Właśnie przeczytałam taki artykuł
http://www.rp.pl/artykul/757949,884064-RP-chce--by-do-rozwiazania-malzenstwa-wystarczylo-oswiadczenie.html
poczekam na taki rozwód ![]()
10 856 2012-05-30 16:03:17
Podobne tematy
10 857 2012-05-30 16:11:41
Wszytko się zgadza Mussuko. Sytuacja jest tragiczna. Bo on nie ma nic, a ma tyle. Gołodupiec jeden.
Ale musi być sposób.
Dobrze,że masz prawnika. Ja bym się kompletnie sama nie odnalazła w takiej sytuacji. Mam nadzieję,że prawnik Ci pomoże i wyjdziesz na prostą.
10 858 2012-05-30 16:22:25
Wiem, że sytuacja jest tragiczna.
Ja wiem, że idiota mści się, a tak na prawdę byle powód mógłby znaleźć żeby nie płacić. Nic nie ma to się nie boi. Myślę, że da się to załatwić.
Prawnik wysłał pismo, które kretyna wpieniło, ja to wiem. Ale z drugiej strony było ryzyko, że on to zrobi najpierw. Można było także zaryzykować i nie wysyłać nic. Ale on w głębi ducha myśli, że dziecko dostanie się jemu.
A jak będziemy mieli z dzieckiem jak nie zapłaci kredytu? Da na dziecko i co. Nie umniejsza mu? Głupi baran.
Znajdę rozwiązanie. Mam nóż na gardle, jeśli zrobi jak mówi. Chociaż on lubi dużo gadać. Ryzyko jednak jest zbyt duże.
Prawnik jest nadzieją, może mnie nie wystawi, a potem powie -przykro mi. Taka możliwość też istnieje. W sumie płacimy ciężkie pieniądze, a czy się uda nie wiemy.
Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
10 859 2012-05-30 17:09:52
Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
Sama myśl, jak rozmawiam z rodzicami o uczuciach mnie przeraża. Oni nie rozumieją i nie widzą problemu. Mama broni ojca, ojciec matki, brat też kiedyś stanął przeciwko mnie, rodzice są dla niego wzorem, a ja jestem buntowniczka
Do nich nigdy nie dotrze,że wyrządzili mi krzywdę. Oni uważają, że ja ich krzywdzę, bo ich zostawiłam, wyjechałam, nie spełniam ich marzeń...
Zresztą próbowałam z mamą rozmawiać, a ona odparła, no tacy już jesteśmy. Zero przepraszam, nie powinnam itp. Broni ojca alkoholika, nawet nie nazwała go nigdy alkoholikiem. Jak mój ojciec kilka lat temu dostał padaczki alkoholowej, był w szpitalu, to mama rzuciła się krzyzem na podłogę i błagała Boga o to, żeby ojciec wyzdrowiał. A ja patrzyłam na to i... nawet nie chcę pisać co sobie myślałam. A ile razy myslałam o samobójstwie, szkoda gadać. I chyba przez to jestem taka wyprana z uczuć. Całe moje życie to walka o szczęście, o bycie docenioną, kochaną... A jak już sobie myślę,ze mam to szczęście, to pojawia się ktoś,najczęściej ktoś kto mnie nie zna i mówi, że jestem fałszywa, egoistyczna itp. Zawsze tak było... I skoro ktoś mi tak mówi i to tak strasznie mnie boli, to znaczy,że to jest prawda. Prawda boli...
Zawsze też uważałam, że jestem inna...
Nie mam siły tłumaczyć ludziom,że myslę sobie inaczej. Nie mam siły przeżywać rozwodu i rodziców jednocześnie. Nie mam na to siły.
Gdybym mogła wziąć rozwód bez wyjazdu do PL, to już bym to zrobiła.
I jak użalałam się nad sobą,że jest mi źle u boku męża, to czułam większe wsparcie niż teraz. A teraz bardzo go potrzebuję. Dlatego czekam z utęsknieniem na wizytę u psychologa, bo znowu chcę się poczuć jak kochane dziecko... Chciałabym mieć też fajnych rodziców.
10 860 2012-05-30 17:28:02 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-05-30 17:37:10)
A dzisiaj nogi podcięła mi mama, która zadzwoniła i pyta jak tam? po staremu? i tak jeszcze dwa razy powtórzyła: po staremu? po staremu? Chciała żebym jej odpowiedziała, tak po staremu, wróciliśmy do siebie. No bo oczywiście nie wierzy mi,że chcę się rozwieść. A potem pytania, a co robiłaś w weekend, z kim, gdzie? I na końcu, co, rozmysliłaś się z tym rozwodem?
A jak jej zaczęłam mówić prawdę, że jeżeli wyslę pozew, to nigdy nie wiadomo kiedy będę musiała się spakować i jechać do Polski, a teraz nie chcę jechać do Polski. Może pojadę gdzieś na kilka dni, odpocząć... To ona, dobra, musze kończyć...
To po ch*j dzwoni!!
Tak jakby nie mogła powiedzieć, zrób jak uważasz, zrób tak, żeby dla Ciebie było najlepiej! Tylko to! To są słowa, których potrzebuję. Słowa, dziękiktórym poczuję się wartościowa. Słowa, które znaczą dla mnie: każda Twoja decyzja jest mądra! A nie, wieczne podważanie moich decyzji... A ja tylko muszę jej udowadniać, że nie, nie poddałam się, rozwiodę się, nadal tego chcę, tak mamusiu, nie jestem słaba... Na prawdę mam masakre w głowie teraz. Sieczkę. Ta kobieta doprowadza mnie do nerwicy. Już jestem cała zapłakana i roztrzęsiona...
10 861 2012-05-30 18:44:50
pati31 napisał/a:Czytam tu na forum wiele historii,kiedy kobieta zostaje po romansie meza..................,chwilami zaloje ze mam taki charakter ze niedalam sobie nawet sprobowac ,nawet przez chwile obmyslalm tylko w myslach jakby sie tu go pozbyc .Calkowicie wyparlam z swojego mozgu mozliwosc pozostania ,zajelo mi to dwa lata,teraz jestem pewna ze slusznie .Nie potrafie jednak zrozumiec jak te kobiety dalej potrafia zyc ,moze dlatego ze sama nigdy nie zdradzilam ani w realu ,ani na czatach,uwazam ze zycie oddaje z nawiazka za zlo ,dlatego obiecalam byc Wporzadku?
Niektore historie czytam i one same sie gubia w swoich klamstwach potem winny maz bo wkoncu zdradzil.
Moje zycie bylo tak inne
Dalczego tak sie pomylilam?
Dlaczego staje sie cyniczna i zimna?
Niewierze juz w ludzi nawet na forum patrze na niektorych z przymrozeniem oka,bo latwo byc ekstra w internecie,co sie ze mna dzieje ?
Dlaczego radze sobie super ,ale na ludzi patrze innym okiem?
Walcze o swoje zdanie ,bez tolerancji,jak dawniej?
Czy to konsekwencje ,tego co przeszlam?
Kim sie staje ,przeraza mnie to,wczesniej byla kobieca delikatnosc i wrazliwosc moim atutem ,a teraz?
Kiedys na komplement czerwienialam ,dzisiaj dumnie mowie dzieki ale i tak wiem?
Czy ja chce taka byc dokonca?
Rozczarowania zmieniaja wiem ,ale niechce sie stac zimna suka.........Może zaczynasz być sobą?
Walczysz o swoje zdanie,bez tolerancji?? To trochę sprzeczne, wydaje mi się. Chyba,że masz na myśli tolerancję wobec męża. Cóż, nie wystarczająco Go już tolerowałaś?
Poza tym, nie musisz być zimną suką, tylko szczęśliwą osobą.Gdy zaczęłam swoją "walkę" o wolność to myślałam, Boże jaka jestem egoistyczna. Po trupach do celu. Strasznie potrafię być krytyczna wobec siebie. I tylko ja sama wiem, ile bólu mnie to kosztuje. Czasami jedno słowo, potrafi sprawić,że czuję się niewartościową i złą osobą.
Poza tym, ja w przeciwieństwie do Ciebie Pati, cholernie wierzę ludziom. Wierzę w ich historie, wierzę,że ich uczucia wypisywane na tym forum są prawdziwe, bo po co ktoś miałby kłamać? Zawsze byłam naiwna, dlatego ufałam wszystkim bezgranicznie i to się nie zmieniło...
Wlasnie chodzilo mi o to ze zrobilam sie nie ufna ,wobec innych ,nie chodzi o to ze nie wierze ludziom czy mowia prawde ,ale" w ludzi ",
10 862 2012-05-30 18:52:26
A dzisiaj nogi podcięła mi mama, która zadzwoniła i pyta jak tam? po staremu? i tak jeszcze dwa razy powtórzyła: po staremu? po staremu? Chciała żebym jej odpowiedziała, tak po staremu, wróciliśmy do siebie. No bo oczywiście nie wierzy mi,że chcę się rozwieść. A potem pytania, a co robiłaś w weekend, z kim, gdzie? I na końcu, co, rozmysliłaś się z tym rozwodem?
A jak jej zaczęłam mówić prawdę, że jeżeli wyslę pozew, to nigdy nie wiadomo kiedy będę musiała się spakować i jechać do Polski, a teraz nie chcę jechać do Polski. Może pojadę gdzieś na kilka dni, odpocząć... To ona, dobra, musze kończyć...
To po ch*j dzwoni!!
Tak jakby nie mogła powiedzieć, zrób jak uważasz, zrób tak, żeby dla Ciebie było najlepiej! Tylko to! To są słowa, których potrzebuję. Słowa, dziękiktórym poczuję się wartościowa. Słowa, które znaczą dla mnie: każda Twoja decyzja jest mądra! A nie, wieczne podważanie moich decyzji... A ja tylko muszę jej udowadniać, że nie, nie poddałam się, rozwiodę się, nadal tego chcę, tak mamusiu, nie jestem słaba... Na prawdę mam masakre w głowie teraz. Sieczkę. Ta kobieta doprowadza mnie do nerwicy. Już jestem cała zapłakana i roztrzęsiona...
Wspolczuje Ci ,kochana moze malymi kroczkami zaprzyjaznisz sie z mama?,choc wiem ze niemasz teraz na to sily ,wiesz kiedys kobiety byly inne tolerowaly picie ,bicie,zdrady -bo wstyd sie rozwiesc .Nasze pokolenie jest inne ,kobiety swiadome swojego czlowieczenstwa maja inne wymagania i ambicje .Poprostu ona Cie nierozumie ,bo sama nie zrozumiala swojej sytuacji...trzymaj sie
10 863 2012-05-30 18:54:04
Wiem, że sytuacja jest tragiczna.
Ja wiem, że idiota mści się, a tak na prawdę byle powód mógłby znaleźć żeby nie płacić. Nic nie ma to się nie boi. Myślę, że da się to załatwić.
Prawnik wysłał pismo, które kretyna wpieniło, ja to wiem. Ale z drugiej strony było ryzyko, że on to zrobi najpierw. Można było także zaryzykować i nie wysyłać nic. Ale on w głębi ducha myśli, że dziecko dostanie się jemu.
A jak będziemy mieli z dzieckiem jak nie zapłaci kredytu? Da na dziecko i co. Nie umniejsza mu? Głupi baran.
Znajdę rozwiązanie. Mam nóż na gardle, jeśli zrobi jak mówi. Chociaż on lubi dużo gadać. Ryzyko jednak jest zbyt duże.
Prawnik jest nadzieją, może mnie nie wystawi, a potem powie -przykro mi. Taka możliwość też istnieje. W sumie płacimy ciężkie pieniądze, a czy się uda nie wiemy.Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
hm
Niewiem co powiedziec ,poprostu trzymam kciuki oby sie udalo z tego wyplatac
10 864 2012-05-30 19:07:14
Sorry Pati, źle Cię zrozumiałam.
Telefon od mamy zamętał mi w głowie.
Moja mama widzi we mnie siebie. Ona oczekuje,że ja zrobię to, na co ona w swoim życiu nie miała odwagi. Ona już spakowała rzeczy mojego męża, które są w Polsce i ona już jest gotowa na mój rozwód. I ona się boi,że ja tego nie zrobię i, że będę cierpieć, tak jak ona. I ja, chyba na złość jej, nie wezmę yeraz tego rozwodu. Nie wiem o co chodzi? Na złość rodzicom wzięłam ślub, a teraz na złość matce się nie rozwiodę. Pomóżcie! Wytłumaczcie mi, co się dzieję... I jestem w 100% pewna, że nie chcę już dalej być z moim mężem. To definitywny koniec! Chodzi o to,że ja cały czas robiłam tak jak ona chciała. I teraz ona chce żebym się rozwiodła,więc ja się buntuję,żeby nie dać jej satysfakcji... Ktoś to rozumie?
10 865 2012-05-30 21:19:16 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-30 21:29:17)
Hm....dasz radę kochana, wierzę w Ciebie. Widzę, że jesteś silna kobietką i z pewnością wygrasz tą sprawę z mężem. Myślę, że prawnik wiele pomoże mimo wszystko.
Anstawio - chyba ja rozumiem, ale wytłumaczyć nie umiem. U mnie było podobnie do Ciebie. Od mojej mamy tez do dziś często słyszę "ja już taka jestem i się nie zmienię". Być może i ona kiedyś zostawiłaby tatę, ale względy finansowe i inne czasy ją przy nim zatrzymały. Choć czasem myślę, że nie była na tyle odważna, a teraz by radziła........
To, że jesteś pewna, że nie chcesz być już z mężem to bardzo dużo. Masz jakąś pewność i to się liczy. Rozwód może poczekać, póki nie jest Ci formalnie do niczego potrzebny. Teraz najważniejsza jesteś Ty nikt inny, nie rodzice i ich zdanie, tylko Ty. Mnie ogólnie od dłuższego czasu opinia mojej mamy (mimo, że ja b. szanuje) za dużo nie interesuje, czy jest dobra czy zła na dany temat. Mam wrażenie, że ona przez własny pryzmat patrzy a nie mój, pryzmat tego czego by oczekiwała od mojego męża, nie biorąc pod uwagę tego, że od własnego męża (mojego taty)- danych rzeczy nigdy nie wymagała i nawet nie próbowała. Jakieś myślenie życzeniowe mi się tu kłania. Myślę zwyczajnie w takich sytuacjach po swojemu i koniec. Do tego stopnia, że się sparzę, ale sama, na nikogo winy przynajmniej nie zwalając. Pewnych decyzji muszę mieć pewność sama, tylko ja.
Co do mnie. Dziś mam bojowy dzień, mimo, że cholernie męczący i znów nerwowy. Ale mam dość olewania mnie, nieszanowania i traktowania jak wroga, jakbym kogoś zabiła.....Nie ma! Mam chyba resztki dumy i szacunku do siebie i nie będę skomleć o miłość (mimo, że czułości brakuje mi bardzo). Nic takiego nie zrobiłam, żeby być traktowana jak piąte koło u wozu. Swoją drogą-ciekawe jaki nastrój jutro mnie dopadnie, byle nie znów dolina...bo to ostatnio najlepiej mi wychodzi ![]()
10 866 2012-05-30 22:37:44
hm... napisał/a:Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
Sama myśl, jak rozmawiam z rodzicami o uczuciach mnie przeraża. Oni nie rozumieją i nie widzą problemu. Mama broni ojca, ojciec matki, brat też kiedyś stanął przeciwko mnie, rodzice są dla niego wzorem, a ja jestem buntowniczka
Do nich nigdy nie dotrze,że wyrządzili mi krzywdę. Oni uważają, że ja ich krzywdzę, bo ich zostawiłam, wyjechałam, nie spełniam ich marzeń...
Zresztą próbowałam z mamą rozmawiać, a ona odparła, no tacy już jesteśmy. Zero przepraszam, nie powinnam itp. Broni ojca alkoholika, nawet nie nazwała go nigdy alkoholikiem. Jak mój ojciec kilka lat temu dostał padaczki alkoholowej, był w szpitalu, to mama rzuciła się krzyzem na podłogę i błagała Boga o to, żeby ojciec wyzdrowiał. A ja patrzyłam na to i... nawet nie chcę pisać co sobie myślałam. A ile razy myslałam o samobójstwie, szkoda gadać. I chyba przez to jestem taka wyprana z uczuć. Całe moje życie to walka o szczęście, o bycie docenioną, kochaną... A jak już sobie myślę,ze mam to szczęście, to pojawia się ktoś,najczęściej ktoś kto mnie nie zna i mówi, że jestem fałszywa, egoistyczna itp. Zawsze tak było... I skoro ktoś mi tak mówi i to tak strasznie mnie boli, to znaczy,że to jest prawda. Prawda boli...
Zawsze też uważałam, że jestem inna...
Nie mam siły tłumaczyć ludziom,że myslę sobie inaczej. Nie mam siły przeżywać rozwodu i rodziców jednocześnie. Nie mam na to siły.
Gdybym mogła wziąć rozwód bez wyjazdu do PL, to już bym to zrobiła.
I jak użalałam się nad sobą,że jest mi źle u boku męża, to czułam większe wsparcie niż teraz. A teraz bardzo go potrzebuję. Dlatego czekam z utęsknieniem na wizytę u psychologa, bo znowu chcę się poczuć jak kochane dziecko... Chciałabym mieć też fajnych rodziców.
Inna sytuacja,a jakże podobna...
Kiedy byłam w terapii nt.dzieciństwa,psycholog zaproponował mi rozmowę z rodzicami z pozycji 7 letniego dziecka-ofiary pedofila. Ale rodzice nie wiedząc w czym rzecz,na hasło poważna rozmowa,rozmowy mi odmówili.
Wyłam jak pies...Nie wiedząc co począć z ogarniającą bolesną traumą napisałam list-tak jak poradził psycholog.
Nie oskarżałam ich w tym liście,napisałam o moim podświadomym oczekiwaniu na to,że oni mnie "uratują" i zakończą mój dramat.(powinni byli zauważyć zmianę zachowania) Napisałam co czułam,co on mi robił,co myślałam,jak to sobie tłumaczyłam.
Nie odzywają się do mnie za to. Nigdy nic dla nich nie znaczyłam. To toksyczni ludzie i terapeuta powiedział mi tak-niech pani odpuści sobie rodziców,oni nie spełnią pani oczekiwań,a rodzica musi pani znaleźć w sobie...
Oni nie widzą żadnego problemu,a oni właśnie są moim największym problemem-większym niż eks,wryli mi chory wzorzec...
10 867 2012-05-31 04:58:22 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-05-31 05:10:23)
Boję się siebie poznać,ale dlaczego nie wiem.
Nie wierze sobie?
Jeszcze nie ma łez...ale czuję,że nadchodzą...chcę ich,bo wolę to nić picie,czy oddział...Dziś z Holandii przyjeżdża na tydzień mój syn,żeby pożegnać się z ukochaną babcią...jak to przeżyć? Jak im pomóc przez to przejść? A ona niknie mi każdego dnia...
Ps.Co z Zosią???
Nie z Zosią tylko Olą
Jestem kochana i po powrocie nadrabiam zaległości w czytaniu Was a czytam z zapartym tchem. Mam dużo refleksji... . Czytam, że tęsknicie, chcecie siebie zmieniać i dziwię się a przecież całkiem niedawno jeszcze kilka miesięcy temu sama pisałam takie słowa. Na dzień dzisiejszy tamte tematy zakończone ale pojawiają się nowe. Wyjazd pozwolił mi oderwać się od problemów .....ale tylko tych pozostawionych w kraju. Tam na miejscu byłam świadkiem manipulacji. Jestem teraz bardzo na to wyczulona. Inni nie zauważali jej a ja owszem i wkurzałam się , denerwowałam a nawet oburzałam. Byłam bezsilna bo nie mną manipulowano i nie wypadało mi się wtrącać w rodzinne sprawy nie mojej rodziny. Chyba nawet zła byłam, że ofiara manipulacji nie protestuje, byłam zniesmaczona, że tłumaczy się z czego nie powinna się tłumaczyć. Tuż po powrocie do kraju ta osoba próbowała mnie rozliczać i pouczać. Nie dałam się. Przy rozliczaniu protestowałam, przy pouczaniu zlekceważyłam
- taki właśnie uśmiech zatriumfował na mojej twarzy. Kiedyś przyjęłabym uwagi z pokorą i tłumaczyła się przy rozliczaniu. Dzisiaj potrafię zlekceważyć osobę, która tak sie zachowuje.
Zawsze potrzebuję trochę czasu na dojście do siebie po podróży. Tak jest i teraz. Jeszcze nie rozpakowałam walizki...ale mam czas , dużo czasu na to
. Depresyjnie wpływają na mnie nieprzespane noce. Tabletki, które wcześniej łykałam już nie działają te nowo zakupione również - jestem właśnie po jednej nowej i jet godz. 4 rano a ja jeszcze na sen nie mam ochoty ![]()
Od powrotu dostaję coraz to nowe informacje o byłym mężu. Nie przerażają mnie one jak kiedyś. Chwilami chce mi się śmiać z niego, jego partnerki i tych wszystkich co padli jego ofiarą. Wiem, że naciął ostatniego wspólnika na 60 tyś. i zrobił to w 3 miesiące. Facet miesięcznie dołożył 20 tyś do biznesu! Wiem, że M nie przywłaszczył tych pieniędzy, on starał się tylko być biznesmenem i wydał pieniądze nie swoje ( może i swoich trochę dołożył) na nieprzemyślane transakcje. Pisałam już wcześniej, że dla niego liczy się kupowanie, sprzedawanie i nie ważna jest opłacalność, liczy się tylko poza biznesmena i wrażenia z tym związane. Ważne, że ja za ten dług już nie odpowiadam - w tym czasie nie byłam już jego żoną. Warto było sie rozwieść i dla takich chwil
Wiem też, że nie zapłacił majstrom za wykańczanie jej mieszkania. Jeszcze latem ekipa zrezygnowała z pracy w jej mieszkaniu z uwagi na brak zapłat. Wkroczyła wówczas jego partnerka do akcji i w awanturze wykrzyczała, ze tyle pieniędzy dostali (?) i ona zgłosi ich do ..i tu wymieniła wiele instytucji. Majstrowie robili na czarno więc sie przestraszyli i dokończyli remont. M informował ich, że to jego mieszkanie tylko na nią zapisane (?). No i jak nie mieć ubawu z takich informacji !? Psyhofag nie dość, że udaje biznesmena to jeszcze przypisuje sobie nie swoje mieszkanie, jej opowiada ile to już zapłacił majstrom a majstrom jest winien 25 tyś. Właściwie to ona jest winna bo to jej mieszkanie i majstrowie już znają prawdę ( nie ode mnie). Będzie więc ciąg dalszy tej historii.
Mam też informację, że to M zamawiał kuchnię do tego mieszkania i on płacił za nią a było to w lutym. W tym czasie nie płacił mi już alimentów. Mam więc dowód( będę miała), że mając pieniądze nie wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego
Ten dowód na pewno wykorzystam
.
Jest jeszcze coś co powoduje natłok moich myśli. Jest to sąsiad. Pisał do mnie w czasie pobytu w Islandii SMS-y. w których mnie pozdrawiał, pytał o pogodę. Po powrocie widzimy sie codziennie.....jest mi miło, że chce spędzać ze mną czas a jednocześnie jestem zła na siebie, że spotykam sie z nim. Chcę byc z nim bo zwyczajnie daje mi to poczucie dowartościowania, poweru a z drugiej strony nie chcę tych spotkań i obiecuję sobie każdego dnia, że jutro odmówię przyjścia. Nasze spotkania sa niewinne...tzn. on czasami obejmie mnie, przytuli ale ja natychmiast odsuwam się. Wieczorem proponował m zostanie na noc. Nie wzdycha do mnie, nie kadzi( co mnie cieszy) mówi, że miło jest przy kimś budzić się. Nigdy nie zdradziłam męża a kilka razy miałam na to ochotę w odwecie. Jestem ponad rok sama i również chętnie obudziłabym się przy kimś. Zastanawiam się jednak czy to nie moje kkzb odzywa się. Sąsiadem nie jestem nawet zauroczona a myślę o nim coraz częściej i zastanawiam się czy nie warto jednak obudzić się przy nim rano....życie ucieka i może druga taka okazja mi sie nie trafi
oczywiście żarty sobie robię
.
Wiem, ze potrafię być sama, wiem że miło jest gdy pleć przeciwna jest mną zainteresowana. Pewnie nie miałabym dylematu gdybym była zakochana ale na szczęście zakochana nie jestem ![]()
Piszesz l_krecjo o łzach. Ja również marzę by wcisnąć twarz w poduszkę i płakać dzień a może i dwa. Cały mój ból, żal chciałabym wypłakać i nie dam rady. Wiem, że w szpitalu płakałam.....rozczarowanie...to słowo pamiętam, pamiętam jak je powtarzałam i zanosiłam się płaczem. Innego razu nie przypominam sobie. Nie płaczę ale i nie piję i nie grozi mi oddział. Zapewniam Cię, że mimo braku płaczu da sie żyć i dochodzić do siebie i odzyskiwać świadomość, że bez drania jest baaardzo miło i radośnie.
Boisz sie siebie poznać ? a nie boisz się patrzeć w oczy w lustrze tej niepewnej i przestraszonej l_krecji. Nie czujesz do niej braku szacunku. Myślisz, że może być jeszcze gorzej ? Jestem pewna, że jesteś fajną, wartościową, logiczną, mądrą, inteligentną kobietą więc nie musisz bac sie siebie poznawać. Może dodatkowo zauważysz jak jesteś silna i odważna i pokochasz siebie
. Śmiało mogę napisać, że kocham Cię nawet taką o zmiennych nastrojach, z upadkami i wzlotami.....można Cię kochać l_krecjo, możesz i Ty siebie kochać, jesteś tego warta. ![]()
10 868 2012-05-31 06:02:13
Moje cholerne dzieciństwo będzie się za mną wlec już zawsze.
nic na temat nie napiszę bo nie mam o tym zielonego pojęcia
Już nie wierzę,że jestem w stanie coś zmienić.
nawet ludzie całkowicie sparaliżowani i uzależnieni od innych mogą coś zmienić...moim zdaniem tylko starcy nie mający już sił, oni już zmienić nic nie mogą jak i martwi. Ty ani stara ani martwa nie jesteś i zmienić możesz wiele.
W moim domu nie było alkoholu. Nie było miłości,uczuć,emocji.
Śmiałam się-przestań błaznować!
Płakałam-nie histeryzuj!
Zawsze śmiali się z moich łez...nitk nie interesował się mną,moimi potrzebami-jedynie pedofil,o zgrozo...
Nigdy nie było ważne co czuję...kiedyś matce wykrzyczałam-ty mnie w ogóle nie znasz!
a może chcieli byś była silną osobą...ja swoimi dziećmi interesuję się, dopytuję , wydzwaniam. Oni mają mi często to za złe i mówią, że są już dorośli. Może kiedyś powiedzą" moja matka skrzywdziła mnie, bo była nadopiekuńcza"
Szukam miłości,akceptacji u innych,uciekam od siebie....
będąc z mężem również szukałam akceptacji u niego i innych. Dzisiaj zyjaś akceptacja nie jest mi do niczego potrzebna. Dzisiaj lubię być sobą ze swoimi zaletami i wadami ![]()
Jestem w depresji,boję się...życia,siebie,innych...boję się,że nie znajdę sensu życia...
chyba faktycznie jesteś w depresji. depresja to choroba i leczy sie ją i to skutecznie.
Facetom mówię asertywnie nie...chcę tylko jednego-spokoju.
oj coś mi sie wydaje, ze oszukujesz nas i siebie. Wierzę Ci, facetów można mieć dość ale nie uwierzę, że nie chcesz nic poza spokojem.
Jutro mija 4 miesiące jak już definitywnie się rozstałam z eksem...
A ja zaczynam tęsknić...dociera do mnie teraz co się stało! I co teraz? Mam ochotę zadzwonić...poszukać go...
możesz szukać, dzwonić, prosić, błagać ...tylko tym nie zmienisz go i za chwile znowu będziesz przechodziła przez piekło zdrad, zazdrości, poniżenia i życia w czarnej dziurze. Ty o tym wiesz już to przerabiałaś. Czas tęsknoty za złudą mija. Przyjdzie radość i szczęście, przyjdzie zapewniam Cię. ja juz jestem po tej drugiej stronie rzeki i jest tu spokojnie, miło, radośnie i bezpiecznie ![]()
Moje demony szczerzą kły i ślinka im cieknie na myśl,ze zaraz mnie pożrą...
pogoń demony ! one są płochliwe, one cię tylko straszą tymi kłami. Tupnij nogą a demony kly schowają, 9gony podkulą i dlugo a może i wcale już ich nie zobaczysz.
Nie dam rady...nie mam sił udawać już...pozory stwarzać...
Jak ty sobie świetnie radzisz Asia! W dupie sobie radzę...
Czuję się jak siedmioletnia dziewczynka porzucona w ciemnym lesie...strach tak mnie obezwładnia,że kroku zrobić nie mogę...
Aśka napisz czego się tak boisz ! kogo udajesz, na co nie masz sił i o jakich pozorach piszesz. Pogubiłam się i nie wiem o czym piszesz.
Proszę wyjaśnij.
10 869 2012-05-31 09:40:43
hm... napisał/a:Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
Sama myśl, jak rozmawiam z rodzicami o uczuciach mnie przeraża. Oni nie rozumieją i nie widzą problemu. Mama broni ojca, ojciec matki, brat też kiedyś stanął przeciwko mnie, rodzice są dla niego wzorem, a ja jestem buntowniczka
Do nich nigdy nie dotrze,że wyrządzili mi krzywdę. Oni uważają, że ja ich krzywdzę, bo ich zostawiłam, wyjechałam, nie spełniam ich marzeń...
Zresztą próbowałam z mamą rozmawiać, a ona odparła, no tacy już jesteśmy. Zero przepraszam, nie powinnam itp. Broni ojca alkoholika, nawet nie nazwała go nigdy alkoholikiem. Jak mój ojciec kilka lat temu dostał padaczki alkoholowej, był w szpitalu, to mama rzuciła się krzyzem na podłogę i błagała Boga o to, żeby ojciec wyzdrowiał. A ja patrzyłam na to i... nawet nie chcę pisać co sobie myślałam. A ile razy myslałam o samobójstwie, szkoda gadać. I chyba przez to jestem taka wyprana z uczuć. Całe moje życie to walka o szczęście, o bycie docenioną, kochaną... A jak już sobie myślę,ze mam to szczęście, to pojawia się ktoś,najczęściej ktoś kto mnie nie zna i mówi, że jestem fałszywa, egoistyczna itp. Zawsze tak było... I skoro ktoś mi tak mówi i to tak strasznie mnie boli, to znaczy,że to jest prawda. Prawda boli...
Zawsze też uważałam, że jestem inna...
Nie mam siły tłumaczyć ludziom,że myslę sobie inaczej. Nie mam siły przeżywać rozwodu i rodziców jednocześnie. Nie mam na to siły.
Gdybym mogła wziąć rozwód bez wyjazdu do PL, to już bym to zrobiła.
I jak użalałam się nad sobą,że jest mi źle u boku męża, to czułam większe wsparcie niż teraz. A teraz bardzo go potrzebuję. Dlatego czekam z utęsknieniem na wizytę u psychologa, bo znowu chcę się poczuć jak kochane dziecko... Chciałabym mieć też fajnych rodziców.
No to mamy podobnie. Moja mama nigdy w życiu nie przyznała i nie przyzna racji, nawet nie wiem czy przyjęła to do wiadomości. Raz wkurzona jej wszystko wykrzyczałam, poryczała się i wyszła, za tydzień wróciła jakby nigdy nic.
Kiedy już tak namieszała w moim życiu, że zabrakło mi słów odsunęłam ją na dalszy plan, olałam, unikałam. Kiedy jej nie widziałam byłam zdrowsza.
Nie ma co oczekiwać skuchy. Oni nigdy nie przyznają się do błędu i prawdopodobnie nigdy nawet go nie zobaczą.
Ja mojej matki nienawidziłam. Była mi obojętna. I trudno jest się znaleźć bliżej, nie potrafię, nie chcę.
Całe życie jeździła po mnie jak po łysej kobyle, teraz by to podeszło pod znęcanie psychiczne zapewne. Obarczała mnie winą o zdradę ojca, no bo przecie 6 letnie dziecko wie jaka jest różnica między kochanką a koleżanką. Gardziłam nią. Mam do niej obrzydzenie w jakimś stopniu, mniejszym niż przed laty.
10 870 2012-05-31 09:44:18 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-05-31 09:45:27)
A dzisiaj nogi podcięła mi mama, która zadzwoniła i pyta jak tam? po staremu? i tak jeszcze dwa razy powtórzyła: po staremu? po staremu? Chciała żebym jej odpowiedziała, tak po staremu, wróciliśmy do siebie. No bo oczywiście nie wierzy mi,że chcę się rozwieść. A potem pytania, a co robiłaś w weekend, z kim, gdzie? I na końcu, co, rozmysliłaś się z tym rozwodem?
A jak jej zaczęłam mówić prawdę, że jeżeli wyslę pozew, to nigdy nie wiadomo kiedy będę musiała się spakować i jechać do Polski, a teraz nie chcę jechać do Polski. Może pojadę gdzieś na kilka dni, odpocząć... To ona, dobra, musze kończyć...
To po ch*j dzwoni!!
Tak jakby nie mogła powiedzieć, zrób jak uważasz, zrób tak, żeby dla Ciebie było najlepiej! Tylko to! To są słowa, których potrzebuję. Słowa, dziękiktórym poczuję się wartościowa. Słowa, które znaczą dla mnie: każda Twoja decyzja jest mądra! A nie, wieczne podważanie moich decyzji... A ja tylko muszę jej udowadniać, że nie, nie poddałam się, rozwiodę się, nadal tego chcę, tak mamusiu, nie jestem słaba... Na prawdę mam masakre w głowie teraz. Sieczkę. Ta kobieta doprowadza mnie do nerwicy. Już jestem cała zapłakana i roztrzęsiona...
Dajże spokój Anstawio. Ona się nie zmieni, nie oczekuj tego. Nie zmieni się tak jak mąż.
Powiedz sobie to sama "decyzję jaką podejmuję uważam za słuszną i dobrą dla mnie".
I ja ci mówię cokolwiek nie zrobisz jestem z Tobą i będę Cię wspierać. Jeśli nie da się liczyć na kogoś po co tego chcieć? Wiem, że szukasz akceptacji u własnej mamy, szkoda czasu. Sama siebie zaakceptuj. Sama. Jak to zrobisz zobaczysz, że wszystko wokół będzie inne.
Ja sama sobie statkiem, sterem i okrętem, nie potrzebuję wsparcia mojej matki, żadnego słowa, ona nie jest osobą, która potrafi mnie wspierać. I jest lepiej. Jestem silniejsza, mniej podatna na przykre słowa. Życzę Ci siły w temacie.
10 871 2012-05-31 09:47:00
hm... napisał/a:Wiem, że sytuacja jest tragiczna.
Ja wiem, że idiota mści się, a tak na prawdę byle powód mógłby znaleźć żeby nie płacić. Nic nie ma to się nie boi. Myślę, że da się to załatwić.
Prawnik wysłał pismo, które kretyna wpieniło, ja to wiem. Ale z drugiej strony było ryzyko, że on to zrobi najpierw. Można było także zaryzykować i nie wysyłać nic. Ale on w głębi ducha myśli, że dziecko dostanie się jemu.
A jak będziemy mieli z dzieckiem jak nie zapłaci kredytu? Da na dziecko i co. Nie umniejsza mu? Głupi baran.
Znajdę rozwiązanie. Mam nóż na gardle, jeśli zrobi jak mówi. Chociaż on lubi dużo gadać. Ryzyko jednak jest zbyt duże.
Prawnik jest nadzieją, może mnie nie wystawi, a potem powie -przykro mi. Taka możliwość też istnieje. W sumie płacimy ciężkie pieniądze, a czy się uda nie wiemy.Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
hm
Niewiem co powiedziec ,poprostu trzymam kciuki oby sie udalo z tego wyplatac
Dziękuję ![]()
10 872 2012-05-31 09:48:28
Sorry Pati, źle Cię zrozumiałam.
Telefon od mamy zamętał mi w głowie.
Moja mama widzi we mnie siebie. Ona oczekuje,że ja zrobię to, na co ona w swoim życiu nie miała odwagi. Ona już spakowała rzeczy mojego męża, które są w Polsce i ona już jest gotowa na mój rozwód. I ona się boi,że ja tego nie zrobię i, że będę cierpieć, tak jak ona. I ja, chyba na złość jej, nie wezmę yeraz tego rozwodu. Nie wiem o co chodzi? Na złość rodzicom wzięłam ślub, a teraz na złość matce się nie rozwiodę. Pomóżcie! Wytłumaczcie mi, co się dzieję... I jestem w 100% pewna, że nie chcę już dalej być z moim mężem. To definitywny koniec! Chodzi o to,że ja cały czas robiłam tak jak ona chciała. I teraz ona chce żebym się rozwiodła,więc ja się buntuję,żeby nie dać jej satysfakcji... Ktoś to rozumie?
Nie wiem czy to rozumiem?
Możesz dać sobie czas i zobaczysz do jakiego wniosku dojdziesz? Tak chyba będzie najlepiej. Bez ciśnienia i presji.
10 873 2012-05-31 09:54:02
Hm....dasz radę kochana, wierzę w Ciebie. Widzę, że jesteś silna kobietką i z pewnością wygrasz tą sprawę z mężem. Myślę, że prawnik wiele pomoże mimo wszystko.
Anstawio - chyba ja rozumiem, ale wytłumaczyć nie umiem. U mnie było podobnie do Ciebie. Od mojej mamy tez do dziś często słyszę "ja już taka jestem i się nie zmienię". Być może i ona kiedyś zostawiłaby tatę, ale względy finansowe i inne czasy ją przy nim zatrzymały. Choć czasem myślę, że nie była na tyle odważna, a teraz by radziła........
To, że jesteś pewna, że nie chcesz być już z mężem to bardzo dużo. Masz jakąś pewność i to się liczy. Rozwód może poczekać, póki nie jest Ci formalnie do niczego potrzebny. Teraz najważniejsza jesteś Ty nikt inny, nie rodzice i ich zdanie, tylko Ty. Mnie ogólnie od dłuższego czasu opinia mojej mamy (mimo, że ja b. szanuje) za dużo nie interesuje, czy jest dobra czy zła na dany temat. Mam wrażenie, że ona przez własny pryzmat patrzy a nie mój, pryzmat tego czego by oczekiwała od mojego męża, nie biorąc pod uwagę tego, że od własnego męża (mojego taty)- danych rzeczy nigdy nie wymagała i nawet nie próbowała. Jakieś myślenie życzeniowe mi się tu kłania. Myślę zwyczajnie w takich sytuacjach po swojemu i koniec. Do tego stopnia, że się sparzę, ale sama, na nikogo winy przynajmniej nie zwalając. Pewnych decyzji muszę mieć pewność sama, tylko ja.Co do mnie. Dziś mam bojowy dzień, mimo, że cholernie męczący i znów nerwowy. Ale mam dość olewania mnie, nieszanowania i traktowania jak wroga, jakbym kogoś zabiła.....Nie ma! Mam chyba resztki dumy i szacunku do siebie i nie będę skomleć o miłość (mimo, że czułości brakuje mi bardzo). Nic takiego nie zrobiłam, żeby być traktowana jak piąte koło u wozu. Swoją drogą-ciekawe jaki nastrój jutro mnie dopadnie, byle nie znów dolina...bo to ostatnio najlepiej mi wychodzi
Dziękuję za wsparcie, bardzo bardzo.
Kurcze jak ja słyszę :"już taka/i jestem i się nie zmienię" to wiecie co mi się dzieje. Nie mogę wyjść z podziwu dla stopnia głupoty chyba. Bo kto tak mówi? Ktoś komu się nie chce. Moja matka też tak mówi. Bo ona jest sama, siebie utrzymuje i ona jest taka i się nie zmieni. Tylko jeden mały szczególik, maleńki -jest sama, bo nikt z nią nie wytrzyma. Ja to wiem. I ja jej to powiedziałam, obraziła się. I wiecie co się stało. Po latach paru ona się zmieniła trochę. Ma swoje... ale bardziej patrzy i słucha co się dzieje. Nie naciska. To jest sukces jakiś.
W każdym razie jak przesadzi to jej pojadę, ale to się może ze dwa trzy razy w ciągu mojego życia stało. Po wielkiej przesadzie. Tak to tylko delikatnie ewentualnie coś. I gra.
10 874 2012-05-31 09:55:27
Anstawia napisał/a:hm... napisał/a:Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
Sama myśl, jak rozmawiam z rodzicami o uczuciach mnie przeraża. Oni nie rozumieją i nie widzą problemu. Mama broni ojca, ojciec matki, brat też kiedyś stanął przeciwko mnie, rodzice są dla niego wzorem, a ja jestem buntowniczka
Do nich nigdy nie dotrze,że wyrządzili mi krzywdę. Oni uważają, że ja ich krzywdzę, bo ich zostawiłam, wyjechałam, nie spełniam ich marzeń...
Zresztą próbowałam z mamą rozmawiać, a ona odparła, no tacy już jesteśmy. Zero przepraszam, nie powinnam itp. Broni ojca alkoholika, nawet nie nazwała go nigdy alkoholikiem. Jak mój ojciec kilka lat temu dostał padaczki alkoholowej, był w szpitalu, to mama rzuciła się krzyzem na podłogę i błagała Boga o to, żeby ojciec wyzdrowiał. A ja patrzyłam na to i... nawet nie chcę pisać co sobie myślałam. A ile razy myslałam o samobójstwie, szkoda gadać. I chyba przez to jestem taka wyprana z uczuć. Całe moje życie to walka o szczęście, o bycie docenioną, kochaną... A jak już sobie myślę,ze mam to szczęście, to pojawia się ktoś,najczęściej ktoś kto mnie nie zna i mówi, że jestem fałszywa, egoistyczna itp. Zawsze tak było... I skoro ktoś mi tak mówi i to tak strasznie mnie boli, to znaczy,że to jest prawda. Prawda boli...
Zawsze też uważałam, że jestem inna...
Nie mam siły tłumaczyć ludziom,że myslę sobie inaczej. Nie mam siły przeżywać rozwodu i rodziców jednocześnie. Nie mam na to siły.
Gdybym mogła wziąć rozwód bez wyjazdu do PL, to już bym to zrobiła.
I jak użalałam się nad sobą,że jest mi źle u boku męża, to czułam większe wsparcie niż teraz. A teraz bardzo go potrzebuję. Dlatego czekam z utęsknieniem na wizytę u psychologa, bo znowu chcę się poczuć jak kochane dziecko... Chciałabym mieć też fajnych rodziców.Inna sytuacja,a jakże podobna...
Kiedy byłam w terapii nt.dzieciństwa,psycholog zaproponował mi rozmowę z rodzicami z pozycji 7 letniego dziecka-ofiary pedofila. Ale rodzice nie wiedząc w czym rzecz,na hasło poważna rozmowa,rozmowy mi odmówili.
Wyłam jak pies...Nie wiedząc co począć z ogarniającą bolesną traumą napisałam list-tak jak poradził psycholog.
Nie oskarżałam ich w tym liście,napisałam o moim podświadomym oczekiwaniu na to,że oni mnie "uratują" i zakończą mój dramat.(powinni byli zauważyć zmianę zachowania) Napisałam co czułam,co on mi robił,co myślałam,jak to sobie tłumaczyłam.
Nie odzywają się do mnie za to. Nigdy nic dla nich nie znaczyłam. To toksyczni ludzie i terapeuta powiedział mi tak-niech pani odpuści sobie rodziców,oni nie spełnią pani oczekiwań,a rodzica musi pani znaleźć w sobie...
Oni nie widzą żadnego problemu,a oni właśnie są moim największym problemem-większym niż eks,wryli mi chory wzorzec...
NO proszę. Sama wpadłam na to, żeby samemu się wspierać. Jestem z siebie dumna! Żartuję ![]()
10 875 2012-05-31 10:05:04
NO proszę. Sama wpadłam na to, żeby samemu się wspierać. Jestem z siebie dumna! Żartuję :)
To ważne mieć swiadomość wspierania samej siebie. Ja do tej pory tego nie potrafię. Nie jestem pewna swoich kroków...
Dzięki za wszystkie słowa wsparcia...
10 876 2012-05-31 10:07:36 Ostatnio edytowany przez ankinom (2012-05-31 10:08:15)
hm... napisał/a:Anstawio a rozmowa z rodzicami, szczera o uczuciach nie pomogłaby Ci?
Sama myśl, jak rozmawiam z rodzicami o uczuciach mnie przeraża. Oni nie rozumieją i nie widzą problemu. Mama broni ojca, ojciec matki, brat też kiedyś stanął przeciwko mnie, rodzice są dla niego wzorem, a ja jestem buntowniczka
Do nich nigdy nie dotrze,że wyrządzili mi krzywdę. Oni uważają, że ja ich krzywdzę, bo ich zostawiłam, wyjechałam, nie spełniam ich marzeń...
Zresztą próbowałam z mamą rozmawiać, a ona odparła, no tacy już jesteśmy. Zero przepraszam, nie powinnam itp. Broni ojca alkoholika, nawet nie nazwała go nigdy alkoholikiem. Jak mój ojciec kilka lat temu dostał padaczki alkoholowej, był w szpitalu, to mama rzuciła się krzyzem na podłogę i błagała Boga o to, żeby ojciec wyzdrowiał. A ja patrzyłam na to i... nawet nie chcę pisać co sobie myślałam. A ile razy myslałam o samobójstwie, szkoda gadać. I chyba przez to jestem taka wyprana z uczuć. Całe moje życie to walka o szczęście, o bycie docenioną, kochaną... A jak już sobie myślę,ze mam to szczęście, to pojawia się ktoś,najczęściej ktoś kto mnie nie zna i mówi, że jestem fałszywa, egoistyczna itp. Zawsze tak było... I skoro ktoś mi tak mówi i to tak strasznie mnie boli, to znaczy,że to jest prawda. Prawda boli...
Zawsze też uważałam, że jestem inna...
Nie mam siły tłumaczyć ludziom,że myslę sobie inaczej. Nie mam siły przeżywać rozwodu i rodziców jednocześnie. Nie mam na to siły.
Gdybym mogła wziąć rozwód bez wyjazdu do PL, to już bym to zrobiła.
I jak użalałam się nad sobą,że jest mi źle u boku męża, to czułam większe wsparcie niż teraz. A teraz bardzo go potrzebuję. Dlatego czekam z utęsknieniem na wizytę u psychologa, bo znowu chcę się poczuć jak kochane dziecko... Chciałabym mieć też fajnych rodziców.
A czy Twoi rodzice muszą wiedzieć o rozwodzie?
Może masz koleżankę, przyjaciółkę, aby zatrzymać się na czas rozprawy. Zwykle jest to jeden dzień.
Boję się Tobie coś radzić, ale zaryzykuję
oddziel rodziców od Twojego dorosłego życia i dobrze, że chcesz "przerobić" temat dzieciństwa z psycholog - może postawi to Ciebie na nogi.
powodzenia
10 877 2012-05-31 10:21:45
Na rodziców przyjdzie jeszcze czas Anstawio. Wszystko ma swój czas.
Czasem nie da się niczego przyspieszyć.
10 878 2012-05-31 12:02:34
ankinom, moja złość wyładowana niesłusznie na Ciebie, pchnęła mnie do działania. A to, że nadal mi doradzasz, sprowadza na mnie...pokorę ![]()
Pozew przyjdzie do domu rodzinnego, mama musi go odebrać, otworzyć i podać mi datę rozprawy, żebym mogła załatwić sobie urlop na wyjazd do PL, znaleźć opiekunkę do królika
itp. I gdyby moja mama dowiedziała się,że jesyem w PL a nie pojawiłam się w domu, przy okazji nie zobaczyłam się z jej mamą a moją babcią...no jak tak można?! Przecież to ważniejsze, niż rozwód. To są bardzo prości ludzie, nie ubliżając nikomu. Nie widzą nic poza kościołem, serialami i gazetą FAKT. Jak powiedziałam mamie, że martwię się rozwodem, to ona spytała się czy oglądam serial : Prawo Agaty, tam wszystko kończy się dobrze. Trochę śmieję się teraz z tego, ale zawsze chciałam wyrwać się z tego świata. Chcąc niechcąc, mąż mi pomógł...
Teraz tylko muszę się zastanowić, czy zrobić to szybko, im szybciej tym lepiej. Czy pomyśleć, przemyśleć, przetrawić, przeczekać itp itd...
10 879 2012-05-31 12:04:40
Na rodziców przyjdzie jeszcze czas Anstawio. Wszystko ma swój czas.
Czasem nie da się niczego przyspieszyć.
No właśnie, chyba to jest to... Dać sobie czas, nie spieszyć się... Dzięki hm... Jesteś mistrzynią :*
10 880 2012-05-31 12:36:08
Chyba przyszedł mój czas. Wczoraj znowu awantura o pieniądze. Tak ja zaczęłam, bo bierzesz z NASZEGO konta nie informując mnie o niczym. I po raz kolejny usłyszałam , że masz w d.. wakacje ze mną, jeżeli mam robić takie jazdy. Super! A przecież ustaliliśmy, że cokolwiek się stanie jedziemy tam dla dzieciaków. Przepraszam, ja tak powiedziałam . Ty się tylko zgodziłeś, nic nie mówiąc.
A poza tym? Nie odpisujesz na mój list(Naiwna, myślałam, że to coś pomoże!), nie rozmawiasz ze mną na tyle szczerze, żeby mi to wystarczyło. Mówisz, że to ja mam problem a nie Ty. Ze interesuje mnie tylko kasa ( tak zawsze utrzymywałam dom, a teraz jak nie ma pracy to się sypie, bo przecież Ty nie będziesz za niczym dodatkowym biegał!Bo Ty wolisz ten czas spędzić ze mną czyt. przed kompem.)
Masz swój świat znajomych (męskich i żeńskich) do których ja się nie zaliczam. Owszem, jak jest ok, jesteś czuły, miły, kochający, pomocny, ale i tak nie wpuszczasz mnie do swojego świata. A ja znajduję jakieś śmieszne wpisy na Twoim koncie i najpierw mnie szlag trafiał, a teraz uśmiecham się do siebie. Gdzie jest facet, z którego wyszłam??Z kim ja żyję??? I jak długo??
Tak jak napisała End_ aluzja. Pochowałam kogoś za kogo wyszłam. Ty robisz się coraz bardziej obcy...
To tak w skrócie.
10 881 2012-05-31 12:59:23
Pozew przyjdzie do domu rodzinnego, mama musi go odebrać, otworzyć i podać mi datę rozprawy, żebym mogła załatwić sobie urlop na wyjazd do PL, znaleźć opiekunkę do królika
itp.
Gwoli wyjaśnienia, pozew się składa w sądzie- można pocztą, odpowiedź z sądu o rozprawie nie musi pójść na adres Twoich rodziców, ja swojego pisma nie odebrałam z poczty- o terminie dowiedzieć się możesz telefonicznie lub mailowo przez biuro obsługi interesanta.
Twoi rodzice nie muszą w tym uczestniczyć.
Włączasz ich tam, gdzie nie chcesz ich widzieć, dlaczego?
Pomyśl, jaka jest Twoja własna decyzja, nie ta, którą podejmujesz w oparciu o bunt wobec matki?
Czego chcesz/ nie chcesz Ty? Co Tobie odpowiada?
Mimo upływu lat i wielu kilometrów masz utrzymujesz silny toksyczny i zależy związek z mamą.
Dlaczego? Co Ci to daje?
Powiesz- łatwo mi mówić.
Nie, nie łatwo, przeżyłam coś podobnego. Ktoś mi kiedyś powiedział "skoro tego nie kończysz, Tobie musi to coś dawać, coś ułatwiać, coś innego ukrywać". Zbulwersowałam się, przedstawiłam wiele argumentów, dowodów, że to trudne...
Ale jak złość minęła, jak minął wstyd- wiedziałam, że te słowa trafiły w sedno.
Chcieć to móc- patrz sygnaturka Wielokropka.
Ktoś tu napisał, że poczuje się wartościowy dopiero, gdy ten partner, który poczucie własnej wartości jej zabrał, przyzna że się myli.
Ty zaś oddajesz odpowiedzialność za własne życie rodzicom.
A nasze życie zależy od nas. Może będziesz musiała naruszyć ustalone zasady, wypaść w ich oczach jako niewdzięczne dziecko. Może. Ale postawisz granicę. Czasem nie jest łatwo, ale po jakimś czasie ludzie się przyzwyczajają, a długoterminowo nie da się żyć w takiej zależności z rodzicami. Jesteś dorosła, możesz sama podejmować decyzje- nie na złość mamie, ani nie dla jej akceptacji.
Sama też poniesiesz za swoje decyzje odpowiedzialność- już nie mama będzie winna temu, że wyszłaś za mąż, na mamę też nie zrzucisz losów Twojego rozwodu. Widzisz mechanizm?
Mamie zostaw jej życie, sama zajmij się swoim, ona się przyzwyczai z czasem, gdy Ty będziesz konsekwentna. Tyle, że może się boisz?
Boisz się podjąć sama decyzje, bo potem obarczyć odpowiedzialnością za błędy będziesz musiała już samą siebie??
Tu na forum nie jesteśmy po to, by się tylko głaskać po główce, czasem potrzebny nam kopniak. Ja Ci tego kopniaka funduję, z szacunku i dlatego, że mi zależy na Twoim rozwoju, nie ze złośliwości.
l_ukrecjo- odezwij się do mnie na priva- chciałabym z Tobą pogadać.
10 882 2012-05-31 13:27:25
Faworytko
włączyłam rodziców w moją sprawę z prostej przyczyny- niewiedzy. Szukałam sposobów na załatwienie rozwodu i ten wydał mi się najodpowiedniejszy. Tak, część odpowiedzialności zrzuciłam na mamę, to fakt. I sama pchnęłam się w ten cały bajzel.
Druga sprawa, szanuję Twoje kopniaki jak i kopniaki od innych osób. O wiele bardziej potrzebne mi są do działania, niż bycie głaskaną po główce. Dlatego cenię sobie każdą wypowiedź tutaj na tym forum, mimo emocji, które we mnie powodują.
Poza tym mam świadomość tego,że tkwię w toksycznym związku z matką i chcę to zmienić, jestem chłonna wiedzy na ten temat, potrzebne mi są konkrety, tak i tak możesz myśleć, tak i tak możesz robić. Mam niewiedzę w kwestii swobodnego życia samej ze sobą. Chcę myśleć i robić po swojemu, ale brakuje mi konkretnej wiedzy na ten temat. Nie wiem gdzie jest granica mojego ja, jak daleko mogę się posunąć itp...
Żeby zmienić siebie, potrzebna mi jest zmiana moich życiowych nawyków, rodzinnych poglądów zakorzenionych w głowie. Tak, będę wyrodną córką, siostrą, wnuczką, człowiekem- tak postrzegać mnie będzie cała moja rodzina, żyjąca "na kupie".
Ale będę sobą. I dążę do tego ze świadomością od niedawna.
10 883 2012-05-31 14:43:48
Mam wrażenie,że znowu wróciłam do szkoły. Tym razem jest to: szkoła życia. Jednym z przedmiotów jest: nauka bycia sobą.
I teraz, jak to w szkole bywa, albo ten przedmiot przypadnie nam do gustu, zainteresuje, będziemy chcieli się go uczyć. Albo, nic a nic z niego nie zaczerpniemy, bo po co. Albo, będziemy się uczyć, byle iść dalej, nie wynosząc żadnej wiedzy.
Czasami też, mimo iż przedmiot wydaje nam się nudny, to nauczyciel, który go wykłada jest tak charyzmatyczny, że chłonięcie wiedzy sprawia nam frajdę. A czasami, choćbyśmy przeczytali mnóstwo książek na dany temat, rozumieli problem, to i tak go nie rozwiążemy, z braku chęci, motywacji...
To jest moje spostrzeżenie, lubię się rozwijać, uczyć. I tak postrzegam naukę własnego ja. Wiem, że potrzebuję surowego i charyzmatycznego nauczyciela, który da mi wskazówki. Nie mam tej wiedzy w głowie, a bardzo chcę ją zdobyć, chłonę ją jak gąbka i wpajam w czyn. Wiedza napędza mnie do działania!
10 884 2012-05-31 15:31:48
Nie dam Ci gotowych przepisów, ani cudownych rad, bo ich nie znam.
Każdy ma swoją drogę, a wszystkie drogi rozwoju prowadzą do celu.
Może Ty znajdziesz lepszą od mojej?
Grunt, że własną.
Mogę tylko zadawać Ci pytania i opowiadać o tym, jak wygląda moja ścieżka.
Mogę sugerować psychologa, książki i dużo, dużo myślenia o swoich reakcjach.
Gdy coś się dzieje pytam siebie, co czuję? jakie emocje to we mnie wywołuje? I wchodzę w to tak głęboko, jak się da. Zastanawiam się skąd ta emocja? czego się boję? z czym mam problem? co się dzieje? czy coś mi zagraża? Czy emocje wywołuje aktualne wydarzenie, czy przeszłe? Do niesamowitych wniosków dochodzę:)
Jeżeli chcesz znaleźć szczęście- szukaj.
Gdy czegoś bardzo pragniemy cały świat nam sprzyja, każdy człowiek staje się nauczycielem. Miej tylko oczy szeroko otwarte i wsłuchaj się w siebie. Nie spiesz się, nie bądź surowa, potrzebujesz dużo wyrozumiałości dla samej siebie.
10 885 2012-05-31 17:28:11 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-05-31 23:10:10)
Nie dam Ci gotowych przepisów, ani cudownych rad, bo ich nie znam.
Każdy ma swoją drogę, a wszystkie drogi rozwoju prowadzą do celu.
Może Ty znajdziesz lepszą od mojej?
Grunt, że własną.Mogę tylko zadawać Ci pytania i opowiadać o tym, jak wygląda moja ścieżka.
Mogę sugerować psychologa, książki i dużo, dużo myślenia o swoich reakcjach.
Gdy coś się dzieje pytam siebie, co czuję? jakie emocje to we mnie wywołuje? I wchodzę w to tak głęboko, jak się da. Zastanawiam się skąd ta emocja? czego się boję? z czym mam problem? co się dzieje? czy coś mi zagraża? Czy emocje wywołuje aktualne wydarzenie, czy przeszłe? Do niesamowitych wniosków dochodzę:)Jeżeli chcesz znaleźć szczęście- szukaj.
Gdy czegoś bardzo pragniemy cały świat nam sprzyja, każdy człowiek staje się nauczycielem. Miej tylko oczy szeroko otwarte i wsłuchaj się w siebie. Nie spiesz się, nie bądź surowa, potrzebujesz dużo wyrozumiałości dla samej siebie.
Faworytko,
Dziękuję, to jest to czego oczekuję. Wiem,że gotowe odpowiedzi i przepisy nie istnieją. Gdyby tak było, świat wyglądałby inaczej ![]()
Może to dziwnie zabrzmi, ale poznawanie siebie, mimo bólu, daje mi wiele...frajdy. Okazuje się, że moj światopogląd jest całkiem normalny, tylko nigdy nie szłam swoją drogą...
Nigdy nie stawiałam sobie pytań. Robiłam coś automatycznie, bez zastanowienia się, wbrew sobie, żeby innym było lepiej. I jestem tu gdzie jestem.
Jestem w trakcie terapii u psychologa. Moja psycholog od dwóch tyg jest na urlopie. A w ciągu ostatnich dwóch tyg bardzo dużo się u mnie wydarzyło. I może dobrze, że jestem z tym sama. Ale z drugiej strony, potrzebna mi jest ta "baza",punkt wyjścia, który sprawi, że pomyślę nad sobą, swoimi uczuciami.
Dziękuję :*
10 886 2012-05-31 18:22:47
Wszytko się zgadza Mussuko. Sytuacja jest tragiczna. Bo on nie ma nic, a ma tyle. Gołodupiec jeden.
Ale musi być sposób.
Jesli on dobrze kombinuje ,to musi sie znlaesc sposub ,skoro jemu tak dobrze niech splaca kredyt ,zaden facet z niego naprawde
10 887 2012-05-31 20:03:39
Boze dziewczyny jakie wy jestescie wszystkie dzielne i wszystko znosicie......a ja sobie zyje ten moj do mnie dzwoni i pisze i mowi ze nie odczuwa ze mnie nie ma bo mamy ze soba kontakt,masakra.......ja tez az tak nie odczuwam ale oby to nie byly złudne nadzieje ze wroci,a jutro mamy sie spotkac niewiem jak mam sie zachowac,boje sie ze sie rozkleje....brakuje mi go.....dobrze ze caly dzien siedze w pracy bo az tak nie mysle...ale jest cięzko w siebie uwierzyc naprawde cięzko mimo ze sobie to powtarzam......On mi pisze ze bardzo cce mnie zobaczyc...niewiem....pewnie to jakby posypac solą rane i bedzie jeszcze gorzej....ale cce go zobaczyc a po za tym ma mi duzo spraw załątwic wiec musze miec z nim kontakt..trudne to wszystko jest...
10 888 2012-05-31 20:17:26
Boze dziewczyny jakie wy jestescie wszystkie dzielne i wszystko znosicie......a ja sobie zyje ten moj do mnie dzwoni i pisze i mowi ze nie odczuwa ze mnie nie ma bo mamy ze soba kontakt,masakra.......ja tez az tak nie odczuwam ale oby to nie byly złudne nadzieje ze wroci,a jutro mamy sie spotkac niewiem jak mam sie zachowac,boje sie ze sie rozkleje....brakuje mi go.....dobrze ze caly dzien siedze w pracy bo az tak nie mysle...ale jest cięzko w siebie uwierzyc naprawde cięzko mimo ze sobie to powtarzam......On mi pisze ze bardzo cce mnie zobaczyc...niewiem....pewnie to jakby posypac solą rane i bedzie jeszcze gorzej....ale cce go zobaczyc a po za tym ma mi duzo spraw załątwic wiec musze miec z nim kontakt..trudne to wszystko jest...
Po pierwsze Ty też jesteś silna i wszystko znosisz, po swojemu ale znosisz.
Po drugie, chyba masz nadzieję, że znowu będziecie razem. W przeciwnym wypadku to spotkanie nie byłoby aż tak emocjonalne. Uważaj, bo może być zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażasz.
Po trzecie, uspokój się ![]()
Po czwarte, bądź silna. Nie pokazuj mu,że Ci na nim zależy- to są słowa mojego znajomego. Facet wie co mówi.
Po piąte, powodzenia!
10 889 2012-05-31 21:13:22
Anstawio dziękuje za słowa otuchy i za wsparcie i wogole!bardzo dziekuje bo to wazne ze mnie ktos rozumie.....wiesz ja nie mam nadzieji ze bedziemy znow razem ,do mnie nie dotarlo ze my nie jestemy ze soba i to jest problem.......ale postaram sie uspokoic i przestac miec nadzieje......ale juz teraz mysle w co sie ubrac zeby dobrze wygladac...masakra.a potem pewnie pojedzie a ja bede płakac.......to moja glupota.ale nie pokaze mu ze mi zalezy bo to cyba bardziej zadziała....chociaz on jest jakis inny....jemu jak sie powie ze np.niechce byc znim czy niechce go widziec to on to przyjmie i nic nie zrobi.......niewiem....
10 890 2012-05-31 21:37:53
Anstawio dziękuje za słowa otuchy i za wsparcie i wogole!bardzo dziekuje bo to wazne ze mnie ktos rozumie.....wiesz ja nie mam nadzieji ze bedziemy znow razem ,do mnie nie dotarlo ze my nie jestemy ze soba i to jest problem.......ale postaram sie uspokoic i przestac miec nadzieje......ale juz teraz mysle w co sie ubrac zeby dobrze wygladac...masakra.a potem pewnie pojedzie a ja bede płakac.......to moja glupota.ale nie pokaze mu ze mi zalezy bo to cyba bardziej zadziała....chociaz on jest jakis inny....jemu jak sie powie ze np.niechce byc znim czy niechce go widziec to on to przyjmie i nic nie zrobi.......niewiem....
Nie masz za co dziękować.
W sumie to nie wiem co Ci napisać, bo wydaje mi się, że mimo wszystko będzie tak jak napisałaś. Pojedzie, a Ty się popłaczesz.
Jesteś z nim strasznie emocjonalnie związana, zależy Ci na nim, to widać.
Tylko że ta druga strona też musi chcieć, a tutaj, z tego co piszesz, może być ciężko.
Ale życie bez faceta wcale nie jest takie złe.
Poza tym, zasługujesz na kogoś, kto będzie Cię kochał, kupował Ci kwiaty bez okazji, zapraszał Cię na randki. Na kogoś kto będzie Cię szanował, wspierał nawet wtedy gdy Ty tego nie będziesz potrzebować.
Jeżeli On nie wykazuje chęci bycia z Tobą, to nie walcz o niego proszę Cię. Miej w sobie odrobinę kobiecego szacunku. Bez niego swiat Ci się nie zawali. Pocierpisz, ale może zrozumiesz...
10 891 2012-05-31 22:46:01
l_ukrecja napisał/a:Moje cholerne dzieciństwo będzie się za mną wlec już zawsze.
nic na temat nie napiszę bo nie mam o tym zielonego pojęcia
l_ukrecja napisał/a:Już nie wierzę,że jestem w stanie coś zmienić.
nawet ludzie całkowicie sparaliżowani i uzależnieni od innych mogą coś zmienić...moim zdaniem tylko starcy nie mający już sił, oni już zmienić nic nie mogą jak i martwi. Ty ani stara ani martwa nie jesteś i zmienić możesz wiele.
l_ukrecja napisał/a:W moim domu nie było alkoholu. Nie było miłości,uczuć,emocji.
Śmiałam się-przestań błaznować!
Płakałam-nie histeryzuj!
Zawsze śmiali się z moich łez...nitk nie interesował się mną,moimi potrzebami-jedynie pedofil,o zgrozo...
Nigdy nie było ważne co czuję...kiedyś matce wykrzyczałam-ty mnie w ogóle nie znasz!a może chcieli byś była silną osobą...ja swoimi dziećmi interesuję się, dopytuję , wydzwaniam. Oni mają mi często to za złe i mówią, że są już dorośli. Może kiedyś powiedzą" moja matka skrzywdziła mnie, bo była nadopiekuńcza"
l_ukrecja napisał/a:Szukam miłości,akceptacji u innych,uciekam od siebie....
będąc z mężem również szukałam akceptacji u niego i innych. Dzisiaj zyjaś akceptacja nie jest mi do niczego potrzebna. Dzisiaj lubię być sobą ze swoimi zaletami i wadami
l_ukrecja napisał/a:Jestem w depresji,boję się...życia,siebie,innych...boję się,że nie znajdę sensu życia...
chyba faktycznie jesteś w depresji. depresja to choroba i leczy sie ją i to skutecznie.
l_ukrecja napisał/a:Facetom mówię asertywnie nie...chcę tylko jednego-spokoju.
oj coś mi sie wydaje, ze oszukujesz nas i siebie. Wierzę Ci, facetów można mieć dość ale nie uwierzę, że nie chcesz nic poza spokojem.
l_ukrecja napisał/a:Jutro mija 4 miesiące jak już definitywnie się rozstałam z eksem...
A ja zaczynam tęsknić...dociera do mnie teraz co się stało! I co teraz? Mam ochotę zadzwonić...poszukać go...możesz szukać, dzwonić, prosić, błagać ...tylko tym nie zmienisz go i za chwile znowu będziesz przechodziła przez piekło zdrad, zazdrości, poniżenia i życia w czarnej dziurze. Ty o tym wiesz już to przerabiałaś. Czas tęsknoty za złudą mija. Przyjdzie radość i szczęście, przyjdzie zapewniam Cię. ja juz jestem po tej drugiej stronie rzeki i jest tu spokojnie, miło, radośnie i bezpiecznie
l_ukrecja napisał/a:Moje demony szczerzą kły i ślinka im cieknie na myśl,ze zaraz mnie pożrą...
pogoń demony ! one są płochliwe, one cię tylko straszą tymi kłami. Tupnij nogą a demony kly schowają, 9gony podkulą i dlugo a może i wcale już ich nie zobaczysz.
l_ukrecja napisał/a:Nie dam rady...nie mam sił udawać już...pozory stwarzać...
Jak ty sobie świetnie radzisz Asia! W dupie sobie radzę...
Czuję się jak siedmioletnia dziewczynka porzucona w ciemnym lesie...strach tak mnie obezwładnia,że kroku zrobić nie mogę...Aśka napisz czego się tak boisz ! kogo udajesz, na co nie masz sił i o jakich pozorach piszesz. Pogubiłam się i nie wiem o czym piszesz.
Proszę wyjaśnij.
Droga Oleńko:)
Dziękuję Ci za trud,jaki sobie zadałaś-rozkładając moje wywody na czynniki pierwsze ![]()
A więc:
Nie,moi rodzice nie chcieli,żebym była silna. Nie byłam idealna,więc nie potrafili mnie zaakceptować. Wychowałam się w domu zimnym emocjonalne. Ojciec w depresji,matka lała ścierą gdzie popadło...dużo by pisać...
W mojej rodzinie nieszczęście kobiet jest rodzinne.
Myślę,że na depresję choruję już od dzieciństwa,od 2002 ją leczę-z różnym efektem,ona wraca.
Czas tęsknoty za złudą mija-tych Twoich słów się trzymam pazurami.
Faceci-kręcą mnie zli,więc nie jestem gotowa i nie zależy mi na pracy nad tym,najpierw chcę spokoju w mojej głowie.
Dalej chodzi o demony z dzieciństwa,o to,że ja nigdy nie byłam sama,nawet po męża śmierci szybko znalazł się drugi mąż...i tak klinowałam związek,związkiem,uciekałam przed sobą...
Teraz jest inaczej,bo nie piję,bo jestem świadoma popełnianych w kółko tych samych błędów. Teraz jest inaczej. Miewam różne dni jak sama zauważyłaś.
Pozory-udaję,często też sama przed sobą,że jest ok,a nie jest. I w końcu mówię o tym głośno. Nie będę zgrywać siłaczki.
Nie wiem,boję się życia...no nie umiem tego opisać,choć to co pisze Anstawia jest mi bliskie.
Wiem jedno,powrotu nie ma,a ja z dnia na dzień czuję się silniejsza... wyłączając huśtawki.
Hm...eks wziął duży kredyt dla nas. Teraz on wyprowadził się i niczego oprócz rzeczy nie wziął. Został z niczym. Trochę mu wysłałam ale co to jest...I nie mam za bardzo pomysłu co dalej...Może będę musiała wyjechać za granicę,chociaż sezonowo...no nie wiem co mam zrobić...On nie wyjedzie żeby się odbić,dorobić też pewnie nie chce...ciężka sprawa.
Nie figuruję na żadnych dokumentach,tu chodzi tylko o honorowe rozliczenie zobowiązań.
10 892 2012-05-31 23:13:18
Liwio, co u Ciebie? Wczoraj pisałaś,że obawiasz się,że dzisiejszy dzień będzie doliną. Czyżbyś się myliła...? ![]()
10 893 2012-05-31 23:25:47
l_ukrecjo, masz ogromne i dobre serducho, mam nadzieję, że o tym wiesz. Jest w Tobie tyle dobroci, ciepła i pomocy dla innych...
Zasługujesz na faceta, który będzie doceniał tą Twoją dobroć, opiekuńczość, w zamian dawał Ci to samo. A tych łobuzów sobie odpuść, szkoda sobie zawracać nimi doopy ![]()
Jeżeli to honorowe rozliczenie zobowiązań da Ci szczęście, radość, satysfakcję, to zrób to jak najbardziej. Ale sam fakt, że nie wiesz co robić, pokazuje, że jest to coś nad czym musisz się głębiej i dłużej zastanowić. Nie rób już niczego dla innych, proszę, tylko dla siebie. A Twój eks jest przecież dorosły...
10 894 2012-05-31 23:42:02 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-05-31 23:47:24)
Milo ze pytasz Anastawio. Dzien pelen niezbyt pozytywnych wrazen. Dalam sie dzis sprowokowac i wybuchlam i na dziecko i na meza, ktory potwierdzil dziecki, ze mama jest leniwa. Wyglada na to ze wszystko w domu robi sie samo, a ja po pracy nic nie robie tylko sie lenie. Zaluje, ze dalam sie sprowokowac, ze wrzeszczalam i powiedzialam mezowi co o tym mysle. Czuje sie po prostu zmeczona ta sytuacja. Przykro mi, ze maz w ten sposob mysli, ze nie widzi mojej pracy w domu, mimo, ze zawodowo pracuje. Schudlam to tez ma w nosie, ze zle wygladam, nawet nie zapyta czy cos jem, cokolwiek...Mam poczucie, ze go nie obchodze wcale. Chcialabym choc troche troski o mnie, przykro mi. Sprawy zaszly juz chyba za daleko. Jestem wrogiem dla niego i nie wiem dlaczego?! On nie chce ustapic w zanej kwestii a zycie na zasadach tylko jednej strony jest niemozliwe. Jak mozna nie dojsc do kompromisu lub go ne chciec? Skad ta zatwardzialosc i poczucie tylko jego wlasnej racji?!
10 895 2012-06-01 00:17:41 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-06-01 00:18:28)
Liwio, nie żałuj, że dałaś sobie upust własnej złości. Skąd ja to znam. Jeszcze niedawno ta skumulowana złość wybuchła i wyżyłam się na forumowiczce, a potem spakowałam mężowi walizki ![]()
Złość jest potrzebna. A wybuchy są wtedy, jeżeli za długo trzymamy w sobie urazy, niechęci, godzimy się na coś na co nie mamy ochoty. Gdy to wszystko się uzbiera, to jesteśmy jak bomba zegarowa, w każdym momencie gotowi by wybuchnąć.
A zastanawianie się nad postępami męża, to tylko strata czasu i energii...
Liwio, czy naprawdę nadal chcesz w tym tkwić? Co Ci ten związek daje?
10 896 2012-06-01 00:25:14
Wszystkim kochanym kobietom, które nie miały szczęśliwego dzieciństwa, życzę wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka!!
Kupiłyście sobie już jakiś prezent z tej okazji?
10 897 2012-06-01 09:03:58
l_ukrecjo, masz ogromne i dobre serducho, mam nadzieję, że o tym wiesz. Jest w Tobie tyle dobroci, ciepła i pomocy dla innych...
Zasługujesz na faceta, który będzie doceniał tą Twoją dobroć, opiekuńczość, w zamian dawał Ci to samo. A tych łobuzów sobie odpuść, szkoda sobie zawracać nimi doopy
Jeżeli to honorowe rozliczenie zobowiązań da Ci szczęście, radość, satysfakcję, to zrób to jak najbardziej. Ale sam fakt, że nie wiesz co robić, pokazuje, że jest to coś nad czym musisz się głębiej i dłużej zastanowić. Nie rób już niczego dla innych, proszę, tylko dla siebie. A Twój eks jest przecież dorosły...
Dziękuję,to ważne dla mnie co piszecie do mnie. Bardzo Was,drogie panie potrzebuję.
Odniosłam dziś sukces-załatwiłam teściowej hospicjum na czas mojego wyjazdu. Jak wrócę,a jej życzeniem będzie powrót do domu,będę przy niej i pomogę jej odejść...kiedyś jej to obiecałam. Choć teściową nie była dla mnie dobrą,wiele złego mi wyrządziła w obliczu śmiercie nie chcę o tym już pamiętać. Jest babcią ciepłą i kochającą,nawet dla mojej najmłodszej (która nie jest jej wnuczką,a ona zawsze mówiła,że jest jej najukochańszą,bo najmłodszą).
Powiedzcie,że dam radę!
10 898 2012-06-01 09:16:05
klopsik napisał/a:tak - kociamamo - to może i tak wygląda- ale i tak wiem, że z moimi wywodami czy bez i tak czuje się w porządku - ona taka super...
Ta polemika tylko potwierdziła jaką ona jest kobietą...
Mi nie zależy na ich opinii. Ja już od jmęża nasłuchałam się, że tępa jestem, zryta i takie tam... Niech sobie myśli on i ona co chce. Ja wiem jakim człowiekiem jest mój jeszcze mąż - to tylko mogę jej współczuć, że takiego tylko jej udało się "wyhaczyć". Godność to jedno, a to, że ja mam w całości finansować utrzymanie naszych dzieci to drugie.
Ubawiła mnie ta cała sytuacja - bo chyba troszkę ją to zirytowało:) że ja śmiem do niej takie teksty pisać.
Ona chyba do końca nie jest świadoma, że ten gość ma dwójkę dzieci - nie tylko do wizyt i spędzania czasu ale przede wszystkim na utrzymaniu. Ale to nie jest mój problem. Mam za to piękne dowody na sprawę:)Kiedy moja mama przychodziła po pieniądze do mojego ojca w jego miejscu pracy powodowała, że kochanka spieprzała aż się kurzyło. Nie uważam Klopsiku abyś się poniżała, to walka o swoje. A ona niech się czuje kim jest.
Sorki, ale ja widzę to inaczej. Uważam, ze to facet jest świnia a nie jego kochanka. To on ją uwodził, opowiadał bzdury o sobie i żonie. To on był biedny i nieszczęśliwy Miś a ona go tylko pocieszała. W takim układzie nigdy nie winiłam kobiety. Do dzisiaj jestem w dobrych układach z jedną z kochanek męża. Czy można winić kobietę, która chce ułożyć sobie życie u boku mężczyzny? Owszem on jest żonaty ale ona słyszy, ze to tylko papierowe małżeństwo. Słyszy jak on jest nieszczęśliwy i od dawna nie sypia z żoną i tylko mieszkają razem z uwagi na dzieci. On jest nareszcie szczęśliwy bo poznał ją cudowną, najlepszą i bywa, ze autentycznie zakochuje sie i odchodzi od żony.
Owszem bywają przypadki kiedy to kobieta jest tą stroną inicjującą ale zdarza się to rzadko.
10 899 2012-06-01 09:35:48
l_ukrecjo DASZ RADĘ!
Wierzę w Ciebie z całego serca, Ty też uwierz, że masz siłę.
Poza tym cieszę się, że znalazłaś teściowej hospicjum. Kochana, to najlepsze miejsce dla starszych ludzi, którzy odchodzą. Tam najczęściej pracują ludzie, którzy z dobrego czystego serca opiekują się takimi osobami.
Wiem, że chciałabyś być w tych ostatnich dniach z teściową, ale wydaje mi się, że bardzo Cię to męczy. Może teściowa mogłaby zostać w hospicjum. Myślę,że wtedy mogłabyś skupić się na byciu z nią a nie dla niej...?
10 900 2012-06-01 10:04:48
ankinom, moja złość wyładowana niesłusznie na Ciebie, pchnęła mnie do działania. A to, że nadal mi doradzasz, sprowadza na mnie...pokorę
Pozew przyjdzie do domu rodzinnego, mama musi go odebrać, otworzyć i podać mi datę rozprawy, żebym mogła załatwić sobie urlop na wyjazd do PL, znaleźć opiekunkę do królikaitp. I gdyby moja mama dowiedziała się,że jesyem w PL a nie pojawiłam się w domu, przy okazji nie zobaczyłam się z jej mamą a moją babcią...no jak tak można?! Przecież to ważniejsze, niż rozwód. To są bardzo prości ludzie, nie ubliżając nikomu. Nie widzą nic poza kościołem, serialami i gazetą FAKT. Jak powiedziałam mamie, że martwię się rozwodem, to ona spytała się czy oglądam serial : Prawo Agaty, tam wszystko kończy się dobrze. Trochę śmieję się teraz z tego, ale zawsze chciałam wyrwać się z tego świata. Chcąc niechcąc, mąż mi pomógł...
Teraz tylko muszę się zastanowić, czy zrobić to szybko, im szybciej tym lepiej. Czy pomyśleć, przemyśleć, przetrawić, przeczekać itp itd...
Czekaj, ale to co powiedziała Twoja mama wcale nie jest takie głupie. Zobacz sama. Ja by powiedziała, że ona Cie pocieszyła. Powiedziała, że wszystko kończy się tam dobrze, więc u Ciebie też będzie.
10 901 2012-06-01 10:05:58
hm... napisał/a:Na rodziców przyjdzie jeszcze czas Anstawio. Wszystko ma swój czas.
Czasem nie da się niczego przyspieszyć.No właśnie, chyba to jest to... Dać sobie czas, nie spieszyć się... Dzięki hm... Jesteś mistrzynią :*
spojrzysz inaczej, za jakiś czas, będzie inaczej za jakiś czas. Czas to klucz.
10 902 2012-06-01 10:10:25
Chyba przyszedł mój czas. Wczoraj znowu awantura o pieniądze. Tak ja zaczęłam, bo bierzesz z NASZEGO konta nie informując mnie o niczym. I po raz kolejny usłyszałam , że masz w d.. wakacje ze mną, jeżeli mam robić takie jazdy. Super! A przecież ustaliliśmy, że cokolwiek się stanie jedziemy tam dla dzieciaków. Przepraszam, ja tak powiedziałam . Ty się tylko zgodziłeś, nic nie mówiąc.
A poza tym? Nie odpisujesz na mój list(Naiwna, myślałam, że to coś pomoże!), nie rozmawiasz ze mną na tyle szczerze, żeby mi to wystarczyło. Mówisz, że to ja mam problem a nie Ty. Ze interesuje mnie tylko kasa ( tak zawsze utrzymywałam dom, a teraz jak nie ma pracy to się sypie, bo przecież Ty nie będziesz za niczym dodatkowym biegał!Bo Ty wolisz ten czas spędzić ze mną czyt. przed kompem.)
Masz swój świat znajomych (męskich i żeńskich) do których ja się nie zaliczam. Owszem, jak jest ok, jesteś czuły, miły, kochający, pomocny, ale i tak nie wpuszczasz mnie do swojego świata. A ja znajduję jakieś śmieszne wpisy na Twoim koncie i najpierw mnie szlag trafiał, a teraz uśmiecham się do siebie. Gdzie jest facet, z którego wyszłam??Z kim ja żyję??? I jak długo??
Tak jak napisała End_ aluzja. Pochowałam kogoś za kogo wyszłam. Ty robisz się coraz bardziej obcy...To tak w skrócie.
No tak obwinianie Ciebie o wszystko, on jest czysty, bezproblemowy. To Ty stwarzasz problemy. On niczego nie widzi. Kompletna olewka. Jest mi to znane.
10 903 2012-06-01 10:23:31
Faworytko
włączyłam rodziców w moją sprawę z prostej przyczyny- niewiedzy. Szukałam sposobów na załatwienie rozwodu i ten wydał mi się najodpowiedniejszy. Tak, część odpowiedzialności zrzuciłam na mamę, to fakt. I sama pchnęłam się w ten cały bajzel.
Druga sprawa, szanuję Twoje kopniaki jak i kopniaki od innych osób. O wiele bardziej potrzebne mi są do działania, niż bycie głaskaną po główce. Dlatego cenię sobie każdą wypowiedź tutaj na tym forum, mimo emocji, które we mnie powodują.
Poza tym mam świadomość tego,że tkwię w toksycznym związku z matką i chcę to zmienić, jestem chłonna wiedzy na ten temat, potrzebne mi są konkrety, tak i tak możesz myśleć, tak i tak możesz robić. Mam niewiedzę w kwestii swobodnego życia samej ze sobą. Chcę myśleć i robić po swojemu, ale brakuje mi konkretnej wiedzy na ten temat. Nie wiem gdzie jest granica mojego ja, jak daleko mogę się posunąć itp...
Żeby zmienić siebie, potrzebna mi jest zmiana moich życiowych nawyków, rodzinnych poglądów zakorzenionych w głowie. Tak, będę wyrodną córką, siostrą, wnuczką, człowiekem- tak postrzegać mnie będzie cała moja rodzina, żyjąca "na kupie".
Ale będę sobą. I dążę do tego ze świadomością od niedawna.
Anstawio Ty musisz sama ze sobą pogadać i od siebie się dowiedzieć. Co ja chcę? Nie co mama chce, albo co mama powie na to co ja chcę. Co ja chcę, co jest dla mnie dobre, co sprawia, że dobrze się czuję, Dana decyzja musi być podjęta tak, żeby nie godzić w nasze dobro, żebyśmy dobrze się z nią czuli. Wiadomo, czasem musimy wybrać tzw mniejsze zło, ale i tak podejmujemy tą decyzję ze względu na nasze dobro.
Nie dowiesz się tego z żadnej książki ani od żadnego psychologa. On jedynie może wskazać Ci sposób, pokazać możliwości. Ale odpowiedz jest w Tobie.
I znowu czas na to potrzebny ![]()
Mieszkam w Krakowie, więc powiem - nie od razu Kraków zbudowano.
Rewolucja nie dzieje się w momencie. Nic nie dzieje się nagle. Nawet jak coś komuś spada na głowę musi spaść z czegoś, albo "dlaczegoś". Wiesz o co mi chodzi?
10 904 2012-06-01 10:25:02
Mam wrażenie,że znowu wróciłam do szkoły. Tym razem jest to: szkoła życia. Jednym z przedmiotów jest: nauka bycia sobą.
I teraz, jak to w szkole bywa, albo ten przedmiot przypadnie nam do gustu, zainteresuje, będziemy chcieli się go uczyć. Albo, nic a nic z niego nie zaczerpniemy, bo po co. Albo, będziemy się uczyć, byle iść dalej, nie wynosząc żadnej wiedzy.
Czasami też, mimo iż przedmiot wydaje nam się nudny, to nauczyciel, który go wykłada jest tak charyzmatyczny, że chłonięcie wiedzy sprawia nam frajdę. A czasami, choćbyśmy przeczytali mnóstwo książek na dany temat, rozumieli problem, to i tak go nie rozwiążemy, z braku chęci, motywacji...
To jest moje spostrzeżenie, lubię się rozwijać, uczyć. I tak postrzegam naukę własnego ja. Wiem, że potrzebuję surowego i charyzmatycznego nauczyciela, który da mi wskazówki. Nie mam tej wiedzy w głowie, a bardzo chcę ją zdobyć, chłonę ją jak gąbka i wpajam w czyn. Wiedza napędza mnie do działania!
Dużo można się nauczyć z obserwacji,
Obserwacja samej siebie. A praca domowa?
10 905 2012-06-01 10:26:42
hm... napisał/a:Wszytko się zgadza Mussuko. Sytuacja jest tragiczna. Bo on nie ma nic, a ma tyle. Gołodupiec jeden.
Ale musi być sposób.Jesli on dobrze kombinuje ,to musi sie znlaesc sposub ,skoro jemu tak dobrze niech splaca kredyt ,zaden facet z niego naprawde
Zgadza się.
10 906 2012-06-01 10:36:00
Wszystkim kochanym kobietom, które nie miały szczęśliwego dzieciństwa, życzę wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka!!
Kupiłyście sobie już jakiś prezent z tej okazji?
Sobie nie, dzieciakom tak:)
Uwielbiam je rozpieszczac i przytulac, syna uz moze nie (kawal chlopa) ale mysze moja moglabym zacalowac czasem na smierc;) I cos chcialabym zrobic, zeby przestala rosnac, bo taka jak teraz jest nafajniejsza. Znowu przypomniala mi sie piosenka ABBY "Slipping through my fingers", przy ktorej nie bylo razu, zebym sie nie poryczala:)
Slonecznego i wesolego Dnia Dzieciaka!
10 907 2012-06-01 10:48:09
zofia282 napisał/a:l_ukrecja napisał/a:Moje cholerne dzieciństwo będzie się za mną wlec już zawsze.
nic na temat nie napiszę bo nie mam o tym zielonego pojęcia
l_ukrecja napisał/a:Już nie wierzę,że jestem w stanie coś zmienić.
nawet ludzie całkowicie sparaliżowani i uzależnieni od innych mogą coś zmienić...moim zdaniem tylko starcy nie mający już sił, oni już zmienić nic nie mogą jak i martwi. Ty ani stara ani martwa nie jesteś i zmienić możesz wiele.
l_ukrecja napisał/a:W moim domu nie było alkoholu. Nie było miłości,uczuć,emocji.
Śmiałam się-przestań błaznować!
Płakałam-nie histeryzuj!
Zawsze śmiali się z moich łez...nitk nie interesował się mną,moimi potrzebami-jedynie pedofil,o zgrozo...
Nigdy nie było ważne co czuję...kiedyś matce wykrzyczałam-ty mnie w ogóle nie znasz!a może chcieli byś była silną osobą...ja swoimi dziećmi interesuję się, dopytuję , wydzwaniam. Oni mają mi często to za złe i mówią, że są już dorośli. Może kiedyś powiedzą" moja matka skrzywdziła mnie, bo była nadopiekuńcza"
l_ukrecja napisał/a:Szukam miłości,akceptacji u innych,uciekam od siebie....
będąc z mężem również szukałam akceptacji u niego i innych. Dzisiaj zyjaś akceptacja nie jest mi do niczego potrzebna. Dzisiaj lubię być sobą ze swoimi zaletami i wadami
l_ukrecja napisał/a:Jestem w depresji,boję się...życia,siebie,innych...boję się,że nie znajdę sensu życia...
chyba faktycznie jesteś w depresji. depresja to choroba i leczy sie ją i to skutecznie.
l_ukrecja napisał/a:Facetom mówię asertywnie nie...chcę tylko jednego-spokoju.
oj coś mi sie wydaje, ze oszukujesz nas i siebie. Wierzę Ci, facetów można mieć dość ale nie uwierzę, że nie chcesz nic poza spokojem.
l_ukrecja napisał/a:Jutro mija 4 miesiące jak już definitywnie się rozstałam z eksem...
A ja zaczynam tęsknić...dociera do mnie teraz co się stało! I co teraz? Mam ochotę zadzwonić...poszukać go...możesz szukać, dzwonić, prosić, błagać ...tylko tym nie zmienisz go i za chwile znowu będziesz przechodziła przez piekło zdrad, zazdrości, poniżenia i życia w czarnej dziurze. Ty o tym wiesz już to przerabiałaś. Czas tęsknoty za złudą mija. Przyjdzie radość i szczęście, przyjdzie zapewniam Cię. ja juz jestem po tej drugiej stronie rzeki i jest tu spokojnie, miło, radośnie i bezpiecznie
l_ukrecja napisał/a:Moje demony szczerzą kły i ślinka im cieknie na myśl,ze zaraz mnie pożrą...
pogoń demony ! one są płochliwe, one cię tylko straszą tymi kłami. Tupnij nogą a demony kly schowają, 9gony podkulą i dlugo a może i wcale już ich nie zobaczysz.
l_ukrecja napisał/a:Nie dam rady...nie mam sił udawać już...pozory stwarzać...
Jak ty sobie świetnie radzisz Asia! W dupie sobie radzę...
Czuję się jak siedmioletnia dziewczynka porzucona w ciemnym lesie...strach tak mnie obezwładnia,że kroku zrobić nie mogę...Aśka napisz czego się tak boisz ! kogo udajesz, na co nie masz sił i o jakich pozorach piszesz. Pogubiłam się i nie wiem o czym piszesz.
Proszę wyjaśnij.Droga Oleńko:)
Dziękuję Ci za trud,jaki sobie zadałaś-rozkładając moje wywody na czynniki pierwszeA więc:
Nie,moi rodzice nie chcieli,żebym była silna. Nie byłam idealna,więc nie potrafili mnie zaakceptować. Wychowałam się w domu zimnym emocjonalne. Ojciec w depresji,matka lała ścierą gdzie popadło...dużo by pisać...
W mojej rodzinie nieszczęście kobiet jest rodzinne.Myślę,że na depresję choruję już od dzieciństwa,od 2002 ją leczę-z różnym efektem,ona wraca.
Czas tęsknoty za złudą mija-tych Twoich słów się trzymam pazurami.
Faceci-kręcą mnie zli,więc nie jestem gotowa i nie zależy mi na pracy nad tym,najpierw chcę spokoju w mojej głowie.
Dalej chodzi o demony z dzieciństwa,o to,że ja nigdy nie byłam sama,nawet po męża śmierci szybko znalazł się drugi mąż...i tak klinowałam związek,związkiem,uciekałam przed sobą...
Teraz jest inaczej,bo nie piję,bo jestem świadoma popełnianych w kółko tych samych błędów. Teraz jest inaczej. Miewam różne dni jak sama zauważyłaś.
Pozory-udaję,często też sama przed sobą,że jest ok,a nie jest. I w końcu mówię o tym głośno. Nie będę zgrywać siłaczki.
Nie wiem,boję się życia...no nie umiem tego opisać,choć to co pisze Anstawia jest mi bliskie.
Wiem jedno,powrotu nie ma,a ja z dnia na dzień czuję się silniejsza... wyłączając huśtawki.Hm...eks wziął duży kredyt dla nas. Teraz on wyprowadził się i niczego oprócz rzeczy nie wziął. Został z niczym. Trochę mu wysłałam ale co to jest...I nie mam za bardzo pomysłu co dalej...Może będę musiała wyjechać za granicę,chociaż sezonowo...no nie wiem co mam zrobić...On nie wyjedzie żeby się odbić,dorobić też pewnie nie chce...ciężka sprawa.
Nie figuruję na żadnych dokumentach,tu chodzi tylko o honorowe rozliczenie zobowiązań.
Ja figuruję, a on chce mi zrobić na złość, zemścić się no i układać sobie życie ze swoją lafiryndą. Jeszcze może myśli, że takimi sposobami dostanie dziecko.
10 908 2012-06-01 10:50:20
Milo ze pytasz Anastawio. Dzien pelen niezbyt pozytywnych wrazen. Dalam sie dzis sprowokowac i wybuchlam i na dziecko i na meza, ktory potwierdzil dziecki, ze mama jest leniwa. Wyglada na to ze wszystko w domu robi sie samo, a ja po pracy nic nie robie tylko sie lenie. Zaluje, ze dalam sie sprowokowac, ze wrzeszczalam i powiedzialam mezowi co o tym mysle. Czuje sie po prostu zmeczona ta sytuacja. Przykro mi, ze maz w ten sposob mysli, ze nie widzi mojej pracy w domu, mimo, ze zawodowo pracuje. Schudlam to tez ma w nosie, ze zle wygladam, nawet nie zapyta czy cos jem, cokolwiek...Mam poczucie, ze go nie obchodze wcale. Chcialabym choc troche troski o mnie, przykro mi. Sprawy zaszly juz chyba za daleko. Jestem wrogiem dla niego i nie wiem dlaczego?! On nie chce ustapic w zanej kwestii a zycie na zasadach tylko jednej strony jest niemozliwe. Jak mozna nie dojsc do kompromisu lub go ne chciec? Skad ta zatwardzialosc i poczucie tylko jego wlasnej racji?!
Z głupoty może?
A jakbyś tak pewnego dnia nic nie zrobiła, to nic o którym oni mówią. Ale nic. Zupełnie. Wtedy jest szansa, że zauważą.
10 909 2012-06-01 10:52:47
Liwio, nie żałuj, że dałaś sobie upust własnej złości. Skąd ja to znam. Jeszcze niedawno ta skumulowana złość wybuchła i wyżyłam się na forumowiczce, a potem spakowałam mężowi walizki
Złość jest potrzebna. A wybuchy są wtedy, jeżeli za długo trzymamy w sobie urazy, niechęci, godzimy się na coś na co nie mamy ochoty. Gdy to wszystko się uzbiera, to jesteśmy jak bomba zegarowa, w każdym momencie gotowi by wybuchnąć.
A zastanawianie się nad postępami męża, to tylko strata czasu i energii...
Liwio, czy naprawdę nadal chcesz w tym tkwić? Co Ci ten związek daje?
To jest bardzo ważne z tą kumulacją.
10 910 2012-06-01 11:01:22
Liwia napisał/a:Milo ze pytasz Anastawio. Dzien pelen niezbyt pozytywnych wrazen. Dalam sie dzis sprowokowac i wybuchlam i na dziecko i na meza, ktory potwierdzil dziecki, ze mama jest leniwa. Wyglada na to ze wszystko w domu robi sie samo, a ja po pracy nic nie robie tylko sie lenie. Zaluje, ze dalam sie sprowokowac, ze wrzeszczalam i powiedzialam mezowi co o tym mysle. Czuje sie po prostu zmeczona ta sytuacja. Przykro mi, ze maz w ten sposob mysli, ze nie widzi mojej pracy w domu, mimo, ze zawodowo pracuje. Schudlam to tez ma w nosie, ze zle wygladam, nawet nie zapyta czy cos jem, cokolwiek...Mam poczucie, ze go nie obchodze wcale. Chcialabym choc troche troski o mnie, przykro mi. Sprawy zaszly juz chyba za daleko. Jestem wrogiem dla niego i nie wiem dlaczego?! On nie chce ustapic w zanej kwestii a zycie na zasadach tylko jednej strony jest niemozliwe. Jak mozna nie dojsc do kompromisu lub go ne chciec? Skad ta zatwardzialosc i poczucie tylko jego wlasnej racji?!
Z głupoty może?
A jakbyś tak pewnego dnia nic nie zrobiła, to nic o którym oni mówią. Ale nic. Zupełnie. Wtedy jest szansa, że zauważą.
Albo jakbys pewnego dnia tak dla odmiany zrobila cos dla siebie i rozwiodla sie z idiota?
Ten watek powinien zmienic nazwe Grupy wsparcia dla KKZB na Kolko wzajemnej adoracji Kobiet Masochistek. Znow sie wkurzylam a najbardziej to mi zal waszych dzieciakow.
10 911 2012-06-01 11:01:34
Anstawia napisał/a:l_ukrecjo, masz ogromne i dobre serducho, mam nadzieję, że o tym wiesz. Jest w Tobie tyle dobroci, ciepła i pomocy dla innych...
Zasługujesz na faceta, który będzie doceniał tą Twoją dobroć, opiekuńczość, w zamian dawał Ci to samo. A tych łobuzów sobie odpuść, szkoda sobie zawracać nimi doopy
Jeżeli to honorowe rozliczenie zobowiązań da Ci szczęście, radość, satysfakcję, to zrób to jak najbardziej. Ale sam fakt, że nie wiesz co robić, pokazuje, że jest to coś nad czym musisz się głębiej i dłużej zastanowić. Nie rób już niczego dla innych, proszę, tylko dla siebie. A Twój eks jest przecież dorosły...Dziękuję,to ważne dla mnie co piszecie do mnie. Bardzo Was,drogie panie potrzebuję.
Odniosłam dziś sukces-załatwiłam teściowej hospicjum na czas mojego wyjazdu. Jak wrócę,a jej życzeniem będzie powrót do domu,będę przy niej i pomogę jej odejść...kiedyś jej to obiecałam. Choć teściową nie była dla mnie dobrą,wiele złego mi wyrządziła w obliczu śmiercie nie chcę o tym już pamiętać. Jest babcią ciepłą i kochającą,nawet dla mojej najmłodszej (która nie jest jej wnuczką,a ona zawsze mówiła,że jest jej najukochańszą,bo najmłodszą).
Powiedzcie,że dam radę!
Dasz radę !!!
10 912 2012-06-01 11:06:38 Ostatnio edytowany przez hm... (2012-06-01 11:07:22)
hm... napisał/a:klopsik napisał/a:tak - kociamamo - to może i tak wygląda- ale i tak wiem, że z moimi wywodami czy bez i tak czuje się w porządku - ona taka super...
Ta polemika tylko potwierdziła jaką ona jest kobietą...
Mi nie zależy na ich opinii. Ja już od jmęża nasłuchałam się, że tępa jestem, zryta i takie tam... Niech sobie myśli on i ona co chce. Ja wiem jakim człowiekiem jest mój jeszcze mąż - to tylko mogę jej współczuć, że takiego tylko jej udało się "wyhaczyć". Godność to jedno, a to, że ja mam w całości finansować utrzymanie naszych dzieci to drugie.
Ubawiła mnie ta cała sytuacja - bo chyba troszkę ją to zirytowało:) że ja śmiem do niej takie teksty pisać.
Ona chyba do końca nie jest świadoma, że ten gość ma dwójkę dzieci - nie tylko do wizyt i spędzania czasu ale przede wszystkim na utrzymaniu. Ale to nie jest mój problem. Mam za to piękne dowody na sprawę:)Kiedy moja mama przychodziła po pieniądze do mojego ojca w jego miejscu pracy powodowała, że kochanka spieprzała aż się kurzyło. Nie uważam Klopsiku abyś się poniżała, to walka o swoje. A ona niech się czuje kim jest.
Sorki, ale ja widzę to inaczej. Uważam, ze to facet jest świnia a nie jego kochanka. To on ją uwodził, opowiadał bzdury o sobie i żonie. To on był biedny i nieszczęśliwy Miś a ona go tylko pocieszała. W takim układzie nigdy nie winiłam kobiety. Do dzisiaj jestem w dobrych układach z jedną z kochanek męża. Czy można winić kobietę, która chce ułożyć sobie życie u boku mężczyzny? Owszem on jest żonaty ale ona słyszy, ze to tylko papierowe małżeństwo. Słyszy jak on jest nieszczęśliwy i od dawna nie sypia z żoną i tylko mieszkają razem z uwagi na dzieci. On jest nareszcie szczęśliwy bo poznał ją cudowną, najlepszą i bywa, ze autentycznie zakochuje sie i odchodzi od żony.
Owszem bywają przypadki kiedy to kobieta jest tą stroną inicjującą ale zdarza się to rzadko.
Ja uważam, że Klopsik postąpił tak jak uważał za stosowne i to wspieram. Natomiast jeśli chodzi o winę w zdradzie to oczywiście jakby facet nie chciał to nic by z tego nie było. Jeśli prawił kochance przyszłej bajki, ona nie miała w zasadzie powodu żeby nie wierzyć, w sumie żeby wierzyć też nie miała powodu. Ja nie obwiniam, miałabym żal do faceta, że zrobił mi takie świństwo.
Wiesz Zofio, są baby, które wiedzą o żonie, wiedzą, że on jest skurczybykiem, a mimo to są. Ktoś w naszym wątku ma taką sytuację. Klopsik właśnie. Kochanka jest parszywą inicjującą moim zdaniem w tym przypadku.
10 913 2012-06-01 11:09:53
hm... napisał/a:Liwia napisał/a:Milo ze pytasz Anastawio. Dzien pelen niezbyt pozytywnych wrazen. Dalam sie dzis sprowokowac i wybuchlam i na dziecko i na meza, ktory potwierdzil dziecki, ze mama jest leniwa. Wyglada na to ze wszystko w domu robi sie samo, a ja po pracy nic nie robie tylko sie lenie. Zaluje, ze dalam sie sprowokowac, ze wrzeszczalam i powiedzialam mezowi co o tym mysle. Czuje sie po prostu zmeczona ta sytuacja. Przykro mi, ze maz w ten sposob mysli, ze nie widzi mojej pracy w domu, mimo, ze zawodowo pracuje. Schudlam to tez ma w nosie, ze zle wygladam, nawet nie zapyta czy cos jem, cokolwiek...Mam poczucie, ze go nie obchodze wcale. Chcialabym choc troche troski o mnie, przykro mi. Sprawy zaszly juz chyba za daleko. Jestem wrogiem dla niego i nie wiem dlaczego?! On nie chce ustapic w zanej kwestii a zycie na zasadach tylko jednej strony jest niemozliwe. Jak mozna nie dojsc do kompromisu lub go ne chciec? Skad ta zatwardzialosc i poczucie tylko jego wlasnej racji?!
Z głupoty może?
A jakbyś tak pewnego dnia nic nie zrobiła, to nic o którym oni mówią. Ale nic. Zupełnie. Wtedy jest szansa, że zauważą.Albo jakbys pewnego dnia tak dla odmiany zrobila cos dla siebie i rozwiodla sie z idiota?
Ten watek powinien zmienic nazwe Grupy wsparcia dla KKZB na Kolko wzajemnej adoracji Kobiet Masochistek. Znow sie wkurzylam a najbardziej to mi zal waszych dzieciakow.
Podałam sposób przejściowy póki co. Ale męczyć się nie da.
Mussuko jestem u mamy i o dziwo odpoczywam.
10 914 2012-06-01 12:44:19
Podałam sposób przejściowy póki co. Ale męczyć się nie da.
Mussuko jestem u mamy i o dziwo odpoczywam.
hm, nie ma sposobow przejsciowych - jest oszukiwanie samej siebie. Sposob i rozwiazanie jest jedno, w te albo wewte a tu jest raz tak, raz smak, w gore, w dol i w kolko.
Fajnie, ze odpoczywasz, mowilam Ci, ze ta izolacja dobrze Ci zrobi:) Twojemu dziecku tez.
10 915 2012-06-01 12:56:17
Ze mną jest tak, nie wiem czy to wynika z braku inteligencji, czy z braku czegoś innego, że gdy ktoś mi mówi, bądź silna, nie daj się itp. to mi to jednm uchem wpada a drugim wylatuje.
Ale gdy usłyszę: zastanów się, co daje Ci siłę? itp to to na mnie działa! Dlatego taki fundament jest mi potrzebny. Chcę odkryć w sobie swoją drogę. A do tego potrzebne mi są książki i wypowiedzi innych osób. Konfrontacja z różnymi opiniami daje mi podstawy do działania.
I gdy Faworytka napisała, "gdy u mnie coś zaczyna się dziać..." to ja odkryłam,że nawet nie wiedziałam kiedy u mnie "coś zaczyna się dziać". Dzisiaj mija dokładnie 2 m-ce od mojej pierwszej wizyty u psychologa. Oj, wiele się dzieje. Sporo jeszcze przede mną. Ale jaka jestem szczęśliwa:)
Liwio i hm..., a gdybym Wam napisała, że Waszym partnerom PO PROSTU NA WAS ZUPEŁNIE KOMPLETNIE NIE ZALEŻY! to co Wy na to?
Czytałyście książkę: Jemu na was nie zależy?
10 916 2012-06-01 13:48:49
Liwio i hm..., a gdybym Wam napisała, że Waszym partnerom PO PROSTU NA WAS ZUPEŁNIE KOMPLETNIE NIE ZALEŻY! to co Wy na to?
Myslisz, ze one tego nie wiedza? Przeciez to golym okiem widac i czuc.
10 917 2012-06-01 13:53:53
Anstawia napisał/a:Liwio i hm..., a gdybym Wam napisała, że Waszym partnerom PO PROSTU NA WAS ZUPEŁNIE KOMPLETNIE NIE ZALEŻY! to co Wy na to?
Myslisz, ze one tego nie wiedza? Przeciez to golym okiem widac i czuc.
Jestem przekonana,że one tego nie wiedzą! Nie wiedzą tego z pełną świadomością!
Łudzą się...
A to rzuca się w oczy, aż boli.
10 918 2012-06-01 14:18:57 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-06-01 14:23:19)
Liwio, nie żałuj, że dałaś sobie upust własnej złości. Skąd ja to znam. Jeszcze niedawno ta skumulowana złość wybuchła i wyżyłam się na forumowiczce, a potem spakowałam mężowi walizki
Złość jest potrzebna. A wybuchy są wtedy, jeżeli za długo trzymamy w sobie urazy, niechęci, godzimy się na coś na co nie mamy ochoty. Gdy to wszystko się uzbiera, to jesteśmy jak bomba zegarowa, w każdym momencie gotowi by wybuchnąć.
A zastanawianie się nad postępami męża, to tylko strata czasu i energii...
Liwio, czy naprawdę nadal chcesz w tym tkwić? Co Ci ten związek daje?
Zgadza się. Wiem, że jak nadchodzi mój wybuch to czymś on jest powodowany. Nie mam wtedy litości za grosz, nawet łacina wchodzi w grę. Mimo, że wczoraj głupio się z tym czułam, bo nawet dziecko dostało opieprz to ulżyło mi psychicznie. Wiedziałam, że któregoś dnia tak się to skończy, bo jak się nazbierało to upust musiał nastąpić, ale próbowałam się powstrzymać, próbowałam...
Anstawio, Mussako, Hm......
Tak. To jest poniekąd masochizm. A że mężowi na mnie nie zależy to wiem, tylko ja wciąż pozostawiam sobie jakiś ułamek nadziei, że może jednak to nieprawda, co myślę i co Wy piszecie, że jednak skoro jest tu wciąż ze mną to jednak coś czuje...wiem, to chore.
To, że w te lub wewte też wiem-kiedyś tak jak Anstawia spakowałam męża, bo osiągnęłam swoje apogeum.......ryczałam, lamentowała, spakowałam myśląc , że nie odejdzie, że będzie to postracha dla niego, ale odszedł, uniósł się dumą i honorem i odszedł....a winna byłam ja "bo mnie spakowałaś, to Twoja wina". Teraz powinna to być jego decyzja i wszystkie konsekwencje z tym związane, a nie znów ja....
Na dłuższą metę taka sytuacja, gdy razem mieszkamy a są między nami takie stosunki jak są - to to wszystko nie ma najmniejszego sensu, bo ja męczę się psychicznie, wyciągam rękę jakby od niechcenia, a on robi co chce i jak chce, rozmawiając tyle co trzeba, nie wkładając wysiłku praktycznie żadnego w naprawę tego, mimo, że sam zaczął znów "szaleć" z tymi pieprzonymi sms-ami do kobiet itd.
Wkurza mnie, że widzi, że jestem zmęczona po pracy, że czasem muszę nawet się zdrzemnąć, a że potem biorę się roboty służbowej i domowej tego już nie widzi. Nie chcę żadnej wdzięczności za to, ale zauważenia, że wraca się do czystego domu, otwiera się szafę z czystymi ciuchami, dziecko nauczone, przygotowane i nawet żona zadbana.....Z resztą może to widzi, ale ma to w nosie i tyle. Nie wiem.
10 919 2012-06-01 14:21:12
Anstawia napisał/a:Liwio, nie żałuj, że dałaś sobie upust własnej złości. Skąd ja to znam. Jeszcze niedawno ta skumulowana złość wybuchła i wyżyłam się na forumowiczce, a potem spakowałam mężowi walizki
Złość jest potrzebna. A wybuchy są wtedy, jeżeli za długo trzymamy w sobie urazy, niechęci, godzimy się na coś na co nie mamy ochoty. Gdy to wszystko się uzbiera, to jesteśmy jak bomba zegarowa, w każdym momencie gotowi by wybuchnąć.
A zastanawianie się nad postępami męża, to tylko strata czasu i energii...
Liwio, czy naprawdę nadal chcesz w tym tkwić? Co Ci ten związek daje?Zgadza się. Wiem, że jak nadchodzi mój wybuch to czymś on jest powodowany. Nie mam wtedy litości za grosz, nawet łacina wchodzi w grę. Mimo, że wczoraj głupio się z tym czułam, bo nawet dziecko dostało opieprz to ulżyło mi psychicznie. Wiedziałam, że któregoś dnia tak się to skończy, bo jak się nazbierało to upust musiał nastąpić, ale próbowałam się powstrzymać, próbowałam...
Anstawio, Mussako, Hm......
Tak. To jest poniekąd masochizm. A że mężowi na mnie nie zależy to wiem, tylko ja wciąż pozostawiam sobie jakiś ułamek nadziei, że może jednak to nieprawda, co myślę i co Wy piszecie, że jednak skoro jest tu wciąż ze mną to jednak coś czuje...wiem, to chore.
To, że w te lub wewte też wiem-kiedyś tak jak Anstawia spakowałam męża, bo osiągnęłam swoje apogeum.......ryczałam, lamentowała, spakowałam myśląc , że nie odejdzie, że będzie to postracha dla niego, ale odszedł, uniósł się dumą i honorem i odszedł....a winna byłam ja "bo mnie spakowałaś, to Twoja wina". Teraz powinna to być jego decyzja i wszystkie konsekwencje z tym związane, a nie znów ja....
Na dłuższą metę taka sytuacja, gdy razem mieszkamy a są między nami takie stosunki jak są - to to wszystko nie ma najmniejszego sensu, bo ja męczę się psychicznie, wyciągam rękę jakby od niechcenia, a on robi co chce i jak chce, rozmawiając tyle co trzeba, nie wkładając wysiłku praktycznie żadnego w naprawę tego, mimo, że sam zaczął znów "szaleć" z tymi pieprzonymi sms-ami do kobiet itd.
Wkurza mnie, że widzi, że jestem zmęczona po pracy, że czasem muszę nawet się zdrzemnąć, a że potem biorę się roboty służbowej i domowej to sie już nie widzi. Nie chcę żadnej wdzięczności za to, ale zauważenia, że wraca się do czystego domu, otwiera się szafę z czystymi ciuchami, dziecko nauczone, przygotowane i nawet żona zadbana.....Z resztą może to widzi, ale ma to w nosie i tyle. Nie wiem.
10 920 2012-06-01 14:24:17
Liwio, Twojemu mężowi kompletnie na Tobie nie zależy.