego nie zrobiła.
Może dlatego ,że próbuje mnie ściągnąć do swojego poziomu i obarczyć tym co on zrobił.
Może dlatego ,ze nie potrawie pogodzić sie z tym ,ze On kłamie.
10 997 2012-06-03 10:48:48
Ja jakos nie wierze ze po rozwodzie mozna spotkac kogos kto da nam miłosc i to wszystko na co zasłuzyłysmy,bo zasłuzyłysmy prawda?..ja w tym roku byłabym 8 lat po slubie,rok temu dowiedzialam sie ze moj maz mnie kłamał od lat,brał kredyty,nie spłacał ich,narobił długów,jak ja zobaczyłam u komornika cała teczke jego spraw to o mało nie zemdlałam,...masakra.Z mezem bylismy wczesniej wspaniałaym małzenstwem kochalismy sie jak nikt,wyszłam za niego z wielkiej miłosci,bylismy nie rozłaczni,była dla mnie wspaniały,dobry,kochany,zawsze zwracała sie do mnie bardzo dobrze i niewiem co sie stało ze zaczal mnie kłamac,niewiem ,nie mam pojecia...miał dobra prace,miał kirownicze stanowisko pracy,ale nigdy nie umielismy zbyt rozmawiac ze soba,jak widzialam ze cos jest nie tak i pytalam to on zawsze odpowiadał zebym siue niczym nie martwiła ze jest wszytko ok.i to go chyba przerosło bo wydaje mi sie ze chcial mi dac wszytsko co najlepsze a nie dał rady.......maz jest dzieckiem DDA.rok temu tarfil do psychiatryka,byla tam ponad 2 miesiace,odwiedzalam go prawie codziennie,jak tylko moglam,bo wtedy nagle zostalam z niczym,bez pracy z dlugami jego,bez grosza w wynajetym mieszkaniu masakra jak wspomne ale dalam rade,ccialam byc z nim mimo wszystko,chcialam cos ratowac,bo go kochalam tak jak w dniu slubu,..w psychiatryku stwierdzono osobowosc dysocjalna,jakies zaburzenia adaptacyjne,lekarz wtedy mi powiedzial ze jesli bedzie bral leki to mozna jakos dac rade ale on poprostu zawalił,wrocil do domu po szpitalu i nie mogl znalesc miejsca,pojecal niby za praca i juz nie wrocil,przyjezdzal na poczatku troche czasem na dzien ,dwa,bo przeciez mamy dziecko,7 letniego syna,leków nie bierze niewiem jak zyje,chcialm i probowalm zeby bylo dobrze,prosilam wroc do nas,damy rade,pospalacamy dlugi,razem damy rade,bo duzo nas łaczy...nie ma z jego strony zadnej inicjatywy,nie ma nic,tyle razy probowalm ratowac,zebysmy normalnie zyli,mieli normalny dom.w tym czasie zmienilam prace,znalazłam nowe mieszkanie,i zyje z dzieckiem i jakos dajemy rade,a on co innego pisze,mówi co innego robi i nigdy przez ten caly rok nie moglam na niego liczyc,do konca kłamie ze przyjedzie,do konca mowi ze da pieniadze,a jak przyjdzie co do czego milczy.nie odbiera telefonow.brak słow...nie interesuje sie mna ani synem.a mowi ze koca nas najbardziej na swiecie,czegos tu nie rozumiem...w tej chwili uwolnilam sie od niego,mimo ze nie zlozyalam jeszce pozwu o rozwód ani o alimenty.ale juz go nie kocham..juz mi lepiej bez niego.choc nie moge uwierzyc ze tak mi sie zycie potoczyło,nie moge,bo byl dla mnie wszytskim.zal mi syna bo byli zwiazani ze soba bardzo bardzo.ale on juz tez przestal pytac o tate..co moglam jeszce zrobic?powiedzcie chyba juz nic?musze załatwic rozwod i alimenty zeby miec za co zyc..ale nie wierze ze bede jeszce szczesliwa.jak juz pisalam miedzy czasie pojawil sie ktos i wiem ze na niego zawsze ale to zawsze moge liczyc mimo ze nie mamy szansy na bycie razem....poplatane te moje zycie,nikt ze znajomych nie moze uwierzyc ze ja biore rozwód nikt.ale co zrobic..codzilam do psychologa,bardzo duzo przezyłam i ciezko czasemale mysl ze jest ktos gdzies i mam w nim wsparcie daje mi siłe.....to taka moja historia w skrócie......
10 998 2012-06-03 10:59:35
Tez już nie wierze ,że można być szczęśliwym.
Myslałam ,ze jestem a to tylko ułuda..........
Mój jm potrafi stwarzać pozory dla ludzi nawet jak sie wyprowadzał to zrobił to po ciemku by nikt nie widział.
A może po prosty nie potrawie już być szczęśliwa,może nie chce.........
Jak próbowałam to odwróciło sie to przeciwko mnie................
Taka karma
Mam troche dziś psi humor dziecko jest u tata a ja sama w domu,wczoraj cały dzień sprzątałam aż padłam ze zmeczenia.
A dziś czekam ,nie potrawie sie niczym zająć ani skupić do 17-tej jeszcze tyle czasu
10 999 2012-06-03 11:02:38
Bo najgorsze sa niedziele,ogólem weekendy.......ja nie znosze,wole siedziec w pracy do 18 i wtedy nie mysle........
11 000 2012-06-03 11:12:32
To prawda.
Bym wolała być w pracy i harować byle miec zajeta głowe
a nie być tu i teraz .
Smutne kiedys uwielbiałam tu być ![]()
11 001 2012-06-03 11:24:43
(...)A może po prosty nie potrawie już być szczęśliwa,może nie chce.........(...)
Czyżby w tym zdaniu tkwiło wytłumaczenie Twego spojrzenia i na siebie, i na swoją przyszłość, i na brak energii oraz motywacji do zmiany siebie samej?
Nie ma obowiązku bycia szczęśliwą.
11 002 2012-06-03 11:26:48
Dziewczyny, jak będziecie siedzieć w domach i czekać na tych Waszych nieudaczników, którzy Was potraktowali w okropny sposób, to nigdy nie znajdziecie prawdziwej miłości.
Albo inne pewne siebie, kochające siebie dzieczyny, zdmuchną Wam sprzed nosa tych fajnych facetów.
Fajni faceci są. Tylko jak będziecie się brały za takich, którzy sprawiaja, że czujecie się nieszczęśliwe, to jak oni mogą okazać się fajni?!
Fajny facet to nie jest pierwszy lepszy zza rogu. Fajny facet jest fajny, gdy o Was zabiega, walczy. A ten co Was olewa i sprawia, że czujecie się nieszczęśliwe, to drań, nie facet.
11 003 2012-06-03 11:36:40 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-03 11:37:51)
Anstawiuo,
a jeśli ktoś się upiera przy byciu nieszczęśliwym do końca życia?
A jeśli ten ktoś upiera się, by swoim brakiem szczęścia uczynić odpowiedzialnym swego męża/jeszczemęża/partnera?
A jeśli taki ktoś, dzięki takiemu swemu zachowaniu, chce dokopać swemu mężowi/jeszczemężowi/partnerowi i dzięki temu cały czas podsycać u niego poczucie winy i być tzw. wyrzutem sumienia?
Często przecież takie zachowanie jest prostą, czystą manipulacją. Co z tego, że swoim kosztem.
11 004 2012-06-03 11:46:27
Wielokropku a jesli to mąż cały czas podsyca w tobie to poczucie wini,cały czas obarcza ciebie za to ,ze on to zrobił.
A ty nie potrafisz sobie przetłuaczyc ,ze to jest nieprawda?
Chciała być szczęśliwa tylko niestety nie wiem jak ,
boje sie ,ze juz tego nie potrawie,
że nie potrawie sie śmiać, że przestałam ufać
Zawsze miałam z tym problem a teraz jest to mega problem.
11 005 2012-06-03 11:48:23 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-03 11:48:51)
Chyba właśnie dotarło do mnie co to znaczy "postawić pewne granice w związku". Zaczyna do mnie docierać czego oczekuję od mężczyzny, od związku.
Jeszcze pozostaje kwestia asertywności. Czuję strach. Strach, że nie dam rady w odpowiednim momencie postawić tych granic i ulegnę, a ta uległość sprowadzi mnie do beznadziejnego stanu, który znam, stanu z przeszłości.
11 006 2012-06-03 11:50:56 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-03 11:54:48)
aiso,
jeśli sama nie możesz sobie dać rady i z rozstaniem, i z poczuciem winy, i ze zbudowaniem adekwatnego poczucia swej wartości, i z tysiącem innych jeszcze problemów, to skorzystaj z pomocy specjalisty.
Podejmij własną terapię. Własna terapia nie jest, to prawda, lekarstwem na wszelkie bolączki, ale pozwala na spojrzenie na siebie z prawdziwej perspektywy. Jest jeden tylko warunek: by była ona skuteczną trzeba własnej pracy nad sobą.
Anstawio,
tylko głupcy nie czują strachu. Ważnym jest jednak to, co robimy ze swoim strachem, tzn. czy ulegamy jemu, czy też bierzemy swój strach pod rękę i mimo niego działamy. czytając Twe posty i widząc, jaka drogę przebyłaś od czasu zawitania na forum, nie mam wątpliwości, że bliższa jest Ci druga opcja.
11 007 2012-06-03 11:54:16
Jak można chcieć być nieszczęśliwym?
Czy dokopanie mężowi,wzbudzenie w nim poczucia winy, może dać nam to prawdziwe szczęście? To jest męczarnia samej ze sobą!
11 008 2012-06-03 11:59:14 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-03 12:01:12)
Prawdziwe szczęście?
Cóż, znam sporo osób, które są nieszczęśliwymi na własne życzenie.
Dlaczego?
Mogę tylko przypuszczać. najbardziej przekonuje mnie myśl, że takie osoby bardzo dobrze znają sposób życia, schematy bycia nieszczęśliwą, wiedzą, jak się w takim świecie poruszać. Ten nowy, szczęśliwy, jest pociągający, ale strach jest zaryzykować, strach zmienić swe zachowanie.
I dlatego takie osoby pozostają na swoich miejscach, wzdychając od czasu do czasu, narzekając na swój los, zazdroszcząc innym odwagi potrzebnej do pójścia nieznaną drogą.
11 009 2012-06-03 12:00:32
Wielokropku próbuje i próbuje ale to co jest we mnie jest tak silnie zakorzenione ,ze ciagle odrasta a mi brakuje juz sił.
Kiedys pani psycholog powiedziała mi ,ze jestem jak plastelina która oderwała sie od swojego pan ale niestety nie za bardzo potrafi sie od niego oddalić i dlatego ciagle przegrywam ta walke.:(
11 010 2012-06-03 12:14:18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-03 12:15:47)
aiso,
przepraszam za porównanie, ale ja próbuję mieć wyprasowane wszystkie rzeczy, tylko... nie biorę żelazka do ręki.
Powtarzam do znudzenia: do pracy nad sobą trzeba być zmobilizowanym, zdeterminowanym, trzeba znaleźć się na swym własnym dnie. Ty zaś pływasz, nie odbijasz się od dna.
Nie potrafisz się oddzielić od swego męża, czy nie chcesz? Bo to dwie różne sprawy. I nie myślę tutaj o takim "chceniu" z rozumniej, mądrej głowy. Bo z takiej pozycji, to wszyscy pragną szczęścia. Ważnym jest jednak nie to, co mamy w zdrowym mózgu, tylko to, czym się kierujemy. Ty, widać to wyraźnie, kierujesz się w swym życiu "chorym" mózgiem, nie trzymasz go krótko na smyczy.
Byłaś u psychologa, to dobrze. Ale wizyta nie załatwi sprawy, psycholog też nie. Tutaj trzeba TWOJEJ pracy nad sobą pod okiem psychologa. Psycholog może pomóc, ale tylko wówczas, gdy jego klient pragnie tej pomocy, a nie przychodzi, by całą robotę odwalił właśnie specjalista.
Przeczytałam jeszcze raz Twój ostatni post. Widać w nim wyraźnie, że usprawiedliwiasz się. Po co? Przed kim? Przecież to Twoje życie. To Ty układasz je sobie, nikt inny nie jest za Twoje decyzje odpowiedzialnym; nie jest nawet, gdy Ty usiłujesz tę odpowiedzialność na kogoś przerzucić (a to na męża, a to na silnie zakorzenione mechanizmy, a to na brak siły). Przeczytaj zdania z mej sygnatury. Wielu osobom, tutaj na forum, pomogły.
11 011 2012-06-03 12:16:37 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-03 12:19:14)
Bo jest odwagą według mnie zerwać z dotychczasowym nieszczęśliwym życiem i spróbować zacząć żyć inaczej.
A okazuje się, że to "inne" życie, tak różne od tego dotychczasowego, daje nam o wiele więcej szczęścia niż sobie nawet mogłyśmy wyobrazić.
Ja już nie chcę wracać do tego co było. Widzę ogromną zmianę w moim postrzeganiu życia. Wolę mieć pozytywne spojrzenie na rzeczywistość, a "w tamym świecie" słowa POZYTYWNY i OPTYMISTYCZNY nie istniały w moim słowniku.
Jeszcze tylko muszę! wróć: CHCĘ nauczyć się swobodnego bycia asertywną, bez poczucia winy, złości, strachu.
11 012 2012-06-03 12:25:57 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-03 12:41:03)
Ależ oczywiście, że trzeba odwagi.
Ale ja odwagą nazywam zrobienie czegoś mimo strachu i lęku.
Dużo piszemy o strachu.
Mnie do pracy nad sobą zmobilizował właśnie strach; strach, że do końca życia będę osobą nieszczęśliwą. W efekcie mojego kroku jestem szczęśliwą, w tym samym związku od lat. Mało tego, okazało się, że mój mąż też woli mnie jako osobę zdecydowaną, pewną siebie, spokojną, niż jęczącą, przepraszającą, że żyję, histeryczną.
***
Czytając Twój post nie mam żadnej wątpliwości, że będziesz żyła szczęśliwie. ![]()
aiso,
nie wiesz od czego zacząć?
Zacznij od uświadomienia sobie swoich uczuć. Nie ukrywaj ich sama przed sobą. Usiądź na chwilę i poczuj to, co dzieje się w Twym sercu. Jakie tam masz uczucia? Nie spiesz się, udając tyle czasu, ukrywając je, możesz mieć kłopot z ich uświadomieniem sobie. Nie wiesz jakie przeżywasz? Nie wiem, gdzie taką listę uczuć schowałam (już raz ja zaprezentowałam), poszukam i umieszczę ponownie.
Weź się też za lekturę, zacznij od książki Beattie Melody "Koniec współuzależnienia".
11 013 2012-06-03 12:43:56
Od samego początku ufam Ci Wielokropku i jeszcze nigdy się na Tobie nie zawiodłam
I nawet gdy piszesz pod postami innych dziewczyn, to i ja z tego wyciagam wnioski. Dziękuję!
I czasami się uśmiecham, bo zawsze pojawiasz się w tych "odpowiednich momentach", tak jak i Tarantella. I tylko od dziewczyn zależy czy z Waszych postów wyciągną odpowiednie wnioski. No, ale one też muszą CHCIEĆ...
A tak w ogóle, to ja zawsze CHCIAŁAM zmiany. Widocznie wcześniej to nie był odpowiedni moment, dopiero spadałam na swoje dno. Dobrze,że to nie była studnia bez dna.
11 014 2012-06-03 12:45:53
Próbuje ,próbuje i ciagle dostaje po d...e i nie usprawiedliwiam się
przestałam zwalac juz od dawna na kogoś wine za moje grzechy
ale nie potrawie sie ruszyć z miejsca nie wiem jak to zrobić
nie wiem jak bardzo musze upaść by znaleść to coś w sobie
nie wiem po prostu nie wiem
nieraz wydaje mi sie to takie łatwe a innym razem nie moge tego udzignąc
11 015 2012-06-03 12:47:02
aiso i inne dziewczyny,
mogę Wam przesłać lektury w formie pdf, napiszcie mi tylko maila.
11 016 2012-06-03 12:51:56
dzieki ale mam już wszystkie obowiązkowe lektury w ty temacie i na dodatek przeczytane dużo tam ze mnie
Chyba zaczne czytac jeszcze raz moze coś przeoczyłam, cos co mi pomoże.
11 017 2012-06-03 12:54:52 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-03 12:58:48)
aiso,
wyobraź sobie, że w dalszym ciągu będziesz trzymała się tego, że nie masz siły, ze nie możesz. Wyobraź sobie siebie i swoje życie w takim stanie za lat 5.
A teraz pomyśl, że mając lat 53 w dalszym ciągu twierdzić będziesz, że nie umiesz, że nie potrafisz, że za trudno. Jak będzie wówczas wyglądało Twoje życie.
Podejmujesz decyzję o takim właśnie swym życiu?
Nie?
To do roboty nad sobą.
Będzie trudno. Będzie płacz i zgrzytanie zębami.
Ale wiedz jedno, warto przez to przejść. Możesz być szczęśliwą, wystarczy, że dasz sobie szansę.
***
Przeczytałaś te książki?
To teraz zacznij je czytać ze zrozumieniem.
***
Anstawio,
dzięki za dobre słowo. ![]()
11 018 2012-06-03 12:58:09
Dzieki Wielokropku pojawił sie usmiech na mojej twarzy ![]()
11 019 2012-06-03 13:02:39
Dzieki Wielokropku pojawił sie usmiech na mojej twarzy ![]()
11 020 2012-06-03 18:46:44
Jestem po wizycie jmęża. Trochę się stresowałam tym spotkaniem. Bałam się, że będzie chciał wrócić. Ale powiedział mi, że jest teraz szczęśliwy. Dlaczego miałby kłamać?
Ale mimo wszystko, to spotkanie było emocjonalne dla mnie i nie wiem czy chcę jeszcze takie spotkania przeżywać. Ale podchodzę do nich jak do testu z asertywności. Dzisiejszy test nie był wyjątkowo trudny i mogę powiedzieć sobie,że zdałam go na piątkę ![]()
11 021 2012-06-03 18:57:09
A ja dzisiaj widziałam jm przywiózł dziecko ,jestem wrogo do niego nastawiona moze to mini ale na razie wole go nie widywać wzbudza we mnie agresje i poczucie niesprawiedliwości jaka panuje na tym swiecie.
11 022 2012-06-03 19:28:01
Mimo wszystko, są to bardzo emocjonalne momenty. Mnie tak to trochę zżera od środka, sama nie wiem co...
Poruszyłam z nim temat moich rodziców,temat teraz u mnie najbardziej aktualny:) W pewnym momencie powiedziałam mu,że nie zależy mi na moim ojcu, jest mi kompletnie obojętny przez to jakim jest człowiekiem. I teraz doszłam do wniosku, że nie zależy mi chyba w ogóle na mężczyznach. Albo może chciałabym żeby mój jmąż był dla mnie tym, kim nie był mój ojciec? Dziwne uczucia...
Poza tym wciąż czuję się przy jmężu tak o krok za nim. Wciąż nie czuję się w 100% pewnie. Skoro próbuję mu dorównać, to znaczy, że jeszcze do końca nie czuję się ze sobą tak jak powinnam. Muszę to głębnie przeanalizować ![]()
11 023 2012-06-03 19:49:17
Życie jest do d..y
On mnie zdradził, a teraz próbuje mi udowodnic ,ze ja go zdradziłam.
Boze jakie to jest pokręcone
Chciałam ,ale nie potrafiłam
Zrozumiałam ,że bym czuła do siebie obrzydzenie
Jestem zagubiona ........nie wiem co mam robić
Brak mi sił
Wyprowadził sie tydzień temu
A ja nadal w tym tkwię
On nigdy nie przyzna się do tego przed Tobą.
11 024 2012-06-03 19:56:49
Dziewczyny gratuluje ze jestescie dzielne:)ja taka dzielna nie bylam jak mialam spotkanie w piatek z Nim...powiem szczerze ze siedzialam normalnie sie zachowywalam rozmawialismy,ale poczulam jego dłon na mojej rece a potem chciał sie przytulic i jak sie wtuliłam to juz byla masakra,wszystko wrocilo i sie skonczylo jak sie skonczylo........nie żałuje ale jestem krok do tyłu,a mialam byc do przodu..Boze jak ja sie uwolnie od niego....wiem ze musze.mamy kontakt ze soba,dzwoni do mnie,pisze smsy i wiem ze jest..ale nie tak jak bym chciala,a to boli.tak boli.....dzis mu powiedzialam ze albo zrywamy calkiem kontakt i wogole sie nie kontaktujemy bo pewnie jak bedziemy sie spotykac to zawsze sie skonczy tak jak w piatek,a ja niechce sie czuc jak smiec,co mam zrobic?on dodal ze jesli ja chce z nim kontakt calkiem urwac to ok.on to zrozumie ale ze jak cos to zawsze moge na niego liczyc i zawsze moge do niego zadzwonic.ale jak ja dam rade bez niego,jak zawsze był...masakra..umieram...kazda godzina czekania az zadzwoni az napisze jest meczarnia,jak ja to zniose,.....jak nie bede mogla napisac zadzwonic.....
11 025 2012-06-03 20:13:43
Dziewczyny gratuluje ze jestescie dzielne:)ja taka dzielna nie bylam jak mialam spotkanie w piatek z Nim...powiem szczerze ze siedzialam normalnie sie zachowywalam rozmawialismy,ale poczulam jego dłon na mojej rece a potem chciał sie przytulic i jak sie wtuliłam to juz byla masakra,wszystko wrocilo i sie skonczylo jak sie skonczylo........nie żałuje ale jestem krok do tyłu,a mialam byc do przodu..Boze jak ja sie uwolnie od niego....wiem ze musze.mamy kontakt ze soba,dzwoni do mnie,pisze smsy i wiem ze jest..ale nie tak jak bym chciala,a to boli.tak boli.....dzis mu powiedzialam ze albo zrywamy calkiem kontakt i wogole sie nie kontaktujemy bo pewnie jak bedziemy sie spotykac to zawsze sie skonczy tak jak w piatek,a ja niechce sie czuc jak smiec,co mam zrobic?on dodal ze jesli ja chce z nim kontakt calkiem urwac to ok.on to zrozumie ale ze jak cos to zawsze moge na niego liczyc i zawsze moge do niego zadzwonic.ale jak ja dam rade bez niego,jak zawsze był...masakra..umieram...kazda godzina czekania az zadzwoni az napisze jest meczarnia,jak ja to zniose,.....jak nie bede mogla napisac zadzwonic.....
Truskaweczko, po pierwsze nic nie musisz. Zastanów się czego chcesz?
Jesteś od niego uzależniona, a wyjście z każdego nałogu zaczyna się od tego, że człowiek postanawia sobie z tym skończyć. Żadnych ustępstw, uników, oszukiwań siebie. Albo definitywny koniec, albo brnięcie w ten bajzel głębiej. To tak jak z dietą. Jak chcemy schudnąć, to musimy przestrzegać zasad. I w Twoim przypadku, zerwanie z toksyczną znajomością być może oznacza zero kontaktów, smsów, telefonów.
Być może teraz nie żałujesz tego co się wydarzyło, ale kiedyś kto wie?
Wydaje mi się,że on się Tobą bawi a Ty mu dajesz siebie na każde jego zawołanie. Jak długo zamierzasz być jego zabawką?
11 026 2012-06-03 20:29:33 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2012-06-03 20:31:33)
Anstawio czego ja chce?Jego chce ale miec go nie moge.........i czego jeszcze?chce byc szczesliwa .....z kims dla kogo byłabym tą jedyna ksiezniczka.......napisalam mu smsa ze niechce bylejakosci bo sie czuje jak smiec,napisal mi to co wymysliłas,a ja mu na to ze -czy juz nic mi nie moze dac?to napisal ze ok.rozumiem,juz nic nie pisz....to chyba koniec,definitywny,zawsze mowil ze nie wyobraza sobie jak mogło by byc jego zycie beze mnie,ze nie wytrzyma jesli nie bedzie wiedzial co u mnie intakie tam...a moze dobrze?moze jak sie nie bedziemy kontaktowac to sam zateskni za mna?i sie odezwie.........złudne nadzieje.....znam go jak sie tydzien temu rozstawalismy to plakalismy jak dzieci,wychodzil wracał i tak dalej,tak oboje przezywalismy....ale nie napisze juz do niego,a jak bedzie dzwonil to nie odbiore mimo ze mnie sbedzie skrecac z bólu,bo juz mnie skręca.....jestem uzalezniona od niego,niestety,taka jest prawda.jak ja jutro wstane do pracy zmysla ze juz go nie ma......i czemu mnie w zyciu spotykaja same cierpienia?dlaczego?jakie to beznadziejne......dobrze ze jestem na prochach...niecce byc kochanka ani kolezanka dla niego,cce byc kims wiecej....
11 027 2012-06-03 20:34:40
aiso i inne dziewczyny,
mogę Wam przesłać lektury w formie pdf, napiszcie mi tylko maila.
Ja bym poprosiła "Nie zależy mu na Tobie"czy coś takiego. Masz może?
11 028 2012-06-03 20:37:01
Truskaweczko, jest wiele rzeczy, które ja chciałabym mieć, ale nie mam. Może kiedyś je zdobędę, a może nie.
Chcesz się czuć jak księżniczka, a przy nim czujesz się jak śmieć.
Jak jeszcze się przy nim czujesz: czujesz się kochana, szczęśliwa, czujesz się bezpiecznie, czujesz się szanowana, czujesz się kobieco? Między innymi takie uczucia towarzyszą w związku opartym na zdrowych relacjach.
11 029 2012-06-03 20:38:28
Anstawia napisał/a:aiso i inne dziewczyny,
mogę Wam przesłać lektury w formie pdf, napiszcie mi tylko maila.Ja bym poprosiła "Nie zależy mu na Tobie"czy coś takiego. Masz może?
Jasne! Zaraz zabieram się za wysyłanie.
Trzymasz się jakoś?
11 030 2012-06-03 20:39:08
Nutka niepewności?
Dojdziesz do perfekcji. w tempie błyskawicznym.
11 031 2012-06-03 20:41:06
Truskaweczko, mam nadzieję, że te prochy na których jesteś są od specjalisty?
Najpierw musisz być kimś więcej dla siebie, potem będziesz wszystkim dla kogoś...
11 032 2012-06-03 20:43:12
Przy nim czuje sie szczesliwa,szanował mnie zawsze,czułam sie bezpiecznie bo wiedzialam ze cokolwiek sie nie wydarzy on mi pomoze we wszytskim,ze znajdziemy rozwiazanie z kazdej trudnej sytuacji,ale szczesliwa to pojecie wzgledne bo z nim bylam wtedy szczesliwa kiedy był blisko.ze mna u mnie w domu...ale bylo tych chwil miedzy nami mnostwo,tyc cudownych,ale juz wiem ze musze sie od niego uwolnic,a to bedzie bolec długo......pekło mi serce i niecce mi sie zyc...
11 033 2012-06-03 20:46:06
![]()
11 034 2012-06-03 20:46:37
mimo ze jestem kobieta ,tak jak inni mowia, ładna,zadbana i wogole to od zawsze bylam niedowartosciowana od zawsze,masakra....i dlatego moze nie wierze w siebie,
A prochy to prozac biore od ponad tygodnia kiedy sie rozstalismy pierwszy raz..on mi je załatwił bo prosiłam go o to.
11 035 2012-06-03 20:52:49
Żebyś sobie tym nie dorobiła, bo tak bez kontaktu z lekarzem to ryzyko.
Ja rozumiem ten brak dowartościowania. To jest ból. To jest przykre. To chrzani nam wszystko.
11 036 2012-06-03 20:55:30
mimo ze jestem kobieta ,tak jak inni mowia, ładna,zadbana i wogole to od zawsze bylam niedowartosciowana od zawsze,masakra....i dlatego moze nie wierze w siebie,
A prochy to prozac biore od ponad tygodnia kiedy sie rozstalismy pierwszy raz..on mi je załatwił bo prosiłam go o to.
Truskaweczko, prochy nie sprawią,że staniesz się dowartościowana. Zastanów się co robisz, bo to nie jest dobre wyjście!
Facet też nie sprawi, że staniesz się dowartościowana!
Próbowałaś konsultacji ze specjalistą?
11 037 2012-06-03 21:09:00 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2012-06-03 21:10:39)
Wiem ze procy nie sprawia ze stane sie dowartosciowana,ale ja ich potrzebuje bo nie dalabym rady rano wstac z łozka w takiej beznadzieji,nie wyobrazacie sobie jak ja przyzywam takie rzeczy,wtedy wszytsko bym zawaliła,nic nie jest wazne,a to prochy na depresje ktora byc moze juz mialam,ale od kad je biore to troche mi lepiej,jestem troszke obojetna ale wiadomo cudów nie ma.musze przezyc to rozstanie.musze zyc bez niego,Boze łzy mi sie leją po klawiaturze........jaka ja musze byc beznadziejna skoro on mnie nie chcial........po co zyc kiedy nie ma go przy mnie....
11 038 2012-06-03 21:16:47
Truskaweczko, możesz zamiast prochów obejrzeć wszystkie części "Piły". Też stawiają na nogi. Albo pobiegać, popływać, iść na spacer, do teatru, zumba, fitness, joga... Prochy, brane na dodatek bez konsultacji z lekarzem, tylko Cię otumania, a problem i tak nie zniknie. Kto wie, może się pogorszy. Może bez prozaca spojrzałabyś na swoją sytuację wyrażniej, może dostrzegłabyś coś, czego nie widzisz?
Rozstania bolą, porzucenia, zdrada i tego typu sprawy bolą. Ale jak długo będziemy tenból znosić i w jaki sposób go przeżyjemy, zależy tylko od nas.
Ja wierzę, że jesteś silną osobą, wartościową, mądrą, pełną zalet. I wierzę też w to, że życie jest piękne!
11 039 2012-06-03 21:18:23 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-03 21:21:13)
A ja myślę,że on jest beznadzieją, że Ciebie nie chce. Weź, chrzań go!
11 040 2012-06-03 21:31:53
Bez prochow nie dam rady,siedzilabym i wyła tylko a musze pracowac bo musze sie utrzymac i syna...jak ja sobie poradze kiedy ja zaczynalam dzien od mysli o nim,od telefonu od niego od smsa na dzien dobry,od tysiecy smsow,kazda mysl o nim,wszytskie plany z nim,wolne dni z nim,kiedy ja z tego wyjde za ile?masakra.jestem załamana
11 041 2012-06-04 02:23:45
I znów nie mogę spać,znowu do mojej głowy zawitały demony.
Zastanawiam się jak to będzie i nie widzę nic dobrego dla siebie.
Przezywam to co będzie za dwa tygodnie .........zabierze go do niej,
Noce są najgorsze nie ma gdzie uciec.......
Boje się samotności ........:(
11 042 2012-06-04 07:05:27
Nie wiem czy zdrowieję Anstawio. Nie mam pojęcia, w każdym razie widzę-jestem kontrolerką i nie wiem czemu nią się stałam?!
Hm...Nie dziwię mu się, ciężko jest żyć z taką osobą, na pewno ciężko
Chciał dziś odejść, powiedział, że mnie kocha, ale dłużej już tego nie wytrzyma. Znów gdy rozmawiał przez telefon zbudowałam sobie historię , która była moim wymysłem i awantura murowana z mojej strony. Dlatego chciał odejść, zatrzymałam go.....
A jak Ty czujesz się z tym kontrolowaniem ?
Nigdy nie ograniczałam męża, nie zabraniałam czegokolwiek. Miał całkowitą swobodę. Kiedy znalazłam pierwsze SMS- y, jego telefon był często kontrolowany. Robiłam to aby udowodnić SOBIE, że romans zakończony. Kiedy odbierał ode mnie telefon ( a dzwoniłam 2,3 lub 4 razy dziennie) wszystko było ok., ale kiedy telefon miał wyłączony...szalałam. Skręcało mnie z niepewności i oczywiście działała wyobraźnia. Widziałam ich razem, przytulonych, szczęśliwych. Kiedy wracał wpatrywałam się w każdy gest, wsłuchiwałam w każde słowo. Mimo wszystko nie ograniczałam go a jedynie czekałam na słowo "odchodzę" i ciągle go nie było. Awantury, które robił mi po alkoholu najpierw mnie zadziwiały a potem przerażały.I tak zaczął się mój upadek. Kochałam go a mimo wszystko byłam gotowa na rozstanie. Nie raz o tym mówiłam, wykrzykiwałam, jednocześnie czekając na jego zgodę. Nie było jej. Było poniżanie, zdrady i słowa o rozstaniu mówione tylko na rauszu.....na trzeźwo nie było o tym mowy.
Wsłuchiwanie się w słowa, wpatrywanie w gesty i ten cholerny telefon z wykasowywanymi sms - ami i rozmowami z jej coraz to nowym numerem telefonu....zniesmaczało mnie to bardzo a jednocześnie nie umiałam powiedzieć stanowczo, dość ! Pamiętam jeszcze trzęsące się ręce i zaciśnięte gardło. Nienawidziłam siebie, brzydziłam się sobą a nadal sprawdzałam i robiłam to dla potwierdzenia jego słów " nic się nie dzieje". Marzyłam znaleźć ich potwierdzenie, niestety zawsze coś niepokojącego znajdowałam.
Nigdy więcej nie chciałabym przeżyć kontrolowania kogoś .....
11 043 2012-06-04 08:21:36
pati31 napisał/a:Tez zdalam sobie sprawe z takiego prawdziwego dojrzalego zycia ,nie z telenoweli ,rowniez podchodze do facetow jak do innego gatunku ,i wszystko sie rozbija o przyjzan w zwiazku nawet nie milosc ,tylko dogadanie sie ,ale takie szczere do bolu ,wzajemna akceptacja.Porypane to wszystko niemozna naprawde byc emocjonalnym w tym chorym swiecie.hhhmm
Pati, w DOBRYM związku, jest wszystko to co napisałaś i jest też przede wszystkim MIŁOŚĆ, są EMOCJE, przyjemny SEKS.
Brakuje tutaj pań, które opowiedziałyby o swoich dobrych związkach. No ale to w końcu forum dla kkzb
Anstawio wydaje mi się, że te dobre związki po latach...no niewiele ich. Jakoś z czasem mija szacunek. Gdy słyszę z ust mężczyzny "moja stara" w odniesieniu do żony.... masakra, a takich mężów jest trochę. Osobiście niewiele związków znam szczęśliwych po latach.Z czasem małżonkowie oddalają się. Brakuje uścisków, miłych gestów, trzymania się za rękę. chodzenia w objęciach. Ale znam takie małżeństwo kochające się po latach i okazujące sobie to i po śmierci żony on całujący jej ślady, zrospaczony....
Mój związek był postrzegany jako ten udany. Wszyscy myśleli, że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. On zaglądający mi w oczy, przytulający się. Nazywał mnie "misiek", lub "misiaczek" a robił swoje. Nie chciałam demonstrować swojej pewności jego zdrad a i miałam nadzieję, że to wszystko jest szczere i z miłości wypływa. Dziś chce mi się z tego śmiać, dziś się z tego śmieję ![]()
11 044 2012-06-04 08:22:15
Boże,niespałam całą noc,nie moglam,wstalam i wzielam tabletke na spanie,niewiele mi pomoglo,masakra,jak ja dzis wytrzymam do 18 w pracy,i jak ja wogole dam rade dzis wiedzac ze nie ma go juz,..bedzie mnie korcic zeby napisac ,zadzwonic,ale nie moge,nie chce,po co?nie potrzebuje namiastki szczescia..........ale cięzko..........:(((dzis jestem na niego zła i chętnie bym mu napisala ze ninawidze go i ze zaluje ze go spotkalam ale cyba to nie jest dobry pomysł by tak pisac...a jesli bede potrzebowala kiedys pomocy od niego,los bywa przewrotny....a moze jeszcze kiedys cos nas połączy......tysiące mysli mam w sobie,ale staram sie nie myslec za duzo bo sie wykoncze........uciekam do pracy i dobrze,przynajmniej tam sie zajmę czyms innym........licząc kazdą miniona godzinę.minutę.....aby przezyc...bez niego.
11 045 2012-06-04 08:31:13
Drugą sprawą są Ci mężczyźni, którzy sami od nas odchodzą. Chyba im się należy podziw i szacunek za odwagę.
Jeśli ich odejście nie brzmi " mam ciebie dosyć, zmarnowałaś/łeś mi życie, jesteś do niczego, nienawidzę cię, jesteś w łóżku do niczego" to wszystko jest ok. i podziw im się należy (kobietom też). Niestety te odejścia najczęściej nie są ok. i pozostawiona osoba nie dość świadomości porzucenia, zostaje z długo brzmiącymi w uszach słowami wyżej przytoczonymi.
Można odejść z klasą ale trzeba mieć klasę !
11 046 2012-06-04 08:43:49
Drugą sprawą są Ci mężczyźni, którzy sami od nas odchodzą. Chyba im się należy podziw i szacunek za odwagę.
Ale czy z nami kobietami nie jest podobnie? My też tkwimy w ziązkach mimo, iż nie jesteśmy z niego zadowolone? Czy to nie jest tchórzostwem? A odejście- odwagą?
My kobiety mamy na uwadze dzieci. Boimy sie pogorszenia warunków życia( z myślą o dzieciach), odebrania dzieciom ojca. Kiedy słyszę co moi synowie mówią o ojcu....moje dzieci były gotowe namawiać mnie na odejście od męża a ich ojca. One były bardziej świadome tego co się dzieje w naszym związku.
Odejście z klasą...znam taki przypadek. Moja mama odeszła właśnie w taki sposób po 10 latach od partnera. Nie chciała go zranić, podeptać. Odeszła z klasą i do dzisiaj utrzymują kontakt. Rozmawiają ze sobą przy okazji różnych świąt.
11 047 2012-06-04 08:44:49
Liwio,
(...) Czy byłabyś "kontrolerką" gdybyś nie dostała "odpowiednich" bodźców zanim się nią stałaś?
Gdybyś była wolna od skłonności do toksycznych zależności, to nie dałabyś się W OGÓLE w ten trójkąt wplątać i zrobić z siebie "kontrolerki". I tylko w tym jest Twoja "wina".
Nie wiem czy bym nią była, gdybym nie dostała bodźców o których piszesz Tarantello. Co do skłonności-masz rację, gdybym ich nie miała, nigdy nie wplątałabym sie w to wszystko. Poczucie winy mam, ale zaczęły mi się odzywać szare komórki i dochodzę do tego, że ja nie jestem jedyną przyczyną złych stosunków między nami. Nie jestem.
11 048 2012-06-04 08:50:35
A jak Ty czujesz się z tym kontrolowaniem ?
Nigdy nie ograniczałam męża, nie zabraniałam czegokolwiek. Miał całkowitą swobodę. Kiedy znalazłam pierwsze SMS- y, jego telefon był często kontrolowany. Robiłam to aby udowodnić SOBIE, że romans zakończony. Kiedy odbierał ode mnie telefon ( a dzwoniłam 2,3 lub 4 razy dziennie) wszystko było ok., ale kiedy telefon miał wyłączony...szalałam. Skręcało mnie z niepewności i oczywiście działała wyobraźnia. Widziałam ich razem, przytulonych, szczęśliwych. Kiedy wracał wpatrywałam się w każdy gest, wsłuchiwałam w każde słowo. Mimo wszystko nie ograniczałam go a jedynie czekałam na słowo "odchodzę" i ciągle go nie było. Awantury, które robił mi po alkoholu najpierw mnie zadziwiały a potem przerażały.I tak zaczął się mój upadek. Kochałam go a mimo wszystko byłam gotowa na rozstanie. Nie raz o tym mówiłam, wykrzykiwałam, jednocześnie czekając na jego zgodę. Nie było jej. Było poniżanie, zdrady i słowa o rozstaniu mówione tylko na rauszu.....na trzeźwo nie było o tym mowy.
Wsłuchiwanie się w słowa, wpatrywanie w gesty i ten cholerny telefon z wykasowywanymi sms - ami i rozmowami z jej coraz to nowym numerem telefonu....zniesmaczało mnie to bardzo a jednocześnie nie umiałam powiedzieć stanowczo, dość ! Pamiętam jeszcze trzęsące się ręce i zaciśnięte gardło. Nienawidziłam siebie, brzydziłam się sobą a nadal sprawdzałam i robiłam to dla potwierdzenia jego słów " nic się nie dzieje". Marzyłam znaleźć ich potwierdzenie, niestety zawsze coś niepokojącego znajdowałam.
Nigdy więcej nie chciałabym przeżyć kontrolowania kogoś .....
Zofio - nie czuje się z tym dobrze od długiego czasu. Potrzebuję stabilizacji i normalności. Kiedy włącza mi się kontrolowanie czuję to samo co Ty kiedyś. Po za tym złość, że muszę poniekąd to robić, a wcale nie musiałabym, gdyby nie kłamał. Potem myślę, że właściwie nie wiem dlaczego to robię, bo przecież nic to nie zmieni w nim, nic. Będą kolejne jego tłumaczenia, które czasem nie trzymają się kupy, a ja czuję się wtedy zdezorientowana i głupia, że daję się nabrać na to wszystko.
11 049 2012-06-04 09:41:11
Kiedyś był inny. Nie wiem jeszcze czy to moja wina czy nie, wiem, że kontrolowałam/luję chyba nawet nieświadomie. Być może ja spowodowałam, że zaczął zachowywać się i postępować inaczej. Dociera Anstawio, dociera...
Poczucie winy też już jest...
Winy ???
Nic z tego nie rozumiem. Czujesz się winna bo dawał Ci powody do zazdrości i sprawdzania go ?
Nic nie dzieje się bez przyczyny..... gdyby był w domu, nie chował telefonu też byś go kontrolowała ?
Owszem zdarza się chorobliwa zazdrość - cierpisz na nią ?
Mnie kontrolowanie upadlało. Brzydziłam się samej siebie. Mówiłam o rozstaniu. Zapewniał o miłości...i znowu dawał powody.
Męczyło mnie to. Nigdy jednak nie uznawałam siebie za winną. Raczej postrzegałam siebie jako bystrą! Owszem oszukiwał mnie ale ja byłam za chwilę świadoma jego oszustwa. Owszem dawałam mu szanse ...po co ? dziś nie wiem. Nie chciałam udawać sama przed sobą, że nie wiem o jego zdradach, nie chciałam też udawać przed nim. Nie chciałam być ofiarą niewiedzy. Mówiłam co czuję, co wiem i myślę. Łgał, zaprzeczał, robił z siebie pajaca. Zapewniał, przysięgał i tak w kółko - dowody i zaprzeczanie aż do granic wytrzymałości, zdrowego rozsądku, mojego zdrowego rozsądku.
Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia w związku, nie prowadzi rozmów w ukryciu, nie chowa telefonu, nie wychodzi w siną dal.
Ciasno mu w związku ? mało powietrza ? mało wrażeń ?
Najłatwiej obarczyć winą kogoś za własne niepowodzenia, rozczarowania. Ty jako nauczycielka dobrze powinnaś wiedzieć, że nawet dzieci mają problem z wzięciem na siebie winy i odpowiedzialności za własne złe czyny. Czy nie słyszysz od dzieci "proszę pani to nie ja, to on pierwszy zaczął", "ja tego nie zrobiłem". Jak często spotykasz się z przyznaniem się do winy i przeprosinami. Czy w pracy również czujesz się winna za złe zachowanie uczniów ?
11 050 2012-06-04 11:24:45
Sama ze sobą czuję się dobrze,wśród koleżanek, znajomych też, w kontaktach z rodziną i jmężem czuję się taka beznadziejna...